Stare gazety

Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy jeszcze czytałem „Najwyższy Czas”, zamieszczał w nim swoje artykuły, jeśli dobrze pamiętam nazwisko, Marek Koprowski. Mieszkał w azjatyckiej części Rosji i to jej poświęcał swoją uwagę. W jednym z nich napisał o tym, jak tamtejsze władze patrzyły z nieufnością na kogoś, kto, tak jak on, chodził do biblioteki i przeglądał stare gazety. Czego on tam szukał? Zapewne nie musiał niczego szukać. Wystarczy, że czytał i porównywał to, co pisano wtedy, z tym co się pisze obecnie. I to wystarczy. Ale dla władzy to bardzo niewygodna praktyka, bo demaskuje ją. Po latach widać, jak niewiele miały wspólnego z rzeczywistością miraże roztaczane przez polityków, pragnących jedynie pozyskać głosy wyborców. Czas jest brutalnym weryfikatorem, a może raczej demaskatorem prawdziwych intencji wielkich tego świata. Jak to mówią Rosjanie: Pażywiom, uwidim. No więc dożyliśmy i zobaczyliśmy, po co przyjęto kraje Europy wschodniej do unii.

Ja zachowałem sobie jeden taki stary dodatek „+Plus-Minus” do weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” z dnia 14-15 grudnia 2002 roku. Na pierwszej stronie u góry napis: „Po dramatycznych negocjacjach Unia przyjęła wszystkie żądania Polski”. A poniżej, wielkimi literami: „Dzień dobry, Europo”. Pod nim duże zdjęcie, na którym na pierwszym planie uśmiechnięty premier Leszek Miller z uniesioną na wysokość ramienia prawą dłonią. W tle, na drugim planie, Włodzimierz Cimoszewicz w rozpiętej marynarce. Widać więc krawat, którego koniec wyraźnie sięga poniżej paska spodni. Nie wiedział partyjny aparatczyk, że elegancko zawiązany krawat sięga końcem do paska spodni, nie wyżej i nie niżej. Ale skąd on mógł wiedzieć? Przecież on dopiero wchodził do Europy.

We wstępie do swojego artykułu również zamieszczonego na pierwszej stronie, Jędrzej Bielecki pisze:

„Jesteśmy już niemal w Unii Europejskiej. – Wszystkie nasze postulaty zostały przyjęte – oznajmił premier Leszek Miller po kilkunastogodzinnych negocjacjach na szczycie UE w Kopenhadze.”

Polska delegacja w Kopenhadze to: Danuta Hübner, Marek Pol, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Grzegorz Kołodko i Jarosław Kalinowski.

W dolnej części pierwszej strony zamieszczony jest również komentarz redakcji, zatytułowany „Unia zaprasza, Polska decyduje”. Poniżej jego treść:

Decyzja zapadła. To już nie deklaracje, to czyn. Europa nas chce. Unia Europejska pragnie nas widzieć w swoim gronie. Swoją wolę poparła w Kopenhadze rozsądnymi ustępstwami, także finansowymi. O tym, czy to zaproszenie przyjmiemy, czy chcemy należeć do Unii, zadecyduje polskie referendum. Dla nas, Polaków decyzja nie powinna być trudna. Dla jej podjęcia nie trzeba nawet odwoływać się do skądinąd słusznych haseł i emocjonalnych deklaracji o chwili dziejowej i historycznym wymiarze ani do wspomnień o czasach komunizmu.

Wystarczy na zimno uświadomić sobie, w którym miejscu jesteśmy teraz. A znajdujemy się, niestety, wciąż w przeszłości. Z winy historii, ale nie bez własnych zaniedbań. W wielu dziedzinach, szczególnie w gospodarce i poziomie życia ludzi, krok, raczej kilka kroków za Europą. Jest to dystans, który być może zdołalibyśmy odrobić sami, ale z pewnością ani za życia tego, ani kilku następnych pokoleń. Świat zmienia się zbyt szybko, Europa nie będzie na nas czekać, samotny wysiłek musiałby się okazać za wielki. A na dodatek trzeba byłoby go dokonywać zgodnie z regułami gry, które inni ustalili dla siebie i dla nas, ale bez naszego udziału.

Wchodząc do Unii Europejskiej, możemy dokonać wielkiego kroku – przejść z przeszłości do współczesności czyli do Unii. Do jedynego miejsca, z którego prowadzi droga w przyszłość. Poza Unią jest oczekiwanie na cud. Ale my nie cudu potrzebujemy, ale europejskiej normalności. – Zespół „Rzeczpospolitej”.

„Rzeczpospolita” zamieściła też wypowiedzi byłych premierów III RP. Poniżej ich fragmenty.

Tadeusz Mazowiecki: Wejście do Unii Europejskiej jest ostatecznym zamknięciem podziału Europy, podziału jałtańskiego. Polsce daje to szanse na wyrównanie poziomu cywilizacyjnego z Europą Zachodnią. Ten podział trwa dłużej niż od czasu wprowadzenia w Polsce komunizmu.

Jam Krzysztof Bielecki: Musimy też nauczyć się wydobywać obiecane nam pieniądze. Składkę Unia ściągnie z nas bezlitośnie, a my musimy umieć odzyskać te pieniądze i jeszcze więcej – 10 miliardów euro w trzy lata. To gigantyczna praca.

Hanna Suchocka: Nie ma dla nas innego miejsca na kontynencie, jak w UE. Europa się organizowała, jednoczyła, gdy my byliśmy odgrodzeni od niej murem. Jeśli chcemy powrócić do naszych korzeni, odzyskać kontakt z Europą, to nie mamy innej drogi.

Józef Oleksy: Sfinalizował się proces niesłychanej doniosłości, na miarę naszej historii, dopełniający polską transformację po dziejowym przełomie 1989 roku. Jeśli dalej wszystko potoczy się pomyślnie, będziemy mogli mówić o nowym etapie w życiu, w rozwoju Polski.

Jerzy Buzek: Zakończenie kilkuletnich negocjacji to ciężka praca kolejnych rządów, parlamentów i samych obywateli. To moment wielkiego triumfu. Kilkanaście lat temu nie wyobrażaliśmy sobie, że coś podobnego może nas spotkać.

Zamieściłem tylko fragmenty ich wypowiedzi, bo to takie zwyczajne pustosłowie. Jedynie wypowiedź Jana Olszewskiego zasługuje na to, by ją w pełni przytoczyć:

„To, że UE doda trochę pieniędzy, było do przewidzenia. Nie zmienia to samego założenia, że zostaliśmy przyjęci na zupełnie innych zasadach niż byli przyjmowani pozostali członkowie. To tworzy wewnątrz Unii podział na członków właściwych, pierwszej kategorii, i nowych – drugiej kategorii. Warunki uzyskane w negocjacjach z UE nie gwarantują, że uzyskamy szansę na wyrównanie poziomu rozwoju gospodarczego z resztą Europy. Raczej odwrotnie – utrwali się podział na dwie strefy. To fatalne dla przyszłości Unii, Polski i Europy. Moim zdaniem żaden z Polaków nie ma prawa zaakceptować takiego układu.

Kiedy byłem premierem, problemem głównym było wyprowadzenie z kraju wojsk rosyjskich i wejście do euroatlantyckiego układu bezpieczeństwa. Od kiedy znaleźliśmy się w NATO, jesteśmy po tamtej stronie. Wchodzenie do struktur europejskich jest sprawą wtórną. Nie jest tak, że musimy wejść do Europy, bo inaczej pozostaniemy poza nią. My jesteśmy w Europie tak samo jak Norwegia, która nie jest członkiem UE.”

Kiedyś Aleksander Dumas napisał powieść Trzej muszkieterowie, a rok później dopisał dalszy jej ciąg, czyli Dwadzieścia lat później. I w przypadku tego „wielkiego wydarzenia” mija właśnie 20 lat. Podstawowe pytanie jakie wypada sobie zadać, to: Jaki był cel łączenia rozwiniętej gospodarczo Europy zachodniej i nierozwiniętej Europy wschodniej? Jeśli różnice w rozwoju tych dwóch części Europy sięgały zamierzchłych czasów, to znaczy, że ten podział był bardzo głęboki. Można wręcz powiedzieć, że sięga on podziału Imperium Rzymskiego na część wschodnią i zachodnią. Jednak, nie cofając się aż tak daleko w przeszłość, wypada zadać sobie proste pytanie: Jaki interes miałyby mieć państwa Europy zachodniej w dofinansowaniu rozwoju państw Europy wschodniej? No bo jak inaczej miało by odbyć się wydźwignięcie zacofanych gospodarczo państw i wyrównanie poziomu? Jednak takie dofinansowanie oznaczało by poprawę szeroko pojętej infrastruktury tych państw: budowę nowoczesnych dróg, kolei, modernizację telekomunikacji itp. Nie oznaczało by to, że te państwa staną się producentami wszelkiego rodzaju dóbr i usług, które zapewniły państwom Europy zachodniej rozwój, bogactwo i przewagę nad Europą wschodnią i nie tylko nad nią. A skoro tak, to podział na dwie Europy pozostanie, utrwali się i pogłębi się.

Nic nie wyszło z wyrównywania poziomów rozwoju gospodarczego, co, po dwudziestu latach od tamtego czasu, jest dziś faktem. A co w takim razie z drugim filarem, czyli bezpieczeństwem, które miało zapewnić Polsce wejście do NATO? W tym wypadku jest jeszcze gorzej, bo NATO wciąga Polskę w wojnę na Ukrainie, a więc mowy o żadnym bezpieczeństwie być nie może. No więc nasze „Dwadzieścia lat później”, to wojna na Ukrainie i coraz częstsze głosy o potrzebie wyjścia z unii. Mają więc rację Rosjanie, czy może raczej władze rosyjskie, że czytanie starych gazet nie jest wskazane, wprost przeciwnie. Ci, którzy kiedyś palili książki, dobrze wiedzieli, co robili. W końcu uporano się z tym problemem, bo internet eliminuje tego typu zagrożenia, że jakieś niepoprawne myśli czy idee trafią przypadkiem do ludzi, do których trafić nie powinny.

Po co więc była ta cała hucpa z rozszerzeniem unii na wschodnią Europę? Pożyliśmy, dożyliśmy i zobaczyliśmy. Zobaczyliśmy Majdan w 2014 roku. W cytowanej przeze mnie w poprzednim blogu książce Życie polskie w dawnych wiekach jest wyjaśnienie tego słowa: W niektórych zamkach zajmował dziedziniec obszar bardzo znaczny; z ruin dotąd zachowanych zamku w Ogrodzieńcu domyślać by się można kilkumorgowej przestrzeni wewnętrznego, głównego dziedzińca. Służył taki dziedziniec za majdan, czyli punkt zborny załogi, a przy uroczystych sposobnościach za widownię obchodów, festynów, tzw. tryumfów, zjazdów i igrzysk rycerskich, którym z osobnej loggii przypatrywały się damy.

Głównym zawołaniem tego Majdanu było: My chcemy do Europy! Ale czy ten postulat, to żądanie, czy to było by możliwe, gdyby żaden z krajów Europy wschodniej nie był członkiem unii europejskiej, a w szczególności Polska, która sąsiaduje z Ukrainą? – I tu jest pies pogrzebany! Gdyby żaden z krajów Europy wschodniej nie był członkiem unii europejskiej, to takie zawołanie nie miałoby sensu. I tu rodzi się kolejne pytanie: Czy ktoś, kto po rozpadzie prządku jałtańskiego planował włączenie państw Europy wschodniej do NATO i unii europejskiej, czy ten ktoś już wtedy planował wojnę na Ukrainie i traktował to włączenie jako etap przejściowy do tej wojny? Wszak to tylko 10 lat. Polska weszła do unii w 2004 roku, a Majdan zaczął się w 2014 roku.

I dzieje się rzecz dziwna. Polska, będąca członkiem drugiej kategorii, Polska, która, podobnie jak inne kraje, wdrożyła u siebie prawo unijne i uznała jego wyższość nad polskim, ta Polska otwiera granicę z Ukrainą, granicę, która jest granicą zewnętrzną unii, a więc decyzję o jej otwarciu musiała podjąć unia, czyli ktoś, kto nią faktycznie rządzi. To nie polski rząd decydował. On tylko wykonał polecenie swoich nieznanych przełożonych. Co to oznacza w praktyce? Oznacza to rozpad unii w tym kształcie. To tak jakby ktoś podkopał w jednym miejscu fundament budynku. Co dalej będzie się działo z takim budynkiem, tego chyba już nie muszę tłumaczyć.

Po raz pierwszy weszła Polska do Europy, przyjmując chrześcijaństwo i akceptując zwierzchność władzy cesarza niemieckiego i papieża. Wchodząc w unię z Litwą, wyszła Polska z Europy i jednocześnie zanegowała zwierzchność cesarza niemieckiego i papieża. I teraz znowu Polska, angażując się w wojnę na Ukrainie i tworząc z nią unię, o czym się nie mówi, a co się dzieje – wychodzi z Europy. Czy tak będzie lepiej, jak próbują nam wmawiać internetowi gdakacze? (Nie ma w słowniku języka polskiego słowa „gdakacz”, więc wygląda na to, że je wymyśliłem.). Historia pokazuje, że na mariażach ze wschodem wyszła Polska, a raczej Polacy, jak Zabłocki na mydle.

Szokujący sondaż

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że nowe państwo polsko-ukraińskie może powstać z połączenia Ukrainy pomniejszonej o ziemie zajęte przez Rosję oraz Polski pomniejszonej o tzw. Ziemie Odzyskane. Uderz w stół, a nożyce się odezwą – jak mówi przysłowie.

Na portalu “salon24” pojawił się 6 lipca artykuł zatytułowany Szokujący sondaż: Niemcy gotowi oddać Putinowi terytorium Ukrainy (https://www.salon24.pl/newsroom/1237772,szokujacy-sondaz-niemcy-gotowi-oddac-putinowi-terytorium-ukrainy). Poniżej jego treść:

»Niemieckie kanały telewizyjne RTL i ntv zapytały swoich odbiorców, czy Ukraina powinna oddać terytorium Rosji, aby osiągnąć “pokój”. Większość ankietowanych odpowiedziała na pytanie twierdząco.

Wyniki sondażu

Rosyjska inwazja na Ukrainę trwa już 132 dni. Według sondażu Forsa przeprowadzonego na zlecenie RTL i ntv większość Niemców opowiada się obecnie za tym, by Ukraina poszła na duże ustępstwa wobec Rosji.

Za pozostawieniem Rosji obszarów na wschodzie i południu Ukrainy opowiedziało się 47 proc. badanych. 41 procent osób w Niemczech było przeciwnych. 12 procent nie miało zdania w sprawie.

Burza w internecie

W mediach społecznościowych wielu użytkowników skrytykowało pytanie jako “kolonialistyczne”, “haniebne” i “mylące”. Trwa teraz gorąca dyskusja, czy Putin chciałby tego samego, czego chcą ankietowani Niemcy.

Ukraińscy użytkownicy internetu są wściekli. Sugerują przekazanie Kremlowi krajów związkowych takich jak Turyngia czy Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Głupie pytanie, głupia odpowiedź”

“Takie ankiety można bardzo krótko podsumować słowami “głupia odpowiedź na równie głupie pytanie”. Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania” – skomentował jeden z użytkowników Twittera.«

Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania – skomentował jeden z użytkowników Twittera.

No właśnie! Jaki jest cel takich badań? Ale nie odpowiedział na postawione przez siebie pytanie. A czy zaangażowani dziennikarze mogą zadawać takie pytania? Zaangażowani pewnie – nie! Ale niezaangażowani jak najbardziej, bo stawianie pytań ukierunkowuje myślenie i ułatwia analizę problemu. Tak więc nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Sondaż ten nie pojawił się przypadkowo i nie przypadkowo postawiono w nim takie pytanie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale zwiastuje pewne zmiany. W tym wypadku chodzi o oswajanie tzw. opinii publicznej z faktem, że być może jedynym sposobem na zakończenie tego konfliktu będzie zgoda Ukrainy na zaakceptowanie faktu, że tych ziem nie odzyska. Ale jak mają wyjść z twarzą z tej wojny władze Ukrainy? Zgodzić się mogą, ale w zamian muszą dostać jakąś rekompensatę. Czymś takim może być wspólne państwo polsko-ukraińskie. Wtedy Zełenski powie Ukraińcom: wprawdzie tracimy ziemie na wschodzie, ale zyskujemy znacznie więcej na zachodzie. W przypadku władz polskich argumentacja będzie odwrotna: wprawdzie tracimy ziemie na zachodzie, ale ile zyskujemy na wschodzie! To właśnie dlatego stręczą nam od jakiegoś czasu pomysł na unię czy wspólne państwo polsko-ukraińskie. A że używają do tego pokrętnej argumentacji typu udział polski w odbudowie Ukrainy i inne bzdury, to już inna para kaloszy.

Z kolei Ryszard Czarnecki na tym samym portalu w artykule Olaf Scholtz – zakładnik niemieckiej „Ostpolitik” i zwolennik „status quo ante” (https://www.salon24.pl/u/ryszardczarnecki/1237777,olaf-scholz-zakladnik-niemieckiej-ostpolitik-i-zwolennik-status-quo-ante) analizuje politykę zagraniczną niemieckich socjaldemokratów. Artykuł ten pojawił się w dniu 7 lipca. Pierwotnie ukazał się on w „Gazecie Polskiej Codziennie” w dniu 4 lipca. Czarnecki pisze m.in.:

»Moskwa i Berlin: oni zawsze grają razem…

W rozważaniach o „Ostpolitik” kanclerzy Brandta i Schmidta w czasach Niemieckiej Republiki Federalnej oraz Schrödera w czasach Republiki Federalnej Niemiec często pomijane są jeszcze trzy aspekty.

Pierwszy z nich to oczekiwanie sporej części społeczeństwa niemieckiego, aby „dogadać się” z Rosją – „czerwoną” czyli Sowietami, a potem z Rosją Putina, bo jest to korzystne gospodarczo i geopolityczne dla Bonn/Berlina. Stąd zresztą nie wierzę, że pomimo sporych ataków medialnych koalicja SPD/Zieloni- liberałowie z FDP przestanie funkcjonować i w Niemczech nastąpią wcześniejsze wybory. Cały czas bowiem spora część Niemców, nawet jeśli nie jest to większość, ale akceptuje politykę głaskania Rosji, nawet jeśli Rosja jest militarnym agresorem. To problem zresztą nie tylko Niemców, ale też Francuzów oraz – o czym się w Polsce mniej mówi – Włochów. W zeszłym tygodniu spędziłem cztery dni w Rzymie i informowano mnie o sondażach, z których wynika, że 39% Włochów za wojnę w Europie Wschodniej oskarża Rosję, ale 37% uważa, że to „wina”… Ukrainy, USA czy szeroko rozumianego Zachodu.

Drugi powód, dla którego SPD grała z ZSRS, a następnie z Federacją Rosyjską, to fakt reprezentowania interesów niemieckich firm zainteresowanych ekspansją na Wschód – wielkim sowieckim (rosyjskim) rynkiem zbytu lub inwestycjami tam.

Wreszcie trzeci powód, to swoista socjaldemokratyczna „poprawność polityczna” w myśl której należy mieć szczególne relacje z najpotężniejszymi ofiarami Niemiec Hitlera i eksterminacji prowadzonej przez Berlin w latach II wojny światowej – konkretnie wobec Żydów i Rosjan, bo to załatwi sprawę tzw. „deutsche Schuld”, czyli niemieckiej winy , niemieckiego długu, który już oczywiście w znacznie mniejszym stopniu obejmuje Polaków, mimo że z ręki Niemców zginęło sześć milionów obywateli Rzeczypospolitej.

To wszystko sprawiło, że Olaf Scholz jest taki, jaki jest i ani nie potrafi  ani nie chce zerwać pępowiny łączącej niemieckich socjaldemokratów z Rosją – krajem, z którym przecież od lat robi się interesy i od lat ustala się europejskie „status quo”.«

Jak widać Czarnecki również ostro gimnastykuje się, by usprawiedliwić bierną postawę Niemców w tej wojnie i niechęć do angażowania się po którejś ze stron. Nie jest to bynajmniej wynikiem polityki SPD, tylko wynikiem polityki zagranicznej Niemiec, która jest od lat konsekwentnie realizowana bez względu na opcję polityczną, która aktualnie sprawuje rządy. Koncepcja tzw. Mitteleuropy nie została przez Niemców zapomniana i może się szybciej odrodzić i urzeczywistnić niż nam się wydaje. A może tak stać się tylko w porozumieniu z Rosją.

Jakby tego było mało, to mamy jeszcze dymisję rządu Borisa Johnsona. Tego samego, który zapewniał w lutym, że zmieni nazwisko na Johnsoniuk. Powodem dymisji miała być niby afera obyczajowa w rządzie, ale to tylko pretekst. Powód jest zapewne daleko poważniejszy. Być może nowy rząd, który pojawi się za parę miesięcy, bo do tego czasu Johnson będzie nadał sprawował rządy, zmieni swoją politykę wobec Ukrainy i zgodzi się na przyszły pokój w zamian za oddanie Rosji wschodniej Ukrainy. Johnson wyjdzie z twarzą, bo to nie jego wina, że miał takich ministrów. Jednym słowem: podpuścił Ukraińców, zachęcał do konfrontacji z Rosją i zmył się. Klasyka brytyjskiej dyplomacji w stosunku do słabszych. Polska przerabiała to w 1939 i w 1944 roku.

Ukrainizacja Polski

W dniu 4 lipca odbyła się w sejmie konferencja prasowa Konfederacji pod tytułem: Ukrainizacja Polski – pełzająca czy już galopująca? Na początku, z charakterystycznym dla siebie ukraińskim zaśpiewem, głos zabrała Marta Czech. Stwierdziła, że „ukrainizacja Polski przybiera na wadze i powadze”. Wspomniała też, że „media coraz bardziej regularnie używają terminu przesiedleńcy”. Powiedziała też, że Ukraińcy mają przywileje etniczne i zacytowała ministra edukacji Czarnka, zwracającego się do nauczycieli: „Jeśli ktoś przyjął do klasy ucznia z Ukrainy i go nie wypromował, to jest to skandal”. Natomiast jeśli uczeń jest Polakiem, to, jeśli nie przeszedł promocji do następnej klasy, skandalem to nie jest, jak się możemy domyślać. – skomentowała Marta Czech. (Za moich czasów uczeń przechodził z klasy do klasy albo otrzymywał promocję lub zostawał na drugi rok – przyp. W.L.)

Dodajmy jeszcze szerzącą się i wciąż nasilającą się presję poprawności politycznej, jeśli chodzi o kwestie prawdy historycznej, o cenzurę historyczną, zwłaszcza w przypadku ludobójstwa na Wołyniu, ludobójstwa na Polakach, dokonanego przez Ukraińców, przez Ukraińską Armię Powstańczą. Zacytowała też Jarosława Kaczyńskiego. Podczas jego wizyty w Toruniu miał mówić nam o wspólnej przyszłości z Ukrainą i o obowiązku miłości wobec Ukrainy.

Włodzimierz Skalik stwierdził, że pomoc dla Ukraińców jest finansowana z kredytu, a obecne zadłużenie Polski wynosi 1 bilion 700 miliardów złotych. I ten dług będzie nadal gwałtownie rosnąć. W dużych miastach ilość Ukraińców wynosi od 10 do 30%. Powołał się na profesora Bogusława Wolniewicza, filozofa, który twierdził, że jeśli na jakimś terenie egzystują społeczeństwa o dwóch zasadniczo odmiennych kulturach, o zasadniczo odmiennych korzeniach cywilizacyjnych, to z całą pewnością takie zjawisko jest glebą, na której będą rosły konflikty i gdy opadną te emocje związane z pomocą, euforia związana z pomocą, gdy spotkamy się z szarą rzeczywistością dnia codziennego, z całą pewnością te negatywne zjawiska, o których ostrzegał profesor Bogusław Wolniewicz, ujawnią się i również tego się obawiamy.

W związku z tym, że cała ta akcja przesiedleńcza jest akcją zorganizowaną, prowadzoną metodami zorganizowanymi i metodycznymi, odpór należy również dać w sposób przemyślany, mądry i zorganizowany. I Konfederacja Korony Polskiej zakończyła właśnie prace nad dokumentem, który ma pomóc nakreślić politykę, która ma zastopować ukrainizację Polski, ma zastopować banderyzację Polski. – kontynuował Skalik.

Zastanawiamy się bardzo często, mówił Skalik, jak tak szkodliwe dla Polski i Polaków procesy mogą na taką skale być kreowane i prowadzone przez polityków rządzących i wspieranych przez totalną opozycję i wydaje się, że być może, przynajmniej w części, odpowiedzią są pewne kompromitujące materiały, nagrania spec służb Ukrainy pozyskane na przestrzeni ostatnich lat, nawet dekad, m.in. w domach uciech organizowanych i prowadzonych przez obywateli Ukrainy na terenie wschodniej Polski. Być może właśnie te kompromitujące polityków materiały powodują, że jesteśmy dzisiaj bezwolni. Nie mają odwagi sprzeciwić się temu niebezpiecznemu zjawisku, więc angażują się i go kreują.

Poseł Grzegorz Braun przedstawił projekt Konfederacji zatytułowany Stop ukrainizacji Polski. Jest to jedyny w swoim rodzaju program zatrzymania procesów dezintegracji, dekompozycji, nie tylko etnicznej, ale w skutkach również politycznej, również terytorialnej, być może, dekompozycji państwa polskiego, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Główna teza jaką stawiamy w tym dokumencie – stop ukrainizacji Polski.

Do rozwiązania tego problemu, mówi Braun, trzeba dwóch rzeczy. Po pierwsze trzeba zdecydowanie postawić tamę temu dziś niekontrolowanemu procesowi. Od pierwszych dni było to de facto niekontrolowane przez służbę graniczną przepuszczanie na nasze terytorium osób nieznanych bliżej i nieokreślonych co do statusu, co do zamiarów, co do celów przybywających do Polski z Ukrainy.

I druga rzecz, trzeba rozwiązań dedykowanych, a nie wciągania przybyszów z Ukrainy do polskiego systemu opieki socjalnej, ale uwaga, o zgrozo!, niektórzy chcieliby, żeby wielkim, szybkim krokiem było to wciąganie Ukraińców do polskiego systemu prawno-ustrojowego jako wyborców. My się temu stanowczo przeciwstawiamy.

Mówimy o tym dziś, kontynuuje Braun, ponieważ wypadki następują w lawinowym tempie. To, co jeszcze parę tygodni temu było kamieniem obrazy i punktem w akcie oskarżenia wobec nas, mianowicie słowo przesiedleńcy w miejsce słowa uchodźcy, to słowo jest już dzisiaj używane w świecie polityki, na takim forum chociażby jak szczyt NATO madrycki. Już tam w Madrycie mówiono otwartym tekstem o przesiedleniach ludności. Otóż, jeśli tak, no to, Szanowni Państwo, nie igrajmy dłużej z ogniem.

Dziś zbiera się Rada Bezpieczeństwa Narodowego, zwołana przez prezydenta belwederskiego Dudę i wygląda na to, że polityka bezwzględnego żyrowania upadłości państwa ukraińskiego przez Polaków, że ta polityka ma być kontynuowana. Wygląda na to, że wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, na którą spaść mogą koszta finansowe, polityczne, socjalne, ale także groźba odwetu militarnego, wygląda na to, że ta polityka nie jest dzisiaj przez nikogo kwestionowana.

Konfederacja Korony Polskiej mówi w tych wszystkich sprawach stanowcze veto. I w sprawie wciągania Polski w wojnę i w sprawie świadomego nadawania państwu polskiemu zupełnie innych, nowych rysów na poziomie transformacji ludnościowej, na poziomie już nie transformacji, a rewolucji demograficznej w Polsce, która wynika z bieżących działań i zaniedbań rządu i Prezydenta Rzeczypospolitej. Konfederacja Korony Polskiej mówi: stop ukrainizacji Polski. – Tako rzecze Grzegorz Braun.

Konfederacja stroi się w rejtanowskie piórka, jak zawsze zresztą, stara się pozyskać wyborów, przekonać ich, że tylko ona jest w stanie zadbać o interesy Polski i Polaków. Traktować tego poważnie nie wypada. Niemniej jednak warto czasem wsłuchać się w to, co oni mówią. Szczególnie Braun, który w swojej wypowiedzi, tak nieświadomie czy świadomie, przekazał pewne informacje, które potwierdzają mój scenariusz wydarzeń.

również terytorialnej, być może, dekompozycji państwa polskiego, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Ta terytorialna dekompozycja oznacza po prostu oderwanie od państwa jakiejś jej części. A jakiej? W grę mogą wchodzić tylko tzw. Ziemie Odzyskane. Wygląda na to, że nie na długo były odzyskane. Tak może stać się, gdy nastąpi połączenie Polski z Ukrainą. Polski pomniejszonej o wspomniane ziemie i Ukrainy pomniejszonej o część zajętą przez Rosję.

Od pierwszych dni było to de facto niekontrolowane przez służbę graniczną przepuszczanie na nasze terytorium osób nieznanych bliżej i nieokreślonych co do statusu, co do zamiarów, co do celów przybywających do Polski z Ukrainy.

Chyba tylko ktoś naiwny może uwierzyć w to, że to przepuszczanie było niekontrolowane. Służba graniczna dostała takie polecenie i je realizowała. A ci wszyscy ludzie i tak są kontrolowani, bo oni wszyscy posługują się telefonami komórkowymi. Polskie i ukraińskie służby doskonale wiedzą ilu Ukraińców jest na terenie Polski. To tylko my nie wiemy.

Już tam w Madrycie mówiono otwartym tekstem o przesiedleniach ludności.

Skoro tak mówiono na szczycie NATO, to znaczy, że tak naprawdę Europa zachodnia i Anglosasi już zdecydowali, że tak ma być, że ma powstać nowe państwo. Polska, czyli państwo na kółkach, zostanie przesunięta na wschód i to nowe państwo zyska nową nazwę. I tak jest od wieków: raz na wschód, raz na zachód i znowu na wschód. Przecież w takich warunkach nie mogło powstać normalne państwo i normalny naród: brak niezmiennego terytorium, brak zakorzenienia i ciągłe mieszanie narodów. Tylko jedna nacja czuje się doskonale w takich warunkach. Czy zatem zasada: „is fecit, cui prodest” (ten zrobił, komu to przynosi korzyść) nie potwierdza, że sprawcą całego tego zamieszania jest właśnie ta nacja?

Wygląda na to, że wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, na którą spaść mogą koszta finansowe, polityczne, socjalne, ale także groźba odwetu militarnego, wygląda na to, że ta polityka nie jest dzisiaj przez nikogo kwestionowana.

Skoro ta polityka nie jest przez nikogo kwestionowana, to znaczy, że politycy wszystkich partii i ugrupowań realizują politykę swoich nieznanych przełożonych i są tylko zwykłymi figurantami.

…a rewolucji demograficznej w Polsce, która wynika z bieżących działań i zaniedbań rządu i Prezydenta Rzeczypospolitej.

To nie są działania bieżące i zaniedbania rządu i Prezydenta Rzeczpospolitej, to jest świadome i planowe działanie i to od lat.

Dwie rzeczy skłaniają do wniosku, że wielkim tego świata chodzi o stworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Pierwsza to dążenie do wciągnięcia Polski w tę wojnę, czyli wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, jak to ujął Braun. Jeśli tak się stanie, to wszelkie postanowienia pokojowe, będą dotyczyły również Polski, jako strony w tym konflikcie, ale strony przegranej, a ze stroną przegraną nie dyskutuje się, tylko stawia się jej warunki. Bo chyba nikt o zdrowych zmysłach nie sądzi, że Ukraina z pomocą Polski może pokonać Rosję. Zresztą w planach reżyserów tej wojny nie ma takiej opcji. Gdyby była, to pozwoliliby na to Hitlerowi.

Druga rzecz to dążenie do nadania Ukraińcom praw wyborczych. Może tak się stać, że ci, którzy będą decydować o powojennym ładzie w tej części Europy, zechcą przeprowadzić referendum w obu państwach na temat tego, czy oba narody chcą połączenia. No bo skoro one tak się kochają, tak pomaga jeden drugiemu, tak są sobie bliskie, że to prawie jak jeden naród i jedno państwo. Wiadomo, że biedniejszy jest bardziej skłonny do tego typu fuzji, ale bogatszy, czyli Polska – nie. Gdy jednak Ukraińcy w Polsce będą przeważać, bądź stanowić zbliżoną siłę wyborczą, to wynik takiego referendum będzie przesądzony.

Jest jeszcze problem tego rosnącego zadłużenia Polski, którego nie będzie ona w stanie spłacić, nie mówiąc o Ukrainie. Jednak stworzenie nowego państwa będzie skutkowało likwidacją tamtych dwóch i tym samym ich długów. Dlatego trwa takie zadłużanie na potęgę. To oczywiście oznacza, że to nowe państwo i jej elita polityczna będą stworzone i zależne od wierzycieli tych byłych państw. Owi wierzyciele mogą umorzyć dług, ale na własnych warunkach. Na tym właśnie polega władza pieniądza i tak ją wykorzystują Żydzi do realizacji swoich celów.

Dwa narody

Na Wirtualnej Polsce, z flagą ukraińską, ale bez polskiej, więc może na Wirtualnej Ukrainie, ale nie! – nie może być „na” w odniesieniu do Ukrainy, więc w Wirtualnej Ukrainie ukazał się 27 czerwca artykuł po ukraińsku Polska może stać się państwem dwóch narodów (https://vpolshchi.pl/pol-sha-mozhe-stati-derzhavoyu-dvoh-nar-6784465994951200a). Tłumacz Google przetłumaczył go na polski. Jego treść zamieszczam poniżej, bez poprawek:

„Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne. Jednocześnie na fali entuzjazmu będziemy musieli pamiętać, jakie wielkie wyzwania czekają w takich praktycznych obszarach, jak rynek pracy, edukacja, opieka zdrowotna czy mieszkalnictwo”. – napisali. Eksperci WiseEuropa w swoim najnowszym raporcie. W raporcie eksperci postrzegają Polskę jako nowy kraj dla migrantów. Jakie wyzwania stoją przed krajem?

Polska jako nowy kraj migrantów

Rosyjska inwazja na Ukrainę 24 lutego wywołała kryzys migracyjny na niespotykaną od czasów II wojny światowej skalę. Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. Jednak dziesięć lat temu Polska nie była krajem imigracji, a wręcz przeciwnie, ze względu na masową emigrację do Europy Zachodniej po 2004 roku saldo migracji było wyraźnie ujemne. A skala napływu migrantów do Polski była znacznie mniejsza niż do Europy Zachodniej i niektórych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. 

Eksperci z WiseEuropa w swoim raporcie zauważają, że masowa migracja Ukraińców do Polski miała miejsce w 2014 roku, przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę 24 lutego. Podkreśla się, że masowy napływ migrantów odbywał się bez skoordynowanej, wspólnej polityki migracyjnej w Polsce w formie dokumentu strategicznego.

Co mają na myśli eksperci? Polityka migracyjna w Polsce często koncentruje się na ułatwieniu dostępu do rynku pracy, ale bez uwzględniania innych kwestii. Często liberalizacja jest decyzją poszczególnych instytucji, którą trudno uznać za spójną lub z długofalową wizją – mówi WiseEuropa. Osobno eksperci zwracają uwagę na problem edukacji, który może się wkrótce pojawić. W Polsce jest wiele ukraińskich dzieci i młodzieży, uczniów i studentów, którzy będą musieli w jakiś sposób kontynuować naukę.

„Napływ uchodźców z wojny z Ukrainy przyczynia się do zmiany statusu Polski z kraju przechodzącego z emigracji na imigrację. Transformacja ta jest najszybsza we współczesnej historii Europy. Należy przyjąć, że niezależnie od wyniku wojny i jej konsekwencje dla rozwoju gospodarczego Ukrainy, Polska, z wyraźną przewagą Polaków, ale z rosnącym udziałem Ukraińców” – czytamy w raporcie.

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

Jak zmienia się rynek pracy w Polsce

Brak wystarczającej liczby pracowników na rodzimym rynku, od kilku lat rynek pracy w Polsce coraz bardziej koncentruje się na imigrantach. W tym zakresie obowiązuje elastyczna regulacja zezwoleń na pracę czasową, pozwala ona na zatrudnienie cudzoziemca. W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety. Szybko znajdują pracę. Większość z nich przyjechała bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego w Polsce. Jednak ponad połowa z nich ma wyższe wykształcenie, a na Ukrainie byli zatrudnieni jako specjaliści, np. nauczyciele i pracownicy oświaty, pracownicy usług, handlu i tak dalej. Raport WiseEuropa stwierdza, że ​​znaczna liczba uchodźców jest zatrudniona na stanowiskach niższych niż ich specjalizacja. Tłumaczą to faktem, że prawdopodobnie migranci ci nie zdecydowali się na stałe osiedlenie się w Polsce i na lokalnym rynku pracy. Dlatego często zgadzają się na pracę, którą łatwiej jest odejść. Innym aspektem jest bariera językowa, która często jest dobrym powodem, dla którego migranci nie pracują w swojej specjalności, ale zgadzają się na pracę w innej dziedzinie.

Eksperci twierdzą, że w dłuższej perspektywie rynek pracy w Polsce się zmieni. Na przykład niektóre „męskie” zawody zostaną przystosowane do wykonywania przez kobiety. Jednak właściwe wykorzystanie potencjału migrantów wymaga pewnych rozwiązań. Oto kwestie nakreślone w raporcie WiseEuropa:

  • bariera językowa, bo wielu uchodźców nie mówi po polsku;
  • dostępne oferty pracy często różnią się od wniosków migrantów, tj. mają inne kompetencje;
  • firmy i zespoły będą musiały przyzwyczaić się do wielokulturowości, aby nie było konfliktów w zespole;
  • większość uchodźców to matki z dziećmi, ich możliwości aktywności zawodowej są dość ograniczone, ponieważ istnieje obowiązek opieki;
  • migranci często nie znają rzeczywistego stanu rynku pracy w Polsce, dlatego często godzą się na pracę przy niższych płacach i warunkach pracy.

Edukacja w Polsce ukraińskich uchodźców

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

Kolejną kwestią jest uznawanie kwalifikacji ukraińskich nauczycieli. Eksperci sugerują, że powinno istnieć przejściowe zwolnienie z wymogu znajomości języka polskiego, szkolenia i zatrudniania specjalistów oraz intensywnej nauki języka polskiego.

W swoim nowym raporcie eksperci WiseEuropa zwracają również uwagę na inne, zróżnicowane obszary społeczeństwa, które zmieniają się ze względu na dużą liczbę Ukraińców w Polsce. Na przykład prawo, opieka zdrowotna, polityka integracyjna dla migrantów, rynek mieszkaniowy itp.

Vladyslav Yatsenko, dziennikarz VPolshchi

Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne.

A więc eksperci WiseEuropa wiedzą, że społeczeństwo polskie popiera to, co robi „polski” rząd w sprawie ukraińskiej. No bo jak mogło by być inaczej, skoro są to eksperci „Mądrej Europy”. Tak to działa. Tworzy się różne think tanki, zatrudnia ekspertów, których zadaniem jest oswajanie społeczeństwa z zamiarami rządu. Później media powołują się na te think tanki jako źródło wiarygodnych i poważnych analiz, a następnie, po uprzednim urobieniu społeczeństwa, przechodzi się do praktycznej realizacji rządowych planów.

Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. 

Skoro społeczeństwo ukraińskie w Polsce ukształtowało się jeszcze przed wojną, to oznacza, że to nie wojna była przyczyną napływu tylu Ukraińców. A czy bez wydatnej pomocy rządu i różnego rodzaju ulg zachodnie korporacje zatrudniałyby ich tak chętnie?

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

To oznacza, że nie będzie to żadna dłuższa migracja, tylko przesiedlenie, a zróżnicowane społeczeństwo, to brak asymilacji. Zresztą przy tak wielkim napływie obcej ludności i ich uprzywilejowaniu asymilacja nie jest możliwa.

 W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety.

Chodzi tu młode kobiety z dziećmi. W praktyce oznacza to, że za jedno pokolenie, czyli za 25 lat, będzie to już nowe społeczeństwo, bo polskie, starzejące się, powoli wymiera, a wielu młodych wyjechało za granicę.

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Decyzje te nie powinny być tymczasowe, czyli powoli przejmujemy bazę polskiego systemu edukacji. Nie ma znaczenia, że wojna skończy się za jakiś czas. Działania są długofalowe i mają zupełnie inny cel niż oficjalne deklaracje.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

A więc szykuje się nam nie tylko przejęcie bazy polskiego systemu edukacji, ale również modyfikacja jego programu, a w konsekwencji jego zmiana na ukraiński, no bo czym jest wsparcie tożsamości narodowej, jak nie stopniową zamianą jednej tożsamości na drugą? Kto kontroluje edukację, ten kontroluje przyszłość i modeluje przyszłe społeczeństwo.

Ten artykuł to bardzo ogólnikowe omówienie tego raportu, który jest bardzo obszerny i jest zatytułowany Gościnna Polska 2022+ z podtytułem: Jak mądrze wesprzeć Polskę i Polaków w pomocy osobom uciekającym przed wojną w Ukrainie? (https://wise-europa.eu/wp-content/uploads/2022/06/Raport-Goscinna-Polska-2022.pdf). Plus przy roku 2022 sugeruje, że to ma być gościnna Polska na lata.

We wprowadzeniu redaktorzy projektu Maciej Bukowski i Maciej Duszczyk piszą m.in.:

„Wreszcie kluczowym wyzwaniem w dłuższym okresie będzie zapobieganie konfliktom, jakie mogą zaistnieć między Ukraińcami a Polakami a także między poszczególnymi grupami Ukraińców. Tak duży napływ cudzoziemców w krótkim czasie oddziałuje bowiem na codzienne życie społeczeństwa przyjmującego – zarówno obywateli Polski jak i imigrantów przebywających już w Polsce od dawna, co może powodować konflikty. W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach. W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym. Ryzyka te należy identyfikować, monitorować i rozwiązywać za pomocą odpowiednio dostosowanych polityk publicznych, w tym kampanii komunikacyjnych. Obszar ten jest przedmiotem zainteresowania rozdziałów siódmego i ósmego.”

W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach.

Skoro napięcia pojawią się z czasem, to znaczy, że autorzy raportu doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że przyjmowanie Ukraińców w Polsce nie jest tymczasowe i że w pewnym momencie Polacy w swojej masie zorientują się, że stają się obywatelami trzeciej kategorii. Jednak sami Polacy, jako masa, nie zorganizują się. Ktoś będzie musiał ich poprowadzić. Autorzy raportu zapewne wiedzą, że tacy ludzie są już do tych funkcji przygotowywani i stąd ich pewność, że tak będzie.

W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym.

Tu autorzy raportu wyraźnie piszą, kto będzie miał pierwszeństwo w dostępie do usług samorządowych i do rynku pracy. Tak więc budowa państwa ukraińskiego w Polsce i wymiana Polaków na Ukraińców trwa od lat, a tocząca się wojna tylko przyspieszyła ten proces. To jest działanie metodą faktów dokonanych. Nawet jeśli ta wojna skończy się za jakiś czas, to ci ludzie już tak będą zakorzenieni w tej, już wtedy, ukraińskiej rzeczywistości, że o ich powrocie na Ukrainę nikt nawet nie wspomni.

Najbardziej charakterystyczne w całej tej propagandzie, w której już otwarcie mówi się o unii polsko-ukraińskiej, wspólnym państwie, jest to, że wszędzie pojawiają się ukraińskie flagi, a polskich brak, wszędzie mówi się o problemach Ukraińców, a o problemach Polaków – wcale. Nawet raport tych ekspertów jest w tonacji niebiesko-żółtej, a bieli i czerwieni nie ma. To chyba najlepszy dowód ku czemu to zmierza.

Unia polsko-ukraińska

Na kanale Media Narodowe pojawił się wywiad z mec. Kazimierzem Frąckiewiczem, autorem książki Polskość Kresów Wschodnich. Jego tytuł to: Unia polsko-ukraińska przeciwwagą dla unii europejskiej. Czy taka unia jest możliwa? – pyta prowadzący.

Zanim po I wojnie światowej powstała Polska, to były dwie koncepcje. Jedna federacyjna Piłsudskiego i druga asymilacyjna Dmowskiego. Pierwsza zakładała powstanie federacji, którą tworzyłyby Polska, Litwa, Białoruś i Ukraina. Druga zakładała istnienie jednego państwa polskiego, w którym nastąpiłaby asymilacja narodów byłej I RP. Obie bzdurne i bez sensu, bo tamte narody nie chciały ani asymilacji, ani federacji. Ale o tym co ma być, nie decydowały te narody, tylko naród wybrany. I tak jest obecnie. Obaj Żydzi w Mediach Narodowych mówią, jak ma być. I gość tego kanału wypowiada się tak, jakby wiedział, że będzie tak, jak oni chcą.

Mamy tu bardzo ciekawe stwierdzenia, które wytłuściłem. Kazimierz Frąckiewicz m.in. mówi tak:

„Kim są współcześni Ukraińcy? To są Rusini, z którymi przez kilkaset lat tworzyliśmy wspólne państwo na zasadzie gente Ruthenus, natione Polonus (z pochodzenia Rusin, narodowości polskiej – przyp. W.L.). I spośród warstwy szlacheckiej tworzyliśmy jeden wspólny naród.

Polska taka, jaka jest obecnie, czyli Polska kadłubkowa, nieco większa od Królestwa Kongresowego, czyli ideału rosyjskich zaborców, jak i niemieckich okupantów. Takie Królestwo Kongresowe plus ten jeszcze jakiś dodatek, czyli państwo bez możliwości suwerennego niepodległego trwania. To, czy my możemy godzić się na taki status, jak obecnie? Żeby nie być takim popychadłem w unii europejskiej, to musimy przemyśleć swoją pozycję geopolityczną. My niezależnie od tej wojny musimy dążyć do związania Ukraińców z Polską, z naszym społeczeństwem, tak żeby w jakimś okresie dziejowym, nawet nie za 10, 20 lat, ale za 100 może więcej lat, powstała między nami pewna wspólnota psychiczna. Jest to możliwe.

Żeby coś takiego zaistniało, to musimy skorzystać z instrumentu, który sprawdził się, tj. unii. Potrzebna jest na to zgoda społeczeństwa polskiego i społeczeństwa ukraińskiego, niekoniecznie zgoda państw. Wspólnoty psychiczne powstają wskutek kontaktów między ludźmi należącymi do różnych kultur. I wskutek tego powstaje wspólnota cywilizacyjna, podstawa do odbudowy wielkiego narodu, takiego jak w I RP, który składał się z wielu etnosów, nie tylko rzymsko-katolickich Lechitów, ale również innych etnosów. Współdziałanie ludzi z wielu kultur może stworzyć taką wspólnotę cywilizacyjną. Taką wspólnotę cywilizacyjną w jakiejś perspektywie czasowej uda nam się stworzyć.

W ukraińskim społeczeństwie jest taka wola. W 2016 roku serwis ukraiński Reporter, po przeprowadzeniu pewnego sondażu stwierdził, ze Ukraińcy już zbyt długo ubolewają nad stagnacją swego państwa i postawą unii europejskiej, jak też porażką w negocjacjach akcesyjnych z unią. I wtedy, zdaniem tych dziennikarzy, to w 2016 roku było, dobrym wyjściem w tej sytuacji byłoby przyłączenie kraju do Polski. Ta myśl nie została podchwycona przez kierownictwo państwa ukraińskiego, ale ta myśl zaistniała. Czyli w społeczeństwie ukraińskim zawsze znajdziemy orędowników takiej myśli.

Pierwszą rzeczą, którą powinniśmy robić, to wytwarzanie poczucia wspólnoty cywilizacyjnej i myślę, że to dość szybko może nastąpić. Wspólnota cywilizacyjna nie jest wspólnotą polityczną, to jest wspólnota wyobrażeń, wartości, odczuć.

W mojej ocenie sukces tej koncepcji, koncepcji wielkiego narodu, o której pisał w szczegółach Adam Doboszyński przed wojną, on jest uwarunkowany zmianami w społeczeństwie polskim i ukraińskim. To niekoniecznie musi polegać na jakimś układaniu się państw. To nasze społeczeństwa winny do tego dążyć i one dojrzewają. Nie przyspieszymy tych procesów. Ważne żebyśmy wiedzieli, w którym kierunku chcemy iść. A to jest budowanie wspólnoty cywilizacyjnej, nie będącej jeszcze narodem.

My nie potrzebujemy obecnie wspólnego państwa, żeby taką wspólnotę cywilizacyjną stworzyć. To wspólne państwo powstanie, tak czy owak, dlatego że będzie na to zapotrzebowanie oddolne. Wspólnota cywilizacyjna wymusi wspólne interesy, wspólne wartości, wspólne dążenia. Wymusi, by ta wspólnota cywilizacyjna przekształciła się w jakiejś perspektywie czasowej, być może nie za naszego życia, we wspólnotę państwa. To jest normalna procedura, normalna sytuacja, kiedy społeczeństwo organiczne, społeczeństwa organiczne poczuwają się do wspólnoty, budując ostatecznie organizm polityczny wspólny. To jest samoistny proces dziejowy, który przeszła Polska przedrozbiorowa. My winniśmy podążać tą samą drogą.”

„I spośród warstwy szlacheckiej tworzyliśmy jeden wspólny naród.” Kto? Czyli nie był to proces samoistny, tylko ktoś tworzył ten naród. Ciekawe kto? Kto mu stworzył ten ustrój, to liberum veto, elekcję króla?

„Plus ten jeszcze jakiś dodatek.” Ziemie Odzyskane nazywa dodatkiem, czyli czymś niewiele znaczącym, czymś czego będzie można się w przyszłości pozbyć. A na tym „dodatku” znajdują się praktycznie wszystkie nasze kopalnie węgla kamiennego i inne bogactwa naturalne, jak choćby miedź. Nie ma nic przypadkowego w tej wypowiedzi. To oznacza, że Ziemie Odzyskane przehandluje się, gdy zajdzie taka potrzeba. One przecież nie należały do I RP i nie są częścią przygotowywanego projektu.

„Skorzystać z instrumentu, który sprawdził się, tj. unii.” – Problem polega na tym, że instrument ten nie sprawdził się. Pomimo, jak twierdzi Frąckiewicz, kilkuset lat tworzenia wspólnego państwa, wspólny naród nie wytworzył się. Naród szlachecki powstał wskutek działań administracyjnych. Po unii lubelskiej wszyscy ci bojarzy przeszli na katolicyzm i tym sposobem stali się polską szlachtą. Podobnie było z Żydami. Ci, którzy ochrzcili się, automatycznie stawali się też szlachcicami. Natomiast chłopi polscy, podobnie jak ukraińscy, byli niewolnikami.

„Taką wspólnotę cywilizacyjną w jakiejś perspektywie czasowej uda nam się stworzyć.” – A więc to my będziemy ją tworzyć, czyli proces zaplanowany, a nie jakieś procesy cywilizacyjne i naturalne tworzenie się nowego narodu. Bardzo niepokoi to ciągle powtarzanie „wspólnota”, „wspólne”. Wszędzie czuć czosnek.

„Czyli w społeczeństwie ukraińskim zawsze znajdziemy orędowników takiej myśli.” Nie wątpię. Przecież to społeczeństwo jest tak samo zdominowane przez Żydów, jak polskie.

„Ważne żebyśmy wiedzieli, w którym kierunku chcemy iść.” – To podstawa wszelkiego działania. Cel musi być jasno sprecyzowany i realizowany z żelazną konsekwencją.

„To wspólne państwo powstanie, tak czy owak.” – Ta pewność nie pozostawia złudzeń. Skoro tak mówi, to wie, co mówi i wie, że tak już postanowiono.

„To jest samoistny proces dziejowy, który przeszła Polska przedrozbiorowa. My winniśmy podążać tą samą drogą.” – Skoro to jest proces samoistny, to nie musimy podążać tą drogą – sam sobie podąży. Problem jednak polega na tym, że sam nie podąży.

Mamy więc już gotową ideologię, którą już raz zastosowano w procesie tworzenia I RP. To „gente Ruthenus, natione Polonus”, o którym wspomniał Frąckiewicz, nie było tu przypadkowe i nie przypadkiem nie dopowiedział. Jednak siedemnastowieczny kleryk pisał: canonicus cracoviensis, natione Polonus, gente Ruthenus, origine Judaeus – kanonik krakowski, narodowości polskiej, z urodzenia Rusin, z pochodzenia Żyd.

Cechą charakterystyczną tego narodu szlacheckiego było to rozmycie. Właściwie to Polakiem był każdy. Frąckiewicz mówi w pewnym momencie, że Polakiem może być Rusin, nawet jak nie mówi po polsku i jest prawosławny. Na tej zasadzie to Polakiem był, czy może nadal jest, Nigeryjczyk Emmanuel Olisadebe, któremu prezydent Kwaśniewski nadał w roku 2000 polskie obywatelstwo i dzięki temu mógł grać w polskiej reprezentacji piłki nożnej. W tym momencie staliśmy się prawdziwie europejskim krajem. Nie na długo, bo już w 2012 roku, decyzją jakichś władz, staliśmy się, do spółki z Ukrainą, organizatorem EURO 2012. Dla mnie był to pierwszy znak, że Polskę, jako kraj, przekierowują na wschód. Bo dlaczego nie z Czechami i Słowakami?

Nie sądziłem, że tak szybko zaczną oni o tym tak otwarcie mówić. A jednak! W moim przekonaniu ta wojna wybuchła po to, by dokonać tej operacji, tj podmiany społeczeństwa. To jest jej podstawowy cel, co nie znaczy, że nie ma innych celów. Mamy do czynienia z największym przesiedleniem ludności od czasów II wojny światowej. Ta wojna będzie trwać tak długo, aż przesiedli się na teren Polski odpowiednią ilość ludzi. To jest niezbędne do połączenia Ukrainy z Polską. Jakiej Ukrainy i jakiej Polski, to czas pokaże. Ja twierdzę, że będzie to połączenie zachodniej Ukrainy i wschodniej Polski, bez tzw. Ziem Odzyskanych. Zaczął się więc pierwszy etap odtwarzania I RP, która była żydowskim rajem. Wprawdzie sami to państwo zlikwidowali, bo tak im wtedy pasowało, ale obecnie, z jakichś względów, chcą je odbudować. Tak sądzę.