Ustawa reprywatyzacyjna

W latach 1989-91 Czechosłowacja, Węgry i Litwa uchwaliły ustawy reprywatyzacyjne, które uregulowały sprawy własności, ustaliły zasady odzyskiwania mienia zagrabionego przez rządy komunistyczne. A więc na samym początku, po upadku komunizmu, uregulowano sprawy, które wydawały się być najważniejszymi dla państwa i obywateli. I nowe otwarcie odbyło się w atmosferze zaufania i poczucia sprawiedliwości.

W Polsce, pomimo upływu 30 lat, sprawa ta nadal nie jest uregulowana. Rodzi się więc pytanie: dlaczego w tamtych krajach udało się to zrobić szybko i sprawnie, a w Polsce – nie? Można oczywiście podawać różne powody, że nie było woli większości sejmowej, że sprzeczne interesy różnych partii itp. Przez 30 lat przewinęło się przez Sejm tyle partii, tyle koalicji, tyle posłów i nie udało się. Można było mieć wątpliwości i uznać, że jesteśmy tak skłóconym narodem, że nawet w sprawach fundamentalnych nie potrafimy zjednoczyć się ponad podziałami. Jednak w momencie, gdy Żydzi oficjalnie głosili swoje roszczenia w kwocie 65 a później 300 miliardów dolarów, to sprawa stała się jasna. Od 1989 roku do dziś Żydzi decydują o tym, co w „polskim” Sejmie zostanie uchwalone, a co – nie. Jakkolwiek to przykre i przygnębiające, to musimy przyjąć do wiadomości, że Państwo Polskie to atrapa.

Krzysztof Baliński w książce „Ministerstwo spraw obcych” pisze:

… Przy okazji senatorowie wyrazili poparcie dla organizacji kierowanej przez Ronalda Laudera, która jeszcze w październiku 2017 r. skrytykowała przedstawiony przez wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Wśród „wad” projektu senatorzy wymieniają to, że prawo do dziedziczenia roszczeń będą mieli tylko najbliżsi krewni pierwotnych właścicieli w linii prostej. Nie wiemy co odpowiedział premier, ale sam Jaki z projektu wycofał się chybcikiem. Jak widać, im bardziej słabnie „ortodoksja” rządu w – jak się dotąd wydawało – fundamentalnych sprawach, tym bardziej rośnie apetyt żydowskich organizacji. Wycofanie się z projektu ustawy pod dyktando Izraela to nawet nie skandal, to zdrada. „To była decyzja premiera Morawieckiego, który był przeciwny uchwalaniu ustawy w takim kształcie. Projekt miał trafić do kosza” – z satysfakcją wyjaśnił portalowi Wirtualna Polska Jacek Czaputowicz.

Wielu ludzi uważa, że żydowskie roszczenia są bezpodstawne, bo opierają się na dziedziczeniu plemiennym, sprzecznym z naszym prawem, które opiera się na dziedziczeniu przez osoby spokrewnione. Poddają również w wątpliwość skuteczność amerykańskiej ustawy JUST 447, która nie obowiązuje na terytorium Polski. Jest to prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że celem tej ustawy jest wywieranie wpływu na „polskich” polityków, by uchwalili kompleksowe ustawodawstwo dotyczące mienia po ofiarach holokaustu. Co to w praktyce oznacza? Oznacza to, że posłowie mają opracować i zatwierdzić uchwały, które usankcjonują żydowskie roszczenia. Skoro w ustawie sejmowej będzie zapis, że mienie bezdziedziczne należy się innym osobom i organizacjom żydowskim, to będzie to już zgodne z polskim prawem.

Prawo żydowskie jest inne. W 1921 roku Adolf Nowaczyński zebrał wiele tekstów dotyczących roli i znaczenia środowisk żydowskich w dziejach zarówno Europy, jak i całego świata. Jeden z nich to „Prawo Hazaka”, w którym czytamy:

Ogół ludzi mniema, że żydzi są wyznania mojżeszowego. Tak jednak nie jest. Ściśle biorąc, żydzi są wyznania talmudycznego, gdyż za najważniejszą księgę świętą, regulującą całe życie, uważają Talmud i tylko się nim kierują.

Talmud powstał z końcem IV w. po Ch. w ten sposób, że uczeni żydowscy objaśniali Thorę i wydawali poszczególne przepisy, odnoszące się do samej Thory, a później do poszczególnych zagadnień życia. Z biegiem czasu te objaśnienia ustne nabrały równorzędnego znaczenia z prawem pisanem zawartem w Thorze. Do zburzenia Jerozolimy, objaśnień uczonych nie wolno było spisywać, uczyniono to dopiero po rozproszeniu żydów, aby nie zginęły. Pierwszy zbiór praw ustnych uczynił rabbi Akiba, po nim r. Meir, lecz zbiorów tych nie uznano. Ogólnie przyjęto dopiero zbiór praw ustnych, pochodzący, od rabbi Jehudy ha-Nassi około roku 180 po Chr. i nazwano go „Miszną”. Później uczeni opracowywali dalej i komentowali „Misznę”, i w ten sposób powstała „Gemara”, która jest właściwie komentarzem „Miszny”. Komentarz ten gubi się w dyskusjach i kazuistycznych dociekaniach, w sporach rabinów i ich zapatrywaniach. Żydzi obecnie uznają przedewszystkiem „Gemarę” w myśl słów: Thora to woda, Miszna wino, a Gemara wino aromatyczne.

Dla nas ważny jest talmud dlatego, gdyż reguluje stosunek żyda do nieżyda, czyli gojma (poganin, nieczysty). Talmud przepełniony jest nienawiścią do chrześcijan, którym odmawia człowieczeństwa i uważa ich za równych ze zwierzętami. Tylko dusza żydowska jest pochodzenia boskiego, natomiast dusze gojów nie powstały z emanacji ducha bożego (Zohar).

Nie sposób w tym miejscu nie przerwać tego cytatu i powrócić do współczesności, by zamieścić wypowiedź Barbary Engelking z 18.05.2018 roku:

Prof. Engelking-Boni powiedziała w programie Moniki Olejnik: „Dla Polaków śmierć to była kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka”.

Nie powiedziała tego wprost, ale dla niej, zgodnie z Talmudem, Polacy to zwierzęta: śmierć jak śmierć, naturalna, biologiczna – jak u zwierząt. Czyż trzeba lepszego dowodu na to, że Talmud obowiązuje, i że Żydzi nadal są mu wierni. Wróćmy jednak do naszego cytatu:

Jeżeli chcemy wiedzieć, do czego żydzi dążą i jakie mają wobec nas zamiary, musimy poznać przynajmniej najważniejsze wyjątki ich świętej księgi.

A rabbi Kulun mówi, że mienie gojów i ich osoby uważane są przez żydów jakoby jakieś „wolne jezioro, w którem każdy żyd może zapuszczać sieci, byle na to pozwolenie od kahału posiadł”. Do zajęcia posiadłości chrześcijanina, według nauki talmudu, wystarczy czyn symboliczny: jeżeli żyd wetknął rydel w ziemię goja, już stał się panem całości (Baba Baura 55 a); nie wystarczy to jednak według pojęć prawnych narodów, wśród których mieszkają żydzi. Teraz musi żyd użyć swego sprytu, aby goja wyzuć z jego majętności.

I tu znowu czas na dygresję: Użyć swego sprytu. No właśnie! Zmusić Amerykanów do przyjęcia ustawy 447. Wracamy do cytatu:

Znają jednak żydzi zachłanność swoich współwyznawców i wiedzą, że w pogoni za majątkiem mogliby sobie nawzajem przeszkadzać. Aby temu zapobiec, wprowadza talmud prawo hazaka i meropje.

Na podstawie prawa hazaka żyd kupuje od kahału majętność gojowską, którą możę później bez konkurencji ze strony innego zagarnąć wszelkiemi możliwemi środkami. Po opłaceniu się kahałowi żyd nabył prawo hazaka (władzę czyli prawo) na majątek chrześcijanina. Nabywca ma prawo nająć majętność, być faktorem tak właściciela, jakoteż i lokatorów. Słowem, on ma tylko prawo eksploatowania wszystkich chrześcijan, którzy wraz z właścicielem są jego ofiarami, o czem eksploatowani nie wiedzą, a nawet się nie domyślają.

W książce „Historia Żydów w Polsce” Teodor Jeske-Choiński pisze:

Czym był i jest dotąd kahał, dowiedzieliśmy się dopiero od Jakuba Brafmana, Żyda wileńskiego, ochrzczonego w 34 roku życia. Napisał on po rosyjsku dzieło pt. „Książka o kahale” („Kniga kagała”, 1869r.), której ważniejsze wyjątki przetłumaczył na język polski lwowski anonim, K.W.

„Kniga kagała” potwierdza, że kahały polskie i litewskie trzymały się ściśle nakazów i zakazów Talmudu. Co im Talmud przepisał, wykonywali bez namysłu i oporu. A Talmud rozkazał, jak wiadomo, pomiędzy innymi, łupić bez litości, chytrze i przebiegle, wszelkiego gatunku innowierców, zniszczyć ich tak gruntownie, aby Juda mógł zapanować jak najprędzej nad całym światem i skopać zwyciężonych gojów.

Czytamy w księdze Brafmana: „Na ogólnym zgromadzeniu wszystkich starszych przywódców i reprezentantów naszego miasta, za wspólną zgodą bez wszelkiego wahania się, albo jakich krętactwach w kahalnej izbie wobec pełnej liczby członków postanowiono: sprzedać rabi Izaakowi, synowi Gerszona, prawo posiadania (eksploatowania) placu i szpitala, należącego do kleru Rekitskiego, położonych przy końcu ulicy Kajdanowskiej; przy tym sprzedaje się prawo eksploatacji niezabudowanego placu tutejszej gminy (mieszczaństwa), przyległego do wyżej wymienionych: placu i szpitala. Prawo to eksploatacji własności chrześcijańskich sprzedaje się Izaakowi, jego potomkom lub innym pełnomocnikom, wskazanym w sukcesji, od centrum ziemi, aż do wysokości niebios bez wszelkiego ograniczenia, za co rabi Izaak wniósł do kasy kahału wyznaczoną należytość w całości. To prawo od tej chwili jest mu przyznane jako wieczyste i nieruszone, on zaś (Izaak) może go odsprzedać w zastaw lub darować według swej woli… Wkłada się na każdy kahał obowiązek bronienia praw wyżej wymienionego Izaaka i jego następców lub pełnomocników w sposób, aby też prawa pozostały przy nich i utrzymywały ich w cichości i spokoju. Każdy kahał i każdy Bet-Din powinien stanąć w obronie praw Izaaka przeciw każdemu, który by chciał się wdzierać w granice tych ustąpionych przez kahał posiadłości i chciał zrobić uszczerbek prawom, jakie nabył rabi Izaak, syn Gerszona. Każdy kahał i każdy Bet-Din powinien prześladować takiego człowieka, zgiąć go w łęk, przygnieść i kazać mu wrócić wszystkie straty i koszta, jakie mogły wyniknąć z jakiejkolwiek szkody, wyrządzonej Izaakowi”.

Czytając tego rodzaju dziwaczne kontrakty, zdawałoby się, że je skomponował jakiś dowcipniś. Bowiem śmiesznym jest sprzedawać cudzy majątek bez wiedzy i pozwolenia jego właściciela. A jednak to nie humorystyka, lecz prawda.

Wiadomo, że Talmud mianował Żydów panami całego świata i pozwolił im zabierać bez skrupułu mienie innowierców, o ile się tylko dało. Jakimś „wolnym terytorium”, albo jakimś „wolnym jeziorem” nazywał majątek „gojów”. Posłuszne mu kahały wymyśliły dwa sposoby do wyzyskania tego terytorium albo jeziora. Łupienie zamożnych chrześcijan nazwały „hazaką” (władzą, prawem), a wysysanie ubogich chrześcijan nieposiadających żadnego majątku, „meropią”. Obowiązkiem hazaki było wydrzeć z rąk innowiercy jego własność „jakimkolwiek bądź sposobami”, meropii zaś „zaćmienie biednego chrześcijanina”. Żyd, który „kupił” w kahale jakiegoś chudopachołka „zaćmiewał” swój „towar” w taki sposób, iż wypożyczał mu pieniądze na lichwę, nasyłał mu swoich kompanów szachrajskich, bezczelnych oszustów, aby mu przyspieszyli zniszczenie „klienta”. Ta obława kończyła się zwykle nędzą, ruiną ofiary kahału.

Widać więc wyraźnie na podstawie przytoczonych cytatów, że te 300 miliardów dolarów, to prawo hazaka, które mówi, że cała własność gojów, w tym wypadku Polaków, należy do Żydów. Jest to kwota wzięta z sufitu. Równie dobrze mogliby powiedzieć – 500 miliardów. Nawet jeśli uznamy, że jest w Polsce jakieś mienie bezdziedziczne, pozostawione po ofiarach holokaustu, to chyba wypadałoby dokonać jakiejś jego inwentaryzacji. Niczego takiego nie zrobiono i nikt tego nie zaproponował. Nikt nawet nie zapytał Żydów, na jakiej podstawie dokonali takiego oszacowania. Polskie miasta były po wojnie zniszczone, a więc i żydowskie mienie uległo zniszczeniu. Ale przecież to nie Polacy zniszczyli swoje miasta. Nawet jeśli wywołali powstanie w Warszawie, to nie oni ją zniszczyli. Któż więc powinien wypłacać odszkodowania? Ten, który niszczył, już je Żydom wypłacił. Pozostaje więc to, co ocalało, ale czy ktoś próbował to oszacować? Nie próbował i nie będzie próbował, bo może okazałoby się, że to tylko drobny ułamek tego, czego domagają się Żydzi. Zupełnie tak, jak z tą stodołą w Jedwabnem.

W październiku 1973 roku polska reprezentacja narodowa w piłce nożnej zremisowała 1:1 z Anglią w słynnym meczu na Wembley. Ten remis okrzyknięto zwycięskim remisem, bo dawał on reprezentacji polskiej awans do finałów Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 1974 roku, pierwszy powojenny. W tamtej reprezentacji grali piłkarze, którzy byli bardzo dobrymi piłkarzami, ale był jeden problem. Oni nie byli zbyt elokwentni i dziennikarze, którzy przeprowadzali z nimi wywiady musieli się mocno gimnastykować. Jedynie Jan Tomaszewski i Lesław Ćmikiewicz byli wygadani. Również Lubański, ale on, na skutek kontuzji odniesionej w meczu z Anglią w Chorzowie w czerwcu, nie mógł później grać w tej reprezentacji. Strzelcem tej zwycięskiej bramki był Jan Domarski. Kiedy więc dziennikarz zapytał go o to, jak było z tą bramką, Domarski odpowiedział: przyszła, najszła, zejszła, wejszła. To jest kwintesencja lakoniczności i przyznam, że jestem pełen podziwu. Dla tych, którzy nie grali w piłkę nożną i nie interesują się nią, to może być niezrozumiałe. A więc: przyszła – dostałem podanie, najszła – dokładnie na nogę, zejszła – strzeliłem, ale nie tam, gdzie zamierzałem, wejszła – ale pomimo tego piłka trafiła do bramki. Bardziej lakonicznie i precyzyjnie nie dało się tego ująć.

Gdybym ja chciał w jednym zdaniu zawrzeć to, co tak rozwlekle opisałem powyżej, to mógłbym powiedzieć tak: Żydzi uważają, że Polska i wszystko to, co posiadają Polacy, należy do nich. O to tak naprawdę chodzi w tych roszczeniach. Jak się temu przeciwstawić? Rząd jest filosemicki, premier jest Żydem, Sejm odrzuca propozycję ustawy, która pociągałaby do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy chcieliby te roszczenia realizować. Quo vadis Polonia? In absolutum Cohndominium.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s