Antypolskie powstania

Antypolskie powstania – kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe i warszawskie – zawsze przynosiły nam straty materialne i ludzkie, a żadnych korzyści. Jeśli jednak ktoś traci, to korzysta ktoś inny. O powstaniu warszawskim pisałem w innym miejscu, więc je pominę. Któż więc korzystał na tych powstaniach? Każde z nich wypada prześledzić z osobna, bo też każde odbywało się w odmiennych warunkach.

Po obaleniu Konstytucji 3 maja część wspierających ją emigrantów osiadła w Lipsku, w którym to powstał Komitet Emigracyjny. W jego skład wchodzili m.in. Ignacy Działyński (nazwisko wymienione przez Graetza – „Historia Żydów” – jako frankistowskie), Eliasz D’Aloe, dygnitarz masoński i płatny szpieg rosyjski, Andrzej Kapostas, reprezentujący wpływy judaizmu w ówczesnym wolnomularstwie polskim. Twórcą tego Komitetu był Marie Louis Descorches, francuski dyplomata, przebywający w Rzeczypospolitej od lipca 1791 do października 1792 roku. Był zwolennikiem rewolucji francuskiej i popierał jakobinów. I Komitet ten wysyła Kościuszkę na początku 1793 roku do Paryża. Proponuje on wysadzenie wojsk rewolucyjnej Francji na wybrzeżu Morza Czarnego, by związać Rosję. Jednak trafia na zły moment, na klęskę wojsk rewolucyjnych nad Renem, na tendencje pokojowe Robespierre’a i tajne układy francusko-pruskie. Nie mniej jednak rewolucyjna Francja pragnie odciążenia poprzez wybuch rewolucji w Polsce i nie skąpi pieniędzy na powstanie brata-masona Kościuszki. Konwent paryski hojnie finansował rewolucję nad Wisłą. Skarbnik Rewolucji przyznawał w swoich przemówieniach, że pomoc dla braci w Warszawie kosztowała Francję 60 milionów. Rewolucja w Polsce oznaczała dla Francji związanie wojsk Austrii, Prus i Rosji, co skutkowałoby uratowaniem rewolucji francuskiej.

Sam Kościuszko głosił w swoich odezwach hasła Rewolucji i lóż wolnomularskich: wolność, równość, braterstwo. I jak ona, obiecywał Żydom wszelkie prawa obywatelskie i polityczne. Powstał nawet oddział żydowski pod wodzą Berka Joselewicza. Pewnie wzorował się na Żydach, którzy służyli we francuskiej gwardii narodowej.

Omawiając insurekcję kościuszkowską nie sposób pominąć frankistów. Podczas sejmu czteroletniego posłami byli: Szymanowscy, Orłowscy, Jasińscy, Józefowicze-Hlebiccy (wywodzący się od Michela Ezefowicza), Wojciech Turski i wielu innych. Byli to ludzie bardzo bogaci i zajmujący wysokie stanowiska. Szlachta frankistowska obsadziła wszystkie stronnictwa sejmowe. Była ona w stronnictwie patriotycznym, wśród radykałów, głoszących hasła rewolucji francuskiej i w partii magnackiej. Jej celem było podtrzymywanie różnic pomiędzy walczącymi stronnictwami, co dezorientowało szlachtę polską i odwracało od nich, tj. od frankistów, uwagę rdzennie polskiego społeczeństwa. Aż chciałoby się wykrzyknąć: przecież dziś jest tak samo! Dlatego, żeby zrozumieć naszą teraźniejszość, trzeba poznać naszą historię i historię naszych współlokatorów, z którymi dzielimy tę ziemię. Jest ich więcej niż wielu się wydaje i zajmują kluczowe stanowiska w kraju.

Gdy stronnictwo patriotyczne, korzystając z nieobecności znacznej liczby posłów opozycji, którzy nie zdążyli wrócić ze świąt Wielkanocnych, uchwaliło Konstytucję 3 maja, wielu neofitów stanęło w szeregu zaciekłych zwolenników dawnych swobód szlacheckich. Wśród wybitnych działaczy konfederacji targowickiej znajdowali się Pawłowscy, Piotrowscy, Majewscy, Wincenty Józefowicz-Hlebicki, Jasiński i Orłowski. Oni to za plecami ograniczonych magnatów doprowadzili do zbrojnej interwencji rosyjskiej i jednocześnie do wielkiego rozczarowania społeczeństwa, które zaczęło szukać winnych tego nieszczęścia.

Ten moment, moment rozgoryczenia, wykorzystują frankiści działający wśród radykałów. Na rozkaz dany z góry, tysiące kryptożydów rozpoczęło agitację przeciwko przywódcom Targowicy. I w taki sposób nazwiska Potockich, Branickich, Rzewuskich i Kossakowskich stały się symbolem zdrajców ojczyzny. I takimi są do dziś. O frankistowskiej szlachcie, która popierała Targowicę i agitowała za Rosją, i przez którą była sowicie opłacana, nie wspominano i nie wspomina się. Chyba nie przez przypadek? Pod koniec kwietnia 1789 roku Frank mówił do swoich uczniów: „Nie obawiajcie się, lubo będzie rozruch między nimi i wszyscy panowie drżeć będą, nie obawiajcie się ani ich, ani rozruchu, tylko czyńcie, co wam każę” (Kraushar – Frank i Frankiści).

„Redukcja wojska koronnego i litewskiego spowodowała wybuch powstania. Powodzenie Tadeusza Kościuszki w bitwie pod Racławicami przyśpieszyło wypędzenie Moskali z Warszawy. Dnia 18 kwietnia stolica byłą wolna. Władze powstańcze rozpoczęły swe rządy od zapewnienia miastu spokoju wewnętrznego. Nie spodobało się to polskim radykałom, na których czoło wysunął się w owym czasie Jan Dembowski, bliski krewny Franciszka ‘Jemerdskiego’ Dembowskiego (Jeruchama), jednego z najbardziej zaufanych chachama Franka. Za jego pośrednictwem ‘polityczny mesjasz upadającej Polski’ ustalił jak gdyby termin rozpoczęcia walki zbrojnej. Jan Dembowski bowiem przyjechał na początku marca 1794 roku do Drezna z oświadczeniem, że wojsko dłużej nie będzie czekać na Kościuszkę i samo rozpocznie powstanie.

Dembowski, o którym pisze Tokarz (‘Warszawa przed wybuchem powstania 17 kwietnia 1794 r.’), że ‘był zawsze dobrze poinformowany, co Moskale poczynać zamierzali’, widząc, iż tłumiona przez Targowicę nienawiść mas do sprawców nieszczęść wezbrała, zaczął wraz z zaufanymi głosić hasła rewolucji francuskiej. Zachęta do terroryzmu znalazła wśród znękanego ludu stolicy echo przychylne. Przy sypaniu okopów, na rogach ulic i placach rozogniano umysły przeciwko zdrajcom. Zaprawiony do tej roboty, bierze Dembowski czynny udział w szerzeniu fermentu i podniecaniu rzemieślników Starego Miasta, których przychylność starał się pozyskać. Wielce mu byli pomocni m.in. Józef Piotrowski, były podchorąży gwardii pieszej, osobnik karany za kradzież i dezercję i Jasińscy spokrewnieni z Józefem Muszyńskim, sądzonym za szpiegostwo. Wysyłani na ulicę przez Dembowskiego agitatorzy szerzyli bezustannie ferment, podniecając tłumy okrzykami: ‘Ojczyzna chce kary na zdrajców’, ‘niech żyje rewolucja’. Z agentami Dembowskiego współdziałały masy nowochrzczeńców, zamieszkujące Warszawę. Na próżno władze nakazały zamknięcie wszystkich szynków, utrzymywanych przez frankistów, w których raczono bezpłatnie pospólstwo wódką i podjudzano przeciwko szlachcie.

Majowe i czerwcowe orgie w stolicy odwróciły uwagę społeczeństwa polskiego od dwuznacznego zachowania się frankistów. Przypominały one wrześniowe mordy 1792 r. we Francji. Tłum złożony w znacznej mierze z przestępców zawodowych podburzany przez Dembowskiego, będącego za pośrednictwem Eliasza D’Aloe w stałym kontakcie z Moskalami, Bartłomieja i Dominika Jasińskich, Nowickiego i innych, mordował bez zachowania jakichkolwiek form sądowych; łączył posądzonych lub niewinnych z winnymi, rabując zarazem wieszanych. Gdy motłoch zajęty był budowaniem szubienic, Dembowski, który wskazywał odpowiednie według niego miejsca, kazał jedną wznieść na ulicy Senatorskiej przed prymasowskim pałacem; miał w tym swój cel. Józef Piotrowski zaś, mianujący się wodzem pospólstwa, na koniu i w mundurze, co upewniało wszystkich, że ma za sobą poparcie wojska, prowadził wzburzony tłum do pałacu Brühlowskiego dla mordowania przebywających tam więźniów”. – Stanisław Didier Rola neofitów w dziejach Polski.

Powstanie trwało od połowy marca 1794 do połowy listopada 1794 roku. Zakończyło się klęską. Na Syberię zesłano 20 000 powstańców. Ziemie skonfiskowane uczestnikom powstania zostały nadane generałom rosyjskim w nagrodę za jego stłumienie. Największą stratę poniosła polska kultura. Biblioteka Załuskich licząca 400 tysięcy tomów, 20 tysięcy rękopisów i 40 tysięcy rycin dostała się w ręce Rosjan. W trakcie transportu do Petersburga uległo zniszczeniu 140 tysięcy tomów, 9 tysięcy rękopisów 15 500 rycin.

Jakby mało było tych nieszczęść, frankiści podburzali włościan przeciwko szlachcie. Przygotowywali kolejne powstanie. Nic z tego nie wyszło. Postanowili więc zaopiekować się ocalałą po 1794 roku młodzieżą szlachecką i skupić ją w organizacjach wolnomularskich, w których odgrywali niepoślednią rolę. Polskie społeczeństwo i duchowieństwo nie opierało się zbytnio masonerii. Polacy masowo wstępowali do wolnomularstwa. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wkrótce znalazły się tam najwybitniejsze jednostki z wojska, polityki i nauki.

Upadek powstania skończył się w efekcie trzecim rozbiorem a to oznaczało, że do Warszawy przybyli pruscy urzędnicy a wraz z nimi zamożni niemieccy Żydzi neofici. Tak wzmocnieni frankiści zdobywali w kraju coraz większe wpływy. W trzecim pokoleniu dostarczyli oni krajowi licznych prawników, uczonych, artystów. A na kierowniczych stanowiskach w polskim wolnomularstwie widzimy: Szymanowskich, Krysińskich, Majewskich, Krzyżanowskich, Lewińskich, Piotrowskich. Było ono w Królestwie Kongresowym bardzo rozbudowane i szeroko rozgałęzione. Ich członków liczono w tysiącach, co oznaczało, że polskie społeczeństwo było głęboko spenetrowane.

Pozostaje jeszcze do oceny aspekt gospodarczy, o którym Henryk Rolicki w książce „Zmierzch Izraela” pisze tak:

„Po rozbiorach położenie gospodarcze żydów polskich poprawiło się od razu; popierają ich rządy pruskie, oszczędzają austriackie; Rosja pozwala im docierać w charakterze kupców do swych wewnętrznych guberni. Równocześnie z rozwojem teorii ekonomicznych fizjokratów, z narodzinami liberalizmu ekonomicznego otwierają się warunki do swobodnego handlu międzynarodowego. Fizjokraci twierdzą, że czysty dochód daje tylko rolnictwo i spychają nań cały ciężar podatków, oswobadzając przemysł i handel. Torujący sobie drogę liberalizm odrzuca cła wygórowane i otwiera granice dla przywozu i wywozu towarów. Z tego wszystkiego korzystają żydzi, zaś na terenie dawnej Rzeczypospolitej poczyna się im uśmiechać pomyślność gospodarcza. Wychodzi od razu na jaw, że zniszczenie państwa polskiego było naturalnym skutkiem żydowskiego skupienia się na tych ziemiach, koniecznym warunkiem przetrwania mas żydowskich”.

Insurekcja kościuszkowska przyniosła polskiemu społeczeństwu same straty i doprowadziła do trzeciego rozbioru oraz wymazania Polski z mapy Europy. Zyskiwali Żydzi i frankiści, Polacy tracili. Było to więc powstanie antypolskie.

Podobnie było w przypadku powstania listopadowego. Sekwencja wydarzeń jest następująca:

  • w lipcu i sierpniu 1830 roku wybuchły zwycięskie rewolucje we Francji i Belgii, które doprowadziły do podważenia Świętego Przymierza, w skład którego wchodziły Prusy, Austria i Rosja a później też Francja.
  • 17 października cesarz rozkazał przygotowanie mobilizacji alarmowej wojska polskiego i rosyjskiego.
  • 21 października ks. Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki otrzymał polecenie przygotowania finansów Kongresówki na wypadek wojny.
  • 24 listopada Kongres Narodowy w Brukseli zdetronizował króla Niderlandów i ogłosił niepodległość Belgii.
  • 23 listopada ostrzeżono członków spisku o ich dekonspiracji i mających nastąpić aresztowaniach. To zadecydowało o przyspieszeniu wybuchu powstania.

I znowu, tak jak w przypadku insurekcji, mamy wątek francuski. A i frankistowski się znajdzie. Były dwa stronnictwa: umiarkowane i radykalne. Ci pierwsi uważali rewolucję za zgubną dla kraju, drudzy – wprost przeciwnie! Uważali, że naszedł właściwy moment i rozpoczęli kampanię wśród spiskującej młodzieży, nawołującą do walki zbrojnej. Głównymi agitatorami byli: Józef Zaliwski podporucznik I pułku piechoty i Józefat Bolesław Ostrowski, tak zwany Ibuś, Żyd z pochodzenia.

Ugrupowania skrajne utworzyły Klub Patriotyczny. I jak to „patrioci”, rozpoczęli zgubną dla kraju działalność. W ich szeregach było wielu neofitów takich jak Jan Czyński, Tadeusz Krępowicki, Jan Majewski, Krzyżanowski, kapitan Majzner i inni. Celem „patriotów” była rewolucja społeczna. Nienawidzili oni szlachty. Dążyli do utworzenia najwyższej władzy w postaci gminy rewolucyjnej, a nawet komuny rewolucyjnej.

Rozpowszechniali oni przeróżne plotki, a to, że w Petersburgu wybuchła rewolucja, że Mikołaj zginął, że Francja wypowiedziała wojnę Prusom, że powstało W. ks. Poznańskie, Litwa, Wołyń, Podole, Ukraina, że Austriacy mają wkroczyć. Dążyli do zerwania wszelkich rozmów Rządu z carewiczem Konstantym. Po wiecu, który odbył się 3 grudnia, wysłano delegację do Rady Administracyjnej (rządu) z żądaniem natychmiastowego rozpoczęcia walki z wrogiem. Ukrytym celem tych ataków był Chłopicki, który zwalczał Klub Patriotyczny. Nie dążył on do zbrojnej konfrontacji z Rosją. Wprost przeciwnie, uważał, że nie należy bezsensownie przelewać krwi. W rozmowie z Czartoryskim powiedział: „Nie mam innych widoków, nadziei i zamiarów, jak tylko Kongresowe Królestwo w całości utrzymać, ale utrzymać z całą niepodległością, jaką mu traktaty i konstytucje zawarowały. Będę żądał, aby odtąd konstytucja nie była martwą literą, ale w całej świętości zachowana została. Będę domagać się, aby wojska rosyjskie w Królestwie nie konsystowały, bo to da większe znamię i gwarancję naszej niepodległości. Tego wszystkiego żądam i otrzymać muszę”.

Jego największymi przeciwnikami byli Czyński, Krępowicki, Wojciech Kazimierski, J. B. Ostrowski, Jasiński, Krysiński, Wołowski. W „Nowej Polsce”, której redaktorami byli Kazimierski i Ostrowski, Dominik Krysiński, profesor uniwersytetu i poseł na sejm, pisał o dyktaturze Chłopickiego, że „Europa zrozumie ją, jako przygotowanie do pogromu Żydów”. Żądał też on, by ministrowie byli mianowani przez sejm, a nie przez rząd. W takim przypadku dyktator byłby marionetką.

Chłopicki miał poparcie młodzieży akademickiej i armii. Było to sporym zaskoczeniem dla kryptożydów. Na jednym z posiedzeń sejmu, którego skład był już wcześniej odpowiednio przygotowany, Franciszek Wołowski (frankista) tak zakończył swoje przemówienie: „Dziś jeszcze w obliczu Europy wyrzeczmy, że Mikołaj I przestał nad nami panować”. Następnie sejm przyjął jego wniosek o uchylenie wszystkich artykułów konstytucji Królestwa, które, po ogłoszeniu detronizacji cara, były w sprzeczności z nowym porządkiem rzeczy. Wniosek ten poparli Krasiński, Czyński, Krępowicki i inni frankiści.

W takim stanie rzeczy Chłopicki stwierdził, że uchwała sejmu utrudnia mu prowadzenie rozmów z Rosją i zrzekł się w styczniu 1831 roku dyktatury. Jego zwolennicy nie dawali za wygraną i żądali wyjaśnień, czy go usunięto, czy może sam zrezygnował. Wątpliwości przyjaciół popularnego generała rozwiał neofita dr Wolff, który, jako jego dawny lekarz i przyjaciel, prosił ich, żeby byłemu dyktatorowi nie powierzali żadnych ważnych funkcji, gdyż dostaje on pomieszania zmysłów. Emanuel Wolff był generalnym sztab-medykiem wojsk Rzeczypospolitej Polskiej i późniejszym prezbiterem gminy kalwińskiej.

Wszystkie powyższe informacje pochodzą z książki Stanisława Didier „Rola neofitów w dziejach Polski” (pierwsze wydanie 1934r.). A jak na to patrzy Wikipedia?

17 stycznia, wobec fiaska rokowań z Mikołajem I, który zażądał bezwarunkowej kapitulacji powstańców gen. Chłopicki złożył dymisję. Radykalne Towarzystwo Patriotyczne kierowane przez Joachima Lelewela zdobyło wówczas decydujący głos w sejmie, który 25 stycznia 1831 r. na wniosek posła Romana Sołtyka podjął uchwałę o detronizacji Mikołaja I, co było równoznaczne z zerwaniem unii personalnej i aktem niepodległości Królestwa. Poseł Jan Ledóchowski wybiegł wtedy na środek sejmu i zawołał „Wyrzeknijmy więc wszyscy: nie ma Mikołaja!”. Adam Czartoryski podpisując ten dokument miał powiedzieć: „Zgubiliście Polskę”.W odpowiedzi bowiem granice Królestwa Polskiego przekroczyła 115 tys. armia rosyjska z 336 działami pod wodzą feldmarszałka Iwana Dybicza, który uzyskał od cesarza nieograniczoną władzę nad ośmioma województwami Królestwa Polskiego.

Wszystko inaczej! Z przekazu Wikipedii wynika, że Polacy to jacyś niedorozwinięci umysłowo osobnicy, wichrzyciele i buntownicy. Ten ma władzę, kto rządzi mediami, kto pisze historię, komu podlega edukacja.

I znowu wypada zadać sobie pytanie: kto zyskał, a kto stracił? Ten wywołał powstanie, kto zyskał. Ale jest jeszcze jedno pytanie: dlaczego Polacy byli i chyba nadal są naiwni? Otóż neofici od samego początku starali się docierać do zakładów wychowawczych, czyli mówiąc wprost – do szkół, by w nich odpowiednio urabiać młodzież. Zapewne starali się wmawiać jej, że patriotyzm jest wtedy, gdy się walczy za ojczyznę i za nią umiera, bez względu na to, czy ta walka ma sens, czy – nie. A czy dzisiaj jest inaczej. Wmawiają nam, że uczestnictwo w marszu niepodległości czy powstania warszawskiego to patriotyzm, co więcej, nawet obowiązek. Ja tak nie uważam. Powstanie warszawskie, podobnie jak te, o których piszę, były powstaniami antypolskimi, bo Polacy w nich tracili. Polskimi powstaniami było Powstanie Wielkopolskie i Powstania Śląskie.

A więc jakie to były straty? Dobrze opisuje to przywołany już wcześniej Stanisław Didier:

»Po upadku powstania listopadowego około 50.000 osób udało się na emigrację. Był to kwiat społeczeństwa polskiego. Ludzie zajmujący najwybitniejsze w kraju stanowiska, jak np. utalentowani pisarze, prawnicy, uczeni, doświadczeni oficerowie, wreszcie cała rzesza żołnierzy, uświadomionych oraz pełnych zapału do czynu i pracy, cały ten zasób talentów rozmaitego rodzaju, sił moralnych i fizycznych, był bezpowrotnie niemal dla kraju stracony. Ci ludzie, przeznaczeni z mocy swego uzdolnienia do odegrania pierwszorzędnej roli w życiu narodowym, wyrzuceni zostali siłą wypadków poza granice ziemi ojczystej. Polska zniszczona podczas wojny, opuszczona przez wojsko, sejm, rząd i wszystkich dotychczasowych swoich przewodników, zlana krwią, pokryta smutkiem, oddana została na łaskę i niełaskę wrogów. Mógł więc rząd rosyjski robić, co chciał.

(…) W samym Królestwie moskale skonfiskowali przeszło 400.000 morgów ziemi. Na Litwie, Ukrainie, Podolu i Wołyniu zabrano przeszło 3.322.075 morgów. Na Litwie i Rusi skonfiskowano majątki 2.889 obywatelom. W Królestwie Polskim – 2.625 obywatelom. Poza tym po 1839 r. (do 1856 r.) zabrano jeszcze szlachcie polskiej 551 majątków.

(…) Miejsce przerzedzonego rdzennie polskiego stanu kierowniczego (wojna i emigracja pochłonęły większość ludzi ze średnim i wyższym wykształceniem) zajęli, po powstaniu listopadowym, przede wszystkim wzrastający stale w liczbę i znaczenie, neofici żydowscy. W pierwszej połowie zeszłego stulecia, począwszy od 1825 roku, chrzcili się wszyscy urzędnicy żydowscy monopolu tytoniowego, metryka bowiem była im potrzebna do awansu. Sprzeniewierzali się także Staremu Zakonowi, ze względów praktycznych, lekarze i dentyści, zmuszeni do ciągłego ocierania się o ludność chrześcijańską, szczęśliwym misjonarzem była także miłość. Najlepszym tego dowodem była duża ilość ochrzczonych Żydówek, zaślubiających przeważnie dawniejszych neofitów. Miały one widocznie ustrzec wychrzczonych mężczyzn od łączenia się z aryjskimi niewiastami.

Przychylne ustosunkowania się możnych do neofitów przyczyniło się poważnie do wzrostu liczby pozornych chrześcijan. Od 1814 r. działało w Warszawie „Towarzystwo biblijne”, które miało na celu szerzenie chrześcijaństwa wśród Żydów.

Towarzystwu, zainicjowanemu przez Adama Czartoryskiego, sprzyjał zarówno rząd warszawski, jak i ministeria w Petersburgu. Trzymał Żydów do chrztu i ks. Józef Poniatowski z siostrzenicą Aleksandrą Potocką; cały ich legion trzymał minister Grabowski, syn króla Stanisława Augusta, z siostrą Izabelą Sobolewską. Grabowski posunął gorliwość chrześcijańską do tego stopnia, że nadał jednemu ze swoich synów chrzestnych, Lichtenbaumowi z Rawy, własne nazwisko. Księżna Joanna Łowicka nie odmawiała neofitom swej łaski. Najwięcej jednak chrześniaków posiadał Paskiewicz, który stawał sam w kościele, albo posyłał w swoim zastępstwie którego z wyższych urzędników. Czasami zapisały księgi kościelne nazwisko Paskiewicza, jako ojca chrzestnego, kilka razy tego samego dnia.

Neofici katoliccy, korzystając z prawa polskiego, które pozwalało nowochrzczeńcom (aż do r. 1850) zmieniać razem z chrztem nazwisko, przyjmowali prawie wszyscy nazwiska kończące się na „ski”. Neofici ewangeliccy zadowalali się przeważnie drobnymi zmianami w pisowni.

(…) Korzystając z naiwnego dążenia wnuków carowej Katarzyny do rusyfikowania Żydów przez narzucenie im wiary schizmatyckiej (po r. 1831 na obszarze W. Ks. Litewskiego obowiązywało prawo, że Żyd mógł być ochrzczony tylko w cerkwi), dochodzili tamtejsi nowochrzczeńcy do najwyższych stanowisk w kraju. Stworzyli nową warstwę ludności: pozornych Moskali pochodzenia żydowskiego, których liczbę w samym tylko Petersburgu za Mikołaja I historyk żydowski Schipper („Żydzi Królestwa Polskiego w dobie powstania listopadowego „) podaje na 8.000. Gotowi na wszelkiego rodzaju uciemiężenia i podłości, neofici rosyjscy starali się okazać największą gorliwość w uciskaniu Polaków. Wiedzieli oni dobrze, iż im więcej okazywać będą patriotycznego moskiewskiego apetytu, tym chętniej rozdzielać będzie rząd carski pomiędzy nich majątki gnębionej szlachty polskiej.

(…) Z wielką nienawiścią odnosili się najwpływowsi neofici rosyjscy do szlachty polskiej; tak np.: rozporządzeniem ministra skarbu Kankrina nakazano gubernatorowi podolskiemu, Łubianowskiemu, przesiedlenie 5,000 rodzin zaściankowej szlachty na Kaukaz. Na zesłanie skazani byli nie tylko biorący udział w powstaniu, ale i ci, którzy nie cieszyli się zaufaniem władz państwowych. Jakkolwiek rozkaz był dość wyraźny i mógł być stosowany dowolnie, jednak Rosjanin Łubianowski, ze względów humanitarnych, nie spieszył się z jego wykonaniem; żądał wyjaśnień od ministra, okazując ludzkość i pewne względy dla nieszczęśliwych. Dopiero ponowny rozkaz Kankrina (Żyd heski) zmusił Łubianowskiego do rozpoczęcia akcji przesiedleńczej. (…) Leopold Kornenberg zaś miał się wyrazić, według zapewnień Lesznowskiego, redaktora „Gazety Warszawskiej”, że „dopóty u nas nie będzie dobrze, dopóki ostatniego szlachcica polskiego nie wywiozą na Sybir”.«

Jakże odmienna jest psychika Żyda od psychiki Rosjanina, a pewnie i od psychiki Polaka. U Żyda, jeśli chodzi o goja, nie ma miejsca na współczucie i humanitarne podejście. Jest tylko nienawiść. Warto o tym pamiętać, gdy potępia się Rosjan za ich stosunek do Polaków. Prawdopodobnie nie byłoby tych wszystkich nieszczęść, gdyby tak wielu Żydów nie zajmowało eksponowanych stanowisk w rosyjskim wojsku i administracji centralnej. Nie byłoby też tych nieszczęsnych powstań, gdyby po drugiej stronie nie było ich jeszcze więcej niż po rosyjskiej. Zatruli więc nam Żydzi relacje z narodem rosyjskim. Szczuli Polaków na Rosjan, a Rosjan na Polaków i po obu stronach to oni pociągali za sznurki. I obecnie nie jest inaczej. Ich metody nie zmieniają się, tylko że trzeba je znać. Wycieranie sobie gęby patriotyzmem, nachalna dewocja, organizowanie idiotycznych marszów patriotycznych, to tylko niektóre z metod ogłupiania zdezorientowanych tłumów. I cały czas to wykorzystują, że podam tylko przykład Związku Patriotów Polskich w ZSRR w czasie II wojny światowej.

Po powstaniu listopadowym miała miejsce masowa emigracja, wśród której było wielu neofitów. Byli we wszystkich stowarzyszeniach polskich. Wśród członków Towarzystwa Demokratycznego decydującą rolę odgrywają tacy ludzie jak: Czyński, Jakubowski, Majzner, Krępowicki, Kwiatkowski, Kazimierski, Łaski, Beniowski, Behrens (podający się za Pawłowskiego), Michałowski, Maciejowski, Lubliner, Paprocki, Rotwand i inni. Zaciekle zwalczali oni stronnictwo konserwatywne, w którym brylowali były poseł Franciszek Wołowski i jego brat, ekonomista, Ludwik Wołowski. Byli oni współzałożycielami Towarzystwa Literackiego, organu obozu Czartoryskich, w którym prowadzili ożywioną działalność.

Była więc popowstaniowa emigracja infiltrowana i kontrolowana przez neofitów, których nazywano w tamtym czasie mechesami. A czy dziś jest inaczej z Polonią, szczególnie amerykańską? Tak naprawdę, to cała ta ich działalność emigracyjna sprowadzała się do organizowania spisków, wysyłania emisariuszy do kraju, by prowadzili tam działalność wywrotową wśród szlachty i włościan, do podburzania jednych przeciw drugim, do głoszenia haseł rewolucji socjalnej.

W kraju nie było lepiej. Jedyna polska gazeta – „Gazeta Warszawska” zamieściła szereg artykułów o kwestii żydowskiej, m.in. o wzroście ilościowym Żydów, o ludności uzależnionej od lichwiarzy, o tym, czym różni się spekulant od prawdziwego przemysłowca. Wywołały one ostrą reakcje ze strony środowiska żydowskiego. Rozpoczęła się planowa kampania przeciwko „Gazecie Warszawskiej”. Z pomocą przyszła prasa zagraniczna, uzależniona od kapitału międzynarodowego. W jednej z gazet rosyjskich nazwano redaktora Lesznowskiego niegodziwcem, który śmie obrażać Żydów. W sukurs przyszło też czasopismo „Nord” z Brukseli, „Breslauer Zeitung”, „L’Observateur Belge”. Lesznowski zamierzał też bronić się w krakowskim „Czasie”, ale redakcja odmówiła mu swoich łam, uzasadniając to tym, że zraziłaby do siebie całe wiedeńskie dziennikarstwo, będące w rękach Żydów.

Dopiero w 1859 roku wpływowe żydowskie koła warszawskie zdecydowały się na wydawanie własnego codziennego pisma politycznego. Kroneneberg, który był kierownikiem całego środowiska żydowskiego w kraju, kupił „Gazetę Codzienną”, która po pewnym czasie zaczęła wychodzić jako… „Gazeta Polska”. Znamy ten tytuł? Dziś też mamy „Gazetę Polską”. Jak oni lubią wycierać sobie gębę tą Polską! Głównymi jej współpracownikami byli neofici: Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Kapliński. Najważniejszym celem tej gazety było rozpowszechnianie nowego poglądu na kwestię żydowską, w myśl którego najlepszym dla kraju będzie zasymilowanie Żydów.

Żydzi nie zapomnieli o polskiej młodzieży. Pojawiają się rozmaite kółka organizacyjne wśród studentów Petersburga, Kijowa i Warszawy. Prym w nich wiódł Karol Majewski sekretarz Leopolda Kronenberga. Przewodniczył tajnemu „komitetowi akademickiemu” i był w zarządzie konspiracyjnego „stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”. Nie zaniedbano też starszego pokolenia. W 1859 roku powołano do życia komitet, w skład którego weszli: Jürgens, Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolf, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni. Stał on się zawiązkiem organizacji Czerwonych, która parła do walki z Rosją. Nie przypadkiem chyba Kronenberg pisał w liście z dnia 18 I 1860 roku, że „sprawa żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze”. Zapewne tą najważniejszą było pchnięcie gojów do beznadziejnej walki z zaborcą. A przygotowaniem do niej miały być wielkie manifestacje, których reżyserami byli neofici pokroju Majewskiego.

Po przeciwnej stronie barykady był Andrzej Zamoyski, prezes „Towarzystwa Rolniczego”. On i ludzie skupieni wokół niego uważali, że drogą spisków nic się nie wywalczy. Dążenie do powstania uważał Zamoyski za zbrodnię, która zniweczy rezultaty pracy cichej, prowadzonej od 30 lat. Powstanie nie będzie w stanie zwyciężyć, a tylko pogorszy sytuację kraju. Taka postawa nie mogła oczywiście spodobać się Kronenebergowi. Podobnego zdania była grupa rosyjskich generałów, przeważnie niemieckiego pochodzenia. Przewodził im Kotzebue, który zwrócił się uwagę namiestnika Gorczakowa na liczne tworzące się komitety i delegacje Towarzystwa oraz udział ich członków w rozmaitych konkursach i przedsięwzięciach rolnych. Gorczakow wysłał do Zamoyskiego zarządzenie zabraniające prowadzenia tego typu aktywności w terenie.

Po śmierci Paskiewicza namiestnikiem Królestwa został ks. Gorczakow, stary i pozbawiony energii. Na czoło pałacowej sitwy wysunął się neofita Juliusz Enoch. Człowiek układny, dowcipny, mówiący płynnie po francusku, niemal od razu tak zjednał sobie namiestnika, że nazwano go faktorem Gorczakowa. Dzięki niemu uzyskał Enoch wpływy i uznanie na dworze carskim. I wykorzystał je, gdy Rosjanie wpadli na pomysł, by uspokoić wzburzone nastroje w Królestwie poprzez powołanie wybitnego Polaka na jeden z naczelnych urzędów w kraju. I w tym momencie Enoch rzucił na szalę wszystkie swoje atuty i przekonał Gorczakowa, że Wielopolski będzie tym, który spacyfikuje kraj.

Wielopolski był bardzo zdolnym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo wyniosłym, przez co niepopularnym w społeczeństwie. O wiele odpowiedniejszym kandydatem byłby Andrzej Zamoyski, cieszący się sympatią w narodzie. Nie miał on jednak poparcia wpływowych warszawskich Żydów, którzy prowadzili z nim potajemną walkę. Wielopolski był filosemitą. W trakcie swoich rządów sprzyjał Żydom, zatwierdzając wiele korzystnych dla nich ustaw. Rozwiązał „Towarzystwo Rolnicze” i pognębił tym samym Andrzeja Zamoyskiego. Spodziewał się wdzięczności ze strony tych, którym pomógł. A stało się zupełnie inaczej. Pisma zagraniczne zniesławiały go. „Gazeta Polska” raz wydawała się popierać go, a innym razem ostro go krytykowała, podważając jego autorytet w społeczeństwie. Nie mógł zrozumieć, że był tylko narzędziem do rozbicia umiarkowanego stronnictwa polskiego, a gdy zrobił swoje, stał się zbędnym dla tego środowiska. Odnoszę wrażenie, że współcześni filosemici nie zdają sobie sprawy z natury swoich panów.

Czerwoni parli do powstania, do którego wstępem miały być manifestacje. Znając religijność Polaków, starali się nadać tym manifestacjom charakter kościelny. Pierwszą taką okazją był pogrzeb generałowej Sowińskiej, w którym uczestniczyło kilka tysięcy ludzi. Żydzi stali się bardzo religijni. Nosili krzyże, śpiewali w kościołach „Boże coś Polskę” i podczas nabożeństw zbierali datki na powstanie. Te manifestacje oburzały klikę wojskową, której przewodził Kotzbue, a której celem było prowokowanie Polaków. W sukurs tym poczynaniom szli wyżsi urzędnicy pochodzenia żydowskiego, tacy jak szef tajnej policji warszawskiej Felkner czy gubernator grodzieński Szpeyer. Agitatorzy ze strony Czerwonych starali się wywoływać awantury uliczne, obrażali oficerów rosyjskich w miejscach publicznych itp. Czyli mamy po stronie „polskiej” prowokatorów, a po rosyjskiej kamarylę wojskową podobnej proweniencji, która tylko czekała na okazję do interwencji.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pierwsze ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 roku. Od kul poległo pięciu Polaków. Wywołało to silne wzburzenie wśród mieszkańców Warszawy. Sytuację pogorszyło jeszcze rozwiązanie „Towarzystwa Rolniczego”. Wykorzystali to Czerwoni do przygotowania nowej manifestacji, która odbyła się w kwietniu. Dość licznie uczestniczyli w niej Żydzi. Zachowywali się bardzo hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie. Dwustu zabitych i czterystu rannych – taki był bilans tej manifestacji i zaledwie trzy nazwiska żydowskie wśród poległych. Żydzi i frankiści prowokowali, a Polacy ginęli i tracili. Jeśli w jednym zdaniu miałbym scharakteryzować te trzy powstania, to tak bym to ujął.

»Stosunkowo łatwo udało się „mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich. Dzięki staraniom Jürgensa powstała na gruzach „Towarzystwa Rolniczego” organizacja nowa, na wpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano „Białą”. Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie: Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez powodu zresztą, iż on to głównie przyczynił się do rozwiązania Tow. Roln., Karol Majewski, Jürgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski. Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian: Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowo założonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa, zdezorientowana po skasowaniu Tow. Roln. i idąca od tej pory na pasku nienawidzących jej „mechesów”. Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia żydowskiego. Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z tzw. „Biurem Polskim”, które, powstawszy w 1860 r. mieściło się w „Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Julian Klaczko.

Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej walki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej „pracy”. Dążyli oni do jak największego skłócenia najpoważniejszych ugrupowań politycznych w kraju, tj. Czerwonych i Białych. Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między Czerwonymi i Białymi, do spółki z Leopoldem Kronenbergiem, o którym Z. L. S. pisze (Historia dwóch lat 1861-1862), że „we wszystkich partiach miał swoich ludzi”. Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych. W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jürgensa, został przyjęty. Miał to uczynić Karol Majewski, orientujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych. W pałacu Brühlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacji powyższych nie doprowadzono do skutku. Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych. Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orientująca się w prowokatorskich poczynaniach „mechesów”, dążących do rozbicia społeczeństwa polskiego. Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych niż Moskale i Niemcy.« – Stanisław Didier Rola neofitów w dziejach Polski.

Cóż to za menażeria! Z jednej strony Czerwoni, radykalni, którzy latem 1862 roku tworzą Komitet Centralny (skąd my znamy tę nazwę?), którego hasłem programowym była rewolucja socjalna, a więc, jak rewolucja socjalna, to nie niepodległość. Ich celem było też zaszczepienie tej rewolucji w Rosji. A więc rewolucja! A jak rewolucja, to kto za nią stoi? Komu ona służy? Z drugiej strony mamy Białych, umiarkowanych, wśród których dominują Kronenberg, Jürgens, Eronenberg. A między nimi frankiści, robiący wodę z mózgu niewtajemniczonym po obu stronach i szczujących jednych na drugich. A dziś jak jest? Mamy takich mącących ludziom w głowach jak Korwin-Mikke, Braun itp. Jest zażydzona Konfederacja. To tylko niby prawa strona. Po drugiej stronie też są oni. Dokładnie tak jak w czasie tych powstań.

Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma „Gołos”, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń. Pisał też o tym Kraszewski w swoich powieściach, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę. O tym, jak do niego doszło pisze cytowany wcześniej Stanisław Didier:

„Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tym mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał („Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831-1862”), że „pochodzi z tych Żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia równouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystianizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj żydowski”. Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którym zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich. Na próżno poszczególni członkowie Komitetu, jak A. Giller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4 VI 1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając wprost, że nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni.

Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną już koleją losu. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych. Nie tylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzieliśmy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk. Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga. Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w”.

Na czoło kierownictwa powstania wysunęli się chrzczeni i niechrzczeni Żydzi. Byli wśród nich Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego, Józef Piotrowski, członek rządu utworzonego we wrześniu 1863 roku, Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewolucyjnego, Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy, Franciszek Orłowski, dowódca oddziału żandarmerii, Władysław Majewski, komisarz województwa kaliskiego, Stanisław Rudnicki, Adam Majewski, bracia Niemirowscy, Bronisław Wołowski, Kaplińscy, Henryk Wohl, Artur Goldman i wielu innych.

W czasie gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce, przywódcy Czerwonych rozpoczęli walkę z Białymi. Skutkowało to tym, że każdy nowo powstający rząd był szybko obalany. W końcu za namową Czartoryskiego dyktatorem powstania został Romuald Traugutt. Na niewiele to się zdało. Jednym z najbliższych jego współpracowników był Epstein. Pomimo „czułej” opieki Traugutt był stanowczy i zdecydowany. Jednak przy końcu 1863 roku elementy skrajnie radykalne utworzyły tzw. Komitet Rewolucyjny, którego zadaniem było przeciwdziałanie zarządzeniom Traugutta. Jego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński. Prawda, że ładne nazwisko? Od razu kojarzy się ze Zbigniewem Brzezińskim.

Każde z tych powstań było dla Polaków tragiczne, każde pociągało za sobą ofiary i konfiskatę majątków. Trzy powstania wywoływane co trzydzieści lat, a więc co jedno pokolenie. Co się tylko odrodziło, to szło w rozsypkę. Trudno licytować, które z nich było najtragiczniejsze, bo czyż można stopniować tragedie? Nie mniej jednak wydaje się, że te ostatnie było najbardziej brzemienne w skutkach. I tu znowu wypada mi odwołać się do Stanisława Didier:

»Utworzony na początku 1864 r. przez cara Aleksandra „Komitet dla spraw Królestwa Polskiego” rozpoczął „ściślejsze zespolenie kraju z cesarstwem rosyjskim” od masowego wysiedlania rdzennie polskiego żywiołu na Sybir i konfiskaty dóbr ziemskich. Jak podają „Les deportations en Siberie, le nombre des deportés et leur sort dans l’exil” (Rkp. Czartoryskich nr 5577) urzędnicy rosyjscy pod koniec 1866 r. określali liczbę zesłanych w głąb Rosji i na Syberię Polaków na 250 tysięcy osób. Był to kwiat narodu polskiego. Studenci, ziemianie, oficerowie, księża stanowili poważną część tych najofiarniejszych synów Polski. Przystąpili też Moskale do dalszego wywłaszczania szlachty. Na Ukrainie, Podolu i Wołyniu skonfiskowano Polakom w roku 1863/64 – 383.761 morgów ziemi, której wartość wynosiła setki milionów rubli. Postarano się poza tym o przeprowadzenie uwłaszczenia włościan w sposób, który miał zapewnić wieczną wdzięczność carskim urzędnikom ze strony ciemnego i biednego ludu, a dziedziców doprowadzić do ruiny finansowej.

(…) Zrujnowane ziemiaństwo musiało kołatać do Żydów o pożyczkę lub o posadę. Powstająca plutokracja, przeważnie pochodzenia żydowskiego, nie mogła być w niezgodzie z synami Izraela. Młodzież żydowska wstępowała gremialnie po 1863 roku do średnich i wyższych szkół. Zaroiło się w Królestwie od chrzczonych i niechrzczonych żydowskich lekarzy, adwokatów, techników, dziennikarzy i literatów. Zajmowali oni w szybkim tempie miejsca inteligencji polskiej, wyniszczonej podczas powstania, gnijącej w kopalniach Syberii lub pędzącej tułaczy żywot na obczyźnie.

Pomógł Żydom panujący wówczas nastrój – zespolenie eksperymentów asymilacyjnych i doktryny pozytywistycznej. Nie darmo Kornenberg i jego satelici potrafili natchnąć zmęczone społeczeństwo polskie myślą, że krajowi bardzo zależy na zyskaniu sympatii mas żydowskich, liczących w samej Warszawie około stu tysięcy osób.

Panujący wszechwładnie po powstaniu styczniowym pozytywizm włączył do swego programu doktrynę asymilacji. Prawie wszyscy pozytywiści owego czasu byli filosemitami, bratali się z Żydami, uważając za wzór cnót obywatelskich bankiera Kronenberga, nagrodzonego przez rząd moskiewski za usługi orderem św. Włodzimierza III klasy ( z czym było połączone nadanie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego) i bankiera Jana Blocha, którego testament zaczyna się od słów: „Byłem całe życie Żydem i umieram jako Żyd” (I was my whole life a Jew and I die as a Jew… – „The Jewish Encyclopedia”. Funk and Wagnalls Company, New York and London, t. III, str. 252).

Pozytywiści wyhodowali grupę literatów i dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, która obsadziła tłumnie prasę warszawską. Wśród księgarzy i wydawców najpoważniejszych pism stolicy widzimy: Gluecksberga, Lewentala, Stan. Kronenberga, braci Orgelbrandów, E. Leo, M. Wołowskiego, Krzywickiego, R. Okręta i innych. Otaczają się ci chrzczeni i niechrzczeni dyktatorzy ówczesnej opinii polskiej współpracownikami przeważnie żydowskiego pochodzenia, jak to St. Kramsztyk, B. Rajchman, H. Elzenberg, D. Zgliński, Niedzielski, Niemirowski, Chęciński i inni. Pełno ich było zarówno w pismach zachowawczych („Gazeta Polska”, „Słowo”), jak i postępowych („Przegląd Tygodniowy”, „Niwa”, „Nowiny”).

(…) Zainteresowano się znowu Frankistami. Stwierdzono, że ci najgorętsi rzecznicy asymilacji Żydów, chociaż przyjęli chrześcijaństwo przeszło sto lat temu, pozostają jednak w ścisłej łączności pomiędzy sobą i z synami Izraela. Słusznie obawiali się patrioci polscy wznowionego po powstaniu styczniowym – masowego porzucania wiary ojców przez inteligencję żydowską. Na przykładzie Kronenberga widzieli, jak neofici polscy umieli przystosować się do każdej okoliczności. Pobłażliwość rządu rosyjskiego dla tego, który finansował 1863 r., nasuwała już niejednemu ciekawe przypuszczenia co do możliwości istnienia poza sutymi łapówkami innych, ukrytych dla społeczeństwa polskiego nici, łączących satrapów moskiewskich (często pochodzenia niemieckiego) z czołowymi przedstawicielami żydostwa polskiego. A że cele przywódców Izraela nie były przyjazne dla narodu polskiego, to łatwo się można przekonać, przeczytawszy okólnik kierowników politycznych kół żydowskich, wydany w listopadzie 1898 r. do Żydów polskich. Odezwa ta brzmi: „Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj (tj. Galicja – przypisek) został naszym królestwem (…). Starajcie się po trochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w waszych rękach wszystkie nici władzy społecznej. Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej niż przypuścić było można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsz (wkrótce potem umarł – przypisek), dadzą Rotszyldzi, Bleichröderowie i Mendelsohnowie i inni dadzą (…). Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co zamierzamy (…) (L. Viel, „Le Juif sectaire” str. 173).

Jak w świetle tej odezwy, a była zapewne jedną z wielu, wygląda finansowy udział w powstaniu styczniowym Kronenberga, który przez poszczególnych badaczy historycznych jest wychwalany za to, że bez jego pomocy finansowej nie mogłyby organizacje powstańcze rozwinąć skutecznej agitacji? Jemu zawdzięcza więc w lwiej części Polska, że setki tysięcy najwierniejszych Jej synów marniało w tajgach syberyjskich lub gniło w ziemi. W kraju zaś pozostały masy biernych, wśród których żerowali synowie „narodu wybranego”.

Przywódcy żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami czynionymi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów pragnących pozłocić swe herby. W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów, a także z neofitami. Wołowscy, Lascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in. Klasycznym przykładem wychrzty, który, zdawałoby się, że wrósł nieodwołalnie w społeczność polską, był Jan Bloch, herbu Ogończyk. Wpływowy bankier, podkreślający swój patriotyzm na każdym kroku, czego dowodem miało być skoligacenie z pięcioma wybitnymi rodami kraju, inaczej przedstawił się potomności w testamencie swoim. Mógł się on śmiało zaliczyć do grona tych Żydów, na których cześć wygłoszone zostało w 1875 r. w kahale lwowskim odpowiednie przemówienie. Mędrzec Syjonu oświadczył m.in., iż „(…) prawdą jest, że niektórzy Żydzi dają się chrzcić, ale fakt ten tylko przyczynia się do wzmocnienia naszej potęgi, gdyż chrzczeni Żydzi zawsze Żydami zostają (…)” (Rudolf Vrba, „Die Revolution in Russland, statistische und sozialpolitische Studien”).

Służyli też często zrujnowani karmazyni (w dawnej Polsce szlachcic ze starożytnego rodu, któremu przysługiwało noszenie karmazynowego żupana – przyp. mój) polscy za parawan dla nieczystych, podejrzanych spekulacji. Wynajmowali ich żydowscy plutokraci do zarządów swoich przedsiębiorstw, do komitetów, mianując ich członkami rad nadzorczych. Ponieważ utytułowani radcowie mieli takie samo pojęcie o handlu, o metodach „czystego kapitalizmu”, jak chłop o astronomii, przeto rządzili się Żydzi sami bez żadnej kontroli.«

W trakcie pisania tego artykułu snuło się nade mną widmo – nie! nie widmo komunizmu, snuło się nade mną widmo powstania warszawskiego, czyli tego nieobecnego w tym miejscu. Ciągle miałem wrażenie, że one wszystkie mają wspólny mianownik. W każdym z nich była siła, która, wbrew zdrowemu rozsądkowi, parła do walki. W 1794 roku Jan Dembowski jedzie do Drezna i oświadcza, że wojsko dłużej czekać nie będzie i samo rozpocznie powstanie. Pozostaje tylko pytanie: czy to samowolka, czy może jednak stała za nim jakaś siła?

W powstaniu listopadowym przedstawiciele Klubu Patriotycznego, chciałoby się napisać – „Klubu Patriotycznego”, wysyłają delegację do Rady Administracyjnej (rządu) z żądaniem natychmiastowego rozpoczęcia walki z wrogiem. W powstaniu warszawskim też tak się palono do walki z Niemcami. Chłopicki był przeciw powstaniu, zupełnie tak samo jak w 1944 wielu wojskowych, i nie tylko, było przeciw niemu.

W powstaniu styczniowym Czerwoni prą do walki z Rosją. Po przeciwnej stronie jest Andrzej Zamoyski i jego „Towarzystwo Rolnicze” (praca u podstaw). Czerwoni tworzą Komitet Centralny. Na początku stycznia 1863 roku komisarze (tak jak w unii europejskiej – przyp. mój) Komitetu zbierają się w Skierniewicach i przesyłają Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którym żądają od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, że w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. I tu pojawia się pytanie: to kto tu rządzi? Skoro poszczególni komisarze mają odwagę, by przeciwstawić się oficjalnej władzy tj. Komitetowi Centralnemu, to znaczy, że jest jeszcze jakaś inna, ponad nim, władza. Niektórzy członkowie tego Komitetu protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, argumentując, że nie postarał się on nawet przygotować zawczasu w dostatecznej ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 Komitet Centralny uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni. W 1944 roku, pomimo sprzeciwu wielu wojskowych i biernej postawie Wodza Naczelnego, powstanie wybuchło.

»W pamiętnikach abpa Felińskiego możemy przeczytać: „Jakoż z 22 na 23 styczna wybuchło ogólne powstanie w kraju; mówię ogólnie co do miejsca, nie zaś co do ludności, gdyż bardzo nieliczna gromadka spiskowych za broń pochwyciła”. Pierwsze walki powstańcy rozpoczęli właściwie bez broni, musieli ją zdobywać na żołnierzach rosyjskich. Zdaniem Felińskiego ta „garstka źle uzbrojonych i nie wprawionych do walki ochotników” nie miała ani szans ani nadziei na zwycięstwo.« – Marek Topczewski Wybuch powstania styczniowego.

W powstaniu warszawskim powstańcy też byli bez broni. Musieli zdobywać ją na żołnierzach niemieckich. No i jak tu nie zacytować cesarza Etiopii Hajle Syllasje, który w rozmowie z Orianą Fallaci w 1972 roku w Addis Abebie stwierdza, że „w świecie nigdy nie dzieje się nic nowego”. No i nie dzieje się nic nowego. Żydzi w obecnej Polsce stroją się w piórka patriotów i uderzają w religijność, czuły punkt, Polaków. Mamy w internecie Media Narodowe, mamy „jedyne takie propolskie media”, mamy Radio Maryja, mamy marsze, które do złudzenia przypominają te z czasów powstania styczniowego. Jedni Żydzi – krajowi – organizują nam te marsze, a drudzy – zagraniczni – opisują je jako marsze polskich nacjonalistów, czy nawet – nazistów. W trakcie tych pochodów bardzo łatwo o prowokację i wywołanie zamieszek. I może właśnie o to chodzi, i może ktoś sięgnie po ten środek, gdy nadejdzie stosowna chwila. Wcale nie musi się to stać podczas tego najbliższego “marszu niepodległości”. Oni są cierpliwi, konsekwentni i potrafią czekać.

Mogłoby się wydawać, że to zgrana karta, ale – nie! To jest zgrana karta, ale dla tych, którzy wiedzą, a dla tych, którzy nie wiedzą, to nie jest zgrana karta. Dlatego, chcąc poznać teraźniejszość, należy uczyć się historii, ale tej prawdziwej, bo jedynie prawda jest ciekawa. Ciekawa, ale, dla większości, niewygodna. Takie życie! Skoro te wszystkie powstania, łącznie z warszawskim, mają jeden wspólny mianownik, to znaczy, że jeden i ten sam ośrodek je wywoływał.

15 thoughts on “Antypolskie powstania

  1. Skoro już bardzo dobrze wiadomo, kto to są żydzi, no to może wypadało by się dowiedzieć w końcu, kto to są Polacy?
    Przecież to niemożliwe, żeby tak wspaniałą nację mógł każdy oszukiwać dowolnie i bezkarnie.
    Dlatego nie ma żadnego sensu szukania winy w żydach, bo ona jest gdzieś w Polakach. I nawet, jeżeli to Polacy są za każdym razem ofiarami wydarzeń, to nie musi oznaczać automatycznie, iż nie ma w nich pierwiastka powodującego stałe cierpiętnictwo i przelewanie krwi -własnej, nie dla własnych celów.
    Bo może wcale nie ma takich „własnych celów”, albo nie zostały one jeszcze określone, bądź określone zostały, ale przekreślone? Na przykład rozwaleniem Polski Ludowej i zniszczeniem jej dorobku rękami nie kogo innego, ale samych Polaków.
    Fałszywe założenie powoduje wyciąganie fałszywych wniosków. I może dlatego kręcimy się w kółko? Bez względu na ilość ofiar i bez względu na upływ wieków?

    Like

    • Ja nie szukam winy w Żydach, tylko staram się opisywać fakty. To, że wnioskuje, że Żydzi prowokowali te powstania, nie oznacza, że ja mam do nich jakieś pretensje. To jest tylko przekaz do Polaków: Patrzcie i wyciągajcie wnioski. Nie idźcie na Marsz Niepodległości, bo to ich prowokacja. Patriotyzm nie polega na maszerowaniu w pochodzie i wymachiwaniu flagą narodową.
      Żydzi są w Polsce. Jest ich wielu i stanowią polską inteligencję. I to jest fakt, który jest konsekwencją tych powstań. To, że Polacy byli naiwni? Nie wszyscy! Większość nie chciała i nie była w to zaangażowana. To jednak nie zmienia faktu, że to Żydzi wywoływali te powstania. Jak im się to udawało? Za pieniądze. I za pieniądze rządzą dziś Ameryką. Więc nie tylko Polacy są tacy “naiwni”. Amerykanie też.
      Dziś w Polsce stają się coraz bardziej bezczelni i nawet nie kryją się z tym. Jeśli Barbara Engelking-Boni w wywiadzie z Moniką Olejnik mówi: “Dla Polaków śmierć to była kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, tragedia”. To ona cytuje Talmud, tylko nie dopowiada, jeszcze nie dopowiada, że w Talmudzie goj jest opisany jako zwierzę. I to jest Żydówka, która nie kryje swojej pogardy dla Polaków. Już czuje się tu bezpiecznie. I jej przykład potwierdza, że nie ma fałszywego założenia i nie ma fałszywego wyciągania wniosków.

      Like

  2. Nie wiadomo, czy jeszcze się odzywać, bo odpowiedź jest dość jednoznaczna. Tym niemniej uważam, że powinnam naświetlić pewne aspekty, przemilczane nie wiadomo dlaczego.

    Jeżeli u nas jednak są żydzi, no to należy ten fakty przyjąć do wiadomości. Co najmniej.
    Jeżeli oni potrafią się wzajemnie wspierać i organizować, no to również i to konieczne jest przyjąć do wiadomości, pozostawiając emocje na inne, może uroczyste, okazje.

    Jeżeli Polacy nie potrafią się zorganizować i nie są skłonni się wspierać, nic nie da „wygonienie żydów” z Polski. Nasze problemy nie będą mniejsze a przeciwnie: będą większe, bo może dojść do walk bratobójczych.
    Nie chce Pan chyba powiedzieć, że nigdy żaden Polak nie oszukał Rodaka, że go nie okradł, nie pobił, nie zniesławił, nie wykorzystał czy wręcz nie zabił. To się dzieje w każdym narodzie i robienie z Polaków jakichś oderwanych od rzeczywistości niewiniątek właśnie się na nas mści.

    Skoro więc te wszystkie rzeczy robi Polak Polakowi, to dlaczego piętnować za to tylko żydów? To nielogiczne. Żydzi są wynikiem „charakteru” Polaków, a nie odwrotnie – że niby charakter Polaków jest determinowany przez żydowskich przywódców umieszczonych w Polsce.

    Chłopom pańszczyźnianym było naprawdę wszystko jedno, czy żyją oni w jakiejś Polsce czy gdzie indziej, bo im chodziło o zakończenie ich upodlenia. Więc skoro to polski jaśniepanicz żył z krwawicy polskiego chłopa pańszczyźnianego – co jest przecież faktem! – to bezpodstawne było oczekiwanie, że chłop będzie umierał za swojego ciemiężcę. Pan by też na miejscu chłopa pańszczyźnianego nie spieszył się do umierania za czyjeś wygody.

    Dziś także Polacy nie mają dla siebie wzajemnie żadnego szacunku, co wyraźnie pokazał czas tzw. transformacji, gdy co bardziej obrotni łapali pracę w zachodnich firmach ulokowanych na naszej, polskiej ziemi i ci właśnie Polacy godzili się mówić w tych firmach tylko w języku ich właściciela. Polacy, którzy pracę mieli, gardzili milionami bezrobotnych Polaków, wyganiając ich nawet ze śmietników i zamykając śmietniki na kłódki, żeby nędzarze im śmieci nie rozrzucali. O żadnym wsparciu głodnych mowy nie było!

    To, co mówi jakaś Barbara Engelkind czy ktoś inny to jest jego sprawa. Ona ma prawo mówić, co uważa za właściwe.
    Ale my, Polacy, również powinniśmy dbać o to, żeby takie same prawo mieć. Lecz przecież Polacy słuchają nie przyśpiewek ludowych – bo tymi gardzą, choć rodzime – ale piosenek śpiewanych, a raczej zawodzonych dziko, w języku angielskim. A przecież to niszczy naszą rodzimą kulturę.

    Nie wiadomo dlaczego Polakom się wydaje, że powinni żydom zabraniać być żydami, myśleć po żydowsku i po żydowsku żyć. Takie podejście jest beznadziejnie głupie.

    Polacy powinni dbać o to, żeby myśleć po polsku, żyć po polsku i wspierać to, co polskie. Wówczas żadni żydzi nie byliby nam groźni. Siłę żydów stanowi słabość Polaków. I za to chce Pan winić żydów? Toż to nielogiczne.

    Dziś są takie czasy, że jeżeli nie będzie się wymachiwać polską flagą na Marszu Niepodległości, to nią w ogóle wymachiwać się nie będzie, ponieważ nie ma żadnych innych okazji. I z tego też należy sobie zdawać sprawę.

    Nie jest wcale naszym problemem, jak żydzi opisali gojów i gdzie to jest opisane. To jest ich opis, ich sprawa.

    Naszym zadaniem jest tak się zachowywać i tak urządzić, żebyśmy to my mogli o sobie stanowić, a nie przejmować się tym, co żydzi gdzieś tam napisali. Niech piszą co chcą, i tak nie mamy możliwości ani nawet nie ma sensu im tego zabraniać.

    Walcząc z tym tracimy siły po nic.

    Powinniśmy wzmacniać nasze polskie korzenie, rozbudować współpracę między Polakami, chodzić na polskie imprezy itp. a nie zabraniać żydom być żydami. Nawet nie wolno nam się do tego wtrącać, bo to nie jest zwyczajnie nasza sprawa.

    Nie mam wielkiej nadziei, że Pan to zrozumie, bo widzę pewien rodzaj zapiekłości, a to poważnie zakłóca percepcję. Nic to. Ja swoje zrobiłam rzetelnie informując, jak według mnie działania na rzecz Polski i Polaków powinny wyglądać. Nie mam zamiaru nikogo do niczego ani namawiać, ani tym bardziej zmuszać. Mamy od Boga wolną wolę i wolno nam nawet się samo unicestwić goniąc za złudzeniami.

    Like

    • “Nie mam wielkiej nadziei, że Pan to zrozumie, bo widzę pewien rodzaj zapiekłości”. Istotnie, nie zrozumiem, bo ja widzę u Pani pewien rodzaj talmudycznej logiki. Logika “tak, tak” nie ma punktu styczności z logiką “tak, nie”.

      “Jeżeli u nas jednak są żydzi, no to należy ten fakty przyjąć do wiadomości.” – Ja napisałem: “Żydzi są w Polsce. Jest ich wielu i stanowią polską inteligencję. I to jest fakt, który jest konsekwencją tych powstań.” Czegóż więc ja nie przyjąłem do wiadomości?

      “Jeżeli oni potrafią się wzajemnie wspierać i organizować, no to również i to konieczne jest przyjąć do wiadomości, pozostawiając emocje na inne, może uroczyste, okazje.” – Nic na ten temat nie pisałem,to jest dyskusja Pani z samą sobą.

      “Nie chce Pan chyba powiedzieć, że nigdy żaden Polak nie oszukał Rodaka, że go nie okradł, nie pobił, nie zniesławił, nie wykorzystał czy wręcz nie zabił. To się dzieje w każdym narodzie i robienie z Polaków jakichś oderwanych od rzeczywistości niewiniątek właśnie się na nas mści.

      Skoro więc te wszystkie rzeczy robi Polak Polakowi, to dlaczego piętnować za to tylko żydów? To nielogiczne. Żydzi są wynikiem „charakteru” Polaków, a nie odwrotnie – że niby charakter Polaków jest determinowany przez żydowskich przywódców umieszczonych w Polsce.” – Nie poruszałem tego tematu.Nadal dyskutuje Pani sama z sobą. Jednak czym innym jest, gdy Polak oszukuje Polaka, czy Żyd Żyda, a czym innym jest, gdy jedna nacja programowo oszukuje drugą. I to jest tylko stwierdzeniem faktu. O tym pisałem w artykule “Sztadlani”. Opisywanie rzeczywistości jest tylko jej opisywaniem i niczym więcej.

      “Dziś także Polacy nie mają dla siebie wzajemnie żadnego szacunku, co wyraźnie pokazał czas tzw. transformacji, gdy co bardziej obrotni łapali pracę w zachodnich firmach ulokowanych na naszej, polskiej ziemi i ci właśnie Polacy godzili się mówić w tych firmach tylko w języku ich właściciela. Polacy, którzy pracę mieli, gardzili milionami bezrobotnych Polaków, wyganiając ich nawet ze śmietników i zamykając śmietniki na kłódki, żeby nędzarze im śmieci nie rozrzucali. O żadnym wsparciu głodnych mowy nie było!” – To już klasyczne rozmycie tematu, sprowadzenie dyskusji na boczne tory.

      “To, co mówi jakaś Barbara Engelkind czy ktoś inny to jest jego sprawa. Ona ma prawo mówić, co uważa za właściwe.
      Ale my, Polacy, również powinniśmy dbać o to, żeby takie same prawo mieć. Lecz przecież Polacy słuchają nie przyśpiewek ludowych – bo tymi gardzą, choć rodzime – ale piosenek śpiewanych, a raczej zawodzonych dziko, w języku angielskim. A przecież to niszczy naszą rodzimą kulturę.” – A gdzie ja napisałem, że ona nie ma prawa mówić to, co ona uważa za właściwe? Ja tylko napisałem, że jest to bezczelność, bo jest bezczelnością uważać innego człowieka za zwierzę. A czym ona się różni od innych. Tak samo ma głowę, szyję, tułów, dwie ręce, dwie nogi. Ma lepszą głowę? A czy to biedne żydostwo z Europy Wschodniej, które było wspierane przez zachodnich, zasymilowanych Żydów, było czymś lepszym od gojów? W czym? A te przyśpiewki ludowe, to chyba znowu po to, by rozmydlić temat.

      “Nie wiadomo dlaczego Polakom się wydaje, że powinni żydom zabraniać być żydami, myśleć po żydowsku i po żydowsku żyć. Takie podejście jest beznadziejnie głupie.” – Doprawdy? To skąd to Polin – tu odpoczniesz, po tych wszystkich przepędzeniach z Europy zachodniej? W 1968 roku też ich nikt nie wyganiał. Sami wyjeżdżali. Polacy tylko mogli pomarzyć o wyrwaniu się na Zachód.

      “Polacy powinni dbać o to, żeby myśleć po polsku, żyć po polsku i wspierać to, co polskie. Wówczas żadni żydzi nie byliby nam groźni. Siłę żydów stanowi słabość Polaków. I za to chce Pan winić żydów? Toż to nielogiczne.” – Ja nie winię Żydów, tylko opisuję. Nigdzie w moich tekstach nie ma ocen wartościujących. Są tylko fakty. A te fakty często, jak w przypadku artykułu “Sztadlani”, pochodzą z dokumentacji żydowskich kahałów.

      “Dziś są takie czasy, że jeżeli nie będzie się wymachiwać polską flagą na Marszu Niepodległości, to nią w ogóle wymachiwać się nie będzie, ponieważ nie ma żadnych innych okazji. I z tego też należy sobie zdawać sprawę.” – Wymachiwanie polską flagą i szabelką zawsze przynosiło opłakane skutki. Tego dowiodły te antypolskie powstania. Marsz Niepodległości jest żydowską prowokacją, tak samo jak te powstania.

      “Nie jest wcale naszym problemem, jak żydzi opisali gojów i gdzie to jest opisane. To jest ich opis, ich sprawa.” – Nie jest naszym problemem, jak nas Żydzi opisują, ale należy znać ich poglądy i zapatrywania, bo dzielimy z nimi tę ziemię, a z ich poglądów wynika, że chcą mieć tę ziemię tylko dla siebie, a to już jest naszym problemem.

      “Naszym zadaniem jest tak się zachowywać i tak urządzić, żebyśmy to my mogli o sobie stanowić, a nie przejmować się tym, co żydzi gdzieś tam napisali. Niech piszą co chcą, i tak nie mamy możliwości ani nawet nie ma sensu im tego zabraniać.” – Zabronić im tego nie możemy, ale, jeśli piszą o nas i o swoich zamiarach wobec nas, to nie możemy pozostawać na to obojętni, bo to dotyczy nas, naszych żywotnych spraw. Tylko idiota nie interesowałby się tym.

      “Powinniśmy wzmacniać nasze polskie korzenie, rozbudować współpracę między Polakami, chodzić na polskie imprezy itp. a nie zabraniać żydom być żydami. Nawet nie wolno nam się do tego wtrącać, bo to nie jest zwyczajnie nasza sprawa.” – Żydom Żydami być nikt nie zabrania, ale jeśli oni wtrącają się w nasze sprawy, przechodzą pozornie na chrześcijaństwo i rozsadzają je od wewnątrz, to nie możemy być obojętni. Chrześcijanie nie przechodzą na judaizm i nie rozkładają go od wewnątrz.

      Like

    • Jako ciekawostkę mogę dodać, że Nana to powieść Emila Zoli, którą Wikipedia streszcza tak:

      Utwór rozpoczyna przedstawienie w Teatrze Variétés, w którym osiemnastoletnia Nana gra główną rolę Wenus. Chociaż jej umiejętności aktorskie są żadne, dziewczyna zdobywa sławę w całym mieście, gdyż w trzecim akcie wystąpiła całkowicie naga. Z prostytutki niskiej kategorii, występującej w spelunach najgorszych paryskich dzielnic, staje się rozchwytywaną kurtyzaną, której pożądają najwięksi panowie w mieście. Nana staje się przyczyną kolejnych nieszczęść, upadków fortun i osobistych dramatów – jej kolejni kochankowie rujnują się dla niej i tracą wszystko. Filip Hugon trafia do więzienia za kradzież, jakiej dokonał dla Nany, jego młodszy brat przeżywa do niej swoją pierwszą miłość i popełnia samobójstwo odkrywszy jej charakter, bankier Steiner bankrutuje za sprawą spełniania kolejnych zachcianek Nany, to samo spotyka znanego hodowcę koni Vandeuvresa, hrabia Muffat traci rodzinę i reputację, zaś dziennikarz Fauchery najpierw ją porzuca i opisuje w miażdżącym artykule, by wrócić do niej i również stracić cały majątek.

      Like

    • “Skoro więc te wszystkie rzeczy robi Polak Polakowi, to dlaczego piętnować za to tylko żydów? To nielogiczne. Żydzi są wynikiem „charakteru” Polaków, a nie odwrotnie – że niby charakter Polaków jest determinowany przez żydowskich przywódców umieszczonych w Polsce.”

      To typowa pokrętna logika złodzieji tożsamości, tak dobrze i zwięźle zdiagnozowana przez Pana Jezusa w Objawieniu 2:9.
      “Znam twój ucisk i ubóstwo –
      ale ty jesteś bogaty –
      i [znam] obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami,
      a nie są nimi, lecz synagogą szatana.”

      Uczucia jakie towarzyszą mi gdy myślę o tym plemieniu pochodzącym od Ezawa, sprawiają mi dotkliwy ból pomieszany z litością, bo jednocześnie żal mi istot ograbionych a właściwie nie wyposażonych w głębsze uczucia, nie potrafiące kochać nic oprócz pieniędzy i siebie samych. Niewdzięcznych, podstępnych i bezestydnych.

      Like

  3. „Metro says:
    October 11, 2019 at 10:15 pm
    NANA już została w paru miejscach zidentyfikowana jako żydówka.”
    – a to ci siurpryza! A kto to mnie “identyfikował” i gdzie?
    Niejaki „Metro” został w wielu miejscach „zidentyfikowany”. A nawet „dokładnie namierzony”. Wstydu człowieku nie masz, czy co?

    „Żydom Żydami być nikt nie zabrania, ale jeśli oni wtrącają się w nasze sprawy, przechodzą pozornie na chrześcijaństwo i rozsadzają je od wewnątrz, to nie możemy być obojętni. Chrześcijanie nie przechodzą na judaizm i nie rozkładają go od wewnątrz. „

    – no właśnie, „przechodzą na chrześcijaństwo”! A jak to się na to chrześcijaństwo „przechodzi”? Czy jak z jednej strony ulicy na drugą? Czy może w tym „przechodzeniu” uczestniczą i to bardzo czynnie księża katoliccy? Bez ich udziału i wskazówek odgórnych z katolickiej hierarchii żadne „przechodzenie” nie byłoby możliwe.
    Co do „przechodzenia na judaizm” to są takie przypadki, choć nie nagłaśniane. Ale kto chce, może znaleźć informacje na ten temat. Ja się tym nie zajmuję, bo mnie to nie interesuje.

    Natomiast co do „Nic na ten temat nie pisałem,to jest dyskusja Pani z samą sobą. “ to nie wydaje sie Panu, że jeżeli użyłabym tych samych słów co Pan, żeby sie ściśle “trzymać tematu”, to co by z tego wyszło, jak Pan myśli?
    Po raz kolejny widzimy, że polski patriotyzm to jakieś dziwadło, które musi mieć wroga żeby istnieć. A przecież Polska albo rozwinie się sama z siebie, albo upadnie, również sama z siebie.
    Ale co tam! ważne, że „nieobrzezany Metro” jest czujny. A czy zaglądał mu Pan gdzie trzeba, czy wierzy Pan mu tylko na słowo? :))))))))))))))))

    Like

  4. “Wiesław Liźniewicz says: Jako ciekawostkę mogę dodać, że Nana” – no coś takiego! to ma być ciekawostka, taka brukowa i już podmurszała pseudoliteratura z niższej półki?

    O fikcji literackiej słyszał? Każdemu kojarzy się, jak może. W starożytnej mitologii jest opisana bogini Nana, ale chłop, jak to chłop, niezwykle rzadko myśli głową. Poczytaj, co innego, to ci się horyzonty poszerzą.

    Like

    • “Ale co tam! ważne, że „nieobrzezany Metro” jest czujny. A czy zaglądał mu Pan gdzie trzeba, czy wierzy Pan mu tylko na słowo?”

      Metro opublikował swój post o 10:15 PM, ja swój o – 10:13 PM. Jest tylko mały problem, że system wyświetla godzinę rozpoczęcia pisania posta, a nie – jego zakończenia. Metro napisał jedno zdanie i w tej samej minucie jego post wszedł na stronę. Ja pisałem swój komentarz przez kilkanaście minut, bo był długi i dopiero po jego opublikowaniu zobaczyłem komentarz Metro, nie mogłem więc w swoim poście sugerować się wpisem Metro. Nie wiem, czy to dla ciebie nie jest zbyt skomplikowane, ale mam nadzieję, że – nie.

      “O fikcji literackiej słyszał? Każdemu kojarzy się, jak może. W starożytnej mitologii jest opisana bogini Nana, ale chłop, jak to chłop, niezwykle rzadko myśli głową. Poczytaj, co innego, to ci się horyzonty poszerzą.”

      Była też nordycka bogini Nanna. Tych bogiń i bogów było w mitologii greckiej i rzymskiej, i jeszcze innych tyle, że nie sposób ich wszystkich zapamiętać, nawet jeśli ktoś się tym interesuje, a co dopiero ktoś, kto tym się nie interesuje. Mnie bardziej interesuje Judyta, niż te greckie i rzymskie, i czort wie jeszcze jakie, boginie.

      W 2002 roku na portalu soc.culture. polish opublikowano cykl artykułów “Jak rozpoznać Żyda? Streszczono to w jedenastu punktach. W punkcie szóstym pisano:

      “Specjalnością Żydów jest przewrotność i pokrętna logika w argumentowaniu. Jeśli Żyd nie może w polemice sprostać semu oponentowi – bez ceregieli przejdzie do wyzwisk, obrzucania błotem i oszczerstw (przykładem Adam Michnik).”

      Twoja pokrętna logika rzuciła mi się w oczy w twoim pierwszym poście, dlatego napisałem, że jest to “talmudyczna logika”. Do ostatniego postu zachowywałaś pozory – to kulturalne “Pan”, ale w ostatnim, nerwy puściły, nie byłaś w stanie powstrzymać swojej żydowskiej natury, przeszłaś na “ty” i zarzuciłaś mi, że nie myślę głową. I tak się zdemaskowałaś. Ja już parę razy polemizowałem z Żydami i za każdym razem było tak samo. Do pewnego momentu – “elegancja Francja”, a w ostatnim wpisie inwektywy i ubliżanie.

      Wy – Żydzi, działacie według schematu, jak program komputerowy. To ma swoje zalety. Jesteście zdyscyplinowani i wykonujecie posłusznie instrukcje swojego kierownictwa. I to jest zaleta. Polacy tego nie mają. Często działają pod wpływem emocji, a emocje, jak wiadomo, są nieprzewidywalne. I nie jesteście w stanie przewidzieć, kiedy one wybuchną. Może nigdy nie wybuchną, ale jak wybuchną, to może to wtedy być dla was tragedia na niewyobrażalną dla was skalę. Igracie z ogniem. Wydaje się wam, że macie go pod kontrolą. Na razie macie i nic nie wskazuje na to, że ją utracicie. Ale to jest ten niebezpieczny moment. Już raz żydostwo znalazło się w takim niebezpiecznym momencie. Było to pod koniec XIX wieku. Wtedy jednak wasze kierownictwo w porę zareagowało i wymyśliło syjonizm. Ale o tym będzie u mnie w następnym odcinku.

      Like

  5. Jeśli chodzi o Emila Zolę, to był taki amerykański pisarz Eustace Mullins, który opowiadał, jak „oni” tworzą kulturę. Na autorytety lansują zawsze szabesgojów lub swoich. Akurat parę ni temu ogłoszono laureatkę literackiej Nagrody Nobla i nagrodę otrzymała żydówka Olga Tokarczuk, ale to jest mechanizm znany od stuleci. Podobno Henryk Sienkiewicz otrzymał Nobla za obrzezanie „Quo Vadis” z wątków nieprzychylnych żydom, także posłusznie ocenzurował „Ogniem i Mieczem” (a powstanie Chmielnickiego to było powstanie antyżydowskie) a jeszcze wcześniejszy wieszcz Adam Mickiewicz był żydem (https://www.jhi.pl/psj/Legion_zydowski_Adama_Mickiewicza) i w swojej twórczości realizował judejską misję dotyczącą Polaków.

    Wracając do Emila Zoli, został on wylansowany na autorytet literacki dzięki wstawieniu się w sprawie Dreyfusa. Mullins wspomniał o Zoli jako o jednym z wielu pisarzy czy polityków głównie z XIX wieku, którzy zostali wylansowani przez żydowstwo na mężów stanu czy literackie/kulturalne autorytety. Mullins wspominał tam, jak pamiętam, także o ojcu Czechosłowacji, Tomášu Masaryku, którego żydzi w nagrodę za posłuszeństwo zrobili prezydentem Czechosłowacji, którą właśnie stworzyli.

    Jeśli chodzi o literacką Nanę z powieści Zoli, to nie wiem czy Pan zauważył, że taka jest właśnie „ścieżka kariery” większości, jeśli nie wszystkich aktoreczek czy modelek, co trochę wyszło na wierzch w Los Angeles w związku z osiągnięciami holyłódzkiego producenta o nazwisku Weinstein. Tak to (nie)stety wygląda do dzisiaj. W ich przypadku nie chodzi o „zaprzedanie duszy diabłu” tylko o dosłowne sprzedanie ciała, i mechanizm działa niezmiennie od setek lat.

    Like

    • Co do Zoli, to raczej nie ma wątpliwości. Znany jest jego list otwarty do prezydenta – “J’accuse” (Oskarżam). A przypomnienie jego powieści bardzo zdenerwowało komentatorkę o nicku “nana”.

      Nie musi mnie Pan przekonywać do tego, że wielu naszych poetów czy pisarzy było Żydami albo frankistami, co na jedno wychodzi. Frankistką była matka Szopena. Nie wiem, ale mam takie wrażenie, że Słowacki również miał korzenie żydowskie.

      Stanisław Staszic pisał o kwestii żydowskiej i nie umknęły mu stosunki na Ukrainie. Pisał tak:

      “Któż się z nas nie przypatrzył do jakiego stopnia zuchwałości gwałtowność żydów wzniosła się na Podolu i na Ukrainie, gdy z włościan żaden ojciec nie mógł rozporządzić postanowieniem swoich dzieci, żadna nie mogła pójść za mąż, jeżeli żyd nie dał pozwolenia, jeżeli żydowi nie opłaciła kunicy.” Opłacić kunicę – uiścić opłatę pańszczyźnianą.

      Dla mnie więc nie jest niczym dziwnym, że powstanie Chmielnickiego było antyżydowskie. Ale o to chodzi, by prawdziwą historię zafałszować, przeinaczyć. I oni mają do tego środki i możliwości.

      Like

  6. Nie wiem jakie są zamiary Pana w dziedzinie ułatwiania dyskusji/pyskówek na blogu, i czy szymelek dopuszcza takie rozwiązanie, ale dla komentujących ułatwieniem mogłaby być rubryka, obok “ostatnie wpisy” także “ostatnie komentarze”.
    Howgh

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s