Sierpień ’80

Grudzień ’70, Czerwiec ’76 i Sierpień ’80 łączy ten sam motyw – podwyżki cen żywności. Fakt ten świadczy o tym, że był to tylko pretekst. Gdyby to było autentyczne, to mądra władza, po Grudniu, nauczona doświadczeniem, już drugi raz nie postąpiłaby tak. A ona zrobiła to samo w czerwcu 1976 roku i znowu w sierpniu 1980 roku. A więc wyjątkowo głupia władza, która nie uczy się na błędach. Tak można by sądzić. Niestety, dla nas, władza nie jest wyjątkowo głupia, co najwyżej jest na usługach Żydów i masonów i musiała i musi słuchać ich rozkazów. Podwyżki cen żywności były wyjątkowo wygodnym instrumentem do wzniecania zamieszek i strajków, bo one mogły być powodem do strajku dla każdego zakładu, niezależnie od branży i miejsca, w którym był on zlokalizowany. W ten sposób mogły strajkować zakłady z całego kraju i z każdej branży. I strajkowały. Nie ma drugiego takiego powodu, który połączyłby wszystkich. Wszak wszyscy musimy jeść i to codziennie. Z pozoru bardzo racjonalny powód, ale tylko z pozoru, bo podwyżka cen żywności wcale nie musi wszystkich jednoczyć. To nie miało jednak znaczenia. Liczyły się pozory.

Sierpień ’80 został starannie przygotowany. Jesienią 1976 roku powstaje KOR. Jego członkami-założycielami byli m.in. Antoni Macierewicz, Jacek Kuroń, Piotr Naimski, Jan Józef Lipski, Ludwik Cohn. W 1978 roku powstają Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Ich Komitet Założycielski został powołany 29 kwietnia 1978 roku przez Andrzeja Gwiazdę, Krzysztofa Wyszkowskiego i Antoniego Sokołowskiego. Aktywnymi działaczami byli m.in. Bogdan Borusewicz, Joanna Duda-Gwiazda, Anna Walentynowicz, Lech Wałęsa, Lech Kaczyński, Bogdan Lis.

Pierwsze strajki były reakcją na podwyżkę cen mięsa i wędlin. Ogłoszono ją 1 lipca. I jeszcze tego samego dnia wybuchły strajki m.in. w WSK PZL-Mielec, POMET w Poznaniu i Transbud w Tarnobrzegu. Bardzo się chłopcy spieszyli. 16 lipca wybuchły strajki w Świdniku i Lublinie. Oprócz żądań ekonomicznych po raz pierwszy pojawił się postulat nowych wyborów do oficjalnych związków zawodowych. Strajki te kończyły się obietnicami podwyżek płac. W lipcu strajkowało około 80 tysięcy osób w 177 zakładach pracy.

Najważniejszy strajk, zorganizowany przez Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, rozpoczął się 14 sierpnia w Stoczni Gdańskiej. Jego przywódcą był Bogdan Borusewicz, który dobrał sobie do towarzystwa paru robotników. Robotnicy, jak pisze Wikipedia, na zorganizowanym przez siebie wiecu żądają:

  • przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy
  • postawienia pomnika ofiar grudnia 70
  • zagwarantowania bezpieczeństwa strajkującym
  • podwyżki płac o 2 tysiące złotych
  • dodatku drożyźnianego i rodzinnego odpowiadających wysokości zasiłków funkcjonariuszy MO i SB

Do strajkujących przybywa Lech Wałęsa i obejmuje przewodnictwo strajku, który przybrał charakter okupacyjny.

16 sierpnia strajk omal nie zakończył się, ponieważ dyrektor stoczni Klemens Gniech zgodził się na spełnienie początkowych postulatów – przywrócenie do pracy Walentynowicz i Wałęsy, podwyżkę płac dla każdego zatrudnionego, budowę pomnika ofiar grudnia 1970 roku, gwarancje nietykalności dla strajkujących.

Wałęsa ogłosił koniec strajku, ale kilku członków komitetu strajkowego, m.in. Anna Walentynowicz, sprzeciwiło się, wzywając do strajku solidarnościowego z zakładami, które w tym czasie podjęły strajki. Utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, w skład którego weszli przybyli do stoczni delegaci innych strajkujących zakładów.

Przewodniczącym MKS został Lech Wałęsa, a w skład prezydium weszli działacze WZZ. Prezydium MKS tworzyli: Lech Wałęsa, dwóch wiceprzewodniczących – Andrzej Kołodziej i Bogdan Lis – oraz Lech Bądkowski, Joanna Duda-Gwiazda, Wojciech Gruszecki, Andrzej Gwiazda, Stefan Izdebski, Jerzy Kmiecik, Zdzisław Kobyliński, Henryka Krzywonos, Stefan Lewandowski, Alina Pienkowska, Józef Przybylski, Jerzy Sikorki, Lech Sobieszek, Tadeusz Stanny, Anna Walentynowicz i Florian Wiśniewski.

Lista żądań powstała na podstawie postulatów strajkujących zakładów pracy, po gorących dyskusjach w gronie liderów strajku, m.in. Andrzeja i Joanny Gwiazdów, Bogdana Lisa, Aliny Pienkowskiej i Lecha Wałęsy (ostatecznie zredagował je Bogdan Borusewicz). 18 sierpnia kierownictwo MKS zdecydowało o podaniu treści postulatów do publicznej wiadomości.

Portal DZIEJE.PL tak opisuje tamte wydarzenia:

»Spisano 21 postulatów MKS; pierwszym i najważniejszym było utworzenie niezależnych od władzy i pracodawców związków zawodowych. Protestujący powoływali się na ratyfikowaną przez PRL konwencję nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy, która gwarantowała wolność związkową. (Skąd robotnicy wiedzieli, że PRL ratyfikowała konwencję nr 87? – przyp. mój).

MKS domagał się też: prawa do strajku; wolności słowa, druku i publikacji; przywrócenia do pracy zwolnionych z powodów politycznych; podania w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS i opublikowania listy postulatów; podjęcia działań na rzecz wyprowadzenia kraju z kryzysu; wypłacenia strajkującym wynagrodzenia za okres strajku; wzrostu płac o 2 tys. zł; gwarancji waloryzacji płac w stosunku do wzrostu cen i inflacji; pełnego zaopatrzenia rynku w artykuły żywnościowe; zniesienia cen komercyjnych i sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym; doboru kadry kierowniczej według kompetencji, a nie przynależności partyjnej, w tym zniesienia przywilejów dla MO i SB; wprowadzenia kartek na mięso i przetwory do czasu opanowania sytuacji na rynku; obniżenia wieku emerytalnego; zrównania rent i emerytur “starego portfela” do aktualnie wypłacanych; poprawy warunków pracy służby zdrowia; zwiększenia liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach; wprowadzenia płatnego, trzyletniego urlopu macierzyńskiego; skrócenia czasu oczekiwania na mieszkanie; podwyżki diet; wprowadzenia wszystkich sobót jako dni wolnych od pracy.

64 intelektualistów wystosowało apel do władz o podjęcie rozmów z MKS: “Apelujemy do władz politycznych i do strajkujących robotników, aby była to droga rozmów, droga kompromisu” – napisali. Dwóch z nich – Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki, którzy przywieźli apel do Stoczni Gdańskiej – weszło w skład utworzonej przy MKS komisji ekspertów. Tworzyli ją też: Bogdan Cywiński, Tadeusz Kowalik, Waldemar Kuczyński, Jadwiga Staniszkis i Andrzej Wielowieyski.

Pierwsze porozumienie między stroną rządową i strajkującymi podpisane zostało 30 sierpnia w Szczecinie. Strajki obejmowały już wówczas ok. 700 zakładów; brało w nich udział ok. 750 tys. osób. Władze zgodziły się na postulaty strajkujących, w tym na nowe związki zawodowe; MKS wyraził zgodę, by zamiast “wolne” związki określono jako “samorządne”.

Tego samego dnia V Plenum KC PZPR przyjęło do “zatwierdzającej wiadomości” podpisanie porozumienia szczecińskiego i zaakceptowanie projektu porozumienia gdańskiego.

31 sierpnia Wałęsa i Jagielski podpisali porozumienie gdańskie. MKS deklarował zakończenie trwającego dwa tygodnie strajku. Delegacja rządowa zgodziła się m.in. na utworzenie nowych, niezależnych, samorządnych związków zawodowych, prawo do strajku, budowę pomnika ofiar grudnia 1970, transmisje niedzielnych mszy św. w Polskim Radiu i ograniczenie cenzury. Przyjęto też zapis, że nowe związki zawodowe uznają kierowniczą rolę PZPR w państwie. Uroczystość transmitowała TVP.

Nadal strajkowały kopalnie na Górnym Śląsku. Rozmowy z MKS w kopalni Manifest Lipcowy rozpoczęła rządowa komisja, której przewodniczył Aleksander Kopeć. Prasa opublikowała protokoły porozumień szczecińskich i gdańskich.

3 września 1980 r. podpisano trzecie porozumienie – w Jastrzębiu na Górnym Śląsku, gdzie strajk rozpoczął się pod koniec sierpnia. Zakładało ono m.in. wprowadzenie w 1981 r. wszystkich wolnych sobót. Kopalnie wznowiły pracę.

Porozumienia nie przesądzały, jaką strukturę będą miały nowe związki. 17 września 1980 r. przedstawiciele Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich (przekształconych z MKS) przyjęli statut, który rozstrzygał powstanie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego “Solidarność” – jednego ogólnokrajowego związku o strukturze regionalnej. Na czele Krajowej Komisji Porozumiewawczej stanęli Wałęsa, jako przewodniczący, oraz Gwiazda. Jurczyk został przewodniczącym Zarządu Regionu Pomorze Zachodnie.

10 listopada 1980 r. Sąd Najwyższy zarejestrował NSZZ “Solidarność”. Wkrótce związek liczył niemal 10 mln członków (było to 80 proc. pracowników państwowych).«

Skala tego, co stało się w sierpniu 1980 roku, przerastała wszystko razem, co się w Polsce wydarzyło od 1956 roku. Można oczywiście wierzyć w to, że to wszystko było spontaniczne. Wtedy większość tak myślała i ja również. Człowiek młody ma ideały i w nie wierzy. Człowiek stary nie ma ideałów, więc, siłą rzeczy, nie może w nie wierzyć. Pozostaje chłodna ocena. Jak to było możliwe, że „podpalono” cały kraj? Po Grudniu nowa władza była bardziej tolerancyjna, bo zaciągnęła kredyty na Zachodzie i ten Zachód zaczął wtrącać się w polskie sprawy. A to prawa człowieka, prawa do zrzeszania się czy tworzenia różnych organizacji. Powstał KOR, powstały Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża i takie same, nawet wcześniej, na Śląsku. Przeciętny Polak nawet nie podejrzewał, że były takie organizacje. Ale one były i robiły to, co ktoś wyżej im zlecił.

Wywołanie strajku ogólnopolskiego to wielkie wyzwanie, jakbyśmy to dziś powiedzieli, logistyczne. To wymagało zaangażowania wielu ludzi. Tych w zakładach pracy i tych z zewnątrz. Czy mogło się to odbyć bez cichego przyzwolenia kierownictwa tych zakładów? Ja rozumiem, że robotnicy jednego zakładu mogą się porozumieć i podjąć decyzję o strajku, ale robotnicy z całego kraju i do tego z różnych branż i tak szybko? Nie ma takiej możliwości. Coś takiego nie może się zdarzyć spontanicznie. To wymagało wielomiesięcznych przygotowań.

Jeśli, ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, nie mogło to zdarzyć się spontanicznie, to znaczy, że ktoś to wcześniej dokładnie zaplanował. I zaplanował. W tym celu powstał KOR, a później Wolne Związki Zawodowe. Nie robotnicy tworzyli te organizacje i nie oni decydowali o ich programach. A jeśli nie robotnicy, to znaczy, że celem tych organizacji nie była poprawa ich losu, tylko coś innego. Dziś już wiemy, że tym celem była Polska, jej przyszły kształt i to, kto w niej będzie dominował.

Strajk w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się 14 sierpnia. 16 sierpnia omal nie skończył się, gdy dyrekcja zgodziła się na spełnienie początkowych pięciu postulatów. Nie tak to zaplanowano i znaleźli się tacy, m.in. Anna Walentynowicz, którzy nie dopuścili do jego zakończenia. Trzeba było zredagować nowe postulaty, których władza nie będzie w stanie spełnić. Wystarczyły dwa dni i 18 sierpnia pojawiła się lista 21 postulatów. Po dwóch cyklach obrad z godziny 10-tej i 20-tej uzgodniono ich treść. Gdy czyta się je, to trudno oprzeć się wrażeniu, że były one już wcześniej zredagowane i jeżeli nawet dyskutowano nad nimi, to tylko po to, by sprawić wrażenie, że robotnicy mają na coś wpływ i że one od nich wyszły, i że dokonało się to właśnie podczas strajku.

Przy MKS utworzono komisję, w skład której weszli Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Bogdan Cywiński, Tadeusz Kowalik, Waldemar Kuczyński, Jadwiga Staniszkis i Andrzej Wielowieyski. Skąd oni się wzięli? Kto utworzył tę komisję? Skąd się wzięło tych 64 intelektualistów? To są pytania, na które nie ma odpowiedzi i nie będzie. Pozostają domysły. Zapewne wielu z tych ludzi było masonami. W każdym razie robotnicy nie mieli tu nic do gadania.

Sierpień ’80, jak wszystkie polskie przesilenia, był dziełem Żydów i masonów. Żydzi sami nie są wstanie wszystkiego ogarnąć i kontrolować, dlatego przysposobili ich sobie do pomocy. Ich sposoby działania są od wieków takie same i dlatego ich zdradzają. To jest jednak tylko widoczne dla tych, którzy zadają sobie trud, by poznać te sposoby działania.

Cechą charakterystyczną Sierpnia było to, że akcja była szybka i totalna. Nie minęły dwa miesiące, a cały kraj był pogrążony w strajkach. W książce Historia towarzystw tajnych Feliksy Eger, wydanej po raz pierwszy w 1894 roku, można znaleźć takie fragmenty, które zdradzają, że te scenariusze nie są niczym nowym. One są wykorzystywane od wieków.

»Rewolucja lipcowa nie była owocem jednej chwili, pracowano od dawna nad jej wywołaniem. Dupin starszy, mason wyższych stopni, należący do Loży Trynozofów, uczeń Ragona, mówił wtedy: „Nie sądźcie, żeby w przeciągu trzech dni dokazano tego wszystkiego. Jeżeli rewolucja z takim pośpiechem, tak nagle została wywołana, to dlatego, że ona nikogo nieprzygotowanym nie zastała… zdziałaliśmy ją w ciągu kilku dni, bośmy mieli klucz do jej organizacji, mogliśmy zatem niezwłocznie istniejący porządek innym zastąpić”.

Jeszcze jednym dowodem, że rewolucja z r. 1830 była wynikiem długich knowań (te długie knowania, to w naszym przypadku KOR i WZZ – przyp. mój), jest jednoczesne wywołanie jej w wielu państwach Europy. Kraje położone bliżej Francji najsilniej to odczuły i pierwsze stały się ogniskami zaburzeń. Już 26 sierpnia wybuchło powstanie w Belgii, z 28 na 29 sierpnia widzimy je w Verriers, 30 sierpnia w Akwizgranie, następnie w Juliaku i Elberfeldzie. 6 września widzimy ruchy w Kassel, a za nimi w Fuldzie, Felsbergu, Wolfhagenie, Hanau, pomimo że konstytucja elektoralna heska była najwolnomyślniejszą z ogłoszonych w Niemczech. Z Hesji Elektoralnej ruch się udzielił Hesji Darmstadzkiej. W początku września wybuchły także ruchy w Saksonii, a mianowicie w Lipsku i Dreźnie, następnie w Chemnitz, Freibergu, Frankenbergu, Stolbergu, Schneebergu, Krichbergu, Auersbachu, Plauen, Königsbergu, nareszcie we wszystkich prawie osadach Górnych Łużyc. W Brunświku przyszło do prawdziwej rewolucji, która skończyła się wygnaniem księcia panującego, Karola, 6 września. Hanowerczycy poszli także za przykładem współrodaków. Lüneburg, Hildesheim, Hanower, a następnie Getynga (8 stycznia 1831) są także widownią zaburzeń, od których i północne państwa niemieckie wolnymi nie były. W Hamburgu i Meklemburgu wybuchły niepokoje także we wrześniu. Z kolei przeniósł się ruch nawet do Wrocławia i Berlina.

Szwajcaria pomimo liberalnej formy swego rządu nie uniknęła losu państw sąsiednich. Już w sierpniu objawił się ruch we Fryburgu i Bernie, 12 września – w Argowii, w początkach października – w Targowii, 13 października w Zurichu.

Z państw włoskich najwcześniej ruch wywołanym został w Sardynii, jako najbliżej Francji położonej, lecz na ognisko powstania przeznaczone zostało Państwo Kościelne, Modena, Parma i Toskania. Miało ono wybuchnąć jednocześnie we wszystkich tych krajach na początku lutego 1831 r. Punktem centralnym miała być Bolonia.

Inne państwa Europy wolnymi od niepokojów nie były: Hiszpania, Portugalia, Grecja, Albania i Bośnia były ich widownią, największe jednak rozmiary przybrały one w Belgii i Polsce.«

10 listopada 1980 roku Sąd Najwyższy zarejestrował NSZZ „Solidarność”. Wkrótce związek liczył niemal 10 mln członków. Stanowiło to 80% wszystkich zatrudnionych. No właśnie! Słowo „solidarność” zostało wybrane nieprzypadkowo. Nieprzypadkowo też wśród tych 21 postulatów znalazł się ten, mówiący o zniesieniu przywilejów dla MO i SB. W cytowanej książce można przeczytać:

„Mówcie często, wiele i wszędzie o jego nędzy i jego potrzebach. Lud sam siebie nie zna, ale działająca część społeczeństwa przejmuje się uczuciami litości dla ludu i prędzej lub później weźmie się do dzieła. Uczone rozprawy nie są tu ani potrzebne, ani pożyteczne. Są słowa upajające, zawierające wszystko, które należy często powtarzać wobec ludu, jak: wolność, prawa człowieka, postęp, równość i braterstwo; lud zrozumieć je potrafi, zwłaszcza gdy im się przeciwstawi wyrazy: despotyzm, przywileje, tyrania, niewola itd. Cała trudność nie polega na tym, aby lud poznać, ale by go zjednoczyć.”

Tak więc udało się zjednoczyć lud w 1980 roku. Podobną próbę podejmuje się obecnie w związku z „pandemią” – i z powodzeniem. Po stanie euforii i nadziei przyszedł stan wojenny, a wraz z nim represje i ofiary. I o tym też jest w tej książce:

„Spisek najlepiej ukartowany to ten, który najwięcej ma rozgłosu i najwięcej osób kompromituje; miejcie męczenników, miejcie ofiary, będziemy mieli między sobą takich, co to na korzyść sprawy obrócić potrafią.”

Były ofiary? Były. – Górnicy z kopalni Wujek. Byli męczennicy? Byli. – Ksiądz Popiełuszko i inni księża. Później przyszedł Okrągły Stół i ci, którzy „walczyli” z rządem, zajęli jego miejsce. O tym też jest we wspomnianej książce:

»Marszałek Maison, który niecną zdradą w Rambouillet zapewnił powodzenie rewolucji paryskiej, był wysokim urzędnikiem Wielkiego Wschodu. Praktyczny polityk D’Israeli tak w tej kwestii mówi: „Barykad nie wzniosło mieszczaństwo, ja znam tych, co je wznieśli; nie tworzą oni narodu, ale stowarzyszenie… Ich towarzystwa tajne pokrywają siecią całą Europę, rozgałęzione są w Hiszpanii, zrujnowały Włochy. Tażsama organizacja istnieje w Niemczech i Rosji”. Najwięcej przekonywującą okolicznością o już dawniejszym przygotowaniu rewolucji jest to, że wszyscy ci, którzy spiskowali przeciwko prawemu rządowi, występują teraz na widownię. Talleyrand jedzie do Londynu jako przedstawiciel nowego rządu, ks. Decazes zajmuje Luksemburg jako wielki referendarz Izby Parów, założyciele karbonaryzmu francuskiego Lafayette, Dupont de l’Eure i d’Argout zajmują najwyższe urzędy; Cousin za tajne usługi i za publiczne zarzuty czynione monarchii z katedry w Sorbonie zostaje radcą stanu, a następnie ministrem.«

Sierpień ’80 zakończył się stanem wojennym, a jego dalszą konsekwencją był Okrągły Stół. I wtedy wyszło na jaw, że cała ta opozycja solidarnościowa, to była opozycja licencjonowana, czyli taka, która licencję na opozycyjność dostała od władzy. Swego czasu Józef Mackiewicz nazwał Stefana Kisielewskiego licencjonowanym opozycjonistą. Mackiewicz twierdził, że prawdziwi opozycjoniści w PRL-u siedzieli w więzieniu, podczas gdy Kisielewski rozjeżdżał się po Europie Zachodniej, nocując w najlepszych hotelach. Po 1989 roku założył Kisielewski UPR. Nowa licencjonowana partia opozycyjna i takie samo środowisko. A więc nowi licencjonowani opozycjoniści Michalkiewicz, Korwin-Mikke, Miszalski, Sommer i inni. Licencję na opozycyjność ma również Konfederacja. I wszystkie te „niezależne” telewizje i kanały internetowe, które, dla uwiarygodnienia, faktycznie rządzący czasem blokują na dwa tygodnie, a później odblokowują. Żenujące numery, ale chyba wielu na nie się nabiera.

Ile są warte autentyczne strajki, to przekonali się robotnicy po 1989 roku, gdy likwidowano ich zakłady. Nikt się ich nie bał, nikt się z nimi nie liczył. To też w pośredni sposób dowodzi, że tamte solidarnościowe strajki to była ustawka, że wcale nie chodziło o polepszenie losu robotników i nie tylko ich losu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s