Witam na moim blogu

Na tym blogu będę starał się przedstawiać prawdę albo przynajmniej próbował do niej dochodzić. Czy będzie to zamiar udany, czy – nie, ocenią czytający go.

“Jedynie prawda jest ciekawa” – to motto Józefa Mackiewicza. Prawda jest ciekawa, ale niewygodna dla wszystkich i wszyscy starają się ją ukryć albo zniekształcić. Za głoszenie prawdy, uparte jej głoszenie, Józef Mackiewicz cierpiał nędzę. Dzięki temu, że pozostał sobie i swoim przekonaniom wierny, to my, z jego dzieł, możemy dowiedzieć się prawdy.

Blog ten jest poświęcony polityce i historii. Obecnie, jak chyba nigdy dotąd w dziejach ludzkości, nie manipulowano tak historią. Na naszych oczach dokonuje się fałszerstwo na niespotykaną skalę. A to wszystko dzięki internetowi i mediom społecznościowym. Jedynym ratunkiem wydaje się wykorzystanie tych mediów w celu obrony. Zgodnie z rzymską maksymą: kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Dużo miejsca będzie zajmować tematyka żydowska. Nie sposób jednak jej uniknąć, jeśli chce się pisać prawdę. Polska dla Żydów była i jest szczególnym miejscem. Nigdzie społeczność żydowska nie była tak liczna w stosunku do pozostałej ludności i nigdzie nie osiągnęła takich wpływów. Po drugiej wojnie światowej jej przewaga stała się jeszcze większa. Polacy stracili w niej swą warstwę inteligencką, a Żydzi – zachowali. Dlatego jest to gra do jednej bramki. Nie można napisać prawdziwej historii Polski, bez uwzględnienia w niej Żydów i ich wpływów na jej bieg. A dlaczego się ich nie uwzględnia? Najwyraźniej ten, który kontroluje system edukacji, prasę, wydawnictwa – ten sobie tego nie życzy.

Problem z Żydami polega na tym, że są przeważnie ukryci. Udają chrześcijan różnych wyznań. Żyd wie z kim ma do czynienia, a my – nie! Jeśli ma nam do sprzedania towar czy usługę, to będzie bardzo miły, można by rzec – do rany przyłóż. Gdy jednak uzna, że nieżyd jest mu niewygodny, jego obecność jest sprzeczna z jego interesem, jest jego konkurentem i – w najgorszym wypadku, gdy Żyd zawdzięcza coś nieżydowi, to jego nienawiść urasta do rozmiarów nieznanych człowiekowi o innej etyce i systemie wartości. Jeśli nie będzie w stanie sam pokonać tego, którego tak bardzo nienawidzi, to poprosi innych Żydów o pomoc. Nie są to czcze słowa. Sam tego doświadczyłem. Nie ma szans na obronę, jeśli nie wiemy z kim mamy do czynienia lub gdy dowiemy się zbyt późno. Dlatego tak ważne jest poznanie tej nacji, jej systemu wartości, sposobów postępowania i zachowań wobec nieżydów. Ci, którzy żyli przed nami i ostrzegali nas przed nimi, mieli rację. Warto korzystać z tego, co nam przekazali. To wszystko jest nadal aktualne. Żydzi nie zmieniają się i nie zmieniają swoich zasad i zachowań wobec nieżydów. I co najważniejsze – Żydzi są wśród nas, więcej ich jest, o wiele więcej niż nam się wydaje.

Kuba

Mówimy – Castro, a w domyśle – Kuba, mówimy – Kuba, a w domyśle – Castro. To oczywiście parafraza wiersza Włodzimierz Iljicz Lenin, którego autorem jest Władimir Władimirowicz Majakowski. Wydaje mi się, że takie skojarzenie jest nadal obecne w umysłach wielu ludzi. Trudno, by było inaczej. Fidel Castro rządził Kubą przez 49 lat. Rewolucjonista – tak myśli wielu ludzi. A był amerykańskim agentem. To jest oczywiście moje prywatne zdanie, ale przedstawiam w tym blogu fakty, które skłaniają mnie do takich wniosków.

Położenie Kuby
Położenie Kuby; źródło: Wikipedia.

Gdy tak patrzę na położenie geograficzne Kuby, to mam wrażenie, że ono zdeterminowało jej losy, podobnie jak zdeterminowało ono losy Polski. Z tą jednak różnicą, że Kuba jest wyspą, a Polska jest krajem lądowym, co umożliwia jej przesuwanie z zachodu na wschód i odwrotnie, a obawiam się, że za jakiś czas znowu zostanie przesunięta na wschód – takie państwo na kółkach.

Mapa Kuby
Mapa Kuby; źródło: Wikipedia.

Kuba jest wydłużoną w układzie równoleżnikowym wyspą. W jej zachodniej części leży Hawana, a we wschodniej – Santiago de Cuba. To dwa największe miasta kraju. Obok Santiago, od jego wschodniej strony, znajduje się amerykańska baza wojskowa Guantanamo, leżąca w pobliżu miasta o tej samej nazwie. Chyba najbardziej znana kubańska piosenka to Guantanamera – Dziewczyna z Guantanamo. Powstała w 1929 roku. Autorstwo muzyki przypisuje się Garcii Fernandezowi, a tekst napisał Jose Marti, kubański poeta i bohater narodowy. Utwór ten pełni rolę nieoficjalnego hymnu Kuby.

27 października 1492 roku Kolumb odkrył Kubę, a następnego dnia, 28 października, wylądował na jej północno-wschodnim wybrzeżu. W 1511 roku Diego Velazquez de Cuellar założył pierwszą hiszpańską osadę na wyspie. W 1515 roku została założona Hawana. W ciągu jednego stulecia miejscowa indiańska ludność przestała praktycznie istnieć. Przede wszystkim z powodu chorób zakaźnych, które przywlekli Europejczycy. W 1529 roku wybuchła na Kubie epidemia odry, która zabiła 2/3 populacji, która przeżyła poprzednią epidemię czarnej ospy.

1 września 1548 roku Gonzalo Perez de Angulo został mianowany gubernatorem Kuby. Przybył do Santiago 4 listopada i od razu zniósł niewolnictwo wszystkich tubylców. Był pierwszym, który urzędował w Hawanie, a nie – Santiago i zbudował w niej pierwszy murowany kościół.

Około 1570 roku Kubę zamieszkiwali Hiszpanie, Murzyni i ludność miejscowa. Rozwój Kuby następował powoli, ale w odróżnieniu od pozostałych wysp Karaibów nie była ona rolną monokulturą. Jej rolnictwo było zróżnicowane, a kolonia była zurbanizowana. W połowie XVIII wieku na Kubie było 50 tys. niewolników, na Barbadosie – 60 tys., w Wirginii – 300 tys., na Dominikanie – 450 tys. Te gospodarki opierały się na wielkich plantacjach trzciny cukrowej.

Wojna siedmioletnia (1756-1763), która wybuchła w całej Europie, skonfliktowała Hiszpanię, sojuszniczkę Francji, z Anglią. Kuba została opanowana przez Anglików, którzy rozwinęli handel z Ameryką Północną i Karaibami, przyczyniając się w ten sposób do szybkiej transformacji kubańskiego społeczeństwa. Po skończonej wojnie, w wyniku pokoju paryskiego z 1763 roku, w zamian za Kubę, która wróciła do Hiszpanii, Anglia otrzymała Florydę, a Francja utraciła Kanadę na rzecz Anglii.

W latach 1791-1804 trwało na Haiti powstanie, które doprowadziło do uzyskania niepodległości od Francji i zniesienia niewolnictwa. To wydawało się szansą dla kubańskich plantatorów, którzy chcieli przekształcić kraj w kraj niewolniczy i monokulturę rolniczą opartą na trzcinie cukrowej. Szacuje się, że pomiędzy 1790 a 1820 rokiem sprowadzono z Afryki na Kubę 325 tys. niewolników. Było to cztery razy więcej niż w latach 1760-1790. Jednak większość kubańskich niewolników pracowała w miastach. Z tego powodu już pod koniec XVIII wieku utrwaliła się praktyka coartacion, czyli samowykupienia się z niewolnictwa – charakterystyczna tylko dla Kuby. Ponieważ brakowało białych do pracy, czarni zdominowali rynek pracy w miastach do tego stopnia, że gdy w połowie XIX wieku biali licznie przybywali na wyspę, to nie byli w stanie usunąć czarnych pracowników. System zróżnicowanego rolnictwa z małymi farmami i niewielką liczbą niewolników sprawnie zaopatrywał miasta w żywność i inne dobra. Było to jedną z przyczyn tego, że w latach 20-tych XIX wieku, gdy pozostałe kolonie Ameryki Łacińskiej zdobywały niepodległość, Kuba pozostawała wierna Hiszpanii. Tak to opisuje angielska Wikipedia. Ale czy rzeczywiście z tego powodu? Polityka wokół Kuby była i nadal jest tak zagmatwana, że trudno zrozumieć, o co w niej chodzi.

Wiek XIX to wiek rewolucji, Wiosny Ludów – rodzących się nacjonalizmów, nie tylko w Europie, ale i w Ameryce Łacińskiej, w której ci wszyscy rewolucjoniści mają jedną wspólną cechę – nienawidzą Hiszpanii, chociaż wielu z nich ma hiszpańskie korzenie, wielu tam pobierało nauki. Byli masonami, jak większość a może wszyscy rewolucjoniści. Może ich „nieznani przełożeni” wpoili im tę nienawiść, bo Hiszpanie wypędzili Żydów z kraju. Cechą charakterystyczną było też to, że rewolucjoniści organizowali się za granicą. W przypadku Kuby były to Stany Zjednoczone. W przypadku Polski, Liga Polska, poprzedniczka Ligi Narodowej, powstała w Szwajcarii.

Wyprawa Lopeza z 1850 roku była próbą najechania i zdobycia Kuby. Kierował nią Narcisio Lopez. W skład ekspedycji wchodziło 420 emigrantów kubańskich i ochotnicy z Ameryki. Zostali oni pokonani przez siły hiszpańskie. Był to w tamtym czasie jeden z wielu tzw. prywatnych rajdów z terytorium Ameryki. Było to w okresie tzw. Manifest Destiny, czyli amerykańskiej koncepcji „Boskiego Przeznaczenia”, gdy Stany Zjednoczone szybko zdobywały nowe terytoria. To wtedy w 1848 roku Amerykanie zaanektowali meksykańskie terytoria na północ od Rio Grande. W tym samym roku prezydent Polk zaproponował zakup Kuby za 100 mln dolarów, ale Hiszpanie odrzucili ofertę. Idea przyłączenia Kuby bardzo odpowiadała zwolennikom niewolnictwa w południowych stanach Ameryki. Liczyli na to, że przejęcie Kuby dałoby im 13 do 15 dodatkowych reprezentantów w Kongresie. To właśnie podczas wyprawy Lopeza po raz pierwszy pojawiła się flaga kubańska.

Flaga Kuby, nazywana przez Kubańczyków La Estrella Solitaria (Samotna Gwiazda), została zaprojektowana w 1848 roku przez redaktora kubańskiej gazety La Verdad (Prawda) i także poetę Miguela Teurbe Tolona. Gwiazda została zapożyczona z flagi Teksasu. Po raz pierwszy flaga w tej postaci pojawiła się 19 maja 1850 roku w mieście Cardenas na północnym wybrzeżu Kuby, gdzie generał Narcisio Lopez z 600 ludźmi podjął nieudaną próbę wyzwolenia kraju spod kolonialnego panowania. Flaga ta jest oficjalnym symbolem Kuby od chwili zdobycia niepodległości, tj. od 20 maja 1902 roku.

Flaga Kuby

Umieszczony na fladze trójkąt jest masońskim symbolem wolności, równości i braterstwa, zaś umieszczona na nim gwiazda, La Estrella Solitaria, miała oświetlać drogę ku wolności.

Od niej pochodzi potoczna nazwa flagi. Naprzemiennie ułożone poziomo trzy niebieskie i dwa białe pasy nawiązują do flagi amerykańskiej. Trzy niebieskie pasy symbolizują dawny podział na trzy części: wschodnią, centralną i zachodnią. Barwa biała uosabia czystość dążeń rewolucjonistów i sprawiedliwość. Dwa białe pasy to też droga ku wolności, a czerwony – krew przelana za wolność. Zdjęcie flagi pochodzi z Wikipedii.

Herb Kuby

Herb Kuby ma postać trójdzielnej tarczy herbowej. W górnej części znajduje się wizerunek wschodzącego słońca, oznaczającego powstanie nowego narodu. Słońce to umieszczone jest nad niebieskim morzem, symbolizującym Atlantyk i podkreśla wyspiarski charakter kraju.

Dwa lądy nad morzem oznaczają dwa kontynenty amerykańskie, pomiędzy którymi leży Kuba. Złoty klucz nad powierzchnią morza nawiązuje do faktu, iż Kuba nazywana była w przeszłości kluczem do Karaibów. Zdjęcie herbu pochodzi z Wikipedii.

Trzy błękitne ukośne pasy przedzielone dwoma białymi, umieszczone w lewym dolnym polu nawiązują do symboliki flagi. Palma królewska umieszczona w prawym dolnym polu ma być przykładem typowego kubańskiego krajobrazu, a zarazem ukazywać potęgę i szlachetność kubańskiej przyrody.

Herb od dołu otoczony jest przez gałązkę dębu ostrolistnego, zwanym też dębem kamiennym, symbolizującym zwycięstwo, stałość i trwałość oraz przez gałązkę lauru, która oznacza sławę, dumę i wspaniałość Kuby. Umieszczony pomiędzy nimi pęk rózg oznacza jedność Kubańczyków.

Ponad tarczą heraldyczną, na drugim końcu pęku róż, umieszczona jest czapka frygijska – symbol rewolucji francuskiej, tutaj będąca symbolem wolności, równości i braterstwa oraz demokracji, zaś pojedyncza gwiazda na czapce ma oznaczać jedność i niepodzielność narodu. Herb przyjęto 24 kwietnia 1906 roku.

Jak widać flaga i herb Kuby są tak nasycone masońskimi symbolami, że bardziej chyba się już nie dało. I jeszcze do tego ten pęk rózg, który jest symbolem idei republikańskiej, ruchów faszystowskich, do 1914 roku ruchów lewicowych i włoskich rewolucjonistów. Jest to też symbol wszechwładzy i siły państwa.

W archiwum Barry University (Miami) znajduje się notka dotycząca Emilii Margarity Teurbe Tolon y Otero, w której historia flagi kubańskiej różni się trochę od tej z Wikipedii. Poniżej jej treść:

„W 1849 roku mąż Emilii, Miguel Teurbe Tolón, poeta i namiętny orędownik niepodległości Kuby, został ogłoszony wrogiem Hiszpanii i zmuszony do emigracji do Nowego Jorku. Rok później w domu Emilii w Matanzas znaleziono korespondencję uznaną przez władze hiszpańskie na Kubie za wywrotową i ona również została deportowana do Stanów Zjednoczonych, gdzie wraz z mężem uczestniczyła w spotkaniach politycznych przeciwko hiszpańskim rządom.

W Nowym Jorku Miguel, mason, został działaczem politycznym wraz z innymi kubańskimi wygnańcami. Jego poezja i artykuły redakcyjne apelowały o wolną i demokratyczną Kubę. Tam dołączył do Consejo Cubano (kubańska junta) wraz z innym masonem Narciso Lópezem, bogatym hiszpańskim generałem urodzonym w Wenezueli, który stacjonował na Kubie i został zmuszony do emigracji za wrogą wobec hiszpańskich rządów działalność. López opowiadał się za aneksją Kuby przez Stany Zjednoczone jako sposobem na uwolnienie Kuby spod korony hiszpańskiej. Poprosił Miguela o zaprojektowanie herbu dla nowego narodu kubańskiego, a Emilię o stworzenie flagi. López poprowadził pierwszą zbrojną wyprawę na Kubę w maju 1850 roku, a flaga Emilii po raz pierwszy załopotała na wietrze w Cárdenas, Matanzas. Wyprawa nie powiodła się i po dwóch kolejnych próbach López został stracony przez Hiszpanów, a ruch aneksji stracił impet.

W 1855 roku, wobec braku Lopeza i rozpadu ruchu, Emilia i Miguel uzyskali amnestię i pozwolono im wrócić na Kubę. Sfrustrowana i zmęczona polityką emigracyjną Emilia rozwiodła się z Miguelem i wróciła do domu. Po powrocie do Matanzas spotkała się z odrzuceniem, nawet przez własną rodzinę (ponieważ rozwiodła się) i została zmuszona do przeniesienia się do Hawany. Samotna i przygnębiona, ponownie wyszła za mąż i przeniosła się do Hiszpanii w 1888 roku, nie mając zamiaru wracać na Kubę. Jej ostatnią wolą było to, by spadek po niej przeznaczono na edukację dzieci na Kubie.

Emilia zmarła w Hiszpanii w 1902 roku. Intensywne poszukiwania przeprowadzone na madryckich cmentarzach pozwoliły w kwietniu 2010 roku na zidentyfikowanie grobu Emilii Teurbe Tolón na cmentarzu Nuestra Señora de La Almudena. Po ekshumacji i przeniesieniu szczątków, Emilia Teurbe Tolón zostanie pochowana 23 sierpnia na nekropolii Colón w Hawanie. Flaga wyhaftowana przez Emilię Teurbe Tolón jest przechowywana w Muzeum Rewolucji w Hawanie.”

W 1868 roku wybuchło na Kubie powstanie, którego celem było uniezależnienie się od Hiszpanii. Jego przywódcą był plantator Carlos Manuel de Cespedes. 27 grudnia 1868 roku wydał dekret, w którym potępiał w teorii niewolnictwo, ale akceptował je w praktyce. Deklarował uwolnienie wszystkich, których właściciele zgodzą się na ich służbę wojskową. Powstanie przerodziło się w 10-letnią wojnę. Większość powstańców była niewolnikami z Dominikany i sąsiednich wysp. Było też wielu chińskich, tzw. kontraktowych pracowników służebnych.

Stany Zjednoczone nie chciały uznać niepodległości Kuby, choć uczyniło to wiele państw europejskich i z Ameryki Łacińskiej. W 1878 roku Hiszpania zgodziła się na udzielenie Kubie większej autonomii. Niewolnictwo zniesiono w 1875 roku, choć w pełni osiągnięto to dopiero w 1886 roku. Przebywający na wygnaniu Jose Marti, poeta, filozof, dziennikarz, tłumacz, profesor i wydawca, utworzył w 1892 roku w Nowym Jorku Kubańską Partię Rewolucyjną i był twórcą jej ideologii. Celem partii było uniezależnienie się od Hiszpanii. 24 lutego 1895 roku rozpoczęły się na Kubie walki przeciwko hiszpańskiej armii. 19 maja 1895 roku w jednej z bitew zginął. Stał się on jednym z bohaterów narodowych Kuby.

Wojska hiszpańskie, liczące 200 tys. żołnierzy, zdziesiątkowały rebeliantów, którzy prowadzili wojnę partyzancką i dokonywali aktów sabotażu. Hiszpanie pacyfikowali ludność wiejską i umieszczali ją w czymś, co nazywało się „reconcentrados”, opisywanym przez międzynarodowych obserwatorów jako „ufortyfikowane miasta”. Jednak najczęściej uważano, że są to prototypy XX wiecznych obozów koncentracyjnych. Szacuje się, że w tych obozach, z powodu chorób i głodu, zmarło od 200 do 400 tys. osób. Takie postępowanie Hiszpanów wywołało protesty w Ameryce i w Europie.

W celu ochrony amerykańskich interesów, został wysłany do Hawany okręt wojenny USS Maine, ale wkrótce po przybyciu eksplodował w porcie i szybko zatonął. W wyniku tej eksplozji 3/4 jego załogi zginęło. Amerykańska prasa i opinia publiczna obwiniała Hiszpanów. W kwietniu 1898 roku Hiszpania i Stany Zjednoczone wypowiedziały sobie wojnę.

Po tej hiszpańsko-amerykańskiej wojnie, trwającej od 21 kwietnia do 13 sierpnia 1898 roku, Hiszpania i Stany Zjednoczone podpisały traktat paryski, w którym Hiszpanie scedowali na rzecz Stanów Zjednoczonych Puerto Rico, Filipiny i Guam (wyspa na zachodnim Pacyfiku) za 20 milionów dolarów, a Kuba stała się amerykańskim protektoratem. Formalnie niepodległość Kuby datuje się od 20 maja 1902 roku i oficjalnie jest to Republika Kuby. Zgodnie z nową kubańską konstytucją, Stany Zjednoczone zachowały prawo do ingerowania w sprawy wewnętrzne Kuby, nadzorowania finansów i polityki zagranicznej. Na podstawie Poprawki Platta Stany Zjednoczone wydzierżawiły od Kuby bazę morską w zatoce Guantanamo.

Tak więc Kuba stała się krajem całkowicie zależnym od Stanów Zjednoczonych, ale rozwijała się gospodarczo, głównie dzięki amerykańskim inwestycjom w turystykę. Powstawało wiele hoteli, restauracji, kasyn itp.

We wrześniu 1933 roku dochodzi do rewolucji sierżantów. Na jej czele stanął sierżant Fulgencio Batista. Wyłoniono pięcioosobowy komitet, który kierował rządem tymczasowym. Od 1934 roku Batista zdominował kubańską politykę na 25 lat, a więc do 1959 roku, czyli do kolejnej rewolucji kubańskiej.

W 1944 roku skończyła się prezydencka kadencja Batisty. Wyjechał na Florydę. W 1952 roku powrócił, by ubiegać się ponownie o prezydenturę. Jednak, nie będąc pewnym wyników wyborów, dokonał zamachu wojskowego. Powrócił do władzy przy finansowym, wojskowym i logistycznym wsparciu Stanów Zjednoczonych. Batista zawiesił konstytucję, cofnął większość politycznych swobód z prawem do strajku włącznie. Popierał interesy najbogatszych plantatorów trzciny cukrowej.

W tamtym czasie Kuba miała najwyższy w Ameryce Łacińskiej wskaźnik konsumpcji mięsa, warzyw, samochodów, telefonów, radioodbiorników, choć 1/3 populacji nie w pełni z tego korzystała. Była więc Kuba całkiem nieźle rozwiniętym krajem, jak na standardy Ameryki Łacińskiej, a do pewnego stopnia też – na światowe. Jednak Fidel Castro w swojej mowie obronnej, mówiąc „historia mi wybaczy”, stwierdził że problemy kraju dotyczące ziemi, uprzemysłowienia, mieszkalnictwa, bezrobocia, edukacji i zdrowia są problemami tymczasowymi.

Ruch 26 Lipca był awangardowym ruchem rewolucyjnym, którego przywódcą był Fidel Castro. Nazwa tego ruchu pochodzi od daty ataku na koszary Moncada w Santiago 26 lipca 1953 roku. A więc niedaleko od amerykańskiej bazy wojskowej. Atakiem kierował Castro, który był również kandydatem w wyborach prezydenckich, których przeprowadzenie uniemożliwił Batista. Atak miał być początkiem rewolucji. Jednak Castro i jego współtowarzysze zostali złapani, a on sam skazany na 15 lat więzienia. Tu zaczyna się budowanie legendy kombatanckiej. Po dwóch latach wyszedł z więzienia na mocy amnestii, po tym, jak została rozpętana kampania polityczna na rzecz jego uwolnienia. Zaangażowani w nią byli również jezuici, u których Castro pobierał nauki. W 1955 roku wyjechał do Meksyku. Tam, razem z innymi rewolucjonistami, którzy opuścili Kubę, zreorganizował Ruch. Celem było stworzenie dobrze zorganizowanej partyzantki, która obaliłaby Batistę.

2 grudnia 1956 roku 82 osoby wylądowały na Kubie. Przypłynęły jachtem Granma z miasta Tuxpan w stanie Veracruz. Trochę to zabawne, że rewolucjoniści i komuniści wypłynęli z miejscowości w stanie, którego nazwa – Veracruz, oznacza po hiszpańsku „prawdziwy krzyż” (vera cruz). Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. Z tych 82 osób uratowały się tylko 22 osoby. Reszta zginęła lub została aresztowana. Ci, którzy przetrwali, schronili się w górach Sierra Maestra, położonych w okolicach Santiago i w prowincji Granma. Tam założyli obóz, a w miastach tworzyły się grupy „społecznego oporu” protestujące przeciwko rządom Batisty. Do partyzantów ciągle napływali ochotnicy. Doszło wtedy do wielu potyczek z kubańską armią. I taki był początek kubańskiej rewolucji.

W tym miejscu można sobie zadać pytanie: jak to możliwe, że 82 partyzantów rzuca się na całe państwo, które dysponuje regularną, uzbrojoną armią i policją? Przecież to szaleństwo! Chyba że się wie, że będzie się miało wsparcie potężnego sąsiada. I jeszcze ci partyzanci przejdą pod nosem amerykańskiej bazy w Guantanamo i może nawet ta baza dostarczała broni tym wszystkim „ochotnikom”, którzy dołączali do tych partyzantów w górskim obozie nieopodal tej bazy. Taka to była „rewolucja”.

W 1958 roku Ruch 26 Lipca stał się przewodnią siłą rewolucyjną. Stany Zjednoczone wspierały Castro poprzez nałożenie embarga na dostawy broni dla rządu Batisty. Nie pierwszy to raz, gdy Amerykanie wspierają komunistów. Już pomijając budowę potęgi Związku Radzieckiego, to w decydującym momencie walk wstrzymali dostawy amunicji dla wojsk Kuomintangu, co zdecydowało o zwycięstwie chińskich komunistów. Wprawdzie Batista próbował ratować się zakupami broni na Dominikanie, ale były to tylko półśrodki.

Trasa przemarszów Armii Partyzanckiej; źródło: Wikipedia.

W końcu 1958 roku rebelianci wyszli z gór i wywołali powstanie ludowe. Po tym jak zdobyli miasto Santa Clara, Batista uciekł na Dominikanę, a później do Portugalii. 8 stycznia 1959 roku Castro wkroczył do Hawany.

Tak więc Stany Zjednoczone popierały rewolucję kubańską, a prawdę mówiąc, wyraziły na nią zgodę, bo nic na Kubie nie mogło i nie może dziać się bez ich aprobaty. Nie po to tam mają bazę, by ktoś im robił pod nosem swoje porządki. Efektem zwycięstwa rewolucji było zalegalizowanie partii komunistycznej, egzekucje agentów Batisty, policjantów, żołnierzy. Do tego dochodziła nacjonalizacja i reforma rolna, która wywłaszczała również amerykańskich właścicieli ziemskich. To doprowadziło do zmiany polityki USA wobec Kuby. Można sobie zadać w tym momencie pytanie, może nawet głupie pytanie: to czy oni, Amerykanie, nie wiedzieli, jakie będą skutki tej rewolucji, na którą wyrazili zgodę? Wiedzieli doskonale i o to im właśnie chodziło, bo z Batistą nie dałoby się zrobić tych kryzysów, które wkrótce nastąpiły.

W marcu 1960 roku prezydent Eisenhower zaakceptował plan CIA szkolenia i uzbrojenia kubańskich uchodźców, którzy mieli obalić rząd Castro. Inwazja zwana Inwazją w Zatoce Świń miała miejsce 14 kwietnia 1961 roku za prezydentury Kennedy’ego. Około 1400 kubańskich uchodźców wylądowało w Zatoce Świń. Kubańskie wojsko i jednostki zmilitaryzowane odparły inwazję, zabijając ponad 100 osób i aresztując pozostałych.

Ilustracja
Usytuowanie Zatoki Świń na mapie Kuby; źródło: Wikipedia.

Miejsce to zupełnie nie nadawało się na inwazję, bo to teren nizinny, otoczony bagnami. Nie było więc możliwości, w razie niepowodzenia, ukrycia się w górach, tak jak to było w przypadku rewolucji z 1958 roku. Mówiąc wprost, tamta rewolucja miała się udać, a ta – nie. Miała tylko przekonać opinię publiczną, że Stany Zjednoczone są antykomunistyczne, co nie było prawdą. Nigdy takie nie były. Jak więc, w świetle tych faktów, ocenić wallenrodyzm pułkownika Kuklińskiego? Taki polski Narcisio Lopez, który opowiadał się za aneksją Polski przez Stany Zjednoczone jako sposobem na uwolnienie od Związku Radzieckiego. Co się zresztą dokonało.

W związku z obecnością amerykańskich pocisków balistycznych we Włoszech i Turcji i nieudaną inwazją w Zatoce Świń w 1961 roku, Nikita Chruszczow zgodził się na kubańską propozycję umieszczenia pocisków nuklearnych na wyspie, by zapobiec przyszłej inwazji. Podczas tajnego spotkania Chruszczowa i Castro w lipcu 1962 roku osiągnięto porozumienie i późnym latem rozpoczęła się instalacja wyrzutni rakietowych.

Mapa stworzona przez wywiad amerykański, pokazująca rozmieszczenie pocisków Ziemia-Powietrze na Kubie, 5 września 1962 roku. Źródło: angielska Wikipedia.

To doprowadziło do tzw. kryzysu kubańskiego, który miał miejsce w dniach 16-28 października 1962 roku. Po wykryciu przez wywiad USA na początku sierpnia 1962 roku dziwnych budowli na Kubie oraz nadmiernego ruchu radzieckich statków w kubańskich portach, a następnie wykryciu urządzeń i rakiet, w odpowiedzi na zagrożenia prezydent USA wprowadził blokadę morską Kuby i zażądał wycofania rakiet.

Tak to opisuje Wikipedia, ale czy to możliwe, by Rosjanie tak szybko mogli cokolwiek zdziałać na Kubie? Tajne rozmowy w lipcu, a Amerykanie już na początku sierpnia coś tam zobaczyli. Później opublikowali zdjęcia wykonane ze swojego samolotu szpiegowskiego, na których widoczne są wyrzutnie rakietowe. Francuski dziennik Le Monde początkowo zakwestionował ich autentyczność, ale zapewne przywołany do porządku wycofał się z podejrzeń.

Konflikt został zażegnany, gdy na żądanie prezydenta USA radziecki przywódca Nikita Chruszczow 28 października rozkazał zawrócić statki oraz wyraził zgodę na demontaż wyrzutni rakietowych w zamian za gwarancje nieagresji USA na Kubę, a także wycofanie rakiet amerykańskich z Turcji. Takie rozwiązanie wywołało negatywną reakcję Fidela Castro i doprowadziło do przejściowego ochłodzenia stosunków radziecko-kubańskich. Stany Zjednoczone wycofały swoje i tak już przestarzałe pociski rakietowe z Turcji i Włoch.

Po tych wydarzeniach nastąpił okres, w którym Kuba była jednym z państw socjalistycznych i utrzymywała bliskie kontakty ze Związkiem Radzieckim i innymi państwami tzw. demokracji ludowej. Poważne problemy zaczęły się po upadku Związku Radzieckiego i całego bloku. Brak wymiany handlowej z tymi krajami i amerykańskie embargo nałożone na Kubę w 1963 roku przez prezydenta Kennedy’ego dobiły kubańską gospodarkę. Jakby tego było jeszcze mało, to „pandemia” ograniczyła ruch turystyczny do zera. A turystyka dla Kuby, to najbardziej dochodowa dziedzina gospodarki. Obecnie sytuacja gospodarcza państwa jest tragiczna, co staje się przyczyną masowych protestów. Do takich doszło w lipcu 2021 roku. Wirtualna Polska zamieściła artykuł, w którym relacjonuje te wydarzenia. Link tu: https://wiadomosci.wp.pl/ogromne-protesty-na-kubie-embargo-covid-19-socjalizm-i-frustracja-6660768191564352a. Poniżej fragmenty:

»Największe protesty od lat 90. XX w. przelewają się od niedzieli przez Kubę. Mieszkańcy mają dość kryzysu gospodarczego, który pogłębiły zaostrzone przez Donalda Trumpa sankcje oraz pandemia COVID-19.

Kuba przechodzi obecnie największy kryzys gospodarczy od tzw. “okresu specjalnego” (czas po upadku ZSRR, kiedy załamał się kubański eksport i import, co przełożyło się na niespotykaną w historii porewolucyjnej Kuby recesję). Pandemia koronawirusa i embargo zaostrzone przez prezydenta Donalda Trumpa przyczyniły się do ograniczenia wpływów z turystyki, jednej z głównych gałęzi gospodarki Kuby. Na koniec kadencji wpisał również Kubę na listę krajów wspierających terroryzm, a to z kolei postawiło bariery w handlu na rynku międzynarodowym.

To przekłada się na ogromne braki w sklepach i kłopoty z zaopatrzeniem w podstawowe produkty. Sytuację pogorszyła mocno krytykowana reforma walutowa i “dolaryzacja” gospodarki, która doprowadziła do inflacji.

Pod koniec ubiegłego roku otwarto lepiej zaopatrzone sklepy MLC, gdzie mieszkańcy mogą płacić wyłącznie kartą walutową, a które stały się solą w oku Kubańczyków.

W miejsca, gdzie odbywały się protesty, skierowano specjalne oddziały policji i wojska, których rolę ograniczono jedynie do pilnowania porządku i patrolowania terenu. Mimo to doszło do kilku poważnych incydentów. Protestujący w Hawanie wywrócili na dach pusty radiowóz i obrzucili go kamieniami. Splądrowano też kilka sklepów MLC. W poniedziałek Agencja Reutera potwierdziła, że zostało zatrzymanych kilkadziesiąt osób.

Nie doszło jednak do większych zamieszek ani z policją, ani ze zwolennikami rządu, którzy zorganizowali swoje masowe kontrmanifestacje poparcia dla rządu w wielu miastach.

Podwyżki od stycznia są mordercze. Za antybiotyk na czarnym rynku płaci się 50 dolarów. Ale przecież Kuba produkuje leki. I choć nie popieram interwencji Stanów Zjednoczonych, to gdyby nie to, że mam małe dzieci, przyłączyłabym się do protestów – tłumaczy Wirtualnej Polsce jedna z mieszkanek Kuby, z którą udało nam się skontaktować.

Dodaje, że braki są ogromne, a co gorsza wielu mieszkańców nie ma kart MLC, aby zrobić zakupy w lepiej zaopatrzonych sklepach.

Na protesty na Kubie błyskawicznie zareagowały opozycyjne media kubańskie w Miami a także politycy, głównie związani z Partią Republikańską.

Burmistrz Miami Francis Suarez, wraz z senator Ileaną Garcíą wezwał do “międzynarodowej interwencji prowadzonej przez Stany Zjednoczone w celu ochrony kubańskiego narodu przed krwawą łaźnią”Internet zalały też wpisy prawicowych kongresmenów, powstała również petycja do prezydenta Joe Bidena o interwencję zbrojną na Kubie.

Biały Dom jednak zachowuje spokój. W wydanym oświadczeniu prezydent Joe Biden zaznaczył tylko, że Stany Zjednoczone “stoją po stronie Kubańczyków, których głos wzywa do wolności i uwolnienia z tragicznego uścisku pandemii oraz od dziesięcioleci represji i cierpienia gospodarczego”.

Nie zabrakło też głosu o tonowanie nastrojów oraz zdjęcie blokady. Do rządu USA zaapelował lewicowy prezydent Meksyku Andrés Manuel López Obrador.

Jeśli chcemy pomóc Kubie, pierwsza rzecz, którą powinniśmy zrobić, to zawiesić blokadę, o co wnioskuje większość krajów świata. Byłby to prawdziwie humanitarny gest. Żaden kraj na świecie nie powinien być otoczony, zablokowany. To jest przeciwieństwo praw człowieka – oświadczył.

Do słów Joe Bidena odniósł się z kolei były lewicowy prezydent Boliwii Evo Morales, który wytknął mu hipokryzję. – Skoro Joe Biden prosi rząd kubański o wysłuchanie swego ludu, sam powinien najpierw wysłuchać 28 memorandów ONZ uchwalonych od 1992 roku wzywających do zakończenia blokady.

Blokada Kuby trwa nieprzerwanie od ponad 60 lat. Pierwsze sankcje zostały nałożone na wyspę przez prezydenta USA Dwighta Eisenhowera. Był to odwet za znacjonalizowanie na wyspie m.in. zakładów amerykańskich potentatów naftowych, takich jak Texaco, którzy odmówili przetwarzania rosyjskiej ropy naftowej importowanej na Kubę. Całkowitą blokadę wyspy zatwierdził jednak dopiero John F. Kennedy 7 lutego 1963 roku.

Od 1992 roku na forum ONZ głosowana jest rezolucja wzywająca Stany Zjednoczone do zdjęcia sankcji. W ostatnim głosowaniu 23 czerwca 2021 roku za usunięciem blokady głosowały 184 kraje, przeciw opowiedziały się tylko Stany Zjednoczone i Izrael. Kolumbia i Ukraina wstrzymały się od głosu.«

Czym sobie zasłużyli Kubańczycy na takie traktowanie, na taką dyskryminację? Przy takiej blokadzie żaden kraj nie jest w stanie stanąć na nogi. Dlatego Kubańczycy jeżdżą amerykańskimi samochodami z lat 40-tych i 50-tych. I to, że są w stanie utrzymać je na chodzie, dobrze o nich świadczy. Ale jeżdżą też samochodami z dawnych demoludów. Często widać Fiata 126p. I nikt nie zgadnie, ile on tam kosztuje? A kosztuje 10 tys. dolarów! To świadczy o tym, jak mało jest towarów na kubańskim rynku. Mówiąc wprost – wielu Polaków nie byłoby stać na zakup Fiata 126p, o którym może nawet wielu nie pamięta, a może nawet nie zna. Ja tylko raz w ciągu ostatnich paru lat widziałem ten samochód na drodze.

Jest oczywiście też i inna Kuba, ta dla zagranicznych turystów, elegancka, z luksusowymi hotelami i otoczeniem wokół nich, z dobrym jedzeniem i wyszukanymi trunkami, z domami i działkami obywateli innych krajów.

Przypadek Kuby pokazuje też coś, o czym wielu mówi, a czemu inni żarliwie zaprzeczają i uznają za teorie spiskowe, a mianowicie to, że istnieje jakiś tajny rząd światowy. Mamy „pandemię” i wszystkie rządy wykonują polecenia WHO, czyli agendy ONZ-tu. Ale gdy w ONZ 184 kraje głosują za zdjęciem sankcji wobec Kuby, a dwa się sprzeciwiają i sankcje są nadal utrzymywane, to świadczy to o tym, że ONZ jest marionetkową organizacją na usługach tajnego rządu światowego i mającą tylko i wyłącznie legitymizować jego działalność.

Kalendarz

Kupiłem sobie kalendarz, taki ścienny, na nowy rok – „Góry świata”, widoki gór z wszystkich kontynentów. Wprawdzie z Afryki jest widok wulkanu Kilimandżaro, a wulkany mają zupełnie inną genezę niż góry, ale to drobiazg. Wulkan to też góra i jama to także góra – Fudżijama. Ważne są napisy. To, że na naszych kalendarzach, oprócz polskich nazw miesięcy i tygodni, umieszczane są też ich nazwy po angielsku i niemiecku nie dziwi – wszak „jesteśmy w Europie”. Tym razem zaszła jednak zmiana, bo doszedł język ukraiński. Niby drobiazg, ale świadczący o tym, że coś w naszej rzeczywistości się zmienia. Po co język ukraiński? Dla tych licznych Ukraińców, którzy tu już mieszkają? Gdy ktoś przyjeżdża do obcego kraju i chce w nim mieszkać, to uczy się języka tego kraju. Jest to naturalne. A jeśli ktoś chce w takim kraju wprowadzić drugi język urzędowy, to zaczyna od takich drobiazgów. To nie jest coś, czego można dokonać z dnia na dzień. To jest proces rozłożony na lata.

Jakiś czas temu jeden z polityków stwierdził, wypowiadając się również w imieniu innych, że oni chcą stworzyć z Ukraińców polską inteligencję. Z tego, co mi wiadomo, to polską inteligencję tworzą Żydzi, którzy jeszcze przed powstaniem styczniowym w 1863 roku postanowili, że nią zostaną i cel ten, m.in. poprzez wywołanie tego powstania, zrealizowali. O co więc tu chodzi?

Od pewnego czasu zauważyłem, że pojawiają się na YouTube vlogi młodych Ukrainek, które opowiadają o swoich wrażeniach z pobytu w Polsce, ale nie tylko. Jest taki, na którym jedna z nich opowiada różne ciekawostki z życia polskich aktorów. Na innym jakiś Ukrainiec opowiada i pokazuje stan grobów tych, którzy już umarli. Jest też kanał historyczny, na którym zachwala się ideę Rzeczypospolitej Trojga Narodów, jako dobry sposób na obronę przed Rosją. Są też inne, na których słyszę akcent ukraiński. A to wszystko wchodzi mi bez mojego udziału i szukania tego typu vlogów czy kanałów. One wszystkie mają po, co najmniej, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy wejść. To już sporo. Tak sobie pomyślałem: czy to Ukraińcy są tacy dynamiczni i przedsiębiorczy? Skąd mają pieniądze na takie inwestycje, bo to jest inwestycja. Jeśli prowadzą takie vlogi czy kanały, to nie mogą pracować gdzie indziej, bo to wymaga czasu i zaangażowania. Nie da się tego robić po godzinach. Ale akcent ukraiński słyszę też w Polskim Radiu, o czym wspomniałem w poprzednim blogu. Skoro jest to, w pewnym sensie, zmasowana akcja i na szeroką skalę, to nie dzieje się to spontanicznie i nie może to być dziełem przypadkowych ludzi. To wymaga skoordynowanego działania wielu osób i pieniędzy. I dopiero, gdy to skojarzyłem, zrozumiałem, że to nie Ukraińcy, tylko ukraińscy Żydzi, choć mogą też wysługiwać się Ukraińcami. Dlatego poprzedni blog był o tym, jak jest zorganizowana żydowska diaspora w Ameryce. Podobnie jest ona zorganizowana w Polsce i dzięki temu możliwe jest robienie z „Ukraińców” polskiej inteligencji.

Relacje polsko-ukraińskie są od wieków zatrute jakimś jadem, który ktoś wstrzyknął obu nacjom i nadal wstrzykuje im dawki przypominające. Dziel i rządź – uniwersalna, ponadczasowa zasada. Obecnie została ona jeszcze wzbogacona o segregację sanitarną: lepsi – zaszczepieni i gorsi – niezaszczepieni.

Jak zwykle wypada zacząć od początku i chociaż trochę poznać historię tego, co działo się na wschód od naszych granic.

Napływ Słowian w dorzecze Dniepru i Dźwiny rozpoczął się w V lub VI wieku n.e. Wyprawy handlowe Dźwiną, Dnieprem, Wołgą i Donem zetknęły z plemionami słowiańskimi podróżujących tędy kupców i wojowników normańskich oraz chazarskich.

Kaganat Chazarski w latach 650-850; źródło: Wikipedia.

W VII wieku ziemie w środkowym i górnym dorzeczu Dniepru dostały się na ponad dwa wieki pod panowanie koczowniczych Chazarów. W okresie największego rozkwitu państwa chazarskiego w VIII wieku kaganowi chazarskiemu płaciło trybut (podatek) 25 plemion i księstw, w tym władca Kijowa. W drugiej połowie IX wieku Kaganat został zdobyty przez Waregów, którzy przenieśli swoją siedzibę do Kijowa.

Kaganat Chazarski, Chazaria – państwo chazarskie powstałe w II połowie VII wieku w wyniku rozpadu kaganatu zachodniotureckiego położonego nad Wołgą i Donem. Władcą kaganatu, czyli federacji koczowniczych plemion był kagan – zwierzchnik arystokracji i ludu. Władcy uzależnionych plemion płacili kaganowi trybut i dostarczali niezbędnych kontyngentów wojskowych. Kronikarze arabscy piszą o dualizmie najwyższej władzy chazarskiej. Wielki Kagan, który pokazywał się poddanym jedynie cztery razy w roku, miał swojego zastępcę, kagan-bega, malika, który dowodził wojskiem i kierował sprawami państwa, czyli posiadał rzeczywistą władzę. Tak pisze Wikipedia. A może było odwrotnie, kagan-beg tylko wykonywał rozkazy, a prawdziwa władza była ukryta.

Wielki Kagan, który pochodził zazwyczaj z rodziny dynastycznej, a od IX wieku musiał być wyznawcą judaizmu, władał państwem przez okres czterdziestu lat, po którym był zwalniany bądź zabijany. Jako posiadacz boskiej siły był gwarantem pomyślności poddanych. W grodzie Itil, stolicy kaganatu, rezydowało siedmiu sędziów: po dwóch dla wyznawców islamu, chrześcijaństwa i judaizmu oraz jeden dla pogan.

Pierwszymi historycznymi władcami ruskimi byli prawdopodobnie Normanowie (książę Ruryk I), którzy przybyli na późniejsze ziemie ruskie przed rokiem 860. Założenie Nowogrodu Wielkiego przez Ruryka w 862 roku uważa się za początek historii Rusi. Ruryk zdołał skupić pod swymi rządami część Normanów, plemion wschodniosłowiańskich oraz plemion ugrofińskich i utworzył pierwsze państwo ruskie – Ruś Nowogrodzką. Ruryk był także założycielem dynastii Rurykowiczów, która sprawowała rządy na Rusi do 1598 roku.

Księstwa Rusi Kijowskiej po 1054 roku; źródło: Wikipedia.

Wyprawa następcy Ruryka, księcia nowogrodzkiego Olega Mądrego, na Kijów (882) doprowadziła do zjednoczenia północnych i południowych księstw oraz powstania Rusi Kijowskiej poprzez przeniesienie stolicy z Nowogrodu Wielkiego do Kijowa. Była ona na początku luźnym związkiem księstw, które ok. II połowy XI wieku zachowały szeroką autonomię. Książęta kijowscy Oleg i Igor Rurykowicze podpisali z Bizancjum układy handlowe, które gwarantowały krajowi zyskowny handel.

Decydujący cios kaganatowi, po którym już nie wrócił do dawnej potęgi, zadał w 965/966 roku władca Rusi Kijowskiej Światosław I. W czasie ruskiej wyprawy zbrojnej zniszczył najważniejsze ośrodki chazarskie: Itil (położony w delcie Wołgi), Samandar i Sarkel, co położyło kres państwowości chazarskiej.

Książę Włodzimierz I Wielki (958-1015) w 988 roku przyjął chrzest i uczynił z chrześcijaństwa obrządku greckiego oficjalną religię państwową. Panujący w latach 1019-1054 Jarosław I Mądry umocnił pozycję Kościoła na Rusi Kijowskiej. Ustanowione przez niego zasady dziedziczenia tronu w oparciu o regułę senioratu (władzę ma sprawować najstarszy męski przedstawiciel rodu [senior]) nie zapobiegły rozpadowi politycznej jedności kraju. W roku śmierci Jarosława (1054) dokonał się rozłam chrześcijaństwa na rzymskokatolickie i prawosławne.

W XII wieku Ruś Kijowska podzieliła się na konkurujące ze sobą dzielnice. Na północy powstała Republika Nowogrodzka, na północnym zachodzie – Księstwo Połockie, na południowym zachodzie – Księstwo Księstwo Halicko-Włodzimierskie. W centralnej części powstały Księstwa Kijowskie, Turowskie i Smoleńskie, na północnym wschodzie księstwa Rostowsko-Suzdalskie i Riazańskie, na południowym wschodzie – Czernihowskie i Perejasławskie. Z czasem uległy one dalszemu rozdrobnieniu, przy czym książęta, którym udało się zawładnąć Kijowem, stali wyżej w hierarchii feudalnej od pozostałych książąt i posługiwali się tytułem wielkiego księcia.

W latach 1237-1240 Batu-chan dokonał inwazji na Ruś. 6 grudnia 1240 roku zdobył i zburzył Kijów, mordując i uprowadzając w niewolę jego mieszkańców. Podbił wówczas wszystkie ziemie będące pod jurysdykcją władców ruskich z wyjątkiem księstw Połockiego, Pińskiego i Republiki Nowogrodzkiej. Mongołowie nie sprawowali bezpośrednich rządów w podległych księstwach, ograniczając się do zatwierdzania kandydatów do tronów książęcych, którzy pełnili funkcje zwierzchnie nad resztą książąt z tytułem wielkiego księcia i którzy mieli prawo zwracania się o pomoc do chana Złotej Ordy.

Tytuł wielkiego księcia był związany z obowiązkiem podatkowym (trybutem) wobec chanatu (forma monarchii). Wielki książę był inkasentem daniny na rzecz chana, płacił ją osobiście i bezpośrednio oraz windykował z podległych książąt ruskich. Z tego powodu znaczna część Rusi zachodniej i centralnej poddała się w XIV wieku władcy Wielkiego Księstwa Litewskiego, który nie płacił trybutu na rzecz chana.

W XIII wieku Księstwo Halicko-Włodzimierskie stało się, wobec zniszczenia Kijowa i Rusi centralnej, drugim obok państw tzw. Rusi Zaleskiej (Twer, Włodzimierz nad Klaźmą, Moskwa, Republika Nowogrodu) ruskim ośrodkiem państwowym, prowadzącym samodzielną politykę dynastyczną i zagraniczną oraz podejmującym próby zjednoczenia Rusi. W grudniu 1253 roku książę halicko-włodzimierski Daniel I (założyciel Lwowa) został koronowany w Drohiczynie przez legata papieskiego na króla Rusi. Daniel Halicki związał się małżeństwami dynastycznymi z Piastami mazowieckimi.

W 1338 roku potomek Daniela I, Bolesław Jerzy I, książę i pan Rusi, szukając pomocy przeciwko bojarom (klasa panująca Rusi), zawarł układ z Kazimierzem Wielkim i uznał go za dziedzica Rusi. W 1349 roku, po ponownej wyprawie zbrojnej, Kazimierz Wielki przyłączył do Korony Ruś Czerwoną ze Lwowem i Haliczem. Wołyń z Łuckiem i Włodzimierzem zajął książę litewski Lubart.

Wielkie Księstwo Litewskie w XIII-XV wieku; źródło: Wikipedia.

Na powyższej mapie widać, że Kaganat Krymski, to miejsce, w którym formowała się w XV wieku społeczność wojskowa Kozaków zaporoskich. Czy to by oznaczało, że państwo chazarskie miało swój udział w jej tworzeniu?

W wyniku ostatecznych rozgraniczeń dawne terytoria księstwa zostały podzielone pomiędzy Koronę (Ruś Czerwona) i Wielkie Księstwo Litewskie, które zatrzymało Wołyń i Podole kamienieckie, zaś król Polski przyjął tytuł księcia Rusi, co podkreślało odrębny charakter wcielonych terytoriów. Ten stan utrzymał się do unii lubelskiej (1569), gdy do Rusi Koronnej dołączył Wołyń, Podole i pozostałe ziemie na Ukrainie.

W 1320 roku, po klęsce Księstwa Kijowskiego w bitwie nad rzeką Irpień, Litwa przejściowo uzależniła od siebie Kijowszczyznę. Rurykowicze kijowscy zostali pozbawieni władzy. W XIII i XIV wieku większość zachodnich księstw ruskich przeszła w strefę wpływów nabierającej znaczenia Litwy. Po upadku Księstwa Halicko-Włodzimierskiego, stanowiącego przeciwwagę dla wpływów litewskich, większość ziem należących do Rusi Zachodniej i Centralnej została w konsekwencji podporządkowana WKL. Stąd rywalizacja księstw Rusi północnej, później Wielkiego Księstwa Moskiewskiego z WKL, a po unii lubelskiej Carstwa Moskiewskiego z Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

W latach 1331-1362 Księstwo kijowskie znajdowało się we władzy Rurykowiczów podporządkowanych Złotej Ordzie. W 1362 roku wielki książę Olgierd Giedymowicz po bitwie nad Sinymi Wodami zajął i wcielił do WKL Kijów. Bezpośrednie wcielenie księstw ruskich do WKL (usunięcie książąt lokalnych) nastąpiło dopiero po zawarciu unii polsko-litewskiej w 1385 roku.

5 marca 1569 roku, w przededniu unii lubelskiej (1 lipca 1569), sejm koronny, przy aprobacie posłów z Podlasia, przegłosował włączenie województwa podlaskiego do Korony. 26 maja 1569 roku włączono do Korony z terytorium WKL, edyktem Zygmunta Augusta jako dziedzicznego wielkiego księcia litewskiego, województwo wołyńskie, a 6 czerwca województwo kijowskie i bracławskie. Unia lubelska powołała Rzeczpospolitą jako związek państwowy dwóch równorzędnych podmiotów: Korony i Litwy. W tym samym czasie władcy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, przyjmując tytuł „Cara Wszechrusi”, nie uznawany przez WKL i Koronę, rozpoczęli rywalizację z Rzeczpospolitą o władzę nad ziemiami dawnej Rusi Kijowskiej, wchodzącymi w skład Korony i Litwy.

Rzeczpospolita Obojga Narodów w granicach z 1635 roku oraz ziemie utracone na wschodzie w latach 1657-1686; źródło: Wikipedia.

W 1596 roku w wyniku unii brzeskiej większość biskupów Cerkwi prawosławnej w granicach Rzeczypospolitej przyjęła zwierzchnictwo papieża. Wobec oporu wiernych za panowania Władysława IV została przywrócona autokefaliczna struktura Cerkwi prawosławnej w Rzeczypospolitej, Cerkwi podległej kanonicznie patriarchatowi Konstantynopola.

W drugiej połowie XVI wieku na pograniczu Naddnieprza, tzw. Dzikich Polach (historyczna nazwa Zaporoża), uformowała się społeczność wojskowa Kozaków zaporoskich, chroniąca pogranicze przed Tatarami i uczestnicząca w wojnach pierwszej połowy XVII wieku w ramach wojsk Rzeczypospolitej. Kozaczyzna od końca XVI wieku była jednocześnie ośrodkiem powstań kozackich w obronie swego niezależnego statusu, a z czasem i statusu ludności ruskiej w Rzeczypospolitej.

Mapa hipsometryczna Ukrainy; źródło: Wikipedia.

Kozacy zaporoscy (kozacy niżowi) to społeczność zorganizowana na sposób wojskowy, której początki sięgają XV wieku i związane są z południwo-wschodnimi kresami WKL. Centrum Kozaczyzny znajdowało się na Zaporożu – nizinnym, stepowym kraju położonym w dolnym biegu Dniepru za ciągnącymi się na długości 80 km odcinkami skalnych progów rzecznych. Mówiono o nich porohy, stąd kraj za porohami – Zaporoże oraz Kozacy zaporoscy. Kozacy odegrali ważną role w dziejach Europy wschodniej, zwłaszcza Ukrainy, Polski i Rosji. Szczyt rozwoju ich organizacji przypada na XVII wiek, gdy przez pewien czas stanowili samodzielny czynnik polityczny. Kozaczyznę zaporoską zlikwidowała w latach 1775-1780 caryca Katarzyna II. Dzisiejsza Ukraina uznaje dzieje Kozaków za integralną część własnej historii i jedno z najważniejszych źródeł tożsamości narodowej.

Na Dnieprze, na trudno dostępnych wyspach, Kozacy budowali ufortyfikowane obozy zwane siczami, w których obywały się rady kozackie, gdzie przyjmowano gości z zewnątrz, gdzie pewna część „rycerskiego bractwa” pozostawała na zimę. Reszta powracała do chutorów (wiejska zagroda na słabo zaludnionych obszarach), wsi i miasteczek. Była również grupa Kozaków na stale osiadła w miasteczkach, często też we własnych posiadłościach ziemskich, a część służyła w prywatnych pocztach magnackich. Dlatego też często stosuje się rozróżnienie na Kozaków zaporoskich (niżowych), grodzkich i dworskich. Społeczność kozacka stanowiła żywioł z trudem podporządkowujący się jakiejkolwiek władzy i nie mieszczący się w ramach podziałów stanowych, na których oparty był system ustrojowy dawnej Rzeczypospolitej. Kozacy uważali się za część państwa i rządzącego nim „narodu politycznego”. Tego statusu konsekwentnie odmawiała im jednak szlachta.

W końcu XVI wieku doszło do serii powstań Kozaków zaporoskich przeciwko Koronie. Pierwszymi były powstanie Kosińskiego (1591-1593) i powstanie Nalewajki (1594-1596). W 1637 roku wybuchło w Naddnieprzu powstanie Pawluka, którego stłumienie doprowadziło do przejściowego ograniczenia praw Kozaczyzny. Najpoważniejszym było powstanie w latach 1648-1655 pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. Objęło ono terytorialnie Naddnieprze, Wołyń, Podole, Ruś Czerwoną po Zamość i znaczny obszar WKL. Od ugody zborowskiej (1649) Kozacy posiadali system autonomicznych rządów określanych jako Hetmanat (Hetmańszczyzna) lub Wojsko Zaporoskie. W styczniu 1654 roku Hetmanat w ugodzie perejasławskiej poddał Ukrainę naddnieprzańską pod władzę cara Rosji z zachowaniem autonomii i przywilejów kozackich. Konsekwencją ugody była długoletnia (1654-1667) wojna Rzeczpospolitej z Carstwem Rosyjskim, toczona na obszarze Rzeczpospolitej po środkową Wisłę. W 1658 roku została zawarta pomiędzy Hetmanatem a Rzeczpospolitą unia hadziacka, przekreślająca podległość Ukrainy od Rosji i ustanawiająca Księstwo Ruskie jako trzeci człon Rzeczypospolitej (obok Korony i Litwy). Postanowienia unii nie weszły jednak w życie. Kończący działania wojenne rozejm andruszowski z 1667 roku rozstrzygał, że Rzeczpospolita utraciła na rzecz Rosji Zadnieprze, czyli województwo czernihowskie i większość (ok. 140 tys. km2) województwa kijowskiego. Podział Ukrainy pomiędzy Rzeczpospolitą a Carstwo Rosyjskie został potwierdzony w 1686 roku traktatem Grzymułtowskiego, który oprócz cesji Zadnieprza uznawał władze Rosji nad Kijowem i jego okręgiem. Również w 1686 roku prawosławna metropolia kijowska, podległa dotąd Patriarchatowi Konstantynopola, została podporządkowana Patriarchatowi Moskiewskiemu.

Tak to opisuje Wikipedia, jednak nie dowiemy się z niej, jak to się stało, że takie potężne państwo chazarskie raptem przestało istnieć, a w jego miejsce pojawiły się księstwa ruskie. Pisze, że w drugiej połowie IX wieku Kaganat został zdobyty przez Waregów, którzy przenieśli swoją siedzibę do Kijowa. Decydujący cios kaganatowi, po którym już nie wrócił do dawnej potęgi, zadał w 965/966 roku władca Rusi Kijowskiej Światosław I. Jednak na jednej z map widać, że jeszcze w XV wieku resztki tego państwa zachowały się na Krymie.

Jak pisał w latach 30-tych Adolf Nowaczyński w jednym ze swoich felietonów: „Kaganowicz! Szara eminencja Kaganowicz! prawa ręka dyktatora. Kaganowicz jest bratem rodzonym narzeczonej Józefa Stalina, Rebeki Kaganowicz”. A więc państwo chazarskie przestało istnieć, ale jego wpływy w tym rejonie nadal trwają. Jedne potężne państwa upadają, w ich miejsce powstają nowe, a rządzą zawsze ci sami.

Wikipedia nie pisze, co było przyczyną buntów kozackich. Zresztą nie tylko ona. Tak naprawdę, to nikt o tym nie pisze, a to jest klucz do zrozumienia realiów tamtych czasów i nie tylko tamtych. Bez podania prawdziwych przyczyn wybuchu tych powstań, nie zrozumiemy też nacjonalizmu ukraińskiego i dlaczego doszło do rzezi wołyńskiej. Komuś bardzo zależy na tym, by nienawiść pomiędzy narodami polskim i ukraińskim nie wygasła i stale ją podgrzewa. Obecnie czyni to, nie owijając w bawełnę, mówiąc wprost, że chce zrobić z Ukraińców polską inteligencję. Tylko czy aby na pewno z Ukraińców?

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela z 1932 roku pisze:

»Kwestia żydowska w Polsce zaostrzyła się nie tylko dzięki napływowi żydów niemieckich w okresie wojny trzydziestoletniej. Żydostwo zachowywało się bowiem bezwzględnie wobec ludności chrześcijańskiej i prowokowało ją swą zuchwałą postawą.

Czy to nie przypomina nam przypadkiem obecnej sytuacji? Czyż zachowanie rządów wszystkich państw wobec swoich obywateli nie jest zuchwałą postawą?

„Wierząc w przepowiednie kłamliwego Zoharu oczekiwali w r. 1648 przybycia mesjasza i doby zbawienia, w której mieli zapanować nad światem i z tego powodu poczynali sobie bezwzględniej i niefrasobliwiej niż zwykle”. – Hneryk Graetz Historia żydów.

Za tę butę żydowską zapłaciła Rzeczpospolita krwawym buntem Chmielnickiego.

Możnowładcy na wschodzie oddali kozactwo w pacht rozwydrzonemu żydostwu. W liście do Władysława IV, czytanym już po śmierci króla na sejmie konwokacyjnym (1648), Chmielnicki skarży się na ucisk ze strony magnatów, po czym pisze:

„Czem rozzuchwaleni żydzi takie nam zbytki czynią, że i w tureckiej niewoli niepodobna, aby chrześcijanie takie biedy mieli ponosić”. – Miscellanea Adam Mniszek, Rękopis Bibl. Ossol.

Jakie to biedy doznawane były od żydów?

„Trzy domy magnackie kolonizowały Ukrainę i Małą Ruś: Koniecpolscy, Wiśniowieccy i Potoccy, którzy nałożone na kozaków uciążliwe podatki wypuszczali w dzierżawę swoim plenipotentom żydowskim. Kozacy musieli opłacać podatek od każdego nowonarodzonego dziecka, od każdej świeżo zaślubionej pary. Aby nie można było ominąć tej daniny, arendarze żydowscy przechowywali u siebie klucze od kościołów greckich i ilekroć duchowny miał chrzcić dziecko lub połączyć ślubem jakie stadło, musiał o nie prosić arendarza, który je wręczał dopiero po uiszczeniu daniny”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Po wybuchu powstania jeden z jego wodzów, Krzywonos, w liście do ks. Dominika Zasławskiego radził żydów „aż do Wisły zawrócić, bo ta wojna zaczęła się od żydów”. – Miscellanea Adam Mniszek, Bibl. Ossol.

Hasłem, którym Chmielnicki rozagitował tłumy było „Polacy oddali nas w niewolę przeklętemu nasieniu żydowskiemu”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Toteż całe kozactwo i zbuntowany lud ruski rzucił się przede wszystkim na żydów, a potem na szlachtę, która ich żydom oddała. Ofiarą padło także wielu księży katolickich, z czego ukuli później historycy zarzut, że przyczyną buntu była zbyt obcesowa propaganda katolicka. Sądzę jednak, że nie trzeba aż tak daleko idących przypuszczeń, aby wyjaśnić zwrócenie się kozaków przeciw duchowieństwu katolickiemu.

„Salwandy w swej Histoire de Jean Sobieski Paryż r. 1829 pisze, że wielu socynianów przyłączyło się do kozaków. My wiemy o jednym tylko wypadku, dotyczącym Grzegorza Niemierycza, który podróżował z Ruarusem i Wiszowatym i był autorem polskiej książki Modlitwy i Pieśni wydanej w r. 1653 i kilku rozpraw w języku łacińskim. Mając znaczne posiadłości na Ukrainie, a głównie po lewej stronie Dniepru, w kraju kozaków, przechylał się Niemierycz do kościoła wschodniego i miał namawiać swych współwyznawców do tego samego, spodziewając się przez to pozyskać wielki wpływ na zwolenników tego kościoła i użyć go na posunięcie naprzód sprawy socyniańskiej… Salwandy pisze również, że szlachta socyniańska wywołała powstanie chłopów w okolicach Krakowa i Poznania.” – Hr. W. Krasiński Zarys dziejów reformacji w Polsce.

Jak nam już wiadomo, „bracia” mieli zwykle w swym repertuarze powstania chłopskie, tak „bracia włoscy” jak „bracia niderlandzcy”, „bracia angielscy”, jak „bracia czescy”, „bracia niemieccy”, jak wreszcie „bracia polscy”. Skoro byli wśród kozaków, to na pewno nie zachęcali ich do łagodnego obchodzenia się z duchownymi katolickimi.«

Z kolei Stanisław Staszic w artykule O przyczynach szkodliwości żydów i środkach usposobienia ich, aby się społeczeństwu użytecznymi stali pisze:

„Któż się z nas nie przypatrzył do jakiego stopnia zuchwałości gwałtowność żydów wzniosła się na Podolu i na Ukrainie, gdy z włościan żaden ojciec nie mógł rozporządzić postanowieniem swoich dzieci, żadna nie mogła pójść za mąż, jeżeli żyd nie dał pozwolenia, jeżeli żydowi nie opłaciła kunicy.” Opłacić kunicę – uiścić opłatę pańszczyźnianą.

Skąd się wziął ukraiński nacjonalizm?

Amerykański historyk John Armstrong, jak pisze Wikipedia, uważa, że pierwszych śladów tworzenia się ideologii ukraińskiego nacjonalizmu należy doszukiwać się w twórczości pisarzy ukraińskich: Tarasa Szewczenki, Iwana Franki, Mykoły Kostomarowa oraz w szczególności historyka Mychajła Hruszewskiego, który być może bardziej niż ktokolwiek inny zasługuje na tytuł ojca ukraińskiego nacjonalizmu. Wskazuje on, że inspiracją dla początków tej ideologii mógł być również dziewiętnastowieczny nacjonalizm niemiecki, a także działalność ludności polskiej w Galicji. Tezę o dziewiętnastowiecznych korzeniach nacjonalizmu ukraińskiego podziela historyk ukraiński Jarosław Hrycak, który za obszar jego formowania uważa austriacką Galicję. Jego zdaniem podstawową inspiracją dla rozwoju ruchu narodowego Ukraińców stanowiło przekonanie o związku Ukrainy z Europą Zachodnią oraz naśladownictwo polskiego nacjonalizmu. Pierwszym przedstawicielem nowoczesnego nacjonalizmu był Mykoła Michnowśkij (mason, jak pisze Wikipedia), który przed I wojną światową postulował powstanie niepodległego państwa ukraińskiego. Sformułował on hasło: „Ukraina dla Ukraińców”.

No cóż, można sobie tworzyć teorie, doktoryzować się na nich, wydawać książki i zarabiać na nich. Czemu nie! Jakiż to związek mieli Kozacy zaporoscy z Europą? I doszukiwać się z całą powagą nacjonalizmu ukraińskiego w XIX wieku? Można! Problem tylko polega na tym, że XIX wiek w Europie był wiekiem nacjonalizmu. W całej Europie. I nie tylko w Europie. W Ameryce Południowej też. 7 września 1822 roku nad brazylijską rzeką Ipiranga padły słynne słowa Independencia ou Morte! (Niepodległość albo śmierć), wypowiedziane przez regenta Piotra, pretendenta do brazylijskiego tronu. Chodziło oczywiście o uniezależnienie się od Portugalii, by wpaść w objęcia Stanów Zjednoczonych. Wiele lat później padły bliźniacze słowa, już nie po portugalsku, a po hiszpańsku – Socialismo o muerte. A dziś wszystkie rządy, we wszystkich językach, stręczą nam podobne hasło: szczepionka albo śmierć.

Nacjonalizm ukraiński ma te same korzenie, co polski. Mamy „Ukrainę dla Ukraińców” i mamy „Polskę dla Polaków”. Mamy „Wielką Polskę” i „Wielką Ukrainę”. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zauważyć, że takie podejście musi prowadzić do konfliktu. Trudno, by było inaczej. Ruch narodowy na Ukrainie tworzył mason Michnowśkij, a ruch narodowy w Polsce tworzył mason Dmowski. Te chore ideologie, oderwane od rzeczywistości, bo oba narody nie miały i nie mają możliwości, by zrealizować te zamiary, służą tylko i wyłącznie jednemu celowi – konfrontacji. A komu służy skłócanie wszystkich ze wszystkimi?

O rzezi wołyńskiej szerzej pisałem w blogu 11 lipca ’43. Tu zacytuję tylko jego fragmenty:

»Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) – ukraińska nacjonalistyczna organizacja polityczno-wojskowa została założona w 1929 roku w Wiedniu. Kierowała się ona ideologią ukraińskiego nacjonalizmu, dążąc do zbudowania na ziemiach uznawanych przez nią za ukraińskie nieodległego państwa o ustroju zbliżonym do faszyzmu. W praktyce działała konspiracyjnie, głównie w II Rzeczypospolitej, prowadząc działalność terrorystyczną, dywersyjną, szkoleniową i propagandowo-oświatową. W 1940 roku doszło do rozłamu OUN na dwie frakcje, następnie organizacje: OUN-B (banderowców pod przywództwem Stepana Bandery) oraz OUN-M (melnykowców pod przywództwem Andrija Melnyka).

OUN była od początku w II RP organizacją nielegalną i opowiadała się przeciwko polityce ugody polsko-ukraińskiej, reprezentowanej ze strony ukraińskiej przez UNDO (Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne) – ukraińską partię legalnie działającą w Polsce, ze strony polskiej – przez wpływową część obozu piłsudczyków.

Polityka ugody prowadzona w Małopolsce Wschodniej przez UNDO i obóz piłsudczyków załamała się w 1938 roku wobec zbliżenia rządzącej części obozu sanacyjnego (Edward Rydz-Śmigły, Adam Koc) do haseł nacjonalistycznych środowisk obozu endecji w Polsce. Jednocześnie Henryk Józewski, wojewoda wołyński (1928-1929 i 1930-1938), zwolennik budowy niepodległej Ukrainy w oparciu o Wołyń, zostaje zwolniony. Natomiast Wojsko Polskie przeprowadziło akcję tzw. drugiej pacyfikacji, połączonej z masowym burzeniem cerkwi na terenach etnicznie mieszanych. Istotną rolę odegrał tu gen. Gustaw Paszkiewicz. Przeprowadzenie tej operacji uzasadniano potrzebą konsolidacji narodowej w obliczu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej. W konsekwencji doprowadziło to dalszej eskalacji konfliktu narodowościowego na terenach etnicznie mieszanych.

Wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie miało miejsce od maja do lipca 1938, rozbiórki dokonywali wynajmowani robotnicy, więźniowie, saperzy lub strażacy. Głównodowodzącym akcji był gen. Brunon Olbrycht (zastąpiony 21 maja przez płk. Mariana Turkowskiego), zaś nowym wojewodą lubelskim został jawny zwolennik polonizacji major Jerzy de Tramecourt. Olbrycht 20 stycznia 1938 przedstawił szczegółowe wytyczne w sprawie prowadzenia akcji: na szczeblu powiatowym mieli być powołani kierownicy-oficerowie pochodzący z lokalnych jednostek wojskowych, stojący na czele zespołów terenowych. Olbrycht podkreślał również wagę oprawy ideowej całego przedsięwzięcia, konsekwentnego podkreślania ważności działań polonizacyjnych. Szczególną rolę wyznaczał Towarzystwu Rozwoju Ziem Wschodnich, którego nowe placówki nakazał powoływać w każdym powiecie, gdzie powstał zespół terenowy. W kwietniu tego samego roku Olbrycht przedstawił również postulat nasycenia terenu księżmi rzymskokatolickimi.

W tekście wytłuściłem trzy nazwiska i zrobiłem to celowo. To gen. Gustaw Paszkiewicz, gen. Brunon Olbrycht i płk Marian Turkowski. Wszyscy oni byli oficerami sanacyjnymi, odpowiedzialnymi za akcję wyburzania cerkwi na Chełmszczyźnie. I jakoś tak się dziwnie złożyło, że wkrótce po wojnie wszyscy oni wstąpili do Ludowego Wojska Polskiego. Taką informację zamieszcza Wikipedia. Dziwne? Sanacyjni oficerowie w LWP! I jakoś tym Ukraińcom, których w wysokich władzach PRL-u nie brakowało, nie przeszkadzało to. Innym decydentom również. Czyżby więc były to jakieś szczególne osoby? Wychodzi na to, że tak.

Po stronie polskiej mamy dwie koncepcje: asymilacyjną Dmowskiego i federacyjną Piłsudskiego. Po stronie ukraińskiej mamy koncepcję nacjonalistów ukraińskich, dla których część terytorium II RP jest ziemią ukraińską. Obie polskie koncepcje stoją w sprzeczności do ukraińskiej. Wprawdzie obóz piłsudczykowski szukał porozumienia ze stroną ukraińską, ale jakoś tak dziwnie w 1938 roku zbliżył się do stanowiska endecji. I wkrótce po tym następuje akcja wyburzania cerkwi na Chełmszczyźnie. A wcześniej, bo w grudniu 1937 roku, ma miejsce na Wołyniu akcja przymusowej konwersji miejscowej ludności na rzymski katolicyzm, czyli tzw. asymilacja. Z drugiej strony mamy działającą na terenie II RP nielegalną, terrorystyczną organizację OUN i ciągłe szkolenie młodzieży, i nie tylko jej, w duchu nienawiści do wszystkiego co nieukraińskie, a w szczególności do wszystkiego, co polskie.

O ile w przypadku polskiej strony źródło finansowania było znane, bo było nim państwo, o tyle w przypadku Ukraińców, niemających własnego państwa, źródło finansowania było zewnętrzne. Skoro jednak członków OUN dzielono według stopnia wtajemniczenia, to nie można wykluczyć, że korzenie tej organizacji są masońskie, podobnie jak naszej endecji, o czym pisałem w blogu „Endecja”.

Czy musiało dojść do tej tragedii? Zapewne tak, bo niektóre fakty przedstawione powyżej skłaniają do takich wniosków. I RP była sztucznym tworem, skleconym z dwóch państw, które zupełnie nie pasowały do siebie. I to potwierdziły przyszłe jej losy. Tak więc odtworzenie jej w postaci II RP było świadomą decyzją wielkich tego świata, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że powstanie państwo, dla którego wszyscy jego sąsiedzi będą wrogami. I o to chodziło! Bo żeby był rozwój, to musi być konflikt. Tak uważają ci, którzy rządzą tym światem. Ale ten rozwój to nie ma być taki przypadkowy, on musi realizować pewne cele pewnej nacji. Gdyby zaś tak, jak uważał Józef Mackiewicz, powstało oddzielne państwo w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego, to nie byłoby 17 września 1939, Katynia, Wołynia. Tak jednak nie mogło być.«

Jak widać relacje polsko-ukraińskie są dalekie od dobrosąsiedzkich. I nic nie wskazuje na to, by uległy poprawie w dającej przewidzieć się przyszłości. Przyczyna takiego stanu jest prozaiczna: w Polsce nie rządzą Polacy, a na Ukrainie – Ukraińcy.

Diaspora

O tym, że Żydzi odgrywają dominującą rolę w światowej polityce i gospodarce decydują nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim sposób organizacji tej rozproszonej społeczności. Dobrze to opisuje Marian Miszalski w swojej książce Ukryta wojna cicha kapitulacja (Polityka polska wobec żydowskiego rasizmu), Capital sp. zo.o., Warszawa 2019. Wybrałem fragmenty z rozdziału Jak zorganizowana jest żydowska diaspora w dzisiejszej Ameryce i z rozdziału Żydowska „metoda sieci” w Polsce. Miszalski pisze:

»Po wojnie w 1967 roku Żydzi zrozumieli, że bez dostatecznie silnego żydowskiego lobby politycznego w Ameryce przyszłość Izraela jest nader niepewna. I właśnie od schyłku lat 60. i początku lat 70. rozpoczyna się intensywna rozbudowa tego lobby. Nie oszczędzano na kosztach i nakładach na polityczną inwestycję.

Jedną z uzupełniających „technik budowlanych” było właśnie (i jest nadal) wysyłanie z Izraela do Ameryki młodych, zdolnych agentów – „słupów” – wyposażonych w środki finansowe, wystarczająco duże, do założenia własnego przedsiębiorstwa. Z pomocą miejscowych Żydów i ulokowanej wcześniej agentury, przedsiębiorstwo rozrasta się – ale głównym zadaniem agenta jest finansowanie z zarabianych pieniędzy organizacji żydowskich – za pośrednictwem fundacji, którą zakłada.

Śledząc biografie wielu takich przybyszów, wyrastających niebywale szybko na „biznesmenów-sponsorów”, łatwo odkrywamy pewną prawidłowość: większość przybywa do Ameryki jako młodzi ludzie, po służbie wojskowej w Izraelu; stosunkowo szybko uzyskują amerykańskie obywatelstwo; słabo znają Amerykę; pierwsze zatrudnienie znajdują więc w amerykańsko-żydowskich „think tankach”, „instytutach badawczych”, czy w innych żydowskich organizacjach. Potem, nie opuszczając tych organizacji, zakładają własne biznesy… O dziwo – zawsze udane, szybko rozrastające się, nigdy nie plajtujące… Potem na bazie tych biznesów, zakładają fundacje, wspierające rozmaite inicjatywy żydowskie – wchodząc zarazem do ich zarządów, rad, czy „ciał doradczych”. Ich zadaniem jest rozbudowa i zagęszczanie sieci organizacji żydowskich w Ameryce, stanowiących bazę dla żydowskiego lobby politycznego. Zapewne mają i inne, bardziej szczegółowe zadania.

Nazwałbym to agenturalnym wsparciem diaspory i jej lobby politycznego. Jest to metoda zagęszczania istniejącej sieci.

Do budowy takiej gęstej siatki organizacyjnej w Ameryce Żydzi przywiązują ogromną wagę. Myślę, że nie mniejszą, niż przywiązywali do sztucznego tworzenia państwa Izrael w przeszłości. Nakłady finansowe na rozbudowę tej siatki są dzisiaj z pewnością ogromne. Doskonale przecież zdają sobie sprawę, że bez żydowskich wpływów na politykę amerykańską, Izrael nie przetrwałby długo.

O Żydach amerykańskiej diaspory powiadają w Ameryce, że „gdzie dwóch Żydów, tam sześć żydowskich organizacji: każdy należy do jednej, obydwaj tworzą trzecią, a każda z tych organizacji należy do jeszcze innej”… Rzeczywiście: amerykańska diaspora żydowska opleciona jest gęstą siecią żydowskich organizacji o rozmaitym charakterze: politycznym, ekonomicznym, oświatowym, kulturalnym, społecznym, charytatywnym. Spełniają dwie funkcje: po pierwsze – cementują wewnętrznie żydowską mniejszość narodową, ułatwiając zarazem jej polityczną kontrolę przez najważniejsze żydowskie ośrodki władzy; po wtóre – są narzędziem szybkiej mobilizacji całej diaspory; po trzecie – intensywnie poszukują kontaktów i partnerów pośród nieżydowskich amerykańskich organizacji, by wciągnąć Amerykanów na orbitę swego oddziaływania.

W Ameryce istnieje dzisiaj ponad 80 żydowskich organizacji o charakterze ogólnokrajowym (nie licząc lokalnych, stanowych), które propagują syjonizm i całkowite poparcie dla polityki Izraela. 51 z tych 80 ogólnokrajowych organizacji tworzy osobną, nadrzędną organizację kontrolną: Konferencję Prezesów Głównych Amerykańsko-Żydowskich Organizacji. Jej zasadnicze cele: „Jednoczenie różnych grup w jednolitą siłę działającą dla dobra Izraela” oraz: „Wzmacnianie i podtrzymywanie specjalnych relacji Izraela i Stanów Zjednoczonych”.

Niezależnie od tych 81 organizacji żydowskich o charakterze ogólnoamerykańskim – istnieje ponad 1,5 tysiąca innych, o najrozmaitszym charakterze (organizacje religijne, charytatywne, studenckie, organizacje non profit, pozarządowe organizacje polityczne, edukacyjne lub propagandowe, „think tanki” – czy ośrodki analityczno-propagandowe, najczęściej pod nazwą „instytutów” – fundacje). Żadna inna mniejszość narodowa w Ameryce – choćby i znacznie liczniejsza – nie założyła tylu swoich organizacji, co Żydzi! Niektóre z nich powstały w końcowych latach ubiegłego wieku i w początkach obecnego, ale prawdziwy „rozkwit” miał miejsce w latach 60. i 70. XX wieku (od czasu prezydentury J.F. Kennedy’ego i po jego śmierci, a zwłaszcza po wojnie 1967 roku). Towarzyszyła mu żydowska penetracja amerykańskiego życia publicznego jako sposób zdobywania politycznych wpływów. Jak wspomniałem – niemal wszystkie te organizacje nakładają się na siebie, zazębiają się, jedne uczestniczą w drugich, drugie w trzecich, trzecie – w pierwszych… – a członkowie zarządu, rady czy kierownictwa jednej organizacji zasiadają w zarządzie, radzie czy kierownictwie innej organizacji… jeszcze innej… Sieć staje się przez to jeszcze bardziej gęsta, zwarta. To właśnie metoda i struktura antycznej „falangi” albo „żółwia” przeniesiona w warunki walki politycznej innej epoki. Metoda zorganizowanego rasizmu w warunkach demokratycznych.

Z czego bierze się ten uderzający fenomen? Niewielka mniejszość – a tyle organizacji?…

To nie fenomen – to metoda. Metoda zwiększania swych wpływów obejmująca wymianę pozyskiwanych informacji, propagandowe nagłaśnianie swych żądań, narzucanie żydowskiego punktu widzenia i promowanie „swoich” autorytetów. Jest to metoda budowania coraz silniejszego lobby politycznego. Ilość śpiewaków w tym chórze jest niewielka, bo diaspora nie jest zbyt liczna – ale tworzy ją wiele wzajemnie nagłaśniających się „chórków”, współpracujących ze sobą ściśle na co dzień, koordynujących swe działania. Tworzą też skonsolidowaną kadrę „dyrygentów”. Zagłuszają w ten sposób głosy innych mniejszości. Głosy innych mniejszości, nawet znacznie większych, są przez to słabiej słyszalne.

(Powtórzmy raz jeszcze, że metoda tworzenia wielości rozmaitych organizacji połączonych ze sobą i powiązanych kadrowo – stosowana przez Żydów także w dzisiejszej Polsce, w której – wskutek dziwnej polityki kolejnych polskich rządów – osiedla się z polskimi paszportami coraz więcej Żydów. Już w lutym 2008 roku ówczesny wicepremier i szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Grzegorz Schetyna zadeklarował, że nakazał podległym mu wojewodom „potwierdzić obywatelstwo polskie emigrantom marcowym bardzo szybko, w błyskawicznej procedurze”. Jednak jeszcze wcześniej, bo w maju 2000 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski oświadczył w izraelskim Knesecie, że kilka tysięcy żydowskich emigrantów marcowych już otrzymało z powrotem polskie obywatelstwo! Ilu zatem Żydów osiedliło się w Polsce po 1989 roku? Wedle spisu powszechnego z 2002 roku – narodowość żydowską podało niespełna 1400 obywateli. Dziś szacuje się tylko to najnowsze osadnictwo żydowskie w Polsce na ponad 40 tysięcy: prawie 30-krotny wzrost w niespełna 30 lat. A przecież przed 1989 rokiem – wedle obliczeń profesora Bogusława Wolniewicza – mieszkało już w Polsce co najmniej 50 tysięcy obywateli pochodzenia żydowskiego. Osadnictwo żydowskie w Polsce rozbudowywane jest systematycznie, nieustannie).

Wracajmy jednak do Ameryki.

Taka gęsta sieć organizacyjna (ponad półtora tysiąca organizacji!), wielopoziomowa i szeroko zarzucona, oplatająca 6 milionów amerykańskich Żydów, zapewnia wielką spójność działania całej diaspory. To bardzo skuteczna metoda egzekwowania „jednolitego frontu”. W tę sieć naganiana i łowiona jest także naiwna, mało interesująca się polityką i światem część społeczności amerykańskiej.

Jednym z filarów żydowskiego lobby w Ameryce jest Konferencja Prezesów Głównych Amerykańsko-Żydowskich Organizacji, skupiająca 51 żydowskich organizacji o ogólnokrajowym charakterze. Jej głównym celem jest zaprzęganie amerykańskiej polityki do realizowania żydowskiej racji stanu, żydowskich interesów i polityki Izraela – pod stwarzanym uporczywie pozorem, że żydowska racja stanu, żydowskie interesy i żydowska polityka są tożsame z interesami pozostałych Amerykanów i Stanów Zjednoczonych.

W „Izraelskim lobby w Ameryce” autorzy, profesor John J. Mearsheimer z Uniwersytetu Chicagowskiego i profesor Stephen M. Walt z Uniwersytetu Harvarda, piszą celnie:

„W kraju demokratycznym nieliczna grupa ludności może wywierać znaczny wpływ na pozostała część, jeśli tylko jest silnie zaangażowana w osiągnięcie swych celów, podczas gdy reszta obywateli jest wobec nich obojętna”.

Stany Zjednoczone są dziś najdoskonalszym przykładem głębokiej słuszności tego twierdzenia.

Przy tej okazji autorzy wyjaśniają mechanizm, dzięki któremu w polityce amerykańskiej Żydzi odgrywają tak dużą rolę, sami będąc w zdecydowanej mniejszości. Ich wyjaśnienie – to klucz do zrozumienia, w jaki sposób Żydzi podporządkowują sobie tak wielu amerykańskich polityków:

  • w Stanach Zjednoczonych władza jest rozproszona; w kraju demokratycznym nawet nieliczne grupy mogą wywierać znaczący wpływ na pozostałą część narodu, jeśli tylko są silnie zaangażowane w osiągnięcie swych celów (co potwierdza trafność uwagi Miltona Friedmana o demokracji amerykańskiej: że to nie „rządy większości”, ale „dobrze zorganizowanych mniejszości”…);
  • udział w wyborach jest w Ameryce bardzo kosztowny, przy czym systemu finansowania kampanii wyborczych nie poddaje się ścisłej kontroli; żydowskie lobby polityczne kieruje finansowe dotacje dla popieranych przez siebie, wygodnych i posłusznych kandydatów; sprawdza ich posłuszeństwo i uległość żydowskim zamiarom, zapraszając na spotkania z organizacjami żydowskimi, gdzie testuje się – zadawanymi im pytaniami – ich identyfikację i wolę popierania interesów żydowskich; kandydaci wystarczająco zamożni (lub wspierani z innych źródeł) mogą pozwolić sobie na niezależność ocen i osądów, ale mniej zamożni łatwo ulegają pokusie żydowskich pieniędzy;
  • kandydaci na polityków, kongresmanów, senatorów czy polityków lokalnych chętnie spełniają życzenia takiej mniejszości, gdy wiedzą, że dla reszty obywateli nie są to sprawy pierwszoplanowe.

Przypomnijmy: niewielka grupa etniczna, dobrze zorganizowana etc., skoncentrowana na sobie, umocniona rasistowskim spojrzeniem na świat, spojona gęstą siecią tak wielu organizacji – może w takim tyglu narodowości, sentymentów i religii, jakim jest Ameryka łatwo osiągnąć bardzo wpływową pozycję.

Zarówno żydowskie osadnictwo w Polsce jak i żydowskie roszczenia materialne wobec Polski oraz prowadzona wobec Polski propagandowa wojna psychologiczna, świadczą dobitnie o wielkiej wadze, jaką żydowskie ośrodki kierownicze w Ameryce i Izraelu przywiązują do zdobycia w Polsce decydujących wpływów. Nie ma innego kraju na świecie, któremu te ośrodki kierownicze poświęcałyby tyle uwagi i wysiłku. Nic też dziwnego, że temu celowi towarzyszy taka sama metoda tworzenia i umacniania wpływów, jaka sprawdziła się w Ameryce: metoda sieci.

Zauważmy, że wraz z niejasnym wzrostem ludności pochodzenia żydowskiego w Polsce, po roku 1989 wzrasta wartość majątku, jakiego domagają się żydowskie centra kierownicze: żydowskie lobby polityczne w Ameryce i państwo Izrael. Jeszcze kilka lat temu żydowscy rasiści żądali majątku wartości 65 miliardów dolarów, teraz – już 300 miliardów.

…Czy nie w podobny sposób powstawało państwo Izrael? Czyż metoda, zastosowana przy tworzeniu państwa Izrael (masowe, zorganizowane osadnictwo w Palestynie pod przygotowaną wcześniej własność ziemi, wykupywanej od Turków), nie jest powtarzana, w przypadku trwającej dziś piątej już próby zastąpienia Polski – Judeopolonią?… Tworząc Izrael w Palestynie walczono z Arabami i Anglikami zbrojnym terrorem. Czy propagandowy terror i polityczny szantaż wobec Polski – który poznaliśmy, aż za dobrze – w połączeniu z napędzanym osadnictwem żydowskim w Polsce i wyłudzaniem nieruchomości – nie jest łagodniejszą tylko kontynuacją metody zastosowanej przy tworzeniu Izraela w Palestynie: tworzenia Judeopolonii w dzisiejszej Polsce?…

W Polsce mamy zatem liczne elementy „sieci”:

  • koncern medialny „Agora”, w którym spore udziały ma grandziarz, „filantrop” i najprawdopodobniej agent zaufania („słup”) tajnych służb żydowskich – Jerzy Soros;
  • filosemickie szabes-gojstwo, uprawiane przez „Tygodnik Powszechny”, wydawnictwo „Więź”, „Znak”;
  • Fundacja Batorego (założona w 1988 roku);
  • Żydowski Instytut Historyczny (finansowany z budżetu państwa);
  • Muzeum Historii Żydów Polskich (ekspozycja bardziej propagandowa niż historyczna);
  • Fundacja Ronalda S. Laudera, finansuje: żydowskie Biuro i Centrum Młodych w Gdańsku, żydowskie Centrum Edukacyjne i Klub Młodzieży w Łodzi, żydowskie Centrum Edukacji im. Mojżesza Schorra, żydowski miesięcznik „Midrasz”;
  • Loża B’nai B’rith (utworzona w Polsce w 2007 roku);
  • Żydowskie Centrum Wolontariatu;
  • Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu;
  • Stowarzyszenie Drugie Pokolenie – Potomkowie Ocalałych z Holokaustu (utworzone w 2010 roku);
  • Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa (cel: integracja młodzieży żydowskiej);
  • Stowarzyszenie Midrasz;
  • Stowarzyszenie Żydowskich Kombatantów i Poszkodowanych w II wojnie światowej;
  • Związek Postępowych Gmin Żydowskich „Beit Polska”. Zajmuje się przeprowadzaniem konwersji na judaizm. Wpisany do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych;
  • Beit Kraków (założona w 2011 roku) – osobna organizacja od ww.; reprezentuje judaizm reformowany;
  • Gmina Wyznaniowa Starozakonnych RP w Warszawie;
  • Izraelicka Niezależna Gmina Wyznaniowa w Poznaniu;
  • Niezależna Gmina Wyznania Mojżeszowego w Gdańsku;
  • Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense (współzałożyciele: Urząd Miasta Łodzi i Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku, czyli jeden z filarów przedsiębiorstwa holocaust z jego bezpodstawnymi żądaniami majątkowymi wobec Polski…);
  • Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi;
  • Fundacja Cmentarza Żydowskiego „Gęsia”;
  • Fundacja Rodziny Nissbaumów;
  • Fundacja im. Mojżesza Schorra;
  • Stowarzyszenie Żydowskie Czulent (prowadzi żydowski klub młodzieżowy w Krakowie);
  • Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego (prowadzi „monitoring przejawów antysemityzmu w Polsce” – działalność donosicielska, oparta na żydowskiej interpretacji „antysemityzmu”);
  • Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce (członek Światowego Kongresu Żydów, którego przewodniczący Singer, w 1996 roku, wypowiedział, w imieniu Kongresu, wojnę propagandowo-psychologiczną Polsce, nasilającą się z roku na rok);
  • Polskie Biuro Jewish Agency – Fundacja Agencji Żydowskiej „Sochnut”;
  • Centrum Edukacyjne Kultury Żydowskiej;
  • Fundacja Chai, reprezentująca Chabad Lubawicz w Polsce;
  • Muzeum Galicja w Krakowie;
  • Federacja Stowarzyszeń Żydowskich (cel: „koordynacja działań organizacji żydowskich”, odpowiednik amerykańskiej Konferencji Prezesów).

Nie są to wszystkie ogniwa „sieci” w Polsce, sieci intensywnie rozbudowywanej, w formę organizacyjną „falangi”. I – podobnie jak w Ameryce – dla wzmocnienia rozmaitych ogniw tej sieci, delegowani są – w zależności od potrzeb – zadaniowani ekstra funkcjonariusze. I tak, na przykład, zaprzestania ekshumacji w Jedwabnem, zażądali od ówczesnego ministra sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego, dwaj „rabini” nasłani z zagranicy. Lech Kaczyński uległ ich dziwacznemu, rasistowskiemu żądaniu, chociaż prawo polskie wymaga ekshumacji, celem ustalenia prawdy. Ci dwaj zagraniczni rabini (prawdopodobnie zadaniowani przez tajne służby Izraela, o ile nie ich agenci) powiedzieli Lechowi Kaczyńskiemu, ze prawo żydowskie zakazuje ekshumacji, a Kaczyński chętnie w to uwierzył…).

Dla porównania: 148-tysięczna mniejszość narodowa niemiecka, ma w Polsce 3 organizacje (Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim, Rada Niemców Górnośląskich, Związek Młodzieży Mniejszości Niemieckiej w RP), a 51-tysięczna mniejszość ukraińska – 11 (w tym dwie ściśle zawodowe: ukraińskich nauczycieli i ukraińskich lekarzy).

Poza terrorem zbrojnym – mamy tu zatem wszystkie te elementy, jakie towarzyszyły 50-letniemu budowaniu żydowskiego państwa Izrael na terenach zamieszkałych przez Palestyńczyków i wszystkie elementy, jakich używano do budowy żydowskiego lobby politycznego w Ameryce. Tylko skala przedsięwzięcia jest na razie mniejsza. Ale licząc od 1989 roku (rząd Mazowieckiego) – budowa Judeopolonii trwa w Polsce dopiero 30 lat. I wyraźnie nabiera rozmachu i tempa.«

Wybrałem te fragmenty dlatego, że w następnym blogu chcę poruszyć problem mniejszości ukraińskiej w Polsce i bez przybliżenia tego, jak działają Żydzi, trudno będzie zrozumieć proces zmierzający do osiedlenia w Polsce jak największej ilości Ukraińców i zrobienia z nich polskiej inteligencji, jak to swego czasu ujął jeden z „polskich” polityków. Nie pamiętam, czy to był Schetyna, czy ktoś inny. Fakt, że Ukraińcy są coraz bardziej widoczni i słychać ich wszędzie, m.in. w Polskim Radiu (ja ich i ich akcent słyszę w I Programie PR), w internecie. Zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych instytucjach, uczelniach itp. Jest tylko jeden problem. Czy Ukraińcy są tacy przedsiębiorczy, ekspansywni i zdolni? Dlaczego nie? – zapyta ktoś. Skoro w Kanadzie mogą, to dlaczego nie w Polsce? No właśnie! A może to nie Ukraińcy, tylko ukraińscy Żydzi? Ukraińcy pracują na pewno na budowach i w wielu innych podobnych miejscach, ale wyżej? I tu zaczynają się schody i dlatego wypada potraktować ten problem oddzielnie.

Miszalski napisał, że mniejszość niemiecka w Polsce ma 3 organizacje, a trzy razy mniej liczna, według niego, mniejszość ukraińska ma ich 11, a więc Ukraińcy lepiej zorganizowani od Niemców. A ja myślałem, że naród, który walczył w obu wojnach światowych na dwa fronty, jest najlepiej zorganizowanym narodem na świecie, a tu masz ci babo placek! – Ukrainer über alles.

Moją uwagę zwrócił fakt, że niektóre żydowskie instytucje mają w swojej nazwie „centrum edukacyjne”, „centrum edukacji”, a i samo słowo „centrum” też pojawia się często. Tak od razu skojarzyło mi się to z kanałem internetowym Centrum Edukacyjne Polska, zwanym wcześniej Centrum Edukacyjne Powiśle. Kanał o nie imponującym zasięgu, jak na internetowe standardy, ale, jak podejrzewam, również z czosnkowym rodowodem. Żydzi zagospodarowują cały internet, nawet jego zakamarki.

Statystyka

Kto jak kto, ale nikt nie dysponuje taką wiedzą o zdrowiu ludzi i wszelkich trendach z nim związanych, jak firmy ubezpieczające ich na życie. Tu chodzi o biznes i takie firmy minimalizują swoje ryzyko, starając się ubezpieczać tylko zdrowych. Może to brzmi brutalnie, ale instytucja, która ma zarabiać, nie może sobie pozwolić na działalność charytatywną i miękkie serce. W przeciwnym razie szybko znikłaby z rynku. Ale są też tego brutalnego faktu dobre strony. Nikt, poza tymi firmami, nie dysponuje takimi dokładnymi danymi i do tego danymi z wielu lat. – „Bezcenne, za wszystko inne zapłacisz kartą Visa/Mastercard”.

Na portalu ZeroHedge pojawił się artykuł What If The Largest Experiment On Human Beings In History Is A Failure? (Co się stanie, jeśli największy w historii eksperyment na ludziach zakończy się niepowodzeniem?). Jego autorem jest Robert Malone. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/medical/what-if-largest-experiment-human-beings-history-failure.

Doświadczony kolega analityk giełdowy wysłał mi dzisiaj link, a kiedy go otworzyłem, ledwo mogłem uwierzyć w to, co czytałem. Co za nagłówek. „Dyrektor ds. ubezpieczeń na życie w firmie Indiana twierdzi, że liczba zgonów wśród osób w wieku 18-64 lat wzrosła o 40%”.

To zdanie powyżej, będące tytułem artykułu, jest też linkiem do pełnego tekstu, omawianego w tym artykule. Jednak o po jego kliknięciu pojawia się taki komunikat:

451: Unavailable due to legal reasons

We recognize you are attempting to access this website from a country belonging to the European Economic Area (EEA) including the EU which enforces the General Data Protection Regulation (GDPR) and therefore access cannot be granted at this time. For any issues, contact info@franklinnews.org or call (847) 497-5230.

Tytuł artykułu dotyczy prawdziwych informacji, skrywanych w szarej, wypłowiałej kopercie agenta ubezpieczeniowego, pełnej tabel aktuarialnych.

Ludzie często piszą do Jill i do mnie. Ludzie, których nigdy nie spotkaliśmy. Dzwonią, przyjeżdżają na farmę po wcześniejszym umówieniu lub niezapowiedziani, zapychają nasz e-mail swoimi pytaniami. Wszyscy czegoś chcą; czasu, uwagi, wywiadu. Wielu chce nam opowiedzieć o swoim strachu, chorobie, koszmarach lub o czymś, co często wydaje się być wręcz paranoidalnym spiskiem. A potem, z biegiem czasu, te obawy i „spiski” się potwierdzają. Jak powiedział mi niedawno Jan Jekielek (starszy redaktor „The Epoch Times”), coraz trudniej jest powiedzieć, które z nich to tylko teorie spiskowe, a które są prawdziwą rzeczywistością.

Jeden z gości na farmie powiedział mi, że przewidział ogromną liczbę zgonów w ciągu trzech lat w następstwie szczepionek genetycznych i że chodzi o „Wielki Reset” i program Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), dotyczący wyludniania. Próbowałem go uspokoić, twierdząc, że moim zdaniem jest to wysoce nieprawdopodobne, podczas gdy sam myślałem o tym, jak łatwo ludzie wpadają w tego rodzaju konspiracyjne teorie i jak muszę uważać, aby nie podążać tym tokiem myślenia, zwłaszcza że stykam się z tak wieloma osobami podejmującymi głupie i cyniczne decyzje w dziedzinie zdrowia publicznego. W tamtym czasie znałem WEF tylko jako gospodarza dużej corocznej imprezy w Davos w Szwajcarii, gdzie super bogaci z krajów zachodnich brali udział w różnych prezentacjach, pili najlepsze wino i brylowali w najlepszym towarzystwie. Jaki byłem głupi! Cóż to była za długa, dziwna podróż. Wątpię, czy nawet Hunter S. Thompson mógł to sobie wyobrazić w stanie swojego największego narkotykowego i alkoholowego upojenia. Wystarczy powiedzieć, że nominuję Ralpha Steadmana na oficjalnego ilustratora pandemii SARS-CoV-2 albo zmartwychwstałego Hieronima Boscha.

Ale odbiegam od tematu, o którym aż się boję mówić.

Dochodzę do wniosku, że największy w historii eksperyment na ludziach nie powiódł się. Ale, jeśli ten raczej zwięzły raport starszego dyrektora ds. ubezpieczeń na życie w firmie Indiana jest prawdziwy, to „Zbrodnie przeciwko ludzkości” Reinera Fuellmicha, nawołujące do zorganizowania nowych procesów norymberskich, ukazują wszystko w zupełnie nowym świetle i pobrzmiewają o wiele bardziej proroczo.

Oto, co w tym raporcie Margaret Menge, współpracownika The Center Square, oświeciło mnie.

»Szef firmy ubezpieczeniowej OneAmerica z siedzibą w Indianapolis powiedział, że śmiertelność wśród osób w wieku produkcyjnym wzrosła aż o 40% w porównaniu z poziomem sprzed pandemii.

„W tej chwili odnotowujemy najwyższy wskaźnik zgonów, jaki zaobserwowaliśmy w historii tego biznesu – nie tylko w OneAmerica” – powiedział dyrektor generalny firmy Scott Davison podczas konferencji prasowej online w tym tygodniu. „Dane są spójne dla każdego, kto działa w tej branży”.

OneAmerica to firma ubezpieczeniowa o wartości 100 miliardów dolarów, która od 1877 roku ma swoją siedzibę w Indianapolis. Firma zatrudnia około 2400 pracowników i sprzedaje ubezpieczenia na życie, w tym grupowe ubezpieczenia na życie firmom w tym stanie.

Davison powiedział, że wzrost liczby zgonów oznacza „trudny do wyobrażenia trend”, ale to nie osoby starsze umierają, a „przede wszystkim osoby w wieku produkcyjnym od 18 do 64 lat”, które są pracownikami firm, które mają grupowe ubezpieczenia na życie w firmie OneAmerica.

„I to, co widzieliśmy tylko w trzecim kwartale, widzimy też w czwartym, widzimy że śmiertelność wzrosła o 40% w stosunku do tego, co było przed pandemią” – powiedział.

„Aby uzmysłowić sobie skalę zjawiska, to jedna, zdarzająca się raz na 200 lat, katastrofa, oznaczałaby wzrost o 10% w porównaniu z sytuacją sprzed pandemii” – powiedział. „Więc 40% jest po prostu niewyobrażalne.”«

Więc co napędza ten bezprecedensowy wzrost śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny?

Większość składanych oświadczeń z tytułu zgonów nie jest klasyfikowana jako zgony związane z COVID-19,

Davison powiedział: „Dane pokazują nam, że zgony, które są zgłaszane jako zgony związane z COVID, znacznie zaniżają rzeczywistą liczbę zgonów wśród osób w wieku produkcyjnym w wyniku pandemii. Oczywiście nie wszystkie zgony w świadectwach zgonu są opisywane jako związane z COVID, ale i tak jest ich bardzo dużo”.

W dużym uproszczeniu, na podstawie mojej lektury, należy dojść do wniosku, że jeśli ten raport jest prawdziwy, a zgadzają się z nim aktuariusze ubezpieczeń na życie, to mamy do czynienia zarówno z ogromną ludzką tragedią, jak i z głęboką porażką polityki rządu USA i amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej, służącym do obsługi i ochrony obywateli, którzy płacą za tę „usługę”.

Jeśli to prawda, to tak agresywnie promowane szczepionki genetyczne zawiodły, i tak nachalna kampania federalna, mająca na celu zapobieganie wczesnemu leczeniu lekami ratującymi życie, przyczyniła się do masowych, możliwych do uniknięcia zgonów.

Co gorsze, raport ten sugeruje, że federalne nakazy szczepień w miejscu pracy doprowadziły do czegoś, co wydaje się być prawdziwą zbrodnią przeciwko ludzkości. To prawdopodobnie częstsze zgony pracowników, którzy zostali zmuszeni do przyjęcia toksycznej szczepionki, w porównaniu z ogólną populacją stanu Indiana.

Co więcej, przeżywamy również najbardziej masową, globalnie skoordynowaną kampanię propagandową i cenzurę w historii ludzkości. Wszystkie główne środki masowego przekazu i firmy zajmujące się technologiami mediów społecznościowych zsynchronizowały działania, aby stłumić i powstrzymywać wszelkie dyskusje na temat zagrożeń związanych z genetycznymi szczepionkami i/lub alternatywnymi wczesnymi metodami leczenia.

Jeśli ten raport jest prawdziwy, to ktoś powinien być pociągnięty do odpowiedzialności. Nie mówimy tu tylko o zignorowaniu pierwszej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych i zmieszaniem jej z błotem, posługując się przy tym armią pancernej piechoty wspomaganej sztuczną inteligencją. Ten artykuł brzmi tylko jak zdawkowy opis masowego zdarzenia, możliwego do uniknięcia, spowodowanego nakazem eksperymentalnej procedury medycznej. Takiego, w którym wszystkie możliwości, by ofiary same poinformowały się o potencjalnych zagrożeniach, zostały metodycznie wyeliminowane zarówno z internetu, jak i ze świadomości społecznej przez międzynarodową skorumpowaną klikę działającą pod flagą „Inicjatywy Zaufanych Wiadomości”. George Orwell przekręca się w grobie.

Mam nadzieję, że się mylę. Obawiam się, że mam rację.

Kryzys sueski

Często powtarzam i będę to do znudzenia powtarzał, że żeby zrozumieć jakiś konflikt, czy cokolwiek innego, to trzeba zacząć od początku. Jeśli próbuje się analizować go na tle bieżących dla tego konfliktu wydarzeń, to wyjdzie z tego chaos i kupa frazesów, z których nic nie wynika. Jedno z haseł Marca ’68 głosiło: „Syjoniści do Syjamu”. Pojawiło się ono na jakimś spędzie robotników, spontanicznym – czyli zorganizowanym przez partię. Ktoś z żydowskich propagandystów przedobrzył, bo jak się tak zastanowić, to nie ma wątpliwości, że żaden robotnik nie wymyślił go. A zapewne intencją autora tego hasła było ich ośmieszyć, a sam nie pomyślał. No bo skoro robotnik, niby taki głupi, to skąd wiedziałby, że jest takie państwo jak Syjam (obecnie Tajlandia)? A gdyby wiedział, to wiedziałby też, gdzie ono leży, że to daleko od… no właśnie!… od czego? Czy użyłby słowa syjonista? Jeszcze w tamtych czasach! Pewnie znał tylko słowo „Żyd”. Czy on wiedział, że było takie zjawisko jak syjonizm i że słowo to pochodzi od Syjonu, czyli wzgórza w Jerozolimie? To był raczej przekaz do Żydów w Polsce, by ich zachęcić, czy może zastraszyć i tym samym skłonić do wyjazdu do Izraela. Oni na pewno wiedzieli, gdzie leży wzgórze Syjon.

Gdy tylko powstało w 1948 roku na Bliskim Wschodzie państwo Izrael, od razu zaczęły się wojny. Już pierwsza z nich pomiędzy Izraelem i Egiptem w latach 1948-1949 nie wróżyła dobrze na przyszłość. I tak jest do dziś. Rejon ten jest źródłem niekończących się konfliktów i wojen. A wszystko to za sprawą jednego państwa. Ale czy ten pomysł, pomysł osiedlenia Żydów w Palestynie mógł się skończyć inaczej?

Nie sposób zrozumieć tego, co działo się na Bliskim Wschodzie po powstaniu państwa Izrael, bez wyjaśnienia, chociaż pobieżnego, czym był, czy może nadal jest syjonizm. Pisałem o tym szerzej w blogu „Syjonizm”. Tu zacytuję tylko jego fragmenty.

»Syjonizm – ruch narodowy i towarzysząca mu ideologia, stworzone około 1895 r. przez T. Herzla, głoszące konieczność stworzenia żydowskiego państwa na obszarze Palestyny w celu przetrwania Żydów jako narodu; po powstaniu Izraela (w 1948r.) – ideologia państwowa. – To definicja słownikowa.

Twórca syjonizmu postawił przed żydostwem ideał państwa żydowskiego w Palestynie, albo też w Argentynie. Istotne znaczenie syjonizmu nie leżało w samym haśle, lecz w drodze, na którą wstąpiono, celem jego realizacji. Herzl planował przegrupowanie całego osiedlenia żydowskiego, co musiało za sobą pociągnąć przebudowę jego dotychczasowym form organizacyjnych.

Pragnąc w jedno złączyć żydostwo zachodnie i wschodnie, musiał Herzl, a za nim ruch syjonistyczny, stwierdzić wyraźnie, że czynnikiem jednoczącym żydostwo nie jest religia mojżeszowa ani stosunek do przepisów Talmudu. Wszak żydostwo zachodnie, wychowane w atmosferze niewiary religijnej, którą samo zresztą wytworzyło, nie dałoby się wtłoczyć z powrotem w ramy organizacji religijnej. A więc żydostwo to naród.

Żydostwo nie jest religią. Jest to żyjący szczep ludu, który ze swego narodowego charakteru w biegu dziejów stworzył religię, stworzył określoną postawę polityczno-obyczajową wobec świata. – Heinrich Kohn, Die politische Idee des Judentums.

Syjonizm oparł się na fakcie istnienia narodowości żydowskiej. Programem jego stało się wywalczenie pełni praw w takich warunkach, by nie była ona, jak za czasów rewolucji francuskiej, okupiona zrzeczeniem się własnego poczucia ludowego. – Ignaz Zollschan, Revision des juedischen Nationalismus.

Syjonizm – to nie Palestyna.

Jest to zupełnym błędem, jak to często – nie zawsze w dobrej wierze – czynią przeciwnicy syjonizmu, twierdząc, że państwo jest kwintesencją syjonizmu, albo przynajmniej podstawą, na której syjonizm się wznosi. Przeciwnie syjonizm jest, jak każdy wie, kto zajmował się tym zagadnieniem, daleko starszego pochodzenia niż państwo żydowskie i był już do pewnego stopnia udoskonalony teoretycznie, zanim Herzl zaczął się interesować żydowskimi sprawami. – Przedmowa Wartburga do pracy Herzla „Der Judenstaat”.

Nacjonalizm żydowski żywi więc dalej tradycyjne zamiary żydowskie narzucania światu swej władzy. Nie jest ruchem religijnym, wyrzeka się religii jako łącznika żydostwa, a mimo to jest ruchem mesjańskim. Jasny to chyba dowód, jeszcze jeden z szeregu wielu poprzednich, że mesjanizm żydowski jest celem politycznym, a nie religijnym.

Gdyby się chciało zastosować schematy Hegla, to można by rozwój od chwili otwarcia granic getta trafnie oznaczyć w ten sposób, że przyjęło by się za twierdzenie (tezę – przyp. aut.) żydostwo, za przeczenie (antytezę – przyp. aut.) asymilację, za syntezę – syjonizm. – Wilhelm Stein, Wandlungen im Zionismus, zamieszczone w „Vom Judentum”.

A więc syjonizm jest połączeniem żydostwa z asymilacją. W jaki sposób? Oto żydostwo było życiem wewnętrznym w diasporze bez praw obywatelskich i politycznych, asymilacja była zrzeczeniem się życia wewnętrznego za pełnię praw, zaś synteza obojga, syjonizm – to życie wewnętrzne z pełnią praw w diasporze.«

Kryzys sueski to militarna agresja Wielkiej Brytanii, Francji i Izraela na Egipt, która rozpoczęła się 29 października 1956 roku. Agresja została poprzedzona decyzją Egiptu o nacjonalizacji Kanału Sueskiego w dniu 26 lipca 1956 roku. Jednak rzeczywistą przyczyną było pragnienie utrzymania przez Wielką Brytanię i Francję kontroli nad kanałem. Państwa te dla realizacji swoich celów posłużyły się Izraelem, którego statki handlowe nie mogły korzystać z Kanału Sueskiego.

Tak to opisuje Wikipedia, z której czerpię informacje do tego bloga. Jednak jej stwierdzenie, że Wielka Brytania i Francja posłużyły się Izraelem, należy potraktować z przymrużeniem oka, podobnie jak wiele innych, co nie zmienia faktu, że jest w niej wiele ciekawych informacji, często porozrzucanych w różnych miejscach, ale są.

Kanał został zbudowany w latach 1859-1869 z państwowych funduszy Francji i Egiptu pod kierunkiem F.M. Lessepsa. Zbudowano go na Przesmyku Sueskim pomiędzy deltą Nilu i wyżyną półwyspu Synaj, łącząc Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym. W 1875 roku egipskie długi zagraniczne zmusiły chedywa Isma’ila do sprzedania egipskich akcji Brytyjczykom, co zapewniło im decydujący głos w sprawach kanału. Przejmując nad nim całkowitą kontrolę, utworzyli oni w strefie kanału swoje posterunki i bazy wojskowe.

Ferdynand de Lesseps uzyskał w 1854 roku zgodę od wicekróla Muhammada Saida Paszy (Egipt był częścią Imperium Otomańskiego) zgodę na rozpoczęcie prac przy kanale. Lesseps zdobył poparcie wicekróla i wielu francuskich akcjonariuszy, którzy zainwestowali w Kampanię Kanału Sueskiego. Brytyjczycy, pomimo że mogli wiele zyskać na powstaniu krótszej drogi do Indii, nie kupowali akcji. Choć kanał miał skrócić drogę z Londynu do Bombaju o 7334 km, rząd brytyjski starał się projekt udaremnić. Krytykowano go jako „fizycznie niewykonalny i zbyt kosztowny, aby przynieść zyski”.

Uroczyste otwarcie kanału, z udziałem wielu koronowanych głów i książąt, nastąpiło 17 listopada 1869 roku. Po wykupieniu akcji przez ówczesnego premiera Anglii Benjamina Disraeli’ego, kanał od 1882 roku znalazł się pod pełną kontrolą Wielkiej Brytanii, dla której miał wielkie strategiczno-wojskowe znaczenie. Wtedy to utworzyli w strefie kanału swoje posterunki i bazy wojskowe. W 1888 roku w Konstantynopolu (Stambule) podpisano międzynarodową konwencję o wolności żeglugi na Kanale Sueskim. Zawarta umowa ogłaszała kanał strefą pozostającą pod brytyjską kontrolą.

Wikipedia nie podaje, co stało się z francuskimi akcjami. Skoro jednak kanał znalazł się pod całkowitą brytyjską kontrolą, to może oznaczać, że Disraeli wykupił też akcje francuskie. Ale dlaczego Francuzi sprzedali akcje Anglikom? Czy dlatego, że tymi akcjonariuszami byli Żydzi? I Żydzi francuscy sprzedali je Żydom angielskim. A może akcje francuskie posiadali tzw. rozproszeni akcjonariusze, których głos wcale się nie liczył? Brak tej informacji nie pozwala na jednoznaczne określenie, w jaki sposób Anglicy zdobyli kontrolę nad kanałem.

Po proklamowaniu niepodległości Egiptu w 1922 roku status kanału nie uległ zmianie, a egipsko-brytyjska umowa z 1936 roku gwarantowała Wielkiej Brytanii prawo do utrzymywania baz wojskowych w jego strefie. Przez całą II wojnę światową Brytyjczycy kontrolowali kanał, czerpiąc spore zyski z żeglugi po nim.

Po przegranej w 1949 roku pierwszej wojnie izraelsko-arabskiej (1948-1949) Egipt zamknął Kanał Sueski dla izraelskiej żeglugi oraz zablokował rejon Zatoki Akaba (pomiędzy półwyspem Synaj a półwyspem Arabskim). Było to w sprzeczności z postanowieniami Konwencji Konstantynopolskiej z 1888 roku. Jednak Egipt usprawiedliwiał swoją decyzję stanem wojny z Izraelem. Z kolei Izrael oskarżał Egipt o złamanie warunków zawieszenia broni, ale nie podjął żadnych działań zmierzających do złamania blokady.

Wojna domowa w Palestynie rozpoczęła się 30 listopada 1947 roku, dzień po przyjęciu rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 181 w sprawie podziału Palestyny na dwa państwa: żydowskie i arabskie. Jej bezpośrednią kontynuacją była I wojna izraelsko-arabska, która rozpoczęła się po proklamacji niepodległości Izraela w dniu 14 maja 1948 roku. Wojna ta zakończyła się zwycięstwem Żydów, którym udało się przejąć kontrolę nad większością terytorium przyszłego państwa żydowskiego.

Do czasu I wojny światowej większość Bliskiego Wschodu znajdowała się pod panowaniem Imperium Osmańskiego. W 1917 roku Brytyjczycy pokonali wojska tureckie, zajmując całość terytorium Palestyny, Syrii i Libanu.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Do końca wojny obszar ten pozostawał pod brytyjską administracją wojskową. Od samego początku Brytyjczycy starali się uzyskać międzynarodowy mandat na sprawowanie kontroli nad Palestyną. Osiągnęli to podczas konferencji w San Remo, kiedy to 25 kwietnia 1920 roku formalnie przyznano Wielkiej Brytanii mandat do Palestyny, a Francji do Syrii i Libanu. W konferencji tej wzięli udział przedstawiciele ruchu syjonistycznego i społeczności arabskiej w Palestynie.

Dla strony żydowskiej ważne były brytyjskie obietnice utworzenia w Palestynie „żydowskiej siedziby narodowej” zawarte w deklaracji Balfoura z 1917 roku. Już wtedy pojawił się początek przyszłego konfliktu izraelsko-arabskiego. Rosnące osadnictwo żydowskie w Palestynie budziło coraz większe niezadowolenie społeczności arabskiej. Z tego powodu doszło do pierwszych wystąpień arabskich – zniszczono żydowską osadę Tel Chaj. Natomiast społeczność żydowska, czując się zagrożona ze strony arabskich sąsiadów, rozpoczęła tworzenie własnej paramilitarnej organizacji samoobronnej – Hagany.

W sierpniu 1951 roku brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden udzielił Egiptowi pełnych praw do decydowania o Kanale Sueskim. Tym samym udzielił Egiptowi prawa do decydowania o przepuszczaniu lub blokowaniu izraelskich statków pragnących korzystać z kanału lub Cieśniny Tirańskiej. Problem, zignorowany początkowo przez Wielką Brytanię, został podjęty przez międzynarodową społeczność i 1 września 1951 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję nr 95, która nazwała zamknięcie Kanału Sueskiego „nadużyciem ograniczającym prawo” i wezwała Egipt do otwarcia kanału dla wszystkich statków i wszystkich towarów. W odpowiedzi Egipt anulował układ egipsko-brytyjski z 1936 roku, zmuszając wojska brytyjskie do opuszczenia w 1954 roku strefy Kanału Sueskiego.

I tu się zaczyna cyrk na kółkach, bo inaczej nie da się tego nazwać. W 1949 roku Egipt, po przegranej wojnie z Izraelem, zamknął kanał dla żeglugi izraelskiej i zablokował rejon Zatoki Akaba. A jakaż to była wtedy „żegluga izraelska” kraju, który dopiero co powstał i jeszcze się dobrze nie ogarnął na nowym miejscu. W sierpniu 1951 roku minister Eden udziela Egiptowi pełnych praw do decydowania o przepuszczaniu lub blokowaniu izraelskich statków. Jednym słowem, o wszystkim decyduje Egipt, pomimo że w strefie kanału Anglicy nadal mają swoje bazy wojskowe. We wrześniu 1951 roku Rada Bezpieczeństwa wzywa Egipt do otwarcia kanału, a Egipt w odpowiedzi zmusza wojska brytyjskie do opuszczenia w 1954 roku strefy kanału. W jaki sposób? Przegrał wojnę z Izraelem, ledwo co powstałym państwem, a tu tupnął nogą i Anglicy wzięli nogi za pas. Zupełnie tak jak u nas w 1956 roku. Gomułka też tupnął nogą i Rosjanie, z Chruszczowem na czele, odlecieli do Moskwy, pomimo że ich wojska już szły na Warszawę i też się tego tupnięcia tak przestraszyły, że aż zawróciły do baz w zachodniej Polsce. A w Budapeszcie nie przestraszyły się. – Kabaret.

W Egipcie postępowała stopniowa radykalizacja nastrojów społecznych i w 1952 roku oficerowie armii przeprowadzili zamach stanu, który zakończył rządy króla Faruka I, będącego brytyjską marionetką i wprowadzili pół-dyktaturę wojskową. Nowy rząd prowadził agresywną politykę antyizraelską, wspierając m.in. rajdy fedainów (samopoświęcający się dla islamu) na Izrael, na co izraelska armia odpowiadała rajdami niszczącymi arabskie obozy szkoleniowe w strefie Gazy (obszar graniczny Egiptu z Izraelem).

Rewolucja egipska (gdzie się nie obejrzysz, to tylko rewolucje!) 1952 roku, to rewolucja Wolnych Oficerów, przewrót wojskowy przeprowadzony w Kairze 23 lipca 1952 roku przez tajne ugrupowanie Wolnych Oficerów. To także rewolucja społeczna, jaka po nim nastąpiła.

Wolni Oficerowie – nielegalna, konspiracyjna organizacja wojskowa powstała w armii egipskiej w 1949 roku. Jej członkowie zorganizowali rewolucję egipską w 1952 roku i utworzyli po niej w kraju nową elitę władzy. Powstała ona z inicjatywy Gamala Abdela Nasera. W 1951 roku kierownictwo organizacji liczyło dziesięciu wojskowych w stopniu majora lub podpułkownika, urodzonych pomiędzy 1917 a 1922 rokiem, pochodzących, z nielicznymi wyjątkami, ze średnich warstw społecznych. Do 1952 roku grupa Wolnych Oficerów liczyła 327 członków na ogólną liczbę 5500 oficerów egipskich.

Tajna i nielegalna organizacja, a więc nie ma wątpliwości, że masońska, a skoro powstała z inicjatywy Nasera, to znaczy, że i on był masonem, a jego „nieznanymi przełożonymi” byli zapewne Żydzi.

Wolni Oficerowie nie sformułowali konkretnego programu politycznego. Program ogólny sformułowany w 1951 roku zakładał walkę z nierównościami i niesprawiedliwością społeczną, wymianę klasy panującej, zlikwidowanie zależności od Wielkiej Brytanii i podjęcie walki z imperializmem, likwidację feudalizmu, rozwój gospodarki przy ważnej roli inicjatywy prywatnej i równocześnie aktywnym udziale państwa. Członkowie organizacji sympatyzowali z różnymi środowiskami politycznymi. Niektórzy należeli do Stowarzyszenia Braci Muzułmanów. Spora grupa należała w przeszłości do partii Młody Egipt. Niektórzy mieli związek z Komunistycznym Demokratycznym Ruchem Wyzwolenia Narodowego. Ali Sabri (generał i polityk tureckiego pochodzenia) kontaktował się z ambasadą Stanów Zjednoczonych. W ten sposób o Wolnych Oficerach wiedziała amerykańska dyplomacja i wywiad, odnosząc się przychylnie do organizacji. W marcu 1952 roku wyższy urzędnik CIA Kermit Roosevelt rozmawiał w Kairze z niektórymi członkami organizacji, po czym w sporządzonej analizie uznał ich organizację za korzystną dla swojego kraju, alternatywną wobec rządów króla egipskiego Faruka, co oznaczało, że USA powinny zaakceptować przeprowadzenie przez nich wojskowego przewrotu.

Członkowie organizacji sympatyzowali z różnymi środowiskami politycznymi. To zupełnie tak samo, jak w Meksyku, gdzie przywódca powstania Miguel Hidalgo y Costilla spotykał się w swoim domu z wieloma osobami i to zarówno Indianami, Metysami, Kreolami i półwyspiarzami. Niektórzy należeli do partii Młody Egipt. W Turcji w XIX wieku istniała masońska organizacja Młoda Turcja. A wszystko i tak pod kontrolą tych, którzy w całym świecie dokonywali przewrotów politycznych w imię „szczytnego” celu, jakim było szerzenie demokracji.

Według wspomnień as-Sadata Wolni Oficerowie rozpoczęli przygotowania do obalenia monarchii w styczniu 1952 roku i planowali prowadzić je przez najbliższe trzy lata. Masowe demonstracje w Kairze w końcu miesiąca miały skłonić przewodniczącego organizacji Gamala Abdela Nasera do przesunięcia terminu na listopad 1952 roku. Natychmiastowe wystąpienie uniemożliwiały niedostateczne wpływy Wolnych Oficerów w kairskim garnizonie. Ostatecznie jednak Naser zdecydował o przeprowadzeniu przewrotu w nocy z 22 na 23 lipca, obawiając się, że organizacja zostanie wykryta i rozbita. Po zwycięskiej rewolucji Wolni Oficerowie utworzyli nowy rząd – Radę Rewolucyjnych Dowódców.

Wystąpienie wojskowych obaliło monarchię króla Faruka I, a władza przeszła w ręce Rady Rewolucyjnych Dowódców. Przeprowadzili oni reformę rolną, która zlikwidowała w Egipcie wielką własność ziemską, co doprowadziło do utraty politycznych wpływów przez dominującą dotąd z życiu publicznym warstwę ziemiańską i wprowadzili państwową kontrolę gospodarki, do 1956 roku dość ograniczoną. Egipska konstytucja została zawieszona, a partie polityczne zdelegalizowane. Szczególnym represjom poddano organizacje skrajnej lewicy i prawicy: egipskich komunistów oraz Braci Muzułmańskich. Do znacznych zmian doszło w egipskiej polityce zagranicznej. Dążąc do dominacji w świecie arabskim i rywalizując z Irakiem, Egipt pozostał w najgorszych stosunkach z Izraelem, przyjął orientację proradziecką i pomoc wojskową ZSRR. W rezultacie walki o władzę w obozie zwycięskich oficerów autorytarną władzę w kraju zdobył najbardziej popularny z przywódców wojskowych – Gamal Abdel Naser.

Marionetka brytyjska – król Faruk I, jak pisze Wikipedia, została zastąpiona amerykańską marionetką, czyli Naserem, a ten zwrócił się o pomoc wojskową do Związku Radzieckiego, który swoje istnienie zawdzięcza żydowskiemu kapitałowi z Ameryki. Nawet nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że to państwo jest nadal finansowane przez Amerykę.

Nasilający się konflikt izraelsko-arabski skomplikował budowę Wielkiej Tamy Asuańskiej w Egipcie. Koszt budowy był szacowany na 1,5 mld dolarów. Tama miała nawodnić pustynię oraz dostarczyć Egiptowi energii elektrycznej, umożliwiając tym samym rozwój przemysłu. Początkowo tama miała być współfinansowana przez Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię, ale po uznaniu przez Egipt Chińskiej Republiki Ludowej rząd amerykański i jego sojusznicy wycofali się ze swoich obietnic. Reakcją Nasera było nawiązanie stosunków ze Związkiem Radzieckim, który zaproponował pokrycie około jednej trzeciej kosztów budowy tamy. ZSRR zaoferował także pomoc radzieckich inżynierów, sprzęt budowlany oraz pomoc wojskową. W konsekwencji we wrześniu 1955 roku Egipt zawarł z Czechosłowacją umowę na dostawy sprzętu wojskowego. W wyniku tego porozumienia w ciągu roku (do października 1956) do Egiptu dostarczono 230 czołgów, 300 transporterów opancerzonych, 500 dział i moździerzy, 170 samolotów bojowych oraz kilkanaście okrętów. Dodatkowo do Egiptu docierał sprzęt wojskowy zakupiony przez Syrię we Włoszech i Czechosłowacji.

A więc planowano wojnę, ale jak tu walczyć, gdy nie ma czym? Stąd te pośpieszne zamówienia. Rozumiem, że można szybko nauczyć obsługi czołgów, transporterów opancerzonych, dział i moździerzy, ale z okrętami, a tym bardziej z samolotami, to tak szybko się nie da.

W ten sposób Egipt bardzo szybko zdobył przewagę wojskową nad Izraelem. Wywołało to wzrost pewności u Egipcjan i w rezultacie 2 marca 1956 roku prezydent Naser zażądał od Izraela przywrócenia granic określonych w rezolucji nr 181 z 1947 roku.

Na przełomie czerwca i lipca 1956 roku ostatnie brytyjskie oddziały wojskowe opuściły strefę kanału, a następnie ewakuowały się z Egiptu. 26 lipca 1956 roku prezydent Naser ogłosił nacjonalizację Kanału Sueskiego. W „Suez Canal Company” 44% akcji posiadały brytyjskie firmy i banki. W momencie nacjonalizacji całość przeszła na własność skarbu Egiptu. Naser spodziewał się, że wysokie opłaty za korzystanie z kanału pomogą Egiptowi zebrać fundusze na budowę Wielkiej Tamy Asuańskiej. W praktyce jednak opłaty te całkowicie zablokowały ruch przez kanał.

1 sierpnia 1956 roku odbyło się w Londynie pierwsze spotkanie przedstawicieli Stanów Zjednoczonych (ambasador Robert Daniel Murphy), Wielkiej Brytanii (sekretarz spraw zagranicznych Selwyn Lloyd) i Francji (minister spraw zagranicznych Christian Pineau). Wkrótce po tym spotkaniu zostało zawarte porozumienie brytyjsko-francuskie w sprawie interwencji zbrojnej w Egipcie. Dokument porozumienia podpisali brytyjski premier Anthony Eden i francuski premier Guy Mollet. Siedzibę wspólnego sztabu umiejscowiono w Londynie, a dowódcami zostali generał Stockwell i admirał Barjot. Inwazję na Egipt planowano przeprowadzić we współpracy z Izraelem. Czas realizacji planu przewidywano na 1956 rok.

Co tam robił przedstawiciel Stanów Zjednoczonych? Chyba nakreślił plan operacji i wydał rozkazy.

Na przełomie sierpnia i września sztabowcy wojskowi Izraela, Francji i Wielkiej Brytanii zaczęli opracowywać plany wspólnej operacji. Natomiast politycy zajęli się przygotowaniem właściwego usprawiedliwienia dla rozpoczęcia wojny. Na arenie międzynarodowej polityki oświadczono, że do agresji doszło na mocy zawartej 19 października 1954 roku umowy brytyjsko-egipskiej, która regulowała tryb i zasady wycofania wojsk brytyjskich z Egiptu. Umowa zakładała, że Brytyjczycy mają prawo obsadzać swoimi wojskami strefę Kanału Sueskiego w przypadku zagrożenia wolności żeglugi na tym szlaku wodnym. A tym zagrożeniem dla wolności żeglugi miała być nowa wojna izraelsko-arabska.

Mamy tu do czynienia ze sztucznym kreowaniem konfliktu. Już zmieniliśmy rząd w Egipcie na taki, który nie będzie brytyjską marionetką, bo wtedy „cały misterny plan w p…”, tylko na rewolucyjny, młodych niepokornych oficerów, antyizraelski oczywiście, który będzie parł do konfrontacji.

W dniach 22-24 października 1956 roku w miejscowości Sevres pod Paryżem odbyła się tajna narada przedstawicieli rządu Izraela (premier Dawid Ben Gurion, dyrektor departamentu w ministerstwie obrony Szimon Peres, szef sztabu Mosze Dajan), Francji (minister obrony Maurice Bourges-Maunoury, minister spraw zagranicznych Christian Pineau, szef sztabu Maurice Challe) i Wielkiej Brytanii (sekretarz spraw zagranicznych Selwyn Lloyd i jego asystent Patrick Dean).Podpisano tzw. protokół z Sevres, w którym zaplanowano, że Izrael dokona inwazji na półwysep Synaj, zaś Francja i Wielka Brytania wystąpią jako „rozjemcy” i wkroczą do Egiptu, aby „rozdzielić walczące strony”, przejmując przy okazji kontrolę nad Kanałem Sueskim.

Źródło: http://www.swiat-obrazow.pl.

29 października 1956 roku o godzinie 17:00 Izrael rozpoczął operację „Kadesz”. Jej nazwa pochodziła od nazwy starożytnego miasta Kadesz na półwyspie Synaj, wspomnianego w Księdze Powtórzonego Prawa (piąta księga Tory, czyli Pięcioksięgu Mojżeszowego). Osiągnięcie sukcesu zależało od zrealizowania głównych celów:

  • zdobycie Strefy Gazy i usunięcie z jej terenu baz fedainów
  • zdobycie Al-Arisz i Abu Ageili na półwyspie Synaj, dwóch głównych baz egipskich sił zbrojnych
  • zdobycie Szarm el-Szejk, który był bazą sił blokujących Cieśninę Tirańską, będącą wyjściem na Morze Czerwone

Osiągnięcie tych celów rozgromiło by egipską armię, zmuszając ją do wycofania się z Synaju i umożliwiło by lądowanie brytyjskich i francuskich wojsk w strefie Kanału Sueskiego.

29 października Izrael zaatakował Egipt, który 30 października wezwał swoich arabskich sojuszników – Syrię i Jordanię – do uderzenia na Izrael z drugiej strony. 30 października Francja i Wielka Brytania wystosowały 24-godzinne ultimatum, w którym zażądały od Izraela i Egiptu wstrzymania walk i wycofania wszystkich wojsk na odległość 10 mil od brzegów Kanału Sueskiego, pod pretekstem bezpieczeństwa żeglugi. Jednak izraelskie wojska nie doszły jeszcze na taką odległość od kanału, a przyjęcie ultimatum przez Egipt oznaczało by konieczność wycofania się znad kanału i z Synaju. Egipt odrzucił ultimatum, natomiast Izrael wyraził gotowość jego przyjęcia.

31 października dowództwo izraelskiej armii, nie dostrzegając żadnych ruchów wojsk syryjskich i jordańskich, rozpoczęło generalne natarcie na Synaju przy użyciu całości sił uderzeniowych.

31 października, po wystosowaniu ultimatum, Francja i Wielka Brytania przegrupowały swoje morskie siły uderzeniowe na odległość 50 mil morskich od wybrzeży Egiptu. Przed północą 31 października brytyjskie bombowce z Malty i Cypru zaatakowały cele w Egipcie, a nad ranem 1 listopada brytyjskie i francuskie samoloty startujące z pokładów lotniskowców rozpoczęły bombardowanie egipskich obiektów wojskowych. W ciągu dwóch dni zniszczono 255 egipskich samolotów. W reakcji na bombardowania prezydent Naser zarządził ewakuacje wojsk egipskich z Synaju i ich koncentrację w rejonie Aleksandrii i Port Saidu.

Skoro w ciągu dwóch dni zniszczono 255 egipskich samolotów, to znaczy, że one stały gdzieś na lotniskach, bo pewnie Egipt nie miał pilotów, którzy mogliby je obsługiwać.

2 listopada izraelskie oddziały dotarły w pobliże kanału, zatrzymując się w odległości 10 km od jego wschodniego brzegu. Dalej jednak Izraelczycy prowadzili działania wojenne na południu półwyspu Synaj, kończąc je 5 listopada zdobyciem miasta Szarm el-Szejk i odblokowaniem Cieśniny Tirańskiej.

Dlaczego oddziały izraelskie zatrzymały się 10 km od kanału? Nie chciały go zająć? Zapewne takie były ustalenia, że nie miały go zająć.

Stany Zjednoczone nie były zainteresowane dalszym trwaniem konfliktu i ewentualnym przejęciem kontroli nad kanałem, gdyż mogło by to grozić eskalacją konfliktu na cały region. Ponadto administracja prezydenta Dwighta D. Eisenhowera została zaskoczona powstaniem węgierskim i radziecką interwencją zbrojną na Węgrzech. Eisenhower obawiał się, że Naser może oficjalnie zwrócić się do Związku Radzieckiego z prośbą o pomoc wojskową. Mogło by to doprowadzić do dalszego wzrostu napięcia z Blokiem Wschodnim i spowodować konflikt pomiędzy Zachodem i ZSRR i ostatecznie przekształcić zimną wojnę w prawdziwy konflikt zbrojny na skalę globalną. Dlatego Eisenhower wezwał Radę Bezpieczeństwa ONZ do wymuszenia zawieszenia broni w Egipcie. Jednak Wielka Brytania i Francja, jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ zawetowali projekt rezolucji.

Wówczas Stany Zjednoczone zaapelowały do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, proponując przyjęcie rezolucji wzywającej do zawieszenia broni, wycofania wojsk i otwarcia Kanału Sueskiego dla powszechnej żeglugi. Zgromadzenie Ogólne zwołało nadzwyczajne posiedzenie i 2 listopada 1956 roku przyjęło rezolucję. W tej nowej sytuacji Izrael, na prośbę Francji i Wielkiej Brytanii, poprosił Zgromadzenie Ogólne o sprecyzowanie treści rezolucji. Było to „granie na czas”, z którego korzystały europejskie mocarstwa przygotowujące swoje siły inwazyjne do lądowania w Egipcie.

5 listopada wieczorem brytyjscy spadochroniarze zajęli lotnisko El Gamil i opanowali teren egipskiej bazy wojskowej. Zaczęły tu lądować kolejne samoloty transportowe z oddziałami desantowymi. 6 listopada brytyjska piechota morska wylądowała na plażach Port Saidu w pobliżu kanału. Po południu francuscy komandosi zajęli mosty w Al-Raswa i opanowali Port Fuad. W ten sposób prawie 30 tys. brytyjskich i francuskich żołnierzy opanowało 20 km strefę kanału. Chaotyczne i niezbyt dobrze zorganizowane walki trwały jeszcze do 7 listopada. Zdesperowany Naser nakazał wówczas zatopienie w kanale 47 lub 49 statków, blokując na nim żeglugę do 1957 roku.

Prezydent Eisenhower zagroził Wielkiej Brytanii, że sprzeda amerykańskie rezerwy funta szterlinga i tym samym spowoduje załamanie się brytyjskiej waluty. Dodatkowo Arabia Saudyjska ogłosiła embargo na dostawy ropy naftowej do Wielkiej Brytanii i Francji, a Stany Zjednoczone odmówiły uzupełnienia braków w dostawach paliwa do czasu szybkiego wycofania wojsk brytyjskich i francuskich z Egiptu.

W wyniku tych nacisków 6 listopada 1956 roku zostały wstrzymane wszystkie działania wojenne w Egipcie. Następnie 6 grudnia Izrael przesunął swoje oddziały na odległość 30 km od kanału, a 22 grudnia Wielka Brytania i Francja wycofały swoje oddziały z Egiptu. 7 marca 1957 roku Izrael zakończył wycofywanie swoich wojsk z półwyspu Synaj i Strefy Gazy.

W sensie materialnym wojna przyniosła większe straty Egiptowi. Ostatecznie jednak jej wybuch był korzystny dla Egiptu. Próba przejęcia kanału zakończyła się przegraną koalicji i ponowną jego nacjonalizacją przez rząd Egiptu. Armia izraelska odnotowała 197 zabitych, Brytyjczycy – 56, Francja – 10, Egipt – 650.

Efekty polityczne konfliktu okazały się dla Francji i Wielkiej Brytanii wysoce negatywne. Zadecydowała o tym postawa Stanów Zjednoczonych, dla których konflikt ten był bardzo niewygodny. Groźba kryzysu gospodarczego spowodowała upadek rządu brytyjskiego premiera Anthony Edena. Nowy rząd Harolda MacMillana wycofał wojsko z Egiptu. Podobnie zadecydowali Francuzi. Konflikt wykazał, że Wielka Brytania nie może już praktycznie prowadzić całkowicie samodzielnej polityki zagranicznej, gdyż w każdym poważnym konflikcie międzynarodowym decydującą rolę ogrywają relacje pomiędzy „supermocarstwami”, tj. Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim.

Francja odebrała zachowanie Stanów Zjednoczonych w konflikcie jako rodzaj „zdrady”, która uświadomiła jej, że nie można opierać swojej polityki na zbyt ścisłym aliansie z tym krajem, gdyż interesy obu państw są często sprzeczne. Konstatacja ta na długo określiła politykę zagraniczną Francji.

Naser, pomimo militarnej klęski w tym konflikcie, stał się rodzajem arabskiego bohatera. Wokół niego zaczął się krystalizować ruch panarabski, postulujący wyzwolenie wszystkich krajów arabskich spod kontroli Zachodu. Spadek znaczenia międzynarodowego Francji i Wielkiej Brytanii na skutek konfliktu przyspieszył proces dekolonizacji na całym świecie. Egipt ponownie przejął kontrolę nad kanałem, a Izrael zgodnie z rezolucją ONZ opuścił na wiosnę 1957 roku Synaj i Strefę Gazy, które przeszły pod tymczasową kontrolę międzynarodowych sił pokojowych UNEF. Sumaryczny efekt konfliktu był jednak dla tego państwa, w ogólnym bilansie, pozytywny.

Kryzys sueski doprowadził do tego, że rozgrywającymi na Bliskim Wschodzie stały się Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Jedni popierali Izrael, drudzy – Arabów. Wobec pewnej równowagi sił rozpoczęła się era czegoś, co można by nazwać „never ending story”. I tak to trwa do dziś. Po co jednak te sztucznie kreowane konflikty i wojny? Po to, by skłonić Żydów z całego świata do osiedlania się w nowym żydowskim państwie, przekonania ich, że państwo to jest niezbędne do zrealizowania mesjanistycznych celów Żydów. Tak ja to rozumiem i nie znajduję lepszego wytłumaczenia dla tego, co tam się dzieje. Być może dla Żydów ten etap kończy się powoli i zanim zniszczą ten świat i siebie w dążeniu do realizacji tych celów, to może jeszcze zechcą, likwidując państwo Izrael, odtworzyć ten swój raj na ziemi, jakim była dla nich I RP, co dla nas oznacza koniec III RP i państwa polskiego. I RP, przynajmniej przez pewien okres, była centrum światowego żydostwa, które przeniosło się do niej z Hiszpanii. I może stąd ten sentyment.

To, co się obecnie dzieje, to końcowe odliczanie. To elektroniczne kreowanie pieniądza bez ograniczeń i w mniejszym stopniu podobne jego drukowanie, oznacza, że proces zadłużania wszystkiego i wszystkich zmierza ku końcowi. Tak dokonuje się przejmowanie na własność wszystkiego: państw i wszelkiej jego własności, gmin, firm i własności osób fizycznych, będących dłużnikami. Jeszcze do niedawna brakowało pieniędzy na służbę zdrowia. A teraz na „walkę z pandemią” nie brakuje. Cud, cud! Jeśli ktoś wierzy w to, że to z jego podatków, to musi być bardzo naiwny. Zresztą, większość tych firm, w których ludzie pracują i płacą podatki, też jest zadłużona.

Don’t cry for me Poland

No i stało się! W drugi dzień świąt gruchnęła wiadomość, że Paulo Sousa, trener polskiej reprezentacji, olał nas. Nie pierwszy to raz w naszej historii, że ktoś nas olewa i traktuje jak zaścianek. Był taki, co się nazywał Henryk Walezy i uciekł do Francji, bo tam czekała na niego lepsza posadka. Czy zatem powinniśmy być zaskoczeni? A może to zaścianek dlatego, że można tu robić przekręty, które gdzie indziej nie przeszłyby? W każdym razie Sousa może nam zaśpiewać, jak w tytule, a my nie powinniśmy płakać po nim. A tak na marginesie, to może wątek Evity Peron warty byłby rozwinięcia?

Kiedy tak słuchałem i czytałem o tym zdarzeniu, to przypomniała mi się piosenka Astrud Gilberto Non-Stop to Brazil, bo Sousa ucieka do Brazylii. Leciało to tak: “Silver Jet, Take me, I’m all set… Fly me, Where the air of Rio sings… Love waits at the end of the sky, So fly me to Brazil”. Może więc Sousa siedzi już w tym Silver Jet i szepcze mu cicho do ucha – fly me to Brazil. Pierwszy raz usłyszałem ten utwór w 1981 roku, wpadł mi w ucho i zapamiętałem. A to jeden z jej tych mniej znanych. Tak więc chodzi on teraz za mną, bo afera dopiero się rozwija. Jak to szło? „Panie Ferdku, afera jest!”

Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem i dlatego każdy kraj stara się, by jego reprezentacja odnosiła jak największe sukcesy, bo dla wielu państw jest to jedyny sposób, by o nich ktoś usłyszał. Wszyscy się interesują piłką nożną: bogaci i biedni. To uniwersalny język, który dociera do wszystkich. Kiedy pisałem blog „Peru”, to obejrzałem sobie parę filmików na YouTube. Wrzucał je tam pewien Niemiec, który podróżował po Ameryce Południowej. W Peru zapuszczał się w niebezpieczne dzielnice Limy i innych miast. Mieszkańcy go ostrzegali, ale on zabezpieczył się. Chodził w koszulce reprezentacji Peru. To bardzo charakterystyczna koszulka. Pamiętam ją z meczu Polska-Peru z 1978 roku z mistrzostw świata w Argentynie. Jest biała z ukośnym czerwonym pasem, biegnącym od lewego ramienia do prawego biodra. Nawiązuje do barw narodowych: dwa boczne, pionowe, czerwone pasy i biały, pomiędzy nimi, z godłem.

A więc afera jest! Wszyscy z tego piłkarskiego światka są oburzeni postawą Sousy i wszyscy wściekle go atakują. Podejrzewam, że cały ten klangor jest po to, by ukryć prawdziwego sprawcę tej kompromitacji. Bo jest to kompromitacja, a może nie kompromitacja, tylko tak miało być. Trener nijaki, znikąd, bez sukcesów, dostaje reprezentację, która awansowała już do finałów mistrzostw Europy. Wszystkim z tego piłkarskiego, zgniłego światka wydawało się, że to dla Sousy i jego współpracowników wielki zaszczyt i wyróżnienie, a tu się okazało, że on miał ich wszystkich w „głębokim poważaniu”. I zapewne stąd ta wściekłość. A może i ona jest udawana? Może oni wszyscy dobrze wiedzą, co tu jest grane, tylko każdy odgrywa swoją rolę.

A kto jest sprawcą tej kompromitacji? Ten kto zatrudnił Sousę i podpisał z nim kontrakt w takiej formie, w jakiej to zrobił. To były prezes PZPN-u Zbigniew Boniek. Nie wiemy, jak została sporządzona umowa z Sousą, więc trudno z tym dyskutować.

Jeden z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych, Mateusz Borek, tak pojechał po Sousie, że wyzwał go od kupców, którzy tylko liczą pieniądze i jeszcze powiedział, że wszyscy Portugalczycy to kupcy, którzy panoszą się po całej Europie i są agentami trenerów i piłkarzy na tym najwyższym, niższym i najniższym poziomie. Nie wiem, czy on nie wie, czy boi się powiedzieć, że ci wszyscy Portugalczycy, ci kupcy, to portugalscy Żydzi. To zbyt lukratywny interes, by dopuścić tam gojów. Wszędzie, gdzie są duże pieniądze, tam siedzą Żydzi. Nie przypadkiem przecież Krzysztof Piątek, po strzeleniu bramki Izraelowi na Stadionie Narodowym, nie wykonał swojej cieszynki, polegającej na skrzyżowaniu przedramion na wzór skrzyżowanych pistoletów. Taki był rozkaz, a może tylko sugestia. On wie, kto rządzi transferami piłkarzy. Zresztą, agentem Lewandowskiego też jest Żyd. Natomiast Tomasz Frankowski, były piłkarz Jagiellonii Białystok, przyznał kiedyś w jednym z wywiadów, że pieniądze inwestuje w nieruchomości i doradza mu w tym jakiś białostoker. Białostoker to Żyd urodzony w Białymstoku i mieszkający w Ameryce lub taki, którego rodzina pochodziła z Białegostoku. Frankowski poznał go, gdy grał w klubie Chicago Fire w 2008 roku.

Tak więc wszyscy oskarżają Sousę, a powinni Bońka, ale go nie ruszą, bo boją sie, że stracą swoje ciepłe posadki. To wyjątkowa gnida. W 1978 roku w czasie meczu z Argentyną, w momencie, gdy Deyna strzelał karnego, ta kanalia podśmiewała się z niego, mrucząc pod nosem tak, by on słyszał: strzeli, nie strzeli, strzeli, nie strzeli. Nie strzelił. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Boniek tym kontraktem z Sousą załatwiał jakieś swoje interesy kosztem PZPN-u i polskiej reprezentacji. W końcu związał się z rejonem śródziemnomorskim i środowiskami piłkarskimi z tych państw, zna tam mnóstwo ludzi. Może nawet Sousa coś mu odpalał za przysługę. Prawdy nie dowiemy się, ale śmierdzi to jakimś wielkim przekrętem, bo Sousa, ze względu na brak osiągnięć w trenowaniu klubów i całkowity brak doświadczenia w byciu selekcjonerem, czyli trenerem reprezentacji – nie powinien był być zatrudniony na tym stanowisku.

To wszystko, co powyżej, to tylko wstęp. Ucieczka Sousy do Brazylii jest dobrą okazją, by przybliżyć początki piłki nożnej w Ameryce Południowej. Ucieka do klubu Flamengo.

W Wikipedii można przeczytać, że CR Flamengo to Clube de Regatas do Flamengo, brazylijski klub piłkarski z Rio de Janeiro. Flamengo jest najbardziej popularnym klubem piłkarskim nie tylko w Brazylii, ale także w całej Ameryce Południowej. Liczbę fanów drużyny szacuje się na ok. 40 mln.

Flamengo zostało założone w 15 listopada 1895 jako klub wioślarski. Sekcja piłkarska powstała w 1911 roku po tym, jak kilku niezadowolonych piłkarzy Fluminense FC odeszło ze swojego poprzedniego klubu. Największe sukcesy klub święcił na przełomie lat 70-tych i 80-tych.

Słownik internetowy portugalsko-polski tłumaczy słowo „flamengo” jako flamandzki. Czy to oznacza, że jego założycielami byli jacyś Flamandowie?

Historia piłki nożnej w Ameryce Południowej zaczyna się od Argentyny, Urugwaju i Brazylii. Opisuje to Stefan Szczepłek w swojej książce z 2007 roku Moja historia futbolu. Pisze on:

»Brytyjscy misjonarze

Wszystko to działo się w czasach, w których parowce pasażerskie pływały już po morzach i oceanach stadami, eksportując z Wielkiej Brytanii na cały świat ludzi i myśli. Marynarze, studenci, robotnicy, misjonarze, inżynierowie, wyjeżdżający z Wysp do pracy lub do szkół, zabierali w podróż piłkę. Pierwsze kluby w wielu krajach założyli przybysze z Wielkiej Brytanii. Wiele z nich ma z tego powodu do dziś angielskie nazwy.

Futbol w Argentynie jest niewiele młodszy od brytyjskiego, może dlatego, że w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku Buenos Aires i okolice zamieszkiwało około 40 tysięcy Brytyjczyków. Pierwszy klub – Buenos Aires FC – Anglicy założyli już w maju 1865 roku. Liga amatorska rozpoczęła rozgrywki zaledwie trzy lata po angielskiej – w roku 1891, jest więc poza Wyspami Brytyjskimi najstarsza na świecie. Jej twórcą był także Szkot Alexander Watson Hutton. McGregor (twórca ligi angielskiej – przyp. W.L.) pochodził z Glasgow, a Hutton przybył do Argentyny z Edynburga. Był dyrektorem i profesorem angielskiej szkoły, nic więc dziwnego, że z pięciu klubów, które przystąpiły do pierwszych rozgrywek ligowych, cztery założyli Brytyjczycy i głównie oni w nich grali. Zwyciężył Saint Andrews, przed Old Caledonians i Rosario Railway. W następnych sześciu latach dominował Lomas Athletic, aż wreszcie przyszła pora na zespół Alumni. W pierwszej dekadzie XX wieku to był najlepszy klub w Argentynie i podobno jeden z najlepszych na świecie, co jednak, wobec braku rywalizacji, trudno sprawdzić. W ciągu 12 lat Alumni dziewięciokrotnie zdobywali mistrzostwo i siedem razy Puchar Argentyny. Zawodnicy tego klubu, studenci lub absolwenci English High School, uchodzili za wzory dżentelmeńskiej postawy na boisku, co sprawiało, że porównywano ich do słynnych angielskich Corinthians.

Kluby o nazwach znanych dziś w całym świecie powstały w odstępie kilku lat. Najstarszy – Quilmes, założony przez brytyjskich pracowników kolei w 1887, Rosario Central – w 1889, River Plate – 1901, Racing Club – 1903, Estudiantes La Plata, Independiente i Boca Juniors – 1905, Huracan – 1908.

Tylko Independiente ma argentyńskie korzenie. River Plate założyli Anglicy, Racing – Francuzi, nadając nazwę na cześć słynnego klubu paryskiego (przyjęli też jego błękitne barwy). Boca Juniors zawdzięcza swoje powstanie Irlandczykowi, mieszkającemu wśród emigrantów z Włoch. Nie mogli dojść do porozumienia jakie barwy nadać klubowi, ustalili więc, że przyjmą kolory kraju, którego statek pierwszy wpłynie do portu. Doczekali się na parowiec pod banderą szwedzką i dlatego ukochany klub Diego Maradony nosi barwy niebiesko-żółte.

Herbaciany baron funduje puchar

Odpowiednikiem Huttona w Urugwaju był William Leslie Poole, profesor uniwersytetu w Montevideo, który już w 1891 roku powołał do życia Albion Cricket Club (z sekcją piłkarską) złożony z robotników, pracujących przy budowie linii kolejowych. Piłkarskie życie małego Urugwaju do dziś ogranicza się do stolicy – Montevideo. Od historii meczów derbowych dwóch najlepszych klubów – Penarolu (zał. 1891, oczywiście przez angielskich robotników kolejowych, jako Central Uruguay Railway Cricket Club) i National (1899, rdzennie urugwajski), starsza jest tylko ta z Glasgow – między Celtikiem a Rangersami.

Federacja piłkarska w Argentynie powstała w roku 1893, a w Urugwaju siedem lat później. 16 maja 1901 roku doszło w Montevideo do spotkania Urugwaj-Argentyna (2:3), pierwszego meczu międzypaństwowego, jaki rozegrano poza Wyspami Brytyjskimi. Wkrótce te mecze stały się tradycją, rozgrywano je o puchar ufundowany przez „barona herbacianego”, Sir Thomasa Liptona. Także ministerstwa edukacji obydwu krajów dbały, by mecze piłkarskie stały się okazją do utrzymywania przyjaźni pomiędzy dwoma krajami, oddzielonymi jedynie La Platą.

Rozrywka wyższych sfer

W Brazylii również twórcą futbolu był Anglik Charles Miller, pracownik angielskiego przedsiębiorstwa budującego linie kolejowe wokół Sao Paulo, po latach także londyńskiego banku i towarzystwa ubezpieczeniowego. Za datę narodzin piłki nożnej w kraju, który od lat jest jej symbolem, uważa się rok 1894. Wtedy to Miller, urodzony w Sao Paulo, ale wysłany przez rodziców na kilka lat do szkoły w Anglii, w drodze powrotnej przywiózł do Sao Paulo dwie piłki. Miller był najlepszym strzelcem drużyny Sao Paulo Athletic Club, którą doprowadził do mistrzostwa kraju. Rozgrywki, rozpoczęte w roku 1901, nosiły nazwę Campeonato Paulista de Futebol. Brały w nich udział przede wszystkim drużyny złożone z Brytyjczyków. Takie same rozgrywki, o mistrzostwo stanu Rio de Janeiro – Liga Metropolitana, rozpoczęły się w roku 1905. Pierwszym mistrzem został klub Fluminense z Rio de Janeiro, założony przez Anglika Oscara Coxa dla arystokratów.

Futbol w Brazylii w okresie pionierskim stanowił rozrywkę ludzi bogatych, ale nawet status robotników z Europy był wyższy niż kolorowych tubylców, którzy grali w piłkę między sobą. Kiedy w roku 1901 doszło do pierwszego spotkania czegoś w rodzaju reprezentacji Sao Paulo i Rio de Janeiro, drużyna Sao Paulo pojechała pociągiem sypialnym, na miejscu rozegrała dwa mecze, po których bawiła się w restauracji, wspólnie z przeciwnikami. Piłkarze mogli sobie na to pozwolić, bo byli dobrze sytuowani. Mecze stawały się okazją do towarzyskich spotkań, na które elitarni kibice – biznesmeni pomnażający swoje dochody na plantacjach kawy, trzciny cukrowej, w bankach czy elektrowniach – wkładali smokingi lub garnitury, a ich partnerki najlepsze suknie.

Kluby były często kilkusekcyjne, a uprawiano w nich sporty popularne w Anglii – krykiet, wioślarstwo, jeździectwo, szermierkę. To dlatego w nazwach klubów, kojarzących się dziś wyłącznie z futbolem, pozostały nazwy innych sportów. Flamengo Rio de Janeiro to Clube de Regatas do Flamengo, Botafogo Rio to Botafogo de Futebol e Regatas, a przy nazwie klubu Vasco da Gama nie ma słowa o futbolu – Clube de Regatas Vasco da Gama. Znany klub piłkarski w argentyńskiej La Plata nosi nazwę Gimnasia y Esgrima (gimnastyka i szermierka). Nawet w Mediolanie słychać echo angielskich ojców klubu. AC Milan założony w roku 1899, najpierw przez 20 lat nosił nazwę Milan Foot-Ball and Cricket Club.

Corinthians – drużyna dżentelmenów

Wpływ na powstawanie i rozwój południowo-amerykańskich klubów mieli nie tylko pracujący tam Brytyjczycy. Przyczyniły się do tego także wizyty brytyjskich klubów. W 1910 roku do Brazylii przyjechali Koryntczycy.

Corinthian Football Club (C.F.C) uważany był na przełomie XIX i XX wieku za najlepszy klub amatorski na świecie. Jan Weyssenhoff, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wileńskiego, doktor fizyki, współpracownik Alberta Einsteina podczas pracy w Zurychu, autor wydanej w roku 1926 przez Ossolineum pracy „Sztuka gry w piłkę nożną”, tak pisze o Corinthians:

„Nie jest nawet klubem podobnym do innych, a pewnym rodzajem reprezentatywki amatorskiej angielskiej, czemś w rodzaju akademji futbalowej, gdyż do C.F.C. nie można zapisać się jak do zwykłego klubu, ale trzeba być wybranym na Koryntczyka. Liczba Koryntczyków jest statutowo ograniczona do 50. Po zostaniu Koryntczykiem nie przestaje się być członkiem swojego dawnego klubu. Corinthian FC nie posiadał doniedawna własnego boiska, co było nawet zastrzeżone w statucie, a członkowie jego zjeżdżali się tylko od czasu do czasu na rozegranie meczów w Anglii lub na odbycie tournée po Ameryce, Afryce, Australii lub Europie. W końcu XIX wieku i w pierwszych latach XX wieku Corinthian posiadał bezsprzecznie najlepszą drużynę na świecie (w linji napadu dotychczas podobno nie zrównaną) i odnosił takie zwycięstwa, jak np. 10:3 nad Bury lub 11:3 nad Manchesterem United, najlepszemi drużynami zawodowemi Anglji… Członkowie Corinthians uchodzą od dawna za wzór prawdziwych sportsmenów-amatorów. Najsławniejszym z nich i najlepszym futbalistą wszystkich czasów był Gilbert Oswald Smith (Oxford University, Old Carthusians). Skończył uniwersytet w Oxfordzie, był 21 razy reprezentantem napadu Anglji”.

Tyle Weyssenhoff, który pisał te słowa w roku 1925 lub 1926. Corinthians robił takie wrażenie, że Real Madryt (założony w roku 1902) przyjął barwy na jego cześć – białe koszulki symbolizujące czystość i granatowe spodenki. W roku 1910 Corinthians wyjechał na tournée po Ameryce Południowej. Jego gra w Sao Paulo tak się podobała, że pięciu Brazylijczyków – malarz pokojowy i czterej niewykwalifikowani robotnicy – założyli klub o nazwie Corinthians. Już cztery lata później zdobyli mistrzostwo stanu. W roku 2000 w Rio de Janeiro odbywały się pierwsze klubowe mistrzostwa świata. W finale spotkały się dwie drużyny brazylijskie, Corinthians wygrał po rzutach karnych z Vasco da Gama, kończąc w ten efektowny sposób brazylijską historię piłki w XX wieku.«

Jest jeszcze jedna rzecz wiążąca się z brazylijską piłką nożną, o której wspomina Szczepłek, a o której, jak sądzę, warto wiedzieć:

»Pozostało też po nim coś, co znane jest jako „gest Garrinchy”. Kiedy zawodnik drużyny przeciwnej leży kontuzjowany, trzeba wybić piłkę w aut. Wie o tym cały świat. Garrincha zrobił to pierwszy, na stadionie Maracana w Rio, podczas meczu Botafogo – Fluminense, w marcu 1960 roku.«

Garrincha to taka sama legenda brazylijskiej piłki nożnej jak Pele, tylko mniej znana. Po przebytej chorobie Heinego-Medina, czyli polio, miał jedną nogę krótszą o parę centymetrów, co nie przeszkadzało mu, by swoimi zwodami ośmieszać przeciwników. Po prawdzie, to miał jeden zwód, który wszyscy znali, a i tak się nabierali. Pele i Garrincha nigdy nie latali na mecze tym samym samolotem. Brazylijczycy uznali, że gdyby doszło do katastrofy lotniczej, to Brazylia nie przeżyłaby tego. Gdy grali razem, Brazylia nigdy nie przegrała.

W cytowanej książce Szczepłek zamieścił zdjęcie z mistrzostw świata w Szwecji w 1958 roku. Na ławce rezerwowej siedzi Pele, a obok niego Garrincha. Widać na tym zdjęciu wyraźnie jego prawy dziurawy but, z którego wystaje duży palec. Czasy się zmieniły. Czy można sobie wyobrazić Neymara w dziurawym bucie?

Jak widać początki piłki nożnej były zupełnie inne od tego, co się z nią obecnie wyprawia. To najpopularniejszy na świecie sport i według mnie najtrudniejszy, bo gra w nim najwięcej zawodników. Owszem, w rugby może grać 15-tu, ale tam można trzymać piłkę w rękach, podobnie w futbolu amerykańskim, w którym gra 11 zawodników. W piłce nożnej można grać nogą i głową i jest jeszcze „instytucja” spalonego, który dodatkowo utrudnia grę i wymaga bardzo precyzyjnej współpracy obrońców, a jego jednoznaczne stwierdzenie, w wielu sytuacjach, jest bardzo trudne, pomimo wykorzystywania zaawansowanej technologii. To cały urok piłki nożnej, ale też jest i druga strona medalu. Popularność przyciąga wielki kapitał, a wraz z nim pojawiają się wielkie afery i przekręty, których obecnie doświadczamy. Tak jest nie tylko w Polsce. Może więc nie jesteśmy zaściankiem? Może jesteśmy w Europie? Parafrazując więc słynną sentencję Romana Dmowskiego, Zbigniew Boniek mógłby powiedzieć: Jestem Europejczykiem – więc mam obowiązki europejskie.

Węgierska rewolucja

Po I wojnie światowej, po przerwie w latach 1918-1920 (Węgierska Republika Ludowa, Węgierska Republika Rad i ponownie Węgierska Republika Ludowa), Węgry 29 lutego 1920 roku ponownie stały się królestwem (1920-1946). Jednak bez króla, bo nie dopuszczono na tron Karola Habsburga. Państwem rządził regent adm. Miklos Horthy.

Traktat wersalski, zamiast ustanowić trwały pokój, został tak sformułowany, by skłócić wszystkich ze wszystkimi i doprowadzić do kolejnej wojny. W przypadku Polski do ziem dawnej Korony, czyli polskich, dołączono ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, co od razu nastawiło wrogo Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Nowe państwo miało od początku samych wrogów. Podobnie było w przypadku Węgier, z tą różnicą, że do nich niczego nie dołączono, tylko je drastycznie okrojono z każdej strony, co skutkowało tym, że Węgry z każdej strony miały wrogów i były osamotnione.

Ilustracja
Źródło: Wikipedia.

Podczas rządów Horthyego Węgry stały się pierwszą po wojnie prawicową dyktaturą w Europie. Rząd Horthyego zamierzał dokonać rewizji traktatu z Trianon z 1920 roku. Chciano m.in. zwrotu części Czechosłowacji, Rumunii i Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, gdzie mieszkało ponad 3 miliony Węgrów. Zagrożenie ekspansją komunizmu i okrążone przez wrogie państwa Królestwo Węgier znalazło się w trudnym położeniu. Sojusz z Niemcami, które zgodziły się na przyłączenie części ziem węgierskich, utraconych wcześniej na rzecz Czechosłowacji i Rumunii, wydawał się większości węgierskiej klasy politycznej jedynym rozwiązaniem.

Po konferencji w Monachium (wrzesień 1938) Węgry bezskutecznie zabiegały u mocarstw zachodnich o przyznanie im południowej Słowacji, która po traktacie z Trianon należała do Czechosłowacji i była w większości zamieszkana przez ludność węgierską. Po tym niepowodzeniu Horthy postanowił zwrócić się o pomoc do Niemiec. Hitler i Mussolini zgodzili się na rolę arbitrów (pierwszy arbitraż wiedeński). Zgodnie z ich rozstrzygnięciem Węgry zaanektowały w listopadzie 1938 roku sporne terytorium południowej Słowacji i południowej Rusi Zakarpackiej. Po rozpadzie Czecho-Słowacji w marcu 1939 roku Węgry, podejmując działania zbrojne przeciw Karpato-Ukrainie, zlikwidowały po walkach z oddziałami Siczy Karpackiej jej państwowość i uzyskały w ten sposób wspólną granicę z Polską wzdłuż Karpat Wschodnich. Wsparcie Węgier przez Niemców wymusiło ich udział w późniejszej agresji na Związek Radziecki.

Komunistyczna Partia Węgier powstała 24 listopada 1918 roku. Po krótkim okresie sprawowania władzy w Węgierskiej Republice Rad (21 marca 1919 – 1 sierpnia 1919) rząd republiki został obalony przez interwencyjne wojska Czechosłowacji i Rumunii po tym, jak odrzucił ultimatum Ententy w sprawie utworzenia strefy demarkacyjnej. Ponownego znaczenia partia ta nabrała podczas II wojny światowej, gdy kierował nią Matyas Rakosi. Wraz z ugrupowaniami opozycyjnymi współtworzyła Antyfaszystowski Front Niepodległościowy. Rząd węgierski był wobec komunistów bezwzględny. Na wiosnę 1942 roku aresztowano a następnie stracono 450 działaczy komunistycznych. Do kolejnej fali aresztowań doszło w zimie 1942-43. Doprowadziło to do samorozwiązania się partii w czerwcu 1943 roku. W jej miejsce utworzono Partię Pokoju, głoszącą mniej radykalne hasła. Po fali represji, które dotknęły partię, sekretarzem generalnym partii został Janos Kadar. W okresie istnienia rządu kolaboracyjnego (z III Rzeszą) partia została zdziesiątkowana w obozach koncentracyjnych. W maju 1944 przyłączyła się do opozycyjnego Frontu Węgierskiego, co zwiększyło jej wpływy i umożliwiło prowadzenie działalności dywersyjnej. We wrześniu 1944 roku powróciła do starej nazwy i rozpoczęła zintensyfikowaną akcję propagandową przeciwko rządowi. 10 października podpisała umowę o współpracy z kierownictwem socjaldemokracji.

Na emigracji w Moskwie trójka działaczy komunistycznych, Erno Gero (Erno Singer), Imre Nagy i Matyas Rakosi, prowadziła akcję szkoleniową wśród węgierskich jeńców wojennych w Związku Radzieckim i propagandową wśród jeszcze walczących ze stroną radziecką oddziałów węgierskich. Dzięki ich działaniom na stronę radziecką, wraz z grupą oficerów, przeszedł Bela Miklos (węgierski arystokrata i wojskowy).

Po przejęciu władzy przez strzałokrzyżowców (faszystowskie, antysemickie, antykomunistyczne ugrupowanie założone w 1935 roku), za uprzednią zgodą Niemców, w październiku 1944 roku komuniści włączyli się do antyfaszystowskiego zbrojnego ruchu oporu. Po wkroczeniu Armii Czerwonej aktywnie uczestniczyli w tworzeniu nowej państwowości Węgier. 3 grudnia powstał Węgierski Narodowy Front Niepodległościowy, do którego weszli komuniści, socjaldemokraci, Partia Drobnych Rolników, Narodowa Partia Chłopska i demokratyczna Partia Mieszczańska. Jego program skupiał się na potrzebie włączenia się do wojny po stronie aliantów, wsparciu Armii Czerwonej w walkach z Niemcami, demokratyzacji kraju, reformie rolnej i nacjonalizacji przemysłu. 21 grudnia zebrało się pierwsze Tymczasowe Zgromadzenie Narodowe. Dzień później powstał Tymczasowy Rząd Narodowy, na czele którego stanął Bela Miklos. W jego skład weszło 3 komunistów. 28 grudnia Tymczasowy Rząd Narodowy wypowiedział wojnę Niemcom, a 20 stycznia 1945 roku podpisał zawieszenie broni z przedstawicielami koalicji antyhitlerowskiej. W jego wyniku Węgry musiały wypłacić kontrybucję wojenną i zgodzić się na stacjonowanie w kraju Armii Czerwonej, co pozwoliło komunistom na przejęcie władzy. W lutym 1945 roku Janosa Kadara na stanowisku sekretarza generalnego partii zastąpił przybyły z ZSRR Matyas Rakosi.

1 lutego 1946 roku ogłoszono powstanie Republiki Węgierskiej, która, podpisując pakty o przyjaźni i współpracy z blokiem wschodnim, w praktyce stała się jego częścią. Jej prezydentem został Zoltan Tildy z Niezależnej Partii Drobnych Rolników. Koalicyjny rząd z udziałem wszystkich partii utworzył Ferenc Nagy, polityk Partii Drobnych Posiadaczy. Wicepremierem został Matyas Rakosi. Komuniści, wraz z ugrupowaniami o profilu chłopskim, socjaldemokratycznym i ze związkami zawodowymi, utworzyli własną koalicję wyborczą – Blok Lewicowy, w ramach którego doprowadzili do zwiększenia swego udziału we władzy. Stopniowe jej przejmowanie ułatwił komunistom fakt, że Laszlo Rajk pozostał w rządzie koalicyjnym ministrem spraw wewnętrznych, dzierżąc w swoich rekach cały aparat represji. Pod pretekstem udziału w antyrządowych spiskach usunięto z rządu najbardziej antykomunistycznych działaczy. W sfałszowanych wyborach w 1947 roku blok sformowany przez komunistów zdobył 60,1% głosów.

W latach 1949-1953 komuniści, kierowani przez Matyasa Rakosiego (1892-1971), zaprowadzili w kraju reżim wzorowany na stalinowskim. Krótki, czteroletni okres systemu wielopartyjnego zakończył się, gdy węgierska socjaldemokracja połączyła się z partią komunistyczną. W 1948 roku powstała, sprawująca jednopartyjną władzę, Węgierska Partia Pracujących. W tym samym roku powstała PZPR i Komunistyczna Partia Czechosłowacji. W 1949 roku została proklamowana Węgierska Republika Ludowa.

Sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Węgier był Matyas Rakosi (Matyas Rosenfeld). W 1945 roku objął urząd wicepremiera rządu koalicyjnego. W 1947 roku doprowadził do przejęcia władzy przez komunistów i został premierem. Rządził on w sposób dyktatorski. Był bezpośrednio odpowiedzialny za masowe represje wobec faktycznych i domniemanych przeciwników politycznych. Liczba więźniów politycznych na Węgrzech była znacznie większa niż w Polsce przy trzykrotnie mniejszej liczbie ludności. Rakosi uważał siebie za najlepszego węgierskiego ucznia Stalina. Jest autorem określenia „taktyka salami”, czyli stalinowskiej praktyki eliminowania opozycji krok po kroku (plasterek po plasterku).

Jego pozycja uległa osłabieniu po śmierci Stalina (5 czerwca 1953), gdy Ławrentij Beria bez ogródek oświadczył, że „Węgry miały wielu cudzoziemskich królów, ale żydowskiego tolerować nie będą”. Bezpośrednim skutkiem tej śmierci było mianowanie 4 lipca 1953 roku Imre Nagya na premiera Węgier. W 1955 roku usunięto go z partii i pozbawiono stanowisk państwowych, w tym stanowiska premiera. Po ogłoszeniu przez Chruszczowa w lutym 1956 roku tajnego referatu, w którym określił on Stalina jako przestępcę działającego w partii komunistycznej, Rakosi został odwołany z pełnionej funkcji. Po radzieckiej interwencji na Węgrzech, 4 listopada 1956 roku został ewakuowany przez władze radzieckie do ZSRR, do miasta Gorki (Niżny Nowogród) i tam zmarł w 1971 roku.

W latach 1950-1952 służba bezpieczeństwa eksmitowała 26 tys. Węgrów i skonfiskowała ich mieszkania dla członków Komunistycznej Partii Węgier. Tym sposobem wyeliminowała zagrożenie nastawionej antykomunistycznie inteligencji i mieszczaństwa. Eksmitowani ludzie byli umieszczani w obozach koncentracyjnych lub wywożono ich do Związku Radzieckiego, gdzie po krótkim procesie rozstrzeliwano ich. Taki los spotkał też komunistę Laszlo Rajka, ministra spraw wewnętrznych i twórcę tajnej policji.

Powojenna sytuacja Węgier nie była taka zła. Problem jednak polegał na tym, że większość dochodów przeznaczano na rozwój przemysłu. Ponadto Węgry zmuszone były płacić reparacje wojenne Związkowi Radzieckiemu, Czechosłowacji i Jugosławii. Tak więc przeciętny Węgier żył bardzo skromnie.

14 maja 1955 roku powstał Układ Warszawski jako odpowiedź na powstanie w 1949 roku NATO. W jego skład wchodziły również Węgry. 15 maja alianci okupujący Austrię podpisali z rządem austriackim porozumienie, na mocy którego powstała neutralna Austria. Powstała pomiędzy dwoma zwalczającymi się blokami wojskowymi: NATO i Układem Warszawskim, czyli pomiędzy USA i Związkiem Radzieckim. W czerwcu 1956 roku miały miejsce protesty w Poznaniu, a ich konsekwencją był Październik ’56. Te wydarzenia miały duży wpływ na postawę Węgrów i były jednym z tych bodźców, które uruchomiły falę protestów. Mieli nadzieję, że skoro Austria mogła zostać krajem neutralnym, to oni również nim mogą być. Wszak wspólna z Austrią historia usprawiedliwiała tego typu rozumowanie.

W okresie tzw. zimnej wojny w latach 50-tych Amerykanie wspierali antykomunistyczną opozycję w krajach Układu Warszawskiego. CIA podważała autorytet Związku Radzieckiego, szczególnie poprzez działania propagandowe, które w końcu 1956 roku uległy nasileniu. Jednak realia tamtych czasów zmuszały Stany Zjednoczone do utrzymywania normalnych stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim i innymi krajami socjalistycznymi. Trochę inaczej wyglądało to w przypadku Węgier. Rozgłośnia radiowa Wolna Europa zachęcała do obalenia istniejącego komunistycznego rządu. Pomimo że ta dwulicowa polityka nie była skuteczna, amerykański wiceprezydent Nixon, pełniący tę funkcję w latach 1953-1961, zachęcał Radę Bezpieczeństwa Narodowego do kontynuowania antyradzieckiej propagandy. Jej celem było prowokowanie Związku Radzieckiego do gwałtownego tłumienia wszelkich antykomunistycznych protestów w krajach Układu Warszawskiego, co było zgodne z geopolitycznymi celami Stanów Zjednoczonych. Jednak Nixon okłamywał Radę, twierdząc, że Amerykanie mają na Węgrzech sieć tajnych antykomunistycznych agentów. To z kolei nie wróżyło dobrze planom obalenia reżimu, do czego zachęcała rozgłośnia radiowa Wolna Europa.

W tle wydarzeń na Węgrzech jest jeszcze kryzys sueski, który miał miejsce w dniach 29 października – 6 listopada 1956 roku. Rozpoczął się on od militarnej agresji Wielkiej Brytanii, Francji i Izraela na Egipt. Przyczyną była decyzja Egiptu o nacjonalizacji Kanału Sueskiego. Być może wydarzenia na Węgrzech miały odwrócić uwagę od wypadków w tamtym rejonie. Ale o nich to w oddzielnym blogu.

Portal historyczny DZIEJE.PL w artykule 59. rocznica wybuchu Rewolucji Węgierskiej tak opisuje przebieg tamtych wydarzeń:

»Trzy miesiące po śmierci Józefa Stalina, w czerwcu 1953 r., I sekretarz Węgierskiej Partii Pracujących (WPP) Matyas Rakosi na życzenie nowych władz sowieckich zrezygnował ze stanowiska premiera Węgier. Nowym szefem węgierskiego rządu został bardziej pragmatyczny Imre Nagy. Odwrót od polityki stalinowskiej zapowiadały rozpoczęte przez niego reformy, co prowadziło do demokratyzacji życia publicznego.

W kwietniu 1955 r., w rezultacie zabiegów Rakosiego, Nagy został zdymisjonowany i wykluczony z kierownictwa WPP. Funkcję premiera objął stalinowiec Andras Hegedues.

Część wprowadzonych przez Nagy’a reform uległa zahamowaniu, ale na skutek rozluźnienia kontroli nad społeczeństwem i dopuszczenia wewnętrznej krytyki w WPP przywrócenie stalinizmu było już niemożliwe.

W lipcu 1956 r. na polecenie Moskwy Rakosi zrezygnował ze stanowiska I sekretarza. Kierownictwo partii przejął wyznaczony przez Anastasa Mikojana następca, Ernoe Geroe.

Tymczasem w społeczeństwie węgierskim nasiliły się dążenia wolnościowe. Wspomagane one były doniesieniami z Polski, gdzie po czerwcowych wydarzeniach poznańskich żywiono nadzieję na liberalizację reżimu.

6 października odbył się uroczysty pochówek Laszlo Rajka, b. ministra spraw zagranicznych straconego w 1949 roku po procesie pokazowym i zrehabilitowanego w 1954 r. Pogrzeb przerodził się w demonstrację polityczną z udziałem 200 tys. osób.

16 października w mieście Szeged studenci reaktywowali zakazane przez reżim komunistyczny demokratyczne stowarzyszenie studenckie, do którego zaczęli przystępować także studenci z innych miast. 20 października sformułowali listę demokratycznych żądań.

22 października na politechnice w Budapeszcie odbyło się wielkie zgromadzenie studentów z różnych uczelni. Uczestnicy uchwalili 16 postulatów pod adresem władz. Żądano m. in. natychmiastowego opuszczenia kraju przez wojska sowieckie, powołania nowego rządu z Nagy’em jako premierem, wolnych wyborów i wprowadzenia systemu wielopartyjnego. Studenci postanowili jednocześnie przyłączyć się do wiecu poparcia dla polskich przemian, jaki Węgierski Związek Pisarzy zwołał na następny dzień pod pomnikiem Józefa Bema w Budapeszcie.

23 października pod pomnikiem Bema zgromadziło się ok. 20 tysięcy ludzi. Po odczytaniu studenckich postulatów demonstranci przeszli na drugą stronę Dunaju, pod gmach parlamentu. W niewielkim odstępie czasu tłum urósł do ponad 200 tysięcy ludzi. Wśród zgromadzonych byli nie tylko studenci, ale także robotnicy i przedstawiciele innych warstw społeczeństwa. Protest miał charakter pokojowy. W nadanym o godz. 20 przemówieniu radiowym Geroe potępił żądania studentów i pisarzy, określając ich wystąpienie jako reakcyjne.

Gdy manifestanci pomaszerowali pod budynek radia domagając się publicznego ogłoszenia 16 postulatów, funkcjonariusze tajnej policji politycznej AVH użyli przeciw nim broni, powodując pierwsze ofiary śmiertelne w ich szeregach. Demonstranci, którzy zdobyli wcześniej broń z koszar oraz zabierając żołnierzom, którzy ochraniali gmach radia, rozpoczęli oblężenie budynku. Moment ten uznaje się za początek powstania. Demonstranci obalili także pomnik Stalina stojący na Placu Bohaterów. Na wiadomość o tych wydarzeniach, Geroe wezwał sowieckie dowództwo wojskowe do interwencji.

24 października nad ranem do Budapesztu wjechały sowieckie czołgi, zajmując stanowiska przed parlamentem, przy mostach i najważniejszych skrzyżowaniach. Ogłoszono stan wyjątkowy. W wielu punktach miasta spontanicznie powstały barykady.

Imre Nagy przejął po Hegeduesie stanowisko premiera. W wystąpieniu radiowym wezwał do powstrzymania się od przemocy i obiecał wznowienie reform. W międzyczasie uzbrojeni demonstranci opanowali gmach radia. 25 października siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do pokojowych demonstrantów przed parlamentem, zabijając lub raniąc 100 osób. Geroe i Hegedues uciekli do ZSRS. Pierwszym sekretarzem KC WPP został represjonowany wcześniej przez ekipę Rakosiego Janos Kadar, który objął ponadto stanowisko wicepremiera w rządzie Nagya.

Starcia zbrojne wybuchły w całym kraju. Powstały komitety rewolucyjne, spontanicznie tworzyły się zbrojne milicje. Z ulic zniknęły czerwone gwiazdy i inne symbole dotychczasowej władzy.

27 października w przemówieniu radiowym Nagy zaakceptował rewolucję jako “szeroki demokratyczny ruch masowy”. Ogłosił powstanie rządu narodowego złożonego z komunistów mniej skompromitowanych w czasach Rakosiego lub prześladowanych. Rząd ten rozwiązał AVH i anulował system jednopartyjny.

28 października został zawarty rozejm z wojskami sowieckimi w Budapeszcie, a dwa dni później wycofały się one do garnizonów na prowincji.

W ostatnich dniach października odrodziły się zlikwidowane przez komunistów: Partia Drobnych Rolników i Partia Socjaldemokratyczna. Powstały też nowe ugrupowania polityczne. Na wolność wyszli więźniowie polityczni. 30 października kierownictwo WPP zatwierdziło legalność funkcjonujących w całym kraju lokalnych rad rewolucyjnych. Zarząd nad państwowymi przedsiębiorstwami przejęły rady robotnicze. W wielu miastach – jak Debreczyn, Gyoer i Sopron – doszło do krwawych incydentów.

31 października Nagy ogłosił, że rozpoczęto rozmowy w sprawie wystąpienia Węgier z Układu Warszawskiego. Na wiadomość o tym, oddziały sowieckie z Rumunii i Ukrainy ruszyły w kierunku Węgier. Informację o planowanej interwencji w rozmowie z węgierskim premierem zataił m.in. ambasador ZSRS, Jurij Andropow.

3 listopada węgierska delegacja, której przewodził minister obrony Pal Maleter, udała się do kwatery sowieckiego dowództwa pod Budapesztem na negocjacje w sprawie wycofania wojsk sowieckich z Węgier. Nadzorujący rozmowy szef KGB Iwan Sierow nakazał aresztowanie Węgrów.

4 listopada o godz. 4 wojska sowieckie rozpoczęły atak na stolicę Węgier. Nagy i jego współpracownicy schronili się w ambasadzie Jugosławii. Siły sowieckie i AVH zajęły parlament.

W Budapeszcie zorganizowana obrona ostatecznie wygasła ok. godz. 20. Ostatnim ośrodkiem oporu była przemysłowa dzielnica na wyspie Csepel, gdzie starcia trwały do 10 listopada.

W czasie sowieckiej interwencji w miejscowości Szolnok utworzono przychylny Moskwie „Węgierski Rewolucyjny Rząd Robotniczo-Chłopski”, na którego czele stanął Janos Kadar. 7 listopada przybył on wraz z rządem do Budapesztu i objął władzę.

Liczba zabitych w walkach na Węgrzech nie jest dokładnie znana. Tajny raport urzędu statystycznego z 1957 r. mówi o co najmniej 2,7 tys. zabitych po stronie węgierskiej i dziesięć razy większej liczbie rannych. Dane te nie obejmują osób, które zostały pochowane w parkach i ogrodach. Jeszcze bardziej niepewne są szacunki liczby ofiar na wsi. W przypadku strat strony sowieckiej dokumenty podają liczbę 669 zabitych, 51 zaginionych i ok. 1,5 tys. rannych rannych żołnierzy.

Tysiące uczestników rewolucji zostało aresztowanych i deportowanych do Związku Sowieckiego, 26 tys. osób stanęło przed sądami na Węgrzech – połowę z nich skazano na kary więzienia, a 1,2 tys. stracono. Przez otwartą dłuższy czas granicę z Austrią udało się na emigrację około 200 tys. ludzi.

W styczniu 1957 r. komunistyczne władze na Węgrzech straciły pierwszych przywódców rewolucji – Jozsefa Dudasa i Janosa Szabo. W czerwcu następnego roku za „działalność kontrrewolucyjną” powieszono także Imre Nagy’a. Jego rehabilitacja i uroczysty pogrzeb nastąpiły 31 lat później. (PAP)«

Dwie rzeczy zwracają uwagę w powyższym tekście. Pierwsza to to, że wojska radzieckie wkroczyły do Budapesztu 24 października. 28 października zawarty został z nimi rozejm i 30 października wycofały się do garnizonów na prowincji, a 4 listopada ponownie wkroczyły. Trochę to dziwne zachowanie. Druga to to, że w trakcie tej rewolucji czy powstania, granica z Austrią była przez dłuższy czas otwarta. Czy przypadkiem nie po to, by węgierscy Żydzi, jako niby węgierscy uchodźcy polityczni, mogli swobodnie osiedlić się na Zachodzie? Ta sytuacja powtórzyła się w Czechosłowacji w 1968 roku. Tam też granica z Niemcami Zachodnimi była otwarta w trakcie Praskiej Wiosny i ponad 300 tys. osób ją przekroczyło. Czy to byli tylko Czesi i Słowacy?

To była dziwna rewolucja, bo jej głównymi aktorami, po obu stronach barykady, byli komuniści. I czy można uwierzyć w to, że niektórzy z nich raptem przejrzeli na oczy, ruszyło ich sumienie i troska o kraj i państwo i raptem stali się gorliwymi patriotami?Ja oczywiście w te bajki nie wierzę, ale podziwiam Żydów za ich umiejętność „gry na wielu fortepianach jednocześnie” i umiejętność robienia wody z mózgu tym, których tak nienawidzą.

Żeby nie być gołosłownym, to wypada przybliżyć sobie życiorys głównego bohatera tamtych wydarzeń. Imre Nagy (1896-1958) pochodził z chłopskiej rodziny. Jego ojciec był stangretem, a matka pokojówką. Podczas I wojny światowej, jako żołnierz armii austro-wegierskiej dostał się w 1915 roku do niewoli rosyjskiej. W obozie jenieckim na Syberii stał się komunistą i po rewolucji październikowej walczył w szeregach Armii Czerwonej. Działał podczas krótkotrwałego istnienia Węgierskiej Republiki Rad. Od 1929 roku na emigracji w Związku Radzieckim. Podczas terroru Wielkiej Czystki był agentem NKWD (pseudonim „Wołodia”), co pozwoliło mu przetrwać jako jednemu z nielicznych działaczy Węgierskiej Republiki Rad. W trakcie II wojny światowej wraz z działaczami takimi jak Erno Gero i Matyas Rakosi prowadził akcję szkoleniową wśród węgierskich jeńców wojennych w ZSRR.

Od 1944 roku w rządzie węgierskim z ramienia Komunistycznej Partii Węgier (następnie Węgierska Partia Pracujących) jako minister rolnictwa. Jak widać zmiana nazw partii, to nie jest zjawisko nowe. W latach 1953-1955 był premierem Węgier. W 1955 roku usunięto go z partii i pozbawiono stanowisk partyjnych i państwowych.

Po wybuchu powstania węgierskiego 24 października 1956 roku ponownie wyznaczono go na stanowisko premiera . Dzień wcześniej 300 tys. demonstrantów, głównie studentów domagało się powołania Nagya na urząd premiera, uniezależnienia się od Związku Radzieckiego, wprowadzenia wolności słowa i prasy oraz przeprowadzenia wolnych wyborów. 1 listopada Nagy ogłosił neutralność Węgier i wystąpienie z Układu Warszawskiego. Anulował system jednopartyjny i rozwiązał policję polityczną. 4 listopada Armia Radziecka wkroczyła na Węgry, tworząc jednocześnie wierny Moskwie rząd Janosa Kadara. Imre Nagy i jego współpracownicy schronili się w jugosłowiańskiej ambasadzie. Część wprowadzonych przez Nagya reform uległa zahamowaniu, ale przywrócenie stalinizmu na Węgrzech było niemożliwe za sprawą rozluźnienia kontroli nad społeczeństwem i dopuszczenia krytyki w Węgierskiej Partii Pracujących.

W kwietniu 1957 roku przeniesiono Imre Nagya do Rumunii i aresztowano. Po tajnym procesie skazano go na karę śmierci przez powieszenie i stracono 16 czerwca 1958 roku. Pochowano go w anonimowym grobie. Podczas rządów komunistycznych stał się symbolem oporu przeciw proradzieckiej dyktaturze. 16 czerwca 1989 roku odbył się jego uroczysty pogrzeb, w którym wzięło udział około 250 tys. osób. Formalnie zrehabilitowano go 6 lipca 1989 roku. Powstał o nim film Niepochowany w reżyserii Marty Meszaros (jakie ładne węgierskie nazwisko!), w którym w rolę głównego bohatera wcielił się polski aktor Jan Nowicki.

Informacje, które zamieszczam w tym blogu pochodzą głównie z Wikipedii. Te o CIA i Nixonie pochodzą z angielskiej Wikipedii. W życiorysie Imre Nagya Wikipedia pisze tylko o tym, że wojska radzieckie wkroczyły do Budapesztu 4 listopada. W innym miejscu, gdy pisze o rewolucji węgierskiej wspomina też o ich pierwszym wejściu 24 października. Jednak nigdzie nie pisze o tym, dlaczego tak się stało. Czy kryzys sueski w dniach 29 października – 6 listopada mógł mieć wpływ na taką decyzję radzieckiego dowództwa?

Wikipedia jaka jest, taka jest, ale jak się w niej trochę poszpera, to można się nawet mocno zdziwić. Napisałem powyżej, że Meszaros to ładne węgierskie nazwisko. Wymawia się je – Mesarosz. Węgierski ma taki urok, że nasze „sz” wymawia się jak „s”, a nasze „s” – „sz”. Dlatego nazwisko Soros po węgiersku brzmi Szorosz. Czytane po polsku brzmi po prostu nienaturalnie. Co więc pisze Wikipedia o Marcie Meszaros?

Marta Meszaros urodziła się 19 września 1931 roku w Budapeszcie. Córka rzeźbiarza i działacza komunistycznego Laszlo Meszarosa. Z całą rodziną wyemigrowała do ZSRR (Kirgistan), gdzie mieszkała do 1946 roku. Absolwentka moskiewskiego Wszechrosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Kinematografii im. S.A. Gierasimowa z 1956 roku. Początkowo pracowała w studiu kroniki filmowej w Budapeszcie, a następnie dwa lata w wytwórni filmów dokumentalnych w Bukareszcie. Po powrocie na Węgry w 1958 roku realizowała początkowo filmy popularnonaukowe i dokumentalne. W 1968 roku zadebiutowała filmem fabularnym Dziewczyna.

W 1960 roku wyszła za mąż za węgierskiego reżysera Miklosa Jancso. Po rozwodzie z nim przez wiele lat była w związku z polskim aktorem Janem Nowickim, który wystąpił w jej licznych filmach. Często powierzała mu główne role. Również syn Nowickiego z wcześniejszego związku, Łukasz Nowicki, wystąpił w jednej z głównych ról w filmie Meszaros Mała Vilma. Nowicki i Meszaros rozstali się w 2008 roku. Mieszka w Polsce.

Położenie Kirgistanu
Kirgistan; źródło: Wikipedia.

To, co zwróciło moją uwagę, to wątek Kirgistanu. „Z całą rodziną wyemigrowała do ZSRR (Kirgistan).” Dokładnie tak samo jak Alexander Dubczek. Cóż to za zwierz ten Kirgistan? W angielskiej Wikipedii można przeczytać:

„W rdzennej kirgiskiej strukturze społecznej dominowały tradycje koczownicze, które miały wpływ na sposób sprawowania władzy przez rządzących i stosunki społeczne. Proces urbanizacji tej radzieckiej republiki rozpoczął się w momencie zasiedlenia jej przez rosyjskie społeczności (communities), co było efektem realizacji wytycznych i polityki partii komunistycznej. Nie jest jasne, co było przyczyną tego typu decyzji partii. Jasne jest tylko to, że tego typu polityka zmusiła Rosjan pewnego pochodzenia do zasiedlenia Republiki.”

„Rosjan pewnego pochodzenia” – cóż za piękne sformułowanie. Z kolei w polskiej Wikipedii piszą: „W latach 1939-1940 deportowano do Kirgistanu część ludności (w tym Polaków) z terenów wcielonych do ZSRR.” Jak widać na przykładzie Marty Maszaros i Alexandra Dubczeka, z Kirgistanu wracano. A z Kazachstanu do dziś wielu Polaków wrócić nie może. Ci z Kirgistanu mieli zapisany w swoim życiorysie piękny epizod: zsyłka w głąb Związku Radzieckiego. Gotowy „materiał” na prawdziwych patriotów i antykomunistów. Jak widać zsyłka zsyłce nierówna. Nie jest więc niejasne, jak pisze angielska Wikipedia, co było przyczyną tego typu decyzji.

Węgierska rewolucja była, jak każda rewolucja, dziełem Żydów. Co do tego, ja osobiście, nie mam wątpliwości. Nie jest tak, że raptem, ni stąd, ni zowąd, pojawiają się jacyś ludzie, którzy zaczynają protestować. Przygotowania do takiej akcji trwają latami i zaangażowanych jest w to mnóstwo ludzi, z których wielu może być nawet nieświadomymi w czym bierze udział. I co ważniejsze muszą to być ludzie z wielu środowisk: studenci, inteligencja, robotnicy itp. Całość musi robić wrażenie spontanicznej akcji. A że tak nie jest, to inna sprawa. Wysuwanie nierealnych żądań typu neutralność, wyjście z Układu Warszawskiego, system wielopartyjny świadczyły o tym, że to był tylko pretekst do wkroczenia Armii Czerwonej. Postanowienia jałtańskie były wtedy znane i nikt w tamtym czasie, realnie myślący, nie łudził się, że może dojść do ich rewizji. Mam oczywiście na myśli ludzi z kręgu władzy, a nie tych zwykłych, którzy jeszcze wtedy żyli nadzieją, że wróci Anders na białym koniu. A Imre Nagy należał do tego kręgu ludzi, którzy doskonale wiedzieli, że żadnych ustępstw ze strony Związku Radzieckiego nie będzie.

W tej rewolucji zginęło około 2,7 tys. ludzi. Zupełnie niepotrzebnie, ale władza, realizując swoje cele, nie ma skrupułów, nie liczy się z ludzkim życiem. Zawsze tak było. I obecnie nie liczy się z nim. Zamordowała już mnóstwo ludzi, odcinając im dostęp do szpitali i przychodni. I co z tego, skoro większość z nich tego nie widzi i łudzi się, że to wszystko dla ich dobra i zdrowia.

Wirusy

Strach ma wielkie oczy. Ludzie zawsze bali się tego, co nieznane, niewidzialne, niezrozumiałe. Czymś takim mogą być przykładowo duchy, ale mogą to też być… wirusy. I właśnie z tego względu zostały wykorzystane przez tych, którzy rządzą światem do sterroryzowania reszty ludzi. Jak perfidnym i wyrafinowanym trzeba było być, by posłużyć wirusem jako narzędziem terroru. A z drugiej strony, jak genialnym, by dostrzec, że nie ma lepszego narzędzia terroru niż wirus. Narzędzia, które można stosować bez końca, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Ci psychopaci oszukują nas, ale kłamstwo, w którym nie ma ziarna prawdy, nie zadziała, albo zadziała na krótką metę. Prawdą jest więc to, że jest wirus, że zakaża, że każdy z nas może być zarażony objawowo bądź bezobjawowo. Prawdą jest również to, że niektórzy ludzie umierają od tego zakażenia. Ale jest to tylko część prawdy. Jest jeszcze druga strona medalu, choćby to, że zgony zdarzają się nie dlatego, że wirus jest taki groźny, tylko dlatego, że są osoby z osłabionym układem odpornościowym i dla nich może być on niebezpieczny. To jednak nie znaczy, że wszystkich należy traktować jak osoby z takim układem i niszczyć im życie.

Wszyscy dziś mówią tylko o wirusie. Jedni twierdzą, że rząd kłamie i mają rację, bo rządy zawsze i wszędzie kłamały, więc nie jest to nic nowego. Inni nazywają przeciwników szczepień przeciw koronawirusowi antyszczepionkowcami, szurami, płaskoziemcami itp. Taka „dyskusja” prowadzi donikąd, bo jeśli miałaby ona mieć sens, to należało by zacząć od przybliżenia sobie zjawiska, jakim są wirusy, poznania ich natury itp. W końcu ja tak zrobiłem i zajrzałem do Wikipedii, wpisałem hasło „wirus” i przejrzałem, co tam jest napisane. Wybrałem to, co może zainteresować i być zrozumiałe dla przeciętnego człowieka, który nie ma wykształcenia w dziedzinie wirusologii. Terminologię naukową ograniczyłem do absolutnego minimum tak, by przekaz był zrozumiały i nienużący dla czytającego, a jednocześnie zawierał treści, które ułatwią mu zrozumienie istoty zjawiska. Poniżej wybrane fragmenty.

»Wirusy (łac. virus „trucizna, jad”) – niewielkie formy zakaźne infekujące wszystkie formy życia.

Wirusy nie mają struktury komórkowej, własnych układów metabolicznych (powodujących wzrost i rozmnażanie), ani nie zawierają organelli ( struktur wyspecjalizowanych do pełnienia pewnych funkcji jak jądro komórkowe, zawierające materiał genetyczny czy mitochondria, odpowiadające za funkcję oddychania komórki). W związku z tym nie zalicza się ich do organizmów. Z drugiej strony do istot żywych upodabnia je zdolność do reprodukcji, posiadanie genów i podleganie ewolucji.

Wirusy są wewnątrzkomórkowymi pasożytami bezwzględnymi – są całkowicie zależne od żywych komórek pełniących rolę ich gospodarza. Niektóre wirusy mają własne enzymy (przyspieszają pewne reakcje chemiczne), ale nie pozwalają im one na samodzielne powielanie się czy wykorzystanie informacji z własnego genomu (kompletna informacja genetyczna żywego organizmu lub wirusa). Do namnażania wykorzystują maszynerię komórki będącej żywicielem. Są obecne w praktycznie każdym ekosystemie (czyli wszędzie), także w środowiskach o ekstremalnych warunkach dla rozwoju życia. Są wielokrotnie liczniejsze niż bakterie i wszystkie inne organizmy razem wzięte. Dziedziną nauki zajmującą się wirusami jest wirusologia.

Dojrzała, kompletna cząstka wirusowa nazywana jest wirionem. Wirion składa się z dwóch podstawowych elementów: kwasu nukleinowego, stanowiącego wirusowy genom oraz otaczającego go płaszcza białkowego – kapsydu. Kompleks wirusowego genomu i chroniących go białek nazywa się nukleokapsydem. Wirus może kodować także inne białka (niestrukturalne), które nie są obecne w wirionie (tj. cząstce wirusa znajdującej się w środowisku pozakomórkowym), ale pełnią różne ważne funkcje w jego cyklu replikacyjnym.

Rozmiar wirusów podaje się zazwyczaj w nanometrach (1 nm = 10-9 m). Ważne z medycznego punktu widzenia wirusy mają typowo rozmiar od 18 nm do 300 nm. Wirusy są z reguły mniejsze niż bakterie i zdecydowana większość przedostaje się przez filtry mikrobiologiczne zatrzymujące bakterie. Niektóre jednak są zatrzymywane, dlatego samo kryterium rozmiaru nie jest wystarczające, by dokonać rozróżnienia. Jeden z największych wirusów, mimivirus ma średnicę 400 nm, a najmniejsze bakterie mają 200-300 nm długości. Do innych gigantycznych wirusów należą pandorawirusy osiągające rozmiar 1×0,5 mikrometra (10-6 m), które są większe nie tylko od bakterii, ale także od niektórych pasożytniczych komórek eukariotycznych (mających jądra komórkowe). Jeszcze większy od nich jest odkryty w wiecznej zmarzlinie Pithovirus sibericum, osiągający 1,5 mikrometra długości.

Te nanometry nic nie mówią zwykłemu człowiekowi i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie takiej wielkości. Trzeba użyć porównania. Gdyby wirus miał wielkość piłki nożnej, to człowiek musiałby mieć około 1000 km wzrostu.

Wirusy infekują wszystkie komórkowe formy życia. Są obecne w organizmach zarówno chorych, wykazujących objawy chorobowe, jak i zdrowych, które są zakażone bez wywoływania następstw chorobowych, z infekcją aktywną lub utajoną. Poza gospodarzem wirusy występują wszędzie – w glebie, powietrzu i wodzie. Co więcej, wiele organizmów żywych zawiera w swoich genomach pozostałości dawnych genomów wirusowych, które w dalekiej przeszłości uległy integracji z genomem gospodarzy. Także w genomie człowieka występują liczne zintegrowane z nim sekwencje wirusowe. Około 8% ludzkiego genomu stanowią sekwencje retrowirusowe.

Skład wiromu (wirusy obecne na i w ludzkim ciele) człowieka nie jest dobrze poznany, niewiele wiadomo, jaki ma wpływ na fizjologię i zdrowie. Badania wykazują na duże zróżnicowanie wiromu człowieka, zależne m.in. od diety, klimatu, zakażeń, stanu immunologicznego (odporności), wieku. Szacuje się, że 109-1015 cząstek wirusów przypada na jeden gram jelit, a 106 przypada na 1 cm2 skóry. Ponadto osoby całkowicie zdrowe mogą być zakażone przewlekle bądź przejściowo kilkoma różnymi wirusami.

Wirusy są zdecydowanie najbardziej licznym biologicznym bytem na Ziemi. Szacuje się, że liczba wszystkich bakterii wynosi około 5×1030, liczba wirusów jest co najmniej 10 razy większa. W efekcie jest ich więcej niż wszystkich innych form życia razem wziętych. Można je spotkać we wszystkich niszach, gdzie występują organizmy żywe, łącznie z najmniej przyjaznymi dla rozwoju życia.

W wirusologi ma się do czynienia z bardzo małymi cząstkami, jednak zwykle w dużych ilościach. Stężona zawiesina wirusów może zawierać 1012 wirionów w mililitrze. Pojedyncza zainfekowana komórka może wyprodukować 105 wirionów, a osoba zakażona HIV może wyprodukować 1011 cząstek wirusowych dziennie.

Niezależnie od przyjętej teorii pochodzenia wirusów, faktem jest, że wirusy od miliardów lat wpływają na ewolucje organizmów jedno- i wielokomórkowych. Dotychczas odkryto niewielki ułamek wirusów występujących na Ziemi. Wirusy infekujące ludzi są najlepiej poznane, ponieważ w nauce najwięcej uwagi poświęca się tej właśnie grupie i zdrowiu człowieka.

Jest wiele rodzin wirusów. Jedną z nich są koronawirusy. Ich gospodarzami są ssaki i ptaki. Wywołują one sezonowe przeziębienia. Z badań przeglądowych przeciwciał wynika, że większość ludzi przebyła w swoim życiu infekcję tymi wirusami. Chorobami wywołanymi przez nie są łagodne infekcje układu oddechowego (przeziębienia): SARS, MERS, COVID-19.

Wirusy wykazują większą różnorodność biologiczną niż królestwo bakterii, roślin i zwierząt razem wziętych. Przykładowo w 2013 roku okazało się, że 93% sekwencji kodujących białka u pandorawirusów nie ma homologu (odpowiednika) w ówczesnych bazach danych. Nowe choroby wirusowe mogą wyłonić się w wyniku uzyskania przez pewne wirusy zdolności do adaptacji do nowych gospodarzy. Do genetycznych mechanizmów zmienności wirusów należą mutacje (nagłe, skokowe zmiany materiału genetycznego komórki), rekombinacje (powstanie nowego genotypu poprzez proces wymiany materiału genetycznego) czy reasortacje (zjawisko zmienności genetycznej polegające na wymianie jednego bądź kilku fragmentów jednoniciowego RNA wirusa grypy).

Wirus dąży do utrwalenia się w populacji gospodarzy, aby zapewnić sobie namnażanie. Dlatego generalnie nie odnosi korzyści z zabicia swojego gospodarza, wprost przeciwnie, jest on mu niezbędny do przetrwania. Jeśli powiązanie danego wirusa z danym gospodarzem trwa długo, to najczęściej relacja ta ewoluuje w taki sposób, że gospodarz ponosi niewielkie straty z powodu zakażenia. Kiedy jednak wirus rozszerza zakres swoich gospodarzy, świeżo nabierając zdolności do infekowania nowego rodzaju gospodarza, wówczas jest znacznie bardziej zjadliwy dla niego w porównaniu ze starym gospodarzem. Przykładowo wirus myksomatozy (zaraźliwa wirusowa choroba królików domowych), dla którego naturalnym gospodarzem jest pewien gatunek królika z Ameryki Południowej, powoduje u niego łagodne objawy chorobowe, które ostatecznie ustępują. Ten sam wirus u królika europejskiego powoduje rozwój niemal zawsze śmiertelnej w skutkach myksomatozy. Wydaje się, że ostatecznym wynikiem takiej koewolucji jest zintegrowanie się na stałe genomu wirusa do genomu gospodarza. Taki stan osiągnęły retrowirusy endogenne (które przed milionami lat zainfekowały pierwotne komórki rozrodcze człowieka i innych kręgowców).

Zakażenia wirusowe można podzielić na objawowe i bezobjawowe. Zakażenia bezobjawowe to takie, w których nie stwierdza się wystąpienia objawów chorobowych, ale można wykazać obecność wirusa w różnych komórkach, wydzielinach, płynach ustrojowych oraz obecność swoistych reakcji immunologicznych, które potwierdzają infekcję. Tego typu zakażenia występują bardzo często. W przypadku niektórych wirusów stanowią większość. W konsekwencji zdecydowana większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że przeszła lub przechodzi bezobjawowe zakażenie wirusowe. Takie zakażenie może zostać zwalczone i pozostawiać odporność, ale może być także początkiem choroby przewlekłej. Zasiedlony wirus może być utrzymywany w stanie równowagi dzięki mechanizmom układu odpornościowego. Zarówno zakażenia bezobjawowe, jak i objawowe mogą zapoczątkować zakażenia utajone (latentne), które później wskutek okresowego osłabienia odporności mogą się ujawnić, powodując czasem nawet wielokrotne nawroty choroby. Zakażenia wirusem opryszczki pospolitej są typowym przykładem utajonej postaci zakażenia przewlekłego.

Wirusy w toku ewolucji wykształciły mechanizmy przeciwstawiania się odpowiedzi odpornościowej organizmów. Niektóre wirusy, jak wirusy grypy, szczególnie często ulegają zmianom genetycznym, które powodują, że są nierozpoznawane przez wcześniej wytworzoną specyficzną odpowiedź immunologiczną skierowaną przeciw nim.

Większość zakażeń wirusowych ulega jednak samowyleczeniu i często żadna terapia nie jest potrzebna bądź stosuje się jedynie leczenie objawowe (np. podaje lek przeciwgorączkowy). Jeśli jednak zakażenia wirusowe zagrażają życiu (np. przy zakażeniu HIV czy zapaleniu mózgu) konieczne są próby bezpośredniego zwalczania wirusów. Szczególnie trudne jest też leczenie chorób wirusowych u osób z niedoborem odporności.

Szczepionki wirusowe zawierają jeden lub kilka antygenów danego wirusa, które po wprowadzeniu do organizmu mają na celu pobudzenie organizmu do wytworzenia swoistej odporności komórkowej i pamięci immunologicznej. Głównym celem szczepień, ściśle rzecz biorąc, nie jest zapobieganie infekcjom wirusowym, a wyeliminowanie możliwości rozwoju choroby wirusowej u danego osobnika. Badania naukowe nie pozostawiają wątpliwości co do skuteczności szczepionek. Dzięki nim przykładowo całkowicie zwalczono wirusa ospy prawdziwej, silnie ograniczono zakażenia polio, przeprowadzono skuteczną profilaktykę odry, różyczki, żółtej febry i innych wirusowych chorób.

Mimo postępu istnieje wiele wirusów, przeciw którym nadal nie udało się stworzyć szczepionki, np. wirus zapalenia wątroby typu C czy HIV. Samo wykształcenie odpowiedzi immunologicznej pod wpływem podanej szczepionki wymaga kilku dni, dlatego bezcelowe jest szczepienie w momencie wystąpienia objawów choroby. Do wyjątków należy wirus wścieklizny, który potrzebuje kilku tygodni, aby dotrzeć do rdzenia kręgowego i mózgu, gdzie rozwija się choroba.

Wirusy są ważną siłą napędową ewolucji, stanowią ogromny rezerwuar różnorodności genetycznej, a wirusowe zakażenie ma potencjał, by wprowadzić nową informację genetyczną do danego organizmu żywego lub do potomnych wirusów.

Wirusy miały niemały wpływ na ludzkość. Były przyczyną wielkiej epidemii w imperium rzymskim w latach 165-180 i znacząco osłabiły państwo. Podbój imperium Azteków w mieście Meksyk przez Europejczyków został znacznie ułatwiony poprzez wybuch epidemii ospy prawdziwej, która dziesiątkowała lokalną ludność. Najprawdopodobniej została zawleczona w 1520 roku przez ekspedycję wysłaną dla wsparcia Cortesa.

W 1979 roku ogłoszono, że ospa prawdziwa – choroba wirusowa – została całkowicie zwalczona. W 1983-1984 odkryto, że choroba AIDS jest wywołana przez wirusa. Wirus ten – HIV – stał się najbardziej intensywnie badanym czynnikiem zakaźnym. Badania te przyczyniły się do rozwoju takich dziedzin jak immunologia czy biologia komórki. W 2001 roku w związku z poznaniem ludzkiego genomu okazało się , że zawiera on retrowirusowe sekwencje.

Wirusy występują właściwie wszędzie, wszystkie organizmy stykają się na co dzień z ogromną liczbą cząstek wirusowych. Wirusy znajdują się przykładowo na i w ciele człowieka, i są to zarówno takie, które potencjalnie mogą go zainfekować, jak i takie, które zupełnie takich możliwości nie mają. Zdecydowana większość wirusów nie ma praktycznie żadnego wpływu na zdrowie i samopoczucie. Niektóre jednak, zdolne do zainfekowania danego organizmu, mogą zdołać „przechytrzyć” jego układ odpornościowy (zwłaszcza gdy jest osłabiony) i wywołać różne choroby, od bardzo łagodnych po śmiertelne. Pewne wirusy mogą wywołać epidemię oraz powodować różnego rodzaju starty gospodarcze. Zdarza się, że zainfekowanie jednym wirusem ma łagodzący wpływ na postęp choroby wywoływanej przez innego wirusa (lub bakterię), np. zakażenie wirusem GB-C na AIDS. Zakażenia pewnymi wirusami mogą powodować zmiany zachowania, np. agresja i wodowstręt w przypadku wścieklizny.«

Widać więc na podstawie tego, co powyżej, że walka z wirusami w takiej formie, jaką zastosowały wszystkie rządy na świecie, jest walką z wiatrakami. Są wirusy, przeciwko którym udało się stworzyć szczepionki i są takie, w przypadku których nie udało się to. Czy zatem ci, którzy wybrali ten sposób walki z nimi, nie wiedzą, co czynią? Ależ doskonale wiedzą! O co więc chodzi?

Powszechnie uważa się, po tej drugiej, opozycyjnej że tak powiem stronie, że wszelkie te zabiegi czynione są po to, by dokonać resetu finansowego, że obecny system finansowy, oparty o niespłacalny kredyt, doszedł do ściany i że wyjściem z tego jest zlikwidowanie pieniądza gotówkowego i całkowite przejście na pieniądz elektroniczny. Tłumaczenie infantylne, bo już w Biblii pisano o latach jubileuszowych, następujących co 50 lat, w których władcy anulowali swoim poddanym wszelkie długi. Dlaczegóż by więc nie zastosować tego rozwiązania obecnie? Odpowiedź jest prosta. Bo obecnie długi nie należą do władców poszczególnych narodów, tylko należą do władców międzynarodowych. I tu jest istota problemu.

Ta druga strona, niby opozycyjna, twierdzi też, że jakaś elita finansowa świata postanowiła sobie, że stworzy z ludzi, poprzez zintegrowanie ich z systemem elektronicznym, istoty całkowicie poddane ich woli i po to jest ten cały system szczepień i paszportów. Jednak nikt z nich nie próbuje wyjaśnić motywów tego typu działań. Jaki miałby być motyw jakiejś grupy osób, nawet bardzo bogatych, postawionych najwyżej w hierarchii społecznej, do tego, by robić z ludzi jakieś cyborgi. Skoro oni i tak są na samej górze, to co zyskaliby? Bez motywu nie ma działania. Dopóki nie przedstawią go, wszelkie ich interpretacje otaczającej nas rzeczywistości są błędne.

Ja z taką interpretacją rzeczywistości nie zgadzam się. Motyw jest motorem wszelkich ludzkich działań. Nie trzeba „pandemii”, by podporządkować sobie ludzi. Wystarczy wprowadzenie elektronicznego pieniądza. Tylko jak przekonać ludzi, przynajmniej niektórych, bardziej opornych, że pieniądz elektroniczny jest dla nich lepszy niż papierowy. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, by zlikwidować pieniądz gotówkowy i nie ma też sensownego wytłumaczenia dla takich działań. Co więc wypada zrobić w takim wypadku? Przekonać ich, że wszelkie kontakty pomiędzy ludźmi mogą być niebezpieczne, że najbezpieczniej jest, gdy ograniczamy wszelkie międzyludzkie kontakty, że zarażenie wirusem może nastąpić poprzez dotykanie pieniądza gotówkowego. O ironio! A ja jeszcze pamiętam człowieka, który mówił, że pieniądz lubi być macanym.

Jaki jest więc motyw? Ten sam od tysięcy lat. Od przymierza ludu izraelskiego z ich Bogiem, który obiecał im panowanie nad światem. Dług nie jest problemem i nie trzeba z tego powodu resetować systemu finansowego. „Pandemia” jest tylko pretekstem, końcowym odliczaniem, do ostatecznego rozwiązania, jakkolwiek ironicznie by to brzmiało. To końcowe odliczanie, to drukowanie, czyli kreowanie pieniądza bez ograniczeń, by totalnie zadłużyć cały świat, jest po to, by posiąść go i tym samym, by spełniła się obietnica żydowskiego Boga Jahwe. Cala ta „pandemia” jest tylko i wyłącznie instrumentem do realizacji tego celu. Skoro jednak nikt na tych niby „niezależnych” kanałach i filmikach na YouTube o tym nie mówi, to znaczy, że o żadnej niezależności mowy być nie może. Nie ma takiej opcji, by coś, co nie zostało zaakceptowane przez kierownictwo YouTube, mogło się tam pojawić i być rozpowszechniane. Są oczywiście inne kanały niż YouTube, niby niezależne, ale trzeba być naprawdę naiwnym, by uwierzyć w to, że one takimi są. Nie ma takiej opcji. Ktoś, kto ma pieniądze, kontroluje wszystko. Może to się nazywać Rumble czy inaczej. To nie ma znaczenia. Wszystko, co osiąga oglądalność na poziomie kilkudziesięciu tysięcy lub więcej wejść dziennie, jest kontrolowane lub usuwane, jeśli kontrola i podporządkowanie nie jest możliwe.

Żyjemy w czasach ostatecznych. Douglas Reed, autor książki Kontrowersja Syjonu, uważał, że Żydzi nie osiągną swojego celu, ale też twierdził, że obie strony wyjdą z tej konfrontacji mocno poturbowane.

Czechosłowacja ’68

Ostatnio obchodziliśmy okrągłą 40-tą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W związku z tym pojawiło się w internecie mnóstwo artykułów, wywiadów, komentarzy itp. Nie sposób to wszystko ogarnąć, ale z tego, co zobaczyłem, czy wysłuchałem, to nie ma czego żałować. Nikt tam przecież nie powie, że to wszystko zostało wyreżyserowane, a już na pewno nie odważy się nawet pomyśleć, któż mógłby być reżyserem. Wszyscy wiemy, że filmy najlepiej reżyserują Żydzi. Ale czy tylko filmy? Jeśli obserwujemy takie wydarzenia jak Grudzień ’70, Radom ’76 czy Sierpień ’80, to uderza w nich podobieństwo przyczyn wybuchu tych protestów. Za każdym razem zaczynały się one od podwyżki cen żywności. Przypadek? Nie miejsce tu, by rozwijać ten wątek, bo tym wypadkom poświęcone są oddzielne blogi.

Jednak Sierpień ’80, a właściwie jego koniec, czyli czas poprzedzający stan wojenny, ma wiele wspólnego z tym, co wydarzyło się w Czechosłowacji w 1968 roku. A jeśli tak, to może scenariusze pisali ci sami reżyserzy? Różnica jest taka, że u nas trwało to około 1,5 roku, w Czechosłowacji – niecałe 8 miesięcy. Ale jest jeszcze jedna różnica – siły jakie zaangażowano w stłumienie Solidarności i Praskiej Wiosny. Tam była to największa operacja wojskowa po II wojnie światowej. Solidarność pacyfikowało 30 tys. milicjantów i 70 tys. żołnierzy. W Czechosłowacji w pierwszym rzucie siły inwazyjne liczyły 250 tys. żołnierzy, a po drugim – ogólna liczba żołnierzy doszła do 450 tys. Po co aż tylu? Bardzo starano się coś ukryć. Tam naprawdę chodziło o coś innego. Szkoda tylko ludzi, którzy zupełnie nieświadomi tego, że w polityce prawdziwe cele są zawsze ukryte i znane tylko nielicznym wtajemniczonym, myśleli, że to wszystko, to tak na poważnie, że komunista Dubczek, ni z tego, ni z owego, zmienił swoje poglądy. Tak to nie wyglądało, ale jak zwykle, wypada zacząć od początku.

W 1948 roku czeska partia socjaldemokratyczna została włączona do partii komunistycznej. Było więc podobnie jak u nas. 15 grudnia 1948 roku w wyniku połączenia PPS-u i PPR-u powstała PZPR. I prawie od razu wszystkiego zaczęło brakować. W 1953 roku po śmierci Klementa Gottwalda pierwszym sekretarzem Komunistycznej Partii Czechosłowacji zostaje Antonin Novotny. Od 1957 roku jest on również prezydentem. Obie funkcje pełnił do 1968 roku.

W latach 60-tych zaczęły jednak stopniowo narastać głosy krytyczne wobec Novotnego i kierownictwa, nawet w obrębie rządzącej partii komunistycznej. Ich powodem był przede wszystkim kryzys społeczny i gospodarczy, który coraz bardziej ogarniał Czechosłowację na skutek zniszczenia gospodarki rynkowej po 1948 roku. Grupy te, nawołujące do zastąpienia centralnego planowania „socjalistyczną gospodarką rynkową”, w partii komunistycznej skupiały się wokół Oty Szika, członka KC i kierownika Instytutu Gospodarki przy Praskiej Akademii Nauk. Na Słowacji dochodziły do tego napięcia na tle narodowościowym, spowodowane centralistyczną polityką Novotnego i ograniczaniem uprawnień organów słowackich. Wśród słowackich komunistów dużą popularnością cieszył się Gustav Husak, który w latach 50-tych, podobnie jak Władysław Gomułka, był oskarżany o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne.

W coraz większej opozycji do rządu byli pisarze. Już na początku lat 60-tych na kongresie pisarzy wezwano do uznania znaczenia twórczości Franza Kafki, do tej pory wyklętego przez ideologów komunistycznych. Tubą nowych prądów stało się czasopismo literackie Literarni Noviny,o dużym jak na Czechosłowację nakładzie 140.000 egzemplarzy. Jego trzej delegaci na IV zjeździe Związku Pisarzy Czechosłowackich w czerwcu 1967 roku skrytykowali nie tylko osobę Novotnego, ale też cały okres 20 lat od przejęcia władzy przez komunistów. Novotny zareagował poleceniem wyrzucenia wymienionych trzech redaktorów z partii i poddania czasopisma pod nadzór Ministra Kultury. Nie doprowadziło to jednak do uspokojenia nastrojów wśród inteligencji i studentów. Kolejnym polem konfrontacji stały się stłumione przez milicję w dniu 31 października 1967 roku demonstracje studentów z akademików w dzielnicy Strahova w Pradze. Żądali oni poprawy warunków zakwaterowania. Brutalność milicji wywołała falę krytyki w społeczeństwie, a kiedy Novotny zwrócił się do Moskwy, ta dała mu do zrozumienia, że nie może liczyć na pomoc, lecz musi sam uporać się z problemami.

To jest zastanawiające, że zaczyna się od krytyki wewnątrz partii, tylko nigdy nie wiadomo, kto daje sygnał, że trzeba ją zacząć. Informacja zawsze jest przedstawiana w formie bezosobowej. Później dołączają literaci i im pokrewni, następnie ożywiają się studenci, a na końcu anonimowy tłum. No i partia musi zareagować, a w niej dochodzi do podziału na dogmatyków i reformatorów. U nas też w latach 1980-1981 partia była tak samo podzielona.

Wszystkie te wydarzenia i zaostrzająca się walka pomiędzy dogmatycznymi i reformatorskimi kręgami w partii doprowadziły wreszcie do zmiany na stanowisku I sekretarza KC KPCz, do której doszło na posiedzeniu KC KPCz 4 stycznia 1968 r. Od 5 stycznia 1968 r. nowym przywódcą KPCz został, z poparciem Breżniewa, dotychczasowy I sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Słowacji Alexander Dubczek. Novotny zachował stanowisko prezydenta państwa.

Już po kilku tygodniach stało się jasne, że rezultatem tych wewnątrzpartyjnych walk będą głębokie zmiany nie tylko w partii, lecz w całym społeczeństwie. W przemówieniu wygłoszonym w lutym, w 20-tą rocznicę przewrotu komunistycznego, Dubczek ogłosił konieczność zmian w życiu społecznym i gospodarczym kraju i przyznał, że w rządach partii komunistycznej dochodziło do wypaczeń. Również inni czołowi działacze komunistyczni i ludzie kultury zaczęli publicznie krytykować swoich poprzedników. 22 marca Novotny, pod naciskiem opinii publicznej, ustąpił ze stanowiska prezydenta Czechosłowacji. Na jego miejsce Zgromadzenie Narodowe wybrało 30 marca bohatera wojennego Ludvika Svobodę.

Zmian dokonano także w rządzie. Premierem został Oldrzich Czernik. Zwolennikami reform byli też wicepremier odpowiedzialny za sprawy gospodarcze i minister spraw wewnętrznych. W partii opracowano zatwierdzony przez KC KPCz „Program działań”, który wytyczał kierunki zmian. Nie zamierzano odchodzić od gospodarki socjalistycznej. Celem reform było:

  • wprowadzenie do gospodarki elementów rynkowych
  • uwolnienie cen
  • koncentracja produkcji na dobrach konsumpcyjnych
  • zwiększenie samodzielności przedsiębiorstw
  • umożliwienie samorządom pracowniczym współudziału w zarządzaniu zakładami pracy

W dziedzinie polityki celem reform było:

  • zachowanie kierowniczej roli KPCz przy jej rezygnacji z wszechwładnego kierowania wszystkimi aspektami życia gospodarczego i społecznego, które powinny przejść do kompetencji rządu, poddanemu kontroli parlamentu
  • uczynienie partii bardziej pluralistycznej i pełniącej w społeczeństwie rolę „naturalnego autorytetu”
  • zwiększenie wolności prasy i wolności wypowiedzi
  • umożliwienie swobodnego przemieszczania się
  • ograniczenie władzy tajnej milicji
  • potencjalne wycofanie się z Układu Warszawskiego

Te postulaty pełniły mniej więcej taką samą rolę jak 21 postulatów Solidarności. Ci, którzy je układali wiedzieli dobrze, że nie dojdzie do ich realizacji. Bo w obu przypadkach chodziło o coś zupełnie innego.

Reformy Praskiej Wiosny zostały zainicjowane przez klasę rządzącą, ale szybko zostały zaakceptowane przez ogół społeczeństwa. Organizowano demonstracje i spotkania, domagano się większej wolności praktyk religijnych i powstania partii niekomunistycznych. Pod naciskiem społeczeństwa otwarto granice, zrehabilitowano osoby bezprawnie skazane po 1948 roku. Ogól społeczeństwa akceptował socjalizm w odpowiednio zreformowanej i niezależnej od Moskwy postaci. Tylko nieliczni, jak Vaclav Havel, wykraczali poza dogmaty kierowniczej roli partii komunistycznej, odrzucając koncepcję opozycji jako partnerstwa i domagając się utworzenia niezależnej partii chadeckiej. Próbowano też odtwarzać dawne partie, jak choćby partię socjaldemokratyczną, która w lutym 1948 roku została połączona z partią komunistyczną. Działania te stawały się coraz bardziej kłopotliwe i niebezpieczne dla rządzącej KPCz. Coraz wyraźniej było widać, że zapoczątkowana budowa „socjalizmu z ludzką twarzą” może zakończyć się obaleniem ustroju socjalistycznego i coraz jaśniejsze stawało się, że z taką perspektywą Związek Radziecki nie pogodzi się.

Szczególnie kłopotliwa okazała się petycja Dwa tysiące słów, napisana przez Ludvíka Vaculíka z inicjatywy pracowników Czechosłowackiej Akademii Nauk i później podpisana przez wiele znaczących osobistości ze świata polityki i kultury. Petycja, która po raz pierwszy została opublikowana 27 czerwca w czasopiśmie Literarni listy, wyrażała zaniepokojenie utrzymującą się obecnością „betonu partyjnego” w KPCz i nawoływała do jeszcze większego pogłębienia reform poprzez aktywne uczestnictwo społeczeństwa, wyrażające się nawet poprzez strajki i demonstracje. Kierownictwo KPCz odrzuciło petycję, pogłębiła ona jednak zaniepokojenie Związku Radzieckiego rozwojem sytuacji.

Dokładną kopią tego typu działania, czyli eskalacją żądań, które nie mogą być spełnione i niechęcią do jakichkolwiek rozmów, było zachowanie działaczy Solidarności w październiku i listopadzie 1981 roku. To było świadome parcie do konfrontacji. Czescy działacze opozycyjni zachowywali się podobnie jak polscy działacze opozycyjni, którzy byli agentami komunistycznymi. Mieli oni dostarczyć pretekstu do inwazji na Czechosłowację i stąd taka ich postawa.

Początkowe poparcie Moskwy dla Dubczeka znikło bardzo szybko, kiedy zorientowano się, w jakim kierunku zmierzają reformy w Czechosłowacji. Już 23 marca w Dreźnie na spotkaniu przedstawicieli partii komunistycznych i rządów Czechosłowacji, ZSRR, NRD, Węgier, Bułgarii i Polski, na określenie sytuacji w Czechosłowacji użyto słowa „kontrrewolucja”. Kolejne spotkania tych krajów (tzw. warszawskiej piątki), tym razem bez udziału Czechosłowacji miały miejsce w maju i czerwcu. Od 18 czerwca do 3 lipca na terenie Czechosłowacji przeprowadzono ćwiczenia wojsk Układu Warszawskiego pod kryptonimem „Szumawa”, które były elementem nacisku na przywódców KPCz, a jednocześnie stanowiły przygotowania do późniejszej inwazji.

14 i 15 lipca doszło w Warszawie do narady „piątki” (bez udziału przedstawicieli władz czechosłowackich), po której uczestnicy spotkania wystosowali wspólny list otwarty do KC KPCz, w którym domagali się zwalczania sił opozycyjnych, przywrócenia cenzury, zdelegalizowania nowo powstałych organizacji i rozprawienia się ze wszystkimi siłami „wrogimi ustrojowi socjalistycznemu”. List, który opublikowano w środkach masowego przekazu, był jednocześnie upublicznieniem konfliktu pomiędzy Moskwą a politykami czechosłowackimi. Władze czechosłowackie odrzuciły żądania listu, co spowodowało, że na południu Polski i NRD zaczęły gromadzić się wojska, przygotowujące się do interwencji.

Skoro władze czechosłowackie odrzuciły żądania listu, to znaczy, że samie nie chciały użyć własnych sił milicyjnych i wojska do zaprowadzenia porządku, jak to stało się w Polsce w grudniu 1981 roku. Gdyby to zrobiły, to interwencja nie byłaby możliwa, a przecież właśnie o to chodziło, by była możliwa. Tak więc władze Czechosłowacji i opozycja wykonywały polecenia tych samych swoich „nieznanych przełożonych”.

W dniach 29 lipca – 2 sierpnia doszło do kolejnej próby rozwiązania konfliktu. Z inicjatywy Leonida Breżniewa w miejscowości Czerna nad Cisą odbyły się rozmowy radziecko-czechosłowackie. Wkrótce potem, 3 sierpnia w Bratysławie, doszło do krótkiego spotkania, na które dołączyli pozostali członkowie „warszawskiej piątki”: Bułgaria, NRD, Polska i Węgry. Rezultatem obu spotkań był kompromis, na który zgodził się Breżniew i którego efektem była tzw. Deklaracja Bratysławska. Władze czechosłowackie zadeklarowały swoją wierność wobec socjalizmu, wolę pozostania w Układzie Warszawskim, obiecały również poskromić tendencje antysocjalistyczne i dążenia do odrodzenia socjaldemokracji oraz skuteczniej kontrolować treści publikowane w prasie. W Deklaracji ponownie zobowiązały się do wierności zasadom marksizmu-leninizmu, zwalczania sił „burżuazyjnych” i „antysocjalistycznych”. Rozmowy w Czernej nad Cisą i Bratysławie nie zmieniły praktycznie sytuacji wewnętrznej w Czechosłowacji. Rosła za to determinacja w społeczeństwie. 27 lipca Literarni listy opublikowały Orędzie obywateli do władz KPCz pisarza Pavla Kohouta, w którym nawoływano władze do przyjęcia stanowczej postawy wobec żądań radzieckich. Pod orędziem w krótkim czasie podpisało się ponad milion osób.

Wobec takiego rozwoju sytuacji władze radzieckie postanowiły rozwiązać problem siłą. Ostateczna decyzja o wkroczeniu wojsk pięciu państw Układu Warszawskiego na terytorium Czechosłowacji zapadła podczas posiedzenia ścisłego kierownictwa KC KPZR w dniach 15-17 sierpnia 1968 roku. W nocy z 20 na 21 sierpnia rozpoczęła się operacja „Dunaj”. Pretekstem do inwazji był list opublikowany w radzieckiej prasie, w którym rzekomo czechosłowaccy przywódcy zwracali się do Kremla o niezwłoczną pomoc, łącznie z użyciem sił zbrojnych. List ten uważano początkowo za fałszerstwo. Jednak na początku lat 90-tych władze Rosji przekazały Vaclavowi Havlowi jego kopię. List ten, jak się okazało, został podpisany przez Vasyla Bilaka, Oldrzicha Szvestkę, Drahomira Koldera, Aloisa Indrę i Antonina Kapkę, reprezentujących stalinowskie skrzydło w KPCz.

W nocy 20 sierpnia Alexander Dubczek i inni wysocy rangą funkcjonariusze zostali aresztowani i wywiezieni do Moskwy. KPCz zdecydowała nie stawiać zbrojnego oporu, co nie zapobiegło ofiarom śmiertelnym na skutek spontanicznego oporu społeczeństwa. Przywódcy partii i państwa formalnie nadal pozostawali przy władzy. KPCz i inne organy państwa natychmiast potępiły interwencję. W trybie pilnym na 22 sierpnia zwołano nadzwyczajny XIV zjazd KPCz, który odbył się w ukryciu w jednym z praskich zakładów przemysłowych w dzielnicy Wysoczany. Wyrażono na nim ostry sprzeciw wobec inwazji i wezwano do godzinnego strajku powszechnego w dniu 23 sierpnia. Ze wszystkich funkcji usunięto też kolaborantów próbujących zalegalizować interwencję, a w ich miejsce wybrano członków partii sprzyjających reformom.

Tymczasem w Moskwie 23 sierpnia, z inicjatywy prezydenta Svobody, podjęto rozmowy z aresztowanymi funkcjonariuszami partii i rządu. Ich wynikiem był tajny „protokół moskiewski” podpisany 27 sierpnia. Przywódcy Czechosłowacji zobowiązali się w nim do anulowania decyzji zjazdu w Wysoczanach i „normalizacji” sytuacji w kraju, polegającej między innymi na usunięciu ze stanowisk niektórych polityków i rozwiązaniu „antysocjalistycznych” organizacji, w zamian za zgodę na pozostanie przy władzy. W praktyce postanowienia protokołu moskiewskiego oznaczały cofnięcie prawie wszystkich reform Praskiej Wiosny.

Po powrocie Alexandra Dubczeka i innych przywódców z Moskwy podpisano umowę o czasowej obecności wojsk radzieckich w Czechosłowacji (w przeciwieństwie do NRD czy Polski, do 1968 roku nie stacjonowały one w tym kraju), wznowiono cenzurę, zaczęto też ograniczać wolność zrzeszania się i usuwać ze stanowisk ludzi krytycznych wobec nowej rzeczywistości. Wynikiem praskiej wiosny stała się też federalizacja Czechosłowacji, której przeprowadzenie planował też Dubczek. Na mocy ustawy z 27 października 1968 r. Słowacja w ramach jednego państwa stała się równoprawnym partnerem Czech. Kreml pragnął w ten sposób pozyskać społeczeństwo słowackie i odwrócić jego uwagę od zniweczonych reform.

Interwencja państw Układu Warszawskiego nie oznaczała natychmiastowego załamania dążeń społeczeństwa czechosłowackiego. Protesty społeczne przeciwko stłumieniu praskiej wiosny trwały aż do połowy 1969 r. Demonstracje przeciwko obecności radzieckich wojsk miały miejsce np. w rocznicę powstania Czechosłowacji 28 października i w rocznicę rewolucji październikowej. Protesty te były brutalnie tłumione przez siły bezpieczeństwa.

Do demonstracji doszło też 21 i 28 marca po zwycięstwie reprezentacji Czechosłowacji w hokeju na lodzie nad drużyną Związku Radzieckiego na mistrzostwach świata w Szwecji. Zaatakowano wtedy m.in. budynek Aerofłotu w Pradze. Zamieszki te posłużyły za pretekst do usunięcia 17 kwietnia 1969 roku Alexandra Dubczeka ze stanowiska I sekretarza KPCz (później „zesłano” go w charakterze ambasadora na placówkę dyplomatyczną w Turcji). Nowym przywódcą partii komunistycznej został Gustaw Husak, który od sierpnia 1968 roku był pierwszym sekretarzem Komunistycznej Partii Słowacji.

W operacji „Dunaj” wzięła udział bardzo duża liczba żołnierzy i ściągnięto masę sprzętu wojskowego. W pierwszym rzucie wojska inwazyjne liczyły 250 tysięcy żołnierzy, 4200 czołgów. Po drugim rzucie liczba ta wzrosła do 450 tysięcy żołnierzy i 6500 czołgów. Polski kontyngent liczył 24 tysiące oficerów i żołnierzy, 647 czołgów, 566 transporterów, 191 dział i moździerzy, 84 działa przeciwpancerne, 96 dział przeciwlotniczych, 4798 samochodów i 36 śmigłowców (była to największa powojenna operacja wojskowa sił LWP (Ludowe Wojsko Polskie), aż do Grudnia ’70.

Spalony w Pradze radziecki czołg; źródło: Wikipedia.

Wszystkie informacje w tym blogu zaczerpnąłem z Wikipedii. Nie podaje ona jednak podziału na poszczególne rodzaje wojsk dla całych sił inwazyjnych, tylko dla LWP. W sumie nie jest to takie ważne. Ważne jest to, że użyto nieproporcjonalnie dużych sił w stosunku do zagrożenia, jeśli ono w ogóle było. Po co ciągnięto działa i moździerze, działa przeciwpancerne, działa przeciwlotnicze, skoro KPCz oświadczyła, że nie będzie stawiać oporu zbrojnego? Przeciw ludności cywilnej? To bez sensu. Solidarność spacyfikowało 30 tys. milicjantów i 70 tys. żołnierzy, a Polska miała wtedy ponad dwa razy więcej ludności i ponad dwa razy większą powierzchnię państwa. W Czechosłowacji wystarczyło by 15 tys. milicjantów i 35 tys. żołnierzy, czyli razem 50 tys. A użyto sił prawie 10-krotnie większych. Coś chciano ukryć i odwrócić uwagę. Czyją uwagę? Chyba Amerykanów i ich szpiegów.

Na właściwą informację natrafiłem dopiero czytając życiorys Dubczeka. Jego ojciec był stolarzem, który pracował przez kilka lat w Stanach Zjednoczonych. Tam stał się pacyfistą i komunistą. W niepodległej Czechosłowacji był jednym z twórców Komunistycznej Partii Czechosłowacji. W 1926 roku Alexander Dubczek (ur. 1921) wyjechał z rodzicami do miasta Frunze (obecnie Biszek) w radzieckim Kirgistanie. Tu Wikipedia ogranicza się tylko do tej informacji, ale angielska podaje, że mieszkali tam w komunie, która miała pomagać budować komunizm w tej republice radzieckiej. Później Dubczekowie przenieśli się do miasta Gorki (obecnie Niżny Nowogród). W 1938 roku wracają na Słowację, a w1939 roku młody Dubczek wraz z ojcem wstąpił do ówcześnie nielegalnej Komunistycznej Partii Słowacji. Od dziecka więc przesiąkał Dubczek ideami komunizmu i raczej trudno w to uwierzyć, że w późniejszym okresie zmienił swoje poglądy. Ponadto ten życiorys sugeruje, że był Żydem. Zwykły stolarz w tamtych czasach nie rozjeżdżał się tak po świecie.

I tak czytając cierpliwie i do końca jego życiorys w Wikipedii natknąłem się na takie zdania: „Plan inwazji na Czechosłowację istniał w siedzibie Rady Najwyższej ZSRR już w czerwcu 1968 roku. Według niektórych źródeł, plan inwazji powstał jeszcze wcześniej, a jego głównym założeniem było przeniesienie sowieckiego arsenału nuklearnego na zachodnią granicę bloku komunistycznego.” Bo Czechosłowacja wbijała się klinem pomiędzy Niemcy Zachodnie a Wschodnie. Jej krańce zachodnie były bardziej wysunięte na zachód niż Berlin i stosunkowo blisko Monachium.

Mapa Czechosłowacji w latach 1969-1990; źródło: Wikipedia.

I tu jest pies pogrzebany! W takiej masie ludzi i sprzętu i przy masowych protestach ludności, próba dopatrzenia się tam głowic nuklearnych, to jak szukanie igły w stogu siana. I jeszcze trzeba wiedzieć, czego szukać.

Przykład inwazji na Czechosłowację pokazuje, że władza komunistyczna nie liczyła się zupełnie z ludźmi. Traktowała ich jak bydło, choć deklaracje były zgoła odmienne. A czy obecna władza jest inna? Natomiast plan inwazji powstał pewnie znacznie wcześniej niż pisze Wikipedia. Zaczęło się od zmian w partii. Później ferment ogarnął intelektualistów. Następni byli studenci, którzy raptem zauważyli, że ich warunki zakwaterowania są złe. A na końcu rozlało się to na zwykłych ludzi, którzy też „zauważyli”, że żyje im się źle, choć przez dwadzieścia poprzednich lat tego nie odczuwali, a jeśli odczuwali, to jakoś nie przyszło im to do głowy, by protestować.

Jak wielkimi możliwościami muszą dysponować ci, którzy potrafili rozruszać taką nację jak Czesi, którzy nie zostali obdarzeni przez naturę jakimś wybuchowym temperamentem. A jednak udało im się!

Stan wojenny

W tym roku mamy 40-tą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Na jego temat napisano już prawie wszystko, albo prawie wszystko, bo co roku pojawiają się jakieś nowe rewelacje lub interpretacje, dotyczące tamtych wydarzeń, a w szczególności motywów, jakie kierowały Jaruzelskim. Ale nim nie kierowały żadne motywy. Po prostu wykonywał polecenia swoich „nieznanych przełożonych”.

Na „salonie24” pojawił się artykuł, którego autor, Rafał Woś, pisze, że stan wojenny został wprowadzony po to, by obalić w Polsce socjalizm i wprowadzić kapitalizm. Link do artykułu tu: https://www.salon24.pl/newsroom/1188164,13-grudnia-skonczyl-sie-w-polsce-socjalizm. Można oczywiście i tak patrzeć na ten stan, ale czy to ma sens? Czy nie chodzi o to, by raczej jeszcze bardziej skomplikować ocenę stanu wojennego, niż cokolwiek wyjaśnić?

„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – słowa te wypowiedział Władysław Gomółka w 1945 roku. I to prawda. Od 1926 roku należał do Komunistycznej Partii Polski. Miał wtedy 21 lat. Od 1930 roku był funkcjonariuszem Komitetu Centralnego KPP. A więc należał do najważniejszych osób w tej partii, która w zdecydowanej większości składała się z Żydów. Dobrze wiedział, co mówił. Nauka Żydów nie poszła w las. Nie ma to najmniejszego znaczenia, jaki ustrój panuje, najważniejsze jest, by ci sami ludzie lub ich potomni trwali przy władzy. W Polsce sanacyjnej faktycznie rządziła lub miała bardzo duży wpływ na władzę właśnie KPP. Po wojnie dzieci jej członków przejęły władzę w PRL-u. W III RP, „kapitalistycznej”, rządzą wnuki tych z KPP. Bardzo dużo się zmieniło, by nic się nie zmieniło. Bo co to za różnica dla gołodupca, w jakim ustroju żyje. Oczywiście „kapitalizm” wprowadzono w Polsce, nie dlatego, że młodzi aparatczycy zbuntowali się i chcieli kapitalizmu, jak pisze Rafał Woś, tylko dlatego, że tak postanowił ktoś, kto już od dawna planował przemiany w całym regionie. Zmiana ustroju, to dla zwykłego człowieka zawsze jakaś nadzieja, ale często złudna. Inna sprawa, że nowa władza musi pewną część społeczeństwa uprzywilejować, by mieć jakieś poparcie społeczne, bez którego demokracja nie może się obejść.

W 1948 roku oskarżono Gomułkę o odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięto od władzy. W 1951 roku aresztowano. 7 grudnia 1954 roku władze partyjne podjęły decyzję o jego uwolnieniu. 6 kwietnia 1956 roku I sekretarz PZPR Edward Ochab poinformował aktyw partyjny o rehabilitacji Gomółki: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Ciekawe kto personalnie podjął taką decyzję? Tego nigdy się nie dowiemy, ale możemy się domyślić. Prawdziwa władza rządzi z ukrycia. Tak kreowano Gomułkę na patriotę i bohatera. Już szykowano Październik ’56.

Reakcja władz radzieckich na wydarzenia Października była gwałtowna. Do Warszawy przybyła delegacja radziecka, w skład której wchodził m.in. Chruszczow, Mołotow, Mikojan, Żukow i Koniew. Odmówiono im oficjalnego przyjęcia. W tym czasie wojska radzieckie, stacjonujące w Polsce, zbliżały się do Warszawy. Generał Komar, który stał na czele Korpusu Bezpieczeństwa, oświadczył, że w razie radzieckiej interwencji wyda broń robotnikom. Gomułka miał się okazać nieczuły na radzieckie perswazje i delegacja radziecka odleciała do Moskwy, a Koniew i Żukow odlecieli do… Legnicy. – Te informacje pochodzą z Dziennika Marii Dąbrowskiej, która pisała o tych wydarzeniach pod datą 21.X.1956 roku.

Taki spektakl odegrano, by przekonać polskie społeczeństwo, że zatwardziały i ideowy komunista, jakim był Gomułka, jest polskim patriotą. I to społeczeństwo zaufało mu. I o to chodziło. Po stanie wojennym też niektórzy, a szczególnie Michnik lansowali Jaruzelskiego na zbawcę ojczyzny i patriotę, który uchronił kraj od radzieckiej interwencji. Do dziś trwają spory, czy był nim faktycznie, czy – nie.

Wydarzenia z lat 1980-1981 wyreżyserowano tak samo, jak Październik ’56, Marzec ’68, Grudzień ’70 i Radom ’76. O nich pisałem w oddzielnych blogach. Tzw. ekstremiści z Solidarności, którzy parli do konfrontacji, głusi na wszelkie argumenty, byli komunistycznymi agentami, których zadaniem było dostarczenie pretekstu do wprowadzenia stanu wojennego.

W 1980 roku dochód narodowy spadł o 6% w porównaniu z poprzednim, w 1981- o 12% rok do roku. 10 września 1981 roku władze radzieckie przekazały polskiej stronie rządowej informację, że w związku z sytuacją w Polsce, w 1982 roku ZSRR dostarczy do Polski mniej ropy naftowej (o 64%) i gazu (o 47%). Oleju napędowego Polska miała nie uzyskać wcale. Pomimo strajków sytuacja gospodarcza nie była aż tak zła, jak ją wówczas przedstawiano. I pewnie nie z tego powodu w sklepach były pustki. Prawdopodobnie wstrzymywano dostawy. A Związek Radziecki dorzucił swoje trzy grosze. Miał więc Jaruzelski pretekst do podjęcia decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.

Po jego wprowadzeniu, w latach 80-tych, sytuacja gospodarcza wcale nie uległa znaczącej poprawie. Wprost przeciwnie! Było coraz gorzej. Pod koniec dekady zaczęto przebąkiwać o zmianach, uproszczono ustawę o działalności gospodarczej, pojawiły się tzw. firmy polonijne, które miały szereg przywilejów dewizowo-podatkowych i, w odróżnieniu od firm państwowych, mogły dość swobodne kształtować ceny swoich produktów. Z tych przedsiębiorstw polonijnych wyrosło wiele współczesnych fortun. Jako przedstawiciele „firm polonijnych” zaczynali swoją działalność m.in. Jan Kulczyk i Zygmunt Solorz. Coraz częściej pojawiały się opinie, że socjalizm nie sprawdził się. To było takie przygotowanie ludzi, zachęcenie ich do zaakceptowania nadchodzących zmian. Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że to nie socjalizm nie sprawdził się, tylko decydenci chcieli i zrobili wszystko, by nie sprawdził się. W Chinach socjalizm sprawdził się jak najbardziej. I obecnie jest mnóstwo „filozofów” na różnych kanałach internetowych, którzy stręczą nam ten chiński model gospodarki. Socjalizm był „be”, kapitalizm jest „be”, to może model chiński. I tak ad calendas graecas albo, jak kto woli, ad mortem defecatam.

No więc jak to było z tym stanem wojennym? W marcu 1982 roku Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z Mieczysławem Rakowskim. W pewnym momencie mówi on:

»Dwudziestego ósmego listopada, kiedy Jaruzelski poprosił przywódców „Solidarności” o przerwanie strajków, bo w przeciwnym razie wprowadzi ustawę antystrajkową, odpowiedzieli mu śmiechem. Powiedzieli mu: „Skoro rząd chce ogłosić ustawę antystrajkową, będzie strajk”. Wyznaczyli go na 17 grudnia. Nie mam żadnych wątpliwości, że 17 grudnia doszłoby do walki zapowiedzianej w Radomiu. Do walki i wzajemnej masakry. Wojny domowej. Tak więc jedynym wyjściem, poza wprowadzeniem stanu wojennego, było poddać się i pozwolić, by wszystko zniszczono. Podstawy państwa. Niech mi pani wierzy.

Nie, nie wierzę panu, ponieważ to niemożliwe, żeby tak skomplikowana i trudna operacja, jaką było zdławienie rewolucji, została przygotowana w niecałe dwa tygodnie.

Nawet mniej, czy pani wierzy, czy nie. Musi pani wziąć pod uwagę, że plan wprowadzenia stanu wojennego leżał zamknięty w sejfie od lipca 1944 roku, czyli od powstania naszego państwa. Był stale odnawiany, ponieważ nasza konstytucja nie przewiduje niestety stanu wyjątkowego. Właśnie dlatego wszystko było gotowe, kiedy 11 grudnia po południu Jaruzelski wezwał mnie do swojego biura. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Jaruzelski siedział przy biurku ze skupioną, poważną twarzą, poważniejszą niż zwykle. Podniósł oczy, spojrzał na mnie i powiedział: „Nadszedł ten dzień. Pojutrze, 13 grudnia”. Przytaknąłem i odparłem: „Rozumiem”. Nie było nic do dodania, byłem przygotowany także psychologicznie. Później rozmawialiśmy tylko o sprawach technicznych, takich jak przemówienie, które napisał i miał odczytać w niedzielę rano w radiu.«

Powyższy cytat pochodzi z książki Oriany Fallaci Wywiad z władzą wydanej przez Świat Książki, Warszawa 2016.

Jeśli Rakowski powiedział, że plan stanu wojennego był gotowy od początku istnienia PRL-u i ciągle aktualizowany, to znaczy, że był to tylko instrument, coś co nie było stworzone konkretnie pod sytuację z 1981 roku, tylko w 1981 stworzono sytuację, która umożliwiła jego wykorzystanie. W takim przypadku dywagacje typu, czy Jaruzelski uratował Polskę przed radziecką inwazją nie mają sensu, bo radzieccy komuniści pewnie sami opracowali ten plan, skoro był gotowy w lipcu 1944 roku i doskonale wiedzieli, że jak zajdzie taka konieczność, to zostanie wprowadzony w życie i żadna radziecka interwencja nie będzie konieczna.

Jedynie prawda jest ciekawa – mawiał Józef Mackiewicz. Może i tak jest w tym wypadku, ale oznacza to, że Jaruzelski nie okazał się żadnym zbawcą i bohaterem narodowym, tylko zwykłym aparatczykiem, wykonującym posłusznie rozkazy swoich „nieznanych przełożonych”.