Witam na moim blogu

Na tym blogu będę starał się przedstawiać prawdę albo przynajmniej próbował do niej dochodzić. Czy będzie to zamiar udany, czy – nie, ocenią czytający go.

“Jedynie prawda jest ciekawa” – to motto Józefa Mackiewicza. Prawda jest ciekawa, ale niewygodna dla wszystkich i wszyscy starają się ją ukryć albo zniekształcić. Za głoszenie prawdy, uparte jej głoszenie, Józef Mackiewicz cierpiał nędzę. Dzięki temu, że pozostał sobie i swoim przekonaniom wierny, to my, z jego dzieł, możemy dowiedzieć się prawdy.

Blog ten jest poświęcony polityce i historii. Obecnie, jak chyba nigdy dotąd w dziejach ludzkości, nie manipulowano tak historią. Na naszych oczach dokonuje się fałszerstwo na niespotykaną skalę. A to wszystko dzięki internetowi i mediom społecznościowym. Jedynym ratunkiem wydaje się wykorzystanie tych mediów w celu obrony. Zgodnie z rzymską maksymą: kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Dużo miejsca będzie zajmować tematyka żydowska. Nie sposób jednak jej uniknąć, jeśli chce się pisać prawdę. Polska dla Żydów była i jest szczególnym miejscem. Nigdzie społeczność żydowska nie była tak liczna w stosunku do pozostałej ludności i nigdzie nie osiągnęła takich wpływów. Po drugiej wojnie światowej jej przewaga stała się jeszcze większa. Polacy stracili w niej swą warstwę inteligencką, a Żydzi – zachowali. Dlatego jest to gra do jednej bramki. Nie można napisać prawdziwej historii Polski, bez uwzględnienia w niej Żydów i ich wpływów na jej bieg. A dlaczego się ich nie uwzględnia? Najwyraźniej ten, który kontroluje system edukacji, prasę, wydawnictwa – ten sobie tego nie życzy.

Odpustowy patriotyzm

Zbliża się kolejna rocznica Święta Niepodległości. Zostało ono ustanowione ustawą z dnia 23 kwietnia 1937 roku, zniesione ustawą Krajowej Rady Narodowej dnia 22 lipca 1945roku. Przywrócono je ustawą z1989 roku. Samo święto budzi pewne kontrowersje wśród środowisk patriotycznych. Jedni uważają, że nie ma powodu, by akurat w tym dniu świętować. Bo niby dlaczego? Dlatego, że Rada Regencyjna przekazała władzę Piłsudskiemu? Inni twierdzą, że prawdziwą niepodległość Polska odzyskała w dniu 28 czerwca 1919 roku, kiedy to podpisano Traktat Wersalski.

Problem jest niestety bardziej skomplikowany i wypada go dokładniej opisać. A wypada dlatego, że robi się z tego Święta odpust, jarmark, pochód z wymachiwaniem flagą narodową, manifestację. Bo tym, w mojej ocenie, jest tzw. Marsz Niepodległości. Polityki nie uprawia się na ulicy, a przynajmniej nie uprawiają jej tam ci, którzy mają na nią realny wpływ. Świętować można w inny sposób, ale przede wszystkim wypada zastanowić się, czy jest ku temu powód. Bo czy to jest rzeczywiście niepodległość?

Wszystko zaczęło się w 2010 roku. Mamy więc już 10-ty marsz. Marsz Niepodległości został zainicjowany przez nacjonalistyczne organizacje polityczne: Młodzież Wszechpolską i Obóz Narodowo-Radykalny. Od 2011 organizatorem marszu jest Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, do którego należą m.in. działacze tych organizacji. Tak pisze Wikipedia. Któż więc tak naprawdę organizuje ten marsz? Kto się kryje poza tymi „między innymi”? Wcześniej było trochę inaczej. Organizowano oficjalne akademie, defilady itp. Ale to państwo je organizowało. A teraz ktoś inny. Czy to znaczy, że już nie mamy własnego państwa? Chyba tak! Bo skoro obchody rocznicy odzyskania niepodległości organizuje jakieś stowarzyszenie, to chyba tak. W KRS (Krajowy Rejestr Sądowniczy) Stowarzyszenia w rubryce forma własności stoi: własność prywatna krajowa pozostała. To chyba jakaś kpina. Obchody Święta Narodowego organizuje prywatne stowarzyszenie. Nie wiemy, kto je finansuje, bo KRS tego nie podaje. A przecież zorganizowanie marszu kosztuje. Co ma własność prywatna do działań, które z założenia powinny być domeną państwa? Ale skoro prywatna firma może drukować państwowe pieniądze, to może i w innych dziedzinach może „wyręczać” państwo.

Tradycja wciągania Polaków w różnego rodzaju manifestacje i protesty ma historię sięgającą okresu przed powstaniem styczniowym. Początkowo starano się im nadać charakter obchodów kościelnych. Pierwszą okazją był pogrzeb generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli z 1831 roku. Żydzi, bo o nich tu mowa, potrafili przezwyciężyć swoją niechęć do Kościoła, nosili krzyże, śpiewali w kościołach „Boże coś Polskę” i podczas nabożeństw zbierali datki na powstanie. Takie manifestowanie pobożności i patriotyzmu to stary numer grania na ludzkich emocjach. „Nie rycz, mała, nie rycz. Ja znam te wasze numery”. Ale tak, jak mężczyźni często nabierają się na te łzy, tak Polacy nabierają się na ten odpustowy patriotyzm i udawaną pobożność. Stowarzyszenie sprzedaje nawet jakieś gadżety. Pewnie jakieś baloniki na druciku, blaszane zegarki, pierzaste koguciki, motyle drewniane. No i mamy kolorowe jarmarki, bo czymże są te odpalane race i kłęby dymu? Żydzi sprofanowali nam wszystko! Patriotyzm, wiarę i Święto Niepodległości. Nie jest w tym momencie ważne, czy zasadnie przyjęto 11 listopada za to święto.

Marsz Niepodległości to jest przedsięwzięcie, które ma wywoływać ferment i prowokować konflikt, bo przeciwników jest wielu. Ten marsz jest jednak bardziej „subtelny” niż prostacki i jawnie jątrzący Marsz Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce. Organizowanie tej hucpy w mieście, w którym prawosławni stanowią 80% mieszkańców, nie pozostawia wątpliwości co do intencji twórców tego marszu. Jego celem jest skłócanie i tak już antagonistycznej względem siebie ludności katolickiej i prawosławnej tego miasta. Tak działają Żydzi ubrani w patriotyczne i katolickie szatki.

Każda rocznica, jakakolwiek by ona była, skłania do refleksji. Tym bardziej, jeśli budzi kontrowersje i spory. Zamiast wymachiwać flagami na ulicy, to może lepiej zrobić sobie dobrą kawę, może nawet z odrobiną koniaku, i zastanowić się, co się wtedy zdarzyło i czy powstanie Polski to wynik walki Polaków o niepodległość, czy może splot korzystnych dla nas układów politycznych, a może jednego i drugiego.

Od czego zacząć? Od Aktu 5 listopada 1916 roku? Czy może od rozbiorów? No bo mieliśmy trzech zaborców i ci trzej zaborcy starli się w wojnie, która ich wyniszczyła i tak osłabieni zgodzili się na powstanie Polski. No właśnie! Ilu mieliśmy zaborców? Anglicy mają takie mądre, moim zdaniem, przysłowie: first things first. To można przetłumaczyć jako: najpierw rzeczy podstawowe. No więc powinniśmy zacząć od podstaw. Ilu mieliśmy zaborców i czy ich wzajemnie wyniszczenie dało nam automatycznie niepodległość? A więc ilu: trzech czy czterech? A jak czterech, to kto był tym czwartym?

Ks. Dr. K. Lutosławski „Myśl Narodowa” nr 48 z dnia 2.12. 1922 pisze:

Polska miała czterech zaborców, nie trzech: Niemcy, Moskale i Austriacy rozebrali ją na części od zewnątrz i przemocą państwową utrzymywali w niewoli; czwarty zaborca, który od wewnątrz naród bez państwa opanował, wyjadał mu i serca… i mózgi, podbijał jego ducha dumnego i chciał uczynić z polskiej pracy i polskiego zysku mierzwę dla siebie, a z gniazda polskiego – basztę wojenną dla zdobycia panowania nad światem – to Żydzi. Żyd – czwarty zaborca – okazał się najniebezpieczniejszym, najpodstępniejszym, najtrudniejszą też jest do zrzucenia niewola żydowska. Przez cały ciąg naszej niewoli zewnętrznej, Żydzi byli sprzymierzeńcami naszych wrogów, łączyli się natychmiast z każdym najeźdźcą, służyli mu za szpiega, za przewodnika, za narzędzie tortury dla tutejszej ludności polskiej.

Komu zawdzięczamy tego czwartego zaborcę? Tu palma pierwszeństwa należy się chyba Kazimierzowi Wielkiemu, który, chcąc szybko wytworzyć w Polsce handel i przemysł, zezwolił Żydom, prześladowanym wówczas w całej Europie, na osiedlanie się. Tym samym podkopał podwaliny swojego państwa. Żydzi przybywali licznie z Niemiec i niemal od razu zdominowali handel i rzemiosło. Również lichwiarstwo nie było w Polsce oceniane tak negatywnie jak w Niemczech. Skutki tej polityki odczuwamy do dziś i choć minęło już tyle wieków, to nic nie zmieniło się, co więcej, jest coraz gorzej.

Żydzi w dużym stopniu przyczynili się do rozbiorów, a gdy już zaczęto przebąkiwać o nowej Polsce, to robili wszystko, by nowe państwo było jak najsłabsze. Pierwszym oficjalnym dokumentem, w którym otwarcie wypowiedziano się o możliwości powstania państwa polskiego, był Akt 5 listopada 1916 roku. Wikipedia pisze o nim:

5 listopada 1916 w wyniku konferencji w Pszczynie władze niemieckie i austro-węgierskie wydały proklamację, z podpisami swych generalnych gubernatorów von Beselera i Kuka, zawierającą obietnicę powstania Królestwa Polskiego, pozostającego w niesprecyzowanej „łączności z obu sprzymierzonymi mocarstwami”. W akcie tym nie określono granic przyszłej monarchii, a jej status wyrażało słowo „samodzielne” zamiast „niepodległe”, co nie satysfakcjonowało m.in. polskich działaczy narodowych na Śląsku, którzy uznali ogłoszenie tego aktu za działanie pozorne. Dokument ten zawierał natomiast sformułowania dotyczące utworzenia armii polskiej.

Na takie dictum natychmiast zareagowała Rosja, która uznała za niewłaściwe rozporządzanie jej przedwojennym terytorium i ogłosiła, że Polacy mają prawo utworzenia Polski z wszystkich ziem polskich. Stanowisko swoje ogłosiła 15 listopada. Następnego dnia poparły ją Wielka Brytania i Francja, a dzień później – 17 października – Włochy.

Obiecani cacanki, a głupiemu radość. Nikt dokładnie nie precyzował, z jakich ziem ma powstać Polska. Tak na wszelki wypadek, gdyby trzeba było się z tego wycofać. Wszak końca wojny nie było widać. Dużo mogło się jeszcze wydarzyć i wydarzyło się. Ale Żydzi już zaczęli dmuchać na zimne. W 1916 roku po proklamacji niemiecko-austriackiej o wolnej Polsce, niemiecki sekretarz stanu spraw zagranicznych, Zimmermann, oświadczył za pośrednictwem niemieckiego ambasadora w Waszyngtonie, Bernsdorfa, na zapytanie „American Jewish Cronicle, co następuje:

Nowy statut organiczny gmin żydowskich w Polsce przekracza pod względem rozległości wszystko, co Żydzi dotychczas kiedykolwiek posiadali. Statut autonomiczny żydowski daje już możność tworzenia własnych szkół z własnym, odrębnym systemem edukacyjnym, zaś kwestia autonomii narodowej Żydów musi być rozstrzygnięta przez konstytucję Polską, na podstawie wzajemnej zgody Polaków i Żydów dla uniknięcia konfliktu zobopólnych interesów. Rozporządzenia niemieckie zapewniają kwitnące życie Żydom w Polsce i postęp ich rozwoju bez żadnych przeszkód. Gminy żydowskie mają prawo dowolnie organizować swój własny system podatkowy, organizować poważne korporacje dla ochrony interesów żydowskich, tworzyć gminne rady administracyjne żydowskie oraz Najwyższą Żydowską Radę. Wszystko to pozwala Żydom wziąć udział w przyszłym rządzie Polski. Nadto zapewnił Beseler, że Żydzi w każdym razie nie będą zmuszeni do obowiązkowej służby wojskowej w armii polskiej, do której będą jednak mogli wstępować jako ochotnicy.

Z powyższego cytatu wynika, że to nowe państwo zaczęli Polakom organizować Niemcy do spółki z Żydami. No cóż? Skoro oni mieli je powołać do życia, to i oni decydowali. Te gminne rady administracyjne żydowskie to odpowiednik obecnych zarządów gmin, a Najwyższa Żydowska Rada, to odpowiednik Zarządu Związku Gmin Żydowskich. I to wszystko, jak stwierdzono, pozwalało Żydom wziąć udział w przyszłym rządzie Polski. Wtedy, na skutek nieprzewidzianych wypadków w postaci rewolucji bolszewickiej, taka koncepcja nie doszła do skutku, ale co się odwlecze to nie uciecze. Dziś już wszystko jest tak jak wówczas planowano. Żydzi biorą udział w rządzie Polski.

11 Listopada 1918 roku podpisano Rozejm w Compiègne, kończący wojnę pomiędzy Ententą a Cesarstwem Niemieckim. Podpisano go o godzinie 5:20 rano w wagonie kolejowym w Lesie Compiègne. Wybór miejsca i pomieszczenia miał zapewne upokorzyć Niemców i upokorzył. Niemcy tego nie zapomnieli. Rzymianie mieli takie powiedzenie: habent sua fata libelli (książki mają swój los). Wiemy, że tak jest. Ile razy w historii je palono ze względu na niewygodne treści. Ale i wagony mają swój los. Tak było w przypadku tego z Lasu Compiègne. Był używany do 1921 roku. Od 1921 do 1927 – w Muzeum Inwalidów w Paryżu. Od 1927 do 1940 był eksponatem w Lesie Compiègne. 22 czerwca 1940 roku podpisano w nim kapitulację wojsk francuskich. Zemsta jest słodka! Następnie przetransportowano go do Berlina, gdzie stanął przed Katedrą Berlińską jako pomnik zwycięstwa. Od 1944 roku stacjonował w specjalnie zbudowanym tunelu w mieście Crawinkel w Turyngii. W 1945 roku został zniszczony przez SS podczas wysadzania tunelu.

Interesujące nas punkty tego rozejmu to:

  • natychmiastowe wycofanie Armii Cesarstwa Niemieckiego z Francji, Belgii, Luksemburga oraz Alzacji i Lotaryngii
  • wycofanie wojsk niemieckich na wschodzie na granicę z 1914 roku

Najważniejszy dla Polski był artykuł XII tego rozejmu. Wikipedia pisze o nim tak:

Artykuł XII rozejmu w Compiègne przewidywał ewakuację wojsk niemieckich z Austro-Węgier, Rumunii, Turcji oraz byłego już Imperium Rosyjskiego, a więc również ziem polskich. W tym ostatnim przypadku, po interwencji m.in. Romana Dmowskiego zmieniono tekst dotyczący wycofania wojsk niemieckich na „gdy alianci uznają moment ewakuacji za właściwy biorąc pod uwagę sytuację wewnętrzną tych obszarów”. Z kolei artykuł XVI głosił, że „Alianci będą mieli wolny dostęp do terytoriów ewakuowanych przez Niemców na Wschodzie już to przez Gdańsk, już to Wisłą, aby móc zaopatrywać ludność i w celu utrzymania porządku”.

W momencie podpisywania rozejmu wojska niemieckie tworzyły front od Narwy po Dniepr. Narwa to niewielkie miasto nad Zatoką Fińską około 150 km na zachód od Petersburga a nad Dnieprem leży Kijów. Niemcy zajęli kraje bałtyckie, Białoruś, Ukrainę, zajęli Kijów, podeszli pod Petersburg, wkroczyli na Krym, doszli do Donu. Był więc ten front daleko na wschodzie i stanowił kordon oddzielający Europę od rewolucji bolszewickiej. Alianci chcieli wycofać wojska niemieckie na granicę z 1914 roku, czyli na zachodnią granicę byłego Królestwa Polskiego.

Wycofanie się wojsk niemieckich na granicę z 1914 roku oznaczało to, że Wielkopolska i Prusy Królewskie zostaną po stronie niemieckiej. Dostrzegł to niebezpieczeństwo Dmowski i jednocześnie niebezpieczeństwo rozszerzenia się rewolucji bolszewickiej na tereny polskie, i nalegał na to, by nie wycofywać wojsk niemieckich. Ale artykuł XII nie mógł być wyegzekwowany, bo 9 listopada wybucha rewolucja bolszewicka w Berlinie. Przenosi się ona na wojska niemieckie na wschodzie i kordon rwie się. 13 listopada bolszewicy unieważniają postanowienia Pokoju Brzeskiego i ruszają na podbój świata. 27 grudnia wybucha Powstanie Wielkopolskie. Dnia 25 stycznia 1919 roku marszałek Foch wydał rozkaż do oddziałów niemieckich zgrupowanych wokół ośrodka Białystok – Grodno, aby przekazały Polsce terytorium do linii Brześć – Narwa – Krynki – Kuźnica – Nowy Dwór – Sopoćkinie, i przepuściły wojska polskie przeznaczone do odparcia nawały bolszewickiej.

Dmowski był wybitnym politykiem i dyplomatą, chociażby z tego powodu, że dostrzegł niebezpieczeństwo artykułu XII Rozejmu w Compiègne, dotyczącego wycofania wojsk niemieckich na granicę z 1914 roku. W listopadzie 1918 roku nie było jeszcze wojska polskiego, które oddzielałoby Europę od rewolucji bolszewickiej. Nic więc dziwnego, że ten żydowski „Marsz Niepodległości” nigdy nie zaszedł i nie zajdzie pod pomnik Dmowskiego. Są w stanie Żydzi udawać patriotów i nadgorliwych katolików, ale oddać hołd Dmowskiemu… Nie! Tego – nie!

28 czerwca 1919 roku podpisano Traktat Wersalski. Dokumenty ratyfikacji złożono 10 stycznia 1920 roku i z tą datą wszedł w życie. Traktat ten został zawarty podczas paryskiej konferencji pokojowej, trwającej od 18 stycznia 1919 roku do 21 stycznia 1920 roku. W tym czasie granice polski nie były jeszcze ustalone. Polska uzyskała znaczną część Wielkopolski i Prus Królewskich. I w tym miejscu granica była bezsporna. Nie była jeszcze rozstrzygnięta sprawa Górnego Śląska, nie mówiąc już o granicy wschodniej, którą ustalono w 1921 roku w Rydze.

Jakkolwiek zabiegi Dmowskiego znaczyły dużo, to nie można zapominać, że ogólna sytuacja polityczna w tamtym czasie sprzyjała tendencjom niepodległościowym Polaków i nie tylko Polaków. Dwa czynniki miały decydujący wpływ na ukształtowanie się powojennej Europy:

  • rozpad Austro-Węgier
  • rewolucja bolszewicka w Niemczech w listopadzie 1918 roku.

Gdyby nie ta rewolucja, to kordon niemieckich wojsk nadal stałby daleko na wschodzie. Czy w takiej sytuacji, gdy wojska niemieckie chronią Europę przed bolszewizmem, byłby w stanie Dmowski przekonać dyplomatów państw zachodnich o przyłączeniu do Polski Wielkopolski i Prus Królewskich? Wszak byli oni pod przemożnym wpływem lobby żydowskiego z Ameryki, które było wrogie Polsce i robiło wszystko, by ją osłabić. To dzięki temu lobby cofnięto wcześniejszą decyzję o przyznaniu Polsce Górnego Śląska i zarządzono plebiscyty. Adam Skierski (Skierko?) tak o tym pisał:

Kiedy prez. Wilson przybył do Paryża, to za jego pośrednictwem anonimowa finansjera New-Yorku, Londynu, Berlina i Frankfurtu wywierała niewątpliwe wpływ na decyzję Konferencji Pokojowej. Znana jest depesza nowojorskiego bogacza Jakóba Schiff’a, dyrektora banku „Kuhn Loeb i C-o”, który w maju zażądał między innymi, aby na Śląsku Górnym i w Prusach zarządzono plebiscyt. Jak wiadomo, Niemcy uzyskali w tej sprawie poparcie p. Lloyd George’a i… Konferencja cofnęła swoją poprzednią uchwałę, przyznającą nam Śląsk Górny (9 maja), a zdecydowała plebiscyt (16 czerwca 1919). W czyim imieniu przemawiał Jakób Schiff?

Rozpad Austro-Węgier spowodował ukształtowanie się wielkiego obszaru zamieszkiwanego przez wiele narodów, które dążyły do utworzenia swoich państw. Powstałaby wolna Galicja, do której naturalnie ciążyłyby polskie ziemie z zaborów rosyjskiego i pruskiego. Skoro powstałoby wiele nowych państw, to i problem Polski musiałby być rozwiązany. Wszyscy wielcy tamtego świata zdawali sobie sprawę, że sytuacja trochę wymknęła się im spod kontroli. Nie było wyjścia. Trzeba było pozwolić tym narodom na stworzenie ich własnych państw w tym także i Polski.

Skoro już miała powstać ta Polska, to Żydzi robili wszystko, by była jak najsłabsza. Adam Skierko w Gazecie Warszawskiej z dnia 9.12.1920 roku pisał:

Akcja żydowska miała bezpośredni wpływ na realizację programu terytorialnego Państwa polskiego na konferencji pokojowej. Oczywiście, interesy polskie były sprzeczne z interesami Niemiec, a czasami różniły się od interesów angielskich, rosyjskich lub czeskich. Ale fakt, że te wszystkie interesy zawsze brały i biorą górę nad interesami polskimi, jest symptomatyczny. Zauważyć wypada, że formułka Państwa polskiego o ludności „bezsprzecznie” polskiej (13-ty punkt Wilson’a), biorąc pozornie sprawę polską w obronę, komplikowała ją w istocie, zrywając z tradycją historyczną i z zasadami prawa międzynarodowego, a stając wyłącznie na zasadzie etnograficznej. Zasada ta może być stosowana tylko wówczas, kiedy terytoria narodowe są ściśle jednorodne. A Polska ma przecież za sobą trzy rozbiory, półtora wieku ucisku i polityki eksterminacyjnej, skutkiem czego niektórym z ziem naszych zdołano nadać charakter mieszany. Otóż formułka Wilsona, która jest także formułką Lloyd-George’a, tak jest interpretowana, że każde terytorium mieszane, a więc częściowo etnograficznie polskie, może być oddane komukolwiek, nawet naszym dawnym rozbiorcom, byle tylko nie dostało się Polsce.

Nie było łatwo budować tę II RP. Wprawdzie trzej zaborcy ustąpili, ale czwarty trwał na posterunku i tak jest do dziś. Ale mamy jeszcze jednego zaborcę. Jest nią unia europejska. 80% a może nawet i 90% prawa polskiego to prawo unijne. Czy można w takim wypadku mówić o niepodległości? Czy jest to powód do wymachiwania flagami narodowymi? Cała gospodarka oparta jest o dotacje unijne, które w większości nie są pełnymi dotacjami. Na resztę trzeba wziąć kredyt. A u kogo? Kto zgadnie? Gdy dziś się jedzie przez Polskę pociągiem czy samochodem, to wszędzie widać jeden wielki bałagan. Inwestycje! Inwestycje! Inwestycje! Wszystko rozbabrane, prace ślimaczą się, na budowach mało sprzętu i ludzi. Wszędzie brakuje pracowników. A niby dlaczego miałoby nie brakować? Gdyby tak raptem z dnia na dzień połowa populacji zachorowała, to zabrakłoby lekarzy, miejsc w szpitalach i leków, i nawet prywatna służba zdrowia nie poradziłaby sobie. Przez prawie 30 lat nie inwestowano w Polsce w remonty i budowę dróg i linii kolejowych, a teraz wszystko na raz. Hurra! – Unia dała pieniądze! I pewnie tylko z tego powodu powstało wiele firm podwykonawców. Czy zdążą to doprowadzić do końca, te wszystkie inwestycje? A co się stanie, gdy pieniądze skończą się wcześniej? Zostanie ta Polska taka rozbabrana? A te firmy, które tylko po to powstały? Co z nimi będzie? Dobry gospodarz tak nie gospodaruje. Czasem odnoszę wrażenie, że ktoś to robi świadomie.

Mamy dwóch zaborców i nie mamy na nic wpływu. Nie mamy więc niepodległości. Z czego tu się cieszyć? Nie ma powodu do świętowania. Polacy są zastępowani imigrantami. Gaśnie ta Polska powoli, po cichu, a „Marsze”? – coraz huczniejsze, zupełnie jak na Titanicu – orkiestra grała do końca.

Ustawa

Ustawa z dnia 20 lutego 1997 r. o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej została uchwalona głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Unii Wolności i Unii Pracy. Wprawdzie to już 22 lata, ale jej konsekwencje możemy zacząć odczuwać, już niedługo, w sposób bardziej bolesny niż dotychczas. Zdaję sobie sprawę z tego, że analiza poszczególnych artykułów czy ustępów tej ustawy, to nie jest zbyt ciekawa lektura, ale wczytanie się w niektóre jej fragmenty pozwala na zrozumienie, przynajmniej części, polskiej rzeczywistości z jej aferami, bezradnością sądów i milczeniem mediów.

Art. 1. Przedmiot regulacji, relacja między ustawą wyznaniową a innymi przepisami prawa, struktura ustawy i kwalifikowany tryb jej zmiany.

1. Ustawa określa stosunki między Państwem a gminami wyznaniowymi żydowskimi w Rzeczypospolitej Polskiej, zwanymi dalej “gminami żydowskimi”, oraz ich sytuację prawną i majątkową.
2. W sprawach odnoszących się do gmin żydowskich, nieuregulowanych w ustawie, stosuje się powszechnie obowiązujące przepisy prawa.
3. Wszelkie zmiany ustawy wymagają uprzedniej opinii zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich. – W praktyce oznacza to, że bez zgody rządu żydowskiego, bo tym jest Związek Gmin, ustawy zmienić nie można. Mamy więc państwo w państwie.

Art. 2. Członkostwo w gminach żydowskich, przynależność gmin do Związku Gmin.

1. Gminy żydowskie zrzeszają pełnoletnie osoby wyznania mojżeszowego, posiadające obywatelstwo polskie, zamieszkałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
2. Gminy żydowskie tworzą Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej, zwany dalej “Związkiem Gmin”. – Mamy tu do czynienia z dwustopniową administracją: gminy na poziomie lokalnym (wojewódzkim) i centralny rząd – Związek Gmin.

Art. 3. Autonomia gmin żydowskich w sprawach własnych.

1. Gminy żydowskie swobodnie wykonują zasady wyznania mojżeszowego oraz zarządzają swoimi sprawami. – To pojęcie – „swoimi sprawami” – jest bardzo ogólnikowe i nie zostało doprecyzowane w dalszej części tej ustawy. Wszystko można podciągnąć pod te „swoje sprawy” np. sprzedaż majątku odzyskanego od Skarbu Państwa.

2. Gminy żydowskie rządzą się w swoich sprawach własnym prawem wewnętrznym, określającym w szczególności organizację gmin żydowskich, uchwalanym przez walne zebranie Związku Gmin w porozumieniu z Radą Religijną Związku Gmin. – Skoro Związek Gmin tworzy własne prawo, to jest lokalnym Knesetem, a Rada Religijna – rządem.

Art. 4. Gminy żydowskie oraz Związek Gmin są niezależne organizacyjnie od jakiejkolwiek zagranicznej władzy religijnej oraz świeckiej. – Organizacyjnie to może i są, ale przecież nie tylko taka zależność bądź niezależność występuje.

Art. 5. Osobowość prawna rodzajowo i imiennie wskazanych jednostek organizacyjnych, ich organy i reprezentacja prawna.

1. Osobowość prawną posiadają gminy żydowskie i Związek Gmin.

2. Organami osób prawnych, o których mowa w ust. 1, są: dla gminy żydowskiej – zarząd gminy, dla Związku Gmin – zarząd Związku Gmin.

Art. 6. Inne jednostki organizacyjne mogą, na wniosek zarządu Związku Gmin, uzyskać osobowość prawną w drodze rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. (Obecnie jest to minister właściwy do spraw wyznań religijnych oraz mniejszości narodowych i etnicznych) – Skomentowanie tego artykułu wymaga przejścia do artykułu 8.

Art. 8. Odpowiedzialność za zobowiązania wyznaniowych osób prawnych.

Osoby prawne, o których mowa w art. 5 ust. 1, nie odpowiadają za zobowiązania innych osób prawnych. – Czyli, jeśli zarząd Związku Gmin zechce nadać osobowość prawną jakiejś jednostce organizacyjnej, to wnioskuje do właściwego ministra do spraw wyznań religijnych i ten taką osobowość nadaje. Gdy jednak taka jednostka organizacyjna coś nabroi, to ani gminy, ani Związek Gmin za to nie odpowiadają. Taką „jednostką organizacyjną” może być jakaś firma czy fundacja, która dokona jakichś nielegalnych operacji finansowych, handlowych i gospodarczych. I winnych nie będzie, i nikt nie będzie odpowiadał za tego typu działania. Bardzo możliwe, że część afer, jakie miały i mają miejsce w naszym kraju, ma właśnie takie podłoże.

Art. 7. Tryb tworzenia, przekształcania i znoszenia gmin żydowskich oraz nabywania przez nie osobowości prawnej.

1. Tworzenie nowych gmin żydowskich oraz znoszenie lub przekształcanie już istniejących następuje w trybie przewidzianym w prawie wewnętrznym.
2. O faktach, o których mowa w ust. 1, zarząd Związku Gmin powiadamia niezwłocznie wojewodę właściwego ze względu na siedzibę gminy żydowskiej.
3. Nowo utworzone gminy żydowskie nabywają osobowość prawną z chwilą pisemnego powiadomienia właściwego wojewody. Odpis powiadomienia, z umieszczonym na nim potwierdzeniem odbioru, jest dowodem uzyskania osobowości prawnej.
4. Powiadomienie powinno zawierać informację o siedzibie gminy żydowskiej, jej zasięgu terytorialnym oraz wskazanie osób wchodzących w skład zarządu gminy.
5. Odpowiednio powiadamia się również:
1) Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – w przypadku powołania lub odwołania osoby wchodzącej w skład zarządu Związku Gmin;
2) właściwego wojewodę – w przypadku powołania lub odwołania osoby wchodzącej w skład zarządu gminy.

Gminy żydowskie mogą się tworzyć, likwidować czy przekształcać, a wojewoda może się tylko temu przyglądać i przyjmować do wiadomości. W przypadku powołania lub odwołania osoby wchodzącej w skład zarządu gminy, powiadamiany jest wojewoda, a gdy dotyczy to Związku Gmin, to obecnie minister właściwy do spraw wyznań religijnych oraz mniejszości narodowych i etnicznych.

Art. 21. Współdziałanie organów władzy publicznej i wyznaniowych osób prawnych w zakresie ochrony i promocji dóbr kultury.

Instytucje państwowe, samorządowe i wyznaniowe współdziałają w ochronie, konserwacji, udostępnianiu i upowszechnianiu zabytków architektury i sztuki oraz ich dokumentacji, muzeów i archiwów będących własnością gmin żydowskich, a także dzieł kultury i sztuki o motywach religijnych, na zasadach określonych w odrębnych przepisach. – Na czym to współdziałanie ma polegać? Dziś już wiemy, co oni rozumieją pod pojęciem „współdziałania” – finansowanie.

Art. 22. Prawa majątkowe gmin żydowskich, Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego.

1. Wyznaniowym żydowskim osobom prawnym, o których mowa w art. 5, przysługuje prawo nabywania, posiadania i zbywania mienia ruchomego i nieruchomego, nabywania i zbywania innych praw oraz swobodnego zarządzania swoim majątkiem.
2. Gminy żydowskie i Związek Gmin prawa, o których mowa w ust. 1, mogą realizować samodzielnie, a także przez utworzoną w tym celu fundację z udziałem innych krajowych osób prawnych i fizycznych oraz zagranicznych organizacji Żydów pochodzących z Polski i Światowej Żydowskiej Organizacji Restytucji (World Jewish Restitution Organisation). – Czyli, mówiąc wprost, handel.

Art. 36. Przepis derogacyjny.

Traci moc rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 14 października 1927 r. o uporządkowaniu stanu prawnego w organizacji gmin wyznaniowych żydowskich na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej z wyjątkiem województwa śląskiego (Dz. U. z 1928 r. Nr 52, poz. 500 i z 1945 r. Nr 48, poz. 271) oraz wszelkie inne przepisy dotyczące spraw unormowanych w ustawie.
– Dlaczego województwo śląskie zostało wyłączone? Czyżby dlatego, że ma ono uzyskać autonomię?

Tworzeniem prawa, czyli uchwalaniem uchwał, zajmuje się Sejm. Uchwały są to przepisy ogólne, które wymagają uściślenia, a przede wszystkim instrukcji, jak mają być wprowadzane w życie. Do tego służą rozporządzenia, czyli przepisy wykonawcze i tym zajmuje się Rada Ministrów. W przypadku tej ustawy nie ma żadnej informacji o przepisach wykonawczych. Wiemy jedynie to, że gminy żydowskie rządzą się w swoich sprawach własnym prawem wewnętrznym. Nie wiemy jakie to sprawy i jakie to prawo. Prawo to uchwalane jest przez walne zgromadzenie Związku Gmin. Mamy więc do czynienia z dziwną sytuacją, w której rzeczona ustawa została zatwierdzona przez Sejm, a przepisy wykonawcze nie zostały opracowane przez Radę Ministrów, tylko prawdopodobnie przez walne zgromadzenie Związku Gmin. Piszę „prawdopodobnie”, bo tu już tylko pozostają domysły. Ta ustawa to klasyczne, w moim odczuciu, prawo talmudyczne, którego interpretacja zawsze będzie nasuwała wątpliwości i gubiła się w domysłach.

Ktoś może zapytać: A co nas to wszystko obchodzi? W zasadzie można by odpowiedzieć, że nic. Jest jednak „drobny” szczegół, który każe nam interesować się tą ustawą i tym jak jest ona realizowana. Tym szczegółem jest fakt, że to na jej podstawie następowało i następuje przekazywanie majątku byłych gmin żydowskich obecnym gminom. Jest to transfer pieniędzy od polskiego podatnika do żydowskich beneficjentów reprezentujących gminy żydowskie. Tym bardziej powinniśmy się nią interesować, że nie chodzi tylko o zwrot mienia, ale również o bieżące finansowanie, o którym mowa w art. 21. Prawdopodobnie na podstawie tego artykułu finansuje się renowację cmentarzy żydowskich i innych zabytków, ochronę muzeów i archiwów, będących własnością gmin żydowskich, a możliwe , że i budowa Muzeum Polin również była finansowana na jego podstawie.

Zrozumienie żydowskiej mentalności nie jest łatwe, bo opiera się ona na zupełnie innym systemie wartości niż nasz, innym systemie etycznym, jeśli w ogóle istnieje u nich coś takiego jak etyka w naszym rozumieniu. Wydaje mi się, że klarownie ujął ten problem Henryk Rolicki w przedmowie do swojej książki „Zmierzch Izraela”.

»Informowanie Aryjczyków o żydach, o ich przeszłości i teraźniejszości stało się niemal wyłącznym przywilejem samych żydów. Pouczając o sobie otoczenie, wśród którego żyją, nie mogą i nie starają się unikać jednostronności, tendencyjności, a częstokroć nie gardzą świadomym fałszem. Już powierzchowna obserwacja wskazuje, a głębsze studium potwierdza, że wymagania ich pod adresem rzetelności i prawdziwości podawanych faktów, ich oświetlenia, wyprowadzanych z nich wniosków są rażąco różne od tych wymogów, jakie my zwykliśmy stawiać prawdzie naukowej. Już Majmon Majmonides, filozof żydowski, zwany przez żydów „drugim Mojżeszem”, dopuszczał istnienie w dziełach naukowych „sprzeczności pozornej”. Ma ona miejsce wtedy, gdy autor z całą świadomością zawarł w swym dziele sprzeczności, czyli pomieścił w nim sądy prawdziwe i fałszywe, wyłączające się wzajemnie, a to z tego powodu, że istotnej prawdy nie chciał lub nie mógł wyjawić. Mamy tu więc do czynienia z uprawnioną metodą fałszowania prawdy i mistyfikacji. W tej metodzie celowali przed Majmonidesem żydzi aleksandryjscy, a i przed nimi metoda ta nie była obca pisarzom żydowskim.

W ten sposób dzieje żydostwa, pisane przez żydów na użytek Aryjczyków, a także na użytek własnego ludu, przedstawiają obraz w istocie swej fałszywy; nawet prawdziwe fakty otoczone są mglą szczegółów nieprawdziwych i oświetlone celowo. „Pozorne sprzeczności” utrudniają zrozumienie i wykrycie prawdy.

Styl książek, w których żydzi piszą o sobie, czy dla siebie, wymaga specjalnej lektury. Trzeba zgłębić jego właściwości, bo pierwsze wrażenie, jakie odnosi czytelnik, jest z reguły fałszywe. Mamy tu bowiem do czynienia z tzw. stylem rabinicznym, którego celem jest zakryć prawdę dla niewtajemniczonych w ten sposób, by te same zdania znaczyły dla jednych jedno, dla innych drugie. W tych warunkach czytanie staje się się chwilami odcyfrowywaniem rebusów.

Dwa czynniki ułatwiają żydom ukrywanie prawdy pod zasłoną tajemniczości: rola ustnej tradycji w ich nauce i właściwości języka hebrajskiego.

Tekst spisanych ksiąg żydowskich nie jest nigdy niezmienny. Spisanie – to tylko środek pomocniczy dla ułatwienia w posługiwaniu się tradycją. Toteż teksty ksiąg, zawierających dziejową mądrość narodu izraelskiego, ulegają w ciągu wieków ustawicznym zmianom. Każdy mędrzec, uczony w Zakonie, komentuje je w myśl potrzeby teraźniejszości, coś dopisuje, coś opuszcza, coś zmienia. Nie uchodzi to bynajmniej za fałszowanie; jest to raczej twórcza rola pretora wobec prawa rzymskiego, a więc uprawniona interpretacja, uzupełnianie i poprawianie tekstu i przepisów.

Język hebrajski daje wdzięczne pole do wieloznacznego wyrażania myśli. Podobnie jak inne języki wschodnie, lubuje się w obrazach alegorycznych, zastępujących ścisłe rozumowanie, a nadto właściwa pisownia jego pozbawiona jest samogłosek. Jakże łatwo więc jedno zdanie może być czytane w wieloraki sposób! Przypuśćmy na chwilę, że język polski nie posługuje się samogłoskami. Napiszmy sobie w takiej pisowni zdanie następujące: „dm zbj”. Można by je przeczytać: „Odma zabija” albo „Dom zbója”, ale także „Dym zabija”, albo nawet „Adam zabija”. Jest to więc pismo, które dla piszących stylem rabinicznym, pełnym „pozornych sprzeczności”, jest znakomitym tajnym szyfrem.

Nie sposób się dziwić, że tak spisaną wiedzę można przez wieki z powodzeniem ukrywać przed okiem niepożądanych ciekawskich i zachować jedynie dla wtajemniczonych. Wtajemniczenie staje się pracą, zajmującą całe życie. Stąd ważność i znaczenie szkół rabinicznych w życiu żydostwa.

Aryjski badacz nie dostąpi wtajemniczenia. Ci, których wtajemniczono dobrowolnie, jak np. Pico della Mirandola w czasach Odrodzenia, dowiedzieli się tylko tego, co zechcieli im dać ich przewodnicy.

Badający żydostwo musi sięgnąć po inną broń. Musi uzbroić się w logikę, której narzędzia dali nam już ojcowie naszej cywilizacji, starożytni Grecy i Rzymianie. Zestawiając fakty, musi szukać rozumem ich ukrytego wewnętrznego sensu. Musi trzymać na wodzy wyobraźnię i temperament, by nie poniosły go na manowce. Musi wreszcie mieć tę odwagę, która sprawia, że raczej przyzna się do niewiedzy, niż pozwoli sobie wyrazić stanowcze zdanie w przedmiocie, którego nie poznał.

Nie wolno mu się zarazić od pisarzy żydowskich kultem dla „pozornej sprzeczności”, ani zachwytem dla „stylu rabinicznego”. Czytelnik aryjski pragnie przede wszystkim prawdy i to pragnienie jest ostoją naszej cywilizacji. (…) Jedynym kluczem do zrozumienia żydostwa jest znajomość jego historii. Religia żydowska, to religia historyczna i polityczna.«

Syjonizm

Syjonizm pojawił się w drugiej połowie XIX wieku. Czym on faktycznie był i czym nadal jest, tego z poniższych definicji nie dowiemy się, ale od czegoś trzeba zacząć. Definicje, jakiekolwiek by one nie były, jakiś porządek wprowadzają.

W Wikipedii można przeczytać taką definicję syjonizmu:

Syjonizm (od nazwy wzgórza Syjon w Jerozolimie, na którym stała Świątynia Jerozolimska) – ruch polityczny i społeczny, dążący do odtworzenia żydowskiej siedziby narodowej na terenach starożytnego Izraela, będących w okresie międzywojennym mandatem Wielkiej Brytanii (Brytyjski Mandat Palestyny). Syjonizm doprowadził do powstania państwa Izrael w 1948. Współcześnie jego celem jest także utrzymanie jedności narodu żydowskiego żyjącego w rozproszeniu i jego więzi z Izraelem. Ruch zapoczątkowany pod koniec XIX wieku miał wiele nurtów i postaci, powszechnie utożsamiany z syjonizmem politycznym, interpretowanym w różny sposób: jako patriotyzm żydowski, jako ruch narodowowyzwoleńczy i państwowotwórczy, jako kierunek kulturalny i społeczny, wreszcie jako ruch religijny. Poza syjonizmem politycznym mówiono o syjonizmie duchowym, którego celem była nowa tożsamość żydowska (Ahad ha-Am), odrodzenie języka hebrajskiego (Eliezer ben Yehuda) i powstanie literatury i kultury w tym języku.

Można oczywiście przeczytać w niej na ten temat o wiele więcej. Natomiast Słownik Wyrazów Obcych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002 definiuje to tak:

Syjonizm – ruch narodowy i towarzysząca mu ideologia, stworzone około 1895 r. przez T. Herzla, głoszące konieczność stworzenia żydowskiego państwa na obszarze Palestyny w celu przetrwania Żydów jako narodu; po powstaniu Izraela (w 1948r.) – ideologia państwowa. (od Syjon, wzgórze w Jerozolimie)

A tak definiuje to słowo Słownik Wyrazów Obcych, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1959:

Syjonizm [np. fr. sionisme, niem. Zionismus, ang. Zionism, ros. sionizm, od łac. Sion Syjon, z gr. Siōn, z hebr. (T)sījōn] burżuazyjno-nacjonalistyczny kierunek polityczny, który powstał w osiemdziesiątych latach XIX w. wśród burżuazji żydowskiej w Austrii, Niemczech, Rosji i w innych krajach, stawiając sobie za zasadniczy cel utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Ruchem syjonistycznym kierowała Światowa Organizacja Syjonistyczna (powstała w Bazylei).

Z definicji Wikipedii możemy dowiedzieć się, że syjonizm to ruch dążący do odtworzenia żydowskiej siedziby narodowej na terenach starożytnego Izraela, a syjonizm polityczny jest m.in. interpretowany jako ruch religijny. To dużo, ale dla tych, którzy wiedzą. To trochę tak, jak z tymi podróżami, które kształcą wykształconych lub z wyszukiwarkami internetowymi: ci, którzy wiedzą, co wpisać, stają się jeszcze mądrzejsi. Z definicji słownika z 1959 roku dowiemy się, że celem syjonizmu było utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Z kolei z definicji słownika z 2002 roku wynika, że była to konieczność stworzenia żydowskiego państwa na obszarze Palestyny w celu przetrwania Żydów jako narodu.

Czyli, Słownik Wyrazów Obcych PWN z 2002 roku powiedział najwięcej. Znaczy to, mniej więcej tyle, że przetrwanie Żydów jako narodu zostało zagrożone i stąd pojawiła się konieczność stworzenia państwa, które uchroniłoby ich od …, no właśnie, od czego? Do II wojny światowej było jeszcze daleko.

Wiek XIX, a zwłaszcza jego druga połowa, to był okres, w którym już wyraźnie zarysowała się dominacja Żydów w światowych finansach, handlu i prasie. Wydawało się, że już są o krok od spełnienia się swoich mesjanistycznych celów – panowania nad światem. Cóż więc takiego stało się w tym XIX wieku, że żydowskie kierownictwo uznało, że pojawiło się jakieś niebezpieczeństwo, i że czas zacząć działać?

„Jestem Żydem – więc mam obowiązki żydowskie”. Tak! Ci, którzy interesują się ruchem narodowym i jego historią wiedzą, że jest to parafraza słynnych słów Romana Dmowskiego ze Wstępu do Myśli nowoczesnego Polaka. Książka ta powstała w 1902 roku. Dmowski był bystrym obserwatorem i nie mógł nie dostrzec tego, co się działo w światowym żydostwie w drugiej połowie XIX wieku. Wyciągał z tego wnioski i próbował, tak mi się wydaje, niektóre żydowskie metody działania przeszczepić na polski grunt. Chętniej mówił o narodzie niż o Ojczyźnie, czyli dokładnie tak, jak Żydzi, którzy chcieli ocalić naród poprzez stworzenie własnego państwa.

Każdy kij ma dwa końce. Życie w gettach pozwalało na zachowanie tożsamości, ale ograniczało dostęp do świata zewnętrznego, do awansu, do kręgów towarzyskich. Z kolei asymilacja znosiła te ograniczenia, ale niosła też w sobie ryzyko rozmycia się w narodach chrześcijańskich. Pod koniec XIX wieku pojawił się w społeczności żydowskiej rozłam, polegający na tym, że z jednej strony byli zasymilowani, bogaci Żydzi zachodni, odchodzący od judaizmu, a z drugiej – biedni i pogardzani przez tych pierwszych Żydzi wschodni. Groziło to tym, że ten naród nie przetrwa. Nie przetrwa bez tych bogatych. Potrzebne było państwo, swego rodzaju ośrodek duchowy, który łączyłby wszystkich Żydów. I to zagrożenie dostrzegło żydowskie kierownictwo. Bo jeśli ten naród nie przetrwa, to mesjanistyczny cel – panowanie nad światem – nie dojdzie do skutku. Naród, który przez 18 wieków radził sobie wybornie, nagle, w momencie, zdawałoby się dominującej pozycji w świecie, staje w obliczu największego zagrożenia. A więc kierownictwo żydowskie zachowuje się zupełnie inaczej niż polska arystokracja i szlachta w momencie rozkwitu I Rzeczypospolitej.

Myślę, że dobrze to rozumieją polscy emigranci, którzy mieszkają gdzieś daleko i nie zamierzają wracać do Polski, ale którzy potrzebują, używając języka geodezyjnego, repera, takiego punktu dowiązania, od którego zaczyna się kreślenie nowej mapy. Takim punktem dla nich jest Polska. Bez niej stracą swoją tożsamość i będą zmuszeni szukać nowej. Żydzi też to zrozumieli, że im również potrzebny jest taki reper. Sami zapędzili się w kozi róg z masową asymilacją, że nie zauważyli nawet, że rozpuszczają się w chrześcijańskim morzu. Mieli jednak to szczęście, że sanhedryn zachował rewolucyjną czujność i w porę zareagował.

Zjawisko syjonizmu i jego istotę bardzo trafnie opisuje Henryk Rolicki w swojej książce „Zmierzch Izraela” z 1932 roku. Cytat jest bardzo długi, bo też i sam syjonizm jest ruchem złożonym. Sam Rolicki przytacza wypowiedzi wielu żydowskich ideologów, polityków, pisarzy. Jest to zresztą niezbędne do zrozumienia tego zjawiska, bo któż lepiej je zna niż sami Żydzi.

»Żydzi opanowali kapitał i socjalizm. Wzięli pod swe ideologiczne i personalne wpływy rządzących i organizacje wywrotowe. Finansjera żydowska często popierała pieniężnie organizacje i prasę socjalistyczną, jakby sobie drwiła z marksowskiej teorii o walce klas. Zdawało się, że żydzi mają już w ręku swój ideał mesjański, że panują nad światem. A jednak to kierownictwo żydowskie, operujące od wieków oszustwem, pozorną religią, pozorną asymilacją, pozorną walką z ustrojem kapitalistycznym, nagle ujrzało, że te środki dały mu w rękę zwycięstwo, ale znowu tylko pozorne. Cena moralna, jaką trzeba było płacić nieprzerwanie za utrzymanie zdobytej sytuacji, była tak olbrzymia, ze groziła żydostwu rychłym wyczerpaniem jego sił. Nie można bezkarnie zbyt długo rządzić w masce na twarzy.

Żydzi otrzymali w Europie (prócz Rosji) i w Ameryce pełnię praw obywatelskich, ale za jaką cenę? Musieli zapłacić zrzeczeniem się swej przynależności narodowo-szczepowej. Musieli oświadczyć swe przystąpienie do narodów aryjskich. Zapłacili fałszywą monetą, zasymilowali się tylko pozornie, ale mimo to skutki nie dały na siebie długo czekać. Pragnąc zachować pozory wobec otoczenia, separowali się od życia żydowskiego i stopniowo obojętnieli na sprawy judaizmu. Niektórzy z nich usiłowali nawet zerwać z judaizmem wprost, zawierali małżeństwa mieszane i po paru pokoleniach następowało już istotne zlanie się tych rodzin z aryjskim otoczeniem. Inni znowu, aby tym lepsze zapewnić sobie pozory, przyjmowali chrzest, chodzili do kościołów, a nawet usiłowali wysuwać się na przód w życiu religijnym chrześcijańskiego otoczenia. W rezultacie judaizm na zachodzie Europy i w Ameryce mimo zwycięstwa ideowo-politycznego z wolna obumierał. Poza kręgiem asymilacji znajdowały się tylko masy żydostwa wschodniego, pogardzanego przez żydów zachodnich, ekonomicznie słabszego i pozbawionego w Rosji praw politycznych, a po części i cywilnych. Między żydostwem zachodnim a wschodnim rysowała się niezgłębiona przepaść.

Sytuacja stała się jeszcze bardziej groźna, gdy rozpoczęła się liczna emigracja żydostwa wschodnio-europejskiego do Stanów Zjednoczonych. Do Ameryki licznie emigrował proletariat żydowski z Rosji, proletariat nie objęty asymilacją, stanowiący rdzenną część szczepu, rezerwuar etniczny żydostwa. I tym masom na terenie amerykańskim zagroziła teraz asymilacja do życia amerykańskiego z jego gorączkowym tempem, zagroziła zatrata wiedzy judaistycznej i odrębności.

(…) I tak wyniki rewolucji francuskiej, nadanie żydom pełni praw, w rezultacie zagroziły ich istnieniu. Nie pomógł i socjalizm. Wyrzekł się wprawdzie ojczyzny, a więc nie wymagał też asymilacji, ale aż do pierwszych lat XX w. żądał wyrzeczenia się narodowości wszelkiej, a więc także i żydowskiej. Toteż żydzi i w międzynarodówce musieli uprawiać fałszywą grę; musieli odżegnywać się od tego, jakoby uważali się za żydów. Tak więc zdobycze rewolucji francuskiej i socjalizm rozprzęgły żydostwo. To, co wyszło na dobre indywiduum żydowskiemu, stało się pułapką dla żydostwa. – S. Bernstein, Der Zionismus, sein Wessen und seine Organisation, str. 16.

W połowie XIX w. kierownicy judaizmu poczęli sobie zdawać z tego sprawę, że socjalizm, beznarodowy i międzynarodowy, ułatwiał im położenie, lecz nie rozwiązywał trudności. Usiłowano więc chwycić się środków, które by obudziły wśród żydów zachodnich poczucie przynależności do szczepu i tradycji żydowskich. Najbardziej obiecującym środkiem było zainteresowanie ich Palestyną.

W r. 1856 Mojżesz Montefiore (Blumenberg) zakłada pod Jaffą plantację pomarańcz. W tym samym czasie powstaje związek mający skupić ogół żydostwa, Alliance Israelite Universelle założony przez Adolfa (Mojżesza Icka) Cremieux. Cremieux odegrał poważną rolę w rewolucji francuskiej 1848 r. i był członkiem rządu prowizorycznego. Musiał być widać dobrze postawiony w wolnomularstwie, skoro do niego Wielki Wschód Francji po sukcesie rewolucji skierował adres powitalny, na który Cremieux odpowiedział tymi słowy:

Republika mieści się w wolnomularstwie; z tego powodu we wszystkich czasach, szczęśliwych i nieszczęśliwych, wolnomularstwo znajdowało adherentów na całej powierzchni globu. Obywatele i bracia wolnomularze, niech żyje republika. – Cytuje N. Deschamps, Les Sociétés secretes et la socjété, t. I, str. 579.

Założona przez byłego członka rządu francuskiego Alliance Israelite Universelle poszła w ślady Mojżesza Montefiore i ufundowała w r. 1869 w Palestynie szkołę rolniczą hebrajsko-francuską.

Niezależnie od tych zapoczątkowań wśród żydostwa zachodniego, przypominających im Ziemię Świętą, także i wśród żydów wschodnich zjawia się inicjatywa podobna, lecz wynikła z odmiennych motywów. Gdy na zachodzie raczej względy duchowe dyktowały potrzebą obudzenia ruchu palestyńskiego, to na wschodzie położenie gospodarcze mas żydowskich, ograniczenie praw i strefa osiadłości w Rosji domagały się znalezienia terenów dla emigracji. Rosnąca wciąż emigracja do Stanów Zjednoczonych groziła zatratą duchowej odrębności, więc uwaga kierowników wschodniego żydostwa zwróciła się także na Palestynę, przypomnianą już przez Mojżesza Montefiore i Alliance Israelite. Rolę pierwszego apostoła odegrał na wschodzie lekarz, dr Lejba (Leo) Pinsker, założyciel tajnego związku „Howewe Cjon” (wielbiciele Syjonu) ok. r. 1880.

(…) Tak więc niezależnie od siebie żydostwu zachodniemu i wschodniemu przypomniano o istnieniu Palestyny. Działalność Pinskera miała za skutek wędrówkę nielicznych osadników, tzw. bilu do Palestyny w charakterze pionierów kolonizacji żydowskiej. Przełomem w życiu żydostwa stała się dopiero działalność wiedeńskiego żyda, Teodora Herzla, a szczególnie jego niewielka książeczka, wydana w r. 1895 pt. „Der Judenstaat” (Państwo żydowskie).

Herzl postawił sobie za zadanie uratować żydostwo od grożącej mu zguby. W przedmowie do jednego z późniejszych wydań jego książki pisze o nim Wartburg:

Podczas tworzenia zrębów „Państwa żydowskiego” przejęła go idea jego misji, mającej na celu uratowanie żydostwa; wówczas to, w czerwcu 1895 roku, otrzymał wyświęcenie na kierownika i dojrzał do roli przodownika w walce o ideę ludu żydowskiego.

(…) Twórca syjonizmu postawił przed żydostwem ideał państwa żydowskiego w Palestynie, albo też w Argentynie. Istotne znaczenie syjonizmu nie leżało w samym haśle, lecz w drodze, na którą wstąpiono, celem jego realizacji. Herzl planował przegrupowanie całego osiedlenia żydowskiego, co musiało za sobą pociągnąć przebudowę jego dotychczasowym form organizacyjnych.

(…) Pragnąc w jedno złączyć żydostwo zachodnie i wschodnie, musiał Herzl, a za nim ruch syjonistyczny, stwierdzić wyraźnie, że czynnikiem jednoczącym żydostwo nie jest religia mojżeszowa ani stosunek do przepisów Talmudu. Wszak żydostwo zachodnie, wychowane w atmosferze niewiary religijnej, którą samo zresztą wytworzyło, nie dałoby się wtłoczyć z powrotem w ramy organizacji religijnej. A więc żydostwo to naród.

Żydostwo nie jest religią. Jest to żyjący szczep ludu, który ze swego narodowego charakteru w biegu dziejów stworzył religię, stworzył określoną postawę polityczno-obyczajową wobec świata. – Heinrich Kohn, Die politische Idee des Judentums, str. 21.

Syjonizm oparł się na fakcie istnienia narodowości żydowskiej. Programem jego stało się wywalczenie pełni praw w takich warunkach, by nie była ona, jak za czasów rewolucji francuskiej, okupiona zrzeczeniem się własnego poczucia ludowego. – Ignaz Zollschan, Revision des juedischen Nationalismus, str. 134.

Ale syjonizmu nie powinno się zestawiać z nacjonalizmem innych narodów. Zbliża się raczej do tego, co nazywamy dziś imperializmem narodowym. Ogólnoludzkie znaczenie żydowskiego nacjonalizmu, będącego czystym przeciwieństwem nacjonalizmu innych ludów, próbowałem już wielokrotnie przedstawić. – Max Brod, Sozialismus in Zionismus, str. 7.

Syjonizm – to nie Palestyna.

Jest to zupełnym błędem, jak to często – nie zawsze w dobrej wierze – czynią przeciwnicy syjonizmu, twierdząc, że państwo jest kwintesencją syjonizmu, albo przynajmniej podstawą, na której syjonizm się wznosi. Przeciwnie syjonizm jest, jak każdy wie, kto zajmował się tym zagadnieniem, daleko starszego pochodzenia niż państwo żydowskie i był już do pewnego stopnia udoskonalony teoretycznie, zanim Herzl zaczął się interesować żydowskimi sprawami. – Przedmowa Wartburga do Herzla „Der Judenstaat”, str 4.

Sądzę, że czytelnik tę dawność syjonizmu zdoła łatwo uchwycić, gdy mu przytoczę dwa zdania cytowanych już żydowskich pisarzy:

Przyjaciele i przeciwnicy mówią o syjonizmie, że jest on dalszym ciągiem mesjanizmu. – S. Bernstein, Der Zionismus, sein Wesen und seine Organization, str. 29.

Każdorazowy ruch mesjański był jakby próbą, był wysuwaniem macek, czy też stosunki do życia rasowego pomyślniej się ułożyły. Ruch syjoński jest mesjanizmem nowoczesnym. – Zewi Parnass, Kwestia żydowska w świetle nauki, str. 65.

Nacjonalizm żydowski żywi więc dalej tradycyjne zamiary żydowskie narzucania światu swej władzy. Nie jest ruchem religijnym, wyrzeka się religii jako łącznika żydostwa, a mimo to jest ruchem mesjańskim. Jasny to chyba dowód, jeszcze jeden z szeregu wielu poprzednich, że mesjanizm żydowski jest celem politycznym, a nie religijnym.

Gdyby się chciało zastosować schematy Hegla, to można by rozwój od chwili otwarcia granic getta trafnie oznaczyć w ten sposób, że przyjęłoby się za twierdzenie (tezę – przyp. aut.) żydostwo, za przeczenie (antytezę – przyp. aut.) asymilację, za syntezę – syjonizm. – Wilhelm Stein, Wandlungen im Zionismus, zamieszczone w „Vom Judentum, str. 142.

A więc syjonizm jest połączeniem żydostwa z asymilacją. W jaki sposób? Oto żydostwo było życiem wewnętrznym w diasporze bez praw obywatelskich i politycznych, asymilacja była zrzeczeniem się życia wewnętrznego za pełnię praw, zaś synteza obojga, syjonizm – to życie wewnętrzne z pełnią praw w diasporze.

W swym dążeniu do państwa żydowskiego syjonizm Herzla mieścił w sobie jedno niebezpieczeństwo dla żydów. Oto, zwracając uwagę na Palestynę i poświęcając temu celowi całą propagandę, mógł łatwo doprowadzić do zaniechania walki w krajach rozproszenia, a szczególnie w Rosji. Tendencji takiej przeciwstawia się Aszer Ginsberg, znany pod pseudonimem Achad ha-Am (jeden z ludu). Jemu to fama przypisała autorstwo sławnych „Protokołów Mędrców Syjonu, co do ich autentyczności nie mam zamiaru zabierać głosu.

Aszer Ginsberg urodził się w r. 1856 w Skwirze, guberni kijowskiej, z rodziców chasydów. Wychowany został więc w atmosferze mesjanizmu i kabały praktycznej. Był uczniem znanego nam już Lejby Pinskera.

Już na pierwszym kongresie syjonistycznym w Bazylei w r. 1897 wystąpił Achad ha-Am, jako krytyk Herzla. Uważał on, że kolonizacja Palestyny, pojęta jako wywędrowanie żydów z Europy i Ameryki, jako likwidacja diaspory, byłaby dla żydów katastrofą i zrzeczeniem się celów mesjańskich. Należało – jego zdaniem – poświęcić całą baczność wychowaniu ludu żydowskiego, nie zaś usiłowaniom zdobycia Palestyny. Zanim się bowiem przygotuje kraj dla narodu, trzeba naród przygotować przygotować dla kraju. Położył więc nacisk na rozpowszechnienie języka hebrajskiego wśród żydów i na szerzenie wśród nich poczucia narodowego, rolę zaś Palestyny zredukował do roli centrum duchowego judaizmu, gdzie by pewna część ludu żydowskiego mogła żyć pełnym życiem, promieniując na wszystkie na wszystkie kraje rozproszenia. Natomiast walka w krajach diaspory ze społeczeństwami chrześcijańskimi winna być prowadzona dalej, gdyż „materialna i polityczna niedola żydostwa może być tylko przezwyciężona w krajach, w których żydzi dziś mieszkają”. W tej kampanii pomagał Ginsbergowi swą propagandą drugi sympatyk chasydyzmu, Martin Buber.

U Achad ha-Ama i Bubera mamy do czynienia z idealistycznym nacjonalizmem w wyższym znaczeniu, z ideą, która zwracała się do nacjonalizmu z motywów przeciwstawnych wszystkim innym ruchom narodowym, czyli dyktowana była nie tylko względem na interes własnego narodu, ale także zamiarem, aby własny zdrowiejący naród uzdolnić do wypełnienia jego misji wobec ludzkości. Ten ideał misyjny ma przecież wielkie znaczenie w życiu duchowym żydostwa… Spełnienie tej czynności fermentacyjnej, dzięki rozproszeniu między wszystkimi ludami wydawało się właśnie historycznym zadaniem żydów. – Ignaz Zollschan, Revision des juedischen Nationalismus, str. 132.

Ginsbergowi przyświecał więc także cel mesjański opanowania świata. Dla „przeparcia” swych poglądów zorganizował tajny związek „Bnei Mosze” (Synowie Mojżesza), wzorowany na strukturze organizacyjnej wolnomularstwa. Przypominam, że to samo w XVII w. czynił Frank, a także i Izrael z Międzyborza, twórca chasydyzmu. W ogóle forma organizacyjna tajnych związków żydowskich i związków wolnomularskich opierała się na tych samych zasadach strukturalnych.

Herzl opierał swoją działalność na lożach „Bnei Brith” (Synowie Zakonu), także o typie masońskim. W wyniku walki „Bnei Brith” opanowane zostało z góry przez „Bnei Mosze” tak samo, jak kiedyś iluminaci Weishaupta opanowali wolnomularstwo niemieckie. Kierunek Achad ha-Ama zwyciężył.

Ułatwiło mu zwycięstwo powstanie wśród żydów kierunku skrajnie nacjonalistycznego , który wyrzekał się Palestyny, a domagał się dla żydostwa praw narodowych jedynie w diasporze. Achad ha-Am przeciwstawił swój syjonizm nacjonalizmowi przeciwpalestyńskiemu i twierdził, że bez powstania centrum duchowego w Palestynie diaspora żydowska skazana jest na zagładę.

Kierunek Achad ha-Ama zatriumfował na kongresie syjonistycznym w Brnie morawskim w 1912 r., gdzie zobowiązano wszystkich syjonistów do czynnego udziału w nacjonalistycznej polityce wewnętrznej w krajach rozproszenia.

W ten sposób Achad ha-Am stał się sztandarowym przywódcą tzw. syjonizmu duchowego, znanego pod popularną nazwą „syjonizmu krajowego”. Palestyna miała być tylko centrum duchowym, zaś rozproszenie miało pozostać i wywalczyć sobie autonomię zupełną.

Różnica polegała na tym, że polityczny syjonizm skazywał żydów będących poza żydowskim państwem na śmierć narodową przez asymilację, zaś syjonizm duchowy uzależniał dalszy narodowy byt diaspory od wpływu tej wybranej mniejszości narodu, która stworzy w Palestynie centrum czystej narodowej kultury, źródło duchowego pokarmu dla całego rozproszonego narodu. Ten drugi rodzaj syjonizmu zaprzeczał narodowej żywotności diaspory (bez centrum w Palestynie – przyp. aut.) bezwzględnie, albo pośrednio. Ale w tym czasie powstała doktryna, która uznała istnienie narodowego centrum wewnątrz diaspory (na ziemiach historycznej Polski – przyp. aut.) i uznała jego żywotność pod warunkiem zachowania zasady autonomii, regulującej całe wewnętrzne życie żydostwa, rozproszonego w ciągu tysiącleci. – S. Dubnow, Nowiejszaja istoria jewrejskiego naroda, t. III, str. 331.

Postulaty tej teorii uwzględniało w czasie wojny światowej biuro syjonistyczne w Kopenhadze, ogłaszając oficjalnie postulat „udzielenia narodowej autonomii we wszystkich krajach wschodu, w których osiedliły się masy żydowskie i w tych krajach zachodu, gdzie sobie tego żydzi będą życzyć”.

W okresie zawierania traktatów pokojowych postulat biura kopenhaskiego był oficjalnym postulatem całego żydostwa, popartym przez finansjerę żydowsko-amerykańską. Louis Marshall, głowa finansjery żydowskiej w Ameryce, na bankiecie w Paryżu wśród żydów rosyjskich tak mówił:

Jakub Schiff (finansista amerykański – przyp. autora) zwykle podkreślał, że kwestia żydów w innych krajach musi być przede wszystkim rozwiązana na miejscu, gdzie oni mieszkają. To mieliśmy na względzie, gdyśmy przeprowadzali traktat ochrony praw mniejszości narodowych. – Cytuję „Hajnt” z dn. 16 lipca 1928 r. nr 166.

Stanowisko to wobec diaspory zachowane zostało do dziś dnia i nic się nie zmieniło.

Erec Izrael (Palestyna – przyp. autora) jest dla nas tylko metropolią światowego żydostwa, jest tylko historycznym i jedynym krajem, gdzie żydzi będą mogli rozwijać się samodzielnie i zdrowo, tworząc własne formy polityczne i kulturalne. Ze zdrowego i samodzielnego Erec Izrael będzie się rozwijać kultura żydowska we wszystkich krajach wygnania, gdzie jeszcze pozostali żydzi, lecz cale żydostwo z całego świata będzie nadal tworzyło jeden naród. I my twierdzimy, że bez silnego ekonomicznie żydostwa rozproszenia nie możemy mieć ekonomicznie silnej kolonizacji żydowskiej w Erec Izrael. – „Hajnt” z dn. 3 kwietnia 1927 r. nr 79.«

Były więc w syjonizmie trzy główne nurty:

  • syjonizm Herzla: wszystkich zgonić do Palestyny
  • syjonizm Achad ha-Ama: Palestyna tak, ale przede wszystkim odrodzenie poczucia narodowego w diasporze
  • syjonizm skrajnie nacjonalistyczny, domagający się praw narodowych w diasporze bez budowania państwa w Palestynie

Na kongresie syjonistycznym w Brnie w 1912 roku pogląd Achad ha-Ama zwyciężył, co więcej, zobowiązano tam wszystkich syjonistów do czynnego udziału w nacjonalistycznej polityce w krajach rozproszenia. Na naszą teraźniejszą rzeczywistość przekłada się to w ten sposób, że po polskiej tzw. prawej stronie, w PiS i Konfederacji, są syjoniści. Nie muszą udawać. Są narodowcami, tyle że żydowskimi. Gdy mówią Polska, myślą – Izrael. W innych partiach są Żydzi socjaliści, komuniści. A Żydzi liberałowie są chyba po obu stronach. Żydzi obstawiają wszystkie partie, stronnictwa, ruchy. Nawet taki nic nie znaczący Ruch JOW – i też kontrolują. Jedyny polski KW – 1 Polska szybko zlikwidowali. Wytyczne z 1912 roku nadal obowiązują.

Tak więc koncepcja państwa narodowego jako ośrodka promieniującego na diasporę zwyciężyła. Uznano, że jedno bez drugiego nie może się obyć. W takim razie, jak do tego ma się, wypowiedziany – jakiś czas temu – przez Henry Kissingera, pogląd, że „za parę lat Izrael przestanie istnieć”? Czyżby, ten jeden z najwybitniejszych żydowskich polityków, mylił się? Nawet nie można zakładać, że nie znał on koncepcji ruchu syjonistycznego. Czy chciał w ten sposób uśpić czujność przeciwników? Może rzeczywiście Izraela nie będzie, gdy Stany Zjednoczone przestaną być światowym hegemonem, ale to nie jest chyba kwestia paru lat. Ale to też świadczy o tym, że Żydzi planują z dalekim wyprzedzeniem. Może się tak zdarzyć, ale nie musi. Nie mniej jednak nie wykluczają takiego scenariusza, nawet jeśli miałby on nastąpić w dalekiej przyszłości.

Ale w tym czasie powstała doktryna, która uznała istnienie narodowego centrum wewnątrz diaspory (na ziemiach historycznej Polski – przyp. aut.) i uznała jego żywotność pod warunkiem zachowania zasady autonomii, regulującej całe wewnętrzne życie żydostwa, rozproszonego w ciągu tysiącleci.” – Co to oznacza w praktyce? Ano to, że w razie zniknięcia Izraela, a nawet, jeśli nadal będzie istniał, to takim centrum diaspory będzie Polska. Dziś wiemy, że takim centrum może być Ukraina i Polska lub jej wschodnia część. Sądząc po tym, co dzieje się na Ukrainie i w Polsce, nie można chyba mieć złudzeń, co do tego, że narodowe centrum wewnątrz diaspory ma właśnie powstać w tym rejonie.

Czas, w którym powstała ta doktryna, to kongres syjonistyczny w Brnie w 1912 roku. Na efekty nie trzeba było długo czekać:

»Już w 1919 roku przedstawiciele Żydów złożyli Tymczasowemu Naczelnikowi Państwa, Józefowi Piłsudskiemu, projekt, by „życie Żydostwa w Polsce zbudowane zostało na podstawie sieci gmin ludowych (kahałów), których kompetencja powinna obejmować wszystkie odrębne problemy żydowskie”, a „władza (kahałów) powinna być wyłaniana na podstawie pięcio-przymiotnikowego prawa wyborczego”.

Domagano się nadto w tym projekcie powołania „Żydowskiego Zjazdu Narodowego dla uchwalenia Konstytucji Żydów w Polsce”!

W roku 1920 poseł Izaak Grunbaum ze Związku Polaków Narodowości Żydowskiej zgłosił słynny – czy raczej niesławny… – projekt art. 113 przygotowywanej Konstytucji II Rzeczypospolitej, uzgodniony ze swym Klubem i wyrażający opinię Żydów przez ten klub reprezentowanych, a więc w imieniu „Polaków narodowości żydowskiej”, których żyło już na ziemiach odrodzonej II Rzeczypospolitej ponad 3 miliony.

Zaproponowany przez posłów żydowskich artykuł 113 głosił:

Ziemie Rzeczypospolitej, zamieszkałe w przeważającej większości przez narodowości niepolskie, stanowić będą autonomiczne prowincje, które otrzymają osobne przedstawicielstwo ustawodawcze, wybierane na podstawie wyborów powszechnych, bezpośrednich, równych, tajnych i stosunkowych. Osobne ustawy określą kompetencje tych ciał ustawodawczych oraz stosunek prowincji autonomicznych do Państwa.« – Marian Miszalski Żydowskie lobby polityczne w Polsce.

Zdecydowana postawa posła Polskiej Partii Socjalistycznej, Mieczysława Niedziałkowskiego, rozwiała żydowskie nadzieje. Ale, jak mówi przysłowie, co się odwlecze to nie uciecze. Po 1989 roku zabrakło nam takich ludzi. 20 lutego 1997 roku Sejm uchwalił ustawę „o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej”.

W artykule 7 tej ustawy ust. 1 czytamy: Tworzenie nowych gmin żydowskich oraz znoszenie lub przekształcanie już istniejących następuje w trybie przewidzianym w prawie wewnętrznym.

Ust. 2: O faktach, o których mowa w ust. 1, zarząd Związku Gmin powiadamia niezwłocznie wojewodę właściwego ze względu na siedzibę gminy żydowskiej.

Ust. 3: Nowo utworzone gminy żydowskie nabywają osobowość prawną z chwilą pisemnego powiadomienia właściwego wojewody. Odpis powiadomienia, z umieszczonym na nim potwierdzeniem odbioru, jest dowodem uzyskania osobowości prawnej.

Ust. 4: Powiadomienie powinno zawierać informację o siedzibie gminy żydowskiej, jej zasięgu terytorialnym oraz wskazanie osób wchodzących w skład zarządu gminy.

Innymi słowy – o tworzeniu, przekształcaniu i likwidacji gmin żydowskich decyduje ich prawo wewnętrzne. Powiadamiają tylko właściwego wojewodę o powstaniu nowej gminy, a odpis powiadomienia z potwierdzeniem odbioru jest dowodem uzyskania osobowości prawnej przez taką gminę. Znaczy to, że wojewoda może się tylko przyglądać, co na jego terenie robią Żydzi. Administracja państwowa nie ma już nad nimi władzy. Jest tam wiele innych ciekawych punktów. Gdyby kogoś to interesowało, to wystarczy wpisać nazwę tej ustawy w wyszukiwarkę.

Ta ustawa była niezbędna, bo wszelkie nieruchomości nabywane przez gminy żydowskie stają się z automatu eksterytorialne. To jest ta zasada autonomii, o której mówiono w 1912 roku na wspomnianym wyżej kongresie syjonistycznym.

Przyjaciele i przeciwnicy mówią o syjonizmie, że jest on dalszym ciągiem mesjanizmu.” – Jeśli syjonizm jest dalszym ciągiem mesjanizmu, to wypada zadać sobie pytanie, czy syjonizm nadal trwa, czy może ubrał się w nowe szatki? Wszystko wskazuje, w mojej ocenie, że ubrał się w nowe szatki. A jakie są te nowe szatki? Te nowe szatki to holocaust. Są tacy, którzy w swojej nadgorliwości piszą już – Holocaust. Niektórzy, drapujący się w narodowe i katolickie szatki, używają określenia „holokau”. Używają tego określenia, bo dostali na nie licencję, tak jak kiedyś Stefan Kisielewski dostał w PRL-u licencję na bycie opozycjonistą. I później, po 1989 roku stworzył UPR. A dziś, jego kontynuator – stary satyr – Korwin-Mikke, miesza młodym Polakom w głowach.

Żydostwo nie jest religią. Jest to żyjący szczep ludu, który ze swego narodowego charakteru w biegu dziejów stworzył religię, stworzył określoną postawę polityczno-obyczajową wobec świata.” – To, że ktoś napisze, że ktoś stworzył religię ze swego narodowego charakteru, to może być niezrozumiałe. Musimy się tu odwołać do naszych chrześcijańskich doświadczeń. Chrześcijanie pielgrzymują do Ziemi Świętej, do Santiago de Compostela i pewnie do wielu innych miejsc. W Polsce pielgrzymują do Częstochowy. I pielgrzymka jest jednym z tych nieodłącznych atrybutów chrześcijaństwa. A dokąd pielgrzymują Żydzi? No! Dokąd pielgrzymują Żydzi!? Do… Oświęcimia! Ja wiem, niektórzy może się oburzą: to nie Oświęcim, to Auschwitz! To jednak nie jest w tym momencie najważniejsze, bo rozstrzygamy zupełnie inny problem, problem tego, czy żydostwo jest religią w naszym rozumieniu, czy – nie. Otóż, w naszym rozumieniu, żydostwo nie jest religią, jest polityką. I dopiero z tej polityki tworzy religię, religię holocaustu. I z tej religii chcą jeszcze ciągnąć zyski. W religii chrześcijańskiej nagroda jest po życiu, jeśli było ono godziwe, pełne dobrych uczynków. W religii żydowskiej jest odwrotnie. Czyż może być większa rozbieżność? Jest więc holocaust kontynuacją syjonizmu, jego nowym wcieleniem i religią, bo Żydzi z polityki tworzą religię.

I na koniec znowu muszę zacytować Rolickiego:

W Izraelu odwieczną jest jego światowa polityka. Konspiracyjność jej metod, połączona z przechowywaniem tradycji politycznej przez tysiąclecia, uczyniła z niej tajemnicę, której kierownictwo Izraela strzeże zazdrośnie. Ale zatajenie celów i metod da się stosować z powodzeniem tylko wobec tych, którzy żyją wyłącznie teraźniejszością. W świetle przeszłości, w skonfrontowaniu z nieprzerwanym łańcuchem czynów, wiążących się logicznie, spada najbardziej nieprzenikniona zasłona i odsłania rzeczywiste dążenia i cele. W blasku historii rozjaśniają się największe mroki, najsztuczniej ukrywane zagadki stają się „jajkiem Kolumba”. Stąd znaczenie historii, historii nie sfałszowanej dla życia dzisiejszego.

U ludzi praktycznych spośród narodów chrześcijańskich znajomość historii jest w niesłusznej pogardzie. Inaczej u Żydów, nawet u najciemniejszych.

„Jedyna w swoim rodzaju świadomość historyczna ożywia ten lud, przenika każde z jego dzieł, wszystkie jego czynności, daje mu trwałość i pewność wprost niezrozumiałą”. – Heinrich Kohn, Die politische Idee des Judnetums, str. 17.

Antypolskie powstania

Antypolskie powstania – kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe i warszawskie – zawsze przynosiły nam straty materialne i ludzkie, a żadnych korzyści. Jeśli jednak ktoś traci, to korzysta ktoś inny. O powstaniu warszawskim pisałem w innym miejscu, więc je pominę. Któż więc korzystał na tych powstaniach? Każde z nich wypada prześledzić z osobna, bo też każde odbywało się w odmiennych warunkach.

Po obaleniu Konstytucji 3 maja część wspierających ją emigrantów osiadła w Lipsku, w którym to powstał Komitet Emigracyjny. W jego skład wchodzili m.in. Ignacy Działyński (nazwisko wymienione przez Graetza – „Historia Żydów” – jako frankistowskie), Eliasz D’Aloe, dygnitarz masoński i płatny szpieg rosyjski, Andrzej Kapostas, reprezentujący wpływy judaizmu w ówczesnym wolnomularstwie polskim. Twórcą tego Komitetu był Marie Louis Descorches, francuski dyplomata, przebywający w Rzeczypospolitej od lipca 1791 do października 1792 roku. Był zwolennikiem rewolucji francuskiej i popierał jakobinów. I Komitet ten wysyła Kościuszkę na początku 1793 roku do Paryża. Proponuje on wysadzenie wojsk rewolucyjnej Francji na wybrzeżu Morza Czarnego, by związać Rosję. Jednak trafia na zły moment, na klęskę wojsk rewolucyjnych nad Renem, na tendencje pokojowe Robespierre’a i tajne układy francusko-pruskie. Nie mniej jednak rewolucyjna Francja pragnie odciążenia poprzez wybuch rewolucji w Polsce i nie skąpi pieniędzy na powstanie brata-masona Kościuszki. Konwent paryski hojnie finansował rewolucję nad Wisłą. Skarbnik Rewolucji przyznawał w swoich przemówieniach, że pomoc dla braci w Warszawie kosztowała Francję 60 milionów. Rewolucja w Polsce oznaczała dla Francji związanie wojsk Austrii, Prus i Rosji, co skutkowałoby uratowaniem rewolucji francuskiej.

Sam Kościuszko głosił w swoich odezwach hasła Rewolucji i lóż wolnomularskich: wolność, równość, braterstwo. I jak ona, obiecywał Żydom wszelkie prawa obywatelskie i polityczne. Powstał nawet oddział żydowski pod wodzą Berka Joselewicza. Pewnie wzorował się na Żydach, którzy służyli we francuskiej gwardii narodowej.

Omawiając insurekcję kościuszkowską nie sposób pominąć frankistów. Podczas sejmu czteroletniego posłami byli: Szymanowscy, Orłowscy, Jasińscy, Józefowicze-Hlebiccy (wywodzący się od Michela Ezefowicza), Wojciech Turski i wielu innych. Byli to ludzie bardzo bogaci i zajmujący wysokie stanowiska. Szlachta frankistowska obsadziła wszystkie stronnictwa sejmowe. Była ona w stronnictwie patriotycznym, wśród radykałów, głoszących hasła rewolucji francuskiej i w partii magnackiej. Jej celem było podtrzymywanie różnic pomiędzy walczącymi stronnictwami, co dezorientowało szlachtę polską i odwracało od nich, tj. od frankistów, uwagę rdzennie polskiego społeczeństwa. Aż chciałoby się wykrzyknąć: przecież dziś jest tak samo! Dlatego, żeby zrozumieć naszą teraźniejszość, trzeba poznać naszą historię i historię naszych współlokatorów, z którymi dzielimy tę ziemię. Jest ich więcej niż wielu się wydaje i zajmują kluczowe stanowiska w kraju.

Gdy stronnictwo patriotyczne, korzystając z nieobecności znacznej liczby posłów opozycji, którzy nie zdążyli wrócić ze świąt Wielkanocnych, uchwaliło Konstytucję 3 maja, wielu neofitów stanęło w szeregu zaciekłych zwolenników dawnych swobód szlacheckich. Wśród wybitnych działaczy konfederacji targowickiej znajdowali się Pawłowscy, Piotrowscy, Majewscy, Wincenty Józefowicz-Hlebicki, Jasiński i Orłowski. Oni to za plecami ograniczonych magnatów doprowadzili do zbrojnej interwencji rosyjskiej i jednocześnie do wielkiego rozczarowania społeczeństwa, które zaczęło szukać winnych tego nieszczęścia.

Ten moment, moment rozgoryczenia, wykorzystują frankiści działający wśród radykałów. Na rozkaz dany z góry, tysiące kryptożydów rozpoczęło agitację przeciwko przywódcom Targowicy. I w taki sposób nazwiska Potockich, Branickich, Rzewuskich i Kossakowskich stały się symbolem zdrajców ojczyzny. I takimi są do dziś. O frankistowskiej szlachcie, która popierała Targowicę i agitowała za Rosją, i przez którą była sowicie opłacana, nie wspominano i nie wspomina się. Chyba nie przez przypadek? Pod koniec kwietnia 1789 roku Frank mówił do swoich uczniów: „Nie obawiajcie się, lubo będzie rozruch między nimi i wszyscy panowie drżeć będą, nie obawiajcie się ani ich, ani rozruchu, tylko czyńcie, co wam każę” (Kraushar – Frank i Frankiści).

„Redukcja wojska koronnego i litewskiego spowodowała wybuch powstania. Powodzenie Tadeusza Kościuszki w bitwie pod Racławicami przyśpieszyło wypędzenie Moskali z Warszawy. Dnia 18 kwietnia stolica byłą wolna. Władze powstańcze rozpoczęły swe rządy od zapewnienia miastu spokoju wewnętrznego. Nie spodobało się to polskim radykałom, na których czoło wysunął się w owym czasie Jan Dembowski, bliski krewny Franciszka ‘Jemerdskiego’ Dembowskiego (Jeruchama), jednego z najbardziej zaufanych chachama Franka. Za jego pośrednictwem ‘polityczny mesjasz upadającej Polski’ ustalił jak gdyby termin rozpoczęcia walki zbrojnej. Jan Dembowski bowiem przyjechał na początku marca 1794 roku do Drezna z oświadczeniem, że wojsko dłużej nie będzie czekać na Kościuszkę i samo rozpocznie powstanie.

Dembowski, o którym pisze Tokarz (‘Warszawa przed wybuchem powstania 17 kwietnia 1794 r.’), że ‘był zawsze dobrze poinformowany, co Moskale poczynać zamierzali’, widząc, iż tłumiona przez Targowicę nienawiść mas do sprawców nieszczęść wezbrała, zaczął wraz z zaufanymi głosić hasła rewolucji francuskiej. Zachęta do terroryzmu znalazła wśród znękanego ludu stolicy echo przychylne. Przy sypaniu okopów, na rogach ulic i placach rozogniano umysły przeciwko zdrajcom. Zaprawiony do tej roboty, bierze Dembowski czynny udział w szerzeniu fermentu i podniecaniu rzemieślników Starego Miasta, których przychylność starał się pozyskać. Wielce mu byli pomocni m.in. Józef Piotrowski, były podchorąży gwardii pieszej, osobnik karany za kradzież i dezercję i Jasińscy spokrewnieni z Józefem Muszyńskim, sądzonym za szpiegostwo. Wysyłani na ulicę przez Dembowskiego agitatorzy szerzyli bezustannie ferment, podniecając tłumy okrzykami: ‘Ojczyzna chce kary na zdrajców’, ‘niech żyje rewolucja’. Z agentami Dembowskiego współdziałały masy nowochrzczeńców, zamieszkujące Warszawę. Na próżno władze nakazały zamknięcie wszystkich szynków, utrzymywanych przez frankistów, w których raczono bezpłatnie pospólstwo wódką i podjudzano przeciwko szlachcie.

Majowe i czerwcowe orgie w stolicy odwróciły uwagę społeczeństwa polskiego od dwuznacznego zachowania się frankistów. Przypominały one wrześniowe mordy 1792 r. we Francji. Tłum złożony w znacznej mierze z przestępców zawodowych podburzany przez Dembowskiego, będącego za pośrednictwem Eliasza D’Aloe w stałym kontakcie z Moskalami, Bartłomieja i Dominika Jasińskich, Nowickiego i innych, mordował bez zachowania jakichkolwiek form sądowych; łączył posądzonych lub niewinnych z winnymi, rabując zarazem wieszanych. Gdy motłoch zajęty był budowaniem szubienic, Dembowski, który wskazywał odpowiednie według niego miejsca, kazał jedną wznieść na ulicy Senatorskiej przed prymasowskim pałacem; miał w tym swój cel. Józef Piotrowski zaś, mianujący się wodzem pospólstwa, na koniu i w mundurze, co upewniało wszystkich, że ma za sobą poparcie wojska, prowadził wzburzony tłum do pałacu Brühlowskiego dla mordowania przebywających tam więźniów”. – Stanisław Didier Rola neofitów w dziejach Polski.

Powstanie trwało od połowy marca 1794 do połowy listopada 1794 roku. Zakończyło się klęską. Na Syberię zesłano 20 000 powstańców. Ziemie skonfiskowane uczestnikom powstania zostały nadane generałom rosyjskim w nagrodę za jego stłumienie. Największą stratę poniosła polska kultura. Biblioteka Załuskich licząca 400 tysięcy tomów, 20 tysięcy rękopisów i 40 tysięcy rycin dostała się w ręce Rosjan. W trakcie transportu do Petersburga uległo zniszczeniu 140 tysięcy tomów, 9 tysięcy rękopisów 15 500 rycin.

Jakby mało było tych nieszczęść, frankiści podburzali włościan przeciwko szlachcie. Przygotowywali kolejne powstanie. Nic z tego nie wyszło. Postanowili więc zaopiekować się ocalałą po 1794 roku młodzieżą szlachecką i skupić ją w organizacjach wolnomularskich, w których odgrywali niepoślednią rolę. Polskie społeczeństwo i duchowieństwo nie opierało się zbytnio masonerii. Polacy masowo wstępowali do wolnomularstwa. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wkrótce znalazły się tam najwybitniejsze jednostki z wojska, polityki i nauki.

Upadek powstania skończył się w efekcie trzecim rozbiorem a to oznaczało, że do Warszawy przybyli pruscy urzędnicy a wraz z nimi zamożni niemieccy Żydzi neofici. Tak wzmocnieni frankiści zdobywali w kraju coraz większe wpływy. W trzecim pokoleniu dostarczyli oni krajowi licznych prawników, uczonych, artystów. A na kierowniczych stanowiskach w polskim wolnomularstwie widzimy: Szymanowskich, Krysińskich, Majewskich, Krzyżanowskich, Lewińskich, Piotrowskich. Było ono w Królestwie Kongresowym bardzo rozbudowane i szeroko rozgałęzione. Ich członków liczono w tysiącach, co oznaczało, że polskie społeczeństwo było głęboko spenetrowane.

Pozostaje jeszcze do oceny aspekt gospodarczy, o którym Henryk Rolicki w książce „Zmierzch Izraela” pisze tak:

„Po rozbiorach położenie gospodarcze żydów polskich poprawiło się od razu; popierają ich rządy pruskie, oszczędzają austriackie; Rosja pozwala im docierać w charakterze kupców do swych wewnętrznych guberni. Równocześnie z rozwojem teorii ekonomicznych fizjokratów, z narodzinami liberalizmu ekonomicznego otwierają się warunki do swobodnego handlu międzynarodowego. Fizjokraci twierdzą, że czysty dochód daje tylko rolnictwo i spychają nań cały ciężar podatków, oswobadzając przemysł i handel. Torujący sobie drogę liberalizm odrzuca cła wygórowane i otwiera granice dla przywozu i wywozu towarów. Z tego wszystkiego korzystają żydzi, zaś na terenie dawnej Rzeczypospolitej poczyna się im uśmiechać pomyślność gospodarcza. Wychodzi od razu na jaw, że zniszczenie państwa polskiego było naturalnym skutkiem żydowskiego skupienia się na tych ziemiach, koniecznym warunkiem przetrwania mas żydowskich”.

Insurekcja kościuszkowska przyniosła polskiemu społeczeństwu same straty i doprowadziła do trzeciego rozbioru oraz wymazania Polski z mapy Europy. Zyskiwali Żydzi i frankiści, Polacy tracili. Było to więc powstanie antypolskie.

Podobnie było w przypadku powstania listopadowego. Sekwencja wydarzeń jest następująca:

  • w lipcu i sierpniu 1830 roku wybuchły zwycięskie rewolucje we Francji i Belgii, które doprowadziły do podważenia Świętego Przymierza, w skład którego wchodziły Prusy, Austria i Rosja a później też Francja.
  • 17 października cesarz rozkazał przygotowanie mobilizacji alarmowej wojska polskiego i rosyjskiego.
  • 21 października ks. Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki otrzymał polecenie przygotowania finansów Kongresówki na wypadek wojny.
  • 24 listopada Kongres Narodowy w Brukseli zdetronizował króla Niderlandów i ogłosił niepodległość Belgii.
  • 23 listopada ostrzeżono członków spisku o ich dekonspiracji i mających nastąpić aresztowaniach. To zadecydowało o przyspieszeniu wybuchu powstania.

I znowu, tak jak w przypadku insurekcji, mamy wątek francuski. A i frankistowski się znajdzie. Były dwa stronnictwa: umiarkowane i radykalne. Ci pierwsi uważali rewolucję za zgubną dla kraju, drudzy – wprost przeciwnie! Uważali, że naszedł właściwy moment i rozpoczęli kampanię wśród spiskującej młodzieży, nawołującą do walki zbrojnej. Głównymi agitatorami byli: Józef Zaliwski podporucznik I pułku piechoty i Józefat Bolesław Ostrowski, tak zwany Ibuś, Żyd z pochodzenia.

Ugrupowania skrajne utworzyły Klub Patriotyczny. I jak to „patrioci”, rozpoczęli zgubną dla kraju działalność. W ich szeregach było wielu neofitów takich jak Jan Czyński, Tadeusz Krępowicki, Jan Majewski, Krzyżanowski, kapitan Majzner i inni. Celem „patriotów” była rewolucja społeczna. Nienawidzili oni szlachty. Dążyli do utworzenia najwyższej władzy w postaci gminy rewolucyjnej, a nawet komuny rewolucyjnej.

Rozpowszechniali oni przeróżne plotki, a to, że w Petersburgu wybuchła rewolucja, że Mikołaj zginął, że Francja wypowiedziała wojnę Prusom, że powstało W. ks. Poznańskie, Litwa, Wołyń, Podole, Ukraina, że Austriacy mają wkroczyć. Dążyli do zerwania wszelkich rozmów Rządu z carewiczem Konstantym. Po wiecu, który odbył się 3 grudnia, wysłano delegację do Rady Administracyjnej (rządu) z żądaniem natychmiastowego rozpoczęcia walki z wrogiem. Ukrytym celem tych ataków był Chłopicki, który zwalczał Klub Patriotyczny. Nie dążył on do zbrojnej konfrontacji z Rosją. Wprost przeciwnie, uważał, że nie należy bezsensownie przelewać krwi. W rozmowie z Czartoryskim powiedział: „Nie mam innych widoków, nadziei i zamiarów, jak tylko Kongresowe Królestwo w całości utrzymać, ale utrzymać z całą niepodległością, jaką mu traktaty i konstytucje zawarowały. Będę żądał, aby odtąd konstytucja nie była martwą literą, ale w całej świętości zachowana została. Będę domagać się, aby wojska rosyjskie w Królestwie nie konsystowały, bo to da większe znamię i gwarancję naszej niepodległości. Tego wszystkiego żądam i otrzymać muszę”.

Jego największymi przeciwnikami byli Czyński, Krępowicki, Wojciech Kazimierski, J. B. Ostrowski, Jasiński, Krysiński, Wołowski. W „Nowej Polsce”, której redaktorami byli Kazimierski i Ostrowski, Dominik Krysiński, profesor uniwersytetu i poseł na sejm, pisał o dyktaturze Chłopickiego, że „Europa zrozumie ją, jako przygotowanie do pogromu Żydów”. Żądał też on, by ministrowie byli mianowani przez sejm, a nie przez rząd. W takim przypadku dyktator byłby marionetką.

Chłopicki miał poparcie młodzieży akademickiej i armii. Było to sporym zaskoczeniem dla kryptożydów. Na jednym z posiedzeń sejmu, którego skład był już wcześniej odpowiednio przygotowany, Franciszek Wołowski (frankista) tak zakończył swoje przemówienie: „Dziś jeszcze w obliczu Europy wyrzeczmy, że Mikołaj I przestał nad nami panować”. Następnie sejm przyjął jego wniosek o uchylenie wszystkich artykułów konstytucji Królestwa, które, po ogłoszeniu detronizacji cara, były w sprzeczności z nowym porządkiem rzeczy. Wniosek ten poparli Krasiński, Czyński, Krępowicki i inni frankiści.

W takim stanie rzeczy Chłopicki stwierdził, że uchwała sejmu utrudnia mu prowadzenie rozmów z Rosją i zrzekł się w styczniu 1831 roku dyktatury. Jego zwolennicy nie dawali za wygraną i żądali wyjaśnień, czy go usunięto, czy może sam zrezygnował. Wątpliwości przyjaciół popularnego generała rozwiał neofita dr Wolff, który, jako jego dawny lekarz i przyjaciel, prosił ich, żeby byłemu dyktatorowi nie powierzali żadnych ważnych funkcji, gdyż dostaje on pomieszania zmysłów. Emanuel Wolff był generalnym sztab-medykiem wojsk Rzeczypospolitej Polskiej i późniejszym prezbiterem gminy kalwińskiej.

Wszystkie powyższe informacje pochodzą z książki Stanisława Didier „Rola neofitów w dziejach Polski” (pierwsze wydanie 1934r.). A jak na to patrzy Wikipedia?

17 stycznia, wobec fiaska rokowań z Mikołajem I, który zażądał bezwarunkowej kapitulacji powstańców gen. Chłopicki złożył dymisję. Radykalne Towarzystwo Patriotyczne kierowane przez Joachima Lelewela zdobyło wówczas decydujący głos w sejmie, który 25 stycznia 1831 r. na wniosek posła Romana Sołtyka podjął uchwałę o detronizacji Mikołaja I, co było równoznaczne z zerwaniem unii personalnej i aktem niepodległości Królestwa. Poseł Jan Ledóchowski wybiegł wtedy na środek sejmu i zawołał „Wyrzeknijmy więc wszyscy: nie ma Mikołaja!”. Adam Czartoryski podpisując ten dokument miał powiedzieć: „Zgubiliście Polskę”.W odpowiedzi bowiem granice Królestwa Polskiego przekroczyła 115 tys. armia rosyjska z 336 działami pod wodzą feldmarszałka Iwana Dybicza, który uzyskał od cesarza nieograniczoną władzę nad ośmioma województwami Królestwa Polskiego.

Wszystko inaczej! Z przekazu Wikipedii wynika, że Polacy to jacyś niedorozwinięci umysłowo osobnicy, wichrzyciele i buntownicy. Ten ma władzę, kto rządzi mediami, kto pisze historię, komu podlega edukacja.

I znowu wypada zadać sobie pytanie: kto zyskał, a kto stracił? Ten wywołał powstanie, kto zyskał. Ale jest jeszcze jedno pytanie: dlaczego Polacy byli i chyba nadal są naiwni? Otóż neofici od samego początku starali się docierać do zakładów wychowawczych, czyli mówiąc wprost – do szkół, by w nich odpowiednio urabiać młodzież. Zapewne starali się wmawiać jej, że patriotyzm jest wtedy, gdy się walczy za ojczyznę i za nią umiera, bez względu na to, czy ta walka ma sens, czy – nie. A czy dzisiaj jest inaczej. Wmawiają nam, że uczestnictwo w marszu niepodległości czy powstania warszawskiego to patriotyzm, co więcej, nawet obowiązek. Ja tak nie uważam. Powstanie warszawskie, podobnie jak te, o których piszę, były powstaniami antypolskimi, bo Polacy w nich tracili. Polskimi powstaniami było Powstanie Wielkopolskie i Powstania Śląskie.

A więc jakie to były straty? Dobrze opisuje to przywołany już wcześniej Stanisław Didier:

»Po upadku powstania listopadowego około 50.000 osób udało się na emigrację. Był to kwiat społeczeństwa polskiego. Ludzie zajmujący najwybitniejsze w kraju stanowiska, jak np. utalentowani pisarze, prawnicy, uczeni, doświadczeni oficerowie, wreszcie cała rzesza żołnierzy, uświadomionych oraz pełnych zapału do czynu i pracy, cały ten zasób talentów rozmaitego rodzaju, sił moralnych i fizycznych, był bezpowrotnie niemal dla kraju stracony. Ci ludzie, przeznaczeni z mocy swego uzdolnienia do odegrania pierwszorzędnej roli w życiu narodowym, wyrzuceni zostali siłą wypadków poza granice ziemi ojczystej. Polska zniszczona podczas wojny, opuszczona przez wojsko, sejm, rząd i wszystkich dotychczasowych swoich przewodników, zlana krwią, pokryta smutkiem, oddana została na łaskę i niełaskę wrogów. Mógł więc rząd rosyjski robić, co chciał.

(…) W samym Królestwie moskale skonfiskowali przeszło 400.000 morgów ziemi. Na Litwie, Ukrainie, Podolu i Wołyniu zabrano przeszło 3.322.075 morgów. Na Litwie i Rusi skonfiskowano majątki 2.889 obywatelom. W Królestwie Polskim – 2.625 obywatelom. Poza tym po 1839 r. (do 1856 r.) zabrano jeszcze szlachcie polskiej 551 majątków.

(…) Miejsce przerzedzonego rdzennie polskiego stanu kierowniczego (wojna i emigracja pochłonęły większość ludzi ze średnim i wyższym wykształceniem) zajęli, po powstaniu listopadowym, przede wszystkim wzrastający stale w liczbę i znaczenie, neofici żydowscy. W pierwszej połowie zeszłego stulecia, począwszy od 1825 roku, chrzcili się wszyscy urzędnicy żydowscy monopolu tytoniowego, metryka bowiem była im potrzebna do awansu. Sprzeniewierzali się także Staremu Zakonowi, ze względów praktycznych, lekarze i dentyści, zmuszeni do ciągłego ocierania się o ludność chrześcijańską, szczęśliwym misjonarzem była także miłość. Najlepszym tego dowodem była duża ilość ochrzczonych Żydówek, zaślubiających przeważnie dawniejszych neofitów. Miały one widocznie ustrzec wychrzczonych mężczyzn od łączenia się z aryjskimi niewiastami.

Przychylne ustosunkowania się możnych do neofitów przyczyniło się poważnie do wzrostu liczby pozornych chrześcijan. Od 1814 r. działało w Warszawie „Towarzystwo biblijne”, które miało na celu szerzenie chrześcijaństwa wśród Żydów.

Towarzystwu, zainicjowanemu przez Adama Czartoryskiego, sprzyjał zarówno rząd warszawski, jak i ministeria w Petersburgu. Trzymał Żydów do chrztu i ks. Józef Poniatowski z siostrzenicą Aleksandrą Potocką; cały ich legion trzymał minister Grabowski, syn króla Stanisława Augusta, z siostrą Izabelą Sobolewską. Grabowski posunął gorliwość chrześcijańską do tego stopnia, że nadał jednemu ze swoich synów chrzestnych, Lichtenbaumowi z Rawy, własne nazwisko. Księżna Joanna Łowicka nie odmawiała neofitom swej łaski. Najwięcej jednak chrześniaków posiadał Paskiewicz, który stawał sam w kościele, albo posyłał w swoim zastępstwie którego z wyższych urzędników. Czasami zapisały księgi kościelne nazwisko Paskiewicza, jako ojca chrzestnego, kilka razy tego samego dnia.

Neofici katoliccy, korzystając z prawa polskiego, które pozwalało nowochrzczeńcom (aż do r. 1850) zmieniać razem z chrztem nazwisko, przyjmowali prawie wszyscy nazwiska kończące się na „ski”. Neofici ewangeliccy zadowalali się przeważnie drobnymi zmianami w pisowni.

(…) Korzystając z naiwnego dążenia wnuków carowej Katarzyny do rusyfikowania Żydów przez narzucenie im wiary schizmatyckiej (po r. 1831 na obszarze W. Ks. Litewskiego obowiązywało prawo, że Żyd mógł być ochrzczony tylko w cerkwi), dochodzili tamtejsi nowochrzczeńcy do najwyższych stanowisk w kraju. Stworzyli nową warstwę ludności: pozornych Moskali pochodzenia żydowskiego, których liczbę w samym tylko Petersburgu za Mikołaja I historyk żydowski Schipper („Żydzi Królestwa Polskiego w dobie powstania listopadowego „) podaje na 8.000. Gotowi na wszelkiego rodzaju uciemiężenia i podłości, neofici rosyjscy starali się okazać największą gorliwość w uciskaniu Polaków. Wiedzieli oni dobrze, iż im więcej okazywać będą patriotycznego moskiewskiego apetytu, tym chętniej rozdzielać będzie rząd carski pomiędzy nich majątki gnębionej szlachty polskiej.

(…) Z wielką nienawiścią odnosili się najwpływowsi neofici rosyjscy do szlachty polskiej; tak np.: rozporządzeniem ministra skarbu Kankrina nakazano gubernatorowi podolskiemu, Łubianowskiemu, przesiedlenie 5,000 rodzin zaściankowej szlachty na Kaukaz. Na zesłanie skazani byli nie tylko biorący udział w powstaniu, ale i ci, którzy nie cieszyli się zaufaniem władz państwowych. Jakkolwiek rozkaz był dość wyraźny i mógł być stosowany dowolnie, jednak Rosjanin Łubianowski, ze względów humanitarnych, nie spieszył się z jego wykonaniem; żądał wyjaśnień od ministra, okazując ludzkość i pewne względy dla nieszczęśliwych. Dopiero ponowny rozkaz Kankrina (Żyd heski) zmusił Łubianowskiego do rozpoczęcia akcji przesiedleńczej. (…) Leopold Kornenberg zaś miał się wyrazić, według zapewnień Lesznowskiego, redaktora „Gazety Warszawskiej”, że „dopóty u nas nie będzie dobrze, dopóki ostatniego szlachcica polskiego nie wywiozą na Sybir”.«

Jakże odmienna jest psychika Żyda od psychiki Rosjanina, a pewnie i od psychiki Polaka. U Żyda, jeśli chodzi o goja, nie ma miejsca na współczucie i humanitarne podejście. Jest tylko nienawiść. Warto o tym pamiętać, gdy potępia się Rosjan za ich stosunek do Polaków. Prawdopodobnie nie byłoby tych wszystkich nieszczęść, gdyby tak wielu Żydów nie zajmowało eksponowanych stanowisk w rosyjskim wojsku i administracji centralnej. Nie byłoby też tych nieszczęsnych powstań, gdyby po drugiej stronie nie było ich jeszcze więcej niż po rosyjskiej. Zatruli więc nam Żydzi relacje z narodem rosyjskim. Szczuli Polaków na Rosjan, a Rosjan na Polaków i po obu stronach to oni pociągali za sznurki. I obecnie nie jest inaczej. Ich metody nie zmieniają się, tylko że trzeba je znać. Wycieranie sobie gęby patriotyzmem, nachalna dewocja, organizowanie idiotycznych marszów patriotycznych, to tylko niektóre z metod ogłupiania zdezorientowanych tłumów. I cały czas to wykorzystują, że podam tylko przykład Związku Patriotów Polskich w ZSRR w czasie II wojny światowej.

Po powstaniu listopadowym miała miejsce masowa emigracja, wśród której było wielu neofitów. Byli we wszystkich stowarzyszeniach polskich. Wśród członków Towarzystwa Demokratycznego decydującą rolę odgrywają tacy ludzie jak: Czyński, Jakubowski, Majzner, Krępowicki, Kwiatkowski, Kazimierski, Łaski, Beniowski, Behrens (podający się za Pawłowskiego), Michałowski, Maciejowski, Lubliner, Paprocki, Rotwand i inni. Zaciekle zwalczali oni stronnictwo konserwatywne, w którym brylowali były poseł Franciszek Wołowski i jego brat, ekonomista, Ludwik Wołowski. Byli oni współzałożycielami Towarzystwa Literackiego, organu obozu Czartoryskich, w którym prowadzili ożywioną działalność.

Była więc popowstaniowa emigracja infiltrowana i kontrolowana przez neofitów, których nazywano w tamtym czasie mechesami. A czy dziś jest inaczej z Polonią, szczególnie amerykańską? Tak naprawdę, to cała ta ich działalność emigracyjna sprowadzała się do organizowania spisków, wysyłania emisariuszy do kraju, by prowadzili tam działalność wywrotową wśród szlachty i włościan, do podburzania jednych przeciw drugim, do głoszenia haseł rewolucji socjalnej.

W kraju nie było lepiej. Jedyna polska gazeta – „Gazeta Warszawska” zamieściła szereg artykułów o kwestii żydowskiej, m.in. o wzroście ilościowym Żydów, o ludności uzależnionej od lichwiarzy, o tym, czym różni się spekulant od prawdziwego przemysłowca. Wywołały one ostrą reakcje ze strony środowiska żydowskiego. Rozpoczęła się planowa kampania przeciwko „Gazecie Warszawskiej”. Z pomocą przyszła prasa zagraniczna, uzależniona od kapitału międzynarodowego. W jednej z gazet rosyjskich nazwano redaktora Lesznowskiego niegodziwcem, który śmie obrażać Żydów. W sukurs przyszło też czasopismo „Nord” z Brukseli, „Breslauer Zeitung”, „L’Observateur Belge”. Lesznowski zamierzał też bronić się w krakowskim „Czasie”, ale redakcja odmówiła mu swoich łam, uzasadniając to tym, że zraziłaby do siebie całe wiedeńskie dziennikarstwo, będące w rękach Żydów.

Dopiero w 1859 roku wpływowe żydowskie koła warszawskie zdecydowały się na wydawanie własnego codziennego pisma politycznego. Kroneneberg, który był kierownikiem całego środowiska żydowskiego w kraju, kupił „Gazetę Codzienną”, która po pewnym czasie zaczęła wychodzić jako… „Gazeta Polska”. Znamy ten tytuł? Dziś też mamy „Gazetę Polską”. Jak oni lubią wycierać sobie gębę tą Polską! Głównymi jej współpracownikami byli neofici: Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Kapliński. Najważniejszym celem tej gazety było rozpowszechnianie nowego poglądu na kwestię żydowską, w myśl którego najlepszym dla kraju będzie zasymilowanie Żydów.

Żydzi nie zapomnieli o polskiej młodzieży. Pojawiają się rozmaite kółka organizacyjne wśród studentów Petersburga, Kijowa i Warszawy. Prym w nich wiódł Karol Majewski sekretarz Leopolda Kronenberga. Przewodniczył tajnemu „komitetowi akademickiemu” i był w zarządzie konspiracyjnego „stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”. Nie zaniedbano też starszego pokolenia. W 1859 roku powołano do życia komitet, w skład którego weszli: Jürgens, Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolf, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni. Stał on się zawiązkiem organizacji Czerwonych, która parła do walki z Rosją. Nie przypadkiem chyba Kronenberg pisał w liście z dnia 18 I 1860 roku, że „sprawa żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze”. Zapewne tą najważniejszą było pchnięcie gojów do beznadziejnej walki z zaborcą. A przygotowaniem do niej miały być wielkie manifestacje, których reżyserami byli neofici pokroju Majewskiego.

Po przeciwnej stronie barykady był Andrzej Zamoyski, prezes „Towarzystwa Rolniczego”. On i ludzie skupieni wokół niego uważali, że drogą spisków nic się nie wywalczy. Dążenie do powstania uważał Zamoyski za zbrodnię, która zniweczy rezultaty pracy cichej, prowadzonej od 30 lat. Powstanie nie będzie w stanie zwyciężyć, a tylko pogorszy sytuację kraju. Taka postawa nie mogła oczywiście spodobać się Kronenebergowi. Podobnego zdania była grupa rosyjskich generałów, przeważnie niemieckiego pochodzenia. Przewodził im Kotzebue, który zwrócił się uwagę namiestnika Gorczakowa na liczne tworzące się komitety i delegacje Towarzystwa oraz udział ich członków w rozmaitych konkursach i przedsięwzięciach rolnych. Gorczakow wysłał do Zamoyskiego zarządzenie zabraniające prowadzenia tego typu aktywności w terenie.

Po śmierci Paskiewicza namiestnikiem Królestwa został ks. Gorczakow, stary i pozbawiony energii. Na czoło pałacowej sitwy wysunął się neofita Juliusz Enoch. Człowiek układny, dowcipny, mówiący płynnie po francusku, niemal od razu tak zjednał sobie namiestnika, że nazwano go faktorem Gorczakowa. Dzięki niemu uzyskał Enoch wpływy i uznanie na dworze carskim. I wykorzystał je, gdy Rosjanie wpadli na pomysł, by uspokoić wzburzone nastroje w Królestwie poprzez powołanie wybitnego Polaka na jeden z naczelnych urzędów w kraju. I w tym momencie Enoch rzucił na szalę wszystkie swoje atuty i przekonał Gorczakowa, że Wielopolski będzie tym, który spacyfikuje kraj.

Wielopolski był bardzo zdolnym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo wyniosłym, przez co niepopularnym w społeczeństwie. O wiele odpowiedniejszym kandydatem byłby Andrzej Zamoyski, cieszący się sympatią w narodzie. Nie miał on jednak poparcia wpływowych warszawskich Żydów, którzy prowadzili z nim potajemną walkę. Wielopolski był filosemitą. W trakcie swoich rządów sprzyjał Żydom, zatwierdzając wiele korzystnych dla nich ustaw. Rozwiązał „Towarzystwo Rolnicze” i pognębił tym samym Andrzeja Zamoyskiego. Spodziewał się wdzięczności ze strony tych, którym pomógł. A stało się zupełnie inaczej. Pisma zagraniczne zniesławiały go. „Gazeta Polska” raz wydawała się popierać go, a innym razem ostro go krytykowała, podważając jego autorytet w społeczeństwie. Nie mógł zrozumieć, że był tylko narzędziem do rozbicia umiarkowanego stronnictwa polskiego, a gdy zrobił swoje, stał się zbędnym dla tego środowiska. Odnoszę wrażenie, że współcześni filosemici nie zdają sobie sprawy z natury swoich panów.

Czerwoni parli do powstania, do którego wstępem miały być manifestacje. Znając religijność Polaków, starali się nadać tym manifestacjom charakter kościelny. Pierwszą taką okazją był pogrzeb generałowej Sowińskiej, w którym uczestniczyło kilka tysięcy ludzi. Żydzi stali się bardzo religijni. Nosili krzyże, śpiewali w kościołach „Boże coś Polskę” i podczas nabożeństw zbierali datki na powstanie. Te manifestacje oburzały klikę wojskową, której przewodził Kotzbue, a której celem było prowokowanie Polaków. W sukurs tym poczynaniom szli wyżsi urzędnicy pochodzenia żydowskiego, tacy jak szef tajnej policji warszawskiej Felkner czy gubernator grodzieński Szpeyer. Agitatorzy ze strony Czerwonych starali się wywoływać awantury uliczne, obrażali oficerów rosyjskich w miejscach publicznych itp. Czyli mamy po stronie „polskiej” prowokatorów, a po rosyjskiej kamarylę wojskową podobnej proweniencji, która tylko czekała na okazję do interwencji.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pierwsze ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 roku. Od kul poległo pięciu Polaków. Wywołało to silne wzburzenie wśród mieszkańców Warszawy. Sytuację pogorszyło jeszcze rozwiązanie „Towarzystwa Rolniczego”. Wykorzystali to Czerwoni do przygotowania nowej manifestacji, która odbyła się w kwietniu. Dość licznie uczestniczyli w niej Żydzi. Zachowywali się bardzo hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie. Dwustu zabitych i czterystu rannych – taki był bilans tej manifestacji i zaledwie trzy nazwiska żydowskie wśród poległych. Żydzi i frankiści prowokowali, a Polacy ginęli i tracili. Jeśli w jednym zdaniu miałbym scharakteryzować te trzy powstania, to tak bym to ujął.

»Stosunkowo łatwo udało się „mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich. Dzięki staraniom Jürgensa powstała na gruzach „Towarzystwa Rolniczego” organizacja nowa, na wpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano „Białą”. Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie: Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez powodu zresztą, iż on to głównie przyczynił się do rozwiązania Tow. Roln., Karol Majewski, Jürgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski. Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian: Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowo założonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa, zdezorientowana po skasowaniu Tow. Roln. i idąca od tej pory na pasku nienawidzących jej „mechesów”. Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia żydowskiego. Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z tzw. „Biurem Polskim”, które, powstawszy w 1860 r. mieściło się w „Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Julian Klaczko.

Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej walki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej „pracy”. Dążyli oni do jak największego skłócenia najpoważniejszych ugrupowań politycznych w kraju, tj. Czerwonych i Białych. Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między Czerwonymi i Białymi, do spółki z Leopoldem Kronenbergiem, o którym Z. L. S. pisze (Historia dwóch lat 1861-1862), że „we wszystkich partiach miał swoich ludzi”. Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych. W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jürgensa, został przyjęty. Miał to uczynić Karol Majewski, orientujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych. W pałacu Brühlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacji powyższych nie doprowadzono do skutku. Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych. Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orientująca się w prowokatorskich poczynaniach „mechesów”, dążących do rozbicia społeczeństwa polskiego. Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych niż Moskale i Niemcy.« – Stanisław Didier Rola neofitów w dziejach Polski.

Cóż to za menażeria! Z jednej strony Czerwoni, radykalni, którzy latem 1862 roku tworzą Komitet Centralny (skąd my znamy tę nazwę?), którego hasłem programowym była rewolucja socjalna, a więc, jak rewolucja socjalna, to nie niepodległość. Ich celem było też zaszczepienie tej rewolucji w Rosji. A więc rewolucja! A jak rewolucja, to kto za nią stoi? Komu ona służy? Z drugiej strony mamy Białych, umiarkowanych, wśród których dominują Kronenberg, Jürgens, Eronenberg. A między nimi frankiści, robiący wodę z mózgu niewtajemniczonym po obu stronach i szczujących jednych na drugich. A dziś jak jest? Mamy takich mącących ludziom w głowach jak Korwin-Mikke, Braun itp. Jest zażydzona Konfederacja. To tylko niby prawa strona. Po drugiej stronie też są oni. Dokładnie tak jak w czasie tych powstań.

Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma „Gołos”, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń. Pisał też o tym Kraszewski w swoich powieściach, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę. O tym, jak do niego doszło pisze cytowany wcześniej Stanisław Didier:

„Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tym mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał („Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831-1862”), że „pochodzi z tych Żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia równouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystianizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj żydowski”. Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którym zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich. Na próżno poszczególni członkowie Komitetu, jak A. Giller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4 VI 1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając wprost, że nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni.

Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną już koleją losu. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych. Nie tylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzieliśmy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk. Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga. Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w”.

Na czoło kierownictwa powstania wysunęli się chrzczeni i niechrzczeni Żydzi. Byli wśród nich Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego, Józef Piotrowski, członek rządu utworzonego we wrześniu 1863 roku, Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewolucyjnego, Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy, Franciszek Orłowski, dowódca oddziału żandarmerii, Władysław Majewski, komisarz województwa kaliskiego, Stanisław Rudnicki, Adam Majewski, bracia Niemirowscy, Bronisław Wołowski, Kaplińscy, Henryk Wohl, Artur Goldman i wielu innych.

W czasie gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce, przywódcy Czerwonych rozpoczęli walkę z Białymi. Skutkowało to tym, że każdy nowo powstający rząd był szybko obalany. W końcu za namową Czartoryskiego dyktatorem powstania został Romuald Traugutt. Na niewiele to się zdało. Jednym z najbliższych jego współpracowników był Epstein. Pomimo „czułej” opieki Traugutt był stanowczy i zdecydowany. Jednak przy końcu 1863 roku elementy skrajnie radykalne utworzyły tzw. Komitet Rewolucyjny, którego zadaniem było przeciwdziałanie zarządzeniom Traugutta. Jego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński. Prawda, że ładne nazwisko? Od razu kojarzy się ze Zbigniewem Brzezińskim.

Każde z tych powstań było dla Polaków tragiczne, każde pociągało za sobą ofiary i konfiskatę majątków. Trzy powstania wywoływane co trzydzieści lat, a więc co jedno pokolenie. Co się tylko odrodziło, to szło w rozsypkę. Trudno licytować, które z nich było najtragiczniejsze, bo czyż można stopniować tragedie? Nie mniej jednak wydaje się, że te ostatnie było najbardziej brzemienne w skutkach. I tu znowu wypada mi odwołać się do Stanisława Didier:

»Utworzony na początku 1864 r. przez cara Aleksandra „Komitet dla spraw Królestwa Polskiego” rozpoczął „ściślejsze zespolenie kraju z cesarstwem rosyjskim” od masowego wysiedlania rdzennie polskiego żywiołu na Sybir i konfiskaty dóbr ziemskich. Jak podają „Les deportations en Siberie, le nombre des deportés et leur sort dans l’exil” (Rkp. Czartoryskich nr 5577) urzędnicy rosyjscy pod koniec 1866 r. określali liczbę zesłanych w głąb Rosji i na Syberię Polaków na 250 tysięcy osób. Był to kwiat narodu polskiego. Studenci, ziemianie, oficerowie, księża stanowili poważną część tych najofiarniejszych synów Polski. Przystąpili też Moskale do dalszego wywłaszczania szlachty. Na Ukrainie, Podolu i Wołyniu skonfiskowano Polakom w roku 1863/64 – 383.761 morgów ziemi, której wartość wynosiła setki milionów rubli. Postarano się poza tym o przeprowadzenie uwłaszczenia włościan w sposób, który miał zapewnić wieczną wdzięczność carskim urzędnikom ze strony ciemnego i biednego ludu, a dziedziców doprowadzić do ruiny finansowej.

(…) Zrujnowane ziemiaństwo musiało kołatać do Żydów o pożyczkę lub o posadę. Powstająca plutokracja, przeważnie pochodzenia żydowskiego, nie mogła być w niezgodzie z synami Izraela. Młodzież żydowska wstępowała gremialnie po 1863 roku do średnich i wyższych szkół. Zaroiło się w Królestwie od chrzczonych i niechrzczonych żydowskich lekarzy, adwokatów, techników, dziennikarzy i literatów. Zajmowali oni w szybkim tempie miejsca inteligencji polskiej, wyniszczonej podczas powstania, gnijącej w kopalniach Syberii lub pędzącej tułaczy żywot na obczyźnie.

Pomógł Żydom panujący wówczas nastrój – zespolenie eksperymentów asymilacyjnych i doktryny pozytywistycznej. Nie darmo Kornenberg i jego satelici potrafili natchnąć zmęczone społeczeństwo polskie myślą, że krajowi bardzo zależy na zyskaniu sympatii mas żydowskich, liczących w samej Warszawie około stu tysięcy osób.

Panujący wszechwładnie po powstaniu styczniowym pozytywizm włączył do swego programu doktrynę asymilacji. Prawie wszyscy pozytywiści owego czasu byli filosemitami, bratali się z Żydami, uważając za wzór cnót obywatelskich bankiera Kronenberga, nagrodzonego przez rząd moskiewski za usługi orderem św. Włodzimierza III klasy ( z czym było połączone nadanie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego) i bankiera Jana Blocha, którego testament zaczyna się od słów: „Byłem całe życie Żydem i umieram jako Żyd” (I was my whole life a Jew and I die as a Jew… – „The Jewish Encyclopedia”. Funk and Wagnalls Company, New York and London, t. III, str. 252).

Pozytywiści wyhodowali grupę literatów i dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, która obsadziła tłumnie prasę warszawską. Wśród księgarzy i wydawców najpoważniejszych pism stolicy widzimy: Gluecksberga, Lewentala, Stan. Kronenberga, braci Orgelbrandów, E. Leo, M. Wołowskiego, Krzywickiego, R. Okręta i innych. Otaczają się ci chrzczeni i niechrzczeni dyktatorzy ówczesnej opinii polskiej współpracownikami przeważnie żydowskiego pochodzenia, jak to St. Kramsztyk, B. Rajchman, H. Elzenberg, D. Zgliński, Niedzielski, Niemirowski, Chęciński i inni. Pełno ich było zarówno w pismach zachowawczych („Gazeta Polska”, „Słowo”), jak i postępowych („Przegląd Tygodniowy”, „Niwa”, „Nowiny”).

(…) Zainteresowano się znowu Frankistami. Stwierdzono, że ci najgorętsi rzecznicy asymilacji Żydów, chociaż przyjęli chrześcijaństwo przeszło sto lat temu, pozostają jednak w ścisłej łączności pomiędzy sobą i z synami Izraela. Słusznie obawiali się patrioci polscy wznowionego po powstaniu styczniowym – masowego porzucania wiary ojców przez inteligencję żydowską. Na przykładzie Kronenberga widzieli, jak neofici polscy umieli przystosować się do każdej okoliczności. Pobłażliwość rządu rosyjskiego dla tego, który finansował 1863 r., nasuwała już niejednemu ciekawe przypuszczenia co do możliwości istnienia poza sutymi łapówkami innych, ukrytych dla społeczeństwa polskiego nici, łączących satrapów moskiewskich (często pochodzenia niemieckiego) z czołowymi przedstawicielami żydostwa polskiego. A że cele przywódców Izraela nie były przyjazne dla narodu polskiego, to łatwo się można przekonać, przeczytawszy okólnik kierowników politycznych kół żydowskich, wydany w listopadzie 1898 r. do Żydów polskich. Odezwa ta brzmi: „Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj (tj. Galicja – przypisek) został naszym królestwem (…). Starajcie się po trochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w waszych rękach wszystkie nici władzy społecznej. Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej niż przypuścić było można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsz (wkrótce potem umarł – przypisek), dadzą Rotszyldzi, Bleichröderowie i Mendelsohnowie i inni dadzą (…). Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co zamierzamy (…) (L. Viel, „Le Juif sectaire” str. 173).

Jak w świetle tej odezwy, a była zapewne jedną z wielu, wygląda finansowy udział w powstaniu styczniowym Kronenberga, który przez poszczególnych badaczy historycznych jest wychwalany za to, że bez jego pomocy finansowej nie mogłyby organizacje powstańcze rozwinąć skutecznej agitacji? Jemu zawdzięcza więc w lwiej części Polska, że setki tysięcy najwierniejszych Jej synów marniało w tajgach syberyjskich lub gniło w ziemi. W kraju zaś pozostały masy biernych, wśród których żerowali synowie „narodu wybranego”.

Przywódcy żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami czynionymi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów pragnących pozłocić swe herby. W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów, a także z neofitami. Wołowscy, Lascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in. Klasycznym przykładem wychrzty, który, zdawałoby się, że wrósł nieodwołalnie w społeczność polską, był Jan Bloch, herbu Ogończyk. Wpływowy bankier, podkreślający swój patriotyzm na każdym kroku, czego dowodem miało być skoligacenie z pięcioma wybitnymi rodami kraju, inaczej przedstawił się potomności w testamencie swoim. Mógł się on śmiało zaliczyć do grona tych Żydów, na których cześć wygłoszone zostało w 1875 r. w kahale lwowskim odpowiednie przemówienie. Mędrzec Syjonu oświadczył m.in., iż „(…) prawdą jest, że niektórzy Żydzi dają się chrzcić, ale fakt ten tylko przyczynia się do wzmocnienia naszej potęgi, gdyż chrzczeni Żydzi zawsze Żydami zostają (…)” (Rudolf Vrba, „Die Revolution in Russland, statistische und sozialpolitische Studien”).

Służyli też często zrujnowani karmazyni (w dawnej Polsce szlachcic ze starożytnego rodu, któremu przysługiwało noszenie karmazynowego żupana – przyp. mój) polscy za parawan dla nieczystych, podejrzanych spekulacji. Wynajmowali ich żydowscy plutokraci do zarządów swoich przedsiębiorstw, do komitetów, mianując ich członkami rad nadzorczych. Ponieważ utytułowani radcowie mieli takie samo pojęcie o handlu, o metodach „czystego kapitalizmu”, jak chłop o astronomii, przeto rządzili się Żydzi sami bez żadnej kontroli.«

W trakcie pisania tego artykułu snuło się nade mną widmo – nie! nie widmo komunizmu, snuło się nade mną widmo powstania warszawskiego, czyli tego nieobecnego w tym miejscu. Ciągle miałem wrażenie, że one wszystkie mają wspólny mianownik. W każdym z nich była siła, która, wbrew zdrowemu rozsądkowi, parła do walki. W 1794 roku Jan Dembowski jedzie do Drezna i oświadcza, że wojsko dłużej czekać nie będzie i samo rozpocznie powstanie. Pozostaje tylko pytanie: czy to samowolka, czy może jednak stała za nim jakaś siła?

W powstaniu listopadowym przedstawiciele Klubu Patriotycznego, chciałoby się napisać – „Klubu Patriotycznego”, wysyłają delegację do Rady Administracyjnej (rządu) z żądaniem natychmiastowego rozpoczęcia walki z wrogiem. W powstaniu warszawskim też tak się palono do walki z Niemcami. Chłopicki był przeciw powstaniu, zupełnie tak samo jak w 1944 wielu wojskowych, i nie tylko, było przeciw niemu.

W powstaniu styczniowym Czerwoni prą do walki z Rosją. Po przeciwnej stronie jest Andrzej Zamoyski i jego „Towarzystwo Rolnicze” (praca u podstaw). Czerwoni tworzą Komitet Centralny. Na początku stycznia 1863 roku komisarze (tak jak w unii europejskiej – przyp. mój) Komitetu zbierają się w Skierniewicach i przesyłają Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którym żądają od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, że w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. I tu pojawia się pytanie: to kto tu rządzi? Skoro poszczególni komisarze mają odwagę, by przeciwstawić się oficjalnej władzy tj. Komitetowi Centralnemu, to znaczy, że jest jeszcze jakaś inna, ponad nim, władza. Niektórzy członkowie tego Komitetu protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, argumentując, że nie postarał się on nawet przygotować zawczasu w dostatecznej ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 Komitet Centralny uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni. W 1944 roku, pomimo sprzeciwu wielu wojskowych i biernej postawie Wodza Naczelnego, powstanie wybuchło.

»W pamiętnikach abpa Felińskiego możemy przeczytać: „Jakoż z 22 na 23 styczna wybuchło ogólne powstanie w kraju; mówię ogólnie co do miejsca, nie zaś co do ludności, gdyż bardzo nieliczna gromadka spiskowych za broń pochwyciła”. Pierwsze walki powstańcy rozpoczęli właściwie bez broni, musieli ją zdobywać na żołnierzach rosyjskich. Zdaniem Felińskiego ta „garstka źle uzbrojonych i nie wprawionych do walki ochotników” nie miała ani szans ani nadziei na zwycięstwo.« – Marek Topczewski Wybuch powstania styczniowego.

W powstaniu warszawskim powstańcy też byli bez broni. Musieli zdobywać ją na żołnierzach niemieckich. No i jak tu nie zacytować cesarza Etiopii Hajle Syllasje, który w rozmowie z Orianą Fallaci w 1972 roku w Addis Abebie stwierdza, że „w świecie nigdy nie dzieje się nic nowego”. No i nie dzieje się nic nowego. Żydzi w obecnej Polsce stroją się w piórka patriotów i uderzają w religijność, czuły punkt, Polaków. Mamy w internecie Media Narodowe, mamy „jedyne takie propolskie media”, mamy Radio Maryja, mamy marsze, które do złudzenia przypominają te z czasów powstania styczniowego. Jedni Żydzi – krajowi – organizują nam te marsze, a drudzy – zagraniczni – opisują je jako marsze polskich nacjonalistów, czy nawet – nazistów. W trakcie tych pochodów bardzo łatwo o prowokację i wywołanie zamieszek. I może właśnie o to chodzi, i może ktoś sięgnie po ten środek, gdy nadejdzie stosowna chwila. Wcale nie musi się to stać podczas tego najbliższego “marszu niepodległości”. Oni są cierpliwi, konsekwentni i potrafią czekać.

Mogłoby się wydawać, że to zgrana karta, ale – nie! To jest zgrana karta, ale dla tych, którzy wiedzą, a dla tych, którzy nie wiedzą, to nie jest zgrana karta. Dlatego, chcąc poznać teraźniejszość, należy uczyć się historii, ale tej prawdziwej, bo jedynie prawda jest ciekawa. Ciekawa, ale, dla większości, niewygodna. Takie życie! Skoro te wszystkie powstania, łącznie z warszawskim, mają jeden wspólny mianownik, to znaczy, że jeden i ten sam ośrodek je wywoływał.

Frankiści

Żydzi, żyjąc od najdawniejszych czasów w rozproszeniu, często zmuszeni byli porzucać judaizm. W zależności od sytuacji, miejsca i czasu, przechodzili na pogaństwo, islam, chrześcijaństwo czy później – na katolicyzm. Podczas powstania Bar-Kochby dopuszczali się Żydzi okrucieństw w stosunku do żołnierzy rzymskich. To z kolei wywołało krwawe represje ze strony cesarza Hadriana. Ratunku szukano więc w przyjmowaniu pogaństwa. Taka postawa spotkała się z aprobatą członków sanhedrynu. Uznali oni, że dla ratowania życia wolno naruszyć wszystkie ustawy religijne judaizmu, oczywiście zewnętrznie.

W późniejszych czasach przechodzili, w wizygockiej Hiszpanii, na chrześcijaństwo. Z kolei, gdy Arabowie pokonali Wizygotów, przyjmowali islam. Znalazł się jednak w tym czasie pobożny pisarz żydowski, który twierdził, że Żydzi, którzy pozornie nawrócili się na islam czy chrześcijaństwo, powinni być traktowani jako odszczepieńcy i bałwochwalcy. To wywołało wśród potajemnych żydów wzburzenie. Przywódcy Izraela zdawali sobie sprawę z wagi tego zagadnienia i szkód, jakie mogłoby przynieść takie ujęcie problemu dla narodu wybranego.

Z upoważnienia sanhedrynu problem ten rozstrzygnął, popularny wśród mas żydowskich, Mojżesz Majmuni (Majmonides), który pozornie wyznawał islam. W swym dziele, ogłoszonym około r. 1160-1164, wykazał on przede wszystkim, że częściowe wykroczenie przeciw ustawom judaizmu nie stanowi jeszcze odszczepieństwa. Niewątpliwie Talmud nakazuje każdemu Żydowi ponieść śmierć męczeńską, gdyby był zmuszony do trzech grzechów głównych, zwłaszcza do bałwochwalstwa. Wszelako kogo nie stać na męstwo męczennika, ten za swoje uchybienie nie podlega żadnej karze ze strony zakonu, nie może też, z punktu widzenia talmudycznego, być uważany za odstępcę i człowieka nie zasługującego na wiarę. Tak sformułowaną odpowiedzią starał się Majmuni o utrzymanie w judaizmie pozornych mahometan i chrześcijan.

Taką interpretacją zyskał powszechne uznanie. Zwracano się do niego z problemami religijno-prawnymi. Uznano go za najwyższy autorytet. Najwyższy trybunał żydowski stwierdził, że pozorna zmiana wiary nie ma żadnego znaczenia i nie może pociągać za sobą żadnych skutków. Co więcej, egzylarcha (przywódca na wygnaniu) z Mossulu, Dawid Ben-Daniel, który wywodził swój rodowód od króla Dawida, razem z dwunastoma członkami swego kolegium, obłożył klątwą wszystkich tych, którzy źle wyrażali się o Majmunim i jego pismach. Podporządkowały mu się dobrowolnie gminy na Wschodzie i Zachodzie.

Tak bezwzględne zastosowanie się do poleceń „drugiego Mojżesza”, bo tak nazywano Majmuniego, nasuwa przypuszczenie, że już wtedy kierownictwo żydowskie zamierzało przeprowadzić szerszą akcję polityczną, która wymagała większej ilości Żydów upodobnionych zewnętrznie do autochtonów. Chodziło o szerzenie niedowiarstwa wśród chrześcijan, co ułatwiło powstanie i rozwój sekty Albigensów, która wypowiedziała posłuszeństwo Kościołowi katolickiemu.

Na tym przykładzie widać, jakie jest podejście Żydów do religii, i że ta religia jest środkiem do celu. Cel jest najważniejszy. Jeśli religia stoi w sprzeczności do celu, to zmienia się jej dogmaty, a nie – cel. A cel, mesjanistyczny cel, jest niezmienny – panowanie nad światem.

Stanisław Didier w książce „Rola neofitów w dziejach Polski”, pierwsze wydanie z 1934 roku, pisze:

Najpoważniejszym terenem zastosowania idei Mojżesza Majmuniego stał się jednak przy końcu średniowiecza Półwysep Iberyjski. Od roku 1391 kościoły katolickie napełniały się co pewien czas tysiącami Izraelitów wszelkiej płci i stanu, żądającymi chrztu. Wśród nowochrzczeńców przeważali ludzie zamożni, właściciele rozległych włości, dzierżawcy królewszczyzn, lichwiarze i handlarze niewolnikami. Stosując się do nakazu drugiego Mojżesza, zrywali oni pozornie z judaizmem. Królowie Kastylii i Aragonii patrzyli na to początkowo przez szpary (dziś mówimy: przez palce). Władze nie domyślały się niczego, lub udawały, że nie widzą obserwowania (dziś mówimy: przestrzegania) przez neofitów nadal obrządków żydowskich. Inkwizycja nie miała jeszcze podówczas nad nimi żadnej mocy, nie istniała bowiem w Hiszpanii. Z tych to kryptożydów utworzyła się liczna i wpływowa klasa, którą można by nazwać judeo-chrześcijańską. „Byli to światowcy, którzy nad wszelką religię przedkładali rozkosze życia, bogactwa i zaszczyty, sceptycy, którzy przyjęli wiarę chrześcijańską (…) bo otwierała przed nimi świat szeroki (…). Klasa ta podszyła się pod płaszczyk chrześcijaństwa, a nawet udawała żarliwą pobożność (…)” pisze Graetz („Historia Żydów” tom VI, str. 4) o nowochrzczeńcach hiszpańskich. Ludność starochrześcijańska spoglądała okiem nieufnym na tych swoich nowych współwyznawców i nadała im przezwisko „marani” (marranos).

W Wikipedii możemy przeczytać, że marrano – znaczenie niejasne, być może „świnia”, podczas gdy Google Tłumacz nie pozostawia wątpliwości: marrano – świnia.

Dalej Stanisław Didier pisze:

„Co się tyczy maranów przebywających na Półwyspie Iberyjskim, pozostali oni pozornie chrześcijanami w ciągu całych stuleci. Zapanowała u nich tradycja, że przynajmniej jeden syn z każdej rodziny winien stać się księdzem. A ponieważ nie brakowało im zdolności i sprytu, dochodzili przeto do najwyższych stanowisk duchownych. Wielu kanoników, sędziów inkwizycji, nawet spowiedników książąt krwi, pochodziło z Żydów. Klasztory męskie i żeńskie były pełne wychrztów. Niejeden był z przekonań Żydem, lecz dla celów doczesnych udawał chrześcijanina. Byli w Hiszpanii biskupi i pobożni zakonnicy, których najbliżsi przebywali za granicą i wyznawali judaizm. Będąc w ścisłym związku ze swymi krewnymi z Holandii, Francji i Anglii pracowali oni stale nad osłabieniem monarchii hiszpańskiej. Pobożni i cisi prałaci i zakonnicy żywili płomień swego przekonania i podkopywali potężne państwo następców Filipa II”.

Taki sposób działania, jak w Hiszpanii, powielają Żydzi w innych krajach. Wielu z tych, którzy w niej nie zostali, osiedliło się w Turcji i przeszło na islam. I właśnie tam, w połowie XVII wieku potomek hiszpańskich maranów Sabbataj Cwi ogłosił się oczekiwanym zbawicielem mesjańskim. Całe żydostwo tureckie uznało go za swego zwierzchnika. Imponując tłumom niepoślednim umysłem, pewnością siebie, energią, dociekaniami kabalistycznymi, rozpoczął rozdawać swym zwolennikom prowincje i kraje tureckie. Musiało to wzbudzić, co oczywiste, zainteresowanie władz w Stambule. Aresztowano go i przyprowadzono przed oblicze sułtana. Jedynym ratunkiem było przejście na wiarę mahometańską, co też skwapliwie uczynił. Za mistrzem poszła wielotysięczna rzesza jego zwolenników. Władzom tureckim wmówił, że jego bliskie stosunki z Żydami mają na celu nawrócenie ich na islam i… uzyskał pozwolenie wygłaszania kazań w synagogach.

Po śmierci Sabbataja Cwi liczba jego zwolenników rosła, również poza granicami Turcji. Jego uczniowie szerzyli idee zmarłego mistrza w Polsce, Czechach i Niemczech. Pod koniec XVII wieku większość osiadłych w Polsce Żydów przyjęła chrzest.

A co działo się później, to tak przedstawia Didier:

„Na początku osiemnastego stulecia liczba pozornych chrześcijan w Polsce niepomiernie wzrosła. Przyczyniało się do tego ugruntowanie sabbataizmu w Rzeczypospolitej oraz gorliwość misjonarska duchowieństwa katolickiego, przyczyniającego się bezwiednie do realizacji idei drugiego Mojżesza. Dzięki akcji księdza Turczynowicza z Wilna i żeńskiego zakonu Mariawitek, którzy wyszukiwali neofitom możnych rodziców chrzestnych, tysiące Żydów przyjęło chrzest. Chętna do tej służby chrześcijańskiej okazała się rodzina Poniatowskich, dalej: Lubomirscy, Sapiehowie, Zamoyscy, Potoccy, Tyszkiewicze, Małachowscy, Chodkiewicze i Platerowie. Starali się oni o jak najszybsze nobilitowanie chrześniaków i dawanie im odpowiednich stanowisk. Pamiętali też o swoich współbraciach wpływowi potomkowie dawnych neofitów, zajmujący wybitne stanowiska i spokrewnieni z wieloma rodzinami staropolskimi. Im to zawdzięczali najświeżsi chrześcijanie, nie patrząc na ostrą opozycję warstwy kierowniczej w kraju, nie chcącej dzielić się z nikim władzą, obalenie dawnego prawa, według którego skartabel (ex charte belli) szlachcic nowy dopiero w trzecim pokoleniu stawał się zdolny piastować urzędy szlacheckie. Dla nich uchwalono w 1736 r. nową konstytucję, która pozwalała omijać skartabellat (praeciso scartabellatu) i przypuszczała nowego szlachcica od razu do pełności praw szlacheckich. Umożliwiało to masom sabbatejczyków wzmocnienie zwartej organizacji mechesów (neofitów), której złowrogi wpływ Polska niejednokrotnie już odczuła oraz przygotowała grunt dla frankistów.

Liczna nowo kreowana szlachta zaczęła w szybkim tempie zajmować poważne stanowiska w kraju. W spisie bardziej znanych rodzin neofickich owych czasów widzimy: Dziekońskich, piastujących poważne stanowiska duchowne i wojskowe, Dobrowolskich herbu Odyniec – zakonników i starostów, Dessaw, którzy otrzymali godności starostów, Urbanowskich – duchownych na kierowniczych stanowiskach, Jakubowskich – wyższych wojskowych i starostów, Wolańskich – posłów na sejm i wielu innych. Najwpływowszym wśród nich był jednak Wojciech Jakubowski, starosta lesznowolski, którego zagadkowa rola w ówczesnej Polsce nie została dostatecznie wyjaśniona. Giętki dworak, umiejący zręcznie zyskiwać względy arystokratycznych dam, pozostawał w bliskich stosunkach z Czartoryskimi. Nie przeszkadzało mu to w należeniu do stronnictwa francuskiego, na czele którego stał Jan Klemens Branicki. Hojnie opłacany przez dwór wersalski był on stale nienasyconym i często przypominał doradcom Ludwika XV o położonych przez niego dla Francji zasługach”.

Tak więc nowa sekta frankistów, która pojawiła się w połowie XVIII wieku nie trafiała w próżnię. Ale i ona sama nie wzięła się znikąd. Wyrosła na gruncie sabbataizmu. W 1726 roku urodził się w Karolówce na Podolu syn Lejby, karczmarza, i Racheli, pochodzącej z okolic Rzeszowa. Nazywał się Jakub Lejbowicz. W trzynastym roku życia przeniósł się wraz z rodzicami na Wołoszczyznę, a później do Rumunii do Bukaresztu. Tam pracował w sklepie, ważąc sól, pieprz i różne korzenie. Nie bardzo mu to pasowało. Przerzucił się na handel drogimi kamieniami, jedwabiami, suknem i podobnymi towarami. To wymagało częstych podróży w poszukiwaniu towaru. Jeździł po miastach wołowskich i tureckich i tak trafił do Smyrny. Jak każdego cudzoziemca przybywającego z Europy, Turcy nazwali go Frankiem. I to nazwisko przylgnęło do niego na resztę życia.

W tamtym czasie pamięć o Sabbataju Cwi, żydowskim sprytnym mesjaszu, była jeszcze żywa i pobudzała wyobraźnię Franka. Teodor Jeske-Choiński w swojej Historii Żydów w Polsce tak to opisuje:

„Ruchliwy umysł Franka chciał wniknąć w tajemnicę sławy Sabbataja, chciał się dowiedzieć w jaki sposób można zapanować nad tłumami i dlatego zanurzył się w mętne głębie Zory. Chwile wolne od zajęć kupieckich poświęcał w roku 1750 badaniu kabały i praktyk okultystycznych. Nie przygotowany do takiej pracy korzystał niewiele z mistycznej gadaniny kabalistów, mimo pomocy chachama (mędrca) Issahara, sławnego sabbatejczyka. Nie bardzo się tym martwił, że ‘niewiele z tego rozumiał, co czytał’, jak sam przyznawał, przekonał się bowiem wkrótce, że nie potrzeba być wcale uczonym, aby panować nad najuczeńszymi w piśmie. Wystarczy być zręcznym, przebiegłym i energicznym, wystarczy umieć narzucić im swoją wolę. A tę sztukę potrafił lepiej od kabalistów.

Opowiadał Frank, że ślęcząc nad tajemniczymi księgami, wyrobił sobie taką sławę mędrca, iż znani uczeni żydowscy przychodzili do niego z prośbą, aby wytłumaczył im niejasne dla nich miejsca. A on ‘lubo sam tych miejsc nie rozumiał’, odczytywał je z taką swadą, iż oni je zaraz rozumieli. Sugestia działa często mocniej od logicznej argumentacji”.

W lipcu 1755 roku przybywa do Polski Jakub Lejbowicz Frank, wychowany w Turcji, nieznający języka polskiego. Towarzyszą mu jego liczni zwolennicy. Ich pojawieniu się i zachowaniu protestują talmudyczni żydzi i na skutek ich denuncjacji Frank zostaje postawiony przed sąd biskupa kamienieckiego Dębowskiego. Jako formę swojej obrony proponuje publiczną dysputę pomiędzy frankistami a rabinami. Dochodzi do niej w Kamieńcu Podolskim w 1757 roku przed forum kościelnym. Rozprawy toczyły się w języku hebrajskim, gdyż ani talmudyści, ani frankiści nie znali języka polskiego. Tłumaczył Jan Chryzostom Białowolski, pisarz sądów wójtowskich w Kamieńcu. Wyrok sądu wypadł na korzyść frankistów. Jednak nie długo cieszyli się oni zwycięstwem. Ich protektor biskup Dębowski umiera w listopadzie 1757 roku. Talmudyści biorą rewanż i Frank salwuje się ucieczką do Turcji.

W rok po dyspucie kamienieckiej, w czerwcu 1758 roku, August III potwierdził dekretem wyrok biskupa Dębowskiego. Potępił talmudystów, a kontrtalmudystów wziął pod szczególną opiekę, wystawiając im list żelazny, zezwalając im jednocześnie na wjazd na terytorium Rzeczypospolitej. W lipcu 1759 roku archikatedrze lwowskiej dochodzi do jeszcze jednej debaty, w której frankiści twierdzą, że wierzą w Trójcę Świętą i w to, że Mesjasz już przyszedł i zarzucają talmudystom uprawianie mordów rytualnych. I znowu sąd kościelny przyznaje zwycięstwo frankistom.

Chrzest frankistów zaczął się we wrześniu 1759 roku. Od września do grudnia ochrzciło się we Lwowie około 500 kontrtalmudystów obojga płci. Frank przyjął na chrzcie imię Józef. Dzięki temu frankiści mieli zapewnioną opiekę rządu i możnych panów. Otworzyły się przed nimi źródła zarobkowanie niedostępne dla prawowiernych Żydów.

Mogłoby się zdawać, że Frank osiągnął swój cel. Ale nic bardziej mylnego! On marzył o osobnym własnym państwie na Podolu. I z tym projektem pojechał do Warszawy. Niektórzy uważają, że był to pierwszy projekt utworzenia na ziemiach polskich Judeopolonii. Nic jednak nie wskórał. Co gorsza, niektórzy frankiści zaczęli rozpowiadać dziwy o sile cudotwórczej „pana” i o jego boskim posłannictwie. I dopiero wówczas duchowieństwo odgadło jego ukryte plany. Nie pomogła mu przed sądem jego giętkość i dar przekonywania. Skazano go jako kłamcę na dożywotnie więzienie w twierdzy częstochowskiej.

W 1773 roku, po zajęciu Częstochowy przez wojska rosyjskie, Frank odzyskał wolność i udał się do Brna. Następnie do Wiednia i w końcu osiadł w Offenbachu koło Frankfurtu, gdzie dopełnił żywota. Wszędzie tam żył jak król. Skąd miał na to pieniądze?

To, co działo się z Frankiem po wyjeździe z Polski, jest dla nas mało istotne. Ważniejsze jest to, co sekta frankistów „wniosła” w polską rzeczywistość i jakie były tego dalekosiężne skutki.

»Jedynym, który nie ufał żydowskim sekciarzom, był nuncjusz papieski ks. Serra. Z życiorysu Franka można wywnioskować, że przejście na katolicyzm było tylko środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. W 18 roku życia, a więc w pięć lat po przybyciu do Turcji, otrzymał od swych współwyznawców tytuł „chachama”, co oznacza najmądrzejszy, najbieglejszy, najuczeńszy. Chacham to tytuł trzeciej z rzędu godności w Sanhedrynie. Jest to drugi zastępca przewodniczącego.

Pierwsze swoje wtajemniczenie jeszcze w Turcji otrzymał Frank od niejakiego Issachara, który wówczas był „chachamem”. Dalszych wtajemniczeń udzielili mu, jako młodzieńcowi, dwaj rabini przybyli z Polski, Mardocheusz i Nachman, którzy „wszystko mu wyjawili”. Uświadomili go, że wcielenie mesjasza Sabbataja Cwi, Berachia, urzęduje w Salonikach i pragnie go widzieć. Wobec tego Frank udał się do Berachii, „a ten – czując się bliski śmierci – zlał nań swego ducha i oddał mu władzę nad owczarnią”. W ten sposób stał się Frank legalnym następcą Sabbataja Cwi, żydowskiego mesjasza. Jakże więc to sobie wytłumaczyć, że ów mesjasz i chacham był do tego stopnia znienawidzony przez talmudycznych żydów polskich?« – Henryk Rolicki Zmierzch Izraela.

Wszystko wskazuje, jakbyśmy to dziś powiedzieli, na ustawkę. Zjawienie się Franka w Polsce nie było przypadkowe. Przybył tu wraz z Żydami tureckimi i włoskimi, a więc sefardyjskimi. Miał tu jakąś misję do spełnienia, do której polscy żydzi byli niezdatni. Czy chodziło mu o prawdziwą asymilację? To jest bardzo wątpliwe. Śledząc jego wypowiedzi, nie można mieć złudzeń, co do jego intencji. „Powiadam wam: kto się nie pomiesza z narodami, daremna praca jego”. Sens tej wypowiedzi jest taki, że Żydzi jako naród nieliczny może zapanować nad światem poprzez wnikanie do obcych społeczeństw i zajmowanie w nich kluczowych stanowisk. Nie można tego dokonać jako żyd. Trzeba zmienić wiarę.

Henryk Rolicki w książce „Zmierzch Izraela” ujmuje to tak:

Cel swój zamierza Frank osiągnąć uświęconym u Izraela sposobem: podstępem. Zamierza wkraść się do fortecy narodów nieżydowskich i ułatwić żydom jej zdobycie przez dywersję, wywołaną wewnątrz. Odsłania swój plan uczniom w jednej ze swych przypowieści.

„Pewien król oblegał fortecę, lecz dobyć jej nie mogąc, ogłosił, iż kto by się podjął zdobyć miasto, dostanie jego córkę za żonę i połowę królestwa całego. Przyszedł pewien prostak (tak lubi się Frank zwać sam – przyp. aut.) i wyszpiegowawszy wprzód okolicę i obszedłszy mur dookoła, poszedł do króla i rzekł: Daj mi 800 ludzi pod moją komendę, ale takich, jakich ja sobie wybiorę. Wybrawszy ich sobie, miał do nich przemowę, by mu żadnej rady nie dawali, tylko milcząc szli za nim krok w krok i o niego nie pytali. Poradził ponadto królowi, by przez trzy dni bombardował fortecę ustawicznie, by oblężonych w mieście osłabił. Sam zaś ze swą garstką wojska udał się w nocy pod mur miasta do kanału, przez który najobrzydliwsze fecesa z miasta wypływają i raniutko przez ten kanał wlazł na mury miasta i tam wiele straży trupem położył, co król posłyszawszy, wszedł szturmem i fortecę odebrał”.

A więc chacham (trzecia osoba w Sanhedrynie) Frank żąda od kierownictwa żydowskiego kilkaset ludzi, ale takich, których sobie sam wybierze. Z nimi, nie wtajemniczając ich w swój plan, wchodzi przez obrzydliwy kanał, czyli chrzest, w głąb fortecy narodów chrześcijańskich, którą żydostwo tymczasem bombarduje ustawicznie z zewnątrz. Tam wywołuje zamieszanie, a kierownictwo żydowskie tymczasem bierze twierdzę szturmem. Oto prosty sens tej bajeczki i właściwa tajemnica Franka.

Chodzi mu o cele mesjańskie, to jest o zapanowanie Izraela nad światem. Do tego ma prowadzić przelew krwi, wojny, rewolucje. To jest to bombardowanie twierdzy.

I dalej Rolicki pisze:

»Zamiarem Franka było w momencie, gdy wybuchnie rewolucja światowa i otworzy żydom swobodny dostęp do życia publicznego w całej Europie, zdobyć dla żydów samodzielne państwo na terytorium Polski. Ta Judeo-Polska miała być Polską pod władzą żydów, miała być tą ziemią obiecaną, nową Palestyną, skąd by władza żydowska promieniowała na cały świat.

Nie udało się od razu, choć warunki zdawały się wieścić planom żydowskim zupełny sukces. Przecież Frank, wkraczając po raz pierwszy z Turcji do Polski w r. 1755 był pewny ziszczenia swych planów i tej pewności dał wyraz w odezwie, wydanej na granicy polskiej do żydów, której wyjątki poznać warto:

„Szlachta polska, czego nam właśnie trzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nigdy nie byli od niej mędrsi, dla was zaś zawsze byli jeszcze lepsi niż ona. Gdy wypędzonych z ziemi niemieckiej przodków naszych przyjęła szlachta polska na swoją ziemię, wnet poznali w tej ziemi nową obiecaną, bo wnet jej książąt Piastów zaczęli piastować w swoich kieszeniach… A czyż i wam krzywda, spółwiercy i bracia moi, pod rządami panującego nam obecnie Augusta III, kiedy ludność wasza pod berłem tego polskiego króla żyjąca, już się zrównała z ludnością ojców i przodków naszych w Palestynie z czasów króla Dawida? Nie tylko przez taką ludność, ale także przez niesłychane swobody i rozkosze ludu żydowskiego w Polsce, ja bym ten kraj nazwał prędzej żydowskim niż polskim. Judzką, nie polską ziemią, bo te miliony mieszczan i chłopów dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują i sam Bóg po Palestynie Polskę musiał dla żydów na nową ziemię obiecaną, a Kraków na nową Jerozolimę przeznaczyć”.

Ni udała się żydom w XVIII wieku zamierzona rewolucja wszechświatowa. Udały się tylko rewolucje amerykańska i francuska, zaś Polska za swój współudział w ruchu rewolucyjnym zapłaciła utratą niepodległości. Plan Franka powiódł się tylko w części. Nie udało mu się stworzyć państwa żydowskiego na ziemiach Polski, powiodło mu się tylko pozbawić Polaków suwerenności w ich własnym kraju.

Organizacja frankistów współdziałała walnie ze swym przywódcą, by wydać Polskę na łup żydostwa. Wszedłszy w koła szlacheckie, frankiści poczęli wchodzić w polskie życie polityczne i odegrali wybitną rolę w polskich organizacjach wolnomularskich. Frankistą był Wojciech Turski, pochodzący z żydów tureckich, jeden z wodzów polskiego wolnomularstwa, wybitny poseł Sejmu Czteroletniego. Za czasów Królestwa Kongresowego usadowił się w wolnomularstwie polskim niejaki generał Franciszek Ksawery Krysiński, znowu frankista. W r. 1831 znowu jeden z głównych przywódców ruchu rewolucyjnego jest Tadeusz Krępowiecki, także frankista. Był on jednym z założycieli Towarzystwa Demokratycznego«.

W XVII wieku setki rodzin żydowskich przechodziło na katolicyzm i tym samym wchodziło do stanu szlacheckiego, ale w XVIII wieku mamy zdarzenie wyjątkowe. Tajna organizacja żydowska w całości przyjmuje chrzest, ale zachowuje swój ustrój wewnętrzny. Pod koniec tego wieku 24.000 żydów chrzci się, z tego 6.000 w Warszawie. Nazwiska przyjmowali po swoich dobrodziejach (Dębowscy), od miejsca pochodzenia (Buscy z Buska; Brzeziccy i Brzezińscy z Brzezia; Jezierzańscy albo Jeziorańscy z Jezerzań; Lanckorońscy z Lanckorony). Inni polonizowali swoje nazwiska żydowskie (Krysy, Krysińscy; Schor, czyli wół, Wołowscy; Josek, Josińscy, Jasińscy; Szymon, Szymonowscy, Szymanowscy; Nuchem, Nuchymscy, Nachymscy, Naimscy itp. Przyjmowano też nazwiska od dnia lub miesiąca chrztu (Niedzielski, Poniedzielski, Piątkowski, Sobociński, Styczyński, Kwieciński, Majewski, Sierpiński, Wrzesiński, Grudziński). W powieści Kraszewskiego „Żyd” pojawia się pani Wtorkowska. W telewizji, w którymś z programów był, czy jest, nie wiem, serial – „Złotopolscy”, to też prawdopodobnie od frankistów.

Od początku swojego osadnictwa na ziemiach polskich, od tego nieszczęsnego, dla nas, statutu kaliskiego, Żydzi mieli uprzywilejowaną pozycję, a ci z nich, którzy stawali się chrześcijanami, od razu awansowali na szczyt drabiny społecznej, windowani tam przez swoich, jakbyśmy to dziś powiedzieli, sponsorów. Dziwna była ta polska arystokracja i szlachta, która faworyzowała obcych, a gnębiła swoich. Chłop był przywiązany do ziemi. Nie mógł przenieść się do miasta, by tam znaleźć dla siebie nowe zajęcie. Mieszczanie też nie mieli powodu do radości. Czyż można się dziwić Frankowi, który w swojej odezwie do żydów pisał: … ja bym ten kraj nazwał prędzej żydowskim niż polskim. Judzką, nie polską ziemią, bo te miliony mieszczan i chłopów polskich dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują i sam Bóg po Palestynie musiał Polskę dla żydów na nową ziemię obiecaną, a Kraków na nową Jerozolimę przeznaczyć.

Wygląda więc na to, że jeszcze zanim pojawił się Jakub Lejbowicz Frank Dobrudzki, to żydowskie kierownictwo obrało było sobie Polskę za swoją ziemię obiecaną. Trudno się temu dziwić. Przecież żydzi, którzy tu żyli od wieków musieli je informować, że nigdzie na świecie nie ma tak niedorozwiniętych umysłowo elit, jak w Polsce. Ale czemu się dziwić, skoro na ziemiach polskich, jedynie nuncjusz papieski ks. Serra od razu wyczuł intencje Franka. Bolesne to, ale prawdziwe.

Pojawienie się sekty frankistów w Polsce to był jeden z najważniejszych, o ile nie najważniejszy moment w historii narodu polskiego. Był to praktycznie przysłowiowy gwóźdź do jego trumny. Ci neofici wnikają bardzo głęboko w polskie społeczeństwo, a właściwie w jego elitę i stopniowo ją zastępują. Służą ku temu kolejne powstania: insurekcja kościuszkowska, powstanie listopadowe, powstanie styczniowe i powstanie warszawskie. Celem insurekcji było związanie Prus, Austrii i Rosji, by nie interweniowały we Francji, w której ważyły się losy rewolucji francuskiej, która była żydowskim pomysłem. Rewolucja francuska ocalała, a Polska straciła niepodległość. Po upadku powstania listopadowego żydzi opanowują w Polsce życie gospodarcze i towarzyskie. I wtedy gorliwymi zwolennikami asymilacji stają się potomkowie frankistów. Powstanie styczniowe dobiło to, co nie zostało unicestwione w powstaniu listopadowym. Później była jeszcze rewolucja 1605 roku, która zniszczyła rodzący się polski przemysł. I w końcu to żałosne powstanie warszawskie, ale o nim pisałem w innym miejscu, więc nie będę się powtarzał.

Dziś mamy Polin, nie Polskę. To jest efekt konsekwentnego i przemyślanego działania żydów od kilkuset lat. Oni są tak konsekwentni i przewidujący, że niszczą w zarodku każde niebezpieczeństwo. A takim, dla nich, niebezpieczeństwem mogłaby być Polonia w Ameryce. Cóż, tak liczna i zorganizowana, mogłaby szachować każdego kandydata na prezydenta. Są jednak wśród niej delegowani z kraju, pozorni emigranci, pozorni patrioci, którzy ją rozbijają. I później jeszcze mówią, że Polacy to kłótliwy i zawistny naród.

Nie ma już Polski. Jest Polin. Ale, jak mówi przysłowie: nigdy nie mów nigdy. Może jeszcze karta się odwróci. Na pewno nie dokona się tego poprzez modlitwy. Pierwszą i podstawową sprawą jest właściwe rozpoznanie sytuacji, tak jak na wojnie. A sytuacja wygląda tak: Żydzi są polską elitą w Polsce, a Polacy są w niej plebsem. Czy plebs może pokonać elitę? Oto jest pytanie! W plebsie też są zdolni ludzie. Tylko czy ktoś ich dostrzeże i da im szansę, gdy nadarzy się stosowna chwila? A taka może nadejść szybciej niż myślimy!

Sztadlani

Wszyscy, którzy choć trochę interesują się historią, znają słowo „jurgielt” i pochodzące od niego – „jurgieltnik”. To pierwsze wywodzi się od niemieckiego „Jahrgeld” – pensja roczna. Jak pisze Wikipedia, była to zinstytucjonalizowana forma korupcji urzędników I Rzeczypospolitej przez mocarstwa ościenne w XVIII wieku. Choć , jak stwierdza dalej, już w XVI wieku opłacanie polskich polityków przez inne państwa nie było niczym nowym. Czy ze słowem „jurgielt” mają coś wspólnego nazwiska: Jurgiel, Jurgielewicz, Jurgielaniec, Jurgielski, Jurgielewiczowa? Z niego czerpią swój źródłosłów, czy może to przypadek? Któż to dzisiaj rozwikła!

Nie wszyscy jednak, a raczej mało kto, zna inne słowo, które jest, jakbyśmy powiedzieli, drugą stroną medalu. Ten, który bierze, to jurgieltnik, a ten, który daje to – sztadlan. W tym wypadku jednak nie chodzi o przedstawicieli mocarstw ościennych, korumpujących polskich urzędników. Wikipedia tak definiuje to słowo: Sztadlan – reprezentant gmin żydowskich lub rzecznik interesów Żydów. W okresie I Rzeczypospolitej sztadlan był rzecznikiem Sejmu Czterech Ziem. Sztadlanami nazywano także przedstawicieli gmin żydowskich przysyłanych na Sejm walny lub sejmiki ziemskie w celu niedopuszczenia, również drogą przekupstwa posłów, do podjęcia uchwał niekorzystnych dla Żydów, przede wszystkim w sferze podatkowej.

Tak więc wiemy już, że jurgieltnicy, to ci, którzy brali łapówki od przedstawicieli mocarstw ościennych. A ci, którzy je brali od sztadlanów, nie mają swojej nazwy, a więc nie istnieją w naszej świadomości. Czego nie nazwiemy, tego nie ma. Tamta rzeczywistość, szczególnie rzeczywistość Rzeczypospolitej XVII i XVIII wieku, a więc okresu upadku, jest bardziej skomplikowana. Nie zrozumiemy jej, tego pieniactwa, warcholstwa, zrywania sejmów – jeśli nie uwzględnimy w niej Żydów.

W I Rzeczypospolitej Żydzi tworzyli państwo w państwie. Podstawą ich organizacji były gminy, czyli kahały. Ani król, ani jego urzędnicy, nie mieli nad nimi władzy. Szybko zorientowano się, że podatki płacone do skarbu państwa przez te gminy są znacznie mniejsze niżby to wynikało z ich liczebności. Kontakt urzędników z przedstawicielami gmin był utrudniony ze względu na ich ilość i rozproszenie w terenie. Uznano więc, że prościej będzie wyznaczyć żydowskich przedstawicieli króla, którzy zajmą się poborem tych podatków. Zamysł może i szlachetny, ale skończyło się to łatwiejszym dostępem Żydów do dworu królewskiego, a tym samym ułatwiało korupcje. Tak powstał Wielki Waad, czyli żydowski Sejm Czterech Ziem – Wielkopolski, Małopolski, Wołynia i Rusi Czerwonej. Powołany został w 1580 roku przez Stefana Batorego. Marszałek tego sejmu został nazwany przez polskiego króla – „Żydem, który na naszym urzęduje dworze”. Cóż? Czy oni wtedy nie zdawali sobie sprawy, że wpuszczenie Żyda na ten dwór, to to samo, co wpuszczenie lisa do kurnika? Wielki Waad został zlikwidowany w 1764 roku, a to dlatego, że nie spełniał funkcji, do których został powołany, czyli poboru podatków. Zamiast tego korumpował urzędników królewskich.

Mamy więc organ centralny, mamy gminy a pomiędzy nimi są jeszcze żydowskie sejmiki ziemskie. W miarę jak na ziemiach polskich przybywało Żydów, zwiększała się liczba kahałów. Organizowali oni wspólne obrady kahałów pochodzących z określonej jednostki administracyjnej – z określonej ziemi. Przy takiej organizacji terytorialnej łatwo było podporządkować sobie kraj i kierować nim według własnej woli i zgodnie z własnym interesem. To już nawet nie było „państwo w państwie”, to były dwa państwa na tym samym terytorium.

Ks. dr Stanisław Trzeciak w książce „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce”, wydanej po raz pierwszy w 1939 roku, opisuje to bardzo dokładnie i nie jest to, niestety, lektura budująca. Tym niemniej warto chyba poznać tę gorzką prawdę. A pisze on tak:

Na żydów jako czynnik polityczny w tym czasie niewiele albo wcale nie zwraca się uwagi. Możnowładcy, a później szlachta sprawowała wyłącznie rządy, krępując bardzo często najlepszą wolę Królów. Na żydów nie zwracało się wcale uwagi, a tymczasem ci żydzi, poznawszy, jak pisał w swej odezwie do nich pseudomesjasz Frank, że „szlachta polska, czego wam właśnie potrzeba jest dobra i głupia. Jej królowie nie byli od niej mędrsi, dla was zaś byli zawsze jeszcze lepsi niż ona”, wykorzystywali chytrze i podstępnie wszystkie słabości rządzących i mających władzę i przy pomocy „darów i upominków”, a raczej łapówek dochodzili do nadzwyczajnych wpływów. – Łapownictwo tak rozwinęli i wyspecjalizowali, że wytworzyli osobną instytucję „sztadlanów”, zaopatrzoną w osobnych funkcjonariuszy do przekupywania nawet najwybitniejszych osobistości. Urzędników tych zwanych „sztadlanami” wybierały gminy żydowskie bardzo skrupulatnie na przeciąg kilku lat. Mieli oni przy pomocy pieniędzy, zbieranych przez kahały i okręgi (ziemstwa) żydowskie, interweniować bardzo dyskretnie w urzędach, na sejmikach, na sejmie, u ministrów i na dworze królewskim, by odwrócić grożące żydom niebezpieczeństwa lub nie dopuścić do wyboru na posła człowieka nieżyczliwego żydom lub uniemożliwić ustawę dla nich nieprzychylną.

W tym miejscu aż się prosi, by przerwać ten cytat i zapytać: czy dziś nie jest podobnie? Czy usunięcie z Konfederacji doktora Czerniaka nie jest właśnie niedopuszczeniem do wyboru na posła człowieka niewygodnego Żydom? I to tyle, i wracamy do cytatu.

Na sztadlanów wybierano ludzi światłych, sprytnych i w świecie obytych, mających dostęp do dygnitarzy i na dwór królewski, mieli oni zasięgnąć języka o panujących nastrojach w stosunku do żydów i paraliżować wszelkie grożące im niebezpieczeństwa.

Orędownicy ci żydów byli w pełnym tego słowa znaczeniu dywersantami i wywiadowcami w stosunku do Królestwa Polskiego. Jeśli żydzi przez swoją organizację i autonomię, jaką posiadali, tworzyli i tworzą rząd w rządzie i jeśli ich cele były i są zawsze przeciwne celom Polski, to ten rząd żydowski przez swą instytucję łapowniczą sztadlanów i przy nadzwyczaj liberalnym ustroju Polski z „liberum veto”, miał zawsze możność nie dopuścić na Sejmie do żadnej pożytecznej uchwały, która by nadawała Polsce tężyznę i sile. Na słabej Polsce zależało zawsze żydom, bo tylko przy słabym organizmie mogli oni swe cele osiągnąć, mogli się wzmacniać. Za ich pieniądze wybrano Augusta II i odtąd Polska stanęła na równi pochyłej dążąc do upadku w przyspieszonym tempie. Przy pomocy przekupstwa zrywali żydzi sejmy i nie dopuszczali do żadnej reformy, aż wreszcie przy pomocy masonerii doprowadzili do rozbiorów Polski.

Przerażający i zgubny wpływ żydów przez łapownictwo kreśli Izak Lewin w krótkim artykule pt. „Udział żydów w wyborach sejmowych w dawnej Polsce”.

Zaraz na wstępie zaznacza, że należy uważać jako fakt, iż „na wybór posłów poniekąd i pośrednio na obrady sejmu wpływali niekiedy – żydzi.

„Była wprawdzie izba poselska reprezentacją jedynie stanową, obejmującą wyłącznie szlachtę oraz wyjątkowo przedstawicieli mieszczaństwa krakowskiego, ale wpływy się w niej odzywały zgoła różnorakie. – W dobie saskiej, kiedy zresztą na kilkadziesiąt zwołanych sejmów doszło do skutku zaledwie 5, postronne te wpływy wzięły już całkiem górę. Co więcej nawet bezpośrednio brali udział w obradach sejmowych ludzie wcale do tego nieuprawnieni. Widzowie na sali sejmowej tamowali obrady zupełnie bezkarnie. Niekiedy spychali ci arbitrzy posłów z ław i zajmowali ich miejsca. Niekiedy atakowali czynnie posłów jeszcze ostrzej, celując np. w głowę przemawiającego posła gruszką lub jabłkiem.

… W takich warunkach nie wyda się już dziwne liberum veto, wstrzymywanie activitatis i inne zwyczaje, które wyryły swe piętno na dawnym sejmie polskim. Czyż więc przy tym procederze trudno było zainteresowanym osobom postronnym znaleźć sobie odpowiedni wpływ?”

Rzecz jasna, jak z tego wynika, że tymi osobami postronnymi, które wykorzystywały „liberum veto”, zrywały sejmy, wstrzymywały wykonywanie powziętych praw i uchwał byli żydzi, łatwo im było znaleźć odpowiedni wpływ przy pomocy pieniędzy i pijaństwa.

„Podobnie łatwo można było wpłynąć i na wybór posłów, których wybierano na sejmikach wojewódzkich i ziemskich, dając im zobowiązujące instrukcje, do których spełnienia zobowiązywali się posłowie pod przysięgą”.

„Wiedzieli o tym dobrze żydzi polscy, że instrukcje poselskie ważyły mocno na sali obrad sejmowych. Wiedzieli, że gdyby w instrukcji zalecono jakąś krzywdę, np. zwiększenie (podatku) pogłównego lub coś podobnego, byłoby później ominięcie grożącej klęski bardzo trudne, a przede wszystkim bardzo kosztowne. Wiedzieli dalej, że każdy poseł może odegrać ważną rolę i że należy wytężyć siły, aby na sejm pojechali deputaci, dobrze wobec żydów usposobieni. Wszczynali tedy energiczne starania w tym kierunku i brali w ten sposób czynny udział w wyborach sejmowych.

W czym się te starania objawiały było dotychczas tajemnicą, kilku niewyczerpanych zresztą zapisek w starych pinaksach (protokółach) hebrajskich”.

Lewin odsłania rąbek tej tajemnicy i przytacza niektóre wyjątki z owych Protokołów.

Delegaci kahałów brzeskiego, grodzkiego i pińskiego wydają w r. 1623 w Brześciu Litewskim następującą uchwałę: „Odnośnie do wszystkich trzech gmin naczelnych winni są przełożeni tychże stać na straży podczas zbierania się sejmików przed sejmem, dowiadywać się i uważać, żeby broń Boże nie ustanowiły czego nowego, co by nam było bolesnym kolcem. Wydatki, jakie powstaną zapłaci każda gmina z jej okręgiem. Tak samo oprócz trzech gmin głównych, w każdej siedzibie grodu, gdzie powiat się gromadzi na sejmik, winni są przełożeni owej gminy stać w wyżej wskazany sposób na straży; wydatki jakie narosną, poniesie też gmina naczelna z okręgiem. A jeżeli się okaże, że jakaś gmina nie stała na straży i nie stanowiła swych sztadlanów (syndyków) na sejmikach, zostanie ukarana grzywną stu czerwonych złotych na cele dobroczynne”.

W cztery lata później w r. 1627 na zjeździe gmin wznowiono nacisk na powyższą uchwałę, zaznaczając:

„Wyjaśnia się, że wydatki sejmikowe ponosić mają gminy razem z okręgami; znaczy to, że gminy mają dać stosunkowo do ich udziału w kwocie podatkowej, a okręgi też wedle ich udziału w kwocie podatkowej”.

Ważną bardzo uwagę zwracano na sejmiki, by nie dopuścić przy pomocy łapówek do wyboru na Sejm posła nieżyczliwego żydom. Sztadlani mieli w tym kierunku odpowiednie zlecenia, powzięte na zjeździe żydów w r. 1628, gdzie powiedziano:

„Na trzy albo cztery tygodnie przed sejmikiem powinni przełożeni krajowi w każdej wielkiej rezydencji rozsyłać pisemne wezwania, do przebywających w pobliżu zebrania się sejmiku mężów, by czuwali, ażeby broń Boże nie postanowiono czegoś nowego i by zaradzili, czemu się jeszcze da zaradzić. Posłom zaś do sejmu, którzy zostaną wybrani, należy złożyć podarunki i prosić ich, aby nam byli na sejmie przychylni”.

Izaak Lewin, przytaczając powyższą uchwałę dodaje, że „podarunki” stanowiły najpoważniejszą pozycję „ w funduszu wyborczym” u żydów w danej Polsce. „Droga to zresztą była jedyna, która wiodła do celu. Jeżeli się istotnie chciało przychylnie usposobić dla jakiejś sprawy posłów czy innych dygnitarzy w dawnej Polsce, to najbardziej i najniezawodniej można to było uskutecznić – podarunkami. Ten argument przemawiał do przekonania, był więc stale w użyciu i wykazywał tendencje do ciągłego wzrostu na wadze i pojemności”.

Prócz prezentów dla posłów pochłaniały wielkie sumy pieniężne dary dla uczestników sejmiku. Skoro przy wyborze w dawnej Polsce ułożenie instrukcji odgrywało bardzo znaczącą rolę, koniecznym było wytworzenie przychylnego nastroju na całym sejmiku, a to nie było ani łatwe, ani już zgoła nie tanie. Pinaksy (tj. protokoły) kahalne z najrozmaitszych stron Polski świadczą o rozmiarach „wydatków sejmikowych” bardzo wymownie.

W protokołach gmin żydowskich znajdują się pozycje, które są istotnie dokumentami, bo dowodzą o łapownictwie uprawianym przez żydów, a z drugiej strony o upadku moralnym i sprzedajności szlachty, deprawowanej przez żydów.

Wymieniane są bowiem kwoty wypłacane w czasie sejmików „marszałkowi, wicemarszałkowi, pisarzowi i dwum deputatom, sługom marszałka, obrońcom w komisji”. Podając to Izaak Lewin dodaje: „Tak się urabiało nastrój przedwyborczy”.

Do składania podatku na przekupywanie szlachty na sejmikach obowiązany był każdy żyd pod klątwą, jak stwierdza to uchwała zjazdu gmin litewskich w Sielcu z r. 1670, gdzie postanowiono:

„O ile idzie o wydatki sejmikowe gmin naczelnych, to z uwagi na to, że są tam wielkie skupienia (żydowskie) i szlachta jest zachłanna na pieniądze, zapadło postanowienie: (wydatek) do 150 zł idzie na rachunek związku krajowego (za sprawdzeniem) pod klątwą, w osadach zaś do 30 kóp litewskich, też pod klątwą. Każda gmina i osada obowiązana jest jednak łożyć wydatki i starać się w interesie kraju (tj. ogółu żydostwa), aby czegoś podejrzanego i niebezpiecznego w instrukcji nie zalecono”.

W trzy lata później, tj. w r. 1673 na zjeździe gmin żydowskich w Sielcu zapadła uchwała, z której widzimy, że podatek na przekupstwo rozciągnięto do najmniejszych osiedli żydowskich:

„Z miejscowości, w której nie ma stałego domu modlitwy żydowskiego, nie przejmie związek więcej wydatków sejmikowych aniżeli 20 złp., choćby nawet rzeczywiste wydatki sumę tę przekroczyły, a i to pod klątwą”.

Z tego widzimy, że każdy żyd obowiązany był pod klątwą składać podatek na przekupywanie posłów i senatorów czy też ludzi wpływowych. Sumy zaś zebrane przechodziły do rąk właściwych przy pomocy sztadlanów, „którzy byli pomostem, przez który przedostawały się dezyderaty żydowskie na zewnątrz; z drugiej zaś strony komunikowali żydom, co ich ze strony włodarzy państwa czeka. Oni byli tymi, którzy w imieniu żydów nawiązywali kontakt z najrozmaitszymi czynnikami polskimi. Sztadlanem był, krótko mówiąc, każdy kto występował na zewnątrz w imieniu żydów. Jasne jest, że i na sejmikach szlacheckich bronili interesów żydowskich – sztadlani”.

Toteż już w r. 1623, na zjeździe gmin w Brześciu, nałożono karę 100 czerwonych złotych na gminy, które „nie ustanowią sztadlanów na sejmikach”.

Na zjeździe gmin litewskich w Chomsku w r. 1691 uchwalono, że „wśród delegatów na sejm, powinni znajdować się przynajmniej dwaj, którzy by potrafili stanąć w pałacu Króla i dygnitarzy, pozostali zaś mają być mądrzy, roztropni i światli”.

W r. 1670 na zjeździe w Sielcu uchwalono, że na każdy sejm udać się mają dwaj delegaci gmin, a przełożony kahału brzeskiego winien być przynajmniej obecny na otwarciu sejmu.

Oprócz sztadlanów nie wolno było pod karą cielesną, pieniężną, a wreszcie i pod klątwą żadnemu żydowi pokazywać się w sejmie. W wyjątkowych wypadkach kahał dawał pisemne pozwolenie na zjawienie się w sejmie. Rygor ten miał na celu ułatwienie działalności sztadlanom. Większa bowiem ilość żydów, zjawiających się wśród posłów, zwracałaby uwagę, a to udaremniłoby sztadlanom dyskretną ich akcję przekupstwa.

Jak bardzo uważano na osobiste uzdolnienia sztadlanów i jaką wagę przywiązywano do ich działalności świadczy następujący dokument wystawiony w Słucku w r. 1761 dla wybranego na sztadlana Chaima syna Józefa, podpisany przez rabinów wszystkich pięciu naczelnych gmin i przez przełożonych tychże.

„Oto znaleźliśmy to, czego dusza nasza zapragnęła, człowieka mądrego i roztropnego, z którego ust kapie mirra…, który ma możność i powagę, by stanąć w pałacu Króla i dygnitarzy, by się wysłowić pięknym i kwiecistym językiem, którego usta i serce równie szczere…

I zgodziliśmy się całkowicie, wybraliśmy i ustanowiliśmy znakomitego współwyznawcę pana Chaima syna Józefa, sztadlana, by był delegatem Bożym i delegatem naszym, rzecznikiem i obrońcą we wszystkich ziemiach litewskich; oczy jego niechaj będą otwarte na wszystkie potrzeby kraju naszego, by wnosić jego obronę przed Królem jegomością i dygnitarzami Rzeczypospolitej. (…)”

A zatem nikt nikomu nie może mieć nic do wyrzucenia. Wszyscy brali, czyli wszystkich żydzi deprawowali, dając im pieniądze, a z chłopów i mieszczan wprost skórę zdzierali. Stwierdza to oprócz innych pseudomesjasz Jakub Lejbowicz Frank Dobrucki w r. 1755 w swym liście do żydów w Polsce, „że miliony mieszczan i chłopów polskich dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują”.

Sztadlani odgrywali taką rolę, że jak mówi Izaak Lewin: „niepodobna mówić o stosunkach polsko-żydowskich w dawnej Rzeczypospolitej, a pominąć sztadlanów”.

„Doszło bowiem do tego, że rozpowszechniło się w Polsce mniemanie: Kto o żydach dobrze mówi, jest już przekupiony, kto na nich wygaduje – chce nim dopiero zostać”.

Przytaczając to za Frankiem, Izaak Lewin dodaje, że „pierwszych i drugich było sporo. A wskutek tego wydatki nieustannie rosły”. Rosła przy tym deprawacja i „powiększali się ci, którzy złe nazywają dobrem, a dobre złem”.

W ten sposób żydzi, sprowadzając rozluźnienie wszelkich węzłów państwowo-społecznych, nie dopuszczając do żadnych zdrowych reform, sprowadzili upadek Polski. Przy nadzwyczaj liberalnym ustroju państwowym, jaki był w Polsce, mogli żydzi łatwo zrywać sejmy, toteż przy pomocy przekupnych posłów w dobie saskiej na kilkadziesiąt zwołanych sejmów doszło do skutku zaledwie 5, co żydzi przypisują swym wpływom.

Tego rodzaju zgubnego i szkodliwego elementu żadne państwo wytrzymać nie mogło, toteż i Polska nie wytrzymała. Powyższe zestawienie zgrozą przejmuje każdego Polaka.

To jednak tylko „odsłonięty rąbek tajemnicy”, pochodzący ze starych protokołów żydowskich, nie wyczerpujący zresztą (wszystkiego), jak mówi Izak Lewin.

Żydzi się jednak nie zmienili. W odrodzonej Polsce pozostali takimi samymi, jakimi byli w dawnej Polsce. Jak jednak dawniej tak i obecnie są tajemniczymi i zakonspirowanymi w swej zgubnej i zbrodniczej działalności.

Wiele nam rzeczy wyjaśnia mowa jaką wygłosił bankier żydowski senator Szereszewski w swojej mowie nad trumną posła, również żyda, Wacława Wiślickiego, w której tak go przedstawił, że siłą konieczności zmusza nas do przekonania na podstawie przytoczonej już charakterystyki o działalności dawnych sztadlanów, że ów poseł Wiślicki był również sztadlanem i to sztadlanem najwyższej rangi. Charakteryzując jego działalność powiedział senator Szereszewski:

„Zgasł światły przywódca i obrońca. Jego odwaga wystąpień… sprawiała, że wiszące nad ludnością żydowską niebezpieczeństwa traciły na ostrości, słabły i wreszcie rozpływały się w nicość. Stawaliśmy olśnieni częstokroć, kiedy zjawiska przesądzone, rzeczy beznadziejne zmieniały swój bieg, dzięki inicjatywie Zmarłego. Działo się to zarówno w dziedzinie administracyjnych zarządzeń Państwa jak i w dziedzinie ustawodawczej. Powszechny żal społeczeństwa żydowskiego świadczy o tym, że żydzi wiedzą kogo stracili”.

Nie tylko powyższe myśli, ale nawet i wyrażenia zgadzają się z charakterystyką dawnych sztadlanów i ich działalnością, zmuszają zatem do nieuniknionego wniosku, że poseł Wiślicki był również sztadlanem. Potwierdza to zresztą zupełnie jasno żargonowe pismo Hajnt (1932 nr 219), nazywając go sztadlanem.

I w tym miejscu wypada ponowić postawione przeze mnie wyżej pytanie: Czy dzisiaj jest tak samo? Z cytatu wiemy, że w okresie II RP było tak samo jak w Polsce przedrozbiorowej. Obecnie jest trochę inaczej niż w II RP, w której życie polityczne nie było tak zdominowane przez Żydów, co wymagało od nich utrzymywania instytucji sztadlanów. Dziś tego nie muszą robić, bo wszystkie partie polityczne, te duże, te mniejsze i najmniejsze – są przez nich zdominowane lub kontrolowane. Wymownym tego dowodem jest usunięcie doktora Czerniaka z Konfederacji. Bardzo zastanawiające jest wycofanie komitetu wyborczego 1 Polska pod pozorem spenetrowania go przez służby specjalne. Komitet, który prawdopodobnie miałby szansę przekroczenia 3% progu, a więc możliwość finansowania z budżetu państwa. Nie! Do tego nie można było dopuścić. To byłoby zbyt niebezpieczne. To, co się nie zmieniło, to sposób działania i zorganizowania. Zdusić w zarodku każde niebezpieczeństwo, bo niedopatrzenie może być nie do odwrócenia lub drogo kosztować. Jeśli w Polsce przedrozbiorowej administracja żydowska pokrywała się z administracją państwa, to oznaczało, że kontrolowali je na każdym szczeblu i docierali do wszystkich ludzi, którzy mieli jakikolwiek wpływ na jego losy. – „Nic o nas bez nas”. Machina jednego państwa pracowała na rozmontowanie machiny drugiego państwa. I każdy Żyd poprzez, płacenie podatku na sztadlana, przyczyniał się do upadku Polski. Czy chciał, czy nie chciał!

Długo pracowali Żydzi na swoją pozycję w Polsce i nadal to robią, żeby jej nie utracić. Ich dziełem są rozbiory i te powstania, o których ciągle się mówi i gloryfikuje: insurekcja kościuszkowska, powstanie listopadowe, powstanie styczniowe, powstanie warszawskie. A zamilcza się Powstanie Wielkopolskie i Powstania Śląskie. Ciekawe czemu? Te pierwsze przynosiły Polsce straty i pogarszały położenie Polaków, a Żydzi za każdym razem wzmacniali się. Te drugie nic im nie dawały, nie były ich i w ich interesie – wzmacniały polski żywioł. A skoro tak, to mamy odpowiedź na pytanie w czyim ręku jest edukacja, nie mówiąc już o wszelkiego rodzaju mediach, bo to jest powszechnie wiadome. I jeszcze jakieś marsze – durnego powstania, którego nie powinno być i niepodległości, której nie ma i wszystko wskazuje, że przez dłuższy czas nie będzie. Kto wyprowadza Polaków na ulice? I po co? I jeszcze wmawiają, że to patriotyzm.

Niektórzy uważają, że najważniejsza jest edukacja. Zapewne tak! Ale jaka edukacja? Czy taka, w której wyjaśnimy, że wszystkiemu jest winny marksizm i międzynarodowy kapitał, który dąży do panowania nad światem? Czy „bezosobowy” kapitał może mieć cel? I po co on chce panować nad światem? Bo tak mu się spodobało?

Dziś Polacy są w bardzo trudnym położeniu, bo ich państwo nie jest ich państwem. Czy jego odbicie jest możliwe? Może na początek wypadało by poznać prawdziwą historię własnego państwa i narodu, poznać historię Żydów, ich kulturę i mentalność. A przede wszystkim uczyć się od nich, co zalecał ks. dr Stanisław Trzeciak. I dopiero wtedy szukać środków zaradczych.

Rabini

W starożytnym Egipcie kapłani byli grupą mędrców, która oprócz tego, że miała wpływ na losy kraju, to byli oni również nauczycielami młodych pokoleń, doradami ludzi dorosłych, spełniali obowiązki religijne, jako astrologowie mieli wpływ na politykę, a ponadto byli znawcami własnego kraju i sąsiadów. Podobne funkcje w narodzie żydowskim pełnią rabini. I nie ma w tym nic dziwnego, wszak Mojżesz czerpał ze źródeł wiedzy egipskiej. Był mężem Egipcjanki, Sefory, córki kapłana, i jako jego zięć i uczeń, czerpał z tej nagromadzonej przez wieki mądrości.

W 1869 roku w Pradze rabbi Reiehhorn wygłosił mowę nad trumną rabina ben Jehudy. Poniższy fragment, który jest częścią tej mowy, pochodzi ze zbioru tekstów poświęconych sprawie żydowskiej, zebranych przez Adolfa Nowaczyńskiego, a wydanych w książce „Mocarstwo anonimowe” w 1921 roku i wznowionych przez Dom Wydawniczy „Ostoja”, Krzeszowice 2013.

„Co stulecie – my uczeni Izraela, przyjęliśmy jako zwyczaj zbierać się w sanhedrynie, by sprawdzać, jakie zrobiliśmy postępy nad opanowaniem świata, obiecanego nam przez Jehowę, i jakie zwycięstwa odnieśliśmy nad chrystianizmem.

W tym roku zebrani nad grobem naszego wielebnego Symeona-ben-Ihudy możemy z dumą powiedzieć, że wiek ubiegły zbliżył nas do celu i że ten cel będzie niedługo osiągnięty.

Złoto zawsze było i będzie siłą niepokonaną. Kierowane umiejętną ręką będzie najużyteczniejszą dźwignią dla tego, który je posiada, a przedmiotem pożądania dla tych, którzy go nie mają. Złotem kupujemy sumienia najbardziej uporczywe, ustalamy całość wszystkich wartości, kurs dla wszystkich produktów, przychodzimy z pomocą kredytem (pożyczką) państwom, które później zdane są na naszą łaskę.

Wszystkie ważniejsze banki i giełdy wszechświatowe, wierzytelności dla wszystkich rządów, są w naszych rękach.

Inną wielką siłą, jak powiadamy, jest prasa. Powtarzając nieustannie pewne idee, prasa przyjmuje je w końcu jako prawdy. Teatr oddaje usługi podobne. Wszędzie; prasa i teatr są posłuszne naszym wskazówkom.

Przez nieustanne pochwały systemu demokratycznego, podzielimy chrześcijan na partie polityczne, zburzymy ich jedność narodową i zaszczepimy rozłam. Bezsilni poddadzą się prasie naszego kapitalizmu zjednoczonego, oddanego naszej sprawie.

Pchać będziemy chrześcijan do wojen, wyzyskując ich pychę i ich głupotę. Wyginą i zostawią miejsca wolne dla naszych. (Tak się dokładnie stało w naszym przypadku po powstaniu styczniowym).

Posiadłość ziemi zawsze tworzyła wpływy i władzę. W imię sprawiedliwości socjalnej i równości będziemy dzielili wielkie majątki. Część ziemi damy chłopom, którzy tak bardzo tego pragną, a którzy niedługo będą obdłużeni przez wyzysk. Nasze kapitały zrobią nas panami. My staniemy się teraz wielkimi posiadaczami, a posiadanie tej ziemi zapewni nam władzę.

Starajmy się zastąpić w obiegu złoto przez monetę papierową; nasze kasy będą przepełnione złotem, będziemy regulowali wartość papierów, co nas uczyni panami wszystkiego, co istnieje.

Mamy pomiędzy sobą zdolnych mówców, którzy potrafią zdobyć się na entuzjazm i przekonywać tłumy; rozpowszechniać będą pomiędzy ludem, oznajmiając im zmiany, jakie mają zajść a które urzeczywistnione dadzą szczęście całemu rodowi ludzkiemu.

Przez złoto i pochlebstwa pozyskamy proletariat, który się podejmie zniszczyć kapitalizm chrześcijański. Przyrzekniemy robotnikom płacę o jakiej nigdy nie marzyli, podniesiemy jednak równocześnie ceny towarów potrzebnych, tak iż nasze zyski będą jeszcze większe.

W ten sposób przygotujemy Rewolucję, którą chrześcijanie sami będą prowadzili, a z której my będziemy zbierać owoce.

Przez nasze szyderstwo i nasze napaści ośmieszymy i zohydzimy ich księży; ich religia stanie się tak samo śmieszna i wstrętna, jak ich kler. Będziemy więc także panami ich dusz, bo nasze nabożne przywiązanie do naszej religii i naszych obrządków wytwarza wyższość naszą i wyższość naszych dusz. (Film „Kler”)

Posłaliśmy już naszych ludzi na wszystkie ważne posterunki. Postaramy się dostarczyć gojom adwokatów i lekarzy; adwokaci są wtajemniczeni we wszystkie interesy; lekarze raz wprowadzeni w dom, stają się spowiednikami i kierownikami sumienia.

Ale przede wszystkim tam zajmujmy stanowiska, gdzie można nauczać. Przez nauczanie możemy wszczepiać idee, które są nam potrzebne, przygotowując umysły do naszej wygody.

Jeżeli jeden z naszych wpadnie nieszczęśliwie w szpony sprawiedliwości u chrześcijan, śpieszmy mu z pomocą, znajdźmy tyle świadectw, by go uwolnić od jego sędziów, czekając cierpliwie, aż się sami staniemy sędziami.

Monarchowie chrześcijańscy, nadęci ambicjami i próżnością, otaczają się zbytkiem i liczną armią. My dostarczymy im potrzebnych pieniędzy, których domaga się ich szaleństwo i będziemy ich trzymali na smyczy.

Starajmy się nie przeszkadzać małżeństwu naszych ludzi z chrześcijankami, bo przez nie dojdziemy do kół najwięcej dla nas zamkniętych. Jeśli nasze córki wyjdą za gojmów, nie będą nam mniej użyteczne, bo dzieci z matki żydówki należą do nas.

Szerzmy idee wolnych związków, by zniszczyć u kobiet chrześcijańskich przywiązanie do zasad i praktyk religijnych.

Od wieków synowie Izraela, pogardzani i prześladowani, pracowali, by sobie utorować drogę do władzy. Dobiegają kresu. Badają życie ekonomiczne przeklętych chrześcijan; ich wpływ jest przeważający w polityce i obyczajach.

W godzinę oznaczoną, zawczasu, rozpętamy Rewolucję, która rujnując wszystkie klasy chrześcijaństwa, ujarzmi nam wszystkich chrześcijan. I tak dopełni się obietnica Boża dana swojemu ludowi.”

W innym tekście „Żydzi i kahały”, Wilno, 1870, zamieszczonym w tym samym zbiorze, czytamy:

„Bracia! Od wielu lat trwa walka narodu żydowskiego o panowanie nad światem, które przyrzeczono już Abrahamowi. Krzyż odebrał je od nas: jesteśmy wszędzie prześladowani i poniżani, wytępić nas jednak nikt nie zdoła. Owszem, jesteśmy wszędzie, rozproszeni po całek kuli ziemskiej. To dowód oczywisty, iż cała ziemia, wszystkie kraje powinny należeć do nas, do narodu wybranego. Nie o samą ziemię jednak chodzi: wszystko złoto, jakiekolwiek i gdziekolwiek się znajduje, powinno być naszą własnością i to nastąpi niebawem. Wtedy władza nad całym światem znajdzie się w naszych rękach i spełni się to, co Abrahamowi przyrzeczono.

Złoto! Wszak to siła i władza nad światem, radość, upojenie i nagroda najwyższa.

Osiemnaście wieków należało do naszych wrogów; następne jednak będą niepodzielnie naszym udziałem, będziemy władcami całego świata!

Dość jest rzucić już dziś okiem na Europę: posiadamy większość złota, kilka miliardów franków, w tylu miastach: Paryż, Londyn, Hamburg, Berlin, Wiedeń, Rzym, Neapol, Amsterdam, Petersburg – wszystko to już nasze! Samych Rotszyldów tylu posiadamy, a inni potentaci pieniężni – w różnych miastach Europy i Ameryki.

Wszystkie państwa, wszyscy prawie panujący zadłużyli się u Żydów po uszy i są od nich zależni. Giełda reguluje te wszystkie długi. Odraczamy terminy ich płatności, udzielamy nowych pożyczek dla rządów, abyśmy je coraz silniej trzymali w swych rękach. Lecz nie sami tylko panujący; musimy uzależnić od siebie: prezydentów rzeczypospolitych, ministeria, parlamenty; wszystko to powinno nam się poddać, powinno ulegać naszej władzy jeszcze bardziej, niż dzisiaj, zupełnie absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie. Powinniśmy ująć w swe ręce – rzecz oczywista – wszystko to, co się nam jeszcze wymyka, a więc: resztę kapitału, wszystkie koleje żelazne, całą żeglugę, wszystką ziemię, lasy, bogactwa mineralne, resztę fabryk. Musimy kierować dowolnie dochodami skarbów państwowych, budżetami wszystkich krajów, nie wypuszczając ze swych rąk ceł i podatków.

Bardzośmy błądzili dotąd, lekceważąc własność ziemską, ten istny kapitał żelazny. Trzeba to naprawić; niech każdy z nas uzna za swój obowiązek zawładnąć jak największym obszarem ziemi w każdym kraju, w każdej części świata. Powinniśmy w tym celu dążyć do zrujnowania większej własności ziemskiej; na im mniejsze działki je poćwiartujemy, tym łatwiej będzie wykupić własność ziemską, zawładnąć nią całkowicie. Aby ułatwić sobie to zadanie, należy wpływać na rządy państw poszczególnych i skłonić je do zrzucenia całego ciężaru podatków na obecnych właścicieli ziemskich. Gdy ich wyrugujemy, potrafimy przerzucić ciężary podatkowe na inne profesje i stany. Nie obawiajcie się roli: praca robotników chrześcijańskich da nam zyski obfite, jak to już dziś widzimy: w przemyśle, handlu, na kolejach itp., bo praca była i będzie niewolnicą spekulacji. Aby pracę należycie wyzyskać, trzeba mieć tylko odrobinę sprytu, przebiegłości, umieć stosować fortele i podstępy. Chyba nie jesteśmy tak ograniczeni, abyśmy tego nie potrafili.

Nie przerażajcie się również tym, że mnóstwo żydów chrzci się. To wcale nie szkodzi. Będą naszymi najlepszymi pomocnikami, będą stopniami, po których dostaniemy się tam, dokąd wejść jeszcze nie możemy, pozostając formalnie żydami. Nie trwóżcie się: ten chrzest nie zmieni ani na jotę ducha, etyki, dążności żyda. Za paręset lat, a może i prędzej, nie będziemy już potrzebowali nawet pozornie zmieniać wyznania; przeciwnie, wszyscy chrześcijanie zapragną przejść na wiarę Mojżesza, lecz my ich odtrącimy z nienawiścią i wzgardą.

W sferze handlu powinniśmy ująć w swe ręce wszystko, bez żadnych wyjątków. Bezwzględnie nie należy dopuścić wrogów do handlu, zwłaszcza takimi artykułami, jak: zboże, wełna i wódka. Są to przedmioty podstawowe, które nam dadzą zyski kolosalne. Nie przejmujmy się tym zgoła, iż, skutkiem naszej spekulacji i podniesienia np. cen zboża, mogą nastąpić epidemie, głód, wielka nędza; przy swym sprycie wrodzonym łatwo całą winę zwalimy rząd i jego fiskalizm. Mogą następnie wyniknąć wichrzenia, niepokoje, zaburzenia wśród ludu zgłodniałego. Tym lepiej! Nie obawiajmy się tych rozruchów wewnętrznych, raczej im dopomagajmy, gdyż wszelkie zamieszki ludowe dopomagają nam tylko do zwiększenia władzy, do skupienia bogactw w naszych rękach.

Wszelkie, nawet najwyższe stanowiska rządowe i społeczne powinny być dla nas dostępne, lecz tylko te,które przynoszą ze sobą cześć, władzę, przywileje, zyski, albowiem te posady, których udziałem jest wiedza i praca a mierne wynagrodzenie, mogą zostać przy chrześcijanach.

Rzeczą jest oczywistą, iż powinniśmy ująć w swe ręce ministeria najważniejsze, a więc oświaty publicznej, skarbu, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Gdy posiądziemy te w każdym kraju, będziemy panami wszechwładnymi.

Powinniśmy też pamiętać o medycynie: wszak wtedy życie i zdrowie wrogów będziemy posiadali we własnych rękach; wszak będziemy znali wtedy najgłębsze tajemnice rodzinne i osobiste, nie wyłączając sfer rządowych i ludzi najbogatszych. Da to nam możność osiągania zysków kolosalnych i olbrzymio powiększy nasze wpływy, naszą władze. Ale nie dosyć na tym, obok prawa i medycyny, poznajmy gruntownie nauki społeczne i ekonomiczne; przy ich pomocy wywołać zawsze potrafimy, przy swym sprycie wrodzonym, zamieszanie i przewrót w głowach ludzi, stojących na czele władzy, najczęściej niezbyt wykształconych, niepewnych siebie, idących po omacku.

Nie poprzestańmy jednak na tym i nie zapominajmy, że potęgą olbrzymią jest dziś prasa. Przy pomocy złota i przebiegłości wrodzonej łatwo ją opanujemy; mając prasę w rękach, będziemy mogli urabiać opinię publiczną w kierunku dla nas pożądanym, zmienić, przeobrazić poglądy i pojęcia dotychczasowe w zakresie np. moralności, spraw religijnych i wszelkich w ogóle kulturalnych. Ująwszy całkowicie w swe ręce prasę, szczególnie codzienną, powinniśmy nią tak kierować, aby służyła wyłącznie do naszych celów i zadań. Osiągnęliśmy to częściowo i dużo organów codziennych jest już w rękach ludzi naszych; nie zatrzymujmy się jednak w połowie drogi i zawładnijmy jak najprędzej cała prasą codzienną, wszystkimi bez wyjątku jej organami we wszystkich krajach i miastach.”

Czytając te fragmenty, aż trudno uwierzyć, że pochodzą one sprzed 150 lat, tak aktualnie brzmią. Jest tu opisane wszystko, co my nazywamy marksizmem, marksizmem kulturowym, marszem przez instytucje, teorią krytyczną, gender – bo jak inaczej interpretować słowa: mając prasę, będziemy mogli urabiać opinię publiczną w kierunku dla nas pożądanym, zmienić, przeobrazić poglądy i pojęcia dotychczasowe w zakresie np. moralności, spraw religijnych i wszelkich w ogóle kulturalnych. Dziś nadal te wszystkie wysiłki w celu zdemoralizowania gojów są prowadzone nie tylko w prasie i teatrze, ale również w kinie, radiu, telewizji i internecie.

Ks. dr Stanisław Trzeciak w książce „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce”, wydanej po raz pierwszy w 1939 roku, a wznowionej w 2013 roku przez Dom Wydawniczy „Ostoja”, pisze:

W „Mowie rabina we Lwowie” wygłoszonej w r. 1912 czytamy: „Nie może być nierozerwalności chrześcijańskiego małżeństwa”.

Gdyby ktokolwiek wątpił o autentyczności tej mowy, ziejącej bezdenną nienawiścią i pogardą dla gojów i gdyby nie mógł zrozumieć tej bezczelności, z jaką żydzi mieszają się do chrześcijańskiego Sakramentu małżeństwa, to niech sobie uprzytomni, że żydzi będąc w większości w Komisji Kodyfikacyjnej uchwalili dla Polski w r. 1929 to, co w wymienionej mowie było postanowione, jako cel dla propagandy w krajach chrześcijańskich. Zresztą, praktyka życia wykazuje, że żydzi istotnie tak postępują, jak w owej mowie wskazano. Zaciekła ich dążność do zaprowadzania rozwodów i ślubów cywilnych w Polsce, opiera się na prastarych ich uchwałach, a wszystko to zmierza do osłabienia Polski przez zachwianie jej fundamentu, jakim jest zdrowa moralnie katolicka rodzina.

W tej książce przytacza też autor fragment „Mowy na cmentarzu żydowskim w Pradze” poświęcony szkole:

„Głównym filarem Kościoła jest szkoła. Na wychowanie chrześcijańskiej młodzieży musimy uzyskać wpływ. Dlatego należy najpierw przeprowadzić oddzielenie szkoły do Kościoła. Pod hasłem postępu i równouprawnienia wszystkich religii musi nastąpić przemiana szkół chrześcijańskich na bezwyznaniowe. Wtedy będą mogli być Izraelici nauczycielami we wszystkich szkołach. Chrześcijańskie zaś wychowanie ograniczy się do domu, a ponieważ masy nie mają na to czasu, religijność wyższych stanów będzie wstrząśnięta i wkrótce zniknie. Agitacja za zniesieniem własnej posiadłości kościołów i szkół przeprowadzi przejście majątków kościelnych i szkolnych w posiadanie państwa, a zatem wcześniej czy później w ręce Izraela.”

W okresie od marca do sierpnia 1919 roku istniała Węgierska Republika Rad. W tym czasie wprowadzono do szkół „poglądowe uświadomienie o stosunkach płciowych”, a komisarzami ludowymi do spraw wychowania publicznego młodzieży byli sami Żydzi. Tak więc to, co dzisiaj zaczyna się w niektórych szkołach, to nic nowego. Przeobrażeniem poglądów i pojęć dotychczasowych w zakresie moralności zajmują się oni, a przynajmniej próbują się zajmować, od dawna. Chodzi oczywiście o przeobrażanie moralności gojów i tylko gojów.

Można by tylko zdać sobie pytanie: czy dzisiaj nie jest podobnie? Sądząc po tym, w jakim kierunku zmierza szkolnictwo i edukacja, to chyba tak. Wszędzie i wszystko kontrolują Żydzi.

Przez złoto i pochlebstwa pozyskamy proletariat, który się podejmie zniszczyć kapitalizm chrześcijański.

„Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy zubożał. Wielcy kapitaliści żydowscy drwili zaś sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”. – Stanisław Didier Rola neofitów w dziejach Polski.

Nie od dziś i nie od lat 60-tych ubiegłego wieku, czy jeszcze wcześniejszych – dążą Żydzi do demoralizacji społeczeństw, wśród których żyją. Do ich pauperyzacji i ogłupienia. To ostatnie ma się odbywać poprzez odpowiedni system edukacji i wychowania. Dążą też do depopulacji tych społeczeństw poprzez propagowanie zboczeń i dewiacji. Jednym słowem dążą do zburzenia ich dotychczasowego systemu wartości, bo tylko wtedy można je sobie całkowicie podporządkować.