Witam na moim blogu

Na tym blogu będę starał się przedstawiać prawdę albo przynajmniej próbował do niej dochodzić. Czy będzie to zamiar udany, czy – nie, ocenią czytający go.

“Jedynie prawda jest ciekawa” – to motto Józefa Mackiewicza. Prawda jest ciekawa, ale niewygodna dla wszystkich i wszyscy starają się ją ukryć albo zniekształcić. Za głoszenie prawdy, uparte jej głoszenie, Józef Mackiewicz cierpiał nędzę. Dzięki temu, że pozostał sobie i swoim przekonaniom wierny, to my, z jego dzieł, możemy dowiedzieć się prawdy.

Blog ten jest poświęcony polityce i historii. Obecnie, jak chyba nigdy dotąd w dziejach ludzkości, nie manipulowano tak historią. Na naszych oczach dokonuje się fałszerstwo na niespotykaną skalę. A to wszystko dzięki internetowi i mediom społecznościowym. Jedynym ratunkiem wydaje się wykorzystanie tych mediów w celu obrony. Zgodnie z rzymską maksymą: kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Dużo miejsca będzie zajmować tematyka żydowska. Nie sposób jednak jej uniknąć, jeśli chce się pisać prawdę. Polska dla Żydów była i jest szczególnym miejscem. Nigdzie społeczność żydowska nie była tak liczna w stosunku do pozostałej ludności i nigdzie nie osiągnęła takich wpływów. Po drugiej wojnie światowej jej przewaga stała się jeszcze większa. Polacy stracili w niej swą warstwę inteligencką, a Żydzi – zachowali. Dlatego jest to gra do jednej bramki. Nie można napisać prawdziwej historii Polski, bez uwzględnienia w niej Żydów i ich wpływów na jej bieg. A dlaczego się ich nie uwzględnia? Najwyraźniej ten, który kontroluje system edukacji, prasę, wydawnictwa – ten sobie tego nie życzy.

Problem z Żydami polega na tym, że są przeważnie ukryci. Udają chrześcijan różnych wyznań. Żyd wie z kim ma do czynienia, a my – nie! Jeśli ma nam do sprzedania towar czy usługę, to będzie bardzo miły, można by rzec – do rany przyłóż. Gdy jednak uzna, że nieżyd jest mu niewygodny, jego obecność jest sprzeczna z jego interesem, jest jego konkurentem i – w najgorszym wypadku, gdy Żyd zawdzięcza coś nieżydowi, to jego nienawiść urasta do rozmiarów nieznanych człowiekowi o innej etyce i systemie wartości. Jeśli nie będzie w stanie sam pokonać tego, którego tak bardzo nienawidzi, to poprosi innych Żydów o pomoc. Nie są to czcze słowa. Sam tego doświadczyłem. Nie ma szans na obronę, jeśli nie wiemy z kim mamy do czynienia lub gdy dowiemy się zbyt późno. Dlatego tak ważne jest poznanie tej nacji, jej systemu wartości, sposobów postępowania i zachowań wobec nieżydów. Ci, którzy żyli przed nami i ostrzegali nas przed nimi, mieli rację. Warto korzystać z tego, co nam przekazali. To wszystko jest nadal aktualne. Żydzi nie zmieniają się i nie zmieniają swoich zasad i zachowań wobec nieżydów. I co najważniejsze – Żydzi są wśród nas, więcej ich jest, o wiele więcej niż nam się wydaje.

Faszyzm

Faszyzm kojarzy się wielu ludziom z czymś najgorszym. Jeśli chcą kogoś obrazić, przypiąć mu jakąś łatkę, to mogą go nazwać komunistą, nazistą, ale najczęściej nazwą go faszystą. Znaczy to w ich mniemaniu, że faszysta jest czymś gorszym niż komunista czy nazista. To wszystko oczywiście zawdzięczamy wieloletniej żydowskiej propagandzie. Taką negatywną ocenę zawdzięcza faszyzm temu, że nazizm określa się często jako skrajną odmianę faszyzmu, dając tym samym do zrozumienia, że wprawdzie nazizm był potwornością, ale jest jeszcze coś gorszego – faszyzm. Obie doktryny mają wspólne cechy, ale też są i różnice i stawianie znaku równości pomiędzy nimi, a tym bardziej sugerowanie, że faszyzm jest jeszcze gorszy, jest daleko idącym uproszczeniem, żeby nie powiedzieć – kłamstwem.

Faszyzm najkrócej można scharakteryzować tak, jak zrobił to sam Mussolini: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Z kolei nazizm, czyli narodowy socjalizm odwołuje się do narodu i wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego. Tak więc w faszyzmie mamy do czynienia z kultem państwa, w nazizmie – z kultem narodu.

Nie sposób jednak zrozumieć faszyzmu, jeśli nie wyjaśnimy sobie jego nazwy. A to można wyczytać chociażby w Wikipedii.

Faszyzm (od łac. fasces – wiązki, rózgi liktorskie i od wł. fascia – wiązka, związek) – doktryna polityczna powstała w okresie międzywojennym we Włoszech, sprzeciwiająca się demokracji parlamentarnej, głosząca kult państwa, silne przywództwo, terror państwowy i solidaryzm społeczny. Faszyzm podkreślał wrogość zarówno wobec liberalizmu jak i komunizmu. To nam wyjaśnia, skąd taka zapiekłość Żydów do faszyzmu. Początkowo nazwa odnosiła się do włoskiego pierwowzoru. Później stosowano ją powszechnie wobec narodowego socjalizmu. Faszyzm uważa się za ideologię prawicową lub hybrydową tj. łączącą elementy lewicowe i prawicowe. Sami faszyści nie uważali się ani za prawicę, ani za lewicę.

Fasces – wiązki lub rózgi liktorskie, to obwiązany rzemieniem pęk rózg, czasem z zatkniętym weń toporem o żelaznym ostrzu. Pierwotnie stanowiły one symbol władzy każdego etruskiego króla. Następnie wykorzystywali go Rzymianie. Były noszone przed cesarzem i wyższymi urzędnikami przez liktorów (niżsi funkcjonariusze, urzędnicy).

W czasach nowożytnych rózgi liktorskie stały się symbolem:

  • idei republikańskiej; w tym charakterze znajdują się w godle Francji i innych państw
  • przed 1914 rokiem ruchów lewicowych i włoskich rewolucjonistów
  • ruchu faszystowskiego i narodowo-socjalistycznego
  • wszechwładzy i siły pastwa; w tym charakterze wykorzystywany m.in. we Włoszech i Niemczech

Obwiązany rzemieniem pęk rózg, czyli rózgi liktorskie to symbol siły, jedności, trwałości. Jedną czy dwie takie rózgi można bez problemu złamać, ale cały pęk i do tego obwiązany rzemieniem – na to nie ma siły. Taki monolit miało stanowić faszystowskie państwo. Nawiązywano więc nie tylko do tradycji historycznej, ale i do tego, że w jedności siła. Faszyści zdawali sobie sprawę z tego, jak osłabia państwo demokracja, liberalizm, komunizm i temu podobne żydowskie wynalazki. A Żydzi szybko zorientowali się, jakim zagrożeniem dla nich jest tak zorganizowane państwo.

Państwo faszystowskie było państwem korporacyjnym. Takim były Włochy za czasów Mussoliniego w latach 1922-1943. Podobnie było w Hiszpanii i Portugalii.

Korporacjonizm – doktryna społeczno-gospodarczo-polityczna o charakterze samorządu (stanowego, zawodowego, branżowego), postrzegająca społeczeństwo i państwo jako naturalne i solidarne organizmy. W pierwotnym założeniu korporacjonizm miał integrować wszystkie grupy społeczne (warstwy, klasy, branże gospodarcze), godzić ich interesy i tłumić konflikty pomiędzy nimi.

W znaczeniu wtórnym korporacjonizm używany jest zamiennie z kapitalizmem państwowym. Korporację tworzy całe państwo, a różnice interesów dzielące poszczególne grupy (np. pracownicy, pracodawcy) są niwelowane poprzez negocjowanie stanowisk (korporacjonizm liberalny) bądź też arbitraż ze strony władzy państwowej (korporacjonizm autorytarny). Celem państwa-korporacji jest współdziałanie polityków i przedsiębiorców, mające w perspektywie wzmacnianie ich wpływów na arenie polityki międzynarodowej i na międzynarodowym rynku, kosztem innych państw i przedsiębiorców z zewnątrz. Rząd stanowi jednocześnie zwierzchni zarząd przedsiębiorstw, niezależnie od ich stanu własnościowego (państwowe czy prywatne), zaś gospodarka podporządkowana jest centralnemu planowaniu.

We fragmencie poświęconym korporacjonizmowi Wikipedia cytuje Mussoliniego.

»W 1925 roku Benito Mussolini przyjął ukute przez niechętnego mu Giovanniego Amendolę określenie totalitario i nadał mu pozytywny wydźwięk, charakteryzując go zwrotem: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. W eseju „Doktryna faszyzmu” z 1932 roku pisał:

Jeśli ten, kto mówi: liberalizm, mówi: jednostka, to ten, kto mówi: faszyzm, mówi: państwo. Lecz państwo faszystowskie jest jedyne i jest tworem oryginalnym. Nie jest reakcyjnem, lecz rewolucyjnem, o tyle, o ile uprzedza rozwiązanie określonych zagadnień powszechnych, a mianowicie tych, które gdzie indziej rozdrobnienie partyjne, przewaga parlamentaryzmu, nieodpowiedzialność zgromadzeń umieszcza na płaszczyźnie politycznej, a coraz to liczniejsze i potężniejsze funkcje syndykalne, tak robotnicze, jak i przemysłowe stawiają przez swe konflikty i porozumienia na płaszczyźnie ekonomicznej – rozwiązanie tych zagadnień, które na płaszczyznę moralną przenosi konieczność porządku, karności i posłuszeństwa wobec tych, co są moralnem sumieniem ojczyzny. Faszyzm chce państwa silnego, organicznego i spoczywającego równocześnie na szerokiej podstawie ludowej. Państwo faszystowskie zagarnęło też z powrotem dla siebie dziedzinę gospodarki i poprzez instytucje korporatywne, społeczne, wychowawcze przezeń stworzone, zmysł państwa dociera aż do najdalszych odgałęzień i, ujęte w kadry odnośnych organizacyj, krążą w państwie wszystkie siły polityczne, ekonomiczne i duchowe narodu. Państwo, spoczywające na milionach jednostek, które je uznają, odczuwają, są gotowe do służenia mu, nie jest tyrańskiem państwem średniowiecznego władcy. Nie ma też nic wspólnego z absolutystycznemi państwami z czasów przed 1789 r. lub po r. 1789. W państwie faszystowskiem jednostka jest nie unicestwiona, lecz raczej pomnożona, tak jak w pułku żołnierz jest nie pomniejszony, lecz raczej pomnożony przez liczbę swoich towarzyszy. Państwo faszystowskie organizuje naród, lecz zostawia następnie jednostkom wystarczające pole ruchów: ograniczyło wolności nieużyteczne lub szkodliwe, a zachowało te, które są istotne. Rozstrzygać w tej dziedzinie nie może jednostka, lecz państwo.«

To jest cytat. Wikipedia korzysta tu z przedwojennego tłumaczenia i interpunkcji narzuconej przez tłumacza. Obie te rzeczy wypadałoby uaktualnić dla łatwiejszego zrozumienia przez współczesnego czytelnika, bo Doktryna faszyzmu była wydana na początku lat 90-tych, chyba przez jakieś niszowe wydawnictwo i z nowym tłumaczeniem.

W tym samym eseju Mussolini pisze też:

„Państwo faszystowskie, najwyższa i najpotężniejsza forma osobowości, jest siłą, ale siłą duchową. Skupia ona wszystkie formy moralnego i intelektualnego życia człowieka. Nie może się więc ograniczyć do zwykłych czynności utrzymania porządku i sprawowania opieki, jak tego chciał liberalizm. Nie jest prostym mechanizmem, który ograniczałby sferę domniemanych swobód indywidualnych. Jest formą i normą wewnętrzną, jest ujęciem w karby dyscypliny całego człowieka, przenika tak wolę, jak i rozum. Jego zasada, ożywiająca go centralna idea, najistotniejsze natchnienie osobowości ludzkiej, żyjącej we wspólnocie obywatelskiej, zstępuje do głębi i zagnieżdża się tak w sercu człowieka czynu, jak i myśliciela, tak artysty, jak i uczonego: ona, co jest istotą duszy.”

„Faszyzm (…) jest nie tylko prawodawcą i założycielem instytucji, lecz także wychowawcą i krzewicielem życia duchowego. Chce odnowić nie formy życia człowieka, ale treść człowieka: charakter i wiarę. I w tym celu pragnie karności i autorytetu, które zstąpiłyby w dusze i zdobyły w nich rząd niezaprzeczony. Przeto jest jego symbolem pęk rózg liktorskich – symbol jedności, siły i sprawiedliwości.”

„Życie w pojęciu faszysty jest poważne, surowe, religijne. Faszysta gardzi życiem wygodnym. Faszyzm pragnie człowieka czynnego i zwróconego ku działaniu.”

Państwo faszystowskie wskazuje drogę narodowi, a nawet innym narodom, jest strażnikiem ducha wypracowanego w ciągu wieków przez język, tradycję i wiarę. Mussolini przestrzegał: myślenie jakoby dobrobyt = szczęście, zamienia ludzi w zwierzęta, których jedynym celem jest się tuczyć.

„Faszyzm pragnie człowieka czynnego i wszystkimi swoimi siłami zwróconego ku działaniu: chce, aby był on po męsku świadom trudności, które napotyka i gotów stawić im czoło.”

Podstawowe idee faszyzmu:

1. Jednym z obowiązków państwa jest wygaszanie walki klasowej, która stanowi pożywkę dla socjalizmu. Skuteczną metodą ma być zastosowanie w życiu gospodarczo-społecznym systemu korporacyjnego, by na miejsce konfliktu między kapitałem a pracą, pojawił się solidaryzm społeczny. Społeczeństwo w faszystowskiej wizji świata jest bierne, nie wykazuje samodzielnej inicjatywy. Tę dzierży niepodzielnie państwo. Ono reguluje, kontroluje, nakazuje i wyznacza jedynie słuszny kierunek.

2. Faszyzm jest przeciwny demokracji, która utożsamia naród z większą liczbą, ściągając go do niskiego poziomu większości, lecz jest czystą formą demokracji, jeśli się naród pojmuje tak, jak powinno, jakościowo, a nie – ilościowo, jako ideę potężniejszą, bo wyższą moralnie, bardziej zwartą, prawdziwą, która urzeczywistni się w narodzie jako świadomość i wola niewielu, a nawet jednego, a który to ideał dąży do urzeczywistnienia się w świadomości i woli wszystkich.

3. Założyliśmy państwo korporacyjne i faszystowskie, państwo społeczności narodowej, państwo skupiające, kontrolujące, harmonizujące i uzgadniające interesy wszystkich warstw społeczeństwa, które wiedzą, że są w równej mierze pod jego opieką. I gdy przedtem, za czasów ustroju demoliberalnego, masy pracujące odnosiły się do państwa z nieufnością, były poza obrębem państwa, były przeciwko państwu, uważały państwo za nieprzyjaciela w każdym dniu, w każdej godzinie, nie ma dziś Włocha, który by pracował, a nie domagał się swego miejsca w korporacjach, w federacjach, który by nie pragnął być żywą komórką tego wielkiego, niezmierzonego żywego organizmu, jakim jest narodowe korporacyjne państwo faszystowskie.

4. Faszyzm przeczy temu, by liczba przez to tylko, że jest liczbą, mogła kierować społeczeństwami ludzkimi; przeczy by liczba ta mogła rządzić poprzez odbywające się periodycznie obrady: stwierdza nieusuwalną a płodną i dobroczynną nierówność tych, którzy nie mogą stać się równymi poprzez mechaniczny i zewnętrzny fakt, jakim jest powszechne prawo głosowania. Ustroje demokratyczne można zdefiniować jako takie, w których daje się od czasu do czasu ludowi złudzenie, że jest władcą, gdy faktycznie prawdziwą władzę dzierżą inne siły, niejednokrotnie nieodpowiedzialne i utajone. Demokracja jest ustrojem bez króla, lecz z wieloma królami, niekiedy bardziej ekskluzywnymi, tyranizującymi i rujnującymi niż jeden król, chociażby był tyranem.

To również są cytaty z Mussoliniego i też zawarte są w eseju „Doktryna faszyzmu”. Wygłaszał je na różnych wiecach, zebraniach itp. Widać więc, że faszyzm jest zupełnie czymś innym niż powszechnie uważa się. Łączy się faszyzm i nazizm w jedno. To oczywiście zasługa uprawianej od zakończenia wojny propagandy antyfaszystowskiej. Dzięki niej dowiedzieliśmy się też, że istniały dwa narody niemieckie: Niemcy-naziści i Niemcy. Później okazało się, że są już tylko jacyś naziści i Niemcy. Czym był więc ten nazizm, czyli narodowy socjalizm, skoro oddzielono go od Niemców? I czy słusznie? I znowu wypada odwołać się do Wikipedii.

Narodowy socjalizm, nazizm – to rasistowska, antykomunistyczna, antydemokratyczna i antysemicka ideologia Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP). Niemiecka, skrajna odmiana faszyzmu, opierająca się na darwinizmie społecznym, biologicznym rasizmie, w szczególności na antysemityzmie, wyrosła na gruncie militaryzmu pruskiego i niemieckiego szowinizmu, czerpiąca z haseł nacjonalnych, jak i socjalnych.

Nazwę doktryny przypisuje się konserwatywnemu myślicielowi Oswaldowi Spenglerowi, który w eseju Duch pruski a socjalizm (1919) przedstawił własną koncepcje terminu socjalizm, odmienną od powszechnie z nim kojarzonym socjalizmem naukowym lewicy rewolucyjnej. Perspektywa Spenglera przedstawiała wielowiekowe zmagania Niemiec o korzystną pozycję wśród innych narodów i walkę o dominację nad nimi mającą charakter rewolucji narodowej. Tak pojęty socjalizm narodu niemieckiego przeciwstawia parlamentaryzmowi brytyjskiemu, określonemu jako nieskuteczny, a także marksizmowi, który uważa za czynnik konfliktujący elity konserwatywne oraz zwykłych pracowników. Spengler nie był jedynym konserwatystą, z którego dorobku czerpał nazizm. Inni to: Hegel, Schopenhauer oraz Nietzsche.

Z powyższego opisu wynika, że nazizm wyrastał z wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego, a stąd już blisko do mesjańskiej doktryny narodu żydowskiego. Musiał być więc nazizm z założenia antysemicki. Nie może być dwóch narodów wybranych. To jednak wcale nie przeszkadzało wielu Żydom tworzyć ruch nazistowski i często zajmować kluczowe w nim stanowiska.

Antysemityzm zarzucano też faszyzmowi. Wikipedia pisze: Jednakże mniej radykalne tony antysemickie pojawiały się już 1919 roku. Benito Mussolini w 1919 roku stwierdził, że za rewolucję w Rosji odpowiadają żydowscy bankierzy z Nowego Jorku i Londynu a 80% przywódców radzieckich to Żydzi. W 1934 roku w deklaracji końcowej Faszystowskiego Kongresu Międzynarodowego stwierdzono m.in. że Żydzi parają się okultyzmem, próbują doprowadzić do międzynarodowej rewolucji, zwalczają cywilizację chrześcijańską i idee patriotyczne.

Faszyzm i nazizm miały wspólne cechy, jak chociażby to, że uważały, że nie ma konfliktu klas społecznych i że interesy wszystkich warstw można pogodzić. Dlatego i jedna i druga doktryna uważały marksizm za wroga. I tak jak napisałem na początku, faszyzm można streścić w trzech punktach: wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu. Nazizm też można streścić w trzech punktach: ein Volk, ein Reich, ein Führer. Obie ideologie postrzegały organizację państwa i społeczeństwa zupełnie odmiennie niż w innych państwach, w których Żydzi dążyli do rozbijania i konfliktowania społeczeństw poprzez tworzenie systemów wielopartyjnych i nierówności społecznych, wynikających z nadmiernego bogacenia się jednych i ubożenia innych, bądź poprzez wprowadzanie ideologii walki klas. Czy tak, czy tak, zawsze chodziło o skłócanie społeczeństw. Nic więc dziwnego, że Żydzi oba te systemy darzą taką nienawiścią.

Faszyzm był ustrojem totalitarnym, bo chciał wszystkim narzucić własny system wartości, nie pytając nikogo o zdanie. Mussolini wychodził z założenia, że to czego człowiek potrzebuje do szczęścia, to praca i bycie częścią społeczności, z którą się utożsamia oraz rozwijanie swojej duchowości w oparciu o religię. Uważał, że ludzie w większości nie wiedzą, co jest dla nich dobre, i że trzeba ich do tego przymusić siłą.

Miał on we Włoszech wielu przeciwników. Wszak to stamtąd wywodzą się ruchy humanistyczne, które zapoczątkowały reformację. W filmie Federico Felliniego Rzym z 1972 roku można usłyszeć takie zdanie: Juliusz Cezar był faszystą, Rubikon przekroczył, Rzym otoczył. Zapewne jest to nawiązanie do Marszu na Rzym, jak określa się faszystowski zamach stanu z 1922 roku. Wzięło w nim udział, jak pisze Wikipedia, około 30 tysięcy osób (w tym około 200 Żydów). Wszędzie się wkręcą!

Pojęcie totalitaryzmu zmienia się. Mussolini pisał, że w demokracji mamy do czynienia z wielu królami, czyli tyranami, którzy gorsi są od jednego nawet największego tyrana. Chciał faszyzmu dla dobra ludzi, nawet wbrew ich woli. Współczesna „demokracja” też chce, dla naszego dobra, nawet wbrew naszej woli, wszystkich nas zaszczepić. Już nie używają tego słowa. Mają nowe – wyszczepić, które kojarzy mi się z innym – wytępić.

Słowo „szczepić” i „zaszczepić” oznacza mniej więcej to samo: wprowadzić do ustroju ludzkiego albo zwierzęcego zabite lub osłabione drobnoustroje chorobotwórcze lub ich toksyny, powodujące powstawanie przeciwciał. To w celu uodpornienia organizmu, uczynienia go, w pewnym sensie, lepszym. W ogrodnictwie słowo „zaszczepić” oznacza połączenie części pędu szlachetnej odmiany z ukorzenionym dziczkiem w celu uszlachetnienia rośliny dzikiej lub na szlachetnej odmianie zaszczepić inną, bardziej pożądaną odmianę.

Po co więc ktoś wprowadza nowe słowo z przedrostkiem „wy” w sytuacji, gdy mamy już właściwe słowo, oddające istotę rzeczy? To „wy” jest przeciwieństwem „za”. „Wyszczepić” oznacza w tym kontekście przeciwieństwo „zaszczepić”. Zaszczepienie jest w celu uszlachetnienia rośliny i uodpornienia człowieka. Idąc dalej tym tropem – wyszczepienie jest w celu zmniejszenia jego uodpornienia. Przekaz ministra śmierci jest czytelny. Mówi nam wprost – szczepienia (wyszczepienia) są po to, by was wytępić. Żydzi kabaliści lubują się w nadawaniu słowom, liczbom, symbolom ukrytych znaczeń.

Mussolini chciał, wbrew woli ludu, uczynić go lepszym. Nie był pierwszym, który posunął się do przemocy, by wskazać ludowi, co jest dla niego dobre. W VI wieku p.n.e. Ezdrasz i Nehemiasz przekonywali swoich ziomków, że są „nasieniem świętym i narodem osobliwym, wybranym”, że zawładną całym światem, jeżeli będą posłuszni Staremu Zakonowi. Żydzi w końcu uwierzyli w ich obietnice i poddali się ich rozkazom. Któż więc lepiej niż oni wie, jak groźnym dla nich mógłby być faszyzm, gdyby udało się go utrzymać, choćby w jednym państwie.

Konstytucja 3 maja

Konstytucja 3 maja to jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach Polski. Nadal jednak jest ona źródłem wielu sporów i polemik. Ma ona swoich zagorzałych zwolenników, ale też i zażartych wrogów. Jej przeciwnicy uważają, że przyczyniła się do II-go i III-go rozbioru. Jak więc na nią patrzeć? Pierwszą i podstawową rzeczą, jaką wypada wiedzieć, jest to, że decyzję o jej uchwaleniu podjął sejm skonfederowany tj. taki, który podejmuje decyzje większością głosów, a nie – jednomyślnie. Gdyby sejm nie był skonfederowany, to ta konstytucja nigdy nie zostałaby uchwalona. Wystarczyłby sprzeciw jednego posła. A może nie byłoby żadnego sprzeciwu i głupio by to wyglądało, taka niespotykana jednomyślność. Dlaczego więc sejm był skonfederowany? I czy stało się to przypadkiem? Na jego skonfederowanie musiała wyrazić zgodę Katarzyna II i taką zgodę dała. I czy to też był przypadek? O co w tym wszystkim chodziło? Jak zwykle w takich sytuacjach, wypada chyba zacząć od początku: od konfederacji i od tego, jak ona doprowadziła do powstania skonfederowanego sejmu.

Czym była konfederacja w historii Polski? Konfederacja (od łacińskiego confoederatio, związek) – związek zbrojny zawiązywany przez duchownych, szlachtę i miasta w celu realizacji własnych intencji lub w zastępstwie władzy państwowej, tworzony w Polsce i na Litwie w wiekach XIII-XIX. Jej genezy należy szukać w średniowiecznym prawie oporu przeciwko władzy. Charakterystyczną cechą konfederacji była przynależność imienna; spis jej członków sporządzano w okresie jej zawiązywania. Jako że zawiązanie następowało dla realizacji z góry określonego celu, konfederacja miała charakter czasowy.

Pierwszymi tego typu związkami były konfederacje miejskie, powoływane w latach 1298, 1302, 1310, 1350 przez miasta Wielkopolski. Miały one na celu m.in. ochronę bezpieczeństwa handlu i spokoju publicznego poprzez tępienie rozboju na drogach. Konfederacje wyłącznie rycerskie powstawały w Polsce w XIV wieku. Zwoływane były w obronie swobód szlacheckich przeciwko władzy centralnej, wpływom duchowieństwa i rozwojowi husytyzmu. W 1307 roku, w reakcji na związanie konfederacji rycerskiej przeciw roszczeniom kleru, dotyczącym dziesięcin i sądownictwa, duchowieństwo związało własną konfederację.

Konfederacje mogły być tworzone przy osobie króla, w obronie majestatu; istniały też przypadki, gdy władca sam popierał ich postulaty i przyłączał się do związku. Konfederacje uznane za buntownicze wobec króla nazywano rokoszami.

W czasie bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta w 1572 roku wykształcił się nowy rodzaj tego typu związków – konfederacja generalna lub konfederacja kapturowa, zastępująca najważniejsze instytucje państwa, które w normalnym trybie działały w imieniu króla, gdy nie było monarchy. Uchwały konfederacji generalnej stanowione były większością głosów.

Prawo do występowania poddanych przeciwko władzy gwarantował artykuł de non praestanda oboedientia konfederacji warszawskiej w 1573 roku, wysnuty z przywileju mielnickiego z 1501 roku, gdzie zapewniano senatorom prawo do uważania króla, który przekroczył swoje uprawnienia, za tyrana.

W czasie konfederacji sejm zastępowała rada generalna konfederacji, na której decyzje w razie konieczności zapadały większością głosów. Wybrany przez szlachtę marszałek konfederacji sprawował władzę wykonawczą wraz z królem i senatem. W czasie obowiązywania konfederacji zawieszano przynajmniej de jure prawa szlachty (zakaz pozbawiania wolności i konfiskaty mienia bez wyroku sądowego).

Początkowo konfederacje obejmowały jedno tylko województwo bądź ziemię (konfederacja wojewódzka). Konfederację, która obejmowała całe państwo, nazywano konfederacją generalną. Konfederacje generalne zawiązywano osobno dla Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Władzę nad konfederacją obejmowała rada generalna konfederacji. W czasie trwania konfederacji w jej organach obowiązywała zasada głosowania większością głosów. Ten ewenement ustrojowy doprowadził do powstania sejmu skonfederowanego. Kilka rad walnych konfederacji miało charakter sejmów nadzwyczajnych (1710, 1735).

Zawiązywania konfederacji w Rzeczypospolitej zakazała ostatecznie konstytucja sejmu niemego z 1717 roku, w rzeczywistości zasada ta nigdy nie była przestrzegana. Sejm Czteroletni uchwalił ustawę zabraniającą tworzenia konfederacji, zapowiadającą karanie śmiercią inicjatorów takich związków.

Tyle m.in. możemy przeczytać w Wikipedii. Czymże więc była ta konfederacja? Był to idealny instrument do destabilizacji państwa i pretekst do ingerencji w sprawy państwa, w którym zastosowano tego typu rozwiązanie. Konfederacja barska (1768-72) porwała w pewnym momencie króla i to wystarczyło do dokonania pierwszego rozbioru.

Pierwszy rozbiór Polski nastąpił w 1772 roku. Pretekstu do niego dostarczyła konfederacja barska. Był to związek zbrojny szlachty polskiej, utworzony 29 lutego 1768 roku w Barze na Podolu. Był skierowany przeciwko Rosji i królowi Stanisławowi Poniatowskiemu oraz popierającym go wojskom rosyjskim. Celem konfederacji było zniesienie ustaw narzuconych przez Rosję, zwłaszcza tych zapewniających równouprawnienie innowiercom.

Jeszcze wcześniej zwołany został 8 listopada 1763 roku sejm konwokacyjny 1764 roku w celu przygotowania elekcji Stanisława Poniatowskiego. Obrady trwały od 7 maja do 23 czerwca 1764 roku. Sejm przeprowadził szereg reform ustroju I Rzeczypospolitej. Konfederacja stronników Czartoryskiego doprowadziła na drodze zamachu stanu do odsunięcia od obrad znacznej części posłów związanych z obozem sasko-republikańskim i do skonfederowania sejmu konwokacyjnego.

W celu skutecznego przeprowadzenia obrad Zamek Królewski i Krakowskie Przedmieście obsadzono wojskami rosyjskimi z armatami i nadwornymi wojskami Czartoryskich. Posłowie opozycji sprzeciwiali się i w ramach protestu przeciwko obecności wojsk rosyjskich opuścili salę obrad. Natomiast familia Czartoryskich, za zgodą posła rosyjskiego Hermana Karla von Keyserlinga, przeprowadziła zmianę ustroju Rzeczypospolitej. W obradach uczestniczyło jedynie 80 posłów (powinno 300) i 7 senatorów (zamiast 136). Reformy były dość radykalne. Zniesiono liberum veto, zlikwidowano żydowski Sejm Czterech Ziem, uporządkowano sprawy celne, wprowadzono zakaz przysięgania posłów na instrukcje poselskie. To tylko niektóre z tych fundamentalnych zmian.

Chociażby na tym przykładzie widać, że z demokracją nie miało to wiele wspólnego i sposób, w jaki uchwalono Konstytucję 3 maja, nie był czymś wyjątkowym. Raczej była to praktyka. Na ogół przedstawia się nam sejmy Rzeczypospolitej jako anarchiczne, bezradne wobec liberum veto, a prawda jest taka, że sejmy skonfederowane wcale nie były wyjątkami. Wprost przeciwnie! Często się nimi posiłkowano. Ale to też była parodia. Na konfederację tworzono kontrkonfederację.

Reformy te (sejmu konwokacyjnego) były tak rewolucyjne, że począwszy od 1766 roku porzucili je nawet sami inicjatorzy – Czartoryscy. Król był zupełnie osamotniony. Popadł w całkowitą zależność od Katarzyny II. W 1767 roku wkraczają wojska rosyjskie. Pod ich osłoną poseł rosyjski Nikołaj Repnin zawiązuje 20 marca konfederacje różnowiercze: słucką dla Wielkiego Księstwa Litewskiego i toruńską dla Korony. 23 czerwca w reakcji na te wydarzenia szlachta katolicka związała konfederację radomską, skierowaną przeciwko Stanisławowi Poniatowskiemu. Wykorzystuje to Repnin, uzyskując nad nią wpływ i zmusza Poniatowskiego do podporządkowania się Katarzynie II.

Zawiązany pod węzłem konfederacji radomskiej tzw. sejm repninowski w Warszawie zajął się rewizją reform przeprowadzonych przez sejm konwokacyjny w 1764 roku. Kwestią drażliwą pozostała sprawa równouprawnienia innowierców. Repnin sterroryzował posłów, porywając 14 października 1767 roku przywódców konfederacji radomskiej: biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna.

24 lutego 1768 Rzeczypospolita podpisała z Rosją traktat o wieczystej przyjaźni, w wyniku którego stawała się rosyjskim protektoratem. Katarzyna II gwarantowała nienaruszalność granic i ustroju wewnętrznego państwa (Skąd my to znamy? Trwały sojusz ze Związkiem Radzieckim, gwarantem naszych zachodnich granic.). 26 lutego uchwalono prawa kardynalne, sankcjonujące równouprawnienie innowierców jako nienaruszalne prawo Rzeczypospolitej. W przededniu tych wydarzeń opuścili Warszawę główni przywódcy spisku barskiego.

Tak to opisuje Wikipedia. Nasuwa się jednak pytanie: Skąd przywódcy „spisku” (już nie konfederacja, tylko spisek) barskiego wiedzieli, jak rozwinie się bieg wydarzeń, skoro nie było ich w Warszawie. Chyba tylko od swoich „braci”.

Walki konfederatów barskich trwały do sierpnia 1772 roku. Rozbioru dokonano oficjalnie 18 września, ale decyzja o nim zapadła w Petersburgu już w połowie 1771 roku. Sam pomysł musiał być znacznie wcześniejszy i ktoś starannie to wyreżyserował: stworzenie pretekstu do buntu, a następnie zorganizowanie go. W walkach po stronie konfederatów wzięło udział 100 tysięcy ludzi. Stoczono około 500 potyczek. Straty konfederacji to 60 tysięcy. Było to więc bardzo skomplikowane i kosztowne przedsięwzięcie. Bitwy toczono na terenie całego kraju. Dowódcami byli Kazimierz Pułaski, Michał Jan Pac, Maurycy Beniowski i Charles François Dumouriez.

Pułaski był masonem, o czym informuje nawet Wikipedia. Z kolei Dumouriez w 1770 roku został wysłany do Polski, gdzie miał za francuskie pieniądze organizować korpus posiłkowy konfederacji barskiej. Po wybuchu rewolucji francuskiej przystąpił do jakobinów. – I wszystko jasne! Konfederacja barska była dziełem masonerii i przez nią finansowana. Tak więc prawdopodobnie wszystko zostało wyreżyserowane: te ustawy o prawach dla innowierców i te „święte oburzenie”, które doprowadziło do powstania tej konfederacji. I tak dokonano I-go rozbioru Rzeczypospolitej. Na kolejny trzeba było czekać aż 21 lat.

Sejm Czteroletni (1788-1792) – zwołany w Warszawie 6 października 1788 roku za zgodą cesarzowej Rosji Katarzyny II. Obradował do 29 maja 1792 roku. Był to sejm skonfederowany. Można by w tym miejscu zapytać: dlaczego niektóre sejmy były skonfederowane, a inne – nie. Kto decydował o tym, że teraz trzeba gładko przeforsować pewne projekty, a innym razem można sobie pozwolić na „wolność” i dezorganizować prace sejmu. Czasem można odnieść wrażenie, że ustrój Rzeczypospolitej został tak zaprojektowany, by zawsze móc realizować swoją grę polityczną, czy to poprzez liberum veto, czy – konfederację.

Obie te zasady ustrojowe pojawiły się po powstaniu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli po powstaniu unii polsko-litewskiej. Dokładnie – po śmierci Zygmunta Augusta w 1572 roku. Również wtedy pojawia się trzecia zasada ustrojowa – wolna elekcja. Cała szlachta wybierała króla (viritim). Nie bez wielkiej przesady można powiedzieć, że po śmierci Zygmunta Augusta dokonuje się wielka rewolucja. Powstaje zupełnie nowy ustrój państwa. To jest ta słynna demokracja szlachecka. Jej trzema filarami są:

  • liberum veto
  • konfederacja
  • wolna elekcja

Kto zdecydował o tym, że wprowadzono te trzy zasady ustrojowe? Jakie pole do manipulacji stwarza taki ustrój! Wmawia się nam, że Polacy to warchoły, anarchiści, buntownicy itp. Tylko nikt nie mówi, że polskimi królami, po wymarciu dynastii Piastów, byli przeważnie obcy, że I RP to konglomerat różnych narodowości, że była ona miejscem intensywnego osadnictwa Żydów po ich wygnaniu z Hiszpanii w 1492 roku. Nie mówi się nam nic o tym, jaki wpływ na losy tego nowego tworu, czyli unii polsko-litewskiej, miała reformacja i tajne związki humanistów, przywleczone do nas przez królową Bonę. Nie mówi się o tym, jaki to miało wpływ na Zygmunta Starego i jego następcę – Zygmunta Augusta.

Zygmunt Stary zajmował wobec reformacji stanowisko wyczekujące i takim postępowaniem sankcjonował jej powstanie i rozwój. Przybycie królowej Bony (1519) otworzyło polski dwór królewski dla tajnych związków humanistycznych i dla Żydów. Jednym z nadwornych lekarzy królowej był Mojżesz Fiszel. Jego matka i córka należały do świty Bony.

„Już w czasie panowania Zygmunta I (1506-1548) zaprowadził podobno Brancacio, dworzanin królowej Bony, wolnomularstwo na królewskim dworze, a syn jej, Zygmunt II August (1548-1572), którego panowanie zwą złotym okresem literatury polskiej i który wydał w r. 1562 edykt tolerancyjny, proklamujący wolność wyznania i odbierający wyrokom sądów duchownych egzekutywę państwową, należał podobno do związku wolnomularzy.” – M.S. Goldbaum, Rudimente einer Geschichte der Freimauererei in Polen, za Henryk Rolicki, Zmierzch Izraela.

Trzeba oczywiście wziąć poprawkę na to, że masoneria powstała później z tajnych związków humanistyczno-reformacyjnych, do których musiało należeć wiele osób na dworze Zygmunta I, a później również jego syn i następca, Zygmunt August.

„Spowiednikiem królowej był niejaki Lismanini, jedna z najbardziej podejrzanych postaci reformacji w Polsce. Nic więc dziwnego, że postępowanie Bony z protestantami było bardzo nierówne. Kierowały nią nie tylko względy dogodności, lecz różne i namiętne zachcianki kobiety zepsutej; albowiem niepodobna przypuścić, by uczucia religijne mogły mieć jakikolwiek wpływ na duszę takiej jak Bona istoty, objawiającej stale zupełne lekceważenie wszelkich zasad moralnych. – Walerian Krasiński, Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce.”

„W tych warunkach, gdy centrum organizacyjne reformacji znalazło się tuż pod bokiem dwóch ostatnich Jagiellonów, łatwo zrozumieć, dlaczego Zygmunt I był pierwszym w Europie, który oficjalnie uznał reformację, przyjmując w r. 1525 na rynku krakowskim hołd od Albrechta brandenburskiego, wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego i nadając mu duchowne dobra zakonne, jako lenno świeckie. Ten krok, który historycy polscy jednogłośnie niemal uznają za olbrzymi błąd polityczny, umożliwiający późniejsze rozbiory, podyktowany został wpływami reformatorów i był wyzwaniem Rzymu. Rzecz charakterystyczna, że równocześnie brat wychrzczonego żyda, Abrahama Ezofowicza, mianowanego przez Zygmunta I podskarbim litewskim, Michał Ezofowicz otrzymuje nobilitację.

Nobilitacji jego dokonał Zygmunt na rynku krakowskim podczas uroczystości składania hołdu przez Albrechta, księcia pruskiego. Jest to jedyna w dziejach Polski nobilitacja niechrzczonego żyda. – Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska.

Siły reformacji wzrosły jeszcze za Zygmunta Augusta, który, sądzić wolno – był czynnym członkiem stowarzyszenia, założonego przez Lismaniniego. Sekretarzem jego był członek tego związku, znany bojownik kościoła narodowego, Andrzej Frycz-Modrzewski. Zygmunt August, jeszcze jako królewicz, propagował reformację.”

„Reformacja czuje się tak dalece na siłach, że na sejmie piotrkowskim w r. 1559 pojawia się wniosek, by wyłączyć biskupów katolickich z senatu, albowiem składają papieżowi przysięgę wierności. Wniosek jednak nie został przyjęty.”

„Do reformacji, a zwłaszcza do wyznania helweckiego (kalwińskiego) garnęło się możnowładztwo polskie i litewskie. Pod koniec panowania Zygmunta Augusta innowiercy mieli zdecydowaną większość wśród świeckich. W r. 1569 było 58 senatorów ewangelików, 53 katolików, 2 prawosławnych, ponadto zaś 15 biskupów katolickich.”

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Takie było otoczenie dwóch ostatnich Jagiellonów. I to właśnie to otocznie, no bo któż inny, „wysmażyło” ten kuriozalny, idiotyczny ustrój, który, dokładnie w 200 lat po śmierci Zygmunta Augusta, doprowadził do I-go rozbioru. A był on wynikiem powstania konfederacji barskiej i jej działań.

Nie byłoby Konstytucji 3 maja, gdyby nie było Sejmu Czteroletniego (1788-92). Należy więc zacząć od niego i dowiedzieć się, w jakich okolicznościach doszło do jego powstania, a zwłaszcza do tego, że był to sejm skonfederowany, podejmujący decyzje większością głosów.

Nie mogę się powstrzymać, by nie przytoczyć kilku cytatów z książki Karola Zbyszewskiego Niemcewicz od przodu i tyłu. Pisał on językiem niezwykle soczystym i wyrazistym. Parę lat spędził w archiwach. Dotarł do dokumentów źródłowych, do pamiętników bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń. To miała być jego praca doktorska na Uniwersytecie Warszawskim tuż przed wojną. Niestety odrzucono ją. Nie była zbyt „poważna”.

„Państwowe dochody Polski wynosiły rocznie 18 milionów, prywatne króla – 10 milionów złotych; wojsku można było nie płacić, bez armat się obejść, ale nałożnice monarsze musiały otrzymywać żołd akuratnie, nowe bohomazy w Łazienkach przybywać. Stanisław August miał długów powyżej uszu, bał się, że przy pierwszej o tym wzmiance opozycja wrzaśnie: Veto! i sejm rozejdzie się po kościach, nie uchwaliwszy mu żadnego sukursu. Szermując tedy potrzebą ustanowienia wojska i podatków, prosił usilnie przełaskawą Katarzynę o pozwolenie zawiązania konfederacji.

Carowa, przyzwyczajona, że Polacy leżą przed nią plackiem, upewniana przez Stackelberga, że i obecny sejm będzie mu posłuszny jak piesek – zezwoliła. – Ostatecznie, myślała, jeśli te niechlujne Polaczyszki zdobędą się naprawdę na wystawienie nieco wojska – tym lepiej, nic to nie będzie kosztować, a w razie kiepskiego obrotu wojny z Turcją może się przydać…

Siódmego października, jak zawsze w pierwszy poniedziałek po świętym Michale, nastąpiło otwarcie skonfederowanego sejmu. Marszałkiem obrano prawie jednogłośnie Stanisława Małachowskiego, zwanego polskim Arystydesem, co nie było znowu tak wielką pochwałą; każdego nieprzyłapanego na grubszym złodziejstwie zwano wtedy w Polsce Arystydesem. Było ich w całym kraju aż kilkunastu.”

„Trzynastego października otyły poseł pruski Buchholtz złożył notę sejmowi, w której jego pan, opasły Fryderyk Wilhelm, uprzejmie, po mnóstwie komplementów, proponował związanie z Polską przymierza.

Sejm oniemiał z radosnego wzruszenia. Do nich taka nota? Do nich, co od 25 lat otrzymywali od państw sąsiednich nie noty, ale aroganckie rozkazy, brutalne jak kopniaki. I to od Prus! Od tych Prus, co samowolnie poszerzały o kilometry granice zaboru, co bezprawnie nakładały takie cło na zboże spławiane Wisłą, że zabiły cały handel; jeszcze tak niedawno nie można było utrzymać w Warszawie wysokiego lokaja, bo werbownicy szwabscy porywali dorodnych mężczyzn w biały dzień ze środka ulic. Zdawkowe, obyczne zwroty grzecznościowe noty dyplomatycznej wydawały się sejmowi anielskim kwileniem, wnet kazał ją wydrukować i rozrzucić po kraju, by i obywatele mieli frajdę. Pięćdziesięciu posłów podrałowało do Buchholtza złożyć mu podziękowania, ledwo nie wysłano poselstwa dziękczynnego do Berlina. Pierwszy kamyk pruski w folwark Katarzyny zrobił wrażenie lawiny.”

„I oto nagle sejm składający się dotychczas ze stronników króla, Branickiego, Szczęsnego, Czartoryskiego, z posłów co – jak utarło się od wieku – byli klientami jakiegoś magnata, co mieli nie rozumować, a tylko iść ślepo za swym panem, ten sejm zawsze skłócony, rozdrobniony na dziesiątki grupek – podzielił się nagle na dwa wyraźne obozy: za Rosją i przeciw niej. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów sejm różniły nie możne osobiste ansy, nie małe świństewka, konszachty, ale arcyważne, polityczne zagadnienie: dogorywać pod moskiewskim butem czy próbować się spodeń wykaraskać? Z jednej strony chłystki niewidzący poza spódnicę wszechpotężnej carowej, jurgieltnicy drżący o swe pensje, tchórze; z drugiej ludzie, którym zbrzydło jarzmo, którym kołatało coś jeszcze żywiej w piersiach na dźwięk – Polska!”

„Walka z Rosją była wygrana: rublobiorcy zdziesiątkowani, ingerencja kacapska zlikwidowana, król zagłuszony, Stackelberg mógł już tylko rozkazywać swej kucharce.

Wielu zajadłych, krzykliwych, dotąd pożytecznych patriotów, jak Suchodolski i Suchorzewski, uznało, że sejm zrobił swoje, winien zakończyć swój żywot, a Polska rządzić się nadal tymiż prawami. Bardziej rozgarnięci patrioci pojmowali, że Polska stoczyła się do obecnego stanu bezsilności i poniżenia nie z powodu Rosji, lecz fatalnego ustroju. Postanowili dać Polsce nowy, sensowny.

Zniesienie wolnej elekcji i liberum veto, ukrócenie hetmanów, wzmocnienie władzy dziedzicznego monarchy – oto cele, które dzięki Ignacemu Potockiemu, Staszicowi, Kołłątajowi przyświecały drugiej edycji patriotów.

Dotychczasowy podział – za Rosją i przeciw niej, stał się nieaktualny; sejm rozpadł się na dwa nowe stronnictwa: zwolenników starego bałaganu i wyznawców reformy. Wciąż dotąd pijany Ksawery Branicki wylazł spod stołu, stanął na czele zacofańców, wylękniony Stanisław August zbliżył się do postępowców.”

„Patrioci parli całą siłą do zawarcia trwałego przymierza z Prusami. Nie wyobrażali sobie Polski bez gwarancji obcego mocarstwa.

Układy szły powoli, omal nie zostały zerwane, gdy Fryderyk Wilhelm zażądał szczerze Gdańska i Torunia, podjęte na nowo, gdy przewrotnie zapewnił, że wcale tych miast nie pragnie. Stanisław August przeszkadzał naprzód wszelkimi sposobami, robił drobne intrygi, zagroził nawet, że wyjedzie na rok do Włoch, zostawiając sejm własnemu rozumowi.”

„Dwudziestego dziewiątego marca 1790 roku zostało ostatecznie podpisane przymierze. Prusy o 200-tysięcznej armii i Polska o niespełna jeszcze 50-tysięcznej warowały sobie dokładnie w trakcie rozmiary pomocy wojskowej i finansowej w razie napaści na któreś państwo. Zbyt korzystne to było dla Polski, aby mogło być dochowane. Dla Prus, będących w naprężonych stosunkach z Rosją i Austrią oraz chcących szantażować całą Europę, przymierze było chwilowo na rękę; Polska nic na nim nie traciła, ale naiwnością patriotów była wiara, że bezinteresowna obrona Rzplitej przed Moskwą i wdzięczność jej obywateli jako jedyna zapłata Prusom wystarczą.”

„O wprowadzeniu nowego ustroju też nieco myślano. Specjalna deputacja do formy rządu wzięła się gorliwie do rzeczy – zaczęła od wypożyczenia z biblioteki królewskiej wszystkich książek traktujących o jakichkolwiek ustrojach i przeczytała je sumiennie. Sądzono wtedy, wzorem filozofów francuskich, że wystarczy przestudiować 200 różnych konstytucji, by ułożyć 201. – idealną.

Biskup Krasiński, dawna sprężyna konfederacji barskiej, przedstawił projekt 658 artykułów liczący. Samo odczytanie zajęło trzy dni! A potem na poszczególne artykuły tracono całe posiedzenia. Nawet sensownie debatowane i nie najtępsze zapadały uchwały, ale tempo było tak straszliwie powolne, iż ludzie umiejący na palcach liczyć, szybko wykalkulowali, że i Matuzalemowi nie starczyłoby czasu na przeprowadzenie konstytucji tą manierą – paragraf po paragrafie.

Wybitniejsi posłowie, prowodyrzy patriotów, przestali uczęszczać do sejmu, pokazywali się tam rzadko i na krótko – natomiast zbierali się prywatnie u Małachowskiego i radzili nad formą nowej konstytucji.”

„W ciasnym mieszkaniu Piattolego na Zamku, począwszy od stycznia 1791 roku, odbywały się zebrania. Przychodzili na nie Małachowski, Potocki, Kołłątaj, książę Adam, Sołtyk, Warnecki, redakcja Gazety Narodowej w komplecie – Mostowski, Weyssenhoff, Niemcewicz i jeszcze kilku co rozgarniętszych.

Ukrytym korytarzem przyczłapywał ze swych pokoi Stanisław August w towarzystwie ulubionego szambelana Wilczewskiego – głuchoniemego idioty.

Zarysy konstytucji przyjemnie zadziwiły króla; on, który przez sejm obecny został zredukowany do roli kołka w tronie, teraz, wedle projektu, miał się stać władnym monarchą, zostać wzniesionym w górę jak monstrancja. Normalni spiskowcy przemyśliwują, jak pozbawić swego króla władzy, że tu jednak spisek został zawiązany w momencie, gdy król żadnej władzy nie miał – patrioci uparli się go nią obdarzyć. Dla poprawienia sytuacji – zrobić wszystko na odwrót niż jest – umysł ludzki nie zdobędzie się nigdy na nic innego.”

„W rzeczywistości konstytucja była dziełem była dziełem trzech ludzi: opierała się w zasadniczych zrębach na koncepcjach Kołłątaja, układał ją Ignacy Potocki, redakcję powierzono Piattolemu. On jeden spośród tej polskiej elity umysłowej pisał bez błędów ortograficznych i miał wykształcenie prawnicze; rozbijał materiał na paragrafy, ujmował w treściwe zdania. Piattoli nie umiał słowa po polsku, konstytucja została więc naprzód napisana po francusku. Przetłumaczenie jej na polski zajęło miesiąc.”

„Osiemnastego kwietnia Małachowski, limitując sejm na dwa tygodnie świąteczne, życzył posłom wesołego jajka i dobrego trawienia. Z ukrytą radością patrzyli patrioci na rozjeżdżających się zacofańców, całą nadzieję teraz pokładali w ich zamiłowaniu do obżarstwa: Nie oderwą się od święconego, nie wrócą na czas! – myśleli”

Konstytucję uchwalono 3 maja 1791 roku. Na Zamek przybyło 182 posłów (na ogólną liczbę około 500), z których 72 było jej przeciwnikami. Można sobie zadać w tym momencie pytanie: dlaczego aż połowa posłów nie przyjechała? Przecież wyjeżdżając na święta wielkanocne wiedzieli, kiedy sejm wznowi obrady. Czyżby o jej zatwierdzeniu mieli zadecydować tylko wtajemniczeni, a opozycja miała tylko udawać, że jest przeciw. Gdyby jej nie uchwalono, nie byłoby pretekstu do powstania konfederacji targowickiej, która została zawiązana w nocy z dnia 18 na 19 maja 1792 roku w Targowicy, w porozumieniu z cesarzową Rosji Katarzyną II, pod hasłami obrony zagrożonej wolności przeciwko reformom Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja.

18 maja 1792 roku 20 tysięcy konfederatów wraz z rosyjską piechotą liczącą 97 tysięcy wkroczyło do Polski. Król i reformatorzy mogli wystawić 37-tysięczną armię. Polska armia pod rozkazami Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Kościuszki pokonała Rosjan w kilku bitwach. Jednak decydujący cios zadał sam król. W lipcu 1792 podczas oblężenia Warszawy, uznał, że zwycięstwo nad Rosjanami nie jest możliwe i poddanie się uchroni od totalnej klęski i masakry rewolucjonistów. 24 lipca Stanisław August Poniatowski przyłączył się do konfederacji targowickiej. Polska armia uległa rozbiciu, a wielu reformatorów, uznając sprawę za przegraną udało się za granicę. – No cóż, masoni nie mają ojczyzny. Zrobili „zadymę” i uciekli. Targowiczanie nie uratowali Polski (czy aby o to walczyli?). Pół roku później, 23 stycznia 1793 nastąpił drugi rozbiór, w którym uczestniczyły Prusy i Rosja. A więc sojusznik „patriotów” z sojusznikiem „zdrajców”. Można by skonstatować, że Polacy okazali się wyjątkowo naiwni, gdyby nie fakt, że zarówno „patrioci” jak i „zdrajcy” byli w większości masonami. Dziwne też jest zachowanie Rosji, która panuje niepodzielnie nad Rzeczpospolitą i wprowadza do niej swoje wojska, czego nie czynią Prusy, a mimo to dzieli się z nimi jej terytorium w drugim rozbiorze. Wygląda na to, jakby ktoś Rosji z góry dyktował, co ma czynić. To zresztą dotyczy też Prus. Celem nadrzędnym wydaje się być zlikwidowanie Rzeczpospolitej.

Konstytucja 3 maja liczyła 11 artykułów. Wprowadziła prawo powszechnej niepodległości dla szlachty i mieszczaństwa oraz trójpodział władzy na ustawodawczą (dwuizbowy parlament), wykonawczą (król) i sądowniczą. Ograniczała demokrację, pozbawiając część społeczeństwa (szlachtę gołotę) praw politycznych. Znosiła unię polsko-litewską na rzecz jednego państwa. W miejsce wolnej elekcji wprowadzono elekcję w ramach dynastii. Zgodnie z konstytucją po śmierci Stanisława Poniatowskiego tron miał stać się dziedziczny i przekazany Augustowi z dynastii Wettynów, z której pochodzili dwaj poprzedni królowie. Konstytucja znosiła liberum veto, konfederacje, skonfederowane sejmy oraz nadmierny wpływ sejmików ziemskich, wynikający z natury instrukcji nadawanych przedstawicielom do sejmu. Uznawała też ona katolicyzm za religię panującą, jednocześnie zapewniając swobodę wyznania.

Śledząc te wszystkie wydarzenia wokół tej konstytucji, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to wszystko było wyreżyserowane. Patrioci – masoni, targowiczanie – też. Trudno nie dojść do takiego wniosku, jeśli uwzględni się, że całe otoczenie ostatnich Jagiellonów tworzyli ludzie wywodzący się z tajnych związków humanistycznych i środowisk reformacyjnych. Któż inny mógł stworzyć taki ustrój, w którym państwo, z założenia, miało być kierowane przez ludzi ukrytych za marionetkami, wystawianymi na widok publiczny. Liberum veto, konfederacja, wolna elekcja – kto wprowadził te zasady ustrojowe?

Możemy się spierać o to czy patriotami byli zwolennicy konstytucji, czy targowiczanie. Możemy dyskutować na temat tego, czy była ona tak nowatorska i była tak wielkim dziełem. Wszystko jednak na to wskazuje, jeśli uwzględni się bieg wydarzeń, że została ona wprowadzona tylko po to, by mogła być obalona. To samo dotyczy również Sejmu Czteroletniego. Gwarantem niepodległości miały być Prusy. Gdy jednak Rosja wkracza ze swoim wojskiem, to nie reagują, a właściwie reagują, tyle że pół roku później, dokonując, do spółki z nią, II-go rozbioru.

Wszystkiego tego, co działo się w Rzeczpospolitej w latach Sejmu Czteroletniego, II-go i III-go rozbioru, nie można rozpatrywać w oderwaniu od tego, co działo się we Francji. Trzeba było stworzyć jakiś pretekst, by Rosja i Prusy nie interweniowały w obronie monarchii. I tak by tego nie zrobiły, ale potrzebne było wytłumaczenie. Zupełnie jak obecnie. Stwarzamy fikcyjnego wirusa, a nawet jeśli nie fikcyjnego, to niegroźnego, po to, by realizować swoje mesjańskie cele pod pozorem walki z nim.

Rozbiory Rzeczpospolitej dokonały się. Były trzy. Dlaczego trzy, a nie – jeden? Z „logistycznego” punktu widzenia wydaje się, że prościej było dokonać jednego. A tu po pierwszym, na dwa następne, trzeba było czekać ponad dwadzieścia lat. Komu przeszkadzało to państwo? I dlaczego akurat to? Jeśli to, co napisałem powyżej, może wydać się komuś niespójne i nielogiczne, to może moje wcześniejsze blogi: Reformacja w Polsce, Sztadlani i Żydzi a rozbiory, co nieco rozjaśnią.

Reset

„Reset” to angielskie słowo, znane wszystkim, którym kiedyś „zawiesił się” komputer. W takiej sytuacji nie reaguje on na żadne „bodźce” tj. na klawiaturę i myszkę. I jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić, to wyłączyć go i ponownie włączyć. Jeśli mamy trochę szczęścia, to wszystko wróci do normy i znowu będziemy mogli wydawać mu „rozkazy”. Tak to działa w przypadku maszyn, które są urządzeniami prostymi, ale skomplikowanymi. Prostymi, bo działają według określonych procedur. Skomplikowanymi, bo ich skonstruowanie wymaga wielkiej wiedzy, pracy wielu ludzi i wykorzystania wielu surowców i materiałów. Zupełnie inaczej jest z gospodarką, która nie jest urządzeniem prostym, a jednocześnie jest skomplikowana. Problem polega na tym, że jej częściami składowymi są ludzie. A ludzie, to nie są poszczególne elementy maszyny czy urządzenia. Nie rozumieją tego inżynierowie, może nie wszyscy, ale większość. Nie rozumieją tego cybernetycy, którym się wydaje, że ludźmi i społeczeństwami można sterować tak jak maszynami.

Początkowo, gdy wybuchła ta plandemia, jak niektórzy nazywają tę epidemię, to jeszcze nie bardzo było wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Dziś już wiemy, że jest to działanie planowe, skoordynowane w skali świata. Zbyt dużo tu nielogiczności: jedni mogą pracować i „roznosić” wirusa, inni mają siedzieć w areszcie domowym; w jednych miejscach może gromadzić się więcej osób, w innych – mniej. Skoro nie można zamknąć całej gospodarki, bo nie można, to jaki sens ma zamykanie tylko niektórych jej działów. Jakoś dziwnym trafem uderza to przeważnie w małe i średnie firmy. O co tu chodzi? Czy nie jest to zasłona dymna i usprawiedliwienie dla innych działań?

Czy pod pretekstem walki z „epidemią” nie chce się dokonać resetu gospodarki? Wszystko wskazuje na to, że doszła ona do stanu, w którym nie reaguje na żadne bodźce w postaci wtłaczania w nią kolejnych partii pustych pieniędzy. Jakby „zawiesiła się”. Resetowanie ma więc polegać, tak jak w przypadku komputera, na jej wyłączeniu, przynajmniej częściowym, i ponownym jej włączeniu. Problem jednak polega na tym, że gospodarka to nie komputer.

W maszynach poszczególne elementy działają niezależnie i jak wszystkie są sprawne, to maszyna działa. W przypadku ludzkich interakcji jest inaczej. Wyłączenie pewnych działów gospodarki nie oznacza, że po ich ponownym włączeniu, wszystko wróci do normy. Żeby nie szukać daleko, posłużę się własnym przykładem. Zamknięto zakłady fryzjerskie. Ponieważ odwiedzałem jeden z nich, co dwa tygodnie, to był to dla mnie problem. Strzygę się krótko i źle się czuję z długimi włosami. Kupiłem więc maszynkę i sam się obsługuję. Nie jest to problem, bo, w moim wypadku, wystarczy przejechać nią po głowie. Gdy ktoś ma inne wymagania, to jest zależny od fryzjera. Ale ja już chyba nie wrócę. Może raz na jakiś czas. Ilu może być takich ludzi? Podobnie może być w przypadku restauracji, barów, kawiarni, hoteli, pensjonatów, salonów kosmetycznych, masażu. Można by tak wymieniać bez końca. Niektórzy mogą stwierdzić, że skoro już tyle czasu bez nich się obchodzą, to może i dalej się obejdą. Ale jest i druga strona medalu. Wielu z tych, którzy prowadzili jakąś działalność gospodarczą może dojść do wniosku, że nie warto do niej wracać, bo nie ma gwarancji, że za chwilę rząd znów wszystkiego nie pozamyka. To jest tylko zarysowanie problemu. Ja tylko chciałem uzmysłowić, jak bardzo skomplikowanym organizmem jest gospodarka i jak bardzo nieprzewidywalne mogą być ludzkie zachowania. Ja na początku nawet nie myślałem o zakupie maszynki do strzyżenia włosów.

Problemem jest jednak to, dlaczego gospodarka doszła do ściany? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zadać sobie inne: czy gospodarka może rozwijać się w nieskończoność? Czy inwestycje mogą cały czas ją pobudzać? Jest wielu takich, którzy uważają, że granicę wzrostu stanowi ograniczoność naszych zasobów naturalnych, a szczególnie źródeł energii paliw kopalnych, że energia odnawialna w postaci energii wiatrowej i słonecznej nie rozwiąże problemu. Jedną z tych osób jest Gail Tverberg.

Gail Tverberg jest aktuariuszką, chyba już emerytowaną. Ponadto zajmuje się problematyką ograniczoności zasobów naszego świata. Na swoim blogu „Our Finite World” zamieściła ciekawy artykuł: „COVID-19 and oil at $1: Is there a way forward?” (COVID-19 i ropa po 1$: Czy jest jakieś wyjście?). Wydaje mi się, że warty przybliżenia. Ja przedstawiam go w pewnym skrócie. Zachęcam jednak do odwiedzenia strony, bo oryginalny tekst zawiera wykresy, które dobrze obrazują pewne tendencje w ujęciu historycznym. Tu link: https://ourfiniteworld.com/2020/04/21/covid-19-and-oil-at-1-is-there-a-way-forward/

Według niej żyjemy w świecie samo-organizującej się gospodarki, której składnikami są biznes, klienci, rządy i stopy procentowe. A naszym podstawowym problemem są ograniczone zasoby naszej planety i to, że ludność świata przekroczyła liczbę, dla której zasoby naturalne są za małe. Za małe dla tej zglobalizowanej gospodarki. Pewne kluczowe jej obszary można byłoby uratować, przynajmniej czasowo, gdyby mogły działać jako niezależne od siebie części. Znaczyłoby to, ni mniej ni więcej, jak tylko odejście od globalizacji.

1. Porównuje gospodarkę do ręcznej pompy. Żeby popłynęła woda, trzeba nacisnąć dźwignię, a do tego potrzebna jest energia. Jednym słowem, do napompowania wody potrzebna jest na wejściu energia. Podobnie jest z gospodarką, tyle że warunków, jakie trzeba spełnić, by uzyskać odpowiednie dobra jest o wiele więcej. Są to:

  • Energia ludzka.
  • Energia uzupełniająca taka jak uzyskiwana w wyniku spalania biomasy, energia zwierząt, elektryczność i paliwa kopalne.
  • Inne źródła to żyzne gleby, świeża woda i różnego rodzaju surowce.
  • Dobra kapitałowe wypracowane w poprzednich pokoleniach. To mogą być fabryki i maszyny do nich.
  • Administracja i wsparcie rządu, uwzględniające prawo, drogi i szkoły.
  • Zaangażowanie biznesu i jego innowacyjność.
  • Sektor finansowy zapewniający ciągłość obrotu pieniądzem.

Jeśli więc spełnione są powyższe warunki wstępne, to w ich wyniku otrzymamy:

  • Żywność i możliwości jej przyrządzania i gotowania.
  • Inne dobra takie jak domy samochody, ciężarówki, telewizory, ropa.
  • Usługi takie jak edukacja, ochrona zdrowia i turystyka.

2. Po to, by gospodarka funkcjonowała właściwie niezbędny jest wzrost zużycia energii uzupełniającej tj. paliw kopalnych. Najlepiej rozwija się ona, jeśli odpowiednio do jej wzrostu rośnie wykorzystanie tej energii. Wzrost gospodarki obejmuje przyrost ludności i wzrastający poziom życia. Gdy mamy do czynienia z kryzysem, to spadają też ceny ropy i jej zużycie. Tak było w czasie wojny secesyjnej w Ameryce około 1860 roku, w latach 30-tych. Podobnie było w latach 1991-2000 po upadku ZSRR i jego sojuszników.

3. Zanim jeszcze pojawił się wirus Covid-19, to gospodarka światowa doszła do ściany. Dlaczego tak się stało? Różnie to można interpretować.

Problem Chin. Dopóki gospodarka Chin opierała się na własnych zasobach taniego węgla, to rosła. Tak było w latach 2002-2012. Kłopoty zaczęły się po roku 2012, gdy dynamicznie rozwijającej się gospodarce zaczęło brakować własnej energii i trzeba było uzupełnić braki importem. Zaczęło się od spadku produkcji cementu w 2017 roku. W 2018 roku nastąpił spadek sprzedaży samochodów.

Dług. Zbyt wielki jego przyrost. Jeśli gospodarka światowa załamie się, jego spłata okaże się niemożliwa. Wzrost zadłużenia w stosunku do produktu krajowego brutto sugeruje taki scenariusz.

Stopy procentowe zbliżone do zera sugerują, że gospodarka dochodzi do granic swoich możliwości. W czasach prosperity one rosną, ale to nie przeszkadza w rozwoju.

Rosnące zróżnicowanie wynagrodzeń. Wynika ono głównie z rozwoju technologii i globalizacji. Jednak niskie wynagrodzenia przeciętnych ludzi prowadzą do ograniczenia ich konsumpcji i spadku poziomu życia.

Zbyt niskie ceny towarów. Ludzie zarabiający mało nie są w stanie pozwolić sobie na zakup wielu dóbr. Ten ich brak siły nabywczej powoduje, że ceny produktów końcowych są zbyt niskie dla producentów, by mogli je sprzedawać z odpowiednim zyskiem. Ceny ropy już w 2019 roku były zbyt niskie dla ich producentów.

4. Wirus COVID-19 i związana z nim epidemia staje się problemem, który nie zniknie tak szybko. Przede wszystkim dlatego, że nie da się go tak łatwo pokonać. W wielu przypadkach wirus jest zaraźliwy, gdy występuje w formie bezobjawowej. Może być też zaraźliwy, gdy choroba minie. Bez monstrualnie wysokiej liczby testów nie da się określić czy pilot dostarczający cargo nie jest zarażony. Nikt nie będzie w stanie stwierdzić czy robotnik wracający do fabryki też nie jest zarażony. Próby opanowania tego wirusa są skazane na niepowodzenie.

Co gorsza, z tego co wiemy, nikt nie może liczyć na trwałe uodpornienie się po przebyciu choroby. Osoba, która wydaje się odporna dziś, może nią nie być w następnym tygodniu czy roku. Wydawanie zaświadczenia, że dana osoba jest odporna, wcale nie oznacza, że będzie odporna za tydzień lub rok. Z tych właśnie powodów wydaje się, że pozbycie się tego wirusa jest niemożliwe. Raczej powinniśmy nauczyć się żyć z nim, mając świadomość, że może powrócić w zmutowanej formie. W każdym razie należy liczyć się z tym, że w przyszłości będą nas dopadać różne pandemie. Ludzkie patogeny ciągle ewoluują, a współczesne antybiotyki są coraz mniej skuteczne.

5. W przeszłości gospodarka światowa była zorganizowana jako wiele niezależnych od siebie gospodarek. Każda działająca jako niezależna pompa ekonomiczna. Takie rozwiązanie jest o wiele bardziej stabilne niż jedna ogólnoświatowa, połączona siecią zależności, gospodarka.

Jeśli gospodarka światowa jest zorganizowana jako grupa indywidualnych gospodarek, luźno ze sobą związanych, to ma wiele zalet:

(a) Epidemie nie będą tak groźne.

(b) Każda gospodarka sama decyduje o swojej przyszłości; może stworzyć własny system finansowy; może decydować, co kto posiada; może zadekretować, że płace będą wyrównane lub nie za bardzo wyrównane.

(c) Jeśli w danej gospodarce populacja wzrasta proporcjonalnie do zasobów lub jeśli pogoda, klimat zmienia się na gorsze, to taka gospodarka może upaść, nie wpływając na resztę gospodarek świata. Po okresie zastoju lasy mogą odrodzić się, gleba stanie się bardziej żyzna, co w późniejszym okresie pozwoli na nowy porządek.

(d) Taka gospodarka jest bardziej stabilna, ponieważ nie zależy od prawidłowego działania wszystkiego wszędzie.

6. Działania podejmowane obecnie w związku z wirusem COVID-19, w połączeniu ze złą kondycją gospodarki, skłoniły mnie do wniosku, że gospodarka światowa zmierza ku poważnemu resetowi.

Ostatnio byliśmy świadkami zgodnego działania światowych liderów, którzy w celu opanowania wirusa postanowili pozamykać gospodarki. Nie ma to jednak żadnego sensu:

Zagrożenie głodem. Większość ludzi bez oszczędności nie poradzi sobie bez dochodu przez dłuższy czas, nawet kilka tygodni może być za długim okresem. Dotyczy to szczególnie Indii i biednych krajów afrykańskich. Ofiary śmiertelne z powodu głodu będą prawdopodobnie większe niż 2% śmiertelność z powodu COVID-19.

Zagrożenie, że ceny ropy i innych towarów spadną poniżej poziomu opłacalności dla producentów. Jeśli żywność nie może być sprzedana do restauracji, to jej ceny też spadną. W takim wypadku jej producenci wolą ją po prostu zakopać niż dostarczyć na rynek.

Zagrożenie niespłacalnością kredytów i spadkiem cen papierów wartościowych. System finansowy jest oparty na zobowiązaniach. A one mogą być zrealizowane, gdy będzie ropa i dobra, które produkujemy w oparciu o nią. Gospodarka to samo-organizujący się system. Jeśli rzeczywiście istnieje szansa, że część światowej gospodarki przetrwa, a część – upadnie, to spodziewam się, że samo-organizująca się natura systemu zadziała w tym kierunku.

7. Zresetowana gospodarka światowa będzie wyglądała inaczej. Jej część przetrwa, ale będzie działać w zupełnie innych realiach. Są działy gospodarki, które praktycznie nie działają:

  • System finansowy jest za bardzo rozbudowany. Jest zbyt duże zadłużenie a ceny majątku trwałego sztucznie zawyżone z powodu niskich stóp procentowych.
  • Ludność świata, w stosunku do zasobów, jest zbyt liczna.
  • Zróżnicowanie w zakresie wynagrodzenia i bogactwa jest zbyt duże.
  • Zbyt wiele wydaje się na system finansowy, ochronę zdrowia, edukację, rozrywkę i podróże.
  • Cała ta mobilność współczesnego świata ułatwia tylko zakażenia i przenoszenie chorób.

Ale pomimo tych problemów są pewne działy gospodarki, które można przywrócić do normalności. W niezglobalizowanym świecie to, co dziś uważamy za wartościowe, może być znacznie tańsze. – Wieżowce – ze względu na możliwość rozprzestrzeniania się patogenów. Z tej samej przyczyny transport publiczny może stracić. Produkcja uzależniona od surowców z odległych części świata – podobnie. Lokalna produkcja będzie musiała oprzeć się o lokalne surowce.

Praktycznie cały obecny dług będzie musiał być umorzony. Akcje giełdowe będą miały małą wartość. By ratować cześć gospodarki, rząd będzie zmuszony przejąć ziemie rolną, kopalnie, wydobycie ropy i gazu oraz sieć przesyłu energii elektrycznej. Prawdopodobnie będzie też musiał przejąc banki, towarzystwa ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne. Każda samodzielna gospodarka będzie też miała swoją własną walutę. Będzie ona wypłacana tylko pracownikom aktualnie zatrudnionym i będzie wykorzystywana do zakupu ograniczonej liczby towarów lokalnie produkowanych.

8. Poniżej kilka pomysłów dotyczących tego, co może nas czekać:

(a) Nastąpi poważne ograniczenie instytucji rządowych i pozarządowych. Większość tych pozarządowych takich jak ONZ i Unia Europejska zniknie. Wiele rządów i państw również może zniknąć. Niektóre rządy zostaną obalone lub ulegną samolikwidacji w taki sposób jak nastąpił rozpad Związku Radzieckiego.

(b) Kraje, które mają wystarczającą ilość surowców, przynajmniej tych kluczowych, mogą się jeszcze przez jakiś czas rozwijać. Są to:

  • Stany Zjednoczone
  • Kanada
  • Rosja
  • Chiny
  • Iran

(c) Populacja wielkich miast w tych krajach może ulec zmniejszeniu. Takie miejsce jak Alaska może okazać się niekorzystne do zamieszkania.

(d) Europę może czekać cofnięcie się w rozwoju. Jej paliwa kopalne są na wyczerpaniu. W jej niektórych miejscach może nastąpić powrót do wykorzystania siły zwierząt w wielu pracach, jeśli oczywiście takie zwierzęta się znajdą. Mogą pojawić się wielkie protesty i załamanie finansów, jeszcze tego lata. Szczególnie dotyczy to Włoch.

(e) Rządy krajów Bliskiego Wschodu i Wenezueli nie wytrzymają zbyt długo przy tak niskich cenach ropy naftowej. Prawdopodobnie rządy tych państw upadną i jednocześnie nastąpi zmniejszenie eksportu. Populacja tych państw też się zmniejszy. Być może – do poziomu sprzed okresu jej wydobycia.

(f) Produkcja wielu towarów znacznie się zmniejszy. Kanały dystrybucji rwą się. Znikną lekarstwa produkowane w Chinach i Indiach. Jeśli produkcja samochodów nie zostanie przerwana, to będzie odbywać się w poszczególnych krajach i w oparciu o rodzime surowce.

(g) Ucierpi system ochrony zdrowia, bo ludzie będą bali się odwiedzać regularnie lekarza w obawie przed zakażeniem. Edukacja domowa stanie się popularna z pewnym wsparciem ze strony internetu. Restauracje nigdy nie odzyskają dawniejszej popularności.

(h) Bardzo możliwe, że Luzowanie Ilościowe (drukowanie pieniędzy – przyp. mój), nadal praktykowane przez wiele krajów, może czasowo podnieść ceny akcji i domów, ale ostatecznie wystąpią braki wielu towarów. Szczególnie dotyczyć to może żywności, której niedobory mogą być dotkliwe już następnej wiosny. W Indiach i Afryce może pojawić się głód i to już nawet za parę tygodni.

(i) Historia uczy nas, że gdy na rynku nie rośnie podaż źródeł energii, zawsze wzrasta zagrożenie wojną i innymi konfliktami. Nie powinniśmy być zdziwieni, gdy znowu tak się stanie.

Wnioski

Wygląda na to, że dochodzimy do granic możliwości obecnego globalnego systemu ekonomicznego. Wydaje się, że jedynym ratunkiem jest deglobalizacja gospodarki światowej i stworzenie kilku głównych regionalnych gospodarek, działających niezależnie od siebie i z bardzo ograniczonym handlem zagranicznym.

Należy spodziewać się dużych różnic pomiędzy poszczególnymi typami gospodarek. I tak przykładowo, gospodarka zbieracko-łowiecka może sprawdzić się w przypadku niewielkiej liczby ludzi z odpowiednimi umiejętnościami. Ale też gdzie indziej, bardziej nowoczesne gospodarki, będą mogły funkcjonować.

Nowa gospodarka będzie wymagała mniejszej ilości ludzi i będzie znacznie mniej złożona. Każdy kraj będzie miał swoją walutę, która będzie wykorzystywana do zakupu ograniczonej ilości dóbr produkowanych lokalnie. Spekulacja nie będzie już źródłem bogactwa.

To będzie zupełnie inny świat!

To tyle Gail Tverberg. Pomijając kwestię tej sztucznej epidemii, która na początku wydawała się poważnym zagrożeniem, a w miarę upływu czasu i sposobu w jaki podchodziły do niej rządy światowe, coraz bardziej widoczna była cała sztuczność tego teatru – to pozostałe problemy, które porusza autorka, wydają się być warte zastanowienia i refleksji. Choć oczywiście jej uwagi dotyczące wirusa są spójne i logiczne i z nich też można wywnioskować, że pandemia jest sztucznie wykreowana.

Światową gospodarką rządzi fetysz inwestycji, które sprowadzają się do produkcji. Produkować, produkować, produkować! No właśnie! Nie wyobrażamy sobie świata bez produkcji, a przynajmniej bez takiej produkcji, jakiej jesteśmy świadkami. Wszystko, co zostanie wyprodukowane, musi zostać sprzedane. A kto ma w ręku handel? Ten wielki handel? Zrozumiałe jest więc, że ci, którzy mają w ręku handel, będą zwolennikami niekończącej się produkcji. Będą też mieli po swojej stronie wszelkiego rodzaju producentów. To też jest ich interes, by cały czas produkować i jak najwięcej.

Jeszcze w latach 60-tych Mercedes produkował samochód, który miał przejeżdżać 1 mln kilometrów bez usterek. No cóż – taki samochód na całe życie dla wielu ludzi. I co się dzieje, gdy taki samochód jest produkowany? W pewnym momencie sprzedaż już nie rośnie, a nawet spada. Co mają robić w fabrykach inżynierowie, majstrzy, robotnicy? Co mają robić serwisy? Co mają robić dostawcy surowców i podzespołów? Owszem, wszyscy oni będą mieli pracę, tylko będzie ich znacznie mniej.

W latach 20-tych producenci piór wiecznych w Ameryce produkowali pióra z dożywotnią gwarancją dla pierwszego użytkownika. Wkrótce jednak zadali sobie pytanie: A co będzie jak wszyscy będą mieli pióra z dożywotnią gwarancją? Kto od nas kupi nowe pióra? W latach 30-tych zaprzestali tych praktyk.

Podobno jest gdzieś takie miejsce w Ameryce, gdzie bez przerwy świeci się jeszcze żarówka wyprodukowana na początku XX wieku. Tak przynajmniej było jakieś 10 lat temu. Komu są potrzebne takie żarówki? Z konopi można wyprodukować ubranie, które można nosić sto lat. A co ze współczesnymi telewizorami, lodówkami czy pralkami, które zaprojektowane są na określoną liczbę lat? Ja mam lodówkę, która działa już ponad 50 lat. Komu opłaca się produkować buble, a komu to nie odpowiada? Na pewno nie pasuje to konsumentom. Ale myliłby się ktoś, kto by uważał, że jest to bolączka naszych czasów.

“Nie było tu żywych obrazów, ale jakby wystawa przemysłowa.

– Raczcie spojrzeć, dostojni – mówił. – Za dziewiętnastej dynastii te rzeczy przysyłali nam cudzoziemcy: z kraju Punt mieliśmy wonności, z Syrii złoto, żelazną broń i wozy wojenne. Oto wszystko. Lecz wówczas Egipt wyrabiał… Spójrzcie na te olbrzymie dzbany: ile tu kształtów, a jakie rozmaite kolory!… Albo sprzęty: to krzesło wyłożone jest dziesięcioma tysiącami kawałków złota, perłowej masy i kolorowych drzew… Zobaczcie ówczesne szaty: jaki haft, jaka delikatność tkanin, ile kolorów… A miecze brązowe, a szpilki, branzolety, zausznice, a narzędzia rolnicze i rzemieślnicze… Wszystko to robione u nas, za dziewiętnastej dynastii.

Przeszedł do następnej grupy przedmiotów.

– A dziś – patrzcie. Dzbany są małe i prawie bez ozdób, sprzęty proste, tkaniny grube i jednostajne. Ani jeden z tegoczesnych wyrobów nie może równać się pod względem rozmiarów, trwałości czy piękności z dawnymi. Dlaczego?…

Posunął się się znowu kilka kroków i otoczony pochodniami mówił:

– Oto jest wielka liczna towarów, które nam przywożą Fenicjanie z rozmaitych okolic świata. Kilkadziesiąt pachnideł, kolorowe szkła, sprzęty, naczynia, tkaniny, wozy, ozdoby, wszystko to przychodzi do nas z Azji i jest przez nas kupowane.

Czy rozumiecie teraz, dostojnicy: za co Fenicjanie wydzierali zboże, owoce i bydło pisarzom i faraonowi?… Za te właśnie obce wyroby, które zniszczyły naszych rzemieślników jak szarańcza trawę.”

To fragment z mojego blogu „Nic nowego”, w którym cytowałem „Faraona” Prusa. Nic się nie zmieniło. Jedyna różnica to taka, że Fenicjan zastąpili Żydzi.

„Faraon” to powieść, za którą Prus powinien był dostać Nobla. Nie dostał, bo choć wcześniej był filosemitą, to po pewnym czasie przejrzał na oczy i zmienił swój stosunek do Żydów, co w praktyce oznaczało pisanie o nich prawdy. No!!! Ale za takie herezje, to trzeba było się pożegnać z Noblem. Sienkiewicz usunął co trzeba ze swojego „Quo vadis” i Nobla dostał. Tak to działa.

Faworyzowanie masowej, globalnej produkcji kosztem jakości i trwałości doprowadziło do zniszczenia lokalnej produkcji, lokalnej sieci dystrybucji i powstania uprzywilejowanej klasy, która jest chroniona poprzez odpowiednie regulacje prawne i faworyzowana nieograniczonym kredytem. Do tego towarzystwa należą również ci, którzy zajmują się dystrybucją czyli handlem. Ta uprzywilejowana klasa ma też swoje potrzeby, stale rosnące (skąd my to znamy? te stale rosnące potrzeby, które może zaspokoić tylko komunizm.), które w miarę tego, jak się rozwija i bogaci, chce zaspokajać. A są one często wyszukane, wyrafinowane, żeby nie powiedzieć perwersyjne. Jak się jest na takim poziomie, na którym podstawowe i nie tylko podstawowe potrzeby są zaspokojone, to chce się doświadczyć czegoś bardziej wyszukanego. Nie zawsze się to udaje, bo życie nie jest wieczne, ale nawet wtedy, gdy wypadałoby już opuścić ten ziemski padół, chciałoby się jeszcze coś przeżyć. Aby jednak to życie przedłużyć potrzeba „części zamiennych”, których mogą dostarczyć tylko inni ludzie. I tu przychodzi z pomocą służba zdrowia, która kiedyś taką faktycznie była, bo służyła zdrowiu pacjentów. Dziś jest to służba śmierci. Doskonale z nią współpracuje przemysł farmaceutyczny, który zajmuje się produkcją takich samych bubli, jak przemysł dóbr codziennego użytku. A więc symbioza: służba śmierci, przemysł farmaceutyczny i wielki kapitał. Do tego dochodzi jeszcze handel dziećmi i ich wykorzystywanie do różnych perwersyjnych i rytualnych celów.

Utrzymanie uprzywilejowanej pozycji wymaga ciągle wzrastającej produkcji i niekończących się inwestycji. Zarówno jedno jak i drugie wymaga surowców naturalnych, których jest ograniczona ilość. Ale też jest inny problem, który zauważa Gail Tverberg. W miarę jak bogaci się warstwa uprzywilejowana, to pauperyzuje się reszta. Gdy ta reszta zaczyna dominować ilościowo, to pojawia się problem. Gospodarka działa na zasadzie wymiany dóbr i usług. Im większa część ludzi jest zaangażowana w tę wymianę, tym bardziej jest ona stabilna i rozwija się. Im mniej, to mamy problem. Jeśli większa część społeczeństwa może zaspokoić tylko najbardziej elementarne potrzeby, to mamy do czynienia z kryzysem. Żadne drukowanie pieniędzy, skierowane tylko i wyłącznie do określonych grup społecznych, nie pomoże. I to jest właśnie ten punkt, do którego doszliśmy. Doszliśmy do ściany. I wielcy tego świata doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Przez jakiś czas próbowano ożywiać gospodarkę sztucznymi inwestycjami. Przykładem takiej inwestycji jest remont dworca kolejowego w Białymstoku. Jakieś 10 lat temu ten dworzec został wyremontowany. Aż tu nagle, w zeszłym roku, znowu zaczęto remont. 10 lat dla dworca kolejowego, to niewiele. On nadal wyglądał jak nowy. To jest przykład marnotrawstwa zasobów naturalnych. Podejrzewam, że wiele takich znalazłoby się w Polsce. Ale nie tylko to jest złe. Przecież te wszystkie „inwestycje” dokonuje się w oparciu o kredyt, który nigdy nie zostanie spłacony. A czy coś się stanie, gdy wszystkie te kredyty z pustego pieniądza nie zostaną spłacone? Nic. Tylko ten, który ich udzielił przejmie to, na co zostały one spożytkowane. W ten sposób zostanie zrealizowany podstawowy cel socjalizmu: podział na warstwę uprzywilejowaną i resztę, w której wszyscy będą równi.

Sztuczna pandemia została wywołana dla ukrycia prawdziwego celu tj. zresetowania gospodarki. Jej efektem, jeśli reset się powiedzie, będzie wyeliminowanie ludzi niezależnych finansowo i tych myślących samodzielnie. Jakiego trzeba było użyć argumentu, by ludzie pozamykali swoje biznesy, by pozostali się w domach? Owszem, wprowadzono odpowiednie przepisy i kary, ale też zadziałał strach i powszechna psychoza. Idę chodnikiem bez maski. Osoba w masce, przechodząca obok mnie, omija mnie szerokim łukiem. Znaczy, że boi się, że zarazi się ode mnie, pomimo że jest w masce. Czyli nie wierzy, że maska chroni, a z drugiej strony wierzy, że chroni, bo ją zakłada. To jest paranoja. Z daleka widzę, jak zbliża się do mnie rowerzysta z opuszczoną maską, ale nasuwa ją, gdy mnie mija. Widzę człowieka, w krótkich spodenkach, na sportowo. Biegnie z maską na twarzy. W okolicy nie ma nikogo. On wierzy, że wirusy COVID-19 latają w powietrzu i tylko czekają na to, by go zarazić. A prędzej nabawi się jakiejś choroby dróg oddechowych i płuc, wdychając swoje wydychane powietrze i jakiejś grzybicy ust. – Tak działa zbiorowa psychoza i strach. Próba przekonywania kogoś, że rozporządzenie Rady Ministrów dopuszcza możliwość chodzenia bez maski ze względu na stan zdrowia i nie jest wymagane żadne zaświadczenie, mija się z celem. Tym samym rząd pośrednio przyznaje, że noszenie masek nic nie daje i może szkodzić zdrowiu. A sami w nich paradują przed kamerami. Kolejna paranoja.

Dzielny wojak Szwejk, gdy go wyrzucono ze szpitala dla psychicznie chorych, stwierdził, że dom wariatów to całkiem sympatyczne miejsce, bo można w nim wygadywać największe głupoty bez ponoszenia żadnych konsekwencji, zupełnie tak samo jak w parlamencie. Wygląda na to, że nic nie zmieniło się od tamtych czasów, a to już ponad sto lat minęło, jak Szwejk wymaszerował na front.

Prawdopodobnie mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że jesteśmy świadkami wielkich zmian. Obawiam się, że powrót do przeszłości nie jest już możliwy. To się oczywiście nie stanie z dnia na dzień. Jak będzie wyglądał ten nowy świat? Czy będzie zdeglobalizowany – jak chce Gail Tverberg? Czy zdepopulowany – jak chcą wielcy tego świata? Z pewnością przymus szczepień, w który zostanie zaangażowana służba śmierci, może być pierwszym krokiem do depopulacji, a czipowanie – do podporządkowania. A wszystko to w imię mesjańskich celów narodu, który sam siebie uznał za wybrany. „Źle się dzieje w państwie duńskim” – chciałoby się wykrzyknąć. Gdybyż to tylko chodziło o państwo duńskie! Ale tu chodzi o cały świat!

Cele socjalizmu

To, czego obecnie jesteśmy świadkami, to tworzenie tzw. NWO – New World Order, czyli Porządku Nowego Świata. Jak chce się ukryć prawdziwe cele i intencje, to stare nazywa się po nowemu. A ten nowy porządek to po prostu stary „dobry” socjalizm, czy jego wyższa forma – komunizm. Cel jest od zawsze ten sam – realizacja żydowskiego mesjanizmu. Socjalizm czy NWO to przykrywka. Żeby to jednak zrozumieć, to wypada zacząć od początku. Wszystkie cytaty, poza dwoma pierwszymi, pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela. Te, przy których nie jest podane źródło, są jego autorstwa.

„Socjalizm to ideologia społeczna, która na gruncie krytyki ustroju kapitalistycznego głosi program zniesienia stosunków społecznych opartych na prywatnym władaniu środków produkcji oraz postuluje zachowanie ustroju społecznego, w którym społeczna (całkowita lub częściowa) własność podstawowych środków produkcji, oddanie ich pod kontrolę społeczeństwa i wykorzystanie w celu racjonalnego zaspokojenia jego potrzeb stanie się ekonomiczną podstawą zniesienia podziałów klasowych i wyzysku człowieka przez człowieka, a zarazem zasadniczą przesłanką przemian prowadzących do realizacji zasad sprawiedliwości i równości społecznej.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1967.

Według tej definicji własność prywatna środków produkcji powoduje nierówności społeczne. Kiedy więc własność ta stanie się własnością społeczną, to znikną podziały klasowe, a wraz z nimi zapanuje sprawiedliwość i równość społeczna. Bez wątpienia jest to utopia. A dlaczego? Bo człowiek z natury chce być lepszy od innych: chce mieć lepszy samochód niż sąsiad; większy, bardziej okazały dom niż inni; tam, gdzie pracuje, chce zajmować wyższe, lepiej płatne stanowiska; chce nosić drogie ubrania, zegarki, biżuterię. I chce jeszcze wiele innych rzeczy, których posiadanie pozwoli mu na wyróżnienie się w swoim środowisku.

„Komunizm – ustrój społeczny postulowany przez ideologię komunistyczną; w marksistowskiej teorii rozwoju społecznego – wyższe bezklasowe stadium społeczeństwa socjalistycznego, różniące się od jego stadium niższego – socjalizmu, nie sposobem produkcji, nie typem stosunków produkcji, lecz stopniem rozwoju tego społeczeństwa, przede wszystkim stopniem rozwoju ekonomicznego, stwarzającym możliwość przejścia od zasady podziału „według pracy” do zasady podziału „według potrzeb” oraz stopniem dojrzałości stosunków społecznych opartych na zasadach równości społecznej i aktywnego współuczestnictwa obywateli w zarządzaniu społeczeństwem.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1965.

Komunizm to wyższe stadium socjalizmu, w którym rozwój ekonomiczny pozwala na przejście do podziału wytworzonych dóbr według zasady „według potrzeb”. I znowu utopia! A kto będzie określał te potrzeby? I jak miałoby wyglądać aktywne współuczestnictwo obywateli w zarządzaniu społeczeństwem? No właśnie! Społeczeństwem – nie państwem. W tych wizjach nie ma już miejsca na państwa, a już szczególnie – państwa narodowe. Już w zasadzie tylko to pozwala zorientować się, kto za tym stoi i komu to służy. Zasada podziału „według potrzeb”, powraca obecnie w postaci „dochodu gwarantowanego”, czy jak oni tam go nazywają. Innymi słowy – pierwszy etap na drodze do wprowadzenia komunizmu. Bo ten dochód gwarantowany miałby być wprowadzony dla wszystkich. Dla tych, którzy pracują i dla tych, którzy nie pracują. A więc byliby równi i równiejsi, przynajmniej na początku.

Podstawy socjalizmu i komunizmu tkwiły już w filozofii lóż wolnomularskich XVIII wieku. Jednak przodująca w rewolucji francuskiej warstwa mieszczańska miała zbyt wiele do stracenia, by dać się uwieść komunistycznym dążeniom Babeufa. Jego zapędy zostały stłumione w epoce terroru. Burżuazja była raczej zainteresowana w zachowaniu stanu po rewolucji. Rozwój przemysłu zapewniał jej uprzywilejowaną pozycję, a ideologia liberalizmu rozgrzeszała wyzysk robotnika przez fabrykanta. Rosnące uprzemysłowienie i rozrost miast tworzyły proletariat miejski, coraz bardziej wyzyskiwany i niezadowolony ze swego stanu. I to on miał się stać tą siłą rewolucyjną skierowaną przeciw burżuazji. Rolą wolnomularstwa było tylko powstrzymywanie ewentualnego jej oporu. Natomiast zbrojne ramię miał stanowić tajny związek, założony poza wolnomularstwem – związek węglarzy. Na jego czele stanął Filip Buonarotti, dawny towarzysz Babeufa.

Buonarotti, tworząc ideologię węglarstwa, nawiązywał do komunizmu Babeufa. Podpierał się ideą kontraktu społecznego Rousseau – zasadami prawa naturalnego.

„Na zasadzie prawa naturalnego, które uzależnia produkcję od pracy, praca staje się oczywiście dla każdego obywatela istotnym warunkiem kontraktu społecznego; skoro każdy, wstępując do społeczności, przynosi równy wkład, to jest całość swych sił i środków, wynika to z tego, że ciężary, wytwory produkcji i korzyści winny być rozdzielone równomiernie. Rzeczywiście celem społeczności jest zapobiec skutkom naturalnej nierówności; choćby było prawdą, ze nierówność używania przyspieszyła postęp w rzemiosłach, rzeczywiście użytecznych, mimo to dzisiaj winna się skończyć, gdyż dalszy postęp nie przyczyniłby się w niczym do rzeczywistego dobra ogółu, zaś równość – którą założycielom społeczeństw podszepnął zdrowy rozsądek – zaleca nam jeszcze wymowniej wzrost naszej wiedzy oraz codzienne doświadczenie tych złych skutków, jakie pociąga za sobą nierówność. Wspólność dóbr i pracy, to znaczy równomierny rozdział ciężarów i pożytków, jest więc właściwym przedmiotem stanu społecznego i jego udoskonaleniem, jedynym porządkiem publicznym, zdolnym do wygnania ucisku, uniemożliwia bowiem spustoszenia dokonywane przez ambicję i chciwość, a poręcza wszystkim obywatelom możliwie wielki dobrobyt.” – Philippe Buonarotti, Conspiration pour l’égalité de Babeuf.

Kontrakt społeczny? Co to takiego jest? Kto z kim się umawiał? Nie wiemy jakie były nasze, jako ludzi, początki. Każdy wnosi równy wkład? Przecież to bzdura. Wkład – całość swych sił i środków. Zawsze byli ludzie zdolniejsi i mniej zdolni, pracowici i lenie, zapobiegliwi i lekkoduchy, zdrowi i chorzy itp. A równość założycielom społeczeństw podszepnął zdrowy rozsądek. A skąd wiadomo, że tacy założyciele byli? Wspólność dóbr i pracy uniemożliwia spustoszenia dokonywane przez ambicję i chciwość. To prawda, wspólność dóbr i pracy zrównuje wszystkich, ale musi jeszcze być ktoś, kto strzeże tego porządku, okiełznuje chciwość i ambicję, ale ten ktoś, z racji tego, że występuje w roli strażnika, jest już ponad resztę. I tu kończy się ta równość. A więc „wybrani” strzegą tego porządku, tej równości. Są więc równi i równiejsi a cala ta ideologia staje się fikcją, przykrywką do realizacji innych celów. Te cele są wiadome od początku istnienia „narodu wybranego”. To on ma panować nad tą bezładną masą, w której nie będzie miejsca na realizację własnych ambicji, bo one dokonują spustoszeń. Właśnie jesteśmy świadkami realizacji tego nowego ładu. Jak utworzyć jednolite społeczeństwo? Dziś już wiemy. Zaszczepienie i zaczipowanie wszystkich ludzi umożliwi kontrolę nad nimi. Ci, którzy będą się sprzeciwiać zostaną wyeliminowani. Człowiekowi z czipem można wyłączyć funkcje życiowe, jeśli okaże się krnąbrny. Ale jak do tego doszło, do tego, czego obecnie jesteśmy świadkami?

Węglarstwo, pomimo takich teorii, głoszonych przez Buonarotii’ego nie zdołało wyjść poza ramy rewolucji mieszczańskiej 1848 roku i poza zdobycie Żydom w całej Europie (poza Turcją i Rosją) pełni praw politycznych, ale mogli w niej kształcić się teoretycy socjalizmu i manifest komunistyczny Marksa i Engelsa z 1848 roku przygotował odpowiedni grunt wśród części inteligencji, która, jako warstwa społeczna, zaczęła się kształtować po rewolucji francuskiej.

„Marks skorzystał z krańcowych sformułowań liberalizmu, dokonanych przez Davida Ricardo. Zaczerpnął z nich swą doktrynę walki klas o byt i dobrobyt. Zasady liberalizmu ułatwiły mu materialistyczny pogląd na dzieje, jako łańcuch zmagań o charakterze wyłącznie klasowo-gospodarczym. Wzrost wielkich fortun uprawniał go do tezy o koncentracji kapitałów. Po barwę naukową sięgnął do Kanta i jego epigonów, a szczególnie do Hegla i odział – śladem tamtych – swe twierdzenia w szatę pewników apriorycznych, z „góry” danych, uczynił z nich konieczności historyczne. Tak powstał dogmatyczny i doktrynerski charakter teorii socjalistycznych.

Marks, ojciec socjalizmu i bolszewizmu, był oczywiście żydem i nie krył się z nienawiścią do otoczenia. Wszak dawniej ojciec jego wychrzcił się pozornie wraz z nieletnim wówczas synem. Twórca socjalizmu wiedział, gdzie uderzyć, gdzie znajdzie najsłabszą stronę burżuazyjnego ustroju, opartego o liberalizm. Manifest komunistyczny w r. 1848 głosił:

Rozwój przemysłu, którego mimowolną i nieuniknioną dźwignią jest właśnie burżuazja, stwarza z klasy robotniczej, rozbitej przez konkurencję, zjednoczone szeregi rewolucyjne.

Tym warstwom manifest Marksa rzucał gromkie hasła wywrotowe, twierdząc że proletariusz nie ma nic do stracenia prócz kajdan, że proletariusz nie ma ojczyzny; ich to wzywał okrzykiem, któremu zawdzięcza swe powstanie międzynarodówka i który po dziś dzień znaleźć można w nagłówkach pism socjalistycznych: proletariusze wszystkich krajów łączcie się!

Marks liczył na to, że dalsze panowanie liberalizmu, rozgrzeszającego wyzysk, doprowadzi do rewolucji proletariackiej. Albowiem wolność handlu zaostrza przeciwieństwo między proletariatem a burżuazją. Słowem – system wolności handlowej przyspiesza rewolucję. – Karl Marx, das Elend der Philosophie (Nędza filozofii).

Poglądem Marksa było więc, że teoria Dawida Ricardo przyspieszała rewolucję; jest to cenne wyznanie, a to tym bardziej, że mówi tak o żydzie burżuazyjnym żyd rewolucjonista.”

W stulecie urodzin Karola Marksa, w wychodzącym w Berlinie syjonistycznym organie w języku rosyjskim „Raswiet”, Idelson zamieścił jego charakterystykę:

„W samym końcu zeszłego stulecia śród żydostwa w Niemczech dała się już stwierdzić kategoria żydów, będących pośrednimi typami między starym żydostwem a nową cywilizacją europejską. Nowe to żydowskie środowisko nie jest zdolne do rozpłynięcia się w ogólnym otoczeniu. To nie są ani żydzi, ani Europejczycy. Ta kategoria ludzi jakby stworzona jest do tego, aby być przednią placówką dla wszystkich eksperymentów i doświadczeń. Ze starego żydostwa ta kategoria typów zachowała brak poczucia rzeczywistości… Dla żyda wszystko jest oderwaną formułką, a stąd płynie jego całkowita pewność co do słuszności jego stanowiska, pochodzi jego brak zwątpień i wszelkich wahań, brak poszukiwań, zazwyczaj właściwych ludziom pracującym nad życiem, czerpiącym z jego różnorodnych przejawów swoje twórcze dążenia. Lecz poza tym u żydów, którzy znaleźli się w tym nowym życiu, jest jeszcze jedna właściwość: są pozbawieni tradycji, w odróżnieniu od otoczenia, które nie jest zdolne do uwolnienia się od niej… Kiedy żyd tępi szlachtę lub burżuazję, nie żałuje tego piękna życia i wyższej kultury, których wyrazicielami były te warstwy. W żydzie pozostała z przeszłości jedynie nienawiść do istniejącego stanu rzeczy, który zawsze był dla niego wstrętny. Wszystko to razem wzięte czyni z żydów typ wybitnie rewolucyjny, ściśle mówiąc, typ raczej okresu niszczenia niż twórczości, ponieważ twórczość nie może odbywać się szablonowo i na podstawie wypracowanych formułek. We wszystkich rewolucjach, poczynając od zeszłego stulecia a kończąc na na obecnej rosyjskiej, ten typ żydowski bierze udział, odgrywa w nich dużą rolę, stanowi częstokroć duszę tego ruchu, w zależności od odporności i rozwoju mas, wśród których działa… Do tej kategorii typów należał również Karol Marks.” – „Raswiet” z r. 1923, nr 49.

„Nie jest wcale przypadkiem, że twórcy ruchu naukowego socjalizmu, Marks, Lassale, Bernstein etc. byli żydami, a jest pewnym, że żydzi stali w pierwszym szeregu propagandy ideałów międzynarodówki.” – Zewi Parnass, Kwestia żydowska w świetle nauki.

„Socjalizm nie krył się od początku ze swym stosunkiem do dążeń żydowskich. W r. 1862 socjalista Mojżesz Hess, przyjaciel Marksa i Lassala, wydaje dzieło pt. Rzym i Jerozolima głoszące, że wieczną prawdę przechowuje tylko judaizm i propagujące mesjanizm Izraela.” – S. Berstein, Der Zionismus, sein Wesen und seine organization (Syjonizm, jego natura i organizacja).

I nie ma w tym nic dziwnego, bo „w mesjańskiej idei żydowskiej znajduje się taki wzór socjalizmu, jak nigdzie indziej.” – Arnold Zweig, Die Demokratie und die Seele des Juden (Demokracja i dusza Żyda).

„I ta mesjańska idea żydowska w odbiciu socjalistycznym miała prowadzić masy robotnicze do walki ze stworzonym przez żydów ustrojem kapitalistycznym. Nie należy jednak tego brać zbyt dosłownie. Przecież Marks głosił, że dyktaturę proletariatu musi poprzedzić koncentracja kapitałów. Uważał tę koncentrację za naturalny wynik rozwoju historycznego, którego skutkiem będzie dopiero rewolucja proletariacka. Skoro zaś każdy marksista musiał sobie życzyć, by ten moment, dogodny dla rewolucji, nastąpił jak najprędzej, to musiał także uważać za korzystne wszystko to, co przyspieszyć mogło koncentrację kapitałów. W ten sposób uderzył całą siłą w mniejsze przedsiębiorstwa, zaś powstanie przedsiębiorstw wielkich uważał za rzecz pożądaną i nie stawał im na drodze. Program erfurcki socjalnej demokracji niemieckiej głosił, że rozwój ekonomiczny społeczeństwa mieszczańskiego prowadzi siłą konieczności do upadku drobnych zakładów pracy.

Zbyt doktrynerskie sformułowania Marksa zmusiły socjalizm do pewnej rewizji jego poglądów. Powstał tzw. rewizjonizm w ruchu socjalistycznym, który poszedł w różnych kierunkach. Jednak istotne wytyczne autora Kapitału zostały po dziś dzień nienaruszone. Także i dzisiaj socjalizm uderza głównie w małego przedsiębiorcę, w większego rękodzielnika, małego fabrykanta, by przyspieszyć ich zagładę na rzecz wielkich zakładów skoncentrowanego kapitału. Ten mały przedsiębiorca, robotnikowi dobrze znany, jest przedmiotem ataków, on jest groźnym wyzyskiwaczem robotnika, za to wielki kapitał międzynarodowy, pracujący anonimowo za zasłoną trustów i towarzystw akcyjnych, bywa oszczędzany, bo jego istnienie i rozwój przyspiesza rewolucję proletariacką, a przecież im gorzej, tym lepiej. Robotnik, chroniony rzekomo przed wyzyskiem ze strony drobnego kapitalisty, winien być – w myśl teorii Marksa – oddany na łup nieznanych posiadaczy papierów, praca zaś jego ma być przedmiotem spekulacji giełdowej. Czy fakt, że ten anonimowy, skoncentrowany kapitał był w ręku giełdziarzy i bankierów nie miał wpływu na doktrynę żydowskiego ojca socjalizmu? Czy nie powodował tymi, którzy i później wieścili zagładę małym zakładom pracy, znajdującym się w rękach burżuazji?”

„Współczesny socjalizm nie dąży też wyłącznie do sprawiedliwości, to znaczy do równości, lecz także do podniesienia kultury społeczeństwa. Rozwój kultury jest jednak niemożliwy bez istnienia wielkich zakładów pracy.” – K. Kautsky, Rewolucja proletariacka.

„Jeżeli cała gospodarka kapitalistyczna nie ma być skonfiskowaną i upaństwowioną od jednego zamachu, jeżeli chociażby część przedsiębiorstw ma nadal istnieć, to nie wolno im odbierać tej części ich środków, niezbędnych do dalszego funkcjonowania, które zdeponowały one w bankach. Toteż, kto przemyślał nad ta sprawą, ten bez względu na sposoby nie żąda już dziś uspołecznienia kapitałów leżących w bankach. Trzeba tylko żądać upaństwowienia aparatu bankowego.” – K. Kautsky, Rewolucja proletariacka.

„I myśmy przemyśleli nad tą sprawą i sądzimy, że z tego rodzaju przewrotem, oszczędzającym wielkie zakłady pracy i kapitały nagromadzone w bankach, może się zgodzić spokojnie wielka finansjera żydowska.

To samo, co o stosunku socjalizmu do przedsiębiorstw przemysłowych, należy powiedzieć o jego stosunku do własności ziemskiej. Z początku socjalizm niechętnie odnosił się do włościaństwa i wieścił mu zgubę.

Nasz drobny włościanin jest, jak każdy przeżytek minionego systemu wytwarzania, nieuchronnie skazany na zagładę. – pisał Engels.

Warstwa włościańska była jednak w niektórych krajach zbyt potężna, by socjalizm odważył się stale iść wyraźnie przeciw niej. Postanowiono ją odurzyć demagogicznymi hasłami, tym bardziej, że ponure przepowiednie o jej zagładzie jakoś nie chciały się sprawdzać. Socjalizm już przed wojną w Rosji rzucił hasło reformy rolnej, pomyślanej jako pozbawienie ziemi wielkiej własności na rzecz małej. Hasło to, tak sprzeczne z teorią Marksa o koncentracji kapitałów, było czystą demagogią. Po wojnie socjalizm w szeregu państw popierał hasła reformy rolnej bez odszkodowania, a więc przewrotu rolnego. Oczywiście socjalizm uważa reformę rolną za etap przejściowy do upaństwowienia własności ziemskiej.

Postulatem jawnym socjalizmu żydowskiego jest socjalizacja ziemi, lecz własność prywatna fabryk, domów itd. – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

A więc domów żydowskich w miastach i własności fabrycznej międzynarodowego kapitału nie należy dotykać. Za to do własności rolnej nie można dopuścić, bo do roli żydzi ciągu nie mają, a własność ziemska jest instytucją rzymską, sprzeczną z prawem mojżeszowym. Prawdziwa reforma rolna musi uzgodnić stosunki agrarne z przepisami judaizmu.

Reforma rolna stara się o to, aby ziemię (ewentualnie za pomocą wieczystej dzierżawy) usunąć z obrotu towarowego (żeby mogła stać się według wzoru Mojżeszowego przedmiotem prawa publicznego własnością publiczną – przyp. autora). – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

Jeden z największych przewrotów zmierza ku unicestwieniu arystokracji pracujących głową, ku społecznemu ich zrównaniu z robotnikami ręcznymi – jest to niwelacja tak niesłychana i potężna, że niejednemu mędrcowi dziś jeszcze wydaje się niedorzeczną utopią, chociaż na jego oczach już się rozpoczęła – pisał na kilka lat przed wojną światową (przed I wojną światową – przyp. mój) lider socjalizmu niemieckiego. (K. Kautsky, Historia komunizmu).

Socjalizm doktryny swoje ubrał w szatę pozornie naukową. Tę naukowość pożyczył od Niemców, lecz treść dali mu żydzi. Naukowość marksizmu oto jego niemiecka, jego nieżydowska, jego antyżydowska ingrediencja. – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

Socjalizmem opanowali żydzi masy proletariatu miejskiego i rzucili je do walki z kapitałem aryjskim, z aryjską burżuazją. W tym znaczeniu socjalizm był towarem na eksport. Ale miał on i wewnętrzne swoje znaczenie w życiu żydostwa. Oto rozwój stworzonego przez żydów ustroju kapitalistycznego zagroził samemu żydostwu. Z jednej strony bowiem wymagał od finansjery żydowskiej pozornego przyznania się do narodowości państwowej, z drugiej utrudniał życie szerokim masom żydowskim. Żydzi i wyraziciel ich Marks naprawdę wierzyli w koncentrację kapitałów, w upadek małych przedsiębiorstw. Jakże czarna dola czekała w ich oczach szerokie masy żydowskich drobnych kupców! Za cenę istnienia judaizmu musiał ich uratować socjalizm. W ustroju socjalistycznym, pod rządem proletariatu te masy żydowskie znajdą chleb, jako jedyni uprawnieni do „pracy głową”, jako urzędnicy – komisarze komunistycznego państwa. Przykład Rosji sowieckiej wskazuje, że żydzi w takim ustroju znajdą chleb.

Żydowska organizacja socjalistyczna, „Cejre-Sjon” głosi w swym programie, mówiąc o potrzebie dokonania przewrotu komunistycznego: W podstawie całej tej idei jest położona swego rodzaju linia żydowskiego socjalizmu. Socjalizm wprowadzi narodowość żydowską, jako równouprawnionego członka, do przyszłej rodziny socjalistycznej narodów. O to chodzi, a reszta – to niemiecka naukowość socjalizmu.”

Jaki jest zatem cel socjalizmu? Zrównanie wszystkich poprzez likwidację małych i średnich firm. Czy ten sztucznie wywołany kryzys nie skutkuje właśnie tym? Rolnictwo indywidualne niszczy się zalewając rynek tanią zagraniczną żywnością. A koncentracja kapitału? Jeszcze nigdy w dziejach świata nie była tak wielka.

Karol Kautsky (1854-1938) był bez wątpienia wybitną osobowością. Jeszcze przed pierwszą wojną światową napisał:

Jeden z największych przewrotów zmierza ku unicestwieniu arystokracji pracujących głową, ku społecznemu ich zrównaniu z robotnikami ręcznymi…

A jak obecnie chce się unicestwić pracujących głową? Proste! Sztuczną inteligencją. Przecież po to jest wprowadzana, a nie po to, by nam ułatwić życie. Zaczipowanie i zaszczepienie umożliwi pełną kontrolę nad ludzkim umysłem i w razie potrzeby wyeliminuje tych, którzy będą stawiać opór lub próbować samodzielnie myśleć.

Na początku napisałem, że socjalizm to chora i utopijna ideologia, że ludzi nie da się zrównać. Otóż da się! Teraz jesteśmy świadkami początku tego procesu. Czy to próba generalna, czy pierwszy etap? Czas pokaże. Jakie są więc cele socjalizmu?

  • zniszczyć drobną i średnią przedsiębiorczość (co się dokonuje)
  • zniszczyć indywidualne rolnictwo (co się właśnie dzieje)
  • maksymalnie skoncentrować kapitał ( co się praktycznie dokonało)
  • zniszczyć pracujących głową (co się dokonuje)
  • zniszczyć własność prywatną (co się dokonuje)

W moim odczuciu niszczenie własności prywatnej polega na uzależnieniu od kredytów hipotecznych, które są rozłożone na wiele lat i jest jeszcze dużo czasu i sposobów na to, by tę własność przejąć lub zarządzać nią. Natomiast tych, którzy nie są obciążeni kredytami, można dobić podatkiem katastralnym.

Masoneria a Żydzi

The colors of the raibow
So pretty in the sky
Are also on the faces
Of people going by
I see friends shaking hands
Saying how do you do
They're really saying, I love you

I hear babies cry
I watch them grow
They'll learn much more
Than I'll never know,
And I think to myself
What a wonderful world, yes, I think to myself
What a wonderful world

To są oczywiście słowa słynnego utworu Louisa Armstronga z 1968 roku. Dziś już wiemy, że ten świat nie jest już taki cudowny. Prawdę mówiąc, w Polsce nigdy takim nie był, ale w Ameryce pewnie tak. Jak to się wszystko zmienia! W Ameryce już tak nie jest, a w Polsce – tym bardziej. Kolorów tęczy nie spotkamy na twarzach mijanych ludzi, bo ich nie mijamy. Tym bardziej nie spotkamy ludzi, którzy na powitanie ściskają sobie dłonie. Wprost przeciwnie! – Uciekają od siebie. A te płaczące niemowlaki poznały świat, którego on nie byłby w stanie sobie wyobrazić. Jaki cudowny świat! Czy aby na pewno? My, żyjący w 2020 roku wiemy, że nie jest już on taki cudowny. Pozbawiono nas odczuć i zachowań postrzeganych kiedyś jako naturalne. Człowiek na człowieka patrzy jak na potencjalnego roznosiciela zarazków. Idealne zatomizowanie społeczeństw. To jest mistrzostwo świata! Zrobić coś takiego, żeby ludzie bali się innych ludzi. Nie ma możliwości zorganizowania się, a co za tym idzie, wywierania presji na władzę. W końcu udało się znaleźć straszaka, który sparaliżuje wszystkich. A tych najbardziej opornych sparaliżuje władza pod pretekstem walki z pandemią, której definicję zmieniła. Inna sprawa, że my tak naprawdę nie wiemy, czy ludzie umierają ze starości i nabytych chorób, czy dlatego, że władza mówi nam, że umierają od koronawirusa, który jest znany od kilkudziesięciu lat i możemy się o tym dowiedzieć z Wikipedii, gdy wpiszemy hasło „wirusy”.

Być może ten jest, jak chcą niektórzy, nowym, zmodyfikowanym wirusem, ale nie wygląda on na bardzo groźnego. Według oficjalnych danych jego śmiertelność wynosi 2-3%. Ale czy dane przedstawiane przez rząd są prawdziwe? Tego nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Jedyne, co jesteśmy w stanie stwierdzić, to to, że gospodarka została zamrożona, że ogranicza się nasze podstawowe prawa obywatelskie.

O co w tym wszystkim chodzi? W północnych Włoszech w listopadzie masowo szczepiono ludzi przeciw grypie. I teraz mamy tego efekty. Na tym biednym południu tego nie robiono i nie ma tam tego problemu. Jest taki szaleniec, psychopata, który chce zaszczepić wszystkich ludzi na świecie. Nazywa się Bill Gates. Uważa on, że ci, którzy nie poddadzą się szczepieniom powinni mieć zakaz przemieszczania się i podróżowania po świecie. Tak naprawdę to taki człowiek nadaję się tylko do odstrzału. I nie tylko on! Problem jednak polega na tym, że tacy ludzie rządzą światem i konsekwentnie dążą do realizacji swoich szaleńczych planów. Skąd u nich takie pomysły? Zaszczepić wszystkich ludzi, to znaczy podporządkować ich sobie. Wiara w to, że chodzi o dobro i zdrowie innych, może być tylko wiarą ludzi naiwnych. Raczej chodzi o uczynienie z nich osobników uległych, poddanych i takich, którymi można sterować. A więc co? Cel mesjański? Podporządkowanie sobie wszystkich ludzi poprzez wszczepienie im cieczy o nieznanych właściwościach oznacza panowanie nad nimi, a tym samym nad światem. Nie wiem czy Bill Gates jest Żydem, purytaninem, masonem, czy jest geniuszem komputerowym czy został na takiego wykreowany, ale wygląda na to, że jest na usługach „nieznanych przełożonych” i ma do wykonania pewną misję. Na portalu zerohedge można przeczytać:

Did you know, that Bill Gates chose a pre-law major at Harvard, and comes from a family of prominent lawyers? Did you also know that his breakthrough licensing deal with IBM was possible only because his father William Gates II Sr. was on the board of directors of IBM at the time? What a tangled web we weave.. Więcej tu: https://www.zerohedge.com/news/2020-04-09/peak-panic-opportunity-lifetime.

Żydzi praktycznie od początku swego istnienia jako naród dążą do urzeczywistnienia swoich mesjańskich marzeń. Robią to na różne sposoby i wykorzystują różne środki. Są to m.in. tajne organizacje, stowarzyszenia, do których należą również nieżydzi. Sami nie byliby w stanie zrealizować swoich celów. Jest ich zbyt mało. I znowu posługują się masonerią. Cel jest aż nadto wyraźny. A cała ta kabała, magia, okultyzm służyły do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, do wywierania wpływu na jego zachowania i postępowanie. Obecnie, przy tak zaawansowanym postępie technologicznym, inżynierii genetycznej, tamte metody nie są już potrzebne. Ale bez nich nie byłoby tego, co jest dziś. Nie bez znaczenia jest też sposób tworzenia tajnych organizacji i rekrutacji doń odpowiednich ludzi. I to teraz procentuje.

W walce z Rzymem zaprzęgli Żydzi szereg tajnych, międzynarodowych organizacji, na tyle skutecznych, że przyśpieszyli upadek Imperium. Po nim następują tzw. wieki ciemne. W czasie wypraw krzyżowych (XI, XII wiek) chrześcijanie nie patyczkują się ani z Arabami, ani z Żydami. Po tym okresie, w XII, XIII i XIV wieku, Żydzi wracają do starych wypróbowanych w Rzymie metod i aplikują je chrześcijanom. Pojawiają się ruchy sekciarsko-rewolucyjne wywołujące powstania ludowe i pozostające w stałym ze sobą kontakcie. A więc centrala z podległymi jednostkami terytorialnymi, które miały wspólną nazwę „braci”. Byli bracia włoscy, czescy, niemieccy, angielscy, niderlandzcy czy polscy. Powstawały „braterskie” akademie i stowarzyszenia (societates), z których później wyłoniło się wolnomularstwo. Oznacza to, że korzenie masonerii sięgają tajnych związków z okresu reformacji.

Na początku XVII wieku pojawia się związek różokrzyżowców. Podstawą teoretyczną do jego powstania były dwa dzieła: Fama Fraternitatis (Wieść o braterstwie) i Confesio Fraternitatis (Wyznanie braterstwa). Godłem różokrzyżowców był krzyż w róży. Według Zoharu róża jest symbolem ludu izraelskiego. Połączenie symbolu żydostwa z symbolem chrześcijaństwa nie pozostawia wątpliwości co do celu tej organizacji – judaizacja chrześcijaństwa. W ich działalności łączą się trzy elementy: studia alchemiczne, studia kabalistyczne i działalność reformacyjna. Różokrzyżowcy stworzyli masonerię – jak chcą jedni, inni uważają, że się w niej rozpłynęli w XVIII wieku.

Wolnomularstwo powstaje około 1630 roku w Anglii. Jego celem jest umocnienie ruchu filożydowskiego wśród purytanów. Jądrem, wokół którego się ono rozwija są związki „wolnych mularzy”, czyli związki zawodowe budowniczych. W ich skład wchodzili majstrzy, czeladnicy i uczniowie. Związki te chętnie przyjmowały w swoje szeregi zamożnych protektorów i ich zaufanych. Ich działalność zawodowa powoli traciła na znaczeniu, a coraz bardziej stawały się narzędziem sprzysiężenia.

„Inaczej niepodobna wyjaśnić tego faktu, że wielka liczba szlachty i wysoko postawionych osób zapisała się w charakterze członków do lóż robotniczych w poszczególnych krajach.” – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

I teraz staje się jasne, skąd tyle symboli z zakresu budownictwa (młot, kielnia, węgielnica itp.) dostało się to rytuałów masońskich.

Różokrzyżowców i masonerię łączy też dzieło „Nowa Atlantis (Nowa Atlantyda) Bacona z 1627 roku. Jest w niej wiele symboli, którymi później posługiwało się wolnomularstwo. Są to: Słońce, Księżyc, węgielnica, sześcian, gwiazda, kolumny Herkulesa, Dom Salomona. Bacon zapoznał również różokrzyżowców ze starożytną, kabalistyczną symboliką liczb, które częściowo zaadoptowało wolnomularstwo angielskie.

Pierwiastki kabalistyczne wniósł do masonerii angielskiej Robert Fludd (1574-1637). O systemie swojej filozofii mówił, że jest równie stary, jak świat. Cudownie wpojony w pierwszego człowieka, został przekazany przez tradycję patriarchom, Mojżeszowi, wszystkim czasom Starego Testamentu aż do chwili, gdy Chrystus uznał za stosowne objawić go drugi raz… Fludd miał decydujący wpływ na jednego z głównych organizatorów wolnomularstwa w r. 1717, pastora Desaguliers. – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

»W 1717 roku powstała w Londynie Wielka Loża Angielska, której podlegały wszystkie loże angielskie. Używa ona godła, o którego pochodzeniu tak pisze angielska badaczka tajnych związków:

„Pisarz żydowski, Bernard Lazare, oświadczył, «że żydzi stali wokół kolebki wolnomularstwa», jeżeli zaś to zeznanie odnosi się do okresu, poprzedzającego powstanie Wielkiej Loży w r. 1717, to znajduje niezbite potwierdzenie w faktach. Oto bowiem w poprzednim stuleciu godła, używane obecnie w Wielkiej Loży, zostały narysowane przez amsterdamskiego żyda, Jakuba Jehudę Leona Templo, będącego towarzyszem cromwellowskiego przyjaciela, kabalisty Manasse ben Izraela. Aby przytoczyć autorytet żydowski w tej sprawie, to p. Lucien Wolf pisze, że Templo miał monomanię… w stosunku do wszystkiego, odnoszącego się do Świątyni Salomona i Namiotu Pustyni. Skonstruował olbrzymie modele tych budowli. Wystawił je w Londynie, który odwiedził w r. 1675 i wcześniej, i nie wydaje się czymś nierozsądnym ten wniosek, że to mogło dostarczyć źródeł natchnienia tym wolnomularzom, którzy w czterdzieści lat później kształtowali rytuał masoński. W każdym razie godła, używane dotąd przez Wielką Lożę Anglii, są niewątpliwie nakreślone przez żyda.” – Nesta Webster, Secret societes and subversive movements.

Ryt braci azjatyckich utworzony został w r. 1782. Na czele rytu stał Sanhedryn. W skład kierowniczych kół wchodzili żydzi, a nawet chrześcijanie nosili w nim pseudonimy żydowskie. Jednym z kierowników Zakonu był kabalista Markus Hirschfeld, czyli Marcus ben Bina. Protektorem tajnym Zakonu był ks. Ferdynand brunświcki, zarazem protektor iluminatów Weishaupta, a później niedołężny wódz armii sprzymierzonych, mających stłumić rewolucję francuską. Filie swą posiadał Zakon w Hamburgu, wielkim skupieniu żydostwa. Ryt powstał z rytu Rycerzy i braci Jana Ewangelisty z Azji w Europie. Garnęli się doń żydzi z pokątnych lóż, tzw. Lóż Melchizedeka. Podstawą nauki braci azjatyckich była połączona z martynistyczną symboliką liczb kabalistyczna wiedza różokrzyżowców. Zakon rozszerzył się po całej Austrii i po innych krajach niemieckich. Najwyższym stopniem był Lewita czyli Kapłan według Zakonu Melchizedeka.

Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że w przeddzień rewolucji francuskiej mobilizują się w Europie wszystkie związki, uprawiające okultyzm. Mesmer ze swą fizyką sympatyczną i magnetyzmem zwierzęcym staje się sztandarem tego ruchu, mającego jedynych pchnąć w objęcia rewolucji, drugich zaś powstrzymać od przeciwdziałania. Okultysta Elphas Lévi tak omawia mesmeryzm:

Magnetyzować można w dwojaki sposób. Po pierwsze: działając wolą na plastyczną medialność innej osoby, której wola i czyny stają się w rezultacie podległe tej działalności. Po wtóre: działając wolą jednej osoby, czy to przez zastraszenie, czy też przez perswazję – tak, aby pod tym wrażeniem ta druga wola zmieniła w myśl naszej chęci medialność plastyczną oraz czyny tej osoby. Można magnetyzować promieniowaniem, zetknięciem, wzrokiem, słowem. – Elphas Lévi, La Clef des Grand Mysteres.

Jakie znaczenie przywiązywano do tego procederu w kołach wtajemniczonych, możemy osądzić z drugiej książki tego samego autora:

Wielkim dziełem XVIII w. nie była encyklopedia, ani kipiąca i szydercza filozofia Voltaire’a , ani negatywna metafizyka Diderota i d’Alemberta, ani nienawistna filantropia Rousseau, lecz sympatyczna oraz cudowna fizyka Mesmera. – Elphas Lévi, Histoire de la Magie.

Osoba Mesmera łączyła „braci azjatyckich” z martynistami francuskimi. Za przywódcę i twórcę rytu martynistów uchodzi niesłusznie St. Martin. Był on bowiem tylko uczniem, i to skromnym uczniem Martineza Paschalis, który grasował w południowej Francji, dawnej siedzibie marranów, albigensów i hugenotów. Za centrum swej działalności obrał Bordeaux. Paschalis był żydem sefardyjskim. Współczesny mu mason, baron de Gleichen, wyraża już to przypuszczenie: Paschalis był z pochodzenia Hiszpanem, prawdopodobnie rasy żydowskiej, skoro jego uczniowie otrzymywali odeń wielką liczbę rękopisów żydowskich.

W XX w. żyd rosyjski, Hessen, ustala pochodzenia Paschalisa z całą stanowczością: Martinez Paschalis, z pochodzenia żyd portugalski, nawrócony do chrześcijaństwa, jak gnostycy pierwszych wieków (tzn. pozornie – przyp. autora), w swoim czasie odgrywał pewną rolę w wolnomularstwie francuskim.

Żyd ten, z zawodu prosty woźnica, był właściwym twórcą zakonu martynistów czyli iluminatów lyońskich, który tak silnie przyczynił się do wybuchu rewolucji francuskiej.

Mason ścisłej obserwy, Joseph le Maistre, tak zwykł był mówić o martynistach: Myśli się powszechnie, że sekta ta wzięła swą nazwę od p. de St. Martin. To pomyłka. Martyniści biorą tę nazwę od pewnego osobnika, Martineza Paschalis.

Najwyższym stopniem martynistów byli Réaux-Croix (Arcykapłani Krzyża). Nawiązywali do żydowskich tradycji esseńskich (komunistycznych) i chwalili się, że ongiś należał do nich Cromwell.

Analogicznym do martynizmu rytem, który wyszedł ze Szwecji, był ryt Swedenborga. Swedenborg, a właściwie Svednborg (1688-1772) stworzył system filozoficzno-mistyczny, oparty na kabale z jej doktryną Trójcy i emanacji. Rzekomo pod dyktandem Stwórcy określa on i objaśnia tajemnicę Trójcy: Bóg ma duszę, którą jest Ojciec; ma ciało bosko-ludzkie, którym jest Syn; ma siłę, która działa i grzeje, i rozjaśnia, a jest ona Duchem Św.

Swedenborg głosił rewolucję, która zmiecie królów i książąt, po czym jego nauka zapanuje nad światem i powstanie „nowa Jerozolima”. Znamy aż nadto dobrze ten „mesjanizm”, głoszony już przez tajne związki reformacji. Jest on z ducha żydowski na wskroś jak żydowsko-kabalistyczna jest cała nauka Swedenborga. I tak jak Martinez Paschalis, tak samo i Swedenborg głosił rewolucję i zwalczał istniejącą hierarchię. System Swedenborga nie jest niczym innym, jak kabałą pozbawioną pierwiastka hierarchii.

W ścisłym związku z tzw. iluminatami chrześcijańskimi tj. martynistami i rytem Swedenborga, działali tzw. iluminaci bawarscy, powołani do życia przez Weishaupta. Kim był ów Weishaupt? Kim był ten człowiek, który położył ostatnią minę pod ancien régime i królestwo Burbonów?

Adam Weishaupt (1748-1830) został w r. 1772 profesorem prawa „naturalnego” i kanonicznego na uniwersytecie w Ingolstadt w Bawarii. W r. 1776 założył tajny zakon iluminatów, na którego czele stanął pod pseudonimem „Spartacus”. W tym samym roku dał się przyjąć do loży „Zur Behutsamkeit” w Monachium, po czym, jako wolnomularz, założył w r. 1780 lożę w Bozen (Bolzano) w Tyrolu austriackim. W r. 1784 rząd bawarski wpadł na trop jego rewolucyjnej organizacji, po czym skonfiskował całe archiwum jego iluminatów.

Skąd Weishaupt czerpał natchnienie do założenia swego związku? Sprawa ta dotąd nie jest wyjaśniona dostatecznie. Współczesny mu ks. Barruel w swych pamiętnikach tak pisze: Podaje się go za ucznia osławionego Cagliostro oraz kilku jego adeptów, wyróżniających się illuminizmem w hrabstwach Awignonu i Lyonu. Mówią, że w swych włóczęgowskich wyprawach spotkał Weishaupta i udzielił mu swych tajemnic.

Angielska badaczka tajnych związków, p. Nesta Webster, podaje inne przypuszczenie, oparte m.in. także na pamiętnikach ks. Barruela:

Skąd czerpał Weishaupt swoje bezpośrednie natchnienie? Oto i Brrruel i Lecouteulx de Cantelen zdobyli nić, której nie można odkryć w innych źródłach. W r. 1771, jak powiadają, pewien kupiec jutlandzki, nazwiskiem Koelmer, wrócił do Europy w poszukiwaniu adeptów tajnej doktryny, opartej na manicheizmie, z którym zapoznał się na wschodzie. Po drodze do Francji zatrzymał się na Malcie, gdzie spotkał się z Cagliostro i nieomal doprowadził do powstania ludowego. Z tego powodu został wygnany z wyspy przez Rycerzy Maltańskich i udał się do Awignonu i Lyonu. Tu zebrał kółko uczniów wśród iluminatów i w tym samym roku wywędrował do Niemiec, gdzie napotkał Weishaupta i w wtajemniczył go we wszystkie misteria swej tajnej doktryny. Według Barruela Weishaupt poświecił wówczas 5 lat rozmyślaniu nad owym systemem, który został założony pod nazwą iluminatów w maju 1776 r. i przyjął „iluminowany” pseudonim „Spartacus”. Koelmer pozostaje po dziś dzień najbardziej tajemniczym z ludzi; na pierwszy rzut oka odczuwa zdolność do zdziwień, jakżeby on nie miał należeć do żydów kabalistów, działających w roli tajnych inspiratorów tych magików, którzy wychodzili na światło dzienne? Nazwisko Koelmer łatwo mogło być przekręceniem znanego nazwiska żydowskiego Calmer.

Inspiratorem działań Weishaupta w czasie rozwijania przezeń jego zakonu był Hartwig-Wessely (Hartog Naftali-Herz), najbliższy przyjaciel Mojżesza Mendelssohna, zwanego przez żydów trzecim Mojżeszem. Żyd, Bernard Lazare, stwierdza, że „byli żydzi w otoczeniu Weishaupta”.

Zakon Weishaupta używał w swym działaniu metod podstępnych. Członkowie byli specjalnymi instrukcjami szkoleni w używaniu oszukańczych środków. W instrukcji dla stopnia Iluminata Kierownika (Illuminatus dirigens) pisał Weishaupt-Spartacus pod nr 8: Jeżeli gdziekolwiek zdobędziemy znaczenie i władzę, należy udawać, że nie mamy żadnego zaufania, aby nie ostrzec tych, którzy będą pracować przeciwko nam. Na odwrót tam, gdzie nie możecie dojść do niczego, nadajcie sobie pozór człowieka, który może wszystko. To sprawia, że nas się obawiają i poszukują i umacnia nas.

I znowu w tej instrukcji pod nr 22: Jeżeli nasz zakon nie da się zorganizować w jakimś miejscu w całej swej budowie i z rozwinięciem wszystkich stopni, należy go zastąpić jakąś inną formą. Zajmujemy się celem; w nim leży istota rzeczy, a zasłona jest rzeczą obojętną, byle tylko się nam powiodło. Jednak zawsze jakiejś zasłony potrzeba; albowiem w tajemnicy leży główna część naszej siły.

Propaganda iluminatów bawarskich była jeszcze bardziej niedwuznaczna jak działalność iluminatów francuskich (martynistów). Wobec mniej wtajemniczonych daje się wyraz nadziei, że dzięki tajnym szkołom mądrości (szkoły Minerwy, przygotowawczy stopień iluminatów – przyp. aut.) podniesie się człowiek ze swego upadku, zaś książęta i narody, oczywiście bez gwałtu, tylko zaś dzięki wpływowi etyki – znikną z powierzchni ziemi. Wobec tych prawie publicznie wyznanych tendencji, nie może zdziwić, że nie dano wiary zapewnieniom, jakoby wszelka polityka była z Zakonu wyłączona. – Arnold Marx, Die Gold- und Rosenkreutzer.

W statutach związku, dostępnych dla niżej wtajemniczonych czytamy:

Dla uspokojenia i pewności tak hospitantów, jak i rzeczywistych członków tego związku i aby zapobiec wszelkim nieugruntowanym przypuszczeniom i trwożnym wątpliwościom, oświadcza Zakon przede wszystkim, że nie ma na celu żadnych nastrojów i czynów, szkodliwych dla państwa, religii i dobrych obyczajów, ani też wśród swoich tego nie krzewi. Cala jego troska skierowana jest wyłącznie ku temu, by zainteresować ludzi poprawą etyczną ich charakteru i uczynić to dla nich koniecznością, wpoić w nich ludzkie i społeczne uczucia, zapobiec złośliwym zamiarom, dać pomoc uciśnionej i udręczonej cnocie przeciw bezprawiu, myśleć o karierze osób tego godnych oraz upowszechniać pożytecznie dotąd ukryte wiadomości naukowe. Oto pozbawiony szminki cel Zakonu, o nic więcej on nie dba. – Allgemeines Handbuch der Freimauererei.

Jest to więc zakon „niewinny”, jak „niewinne” jest zresztą całe wolnomularstwo, zajmujące się dobroczynnością i studiami. A teraz wejrzyjmy bardziej w głąb Zakonu, by zobaczyć, jak tam na wyższych stopniach wtajemniczenia wygląda ta niewinność, to wytwarzanie sympatycznego nastroju dla państwa, religii, to dbanie o dobre obyczaje i obrona cnoty, to popieranie oraz popularyzacja wiadomości naukowych.

Równość i wolność są to prawa istotne, które człowiek za swej doskonałości początkowej i pierwotnej otrzymał od natury; pierwszy zamach na tę równość został dokonany przez prawo własności; pierwszy zamach na tę wolność został dokonany przez społeczeństwa polityczne i rządy; jedyną podporą własności i rządów są prawa religijne i świeckie; aby więc powrócić człowiekowi jego prawa pierwotne do równości, wolności, trzeba zacząć od zniszczenia wszelkiej religii, wszelkiej społeczności świeckiej, zaś skończyć, znosząc wszelką własność. – ks. Barruel, Mémoires.

A teraz dalszy objaw „popierania religii” znajdujemy w instrukcji dla stopnia kierownika (Illuminatus dirigens) punkt 16:

Jeżeli kierownik sądzi, że uda mu się spowodować zniesienia zakonów religijnych i użycie ich dóbr dla naszych celów, np. na utrzymanie odpowiednich nauczycieli po wsiach, to tego rodzaju projekty byłyby specjalnie dobrze widziane przez Zwierzchników. – ks. Barruel, Mémoires.

Zaś przedtem, w punkcie 7 instrukcji, odsłania nam swój cel, na który mu trzeba funduszów:

Trzeba wszędzie także zdobyć dla naszego Zakonu pospólstwo. Wielkim środkiem ku temu jest wpływ na szkoły. To może się udać przez szczodrobliwość, czasem przez świetność, w innych wypadkach przez zniżenie się, przez popularyzowanie się, przez wysłuchiwanie z wyrazem cierpliwości przesądów, które w następstwie można wykorzenić stopniowo. – ks. Barruel, Mémoires.

Do popierania i popularyzacji nauki odnosi się punkt 15 instrukcji:

Jeżeli jakiś pisarz ogłasza zasady, które są prawdziwe, ale nie wchodzą w nasz plan wychowania świata, albo też zasady, których publikacja jest przedwczesna, trzeba się postarać, aby zdobyć tego autora. Jeżeli go nie możemy zdobyć i uczynić zeń swego adepta, należy go zakrzyczeć. – ks. Barruel, Mémoires.

Obroną cnoty i dobrych obyczajów zajmuje się punkt szósty instrukcji dla kierowników. Wyłożywszy potrzebę zjednania sobie kobiet, przepisuje, że sztuka pochlebiania im, aby je zdobyć, jest ćwiczeniem najbardziej godnym dla adepta; skoro wszystkie mniej lub bardziej idą na pasku próżności, ciekawości, przyjemności i nowinkarstwa, to tą drogą należy je brać i uczynić pożytecznymi dla Zakonu. – ks. Barruel, Mémoires.

Aby osiągnąć ten cel, Weishaupt powołał do życia specjalną tajną organizację kobiecą, kierowaną niewidocznie przez mężczyzn.

Czarownik Cagliostro, jak hr. de St. Germain, posiadacz eliksiru życia, odgrywał w wolnomularstwie XVIII w. rolę pierwszorzędną o charakterze kierowniczym. Potem dopiero usiłowano się go wyprzeć, gdy „czary” jego częściowo zostały zdemaskowane. On to właśnie bawił w Warszawie, gdy tworzył się Wielki Wschód Narodowy. On brał udział we Francji w sprawie „naszyjnika królowej”, mającej przed rewolucją skompromitować Dom Burboński. On utworzył ryt, który w swych rozszczepieniach prowadził w XIX w. decydującą akcję rewolucyjną w życiu Europy.

W r. 1782 utworzył masonerię egipską, której był Wielkim Koftem (arcykapłanem), zaś żona jego Wielką Koftą (arcykapłanką): Celem jego było oczyścić wolnomularstwo z niedowiarstwa za pomocą magii obrzędowej. Istniejące jeszcze ryty Misraim i Memphis pochodzą stąd przeinaczone. – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

Bliskie stosunki łączyły Cagliostra z najbardziej wtajemniczonymi wolnomularzami: z Mesmerem, St. Martinem, Weishauptem, Willermozem.

A tymczasem nie był to byle kto: Pieczęć jego równie doniosła, jak pieczęć Salomona i zaświadcza, że był wtajemniczony w najwyższe sekrety wiedzy. Pieczęć ta, dająca się wyjaśnić literami kabalistycznymi imion Acharat i Althotas, wyraża najwyższe znaki Wielkiego Tajnika i Wielkiego Dzieła. To żmija, przebita strzałą, tworząca literę (hebrajską) alef, wyobrażenie połączenia pierwiastka czynnego z biernym, ducha i życia, woli i światła. – Elphas Lévi, Histoire de la Magie.

Założona przez Cagliostra masoneria egipska wyłoniła z siebie, za czasów Ludwika XVIII, ryty Misraim i Memphis. Ryt Misraim, organizowany przez żydów, braci Bédarride, powołał do życia węglarstwo, organizację tajną rewolucji lipcowej 1830 r. we Francji, powstania listopadowego w Polsce oraz rewolucji w Europie w 1848 roku.

I oto przy boku kabały egipskiej, czyli Misraim spotykamy włoską Carbonara. – N. Deschamps, Les sociétés secretes et la société.

Ryty Memphis i Misraim stoją obok rytów tzw. iluminatów na czele wolnomularstwa. Należą do nich najbardziej wtajemniczeni. Kimże więc był ów czarownik szarlatan i twórca najgłębszego rytu wolnomularstwa? Cagliostro wtajemniczenie swoje otrzymał we Frankfurcie nad Menem, siedzibie żydostwa i stolicy Rothschildów. Cagliostro, a właściwie Józef Balsamo, był synem sycylijskiego żyda (marrana) Pietro Balsamo.

Cagliostro dowiedział się z ust wtajemniczających go, że stowarzyszenie tajne, którego część miał stanowić, miało już mocne korzenie; że posiadało masę pieniędzy, rozsianą po bankach w Amsterdamie, Rotterdamie, Londynie, Genui i Wenecji, że te pieniądze pochodzą z wkładek rocznych, wpłacanych przez członków. – Louis Blanc, Histoire de la Révolution française.«

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Jan Potocki, autor powieści Rękopis znaleziony w Saragossie, był zapewne masonem. Jest w niej tyle odniesień, aluzji, że nie sposób uznać tego za przypadek. W jej zakończeniu, jej główny bohater, Alfons van Worden, informuje czytelnika m.in. o tym, że:

„W dzień potem sam Moro (bankier – przyp. mój) przyszedł do mnie, zalecając mi jak najściślejsze dochowanie tajemnicy.

Dotąd – rzekł – znasz señor, tylko pewną część naszych tajemnic, ale wkrótce dowiesz się o wszystkim. W obecnej chwili wszyscy wtajemniczeni zajmują się umieszczaniem swoich funduszów po rozmaitych krajach i gdyby ktokolwiek z nich stracił je nieszczęsnym wypadkiem, wówczas wszyscy przybylibyśmy mu na pomoc. Señor miałeś stryja w Indiach (Indie Zachodnie – przyp. mój), który umarł, nie zostawiwszy ci prawie nic. Puściłem pogłoskę, że odziedziczyłeś znaczny spadek, ażeby nikt nie dziwił się twoim nagłym bogactwem. Trzeba będzie zakupić majątki w Brabancji, w Hiszpanii, a nawet w Ameryce; pozwolisz, że ja się tym zajmę.”

Z tej powieści można się wiele dowiedzieć o tym, jak Żydzi i masoni wnikają w elity rządzące we wszystkich krajach i o tym, że nawet Inkwizycja była z nimi w pewnych układach. Ale komu dzisiaj chce się czytać takie książki? Może właśnie dlatego wydaje się je, wiedząc, że i tak mało kto je przeczyta, a w większości i tak trafią do takich osób jak Olga Tokarczuk, dla której była ona inspiracją do napisania „Ksiąg Jakubowych”.

Równość i wolność są to prawa istotne, które człowiek za swej doskonałości początkowej i pierwotnej otrzymał od natury; pierwszy zamach na tę równość został dokonany przez prawo własności; pierwszy zamach na tę wolność został dokonany przez społeczeństwa polityczne i rządy; jedyną podporą własności i rządów są prawa religijne i świeckie; aby więc powrócić człowiekowi jego prawa pierwotne do równości, wolności, trzeba zacząć od zniszczenia wszelkiej religii, wszelkiej społeczności świeckiej, zaś skończyć, znosząc wszelką własność. – ks. Barruel, Mémoires.

Tak więc masoni twierdzą, że równość i wolność są prawami fundamentalnymi, które człowiek otrzymał od natury. Ale co to jest równość i wolność? Wszyscy jesteśmy równi, ale wobec kogo czy czego? Oni twierdzą, że nierówność powoduje prawo własności. Ale w jaki sposób? Ktoś ma dużo, a drugi – nic. Z czego to wynika? Jedni są zdolniejsi, bardziej zapobiegliwi albo dostają bogactwo w spadku. Czasem jest tak, że pewne zdolności czy predyspozycje są bardziej cenione niż inne i wówczas ci ludzie bogacą się, a ci, których zdolności czy predyspozycje nie są w cenie ubożeją. Później wszystko może się odwrócić. Tak więc okoliczności, a może i coś jeszcze. Czasem ktoś kogoś oszuka, okradnie, przechytrzy. Może też być tak, że państwo preferuje pewne grupy społeczne kosztem innych. Również regulacje prawne mogą być przyczyną tego, że jedni wzbogacą się, a inni – zubożeją. Własność i bogactwo jest końcowym efektem wielu procesów i zależności. Chyba więc tę nierówność powoduje coś innego niż prawo własności. Prawdą jest jednak to, że ten kto nie ma własności, nie ma też prawa do niczego, a więc jest niewolnikiem.

A wolność? Według masonów ograniczają ją społeczeństwa polityczne i rządy. Ale w jaki sposób? Tego nie precyzują. Twierdzą, że podporą własności są prawa religijne, a rządów – prawa świeckie. Skoro więc równość ogranicza prawo własności, którego podporą są prawa religijne, czyli religia, to zniszczenie religii przywraca równość. Natomiast wolność można przywrócić poprzez likwidację społeczeństw politycznych i rządów. A co oznacza likwidacja społeczeństw politycznych i rządów? To oznacza anarchię. Anarchia nie jest stanem naturalnym dla społeczeństw. Ktoś musi rządzić. A więc o co chodzi? O to, żeby dążyć do destrukcji do czasu, gdy w końcu „naród wybrany” osiągnie swój cel.

Podporą własności jest religia, której zniszczenie spowoduje likwidację tej własności i dzięki temu wszyscy staniemy się równi. A wolność? Ją ograniczają społeczeństwa polityczne i rządy. Ich likwidacja przywróci wolność. Jednak masoni nie precyzują, co w zamian. O tym pisał dosyć wyraźnie Marks w Manifeście Komunistycznym – terror dla mas i rządy dla nielicznych. Tylko komu chce się uważnie przeczytać ten manifest? Wcale nie jest taki długi i dostępny w internecie.

Likwidacja religii, to tak naprawdę, w przypadku religii chrześcijańskiej likwidacja Dekalogu. Dekalog to dziesięć przykazań, które regulują nasze życie. To jest jak kompas, który pozwala nam orientować się w przestrzeni. Bez niego błądzilibyśmy w nieskończoność. Tym samym jest Dekalog w naszym życiu. Ja wiem, że nikt go nie przestrzega, ale dzięki niemu wiemy, że postępujemy źle. Bez niego bylibyśmy dzicy. I o to właśnie chodzi tym, którzy chcą nas pozbawić religii a tym samym Dekalogu. I żeby nie było wątpliwości – ja nie należę do ludzi praktykujących, ja nawet nie należę do ludzi wierzących, ale doceniam rolę, jaką spełnia on w życiu społecznym i potrafię sobie wyobrazić, co może się zdarzyć, gdy go zabraknie.

Magnetyzować można w dwojaki sposób. Po pierwsze: działając wolą na plastyczną medialność innej osoby, której wola i czyny stają się w rezultacie podległe tej działalności. Po wtóre: działając wolą jednej osoby, czy to przez zastraszenie, czy też przez perswazję – tak, aby pod tym wrażeniem ta druga wola zmieniła w myśl naszej chęci medialność plastyczną oraz czyny tej osoby. Można magnetyzować promieniowaniem, zetknięciem, wzrokiem, słowem. – Elphas Lévi, La Clef des Grand Mysteres.

Magnetyzować można działając wolą na wolę innej osoby albo przez zastraszenie czy perswazję. No właśnie! Przez zastraszenie! Idę ulicą i wszyscy mnie omijają szerokim łukiem. Dziś już nie trzeba magii, okultyzmu i kabały. Wystarczą media, które na bieżąco będą informować o tym, że na świecie umierają ludzie na koronawirusa. Już ponad milion ludzi na całym świecie na niego umarło. A co to jest milion ludzi na cały świat, który liczy dzisiaj 7, 8 czy 9 miliardów? A miliard to 1000 milionów. 1/7000 populacji umarła na koronawirusa. Ale czy aby na pewno? Czy tylko dlatego, że tak wpisano w akcie zgonu? Tego nie wiemy. Ale jedno wiemy na pewno: ludźmi można manipulować, zastraszać ich, urabiać ich wedle własnej woli.

Naród nieliczny, rozproszony nie może w sposób tradycyjny podbić reszty świata. Musi do tego celu zastosować nadzwyczajne metody. Były nimi na początku te wszystkie tajne związki, kabała, magia, okultyzm. Jednak świat nie stoi w miejscu. Dziś już można podporządkować sobie ludzi poprzez wszczepienie im czipa i odpowiedniej szczepionki, co umożliwi kontrolowanie ludzkiego umysłu a tym samym myśli i woli ludzi. Nowy Wspaniały Świat. Tylko dla kogo?

Chasydzyzm

W 1982 roku pojawił się w polskich kinach film „Austeria” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Jego akcja rozgrywa się w pierwszym dniu I wojny światowej. Chasydzi z małego galicyjskiego miasteczka, w obawie przed Kozakami, chronią się w przydrożnej karczmie – tytułowej austerii. Z filmu tego nie dowiemy się, czym tak naprawdę był i jest chasydyzm, nie mniej jednak uważam, że warto go obejrzeć (cda.pl).

Chasydyzm to, jak pisze Wikipedia, ruch religijny lub pobożnościowy o charakterze mistycznym, powstały w łonie judaizmu. Występował w historii w trzech odmianach:

  • chasydyzm antyczny lub starożytny, który powstał w IV wieku p.n.e. jako reakcja pobożnej części społeczności żydowskiej na proces hellenizacji, czyli uleganiu wpływom kultury greckiej.
  • chasydyzm niemiecki, zwany tez aszkenazyjskim; wywodził się z południowych Niemiec i rozkwitał na przełomie XII i XIII wieku.
  • chasydyzm polski – powszechnie i potocznie zwany chasydyzmem; najszerzej znana odmiana, m.in. dlatego, że istnieje do dziś. Powstał w XVIII wieku.

Każda z tych odmian jest oddzielnie opisana i każdy zainteresowany może poznać szczegóły. Jednakże nie znajdzie się tam, podobnie jak w poniższej definicji tego, co najważniejsze i co stanowiło, a może i nadal stanowi o istocie chasydyzmu.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1963 tak charakteryzuje chasydyzm:

„Chasydyzm [hebr. ‘prawy, sprawiedliwy, bogobojny’], żydowski ruch religijno-mistyczny, powstały w latach 30-tych XVIII wieku na Podolu. Twórcą chasydyzmu był Baalszemtow, który wkrótce pozyskał liczne rzesze zwolenników wśród Żydów na ziemiach polskich, Ukrainie, Białorusi, w Rumunii i na Węgrzech. Źródła chasydyzmu sięgają XVII wieku, okresu powstań kozackich i obcych najazdów, w czasie których miały miejsce masowe prześladowania ludności żydowskiej na Ukrainie. Skłoniło to masy żydowskie do szukania ucieczki w wierze, co prowadziło w 2 połowie XVII i 1 połowie XVIII wieku do wyłonienia się wielu sekt (sabataizm, frankiści). Tłem społecznym chasydyzmu była niechęć mas żydowskich do oligarchii kahalnej, do bogaczy i uczonych talmudystów. Szerzeniu się idei wolnomyślnych wśród Żydów sprzyjały próby reformy stosunków społeczno-politycznych kraju, które dotknęły również problematyki żydowskiej. Rozwiązanie sejmów ziemskich żydowskich 1764 (waad) zlikwidowało ekonomiczną i religijną supremację plutokracji kahalnej nad biedotą żydowską. Ideologia chasydyzmu oparła się na tradycyjnym, talmudycznym judaizmie oraz na kabale. Adoracja Boga w chasydyzmie oparta była na uproszczonym rytuale, połączonym ze śpiewem i tańcem (często graniczącym z ekstazą). Filozoficzną podstawę chasydyzmu stanowił chabad. Centralną rolę w chasydyzmie odgrywał cadyk. Przeciwko chasydom występowali mithnagdim [hebr. ‘przeciwnicy’], zwolennicy tradycyjnych form religijnych. W XIX i XX wieku chasydyzm był ostoją ciemnoty i zacofania wśród Żydów, zwalczał wszelkie ich postępowe i emancypacyjne ruchy społeczne. Niemal zupełny zanik chasydyzmu nastąpił w czasie II wojny światowej wraz z wymordowaniem przez hitlerowców wielu milionów Żydów. Nieliczne grupy zwolenników chasydyzmu przebywają obecnie m.in. w Izraelu i USA.

Chabad [inicjały hebr. wyrazów: hokhmā ‘mądrość’, bînā ‘rozsądek’, dēa ‘wiedza, poznanie’], teoretyczny system poglądów religijnych odłamu chasydyzmu rozprzestrzenionego na Litwie; wysuwa na czoło poznanie, neguje rolę cadyka i elementy ekstazy w religijnej praktyce chasydyzmu.”

W tym opisie brak tego, czym naprawdę był chasydyzm, ale w tym wypadku chodziło mi o to, by pokazać jak w PRL-u opisywano ten ruch. Jakże różna jest PRL-owska jego interpretacja i postrzeganie od tej Jeske-Choińskiego i Rolickiego.

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce pisze:

»Kabalistyka żydowska gasła powoli, jako odrębna sekta, ustępując w Polsce miejsca nowej sekcie, zwanej chasydyzmem. Stworzyło ją dwóch rabinów, Izrael Beszt z Międzyborza (1698-1759r.) i Beir z Międzyrzecza (1700-1772 r.). Obaj byli wyznawcami księgi Zohar i Kabały, uchodzący za cudotwórców (cadyków). Tym cudotwórcom przyszło na myśl osłodzić życie byłym talmudystom. Więc zdjęli z nich jarzmo wszelkich ascetycznych ćwiczeń i pozwolili im „podnosić ducha” wesołym życiem z dobrym humorem. Nic dziwnego, że się ta reforma spodobała Żydom, terroryzowanym przez Talmud. Przeszedłszy do sekty, zwanej chasydim, żyli sobie wesoło, często rozwiąźle, szczęśliwi, że można być chasydem (pobożnym), a hulać co się zmieści. Ten pomysł cadyków zebrał ogromną gromadę chasydów, istniejących dotąd w Polsce. Niezwykły „pietyzm” żydowski wieku XVII i XVIII rozlał się z Polski szeroko, bo na Węgry, Rosję i kraje naddunajskie.

Głównym patronem tej dziwacznej sekty był Izrael Beszt. Dowiadujemy się od Hilarego Nussbauma („Szkice historyczne z życia Żydów w Warszawie”), że wmówił w swoich zwolenników, iż „przy pomocy hałaśliwego odprawiania modlitwy, wysilania się w natężonych ruchach, kiwania i wstrząsania całym ciałem, zdolny jest przenikać w nieskończoność. Dusza jego wtedy ulatuje w świetlane sfery, wznosi się w niebiosa, widzi oblicze Boga, wchodzi w rozmowę z aniołami i jest w stanie za ich pośrednictwem, łaskę Bożą, szczęście, a głównie odwrócenie grożącego niebezpieczeństwa uprosić. Zalecał też swoim owieczkom naśladować go w krzykliwym modleniu się, utrzymując, że modlitwa to rodzaj małżeńskiego związku między człowiekiem a majestatem Boskim i dlatego wymaga fizycznego bodźca, cielesnego wstrząśnięcia, co krzykiem, ruchem, kiwaniem się i gestykulacją najłatwiej się osiąga.

Dalej głosił, że „tylko przy wesołym usposobieniu, jak skakanie, śpiewanie, klaskanie itd. odprawiane modlitwy zagrzewają duszę i ciało, wzniecają płomień modlitwy i mogą niechybnie łaski oblubienicy niebieskiej uzyskać”.

Zabawna ta, krzykliwa, skakająca, kiwająca się, wstrząsająca całym ciałem przy modlitwie, a hulająca poza modlitwą sekta…

Z tej dziwacznej reformy wykwitła dla cadyków cala góra złota. Bowiem nie wolno się zbliżać chasydowi do cadyka bez datku, stosownie do jego możności. Bogaty musi za audiencję u cudotwórcy płacić słono.

Chorzy i nieszczęśliwi chasydzi spieszą po zdrowie albo uspokojenie duszy do nieomylnego, według nich, cadyka i błagają go o wstawiennictwo przed tronem Boga.

Cadyk radzi, obiecuje i zgarnia mamonę, potrzebną mu do utrzymania licznego dworu, którym się otacza, niby panujący książę. W białych jedwabnych sukniach chodzi i w sobolach. Swoją mądrość cudotwórczą podtrzymuje i odświeża bezustannym odczytywaniem Zohara.

Najzaciętszym wrogiem chasydów był rabin wileński, Eliasz (1780-1797 r.), mąż energiczny i nieugięty. Wypędził on chasydów z Wilna a księgi ich kazał spalić (w roku 1772). Gdy jeden z przewodników nowej sekty, Jakub Józef Kohen, mowy swe wydrukował (w r. 1780), wyklął go razem z innymi rabinami.

W chwili, kiedy chrześcijaństwo nie znało już prześladowań religijnych, wojowały ze sobą dwa stronnictwa żydowskie (w Polsce) z namiętnością nieubłaganych wrogów. Wielu chasydów powędrowało wówczas na Sybir z łaski rabinów, którzy się za pomocą donosu pozbywali niemiłych im przeciwników. Niejeden chasyd poszedł na Daleki Wschód jako – przestępca polityczny, choć nie wiedział nawet, co to sprawa polityczna.

Ta nienawiść prawowiernych talmudystów nie złamała jednak oporu chasydów. Chasydzi zostali chasydami, nie zrzekłszy się narodowości i religii żydowskiej.«

Żeby jednak zrozumieć istotę chasydyzmu wypada zacząć od początku, od chasydyzmu antycznego. Już w bardzo zamierzchłych czasach, w okresie zetknięcia się Żydów z Asyrią (VIII w. p.n.e.) i Babilonią (VI w. p.n.e.) pojawia się tajne „stowarzyszenie pobożnych” (chassidim). Bez nich reformy Ezdrasza i Nehemiasza nie doszłyby do skutku. To oni, w krytycznym momencie, sprowadzają z Babilonii Nehemiasza. Dzięki nim dochodzi do odbudowy Jerozolimy po jej zburzeniu w 586 r. p.n.e. przez babilońskiego władcę Nabuchonodozora. Gdy około 200 r. p.n.e. Judea dostaje się pod panowanie Syrii, „pobożni” organizują partyzantkę przeciwko jej wojskom. Wprawdzie zostaje ona rozbita, ale stowarzyszenie pobożnych działa dalej. Na czele ruchu staje Matatiasz, pochodzący z rodu Machabeuszów (Hasmoneuszów) i rozpoczyna wojnę podjazdową. Z ukrycia napada na wojska syryjskie.

W tym właśnie czasie niewidzialna ręka rozpowszechnia wśród Żydów dwie księgi o charakterze mesjanistycznym: Księgę Estery i Księgę Daniela. Ta ostatnia wyszła od „pobożnych” i prorokuje upadek państwa syryjskiego i przejście władzy do „narodu świętych”, któremu złożą hołd wszyscy królowie świata. Co ciekawe, to właśnie Księga Daniela stała się w XVI wieku inspiracją dla ruchów komunistyczno-rewolucyjnych.

W rodzie hasmonejskim władza świecka połączyła się z duchową. Jednak ponad nimi była jeszcze trzecia. W czasie powstań Machabeuszów (167-160 p.n.e.) pojawia się „wysoka rada” złożona z „mędrców”. Jest ona zewnętrzną emanacją „stowarzyszenia pobożnych”, a właściwie ich kierowników. Rada ta to „Sanhedryn”. W jego obrębie ścierają się dwa ortodoksyjne kierunki : Saduceusze i Faryzeusze. Saduceusze byli wierni Zakonowi, ale byli zwolennikami asymilacji. Faryzeusze, należący do „pobożnych”, wprost przeciwnie, wierni reformom Ezdrasza i Nehemiasza, odgrodzili Żydów od innych narodów, wpoili im nienawiść do innowierców. Najskrajniejszy odłam „pobożnych” usunął się z życia politycznego i stworzył związek Esseńczyków.

„Najpierwsze gminy wytworzyły się na wschodzie, ekonomicznie najdalej rozwiniętym, a zwłaszcza wśród żydów, wśród których już około r. 100 przed Chr. Napotykamy tajny związek komunistyczny – związek Esseńczyków.” – Karol Kautsky, Historia komunizmu w starożytności i średniowieczu. Był to więc pierwszy zalążek ruchu komunistycznego, który utworzyli najbardziej zagorzali ze „stowarzyszenia pobożnych” (chassidim).

Po powstaniach Machabeuszów, około 140 roku p.n.e., udało się Żydom opanować Jerozolimę. Szymon Hasmonejczyk otrzymuje godność duchowego arcykapłana i wodza narodu (nassi). Panowanie książąt hasmonejskich to rozkwit ekonomiczny żydostwa. W Palestynie następuje „odgrodzenie”, ale na zewnątrz, poza jej granicami, wprost przeciwnie, żydostwo promieniuje. Aleksandria staje się głównym ośrodkiem jego skupienia. Mieszka w niej około miliona Żydów i gromadzą się w dwóch dzielnicach. Trudnią się głównie zamorskim handlem zbożem. Docierają do Rzymu i tworzą tam liczną kolonię kupców i bankierów.

Królowie egipscy nadają Żydom równouprawnienie obywatelskie i samorząd. Ich zwierzchnikiem jest etnarcha. W jego ręku skupia się władza administracyjna i sądownicza. To pierwszy przypadek autonomicznego żydowskiego sądownictwa w krajach rozproszenia. Później, w wiekach średnich, staje się to ich zasadniczy przywilej.

W Palestynie Zakon rozwija się. Dzięki Faryzeuszom poszerza się istniejące poza Torą, przekazywane ustnie, tradycyjne prawo tzw. Halacha – poprzedniczka Talmudu. Obok niej ma miejsce wykład Agady, która ma charakter mesjanistyczno-polityczny. Z niej wywodzi się kabała żydowska. A więc: Halacha – Talmud, Agada – kabała żydowska.

Wydawało się, że wszystko szło w jak najlepszym kierunku, żydostwo kwitło, aż tu nagle na granicach Judei pojawia się Rzym. Zburzenie przez Rzymian świątyni w Jerozolimie w 70 roku oznacza koniec państwa żydowskiego.

W imperium rzymskim „pobożni” wywoływali zamieszki i powstania. Ich skrajne ugrupowanie tzw. zeloci doprowadzili do masakry Greków i Rzymian w Cyrenajce, Egipcie i na Cyprze. Powstanie Bar-Kochby (132-135 n.e.) w Palestynie też było ich dziełem. W Izraelu „pobożni” zawsze byli nosicielami „mesjańskich marzeń”. W stosunku do nieżydów byli odłamem najbardziej skrajnym, bezwzględnym i rewolucyjnym. Po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa członkowie zelotów schronili się na Półwyspie Arabskim. I to oni kierowali narodzinami islamu. W wyniku upadku Rzymu tworzy się pewna pustka. Zanim powstanie nowy porządek mija trochę czasu. W żydostwie też dokonują się różne zmiany. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela, wydanej w1932 roku, pisze:

»W wiekach średnich spoidło, jakie stanowił związek „pobożnych”, zastąpiły więzy Talmudu. Kabała obejmowała tylko szczupłe koła. Dopiero kabała praktyczna Lurii występuje już jako więź obejmująca szerokie koła żydostwa. Z początku kabała praktyczna nie walczy z Talmudem, nie usiłuje go zastąpić. Dopiero Sabbataj Cwi, ogłaszając się mesjaszem w Turcji, uderzył we wszechpotęgę Talmudu. Pod koniec XVII w. istnieją niejako dwie odrębne organizacje pospólstwa żydowskiego na wschodzie Europy: talmudyści i kabaliści praktyczni. Obie przenikają się wzajem i są sobie niechętne. Stan ten w imię mesjańskich planów żydowskich nie mógł trwać długo. Kierownictwo Izraela musiało widzieć jasno, że Talmud, dobry w średniowieczu dla odgrodzenia żydostwa, teraz w okresie bardziej bojowym, gdy żydostwo szło do ofensywy, stracił swą wartość organizacyjną. Przyszłość leżała z jednej strony w organizacjach pozornej asymilacji na zachodzie Europy, a więc w wejściu do lóż wolnomularskich, z drugiej strony zaś na wschodzie Europy, gdzie żydostwo, skupione gęsto, mogło występować bez maski, w organizacjach kabały praktycznej, a więc w praktykach kabalistycznych, przyspieszających nastanie ery mesjańskiej i wiążących adeptów w ścisłe związki ofensywne w stosunku do nieżydów. Na zachodzie Europy organizacje talmudyczne padają pod ciosami Mendelssohna, na wschodzie pod naporem Izraela z Międzyborza.

Zarówno Mendelssohn, jak Izrael z Międzyborza zwalczani są przez oficjalne władze żydowskie, lecz mimo to odnoszą zwycięstwo. W ten sposób triumfują przecież i twórcy nowych rytów w wolnomularstwie. I tu i tam – starodawnym obyczajem Izraela – rewolucji dokonują z góry jacyś „nieznani przełożeni”. Aby ułatwić sobie zadanie na wschodzie, nawiązuje się do tradycji historyczno-rewolucyjnych tajnego związku „pobożnych” (chasydów). Organizacja, stworzona przez Izraela z Międzyborza, zwie się nowochasydzką; z biegiem czasu w XIX w. zanikł ten dodatek, wskazujący na coś nowopowstałego; na wschodzie Europy działa już po prostu organizacja chasydów, czyli starożytny związek „pobożnych”. Od odnowienia chasydyzmu liczą żydzi nowy okres w swych dziejach.

Organizacja chasydzka pomyślana została jako tajny związek wielostopniowy i zbudowany hierarchicznie o zakrytych celach. Wiemy już od Maimona, ze kabała posiadała dwa misteria. Małe misterium, to były filozoficzne sekrety, zagmatwane i ciemne, zaś wielkie misteria – to były tajemnice polityczne. Na szczycie hierarchii organizacyjnej chasydów ukryto te tajemnice polityczne w ten sposób, by pozostały niedosięgłe nawet dla bezpośrednich wykonawców. W ten iście judejski sposób zapewniono sobie sprawność organizacji, tak samo zresztą, jak w wolnomularstwie.

„Droga jest ciężka. Łańcuch ludów i pokoleń. Jeden pomaga drugiemu. Baalszem, twórca chasydyzmu, mówił o tym właśnie w pewnym porównaniu, jak nam opowiada Martin Buber: oto ludzie stali pod bardzo wysokim drzewem. Jeden z tych ludzi miał oczy, aby mógł widzieć. I widział: na szczycie drzewa stał ptak, wspaniały w swej nieziemskiej piękności. Inni nie widzieli tego ptaka. I tego człowieka ogarnęło tęskne pragnienie dojść do tego ptaka i wziąć go; nie mógł odejść bez tego ptaka. Ale wobec wysokości drzewa nie mógł ptaka dosięgnąć, a drabiny nie można było znaleźć. Jednak w tęsknocie potężnej znalazł dla duszy swej radę. Wziął ludzi, którzy stali wokół niego i postawił jednego na drugim każdego na ramionach jego towarzysza. Sam zaś stanął na najwyższym, tak że doszedł do ptaka i wziął go. A ludzie, choć temu jednemu pomagali, nie wiedzieli nic o ptaku i nie widzieli go. On zaś, który wiedział o ptaku i widział go, nie mógłby bez nich do niego dojść. Gdyby jednak najniższy z nich opuścił swoje miejsce, musiałby najwyższy upaść na ziemię. Zaś swiątynia mesjasza zwana jest w księdze Zohar gniazdem ptasim.” – Heinrich Kohn, Die politische des Judentums.

„Stowarzyszenie pobożnych miało cel mniej więcej taki, jaki zakon iluminatów w Bawarii i posługiwało się nader podobnymi środkami”. – Salomon Maimon, Autobiografia.

Słowa te pisze Maimon w Niemczech, w kilka lat po ujawnieniu archiwum iluminatów przez rząd bawarski, oraz w chwili uwięzienia Ludwika XVI przez szalejącą już rewolucję. A więc chasydyzm i iluminaci wytknęli sobie ten sam cel i środki: mówiliśmy już wyżej, że celem tym u iluminatów było zniszczenie religii chrześcijańskiej, władzy świeckiej i prawa własności, środkiem zaś miała być rewolucja światowa. Chasydzi – jak już nadmieniłem – pokrewni byli esseńczykom, a więc komunistycznemu odłamowi starożytnego stowarzyszenia „pobożnych”. Tamci byli raczej teoretykami, ci jednak uzdolnieni do czynu przez kabałę praktyczną – stali się już czynnym elementem rewolucyjnym – mogli sobie postawić cel taki, jak zakon iluminatów bawarskich i realizować go podobnymi środkami. Z talmudystami chasydzi uporali się już w pierwszych latach XIX w. i odnieśli stanowcze zwycięstwo. Później przeciwnikami ich na terenie ziem polskich byli żydzi postępowi, którzy przez jakiś czas „mieli w ręku” kahały większych miast. Przed rokiem 1863 kahałem warszawskim rządzili już oryginalna spółka: chasydów, czyli ortodoksów z żydami asymilatorami (tzw. żydami – Polakami). Obecnie chasydyzm opanował już w całości pospólstwo żydowskie na wschodzie Europy, a za pośrednictwem mas dostał się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Owładnął wszędzie kahałami i masy żydowskie dzisiaj kierowane są przez owych „mądrych”, mających takie cele, jak zakon iluminatów w Bawarii i posługujących się podobnymi środkami.

Stowarzyszeniu „pobożnych” w pokłony uderzył nawet syjonizm. Oto w syjonistycznej księdze zbiorowej pisze Marcin Buber:

„W XVI stuleciu nie Józef Karo, lecz Izaak Luria, a w XVIII stuleciu nie gaon wileński, lecz Baalszem rzeczywiście umocnili i odgraniczyli żydostwo.”

A więc nie kabała, lecz kabała praktyczna, czyli rozległa organizacja kabalistyczna, nie trzymanie pospólstwa za kark Talmudem, lecz uzdolnienie go do ataku na nieżydów za pomocą „stowarzyszenia pobożnych”; będzie ono powodować tłumami nie drogą postrachu jak talmudyści, lecz przez ich „odurzenie i oćmienie”, przez zahipnotyzowanie przez cadyków, przez stawianie im na wzór owych „dobrych”, zaś w gruncie rzeczy „słabych”.

Od Talmudu do chasydyzmu – to droga od obrony do ofensywy, od odgrodzenia Zakonu do uderzenia w system chrześcijańskiego świata w drodze rewolucji. Oto tak niewinni na pozór dzisiejsi żydowscy ortodoksi.«

To tyle z tych długich cytatów. Książka Jeske-Choińskiego ukazała się w 1920 roku, a Rolickiego w 1932 roku. Dawno temu. Może to wszystko już nieaktualne. A może nie! Kiedy dziś patrzymy na te pielgrzymki chasydów do Leżajska, Lelowa i innych miejscowości, w których kiedyś żyli ci cadycy, to możemy odnieść wrażenie, że chodzi tylko o religię, mistycyzm, a jak jeszcze zobaczy się, jak dużo przy tym piją, tańczą i modlą się, to pomyślimy sobie, że to tacy nieszkodliwi Żydzi. Tak ich się u nas przedstawia. Może i tak, ale nie wszyscy! Filozoficzną podstawą chasydyzmu jest chabad. Na stronie Chabad-Lubavitsch (chabad.org) możemy przeczytać:

„Chabad-Lubavitch is a philosophy, a movement, and an organization. It is considered to be the most dynamic force in Jewish life today.”

Znaczy to, że elita chasydyzmu jest nadal, tak jak w starożytności, najbardziej dynamiczną, czyli dążącą do zmian, siłą żydostwa. Na portalu wPrawo.pl czytamy:

„Chabad Lubawicz deklaruję chęć stworzenia „nowego Izraela”. Miejsce owego tworu ich zdaniem zostało podyktowane przez historię. To dawne tereny Rzeczpospolitej, dziś Polski i Ukrainy. W Dniepropietrowsku już wybudowano gigantyczną siedzibę Chabad Lubawicz zwaną Centrum Kulturalnym Menora. To tam ma się znajdować stolica „nowego Izraela”. W obliczu ponad 70 lat ludobójstwa, które wojska izraelskie przeprowadzają na ludności palestyńskiej, w który zaangażowani są politycy Stanów Zjednoczonych, koncepcja rezygnacji (choćby częściowej) z państwa okupacyjnego na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego wydaje się być bardzo wygodna dla USA, co może wyjaśniać nagłe przejście Trumpa do żydowskich kabalistów i uwiarygodnienia w ten sposób ich religijno-historycznej koncepcji geopolitycznej.”

Tu już nie ma wątpliwości, że chasydzi z Chabad Lubawicz nawiązują bezpośrednio do swoich starożytnych korzeni. Więcej tu: https://wprawo.pl/j-miedlar-trump-przeszedl-na-judaizm-i-stworzy-nowy-izrael-zydowski-publicysta-zginal-po-wyjawieniu-tej-informacji.

Kabała

W tym naszym współczesnym świecie, w którym dzieją się dziwne i niezrozumiałe dla zwykłego człowieka rzeczy, pisanie o kabale może wydać się zupełnie nie na miejscu. A co ona ma wspólnego z rzeczywistością? – mógłby ktoś zapytać. Kabalistą był Reuchlin – główna postać reformacji. Nie mogli się bez niej obejść różokrzyżowcy i masoni. I dziś chyba też nie możemy. Koronawirus COVID-19, jak niektórzy uważają, ma ukrytą symbolikę, której wyjaśnienie można znaleźć tu: https://ewinia-nowyekran-pl.neon24.pl/post/153735,5g-a-koronawirus-operacja-wojskowa. A premier przeznaczył na tarczę antykryzysową 212 miliardów złotych. Dlaczego akurat 212, a nie 200 czy 220? Czy taki układ cyfr i symetria coś znaczą? A może liczba 12 ma ukryte znaczenie. Czy ma to być jakiś przekaz? A jeśli tak, to do kogo?

Czymże jest więc ta kabała? W Wikipedii mamy bardzo obszerny jej opis, którego przebrnięcie może spowodować mętlik w głowie i dlatego wybrałem tylko fragment:

»Kabała (hebr. ‏„otrzymywanie, przyjmowanie”) – duchowa mistyczno-filozoficzna szkoła judaizmu. Do jej podstawowych źródeł zaliczają się: Tora, Zohar. Ec Haim, Talmud dziesięciu sefirot, Sefer Jecira, Bahir, a także inne dzieła Ari (rabina Icchaka Luria Aszkenazi, znanego także pod imieniem Arizal) oraz Baal Sulama (Jehuda Leib Ha-Lewi Aszlaga).

Przyjmuje się, że kabała jest to mistyczno-folzoficzna nauka pochodzenia izraelickiego. Według Kabały świat materialny oraz światy duchowe, które znajdują się nad nim, zostały stworzone przez Stwórcę w celu sprawienia maksymalnej radości i zadowolenia stworzeniom, co w kabale określa się terminem „zamysł stworzenia”. Jednak cel nie może być osiągnięty bez udziału stworzeń (dusz ludzi), które inkarnują się w materialnym świecie, dopóki poprzez odmianę swojej natury nie staną się godne całej tej błogości, którą Stwórca pragnie im dać zgodnie z „zamysłem stworzenia”. Dzięki nauce kabały człowiek poznaje, w jaki sposób został stworzony świat, jakie prawa nim rządzą, kim jest człowiek i w jaki sposób powinien odmienić swoją naturę, aby stać się podobnym do Stwórcy (według powiedzianego „Stworzył człowieka na swoje podobieństwo”) i osiągnąć połączenie z Nim. Stan ten w kabale nazywa się Końcowe naprawienie „Gmar Tikun” (hebr.), a jego osiągnięcie jest celem studiów.

Mędrcy kabały określają, że w odróżnieniu od innych kierunków duchowych i religijnych kabała jest nauką praktyczną. Człowiek studiujący kabałę powinien realnie poznać, nie umysłowo i teoretycznie, a w praktyce, za pomocą swoich zmysłów, wszelkie światy duchowe oraz prawa w nich obowiązujące. Kabała otwiera ukryte przesłanie Tory, którą rozpatruje jako wskazówki w jaki sposób osiągnąć Końcowe naprawienie. Z punktu widzenia kabały przyczyną wszystkich problemów ludzkości ogólnie i każdego indywiduum z osobna jest niezgodność z prawami wszechświata.«

Kabała jest więc właściwym odczytaniem Tory, czyli pierwszych pięciu ksiąg Biblii. Jeśli ktoś jest w stanie tego dokonać, to połączy się ze Stwórcą.

Z kolei Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1965, pisze tak:

»Kabała [hebr. quabbālā ‘tradycja’], mistyczno-apologetyczna nauka w judaizmie; w epoce talmudycznej (do V w.) termin „k” oznaczał normy prawa mozaistycznego (mojżeszowego – przyp. mój), przekazane przez ustną tradycję, oraz ich interpretację; w żydowskiej filozofii średniowiecznej k. rozwinęła się (XII w.) w system teozoficzno-filozoficzny, oparty na neoplatońskiej teorii emanacji, jako reakcja przeciwko racjonalistycznej filozofii Majmonidesa; do rozwoju k. przyczyniły się w dużej mierze prace Nachmanidesa. W XIII w. ukazało się podstawowe dzieło kabalistów – tajemna księga Zohar, napisana po aramejsku, która zawierała systematyczny wykład k. teoretycznej. W XIII-XIV w. Zohar rozpowszechnił się w pd. Francji, we Włoszech, w Hiszpanii, skąd przeniknął również do Palestyny. Kabała zajmowała się metafizycznymi rozważaniami na temat istoty Boga i jego działania oraz kwestią powstania świata i stworzeń. Kabaliści uważali, że prawdziwy i istotny sens Biblii znajduje się w jej podtekście; wierzyli w magiczną siłę świętych liter tekstu biblijnego, a szczególnie w możliwość oddziaływania na zjawiska zachodzące w przyrodzie i społeczeństwie za pomocą kombinacji liter imienia boskiego. Wychodząc z założeń tej teorii I. Luria rozwinął tzw. k. praktyczną, obejmującą system magii i egzorcyzmów.

Zawarte w k. elementy magii i symbolizmu przyczyniły się z czasem do zwulgaryzowania pojęcia k. ; mianem „kabalistyka” zaczęto oznaczać pewne rodzaje spirytyzmu i okultyzmu; potocznie k. – wróżenie z kart, wróżba.«

W opisie z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej dochodzi dodatkowe wyjaśnienie: wiara w magiczną siłę świętych liter tekstu biblijnego. Natomiast w Słowniku Wyrazów Obcych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002 mamy taką definicję kabały:

Kabała 1. wróżenie z kart, z ręki, z liczb, znaków itp.; wróżba. 2. pot. trudne położenie, kłopoty, tarapaty. 3. rel. zbiór doktryn rozwiniętych w judaizmie średniowiecznym, zajmujących się metafizycznymi rozważaniami na temat istoty Boga oraz kwestią powstania świata i stworzeń, uznających hierarchię istot pośrednich między Bogiem a stworzeniem i wędrówkę dusz ku Bogu. (fr. cabale, przez jidysz z hebr. quabbālāh ‘tradycja ustna’ [w przeciwieństwie do ksiąg świętych, Biblii]).

Jak widać jest to dosyć skomplikowane, ale nawet samo słowo „kabała” jest różnie tłumaczone. Wikipedia tłumaczy to jako „otrzymywanie, przyjmowanie”, Wielka Encyklopedia Powszechna – jako „tradycja”, Słownik Wyrazów Obcych – jako „tradycja ustna”. Definicja słownikowa informuje nas o tym, że stworzenia uznają hierarchię istot pośrednich pomiędzy nimi a Bogiem, o czym nie informowała Wikipedia i Encyklopedia.

Jednym z głównych bohaterów powieści Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie jest kabalista don Pedro de Uzeda, którego prawdziwe nazwisko to Sadok Ben Mamun. Opowiada on swoją historię, w której wyjaśnia, czym jest kabała:

„Gdy zacząłem szesnasty rok, ojciec postanowił nas przypuścić do tajemnic kabały Sefirot. Naprzód dał nam do rąk Sefer Zohar, czyli tak zwaną Jasną Księgę, z której nic nie można zrozumieć, tak dalece jasność dzieła ślepi umysł patrzących. Następnie zagłębialiśmy się nad Sifra Dizeniutą, czyli Tajemniczą Księgą, w której najzrozumialszy okres może wybornie ujść za zagadkę. Na koniec przystąpiliśmy do do Idra Rabba i Idra Zutta, to jest do Wielkiego i Małego Sanhedrynu. Są to rozmowy, w których rabbi Szymon, syn Jochaja, autor dwóch poprzednich dzieł, zniżając styl do potocznej rozmowy, udaje, że naucza swych przyjaciół najprostszych rzeczy, tymczasem zaś odsłania im najbardziej zadziwiające tajemnice, a raczej wszystkie te objawienia pochodzą prosto od proroka Eliasza, który po kryjomu opuścił niebieskie krainy i był obecny wśród rozmawiających pod przybranym nazwiskiem rabina Abby.

Być może, że wy wszyscy wyobrażacie sobie, jakobyście nabyli prawdziwego pojęcia o tych boskich księgach z tłumaczenia łacińskiego, wydanego wraz z oryginałem chaldejskim w roku 1684 w małym miasteczku niemieckim, zwanym Frankfurt, ale śmiejemy się z zarozumiałości tych, którzy sądzą, że dość zwyczajnego wzroku ludzkiego, aby móc czytać w tych księgach. Wystarcza to zapewne w niektórych językach teraźniejszych, ale w hebrajskim każda litera jest liczbą, każdy wyraz przemądrą kombinacją, każde zdanie straszliwą formułą, która, gdy ją kto potrafi wymówić z potrzebnym przydechem i akcentami, z łatwością może poruszać góry i osuszać rzeki.

Wiecie dobrze, że Adonaj słowem stworzył świat i następnie sam zamienił się w słowo. Słowo wprawia w ruch powietrze i umysł, działa na zmysły i dusze zarazem. Chociaż nie jesteście wtajemniczeni, zdołacie jednak z tego wywnioskować, że słowo jest koniecznym pośrednikiem między materią a wszelkim umysłem.”

Tekst powieści jest opatrzony wyjaśnieniami użytych w nim terminów, nazw itp., bez których zrozumienie jej byłoby trudne, więc i ja muszę je zamieścić:

Sefirot – w kabale określenie dziesięciu elementów, tworzących jedność bóstwa: Świetlisty krąg, Mądrość i Inteligencja; Wdzięk, Siła i Uroda; Zwycięstwo, Chwała i Fundament; Królestwo. Ich interpretacji poświęcona jest m.in. Sefer Sohar.

Sefer Sohar – „Księga blasku”, biblia kabalistów, napisana po aramejsku w XIII w. przez Mojżesza z Leonu na podstawie różnych przekazów starożytnych. Mojżesz z Leonu zmistyfikował autorstwo, przypisując je żyjącemu w II w. n.e. rabinowi Ben Jochai, który napisał m.in. do dziś nie odnaleziony komentarz do Pięcioksięgu: Sefer Sohar.

Sifra Dizeniuta – „Księga tajemna”, stanowi część Sefer Sohar.

Idra Rabba (hebr.) – Wielka Sala.

Idra Zutta (hebr.) – Mała Sala.

sanhedryn (hebr.) – 1) sąd, trybunał. W starożytnej Jerozolimie najwyższy sąd żydowski, zwany sanhedrynem, funkcjonował w dwóch kompletach: jako wielki, złożony z 71 członków – dla spraw świeckich, oraz jako mały, w składzie 23 członków – dla spraw religijnych. 2) nazwa jednego z traktatów Talmudu, który mówi o wymiarze sprawiedliwości i o postępowaniu sądowym. W jednej z ksiąg komentarzy do Talmudu zawarte są uwagi o Sanhedrynie w formie dysputy.

Eliasz – postać biblijna (IX w. p.n.e.). Tradycja żydowska podaje, że pojawi się on na ziemi po raz wtóry, zgodnie ze słowami Biblii: „Oto ja poślę wam Eliasza proroka, pierwej niźli przyjdzie dzień Pański…” (MI 4, 5). Eliasz jest bohaterem wielu legend żydowskich.

Abba Areka (175-247) – rabin, komentator Biblii.

z tłumaczenia łacińskiego – głównym źródłem, z którego uczeni europejscy czerpali swe wiadomości o kabalistyce, było dzieło, które napisał Christian Knorr von Rosenroth (1636-1689), pt. Kabbala denudata, t. I, Sulzbach, 1677-78, t. II, Frankfurt n/M, 1684.

osuszać rzeki – w kabalistyce znaczną role odgrywało przekonanie, że każde słowo Biblii, każda litera i znak zawierają w sobie niezgłębione tajemnice, że ich pojmowanie dosłowne jest tylko szatą zewnętrzną i że ten, kto potrafi z nich wyczytać znaczenie wewnętrzne, może dokonywać cudów, zmieniać bieg przyrody itd.

Adonaj (hebr.) – Bóg.

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce też wspomina o kabale:

»Około r. 1200 przypomniał sobie ślepy rabi Izaak z dwoma uczniami, Asrielem i Ezdraszem, mistyczną naukę persko-macedońską, uprawianą już przez Żydów w niewoli babilońskiej. W Talmudzie, głównie w księgach Zohar, spotyka się ową naukę mistyczną, opracowaną podobno w jakiejś jaskini przez Symona-ben-Johaja. Naukę tę nazwano „Kabałą” (Kaballą), albo „masora” (podaniem).

Pierwsi kabaliści żydowscy zajmowali się tylko Bogiem i stworzeniem świata. Dopiero następcy ich dopełnili Kabałę egzegezami, moralnością, filozofią, tworząc w ten sposób mistyczną filozofię religijną.

Według Kabały unosi się Bóg ponad wszystko, ponad byt i myśl (En-Sof). Objawia się On za pomocą tryskających z Niego promieni w formie dziesięciu „Sefirów”, którym Kabała nadaje poszczególne imiona, stosownie do ich cnót. Posługując się blaskiem Sefirów, może się Bóg objawić śmiertelnikom. Sefirowie zaś mogą się przemienić w żywych, znakomitych, cnotliwych ludzi, np. w żydowskich patriarchów i proroków. Dusze powinny być w świecie duchowym przygotowane, bo mają zejść na ziemię a wejść w ciała ludzkie, aby w tych ciałach mogły odbyć próbę cnoty. Gdyby nie złożyły egzaminu cnoty, muszą wchodzić powtórnie w inne ciała. Dopiero wtedy, gdy wszystkie do wędrówki po ziemi przygotowane dusze urodzą się po ziemsku, może się ukazać dusza Mesjasza i przywrócić wolność wszystkim, ciałem spętanym duszom.

Kabaliści wierzyli w swoją moc cudotwórczą, ich wybitni przedstawiciele (Mojżesz z Kordowy i Izaak Luria) wmawiali w siebie, iż mogą wywierać na każdego człowieka wszelkie wrażenia z pomocą tajemniczych nazwisk boskich albo znaków, postu, gorliwej modlitwy i mogą stać się niewidzialnymi i jasnowidzącymi.

Kabalistów poprał, czego nikt się nie spodziewał, dowódca hiszpańskich Żydów-ortodoksów, Nachmani, wyzyskujący sztukę czarnoksięską do swoich celów osobistych. Za jego przykładem poszło mnóstwo ortodoksów i nieortodoksów żydowskich i stworzyło silną sektę kabalistyczną.

Szeroką falą rozlał się kabalizm po całej Europie, zacząwszy od Hiszpanii, Francji i Niemiec. A nie tylko sami Żydzi uczepili się Kabały, lecz także chrześcijanie. Bawili się nią różnego rodzaju uczeni, badali ją: magicy, alchemicy, astrologowie, czarnoksiężnicy itp., którzy pragnęli koniecznie odkryć tajemnicę świata. Oprócz uczonych zajmowali się Kabałą przebiegli szarlatani, dorabiający się „głęboką mądrością” i „nieomylnymi” wróżbami znacznych majątków. Mundus vult decipi, ergo decipiatur… (Świat chce być oszukiwanym, niech więc będzie oszukiwany – przyp. mój).

Kabała stworzyła także kilku „Mesjaszów”, potrzebnych Żydom. Już około r. 1280 odgrywał Żyd hiszpański (z Saragossy), Abraham ben Samuel Abulafia (1210-1291) rolę Mesjasza, proroka i cudotwórcy. Drugim głośnym „Mesjaszem” był Sabbataj Cwi (1626-1676).

Wiadomość o „prawdziwym” (?) Mesjaszu dotarła także do Żydów polskich. Powitali ją radośnie, któryś bowiem z ich proroków wyznaczył rok 1648, jako termin ukazania się „prawdziwego” Mesjasza. Mesjasz, nasz Mesjasz! – radowali się. – Przyszedł nareszcie i zrobi nas panami całego świata.

Tak ta przepowiednia przewróciła polskim Judaitom głowę, iż stracili ją zupełnie. Licząc na owe panowanie nad całym światem, obchodzili się z ubogimi „gojami”, jak z wytartymi szmatami. Działo się to głównie na Siczy i Wołyniu, a działo się tak niemądrze, iż wywołało wojnę kozacką. Wiadomo, że jakiś Żyd, Zachariasz Sabilenko, wydarł z rąk Chmielnickiego żonę i majątek, co potwierdza Nussbaum w swoich „Żydach w Polsce”. Obrażony i ciężko rozgoryczony Chmielnicki rzucił się nasamprzód z furią na Żydów.

„Prawdziwy Mesjasz” nie ocalił swoich zwolenników, których było dużo w Polsce. Sam wpadł w pułapkę. Przybył do niego z Polski znakomity kabalista, Nehemia, i przypatrzywszy mu się z bliska i uważnie, wywąchał w nim kuglarstwo i oszukaństwo.«

Kabalistyka żydowska, jako odrębna sekta, powoli gasła, ustępując w Polsce miejsca nowej sekcie, zwanej chasydyzmem. Stworzyło ją dwóch rabinów, Izrael Beszt z Międzyborza (1698-1759) i Beir z Międzyrzecza (1700-1772). Obaj byli wyznawcami księgi Zohar i Kabały i uchodzili za cudotwórców (cadyków). Jednak na chasydyzm przyjdzie pora w innym miejscu.

Duży wpływ miała kabała na działalność różokrzyżowców. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela tak pisze:

„Różokrzyżowcy, pominąwszy ich legendy historyczne, przenoszące ich narodziny w głębokie średniowiecze i nawiązujące do jakiegoś kabalisty Rosenkreutza, wywodzą się z dwóch dzieł, przypisywanych niejakiemu Andrea: „Fama Fraternitatis” (Wieść o braterstwie) i „Confessio Fraternitatis” (Wyznanie braterstwa).

W tajnej wiedzy złotokrzyżowców i różokrzyżowców odegrała alchemia niewątpliwie rolę doniosłą, lecz jądro jej stanowią myśli kabalistyczne, które co najmniej już w czasie odrodzenia zdobyły sobie w misteriach Europy prawo obywatelstwa – stanowią jądro nawet w dosłownym znaczeniu wyrazu, albowiem trudno jest do niego dotrzeć, tj. stwierdzić, jak dalece „kabalistyka” właściwa zakonowi pokrywa się z kabałą pierwotną albo z jej chrześcijańskim wykładem przez mistyków odrodzenia. Różokrzyżowcy, mimo że podnosili z naciskiem swą chrześcijańską pobożność, pragnęli niezaprzeczalnie zatrzeć swój związek z kabałą pierwotną; nazwiska Reuchlina nie znajdujemy w żadnym z ich pism. Marsilio Ficino, Pico de Mirandola i Agrippa z Nettesheimu wspominani są rzadko; jeżeli bezpośredniej zależności różokrzyżowców od tamtych nie da się dokumentami udowodnić, to można wykazać zależność pośrednią; mistycy bowiem, na których zakon powołuje się najchętniej i których uważa za swoich, sławią bez lęku Reuchlina, jako największego mędrca kabalistycznego.”

W innym miejscu o masonach pisze tak:

»Rytuały masońskie przesiąknięte są duchem żydowskim. Symbole i przedmioty obrzędowe czerpane są w dużej mierze ze Starego testamentu, albo nawet z kabały. Zależnie od rytu nasilenie judaizacji bywa większe lub mniejsze, w niektórych rytach dochodzi do zażydzenia zupełnego. Tajemnice filozoficzne wolnomularstwa – to tajemnice kabały i magii.

Świątynia Salomona, odbudowa tej świątyni, drabina Jakubowa, Jehowa – oto najczęstsze symbole rytów wolnomularskich.

Już „Fama” różokrzyżowców mówi o drabinie Jakubowej. W rytach szkockich XVIII w. odbywało się „poszukiwanie zaginionego słowa”. Jest to dosłownie to samo, co odbywa się wśród kabalistów żydowskich. Trzeba bowiem wiedzieć, że język hebrajski w zasadzie nie posiada samogłosek, wobec czego znajomość imienia Boskiego wymaga wtajemniczenia. Było ono znane tylko najwyżej wtajemniczonym. Gdy po powstaniu Bar-Kochby Rzymianie stracili cały Sanhedryn z ostatnim Sanhedrystą ben Akibą „zasypane zostały źródła mądrości” i zaginęła tradycja wymawiania Boskiego imienia. Wiadomo tylko, że składa się z trzech spółgłosek J. H. W. Odtąd żydostwo szuka „zagubionego słowa” i szczególnie kabaliści usiłują znaleźć klucz do tej tajemnicy. Wolnomularstwo także i tutaj za wzorem żydowskim poszukuje „zagubionego słowa”. W symbolice masonerii szkockiej tak to wyglądało w XVIII w. według opisu ks. Barruela:

Stopień („Wybranego”) ma dwie części; jedna stosuje się do zemsty Adonirama, który zwie się tutaj Hiramem; druga jest szukaniem słowa, albo raczej świętej nauki, którą ono wyraża, a która została zagubiona. Tak samo i ryt Swedenborga poszukuje „zagubionego słowa”. W stopniach różokrzyżowcowych masonerii szkockiej usiłowano przy pomocy tajemniczej, magicznej figury tzw. pentaculum również odnaleźć zagubione słowo.

Po poszukiwaniu na wyższych stopniach wtajemniczenia okazywało się, że owo słowo zgubione – to Jehowa. Już zresztą owa „Fama Fraternitatis”, od której wywodzą się różokrzyżowcy, kończyła się okrzykiem: „sub umbra alarum tuarum Jehowa!” („pod twymi skrzydłami, Jehowa!”).

Wielki budowniczy, czyli Wyższa Istota wolnomularstwa, to Bóg monoteistycznie pojęty, jak w nauce Izraela, a na domiar wyobrażany panteistycznie i materialistycznie, jak u Spinozy. Prowadzi to pojęcie wprost do „religii naturalnej” wieku tzw. oświecenia, wyłączającej dogmaty katolicyzmu, a w szczególności dogmat Trójcy. W niektórych rytach masońskich, najbardziej judaizujących, zachowała się wiara w Trójcę, lecz pojętą kabalistycznie, jako emanacja Najwyższej Istoty. Ta Trójca kabały dawała rytom masońskim, a także i żydom-kabalistom możność oszukiwania władz kościelnych i świeckich w państwach chrześcijańskich.

Zwolennik Sabbataja Cewi, Nehemia Chija Chajon, z początkiem XVIII w. w Wenecji ogłosił drukiem książeczkę, w której podaje trójcę jako dogmat judaizmu, co prawda nie Trójcę chrześcijańską, lecz sabbatiańską. Tego samego oszustwa dopuścił się później w Polsce Frank podczas pamiętnych dysput.

Tak samo postępują i masońscy wyznawcy Trójcy Św. Swedenborg głosi wiarę w Trójcę, lecz Chrystus jest sam Bogiem Ojcem i Synem Bożym i Duchem Świętym zależnie od tego, czy ujawnia się przez stworzenie, czy odkupienie, czy też uświęcenie.

A teraz według martynistów:

Wykaz trzech potężnych właściwości, wrodzonych Stworzycielowi, daje nam równocześnie ideę niezrozumiałej tajemnicy Trójcy: 1) Myśl dana Ojcu; 2) Słowo lub Zamiar, przypisane Synowi; 3) Działanie, przypisywane Duchowi. Skoro Wola następuje po Myśli, zaś Czyn jest wynikiem Myśli I Woli, to Słowo pochodzi od Myśli zaś Działanie pochodzi od Myśli i Słowa.

Oto znowu emanacyjne pojęcie Trójcy, przejęte z kabały. W ogóle można powiedzieć w ślad za pisarzem katolickim, że „okultyści, gnostycy, kabaliści, martyniści, różokrzyżowcy podają sobie ręce. Studiując głębiej te systemy, odkryto by zapewne, że pochodzą z tego samego źródła pierwotnego, z kabały, zaś żydostwo jest ich wspólnym inspiratorem”. – Ks. Emmanuel Barbier, Les infiltrations maçonniques dans l’Eglise.

I to ostrzeżenie ma niezmierną doniosłość, skoro ci najbardziej wtajemniczeni masoni usiłują kabałę podsunąć Kościołowi i sieją zamęt, jak dziś teozofowie i tzw. biali, czyli chrześcijańscy magicy, pragnąc Kościół połączyć z wtajemniczeniem kabalistycznym. Typowym przedstawicielem tego kierunku był w drugiej połowie XIX w. Eliphas Lévi, którego książki magiczne po dziś dzień mają wielki popyt w niektórych kołach, nawet w Polsce.

Eliphas Lévi (ks. Ludwik Constant) , autor wielu dzieł okultystycznych, zmarły w 1875 r. był także przyjęty do zakonu różokrzyżowców; został przez nich zganiony za wydanie tych dzieł, w których ogłosił publicznie o wiele więcej z zakresu tajnej nauki niż należało sobie życzyć.

Ten oto niedyskretny magik „chrześcijański” takim wezwaniem kończy jeden ze swych rozdziałów:

“Powiedzmy teraz, że papiestwo albo musi zginąć, albo spełnić wiernie ten program. Spełni go, jeżeli dogmat, zanurzony ponownie w swym źródle, zostanie rozjaśniony blaskiem kabały. Żydzi, ojcowie nasi, ten naród pracowników i męczenników, oto dom Izraela, który wyczekuje swej godziny; książki okultystyczne, zawierające prawdziwą wiedzę, czekają również na godzinę narodów. Izrael na zbawi, on, którego ukrzyżowaliśmy tak, jak on ukrzyżował naszego Zbawiciela.”

Ten magik i różokrzyżowiec, zganiony za niedyskrecję, nie tai przed nami związku, zachodzącego między kabałą, magią a wolnomularstwem. W imieniu wtajemniczonych w kabałę i magię oświadcza niedwuznacznie. „Uważamy tajemnicę wysokiej masonerii za naszą własną”. I z tej wysokości czyni nam w innej książce zwierzenie, rzucające blask światła na całą istotę wolnomularstwa:

„Związki wolnomularskie utworzyły się więc i przejęły tradycję zatraconą przez żydów i zakazaną przez chrześcijan, albowiem nawet nazwa i właściwości wolnomularstwa odnoszą się do odbudowy świątyni, do tego powszechnego marzenia kabały.”«

Masoneria przesiąknięta jest żydostwem i całkowicie na jego usługach. Zapewne mało kto wie, że Wielki Wschód to cześć Świątyni Jerozolimskiej, zwana Miejscem Najświętszym.

Podsumowując, można powiedzieć, że na początku była kabała żydowska tj. pierwotna. Z niej wywiódł Izaak Luria kabałę praktyczną obejmującą system magii i egzorcyzmów. W renesansie pojawia się kabała chrześcijańska, która była chrześcijańskim wykładem kabały pierwotnej. Jej wybitnymi przedstawicielami byli m.in. Pico de Mirandola, Johann Reuchlin, Christian Knorr von Rosentoth. Kabała hermetyczna jest podstawą filozofii tajnych związków, różokrzyżowców. Zapożyczyła z kabały żydowskiej, astrologii, alchemii, religii pogańskich. Czerpała z Egiptu i tradycji grecko-rzymskich. Sama nazwa wywodzi się od bóstwa zwanego Hermes Trismegistos (Hermes Po Trzykroć Wielki). To “synkretyczne bóstwo hellenistyczne powstałe z połączenia cech greckiego boga Hermesa i egipskiego Thota, inspirowane również mistycznymi prądami judaizmu i magią żydowską oraz być może wierzeniami perskimi, często identyfikowane również z biblijnym patriarchą Henochem oraz Serapisem i Hermanubisem“. – Wikipedia. W najnowszym wydaniu powieści Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie z 2015 roku czytamy objaśnienie: Hermes Trismegistos czy też Thot, bóg Egipcjan, ojciec wszystkich nauk i sztuk, wynalazca alfabetu i pisma, ale zwłaszcza źródła wszelkiej filozofii tajemnej.

Kabała jest takim samym żydowskim wynalazkiem jak giełda i wolny rynek. Z niej wywodzi się astrologia, alchemia, wróżenie z kart, z ręki, z liczb, posługiwanie się symbolami, nadawanie ukrytego znaczenia cyfrom, liczbom, wyrazom. Wykorzystywali ją różni wróżbici, prorocy itp. I obecnie chyba nie jest inaczej, sądząc po tym, jak popularne są różnego rodzaju horoskopy, wróżbici, jasnowidze. Ci ostatni są w tym trudnym czasie bardzo aktywni. A ja się tylko zastanawiam, czy te 212 miliardów to przypadek, czy może jest w tej liczbie jakiś ukryty przekaz?