22 czerwca

Są pewne daty, o których nie zapominam. Nawet w takim momencie, gdy nasza reprezentacja dostarcza nam wielu wrażeń, skrajnych zresztą. Jedną z nich jest 22 czerwca – początek wojny niemiecko-radzieckiej. Było to 22 czerwca 1941 roku. Mamy więc w tym roku okrągłą 80-tą rocznicę tamtych wydarzeń. Nie byłoby tej wojny, gdyby nie było wojny polsko-niemieckiej i agresji radzieckiej z dnia 17 września 1939 roku. Żeby doszło do tego konfliktu, należało uprzednio usunąć przeszkodę, jaką była Polska, odgradzająca oba państwa. Czy zatem już wówczas wiedziano, jaki będzie bieg wydarzeń? Analiza faktów, które zamieścił w swojej powieści Nie trzeba głośno mówić Józef Mackiewicz, skłania do takich wniosków, choć on sam w przedmowie do niej pisał:

Akcja powieści toczy się na tle zdarzeń historycznych, ściślej: pewnych fragmentów minionej wojny, i jest z nimi związana. Przedstawienie tych zdarzeń w powieści nie ma na celu narzucania czytelnikowi jakiejkolwiek „tezy”, bądź podejmowania „polemiki politycznej”. Jest wyłącznie próbą opisania tego co było.

Zastosowałem metodę wprowadzania postaci powieściowych w bezpośrednie zetknięcie nie tylko z autentycznymi wypadkami, ale też z autentycznymi ludźmi działającymi w tamtym czasie. Odbiega to, rzecz jasna, od formy klasycznej powieści. Nie wydaje mi się jednak, aby konwencja ograniczająca w tym względzie swobodę autorską była słuszna. Jestem zwolennikiem w twórczości literackiej swobody nieograniczonej.

Początkowo Mackiewicz wkłada w usta jednej z postaci tej powieści takie słowa:

„Ćwierć wieku największego w dziejach szpiegostwa policyjnego, terroru psychicznego, ewidencji ludzkiej myśli; mieszkańców wszystkich swoich krajów zmieniono w szpiclów i donosicieli; przewidziano każdy odruch ludzki, wyniuchano, zdawałoby się, pod czaszką o czym kto śni w nocy, zarejestrowano w kartotece kiedy chodzi srać i wiele razy dziennie robi siusiu; podsłuchy i mikrofony pod każdym łóżkiem i w każdym wychodku. Wszystko, aby uchronić ustrój komunistyczny przed niespodzianką. Zgnojono każdego jednego. I po ćwierć wieku stosowania tego genialnego wynalazku, dają się oni jednego ranka zaskoczyć przez milionowe armie, które raptem wychodzą z krzaków!”

Następnie przechodzi do bardziej szczegółowego opisu tego, co działo się przed agresją:

»Rok temu, w połowie lipca 1940 roku, Hitler zawezwał do siebie naczelnego dowódcę armii lądowych, generała von Brauchitscha, i szefa sztabu głównego, generała Haldera, polecając im opracowanie planu wojny przeciwko Związkowi Radzieckiemu. W kilka tygodni później schemat planu w ogólnych zarysach był gotów. 29 lipca generał Jodl powiadomił kierownicze sztaby wszystkich broni, że „Führer postanowił wyeliminować stałe zagrożenie ze strony sowieckiej”. W sierpniu 1940 roku naczelne dowództwo przystąpiło do szczegółowego opracowania planu wojny przeciwko Sowietom. Od listopada 1940 rozpoczęło się stopniowe przesuwanie wojsk z zachodu na wschód. 12 listopada podpisuje Hitler tajną „Instrukcję nr 18” o gotowości bojowej przeciwko sowietom. 18 grudnia wydany zostaje ściśle tajny „rozkaz nr 21” zawierający wytyczne planu „Operacji Barbarossa”: szybkie rozbicie armii sowieckich, i zatrzymanie na linii: Archangielsk-Wołga-Morze Kaspijskie (linia, która przebiega ok. 300-400 km na wschód od Moskwy – przyp. W.L.). Przygotowania mają być ukończone do dnia 15 maja1941.

Równolegle do ściśle militarnych przygotowań, cały prawie aparat III Rzeszy zaabsorbowany zostaje pracami przygotowawczymi do kampanii wojennej przeciwko Sowietom. Abwehra, SS, SD, Gestapo. Powołane zostają cale sztaby ekspertów od sowieckiego przemysłu, bogactw naturalnych, rolnictwa, lasów, dróg wodnych, administracji. Do opracowania planów przyszłej eksploatacji obszarów wschodnich wciągnięte zostaje ministerstwo wyżywienia i rolnictwa, ministerstwo gospodarki, urząd gospodarki wojennej i uzbrojenia OKW, urzędy Göringa „Planu Czteroletniego”. Przystąpiono do utworzenia „Ostministerium” pod kierownictwem min. Rosenberga. Dnia 10 grudnia 1940 przedstawiony zostaje naczelnemu dowództwu pierwszy skoordynowany plan eksploatacji źródeł naturalnych Rosji. W lutym 1941 powstaje pod kierownictwem generała Thomasa centralny sztab gospodarczy Wschód, pod kryptonimem „Oldenburg”. Rozpracowane zostają wytyczne dla przyszłej administracji, policji, władz porządkowych; ogólne instrukcje postępowania wobec ludności okupowanych terenów, i wytyczne propagandy.

O przygotowywanej wojnie wiedzą wszyscy urzędnicy resortów wtajemniczonych, a wkrótce i takich, które na razie wtajemniczone być nie mają, jak ministerstwo spraw zagranicznych. Ale Ribbentrop nie chce się dać wyeliminować, i przeforsowuje również swój udział w postaci VAA (Vertreter des Auswärtigen Amtes) – przedstawicieli ministerstwa spraw zagranicznych przy armii okupacyjnej. Z początkiem kwietnia 1941 szef generalnego referatu „Wschód”, Eberhard Taubert, tworzy organizację pod kryptonimem „Vineta”, w której ma się zespolić całość akcji nadań radiowych, plakatów, ulotek, filmów, płyt, przeznaczonych do kampanii sowieckiej.

Tajemnicą poliszynela objęte są niebawem coraz szersze kręgi. Pozostające w kontakcie z Rosenbergiem i szefem Abwehry, admirałem Canarisem, organizacje ukraińskie, OUN (Bandera) i OUN (Melnyk), UNR (Ukraińska Narodowa Rada) i kaukaski „Prometeusz” z siedzibą w Warszawie, opracowują ze swej strony plany i memoriały, począwszy już od kwietnia 1941 roku. Aleksander Siewriuk, ongiś członek delegacji ukraińskiej na konferencję pokojową w Brześciu 1918, układa po cichu listę przyszłego gabinetu ukraińskiego… Kubijowicz i Omelczenko z OUN/M, składają na ręce Hitlera szczegółowy memoriał, przedstawiający Ukrainę jako jedyną na wschodzie pewną ostoję i przeciwwagę „rosyjskim i żydowskim aspiracjom”… Wkrótce przyjeżdża do Berlina z Warszawy i Łodzi delegacja polityczna działaczy białoruskich, i ukonstytuowuje tam „Białoruskie Centrum Narodowe” pod przewodnictwem dr Mikołaja Szczorsa z Warszawy… Minister Alfred Rosenberg, zdecydowany rzecznik poparcia ukraińskich aspiracji narodowych, alarmuje Gestapo, na podstawie doniesienia ze sfer ukraińskich, że emigranci rosyjscy w Warszawie rzekomo układają już listę przyszłego rządu rosyjskiego, a b. generał rosyjski Biskupski w Berlinie gromadzi rzekomo kadry dla obsadzenia kluczowych stanowisk w wyzwolonej od bolszewików Rosji…

Jeszcze wcześniej, bo 17 listopada 1940 roku, były poseł litewski, pułkownik Kazys Škirpa, organizuje w Berlinie przy poparciu Abwehry, tajną, polityczno-bojową, antysowiecką organizację litewską pod nazwą „Front Litewskich Aktywistów”. W dniu 5 grudnia wydrukowana zostaje w Berlinie broszura po litewsku pt. „Od bolszewickiej niewoli do nowej Litwy”. W kilka dni później kapitan Pranas Gužaitis przedziera się przez granice sowiecką do Kowna i Wilna z zapasem tej broszury, z instrukcjami dla powstałych w międzyczasie kilku tajnych organizacji litewskich, oraz z wiadomością o mającej nastąpić rychło wojnie. W pierwszych dniach stycznia 1941, Gužaitis, w drodze powrotnej, aresztowany zostaje na granicy Prus Wschodnich przez organa sowieckie. Przewieziony do więzienia w Kownie, następnie w Mińsku, tam też zostaje rozstrzelany… Naturalnie mnogie są kontakty do Finlandii, Rumunii, Węgier.

W ciągu całego tego czasu poselstwo sowieckie w Berlinie nie wie nic konkretnego. Wywiad sowiecki, zarówno GRU, jak INO-NKWD, oplatane jest skutecznie przez podstawionych ludzi. Jeden z głównych agentów sowieckich, Litwin, Vytautas Pakułatis, dawno już odszedł na służbę niemiecką. Drugi ważny informator INO w Berlinie, Max Bauer, jest inteligentnym agentem Abwehry. Sugestie niemieckie skierowane są nie tylko dla uśpienia czujności posła Dekanozowa, ale dla wmówienia mu, że pogłoski, które do niego dochodzą… – a nie mogą nie dochodzić, skoro prawie od pół roku cały aparat państwowy, i wszystkie agendy pośrednie, przestawione zostały na przygotowania wojenne z Sowietami! – że to jest „wielki bluff”, mający kamuflować niespodziewany atak na Anglię… W tym też sensie informuje Dekanozow Moskwę. Zresztą ku wielkiemu zadowoleniu Stalina.

Dopiero w lutym 1941 agent grupy „Negry” z gaullistowskiej Résistance zawiadamia wywiad szwajcarski, że niemieckie dywizje z rejonu Bordeaux przerzucone zostały na wschód. Komunizujący agent wywiadu szwajcarskiego, Bawarczyk, Otto Pünter, kryptonim „Pakbo”, powiadamia o tym rezydenta sowieckiego w Grenoble, „Carlo”. Ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Mijają dwa miesiące. W maju, agent szwajcarski Rudolf Rössler, pracujący pod kryptonimem „Lucy”, otrzymał z tego samego źródła alarmującą wiadomość, że atak niemiecki na Sowiety wyznaczony jest na 15 czerwca. Udało mu się przez swego przyjaciela Schneidera nawiązać kontakt z Rachelą Dübendorfer, „Sissy”, agentką wojskowego wywiadu sowieckiego GRU (Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenie). „Sissy” kontaktuje „Pakbo” z głównym rezydentem GRU w Szwajcarii, Węgrem, Alexsandrem Radó, alias „Dora”, „Albert”, „Kulicher”. Radó, otyły, na krótkich nogach, nieruchawy, wiecznie pochłonięty sprawami finansowymi, przyjął wiadomość sceptycznie. – Bez sprawdzenia – powiedział – nie mogę alarmować Moskwy.

Wkrótce Rössler otrzymał informacje ze źródła, którego nigdy nie ujawnił, że inwazja przesunięta została na 22 czerwca. Ale było już bardzo późno…

W tym samym czasie dr Ryszard Sorge, b. korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, radca prasowy przy ambasadzie niemieckiej w Tokio, a komunista z przekonania i tajny agent GRU, dawno już nabrał przekonania, że tzw. „zamknięta dusza wschodu”, o której tyle nasłyszał się w Europie, może być otwarta łatwiej niż inna przy pomocy najprostszych środków. Zmobilizował sporo agentów spośród japońskich komunistów i niekomunistów. M.in. udało mu się wciągnąć do siatki właściciela ekskluzywnej restauracji w Tokio „Gueyko”, do której uczęszczały tzw. pierwsze osoby w państwie. Właściciel „podstawił” ze swej strony gejszę o wyjątkowej piękności. I ta gejsza doniosła, że z rozmowy, którą podsłuchała pomiędzy ministrem spraw zagranicznych Yosuke Matsuoka i księciem Kan’in, wujem cesarza, wynikało, że Niemcy mają napaść na Sowiety 20 czerwca… Powiadomiony o tym ambasador sowiecki w Tokio, Jakub Malik, statecznie zauważył, iż na podstawie słów podsłuchanych, chociażby przez najpiękniejszą gejszę Japonii, trudno jest stawiać w stan pogotowia wojennego największe imperium na świecie…

Wprawdzie w marcu 1941 podsekretarz stanu Sumner Welles przestrzegał ambasadora sowieckiego w Waszyngtonie o mającej nastąpić inwazji niemieckiej na Sowiety, a w kwietniu powtórzył to ostrzeżenie już publicznie Winston Churchill, ale nie przekonało to Moskwy. Po raz pierwszy też przyszedł z pomocą Sowietom wywiad podziemny w Polsce, który zidentyfikował około stu wojskowych jednostek niemieckich, grupujących się wzdłuż granicy do ataku na Związek Sowiecki, i przekazał tę wiadomość w depeszy do Londynu, w pierwszej połowie czerwca. Ale i bez tej wiadomości od początku czerwca 1941 płytki wywiad sowiecki i posterunki graniczne wiedziały o stopniowym skupianiu się wojsk niemieckich, gdyż widział to na własne oczy każdy pastuch pasący krowy wzdłuż linii demarkacyjnej. Z braku jednak bardziej konkretnych informacji ze strony GRU i, zresztą sprzecznych z nimi, informacji berlińskiej INO, jawne już prawie ruchy tych wojsk mogły istotnie wyglądać na „wielki bluff”, a wszystkie ostrzeżenia na – „prowokację brytyjską”.

Ze swej strony wywiad niemiecki oparł się głównie na zdjęciach lotniczych dalekosiężnego zwiadu, zmontowanego pod kryptonimem „Aufklärungsgruppe Ob.d.L.” Już w październiku 1940 pułkownik Rowehl otrzymał od Hitlera osobisty tajny rozkaz: „Zorganizować eskadry dalekich lotów obserwacyjnych nad zachodnią częścią Związku Sowieckiego”. Pierwszy rzut wyleciał z Seerappen w Prusach Wschodnich na „He. 111” o specjalnych motorach wysokościowych, fotografując Białoruś. Drugi na „Do. 215 B-2”, obejmując kraje bałtyckie, aż po jezioro Ilmen, na wysokości 9 tysięcy metrów. Z Bukaresztu, Budapesztu i Krakowa leciały „Ju 88-B” i „Ju 86-P”, osiągając 12 tysięcy metrów. Rezultaty były ważne. To czego zwyczajne oko nie w stanie byłoby rozeznać, uwidaczniały specjalne filmy: sfotografowano wszystkie lotniska pasa granicznego, lotniska zapasowe i zakamuflowane; skupiska wojsk, czołgów, umocnienia, ruch kolejowy. Wysoko, wysoko w powietrzu panowała cisza, mróz i słońce. Ani razu nie próbował zakłócić pejzażu myśliwiec sowieckiego lotnictwa, ani pocisk Opl. Raz tylko, było to 20 czerwca, na dwa dni przed wybuchem wojny, wskutek defektu motoru zmuszona była lądować maszyna niemiecka w rejonie Mińska. Ale załoga zdążyła podpalić samolot, zanim wzięta została do niewoli. I na tym się skończyło.

W niedzielę 22 czerwca, godzina 3.15 rano: wzdłuż całego frontu plunęły ogniem wszystkie działa i ruszyły do ataku niemieckie wojska lądowe. Zaskoczenie na przestrzeni 1.600 km było kompletne. Ani jedna jednostka sowiecka nie była postawiona w stan alarmu, czy chociażby w stan bojowego pogotowia. Nigdzie obsada przyczółków mostowych nie była wzmocniona; punkty ogniowe nie wstrzelane w teren; nie rozwinięte bojowe linie obronne. Na całej przestrzeni od Bałtyku do Morza Czarnego nie zdarzyło się ani jednego wypadku nie-zaskoczenia.«

Co było dalej, to opisałem w blogu „Wojna niemiecko-radziecka”. Ten cytat skłania do refleksji: czy rzeczywiście Stalin i całe radzieckie dowództwo polityczne i wojskowe było tak naiwne, że wierzyło w zapewnienia Hitlera, że to wszystko to jeden wielki bluff, mający na celu zdezorientować Anglików? Raczej trudno w to uwierzyć. Z drugiej strony mamy podstawowe założenie planu „Operacja Barbarossa”, polegające na szybkim rozbiciu wojsk radzieckich i zatrzymaniu się na linii Archangielsk-Wołga-Morze Kaspijskie. W praktyce Hitler zatrzymuje się w połowie lipca na ponad dwa miesiące w odległości 350 km od Moskwy, pomimo że ma do niej wolną drogę.

Rosjanie zachowują się tak, jakby chcieli, by atak był jak najbardziej skuteczny, a Niemcy – tak, jakby nie chcieli wygrać tej wojny. Wyglądało to tak, jakby nad jednymi i drugimi stał jeszcze ktoś ponad i decydował o tym, jak obie strony mają się zachowywać.

Jeśli tak mogło być, to pojawia się kolejne pytanie: po co wywiady, skoro obie strony wiedziały, jak się rozwinie sytuacja? Chyba tylko po to, by stworzyć wrażenie, że cała ta polityczna gra jest autentyczna. I Stalin musiał odegrać rolę wielce zaskoczonego „zdradą” „przyjaciela”.

„Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”. – Trudno chyba nie zgodzić się z Szekspirem. Ale zapewne dla wielu trudno będzie uwierzyć w to, że tak mogło być. Mogło i pewnie tak było. Gdyby nie fakt, że na własnych oczach obserwujemy farsę w postaci „pandemii”, która od początku do końca jest zaplanowana, to zapewne można by wątpić w to, że cała ta wojna była wyreżyserowana, podobnie jak wszystko inne w polityce. W sumie sprowadza się ona, polityka, do sztucznego tworzenia konfliktów, a później ich rozwiązywania, co z kolei prowadzi do następnych. I tak to się wszystko kręci.

Mackiewicz przedstawił fakty. Zgodnie ze swoją zasadą nie komentował ich i nikomu nie narzucał własnego zdania. Ja pokusiłem się o komentarz, ale jeśli komuś on nie odpowiada, to niech ograniczy się do tego, co napisał Mackiewicz i sam wyciągnie z tego wnioski.

Skoro na początku wspomniałem o Euro 2020, odbywających się w 2021 roku, to, siłą rzeczy, przypomina mi się Euro 2012, organizowane przez Polskę i Ukrainę i coś, co mnie wtedy zaszokowało. Polska grała w jednej grupie z Grecją, Czechami i Rosją. Wtedy z grupy wychodziły dwie drużyny. Wyszli Czesi i Grecy. Mecz Polski i Rosji (1:1) odbywał się na Stadionie Narodowym. Przed meczem kibice polscy i rosyjscy szli na stadion przez Most Poniatowskiego. Nie obyło się tam bez drobnych scysji i wzajemnych animozji. Dziennikarz telewizyjny relacjonujący ten marsz, w pewnym momencie powiedział: „ten most, po którym idą kibice na Stadion Narodowy”. To był dla mnie szok. On nie wiedział, jak nazywa się ten most. Ja ten most znam ze zdjęcia z podręcznika do historii ze szkoły, chyba średniej, słynne zdjęcie – spotkanie Piłsudskiego i Wojciechowskiego. Ilekroć zdarzało mi się później przejeżdżać przez ten most, zawsze je sobie przypominałem. To najważniejszy most w najnowszej historii Polski, a może w ogóle w historii Polski. Po zamachu majowym Polska straciła jakiekolwiek szanse na niepodległość.

Gdyby nie zamach majowy, to prawdopodobnie nie doszłoby do wojny 1939 roku, a w konsekwencji i do wojny niemiecko-radzieckiej z 1941 roku. Gdy tak oglądałem te tłumy, które szły przez Most Poniatowskiego, to zastanawiałem się, czy była tam chociaż jedna osoba, która wiedziała, przez jaki most szła i co on znaczy w historii Polski, a może nie tylko Polski.

2 thoughts on “22 czerwca

  1. Moim zdaniem problem tkwi w nauczycielach historii. Miałem to szczęście że uczyła mnie p. historii która oprócz tego co w programie nauczania, przekazywała informacje i fakty mniej znane. Niestety dziś takich nauczycieli jest bardzo mało.

    Like

    • Dobry nauczyciel to bardzo dużo. Jednak tych dobrych nauczycieli było zawsze mało. Ja takiego nie miałem. A ten dziennikarz zaszokował mnie, bo raz, że dziennikarz, a dwa, że raczej mieszkał w Warszawie i nie znał nazwy mostu.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s