Gospodarz

Gotowanie żaby na wolnym ogniu trwa w najlepsze. Na stronie polsatsport.pl pojawiła się informacja, że Ukraina rozegra w Polsce w roli gospodarza dwa mecze: Liga narodów: Dwa mecze reprezentacji Ukrainy w Polsce (https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2022-05-12/liga-narodow-dwa-mecze-reprezentacji-ukrainy-w-polsce/).

„W czerwcu dwa mecze w piłkarskiej Lidze Narodów reprezentacja Ukrainy w roli gospodarza rozegra w Łodzi. Na stadionie miejskim im. Władysława Króla drużyna trenera Ołeksandra Petrakowa zmierzy się z Armenią i Irlandią.

Jak poinformował w czwartek Łódzki Klub Sportowy, mecz Ukraina – Armenia zostanie rozegrany 11 czerwca o godz. 15, a spotkanie Ukrainy z Irlandią zaplanowano na 14 czerwca, godz. 20.45. Będą to mecze 3. i 4. kolejki grupy 1 dywizji B Ligi Narodów.

Spotkania odbędą się na otwartym w kwietniu stadionie im. Władysława Króla, na którym swoje mecze rozgrywa pierwszoligowy ŁKS. Obiekt, który został rozbudowany o trzy brakujące trybuny może pomieścić 18 tys. widzów. Bilety na oba mecze wkrótce mają być dostępne w kasach stadionu.”

Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla takiej decyzji, poza tym, by delikatnie, na razie, sugerować Polakom, kto tak naprawdę jest tu gospodarzem. Wojna na Ukrainie toczy się tylko na 20% powierzchni tego kraju i to tylko w jego wschodniej części, a Ukraina pod względem obszaru jest największym po Rosji państwem w Europie. Ponadto Rosja nie atakuje obiektów cywilnych, chyba że chroni się w nich wojsko, co Ukraińcy często praktykują.

Ukraina po Euro 2012, organizowanym wspólnie z Polską, ma stadiony, na których mogłaby rozgrywać swoje mecze, jak choćby stadion w Kijowie, na którym rozegrano finał Mistrzostw Europy w 2012 roku. Ten stadion został lepiej zaprojektowany niż Stadion Narodowy w Warszawie, chociażby z tego względu, że po ulewnym deszczu Narodowy nie nadawał się do gry przez cały dzień, a po jeszcze bardziej ulewnym deszczu, w trakcie rozgrywania meczu na stadionie w Kijowie, już po godzinie można było dokończyć ten przerwany mecz.

Na portalu ZeroHedge pojawił się artykuł Blinken Announces US Embassy Reopening In Ukraine’s Capital (https://www.zerohedge.com/political/blinken-announces-reopening-us-embassy-ukraines-capital), w którym m.in. czytamy:

»Po 3-miesięcznym zamknięciu, spowodowanym przez rosyjską inwazję na Ukrainę, Stany Zjednoczone ogłosiły w środę formalne ponowne otwarcie ambasady USA w stolicy Ukrainy.

„Dzisiaj oficjalnie wznawiamy operacje w ambasadzie USA w Kijowie” – oświadczył sekretarz stanu USA Antony Blinken.

Ambasada początkowo została zamknięta, a dyplomatom i ich rodzinom powiedziano, by najpóźniej do 14 lutego opuścili kraj, czyli na dziesięć dni przed inwazją Rosji.

Blinken zasygnalizował, że początkowo niewielka grupa dyplomatów powróci do ambasady, ale dodał też, że rutynowa działalność ambasady nie zostanie natychmiast wznowiona w obliczu toczącej się w kraju wojny.

Pomimo okazjonalnych rosyjskich ataków rakietowych, które wciąż trafiają na tereny aż po Lwów, miasta znacznie oddalone od miejsc, w których toczą się walki na wschodzie i południu pozostały stosunkowo bezpieczne i stabilne, zwłaszcza po deklaracji rosyjskiego dowództwa w zeszłym miesiącu, że skupi się ono na wyzwoleniu Donbasu.

Reuters zauważa, że „Wiele krajów zachodnich w ciągu ostatniego miesiąca, w tym Francja, Niemcy i Wielka Brytania, ponownie otworzyło swoje ambasady w Kijowie, po tym, jak wojska rosyjskie wycofały się z północy Ukrainy, aby skoncentrować się na ofensywie na wschodzie kraju”.«

Po co więc takie zabiegi? Ano po to, by pokazać światu, kto tu jest gospodarzem. Kropla drąży skałę. Za parę lat, gdy tych meczów, rozgrywanych przez reprezentację Ukrainy na terenie Polski, będzie więcej, to wytworzy się w świadomości opinii publicznej polskiej i międzynarodowej przekonanie, że właściwie Polska i Ukraina to jedno, a skoro tak, to czemu nie połączyć? Być może zamieszanie wokół Szewczenki jako trenera reprezentacji Polski było pierwszym zwiastunem tego planu.

Może takie wydarzenie jak Konkurs Piosenki Eurowizji jest czymś nieistotnym w obliczu toczącej się wojny na Ukrainie, ale podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. W artykule Eurowizja 2022. Nie, ukraińskie jury nie miało obowiązku głosować na Polskę (https://kmag.pl/article/eurowizja-2022-nie-ukrainskie-jury-nie-mialo-obowiazku-glosowac-na-polske) czytamy:

»Wczoraj w Turynie odbył się finał 66. Konkursu Piosenki Eurowizji. Reprezentant Polski, Krystian Ochman, zajął 12. miejsce, a zwyciężył zespół Kalush Orchestra. Największe emocje wzbudziła jednak decyzja ukraińskiego jury, które przyznało Polsce okrągłe 0 punktów.

Ukraiński zespół Kalush Orchestra zajął czwarte miejsce w głosowaniu jury. Zadecydowało jednak głosowanie widzów, dzięki którym którym formacja wspięła się na sam szczyt i tym samym zwyciężyła. Zarówno polskie jury, jak i polscy widzowie przyznali reprezentantom Ukrainy maksymalną liczbę 12 punktów. 

A jak głosowała Ukraina? Choć widzowie dali nam 12 punktów, nie otrzymaliśmy żadnych punktów od jury. Nie spodobało się to wielu internautom, według których Ukraina winna odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc. Sęk w tym, że Eurowizja to konkurs muzyczny, a jury oceniało występ polskiego kandydata. Być może po prostu nie spodobała im się piosenka zaprezentowana przez polskiego reprezentanta. Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem. 

„Odpłacają się za naszą pomoc, można się szybko przekonać jacy z nich przyjaciele, żerują na naszej serdeczności, a zarazem naiwności”, „Trudno oczekiwać wdzięczności od niewdzięczników”, „Ładnie się nam odpłacili ale to było wiadome jak zwykle”, „No to mamy za pomaganie fałszywy naród”, „Nasz kraj dal Ukrainie 12 punktów my od nich 0 to jak dostać plaskacza”, „Pokazali wdzięczność za pomoc…” – to tylko niektóre z komentarzy w sieci.« 

Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem.

Tyle lat wyśmiewano i zniechęcano nas do tzw. wartości chrześcijańskich, aż tu raptem każą nam do nich wrócić, być miłosiernymi i bezgranicznie oddanymi tzw. uchodźcom, którzy żadnymi uchodźcami nie są. W tym wypadku, jak w poprzednim, znowu mamy do czynienia z pewnym zabiegiem socjotechnicznym, polegającym na podprogowym przekazie sugerującym, że Ukraińcom należy się wszystko, a nam nic i że powinniśmy to uważać za coś naturalnego i nie oczekiwać żadnej wdzięczności, a więc akceptować postawę, która występuje w relacji sługa – pan.

Sugestia typu, że Polak sługa, a Ukrainiec – pan, pojawiła się w ukraińskim filmie Sługa narodu, w którym obecny prezydent Ukrainy wygrał wybory prezydenckie. Jest tam scena, w której jedna z głównych postaci tego filmu ma sługę i tym sługą jest Polak Mariusz. Może to był minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński? Chyba dobrze sprawdza się w tej roli, sądząc po tym, jak „zadbał” o bezpieczeństwo ambasadora Rosji w dniu 9 maja.

W naszej kulturze jest przyjęte, że jeśli ktoś nam pomaga, to mu dziękujemy i tego samego oczekujemy, gdy my komuś pomagamy. To taki drobny, niby niewiele znaczący gest, ale informuje nas o tym, z kim mamy do czynienia. A kultura składa się m.in. z takich gestów. W tym wypadku mamy do czynienia z obcymi kulturowo osobnikami, jeśli w ogóle o jakiejkolwiek kulturze można mówić w ich przypadku, ale najwyraźniej wielu ludzi nie potrafi lub nie chce tego dostrzec. Przebudzenie może okazać się dla nich bardzo bolesne.

Więzień

A więc stało się! Słynny, przynajmniej w niektórych środowiskach, więzień Wojciech Olszański został zwolniony z aresztu, albo, jakby powiedział Duńczyk z filmu „Vabank” – na powietrzu. To ten, który stał się sławny na całą Polskę, po tym, jak spalił w Kaliszu kopię Statutu kaliskiego w dniu 11 listopada 2021 roku. Bodajże w styczniu został oskarżony o grożenie śmiercią dwóm posłom, jeśli nie zagłosują w jakiejś sprawie zgodnie z jego życzeniem. Nie wiem, czy jest to powód do uwięzienia, bo groźba nie jest jeszcze przestępstwem, ale jest to dobra okazja do budowania legendy kombatanta i patrioty oraz doskonała odskocznia do przyszłej kariery politycznej.

Więzienie jest warunkiem koniecznym. 26 lipca 1953 roku Fidel Castro zaatakował koszary Moncada w Santiago de Cuba, po czym został aresztowany. Wyszedł na wolność po amnestii w 1955 roku. Po to są właśnie amnestie, by przyszli bojownicy nie siedzieli za długo w więzieniu. Następnie wyjechał do Meksyku, by tam przygotowywać kolejną hucpę. W grudniu 1956 roku wylądował z kilkunastoma innymi bojownikami w okolicach Santiago de Cuba, w pobliżu amerykańskiej bazy Guantanamo, i schronił się w górach Sierra Maestra. I tam siedzieli przez dwa lata i pewnie byli szkoleni i dozbrajani przez Amerykanów. We wrześniu 1958 roku, dowodzeni przez Che Guewarę, zeszli z gór i ruszyli w kierunku Hawany. W połowie drogi, w mieście Santa Clara, Che Guewara został zastrzelony. Tylko przez kogo? Przez żołnierzy Batisty czy może kogoś innego? Dwóch bohaterów i dwie żyjące legendy to chyba za dużo na czas pokoju i nowej władzy. Pozostała jedna żyjąca legenda – Fidel Castro.

Lata 1980-1981 to „festiwal Solidarności”, a może raczej festiwal kolejnych „kombatantów” i „bohaterów”, którym trzeba było dopisać właściwy epizod w życiorysie. Solidarność była organizacją anarchistyczną, która socjalne hasła ubrała w patriotyczne szatki i okrasiła je Żydem Wojtyłą. Jesień i początek zimy 1981 roku to parcie do konfrontacji za wszelką cenę, nie zważając na żadne propozycje rządu. Tak miało być, bo tak życzyli sobie nieznani przełożeni przywódców Solidarności. W końcu przyszedł stan wojenny, wprowadzony niezgodnie z prawem, bo w tym czasie obradował sejm i to do niego należała decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego, bądź – nie. Taka to była demokracja. Przywódcy Solidarności zostali internowani i styropianowcy zaliczyli etap kombatanctwa, bez którego dalsza kariera polityczna w nowej rzeczywistości nie byłaby możliwa.

Pod koniec kwietnia Robert Lewandowski powiedział dla Wirtualnej Polski:

„Napastnik reprezentacji Polski nawiązał też do słów wielkiego światowego lidera, laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Sport zawodowy to wielka pasja i radość, ale nie tylko zabawa. Wraz z sukcesami przychodzi odpowiedzialność. Nelson Mandela powiedział: “Sport ma moc zmieniania świata” – pamiętajmy i głośno powtarzajmy to przesłanie, szczególnie teraz, kiedy na Ukrainie giną niewinni ludzie. Nie ma sportu bez pokoju – dodał Lewandowski.”

Kiedyś mówili „nie ma wolności bez Solidarności”, ale czasy się zmieniają. Skąd Lewandowski mógł wiedzieć o tym, jaki stosunek do sportu miał Mandela? Ktoś mu pewnie musiał podpowiedzieć, co ma mówić. Mndela to najsłynniejszy więzień polityczny świata. Przesiedział w więzieniu, czy raczej w więzieniach, 26 lat. Od 1964 do 1990 roku. Zaczął od więzienia na wyspie Robben Island, położonej kilka mil na południowy-zachód od Kapsztadu. Początkowo trochę ich, to znaczy jego i innych więźniów, przymuszano do pracy w kamieniołomie i innych zajęć na terenie więzienia. Od 1977 roku zwolniono ich od wszelkich prac manualnych. Jak więc wyglądało ich życie? Mandela tak to opisuje w swojej autobiografii Long walk to freedom (Długa droga do wolności), z której wybrałem fragmenty:

„Koniec prac manualnych był wyzwoleniem. Teraz mogłem spędzać czas na czytaniu, pisaniu listów, dyskutowaniu z moimi towarzyszami i interpretowaniu aktów prawnych. Wolny czas poświęcałem moim ulubionym hobby, czyli ogrodnictwu i tenisowi. Zrazu władze więzienne odnosiły się niechętnie do próśb o pozwolenie wydzielenia fragmentu więziennego dziedzińca na ogród, ale w końcu zgodziły się. Zaopatrzyły mnie w nasiona. Początkowo sadziłem pomidory, chili i cebulę. Zbiory były słabe, ale z czasem i to zmieniło się. Władze więzienne nie żałowały, że pozwoliły mi na ogródek, bo wkrótce zaczął on przynosić obfite plony. Często zaopatrywałem strażników w moje najlepsze pomidory i cebulę.

Od samego początku, gdy tylko zacząłem spotykać się z przedstawicielami Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, podkreślałem jak ważne jest posiadanie odpowiedniego sprzętu i warunków do uprawiania sportu. Jednak dopiero w połowie lat 70-tych, dzięki staraniom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, dostarczano nam wyposażenie do piłki siatkowej i stół do ping-ponga.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy skończyliśmy pracować w kamieniołomie, jeden ze strażników wpadł na pomysł, by nasz więzienny dziedziniec przekształcić w kort tenisowy. Więźniowie z sekcji ogólnej pomalowali cementową powierzchnię na zielono, a następnie namalowali białe linie. Kilka dni później umocowano siatkę i w ten sposób mieliśmy nasz własny Wimbledon przy naszym ogródku.

Wimbledon, ten w Londynie, ma korty trawiaste, w odróżnieniu od kortów US Open i Australian Open, które mają twardą nawierzchnię, a korty French Open mają nawierzchnię z mączki ceglanej. To są cztery turnieje tzw. Wielkiego Szlema, z których Wimbledon jest najstarszym (1877) i najbardziej prestiżowym.

Miałem już pewne doświadczenie w tenisie, gdy przebywałem w Fort Hare, ale w żadnym razie nie byłem ekspertem w tej grze. Mój forhend był całkiem dobry, ale bekhend – tragiczny. Ja jednak uprawiałem sport nie dla stylu, tylko dla ćwiczeń. To była jedyna i najlepsza odmiana od codziennych marszów do i z kamieniołomu. (Z tego wynika, że nie przemęczali się w tym kamieniołomie, skoro chciało się im jeszcze grać w tenisa.) Byłem jednym z pierwszych w naszej sekcji, którzy grali regularnie. Lubiłem grać z głębi kortu, a do siatki podchodziłem tylko wtedy, gdy miałem szansę na kończące uderzenie.

Latem 1979 roku grałem w tenisa na naszym korcie. W pewnym momencie mój partner uderzył piłkę po krosie (po przekątnej kortu – przyp. W.L.), do której próbowałem dojść. Poczułem ból w prawej pięcie, tak intensywny, że musiałem przerwać grę. Przez następnych parę dni mocno utykałem. Zbadał mnie więzienny lekarz i stwierdził, że powinienem udać się do specjalisty do Kapsztadu. Więzienne władze okazały się nader troskliwe, bo bały się, że jak któryś z więźniów umrze, to będzie wielki wrzask wśród międzynarodowej społeczności.

Zbadał mnie młody chirurg, który zapytał mnie, czy kiedykolwiek wcześniej miałem uraz pięty. Faktycznie miałem, gdy mieszkałem w Fort Hare. Pewnego ranka, gdy grałem w piłkę nożną, próbowałem przystopować piłkę i poczułem piekący ból w pięcie. Chirurg z Kapsztadu zrobił zdjęcie rentgenowskie i wykrył fragmenty kości, które tkwiły w niej od czasów pobytu w Fort Hare. Stwierdził, że może po znieczuleniu pięty usunąć je. Zgodziłem się natychmiast. Zabieg udał się, a chirurg poinstruował mnie, jak o nią dbać. Musiałem pozostać na noc w szpitalu. Pielęgniarki nadskakiwały mi przez cały czas. Rano powiedziały mi, że mogę zabrać piżamę i szlafrok, które dostałem.

Ta wycieczka do szpitala okazała się dla mnie bardzo pouczająca. Dostrzegłem pewną poprawę w stosunkach pomiędzy czarnymi i białymi. Lekarze i pielęgniarki traktowali mnie naturalnie, tak jakby całe życie uważali czarnych za równych sobie. To było dla mnie coś nowego i napawało optymizmem. Upewniłem się w moim, od dawna trwającym przekonaniu, że wykształcenie jest wrogiem uprzedzenia. To byli ludzie nauki, a w nauce nie ma miejsca na rasizm.”

To tylko wybrane, bardzo okrojone, fragmenty, ale Mandela dokładnie opisuje, jak to wyglądało. W tym kamieniołomie to oni udawali, że pracują, a strażnicy udawali, że ich nadzorują. Praktycznie to Mandela nimi kierował i oni wykonywali jego polecenia. Z więzienia rządził on całym ANC, czyli Afrykańskim Kongresem Narodowym. Gdy go uwięziono, to nie był zbyt bogatym człowiekiem, ale po uwolnieniu widać go na zdjęciach, razem z bardzo liczną rodziną, zamieszczonych w tej autobiografii, na tle imponującego, raczej nie domu, ale pałacyku. Jak się dorobić takiego pałacyku, siedząc przez 26 lat w pierdlu? Ja wiem. To jego żona Winnie Mandela, zamieszana w wiele afer. Ale gdyby nie była jego żoną, to nie miałaby takich możliwości. Tak więc bycie kombatantem i bojownikiem to niezły biznes.

I w tym momencie wypada wrócić z tego wielkiego świata na nasze, chciałoby się powiedzieć, polskie zadupie, gdyby nie to, że to już jest ukraińskie zadupie. Wyszedł z więzienia Wojciech Olszański, niespełniony aktor, którego wykreował Korwin-Mikke. Teraz będzie odgrywał rolę swojego życia. Stał się twarzą środowiska zwanego Kamratami. On, do spółki z Marcinem Osadowskim, wykreował to środowisko pod czujnym nadzorem Korwina-Mikke. Ich symbolika to wilcze zawycie „auuu”. Olszański często, w sposób bardzo ekspresyjny, powtarzał: Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć! To jest odwoływanie się do symboliki Nestora Machno, nadal żywej tradycji na Ukrainie.

Coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że ma powstać Stronnictwo Kamrackie. Jeśli tak się stanie, to jego przywódcą zostanie przebieraniec i pajac Wojciech Olszański – Ukrainiec, jak często czytam w różnego rodzaju komentarzach w internecie. A jeśli tak, jeśli pociągnie on za sobą to stado wyjców, świadomych bądź nie, to będzie to oznaczać, że dojdzie w Polsce do drugiego Majdanu. To będzie też oznaczać, że Polska będzie krajem niestabilnym, niespełniającym wymogów bycia państwem cywilizowanym, europejskim, czyli niespełniającym warunków do bycia członkiem unii europejskiej. I o to właśnie chodzi tym, którzy sprowadzają do Polski tę zaporoską dzicz, która wraz z “polską” zaporoską dziczą, będą się tu nawzajem zwalczały.

Incydent

Nie sądziłem, że to, o czym wspomniałem w poprzednim blogu tak szybko stanie się naszą rzeczywistością. A pisałem: Anarchizm powoli wlewa się do „Polski”, w której Ukraińcy są ponad prawem. Mogą robić, co chcą, a i tak nic złego im się nie stanie. Chodzi mi oczywiście o incydent z rosyjskim ambasadorem w Polsce, który został oblany farbą przez jakąś Ukrainkę podczas próby złożenia kwiatów na grobie radzieckich żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej. Do zajścia doszło 9 maja, w dniu, w którym Rosja obchodzi Dzień Zwycięstwa, czyli pokonanie Niemiec w II wojnie światowej i jej zakończenie w Europie.

Zawsze w takich wypadkach należy spróbować ustalić fakty. Jak doszło do tego zdarzenia? Na kanale Centru Edukacyjne Polska prowadzący program powiedział:

„W Warszawie obchody na cmentarzu żołnierzy radzieckich zostały odwołane, ale ambasador Rosji postanowił jednak prywatnie podjechać i złożyć kwiaty. Zrobił to trochę niefortunnie, bo mimo że zrobił to prywatnie, to jednak ogłosił to i o godzinie 12-tej na cmentarzu czekała go grupa kilkuset, zdaje się dwustu albo trzystu obywateli Ukrainy ze swoimi państwowymi flagami, no i chyba niespecjalnie dobrze musiał się tam czuć, a potem już przy skandalicznej bierności policji został oblany farbą.”

Swoje stanowisko przedstawiła w tej sprawie również Konfederacja, w której coraz więcej osób z ukraińskim akcentem i jakąś dziwną składnią, obcą językowi polskiemu. Jej rzecznik prasowy, odnosząc się do tego zajścia, oświadczył:

„Z tego tytułu zostały złamane pewne artykuły prawne. Art. 136 kodeksu karnego, mówiący o czynnej napaści, znieważeniu przedstawiciela obcego państwa: Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na głowę obcego państwa czy też na, w tym wypadku, osobę należącą do personelu dyplomatycznego, przedstawicielstwa obcego państwa albo urzędnika konsularnego obcego państwa, w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Została też złamana konwencja wiedeńska, która zakłada, że ambasador znajduje się pod szczególną ochroną prawną, że jest on nietykany, a polskie służby mają obowiązek zapewnić mu ochronę. Tego obowiązku polskie służby nie dopełniły.”

Następnie zabrał głos Robert Winnicki, który powiedział:

„Komu to służy, a komu przynosi szkodę? Wbrew pozorom nie przynosi to szkody Federacji Rosyjskiej. Federacja Rosyjska ma dobrze ugruntowaną w świecie zachodnim opinię państwa agresywnego, państwa, które dokonuje bandyckich rajdów na swoich sąsiadów, państwa napastniczego i wizerunku Federacji Rosyjskiej w tej przestrzeni już raczej nic nie jest w stanie zepsuć.

W moim przekonaniu ambasador doskonale wiedział, że szykuje się tam awantura, tym bardziej nagłaśniali to, że będzie składał tam kwiaty, żeby do tej awantury doszło, właśnie po to, aby wykorzystać to jako element antypolskiej propagandy w ramach samej Federacji Rosyjskiej. Jestem również przekonany, że nie był to żaden przypadek. Już wczoraj wiedzieliśmy, że osobą, która dokonała tego jest aktywistka ukraińska, lewicowa, skrajnie lewicowa, która już miała różne epizody na terenie państwa polskiego, aktywności szkodzącej państwu polskiemu. I ona również doskonale wiedziała, co robi, wbrew temu, co mówił Mariusz Kamiński, to nie był żaden odruch spontanicznego gniewu ukraińskich kobiet. To była dokładnie zaplanowana akcja polityczna, która jest w interesie Ukrainy, żeby teraz eskalować jeszcze sytuację pomiędzy Polską a Rosją w kontekście tego konfliktu, który się teraz dzieje.

Więc to wydarzenie można traktować jako swego rodzaju rosyjsko-ukraińską ustawkę na polskiej ziemi, do której niestety, nie tylko ze dopuścił Mariusz Kamiński, bo jego należy wskazać jako głównego winowajcę i nadzorcę. Ale tą ustawką, która naraża na szwank polskie bezpieczeństwo, która naraża na szwank, wystawia na niebezpieczeństwo dyplomatów, chociażby polskich w Federacji Rosyjskiej, czy interesy Polaków. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków mieszka na terenie Federacji Rosyjskiej. To jest bardzo głupia i zła rzecz i niestety ta nieudolność zaplanowana lub niezaplanowana, ale służb nadzorowanych przez Mariusza Kamińskiego, została jeszcze okraszona w jego przypadku skandalicznym wpisem w mediach społecznościowych, który w żaden sposób nie powinien wyjść spod klawiatury ministra spraw wewnętrznych w Polsce. I dlatego Konfederacja żąda dymisji Mariusza Kamińskiego, dlatego że nie możemy dopuścić, żeby na polskiej ziemi dochodziło do rosyjsko-ukraińskich ustawek.”

Trudno nie zgodzić się z Winnickim. (Czy to nazwisko pochodzi od miasta Winnica na Ukrainie?) Wygląda na to, że była to ustawka. Według niego zyskała na niej Rosja, bo będzie mogła ją wykorzystać jako element antypolskiej propagandy, a starci Polska, bo narazi na niebezpieczeństwo polskich dyplomatów i Polaków mieszkających w Rosji. I jakby na potwierdzenie jego słów dziś tj. 11 maja mamy odpowiedź. Polska ambasada w Moskwie została oblana czerwoną farbą. Ale czy rzeczywiście o to chodzi? O te wzajemne kuksańce? A po co Rosji antypolska propaganda? I czy tylko Rosji potrzebna jest antypolska propaganda?

Ten incydent pokazał światu, że Polska jest niepoważnym państwem, bo nie tylko nie potrafi zapewnić ambasadorowi obcego państwa bezpieczeństwa, ale też łamie własne przepisy, własnego kodeksu karnego i postanowienia konwencji wiedeńskiej. Taka narracja wpisuje się w postępowanie unii europejskiej wobec Polski, której zarzuca ona brak praworządności. Chodzi więc o uzmysłowienie opinii europejskiej, że Polska to niepoważne państwo, a skoro niepoważne, to nie można wykluczyć tego, że zostanie zlikwidowane albo wykluczone z unii europejskiej. Wyjście Polski z unii oznaczało by prawdopodobnie rozpad unii, a wówczas mogło by nastąpić połączenie Polski z Ukrainą i zdominowanie Europy przez Niemcy.

W Berlinie w dniu 9 maja miały miejsce obchody Dnia Zwycięstwa. Ukraińcy próbowali je zakłócić, rozkładając długą ukraińską flagę. Jednak policja niemiecka szybko ją zwinęła i usunęła intruzów. Jakoś dziwnie nie byli tak agresywni jak w Warszawie. Widocznie dobrze wiedzieli, że tam nie mogą podskoczyć i Kozaki podwinęli pod siebie ogony i rozeszli się. Tacy to dumni Kozacy.

Niemcy nie angażują się w wojnę na Ukrainie i chyba nie przypadkiem. Wprawdzie jeden z amerykańskich generałów stwierdził, że ta wojna potrwa jeszcze długo, ale kiedyś się skończy, bo przecież nic nie trwa wiecznie. A wtedy delegacje zasiądą do stołu i zaczną obradować. Zapewne nie będą to Amerykanie, bo skoro ich prezydent nazwał prezydenta Rosji bandytą, to trudno, by Rosjanie się na to zgodzili. Amerykanie zresztą zrobili to celowo, by mieć pretekst do nieangażowania się w sprawy europejskie. Nie będą to też Anglicy, którzy otwarcie popierają Ukrainę. Zrobili to z tych samych powodów, co Amerykanie. Jedynym partnerem do rozmów z Rosją będą więc Niemcy. I razem będą rysować nową mapę Europy.

Ukraiński anarchizm i terroryzm zostanie pewnie jeszcze nieraz wykorzystany do destabilizacji sytuacji w Polsce lub kompromitacji jej organów państwowych. Taki to obraz państwa polskiego ułatwi jego połączenie z Ukrainą, czego pewnie będzie domagać się mniejszość, czyli większość ukraińska w Polsce. Rosja zabierze wschodnią część Ukrainy, Niemcy zabiorą nasze tzw. Ziemie Odzyskane, a resztę połączą i powstanie nowe państwo. Ale to już nie będzie Polska. I o to chodzi!

W całym tym procederze bierze udział polska elita polityczna, czyli rządzący. Przecież Mariusz Kamiński nie działa według własnego widzi mi się, tylko wykonuje polecenia nieznanych przełożonych. Podobnie postępuje ambasador Rosji, który jest słabym aktorem i widać było wyraźnie, że się męczył przy odstawianiu tej farsy, ale pan każe, sługa musi. Tu nic nie dzieje się przypadkiem. Swoje role odgrywają też Duda i Morawiecki. Nie będą mieli najmniejszych skrupułów, by poświęcić to państwo, gdy ich panowie każą im to zrobić. To nie nowość w Polsce. W końcu rozbiór I RP zatwierdził sejm. Nie stać było ówczesnych posłów na protest. Pewnie byli bardzo zadłużeni. Podejrzewam, że nic od tamtego czasu nie zmieniło się.

Jeśli ten incydent był rosyjsko-ukraińską ustawką, jak twierdzi Winnicki, to oznacza to, że Rosja współpracuje z Ukrainą. A skoro tak, to znaczy, że cała ta wojna jest ustawką, a nazywając to bardziej subtelnie – teatrem. Ale czy tylko ta wojna? „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” – Szekspir.

Broń

Obok nas toczy się wojna, dostarczane są niewyobrażalne dla nas ilości różnego rodzaju broni, a my jak we śnie, jak we mgle, to wszystko trwa obok obok nas, a my, przynajmniej niektórzy, pomagamy Ukraińcom, współczujemy im i nawet nie zdajemy sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie niekontrowane dostarczanie broni, której cześć trafia do ukraińskich nazistów i terrorystów. Na portalu ZeroHegde pojawił się artykuł „Czarna dziura” – Biały Dom nie wie, dokąd trafia amerykańska broń po dostarczeniu na Ukrainę (https://www.zerohedge.com/military/white-house-doesnt-know-where-us-weapons-go-after-entering-ukraine).

»Przedstawiciel USA powiedział, że Biały Dom ma „prawie zerową” zdolność śledzenia broni, którą wysyła na Ukrainę. Jak dotąd prezydent Joe Biden zatwierdził dostawy broni do Kijowa o wartości ponad 3 miliardów dolarów.

Rozmawiając z CNN o broni, jeden z informatorów powiedział: „Wiemy co się z nią dzieje przez krótki czas, ale kiedy dostarczana jest na teren, na którym toczy się wojna, tracimy kontrolę. Wpada jak do dużej czarnej dziury i ślad się urywa”.

Drugi z nich powiedział, że w USA brakuje personelu „naziemnego”, co sprawia, że śledzenie transportu broni broni jest prawie niemożliwe. Inny dodał, że CNN Ukraine zachęcano do kłamstwa, aby uzyskać dostęp do większej ilości broni, mówiąc: „To wojna – każde oświadczenie, każdy wywiad – to operacja informacyjna. Każda transmisja wystąpienia Zełenskiego jest nią również”.

Stany Zjednoczone niesławnie uzbroiły ruch oporu przeciwko syryjskiemu prezydentowi Baszarowi al-Assadowi, tylko po to, by wiele z tej broni wpadło w ręce Państwa Islamskiego i innych grup powiązanych z Al-Kaidą. Konsekwencją był islamski kalifat, który przejął duże połacie Iraku i Syrii.

Grupy neonazistowskie, takie jak Batalion Azowski, zostały włączone do ukraińskich sił zbrojnych. W niedawnym wywiadzie zapytano prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o obecność tych ekstremistycznych grup w armii Ukrainy. Zełenski stwierdził, że „bronią naszego kraju”, mówiąc „są tym, kim są”.

Brak możliwości śledzenia, co dzieje się z tą bronią, nie powstrzymuje USA przed dalszym jej wysyłaniem na Ukrainę. W zeszłym tygodniu Biden zatwierdził pakiet broni o wartości 800 milionów dolarów. We wtorek Matt Miller, urzędnik Białego Domu, powiedział: „zawsze przygotowujemy kolejny pakiet pomocy w zakresie bezpieczeństwa”.

Stany Zjednoczone twierdzą, że transfery broni zakończyły się sukcesem przy niewielkiej ingerencji ze strony Moskwy, a trzeci informator rozmawiający z CNN twierdzi, że Rosja nie zagraża dostawom broni.

Na całym świecie jest niezliczona ilość rynków i pól bitewnych, na których mogłyby się znaleźć wszystkie te dziesiątki tysięcy karabinów, Stingerów i Javelinów. Ukraina była już przed wojną jednym z najbardziej skorumpowanych krajów świata (i najbiedniejszym w Europie). Każda wojna to wspaniała okazja dla handlarzy. – komentuje Mark Ames na Twitterze.

Odbyłem fascynującą pogawędkę z dobrze poinformowanym przyjacielem, który podpowiedział mi coś, co bardzo irytuje eurokratów: jest teraz miejsce w Europie, w którym świat przekazuje broń anonimowym osobom, które nie podlegają żadnej kontroli i nie ma nad nimi nadzoru. Spluwy, które wrócą do miast UE. – johnstokes komentuje na Twitterze.

CNN poinformowała również, że „nie wydaje się, aby Rosja aktywnie atakowała zachodnie dostawy broni na Ukrainę – chociaż nie jest jasne, dlaczego, zwłaszcza że USA mają dane wywiadowcze, według których Rosjanie chcą i dyskutowali o tym zarówno publicznie jak i prywatnie.”«

Stany Zjednoczone niesławnie uzbroiły ruch oporu przeciwko syryjskiemu prezydentowi Baszarowi al-Assadowi, tylko po to, by wiele z tej broni wpadło w ręce Państwa Islamskiego i innych grup powiązanych z Al-Kaidą. Konsekwencją był islamski kalifat, który przejął duże połacie Iraku i Syrii.

Czy możliwe, by coś takiego stało się na Ukrainie? Takie postępowanie Stanów Zjednoczonych nie jest przypadkowe. Zbyt poważni ludzie rządzą tym państwem, by podejmowano tam takie lekkomyślne decyzje. Obawiam się, że i w tym wypadku nie ma mowy o jakimś niedopatrzeniu, czy braku „naziemnego” personelu. A skoro tak, to czy grozi nam, że po zakończeniu tej wojny, może powstać jakieś państwo nacjonalistów ukraińskich na części obecnego terytorium Ukrainy? Końca wojny nie widać, a Stany Zjednoczone wysyłają na Ukrainę coraz więcej broni. Nawet drony, które są wykorzystywane do oprysku pól, mogą zostać użyte jako broń chemiczna.

Kozacy idealnie nadają się do wykorzystania jako element terrorystyczny i dywersyjny. Słowo Kozak lub Kazak według Aleksandra Brücknera jest pochodzenia tatarskiego i „wykłada się jakoby”: chudy pachołek, zdobyczy sobie szukając, nikomu poddany, za pieniądze komu chce służy. Wszelkie nazwy starszeństwa (ataman, esuał itd.), broni, ubioru, koni, żywności, urządzeń były u Kozaków tatarskie.

Będziemy mieć w Polsce kłopot, a może nie tylko w Polsce. To nie nasz styl życia i nie nasza kultura. Ci, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak naród ukraiński, mają racje. Jest naród rusiński i naród kozacki, jeśli to półkoczownicze chazarskie plemię zasługuje na taką nazwę. Problem, nasz problem, polega na tym, że to Kozacy zdominowali państwo ukraińskie i narzucili mu swoją, wrogą nam tradycję i ideologię. Ci, którzy przekonują nas, że jesteśmy bratnimi narodami, świadomie, jak sądzę, pomijają tę niewygodną dla nich prawdę, że Kozacy, to nie nasi bracia, wprost przeciwnie.

I teraz dostają oni broń od Amerykanów i nikt nad tym nie panuje. Nie panuje, bo nie chce. Świadomie dąży do destabilizacji tej części Europy, a może nie tylko tej części. A kto tak naprawdę odpowiada za ten stan? Tego chyba już nie muszę wyjaśniać.

Grupy neonazistowskie, takie jak Batalion Azow, zostały włączone do ukraińskich sił zbrojnych.

W blogu „Amerykanie na Ukrainie” cytowałem inny artykuł z portalu ZeroHedge, w którym informowano, że to Amerykanie decydują o tym, kogo przyjmują do armii ukraińskiej. Czy o tym, że grupy neonazistowskie włączono do ukraińskich sił zbrojnych, również decydowali Amerykanie?

CNN poinformowała również, że „nie wydaje się, aby Rosja chciała przerwać zachodnie dostawy broni na Ukrainę – chociaż nie jest jasne, dlaczego, zwłaszcza że USA mają dane wywiadowcze, według których Rosjanie chcieliby i dyskutowali o tym zarówno publicznie jak i prywatnie.”

Rosjanie niby nie chcą przerwać dostaw broni na Ukrainę, a chcą. Doprawdy dziwna jest ta wojna. Wygląda na to, że to jedna wielka ustawka. Tak realizują swoje wizje wielcy tego świata: po trupach do celu; im gorzej, tym lepiej.

Ukraińska okupacja

W dniu 20 kwietnia w budynku Werchownej Rady, dawniej budynku Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej, Konfederacja Korony Polskiej przedstawiła swoje stanowisko w sprawie deklaracji uczestników VII Europejskiego Kongresu Samorządów odnośnie utworzenia unii polsko-ukraińskiej. Panel dyskusyjny zatytułowano „Europa w poszukiwaniu przywództwa”. Bardzo to zastanawiające. Czy to znaczy, że Europa nie ma przywództwa, czy może następuje zmiana tego przywództwa, a o czym my jeszcze nie wiemy. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro tak zatytułowano panel, a „polscy” politycy tak otwartym tekstem mówią o unii polsko-ukraińskiej.

Ja o możliwości powstania takiej unii piszę od dawna, ale myliłem się. Na podstawie tego, co już się dzieje w relacjach polsko-ukraińskich, a o czym pisałem w poprzednim blogu, wyraźnie widać, że to nie żadna unia, tylko ukraińska okupacja. Jeśli człowiek, który zdjął ukraińską flagę z budynku urzędu w Pucku i ją podeptał, będzie karany z ukraińskiego kodeksu karnego, to już lepszego dowodu chyba nie potrzeba. Polska flaga była niejednokrotnie bezczeszczona, nawet robili to Ukraińcy w Polsce, i „polskie” władze i sądy nie dopatrywały się w tym żadnego przestępstwa.

Żyjemy pod ukraińską okupacją, ale dopóki nikt tego głośno nie powie, to większość ludzi tego nie dostrzeże. Przedmiot czy zjawisko nie nazwane nie istnieje. O tym dobrze wiedzą wszyscy propagandyści, ale wiedzą też oni dobrze o tym, że jak czegoś nie ma i to coś, czego nie ma, nazwie się, to ta nazwa będzie zastępowała byt. Mamy więc okupację ukraińską, a politycy chcą to nazwać unią polsko-ukraińską. Unia jest wtedy, gdy obie strony mają równe prawa, a taki przypadek na Zachodniej Ukrainie, którą wielu nazywa jeszcze Polską, nie zachodzi. Ja wiem, że dla większości jest bardzo trudno pogodzić się ze stanem faktycznym, ale to już nie wróci. Ni z tego, ni z owego, nie mamy już Polski od pierwszego. W tym wypadku od 24 lutego.

Marta Czech, rzecznik prasowy Konfederacji Korony Polskiej, mówiąca z wyraźnym ukraińskim akcentem, powiedziała:

„We wtorek 12 kwietnia, w czasie VII Europejskiego Kongresu Samorządów w Mikołajkach, odbył się panel dyskusyjny zatytułowany „Europa w poszukiwaniu przywództwa”. Dlaczego o nim mówimy? Ponieważ w trakcie tego panelu padła powtarzana przez wszystkich jego uczestników deklaracja utworzenia unii polsko-ukraińskiej. Z doniesień medialnych wiemy, że uczestnikami wydarzenia byli m.in. sam prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz, pan marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski, poseł Maciej Gdula z Nowej Lewicy czy prezes Porozumienia sam pan Jarosław Gowin.

Zwróćmy uwagę, że na przestrzeni wieków politycy, mający na uwadze dobro swojej ojczyzny, zwykli mawiać: handel, przyjacielskie stosunki – ze wszystkimi narodami; sojusze – z żadnym. Słowa te, maksymę tę przypisuje się trzeciemu bodajże prezydentowi Stanów Zjednoczonych Tomaszowi Jeffersonowi, ale po nim powtarzali ją inni rozmaici, zacni mężowie stanu, mając na uwadze dobro własnego narodu. Tymczasem urzędujący w Polsce robią dokładnie na odwrót – kosztem swobodnej wymiany handlowej, kosztem dobrze, sprawnie funkcjonującej gospodarki, kosztem przyjaznych stosunków z innymi państwami – oferują nam, proponują nam mętne, eksploatujące Polskę sojusze i tak, podczas gdy na zachodzie Polski jesteśmy już mocno wycięczani unią europejską, a w zasadzie eurokołchozem, na wschodzie proponuje nam się ukrokołchoz, a może powinniśmy powiedzieć kondominium euro-ukro kołchozowe. Zadajemy pytania: Czy mówimy w tym momencie o nowym tworze politycznym, o nowym stanie geopolitycznym? Jaki to ma wpływ na Polskę, jakie ciągnie, pociąga za sobą konsekwencje? – Na te pytania i inne odpowiedzą kolejni mówcy.”

Takie to mądrości opowiada pani Ukrainka, a pozostali też nie lepsi. Buńczuczno- patriotyczne wypowiedzi, z których nic nie wynika, bo nie może, ale na elektorat działa. Nikt z nich jednak nie zająknął się, że Polacy już są obywatelami drugiej, a właściwie trzeciej kategorii, bo prawdziwymi gospodarzami i prawdziwą inteligencją są w tym kraju Żydzi.

Zastanawiam się, co siedzi w głowie tego Żyda Brauna? Zatrudnia na rzecznika prasowego Ukrainkę, która mówi z wyraźnym akcentem ukraińskim. Jej nazwisko to Czech. Kiedyś był taki polityk, ukraińskiego pochodzenia, Mirosław Czech z Unii Demokratycznej i Unii Wolności. No, ale jak ktoś ma takie nazwisko, to Czechem raczej nie jest, ale Żydem jak najbardziej może być, znaczy ukraińskim Żydem. Czy pani Marta Czech to rodzina?

Zdjęcie i podeptanie ukraińskiej flagi to zapewne ustawka. Nikt o zdrowych zmysłach nie zrywałby jej z budynku urzędu. Wszędzie wokół takich budynków jest wiele kamer i zanim ktokolwiek zdążyłby ją zdjąć, to już miałby na karku policję, zwłaszcza w takim małym mieście. Być może ma to na celu pokazanie Polakom, gdzie ich miejsce i przygotowywanie ich do nowej rzeczywistości. A poza tym, to takie działanie nic nie daje. Wszelkiego rodzaju protesty i powstania przynosiły Polakom tylko straty. A podżegaczy było i jest wielu. Jedna nacja ma wielkie doświadczenie w skłócaniu narodów i zapewne zechce z tego skorzystać. Być może to był ich pierwszy ruch. Jakoś mam takie przekonanie, graniczące z pewnością, że to nie sami Ukraińcy wpadli na pomysł, by na polskich urzędach wieszać ukraińskie flagi. Podejrzewam zresztą, że wszystko to, co się dzieje w tej chwili w tym państwie, to wszystko wymyśliła jedna nacja, wyjątkowo wredna nacja. Tak się skłóca narody. Kozacy są na to za durni. Oni potrafią tylko rżnąć i pić na umór. Źle się dzieje w byłym państwie polskim.

Dziś, tj. 21 kwietnia, ponownie pojawił się Braun i pomstował na postępującą ukrainizację Polski, że wszędzie język ukraiński zstępuje język polski, nawet na stronach rządowych i w telewizji. A pod tym filmem ktoś skomentował: „Czy jest coś gorsze od yda? Tak! yd z ukrainy”. Znaczy to, że są Polacy, którzy potrafią trafnie ocenić rzeczywistość i zdają sobie sprawę z tego, kto tu robi nam piekło.

Jeszcze nie minęły dwa miesiące, bo zaczęło się to wszystko 24 lutego, a my żyjemy już w zupełnie innym państwie. To niemożliwe, by taka zmiana mogła dokonać się w tak krótkim czasie bez uprzedniego przygotowania, trwającego może nawet wiele miesięcy, jeśli nie dłużej. Mamy już pewnie ze cztery miliony nowych obywateli, jeszcze obywateli Ukrainy, drugi prawie równorzędny język i szereg nieadekwatnych do sytuacji przywilejów dla ludzi, którzy prawdopodobne tylko w niewielkim stopniu są prawdziwymi uchodźcami wojennymi. I jakoś tak się dziwnie składa, że ci wszyscy „uchodźcy” suną do Polski, a nie na Słowację, na Węgry, do Rumunii, czy na zachód Europy.

A skoro tak, to wypada sobie zadać pytanie fundamentalne: czy ta wojna również nie została zaplanowana i sztucznie wywołana? W oparciu o to, co dzieje się w Polsce, odpowiedź może być tylko jedna – zaplanowana. Jeśli się czyta te wszystkie analizy na temat tej wojny, to jakoś dziwnie nikt nie pisze o tym, o największej od czasów II wojny światowej akcji przesiedleńczej, o zastępowaniu jednego narodu drugim i o wszystkich konsekwencjach, jakie niosą te zmiany. To jest ewenement na skalę światową, a tu cisza, mordy w kubeł. Właśnie dlatego cisza, bo nawet pobieżna analiza tej sytuacji musiałaby, co bystrzejszym, uzmysłowić, że wojna na Ukrainie została zaplanowana i jest konsekwentnie prowadzona: po trupach do celu. I tu widać potęgę wszelkiego rodzaju żydowskich mediów. Ten temat ma nie istnieć w świadomości międzynarodowej społeczności i nie istnieje.

Egzamin

W dniu 5 kwietnia premier Zachodniej Ukrainy Morawiecki wniósł do Werchownej Rady, obradującej w budynku byłego Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej, projekt ustawy – o zmianie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa oraz niektórych innych ustaw. Wytłuszczenia moje.

Po art. 23 dodaje się art. 23a w brzmieniu:

Art. 23a. 1. Obywatele Ukrainy, przebywający na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, których pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest uznawany za legalny na podstawie art. 2 ust. 1 lub obywatele Ukrainy przebywający legalnie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, mogą być zatrudniani na stanowiskach pomocniczych i obsługi w jednostkach wymienionych w art. 2 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (Dz. U. z 2022 r. poz. 530).

Ustęp 2 brzmi: Obywatele Ukrainy, przebywający na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, których pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest uznawany za legalny na podstawie art. 2 ust. 1 lub obywatele Ukrainy przebywający legalnie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, mogą być zatrudniani na stanowisku pracy, na którym wykonywana praca nie polega na bezpośrednim lub pośrednim udziale w wykonywaniu władzy publicznej i funkcji mających na celu ochronę generalnych interesów państwa w urzędach, o których mowa w art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (Dz. U. z 2021 r. poz. 1233, 2447 i 2448 oraz z 2022 r. poz. 655).

Ustęp 3: Przepis ust. 2 znajduje zastosowanie również wobec stanowisk pracy, na których wykonywana praca nie polega na bezpośrednim lub pośrednim udziale w wykonywaniu władzy publicznej i funkcji mających na celu ochronę generalnych interesów państwa w urzędach, o których mowa w art. 1 ust. 2 ustawy z dnia 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 537 oraz z 2021 r. poz. 2447 i 2448), wobec których nie mają zastosowania przepisy ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej.

Ustęp 4: Wymogu potwierdzenia znajomości języka polskiego dokumentem, o którym mowa w art. 11 ust. 3 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych oraz w art. 5 ust. 2 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej, nie stosuje się do obywateli Ukrainy, przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, których pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest uznawany za legalny na podstawie art. 2 ust. 1 lub obywateli Ukrainy przebywających legalnie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

A więc witamy na Ukrainie! Tak, gwoli ścisłości, na Zachodniej Ukrainie. Chyba nie przypadkiem w dniu 24 lutego wniesiono do Werchownej Rady projekt ustawy – o zmianie ustawy o języku polskim.

Art. 1. W ustawie z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim (Dz.U. z 2021 r. poz. 672 wprowadza się następujące zmiany:

W art. 11h po ust. 1 dodaje się ust. 1a w brzmieniu:

Egzamin może być przeprowadzany w trybie zdalnym przy użyciu systemu informatycznego zapewniającego prawidłowy przebieg egzaminu.

W art. 11i pkt 5 otrzymuje brzmienie:

Szczegółowe warunki, sposób i tryb prowadzenia egzaminów stacjonarnych oraz egzaminów przeprowadzanych w trybie zdalnym przy użyciu systemu informatycznego oraz sposób dokonywania oceny egzaminów i jej weryfikacji, uwzględniając konieczność zapewnienia jednolitego standardu przeprowadzania egzaminów i wiarygodności ich wyników oraz zapewnienia bezpiecznego przesyłu i weryfikacji danych i informacji.

Art. 2. Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Do tej ustawy dołączone jest uzasadnienie. Poniżej jego fragment:

„Założenia, które legły u podstaw systemu certyfikacji znajomości języka polskiego, przewidywały zainteresowanie na poziomie około 3000 osób rocznie. Tymczasem obecnie liczba osób, które chcą przystąpić do egzaminu, jest znacznie wyższa. Według szacunków Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego roczne zapotrzebowanie na certyfikaty znajomości języka polskiego wynosi ok. 20 000 rocznie i wykazuje tendencję rosnącą.

Aktualnie do jednej sesji egzaminacyjnej podchodzi ponad 3 tys. zdających. Rocznie organizowane są cztery sesje, co jednak nie jest wystarczające dla pokrycia potrzeb wszystkich zainteresowanych. Według danych Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA): w roku 2016 liczba zdających wynosiła 1111, w 2017 r. były to już 2803 osoby, w 2018 r. – 5122, w 2019 r. – 7440, w 2020 – 6498 (spadek wynikający z pandemii), w 2021 r. (dane z prognozy) – 12 300.

Rozwiązaniem, które pozwoli na stworzenie wszystkim zainteresowanym możliwości przystąpienia do egzaminu, jest wprowadzenie formy zdalnej. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez NAWA wersja on-line egzaminu została już przygotowana, a w połowie 2021 r. odbył się pilotaż, którego wyniki są satysfakcjonujące. Wprowadzenie w życie zdalnej formy zdawania egzaminu powstrzymuje tylko brak nowelizacji ustawy, gdyż obecnie obowiązujące przepisy nie przewidują takiej możliwości.

Sytuacja, w której wiele osób nie może przystąpić do egzaminu z języka narodowego, wpływa niekorzystnie na wizerunek Polski. Stanowi barierę dla osób pochodzenia polskiego, które starają się o obywatelstwo, ale także utrudnia podjęcie pracy tym, którzy mogliby zasilić nasz rynek, np. lekarze, służby medyczne. Jest to również marnotrawstwo, ponieważ z jednej strony Polska traci wpływy z opłat, które wniosłyby osoby przystępujące do egzaminu, a z drugiej nie korzysta z opracowanego i przetestowanego już programu do zdalnego egzaminowania, na który zostały wydatkowane środki publiczne.

Wejście w życie ustawy nie będzie miało wpływu na budżet państwa oraz sytuację mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich przedsiębiorców.

Przedmiot projektu ustawy nie jest objęty prawem Unii Europejskiej.”

Nie ulega najmniejszej wątpliwości fakt, że wprowadzenie zdalnej formy zdawania egzaminu z języka polskiego ma na celu obniżenie poziomu tego egzaminu i tym samym stworzenie dla Ukraińców furtki do możliwości szybkiego zatrudniania w państwowych i samorządowych urzędach i innych instytucjach państwowych lub finansowanych przez państwo. Tu chodzi nie tylko o tych Ukraińców, którzy już są w Polsce, ale także o tych, którzy są jeszcze na Ukrainie, jak choćby lekarze czy personel medyczny. Tak więc ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa jest faktycznie ustawą o zastępowaniu obywateli polskich obywatelami ukraińskimi w państwowych i samorządowych urzędach i instytucjach im podległym.

Wkrótce pojawi się w wielu urzędach i innych instytucjach wiele osób, których znajomość języka polskiego będzie pozostawiała wiele do życzenia. Już obecnie często można usłyszeć osoby mówiące po polsku z ukraińskim akcentem i takąż składnią. Nawet w tym uzasadnieniu mamy sformułowanie „język narodowy”. Przecież my tak nie mówimy. Mówimy – język ojczysty.

Śpieszmy się kochać język polski, tak szybko odchodzi.

Firma

W ostatnim blogu „Amerykanie na Ukrainie” pisałem o tym, że Żydzi, poprzez swoją propagandę, wciskają kit rdzennym narodom po to, by ukryć prawdziwy cel. I takim kitem jest wmawianie ludziom, że na kryzysie i wojnie bogacą się wielkie korporacje i one są zainteresowane w tym, by ten kryzys i ta wojna trwały a zyski były jak największe. Innymi słowy wszystko obraca się wokół pieniędzy i to jest prawdziwa motywacja. Goje dają się na to nabierać i uczestniczą w tym tak zwanym wyścigu szczurów: więcej pieniędzy to bardziej okazały dom, ekskluzywny samochód, wakacje w egzotycznych miejscach i to wszystko pokazać na żydowskim Facebooku. A że wszystko na kredyt, a co tam, raz się żyje!

Oczywiście to jest prawda, że korporacjom i nie tylko im, zależy na jak największym zysku, ale ten zysk nie jest celem samym w sobie. To jest tylko środek. Pieniądze dla Żydów są narzędziem do podporządkowania sobie pozostałych narodów. Oni o pieniądze nigdy nie musieli i nie muszą zabiegać, bo oni je sami wyrabiali i nadal wyrabiają i mogą sobie z tego uszczknąć tyle, ile żydowska dusza zapragnie. Ich cel nie jest materialny i przyziemny. Ich cel jest mesjański – podporządkowanie sobie narodów rdzennych i zrobienie z nich swoich niewolników. I tylko taki cel wyzwala niezwykłą energię w sytuacji, gdy taki człowiek ma już wszystko w ilościach wielokrotnie przekraczających potrzeby jego i jego rodziny.

Nadmierne bogacenie się Żydów oznacza, że inni muszą biednieć. Cała ziemia ma do nich należeć, wszystkie nieruchomości i ruchomości. I wszyscy muszą być u nich zadłużeni albo mają nic nie mieć. Wszystko, co robią ku temu zmierza. Opanowali wszelkie instytucje, których kontrolowanie jest niezbędne do osiągnięcia ich celu ostatecznego.

O tym, jak oni to robią, można przeczytać m.in. w różnego rodzaju powieściach. Ostatnio przeczytałem jedną z nich: Firma – John Grisham. Pojawiła się ona na rynku w 1991 roku. Bohaterem książki jest młody prawnik, który po ukończeniu studiów na Harvardzie, zachęcony wysokimi zarobkami, podejmuje pracę w prestiżowej kancelarii doradców podatkowych w Memphis. Głównym zajęciem tych prawników było doradzanie swoim klientom, jak unikać płacenia podatków. Jednak pod tym parasolem zajmowano się bardziej dochodowym zajęciem, a mianowicie praniem brudnych pieniędzy, co oznaczało kontakty z mafią.

Nie wiem, jak można wyprać brudne pieniądze. Na zdrowy rozum, nie jest to możliwe, chyba że wszystkie firmy zamieszane w ten proceder są pod pewną ochroną. Autor wspomnianej powieści w dwóch miejscach opisuje cały proces prania brudnych pieniędzy:

„Zarejestrowana w osiemdziesiątym szóstym roku z wkładem dziesięciu milionów dolarów, które zostały przekazane korporacji przelewem z numerowego konta w Banco de Mexico – tych samych dziesięciu milionów, które przyleciały na Grand Cayman pewnym learem zarejestrowanym przez małą, cichą firmę prawniczą w Memphis, z tym, że było to pierwotnie czterdzieści milionów, która to suma po zapłaceniu tego co trzeba kajmańskim celnikom i kajmańskim bankierom skurczyła się jednak do dziesięciu milionów. Gdy rejestrowano spółkę, jej założycielem był facet o nazwisku Diego Sanchez, wiceprezes Banco de Mexico. Prezesem pewien poczciwiec, który nazywa się Nathan Locke, sekretarzem nasz stary znajomy Royce McKnight, a skarbnikiem Al Rubinstein.

Po zainwestowaniu w ten ryzykowny interes pierwszych dziesięciu milionów dolarów, w ciągu trzech lat zdeponowano tam kolejne dziewięćdziesiąt milionów w gotówce. Bardzo zyskowne przedsięwzięcie. Spółka zaczęła wydawać pieniądze w Stanach. Kupowali fermy bawełniane w Teksasie, kompleksy mieszkaniowe w Dayton, sklepy jubilerskie na Beverly Hills, hotele w St. Petersburgu i Tampie. Płacąc najczęściej dokonywali przelewów z czterech czy pięciu różnych banków na Kajmanach. Jest to podstawowa metoda prania brudnych pieniędzy.”

I drugi fragment:

„Najłatwiejszym i najbardziej popularnym sposobem było przerzucanie brudnej gotówki za granicę. Wykorzystywano do tego prywatną linię lotniczą firmy Bendiniego, przy czym na pokładzie samolotu znajdowało się zwykle dwóch lub trzech prawników, by nadać podróży pozory legalności. Amerykańska służba celna, mająca masę problemów z przemytem do kraju narkotyków, nie zwracała zbytniej uwagi na ładunki wywożone za granicę. Samoloty opuszczały kraj „brudne”, a wracały „czyste”. Znajdujący się na pokładzie prawnicy opłacali na Kajmanach celników i odpowiednich bankierów. Niekiedy dwadzieścia pięć procent przerzuconych pieniędzy przeznaczano na łapówki.

Zdeponowanych – najczęściej na numerowych kontach – pieniędzy nie można już było potem praktycznie odnaleźć. Lecz wiele transakcji bankowych zbiegło się z zakrojonymi na dużą skalę operacjami przeprowadzanymi przez spółki. Pieniądze były zwykle deponowane na jednym z wielu kont numerowych. Albo superkont, jak je nazwał Mitch. Po zarejestrowaniu nowych spółek pieniądze były przelewane z superkont na konta owych spółek, często w obrębie jednego banku. Gdy pieniądze znalazły się już w legalnej spółce kajmańskiej, rozpoczynał się proces prania gotówki. Najprostszą i najczęściej przez firmę stosowaną metodą było nabywanie w Stanach nieruchomości lub innych legalnych aktywów. Transakcje te przygotowywali ci wspólnicy firmy Benedini, Lambert i Locke (tytułowa firma – przyp. W. L.), którzy zajmowali się pracą koncepcyjną, a wszystkie pieniądze przekazywano przelewem. Zdarzało się często, że spółka kajmańska wykupywała inną spółkę, która była właścicielem spółki panamskiej, a ta z kolei była właścicielem duńskiej spółki holdingowej. Duńczycy kupowali fabrykę łożysk tocznych w Toledo, przelewając pieniądze z banku w Monachium. I w ten sposób brudne pieniądze stawały się czyste.”

Powieść to fikcja, choć może oparta na faktach, bo autor, prawnik z wykształcenia, znał to środowisko. Natomiast mechanizm prania brudnych pieniędzy jak najbardziej pokrywa się z rzeczywistością. Autor nie mógł tego napisać wprost, któż to dokonuje tego typu operacji. Tylko naród rozproszony jest zdolny do tego typu działań. Jak wiemy wszystkie banki są pod kontrolą Żydów. A więc żadna operacja dokonywana w jakimkolwiek banku na świecie nie może dojść do skutku bez ich wiedzy i aprobaty.

W pierwszym fragmencie jest mowa o korupcji. Bez niej nie można się obejść przy tego typu działaniach. Człowiek, którego uda się skorumpować pozostaje wierny do końca. Nie ma wyjścia. Korupcja jest niezmiernie ważnym elementem żydowskiego działania. W tego typu operacje muszą być również zaangażowani bankowcy, którzy zapewne i tak w większości są żydami, przynajmniej ci na kierowniczych stanowiskach.

W drugim fragmencie mamy zdanie: „Lecz wiele transakcji bankowych zbiegło się z zakrojonymi na dużą skalę operacjami przeprowadzanymi przez spółki.” To jest klasyczne działanie. Jeśli chce się ukryć jakieś operacje, to ukrywa się je pośród wielu innych, dokonywanych w tym samym czasie i wtedy szukaj igły w stogu siana. To jest działanie bardzo podobne do tego, co się działo w aferze Art-B. W blogu „Mistyka finansów c.d.” pisałem:

„Z wypowiedzi prokuratora Radomskiego wynika, że spółka Art-B miała kilkadziesiąt rachunków w różnych bankach w Polsce. W okresie lipca 1991 na zlecenie Bagsika i Gąsiorowskiego wystawione zostały ogromne ilości czeków z rachunków na których nie było środków własnych. Wystawione czeki sprawiły, że inne banki, do których te czeki trafiły, uznały je za prawidłowe i przekazały środki. Zaliczyły je na dobro Art-B.”

A więc mamy dokładnie ten sam mechanizm działania: wystawienie ogromnych ilości czeków w krótkim czasie. Przypadek? Ale jak to zrobić? Tak:

„Zdarzało się często, ze spółka kajmańska wykupywała inną spółkę, która była właścicielem spółki panamskiej, a ta z kolei była właścicielem duńskiej spółki holdingowej. Duńczycy kupowali fabrykę łożysk tocznych w Toledo, przelewając pieniądze z banku w Monachium.”

Duńska spółka holdingowa. W tym samym blogu, który cytowałem powyżej, jest taki opis holdingu:

„Istotą holdingu jest zarządzanie oraz kontrolowanie działalności wielu podmiotów zależnych przez jedną organizację. Odbywa się to dzięki zależnościom kapitałowym lub personalnym. Holding jest zatem formą kumulacji kapitału.”

Holdingiem była też spółka Art-B. Jeśli kontroluje się działanie wielu podmiotów, to tego typu operacje, wykonywane na komendę, są jak najbardziej możliwe. Możliwe, gdy ma się wszędzie swoich ludzi. W blogu „Diaspora” cytowałem fragment z książki Mariana Miszalskiego Ukryta wojna cicha kapitulacja (Polityka polska wobec żydowskiego rasizmu):

„O Żydach amerykańskiej diaspory powiadają w Ameryce, że gdzie dwóch Żydów, tam sześć żydowskich organizacji: każdy należy do jednej, obydwaj tworzą trzecią, a każda z tych organizacji należy do jeszcze innej… Rzeczywiście: amerykańska diaspora żydowska opleciona jest gęsta siecią żydowskich organizacji o rozmaitym charakterze: politycznym, ekonomicznym, oświatowym, kulturalnym, społecznym, charytatywnym. Spełniają dwie funkcje: po pierwsze – cementują wewnętrznie żydowską mniejszość narodową, ułatwiając zarazem jej polityczną kontrole przez najważniejsze żydowskie ośrodki władzy; po wtóre – są narzędziem szybkiej mobilizacji całej diaspory; po trzecie – intensywnie poszukują kontaktów i partnerów pośród nieżydowskich amerykańskich organizacji, by wciągnąć Amerykanów na orbitę swego oddziaływania.”

Ten cytat wyjaśnia wszystko. A skoro tak jest, to ilu musi być Żydów na świecie, by to wszystko ogarnąć i kontrolować? Najbardziej niewygodne dla nich pytanie, którego oni bardzo nie lubią. Robią wszystko, by przekonać innych, że jest ich mało. Właśnie po to, by negować wnioskowanie wyżej przedstawione, bo jeśli jest ich mało, to nie mogą tego wszystkiego kontrolować. I po oto też wymyślili holokaust. Ja oczywiście nie neguję faktu, że w obozach niemieckich Żydzi ginęli. Ale ilu ich zginęło? Ginęła przede wszystkim niezasymilowana biedota, która nie znała języka polskiego i nie utrzymywała kontaktów z miejscową ludnością. Dla bogatych Żydów z Zachodu stanowili oni balast, bo musieli oni pomagać tej biedocie za jej życia, ale po śmierci ci biedni Żydzi byli bezcenni, bo ich śmierć w obozach można było wykorzystać do szantażowania reszty świata i domagać się zwrotu „majątku” pozostawionego przez tę biedotę. – Perfidia doskonała.

A na co wydają pieniądze pochodzące m.in. z procederu zwanego praniem brudnych pieniędzy?

„Kupowali fermy bawełniane w Teksasie, kompleksy mieszkaniowe w Dayton, sklepy jubilerskie na Beverly Hills, hotele w St. Petersburgu i Tampie. Płacąc najczęściej dokonywali przelewów z czterech czy pięciu różnych banków na Kajmanach. Jest to podstawowa metoda prania brudnych pieniędzy.”

Wszędzie robią tak samo, nie tylko w Ameryce. W Polsce robią dokładnie to samo. Wszystko ma być ich własnością. Do realizacji tego celu wykorzystują też prawo podatkowe. Podatki płacą biedni. Korporacje i bogaci podatków nie płacą. W tym celu stworzyli skomplikowane prawo podatkowe, którego interpretacją zajmują się wyspecjalizowane firmy, które znajdują luki w prawie podatkowym i je wykorzystują. A skąd biorą się te luki? Przez niedopatrzenie czy przypadek? Nic z tych rzeczy. Są, bo mają być i prawo podatkowe jest tak skonstruowane, by te luki prawne służyły tylko tym, którym mają służyć. A jaki to problem obciążyć podatkiem obrotowym, nawet 1%, wszystkie osoby prawne, czyli firmy, a osoby fizyczne, tak się w prawie podatkowym nazywa ludzi, zwolnić z podatku dochodowego? Problem, bo wtedy Żydzi nie bogaciliby się tak szybko, a pozostali nie biednieliby tak szybko. Ot i cała tajemnica żydowskiej wiary, wiary w potęgę pieniądza.

Amerykanie na Ukrainie

Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale III wojna światowa już trwa. Każda kolejna wojna wygląda trochę inaczej. I wojna światowa była wojną pozycyjną. Walczące ze sobą wojska, ukryte w okopach, ostrzeliwały się wzajemnie. Linia frontu była wyraźna. II – była wojną mobilną. Pojawiły się nowe rodzaje broni: wojska pancerne i lotnictwo. Linia frontu nie była już tak wyraźna, bo samoloty mogły ją przekraczać i atakować cele znajdujące się na terytorium wrogiego państwa. III – to tylko niewielki udział wojsk ograniczający się do wojny na Ukrainie. To jednak nie zmienia faktu, że w tę wojnę zaangażowane są praktycznie wszystkie państwa europejskie i Stany Zjednoczone, a nawet Japonia, która zażądała od Rosji zwrotu dwóch niewielkich wysp w archipelagu Wysp Kurylskich.

Nakładanie na Rosję sankcji przez państwa europejskie, to właśnie jest angażowanie się w tę wojnę. Ale Stany Zjednoczone i Wielka Brytania angażują się bardziej bezpośrednio. W praktyce jest to wojna NATO z Rosją na terenie Ukrainy. Podobnie było w przypadku wojny nazistowskich Niemiec z bolszewicką Rosją w Hiszpanii w latach 1936-1939.

To Amerykanie rządzą na tej wojnie, mówi francuski dziennikarz, który wrócił z Ukrainy. Taki tytuł nosi artykuł, który ukazał się na portalu ZeroHedge (https://www.zerohedge.com/geopolitical/americans-are-charge-war-says-french-journalist-who-returned-ukraine).

»Francuski dziennikarz, który pojechał na Ukrainę z bojownikami ochotnikami, gdy wrócił, powiedział stacji CNews, że to Amerykanie bezpośrednio „kierują” tą wojną.

Tak zapewniał starszy korespondent międzynarodowy Le Figaro, Georges Malbrunot. Powiedział on, że towarzyszył francuskim bojownikom-ochotnikom, z których dwóch walczyło wcześniej przeciwko ISIS.

„Zdziwiłem się i oni też, gdy dowiedzieli się, że aby móc wstąpić do ukraińskiej armii, to trzeba mieć zgodę Amerykanów – powiedział Malbrunot. Dodał też, że on i ochotnicy „prawie zostali aresztowani” przez Amerykanów, którzy twierdzili, że to oni rządzą. Dziennikarz ujawnił, że ochotnicy ci zostali zmuszeni do podpisania kontraktu „do końca wojny”.

„A kto tu rządzi? To Amerykanie, widziałem to na własne oczy” – powiedział Malbrunot, dodając: „Myślałem, że to międzynarodowe brygady, a to Pentagon.

Malbrunot wspomniał również, że Ameryka zaopatruje Ukrainę w zabójcze drony z ostrzami sprężynowymi, co potwierdził sekretarz obrony Lloyd Austin w tweecie, w którym ujawnił, że ukraińscy żołnierze byli szkoleni w zakresie obsługi tych urządzeń w Biloxi w stanie Mississippi.

Powołując się na francuskie źródło wywiadu, Malbrunot napisał również na Twitterze, że brytyjskie jednostki SAS „są obecne na Ukrainie od początku wojny, podobnie jak amerykańskie – Delta”.

Rosja najwyraźniej doskonale zdaje sobie sprawę z „tajnej wojny” prowadzonej na Ukrainie przez obcych komandosów przebywających na Ukrainie od lutego.

Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Wielka Brytania publicznie zapewniły, że na Ukrainie nie będzie „żołnierzy w akcji”, ale wygląda na to, że wojska USA i Wielkiej Brytanii znajdują się tam od początku wojny.

„Sondaże wykazały, że w okresie poprzedzającym wojnę przytłaczająca większość Amerykanów chciała, aby nasz rząd trzymał się z dala od niej, ale nasi przywódcy wiedzą lepiej i są bardziej niż szczęśliwi, że mogą zaryzykować III wojnę światową w obronie marionetkowego reżimu na Ukrainie” – pisze Chris Menahan.«

Stany Zjednoczone walczyły ze Związkiem Radzieckim praktycznie od zakończenia II wojny światowej, tyle że były to wojny prowadzone na terytoriach państw trzecich i przy użyciu broni konwencjonalnej. Tym razem wojna toczy się nie tylko przy użyciu broni konwencjonalnej, ale również przy wykorzystaniu mechanizmów gospodarczych. Sankcje ekonomiczne ograniczają aktywność gospodarczą i wymianę handlową, przerywane są łańcuchy dostaw.

Konsekwencje tego będą bardzo poważne, bo ucierpią na tym gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów świata, bo to one nawzajem wyniszczają się. Jeśli dodamy do tego szalejące władze chińskie, które z powodu „pandemii” zamknęły cały Szanghaj, to wyłania się z tego ponura wizja. Wszak Chiny to fabryka świata. Pół biedy, gdy nie dotrą do nas produkty przemysłowe z Chin, ale Rosja i Ukraina, to około 1/3 światowej produkcji zbóż. Wizja głodu jest jak najbardziej realna, a jeśli nawet nie głodu, to problemów z zaopatrzeniem w podstawowe produkty żywnościowe.

Różnica polega na tym, że poprzednie wojny, poza tym, że same w sobie były tragedią, to nie stanowiły takiego zagrożenia dla ludności cywilnej, bo gospodarki poszczególnych państw były w dużym stopniu samowystarczalne. A jeśli nawet cierpiały w czasie II wojny światowej z powodu zmniejszonej produkcji rolnej, to Argentyna zaopatrywała w żywność wszystkie walczące i potrzebujące strony.

Obecnie sytuacja jest diametralnie odmienna za sprawą globalizacji, czego efektem jest to, że praktycznie żadna gospodarka nie jest w stanie przetrwać, opierając się tylko na własnej produkcji, bo często nawet jej nie ma. Kapitał międzynarodowy podzielił sobie rynki światowe, czyniąc z wielu krajów jedynie wielkie hurtownie towarów napływających z różnych stron świata.

Wygląda więc na to, że globalizacja to jest kolejny punkt programu narodu wybranego na jego drodze do realizacji jego celu ostatecznego. Tylko przy takiej organizacji światowej gospodarki można szybko i skutecznie wywołać głęboki kryzys w skali świata. To może być nawet skuteczniejsze od tej sztucznej pandemii. Potrzebny był tylko pretekst do wywołania tego kryzysu i tym pretekstem stała się trwająca na Ukrainie wojna. Ona również została sztucznie wykreowana. Wszystkie wojny i kryzysy ekonomiczne wyniszczają narody rdzenne. Korzysta tylko naród rozproszony, więc to w jego interesie są te wojny i kryzysy, co w praktyce oznacza, że to on je wywołuje.

Na nic te wszystkie „uczone” wywody doktorów i profesorów, teorie geopolityczne, cykle koniunkturalne, trendy, srendy, pierdendy. Wszystko to żydowska ściema, która ma na celu robienie ludziom wody z mózgu i ukrycie przed nimi ich prawdziwych celów. Obsiedli ten internet jak szarańcza, ja od ponad 20-tu lat nie mam telewizora, i wtłaczają ludziom do głów ten żydowski kit.

Ja oczywiście pamiętam o kryzysie z 1929 roku, który też był kryzysem globalnym, gdy nie było jeszcze globalizacji w obecnej skali. Niemniej jednak był to „tylko” kryzys finansowy, też wywołany sztucznie, ale on doprowadził do wojny. Wojna jest wyższą formą kryzysu, bo, wykorzystując ją, można załatwić wiele spraw, których nie dałoby się załatwić przy wykorzystaniu kryzysu finansowego. Jedną z nich jest zmiana granic w regionie, w którym toczy się wojna. A zmiana granic oznacza po prostu powstanie nowego państwa, czy nowych państw. Tak było w przypadku wojny w Jugosławii. Bez niej jej rozpad nie byłby możliwy. Tak więc wojna na Ukrainie oznacza, że w tym rejonie dojdzie do zmiany granic – na Ukrainie i w Polsce, która jest najbardziej zaangażowana w ten konflikt.

Kiedyś w Polsce, za komuny, krążył taki wierszyk: „W Poroninie na jedlinie, wiszą gacie po Leninie, kto chce w Polsce awansować, musi gacie pocałować”. Ten Poronin wziął się stąd, że Lenin przez pewien czas tam przebywał. Dzisiaj końcowa część tego wierszyka brzmi: kto chce w Polsce awansować, musi Ukraińca w dupę pocałować. Jak na to wszystko patrzę, to przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo i o zgrozo!… rosyjskie – naplewat, co się po polsku wykłada jako – splunąć.

I RP bis c.d.

A więc stało się! Moje „fantazje” na temat tego, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że wszystko zmierza ku odtworzeniu I RP – powoli stają się rzeczywistością. Jeśli mówi o tym otwartym tekstem polityk, to chyba coś jest na rzeczy. W krótkim wystąpieniu na kanale wRealu24 zatytułowanym: Patryk Jaki ujawnia szokujący plan Niemiec! Powstanie nowe ponadnarodowe imperium? Co z Polską? W siódmej minucie Jaki tak niby mimochodem mówi:

„Ja uważam, że jeżeliby się udało Ukrainie zwyciężyć Rosję, oczywiście tu możemy porozmawiać, co oznacza zwycięstwo w sytuacji mocarstwa nuklearnego, jakim jest Rosja, ale gdyby udało się to zrobić, to ja uważam, że Polska powinna próbować budować silną współpracę z Ukrainą i odbudowywać, można by powiedzieć, I Rzeczpospolitą, oczywiście na równych zasadach, dlatego że ja widzę wiele korzyści. Pamiętajcie państwo, że my i Ukraina mamy razem więcej ludności, niż mają Niemcy. Mamy ogromny potencjał. Ukraina by miała, jak to się skończy, armię bardzo doświadczoną, z ogromną ilością sprzętu w tej chwili. Żywność to jest ta część, po prostu, której zaczyna brakować na świecie. To jest ta część, Środkowa Europa, która może dostarczyć produkt, który stanie się za chwilę deficytowy i będzie bardzo ważnym składnikiem konkurencyjności gospodarek. No i taki sojusz Polski i Ukrainy, być może w przyszłości Białorusi, jak coś by się tam zmieniło, oparty o Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, mógłby skutecznie wkładać klina, za każdym razem, kiedy Niemcy i Rosja będą chciały dogadywać się ponad naszymi głowami.”

Tako rzecze Patryk Jaki. No cóż, I RP była „mocarstwem”, co nie uchroniło jej przed dogadaniem się Niemców i Rosjan ponad jej głową. Karykaturalny zlepek trzech czy czterech nacji, które służyły za podnóżek tej „wybranej”. Patryk Jaki, jako Żyd, chyba wie do czego dąży żydostwo. Skoro zlepek takich państw nadal miałby być oparty o sojusz z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi, to znaczy, że takie państwo nie byłoby w stanie samo obronić się przed sąsiadami. To po co to tworzyć coś, co nie sprawdziło się w przeszłości? Ja nie wątpię, że ta I RP bis powstanie, bo chcą tego Żydzi, a to oni tym wszystkim rządzą. Jednak Jaki nie dopowiedział, że odtworzenie I RP oznacza utratę tzw. Ziem Odzyskanych. To już dawno postanowione, a dowód na to jest w postaci zakazu wydobywania węgla z polskich kopalń. Tak się jakoś dziwnie składa, że one wszystkie znajdują się na ziemiach poniemieckich. Jest więc zakaz wydobywania węgla z kopalń i ich sukcesywne zamykanie, a nie ma zakazu jego importu. I dziwią się ludzie, że Polska sprowadza węgiel z RPA i innych odległych krajów. Nic nie dzieje się przypadkiem czy z głupoty. To jest polityka.

A jaki to jest ten szokujący plan Niemiec? Na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł: European Union Unveils New Strategy To Become A Global Power (https://www.zerohedge.com/geopolitical/european-union-unveils-new-strategy-become-global-power). O co chodzi w tym planie?

»Celem jest „strategiczna autonomia” — zdolność UE do działania niezależnie i jako przeciwwaga dla Stanów Zjednoczonych i Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego — w sprawach obrony i bezpieczeństwa.

Kluczowym elementem Kompasu Strategicznego jest rozwój tak zwanej zdolności szybkiego rozmieszczania (RDC) siły wojskowej, zdolnej do interweniowania w przypadku zagrożenia demokracji w różnych miejscach na świecie.

RDC ma stać się w pełni operacyjny do 2025 r. i dowodzony przez instytucję o nazwie „Zdolność planowania i prowadzenia działań wojskowych UE”. (Termin „zdolność” jest politycznie poprawnym substytutem „sztabu”, jak w „sztabie wojskowym”).

Nacisk na osiągnięcie przez Europę strategicznej niezależności od Stanów Zjednoczonych jest inicjowany przez Macrona, który w ramach swojej kampanii reelekcyjnej najwyraźniej ma nadzieję na zastąpienie byłej kanclerz Niemiec Angeli Merkel jako de facto lidera Europy.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że wiele propozycji nierealnej polityki zawartych w Strategicznym Kompasie wydrenuje zasoby i finanse stamtąd, gdzie są faktycznie potrzebne, czyli z NATO.

Logicznym kierunkiem działania byłoby dotrzymanie przez państwa członkowskie UE wcześniejszych obietnic zwiększenia wydatków na obronę w ramach ich wkładu w sojusz transatlantycki. Byłoby to jednak sprzeczne z folie de grandeur – manią wielkości – europejskich federalistów, którzy marzą o przekształceniu UE w geopolityczną „wielką potęgę”.«

Widać więc wyraźnie, że Amerykanie wycofują się z Europy, nie tylko w sensie politycznym, ale i militarnym. Pan każe sługa musi. Teraz naocznie przekonujemy się, jak bardzo była potrzebna wojna na Ukrainie i jak wiele ona zmieni. Mapa Europy środkowej i wschodniej będzie po niej wyglądać zupełnie inaczej.

W blogu I RP bis pisałem:

Na tym blogu pisałem, że I RP była dziełem Żydów. To oni wymyślili jej idiotyczny ustrój, ale nie dla nich. Dla nich był idealny, by rządzić z tylnego siedzenia. To był ich raj. Jednak w pewnym momencie uznali, że więcej korzyści odniosą, gdy go zlikwidują. Teraz wracają do tego pomysłu. I to jest właśnie dowód na to, że to oni stworzyli I RP powstałą w wyniku unii polsko-litewskiej. Gdyby to Polacy stworzyli to państwo, to po tych wszystkich doświadczeniach tej dwustuletniej symbiozy z Wielkim Księstwem Litewskim i po doświadczeniach II wojny światowej, a w szczególności, po Katyniu i Wołyniu, nigdy by już nie pchali się na wschód. Bo nie byłoby Katynia i Wołynia, gdyby po I wojnie światowej powstała Polska bez Kresów. Może mała, ale na swych historycznych najstarszych ziemiach. Ich przyłączenie oznaczało, że była to decyzja Żydów, bo to im były potrzebne wszystkie te konflikty, które zrodziło to karykaturalne państwo, jakim była II RP. Było im ono potrzebne do rozpoczęcia wojny polsko-niemieckiej, co doprowadziło do wybuchu II wojny światowej. I znowu następuje powrót w stare koleiny. Dla Polaków wróży to jak najgorzej, a dla innych będzie raj.

Konsekwencje wojny

Wojna na Ukrainie jest największym konfliktem w Europie od zakończenia II wojny światowej. Wprawdzie 30 lat temu była wojna w Jugosławii, która doprowadziła do jej rozpadu, ale nie stanowiła ona takiego zagrożenia. Po prostu inna skala. Natomiast konsekwencje tej wojny odczuje cały świat. Nie można w tej chwili przewidzieć wszystkich jej skutków, ale nawet po tym, co już widać, zmiany będą bardzo poważne. Największe oczywiście na terenie, na którym toczy się wojna i w krajach, które najbardziej się w nią zaangażowały, czyli w Polsce.

Lenin powiedział kiedyś, że są takie okresy, w których latami nic się nie dzieje, ale są też takie, w których w ciągu tygodni dzieje się więcej, niż przez dziesiątki lat. I dokładnie w takim okresie żyjemy. Być może wielu nie zdaje sobie z tego sprawy. Tak było pod koniec I wojny światowej, gdy większość ludzi wcale nie wierzyła w to, że powstanie Polska. Nawet popularne było takie powiedzenie: ni z tego, ni z owego mamy Polskę od pierwszego. Obawiam się, że niedługo może okazać się, że ni z tego, ni z owego mamy Ukrainę od pierwszego. Być może dla wielu brzmi to obrazoburczo, ale wszystko zmierza w tym kierunku.

W tej chwili mamy do czynienia z największym po II wojnie światowej przesiedleniem ludności. Wszystkie media mówią o kryzysie uchodźczym, ale to nie są uchodźcy, to są przesiedleńcy. Obecnie w Polsce jest już ponad 2 miliony tych przesiedleńców. Jeśli ta wojna przedłuży się w niekończący się konflikt, to, według ONZ, z Ukrainy wyjedzie około 10 milionów ludzi. Jeśli większość z nich miałaby trafić do Polski, to Ukraińcy będą najliczniejszą narodowością w Polsce. Prawdę mówiąc, to uważam, że już są, jeśli dodamy do nich tych, którzy są obywatelami polskimi i uważają się za Ukraińców.

Żeby sobie uświadomić skalę tego zjawiska, to trzeba porównać go z kryzysem migracyjnym z 2015 roku, bo trzeba wiedzieć, że tak naprawdę wszelka wiedza bierze się z porównań. Rozpatrywanie jakiegokolwiek zjawiska czy zdarzenia wyrwanego niejako z kontekstu jest jałowe. W ciągu jednego roku 2015 do Europy, głównie do Niemiec i Szwecji, przybyło z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej 1,3 miliona uchodźców. To jest dwa razy mniej, niż liczba Ukraińców, która przyjechała do Polski w ciągu jednego miesiąca.

Trudno powiedzieć czy to przypadek, czy – nie, ale w Niemczech też dokonuje się wielka rewolucyjna zmiana. Dotyczy ona doktryny obronnej tego kraju. W trzecim dniu tej wojny, podczas sesji Bundestagu, kanclerz Olaf Schultz ogłosił rewolucyjny plan dotyczący armii niemieckiej. Dostanie ona jednorazowo 113 miliardów dolarów na modernizację. W następnych latach wydatki na wojsko będą wzrastać o ponad 2% rocznego PKB. Oznacza to, że roczne wydatki na zbrojenia wzrosną do 78 miliardów. To spowoduje, że armia niemiecka stanie się trzecią na świecie armią pod względem ilości funduszy przeznaczonych na jej rozwój. Tylko Chiny i Stany Zjednoczone wydają więcej na swoje wojsko. To oznacza, że budżet ten będzie większy niż Rosji. W sumie po niecałych stu latach armia niemiecka znowu będzie najpotężniejszą w Europie.

Jeśli tak się dzieje, to znaczy, że dzieje się to za przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych, czyli Amerykanie godzą się na to, by armia niemiecka była najsilniejszą armią na kontynencie. To z kolei oznacza, że Amerykanie nie będą wtrącać się w to, w jaki sposób zakończy się ta wojna i w tworzenie powojennego porządku w Europie. Tym zajmą się Niemcy i Rosja. Dla Polski wróży to jak najgorzej.

W styczniu tego roku w trakcie rozmów NATO-Rosja w Genewie, Rosjanie zażądali m. in. wycofania wojsk NATO z Europy Środkowej. NATO nie zgodziło się. Zdaje się, że robi ono dobrą minę do zlej gry. Jeśli armia niemiecka ma być tak potężna, to NATO będzie zbędne i wycofa się nie tylko z Europy Środkowej, ale z całej Europy i tym samym rosyjskie żądanie zostanie spełnione.

Ukraina jest 5-tym co do wielkości eksporterem pszenicy na świecie. W 2020 roku wyeksportowała 18 milionów ton do wielu krajów, szczególnie na Bliski Wschód i do Afryki Północnej. 60% zaopatrzenia Libanu pochodzi z Ukrainy. Egipt jest największym na świecie importerem pszenicy. 85% jego importu pochodzi z Ukrainy i Rosji. 1/3 światowego eksportu pszenicy i jęczmienia należy do Rosji. Mocno ucierpią takie kraje jak Syria i Jemen. Tym krajom grozi głód. Odcięcie rosyjskiej i ukraińskiej pszenicy od światowych rynków spowoduje drastyczny wzrost jej ceny. Ostatnio taki przypadek miał miejsce w 2010 roku. Najbardziej narażone były kraje Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki. W konsekwencji doprowadziło to do protestów i zamieszek zwanych arabską wiosną i rewolucyjnych zmian w Tunezji, Libii, Egipcie, Jemenie i Syrii.

Jednego możemy być pewni, że wojny, nie tylko te z XXI wieku, zawsze niosą ze sobą poważne zmiany dla całego świata. Po to właśnie wywołuje się je, by dokonać zmian, które nie byłyby możliwe do wdrożenia w warunkach pokojowych. Wojna Rosji z Ukrainą zmieni ten świat na wiele różnych sposobów. Nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak on będzie po niej wyglądał, ale będzie zupełnie inny. Już teraz jednak widzimy, że akacja przesiedleńcza Ukraińców do Polski nie byłaby możliwa bez tej wojny, a zaplanowano ją, tę akcję, znacznie wcześniej.

Jaki jest cel tej wojny? Chodzi, w mojej ocenie, o dokonanie zmian w tej części Europy. Podział Ukrainy, połączenie jej zachodniej części z Polską wschodnią, Białorusią i Litwą, czyli odtworzenie I RP, może w formie federacji. Będzie to duży neutralny obszar, bez wojsk NATO czy innych, czyli to, czego chce Rosja. Niemcom też to będzie odpowiadać, jeśli dostaną swoje, utracone po II wojnie światowej, ziemie. Czy tak będzie? Na weryfikację tej mojej koncepcji trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.