Plan pokojowy

W poprzednim blogu „Rozbiór Ukrainy” przedstawiłem pogląd Davida Stockmana na sytuację na Ukrainie i pewne rozwiązanie, które zaproponował, a którego autorem jest cytowany przez niego Alexander G. Markovsky:

Terytorium Ukrainy to mozaika cudzych ziem. Jeśli chcemy zakończyć tę szaloną wojnę i zapewnić pokój w Europie, zamiast nazywać sponsorowane przez Rosję referendum we wschodniej Ukrainie fikcją, powinniśmy przeprowadzić uczciwe referendum we wszystkich spornych terytoriach pod auspicjami ONZ i pozwolić ludziom zdecydować, jakiego rządu chcą.

Ta propozycja pojawiła się 1 października na stronie Stockmana i przedrukowana została na portalu ZeroHedge. A wczoraj, czyli 3 października, Elon Musk ogłasza swoją propozycję, o czym informuje Interia: Elon Musk z planem pokojowym dla Ukrainy. Melnyk nie wytrzymał (https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-elon-musk-z-planem-pokojowym-dla-ukrainy-melnyk-nie-wytrzyma,nId,6324646). Interia m.in. pisze:

Elon Musk zaproponował warunki pokoju pomiędzy Ukrainą a Rosją. Te miałyby opierać się o przeprowadzone pod nadzorem ONZ referendum. Multimiliarder uznał, że jeśli “taka będzie wola ludu, Rosja odejdzie”. Odniósł się także do Krymu. “Formalnie należy do Rosji. Tak jak jest od 1783 r.” – napisał Musk. Na rekcję władz w Kijowie i ukraińskich polityków nie trzeba było długo czekać.

“Pokój Ukraina-Rosja: Ponowne wybory w anektowanych regionach pod nadzorem ONZ. Rosja odchodzi, jeśli taka jest wola ludu. Krym formalnie należy do Rosji. Tak jak jest od 1783 r. (do pomyłki Chruszczowa). Zapewnione zostanie zaopatrzenie w wodę na Krym. Ukraina pozostaje neutralna” – takie “rozwiązania pokojowe” zaproponował Elon Musk na Twitterze.

Multimiliarderowi odpowiedział także doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak. “Istnieje lepszy plan pokojowy. 1. Ukraina wyzwala swoje terytoria. W tym anektowany Krym. 2. Rosja podlega demilitaryzacji i obowiązkowej denuklearyzacji, więc nie może już zagrażać innym. 3. Przestępcy wojenni zostają doprowadzeni przed trybunał międzynarodowy” – napisał Podolak.

“Plan” Muska skrytykował też były ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk.

Odp***l się – to moja bardzo dyplomatyczna odpowiedź” – napisał Melnyk.

Swoje propozycje pokojowe zaprezentował także przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk.

“Pokój Ukraina-Rosja (lepszy niż autorstwa Elona Muska): – Rosja wycofuje się z Ukrainy; – Moskwa powinna zostać sprzedana Chinom i znika z Ziemi tak jak ma to miejsce od 1147 roku (aż do pomyłki Jerzego Dołgorukiego); – Rosja płaci reparacje Ukrainie za wszystko, co zrobiła; – Ukraina odzyskuje status nuklearny” – napisał Stefanczuk.

Do wpisu Elona Muska odniósł się także ukraiński działacz społeczny Serhij Prytuła.

“Elonie, człowieku. Wygląda na to, że przegapiłeś wiele lekcji historii, koncentrując się na kosmosie i e-samochodach. Twoje propozycje brzmią jak Putina. Mam nadzieję, że tego nie chciałeś” – napisał Prytuła.

W czerwcu Rosja oświadczyła, że jest gotowa negocjować porozumienie pokojowe. Mychajło Podolak powiedział wówczas, że negocjacje z Kremlem dotyczą tylko spraw humanitarnych. Tłumaczył, że Rosja nadal utrzymuje, że “wyzwala” Ukrainę i zarzucił Rosji, że żyje w fikcyjnym świecie.

Również na Zerohedge pojawił się 3 października artykuł komentujący propozycję Muska. All Hell Breaks Loose After Musk Posts “Russia-Ukraine Peace” Twitter Poll – Rozpętało się piekło po opublikowaniu przez Muska postu na Twitterze „Pokój Rosja-Ukraina” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/blue-checks-diplomats-bots-go-ballistic-over-elon-musks-proposed-russia-ukraine-peace). Na początku artykułu można przeczytać:

Strażnicy z niebieskim znacznikiem, dziennikarze, boty, eksperci, a nawet urzędnicy rządowi, gniewnie reagują na poniedziałkowy tweet Elona Muska, który jedynie badał możliwości pokojowego rozwiązania problemu na Ukrainie.

Strażnicy z niebieskim znacznikiem, to jak ktoś opisał: Jeśli nie wiesz, czym jest ten klub, masz szczęście, ponieważ brygada z niebieską szachownicą to grupa ludzi, którym masz wierzyć, że są ważniejsi od ciebie, o czym świadczą małe niebieskie znaczniki, które pojawiają się obok ich nazwisk na Twitterze.

A na końcu:

Bloomberg zauważył, że tweety Muska „wywołują gniew Ukraińców” za proponowanie rozwiązania, które wiązałoby się z oddaniem Krymu na zawsze, oraz za sugerowanie, że obywatele okupowanych obszarów powinni „decydować, czy chcą mieszkać w Rosji, czy na Ukrainie”.

Zaledwie poprzedniego wieczoru dziennikarz Michael Tracey zwrócił uwagę na to, co trafnie zostało przedstawione w poniedziałkowym wpisie Elona Muska na Twitterze w związku z sytuacją na Ukrainie…

„Media powinny znacznie sumienniej wykonywać swoją misję, wyjaśniając Amerykanom, że powodem, dla którego są teraz bardziej narażeni na ryzyko wybuchu wojny nuklearnej, jest to, że rząd USA **świadomie do tego dąży**” – powiedział Tracey. „Prowojenni ideologiczni fanatycy celowo narzucili im to ryzyko”.

Mamy więc tu do czynienia z pewnymi zdarzeniami, które uchylają nam rąbka tajemnicy na temat tego, jak ten świat jest zorganizowany i jak wielcy tego świata posługują się innymi w celu realizacji swoich planów. W tym wypadku posłużyli się Muskiem. Najwyraźniej zdecydowali już oni, że podział Ukrainy nastąpi. Być może nawet już postanowili w szczegółach, jaki to ma być podział. To, co teraz dzieje się, to tylko przygotowywanie opinii publicznej do rozwiązania, na które nie jest ona jeszcze przygotowana, bo wcześniej o tym nie mówiono. Ma to sprawiać wrażenie spontanicznego pomysłu, który wychodzi od ludzi nie związanych z polityką, ale potężnych i zatroskanych o losy świata i środowisko naturalne człowieka – ludzi, którzy nie kierują się politycznym wyrachowaniem. Zapewne więc nie przypadkowo Elon Musk został wybrany do odegrania tej roli.

Natomiast straszenie konfliktem nuklearnym, to tylko taki zabieg psychologiczny, szantaż, mający na celu uczynić ludzi bardziej skłonnymi do ustępstw. W blogu „Kuba” pisałem:

„W związku z obecnością amerykańskich pocisków balistycznych we Włoszech i Turcji i nieudaną inwazją w Zatoce Świń w 1961 roku, Nikita Chruszczow zgodził się na kubańską propozycję umieszczenia pocisków nuklearnych na wyspie, by zapobiec przyszłej inwazji. Podczas tajnego spotkania Chruszczowa i Castro w lipcu 1962 roku osiągnięto porozumienie i późnym latem rozpoczęła się instalacja wyrzutni rakietowych.

To doprowadziło do tzw. kryzysu kubańskiego, który miał miejsce w dniach 16-28 października 1962 roku. Po wykryciu przez wywiad USA na początku sierpnia 1962 roku dziwnych budowli na Kubie oraz nadmiernego ruchu radzieckich statków w kubańskich portach, a następnie wykryciu urządzeń i rakiet, w odpowiedzi na zagrożenia prezydent USA wprowadził blokadę morską Kuby i zażądał wycofania rakiet.

Tak to opisuje Wikipedia, ale czy to możliwe, by Rosjanie tak szybko mogli cokolwiek zdziałać na Kubie? Tajne rozmowy w lipcu, a Amerykanie już na początku sierpnia coś tam zobaczyli. Później opublikowali zdjęcia wykonane ze swojego samolotu szpiegowskiego, na których widoczne są wyrzutnie rakietowe. Francuski dziennik Le Monde początkowo zakwestionował ich autentyczność, ale zapewne przywołany do porządku wycofał się z podejrzeń.”

Kryzys kubański został zażegnany, a blokada Kuby trwa do dziś. Czy to nie oznacza, że szantaż konfliktem nuklearnym jest tylko wygodnym narzędziem w ręku rządzących, narzędziem terroru, takim samym jak wirus, a służącym do realizacji innego celu niż otwarcie deklarowany. Im nie chodzi przecież o totalne zniszczenie, tylko o zrealizowanie swoich planów.

Rozbiór Ukrainy

A więc stało się! Mamy pierwszy rozbiór Ukrainy. Pierwszy, bo wszystko wskazuje na to, że na tym się nie skończy. Świadczą o tym pewne opinie, które pojawiają się za oceanem i wprost sugerują, że jednym rozwiązaniem jest podział Ukrainy, która wedle nich jest sztucznym państwem. Na portalu ZeroHegde pojawiła się 1 października opinia Davida Stockmana, który w swoim artykule Stockman Slams Washington’s Pointless War On Behalf Of A Fake Nation – Stockman chłosta bezsensowną wojnę Waszyngtonu, prowadzoną w imieniu sztucznego narodu (https://www.zerohedge.com/geopolitical/stockman-slams-washingtons-pointless-war-behalf-fake-nation) uważa takie rozwiązanie za najbardziej rozsądne.

Autor m.in. pisze, że każde ukraińskie wybory od 1991 roku ujawniały radykalny podział na prorosyjski wschód i południe oraz antyrosyjskie i nacjonalistyczne centrum i zachód. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Ukraina stała się terytorium, któremu należał się bardziej racjonalny podział. Nie był to jednak wynik krótkoterminowej polityki wyborczej, a efekt tworzenia sztucznego narodu przez ostatnie trzy stulecia. Przed I wojną światową nie było państwa ukraińskiego. Podobnie jak sztuczne i nietrwałe państwa Czechosłowacji i Jugosławii, które zostały stworzone przez wyrachowanych polityków, Ukraina była produktem inżynierii geopolitycznej – w tym wypadku nowych władz Związku Radzieckiego.

Historia Ukrainy zaczyna się od momentu, gdy Bohdan Chmielnicki, hetman wojsk zaporoskich, zwrócił się w 1654 roku do cara Aleksieja o włączenie państwa zaporoskiego do Rosji. Przez następne 250 lat carowie zajmowali przyległe terytoria, określając wschodnie i południowe rejony jako Noworosję, w skład której od 1783 roku wchodził Krym.

Po rewolucji bolszewickiej, w 1919 roku Lenin utworzył z części byłego Imperium Rosyjskiego Ukraińską Republikę Ludową ze stolicą w Charkowie od 1922 roku, przeniesioną w 1934 roku do Kijowa. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, stała się ona niepodległym państwem w granicach takich, jakie jej wyznaczył, jako republice, po II wojnie światowej Stalin. Zamieszkiwało to państwo 40 milionów Rosjan, Polaków, Węgrów, Rumunów, Tatarów i inne liczne narodowości. Wszystkie zamknięte w nowo powstałym państwie, w którym nie miały ochoty mieszkać.

Rzeczywiście powód, dla którego nieszczęsne państwo „Ukraina” potrzebuje pomocy w podziale, a nie wojny o zachowanie dzieła carów i komisarzy, dobrze podsumował Alexander G. Markovsky w American Thinker:

Dzisiejsza wojna domowa na Ukrainie jest zatem znacznie zaostrzona przez fakt, że w przeciwieństwie do pluralistycznych społeczeństw, takich jak USA, Kanada, Szwajcaria i Rosja, które są tolerancyjne dla różnych kultur, religii i języków, Ukraina nie jest. Nic więc dziwnego, że pluralizm nie sprawdził się w tym przypadku. Mimo że reżim kijowski nie miał historycznych korzeni w nowym państwie, po ogłoszeniu niepodległości narzucił ukraińskie zasady i język ukraiński ludności nieukraińskiej.

W rezultacie na Krymie i wschodniej Ukrainie zawsze dominowały nastroje prorosyjskie – od uznania oficjalnego statusu języka rosyjskiego po całkowitą secesję. Zachodnia Ukraina zawsze skłaniała się ku swoim polskim, rumuńskim i węgierskim korzeniom. Polska, zdecydowanie antyrosyjska, nie może przegapić tej strategicznej okazji, by odzyskać swoją ziemię i pomścić upokorzenie wywołane przez konferencję jałtańską.

Nacisk Zachodu na utrzymanie status quo ukraińskich granic ustanowionych przez Lenina, Stalina i Hitlera obnaża rozdźwięk między doktryną strategiczną a zasadami moralnymi.

Rzeczywiście, Polacy nie ukrywają swoich ambicji. Prezydent RP Andrzej Duda powiedział niedawno: „Przez dziesięciolecia, a może, jak Bóg da, przez wieki nie będzie już granicy między naszymi krajami – Polską i Ukrainą. Nie będzie takiej granicy!”

Rumunia nie jest daleko w tyle, zwłaszcza że wielu mieszkańców dawnej północnej Bukowiny ma już rumuńskie paszporty.

Terytorium Ukrainy to mozaika cudzych ziem. Jeśli chcemy zakończyć tę szaloną wojnę i zapewnić pokój w Europie, zamiast nazywać sponsorowane przez Rosję referendum we wschodniej Ukrainie fikcją, powinniśmy przeprowadzić uczciwe referendum we wszystkich spornych terytoriach pod auspicjami ONZ i pozwolić ludziom zdecydować, jakiego rządu chcą.

Nie trzeba dodawać, kończy autor, że Waszyngton nie myśli o podziale sztucznego państwa ukraińskiego. W końcu usunęłoby to ostatni neokonserwatywny powód szerzenia Wiecznych Wojen w wielu miejscach naszej planety.

Jednym z argumentów autora, że Ukraina jest sztucznym państwem, jest fakt, że jest podzielona na dwie części, co najwyraźniej pokazują wybory na Ukrainie. No cóż, taki sam podział pokazują wybory w Polsce, która też jest podzielona na dwie części. Część zachodnia, głównie ziemie poniemieckie, zamieszkałe w większości przez przesiedlone z Kresów mniejszości narodowe, głosuje inaczej niż część wschodnia, tzw. naiwni patrioci. Czy zatem Polska jest również sztucznym państwem? Wygląda na to, że tak.

Jeśli według autora Czechosłowacja i Jugosławia zostały stworzone po I wojnie światowej przez wyrachowanych polityków, to równie dobrze można by to samo powiedzieć o II RP, która była czymś w rodzaju Jugosławii. A czy PRL nie był dziełem wyrachowanych polityków? Zabranie Niemcom ich ziem wschodnich i wypędzenie z niej miejscowej ludności i przesiedlenie na nie mniejszości ze wschodniej części II RP – czy to nie było produktem inżynierii geopolitycznej? A czy przesiedlenie do Polski 6 czy 8 milionów obywateli ukraińskich, to nie produkt inżynierii geopolitycznej?

Najwyraźniej autorzy nie odrobili dobrze lekcji z historii Ukrainy i tej części Europy, bo nie wiedzą albo udają, że nie wiedzą, że Polacy na zachodniej Ukrainie nigdy nie byli większością, ale uważają, że połączenie zachodniej Ukrainy z Polską to zadośćuczynienie za jałtańskie upokorzenia. Być może jest to dobre rozwiązanie. Tylko dla kogo? To będzie oznaczać powstanie państwa, w którym Ukraińcy będą stanowić większość, ale będzie w nim znaczny odsetek ludności polskiej. A ci Ukraińcy, to kto? Rusini czy Kozacy? Bo wygląda na to, że za całe zło, jakie się dzieje na Ukrainie odpowiadają Kozacy, a może raczej ci, którzy ich wykorzystują.

Cała analiza autora i cytowanego przez niego Aleksandra G. Markowskiego nie jest warta funta kłaków i tchnie całkowitą nieznajomością historii tego rejonu, albo celowo została tak przedstawiona, by logicznie uzasadnić proponowane rozwiązanie. Co bardzo możliwe. Ale jedno w niej jest prawdziwe i dla nas niepokojące, a mianowicie to, że oni uznają rozbiór Ukrainy i połączenie jej zachodniej części z Polską za dobre rozwiązanie.

David Stockman nie jest przypadkową osobą. Na jego stronie można o nim m.in. przeczytać:

Kariera Stockmana w Waszyngtonie rozpoczęła się w 1970 roku, kiedy pełnił funkcję specjalnego asystenta członka Izby Reprezentantów, Johna Andersona z Illinois. Od 1972 do 1975 był dyrektorem wykonawczym Konferencji Republikańskiej Izby Reprezentantów USA. Stockman został wybrany na kongresmana stanu Michigan w 1976 roku i pełnił tę funkcję do swojej rezygnacji w styczniu 1981 roku.

Następnie został dyrektorem Biura Zarządzania i Budżetu za kadencji prezydenta Ronalda Reagana, pełniąc tę funkcję od 1981 do sierpnia 1985. Stockman był najmłodszym członkiem gabinetu w XX wieku.

Po odejściu z rządu Stockman dołączył do banku inwestycyjnego Wall Street Salomon Bros. Później został jednym z pierwszych udziałowców w nowojorskiej firmie private equity The Blackstone Group. Stockman opuścił Blackstone w 1999 roku, aby założyć własny fundusz private equity z siedzibą w Greenwich w stanie Connecticut.

Mamy tu do czynienia z nie byle kim, tylko z bardzo ważną i zapewne wpływową osobistością w amerykańskim życiu politycznym, tym bardziej więc należy zwracać uwagę na takie wypowiedzi, bo to mogą być pierwsze jaskółki, które jeszcze wiosny nie czynią, ale świadczą, że ona wkrótce nadejdzie. Tym bardziej, że jego życiorys wskazuje na jego nację.

Zakony

Każdy pretekst, by wywołać wojnę, podporządkować sobie jakieś państwo czy naród, jest dobry. Obecnie jest nim obrona demokracji. To jest standardowy argument, jaki wykorzystują Amerykanie. Kiedyś takim pretekstem było nawracanie niewiernych na wiarę chrześcijańską. W tym przypadku najlepszym przykładem do zilustrowania tego zjawiska są średniowieczne zakony rycerskie z okresu krucjat. Ich historia jest bardzo ciekawa i skłania do refleksji, tym bardziej, że wywarły one wielki wpływ na historię ludzkości. Te zakony to joannici, templariusze i Krzyżacy. Zakonów było wiele, ale te, jakimś dziwnym trafem, stały się potężne, niczym dzisiejsze ponadnarodowe korporacje. Też miały swoje liczne „przedstawicielstwa” w wielu krajach i też były zwalniane z podatków, czyli wtedy – dziesięciny i były obdarowywane licznymi nadaniami ziemskimi. W tamtych czasach ziemia to wielki skarb, podstawa gospodarki. A wszystko to pod pretekstem obrony wiary chrześcijańskiej.

Jak zwykle w takich wypadkach, korzystam z Wikipedii, która, pomimo wielu wad, jest jednak źródłem ciekawych informacji.

Wyprawy krzyżowe były organizowane w latach 1095-1291, czyli od synodu w Clermont do zdobycia Akki przez Mameluków. Głównym celem pierwszych wypraw było odzyskanie Ziemi Świętej, a zwłaszcza Jerozolimy. Po 1291 roku ruch krzyżowy zaczął zamierać.

Oficjalnie deklarowanym przez papieża celem wypraw krzyżowych było odbicie Jerozolimy, w której znajdowały się ważne dla chrześcijan miejsca kultu. W rzeczywistości w momencie rozpoczęcia krucjat Jerozolima była w rękach władców muzułmańskich od ponad 400 lat, a Islam i chrześcijaństwo współistniały w mieście we względnym pokoju. Europejscy pielgrzymi odwiedzający Jerozolimę wspominali o tym, że czyniono im pewne trudności, nie były to jednak liczne czy poważne skargi.

Według Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1965) istotną rolę w podjęciu idei krucjat odegrały miasta włoskie zaniepokojone przerwaniem szlaków handlowych przez Turków (gł. Genua, Piza, Wenecja), które pragnęły przy pomocy Zachodu złamać hegemonię handlu bizantyjskiego. Osłabienie Bizancjum w wieloletniej wojnie z Turkami, wewnętrzne waśnie tureckich emiratów rokowały powodzenie wyprawie. Uczestnicy krucjat, krzyżowcy, przez muzułmanów zwani frankami, korzystali ze specjalnych przywilejów. Poza odpustami, kościół zapewniał im opiekę nad pozostałymi w kraju rodzinami i majątkiem, a w razie zadłużenia obiecywał moratorium w spłacie zobowiązań.

Joannici

Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty; pot. Szpitalnicy, joannici, kawalerowie maltańscy.

Zakon powstał jeszcze przed I krucjatą, jego początki sięgają nieformalnego bractwa zawiązanego przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. Został on założony przez mieszczan z włoskiego małego państwa Amalfi w 1070 roku. W czasie I krucjaty szpital okazał się bardzo przydatną instytucją; istniejące przy nim bractwo przekształciło się w zakon rycerski, który w 1113 roku został oficjalnie uznany przez papieża Paschalisa II. W odróżnieniu od Krzyżaków, zakon joannitów, podobnie jak templariuszy, miał od początku charakter międzynarodowy i przyjmowano do niego wszystkich szlachetnie urodzonych rycerzy katolickich, bez względu na ich narodowość.

Władcy Królestwa Jerozolimskiego, powstałego na bazie sukcesów pierwszej krucjaty, nałożyli na joannitów, dla odciążenia jednostek liniowych, obowiązek strzeżenia bezpieczeństwa wewnętrznego w nowym państwie. Joannici rozpoczęli w tym czasie budowę całej sieci warowni i zamków na terenie Palestyny.; wśród nich była ogromna warownia-szpital Margat, która stała się później oficjalną siedzibą zakonu. W 1144 roku Rajmund II, hrabia Trypolisu (państwo założone przez krzyżowców na terenie obecnego Libanu podczas I wyprawy), oddał szpitalikom zamek Krak de Chevaliers. Zakon uzyskał w tym czasie szereg przywilejów i dóbr w całej chrześcijańskiej Europie, w której powstała sieć jego komandorii.

Domy zakonu joannitów ok. 1300 roku; źródło: Wikipedia.

Komandoria, również komturia, to podstawowa jednostka administracyjno-terytorialno-wojskowa zakonów rycerskich, obejmująca zamek wraz z przylegającymi do niego dobrami ziemskimi. Jeśli zamiast zakon rycerski powiemy – wojsko, a zamiast komandoria – jednostka wojskowa, to wszystko stanie się bardziej zrozumiałe.

Po zdobyciu Akki przez Mameluków i upadku Królestwa Jerozolimskiego w 1291 roku, zakon przeniósł się razem z templariuszami na Cypr. Po likwidacji zakonu templariuszy papież przekazał większość dóbr i ziem joannitom. Jednak nie wszystkie posiadłości udało się im przejąć. Nagły wzrost potęgi umożliwił joannitom zorganizowanie najazdu na wyspę Rodos, będącą formalnie podległą Bizancjum. Joannici zajęli i spacyfikowali całą wyspę i utworzyli na jej terenie sprawnie zarządzane państwo zakonne. Przyjęli też wówczas nazwę Kawalerów Rodyjskich. Rycerze przesiedli się z koni na okręty, a ich państwo stało się szybko potęgą morską, kontrolującą handel we wschodniej części Morza Śródziemnego; jego obecność była czynnikiem sprzyjającym wzrostowi zamożności włoskich miast-państw, zwłaszcza Wenecji.

Kontrola handlu morskiego przez zakon stała w sprzeczności z interesami Imperium Osmańskiego, które podejmowało ciągłe ataki na Rodos. Czwarta próba zdobycia wyspy, podjęta w 1522 roku przez wojska Sulejmana Wspaniałego, powidła się. Po sześciu miesiącach oblężenia, w dniu 22 grudnia 1522 roku, wielki mistrz Filip de Villiers de l’Ilse Adam został zmuszony do kapitulacji. Przez siedem lat zakon tułał się po różnych portach Morza Śródziemnego, aż wreszcie cesarz Karol V (król Hiszpanii) w 1530 roku pozwolił Kawalerom Rodyjskim osiedlić się na Malcie, gdzie zbudowali port, szpital i warownię, z której ponownie nękali okręty osmańskie. Wtedy też przyjęli używaną do dziś nazwę Kawalerów Maltańskich.

Zakon stworzył na Malcie państwo zakonne równie świetnie zorganizowane, jak wcześniejsze na Rodos. To późniejsze przetrwało do roku 1798, kiedy to flota Napoleona, kierująca się do Egiptu, zajęła wyspę bez większego oporu, przekształcając ją w zamorską prowincję Francji. Na skutek wojen napoleońskich w Europie zakon utracił większość swoich komandorii.

Templariusze

Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona (łac. Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis), czyli templariuszy, powstał w 1118 roku (albo – jak sądzi część historyków – w 1119 lub dopiero w 1120 roku), kiedy rycerz z Szampanii Hugo de Payens i jego towarzysze: Godfryd de Saint-Omer, Godfryd d’Eygorande, Nicolas de Neuvic, Jean d’Ussel, Jean de Meymac i Pierre d’Orlean – złożyli przed patriarchą Jerozolimy śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej. Rycerze-zakonnicy zobowiązali się bronić pielgrzymów i chronić szlaki pielgrzymkowe. W 1120 roku otrzymali od króla Jerozolimy Baldwina II stojący na wzgórzu świątynnym, przebudowany na kościół, meczet Al-Aksa oraz część wznoszącego się w pobliżu jego pałacu, który stał się ich kwaterą. W 1129 roku na synodzie w Troyes templariusze ukonstytuowali się jako zakon. Jego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa templum – świątynia, od ich siedziby w pobliżu dawnej świątyni Salomona w Jerozolimie. Pieczęć zakonu przedstawiała dwóch rycerzy dosiadających jednego wierzchowca, co symbolizowało pokorę i ubóstwo.

Struktura zakonu

Na czele Zakonu stał wielki mistrz, którego większością głosów wybierało kolegium złożone z trzynastu elektorów: ośmiu rycerzy, czterech serwientów i jednego kapelana. Wielkim mistrzem mógł zostać wyłącznie brat po ślubach zakonnych.

W sprawach ważnych mistrz podejmował decyzje radząc się kapituły, w skład której wchodzili: seneszal (najwyższy rangą dostojnik świecki w państwie Franków, a później we Francji), marszałek, szatny, komandor Królestwa Jerozolimskiego, komandor Grodu Jeruzalem, komandor Akki, komandor Trypolisu i komandor Antiochii. Zastępcą wielkiego mistrza był seneszal. Członkowie zakonu dzielili się na cztery grupy: braci-rycerzy, braci służebnych – serwientów, kapelanów oraz służbę i rzemieślników.

Domy zakonów templariuszy w Europie ok. 1300 roku; źródło: Wikipedia.

Historia

19 marca 1128 roku templariusze otrzymali nadanie z rąk Teresy, królowej Portugalii, która oddała im zamek w Soure nad rzeką Mondego, strzegący południowej granicy królestwa przed Maurami. Także w tym roku Hugo de Payens założył prowincję angielską ze Starą Świątynią w Holborn jako ośrodkiem, a Godfryd z Saint-Omer, syn kasztelana z Saint-Omer uzyskał darowiznę na rzecz zakonu od Wilhelma Clitona, hrabiego Flandrii. W następnych latach templariusze pozyskali kolejnych hojnych sponsorów i współbraci. 14 lipca 1130 roku ślub zakonny złożył Rajmund Berengar III, hrabia Barcelony i Prowansji, ofiarowując templariuszom zamek Granena na granicy marchii saraceńskiej, zaś Alfons, król Portugalii, obdarzył templariuszy nadaniem puszczy Cara pozostającej w rękach Saracenów; po wyzwoleniu regionu rycerze założyli Coimbrę, Ega i Rodin, które podlegały papieżowi bez pośrednictwa biskupów, a w 1131 roku podczas oblężenia Burgos Alfons I, król Aragonii, pozostawił templariuszom w testamencie jedną trzecią swego królestwa. Jednak po jego śmierci w 1134 roku poddani unieważnili testament dzielący królestwo pomiędzy zakony rycerskie i przekazali królestwo don Ramirowi, bratu Alfonsa, biskupowi Burgos. W walkach o sukcesję, które wybuchły po unieważnieniu testamentu, templariusze nie wzięli udziału. Kolejne nadania otrzymali w 1132 roku, uzyskując zamek Barbara od Ermengauda, hrabiego Urgell (powiat w Katalonii), a w 1134 roku twierdzę saraceńską Calatrava, zaś w kwietniu tego roku hrabia Barcelony Rajmund Berengar IV przyrzekł templariuszom pomoc w obronie Graneny.

24 maja 1136 roku zmarł Hugo de Payens, pierwszy mistrz templariuszy, jego następcą został wybrany Robert de Craon z Andegawenii, który uzyskał od papieży szereg bulli potwierdzających przywileje dla zakonu i stanowiących podstawę ich działalności. 29 marca 1139 roku papież Innocenty II wydał bullę Omne Datum Optimum będącą podstawą przywilejów templariuszy: wprowadził do zakonu braci kapelanów, wyłączył templariuszy spod władzy kościelnej (poza papieską) i powierzył mistrzowi oraz kapitule pełną odpowiedzialność za władzę w Zakonie, wyłączył spod opłaty dziesięcin, upoważnił do budowy kaplic i kościołów wyłączonych spod jurysdykcji biskupów. Bulla Milites Templi z 1144 roku nadała templariuszom prawo do kwestowania raz do roku w każdym kościele, nawet w okolicach obłożonych interdyktem (zakaz odprawiania obrzędów religijnych na danym terenie); w tymże roku templariusze przyjęli do swego grona będącego w agonii i obłożonego klątwą Godfryda z Mandeville, hrabiego Essex, co umożliwiło jego pochowanie w ziemi poświęconej i stanowiło wyraz ich szczególnego przywileju. W 1145 roku kolejna bulla Militia Dei powiadomiła biskupów o prawie templariuszy do budowy kaplic, a w 1147 roku papież Eugeniusz III nadał templariuszom godło czerwonego krzyża na białych habitach (miał być symbolem permanentnej krucjaty zakonu przeciw niewiernym) podczas obrad kapituły generalnej zakonu w Paryżu. Wszystkie te przywileje uszczuplające dochody duchowieństwa i wyłączające templariuszy spod jurysdykcji biskupiej spowodowały narastanie niechęci kleru do zakonu.

Nowe bractwo wypełniło lukę w wewnętrznej organizacji Królestwa Jerozolimy. Początkowo spełniało tylko rolę policji, patrolując drogi i zwalczając opór ludności miejscowej – muzułmańskiej i chrześcijańskiej. Odciążało w ten sposób szczupłe siły wojskowe królestwa od zajmowania się sprawami bezpieczeństwa wewnętrznego w okupowanym kraju. Dlatego szybko zyskało uznanie, popularność i cieszyło się poparciem króla i możnych. Również duchowieństwo przyjęło z zadowoleniem powstanie rycerskiego bractwa.

Wraz z upadkiem Królestwa Jerozolimskiego w 1291 roku, pozbawieni siedziby templariusze przenieśli się na Cypr, a następnie do Francji. Liczebność zakonu w różnych okresach była różna, jednak tuż przed upadkiem wynosiła ok. 4500 ludzi, z czego 1000 to najwyżej postawieni w hierarchii bracia-rycerze, pozostali to bracia służebni, rzemieślnicy i kapelani-duchowni. Z tej liczby 2000 przebywało we Francji, a 2500 poza nią.

Wojsko

Początkowo templariusze byli tylko strażnikami szlaków pielgrzymkowych, by następnie wraz ze swoim liczebnym wzrostem stać się jedną z ważniejszych stron militarnych w Outremer. Ten fakt był m.in. przyczyną opracowania nowej Reguły w języku francuskim, która szczegółowo omawiała również militarne aspekty życia zakonnego. Z bronią w ręku musieli służyć wszyscy bracia i serwienci. Militarny charakter działalności templariuszy kazał im wznosić na Wschodzie obronne fortece, również na terenie miast, które powierzono im w obronę.

Bliski Wschód około 1135 roku; źródło: Wikipedia.

Outremer (z francuskiego outre-mer – dosłownie “Zamorze”) – określenie używane w średniowieczu na oznaczenie terenów zajętych przez krzyżowców w wyniku I wyprawy krzyżowej. Był to pas nadbrzeżny od Małej Armenii na północy do Gazy na południu. Składał się z czterech państw: Hrabstwa Edessy, Księstwa Antiochii, Hrabstwa Trypolisu i Królestwa Jerozolimskiego.

Upadek zakonu

Ulegając naciskom króla Francji, rzekomo zadłużonego u templariuszy, papież Klemens V na Soborze w Vienne zawiesił zakon bullą „Vox in exscelso” wydaną 3 kwietnia 1312 roku, równocześnie uniewinniając go od zarzutów o herezję. Tymczasem 18 marca 1314 roku w Paryżu, potwierdzenie podejrzeń o świętokradztwo, czary, rozpustę, spiskowanie z Saracenami – przyprawiło o śmierć na stosie wielkiego mistrza Jakuba de Molay i 54 innych dostojników zakonu. W konsekwencji dobra templariuszy zostały przekazane joannitom, ale ich część została przejęta przez innych władców.

Templariusze a masoneria

Niektóre z organizacji wolnomularskich uważają się za spadkobierców tradycji zakonu templariuszy. Część lóż masońskich przyjęła nazwy „Rycerzy Świątyni”, niektóre posługują się też flagami templariuszy, a podczas spotkań przebierają się za nich.

Informacja o templariuszach w Wikipedii jest bardzo rozbudowana, ale brak w niej czegoś bardzo istotnego, o czym pisze Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1968:

Templariusze, łac. Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis, zakon rycerski założony 1118 przez rycerzy z Szampanii, początkowo jako bractwo dla ochrony pielgrzymów przybywających do Jerozolimy. Od siedziby w pobliżu dawnej świątyni (templum) Salomona bractwo nazwano templariuszami. Przyjęta przez t. reguła cysterska (1128 zatwierdzona przez papieża Honoriusza II) stała się wzorem dla większości zakonów rycerskich. Rycerze zakonni nosili białe płaszcze z czerwonym krzyżem. Głównym zadaniem t. była walka z muzułmanami. Liczne nadania oraz prowadzone operacje finansowe (duże ośrodki bankowe w Paryżu i Londynie) pozwoliły t. zgromadzić wielkie bogactwa zarówno w Palestynie, jak i w krajach Europy (gdzie t. mieli swoje domy zakonne). Zapewniało im to ogromne wpływy na słabych królów jerozolimskich i na wielu władców europejskich (t. pełnili często funkcje podskarbich i administratorów majątków królewskich), zadłużonych u templariuszy. Po upadku Królestwa Jerozolimskiego wielki mistrz templariuszy przeniósł się do Francji. Król francuski Filip IV Piękny, pragnąc uwolnić się od długów, uwięził 13 X 1307 wszystkich członków zakonu we Francji zagarnął ich bogactwa. Oskarżeni o znieważenie krzyża, rozpustę, a nawet stosunki z Saracenami, nie przyznali się (mimo tortur) do zarzucanych win, a jednak 54 przywódców zakonu, m.in. wielkiego mistrza Jakuba de Molaya, wyrokiem inkwizycji spalono na stosie. Pod naciskiem Filipa papież Klemens V rozwiązał w 1312 zakon. Majątki templariuszy formalnie przyznano joannitom (np. w Niemczech), we Francji zostały w dużej mierze zagarnięte przez króla.

Encyklopedia podała źródła: M. Lobet Histoire mysterieuse et tragique des Templiers, Liege 1943; J. Charpentier L’Ordre des Templiers, Paris 1962.

Krzyżacy

Zakon krzyżacki, zakon niemiecki, Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie – jeden z trzech największych, obok joannitów i templariuszy, chrześcijańskich zakonów rycerskich, które powstały na fali krucjat w XI i XII wieku. Sprowadzony w 1226 roku na Mazowsze przez Konrada mazowieckiego, by zapewnić obronę posiadłości piastowskich przed Prusami, dokonał ich podboju i chrystianizacji, opanował militarnie obszary późniejszych Prus Wschodnich oraz dzisiejszej Łotwy i Estonii.

Początki

Początki zakonu krzyżackiego to okres III krucjaty (1189-1192) i oblężenia Akki, w trakcie którego rycerze krzyżowi pochodzenia niemieckiego założyli przy szpitalu zorganizowanym przez mieszczan z Bremy i Lubeki nieformalne stowarzyszenie, które miało opiekować się rannymi i chorymi Niemcami. Spowodowane to było tym, że wcześniejsze zakony templariuszy i joannitów, mimo że powinny opiekować się wszystkimi krzyżowcami, w pierwszej kolejności troszczyły się o swoich krajan. Książę szwabski Fryderyk V przekazał owemu stowarzyszeniu niemiecki szpital przeniesiony z Jerozolimy do Akki, wymuszając jednocześnie na jego członkach złożenie ślubów czystości. Szpital miał oficjalną nazwę Szpitala Najświętszej Marii Panny przy Domu Niemieckim w Jerozolimie i od jego nazwy powstała też nazwa bractwa szpitalnego, gdy w 1191 roku papież Klemens III oficjalnie zatwierdził jego istnienie. Po zdobyciu Akki papież przyznał bractwu dobra wokół tego miasta i instytucja ta zaczęła szybko powiększać swoje szeregi.

Cesarz rzymski (tytuł nadawany władcom niemieckim przez papieża) Henryk VI Hohenstauf postanowił wykorzystać bractwo do swoich celów i nadał mu kolejne ziemie w południowych Włoszech w 1197 roku, a były to szpitale w Barletcie i Palermo. Wyjednał także u papieża Celestyna III przyznanie bractwu statusu pełnego zakonu rycerskiego, co nastąpiło ok. 1198 roku. Poza przyznaniem nowego statusu papież zwolnił dodatkowo ziemie zakonne od dziesięciny.

Henryk VI Hohenstauf – król Niemiec w latach 1190-1197, król Sycylii w latach 1194-1197. Jeden z najpotężniejszych władców w historii Niemiec. To królestwo Sycylii to obszar Sycylii i południowych Włoch.

Wzór dla zakonu krzyżackiego stanowiły wcześniej istniejące zakony joannitów i templariuszy, gromadzące rycerzy z zachodniej i południowej Europy, mające ogromne bogactwa i znaczenie polityczne. Biały płaszcz przekreślony czarnym krzyżem stał się znamieniem wyróżniającym niemieckich rycerzy-mnichów. Po śmierci Henryka VI i niepowodzeniach krucjaty, zakon zaczął przeżywać kryzys.

Początkowy rozpęd zakonowi nadał czwarty z kolei mistrz zakonu Herman von Salza, który drogą cierpliwych działań dyplomatycznych wyjednał u papieży i cesarzy kolejne przywileje i dobra na terenie Włoch, Niemiec i Palestyny, dzięki czemu zakon stał się prawdziwą potęgą ekonomiczną i polityczną, znacznie wyprzedzając joannitów i i templariuszy. Dzięki nadaniom cesarza Fryderyka II zakon posiadał liczne dobra na Sycylii, posiadłości w Brindisi, Bari, Barletcie, Palermo. W 1212 roku król Armenii podarował zakonowi twierdzę Amudain. W 1219 roku w trakcie V wyprawy krzyżowej zakonnicy mieli znaczący udział w oblężeniu Damietty. Sława ich czynów spowodowała wiele nadań w Europie. Konwenty (klasztory) zakonu powstały przy posiadłościach w Wenecji, Parmie, Padwie, Bolonii, Friuli. Duże donacje otrzymał zakon w Hesji, Turyngii, Nadrenii i Frankonii. W 1228 roku zakon rozpoczął budowę zamku Montfort, a w 1229 otrzymał szpitale w Jerozolimie. Oprócz licznych nadań w Akce, Antiochii, Sydonie, Trypolisie, Jafie zakon otrzymał też baronię Sydon. Wielki mistrz zyskał też szczególną przychylność Honoriusza III, który nadał krzyżakom 113 przywilejów.

Domy zakonu krzyżackiego w Europie oraz państwo zakonne w Prusach i Inflantach około 1300 roku; źródło: Wikipedia.

Dla Hermanna von Salza było to jednak za mało. Jego ambicją było stworzenie niezależnego państwa zakonnego. Zdawał sobie sprawę, że zdobycze na terenie Palestyny są nietrwałe i starał się znaleźć zakonowi nowe lokum. Najpierw był to południowo-wschodni Siedmiogród, gdzie król węgierski Andrzej II zaprosił zakon dla obrony swoich wschodnich rubieży przed koczowniczymi plemionami Kumanów. W 1212 (lub 1211) roku król nadał im ziemię Borsa w formie uposażenia (beneficjum). Krzyżacy budowali tam zamki oraz sprowadzali niemieckich osadników. Jeden z nich nazwali Marienburg (dziś Feldioara w Rumunii). W 1224 r. Krzyżacy podjęli próbę uwolnienia się spod zależności lennej od króla Węgier i przekazania dzierżawionych dóbr – jako lenno – papiestwu. W 1225 r. zostali za to wygnani przez króla, którego poparł episkopat węgierski.

Działalność na ziemi chełmińskiej, michałowskiej i w Prusach

Na początku XIII wieku, w latach 1222-1223 książęta: Władysław Odonic (Wielkopolska), Konrad I mazowiecki, Mściwój I (książę gdański), Leszek biały (książę krakowski) i Henryk Brodaty (książę śląski) prowadzili siłową akcję chrystianizacyjną na terenach Prus. Akcję prowadził też opat cystersów w Łeknie i zakon rycerski braci dobrzyńskich, powołany w tym celu przez księcia Konrada. Akcje nie przyniosły jednak spodziewanych efektów. Wielkie zaangażowanie w siłową chrystianizację Prus książąt polskich – Konrada mazowieckiego i Henryka Brodatego, inspirowane było przez papieża Honoriusza II, który chciał założyć w Prusach państwo kościelne. Cel ten chciał osiągnąć z pomocą cystersów i księcia gdańskiego Świętopełka, popierając go w jego dążeniach do uniezależnienia się od Polski.

W 1226 roku Konrad mazowiecki zaprosił, za namową Jadwigi Śląskiej, zakon na swoje ziemie, przyznając mu w dzierżawę ziemię chełmińską oraz ziemię michałowską. Pomimo tego Konrad zachował całość swoich prerogatyw książęcych. Ziemia chełmińska i michałowska miała stanowić dla zakonu bazę do rozpoczęcia walk z plemionami Prusów, które zagrażały północnym rubieżom Mazowsza. Jednocześnie zakon, jako wykrystalizowana już organizacja rycerska niezależna od biskupa pruskiego Chrystiana, stanowił dla tego ostatniego poważną konkurencję. Późniejsze porozumienia Chrystiana z Krzyżakami nie oznaczały poddania się tych ostatnich jego woli. Wręcz przeciwnie, zakon z pomocą zwłaszcza legata papieskiego Wilhelma z Modeny podważał stanowisko biskupa pruskiego, aż w końcu udało mu się przejąć kontrolę nad misją w Prusach, Chrystianowi pozostawiając tylko jedno z trzech biskupstw utworzonych na terenie Prus, które miał sobie wybrać (czego nie zdążył już zrobić, gdyż nagle zmarł).

W 1234 r. współpracę Konrada mazowieckiego z Krzyżakami zakłócił poważnie najazd zaproszonego przez nich do walki z Prusami margrabiego Miśni Henryka, który napadł na stolicę księstwa mazowieckiego Płock i spalił tamtejszą katedrę. Postawiło to w bardzo niekorzystnym położeniu zakon, który po wcieleniu braci dobrzyńskich nieopatrznie przejął bez zgody Konrada przekazaną tym ostatnim ziemię dobrzyńską. Zaostrzyło to reakcję Konrada, który odebrał zakonowi wszystkie nadane ziemie. Dlatego Krzyżacy postarali się u cesarza Fryderyka II, aby wydał im w 1235 roku tzw. „Złotą bullę” (antydatowaną na 1226 r.), która potwierdzała nadanie Krzyżakom ziemi chełmińskiej oraz michałowskiej, jednak nie jako lenna Konrada mazowieckiego, ale jako suwerennych właścicieli dzielnicy. Złota bulla dostarczyła argumentów legatowi papieskiemu, które pozwoliły na obronę zakonu w sporze z Konradem mazowieckim. Dzięki temu udało się legatowi papieskiemu – Wilhelmowi z Modeny doprowadzić w dniu 19 października 1235 r. do zawarcia ugody Konrada z władzami zakonu. Zgodnie z jej treścią Konrad powtórnie przekazał krzyżakom ziemię chełmińską, michałowską i okręg nieszawski, natomiast zakon zwrócił Konradowi ziemię dobrzyńską.

Oprócz napływu kolejnych braci, zakon uzyskał także wsparcie papieża – wyprawy przeciw Prusom zyskały rangę krucjat, w których brali udział także polscy książęta. W 1235 roku do Krzyżaków przyłączyli się bracia dobrzyńscy, a w 1237 roku niemiecki Zakon Kawalerów Mieczowych w Inflantach (Łotwa i Estonia) zawarł z nimi sojusz polityczno-militarny, będący unią tych dwóch zakonów.

Złota bulla z Rimini – dokument wydany w 1226 roku przez cesarza Fryderyka II w Rimini, w którym cesarz sam siebie uznał za władcę całego chrześcijańskiego świata, przy okazji nadając zakonowi krzyżackiemu na wieczne posiadanie wszystkie zdobyte przez zakon ziemie, nawet należące do Królestwa Polskiego.

W akcie tym datowanym na 26 marca 1226 Fryderyk II, uznając siebie za seniora zarówno zakonu krzyżackiego, jak i Polski, a jednocześnie nadrzędnego władcę chrześcijańskiej Europy, nadał Krzyżakom prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach. Wydanie Złotej bulli było rezultatem zabiegów Hermana von Salza, wielkiego mistrza krzyżackiego, zasłużonego współpracownika i przyjaciela cesarza. Stała się ona dla Krzyżaków podstawą żądań uznania legalności ich podbojów także w późniejszych wiekach.

Upadek państwa zakonnego w Prusach

Od 1501 roku wielscy mistrzowie krzyżaccy odmawiali składania hołdu lennego władcom Polski, co stało się powodem wojny polsko-krzyżackiej 1519-1521. Po przegranej wojnie, zmuszony przez koneksje rodzinne oraz dla zachowania pokoju wewnętrznego, wielki mistrz zakonu Albrecht Hohenzollern przeszedł na luteranizm, co położyło kres istnienia państwa zakonnego. Państwo zarządzane przez Albrechta, mimo że dość silne militarnie, znalazło się w próżni politycznej, co wykorzystał jego wuj, król polski Zygmunt I Stary i zmusił go do hołdu lennego w 1525 roku, jako wieczystego lennika Królestwa Polskiego.

Wnioski

Jeśli spojrzy się na powyżej zamieszczoną mapę Bliskiego Wschodu z około 1135 roku, to widać na niej wyraźnie, że to Królestwo Jerozolimskie praktycznie z każdej strony otoczone było przez państwa muzułmańskie. Utrzymanie takiego tworu na dłuższą metę było by bardzo kosztowne, choć możliwe, jak pokazuje przykład Izraela. Jednak państwo to przetrwało tylko 200 lat. Tyle czasu najwyraźniej było niezbędne, by stworzyć w Europie nową rzeczywistość.

Jeśli spojrzy się na rozmieszczenie w Europie domów tych zakonów, to widać, że pokrywało się ono z chrześcijańską Europą. Bo tylko tam można było postępować według reguły: Roma locuta, causa finita – Rzym orzekł, sprawa skończona (św. Augustyn). Tak więc wszystkie kraje chrześcijańskie podlegały prawu papieskiemu, a każdy monarcha musiał słuchać się papieża, czyli prawo papieskie ponad prawem monarchii, tak jak obecnie prawo unijne stoi ponad prawem poszczególnych państw unii, a bardziej brutalnie, to – prawo krzyżackie ponad prawem poszczególnych państw unii. Skoro papież orzekł, że zakon krzyżacki może sobie przywłaszczyć nawet ziemie Królestwa Polskiego, to tak miało być i władcy polscy, którzy przyjęli chrzest musieli podporządkować się papieskim decyzjom. Nie było wyjścia. Takie to były konsekwencje wejścia do Europy. Dziś, gdy ponownie weszliśmy do niej, sytuacja wydaje się być bliźniaczo podobna. Dlaczego ten świat jest taki do znudzenia powtarzalny? Ale tylko dla tych, którzy uważają, że historia to nie jest oderwanie się od rzeczywistości, to tkwienie w niej, tyko trochę przesunięte w czasie.

Mógł więc papież wszystko i pod pretekstem, że ci rycerze-zakonnicy walczą i giną w obronie wiary chrześcijańskiej, sowicie ich wynagradzał, udzielając im licznych przywilejów, zwolnień od podatków, hojnie obdarowując ich ziemią. Skoro tylko te trzy zakony tak urosły w siłę, to znaczy, że tyko one cieszyły się takimi szczególnymi względami. A dlaczego akurat te?

Zakon joannitów powstał jeszcze przed I krucjatą, jego początki sięgają nieformalnego bractwa zawiązanego przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. Został on założony przez mieszczan z włoskiego małego państwa Amalfi w 1070 roku. Księstwo Amalfi funkcjonowało w latach 958-1137. Pierwotnie było częścią Księstwa Neapolu. Kupcy z księstwa dominowali w handlu śródziemnomorskim w IX i X wieku. Posiadali oni liczne przywileje handlowe w takich miastach jak Konstantynopol, Antiochia, miasta Sycylii, Egiptu, Tunisu i Hiszpanii. Byli głównymi dostawcami towarów dla papieży.

Ta krótka charakterystyka wystarczy, by zorientować się, kto tak naprawdę krył się za tymi kupcami czy mieszczanami, którzy zawiązali nieformalne bractwo. Nieformalne? A może tajne?

Początki zakonu krzyżackiego to okres III krucjaty (1189-1192) i oblężenia Akki, w trakcie którego rycerze krzyżowi pochodzenia niemieckiego założyli przy szpitalu zorganizowanym przez mieszczan z Bremy i Lubeki nieformalne stowarzyszenie, które miało opiekować się rannymi i chorymi Niemcami.

A więc mamy w przypadku założenia zakonu krzyżackiego podobną sytuację, jak w przypadku joannitów. Nieformalne stowarzyszenie mieszczan z Bremy i Lubeki daje początek zakonowi krzyżackiemu. W obu przypadkach do tych nieformalnych stowarzyszeń czy bractw dołączają rycerze-zakonnicy, którzy niejako firmują te przedsięwzięcia, dostarczają alibi, że to wszystko w szlachetnej sprawie obrony wiary chrześcijańskiej.

W przypadku templariuszy mamy zgoła odmienną sytuację. Tu nie ma mowy o żadnej nieformalnej grupie czy podobnym stowarzyszeniu lub bractwie. Nie ma anonimowości, nazwiska są znane. Rycerz z Szampanii Hugo de Payens i jego towarzysze: Godfryd de Saint-Omer, Godfryd d’Eygorande, Nicolas de Neuvic, Jean d’Ussel, Jean de Meymac i Pierre d’Orlean – złożyli przed patriarchą Jerozolimy śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej. Druga różnica pomiędzy templariuszami a zakonem joannitów czy krzyżackim jest taka, że zakon templariuszy został rozwiązany przez papieża, a wielkiego mistrza i 54 dostojników zakonu spalono na stosie.

Dlaczego tak się stało? Tego nie wie nikt. Posądzić o herezję, świętokradztwo czy rozpustę można każdego niewygodnego i zawsze. Tak samo, jak jeszcze nie tak dawno temu, posądzano o odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne. Trudny do wytłumaczenia jest też przypadek władcy, który, chcąc pozbyć się długów, niszczy swojego wierzyciela. To jedyny chyba w skali świata przypadek, że władcy ciąży dług. Wszyscy oni byli zadłużeni i wcale im to nie przeszkadzało i nie przeszkadzało też ich wierzycielom.

A skoro tak, skoro obie przyczyny wydają się być naciągane, to jaki może być prawdziwy powód likwidacji zakonu i jego 55 najważniejszych dostojników? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. PRL-owska Wielka Encyklopedia Powszechna podała prawdziwy powód, pisząc:

Głównym zadaniem t. była walka z muzułmanami. Liczne nadania oraz prowadzone operacje finansowe (duże ośrodki bankowe w Paryżu i Londynie) pozwoliły t. zgromadzić wielkie bogactwa zarówno w Palestynie, jak i w krajach Europy (gdzie t. mieli swoje domy zakonne). Zapewniało im to ogromne wpływy na słabych królów jerozolimskich i na wielu władców europejskich (t. pełnili często funkcje podskarbich i administratorów majątków królewskich), zadłużonych u templariuszy.

No!!! Takie rzeczy są nie do wybaczenia! Banki w Paryżu i Londynie, funkcje podskarbich i administratorów majątków królewskich, czyli uzależnienie od siebie władców – to ma być domeną tylko jednej nacji i tylko jej.

Okres krucjat zbiega się z okresem powstania najpiękniejszych, najpotężniejszych katedr gotyckich. One miały wzbudzać wśród wiernych podziw i strach. Miały ich przekonać, że Kościół jest niewyobrażalną potęgą, skoro potrafi wznosić takie imponujące budowle. A strach to posłuszeństwo i akceptacja. Wiele z tych katedr znajduje się we Francji, czemu trudno się dziwić, wszak Francja to najstarsza córa Kościoła. Te katedry to dzieło templariuszy. I dopiero teraz zrozumiemy dlaczego to właśnie we Francji spalono tyle kościołów, łącznie z tą najsłynniejszą katedrą Notre Dame. Żydzi do dziś nienawidzą tych, którzy poznali ich tajemnice i ośmielili się wykorzystać je na własną korzyść. Tamtych spalili na stosie, a ich dzieła, świadectwa ich geniuszu, też palą. I pomyśleć, że dokonali tego rycerze z Szampanii, która przeciętnemu człowiekowi, jeśli w ogóle z czymś się kojarzy, to z winami musującymi zwanymi szampanami.

Historia tych zakonów świadczy o tym, że Kościół, chrześcijaństwo i papieże byli tylko narzędziem, którym posługiwali się Żydzi do realizacji swoich celów. Krucjaty były po to, by chronić ich interesy, a obrona wiary chrześcijańskiej, to tylko pretekst, zasłona dymna dla naiwnych. Gdy interesy zostały zabezpieczone, krucjaty skończyły się, a 200 lat później zakony zostały zmarginalizowane przez reformację. Co ciekawe stało się to w tym samym czasie. W przypadku joannitów było to 22 grudnia 1522 roku. Czy tak przypadkiem taka data? W przypadku Krzyżaków było to 10 kwietnia 1525 roku, kiedy to wuj, Zygmunt Stary, odebrał hołd od swojego siostrzeńca Albrechta Hohenzollerna. Nie bez znaczenia jest również fakt, że tym samym czasie (1492) odkryto Amerykę i handel śródziemnomorski został zmarginalizowany, a włoskie miasta straciły na znaczeniu.

To wszystko nie zmienia faktu, że, przez cały czas swego istnienia w rozkwicie, zakony zgromadziły niewyobrażalne bogactwo, które przecież nie rozpłynęło się wraz z ich upadkiem, który nastąpił nagle, tak jakby ktoś to zaplanował. Pieniądze odpłynęły w inne miejsca. Kto jest właścicielem tych fortun? Podobno to właśnie te stare rody nadal rządzą światem, a Rotszyldowie przy nich to tylko ubodzy krewni.

Dzikie Pola

Dziś pewnie już mało kto kojarzy, że tereny, na których trwa na Ukrainie wojna, to Dzikie Pola. Dzikie Pola to historyczna nazwa Zaporoża. To właśnie głównie tam toczyła się akcja powieści Henryka Sienkiewicza Ogniem i Mieczem. Dzikie Pola ciągnęły się od Donbasu do Odessy. A Donbas (Donieckij kamiennougolnyj bassjejn) to Donieckie Zagłębie Węglowe. Leży ono w północno-wschodniej części Dzikich Pól. Nie przypadkiem więc klub piłkarski z Doniecka nazywa się Szachtar (Górnik) Donieck.

Mapa Ukrainy z zaznaczonym obszarem Donbasu; źródło: Wikipedia.

Ta część Ukrainy, którą zajęli Rosjanie, to jej najbardziej uprzemysłowiona część. Również większość bogactw naturalnych tam się znajduje. Bez tego rejonu Ukraina praktycznie nic nie znaczy, zwłaszcza że jej najżyźniejsze gleby, czyli czarnoziemy, są w rekach obcych spółek. Innymi słowy, ani przemysł, ani rolnictwo nie należy do Ukraińców i do państwa ukraińskiego. Dlatego węgiel z Polski jedzie na Ukrainę. Jeśli ludność tych terenów opowie się w zbliżających się (23-27 września) referendach za przyłączeniem do Rosji, to będzie to oznaczać rozbiór Ukrainy.

By zrozumieć ten konflikt, a szczególnie racje strony rosyjskiej, to warto poznać najnowszą historię tego rejonu. Wikipedia tak m.in. pisze:

»Historia przemysłowego Donbasu zaczęła się latem 1869 r., gdy walijski potentat John Hughes  z czterema synami, setką inżynierów, metalurgów, górników i budowlańców przybył z częściami maszyn parowych i dwoma wielkimi piecami na teren dzisiejszego miasta Donieck, gdzie po ośmiu miesiącach pierwszy wielki piec wytopił surówkę, a po roku gotowe były pierwsze szyny, z których w roku kolejnym ułożono pierwszą w Donbasie 120-kilometrową linię Konstantynówka – Juzowka – Elenówka. Linia ta dała połączenie z magistralą Moskwa – Krym, a ta z całą siecią kolejową. W 1880 roku rozpoczęła się trwająca dwie dekady „donbaska gorączka węglowa” ściągająca do regionu kapitał, technologie i specjalistów z całego świata. Największe miasta w tym czasie to Nikopol i Mariupol, a zakłady to stocznia w Nikołajewie, Belgijskie Zakłady Metalurgiczne „Unia” w Makijewce, niemieckie stalownie i huty w Kramatorsku, brytyjsko-francuskie Enakievo Steel Works w Jenakijewie, rosyjskie huty w Ałczewsku i Iłowajsku, niemiecka Fabryka Parowozów Hartmana w Ługańsku, tramwajów i obrabiarek w Charkowie, belgijskie Towarzystwo Akcyjne Przemysłu Szklarskiego i Chemicznego w Konstantynówce. W czerwcu 1892 roku z powodu epidemii cholery wybuchł pierwszy wielki bunt górników, który zamienił się w pogrom żydowski. Według spisu z 1897 r. w Doniecku mieszkali: Ukraińcy (52,4 proc.), Rosjanie (28,7 proc.), Grecy (6,4 proc.), Niemcy (4,2 proc.), Żydzi (2,9 proc.), Tatarzy (2,1 proc.), Białorusini (0,8 proc.), Polacy (0,4 proc.), uważający się za osobną grupę etniczną Kozacy dońscy (0,3 proc.), Belgowie i Francuzi (0,1 proc.).«

John Hughes (1814-1889) – walijski przemysłowiec, założyciel Doniecka. Uczył się zawodu i zdobywał doświadczenie przy ojcu, inżynierze w różnych firmach. Opracował i opatentował wiele rozwiązań z dziedziny płyt stosowanych do opancerzania. Jego osiągnięcia sprawiły, że otrzymał ofertę z firmy Millwall Iron and Shipbuilding Works, w której został członkiem zarządu, a później został jej dyrektorem. Firma ta zdobyła międzynarodowe uznanie dzięki wyrobom pozwalającym opancerzać drewniane okręty brytyjskiej marynarki wojennej. Dzięki jego osiągnięciom firma zdobyła zamówienia rosyjskiego rządu na umocnienie twierdzy w Kronsztadzie na Bałtyku.

W 1869 roku Hughes założył w Londynie przedsiębiorstwo New Russia Company, które w kwietniu tego samego roku zawarło kontrakt z rosyjskim rządem. Otrzymał od władz carskich koncesję na wydobycie węgla i rudy żelaza w Donbasie w zamian za zbudowanie w tym rejonie okręgu przemysłowego z hutą i stalownią produkującą szyny kolejowe.

Hughes wyruszył do Rosji na ośmiu statkach załadowanych wyposażeniem i zabierając ze sobą licznych pracowników z Walii. Wjeżdżając zabrał ze sobą żonę i ośmioro dzieci. Po dotarciu w lecie 1869 roku do Taganrogu rozpoczął działalność we wsi nazwanej Hughesoffką, a potem Juzowką od zruszczonej formy jego nazwiska. W osadzie zbudowano na wzór osiedli walijskich szpital, szkoły, łaźnie, straż pożarną, kościół anglikański i herbaciarnie.

Po ponad pół roku Hughes uruchomił pierwszy wielki piec, a po roku rozpoczął produkcję szyn, z których ułożono tory łączące tę miejscowość z linii kolejową z Moskwy na Krym. Zmarł 29 czerwca 1889 r. w Sankt Petersburgu podczas służbowej podróży. Zarządzanie firmą przejęło jego czterech żyjących synów. W 1917 roku miejscowość Juzowka otrzymała prawa miejskie, a w 1924 roku zmieniono jej nazwę na Stalino, zaś w 1961 roku na Donieck.

Takie informacje o nim zamieszcza Wikipedia, a angielska m.in. pisze:

W 1868 roku firma Millwall Iron Works Company otrzymała zamówienie od Cesarskiego Rządu Rosyjskiego na umocnienie fortecy morskiej budowanej w Kronsztadzie nad Morzem Bałtyckim. Hughes przyjął koncesję od cesarskiego rządu Rosji na rozwój hut w regionie, a w 1869 nabył kawałek ziemi na północ od Morza Azowskiego od rosyjskiego męża stanu Siergieja Koczubeja (syna Wiktora Koczubeja). Założył „New Russia Company Ltd.” w celu pozyskania kapitału, a latem 1870 r., w wieku 55 lat, przeniósł się do Rosji.

O Wiktorze Koczubeju Wikipedia pisze:

Wiktor Pawłowicz Koczubej (1768-1834) – hrabia 1799, książę 1831, rosyjski dyplomata i działacz państwowy, wolnomularz. W latach 1792-1797 w dyplomacji, emisariusz (poseł) Rosji w Turcji. Od 1798 wicekanclerz,a w latach 1801-1802 kierujący Kolegium Spraw Zagranicznych. Stronnik umiarkowanych reform. Był współpracownikiem cara Aleksandra I. W latach 1801-1803 uczestniczył w pracach Komitetu Tajnego. W latach 1802-1807 i 1819-1823 minister Spraw Wewnętrznych. Po dojściu do rządów Mikołaja I w 1825 roku wyznaczony na szefa tajnych komitetów, utworzonych w celu przygotowania projektów reform państwowych. Od 1827 do 1834 przewodniczący Rady Ministrów i Komitetu Ministrów Imperium Rosyjskiego.

Natomiast informacje o jego synu są tylko w Wikipedii rosyjskiej, która m.in. pisze:

„Siergiej Wiktorowicz Koczubej (1820-1880), książę 1831, radca stanu, marszałek guberni połtawskiej, ze szlacheckiego rodu Koczubejów.

Najmłodszy syn szefa rządu Wiktora Pawłowicza Koczubeja i Marii Wasilijewnej Wasilczikowej. Urodzony w Petersburgu, ochrzczony 20 grudnia 1820 r. w cerkwi Symeona na Mochowej w obecności kupca Fedosia Trifonowicza Szewikowa.

W 1841 ukończył Wydział Fizyki i Matematyki Uniwersytetu w Petersburgu. Służąc na Kaukazie i Zakaukaziu zajmował się zagospodarowaniem złóż węgla. Później urzędnik do zadań specjalnych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Siergiej Wiktorowicz był jednym z pierwszych członków Petersburskiego Cesarskiego Klubu Jachtowego. Na swoim jachcie w latach 1849-1850 podróżował po Europie od Kronsztadu po Morze Czarne.

Wraz z bratem Michaiłem organizował spółki akcyjne. Rząd Imperium Rosyjskiego zawarł porozumienie z księciem, zgodnie z którym zobowiązał się zbudować fabrykę do produkcji szyn kolejowych na południu Rosji, ale w 1869 r. Siergiej Wiktorowicz sprzedał koncesję Janowi Hughesowi za 24 000 funtów. Według jednej wersji otrzymał 980 udziałów za łączną kwotę 240 tys. rubli i został mianowany honorowym dyrektorem Towarzystwa Noworosyjskiego.”

Z podanych powyżej informacji nietrudno domyślić się, kto tak naprawdę uprzemysławiał tę Noworosję, a właściwie za czyje pieniądze. Widać też wyraźnie jak masoni, a więc i Żydzi, przenikali do struktur rosyjskiej władzy. A przecież Rosja nie była wyjątkiem. Tak działo się wszędzie i tak też jest obecnie.

Wspomniałem na początku, że jeśli te tereny zostaną przyłączone do Rosji, to będzie to oznaczać rozbiór Ukrainy. Cały ten wschodni, uprzemysłowiony rejon utrzymywał resztę kraju. Bez niego nie będzie w stanie normalnie funkcjonować. To może oznaczać, że dla wielu ludzi nie będzie pracy i perspektyw na przyszłość. To z kolei może skutkować kolejną falą emigrantów, którzy napłyną do Polski.

Co więc stanie się z Ukrainą? Może z części środkowej powstanie nowe państwo, a część zachodnia zostanie przyłączona do Polski? A może cała zachodnia i środkowa Ukraina zostanie przyłączona do Polski, a jej ziemie poniemieckie zostaną przyłączone do Niemiec. Trudno tu przewidzieć, jak sprawy się potoczą. Jedno jest pewne, że sprawy idą w bardzo złym dla Polski kierunku.

Kiedy powstawał Związek Radziecki, to bolszewicy postanowili włączyć do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej te ziemie, o które teraz toczy się spór, pomimo że ludność tam mieszkająca chciała przyłączenia do Rosyjskiej Republiki Radzieckiej. Ktoś, kto podjął taką decyzję, doskonale wiedział, że z czasem stanie się to źródłem konfliktu, że będą kłótnie, że będzie wojna. I tak się stało.

Podobnie było w przypadku Polski. Po I wojnie światowej mogła powstać Polska z ziem etnicznie polskich, czyli Mazowsza, Wielkopolski, Małopolski i Pomorza. Tak się nie stało. Ktoś tak zrobił celowo, by powstało państwo wielonarodowe skonfliktowane ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Druga szansa była po II wojnie światowej i znowu mogło powstać takie państwo. Ale nie! Za dobrze by było! Przyłączono ziemie poniemieckie, co z założenia wykluczało dobre stosunki z Niemcami. Jakby tego było mało, to z tych ziem wypędzono Niemców i przesiedlono na nie mniejszości z Kresów, najwięcej z Ukrainy. I skutek jest taki, że ta mniejszość w połączeniu z nowymi przesiedleńcami stanowi w tej chwili prawdopodobnie najliczniejszą narodowość w tym kraju, zwanym dla niepoznaki Polską, bo przecież mieszkają też w niej Białorusini, Litwini, Niemcy, Żydzi i kto tam jeszcze! Wszystko to spuścizna Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a właściwie Rzeczypospolitej Wielu Narodów.

Mieszanie narodów, skłócanie ich ze sobą, wywoływanie protestów społecznych, strajków, konfliktów i wojen, to specjalność jednej nacji, która robi to od początku swojego rozproszenia po całym świecie i będzie tak robić do końca swoich dni.

Przełom w Charkowie

W dniu 15 września pojawiła się na portalu ZeroHedge analiza Pepe Escobara, dotycząca wycofania się Rosjan z rejonu Charkowa: Escobar: The Kharkov Game-Changer – Escobar: Przełom w Charkowie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-kharkov-game-changer). Poniżej jej treść:

»Wojen nie wygrywają operacje psychologiczne. Zapytajcie o to nazistowskie Niemcy.

Oglądanie mediów NATOstanu w Charkowie było błędem, to natrętne „uderzenie młota, które ogłuszy Putina”, „Rosjanie mają kłopoty” i tego typu różne głupoty.

Fakty:

  • Siły rosyjskie wycofały się z terytorium Charkowa na lewy brzeg rzeki Oskol, gdzie się obecnie okopały.
  • Linia Charków-Donieck-Ługańsk wydaje się być stabilna.
  • Krasny Liman jest zagrożony, oblegany przez przeważające siły ukraińskie, ale broni się.

Nikt – nawet Maria Zacharowa, współczesny żeński odpowiednik Hermesa, posłańca bogów – nie wie, co planuje, w tym przypadku i we wszystkich innych, Rosyjski Sztab Generalny (RSG). Jeśli mówią, że wiedzą, to kłamią.

W obecnej sytuacji można z dużą dozą pewności wnioskować, że linia – Światogorsk-Krasny Liman-Jampol-Belogorówka – może wytrzymać wystarczająco długo z ich obecnymi garnizonami, dopóki nowe siły rosyjskie nie będą w stanie wkroczyć i zmusić Ukraińców do wycofania się z powrotem poza linię Siewierodoniecka.

Rozpętało się piekło. Dlaczego w Charkowie doszło do tego, do czego doszło? Republiki ludowe i Rosja nigdy nie miały wystarczającej liczby ludzi do obrony 1000-kilometrowej linii frontu. Zauważył to cały wywiad NATO i wykorzystano to.

W tym terenie nie było rosyjskich sił zbrojnych, tylko Rosgwardia, a ta nie jest wyszkolona do walki z regularnym wojskiem. Kijów zaatakował z przewagą około 5 do 1. Siły alianckie wycofały się, aby uniknąć okrążenia. Nie ma strat wojsk rosyjskich, ponieważ w tym regionie nie było wojsk rosyjskich.

Prawdopodobnie jest to zdarzenie jednostkowe. Kierowane przez NATO siły kijowskie po prostu nie będą w stanie powtórzyć tego nigdzie w Donbasie, w Chersoniu czy w Mariupolu. Wszystkie te tereny są chronione przez silne, regularne jednostki armii rosyjskiej.

Jest oczywiste, że jeśli Ukraińcy pozostaną w pobliżu Charkowa i Izium, to zostaną zmiażdżeni przez potężną rosyjską artylerię. Analityk wojskowy Konstantin Sivkov twierdzi, że „większość gotowych do walki formacji Sił Zbrojnych Ukrainy jest teraz uziemiona (…) udało nam się zwabić je na otwartą przestrzeń i teraz systematycznie je niszczymy”.

Kierowane przez NATO siły ukraińskie, przepełnione najemnikami NATO, poświęciły 6 miesięcy na gromadzenie sprzętu i przygotowanie wyszkolonych żołnierzy dokładnie na tę akcję w Charkowie – pakując ich do ogromnej maszynki do mięsa. Bardzo trudno będzie utrzymać linię montażową, która dostarczy w dużej ilości pierwszorzędnych produktów, aby ponownie wykonać coś podobnego.

Kolejne dni pokażą, czy Charków i Izium to wynik większych nacisków NATO, bowiem nastroje w kontrolowanej przez NATO UE zbliżają się do Desperation Row (utwór muzyczny, którego wykonawczą jest Voodoo Coyote – przyp. W. L.). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta kontrofensywa oznacza wejście NATO do wojny na dobre. Coraz trudniej ukryć obecność „doradców” i najemników z całego świata.

Dekomunizacja jako de-energetyzacja

Specjalna Operacja Wojskowa (SOW) koncepcyjnie nie polega na podboju terytorium per se: jest to lub była jak dotąd ochrona Rosjan na zajętych terytoriach, a więc demilitaryzacja i denazyfikacja.

Ta koncepcja może zostać zmodyfikowana. I stąd właśnie dywagacje na temat mobilizacji w Rosji. Jednak może nie dojść nawet do częściowej mobilizacji: potrzebne są rezerwy, aby odpowiednio umożliwić siłom sojuszniczym osłonę tyłów/obrony. Zatwardziali bojownicy z kontyngentu Kadyrowa nadal będą atakować.

Nie można zaprzeczyć, że wojska rosyjskie utraciły strategicznie ważny węzeł w Izium. Bez tego całkowite wyzwolenie Donbasu staje się znacznie trudniejsze.

Jednak dla wspólnych działań Zachodu, dla którego bardziej liczą się pozory, to operacje psychologiczne są znacznie ważniejsze niż małe sukcesy militarne: stąd cała ta radość z tego, że Ukraina jest w stanie wypędzić Rosjan z całego Charkowa w zaledwie cztery dni – podczas gdy mieli 6 miesięcy na wyzwolenie Donbasu, a nie zrobili tego.

Tak więc na całym Zachodzie panuje przekonanie – gorączkowo podsycane przez ekspertów od operacji psychologicznych – że rosyjska armia została uderzona „młotem” i prawie nie podniesie się.

Charków przyszedł na czas, ponieważ Generał Zima jest tuż za rogiem; kwestia ukraińska już ciążyła z powodu zmęczenia opinii publicznej; a maszyna propagandowa potrzebowała doładowania, by uzasadnić kolejne wielomiliardowe wydatki na zbrojenia.

Jednak Charków zmusił Moskwę do zwiększenia wskaźnika bólu. Stało się tak dzięki kilku dobrze umiejscowionym panom Kindżał (Ch-47M2 Kindżał, hiperdźwiękowy samolot i rakieta – przyp. W. L.), którzy opuścili Morze Czarne i Morze Kaspijskie, aby sprezentować swoje wizytówki największym elektrowniom cieplnym w północno-wschodniej i środkowej Ukrainie (większość infrastruktury energetycznej znajduje się na południowym wschodzie).

Połowa Ukrainy nagle straciła prąd i wodę. Stanęły pociągi. Jeśli Moskwa zdecyduje się na jednoczesne zniszczenie wszystkich głównych ukraińskich podstacji, wystarczy kilka pocisków, aby całkowicie rozbić ukraińską sieć energetyczną – nadając „dekomunizacji” nowe znaczenie: de-energetyzacja (odłączenie energii).

Według ekspertyzy „jeśli transformatory 110-330 kV zostaną uszkodzone, to prawie nigdy nie będzie można ich uruchomić (…) A jeśli stanie się to przynajmniej na pięciu podstacjach jednocześnie, to wszystko jest kaput. Wieczna epoka kamienna.”

Marat Baszirow, reprezentujący rosyjski rząd ujął to bardziej obrazowo: „Ukraina pogrąża się w XIX wieku. Bez systemu energetycznego nie będzie armii ukraińskiej. Faktem jest, że na wojnę przybył Generał Volt, a za nim Generał Moroz.”

I w ten sposób możemy w końcu rozpocząć „prawdziwą wojnę” – jak w znanym żarcie Putina, że „nawet jeszcze niczego nie zaczęliśmy”.

Ostateczna odpowiedź nadejdzie z RSG w ciągu najbliższych kilku dni.

RSG może opowiedzieć się za poważnym uderzeniem strategicznym gdzie indziej – taka zmiana scenariusza na gorszy (dla NATO).

Może zdecydować się na wysłanie większej liczby żołnierzy na linię frontu (bez częściowej mobilizacji).

A przede wszystkim może poszerzyć zakres SOW – doprowadzić do całkowitego zniszczenia ukraińskiej infrastruktury transportowo-energetycznej, od pól gazowych po elektrociepłownie, podstacje i wyłączanie elektrowni jądrowych.

Cóż, zawsze może to być mieszanka wszystkich powyższych: rosyjska wersja Shock and Awe – generująca bezprecedensową katastrofę społeczno-gospodarczą. To już zostało zasugerowane przez Moskwę: w każdej chwili i w ciągu kilku godzin możecie wrócić do epoki kamienia (moja kursywa). Wasze miasta powitają Generała Zimę bez ogrzewania, z zamarzającą wodą, przerwami w dostawie prądu i brakiem łączności.

Operacja antyterrorystyczna

Wszystkie oczy zwrócone są na to, czy „centra decyzyjne” – jak to w Kijowie – mogą wkrótce odwiedzić Kindżały. To by oznaczało, że Moskwa ma już dość. Przynajmniej ci opowiadający się za rozwiązaniami siłowymi. Ale jeszcze chyba nie teraz, ponieważ dla dyplomatycznie usposobionego Putina prawdziwa gra kręci się wokół dostaw gazu do UE, tej zabawki w rękach amerykańskiej polityki zagranicznej.

Putin z pewnością zdaje sobie sprawę, że atmosfera na zajętych obszarach jest napięta. Odmawia nawet częściowej mobilizacji. Doskonałym wskaźnikiem tego, co może wydarzyć się zimą, będą referenda na terytoriach wyzwolonych. Datą graniczną jest 4 listopada – Dzień Jedności Narodowej, wprowadzony w 2004 roku w miejsce obchodów rewolucji październikowej (istniał on już w czasach imperialnych).

Po przyłączeniu tych terytoriów do Rosji każda ukraińska kontrofensywa kwalifikowałaby się jako akt wojny przeciwko regionom włączonym do Federacji Rosyjskiej. Każdy wie, co to oznacza.

Teraz może się okazać, że kiedy cały Zachód toczy wojnę – hybrydową i kinetyczną, począwszy od niezliczonych danych wywiadowczych po dane satelitarne i hordy najemników – przeciwko tobie, a ty nalegasz na przeprowadzenie mgliście zdefiniowanej Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW), to możesz być narażony na kilka nieprzyjemnych niespodzianek. W takiej sytuacji status SOW może się zmienić: z pewnością stanie się ona operacją antyterrorystyczną.

To jest wojna o wszystko. To jest sprawa życia lub śmierci. Amerykański cel geopolityczny/geoekonomiczny, mówiąc wprost, to zniszczenie jedności Rosji, narzucenie zmiany reżimu i splądrowanie wszystkich tych ogromnych zasobów naturalnych. Ukraińcy są niczym innym jak mięsem armatnim: w powtarzającej się historii są współczesnymi odpowiednikami piramidy czaszek, którą Timur zacementował w 120 wieżach, gdy zrównał Bagdad z ziemią w 1401 roku.

Jeśli w końcu opadną wszelkie maski i RSG zacznie działać bardziej zdecydowanie, to nastąpi zakończenie SOW i rozpocznie się wojna.«

Dzięki tej analizie możemy zorientować się, o co chodzi w tej akcji wycofania się Rosjan z Charkowa, bo śledząc polskojęzyczne media można dojść do wniosku, że Rosja już bliska klęski. PRL-owska propaganda nawet do pięt nie dorasta obecnej.

Analiza ta jest rzeczowa i raczej bezstronna, tak mi się przynajmniej wydaje, natomiast wnioski są w mojej ocenie błędne. Zanim jednak przejdę do ich krytyki, to wypada przybliżyć osobę Pepe Escobara.

Pepe Escobar, jak pisze Wikipedia, to brazylijski publicysta. Stały felietonista czasopisma Asia Times Online, komentator i analityk telewizji RT (Russia Today – przyp. W. L.). Współpracownik Al-Dżaziry i portalu The Real News, także wielu stacji radiowych w internecie. Mieszka i pracuje w Londynie, Paryżu, Mediolanie, Los Angeles, Waszyngtonie, Bangkoku i Hongkongu. Od 1990 roku koncentruje swoją aktywność dziennikarską (reportaże, felietony, korespondencje) na terenie Azji Środkowej oraz Bliskiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki współczesnego Afganistanu.

To jest wojna o wszystko. To jest sprawa życia lub śmierci. Amerykański cel geopolityczny/geoekonomiczny, mówiąc wprost, to zniszczenie jedności Rosji, narzucenie zmiany reżimu i splądrowanie wszystkich tych ogromnych zasobów naturalnych. Ukraińcy są niczym innym jak mięsem armatnim…

Taki jest wniosek Pepe Escobara. Nie wiem, czy tak myśli naprawdę, czy może nie może napisać inaczej. Nie pierwszy to jego artykuł na temat wojny na Ukrainie, ale w żadnym z nich nie wspomniał o największym powojennym przesiedleniu ludności w Europie, o przesiedleniu milionów Ukraińców do Polski. To nie mięso armatnie. Mięsem armatnim są tylko walczący na froncie, a to tylko ułamek ukraińskiej populacji. Czy taki światowy publicysta, z którego usług korzysta tyle światowych mediów, nie wie o tym? To chyba niemożliwe. A skoro tak, to chyba im wszystkim, tym światowym mediom i tym światowym dziennikarzom, nie wolno o tym mówić. Jak by powiedział Józef Mackiewicz? – Ale o tym nie trzeba głośno mówić.

Zniszczenie jedności Rosji, to innymi słowy jej rozczłonkowanie. Pomysł nie nowy, bo już Hitler chciał rozczłonkowania Rosji, zwanej wtedy Związkiem Radzieckim. Tak bardzo chciał jej rozczłonkowania, że – mając pod koniec lipca 1941 roku tylko 300 km do Moskwy i wolną do niej drogę – zawrócił wojska na Ukrainę, by powrócić z nimi pod Moskwę na początku października, gdy zaczęły się ulewne deszcze, trwające 3 tygodnie, a później, na początku grudnia – trzaskające mrozy. I tak skończyło się rozczłonkowywanie Rosji.

Po co Amerykanie mieliby rozczłonkowywać Rosję? Wszak to właśnie oni, a ściślej ujmując amerykańscy Żydzi, uprzemysłowili Związek Radziecki i w ten sposób stworzyli jego potęgę i całkowicie nad nim zapanowali. Po co im była potrzebna ta potęga? Ano po to, by Związek Radziecki mógł walczyć z Hitlerem, który był również tworem amerykańskich Żydów, jak równy z równym. I po to, by po wojnie Związek Radziecki, jeszcze silniejszy, mógł walczyć z Ameryką, jak równy z równym, na wszystkich kontynentach. Nie jest więc w interesie Ameryki zniszczenie jedności Rosji i przejęcie kontroli nad jej bogactwami naturalnymi, jak chce Escobar, bo ona i tak ma nad nimi kontrolę.

Idea rozczłonkowania Rosji objawiła się w postaci ruchu zwanego prometeizmem. Prometeizm (w sensie politycznym), pisze Wikipedia, to ruch polityczny i intelektualny w Europie w okresie międzywojennym (1921-1939), skierowany politycznie przeciwko ZSRR, mający na celu zdobycie niepodległości przez państwa, którym w latach 1921-1939 narzucono siłą system radziecki i w efekcie prowadzący do rozpadu ZSRR. Ruch prometejski koordynował i wspierał materialnie działanie niektórych rządów emigracyjnych i organizacji niepodległościowych narodów podbitych przez Rosję Sowiecką w latach 1918-1621.

Ruch prometejski powstał w znacznej mierze dzięki działaniom Rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej na Emigracji w Warszawie i Paryżu. Kontynuacją koncepcji prometejskiej był w dużym stopniu Antybolszewicki Blok Narodów.

Początki ABN sięgają końca 1943 roku, kiedy to w dniach 21-22 listopada w rejonie Równego na okupowanych przez III Rzeszę ziemiach polskich odbyła się z inicjatywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów konspiracyjna konferencja przedstawicieli 13 narodów nierosyjskich z europejskiego i azjatyckiego obszaru ZSRR. Uzgodniono wówczas koncepcję powołania antykomunistycznej platformy współpracy różnych narodów zamieszkujących Związek Radziecki. Jej celem było doprowadzenie do obalenia władzy komunistycznej w ZSRR i jego podziału na państwa narodowe. Antybolszewicki Blok Narodów został rozwiązany w 1996 roku po zrealizowaniu swoich celów.

O jakie więc rozczłonkowanie czy zniszczenie jedności Rosji chodzi? Związek Radziecki rozpadł się i państwa, które chciały być niepodległe, stały się nimi. Inna sprawa, to dlaczego zapragnęły jej dopiero, gdy powstał Związek Radziecki? Przecież bolszewicy, którzy dokonali zamachu stanu, przejęli tylko to, co wchodziło w skład Rosji carskiej. Żadnego państwa nie podbili. Czy wcześniej, za czasów carskich, nie pragnęły one tej niepodległości?

Imperium Rosyjskie w czasie największego rozwoju terytorialnego w 1866 roku; źródło Wikipedia.

A Ukraina? Dostała to, czego chciała – niepodległość. I dalej źle. Teraz chce do unii, która powoli rozpada się. No bo czymże jest otwarcie polsko-ukraińskiej granicy, będącej częścią granicy zewnętrznej unii, jak nie jej rozpadem? To początek jej końca, przynajmniej w tej formie.

To, o czym nie chcą pisać światowe media i światowi dziennikarze, to tworzenie nowego państwa polsko-ukraińskiego, chociaż bardziej ukraińskiego niż polskiego, na terenie Polski. To początek odtwarzania I Rzeczypospolitej – tego żydowskiego raju. To zapewne będzie oznaczało pewne ustępstwa ze strony Rosji w zamian za inne korzyści. Jedną z nich będzie odzyskanie tej części Ukrainy, którą Związek Radziecki włączył do radzieckiej Republiki Ukraińskiej. Być może również utracone państwa Azji środkowej wrócą do Rosji. Czy te konflikty i wojny, które tam wybuchają, nie będą pretekstem do większego zaangażowania się jej w tym rejonie, a więc i do odbudowania swojej pozycji?

Wszyscy, którzy choć trochę interesują się polityką i historią wiedzą, jak powstały Stany Zjednoczone i za czyje pieniądze. A jak było w przypadku Rosji? Rosyjska kolonizacja Azji, a konkretnie Azji Północnej, Środkowej i Kaukazu, miała miejsce w okresie od XV do XX wieku. Polegała ona na bezpośrednim wcielaniu opanowanych obszarów do państwa rosyjskiego. Kolonizacja ta została zapoczątkowana przez Republikę Nowogrodzką (1136-1478) i była kontynuowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie (1328-1547), Carstwo Rosyjskie (1547-1721) i Imperium Rosyjskie (1721-1917).

Po upadku Złotej Ordy (państwo mongolskie w zachodniej części imperium Czyngis-chana) w XV wieku na południowym zachodzie powstał Chanat Syberyjski. Rosyjską ekspansję zapoczątkował w 1552 roku podbój Chanatu Kazańskiego. Kolonizację terenów nad Kamą prowadzili na mocy przywileju carskiego z roku 1558 Stroganowowie, rosyjski ród kupiecki, który zmonopolizował handel z ziemiami na wschód od Uralu. Dzięki zwolnieniom podatkowym, Stroganowowie wystawili armię złożoną między innymi z Kozaków i Baszkirów. – Tak to opisuje Wikipedia. Nie ma jednak wątpliwości, że Stroganowowie byli Żydami. O nich samych pisze ona:

„Stroganowowie – ród kupców i przemysłowców rosyjskich. W XVI wieku Stroganowowie otrzymali od rządu ogromne obszary gruntu w ziemi permskiej. Gramota carska w 1574 nadała im ziemie za Uralem (ponad milion dziesięcin [dziesięcina to 1,09 ha – przyp. W. L.]) i zezwoliła na budowę grodów warownych i osadzenie w nich najemnej załogi. Stroganowowie, wykorzystując siły zbrojne, zajmowali ziemie ludów syberyjskich i osadzali w nich chłopów rosyjskich. Rozwijali rolnictwo, zakładali warzelnie soli i eksploatowali bogactwa naturalne. Stała groźba ze strony Chanatu Syberyjskiego zmusiła Siemiona i Nikitę Stroganowów do przedsięwzięcia na własny koszt wyprawy na chanat oddziałów najemnych Kozaków pod wodzą Jermaka Timofijewicza (1581-1585), od której rozpoczął się podbój Syberii przez Rosję. Stroganowowie niejednokrotnie pożyczali rządowi pieniądze na cele wojenne. W XVIII wieku otrzymali tytuł baronów, następnie hrabiów. W XIX wieku spokrewnili się z domem panującym.”

Wikipedia wykorzystała informację z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN z 1968 roku. Być może więc dlatego jest tu mowa o rządzie, a nie o carach. Tak więc kolonizacja Syberii przebiegała podobnie jak kolonizacja Ameryki: najpierw przedsięwzięcia prywatne, rugowanie tubylców z ziemi, a następnie wkraczało państwo. I w obu przypadkach ta sama nacja wiodła prym w tych procesach i dlatego do dziś oba państwa są jej podporządkowane. Zmieniają się państwa albo przynajmniej ich nazwy, zmieniają się władcy, a ona zawsze na posterunku.

Straszą nas tym, że po Ukrainie przyjdzie kolej na Polskę. Tylko po co Rosja miałaby atakować Polskę, skoro ona nawet nie chce zajmować całej Ukrainy, tylko jej wschodnią cześć łącznie z Krymem. Cała Europa i tak jest zależna od rosyjskich surowców, a jej status imperium wynika z zajmowanego obszaru i wpływów w Azji, co widać na załączonej powyżej mapce. Nawet bez państw Azji środkowej jest to największe pod względem powierzchni państwo na świecie.

Kultura żydowska

Żyjemy w czasach dominacji cywilizacji żydowskiej, a ściślej jej kultury. Cywilizacja według Feliksa Konecznego, to metoda ustroju życia zbiorowego. Dzieje, religie i inne czynniki kulturowe Żydów nazywa Koneczny cywilizacją żydowską. Jest to według niego cywilizacja sakralna. Te czynniki kulturowe to struktura społeczna, język, religia i kultura.

Wojciech Klag w swoim opracowaniu Obraz cywilizacji żydowskiej (podstawowe założenia teorii Feliksa Konecznego), Racjonalia nr 6/2016 (https://czasopisma.upjp2.edu.pl/racjonalia/article/view/2148) pisze:

»Z punktu widzenia Izraela obok języka i religii bardzo istotna jest ekonomia żydowska jako składnik konstytuujący metodę życia zbiorowego Żydów. Według autora Cywilizacji żydowskiej Żydzi od czasów starożytnych pogardzali pracą fizyczną, a w szczególności rolnictwem. Rzadko też trudnili się rzemiosłem – takie zachowanie Izraelitów wynikało z koczowniczego trybu życia. W czasie golusa (wypędzenie Żydów i ich pobyt na obczyźnie – przyp. W. L.) Izraelici odeszli od społecznego modelu opartego o ród, nastąpiła emancypacja rodziny, w której potomkowie Mojżesza zaczęli zajmować się handlem. Było to o tyle pionierskie, że w państwach chrześcijańskich głównym fundamentem ekonomii było oparcie się na własności nieruchomej, np. szewc miał swój dom, w którym świadczył usługi, Żydzi natomiast opierali się na własnościach ruchomych, a przemieszczali się z miejsca na miejsce, handlując. Izraelici też jako pierwsi wprowadzili system bankowy, udzielając kredytów na procent (lichwa). Dzięki polityce kredytowej szybko zdominowali rynek. Lichwą obciążani byli kredytobiorcy nieżydowscy (według autora lichwa w społeczności żydowskiej była zakazana, Tora [Pięcioksiąg Mojżesza – przyp. W. L.] na nią nie pozwalała, była stosowana tylko w rzadkich przypadkach). Badacz cywilizacji także uważa, że system kapitalistyczny, istniejący w Europie już wiele lat, został wprowadzony przez Żydów. Koneczny jest przekonany, że zarówno judaizm, jak i liberalizm są mocno związane z systemem ekonomii kapitalistycznej.

Autor, rozważając relację zachodzącą między cywilizacją a kulturą, skłania się do uznania paradygmatu francuskiego, według którego cywilizacja stoi wyżej od kultury, w opozycji do paradygmatu niemieckiego, który twierdził odwrotnie. Dla Konecznego kultura jest elementem cywilizacji. Autor Cywilizacji żydowskiej stawia kontrowersyjną tezę, że „kulturami cywilizacji żydowskiej będą […] socjalizm (ale nie bolszewizm) oraz narodowy socjalizm (lecz już nie bizantyński faszyzm)”. Wiąże się to z mesjanistycznym oraz apriorycznym charakterem cywilizacji żydowskiej, czego najlepszym przykładem jest cytat:

„Nie zrozumiemy Żydów, póki nie zapoznamy się z ich marzeniami syjonistyczno mesjanicznymi […]. Hans Kohn np. przyznaje w swojej książce Die politische Idee des Judentumns, że socjalizm jest środkiem do mesjanistycznych celów żydowskich […]. Socjalizm jest w ich oczach nowoczesną ewolucją Starego Testamentu. To zapatrywanie podziela większość inteligencji żydowskiej i w tym ich siła. Dlatego Żydzi są socjalistami […].”

Jednak jak zwraca uwagę krakowski profesor, „przyczyn lewicowego, socjalistycznego myślenia należy szukać na wielu płaszczyznach: świadomościowej, kulturowej, ekonomicznej, politycznej itp. Zwracają na to uwagę niektórzy myśliciele proweniencji liberalnej, np. Ludwig von Mises”. Hipotezę, którą postawił filozof krakowski, podzielali też inni wybitni filozofowie XX wieku. Arnold Toynbee twierdzi, że „Marks obrał sobie za bóstwo, zamiast Jahwe, boginię o imieniu «konieczność dziejowa», za swój lud wybrany zamiast Żydów wewnętrzny proletariat świata zachodniego, zaś za królestwo mesjańskie dyktaturę proletariatu, ale znamienne rysy żydowskiej apokaliptyki przebijają wyraźnie pod tym wytartym przebraniem”. Podobnie twierdził Bertrand Russell, który pisze:

„By zrozumieć Marksa psychologicznie, należy posłużyć się następującym słownikiem: Jahwe –materializm dialektyczny, mesjasz – Marks, naród wybrany – proletariat, Kościół – partia komunistyczna, ponowne przyjście – rewolucja, piekło – kara dla kapitalistów, tysiącletnie Królestwo Boże na ziemi – światowa wspólnota komunistyczna.”

Wspólne elementy, których doszukują się inni wybitni myśliciele, zdają się częściowo potwierdzać hipotezę postawioną przez Konecznego.«

W podsumowaniu autor m.in. pisze:

„Po zbadaniu religii żydowskich Koneczny dochodzi do wniosku, że tak naprawdę jedynym paradygmatem łączącym religie żydowskie jest prawo, które jest zawarte w świętej księdze żydowskiej Torze. Tak więc autor Praw dziejowych dopatruje się istnienia kilku religii żydowskich, które różnią się interpretacją uznawanych ksiąg, wraz z komentarzami talmudycznymi prawa zawartego w Torze. Jedność pośród Izraelitów panuje co do uznawania Tory oraz mesjańskiej roli narodu wybranego, który został wywyższony ponad inne nacje przez samego Boga. Z tym przekonaniem wiązał się mesjanizm narodu żydowskiego. To przewartościowanie ludów i wybranie jednego z nich przez Boga umocniło wiarę w misję dziejową Żydów. Mesjanizm zakłada uwolnienie od brzemienia grzechu, władzę Boga nad ludem oraz dążenie do komplementarnego bytu ludzkiego. Żydzi poprzez oparcie się na Torze pielęgnują swoje wybraństwo.

Żydzi już od czasów starożytnych pogardzali pracą fizyczną, ich zainteresowania ukierunkowały się na handel. Jako pierwsi w starożytności wprowadzili pożyczki pieniężne na procent (lichwa). Według badacza dzisiejszy system kapitalistyczny ma swoje źródło właśnie w cywilizacji żydowskiej.”

Pisze więc autor, pewnie za Konecznym, że ich zainteresowania ukierunkowały się na handel. To nie tak było, że Żydzi zainteresowali się handlem, bo to zajęcie lekkie, łatwe i przyjemne, a przy tym przynoszące szybkie i ogromne zyski. Najpierw było rozproszenie. To jest podstawowy warunek, by zaistniał handel taki, jakim znamy go dziś. Rozproszyli się wśród różnych narodów po całym ówczesnym świecie i, utrzymując ze sobą kontakty, doskonale wiedzieli, co wytwarzają lub czego nie wytwarzają poszczególne nacje i w ten sposób dostarczali towary z miejsc, gdzie ich było w nadmiarze do miejsc, gdzie ich brakowało. Oczywiście taki handel nie mógł być handlem wymiennym. Do tego niezbędny był uniwersalny środek wymiany, czyli pieniądz. A wraz z nim pojawiła się lichwa, czyli pożyczanie pieniędzy na procent, by handel mógł się rozwijać. I tak to trwa do dziś. Handel i pieniądz są nadal pod ich całkowitą kontrolą. W blogu „Mistyka finansów” pisałem:

»Dariusz Przywieczerski ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (SGPiS) w Warszawie. Po studiach pracował w Centrali Handlu Zagranicznego Paged, w której był zastępcą dyrektora. Od 1974 roku pracował w Komitecie Centralnym PZPR. W 1980 roku został radcą handlowym ambasady PRL-u w Nairobi. Zarabiał pieniądze na dostawach kawy i herbaty do sąsiedniej Ugandy. Po powrocie do kraju w 1985 roku został dyrektorem firmy Universal, eksportera sprzętu AGD. Firma Universal powstała w wyniku prywatyzacji dawnej Centrali Handlu Zagranicznego (CHZ) „Universal”.

Radca handlowy ambasady PRL-u zarabia na handlu kawą i herbatą pomiędzy Kenią i Ugandą. Zapewne wykorzystuje fakt, że jest dyplomatą i może przekraczać granicę bez kontroli celnej. Ale do tego, by uprawiać taki proceder, potrzebne są jeszcze dwie strony. Ta, która po stronie kenijskiej skupuje tę kawę i druga po stronie ugandyjskiej, która ją kupuje i zapewne ma sieć dystrybucji, by ją sprzedać. Nietrudno domyślić się, któż to może być, ale też nietrudno domyślić się, kogo obie strony mogą dopuścić do tak lukratywnego interesu. Żydzi są wszędzie i wszędzie kontrolują obrót towarem.«

Bez rozproszenia Żydzi nie byliby tym, kim są, ale to było jeszcze za mało. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

»Mojżesz Mendelssohn (ur. 1729, zm. 1786), żyd niemiecki, zapoznał się dzięki polskiemu żydowi Izraelowi Lewi Zamość z pismami drugiego Mojżesza, Mojżesza Majmuniego (Majmonidesa) (ur. 1135 w Kordobie – przyp. W. L.), teoretyka i obrońcy metody pozornego przyjmowania innej wiary. Atoli zmienione warunki, rozluźnienie chrześcijaństwa przez wolnomularstwo, umożliwiały już żydom dążenie do wejścia w życie społeczeństw aryjskich bez przyjmowania chrztu, bez maski pozornej religii.

Jedynym warunkiem społeczeństw aryjskich będzie – osądził Mendelssohn – uznanie się za wiernego poddanego danego państwa, za wiernego członka danego narodu. A więc zamiast pozornej religii, pozorna asymilacja. Dzięki wynalezieniu tej metody wprowadzania w błąd gojów Mendelssohn stał się „wielki” i zjednał sobie wśród żydostwa miano „trzeciego Mojżesza”.«

Według internetowego słownika języka polskiego cywilizacja to: 1. stan rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, uwarunkowany stopniem opanowania przyrody przez człowieka; 2. ogół dóbr materialnych, środków i umiejętności osiągnięty przez określone społeczeństwo w danej epoce historycznej.

Natomiast kultura to materialna i umysłowa działalność społeczeństw oraz jej wytwory.

Mały Słownik Języka Polskiego PWN, Warszawa 1968 podaje takie definicje:

Cywilizacja – stan rozwoju społeczeństwa ludzkiego w danym okresie historycznym, ze szczególnym uwzględnieniem kultury materialnej, przeciwstawny stanowi dzikości i barbarzyństwa.

Kultura – całokształt dorobku ludzkości, wytworzonego w ogólnym rozwoju historycznym lub w jego określonej epoce: K. antyczna, grecka, rzymska. K. ludowa, socjalistyczna, narodowa. K. materialna, umysłowa, duchowa.

W mojej ocenie definicja kultury słownika z 1968 roku jest najbliższa temu, co ja nazwałem kulturą żydowską. W jej skład wchodzą m.in. te elementy:

  • religia, której fundamentem jest wybraństwo i mesjanizm narodu żydowskiego
  • rozproszenie
  • asymilacja
  • kontrola handlu na poziomie lokalnym i globalnym
  • kontrola finansów: wyłączność na emisję pieniądza i jego oprocentowanie

Wszystkie wymienione powyżej elementy oddziałują praktycznie na każdego człowieka, poza oczywiście społecznościami, które nie znają pieniądza, takimi jak Indianie amazońscy czy Aborygeni.

Zapewne większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że żyje w tej kulturze. Wszystkie wojny w przeszłości i obecne służą tylko i wyłącznie realizacji celów żydowskiego mesjanizmu. Dzięki rozproszeniu i asymilacji nie wiedzą oni, że wiele osób, z którymi się stykają, to Żydzi. Nie wiedzą, że wszyscy producenci są zależni od Żydów, bo to oni kontrolują całą sieć handlową. Nie są też w stanie wyobrazić sobie, że można funkcjonować, że gospodarki mogą rozwijać się w warunkach nieoprocentowanego pieniądza. W blogu „Lichwa” pisałem:

„Czy mogło by być inaczej? Wyobraźmy sobie sytuację, w której na rynku mamy stałą ilość pieniądza. I te pieniądze, to są pieniądze tych, którzy zdeponowali je w banku i do tego kredyty są nieoprocentowane. Można pójść, że tak powiem, w kosmos i drukować bez ograniczeń i wtedy mamy to, co mamy. A co się stanie, gdy pójdziemy w odwrotnym kierunku? W miarę, gdy na rynku przybywa dóbr i usług, a pieniądza nie możemy wykreować z niczego, to jego wartość rośnie. Za jednostkę możemy kupić więcej. Oznacza to, że za 1 grosz moglibyśmy coś kupić, np. bochenek chleba. Gdyby już grosz był dużo warty, to można by stworzyć nową jednostkę niższego rzędu. Dlaczego nie! Przecież jeszcze do 15 lutego 1971 roku funt brytyjski dzielił się na 20 szylingów i 240 pensów. Wtedy Anglia przeszła na system dziesiętny i zostały tylko pensy. A więc nie zabrakłoby pieniędzy do wymiany dóbr i usług. Wszystko jest możliwe. Samochód zamiast 60 000 zł, mógłby kosztować 60 zł, a może nawet 6 zł. A dziś za jednego Bitcoina możemy kupić takie trzy samochody.

Gdyby tak było, że na rynku jest stała ilość pieniądza to ci, którzy złożyli pieniądze w banku nie otrzymywaliby oprocentowania. Ich pieniądze zyskiwałyby na wartości w miarę upływu czasu i rozwoju gospodarki. Dodatkowo mogliby czerpać zyski z inwestycji poczynionych za ich pieniądze przez firmy, które chciałyby się rozwijać. Z tym oczywiście wiązałoby się ryzyko, bo inwestycje mogłyby być nietrafione. I nie jest to moja fantazja. W tym kierunku zmierza bankowość islamska. Jest coś takiego, gdyby ktoś nie wiedział.

Z tego powyższego wywodu wynika, że przy stałej ilości pieniądza bogacą się wszyscy, nawet ci najmniej zarabiający i nie zostają okradani poprzez inflację. Natomiast nie byłoby miejsca w takiej rzeczywistości dla giełdy i całego tego towarzystwa wzajemnej adoracji, które kręci się wokół niej i tych kredytów bez pokrycia w realnym pieniądzu. Nawet nie trzeba wielkiej wyobraźni, by stwierdzić, że takie rozwiązanie w znacznym stopniu, jeśli nie całkowicie, zlikwidowałoby biedę. Wystarczy spojrzeć na Bitcoina, którego zaprojektowano na określoną ilość i nie więcej. Dziś, tj. 14 maja 2021 roku, jego jednostka jest warta 188 233,42 zł. W listopadzie 2015 roku jego kurs to 1300 zł. Jeszcze na początku września 2020 roku jego kurs wynosił około 40 000 zł. To pokazuje jak dużo jest na rynku pustego pieniądza. To między innymi dlatego nie mamy hiperinflacji, bo ten pieniądz nie dociera do wszystkich, tylko do nielicznych i znajduje ujście w kryptowalutach i nie tylko w nich.

Bitcoin to jest waluta niematerialna. Tak naprawdę to nie wiadomo, kto i po co ją stworzył. Być może jest to pewien eksperyment. Być może kiedyś dojdzie do jego krachu czy gwałtownej utraty jego wartości, by, według mnie, skompromitować ideę pieniądza o stałej ilości na rynku. Wszak przy pieniądzach kombinują ciągle ci sami.”

Pieniądz kreowany bez ograniczeń i oprocentowany, to władza i potęga. Przy stałej ilości pieniądza na rynku nie ma miejsca na korupcję i wszelkiego rodzaju finansowe malwersacje, nie ma też miejsca na inflację, czyli okradanie ludzi w białych rękawiczkach. To dlatego Żydzi stworzyli naukę zwaną ekonomią i mnóstwo teorii traktujących o rynkach finansowych, wolnym rynku, konkurencji, giełdzie itp. Wszystko po to, by wmówić gojom, że inaczej nie można, że świat nie rozwijałby się bez oprocentowanego kredytu. I uwierzyli. Dziś prawie nikt nie potrafi sobie wyobrazić, że może być inaczej. A tak naprawdę oprocentowany kredyt i kreacja pieniądza bez ograniczeń, będąca źródłem inflacji, są po to, by okradać i zubażać gojów, zgodnie z żydowską maksymą: Gazet kusy muter, co znaczy: grabić gojim jest dozwolone. I to jest właśnie kultura żydowska w najczystszej postaci i jej istota.

Gdyby nie było oprocentowanego kredytu, czyli lichwy, gdyby na rynku była stała ilość pieniądza, to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Nie wiemy i nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić tego świata, ale chyba jednego możemy być pewni – nie było by wojen, bo nie było by chętnych na pożyczanie na nie pieniędzy. Wojna jest działaniem destrukcyjnym, więc nie było by szans na zwrócenie pieniądza o tej samej nominalnie wielkości, ale o większej sile nabywczej ze względu na poczynione inwestycje. Większa ilość dóbr na rynku, przy stałej ilości pieniądza, powoduje wzrost jego siły nabywczej. Odwrotny proces, czyli drukowanie pieniądza na cele nieprodukcyjne, czy destrukcyjne, jak choćby wojna, to spadek jego siły nabywczej. Tym, którzy go drukują, nigdy go nie zabraknie i spadek siły nabywczej pieniądza im nie szkodzi. Szkodzi tym, którzy go nie drukują. – Oto cała tajemnica wiary… żydowskiej.

Archipelag Polskości

W dniu 8 września Biuletyn Stowarzyszenia Marszu Niepodległości przysłał mi maila. Tym razem jednak nie Robert Bąkiewicz pod nim się podpisał, ale Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność, które zaprasza na wydarzenie Archipelag Polskości, które będzie miało miejsce 24 września w Warszawie. Poniżej treść tego maila:

Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność zaprasza na wydarzenie Archipelag Polskości.

Szczególnie zachęcamy wszelkiego rodzaju organizacje społeczne (stowarzyszenia i fundacje oraz prowadzące działalność w innych formułach) do zbiorowego uczestnictwa w Archipelagu Polskości poprzez co najmniej wystawienia własnego stanowiska/stoiska z emblematami i materiałami danej organizacji, a najlepiej także wystąpienie własnego podmiotu w postaci 10/15-minutowej autoprezentacji na scenie towarzyszącej, podczas kiedy można opisać, pokazać czy ilustrować charakterystykę własnych koncepcji i działań. W tej sprawie należy kontaktować się z sekretariatem Stowarzyszenia Patriotyzm i Wolność: telefonicznie lub mailowo.

Organizacje społeczne mają bardzo mało okazji do wspólnych spotkań, które mogą nie tylko owocować nowymi kontaktami, ale również współpracą. Im więcej organizacji będzie działać wspólnie, tym ich głos będzie bardziej słyszalny. Pragniemy również stworzyć sieć pomocową dla organizacji, wiemy i rozumiemy problemy z jakimi borykają się organizacje. Chcemy wyjść im naprzeciw, jednak do tego potrzebujemy wspólnych spotkań. Archipelag Polskości jest właśnie taką okazją do zapoznania się, podzielenia się doświadczeniem, ale przede wszystkim wspólnie spędzonym czasem.

Kongres Archipelag Polskości jest nie tylko dla przedstawicieli organizacji pozarządowych, ale również dla osób chcących poznać koloryt polskich organizacji i ich dorobek. Archipelag Polskości jest planowany jako doroczne i rozrastające się wydarzenie społeczno-kulturalne. Jego wizja docelowa to zgromadzenie bez mała wszystkich środowisk i organizacji, dla których patriotyzm i wolność są podstawami światopoglądu i działania. Chodzi o połączenie całego archipelagu dążeń historycznych i rekonstrukcyjnych, kulturowych i religijnych, artystycznych i muzycznych, krajoznawczych i etnograficznych, ideowych i wydawniczych, wychowawczych i edukacyjnych czy gospodarczych i samopomocowych. Poszczególne podmioty kultywujące określony rys polskości powinny się wzajemnie inspirować i zapładniać, aby archipelag stawał się pełnią i jednością, w których odzwierciedla się cały blask polskości. Wspólna przestrzeń oraz prezentacje czy stoiska tworzące poszczególne „wyspy” archipelagu mają dawać uczestnikowi paletę zbieżnych wrażliwości dążących ku fundamentalnej jedności. Archipelag Polskości ma na (dalekosiężnym) celu jednoczenie Polaków wokół wspólnych idei i zadań.

Raz jeszcze przypominamy, iż jak archipelag składa się z *wysp*, tak chcemy ukazywać, że nasza*polskość* również. Poprzez Archipelag Polskości pragniemy stworzyć przestrzeń do debaty społecznej i publicznej. W debacie tej będą brać udział przedstawiciele organizacji pozarządowych ogólnopolskich i tych lokalnych, a także przedstawiciele instytucji czy samorządowcy. Proponujemy organizacjom społecznym nie tylko możliwość miejsca na stoisko wystawowe, ale również limitowany czas, w którym mogą zaprezentować się na scenie Archipelagu Polskości.

Do zobaczenia! Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność

W trakcie tego Wydarzenia odbędą się dwie debaty. Pierwsza z nich to Rok 2022 Rokiem Romantyzmu Polskiego. Głosy naprowadzające to:

  • Mariusz Bechta (Templum Novum): Kanonada narodowego romantyzmu.
  • Jan Engelgard (Myśl Polska): Dlaczego pozytywizm jest lepszy od romantyzmu?
  • Krzysztof Koehler (Instytut Książki): Dlaczego staropolszczyzna jest lepsza od romantyzmu?
  • Artur Zawisza (Fundacja Patriotyzm i Wolność): Romantyzm polski jako synthesis polonitatis.

Druga debata to Wyspy organizacji społecznych tworzące archipelag polskości.

Takimi to pierdołami będą zajmować się ci „patrioci” w momencie, gdy do Polski napływają miliony obcych, gdy ukrainizacja języka polskiego postępuje w zastraszającym tempie, gdy tworzenie nowego państwa polsko-ukraińskiego trwa w najlepsze. Zorganizowanie takiego cyrku kosztuje. A kto to finansuje? No kto?

Tak dla porządku – archipelag to grupa wysp położonych blisko siebie, najczęściej o wspólnej genezie i podobnej budowie geologicznej. Nazwa wywodzi się z greckiego archḗ – początek i pḗlagos – morze.

Idea nie jest nowa. Próbę wyjaśnienia tego zjawiska można znaleźć tu: https://oees.pl/magazyny/wyspy-i-archipelagi/. Poniżej fragment:

„Dzięki mediom społecznościowym i innym formom globalnej komunikacji nowo powstające wspólnoty wypracowują wspólny światopogląd. Trwa nieustanna wymiana: nie tylko przepływ towarów i migracje ludzi, ale przede wszystkim transfer myśli, eksport i import idei, koncepcji, kultur oraz zasad. Tak powstają współczesne wyspy – oddolne inicjatywy budowane na wartościach wytwarzanych lokalnie, ale też będących elementami większej, regionalnej (krajowej lub międzynarodowej) wymiany informacji, wrażeń oraz wartości.

Wyspy, jeśli tylko nawiązują i utrzymują ze sobą kontakt, tworzą archipelagi. Archipelagi wartości. Pomiędzy wyspami dochodzi do przepływu wiedzy, wzajemnej inspiracji, a czasem – do znacznie bardziej skomplikowanych procesów społecznych, prowadzących do tworzenia się zaawansowanej sieci, społeczności, plemienia lub grupy skupionej wokół określonego zestawu wartości wspólnych.

Znane z dotychczasowego świata sieci formalne – czy to korporacyjne, czy państwowe – instytucje, ich placówki, oddziały, przedstawicielstwa, sklepy, urzędy i przystanki zaczynają dziś konkurować z archipelagami, a więc z sieciami wysp – instytucjami nowej generacji. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy archipelagi eksplodowały wokół nas.

Najciekawsze wydają się dziś archipelagi wartości tworzące się wokół licznych NGO, które wykorzystują prezentowane wartości do zdobywania funduszy (mikrogranty, crowdfunding). Takim archipelagiem jest choćby Greenpeace – utrzymywany przez swoją społeczność, zdolny do skutecznego działania nawet w ekstremalnie trudnych warunkach, w dowolnym miejscu na świecie.

Archipelagi – mniej lub bardziej trwałe – mogą się także tworzyć wokół znanych ludzi. Dawne grupy oklaskujących fanów przeradzają się w mikrospołeczności zdolne do prowadzenia skomplikowanych operacji. Moim ulubionym przykładem takiego archipelagu jest zbudowana wokół Jurka Owsiaka spo­łeczność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Czymś w rodzaju archipelagu stał się – przynajmniej na jakiś czas – francuski ruch En Marche!, który wyniósł do władzy prezydenta Macrona.”

Z powyższego cytatu wynika, że tak powstają współczesne wyspy – oddolne inicjatywy budowane na wartościach wytwarzanych lokalnie, ale też będących elementami większej, regionalnej (krajowej lub międzynarodowej) wymiany informacji, wrażeń oraz wartości. A z treści przekazu Stowarzyszenia Patriotyzm i Wolność wynika, że jest odwrotnie, że Archipelag Polskości powstaje odgórnie.

Tak na zdrowy rozum, to nie ma takiej możliwości, by powstawały jakieś ruchy oddolne i jednoczyły się, bo ilu ludzi, tyle pomysłów. Zawsze musi być ktoś, kto tym kieruje i kto wie, do czego dąży. I zawsze muszą być pieniądze. A skąd? Może wszyscy Żydzi, bo to są ich pomysły, składają się na te inicjatywy. Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce (1919) pisał:

»Kiedy wojenne sądy Francji wzięły za kołnierz Dreyfusa, płynęły do Paryża z całej kuli ziemskiej potoki złota. Ratować rozkazali wodzowie Judy zagrożonego hańbą współwyznawcę, hańba bowiem jego mogłaby zaszkodzić politykom żydowskim we Francji. Najuboższy sklepikarz płacił bez oporu narzucony mu przez kahał haracz. Jakiś handlarz wyszogrodzki przyznał mi się w owym czasie, że płaci miesięcznie trzy ruble na jakiegoś Dreyfusa, pytając, co to za jeden ten Dreyfus i co on takiego zrobił, iż potrzeba aż tyle pieniędzy, żeby go wydostać z rąk „gojów”. Nie wiedział biedaczysko nawet, o co właściwie chodzi, a mimo to był posłusznym bez rezonowania.«

Większość dobrze prosperujących firm, zarówno tych w skali globalnej jak i lokalnej, należy do Żydów, więc zapewne nie mają problemów, by jakąś niewielką część swoich dochodów przeznaczać na cele nie związane bezpośrednio z działalnością gospodarczą. Stworzenie czegoś takiego jak Archipelag Polskości wymaga zaangażowania wielu ludzi, a więc również pieniędzy. No bo jeśli, pragniemy również stworzyć sieć pomocową dla organizacji, wiemy i rozumiemy problemy z jakimi borykają się organizacje, to ta pomoc po części będzie zapewne finansowa, a po części organizacyjna. W ten sposób przejmuje się kontrolę nad całymi tzw. środowiskami patriotycznymi i nie tylko patriotycznymi – nad wszystkimi.

Żydzi zawsze wykorzystywali zdobycze techniki do komunikowania się i przekazywania informacji, umożliwiających podejmowanie właściwych decyzji. Kiedyś Prus w jednej ze swoich nowel, w Placówce czy Anielce, opisał jak wykorzystywali do tego celu pociągi towarowe. Umieszczali po jednym z wagonów takiego pociągu list, który docierał do adresata szybciej niż dochodziły na prowincję jakieś gazety, jeśli w ogóle tam trafiały i szybciej niż informacja rozchodziła się z ust do ust. Dziś wykorzystują internet i media społecznościowe, które należą do nich, do tworzenia takich inicjatyw, jak wyżej opisana.

Działają też oni z dużym wyprzedzeniem. Można zapytać: dlaczego dopiero teraz wyszli z taką inicjatywą? Teraz, gdy do Polski napłynęły miliony Ukraińców. Zapewne chcą wybadać jak liczne jest środowisko patriotyczne w Polsce, by podjąć działania adekwatne do stanu faktycznego.

2 czerwca na kanale eMisjaTV został wyemitowany wywiad z właścicielem łódzkiej kamienicy i jednocześnie znajdującego się w niej sklepu. Chodziło o artykuł jaki zamieściła Gazeta Wyborcza w związku z muralem znajdującym się na tej kamienicy. Mural powstał ponad dwa lata temu. Jego intencją była chęć przypomnienia o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu. Gazeta Wyborcza zarzuciła właścicielowi sianie nienawiści pomiędzy narodami polskim i ukraińskim. Dlaczego zrobiła to dopiero po ponad dwóch latach od jego powstania, gdy pojawili się w Polsce Ukraińcy? A czy właściciel kamienicy już dwa lata wcześniej wiedział, że do Polski napłyną „uchodźcy” z Ukrainy? I czy właściciel sklepu i łódzkiej kamienicy może być Polakiem? Może i tak, ale prawdopodobieństwo, że nim jest, jest znikome.

Gdy w połowie lat 80-tych PRL powoli chylił się ku upadkowi, to przeciętny człowiek nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że idą zmiany i to diametralne, że kończy się narodowy socjalizm PRL-u, w którym był tylko jeden naród, jedno państwo i jedna partia, ale Żydzi wiedzieli.

W 1984 roku w czasopiśmie „Nurt” ukazał się artykuł, w którym jego autor Jerzy Tomaszewski oskarżył Armię Krajową o mordowanie ukraińskich cywilów. Wówczas środowisko kombatantów 27. Wołyńskiej Dywizji AK przystąpiło do zbierania relacji świadków na temat wydarzeń z okresu 1943-1944. Efektem zainicjowanych wtedy prac dokumentalnych były publikacje Władysława Siemaszko oraz jego córki Ewy Siemaszko dotyczące zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu.

Gdy Jan Tomasz Gross opublikował swoją książkę Sąsiedzi, to ze strony polskiej pojawiły się głosy, że jest niewiarygodna, bo opiera się na zeznaniach świadków, składanych po wielu latach. W sytuacji, gdy wielu innych świadków już nie żyje, weryfikacja tych zeznań jest niemożliwa. Taki właśnie zarzut sformułował pod adresem pracy Siemaszków Grzegorz Mazur. Zwraca uwagę podobieństwo obu książek. W obu przypadkach oparto się na zeznaniach świadków, ale nie – złożonych bezpośrednio po wydarzeniach, tylko po wielu latach później. I w obu przypadkach książki zostały napisane nie przez historyków zawodowych, tylko przez amatorów. To oczywiście samo w sobie nie jest wadą, ale uwagę zwraca ten sam schemat, co skłania do wniosku, że inspiracja wyszła z tego samego źródła. Tym bardziej zwraca na to uwagę schemat zdziczałych Polaków i bezbronnych Żydów w jednym przypadku i zdziczałych Ukraińców i bezbronnych Polaków – w drugim. I jakby jeszcze brakowało analogii, to nie ma zgody na ekshumację w Jedwabnem i na Wołyniu. A skoro tak, to oznacza to, że jest coś do ukrycia, co podważyłoby obowiązującą w obu przypadkach narrację.

Oczywiście w każdej mistyfikacji musi być ziarno prawdy. Tak jest w przypadku holokaustu. Żydzi ginęli w obozach zagłady, ale nie w takich ilościach, jak wmawia nam żydowska propaganda. Podobnie może być w przypadku rzezi wołyńskiej. Cześć z ofiar to mogła być ludność polska, ale znacznie większą część mogła stanowić ludność rusińska. To, co wiemy, to to, że ludność polska na Wołyniu stanowiła 15% całej zamieszkałej tam ludności. Wiemy też, że akcja mordowania tej ludności rozpoczęła się jednocześnie w 99 miejscowościach i wioskach. Kto tam zamieszkiwał było zapewne wiadome lokalnej administracji. Czy ta dokumentacja dostała się w ręce wycofujących się Niemców, czy może przejęła to nadciągająca Armia Czerwona? Tego nie wiemy i nie dowiemy się, ale z niej moglibyśmy się dowiedzieć prawdy. Wiemy też, że Siemaszkowie nie korzystali z niemieckich i rosyjskich archiwów. Wszystko to jest więc bardzo dziwne i zagadkowe.

Skłócanie narodów to żydowska specjalność, a nie ma do tego lepszego narzędzia, w przypadku Polaków i Ukraińców, niż rzeź wołyńska. A co by się stało, gdyby okazało się, że to nie Polaków tam mordowano? W grudniu 1937 na Wołyniu rozpoczęto akcję przymusowych konwersji lokalnych społeczności na rzymski katolicyzm. W 1938 roku rząd sanacyjny przeprowadził akcję burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Odpowiedzialni za to trzej oficerowie sanacyjni zostali po wojnie oficerami LWP. Kim byli, że spotkało ich takie wyróżnienie?

Kto tak uprawia politykę? Przecież polski rząd nie zachowywałby się w ten sposób. Tego typu działania, to są ewidentnie działania zamierzone na skłócanie i sianie nienawiści pomiędzy narodami polskim i tzw. ukraińskim. Czy i taki jest zamiar tych, którzy tworzą Archipelag Polskości i jednocześnie sprowadzają miliony Ukraińców do Polski?

Cele

Niejednokrotnie podkreślałem w swoich blogach, że wszelkie wojny i konflikty są wywoływane sztucznie i służą tylko interesom jednej nacji. Dowodów bezpośrednich na to nie ma, ale pewne fakty i sposób uprawiania polityki przez mocarstwa może skłaniać do takich wniosków. Na portalu ZeroHedge pojawił się 7 września artykuł What Is America’s Goal For The Ukraine War? Answer: We Don’t Have One – Jaki jest cel Ameryki na wojnie na Ukrainie? Odpowiedź: nie mamy żadnego (https://www.zerohedge.com/geopolitical/what-americas-goal-ukraine-war-answer-we-dont-have-one). Jego autorem jest Daniel Davis. Zastanawia się on w nim, czy Ameryka ma cel lub strategię w wojnie na Ukrainie? Pisze on m.in.:

»W piątek sekretarz skarbu Janet Yellen ogłosiła, że G7 zgodziło się na ustalenie maksymalnej ceny na rosyjską ropę. Celem tych zabiegów jest ustalenie globalnej ceny tuż powyżej kosztu wydobycia, aby Moskwa nie osiągnęła zysku na sprzedaży ropy, ale na tyle wysoką, by nie przestała jej wydobywać. Obecny globalny popyt nie może być zaspokojony bez prawie dziewięciu milionów baryłek ropy dziennie dostarczanych przez Rosję, a gdyby Putin nagle wstrzymał wydobycie, to wynikający z tego szok podażowy mógłby spowodować, że cena ropy wzrosłaby drastycznie.

Celem ograniczenia, jak twierdzi Yellen, byłoby „zadanie poważnego ciosu rosyjskim finansom a także ograniczenie zdolności Rosji do prowadzenia niesprowokowanej wojny na Ukrainie oraz przyspieszenie kryzysu rosyjskiej gospodarki”. Zobaczymy, czy G7 będzie w stanie zrealizować swoje zamiary i opracować oraz wdrożyć ogólnoświatowy system limitów cenowych. Jednak wraz z innymi działaniami sponsorowanymi lub wspieranymi przez rząd Stanów Zjednoczonych, nie jest pewne, do czego tak naprawdę dąży Waszyngton.

7 lutego, około trzy tygodnie przed tym, jak Putin wydał rozkaz inwazji rosyjskiej armii na jej słabszego sąsiada, prezydent Biden zagroził „wprowadzeniem najsurowszych sankcji, jakie kiedykolwiek nałożono”, gdyby Rosja zdecydowała się na atak. Cztery dni później doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan wyjaśnił, że prezydent Biden „wierzy, że sankcje mają na celu odstraszenie. A żeby działały, żeby odstraszyć, muszą być ustawione w taki sposób, że jeśli Putin uderzy, to wtedy je odczuje”.

Jednak po tym, jak Putin nie przestraszył się sankcji, Biden skorygował uzasadnienie, twierdząc, że w rzeczywistości „nikt nie spodziewał się, że sankcje zadziałają”. Zamiast tego, kontynuował, sankcje miały na celu pokazanie zachodniego „rozwiązania”, które z czasem Putin poważnie odczuje. Nawet biorąc pod uwagę to nowe twierdzenie o uzasadnieniu sankcji, nie wyjaśnił, do czego miałoby doprowadzić to „rozwiązanie”.

Do tej pory żaden z czołowych przywódców Ameryki nie sprecyzował, w jaki sposób wsparcie dla Kijowa ma przynieść oczekiwane rezultaty. Nikt nie określił, jak ma wyglądać „osłabiona” Rosja, ani skąd będziemy wiedzieć, kiedy ten cel zostanie osiągnięty, ani nawet, dlaczego osłabienie Rosji jest żywotnym interesem USA, dla którego warto podjąć ogromne ryzyko. To nie są pytania akademickie, to są pytania podstawowe. Oto dlaczego:

Jeszcze przed wybuchem wojny Stany Zjednoczone nie miały wizji stanu końcowego, który chcą osiągnąć. Na przykład, jeśli celem Bidena przed 24 lutego było naprawdę powstrzymanie Rosji od rozpoczęcia wojny, powinno być jasne, ponad wszelką wątpliwość, że sama groźba sankcji nie wystarczy, aby przekonać Putina od powstrzymania się od inwazji.

Waszyngton musiałby być bardzo zaangażowany dyplomatycznie zarówno w Kijowie, jak i w Moskwie, aby wykorzystać całą potęgę USA do znalezienia sposobu do uniknięcia wojny. Nie ma dowodów na to, że USA podjęły jakikolwiek poważny wysiłek dyplomatyczny w celu zapobieżenia wojnie. Bez jasno wyartykułowanego celu nie było niczego, co wskazywałoby różnym działom Administracji, jak osiągnąć pożądany rezultat. Wynik był przewidywalny: niepowodzenie tego typu polityki.

Praktycznie jedynym celem wyrażonym przez któregokolwiek członka zespołu bezpieczeństwa narodowego Bidena od początku wojny było wspomniane wcześniej pragnienie Austina, by zobaczyć Rosję „osłabioną”. Ale jeśli Biały Dom nie wie, jak wygląda osłabiona Rosja, to skąd będzie kiedykolwiek wiedział, czy jego działania przybliżają Amerykę do tego celu? I w tym miejscu dokładnie jesteśmy.

Na Ukrainę już wiele razy wysyłano wielomiliardowe wsparcie, w tym trochę nowoczesnego i przestarzałego sprzętu, ale nie jest to spójne wyposażenie wojskowe, zapewniające ukraińskiemu wojsku skuteczne działanie. Biały Dom wprowadza wiele sankcji przeciwko Rosji, ale nie ma jasnego celu, po co je wprowadza.

Ponieważ nie wiemy, co chcemy osiągnąć, nikt nie może powiedzieć Amerykanom, ile będzie kosztował ten wysiłek, jak długo to potrwa, a nawet jak będzie wyglądał sukces. Jeśli brzmi to znajomo, to powinno tak brzmieć: jest to w zasadzie ta sama bezcelowa, niekompetentna polityka zagraniczna, którą Stany Zjednoczone prowadzą od dziesięcioleci.

  • Toczyliśmy wieloletnią wojnę w Afganistanie, której cele nigdy nie zostały sprecyzowane; nikt u władzy nawet nie określił, jak będzie wyglądał sukces, a zatem nie odniesiono żadnego zwycięstwa;
  • Rozpoczęliśmy wojnę w Iraku w 2003 roku, która prawie zakończyła się w 2011 roku, by powrócić tam ponownie w 2014 roku. Żaden prezydent nie zawracał sobie głowy wyznaczeniem osiągalnego celu wojskowego, ani nawet stwierdzeniem, co Armia ma osiągnąć, aby Amerykanie wiedzieli, kiedy operacja mogłaby się pomyślnie zakończyć. I tak to trwa do dnia dzisiejszego, ani sukcesu, ani zakończenia wojny.
  • Tak samo było w przypadku naszych działań w Syrii, Libii, Somalii, Nigrze i wielu innych miejscach w Afryce: rząd nie sprecyzował żadnych celów wojskowych, których osiągnięcie przyniosłoby korzyść naszemu krajowi i zasygnalizowało zakończenie misji.

Koszty wszystkich tych niepowodzeń dla Stanów Zjednoczonych były ogromne, a teraz tworzymy nową misję bez jasnego celu i bez możliwego do zidentyfikowania stanu końcowego. Wojna rosyjsko-ukraińska trwa już pół roku. Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że za sześć lat nadal będziemy próbować odgadnąć cele administracji, choć ten smutny wniosek jest całkowicie możliwy, ale na tym, że ta wojna może pewnego dnia rozlać się poza granice Ukrainy i wciągnąć nas w konflikt, w którym nigdy nie powinniśmy uczestniczyć i na którym nigdy nie skorzystamy.«

Jak więc widać, autor artykułu wyraźnie daje do zrozumienia, że Ameryka nie ma jasno sprecyzowanego celu w wojnie na Ukrainie. Mało tego! Dodaje, że podobna sytuacja miała miejsce w Afganistanie oraz ma miejsce w obecnie trwających wojnach, m.in. w Syrii. Daniel Davis nie próbuje jednak wyjaśnić, jakie są tego przyczyny i czy rzeczywiście w tych amerykańskich działaniach brak celu. To, że władze nie potrafią czy nie chcą podać prawdziwego celu, nie oznacza, że go nie ma, bo idąc dalej tropem autora, wypadałoby zadać sobie pytanie, czy nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w Wietnamie i jeszcze wcześniej w Korei?

Cel oczywiście jest – i zawsze ten sam. Stany Zjednoczone, jako projekt masoński, od początku powstania służą narodowi wybranemu jako narzędzie do terroryzowania reszty świata, do skłócania narodów, do siania wśród nich nienawiści i do wzajemnego wyniszczania się w wojnach i konfliktach zbrojnych, sprowokowanych przez ten twór. W blogu „Novus ordo” pisałem:

Dalekowzroczni założyciele Stanów Zjednoczonych spojrzeli zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość, zdając sobie sprawę z tego, że ich działania będą miały długotrwałe konsekwencje dla przyszłych pokoleń.

W styczniu 1776 roku Thomas Paine zainspirował Kolonie wizją nowej ery amerykańskiej. W Common Sense napisał: „Sprawa Ameryki jest w dużej mierze sprawą całej ludzkości… To nie jest sprawa dnia, roku czy wieku; potomność jest praktycznie zaangażowana w to wyzwanie i w mniejszym lub większym stopniu odczuje skutki naszego obecnego działania, które będą trwały nawet do końca świata (even to the end of time)”.

Ile trzeba wysiłku, by ten cel ukryć? Wszelkie media są w to zaangażowane, tysiące analityków, ekspertów od geopolityki, historyków, socjologów i kto tam jeszcze – wszyscy oni tłumaczą nam „zawiłości” polityki międzynarodowej. Świat zmierza w kierunku wielobiegunowości, mówią nam, jakby to było czymś nowym. Tak przecież było, gdy Imperium Brytyjskie (jednobiegunowość) chyliło się ku upadkowi. To czas I i II wojny światowej. Później przyszła dwubiegunowość, a po niej znowu jednobiegunowość. A teraz ma wrócić wielobiegunowość. I co z tego? Cały czas na wierzchu ta sama nacja: Alles für Juden.

Afganizacja Ukrainy

Wojna na Ukrainie przedłuża się i nic na to nie wskazuje, by miała się szybko skończyć. O tym świadczy sposób prowadzenia działań i zachowanie obu stron. Wygląda na to, jakby chodziło o to, by zginęło jak najwięcej Ukraińców o patriotycznej i nazistowskiej orientacji. Ciekawą analizę tej wojny prezentuje Pepe Escobar w artykule, który pojawił się na portalu ZeroHedge: Escobar: Ukraine – Somewhere Between Afghanization And Syrianization – Escobar: Ukraina – gdzieś pomiędzy afganizacją a syrianizacją (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-ukraine-somewhere-between-afghanization-and-syrianization). Poniżej jego treść:

»Ukraina jest skończona jako naród – żadna ze stron nie odpuści w tej wojnie. Pytanie tylko, czy będzie to finał w stylu afgańskim czy syryjskim…

Rok po szokującym upokorzeniu Amerykanów w Kabulu – i na progu kolejnego poważnego ataku w Donbasie – istnieją powody, by sądzić, że Moskwa obawia się Waszyngtonu, który zechce zrewanżować się w formie „afganizacji” Ukrainy.

Ponieważ nie widać końca dostaw zachodniej broni i środków finansowych, napływających do Kijowa, należy uznać, że wojna na Ukrainie prawdopodobnie przekształci się w kolejny niekończący się konflikt. Podobnie jak afgański dżihad w latach 80-tych, który wykorzystywał uzbrojonych i finansowanych przez Stany Zjednoczone partyzantów, by wciągnąć Rosję w głąb – sojusznicy Ukrainy wykorzystają te sprawdzone w wojnie metody do prowadzenia długotrwałej batalii, która może rozprzestrzenić się na przygraniczne terytorium Rosji.

Jednak ta amerykańska próba kryptoafganizacji w najlepszym razie przyspieszy to, co rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu określa jako „zadanie” Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW) na Ukrainie, co oznacza, że dla Moskwy najważniejsza jest teraz Odessa.

Nie musiało do tego dojść, ale od niedawnego zamachu na Darię Duginę u bram Moskwy, stało się jasne, że pole bitwy na Ukrainie zaczyna podlegać procesowi „syrianizacji”.

Podobnie jak zagraniczna wojna zastępcza w Syrii w ostatniej dekadzie, linie frontu wokół znaczących ukraińskich miast z grubsza się ustabilizowały. Przegrywając na większych polach bitew, Kijów coraz częściej stosował taktykę terrorystyczną.

Żadna ze stron nie była w stanie całkowicie opanować ogromnego teatru wojennego. Tak więc armia rosyjska zdecydowała się na utrzymanie minimalnych sił na polu walki – w przeciwieństwie do strategii, którą stosowała w Afganistanie w latach 80. XX wieku.

Przypomnijmy kilka faktów z Syrii: Palmyra została wyzwolona w marcu 2016 r., następnie stracona i odzyskana w 2017 r. Aleppo zostało wyzwolone dopiero w grudniu 2016 r. Deir Ezzor we wrześniu 2017 r. Kawałek północnej Hamy w grudniu i styczniu 2018 r. Przedmieścia Damaszku wiosną 2018 roku. Idlib oraz ponad 25 procent terytorium Syrii – wciąż nie są wyzwolone. To wiele mówi o sposobie prowadzenia tej wojny.

Dowództwo rosyjskie nigdy nie podjęło decyzji o przerwaniu dostaw zachodniej broni dostarczanej z różnych stron do Kijowa. Inna sprawa, to metodyczne niszczenie tej broni na terytorium Ukrainy – z dużym powodzeniem. To samo dotyczy rozbijania sieci najemników.

Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że wszelkie negocjacje z tymi, którzy pociągają za sznurki w Waszyngtonie, i dyktują wszelkie warunki marionetkom w Brukseli i Kijowie, są daremne. Walka w Donbasie i poza nim jest prowadzona przez ludzi wyjątkowo zdeterminowanych.

Tak więc wojna będzie trwała, niszcząc to, co zostało z Ukrainy, tak jak zniszczyła większą część Syrii. Różnica polega na tym, że gospodarczo, znacznie bardziej niż w Syrii, to, co zostało z Ukrainy, stanie się ruiną. Tylko terytorium pod kontrolą Rosji zostanie odbudowane, w tym znaczna część ukraińskiej infrastruktury przemysłowej.

To, co pozostało, reszta Ukrainy, i tak już zostało rozkradzione, ponieważ Monsanto, Cargill i Dupont przejęły już 17 milionów hektarów pierwszorzędnej, żyznej ziemi uprawnej, ponad połowę tego, co Ukraina nadal posiada. W praktyce posiadaczami tej ziemi są BlackRock, Blackstone i Vanguard – najważniejsi udziałowcy agrobiznesu, posiadający wszelkie grunty, które naprawdę mają znaczenie na niesuwerennej Ukrainie.

Wybiegając w przyszłość, do końca roku Rosjanie spróbują odciąć Kijów od dostaw broni NATO. Gdy to się stanie, Anglo-Amerykanie w końcu przeniosą marionetkowy reżym do Lwowa. A kijowski terroryzm, prowadzony przez wyznawców Bandery, nadal będzie „nową normalnością” w stolicy.

Podwójna gra Kazachów

Jak na razie, to nie ma wątpliwości, że nie jest to zwykła wojna polegająca na podboju terytoriów. Jest to z pewnością część Wojny o Korytarze Gospodarcze, ponieważ Stany Zjednoczone nie szczędzą wysiłków, by sabotować i niszczyć liczne kanały komunikacyjne w projektach integracyjnych Eurazji, niezależnie od tego, czy są one prowadzone przez Chiny (Inicjatywa Jedwabnego Szlaku), czy przez Rosję (Euroazjatycka Unia Gospodarcza – EUG).

Tak jak wojna zastępcza w Syrii zmieniła sytuację polityczną w Azji Zachodniej (np. Erdogan ocieplający stosunki z Asadem), tak wojna na Ukrainie, jako konflikt lokalny, jest wojną o rekonfigurację obecnego porządku światowego, w którym Europa staje się ofiarą lokalnego konfliktu. W skali globalnej oznacza to powstanie wielobiegunowości.

Wojna zastępcza w Syrii trwa już dekadę i jeszcze się nie skończyła. To samo może się stać z wojną zastępczą na Ukrainie. W obecnej sytuacji Rosja zajęła obszar, który w przybliżeniu odpowiada obszarowi Węgier i Słowacji. To wciąż jest dalekie od wypełnienia „zadania” – i musi trwać, dopóki Rosja nie zajmie całej ziemi aż do Dniepru i Odessy, łącząc ją z separatystyczną Republiką Naddniestrza.

To bardzo pouczające widzieć, jak ważni euroazjatyccy gracze reagują na takie geopolityczne zawirowania, a to prowadzi nas do Kazachstanu i Turcji.

Telegram Rybar (ponad 640 tys. obserwujących) i grupa hakerów Beregini ujawniły w śledztwie, że Kazachstan sprzedawał broń Ukrainie, co oznacza de facto zdradę swoich rosyjskich sojuszników w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Należy również wziąć pod uwagę fakt, że Kazachstan jest także częścią Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) i EUG, dwóch euroazjatyckich ośrodków, dążących do stworzenia wielobiegunowego porządku światowego.

W wyniku skandalu Kazachstan został zmuszony do oficjalnego ogłoszenia wstrzymania eksportu wszelkiej broni do końca 2023 roku. Zaczęło się od ujawnienia przez hakerów, w jaki sposób Technoexport, kazachska firma, sprzedawała Kijowowi, za pośrednictwem jordańskich pośredników, transportery uzbrojone, systemy przeciwpancerne i amunicję na zlecenie Wielkiej Brytanii. Samą transakcję nadzorował brytyjski attaché wojskowy w stolicy Kazachstanu Nur-Sułtanie.

Nur-Sułtan, zgodnie z przewidywaniami, próbował odeprzeć zarzuty, argumentując, że Technoexport nie wnosił o licencje eksportowe. To jednak okazało się nieprawdą. Zespół Rybar odkrył, że Technoexport wykorzystał do tego celu jordańską firmę Blue Water Supplies, ale sprawiedliwości stało się zadość. Wszystkie dokumenty kontraktowe znalazły się w komputerach ukraińskiego wywiadu. Ponadto hakerzy dowiedzieli się o kolejnej umowie z Kazspetsexport, za pośrednictwem bułgarskiego kupca, na sprzedaż kazachskich Su-27, turbin samolotowych i śmigłowców Mi-24. Miały one zostać dostarczone do USA, ale ich ostatecznym celem była Ukraina.

Wisienką na tym środkowoazjatyckim torcie jest to, że Kazachstan również sprzedaje znaczne ilości rosyjskiej, a nie kazachskiej ropy, do Kijowa. Wydaje się więc, że Nur-Sultan, być może nieoficjalnie, w jakiś sposób przyczynia się do „afganizacji” wojny na Ukrainie. Nie potwierdzają tego oczywiście żadne przecieki dyplomatyczne, ale można się założyć, że Putin miał kilka rzeczy do powiedzenia na ten temat prezydentowi Kassymowi-Jomartowi Tokajewowi na ich niedawnym, serdecznym spotkaniu.

Balansowanie Sułtana

Turcja jest o wiele bardziej złożonym przypadkiem. Ankara nie jest członkiem SCO, OUBZ ani EUG. Nadal zabezpiecza swoje interesy, kalkulując, na jakich warunkach dołączyć do integrujących się państw Eurazji, ale nie przeszkadza jej to, by za pomocą kilku sztuczek Moskwa mogła uniknąć konsekwencji zachodnich sankcji i embarga.

Tureckie firmy, praktycznie wszystkie powiązane z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem i jego Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), zarabiają mnóstwo pieniędzy i rozkoszują się swoją nową rolą hurtowni na skrzyżowaniu dróg między Rosją a Zachodem. W Stambule mówią otwarcie, że to, czego Rosja nie może kupić od Niemiec czy Francji, kupuje „od nas”. I faktycznie kilka firm z UE jest w to zamieszanych.

Balansowanie Ankary jest słodkie jak dobra baklawa. Otrzymuje ona wsparcie gospodarcze od bardzo ważnego partnera w samym środku niekończącego się, bardzo poważnego tureckiego kryzysu gospodarczego. Zgadzają się niemal we wszystkim: rosyjski gaz, systemy rakietowe S-400, budowa przez Rosjan elektrowni atomowej, turystyka (Stambuł jest zapchany rosyjskimi turystami), tureckie owoce i warzywa.

Ankara i Moskwa wykorzystują zasady solidnej podręcznikowej geopolityki. Grają w to otwarcie, w świetle reflektorów. To nie znaczy, że są sojusznikami. To tylko pragmatyczny biznes między państwami. I tak przykładowo, stosunki gospodarcze mogą złagodzić napięcia w sferze polityki i odwrotnie.

Oczywiście działające wspólnie państwa Zachodu zupełnie zapomniały, jak działają normalne relacje pomiędzy państwami. To jest żałosne. Turcja jest traktowana przez Zachód jak zdrajca, tak samo jak Chiny.

Oczywiście Erdogan też musi grać pod publiczkę, więc co jakiś czas mówi, że Kijów powinien odzyskać Krym. W końcu jego firmy robią interesy także z Ukrainą – drony Bayraktar i nie tylko. – A potem będzie prozelityzm: Krym jest już teoretycznie gotowy na tureckie wpływy, na którym Ankara może propagować ideę panislamizmu, a przede wszystkim panturkizmu, wykorzystując historyczne relacje między półwyspem a Imperium Osmańskim.

Czy Moskwa się martwi? Nie za bardzo. Jeśli chodzi o te Bayraktary TB2 sprzedane Kijowowi, to będą one nadal bezlitośnie obracane w pył. Żadnych urazów, to tylko interesy.«

Napisałem na wstępie, że jest to ciekawa analiza, bo dostarcza informacji, które wyjaśniają, o co tak naprawdę chodzi w tej wojnie. Ukraińcy są cynicznie wykorzystywani jako mięso armatnie, zmuszani do walki w wojnie, której wynik jest z góry wiadomy, podobnie jak to było z Polakami w kampanii wrześniowej. Ukraina jako państwo już nie istnieje.

Wszystkie najżyźniejsze ziemie należą do firm BlackRock, Blackstone i Vanguard, a więc do firm, które mają nie tylko największe udziały w agrobiznesie, ale w każdym biznesie. Kto jest właścicielem tych firm, tego my nie wiemy, ale nietrudno domyślić się, że Żydzi. Czy jest to zatem wojna o korytarze gospodarcze, jak pisze autor? Jeśli wszystko należy do jednej nacji, to nie ma znaczenia, czy górą jest Ameryka czy Eurazja. Nie ma znaczenia, czy transport odbywa się drogą morską czy lądową, jeśli kanały dystrybucji również kontroluje ta sama nacja.

Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje szkic O kahale (1870) nawróconego rosyjskiego Żyda Brafmanna. Poniżej jego fragment:

„Wszystkie państwa, wszyscy prawie panujący zadłużyli się u żydów po uszy i są od nich zależni. Giełda reguluje te wszystkie długi. Odraczamy terminy ich płatności, udzielamy nowych pożyczek dla rządów, abyśmy coraz silniej trzymali je w swych rękach. Lecz nie tylko sami panujący; musimy uzależnić od siebie: prezydentów rzeczypospolitych, ministeria, parlamenty; wszystko to powinno nam się poddać, powinno ulegać naszej władzy jeszcze bardziej niż dzisiaj, zupełnie absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie. Powinniśmy ująć w swe ręce – rzecz oczywista – wszystko to, co nam się jeszcze wymyka, a więc resztę kapitału, wszystkie koleje żelazne, całą żeglugę, wszystką ziemię, lasy, bogactwa mineralne, resztę fabryk. Musimy kierować dowolnie dochodami skarbów państwowych, budżetami wszystkich krajów, nie wypuszczając ze swych rąk ceł i podatków.”

Widać wyraźnie, że wojna ta jest sztucznie wywołana, tak jak wszystkie poprzednie i obecne. Gdyby cały świat chciał nałożyć sankcje na Rosję i konsekwentnie je utrzymywać, to znacznie osłabiłby Rosję, ale może jeszcze więcej zaszkodziłby sobie. Jest to zbyt wielkie państwo, zbyt wiele bogactw posiada, by z nim walczyć. O tym dobrze wiedzą ci, którzy tym wszystkim kierują. Jednak zbyt wiele państw nie chce sobie szkodzić i ograniczać handel z Rosją, a te, które to robią, to w większości udają, że robią i drogą okrężną nadal z nią handlują. Tylko kraje słabe, wasalne, takie jak Polska, próbują je utrzymać, ale w ten sposób nie szkodzą Rosji tylko sobie. Wszystko wskazuje na to, że takie zadanie wyznaczyli jej wielcy tego świata, bo nikt o zdrowych zmysłach nie szkodzi sobie dobrowolnie.

O co więc w tej wojnie chodzi? W wojnie, w której każda ze stron zachowuje się tak, jakby chciała, by trwała ona jak najdłużej. Widać, że teren jest „oczyszczany”. Z jednej strony mamy wielomilionową emigrację do Polski, z drugiej – świadome wysyłanie żołnierzy ukraińskich na pewną śmierć.

Sytuacja, w której Polska sąsiaduje z państwem upadłym i angażuje się w pomoc finansową i wojskową dla niego, nie wróży niczego dobrego. W praktyce będzie to oznaczać, że i Polska stanie się bankrutem, bo jej zadłużenie przerośnie jakiekolwiek możliwości jego obsługi, nie mówiąc o jego spłacie. Rząd „polski” doskonale zdaje sobie z tego sprawę i świadomie do tego dąży. Nie można też wykluczyć, że działania terrorystyczne przeniosą się na teren Polski, zwłaszcza że taka organizacja (tzw. kamraci) jest również tworzona na jej terenie. Może się więc okazać za jakiś czas, że oba państwa będą przeznaczone do likwidacji. I być może z części jednego i drugiego powstanie nowe państwo, które będzie początkiem odtwarzania tzw. I Rzeczypospolitej.

A tymczasem pojawiają się nowe zagrożenia z powodu napływu tak wielkiej ilości ludzi z państwa, które pod każdym względem jest słabiej rozwinięte. Łódzki sanepid ujawnił informację, że w ostatnim czasie kilkunastokrotnie wzrosła ilość osób zakażonych wirusem HIV. Zapewne podobna sytuacja jest w innych dużych miastach. Pojawiają się również nowe rodzaje przestępstw, nowe sposoby włamań, których w Polsce od dawna nie było. A to dopiero początek.

Za naszą granicą z Ukrainą, która to granica praktycznie nie istnieje, dzieją się rzeczy, które diametralnie zmienią oba państwa. Ci Ukraińcy, którzy tu przyjechali, już stąd nie wyjadą, a to oznacza radykalną zmianę stosunków narodowościowych. Dla Polaków, w dłuższej perspektywie, oznacza to pogorszenie ich statusu w tym państwie, sprowadzenie ich do roli obywateli trzeciej kategorii. Obawiam się jednak, że większość z nich jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, mimo że żydowsko-ukraińskie władze tego państwa wcale nie kryją swoich zamiarów i ich działania są nad wyraz czytelne.

Więzień c.d.

W poniedziałek 29 sierpnia pojawiła się na Interii informacja o zatrzymaniu przez policję Wojciecha Olszańskiego. Pojawiła się ona nie tylko na Interii, ale na wielu głównych portalach informacyjnych. Prawie że była to informacja dnia. W artykule Prorosyjski streamer Wojciech O., pseudonim “Jaszczur”, zatrzymany przez policję (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-prorosyjski-streamer-wojciech-o-pseudonim-jaszczur-zatrzyman,nId,6250998) Interia pisze:

»Policja zatrzymała 62-letniego Wojciecha O., znanego w sieci prorosyjskiego streamera, antysemitę i antyszczepionkowca. Z kolei Sąd Rejonowy w Ostródzie nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie mężczyzny.

O zatrzymaniu Wojciecha O. w “jednym z lokali gastronomicznych” poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Informację tę potwierdziła Polskiej Agencji Prasowej ostródzka policja. Do zatrzymania doszło w niedzielę po południu w okolicach Grunwaldu

LIDER PROROSYJSKICH FASZYSTÓW WOJCIECH OLSZAŃSKI ZATRZYMANY

Uzbrojona jednostka policji zatrzymała Wojciecha Olszańskiego. Lider prorosyjskich faszystów został wyciągnięty z gospody, gdzie naradzał się i prowadził spotkanie liderów bojówek faszystowskich z całego kraju.

Przedstawiono mu zarzut publicznego nawoływania do waśni na tle narodowościowym i znieważenia członków narodu żydowskiego z powodu przynależności narodowościowej – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Elblągu Sławomir Karmowski.

Do takich publicznych wypowiedzi Wojciecha O. miało dojść podczas odbywającego się w miniony weekend na Polach Grunwaldzkich tzw. zlotu Kamractwa. Rzecznik prokuratury przekazał, że podczas przesłuchania podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

Sąd nie uwzględnił wniosku o areszt

Ponieważ jest to dochodzenie, zarzuty przedstawiła policja, a akta sprawy trafiły w poniedziałek do Prokuratury Rejonowej w Ostródzie, która po zapoznaniu się z nimi wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące.

Sąd nie uwzględnił tego wniosku i zastosował wobec Wojciecha O. dozór policji. Postanowienie jest nieprawomocne i prokuratura prawdopodobnie będzie składać zażalenie.

Prorosyjski antysemita

Wojciech O., posługujący się pseudonimami “Jaszczur” i “Aleksander Jabłonowski”, z zawodu jest aktorem. Występował w teatrze i filmach pełnometrażowych m.in. w “Quo Vadis”. 

“Jaszczur” głosi w sieci poparcie dla Rosji Władimira Putina i białoruskiego reżimu Alaksandra Łukaszenki, przekonywał, że pandemia koronawirusa nie istnieje, jest również antyszczepionkowcem, antysemitą, a za największego wroga Polski uważa Stany Zjednoczone.

Miał grozić śmiercią posłom i dziennikarzom

To nie pierwsze kłopoty Wojciecha O. z prawem. Przed bydgoskim sądem odpowiada za grożenie śmiercią posłom i dziennikarzom domagającym się obowiązkowych szczepień przeciw COVID-19. 

Niezależnie O. usłyszał również zarzuty dotyczące napaści, czy publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. 11 listopada 2021 r. uczestniczył w spaleniu Statutu Kaliskiego – przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r.«

Jak wspomniałem na początku, informacja ta pojawiła się w wielu ogólnopolskich serwisach informacyjnych, co skłania do wniosku, że trwa lansowanie Wojciecha Olszańskiego i jego środowiska. Przed spaleniem Statutu kaliskiego prawie nikt o nim nie słyszał, a teraz jego zatrzymanie staje się niemal wydarzeniem dnia. Taka darmowa reklama. Tylko człowiek systemu, udający antysystemowca, może być nią obdarowany.

Interia nazywa Olszańskiego prorosyjskim faszystą i jest on faktycznie prorosyjski, ale jest również wyznawcą idei panslawizmu, a więc idei sprzecznej z ideą narodową, którą propaguje, bo idea narodowa polega na ochronie tożsamości własnego narodu, a więc tego wszystkiego, co go odróżnia od innych narodów. Popularyzuje on również postać Bolesława Piaseckiego, jednego z twórców Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Jest również apologetą PRL-u, co akurat nie dziwi, bo ustrój PRL-u to narodowy socjalizm.

Czy Olszański jest faszystą? Nie! Jest narodowym socjalistą. Faszyzm najkrócej można scharakteryzować tak, jak zrobił to sam Mussolini: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Z kolei nazizm, czyli narodowy socjalizm, odwołuje się do narodu i wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego. Tak więc w faszyzmie mamy do czynienia z kultem państwa, w nazizmie – z kultem narodu. I to właśnie z tym kultem mamy do czynienia w przypadku Olszańskiego.

Adolf Hitler przemawiający podczas wiecu w 1933 roku w Norymberdze; źródło: Wikipedia.

W ostatnią niedzielę sierpnia miał miejsce na Polach Grunwaldzkich parteitag, czyli zjazd partii tzw. kamratów. Jego przebieg można obejrzeć na kanale Centrum Edukacyjne Polska. W swojej symbolice, rekwizytach, organizacji przypomina on te nazistowskie parteitagi z Norymbergi, oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji, ale jest wódz, który przemawia do zgromadzonych na świeżym powietrzu członków partii i jest tak samo ekspresyjny, jak ten, na którym się wzoruje. W końcu jest aktorem i nawet, według mnie, bardzo dobrym aktorem.

Wśród tych kamratów dominuje też wilcza symbolika i wilcze ich zawycia, które imitują wycie wilków. Dziwne, bo to kojarzy się raczej z Ukraińcami i ich zwyczajami. Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje Czesława J. Słobodę (Z korespondencji w filosemickiej „Gazecie Polskiej”. Rok 1919):

„Dodać do tego zespolenie się dusz ukraińskich i żydowskich w nienawiści do Polaków. Żydzi buczaccy, wyrażając swe sympatie Ukraińcom, zbierają 20 milionów w złocie na prowadzenie walki z Polakami. W sokole polskim urządzają syjoniści demonstracyjne mityngi, kończące się okrzykiem Nieder mit den Polen, hoch Ukraina (Precz z Polakami, górą Ukraina). Stowarzyszenia żydowskie kulturalne na kresach wykluczają język polski.”

Olszański jest również radykalnie antysemicki, co może wzbudzać, jak w wielu tego typu przypadkach, podejrzenia co do autentyczności tego antysemityzmu, bo może być zupełnie odwrotnie. We wspomnianej wyżej książce Nowaczyński cytuje też Adama Skierskiego, który w 1919 roku pisał:

»Otóż jest faktem, że żydzi, w krajach „diaspory” wkręcili się do wszystkich organizacji społecznych i politycznych, które mogą dążyć do jakiejkolwiek akcji. Wystarczy powiedzieć, że są nawet żydzi… antysemici! A są nimi po to, aby kontrolować i kanalizować ruch, zasadniczo skierowany przeciwko sobie. Natomiast nieżydzi tj. „goje”, nie są przyjmowani do żadnej organizacji żydowskiej. Kiedy żydzi codziennie zmieniają religię i „nawracają” się na katolicyzm, odwrotny proces jest dla katolika praktycznie niemożliwy.

W rezultacie żydzi posiadają kompletne informacje o wszystkich organizacjach nie-żydowskich, ale goje wiedzą o organizacjach żydowskich to tylko, co żydzi sami chcą podać do ich wiadomości. Łatwo jest zrozumieć skutki takiego stanu rzeczy w polityce. Wszelka akcja polityczna, aby mieć szanse powodzenia, musi się opierać na głębokiej znajomości wszystkich czynników politycznych, działających na danym terenie. Otóż, niestety, mało spotyka się polityków w społeczeństwach nie-żydowskich, którzy zdają sobie sprawę z tego, że w ciągu XIX wieku żydzi, dzięki swej emancypacji, stali się poważnym czynnikiem politycznym we wszystkich krajach „diaspory” i są dziś prawdziwym „Mocarstwem Anonimowym”. A jednak prawie zawsze nie są brani w rachubę, jako czynnik polityczny. Nic więc dziwnego, że rachuby te często swych autorów zawodzą!«

Olszański, pomimo że tworzy organizację paramilitarną z ciągotkami do terroryzmu, chce stworzyć partię polityczną i wziąć udział w wyborach. Chce zdobyć władzę na drodze demokratycznej, tak samo jak Hitler. Ja chciałbym tylko przypomnieć, że NSDAP w wyborach nigdy nie przekroczyła 37%. To był jej najlepszy wynik. Jeśli więc Hitler doszedł do władzy, to na zasadzie gierek ówczesnej elity politycznej Niemiec, która liczyła na to, że będzie on całkowicie uzależnioną od niej marionetką. Stało się jednak inaczej. A może raczej stało się tak, jak to zostało wyreżyserowane. A jaki scenariusz napisano Olszańskiemu? Pewnie za jakiś czas się przekonamy.