Chasydzyzm

W 1982 roku pojawił się w polskich kinach film „Austeria” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Jego akcja rozgrywa się w pierwszym dniu I wojny światowej. Chasydzi z małego galicyjskiego miasteczka, w obawie przed Kozakami, chronią się w przydrożnej karczmie – tytułowej austerii. Z filmu tego nie dowiemy się, czym tak naprawdę był i jest chasydyzm, nie mniej jednak uważam, że warto go obejrzeć (cda.pl).

Chasydyzm to, jak pisze Wikipedia, ruch religijny lub pobożnościowy o charakterze mistycznym, powstały w łonie judaizmu. Występował w historii w trzech odmianach:

  • chasydyzm antyczny lub starożytny, który powstał w IV wieku p.n.e. jako reakcja pobożnej części społeczności żydowskiej na proces hellenizacji, czyli uleganiu wpływom kultury greckiej.
  • chasydyzm niemiecki, zwany tez aszkenazyjskim; wywodził się z południowych Niemiec i rozkwitał na przełomie XII i XIII wieku.
  • chasydyzm polski – powszechnie i potocznie zwany chasydyzmem; najszerzej znana odmiana, m.in. dlatego, że istnieje do dziś. Powstał w XVIII wieku.

Każda z tych odmian jest oddzielnie opisana i każdy zainteresowany może poznać szczegóły. Jednakże nie znajdzie się tam, podobnie jak w poniższej definicji tego, co najważniejsze i co stanowiło, a może i nadal stanowi o istocie chasydyzmu.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1963 tak charakteryzuje chasydyzm:

„Chasydyzm [hebr. ‘prawy, sprawiedliwy, bogobojny’], żydowski ruch religijno-mistyczny, powstały w latach 30-tych XVIII wieku na Podolu. Twórcą chasydyzmu był Baalszemtow, który wkrótce pozyskał liczne rzesze zwolenników wśród Żydów na ziemiach polskich, Ukrainie, Białorusi, w Rumunii i na Węgrzech. Źródła chasydyzmu sięgają XVII wieku, okresu powstań kozackich i obcych najazdów, w czasie których miały miejsce masowe prześladowania ludności żydowskiej na Ukrainie. Skłoniło to masy żydowskie do szukania ucieczki w wierze, co prowadziło w 2 połowie XVII i 1 połowie XVIII wieku do wyłonienia się wielu sekt (sabataizm, frankiści). Tłem społecznym chasydyzmu była niechęć mas żydowskich do oligarchii kahalnej, do bogaczy i uczonych talmudystów. Szerzeniu się idei wolnomyślnych wśród Żydów sprzyjały próby reformy stosunków społeczno-politycznych kraju, które dotknęły również problematyki żydowskiej. Rozwiązanie sejmów ziemskich żydowskich 1764 (waad) zlikwidowało ekonomiczną i religijną supremację plutokracji kahalnej nad biedotą żydowską. Ideologia chasydyzmu oparła się na tradycyjnym, talmudycznym judaizmie oraz na kabale. Adoracja Boga w chasydyzmie oparta była na uproszczonym rytuale, połączonym ze śpiewem i tańcem (często graniczącym z ekstazą). Filozoficzną podstawę chasydyzmu stanowił chabad. Centralną rolę w chasydyzmie odgrywał cadyk. Przeciwko chasydom występowali mithnagdim [hebr. ‘przeciwnicy’], zwolennicy tradycyjnych form religijnych. W XIX i XX wieku chasydyzm był ostoją ciemnoty i zacofania wśród Żydów, zwalczał wszelkie ich postępowe i emancypacyjne ruchy społeczne. Niemal zupełny zanik chasydyzmu nastąpił w czasie II wojny światowej wraz z wymordowaniem przez hitlerowców wielu milionów Żydów. Nieliczne grupy zwolenników chasydyzmu przebywają obecnie m.in. w Izraelu i USA.

Chabad [inicjały hebr. wyrazów: hokhmā ‘mądrość’, bînā ‘rozsądek’, dēa ‘wiedza, poznanie’], teoretyczny system poglądów religijnych odłamu chasydyzmu rozprzestrzenionego na Litwie; wysuwa na czoło poznanie, neguje rolę cadyka i elementy ekstazy w religijnej praktyce chasydyzmu.”

W tym opisie brak tego, czym naprawdę był chasydyzm, ale w tym wypadku chodziło mi o to, by pokazać jak w PRL-u opisywano ten ruch. Jakże różna jest PRL-owska jego interpretacja i postrzeganie od tej Jeske-Choińskiego i Rolickiego.

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce pisze:

»Kabalistyka żydowska gasła powoli, jako odrębna sekta, ustępując w Polsce miejsca nowej sekcie, zwanej chasydyzmem. Stworzyło ją dwóch rabinów, Izrael Beszt z Międzyborza (1698-1759r.) i Beir z Międzyrzecza (1700-1772 r.). Obaj byli wyznawcami księgi Zohar i Kabały, uchodzący za cudotwórców (cadyków). Tym cudotwórcom przyszło na myśl osłodzić życie byłym talmudystom. Więc zdjęli z nich jarzmo wszelkich ascetycznych ćwiczeń i pozwolili im „podnosić ducha” wesołym życiem z dobrym humorem. Nic dziwnego, że się ta reforma spodobała Żydom, terroryzowanym przez Talmud. Przeszedłszy do sekty, zwanej chasydim, żyli sobie wesoło, często rozwiąźle, szczęśliwi, że można być chasydem (pobożnym), a hulać co się zmieści. Ten pomysł cadyków zebrał ogromną gromadę chasydów, istniejących dotąd w Polsce. Niezwykły „pietyzm” żydowski wieku XVII i XVIII rozlał się z Polski szeroko, bo na Węgry, Rosję i kraje naddunajskie.

Głównym patronem tej dziwacznej sekty był Izrael Beszt. Dowiadujemy się od Hilarego Nussbauma („Szkice historyczne z życia Żydów w Warszawie”), że wmówił w swoich zwolenników, iż „przy pomocy hałaśliwego odprawiania modlitwy, wysilania się w natężonych ruchach, kiwania i wstrząsania całym ciałem, zdolny jest przenikać w nieskończoność. Dusza jego wtedy ulatuje w świetlane sfery, wznosi się w niebiosa, widzi oblicze Boga, wchodzi w rozmowę z aniołami i jest w stanie za ich pośrednictwem, łaskę Bożą, szczęście, a głównie odwrócenie grożącego niebezpieczeństwa uprosić. Zalecał też swoim owieczkom naśladować go w krzykliwym modleniu się, utrzymując, że modlitwa to rodzaj małżeńskiego związku między człowiekiem a majestatem Boskim i dlatego wymaga fizycznego bodźca, cielesnego wstrząśnięcia, co krzykiem, ruchem, kiwaniem się i gestykulacją najłatwiej się osiąga.

Dalej głosił, że „tylko przy wesołym usposobieniu, jak skakanie, śpiewanie, klaskanie itd. odprawiane modlitwy zagrzewają duszę i ciało, wzniecają płomień modlitwy i mogą niechybnie łaski oblubienicy niebieskiej uzyskać”.

Zabawna ta, krzykliwa, skakająca, kiwająca się, wstrząsająca całym ciałem przy modlitwie, a hulająca poza modlitwą sekta…

Z tej dziwacznej reformy wykwitła dla cadyków cala góra złota. Bowiem nie wolno się zbliżać chasydowi do cadyka bez datku, stosownie do jego możności. Bogaty musi za audiencję u cudotwórcy płacić słono.

Chorzy i nieszczęśliwi chasydzi spieszą po zdrowie albo uspokojenie duszy do nieomylnego, według nich, cadyka i błagają go o wstawiennictwo przed tronem Boga.

Cadyk radzi, obiecuje i zgarnia mamonę, potrzebną mu do utrzymania licznego dworu, którym się otacza, niby panujący książę. W białych jedwabnych sukniach chodzi i w sobolach. Swoją mądrość cudotwórczą podtrzymuje i odświeża bezustannym odczytywaniem Zohara.

Najzaciętszym wrogiem chasydów był rabin wileński, Eliasz (1780-1797 r.), mąż energiczny i nieugięty. Wypędził on chasydów z Wilna a księgi ich kazał spalić (w roku 1772). Gdy jeden z przewodników nowej sekty, Jakub Józef Kohen, mowy swe wydrukował (w r. 1780), wyklął go razem z innymi rabinami.

W chwili, kiedy chrześcijaństwo nie znało już prześladowań religijnych, wojowały ze sobą dwa stronnictwa żydowskie (w Polsce) z namiętnością nieubłaganych wrogów. Wielu chasydów powędrowało wówczas na Sybir z łaski rabinów, którzy się za pomocą donosu pozbywali niemiłych im przeciwników. Niejeden chasyd poszedł na Daleki Wschód jako – przestępca polityczny, choć nie wiedział nawet, co to sprawa polityczna.

Ta nienawiść prawowiernych talmudystów nie złamała jednak oporu chasydów. Chasydzi zostali chasydami, nie zrzekłszy się narodowości i religii żydowskiej.«

Żeby jednak zrozumieć istotę chasydyzmu wypada zacząć od początku, od chasydyzmu antycznego. Już w bardzo zamierzchłych czasach, w okresie zetknięcia się Żydów z Asyrią (VIII w. p.n.e.) i Babilonią (VI w. p.n.e.) pojawia się tajne „stowarzyszenie pobożnych” (chassidim). Bez nich reformy Ezdrasza i Nehemiasza nie doszłyby do skutku. To oni, w krytycznym momencie, sprowadzają z Babilonii Nehemiasza. Dzięki nim dochodzi do odbudowy Jerozolimy po jej zburzeniu w 586 r. p.n.e. przez babilońskiego władcę Nabuchonodozora. Gdy około 200 r. p.n.e. Judea dostaje się pod panowanie Syrii, „pobożni” organizują partyzantkę przeciwko jej wojskom. Wprawdzie zostaje ona rozbita, ale stowarzyszenie pobożnych działa dalej. Na czele ruchu staje Matatiasz, pochodzący z rodu Machabeuszów (Hasmoneuszów) i rozpoczyna wojnę podjazdową. Z ukrycia napada na wojska syryjskie.

W tym właśnie czasie niewidzialna ręka rozpowszechnia wśród Żydów dwie księgi o charakterze mesjanistycznym: Księgę Estery i Księgę Daniela. Ta ostatnia wyszła od „pobożnych” i prorokuje upadek państwa syryjskiego i przejście władzy do „narodu świętych”, któremu złożą hołd wszyscy królowie świata. Co ciekawe, to właśnie Księga Daniela stała się w XVI wieku inspiracją dla ruchów komunistyczno-rewolucyjnych.

W rodzie hasmonejskim władza świecka połączyła się z duchową. Jednak ponad nimi była jeszcze trzecia. W czasie powstań Machabeuszów (167-160 p.n.e.) pojawia się „wysoka rada” złożona z „mędrców”. Jest ona zewnętrzną emanacją „stowarzyszenia pobożnych”, a właściwie ich kierowników. Rada ta to „Sanhedryn”. W jego obrębie ścierają się dwa ortodoksyjne kierunki : Saduceusze i Faryzeusze. Saduceusze byli wierni Zakonowi, ale byli zwolennikami asymilacji. Faryzeusze, należący do „pobożnych”, wprost przeciwnie, wierni reformom Ezdrasza i Nehemiasza, odgrodzili Żydów od innych narodów, wpoili im nienawiść do innowierców. Najskrajniejszy odłam „pobożnych” usunął się z życia politycznego i stworzył związek Esseńczyków.

„Najpierwsze gminy wytworzyły się na wschodzie, ekonomicznie najdalej rozwiniętym, a zwłaszcza wśród żydów, wśród których już około r. 100 przed Chr. Napotykamy tajny związek komunistyczny – związek Esseńczyków.” – Karol Kautsky, Historia komunizmu w starożytności i średniowieczu. Był to więc pierwszy zalążek ruchu komunistycznego, który utworzyli najbardziej zagorzali ze „stowarzyszenia pobożnych” (chassidim).

Po powstaniach Machabeuszów, około 140 roku p.n.e., udało się Żydom opanować Jerozolimę. Szymon Hasmonejczyk otrzymuje godność duchowego arcykapłana i wodza narodu (nassi). Panowanie książąt hasmonejskich to rozkwit ekonomiczny żydostwa. W Palestynie następuje „odgrodzenie”, ale na zewnątrz, poza jej granicami, wprost przeciwnie, żydostwo promieniuje. Aleksandria staje się głównym ośrodkiem jego skupienia. Mieszka w niej około miliona Żydów i gromadzą się w dwóch dzielnicach. Trudnią się głównie zamorskim handlem zbożem. Docierają do Rzymu i tworzą tam liczną kolonię kupców i bankierów.

Królowie egipscy nadają Żydom równouprawnienie obywatelskie i samorząd. Ich zwierzchnikiem jest etnarcha. W jego ręku skupia się władza administracyjna i sądownicza. To pierwszy przypadek autonomicznego żydowskiego sądownictwa w krajach rozproszenia. Później, w wiekach średnich, staje się to ich zasadniczy przywilej.

W Palestynie Zakon rozwija się. Dzięki Faryzeuszom poszerza się istniejące poza Torą, przekazywane ustnie, tradycyjne prawo tzw. Halacha – poprzedniczka Talmudu. Obok niej ma miejsce wykład Agady, która ma charakter mesjanistyczno-polityczny. Z niej wywodzi się kabała żydowska. A więc: Halacha – Talmud, Agada – kabała żydowska.

Wydawało się, że wszystko szło w jak najlepszym kierunku, żydostwo kwitło, aż tu nagle na granicach Judei pojawia się Rzym. Zburzenie przez Rzymian świątyni w Jerozolimie w 70 roku oznacza koniec państwa żydowskiego.

W imperium rzymskim „pobożni” wywoływali zamieszki i powstania. Ich skrajne ugrupowanie tzw. zeloci doprowadzili do masakry Greków i Rzymian w Cyrenajce, Egipcie i na Cyprze. Powstanie Bar-Kochby (132-135 n.e.) w Palestynie też było ich dziełem. W Izraelu „pobożni” zawsze byli nosicielami „mesjańskich marzeń”. W stosunku do nieżydów byli odłamem najbardziej skrajnym, bezwzględnym i rewolucyjnym. Po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa członkowie zelotów schronili się na Półwyspie Arabskim. I to oni kierowali narodzinami islamu. W wyniku upadku Rzymu tworzy się pewna pustka. Zanim powstanie nowy porządek mija trochę czasu. W żydostwie też dokonują się różne zmiany. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela, wydanej w1932 roku, pisze:

»W wiekach średnich spoidło, jakie stanowił związek „pobożnych”, zastąpiły więzy Talmudu. Kabała obejmowała tylko szczupłe koła. Dopiero kabała praktyczna Lurii występuje już jako więź obejmująca szerokie koła żydostwa. Z początku kabała praktyczna nie walczy z Talmudem, nie usiłuje go zastąpić. Dopiero Sabbataj Cwi, ogłaszając się mesjaszem w Turcji, uderzył we wszechpotęgę Talmudu. Pod koniec XVII w. istnieją niejako dwie odrębne organizacje pospólstwa żydowskiego na wschodzie Europy: talmudyści i kabaliści praktyczni. Obie przenikają się wzajem i są sobie niechętne. Stan ten w imię mesjańskich planów żydowskich nie mógł trwać długo. Kierownictwo Izraela musiało widzieć jasno, że Talmud, dobry w średniowieczu dla odgrodzenia żydostwa, teraz w okresie bardziej bojowym, gdy żydostwo szło do ofensywy, stracił swą wartość organizacyjną. Przyszłość leżała z jednej strony w organizacjach pozornej asymilacji na zachodzie Europy, a więc w wejściu do lóż wolnomularskich, z drugiej strony zaś na wschodzie Europy, gdzie żydostwo, skupione gęsto, mogło występować bez maski, w organizacjach kabały praktycznej, a więc w praktykach kabalistycznych, przyspieszających nastanie ery mesjańskiej i wiążących adeptów w ścisłe związki ofensywne w stosunku do nieżydów. Na zachodzie Europy organizacje talmudyczne padają pod ciosami Mendelssohna, na wschodzie pod naporem Izraela z Międzyborza.

Zarówno Mendelssohn, jak Izrael z Międzyborza zwalczani są przez oficjalne władze żydowskie, lecz mimo to odnoszą zwycięstwo. W ten sposób triumfują przecież i twórcy nowych rytów w wolnomularstwie. I tu i tam – starodawnym obyczajem Izraela – rewolucji dokonują z góry jacyś „nieznani przełożeni”. Aby ułatwić sobie zadanie na wschodzie, nawiązuje się do tradycji historyczno-rewolucyjnych tajnego związku „pobożnych” (chasydów). Organizacja, stworzona przez Izraela z Międzyborza, zwie się nowochasydzką; z biegiem czasu w XIX w. zanikł ten dodatek, wskazujący na coś nowopowstałego; na wschodzie Europy działa już po prostu organizacja chasydów, czyli starożytny związek „pobożnych”. Od odnowienia chasydyzmu liczą żydzi nowy okres w swych dziejach.

Organizacja chasydzka pomyślana została jako tajny związek wielostopniowy i zbudowany hierarchicznie o zakrytych celach. Wiemy już od Maimona, ze kabała posiadała dwa misteria. Małe misterium, to były filozoficzne sekrety, zagmatwane i ciemne, zaś wielkie misteria – to były tajemnice polityczne. Na szczycie hierarchii organizacyjnej chasydów ukryto te tajemnice polityczne w ten sposób, by pozostały niedosięgłe nawet dla bezpośrednich wykonawców. W ten iście judejski sposób zapewniono sobie sprawność organizacji, tak samo zresztą, jak w wolnomularstwie.

„Droga jest ciężka. Łańcuch ludów i pokoleń. Jeden pomaga drugiemu. Baalszem, twórca chasydyzmu, mówił o tym właśnie w pewnym porównaniu, jak nam opowiada Martin Buber: oto ludzie stali pod bardzo wysokim drzewem. Jeden z tych ludzi miał oczy, aby mógł widzieć. I widział: na szczycie drzewa stał ptak, wspaniały w swej nieziemskiej piękności. Inni nie widzieli tego ptaka. I tego człowieka ogarnęło tęskne pragnienie dojść do tego ptaka i wziąć go; nie mógł odejść bez tego ptaka. Ale wobec wysokości drzewa nie mógł ptaka dosięgnąć, a drabiny nie można było znaleźć. Jednak w tęsknocie potężnej znalazł dla duszy swej radę. Wziął ludzi, którzy stali wokół niego i postawił jednego na drugim każdego na ramionach jego towarzysza. Sam zaś stanął na najwyższym, tak że doszedł do ptaka i wziął go. A ludzie, choć temu jednemu pomagali, nie wiedzieli nic o ptaku i nie widzieli go. On zaś, który wiedział o ptaku i widział go, nie mógłby bez nich do niego dojść. Gdyby jednak najniższy z nich opuścił swoje miejsce, musiałby najwyższy upaść na ziemię. Zaś swiątynia mesjasza zwana jest w księdze Zohar gniazdem ptasim.” – Heinrich Kohn, Die politische des Judentums.

„Stowarzyszenie pobożnych miało cel mniej więcej taki, jaki zakon iluminatów w Bawarii i posługiwało się nader podobnymi środkami”. – Salomon Maimon, Autobiografia.

Słowa te pisze Maimon w Niemczech, w kilka lat po ujawnieniu archiwum iluminatów przez rząd bawarski, oraz w chwili uwięzienia Ludwika XVI przez szalejącą już rewolucję. A więc chasydyzm i iluminaci wytknęli sobie ten sam cel i środki: mówiliśmy już wyżej, że celem tym u iluminatów było zniszczenie religii chrześcijańskiej, władzy świeckiej i prawa własności, środkiem zaś miała być rewolucja światowa. Chasydzi – jak już nadmieniłem – pokrewni byli esseńczykom, a więc komunistycznemu odłamowi starożytnego stowarzyszenia „pobożnych”. Tamci byli raczej teoretykami, ci jednak uzdolnieni do czynu przez kabałę praktyczną – stali się już czynnym elementem rewolucyjnym – mogli sobie postawić cel taki, jak zakon iluminatów bawarskich i realizować go podobnymi środkami. Z talmudystami chasydzi uporali się już w pierwszych latach XIX w. i odnieśli stanowcze zwycięstwo. Później przeciwnikami ich na terenie ziem polskich byli żydzi postępowi, którzy przez jakiś czas „mieli w ręku” kahały większych miast. Przed rokiem 1863 kahałem warszawskim rządzili już oryginalna spółka: chasydów, czyli ortodoksów z żydami asymilatorami (tzw. żydami – Polakami). Obecnie chasydyzm opanował już w całości pospólstwo żydowskie na wschodzie Europy, a za pośrednictwem mas dostał się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Owładnął wszędzie kahałami i masy żydowskie dzisiaj kierowane są przez owych „mądrych”, mających takie cele, jak zakon iluminatów w Bawarii i posługujących się podobnymi środkami.

Stowarzyszeniu „pobożnych” w pokłony uderzył nawet syjonizm. Oto w syjonistycznej księdze zbiorowej pisze Marcin Buber:

„W XVI stuleciu nie Józef Karo, lecz Izaak Luria, a w XVIII stuleciu nie gaon wileński, lecz Baalszem rzeczywiście umocnili i odgraniczyli żydostwo.”

A więc nie kabała, lecz kabała praktyczna, czyli rozległa organizacja kabalistyczna, nie trzymanie pospólstwa za kark Talmudem, lecz uzdolnienie go do ataku na nieżydów za pomocą „stowarzyszenia pobożnych”; będzie ono powodować tłumami nie drogą postrachu jak talmudyści, lecz przez ich „odurzenie i oćmienie”, przez zahipnotyzowanie przez cadyków, przez stawianie im na wzór owych „dobrych”, zaś w gruncie rzeczy „słabych”.

Od Talmudu do chasydyzmu – to droga od obrony do ofensywy, od odgrodzenia Zakonu do uderzenia w system chrześcijańskiego świata w drodze rewolucji. Oto tak niewinni na pozór dzisiejsi żydowscy ortodoksi.«

To tyle z tych długich cytatów. Książka Jeske-Choińskiego ukazała się w 1920 roku, a Rolickiego w 1932 roku. Dawno temu. Może to wszystko już nieaktualne. A może nie! Kiedy dziś patrzymy na te pielgrzymki chasydów do Leżajska, Lelowa i innych miejscowości, w których kiedyś żyli ci cadycy, to możemy odnieść wrażenie, że chodzi tylko o religię, mistycyzm, a jak jeszcze zobaczy się, jak dużo przy tym piją, tańczą i modlą się, to pomyślimy sobie, że to tacy nieszkodliwi Żydzi. Tak ich się u nas przedstawia. Może i tak, ale nie wszyscy! Filozoficzną podstawą chasydyzmu jest chabad. Na stronie Chabad-Lubavitsch (chabad.org) możemy przeczytać:

„Chabad-Lubavitch is a philosophy, a movement, and an organization. It is considered to be the most dynamic force in Jewish life today.”

Znaczy to, że elita chasydyzmu jest nadal, tak jak w starożytności, najbardziej dynamiczną, czyli dążącą do zmian, siłą żydostwa. Na portalu wPrawo.pl czytamy:

„Chabad Lubawicz deklaruję chęć stworzenia „nowego Izraela”. Miejsce owego tworu ich zdaniem zostało podyktowane przez historię. To dawne tereny Rzeczpospolitej, dziś Polski i Ukrainy. W Dniepropietrowsku już wybudowano gigantyczną siedzibę Chabad Lubawicz zwaną Centrum Kulturalnym Menora. To tam ma się znajdować stolica „nowego Izraela”. W obliczu ponad 70 lat ludobójstwa, które wojska izraelskie przeprowadzają na ludności palestyńskiej, w który zaangażowani są politycy Stanów Zjednoczonych, koncepcja rezygnacji (choćby częściowej) z państwa okupacyjnego na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego wydaje się być bardzo wygodna dla USA, co może wyjaśniać nagłe przejście Trumpa do żydowskich kabalistów i uwiarygodnienia w ten sposób ich religijno-historycznej koncepcji geopolitycznej.”

Tu już nie ma wątpliwości, że chasydzi z Chabad Lubawicz nawiązują bezpośrednio do swoich starożytnych korzeni. Więcej tu: https://wprawo.pl/j-miedlar-trump-przeszedl-na-judaizm-i-stworzy-nowy-izrael-zydowski-publicysta-zginal-po-wyjawieniu-tej-informacji.

Kabała

W tym naszym współczesnym świecie, w którym dzieją się dziwne i niezrozumiałe dla zwykłego człowieka rzeczy, pisanie o kabale może wydać się zupełnie nie na miejscu. A co ona ma wspólnego z rzeczywistością? – mógłby ktoś zapytać. Kabalistą był Reuchlin – główna postać reformacji. Nie mogli się bez niej obejść różokrzyżowcy i masoni. I dziś chyba też nie możemy. Koronawirus COVID-19, jak niektórzy uważają, ma ukrytą symbolikę, której wyjaśnienie można znaleźć tu: https://ewinia-nowyekran-pl.neon24.pl/post/153735,5g-a-koronawirus-operacja-wojskowa. A premier przeznaczył na tarczę antykryzysową 212 miliardów złotych. Dlaczego akurat 212, a nie 200 czy 220? Czy taki układ cyfr i symetria coś znaczą? A może liczba 12 ma ukryte znaczenie. Czy ma to być jakiś przekaz? A jeśli tak, to do kogo?

Czymże jest więc ta kabała? W Wikipedii mamy bardzo obszerny jej opis, którego przebrnięcie może spowodować mętlik w głowie i dlatego wybrałem tylko fragment:

»Kabała (hebr. ‏„otrzymywanie, przyjmowanie”) – duchowa mistyczno-filozoficzna szkoła judaizmu. Do jej podstawowych źródeł zaliczają się: Tora, Zohar. Ec Haim, Talmud dziesięciu sefirot, Sefer Jecira, Bahir, a także inne dzieła Ari (rabina Icchaka Luria Aszkenazi, znanego także pod imieniem Arizal) oraz Baal Sulama (Jehuda Leib Ha-Lewi Aszlaga).

Przyjmuje się, że kabała jest to mistyczno-folzoficzna nauka pochodzenia izraelickiego. Według Kabały świat materialny oraz światy duchowe, które znajdują się nad nim, zostały stworzone przez Stwórcę w celu sprawienia maksymalnej radości i zadowolenia stworzeniom, co w kabale określa się terminem „zamysł stworzenia”. Jednak cel nie może być osiągnięty bez udziału stworzeń (dusz ludzi), które inkarnują się w materialnym świecie, dopóki poprzez odmianę swojej natury nie staną się godne całej tej błogości, którą Stwórca pragnie im dać zgodnie z „zamysłem stworzenia”. Dzięki nauce kabały człowiek poznaje, w jaki sposób został stworzony świat, jakie prawa nim rządzą, kim jest człowiek i w jaki sposób powinien odmienić swoją naturę, aby stać się podobnym do Stwórcy (według powiedzianego „Stworzył człowieka na swoje podobieństwo”) i osiągnąć połączenie z Nim. Stan ten w kabale nazywa się Końcowe naprawienie „Gmar Tikun” (hebr.), a jego osiągnięcie jest celem studiów.

Mędrcy kabały określają, że w odróżnieniu od innych kierunków duchowych i religijnych kabała jest nauką praktyczną. Człowiek studiujący kabałę powinien realnie poznać, nie umysłowo i teoretycznie, a w praktyce, za pomocą swoich zmysłów, wszelkie światy duchowe oraz prawa w nich obowiązujące. Kabała otwiera ukryte przesłanie Tory, którą rozpatruje jako wskazówki w jaki sposób osiągnąć Końcowe naprawienie. Z punktu widzenia kabały przyczyną wszystkich problemów ludzkości ogólnie i każdego indywiduum z osobna jest niezgodność z prawami wszechświata.«

Kabała jest więc właściwym odczytaniem Tory, czyli pierwszych pięciu ksiąg Biblii. Jeśli ktoś jest w stanie tego dokonać, to połączy się ze Stwórcą.

Z kolei Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1965, pisze tak:

»Kabała [hebr. quabbālā ‘tradycja’], mistyczno-apologetyczna nauka w judaizmie; w epoce talmudycznej (do V w.) termin „k” oznaczał normy prawa mozaistycznego (mojżeszowego – przyp. mój), przekazane przez ustną tradycję, oraz ich interpretację; w żydowskiej filozofii średniowiecznej k. rozwinęła się (XII w.) w system teozoficzno-filozoficzny, oparty na neoplatońskiej teorii emanacji, jako reakcja przeciwko racjonalistycznej filozofii Majmonidesa; do rozwoju k. przyczyniły się w dużej mierze prace Nachmanidesa. W XIII w. ukazało się podstawowe dzieło kabalistów – tajemna księga Zohar, napisana po aramejsku, która zawierała systematyczny wykład k. teoretycznej. W XIII-XIV w. Zohar rozpowszechnił się w pd. Francji, we Włoszech, w Hiszpanii, skąd przeniknął również do Palestyny. Kabała zajmowała się metafizycznymi rozważaniami na temat istoty Boga i jego działania oraz kwestią powstania świata i stworzeń. Kabaliści uważali, że prawdziwy i istotny sens Biblii znajduje się w jej podtekście; wierzyli w magiczną siłę świętych liter tekstu biblijnego, a szczególnie w możliwość oddziaływania na zjawiska zachodzące w przyrodzie i społeczeństwie za pomocą kombinacji liter imienia boskiego. Wychodząc z założeń tej teorii I. Luria rozwinął tzw. k. praktyczną, obejmującą system magii i egzorcyzmów.

Zawarte w k. elementy magii i symbolizmu przyczyniły się z czasem do zwulgaryzowania pojęcia k. ; mianem „kabalistyka” zaczęto oznaczać pewne rodzaje spirytyzmu i okultyzmu; potocznie k. – wróżenie z kart, wróżba.«

W opisie z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej dochodzi dodatkowe wyjaśnienie: wiara w magiczną siłę świętych liter tekstu biblijnego. Natomiast w Słowniku Wyrazów Obcych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002 mamy taką definicję kabały:

Kabała 1. wróżenie z kart, z ręki, z liczb, znaków itp.; wróżba. 2. pot. trudne położenie, kłopoty, tarapaty. 3. rel. zbiór doktryn rozwiniętych w judaizmie średniowiecznym, zajmujących się metafizycznymi rozważaniami na temat istoty Boga oraz kwestią powstania świata i stworzeń, uznających hierarchię istot pośrednich między Bogiem a stworzeniem i wędrówkę dusz ku Bogu. (fr. cabale, przez jidysz z hebr. quabbālāh ‘tradycja ustna’ [w przeciwieństwie do ksiąg świętych, Biblii]).

Jak widać jest to dosyć skomplikowane, ale nawet samo słowo „kabała” jest różnie tłumaczone. Wikipedia tłumaczy to jako „otrzymywanie, przyjmowanie”, Wielka Encyklopedia Powszechna – jako „tradycja”, Słownik Wyrazów Obcych – jako „tradycja ustna”. Definicja słownikowa informuje nas o tym, że stworzenia uznają hierarchię istot pośrednich pomiędzy nimi a Bogiem, o czym nie informowała Wikipedia i Encyklopedia.

Jednym z głównych bohaterów powieści Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie jest kabalista don Pedro de Uzeda, którego prawdziwe nazwisko to Sadok Ben Mamun. Opowiada on swoją historię, w której wyjaśnia, czym jest kabała:

„Gdy zacząłem szesnasty rok, ojciec postanowił nas przypuścić do tajemnic kabały Sefirot. Naprzód dał nam do rąk Sefer Zohar, czyli tak zwaną Jasną Księgę, z której nic nie można zrozumieć, tak dalece jasność dzieła ślepi umysł patrzących. Następnie zagłębialiśmy się nad Sifra Dizeniutą, czyli Tajemniczą Księgą, w której najzrozumialszy okres może wybornie ujść za zagadkę. Na koniec przystąpiliśmy do do Idra Rabba i Idra Zutta, to jest do Wielkiego i Małego Sanhedrynu. Są to rozmowy, w których rabbi Szymon, syn Jochaja, autor dwóch poprzednich dzieł, zniżając styl do potocznej rozmowy, udaje, że naucza swych przyjaciół najprostszych rzeczy, tymczasem zaś odsłania im najbardziej zadziwiające tajemnice, a raczej wszystkie te objawienia pochodzą prosto od proroka Eliasza, który po kryjomu opuścił niebieskie krainy i był obecny wśród rozmawiających pod przybranym nazwiskiem rabina Abby.

Być może, że wy wszyscy wyobrażacie sobie, jakobyście nabyli prawdziwego pojęcia o tych boskich księgach z tłumaczenia łacińskiego, wydanego wraz z oryginałem chaldejskim w roku 1684 w małym miasteczku niemieckim, zwanym Frankfurt, ale śmiejemy się z zarozumiałości tych, którzy sądzą, że dość zwyczajnego wzroku ludzkiego, aby móc czytać w tych księgach. Wystarcza to zapewne w niektórych językach teraźniejszych, ale w hebrajskim każda litera jest liczbą, każdy wyraz przemądrą kombinacją, każde zdanie straszliwą formułą, która, gdy ją kto potrafi wymówić z potrzebnym przydechem i akcentami, z łatwością może poruszać góry i osuszać rzeki.

Wiecie dobrze, że Adonaj słowem stworzył świat i następnie sam zamienił się w słowo. Słowo wprawia w ruch powietrze i umysł, działa na zmysły i dusze zarazem. Chociaż nie jesteście wtajemniczeni, zdołacie jednak z tego wywnioskować, że słowo jest koniecznym pośrednikiem między materią a wszelkim umysłem.”

Tekst powieści jest opatrzony wyjaśnieniami użytych w nim terminów, nazw itp., bez których zrozumienie jej byłoby trudne, więc i ja muszę je zamieścić:

Sefirot – w kabale określenie dziesięciu elementów, tworzących jedność bóstwa: Świetlisty krąg, Mądrość i Inteligencja; Wdzięk, Siła i Uroda; Zwycięstwo, Chwała i Fundament; Królestwo. Ich interpretacji poświęcona jest m.in. Sefer Sohar.

Sefer Sohar – „Księga blasku”, biblia kabalistów, napisana po aramejsku w XIII w. przez Mojżesza z Leonu na podstawie różnych przekazów starożytnych. Mojżesz z Leonu zmistyfikował autorstwo, przypisując je żyjącemu w II w. n.e. rabinowi Ben Jochai, który napisał m.in. do dziś nie odnaleziony komentarz do Pięcioksięgu: Sefer Sohar.

Sifra Dizeniuta – „Księga tajemna”, stanowi część Sefer Sohar.

Idra Rabba (hebr.) – Wielka Sala.

Idra Zutta (hebr.) – Mała Sala.

sanhedryn (hebr.) – 1) sąd, trybunał. W starożytnej Jerozolimie najwyższy sąd żydowski, zwany sanhedrynem, funkcjonował w dwóch kompletach: jako wielki, złożony z 71 członków – dla spraw świeckich, oraz jako mały, w składzie 23 członków – dla spraw religijnych. 2) nazwa jednego z traktatów Talmudu, który mówi o wymiarze sprawiedliwości i o postępowaniu sądowym. W jednej z ksiąg komentarzy do Talmudu zawarte są uwagi o Sanhedrynie w formie dysputy.

Eliasz – postać biblijna (IX w. p.n.e.). Tradycja żydowska podaje, że pojawi się on na ziemi po raz wtóry, zgodnie ze słowami Biblii: „Oto ja poślę wam Eliasza proroka, pierwej niźli przyjdzie dzień Pański…” (MI 4, 5). Eliasz jest bohaterem wielu legend żydowskich.

Abba Areka (175-247) – rabin, komentator Biblii.

z tłumaczenia łacińskiego – głównym źródłem, z którego uczeni europejscy czerpali swe wiadomości o kabalistyce, było dzieło, które napisał Christian Knorr von Rosenroth (1636-1689), pt. Kabbala denudata, t. I, Sulzbach, 1677-78, t. II, Frankfurt n/M, 1684.

osuszać rzeki – w kabalistyce znaczną role odgrywało przekonanie, że każde słowo Biblii, każda litera i znak zawierają w sobie niezgłębione tajemnice, że ich pojmowanie dosłowne jest tylko szatą zewnętrzną i że ten, kto potrafi z nich wyczytać znaczenie wewnętrzne, może dokonywać cudów, zmieniać bieg przyrody itd.

Adonaj (hebr.) – Bóg.

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce też wspomina o kabale:

»Około r. 1200 przypomniał sobie ślepy rabi Izaak z dwoma uczniami, Asrielem i Ezdraszem, mistyczną naukę persko-macedońską, uprawianą już przez Żydów w niewoli babilońskiej. W Talmudzie, głównie w księgach Zohar, spotyka się ową naukę mistyczną, opracowaną podobno w jakiejś jaskini przez Symona-ben-Johaja. Naukę tę nazwano „Kabałą” (Kaballą), albo „masora” (podaniem).

Pierwsi kabaliści żydowscy zajmowali się tylko Bogiem i stworzeniem świata. Dopiero następcy ich dopełnili Kabałę egzegezami, moralnością, filozofią, tworząc w ten sposób mistyczną filozofię religijną.

Według Kabały unosi się Bóg ponad wszystko, ponad byt i myśl (En-Sof). Objawia się On za pomocą tryskających z Niego promieni w formie dziesięciu „Sefirów”, którym Kabała nadaje poszczególne imiona, stosownie do ich cnót. Posługując się blaskiem Sefirów, może się Bóg objawić śmiertelnikom. Sefirowie zaś mogą się przemienić w żywych, znakomitych, cnotliwych ludzi, np. w żydowskich patriarchów i proroków. Dusze powinny być w świecie duchowym przygotowane, bo mają zejść na ziemię a wejść w ciała ludzkie, aby w tych ciałach mogły odbyć próbę cnoty. Gdyby nie złożyły egzaminu cnoty, muszą wchodzić powtórnie w inne ciała. Dopiero wtedy, gdy wszystkie do wędrówki po ziemi przygotowane dusze urodzą się po ziemsku, może się ukazać dusza Mesjasza i przywrócić wolność wszystkim, ciałem spętanym duszom.

Kabaliści wierzyli w swoją moc cudotwórczą, ich wybitni przedstawiciele (Mojżesz z Kordowy i Izaak Luria) wmawiali w siebie, iż mogą wywierać na każdego człowieka wszelkie wrażenia z pomocą tajemniczych nazwisk boskich albo znaków, postu, gorliwej modlitwy i mogą stać się niewidzialnymi i jasnowidzącymi.

Kabalistów poprał, czego nikt się nie spodziewał, dowódca hiszpańskich Żydów-ortodoksów, Nachmani, wyzyskujący sztukę czarnoksięską do swoich celów osobistych. Za jego przykładem poszło mnóstwo ortodoksów i nieortodoksów żydowskich i stworzyło silną sektę kabalistyczną.

Szeroką falą rozlał się kabalizm po całej Europie, zacząwszy od Hiszpanii, Francji i Niemiec. A nie tylko sami Żydzi uczepili się Kabały, lecz także chrześcijanie. Bawili się nią różnego rodzaju uczeni, badali ją: magicy, alchemicy, astrologowie, czarnoksiężnicy itp., którzy pragnęli koniecznie odkryć tajemnicę świata. Oprócz uczonych zajmowali się Kabałą przebiegli szarlatani, dorabiający się „głęboką mądrością” i „nieomylnymi” wróżbami znacznych majątków. Mundus vult decipi, ergo decipiatur… (Świat chce być oszukiwanym, niech więc będzie oszukiwany – przyp. mój).

Kabała stworzyła także kilku „Mesjaszów”, potrzebnych Żydom. Już około r. 1280 odgrywał Żyd hiszpański (z Saragossy), Abraham ben Samuel Abulafia (1210-1291) rolę Mesjasza, proroka i cudotwórcy. Drugim głośnym „Mesjaszem” był Sabbataj Cwi (1626-1676).

Wiadomość o „prawdziwym” (?) Mesjaszu dotarła także do Żydów polskich. Powitali ją radośnie, któryś bowiem z ich proroków wyznaczył rok 1648, jako termin ukazania się „prawdziwego” Mesjasza. Mesjasz, nasz Mesjasz! – radowali się. – Przyszedł nareszcie i zrobi nas panami całego świata.

Tak ta przepowiednia przewróciła polskim Judaitom głowę, iż stracili ją zupełnie. Licząc na owe panowanie nad całym światem, obchodzili się z ubogimi „gojami”, jak z wytartymi szmatami. Działo się to głównie na Siczy i Wołyniu, a działo się tak niemądrze, iż wywołało wojnę kozacką. Wiadomo, że jakiś Żyd, Zachariasz Sabilenko, wydarł z rąk Chmielnickiego żonę i majątek, co potwierdza Nussbaum w swoich „Żydach w Polsce”. Obrażony i ciężko rozgoryczony Chmielnicki rzucił się nasamprzód z furią na Żydów.

„Prawdziwy Mesjasz” nie ocalił swoich zwolenników, których było dużo w Polsce. Sam wpadł w pułapkę. Przybył do niego z Polski znakomity kabalista, Nehemia, i przypatrzywszy mu się z bliska i uważnie, wywąchał w nim kuglarstwo i oszukaństwo.«

Kabalistyka żydowska, jako odrębna sekta, powoli gasła, ustępując w Polsce miejsca nowej sekcie, zwanej chasydyzmem. Stworzyło ją dwóch rabinów, Izrael Beszt z Międzyborza (1698-1759) i Beir z Międzyrzecza (1700-1772). Obaj byli wyznawcami księgi Zohar i Kabały i uchodzili za cudotwórców (cadyków). Jednak na chasydyzm przyjdzie pora w innym miejscu.

Duży wpływ miała kabała na działalność różokrzyżowców. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela tak pisze:

„Różokrzyżowcy, pominąwszy ich legendy historyczne, przenoszące ich narodziny w głębokie średniowiecze i nawiązujące do jakiegoś kabalisty Rosenkreutza, wywodzą się z dwóch dzieł, przypisywanych niejakiemu Andrea: „Fama Fraternitatis” (Wieść o braterstwie) i „Confessio Fraternitatis” (Wyznanie braterstwa).

W tajnej wiedzy złotokrzyżowców i różokrzyżowców odegrała alchemia niewątpliwie rolę doniosłą, lecz jądro jej stanowią myśli kabalistyczne, które co najmniej już w czasie odrodzenia zdobyły sobie w misteriach Europy prawo obywatelstwa – stanowią jądro nawet w dosłownym znaczeniu wyrazu, albowiem trudno jest do niego dotrzeć, tj. stwierdzić, jak dalece „kabalistyka” właściwa zakonowi pokrywa się z kabałą pierwotną albo z jej chrześcijańskim wykładem przez mistyków odrodzenia. Różokrzyżowcy, mimo że podnosili z naciskiem swą chrześcijańską pobożność, pragnęli niezaprzeczalnie zatrzeć swój związek z kabałą pierwotną; nazwiska Reuchlina nie znajdujemy w żadnym z ich pism. Marsilio Ficino, Pico de Mirandola i Agrippa z Nettesheimu wspominani są rzadko; jeżeli bezpośredniej zależności różokrzyżowców od tamtych nie da się dokumentami udowodnić, to można wykazać zależność pośrednią; mistycy bowiem, na których zakon powołuje się najchętniej i których uważa za swoich, sławią bez lęku Reuchlina, jako największego mędrca kabalistycznego.”

W innym miejscu o masonach pisze tak:

»Rytuały masońskie przesiąknięte są duchem żydowskim. Symbole i przedmioty obrzędowe czerpane są w dużej mierze ze Starego testamentu, albo nawet z kabały. Zależnie od rytu nasilenie judaizacji bywa większe lub mniejsze, w niektórych rytach dochodzi do zażydzenia zupełnego. Tajemnice filozoficzne wolnomularstwa – to tajemnice kabały i magii.

Świątynia Salomona, odbudowa tej świątyni, drabina Jakubowa, Jehowa – oto najczęstsze symbole rytów wolnomularskich.

Już „Fama” różokrzyżowców mówi o drabinie Jakubowej. W rytach szkockich XVIII w. odbywało się „poszukiwanie zaginionego słowa”. Jest to dosłownie to samo, co odbywa się wśród kabalistów żydowskich. Trzeba bowiem wiedzieć, że język hebrajski w zasadzie nie posiada samogłosek, wobec czego znajomość imienia Boskiego wymaga wtajemniczenia. Było ono znane tylko najwyżej wtajemniczonym. Gdy po powstaniu Bar-Kochby Rzymianie stracili cały Sanhedryn z ostatnim Sanhedrystą ben Akibą „zasypane zostały źródła mądrości” i zaginęła tradycja wymawiania Boskiego imienia. Wiadomo tylko, że składa się z trzech spółgłosek J. H. W. Odtąd żydostwo szuka „zagubionego słowa” i szczególnie kabaliści usiłują znaleźć klucz do tej tajemnicy. Wolnomularstwo także i tutaj za wzorem żydowskim poszukuje „zagubionego słowa”. W symbolice masonerii szkockiej tak to wyglądało w XVIII w. według opisu ks. Barruela:

Stopień („Wybranego”) ma dwie części; jedna stosuje się do zemsty Adonirama, który zwie się tutaj Hiramem; druga jest szukaniem słowa, albo raczej świętej nauki, którą ono wyraża, a która została zagubiona. Tak samo i ryt Swedenborga poszukuje „zagubionego słowa”. W stopniach różokrzyżowcowych masonerii szkockiej usiłowano przy pomocy tajemniczej, magicznej figury tzw. pentaculum również odnaleźć zagubione słowo.

Po poszukiwaniu na wyższych stopniach wtajemniczenia okazywało się, że owo słowo zgubione – to Jehowa. Już zresztą owa „Fama Fraternitatis”, od której wywodzą się różokrzyżowcy, kończyła się okrzykiem: „sub umbra alarum tuarum Jehowa!” („pod twymi skrzydłami, Jehowa!”).

Wielki budowniczy, czyli Wyższa Istota wolnomularstwa, to Bóg monoteistycznie pojęty, jak w nauce Izraela, a na domiar wyobrażany panteistycznie i materialistycznie, jak u Spinozy. Prowadzi to pojęcie wprost do „religii naturalnej” wieku tzw. oświecenia, wyłączającej dogmaty katolicyzmu, a w szczególności dogmat Trójcy. W niektórych rytach masońskich, najbardziej judaizujących, zachowała się wiara w Trójcę, lecz pojętą kabalistycznie, jako emanacja Najwyższej Istoty. Ta Trójca kabały dawała rytom masońskim, a także i żydom-kabalistom możność oszukiwania władz kościelnych i świeckich w państwach chrześcijańskich.

Zwolennik Sabbataja Cewi, Nehemia Chija Chajon, z początkiem XVIII w. w Wenecji ogłosił drukiem książeczkę, w której podaje trójcę jako dogmat judaizmu, co prawda nie Trójcę chrześcijańską, lecz sabbatiańską. Tego samego oszustwa dopuścił się później w Polsce Frank podczas pamiętnych dysput.

Tak samo postępują i masońscy wyznawcy Trójcy Św. Swedenborg głosi wiarę w Trójcę, lecz Chrystus jest sam Bogiem Ojcem i Synem Bożym i Duchem Świętym zależnie od tego, czy ujawnia się przez stworzenie, czy odkupienie, czy też uświęcenie.

A teraz według martynistów:

Wykaz trzech potężnych właściwości, wrodzonych Stworzycielowi, daje nam równocześnie ideę niezrozumiałej tajemnicy Trójcy: 1) Myśl dana Ojcu; 2) Słowo lub Zamiar, przypisane Synowi; 3) Działanie, przypisywane Duchowi. Skoro Wola następuje po Myśli, zaś Czyn jest wynikiem Myśli I Woli, to Słowo pochodzi od Myśli zaś Działanie pochodzi od Myśli i Słowa.

Oto znowu emanacyjne pojęcie Trójcy, przejęte z kabały. W ogóle można powiedzieć w ślad za pisarzem katolickim, że „okultyści, gnostycy, kabaliści, martyniści, różokrzyżowcy podają sobie ręce. Studiując głębiej te systemy, odkryto by zapewne, że pochodzą z tego samego źródła pierwotnego, z kabały, zaś żydostwo jest ich wspólnym inspiratorem”. – Ks. Emmanuel Barbier, Les infiltrations maçonniques dans l’Eglise.

I to ostrzeżenie ma niezmierną doniosłość, skoro ci najbardziej wtajemniczeni masoni usiłują kabałę podsunąć Kościołowi i sieją zamęt, jak dziś teozofowie i tzw. biali, czyli chrześcijańscy magicy, pragnąc Kościół połączyć z wtajemniczeniem kabalistycznym. Typowym przedstawicielem tego kierunku był w drugiej połowie XIX w. Eliphas Lévi, którego książki magiczne po dziś dzień mają wielki popyt w niektórych kołach, nawet w Polsce.

Eliphas Lévi (ks. Ludwik Constant) , autor wielu dzieł okultystycznych, zmarły w 1875 r. był także przyjęty do zakonu różokrzyżowców; został przez nich zganiony za wydanie tych dzieł, w których ogłosił publicznie o wiele więcej z zakresu tajnej nauki niż należało sobie życzyć.

Ten oto niedyskretny magik „chrześcijański” takim wezwaniem kończy jeden ze swych rozdziałów:

“Powiedzmy teraz, że papiestwo albo musi zginąć, albo spełnić wiernie ten program. Spełni go, jeżeli dogmat, zanurzony ponownie w swym źródle, zostanie rozjaśniony blaskiem kabały. Żydzi, ojcowie nasi, ten naród pracowników i męczenników, oto dom Izraela, który wyczekuje swej godziny; książki okultystyczne, zawierające prawdziwą wiedzę, czekają również na godzinę narodów. Izrael na zbawi, on, którego ukrzyżowaliśmy tak, jak on ukrzyżował naszego Zbawiciela.”

Ten magik i różokrzyżowiec, zganiony za niedyskrecję, nie tai przed nami związku, zachodzącego między kabałą, magią a wolnomularstwem. W imieniu wtajemniczonych w kabałę i magię oświadcza niedwuznacznie. „Uważamy tajemnicę wysokiej masonerii za naszą własną”. I z tej wysokości czyni nam w innej książce zwierzenie, rzucające blask światła na całą istotę wolnomularstwa:

„Związki wolnomularskie utworzyły się więc i przejęły tradycję zatraconą przez żydów i zakazaną przez chrześcijan, albowiem nawet nazwa i właściwości wolnomularstwa odnoszą się do odbudowy świątyni, do tego powszechnego marzenia kabały.”«

Masoneria przesiąknięta jest żydostwem i całkowicie na jego usługach. Zapewne mało kto wie, że Wielki Wschód to cześć Świątyni Jerozolimskiej, zwana Miejscem Najświętszym.

Podsumowując, można powiedzieć, że na początku była kabała żydowska tj. pierwotna. Z niej wywiódł Izaak Luria kabałę praktyczną obejmującą system magii i egzorcyzmów. W renesansie pojawia się kabała chrześcijańska, która była chrześcijańskim wykładem kabały pierwotnej. Jej wybitnymi przedstawicielami byli m.in. Pico de Mirandola, Johann Reuchlin, Christian Knorr von Rosentoth. Kabała hermetyczna jest podstawą filozofii tajnych związków, różokrzyżowców. Zapożyczyła z kabały żydowskiej, astrologii, alchemii, religii pogańskich. czerpała z Egiptu i tradycji grecko-rzymskich. Sama nazwa wywodzi się od bóstwa zwanego Hermes Trismegistos (Hermes Po Trzykroć Wielki). To “synkretyczne bóstwo hellenistyczne powstałe z połączenia cech greckiego boga Hermesa i egipskiego Thota, inspirowane również mistycznymi prądami judaizmu i magią żydowską oraz być może wierzeniami perskimi, często identyfikowane również z biblijnym patriarchą Henochem oraz Serapisem i Hermanubisem“. – Wikipedia.

Kabała jest takim samym żydowskim wynalazkiem jak giełda i wolny rynek. Z niej wywodzi się astrologia, alchemia, wróżenie z kart, z ręki, z liczb, posługiwanie się symbolami, nadawanie ukrytego znaczenia cyfrom, liczbom, wyrazom. Wykorzystywali ją różni wróżbici, prorocy itp. I obecnie chyba nie jest inaczej, sądząc po tym, jak popularne są różnego rodzaju horoskopy, wróżbici, jasnowidze. Ci ostatni są w tym trudnym czasie bardzo aktywni. A ja się tylko zastanawiam, czy te 212 miliardów to przypadek, czy może jest w tej liczbie jakiś ukryty przekaz?

Żydzi a upadek Rzymu

Twierdzenie, że powodem upadku Rzymu byli Żydzi byłoby nadużyciem. Przyczyn było wiele a samo zagadnienie jest nader skomplikowane. Ich działalność, po części, z pewnością przyczyniła się do przyspieszenia tego procesu. Jednak w tym opisie najważniejsze są destrukcyjne metody działa Żydów. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że one są niezmienne i do dziś są wykorzystywane. Kontrolując pieniądz i handel ma się wpływ na zachowania rządzących i rządzonych, na giełdę, ceny towarów i usług, słowem – na całą gospodarkę.

Po zburzeniu przez Rzymian Jerozolimy w 70 roku stosunek Żydów do Rzymu stał się jednoznacznie negatywny. Ich nienawiść przybrała tak monstrualne rozmiary, że zatracili poczucie rzeczywistości i za wywoływane przez siebie powstania musieli drogo płacić. To ich jednak nie odstraszało, tym bardziej, że postępujący rozkład imperium zachęcał do tego typu wystąpień.

Aby skutecznie przyczynić się do upadku państwa rzymskiego, musieli działać dwutorowo. Z jednej strony pracowali nad odgrodzeniem żydostwa od reszty świata, z drugiej – wnikali w głąb życia imperium, zacierali różnice pomiędzy sobą a Rzymianami i Grekami tak, by działaniem destrukcyjnym przyspieszyć upadek wroga. W tego typu działalności dobrze sprawdzali się Żydzi-helleniści oraz inni, którzy przenikali na dwory cezarów, wywierając wpływ na politykę, piśmiennictwo, obyczaje i w ten sposób paraliżowali gospodarkę i finanse. W efekcie dochodziło do niezadowolenia mas, które przeradzało się w zorganizowane demonstracje i zamieszki ludowe. To jest schemat działania, który Żydzi wykorzystują do dziś. Jak widać są w tym działaniu konsekwentni. A jakie doświadczenie zdobyli przez te dwa tysiące lat! Któż im się oprze!?

Jednym z takich Żydów wciskających się na dwory cezarów był Józef Flawiusz – historyk rzymski. W czasie powstania żydowskiego za Nerona przybył z Rzymu do Palestyny i objął, jako faryzeusz, z polecenia rządu rewolucyjnego, gubernatorstwo Galilei. Po jej zdobyciu przez Wespazjana, wmawia mu, że zawsze był po stronie Rzymu i wraca doń. Staje się wpływową osobą w otoczeniu cezara. W Rzymie Flawiusz pisze dzieła „O starożytnościach żydowskich”, „Przeciw Apionowi” (Apion to znany przywódca ruchu antysemickiego w Aleksandrii). Pisze też historię powstania żydowskiego.

„Poniewolne wywczasy w pałacu flawiańskich cezarów poświęcił Józef propagandzie na rzecz judaizmu.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

„Flawiusz, ugodowiec, gość cesarski w Rzymie, protektor jeńców żydowskich w stolicy świata, umiał z powodzeniem ukrywać drugą swą skórę: skórę faryzeusza i mesjanisty, wierzącego, że żydzi owładną światem.” – Stanisław Dedio, Żydzi na dworach cesarzy rzymskich.

Flawiusz zjednał dla judaizmu kuzyna cesarzy Tytusa i Domicjana – Flawiusza Klemensa. Jednemu z jego synów udzielił Domicjan tytułu cesarza, pod warunkiem że odziedziczy po nim tron.

„Wieść, że krewny cesarza, bratanek burzyciela świątyni, sprzyja religii żydowskiej, dotarła aż do Palestyny i obudziła w kole nauczycieli Zakonu najpiękniejsze nadzieje.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Z tego powodu sam patriarcha Gamaliel z kilkoma przywódcami Sanhedrynu wybrali się do Rzymu. Ich celem było przyspieszenie wstąpienia na tron syna Klemensa. Spisek jaki wówczas zawiązał się przeciw cesarzowi był po części ich dziełem.

„Absolutyzm i autorytatywność Domicjana wywołały wkrótce zorganizowanie się opozycji antydynastycznej, w skład której weszły różne elementy; arystokracja senatorialna, która nie wybaczyła cesarzowi, że wziął stronę ekskluzywizmu, filozofowie, którzy w jego życiu prywatnym znaleźli dość materiału do krytyki, w końcu żydzi bardzo liczni w Rzymie, którzy nie wybaczyli dynastii flawiańskiej jej roli w wojnie żydowskiej.” – Leon Homo, L’empire romain.

Spisek ten, któremu przewodził patriarcha Gamaliel, nie udał się. Domicjan dowiedział się o wszystkim i kazał stracić Flawiusza Klemensa z całym jego otoczeniem. Stary patriarcha, dobrze ukryty za plecami spiskowców, nie zwrócił na siebie uwagi. Jednak jego plany osadzenia na tronie prozelity żydowskiego spaliły na panewce.

Następca Domicjana, Nerwa, był filosemitą. Ograniczył pobór podatku żydowskiego (fiscus iudaicus) i zakazał uwzględniania denuncjacji przeciw uchylającym się od niego. Kazał wybić medal z drzewem palmowym, co było dla niego symbolem pokoju, a dla Żydów – symbolem mesjańskim walczącej Judei.

Po stłumieniu przez Trajana powstania żydowskiego w Cyrenajce, Egipcie i na Cyprze, cesarz Hadrian znowu sprzyja Żydom. Pozwala odbudować Jerozolimę i bije monety z drzewem palmowym. W nagrodę musi latami tłumić powstanie w Palestynie, które posługuje się symbolem drzewa palmowego, tyle że w jego prawdziwym znaczeniu. Po takiej nauczce Rzymianie nabierają rozumu. Wpływy żydowskie na dworze cesarskim zanikają na okres kilkudziesięciu lat. Odżywają dopiero za czasów głębokiego kryzysu cesarstwa, trwającego niemal całe trzecie stulecie naszej ery.

Było to stulecie, w którym rozkład Rzymu sięgnął dna. W ciągu niecałych stu lat panowało około 20 cesarzy. Do tego dochodzili jeszcze uzurpatorzy, którzy sięgali po władzę w poszczególnych prowincjach imperium. I zdarzało się tak, że było sześciu lub dziewięciu cesarzy jednocześnie. Barbarzyńcy wkraczali ze wszystkich stron, pustoszono najbogatsze prowincje. Temu wszystkiemu towarzyszył głęboki kryzys finansowy i gospodarczy oraz rozkład obyczajów.

Wszystko wskazywało, że to początek końca Imperium, że nie zdoła się ono oprzeć wędrówce ludów. Na ten upadek patrzyli Żydzi z satysfakcją. W barbarzyńskich hordach niszczących cesarstwo widzieli oni ziszczenie się zapowiedzi swych proroków.

„W Gotach, owej pierwszej fali ludów, które zalały państwo rzymskie powodzią zniszczenia, upatrywali żydzi zwiastowanego przez proroka Goga z kraju Magog.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Od początku tego wielkiego kryzysu wzrasta żydowska aktywność. Za poparcie w walce z Pescenniusem Nigrem cesarz Septimus Sewerus przywraca Żydom wszystkie przywileje, jakie stracili po powstaniu Bar-Kochby (132-135 r.). W podziękowaniu za ten filosemityzm wybucha zbrojne powstanie żydowskie, zorganizowane w porozumieniu z największym wrogiem Rzymu, królem partyjskim (perskim) Wologezem. Musiał więc cesarz, jakbyśmy to dziś powiedzieli, prowadzić wojnę na dwa fronty.

W pewnym momencie – w czasie największej anarchii wojskowej, samozwańczych dyktatur – udaje się Żydom pośrednio rządzić cesarstwem:

„Po śmierci surowego Sewera przybrało państwo rzymskie na całą niemal ćwierć wieku, iżby tak rzec syryjski, żydowskiemu pokrewny charakter. Panowały nad Rzymem przebiegłe kobiety syryjskie: Julia Domma (właściwie Marta) małżonka Sewera, a matka cesarza Karakalli (211-217), jej siostra Julia Meza i dwie córki Mezy, Julia Soemia i Julia Mamea. Pochodziły z miasta syryjskiego Emezy, gdzie istniała znaczna gmina żydowska. Znajdowali się też w Emezie poważni prozelici… Te Syryjki, rozkazujące światu rzymskiemu, będąc poniekąd spowinowacone z żydami, podzielały ich pogardę dla wyniosłej rzymszczyzny.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Po zamordowaniu Karakalli legion syryjski narzuca na cesarza Eliagabala (Heliogabala), syna Julii Soemji (218 r.).

„Wariackie wybryki Eliagabala nie pozbawione były jednak pewnej tendencji. Dążył do rozprzężenia ducha rzymskiego.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Następcą Heliogabala był Aleksander Sewer, syn Julii Mamei. Był filosemitą. Nadał Żydom rozległe przywileje i samorządną jurysdykcję kryminalną. W kaplicy pałacu cesarskiego kazał ustawić posąg Abrahama. Jakby tego było mało, to chciał jeszcze zbudować Jehowie świątynię w Rzymie.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela tak opisuje ten czas:

„Ten okres panowania dwóch cesarzy półżydowskich zwalił na Rzym wszystkie klęski. Następuje po nim najczarniejsza anarchia, załamanie się wszelkich spoideł państwowego gmachu. Od śmierci Aleksandra Sewera zaczyna się długotrwały okres zamieszek wojskowych (235-268). Inwazje barbarzyńców ze wszystkich stron; katastrofa gospodarczo-finansowa, a władza centralna co chwila nielegalnie przechodzi z rąk do rąk. I niechybnie byłby nastąpił koniec państwa rzymskiego, gdyby nie energia cesarzy, a właściwie uzurpatorów z dynastii illiryjskiej. Nie byli to ludzie z jednego rodu lecz łączyło ich pochodzenie illiryjskie (dalmatyńskie). Byli to zawodowi wojskowi i wojsko wynosiło ich na tron. Zasługą ich jest uratowanie cesarstwa na dwa wieki jeszcze i to w chwili, gdy położenie wydawało się beznadziejne.

Najwybitniejszy z tych cesarzy – Dioklecjan, którego pałac po dziś dzień możemy podziwiać w jugosłowiańskim Splicie, główną troskę poświęcił umocnieniu państwa. Poprzednicy jego już zdołali oczyścić z barbarzyńców zagarnięte prowincje. Dioklecjan wziął na siebie zadanie jeszcze trudniejsze: nadanie cesarstwu dawnej spoistości.”

Następcą Dioklecjana był Konstantyn. Był on pierwszym cesarzem, który przyjął chrześcijaństwo. W 313 roku wydał edykt tolerancyjny, dotyczący chrześcijan, ale też i Żydów. Następcą Konstantyna był Julian tzw. Apostata. I ten znów skłania się ku Żydom i nawet deklaruje, że odbuduje świątynię jerozolimską. Żydzi poczuli się tak pewnie, że spalili wiele kościołów w Judei i w krajach azjatyckich. Śmierć Juliana rozwiewa żydowskie nadzieje. W Rzymie i Konstantynopolu następuje okres panowania chrześcijaństwa, co jednak nie pogarsza położenia Żydów. Teodozjusz Wielki (379-395) potwierdza w specjalnym edykcie swobody żydowskie. Za jego panowania dokonuje się też ostateczny podział państwa rzymskiego na zachodnio-rzymskie ze stolicą w Rzymie i wschodnio-rzymskie ze stolicą w Konstantynopolu (Bizancjum).

Pierwszy cesarz wschodnio-rzymski – Arkadiusz (395-408) sprzyjał Żydom. Jego wpływowym zausznikiem (doradcą) był Rufin, przekupiony przez Żydów. Jak widać na pieniądze nie ma mocnych. Tak było kiedyś i tak jest teraz. „ Rufin był chciwy na pieniądze, a żydzi zdążyli już poznać czarodziejską moc złota, która miękczy serca kamienne.” – Henryk Graetz, Historia żydów. Dopiero w późniejszym okresie rozwoju państwa wschodnio-rzymskiego stosunek Żydów do chrześcijan zamyka im drogę do władzy.

Cesarz Justynian (527-565) nowelizuje prawo rzymskie. Wprowadza wiele ograniczeń dla Żydów, m.in. zakaz składania świadectwa w procesach przeciw chrześcijanom, bo żydzi są bez czci i wiary, żyją w obrzydzeniu duszy, podobnie jak obrzydliwy jest cały ich majątek. – Taką cenzurkę wystawiło im prawo rzymskie. Czyż można się dziwić, że jest ono przedmiotem ich wielowiekowej nienawiści?

„Oto największa różnica między rzymskim a żydowskim prawem: pierwsze ochrania i dba o to, co jest i nadaje mu majestat porządku prawnego; drugie zna od początku nadzieję na nowy porządek rzeczy.” – Heinrich Kohn Die politische Idee des Judentums.

W tym stwierdzeniu skupia się cała istota konfliktu pomiędzy światem chrześcijańskim a żydowskim. Jest to stosunek ewolucji do rewolucji. Z jednej strony mamy dążenie do obrony porządku prawnego, z drugiej – do rewolucji, nadzieję na nowy porządek. A po co on? Każdy taki nowy porządek, to krok ku realizacji mesjańskich celów Żydów tj. panowania nad światem. Pojawienie się koronawirusa to taki krok. Nie wiemy, jaki będzie ostateczny efekt jego działania, ale już widać, że to, co dzieje się na światowych giełdach, może doprowadzić do jeszcze większej koncentracji kapitału i restrykcji ograniczających ludzką inicjatywę i działalność drobnych firm. A ile będzie zgonów z powodu tego wirusa? Jakie będą działania rządów i jak zareagują na to ludzie? Czy to jest tylko próbny balon, mający na celu sprawdzenie w praktyce tego, co opracowano w laboratoriach i czy wszystko działa zgodnie z symulacjami komputerowymi? Czas pokaże.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w dziedzinie finansów odegrali Żydzi w Rzymie rolę pierwszoplanową. To oni głównie dzierżawili cła i podatki. Nie dziwi więc zatem, że dwa powstania żydowskie (za Hadriana i Antonina) łączą się w czasie z zarządzeniami cesarzy, znoszącymi oddawanie podatków i ceł w dzierżawę.

Wielkie pole do popisu mieli Żydzi na polu emisji pieniądza w okresie jego dewaluacji, trwającej od III wieku, podczas anarchii wojskowej i najazdów. Pieniądz bity w mennicy rzymskiej oraz mennicach prowincjonalnych staje się coraz gorszy i traci na wartości. To sprzyjało spekulacji. Ocalał dokument pochodzący z początku III wieku. Był to dekret małego miasta Mylasa, położonego na południowym wybrzeżu Azji Mniejszej. Można w nim m.in. przeczytać:

„Dobro miasta narażone jest na szwank wskutek zwyrodnienia i zbrodni małej liczby jednostek, które nabywają i ukrywają monetę, aż drobna moneta zniknęła z miasta. Któż kiedykolwiek osiadł w kraju lub mieście, którego mieszkańcy natrafiają na trudności, gdy chcą się zaopatrzyć w przedmioty niezbędne do życia? Otóż my jesteśmy w tym trudnym położeniu, wskutek braku drobnej monety. I z tego samego powodu pobór podatków dla naszych władców bywa opóźniany, a nadto dotknięte są interesy głównej komendy armii. Całe miasto woła o zaradzenie takiemu stanowi rzeczy.”

A w dopisku do dekretu uchwalonego przez Senat miasta, wystawionym przez sam lud na zgromadzeniu, można przeczytać:

„Jeżeli chowa się drobną monetę, to my nie mamy z czego żyć i miasto jest zgubione. Kilku zbrodniarzy wprowadza zmieszanie i ukrywa pieniądze. To jest nie do zniesienia.” – Leon Homo L’empire romain.

Za czasów Aureliana (270-275) w mennicy rzymskiej zostają wykryte nadużycia. Jej kierownik Felicissimus (Immerglück) oraz pracujący w niej robotnicy fałszują pieniądze, zmniejszając zawartość złota o 10%. Cesarz zarządza jej zamknięcie. Było to w 270 roku. W odpowiedzi wybucha w Rzymie bunt zbrojny mincarzy pod wodzą Felicissimusa. Cesarz musi zdobywać mennicę szturmem. Chyba więc nie było w tym Rzymie aż tak źle. Współczesne rządy dobrowolnie oddały prawo emisji pieniądza Żydom, stając się tym samym ich sługami.

W tak chaotycznej i niepewnej sytuacji nie mogło obyć się bez spekulacji towarami i ich cenami. W 301 roku Dioklecjan wydał edykt ustanawiający taryfę cen maksymalnych oraz surowe kary, dla tych, którzy nie stosowali się do nich. Skutkowało to tym, że kupcy chowali artykuły pierwszej potrzeby i groził głód. W miastach dochodziło do rozruchów i zamieszek, które trzeba było tłumić siłą. Żargonowy „Hajnt” z 24 października 1930 roku pisze:

„Jest głupio myśleć, że dopiero w naszych czasach narodziła się żydowska polityka i że nasi przodkowie o takich wysokich sztukach nie mieli pojęcia. Czyż się nie wie, że już w czasach naszych mędrców, którzy kierowali żydowską polityką przeciw okropnemu Rzymowi, jedną z metod walki była demonstracja ludowa, było zawsze wygrywanie różnych sił politycznych w kraju przeciw sobie? Panującego przeciw stanom, kościoła przeciw panującemu itd. Był to niesłychanie powikłany systemat akcji politycznych, o których my dzisiaj nie możemy mieć nawet jasnego pojęcia.”

Rzym upadł. Pewnie nie było jednej przyczyny tego upadku, ale wpływ Żydów na ten proces był znaczący albo przynajmniej wydatnie go przyspieszył. Patrzyli na to z nieukrywaną satysfakcją, ale czyżby nie zdawali sobie sprawy z tego, że wraz z końcem tego imperium skończą się ich wpływy w nim? Dziś jesteśmy świadkami początku nowej epoki – epoki wojny biologicznej, która niszczy tylko ludzi, a może nawet niszczyć ludzi tylko z wybranym kodem genetycznym. Najbardziej „oszczędna” broń – broń biologiczna! Nie niszczy majątku ruchomego i nieruchomego. Można by rzec broń idealna pod względem ekonomicznym. Któż więc coś takiego wymyślił? Wybitny Żyd Benjamin d’Izraeli Beaconsfeld w 1847 roku w powieści „Coningby” napisał:

Nie można natrafić w Europie na żaden wielki kierunek duchowy, w którym żydzi nie odegrali pierwszej roli. Pierwsi Jezuici byli przeważnie przechrztami. Tajemnicza rosyjska dyplomacja, która ciągle szachuje zachodnie państwa, jest zorganizowana przez żydów i przez nich prowadzona. Potężna rewolucja, która się teraz przygotowuje w świecie, rozwija się głównie pod auspicjami żydowskimi, którzy zmonopolizowali dla siebie wszystkie katedry profesorskie.”

A skoro tak, to nie można wykluczyć, że ta nowa epoka, której jesteśmy świadkami, polegająca na wykorzystaniu broni biologicznej, jest pomysłem Żydów w ich szaleńczym dążeniu do panowania nad światem. Czy i tym razem skończy się tak, jak w przypadku Rzymu? Wtedy pogrążyli Rzym i sami na tym stracili, ale ocaleli. Czy tym razem będzie podobnie?

Jeśli epidemia koronawirusa zdziesiątkuje ludzi, to z pewnością będzie to miało wpływ na ceny ziemi i nieruchomości: mniej ludzi a taka sama ilość ziemi i nieruchomości, to spadek ich ceny. Rynki finansowe już się załamują i właściciele wszelkiego rodzaju papierów tracą. Taki krach na giełdach i drastyczny spadek ceny ziemi i nieruchomości, to idealny moment do zakupu. A kto będzie kupował?

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Żydzi – sami o sobie

Żeby zrozumieć istotę żydostwa, to trzeba poznać Żydów. Nie ma lepszego źródła wiedzy o nich niż oni sami. Warto więc czytać to, co pisali, czy to, co piszą o sobie, zwłaszcza gdy robią to wybitni Żydzi. Jednym z nich był Benjamin d’Izraeli Beaconsfield, pierwszy i, jak do tej pory, jedyny premier Wielkiej Brytanii pochodzenia żydowskiego. A pisał w 1847 roku tak:

Nie można natrafić w Europie na żaden wielki kierunek duchowy, w którym żydzi nie odegrali pierwszej roli. Pierwsi Jezuici byli przeważnie przechrztami. Tajemnicza rosyjska dyplomacja, która ciągle szachuje zachodnie państwa, jest zorganizowana przez żydów i przez nich prowadzona. Potężna rewolucja, która się teraz przygotowuje w świecie, rozwija się głównie pod auspicjami żydowskimi, którzy zmonopolizowali dla siebie wszystkie katedry profesorskie.”

Jeśli więc nic nie może obyć się bez Żydów, to i oni wszystkiemu są winni. Taki wniosek można wyciągnąć z tego, co powiedział d’Izraeli. Był wybitnym Żydem, więc pewnie wiedział, co mówi. Już nawet nie ma potrzeby wplątywać w to masonów i cyklistów. Rewolucja, o której mówi, to Wiosna Ludów z 1848 roku.

„Jeśli twierdzę, że Napoleon był pochodzenia żydowskiego, to opieram to twierdzenie swoje na tym, ze wiele rodzin żydów hiszpańskich i włoskich osiadło na Korsyce, gdzie zarazem przyjęli chrześcijaństwo, a wraz z nim i nazwiska rodzin, które ich do chrztu trzymały (tak jak u nas w przypadku frankistów – przyp. mój). Korsyka przy tym zamieszkiwana była przez semitów afrykańskich.”

„Celem Związku Izraelitów jest zbudowanie Nowej Jerozolimy na tronie papieży i panujących czyli doprowadzenie do skutku dwóch pragnień, tj. ustanowienia powszechnej rzeczypospolitej i poddania jej pod panowanie żyda.”

Bój to jest nasz ostatni, krwawy skończy się trud, gdy związek nasz bartni ogarnie ludzki ród – to słowa Międzynarodówki śpiewane podczas zjazdów PZPR (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki.

Z kolei Gustaw Ratzenhofer, austriacki wojskowy i socjolog, w swoim dziele „Socjologia” z 1907 roku pisał:

„Zaznaczyliśmy już przedtem, że związek społeczny, polegający jedynie na wspólności krwi przez pochodzenie, nie może się utrzymać w wypadku rozproszenia i grożącego przez to przemieszania. Z pewnością wyznanie żydowskie posiada potężne środki, aby przez swego narodowego Boga, który prozelitów nie znosi, przez obietnicę przyszłego panowania nad całym światem, przez swój głęboko wkorzeniony rytuał, który wszystko obce wyklucza – utrzymać żydów w chaosie ludów w stanie czystości rasy; wszystkie te jednak środki prędko by zawiodły, gdyby ten związek społeczny nie zapewnił gospodarczej przewagi i gdyby przez to nie został wciągnięty na usługi rasy i związku społecznego cały jego przyrodzony, a przede wszystkim gospodarczy interes. Rasa i wyznanie to środki, gospodarczy rozkwit… to rdzeń żydostwa.

Dla żyda żydostwo nie jest interesem transcendentalnym, lecz tylko kwestią jego egzystencji, korzyści jego i jego potomków. Czas osłabia wyznania innych wiar, żydowskie objawienie o przyszłym panowaniu wybranego narodu nad światem zyskuje tylko na sile i dziś w czasie, gdy całe życie społeczne płynie pod znakiem przemiany, chwila spełnienia zda się nadeszła. Jezus Chrystus był dla żydów naprawdę tym Mesjaszem, którego przyjście prorocy przepowiadali, gdyż nauka jego o przebaczeniu wyrównała im drogę do władzy nad światem. Śmierć jego dla nikogo bardziej nie była owocną, on był im najpomyślniejszym narodowym Herosem. Gdyż nic nie jest tak ważne dla internacjonalnego narodu handlarzy, jak miłość bliźniego, zaparcie się siebie, sumienność – ale to wszystko u innych. Im jest to zbędne. I było to właściwie objawem najistotniejszego instynktu ich rasy, że takiego Mesjasza nie uznali. Gdyby zostali chrześcijanami, dawno by istnieć przestali.”

Werner Sombart, żydowski ekonomista, w artykule „Żydzi i społeczne życie gospodarcze” z 1909 roku pisze:

„Nie potrzebuję już chyba dodawać, że przy tym określeniu pojęcia (jakkolwiek wyłączam z niego wszelkie cechy rasowe) pozostaje żydem nawet ten, kto opuszcza religijną gminę żydowską. Pozostaje żydowskim i jego potomstwo tak daleko, jak sięga działanie wspomnienia historycznego…

Przy ustalaniu rzeczywistego udziału żydów w życiu gospodarczym z konieczności napotykamy fakt, który jest najtrudniejszą w tym względzie przeszkodą, że wielu bardzo żydów ukrywa się pod postacią chrześcijan jedynie dlatego, że albo sami, albo też ich przodkowie kiedyś się wychrzcili…

O żydach portugalsko-hiszpańskiego pochodzenia, zamieszkujących południową Francję w 15 i 16 stuleciu i później, dowiadujemy się np., co następuje: Wykonywali wszystkie obrzędy zewnętrzne religii katolickiej, ich narodziny, śluby, zgony zapisywane były do ksiąg kościoła, który udzielał im sakramentów chrześcijańskich chrztu, małżeństwa i ostatniego namaszczenia. Niektórzy z nich nawet wstąpili do klasztoru i zostali kapłanami…

Nie należy nigdy zapominać, że tego samego dnia, kiedy Kolumb rozwinął żagle, aby odkryć Amerykę (8 sierpnia 1492 r.), około 300.000 żydów, jak mówią, wywędrowało z Hiszpanii do Nawarry, Francji, Portugalii i na Wschód, a w tych latach, kiedy Vasco da Gama odkrywał drogę morską do Indii Wschodnich, zostali żydzi wygnani i z innych części półwyspu Pirenejskiego. Dziwny traf połączył czasowo te dwa równoznaczne w swoim rodzaju zdarzenia: odkrycie nowych części świata i potężną wędrówkę ludności żydowskiej…

W początku osiemnastego stulecia liczba wygnańców dochodzi w samym Amsterdamie do 2400. Już w połowie siedemnastego stulecia moralny ich wpływ jest bardzo znaczny: teoretycy i filozofowie państwowi wskazują na staro-hebrajskie państwo, jako na wzór, według którego powinien się ukształtować ustrój Holandii. Amsterdam z tej epoki, został przez samych żydów nazwany nową, wielką Jerozolimą…

Wiemy, że zarządca generalny holenderskiej kompanii wschodnio-indyjskiej , który jeśli nawet nie był założycielem panowania holenderskiego na Jawie, to na pewno był tym, który panowanie to najbardziej umocnił, nazywał się Cohn (Caen). Przeglądając portrety tych urzędników holenderskiej kompanii wschodnio-indyjskiej, z łatwością możemy się przekonać, że ów Cohn nie był jedynym zarządcą – żydem. Spotykamy żydów również na urzędach dyrektorów kompanii wschodnio-indyjskiej, krótko mówiąc, we wszystkich przedsiębiorstwach kolonialnych…

Zapewniają dalej, że podkład materialny dla ekspedycji Kolumba dany był przez żydów: żydowskie pieniądze umożliwiły Kolumbowi odbycie dwóch pierwszych jego podróży. Pierwszą odbył za pożyczone pieniądze od Ludwika de Santangel, radcy królewskiego. Do Santangela, właściwego protektora ekspedycji Kolumba, adresowane są też pierwszy i drugi list jego; do niego i do skarbnika Aragonii, Gabriela Sanchez, maronity…

Lecz dalej: na okręcie Kolumba znajdowało się kilku żydów i pierwszym Europejczykiem, jaki wstąpił na ziemię amerykańską, był żyd, Ludwik de Torres. Tak wskazują najnowsze dokumenty i badania…

W r. 1655 odebrali Anglicy Hiszpanom Jamajkę; posiadała wówczas zaledwie trzy niewielkie przedsiębiorstwa cukrowe, gdy w r. 1670 było w ruchu 75 młynów, z których niejedne produkowały do 2000 centnarów cukru, a w 1700 roku cukier stał się głównym produktem Jamajki i źródłem jej dobrobytu. Jak znaczny w tym rozwoju był udział żydów, możemy sądzić choćby z tego faktu, że już w 1671 r. kupcy chrześcijańscy podali do rządu petycję, żądającą usunięcia żydów. Skutek tych starań atoli był wprost odwrotny, gdyż rząd starał się osiedlanie żydów wzmocnić jeszcze bardziej…

Doszliśmy w ten sposób do omawiania roli, jaką odegrali żydzi w rozwoju północno-amerykańskiej gospodarki społecznej, czyli mówiąc wyraźniej, przy powstawaniu Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nawet ten kraj otrzymał ostatecznie swe kształty w gospodarczym znaczeniu w głównej mierze dzięki wpływowi żydowskich elementów…

Jeżeli stosunki w Ameryce w dalszym ciągu będą się rozwijały tak, jak w ostatnich trzydziestu latach, jeżeli pozostaną bez zmiany rozmiary emigracji i przyrost różnych narodowości, w tym stosunku, to naszej wyobraźni zupełnie wyraźnie ukazują się Stany Zjednoczone za jakie pięćdziesiąt lat lub sto lat w postaci kraju, zamieszkałego tylko przez Słowian, Negrów i Żydów, w którym rzecz prosta, zagarną sobie żydzi hegemonię gospodarczą…

Żydzi są twórcami większej części papierów wartościowych, które urzeczowiły (jakbym to nazwał) stosunki kredytowe; są ojcami giełdy, założycielami zawodowego wytwarzania papierów wartościowych itp…

Myślę, że to specyficzne żydowskie postępowanie wbrew prawu wyraża się przede wszystkim w tym, iż w wykroczeniach Żydów przeciwko prawom i obyczajom nie mamy do czynienia z odosobnionym zjawiskiem niemoralności pojedynczego grzesznika. Wykroczenia te wypływały raczej z całokształtu moralności kupieckiej, wyznawanej powszechnie przez żydów. Odbijały się w nich zasady handlowe, które ogół kupców żydowskich uznał dla siebie za miarodajne. Wobec powszechnego i systematycznego praktykowania pewnych zwyczajów, musimy dojść do wniosku, że żydzi w takim przeciwnym prawu postępowaniu nie widzieli nic nienormalnego lub zdrożnego. Mieli przeświadczenie, że postępując w ten sposób reprezentują właśnie istotną moralność, prawdziwe prawo wobec bezmyślnych norm prawnych i obyczajowych…

Wszystkie maksymy i praktyki handlowe, za które ganiono żydów, wyrastają zupełnie naturalnie z tej niepohamowanej już etycznie żądzy zysku. Właściwością żydów albo, jak mówili obrońcy starego stanowego systemu gospodarczego, nieprzyzwoitością ich było to, że nie zważali na żadną granicę, jaką pojedynczym gałęziom zawodu i rodzajom przemysłu stawia prawo oraz ustawy. Wiecznie i wszędzie, gdzie tylko rozgospodarowali się żydzi, słychać takie skargi chrześcijańskich kupców i wytwórców: żydzi nie zadowalają się jednym zajęciem, nieustannie chwytają się wszystkich innych fachów i tym sposobem rujnują system cechowy; najchętniej zagarnęliby w swe ręce cały handel i wytwórczość; są nieznośnie zachłanni i ekspansywni. Widzimy więc, że właśnie idee wolnego handlu, wolnej konkurencji, idee ekonomicznego racjonalizmu, czysty duch kapitalistyczny, jednym słowem współczesne poglądy gospodarcze, w utworzeniu których żydzi odegrali wielką, jeżeli nie rozstrzygającą rolę, odniosły ostateczne zwycięstwo. Żydzi nie tylko wytworzyli wszystkie nowe formy ustosunkowań praw handlowych, które cechują kapitalizm, ale i właściwą kapitalistyczną ideologię gospodarczą. Także duch rachunkowości i zawsze trzeźwa, celowa metoda życia pochodzi od nich. Już ich religia jest nimi przesiąknięta. Żydowskie tułactwo i włóczęgostwo, nomadyzm, spokrewnione najmocniej z kapitalizmem, niechętnym każdemu zasiedzeniu, doprowadziły do tego, że żydowski czyli kapitalistyczny duch rozszerzył się po całym świecie. Żydowska religia ma największe znaczenie w utworzeniu nowoczesnego kapitalizmu. W religii żydowskiej są już główne przewodnie idee dzisiejszego kapitalizmu dokładnie sprecyzowane…

W czasach, gdy istnienie żydów stawało się zagrożone, rabini stanowczo radzili im pozornie przyjmować religię narodu dającego im gościnę. I do tej rady stosowano się w szerokim zakresie przez udaną śmierć. Plemię żydowskie próbowało i potrafiło żyć dalej. Działo się to w Hiszpanii. Powstali wtedy tzw. krypto-żydzi, czyli żydzi utajeni. Wyznawali na zewnątrz religię obcą, a wewnątrz zakon Mojżeszowy.

W Granadzie – w XI wieku żył Izrael Ibn Nagrel, który jako rabin Samuel miewał odczyty o Talmudzie, udzielał wyjaśnień w kwestiach religijnych, a jednocześnie, jako wezyr muzułmańskiego króla Habusa, napominał ludność, aby żyła podług przepisów islamu. Co za dziwny taniec ludzi łączących najwyższą wytrwałość z najwyższą giętkością!…

Żydowi w Anglii – udaje się być Anglikiem, we Francji Francuzem. Tam, gdzie chce być Niemcem, Włochem tam gdzie mu z tym lepiej. Jest pra-Madziarem na Węgrzech, irredentystą we Włoszech, antysemitą we Francji…

Na przekór wszelkiej przemocy, żydzi od wieków potrafili się utrzymać. To zadziwiające połączenie uporu i giętkości, które widzimy w żydach współczesnych, stanowi zasadniczy rys ich zachowania się podczas całego biegu historii. Istny skoczek przygięty do ziemi, a po chwili mocno na nogach stojący.”

Żydowski czyli kapitalistyczny duch rozszerzył się po całym świecie – tak pisze żydowski ekonomista. A więc jak to jest? Kapitał nie ma narodowości, jak to niektórzy utrzymują, czy może jednak ma? Z tego, co pisze Sombart, to ma!

Karol Marks w swoim tekście Die Faehigkeit der heutigen Juden und Christen frei zu werden z 1843 roku pisze:

“Jaką jest świecka istota żydostwa? Praktyczne potrzeby i samolubstwo. Co otoczone jest świeckim kultem żyda? Oszustwo. Kto jest jego doczesnym bogiem? – Pieniądz. Więc właśnie. Wyemancypowanie się z oszustwa i z kultu pieniądza, a więc z praktycznego, realnego żydostwa, to jest samo emancypacją naszych czasów. Taka organizacja społeczeństwa, która by warunki przydatne dla oszustwa, a więc możliwości oszustwa usunęła, taka organizacja uniemożliwiłaby też żydostwo. Wtedy jego religijna samowiedza rozwiałaby się w prawdziwym czystym powietrzu życia, jak mdły dym. Z drugiej strony znowu: gdyby żyd zaparł się tej swej praktycznej natury i sam zapracował nad swym wyzwoleniem, to zapracowałby też ewolucyjnie i nad ogólnoludzką emancypacją i wtedy sam zwróciłby się właśnie przeciw dalszemu praktycznemu zniekształcaniu jednostki ludzkiej…

Emancypacja Żydów w jej ostatecznym sensie jest to wyzwolenie się ludzkości od żydostwa. Żyd już się sam na swój sposób żydowski wyzwolił. Żyd, który w Wiedniu na przykład jest ledwo tolerowany, w gruncie rzeczy, dzięki potędze swego złota, decyduje o losach całego państwa. Żyd, który w najmniejszym państewku niemieckim jest poza prawem, w gruncie rzeczy decyduje też o losach Europy. Gdy cechy i korporacje średniowiecza zamknęły się przed Żydami, zuchwałość przemysłowej i handlowej inicjatywy kpiła sobie z samoobrony średniowiecznych instytucji. I to nie jest odosobnionym faktem. Żydostwo istotnie wyzwoliło się na swój sposób, nie tylko skupiwszy w swych rękach całą potęgę złota, ale w ten sposób, że przez żydostwo pieniądz stał się potęgą wszechświatową, a duch praktyczności żydowskiej stał się praktycznym duchem chrześcijańskich ludów. W tej mierze bowiem Żydzi się wyemancypowali, w jakiej chrześcijanie zżydzieli. Pobożny i politycznie wolny mieszkaniec nowej Anglii, mówi np. pułkownik Hamilton, jest odmianą Laokoona, który już nie robi nawet żadnego wysiłku, aby się uwolnić ze splotów wężów, które go oplatają. Mamon jest ich bożyszczem, do niego modlą się nie tylko wargami, ale wszystkimi siłami swego ciała i ducha. Dla Żydów jest glob ziemski tylko jedną wielką giełdą; stąd pochodzi ich przekonanie, że nie mają tu nic więcej na ziemi do spełnienia, jak tylko zostać bogatszymi od swych sąsiadów. Oszustwo opanowało wszystkie ich myśli, jedyne co ich podnosi wzwyż, to urozmaicanie sobie obiektów tego oszustwa…”

Cytaty pochodzą z książki Adolfa Nowaczyńskiego Mocarstwo anonimowe.

Islam a Żydzi

Obecne relacje Żydów z Arabami nie są odzwierciedleniem tego, czym były kiedyś. Z drugiej strony można zadać sobie pytanie: Czy rzeczywiście obecnie jest inaczej? Arabska fala zalewa Europę. Żeby cokolwiek zrozumieć, trzeba zacząć od początku, od narodzin islamu. W Wikipedii możemy przeczytać:

„W VII w. na Półwyspie Arabskim pojawiła się nowa religia monoteistyczna – islam. Ok. 610 roku prorok Mahomet doznał pierwszego objawienia Koranu. Nowa religia nie zdobyła dużego poparcia wśród mieszkańców Mekki. W 622 roku Mahomet wraz ze swoimi zwolennikami udali się z Mekki do Jasribu (hidżra). Miasto zmieniło nazwę na Madinat an-Nabi. W Medynie Mahomet przystąpił do organizowania teokratycznego państwa, którego stał się przywódcą. W 630 roku pokonał Kurajszytów w Mekce. Mahomet zmarł w 632 roku – w chwili jego śmierci Półwysep Arabski był zjednoczony pod sztandarem nowej religii. Po śmierci Mahometa, jego uczniowie poszerzyli granice muzułmańskiego państwa poza Arabię, podbijając ogromne obszary (od Półwyspu Iberyjskiego na zachodzie do Pakistanu na wschodzie) w ciągu kilku dekad. W latach 661-750 władzę sprawowała dynastia Umajjadów, a w latach 750-1258 dynastia Abbasydów.”

Jak widać nie ma tu słowa o Żydach. Mahomet doznał pierwszego objawienia i tak powstała nowa religia monoteistyczna. Jednak historia ta, widziana przede wszystkim oczami żydowskich historyków, wygląda zupełnie inaczej.

W cesarstwie bizantyńskim i w państwach powstałych na terytorium dawnego cesarstwa zachodnio-rzymskiego, Żydzi zostali pozbawieni wpływu na życie polityczne, jakie mieli w Rzymie. Pozostając jednak na tym obszarze, często chrzcili się, by w korzystniejszych dla nich układach politycznych wracać do Zakonu. W tym czasie kierownictwo żydowskie skupione było w Babilonii, ale chciało przywrócić swoje wpływy w rejonie Morza Śródziemnego i tych państwach europejskich, do których dotarło chrześcijaństwo. Skupienie babilońskie było zbyt odległe, by mogło skutecznie oddziaływać na los Żydów w Europie i Afryce północnej, a tym samym przeciwstawiać się chrześcijaństwu, którego szczerze nienawidziło.

Terenem, z którego miał nastąpić powrót do Europy był Półwysep Arabski. Po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa (70 r.n.e.), członkowie tajnego stowarzyszenia zelotów (żarliwców) przenieśli się na półwysep. Był to skrajny odłam „pobożnych” (chassidim), tworzący oddziały partyzanckie, walczące zbrojnie z Rzymianami. Natomiast oficjalnie głoszą hasła republikańskie. Zeloci inicjują zbrojne powstania żydowskie. To oni siłą przeciwstawiają się zarządzonemu przez Rzym spisowi ludności. Utrzymują bliskie stosunki z Żydami babilońskimi, którzy pod osłoną rządu Partów (Persów) bezkarnie podżegają do wystąpień przeciw Rzymowi, który był w ciągłej z nimi wojnie.

Zeloci na Półwyspie Arabskim nie są osamotnieni. Stosunki Żydów z koczowniczymi plemionami arabskimi sięgają głęboko w przeszłość. Byli oni często przywódcami szczepów arabskich. Dzięki swojej wyższości kulturalnej wywierali znaczny wpływ na Arabów, na ich wierzenia i życie. Głównym centrum, z którego promieniowało żydostwo na ludność półwyspu stała się Jathriba (Medina). Żydom zależało na tym, aby Arabowie uznawali ich za naród spokrewniony i wmówili im, że pochodzą od wspólnych przodków. Arabowie zaś radzi, że ich korzenie sięgają tak głęboko w przeszłość, uwierzyli im.

Aż trudno w tym momencie nie przywołać wypowiedzi prezydenta Dudy o tym, że w każdym Polaku płynie żydowska krew, że mamy wspólnych przodków, wspólne korzenie. Wszystko po to, by zyskać przychylność tubylców. Jak widać numer stary, ale jary. Dzięki tym zabiegom uzyskali Żydzi na półwyspie wszelkie swobody i udało im się namówić na judaizm wielu szejków. Epokowym wydarzeniem było przejście na religię żydowską potężnego króla Jemenu.

Następca króla-prozelity (Abu Kariby) Zorah Dhu-Nowas (520-530 n.e.) zżydział do tego stopnia, że przybrał imię Jusuf (Józef). Zaczął od mordowania kupców chrześcijańskich a skończył na masowych mordach chrześcijan. W ich obronie wystąpił król etiopski Elesbaa, chrześcijanin. Wykorzystując flotę bizantyńską, przeprawił swoje wojska przez Morze Czerwone. Wkrótce pokonał on Żydów i zlikwidował ich państwo w Arabii. Nie obeszło się bez pogromów, które były dziełem ludności arabskiej, mszczącej się za ściągnięcie najazdu na kraj.

Po tej klęsce Żydzi pozbierali się dopiero pod koniec VI wieku i największe wpływy uzyskali w Jathribie (Medinie):

„Judaizm nie tylko zjednał sobie niektóre plemiona arabskie i zaszczepił wśród synów pustyni pewne niezbędne urządzenia, ale zbudził też założyciela nowej religii, którego działalność zatoczyła szerokie kręgi w dziejach powszechnych i aż po dziś dzień przejawia się w skutkach. Mahomet „prorok z Mekki i Jathribu” nie wyszedł wprawdzie z łona judaizmu, lecz bądź co bądź był jego wychowankiem. Z judaizmu zaczerpnął podniety do stworzenia na fundamencie państwowości nowej religii, która pod mianem islamu działała nawzajem potężnie na ukształtowanie się dziejów żydowskich i rozwój żydostwa.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Nauczycielem Mahometa był Mekkańczyk Waraba Ibn Naufal, który przyjął judaizm. „Pierwsze nauki Mahometa… miały zabarwienie na wskroś żydowskie”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Mahomet miał nawet przez jakiś czas sekretarza żydowskiego, który wyręczał go w pisaniu, bo prorok był niepiśmienny. Natrafiwszy na opór w Mekce, ucieka Mahomet w 622 roku do centrum arabskiego żydostwa, do Jathribu (Mediny). Od tej daty rozpoczyna się w kalendarzu mahometańskim liczenie nowej ery.

W końcu Mahomet przejrzał na oczy i odwrócił się od Żydów. Ogłosił przeciw nim Surę, zwaną Surą Krowy, w której zarzucił im złamanie przymierza z Allahem. Sura to nazwa rozdziału w Koranie. Wiernym nakazał by przy modlitwie zwracali się twarzą do Mekki, a nie – jak wcześniej – do Jerozolimy. Najbardziej opornych Żydów zmusił do opuszczenia Arabii.

Żydzi próbowali pozbyć się zbuntowanego proroka za pomocą trucizny, ale bez powodzenia. Udało się im, starym sposobem, podsunąć nałożnice – Żydówki: Richanę, Safię i Zajnabe. Ta ostatnia podała Mahometowi kawałek przyrządzonego przez nią zatrutego uda wielbłądziego, którego spróbował, ale natychmiast wypluł. Pomimo tego, aż do śmierci miał problemy ze zdrowiem.

Narodzinami islamu kierował tajny związek zelotów, który przedostał się do Arabii po zburzeniu Jerozolimy (70 r. n.e.). Za panowania Heroda (37 – 4 p.n.e.) skrajny odłam „pobożnych” (chassidim) organizuje się w związki „zelotów”. To właśnie oni są inicjatorami powstań żydowskich i to oni gwałtownie protestują przeciw spisowi ludności zarządzonemu przez Rzym.

Pomimo wiedzy i doświadczenia jakim dysponowali zeloci, Mahomet uniezależnił się od nich i przekonał masy do nowej wiary. Nie wszystko więc udało się Żydom, ale też nie wszystko stracili. Islam zachował niezależność organizacyjną od judaizmu, ale został przesiąknięty żydowską wyłącznością wobec obcych i nienawiścią do chrześcijan. To wystarczyło do tego, by wojska islamskie zaatakowały Europę. Wraz z nimi wkraczali do niej także Żydzi, którzy pragnęli odzyskać to, co stracili po upadku Imperium Rzymskiego, do którego sami częściowo przyłożyli rękę. Od tego momentu losy Żydów i Arabów łączą się na kilka wieków. Mają wspólnego wroga – chrześcijaństwo.

Wszechobecni Żydzi ułatwiają zdradą pochód wojsk muzułmańskich. W ręce Arabów dostaje się Cezarea (palestyńska) i Jerozolima (636 r. n.e.). Za zgodą Żydów Babilonia przechodzi pod panowanie arabskie. Następnie – Egipt i cała Afryka północna.

„Stosunki między żydami a muzułmanami w wielu krajach bardzo dobrze się ułożyły, a prawie w żadnym kraju nie znano systematycznych prześladowań religijnych i przymusowych nawracań. Już za następnego kalifa, Alego, odegrali żydzi perscy niepoślednią rolę; około 90.000 żydów złożyło hołd temu monarsze i tym rozstrzygnęło na jego korzyść spór o tron po proroku.” – Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska.

Zapewniając sobie odpowiednią pozycję wśród Arabów, skierowali Żydzi swoją uwagę na europejski brzeg Morza Śródziemnego, gdzie kwitło chrześcijaństwo, a skupienia żydowskie pozbawione były przeważnie wpływów politycznych. Szczególnie kusiła ich wizygocka Hiszpania, oddzielona od Afryki wąską cieśniną.

Królowie Wizygotów hiszpańskich nie prowadzili spójnej polityki. Raz skłaniali się ku chrześcijaństwu, innym razem – ku arianizmowi. Katolicki król Sisebut rozkazał Żydom w 612 roku opuszczenie kraju. Pozostać mogli tylko ci, którzy przyjęli chrzest. Część z nich ochrzciła się, część wyjechała do Francji i Afryki północnej. Następca Sisebuta – Swintila pozwolił wygnanym powrócić do kraju, a wychrzczeni wracali do judaizmu. Działo się to w latach 621 – 631. Jednak wkrótce potem, ci którzy ponownie przeszli na judaizm nie mogli być świadkami w sądach. Uznano, że takie przechodzenie na inna wiarę i wracanie do własnej jest niewiarygodne i ludzie tacy nie mogą budzić zaufania. Za panowania następnych królów nienawiść do Żydów wzrosła, a ci ponownie zaczęli przechodzić na katolicyzm. A za króla Hindaswinda (642 – 652) znowu wracali na judaizm. Taka „huśtawka” – od judaizmu do katolicyzmu i z powrotem – wiązała się ściśle z sytuacją polityczną. Tak więc poreformacyjna zasada „cuius regio eius religio” (czyja władza, tego religia) nie była jak widać niczym nowym.

Żydzi w Hiszpanii poczynali sobie coraz śmielej: „Weszli w porozumienie ze swymi szczęśliwymi braćmi afrykańskimi, zamierzając, prawdopodobnie przy pomocy idących naprzód mahometan i niezadowolonych magnatów krajowych, obalić państwo Wizygotów (r. 694).” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Tym razem spisek został wykryty i sprawcy ponieśli zasłużoną karę. Ale kilkanaście lat później w 710 roku „żydzi, którzy różnymi czasy wyemigrowali z Hiszpanii i ich nieszczęśliwi współwyznawcy na półwyspie połączyli się ze zdobywcą muzułmańskim Tarikiem, który przeprowadził z Afryki do Andaluzji żądne boju zastępy. Bitwa pod Jeres de la Frontera (711) rozstrzygnęła o losach chrześcijaństwa na Półwyspie Iberyjskim. Po tym zwycięstwie wtargnęli zwycięscy Arabowie w głąb kraju, popierani wszędzie przez żydów”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

W 712 roku Żydzi otworzyli przed wrogiem bramy stolicy kraju – Toledo. W efekcie doszło do pogromu chrześcijan. Muzułmańska fala zalała Hiszpanię i dotarła do Francji. Tu Żydzi wydali Arabom Tuluzę. Dopiero klęska wojsk arabskich pod Poitiers zatrzymała ich i uratowała chrześcijaństwo.

Umocnienie się panowania islamu w Hiszpanii pozwoliło Żydom na stworzenie silnego przyczółka, z którego łatwo było oddziaływać na resztę Europy. Następuje rozkwit ideowych i politycznych wpływów żydostwa. Do tego momentu główne skupisko Żydów i ich kierownictwo mieściło się w Babilonii. Były jednak powody, dla których to miejsce nie było już tak korzystne. Przede wszystkim islam na wschodzie był jednolity i nie poddawał się wpływom Żydów. Z kolei islam na zachodzie był rozbity na drobniejsze kalifaty. Ponadto Żydom na wschodzie zaczęły zagrażać wyprawy krzyżowe i groziły odcięciem Babilonii od reszty krajów rozproszenia. I do tego dochodzi jeszcze do rozłamu wśród Żydów babilońskich w związku z wprowadzeniem Talmudu. Jedni uważają Stary Testament za ważniejszy, inni – nową księgę.

„W ówczesnych warunkach politycznych i kulturalnych nie było nad Hiszpanię, czyli Andaluzję mahometańską (Maurytańską), kraju odpowiedniejszego na ognisko dla ogółu żydostwa i godniejszego objęcia roli kierowniczej.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Przeniesienie głównego ośrodka żydostwa z Babilonii do Hiszpanii ma miejsce około X wieku. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela pisze:

„Oto gdzieś w połowie X wieku uczelnia w Pumbadycie, dotąd kierownicza uczelnia talmudyczna , wysyła w podróż Mojżesza Ben-Hanoch, który po licznych przygodach dostaje się, sprzedany w niewolę, do Kordowy (Cordoba), głównego ogniska żydowskiego w mauretańskiej Hiszpanii. Ów niewolnik, nikomu nieznany, wykupiony przez swoich, zostaje od razu rabinem tej wspaniałej gminy, obdarzają go hojnie i otrzymuje do dyspozycji paradną karetę. Pod jego kierownictwem rozkwita w Kordowie uczelnia talmudyczna, promieniująca na cały półwysep. Dzięki Mojżeszowi stała się Kordowa Surą¹ andaluzyjską.”

W tamtym czasie powodziło się Żydom w Hiszpanii nadzwyczaj dobrze. Andaluzja (południowa Hiszpania) była praktycznie państwem żydowskim, w którym Żydzi tworzyli najwyższą i najbogatszą warstwę ludności. Kontrolowali cały handel, miejskie i wiejskie posiadłości też należały do nich.

„Żydzi tamtejsi stroili się w jedwabie, nosili kosztowne turbany i jeździli paradnymi karetami. Zdobni w powiewne kapelusze, dosiadali rumaka i przyswoili sobie obyczaje rycerskie i ową grandezzę, którą wyróżniali się korzystnie od żydów w innych krajach. Prawda, że niektórzy z nich zawdzięczali swe bogactwa frymarczeniu ludźmi, nabywając niewolników z krajów słowiańskich, sprzedawali ich kalifowi, który utworzył z nich powoli swoją straż przyboczną.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Na dworach kalifów Żydzi zajmowali najwyższe stanowiska i często kierowali państwem. Abu-Jusuf Chasdaj Ben-Izaak Ibn-Szaprut (915-970), oprócz pełnienia funkcji dyplomatycznych, na dworze kalifa Abdul-Rahmana III, był też kimś w rodzaju ministra handlu i skarbu. Samuel Ibn-Nagdila (993-1055) był katibem (kanclerzem) na dworze króla berberyjskiego w Granadzie i jednocześnie rabinem. Po nim godność wezyra (najważniejszy urząd na dworze kalifów) przypadła jego synowi Abu-Hussajn-Józef.

Jak widać relacje judaizmu z islamem są bardziej skomplikowane, niżby to wynikało ze spłyconych przekazów współczesnych mediów, czy innych szeroko dostępnych źródeł. Czyż współczesna fala arabska, zalewająca Europę, nie jest tym samym, czym była muzułmańska fala z początku VIII wieku? Czy sprawcami tej współczesnej fali nie są ci sami, co przed wiekami?

¹ Najsławniejsza uczelnia talmudyczna w Babilonii.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Demokracja

Z demokracją stykamy się prawie co roku, chodząc do urn wyborczych. A to wybory parlamentarne, a to prezydenckie albo samorządowe. Wielu wierzy, że głosując, mają na coś wpływ. W przypadku wyborów samorządowych – może i tak, ale w przypadku parlamentarnych, to czysta fikcja.

Tadeusz Gluziński w swojej największej pracy Odrodzenie idealizmu politycznego napisanej w 1934 roku nie zapomina o demokracji. W niektórych momentach, pisząc o demokracji, autor używa czasu przeszłego. Związane jest to z tym, że po zamachu majowym w 1926 roku zapanowały inne rządy. Pomimo upływu tylu lat jego uwagi nie straciły nic na aktualności. Warto, jak sądzę, zapoznać się z nimi:

Demokratyzm był przed wojną czymś wszechwładnym w modzie politycznej; przyzwoity, „oświecony”, „postępowy” człowiek powinien był być demokratą. Wolno mu było do tego dodawać sobie przymiotnik, odróżniający go od ogółu demokratów tak, jak rodziny tego samego nazwiska odróżniają się przydomkiem lub herbem: mógł więc być postępowym demokratą, socjalnym demokratą, radykalnym demokratą, a nawet… narodowym demokratą czy chrześcijańskim demokratą, byle nie zapomniał o wspólnym pniu.

Demokracja to – jak wiadomo – grecka nazwa dla ustroju, w którym lud rządzi się sam, czyli jest zwierzchnikiem państwa. Forma ta, istniejąca w maleńkich państewkach greckich, gdzie niemal cały lud zbierał się na targowisku, by decydować o sprawach publicznych, przypominająca raczej dzisiejszy samorząd gminny, nie może być uznana za matkę demokracji nowoczesnej; demokracja nowoczesna – to podrzutek, którego rodziców należy szukać w lożach wolnomularskich XVIII w. Toteż, rozpatrując istotę nowoczesnej demokracji, uczynimy najlepiej, jeżeli od razu przekreślimy ten jej sfałszowany, grecki rodowód. Przyjmijmy, że szlachectwo tej doktryny, która całej niemal Europie w XIX w. narzuciła formę rządów, jest wątpliwe i bardzo świeżej daty, zaś do ojcostwa przyznaje się cała zbiorowość lóż; demokracja nowoczesna – to jakby córka pułku. Do chrztu trzymały ją wolność, równość i braterstwo.

Oparty na demokracji system rządów był systemem trwałego kłamstwa i oszustwa. Już podstawowe prawo, jakie ogłaszały ustroje demokratyczne, jakoby zwierzchnikiem państwa był „lud”, jakoby rządy „z woli ludu” sprawowali jego wybrańcy, nie miało z rzetelną rzeczywistością nic wspólnego. Na tym kłamstwie oparł się system rządów parlamentarnych, nieuchronnie związany z nowoczesną demokracją.

Parlament w ustroju demokratycznym – to namiastka „ludu”; stąd dostojeństwo tego ciała i pojedynczych jego członków. Dlatego to posłowie, namaszczeni zawartością urny wyborczej, czyli zmaterializowanym zaufaniem „ludu” muszą być „nietykalni” i „niezależni” od rządu, czyli pobierać diety poselskie; muszą posiadać gratisowe bilety pierwszej klasy na wszystkie pociągi, żeby jak najswobodniej mogli stykać się z „ludem”, imieniem którego występują. A jednak, mimo wszystko, może się łatwo zdarzyć, że wybrani kiedyś posłowie w krótki czas później nie reprezentują już „woli ludu”, bo zmieniły się nastroje wyborców. Na to jest tylko jedno lekarstwo: jak najszybsze wybory. Ten postulat, logiczny zresztą, broniony bywał przez najbardziej konsekwentnych demokratów, przez socjalnych demokratów, czyli przez międzynarodówkę socjalistyczną.

Kto ma głosować przy wyborach? I w jaki sposób to głosowanie ma się odbywać? Są to dla demokracji pytania równie doniosłe, jak dla dworu samowładcy-króla pytanie, jaki ma być ceremoniał przy narodzinach następcy tronu. Ponieważ Wielka Rewolucja Francuska obaliła tron Burbonów w oparciu o burżuazję, czyli mieszczaństwo, przeto złamano wyłączność szlachty do zajmowania się sprawami publicznymi i prawa polityczne rozciągnięto w ten sposób, by objęły także stan trzeci. Natomiast proletariat miejski i wiejski przez długi czas panowania doktryn demokratycznych pozbawiony był prawa głosu politycznego, a co najwyżej dopuszczany do wyborów pośrednich, gdzie dopiero jego wybrańcy mieli wybierać posłów. Międzynarodówka socjalistyczna włożyła we wszystkich krajach cały ogrom wysiłków, by proletariatowi zdobyć to niebiańskie szczęście, jakim było dopuszczenie go do rozkoszy demokratycznego ustroju, do głosowania. Lat szeregi wojowali socjalni demokraci postulatem wyborów czteroprzymiotnikowych, a później nawet sześcioprzymiotnikowych, twierdząc, ze jest to istotne żądanie prawdziwej demokracji. Dlaczego?

Wybory powinny być powszechne, równe, bezpośrednie, tajne, a potem jeszcze bez różnicy płci i proporcjonalne. Wybory – jak wiemy – miały uprawnić posłów do wyrażania „woli ludu”. Kto należy do „ludu”? Oczywiście każdy. Czy i każdy, kto się do danego państwa przybłąkał, choćby zaraz miał zamiar się wynosić? W zasadzie tak. Ideałem demokracji jest w zasadzie zniesienie granic państwowych, jakieś Stany Zjednoczone świata, a w najgorszym wypadku państwo tak gościnne, że każdego obcego przybysza, jak w domu zajezdnym, uważa za współgospodarza. Niestety, organizacja państwa wzdraga się przed całkowitym jej oparciem na elemencie koczowniczym; musiała więc demokracja znowu pójść na kompromis między doktryną a wymogami rzeczywistości i stworzyć pojęcie „obywatela”.

Co to jest „obywatel”? Wbrew dźwiękowi słowa nie jest to człowiek, który ma się bez wszystkiego obywać, lecz właśnie człowiek, któremu w danym państwie przysługują prawa polityczne. Od czego to zależy, czy ktoś jest „obywatelem”? Od przynależności do narodu, który kiedyś w ciągu dziejów stworzył dane państwo? Oczywiście takie postawienie sprawy grzeszyłoby przeciw zasadom demokracji, bo przecież obcy są także ludźmi, mającymi przyrodzone prawo do wolności osobistej, a ograniczenie ich wolności może się dokonać tylko za ich przyzwoleniem. Jakże zaś mają dać to przyzwolenie? Oczywiście tak samo, jak wszyscy inni mieszkańcy, w głosowaniu; muszą więc być „obywatelami”. W ustroju demokratycznym krew, pochodzenie, nie może uzasadniać praw obywatelskich. Nie wszyscy jednak mogą być wszędzie „obywatelami”, choćby ze względu na połączony z tym normalnie przykry obowiązek służby wojskowej; trzeba więc było – wbrew doktrynie – to prawo „obywatelstwa” ograniczyć przez postawienie jakichś wymogów natury formalnej, od których spełnienia zależy jego posiadanie. Wśród tych wymogów pochodzenie zostało wprawdzie uwzględnione, ale na równi z innymi wymogami natury formalnej. A więc o „obywatelstwie” rozstrzyga: pochodzenie od ojca, który jest „obywatelem” danego państwa; adopcja przez obywatela; wyjście za mąż za „obywatela”; długoletnie zamieszkanie w państwie; na koniec tak rozpowszechnione nadanie „obywatelstwa” przez władzę administracyjną. Tak więc – pod wpływem doktryn demokracji – o „obywatelstwie” jednostki, czyli o trwałym związku jej i jej potomków z losami państwa decyduje spełnienie któregoś z tych wymogów czysto formalnej natury, a w tysiącach przypadków rozstrzyga o tym po prostu widzimisię urzędnika administracyjnego, jeżeli już nie jakaś wysoka protekcja czy łapówka albo niekiedy chwilowa taktyka polityczna rządu.

Tacy to „obywatele” rozstrzygać mają swym głosowaniem o losach państwa i o rządzie w państwie. Tak drogo zapłaciła demokracja tysiącom, a czasem milionom obcych za ograniczenie ich „przyrodzonego prawa do wolności osobistej”. A teraz trzeba jeszcze, by nikogo z nich przy głosowaniu nie pominięto i by mogli głosować swobodnie. Tutaj możemy powrócić do sławnych przymiotników.

Głosowanie musi być powszechne! To chyba nie budzi wątpliwości. Skoro każdy musi pozwolić na ograniczenie jego wolności osobistej – to oczywiście każdy musi głosować.

Wybory muszą być równe! I to proste. Jakaż racja pozwalałaby jednemu „obywatelowi” oddawać jeden głos, gdy drugi oddawałby dwa, trzy albo nawet cztery? Czyż wolność jednego „obywatela” miałaby być więcej warta niż wolność drugiego? A gdzież „wolność, równość, braterstwo”?

Wybory muszą być bezpośrednie! Zgoda na ograniczenie wolności osobistej – to za poważny, za uroczysty akt, by się można było przy nim wyręczać jakimiś zastępcami czy pełnomocnikami.

Głosowanie musi być tajne! Zgoda „obywatela” na ograniczenie jego wolności osobistej, usymbolizowana w akcie głosowania, jest już z jego strony wyrzeczeniem poważnym, bolesną ofiarą, złożoną na ołtarzu „stanu społecznego”; czyż można odeń równocześnie wymagać drugiej ofiary, czyż można wymagać, by dzięki jawnemu głosowaniu narażał swoje interesy na szwank, by składał dowód cywilnej odwagi? Przecież cywilnej odwagi, ani w ogóle odwagi nie wymagają od „obywatela” żadne zasady demokracji.

Głosowanie musi być bez różnicy płci! Czyż kobieta nie jest człowiekiem? Czyż nie ma prawa na wyrażanie zgody na ograniczenie jej przyrodzonej wolności osobistej?

Głosowanie musi być proporcjonalne! A to po co? Jak zwykle w wypadkach, kiedy trudno zgadnąć, chodzi tutaj o… ochronę mniejszości. Przy każdym głosowaniu jakaś większość rozstrzyga o wyborze, pozostaje zaś na lodzie jakaś niepocieszona mniejszość. Czy to nie grzech przeciw zasadom demokracji? Tamci, szczęśliwi, mają swego wybrańca, który za nich decydować będzie o losach państwa i rządach, a oni mieliby się zgodzić na ograniczenie ich wolności bez żadnej rękojmi? Trzeba więc i im zapewnić przedstawicielstwo w parlamencie, a da się to przeprowadzić skutecznie tylko przy istnieniu okręgów wielomandatowych i przy głosowaniu proporcjonalnym. I tak zostanie jeszcze wprawdzie pewna liczba drobnych mniejszości bez przedstawicielstwa w parlamencie, ale na takie ustępstwa wobec rzeczywistości doktryna demokratyczna musi godzić się nieraz i nabrała już potrzebnej po temu wprawy, że przypomnę choćby „kontrakt społeczny” Rousseau lub kompromisowe rozstrzygnięcie sprawy, kto jest „obywatelem” państwa.

Na tak wybranym parlamencie, pochodzącym prosto „z woli ludu”, opierają się rządy demokratyczne. Jak parlament jest poniekąd dzieckiem „woli ludu”, tak znowu rząd jest dzieckiem „woli parlamentu”; rząd jest więc niejako wnukiem „woli ludu” i reprezentuje dziadka tylko dzięki ojcu. Tak wygląda demokratyczna hierarchia rodzinna. Każde warknięcie ojca, każde „votum nieufności” parlamentu pozbawia rząd w ustroju demokratycznym tytułu prawnego do reprezentowania dziadka, czyli „woli ludu”, a więc – mówiąc po prostu – przepędza rząd.

Jak wychodził „lud” na tej swojej „wolności” i „równości” i na tym swoim „zwierzchnictwie” w państwie? Demokratyczne pojęcie „obywatelstwa” otwarło drogę do wpływu na rząd wszelkiego rodzaju obcym przybłędom, którzy los państwa, a tym bardziej zamieszkującej je, rdzennej ludności, gotowi byli zawsze poświęcić dla jakiegoś doraźnego zysku, dla jakiejś ordynarnej korzyści materialnej; tego typu ludziom nietrudno było wkraść się w zaufanie głosujących lub też kupić to zaufanie i w ten sposób zapewnić sobie lepszy dostęp do państwowego żłobu. Na tle niespodzianek głosowania, intryg zakulisowych w parlamentach, a nawet przez proste kupowanie posłów i całych stronnictw uzyskiwał na rząd i państwo ogromny wpływ potężny kapitał międzynarodowy. Wybory w konkurencji kandydatów i stronnictw stały się rzeczą kosztowną, a zwycięstwo dostępne tylko dla bogatych kandydatów i dla zasobnych stronnictw. W ten sposób rósł w siły nowoczesny kapitalizm, jako nieuchronne następstwo rządów demokratycznych. Ustrój demokratyczny i nowoczesny kapitał międzynarodowy, wysysający masy ludności rdzennej, to dwaj nieodstępni towarzysze.

Ustrój demokratyczny od początku do końca opiera się na kłamstwie i oszustwie. Kłamstwem jest, jakoby człowiek miał jakieś przyrodzone prawo do wolności osobistej; fikcją, czyli świadomym kłamstwem jest „kontrakt społeczny” Rousseau; kłamstwem jest, jakoby wybory, razem z ich wszystkimi przymiotnikami, dawały naprawdę wyraz woli ludu; kłamstwem jest, jakoby rząd demokratyczny reprezentował wolę parlamentu, a tym bardziej wolę ludu. O tym wszystkim wiedzą doskonale wszyscy kierownicy i działacze stronnictw demokratycznych; głoszenie przez nich tych haseł – to już po prostu oszustwo, a w najlepszym wypadku oszukiwanie samego siebie.

Demokracja i jej parlamentaryzm powołały do życia jeszcze jedną plagę życia publicznego: nowoczesne stronnictwa polityczne. Chęć wywierania jak największego wpływu na rządy, a także kosztowność wyborów stały się najmocniejszym elementem spójności. Trzydziestu posłów solidarnie zorganizowanych znaczy dla każdego rządu demokratycznego więcej niż stu niezorganizowanych, którzy mogą głosować przeciw sobie i swoje głosy wzajemnie znosić; stąd zachęta dla posłów, by tworzyli zwarte stronnictwa, w których obowiązuje solidarność i karność partyjna. W rezultacie dyktatorami stronnictw stają się ich przywódcy, a kilku takich przywódców większych stronnictw dyktuje swą wolę parlamentowi i rządowi. Dyktaturę tę wykonują oni bez żadnej odpowiedzialności, bo za nich formalnie odpowiada rząd, zaś rachunki płaci „lud”. Ustrój demokratyczny – to dyktatura ludzi nieodpowiedzialnych.

Skąd wziął się w chrześcijańskiej Europie ustrój tak kłamliwy i oszukańczy, tak przeczący na każdym kroku prawom Boskim i zdrowemu rozsądkowi ludzkiemu, tak po prostu potworny? Wiadomo już dzisiaj dobrze, że narodziny swoje i późniejszy rozwój zawdzięcza demokracja wyłącznie lożom masońskim i ich właściwym kierownikom, ich „Nieznanym Przełożonym”. Kto to są ci nieznani dyktatorzy państw demokratycznych? Odpowiedź daje nam historia i badacze masonerii. Kto z ustrojów demokratycznych skorzystał naprawdę? Kto uzyskał dzięki uznaniu przyrodzonego prawa do wolności, do równości, prawo handlowania gdzie bądź, prawo wyborcze czynne i bierne do parlamentów, co więcej prawo zajmowania wszystkich stanowisk urzędowych w każdym państwie i posterunków zaufania publicznego, a nawet prawo uczestnictwa w rządach? To żydzi doktrynom demokracji i towarzyszącym jej z konieczności wpływom kapitału zawdzięczają całą swoją pozycję w świecie.

W ustroju demokratycznym mamy do wyboru dwie alternatywy: albo anarchię zupełną, albo pod firmą „ludu” zakulisowe rządy tajnych organizacji międzypartyjnych i – najłatwiej – międzynarodowych. W braku ich wszystko musi się rozlecieć. Rozwydrzone partyjniactwo demokratycznego ustroju uniemożliwiłoby bowiem stworzenie jakiegokolwiek, dłużej trwającego, rządu i rozdarłoby państwo na strzępy. Koniecznością staje się więc ów tajny cement, spajający przywódców poszczególnych stronnictw w jakieś zwarte koła, których istnienie pozostaje tajemnicą nie tylko dla „ludu”, ale nawet dla ogółu działaczy partyjnych. Pęknięcia i zatargi w tych tajnych kołach powodują niesamowite pęknięcia i przegrupowania na powierzchni jawnego życia politycznego, a „lud” biedzi się potem nad odcyfrowaniem ich znaczenia i powodów.

Nowoczesną demokrację stworzyły tajne związki międzynarodowe. Jej logicznym wynikiem winna była być anarchia. Uniknąć jej można było jedynie przez niepodzielne oddanie zakulisowych rządów państw demokratycznych w ręce wolnomularstwa i jego „Nieznanych Przełożonych”.

Rządy demokratyczne – to nie tylko „wolność”, „równość”, ale także i „braterstwo”. Pamiętamy przecież, że – w myśl doktryny demokratycznej – wszyscy ludzie w swej pierwotnej naturze są dobrzy. W ustroju, opartym na wolności powszechnej, staną się sobie braćmi. Nie tylko jednostki, ale i całe ludy przestaną się waśnić i nastawać na siebie. Pod sztandarem demokracji – jak głosili jej apostołowie – zapanuje braterstwo wśród ludzi, braterstwo ludów i pokój powszechny.

Dziś złudzenia te należą już do historii, a wyrok jej wypadł bezlitośnie. Nigdy walki między ludźmi nie przybrały bardziej ostrego charakteru, jak za panowania demokracji. Przecież towarzyszący rządom demokratycznym i z nimi logicznie związany ustrój kapitalistyczno-liberalny zaostrzył walkę o byt do ostateczności i rozpalił powszechną żądzę zdobywania pieniądza, choćby po trupach. Co więcej, raz po raz rzucał narody przeciw sobie do bezrozumnych wojen, w których stawką istotną i często jedyną bywały interesy wielkiego kapitału, narodom na ogół obce i zazwyczaj szerokim rzeszom nieznane. Wystarczy przypomnieć tak liczne w XIX i XX stuleciu krwawe wojny o kolonie, o kruszce, węgiel czy naftę.

W jednym tylko, ukrytym dla ogółu znaczeniu, demokracja wprowadziła „braterstwo”. Jak wskazałem już wyżej, ustrój, oparty na jej doktrynie, musiał z konieczności oddawać zakulisową władzę w ręce tajnych organizacji. Tym tajnym rządem stało się wolnomularstwo, nazywające każdego wtajemniczonego „bratem”, obdarzające zaś każdego niewtajemniczonego w sekrety związku mianem „profana”, a więc człowieka, któremu nie należy dawać dostępu do spraw istotnych. Masoneria, sprawując zakulisowe rządy, oparła się oczywiście na swych członkach, na „braciach”. I tak demokratyczne hasło „braterstwa” znalazło swój jedyny wyraz w rządach „braci” nad ogółem „profanów”.

To tyle Gluziński. Tekst ten został napisany w 1934 roku i mam wrażenie, że jest bardziej aktualny niż w momencie jego ukazania się. Jak widać pewne zasady są niezmienne. Autor odniósł się do problemu wyborów w ordynacji proporcjonalnej i w okręgach wielomandatowych. Po 1989 roku pojawiła się nieliczna grupa ludzi, którzy zaczęli propagować ordynację większościową w jednomandatowych okręgach w angielskiej wersji.

Taki sposób wybierania posłów do Sejmu jest jasny i prosty. Wygrywa ten, który zdobędzie najwięcej głosów w danym okręgu. Okręgi są małe – wielkości powiatu. One umożliwiają prowadzenie kampanii wyborczej bez wielkich nakładów finansowych na reklamę. Reklama ogólnokrajowa czy regionalna nie sprawdzi się w sytuacji, gdy trzeba dotrzeć tylko do ludzi z małego okręgu. Byłoby to strzelanie z armat do wróbli. Nieekonomiczne i bezcelowe.

Kandydować na posła mógłby każdy, kto zebrałby 10 podpisów i wpłaciłby do kasy odpowiedniego urzędu kwotę zbliżoną do średniej krajowej. W przypadku gdyby zdobył 3% lub większe poparcie, kwota ta byłaby mu zwrócona. Ten wymóg jest konieczny, by wyeliminować ludzi, którzy chcieliby wystartować dla żartu.

Według zwolenników tej ordynacji, w wyniku takich wyborów, w sposób naturalny, powstałby system dwupartyjny z rządem mającym większość w parlamencie i w ten sposób rządy byłyby stabilne. Natomiast posłowie byliby odpowiedzialni tylko przed wyborcami ze swojego okręgu i niezależni od partyjnych liderów.

Tak to wygląda w teorii. Jak to wyglądałoby w praktyce? Nie wiemy, bo nie mamy takiej ordynacji. Ostatnie angielskie wybory wskazują, że nie zawsze w ich wyniku wyłania się ugrupowanie większościowe. Jednak nie wszystko trzeba sprawdzać praktycznie, by przekonać się, że demokracja nie działa spontanicznie, i że ta ordynacja jest tylko kwiatkiem do kożucha.

Na stronie Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych jest zamieszczony artykuł Reguła wyborcza JOW. W pewnym sensie jest to artykuł programowy, który prezentuje kardynalne zasady wyboru posłów do Sejmu RP, postulowane przez Ruch JOW (wytłuszczenia pochodzą od redakcji strony). A w nim m.in. czytamy:

Pierwsze wybory wg zasad zebranych w Regule wyborczej JOW, nie wcześniej niż pół roku po urzędowym ogłoszeniu prawa wyborczego, uwzględniającego te zasady. W tym czasie:
a. Szeroka prezentacja niniejszych zasad i ich pożytków, w porównaniu z ordynacją partyjnych list wyborczych.
b. Możliwość zawieranie porozumień; w okręgach, dla wyłaniania kandydatów wspólnych dla zbliżonych opcji politycznych oraz między okręgami, dla tworzenia ugrupowań politycznych o zasięgu regionalnym i krajowym.
c. Możliwość prezentowania się wyborcom przez kandydatów – kampania wyborcza w 460 JOW.

W punkcie „b” czytamy, że możliwe jest zawieranie porozumień w okręgach, dla wyłaniania kandydatów wspólnych dla zbliżonych opcji politycznych. Tylko nie jest napisane, kto będzie zawierał te porozumienia i kto będzie wyłaniał tych kandydatów. Dalej czytamy, że możliwe jest zawieranie porozumień między okręgami dla tworzenia ugrupowań politycznych o zasięgu regionalnym i krajowym. Porozumienia między okręgami na skalę regionalną i ogólnokrajową? To już skomplikowane logistycznie i organizacyjnie przedsięwzięcie. Kto to będzie robić? Tego Reguła wyborcza JOW nie precyzuje. Wszystko to jednak działoby się jeszcze przed wyborami. A więc organizujemy kandydatów według opcji politycznych i dopiero prezentujemy ich wyborcom. To chyba zrozumiałe, że kandydaci, którzy nie zostaną wyłonieni, a raczej namaszczeni przez „Nieznanych Przełożonych”, nie mają szans w tym wyścigu. Tak więc niezależny kandydat, który zbierze 10 podpisów, wpłaci stosowną kwotę do urzędu i nie zostanie wyłoniony, może sobie „pogwizdać”.

A co jeszcze możemy wyczytać z tego artykułu?

Spełnienie wszystkich zasad Reguły wyborczej JOW w wyborach do Sejmu RP, warunkuje pełną wolność i uczciwość wybierania posłów, podejmujących działanie dla dobra wspólnego oraz rokuje następujące efekty:
– Odpowiedzialność posłów przed ich wyborcami (w okręgach).
– Partnerstwo władzy z obywatelami, upowszechniające wśród obywateli poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne, niezbędne w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego.
– Pozytywna selekcja kadr sprawujących władzę i stabilny rząd służący narodowi.
– W następstwie swobody kandydowania i podziału Polski na 460 JOW: decentralizacja życia politycznego, jego jawność i ożywienie, co sprzyja swobodnemu zawieraniu porozumień:
a) wewnątrzokręgowych, wyłaniających kandydatów o największych szansach zdobycia mandatu, wspólnych dla zbliżonych opcji politycznych;
b) międzyokręgowych, dla oddolnego tworzenia ugrupowań politycznych o zasięgu regionalnym i krajowym.
– Zmiana charakteru partii politycznych – z wodzowskiego na obywatelski.
– Utrudnienie dostępu do władzy dla ugrupowań skrajnych.

Tu już wprost jest napisane, że wyłania się kandydatów o największych szansach zdobycia mandatu. Kto zawiera porozumienia i wyłania tych kandydatów i kto decyduje o tym, kto ma największe szanse? Przecież to wyborcy mają decydować, kto ma największe szanse i mają to zrobić podczas wyborów. A tu się okazuje, że nie, że ktoś wcześniej układa te klocki.

A co na samym końcu? Utrudnienie dostępu do władzy dla ugrupowań skrajnych. A jakie to ugrupowania skrajne? Kto o tym decyduje, które ugrupowanie jest skrajne, a które – nie? To chyba wyborcy powinni o tym decydować.

Ma więc rację Gluziński, gdy powyżej pisze:

W ustroju demokratycznym mamy do wyboru dwie alternatywy: albo anarchię zupełną, albo pod firmą „ludu” zakulisowe rządy tajnych organizacji międzypartyjnych i – najłatwiej – międzynarodowych. W braku ich wszystko musi się rozlecieć. Rozwydrzone partyjniactwo demokratycznego ustroju uniemożliwiłoby bowiem stworzenie jakiegokolwiek, dłużej trwającego, rządu i rozdarłoby państwo na strzępy. Koniecznością staje się więc ów tajny cement, spajający przywódców poszczególnych stronnictw w jakieś zwarte koła, których istnienie pozostaje tajemnicą nie tylko dla „ludu”, ale nawet dla ogółu działaczy partyjnych.

W demokracji nie ma miejsca na spontaniczność. Dotyczy to zarówno wyborów w ordynacji proporcjonalnej jak i w większościowej. To jednak nie zmienia faktu, że zdecydowana większość daje się nabierać na ten demokratyczny teatrzyk.

Inkwizycja

Obejrzałem sobie ostatnio film „Rękopis znaleziony w Saragossie” z 1964 roku. Jest to podobno jeden z najlepszych filmów w historii polskiego kina, a amerykański reżyser – Martin Scorsese, nawet uważa, że jeden z najlepszych w historii kina światowego. I podobnie jest oceniany w całym tym środowisku. W filmie tym występuje plejada doskonałych aktorów i chociażby z tego względu warto go obejrzeć. Jest długi, trwa 3 godziny. Akcja filmu toczy się w ciągu 66 dni na przełomie baroku i oświecenia, gdzieś pomiędzy latami 1700-1750. Opowiada ona przygody oficera gwardii walońskiej. Walonia podlegała wtedy królowi hiszpańskiemu.

Atmosfera filmu przesycona jest, od początku do końca, symbolami masońskimi, żydowskimi, Kabałą, mistycyzmem. Już w jednej z pierwszych sekwencji filmu dowiadujemy się, że główny bohater, oficer gwardii walońskiej, jest podejrzewany o to, że jest heretykiem i dlatego Inkwizycja zastawia na niego pułapkę. W innej scenie jedna z afrykańskich księżniczek wypowiada słowa: Mieszkamy w Tunisie, ale pochodzimy z Grenady, gdzie mamy krewnych, którzy do tej pory potajemnie wyznają wiarę ojców. Księżniczki pochodzą z rodu Gomelezów – takich hiszpańskich frankistów. Z tego rodu wywodzi się również matka głównego bohatera. Don Pedro Uzeda, kabalista, mówi w pewnym momencie do oficera gwardii walońskiej: W hebrajskim każda litera jest liczbą, każdy wyraz przemądrą kombinacją, każde zdanie straszliwą formułą, które gdy ją ktoś potrafi wymówić z potrzebnym przydechem i akcentami, z łatwością może poruszyć góry i osuszać rzeki. Dzięki księgom Zohar poznajemy głębię dziesięciu elementów, tworzących jedność bóstw. To wszystko pozwala nam dotrzeć do mocy władających światem pandemonistycznym. Chyba już prościej i jaśniej nie da się wytłumaczyć, czym jest Kabała. Jest to tajny, mistyczny wykład Biblii. Czyżby więc Mickiewicz ze swoim „a jego imię jest 44” – był kabalistą? Ten film jest o Żydach, tych którzy przyjęli chrzest i stali się szlachcicami, kupcami, bankierami – o Maurach, którzy też przyjęli chrzest i o tych skomplikowanych żydowsko-arabsko-hiszpańskich relacjach. Musiał więc spodobać się tym wszystkim środowiskom filmowym i innym, w których Żydzi, jawni czy ukryci, wiodą prym.

Ale też nad tym wszystkim unosi się duch Inkwizycji. Jest ona tam ukazana w tradycyjny dla Żydów i środowisk lewicowych sposób: tortury, polowania na heretyków itp. Nikt jednak nie próbuje wyjaśnić skąd wzięła się ta instytucja, jak działała i przeciwko komu była skierowana. Film można obejrzeć na cda.pl.

A jak rzeczywiście było z tą Inkwizycją? Hrabia Józef Tyszkiewicz w latach 20-tych XX wieku, prawdopodobnie w 1919 lub 1920 roku, odniósł się do tego problemu i warto zapoznać się z jego opinią. Cytat jest długi, ale warty przebrnięcia, bo Tyszkiewicz opiera się na tekstach źródłowych i stara się odtworzyć prawdziwy przebieg tamtych wydarzeń i porównuje je z ilością ofiar rewolucji francuskiej, rewolucji bolszewickiej i rzezi katolików w Meksyku. W przypadku meksykańskiej masakry tłumaczono to tym, że byli to rewolucjoniści i buntownicy. Gdyby jednak chcieć przyjąć ten sposób argumentacji, to trzeba by również uznać Albigensów za rewolucjonistów, którzy chcieli podważyć obowiązujący wówczas, czyli w średniowieczu, system wartości i zanegować istniejący ład społeczny. Obecni i wcześniejsi rządzący i ich ideologowie wyznają filozofię Kalego: Jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu ukraść krowę, to źle! Ale cóż ja będę tłumaczył! Tyszkiewicz robi to znacznie lepiej i dogłębniej:

Przede wszystkim więc epokę owych Wieków Średnich zupełnie nam mylnie przedstawiono. Te czasy, które dziś jeszcze u olbrzymiej większości ludzi uważanymi są za okres zastoju, nieładu i ciemnoty – to całkiem odwrotnie, przepyszna epoka ludzkości w swej wysokości ideałów, w swej harmonii społecznej i w swoim zjednoczeniu. Jest to epoka, w której cała cywilizowana ludzkość nosiła zaszczytne miano Chrześcijaństwa, gdy wszelka władza i czyn wszelki – tak zbiorowy jak i jednostki, stosował się do praw etyki i moralności: to epoka, w której ludzie szli przez życie w ramach Dekalogu, ku jedynemu celowi każdego człowieka, ku doskonałości i Bogu!

Słusznie też Bierdiajew, Chesterton i tylu innych wielkich dzisiejszych myślicieli powiada, że gdyby okres Wieków Średnich przedłużył się i utrwalił, to ludzkość mogłaby łacno dojść do tego szczytu doskonałości społecznej, o jakim na próżno dziś marzymy.

I oto właśnie w tej epoce Chrześcijaństwo całe poruszone zostaje przez tłumy dziwnych włóczęgów, nadciągających ze wschodu. Są to wygnańcy, walczącego z wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, Cesarstwa Bizantyjskiego. Prosty lud nazywa ich Bulgrami lub częściej nawet Bugrami – przez zniekształcenie nazwy Bułgar, skąd mienią się pochodzić. Oni sami jednak nazywają się Katharami, co znaczy „czysty”, głoszą jakąś nową religię, propagującą odmienny ustrój społeczny. Historia określa ich pod nazwą Albigensów, od najbardziej głośnej i licznej grupy.

Owa nowa religia – to rodzaj manicheizmu i jest bliźniaczo podobną do dzisiejszej teozofii; ów nowy ustrój – to znów rodzony brat dzisiejszego komunizmu! Analogia jest tak wielką, iż śmiało mówić można o tożsamości i dzisiejsi teozofowie świadomie wprowadzają naiwnych w błąd, twierdząc, że Kościół nigdy ich nie potępił. Siedem wieków temu wszystkie dosłownie tezy teozoficzne, zostały ex cathedra potępione pod nazwą herezji Albigensów! Różnica polegała li tylko na tym, że oprócz zamachu na religię Katharowie jednocześnie podkopywali podstawy ładu społecznego przez szerzenie humanizmu. Tam religia i ustrój społeczny stanowiły całość i tym groźniej, jak ogniska trądu, zarażać poczęły ludność miejscową.

Ale ówczesne społeczeństwo młodym jeszcze było, silnym i zdrowym, nie zarażonym dziedzicznie przez liberalizm, nie obciążone protestantyzmem, więc odruch samoobrony był też potężnym i powszechnym! Ohydne zepsucie, szerzone przez Albigensów pod płaszczem faryzeizmu, oraz straszne ich okrucieństwo i bezwzględność, dzika nienawiść do Kościoła, wywołały gwałtowne i również radykalne odruchy i represje zdrowej ludności. Wszędzie, gdzie się osiedlili, wybuchały krwawe zamieszki, wzajemne rzezie, więc, aby przywrócić spokój, aby ukarać winnych a chronić niewinnych – rządy państw europejskich zmuszone zostały do mianowania specjalnych trybunałów, do organizowania zbrojnych ekspedycji karnych.

Ponieważ jednakże ze sprawą publiczną związana też była sprawa religijna, bo z jednej strony jawnie panoszyła się herezja, a z drugiej nie trzeba opuszczać z uwagi, iż w tych czasach religia była ostoją ustroju socjalnego, więc aby wyjaśnić doktrynę katolicką, by pouczać i nawracać zabłąkanych, by wreszcie oddzielić kozły od owiec, Albigensów od chrześcijan – Kościół również zmuszonym został do wyłonienia specjalnej komisji. Ta ostatnia składała się z doskonałych teologów i apologetów i nosiła nazwę trybunału badawczego, czyli inkwizycyjnego.

Takim oto był początek instytucji, zwanej później powszechnie „Trybunałem świętej Inkwizycji”.

Tutaj zaraz spotykamy się z dziwnym na pierwszy rzut oka faktem: oto gdy dzisiejsi mędrkowie napadają na instytucję Inkwizycji, to jakby zmówieni, czy też dziwnym zbiegiem okoliczności powodowani, zawsze mierzą w tzw. inkwizycję hiszpańską. O bardzo ożywionej działalności trybunałów we Francji i Włoszech mówi się i pisze bardzo mało – chociaż działalność ta była wybitnie czynną w przeciągu przeszło stulecia! Cóż to za powód tego „dziwnego trafu”?…

Zewsząd ściśnięci przez rządy, ścigani przez sądy i rozdrażnioną ludność – owi komuniści i teozofowie Wieków Średnich – zostali wreszcie zgnieceni. Większość zbałamuconej przez nich ludności powróciła na łono Kościoła, z przywódców i cudzoziemców zbiegło wielu poza granice świata chrześcijańskiego – upartych stracono, a niedobitki ukryły się w podziemiach swych bardziej niż kiedykolwiek tajnych lóż lub w gettach żydostwa. Tutaj, nawiasem mówiąc, znajdujemy niezaprzeczone historyczne początki masonerii, która dziś gra już w otwarte niemal karty i przybiera się najbezczelniej w laury obrońców ludzkości.

Działalność Inkwizycji zdawała się być wtedy ostatecznie zakończoną – bo słynny proces Templariuszy w r. 1312 nie był prowadzony przez Inkwizycję, a zaś podły, bo płatny przez Anglię, trybunał w Rouen, który zamordował św. Joannę d’Arc, był samozwańczą jej parodią. Najbardziej nawet zagorzali przeciwnicy Kościoła, zmuszeni są te dwa fakty uznać.

Nagle jednak, przy końcu XV wieku widzimy Inkwizycję znów działającą; z ogromną energią i konsekwencją czynną jest ona w Hiszpanii, a zwrócona przeciwko Maurom i… żydom!

I oto całkowite wyjaśnienie zagadki! Na próżno gdzie indziej szukać źródeł tej zawziętej, niewytłumaczalnej, anormalnej wprost nienawiści, którą widzimy wszędzie, gdy mowa o Inkwizycji Hiszpańskiej. Trybunał ten skutecznie uraził – wszechpotężne żydostwo!

Rozmaite sądy mogą setkami skazywać na śmierć niewinnych ludzi, mogą się zdarzać tysiące omyłek sprawiedliwości ludzkiej i nikt o tym nie tylko że pamiętać nie będzie, ale i nie zechce wiedzieć; ale niech sąd wojenny katolickiego kraju skaże szpiega i zdrajce na ciężkie roboty, a szpiegiem tym będzie Dreyfus – to cały świat trząść się pocznie w posadach. Najpopularniejsi adwokaci staną do obrony, najpoczytniejsi literaci pisać będą tomy całe rozdętej liryki, latami trwać będą manifestacje i rozruchy, grozić powikłania wojenne, bo – dotknięto żyda!

Albo czyż dziś, cały ten świat „cywilizowany”, ten świat „kultury i postępu” należnym mianem piętnuje bestialskich morderców, a zarazem kierowników tak zwanej „wielkiej” rewolucji francuskiej? Czy w opinii publicznej ciąży na nich hańbiące piętno niewinnej krwi tak szczodrze przelanej? Czy my sami wspominamy jeszcze te miliony ofiar wymordowanych przez uczni Marksa i innych socjalistów? Któż nawołuje dzisiaj, by świat cały porozumiał się i wysłał ekspedycję karną (bo byłby to jedyny racjonalny środek) dla zgniecenia podłej bandy masońsko-liberalnej, wznawiającej męczeństwa z czasów Nerona w Meksyku?… Delikatna ludzkość XX wieku, którą oburza sam wyraz inkwizycja, zdaje się być ślepą i głuchą, gdy mordowanymi i dręczonymi są katolicy!

Lecz gdy w dniach rozpaczliwych walk ulicznych we Lwowie, kiedy to zdobywano dom za domem, a z domów tych (zamieszkałych przez żydów) sypały się strzały – gdy wtedy poturbowano kilku żydów na ulicach bohaterskiego grodu – to tenże cały świat zatrząsł się literalnie pod potopem bezczelnie kłamliwych opisów polskiego barbarzyństwa! Jedna po drugiej poczęły do nas zjeżdżać międzynarodowe komisje śledcze, całe bandy nasłanych i samozwańczych szpiclów – tenże cały „cywilizowany” świat chciał nas śledzić i karać!…

Identyczny w swej analogii fakt zachodzi również i z historią Inkwizycji Hiszpańskiej, a ci wszyscy, co spośród społeczeństwa naszego, bez dokładnych badań, bez zgłębiania istoty rzeczy – tyko tak, z wrodzonego liberalizmu i swady „postępowej”, miotają gromy na Wieki Średnie i fanatyzm Inkwizycji – wiedzieć powinni, iż tylko bezmyślnie powtarzają masońskie nauki, że bezwiednie grają role narzucone im przez międzynarodówkę żydowską!

Lecz przejdźmy do zbadania samej instytucji Inkwizycji, do zaznajomienia się z procedurą i z wyglądem tego sądu. Przede wszystkim więc jak się taki trybunał formował, jakim był jego skład osobisty?

Wysłany z rozkazu Rzymu inkwizytor, przybywa do danego kraju czy też prowincji i jako delegat najwyższej władzy kościelnej, przedstawia przede wszystkim swe listy uwierzytelniające miejscowemu panującemu i biskupowi, aby od nich otrzymać wszelką pomoc władz świeckich i duchownych. Dopiero gdy te formalności zostały załatwione, przystępuje do tworzenia trybunału. Zaprasza więc do pomocy dwóch sędziów asesorów, z których jednym jest zawsze i z samego prawa, miejscowy biskup, drugim zaś zazwyczaj prowincjał, opat lub przełożony miejscowego, najpoważniejszego klasztoru. Następnie powoływanym był przysięgły notariusz, ze swoimi sekretarzami, pomocnikami i pisarzami, który jako sekretarz sądu, musiał w aktach sprawy zamieszczać dosłownie, in extenso, wszelkie zeznania świadków i stron oraz protokóły posiedzeń. Większość tych akt do dziś istnieje i tam właśnie widać tę wybitną bezstronność i łagodność trybunałów!

Dalej wybierano ławników, w liczbie 6, 8 lub 12, zawsze spośród najbardziej znanych z uczciwości i prawości miejscowych obywateli; owi „viri probi” – mężowie prawi, mieli za obowiązek podawać swe zdanie o moralności i prawdomówności wszystkich świadków, oraz, fakt pierwszorzędnej wagi, kontrolować z prawem veta wszelkie zeznania, akty, podania i protokóły. Poza tym należeli do sądu prawnicy, rzeczoznawcy świeccy i duchowni, nieraz bardzo liczni, bo do pięćdziesięciu osób dochodzący.

Trybunał Inkwizycyjny nigdy nie rozpoczynał swoich sędziowskich czynności zaraz po ukonstytuowaniu się, lecz proklamował tak zwany „czas łaski”. Manifest głoszący warunki „czasu łaski” otrąbywanym był na wszystkich placach, zebraniach publicznych, targach, odczytywany ze wszystkich ambon. Czas łaski był okresem namysłu, rozwagi – trwał nie mniej niż dni trzydzieści, ale zazwyczaj dwa i trzy miesiące, a poświęconym był szeregowi misji, publicznych konferencji i dysput najlepszych teologów o prawach wiary i błędach herezji. Każdy heretyk, zgłaszający się bez wezwania do trybunału i odwołujący tam swe błędy, nie ponosił żadnej odpowiedzialności, poza zwykłą pokutą konfesjonału i nie mógł już być ściganym przez władze świeckie.

Trzeba mieć na uwadze fakt, iż uparci heretycy sekciarze, podczas trwania „czasu łaski” mieli wszelką możność zlikwidowania swych majętności i ucieczki, mogli też skryć się na miejscu u bardzo nieraz możnych protektorów – co nawiasem mówiąc, nie omieszkał zrobić Luter, co też robiło bardzo wielu Katharów, kryjąc się, jak wyżej wspomniałem w gettach żydowskich, stanowiących zawsze łącznik między czerwoną i złotą międzynarodówką oraz masonami.

Poza składem urzędowym musiał trybunał mieć też i swoją własną policję śledczą, która składała się już z niższych urzędników, z najmitów, pełniących te funkcje za wynagrodzeniem.

Tych to właśnie, tzw. „pachołków inkwizycyjnych” bała się ludność wielce, bo często byli grubiańscy i gwałtowni, wymagający i chciwi zysku. Arogancja ich pochodziła głównie z powodu nietykalności osobistej jaką z konieczności musiano ochraniać wszystkich ludzi należących do trybunału Inkwizycji. Nie należy jednak zapominać, że byli to wszystko podwładni najemnicy, że skarga odpowiednio na nich zaniesiona do Inkwizytorów lub nawet ławników, zawsze była rozpatrywaną skrupulatnie, że byli to przeważnie ludzie mało kulturalni, a wreszcie, że nietykalność osobista dziś również źle wpływa na niektóre charaktery, a następnie sądy mają dużo trudności z uzyskaniem jurysdykcji nad takimi nietykalnymi suwerenami!

W każdym razie przede wszystkim szukano głosu opinii publicznej, a więc powoływano wszelkich możliwych świadków, i tu procedura trybunałów inkwizycyjnych różniła się zasadniczo od ówczesnej procedury sądowej świeckiej, bo gdy sądy świeckie nie uwzględniały świadectw złożonych przez heretyków, wyklętych lub ludzi pozbawionych praw, to Inkwizycja takowe uznawała i bardzo dokładnie badała. Był to nie tylko bardzo „liberalny” objaw sprawiedliwości, ale i najlepszy sposób ku odkryciu rzeczywistej prawdy wśród licznych tajemnic i konspiracji, jakimi się sekty okrywały.

Prócz tego najpoważniejsi obywatele z okolicy wzywani byli, aby pod przysięgą składać swój sąd o wartości moralnej świadków. I znów należy pamiętać, że wówczas do przysięgi przywiązywano znacznie większe znaczenie niż dzisiaj. Już nie mówiąc o tym, że krzywoprzysięzca był karany śmiercią, ale owe czasy były to wieki wiary i poczucia honoru! Wtedy podłość tego uczynku nawet zbójów brzydziła i zbrodniarz odmawiał krzywoprzysięstwem ratować najbliższego przyjaciela. Dziś, szczególniej gdy chodzi o rozwód, ta sama podłość zowie się, w „najlepszym” nawet świecie – „usługą towarzyską!” W tym „postęp” jest wyraźny.

Specjalny kodeks niezmiernie ciężkich kar od chłosty i pręgierza do kary śmierci włącznie, groził świadkom nie tylko za fałszywe, ale i za krętackie zeznania, a wreszcie najmniejsze uchybienie w procedurze procedurze pociągało za sobą nie tylko kasatę, ale wprost anulowanie sprawy i to zawsze na korzyść oskarżonego. Procedura ta zaś wymagała przede wszystkim dokładnego zbadania wszystkich świadków obrony i dopóki ich nie wysłuchano, chociażby rok cały trzeba było czekać na ich sprowadzenie – wstrzymywano wyrok. Nawet straszny Torquemada nie pozwalał wyrokować, póki wszyscy świadkowie obrony nie byli zbadanymi.

Oskarżony, raz wezwany do sądu, musiał się stawić i w przeciwnym razie podlegał aresztowaniu i sprowadzeniu siłą, lecz Inkwizycja sprzeciwiała się stanowczo tak często stosowanemu w naszym liberalnym i cywilizowanym XX wieku – więzieniu prewencyjnemu.

Nawet podczas samego procesu oskarżony mógł w składzie sądu zakwestionować bezstronność sędziów, lub nawet Inkwizytora – a wówczas składali oni natychmiast swe urzędy w ręce zastępców. Wreszcie, po wyroku, przysługiwało zawsze prawo apelacji do Rzymu i prawo to tak szeroko było używanym, że nieraz na lata całe unieruchamiało czynności Inkwizycji miejscowej. Podczas zaś trwania całego procesu nie tylko oskarżony miał możność tłumaczenia się, ale nakazywano mu takowe, bo o nic innego nie chodziło, jak wykazanie całej prawdy.

Tutaj z kolei wysuwa się naprzód, bardzo jednostronnie nadużywana sprawa stosowania tortur, sprawa będąca drastyczną i niemiłą dla umysłów nie obejmujących tak całokształtu wypadków, jak i zwyczajów epoki, a zwłaszcza głębokiej wiary tych czasów. Stwierdzić też należy od razu, iż tortury, powszechnie używane w ówczesnej procedurze świeckiej, zakazanymi były w sprawach kanonicznych i nigdy w nich nie figurowały!

Nie chcę przez to twierdzić, iż nie były one nigdy stosowanymi przez Inkwizycję. Bowiem skutkiem specjalnie groźnych wypadków i jako wyjątkowe ustępstwo dla władz świeckich, zaczęto przy procesach inkwizycyjnych w niezmiernie rzadkich okolicznościach, stosować torturę w r. 1252, ale i to pod następującymi warunkami:

Primo: nigdy na żądanie Inkwizytora i nigdy w jego obecności. Wszelkie więc powieści, obrazy, sztuki teatralne i filmy kinowe, przedstawiające torturowanych w obecności inkwizytorów są tylko wierutnym kłamstwem, umyślnym i podstępnym fałszem historii! Jest to niezbity dowód oszczerczej zajadłości wrogów Kościoła, starających się w ten sposób wpływać na uczuciowość młodzieży i nieświadomość mas.

Secundo: torturę wolno było zastosować tylko w ostateczności, za zgodą miejscowego biskupa i jedynie przez władze świeckie.

Tertio: stosować ją tak, aby nie pociągnęła za sobą utraty zdrowia lub jakiegokolwiek kalectwa, zaś każde zaznanie wydobyte za pomocą bólu nie było ważnym o ile je oskarżony nie powtórzył dobrowolnie przed sądem, co najmniej w 24 godziny później.

Wyżej wspomniałem, że tortury stosowane były przez Inkwizycję jako rzadki wyjątek, a ponieważ nie chcę, by twierdzenie to zdawało się gołosłownym, więc podaję rzeczowy dowód: w całej południowej Francji, gdzie przecież w ciągu dwóch wieków trwała walka z ohydną sektą Albigensów, znanymi są tylko trzy wypadki zastosowania przez Inkwizycję tortury. Nie ma wątpliwości, że gdyby ich było więcej, nie omieszkaliby tego podać historycy obozu liberalnego! Mam też wrażenie, iż gdyby dzisiaj, na tymże terenie, zbadać dokładnie sposób wydobywania zeznań od aresztowanych, i to w ciągu tylko jednego roku, natrafiłoby się na znacznie większą ilość równych a nawet i boleśniejszych, lecz za to mniej jawnie zadawanych męczarni!

Inkwizytor nigdy nie wyrokował sam, zawsze był tylko prezesem sądu i głos jego rozstrzygał w razie równości – sam zaś przed podpisaniem wyroku zasięgał zdania i rady prawników, rzeczoznawców i biskupa. W protokółach notowano dosłownie zdania tych wszystkich ludzi i rozstrzygała większość. Bardzo często się zdarzało, iż wyrok podpisany raz jeszcze przed ogłoszeniem wyroku poddawano do zatwierdzenia biskupa.

Z przekazaniem skazańca władzy świeckiej nigdy się nie spieszono, zwłaszcza zaś w Hiszpanii odbywało się to dwa do trzech razy do roku i przybierało charakter specjalnie poważny i uroczysty, a że o takiej ceremonii ogłaszano na wiele czasu naprzód,więc też liczne tłumy, żądne, tak jak i dzisiaj, sensacji, ściągały zewsząd do miasta.

Ceremonię rozpoczynały nabożeństwa, następnie wygłaszane były raz jeszcze kazania misyjne, po których następował publiczny akt wyznania błędów przez nawróconych herezjarchów i pojednanie ich z Kościołem. Na tych wszystkich obrzędach musieli być obecni skazańcy i raz jeszcze wzywano ich do uznania błędów, a dopiero po ostatecznej odmowie czytano na placu akty spraw i wyroki. Wtedy następował akt ekskomuniki tych wszystkich, których miano przekazać sądom świeckim. Władze świeckie przejąwszy publicznie skazańców, sądziły ich po raz wtóry; tu do sprawy dochodziły wszystkie momenty polityczne i społeczne, a egzekucja następowała nie wcześniej jak dnia następnego.

Cała pierwsza część ceremonii, część ściśle religijna, nazywała się w Hiszpanii „aktem wiary” – po hiszpańsku „auto-da-fe”. Jest więc niezbitym dowodem grubego nieuctwa lub co gorzej, wyraźnej złej woli dzisiejszych historyków – łączenie obu wyroków razem i nazywanie stosów, na których palono skazańców, czyli świecką egzekucję: „auto-da-fe”. O nic innego tu nie chodzi, jak o zohydzenie religii, bo podczas auto-da-fe nigdy nikogo nie zabito ani nie spalono!

Tak się przedstawiał w rzeczywistości Trybunał św. Inkwizycji – oczyszczony o ile możności z wszelkich nadużyć, jakie w niektórych wypadkach wprowadziła polityka lub rozjuszone żądze ludzkie.

Od szeregu wieków, tysiące historyków i pisarzy, idących na pasku liberalno-żydowskim, wylało przeciwko temu Trybunałowi, i wciąż dalej wylewa, potoki wymowy i atramentu – całe zwały baśni i kłamstw – a jednak najzaciętszy wróg, nawet porównać go nie śmie z krwiożerczymi trybunałami rewolucji francuskiej – mordującymi tysiące ludzi w imię demokracji i „praw człowieka”, w imię: równości, wolności i braterstwa!…

O „sądach” dzisiejszej Bolszewii – „trybunałach pracującego ludu” – już dziś jakoś zapominamy, a cóż dopiero mówić o Meksyku. Tam to już nie dzicz azjatycka, tam działa typowy liberalizm amerykański, i to ci właśnie liberałowie, obrońcy „praw człowieka” – mordują od paru lat i katują w najstraszniejszy sposób olbrzymią większość narodu – li tylko za jego wiarę! Tam tortury stosowane do więźniów przewyższają wszystko, co dotychczas zwierzę ludzkie wymyśliło! Zdarzył się niedawno wypadek, iż kat, który żywcem czterdziestu katolików zakopał – wykonując wyrok sądu (!) – zwariował z przerażenia! Ale ponieważ w Meksyku działa masoneria i liberałowie, ponieważ mordują tam „tylko” katolików – więc nad tą sprawą zawieszono zasłonę sprzysiężenia milczenia – o Meksyku, prócz nielicznych katolików, nie mówi, nie pisze – nikt! A gdy o tym piszą – to mówią o „rewolucjonistach i buntownikach”, bo tym mianem nazywa żydowsko-masońska prasa – katolików.

Jak już powyżej zaznaczyłem, wszystkie główne ataki przeciwko Inkwizycji, wszelkie oszczerstwa i kalumnie, rzucane są zawsze na hiszpańską inkwizycję. Przyjrzyjmy się więc pokrótce Hiszpanii:

Zdobycie Grenady, w r. 1492, położyło kres panowaniu kalifów na półwyspie Pirenejskim, ale para wielkich monarchów, jakimi niezaprzeczenie byli Ferdynand i Izabella, oczekiwała na to zwycięstwo by rozpocząć dzieło unifikacji i uspokojenia społecznego w kraju.

Trzy narody, trzy odmienne światopoglądy, spotykały się tam oko w oko – a dzieliły je różnice rasy, religii i wspomnienia a raczej niechęci przeszłości. Tuziemiec Hiszpan – gorliwy patriota i katolik, Maur – mahometanin, do niedawna władca – dziś zwyciężony, którego interesy lub węzły rodzinne przywiązały do kraju i Żyd – oporny dla wszelkiej asymilacji – żyjący, jak na całym świecie, jako pasożyt wśród dwóch poprzednich.

Ponieważ w Wiekach Średnich religia była ostoją i szkieletem budowy społecznej, więc też Ferdynand i Izabella starali się, usunąwszy siłą całkiem oporne elementy, stopić pozostałą masę ludności w chrystianizmie i tym sposobem powoli i bez wstrząsów przywrócić jedność moralną i polityczną w kraju. Zdawali sobie doskonale sprawę, że nic tak nie sprzyja unifikacji kraju, jak wspólność wyznania, nic bardziej nie rozbija i nie szkodzi, jak różnorodność wyznań i sekciarstwo.

Działali bardzo ostrożnie, bez jakichkolwiek gwałtów, rozpoczynając od ułatwienia emigracji dla opornych, przy zupełnej swobodzie kultu, a nawet zwolnienia od podatków na przeciąg lat trzech wszystkich mieszkańców królestwa Grenady. Z drugiej strony wprowadzili ochronę dla wszystkich neofitów, wzbronionym zostało wydziedziczanie przyjmujących katolicyzm dzieci, wyznaczano fundusze posagowe dla nawróconych dziewcząt, uwalniano niewolników neofitów. Wszędzie budowano kościoły, zakładano specjalne wschodnie kolegia dla kształcenia mówców i kaznodziejów języków i narzeczy arabskich, aby mogli tym łatwiej nieść wśród ludu Słowo Boże i przeprowadzać publiczne dysputy z obrońcami koranu lub Talmudu.

Metoda ta okazała się bardzo dobrą, pociągnęła liczne rzesze młodzieży i rokowała ogólną unifikację już w najbliższych pokoleniach – ale może właśnie dlatego, iż tak szybkie robiła postępy, załamała się nagle. Przestraszeni bowiem ilością prawdziwych nawróceń muzułmanie – porozumieli się z żydami – bo wobec krzyża żyd gotów połączyć się jawnie z najzawziętszym wrogiem! Potomkowie Jakuba zwrócili natychmiast swe prawa pierwszeństwa pokoleniu Ezawa i w cieniu półksiężyca uwił sobie gniazdko Izrael, aby razem a podstępem zaatakować chrześcijan. Nam Polakom, wyjaśniać i tłumaczyć tej psychologii chyba nie ma potrzeby – znamy dokładnie postępowanie żydostwa, przygarniętego przez Polskę, w czasach jej porozbiorowej i okupacyjnej historii!…

Wybuchł więc szereg buntów – ostro uśmierzonych w latach 1499-1501, po czym przyszła normalna reakcja; rząd dał do wyboru – bądź opcję za krajem i przyjęcie chrześcijaństwa – bądź wygnanie. Ten krok rządu okazał się fatalnym – bo jak wszelki gwałt, pociągnął za sobą z jednej strony nowe spiski, bunty i represje – a z drugiej stworzył nagle ogromne rzesze wychrztów, bynajmniej nie nawróconych, wśród których wszelkie herezje o wyraźnym podkładzie gnozy i judaizmu poczęły się szybko rozwijać.

I oto nagle koniecznością państwową stała się Inkwizycja.

Już od dawna żydzi osiedleni w pierwszym wieku naszej ery w Hiszpanii grali tam tę straszną komedię nawrócenia. Wiele lat przed najściem Maurów Kościół i państwo musiały się bronić przed zalewem wciąż w siły wzrastającego żydostwa – lecz ile razy ostrzej się do nich zabierano, tyle razy natychmiast udawali asymilację, chowali się pod płaszczem Chrztu!

W chwili najazdu Maurów żydzi, jak zawsze w historii wszystkich krajów, stanęli po stronie nadciągającego wroga i wspomogli podbój kraju podstępem, szpiegostwem, zdradą i przekupstwem. Wytężyli wszystkie swe siły i zdolności, by wesprzeć Maurów przeciwko Hiszpanom, a przez to samo zyskali pod rządami Kalifów mnóstwo urzędów i praw. Kiedy jednak po paru wiekach karta historii odwróciła się, gdy znowu Hiszpanie wracać poczęli do swych siedzib, zdobywali wciąż nowe miasta i prowincje, a Maurów wypierali z powrotem do Afryki – żydzi bynajmniej nie uciekli, lecz wspomagać zaczęli królów hiszpańskich przeciwko Kalifom! Znów więc nie tylko, że nic ze swych praw nie utracili, ale jeszcze zyskali cały szereg nowych przywilejów.

W kraju wyczerpanym wiekowymi walkami, doszło wreszcie do tego, że w krótkim czasie żydzi zawładnęli wszystkimi źródłami dochodów państwa, opanowali wszystkie wybitne stanowiska rządowe i to począwszy, jak zazwyczaj, od dostawców armii, bankierów, kupców, lekarzy i prawników – a kończąc na ministrach, radzie koronnej, a nawet… mitrach biskupich!

Ci wszyscy wychrzci, a lud zwał ich „maranos”, czyli „przeklęci” – wspierali tamtych, tłum wielki jawnych żydów i Hiszpania zamieniła się faktycznie w Judeo-Hiszpanię. Wszelkie kapitały i cały handel – przeszły w ręce żydowskie, wślizgnęli się oni we wszystkie dziedziny życia państwowego, tworząc jednocześnie – państwo w państwie – gdyż posiedli całkowitą autonomię, swoje szkoły, prawa, sędziów, kahały, wreszcie szeregi specjalnych przywilejów, które wciąż nabywali od zrujnowanych wojną książąt, miast i rządów!…

W ciągu jednak całej historii świata, wśród wszelakich ludów, ras i narodów – zawsze w ten sam sposób rozwija się „spółżycie” z żydami: gdy miara cierpliwości się przebiera, gdy tuziemcza ludność wyniszczona lichwą, demoralizowana i uciskana, drażniona rozpierającym się wszędzie aroganctwem żydowskim – dochodzi do kryzysu nienawiści – następuje wybuch mniej lub więcej krwawy, załamanie się i koniec panowania Izraela! Taki też kryzys nastąpił w Hiszpanii, wszędzie poczęły wybuchać antyżydowskie rozruchy, to co dziś powszechnie przyzwyczailiśmy się nazywać „pogromami”. Jednocześnie nacisk ludu na rząd był tak silny, iż władze zmuszone zostały do przeprowadzenia ładu. W r. 1473 nastąpił, nieudany zresztą, zamach żydowski, podczas którego omal że nie został wydanym w ręce Maurów klucz do Hiszpanii – Gibraltar i dopiero wtedy zrozumiano w najbliższym otoczeniu króla, że należy działać energicznie i konsekwentnie, jeśli się chce uratować kraj od zguby. Przede wszystkim więc ustanowiono Inkwizycję, powołaną do sądzenia tych wszystkich ukrytych żydów i Maurów, którzy dla celów politycznych czy finansowych udawali chrześcijan. Inkwizycja hiszpańska nigdy nie sądziła jawnych żydów lub muzułmanów, a starała się dosięgnąć tylko tzw. „maranos”. Pomimo faktycznej grozy wypadków, przed przystąpieniem do sądów dano wszystkim „czas łaski”, a więc całe dwa lata cierpliwie poświęcono na uspakajanie umysłów, na misje i dysputy, wreszcie na dobrowolne powolne likwidowanie interesów oraz swobodną emigracje elementów opornych. Żydzi jednakże odpowiedzieli niebywałym zuchwalstwem i bezczelnością na to pełne rozwagi i spokoju rozporządzenie rządu; czuli się pewnymi swojej siły i ostatecznego zwycięstwa. W r. 1485 wykryto olbrzymie sprzysiężenie antypaństwowe, zaraz potem nastąpiło zamordowanie przez żydów legata papieskiego w Saragossie i w tymże roku okropny mord rytualny w Le Guardia, który przypominał inne podobne z lat 1452-54 i 65; w całym kraju ujawnione zostały zdrady i zamachy i te wypadki przyspieszyły wydanie „edyktu Grenady”.

Na próżno za pomocą przekupstwa żydostwo całego ówczesnego świata starało się uchylić to rozporządzenie; król pod naporem opinii publicznej, edykt utrzymał – daje wszystkim opornym do wyboru bądź szczere i wyraźne przyjęcie chrześcijaństwa, bądź – banicję. Pozostawiono jeszcze sześć dodatkowych miesięcy na likwidacje majątków – po czym nastąpiła deportacja, wygnanie mas żydowskich, uwolnienie kraju od wroga wewnętrznego.

W historii czytamy o tej banicji baśnie, jak o żelaznym wilku! Podawane są tam jakieś opowiadania o topieniu dziesiątków tysięcy emigrantów w specjalnych okrętach, otwierających się na pełnym morzu, ilość wygnanych podawaną jest na dwa miliony, itd., itd. Tymczasem jest faktem historycznym, iż takie topienie ludzi odbywało się podczas rewolucji francuskiej, urządzonej i prowadzonej przez masonów – ale za czasów hiszpańskich nie znamy żadnego podobnego wypadku.

Co prawda, rozbił się okręt z emigrantami podczas burzy i utonęło wtedy paruset ludzi, ale wraz z eskortującymi żołnierzami i załogą, więc chyba nie umyślnie! Cała ludność żydowska, zamieszkująca wówczas Hiszpanię, nie przenosiła dwustu tysięcy głów, a trzeba pamiętać, że spośród nich znów wielka ilość ukryła się pod pozornym nawróceniem, powiększając szeregi owych „maranos”, z którymi walczyła Inkwizycja.

Jakby nie było, wypędzenie kilku dziesiątków tysięcy ludzi, nie należy do środków łagodnych, lecz rząd nie miał innego wyjścia i chronił w ten sposób od nieuniknionej rzezi. A zresztą, czyż gdy dzisiejsi żydzi, kierownicy komunizmu, zmusili do ucieczki (zabierając im nb. wszystko) przeszło 2 miliony ludzi z Rosji, gdy krocie emigrantów katolickich musiało opuścić Francję pod rządami „praw człowieka” wielkiej rewolucji, gdy lat temu kilkanaście wygnano z tejże Francji dziesiątki tysięcy księży i zakonnic i gdy dzisiaj wielka część ludności ucieka z Meksyku – rozczula się nad tym historia? Czy płaczą liberałowie?

Warto jednak teraz przejść do cyfr, gdy się bowiem czyta dzisiejsze podręczniki historyczne, to ma się wrażenie, że inkwizytorzy hiszpańscy w takich masach palili nieszczęsnych żydów, Maurów, protestantów i masonów – jak chyba może tylko dziś rozstrzeliwują, torturując wprzódy, katolików z Meksyku!… Po prostu krocie – jeśli nie miliony ofiar!

Biorę więc najbardziej może wrogie względem Kościoła, ale rzeczowo opracowane dzieło, bo historię Inkwizycji, pisaną przez zdeklarowanego wroga Kościoła, księdza renegata i masona – Lloriente. Znajduje tam takie zdanie: „Inkwizycja hiszpańska straciła (dosłownie: „immola”) 234 526 ofiar”. Kilka wierszy niżej wyjaśnia on: z których (to ofiar) 9660 było spalonych „in efige” (to znaczy w wizerunku, bo winowajcy umknęli, a palono przedstawiające ich lalki) zaś 206 546 było skazanych na pokuty kościelne.

Nie potrzebuję chyba tłumaczyć, że istnieje lekka różnica między „straceniem” a ‘pokutą kościelną”! Pan Lloriente wszystko jednak zalicza do „ofiar”, bo to ślicznie brzmi i… może być bez dalszego wyjaśnienia pomieszczane jako „cytata naukowa” – w innym dziele, gdzie już czytelnik nie odszuka fałszu! To się nazywa „przygotowanie źródeł” w guście liberalizmu.

Jest tam jednak fakt ciekawszy, bo oto wertując całe wielkie cztery tomy tego dzieła, znajdujemy zaledwie 216 (wyraźnie: dwustu szesnastu!) faktycznie straconych, w ciągu całych trzech wieków trwania Inkwizycji w Hiszpanii!… Mniej niż jeden na rok!

Porównajmy te cyfry z innymi – mniej popularnymi w naszych demokratycznych czasach; rewolucja francuska w ciągu trzech lat (a tam są trzy wieki!) zamordowała na mocy wyroków trybunałów rewolucyjnych trzysta tysięcy ludzi – rewolucja rosyjska również w ciągu trzech lat i również na mocy „wyroków sądu”, zamordowała prawie dwa miliony ludzi! – Idziemy więc z wyraźnym postępem!

O tych 216 straconych herezjarchach i burzycielach ładu społecznego, od przeszło stu pięćdziesięciu lat piszą tomy za tomami, przedstawiając w najstraszniejszych barwach grozę wiejącą z postaci okrutnych mnichów, ale o mordercach i łotrach noszących nazwiska Robespierów, Dantonów i Maratów od stu trzydziestu lat pieją ciż sami pisarze hymny pochwalne! Dziś sprzysiężenie milczenia zamknęło usta i sumienia historyków i całej światowej prasy wobec bandytów bolszewickich i meksykańskich zbójów!

Jakaż jest tego przyczyna?…

Oto tam, w obronie Kościoła i monarchy, w obronie wiary i ładu społecznego stracono paruset, a wygnano kilkadziesiąt tysięcy żydów – ale za to uratowano ludność, bo Hiszpania zachowała jedność wiary i dobre obyczaje. A tu masoneria i żydzi – mordują krocie i miliony – miliony i krocie idą na tułaczkę i wygnanie w nędzy i rozpaczy, bo zatriumfował czerwony zwierz, noszący miano radykalnej lewicy!

Nie mam zamiaru bronić gwałtów inkwizycyjnych, a tym bardziej proponować zastosować je dzisiaj… a jednak!… Richelieu przez uwięzienie na czas ks. de Saint-Cyran, podciął podstawę herezji Jansenitów – i mówił wtedy, że gdyby to samo zrobiono zawczasu z Lutrem i Kalwinem – uniknąłby świat potoków krwi i wojem religijnych – uniknęlibyśmy załamania się cywilizacji świata! Ile by ludzkość oszczędziła sobie nieszczęść, gdyby zawczasu poumieszczała „twórców” nowych religii tam, gdzie ich rzeczywiste miejsce, tj. w domach dla wariatów lub w więzieniach!…

Nie bronię gwałtów Inkwizycji – a tylko staram się pozostawić im właściwe „skromne” miejsce w historii. Nie przeczę, że zdarzały się ekscesy, że zwłaszcza przy rozognieniu namiętności politycznych trafiały się wyroki stronnicze, niepotrzebne okrucieństwa, ale raz jeszcze stwierdzić muszę, iż instytucja trybunału św. Inkwizycji, tak długo, jak była niezależna od państwa, zawsze działała ostrożnie i z nadmierną niemal łagodnością. Wszelkie nadużycia zdarzały się dopiero wtedy, gdy trybunały podpadały pod wpływy polityczne rządów – lub jak w Hiszpanii, gdzie Inkwizycję całkowicie odcięto od Kościoła.

Każdy historyk bezstronnie badający historię Kościoła, musi powtórzyć słowa, którymi de Tocqueville kończy swoje swe dzieło: „Rozpocząłem badania pełen uprzedzeń przeciwko Papieżom – skończyłem je pełen szacunku i podziwu dla Kościoła!…”.