Naród cz.2

W poprzednim blogu cytowałem Dmowskiego, który w swojej pracy Myśli nowoczesnego Polaka w rozdziale Naród a Państwo, wyraził pogląd, że naród bez państwa nie może istnieć. Na samym początku pisał:

„Naród jest wytworem życia państwowego. Wszystkie istniejące narody mają swoje własne państwa albo je niegdyś miały i bez państwa żaden naród nie powstał. Fakt istnienia państwa daje początek idei państwowej, która jest jednoznaczną z ideą narodową. Podstawy instynktów i uczuć narodowych mają swój początek w czasach bytu ponadpaństwowego, plemiennego, tam już istnieją przymioty, decydujące o zdolnościach państwowotwórczych szczepu, ale dopiero byt państwowy buduje na nich właściwą psychikę narodową, opartą na podstawie instynktów rodzinnych, rodowych i plemiennych, on ją też rodzi w całości tam, gdzie nawet jej podstaw nie było. To, co działa z początku jako przymus fizyczny, wchodzi w instynkty i staje się w następstwie przymusem moralnym.”

Problem jest jednak chyba trochę bardziej złożony. Jednym z istotnych wyróżników narodu jest kwestia istnienia świadomości narodowej, czyli kwestia postrzegania własnej zbiorowości jako narodu. Jeśli więc jakieś grupy etniczne, spełniające wymogi do bycia narodem, nie uważają siebie za naród, to nie są za taki uważane.

Przyjmuje się, że narody europejskie tworzone były na bazie istniejących państw lub w odniesieniu do państw, które istniały w przeszłości. Natomiast w przypadku narodów azjatyckich przyjmuje się, że na ich wyodrębnienie miały wpływ przede wszystkim odrębność religijna i kulturowa.

Z pojęciem narodu łączy się nacjonalizm, czyli przekonanie, że naród jest najwyższą wartością i najważniejszą formą uspołecznienia, z którego wynika określona postawa polityczna, gospodarcza czy społeczna. Korzenie nacjonalizmu wiążą się z przełomem XV i XVI wieku, kiedy doszło do upadku średniowiecznego uniwersalizmu, a za sprawą reformacji władcy oparli się na rodzimych elitach, reprezentujących poszczególne państwa i narody. Na nacjonalizm miały wpływ: luteranizm oraz kalwinizm i związane z tymi konfesjami tłumaczenia Biblii na język niemiecki, a następnie na języki narodowe. Luterański model polityczny narodu (wspólnota historyczna oraz etniczna ziemi i krwi) realizował się w absolutyzmie, autorytaryzmie i totalitaryzmie. W modelu kalwińskim naród był dobrowolnym, politycznym zrzeszeniem jednostek, którego emanacją stało się państwo liberalne. – Tak to opisuje Wikipedia, cytując: W. Biernacki, Nacjonalizm i J. Bartyzel, Prawica – Nacjonalizm – Monarchizm.

Jak widać trudno jest dokładnie zdefiniować pojęcie narodu. Jest to zapewne wynikiem tego, że procesy prowadzące do jego powstania są długotrwałe i przez to trudne do obserwacji. Jest jednak pewien wyjątek, o którym warto wspomnieć, bo historia tego narodu zaczęła się niewiele ponad 300 lat temu i powstał bez państwa. Pisał o nim Ryszard Kapuściński w książce Wojna futbolowa z 1981 roku. Jest to zbiór relacji z jego podróży po różnych krajach. Ta, której fragmenty chcę zacytować, zatytułowana jest Będziemy pławić konie we krwi. Ten tytuł, to cytat: „Jeżeli nas zaatakują – będziemy się bronić. Będziemy się bronic tak, że nasze konie będą się pławic po nozdrza we krwi. I przysięgam wam tutaj, że nie będzie to tylko nasza krew”. (Z przemówienia ministra obrony Republiki Południowej Afryki, J. Fouche).

»Jest to kraj apartheidu – doktryny, która podniosła do godności prawa i zasady wiary najbardziej mroczny z ludzkich instynktów – wstręt rasowy. W języku afrikaans „apartheid” oznacza „segregację”, „separację”. Ale to jest separacja w imię dominacji.

Apartheid ma dwie wersje – popularną i „naukową”. W obiegowej, popularnej wersji filozofia apartheidu mówi, że każdy niebiały „to nie jest człowiek”. Hiszpańscy najeźdźcy Południowej Ameryki pisali w sprawozdaniach do Madrytu: „Tak tedy mieszkaliśmy na tej wyspie: bydło, tubylcy oraz ludzie”. Pogląd taki utrzymuje się po dziś dzień nie tylko w Południowej Afryce, ale wśród białych osadników na całym kontynencie. I nie tylko białych. Hindus w Nairobi nie powie o Afrykaninie inaczej niż „black monkey”, choćby ten Afrykanin był profesorem uniwersytetu, a Hindus zamiataczem ulic.

W wersji „naukowej”, w tej wersji, w jakiej apartheid prezentuje przed światem Afrykaner, teoria ta wygląda następująco: biali i niebiali to są dwie różne rasy, których współżycie w jednym państwie zawsze stwarza groźbę: dla białych utraty władzy, dla niebiałych – niesprawiedliwości. Z jednej strony biali nie mogą się zgodzić na przyznanie praw politycznych niebiałym, ponieważ spowodowałoby to pochłonięcie cywilizacji zachodniej przez cywilizację tubylczą. Z drugiej strony, skoro tubylec pracuje w przemyśle białych, byłoby niesprawiedliwością odmówić mu praw cywilnych. Ponadto niebiały tak samo jak biały ma prawo rozwijać swój własny język i kulturę. Gdyby Afrykanina uczynić obywatelem państwa europejskiego (a za takie państwo Afrykaner uważa Południową Afrykę), zamiast być prawdziwym Afrykaninem stałby się on imitacją Europejczyka. W państwie europejskim Afrykanin nie może mieć równych praw ani posiadać władzy, co jest oczywiście możliwe w odniesieniu do jego afrykańskiego państwa. Dlatego też Afrykanin musi mieć swój własny kraj (homeland), terytorium, które będzie mógł uważać za swoje, w którym będzie mógł osiągnąć najwyższą pozycję, do jakiej okaże się zdolny. Tą właśnie ziemią ojczystą Afrykanina w państwie europejskim są istniejące rezerwaty, którym jednak należy zmienić nazwę. Jeżeli Afrykanin opuści rezerwat, aby przyjść pracować w gospodarce Europejczyka, będzie traktowany jako czasowy robotnik napływowy nie posiadający obywatelskich ani politycznych praw. Pozwoli mu to zrozumieć i pamiętać, że po wykonaniu swojego kontraktu w europejskiej Południowej Afryce musi wrócić do swojego rezerwatu. Należy podnieść poziom rezerwatów i pamiętać, że przez znaczny czas biali będą sprawować powiernictwo nad rezerwatami, ponieważ Afrykanie nie osiągnęli jeszcze stadium, w którym byliby zdolni rządzić się samodzielnie.

Dominującą postacią po białej stronie barykady jest w tym kraju – Afrykaner. Cały rząd, policja, wojsko, kościół panujący i większość parlamentu – to Afrykanerzy. Afrykanerzy mówią o Południowej Afryce: „Ons Staad – nasze państwo”, a ich hymn zaczyna się od słów: „Ons vir Suid-Afryka! – Żyjemy dla ciebie, Południowa Afryko!” Nacjonalizm Afrykanerów jest fanatyczny, obsesyjny, a ich rasizm graniczy z paranoją.

Afrykanerów nazywano początkowo Voortrekkerami (pionierami), potem Boerami [Frank de Boer (wym. bur) – były piłkarz i trener reprezentacji Holandii – przyp. W.L.] (po polsku również Burami, to znaczy chłopami, wieśniakami), potem Afrykanerdami, ale w całej literaturze używa się obecnie nazwy: Afrykaner. Afrykaner jest człowiekiem białym, ale nie uważa się za Europejczyka. Przeciwnie – Afrykaner ubolewa nad Europejczykiem albo się go wstydzi. Europejczycy bowiem stanowią w jego mniemaniu skompromitowaną część białej rasy, jej najsłabszy punkt, jej oportunistyczny, mięczakowaty odłam. Zdaniem Afrykanera Europejczyk jest liberałem, hańbi białą rasę ustępując w Afryce czarnym, jest zdemoralizowany, gdyż w niedzielę idzie do kina lub restauracji, a co najgorsze – część Europejczyków jest komunistami. Wśród fanatycznych Afrykanerów powiedzenie „jou Europeen! (ty Europejczyku) jest czymś w rodzaju wyzwiska lub wymówki „ty łajzo!”. Afrykaner może znać jakiś język europejski, ale będzie unikał rozmawiania w tym języku. W sądzie zapytany po angielsku, Afrykaner odpowie tylko w swoim języku – afrikaans. Jeżeli odpowie po angielsku, będzie nazwany przez innych Afrykanerów zdrajcą.

Liczba białych w Południowej Afryce wynosiła w końcu 1960 roku 3 067 638 osób, z tego Afrykanerzy stanowili 58 procent, to znaczy około 1,8 miliona. Ogólna liczba mieszkańców w tym kraju wynosiła w tym czasie 15 841 128 osób. Oznacza to, że Afrykanerzy stanowią nie więcej niż 12 procent całej ludności RPA. Mimo tej niewielkiej liczebności Afrykanerzy są ponad wszelką wątpliwość narodem. Mają oni wspólny język, łączy ich wspólnota historyczna i kulturalna, zamieszkują wspólne terytorium i nawet posiadają odrębną religię. Afrykanerzy są etnicznym i społecznym fenomenem Afryki.

Afrykanerzy są jednym z czterech narodów pochodzenia europejskiego, które osiedliły się na obszarach pozaeuropejskich w wyniku wielkich podbojów kolonialnych epoki rodzącego się kapitalizmu. Trzy pozostałe narody to: amerykański, australijski i kanadyjski. Historyczny rodowód tych czterech narodów jest wspólny, ale ich obecna sytuacja – różna. Amerykanie, Australijczycy i Kanadyjczycy wywodzą się z pnia brytyjskiego, Afrykanerzy – z holenderskiego. Ale główna różnica między nimi polega na czymś innym. USA, Kanada i Australia są uznane za kraje białego człowieka i fakt ten nie jest kwestionowany. Nikt nie domaga się, aby oddać władzę w USA ich prawowitym mieszkańcom – Indianom. Również w Kanadzie i Australii „kwestia tubylcza” nie występuje jako palący problem polityczny. W Południowej Afryce jest inaczej. Państwo to jest uważane przez część opinii za kraj Afrykanów, przez inną część opinii – za kraj białego człowieka, a jeszcze przez inną – za kraj mieszany: czarnych i białych, tak zwany multi-racial.

Ta różnica sytuacji między Afrykanerem a na przykład Amerykaninem wynika z faktu, że biali Amerykanie stanowią w USA zdecydowaną większość, natomiast biali Afrykanerzy stanowią w RPA zdecydowaną mniejszość. Przyczyna historyczna leży w tym, że obie kolonizacje: amerykańska i afrykańska (zbieżne w czasie i identyczne w swoich zaborczych treściach), różniły się poważnie stopniem nasilenia i rozmachem ekspansji, a także – co bardzo ważne – stopniem napotkanego oporu.

O tym, że Południowa Afryka nie stała się jak USA krajem białego człowieka i że ten biały człowiek stanowi dziś w Południowej Afryce wyraźną mniejszość, zdecydowały między innymi następujące względy:

Potężny opór rodowitych mieszkańców tego kraju – Afrykanów. W Ameryce, w okresie podboju kolonialnego, plemiona indiańskie znajdowały się w stanie rozkładu, wojen wewnętrznych, wzajemnych eksterminacji. W Południowej Afryce odwrotnie – kolonialiści napotykają plemiona Bantu znajdujące się u szczytu potęgi, wspaniale zorganizowane militarnie, zwarte i nieustępliwe. Zanim Afrykanerzy i Anglicy podbili plemię Ksosa (z niego pochodził Nelson Mandela – przyp. W.L.), musieli z nim stoczyć dziewięć wojen, z Matabela – cztery wojny, z Zulu – trzy wojny itd. Te wojny ciągną się latami ( na przykład z Zulu od 1838 do 1906). Po obu stronach giną dziesiątki tysięcy ludzi. Masowa eksterminacja ludności tubylczej, a więc to, co oczyściło pole i umożliwiło Ameryce Północnej utworzenie kraju białego człowieka, w wypadku Południowej Afryki na skutek zbrojnego oporu jej tradycyjnych mieszkańców okazała się niemożliwa. Biały kolonialista znalazł tyle siły, aby podbić Południową Afrykę, ale okazał się za slaby, aby wejść w jej wyłączne posiadanie.

Inna różnica między podbojem Ameryki i Południowej Afryki: do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (odkrycie złota) Południowa Afryka nie jest uważana za kraj wielkich perspektyw gospodarczych. Toteż osadnictwo europejskie nie odbywa się tu na wielką, amerykańską skalę. Południowa Afryka nie kusiła tak bardzo jak Ameryka. W 1865 roku, a więc przeszło sto lat temu, liczba białych w Południowej Afryce wynosi zaledwie 181 tysięcy!

Dalsza różnica: społeczeństwo amerykańskie powstało między innymi z masowej emigracji białej siły roboczej z Europy do Ameryki. Do takiej migracji Anglicy nie dopuścili w Południowej Afryce, ponieważ Anglicy są zawsze przeciwni, aby biały człowiek pracował fizycznie w koloniach (kolonializm brytyjski jest przesiąknięty arystokratyzmem, stąd pogląd, że praca fizyczna obniża godność białej rasy w oczach tubylców). Dlatego też napływ białych do Południowej Afryki podlegał zawsze (i podlega do dziś) ścisłym restrykcjom.

Zanim Południowa Afryka stała się posiadłością brytyjską, była ona przez półtora wieku kolonią Holenderskiej Kompanii Wschodnio-Indyjskiej. W 1652 roku wysłannik tej kompanii, Jan van Riebeeck założył na przylądku Cape osadę – bardziej gospodę niż port – dla statków holenderskich płynących z Europy do Indii Wschodnich i z powrotem. Jest to wiek XVII – złoty wiek Holandii, w tym czasie handlowej i morskiej potęgi europejskiej. Osada rozwija się z latami, a jej zalążek stanowią Holendrzy, Francuzi (głównie hugenoci ukrywający się tu przed prześladowaniami we Francji) oraz Niemcy – element kupiecki z portów nadbałtyckich. Naród Afrykanerów ukształtuje się właśnie z przemieszania tych trzech żywiołów: holenderskiego, francuskiego i niemieckiego (z których dominującym jest żywioł holenderski), a język Afrykanerów – afrikaans – jest mieszaniną holenderskiego, francuskiego i niemieckiego (z dodatkiem angielskiego i języków malajskich).

Kolonializm holenderski w Południowej Afryce znajdował się w rękach inicjatywy prywatnej. Holandia jako państwo przegapiła ten kraj. Osadnicy byli zdani na siebie, każdy osadnik mógł sobie utworzyć własne państwo, zająć jakiś obszar ziemi i ogłosić się królem. Afrykanerzy twierdzą do dziś, że Południowa Afryka jest wyłącznie ich krajem, ponieważ kiedy tu przyszli, była to ziemia niczyja. Jest to stare kłamstwo, głoszone przez kolonialistów od Ameryki po wyspy Oceanii. Natomiast prawdą jest, że Południowa Afryka była krajem o niskim stopniu zaludnienia. Ten stan zachował się nawet dziś, w wieku światowej eksplozji demograficznej. Tak więc ci osadnicy mieli dużo luzu przestrzennego i ideałem Afrykanera było zawsze mieć tyle ziemi, żeby z progu swojego domu nie widzieć dymu unoszącego się z komina domu sąsiada.

Okolice Cape są (obok Natalu) najpiękniejszą częścią Południowej Afryki i może w ogóle całej Afryki. Są to dziś obszary nie kończących się winnic, równie imponujących jak winnice południowej Francji (jest to zresztą ten sam klimat śródziemnomorski). W tych warunkach uwaga osadników zwraca się ku rolnictwu, a także hodowli, ponieważ widzą, że mieszkające tu plemiona afrykańskie hodują wielotysięczne stada bydła. Tak właśnie zaczyna się kolonializm: od walki o dobrą ziemię i od grabieży bydła plemionom tubylczym.

W 1806 roku Anglicy zajmują Cape i kładą kres temu pastersko-anarchicznemu kolonializmowi holenderskich wagabundów. Popularna u nas opinia, że „Niemcy lubią porządek”, powinna się odnosić przede wszystkim do Anglików. Porządek angielski jest jak najbardziej biurokratyczny. Ale nie jest to biurokratyzm bezmyślny, zidiociały, nadęty, ale właśnie biurokratyzm w służbie porządku. Dla Anglików konstytucja, zarządzenie, ustawa, poprawka do ustawy, druga poprawka do tej ustawy, uzupełnienie drugiej poprawki itd. to są teksty święte, urzędnik angielski ma wielką satysfakcję w sporządzaniu i czytaniu takich rzeczy.

Pod naciskiem liberalnej opinii publicznej parlament brytyjski znosi w 1836 roku niewolnictwo. Dla Afrykanera jest to cios straszny, podwójny: godzi w całą podstawę jego gospodarki, opierającej się na pracy niewolników, a zarazem godzi w jego religię, wedle której Bóg stworzył czarnego jako niewolnika. Afrykaner dokonuje więc wyboru. Za plecami ma brytyjskiego administratora, przed sobą niezmierzone obszary Afryki. Zaprzęga w jarzmo woły, wsadza na wóz dobytek i rodzinę, sam siada na konia. Obok wozu idą gromadą czarni niewolnicy, a przodem ciągnie wielkie stado bydła.

Nie mogłem znaleźć w internecie mapy Afryki Południowej z naniesionymi nazwami republik afrykanerskich, więc zrobiłem zdjęcie z mojego starego atlasu z 1958 roku. Wtedy RPA nazywała się jeszcze Związkiem Południowej Afryki. Zdjęcie nie najlepszej jakości ze względu na słabą rozdzielczość, ale nazwy republik są widoczne. I to jest najważniejsze.

Tak odbywa się Wielki Trek (według tłumacza Google słowo „trek” oznacza „ciągnąć” – przyp. W.L.). Wielki Trek, który wyruszył spod Cape i którego czołówki dotarły aż do dzisiejszego Mozambiku i Rodezji zostawiał za sobą krwawy ślad. Trekerzy mordowali dziesiątki tysięcy Afrykańczyków, palili ich wioski i zagarniali stada bydła. W czasie tego treku Afrykanerzy zajęli obszar stanowiący dziś połowę Południowej Afryki i założyli w nim swoje trzy afrykańskie republiki: Natal (1841), który im po roku Anglicy zabrali, oraz wkrótce potem Oranię i Transwal. Te republiki Anglicy też potem zabierają i zamieniają w swoje kolonie.

Był to Nowy Trek, trek wielkiego kapitału brytyjskiego, pierwsza forpoczta nowoczesnego imperializmu zapowiadająca walkę o nowy podział świata. Afrykanerzy, którzy są przecież chłopami, którzy orzą ziemię i doją krowy, szczęśliwi, że mają te swoje republiki, gdzie sami się znowu rządzą i sami znowu ustanawiają swoje prawa – patrzą na ten nowoczesny, przemysłowy ruch w zdumieniu, potem podejrzliwie, wreszcie z nienawiścią. Zaczyna się najpierw wojna podjazdowa. Anglicy chcą wymusić prawo wyłączności na eksploatację złotodajnych terenów. Afrykanerzy odpowiadają na to szykanami, rekwirują transporty żywności dla kopalń brytyjskich w Transwalu, na teren Transwalu żadnemu Anglikowi nie wolno wjechać z bronią. Wreszcie w 1899 roku dochodzi do wojny między Afrykanerami a Anglikami.

Wojna trwa blisko przez trzy lata i w samych tylko brytyjskich obozach koncentracyjnych ginie z głodu i epidemii dwadzieścia sześć tysięcy afrykanerskich kobiet i dzieci, co do dzisiaj Afrykanerzy Anglikom wypominają. Ta wojna, którą nazwano „skandaliczną”, ponieważ poniżała godność białej rasy zmuszając białych do walki przeciw białym na oczach czarnych, kończy się w 1902 roku formalnym zwycięstwem brytyjskim, ale w rzeczywistości – kompromisem. Co więcej, kiedy w 1910 roku powstaje Unia Południowej Afryki, jej pierwszym premierem jest Afrykaner, generał z wojny brytyjsko-afrykanerskiej, farmer, watażka, samorodny talent wojskowy – Louis Botha. W tym rządzie zasiada: sześciu Afrykanerów i czterech Anglików. Tak więc dzisiejszy reżim Południowej Afryki zrodził się z kompromisu dwóch sił – nacjonalizmu Afrykanerów oraz ekonomicznej ekspansji wielkiego kapitału brytyjskiego. Kompromisu, a potem zjednoczenia. Ponad sto lat temu wyruszył Wielki Trek Afrykanerów, aby ogniem i mieczem podbić obszar dzisiejszej Południowej Afryki. Ale okazało się, że jest to nie tylko ziemia uprawna, ale i niezwykle zasobna w bogactwa mineralne, w diamenty i złoto. „Odkrycie diamentów w Kimberley w 1870 roku – pisze Leo Marquard – zmieniło bieg historii tego kraju. Pieniądze i ludzie napłynęli szerokim strumieniem. Stopniowo ludzie tacy jak Cecil Rhodes i Barney Barnato opanowali obszary diamentowe i zrobili fenomenalne fortuny, które pozwoliły następnie rozwinąć górnictwo złota Transwalu i rozszerzyć brytyjskie imperium na północ”.

Trzy czynniki kształtują postawę i poglądy przeciętnego Afrykanera:

  • jego przeszłość i obecna pozycja w kraju;
  • jego kościół;
  • jego partia.

Panujący kościół Afrykanerów, rządząca partia Afrykanerów i kierowane przez Afrykanerów państwo stanowią jedną i nierozłączna całość. Na tym polega ideowo-polityczna istota ustroju Południowej Afryki.

Pierwsza partia Afrykanerów powstała w 1912 roku, władzę państwową zdobywają Afrykanerzy w 1948 roku, ale kościół Afrykanerów istnieje od XVII wieku. Właśnie kościół był tą jedyną instytucją, wokół której przez dziesięciolecia zawiązywała się wspólnota Afrykanerów i formował się afrykanerski duch odrębności narodowej. Afrykanerzy nie mieli dawniej swojego państwa i swoich parlamentów, ale od początki mieli właśnie ten wyłącznie swój kościół. Z tego kościoła, w którym zrodziła się cała ideologia afrykanerska i który spełniał dla Afrykanerów rolę wyroczni i przewodnika, wykształciła się potem – jako drugie skrzydło narodu – partia polityczna. Ta partia następnie opanowała rządy państwem.

Afrykaner jest fanatycznie religijnym człowiekiem, a jego religią jest kalwinizm. Piersi Afrykanerzy ci chłopi i mieszczanie holenderscy, którzy w XVII wieku przyszli do Południowej Afryki, byli właśnie kalwinami.

Dwa dogmaty kalwinizmu szczególnie zaważyły na światopoglądzie Afrykanera.

Pierwszy to dogmat o predestynacji. Jest to pogląd o absolutnym zdeterminowaniu świata: człowiek rodzi się od razu dobrym albo od razu złym. Jeden rodzi się, aby panować, drugi, aby służyć. Tego nie można zmienić – jest to porządek świata ustanowiony przez Boga. Ten, kto chce go zmienić, jest bluźniercą, którego należy ukamienować. Dogmat o predestynacji mówi dalej, że ten, który urodził się w wierze, jest istotą wyższą od tej, która urodziła się w pogaństwie, ponieważ jest bliższy zbawienia, jako że na nim spoczął palec boży. Z tym wierzeniem Afrykanerzy przybyli do Południowej Afryki. Obraz świata zaczerpnięty z dogmatu o predestynacji objawił im się teraz z całą kontrastową wyrazistością. Oni byli ludźmi wiary, a oto wokół nich roztaczał się świat pogaństwa. Człowiek wiary był biały, poganin – czarny. Umiłował sobie białych i skazał na potępienie – czarnych. Czarny nie może zmienić skóry i nie może zrzucić z siebie pogaństwa, ponieważ Bóg raz na zawsze zdecydował o porządku świata. Ale będąc istotą niższą i przez Boga oszpeconą tym niechrześcijańskim kolorem skóry, czarny poganin musi służyć białemu człowiekowi, którego dotknął palec boży i który przez to bliższy jest zbawienia.

Afrykanerzy biorą ze sobą na Wielki Trek i na lata życia w izolacji i otępiającej samotności jedną książkę – Biblię. To są przecież ludzie kontrreformacji, dla których kontakt z Europą kończy się w wieku XVII. A jest to wiek mroków religijnych, jezuickiej kontrofensywy, ludzi palonych na stosach, terroru kościelnego, wiek, w którym nic nie może być liberalne, nic kompromisowe i ludzkie, wiek, w którym umysł człowieka cechuje skrajne sekciarstwo i nieubłagane doktrynerstwo. Biblia jest jedyną książką, jaką przez dziesiątki lat czytają Afrykanerzy, albo po prostu słuchają, bo wielu z nich to przecież analfabeci.

Centralny temat Biblii – temat dobra i zła – jest ukazany w dwóch kolorach symbolach: czarnym i białym. W Biblii poprzez wszystkie jej sugestywne obrazy przewijają się te dwa kolory, dwie tonacje – ciemności i światła, zawsze tak skomponowane, że dobro jest jasne, białe, a zło jest czarne. „Moja skóra jest czarna” – woła w rozpaczy Hiob, aby pokazać jak straszliwie został pokarany za grzechy. „Nie patrz na mnie, ponieważ jestem czarna” – błaga dziewczyna w „Pieśni nad Pieśniami” itd.

W takim klimacie formują się poglądy Afrykanera na problem ras. Rasizm Afrykanera wynika nie tylko z chęci obrony swojej uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie kolonialnym (jak to jest u Anglików). Rasizm jest dla niego dogmatem wiary, a wiara jest w jego świadomości potwierdzeniem istnienia narodu Afrykanerów, to znaczy potwierdzeniem egzystencji samego Afrykanera. Wszelkie namowy do przyznania jakichś ludzkich praw Afrykanom Afrykaner przyjmuje nie tylko jako atak na swoje pozycje społeczne, ale zarazem jako akt prześladowania jego wiary, jako pohańbienie jego kościoła, jako bluźnierstwo. A wszystko to trafia na człowieka, którego poglądy niewiele odbiegają od mentalności jego średniowiecznego przodka, ponieważ naród Afrykanerów kształtował się w warunkach zupełnej izolacji.

Drugim dogmatem kalwińskim, jaki zaważył na umysłowości Afrykanera, jest nauka o wybranym narodzie. Jeden z wybitnych historyków narodu Afrykanerów, dr G.D. Scholtz, pisze: „Religia umożliwiła Afrykanerom przetrwanie wśród czarnych, ponieważ pozwoliła im utożsamić swoją rolę z tą, jaką odegrał biblijny naród Izraela – i tak jak Izraelowi nie wolno się było zmieszać z podbitymi poganami, tak również świętą zasadą Afrykanerów było nie mieszać się z tymi, którzy nie mają białej skóry”.

L.E. Neame rozwija tę myśl w swojej książce „The History of Apartheid”: „Groźby i ostrzeżenia nie mają żadnego wpływu na Afrykanerów. Postronny obserwator nie jest w stanie wyobrazić sobie, z jak niezłomną siłą wewnętrzną traktują Afrykanerzy sprawy rasy i przyszłości swojej ojczyzny. W tej dziedzinie nie ma dla nich żadnych kompromisów. Są to kalwini fanatycznie wierzący, że Bóg skierował ich do Południowej Afryki, że przeprowadził ich przez wiele niebezpieczeństw i są oni gotowi teraz zginąć w obronie swojego losu. Wierzą, że Wszechmogący umieścił ich w Południowej Afryce wyznaczając im bożą misję i że ich obowiązkiem jest obronić ten kraj dla swoich dzieci i wnuków. Zamykają się w swojej warowni, aby przejąć nową walkę z hordami barbarzyńców i jeśli Przeznaczenie otworzy przed nimi grób, wejdą do grobu – walcząc”.

Ten motyw boskiego powołania, narodu wybranego i przeznaczenia przewija się przez całą propagandę i literaturę afrykanerską. Powtarza się on w przemówieniach rządowych i w uchwałach zjazdów partii, jest głoszony z ambon kościelnych i z katedr uniwersyteckich. Duch fanatyzmu religijnego i zdecydowania na wszystko unosi się niezmiennie nad tym, co wychodzi spod pióra Afrykanera: „Jeżeli przyjdzie nam zniknąć z południa Afryki – pisze dr A.B. Dupresz, wielki autorytet teologiczny kościoła Afrykanerów i wpływowa osobistość rządowa – jeśli przyjdzie nam zginąć jako Biały Naród, oświadczamy przed całym światem w pełni swojej świadomości i w imieniu narodu Afrykanerów, że będziemy woleli wówczas zginąć niż popełnić samobójstwo, jakim byłoby wejście na drogę integracji i asymilacji z czarnymi. Jeżeli niebiali wymordują nas i porąbią na kawałki, będzie to nowym triumfem barbarzyństwa, które Bóg tak cudownie powstrzymał nad Rzeką Krwi (bitwa z Zulu w 1883 r. wygrana przez Afrykanerów). Mimo to wierzymy mocno, że Bóg w swojej wspaniałości nadal kieruje przeznaczeniem naszego narodu. Wolimy zginąć posłuszni temu przeznaczeniu, niż połączyć się z czarnymi, zatracić swoją tożsamość i zdradzić nasze boskie powołanie”.«

To są fragmenty z książki z drugiego wydania z roku 1981. Pierwsze ukazało się w 1978 roku. Kapuściński był reporterem i jego reportaże charakteryzują się tym, że opisują wszystko dokładnie, począwszy od wylądowania na lotnisku i jazdy do centrum miasta, poprzez rozmowy z ludźmi, a skończywszy na opisach pokoi hotelowych i klimatu. W tym przypadku tego nie ma. Nie jest to reportaż, raczej esej. Kapuściński nie był w RPA, bo w czasie, gdy on podróżował po Afryce w latach 60-tych i 70-tych, państwo to nie utrzymywało kontaktów dyplomatycznych z krajami socjalistycznymi. Dziennikarz z takiego kraju nie miał szans na wjazd do RPA. Musiał więc to wszystko od kogoś usłyszeć. Być może spotkał gdzieś w Afryce jakiegoś Afrykanera, może kogoś innego, kto znał realia RPA, a może dostał od kogoś jakieś książki czy opracowania.

Ten opis jest dosyć stronniczy i zawiera pewne przekłamania. Być może nie był to zamiar samego autora, ale zapewne miał być on spójny z ówczesną ideologią i oficjalną polityką państw socjalistycznych wobec RPA. Pisze Kapuściński, że nie była to ziemia niczyja. To prawda, że była zamieszkana przez nieliczne plemiona Buszmenów i Hotentotów. Były jednak chyba tak nieliczne, że nie były w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości niewolników. Na początku tych niewolników sprowadzano z holenderskich Indii Wschodnich i stąd domieszka języków malajskich w języku afrikaans.

Kapuściński przedstawia Afrykanerów jako prymitywnych, brutalnych kolonizatorów, którzy nie marzyli o niczym innym, jak tylko o wydarciu ziemi Murzynom i zagarnięciu ich bydła. Problem jednak polega na tym, że Wielki Trek i bitwy z plemionami Bantu rozpoczynają się dopiero po 1806 roku, po pojawieniu się tam Anglików. A wcześniej, przez 150 lat, był spokój. Afrykanerzy mieszkali w Kraju Przylądkowym w południowo-zachodniej części Południowej Afryki. W 1836 roku, nie chcąc podlegać pod administrację brytyjską, wyruszają w kierunku pólnocno-wschodnim i dopiero wtedy stykają się z wojowniczymi, dobrze zorganizowanymi plemionami Bantu. Siłą rzeczy musi dochodzić do wojen i dochodzi.

W swojej książce Brzemię białego człowieka z 1996 roku Kazimierz Dziewanowski tak opisuje początek osadnictwa w Afryce Południowej:

„Dopiero w roku 1657 w Zatoce Stołowej wylądował Jan van Riebeeck wraz z dziewięcioma rodzinami osadników. Holenderska Kompania Wschodnioindyjska poleciła im tak przysposobić to miejsce, aby jej okręty mogły się zaopatrywać w wodę i wiktuały. Kompania nie życzyła sobie niczego więcej, a jej dyrektorzy słyszeć nawet nie chcieli o jakimkolwiek dalszym osadnictwie. Na próżno van Riebeeck pisał listy, wskazując, że na Przylądku jest świetny klimat i że są tam duże możliwości dla rolnictwa i hodowli. Dyrektorzy nie życzyli sobie kolonii w tych okolicach. Warunki na Przylądku i okolicznych terenach były wszelako tak zachęcające, że mimo oporów ze strony Kompanii w następnych latach powoli, lecz stale przybywało osadników. Byli to przede wszystkim holenderscy chłopi zwani Burami (Boer), a także niewielkie gromadki francuskich i niemieckich protestantów. Na przykład po słynnym odwołaniu edyktu z Nantes przybyło na Przylądek dwustu francuskich hugonotów.

Odbywało się to powoli i nie przypominało żywiołowej kolonizacji Ameryki, rejonu Karaibów czy Australii. W roku 1700 mieszkało w kolonii zaledwie pięćset rodzin burskich, a sto lat później biała ludność liczyła dwadzieścia dwa tysiące. Mawiano wtedy, że jeśli holenderski farmer widzi na horyzoncie dym z komina swego sąsiada, uważa, że żyje w nieznośnym ścisku i zatłoczeniu. Prócz białych mieszkało w kolonii około dwudziestu pięciu tysięcy niewolników, z których większość importowano z Azji.”

Objaśniając dogmaty kalwinizmu Kapuściński pisze: „Człowiek wiary był biały, poganin – czarny. Umiłował sobie białych i skazał na potępienie – czarnych.” A na początku swojej książki umieszcza takie motto:

Boże! Mimo tylu modlitw do Ciebie ciągle przegrywamy nasze wojny. Jutro znowu będziemy walczyć w bitwie, która jest naprawdę wielka. Ze wszystkich sił potrzebujemy Twojej pomocy i dlatego muszę Ci coś powiedzieć: ta jutrzejsza bitwa to będzie ciężka sprawa. Nie będzie w niej miejsca dla dzieci. Dlatego proszę Cię, nie przysyłaj nam na pomoc Twojego Syna. Przybądź Sam. (Modlitwa Koqa – wodza plemienia Girkuasów przed bitwą z Afrykanerami w 1876 r.)

Jak widać sprawa się trochę komplikuje, bo według kalwinów czarni to poganie, a ten cytat świadczy o tym, że nie! Do tego Kapuściński nie ustosunkowuje się, ale dobrze, że umieścił ten cytat. To dużo.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że naród afrykanerski nie powstał w oparciu o państwo. Tym, co go ukształtowało i stanowiło trwałe jego spoiwo, była wiara i kościół. A więc inaczej niż zakładał Dmowski. Wiara, świadomość wspólnego losu i celu wytworzyły niezwykle spójną społeczność, monolit. Później powstała partia, która zdobyła władzę w państwie. Wypada jednak zastanowić się: czy to był spontaniczny proces, czy może ktoś to zaplanował? Raczej trudno uwierzyć w to, że prości chłopi byli w stanie wypracować sobie taką doktrynę – budowa społeczeństwa i państwa w oparciu o wiarę i własny kościół.

Warto zastanowić się nad tym, czy była Holandia w trakcie osadnictwa w Afryce Południowej i wcześniej. W blogu „Imperium” pisałem:

»Korzystając z odpadnięcia Niderlandów od Hiszpanii, które tak popierał Józef Nassi, znajdują sobie marrani portugalscy znakomitą siedzibę w Amsterdamie (1593 r.), gdzie pozwalają im powracać bez przeszkód na judaizm. Dzięki majątkom portugalskich żydów wydziera Holandia handel zamorski z rąk Portugalczyków i staje się bogatym krajem.

Katolicki król hiszpański, Filip II „doczekał się jeszcze, że dwa narody, których najbardziej nienawidził i najkrwawiej prześladował: Niderlandczycy i żydzi, podały sobie niejako rękę do zniszczenia jego dzieła”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Amsterdam stał się dla żydów nową Jerozolimą. Tu działał Abraham Zacuto Lusitano, zaufany doradca palatyna Fryderyka, który swym królestwem zimowym rozpoczął wojnę trzydziestoletnią. Tu wywierał na bieg wypadków w Europie potężny wpływ Manasse ben Izrael (ur. 1604, zm. 1657 r.), jeden z aktorów rewolucji Cromwellowskiej w Anglii. Tutaj żył, pisał i skupiał koło uczonych chrześcijańskich żydowski filozof, Baruch Spinoza.

Wiemy, że zarządca jeneralny holenderskiej kompanii wschodniej, który jeśli nawet nie był założycielem panowania holenderskiego na Jawie, to na pewno był tym, który panowanie to najbardziej umocnił, nazywał się Cohn (Caen). Przeglądając portrety tych urzędników holenderskiej kompanii wschodnio-indyjskiej, z łatwością możemy się przekonać, że ów Cohn nie był jedynym zarządcą – żydem. Spotykamy żydów również na urzędach dyrektorów kompanji wschodnio-indyjskiej, krótko mówiąc, we wszystkich przedsiębiorstwach kolonialnych…«

Czy byli więc Afrykanerzy i ich państwo dziełem Żydów? Wszystko wskazuje na to, że tak. Już sam fakt, że kalwinizm jest najbliżej judaizmu, a doktryna narodu wybranego, który Bóg skierował do Afryki Południowej, pokrywa się z tą żydowską, skłania do wyciągania takich wniosków. Później ci sami Żydzi, wspierając wszelkie ruchy komunistyczne w Afryce Południowej, rękami Murzynów, zniszczyli to państwo. Pokazali, że mogą dużo, bardzo dużo.

To, żeby mogło powstać państwo w oparciu o naród, musi być jasny podział: zwarta, odróżniająca się od reszty grupa ze ściśle określonym systemem wartości i celem. Podział był klarowny: biały – kalwin, czarny – poganin. Gdy ten warunek nie jest spełniony, to sprawa się komplikuje. W polskim przypadku endecja próbowała stworzyć naród według schematu Polak – katolik, twierdząc, że katolicyzm jest nieodłączną cechą polskości. I stąd mamy dzieło Dmowskiego Kościół, naród i państwo. Doprawdy nieprzypadkowa kolejność. Dokładnie tak, jak działo się to w Afryce Południowej. Nic dziwnego, skoro pierwszymi ideologami endecji byli Żydzi.

Jednak w przypadku katolicyzmu nie mogło to zadziałać, z tego prostego względu, że katolikiem może być każdy, a poza tym w polskich warunkach trudno o jasny, oparty na jednoznacznych kryteriach podział. Zresztą trudno kształtować społeczeństwo, które już jest jakoś uformowane i jest podzielone na grupy mające sprzeczne ze sobą interesy. W swojej powieści Lewa wolna Józef Mackiewicz pisał:

„W nocy z 14 na 15 sierpnia kryzys osiągnął, zdawało się, punkt szczytowy.

Warszawa broniła się na froncie i opancerzała psychicznie. Rozkazy, odezwy, manifesty wyklejały ściany domów. Tysiące ochotników zgłaszało się do wojska. Rada ministrów i Rada Obrony Państwa nie tylko radziły, ale rzetelnie zabrały się do pracy. W kościołach modlono się do Boga, by zechciał zesłać zwycięstwo. Na ulicach odbywały się manifestacje patriotyczne i kroczyły procesje religijne. Po kawiarniach i restauracjach krążyły grupy kobiet, które publicznie wytykały mężczyzn w cywilu i wyganiały ich na front. Na placach miejskich odbywały się wiece, na których wygłaszano podniosłe przemówienia, pełne zapału i pięknych słów.

Do broni! Do broni! Do broni!

Ale tej nocy stolica jakby wyczerpała się w natchnieniu. Dały się odczuć pierwsze objawy zmęczenia. Tymczasem wróg rewolucyjny takoż walczył nie tylko na froncie, ale natężał wszystkie siły na wewnętrznym, psychicznym odcinku wielkiej bitwy.

Już z wieczora poczęły się gromadzić na ulicach Pragi inne tłumy, tłumy milczące, pochmurnych twarzy. Właśnie wracał tamtędy, z oględzin pozycji pod Radzyminem, prezes ministrów Wincenty Witos. Tłum się nie rozstąpił, samochód utknął. Nie było rady, trzeba było wysiąść i przepychać się piechotą. Było się jak nie we własnej, a wrogiej stolicy.”

Tak było przed stu laty i tak jest obecnie. Dlatego twierdzę, że polskie społeczeństwo nie było i nie jest narodem, tylko zlepkiem różnych społeczności. Zresztą, dziś jest to już bez znaczenia. Przez świat przetacza się żydowski walec, który chce wszystko wyrównać. Jeśli mu się to uda, to nie będzie problemu. A jak się nie uda, to stare podziały i problemy powrócą.

22 thoughts on “Naród cz.2

    • Po to napisałem ten blog, by pokazać, że pojęcie narodu nie jest precyzyjne, a nawet przyczyny, które prowadzą do jego powstania mogą być różne. Niektórzy uważają, że najważniejsze jest to, czy dana społeczność uważa się za naród. Według niektórych definicji naród to społeczność, która żyje na określonym terenie, ma wspólną historię, wspólny język, sama uznaje się za naród, ma taki sam system wartości i wspólny cel. Według tej definicji Afrykanerzy są narodem, choćby dlatego, że oni uważali Afrykę Południową, a nie Holandię, za własną ojczyznę.

      W przypadku Polaków nie ma takiej spójności, choćby w przypadku terytorium. Nie wiem ilu w Polsce jest takich ludzi, jak ja, którzy uważają, że optymalne dla Polski terytorium to te złożone z ziem byłego Królestwa Polskiego, Galicji, Wielkopolski i Pomorza. Podejrzewam, że bardzo mało. Dla bardzo wielu Kresy to też Polska, dla innych Polska w obecnych granicach, a dla jeszcze innych Polska w granicach przedwojennych. Czesi cały czas zamieszkiwali ten sam obszar i mają lepiej zorganizowane państwo.

      Like

    • W polityce wszędzie jest tak samo. Wszędzie rządzą Żydzi, bezpośrednio lub poprzez posłusznych im masonów i szabesgojów. Pod tym względem Czechy nie różnią się od Polski.

      Byłem w Czechach i to nie tylko w Pradze, bo stolica w każdym kraju nie pokazuje, czym jest kraj, czyli prowincja. Ja byłem w takich miastach jak Ołomuniec, Kromieryż, Litomyśl. To bardziej Morawy, ale to chyba nie ma znaczenia. To było 15 lat temu. Widziałem lepsze drogi, schludne miasteczka, czystość i porządek. Na przejściu granicznym po polskiej stronie syf,a po czeskiej, jak nożem uciął, czysto i schludnie. A Polska jest taka zasyfiona, bo przeważają w niej ludzie ze wschodnimi korzeniami, mentalnością i niedbalstwem. To efekt tych przesunięć terytorialnych, unii ze wschodem i napływu ludności stamtąd.

      Like

  1. Zabawny jest Pan.
    Australia buduje obozy dla internowanych COVID – anglosaskie pastuchy czekają ile ludzie wytrzymają.
    Pentagon ostrzega przed rosnącym zagrożeniem terrorystycznym po przejęciu Afganistanu przez talibów. Pentagon czyli małe niemieckie hitlerki w amerykańskich dresikach dostały w dupę.
    Co do jednego można się zgodzić
    https://www.bullionstar.com/blogs/ronan-manly/british-requests-for-3-billion-in-us-treasury-gold-the-trigger-that-closed-the-gold-window/
    Złota u Amerykanów NIET zawinili żydzi. Tak też można. Ktoś musi beknąć ………..

    Like

    • Przecież Fed jest żydowski i dolar jest żydowski. To Żydzi decydowali o tym, że dolar miał pokrycie w złocie. Później, by finansować wojny i inne bzdurne projekty, choćby “podbój” kosmosu, zaczęli drukować więcej dolarów niż mieli złota na ich pokrycie, a jak inne państwa chciały wymienić swoje dolary na złoto, to okazało się, że “cały misterny plan w pi.du”. Przeszli wtedy na tzw. petrodolary, czyli zmusili Arabów, by żądali od świata zapłaty za ropę w dolarach. Ponieważ obrót na ropie był największy, to wszyscy znowu musieli mieć dolary.

      Pentagon nic nie znaczy bez dolarów, tak jak WHO, które firmuje cyrk zwany COVID.

      Like

  2. Przecież Fed jest żydowski
    To, że tam są bogate rodziny żydowskie, nie oznacza, że Fed jest żydowski. Jest anglosasko-niemiecko-żydowski jak już chce Pan dokładnie wiedzieć.
    Na tej półce, gdzie rozgrywają się te finanse, narodowość ma znaczenie drugorzędne. Ta elita globalistów jest mięzynarodowa i pisanie, że tylko jedna grupa odpowiada za finanse jest prowokacją, która ma się skupić na jednej grupie.
    Pieniądz wcale nie musi mieć pokrycia w złocie. Złoto jest tylko i wyłącznie kotwicą zaufania, na warictwa rządowe, które potem swoją niekompetencję i chciwość przypisuje spekulantom.
    Hitlerowskie Niemcy co robiły? To samo. Jak prowadziły polityke bankową w podbitych krajach.
    Pisałem Panu jak powinien wyglądać prawidłowy system finansowy. Jest prosty jak drut.
    Podbój kosmosu robili też Sowieci. Ale na księżycu nie byli ani Amerykanie, ani Rosjanie. To były mistyfikacje służb.
    Ale jednego jestem ciekaw jakie mają zabawki Niemcy.

    Like

    • “Za niemieckie pieniądze” – te niemieckie pieniądze były tak samo niemieckie, jak polskie obozy koncentracyjne – polskie.

      Like

      • Tej wersji jeszcze nie słyszałem. Niezłe zwłaszcza, że pierwszy dekret Lenina dawał duże przywileje żołnieżom niemieckim. Lwowa bronił gen. Keller, a rozmowy z Denikinem rozwaliła niemiecka agentura, która potem z bolszewikami dokończyła resztę. O pakcie z Dototenstrasse też Pan nie słyszał.

        Jak Pan już pisze o Bamberger, który brał udział w powstaniu Dolnego Palatynatu w 1849 r. Gdy przy pomocy Prus stłumiono powstanie, między innymi Bamberger został skazany przez trybunały w Mayence na karę więzienia i skazany na śmierć przez Bawarię władze.
        Bawaria przecież jest katolicka przynajmniej z nazwy, a Pan raczej nie ma o nich dobrego zdania.
        Jedną z pierwszych rzeczy jakie należy zrobić, to przywrócić królestwo Bawarii.
        Jak Pan pisze o Reichsbanku, to tam byli zamieszani też Niemcy, więc Pana wnioski są trochę lekko naciągane delikatnie mówiąc.

        Like

  3. “Ta elita globalistów jest międzynarodowa i pisanie, że tylko jedna grupa odpowiada za finanse jest prowokacją, która ma się skupić na jednej grupie.”

    Oczywiście, że nie jedna grupa. Pozostali to Jew’s willing executioners.

    “Pieniądz wcale nie musi mieć pokrycia w złocie.”

    Oczywiście, że nie musi. Ale Amerykanie, którzy po wojnie uzależnili od siebie gospodarki europejskie, powiedzieli Europejczykom, że skoro im brakuje dolarów, to niech zdeponują u nich swoje złoto. W zamian dostawali równowartość w dolarach i obietnicę, że w każdej chwili będą mogli wymienić te dolary na swoje złoto. A gdy Europejczycy zgłosili się po to złoto, to usłyszeli: przepraszamy, nie mamy waszego złota i co nam zrobicie?

    “Ale jednego jestem ciekaw jakie mają zabawki Niemcy.”

    Po zjednoczeniu Niemiec zmieniono też system monetarny. Zamiast odrębnych walut w poszczególnych landach, ustanowiono jedną dla całego kraju – markę. Twórcą tego nowego systemu monetarnego był Ludwik Bamberger – Żyd, były demokrata i ochotnik z 1848 roku. To także założyciel Deutsche Bank. Od zjednoczenia do zakończenia II wojny światowej działał Reichsbank. Po wojnie pozostał już tylko Deutsche Bank.

    Like

  4. “Jak Pan pisze o Reichsbanku, to tam byli zamieszani też Niemcy, więc Pana wnioski są trochę lekko naciągane delikatnie mówiąc.”

    Od początku istnienia tego banku aż do jego likwidacji po II wojnie światowej jego szefami byli Niemcy. Właśnie dlatego o nim wspomniałem. A poza tym to jest trochę bardziej skomplikowane. Najważniejsze jest to, kto faktycznie decyduje o polityce pieniężnej. Tych paru na najwyższych stołkach, to mogą być zwykli figuranci.. Czy prezes NBP coś znaczy, skoro to jest bank Rotszylda? Pajac, który zatrudnił dwie panie, by robiły mu laskę.

    Like

    • Rotszyld swoją tarczę dostał za zgodą księcia niemieckiego.
      Konsorcjum Rotszylda to konsorcjum książąt niemieckich.

      A Hamilton przeniósł imperializm angielski do usa.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s