Fakty

Fakt – zaistniały stan rzeczy, a w rozumieniu potocznym wydarzenie, które miało miejsce w określonym czasie i miejscu. Tak definiuje fakt Wikipedia. I z faktami nie dyskutuje się, można je interpretować, choć można je również fałszować. Czasem nawet jest tak, że jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów. Niemniej jednak do prawidłowej oceny rzeczywistości niezbędna jest znajomość faktów.

Na kanale „cepolska” w dniu 24 czerwca pojawił się wywiad z Aleksandrem Jabłonowskim, poświęcony dwu rocznicom: 22 czerwca 1941 (inwazja Niemiec na Związek Radziecki) i 28 czerwca 1919 (podpisanie Traktatu Wersalskiego). https://www.youtube.com/watch?v=dLfUqTJIH-A

Omawiając pierwszą rocznicę, Jabłonowski snuje wizje, co by było, gdyby Polska poszła z Niemcami na Związek Radziecki. Wnioskuje, że w takiej sytuacji Hitler atakowałby z pozycji o 300 km dalej na wschód, i że tyle zabrakło mu do Moskwy przed zimą. Stwierdza też, że gdyby Hitler zaatakował wcześniej, na początku maja, to zdążyłby przez mrozami. Jednak z tego wywiadu wynika, że zarówno redaktor Mossakowski jak i Jabłonowski nie znają faktów i nie czytali książki Józefa Mackiewicza „Nie trzeba głośno mówić”. Jest to specyficzna powieść, o której we wstępie do niej, sam Mackiewicz tak pisze:

Akcja powieści toczy się na tle zdarzeń historycznych, ściślej: pewnych fragmentów minionej wojny, i jest z nimi związana. Przedstawienie tych zdarzeń w powieści nie ma na celu narzucania czytelnikowi jakiejkolwiek „tezy”, bądź podejmowania „polemiki politycznej”. Jest wyłącznie próbą opisania tego co było.

Zastosowałem metodę wprowadzania postaci powieściowych w bezpośrednie zetknięcie nie tylko z autentycznymi wypadkami, ale też z autentycznymi ludźmi działającymi w tamtym czasie. Odbiega to, rzecz jasna, od formy klasycznej powieści. Nie wydaje mi się jednak, aby konwencja ograniczająca w tym względzie swobodę autorską była słuszna. Jestem zwolennikiem w twórczości literackiej swobody nieograniczonej. Dziś zwłaszcza, gdy próby obalenia krępujących twórczość kategorii prowadzą do licznych eksperymentów, nieraz daleko idących, jak np. tworzenie z powieści „antypowieści” itp. – surowe przestrzeganie podziału na tzw.: „fiction” i „non-fiction” wydaje mi się anachronizmem. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem przeciwnikiem utartych konwencji. Chcę tylko uprzedzić czytelnika, że moja powieść tych konwencji nie przestrzega.

W powieści tej przewija się fabuła i dokument. I właśnie w tej części dokumentalnej jest opisana wojna niemiecko-radziecka. Na końcu książki Mackiewicz wymienia część dokumentów, z których korzystał. Było ich ponad 80. Dotarł do źródeł rosyjskich, ukraińskich, litewskich, polskich – dostępnych na Zachodzie, jak i do zachodnich, bo większą część swojego emigracyjnego życia spędził w Monachium.

Jak więc Mackiewicz opisuję tę wojnę i zachowanie Hitlera? Zestawia fakty i nie komentuje ich. Ocenę pozostawia czytelnikowi.

W niedzielę 22 czerwca o godzinie 3.15 rano nastąpił atak. Zaskoczenie było kompletne. Żadna jednostka sowiecka nie była postawiona w stan alarmu, nigdzie obsada przyczółków mostowych nie była wzmocniona, bojowe linie obronne nie były rozwinięte. Na całej długości frontu nie było przypadku niezaskoczenia. Do dnia 10 lipca poddało się na trenie Białorusi 320.000 żołnierzy sowieckich, 16 lipca w rejonie Smoleńska – 300.000, pomiędzy 5 i 8 sierpnia, w rejonie Humania, 103.000, do 26 września pod Kijowem 650.000. Łącznie – 1.388.000, w ciągu trzech miesięcy. W drugiej połowie lipca, po przebyciu 700 kilometrów, armie niemieckie stanęły na linii: Jarcewo-Smoleńsk-Jelnia-Rosławl. Do Moskwy pozostawało 350 kilometrów.

Dnie stawały się coraz krótsze. Od tygodni wojska niemieckie stały w miejscu, a rozkaz marszu na Moskwę nie nadchodził. W tym czasie gen. Guderian zamierzał zgrupowane siły pancerne pchnąć na Moskwę z rejonu Rosławla. Czekał tylko na rozkaz. O północy 22 sierpnia zadzwonił do Guderiana feldmarszałek von Bock i poprosił go o przybycie do niego do Borysowa. Guderian przyleciał o 11 przed południem. Godzinę wcześniej wylądował szef sztabu gen. Halder, który przywiózł dosłowny teks decyzji Hitlera:

Najważniejsze przed nastaniem zimy nie jest wzięcie Moskwy, lecz zajęcie Krymu, przemysłowego i węglowego Zagłębia nad Dońcem, przejęcie dopływu nafty z Kaukazu. Na północy odcięcie Leningradu i połączenie z Finami.”

Guderian nie mógł pogodzić się z tą decyzją i osobiście stawił się 23 sierpnia w kwaterze Hitlera w Rastenburgu (Kętrzyn). Argumentował: zdobycie Moskwy zadecyduje o kampanii. Obecny był Keitel, Jodl, Heusinger. Hitler był nieprzekonany. Gdy Guderian skończył, Hitler oświadczył: „Moi generałowie mają pojęcie o strategii, ale nie mają pojęcia o wojnie gospodarczej”. Stwierdził, że zboże, nafta, masło, jajka, węgiel, minerały… to decyduje o wojnie. Dobra materialne, a nie momenty strategiczno-polityczne, propagandowe czy psychologiczne. „Uderzenie pójdzie na Ukrainę, nie na Moskwę! Pan, generale zawraca 25-go całą siłą pancerną na południe. Na Konotop, węzeł kolejowy na linii Kijowa.

Stalin trwał przy swoim zdaniu, nawet gdy jego własne samoloty zwiadowcze doniosły, że wojska niemieckie skręciły na południe i prą w obejście frontu ukraińskiego od północy. Uznał, że to fortel i że Niemcy chcą obejść Moskwę od południa i rozkazał wzmocnić odcinek Briańska dwoma armiami. A czołgi Guderiana minęły odcinek Briańska wzdłuż jego frontu i 16 września spotkały się z 1-wszą pancerną grupą „Południe”, 200 km na wschód od Kijowa, zamykając w kotle pięć armii sowieckich. Zakończyło się to 26 września wielką klęską armii radzieckich. Poddało się 665.000 ludzi, 3.718 armat i 884 czołgi wpadło w ręce niemieckie.

Pogoda, jak cały czas w tej kampanii, była sucha. Dopiero po zwycięstwie na Ukrainie, Hitler uległ generałom i zdecydował się na uderzenie na Moskwę, choć nadal nie przywiązywał wagi do jej zajęcia. To zadanie polecił grupie armii „Środka”, wyznaczając pozostałym siłom inne, ekscentryczne, a nie koncentryczne, w stosunku do Moskwy zadania. Innymi słowy, nie był zwolennikiem okrążenia Moskwy i zaatakowania jej z każdej strony. Lubił przechwalać się tym, że nie popełni błędu Napoleona. Moskwa – mówił – nie jest dla mnie ważna.

Pięć „frontów” obronnych, z których pierwszy od Białego i Jarcewa poprzez Briańsk wzdłuż Desny; drugi rezerwowy od Rżewa na górnej Wołdze, przez Wiaźmę-Suchenicze; trzeci od Kalinina przez Możajsk do Kaługi; czwarty od Klimu przez Narofominsk do Tuły, i wreszcie piąty od Dmitrowa do Kołomny – opasały bezpośrednio Moskwę.

Generalny atak niemiecki rozpoczął się 2 października. 2-ga pancerna Guderiana, 2-ga armia, 4-ta pancerna, 4-ta armia, 9-ta i 3-cia pancerna, niemieckiej grupy „Środka”, rozbiły w przeciągu kilku dni pierwszy, i częściowo drugi sowiecki front obrony. Wojska Jeremienki na odcinku briańskim zostały otoczone. Sam on, ranny, ratował się ucieczką samolotem. Dnia 7 października 10-ta niemiecka dywizja pancerna od południa i 7-ma dywizja pancerna od północy zamknęły kleszcze wokół kotła Wiaźmy. W bitwie tej doszczętnie zniesione zostało osiem armii sowieckich, w tym siedemdziesiąt trzy dywizje piechoty i kawalerii, trzynaście dywizji i brygad pancernych. W ręce niemieckie wpadło 1.277 czołgów i 4.378 armat. Poddało się Niemcom 673.000 żołnierzy armii czerwonej. – W ten sposób od początku kampanii, w przeciągu pierwszych niespełna czterech miesięcy, łączna cyfra wziętych do niewoli jeńców wyniosła 2.061.000 ludzi. Niebywała od stworzenia świata i prowadzonych na nim wojen!

Na kilka godzin przed zamknięciem kotła Wiaźmy, w nocy z 6 na 7 października, spadł pierwszy, wilgotny śnieg. Tajał natychmiast. Nazajutrz niebo się nie przejaśniło. Nie było wiatru. Wciąż padał śnieg, ale od południa przeszedł w deszcz. Do wieczora rozpadał się na dobre. Zaczęło lać strugami, dzień i noc następną, i znowu dzień… Minął tydzień, drugi… Deszcz lał bez przerwy.

Dnia 5 grudnia 1941 roku na odcinku Kalinina, a 6 grudnia wzdłuż całego frontu obronnego pod Moskwą, 88 sowieckich dywizji piechoty, 15 dywizji kawalerii i 24 brygady pancerne przeszło do przeciwnatarcia. Termometr wskazywał 30 stopni poniżej zera.

Co wynika z tego opisu? W drugiej połowie lipca wojska niemieckie stały w odległości 350 km od Moskwy i stały tak przez cały miesiąc. Pod koniec sierpnia Hitler przerzuca wojska na Ukrainę i wraca pod Moskwę na początku października. A więc dwa miesiące zwłoki. Czyli – nie moment rozpoczęcia wojny decydował. Nie decydowało też miejsce, z którego zaczął. I nie zima decydowała. Na początku października, kiedy wrócił pod Moskwę, zaczęło lać. Deszcz padał tygodniami i bez przerwy. W takiej sytuacji przeprowadzenie jakiejkolwiek operacji wojskowej jest niemożliwe. A sroga zima nadeszła dopiero z początkiem grudnia. Takie są fakty. Ich interpretację pozostawił Mackiewicz czytelnikowi.

Trochę dalej poszedł Antony C. Sutton (1925-2002) autor wielu książek m.in. „Wall Street i rewolucja bolszewicka” i „Wall Street and the Rise of Hitler”. Sugeruje więc, że na to, co dzieje się na świecie, mają wpływ finansiści z Wall Street. Skoro więc Wall Street miało wpływ na rewolucję bolszewicką, to, by być konsekwentnym, musiało mieć również wpływ na wojnę polsko-bolszewicką z 1920 roku. I tę wojnę opisuje Mackiewicz w powieści „Lewa wolna”, napisanej w tej samej konwencji jak późniejsza – „Nie trzeba głośno mówić”.

Piłsudski w tej wojnie podejmuje tak samo dziwne i niezrozumiałe decyzje jak Hitler 20 lat później. I nie pozostaje nic innego, jak tylko przytoczyć pewne fragmenty tej powieści.

»W sierpniu 1919 roku Denikin wysyła do Warszawy kuriera, przedkładając Piłsudskiemu następującą propozycję:

Niech wojska polskie uderzą tylko wzdłuż linii Mozyrz – Kalenkowicze, w ogólnym kierunku na Dniepr. To wystarczy. Wydaje się, że ma Pan na tym odcinku czterokrotną przewagę nad bolszewikami. W ten sposób worek, w którym znajduje się już dziś cała 12-armia bolszewicka, zostanie ostatecznie zawiązany. Jednocześnie lewe skrzydło Armii Ochotniczej rosyjskiej uzyska zupełną swobodę działania. Natomiast prawe skrzydło frontu bolszewickiego, śmiertelnie zagrożone tym uderzeniem, musi się wygiąć do tyłu. Polska uzyska skrócenie frontu i zwolni wszystkie swoje wojska na południowym odcinku frontu. W tej perspektywie upadek Moskwy, a z nią razem ostateczny upadek bolszewizmu jest nieunikniony.

Na północnym zachodzie generał Judenicz podjął drugą w tym roku ofensywę na Petersburg. 12 października zdobył Jamburg. 17 października zajął Krasne Sioło, a kawaleria kontrrewolucji osiągnęła przedmieścia stolicy. Z Syberii rusza ponownie admirał Kołczak.

Lenin zdaje się tracić nerwy: ”Nigdy jeszcze wróg nie był tak blisko Petersburga! Nigdy jeszcze tak blisko Moskwy! To najbardziej krytyczny moment socjalistycznej rewolucji!”

Politbiuro ogłasza masową mobilizację wszystkich komunistów bez względu na zajmowane przez nich stanowiska. Miejskie komitety partii w pełnym składzie są wysyłane na front przeciw Denikinowi. 14 października prezydium Wszechzwiązkowej Centralnej Rady Związków Zawodowych podjęło uchwałę o wysłaniu przeciwko Denikinowi wszystkich bez wyjątku robotników i pracowników zawodowych. II Wszechrosyjski Zjazd Komsomołu postanowił zmobilizować wszystkich członków komunistycznego Związku Młodzieży od lat szesnastu.

W tym czasie, wzdłuż całej zachodniej granicy, na przestrzeni 1.200 kilometrów od Połocka do Rumunii ciągnie się front polski. Gdyby ten front ruszył, to losy rewolucji bolszewickiej byłyby przesądzone. Ale nie ruszył się.

Piłsudski w gronie najbardziej zaufanych dowódców wyłożył cele wojny i swoje w niej stanowisko:

Wiemy, że w tej chwili bolszewicy rzucili prawie wszystkie swe siły przeciwko Denikinowi, odsłaniając nasz front. Wydawałoby się może niektórym panom logiczne, że w takiej chwili winno nastąpić uzgodnienie działań pomiędzy naczelnym dowództwem polskim i Denikinem. a nie wstrzymanie się od wszelkiego nacisku na armię sowiecką, gdy jest ona właśnie zaangażowana najbardziej w walce z rosyjską armią ochotniczą. Taki wniosek wydaje się naturalny i słuszny z punktu widzenia postępowania wojskowego. Ale nie jest słuszny z punktu widzenia polskich interesów politycznych. Mniejszym złem jest ułatwić Rosji czerwonej pobicie Rosji białej. Gdybyśmy bowiem poparli teraz Denikina w naszej walce z bolszewikami, byłaby to w istocie walka o Rosję. A my z każdą Rosją prowadzimy walkę o Polskę. Niech sobie ten cały zafajdany Zachód gada co chce, ale my nie damy się wciągnąć i użyć do walki z rewolucją rosyjską, lecz odwrotnie, w imię nieprzemijających interesów polskich chcemy ułatwić armii rewolucyjnej jej działania przeciwko armii kontrrewolucyjnej.«

Przechodząc do sierpnia 1920 roku, wygląda to tak:

»To co nastąpiło, to rozwarcie nożyc pomiędzy „północno-zachodnim” frontem Tuchaczewskiego, a „południowo-zachodnim” Jegorowa. Gdy Tuchaczewski zbliżał się do Warszawy, Jegorow zbliżał się do Lwowa. Pomiędzy tymi frontami powstała pustka. 11 sierpnia naczelne dowództwo sowieckie dostrzegło ten błąd i nakazało 1-szej konnej armii Budiennego odejść od Lwowa i ruszyć w kierunku na Zamość – Hrubieszów. To uniemożliwiłoby polskiej „Grupie Uderzeniowej” wykonanie manewru od Dęblina na północ. Ale Budienny nie wykonał tego rozkazu, bo Stalin, przewodniczący Rewolucyjnej Rady Wojennej, będąc pewny zdobycia Warszawy, chciał zdobyć Lwów i szybko przenieść rewolucję na Bałkany. Decyzja Stalina znaczyła więcej niż decyzja Jegorowa. Bedienny nie wykonał rozkazu naczelnego dowództwa i wdaje się w polemikę, że dopiero po zdobyciu Lwowa należy przystąpić do wykonania nowego rozkazu. Tę korespondencję, prowadzoną drogą radiową, przechwytuje i rozszyfrowuje pułkownik Jan Kowalewski w sztabie generalnym w Warszawie.

To, o czym sztab polski nie wiedział, a o czym również nie wiedział Tuchaczewski, to osobista ingerencja Lenina, zaniepokojonego nagłym zwrotem na wewnętrznym froncie kontrrewolucyjnym w Rosji. 2 sierpnia depeszował on do Stalina:

Przed chwilą przeprowadziliśmy w Biurze Politycznym podział frontów, abyście się zajęli wyłącznie Wranglem. W związku z powstaniami, szczególnie na Kubaniu, a następnie również na Syberii, niebezpieczeństwo ze strony Wrangla staje się olbrzymie, i w łonie KC wzmaga się dążenie do niezwłocznego zawarcia pokoju z burżuazyjną Polską. Proszę was, abyście bardzo wnikliwie rozważyli, jaką jest sytuacja z Wranglem i przedstawili waszą opinię. – Lenin.

A owego 11 sierpnia, w którym naczelne dowództwo nakazuje Budiennemu „bez najmniejszej zwłoki” ruszyć na Zamość – Hrubieszów, Stalin otrzymuje nową depeszę:

Zwycięstwo nasze w Polsce jest wielkie i będzie całkowite, jeżeli dobijemy Wrangla. Podejmiemy tutaj wszelkie środki ku temu. Naciśnijcie również i wy, aby w wyniku obecnego uderzenia odebrać za wszelką cenę cały Krym. Od tego zależy teraz wszystko. – Lenin.

A Wrangel nie tylko utrzymał się, ale 25 lipca rozpoczął nowe natarcie i zmusił południowo-zachodni front sowiecki do przerzucenia znacznych sił na front krymski. To spowodowało, że Stalin zaabsorbowany wypadkami na południowym odcinku frontu i jeszcze do tego obligowany uwagami Lenina, wahał się, tym bardziej że Tuchaczewski wydawał się być zupełnym zwycięzcą na północnym froncie.

Rozpoczęty 16-go sierpnia atak polskiej „Grupy Uderzeniowej” od Dęblina, 17-go zdobywa Białą Podlaską i Siedlce, 18-go Drohiczyn nad Bugiem. Karta się odwraca, ale jeszcze nie do końca. Na północy, daleko wysunięta na zachód, 4-a armia sowiecka wisi w powietrzu. Plan Tuchaczewskiego polega na tym, by zawrócić ją na wschód i uderzyć w tyły 5-tej armii polskiej Sikorskiego: na Płońsk – Warszawę.

O świcie 15 sierpnia VIII brygada kawalerii polskiej, pod dowództwem gen. Karnickiego, wykonała rajd na tyły 4-ej armii sowieckiej. O godzinie 11 przed południem wpadła do Ciechanowa, gdzie kwaterował sztab 4-ej armii. Zaskoczenie było zupełne. Cały sztab rzucił się do ucieczki. Pozostała kancelaria dowództwa, mapy, meldunki, rozkazy, ale najważniejsze było to, że w polskie ręce dostała się radiostacja, jedyna forma łączności, najdalej wysuniętej na zachód armii, z dowództwem frontu i III korpusem konnym. Natychmiast zarządzone przeciwnatarcie, wyborowej 33-ciej dywizji kubańskiej, wyparło brygadę Karnickiego, ale nie odzyskano radiostacji. I od tego momentu załamał się porządek dowodzenia w sztabie armii. To prawdopodobnie zdecydowało o tym, że natarcie na Warszawę od strony północno-zachodniej nie doszło do skutku. Wojska z tamtego rejonu w ostateczności albo wycofały się na wschód, albo przeszły na stronę pruską i zostały internowane.

Resztki rozbitych wojsk sowieckich wycofują się spod Warszawy i 26 sierpnia próbują utworzyć nowy front, biegnący do Grodna na południe, przez Kuźnicę – Świsłocz – Białowieżę – Kamieniec Litewski – Żabinkę nad Muchawcem – Tyszowiec. W tym czasie stan liczebny armii polskich wzrasta do ponad 900 tysięcy. Ale dopiero po miesiącu, 21 września, Piłsudski decyduje się uderzyć na bolszewików. 2-ga armia pod wodzą generała Rydza Śmigłego forsuje Niemen koło Druskiennik, z zamiarem wyjścia na Lidę i obejścia frontu sowieckiego od północy.

To drugie uderzenie z 22 września, po odparciu wojsk bolszewickich spod Warszawy, całkowicie rozbija bolszewików na przestrzeni całego frontu i rozpędza ich armie. Ta operacja, nazwana bitwą niemeńską przesądziła o losach wojny. Generał Weygand, już na podstawie oceny bitwy warszawskiej, stwierdził 21 sierpnia w wywiadzie dla paryskiej gazety:

Jeżeli wojskowe kierownictwo polskie zechce w pełni i zupełności wyzyskać odniesione zwycięstwo, jestem absolutnie pewny, że armia bolszewicka przestanie wkrótce odgrywać jakąkolwiek rolę.

No właśnie! Jeśli zechce w pełni i zupełności wyzyskać. Tereny na północ od Prypeci, na całej Białorusi, były ogołocone z przeciwnika. Droga na Moskwę stała otworem. I ta 900-tysięczna armia stoi. Nie pierwszy zresztą raz w tej wojnie, dziwnej wojnie.

W dniu 21 września zbiera się w Moskwie na tajnej konferencji kilku członków CK partii. Są tam m.in. Lenin, Trocki, Stalin. W jej wyniku zapada uchwała o utworzeniu nowego „Południowego Frontu”, skierowanego wyłącznie przeciwko wojskom generała Wrangla, liczącym około 40 tysięcy żołnierzy. Na drugi dzień po tym postanowieniu, 22 września, czyli w dniu rozpoczęcia „niemeńskiej” ofensywy polskiej, Lenin przemawia na IX Konferencji RKP (bolszewików) i proponuje zawarcie pokoju z Polską. W rezultacie uchwalono rezolucję o konkretnych warunkach zawarcia pokoju, które osobiście sporządza i redaguje Lenin.

Klęska na froncie polskim nie zmieniła decyzji zapadłych na tajnej konferencji z dnia 21 września o skierowaniu wszystkich sił przeciwko Wranglowi. Z trudem udaje się ściągnąć z fińskiej i estońskiej granicy 6-tą armię czerwoną. Ale armia ta nie zostaje rozwinięta na Białorusi jako ostatnia zapora, zamykająca drogę na Moskwę. Przechodzi, niezatrzymywana, przed frontem polskim i kieruje się na front krymski. A tam napierał, powstrzymywany ostatkiem sił, Wrangel. Przed prawie milionowym wojskiem polskim droga na stolicę rewolucji wolna. Tylko ruszyć!

Dnia 8 października wojska polskie dotarły o 16 wiorst na zachód od Mińska. Władze bolszewickie uciekły z miasta. Mińsk pozostawiony sam sobie, leży przez kilka dni na ziemi niczyjej. A wojska polskie stoją, nie posuwają się naprzód, jakby zamieniły się w słup soli. Bolszewicy wracają. Ludzie głupieją. Lenin mówi o klęsce w wojnie z Polską, a wszystkie siły kieruje przeciwko Wranglowi. I deklaruje: „Zwycięstwo nad Wranglem jest obecnie naszym głównym i podstawowym celem”… O co w tym wszystkim chodzi? Polska dysponuje siłą dwudziestokrotnie większą niż Wrangel.

12 października został zawarty rozejm wojskowy i wstępny traktat pokojowy pomiędzy Polską i bolszewikami. W dniu 16 listopada 4-ta armia czerwona, ta rozbita pod Ciechanowem i później powtórnie pod Grodnem, ta armia wkracza do Teodozji. 18-go zajęła Jałtę. Niedobitki armii Wrangla i cywile, zapakowani na statki, odpływali do Konstantynopola.«

Te powyższe cytaty pochodzą z moich wcześniejszych blogów: „Wojna 1920 roku” i „Wojna niemiecko-radziecka”. Tam jest wszystko opisane od początku do końca. Te cytaty miały tylko zwrócić uwagę na pewne fakty i dziwne zachowanie Piłsudskiego i Hitlera i ich przychylny stosunek do bolszewików i wrogi do białych.

Tak to wyglądało. Widać wyraźnie, że prawdziwym wrogiem dla bolszewików nie był Piłsudski, ale biali. Dla Piłsudskiego prawdziwym wrogiem byli biali, a nie bolszewicy. Dla Hitlera prawdziwym wrogiem nie był Związek Radziecki tylko Rosja. Jakkolwiek głupio by to brzmiało, ale tak było. Wychodzi więc na to, że te wszystkie wojny były sztucznie wykreowane a ich celem wcale nie było zwycięstwo którejś ze stron, tylko stworzenie pretekstu do dokonania, po tych wojnach, zmian. Po pierwszej wojnie światowej powstała Liga Narodów – taki zaczątek rządu światowego, a po drugiej – ONZ. To już nie zaczątek, forma embrionalna, to w pełni ukształtowany płód.

Dziwne i niezrozumiałe decyzje sugerują, że Piłsudski był agentem Wall Street. Dokładnie według tego samego schematu postępuje 20 lat później Hitler. Tam, gdzie nie pozostaje nic innego jak dobicie przeciwnika, następuje wstrzymanie działań, po to właśnie, by go oszczędzić. Jak gdyby chodziło o to, by wojna trwała jak najdłużej, by zginęło jak najwięcej ludzi, by straty materialne były jak największe.

Zastanawia też zachowanie bolszewików. 13 listopada 1918 roku wypowiadają oni postanowienia Pokoju Brzeskiego, zawartego z Niemcami w marcu tego roku. I ruszają na podbój świata. Jeszcze nie do końca pokonali siły kontrrewolucji a już chcą zawojować świat. Trochę to dziwne i nielogiczne. Nie zaczyna się nowej wojny, gdy stara niedokończona. Tylko czy to są siły kontrrewolucji?

Rewolucja lutowa z 1917 roku była faktycznie rewolucją, bo w jej wyniku 15 marca abdykował car Mikołaj II i powstał Rząd Tymczasowy. Kończyła się więc w Rosji monarchia i zaczynała demokracja. Rząd Tymczasowy to był okres dwuwładzy. Rządy były sprawowane równolegle przez Rząd Tymczasowy i Piotrogrodzką Radę Delegatów Robotniczych i Żołnierskich. Dwuwładza trwała do zbrojnego przewrotu dokonanego przez bolszewików w nocy z 6-go na 7-go listopada. I ten przewrót nazywa się rewolucją październikową według kalendarza używanego w Rosji. Bolszewicy oficjalnie deklarowali, że jego powodem była ochrona wolnych wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego przed „zamachem reakcji”. Wolne wybory (25 listopada) wygrała partia eserowców (socjalistów-rewolucjonistów), która zdobyła 58% głosów. Bolszewicy uzyskali 25% głosów. Parlament zebrał się tylko jeden raz 18 stycznia 1918 roku, po czym został rozpędzony przez bolszewików.

Zwolenników władzy bolszewików określano jako czerwonych, a przeciwników – jako białych. To była walka o władzę, a nie kontrrewolucja. Białym wcale nie chodziło o restaurację caratu. Utworzyli oni Armię Ochotniczą, którą wspomagały rządy Anglii, Francji i USA. Czerwonych finansowała Wall Street. A co by było, gdyby któraś ze stron nie otrzymała znikąd pomocy? – Nie byłoby konfliktu.

Można by zapytać po co wielki kapitał finansuje te wszystkie wojny i rewolucje? Nawet jeśli rządy robią to samo, to też są to pieniądze finansjery. A może ten wielki kapitał nie tylko finansuje, ale i kreuje konflikty i wojny? Czy dlatego finansuje, że tak sobie zapragnął, czy może jest w tym jakiś ukryty cel? Ten „rozwój poprzez sprzeczności” niszczy społeczeństwa w sensie fizycznym, moralnym i materialnym. Nad zdegenerowanymi, zubożałymi, zdezorientowanymi łatwiej zapanować i podporządkować ich sobie.

Czy świat mógłby rozwijać się pokojowo? Rozwijać te technologie, które służą ludziom, a nie te, które mają ich zniewolić. Pewna nacja przekupuje najzdolniejszych naukowców i inżynierów, by rozwijali te nieprzyjazne człowiekowi. Kiedyś może się to obrócić przeciwko jednym i drugim.

Antifa

Podmiana znaczenia słów jest najlepszym sposobem, by zamieszać ludziom w głowach. Nic tak nie dezorientuje ich i ułatwia manipulowanie nimi, jak chaos pojęciowy. Jednym z takich słów, któremu całkowicie zmieniono znaczenie jest faszyzm. Wszelkie zło, jakie mu się przypisuje, to nazizm. I żeby jakoś to usprawiedliwić, to określa się go jako skrajną odmianę faszyzmu. Dlaczego nazizm zastąpiono faszyzmem? Czy tylko dlatego, by zdjąć z Niemców odpowiedzialność za czyny popełnione podczas II wojny światowej? Czy może też dlatego, że wśród nazistów było wielu Żydów. Oczywiście rodowód nazizmu jest niemiecki, ale wkład organizacyjny już niekoniecznie tylko ich. Rodowód faszyzmu jest włoski, a sama nazwa sięga jeszcze czasów starożytnych.

Hasłami antyfaszystowskimi posługuje się Antifa. Wikipedia tak ją charakteryzuje:

»Antifa (od niem. Antifaschismus „antyfaszyzm” i ang. Anti-Fascist Action, ATA „Akcja Antyfaszystowska”) – zbiorcze określenie ogółu osób deklarujących się jako antyfaszyści i czynnie sprzeciwiających się tendencjom skrajnie prawicowym ( utożsamianym przez Antifę z faszyzmem). Jest ruchem nieformalnym, pozbawionym jakiegokolwiek kierownictwa czy wewnętrznej hierarchii. Określana również jako subkultura. Choć z Antifą nie jest związana żadna ideologia polityczna, wyróżniają się wśród nich socjaliści, anarchiści, antyrasiści i liberałowie.

Współczesne ruchy antyfaszystowskie nawiązują do niemieckich organizacji sprzeciwiających się faszyzmowi, które działały w okresie międzywojennym, takich jak Front Żelazny czy Akcja Antyfaszystowska (niem. Antifaschistische Aktion). Front Żelazny został założony przez SPD w 1931 roku, a Akcja Antyfaszystowska przez Komunistyczną Partię Niemiec w 1932 roku. Obie inicjatywy miały w założeniu jednoczyć różne grupy polityczne w sprzeciwie wobec nazizmu.«

Już w tym krótkim opisie widać niekonsekwencję. W jednym zdaniu jest sprzeciw przeciwko faszyzmowi, a w drugim – nazizmowi. To jest to wymienne stosowanie dwóch słów o różnym znaczeniu, sugerujące, że to jedno i to samo. A skoro tak, to po co używać dwóch pojęć? Chyba tylko po to, by robić mętlik w głowie. Pisze też Wikipedia, że to ruch nieformalny, pozbawiony jakiegokolwiek kierownictwa czy wewnętrznej hierarchii. I taka nieformalna grupa jest w stanie organizować akcje protestacyjne często na poziomie międzynarodowym, jest w stanie zwołać setki osób, które współdziałają ze sobą w sposób perfekcyjnie skoordynowany. – Ciekawe.

Na portalu „zerohedge” ukazał się ostatnio interesujący artykuł na temat Antify. Ja przytaczam tu jego obszerne fragmenty, ale zachęcam do zapoznania się z oryginalnym tekstem. https://www.zerohedge.com/political/brief-history-antifa-part-i

»Amerykański prokurator generalny obciążył Antifę odpowiedzialnością za zamieszki, które wybuchły po śmierci Georga Floyda. Stwierdził również, że organizacja ta przechwyciła legalne protesty na terenie całego kraju i przekształciła je w bezprawne, gwałtowne zamieszki, podpalanie, plądrowanie sklepów, niszczenie obiektów użyteczności publicznej, atakowanie sił porządkowych i przypadkowych ludzi.

Czym jest Antifa?

Jest to ponadnarodowy ruch rewolucyjny, który dąży, często nie przebierając w środkach, do obalenia liberalnej demokracji, w celu zastąpienia globalnego kapitalizmu komunizmem. Jej długofalowym celem jest ustanowienie komunistycznego porządku świata. W Ameryce jej doraźnym celem jest usunięcie Trumpa i jego administracji.

Podstawową taktyką stosowaną przez Antifę w Ameryce i Europie jest wzbudzanie niepokoju i niszczenie publicznej i prywatnej własności, w celu sprowokowania policji do podjęcia działań, co ma być dowodem, jak utrzymuje Antifa, że rząd jest faszystowski.

Antifa twierdzi, że w ten sposób sprzeciwia się faszyzmowi. Pod tym pojęciem rozumie wszystkich, którzy są jej oponentami, mają inne poglądy polityczne. „Faszyzm” według tradycyjnego znaczenia, zdefiniowanego przez Webster Dictionary, to „system rządów totalitarnych z dyktatorem na czele, charakteryzujący się agresywnym nacjonalizmem, militaryzmem i często rasizmem”.

Antifa podtrzymuje marksitowsko-leninowską definicje faszyzmu, która zrównuje ją z kapitalizmem. „Walka z faszyzmem będzie wygrana tylko wtedy, gdy system kapitalistyczny rozpadnie się i powstanie społeczeństwo bezklasowe”, jak utrzymuje niemiecka Antifa, Antifaschistischer Antifa München.

Niemiecka agencja wywiadowcza BfV, w specjalnym raporcie dotyczącym skrajnie lewicowych ruchów, pisze:

Walka Antify ze skrajną prawicą to tylko zasłona dymna. Podstawowy cel jest zawsze ten sam – państwo burżuazyjno-demokratyczne, które, w mniemaniu skrajnej lewicy, akceptuje i promuje „faszyzm” jako możliwą formę rządów i dlatego nie zwalcza go dostatecznie. W efekcie „faszyzm” zakorzenia się w społecznych i politycznych strukturach „kapitalizmu”. I zgodnie z tym, skrajna lewica, w swojej „antyfaszystowskiej” działalności, skupia się przede wszystkim na wyeliminowaniu „kapitalistycznego systemu”.

Matthew Knouff, autor An Outsider’s Guide to Antifa: Volume II tak wyjaśnił ideologię Antify:

Podstawa filozofii Antify koncentruje się na walce pomiędzy trzema głównymi siłami: faszyzmem, rasizmem i kapitalizmem – i wszystkie te siły, według Antify, oddziałują wzajemnie na siebie… z faszyzmem uważanym za ostatnie stadium kapitalizmu, z kapitalizmem będącym środkiem opresji, i z rasizmem, opresyjnym mechanizmem związanym z faszyzmem.

W eseju „What Antifa and the Original Fascists Have In Common” (Co wspólnego mają Antifa i prawdziwi faszyści), Antony Mueller, niemiecki profesor ekonomii, aktualnie wykładający w Brazylii, opisał jak antykapitalistyczne bojówki przebrane za antyfaszystowskie, odsłaniają swój własny faszyzm:

Po tym jak lewica zaszufladkowała pojęcie liberalizmu i odwróciła jego znaczenie, Antifa używa fałszywej terminologii, by ukryć swój prawdziwy program. Podczas gdy nazywa siebie „antyfaszystowską” i uznaje faszyzm za swego wroga, to ona sama jest najbardziej faszystowskim ruchem. Członkowie Antify nie są przeciwnikami faszyzmu, wprost przeciwnie – są jego autentycznymi przedstawicielami. Komunizm, socjalizm i faszyzm mają wspólnego wroga – kapitalizm i liberalizm. Antifa jest ruchem faszystowskim. Wrogiem tego ruchu nie jest faszyzm, ale wolność, spokój i pomyślność.

Ideologiczne korzenie Antify

Źródeł ideologii Antify należy szukać w Związku Radzieckim. W 1921 i 1922 roku Międzynarodówka Komunistyczna (Komintern) opracowała taktykę zjednoczonego frontu, by „zjednoczyć masy pracujące poprzez agitację i organizację”… „w skali międzynarodowej i w każdym państwie oddzielnie” przeciw „kapitalizmowi” i „faszyzmowi” – dwu pojęciom, których używano zamiennie.

Pierwsza na świecie antyfaszystowska formacja Arditi del Popolo (Bojówki Nieustraszonego Ludu) powstała w czerwcu 1921 roku we Włoszech, w celu przeciwdziałania wzrostowi znaczenia partii faszystowskiej Benito Mussoliniego, która z kolei miała za zadanie zapobiec rewolucji bolszewickiej na Półwyspie Apenińskim. Wielu członków z tej grupy, liczącej około 20.000 osób, składającej się z komunistów i anarchistów, brało udział w wojnie domowej w Hiszpanii w latach 1936-39.

W Niemczech, Komunistyczna Partia Niemiec utworzyła w lipcu 1924 roku paramilitarne oddziały Roter Frontkämpferbund (Liga Bojowników Czerwonego Fronu). Grupa ta została zdelegalizowana ze względu na swój ekstremizm. Wielu z jej 130.000 członków kontynuowało działalność podziemną lub przeniosło się do nowych, lokalnych organizacji takich jak Kampfbund gegen den Faschismus (Związek Walki przeciw Faszyzmowi).

Współczesna Antifa wywodzi swoją nazwę od grupy zwanej Antifaschistische Aktion, założonej w maju 1932 roku przez przywódców Komunistycznej Partii Niemiec. Jej celem była walka z faszyzmem, przez co rozumiała wszystkie prokapitalistyczne partie w Niemczech. Podstawowym celem było obalenie kapitalizmu. Po dojściu do władzy Hitlera została ona zdelegalizowana.

Po wojnie niemiecka Antifa uaktywniła się organizując różne manifestacje studenckie lat 60-tych. Tworzyła ona również lewicowe bojówki działające w latach 70-tych, 80-tych i 90-tych. Frakcja Czerwonej Armii (RAF), znana także jako banda Baader-Meinhof, była marksistowską grupą partyzantki miejskiej. Jej należy przypisać wiele zabójstw, zamachów bombowych, porwań dzieci. Wszystko to miało na celu wzniecenie rewolucji w Niemczech Zachodnich, które grupa określała jako faszystowską pozostałość z okresu czasów nazistowskich. Przez ponad 30 lat zamordowano ponad 30 osób a 200 zraniono.

Po upadku komunistycznego rządu w NRD (Niemcy Wschodnie) w 1989-90, ujawniono, że Frakcja Czerwonej Armii była finansowana, szkolona i wyposażana przez Stasi – wschodnio-niemieckie służby specjalne. Celem terrorystów było wywołanie gwałtownej reakcji rządu, co, w odwecie, miało prowadzić do jeszcze większego rozprzestrzeniania się rewolucyjnych zamieszek. Twórczyni grupy Urlike Meinhof tak opisała stosunek skrajnie lewicowych bojówek do policji: „Facet w mundurze to świnia, a nie istota ludzka. A to oznacza, że nie musimy z nim rozmawiać i jakakolwiek rozmowa z tymi ludźmi to błąd. I oczywiście można do nich strzelać.”

Bettina Röhl, niemiecka dziennikarka i córka Meinhof, twierdzi że współczesna Antifa jest kontynuacją Frakcji Czerwonej Armii (RAF). Podstawowa różnica polega na tym, że członkowie Antify są anonimowi, ukrywają swoją twarz. W artykule z czerwca 2020 opublikowanym przez szwajcarską gazetę Neue Zürcher Zeitung, Röhl zwróciła uwagę, że Antifa jest nie tylko oficjalnie tolerowana, ale jest opłacana przez niemiecki rząd, by zwalczała skrajną prawicę:

W porównaniu do RAF, bojówkom Antify brak znanych twarzy. Z tchórzostwa, jej członkowie zakrywają twarz i utrzymują w tajemnicy swoje nazwiska. Antifa ciągle grozi i atakuje polityków i policjantów. Organizuje i popularyzuje bezsensowne niszczenie mienia o wielkiej wartości. Niemniej jednak posłanka Renate Künast (Zieloni) narzekała ostatnio w Bundestagu, że w ostatnich dekadach Antifa nie była należycie finansowana przez państwo. Była rozczarowana, że organizacje pozarządowe i Antifa nie zawsze mogą organizować zbiórki pieniędzy i mogą tylko zawierać krótkoterminowe, z roku na rok, umowy o pracę. Można by zapytać czy Antifa jest czymś takim jak RAF, grupą terrorystyczną z państwowymi pieniędzmi, przeznaczonymi do „walki z prawicą”.

Niemiecka agencja wywiadowcza BfV wyjaśnia gloryfikację gwałtów przez Antifę:

Dla skrajnej lewicy kapitalizm jest rozumiany jako źródło wojen, rasizmu, katastrof ekologicznych, społecznej nierówności i nieuzasadnionego bogacenia się. I dlatego kapitalizm jest czymś więcej niż tylko porządkiem ekonomicznym. W dyskursie skrajnej lewicy określa ona społeczną i polityczną rzeczywistość, ale też – wizję radykalnej społecznej i politycznej reorganizacji. Tak czy inaczej, demokracja parlamentarna jako tak zwana burżuazyjna forma rządów powinna być w każdym przypadku obalona.

Z tych powodów skrajna lewica zwykle lekceważy lub usprawiedliwia łamanie praw ludzkich w socjalistycznych lub komunistycznych dyktaturach lub w krajach, które są rzekomo zagrożone przez „Zachód”. Do dziś zarówno zatwardziali komuniści, jak i niezależni aktywiści, usprawiedliwiają, chwalą i sławią terrorystyczną RAF i zagraniczne lewicowe bojówki terrorystyczne jako rzekome „ruchy wyzwoleńcze” lub nawet „ruchy oporu”.

W 1985 roku powstała w Wielkiej Brytanii Anti-Fascist Action (AFA), która zapoczątkowała ruch Antify w Stanach Zjednoczonych. W Niemczech powstała w 1992 roku Antifaschistische Aktion-Bundesweite Organization (AABO). Jej celem było połączenie wysiłków mniejszych grup Antify, działających w różnych regionach kraju. W 1993 roku w Szwecji powstała Antifascistisk Aktion (AFA), stosująca terror wobec swoich przeciwników. We Francji działa grupa Antify – L’Action antifasciste, znana ze swojej szczególnej wrogości wobec Izraela.

Po upadku Muru Berlińskiego w 1989 roku i bankructwie komunizmu w 1990 roku, Antifa wyznaczyła sobie nowy cel – neoliberalną globalizację. W 1989 roku powstaje we Francji Attac, promujący ogólnoświatowy podatek od transakcji finansowych. Obecnie przewodzi on ruchowi alterglobalistycznemu, który, podobnie jak Global Justice Movement (Ruch Globalnej Sprawiedliwości) jest wrogiem kapitalizmu. W 1999 roku Attac był obecny podczas zamieszek w Seattle, które doprowadziły do fiaska obrad WTO. Attac brał również udział w antykapitalistycznych protestach przeciw G7, G20, WTO i wojnie w Iraku. Obecnie stowarzyszenie to jest obecne w 40 krajach, z ponad tysiącem lokalnych zrzeszeń i setkami organizacji wspierającymi sieć. Zdecentralizowana i pozbawiona hierarchii organizacja Attac wydaje się korzystać z modelu wypracowanego przez Antifę.

W lutym 2016 roku Międzynarodowy Komitet Czwartej Międzynarodówki przedstawił polityczne podstawy globalnego ruchu antywojennego, który, podobnie jak Antifa, oskarża kapitalizm i neoliberalny globalizm o istnienie militarnego konfliktu:

Nowy antywojenny ruch musi być antykapitalistyczny i socjalistyczny, ponieważ nie może być poważnej walki przeciw wojnie z wyjątkiem walki, która zakończy dyktaturę kapitału finansowego i systemu ekonomicznego, który jest podstawową przyczyną militaryzmu i wojny.

W lipcu 2017 roku ponad 100.000 antyglobalistów oraz członków Antify zebrało się w Hamburgu, by protestować przeciw szczytowi G20. Antifa chełpiła się, jak to jej udało się zmobilizować grupy Antify z całego świata:

Ta mobilizacja związana ze szczytem, zaowocowała doświadczeniem i współpracą lewicowych i antykapitalistycznych grup z całej Europy i świata. Wymienialiśmy się doświadczeniami i razem walczyliśmy, braliśmy udział w międzynarodowych spotkaniach, byliśmy atakowani przez policję i wojsko, przegrupowywaliśmy nasze siły i ponownie podejmowaliśmy walkę. Ruch antyglobalistyczny zmienia się, ale nasza sieć trwa. Jesteśmy aktywni lokalnie w naszych regionach, miastach, wsiach i lasach. Ale walczymy również globalnie.

Niemieckie tajne służby, w swoim rocznym raporcie, dodają:

Skrajnie lewicowe struktury starały się przedstawić swój udział w proteście przeciwko szczytowi G20 w korzystnym dla siebie świetle. Prezentowały fotografie i raporty, mające na celu skompromitowanie policji, której działania były nieproporcjonalnie duże w stosunku do zaistniałej sytuacji. Promowały obraz państwa, które potępia legalne protesty i gwałtownie tłumi je. Przeciwko takiemu państwu mówią: „zbrojny opór” jest nie tylko usprawiedliwiony, ale również konieczny.«

Cóż więc z tego wynika? Wynika to, że państwo niemieckie finansuje organizacje pozarządowe i Antifę po to, by mogła ona zwalczać państwo. Wygląda to na paranoję, ale nią nie jest, bo to tylko pozory. Cel jest zupełnie inny. I jeszcze te organizacje i Antifa mogą zawierać umowy o pracę. Wprawdzie zawierane tylko na rok, ale z możliwością przedłużenia na następny. Oznacza to, że państwo daje im pracę – bardzo specyficzną, ale pracę. Skoro tak się dzieje w państwie niemieckim, to można przypuszczać, że w innych państwach dzieje się podobnie. I że w Polsce wszystkie te „prawicowe”, „lewicowe” ruchy i partie oraz organizacje typu Centrum Adama Smitha i temu podobne, wszystkie one są na garnuszku państwa, i że to jeden wielki teatr, gra pozorów, mająca na celu zdezorientować ludzi, czyli tzw. elektorat. Wszystko po to, by coś się działo, a wraz z tym dzianiem się była nadzieja na zmianę, która nigdy nie nadejdzie, przynajmniej dla tych mamionych mas. Marks mówił, że religia to opium dla ludu. Można by więc zapytać: A czymże jest demokracja?

Skąd państwa biorą pieniądze na finansowanie tych wszystkich organizacji? Jakiś czas temu czytałem gdzieś, że budżet naszego państwa, to tylko połowa wpływów z podatków. Druga połowa jest wydawana nieoficjalnie, poza nim. W innych państwach pewnie jest podobnie. Jeśli więc te pieniądze trafiają do takich organizacji i pewnie jeszcze do wielu innych, o których nie wiemy, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że współczesne państwa, to zalegalizowane organizacje przestępcze, które mandat do sprawowania władzy uzyskują w trakcie wyborów, będących zupełną fikcją. Ale nie tylko w sposób tajny bandyci, udający polityków i urzędników, realizują swoje cele. W sposób jawny państwo narzuca społeczeństwu totalną cyfryzację, która nikomu nie jest do niczego potrzebna poza tą bandą, która chce wszystko i wszystkich kontrolować. Forsuje technologie energii odnawialnej, które nie są wstanie zastąpić tradycyjnych nośników, czyli węgla i ropy. Finansuje inwestycje, które nie mają uzasadnienia ekonomicznego i nigdy nie zwrócą się, jak choćby przekop Mierzei Wiślanej. Ale ile firm przy tym zarobi? Ileż projektów trzeba wykonać? Ekspertyz, analiz! A za wszystko trzeba płacić sobie lub swoim kolesiom. Ale co tam! Podatnik zapłaci.

Antifa to anonimowa organizacja. Jej członkowie zakrywają twarz i ukrywają swoją tożsamość. A więc tajna organizacja. A któraż to nacja lubuje się w tajnych związkach? W okresie renesansu tworzyła tajne związki humanistyczne, których członkowie ukrywali się pod, często wyszukanymi, pseudonimami. Jak widać pewne metody działania są niezmienne, a przez to, że są niezmienne, zdradzają kierowników tych wszystkich konfliktów, zamieszek i niepokojów.

Antifa uważa, że źródłem wszelkiego zła jest kapitalizm, który trzeba obalić i zastąpić go komunizmem. Jednak sposób, w jaki ona działa, tj. poprzez zamieszki uliczne i niszczenie mienia prywatnego i publicznego, nie da się tego osiągnąć. Ale można osiągnąć zupełnie coś innego, coś, co już w przeszłości sprawdziło się. Stanisław Didier w książce „Rola neofitów w dziejach Polski”, wydanej w 1934 roku, pisał:

Przyszedł 1905 r., o którym pisał zasymilowany Żyd J. Unszlicht („O pogromy ludu polskiego”), że „nastał moment decydujący – rozłamu między polskością i żydostwem”. Potulna, wychowana przez frankistów: Krzywickiego, Matuszewskiego, Wołowskiego, Niemirowskiego i in., neofitów: Kraushara, Posnera, Mendelsohna i in. oraz Żydów: Askenazego, Dicksteina i in., inteligencja polska zobaczyła z przerażeniem obok siebie, zamiast układnych neofitów i asymilatorów, aroganckiego Żabotyńskiego, Radka, Grosnera i in. Spostrzeżono gęstą sieć spisku antypolskiego, uknutego przez Żydów, do którego wciągnięto nieuświadomione masy ludu polskiego. Z krzykiem „precz z białą gęsią” (Orzeł Biały – przyp. mój) kroczyli po ulicach Warszawy czarni bundyści, subsydiowani przez ochrzczonego milionera Łazarza Polakowa i… Powszechny Związek Izraelski.

Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy zubożał. Wielcy kapitaliści żydowscy drwili zaś sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.

Najwyraźniej Żydzi swoje mesjanistyczne cele, panowanie nad światem i podporządkowanie sobie całej jego ludności, uważają za możliwe do osiągnięcia tylko poprzez ciągłe wojny, konflikty militarne, rewolucje, powstania, bunty, zamieszki, protesty uliczne. Nie zapominają przy tym o innych metodach: niszczenie rodziny, systemu wartości, patologicznemu wychowaniu i takiej edukacji. Ot i cała tajemnica wiary… judejskiej.

Wiedza a polityka

Wiedza od czasów rewolucji francuskiej jest na usługach polityki. Obecnie widać to dobrze na przykładzie tej fałszywej pandemii. Rządy wszystkich państw podpierają się autorytetami w dziedzinie nauki, by przekonać nas, że istnieje zagrożenie i powinniśmy stosować się do zaleceń i nakazów rządu.

Według Wikipedii wiedza, to termin używany powszechnie i istnieje wiele definicji tego pojęcia. Nowa Encyklopedia Powszechna definiuje wiedzę jako „ogół wiarygodnych informacji o rzeczywistości wraz z umiejętnością ich wykorzystywania”. Podział na wiedzę teoretyczną i praktyczną wprowadził Arystoteles. Wiedzę też można podzielić na:

  • Wiedzę (a priori) niezależną od zmysłów i dotyczącą prawd „absolutnych” lub uniwersalnych, jakimi są prawa logiki, prawa matematyki.
  • Wiedzę (a posteriori) nabytą poprzez zmysły i jej prawdziwość może być obalona poprzez następne obserwacje.

Za wzór wiedzy wielu filozofów uznaje dedukcję i aksjomatyczne systemy matematyki. Indukcja, podstawa rozumowania nauk przyrodniczych, jest już trochę bardziej podejrzana. Dedukcja to rozumowanie, myślenie w oparciu o logikę, a indukcja to obserwacja, która, sama w sobie, niesie pewien element subiektywizmu.

W psychologii wiedza to ogół treści utrwalonych w umyśle ludzkim w wyniku kumulowania doświadczenia oraz uczenia się. W węższym znaczeniu wiedza stanowi osobisty stan poznania człowieka w wyniku oddziaływania na niego obiektywnej rzeczywistości. No właśnie! – Obiektywnej rzeczywistości. A jaka jest ta obiektywna rzeczywistość? Czy ta czerpana ze środków masowego przekazu, z internetu? Edukacja nie służy uczeniu samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków z otaczającej nas rzeczywistości, raczej programuje ludzi, wtłaczając im wiedzę, którą mają przyjąć bezkrytycznie. Jeśli rząd mówi, że jest zagrożenie i trzeba nosić maski, to ludzie noszą. Gdy mówi, że od jutra już nie trzeba ich nosić, to ludzie je zdejmują. A czy było i jest jakieś zagrożenie? Nad tym mało kto zastanawia się. Ludzie umierają codziennie. W porównaniu z poprzednimi latami śmiertelność w tym okresie (marzec-maj) jest mniejsza. Jeśli więc jest ta pandemia, a ludzi umiera mniej, to coś jest nie tak. W czasie pandemii śmiertelność wzrasta. Tak przynajmniej wynika z logiki. Żeby jednak zupełnie nie ośmieszać się, WHO zmieniła definicję pandemii. Dzięki temu wszystkie rządy, w oparciu o nową, oczywiście „naukową” definicję, zaczęły kreować nową rzeczywistość. Do obiektywizmu zapewne w tym wypadku daleko.

Wiedzę można podzielić na pięć działów:

  • wiedza potoczna
  • wiedza naukowa
  • wiedza artystyczno-literacka
  • wiedza spekulatywna
  • wiedza irracjonalna

Tak więc nauka jest jednym z rodzajów wiedzy ludzkiej. I właśnie ta wiedza, jako „najpoważniejsza”, jest wykorzystywana przez różne ideologie i polityków do przekonywania do swoich racji. Sprzyja temu fakt, że sama definicja wiedzy nie jest jednoznaczna, co stwarza władzy pole do swobodnego jej wykorzystywania do własnych celów. Czym więc ona jest? Dwie sentencje wydają mi się warte przytoczenia. „Wiedzę buduje się z faktów, jak dom z kamienia, ale zbiór faktów nie jest wiedzą, jak stos kamieni nie jest domem.” – Henri Poincaré. „Wiedzieć, że się wie, co się wie i wiedzieć, że się nie wie, czego się nie wie – oto prawdziwa wiedza.” – Konfucjusz.

Tadeusz Gluziński w książce „Odrodzenie idealizmu politycznego”, wydanej w 1935 roku, poświęca jeden rozdział wiedzy na usługach polityki. Warto przytoczyć jego fragment, bo dużo wyjaśnia.

»Wolnomularstwo XVIII i XIX w. stworzyło i opanowało wiedzę o specyficznym charakterze i oddało ją na usługi swych doktryn. Celem tych gałęzi nauk, ad hoc stworzonych lub specjalnie propagowanych, było dać wszechstronne podparcie „naukowe” twierdzeniom politycznym, społecznym i gospodarczym, które kierownicy „braterskich” związków pragnęli zaszczepić wszystkim ludziom myślącym. W pierwszym okresie chodziło przede wszystkim o zniszczenie wiary w dogmaty chrześcijaństwa, by poderwać skutecznie wpływ polityczny organizacji Kościoła, który tak wydatnie wpłynął był na bieg dziejów w czasie kontrreformacji. Toteż pierwsze coup „naukowe” miało za zadanie zdyskredytować wierzenia chrześcijaństwa w oczach wykształconego ogółu. Zdanie to spełniła filozofia, która wzięła sobie za cel wykazać niezgodność nauk chrześcijaństwa z wiedzą, a nawet z rozumem ludzkim, czyli ich „zacofanie”. Tę misję wykonywała filozofia „naturalna”, podrzucając społeczeństwom katolickim w miejsce religii chrześcijańskiej i etyki chrześcijańskiej opartą na rozumie „naturalnym” religię „naturalną” i etykę „naturalną”. Nikt zapewne nie ośmieli się dziś przeczyć, że filozofia encyklopedystów stała się potężną bronią na usługach polityki lóż i wywarła rozstrzygający wpływ na wybuch Wielkiej Rewolucji we Francji.

W Niemczech tak samo wybitny wpływ polityczny wywarła filozofia Kanta z jej apriorycznymi sądami, zawartymi w „czystym rozumie”. Doktryna ta ufundowała dzieło jego następców, w szczególności zaś historiozofię Hegla, którego uczniem – nie należy o tym zapominać – był Marks. Historiozofia Hegla umożliwiła właściwemu twórcy doktryny socjalistycznej podparcie teorii o stałej walce klas, będącej rzekomo istotnym sensem dziejów, konstrukcją całego systemu historiozoficznego , opartego o „żelazną konieczność”, która w dziejach ruchu socjalistycznego, a także w jego interpretacji bolszewickiej tak doniosłą gra rolę.

Równie poważną misję do spełnienia przeznaczono w XVIII w. nowo powstałej gałęzi „wiedzy”, nazwanej ekonomią. Już merkantylizm stał się czynnikiem wybitnie politycznym przez umocnienie „oświeconego absolutyzmu”, gdyż oddał w ręce rządzących, którzy właśnie uczuli, że władza ich opiera się li tylko na sile, potężny wpływ na życie gospodarcze państwa w zakresie znacznie większym niż przedtem. Następca jego, fizjokratyzm, wykonał zadanie inne: uzasadnił on doktrynalnie przerzucenie głównego ciężaru podatków na rolnictwo, a więc na wieś, odciążając w ten sposób miasta i rozwijający się w nich w drugiej połowie XVIII w. przemysł fabryczny. Ułatwił on polityczno-społeczny bunt burżuazji i rozkwit wielkiego kapitału. Dopiero atoli szkoła liberalna w ekonomii, działająca już w okresie rozwoju produkcji fabrycznej i towarzystw akcyjnych, rozpoczęła walkę bezpośrednią, by utorować drogę do panowania w chrześcijańskim świecie lożom masońskim i międzynarodowemu kapitałowi. Doktryna liberalna, wsparta o filozofię „naturalną”, rozgrzeszyła człowieka z wszelkich grzechów popełnianych z żądzy zysków; już jej ojciec, Adam Smith, profesor etyki „naturalnej”, a więc autorytet w sprawach moralności, rozgłosił, że „dążenie do osiągnięcia jak największego zysku jak najmniejszym wysiłkiem” jest „naturalnym” dążeniem każdego człowieka. Na tej zasadzie etycznej rozpoczęła się orgia wielkiego kapitału, trwająca po dziś dzień, z której korzystają w pierwszym rzędzie żydzi. Później drugi koryfeusz libertarianizmu ekonomicznego, teraz czysty żyd, Dawid Ricardo, poszedł jeszcze dalej, uzasadniając „naukowo”, że jedynie zmniejszenie płac robotniczych może dać przedsiębiorcom zysk, zaś inne środki celu tego nie osiągną. Sens praktyczny takiej „nauki” mógł być tylko jeden: było to niejako wezwanie pod adresem wielkiego kapitału, by w pogoni za jak największym zyskiem, zdobywanym jak najmniejszym wysiłkiem, rozgrzeszonej przez profesora etyki „naturalnej”, szedł jedyną drogą wskazaną przez „naukę” ekonomii i obdzierał pracowników ze skóry. Aby zaś proletariuszom miejskim, bezbronnym wobec wyzysku, nie zechciało się w przodującej w zakresie przemysłu Anglii uciekać z powrotem z miast na wieś i zmniejszać podaż rąk roboczych, aby przeciwnie zmusić tłum wiejski do dalszego napływu do miast i – w myśl zasady popytu i podaży – doprowadzić do jeszcze dalszego obniżenia płac robotniczych, tedy bankier londyńskiej City bierze się „naukowo” do rolnictwa i tworzy swą teorię „renty gruntowej”, z której wynika, że Anglikom nie opłaca się uprawiać własnej gleby, jako mało urodzajnej; dzięki jego teorii i pod jego bezpośrednim wpływem Anglia w połowie XIX w. zniosła cło na zboże zamorskie i położyła własne rolnictwo, stając się krajem jednostronnie przemysłowym.

Tak to doktryny, rozszerzone przez „naukę” ekonomii, przyczyniły się walnie do wypaczenia rozwoju gospodarczego i społecznego narodów chrześcijańskich. Im należy w wielkiej mierze zawdzięczać wyzysk wielkiego kapitału i powstanie mas proletariatu miejskiego. I znowu tym proletariatem opiekuje się natrętnie ktoś obcy. Przecież żyd, Marks korzysta właśnie z doktryn swego współrodaka, Ricardo, by unaocznić swą doktrynę nieubłaganej i nieuchronnej walki klas! Socjalizm, budując swój system ekonomii, nie mógł się obejść bez krańcowych sformułowań liberalizmu.

Do pomocy filozofii i ekonomii nadbiegły pod koniec XIX w. jeszcze nowe „nauki”, jak socjologia, religiologia i „naukowa” statystyka. Tej ostatniej, jako nader interesującej broni w walce doktryn z życiem i rzeczywistością warto parę słów poświęcić. Uwielbienie dla cyfry cechowało ów typowy owczy pęd XIX w. i początków XX w. do „naukowości”. W życiu publicznym cyfra stała się dogmatem. Exposé rządowe czy przemówienia wybitnych parlamentarzystów musiały być naszpikowane cyframi. Statystyce „naukowej” przypadło zaszczytne zadanie wyciśnięcia z nieszczęśliwej, bo tak pomiatanej przez doktrynerów, rzeczywistości całej „prawdy”, zaklętej w cyfry. Tymczasem, kto kiedykolwiek parał się naprawdę z cyframi dostarczanymi przez jakiekolwiek statystyki, ten wie dobrze, jak, operując tym samym materiałem, można swobodnie przy pewnej zręczności dowieść dwóch sobie przeciwstawnych twierdzeń. Statystyka nie jest „nauką”, lecz pomocniczym środkiem administracji państwowej. Trzeba zawsze pamiętać, że papier jest przedmiotem martwym, cyfra statystyczna także, a nawet żywa rzeczywistość skrzeczy nader rzadko głosem dosłyszalnym i posiada anielską cierpliwość. Wybucha i strząsa z siebie objedzonych naciąganą statystyką doktrynerów dopiero wtedy, gdy już przeciągnięto strunę do ostatka.

Jeszcze jedną naukę oddali magowie lożowi w służbę swej polityce: magistram vitae, historię. Po cóż zabrali do swego arsenału czcigodną naukę o przeszłości? Właśnie dlatego, że uchodzi za „mistrzynię życia”. Tak więc spreparowana i zabarwiona doktryną nauka o przeszłości miała uzasadnić teraźniejszość i przyszłość. I oto dostojna mistrzyni życia narodów aryjskich została podstępnie wciągnięta do spelunki politycznej, by apoteozować wśród narodów szczytną rolę wolnomularstwa lub umacniać doktryny Marksa i jego współrodaków. Fałszowanie przeszłości stało się ulubioną metodą tych „ludzi nauki”.

Propagandowy, polityczny charakter tak nadużytych „nauk” zdradza ostatecznie jej namiętna, broszurkowa popularyzacja. Po prostu wygląda od stu lat tak, jakby koniecznie chodziło o to, by jak najwięcej prostaczków, jak najwięcej „profanów” z tak spreparowanej „wiedzy” skorzystało. Od dziecka pakuje się tak wykoślawioną wiedzę w bezkrytyczne mózgi maluczkich, by je zagwoździć raz na zawsze. Obeznanie z popularnie podanymi „prawdami” filozofii, historii, ekonomii i socjologii stało się wymogiem „ogólnego wykształcenia”. I o dziwo! Dzieje się to w okresie, gdy jak najdalej posunięta specjalizacja człowieka, tworzenie zeń maszyny „do specjalnych poruczeń”, czyli tak zwanego „speca” stało się najważniejszym zadaniem wykształcenia młodych pokoleń. Po prostu niech ten nieokrzesany „spec”, pełniący służbę niewolnika tak samo w ustroju wielkokapitalistycznym, jak i w ustroju bolszewickim, ma jeden niefachowy promień wiedzy w życiu: ten właśnie, który nastawi mu jego fachowy, jednostronny mózg raz na cale życie i każe mu wszystkie zbrodnie i gałgaństwa naokoło siebie uważać za naturalny, uzasadniony „naukowo” dopust życia społecznego. Jeżeli tak uwierzy, to się nie zbuntuje.«

Gluziński nie wspomniał o naukach przyrodniczych, które również są wykorzystywane do uprawiania propagandy. Skorumpowani naukowcy próbują udowadniać, że zmiany klimatyczne są spowodowane działalnością człowieka i emisją gazów cieplarnianych do atmosfery. To jest oczywiście trudne do udowodnienia i jest wielu takich, którzy twierdzą, że ocieplenie klimatu jest procesem naturalnym, który w przeszłości Ziemi miał wielokrotnie miejsce.

Z drugiej strony, nie trzeba żadnych dowodów, by zauważyć, jak niszczący wpływ na środowisko naturalne ma masowa produkcja, która powoduje rabunkową eksploatację zasobów naturalnych i zanieczyszczenie naszego środowiska. Ta produkcja i związany z nią handel wielkopowierzchniowy jest w rękach nielicznych, którzy z tego korzystają i bogacą się. Gdyby ta produkcja nie była tak tandetna, gdyby wytwarzano przedmioty, z których można by korzystać przez dziesiątki lat, to zużycie zasobów naturalnych nie byłoby tak szybkie i handel tymi towarami byłby rzadszy, co oznaczałoby zmniejszenie obrotów a więc i zysków. To z kolei skutkowałoby wolniejszym bogaceniem się właścicieli tych światowych korporacji. Co więcej, wiele z nich pewnie nie powstałoby, a środowisko naturalne nie byłoby tak zanieczyszczone. A czy gwałtowny przyrost liczby ludności po wojnie nie był im na rękę? Więcej ludzi – wzrost produkcji, większe obroty.

I teraz ci wielcy tego świata wmawiają nam, że Ziemia jest przeludniona, a człowiek zanieczyszcza jej środowisko naturalne i dlatego trzeba zredukować liczbę ludności, podczas gdy to właśnie oni, poprzez swoje globalne firmy produkcyjne i handel, zniszczyli środowisko i doprowadzili do upadku lokalną produkcję, handel, usługi i rolnictwo, bogacąc się przy tym niepomiernie. A teraz nam mówią: jest was za dużo, już jesteście niepotrzebni. Innymi słowy – murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Problem jednak polega na tym, że murzyn chce żyć.

Wiele namiętności wzbudza teoria ewolucji. Ma ona swoich zagorzałych zwolenników jak i przeciwników. Ale spór toczy się również wśród samych zwolenników ewolucji o to, w jaki sposób ona sama przebiegała. Skąd tyle namiętności w dziedzinie, która wymaga bezstronności i obiektywizmu, tj. w nauce? Stąd, że w naukę wkracza ideologia i teorie naukowe muszą być z nią zgodne. Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do XVII wieku.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela pisze:

»Spinoza stworzył swój system panteistyczno-materialistyczny, który łączył poniekąd w sobie dwie metody teologiczne, rozumową i mistyczną, filozoficzną i kabalistyczną. Oparcie poglądu na świat na twierdzeniu, że Bóg i materia to jedno, że Bóg obejmuje sobą cały świat materialny, że każda cząstka materii jest cząstką Boga, było z jednej strony potężnym poparciem badań nad materią, czyli przyrodniczych, z drugiej zaś dawało się pogodzić z naukami kabały. Toteż wiemy, że Spinoza był wielbicielem Zoharu i wierzył nawet w mesjańską rolę Sabbataja Cwi.

Tak pomyślany Bóg był w istocie swej niepoznawalny – a raczej mógł być poznawalny tylko przez poznanie materii, przez badanie przyrody. Co więcej – jako niepoznawalny – nie wymagał żadnych dogmatów, które by musiały się dopiero godzić z teoriami nauki, a więc był nader wygodny. Jako niepoznawalny nie wymagał nadto żadnych uczynków, żadnej etyki.

Filozofia Spinozy dała podkład naukowy pod ideologię lóż wolnomularskich. Skoro Bóg – to materia, to i prawa materii, prawa przyrodnicze są poniekąd Boskimi. Wielki Budowniczy, ten Bóg lóż wolnomularskich już w XVIII w. w ruchu filozoficznym jest ubóstwianą Naturą. Rodzą się stąd pojęcia religii danej człowiekowi przez przyrodę, tzw. religii naturalnej i etyki wrodzonej, tzw. etyki naturalnej. Oczywiście religia ta i etyka, dana człowiekowi każdemu niejako przyrodniczo, jest niezależna od wszelkich wyznań religijnych, a tym bardziej od narodowości czy rasy. Wiązanie religii i etyki z wyznaniem religijnym to „przesąd”. Stąd walka lóż z „przesądami”.

Przeciwieństwem „przesądu” jest „oświecenie”. „Oświecenie” – to nie tylko otrząśnięcie się z „przesądów”, lecz także uświadomienie sobie głosu natury, tj. poznanie praw religii naturalnej i etyki naturalnej, czyli znalezienie „światła”. „Światło” zaś promieniuje z lóż. Uznawanie wartości tego „światła”, to hołd złożony „duchowi czasu”, trwanie przy „przesądach” zwie się „wstecznictwem”.«

Parę dni temu natknąłem się na YouTube na piosenkę z Kabaretu Starszych Panów z 1962 roku zatytułowaną „Mambo Spinoza”. Film umieszczono w 2007 roku. Chodzi w nim o to, że treść piosenki powinna być filozoficzna, nie sentymentalna, nie liryczna. I to będzie ten przewrót w piosence. A dlaczego wybrano akurat Spinozę? Bo i on dokonał przewrotu. Przekaz wydaję się czytelny. A najnowszy komentarz, też sprzed paru dni, rozwiewa wszelkie wątpliwości: Trzaskowski brought me here.

Skoro więc religia naturalna i etyka naturalna, to nauki przyrodnicze muszą być z nimi w zgodzie. Nauka nie jest od tego, by szukać prawdy, tylko od tego, by wspierać obowiązującą ideologię. No i w końcu wypada wyjaśnić, co z tą ewolucją. Jerzy Dzik w książce Dzieje życia na Ziemi pisze:

„Dlaczego mechanizmy przebiegu ewolucji mają znaczenie dla filozofów? Okazuje się, że roztrząsając problemy ewolucji nikomu nieznanych organizmów sprzed milionów lat, stajemy na rozdrożu wymagającym wyboru jednej z wielu dróg wiodących ku poznaniu, wielu epistemologii. Było tak za czasów Trofima Łysenki, jest i dziś, choć szczęśliwie ryzyko podjęcia wyboru niewłaściwego w stosunku do okoliczności jest dziś znacznie mniejsze. Z jednej bowiem strony jest selekcjonistyczna teoria ewolucji (podstawowa dla syntetycznej teorii ewolucji) i koncepcja trzeciego świata Karla R. Poppera (podstawowa dziś dla politycznej koncepcji społeczeństwa otwartego), czy wreszcie sama metoda falsyfikacjonizmu. Eksponują one znaczenie samoregulacji i płynnej akomodacji do czynników zewnętrznych rozważanych układów otwartych, czyli organizmów, społeczeństw i konstrukcji naukowych. Na przeciwnym biegunie epistemologii saltacjonistyczne koncepcje ewolucji biologicznej, rewolucyjne koncepcje rozwoju społeczeństw czy koncepcja paradygmatów Thomasa S. Kuhna akcentują znaczenie nieciągłych przejść pomiędzy układami. Zmiany mają następować w wyniku dialektycznego kumulowania przeciwieństw i skokowego przejścia w nową jakość. Trzeba pamiętać o tych filozoficznych podtekstach, kiedy śledzi się dyskusje o ewolucji.”

Przekładając to na normalny język, chodzi o spór, czy ewolucja przebiegała w sposób ciągły i zmiany zachodziły stopniowo, czy – nagły i zmiany następowały gwałtownie. To samo dotyczy społeczeństw. Z jednej strony mamy koncepcję społeczeństwa otwartego, a więc powolnego jego przekształcania, z drugiej – gwałtownego, poprzez nagłe zmiany rewolucyjne. Koncepcja społeczeństwa otwartego, to Popper – guru Sorosa. Z drugiej – rozwój poprzez sprzeczności i gwałtowne rewolucyjne zmiany, czyli marksistowska interpretacja dziejów. Tak więc po obu stronach barykady mamy Żydów.

I ktoś w tym momencie mógłby zapytać: po co w to wszystko mieszać ewolucję? No to wypada wrócić do Spinozy – do jego, że Bóg jest Naturą. A skoro tak, to prawa natury mają zastosowanie wśród ludzi, w społeczeństwach. Jeśli więc w naturze, w trakcie ewolucji przeżywają najlepiej przystosowani, to i w społeczeństwach obowiązuje ta sama zasada. Mamy tu legitymizację liberalizmu: wszystko wolno, tak działa natura, a my jesteśmy częścią natury. I to jest ten przewrót, którego dokonał Spinoza, a o którym tak niewinnie śpiewali dwaj masoni.

Niektórym zwolennikom nagłych, katastroficznych zmian chodzi nie tyle o zgodność z taką czy inną filozofią czy ideologią, ale o zgodność ze Starym Testamentem, w którym takie nagłe zdarzenia zostały opisane. Chodzi oczywiście o potop i plagi egipskie. Obecnie mamy do czynienia z próbą wywołania takiej rewolucyjnej zmiany, po której świat byłby już zupełnie inny. Nie trudno więc chyba domyślić się, kto tym wszystkim kieruje.

Edukacja

Edukacja jest chyba najważniejszą dziedziną w życiu społeczeństw i dlatego wszystkie państwa przywiązują do niej tak dużą wagę i kontrolują ją. Edukacja to, jak podaje Wikipedia, ogól procesów i oddziaływań, których celem jest zmienianie ludzi, przede wszystkim dzieci i młodzieży, stosownie do panujących w danym społeczeństwie ideałów i celów wychowawczych.

Jest więc edukacja podstawową dziedziną kształtowania młodzieży, która po wejściu w dorosłe życie będzie stanowić podstawę każdego społeczeństwa. Dlatego od edukacji zależy to, jak to społeczeństwo będzie uformowane. W Polsce takim nowożytnym organem edukacji była Komisja Edukacji Narodowej, a właściwie Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mająca. Był to centralny organ władzy oświatowej, zależny od króla i sejmu, powołany przez Sejm Rozbiorowy (1773-1775) 14 października 1773 roku na wniosek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, za zgodą rosyjskiego posła nadzwyczajnego i ministra pełnomocnego Ottona Magnusa von Stackelberga. I dzień ten obchodzony jest obecnie jako Dzień Nauczyciela.

Komisja została powołana głównie dlatego, że do 1773 roku edukacja podstawowa i średnia były w Rzeczypospolitej organizowane przez zakon jezuitów, a ten został rozwiązany przez papieża Klemensa XIV w 1773 roku. Groziło to upadkiem w Polsce edukacji.

Tak to opisuje Wikipedia, z której w dalszej części tego bloga też będę korzystał, a która w innym miejscu pisze, że jezuici nie zajmowali się szkolnictwem podstawowym. Rodzi się jednak pytanie: dlaczego papież rozwiązał zakon, który podkreślał swoje posłuszeństwo wobec niego i przełożonych? Nastąpiło to 18 sierpnia 1773 roku, a Komisja powstała 14 października tego roku. Tylko dwa miesiące! W tak krótkim okresie nie da się chyba przeprowadzić tak skomplikowanej operacji. Wygląda na to, że wszystko musiało być przygotowane wcześniej. Żeby to jednak zrozumieć, a przynajmniej próbować zrozumieć, to wypada przybliżyć sobie wiedzę o tym, czym był zakon jezuitów.

Towarzystwo Jezusowe (łac. Societas Jesu), jezuici – męski papieski zakon apostolski założony przez Ignacego Loyolę.

15 sierpnia 1534 roku w kaplicy Sain-Denis na wzgórzu Montmartre grupa studentów Sorbony z Ignacym Loyolą na czele złożyła śluby czystości, ubóstwa i pielgrzymki do Jerozolimy. Po ukończeniu studiów, nie mogąc udać się do Ziemi Świętej z powodu wojen toczonych przez Wenecję, oddali się do dyspozycji papieża. 3 października 1539 w Tivoli Paweł III zatwierdził ustnie pierwszą wersję reguły zakonnej. Jej pisemne potwierdzenie nastąpiło listem apostolskim z 27 września 1540 roku.

Główne elementy charyzmatu (daru nadprzyrodzonego) zakonu to:

  • akcentowanie posłuszeństwa wobec papieża i przełożonych
  • wybór członków według kryterium wysokich wymagań duchowych oraz predyspozycji intelektualnych i silnej osobowości
  • stałe edukowanie własnych członków, tak aby posiadając nie tylko religijne wykształcenie, byli zdolni dobrze zrozumieć współczesny świat i wchodzić z nim w dialog
  • nacisk na bycie tam „gdzie decydują się losy świata” – a więc wśród elit społecznych kształtujących w danym momencie historycznym większościowe poglądy oraz mających silny wpływ na sprawowanie władzy świeckiej
  • brak sztywnych reguł działania, wykonywanie zadań aktualnie najpotrzebniejszych, pełna dyspozycyjność
  • stawianie czoła najtrudniejszym wyzwaniom, walka na pierwszej linii frontu, wytyczanie kierunków rozwoju Kościoła

Widać więc, że te nadprzyrodzone dary, przynajmniej niektóre, są bardzo praktyczne, co samo w sobie skłania do pewnej refleksji. Do 1492 roku, do momentu wygnania Żydów z Hiszpanii, była ona ich głównym skupiskiem w Europie. Część z nich przeniosła się do Turcji, Holandii, południowej Francji. Ci, którzy zostali, przyjęli pozornie chrzest. Ich ambicją było, żeby jeden syn z każdej rodziny został księdzem. Zakon jezuitów powstał w Hiszpanii. Nie można więc wykluczyć, że przenikali do niego wychrzczeni Żydzi. Takie podejrzenia padają też pod adresem samego Ignacego Loyoli.

Jezuici stworzyli w wielu państwach od podstaw system szkolnictwa średniego. Prowadzili 700 szkół średnich i wyższych na pięciu kontynentach oraz kształcili 20% Europejczyków odbierających klasyczną edukację. Wielu z nich łączyło posługę religijną z pracą naukową. Wyróżniali się w takich dziedzinach jak astronomia, matematyka, sejsmologia, magnetyzm, optyka, elektryczność i biologia. Jeden z nich był prekursorem geometrii nieeuklidesowej i teorii względności. Jezuiccy naukowcy z XVII wieku przyczynili się do rozpowszechnienia zegarów wahadłowych, barometrów, teleskopów zwierciadlanych i mikroskopów. Jezuiccy misjonarze badali historię, kulturę, języki i przyrodę krajów, w których działali.

Szkoły jezuickie prowadzone przez zakon jezuitów pojawiły się w Polsce w 1565 roku. Pojawienie się kolegiów jezuickich (wraz z pijarskimi i teatyńskimi) było przełomem w dziedzinie edukacji. Kolegia te, uważane za najlepsze, rozwijały się najszybciej. Po ogłoszeniu w 1773 roku kasaty zakonu w Rzeczypospolitej, zarząd nad szkołami i majątkami przejęła Komisja Edukacji Narodowej, w której działalność włączyło się wielu jezuitów.

Do Polski sprowadził jezuitów biskup warmiński Stanisław Hozjusz, fundując im kolegium w Braniewie w 1564 roku. Hozjusz to polski humanista, sekretarz królewski Zygmunta I Starego od 1538 roku. Jeden z czołowych przywódców polskiej i europejskiej kontrreformacji. A więc Hozjusz – humanista, jak się można domyślać, członek tajnych związków i do tego sekretarz króla, na dworze którego kręciło się mnóstwo ludzi należących do tajnych związków i zwolenników reformacji. I to on sprowadza zakon jezuitów i jest czołową postacią kontrreformacji. No cóż, rzeczywistość była i jest bardziej skomplikowana niż nam się wydaje.

Po kolegium w Braniewie powstają kolejne w Pułtusku (1566), Wilnie (1570) i Poznaniu (1575). 1 kwietnia 1579 roku król Stefan Batory nadał kolegium jezuickiemu w Wilnie statut uniwersytecki. Nowa szkoła pod nazwą Akademii Wileńskiej była pierwszą wyższą szkołą w Wielkim Księstwie Litewskim. W 1661 roku powstała jezuicka Akademia Lwowska. Przez wiele lat jezuici byli wyłącznymi nauczycielami i wychowawcami polskiej młodzieży magnackiej i szlacheckiej. Fundatorami kolegiów jezuickich byli zazwyczaj przedstawiciele rodów magnackich i możnych rodów szlacheckich. Byli wśród nich m.in. Radziwiłłowie, Potoccy. Nie jest żadną tajemnicą, że wśród rodów magnackich było wielu kalwinów, a i szlachta kręciła się wokół tajnych związków, z których później powstała masoneria. I przynajmniej część z tych fundatorów, będąc kalwinami, przyczyniała się do powstawania tych kolegiów.

Jezuici nie zajmowali się szkolnictwem podstawowym. Prowadzili trzy rodzaje szkół:

  • Szkołę 5-klasową łacińsko-grecką składającą się z trzech klas gramatyki, klasy poetyki i klasy retoryki. Był to odpowiednik szkoły średniej.
  • Szkołę 5-klasową z dodatkiem kursu filozofii. Miała ona charakter uczelni wyższej. Obok 5 klas niższych posiadała jeszcze 2- lub 3-letni kurs filozofii, obejmujący również matematykę i fizykę.
  • Szkoła 5-klasowa z dodatkowym kursem filozofii i teologii. Była to szkoła z kasami niższymi, trzyletnim kursem filozofii i czteroletnim kursem teologii.

Nauczanie jezuitów było oparte na gruntownym poznaniu łaciny i greki oraz teorii poezji i wymowy. Dużą wagę przywiązywano do umiejętności praktycznych. Nieobowiązkowo uczono hebrajskiego, niemieckiego i ruskiego oraz wykładano dialektykę, fizykę i matematykę. Studiowano również geografię, historię i filozofię.

Wysoki poziom nauczania, staranne wychowanie i stosowane metody dydaktyczne, a także bezpłatny charakter studiów przyciągał do szkół jezuickich również młodzież protestancką, co w dużej liczbie przypadków kończyło się przejściem na katolicyzm.

Tak pisze o zakonie Wikipedia. Pewne uwagi na jego temat można znaleźć w powieści Tomasza Manna „Czarodziejska góra”:

»Były to bowiem stany wojskowe, jeden tak samo jak i drugi, i to w niejednym znaczeniu, bo zarówno ze względu na cechującą oba stany „ascezę”, jak i na panującą w nich hierarchię, posłuszeństwo i hiszpańskie pojmowanie honoru. Zwłaszcza to ostatnie było niezmiernie silne w zakonie jezuitów, który wszak wywodził się z Hiszpanii, a którego regulamin ćwiczeń duchowych – poniekąd odpowiednik regulaminu, jaki później pruski Fryderyk wydał dla swej piechoty – był pierwotnie zredagowany w języku hiszpańskim, co sprawiało, że Naphta czy to opowiadając, czy udzielając pouczeń częstokroć posługiwał się hiszpańskim. Mówił tedy o dos banderas, czyli o dwóch sztandarach, pod którymi skupiają się do wielkiej wojny dwie armie, armia piekła i armia duchowna: druga z nich pod Jerozolimą, gdzie wszystkimi dobrymi dowodzi Chrystus, ich capitan general, a pierwsza na równinach Babilonu, gdzie Lucyfer występuje jako caudillo, czyli herszt…«

»Dobrze było, gdy Settembrini był nieobecny przy tych przemówieniach! Bo jeśli był obecny, to odgrywał rolę zakłócającego spokój kataryniarza, powtarzając wciąż swą piosenkę o pokoju – choć przecież jednej wojny bynajmniej nie potępiał, mianowicie narodowej i cywilizacyjnej wojny z Wiedniem, a tę jego namiętność i słabość Naphta znów traktował z szyderstwem i pogardą. Gdy Włoch rozpromieniał się takimi uczuciami, on przeciwstawiał im chrześcijański kosmopolityzm, twierdził, że każdy kraj jest ojczyzną, a zarazem nie jest nią żaden, i twardo powtarzał powiedzenia generała Zakonu nazwiskiem Nickel, że miłość ojczyzny jest „zarazą i najpewniejszą śmiercią miłości chrześcijańskiej”.«

Goswin Nickel był w latach 1652-1664 generałem X kongregacji generalnej zakonu jezuitów. Generał jezuitów jest nazywany potocznie czarnym papieżem. Nazwa wynika z wysokiej pozycji jaką zajmuje zakon jezuitów, a określenie barwy wywodzi się od stroju zakonnego.

Skoro więc chrześcijaństwo jest kosmopolityczne, a miłość ojczyzny jest „zarazą i najpewniejszą śmiercią miłości chrześcijańskiej”, to stąd już tylko jeden krok do… internacjonalizmu. Stoi to w wyraźnej sprzeczności z tym, co głoszą środowiska narodowe i do nich zbliżone, że bez Kościoła nie może być Polski i Polaków. Jak więc pogodzić kosmopolityczne chrześcijaństwo z „zaściankową” miłością ojczyzny?

Sprawą kontrowersyjną a przynajmniej zagadkową jest kasata zakonu. Towarzystwo Jezusowe zostało oskarżone o bunty, rozruchy, waśnie i zgorszenia. Ale przez kogo i kiedy? O tym Wikipedia milczy. Z Francji wypędzono ich w 1764 roku. Z Hiszpanii – w 1767 roku. W tym samym roku wypędzono ich z Neapolu. Z Portugalii – w 1759 roku. Zakon był też zmuszony opuścić kolonie na całym świecie. Zaczęto też domagać się od papieża kasaty zakonu, co nastąpiło oficjalnie 18 sierpnia 1773 roku. – Wszystko to w formie bezosobowej: oskarżenia o bunty, waśnie i zgorszenia oraz domaganie się od papieża. Ale kto oskarżał i domagał się od papieża kasaty zakonu? Tego Wikipedia nie precyzuje. Na terenie Rzeczypospolitej majątkiem pojezuickim z polecenia królewskiego zajęły się Komisje Rozdawnicze Koronna i Litewska.

Początkowo król pruski Fryderyk II nie zgodził się na likwidację zakonu. Kasata nastąpiła kilka lat później. Natomiast Katarzyna II pozwoliła jezuitom pozostać na terenach pozyskanych podczas I rozbioru Polski. Od 1782 roku jezuici zwoływali na terenie Rosji tymczasowe kongregacje, wybierając każdorazowo wikariusza generalnego. W 1801 roku papież Pius VII mianował oficjalnie ówczesnego wikariusza generalnego ojcem generałem „na wygnaniu”. Później jezuici utworzyli dwie oficjalne prowincje – W Rosji i w Neapolu.

Wygląda więc na to, że zakon skasowano, ale jakby tak nie do końca. Z Neapolu ich wygnano w 1767 roku, a już po kilkunastu latach pozwolono utworzyć im w nim prowincję. Rosja, niby taka antykatolicka, a pozwala im pozostać.

W przeddzień kasaty jezuici liczyli 50 prowincji z 1500 domami, kolegiami, nowicjatami, seminariami, konwiktami, rezydencjami i misjami. W 1773 roku było ponad 20 tysięcy jezuitów. W dniu 7 sierpnia 1814 roku papież Pius VII formalnie przywrócił zakon do życia w całym katolickim świecie. Rozpoczęło się stopniowe odbudowywanie Towarzystwa. Otwierano kolegia i uniwersytety jezuickie. Liczba członków wzrastała od około 1000 w 1814 roku do ponad 12.000 w 1880. Renesans zakonu nastąpił po II wojnie światowej, a szczególnie po Soborze Watykańskim II. Obecnie jezuici są ponownie jednym z najbardziej wpływowych zakonów w Kościele katolickim. Jest ich około 19.000. Działają w ponad 114 krajach, posiadają własne uniwersytety, obserwatoria astronomiczne, instytuty geofizyczne, radiostacje, czasopisma, kilka szpitali, szkoły średnie i podstawowe, rozgłośnie radiowe i telewizyjne.

Zakon zlikwidowano 18 sierpnia 1773 roku, a 7 sierpnia 1814 przywrócono go do życia – po 41 latach. Po co więc była cała ta hucpa z jego kasacją? Zbliżała się rewolucja francuska roku 1789 i zmieniał się świat i jego system wartości. Należało więc dostosować system edukacji stosownie do zmieniających się czasów, zgodnie z definicją edukacji zamieszczoną na początku: edukacja to ogól procesów i oddziaływań, których celem jest zmienianie ludzi, przede wszystkim dzieci i młodzieży, stosownie do panujących w danym społeczeństwie ideałów i celów wychowawczych. Ideały miały być zmienione, to również system edukacji musiał zostać zmieniony. Jednak by być skutecznym, musiał być zmieniony odpowiednio wcześniej, by wychować nowe pokolenie. I tak się stało. A po klęsce Napoleona w bitwie pod Lipskiem w 1813 roku zanosiło się na to, że dojdzie do restauracji monarchii. Może już nie takiej jak przed rewolucją, ale jednak monarchii. Nic więc nie stało na przeszkodzie, by „odrestaurować” zakon jezuitów.

Tak, w dużym skrócie, wygląda historia tego zakonu. Komisję Edukacji Narodowej utworzono formalnie na mocy uchwały Sejmu z 14 października 1773. Powstała ona z majątku skasowanego zakonu jezuitów. Pierwszym prezesem został biskup wileński Ignacy Jakub Massalski, który na tym stanowisku dokonał wielu nadużyć finansowych w szkołach litewskich i w 1776 roku został usunięty ze stanowiska. Oficjalnymi członkami Komisji byli posłowie wywodzący się z magnackich rodzin i rodzin powiązanych z tzw. Familią, m.in.: Adam Kazimierz Czartoryski, Ignacy Potocki, Andrzej Zamoyski, biskup płocki Michał Poniatowski. Sądząc po tym składzie, to nie nastąpiło całkowite zerwanie z Kościołem, skoro jego przedstawiciele zajmowali najwyższe stanowiska.

Jednak od samego początku, w pierwszym okresie działania 1773-1780, faktycznymi pracownikami Komisji była grupa uczonych i artystów skupiona wokół Hugona Kołłątaja. Opracowali oni trzystopniowy model szkolnictwa. Najniższym były szkoły parafialne przeznaczone dla niższych stanów (chłopów i mieszczan). Średnim stopniem były państwowe szkoły powiatowe, do których trafiały dzieci z rodzin szlacheckich, ale były one otwarte dla najzdolniejszej młodzieży ze stanów niższych. Najwyższym stopniem były dwa uniwersytety – w Wilnie i Krakowie.

W ramach reformy edukacji podstawowej stworzono Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych, które opracowało pionierskie podręczniki, które wymagały, zwłaszcza w zakresie terminologii chemicznej, fizycznej i matematycznej, stworzenia polskiej terminologii tych nauk. Do roku 1780 język polski nie był osobnym przedmiotem nauczania. Stał się takim dzięki pracom Komisji.

Po śmierci biskupa Józefa Andrzeja Załuskiego, marszałek Sejmu wydał zarządzenie przejęcia Biblioteki Załuskich. W imieniu państwa zarządzała nią Komisja. Biblioteka ta stała się pierwszą polską biblioteką publiczną, prekursorką biblioteki narodowej.

W drugim okresie działalności (1781-1788) miała miejsce reforma dwóch wyższych uczelni (Akademii Krakowskiej i Wileńskiej), które oprócz swoich typowych obowiązków, zajęły się nadzorem szkół średnich i podstawowych. W tym czasie podjęto też próby nauczania uniwersyteckiego w duchu oświecenia. Uniwersytety miały pełnić rolę szkół zawodowych. W szkołach średnich i częściowo podstawowych stara kadra nauczycielska, oparta na klerze wywodzącym się z zakonu jezuitów, była stopniowo wymieniana na absolwentów zreformowanych Akademii. Komisja miała też wpływ na szkoły zakonne, które pozostawały częściowo niezależne, ale musiały, przynajmniej formalnie, podporządkowywać się jej zarządzeniom.

W trzecim okresie działalności (1789-1794) Komisja traciła na znaczeniu. Było to wynikiem utraty wpływów politycznych przez stronnictwo reformatorów i rozpadu Rzeczypospolitej. W czasie obrad Sejmu Czteroletniego reformatorzy zgodzili się na ustąpienie w sprawach szkolnictwa, aby przeforsować Konstytucję 3 maja. Konstytucja ta czyniła prezesem KEN prymasa Polski, który zasiadał w Straży Praw (rząd ustanowiony przez Konstytucję 3 maja) jako minister oświaty. Ostateczny cios Komisji zadała konfederacja targowicka, która odebrała jej władzę nad szkołami zakonnymi oraz całkowicie zmieniła jej skład. Istnienie Komisji Edukacji Narodowej potwierdził i określił jej kompetencje sejm grodzieński (1793).

Komisja przejęła majątek skasowanego zakonu: budynki, wyposażenie i kadrę nauczycielską. Wszystko odbyło się drogą pokojową, bez protestów. Ale czy można się dziwić takiej postawie, skoro główne elementy charyzmatu to m.in.:

  • nacisk na bycie tam „gdzie decydują się losy świata” – a więc wśród elit społecznych kształtujących w danym momencie historycznym większościowe poglądy oraz mających silny wpływ na sprawowanie władzy świeckiej
  • brak sztywnych reguł działania, wykonywanie zadań aktualnie najpotrzebniejszych, pełna dyspozycyjność

Widać więc, że wszystko odbyło się według zasad, które jezuici sami sobie narzucili. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że kasata była pozorna. Ci sami ludzie działali już tylko pod innym szyldem, zgodnie z powiedzeniem: dużo się musi zmienić, by nic się nie zmieniło. Tak to działało wczoraj i tak to działa dziś.

Faszyzm

Faszyzm kojarzy się wielu ludziom z czymś najgorszym. Jeśli chcą kogoś obrazić, przypiąć mu jakąś łatkę, to mogą go nazwać komunistą, nazistą, ale najczęściej nazwą go faszystą. Znaczy to w ich mniemaniu, że faszysta jest czymś gorszym niż komunista czy nazista. To wszystko oczywiście zawdzięczamy wieloletniej żydowskiej propagandzie. Taką negatywną ocenę zawdzięcza faszyzm temu, że nazizm określa się często jako skrajną odmianę faszyzmu, dając tym samym do zrozumienia, że wprawdzie nazizm był potwornością, ale jest jeszcze coś gorszego – faszyzm. Obie doktryny mają wspólne cechy, ale też są i różnice i stawianie znaku równości pomiędzy nimi, a tym bardziej sugerowanie, że faszyzm jest jeszcze gorszy, jest daleko idącym uproszczeniem, żeby nie powiedzieć – kłamstwem.

Faszyzm najkrócej można scharakteryzować tak, jak zrobił to sam Mussolini: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Z kolei nazizm, czyli narodowy socjalizm odwołuje się do narodu i wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego. Tak więc w faszyzmie mamy do czynienia z kultem państwa, w nazizmie – z kultem narodu.

Nie sposób jednak zrozumieć faszyzmu, jeśli nie wyjaśnimy sobie jego nazwy. A to można wyczytać chociażby w Wikipedii.

Faszyzm (od łac. fasces – wiązki, rózgi liktorskie i od wł. fascia – wiązka, związek) – doktryna polityczna powstała w okresie międzywojennym we Włoszech, sprzeciwiająca się demokracji parlamentarnej, głosząca kult państwa, silne przywództwo, terror państwowy i solidaryzm społeczny. Faszyzm podkreślał wrogość zarówno wobec liberalizmu jak i komunizmu. To nam wyjaśnia, skąd taka zapiekłość Żydów do faszyzmu. Początkowo nazwa odnosiła się do włoskiego pierwowzoru. Później stosowano ją powszechnie wobec narodowego socjalizmu. Faszyzm uważa się za ideologię prawicową lub hybrydową tj. łączącą elementy lewicowe i prawicowe. Sami faszyści nie uważali się ani za prawicę, ani za lewicę.

Fasces – wiązki lub rózgi liktorskie, to obwiązany rzemieniem pęk rózg, czasem z zatkniętym weń toporem o żelaznym ostrzu. Pierwotnie stanowiły one symbol władzy każdego etruskiego króla. Następnie wykorzystywali go Rzymianie. Były noszone przed cesarzem i wyższymi urzędnikami przez liktorów (niżsi funkcjonariusze, urzędnicy).

W czasach nowożytnych rózgi liktorskie stały się symbolem:

  • idei republikańskiej; w tym charakterze znajdują się w godle Francji i innych państw
  • przed 1914 rokiem ruchów lewicowych i włoskich rewolucjonistów
  • ruchu faszystowskiego i narodowo-socjalistycznego
  • wszechwładzy i siły pastwa; w tym charakterze wykorzystywany m.in. we Włoszech i Niemczech

Obwiązany rzemieniem pęk rózg, czyli rózgi liktorskie to symbol siły, jedności, trwałości. Jedną czy dwie takie rózgi można bez problemu złamać, ale cały pęk i do tego obwiązany rzemieniem – na to nie ma siły. Taki monolit miało stanowić faszystowskie państwo. Nawiązywano więc nie tylko do tradycji historycznej, ale i do tego, że w jedności siła. Faszyści zdawali sobie sprawę z tego, jak osłabia państwo demokracja, liberalizm, komunizm i temu podobne żydowskie wynalazki. A Żydzi szybko zorientowali się, jakim zagrożeniem dla nich jest tak zorganizowane państwo.

Państwo faszystowskie było państwem korporacyjnym. Takim były Włochy za czasów Mussoliniego w latach 1922-1943. Podobnie było w Hiszpanii i Portugalii.

Korporacjonizm – doktryna społeczno-gospodarczo-polityczna o charakterze samorządu (stanowego, zawodowego, branżowego), postrzegająca społeczeństwo i państwo jako naturalne i solidarne organizmy. W pierwotnym założeniu korporacjonizm miał integrować wszystkie grupy społeczne (warstwy, klasy, branże gospodarcze), godzić ich interesy i tłumić konflikty pomiędzy nimi.

W znaczeniu wtórnym korporacjonizm używany jest zamiennie z kapitalizmem państwowym. Korporację tworzy całe państwo, a różnice interesów dzielące poszczególne grupy (np. pracownicy, pracodawcy) są niwelowane poprzez negocjowanie stanowisk (korporacjonizm liberalny) bądź też arbitraż ze strony władzy państwowej (korporacjonizm autorytarny). Celem państwa-korporacji jest współdziałanie polityków i przedsiębiorców, mające w perspektywie wzmacnianie ich wpływów na arenie polityki międzynarodowej i na międzynarodowym rynku, kosztem innych państw i przedsiębiorców z zewnątrz. Rząd stanowi jednocześnie zwierzchni zarząd przedsiębiorstw, niezależnie od ich stanu własnościowego (państwowe czy prywatne), zaś gospodarka podporządkowana jest centralnemu planowaniu.

We fragmencie poświęconym korporacjonizmowi Wikipedia cytuje Mussoliniego.

»W 1925 roku Benito Mussolini przyjął ukute przez niechętnego mu Giovanniego Amendolę określenie totalitario i nadał mu pozytywny wydźwięk, charakteryzując go zwrotem: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. W eseju „Doktryna faszyzmu” z 1932 roku pisał:

Jeśli ten, kto mówi: liberalizm, mówi: jednostka, to ten, kto mówi: faszyzm, mówi: państwo. Lecz państwo faszystowskie jest jedyne i jest tworem oryginalnym. Nie jest reakcyjnem, lecz rewolucyjnem, o tyle, o ile uprzedza rozwiązanie określonych zagadnień powszechnych, a mianowicie tych, które gdzie indziej rozdrobnienie partyjne, przewaga parlamentaryzmu, nieodpowiedzialność zgromadzeń umieszcza na płaszczyźnie politycznej, a coraz to liczniejsze i potężniejsze funkcje syndykalne, tak robotnicze, jak i przemysłowe stawiają przez swe konflikty i porozumienia na płaszczyźnie ekonomicznej – rozwiązanie tych zagadnień, które na płaszczyznę moralną przenosi konieczność porządku, karności i posłuszeństwa wobec tych, co są moralnem sumieniem ojczyzny. Faszyzm chce państwa silnego, organicznego i spoczywającego równocześnie na szerokiej podstawie ludowej. Państwo faszystowskie zagarnęło też z powrotem dla siebie dziedzinę gospodarki i poprzez instytucje korporatywne, społeczne, wychowawcze przezeń stworzone, zmysł państwa dociera aż do najdalszych odgałęzień i, ujęte w kadry odnośnych organizacyj, krążą w państwie wszystkie siły polityczne, ekonomiczne i duchowe narodu. Państwo, spoczywające na milionach jednostek, które je uznają, odczuwają, są gotowe do służenia mu, nie jest tyrańskiem państwem średniowiecznego władcy. Nie ma też nic wspólnego z absolutystycznemi państwami z czasów przed 1789 r. lub po r. 1789. W państwie faszystowskiem jednostka jest nie unicestwiona, lecz raczej pomnożona, tak jak w pułku żołnierz jest nie pomniejszony, lecz raczej pomnożony przez liczbę swoich towarzyszy. Państwo faszystowskie organizuje naród, lecz zostawia następnie jednostkom wystarczające pole ruchów: ograniczyło wolności nieużyteczne lub szkodliwe, a zachowało te, które są istotne. Rozstrzygać w tej dziedzinie nie może jednostka, lecz państwo.«

To jest cytat. Wikipedia korzysta tu z przedwojennego tłumaczenia i interpunkcji narzuconej przez tłumacza. Obie te rzeczy wypadałoby uaktualnić dla łatwiejszego zrozumienia przez współczesnego czytelnika, bo Doktryna faszyzmu była wydana na początku lat 90-tych, chyba przez jakieś niszowe wydawnictwo, i w nowym tłumaczeniu.

W tym samym eseju Mussolini pisze też:

„Państwo faszystowskie, najwyższa i najpotężniejsza forma osobowości, jest siłą, ale siłą duchową. Skupia ona wszystkie formy moralnego i intelektualnego życia człowieka. Nie może się więc ograniczyć do zwykłych czynności utrzymania porządku i sprawowania opieki, jak tego chciał liberalizm. Nie jest prostym mechanizmem, który ograniczałby sferę domniemanych swobód indywidualnych. Jest formą i normą wewnętrzną, jest ujęciem w karby dyscypliny całego człowieka, przenika tak wolę, jak i rozum. Jego zasada, ożywiająca go centralna idea, najistotniejsze natchnienie osobowości ludzkiej, żyjącej we wspólnocie obywatelskiej, zstępuje do głębi i zagnieżdża się tak w sercu człowieka czynu, jak i myśliciela, tak artysty, jak i uczonego: ona, co jest istotą duszy.”

„Faszyzm (…) jest nie tylko prawodawcą i założycielem instytucji, lecz także wychowawcą i krzewicielem życia duchowego. Chce odnowić nie formy życia człowieka, ale treść człowieka: charakter i wiarę. I w tym celu pragnie karności i autorytetu, które zstąpiłyby w dusze i zdobyły w nich rząd niezaprzeczony. Przeto jest jego symbolem pęk rózg liktorskich – symbol jedności, siły i sprawiedliwości.”

„Życie w pojęciu faszysty jest poważne, surowe, religijne. Faszysta gardzi życiem wygodnym. Faszyzm pragnie człowieka czynnego i zwróconego ku działaniu.”

Państwo faszystowskie wskazuje drogę narodowi, a nawet innym narodom, jest strażnikiem ducha wypracowanego w ciągu wieków przez język, tradycję i wiarę. Mussolini przestrzegał: myślenie jakoby dobrobyt = szczęście, zamienia ludzi w zwierzęta, których jedynym celem jest się tuczyć.

„Faszyzm pragnie człowieka czynnego i wszystkimi swoimi siłami zwróconego ku działaniu: chce, aby był on po męsku świadom trudności, które napotyka i gotów stawić im czoło.”

Podstawowe idee faszyzmu:

1. Jednym z obowiązków państwa jest wygaszanie walki klasowej, która stanowi pożywkę dla socjalizmu. Skuteczną metodą ma być zastosowanie w życiu gospodarczo-społecznym systemu korporacyjnego, by na miejsce konfliktu między kapitałem a pracą, pojawił się solidaryzm społeczny. Społeczeństwo w faszystowskiej wizji świata jest bierne, nie wykazuje samodzielnej inicjatywy. Tę dzierży niepodzielnie państwo. Ono reguluje, kontroluje, nakazuje i wyznacza jedynie słuszny kierunek.

2. Faszyzm jest przeciwny demokracji, która utożsamia naród z większą liczbą, ściągając go do niskiego poziomu większości, lecz jest czystą formą demokracji, jeśli się naród pojmuje tak, jak powinno, jakościowo, a nie – ilościowo, jako ideę potężniejszą, bo wyższą moralnie, bardziej zwartą, prawdziwą, która urzeczywistni się w narodzie jako świadomość i wola niewielu, a nawet jednego, a który to ideał dąży do urzeczywistnienia się w świadomości i woli wszystkich.

3. Założyliśmy państwo korporacyjne i faszystowskie, państwo społeczności narodowej, państwo skupiające, kontrolujące, harmonizujące i uzgadniające interesy wszystkich warstw społeczeństwa, które wiedzą, że są w równej mierze pod jego opieką. I gdy przedtem, za czasów ustroju demoliberalnego, masy pracujące odnosiły się do państwa z nieufnością, były poza obrębem państwa, były przeciwko państwu, uważały państwo za nieprzyjaciela w każdym dniu, w każdej godzinie, nie ma dziś Włocha, który by pracował, a nie domagał się swego miejsca w korporacjach, w federacjach, który by nie pragnął być żywą komórką tego wielkiego, niezmierzonego żywego organizmu, jakim jest narodowe korporacyjne państwo faszystowskie.

4. Faszyzm przeczy temu, by liczba przez to tylko, że jest liczbą, mogła kierować społeczeństwami ludzkimi; przeczy by liczba ta mogła rządzić poprzez odbywające się periodycznie obrady: stwierdza nieusuwalną a płodną i dobroczynną nierówność tych, którzy nie mogą stać się równymi poprzez mechaniczny i zewnętrzny fakt, jakim jest powszechne prawo głosowania. Ustroje demokratyczne można zdefiniować jako takie, w których daje się od czasu do czasu ludowi złudzenie, że jest władcą, gdy faktycznie prawdziwą władzę dzierżą inne siły, niejednokrotnie nieodpowiedzialne i utajone. Demokracja jest ustrojem bez króla, lecz z wieloma królami, niekiedy bardziej ekskluzywnymi, tyranizującymi i rujnującymi niż jeden król, chociażby był tyranem.

To również są cytaty z Mussoliniego i też zawarte są w eseju „Doktryna faszyzmu”. Wygłaszał je na różnych wiecach, zebraniach itp. Widać więc, że faszyzm jest zupełnie czymś innym niż powszechnie uważa się. Łączy się faszyzm i nazizm w jedno. To oczywiście zasługa uprawianej od zakończenia wojny propagandy antyfaszystowskiej. Dzięki niej dowiedzieliśmy się też, że istniały dwa narody niemieckie: Niemcy-naziści i Niemcy. Później okazało się, że są już tylko jacyś naziści i Niemcy. Czym był więc ten nazizm, czyli narodowy socjalizm, skoro oddzielono go od Niemców? I czy słusznie? I znowu wypada odwołać się do Wikipedii.

Narodowy socjalizm, nazizm – to rasistowska, antykomunistyczna, antydemokratyczna i antysemicka ideologia Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP). Niemiecka, skrajna odmiana faszyzmu, opierająca się na darwinizmie społecznym, biologicznym rasizmie, w szczególności na antysemityzmie, wyrosła na gruncie militaryzmu pruskiego i niemieckiego szowinizmu, czerpiąca z haseł nacjonalnych, jak i socjalnych.

Nazwę doktryny przypisuje się konserwatywnemu myślicielowi Oswaldowi Spenglerowi, który w eseju Duch pruski a socjalizm (1919) przedstawił własną koncepcje terminu socjalizm, odmienną od powszechnie z nim kojarzonym socjalizmem naukowym lewicy rewolucyjnej. Perspektywa Spenglera przedstawiała wielowiekowe zmagania Niemiec o korzystną pozycję wśród innych narodów i walkę o dominację nad nimi mającą charakter rewolucji narodowej. Tak pojęty socjalizm narodu niemieckiego przeciwstawia parlamentaryzmowi brytyjskiemu, określonemu jako nieskuteczny, a także marksizmowi, który uważa za czynnik konfliktujący elity konserwatywne oraz zwykłych pracowników. Spengler nie był jedynym konserwatystą, z którego dorobku czerpał nazizm. Inni to: Hegel, Schopenhauer oraz Nietzsche.

Z powyższego opisu wynika, że nazizm wyrastał z wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego, a stąd już blisko do mesjańskiej doktryny narodu żydowskiego. Musiał być więc nazizm z założenia antysemicki. Nie może być dwóch narodów wybranych. To jednak wcale nie przeszkadzało wielu Żydom tworzyć ruch nazistowski i często zajmować kluczowe w nim stanowiska.

Antysemityzm zarzucano też faszyzmowi. Wikipedia pisze: Jednakże mniej radykalne tony antysemickie pojawiały się już 1919 roku. Benito Mussolini w 1919 roku stwierdził, że za rewolucję w Rosji odpowiadają żydowscy bankierzy z Nowego Jorku i Londynu a 80% przywódców radzieckich to Żydzi. W 1934 roku w deklaracji końcowej Faszystowskiego Kongresu Międzynarodowego stwierdzono m.in. że Żydzi parają się okultyzmem, próbują doprowadzić do międzynarodowej rewolucji, zwalczają cywilizację chrześcijańską i idee patriotyczne.

Faszyzm i nazizm miały wspólne cechy, jak chociażby to, że uważały, że nie ma konfliktu klas społecznych i że interesy wszystkich warstw można pogodzić. Dlatego i jedna i druga doktryna uważały marksizm za wroga. I tak jak napisałem na początku, faszyzm można streścić w trzech punktach: wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu. Nazizm też można streścić w trzech punktach: ein Volk, ein Reich, ein Führer. Obie ideologie postrzegały organizację państwa i społeczeństwa zupełnie odmiennie niż w innych państwach, w których Żydzi dążyli do rozbijania i konfliktowania społeczeństw poprzez tworzenie systemów wielopartyjnych i nierówności społecznych, wynikających z nadmiernego bogacenia się jednych i ubożenia innych, bądź poprzez wprowadzanie ideologii walki klas. Czy tak, czy tak, zawsze chodziło o skłócanie społeczeństw. Nic więc dziwnego, że Żydzi oba te systemy darzą taką nienawiścią.

Faszyzm był ustrojem totalitarnym, bo chciał wszystkim narzucić własny system wartości, nie pytając nikogo o zdanie. Mussolini wychodził z założenia, że to czego człowiek potrzebuje do szczęścia, to praca i bycie częścią społeczności, z którą się utożsamia oraz rozwijanie swojej duchowości w oparciu o religię. Uważał, że ludzie w większości nie wiedzą, co jest dla nich dobre, i że trzeba ich do tego przymusić siłą.

Miał on we Włoszech wielu przeciwników. Wszak to stamtąd wywodzą się ruchy humanistyczne, które zapoczątkowały reformację. W filmie Federico Felliniego Rzym z 1972 roku można usłyszeć takie zdanie: Juliusz Cezar był faszystą, Rubikon przekroczył, Rzym otoczył. Zapewne jest to nawiązanie do Marszu na Rzym, jak określa się faszystowski zamach stanu z 1922 roku. Wzięło w nim udział, jak pisze Wikipedia, około 30 tysięcy osób (w tym około 200 Żydów). Wszędzie się wkręcą!

Pojęcie totalitaryzmu zmienia się. Mussolini pisał, że w demokracji mamy do czynienia z wielu królami, czyli tyranami, którzy gorsi są od jednego nawet największego tyrana. Chciał faszyzmu dla dobra ludzi, nawet wbrew ich woli. Współczesna „demokracja” też chce, dla naszego dobra, nawet wbrew naszej woli, wszystkich nas zaszczepić. Już nie używają tego słowa. Mają nowe – wyszczepić, które kojarzy mi się z innym – wytępić.

Słowo „szczepić” i „zaszczepić” oznacza mniej więcej to samo: wprowadzić do ustroju ludzkiego albo zwierzęcego zabite lub osłabione drobnoustroje chorobotwórcze lub ich toksyny, powodujące powstawanie przeciwciał. To w celu uodpornienia organizmu, uczynienia go, w pewnym sensie, lepszym. W ogrodnictwie słowo „zaszczepić” oznacza połączenie części pędu szlachetnej odmiany z ukorzenionym dziczkiem w celu uszlachetnienia rośliny dzikiej lub na szlachetnej odmianie zaszczepić inną, bardziej pożądaną odmianę.

Po co więc ktoś wprowadza nowe słowo z przedrostkiem „wy” w sytuacji, gdy mamy już właściwe słowo, oddające istotę rzeczy? To „wy” jest przeciwieństwem „za”. „Wyszczepić” oznacza w tym kontekście przeciwieństwo „zaszczepić”. Zaszczepienie jest w celu uszlachetnienia rośliny i uodpornienia człowieka. Idąc dalej tym tropem – wyszczepienie jest w celu zmniejszenia jego uodpornienia. Przekaz ministra śmierci jest czytelny. Mówi nam wprost – szczepienia (wyszczepienia) są po to, by was wytępić. Żydzi kabaliści lubują się w nadawaniu słowom, liczbom, symbolom ukrytych znaczeń.

Mussolini chciał, wbrew woli ludu, uczynić go lepszym. Nie był pierwszym, który posunął się do przemocy, by wskazać ludowi, co jest dla niego dobre. W VI wieku p.n.e. Ezdrasz i Nehemiasz przekonywali swoich ziomków, że są „nasieniem świętym i narodem osobliwym, wybranym”, że zawładną całym światem, jeżeli będą posłuszni Staremu Zakonowi. Żydzi w końcu uwierzyli w ich obietnice i poddali się ich rozkazom. Któż więc lepiej niż oni wie, jak groźnym dla nich mógłby być faszyzm, gdyby udało się go utrzymać, choćby w jednym państwie.

Konstytucja 3 maja

Konstytucja 3 maja to jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach Polski. Nadal jednak jest ona źródłem wielu sporów i polemik. Ma ona swoich zagorzałych zwolenników, ale też i zażartych wrogów. Jej przeciwnicy uważają, że przyczyniła się do II-go i III-go rozbioru. Jak więc na nią patrzeć? Pierwszą i podstawową rzeczą, jaką wypada wiedzieć, jest to, że decyzję o jej uchwaleniu podjął sejm skonfederowany tj. taki, który podejmuje decyzje większością głosów, a nie – jednomyślnie. Gdyby sejm nie był skonfederowany, to ta konstytucja nigdy nie zostałaby uchwalona. Wystarczyłby sprzeciw jednego posła. A może nie byłoby żadnego sprzeciwu i głupio by to wyglądało, taka niespotykana jednomyślność. Dlaczego więc sejm był skonfederowany? I czy stało się to przypadkiem? Na jego skonfederowanie musiała wyrazić zgodę Katarzyna II i taką zgodę dała. I czy to też był przypadek? O co w tym wszystkim chodziło? Jak zwykle w takich sytuacjach, wypada chyba zacząć od początku: od konfederacji i od tego, jak ona doprowadziła do powstania skonfederowanego sejmu.

Czym była konfederacja w historii Polski? Konfederacja (od łacińskiego confoederatio, związek) – związek zbrojny zawiązywany przez duchownych, szlachtę i miasta w celu realizacji własnych intencji lub w zastępstwie władzy państwowej, tworzony w Polsce i na Litwie w wiekach XIII-XIX. Jej genezy należy szukać w średniowiecznym prawie oporu przeciwko władzy. Charakterystyczną cechą konfederacji była przynależność imienna; spis jej członków sporządzano w okresie jej zawiązywania. Jako że zawiązanie następowało dla realizacji z góry określonego celu, konfederacja miała charakter czasowy.

Pierwszymi tego typu związkami były konfederacje miejskie, powoływane w latach 1298, 1302, 1310, 1350 przez miasta Wielkopolski. Miały one na celu m.in. ochronę bezpieczeństwa handlu i spokoju publicznego poprzez tępienie rozboju na drogach. Konfederacje wyłącznie rycerskie powstawały w Polsce w XIV wieku. Zwoływane były w obronie swobód szlacheckich przeciwko władzy centralnej, wpływom duchowieństwa i rozwojowi husytyzmu. W 1307 roku, w reakcji na związanie konfederacji rycerskiej przeciw roszczeniom kleru, dotyczącym dziesięcin i sądownictwa, duchowieństwo związało własną konfederację.

Konfederacje mogły być tworzone przy osobie króla, w obronie majestatu; istniały też przypadki, gdy władca sam popierał ich postulaty i przyłączał się do związku. Konfederacje uznane za buntownicze wobec króla nazywano rokoszami.

W czasie bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta w 1572 roku wykształcił się nowy rodzaj tego typu związków – konfederacja generalna lub konfederacja kapturowa, zastępująca najważniejsze instytucje państwa, które w normalnym trybie działały w imieniu króla, gdy nie było monarchy. Uchwały konfederacji generalnej stanowione były większością głosów.

Prawo do występowania poddanych przeciwko władzy gwarantował artykuł de non praestanda oboedientia konfederacji warszawskiej w 1573 roku, wysnuty z przywileju mielnickiego z 1501 roku, gdzie zapewniano senatorom prawo do uważania króla, który przekroczył swoje uprawnienia, za tyrana.

W czasie konfederacji sejm zastępowała rada generalna konfederacji, na której decyzje w razie konieczności zapadały większością głosów. Wybrany przez szlachtę marszałek konfederacji sprawował władzę wykonawczą wraz z królem i senatem. W czasie obowiązywania konfederacji zawieszano przynajmniej de jure prawa szlachty (zakaz pozbawiania wolności i konfiskaty mienia bez wyroku sądowego).

Początkowo konfederacje obejmowały jedno tylko województwo bądź ziemię (konfederacja wojewódzka). Konfederację, która obejmowała całe państwo, nazywano konfederacją generalną. Konfederacje generalne zawiązywano osobno dla Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Władzę nad konfederacją obejmowała rada generalna konfederacji. W czasie trwania konfederacji w jej organach obowiązywała zasada głosowania większością głosów. Ten ewenement ustrojowy doprowadził do powstania sejmu skonfederowanego. Kilka rad walnych konfederacji miało charakter sejmów nadzwyczajnych (1710, 1735).

Zawiązywania konfederacji w Rzeczypospolitej zakazała ostatecznie konstytucja sejmu niemego z 1717 roku, w rzeczywistości zasada ta nigdy nie była przestrzegana. Sejm Czteroletni uchwalił ustawę zabraniającą tworzenia konfederacji, zapowiadającą karanie śmiercią inicjatorów takich związków.

Tyle m.in. możemy przeczytać w Wikipedii. Czymże więc była ta konfederacja? Był to idealny instrument do destabilizacji państwa i pretekst do ingerencji w sprawy państwa, w którym zastosowano tego typu rozwiązanie. Konfederacja barska (1768-72) porwała w pewnym momencie króla i to wystarczyło do dokonania pierwszego rozbioru.

Pierwszy rozbiór Polski nastąpił w 1772 roku. Pretekstu do niego dostarczyła konfederacja barska. Był to związek zbrojny szlachty polskiej, utworzony 29 lutego 1768 roku w Barze na Podolu. Był skierowany przeciwko Rosji i królowi Stanisławowi Poniatowskiemu oraz popierającym go wojskom rosyjskim. Celem konfederacji było zniesienie ustaw narzuconych przez Rosję, zwłaszcza tych zapewniających równouprawnienie innowiercom.

Jeszcze wcześniej zwołany został 8 listopada 1763 roku sejm konwokacyjny 1764 roku w celu przygotowania elekcji Stanisława Poniatowskiego. Obrady trwały od 7 maja do 23 czerwca 1764 roku. Sejm przeprowadził szereg reform ustroju I Rzeczypospolitej. Konfederacja stronników Czartoryskiego doprowadziła na drodze zamachu stanu do odsunięcia od obrad znacznej części posłów związanych z obozem sasko-republikańskim i do skonfederowania sejmu konwokacyjnego.

W celu skutecznego przeprowadzenia obrad Zamek Królewski i Krakowskie Przedmieście obsadzono wojskami rosyjskimi z armatami i nadwornymi wojskami Czartoryskich. Posłowie opozycji sprzeciwiali się i w ramach protestu przeciwko obecności wojsk rosyjskich opuścili salę obrad. Natomiast familia Czartoryskich, za zgodą posła rosyjskiego Hermana Karla von Keyserlinga, przeprowadziła zmianę ustroju Rzeczypospolitej. W obradach uczestniczyło jedynie 80 posłów (powinno 300) i 7 senatorów (zamiast 136). Reformy były dość radykalne. Zniesiono liberum veto, zlikwidowano żydowski Sejm Czterech Ziem, uporządkowano sprawy celne, wprowadzono zakaz przysięgania posłów na instrukcje poselskie. To tylko niektóre z tych fundamentalnych zmian.

Chociażby na tym przykładzie widać, że z demokracją nie miało to wiele wspólnego i sposób, w jaki uchwalono Konstytucję 3 maja, nie był czymś wyjątkowym. Raczej była to praktyka. Na ogół przedstawia się nam sejmy Rzeczypospolitej jako anarchiczne, bezradne wobec liberum veto, a prawda jest taka, że sejmy skonfederowane wcale nie były wyjątkami. Wprost przeciwnie! Często się nimi posiłkowano. Ale to też była parodia. Na konfederację tworzono kontrkonfederację.

Reformy te (sejmu konwokacyjnego) były tak rewolucyjne, że począwszy od 1766 roku porzucili je nawet sami inicjatorzy – Czartoryscy. Król był zupełnie osamotniony. Popadł w całkowitą zależność od Katarzyny II. W 1767 roku wkraczają wojska rosyjskie. Pod ich osłoną poseł rosyjski Nikołaj Repnin zawiązuje 20 marca konfederacje różnowiercze: słucką dla Wielkiego Księstwa Litewskiego i toruńską dla Korony. 23 czerwca w reakcji na te wydarzenia szlachta katolicka związała konfederację radomską, skierowaną przeciwko Stanisławowi Poniatowskiemu. Wykorzystuje to Repnin, uzyskując nad nią wpływ i zmusza Poniatowskiego do podporządkowania się Katarzynie II.

Zawiązany pod węzłem konfederacji radomskiej tzw. sejm repninowski w Warszawie zajął się rewizją reform przeprowadzonych przez sejm konwokacyjny w 1764 roku. Kwestią drażliwą pozostała sprawa równouprawnienia innowierców. Repnin sterroryzował posłów, porywając 14 października 1767 roku przywódców konfederacji radomskiej: biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna.

24 lutego 1768 Rzeczypospolita podpisała z Rosją traktat o wieczystej przyjaźni, w wyniku którego stawała się rosyjskim protektoratem. Katarzyna II gwarantowała nienaruszalność granic i ustroju wewnętrznego państwa (Skąd my to znamy? Trwały sojusz ze Związkiem Radzieckim, gwarantem naszych zachodnich granic.). 26 lutego uchwalono prawa kardynalne, sankcjonujące równouprawnienie innowierców jako nienaruszalne prawo Rzeczypospolitej. W przededniu tych wydarzeń opuścili Warszawę główni przywódcy spisku barskiego.

Tak to opisuje Wikipedia. Nasuwa się jednak pytanie: Skąd przywódcy „spisku” (już nie konfederacja, tylko spisek) barskiego wiedzieli, jak rozwinie się bieg wydarzeń, skoro nie było ich w Warszawie. Chyba tylko od swoich „braci”.

Walki konfederatów barskich trwały do sierpnia 1772 roku. Rozbioru dokonano oficjalnie 18 września, ale decyzja o nim zapadła w Petersburgu już w połowie 1771 roku. Sam pomysł musiał być znacznie wcześniejszy i ktoś starannie to wyreżyserował: stworzenie pretekstu do buntu, a następnie zorganizowanie go. W walkach po stronie konfederatów wzięło udział 100 tysięcy ludzi. Stoczono około 500 potyczek. Straty konfederacji to 60 tysięcy. Było to więc bardzo skomplikowane i kosztowne przedsięwzięcie. Bitwy toczono na terenie całego kraju. Dowódcami byli Kazimierz Pułaski, Michał Jan Pac, Maurycy Beniowski i Charles François Dumouriez.

Pułaski był masonem, o czym informuje nawet Wikipedia. Z kolei Dumouriez w 1770 roku został wysłany do Polski, gdzie miał za francuskie pieniądze organizować korpus posiłkowy konfederacji barskiej. Po wybuchu rewolucji francuskiej przystąpił do jakobinów. – I wszystko jasne! Konfederacja barska była dziełem masonerii i przez nią finansowana. Tak więc prawdopodobnie wszystko zostało wyreżyserowane: te ustawy o prawach dla innowierców i te „święte oburzenie”, które doprowadziło do powstania tej konfederacji. I tak dokonano I-go rozbioru Rzeczypospolitej. Na kolejny trzeba było czekać aż 21 lat.

Sejm Czteroletni (1788-1792) – zwołany w Warszawie 6 października 1788 roku za zgodą cesarzowej Rosji Katarzyny II. Obradował do 29 maja 1792 roku. Był to sejm skonfederowany. Można by w tym miejscu zapytać: dlaczego niektóre sejmy były skonfederowane, a inne – nie. Kto decydował o tym, że teraz trzeba gładko przeforsować pewne projekty, a innym razem można sobie pozwolić na „wolność” i dezorganizować prace sejmu. Czasem można odnieść wrażenie, że ustrój Rzeczypospolitej został tak zaprojektowany, by zawsze móc realizować swoją grę polityczną, czy to poprzez liberum veto, czy – konfederację.

Obie te zasady ustrojowe pojawiły się po powstaniu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli po powstaniu unii polsko-litewskiej. Dokładnie – po śmierci Zygmunta Augusta w 1572 roku. Również wtedy pojawia się trzecia zasada ustrojowa – wolna elekcja. Cała szlachta wybierała króla (viritim). Nie bez wielkiej przesady można powiedzieć, że po śmierci Zygmunta Augusta dokonuje się wielka rewolucja. Powstaje zupełnie nowy ustrój państwa. To jest ta słynna demokracja szlachecka. Jej trzema filarami są:

  • liberum veto
  • konfederacja
  • wolna elekcja

Kto zdecydował o tym, że wprowadzono te trzy zasady ustrojowe? Jakie pole do manipulacji stwarza taki ustrój! Wmawia się nam, że Polacy to warchoły, anarchiści, buntownicy itp. Tylko nikt nie mówi, że polskimi królami, po wymarciu dynastii Piastów, byli przeważnie obcy, że I RP to konglomerat różnych narodowości, że była ona miejscem intensywnego osadnictwa Żydów po ich wygnaniu z Hiszpanii w 1492 roku. Nie mówi się nam nic o tym, jaki wpływ na losy tego nowego tworu, czyli unii polsko-litewskiej, miała reformacja i tajne związki humanistów, przywleczone do nas przez królową Bonę. Nie mówi się o tym, jaki to miało wpływ na Zygmunta Starego i jego następcę – Zygmunta Augusta.

Zygmunt Stary zajmował wobec reformacji stanowisko wyczekujące i takim postępowaniem sankcjonował jej powstanie i rozwój. Przybycie królowej Bony (1519) otworzyło polski dwór królewski dla tajnych związków humanistycznych i dla Żydów. Jednym z nadwornych lekarzy królowej był Mojżesz Fiszel. Jego matka i córka należały do świty Bony.

„Już w czasie panowania Zygmunta I (1506-1548) zaprowadził podobno Brancacio, dworzanin królowej Bony, wolnomularstwo na królewskim dworze, a syn jej, Zygmunt II August (1548-1572), którego panowanie zwą złotym okresem literatury polskiej i który wydał w r. 1562 edykt tolerancyjny, proklamujący wolność wyznania i odbierający wyrokom sądów duchownych egzekutywę państwową, należał podobno do związku wolnomularzy.” – M.S. Goldbaum, Rudimente einer Geschichte der Freimauererei in Polen, za Henryk Rolicki, Zmierzch Izraela.

Trzeba oczywiście wziąć poprawkę na to, że masoneria powstała później z tajnych związków humanistyczno-reformacyjnych, do których musiało należeć wiele osób na dworze Zygmunta I, a później również jego syn i następca, Zygmunt August.

„Spowiednikiem królowej był niejaki Lismanini, jedna z najbardziej podejrzanych postaci reformacji w Polsce. Nic więc dziwnego, że postępowanie Bony z protestantami było bardzo nierówne. Kierowały nią nie tylko względy dogodności, lecz różne i namiętne zachcianki kobiety zepsutej; albowiem niepodobna przypuścić, by uczucia religijne mogły mieć jakikolwiek wpływ na duszę takiej jak Bona istoty, objawiającej stale zupełne lekceważenie wszelkich zasad moralnych. – Walerian Krasiński, Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce.”

„W tych warunkach, gdy centrum organizacyjne reformacji znalazło się tuż pod bokiem dwóch ostatnich Jagiellonów, łatwo zrozumieć, dlaczego Zygmunt I był pierwszym w Europie, który oficjalnie uznał reformację, przyjmując w r. 1525 na rynku krakowskim hołd od Albrechta brandenburskiego, wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego i nadając mu duchowne dobra zakonne, jako lenno świeckie. Ten krok, który historycy polscy jednogłośnie niemal uznają za olbrzymi błąd polityczny, umożliwiający późniejsze rozbiory, podyktowany został wpływami reformatorów i był wyzwaniem Rzymu. Rzecz charakterystyczna, że równocześnie brat wychrzczonego żyda, Abrahama Ezofowicza, mianowanego przez Zygmunta I podskarbim litewskim, Michał Ezofowicz otrzymuje nobilitację.

Nobilitacji jego dokonał Zygmunt na rynku krakowskim podczas uroczystości składania hołdu przez Albrechta, księcia pruskiego. Jest to jedyna w dziejach Polski nobilitacja niechrzczonego żyda. – Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska.

Siły reformacji wzrosły jeszcze za Zygmunta Augusta, który, sądzić wolno – był czynnym członkiem stowarzyszenia, założonego przez Lismaniniego. Sekretarzem jego był członek tego związku, znany bojownik kościoła narodowego, Andrzej Frycz-Modrzewski. Zygmunt August, jeszcze jako królewicz, propagował reformację.”

„Reformacja czuje się tak dalece na siłach, że na sejmie piotrkowskim w r. 1559 pojawia się wniosek, by wyłączyć biskupów katolickich z senatu, albowiem składają papieżowi przysięgę wierności. Wniosek jednak nie został przyjęty.”

„Do reformacji, a zwłaszcza do wyznania helweckiego (kalwińskiego) garnęło się możnowładztwo polskie i litewskie. Pod koniec panowania Zygmunta Augusta innowiercy mieli zdecydowaną większość wśród świeckich. W r. 1569 było 58 senatorów ewangelików, 53 katolików, 2 prawosławnych, ponadto zaś 15 biskupów katolickich.”

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Takie było otoczenie dwóch ostatnich Jagiellonów. I to właśnie to otocznie, no bo któż inny, „wysmażyło” ten kuriozalny, idiotyczny ustrój, który, dokładnie w 200 lat po śmierci Zygmunta Augusta, doprowadził do I-go rozbioru. A był on wynikiem powstania konfederacji barskiej i jej działań.

Nie byłoby Konstytucji 3 maja, gdyby nie było Sejmu Czteroletniego (1788-92). Należy więc zacząć od niego i dowiedzieć się, w jakich okolicznościach doszło do jego powstania, a zwłaszcza do tego, że był to sejm skonfederowany, podejmujący decyzje większością głosów.

Nie mogę się powstrzymać, by nie przytoczyć kilku cytatów z książki Karola Zbyszewskiego Niemcewicz od przodu i tyłu. Pisał on językiem niezwykle soczystym i wyrazistym. Parę lat spędził w archiwach. Dotarł do dokumentów źródłowych, do pamiętników bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń. To miała być jego praca doktorska na Uniwersytecie Warszawskim tuż przed wojną. Niestety odrzucono ją. Nie była zbyt „poważna”.

„Państwowe dochody Polski wynosiły rocznie 18 milionów, prywatne króla – 10 milionów złotych; wojsku można było nie płacić, bez armat się obejść, ale nałożnice monarsze musiały otrzymywać żołd akuratnie, nowe bohomazy w Łazienkach przybywać. Stanisław August miał długów powyżej uszu, bał się, że przy pierwszej o tym wzmiance opozycja wrzaśnie: Veto! i sejm rozejdzie się po kościach, nie uchwaliwszy mu żadnego sukursu. Szermując tedy potrzebą ustanowienia wojska i podatków, prosił usilnie przełaskawą Katarzynę o pozwolenie zawiązania konfederacji.

Carowa, przyzwyczajona, że Polacy leżą przed nią plackiem, upewniana przez Stackelberga, że i obecny sejm będzie mu posłuszny jak piesek – zezwoliła. – Ostatecznie, myślała, jeśli te niechlujne Polaczyszki zdobędą się naprawdę na wystawienie nieco wojska – tym lepiej, nic to nie będzie kosztować, a w razie kiepskiego obrotu wojny z Turcją może się przydać…

Siódmego października, jak zawsze w pierwszy poniedziałek po świętym Michale, nastąpiło otwarcie skonfederowanego sejmu. Marszałkiem obrano prawie jednogłośnie Stanisława Małachowskiego, zwanego polskim Arystydesem, co nie było znowu tak wielką pochwałą; każdego nieprzyłapanego na grubszym złodziejstwie zwano wtedy w Polsce Arystydesem. Było ich w całym kraju aż kilkunastu.”

„Trzynastego października otyły poseł pruski Buchholtz złożył notę sejmowi, w której jego pan, opasły Fryderyk Wilhelm, uprzejmie, po mnóstwie komplementów, proponował związanie z Polską przymierza.

Sejm oniemiał z radosnego wzruszenia. Do nich taka nota? Do nich, co od 25 lat otrzymywali od państw sąsiednich nie noty, ale aroganckie rozkazy, brutalne jak kopniaki. I to od Prus! Od tych Prus, co samowolnie poszerzały o kilometry granice zaboru, co bezprawnie nakładały takie cło na zboże spławiane Wisłą, że zabiły cały handel; jeszcze tak niedawno nie można było utrzymać w Warszawie wysokiego lokaja, bo werbownicy szwabscy porywali dorodnych mężczyzn w biały dzień ze środka ulic. Zdawkowe, obyczne zwroty grzecznościowe noty dyplomatycznej wydawały się sejmowi anielskim kwileniem, wnet kazał ją wydrukować i rozrzucić po kraju, by i obywatele mieli frajdę. Pięćdziesięciu posłów podrałowało do Buchholtza złożyć mu podziękowania, ledwo nie wysłano poselstwa dziękczynnego do Berlina. Pierwszy kamyk pruski w folwark Katarzyny zrobił wrażenie lawiny.”

„I oto nagle sejm składający się dotychczas ze stronników króla, Branickiego, Szczęsnego, Czartoryskiego, z posłów co – jak utarło się od wieku – byli klientami jakiegoś magnata, co mieli nie rozumować, a tylko iść ślepo za swym panem, ten sejm zawsze skłócony, rozdrobniony na dziesiątki grupek – podzielił się nagle na dwa wyraźne obozy: za Rosją i przeciw niej. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów sejm różniły nie możne osobiste ansy, nie małe świństewka, konszachty, ale arcyważne, polityczne zagadnienie: dogorywać pod moskiewskim butem czy próbować się spodeń wykaraskać? Z jednej strony chłystki niewidzący poza spódnicę wszechpotężnej carowej, jurgieltnicy drżący o swe pensje, tchórze; z drugiej ludzie, którym zbrzydło jarzmo, którym kołatało coś jeszcze żywiej w piersiach na dźwięk – Polska!”

„Walka z Rosją była wygrana: rublobiorcy zdziesiątkowani, ingerencja kacapska zlikwidowana, król zagłuszony, Stackelberg mógł już tylko rozkazywać swej kucharce.

Wielu zajadłych, krzykliwych, dotąd pożytecznych patriotów, jak Suchodolski i Suchorzewski, uznało, że sejm zrobił swoje, winien zakończyć swój żywot, a Polska rządzić się nadal tymiż prawami. Bardziej rozgarnięci patrioci pojmowali, że Polska stoczyła się do obecnego stanu bezsilności i poniżenia nie z powodu Rosji, lecz fatalnego ustroju. Postanowili dać Polsce nowy, sensowny.

Zniesienie wolnej elekcji i liberum veto, ukrócenie hetmanów, wzmocnienie władzy dziedzicznego monarchy – oto cele, które dzięki Ignacemu Potockiemu, Staszicowi, Kołłątajowi przyświecały drugiej edycji patriotów.

Dotychczasowy podział – za Rosją i przeciw niej, stał się nieaktualny; sejm rozpadł się na dwa nowe stronnictwa: zwolenników starego bałaganu i wyznawców reformy. Wciąż dotąd pijany Ksawery Branicki wylazł spod stołu, stanął na czele zacofańców, wylękniony Stanisław August zbliżył się do postępowców.”

„Patrioci parli całą siłą do zawarcia trwałego przymierza z Prusami. Nie wyobrażali sobie Polski bez gwarancji obcego mocarstwa.

Układy szły powoli, omal nie zostały zerwane, gdy Fryderyk Wilhelm zażądał szczerze Gdańska i Torunia, podjęte na nowo, gdy przewrotnie zapewnił, że wcale tych miast nie pragnie. Stanisław August przeszkadzał naprzód wszelkimi sposobami, robił drobne intrygi, zagroził nawet, że wyjedzie na rok do Włoch, zostawiając sejm własnemu rozumowi.”

„Dwudziestego dziewiątego marca 1790 roku zostało ostatecznie podpisane przymierze. Prusy o 200-tysięcznej armii i Polska o niespełna jeszcze 50-tysięcznej warowały sobie dokładnie w trakcie rozmiary pomocy wojskowej i finansowej w razie napaści na któreś państwo. Zbyt korzystne to było dla Polski, aby mogło być dochowane. Dla Prus, będących w naprężonych stosunkach z Rosją i Austrią oraz chcących szantażować całą Europę, przymierze było chwilowo na rękę; Polska nic na nim nie traciła, ale naiwnością patriotów była wiara, że bezinteresowna obrona Rzplitej przed Moskwą i wdzięczność jej obywateli jako jedyna zapłata Prusom wystarczą.”

„O wprowadzeniu nowego ustroju też nieco myślano. Specjalna deputacja do formy rządu wzięła się gorliwie do rzeczy – zaczęła od wypożyczenia z biblioteki królewskiej wszystkich książek traktujących o jakichkolwiek ustrojach i przeczytała je sumiennie. Sądzono wtedy, wzorem filozofów francuskich, że wystarczy przestudiować 200 różnych konstytucji, by ułożyć 201. – idealną.

Biskup Krasiński, dawna sprężyna konfederacji barskiej, przedstawił projekt 658 artykułów liczący. Samo odczytanie zajęło trzy dni! A potem na poszczególne artykuły tracono całe posiedzenia. Nawet sensownie debatowane i nie najtępsze zapadały uchwały, ale tempo było tak straszliwie powolne, iż ludzie umiejący na palcach liczyć, szybko wykalkulowali, że i Matuzalemowi nie starczyłoby czasu na przeprowadzenie konstytucji tą manierą – paragraf po paragrafie.

Wybitniejsi posłowie, prowodyrzy patriotów, przestali uczęszczać do sejmu, pokazywali się tam rzadko i na krótko – natomiast zbierali się prywatnie u Małachowskiego i radzili nad formą nowej konstytucji.”

„W ciasnym mieszkaniu Piattolego na Zamku, począwszy od stycznia 1791 roku, odbywały się zebrania. Przychodzili na nie Małachowski, Potocki, Kołłątaj, książę Adam, Sołtyk, Warnecki, redakcja Gazety Narodowej w komplecie – Mostowski, Weyssenhoff, Niemcewicz i jeszcze kilku co rozgarniętszych.

Ukrytym korytarzem przyczłapywał ze swych pokoi Stanisław August w towarzystwie ulubionego szambelana Wilczewskiego – głuchoniemego idioty.

Zarysy konstytucji przyjemnie zadziwiły króla; on, który przez sejm obecny został zredukowany do roli kołka w tronie, teraz, wedle projektu, miał się stać władnym monarchą, zostać wzniesionym w górę jak monstrancja. Normalni spiskowcy przemyśliwują, jak pozbawić swego króla władzy, że tu jednak spisek został zawiązany w momencie, gdy król żadnej władzy nie miał – patrioci uparli się go nią obdarzyć. Dla poprawienia sytuacji – zrobić wszystko na odwrót niż jest – umysł ludzki nie zdobędzie się nigdy na nic innego.”

„W rzeczywistości konstytucja była dziełem była dziełem trzech ludzi: opierała się w zasadniczych zrębach na koncepcjach Kołłątaja, układał ją Ignacy Potocki, redakcję powierzono Piattolemu. On jeden spośród tej polskiej elity umysłowej pisał bez błędów ortograficznych i miał wykształcenie prawnicze; rozbijał materiał na paragrafy, ujmował w treściwe zdania. Piattoli nie umiał słowa po polsku, konstytucja została więc naprzód napisana po francusku. Przetłumaczenie jej na polski zajęło miesiąc.”

„Osiemnastego kwietnia Małachowski, limitując sejm na dwa tygodnie świąteczne, życzył posłom wesołego jajka i dobrego trawienia. Z ukrytą radością patrzyli patrioci na rozjeżdżających się zacofańców, całą nadzieję teraz pokładali w ich zamiłowaniu do obżarstwa: Nie oderwą się od święconego, nie wrócą na czas! – myśleli”

Konstytucję uchwalono 3 maja 1791 roku. Na Zamek przybyło 182 posłów (na ogólną liczbę około 500), z których 72 było jej przeciwnikami. Można sobie zadać w tym momencie pytanie: dlaczego aż połowa posłów nie przyjechała? Przecież wyjeżdżając na święta wielkanocne wiedzieli, kiedy sejm wznowi obrady. Czyżby o jej zatwierdzeniu mieli zadecydować tylko wtajemniczeni, a opozycja miała tylko udawać, że jest przeciw. Gdyby jej nie uchwalono, nie byłoby pretekstu do powstania konfederacji targowickiej, która została zawiązana w nocy z dnia 18 na 19 maja 1792 roku w Targowicy, w porozumieniu z cesarzową Rosji Katarzyną II, pod hasłami obrony zagrożonej wolności przeciwko reformom Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja.

18 maja 1792 roku 20 tysięcy konfederatów wraz z rosyjską piechotą liczącą 97 tysięcy wkroczyło do Polski. Król i reformatorzy mogli wystawić 37-tysięczną armię. Polska armia pod rozkazami Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Kościuszki pokonała Rosjan w kilku bitwach. Jednak decydujący cios zadał sam król. W lipcu 1792 podczas oblężenia Warszawy, uznał, że zwycięstwo nad Rosjanami nie jest możliwe i poddanie się uchroni od totalnej klęski i masakry rewolucjonistów. 24 lipca Stanisław August Poniatowski przyłączył się do konfederacji targowickiej. Polska armia uległa rozbiciu, a wielu reformatorów, uznając sprawę za przegraną udało się za granicę. – No cóż, masoni nie mają ojczyzny. Zrobili „zadymę” i uciekli. Targowiczanie nie uratowali Polski (czy aby o to walczyli?). Pół roku później, 23 stycznia 1793 nastąpił drugi rozbiór, w którym uczestniczyły Prusy i Rosja. A więc sojusznik „patriotów” z sojusznikiem „zdrajców”. Można by skonstatować, że Polacy okazali się wyjątkowo naiwni, gdyby nie fakt, że zarówno „patrioci” jak i „zdrajcy” byli w większości masonami. Dziwne też jest zachowanie Rosji, która panuje niepodzielnie nad Rzeczpospolitą i wprowadza do niej swoje wojska, czego nie czynią Prusy, a mimo to dzieli się z nimi jej terytorium w drugim rozbiorze. Wygląda na to, jakby ktoś Rosji z góry dyktował, co ma czynić. To zresztą dotyczy też Prus. Celem nadrzędnym wydaje się być zlikwidowanie Rzeczpospolitej.

Konstytucja 3 maja liczyła 11 artykułów. Wprowadziła prawo powszechnej niepodległości dla szlachty i mieszczaństwa oraz trójpodział władzy na ustawodawczą (dwuizbowy parlament), wykonawczą (król) i sądowniczą. Ograniczała demokrację, pozbawiając część społeczeństwa (szlachtę gołotę) praw politycznych. Znosiła unię polsko-litewską na rzecz jednego państwa. W miejsce wolnej elekcji wprowadzono elekcję w ramach dynastii. Zgodnie z konstytucją po śmierci Stanisława Poniatowskiego tron miał stać się dziedziczny i przekazany Augustowi z dynastii Wettynów, z której pochodzili dwaj poprzedni królowie. Konstytucja znosiła liberum veto, konfederacje, skonfederowane sejmy oraz nadmierny wpływ sejmików ziemskich, wynikający z natury instrukcji nadawanych przedstawicielom do sejmu. Uznawała też ona katolicyzm za religię panującą, jednocześnie zapewniając swobodę wyznania.

Śledząc te wszystkie wydarzenia wokół tej konstytucji, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to wszystko było wyreżyserowane. Patrioci – masoni, targowiczanie – też. Trudno nie dojść do takiego wniosku, jeśli uwzględni się, że całe otoczenie ostatnich Jagiellonów tworzyli ludzie wywodzący się z tajnych związków humanistycznych i środowisk reformacyjnych. Któż inny mógł stworzyć taki ustrój, w którym państwo, z założenia, miało być kierowane przez ludzi ukrytych za marionetkami, wystawianymi na widok publiczny. Liberum veto, konfederacja, wolna elekcja – kto wprowadził te zasady ustrojowe?

Możemy się spierać o to czy patriotami byli zwolennicy konstytucji, czy targowiczanie. Możemy dyskutować na temat tego, czy była ona tak nowatorska i była tak wielkim dziełem. Wszystko jednak na to wskazuje, jeśli uwzględni się bieg wydarzeń, że została ona wprowadzona tylko po to, by mogła być obalona. To samo dotyczy również Sejmu Czteroletniego. Gwarantem niepodległości miały być Prusy. Gdy jednak Rosja wkracza ze swoim wojskiem, to nie reagują, a właściwie reagują, tyle że pół roku później, dokonując, do spółki z nią, II-go rozbioru.

Wszystkiego tego, co działo się w Rzeczpospolitej w latach Sejmu Czteroletniego, II-go i III-go rozbioru, nie można rozpatrywać w oderwaniu od tego, co działo się we Francji. Trzeba było stworzyć jakiś pretekst, by Rosja i Prusy nie interweniowały w obronie monarchii. I tak by tego nie zrobiły, ale potrzebne było wytłumaczenie. Zupełnie jak obecnie. Stwarzamy fikcyjnego wirusa, a nawet jeśli nie fikcyjnego, to niegroźnego, po to, by realizować swoje mesjańskie cele pod pozorem walki z nim.

Rozbiory Rzeczpospolitej dokonały się. Były trzy. Dlaczego trzy, a nie – jeden? Z „logistycznego” punktu widzenia wydaje się, że prościej było dokonać jednego. A tu po pierwszym, na dwa następne, trzeba było czekać ponad dwadzieścia lat. Komu przeszkadzało to państwo? I dlaczego akurat to? Jeśli to, co napisałem powyżej, może wydać się komuś niespójne i nielogiczne, to może moje wcześniejsze blogi: Reformacja w Polsce, Sztadlani i Żydzi a rozbiory, co nieco rozjaśnią.

Reset

„Reset” to angielskie słowo, znane wszystkim, którym kiedyś „zawiesił się” komputer. W takiej sytuacji nie reaguje on na żadne „bodźce” tj. na klawiaturę i myszkę. I jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić, to wyłączyć go i ponownie włączyć. Jeśli mamy trochę szczęścia, to wszystko wróci do normy i znowu będziemy mogli wydawać mu „rozkazy”. Tak to działa w przypadku maszyn, które są urządzeniami prostymi, ale skomplikowanymi. Prostymi, bo działają według określonych procedur. Skomplikowanymi, bo ich skonstruowanie wymaga wielkiej wiedzy, pracy wielu ludzi i wykorzystania wielu surowców i materiałów. Zupełnie inaczej jest z gospodarką, która nie jest urządzeniem prostym, a jednocześnie jest skomplikowana. Problem polega na tym, że jej częściami składowymi są ludzie. A ludzie, to nie są poszczególne elementy maszyny czy urządzenia. Nie rozumieją tego inżynierowie, może nie wszyscy, ale większość. Nie rozumieją tego cybernetycy, którym się wydaje, że ludźmi i społeczeństwami można sterować tak jak maszynami.

Początkowo, gdy wybuchła ta plandemia, jak niektórzy nazywają tę epidemię, to jeszcze nie bardzo było wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Dziś już wiemy, że jest to działanie planowe, skoordynowane w skali świata. Zbyt dużo tu nielogiczności: jedni mogą pracować i „roznosić” wirusa, inni mają siedzieć w areszcie domowym; w jednych miejscach może gromadzić się więcej osób, w innych – mniej. Skoro nie można zamknąć całej gospodarki, bo nie można, to jaki sens ma zamykanie tylko niektórych jej działów. Jakoś dziwnym trafem uderza to przeważnie w małe i średnie firmy. O co tu chodzi? Czy nie jest to zasłona dymna i usprawiedliwienie dla innych działań?

Czy pod pretekstem walki z „epidemią” nie chce się dokonać resetu gospodarki? Wszystko wskazuje na to, że doszła ona do stanu, w którym nie reaguje na żadne bodźce w postaci wtłaczania w nią kolejnych partii pustych pieniędzy. Jakby „zawiesiła się”. Resetowanie ma więc polegać, tak jak w przypadku komputera, na jej wyłączeniu, przynajmniej częściowym, i ponownym jej włączeniu. Problem jednak polega na tym, że gospodarka to nie komputer.

W maszynach poszczególne elementy działają niezależnie i jak wszystkie są sprawne, to maszyna działa. W przypadku ludzkich interakcji jest inaczej. Wyłączenie pewnych działów gospodarki nie oznacza, że po ich ponownym włączeniu, wszystko wróci do normy. Żeby nie szukać daleko, posłużę się własnym przykładem. Zamknięto zakłady fryzjerskie. Ponieważ odwiedzałem jeden z nich, co dwa tygodnie, to był to dla mnie problem. Strzygę się krótko i źle się czuję z długimi włosami. Kupiłem więc maszynkę i sam się obsługuję. Nie jest to problem, bo, w moim wypadku, wystarczy przejechać nią po głowie. Gdy ktoś ma inne wymagania, to jest zależny od fryzjera. Ale ja już chyba nie wrócę. Może raz na jakiś czas. Ilu może być takich ludzi? Podobnie może być w przypadku restauracji, barów, kawiarni, hoteli, pensjonatów, salonów kosmetycznych, masażu. Można by tak wymieniać bez końca. Niektórzy mogą stwierdzić, że skoro już tyle czasu bez nich się obchodzą, to może i dalej się obejdą. Ale jest i druga strona medalu. Wielu z tych, którzy prowadzili jakąś działalność gospodarczą może dojść do wniosku, że nie warto do niej wracać, bo nie ma gwarancji, że za chwilę rząd znów wszystkiego nie pozamyka. To jest tylko zarysowanie problemu. Ja tylko chciałem uzmysłowić, jak bardzo skomplikowanym organizmem jest gospodarka i jak bardzo nieprzewidywalne mogą być ludzkie zachowania. Ja na początku nawet nie myślałem o zakupie maszynki do strzyżenia włosów.

Problemem jest jednak to, dlaczego gospodarka doszła do ściany? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zadać sobie inne: czy gospodarka może rozwijać się w nieskończoność? Czy inwestycje mogą cały czas ją pobudzać? Jest wielu takich, którzy uważają, że granicę wzrostu stanowi ograniczoność naszych zasobów naturalnych, a szczególnie źródeł energii paliw kopalnych, że energia odnawialna w postaci energii wiatrowej i słonecznej nie rozwiąże problemu. Jedną z tych osób jest Gail Tverberg.

Gail Tverberg jest aktuariuszką, chyba już emerytowaną. Ponadto zajmuje się problematyką ograniczoności zasobów naszego świata. Na swoim blogu „Our Finite World” zamieściła ciekawy artykuł: „COVID-19 and oil at $1: Is there a way forward?” (COVID-19 i ropa po 1$: Czy jest jakieś wyjście?). Wydaje mi się, że warty przybliżenia. Ja przedstawiam go w pewnym skrócie. Zachęcam jednak do odwiedzenia strony, bo oryginalny tekst zawiera wykresy, które dobrze obrazują pewne tendencje w ujęciu historycznym. Tu link: https://ourfiniteworld.com/2020/04/21/covid-19-and-oil-at-1-is-there-a-way-forward/

Według niej żyjemy w świecie samo-organizującej się gospodarki, której składnikami są biznes, klienci, rządy i stopy procentowe. A naszym podstawowym problemem są ograniczone zasoby naszej planety i to, że ludność świata przekroczyła liczbę, dla której zasoby naturalne są za małe. Za małe dla tej zglobalizowanej gospodarki. Pewne kluczowe jej obszary można byłoby uratować, przynajmniej czasowo, gdyby mogły działać jako niezależne od siebie części. Znaczyłoby to, ni mniej ni więcej, jak tylko odejście od globalizacji.

1. Porównuje gospodarkę do ręcznej pompy. Żeby popłynęła woda, trzeba nacisnąć dźwignię, a do tego potrzebna jest energia. Jednym słowem, do napompowania wody potrzebna jest na wejściu energia. Podobnie jest z gospodarką, tyle że warunków, jakie trzeba spełnić, by uzyskać odpowiednie dobra jest o wiele więcej. Są to:

  • Energia ludzka.
  • Energia uzupełniająca taka jak uzyskiwana w wyniku spalania biomasy, energia zwierząt, elektryczność i paliwa kopalne.
  • Inne źródła to żyzne gleby, świeża woda i różnego rodzaju surowce.
  • Dobra kapitałowe wypracowane w poprzednich pokoleniach. To mogą być fabryki i maszyny do nich.
  • Administracja i wsparcie rządu, uwzględniające prawo, drogi i szkoły.
  • Zaangażowanie biznesu i jego innowacyjność.
  • Sektor finansowy zapewniający ciągłość obrotu pieniądzem.

Jeśli więc spełnione są powyższe warunki wstępne, to w ich wyniku otrzymamy:

  • Żywność i możliwości jej przyrządzania i gotowania.
  • Inne dobra takie jak domy samochody, ciężarówki, telewizory, ropa.
  • Usługi takie jak edukacja, ochrona zdrowia i turystyka.

2. Po to, by gospodarka funkcjonowała właściwie niezbędny jest wzrost zużycia energii uzupełniającej tj. paliw kopalnych. Najlepiej rozwija się ona, jeśli odpowiednio do jej wzrostu rośnie wykorzystanie tej energii. Wzrost gospodarki obejmuje przyrost ludności i wzrastający poziom życia. Gdy mamy do czynienia z kryzysem, to spadają też ceny ropy i jej zużycie. Tak było w czasie wojny secesyjnej w Ameryce około 1860 roku, w latach 30-tych. Podobnie było w latach 1991-2000 po upadku ZSRR i jego sojuszników.

3. Zanim jeszcze pojawił się wirus Covid-19, to gospodarka światowa doszła do ściany. Dlaczego tak się stało? Różnie to można interpretować.

Problem Chin. Dopóki gospodarka Chin opierała się na własnych zasobach taniego węgla, to rosła. Tak było w latach 2002-2012. Kłopoty zaczęły się po roku 2012, gdy dynamicznie rozwijającej się gospodarce zaczęło brakować własnej energii i trzeba było uzupełnić braki importem. Zaczęło się od spadku produkcji cementu w 2017 roku. W 2018 roku nastąpił spadek sprzedaży samochodów.

Dług. Zbyt wielki jego przyrost. Jeśli gospodarka światowa załamie się, jego spłata okaże się niemożliwa. Wzrost zadłużenia w stosunku do produktu krajowego brutto sugeruje taki scenariusz.

Stopy procentowe zbliżone do zera sugerują, że gospodarka dochodzi do granic swoich możliwości. W czasach prosperity one rosną, ale to nie przeszkadza w rozwoju.

Rosnące zróżnicowanie wynagrodzeń. Wynika ono głównie z rozwoju technologii i globalizacji. Jednak niskie wynagrodzenia przeciętnych ludzi prowadzą do ograniczenia ich konsumpcji i spadku poziomu życia.

Zbyt niskie ceny towarów. Ludzie zarabiający mało nie są w stanie pozwolić sobie na zakup wielu dóbr. Ten ich brak siły nabywczej powoduje, że ceny produktów końcowych są zbyt niskie dla producentów, by mogli je sprzedawać z odpowiednim zyskiem. Ceny ropy już w 2019 roku były zbyt niskie dla ich producentów.

4. Wirus COVID-19 i związana z nim epidemia staje się problemem, który nie zniknie tak szybko. Przede wszystkim dlatego, że nie da się go tak łatwo pokonać. W wielu przypadkach wirus jest zaraźliwy, gdy występuje w formie bezobjawowej. Może być też zaraźliwy, gdy choroba minie. Bez monstrualnie wysokiej liczby testów nie da się określić czy pilot dostarczający cargo nie jest zarażony. Nikt nie będzie w stanie stwierdzić czy robotnik wracający do fabryki też nie jest zarażony. Próby opanowania tego wirusa są skazane na niepowodzenie.

Co gorsza, z tego co wiemy, nikt nie może liczyć na trwałe uodpornienie się po przebyciu choroby. Osoba, która wydaje się odporna dziś, może nią nie być w następnym tygodniu czy roku. Wydawanie zaświadczenia, że dana osoba jest odporna, wcale nie oznacza, że będzie odporna za tydzień lub rok. Z tych właśnie powodów wydaje się, że pozbycie się tego wirusa jest niemożliwe. Raczej powinniśmy nauczyć się żyć z nim, mając świadomość, że może powrócić w zmutowanej formie. W każdym razie należy liczyć się z tym, że w przyszłości będą nas dopadać różne pandemie. Ludzkie patogeny ciągle ewoluują, a współczesne antybiotyki są coraz mniej skuteczne.

5. W przeszłości gospodarka światowa była zorganizowana jako wiele niezależnych od siebie gospodarek. Każda działająca jako niezależna pompa ekonomiczna. Takie rozwiązanie jest o wiele bardziej stabilne niż jedna ogólnoświatowa, połączona siecią zależności, gospodarka.

Jeśli gospodarka światowa jest zorganizowana jako grupa indywidualnych gospodarek, luźno ze sobą związanych, to ma wiele zalet:

(a) Epidemie nie będą tak groźne.

(b) Każda gospodarka sama decyduje o swojej przyszłości; może stworzyć własny system finansowy; może decydować, co kto posiada; może zadekretować, że płace będą wyrównane lub nie za bardzo wyrównane.

(c) Jeśli w danej gospodarce populacja wzrasta proporcjonalnie do zasobów lub jeśli pogoda, klimat zmienia się na gorsze, to taka gospodarka może upaść, nie wpływając na resztę gospodarek świata. Po okresie zastoju lasy mogą odrodzić się, gleba stanie się bardziej żyzna, co w późniejszym okresie pozwoli na nowy porządek.

(d) Taka gospodarka jest bardziej stabilna, ponieważ nie zależy od prawidłowego działania wszystkiego wszędzie.

6. Działania podejmowane obecnie w związku z wirusem COVID-19, w połączeniu ze złą kondycją gospodarki, skłoniły mnie do wniosku, że gospodarka światowa zmierza ku poważnemu resetowi.

Ostatnio byliśmy świadkami zgodnego działania światowych liderów, którzy w celu opanowania wirusa postanowili pozamykać gospodarki. Nie ma to jednak żadnego sensu:

Zagrożenie głodem. Większość ludzi bez oszczędności nie poradzi sobie bez dochodu przez dłuższy czas, nawet kilka tygodni może być za długim okresem. Dotyczy to szczególnie Indii i biednych krajów afrykańskich. Ofiary śmiertelne z powodu głodu będą prawdopodobnie większe niż 2% śmiertelność z powodu COVID-19.

Zagrożenie, że ceny ropy i innych towarów spadną poniżej poziomu opłacalności dla producentów. Jeśli żywność nie może być sprzedana do restauracji, to jej ceny też spadną. W takim wypadku jej producenci wolą ją po prostu zakopać niż dostarczyć na rynek.

Zagrożenie niespłacalnością kredytów i spadkiem cen papierów wartościowych. System finansowy jest oparty na zobowiązaniach. A one mogą być zrealizowane, gdy będzie ropa i dobra, które produkujemy w oparciu o nią. Gospodarka to samo-organizujący się system. Jeśli rzeczywiście istnieje szansa, że część światowej gospodarki przetrwa, a część – upadnie, to spodziewam się, że samo-organizująca się natura systemu zadziała w tym kierunku.

7. Zresetowana gospodarka światowa będzie wyglądała inaczej. Jej część przetrwa, ale będzie działać w zupełnie innych realiach. Są działy gospodarki, które praktycznie nie działają:

  • System finansowy jest za bardzo rozbudowany. Jest zbyt duże zadłużenie a ceny majątku trwałego sztucznie zawyżone z powodu niskich stóp procentowych.
  • Ludność świata, w stosunku do zasobów, jest zbyt liczna.
  • Zróżnicowanie w zakresie wynagrodzenia i bogactwa jest zbyt duże.
  • Zbyt wiele wydaje się na system finansowy, ochronę zdrowia, edukację, rozrywkę i podróże.
  • Cała ta mobilność współczesnego świata ułatwia tylko zakażenia i przenoszenie chorób.

Ale pomimo tych problemów są pewne działy gospodarki, które można przywrócić do normalności. W niezglobalizowanym świecie to, co dziś uważamy za wartościowe, może być znacznie tańsze. – Wieżowce – ze względu na możliwość rozprzestrzeniania się patogenów. Z tej samej przyczyny transport publiczny może stracić. Produkcja uzależniona od surowców z odległych części świata – podobnie. Lokalna produkcja będzie musiała oprzeć się o lokalne surowce.

Praktycznie cały obecny dług będzie musiał być umorzony. Akcje giełdowe będą miały małą wartość. By ratować cześć gospodarki, rząd będzie zmuszony przejąć ziemie rolną, kopalnie, wydobycie ropy i gazu oraz sieć przesyłu energii elektrycznej. Prawdopodobnie będzie też musiał przejąc banki, towarzystwa ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne. Każda samodzielna gospodarka będzie też miała swoją własną walutę. Będzie ona wypłacana tylko pracownikom aktualnie zatrudnionym i będzie wykorzystywana do zakupu ograniczonej liczby towarów lokalnie produkowanych.

8. Poniżej kilka pomysłów dotyczących tego, co może nas czekać:

(a) Nastąpi poważne ograniczenie instytucji rządowych i pozarządowych. Większość tych pozarządowych takich jak ONZ i Unia Europejska zniknie. Wiele rządów i państw również może zniknąć. Niektóre rządy zostaną obalone lub ulegną samolikwidacji w taki sposób jak nastąpił rozpad Związku Radzieckiego.

(b) Kraje, które mają wystarczającą ilość surowców, przynajmniej tych kluczowych, mogą się jeszcze przez jakiś czas rozwijać. Są to:

  • Stany Zjednoczone
  • Kanada
  • Rosja
  • Chiny
  • Iran

(c) Populacja wielkich miast w tych krajach może ulec zmniejszeniu. Takie miejsce jak Alaska może okazać się niekorzystne do zamieszkania.

(d) Europę może czekać cofnięcie się w rozwoju. Jej paliwa kopalne są na wyczerpaniu. W jej niektórych miejscach może nastąpić powrót do wykorzystania siły zwierząt w wielu pracach, jeśli oczywiście takie zwierzęta się znajdą. Mogą pojawić się wielkie protesty i załamanie finansów, jeszcze tego lata. Szczególnie dotyczy to Włoch.

(e) Rządy krajów Bliskiego Wschodu i Wenezueli nie wytrzymają zbyt długo przy tak niskich cenach ropy naftowej. Prawdopodobnie rządy tych państw upadną i jednocześnie nastąpi zmniejszenie eksportu. Populacja tych państw też się zmniejszy. Być może – do poziomu sprzed okresu jej wydobycia.

(f) Produkcja wielu towarów znacznie się zmniejszy. Kanały dystrybucji rwą się. Znikną lekarstwa produkowane w Chinach i Indiach. Jeśli produkcja samochodów nie zostanie przerwana, to będzie odbywać się w poszczególnych krajach i w oparciu o rodzime surowce.

(g) Ucierpi system ochrony zdrowia, bo ludzie będą bali się odwiedzać regularnie lekarza w obawie przed zakażeniem. Edukacja domowa stanie się popularna z pewnym wsparciem ze strony internetu. Restauracje nigdy nie odzyskają dawniejszej popularności.

(h) Bardzo możliwe, że Luzowanie Ilościowe (drukowanie pieniędzy – przyp. mój), nadal praktykowane przez wiele krajów, może czasowo podnieść ceny akcji i domów, ale ostatecznie wystąpią braki wielu towarów. Szczególnie dotyczyć to może żywności, której niedobory mogą być dotkliwe już następnej wiosny. W Indiach i Afryce może pojawić się głód i to już nawet za parę tygodni.

(i) Historia uczy nas, że gdy na rynku nie rośnie podaż źródeł energii, zawsze wzrasta zagrożenie wojną i innymi konfliktami. Nie powinniśmy być zdziwieni, gdy znowu tak się stanie.

Wnioski

Wygląda na to, że dochodzimy do granic możliwości obecnego globalnego systemu ekonomicznego. Wydaje się, że jedynym ratunkiem jest deglobalizacja gospodarki światowej i stworzenie kilku głównych regionalnych gospodarek, działających niezależnie od siebie i z bardzo ograniczonym handlem zagranicznym.

Należy spodziewać się dużych różnic pomiędzy poszczególnymi typami gospodarek. I tak przykładowo, gospodarka zbieracko-łowiecka może sprawdzić się w przypadku niewielkiej liczby ludzi z odpowiednimi umiejętnościami. Ale też gdzie indziej, bardziej nowoczesne gospodarki, będą mogły funkcjonować.

Nowa gospodarka będzie wymagała mniejszej ilości ludzi i będzie znacznie mniej złożona. Każdy kraj będzie miał swoją walutę, która będzie wykorzystywana do zakupu ograniczonej ilości dóbr produkowanych lokalnie. Spekulacja nie będzie już źródłem bogactwa.

To będzie zupełnie inny świat!

To tyle Gail Tverberg. Pomijając kwestię tej sztucznej epidemii, która na początku wydawała się poważnym zagrożeniem, a w miarę upływu czasu i sposobu w jaki podchodziły do niej rządy światowe, coraz bardziej widoczna była cała sztuczność tego teatru – to pozostałe problemy, które porusza autorka, wydają się być warte zastanowienia i refleksji. Choć oczywiście jej uwagi dotyczące wirusa są spójne i logiczne i z nich też można wywnioskować, że pandemia jest sztucznie wykreowana.

Światową gospodarką rządzi fetysz inwestycji, które sprowadzają się do produkcji. Produkować, produkować, produkować! No właśnie! Nie wyobrażamy sobie świata bez produkcji, a przynajmniej bez takiej produkcji, jakiej jesteśmy świadkami. Wszystko, co zostanie wyprodukowane, musi zostać sprzedane. A kto ma w ręku handel? Ten wielki handel? Zrozumiałe jest więc, że ci, którzy mają w ręku handel, będą zwolennikami niekończącej się produkcji. Będą też mieli po swojej stronie wszelkiego rodzaju producentów. To też jest ich interes, by cały czas produkować i jak najwięcej.

Jeszcze w latach 60-tych Mercedes produkował samochód, który miał przejeżdżać 1 mln kilometrów bez usterek. No cóż – taki samochód na całe życie dla wielu ludzi. I co się dzieje, gdy taki samochód jest produkowany? W pewnym momencie sprzedaż już nie rośnie, a nawet spada. Co mają robić w fabrykach inżynierowie, majstrzy, robotnicy? Co mają robić serwisy? Co mają robić dostawcy surowców i podzespołów? Owszem, wszyscy oni będą mieli pracę, tylko będzie ich znacznie mniej.

W latach 20-tych producenci piór wiecznych w Ameryce produkowali pióra z dożywotnią gwarancją dla pierwszego użytkownika. Wkrótce jednak zadali sobie pytanie: A co będzie jak wszyscy będą mieli pióra z dożywotnią gwarancją? Kto od nas kupi nowe pióra? W latach 30-tych zaprzestali tych praktyk.

Podobno jest gdzieś takie miejsce w Ameryce, gdzie bez przerwy świeci się jeszcze żarówka wyprodukowana na początku XX wieku. Tak przynajmniej było jakieś 10 lat temu. Komu są potrzebne takie żarówki? Z konopi można wyprodukować ubranie, które można nosić sto lat. A co ze współczesnymi telewizorami, lodówkami czy pralkami, które zaprojektowane są na określoną liczbę lat? Ja mam lodówkę, która działa już ponad 50 lat. Komu opłaca się produkować buble, a komu to nie odpowiada? Na pewno nie pasuje to konsumentom. Ale myliłby się ktoś, kto by uważał, że jest to bolączka naszych czasów.

“Nie było tu żywych obrazów, ale jakby wystawa przemysłowa.

– Raczcie spojrzeć, dostojni – mówił. – Za dziewiętnastej dynastii te rzeczy przysyłali nam cudzoziemcy: z kraju Punt mieliśmy wonności, z Syrii złoto, żelazną broń i wozy wojenne. Oto wszystko. Lecz wówczas Egipt wyrabiał… Spójrzcie na te olbrzymie dzbany: ile tu kształtów, a jakie rozmaite kolory!… Albo sprzęty: to krzesło wyłożone jest dziesięcioma tysiącami kawałków złota, perłowej masy i kolorowych drzew… Zobaczcie ówczesne szaty: jaki haft, jaka delikatność tkanin, ile kolorów… A miecze brązowe, a szpilki, branzolety, zausznice, a narzędzia rolnicze i rzemieślnicze… Wszystko to robione u nas, za dziewiętnastej dynastii.

Przeszedł do następnej grupy przedmiotów.

– A dziś – patrzcie. Dzbany są małe i prawie bez ozdób, sprzęty proste, tkaniny grube i jednostajne. Ani jeden z tegoczesnych wyrobów nie może równać się pod względem rozmiarów, trwałości czy piękności z dawnymi. Dlaczego?…

Posunął się się znowu kilka kroków i otoczony pochodniami mówił:

– Oto jest wielka liczna towarów, które nam przywożą Fenicjanie z rozmaitych okolic świata. Kilkadziesiąt pachnideł, kolorowe szkła, sprzęty, naczynia, tkaniny, wozy, ozdoby, wszystko to przychodzi do nas z Azji i jest przez nas kupowane.

Czy rozumiecie teraz, dostojnicy: za co Fenicjanie wydzierali zboże, owoce i bydło pisarzom i faraonowi?… Za te właśnie obce wyroby, które zniszczyły naszych rzemieślników jak szarańcza trawę.”

To fragment z mojego blogu „Nic nowego”, w którym cytowałem „Faraona” Prusa. Nic się nie zmieniło. Jedyna różnica to taka, że Fenicjan zastąpili Żydzi.

„Faraon” to powieść, za którą Prus powinien był dostać Nobla. Nie dostał, bo choć wcześniej był filosemitą, to po pewnym czasie przejrzał na oczy i zmienił swój stosunek do Żydów, co w praktyce oznaczało pisanie o nich prawdy. No!!! Ale za takie herezje, to trzeba było się pożegnać z Noblem. Sienkiewicz usunął co trzeba ze swojego „Quo vadis” i Nobla dostał. Tak to działa.

Faworyzowanie masowej, globalnej produkcji kosztem jakości i trwałości doprowadziło do zniszczenia lokalnej produkcji, lokalnej sieci dystrybucji i powstania uprzywilejowanej klasy, która jest chroniona poprzez odpowiednie regulacje prawne i faworyzowana nieograniczonym kredytem. Do tego towarzystwa należą również ci, którzy zajmują się dystrybucją czyli handlem. Ta uprzywilejowana klasa ma też swoje potrzeby, stale rosnące (skąd my to znamy? te stale rosnące potrzeby, które może zaspokoić tylko komunizm.), które w miarę tego, jak się rozwija i bogaci, chce zaspokajać. A są one często wyszukane, wyrafinowane, żeby nie powiedzieć perwersyjne. Jak się jest na takim poziomie, na którym podstawowe i nie tylko podstawowe potrzeby są zaspokojone, to chce się doświadczyć czegoś bardziej wyszukanego. Nie zawsze się to udaje, bo życie nie jest wieczne, ale nawet wtedy, gdy wypadałoby już opuścić ten ziemski padół, chciałoby się jeszcze coś przeżyć. Aby jednak to życie przedłużyć potrzeba „części zamiennych”, których mogą dostarczyć tylko inni ludzie. I tu przychodzi z pomocą służba zdrowia, która kiedyś taką faktycznie była, bo służyła zdrowiu pacjentów. Dziś jest to służba śmierci. Doskonale z nią współpracuje przemysł farmaceutyczny, który zajmuje się produkcją takich samych bubli, jak przemysł dóbr codziennego użytku. A więc symbioza: służba śmierci, przemysł farmaceutyczny i wielki kapitał. Do tego dochodzi jeszcze handel dziećmi i ich wykorzystywanie do różnych perwersyjnych i rytualnych celów.

Utrzymanie uprzywilejowanej pozycji wymaga ciągle wzrastającej produkcji i niekończących się inwestycji. Zarówno jedno jak i drugie wymaga surowców naturalnych, których jest ograniczona ilość. Ale też jest inny problem, który zauważa Gail Tverberg. W miarę jak bogaci się warstwa uprzywilejowana, to pauperyzuje się reszta. Gdy ta reszta zaczyna dominować ilościowo, to pojawia się problem. Gospodarka działa na zasadzie wymiany dóbr i usług. Im większa część ludzi jest zaangażowana w tę wymianę, tym bardziej jest ona stabilna i rozwija się. Im mniej, to mamy problem. Jeśli większa część społeczeństwa może zaspokoić tylko najbardziej elementarne potrzeby, to mamy do czynienia z kryzysem. Żadne drukowanie pieniędzy, skierowane tylko i wyłącznie do określonych grup społecznych, nie pomoże. I to jest właśnie ten punkt, do którego doszliśmy. Doszliśmy do ściany. I wielcy tego świata doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Przez jakiś czas próbowano ożywiać gospodarkę sztucznymi inwestycjami. Przykładem takiej inwestycji jest remont dworca kolejowego w Białymstoku. Jakieś 10 lat temu ten dworzec został wyremontowany. Aż tu nagle, w zeszłym roku, znowu zaczęto remont. 10 lat dla dworca kolejowego, to niewiele. On nadal wyglądał jak nowy. To jest przykład marnotrawstwa zasobów naturalnych. Podejrzewam, że wiele takich znalazłoby się w Polsce. Ale nie tylko to jest złe. Przecież te wszystkie „inwestycje” dokonuje się w oparciu o kredyt, który nigdy nie zostanie spłacony. A czy coś się stanie, gdy wszystkie te kredyty z pustego pieniądza nie zostaną spłacone? Nic. Tylko ten, który ich udzielił przejmie to, na co zostały one spożytkowane. W ten sposób zostanie zrealizowany podstawowy cel socjalizmu: podział na warstwę uprzywilejowaną i resztę, w której wszyscy będą równi.

Sztuczna pandemia została wywołana dla ukrycia prawdziwego celu tj. zresetowania gospodarki. Jej efektem, jeśli reset się powiedzie, będzie wyeliminowanie ludzi niezależnych finansowo i tych myślących samodzielnie. Jakiego trzeba było użyć argumentu, by ludzie pozamykali swoje biznesy, by pozostali się w domach? Owszem, wprowadzono odpowiednie przepisy i kary, ale też zadziałał strach i powszechna psychoza. Idę chodnikiem bez maski. Osoba w masce, przechodząca obok mnie, omija mnie szerokim łukiem. Znaczy, że boi się, że zarazi się ode mnie, pomimo że jest w masce. Czyli nie wierzy, że maska chroni, a z drugiej strony wierzy, że chroni, bo ją zakłada. To jest paranoja. Z daleka widzę, jak zbliża się do mnie rowerzysta z opuszczoną maską, ale nasuwa ją, gdy mnie mija. Widzę człowieka, w krótkich spodenkach, na sportowo. Biegnie z maską na twarzy. W okolicy nie ma nikogo. On wierzy, że wirusy COVID-19 latają w powietrzu i tylko czekają na to, by go zarazić. A prędzej nabawi się jakiejś choroby dróg oddechowych i płuc, wdychając swoje wydychane powietrze i jakiejś grzybicy ust. – Tak działa zbiorowa psychoza i strach. Próba przekonywania kogoś, że rozporządzenie Rady Ministrów dopuszcza możliwość chodzenia bez maski ze względu na stan zdrowia i nie jest wymagane żadne zaświadczenie, mija się z celem. Tym samym rząd pośrednio przyznaje, że noszenie masek nic nie daje i może szkodzić zdrowiu. A sami w nich paradują przed kamerami. Kolejna paranoja.

Dzielny wojak Szwejk, gdy go wyrzucono ze szpitala dla psychicznie chorych, stwierdził, że dom wariatów to całkiem sympatyczne miejsce, bo można w nim wygadywać największe głupoty bez ponoszenia żadnych konsekwencji, zupełnie tak samo jak w parlamencie. Wygląda na to, że nic nie zmieniło się od tamtych czasów, a to już ponad sto lat minęło, jak Szwejk wymaszerował na front.

Prawdopodobnie mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że jesteśmy świadkami wielkich zmian. Obawiam się, że powrót do przeszłości nie jest już możliwy. To się oczywiście nie stanie z dnia na dzień. Jak będzie wyglądał ten nowy świat? Czy będzie zdeglobalizowany – jak chce Gail Tverberg? Czy zdepopulowany – jak chcą wielcy tego świata? Z pewnością przymus szczepień, w który zostanie zaangażowana służba śmierci, może być pierwszym krokiem do depopulacji, a czipowanie – do podporządkowania. A wszystko to w imię mesjańskich celów narodu, który sam siebie uznał za wybrany. „Źle się dzieje w państwie duńskim” – chciałoby się wykrzyknąć. Gdybyż to tylko chodziło o państwo duńskie! Ale tu chodzi o cały świat!

Cele socjalizmu

To, czego obecnie jesteśmy świadkami, to tworzenie tzw. NWO – New World Order, czyli Porządku Nowego Świata. Jak chce się ukryć prawdziwe cele i intencje, to stare nazywa się po nowemu. A ten nowy porządek to po prostu stary „dobry” socjalizm, czy jego wyższa forma – komunizm. Cel jest od zawsze ten sam – realizacja żydowskiego mesjanizmu. Socjalizm czy NWO to przykrywka. Żeby to jednak zrozumieć, to wypada zacząć od początku. Wszystkie cytaty, poza dwoma pierwszymi, pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela. Te, przy których nie jest podane źródło, są jego autorstwa.

„Socjalizm to ideologia społeczna, która na gruncie krytyki ustroju kapitalistycznego głosi program zniesienia stosunków społecznych opartych na prywatnym władaniu środków produkcji oraz postuluje zachowanie ustroju społecznego, w którym społeczna (całkowita lub częściowa) własność podstawowych środków produkcji, oddanie ich pod kontrolę społeczeństwa i wykorzystanie w celu racjonalnego zaspokojenia jego potrzeb stanie się ekonomiczną podstawą zniesienia podziałów klasowych i wyzysku człowieka przez człowieka, a zarazem zasadniczą przesłanką przemian prowadzących do realizacji zasad sprawiedliwości i równości społecznej.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1967.

Według tej definicji własność prywatna środków produkcji powoduje nierówności społeczne. Kiedy więc własność ta stanie się własnością społeczną, to znikną podziały klasowe, a wraz z nimi zapanuje sprawiedliwość i równość społeczna. Bez wątpienia jest to utopia. A dlaczego? Bo człowiek z natury chce być lepszy od innych: chce mieć lepszy samochód niż sąsiad; większy, bardziej okazały dom niż inni; tam, gdzie pracuje, chce zajmować wyższe, lepiej płatne stanowiska; chce nosić drogie ubrania, zegarki, biżuterię. I chce jeszcze wiele innych rzeczy, których posiadanie pozwoli mu na wyróżnienie się w swoim środowisku.

„Komunizm – ustrój społeczny postulowany przez ideologię komunistyczną; w marksistowskiej teorii rozwoju społecznego – wyższe bezklasowe stadium społeczeństwa socjalistycznego, różniące się od jego stadium niższego – socjalizmu, nie sposobem produkcji, nie typem stosunków produkcji, lecz stopniem rozwoju tego społeczeństwa, przede wszystkim stopniem rozwoju ekonomicznego, stwarzającym możliwość przejścia od zasady podziału „według pracy” do zasady podziału „według potrzeb” oraz stopniem dojrzałości stosunków społecznych opartych na zasadach równości społecznej i aktywnego współuczestnictwa obywateli w zarządzaniu społeczeństwem.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1965.

Komunizm to wyższe stadium socjalizmu, w którym rozwój ekonomiczny pozwala na przejście do podziału wytworzonych dóbr według zasady „według potrzeb”. I znowu utopia! A kto będzie określał te potrzeby? I jak miałoby wyglądać aktywne współuczestnictwo obywateli w zarządzaniu społeczeństwem? No właśnie! Społeczeństwem – nie państwem. W tych wizjach nie ma już miejsca na państwa, a już szczególnie – państwa narodowe. Już w zasadzie tylko to pozwala zorientować się, kto za tym stoi i komu to służy. Zasada podziału „według potrzeb”, powraca obecnie w postaci „dochodu gwarantowanego”, czy jak oni tam go nazywają. Innymi słowy – pierwszy etap na drodze do wprowadzenia komunizmu. Bo ten dochód gwarantowany miałby być wprowadzony dla wszystkich. Dla tych, którzy pracują i dla tych, którzy nie pracują. A więc byliby równi i równiejsi, przynajmniej na początku.

Podstawy socjalizmu i komunizmu tkwiły już w filozofii lóż wolnomularskich XVIII wieku. Jednak przodująca w rewolucji francuskiej warstwa mieszczańska miała zbyt wiele do stracenia, by dać się uwieść komunistycznym dążeniom Babeufa. Jego zapędy zostały stłumione w epoce terroru. Burżuazja była raczej zainteresowana w zachowaniu stanu po rewolucji. Rozwój przemysłu zapewniał jej uprzywilejowaną pozycję, a ideologia liberalizmu rozgrzeszała wyzysk robotnika przez fabrykanta. Rosnące uprzemysłowienie i rozrost miast tworzyły proletariat miejski, coraz bardziej wyzyskiwany i niezadowolony ze swego stanu. I to on miał się stać tą siłą rewolucyjną skierowaną przeciw burżuazji. Rolą wolnomularstwa było tylko powstrzymywanie ewentualnego jej oporu. Natomiast zbrojne ramię miał stanowić tajny związek, założony poza wolnomularstwem – związek węglarzy. Na jego czele stanął Filip Buonarotti, dawny towarzysz Babeufa.

Buonarotti, tworząc ideologię węglarstwa, nawiązywał do komunizmu Babeufa. Podpierał się ideą kontraktu społecznego Rousseau – zasadami prawa naturalnego.

„Na zasadzie prawa naturalnego, które uzależnia produkcję od pracy, praca staje się oczywiście dla każdego obywatela istotnym warunkiem kontraktu społecznego; skoro każdy, wstępując do społeczności, przynosi równy wkład, to jest całość swych sił i środków, wynika to z tego, że ciężary, wytwory produkcji i korzyści winny być rozdzielone równomiernie. Rzeczywiście celem społeczności jest zapobiec skutkom naturalnej nierówności; choćby było prawdą, ze nierówność używania przyspieszyła postęp w rzemiosłach, rzeczywiście użytecznych, mimo to dzisiaj winna się skończyć, gdyż dalszy postęp nie przyczyniłby się w niczym do rzeczywistego dobra ogółu, zaś równość – którą założycielom społeczeństw podszepnął zdrowy rozsądek – zaleca nam jeszcze wymowniej wzrost naszej wiedzy oraz codzienne doświadczenie tych złych skutków, jakie pociąga za sobą nierówność. Wspólność dóbr i pracy, to znaczy równomierny rozdział ciężarów i pożytków, jest więc właściwym przedmiotem stanu społecznego i jego udoskonaleniem, jedynym porządkiem publicznym, zdolnym do wygnania ucisku, uniemożliwia bowiem spustoszenia dokonywane przez ambicję i chciwość, a poręcza wszystkim obywatelom możliwie wielki dobrobyt.” – Philippe Buonarotti, Conspiration pour l’égalité de Babeuf.

Kontrakt społeczny? Co to takiego jest? Kto z kim się umawiał? Nie wiemy jakie były nasze, jako ludzi, początki. Każdy wnosi równy wkład? Przecież to bzdura. Wkład – całość swych sił i środków. Zawsze byli ludzie zdolniejsi i mniej zdolni, pracowici i lenie, zapobiegliwi i lekkoduchy, zdrowi i chorzy itp. A równość założycielom społeczeństw podszepnął zdrowy rozsądek. A skąd wiadomo, że tacy założyciele byli? Wspólność dóbr i pracy uniemożliwia spustoszenia dokonywane przez ambicję i chciwość. To prawda, wspólność dóbr i pracy zrównuje wszystkich, ale musi jeszcze być ktoś, kto strzeże tego porządku, okiełznuje chciwość i ambicję, ale ten ktoś, z racji tego, że występuje w roli strażnika, jest już ponad resztę. I tu kończy się ta równość. A więc „wybrani” strzegą tego porządku, tej równości. Są więc równi i równiejsi a cala ta ideologia staje się fikcją, przykrywką do realizacji innych celów. Te cele są wiadome od początku istnienia „narodu wybranego”. To on ma panować nad tą bezładną masą, w której nie będzie miejsca na realizację własnych ambicji, bo one dokonują spustoszeń. Właśnie jesteśmy świadkami realizacji tego nowego ładu. Jak utworzyć jednolite społeczeństwo? Dziś już wiemy. Zaszczepienie i zaczipowanie wszystkich ludzi umożliwi kontrolę nad nimi. Ci, którzy będą się sprzeciwiać zostaną wyeliminowani. Człowiekowi z czipem można wyłączyć funkcje życiowe, jeśli okaże się krnąbrny. Ale jak do tego doszło, do tego, czego obecnie jesteśmy świadkami?

Węglarstwo, pomimo takich teorii, głoszonych przez Buonarotii’ego nie zdołało wyjść poza ramy rewolucji mieszczańskiej 1848 roku i poza zdobycie Żydom w całej Europie (poza Turcją i Rosją) pełni praw politycznych, ale mogli w niej kształcić się teoretycy socjalizmu i manifest komunistyczny Marksa i Engelsa z 1848 roku przygotował odpowiedni grunt wśród części inteligencji, która, jako warstwa społeczna, zaczęła się kształtować po rewolucji francuskiej.

„Marks skorzystał z krańcowych sformułowań liberalizmu, dokonanych przez Davida Ricardo. Zaczerpnął z nich swą doktrynę walki klas o byt i dobrobyt. Zasady liberalizmu ułatwiły mu materialistyczny pogląd na dzieje, jako łańcuch zmagań o charakterze wyłącznie klasowo-gospodarczym. Wzrost wielkich fortun uprawniał go do tezy o koncentracji kapitałów. Po barwę naukową sięgnął do Kanta i jego epigonów, a szczególnie do Hegla i odział – śladem tamtych – swe twierdzenia w szatę pewników apriorycznych, z „góry” danych, uczynił z nich konieczności historyczne. Tak powstał dogmatyczny i doktrynerski charakter teorii socjalistycznych.

Marks, ojciec socjalizmu i bolszewizmu, był oczywiście żydem i nie krył się z nienawiścią do otoczenia. Wszak dawniej ojciec jego wychrzcił się pozornie wraz z nieletnim wówczas synem. Twórca socjalizmu wiedział, gdzie uderzyć, gdzie znajdzie najsłabszą stronę burżuazyjnego ustroju, opartego o liberalizm. Manifest komunistyczny w r. 1848 głosił:

Rozwój przemysłu, którego mimowolną i nieuniknioną dźwignią jest właśnie burżuazja, stwarza z klasy robotniczej, rozbitej przez konkurencję, zjednoczone szeregi rewolucyjne.

Tym warstwom manifest Marksa rzucał gromkie hasła wywrotowe, twierdząc że proletariusz nie ma nic do stracenia prócz kajdan, że proletariusz nie ma ojczyzny; ich to wzywał okrzykiem, któremu zawdzięcza swe powstanie międzynarodówka i który po dziś dzień znaleźć można w nagłówkach pism socjalistycznych: proletariusze wszystkich krajów łączcie się!

Marks liczył na to, że dalsze panowanie liberalizmu, rozgrzeszającego wyzysk, doprowadzi do rewolucji proletariackiej. Albowiem wolność handlu zaostrza przeciwieństwo między proletariatem a burżuazją. Słowem – system wolności handlowej przyspiesza rewolucję. – Karl Marx, das Elend der Philosophie (Nędza filozofii).

Poglądem Marksa było więc, że teoria Dawida Ricardo przyspieszała rewolucję; jest to cenne wyznanie, a to tym bardziej, że mówi tak o żydzie burżuazyjnym żyd rewolucjonista.”

W stulecie urodzin Karola Marksa, w wychodzącym w Berlinie syjonistycznym organie w języku rosyjskim „Raswiet”, Idelson zamieścił jego charakterystykę:

„W samym końcu zeszłego stulecia śród żydostwa w Niemczech dała się już stwierdzić kategoria żydów, będących pośrednimi typami między starym żydostwem a nową cywilizacją europejską. Nowe to żydowskie środowisko nie jest zdolne do rozpłynięcia się w ogólnym otoczeniu. To nie są ani żydzi, ani Europejczycy. Ta kategoria ludzi jakby stworzona jest do tego, aby być przednią placówką dla wszystkich eksperymentów i doświadczeń. Ze starego żydostwa ta kategoria typów zachowała brak poczucia rzeczywistości… Dla żyda wszystko jest oderwaną formułką, a stąd płynie jego całkowita pewność co do słuszności jego stanowiska, pochodzi jego brak zwątpień i wszelkich wahań, brak poszukiwań, zazwyczaj właściwych ludziom pracującym nad życiem, czerpiącym z jego różnorodnych przejawów swoje twórcze dążenia. Lecz poza tym u żydów, którzy znaleźli się w tym nowym życiu, jest jeszcze jedna właściwość: są pozbawieni tradycji, w odróżnieniu od otoczenia, które nie jest zdolne do uwolnienia się od niej… Kiedy żyd tępi szlachtę lub burżuazję, nie żałuje tego piękna życia i wyższej kultury, których wyrazicielami były te warstwy. W żydzie pozostała z przeszłości jedynie nienawiść do istniejącego stanu rzeczy, który zawsze był dla niego wstrętny. Wszystko to razem wzięte czyni z żydów typ wybitnie rewolucyjny, ściśle mówiąc, typ raczej okresu niszczenia niż twórczości, ponieważ twórczość nie może odbywać się szablonowo i na podstawie wypracowanych formułek. We wszystkich rewolucjach, poczynając od zeszłego stulecia a kończąc na na obecnej rosyjskiej, ten typ żydowski bierze udział, odgrywa w nich dużą rolę, stanowi częstokroć duszę tego ruchu, w zależności od odporności i rozwoju mas, wśród których działa… Do tej kategorii typów należał również Karol Marks.” – „Raswiet” z r. 1923, nr 49.

„Nie jest wcale przypadkiem, że twórcy ruchu naukowego socjalizmu, Marks, Lassale, Bernstein etc. byli żydami, a jest pewnym, że żydzi stali w pierwszym szeregu propagandy ideałów międzynarodówki.” – Zewi Parnass, Kwestia żydowska w świetle nauki.

„Socjalizm nie krył się od początku ze swym stosunkiem do dążeń żydowskich. W r. 1862 socjalista Mojżesz Hess, przyjaciel Marksa i Lassala, wydaje dzieło pt. Rzym i Jerozolima głoszące, że wieczną prawdę przechowuje tylko judaizm i propagujące mesjanizm Izraela.” – S. Berstein, Der Zionismus, sein Wesen und seine organization (Syjonizm, jego natura i organizacja).

I nie ma w tym nic dziwnego, bo „w mesjańskiej idei żydowskiej znajduje się taki wzór socjalizmu, jak nigdzie indziej.” – Arnold Zweig, Die Demokratie und die Seele des Juden (Demokracja i dusza Żyda).

„I ta mesjańska idea żydowska w odbiciu socjalistycznym miała prowadzić masy robotnicze do walki ze stworzonym przez żydów ustrojem kapitalistycznym. Nie należy jednak tego brać zbyt dosłownie. Przecież Marks głosił, że dyktaturę proletariatu musi poprzedzić koncentracja kapitałów. Uważał tę koncentrację za naturalny wynik rozwoju historycznego, którego skutkiem będzie dopiero rewolucja proletariacka. Skoro zaś każdy marksista musiał sobie życzyć, by ten moment, dogodny dla rewolucji, nastąpił jak najprędzej, to musiał także uważać za korzystne wszystko to, co przyspieszyć mogło koncentrację kapitałów. W ten sposób uderzył całą siłą w mniejsze przedsiębiorstwa, zaś powstanie przedsiębiorstw wielkich uważał za rzecz pożądaną i nie stawał im na drodze. Program erfurcki socjalnej demokracji niemieckiej głosił, że rozwój ekonomiczny społeczeństwa mieszczańskiego prowadzi siłą konieczności do upadku drobnych zakładów pracy.

Zbyt doktrynerskie sformułowania Marksa zmusiły socjalizm do pewnej rewizji jego poglądów. Powstał tzw. rewizjonizm w ruchu socjalistycznym, który poszedł w różnych kierunkach. Jednak istotne wytyczne autora Kapitału zostały po dziś dzień nienaruszone. Także i dzisiaj socjalizm uderza głównie w małego przedsiębiorcę, w większego rękodzielnika, małego fabrykanta, by przyspieszyć ich zagładę na rzecz wielkich zakładów skoncentrowanego kapitału. Ten mały przedsiębiorca, robotnikowi dobrze znany, jest przedmiotem ataków, on jest groźnym wyzyskiwaczem robotnika, za to wielki kapitał międzynarodowy, pracujący anonimowo za zasłoną trustów i towarzystw akcyjnych, bywa oszczędzany, bo jego istnienie i rozwój przyspiesza rewolucję proletariacką, a przecież im gorzej, tym lepiej. Robotnik, chroniony rzekomo przed wyzyskiem ze strony drobnego kapitalisty, winien być – w myśl teorii Marksa – oddany na łup nieznanych posiadaczy papierów, praca zaś jego ma być przedmiotem spekulacji giełdowej. Czy fakt, że ten anonimowy, skoncentrowany kapitał był w ręku giełdziarzy i bankierów nie miał wpływu na doktrynę żydowskiego ojca socjalizmu? Czy nie powodował tymi, którzy i później wieścili zagładę małym zakładom pracy, znajdującym się w rękach burżuazji?”

„Współczesny socjalizm nie dąży też wyłącznie do sprawiedliwości, to znaczy do równości, lecz także do podniesienia kultury społeczeństwa. Rozwój kultury jest jednak niemożliwy bez istnienia wielkich zakładów pracy.” – K. Kautsky, Rewolucja proletariacka.

„Jeżeli cała gospodarka kapitalistyczna nie ma być skonfiskowaną i upaństwowioną od jednego zamachu, jeżeli chociażby część przedsiębiorstw ma nadal istnieć, to nie wolno im odbierać tej części ich środków, niezbędnych do dalszego funkcjonowania, które zdeponowały one w bankach. Toteż, kto przemyślał nad ta sprawą, ten bez względu na sposoby nie żąda już dziś uspołecznienia kapitałów leżących w bankach. Trzeba tylko żądać upaństwowienia aparatu bankowego.” – K. Kautsky, Rewolucja proletariacka.

„I myśmy przemyśleli nad tą sprawą i sądzimy, że z tego rodzaju przewrotem, oszczędzającym wielkie zakłady pracy i kapitały nagromadzone w bankach, może się zgodzić spokojnie wielka finansjera żydowska.

To samo, co o stosunku socjalizmu do przedsiębiorstw przemysłowych, należy powiedzieć o jego stosunku do własności ziemskiej. Z początku socjalizm niechętnie odnosił się do włościaństwa i wieścił mu zgubę.

Nasz drobny włościanin jest, jak każdy przeżytek minionego systemu wytwarzania, nieuchronnie skazany na zagładę. – pisał Engels.

Warstwa włościańska była jednak w niektórych krajach zbyt potężna, by socjalizm odważył się stale iść wyraźnie przeciw niej. Postanowiono ją odurzyć demagogicznymi hasłami, tym bardziej, że ponure przepowiednie o jej zagładzie jakoś nie chciały się sprawdzać. Socjalizm już przed wojną w Rosji rzucił hasło reformy rolnej, pomyślanej jako pozbawienie ziemi wielkiej własności na rzecz małej. Hasło to, tak sprzeczne z teorią Marksa o koncentracji kapitałów, było czystą demagogią. Po wojnie socjalizm w szeregu państw popierał hasła reformy rolnej bez odszkodowania, a więc przewrotu rolnego. Oczywiście socjalizm uważa reformę rolną za etap przejściowy do upaństwowienia własności ziemskiej.

Postulatem jawnym socjalizmu żydowskiego jest socjalizacja ziemi, lecz własność prywatna fabryk, domów itd. – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

A więc domów żydowskich w miastach i własności fabrycznej międzynarodowego kapitału nie należy dotykać. Za to do własności rolnej nie można dopuścić, bo do roli żydzi ciągu nie mają, a własność ziemska jest instytucją rzymską, sprzeczną z prawem mojżeszowym. Prawdziwa reforma rolna musi uzgodnić stosunki agrarne z przepisami judaizmu.

Reforma rolna stara się o to, aby ziemię (ewentualnie za pomocą wieczystej dzierżawy) usunąć z obrotu towarowego (żeby mogła stać się według wzoru Mojżeszowego przedmiotem prawa publicznego własnością publiczną – przyp. autora). – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

Jeden z największych przewrotów zmierza ku unicestwieniu arystokracji pracujących głową, ku społecznemu ich zrównaniu z robotnikami ręcznymi – jest to niwelacja tak niesłychana i potężna, że niejednemu mędrcowi dziś jeszcze wydaje się niedorzeczną utopią, chociaż na jego oczach już się rozpoczęła – pisał na kilka lat przed wojną światową (przed I wojną światową – przyp. mój) lider socjalizmu niemieckiego. (K. Kautsky, Historia komunizmu).

Socjalizm doktryny swoje ubrał w szatę pozornie naukową. Tę naukowość pożyczył od Niemców, lecz treść dali mu żydzi. Naukowość marksizmu oto jego niemiecka, jego nieżydowska, jego antyżydowska ingrediencja. – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

Socjalizmem opanowali żydzi masy proletariatu miejskiego i rzucili je do walki z kapitałem aryjskim, z aryjską burżuazją. W tym znaczeniu socjalizm był towarem na eksport. Ale miał on i wewnętrzne swoje znaczenie w życiu żydostwa. Oto rozwój stworzonego przez żydów ustroju kapitalistycznego zagroził samemu żydostwu. Z jednej strony bowiem wymagał od finansjery żydowskiej pozornego przyznania się do narodowości państwowej, z drugiej utrudniał życie szerokim masom żydowskim. Żydzi i wyraziciel ich Marks naprawdę wierzyli w koncentrację kapitałów, w upadek małych przedsiębiorstw. Jakże czarna dola czekała w ich oczach szerokie masy żydowskich drobnych kupców! Za cenę istnienia judaizmu musiał ich uratować socjalizm. W ustroju socjalistycznym, pod rządem proletariatu te masy żydowskie znajdą chleb, jako jedyni uprawnieni do „pracy głową”, jako urzędnicy – komisarze komunistycznego państwa. Przykład Rosji sowieckiej wskazuje, że żydzi w takim ustroju znajdą chleb.

Żydowska organizacja socjalistyczna, „Cejre-Sjon” głosi w swym programie, mówiąc o potrzebie dokonania przewrotu komunistycznego: W podstawie całej tej idei jest położona swego rodzaju linia żydowskiego socjalizmu. Socjalizm wprowadzi narodowość żydowską, jako równouprawnionego członka, do przyszłej rodziny socjalistycznej narodów. O to chodzi, a reszta – to niemiecka naukowość socjalizmu.”

Jaki jest zatem cel socjalizmu? Zrównanie wszystkich poprzez likwidację małych i średnich firm. Czy ten sztucznie wywołany kryzys nie skutkuje właśnie tym? Rolnictwo indywidualne niszczy się zalewając rynek tanią zagraniczną żywnością. A koncentracja kapitału? Jeszcze nigdy w dziejach świata nie była tak wielka.

Karol Kautsky (1854-1938) był bez wątpienia wybitną osobowością. Jeszcze przed pierwszą wojną światową napisał:

Jeden z największych przewrotów zmierza ku unicestwieniu arystokracji pracujących głową, ku społecznemu ich zrównaniu z robotnikami ręcznymi…

A jak obecnie chce się unicestwić pracujących głową? Proste! Sztuczną inteligencją. Przecież po to jest wprowadzana, a nie po to, by nam ułatwić życie. Zaczipowanie i zaszczepienie umożliwi pełną kontrolę nad ludzkim umysłem i w razie potrzeby wyeliminuje tych, którzy będą stawiać opór lub próbować samodzielnie myśleć.

Na początku napisałem, że socjalizm to chora i utopijna ideologia, że ludzi nie da się zrównać. Otóż da się! Teraz jesteśmy świadkami początku tego procesu. Czy to próba generalna, czy pierwszy etap? Czas pokaże. Jakie są więc cele socjalizmu?

  • zniszczyć drobną i średnią przedsiębiorczość (co się dokonuje)
  • zniszczyć indywidualne rolnictwo (co się właśnie dzieje)
  • maksymalnie skoncentrować kapitał ( co się praktycznie dokonało)
  • zniszczyć pracujących głową (co się dokonuje)
  • zniszczyć własność prywatną (co się dokonuje)

W moim odczuciu niszczenie własności prywatnej polega na uzależnieniu od kredytów hipotecznych, które są rozłożone na wiele lat i jest jeszcze dużo czasu i sposobów na to, by tę własność przejąć lub zarządzać nią. Natomiast tych, którzy nie są obciążeni kredytami, można dobić podatkiem katastralnym.

Masoneria a Żydzi

The colors of the raibow
So pretty in the sky
Are also on the faces
Of people going by
I see friends shaking hands
Saying how do you do
They're really saying, I love you

I hear babies cry
I watch them grow
They'll learn much more
Than I'll never know,
And I think to myself
What a wonderful world, yes, I think to myself
What a wonderful world

To są oczywiście słowa słynnego utworu Louisa Armstronga z 1968 roku. Dziś już wiemy, że ten świat nie jest już taki cudowny. Prawdę mówiąc, w Polsce nigdy takim nie był, ale w Ameryce pewnie tak. Jak to się wszystko zmienia! W Ameryce już tak nie jest, a w Polsce – tym bardziej. Kolorów tęczy nie spotkamy na twarzach mijanych ludzi, bo ich nie mijamy. Tym bardziej nie spotkamy ludzi, którzy na powitanie ściskają sobie dłonie. Wprost przeciwnie! – Uciekają od siebie. A te płaczące niemowlaki poznały świat, którego on nie byłby w stanie sobie wyobrazić. Jaki cudowny świat! Czy aby na pewno? My, żyjący w 2020 roku wiemy, że nie jest już on taki cudowny. Pozbawiono nas odczuć i zachowań postrzeganych kiedyś jako naturalne. Człowiek na człowieka patrzy jak na potencjalnego roznosiciela zarazków. Idealne zatomizowanie społeczeństw. To jest mistrzostwo świata! Zrobić coś takiego, żeby ludzie bali się innych ludzi. Nie ma możliwości zorganizowania się, a co za tym idzie, wywierania presji na władzę. W końcu udało się znaleźć straszaka, który sparaliżuje wszystkich. A tych najbardziej opornych sparaliżuje władza pod pretekstem walki z pandemią, której definicję zmieniła. Inna sprawa, że my tak naprawdę nie wiemy, czy ludzie umierają ze starości i nabytych chorób, czy dlatego, że władza mówi nam, że umierają od koronawirusa, który jest znany od kilkudziesięciu lat i możemy się o tym dowiedzieć z Wikipedii, gdy wpiszemy hasło „wirusy”.

Być może ten jest, jak chcą niektórzy, nowym, zmodyfikowanym wirusem, ale nie wygląda on na bardzo groźnego. Według oficjalnych danych jego śmiertelność wynosi 2-3%. Ale czy dane przedstawiane przez rząd są prawdziwe? Tego nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Jedyne, co jesteśmy w stanie stwierdzić, to to, że gospodarka została zamrożona, że ogranicza się nasze podstawowe prawa obywatelskie.

O co w tym wszystkim chodzi? W północnych Włoszech w listopadzie masowo szczepiono ludzi przeciw grypie. I teraz mamy tego efekty. Na tym biednym południu tego nie robiono i nie ma tam tego problemu. Jest taki szaleniec, psychopata, który chce zaszczepić wszystkich ludzi na świecie. Nazywa się Bill Gates. Uważa on, że ci, którzy nie poddadzą się szczepieniom powinni mieć zakaz przemieszczania się i podróżowania po świecie. Tak naprawdę to taki człowiek nadaję się tylko do odstrzału. I nie tylko on! Problem jednak polega na tym, że tacy ludzie rządzą światem i konsekwentnie dążą do realizacji swoich szaleńczych planów. Skąd u nich takie pomysły? Zaszczepić wszystkich ludzi, to znaczy podporządkować ich sobie. Wiara w to, że chodzi o dobro i zdrowie innych, może być tylko wiarą ludzi naiwnych. Raczej chodzi o uczynienie z nich osobników uległych, poddanych i takich, którymi można sterować. A więc co? Cel mesjański? Podporządkowanie sobie wszystkich ludzi poprzez wszczepienie im cieczy o nieznanych właściwościach oznacza panowanie nad nimi, a tym samym nad światem. Nie wiem czy Bill Gates jest Żydem, purytaninem, masonem, czy jest geniuszem komputerowym czy został na takiego wykreowany, ale wygląda na to, że jest na usługach „nieznanych przełożonych” i ma do wykonania pewną misję. Na portalu zerohedge można przeczytać:

Did you know, that Bill Gates chose a pre-law major at Harvard, and comes from a family of prominent lawyers? Did you also know that his breakthrough licensing deal with IBM was possible only because his father William Gates II Sr. was on the board of directors of IBM at the time? What a tangled web we weave.. Więcej tu: https://www.zerohedge.com/news/2020-04-09/peak-panic-opportunity-lifetime.

Żydzi praktycznie od początku swego istnienia jako naród dążą do urzeczywistnienia swoich mesjańskich marzeń. Robią to na różne sposoby i wykorzystują różne środki. Są to m.in. tajne organizacje, stowarzyszenia, do których należą również nieżydzi. Sami nie byliby w stanie zrealizować swoich celów. Jest ich zbyt mało. I znowu posługują się masonerią. Cel jest aż nadto wyraźny. A cała ta kabała, magia, okultyzm służyły do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, do wywierania wpływu na jego zachowania i postępowanie. Obecnie, przy tak zaawansowanym postępie technologicznym, inżynierii genetycznej, tamte metody nie są już potrzebne. Ale bez nich nie byłoby tego, co jest dziś. Nie bez znaczenia jest też sposób tworzenia tajnych organizacji i rekrutacji doń odpowiednich ludzi. I to teraz procentuje.

W walce z Rzymem zaprzęgli Żydzi szereg tajnych, międzynarodowych organizacji, na tyle skutecznych, że przyśpieszyli upadek Imperium. Po nim następują tzw. wieki ciemne. W czasie wypraw krzyżowych (XI, XII wiek) chrześcijanie nie patyczkują się ani z Arabami, ani z Żydami. Po tym okresie, w XII, XIII i XIV wieku, Żydzi wracają do starych wypróbowanych w Rzymie metod i aplikują je chrześcijanom. Pojawiają się ruchy sekciarsko-rewolucyjne wywołujące powstania ludowe i pozostające w stałym ze sobą kontakcie. A więc centrala z podległymi jednostkami terytorialnymi, które miały wspólną nazwę „braci”. Byli bracia włoscy, czescy, niemieccy, angielscy, niderlandzcy czy polscy. Powstawały „braterskie” akademie i stowarzyszenia (societates), z których później wyłoniło się wolnomularstwo. Oznacza to, że korzenie masonerii sięgają tajnych związków z okresu reformacji.

Na początku XVII wieku pojawia się związek różokrzyżowców. Podstawą teoretyczną do jego powstania były dwa dzieła: Fama Fraternitatis (Wieść o braterstwie) i Confesio Fraternitatis (Wyznanie braterstwa). Godłem różokrzyżowców był krzyż w róży. Według Zoharu róża jest symbolem ludu izraelskiego. Połączenie symbolu żydostwa z symbolem chrześcijaństwa nie pozostawia wątpliwości co do celu tej organizacji – judaizacja chrześcijaństwa. W ich działalności łączą się trzy elementy: studia alchemiczne, studia kabalistyczne i działalność reformacyjna. Różokrzyżowcy stworzyli masonerię – jak chcą jedni, inni uważają, że się w niej rozpłynęli w XVIII wieku.

Wolnomularstwo powstaje około 1630 roku w Anglii. Jego celem jest umocnienie ruchu filożydowskiego wśród purytanów. Jądrem, wokół którego się ono rozwija są związki „wolnych mularzy”, czyli związki zawodowe budowniczych. W ich skład wchodzili majstrzy, czeladnicy i uczniowie. Związki te chętnie przyjmowały w swoje szeregi zamożnych protektorów i ich zaufanych. Ich działalność zawodowa powoli traciła na znaczeniu, a coraz bardziej stawały się narzędziem sprzysiężenia.

„Inaczej niepodobna wyjaśnić tego faktu, że wielka liczba szlachty i wysoko postawionych osób zapisała się w charakterze członków do lóż robotniczych w poszczególnych krajach.” – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

I teraz staje się jasne, skąd tyle symboli z zakresu budownictwa (młot, kielnia, węgielnica itp.) dostało się to rytuałów masońskich.

Różokrzyżowców i masonerię łączy też dzieło „Nowa Atlantis (Nowa Atlantyda) Bacona z 1627 roku. Jest w niej wiele symboli, którymi później posługiwało się wolnomularstwo. Są to: Słońce, Księżyc, węgielnica, sześcian, gwiazda, kolumny Herkulesa, Dom Salomona. Bacon zapoznał również różokrzyżowców ze starożytną, kabalistyczną symboliką liczb, które częściowo zaadoptowało wolnomularstwo angielskie.

Pierwiastki kabalistyczne wniósł do masonerii angielskiej Robert Fludd (1574-1637). O systemie swojej filozofii mówił, że jest równie stary, jak świat. Cudownie wpojony w pierwszego człowieka, został przekazany przez tradycję patriarchom, Mojżeszowi, wszystkim czasom Starego Testamentu aż do chwili, gdy Chrystus uznał za stosowne objawić go drugi raz… Fludd miał decydujący wpływ na jednego z głównych organizatorów wolnomularstwa w r. 1717, pastora Desaguliers. – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

»W 1717 roku powstała w Londynie Wielka Loża Angielska, której podlegały wszystkie loże angielskie. Używa ona godła, o którego pochodzeniu tak pisze angielska badaczka tajnych związków:

„Pisarz żydowski, Bernard Lazare, oświadczył, «że żydzi stali wokół kolebki wolnomularstwa», jeżeli zaś to zeznanie odnosi się do okresu, poprzedzającego powstanie Wielkiej Loży w r. 1717, to znajduje niezbite potwierdzenie w faktach. Oto bowiem w poprzednim stuleciu godła, używane obecnie w Wielkiej Loży, zostały narysowane przez amsterdamskiego żyda, Jakuba Jehudę Leona Templo, będącego towarzyszem cromwellowskiego przyjaciela, kabalisty Manasse ben Izraela. Aby przytoczyć autorytet żydowski w tej sprawie, to p. Lucien Wolf pisze, że Templo miał monomanię… w stosunku do wszystkiego, odnoszącego się do Świątyni Salomona i Namiotu Pustyni. Skonstruował olbrzymie modele tych budowli. Wystawił je w Londynie, który odwiedził w r. 1675 i wcześniej, i nie wydaje się czymś nierozsądnym ten wniosek, że to mogło dostarczyć źródeł natchnienia tym wolnomularzom, którzy w czterdzieści lat później kształtowali rytuał masoński. W każdym razie godła, używane dotąd przez Wielką Lożę Anglii, są niewątpliwie nakreślone przez żyda.” – Nesta Webster, Secret societes and subversive movements.

Ryt braci azjatyckich utworzony został w r. 1782. Na czele rytu stał Sanhedryn. W skład kierowniczych kół wchodzili żydzi, a nawet chrześcijanie nosili w nim pseudonimy żydowskie. Jednym z kierowników Zakonu był kabalista Markus Hirschfeld, czyli Marcus ben Bina. Protektorem tajnym Zakonu był ks. Ferdynand brunświcki, zarazem protektor iluminatów Weishaupta, a później niedołężny wódz armii sprzymierzonych, mających stłumić rewolucję francuską. Filie swą posiadał Zakon w Hamburgu, wielkim skupieniu żydostwa. Ryt powstał z rytu Rycerzy i braci Jana Ewangelisty z Azji w Europie. Garnęli się doń żydzi z pokątnych lóż, tzw. Lóż Melchizedeka. Podstawą nauki braci azjatyckich była połączona z martynistyczną symboliką liczb kabalistyczna wiedza różokrzyżowców. Zakon rozszerzył się po całej Austrii i po innych krajach niemieckich. Najwyższym stopniem był Lewita czyli Kapłan według Zakonu Melchizedeka.

Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że w przeddzień rewolucji francuskiej mobilizują się w Europie wszystkie związki, uprawiające okultyzm. Mesmer ze swą fizyką sympatyczną i magnetyzmem zwierzęcym staje się sztandarem tego ruchu, mającego jedynych pchnąć w objęcia rewolucji, drugich zaś powstrzymać od przeciwdziałania. Okultysta Elphas Lévi tak omawia mesmeryzm:

Magnetyzować można w dwojaki sposób. Po pierwsze: działając wolą na plastyczną medialność innej osoby, której wola i czyny stają się w rezultacie podległe tej działalności. Po wtóre: działając wolą jednej osoby, czy to przez zastraszenie, czy też przez perswazję – tak, aby pod tym wrażeniem ta druga wola zmieniła w myśl naszej chęci medialność plastyczną oraz czyny tej osoby. Można magnetyzować promieniowaniem, zetknięciem, wzrokiem, słowem. – Elphas Lévi, La Clef des Grand Mysteres.

Jakie znaczenie przywiązywano do tego procederu w kołach wtajemniczonych, możemy osądzić z drugiej książki tego samego autora:

Wielkim dziełem XVIII w. nie była encyklopedia, ani kipiąca i szydercza filozofia Voltaire’a , ani negatywna metafizyka Diderota i d’Alemberta, ani nienawistna filantropia Rousseau, lecz sympatyczna oraz cudowna fizyka Mesmera. – Elphas Lévi, Histoire de la Magie.

Osoba Mesmera łączyła „braci azjatyckich” z martynistami francuskimi. Za przywódcę i twórcę rytu martynistów uchodzi niesłusznie St. Martin. Był on bowiem tylko uczniem, i to skromnym uczniem Martineza Paschalis, który grasował w południowej Francji, dawnej siedzibie marranów, albigensów i hugenotów. Za centrum swej działalności obrał Bordeaux. Paschalis był żydem sefardyjskim. Współczesny mu mason, baron de Gleichen, wyraża już to przypuszczenie: Paschalis był z pochodzenia Hiszpanem, prawdopodobnie rasy żydowskiej, skoro jego uczniowie otrzymywali odeń wielką liczbę rękopisów żydowskich.

W XX w. żyd rosyjski, Hessen, ustala pochodzenia Paschalisa z całą stanowczością: Martinez Paschalis, z pochodzenia żyd portugalski, nawrócony do chrześcijaństwa, jak gnostycy pierwszych wieków (tzn. pozornie – przyp. autora), w swoim czasie odgrywał pewną rolę w wolnomularstwie francuskim.

Żyd ten, z zawodu prosty woźnica, był właściwym twórcą zakonu martynistów czyli iluminatów lyońskich, który tak silnie przyczynił się do wybuchu rewolucji francuskiej.

Mason ścisłej obserwy, Joseph le Maistre, tak zwykł był mówić o martynistach: Myśli się powszechnie, że sekta ta wzięła swą nazwę od p. de St. Martin. To pomyłka. Martyniści biorą tę nazwę od pewnego osobnika, Martineza Paschalis.

Najwyższym stopniem martynistów byli Réaux-Croix (Arcykapłani Krzyża). Nawiązywali do żydowskich tradycji esseńskich (komunistycznych) i chwalili się, że ongiś należał do nich Cromwell.

Analogicznym do martynizmu rytem, który wyszedł ze Szwecji, był ryt Swedenborga. Swedenborg, a właściwie Svednborg (1688-1772) stworzył system filozoficzno-mistyczny, oparty na kabale z jej doktryną Trójcy i emanacji. Rzekomo pod dyktandem Stwórcy określa on i objaśnia tajemnicę Trójcy: Bóg ma duszę, którą jest Ojciec; ma ciało bosko-ludzkie, którym jest Syn; ma siłę, która działa i grzeje, i rozjaśnia, a jest ona Duchem Św.

Swedenborg głosił rewolucję, która zmiecie królów i książąt, po czym jego nauka zapanuje nad światem i powstanie „nowa Jerozolima”. Znamy aż nadto dobrze ten „mesjanizm”, głoszony już przez tajne związki reformacji. Jest on z ducha żydowski na wskroś jak żydowsko-kabalistyczna jest cała nauka Swedenborga. I tak jak Martinez Paschalis, tak samo i Swedenborg głosił rewolucję i zwalczał istniejącą hierarchię. System Swedenborga nie jest niczym innym, jak kabałą pozbawioną pierwiastka hierarchii.

W ścisłym związku z tzw. iluminatami chrześcijańskimi tj. martynistami i rytem Swedenborga, działali tzw. iluminaci bawarscy, powołani do życia przez Weishaupta. Kim był ów Weishaupt? Kim był ten człowiek, który położył ostatnią minę pod ancien régime i królestwo Burbonów?

Adam Weishaupt (1748-1830) został w r. 1772 profesorem prawa „naturalnego” i kanonicznego na uniwersytecie w Ingolstadt w Bawarii. W r. 1776 założył tajny zakon iluminatów, na którego czele stanął pod pseudonimem „Spartacus”. W tym samym roku dał się przyjąć do loży „Zur Behutsamkeit” w Monachium, po czym, jako wolnomularz, założył w r. 1780 lożę w Bozen (Bolzano) w Tyrolu austriackim. W r. 1784 rząd bawarski wpadł na trop jego rewolucyjnej organizacji, po czym skonfiskował całe archiwum jego iluminatów.

Skąd Weishaupt czerpał natchnienie do założenia swego związku? Sprawa ta dotąd nie jest wyjaśniona dostatecznie. Współczesny mu ks. Barruel w swych pamiętnikach tak pisze: Podaje się go za ucznia osławionego Cagliostro oraz kilku jego adeptów, wyróżniających się illuminizmem w hrabstwach Awignonu i Lyonu. Mówią, że w swych włóczęgowskich wyprawach spotkał Weishaupta i udzielił mu swych tajemnic.

Angielska badaczka tajnych związków, p. Nesta Webster, podaje inne przypuszczenie, oparte m.in. także na pamiętnikach ks. Barruela:

Skąd czerpał Weishaupt swoje bezpośrednie natchnienie? Oto i Brrruel i Lecouteulx de Cantelen zdobyli nić, której nie można odkryć w innych źródłach. W r. 1771, jak powiadają, pewien kupiec jutlandzki, nazwiskiem Koelmer, wrócił do Europy w poszukiwaniu adeptów tajnej doktryny, opartej na manicheizmie, z którym zapoznał się na wschodzie. Po drodze do Francji zatrzymał się na Malcie, gdzie spotkał się z Cagliostro i nieomal doprowadził do powstania ludowego. Z tego powodu został wygnany z wyspy przez Rycerzy Maltańskich i udał się do Awignonu i Lyonu. Tu zebrał kółko uczniów wśród iluminatów i w tym samym roku wywędrował do Niemiec, gdzie napotkał Weishaupta i w wtajemniczył go we wszystkie misteria swej tajnej doktryny. Według Barruela Weishaupt poświecił wówczas 5 lat rozmyślaniu nad owym systemem, który został założony pod nazwą iluminatów w maju 1776 r. i przyjął „iluminowany” pseudonim „Spartacus”. Koelmer pozostaje po dziś dzień najbardziej tajemniczym z ludzi; na pierwszy rzut oka odczuwa zdolność do zdziwień, jakżeby on nie miał należeć do żydów kabalistów, działających w roli tajnych inspiratorów tych magików, którzy wychodzili na światło dzienne? Nazwisko Koelmer łatwo mogło być przekręceniem znanego nazwiska żydowskiego Calmer.

Inspiratorem działań Weishaupta w czasie rozwijania przezeń jego zakonu był Hartwig-Wessely (Hartog Naftali-Herz), najbliższy przyjaciel Mojżesza Mendelssohna, zwanego przez żydów trzecim Mojżeszem. Żyd, Bernard Lazare, stwierdza, że „byli żydzi w otoczeniu Weishaupta”.

Zakon Weishaupta używał w swym działaniu metod podstępnych. Członkowie byli specjalnymi instrukcjami szkoleni w używaniu oszukańczych środków. W instrukcji dla stopnia Iluminata Kierownika (Illuminatus dirigens) pisał Weishaupt-Spartacus pod nr 8: Jeżeli gdziekolwiek zdobędziemy znaczenie i władzę, należy udawać, że nie mamy żadnego zaufania, aby nie ostrzec tych, którzy będą pracować przeciwko nam. Na odwrót tam, gdzie nie możecie dojść do niczego, nadajcie sobie pozór człowieka, który może wszystko. To sprawia, że nas się obawiają i poszukują i umacnia nas.

I znowu w tej instrukcji pod nr 22: Jeżeli nasz zakon nie da się zorganizować w jakimś miejscu w całej swej budowie i z rozwinięciem wszystkich stopni, należy go zastąpić jakąś inną formą. Zajmujemy się celem; w nim leży istota rzeczy, a zasłona jest rzeczą obojętną, byle tylko się nam powiodło. Jednak zawsze jakiejś zasłony potrzeba; albowiem w tajemnicy leży główna część naszej siły.

Propaganda iluminatów bawarskich była jeszcze bardziej niedwuznaczna jak działalność iluminatów francuskich (martynistów). Wobec mniej wtajemniczonych daje się wyraz nadziei, że dzięki tajnym szkołom mądrości (szkoły Minerwy, przygotowawczy stopień iluminatów – przyp. aut.) podniesie się człowiek ze swego upadku, zaś książęta i narody, oczywiście bez gwałtu, tylko zaś dzięki wpływowi etyki – znikną z powierzchni ziemi. Wobec tych prawie publicznie wyznanych tendencji, nie może zdziwić, że nie dano wiary zapewnieniom, jakoby wszelka polityka była z Zakonu wyłączona. – Arnold Marx, Die Gold- und Rosenkreutzer.

W statutach związku, dostępnych dla niżej wtajemniczonych czytamy:

Dla uspokojenia i pewności tak hospitantów, jak i rzeczywistych członków tego związku i aby zapobiec wszelkim nieugruntowanym przypuszczeniom i trwożnym wątpliwościom, oświadcza Zakon przede wszystkim, że nie ma na celu żadnych nastrojów i czynów, szkodliwych dla państwa, religii i dobrych obyczajów, ani też wśród swoich tego nie krzewi. Cala jego troska skierowana jest wyłącznie ku temu, by zainteresować ludzi poprawą etyczną ich charakteru i uczynić to dla nich koniecznością, wpoić w nich ludzkie i społeczne uczucia, zapobiec złośliwym zamiarom, dać pomoc uciśnionej i udręczonej cnocie przeciw bezprawiu, myśleć o karierze osób tego godnych oraz upowszechniać pożytecznie dotąd ukryte wiadomości naukowe. Oto pozbawiony szminki cel Zakonu, o nic więcej on nie dba. – Allgemeines Handbuch der Freimauererei.

Jest to więc zakon „niewinny”, jak „niewinne” jest zresztą całe wolnomularstwo, zajmujące się dobroczynnością i studiami. A teraz wejrzyjmy bardziej w głąb Zakonu, by zobaczyć, jak tam na wyższych stopniach wtajemniczenia wygląda ta niewinność, to wytwarzanie sympatycznego nastroju dla państwa, religii, to dbanie o dobre obyczaje i obrona cnoty, to popieranie oraz popularyzacja wiadomości naukowych.

Równość i wolność są to prawa istotne, które człowiek za swej doskonałości początkowej i pierwotnej otrzymał od natury; pierwszy zamach na tę równość został dokonany przez prawo własności; pierwszy zamach na tę wolność został dokonany przez społeczeństwa polityczne i rządy; jedyną podporą własności i rządów są prawa religijne i świeckie; aby więc powrócić człowiekowi jego prawa pierwotne do równości, wolności, trzeba zacząć od zniszczenia wszelkiej religii, wszelkiej społeczności świeckiej, zaś skończyć, znosząc wszelką własność. – ks. Barruel, Mémoires.

A teraz dalszy objaw „popierania religii” znajdujemy w instrukcji dla stopnia kierownika (Illuminatus dirigens) punkt 16:

Jeżeli kierownik sądzi, że uda mu się spowodować zniesienia zakonów religijnych i użycie ich dóbr dla naszych celów, np. na utrzymanie odpowiednich nauczycieli po wsiach, to tego rodzaju projekty byłyby specjalnie dobrze widziane przez Zwierzchników. – ks. Barruel, Mémoires.

Zaś przedtem, w punkcie 7 instrukcji, odsłania nam swój cel, na który mu trzeba funduszów:

Trzeba wszędzie także zdobyć dla naszego Zakonu pospólstwo. Wielkim środkiem ku temu jest wpływ na szkoły. To może się udać przez szczodrobliwość, czasem przez świetność, w innych wypadkach przez zniżenie się, przez popularyzowanie się, przez wysłuchiwanie z wyrazem cierpliwości przesądów, które w następstwie można wykorzenić stopniowo. – ks. Barruel, Mémoires.

Do popierania i popularyzacji nauki odnosi się punkt 15 instrukcji:

Jeżeli jakiś pisarz ogłasza zasady, które są prawdziwe, ale nie wchodzą w nasz plan wychowania świata, albo też zasady, których publikacja jest przedwczesna, trzeba się postarać, aby zdobyć tego autora. Jeżeli go nie możemy zdobyć i uczynić zeń swego adepta, należy go zakrzyczeć. – ks. Barruel, Mémoires.

Obroną cnoty i dobrych obyczajów zajmuje się punkt szósty instrukcji dla kierowników. Wyłożywszy potrzebę zjednania sobie kobiet, przepisuje, że sztuka pochlebiania im, aby je zdobyć, jest ćwiczeniem najbardziej godnym dla adepta; skoro wszystkie mniej lub bardziej idą na pasku próżności, ciekawości, przyjemności i nowinkarstwa, to tą drogą należy je brać i uczynić pożytecznymi dla Zakonu. – ks. Barruel, Mémoires.

Aby osiągnąć ten cel, Weishaupt powołał do życia specjalną tajną organizację kobiecą, kierowaną niewidocznie przez mężczyzn.

Czarownik Cagliostro, jak hr. de St. Germain, posiadacz eliksiru życia, odgrywał w wolnomularstwie XVIII w. rolę pierwszorzędną o charakterze kierowniczym. Potem dopiero usiłowano się go wyprzeć, gdy „czary” jego częściowo zostały zdemaskowane. On to właśnie bawił w Warszawie, gdy tworzył się Wielki Wschód Narodowy. On brał udział we Francji w sprawie „naszyjnika królowej”, mającej przed rewolucją skompromitować Dom Burboński. On utworzył ryt, który w swych rozszczepieniach prowadził w XIX w. decydującą akcję rewolucyjną w życiu Europy.

W r. 1782 utworzył masonerię egipską, której był Wielkim Koftem (arcykapłanem), zaś żona jego Wielką Koftą (arcykapłanką): Celem jego było oczyścić wolnomularstwo z niedowiarstwa za pomocą magii obrzędowej. Istniejące jeszcze ryty Misraim i Memphis pochodzą stąd przeinaczone. – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

Bliskie stosunki łączyły Cagliostra z najbardziej wtajemniczonymi wolnomularzami: z Mesmerem, St. Martinem, Weishauptem, Willermozem.

A tymczasem nie był to byle kto: Pieczęć jego równie doniosła, jak pieczęć Salomona i zaświadcza, że był wtajemniczony w najwyższe sekrety wiedzy. Pieczęć ta, dająca się wyjaśnić literami kabalistycznymi imion Acharat i Althotas, wyraża najwyższe znaki Wielkiego Tajnika i Wielkiego Dzieła. To żmija, przebita strzałą, tworząca literę (hebrajską) alef, wyobrażenie połączenia pierwiastka czynnego z biernym, ducha i życia, woli i światła. – Elphas Lévi, Histoire de la Magie.

Założona przez Cagliostra masoneria egipska wyłoniła z siebie, za czasów Ludwika XVIII, ryty Misraim i Memphis. Ryt Misraim, organizowany przez żydów, braci Bédarride, powołał do życia węglarstwo, organizację tajną rewolucji lipcowej 1830 r. we Francji, powstania listopadowego w Polsce oraz rewolucji w Europie w 1848 roku.

I oto przy boku kabały egipskiej, czyli Misraim spotykamy włoską Carbonara. – N. Deschamps, Les sociétés secretes et la société.

Ryty Memphis i Misraim stoją obok rytów tzw. iluminatów na czele wolnomularstwa. Należą do nich najbardziej wtajemniczeni. Kimże więc był ów czarownik szarlatan i twórca najgłębszego rytu wolnomularstwa? Cagliostro wtajemniczenie swoje otrzymał we Frankfurcie nad Menem, siedzibie żydostwa i stolicy Rothschildów. Cagliostro, a właściwie Józef Balsamo, był synem sycylijskiego żyda (marrana) Pietro Balsamo.

Cagliostro dowiedział się z ust wtajemniczających go, że stowarzyszenie tajne, którego część miał stanowić, miało już mocne korzenie; że posiadało masę pieniędzy, rozsianą po bankach w Amsterdamie, Rotterdamie, Londynie, Genui i Wenecji, że te pieniądze pochodzą z wkładek rocznych, wpłacanych przez członków. – Louis Blanc, Histoire de la Révolution française.«

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Jan Potocki, autor powieści Rękopis znaleziony w Saragossie, był zapewne masonem. Jest w niej tyle odniesień, aluzji, że nie sposób uznać tego za przypadek. W jej zakończeniu, jej główny bohater, Alfons van Worden, informuje czytelnika m.in. o tym, że:

„W dzień potem sam Moro (bankier – przyp. mój) przyszedł do mnie, zalecając mi jak najściślejsze dochowanie tajemnicy.

Dotąd – rzekł – znasz señor, tylko pewną część naszych tajemnic, ale wkrótce dowiesz się o wszystkim. W obecnej chwili wszyscy wtajemniczeni zajmują się umieszczaniem swoich funduszów po rozmaitych krajach i gdyby ktokolwiek z nich stracił je nieszczęsnym wypadkiem, wówczas wszyscy przybylibyśmy mu na pomoc. Señor miałeś stryja w Indiach (Indie Zachodnie – przyp. mój), który umarł, nie zostawiwszy ci prawie nic. Puściłem pogłoskę, że odziedziczyłeś znaczny spadek, ażeby nikt nie dziwił się twoim nagłym bogactwem. Trzeba będzie zakupić majątki w Brabancji, w Hiszpanii, a nawet w Ameryce; pozwolisz, że ja się tym zajmę.”

Z tej powieści można się wiele dowiedzieć o tym, jak Żydzi i masoni wnikają w elity rządzące we wszystkich krajach i o tym, że nawet Inkwizycja była z nimi w pewnych układach. Ale komu dzisiaj chce się czytać takie książki? Może właśnie dlatego wydaje się je, wiedząc, że i tak mało kto je przeczyta, a w większości i tak trafią do takich osób jak Olga Tokarczuk, dla której była ona inspiracją do napisania „Ksiąg Jakubowych”.

Równość i wolność są to prawa istotne, które człowiek za swej doskonałości początkowej i pierwotnej otrzymał od natury; pierwszy zamach na tę równość został dokonany przez prawo własności; pierwszy zamach na tę wolność został dokonany przez społeczeństwa polityczne i rządy; jedyną podporą własności i rządów są prawa religijne i świeckie; aby więc powrócić człowiekowi jego prawa pierwotne do równości, wolności, trzeba zacząć od zniszczenia wszelkiej religii, wszelkiej społeczności świeckiej, zaś skończyć, znosząc wszelką własność. – ks. Barruel, Mémoires.

Tak więc masoni twierdzą, że równość i wolność są prawami fundamentalnymi, które człowiek otrzymał od natury. Ale co to jest równość i wolność? Wszyscy jesteśmy równi, ale wobec kogo czy czego? Oni twierdzą, że nierówność powoduje prawo własności. Ale w jaki sposób? Ktoś ma dużo, a drugi – nic. Z czego to wynika? Jedni są zdolniejsi, bardziej zapobiegliwi albo dostają bogactwo w spadku. Czasem jest tak, że pewne zdolności czy predyspozycje są bardziej cenione niż inne i wówczas ci ludzie bogacą się, a ci, których zdolności czy predyspozycje nie są w cenie ubożeją. Później wszystko może się odwrócić. Tak więc okoliczności, a może i coś jeszcze. Czasem ktoś kogoś oszuka, okradnie, przechytrzy. Może też być tak, że państwo preferuje pewne grupy społeczne kosztem innych. Również regulacje prawne mogą być przyczyną tego, że jedni wzbogacą się, a inni – zubożeją. Własność i bogactwo jest końcowym efektem wielu procesów i zależności. Chyba więc tę nierówność powoduje coś innego niż prawo własności. Prawdą jest jednak to, że ten kto nie ma własności, nie ma też prawa do niczego, a więc jest niewolnikiem.

A wolność? Według masonów ograniczają ją społeczeństwa polityczne i rządy. Ale w jaki sposób? Tego nie precyzują. Twierdzą, że podporą własności są prawa religijne, a rządów – prawa świeckie. Skoro więc równość ogranicza prawo własności, którego podporą są prawa religijne, czyli religia, to zniszczenie religii przywraca równość. Natomiast wolność można przywrócić poprzez likwidację społeczeństw politycznych i rządów. A co oznacza likwidacja społeczeństw politycznych i rządów? To oznacza anarchię. Anarchia nie jest stanem naturalnym dla społeczeństw. Ktoś musi rządzić. A więc o co chodzi? O to, żeby dążyć do destrukcji do czasu, gdy w końcu „naród wybrany” osiągnie swój cel.

Podporą własności jest religia, której zniszczenie spowoduje likwidację tej własności i dzięki temu wszyscy staniemy się równi. A wolność? Ją ograniczają społeczeństwa polityczne i rządy. Ich likwidacja przywróci wolność. Jednak masoni nie precyzują, co w zamian. O tym pisał dosyć wyraźnie Marks w Manifeście Komunistycznym – terror dla mas i rządy dla nielicznych. Tylko komu chce się uważnie przeczytać ten manifest? Wcale nie jest taki długi i dostępny w internecie.

Likwidacja religii, to tak naprawdę, w przypadku religii chrześcijańskiej likwidacja Dekalogu. Dekalog to dziesięć przykazań, które regulują nasze życie. To jest jak kompas, który pozwala nam orientować się w przestrzeni. Bez niego błądzilibyśmy w nieskończoność. Tym samym jest Dekalog w naszym życiu. Ja wiem, że nikt go nie przestrzega, ale dzięki niemu wiemy, że postępujemy źle. Bez niego bylibyśmy dzicy. I o to właśnie chodzi tym, którzy chcą nas pozbawić religii a tym samym Dekalogu. I żeby nie było wątpliwości – ja nie należę do ludzi praktykujących, ja nawet nie należę do ludzi wierzących, ale doceniam rolę, jaką spełnia on w życiu społecznym i potrafię sobie wyobrazić, co może się zdarzyć, gdy go zabraknie.

Magnetyzować można w dwojaki sposób. Po pierwsze: działając wolą na plastyczną medialność innej osoby, której wola i czyny stają się w rezultacie podległe tej działalności. Po wtóre: działając wolą jednej osoby, czy to przez zastraszenie, czy też przez perswazję – tak, aby pod tym wrażeniem ta druga wola zmieniła w myśl naszej chęci medialność plastyczną oraz czyny tej osoby. Można magnetyzować promieniowaniem, zetknięciem, wzrokiem, słowem. – Elphas Lévi, La Clef des Grand Mysteres.

Magnetyzować można działając wolą na wolę innej osoby albo przez zastraszenie czy perswazję. No właśnie! Przez zastraszenie! Idę ulicą i wszyscy mnie omijają szerokim łukiem. Dziś już nie trzeba magii, okultyzmu i kabały. Wystarczą media, które na bieżąco będą informować o tym, że na świecie umierają ludzie na koronawirusa. Już ponad milion ludzi na całym świecie na niego umarło. A co to jest milion ludzi na cały świat, który liczy dzisiaj 7, 8 czy 9 miliardów? A miliard to 1000 milionów. 1/7000 populacji umarła na koronawirusa. Ale czy aby na pewno? Czy tylko dlatego, że tak wpisano w akcie zgonu? Tego nie wiemy. Ale jedno wiemy na pewno: ludźmi można manipulować, zastraszać ich, urabiać ich wedle własnej woli.

Naród nieliczny, rozproszony nie może w sposób tradycyjny podbić reszty świata. Musi do tego celu zastosować nadzwyczajne metody. Były nimi na początku te wszystkie tajne związki, kabała, magia, okultyzm. Jednak świat nie stoi w miejscu. Dziś już można podporządkować sobie ludzi poprzez wszczepienie im czipa i odpowiedniej szczepionki, co umożliwi kontrolowanie ludzkiego umysłu a tym samym myśli i woli ludzi. Nowy Wspaniały Świat. Tylko dla kogo?

Chasydzyzm

W 1982 roku pojawił się w polskich kinach film „Austeria” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Jego akcja rozgrywa się w pierwszym dniu I wojny światowej. Chasydzi z małego galicyjskiego miasteczka, w obawie przed Kozakami, chronią się w przydrożnej karczmie – tytułowej austerii. Z filmu tego nie dowiemy się, czym tak naprawdę był i jest chasydyzm, nie mniej jednak uważam, że warto go obejrzeć (cda.pl).

Chasydyzm to, jak pisze Wikipedia, ruch religijny lub pobożnościowy o charakterze mistycznym, powstały w łonie judaizmu. Występował w historii w trzech odmianach:

  • chasydyzm antyczny lub starożytny, który powstał w IV wieku p.n.e. jako reakcja pobożnej części społeczności żydowskiej na proces hellenizacji, czyli uleganiu wpływom kultury greckiej.
  • chasydyzm niemiecki, zwany tez aszkenazyjskim; wywodził się z południowych Niemiec i rozkwitał na przełomie XII i XIII wieku.
  • chasydyzm polski – powszechnie i potocznie zwany chasydyzmem; najszerzej znana odmiana, m.in. dlatego, że istnieje do dziś. Powstał w XVIII wieku.

Każda z tych odmian jest oddzielnie opisana i każdy zainteresowany może poznać szczegóły. Jednakże nie znajdzie się tam, podobnie jak w poniższej definicji tego, co najważniejsze i co stanowiło, a może i nadal stanowi o istocie chasydyzmu.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1963 tak charakteryzuje chasydyzm:

„Chasydyzm [hebr. ‘prawy, sprawiedliwy, bogobojny’], żydowski ruch religijno-mistyczny, powstały w latach 30-tych XVIII wieku na Podolu. Twórcą chasydyzmu był Baalszemtow, który wkrótce pozyskał liczne rzesze zwolenników wśród Żydów na ziemiach polskich, Ukrainie, Białorusi, w Rumunii i na Węgrzech. Źródła chasydyzmu sięgają XVII wieku, okresu powstań kozackich i obcych najazdów, w czasie których miały miejsce masowe prześladowania ludności żydowskiej na Ukrainie. Skłoniło to masy żydowskie do szukania ucieczki w wierze, co prowadziło w 2 połowie XVII i 1 połowie XVIII wieku do wyłonienia się wielu sekt (sabataizm, frankiści). Tłem społecznym chasydyzmu była niechęć mas żydowskich do oligarchii kahalnej, do bogaczy i uczonych talmudystów. Szerzeniu się idei wolnomyślnych wśród Żydów sprzyjały próby reformy stosunków społeczno-politycznych kraju, które dotknęły również problematyki żydowskiej. Rozwiązanie sejmów ziemskich żydowskich 1764 (waad) zlikwidowało ekonomiczną i religijną supremację plutokracji kahalnej nad biedotą żydowską. Ideologia chasydyzmu oparła się na tradycyjnym, talmudycznym judaizmie oraz na kabale. Adoracja Boga w chasydyzmie oparta była na uproszczonym rytuale, połączonym ze śpiewem i tańcem (często graniczącym z ekstazą). Filozoficzną podstawę chasydyzmu stanowił chabad. Centralną rolę w chasydyzmie odgrywał cadyk. Przeciwko chasydom występowali mithnagdim [hebr. ‘przeciwnicy’], zwolennicy tradycyjnych form religijnych. W XIX i XX wieku chasydyzm był ostoją ciemnoty i zacofania wśród Żydów, zwalczał wszelkie ich postępowe i emancypacyjne ruchy społeczne. Niemal zupełny zanik chasydyzmu nastąpił w czasie II wojny światowej wraz z wymordowaniem przez hitlerowców wielu milionów Żydów. Nieliczne grupy zwolenników chasydyzmu przebywają obecnie m.in. w Izraelu i USA.

Chabad [inicjały hebr. wyrazów: hokhmā ‘mądrość’, bînā ‘rozsądek’, dēa ‘wiedza, poznanie’], teoretyczny system poglądów religijnych odłamu chasydyzmu rozprzestrzenionego na Litwie; wysuwa na czoło poznanie, neguje rolę cadyka i elementy ekstazy w religijnej praktyce chasydyzmu.”

W tym opisie brak tego, czym naprawdę był chasydyzm, ale w tym wypadku chodziło mi o to, by pokazać jak w PRL-u opisywano ten ruch. Jakże różna jest PRL-owska jego interpretacja i postrzeganie od tej Jeske-Choińskiego i Rolickiego.

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce pisze:

»Kabalistyka żydowska gasła powoli, jako odrębna sekta, ustępując w Polsce miejsca nowej sekcie, zwanej chasydyzmem. Stworzyło ją dwóch rabinów, Izrael Beszt z Międzyborza (1698-1759r.) i Beir z Międzyrzecza (1700-1772 r.). Obaj byli wyznawcami księgi Zohar i Kabały, uchodzący za cudotwórców (cadyków). Tym cudotwórcom przyszło na myśl osłodzić życie byłym talmudystom. Więc zdjęli z nich jarzmo wszelkich ascetycznych ćwiczeń i pozwolili im „podnosić ducha” wesołym życiem z dobrym humorem. Nic dziwnego, że się ta reforma spodobała Żydom, terroryzowanym przez Talmud. Przeszedłszy do sekty, zwanej chasydim, żyli sobie wesoło, często rozwiąźle, szczęśliwi, że można być chasydem (pobożnym), a hulać co się zmieści. Ten pomysł cadyków zebrał ogromną gromadę chasydów, istniejących dotąd w Polsce. Niezwykły „pietyzm” żydowski wieku XVII i XVIII rozlał się z Polski szeroko, bo na Węgry, Rosję i kraje naddunajskie.

Głównym patronem tej dziwacznej sekty był Izrael Beszt. Dowiadujemy się od Hilarego Nussbauma („Szkice historyczne z życia Żydów w Warszawie”), że wmówił w swoich zwolenników, iż „przy pomocy hałaśliwego odprawiania modlitwy, wysilania się w natężonych ruchach, kiwania i wstrząsania całym ciałem, zdolny jest przenikać w nieskończoność. Dusza jego wtedy ulatuje w świetlane sfery, wznosi się w niebiosa, widzi oblicze Boga, wchodzi w rozmowę z aniołami i jest w stanie za ich pośrednictwem, łaskę Bożą, szczęście, a głównie odwrócenie grożącego niebezpieczeństwa uprosić. Zalecał też swoim owieczkom naśladować go w krzykliwym modleniu się, utrzymując, że modlitwa to rodzaj małżeńskiego związku między człowiekiem a majestatem Boskim i dlatego wymaga fizycznego bodźca, cielesnego wstrząśnięcia, co krzykiem, ruchem, kiwaniem się i gestykulacją najłatwiej się osiąga.

Dalej głosił, że „tylko przy wesołym usposobieniu, jak skakanie, śpiewanie, klaskanie itd. odprawiane modlitwy zagrzewają duszę i ciało, wzniecają płomień modlitwy i mogą niechybnie łaski oblubienicy niebieskiej uzyskać”.

Zabawna ta, krzykliwa, skakająca, kiwająca się, wstrząsająca całym ciałem przy modlitwie, a hulająca poza modlitwą sekta…

Z tej dziwacznej reformy wykwitła dla cadyków cala góra złota. Bowiem nie wolno się zbliżać chasydowi do cadyka bez datku, stosownie do jego możności. Bogaty musi za audiencję u cudotwórcy płacić słono.

Chorzy i nieszczęśliwi chasydzi spieszą po zdrowie albo uspokojenie duszy do nieomylnego, według nich, cadyka i błagają go o wstawiennictwo przed tronem Boga.

Cadyk radzi, obiecuje i zgarnia mamonę, potrzebną mu do utrzymania licznego dworu, którym się otacza, niby panujący książę. W białych jedwabnych sukniach chodzi i w sobolach. Swoją mądrość cudotwórczą podtrzymuje i odświeża bezustannym odczytywaniem Zohara.

Najzaciętszym wrogiem chasydów był rabin wileński, Eliasz (1780-1797 r.), mąż energiczny i nieugięty. Wypędził on chasydów z Wilna a księgi ich kazał spalić (w roku 1772). Gdy jeden z przewodników nowej sekty, Jakub Józef Kohen, mowy swe wydrukował (w r. 1780), wyklął go razem z innymi rabinami.

W chwili, kiedy chrześcijaństwo nie znało już prześladowań religijnych, wojowały ze sobą dwa stronnictwa żydowskie (w Polsce) z namiętnością nieubłaganych wrogów. Wielu chasydów powędrowało wówczas na Sybir z łaski rabinów, którzy się za pomocą donosu pozbywali niemiłych im przeciwników. Niejeden chasyd poszedł na Daleki Wschód jako – przestępca polityczny, choć nie wiedział nawet, co to sprawa polityczna.

Ta nienawiść prawowiernych talmudystów nie złamała jednak oporu chasydów. Chasydzi zostali chasydami, nie zrzekłszy się narodowości i religii żydowskiej.«

Żeby jednak zrozumieć istotę chasydyzmu wypada zacząć od początku, od chasydyzmu antycznego. Już w bardzo zamierzchłych czasach, w okresie zetknięcia się Żydów z Asyrią (VIII w. p.n.e.) i Babilonią (VI w. p.n.e.) pojawia się tajne „stowarzyszenie pobożnych” (chassidim). Bez nich reformy Ezdrasza i Nehemiasza nie doszłyby do skutku. To oni, w krytycznym momencie, sprowadzają z Babilonii Nehemiasza. Dzięki nim dochodzi do odbudowy Jerozolimy po jej zburzeniu w 586 r. p.n.e. przez babilońskiego władcę Nabuchonodozora. Gdy około 200 r. p.n.e. Judea dostaje się pod panowanie Syrii, „pobożni” organizują partyzantkę przeciwko jej wojskom. Wprawdzie zostaje ona rozbita, ale stowarzyszenie pobożnych działa dalej. Na czele ruchu staje Matatiasz, pochodzący z rodu Machabeuszów (Hasmoneuszów) i rozpoczyna wojnę podjazdową. Z ukrycia napada na wojska syryjskie.

W tym właśnie czasie niewidzialna ręka rozpowszechnia wśród Żydów dwie księgi o charakterze mesjanistycznym: Księgę Estery i Księgę Daniela. Ta ostatnia wyszła od „pobożnych” i prorokuje upadek państwa syryjskiego i przejście władzy do „narodu świętych”, któremu złożą hołd wszyscy królowie świata. Co ciekawe, to właśnie Księga Daniela stała się w XVI wieku inspiracją dla ruchów komunistyczno-rewolucyjnych.

W rodzie hasmonejskim władza świecka połączyła się z duchową. Jednak ponad nimi była jeszcze trzecia. W czasie powstań Machabeuszów (167-160 p.n.e.) pojawia się „wysoka rada” złożona z „mędrców”. Jest ona zewnętrzną emanacją „stowarzyszenia pobożnych”, a właściwie ich kierowników. Rada ta to „Sanhedryn”. W jego obrębie ścierają się dwa ortodoksyjne kierunki : Saduceusze i Faryzeusze. Saduceusze byli wierni Zakonowi, ale byli zwolennikami asymilacji. Faryzeusze, należący do „pobożnych”, wprost przeciwnie, wierni reformom Ezdrasza i Nehemiasza, odgrodzili Żydów od innych narodów, wpoili im nienawiść do innowierców. Najskrajniejszy odłam „pobożnych” usunął się z życia politycznego i stworzył związek Esseńczyków.

„Najpierwsze gminy wytworzyły się na wschodzie, ekonomicznie najdalej rozwiniętym, a zwłaszcza wśród żydów, wśród których już około r. 100 przed Chr. Napotykamy tajny związek komunistyczny – związek Esseńczyków.” – Karol Kautsky, Historia komunizmu w starożytności i średniowieczu. Był to więc pierwszy zalążek ruchu komunistycznego, który utworzyli najbardziej zagorzali ze „stowarzyszenia pobożnych” (chassidim).

Po powstaniach Machabeuszów, około 140 roku p.n.e., udało się Żydom opanować Jerozolimę. Szymon Hasmonejczyk otrzymuje godność duchowego arcykapłana i wodza narodu (nassi). Panowanie książąt hasmonejskich to rozkwit ekonomiczny żydostwa. W Palestynie następuje „odgrodzenie”, ale na zewnątrz, poza jej granicami, wprost przeciwnie, żydostwo promieniuje. Aleksandria staje się głównym ośrodkiem jego skupienia. Mieszka w niej około miliona Żydów i gromadzą się w dwóch dzielnicach. Trudnią się głównie zamorskim handlem zbożem. Docierają do Rzymu i tworzą tam liczną kolonię kupców i bankierów.

Królowie egipscy nadają Żydom równouprawnienie obywatelskie i samorząd. Ich zwierzchnikiem jest etnarcha. W jego ręku skupia się władza administracyjna i sądownicza. To pierwszy przypadek autonomicznego żydowskiego sądownictwa w krajach rozproszenia. Później, w wiekach średnich, staje się to ich zasadniczy przywilej.

W Palestynie Zakon rozwija się. Dzięki Faryzeuszom poszerza się istniejące poza Torą, przekazywane ustnie, tradycyjne prawo tzw. Halacha – poprzedniczka Talmudu. Obok niej ma miejsce wykład Agady, która ma charakter mesjanistyczno-polityczny. Z niej wywodzi się kabała żydowska. A więc: Halacha – Talmud, Agada – kabała żydowska.

Wydawało się, że wszystko szło w jak najlepszym kierunku, żydostwo kwitło, aż tu nagle na granicach Judei pojawia się Rzym. Zburzenie przez Rzymian świątyni w Jerozolimie w 70 roku oznacza koniec państwa żydowskiego.

W imperium rzymskim „pobożni” wywoływali zamieszki i powstania. Ich skrajne ugrupowanie tzw. zeloci doprowadzili do masakry Greków i Rzymian w Cyrenajce, Egipcie i na Cyprze. Powstanie Bar-Kochby (132-135 n.e.) w Palestynie też było ich dziełem. W Izraelu „pobożni” zawsze byli nosicielami „mesjańskich marzeń”. W stosunku do nieżydów byli odłamem najbardziej skrajnym, bezwzględnym i rewolucyjnym. Po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa członkowie zelotów schronili się na Półwyspie Arabskim. I to oni kierowali narodzinami islamu. W wyniku upadku Rzymu tworzy się pewna pustka. Zanim powstanie nowy porządek mija trochę czasu. W żydostwie też dokonują się różne zmiany. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela, wydanej w1932 roku, pisze:

»W wiekach średnich spoidło, jakie stanowił związek „pobożnych”, zastąpiły więzy Talmudu. Kabała obejmowała tylko szczupłe koła. Dopiero kabała praktyczna Lurii występuje już jako więź obejmująca szerokie koła żydostwa. Z początku kabała praktyczna nie walczy z Talmudem, nie usiłuje go zastąpić. Dopiero Sabbataj Cwi, ogłaszając się mesjaszem w Turcji, uderzył we wszechpotęgę Talmudu. Pod koniec XVII w. istnieją niejako dwie odrębne organizacje pospólstwa żydowskiego na wschodzie Europy: talmudyści i kabaliści praktyczni. Obie przenikają się wzajem i są sobie niechętne. Stan ten w imię mesjańskich planów żydowskich nie mógł trwać długo. Kierownictwo Izraela musiało widzieć jasno, że Talmud, dobry w średniowieczu dla odgrodzenia żydostwa, teraz w okresie bardziej bojowym, gdy żydostwo szło do ofensywy, stracił swą wartość organizacyjną. Przyszłość leżała z jednej strony w organizacjach pozornej asymilacji na zachodzie Europy, a więc w wejściu do lóż wolnomularskich, z drugiej strony zaś na wschodzie Europy, gdzie żydostwo, skupione gęsto, mogło występować bez maski, w organizacjach kabały praktycznej, a więc w praktykach kabalistycznych, przyspieszających nastanie ery mesjańskiej i wiążących adeptów w ścisłe związki ofensywne w stosunku do nieżydów. Na zachodzie Europy organizacje talmudyczne padają pod ciosami Mendelssohna, na wschodzie pod naporem Izraela z Międzyborza.

Zarówno Mendelssohn, jak Izrael z Międzyborza zwalczani są przez oficjalne władze żydowskie, lecz mimo to odnoszą zwycięstwo. W ten sposób triumfują przecież i twórcy nowych rytów w wolnomularstwie. I tu i tam – starodawnym obyczajem Izraela – rewolucji dokonują z góry jacyś „nieznani przełożeni”. Aby ułatwić sobie zadanie na wschodzie, nawiązuje się do tradycji historyczno-rewolucyjnych tajnego związku „pobożnych” (chasydów). Organizacja, stworzona przez Izraela z Międzyborza, zwie się nowochasydzką; z biegiem czasu w XIX w. zanikł ten dodatek, wskazujący na coś nowopowstałego; na wschodzie Europy działa już po prostu organizacja chasydów, czyli starożytny związek „pobożnych”. Od odnowienia chasydyzmu liczą żydzi nowy okres w swych dziejach.

Organizacja chasydzka pomyślana została jako tajny związek wielostopniowy i zbudowany hierarchicznie o zakrytych celach. Wiemy już od Maimona, ze kabała posiadała dwa misteria. Małe misterium, to były filozoficzne sekrety, zagmatwane i ciemne, zaś wielkie misteria – to były tajemnice polityczne. Na szczycie hierarchii organizacyjnej chasydów ukryto te tajemnice polityczne w ten sposób, by pozostały niedosięgłe nawet dla bezpośrednich wykonawców. W ten iście judejski sposób zapewniono sobie sprawność organizacji, tak samo zresztą, jak w wolnomularstwie.

„Droga jest ciężka. Łańcuch ludów i pokoleń. Jeden pomaga drugiemu. Baalszem, twórca chasydyzmu, mówił o tym właśnie w pewnym porównaniu, jak nam opowiada Martin Buber: oto ludzie stali pod bardzo wysokim drzewem. Jeden z tych ludzi miał oczy, aby mógł widzieć. I widział: na szczycie drzewa stał ptak, wspaniały w swej nieziemskiej piękności. Inni nie widzieli tego ptaka. I tego człowieka ogarnęło tęskne pragnienie dojść do tego ptaka i wziąć go; nie mógł odejść bez tego ptaka. Ale wobec wysokości drzewa nie mógł ptaka dosięgnąć, a drabiny nie można było znaleźć. Jednak w tęsknocie potężnej znalazł dla duszy swej radę. Wziął ludzi, którzy stali wokół niego i postawił jednego na drugim każdego na ramionach jego towarzysza. Sam zaś stanął na najwyższym, tak że doszedł do ptaka i wziął go. A ludzie, choć temu jednemu pomagali, nie wiedzieli nic o ptaku i nie widzieli go. On zaś, który wiedział o ptaku i widział go, nie mógłby bez nich do niego dojść. Gdyby jednak najniższy z nich opuścił swoje miejsce, musiałby najwyższy upaść na ziemię. Zaś swiątynia mesjasza zwana jest w księdze Zohar gniazdem ptasim.” – Heinrich Kohn, Die politische des Judentums.

„Stowarzyszenie pobożnych miało cel mniej więcej taki, jaki zakon iluminatów w Bawarii i posługiwało się nader podobnymi środkami”. – Salomon Maimon, Autobiografia.

Słowa te pisze Maimon w Niemczech, w kilka lat po ujawnieniu archiwum iluminatów przez rząd bawarski, oraz w chwili uwięzienia Ludwika XVI przez szalejącą już rewolucję. A więc chasydyzm i iluminaci wytknęli sobie ten sam cel i środki: mówiliśmy już wyżej, że celem tym u iluminatów było zniszczenie religii chrześcijańskiej, władzy świeckiej i prawa własności, środkiem zaś miała być rewolucja światowa. Chasydzi – jak już nadmieniłem – pokrewni byli esseńczykom, a więc komunistycznemu odłamowi starożytnego stowarzyszenia „pobożnych”. Tamci byli raczej teoretykami, ci jednak uzdolnieni do czynu przez kabałę praktyczną – stali się już czynnym elementem rewolucyjnym – mogli sobie postawić cel taki, jak zakon iluminatów bawarskich i realizować go podobnymi środkami. Z talmudystami chasydzi uporali się już w pierwszych latach XIX w. i odnieśli stanowcze zwycięstwo. Później przeciwnikami ich na terenie ziem polskich byli żydzi postępowi, którzy przez jakiś czas „mieli w ręku” kahały większych miast. Przed rokiem 1863 kahałem warszawskim rządzili już oryginalna spółka: chasydów, czyli ortodoksów z żydami asymilatorami (tzw. żydami – Polakami). Obecnie chasydyzm opanował już w całości pospólstwo żydowskie na wschodzie Europy, a za pośrednictwem mas dostał się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Owładnął wszędzie kahałami i masy żydowskie dzisiaj kierowane są przez owych „mądrych”, mających takie cele, jak zakon iluminatów w Bawarii i posługujących się podobnymi środkami.

Stowarzyszeniu „pobożnych” w pokłony uderzył nawet syjonizm. Oto w syjonistycznej księdze zbiorowej pisze Marcin Buber:

„W XVI stuleciu nie Józef Karo, lecz Izaak Luria, a w XVIII stuleciu nie gaon wileński, lecz Baalszem rzeczywiście umocnili i odgraniczyli żydostwo.”

A więc nie kabała, lecz kabała praktyczna, czyli rozległa organizacja kabalistyczna, nie trzymanie pospólstwa za kark Talmudem, lecz uzdolnienie go do ataku na nieżydów za pomocą „stowarzyszenia pobożnych”; będzie ono powodować tłumami nie drogą postrachu jak talmudyści, lecz przez ich „odurzenie i oćmienie”, przez zahipnotyzowanie przez cadyków, przez stawianie im na wzór owych „dobrych”, zaś w gruncie rzeczy „słabych”.

Od Talmudu do chasydyzmu – to droga od obrony do ofensywy, od odgrodzenia Zakonu do uderzenia w system chrześcijańskiego świata w drodze rewolucji. Oto tak niewinni na pozór dzisiejsi żydowscy ortodoksi.«

To tyle z tych długich cytatów. Książka Jeske-Choińskiego ukazała się w 1920 roku, a Rolickiego w 1932 roku. Dawno temu. Może to wszystko już nieaktualne. A może nie! Kiedy dziś patrzymy na te pielgrzymki chasydów do Leżajska, Lelowa i innych miejscowości, w których kiedyś żyli ci cadycy, to możemy odnieść wrażenie, że chodzi tylko o religię, mistycyzm, a jak jeszcze zobaczy się, jak dużo przy tym piją, tańczą i modlą się, to pomyślimy sobie, że to tacy nieszkodliwi Żydzi. Tak ich się u nas przedstawia. Może i tak, ale nie wszyscy! Filozoficzną podstawą chasydyzmu jest chabad. Na stronie Chabad-Lubavitsch (chabad.org) możemy przeczytać:

„Chabad-Lubavitch is a philosophy, a movement, and an organization. It is considered to be the most dynamic force in Jewish life today.”

Znaczy to, że elita chasydyzmu jest nadal, tak jak w starożytności, najbardziej dynamiczną, czyli dążącą do zmian, siłą żydostwa. Na portalu wPrawo.pl czytamy:

„Chabad Lubawicz deklaruję chęć stworzenia „nowego Izraela”. Miejsce owego tworu ich zdaniem zostało podyktowane przez historię. To dawne tereny Rzeczpospolitej, dziś Polski i Ukrainy. W Dniepropietrowsku już wybudowano gigantyczną siedzibę Chabad Lubawicz zwaną Centrum Kulturalnym Menora. To tam ma się znajdować stolica „nowego Izraela”. W obliczu ponad 70 lat ludobójstwa, które wojska izraelskie przeprowadzają na ludności palestyńskiej, w który zaangażowani są politycy Stanów Zjednoczonych, koncepcja rezygnacji (choćby częściowej) z państwa okupacyjnego na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego wydaje się być bardzo wygodna dla USA, co może wyjaśniać nagłe przejście Trumpa do żydowskich kabalistów i uwiarygodnienia w ten sposób ich religijno-historycznej koncepcji geopolitycznej.”

Tu już nie ma wątpliwości, że chasydzi z Chabad Lubawicz nawiązują bezpośrednio do swoich starożytnych korzeni. Więcej tu: https://wprawo.pl/j-miedlar-trump-przeszedl-na-judaizm-i-stworzy-nowy-izrael-zydowski-publicysta-zginal-po-wyjawieniu-tej-informacji.