Narzędzie

W dniu 25 grudnia Tomasz Piekielnik na swoim kanale przeanalizował umowę zawartą w dniu 2 grudnia 2016 roku pomiędzy rządami Polski i Ukrainy. Działo się to za rządów PiS-u. Podpisał ją ówczesny Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz. Poniżej krótkie streszczenie jego analizy.

Czy czasem już wtedy sojusz północnoatlantycki, a przynajmniej część jego dowództwa a konkretnie Amerykanie, nie spodziewali się wybuchu wojny na Ukrainie? A może była ona czymś więcej, niż tylko spodziewaną? Niektórzy twierdzą, że mogła być prowokowana.

Umowa, którą zawarł rząd polski w 2024 roku jest bardzo zaawansowana w swoich postanowieniach. Podpisał ją Donald Tusk z Wołodymirem Zełeńskim. Umowa, która powinna mieć rangę ustawową, powinna przejść proces ratyfikacji, który przewidziany jest przez Konstytucję. Ta umowa została zawarta z pogwałceniem Konstytucji. Stanowi ona zalążek, bardzo dziwny, pewnej wspólnej państwowości. Mowa jest tam o wspólnym opracowywaniu podręczników, o wspólnych pracach nad historią.

Warto przeanalizować umowę z 2016 roku pod kątem tego, co obecnie dzieje się. A dzieje się to, że front na Ukrainie załamuje się. Rosja koncentruje się na terenach rosyjskojęzycznych i prowadzi tam denazyfikację. Ukraińcy atakują cele w głębi Rosji. Amerykańska propozycja, sprzed paru miesięcy, wprowadzenia polskiej brygady pancernej na Ukrainę. Mamy też dwuznaczną postawę Tuska i Kosiniaka-Kamysza w kwestii wysłania wojska polskiego na Ukrainę. Nie ma jednoznacznej deklaracji, że nie zostanie ono tam wysłane. Natomiast, dodają, gdy wojska innych państw NATO zostaną tam wysłane, to w takim wypadku – również polskie. I od razu po tej deklaracji, jak na umówiony sygnał, gotowość wysłania tam swoich wojsk zgłosiły Holandia, Włochy, Estonia, Wielka Brytania.

Z tego względu ważne jest to, co uzgodnił już w 2016 roku rząd PiS-u ze stroną ukraińską. To nie jest tak, że państwo będące członkiem NATO, może sobie zawierać sojusze z kim chce. Po to jest sojusz, by był trzonem współpracy wojskowej państw członkowskich, ale też, by był trzonem gwarancji bezpieczeństwa dla państw członkowskich. Państwo członkowskie NATO nie może sobie tak samodzielnie wchodzić w sojusz, z kim chce. Kto więc był pomysłodawcą tej umowy? Już w 2016 roku, a właściwie jeszcze wcześniej, były przygotowywane okoliczności i podłoże pod to, co teraz się dzieje.

Czy ta umowa jest kolizyjna w stosunku do działań NATO? A może wręcz przeciwnie? No bo, co by było, gdyby Rosja podporządkowała sobie Ukrainę? Na to NATO nie wyraziłoby zgody, a więc ta umowa od początku nie była kolizyjna z działaniami NATO. Wręcz przeciwnie, to dowództwo NATO domagało się od Polski takiego działania. Dlaczego Polska zawarła umowę z państwem, które już wtedy miało spór terytorialny z Rosją o Krym? Obiektywnie rzecz ujmując, umowa ta była ryzykowna z punktu widzenia polskiego interesu narodowego i polskiego bezpieczeństwa. Bo już wtedy Rosja mogła uznać, że nie NATO, nie Ameryka, tylko Polska ingeruje w rosyjską strefę wpływów. To wygląda, jakby Polska była prywatną własnością tych, którzy nakazują politykom podpisywać takie dokumenty. A więc jest prywatną własnością tychże właśnie.

W art. 87 Konstytucji jest mowa o tym, że źródłami powszechnie obowiązującego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Tak więc nieratyfikowana umowa międzynarodowa nie może być źródłem prawa. Ratyfikacja polega na zatwierdzeniu umowy międzynarodowej przez Sejm i Senat, podpisaniu przez Prezydenta i opublikowaniu w Dzienniku Ustaw.

Umowa z 2 grudnia 2016 roku została opublikowana w Monitorze Polskim, a nie w Dzienniku Ustaw, i do tego, dopiero 18 stycznia 2019 roku. Została ona sporządzona w języku polskim, ukraińskim i angielskim. W razie wątpliwości interpretacyjnych wersją rozstrzygającą będzie wersja angielska. Umowa ta w praktyce sprowadza się do współpracy w dziedzinie obronności, co oznacza, że Polska będzie pośrednikiem pomiędzy NATO i Ukrainą i będzie przekazywać Ukrainie sprzęt wojskowy, systemy łączności i informatyki, wsparcie logistyczne na rzecz sił zbrojnych, transport wojskowy, inżynierię wojskową itp. W praktyce jest to zasymilowanie wojsk ukraińskich z systemami, z polityką, ze strategią NATO. To taki sprytny fortel: NATO jeszcze nie przyjmuje Ukrainy, ale używa Polski do tego, żeby przeprowadzić takie wielkie przedbiegi. Tym jest ta umowa. W ocenie Piekielnika umowa ta, zbiór 24 punktów, które stanowią obszary współpracy, to tak naprawdę wprowadzenie Ukrainy do NATO kuchennymi drzwiami.

Umowa z 2 grudnia 2016 roku doczekała się publikacji dopiero w roku 2019. To pierwsza dziwna okoliczność. Druga – umowa ta powoduje istnienie bardzo szerokiej płaszczyzny styku pomiędzy wojskiem i sprawami militarnymi na Ukrainie i polskimi, które są przecież natowskimi. Czy zatem nie jest to już szykowanie na Ukrainie możliwości do takiej gotowości po stronie wojsk ukraińskich, która to gotowość umożliwia państwom natowskim realne wspieranie Ukrainy, czytaj – za pomocą Ukrainy walczenie z Rosją. Bo gdyby nie, to można powiedzieć, że niekompatybilność ukraińskiej armii z dowództwem NATO uniemożliwiałaby prowadzenie takiej wojny. Trzeba więc zadać pytanie: czy Polska w 2016 roku nie realizowała, w mojej opinii, niewdzięcznej roli doprowadzenia wojskowości, sfery militarnej na Ukrainie do poziomu kompatybilności z wojskami NATO? Po to, by ta kompatybilność stwarzała możliwość prowadzenia tych walk rękami Ukraińców, ale przy zaangażowaniu strony zachodniej. I coraz bardziej czytelne powinno być dla nas, czym ta umowa w dziedzinie współpracy obronnej z Ukrainą, mówiąc krótko, jest.

x

Tak dla porządku wypadałoby wyjaśnić, czym jest Monitor Polski. Jest to dziennik urzędowy wydawany przez Prezesa Rady Ministrów, służący do urzędowego ogłaszania aktów prawnych wewnętrznie obowiązujących, wydawanych przez naczelne organy władzy państwowej. W odróżnieniu od aktów normatywnych publikowanych Dzienniku Ustaw, akty prawne ogłaszane w Monitorze Polskim nie mogą być źródłem praw i obowiązków dla obywateli.

Piekielnik wyłożył więc nam kawę na ławę. Polska nie jest wasalem Ameryki. Jest jej narzędziem. Jest też prywatną własnością tych, którzy każą politykom podpisywać takie dokumenty. Politycy PiS podpisali jedną umowę, a politycy PO – drugą. Nie ma więc najmniejszego znaczenia, kto rządzi. Suweren jest gdzieś indziej. Ale skoro powiedziało się „A”, to należało powiedzieć „B”. Tego jednak Piekielnik nie zrobił. Czy dlatego, że „zapomniał”, czy dlatego, że jego nieznani przełożeni nie pozwolili mu o tym powiedzieć? Jeśli Polska jest czyjąś własnością, to chodzenie na jakiekolwiek wybory nie ma sensu, bo o tym, która partia ma wygrać, czy kto ma zostać prezydentem, decyduje właściciel.

Nie powiedział też Piekielnik, dlaczego Rosja zachowuje się tak, jak się zachowuje? Biorąc pod uwagę jej potencjał militarny, to mogłaby zająć Ukrainę w dwa tygodnie. Jeśli nie całą, to przynajmniej tę wschodnią i środkową. Ale tak nie robi. Bo Rosja też jest czyjąś własnością, tak jak Stany Zjednoczone i reszta państw. Jeśli się tego nie przyjmie do wiadomości, to można zająć się geopolityką i innymi bzdurami, które serwują nam różni magowie jak Sykulski i inni, których nie brakuje.

Piekielnik napomknął też coś o wspólnym państwie polsko-ukraińskim. A więc zaczyna się gotowanie żaby na wolnym ogniu, powolne oswajanie ludzi z tym, co nieuchronnie nastąpi. Na razie jeszcze nikt nie wspomina o tym, że wspólne państwo z częścią Ukrainy będzie oznaczało utratę ziem zachodnich. Jeszcze na to za wcześnie.

W powieści Na zachodzie bez zmian, której autorem jest Erich Maria Remarque, jeden z młodych żołnierzy na froncie niemiecko-francuskim mówi:

„Tak, ale pomyśl tylko, że prawie my wszyscy jesteśmy prości ludzie. A we Francji większość to także robotnicy, rzemieślnicy albo drobni urzędnicy. Czemuż by francuski ślusarz albo szewc zechciał nas napastować? Nie, tego chcą rządy. Nigdy nie widziałem Francuza, zanim tu nie przybyłem, a z większością Francuzów ma się rzecz podobnie w stosunku do nas. Ich tak samo nie pytano o zdanie jak nas.”

Nic nie zmieniło się od czasów I wojny światowej. Nas też nikt nie pyta o zdanie. Jesteśmy więc niewolnikami rządów. W sprawach istotnych nie pytają nas o nic. Rozpalają w nas tylko uczucia nienawiści do innych nacji. Im bliżej tego wspólnego państwa, tym bardziej szczują na siebie Polaków i Ukraińców, wykorzystując do tego rzeź wołyńską, w której Ukraińcy mordowali Ukraińców.

Zmiany klimatyczne

Mijający rok obfitował w ekstremalne zjawiska pogodowe, co jak zwykle w takich sytuacjach jest dla niektórych powodem do twierdzeń, że klimat zmienia się i że wszystkiemu winien jest człowiek i jego działalność gospodarcza. Inni z kolei twierdzą, że te ekstremalne zjawiska pogodowe mogą być wynikiem ingerencji człowieka w klimat. Czy tak rzeczywiście może być? Czy człowiek jest taki wszechmocny? Osobiście wątpię. Wprawdzie nie znam się na klimacie, choć o El Niño słyszałem, ale mamy demokrację i każdy ma prawo głosu, więc i ja z tego prawa korzystam. Dla porządku, Wikipedia tak pisze:

First things first, jak mówią Anglicy, czyli najpierw rzeczy podstawowe. A więc Ziemia jest okrągła, takie przyjmuję założenie, bo wiem, że są zwolennicy płaskiej Ziemi i dla nich cały mój wywód nie będzie warty funta kłaków. Na tym polega różnica na poziomie aksjomatów. Jednak uściślając, Ziemia jest kulą, a konkretnie elipsoidą obrotową, co może brzmi poważnie i naukowo, ale nie taki diabeł straszny. Dlatego jest elipsoidą obrotową, bo jest nieco spłaszczona na biegunach. Tego oczywiście nie widać gołym okiem.

To, że Ziemia może być elipsoidą obrotową, wnioskował w XVII wieku Newton na podstawie ustalonych przez siebie praw ciążenia. Ponieważ Cassini twierdził, że jest odwrotnie, że Ziemia ma kształt jajowaty, więc w latach 1735-1736 Akademia Francuska, aby rozstrzygnąć definitywnie ten problem, wysłała dwie ekspedycje w celu dokonania pomiarów, jedną do Peru, drugą do Laponii. Okazało się, że Newton miał rację. W 1798 roku przyjęto dla spłaszczenia Ziemi wartość 1/334, a dla biegunowego obwodu Ziemi 20 522 960 tauzów (sążni francuskich). Jedną czterdziestomilionową część tej wartości nazwano metrem. I stąd wzór metra znajduje się w Sèvres pod Paryżem, a nie w Kobyłce pod Warszawą. To była epoka saska, a za Sasa – jedz, pij i popuszczaj pasa.

Długość równika to 40 075 km, a południków – 40 008 km, spłaszczenie – 0,335 promila. Możemy więc przyjąć, że Ziemia jest kulą. Obraca się wokół własnej osi i wokół Słońca. Oś ziemska jest odchylona od pionu o 23 stopnie i dzięki temu mamy pory roku oraz długi dzień latem i krótki zimą. To skutkuje też tym, że w żadnym punkcie Ziemi promienie słoneczne nie padają cały czas po tym samym kątem. Z racji tego, że promienie słoneczne padają na Ziemię pod różnym kątem, co wynika z jej kulistości, to – ziemia, powietrze i wody – bardziej nagrzewają się w strefie równikowej a słabiej w strefie podbiegunowej. Te różnice powodują ruch powietrza i wody. Powstają prądy oceaniczne i powietrzne i to jest właśnie klimat.

Nie trzeba zbytniej spostrzegawczości, by zauważyć, że gwałtowne zjawiska pogodowe mają miejsce przeważnie w górach i rejonach podgórskich. Tak było w przypadku ostatniej powodzi na Dolnym Śląsku w Kotlinie Kłodzkiej. Podobnie może być tam, gdzie morze styka się ze stromym lądem, wybrzeżem klifowym itp. W takich warunkach działalność erozyjna wody i wiatru jest najbardziej intensywna. A co by było, gdyby powierzchnia lądów była idealnie płaska? Ruchy powietrza zapewne byłyby, ale nie tak gwałtowne, jak to się zdarza przy zetknięciu z terenem wypiętrzonym, górzystym.

Ścierają się więc na Ziemi dwa rodzaje sił, które „rzeźbią” ziemski krajobraz. Jedne to siły egzogeniczne, czyli działające z zewnątrz, zwane też solarnymi, a drugie – to endogeniczne, czyli wewnętrzne, działające od środka Ziemi. Jedne dążą do całkowitego zrównania jej powierzchni, a drugie – wprost przeciwnie. Gdyby nie było działania tych wewnętrznych, to po pewnym czasie Ziemia miałaby idealnie płaską powierzchnię. Nie byłoby gdzie jeździć na narty. Nie byłoby tych wszystkich pięknych miejsc, które są tak atrakcyjne turystycznie. Nie byłoby niczego, jakby powiedział niedoszły kiedyś prezydent Kononowicz. No, ale nie ma róży bez kolców, albo piękne widoki, będące często wytworem tych gwałtownych zjawisk, albo płasko jak na stole. Tak jak jest od linii Łeba-Tomaszów Lubelski do Uralu. To formacja zwana Platformą Wschodnioeuropejską. Wszystkie warstwy osadów ułożone są na niej poziomo i jest to teren bardzo stabilny w sensie geologicznym. Nie przypadkiem więc słowo „platforma” zostało wykorzystane w nazwie partii politycznej. Symbolizuje ono niewzruszoność, niezmienność, stałość.

Procesy zewnętrzne są albo niszczące, albo twórcze. Pod wpływem tych pierwszych skały tworzące skorupę ziemską ulegają rozkruszeniu i częściowemu rozpuszczeniu, a produkty tych przeobrażeń zostają usunięte z jednych obszarów powierzchni i przeniesione w inne. Do tych procesów niszczących należy wietrzenie, erozja i powierzchniowe ruchy masowe. Łącznie określa się je mianem denudacji. Dzięki niej góry i wyżyny są stopniowo rozcinane i obniżane. Procesem odwrotnym, twórczym, jest transportowanie produktów denudacji z miejsc wyższych do niższych. I ten proces nazywa się sedymentacją, czyli osadzaniem. W wyniku tych procesów powstają skały osadowe. Denudacja i sedymentacja składają się łącznie na wielki proces geologiczny – zrównania, czyli gradacji. Tak więc wszystkie procesy zewnętrzne dążą do zrównania powierzchni Ziemi.

Przeciwne tej tendencji są procesy zachodzące w skorupie ziemskiej lub we wnętrzu Ziemi. Tu głównym czynnikiem jest diastrofizm, dzięki któremu skorupa ziemska ulega deformacjom, przemieszczeniom i ruchom podnoszącym lub obniżającym, to ruchy górotwórcze. Z diastrofizmem łączy się plutonizm, polegający na tworzeniu w głębi skorupy ziemskiej stopów ognisto-płynnych i ich krzepnięciu wewnątrz skorupy i wulkanizm, polegający na ich wydobywaniu się na powierzchnię.

Tak to wszystko wygląda w teorii, a jak jest w praktyce? Chińczycy mówią, że jeden rysunek jest więcej wart, niż 1000 słów. Zatem trzeba przejść do rysunków, czyli do zdjęć. I może wypadałoby zacząć od pustyni, bo w tym roku padało na pustyni, co dla niektórych było dowodem na zmiany klimatyczne, no bo przecież na pustyni nigdy nie pada. Tak jak to leci w piosence: it never rains in Southern California, choć później leci: it pours, man, it pours.

Dolina Wadu Rum w południowej Jordanii; źródło: angielska Wikipedia.
Monument Valley, Utah; źródło: Wikipedia.

Takie krajobrazy powstają, gdy pewna partia terenu, stanowiąca zwarty blok zostaje wypiętrzona. Następuje jego pękanie. Powstają szczeliny, niektóre partie zapadają się, inne pozostają wyniesione. Zaczyna działać wietrzenie. Padają bardzo rzadkie, ale ulewne deszcze. Woda dostaje się we wszelkie szczeliny. W trakcie mroźnych nocy tworzy się lód, który rozsadza skały. W trakcie dnia, gdy panują wysokie temperatury, skały nagrzewają się, a w nocy, gdy jest mróz, kurczą się i w ten sposób kruszą się. Tak rozdrobniony materiał jest roznoszony w dolne partie przez wodę i wiatr. Bardziej odporne fragmenty skał opierają się temu procesowi. I tak powstaje widoczny powyżej krajobraz. To nie byłoby możliwe bez bardzo gwałtownych zjawisk atmosferycznych, jakimi są rzadkie, ale bardzo intensywne opady. W czasie ich trwania może spaść w ciągu godziny około 10 cm wody na metr kwadratowy. Podobne zjawiska zachodzą na wszystkich innych pustyniach. Jeśli krajobraz jest nieco inny, to wynika to z innego rodzaju skał, które podlegają erozji.

Joshua Tree National Park, Południowa Kalifornia; źródło: angielska Wikipedia.

Na tym zdjęciu widać skały, które pierwotnie miały kanciaste kształty, które uległy wygładzeniu dzięki działaniu wód podziemnych, które, podsiąkając stopniowo w szczeliny, poszerzały je, oraz dzięki działaniu rzadkich, ale ulewnych deszczów, które podobno nigdy nie padają w Południowej Kalifornii. Po środku widać to drzewo Joshuy.

Uluru (Ayers Rock) na pierwszym planie i Kata Tjuta w tle; źródło: angielska Wikipedia.

Ayers Rock leży niemal w centrum Australii, w pobliżu miasteczka Alice Springs, jeśli ponad 330 km na południowy zachód można tak nazwać. Na tym zdjęciu widać, że Ayers Rock jest monolitem, a Kata Tjuta rozpada się na bloki. Jest to związane z różnym rodzajem skał, z jakich zbudowane są obie formacje. Geneza powstania jest podobna, jak w poprzednich przypadkach. Wszystko, co było dookoła, zostało zrównane z ziemią.

Lake Manly, Dolina Śmierci, Kalifornia, źródło: angielska Wikipedia.

To zdjęcie wykonano w grudniu 2023 roku w kilka miesięcy po powodzi wywołanej huraganem Hilary. Jest to jezioro okresowe, które po pewnym czasie wysycha.

Royal Natal National Park, Kwa-Zulu Natal, południowa Afryka; źródło angielska Wikipedia.

W klimacie bardziej wilgotnym są zupełnie inne warunki, niż na pustyni, nie są tak ekstremalne, opady są równomierniej rozłożone w czasie. W związku z tym pojawia się roślinność, która utrudnia działanie mechaniczne wody i wiatru. Przeważa działanie chemiczne wody, które polega na powolnym rozpuszczaniu skał.

Cathedral Cove w 2019 roku, Wyspa Północna, Nowa Zelandia; źródło: angielska Wikipedia.

Nie zawsze wszystko odbywa się w sposób gwałtowny. Często dzieje się to bardzo wolno. Tak jest, gdy mamy do czynienia z wietrzeniem chemicznym, czyli wtedy, gdy woda rozpuszcza skały przez które przepływa. Tak się dzieje w przypadku spękanych skał wapiennych. Woda wnika w szczeliny, rozpuszcza skały, tworząc podziemne potoki, kanały, pieczary. Ogólnie nazywa się ten proces krasem czy wietrzeniem krasowym. Efekty są takie, jak choćby na powyższym zdjęciu. Ale nie ma róży bez kolców. W lutym 2023 roku dojście do tej zatoczki zostało zniszczone przez cyklon Gabrielle. Tak więc teraz plażę i grotę można podziwiać z łódki, a dostęp do samej plaży jest ograniczony.

Mogot w zatoce Phang Nga w Tajlandii; źródło: Wikipedia.

Inną formą wietrzenia krasowego są mogoty, takie jak widoczny na powyższym zdjęciu. Występują one w Chinach, w Azji Południowo-Wschodniej, na Filipinach, na Kubie, w Puerto Rico i w innych miejscach.
„Polacy nie gęsi” i swoje mogoty też mają.

Maczuga Herkulesa, Ojcowski Park Narodowy; źródło: Wikipedia.
Skała Biała Ręka, Ojcowski Park Narodowy; źródło: Wikipedia.

Cała Wyżyna Krakowsko-Częstochowska, zwana też Jurą Krakowsko-Częstochowską, to taka kopalna rafa koralowa, taka jak Wielka Rafa Koralowa rozciągająca się wzdłuż północno-wschodnich wybrzeży Australii. To skłania do wniosku, że kiedyś ten obszar znajdował się w strefie podzwrotnikowej, a później przesunął się w kierunku północnym. Taki wniosek wynika z tego, że strefy klimatyczne są niezmienne, bo Ziemia jest cały czas odchylona od pionu pod tym samym kątem. Gdy jednak ktoś zaneguje takie założenie, to według niego wniosek też będzie błędny. Jedno wszakże nie ulega wątpliwości, że Jura Krakowsko-Częstochowska jest jednym z najpiękniejszych rejonów w Polsce.

Pieniński Przełom Dunajca; źródło: Wikipedia.

Gdy zdarzy się tak, że przez jakiś teren, który ulega powolnemu wypiętrzaniu, przepływa rzeka, której siła erozyjna jest na tyle duża, by zrównoważyć to wypiętrzanie, to wżyna się ona w podłoże i rzeźbi w nim. Podobne zjawisko, tyle że na większą skalę ma miejsce w Wielkim Kanionie Kolorado. To samo, ale na mniejszą skalę, niż w Pieninach, można zaobserwować w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Tak więc rzeki mają swój udział w procesie denudacji. Przenoszą rozdrobniony materiał z gór w doliny.

Milford Sound, Wyspa Południowa, Nowa Zelandia; źródło: angielska Wikipedia.
Milford Sound z innego ujęcia; źródło: angielska Wikipedia.

W okresie zlodowaceń lodowce pokryły znaczne obszary na obu półkulach. Rzeźbiły one w górskim podłożu doliny. Gdy nastąpiło ocieplenie, lodowce stopiły się, poziom mórz podniósł się i doliny te zostały zalane i tak powstały fiordy. Zamieściłem zdjęcia z Nowej Zelandii, bo o norweskich fiordach to pewnie każdy słyszał, a o nowozelandzkich, to już niekoniecznie.

Cuernos del Paine, widok z Lago di Toro; źródło: angielska Wikipedia.

Słowo „cuernos” oznacza w jakimś lokalnym języku „rogi”, a słowo „paine” – „niebieski”. To jest chilijska Patagonia. Tu jest kolejny przykład działania lodowca, ale przede wszystkim jest to przykład diastrofizmu, czyli sił działających z wnętrza Ziemi. Powstał tam lakkolit, czyli forma z dołu płaska i wybrzuszona z góry, tak jak bochenek chleba. Na skutek wypiętrzania został on wyniesiony na powierzchnię. Osady, które były nad nim zostały usunięte, ale nie do końca. Widać wyraźnie u góry czarne (niebieskie?) partie, które są pozostałością po sedymentacji jeziornej, bogatej w związki organiczne i zawierającej dużo węgla i stąd ich barwa.

Irlandia i Wielka Brytania; źródło: angielska Wikipedia.

Na tym zdjęciu widać, jak na dłoni, działalność erozyjną morza i przewagę zachodnich wiatrów. Zachodnie wybrzeże Irlandii i Szkocji jest takie… poszarpane, nieregularne, podczas gdy wschodnie wybrzeże Anglii, Szkocji i Irlandii jest regularne, podobnie jak zachodnie wybrzeże Anglii, osłaniane przez Irlandię. Widać też, że wcześniej Irlandia i Brytania były jedną wyspą, ale Irlandczykom coś nie pasowało i postanowili rozstać się z Anglikami.

Oprócz diastrofizmu siłą działającą z wnętrza Ziemi jest wulkanizm. Są dwa rodzaje erupcji wulkanicznych: centralne i linijne. W trakcie tych ostatnich lawa wylewa się szczelinami, które czasem mogą być długie na kilka i więcej kilometrów. Taki typ erupcji występuje m.in. na Islandii. Na końcu blogu Teorie zamieściłem krótkie video z takiej erupcji, która miała miejsce w grudniu 2023 roku.

Wulkan Augustine na Alasce; źródło: angielska Wikipedia.
Erupcje szczelinowe na Islandii; źródło: angielska Wikipedia.
Rodzaje gazów i aerozoli, które są wydzielane do atmosfery w trakcie erupcji wulkanicznych; źródło: angielska Wikipedia.

Erupcje wulkanów wprowadzają do atmosfery niewyobrażalne dla nas ilości różnego rodzaju gazów, a nam wmawiają, że pierdzenie krów jest szkodliwe dla klimatu. Jeszcze nie tak dawno straszono nas dziurą ozonową. Wszystko to jest jakąś podstawioną rzeczywistością.

Są tacy, którzy twierdzą, że działalność człowieka wpływa niekorzystnie na klimat i z tego powodu ociepla się on. Inni podejrzewają, że ekstremalne zjawiska pogodowe są wynikiem ingerencji człowieka, czyli że człowiek może sterować pogodą. Na Ziemi działają dwie potężne siły, które ścierają się ze sobą. Jedna z nich jest natury zewnętrznej, druga – wewnętrznej. Ta zewnętrzna czerpie swoją energię ze Słońca – i to dzięki niemu istnieją prądy morskie i powietrzne – oraz z powszechnego ciążenia. Swoje trzy grosze dorzuca jeszcze Księżyc, dzięki któremu powstają pływy morskie. Tak więc o tym, jaka jest cyrkulacja tych prądów, decyduje generalnie Słońce. Może tak oczywiście być, że czasem pewną rolę mogą odgrywać czynniki kosmiczne. Jeśli Ziemia wraz z układem słonecznym przechodziłaby przez jakąś przestrzeń o zagęszczonej materii międzygwiezdnej, to klimat na Ziemi mógłby ulec ochłodzeniu. Jednak w obecnych warunkach, w naszej rzeczywistości, wypada skupić się na Słońcu. Jeśli więc ktoś twierdzi, że człowiek wpływa na zmianę klimatu poprzez swoją działalność czy ingerencję w mechanizm jego działania, to musi przyznać, że jest on w stanie pokonać wpływ Słońca na klimat. Wydaje się, że jest to niemożliwe, chociaż…

…ale w hebrajskim każda litera jest liczbą, każdy wyraz przemądrą kombinacją, każde zdanie straszliwą formułą, która, gdy ją kto potrafi wymówić z potrzebnym przydechem i akcentami, z łatwością może poruszać góry i osuszać rzeki. – Jan Potocki Rękopis znaleziony w Saragossie Vesper, 2007.

Mamy zatem tutaj do czynienia z działaniem dwóch przeciwstawnych żywiołów. Gdyby tak bliżej przyjrzeć się różnym filozofiom czy ideologiom, to często można w nich dostrzec wątek walki dwóch sił: dobra ze złem, światła z ciemnością, czy tak jak w przypadku ideologii marksistowskiej – tezy i antytezy. Czy nie jest to ogólne prawo tego świata? Czy wojny nie są więc czymś naturalnym, bo przecież ludzie są częścią tego świata, tej natury? A czy byłyby te wojny, gdyby nie było narodu rozproszonego, który, jak wiatr wiejący po całym świecie, tak i on rozsiewa wojny i konflikty wszędzie, gdzie tyko dotrze?

Podwójne obywatelstwo

Tomasz Piekielnik komentował 15 grudnia na swoim kanale cztery tematy, które, według niego, pokazują, że Polsce jest odbierana polska państwowość, bo suwerenności nie ma od dawna. Te cztery tematy to: 1. Dyplomaci z podwójnym obywatelstwem, 2. Izrael szkaluje Polskę, 3. CBA do likwidacji, 4. Tusk zamierza ingerować w wybory. Coś mi podpowiada – mówi Piekielnik – że za kilka lat na emigracji mogą być ludzie, którzy mieszkają w Krakowie, we Wrocławiu czy Rzeszowie, bo będą zastanawiać się, gdzie tak naprawdę mieszkają, kto nimi rządzi, kto ustala reguły i kto stanowi prawo, według którego należy żyć, prowadzić działalność i kto reprezentuje na zewnątrz polski interes?

Prezydent Duda podpisał kontrowersyjną ustawę kilka dni temu – kontynuuje Piekielnik. I zlikwidował wymóg posiadania wyłącznie polskiego obywatelstwa przez pracowników zatrudnionych w ambasadach, zatrudnionych w tzw. pionie dyplomatycznym. Zastanawia cel tej zmiany. Czy nie jest to demontaż państwa od wewnątrz i wprowadzanie na stanowiska obcokrajowców, np. Ukraińców, Anglosasów czy obywateli Izraela? To tym bardziej szokujące, bo w zmienianej ustawie jest wyraźnie napisane, że dyplomaci mają obowiązek chronić interes Rzeczypospolitej Polskiej w relacjach z innymi państwami. I tutaj ważne pytanie: czyich interesów będą bronić, gdy mają podwójne obywatelstwo, np. Ukrainy, USA, Wielkiej Brytanii czy Izraela? Obcokrajowcy, którzy uzyskają polski paszport mogą być dyplomatami i pracować w służbie zagranicznej. To jest jakiś absurd – mówi Piekielnik. Jest to sprzeczne z samą ustawą.

Art.2. 1. Służba zagraniczna chroni interesy Rzeczypospolitej Polskiej w relacjach z innymi państwami oraz organizacjami międzynarodowymi i innymi podmiotami zagranicznymi. 2. Służba zagraniczna chroni interesy obywateli polskich za granicą na zasadach określonych w przepisach prawa konsularnego.

I teraz, jak może chronić interesy Rzeczypospolitej Polskiej np. Niemiec, np. Rosjanin, np. Ukrainiec, np. obywatel Izraela, który także będzie miał paszport polski? Może to… czy komentując to w nieco bardziej dobitnych słowach, przyłączam się do wątpliwości tych z Państwa, którzy uważacie, że to jest zaproszenie do tego i stworzenie takich możliwości, aby tzw. podwójni agenci mogli realizować „polskie interesy”.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Zatem, jaka jest przyczyna takiej zmiany ustawowej, którą podpisał prezydent Duda, z której cieszy się minister Sikorski. Istnieje tego jakaś przyczyna, ale uważam, że pojawi się ona w przestrzeni publicznej dopiero za jakiś czas. Bo tutaj jesteśmy, delikatnie mówiąc, niedoinformowani przez aparat państwa. Czemu służyć ma ta zmiana, tym bardziej, że wszelkie media milczą totalnie na ten temat? Nic nie dzieje się bez przyczyny i uważam, że jest to zmiana celowa, po to, aby można było faworyzować jakąś państwowość i prowadzić w praktyce przez służbę zagraniczną tak relacje z innymi państwami, aby to nie polski interes był chroniony. Gdybym się mylił, to tej zmiany by nie było. Bo komu przeszkadza warunek posiadania wyłącznie polskiego obywatelstwa wśród dyplomatów, którzy mają pracować wyłącznie na rzecz interesu państwa polskiego?

x

Skupię się na pierwszym temacie, bo pozostałe są mało istotne. Izrael szkaluje Polskę od 1990 roku i nic z tego nie wynika. Straszy, że będzie domagał się zapłaty za mienie bezdziedziczne itp. i też nic z tego nie wynika. Bo i co miałoby wyniknąć, skoro ten kraj Zulu-Gula i tak do nich należy. Trzeci i czwarty temat to tylko odwracanie uwagi od spraw istotnych.

O co więc chodzi z tym podwójnym obywatelstwem? Przede wszystkim – dyplomacja II RP, PRL-u i III RP była i jest w rękach żydowskich. Tak więc żaden Żyd z Izraela z polskim obywatelstwem nie będzie „polskim” dyplomatą, bo nie wozi się drzewa do lasu. Nie będzie też nim żaden Anglosas, Niemiec czy Rosjanin. Pozostaje więc tylko Ukrainiec, ściślej rzecz ujmując – Żyd ukraiński, bo Ukraina jest jeszcze bardziej zdominowana przez Żydów niż Polska. Różnica pomiędzy Żydem ukraińskim, a polskim jest taka, że Żyd ukraiński zna język ukraiński, a polski – nie. Proces łączenia Polski z Ukrainą w jedno państwo trwa od momentu wybuchu wojny na Ukrainie w lutym 2022 roku, a właściwie od 2014 roku. W 2022 roku nastąpiło tylko zdecydowane przyspieszenie tego procesu, chociaż ja uznałbym, że symbolicznym początkiem tego procesu były wspólne mistrzostwa Euro 2012.

Proces łączenia Polski z Ukrainą, czyli tworzenie państwa polsko-ukraińskiego, to przede wszystkim sprowadzenie kilku milionów Ukraińców do Polski i nadanie im numeru PESEL, czyli zrównanie w prawach z obywatelami polskimi, a w praktyce – uprzywilejowanie ich. To pierwsza fala. Druga prawdopodobnie nastąpi po zaangażowaniu się wojska polskiego w tę wojnę i po późniejszym jej zakończeniu. Następnym elementem tego procesu jest uznanie języka ukraińskiego za drugi język urzędowy i stopniowe wprowadzanie go, że się tak wyrażę, do obiegu. Stopniowo wprowadza się też kolejne elementy, jak choćby uzgadnianie wspólnego programu historii w podręcznikach szkolnych, bo przecież mnóstwo ukraińskich dzieci uczy się w polskich szkołach.

Nie jest żadną tajemnicą, że wielu Ukraińców przebywa za granicą i są tak samo rozproszeni po świecie jak Polacy albo jeszcze bardziej. W momencie połączenia Polski bez ziem poniemieckich, czyli Ukrainy zachodniej z Ukrainą zachodnią na wschodzie, powstanie nowe państwo. Te nowe państwo pewnie nadal, dla picu, będą nazywać Polską, ale zajdzie konieczność nadania obywatelstwa tym Ukraińcom, pochodzącym z przyłączonej części Ukrainy, którzy przebywają za granicą i nie będą już obywatelami tej Ukrainy, która ulegnie podziałowi. Przestaną być obywatelami dawnego państwa i automatycznie staną się obywatelami tzw. Polski. I po to są potrzebni dyplomaci, którzy znają język ukraiński, by nadawać zgłaszającym się Ukraińcom obywatelstwo polskie. Nowe państwo będzie pewnie państwem, w którym będą dwa języki urzędowe: polski i ukraiński. I pewnie paszporty będą dwujęzyczne. Stąd zachodzi konieczność, by w „polskich” ambasadach byli ludzie, którzy będą znali język ukraiński i będą w stanie obsłużyć tych Ukraińców, którzy się do nich zgłoszą. I po to jest ta poprawka w ustawie. A ludziom odwraca się uwagę duperelami typu Izrael szkaluje Polskę, CBA do likwidacji, Tusk zamierza ingerować w wybory.

x

Do tego tematu odniósł się też Leszek Sykulski w swoim podkaście geopolitycznym z dnia 16 grudnia. Stwierdził, że od 1 stycznia 2025 roku dyplomatami polskimi będą mogli być obywatele obcych państw. Rodzi to niebezpieczeństwo związane z realizacją przez takich dyplomatów niekoniecznie polskiej racji stanu i polskiego interesu narodowego. Podaje on przykład Salome Zurabiszwili, do niedawna prezydent Gruzji. W chwili, gdy objęła funkcję ministra spraw zagranicznych w marcu 2004 roku, cały czas pobierała pensję z francuskiej służby dyplomatycznej. Sytuacja kuriozalna: szefowa gruzińskiej dyplomacji pracowała na dwóch etatach. I pytanie, wobec kogo była bardziej lojalna? Bo nie można służyć dwóm panom, to jest mądrość odwieczna. Wiemy doskonale, że nie da się tak. Sykulski nie dodał jednak, że ona urodziła się we Francji w rodzinie gruzińskich imigrantów, że tam studiowała w Instytucie Nauk Politycznych w Paryżu, a później pracowała we francuskiej dyplomacji. Później została ambasadorem Francji w Gruzji, a 18 marca 2004 roku prezydent Saakaszwili mianował ją ministrem spraw zagranicznych w nowym rządzie. Nie dodał też, co oczywiste, że końcówka „szwili” w nazwiskach gruzińskich wskazuje z dużym prawdopodobieństwem na odpowiednie korzenie.

Sykulski wspominał też o Sikorskim i jego brytyjskim obywatelstwie, o jego żonie i jej amerykańskim obywatelstwie, o byłych ministrach finansów, którzy mieli obywatelstwo brytyjskie. Mamy sytuację – zaznaczył Sykulski – w której prezesem partii politycznej, funkcjonującej w Polsce, może być obywatel obcego państwa. To jest sytuacja niezwykle niebezpieczna – kontynuował – która rodzi podejrzenia o podwójną lojalność szefów partii politycznych. Mamy do czynienia z sytuacją, gdzie dzisiaj polska dyplomacja ma być kreowana przez obywateli obcych państw. To jest sytuacja absolutnie niedopuszczalna w państwie suwerennym – zakończył Sykulski.

x

To, czy państwo jest poważne, czy – nie, o tym decydują Żydzi. Rosja jest państwem poważnym, jest federacją składającą się z wielu narodów i ich przedstawiciele często zajmują eksponowane stanowiska w rządzie czy administracji. Taki Ławrow nie jest Rosjaninem, na co wskazują jego rysy, ale reprezentuje Rosję i jej interes, przynajmniej w takim zakresie, na jaki pozwalają mu Żydzi. O tym, że strefa zgniotu, czyli kraj Zulu-Gula, ma być niepoważnym państwem, również oni zdecydowali. I tak jest od unii personalnej z Litwą. Bulwersuje Sykulskiego, a podejrzewam, że i innych, fakt obecności w polskim rządzie ludzi z obcym obywatelstwem. Ale jakoś nie bulwersuje ich fakt, że królem Królestwa Polskiego po unii personalnej z Litwą w 1385 roku został Litwin, który dbał wyłącznie o interesy litewskie. Po bitwie pod Grunwaldem Litwa odzyskała Żmudź, a Królestwo Polskie dostało figę z makiem. Gdy Związek Pruski zwraca się do króla Kazimierza Jagiellończyka z prośbą o włączenie Prus do Królestwa, to ten uznaje, że Królestwo Polskie jest zbyt małe i słabe, by przyłączyć całe Prusy i po II pokoju toruńskim w 1466 roku decyduje o przyłączeniu Prus Królewskich (Korytarza) bez Gdańska. Prusy Książęce stają się tylko lennem. Takie numery wykręcali Jagiellonowie, którzy nie byli Polakami. Wazowie, czyli Szwedzi, spokrewnieni z Jagiellonami po kądzieli, nie byli gorsi. W 1618 roku elektor brandenburski otrzymał od Rzeczypospolitej, jako lenno, Prusy Książęce. W czasie wojny polsko-szwedzkiej Fryderyk Wilhelm uzyskał zrzeczenie się przez Rzeczpospolitą zwierzchnictwa nad Prusami Książęcymi w 1657 roku. I te Prusy, jedne i drugie, rosły w potęgą po rozbiorach Rzeczypospolitej. Później Ukrainiec Sobieski poleciał pod Wiedeń zrobić laskę Niemcom, bo dla Ukraińca zrobienie laski Niemcowi to największe szczęście. Co zyskał dla Rzeczypospolitej? – Nic. Później był Poniatowski herbu Ciołek, czyli tego jednego z 47 herbów szlachty polskiej adoptowanych przez 47 rodów bojarów rusińskich i litewskich. A więc Poniatowski to nie Piast. Następni byli Wettinowie, czyli Sasi, czyli Niemcy, którzy przygotowali rozbiory i każdy zaborca na swoim terenie zainstalował własną administrację. Ci ludzie po jakimś czasie zaadoptowali się, ale tylko językowo. Nawet po wielu pokoleniach nie utożsamiali się z narodem, którego ziemie zabrali. Przypadek Jerzego Stuhra, Austriaka, jest tu znamienny. Nawet na łożu śmierci pozostawał obywatelem Mitteleuropy. A takich jak on można wymieniać bez końca. Po „odzyskaniu” niepodległości przyszedł Piłsudski, dla którego najważniejsze było stworzenie niepodległej i niezależnej od Związku Radzieckiego Ukrainy. Temu służył tzw. eksperyment wołyński, w efekcie którego powstała UPA. Po wojnie mieliśmy PRL, czyli narodowy socjalizm w wykonaniu komunistów, a później powstała, już bez owijania w bawełnę, żydowska III RP (1989-2022).

A zatem Polska, czyli Królestwo Polskie, zwane później Koroną, jako państwo polskie, zakończyło swój byt wraz z unią personalną z Litwą w 1385 roku. Od tego momentu rdzenna ludność polska, głównie chłopska, stała się niewolnikami i nie miała na nic wpływu. Obcy rządzili i nadal rządzą tym krajem Zulu-Gula. Takie są fakty historyczne. W tym kontekście nadanie obcym możliwości bycia polskimi dyplomatami jest niejako czymś naturalnym, co trwa tu od wieków. Podstawową cechą tego regionu pomiędzy Niemcami a Rosją jest ciągła, w sensie historycznym, zmiana granic i ciągły napływ obcych, którzy zawsze mieli więcej praw i przywilejów niż ludność miejscowa. Nawet Konstytucja 3-go maja gwarantowała wolność chłopom, którzy przybywali do Rzeczypospolitej z zagranicy, ale polskim chłopom tego odmawiała. Więcej na ten temat w blogu Konstytucja 3 maja c.d.. O tym wszystkim jednak ani Piekielnik, ani Sykulski, ani nikt inny nie powie.

Wizyta

Le Beaujolais Nouveau est arrivé! – Nowe Beaujolais (wym. bożole) przyjechało. To hasło wybrzmiewa każdego roku w trzeci czwartek listopada w wielu restauracjach na całym świecie. To właśnie wtedy, po raz pierwszy, można spróbować wina z nowego rocznika i przekonać się jakie będą tegoroczne wina z Burgundii. Do nas też przyjechało, wprawdzie z pewnym opóźnieniem, bo w drugi czwartek grudnia, nowe Beaujolais, zwane Emmanuelem Macronem czy Makaronem. Przywiozło toto rozkazy od Trumpa. Herr Tusk stanął na baczność i powiedział: Amerika zuerst, znaczy – America first, co oczywiście nie znaczy – Teraz Polska.

Herr Tusk powiedział, że na razie nie jest planowane wysłanie wojsk NATO na Ukrainę. Dlaczego ten rozkaz przywiózł Francuz, a nie Niemiec? Niemcy zdają się stać trochę jakby z boku. Czyżby im przypisano inną rolę, niż angażowanie się na Ukrainie? Czy to oni będą do spółki z Rosją ustalać powojenny porządek w Europie wschodniej?

Od czasu unii polsko-litewskiej to państwo nie-państwo jest narzędziem w rękach innych i realizuje ich cele. No bo państwo nie-państwo – powstałe z połączenia zupełnie odmiennych bytów politycznych, jakimi było Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie – nie mogło mieć i do dziś nie ma własnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. W związku z tym, jak żadne inne państwo w Europie, nadaje się do wykorzystywania, do wykonywania brudnej roboty, a później do obarczania go wszelką winą.

Kiedy Francuz przyjeżdża do Warszawy, gdy na wschodzie toczy się wojna, to jest to zły znak. Kiedyś, jak przyjechał Napoleon, to polskie wojsko poszło z nim na Moskwę. Skończyło się to jego klęską i wojska rosyjskie doszły do Paryża, ale jakoś tak dziwnie – wycofały się. Konsekwencją tego pobytu była 100 lat później La Grande Révolution d’Octobre, ale nie był to Octoberfest, co tłumaczy, dlaczego tak dużo ludzi ze wschodu ucieka na zachód. Więc imperializm rosyjski jest taki jakby kontrolowany. Pozwalają mu, ale nie na wszystko. Skutek był taki, że Rosjanie powiedzieli: tak toczno! i wojska rosyjskie opuściły Europę zachodnią, ale pozostały na polskich ziemiach etnicznych. W efekcie Królestwo Polskie zostało podporządkowane Rosji. Rosjanie przejęli jego administrację i inne ważne instytucje oraz zaczęli budować cerkwie i tworzyć wokół nich ośrodki prawosławia. I właśnie w tym, w ekspansji prawosławia, przede wszystkim przejawia się rosyjski imperializm. Po wybuchu I wojny światowej Rosja wycofała się z Królestwa, ale cerkwie i społeczność prawosławna pozostały. Pozostała też carska administracja, która po wojnie stała się „polską”. O tym w blogu Czyja religia, tego władza. Tak więc Rosja nie musi atakować Polski, bo ona już po zakończeniu wojen napoleońskich podporządkowała ją sobie. I trwa to tak niezmiennie do dziś. Religia stoi ponad wszystkimi sprawami ziemskimi, dlatego jest tak ważna dla każdej władzy, a szczególnie dla władzy na Wschodzie.

Gdy Hitler napadł na Związek Radziecki, to skończyło się to tym, że wojska radzieckie doszły do Berlina, czyli znowu przeszły przez ziemie polskie, już nie tak bardzo etniczne jak wcześniej. I znowu zostały w Polsce, a na ziemie poniemieckie przesiedlono w większości prawosławnych ze wschodu.

Rozpoczęcie kolejnej wojny na wschodzie, czyli na Ukrainie, stało się pretekstem do osiedlenia w „Polsce” kolejnych milionów prawosławnych. Ta wojna została oczywiście sprowokowana przez Amerykanów. Mamy więc do czynienia z pewnym schematem. Jeśli Zachód wszczyna wojny z Rosją, to ich konsekwencje są najbardziej odczuwalne w tej strefie buforowej, zwanej Polską, która obejmuje ziemie dawnego Królestwa Polskiego i WKL. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że jeżeli „misja” NATO na Ukrainie dojdzie do skutku, to będzie to oznaczało wciągnięcie „Polski” do wojny z Rosją, tak jak wciągnięto ją do wojny z Niemcami w 1939 roku. A później, gdy wojna zostanie zakończona, to winą obarczy się to państwo nie-państwo, bo to ono zaopatrywało Ukrainę w broń, pomagało jej, udostępniło swoje terytorium do przerzutu broni, a tym samym przedłużało ten bezsensowny konflikt. I w związku z tym trzeba będzie je jakoś ukarać, czyli odebrać ziemie zachodnie, bo to przecież Niemcy z Rosją, na rozkaz Ameryki, będą wykreślały nową mapę Europy wschodniej. A skoro Putin zabierze Ukrainę wschodnią i środkową, to nie pozostanie nic innego, jak tylko połączyć pozostałe ziemie w jedno państwo, no bo skoro Polska tak pomagała Ukrainie, to chyba nie bez powodu. I faktycznie, bo obecna „Polska” to bardziej Ukraina, niż Polska. Miłe złego początki. Zaczęliśmy od wypicia lampki tegorocznego sikacza Beaujolais. Kac pojawi się później.

x

Dziś mamy kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Można na ten temat dyskutować bez końca, ale jedno zdanie wypowiedziane przez Mieczysława Rakowskiego w rozmowie z Orianą Fallaci w marcu 1982 roku wyjaśnia wszystko. Powiedział on, że plan stanu wojennego był gotowy od 1944 roku. Więcej o tym w blogu Stan wojenny.

Rozbiór Ukrainy c.d.

Kilka dni temu prof. Andrzej Nowak na Kanale Zero skomentował wypowiedź europosła Grzegorza Brauna, który miał powiedzieć, że Polska powinna przyłączyć zachodnią część Ukrainy. To był jego komentarz na propozycję prezydenta Rosji, który kilka tygodni temu zaproponował podział Ukrainy na trzy części. Pierwszą częścią miałyby być rejony już zajęte przez Rosję. Druga część, to część środkowa, takie państewko całkowicie zależne od Rosji. Trzecia część, zachodnia – do podziału pomiędzy Polskę, Węgry i Rumunię. Największy udział miałaby w tym Polska, której przypadłyby tereny należące przed II wojną światową do II RP. O podziale Ukrainy mówiono w Ameryce już w październiku 2022 roku. Prof. Nowak uważa, że wzięcie udziału w tym rozbiorze Ukrainy, byłoby zaproszeniem do rozbioru Polski.

Swoje wywody zaczyna Nowak od zagrożenia niemieckiego, którego uosobieniem jest, dla niego, AfD, w której programie jest: „Make Gremany great again”. Dążenie do „Wielkich Niemiec”, to dążenie do odzyskania utraconych w wyniku II wojny światowej ziem na wschodzie. Analogii do obecnej sytuacji szuka on w historii przedwojennej i przestrzega, że udział Polski w rozbiorze Ukrainy, skończy się jej rozbiorem. Twierdzi bowiem Nowak, że bezpośrednio przed wojną II RP, anektując Zaolzie, wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji, a rok później sama została podzielona pomiędzy III Rzeszę i Związek Radziecki. „Znaj proporcjum mocium panie” – chciałoby się powiedzieć. Zajęcie dwóch i pół powiatu, to nie rozbiór. Ale czy inni zachowywali się w tym czasie lepiej? Jednak to Polskę wybrano jako chłopca do bicia. Nie pierwszy to i nie ostatni raz w historii. Zdaje się, że taki był zamysł od utworzenia unii polsko-litewskiej. Chodziło o stworzenia państwa, czy czegoś na kształt państwa, w którym, z natury kłótliwi i skłonni do anarchii wschodni Słowianie, będą dominować. Państwo, które będzie można, w razie potrzeby, podzielić czy zlikwidować, a później na nowo powołać do życia. Państwo, w którym zawsze będzie można zrzucić winę na jakichś mitycznych Polaków, którzy nigdy nie istnieli, bo ci istniejący byli głównie chłopami, a za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów stali się niewolnikami, a ci z natury nie mogli mieć na nic wpływu. Ale taki układ wszystkim odpowiadał i nadal odpowiada. I nawet jak przedwojenne państwo polskie zostało podzielone pomiędzy Niemcy i Związek Radziecki, a później w całości podlegało niemieckiej kontroli i administracji, to i wówczas ci mityczni Polacy, tacy byli zdolni, że zbudowali sieć obozów koncentracyjnych dla Żydów i potężna III Rzesza, która pod butem miała większość kontynentalnej Europy, była wobec nich bezradna. – Polak potrafił!

Rozbiór Czechosłowacji:

  1. Zajęty przez Rzeszę Kraj Sudetów
  2. Tereny zajęte przez Węgry
  3. Ukraina Karpacka (nadana autonomia, później węgierska)
  4. Zaolzie zajęte przez II RP
  5. Późniejszy Protektorat Czech i Moraw
  6. Późniejsza Słowacja

Źródło: Wikipedia.

Zajęcie Zaolzia stało się pretekstem do nazwania Polski hieną, bo rzuciła się na resztki ciała, które wcześniej pożarł większy drapieżnik. Czy rzeczywiście tak było? Nie, nie było. W końcu września 1938 roku na mocy układu monachijskiego – podpisanego przez Niemcy, Wielką Brytanię, Francję i Włochy – Niemcy zajęły tereny, na których mniejszość niemiecka stanowiła większość. I można powiedzieć, że sprawiedliwości stało się zadość. Jednak pojawia się wątpliwość. Dlaczego po I wojnie światowej tak właśnie wyznaczono granicę czesko-niemiecką i czesko-austriacką? Dlaczego od razu nie zrobiono tak jak w Monachium? Jak widać z powyższej mapki, nie mniejszy udział w tym rozbiorze miały Węgry. Natomiast udział II RP w tym był znikomy. Dlaczego więc to właśnie Polska zasłużyła sobie na miano hieny, a Węgry już – nie? Widać wyraźnie, że Polsce nadal przypadała rola chłopca do bicia. W tym momencie, gdy to się działo, Czechosłowacja nadal istniała, tyle że w okrojonym kształcie. Jeśli Niemcy mogli się upomnieć o swoje mniejszości i podobnie Węgry, to dlaczego odmówiono tego prawa Polsce, zwłaszcza że w przypadku Polski był to dosłownie skrawek ziemi. Natomiast aneksja Czech i Moraw nastąpiła w marcu 1939 roku i wówczas zostały one wchłonięte przez Niemcy.

W październiku 1938 roku Niemcy zajmują Kraj Sudetów. W związku z tym 1 października 1938 roku następuje przekształcenie republiki Czechosłowackiej w państwo federacyjne zwane drugą republiką, złożone z Czech, Słowacji i Ukrainy Zakarpackiej. Jego oficjalna nazwa to Republika Czecho-Słowacka, Czecho-Słowacja. Zostało ono zlikwidowane 16 marca 1939 roku, po utworzeniu 14 marca Republiki Słowackiej i aneksji pozostałej części przez III Rzeszę jako Protektorat Czech i Moraw. Słowacja poddaje się Niemcom i uznaje siebie za ich protektorat.

A co na to rząd JKMości? Poniższy fragment pochodzi z blogu Hiena Europy:

Komentarz wydaje się zbyteczny. To jest polityka anglosaska w najlepszym wydaniu, ale dla nich. I o tym warto pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy jest tak wielu, którzy chcą robić laskę Srampowi, a jeszcze więcej jest takich, którzy chcą robić laskę Srutinowi. To ostatnie wydaje się być zrozumiałe ze względu na to, że obecnie większość w tym kraju Zulu-Gula, to prawosławni. A sprzedajne kanalie z rządu robią wszystko, by wciągnąć go do wojny na Ukrainie. Parafrazując Piekielnika – powiedzieć, że to dom wariatów, to nic nie powiedzieć.

Putin proponuje podział Ukrainy, Trump chce wycofać Amerykę z wojny na Ukrainie, ale nie mówi nic o tym, że chce zlikwidować bazy w Europie. Innymi słowy, chce się wycofać, ale tak, żeby nie wycofać się. Chce, żeby powojenny porządek w Europie zaprowadziły Niemcy do spółki z Rosją. A jak Niemcy do spółki z Rosją robią porządek w Europie, to oznacza, że będą zmiany w strefie buforowej zwanej krajem Zulu-Gula. Dopiero oficjalne wejście Polski do wojny na Ukrainie dostarczy pretekstu do tego, by później zrobić z niej kozła ofiarnego. Jeśli Rosja ma zabrać większość Ukrainy, to Niemcy też muszą coś dostać i wiadomo, czego chcą. Powojenne przyłączenie do Polski ziem, które zostały utracone ponad 600 lat wcześniej, było z góry zaplanowane, że będzie tymczasowe. To już nie były polskie ziemie. Na to, żeby je odzyskiwać, był czas w XIV wieku, ale wtedy doszło do unii z Litwą i skierowanie Polski na wschód. Kosztem utraconych ziem prowadzono bezsensowne wojny na wschodzie. Inne to już było państwo i inny jego interes. Jeśli więc Putin zabierze większość Ukrainy, a Niemcy odbiorą swoje ziemie wschodnie, to nie pozostanie nic innego, jak połączyć pozostałą cześć Polski z Ukrainą zachodnią, czyli utworzyć banderland. Koniec wojny na Ukrainie otworzy nowy rozdział – wojnę domową w nowym państwie. To już kiedyś przerabialiśmy.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej w 1569 roku; źródło: Wikipedia.

Gdy tylko doszło do połączenia Korony z południową częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli z obecną Ukrainą, to niemal od razu zaczęły się powstania na Ukrainie, które praktycznie trwały przez cały czas istnienia Rzeczypospolitej. Wtedy to wszystko działo się na dalekim wschodzie Ukrainy, ale w przyszłości, gdy ten daleki wschód zostanie w Rosji, to ta „powtórka z rozrywki” może zdarzyć się na terenach do niedawna etnicznie polskich, a obecnie zdominowanych przez prawosławnych, wśród których najwięcej jest Ukraińców, czyli tych najbardziej kłótliwych, wrednych i skłonnych do anarchii wśród Słowian wschodnich.

Ten zabieg, włączenie do Korony południowej części Wielkiego Księstwa Litewskiego, miał jeden cel. Chodziło o to, by wywołać wrażenie, że to Polska zdominowała WKL, podczas gdy było dokładnie odwrotnie. Posłowie i senatorowie z ziem ukrainnych stali się posłami i senatorami koronnymi. W ten sposób posłowie i senatorowie koronni dominowali w sejmie i senacie nad posłami i senatorami litewskimi. Jeśli jednak dodałoby się posłów i senatorów z ziem ukrainnych do litewskich, to wówczas okazałoby się, że to posłowie i senatorowie z byłego WKL dominują w polskim sejmie nad posłami i senatorami koronnymi, ale Wikipedia unika takiego rozróżnienia. Podaje tylko łączną ilość posłów i senatorów koronnych, bez wyszczególnienia, ilu z nich było posłami i senatorami z ziem ukrainnych. I tak jest do dziś, co znaczy, że od unii lubelskiej Polska jest zdominowana przez Wschód i w praktyce są to w większości Ukraińcy bądź Żydzi ukraińscy, podszywający się pod Polaków i działający na szkodę państwa polskiego i jego wizerunku w Europie i na świecie.

Zrozumieć Wołyń

Im bardziej wojna na Ukrainie zaostrza się, tym gorsze stają się relacje polsko-ukraińskie, choć ze względu na mnogość Ukraińców w „polskim” rządzie i innych instytucjach państwowych, to raczej należy mówić o pogarszających się relacjach ukraińsko-ukraińskich. Tą kością niezgody, a raczej idealnym narzędziem do ciągłego eskalowania napięcia pomiędzy Polakami i Ukraińcami (a może Ukraińcami i Ukraińcami), jest kwestia Wołynia. Nikomu nie zależy na dochodzeniu prawdy, bo ona, jak zwykle, jest niewygodna dla wszystkich, choć jedynie ona jest ciekawa.

Jak mogło dojść do tej rzezi? Przecież była to zorganizowana akcja, która wymagała uprzedniego przygotowania. Cztery dni wcześniej poinformowano ludność ukraińską, że ludność polska ma być wymordowana. Uderzono jednocześnie w 99 miejscowościach. Czy to, że ludność ta nie spodziewała się tego ataku oznaczało, że to właśnie tę ostrzeżoną zaatakowano? A może zaatakowano tę ludność, którą przed wojną rząd sanacyjny przekonwertował na katolicyzm, obiecując ziemię? Pytań wiele, wątpliwości jeszcze więcej. A skoro tak, to jedyne, co w tym pewne, to to, że starano się tam coś ukryć i ukryto.

Jak było możliwe przeprowadzenie takiej akcji na terenie okupowanym przez Niemców? Gdzie oni wtedy byli? 5 lipca 1943 roku miała miejsce pod Kurskiem największa bitwa pancerna w historii świata, ale Kursk leży daleko na wschód od Wołynia i to tam przebiegała linia frontu. A więc gdzie byli Niemcy? Gdzie było ich Ordnung muss sein? A gdzie pochowały się sługusy Londynu, czyli AK? Czy to był przypadek? Myślę, że wątpię.

Zatarto wszelkie ślady. Spalono domy i zabudowania. A dlaczego to zrobiono? Żeby ktoś nie znalazł w nich ikon i prawosławnych krzyży? A może też po to, by spalić ciała ofiar? Łatwiej spalić, niż kopać groby dla tysięcy zamordowanych. Może właśnie stąd opór przed ekshumacją? Nie ma żadnych dowodów? – Jakieś muszą być. Przecież administracja państwowa działała. W urzędach znajdowały się informacje na temat ludności: kto i gdzie mieszkał. Kto przejął tę dokumentację? Niemcy? Rosjanie? A może jest ona w Londynie albo w Ameryce? W październiku 1947 roku władze ZSRR przeprowadziły, równolegle do Akcji „Wisła”, Akcję „Z” (Zachód), w wyniku której z terenów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej deportowano na wschód ponad 76 tysięcy Ukraińców oskarżonych o sprzyjanie UPA. A z jakich terenów mogli być przesiedleni, skoro sprzyjali UPA? – Chyba z Wołynia. W lipcu 1944 roku front dotarł do Bugu, a więc Wołyń był już pod radziecką kontrolą. Czy zatem członków UPA, sprawców rzezi, rozproszono na ziemiach poniemieckich, a niewygodnych świadków zesłano w głąb ZSRR?

A jednak! Czegoś o rzezi wołyńskiej możemy się dowiedzieć. Wiele lat później i daleko od Wołynia miało miejsce inne ludobójstwo – ludobójstwo w Rwandzie. Wyjątkowo sugestywny rys psychologiczny tego, co tam się stało dał nam Ryszard Kapuściński. Zacytowałem go w blogu Ludobójstwo. Poniżej ten ten rys:

Ten końcowy fragment nieodparcie nasuwa skojarzenia z Wołyniem. Ci, którzy dokonali rzezi na Wołyniu, również dysponowali odpowiednią bronią i użycie siekier, pił, wideł itp. nie było konieczne i nie było konieczne zaangażowanie okolicznej ludności. A jednak! Skąd u Kapuścińskiego taka interpretacja? Czyżby coś wiedział o Wołyniu, czego my nie wiemy? Pewnie wiedział, ale w swoim zapatrzeniu w Ukrainę nie zająknął się o nim, chociaż o głodzie na Ukrainie pisał i wszelką winą obarczał Stalina.

Być może cytat z blogu Ukraińskość ułatwi zrozumienie tego co stało się na Wołyniu i dlaczego tak się stało. Ten cytat wzięty został z Sienkiewicza, z jego Ogniem i mieczem.

Podobieństwa pomiędzy obiema rzeziami można ująć w parę punktów:

  • użycie podobnych narzędzi zbrodni, pomimo że mordujący byli wyposażeni w broń
  • szowinizm ukraiński i szowinizm klanu Akazu
  • ideologia szowinizmu ukraińskiego – Dmytro Doncow; ideologia klanu Akazu – profesorowie wydziałów historii i filozofii uniwersytetu ruandyjskiego; a więc ktoś z góry definiuje ludowi wroga
  • organizacje paramilitarne na Wołyniu, utworzone przez rząd sanacyjny w latach 1928-38 w okresie tzw. eksperymentu wołyńskiego, przekształcone w UPA; paramilitarna organizacja Interahamwe w Ruandzie
  • na Wołyniu w rzeź zostali zaangażowani zwykli ludzie, często sąsiedzi mordowanych; w Rwandzie zbrodnia była produktem masowego, ludowego wystąpienia
  • na Wołyniu nie było Niemców, którzy dalej na tym terenie sprawowali władzę; nie było też oddziałów AK; w Rwandzie w pewnym momencie wszystkie wojska opuszczają kraj
  • w Rwandzie apel: Śmierć! Śmierć! Groby z ciałami Tutsi są wypełnione do dopiero do połowy. Śpieszcie się, aby zapełnić je do końca!; w Polsce (obecnie): Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć!; czyżby Wojciech Olszański był potomkiem tych, którzy mordowali na Wołyniu, a obecnie tylko zmodyfikował hasło?

Najważniejszą informacją w tej wyliczance jest przedostatni punkt: brak wojsk, których obecność mogłaby przeszkodzić ludobójstwu. W przypadku Rwandy opuściły ją nie tylko wojska francuskie, ale również wojska ONZ. Ktoś, kto, w obu przypadkach, podjął te decyzje, ten ktoś jest odpowiedzialny za te masakry. Każde państwo, nawet najsłabsze, jest na tyle silne, by powstrzymać wszelkie akty anarchii. Jeśli jednak tego nie robi, to znaczy, że nie chce tego zrobić. Gdy więc naziści tłumaczyli się, że wykonywali rozkazy, to dobrze tłumaczyli się. Odpowiedzialność zawsze spoczywa na tych, którzy wydają rozkazy, a nie na ich wykonawcach. Ci jednak zawsze pozostają anonimowi i agresję poszkodowanych kierują na wykonawców rozkazów. Ci ostatni nie są od tego, by wdawać się w filozoficzno-moralne dywagacje i zastanawiać się nad tym czy je wykonywać, czy – nie. Jednak rządzący zawsze starają się przerzucić odpowiedzialność na wykonawców rozkazów czy, tak jak w przypadku Wołynia, na zdziczały tłum. Ktoś jednak pozwolił na to, by ten opętany tłum wyzwolił w sobie najbardziej zwyrodniałe instynkty, drzemiące w nim od dawna, a które tak sugestywnie opisał Sienkiewicz.

Obecnie mamy taką sytuację, że kwestia rzezi wołyńskiej jest najbardziej sporną w relacjach polsko-ukraińskich i potencjalnie mogącą być źródłem gwałtownych reakcji z obu stron. Jest to więc dla polityków idealne narzędzie do dzielenia i nastawiania do siebie wrogo różnych grup społecznych. Strona polska domaga się ekshumacji i przeprosin, a strona ukraińska nie zgadza się na nią i nie chce przepraszać. Wygląda na to, że po obu stronach są ludzie, którzy wykonują zadania zlecone, czyli polecenia swoich nieznanych przełożonych. Cała energia skierowana jest na to, by wzbudzać w ludziach emocje, a one, jak wiemy, nie są dobrym doradcą.

Ten krótki filmik pojawił się na YouTube dwa dni temu. Ten przekaz to same emocje i nic więcej. Około 5:28 Kukiz mówi: …moi koledzy Ukraińcy, ta biedota, bo takich ludzi znam na tej Ukrainie, tam gdzie jeżdżę, do takiego jednego miasteczka, z którym jestem rodzinnie związany, co przyjeżdżam, to grób więcej. Nie wymienił nazwy tego miasteczka. Bolesław Prus w jednej ze swoich Kronik Tygodniowych wspomniał o miejscowości na Ukrainie o nazwie Kukizowa. Mamy więc pewien trop. Czy Kukiz jest Ukraińcem? A może jest Żydem ukraińskim? Bo przecież tworzenie nazwiska od miejscowości, w której się mieszkało lub przyjęło chrzest, było dość powszechne wśród Żydów.

Nie tędy droga! Ale przecież rządzący dobrze wiedzą, że dla nich to jedyna droga, by utrzymywać swój elektorat w stanie wrzenia. Nic nie wskazuje na to, by ta sporna kwestia została wyciszona, jak zrobiono to za czasów PRL-u. Takie czy inne wygaszanie, czy zakończenie wojny na Ukrainie, będzie prawdopodobnie skutkowało eskalacją napięć w kwestii Wołynia. A może jednak wyciszą, gdy dojdzie do połączenia części byłej już III RP z częścią Ukrainy? Bo przecież częścią tego obecnego tworu, tymczasowego i wspólnego z racji nieograniczonego dotowania, jest województwo kijowskie. To już jest wspólne państwo, jeszcze nie nazwane, jeszcze bez granic, tak jak Polska w czasie wojny 1920 roku. Kto to wie, jaki scenariusz wysmażą nam najlepsi scenarzyści, a najlepsi reżyserzy go wyreżyserują? A zaczęli kombinować już od 1984 roku. O tym w drugiej części bloga 11 lipca 43.

Burzenie cerkwi

W 1990 roku nakładem wydawnictwa Czytelnik ukazała się książka Teksty Stanisława Cata-Mackiewicza. Została wydana w niewielkim nakładzie 5000 egzemplarzy. Wybrał, opracował oraz wstępem poprzedził Jerzy Jaruzelski. Były to teksty napisane przez Cata-Mackiewicza w okresie 1922-1949. Był on piłsudczykiem, ogarniętym ideą mocarstwowej Polski, apologetą Jagiellonów itd. Z tego, co przeczytałem, to wyłonił się mi obraz kompletnego świra, co w sumie nie dziwi, bo ludzie z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego cierpią na jakąś dziwną przypadłość całkowitego oderwania się od rzeczywistości i antyrosyjską fobię. Jak już wcześniej napisałem, jedynym – w mojej ocenie – normalnym człowiekiem z tamtych terenów był jego brat Józef Mackiewicz, krytyk Piłsudskiego i jego polityki. Uważał on, że na ziemiach byłego WKL powinno było powstać po I wojnie oddzielne państwo, a to z tego względu, że Korona i WKL to były zupełnie odmienne byty państwowe z ludnością różniącą się diametralnie pod względem mentalnym. Tak się nie stało i cały ten psychiatryk wszedł w obręb II RP, a po II wojnie światowej został przeniesiony na ziemie poniemieckie. I stąd mamy taki kraj Zulu-Gula.

Jest jednak jeden tekst Cata-Mackiewicza, który warto zacytować w całości. To Dzieci na semaforach i zwrotnicach. Redakcja zamieściła takie wyjaśnienie:

Artykuł skonfiskowany w „Słowie” z 31 VII 1938. Opublikowany po 50 latach, w „Kwartalniku Historii Prasy Polskiej” nr XXVII/3 z 1988 r. Autor wyboru otrzymał oryginalny maszynopis artykułu, z poprawkami i własnoręcznym podpisem „Cat”, w listopadzie 1985 od p. Jerzego Roszczyckiego z Warszawy. Dziadek p. Roszczyckiego był w 1938 r. sekretarzem Świętego Synodu Prawosławnego w Warszawie i znał osobiście Mackiewicza, który, po konfiskacie, przysłał mu tekst.

Cat-Mackiewicz pisał:

W miesiącu czerwcu i lipcu br. na terenie wschodnich powiatów woj. lubelskiego na rozkaz władz administracyjnych zburzono 114 cerkwi prawosławnych i domów modlitwy1. W niektórych wypadkach do burzenia przez władze administracyjne używani byli więźniowie-kryminaliści.
Między innymi zburzono w Szczebrzeszynie w powiecie zamojskim cerkiew założoną w r. 1194 w wieku XII2.
Zburzono w Białej Podlaskiej cerkiew zbudowaną w r. 1929 według planów zatwierdzonych przez województwo w miejscowości Kijowiec zbudowaną przez prawosławnych w r. 1936, w Kodniu również w 1936, w Kostomłotach rok temu w 1937, w powiecie biłgorajskim zburzono 5 cerkwi zbudowanych pomiędzy rokiem 1932 a 1938, podobnie w powiecie chełmskim, tomaszowskim, włodawskim, zamojskim. Cerkwie te nigdy nie były kościołami łacińskimi, ani cerkwiami unickimi, wzniosła je ludność prawosławna już w niepodległej Polsce z ofiar pomiędzy sobą uzbieranych. Niektóre z tych cerkwi były bardzo ubogie. Obok akcji burzenia cerkwi szereg popów zostało ukaranych grzywną lub aresztem za odprawianie nabożeństw, w jednym cytowanym przez posła Barana3 w interpelacji wypadku zastosowano do popa uniwersalny środek na dolegliwości państwowe, mianowicie groźbę wywiezienia do Berezy.
Piszący te słowa jest w posiadaniu szeregu dokumentów, listów i opisów, w jaki sposób odbyło się burzenie na oczach ludności prawosławnej jej świątyń. Ludziom, którzy wyrośli w epoce bliskiej tej, kiedy Moskale stosowali odbieranie naszych kościołów i kary na naszych księży, będzie przykro, do tego stopnia obecne obrazki swoją brutalnością i bezwzględnością wobec cudzych uczuć religijnych przypominają tamte czasy.
Ciśnie się na usta pytanie: Po co to było potrzebne? Cerkiew prawosławna, niegdyś ultralojalna wobec cesarzy rosyjskich i narzędzie rusyfikacji na naszych ziemiach, po wybuchu rewolucji straciła wszelkie oparcie. Ta część hierarchii prawosławnej, która znalazła się w Polsce, nie miała oparcia nawet u swoich parafian, ponieważ ci mówili po ukraińsku, rusku, białorusku, popi mówili po rosyjsku. Wobec tego cerkiew uzależniła się od aparatu państwowego i stała się ultralojalna. To samo da się opowiedzieć o mniejszości rosyjskiej, która stała się całkowicie lojalną mniejszością, czego oczywiście o mniejszości ukraińskiej powiedzieć nie można.
Ponieważ w Polsce zamieszkuje 3 762 500 prawosławnych (trzy miliony siedemset sześćdziesiąt dwa i pół tysiąca)4 więc ten fakt, że Cerkiew i jej hierarchowie nie mając podtrzymania od bolszewików, nie mając oparcia u Ukraińców, czy separatystów białoruskich, uzależniała się coraz bardziej od naszych rządów było dla nas faktem pomyślnym i trzeba było upaść na głowę, aby się pozbawić tego atutu przez ukrainizację względnie białorutenizację tej Cerkwi.
Jednak tośmy zrobili.
Jakie są teraz skutki ostatniego wyczynu rozumu państwowego.
Oto po zburzeniu 114 cerkwi:
1) Metropolita Dionizy5, ten ultralojalny metropolita Dionizy wydał z innymi archijerejami prawosławnymi list, który uległ konfiskacie. Trzeba było istotnie kunsztu, aby takiego zdecydowanego ugodowca jak Dionizy pchnąć do roli biskupa Krasińskiego czy Hryniewieckiego6.
2) Ukraińcy i Rosjanie – którzy dotychczas byli między sobą na noże – pogodzili się i idą razem w obronie Cerkwi prawosławnej – wołając głośno o jej prześladowaniu. Niech sobie kto chce z publicystów polskich napisze, że to oskarżenie o prześladowanie jest niesłuszne – ja tego nie napiszę!
3) W roli obrońcy pokrzywdzonego prawosławia wystąpił w sejmie ukraiński nacjonalista dr Baran. Atut prawosławia został nam odebrany, wzięli do rąk go Ukraińcy.
4) W prasie rumuńskiej, niemieckiej, emigracyjnej rosyjskiej burzenie cerkwi odbiło się głośnym echem, a tej prasy skonfiskować nie można – można u nas zakazać pisania o burzeniu cerkwi, tak jak zakazywało się „dla dobra śledztwa” pisania o Bieganku7, ale z tego nic nie wyjdzie, tak jak Bieganki się nie złapało przez zakazy pisania. To wszystko jest tłuczeniem termometrów wskazujących gorączkę, jeszcze jedno zajęcie dla dzieci.
Istotnie porównanie z dziećmi nasuwa się przez cały czas pisania tego artykułu. Widziałem dzieci, które na szynach kolejowych ustawiały piramidkę z kamieni. Czy to były bardzo złe, bardzo zepsute dzieci? Nie – były to po prostu dzieci. Ale strach pomyśleć, co by one mogły poczynić, gdyby się dostały do semaforów, do zwrotnic, jaką spowodowałyby katastrofę. Otóż takie burzenie świątyń prawosławnych to polityka dzieci, które dostały się do semaforów i zwrotnic.
Dzieci te działają w dobrych intencjach. Wiedzą to, co wie każdy, że byłoby dobrze, aby trzy miliony prawosławnych przyjęły rzymski katolicyzm, bo się ich lepiej zwiąże z Polską. Ale, jak to dzieci, zabierają się do tego w sposób naiwny i niszczycielski, chcąc naprawić psują, niszczą, rozbijają. Nie przez złe serce, o nie!
Do wszystkich naszych kłopotów narodowościowych, społecznych, gospodarczych, to burzenie cerkwi dodaje nam jeszcze kwestię religijną. Potrzeba to nam jak dziura w moście!
Inteligentny stolarz nie robi mebli z mokrych desek. W sprawach asymilacji narodowej, religijnej trzeba umieć czekać. Nie nawraca się nikogo metodą burzenia świątyń. Przeciwnie, oddaje się tamtemu wyznaniu wielką usługę, roznieca płomień żarliwości.
A poza tym trzeba pamiętać, że stoimy oko w oko z Bolszewią, gdzie prawosławie jest strasznie prześladowane. Stosując wobec prawosławia politykę tolerancji zyskujemy sobie sympatię tamtej poniewieranej ludności. Gdyby ci, którzy te zarządzenia o burzeniu cerkwi wydają, znali historię, to by wiedzieli, że i Rosja, i Francja otaczały kościoły chrześcijańskie w Turcji swą opieką, a to ze względów politycznych. Pamiętam taki wypadek. Zbudowano dwa mosty przez graniczną rzekę – jeden most zbudowały władze kolejowe sowieckie, a drugi nasze. Sowietnicy zaprosili naszych kolejowców na otwarcie mostu, była też na tym otwarciu ludność pograniczna. Potem nastąpiło otwarcie mostu, poświęcił most ksiądz, potem poświęcił go pop. Ludność – w tych okolicach prawosławna - patrzyła i otwierała gęby ze zdziwienia. U nich popy w łachmanach, żebrzą po kryjomu, u nich cerkwie poburzone lub zamknięte, a tu pop święci most i władze sowieckie musiały na to patrzeć nieruchomo. O! – to była prawdziwa propaganda, to była myśl mocarstwowa, to było przygotowanie do odebrania naszych ziem dziedzicznych, na których mieszka ludność katolicka i prawosławna pospołu. Pamiętam, jak cieszyłem się, gdy usłyszałem, że most sowiecki się załamał i ludność mówiła: „A co, jak bez Boga budowali”.
Burzenie świątyń prawosławnych to jeszcze jeden dowód, że rządzą nami ludzie niedorośli do rządzenia, którzy zmarnują mocarstwowe możliwości Polski.

W 988 roku za czasów Włodzimierza Wielkiego Ruś Kijowska przyjęła chrzest w obrządku wschodnim. Początkowo stolicą metropolii był Kijów. Od 1054 roku trwał rozpad dzielnicowy Rusi Kijowskiej. Stolicą metropolii stał się od 1309 roku Włodzimierz, a od 1328 roku Moskwa. W 1414 roku utworzono drugą metropolię w Kijowie. W miarę wzrostu potęgi Księstwa Moskiewskiego następowało jego stopniowe uniezależnianie się od Konstantynopola. W 1589 roku został utworzony niezależny patriarchat w Moskwie. Słowianie wschodni, kłótliwi i skłonni do anarchii, szczególnie ci z południowo zachodniej części byłej Rusi Kijowskiej, nie chcą poddać się dyktatowi Moskwy. W 1596 roku dochodzi do unii brzeskiej, co oznacza, że ci Słowianie wolą uznać zwierzchnictwo papieża. I tak dochodzi do powstania kościoła greko-katolickiego w obrządku wschodnim. Wykreowano konflikt, który trwa do dziś, a ostatnim jego „owocem” jest wojna na Ukrainie.

Unia brzeska skutkuje tym, że cały obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego w obrębie Rzeczypospolitej, poza Litwą, dostaje się pod panowanie cerkwi unickiej. Po rozbiorach Rzeczypospolitej Rosja stopniowo przywraca prawosławie w myśl zasady: czyja władza, tego religia. Ostatnim bastionem unitów jest Chełmszczyzna. Dopiero w roku 1875 udaje się tam przywrócić prawosławie.

Po I wojnie światowej, w latach dwudziestych, zostają zburzone w Warszawie dwie największe cerkwie. Trwa odwracanie skutków intensywnej rusyfikacji Królestwa w latach 1831-1914. Ten fakt zburzenia tych dwóch największych cerkwi oraz zamiana pozostałych cerkwi na kościoły w największych miastach byłego Królestwa jakoś nie oburza prawosławnych, ale to burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie – już tak. Jaka to różnica?

Sobór Aleksandra Newskiego na placu Saskim w Warszawie; źródło: Wikipedia.

W latach 1928-38 przeprowadzany został w województwie wołyńskim, w którym odsetek ludności polskiej we wschodnich województwach był najmniejszy, tzw. eksperyment wołyński. Miał on ostatecznie doprowadzić do autonomii tego województwa, a w przyszłości miało ono być podstawą do stworzenia niezależnego państwa ukraińskiego. Jednak w końcowym okresie władze II RP dokonują wolty i w 1937 roku rozpoczyna się akcja przymusowych konwersji lokalnych społeczności na katolicyzm. To dzieje się głównie w dwóch powiatach zachodnich, graniczących z województwem lubelskim, a konkretnie z Chełmszczyzną. Do 1939 roku „nawrócono” na Wołyniu około 10 tys. osób. Jednocześnie od maja do lipca 1938 roku dochodzi do burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Czy to była zemsta Ukraińców na Rosjanach za wcześniejszą akcję caratu? Osobami odpowiedzialnymi za przeprowadzenie tej akcji byli sanacyjni oficerowie: Gustaw Paszkiewicz, Brunon Olbrycht, Marian Turkowski. Ci oficerowie zostali w PRL-u oficerami Ludowego Wojska Polskiego.

W wyniku eksperymentu wołyńskiego powstały na Wołyniu oddziały paramilitarne, wyszkolone i wyposażone przez władze sanacyjne. To one przekształciły się w UPA, która oficjalnie powstała w grudniu 1942 roku, a w lipcu 1943 roku mieliśmy rzeź wołyńską. Czy była ona uzasadnieniem i reakcją na wcześniejsze wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie i zemstą na ludziach, którzy zostali przekonwertowani na katolicyzm? Kim zatem byli ci ludzie, których mordowano na Wołyniu? Czy byli Polakami, czy tą przekonwertowaną ludnością. Nie wiadomo, ile osób tam zamordowano. Dziś mówi się o 100 tysiącach, a jeszcze inni, których ponosi fantazja – o 500 tysiącach. A czy ktoś się zastanawiał, co to znaczy 100 tysięcy osób. Ile osób musiałoby kopać groby, nawet płytkie? Ile czasu by to zajęło? A może ich nie zakopywano? Bolszewicy w Katyniu mieli czas i mnóstwo więźniów do roboty. A może tych ludzi nie grzebano? Jeśli domy i wszelkie zabudowania spalono, to może również zagoniono tam ludzi, tak jak w Jedwabnem. Gdyby tak było, to już nie trzeba tłumaczyć, dlaczego Ukraińcy nie chcą zgodzić się na ekshumację.

A co by było, gdyby nie doszło do unii polsko-litewskiej? Albo inaczej: co by było, gdyby po I wojnie światowej powstała Polska taka jak za Łokietka? Zjednoczone Królestwo Polskie składało się tylko z Wielkopolski i Małopolski. To było naprawdę małe państwo, które nie graniczyło z Księstwem Moskiewskim i nie miało z nim kwestii spornych. Gdyby powstało takie państwo, to Niemcy nie mogłyby upomnieć się o Korytarz, a Związek Radziecki nie mógłby zaatakować pod pretekstem ochrony ludności prawosławnej. Ateistyczny Związek Radziecki upomniał się o prawosławne mniejszości. Nie byłoby Katynia, Wołynia, burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie, konwertowania na katolicyzm. Jakby powiedział Kononowicz – nie byłoby niczego. Nie byłoby niczego z tych wymienionych wyżej zdarzeń. Że Polska nie miałaby dostępu do morza? A ile państw nie ma dostępu do morza i sobie radzi? Że nie byłaby mocarstwem? A kiedy była? Czy dla zwykłego, szarego obywatela ma to jakieś znaczenie? Jak mieszka w bogatym i dobrze zarządzanym państwie, to może sobie pojechać nad jakiekolwiek morze, nad jakie chce. I właśnie dlatego nazwałem Cata-Mackiewicza świrem. Mnie nie interesuje Wschód i wschodni Słowianie. Jeśli mają coś do siebie, to niech załatwiają to między sobą. Nie będę umierać za Kijów!

  1. “Słowo” było pierwszym pismem polskim, na ile udało się stwierdzić, które próbowało zaprotestować; do tego czasu pisały jedynie na ten temat: wydawane po rosyjsku pismo Kościoła Prawosławnego “Słowo”! oraz ukraińskie “Diło”, organ Ukraińskiego Nacjonalno-Demokratycznego Objednania (UNDO). Historycy podają, dość zgodnie, że rozebrano 127 obiektów (91 cerkwi, 10 kapilc, 26 domów modlitwy). Akcja została podjęta na polecenie władz wojskowych, zwłaszcza Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie (gen. Mieczysław Smorawiński). Mackiewicz zapewne wiedział o tym. Obszernie i źródłowo o sprawie: Piotr Stawecki, Następcy Komendanta. Wojsko a polityka wewnętrzna w II Rzeczypospolitej w latach 1935-1939 (Warszawa 1969) oraz Mirosława Papierzyńska-Turek, Między tradycją a rzeczywistością. Państwo i Kościół Prawosławny w Polsce w latach 1918-1939 (Warszawa 1986). ↩︎
  2. Cerkwi tej w końcu nie rozebrano dzięki stanowczej postawie miejscowej inteligencji i kleru katolickiego. ↩︎
  3. Stefan Baran – doktor praw, adwokat, dyrektor Ukraińskiego Banku Spółdzielczego w Tarnopolu, członek władz naczelnych UNDO, poseł z województwa tarnopolskiego. Złożył w Sejmie dwie interpelacje w sprawie Chełmszczyzny – 6 i 21 lipca 1938. Mackiewicz czerpał z nich dane. ↩︎
  4. Autor podaje wyniki spisu z 1931 r. Prawosławie, po Kościele rzymskokatolickim, było drugim, pod względem liczby, wyznaniem w II RP (rzym.-kat. 64,8%, prawosławne 11,8%, grek.-kat. 10,4%, mojżeszowe 9,8%, ewangelickie 2,6%, inne 0,6%). ↩︎
  5. Dionizy – właściwe nazwisko Konstantyn Nikołajewicz Waledyński. Prawosławny Metropolita Warszawy i całej Polski (1923), przedtem biskup chełmski. Prowadził wykłady z teologii na Uniwersytecie Warszawskim (1925-1939). Zasłużony dla autokefalii Kościoła prawosławnego w Polsce, wprowadzonej w 1924. W listopadzie 1938 r. przyczynił się do ustabilizowania stosunków z władzami (dekret Prezydenta RP regulujący stosunki z Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym w Polsce). W 1948 r. złożony z urzędu decyzją władz PRL. ↩︎
  6. Adam Stanisław Krasiński – biskup kamieniecki; przeciwnik Stanisława Augusta, jeden z przywódców Konfederacji Barskiej; później zwolennik reform i Konstytucji 3 Maja. Kwestia niejasna. Być może autorowi chodzi o Kajetana Hryniewieckiego, wojewodę lubelskiego, głośnego opozycjonistę, w końcu jednak pogodzonego z królem,lecz dalej krytyka Konstytucji. ↩︎
  7. Wojciech Bieganek zginął od przedwczesnego wybuchu bomby, podczas próby – jakoby – zamachu na płk. Adama Koca, szefa OZN, w Świdrach Małych pod Warszawą 18 lipca 1937. Incydent do dzisiaj nie wyjaśniony; nie wykluczona prowokacja policyjna. W każdym razie administracji nie na rękę były niezależne dociekania prasy; stąd konfiskaty. ↩︎

Repatrianci

W swoim podkaście geopolitycznym z dnia 28 listopada Leszek Sykulski odniósł się do raportu NIK. Ten fragment zatytułował – Raport NIK: władza wolała emigrantów od repatriantów.

Sykulski stwierdza, że cały system repatriacji jest niewydolny. Władza w Warszawie woli imigrantów od repatriantów. Z raportu wynika, że kolejka Polaków, którzy chcą wrócić do ojczyzny ma być rozładowywana przez 22 lata. Po 24 lutego 2022 władza PiS otworzyła wrota do Polski dla obywateli Ukrainy. Zainteresowanych powrotem jest 15 200 osób. Władza w Warszawie nie ma dla tych ludzi żadnych szybkich procedur. Powrót do Polski ma zająć 22 lata. Nie sposób tego odnieść do strategii multi-kulti, która realizowana jest od kilku lat, gdzie proces osiedlania ponad 300 tys. emigrantów z krajów azjatyckich, kilku milionów Ukraińców, przechodził błyskawicznie, a okazuje się, że zaledwie 15 tysiącom Polaków, którzy chcą wrócić, rzuca się kłody pod nogi. Trudno to inaczej nazwać, niż strategią realizowania polityki multi-kulti, zmiany struktury etnicznej państwa polskiego.

Jest to coś niewiarygodnego, jak doszło do złamania obietnicy zadośćuczynienia krzywdom osób wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich. I do dziś nie ma tej sprawiedliwości. Dla 15 tysięcy ludzi nie ma miejsca w Polsce, a jest miejsce dla milionów migrantów z Ukrainy czy setek tysięcy z Azji i Afryki. Mamy do czynienia z realizacją polityki Brukseli, czyli rozwadniania homogeniczności etnicznej. Jest to skrajnie niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa wewnętrznego państwa polskiego i z punktu widzenia także podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej. Polska pogrążona w problemach wewnętrznych będzie słabo sobie radziła na arenie międzynarodowej, będzie bardziej podatna na różnego rodzaju projekty związane chociażby z federalizacją unii europejskiej i warto o tym pamiętać, warto mieć to na uwadze, podejmując świadome oczywiście wybory polityczne.

x

Sykulski powiedział o osobach wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich, co oczywiście jest nieprawdą. Wywózki miały miejsce po 17 września 1939 roku i wywożono ludzi do Kazachstanu z terenów Polski północno-wschodniej, głównie z województwa łomżyńskiego i podlaskiego. W blogu Zagadka c.d. pisałem:

Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objęła osadników wojskowych i cywilnych oraz leśników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 ogarnęła tych, których członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP, policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani jako konspiratorzy lub „wrogowie ludu” czy tzw. element społecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast, objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Fakt ten częściowo obala mit o radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Żydów wyłącznie ze strachu przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w momencie niemieckiej agresji.

Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło „Kronikę panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939-1954)”, sporządzoną przez s. Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1955). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące dni 20-22.06.1941 roku:

„20 czerwiec. Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich.”

x

Podstawowe pytanie, jakie wypada sobie zadać to: po co wywożono tych ludzi? Jeśli ich wywieziono, to co stało się z ich dobytkiem? Nie byli to ludzie biedni. Kto przejmował ich majątki? A jak majątki, to może i nazwiska? Wydaje mi się, że pewien wątek w blogu Węgierska rewolucja rzuca nieco światła na te mroczne wydarzenia z lat 1939-41. Pisałem w nim:

To, co zwróciło moją uwagę, to wątek Kirgistanu. „Z całą rodziną wyemigrowała do ZSRR (Kirgistan).” Dokładnie tak samo jak Alexander Dubczek. Cóż to za zwierz ten Kirgistan? W angielskiej Wikipedii można przeczytać:

„W rdzennej kirgiskiej strukturze społecznej dominowały tradycje koczownicze, które miały wpływ na sposób sprawowania władzy przez rządzących i stosunki społeczne. Proces urbanizacji tej radzieckiej republiki rozpoczął się w momencie zasiedlenia jej przez rosyjskie społeczności (communities), co było efektem realizacji wytycznych i polityki partii komunistycznej. Nie jest jasne, co było przyczyną tego typu decyzji partii. Jasne jest tylko to, że tego typu polityka zmusiła Rosjan pewnego pochodzenia do zasiedlenia Republiki.”

„Rosjan pewnego pochodzenia” – cóż za piękne sformułowanie. Z kolei w polskiej Wikipedii piszą: „W latach 1939-1940 deportowano do Kirgistanu część ludności (w tym Polaków) z terenów wcielonych do ZSRR.” Jak widać na przykładzie Marty Maszaros i Alexandra Dubczeka, z Kirgistanu wracano. A z Kazachstanu do dziś wielu Polaków wrócić nie może. Ci z Kirgistanu mieli zapisany w swoim życiorysie piękny epizod: zsyłka w głąb Związku Radzieckiego. Gotowy „materiał” na prawdziwych patriotów i antykomunistów. Jak widać zsyłka zsyłce nierówna. Nie jest więc niejasne, jak pisze angielska Wikipedia, co było przyczyną tego typu decyzji.

x

Jeśli na jakiś teren wchodzi obca władza, to przede wszystkim przejmuje urzędy, w których są wszelkie dane o miejscowej ludności: ich dane personalne i dane o ich majątku. Najpierw Związek Radziecki, później Niemcy, a po nich znowu Związek Radziecki. Ileż w tym czasie można było tam pozmieniać, ile osób mogło otrzymać nowe nazwisko, przejąc czyjś majątek. Wojny to coś w rodzaju resetu: zmieniają nie tylko granice, ale też tożsamość ludzi nowo przybyłych, którzy z dnia na dzień stają się zasiedziałymi z dziada pradziada. W takiej sytuacji nikt nie jest w stanie dojść prawdy, poza tymi którzy zostali zesłani do Kazachstanu, ale nie do Kirgistanu, w którym „zesłańcy” żyli jak pączki w maśle. I może właśnie po to były te zsyłki, by uwiarygodnić tych z Kirgistanu. A ci z Kazachstanu? Nich tam sobie dożywają. 22 lata to szmat czasu, a jak trzeba będzie, to wydłuży się czas oczekiwania na powrót do „ojczyzny”. Za dużo jest w Polsce ludzi na wysokich stanowiskach, których rodzice czy dziadkowie zajęli miejsce wywiezionych do Kazachstanu, a może nawet zaadoptowali ich nazwiska, by pozwolić powracać dzieciom czy wnukom tych wywiezionych.

Praska Wiosna

Parę dni temu na kanale Powojnie jego autor omawiał wydarzenia Praskiej Wiosny z 1968 roku. Przedstawił wszystkie najważniejsze wydarzenia z tamtego okresu. Na początku nawiązał do rewolucji węgierskiej z 1956 roku i zaakcentował, że Zachód nie zareagował na wydarzenia w Budapeszcie. W związku z tym stwierdził, że należy liczyć tylko na własne siły. W tym czasie w Czechosłowacji I sekretarzem był Antonin Novotny.

W celu większej przejrzystości postanowiłem wypunktować najważniejsze, według autora, wydarzenia tamtego okresu:

  • W 1957 roku umiera prezydent Republiki Antonin Zapotocky; Novotny zostaje przywódcą partii i państwa.
  • Nastają czasy neostalinizmu: zaostrzona cenzura, koncentracja gospodarki na przemyśle ciężkim, kolektywizacja wsi.
  • W 1960 roku uchwalono nową konstytucję: na czechosłowackim godle, zamiast korony, pojawia się czerwona gwiazda.
  • Dojście do władzy Chruszczowa staje się pretekstem do wprowadzenia pewnych reform.
  • Autorytarne rządy Novotnego stają się przyczyną protestów; w 1967 roku dochodzi do starć ze studentami, którzy protestowali przeciwko przerwom w dostawach prądu w akademikach; protestowało około 1000 osób, ale z powodu braku lidera, służby szybko uporały się ze studentami.
  • Siłowe rozwiązania nie wszystkim komunistom podobały się; w komitecie centralnym narodziła się grupa reformatorów na czele z szefem partii na Słowacji Aleksandrem Dubczekiem.
  • W styczniu 1968 roku nad Novotnym zebrały się czarne chmury; podczas plenum dyskutowano o zasadności pełnienia przez niego dwóch funkcji: I sekretarza i prezydenta; zdania były podzielone, ale Novotny zapowiedział, że przekaże funkcję I sekretarza Dubczekowi, którego kandydatura nie wzbudzała żadnych kontrowersji.
  • Trzy tygodnie później w ogólnokrajowej gazecie „Prace” komunista, Josef Smrkovsky, opublikował artykuł „O co dziś chodzi”; napisał, że jego ojczyzna potrzebuje zmian i poparł żądania Słowaków w kwestii szerszej autonomii; został też bliskim współpracownikiem Dubczeka.
  • W marcu 1968 Novotny traci stanowisko prezydenta, zastępuje go Ludvik Svoboda.
  • Dubczek spotyka się w Moskwie z Breżniewem i zapewnia go, że Czechosłowacja nie planuje wystąpić z bloku wschodniego.
  • Wprowadzano reformy, m.in. zniesiono cenzurę prewencyjną.
  • 5 kwietnia Czesi i Słowacy przyjęli program ograniczający działania tajnej policji i zakładający federalizację państwa na dwa narody oraz wprowadzenie demokracji; Czesi i Słowacy mieli otrzymać możliwość swobodnego poruszania się po Europie; nadal zapewniano o chęci pozostania w Układzie Warszawskim i RWPG.
  • Pomimo to Moskwa zapowiedziała na początku maja manewry w Czechosłowacji; w Pradze doszło do protestów.
  • Dubczek jedzie do Moskwy na rozmowy z Breżniewem, który stwierdza, że manewry to konieczność, by zacieśnić przyjaźń.
  • 8 maja narada przywódców państw bloku wschodniego; Breżniew oznajmił przybyłym gościom, że w Czechosłowacji zwycięża kontrrewolucja; szczególnie mocno wspierali go Władysław Gomułka i Walter Ulbricht z NRD
  • Dla ZSRR Czechosłowacja była ważna ze względów strategicznych; w tym czasie nie było w niej wojsk radzieckich.
  • 10 maja manewry odstraszające w Polsce.
  • 20 czerwca ćwiczenia wojsk radzieckich na terenie Czechosłowacji (20 tys. żołnierzy).
  • Kolejny krok milowy Praskiej Wiosny to tekst „Dwa tysiące słów” Ludvika Baculika; odezwa powstała we współpracy ze środowiskiem czeskich intelektualistów; tekst ukazał się w największych gazetach w kraju 26 czerwca 1968 roku; podpisało się pod nim ponad 120 rys. osób; zaatakowano w nim partię i stwierdzono, że panujący ustrój został narzucony siłą przez Moskwę; jednocześnie autor stwierdził, że zmian powinni dokonywać komuniści, bo tylko wtedy uda się uniknąć chaosu.
  • 14 lipca w gmachu Urzędu Rady Ministrów w Warszawie spotkali się przedstawiciele partii i rządów z Bułgarii, Polski, Węgier, NRD i ZSRR; w obradach nie uczestniczyli reprezentanci Czechosłowacji i Rumunii.
  • Władze w Pradze ponownie zadeklarowały, że nie zamierzają opuszczać Układu Warszawskiego.
  • Przygotowania do wojskowej operacji trwały już w najlepsze.
  • Ostatnie spotkanie z Breżniewem i innymi przywódcami w Czernej nad Cisą; domagał się on zaprzestania rehabilitacji ofiar reżimu stalinowskiego oraz zaostrzenia cenzury.
  • Na spotkaniu w Bratysławie czechosłowaccy politycy obiecali przedstawicielom pozostałych państw bloku wierność socjalizmowi; zgodzili się też na to, że ochrona ustroju w Czechosłowacji leży w gestii wszystkich krajów bloku wschodniego; i ten fragment zostanie wykorzystany do inwazji na rzekomo suwerenny kraj.
  • 9 sierpnia Pragę odwiedza Tito, co dla Moskwy stanowiło sygnał, że Praga żąda niezależności.
  • 13 sierpnia wszystko było gotowe do przeprowadzenia inwazji.
  • Ostateczna decyzja została podjęta podczas posiedzenia Biura Politycznego KPZR 16 sierpnia.
  • 18 sierpnia pojawiają się w Moskwie delegacje krajów bloku wschodniego; na zamkniętym spotkaniu Breżniew poinformował Gomułkę, Kadara, Żiwkowa i Ulbrichta, że strona czechosłowacka nie dotrzymała obietnic złożonych w Bratysławie; twierdził, że w Pradze nadal dochodzi do antysocjalistycznych demonstracji, a w służbach nastąpiło rozprzężenie.
  • Decyzja mogła być tylko jedna – porządek w Czechosłowacji miał być zaprowadzony siłą.
  • Rozpoczęła się operacja „Dunaj”.
  • W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku armie Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji; inwazji dokonało ponad pół miliona żołnierzy ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii oraz NRD.
  • Oficjalnie doszło do niej w związku z listem, w którym rzekomo czechosłowaccy przywódcy poprosili Kreml o pomoc w zwalczeniu kontrrewolucji.

x

Mamy powyżej opisaną sekwencję zdarzeń w Czechosłowacji od końca lat 50-tych do 1968 roku, a więc 10 lat, w ciągu których przygotowywano się do tej operacji. W blogu Czechosłowacja ’68 pisałem, że na początku lat 60-tych pojawiły się głosy krytyczne wobec Novotnego i kierownictwa, nawet w obrębie rządzącej partii komunistycznej. Później dołączyli literaci, a po nich studenci i w końcu protest rozszerza się na społeczeństwo. Schemat zbliżony do tego zastosowanego w Polsce w marcu 1968 roku. Dochodzi więc do tego, że z byle błahego powodu zaczynają protestować studenci, co pobudza w partii żywioły reformatorskie. Następuje szereg wyreżyserowanych zdarzeń, których kulminacją jest decyzja o rozpoczęciu operacji „Dunaj”, czyli inwazja na Czechosłowację.

Dlaczego w tej operacji wzięło udział około pół miliona żołnierzy i niewyobrażalna ilość sprzętu wojskowego? Solidarność pacyfikowało 30 tys. milicjantów i 70 tys. żołnierzy. A przecież był to ruch na skalę znacznie większą, niż to, co wydarzyło się w Czechosłowacji. Również na Węgrzech w 1956 roku było podobnie i do tego doszły tam jeszcze zniszczenia.

Pojałtański porządek w Europie trwał do 1989 roku i nic nie mogło go wzruszyć do czasu zaplanowanego upadku Związku Radzieckiego. Gdy więc Amerykanie wcześniej dotarli do Niemiec i zajęli tereny przyszłej NRD, to musieli się z nich wycofać, co też nastąpiło. Nie było więc żadnych szans na to, by jakieś państwo z Układu Warszawskiego wyrwało się z objęć Związku Radzieckiego i wpadło w objęcia Zachodu, czyli Ameryki. A jednak doszło do takich prób. Co więcej, Amerykanie, poprzez swoje rozgłośnie radiowe, zachęcali do nich. O co zatem chodziło w tym wszystkim?

Skoro kruk krukowi oka nie wykole, co oznacza, że supermocarstwa nie walczą ze sobą bezpośrednio, czego dowód w blogu Syberia, to znaczy, że wojska radzieckie nie musiały stacjonować w Czechosłowacji, pomimo że jej terytorium wdziera się klinem w Niemcy i jej granica zachodnia jest bardziej wysunięta na zachód niż Berlin. Zatem tłumaczenie inwazji tym, że – wobec rosnącego napięcia i groźby wojny nuklearnej – Związek Radziecki chciał rozlokować swoje wojska na granicy z Niemcami Zachodnimi jest bez sensu. Podobnie jak tłumaczenie, że Związek Radziecki chciał ulokować na tej granicy pociski z głowicami nuklearnymi, ale żeby to ukryć, użył takiej ilości sprzętu i ludzi, by ta „igła w stogu siana” nie została znaleziona.

Jeśli nie o to chodziło, jeśli Związek Radziecki wiedział, że Zachód nie zareaguje, to po co było tak brutalne działanie w przypadku Węgier i tak monstrualna akcja w przypadku Czechosłowacji? Po to, by w światowej opinii publicznej wyrobić przekonanie, że Związek Radziecki to imperium zła, jak to ujął swego czasu Ronald Reagan. Gdy więc nastały czasy Solidarności, to jesienią 1981 roku najczęściej powtarzanym pytaniem było: wejdą, nie wejdą? Obawa przed interwencją radziecką była wśród ludu powszechna. Tylko po co mieliby wchodzić, skoro w Polsce wojska radzieckie, w odróżnieniu od Czechosłowacji roku 1968, stacjonowały? To był jednak dobry pretekst, by Jaruzelski mógł użyć własnego wojska. Stan wojenny został w Polsce wprowadzony bezprawnie, bo w tym czasie obradował sejm i tylko on mógł podjąć taką decyzję. To dziś nie przeszkadza politykom wszelkich opcji biegać do Jaruzelskiej, którą wykreowano na gwiazdę mediów internetowych. Polityka to cyrk, a politycy nie są nawet marionetkami, są klaunami.

W okresie powojennym wylansowano Związek Radziecki na imperium zła i tym imperium pozostaje Rosja jako jego spadkobierczyni. Ten wizerunek, wykreowany m.in. poprzez interwencje radzieckie na Węgrzech i w Czechosłowacji, jest obecnie wykorzystywany w wojnie na Ukrainie. Straszą nas cały czas tym, że Rosja zaatakuje, że trzeba temu przeciwdziałać, czyli wykonać uderzenie wyprzedzające, a ono z kolei pociągnie za sobą reakcję Rosji. Wszystko więc wskazuje na to, że tym razem NATO będzie walczyć z Rosją w strefie zgniotu, jaką jest Polska od unii polsko-litewskiej. Wtedy to było przedmurze Europy. Jeśli NATO zaatakuje z terytorium Polski, to Rosja odpowie tym samym i zaatakuje terytorium, z którego zostaną wystrzelone rakiety.

Imperium brytyjskie, którego ostoją są obecnie Stany Zjednoczone, zostało stworzone przez Żydów. Również imperium rosyjskie zostało przez nich stworzone. Dzięki temu, że nimi rządzą, mogą kreować konflikty na całym świecie. Ich cel jest zawsze taki sam – skłócać i osłabiać narody rdzenne. Dzięki temu mogą nad nimi panować, a więc również nad całym światem.

Funt szterling

Donald Trump obiecał, że jak zostanie prezydentem, to zakończy wojnę na Ukrainie w ciągu godziny. Natomiast, gdybym ja został prezydentem Stanów Zjednoczonych, to w ciągu godziny uszczęśliwiłbym całą ludzkość, czyli zakończyłbym wszystkie wojny na świecie poprzez zakaz kreowania pieniądza bez pokrycia. Niestety, nie zostanę nim, w związku z czym świat nadal będzie musiał męczyć się z tymi dwiema żydowskimi plagami. Inna sprawa, że nawet gdybym nim został, to nie poradziłbym sobie z nimi. Są one nie do usunięcia, a to znaczy, że wszelkie inne pomysły na uczynienie ludzi szczęśliwymi są tylko mrzonką. I żadne wybory niczego tu nie zmienią. Wojny istnieją tylko dlatego, że światowe mocarstwo może kreować pieniądz bez pokrycia i w ten sposób finansować je, dobrze wynagradzać żołnierzy i najemników. Bez tego żadna wojna nie byłaby możliwa. Wcześniej też były wojny, ale nigdy na taką skalę i nigdy światowe. Wtedy fałszowano złote monety i z tej samej ilości złota bito więcej monet o mniejszej jego zawartości, wciskając je ludziom jako pełnowartościowe. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że oderwałem się od rzeczywistości, mówiąc delikatnie. Ale to już było…, jak śpiewała Maryla Rodowicz.

Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło
To do przodu wciąż wyrywa głupie serce
Ale to już było znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło
To naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami

Cały czas jesteśmy tacy sami i wierzymy w demokrację, w to, że w końcu ktoś zrobi z tym wszystkim porządek. Ale jak dotychczas – „Na Zachodzie bez zmian”. A co już było? Po części o tym w blogu Pieniądze i wojny. A było to, że nie kreowano pieniądza bez pokrycia i świat się nie zawalił. Wprost przeciwnie, nie było wielkich wojen, a gospodarka kwitła. To była tzw. epoka wiktoriańska – czas funta szterlinga i Anglii jako fabryki świata. I choć tyle się zdarzyło, to już znikło gdzieś za nami. A w Wikipedii można przeczytać:

Pochodzenie słowa

Funt szterling jest często oznaczany symbolem £ (rzadko L). Symbol jest pisaną w starym stylu wielką literą L, przekreśloną poziomo dla podkreślenia, że jest to skrót. Skrót pochodzi od łacińskiego słowa libra oznaczającego zarówno wagę, jak i jednostkę masy – funt. Z tej przyczyny nazwa waluty jest często tłumaczona na języki obce i szczególnie w językach romańskich może to powodować nieporozumienia, np. w hiszpańskim i portugalskim libra, rumuńskim lira, francuskim livre.

W celu odróżnienia jednostki pieniężnej od jednostki wagi dodano słowo „szterling”, co w przypadku srebra można przetłumaczyć z angielskiego jako „najwyższej próby”. Pierwotnie szterlingiem nazywano srebrną monetę jednopensową ważącą 1,555 grama, co stanowiło 1/240 funta trojańskiego (aptekarskiego). Z czasem, gdy z utratą siły nabywczej waluty pens był wypierany w powszechnym użyciu przez funta, nazwa ta zaczęła oznaczać funta.

Podział

Funt szterling dzieli się na 100 pensów, którego symbolem jest „p” i tak często jest określany w mowie potocznej w języku angielskim. Do 15 lutego 1971 funt dzielił się na 240 pensów (skrótowo zapisywanych „d” od słowa denar), bądź na 20 szylingów („l”, bądź „s” od solid). Pens po przejściu na system dziesiątkowy w 1971 z racji różnicy wartości był początkowo nazywany nowym pensem.

Historia

Szterling został wprowadzony do obiegu przez angielskiego króla Henryka II w 1158 i był wymienialny na srebro. W 1816 zmieniono wymienialność funta ze srebra na złoto i utrzymywano ją do 1914. W tym czasie kurs funta utrzymywał się na poziomie około $4,9 za £1. W roku 1926 powrócono do wymienialności na złoto, jednak w tym czasie w obiegu nie były już używane złote monety, a banknoty, które można było wymieniać na sztaby złota. System waluty sztabowo-złotej został ostatecznie porzucony 21 września 1931 podczas wielkiego kryzysu. Po wycofaniu się z systemu waluty złotej funt został zdewaluowany o 20%. Funt stał się całkowicie wymienialny w 1946, co było warunkiem udzielenia 3,75 miliarda dolarów pożyczki przez Stany Zjednoczone. Po wycofaniu się z powiązania funta ze złotem próbowano ustabilizować kurs waluty poprzez związanie wartości funta z innymi walutami począwszy od amerykańskiego dolara. Jednak próby były nieudane, co pociągnęło za sobą 30% dewaluację w 1949.

W połowie lat 60. wystąpiła kolejna presja na obniżenie wartości waluty. W 1966 w obliczu spadającego kursu waluty rząd brytyjski wprowadził restrykcyjne ograniczenia dewizowe. Jednym z nich był zakaz wywozu przez turystów z kraju więcej niż 50 funtów (zniesiony w 1970). W tym czasie, w listopadzie 1967, funt został zdewaluowany o 14,3% do poziomu 2,41 dolara. W 1976 nastąpił kolejny kryzys. Kurs funta spadł w stosunku do dolara do poziomu 1,57 i Wielka Brytania była zmuszona zaciągnąć pożyczkę w MFW w wysokości 2,3 miliarda funtów. Najniższy historyczny kurs funt osiągnął w lutym 1985, gdy za funta można było otrzymać jedynie 1,05 dolara.

W 1988 rząd Margaret Thatcher zdecydował się związać funta z marką niemiecką, a w 1990 włączono go do systemu ERM (mechanizm stabilizacji kursów walut państw EWG) z kursem do niemieckiej marki na poziomie około 2,90 marki za funt. Już w 1992 funt został zmuszony do opuszczenia systemu po tzw. Czarnej Środzie (16 września), kiedy to grupa spekulantów z George’em Sorosem na czele przeprowadziła spekulacyjny atak na funta, który Sorosowi przyniósł zysk przeszło miliarda dolarów, a funtowi spadek wartości o 25% w ciągu kilku dni.

x

Mamy więc taką sytuację, że od 1816 roku do 1914 roku, a więc przez 100 lat, kurs funta do dolara utrzymywał się na poziomie 1:5. Później wszystko zmieniło się. W 1913 roku powstał Fed, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych, co w zasadzie wszystko wyjaśnia. Co się dzieje, gdy pieniądz nie jest kreowany z niczego? W blogu Pieniądze pisałem:

„Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by waluta, która zyskuje na wartości ze względu na wzrastającą ilość dóbr i usług, była dzielona na mniejsze jednostki. Wówczas zyskują wszyscy ci, którzy oszczędzają, a ci, którzy pożyczają muszą spłacać w walucie, która jest już znacznie więcej warta niż wówczas, gdy w niej pożyczali i w tym są ukryte odsetki od pożyczonego kapitału. Koszt kredytu jest tylko po stronie kredytobiorcy, zupełnie tak jak obecnie, ale zyskują nie finansowi macherzy, tylko ci, którzy oszczędzają.”

A Wikipedia pisze:

Od XVIII wieku walutą Wielkiej Brytanii jest funt szterling (pound sterling), który od 15 lutego 1971 jest równy 100 pensom (pence). Wcześniej jeden funt był równy 20 szylingom, zaś jeden szyling (shilling) – 12 pensom (pence). Jeszcze wcześniej 1 pens dzielił się na dwie półpensówki (halfpenny) lub na 4 ćwiartki (farthings).

Funt oznaczany był symbolem “£”, szyling literą “s.”, pens “d.” Obecnie, dla rozróżnienia między “starym” pensem a nowym, stosuje się oznaczenie tego ostatniego “p.”; szyling wyszedł z użycia, a oznaczenie funta symbolem “£” pozostało bez zmian. Przykładowo zapis £2 5s. 3d. lub analogicznie “2/5/3” oznaczał: “2 funty, 5 szylingów, 3 pensy”. Jeżeli podano tylko dwie cyfry, oznaczało to szylingi i pensy, np. “5/3” oznacza to samo, co “5s. 3d.”, czyli 5 szylingów i 3 pensy.

Wartość 5 szylingów (1/4 funta) odpowiadała koronie (crown), zaś pół korony stanowiły dwa szylingi i sześć pensów (2s. 6d.). Ceny artykułów wysokiej jakości oraz honoraria przedstawicieli wolnych zawodów (lekarzy, adwokatów itp.) liczone były w gwineach. 1 gwinea (guinea, gn.) stanowiła funta i szyling, czyli 1gn. = £1 1s = 21s.

x

Być może komuś ten system monetarny wydaje się zawiły, ale nie ma innego sposobu, by zachować wartość pieniądza w czasie, a tym samym wartość pracy w czasie. Dzieje funta szterlinga są na to dowodem. Przez sto lat zachowywał swoją wartość, a właściwie ją zwiększał. I po to były potrzebne te szylingi, pensy, półpensówki i ćwiartki – po to, by móc dokonywać drobnych zakupów. W 1931 roku, po wycofaniu się z systemu waluty złotej, funt został zdewaluowany o 20%, w 1949 – o 30%, w 1967 roku – o 14,3%. W 1976 roku kurs funta spadł do poziomu 1,57 za dolara. W 1985 roku spadł do najniższego w historii poziomu 1,05 za dolara. I to wszystko w ciągu 54 lat.

Zwykli ludzie zyskują tylko tylko w takim systemie, jaki panował w Wielkiej Brytanii w latach 1816-1914. Nawet gdyby odkładali na swoje emerytury jakieś grosze, to im dłużej by żyli, tym więcej by mieli. Jak w bajce, nieprawdaż? Czy któraś z partii, czy któryś z polityków czy kandydatów na prezydenta – czy one i oni proponują takie rozwiązanie problemów społecznych?