Krach finansowy

W dniu 3 listopada Tomasz Piekielnik zamieścił na swoim kanale krótką analizę tego, co dzieje się w światowych finansach i zastanawiał się nad tym, czy ostatnie decyzje Warrena Buffeta nie są oznaką zbliżającego się krachu finansowego. Poniżej wybrane przeze mnie fragmenty jego wypowiedzi.

Warren Buffet zgromadził gotówkę większą niż polskie państwo jest w stanie ściągnąć w podatkach przez dwa lata. Sprzedał duży pakiet akcji firmy Apple, a wcześniej – Bank of America, a jeszcze wcześniej – innych firm. I dziś zgromadził gotówkę ponad 330 miliardów dolarów. Dlatego warto się temu przyjrzeć, bo być może czeka nas kryzys finansowy i nie tylko finansowy.

Dane, które zgromadziłem, pokazują, że albo gospodarkami, czyli państwami rządzą szaleńcy, albo ci ludzie wiedzą, o co chodzi i kreują wydarzenia w świecie finansów, nawet takie jak kryzys czy krach. Warto się tym interesować, bo w mojej ocenie Warren Buffet, to nie tylko guru inwestowania. Nie brak słów, także w świecie finansów, że Warren Buffet, to nie wybitny inwestor, który potrafi – dzięki swoim zmysłom, logice i… no właśnie!, jakimś dodatkowym jeszcze czynnikom – podejmować świetne decyzje inwestycyjne, ale to człowiek, który podejmuje te decyzje dlatego, że kreuje wydarzenia, które towarzyszą tym decyzjom. Wydarzenia, które potem skutkują określonymi wzrostami czy spadkami na rynkach finansowych. Obojętnie, jaka jest prawda, warto śledzić jego ruchy, bo one dowodzą dobitnie, że może się coś wydarzyć na rynkach finansowych. I w mojej opinii tak właśnie się staje.

Jeszcze w 2022 roku Buffet określał Apple jako jednego z „czterech gigantów” Berkshire (sp. Buffeta – przyp. W.L.), odpowiadającego za większość wartości firmy. Zatem, jeśli Warren Buffet mocno wycofuje się z firmy Apple, to uważa, że albo sama firma, albo cały rynek, czyli branża, w której działa Apple, albo cała giełda spadnie i to mocno. Bo jeżeli uważa, że nie warto trzymać swoich kapitałów w akcjach tej firmy – technologicznej czy innych, jak Bank of America, lepiej mieć gotówkę, to znaczy, że z tą gotówką zamierza niebawem coś zrobić i warto to śledzić, bo to powie nam, w jakim kierunku będzie zmieniał się rynek finansowy.

Od wielu kwartałów Warren Buffet sprzedaje akcje spółek, które posiada, po to, żeby je spieniężyć, po to, żeby dysponować gotówką. Warto więc zadać pytanie: co się wydarzy z rynkami finansowymi? Ale warto też zadać sobie pytanie: czy dług publiczny może rosnąć do nieba? A jeżeli nie, to gdzie znajduje się granica możliwości zadłużania się? W Polsce zadłużenie przekroczy w przyszłym roku 60% PKB, a to oznacza, że czeka nas dyscyplina budżetowa, cięcia wydatków. Na ten moment zadłużenie przekroczyło już grubo 1 bilion 800 miliardów złotych. Deficyt w budżecie centralnym przekracza 240 miliardów złotych. Do tego poza skarbem państwa istnieją różnego rodzaju fundusze. Jest ich prawie dwadzieścia. Tam lokowany jest również dług, bo te fundusze mają możliwość emitowania obligacji.

Deficyt w USA w 2024 roku przekroczy 1,8 biliona dolarów. To tyle brakuje w kasie rządu Stanów Zjednoczonych. Nie miejmy złudzeń, bezkrytyczne zadłużanie musi pchnąć władze zza Waszyngtonu, tak nazywam deep state, który w istocie pociąga za sznurki na świecie, nie tylko w kwestii tego, gdzie wybuchnie jakaś wojna, czytaj: gdzie będzie wprowadzona demokracja, ale także, co z finansami światowymi. I tutaj mamy do czynienia z dwoma kierunkami, którymi, moim zdaniem, Ameryka będzie podążać. Po pierwsze, krach i kryzys, ale nie taki, który będzie niespodzianką. Czemu miałby on służyć? Temu, żeby zdewaluować wartość swego długu. Krach i kryzys jest też powodem do różnego rodzaju działań, które na co dzień nie przejdą, na które społeczeństwa w normalnych okolicznościach się nie zgodzą. To po pierwsze. Po drugie – wojny. Wojny to sytuacje, które powodują także reset w dziedzinie finansów. A po ich zakończeniu następuje jakaś odbudowa. I gospodarki, które wezmą udział w tych odbudowach, znacznie zyskają. Zwróćmy uwagę, co się stało w Stanach Zjednoczonych po II wojnie światowej. Po pierwsze amerykańska gospodarka nie została zniszczona działaniami wojennymi, bo tam żadne inwazje nie miały miejsca. Co działo się po tym czasie? Gospodarka amerykańska zaczęła się mocno rozwijać za sprawą kilku okoliczności, ale jedną z nich był fakt, że Ameryka wykreowała swoją walutę światową. Zrezygnowała z pokrycia dolara w złocie, co spowodowało możliwość wykreowania tej waluty w takiej ilości, o jakiej nie byłoby mowy, gdyby dolar miał pokrycie w złocie lub skorelowany był sztywno z jakimś innym dobrem lub kruszcem.

I co się dzieje dzisiaj? Dzisiaj mówi się nam o wprowadzeniu waluty cyfrowej. Co jest potrzebne na świecie, aby się wydarzyło, aby społeczeństwa przyjęły nowe mechanizmy finansowe, nową walutę, obojętnie jak ją nazwiemy, jednak walutę zupełnie inną? To podobnie jak po II wojnie światowej rozpoczęły się działania na dolarze. Co potrzeba, aby na świecie się wydarzyło, abyśmy przyjęli nowe mechanizmy finansowe w ramach tzw. wielkiego resetu? I tu odpowiedź jest jasna – wojna, duża wojna.

x

Piekielnik poruszył tu kilka zagadnień, do których wypada się odnieść. Buffet sprzedał akcje i zgromadził potężną gotówkę. Nawet jeśli sprzedał je w kilku transakcjach, to i tak były to sumy dla nas niewyobrażalne. Jednak Piekielnik nie powiedział, komu on je sprzedał. Kto mógł kupić te akcje? Czy inni prywatni inwestorzy, może nie tak potężni, ale też wielcy, kupiliby akcje, których wyzbywa się największy z nich? Mało to prawdopodobne. Kto zatem dysponuje tak wielkimi pieniędzmi, że w każdej chwili może je wyłożyć? Są to fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe i inne tego typu instytucje, które dysponują nieprzerwanym dopływem pieniędzy. Kto na tym tarci? Zwykły człowiek, którego zmuszono do lokowania części swojej składki emerytalnej w takich funduszach. Być może później, gdy akcje tych spółek, które Buffet sprzedał, spadną na tyle nisko, że znowu staną się atrakcyjne, to odkupi je on, bo co zrobi z tą gotówką? A może kupi tanio inne akcje i sprzeda je później, gdy ich cena wzrośnie, jakiemuś funduszowi emerytalnemu czy innemu. Do tego, by przeprowadzać takie operacje potrzebny jest jeden warunek: wszyscy ludzie we wszystkich tych instytucjach muszą ze sobą współpracować i wykonywać polecenia, które otrzymują. To jest możliwe tylko wtedy, gdy należą do tej samej nacji handlowej, bo handel akcjami, to też handel. Celem podstawowym jest tu nie tyle zysk, ile zubożenie pozostałych nacji.

Czy do tego, by wprowadzić walutę cyfrową, potrzebna jest rewolucja w postaci wojny czy krachu finansowego? Przebieg „pandemii” i zachowania większości ludzi podczas niej dowodzą, że – nie. Zresztą waluta cyfrowa już istnieje i ludzie powszechnie z niej korzystają, więc jest to tylko kwestia czasu, gdy zupełnie się do niej przyzwyczają. Gotówka istnieje po to, by nie odcinać ludziom starszym dostępu do pieniędzy, ale też po to, by mógł istnieć czarny rynek i szara strefa, w których również Żydzi działają.

Czy dług publiczny może rosnąc do nieba? – pyta Piekielnik. I twierdzi, że nie może, bo ogranicza ten proceder dyscyplina budżetowa, która nie pozwala na to, by deficyt budżetowy był większy, niż 60% PKB, ale za chwilę dodaje, że rząd lokuje swój dług również w funduszach pozabudżetowych, których jest prawie dwadzieścia. A więc dług może rosnąć do nieba. Dlaczego nie? Jeśli inflacja może…

„Największą hiperinflacją w historii była hiperinflacja na Węgrzech po zakończeniu II wojny światowej, gdzie w 1946 roku największym nominałem był banknot 100 000 000 000 000 000 000 (100 trylionów, gdzie trylion to jedynka z 18 zerami) pengő (przygotowano już do wprowadzenia banknot o nominale miliard bilionów (tryliarda) pengő , tj. jedynki z 21 zerami; zamiast opisu cyfrowego na banknocie znajdowało się oznaczenie „Egymilliárd B.-pengő”), a inflacja wyniosła 41 900 000 000 000 000 (41,9 biliarda) % w skali miesiąca, co oznaczało podwajanie się cen przeciętnie w ciągu każdych 15 godzin. Gdy w sierpniu 1946 roku wprowadzono tam forinta, przyjęto przelicznik 1:400 000 000 000 000 000 000 000 000 000, co oznacza, iż jeden forint otrzymał wartość czterystu tysięcy kwadrylionów (gdzie kwadrylion to jedynka z 24 zerami) pengő.” – Wikipedia. Więcej o hiperinflacji na Węgrzech w blogu Hiperinflacja c.d.

Krach i kryzys jest po to, by zdewaluować wartość swego długu – mówi Piekielnik. I tak było w Republice Weimarskiej po I wojnie światowej. Jak to działa? Więcej o tym w blogu Hiperinflacja. Fragment poniżej.

»Wskutek orzeczenia sądowego o spłacie kredytów z wiosny 1923, stanowiącego, że „marka marce równa” (niem. eine Mark gleich eine Mark), przedwojenne pożyczki zaciągnięte w markach złotych były spłacane w markach papierowych w stosunku 1:1. Wielu rolników i przedsiębiorców mogło szybko spłacić zaciągnięte wcześniej kredyty. Również skarb państwa spłacił długi wojenne w ten sposób – wykupując obligacje wojenne w kwocie 154 miliardów marek, których wartość nabywcza w listopadzie 1923 stanowiła 15,4 fenigów z 1913.

Und hier ist der Hund begraben (I tu jest pies pogrzebany). A więc skorzystali, rolnicy i przedsiębiorcy, tak pisze Wikipedia, poprawna politycznie. Bullock pisze o obszarnikach i przemysłowcach, a to zupełnie co innego. Ale warto było do niej zajrzeć, bo nie mogłem zrozumieć, z jakiego powodu inflacja w postępie arytmetycznym, przekształciła się w inflację w postępie geometrycznym, czyli hiperinflację. Nic takiego się wtedy w Niemczech nie działo, poza tym jednym orzeczeniem sądowym. Właśnie po nim nastąpiła ta zmiana. I skorzystał skarb państwa, jak zwykle bezlitosny i bezduszny wobec swoich obywateli. Okradł tych patriotycznie nastawionych, którzy kupowali obligacje wojenne. Taka była „wdzięczność” rządu niemieckiego. Ale nie łudźmy się – inne rządy nie są lepsze. Z drugiej strony, ci obywatele sami są sobie winni, jeśli wierzą rządowi: „Karl Helfferich ówczesny sekretarz stanu w Urzędzie Skarbu Rzeszy (niem. Reichsschatzamt), popierał politykę zadłużania. Jak sugerował Helfferich w swoim przemówieniu przed Reichstagiem w 1915 r., wykup obligacji wojennych po zwycięskiej wojnie mógł być finansowany z reparacji wojennych uzyskanych przez Niemcy od przegranych.«

Co było pierwsze, kura czy jajko? Czy wojny wywołują kryzysy i krachy finansowe, czy odwrotnie? Wielki kryzys z 1929 roku nie wybuchł po I wojnie światowej przed II wojną światową. Wybuchł dokładnie pośrodku. Jego celem było pozbycie się z amerykańskiego systemu bankowego ludzi nienależących do nacji handlowej.

15 sierpnia 1971 roku prezydent Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto, co oznaczało, że od tego momentu można było drukować go bez ograniczeń. To jednak nie było wynikiem II wojny światowej, bo nastąpiło to 26 lat po jej zakończeniu. To niemal zbiegło się z decymalizacją funta, przeprowadzoną 15 lutego 1971 roku. Od tego momentu funt odpowiadał 100 nowym pensom. Wcześniej było inaczej. Wikipedia tak pisze:

„Wcześniej jeden funt był równy 20 szylingom, zaś jeden szyling (shilling) – 12 pensom (pence). Jeszcze wcześniej 1 pens dzielił się na dwie półpensówki (halfpenny) lub na 4 ćwiartki (farthings).

Funt oznaczany był symbolem “£”, szyling literą “s.”, pens “d.” Obecnie, dla rozróżnienia między “starym” pensem a nowym, stosuje się oznaczenie tego ostatniego “p.”; szyling wyszedł z użycia, a oznaczenie funta symbolem “£” pozostało bez zmian. Przykładowo zapis £2 5s. 3d. lub analogicznie “2/5/3” oznaczał: “2 funty, 5 szylingów, 3 pensy”. Jeżeli podano tylko dwie cyfry, oznaczało to szylingi i pensy, np. “5/3” oznacza to samo, co “5s. 3d.”, czyli 5 szylingów i 3 pensy.

Wartość 5 szylingów (1/4 funta) odpowiadała koronie (crown), zaś pół korony stanowiły dwa szylingi i sześć pensów (2s. 6d.).

Ceny artykułów wysokiej jakości oraz honoraria przedstawicieli wolnych zawodów (lekarzy, adwokatów itp.) liczone były w gwineach. 1 gwinea (guinea, gn.) stanowiła funta i szyling, czyli 1gn. = £1 1s = 21s.”

Być może nam ten system wydaje się idiotyczny, ale w tym „szaleństwie” była metoda. W XIX wieku funt był najmocniejszą walutą świata i nie tracił na wartości. Być może wcześniej też tak było. Co zrobić, gdy towarów i usług przybywa, a pieniędzy – nie. Funt szterling (pound sterling) był bity w standardzie „sterling”, czyli próbie srebra 925 (na 1000), dolar – 900. W Niemczech obowiązywał standard 800. W PRL-u wybito z okazji XXX-lecia PRL monetę „kolekcjonerską” o próbie 625, czyli g… wartą, bo srebro w próbie poniżej 750 traci swoje walory. Tak więc, gdy funt zyskiwał na wartości, co oznaczało, że można było za niego kupić znacznie więcej, niż wcześniej, to trzeba było stworzyć nowe monety o mniejszej wartości tak, by można było kupować tańsze towary. To był system, w którym człowiek pracy nie był oszukiwany, przynajmniej w tym sensie, że pieniądze, które zarobił nie traciły na wartości. O tym pisałem w blogu Pieniądze.

„Żydzi rządzą pieniądzem od bardzo dawna, ale przed nimi byli Fenicjanie i to prawdopodobnie od nich wiele się nauczyli. Wmówili wszystkim, że rozwój może następować, gdy na rynku jest coraz więcej pieniędzy, a kredyt musi być oprocentowany. A dlaczego nie może być rozwoju, gdy ilość pieniądza jest stała? Gdy ilość pieniądza jest stała, a następuje rozwój, czyli pojawia się na rynku więcej dóbr i usług, to pieniądz zyskuje na wartości. Zysk oszczędzającego polegałby nie na dopisaniu mu odsetek, tylko na tym, że po jakimś czasie za te same pieniądze mógłby nabyć więcej dóbr i usług. Ryzyko kredytobiorcy polegałoby na tym, że w momencie spłaty kredytu ta sama nominalnie ilość pieniędzy miałaby znacznie większą moc nabywczą niż w momencie jego zaciągnięcia. Rola banku sprowadzałaby się do pośrednictwa pomiędzy oszczędzającymi, a kredytobiorcami. I mógłby on tylko pożyczyć pieniądze tych, którzy je tam wcześniej zdeponowali. Nie byłoby żadnej giełdy, żadnych funduszy inwestycyjnych i temu podobnych wynalazków. Po co? Pieniądz zyskiwałby na wartości w miarę rozwoju i upływu czasu. Wszystko byłoby odwrotnie niż teraz. A czy w takiej sytuacji możliwe byłyby jakieś wojny i konflikty zbrojne?”

No właśnie! Okres od 1815 do 1914 był praktycznie okresem bez wielkich wojen. Wtedy funt szterling był walutą światowa i najdroższą. Wszystko skończyło się w 1913, gdy powstał Fed.

Czy potrzebny jest kryzys finansowy i krach, by wybuchła wojna? Chyba nie! „Polski” minister spraw zagranicznych robi laskę Amerykanom, by pozwolili mu wciągnąć państwo polskie do wojny na Ukrainie. I pewnie tak się stanie. Wszystko rząd może zrobić, nie pytając swoich obywateli o zgodę. Jednak jedna rzecz jest najtrudniejsza – zmiana granic. I to już się dzieje. Ukrainie już je zmieniono. Wojna na małym skrawku Ukrainy dała też powód do przesiedlenia milionów Ukraińców z terenów nieobjętych wojną do Polski, co w warunkach pokojowych nie byłoby możliwe. Gdy Polska włączy się do wojny na Ukrainie, to będzie to pierwszy krok do zmiany jej granic.

I jeszcze jedno. W czasie wojen nie ma miejsca na kryzysy finansowe, krachy i hiperinflację, bo wtedy prowadzenie ich byłoby niemożliwe. One występują po wojnach i w czasie pokoju.

Czy zatem możliwy jest świat bez wojen, kryzysów finansowych, inflacji i hiperinflacji? Bez nieograniczonego kreowania pieniądza i giełd jest pewnie możliwy, choć całkowite wyeliminowanie wojen wydaje się mało prawdopodobne, czego uczy nas historia, to realne byłoby wyeliminowanie wojen światowych i znaczne ograniczenie lokalnych, czego dowodzi wiek XIX.

Poniatowski

Ostatnie lata istnienia Rzeczypospolitej Iluś Tam Narodów to panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego herbu Ciołek, czyli jednego z tych 47 herbów szlachty polskiej zaadoptowanych przez 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich w 1413 roku na mocy unii horodelskiej. I taki to był „Piast”. Wettinowie doprowadzili do tego, że RITN stała się protektoratem Rosji, co oznaczało, że nic bez jej zgody nie mogło się dziać. Sejm praktycznie został zlikwidowany. Jego niektóre funkcje przejęły sejmiki, wojsko zredukowane do minimum, a emisja pieniądza ograniczona, co oznaczało zastój gospodarczy. Wybór króla Norman Davies opisał tak:

„Droga Poniatowskiego istotnie nieźle została przetarta. Pole elekcyjne otoczono rosyjskimi żołnierzami oraz dworakami Czartoryskich. 6 września 1764 r. ci spośród szlachty Rzeczypospolitej, którzy już wcześniej nie opuścili z oburzeniem pola elekcyjnego, jednobrzmiącym okrzykiem ogłosili wybór swego nowego króla. Jak zauważył sam zwycięzca, była to najmniej kłopotliwa elekcja w dziejach Rzeczypospolitej.”

Można więc w tym momencie zadać sobie pytanie: czy tak wybrany król mógł, jak to się mówi, urwać się w pewnym momencie z rosyjskiego łańcucha? Chyba tylko naiwny mógłby w to uwierzyć. A drugie pytanie to: dlaczego część szlachty z oburzeniem opuściła pole elekcyjne? Przecież mogła zostać i głosować przeciw, skoro była taka oburzona. Wygląda więc na to, że i ona była krótko trzymana.

Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999 pisze m.in. tak:

Rozbiór Polski, którego dokonano w trzech etapach w latach 1772, 1793 i 1795, był wydarzeniem bezprecedensowym w nowożytnych dziejach Europy. Chociaż zwycięskie mocarstwa z zasady pozbawiały pokonanych rywali posiadłości terytorialnych, a także nie sprzeciwiały się podziałowi łupów w Indiach, Ameryce czy Afryce, nie zdarzył się przypadek, aby rozmyślnie i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy. Polskę poddano politycznej wiwisekcji przez okaleczenie, amputację i wreszcie całkowite rozczłonkowanie, jako jedyne usprawiedliwienie podając, że pacjent niezbyt dobrze się czuł. Agonia Rzeczypospolitej zbiegła się w czasie z okresem panowania jej ostatniego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732-98).

Żartownisie z epoki oświecenia ostrzyli swój dowcip na nieszczęściach Rzeczypospolitej. Fryderyk II, król pruski, protestant i jeden z najbardziej wścibskich sąsiadów Polski, pisał chełpliwie” „spożyjemy (…) jedna hostię – Polskę, i jeżeli nie zbawi to naszych dusz, to na pewno będzie z wielką korzyścią dla naszych państw”. Voltaire wymyślił słynny bon mot: „Jeden Polak – to sam urok, dwóch Polaków – awantura, trzech Polaków – o, to już Sprawa Polska”. Ich publiczność chichotała elegancko, wierząc, że Polska w ten czy inny sposób zasłużyła na swój los. Kanclerz rosyjski, Michał Woroncow, powiedział w 1763 r., że Polska jest bezustannie pogrążona w chaosie i że dopóki zachowa swój obecny ustrój, nie będzie zasługiwała na to, aby ją uznać za jedno z mocarstw Europy.

Nie da się oczywiście zaprzeczyć, że przypinana Polsce etykieta „Rzeczypospolitej Anarchii” nie była z gruntu bezzasadna. Przez blisko 50 lat, licząc od Sejmu Niemego 1717 r., politycy byli zupełnie bezsilni w kwestii naprawy wielu z jej poważnych dolegliwości. Państwo wciąż jeszcze było Rzeczpospolitą dwojga narodów, gdzie ścieranie się sprzecznych interesów obu części składowych – Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego – skutecznie utrudniało wszelkie próby reform. Monarchia była nadal monarchią elekcyjną – zabawką w rękach międzynarodowej dyplomacji. Działalność sejmu nadal paraliżowało liberum veto. Konstytucja nadal dopuszczała zawiązywanie konfederacji. Mimo 11 milionów ludności oraz obszaru wynoszącego 730 380 kilometrów kwadratowych – czyli większego niż obszar Francji lub Hiszpanii – wciąż jeszcze brak było centralnego skarbu, a szeregi armii królewskiej praktycznie liczyły nie więcej niż 12 000 ludzi. „Złota wolność”, którą większość szlacheckich obywateli nauczyła się uważać za chlubę swojej Rzeczypospolitej, straciła swe znaczenie w kraju, w którym dziewięć dziesiątych ludności żyło w ubóstwie i niewolo i gdzie z zasady wszystkie sprawy załatwiano obietnicami francuskiego złota lub groźba rosyjskiego przymusu. Przez blisko 50 lat Rzeczpospolitą traktowano jak rosyjski protektorat i rządzono w niej metodami, które w życiu cywilnym uznano by za normalne gangsterstwo. Dopóki rosyjscy gangsterzy dostawali swoją dolę, a polscy naiwniacy i frajerzy przyjmowali ich opiekę, panował spokój. Ale gdy tylko podopieczni próbowali zrzucić sobie z karku niepożądanych opiekunów, nieuchronnie zaczynały się kłopoty.

Trudnych do pojęcia wydarzeń okresu rozbiorów zupełnie nie da się we właściwy sposób zrozumieć, jeśli się sobie nie uprzytomni, że wewnętrzne kłopoty Polski systematycznie podsycali jej potężniejsi sąsiedzi. Rosja już od ponad wieku miesza się w wewnętrzne sprawy państwa. To Piotr I nalegał, aby mianowano go „opiekunem” prawosławnej mniejszości, i on uknuł skuteczną intrygę zmierzającą do osadzenia dynastii Wettinów na polskim tronie; on też wreszcie zmusił Sejm Niemy do zatwierdzenia ograniczeń skarbu, wojska i reform – restrykcji, które miały przyczynić do sparaliżowania życia publicznego. Nie tylko Rosja, ale także Szwecja, Prusy, Francja i Austria używały Polski jako pola bitwy, na którym można było tanim kosztem rozwiązywać własne spory. Mówiąc po prostu, słabość Polski znakomicie odpowiadała celom jej sąsiadów. Według ówczesnego frazesu, Polska była „karczmą Europy”. Co więcej, gdy tylko Polacy próbowali podjąć jakiekolwiek kroki w kierunku zaprowadzenia porządku w swoim domu zarówno Rosja, jak i Prusy podejmowały własne kroki, aby upewnić się, że nic się nie zmieni. W r. 1764, gdy sejm konwokacyjny powołał komisję finansową dla wprowadzenia powszechnego systemu ceł na wzór innych państw nowożytnych, Fryderyk pruski zainstalował w Marienwerder (Kwidzynie) komorę celną i baterię dział, z których bombardował i terroryzował polskie statki dla wymuszenia cła, dopóki nie zrezygnowano z wszelkich nowych propozycji. W tym samym roku Rosjanie zorganizowali najnowszą ze swych ekspedycji wojskowych, której zadaniem było dopilnowanie, aby nadchodząca elekcja królewska przebiegła zgodnie z planem. Jeżeli w okresie, który miał teraz nastąpić, Polacy istotnie sami przyczynili się do katastrofy, to raczej dlatego, że desperacko próbowali wyzwolić się z anarchii, niż dlatego, że rzekomo pragnęli się w niej tarzać. Dla wszystkich powinno być jasne, że despoci z Petersburga i Berlina, którzy własnym poddanym odmawiali większości swobód obywatelskich, nigdy nie mogliby stać się prawdziwymi orędownikami jakiejkolwiek prawdziwej „złotej wolności” w Polsce.

x

Chociaż zwycięskie mocarstwa z zasady pozbawiały pokonanych rywali posiadłości terytorialnych, a także nie sprzeciwiały się podziałowi łupów w Indiach, Ameryce czy Afryce, nie zdarzył się przypadek, aby rozmyślnie i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy.

Czy rzeczywiście było to jedno z historycznych państw Europy? Rzeczpospolita nie była państwem, a jeśli już, to raczej quasi-państwem. Dalej Davies pisze:

Przez blisko 50 lat, licząc od Sejmu Niemego 1717 r., politycy byli zupełnie bezsilni w kwestii naprawy wielu z jej poważnych dolegliwości. Państwo wciąż jeszcze było Rzeczpospolitą dwojga narodów, gdzie ścieranie się sprzecznych interesów obu części składowych – Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego – skutecznie utrudniało wszelkie próby reform.

Jeśli było to państwo dwóch narodów, to używanie określenia „Rzeczpospolita Anarchii” jest zwyczajnym nadużyciem i zafałszowaniem obrazu historii. Bo jeśli jeden naród zabiega o swoje interesy – choć w tym wypadku należałoby powiedzieć, że to feudałowie czy bojarzy litewscy i rusińscy bronili swoich interesów – to nazywanie tego anarchią jest lekką przesadą. I jak w ogóle cokolwiek naprawiać, jeśli były to różne państwa? Postanowienia unii lubelskiej według Wikipedii to m.in.:

  • wspólny władca i wspólny sejm
  • wspólna polityka obronna i zagraniczna
  • odrębne urzędy centralne, tytuły i dostojeństwa z zakresem kompetencji identycznym w obu krajach
  • jednakowa moneta bita osobno w każdym państwie
  • odrębne wojsko polskie i litewskie
  • odrębne języki urzędowe (na Litwie język ruski)
  • zachowano w mocy wszystkie dotychczasowe prawa i przywileje obowiązujące w obu państwach, jak również odrębne sądownictwo i prawo sądowe

Mamy więc tu do czynienia z dwoma państwami, choć używanie tego terminu w stosunku do Litwy jest pewnym nadużyciem, bo WKL było raczej luźnym związkiem księstw, w którym nie było typowej dla państw silnej władzy centralnej i sprawnej administracji. Takim państwem było Królestwo Polskie nazywane również Koroną. I to właśnie ono było tym historycznym państwem, które zostało zlikwidowane przez Jagiellonów w trakcie ich rządów w okresie unii personalnej w latach 1385-1569.

Monarchia była nadal monarchią elekcyjną – zabawką w rękach międzynarodowej dyplomacji. Działalność sejmu nadal paraliżowało liberum veto. Konstytucja nadal dopuszczała zawiązywanie konfederacji.

Nie wiadomo kto stworzył ustrój Rzeczypospolitej. Wiadomo tylko, że na mocy dwóch statutów z 1530 i 1538 roku Zygmunt Stary zatwierdził, że wybór króla po śmierci jego syna, Zygmunta Augusta, miał się odbywać na zasadzie wolnej elekcji. Powstał więc ustrój, który całkowicie sparaliżował działanie obu państw w ramach jednej unii. To oczywiście znakomicie ułatwiło ingerowanie obcych mocarstw w sprawy tworu zwanego Rzeczpospolitą, ale też ułatwiało potężnym bojarom rusińskim i litewskim prowadzenie własnej polityki i układanie się z obcymi mocarstwami, czego wynikiem były stronnictwa ruskie, pruskie i francuskie, a wcześniej również szwedzkie.

„W czasie wojny domowej na Litwie (zwanej też wojną sapieżyńską) w 1700 Kazimierz Jan Sapieha stanął na czele rodu Sapiehów w ich walce o utrzymanie uprzywilejowanej pozycji w Wielkim Księstwie. 18 listopada 1700 został pokonany w bitwie pod Olkienikami przez szlachtę litewską, dowodzoną przez Michała Serwacego Wiśniowieckiego. W styczniu 1702 roku podpisał akt pacyfikacji Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1705 roku potwierdził pacta conventa Stanisława Leszczyńskiego. W 1708 roku oddał buławę swojemu bratankowi Janowi Sapieże. W czasie wojny północnej wraz z całym swoim rodem należał do stronnictwa proszwedzkiego.

Według niechętnej Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu opinii niektórych współczesnych jego ojciec Stanisław miał być w rzeczywistości nieślubnym synem hetmana wielkiego litewskiego Kazimierza Jana Sapiehy i pewnej Żydówki, a adoptował go Franciszek Poniatowski, żonaty z Heleną Niewiarowską (Jerzy Łojek Dzieje zdrajcy. Stanisław Szczęsny Potocki Wydawnictwo Śląsk, Katowice, 1988). Trzeba pamiętać jednak, że pomówienia tego typu należały do kanonu publicystki politycznej okresu staropolskiego i nie należy przywiązywać do nich zbyt dużej wagi.” – Wikipedia.

To Piotr I nalegał, aby mianowano go „opiekunem” prawosławnej mniejszości, i on uknuł skuteczną intrygę zmierzającą do osadzenia dynastii Wettinów na polskim tronie; on też wreszcie zmusił Sejm Niemy do zatwierdzenia ograniczeń skarbu, wojska i reform – restrykcji, które miały przyczynić do sparaliżowania życia publicznego.

No właśnie! Unia spowodowała, że w granicach Rzeczypospolitej więcej było prawosławnych niż katolików, a zgodnie z zasadą, że czyja religia, tego władza, to władza Rosji nad znacznym obszarem tego quasi-państwa stała się faktem. I na kogo on tak nalegał? Znowu ta forma bezosobowa, czyli to jacyś jego nieznani przełożeni wyznaczyli go na opiekuna tej ludności. I to pewnie oni wymusili takie, a nie inne zachowanie Sejmu Niemego.

Nie tylko Rosja, ale także Szwecja, Prusy, Francja i Austria używały Polski jako pola bitwy, na którym można było tanim kosztem rozwiązywać własne spory. Mówiąc po prostu, słabość Polski znakomicie odpowiadała celom jej sąsiadów.

Jakie to były własne spory, które te państwa rozwiązywały na terytorium Rzeczypospolitej? O tym Davies nie wspomina, ale w dalszej części pisze tak (wytłuszczenia W.L.):

Polityka ekspansji Rosji wobec Europy Wschodniej – a zwłaszcza wobec Polski, realizowana była w dwóch formach. Z jednej strony, ugrupowanie militarystyczne otwarcie opowiadało się za bezpośrednimi aneksjami. Wyznawcy tej polityki uważali, że interesom Rosji najlepiej służy zajmowanie przy każdej nadarzającej się okazji terytorium należącego do jej sąsiadów. Prezes admiralicji i prezydent Kolegium Wojennego Zachar Czernyszew jasno wyraził ten pogląd, gdy – podczas posiedzenia rady zwołanej przez nową carycę Katarzynę dla omówienia problemów, jakie wyłoniły się w związku ze śmiercią króla Polski – zaproponował inwazję na polskie Inflanty oraz na tereny województw połockiego, witebskiego i mścisławskiego. Miał niewątpliwie poparcie tych, którzy w poprzednich latach – gdy wojska rosyjskie znalazły się w Berlinie – namawiali ówczesną cesarzową Elżbietę do rozbioru zuchwałego królestwa pruskiego. Politycy natomiast wykazywali większą ostrożność. Panin – główny doradca Katarzyny w sprawach zagranicznych – trzymał się starszych i bardziej zakonspirowanych reguł rosyjskiej gry, która polegała na rozbrojeniu rywali obietnicami zapewnienia im ochrony: ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku. (…) Według planu Panina, Rzeczpospolita miała nadal pełnić funkcję placówki Rosji w Europie – podporządkowanego jej protektoratu, który ciągłymi manipulacjami można było minimalnym kosztem utrzymać w stałej zależności. Na początku Katarzyna bez wątpienia przychylała się do tych zamiarów; jedną z istotnych tendencji politycznych okresu rozbiorów jest stopniowe przechodzenie władczyni Rosji od polityki natychmiastowej konsumpcji do polityki powolnego przeżuwania.

Poglądy Prus były nieco odmienne. W porównaniu z Rosją było to państwo małe, a godna podziwu skuteczność działania nie zawsze chroniła je przed skutkami nienasyconych ambicji. Zajęcie Śląska w r. 1740 zainicjowało dwudziestoletni okres wojen, które omal nie zakończyły się unicestwieniem samego podżegacza. W r. 1762, gdy skarb był pusty, a Berlin okupowany przez wojska rosyjskie, Prusy uratowała tylko nagła śmierć cesarzowej Elżbiety, po której w samą porę tron objął Piotr III – gorący zwolennik Fryderyka. Prusy były w gruncie rzeczy beztroskim międzynarodowym pasożytem. Trzykrotnie w latach 1656, 1720 i 1733 – uczestniczyły w nieudanych planach rozbioru Rzeczypospolitej. W r. 1752, w swoim Testamencie politycznym, Fryderyk przyrównał polskiego sąsiada do „karczocha gotowego do zjedzenia, listek po listku”. „Królestwo w Prusach” nie posiadało jeszcze bowiem skonsolidowanej bazy terytorialnej. Posiadłości Hohenzollernów były rozproszone w Europie Północnej w postaci nie powiązanych ze sobą terytorialnie zlepków poszczególnych ziem. Dwie największe części składowe – Brandenburgia i Prusy (Wschodnie) Książęce, wciąż jeszcze przedzielał szeroki pas należących do Polski Prus (Zachodnich) Królewskich, w których Fryderyk widział pierwszy listek swojego karczocha. Po kryzysie z r. 1762 jego polityka nie nabrała żadnych przejawów skruchy, stała się natomiast bardziej ostrożna. Gangsterstwo uprawiane samotnie okazało się zbyt ryzykowne. Teraz Fryderykowi zależało na stworzeniu gangu.

Trzeciemu sąsiadowi Rzeczypospolitej – Austrii – brak było zarówno dynamizmu Prus, jak i naturalnych zasobów Rosji. Wyczerpani wojną siedmioletnią Austriacy dysponowali terenem aż zbyt rozległym, aby zapewnić pole do działania swojej rozlatującej się administracji. Nie mieli żadnych planów ekspansji. Górska granica w Karpatach, oddzielająca Austrię od Polski i w ogóle od północnej Europy, ciągnęła się nieprzerwanie – poza jedną wąską szczeliną Spiszu. Austriacy byli przynajmniej katolikami jak Polacy; wciąż jeszcze pamiętali legendarny rok 1683, kiedy to Sobieski przełamał oblężenie Wiednia. Nienawidzili Prus i bali się Rosji. Wydawało się rzeczą nie do pomyślenia, że mogliby dołączyć do napastników, którzy szykowali atak na Polskę. A jednak to zrobili.

No właśnie! Nie mieli żadnego powodu, a mimo to zrobili to. Davies nie wyjaśnia, dlaczego to zrobili. Wydaje się, że najprostszym wytłumaczeniem jest to, że ktoś ich do tego zmusił. Kto? I po co? By odwrócić uwagę od prawdziwych motywów.

Rok 1767 był rokiem, w którym nadszedł nadir „polskiej anarchii”; wtedy też wyraźnie zaznaczyły się zgubne prowokacje Rosjan. Najpierw zawiązały się dwie zbrojne konfederacje dysydentów – konfederacja protestantów w Toruniu i konfederacja prawosławnych w Słucku. Ocenę stopnia religijnej motywacji obu tych wydarzeń umożliwia fakt, że konfederację w Toruniu zawiązał pewien rosyjski oficer; rozpoczął on swoją działalność od zaaresztowania wszystkich – z zarządem miejskim włącznie – którzy sprzeciwiali się woli cesarzowej. Następnie w Radomiu powstał ruch o charakterze poważniejszym, który stopniowo przerodził się w „konfederację generalną” obejmując cały kraj. Niektórzy spośród członków tej konfederacji – na przykład Radziwiłłowie na Litwie – zmierzali do detronizacji króla. Inni próbowali po prostu udaremnić wysuwany przez niego program reform. Jeszcze inni myśleli, że ratują Kościół. Wszystkimi manipulowano. Przy tej okazji Repninowi nie tylko udawało się reżyserować posunięcia zarówno opozycji, jak i króla; zdołał wręcz namówić Stanisława Augusta, aby przyłączył się do konfederatów. W październiku odkrył karty. Zaaranżowawszy nadzwyczajne posiedzenie sejmu, szybciutko zaaresztował czterech czołowych przywódców opozycji i zakutych w łańcuchy wysłał ich do Kaługi. Po czym mianowani przez Repnina ludzie zawiesili sejm na rzecz specjalnej komisji, która zabrała się do wydania tak zwanych „praw kardynalnych”, mających na celu przedłużenie władzy anarchii. Utwierdzono monopol szlachty na prawa polityczne. Utrzymano liberum veto. Elekcje królewskie miały być „wolne”. Krótko mówiąc, „złota wolność” objawiała się jako oczywiste mydlenie oczu. Jedyną osobą uprawnioną do wprowadzenia zmian była cesarzowa Rosji. Przywrócono system z r. 1717.

Tu już niczego nie trzeba komentować. Davies napisał wprost, czym była ta „polska anarchia”.

W r. 1768 reperkusje brutalności Rosjan wobec Rzeczypospolitej nabrały gwałtownego rozmachu. 29 lutego zebrane w Barze konsorcjum rozczarowanej szlachty zawiązało pod wodzą marszałków Michała Krasińskiego i Józefa Puławskiego nową konfederację, z udziałem członków rodu Potockich, Sapiehów i Krasińskich. Rozpoczęli wojnę, której Rosjanie nie byli w stanie stłumić przez blisko cztery lata. Stworzyli takie ideały i rozbudzili takie wątpliwości wobec podstawowych pryncypiów, jakich nie znano od dziesiątków lat; one to właśnie miały stać się punktem wyjścia dla współczesnego nacjonalizmu polskiego. Jednocześnie zaś sprowokowali gwałtowne skutki uboczne, które całkowicie wymknęły się spod ich kontroli. Na Ukrainie siły konfederatów zaatakowała od tyłu tak zwana koliszczyzna – powstanie chłopów i Kozaków, które krwawo rozprawiło się ze szlachtą, Żydami i duchowieństwem. Powstanie na krótko odwróciło uwagę wojsk rosyjskich i królewskich, które wspólnie wyruszyły przeciwko konfederatom. W Humaniu (Umań) doprowadziło ono do masakry, której rozmiary przeszły do legendy. Około dwudziestu tysięcy ludności katolickiej i żydowskiej zapędzono do kościołów i synagog i z zimna krwią wymordowano.

Stworzyli takie ideały i rozbudzili takie wątpliwości wobec podstawowych pryncypiów, jakich nie znano od dziesiątków lat; one to właśnie miały stać się punktem wyjścia dla współczesnego nacjonalizmu polskiego.

„Celem konfederacji było zniesienie ustaw narzuconych przez Rosję, zwłaszcza zapewniających równouprawnienie innowiercom. Przez niektórych historyków uważana jest za pierwsze polskie powstanie narodowe. Ogólną nazwą konfederacji barskiej określa się 66 lokalnych konfederacji Korony i Litwy. Przedstawiciele tych 66 cząstkowych związków tworzyli zorganizowany pod koniec października 1769 naczelny organ władzy zwany Generalnością.

24 lutego 1768 Rzeczpospolita podpisała z Rosją traktat wieczystej przyjaźni, mocą którego stawała się protektoratem rosyjskim. Katarzyna II gwarantowała nienaruszalność granic i ustroju wewnętrznego tego państwa.26 lutego uchwalono prawa kardynalne, wpisując równouprawnienie innowierców jako nienaruszalne prawo Rzeczypospolitej.” – Wikipedia.

Tym punktem wyjścia dla polskiego nacjonalizmu miał być więc katolicyzm.

Konflikt rysował się bardzo wyraźnie. Głównymi protagonistami byli z jednej strony carowa Rosji, która starała się zachować status quo, z drugiej zaś polscy reformatorzy, którzy domagali się zmian. Carowa mogła liczyć na stałe poparcie ze strony czołowych polskich magnatów, których przywileje zobowiązała się utrzymać, dysydentów religijnych, których oburzenie stale podsycała, polskiej armii, którą dowodzili magnaci, polskiego Kościoła, którego biskupi pozostawali na rosyjskim żołdzie, oraz większości członków polskiego sejmu, w którym roiło się od przekupionych magnatów i rosyjskich agentów. Reformatorzy natomiast mogli liczyć jedynie na okresowe poparcie ze strony niezdecydowanego króla i garstki szlachty, która stanowiła opozycję wobec podstawowej opozycji magnackiej, na sporadyczne zainteresowanie ze strony zagranicznych przeciwników Rosji – Francji, Szwecji czy Turcji – na mniejszość sejmową oraz na rodzące się w całym kraju uczucie patriotyzmu. Siły były więc od samego początku bardzo nierówne. Ugrupowanie rosyjskie nie cieszyło się wprawdzie powszechnym poparciem, ale miało za sobą prawo, liczebną przewagę, zawodową armię oraz jednolitą politykę, którą kierował Petersburg. Reformatorzy mieli niewiele poza własnym rozumem, umiejętnością improwizacji oraz poczuciem moralnej wyższości własnych dążeń i celów.

Skoro reformatorzy mieli niewiele, to po co wszczynali powstanie? Może nie mieli rozumu, a może, co bardziej prawdopodobne, również wykonywali polecenia carowej lub swoich nieznanych przełożonych. Konsekwencją konfederacji barskiej był pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej w 1772 roku.

(…) W ciągu czterech lat od r. 1788 do 1792 zwolennicy reform w sejmie znieśli wszystkie ograniczenia, które przyczyniały się do zniewolenia Rzeczypospolitej. Czyniąc to, podważali podstawy rosyjskiego protektoratu w Polsce i dokonali przewrotu w systemie, który panował od czasu nieszczęsnego układu z 1717 r. Było oczywiste, że rząd rosyjski oraz polska klientela Rosji będą interweniować przy pierwszej nadarzającej się okazji – tak też się istotnie stało. W ten sposób podjęta przez króla naiwna próba nawiązania autentycznego przymierza z Rosją dała początek Sejmowi Czteroletniemu; Sejm Czteroletni – Konstytucji 3 maja; Konstytucja – konfederacji targowickiej; konfederacja – wojnie rosyjsko-polskiej w r. 1792; wojna – drugiemu rozbiorowi w r. 1793; drugi rozbiór – powstaniu narodowemu Kościuszki w r. 1794; powstanie wreszcie – trzeciemu rozbiorowi i ostatecznej zagładzie państwa. W sytuacji, w której najmniejsze nawet posunięcie mogło sprowokować nieobliczalne konsekwencje, jedyną szansą przetrwania dla Rzeczypospolitej było trwanie w absolutnym bezruchu. Tymczasem, robiąc jeden malutki niewinny krok, król strącił lawinę, której narastający impet wpędził cały kraj w totalną katastrofę.

Trwanie w absolutnym bezruchu nie dostarczyłoby pretekstu do rozbiorów. A więc ci, którzy doprowadzali do tych ruchów, nie byli żadnymi patriotami, tylko takimi samymi cynikami jak pozostali, których nazwano zdrajcami.

Dla każdego, kto nie był pozbawiony poczucia rzeczywistości, było rzeczą jasną, że działalność Sejmu Czteroletniego, zapoczątkowana w październiku 1788 r. łączyła się z poważnym ryzykiem rosyjskiej interwencji. W odróżnieniu od wszystkich swoich poprzedników, sejm ten odmówił rozwiązania się po upływie zwyczajowych sześciu tygodni, przekształcając się w legalną konfederację, zdecydowaną kontynuować rozpoczęte dzieło, dopóki nie zostaną podjęte istotne uchwały prawne. Pod przewodnictwem energicznego marszałka, Stanisława Małachowskiego (1736-1809), wysunął szereg projektów i utworzył liczne komisje w celu odzyskania niepodległości narodowej oraz zapewnienia rozwoju gospodarki. Korzystając z tego, że Rosja zajęta była kryzysem we Francji oraz wojną turecką, zdołał wysunąć żądania idące o wiele dalej, niż to byłoby możliwe w normalnej sytuacji. W grudniu 1789 r. był świadkiem demonstracji zorganizowanej przez przedstawicieli 141 miast, którzy w czarnych strojach przemaszerowali przed nim na znak protestu przeciwko wyłączaniu ich z życia politycznego kraju. W r. 1790 rozpisano nowe wybory i doszedł nowy komplet posłów, aby przyspieszyć przebieg prac. Wreszcie, 3 maja 1791 r., stał się sceną starannie przygotowanego coup d’etat. „Stronnictwo patriotyczne” Kołłątaja, działając w porozumieniu z Małachowskim i za wiedzą króla, wybrało dzień, w którym dwie trzecie posłów było nieobecnych z powodu ferii świątecznych (Wielkanoc przypadała na 24 kwietnia – przyp. W.L.). Przygotowany w tajemnicy projekt ustawy odczytano przed na wpół pustą salą. Głosy protestu w sprawie quorum uciszono. Króla namówiono do złożenia podpisu.

W oczach carskiej biurokracji sejm oczywiście beznadziejnie się skompromitował. Jego kontakty z francuskim Zgromadzeniem Narodowym uznano za dowód istnienia międzynarodowej konspiracji rewolucyjnej. Trzeba więc było go zdławić, razem z wszystkimi jego dokonaniami. Zadaniu temu mieli przewodzić główni polscy najemnicy carycy Katarzyny – Stanisław Szczęsny Potocki, dwóch bezrobotnych hetmanów – Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski, oraz bracia Kossakowscy. Oni to właśnie zebrali się zimą w Petersburgu i zsynchronizowawszy własne plany z zamiarami swych rosyjskich mecenasów, 27 kwietnia 1792 r. podpisali akt konfederacji, która miała na celu obalenie polskiego sejmu i polskiej Konstytucji. Dla zachowania form, fakt istnienia aktu ukryli aż do czasu, gdy przedostali się na południowo-wschodnie kresy Polski, do miasteczka Targowica na Ukrainie. Tam też, 14 maja, oficjalnie rozwinęli sztandary; zaledwie cztery dni później przyłączyły się do nich rosyjskie wojska. Nadchodziła próba sił, do której szykowali się Kościuszko i Poniatowski.

x

Wszystko to, co powyżej zostało opisane, było dziełem wielkich feudałów litewskich i rusińskich, z których zrobiono magnatów polskich. Dlaczego Wielkie Księstwo Litewskie, które było luźnym związkiem księstw feudalnych, nie zostało wchłonięte przez Wielkie Księstwo Moskiewskie? Czy postąpiono tak świadomie? Połączono je z małym Królestwem Polskim, wydawałoby się, że wbrew wszelkiej logice. A jednak był w tym jakiś plan. Słowianie wschodni są kłótliwi, wredni, zawistni, skłonni do anarchii. Jeśli nie stało się tak w Rosji, to tylko dlatego, że rządzili nimi Waregowie, czyli dawni Szwedzi. Dzieje unii polsko-litewskiej, to tak naprawdę dzieje podmiany narodów. Naród polski zastąpiono Słowianami wschodnimi. Zaczęło się od unii horodelskiej w 1413 roku, później, po 1569 roku, wkroczyli do akcji Jezuici, którzy przeciągali prawosławnych na katolicyzm. Wojna za Szwecją zniszczyła Koronę, czyli ludność rdzennie polską i jej dobytek. Całe WKL zajęła Rosja. W praktyce całe terytorium Rzeczypospolitej zostało zajęte przez Szwecję i Rosję, a mimo to oba państwa wycofały się. Z jakichś powodów było jeszcze za wcześnie na rozbiór. Później, za Sasów, Rzeczpospolita staje się protektoratem Rosji. Za Poniatowskiego sytuacja już dojrzewa do rozbiorów. Dlaczego jednak wypadło na Rzeczpospolitą? W 1762 roku wojska rosyjskie stacjonują w Berlinie, a Prusy są słabym rozczłonkowanym państwem. Dlaczego więc Rosja, mająca ponoć zapędy imperialne i sięgająca w tamtym czasie już do Oceanu Spokojnego, nie „połknęła” Prus? Dlaczego prawie tysiącletnia Rzesza, będąca zlepkiem mniejszych czy większych księstw, przez cały czas swego istnienia nie została zaatakowana przez Rosję czy Francję, będącą w XVII wieku najpotężniejszym państwem w Europie? Napoleon też jej krzywdy nie zrobił. Dlaczego uwzięto się na Rzeczpospolitą?

Dlaczego Rosja „podzieliła się” Rzeczpospolitą z Prusami i Austrią w sytuacji, gdy cały ten twór, który trudno nazwać państwem, był jej protektoratem? Skąd taki altruizm? Wydaje się, że odpowiedź przyniosła przyszłość. Wojny napoleońskie skutkują powstaniem Księstwa Warszawskiego, które powstało chyba tylko po to, by po kongresie wiedeńskim Rosja mogła je zająć, oddając Prusom Wielkopolskę, która była wówczas najludniejszą dzielnicą ziem polskich, i Austrii Kraków z przyległościami. W ten sposób na rdzennie polskich ziemiach mogło dojść do intensywnej germanizacji i podobnie intensywnej rusyfikacji w Królestwie Polskim, co skutkowało też wymianą administracji na rosyjską, budową cerkwi i związanym z tym prawosławnym osadnictwem. W tym samym czasie na terenie zaboru rosyjskiego, czyli terenie byłego WKL rozpoczęto intensywną polonizację. Szczególnie wyróżnił tu się bojar Czartoryski, który, w oparciu o Uniwersytet Wileński, stworzył w Wilnie i okolicach szereg polskich szkół. I tak doszło do podmiany narodów. Polaków z ziem polskich zastąpiono wschodniosłowiańskimi „Polakami”. I do tego właśnie były potrzebne rozbiory, by Niemcy i Rosjanie mogli zmarginalizować Polaków z ziem polskich i w efekcie umożliwić dominację „Polaków” ze wschodu. A Austria była im potrzebna jako alibi.

Gdy więc po latach odrodziła się Rzeczpospolita II Iluś Tam Narodów, to nie mogła ona powstać bez Kresów, czyli byłego WKL. Ale jak to zrobić? Tu z pomocą przyszli bolszewicy. Wyruszyli na podbój Europy w sytuacji, gdy biali jeszcze nie zostali pokonani. Doszli do Warszawy, a później zawrócili. Piłsudski, pomimo że miał wolną drogę na Moskwę, zatrzymał się tam, gdzie miał się zatrzymać, by stworzyć pretekst do włączenia tych ziem do nowo tworzonego państwa, no bo przecież na tych ziemiach stworzono nowych „Polaków”. I co? Teraz cała wielowiekowa robota miła pójść na nic. Tak być nie mogło. Po II wojnie światowej sytuacja trochę skomplikowała się i mogło tak się stać, że całe to towarzystwo pozostałoby za Bugiem. Ale od czego były przesiedlenia. Niemców wygnano za Odrę, a na ich miejsce sprowadzono „Polaków”. Minęło parędziesiąt lat i może niektórzy z tych „Polaków” poczuli się Polakami. Trzeba było zatem zwiększyć stężenie procentowe wschodnich Słowian w Rzeczypospolitej III Iluś Tam Narodów. I tak ileś tam milionów Ukraińców przesiedlono do III RP.

Ileż zatem wysiłku kosztowało zarówno „patriotów” jak i „zdrajców”, by doprowadzić do rozbiorów. Dwie trzecie Sejmu było stronnikami Rosji, ale jakoś nie zdążyli na obrady, bo gdyby zdążyli, to musieliby zagłosować przeciw przyjęciu Konstytucji 3 maja, a to oznaczałoby, że nie byłoby Targowicy, a więc i pretekstu do II rozbioru, no i okazałoby się, że „cały misterny plan w pi..”. A na to nie można było pozwolić. Marszałek Sejmu Stanisław Małachowski zarządził obrady pomimo braku quorum i tym samym skazał Rzeczpospolitą na II rozbiór. Ale jest uznawany za wielkiego patriotę.

I po co to wszystko było? Pomiędzy Niemcami a Rosją stworzono strefę permanentnego chaosu, konfliktogenną. To stwarza możliwość wywoływania tu konfliktów niemal na zawołanie. Tylko Słowianie wschodni, których nie trzyma się na smyczy, tak jak w Rosji, dają taką gwarancję. I mamy tego dowód na Ukrainie, ale też i w Polsce, gdzie rząd oddał wszystko Ukrainie i rozbroił się całkowicie na jej rzecz, prawdopodobnie na polecenie Stanów Zjednoczonych. Czyż nie przypomina to sytuacji Rzeczypospolitej za czasów rosyjskiego protektoratu, gdy została ona całkowicie rozbrojona za sprawą Rosji?

Wettinowie

Panowanie Jagiellonów to dostosowywanie Królestwa Polskiego do standardów Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli feudalizm, niewolnictwo chłopów i skarlałe mieszczaństwo. Wazowie to unia brzeska, masowy napływ Żydów na tereny Rzeczypospolitej, powstania na Ukrainie i bezpośredni konflikt z Moskwą. Wettinowie, to sojusz z Moskwą, czyli całkowite podporządkowanie Rzeczypospolitej Rosji. Wtedy po raz pierwszy doszło do ścisłej współpracy Niemiec i Rosji, tak zgubnej dla Rzeczypospolitej i jej późniejszych odsłon. A obecnie „rząd polski” odbudowuje Pałac Saski. Czy po zakończeniu wojny na Ukrainie „Wettinowie” znowu będą dogadywać się z „Piotrem I” i dobudują jeszcze sobór św. Aleksandra Newskiego?

Zdjęcie lotnicze pałacu i okolic z ok. 1919 roku; widoczny sobór św. Aleksandra Newskiego; źródło: Wikipedia.

O tym, jak doszło do wyboru Fryderyka Augusta Wikipedia pisze tak:

Elekcję Augusta II sfinansowały domy bankowe Issachara Berenda Lehmanna i Samsona Wertheimera. August II wykorzystał jednak bierność Francuza, ruszając na Wawel i zjednując sobie po drodze coraz liczniejszą rzeszę szlachty. Opór napotkał dopiero u wrót Krakowa, gdzie wstępu odmówił mu starosta Franciszek Wielopolski – stronnik Contiego. Hojne obdarowanie starosty i jego małżonki rozwiązało ten problem, wnet jednak pojawił się następny. Ustawy sejmowe stanowiły, iż ceremonię koronacji przeprowadzić można było tylko przy użyciu insygniów przechowywanych w wawelskim skarbcu. Drzwi do skarbca zamknięte były na osiem zamków, do których osobne klucze miało siedmiu senatorów Rzeczypospolitej i jednocześnie wojewodów – krakowski, poznański, kaliski, wileński, trocki i sandomierski, kasztelan krakowski – oraz podskarbi koronny. Jako że sześciu z nich opowiadało się po stronie Contiego, drzwi nie można było otworzyć, ich wyważenie zaś poczytano by za świętokradztwo. Ostatecznie insygnia wyniesiono przez wybitą w murze dziurę, pozostawiając drzwi w stanie nienaruszonym. 15 września 1697 elektor zaprzysiągł pacta conventa i został – wobec odmowy dokonania koronacji przez prymasa Radziejowskiego – koronowany na króla Polski przez biskupa kujawskiego Stanisława Dąmbskiego w katedrze krakowskiej.

O sukcesie Wettyna zdecydowały: szybkie wkroczenie do Rzeczypospolitej, jego wcześniejsze przejście na katolicyzm, przekupienie części szlachty na sejmie elekcyjnym i sprzeciw cara Rosji Piotra I przeciwko kandydaturze francuskiego księcia Conti. Nad granicę litewską ściągnięto korpus wojsk rosyjskich kniazia Michaiła Grigoriewicza Romodanowskiego, którego obecność miała wymusić rezygnację z kandydatury francuskiej.

Conti we wrześniu 1697 r. przypłynął na czele eskadry 6 okrętów francuskich dowodzonych przez Jeana Barta na redę portu w Gdańsku. 9 listopada atak wojsk wiernych Augustowi II zmusił księcia Conti do opuszczenia jego kwatery w Oliwie i ostatecznego wycofania się z Rzeczypospolitej.

Początek panowania w Rzeczypospolitej Obojga Narodów

W 1698 roku August II odbył tajną konferencję z Piotrem I w Rawie Ruskiej, gdzie omówiono plan wspólnej wojny zaczepnej przeciwko Szwecji. Król Polski rozpoczął z carem rosyjskim negocjacje traktatu o pomocy wzajemnej w razie buntu poddanych. 24 marca 1698 roku zawarł przymierze odporne z królem Danii Chrystianem V, gdzie obie strony zobowiązały się do wystawienia 8000 żołnierzy ku wzajemnej pomocy. Po śmierci Chrystiana V, August II Mocny zawarł 25 września 1699 roku sojusz zaczepno-odporny przeciw Szwecji z królem Danii Fryderykiem IV Oldenburgiem. 11 listopada 1699 roku zawarł sojusz zaczepno-odporny przeciw Szwecji z carem Piotrem I.

W czerwcu tego roku spotkał się w Jańsborku z elektorem brandenburskim Fryderykiem III Hohenzollernem, gdzie zezwolił mu na tymczasową okupację pruską Elbląga, w zamian za 150 tys. talarów. Pod koniec grudnia 1698 roku potwierdził zawarty dzięki mediacji wojsk saskich rozejm pomiędzy zbuntowaną szlachtą litewską, żądającą koekwacji – zrównania prawa litewskiego i polskiego a wszechwładnym na Litwie rodem Sapiehów.

Doprowadził do faktycznego rozwiązania wojsk Rzeczypospolitej. W oddziałach znajdowali się starcy, brakowało uzbrojenia i koni (na jeden pułk kawaleryjski przypadał jeden koń). W Polsce stacjonowała armia saska, utrzymująca porządek w kraju.

x

Norman Davies w książce Boże Igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999 pisze:

Okres sześćdziesięciu sześciu lat (1697-1763), które dzielą panowanie Jana Sobieskiego od panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, uważa się często za najbardziej żałosny i upokarzający w dziejach Polski. Nieszczęścia, jakie spotkały Polskę w tym czasie, wyjaśnia się na ogół jej podporządkowaniem obcym interesom zagranicznych władców. Właśnie ten okres miał na myśli Thomas Carlyle, opisując Polskę jako „pięknie fosforyzującą kupę próchna”.

Przedstawiciele saskiego domu panującego Wettinów trafili na tron polski wbrew wszelkim oczekiwaniom. Podczas elekcji królewskiej w czerwcu 1697 r. kandydat Austrii, syn zmarłego króla Jakub Sobieski, został zmuszony do wycofania swej kandydatury z powodu braku gotówki. Francuz, książę de Conti, choć ogłoszony królem przez prymasa i wspierany przez większość wyborców, nie był w stanie skorzystać z osiągniętego w sensie technicznym zwycięstwa. Główną nagrodę wziął w końcu elektor saski Fryderyk August – kandydat, który wyłonił się w ostatniej chwili. Skutek ten osiągnięto dzięki przekupstwu, groźbami i zręcznemu wyczuciu chwili. Gdy zwolennicy cieszących się większym poparciem kandydatów starli się ze sobą w walce, agent saski, hrabia Fleming, złożył doskonale obliczoną w czasie obietnicę, że jego pan nawróci się na katolicyzm, po czym – zastawiwszy w Wiedniu rodowe klejnoty Wettinów – rozdzielił uzyskaną w ten sposób gotówkę między elektorów. W porozumieniu z Nikitinem, rosyjskim ministrem rezydentem, który wygłosił po polsku płomienną perorę, zdołał rozbić pole elekcyjne na dwa przeciwstawne obozy i namówić biskupa kujawskiego do proklamacji wyboru Sasa. Była to elekcja podwójna, przypominająca elekcję z r. 1575 czy 1587. W czasie krótkiej wojny domowej, która nastąpiła w jej wyniku, sascy i rosyjscy najeźdźcy wzięli zdecydowanie górę nad stronnictwem francuskim. We wrześniu, gdy Fryderyk August był już dawno zaprzysiężonym i ukoronowanym w Krakowie królem Augustem II, książę de Conti wciąż jeszcze płynął po Bałtyku w stronę Gdańska. Skoro już jednak zadecydowano o wynikach elekcji, unia personalna Polski i Litwy z Saksonią otworzyła przed obiema stronami korzystne perspektywy. Obie czuły się zagrożone przez wspólnego sąsiada – Prusy, których ambicje terytorialne można było teraz skutecznie ukrócić. Obie strony czuły potrzebę niesienia sobie wzajemnie pomocy w niebezpiecznym świecie Europy Północnej: armie pruska, szwedzka i rosyjska były o wiele potężniejsze niż ich własne wojska. Obie przewidywały też zapewne – co zresztą okazało się słuszne – że niełatwo będzie się utrzymać każdej z osobna, jeżeli nie będą trzymać się razem. Ponieważ Rzeczpospolita Polski i Litwy była z nich dwóch większa, jej szlachta miała wszelkie powody, aby przypuszczać że uda się jej ochronić własne interesy. Pod względem ustrojowym mogła mieć nadzieję, że króla cudzoziemca uda się kontrolować w większym stopniu, niż byłoby to możliwe w przypadku króla Polaka – można było oczekiwać po nim bezstronności lub przynajmniej obojętności w rozstrzyganiu morderczych sporów w kwestiach polityki wewnętrznej. Dokładnie z tego samego powodu, i w tym samym czasie, parlament angielski o objęcie tronu poprosił najpierw Holendra, a potem dynastię hanowerską, zamiast wrócić do swoich własnych Stuartów. Walące się państwa dynastyczne były zjawiskiem częstym w osiemnastowiecznej Europie i nie istnieje nic, co można przyjąć a priori jako wyjaśnienie faktu, że niektóre z nich takie jak „Anglia-plus-Walia/Irlandia/Szkocja/Hanower”, prosperowały, podczas gdy inne – takie jak „Polska-plus-Litwa/Kurlandia/Saksonia”, ledwo kuśtykały.

Pominąwszy wszystkie te względy, sam August Mocny był postacią otwierającą interesujące perspektywy. Jako książę Saksonii, Miśni i Łużyc dysponował własnymi środkami utrzymania. Jako elektor cesarstwa rzymskiego miał szerokie wpływy w świecie, nie miał przy tym nieograniczonej władzy. Jako głównodowodzący armii cesarskich w kampaniach Świętej Ligi cieszył się uznaną sławą wojskową. Jako ojciec około trzystu dzieci – w tym słynnego Maurycego de Saxe (Saskiego), marszałka Francji (1696-1750) – nie wzbudzał cienia wątpliwości co do swej męskości. Wyglądał na godnego następcę wielkiego Sobieskiego.

Jednakże w odróżnieniu od plemników Augusta Mocnego – jego polityczne przedsięwzięcia rzadko osiągały zamierzony cel. W dziedzinie spraw zagranicznych, jego prywatne przymierze z Rosją, które stało się po raz pierwszy przedmiotem dyskusji podczas wizyty Piotra I w Rzeczypospolitej w r. 1698, a które w r. 1699 zostało przypieczętowane traktatem preobrażeńskim, okazało się fatalne w skutkach. W r. 1704 król stanął w Rzeczypospolitej w obliczu rywala, wyniesionego na tron i ukoronowanego przez jego przeciwników, w r. 1706 zaś wypędzono go z Drezna. Los ponownie się do niego uśmiechnął niemal wyłącznie za sprawą łaski rosyjskiego protektora, w którego interesie August roztrwonił swoje dziedzictwo i od którego był od tej pory całkowicie zależny. W międzyczasie ofiarował Hohenzollernom wspaniałą okazję założenia „królestwa w Prusach” i przesunięcia punktu ciężkości sił w Niemczech w kierunku Berlina. (…)

x

Wielka wojna północna (1700-21), która stała się wyrazem dążeń Rosji do pokonania Szwecji w walce o władzę, rozpoczęła się z przyczyn, które miały zaledwie przypadkowy związek ze sprawami Polski i Litwy. Układ Augusta z Rosją, zawarty wyłącznie z pozycji elektora saskiego, nie dotyczył Rzeczypospolitej. Motywem jego najazdu na szwedzkie Inflanty w r. 1700 była głównie chęć odniesienia osobistych korzyści. Rzeczpospolita została wciągnięta w tę wojnę niejako wbrew własnej woli i stała się jedną z jej głównych ofiar. Jest oczywiście prawdą, że obecność zwycięskiej armii saskiej w Rydze mogła była uczynić wiele dla przywrócenia władzy królewskiej na Litwie, która praktycznie oderwała się od Polski wskutek trwających całe dziesięciolecia walk między wielkimi magnatami. Z tego też powodu najsilniejsza na Litwie frakcja zwolenników rodu Sapiehów pospieszyła wesprzeć Szwedów przeciwko sasko-rosyjskiej koalicji. Ale August nigdy nie zdobył sobie takiej pozycji, z której mógłby narzucić jakąkolwiek konsekwentną politykę, a jego wrogowie w Rzeczypospolitej, aby usprawiedliwić własny opór, systematycznie wyolbrzymiali zagrożenie ze strony jego saskiej straży. W dalszym biegu wydarzeń początkowa porażka Augusta w drodze na Rygę zapoczątkowała nieprzerwaną zabawę w kotka i myszkę wzdłuż i wszerz jego saskich i polskich włości. W r. 1700, uratowawszy Rygę, król szwedzki Karol XII zajął należące do Rzeczypospolitej księstwo Kurlandii. W 1702 r. ruszył przez Rzeczpospolitą z północy na południe, zajmując Wilno, Warszawę i Kraków. Pokonawszy polską kawalerię w jednej regularnej bitwie stoczonej pod Kliszowem 19 lipca 1702 r., odkrył, że wojska Augusta ruszyły w przeciwnym kierunku okrężną drogą na Pomorze. W r. 1703 sejm podjął uchwałę o powiększeniu sił militarnych Rzeczypospolitej; wszelkie oczekiwania zniweczyło jednak kolejne zwycięstwo Szwedów pod Pułtuskiem oraz wybuch powstania Paleja na Ukrainie. W r. 1704 przeciwko Augustowi wystąpiła w Rzeczypospolitej popierana przez Szwedów konfederacja warszawska, która wysunęła własnego kandydata do tronu w osobie wielkopolskiego magnata, Stanisława Leszczyńskiego (1677-1766). Prosaska konfederacja sandomierska pokładała wielkie nadzieje w pomocy ze strony Rosjan. August zrobił unik przed Szwedami, wycofując się do Lwowa, a następnie raz jeszcze ruszając w kierunku Warszawy. W r. 1706 Karol XII postanowił położyć ostateczny kres zabawie, wkraczając w głąb Saksonii. Na mocy traktatu zawartego w Altranstädt August zobowiązał się między innymi do zrzeczenia się tronu polskiego na rzecz Leszczyńskiego; dopiero potem dowiedział się, że Rosjanom i konfederatom sandomierskim udało się tymczasem odwrócić losy wojny dzięki zwycięstwu odniesionemu nad pomocniczymi wojskami szwedzkimi w bitwie pod Kaliszem.

Po siedmiu kampaniach stało się oczywiste, że bez najazdu na Rosję nie da się uzyskać zadowalającego rozwiązania. Po rocznych przygotowaniach Karol XII wyruszył zatem na wschód, wychodząc z Grodna w styczniu 1708 i pozostawiając Leszczyńskiego i generała Krassau, aby strzegli jego baz wypadowych na terenie Rzeczypospolitej. W kampanii z lat 1708-09, która doprowadziła do epokowego zwycięstwa Rosjan w bitwie pod Połtawą, wybitną rolę odegrali chłopi polscy, którzy w walkach podjazdowych nękali szwedzkie kolumny, jak i konfederaci sandomierscy, którzy nie dopuścili, aby do obleganych Szwedów dotarły posiłki. Połtawa położyła kres stronnictwu szwedzkiemu w Rzeczypospolitej. Leszczyńskiego i Krassau przepędzono do Szczecina. Konfederacja warszawska została rozwiązana. W r. 1709 August tryumfalnie powrócił do kraju. Monarchia saska została odbudowana.

Kłopoty Rzeczypospolitej trwały jednak nadal. Ponowne wprowadzenie do kraju straży saskiej oraz jej brutalne poczynania na nowo rozpaliły animozje w narodzie, który nauczono myśleć, że wszystkie cudzoziemskie oddziały wojskowe są narzędziami tyranii króla. W listopadzie 1715 r. szlachta raz jeszcze dała wyraz wspólnocie własnych interesów, zawiązując konfederację w Tarnogrodzie, gdzie przysiężono sobie popędzić Sasów razem z całym ich kramem. Przez pewien czas wydawało się, że konfederacja zwycięży. Utraciwszy Poznań, August był zmuszony do wycofania się w kierunku Saksonii, gdy sytuacja nabrała nagle wymiarów bezlitosnej rzeczywistości: pojawiła się armia rosyjska. Car, zirytowany utarczkami swych saskich i polskich klientów, nie owijając w bawełnę zagroził, że potrząśnie nimi tak mocno, że stukną się nawzajem głowami. Zaoferował swoją kandydaturę do roli arbitra w sporze, biorąc w ten sposób mocno i na stałe sprawy polskie we własne ręce. Po siedemnastu latach wyniszczających działań wojennych posiniaczona Rzeczpospolita była wyczerpana i rozdarta wewnętrznymi podziałami. Tak przedstawiało się tło słynnego Sejmu Niemego z r. 1717.

x

Polityka Piotra Wielkiego wobec Polski i Litwy nabrała dojrzałych kształtów w okresie dwudziestolecia wojny północnej. Stadium pierwsze polegające na uzależnieniu od Rosji jej saskiego klienta, zakończyło się w ciągu pięciu czy sześciu lat od chwili jego elekcji. Realizacja stadium drugiego – polegającego na przekształceniu militarnej hegemonii Rosji w trwały układ polityczny – zajęła nieco więcej czasu. W latach 1706-07, gdy August porzucił tron, Piotr spędził w Polsce długie miesiące, szukając głowy, którą można by osadzić na szyi zgilotynowanej Rzeczypospolitej. Mieszkając w ulubionych pałacach Sobieskiego w Żółkwi, Jaworowie i Wilanowie, dobierając i gromadząc ogromne ilości zagrabionych skarbów, które następnie wywożono do Rosji, prowadził długie pertraktacje z konfederatami sandomierskimi. Wstrząsnęło nim to, czego się dowiedział. Polscy „republikanie” oczekiwali, że będą sobie poczynać z carem jak z równym sobie. Byli to ludzie, którzy nie słuchali rozkazów i nie brali łapówek. Jeden z magnatów odmówił przyjęcia oferowanej mu korony twierdząc, że nie będzie „błaznem żadnego cara”. Inni na kosztowne podarunki cara odpowiadali jeszcze cenniejszymi darami. Po tych doświadczeniach Piotr dobrze zrozumiał, z kim i z czym miał do czynienia. (Właśnie w tym okresie po raz pierwszy pojawił się w dokumentach rosyjskich termin „polska anarchia”). Car musiał utrzymać Polskę i Litwę siłą – co przekraczało nawet możliwości Rosji – albo zaprząc do pracy Wettinów w taki sposób, aby oni sami, ani polska szlachta nie byli w stanie odrzucić narzucanych im układów. Szansą stała się dla niego wojna konfederacji tarnogrodzkiej. Podczas rokowań prowadzonych w Warszawie w 1716 r. dyplomaci cara zdołali przekonać króla, aby na stałe wycofał wojska saskie z terytorium Rzeczypospolitej. Przedstawiciele sejmu zobowiązali się jednocześnie do ustalenia stałego limitu wysokości finansów Rzeczypospolitej oraz liczebności jej wojsk. Ze swojej strony car zobowiązał się do zagwarantowania zawartego układu w formie pisemnej konstytucji. W ten sposób zarówno szlachta, jak i król zostali pozbawieni środków, którymi mogliby sobie nawzajem zagrozić. Nie było zwykłym zbiegiem okoliczności, że zostali również pozbawieni środków wszelkiego oporu wobec ingerencji cara w ich sprawy – odtąd mógł on zupełnie legalnie, i kiedy tylko zechciał, wtrącać się w sprawy Polski. Warunki te – uzgodnione z góry – miały zostać przedstawione sejmowi, który zaprzysiężono, aby je przyjął bez dyskusji i protestów. Operację, która trwała mniej niż jeden dzień, zakończono 1 lutego 1717. Sejm Niemy, otoczony przez oddziały rosyjskiego wojska, swym podpisem na długo zaprzepaścił wolność Polski; nie podniósł się ani jeden głos sprzeciwu.

x

Wydarzenia wielkiej wojny północnej wyznaczają zatem początek współczesnej historii politycznej Polski. Supremacja Rosji, ustanowiona po raz pierwszy w r. 1717, przetrwała w takiej czy innej formie do dnia dzisiejszego (książka ukończona w 1981 roku – przyp. W.L.). Czasami prawa rosyjskiego protektoratu egzekwowano, manipulując posunięciami autonomicznego, lecz zależnego państwa polskiego – działo się tak na przestrzeni całego niemal XVIII w. – kiedy indziej zaś wcielając rozległe partie ziem polskich w granice obszaru imperium rosyjskiego. Czasami Rosja egzekwowała je sama, a czasami przy współpracy swych niemieckich lub austriackich wspólników. Ale w ciągu 260 lat zdarzały się jedynie krótkie okresy interludium, zwłaszcza na przestrzeni 24 lat między 1915 a 1939. Co więcej, podczas gdy inni „protektorzy” Polski pojawiali się i znikali, Rosjanie wciąż nie odchodzą. W tej sytuacji życie polityczne szybko przybrało inny charakter. Postawy polityczne kształtowały się nie tyle w zależności od potrzeb Polski, co – w coraz większym stopniu – w zależności od żądań Rosji. Polityczne frakcje tworzyły się i rozpadały nie tylko w zależności od poparcia ze strony społeczeństwa w Polsce, ale głównie w zależności o tego, czy spływała na nie łaska czy niełaska Petersburga. Warstwy polityczne w Polsce, przerażone urzeczywistnieniem się planów Rosji zmierzających do podporządkowania ich sobie, łatwo przerzucały się od skrajnej obojętności do desperackiego buntu, broniąc tych przywilejów, które jeszcze udało się im zachować, z agresywnością, która – jak się wydaje – nieodmiennie prowokowała nieszczęście. Na krótszą metę – praktycznie rzecz biorąc na resztę epoki saskiej – ustalenie się rosyjskiego protektoratu przemieniło politykę Polski w niezgłębioną otchłań korupcji i paraliżu. Na dłuższą metę natomiast stało się niesłabnącym bodźcem do rozwoju współczesnej świadomości narodowej.

x

Dla Rzeczypospolitej skutki były natychmiastowe i doniosłe. Kampanie wielkiej wojny północnej, które rozgrywały się przeważnie na terytorium Polski i Litwy, zniszczyły kraj i rozbiły szlachtę na wrogie sobie zbrojne obozy. Gospodarka była zrujnowana. (…) Sejm raz po raz zrywano; utrudniano zarządzanie; Rzeczpospolita była bezbronna. W zamian za odwołanie nie istniejących planów króla dotyczących rzekomego przewrotu oraz gwarancję swych wątpliwych przywilejów szlachta musiała się zgodzić na to, aby na organizację jej skarbu i armii nałożono kolosalne ograniczenia. Obywatele Rzeczypospolitej nie mieli odtąd prawa podejmować bez pozwolenia cara reform w swoim własnym państwie. Wyładowując nagromadzoną gorycz na swym nieszkodliwym saskim władcy, Polacy wzięli sobie na kark protektora, którego samowładcze pretensje były dla wszystkich całkiem oczywiste. Tak wielkie było rozczarowanie Augusta II polskim królestwem, że dwukrotnie – w r. 1721, a powtórnie w r. 1723 – otwarcie mówił o wystawieniu go na licytację.

Sam w sobie związek z Saksonią nie był zatem szkodliwy dla Polski. Wina Wettinów polegała na tym, że sami dość wcześnie wpadli w ręce Rosji. W rezultacie nie tylko nie umocnili pozycji Polski na arenie europejskiej, ale za ich przyczyną Rzeczpospolita została doprowadzona jak na sznurku do rosyjskiego obozu; posłużyli więc jako narzędzie do narzucenia więzów politycznych, z których Polakom już nigdy nie udało się całkowicie wyswobodzić.

Bezsilność króla oraz upadek sejmu pozostawiły rządy w kraju całkowicie w rękach magnatów. Zarządzanie sejmikami ziemskimi, trybunałami, armią i hierarchią kościelną dostało się walkowerem nielicznej oligarchii wielkich magnatów, którzy zmonopolizowali wszystkie wysokie urzędy państwowe i z saskim rezydentem pertraktowali jak z równym sobie. Każdy z członków oligarchii rządził we własnych włościach jak udzielny książę własnego „państewka” – państwa w państwie. Utrzymywał własną klientelę, złożoną ze szlachty, która broniła jego interesów na sejmikach i w sądach i która tworzyła jego prywatną armię. Zawierał własne przymierza – zarówno w obrębie kraju, jak i poza jego granicami – wybierając jedną z kilku różnych „orientacji” – rosyjską, francuską, pruską lun austriacką – zależnie od tego, co dyktowały mu osobiste inklinacje i stan własnych finansów. Poczynając od początku XVIII w., potęga magnatów zaczęła gwałtownie wzrastać. Życie polityczne sprowadziło się do walk, zmiennych kolei losu i kaprysów kilku wielkich rodzin; niektóre rody – Radziwiłłowie, Lubomirscy, Sapiehowie, Potoccy, Wiśniowieccy czy Czetwertyńscy – znane były od bardzo dawna; inne – jak Sułkowscy, Jabłonowscy, Poniatowscy, Tarłowie, Czartoryscy, Sieniawscy, Ogińscy, Denhoffowie czy Braniccy – byli w porównaniu z nimi parweniuszami.

x

Zubożenie Rzeczypospolitej znalazło najwyraźniejsze odbicie w katastrofalnym upadku jej sił zbrojnych. Poczynając od r. 1717, komput (stan liczebny wojska – przyp. W.L.) został na czas nie określony ustalony na 24 000-18 000 dla Korony i 6000 dla Wielkiego Księstwa. Z powodu włączenia w tę liczbę nadmiernie rozrośniętego personelu administracyjnego, nominalny komput był w gruncie rzeczy ograniczony do niecałych 20 000 żołnierzy. Co więcej, armię pozbawiono centralnych subwencji: na Sejmie Niemym uchwalono na jej rzecz podatki z dóbr kościelnych, królewskich i szlacheckich. Każdy regiment był odtąd odpowiedzialny za zapewnienie sobie środków utrzymania i niechętnie oddalał się od okolic konkretnego starostwa, od którego zależały jego losy. (…)

Powagę sytuacji zwiększał fakt, że upadek militarny Polski i Litwy zbiegł się w czasie z zakrojoną na szeroką skalę militaryzacją państw sąsiednich. W chwili objęcia tronu przez Wettinów armia Rzeczypospolitej liczebnie mniej więcej dorównywała armiom jej potencjalnych przeciwników: przy 36 000 zaciężnych, przewyższała wojska zarówno zarówno Prus, jak i Szwecji, tylko nieznacznie ustępując kontyngentom Rosji czy Austrii. W r. 1702 pod Kliszowem, a następnie w r. 1705 pod Warszawą została dwukrotnie pokonana przez ustępujące jej liczebnie siły wroga. Potem walczące ze sobą konfederacje wyczerpały jej siły, a postanowienia Sejmu Niemego trwale ją okaleczyły. Na przestrzeni dwudziestu lat wszystkie formacje znalazły się daleko w tyle za sąsiadami: w epoce saskiej dysproporcja stosunku liczebności sił zbrojnych Rzeczypospolitej do liczebności armii jej sąsiadów wzrosła do 1:11 dla Prus, dla Austrii 1:17 i 1:28 dla Rosji. Ogromne rzesze zubożałej drobnej szlachty, stanowiące rezerwy siły ludzkiej dla celów militarnych, które nie miały sobie równych w całej Europie, wolały służyć na magnackich dworach niż w pułkach armii państwa. Pierwsze próby stworzenia przemysłu zbrojeniowego i zapewnienia szkolenia wojskowego na miarę rozwoju technicznego epoki podejmowano nie z inicjatywy Rzeczypospolitej jako państwa, lecz z prywatnej inicjatywy Radziwiłłów czy Branickich. Polsce i Litwie nie brakowało żołnierzy. Był to dziwaczny paradoks; niemniej jednak najbardziej zmilitaryzowane społeczeństwo w Europie nie było sobie w stanie zapewnić obrony. Na tę godną pożałowania sytuację oczy świata zwróciły się po raz pierwszy podczas wojny o polską sukcesję.

Śmierć Augusta II w r. 1733 spowodowała ponowne zaostrzenie tych samych konfliktów, które rozdarły królestwo Wettinów na początku ich polskiej kariery. W samej Saksonii tron objął jedyny syn Augusta z prawego łoża, również Fryderyk August – nie było żadnych sprzeciwów. Natomiast w Polsce zaczęły się kłopoty. Podczas elekcji, która odbyła się w Warszawie 12 września 1733 r., sukces odniósł ponownie kandydat francuski – Stanisław Leszczyński. Jego zwycięstwo stało się zarzewiem kolejnej wojny o zasięgu międzynarodowym. Rosja i Austria opowiedziały się za sukcesją Wettinów i armia rosyjska wkroczyła na obszar Rzeczypospolitej, aby jej tę decyzję narzucić. Po blisko trzech latach walk rozbito wszelką opozycję. Interwencja ze strony Francji ograniczyła się do pośredniej akcji przeciwko Austrii, podjętej w Lotaryngii i Sabaudii. Elekcję powtórzono w październiku pod osłoną rosyjskich bagnetów i starannie dobrany elektorat proklamował wybór Sasa, Augusta III. Skonfederowaną armię królewską zmuszono do wycofania się z Warszawy. W styczniu 1734 r. zainscenizowano w Krakowie koronację. Gdański, który odmówił poddania się, został oblężony i w maju dostał się w ręce Rosjan. (…)

x

Następne trzydzieści lat panowania Augusta III nie obfitowało w wydarzenia. Poglądy drugiego elektora-króla przyrównywano do budyniu: miękkie, słodkie, bezwładne. Nie miał żadnej prawdziwej władzy i nie miał też ochoty sprawdzać, czy ją ma, czy nie. Objęcie tronu Rzeczypospolitej zawdzięczał armii rosyjskiej, a później nie zrobił żadnego wysiłku, aby ją odprawić. Rosjanie przychodzili i odchodzili, kiedy i jak im się podobało. Wszelki czynny udział w sprawach Polski oddał w ręce ministrów, zwłaszcza hrabiego Heinricha Brühla (1700-63), który zdobył w Warszawie pozycję niemal dyktatora. W latach 1740-42) nie uczynił żadnego kroku, aby zapobiec pruskiemu podbojowi austriackiego Śląska, który wżynał się podłużnym klinem między jego saskie i polskie włości. Podczas wybuchłej później wojny o sukcesję austriacką (1742-48) oraz wojny siedmioletniej (1756-63) prowadził politykę obliczoną wyłącznie na interesy Saksonii i tylko w jej imieniu, Rzeczpospolitą traktując jak dojną krowę, która dostarczała środków na dworskie zbytki i wydatki wojenne. Nie był w stanie zapobiec ekscesom, jakich dopuszczały się rosyjskie wojska wędrujące przez Rzeczpospolitą w kierunku Prus i Pomorza, czy też wojska Fryderyka Wielkiego, który w latach 1762-63 nałożył na północne prowincje Rzeczypospolitej przymusowe kontrybucje, jako środek do podreperowania zbankrutowanego skarbu pruskiego. Aby ułatwić sobie rozboje i grabieże, Prusy zalewały Rzeczpospolitą fałszywymi i bezwartościowymi imitacjami polskich jednostek monetarnych. Zawieszeniu uległa działalność większości instytucji systemu centralnego zarządzania. Zadania sejmu przekazano sejmikom ziemskim. Magnaci – zwłaszcza cieszący się poparciem Rosjan Czartoryscy i mający powiązania z Francją Potoccy – rządzili jak udzielni władcy w swoich prywatnych imperiach i paraliżowali wszelkie próby zjednoczenia się dla jakichkolwiek wspólnych celów. Trybunały zostały sterroryzowane. Maleńka armia królewska nie opuszczała koszar ze strachu przed jakąkolwiek akcją. Gospodarka uległa stagnacji. Miasta kurczyły się. Klasa mieszczan przestała niemal istnieć. Chłopi tyrali bez żadnej nadziei na poprawę swego losu. Kwitła ciemnota, mnożyło się ubóstwo, podczas gdy Warszawa tańczyła na nie kończących się arystokratycznych balach, gdzie liczyły się wyłącznie rozmiary latyfundium partnera. Wspaniale rozwijała się sztuka operowa i teatralna. Zakładano przepiękne parki, wznoszono wspaniałe pałace, powstawała muzyka najwyższej klasy. Wszystkie gałęzie sztuki znajdowały licznych mecenasów. Niektórzy komentatorzy uważali, że „choroba polska” jest o wiele mniej niebezpieczna niż wojny i gwałty, które zżerały sąsiednie kraje; inni porównywali ją do Sodomy i Gomory. Popularne powiedzonko brzmiało: „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa!” Prowadzone w połowie XVIII w. wojny, które ostatecznie przyniosły zarówno Rosji, jak i Prusom status większych mocarstw europejskich, ujawniły jednocześnie żałosną niemoc Rzeczypospolitej Polski i Litwy. W czasie wojny o sukcesję polską siły zbrojne Polski nie odegrały żadnej niezależnej roli – wszystkie główne kampanie stoczyła nad Renem, w Lombardii i w południowych Włoszech koalicja francuska i austriacka. (…)

Śmierć Augusta III w dniu 5 października 1763 r. położyła naturalny kres czasom saskim w dziejach Rzeczypospolitej. Problem ewentualnego wyboru jego syna, Fryderyka Chirstiana, w ogóle nie powstał. Tym razem Rosjanie mieli swoje własne plany. Katarzynie II bardzo zależało na zreformowaniu polskiego protektoratu podług własnych wyobrażeń. Musiała w tym względzie współzawodniczyć z polskimi reformatorami, a gdyby zdecydowała się nie ustąpić – sprowokować wybuch konfliktu. Tak więc, po trzydziestu latach sennej sklerozy, politycznym organizmem Rzeczypospolitej miały wstrząsnąć gwałtowne konwulsje. Wielu z tych, którzy przeżyli epokę rozbiorów, z pewnością z nutką żalu wspominało dawne dobre saskie czasy.

xxx

„Elekcję Augusta II sfinansowały domy bankowe Issachara Berenda Lehmanna i Samsona Wertheimera.” – A więc Wikipedia pisze otwarcie, kto sfinansował elekcję króla Augusta II. Ale też sposób, w jaki została ona przeprowadzona, to jakiś kabaret: wybijanie dziury w murze skarbca, by nie naruszyć drzwi. Można by zadać sobie pytanie, czy cokolwiek, co działo się w tamtym okresie, działo się na zasadzie gry sił, czy – potęgi pieniądza? Raczej to drugie. Więcej o tym w blogu Sztadlani.

W latach 1706-07 po raz pierwszy pojawia się w rosyjskich dokumentach określenie „polska anarchia”. Jak widać Rosjanie „zapomnieli” o swojej historii, o najstarszym zabytku ruskiego piśmiennictwa, historii wschodnich Słowian, o Powieści minionych lat z 1143 roku:

„i zaczęli rządzić się sami, i nie było wśród nich prawdy, i klan stanął przeciw klanowi, i mieli spory, i zaczęli walczyć ze sobą. I powiedzieli sobie: szukamy księcia, który by nami rządził i sprawiedliwie sądził. I przeprawili się przez morze do Waregów, do Rusi (…). Powiedzieli: nasza ziemia jest wielka i obfita, ale nie ma w niej porządku, chodź panować nad nami. I wybrano trzech braci (…). Najstarszy Ruryk siedział w Nowogrodzie, a drugi Sineus na Biełoozierze, a trzeci Truvor w Izborsku. I od tych nazwano ziemię ruską.”

Waregowie zjednoczyli ziemie ruskie i powstało Wielkie Księstwo Moskiewskie. Nie obejmowało jednak ono południowo-zachodnich księstw, które weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego, a w nim – hulaj dusza! cara nie ma! Nie miał kto wziąć za mordę i trzymać krótko, jak w Księstwie Moskiewskim. To warcholstwo, kłótliwość, skłonność do nieposłuszeństwa, pijaństwo, brak zdolności organizacyjnych, a więc cechy Słowian wschodnich, zostały przypisane Polakom, choć oni nie mieli z tym nic wspólnego. Podmiana narodu zaczęła się od unii horodelskiej w 1413 roku, na mocy której 47 rodów rusińskich i litewskich bojarów zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej, a pewnie również wielu zaadoptowało polskie nazwiska. Po unii lubelskiej z 1569 roku wielkie rody z WKL przejęły nowe państwo, czyli Rzeczpospolitą. Czy ten fakt miał wpływ na politykę Rosji wobec państwa, które było zdominowane przez Słowian wschodnich, którzy nie chcieli się zjednoczyć z pozostałymi Słowianami wschodnimi? Według mnie miał i nadal ma. Sądzę, że Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy, jako wschodni Słowianie, którzy nigdy nie stworzyli własnego państwa, w odróżnieniu od Słowian zachodnich, czyli Czechów i Polaków, mają gdzieś głęboko w podświadomości zakorzeniony kompleks niższości, właśnie z tego powodu. To, że teraz mogą ośmieszać Polaków, podszywając się pod nich, pozwala im stłumić te kompleksy. Ale jak w przypadku narkotyku, tak i w tym wypadku następuje uzależnienie i kolejne dawki są niezbędne. To „jesteśmy sługami narodu ukraińskiego” czy ostentacyjne lekceważenie przez Zełeńskiego III RP, to tylko przykłady tych kompleksów. Również lekceważące wypowiedzi Rosjan o Polakach mają to samo podłoże. Ale tymi muzykami, którzy grają na tych emocjach i kompleksach są oczywiście przedstawiciele narodu wybranego. Są w tym mistrzami i tego nie można im odmówić.

W kampanii z lat 1708-09, która doprowadziła do epokowego zwycięstwa Rosjan w bitwie pod Połtawą, wybitną rolę odegrali chłopi polscy… – Tu Davies przesadził. Połtawa leży około 300 km na wschód od Kijowa. Tam nigdy żadnych polskich chłopów nie było. Jednak narracja jest zawsze i wszędzie taka sama: na wschodzie byli i są Polacy.

W 1716 roku dyplomaci carscy przekonali króla, by na stałe wycofał wojska saskie z terytorium Rzeczypospolitej. Przedstawiciele sejmu zobowiązali się jednocześnie do ustalenia stałego limitu wysokości finansów Rzeczypospolitej oraz liczebności jej wojska. Sejm Niemy z 1717 roku przyjął te warunki. Można powiedzieć, że w tym momencie państwo to zostało całkowicie sparaliżowane, bo bez pieniędzy i wojska żadne państwo nic nie wskóra.

W latach 1762-63 Fryderyk Wielki nakłada na północne prowincje Rzeczypospolitej przymusowe kontrybucje, co tylko dowodzi, że państwo to było już fikcją. Do tego doszło jeszcze to, że te same Prusy zalewały Rzeczpospolitą fałszywymi pieniędzmi, rujnując jej gospodarkę. Tylko czy to robiły Prusy? Przecież monopol na emisję pieniądza wszędzie, a więc i w Prusach, mieli Żydzi. I to zapewne oni podrzucali rządowi pruskiemu te fałszywe pieniądze.

Na krótszą metę – praktycznie rzecz biorąc na resztę epoki saskiej – ustalenie się rosyjskiego protektoratu przemieniło politykę Polski w niezgłębioną otchłań korupcji i paraliżu. Na dłuższą metę natomiast stało się niesłabnącym bodźcem do rozwoju współczesnej świadomości narodowej. – Tak pisze Davies.

Ustalenie się rosyjskiego protektoratu przemieniało politykę Polski w niezgłębioną otchłań korupcji i paraliżu. To była polityka Rzeczypospolitej, a nie Polski. A w tej Rzeczypospolitej dominowali wschodni Słowianie. Kto kogo korumpował? O tym Davies nie wspomina, ale jest to zabieg świadomy. Taka narracja obowiązywała wcześniej, jego książka ukazała się w1981roku, i obowiązuje dziś.

Według niego ten niesłabnący bodziec do rozwoju współczesnej świadomości narodowej, czego nie dopowiedział, to niekończący się konflikt z Rosją. A ta świadomość to powstanie kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe i warszawskie. Obecnie doszła nam nowa odsłona tej paranoi, czyli bezwarunkowe wspieranie Ukrainy. A więc najpierw ktoś, wiadomo kto, zmusza szantażem czy łapówkami do tego, by rządzący zlikwidowali własne państwo, a później, tymi samymi metodami, każe im, już jako patriotom, walczyć o jego odzyskanie.

Tak jakoś ustalili nieznani przełożeni, że strefa pomiędzy Rosją i Niemcami, ma być miejscem kreowania przeróżnych konfliktów. Powstanie państwa, w którym ścierali się prawosławni, katolicy i unici, stało się źródłem niekończących się konfliktów. Do tego doszło jeszcze stworzenie na wschodzie w XIX wieku przez jezuitów nowego narodu polskiego. Jeśli do tej menażerii dodamy jeszcze Żydów, Niemców i kolorowych, to mamy dziś pięknie fosforyzującą kupę g…. Oczywiście w innych państwach, takich jak Ameryka, Kanada, Wielka Brytania i innych, da się tę kupę utrzymać w ryzach, ale nie tu. Dlaczego unia na Wyspach Brytyjskich mogła działać sprawnie, a tu – nie? Ktoś jednak o tym decydował. Kto?

Wazowie

Gdyby tak chcieć odpowiedzieć na pytanie, która z dynastii wyrządziła najwięcej szkód: Jagiellonowie, Wazowie czy Sasi, to wybór byłby trudny. Jagiellonowie niszczyli dorobek Polski piastowskiej, za Wazów doszło do unii brzeskiej (1596), której efektem było powstanie Cerkwi unickiej, do wybuchu niekończących się powstań na Ukrainie i konfliktu z Moskwą, a Sasi bez skrupułów dążyli do likwidacji Rzeczpospolitej Iluś Tam Narodów. W przypadku Wazów to głównym winowajcą był Zygmunt III Waza, którego pomnik, a raczej kolumna, stoi na Placu Zamkowym w Warszawie, a którą ufundował jego syn Władysław IV. Panował przez 45 lat, a więc tyle, ile trwał PRL. Największy szkodnik w historii tych ziem. Nie! Nie mam sklerozy, takiej dużej, bo pamiętam jeszcze, że napisałem wcześniej, że największym szkodnikiem nazwałem Piłsudskiego, potem – Napoleona, a teraz nazywam nim Zygmunta III Wazę. A Zamoyski? Czy to schizofrenia? Raczej embarras du choix, jak mawiają Francuzi, czyli kłopot z wyborem, w sytuacji, gdy wybór jest zbyt duży. Czy to będzie ostatni kandydat? Czas pokaże. – A jednak w tym kraju Zulu-Gula najwięksi szkodnicy uważani są za największych bohaterów. I to jest paranoja!

Wikipedia na początku tak pisze o Wazach:

Wazowie (szw. Vasaätten) – dynastia szwedzka panująca w Królestwie Szwecji w latach 1523–1654, w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1587–1668 oraz na Śląsku w księstwie opolsko-raciborskim w latach 1645–1666 i w księstwie nysko-otmuchowskim w latach 1625–1655. Nazwa dynastii pochodzi prawdopodobnie od godła vase (pol. snopek, wiązka rózg, faszyna) znajdującego się w herbie rodu.

Historia dynastii

Dynastia Wazów została założona przez regenta Szwecji Gustawa Wazę, syna szwedzkiego możnowładcy Eryka Johanssona, straconego w 1520 na rozkaz króla duńskiego Chrystiana II. Gustaw I objął tron w 1523.

Jego wnuk – Zygmunt III Waza został wybrany w 1587 na króla Polski, w Szwecji był zwalczany ze względu na wyznanie katolickie i w 1599 pozbawiony korony na rzecz stryja – Karola IX Sudermańskiego. Jednak synowie Zygmunta Władysław IV i Jan II Kazimierz panujący w Polsce używali nadal tytułów królów Szwecji, co było jedną z przyczyn wojen polsko-szwedzkich w XVII wieku.

Linia szwedzka panowała do abdykacji królowej Krystyny (córki Gustawa II Adolfa) w 1654 i wygasła wraz z jej śmiercią 9 kwietnia 1689. Linia polska skończyła się 16 grudnia 1672 na Janie II Kazimierzu (abdykował w 1668).

Zygmunt III Waza

Zygmunt III Waza, szw. Sigismund (ur. 20 czerwca 1566 w Gripsholm, zm. 30 kwietnia 1632 w Warszawie) – król Polski i wielki książę litewski w latach 1587–1632 oraz król Szwecji (panował w latach 1592–1599, zachował tytuł do śmierci w 1632) z dynastii Wazów. W latach 1592–1599 głowa unii polsko-szwedzkiej. Syn króla szwedzkiego Jana III Wazy i królewny polskiej Katarzyny Jagiellonki, po kądzieli wnuk króla Zygmunta Starego i królowej Bony. Ojciec królów polskich Władysława IV i Jana Kazimierza. Za panowania Zygmunta III Rzeczpospolita osiągnęła swój największy obszar.

Rzeczpospolita w czasach unii personalnej polsko-szwedzkiej 1592-1599; źródło: Wikipedia.

Zygmunt III Waza w 1596 doprowadził do zawarcia unii brzeskiej pomiędzy Kościołami katolickim i prawosławnym, której wynikiem było powstanie Kościoła unickiego, podporządkowanego papieżowi. Mimo częściowego zjednoczenia obu Kościołów unia spowodowała, w perspektywie czasu, dodatkowe podziały i waśnie między unitami i prawosławiem.

x

To tyle z Wikipedii. Jednak ciekawsze informacje zawarte są w książce Normana Daviesa Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999:

W domu panującym Wazów brak było wewnętrznej jedności. Działaniem każdego z czterech synów Gustawa I kierowała całkowicie odmienna osobowość oraz rady wzajemnie ze sobą skłóconych stronników. Eryk XIV był maniakiem o morderczych zapędach; w r. 1568 został usunięty z tronu, a wreszcie otruty. Książę fiński Jan był uczonym i teologiem. Karol, książę sudermański i władca Sztokholmu, był orędownikiem protestanckiej szlachty. Magnus, książę wschodniej Gotlandii, został zamordowany wraz z Erykiem. Książę fiński, który został obrany królem na miejsce Eryka i który w r. 1569 rozpoczął panowanie jako Jan III , został wkrótce przeciągnięty na stronę partii katolickiej. Jego małżonka, siostra Zygmunta Augusta Katarzyna Jagiellonka, była żarliwą katoliczką. Jej posag składał się z majątku matki, Bony Sforzy – zamrożonego wprawdzie w Neapolu, lecz – jak miano nadzieję – możliwego do odzyskania dzięki użyciu wpływów katolickich na papieża i króla Hiszpanii. Z rozkazu Eryka pierwsze cztery lata swego małżeństwa spędziła wraz z mężem w lochach w Gripsholm, gdzie w r. 1566 urodził się ich syn, Sigismund. Wywarła znaczny wpływ na wydarzenia w dziedzinie religii. W r. 1567 Jan III wprowadził z jej inicjatywy nową liturgię ekumeniczną, która łączyła elementy potrydenckiego katolicyzmu ze szwedzkim luteranizmem.; w r. 1578 Possevino (delegat papieski w Sztokholmie – przyp. W.L.) przyjął go w tajemnicy w poczet wyznawców religii katolickiej. Wobec delikatnej, a zarazem trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł, nie dziwi fakt, że starał się umocnić swą pozycję, wykorzystując powiązania z Polską. Nie powiodło mu się w dwóch elekcjach – w latach 1573 i 1575 – natomiast za trzecim razem, w r. 1587, udało mu się doprowadzić do zwycięstwa jego syna i spadkobiercy, Sigismunda. Chociaż potomkowie Jana III Wazy mieli utracić władzę nad Szwecją, utrzymali oni tron Polski i Litwy przez następne 81 lat. Po Zygmuncie III panowali kolejno jego dwaj synowie: Władysław IV (1632-48) i Jan Kazimierz (1648-68).

Elekcja, która odbyła się w r. 1587, łączyła w sobie najgorsze elementy dwóch poprzednich: zakończyła się podwójnym wyborem oraz przyniosła zwycięstwo kandydatowi, którego bardziej obchodziła własna ojczyzna niż interesy Rzeczypospolitej. Doprowadziła do nieustannych starć: wojen domowych – najpierw w Polsce, później w Szwecji – oraz ponawianych i przeciągających się wojen między obydwoma państwami. Kandydaturę Sigismunda popierało w Polsce tak zwane „czarne koło” nazwane tak od barwy żałobnych strojów, jakie nosili po śmierci Batorego. Na czele tego obozu stali Zamoyski oraz biskup Karnkowski, będący w tym czasie prymasem; ich celem było za wszelką cenę doprowadzić do wyeliminowania kandydatów ze strony Habsburgów. (…)

Zygmunt padł ofiarą splotu okoliczności, na które nie miał żadnego wpływu. Jako Szwed z urodzenia i wnuk wielkiego Gustawa Eriksona, miał oczywiście na względzie przede wszystkim swoje szwedzkie dziedzictwo. Jako zagorzały katolik i wychowanek polskich jezuitów rozumiał, że Polska może odegrać istotną rolę w odzyskaniu Europy Północnej dla Rzymu. Jako posłuszny syn swej nieżyjącej już matki, Jagiellonki, posłuchał próśb ciotki, wdowy po Batorym, królowej Anny, która błagała go, aby z myślą o niej objął tron Polski. Wszystkie te interesy okazały się zupełnie nie do pogodzenia. Jeszcze w Szwecji, przed wyjazdem do Gdańska, Zygmunt musiał podpisać Statuty kalmarskie, które zapewniały Kościołowi protestanckiemu i parlamentowi zabezpieczenie przed wszelkimi zmianami, jakie mogłyby nastąpić w wyniku unii personalnej. Po przyjeździe do Polski – mimo głośnych protestów wyrażanych podczas uroczystości w opactwie oliwskim – został zmuszony do zaprzysiężenia paktów konwentów oraz warunków konfederacji warszawskiej. W czasie obrad sejmu koronacyjnego z gniewem słuchał, jak szlachta wprowadzała nową definicję lèse-majesté, która otwarcie dopuszcza wszystkie formy słownej obrazy. Od tego czasu mógł być – i bywał – obrażany bezkarnie. Szczególnie zaś nie podobał mu się ton Zamoyskiego, który nazwał go „naszym niemym diablęciem importowanym ze Szwecji”. Wydawało się, że motywacją wystąpień Zamoyskiego przeciwko Habsburgom oraz inspiracją jego planów zmierzających do jeszcze większego ograniczenia władzy królewskiej stawały się w coraz większym stopniu jego własne prywatne interesy. W r. 1588 Zygmunt musiał podpisać na Litwie trzeci Statut litewski, który wprawdzie pozostawał w bezpośredniej sprzeczności z unią lubelską, lecz stanowił konieczna cenę akceptacji nowego króla przez magnaterię Wielkiego Księstwa. W tej sytuacji nie wydaje się chyba rzeczą zbyt dziwną jego myśl o natychmiastowej abdykacji. W 1589 r. próbował ubić interes z Wiedniem, starając się odsprzedać koronę polską arcyksięciu Ernestowi za sumę 400 000 złotych. W Rewlu spotkał się z ojcem i poinformował go o swoim zamiarze rychłego powrotu do Szwecji. Ale nie mógł uciec. Szlachta szwedzka nie ukrywała, że świetnie sobie bez niego poradzi – zwłaszcza gdy pojął za żonę arcyksiężniczkę habsburską, Annę. Kiedy w r. 1592 zmarł Jan III, Zygmunta czekały w Szwecji takie same upokorzenia, jakich już wcześniej doświadczył w Polsce.

Spór o sukcesję szwedzką wywołał dziesięcioletni kryzys. Gdy Zygmunt przybył do Sztokholmu w asyście jezuitów i spowiedników oraz w towarzystwie nuncjusza papieskiego Germanica Malaspiny, zorientował się, że opozycja zdołała go uprzedzić. Synod biskupów Kościoła szwedzkiego z góry już zdecydował o przyjęciu wyznania augsburskiego i katechizmu luterańskiego oraz postanowił wykląć kalwinizm i zwinglianizm jako herezję. Nie było miejsca dla katolickiego prozelity. (…) W 1599 r. został oficjalnie usunięty z tronu. Książę Karol stopniowo wyeliminował tych spośród szlachty, którzy pozostali lojalni wobec prawowitego króla, i w r. 1604 – przy pomocy parlamentu – zdołał doprowadzić do własnej elekcji. Jako Karol IX stał się w ten sposób założycielem protestanckiej linii Wazów, która wywarła tak wielkie wpływy na życie polityczne siedemnastowiecznej Europy. Tak długa walka doprowadziła do nieuchronnej alienacji wielu spośród polskich poddanych Zygmunta. Bez względu na to, jakie działania polityczne podejmował w kolejnych okresach swego panowania, nieodmiennie uważano go za władcę, który bardziej troszczył się o Szwecję niż o Polskę.

Królestwo Wazów około 1600 roku; Liwonia to historyczna nazwa Łotwy. W czasie unii personalnej ze Szwecją (1592-1599) królestwo to obejmowało Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę i Rzeczpospolitą. Źródło: angielska Wikipedia.

W sprawach religijnych na ogół unikano tak modnej gdzie indziej przesady. Podobnie jak Batory, Zygmunt III był gorliwym katolikiem i zwolennikiem kontrreformacji. Jan Kazimierz sam nawet wstąpił na pewien czas do zakonu jezuitów i został kardynałem. Katolików faworyzowano na dworze i przy rozdziale urzędów państwowych. Liczne rzesze szlachty powróciły na łono wiary katolickiej. Skarga narzucił główny ton – entuzjazmu, ale nie przymusu. Kwitły sekty wszystkich odcieni, choć w szczegółowych uchwałach sejmu z lat trzydziestych daje się dostrzec nutę nietolerancji. Kalwini, luteranie i Żydzi zachowali swoje przywileje. Wraz z unią brzeską w r. 1596 rozpoczął się okres tarć w łonie społeczności prawosławnej, opanowanych – jeśli nie zakończonych – na mocy kompromisu z r. 1632.

W dziedzinie stosunków społecznych, wielkie fortuny magnackie doszły do szczytu swego rozwoju. Zamoyski, który rozpoczynał karierę jak trybun demokracji szlacheckiej, zdobył pozycje poddanego bardzo potężnego, a zarazem bardzo niewygodnego. Na Litwie równie potężny był Radziwiłł. Potęgę magnatów utrwaliła fala „ordynacji”, które rozpoczęły się w 1589 r. Podobny model powielano we wszystkich niemal prowincjach Rzeczypospolitej. Po śmierci Zamoyskiego w 1605 r. i po rokoszu Zebrzydowskiego z lat 1606-09, do którego podżegały intrygi kanclerza wielkiego koronnego, na scenie politycznej w kraju zapanował spokój. Ale patronat magnacki w coraz większym stopniu zdobywał kontrolę nad sejmem, sejmikami i sądownictwem. Głosy niezależnej szlachty i mieszczaństwa dławiono, jęki chłopstwa – tłumiono. Prawodawstwo społeczne, które w XVI w. przeżywało okres rozkwitu, teraz praktycznie zniknęło.

x

Społeczność żydowska umocniła swoją pozycję w Rzeczypospolitej, osiągając taki poziom zamożności i bezpieczeństwa, jaki już nigdy w przyszłości nie miał się powtórzyć. Zasady i instytucje autonomii żydowskiej ostatecznie się ustaliły. W r. 1580 trybunał w Lublinie został zastąpiony przez „sejm czterech ziem” – najwyższy organ sądowy i ustawodawczy, który miał przetrwać przez blisko 200 lat. Nieco później powstała „rada prowincji” – organ zjednoczonych społeczności Wielkiego Księstwa. W 1592 r. Zygmunt III w całej rozciągłości potwierdził przywileje Żydów. Imigracja i przyrost naturalny zwiększyły liczbę ludności żydowskiej do około 450 tysięcy w r. 1648, czyli do 4,5% ogółu mieszkańców. Żydzi rozszerzyli swą działalność z tradycyjnych dziedzin bankowości i pożyczek na wszelkie formy handlu, rzemiosła i manufaktury. Zapewnili sobie prawo tworzenia własnych cechów, odrzucając w ten sposób monopol dotąd wyłącznie nieżydowskich organizacji. Co zaś najważniejsze, przestali jak dotychczas chować się w miastach i docierali do najdalszych zakątków wiejskich okolic kraju. Pozostając na służbie szlachty, odegrali istotną pionierską rolę w rozwoju obszarów położonych na południowym wschodzie kraju, zwłaszcza na Ukrainie. Sukces ten miał jednak swoje istotne strony ujemne. Już sam wzrost liczebności ludności żydowskiej w niektórych miejscach kraju powodował poważne przeludnienie. Nieprzerwana imigracja wywoływała ogromny protest miejscowych społeczności, które widziały w niej zagrożenie własnej tożsamości. Protest ten zresztą był równie silny ze strony samych Żydów. Jak wskazuje przekład zarządzenia gminy żydowskiej miasta Krakowa z r. 1595, starszyzna robiła wszystko, co tylko było w jej mocy, aby ograniczyć imigrację i nie dopuścić do równouprawnienia nowo przybyłych.

W prowincjach południowych i wschodnich przedsiębiorczy Żydzi zostali włączeni, co było dla nich niekorzystne, w ramy systemu arendy, czyli dzierżawy majątków ziemskich pośrednikom i zarządcom. Był to system odpowiadający interesom wielkich magnatów, mieszkających z dala od swoich majątków ziemskich oraz zubożałej szlachty, której nie chciało się osobiście zarządzać swymi majątkami. Oddając swoje sprawy w ręce dzierżawcy, właściciele mogli uzyskać pożyczkę, zapewnić sobie źródło stałego dochodu przeznaczonego na spłaty oraz odwrócić od siebie gniew chłopów. Dzierżawca natomiast przejmował nie tylko zarząd nad majątkiem w sensie gospodarczym, ale także wszystkie związane z nim feudalne prawa, powinności i jurysdykcję.

Żydowski arendarz stawał się w ten sposób panem życia i śmierci ludności całych okręgów, a ponieważ nie łączyło go z nią nic poza krótkotrwałym i czysto finansowym interesem, nie mógł się oprzeć pokusie obdzierania swych tymczasowych poddanych do gołej skóry. W dobrach szlacheckich powierzał swym krewnym i współwyznawcom nadzór nad młynem, browarem, a zwłaszcza karczmami, gdzie na mocy zwyczaju chłopi mieli obowiązek pić. W dobrach kościelnych pełnił funkcję poborcy wszystkich świadczeń kościelnych i stawał przy drzwiach kościoła, zbierając dziesięciny, opłaty za chrzest niemowląt, śluby i pogrzeby. W majątkach starostów stawał się w gruncie rzeczy pośrednikiem Korony, pobierając myta, podatki i opłaty sądowe i przyozdabiając swe bezwzględne praktyki godnością królewskiego autorytetu. W 1616 r. dużo ponad połowę dóbr koronnych na Ukrainie pozostawało w rękach żydowskich arendarzy. W tym samym czasie książę Konstanty Ostrogski zatrudniał podobno ponad 4000 żydowskich pośredników. Rezultat był oczywisty: społeczność żydowska jako całość ściągała na siebie hańbę, jaka początkowo okrywała tylko jej najbardziej przedsiębiorczych członków, stając się symbolem wyzysku społecznego i gospodarczego. Ich udział w „ciemiężycielskich praktykach szlachecko-żydowskiego przymierza” stał się najważniejszym z powodów, które wywołały straszliwy odwet, jaki miał spaść na Żydów przy kilku okazjach w niedalekiej przyszłości – zwłaszcza w latach 1648-55 i później, w r. 1768. Tymczasem jednak w zasadzie panował spokój. Żydowska nauka osiągnęła wielką głębię. Dzieła takich „olbrzymów halachy”, jak Salomon Luria (1510-73), Mojżesz Isserles (1510-72) czy Mordechaj Jaffe, stały się inspiracją bogatej tradycji talmudycznej, kabalistycznej i popularnej literatury w języku jidysz. Wychowanie i wykształcenie Żydów osiągnęło poziom o wiele wyższy od ogólnego poziomu stanów szlacheckiego i mieszczańskiego.

x

Kozacy zaporoscy nie zostali ujarzmieni. Przeciwnie – rozmnożyli się i urośli w siłę. Mimo ustanowienia przez Batorego rejestru, nadal wypuszczali się na łupieżcze wyprawy – nie tylko na Ukrainę, ale także w głąb Bałkanów i doliny Dunaju. W r. 1589 przepłynęli łodziami Morze Czarne i dokonali spustoszenia wielu miast tureckich. W 1590 r. z inicjatywy sejmu narzucono im obowiązek przyjmowania szlacheckich dowódców z regularnej armii polskiej oraz zabroniono rekrutowania zbiegłych chłopów poddanych, czyli swawolników. W wyniku tego zarządzenia Kozacy szybko przerobili polskich oficerów na własną modłę, wskutek czego ich częste bunty nabrały nowego kolorytu dzięki przywódczym talentom i zawodowemu wykształceniu w dziedzinie wojennego rzemiosła. W latach 1591-93 ataman Kosiński, polski szlachcic z Podlasia,poprowadził oddział liczący około 5000 ludzi na majątki Ostrogskich i Wiśniowieckich na Podolu, co stało się zarzewiem zamieszek chłopskich, które rozszerzyły się, obejmując teren całej Ukrainy. W latach 1595-96 podobną akcję podjął Semen Nalewajko; został on schwytany i okrutnie stracony w Warszawie. Wydarzenia te wskazują, że uprawiana na stepach Ukrainy działalność kolonizacyjna wielkich rodów magnackich spotykała się z protestem, a ukraińscy chłopi, zwabieni na początku obietnicami „słobody” i ziemi, niełatwo przyzwyczajali się do modelu poddaństwa. Nie widać było żadnego dobrego rozwiązania. Nigdy nie udało się ostatecznie ustalić rozmiarów kozackich rejestrów. Kozacy chcieli, aby rejestry obejmowały jak największą ich liczbę. Król zaś, aby uchronić się od kłopotów z ich strony, jednocześnie zapewniając sobie ich usługi na wypadek potrzeby, dążył do zredukowania ich w rejestrach do minimum. Najazdy nie ustawały. (…)

Niepokoje wśród Kozaków były objawem o wiele poważniejszej choroby całych ziem na południowym wschodzie. W okresie ich przyłączenia do Wielkiego Księstwa województwa Ukrainy leżały poza zasięgiem władzy centralnej; po r. 1569 w Koronie nadal pozostawiono je w znacznym stopniu prywatnej administracji kilku potężnych rodów – Koniecpolskich, Wiśniowieckich, Potockich, Kalinowskich, Ostrogskich. Ludności wciąż brak było poczucia pewności i bezpieczeństwa. Izolacja maleńkich oaz ludzkich osad położonych wzdłuż rzadko rozrzuconych po stepie szlaków lub skupionych wokół samotnych ośrodków miejskich czy klasztorów, nieustanne najazdy Kozaków czy Tatarów, waśnie między wielkimi panami, ogromne kontrasty społeczne i gospodarcze między wielkimi właścicielami ziemskimi a zbiegłymi chłopami poddanymi czy wolnymi kolonistami, skomplikowana mieszanka etniczna Rusinów, Polaków, Wołochów i wreszcie – a nie był to bynajmniej czynnik najmniej istotny – pogłębiające się rozłamy religijne między prawosławnymi, unitami, katolikami i Żydami – wszystko to składało się na życie pełne zamętu i przemocy. Była to last frontier Europy – nie mniej prymitywna, ale i nie mniej skuteczna niż jej późniejszy odpowiednik w Ameryce Północnej. W odróżnieniu od amerykańskiego zachodu, polski wschód był wystawiony na interwencję z zewnątrz. Ludność Ukrainy zawzięcie broniła swej niezależności i protestowała przeciwko ingerencji ze strony rządu. Ale skoro aż tak upierała się przy swojej niezawisłości, unicestwiając wszelkie środki zwykłej obrony, znalazły się siły, które miały zaingerować w sposób o wiele bardziej dotkliwy. Tragiczny los Ukrainy w XVII w. stanowił pod tym względem przedsmak losu Rzeczypospolitej w w. XVIII.

x

Związki ze Szwecją niewątpliwie wywarły wpływ największy na politykę zagraniczną, narzucając Rzeczypospolitej kierunki, jakich w innej sytuacji mogłaby była uniknąć. Mimo swej detronizacji w r. 1599 Zygmunt III zachował prawo do tronu szwedzkiego. Roszczenia te ponawiali Wazowie aż do r. 1660. W epoce monarchii był to legalny pretekst do wszczęcia wojen ze Szwecją. Te zaś automatycznie odnowiły dawną rywalizację z Moskwą. Wojny z Moskwą z kolei były ściśle związane z kolejnymi kampaniami wymierzonymi przeciwko Turkom i Tatarom.

x

Myśl, że Rzeczpospolita Polski i Litwy, ze swymi skromnymi siłami wojskowymi i rozlatującym się skarbem, mogła kiedykolwiek rozważać możliwość „okupowania” czy też „ujarzmiania” niezmierzonych obszarów Rosji, jest niedorzeczna. Polscy dowódcy – a zwłaszcza Żółkiewski – stale sprzeciwiali się planom interwencji, a król ustąpił w tym względzie tylko dwa razy, i to na krótko. Polacy mogli sobie na to w ogóle pozwolić tylko dlatego, że nacisk w tym kierunku wywierały na nich wpływowe frakcje moskiewskich bojarów. Nie mieli natomiast żadnych sprecyzowanych planów na przyszłość. Bez względu na to, co o tym myślą współcześni Polacy, którym zależy na zachowaniu szacunku dla samych siebie, nigdy nie było żadnej wojny ani żadnych podbojów porównywalnych z kampanią Napoleona z 1812 r. Operacje polskie nie były niczym więcej jak tylko szeregiem drobnych incydentów, które rozgrywały się na tle wielkiej wojny domowej.

Na początku „smuty” Rzeczpospolita jako taka nie odgrywała w sprawach Moskwy żadnej roli. Pierwszego Dymitra Samozwańca wysterował prywatnie Jerzy Mniszech z Sambora, wojewoda sandomierski. Wyszkolili go polscy jezuici, którzy namówili króla, aby go przyjął na dworze i aby w imię wiary uśmiechał się życzliwie, słuchając przewrotnych planów. Gdy w r. 1605, niby siedemnastowieczny Lambert Simnel1, Dymitr został rzeczywiście ukoronowany w Moskwie jako odnaleziony po długim czasie zaginiony syn Iwana IV, per procura zawarł w Krakowie małżeństwo z Maryną Mniszchówną (1588-1614). Zdaniem Zamoyskiego, była to „komedia warta Plautusa lub Terencjusza”. Jej koniec nastąpił, gdy szczątki zamordowanego samozwańca, stratowane na miazgę przez moskiewskie pospólstwo, zostały wystrzelone na cztery strony świata z działa na placu Czerwonym.

Potem kolejne prywatne konsorcjum polskich i litewskich awanturników, w osobach Aleksandra Lisowskiego, księcia Romana Różyńskiego i starosty uświackiego Jana Sapiehy, przyjęło drugiego Dymitra Samozwańca, „złodzieja z Tuszyna” – Perkina Warbecka2 całej tej historii. To oni doprowadzili owdowiałą Marynę po raz drugi do ołtarza i to ich niezdyscyplinowane poczty wyruszyły z obozu w Tuszynie i rozpoczęły oblężenie Moskwy. Oni też stali się inspiracją pamiętnej tablicy pamiątkowej umieszczonej na murze ławry troicko-siergijewskiej w Zagorsku: „trzy plagi – tyfus, Tatarzy, Polacy”. Tymczasem po koronę carską sięgnął Wasyl Szujski. Dopiero w tym momencie dwór polski zaczął oficjalnie okazywać swoje zainteresowanie. Podczas zamachu w r. 1606 z inicjatywy Szujskiego zmasakrowano w Moskwie około pięciuset Polaków ze stronnictwa Mniszcha. Co gorsza, Szujski zaczynał rozglądać się za możliwością nawiązania przymierza z królem szwedzkim Karolem IX. Zygmunt III odrzucił konstytucyjne subtelności oraz rady sejmu i postanowił wyruszyć – „ku chwale Rzeczypospolitej”. Wyprawa ruszyła jesienią 1609 r. pod dowództwem niechętnie do niej nastawionego Żółkiewskiego. Jednym z jej konkretnych celów było odzyskanie twierdzy smoleńskiej. Rozpoczęło się oblężenie. Ale w lipcu następnego roku, po zaskakującym zwycięstwie Żółkiewskiego w bitwie pod Kłuszynem, gdzie rozgromiono połączone wojska cesarskie i szwedzkie, nastąpiły nieprzewidziane wydarzenia. Szujki został usunięty z tronu na skutek powstania, jakie wybuchło na dworze carskim. Nie napotykając na żaden opór, Polacy ruszyli na Moskwę, gdzie zebrani w stolicy bojarzy poprosili Żółkiewskiego, aby ich obronił przed nieokiełznaną anarchią ścierających się ze sobą frakcji. Na mocy traktatu podpisanego 27 sierpnia bojarzy mieli otrzymać takie same prawa i przywileje jak szlachta polska, syn króla polskiego zaś, książę Władysław, miał zostać ogłoszony carem. Na Kremlu zainstalowano garnizon polski pod dowództwem starosty wieliskiego Aleksandra Gosiewskiego. Wszystko działało na zasadzie improwizacji. Pozbawiony dokładnych instrukcji Żółkiewski nie mógł się dowiedzieć, że król nie pochwala jego rozporządzeń. (…)

Bojarzy porzucili myśl o ochronie ze strony Polski i ruszyła fala powszechnego oporu. Po dwuletnim oblężeniu Smoleńsk poddał się Polakom w czerwcu 1611 r. Ale w Moskwie polskiej załogi Kremla nie udało się uratować, nawet gdy do miasta zbliżyły się wojska Chodkiewicza. Zmuszeni do oddania klejnotów koronnych cara za kawałek chleba, skapitulowali 22 października 1612 r. Połowę wyrżnięto na miejscu. W cztery miesiące później piętnastoletni Michał Fiodorowicz Romanow, założyciel największej rosyjskiej dynastii, został ogłoszony carem. W Polsce skonfederowana armia domagała się wypłacenia zaległego żołdu; żołnierze rozeszli się do domów dopiero w r. 1614, otrzymawszy żołd w wysokości sześciokrotnej wartości podatku gruntowego. Pomniejsza ekspedycja, zorganizowana w latach 1617-18 z prywatnej inicjatywy księcia Władysława, nie osiągnęła nic. Rozejm podpisany 3 stycznia 1619 r. w Dywilinie na czterdzieści i pół roku pozostawiał Smoleńsk, Siewiersk i Czernihów w rękach Rzeczypospolitej, Władysław natomiast zobowiązał się do rezygnacji z roszczeń do tronu carskiego, choć oficjalnie się go nie wyrzekł. W kategoriach strat w ludziach i zmarnowanych nakładów finansowych okres moskiewskiej „smuty” okazał się prawie tak samo smutny dla Rzeczypospolitej jak dla Moskwy.

Wieczysty pokój, zawarty 14 czerwca 1634 r. nad rzeką Polanowka w pobliżu Smoleńska, potwierdzał wszystkie postanowienia terytorialne uzgodnione w Dywilinie. Władysław IV, teraz już dzięki elekcji utwierdzony w swoim polskim dziedzictwie , z przyjemnością przyjął sumę 20 tysięcy rubli w zamian za rezygnację z roszczeń do tronu moskiewskiego.

„Wieczność” trwała jednakże zaledwie przez dwadzieścia lat. W 1654 r. Moskwa zrobiła decydujący krok na drodze do zemsty. Zachęcony ciągłymi niepokojami na Ukrainie, car Aleksy Michajłowicz utorował sobie drogę, biorąc w opiekę zaporoskich Kozaków. Potem uderzył i ponawiał ataki przez następne dwadzieścia sezonów. W czasie tej wojny Moskale wykazali ową wspaniałą wytrzymałość, która jest jedną z cech, jakie znaczą ich dzieje. Mimo krótkiej przerwy w latach 1657-58, spowodowanej działaniami podejmowanymi przez Szwedów, nie wypuszczali Rzeczypospolitej z dławiącego uścisku, obejmując podwójnym chwytem Litwę i Ukrainę. Na mocy rozejmu w Andruszowie, podpisanego 3 stycznia 1667 r., odwrócili postanowienia z r. 1634, przejmując kontrolę nad Kijowem i całą lewobrzeżną Ukrainą. Te nowe warunki nie zostały potwierdzone aż do następnego „wieczystego pokoju” z r. 1686, przez Rzeczpospolitą zaś zostały ratyfikowane dopiero w r. 1710. Ale praktycznie rzecz biorąc, Ukraina popadła w zależność od Moskwy. Odwieczne pretensje księstwa moskiewskiego do statusu „imperium rosyjskiego” szybko nabierały uzasadnienia w rzeczywistości.

xxx

Wazowie panowali przez 81 lat i skończyło się to rozbiorem Rzeczypospolitej, no bo jak inaczej nazwać utratę Ukrainy zadnieprzańskiej i Inflant? W tym czasie wydarzyło się bardzo wiele i negatywne konsekwencje tego są odczuwane do dziś.

Unia brzeska. W 1414 roku powstała druga, oprócz Moskwy, metropolia w Kijowie. W 1589 utworzony został niezależny patriarchat w Moskwie. Było więc oczywiste, że Moskwa roztoczy opiekę nad prawosławnymi w Rzeczypospolitej, w której wówczas prawosławie było dominującym wyznaniem: Czyja religia, tego władza. Oznaczało to, że to Rosja będzie rządzić na znacznych obszarach Rzeczypospolitej. Dlatego wymyślono nowe wyznanie, zgodnie z regułą: Czyja władza, tego religia. A to oznaczało permanentny konflikt z Rosją. Po zaborach odwróciła ona skutki tej unii, ale ta część, która trafiła do Austrii, pozostała unicka, bo cieszyła się poparciem cesarzowej Austrii Marii Teresy. I stąd mamy to ukraińskie „Drang nach Europa”. A to Zygmunt III Waza zatwierdził tę unię.

Żydzi. W 1592 r. Zygmunt III w całej rozciągłości potwierdził przywileje Żydów. Imigracja i przyrost naturalny zwiększyły liczbę ludności żydowskiej do około 450 tysięcy w r. 1648, czyli do 4,5% ogółu mieszkańców. O ile za czasów Polski piastowskiej liczba Żydów była stosunkowo niewielka. Szacowano ją na około 20-30 tysięcy, to skokowy wzrost nastąpił za czasów Rzeczypospolitej. Trend ten, zapoczątkowany przez Zygmunta III, trwał przez cały okres istnienia tego państwa. Żydzi zdominowali nie tylko wszystkie dziedziny życia gospodarczego, ale bujnie rozwijała się ich nauka i kultura. Poziom ich wykształcenia był znacznie wyższy niż szlachty i mieszczan. Podporządkowali więc sobie to państwo i stąd kultura żydowska promieniowała na cały świat. Trudno więc dziwić się, że tęsknią za dawną Rzeczpospolitą i twierdzę, że dążą do jej odtworzenia i po to jest właśnie wojna na Ukrainie. Rozbiór tego państwa już się dokonał. Teraz czas na III RP i jej rozbiór, a potem połączenie z pozostałością po Ukrainie. Później dojdzie zachodnia Białoruś i kraje bałtyckie.

Ukraina. To jedna wielka mistyfikacja. Nie ma chyba na świecie kraju, którego historię tak zafałszowano. Wykreowano tam mnóstwo konfliktów, których skutki ciągną się do dziś. W 1590 r. z inicjatywy sejmu narzucono im obowiązek przyjmowania szlacheckich dowódców z regularnej armii polskiej oraz zabroniono rekrutowania zbiegłych chłopów poddanych, czyli swawolników. W wyniku tego zarządzenia Kozacy szybko przerobili polskich oficerów na własną modłę, wskutek czego ich częste bunty nabrały nowego kolorytu dzięki przywódczym talentom i zawodowemu wykształceniu w dziedzinie wojennego rzemiosła. Tak napisał Davies. Ale przecież ci oficerowie byli prawdopodobnie rusińskimi bojarami przerobionymi na polskich szlachciców. Zaczęło się od unii horodelskiej z 1413 roku, na mocy której 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej i w ten sposób ci bojarzy stali się polskimi szlachcicami. Do tego dochodzi fakt, że na krótko przed unią lubelską (1569) do Korony zostały włączone województwa: podlaskie, wołyńskie, czernihowskie i kijowskie. Siłą rzeczy nie mogło być tam Polaków, w momencie, gdy wybuchło powstanie Kosińskiego. Tak więc I RP wykształciła Rusinów na polskich oficerów, którzy wszczynali powstania na Ukrainie przeciwko tej I RP. To samo powtórzono w II RP, gdy na koszt tego państwa utworzono na Wołyniu oddziały paramilitarne. Wyszkolono i uzbrojono ludzi. I to z tych oddziałów powstała UPA. O tym w blogu Eksperyment wołyński. Obecnie mamy na Ukrainie to samo, co za I RP: Żydzi i czerń.

Konflikt z Moskwą. To była jedna wielka hucpa, jakieś prywatne intrygi magnatów, którzy nie mieli zgody sejmu Rzeczypospolitej. Ale skoro to zrobili, to co to było za państwo? Zaczęło się od tego, że wojska Rzeczypospolitej oblegały Smoleńsk, bo każdy król elekcyjny składał obietnicę, że będzie dążył do odzyskania ziem, które przed unią utraciło Wielkie Księstwo Litewskie. W czasie tego oblężenia i walk o władzę na Kremlu zbuntowani bojarzy zaprosili Polaków na Kreml i obiecywali koronę królowi polskiemu. Później wycofali się z tego i polska załoga musiał opuścić Moskwę, a jej połowa została wymordowana. Wygląda więc na to, że była to typowa, prowokacja ze strony Rosjan. Konsekwencje są takie, że do dziś przeciętny Rosjanin jest przekonany, że Polacy chcieli podbić Rosję, ale nie wie, że ci Polacy pojawili się tam na zaproszenie. To było działanie oficjalne państwa zwanego Rzeczpospolitą, a wcześniejsze czy późniejsze wyprawy były czysto prywatnymi przedsięwzięciami różnych awanturników, wykorzystujących bezkrólewie na Kremlu.

Jak zatem podsumować rządy Wazów? Trudno powiedzieć czy były one gorsze od rządów Jagiellonów i Sasów. Cała ta unia, w wyniku której powstała Rzeczpospolita Iluś Tam Narodów, to jakiś koszmarny projekt, jakiś socjotechniczny eksperyment, laboratorium, w którym testowano różne procesy społeczne, a laboranci w nim zatrudnieni wykonywali tylko polecenia jego twórców. Gdy prześledzi się dalsze losy tych ziem pomiędzy Niemcami a Rosją, to nieodparcie nasuwa się przekonanie, że ten eksperyment nadal trwa. Najwięcej tracą na nim rdzenni mieszkańcy tych ziem, którym przypadło najniższe miejsce na drabinie społecznej państw powstających tu i znikających.

  1. Lambert Simnel (ok. 1475-1535), uzurpator i pretendent do korony angielskiej, syn stolarza z Oxfordu; narzędzie w rękach zwolenników linii książąt Yorku w spiskach po zwycięstwie Henryka VII. Przejawiał podobno niezwykłe podobieństwo do Edwarda IV; być może został podstawiony jako jeden z “książąt z Wieży” (przyp. tłum.). ↩︎
  2. Perkin Warbeck, tzw. Piotruś (ok. 1474-99), pretendent do tronu angielskiego, syn marynarza. W Irlandii podawał się za zamordowanego syna Edwarda IV; popierany przez Małgorzatę burgundzką; w Szkocji poślubił księżniczkę krwi. Występując jako Ryszard IV, wkroczył do Anglii, gdzie został pobity (1498), ujęty i powieszony (przyp. tłum.). ↩︎

Wolna elekcja

Historię państwa, które nazywa się Polską, można podzielić na kilka okresów. Na początku była Polska Piastów, czyli właściwe państwo polskie. Później nastąpił okres unii personalnej z Litwą, co oznaczało, że Litwin Jagiełło był jednocześnie królem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. To w tym okresie nastąpiło wprowadzenie w Koronie standardów WKL, czyli zaburzenie równowagi stanów, przejawiające się m.in zmarginalizowaniem mieszczaństwa i niewolnictwem chłopów. Unia realna z 1569 roku to powstanie nowego państwa, czyli Rzeczypospolitej Iluś Tam Narodów (RITN). Ustrój tego państwa był wyjątkowy, jedyny taki w ówczesnej Europie. Była to demokracja szlachecka, co oznaczało, że każdy szlachcic mógł brać udział w wyborach króla. Nazywało się to elekcją viritim. Ten ustrój trwał do końca RITN, czyli do rozbiorów tego śmiesznego tworu. Co było później, to każdy wie. Jednak konsekwencje istnienia RITN trwają do dziś. Warto więc bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, jakim była wolna elekcja. Wytłuszczenia W.L.

Hasło „elekcja” w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970) jest, moim zdaniem, bardzo dobrze i kompleksowo opracowane, więc warto je zacytować.

Elekcja (łac. electio „wybór”), powołanie dostojników świeckich, duchownych i monarchów w drodze obioru. Była praktykowana zarówno w cesarstwie rzymskim i bizantyńskim (wybór cesarza przez senat i aklamacja przez wojsko i lud), jak i monarchiach europejskich w średniowieczu. W państwie niemieckim pierwsza elekcja miała miejsce w 911 roku po wygaśnięciu dynastii karolińskiej (Konrad 911-919). Za desygnacją Konrada w podobny sposób wstąpił na tron Henryk Ptasznik oraz (936) jego syn Otton, od 962 roku cesarz rzymski. Odtąd korona niemiecka pozostała już elekcyjna, choć do wielkiego bezkrólewia w XIII wieku wybór dokonywany przez wyższych członków hierarchii feudalnej ograniczał się do krewnych zmarłego cesarza, a prawa synów cesarskich do następstwa nigdy nie kwestionowano. Po wielkim bezkrólewiu korona niemiecka stała się w pełni elekcyjna, a wyboru monarchy dokonywała niewielka grupa najpotężniejszych książąt Rzeszy, zwanych elektorami (Kurfürsten); praktykę tę usankcjonowała Złota Bulla cesarza Karola IV. Od XV wieku cesarzami byli obierani przedstawiciele dynastii Habsburgów, często vivente imperatore (wybór na tron cesarski – przyp. W.L.), ale formalną elekcję utrzymano aż do likwidacji cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego w 1806 roku (wojny napoleońskie – przyp. W.L.). Również we Francji po wygaśnięciu Karolingów (987) wielcy wasale korony dokonali elekcji Hugona Kapeta. Kapetyngowie przeprowadzali jednak z reguły wybór i koronację swych synów vivente rege i torowali w ten sposób drogę dziedziczności tronu, która zapanowała już bez żadnych ograniczeń od śmierci Filipa II Augusta (1223). W państwach anglosaskich elekcji króla dokonywała rada starszych (witenagemot); po podboju Anglii przez Wilhelma Zdobywcę (1066) przyjęła się zasada dziedziczności tronu przez potomków męskich króla.

W Polsce feudalizacja stosunków społecznych i wzrost znaczenia możnowładztwa doprowadziły od polowy XI wieku obok zasady dziedziczności, do powoływania na tron w razie braku potomka męskiego (albo zastosowania prawa oporu) – innego przedstawiciela dynastii Piastów, od końca XIII wieku również spośród krewnych po kądzieli, a nawet obcych ożenionych z Piastównami. Przewaga jednej z zasad w różnych dzielnicach była zależna od konkretnych warunków społeczno-politycznych. Elekcyjność tronu występowała najczęściej w dzielnicy krakowsko-sandomierskiej. Zależnie od sposobu obierania rozróżniano elekcje solenne, czyli formalne, dokonywane na wiecu feudalnym, i elekcje faktyczne, w których o wyborze decydowało zbrojne poparcie większości feudałów. Elekcyjność uwypuklała publiczny charakter władzy książęcej, podczas gdy dziedziczność wydobywała jej elementy patrymonialne. Równocześnie elekcyjność tronu sprzyjała łączeniu w ręku jednego władcy dwu lub więcej dzielnic, co w konsekwencji ułatwiało proces zjednoczenia państwa. Po krótkotrwałym wzmocnieniu władzy królewskiej za Kazimierza Wielkiego, możnowładztwo, zainteresowane w unii z Węgrami, powołało na tron Ludwika Węgierskiego (1370-82). Po śmierci Ludwika tron przyznano jego córce Jadwidze. Wybór Jagiełły potwierdzono na elekcji w 1386 roku. Przekazanie tronu po śmierci Jagiełły jednemu z jego synów (Władysławowi III) nie było wprowadzeniem zasad dziedziczności: wybór władcy spoza dynastii Jagiellonów doprowadziłby do zerwania unii z Litwą. Podobny charakter (elekcja vivente rege) miał wybór w 1529 Zygmunta Augusta jeszcze za życia jego ojca.

Fragment obrazu Bernarda Bellotto Elekcja Stanisława Augusta przedstawiający elekcję Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 roku na Woli, widoczna szopa senatorska, koło rycerskie z chorągwiami województw; źródło: Wikipedia.

Sposób elekcji nie został za Jagiellonów wyraźnie określony. Wyboru króla dokonywano zgodnie z dotychczasową praktyką. Zasady elekcji wykształciły się podczas bezkrólewia 1572-73. Zwoływane już w okresie jagiellońskim zjazdy przedelekcyjne przekształciły się w sejm konwokacyjny, mający zapewnić bezpieczeństwo kraju na czas bezkrólewia i przygotować elekcję. Dla utrzymania ładu wewnętrznego w państwie szlachta zawiązywała konfederacje zwane kapturami. Miejsce elekcji nie było początkowo ustalone (np. Kraków, Piotrków). Elekcja Walezego odbyła się w Warszawie po stronie praskiej pod wsią Kamień. Dopiero od 1736 roku ustalono „miejsce electionis między Wolą y Warszawą…” Na elekcję zjeżdżała szlachta województwami, czasami tylko delegaci wybrani na sejmikach ziemskich. Sejm obradował w polu. Wokół „szopy”, w której radził senat z prymasem, ustawiała się „kołem” szlachta-elektorzy pod chorągwiami województw, na koniach i zbrojnie. Koło otoczone było okopem. Obrady prowadził prymas, udzielając głosu przedstawicielom obcych państw, zachwalającym zalety swego kandydata. W czasie głosowania senatorowie rozchodzili się do swoich województw, w szopie zostawał tylko prymas, który po głosowaniu ogłaszał wybór elekta. Sejm kończył obrady po wystawieniu dyplomu elekcji i ustaleniu daty koronacji. Zwyciężyła też ostatecznie zasada udziału w elekcji całej szlachty, czyli elekcja viritim. W wieku XVII i XVIII wolna elekcja tronu stała się dominująca cechą ustroju, w myśl zasady, że wolny szlachcic może słuchać tylko wolnego króla, którego sam wybrał. Warunkiem objęcia władzy przez elekta było zaprzysiężenie paktów i przywilejów generalnych, które od elektora Walezjusza stały się aktami prawnymi (artykuły henrykowskie, pacta conventa).

Umocnienie zasady elekcji wniosły kardynalne prawa i uchwały sejmu 1775, przewidujące, że królem może być obrany tylko szlachcic polski, a jego synowie i wnukowie nie mogą bezpośrednio dziedziczyć tronu. Dopiero Konstytucja 3 maja ograniczyła zasadę elekcji do elekcji dynastii. Przewidywała ona powołanie po śmierci Stanisława Augusta, dynastii saskiej.

x

Z kolei Wikipedia tak opisuje wolną elekcję:

Wolna elekcja – wybór monarchy nieprzestrzegający zasad sukcesji dynastycznej. W Rzeczypospolitej Obojga Narodów przybyła na pole elekcyjne w trybie pospolitego ruszenia, szlachta głosowała województwami w obecności posłów, którzy zanosili jej głosy do Senatu: wybór króla ogłaszał marszałek, mianował natomiast prymas Polski. Senatorowie wiedli najważniejszą rolę w ustalaniu ostatecznych wyników wolnej elekcji.

Pierwsza wolna elekcja w Polsce odbyła się w roku 1573 we wsi Kamion pod Warszawą, rok po bezpotomnej śmierci ostatniego z Jagiellonów – Zygmunta II Augusta. Później ustalono stałe miejsce, w którym odbywała się elekcja – była to wieś Wola pod Warszawą. Jednak w 1733 roku na polach wsi Kamion odbyła się jeszcze jedna elekcja, w trakcie której na króla wybrano Augusta III Sasa.

Monarchia polska, elekcyjna od 1572 roku, za panowania królów z dynastii Wazów nabrała charakteru monarchii dziedziczno-elekcyjnej. Od zawarcia unii lubelskiej (1569) każdy nowo koronowany król Polski zostawał władcą Litwy z urzędu i nigdy nie był podnoszony na Wielkie Księstwo Litewskie.

Rys historyczny

Pierwsza udokumentowana elekcja na tron Polski odbyła się w roku 1386, a osobą która została wybrana na władcę ówczesnego państwa polskiego był Władysław Jagiełło. Król Zygmunt I Stary wydał dwa statuty w latach 1530 i 1538, którymi ustanowił raz na zawsze elekcję viritim. Na elekcję mógł przybyć każdy kto by chciał (unusquisque qui vellet) a elekcja ma być wolna (electio Regis libera). Ostatni król z dynastii Jagiellonów – Zygmunt II August zmarł 7 lipca 1572 roku. Otwierało to nowy okres w dziejach monarchii w Rzeczypospolitej – w Polsce nastało bezkrólewie.

Wygaśnięcie rodu Jagiellonów i związany z tym kryzys dynastyczny stał się testem trwałości państwa szlacheckiego. Obawiano się, że przedłużający się okres braku monarchy może źle wpłynąć na całą Rzeczpospolitą, a może nawet doprowadzić do jej upadku. Choć wielu możnych liczyło się z możliwością wygaśnięcia dynastii, nie istniały żadne ustalone metody postępowania w takiej sytuacji. Bezkrólewie stało się jednak rzeczywistością. W tej sytuacji szlachta podjęła próbę rozwiązania problemu bezkrólewia. Chodziło nie tylko o rozważenie kandydatów na nowego władcę, ale też o ustalenie sposobu jego wyboru, a także stworzenie takich mechanizmów, które gwarantowałyby, że nowy król nie naruszy zasad „złotej wolności”. Szlachta musiała przygotować umowę, dzięki której nie utraciłaby swoich wielkich przywilejów, a przy okazji zdołałaby zyskać pewne dodatkowe korzyści. Chodziło także o ochronę osiągnięć Rzeczypospolitej Obojga Narodów, takich jak tolerancja wyznaniowa, a także zabezpieczenie kraju na wypadek samowolnych decyzji króla czy konieczności prowadzenia wojny. W końcu jednak, pomimo lekkich sporów między szlachtą, magnatami i duchowieństwem, znaleziono porozumienie. Postanowiono, że do czasu wyboru następnego króla będą obowiązywać następujące ustalenia:

  • Osobą sprawującą naczelną władzę będzie na czas bezkrólewia prymas Jakub Uchański (tzw. interrex),
  • Konfederacje (kaptury) szlacheckie przejmą władzę w terenie (np. w województwach),
  • Pokój religijny na terenie kraju zapewni tzw. konfederacja warszawska, uchwalona na początku 1573 roku.

Lecz najważniejszym wynikiem tego porozumienia między szlachtą było ustalenie, iż wybór na króla będzie się odbywał przez elekcję, której ostateczną formę ustalono na sejmie konwokacyjnym w 1573. Wybory miały być powszechne w obrębie stanu szlacheckiego (viritim, czyli „mąż w męża”). Inicjatorami pomysłu elekcji w systemie viritim była szlachta małopolska, a dokładniej: wojewoda sandomierski Piotr Zborowski, wojewoda krakowski Jan Firlej oraz kasztelan lubelski Stanisław Słupecki. Mieli oni „swojego człowieka” w sejmie – był to Jan Zamoyski (który został później wielkim kanclerzem koronnym i hetmanem), który ze wszystkich sił próbował przeforsować ten system elekcji. I rzeczywiście mu się udało, dzięki poparciu tego pomysłu także przez duchowieństwo, które było zaniepokojone dużą liczbą protestantów zasiadających w senacie.

Od tej pory wybieranie monarchy nazywało się wolną elekcją, i w istocie była ona wolna, mógł w niej uczestniczyć każdy szlachcic, a nie tak jak w przeszłości tylko członkowie sejmu.

Pierwsza wolna elekcja zgromadziła rekordowo dużo szlachty (40–50 tys.), na następne nie przyjeżdżało już tak wielu głosujących. Na drugiej wolnej elekcji, która odbyła się w 1575 r. w porównaniu do pierwszej stawiło się tylko 12 tys. osób (z Prus Królewskich przybyły zaledwie 2 osoby). Na elekcję 1668 przybyło pieszo aż 2 tysiące Mazurów – biednej szlachty mazowieckiej nie stać było na konie, a do Warszawy mieli blisko.

Wolna elekcja była systemem, który osłabiał władzę króla. Stawała się powodem do kłótni między głosującymi województwami (spory o kandydatów do tronu), a przede wszystkim dawała możliwość ingerowania obcym dynastiom w sprawy państwa polsko-litewskiego. Projekt reformy elekcji w 1589 został odrzucony, podobnie choć z innych przyczyn kolejny w latach 1661–1662.

Konstytucja 3 maja z uwagi na doznane klęski bezkrólewiów peryodycznie rząd wywracających wprowadzała tron elekcyjnym przez familie, uznając elektora saskiego Fryderyka Augusta za następcę Poniatowskiego, wobec braku męskich potomków elektora następcą miał być jego zięć za zgodą stanów zgromadzonych, córce jego dobrany (…) zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcyi podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu po wygaśnieniu pierwszego (art. VII), co 25 lat miano rozważać poprawki do Konstytucji (art. VI).

x

Norman Davies w książce Boże igrzysko ZNAK, 1999 pisze:

Elekcja królewska była w Polsce wydarzeniem dość szczególnym. Teoretycznie każdy szlachcic Rzeczypospolitej miał prawo wziąć w niej udział, w praktyce do Warszawy zjeżdżało się od dziesięciu do piętnastu tysięcy. Przyjeżdżali konno na pole elekcyjne na Woli pod Warszawą, formując zwarte szeregi wokół pawilonów swoich prowincji. Każdy szlachcic i katolik – czy to obywatel polski, czy cudzoziemiec – miał prawo zgłosić swoją kandydaturę. Każda prowincja omawiała sprawę wcześniej na własnym sejmiku ziemskim i na ogół przyjeżdżano do Warszawy z dość wyrobionym zdaniem w sprawie kandydatur. Jednakże proces, dzięki któremu ta zgraja uzbrojonych jeźdźców ostatecznie osiągała jednomyślną decyzję, wybierając jednego spośród dziesiątków kandydatów i jedną spośród dziesiątków opinii, można opisać jedynie jako akt zbiorowej intuicji. Na początku dnia zwolennicy każdego z głównych kandydatów organizowali kampanię dla zapewnienia mu należytej reklamy. Od pawilonu do pawilonu krążyły delegacje, badając ogólne nastroje, werbując stronników, składając we własnych pawilonach raporty, na podstawie których decydowano, jak dalej postępować. Przez cały czas po polu elekcyjnym krążył konno marszałek wielki koronny, ponaglając niezdecydowanych do złożenia głosów na kandydatów mających największe szanse na zwycięstwo, błagając przegrywające stronnictwa, aby przestały upierać się bez potrzeby, schlebiając im i namawiając, aby się pogodziły i głosowały na wspólnego kandydata. Jeśli mu się udało, zanim nadszedł wieczór, głośno ogłaszano nazwisko oczekiwanego zwycięzcy; poszczególne prowincje jedna po drugiej dołączały się do tych okrzyków, które stopniowo zmieniały się w potężny ryk, aż wreszcie, podnosząc w górę szable, szlachta Rzeczypospolitej obwoływła swego króla. Równie często jednak akt intuicji nie przynosił jednomyślności. Na porządku dziennym były sceny nieopisanego zamętu, rozstrzygające spory bójki i prywatne potyczki. O elekcji z roku 1764, podczas której zabito zaledwie trzynastu elektorów, mówiono, że przebiegła nadzwyczaj spokojnie. Przy kilku okazjach – w latach 1575, 1587, 1697 i 1733 – sporów nie udało się rozstrzygnąć na polu elekcyjnym. W takich przypadkach następowała podwójna elekcja: wybierano dwóch „zaakceptowanych” elektów, z których każdy był zdecydowany przeforsować własną kandydaturę na drodze rozpoczynającej się w ten sposób wojny domowej.

x

Mamy tu więc sprzeczne lub nieprecyzyjne informacje, dotyczącego tego, kiedy podjęto decyzję o tym, że wybór króla miał się odbywać się na zasadzie elekcji viritim. Wikipedia podaje, że taką decyzję podjął Zygmunt Stary, wydając dwa statuty w latach 1530 i 1538. A więc było to ponad 30 lat przed zawarciem unii realnej pomiędzy Królestwem Polskim a Wielkim Księstwem Litewskim. Inne źródła mówią o tym, że ostateczną formę elekcji ustalono na sejmie konwokacyjnym w 1573 roku. Najczęściej takie informacje podawane są w formie bezosobowej, czyli nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy, kto tak naprawdę zaprojektował ustrój tego nowego państwa. Drugą informacją, która może szokować, a przynajmniej wydaje się niezrozumiała, to fakt, że kandydować na króla mógł obcokrajowiec, który był szlachcicem i katolikiem. Efektem tego było to, że RITN najdłużej była rządzona przez obce dynastie Wazów i Sasów. A wcześniej też byli obcy, czyli Jagiellonowie.

Wydaje się, że ten twór, RITN, był wielkim eksperymentem. Stworzono państwo wielonarodowe, czyli tzw. multi-kulti; zastąpiono (jezuici) stary, rdzenny naród nowym, który stworzono poza obszarem osiedlenia tego pierwotnego; wprowadzono nową ordynację wyborczą, czyli demokrację, jeszcze tylko w ograniczonym zakresie, ale wypracowano w niej mechanizmy manipulowania wyborcami i korumpowania kandydatów. O tym w szczegółach w blogu Sztadlani.

Czy to wszystko było złe? Złe, bo doprowadziło do tego, do czego doprowadziło. A przecież mogłoby być inaczej, a skoro nie było inaczej, to znaczy, że ktoś chciał, by tak było, by powstało państwo, które stało się pośmiewiskiem Europy i do dzisiaj tak jest. Mogłoby być inaczej, bo państwo wielonarodowe i rządzone przez obcych nie musi być anarchią. Rosja jest państwem wielonarodowym, które przez wieki było rządzone przez obcych, a mimo to było to i jest to zupełnie inne państwo niż RITN. Związek Radziecki miał obcych „królów” – Stalina, Chruszczowa i nie zaszkodziło to temu państwu. Co więc, a raczej, kto decyduje o tym, że w jednych państwach jest bałagan a w innych – porządek. Za czasów Związku Radzieckiego banderowcy siedzieli jak mysz pod miotłą, a po 1990 roku zostali wybudzeni z hibernacji i dokazują. Ten, kto ich uaktywnił, mógłby ich w ciągu jednego dnia zgasić, gdyby tak chciał.

Wszystko to działo się w epoce renesansu i reformacji. Jeśli jednak królem, według przygotowywanej ordynacji, mógł zostać tylko szlachcic i katolik, to znaczy, że reformacja w Polsce nie mogła zwyciężyć. Polska i nowe państwo powstałe w wyniku unii miało być katolickim, bo protestantyzm był zbyt podobny do prawosławia. W obu przypadkach kler podlegał władzom świeckim. Konfrontacja protestantyzmu z prawosławiem nie byłaby tak „efektowna”, jak w przypadku katolicyzmu.

Jaką rolę odegrała w tym królowa Bona, która przybyła do Polski w 1517 roku, w którym Luter rozpoczął reformację? Zapewne przyciągnęła ze sobą członków różnych tajnych związków. W Wikipedii można o niej m.in. przeczytać:

„W 1527, w wyniku upadku z konia, królowa przedwcześnie urodziła swego drugiego syna Olbrachta, który zmarł w dniu narodzin. Po tym wydarzeniu królowa nie mogła mieć więcej dzieci. Bona, chcąc zapewnić ciągłość dynastii Jagiellonów na tronie polskim, postanowiła zmusić szlachtę i magnatów do koronacji jedynego syna, małoletniego Zygmunta Augusta. Najpierw, po długich układach i rozdaniu wielu stanowisk i intratnych beneficjów, szlachta Wielkiego Księstwa Litewskiego oddała mu tron wielkoksiążęcy (ok. 1527–1528). Następnie w 1530 roku koronowano Zygmunta II Augusta na króla Polski. Wywołało to ogromny sprzeciw panów polskich, co doprowadziło do uchwalenia ustawy, że następna koronacja odbędzie się dopiero po śmierci Zygmunta Augusta i to za zgodą całej braci szlacheckiej.”

Mamy tu więc znowu do czynienia z formą bezosobową: „co doprowadziło do uchwalenia ustawy”. Panowie polscy sprzeciwili się, ale do koronacji doszło, co dowodzi tego, że nie byli oni tacy wszechmocni, że jednak jakieś inne siły zadecydowały, że doszło do tej przedwczesnej koronacji, a później do zmiany sposobu wybierania króla. Trudno w takiej sytuacji, gdy ciągle natrafia się na formę bezosobową, nie podejrzewać, że jednak jakieś zakulisowe działania nieznanych osób kierują sprawami tego świata.

Józef Mackiewicz

Ostatnio na kanale Zakazane historie, jego autor zastanawiał się nad tym, dlaczego Józef Mackiewicz nie dostał Nagrody Nobla, do której był swego czasu zgłoszony. Mackiewicz uchodzi za człowieka, który był zatwardziałym antykomunistą i wiele jego książek jest poświęconych komunizmowi i jego zgubnemu wpływowi na społeczeństwa. Ja, poza paroma książkami, przeczytałem większość jego dzieł. W mojej ocenie dwie jego książki są wyjątkowe, a mianowicie Lewa wolna o wojnie 1920 roku i Nie trzeba głośno mówić o przebiegu II wojny światowej na froncie wschodnim. Obie powieści nie są typowymi powieściami, bo oprócz wątku fabularnego zawierają watek dokumentalny i właśnie dzięki niemu możemy dowiedzieć się o prawdziwym przebiegu obu tych wojen. Mackiewicz niczego nie komentował, przedstawiał suche fakty, więc każdy czytelnik musi sam wyciągać wnioski. Z tych też względów zamieściłem na blogach o tej tematyce dużo cytatów z obu powieści. Inny mam natomiast stosunek do jego książek poświęconych komunizmowi. Mackiewicz jawi się w nich jako zoologiczny wręcz antykomunista, jak mawiał Michnik. Takie miałem wrażenie, że jest w tym coś sztucznego, nie ma tam dotarcia do źródła, do istoty komunizmu. Mackiewicz przedstawia go jako jakąś siłę wręcz nadprzyrodzoną, która potrafi przeniknąć wiele środowisk, opanować Watykan. Ale przecież komunizm to pewna idea, abstrakcyjna idea, którą w życie mogą wprowadzić tylko ludzie. Jacy więc to ludzie uznali, że komunizm może być wprowadzony tylko przemocą i terrorem? Ci sami, którzy uznali we Włoszech, że komunizm można wprowadzić na drodze demokratycznej, zgodnie z wolą ludzi, jeśli taka by była. Dlatego uważam, że analiza komunizmu, dokonana przez Mackiewicza jest niepełna, sztuczna. Tak więc za sprawą Leszka Pietrzaka z kanału Zakazanie historie przyjrzałem się bliżej życiorysowi Mackiewicza, który przedstawia Wikipedia.

Józef Mackiewicz (ur. 19 marca?/1 kwietnia 1902 w Sankt Petersburgu, zm. 31 stycznia 1985 w Monachium) – polski dziennikarz, pisarz i publicysta. Jest znany przede wszystkim jako autor 6 wydanych na emigracji powieści, w większości osadzonych w realiach Wileńszczyzny okresu obu wojen światowych; wydał także trzy tomy publicystyki politycznej. Na emigracji budził ogromne kontrowersje w związku z oskarżeniem o wojenną kolaborację z Niemcami i wyrokiem śmierci wydanym na niego przez konspiracyjny sąd specjalny. Ze względu na swój bezkompromisowy i radykalny antykomunizm, Mackiewicz był w PRL objęty zakazem cenzorskim i niemal do końca życia pozostawał całkowicie nieznany. W kraju zyskał ogromną popularność dzięki wydawnictwom bezdebitowym lat 80. Obecnie jego twórczość jest ceniona przez krytykę historycznoliteracką za oryginalną formułę powieści historycznej, naturalizm opisu, epicki rozmach, polifoniczną narrację oraz refleksję dotyczącą zmierzchu wielokulturowej tradycji ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Głosy krytyczne wskazują na stronnicze przedstawienie rzeczywistości historycznej, chaotyczną konstrukcję powieści oraz na ich bardziej publicystyczny niż literacki charakter.

Wstępni

Gałąź rodu Mackiewiczów z przydomkiem Jańcza, pieczętująca się herbem Bożawola, wywodziła się z Grodzieńszczyzny; Jan Mackiewicz miał majątek w Bersztach i w początkach XIX wieku był sędzią w Lidzie. Jego syn i dziadek Józefa, Bolesław Mackiewicz (?–?), należał do zubożałej szlachty. Ożenił się z Wilhelminą Antoniewicz (1840–?), wcześnie osieroconą szlachcianką wychowywaną początkowo przez Wawrzyńca Puttkamera, męża Maryli Wereszczakówny; jej majątek w znacznej części przepadł na skutek niegospodarności opiekuna. Bolesław był urzędnikiem pocztowym w Wilnie. Prawdopodobnie wziął udział w powstaniu styczniowym, po którym został skazany na osiedlenie w Rosji; zmarł w Saratowie.

Bolesław i Wilhelmina mieli piątkę dzieci. Jednym z nich był Antoni (1860–1914), wychowywany w dzieciństwie przez rodzinę Antoniewiczów. Jako nastolatek uciekł z domu, zarabiał początkowo jako pomocnik maszynisty, jako pomocnik w sklepie z winem, był komiwojażerem, a następnie współzałożycielem i potem dyrektorem firmy Fochts i Ska, zajmującej się handlem winami. W połowie lat 90. Antoni mieszkał w Petersburgu, gdzie znajdowała się siedziba firmy. Wtedy też podczas pobytu w Krakowie poznał Marię Pietraszkiewicz (1874–1932), z którą wziął ślub w roku 1896.

Maria pochodziła ze szlacheckiej rodziny wywodzącej się z Kijowszczyzny. Jej ojciec i matczyny dziadek Józefa, Ksawery Pietraszkiewicz (1814–1887), był uczestnikiem spisku Konarskiego; aresztowany i skazany, spędził lata w przymusowej rosyjskiej służbie wojskowej. Po ślubie w roku 1854 z Teofilą Górską (?–1902) i po kilkunastoletnim okresie w Kijowie, w roku 1870 para osiadła w Krakowie, gdzie prowadziła pensję dla panien z ziem ukrainnych. Maria wychowywana była nie tylko w rodzinie bardzo patriotycznej, ale także w kontakcie z wieloma luminarzami sztuki i kultury polskiej, odwiedzającymi krakowski dom Pietraszkiewiczów.

Mamy więc tu bardzo ciekawą informację, że dziadkowie Józefa ze strony matki prowadzili w Krakowie pensję dla panien z ziem ukrainnych. Wygląda więc na to, że ukrainizacja ziem polskich zapoczątkowana wspólnym państwem w ramach Rzeczpospolitej Obojga Narodów trwała w najlepsze pod zaborem austriackim.

x

W domu przy ul. Witebska 1 róg Białostockiej rodzina Mackiewiczów zamieszkała w 1907 r. Przyjechali tu z Pitra. Zmuszeni byli przenieść się do Wilna – z powodu stanu zdrowia małego Józia, nie służył mu klimat nad Newą, ciągle chorował „na nos i gardło”. Dla głowy rodziny, Antoniego Mackiewicza, był to powrót do rodzinnego miasta. Tu, w Wilnie się urodził, tu jego ojciec był urzędnikiem pocztowym. Do Pitra zarzucił Antoniego los przewrotny, ale w wyniku na pewno szczęśliwy…

Ojciec Antoniego, Bolesław Mackiewicz, za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Sybir. Zmarł w Saratowie. Wdowa po Bolesławie, z pięciorgiem dzieci, oddała małego Antoniego na wychowanie do rodziny swego brata, od której to rodziny Antoni po jakimś czasie uciekł i jako chłopiec dwunastoletni doskonale sobie w życiu radził. Był pomocnikiem maszynisty parowozu, potem subiektem w sklepie z winem, gdzie stał się „prawą ręką” właściciela sklepu, potem akcjonariuszem i dyrektorem spółki. W końcu – został zamożnym przedsiębiorcą w Petersburgu, właścicielem tam kilku kamienic, współwłaścicielem i dyrektorem firmy „Fochts i Ska”, zajmującej się dostawami win importowanych na rynek rosyjski. Tam, w Pitrze, się ożenił, a żonę sprowadził z Krakowa – Marię z Pietraszkiewiczów, legitymującą się szlacheckim rodowodem litewskim (Nałęcz-Pietraszkiewiczowie o przydomku Strumiłło). Ród Mackiewiczów pieczętował się herbem Boża Wola o przydomku Jańcza (który to przydomek miał podobno świadczyć, że protoplasta rodu był osiedlonym na Litwie „wysoko urodzonym Tatarem”). Ich majątek rodzinny, Berszty leżał w Grodzieńszczyźnie. Właściciel tych Berszt, Jan, dziad Antoniego, był sędzią lidzkim. Potem Berszty przeszły w obce ręce… – Alwida Bajor, Domy Mackiewiczów i Fleurów, „Magazyn Wileński” 1/14 (2003).

x

Dzieciństwo i lata szkolne

Po ślubie Antoni i Maria zamieszkali w Petersburgu. Firma Mackiewicza nie należała do szczególnie dużych, powodziło im się dobrze i należeli do średniej burżuazji; mieli sześciopokojowe mieszkanie, służbę i własne konie pociągowe. W roku 1896 urodził im się syn Stanisław, w roku 1900 córka Seweryna, a w roku 1902 syn Józef. Rodzina mieszkała w Petersburgu 11 lat. Przyczyny przenosin w roku 1907 do Wilna nie są dobrze znane; wg jednej z teorii powodem były obawy o zdrowie chorowitego Józefa, któremu jakoby nie sprzyjał petersburski klimat.

W Wilnie Mackiewiczowie nie kupili mieszkania w kamienicy w centrum miasta, ale stosunkowo skromny parterowy dom z poddaszem i ogrodem w peryferyjnej dzielnicy Markucie. Rodzina utrzymywała bony do dzieci, prowadziła dość ożywione życie towarzyskie, a w latach 1910–1911 Maria z dziećmi odbyła wielomiesięczną podróż na Lazurowe Wybrzeże. W roku 1912 Józef rozpoczął naukę w prestiżowym prywatnym tzw. gimnazjum Winogradowa, gdzie uczyło się już jego starsze rodzeństwo. Szczęśliwy okres zakończył się w roku 1914; zmagający się z kłopotami zdrowotnymi Antoni zmarł w maju, co postawiło pod znakiem zapytania perspektywy finansowe rodziny.

Losy Józefa w okresie wojennym są niejasne. Sam Mackiewicz, aplikując kilka lat potem o przyjęcie na Uniwersytet Warszawski, pisał, że w roku 1915 wyjechał do Moskwy, gdzie zostało ewakuowane jego gimnazjum i gdzie w roku 1918 zdał maturę. Jednak wg biografów po wkroczeniu do Wilna wojsk niemieckich w roku 1915 Józef przeniósł się do nowo założonego, prywatnego polskiego gimnazjum. Zdaniem jednego z historyków w latach 1915–1918 mieszkał i uczył się w Wilnie; zdaniem innego, od roku 1915 mieszkał w zaprzyjaźnionym majątku na Kowieńszczyźnie, uczył się z pomocą korepetytora, a do Wilna przyjeżdżał jedynie zdawać egzaminy.

x

Mamy tu bardzo ciekawą informację, że Mackiewicz w 1915 roku wyjechał do Moskwy i w 1918 roku zdał tam maturę. Wikipedia powołuje się tu na to źródło: Wacław Lewandowski, Przyczynki do biografii Józefa Mackiewicza prośbami i pytaniami do Włodzimierza Boleckiego, autora ‘Ptasznika z Wilna’, przeplatane, „Teksty Drugie” 6 (1991), s. 53.

Jeśli zdał maturę w 1918 roku, to znaczy, że już po rewolucji październikowej za rządów bolszewików. To mogłoby być bardzo niekorzystne wizerunkowo, bo skłaniałoby do podejrzeń, że rozpoczął współpracę z bolszewikami. Jakkolwiek karkołomna byłaby to hipoteza, to jej całkowite odrzucenie oznaczałoby narzucanie sobie autocenzury, czyli wszelkie szukanie prawdy prowadziłoby donikąd. Jednak to „plątanie się w zeznaniach”, wygląda podejrzanie, tak jakby ktoś coś chciał ukryć.

x

Student

Latem 1921 Mackiewicz złożył podanie o przyjęcie na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Warszawskiego; twierdził wówczas, że maturę zdał w Moskwie, ale że odpowiednie dokumenty zaginęły. Dzięki poparciu profesora Konstantego Janickiego został przyjęty i studiował zoologię, słuchając m.in. wykładów z morfologii i zoologii systematycznej, botaniki, psychologii, anatomii i embriologii; szczególnie jednak interesowały go wykłady dotyczące ornitologii. Pracował również nad uporządkowaniem zbiorów ornitologicznych Państwowego Muzeum Przyrodniczego w Warszawie, krótko na polecenie Janickiego pracował też w miejscowym muzeum w Białowieży. Z niejasnych powodów Mackiewicz przerwał studia w Warszawie; jego biograf podejrzewa problemy finansowe, zwłaszcza że matka w tym okresie sprzedała dom w Wilnie i przeniosła się do mieszkania na prowadzonej przez siebie pensji. Mackiewicz wrócił do Wilna latem 1922 roku.

Kariera akademicka Mackiewicza w Wilnie jest niejasna. Na podstawie jego własnych enuncjacji biografowie sądzą, że wstąpił na Uniwersytet Stefana Batorego, najprawdopodobniej na wydział matematyczno-przyrodniczy i najprawdopodobniej przed semestrem zimowym 1922/1923. Jeden autor pisze ostrożnie, że „studiował nauki przyrodnicze”, inny historyk literatury twierdzi zdecydowanie, że „studiował ornitologię”. Jak dotąd w archiwaliach USB nie odnaleziono dokumentów, weryfikujących tezę o wileńskich studiach Mackiewicza. Nie wiadomo też – jeśli faktycznie studiował – kiedy Mackiewicz zrezygnował ze studiów. Wiadomo, że już od roku 1922 pisywał do prowadzonego przez brata wileńskiego dziennika „Słowo”. Według pisanej własną ręką noty biograficznej porzucił nauki ścisłe po przeczytaniu Straconych złudzeń Balzaka, po czym wybrał karierę dziennikarską. Nie wiadomo, czy zawarty w tajemnicy przed rodziną ślub w roku 1924 z nauczycielką Antoniną Kopańską miał związek z przerwaniem studiów i poświęceniem się pracy zawodowej. Jeden z historyków sądzi, że Mackiewicz studiów nie ukończył „z powodów finansowo-rodzinnych”, ale że uzyskał absolutorium.

Dziennikarz i literat

W drugiej połowie lat 20. Mackiewicz był już częstym autorem zamieszczanych w „Słowie” tekstów i jego pozycja w gazecie – niezależnie od roli redaktora naczelnego, jaką pełnił brat Stanisław – była dość mocna. Materiały Mackiewicza miały zróżnicowany charakter; były to komentarze do bieżących wydarzeń, artykuły analityczne dotyczące wątków gospodarczych, politycznych i społecznych, przede wszystkich związanych z Wileńszczyzną, oraz reportaże. Niekiedy publikował też wywiady, teksty wspomnieniowe i artykuły biograficzne. Znaczna część tych materiałów publikowana była pod pseudonimami, inicjałami lub anonimowo.

W latach 30. Mackiewicz zaczął specjalizować się w reportażu; podróżował głównie po terenach województw wileńskiego, nowogródzkiego i poleskiego, choć niekiedy jeździł też do Polski centralnej czy na Pomorze. Jak twierdził, w ciągu roku zdarzało mu się przebyć 26 tys. kilometrów. Stał się postacią stosunkowo znaną w kręgach literackich i dziennikarskich Wilna. W mieście często bywał w wysokich butach z cholewami i samodziałowym płaszczu; niektórym przypominał archetypicznego drobnego szlachetkę. We wspomnieniach z tego okresu pojawia się jako człowiek mrukliwy, ale wieczorami odwiedzający restauracje; partnerka prosiła go, by choć raz w tygodniu się nie upijał. Miłosz określił go potem jako typ „awanturnika cichego”, swoistego Rejenta Milczka.

Redakcja Słowa, Mackiewicz w środku, około 1937 roku; źródło: Wikipedia.

Od początku lat 30. Mackiewicz próbował swoich sił w literaturze pięknej. W roku 1931 wspólnie z Kazimierzem Leczyckim napisał dramat Pan poseł i Julia, który trafił na scenę Teatru Miejskiego. W roku 1933 razem z innymi dziennikarzami „Słowa” publikował jako „Felicja Romanowska” Wileńską powieść kryminalną, pastisz powieści sensacyjnej z licznymi odniesieniami do miejscowej socjety. Utwór ten stał się przyczynkiem do mającego podteksty polityczne konfliktu między dziennikarzami „Słowa” a kręgiem sympatyzującym z prorządowym „Kurierem Wileńskim”. W roku 1936 opublikował zbiór opowiadań pt. 16-go między trzecią a siódmą, a w 1938 Bunt rojstów, wybór drukowanych wcześniej w „Słowie” reportaży.

Okupacja litewska i radziecka

Latem 1939 Mackiewicz nie został powołany do wojska i po agresji niemieckiej na Polskę pracował nadal jako dziennikarz „Słowa”. Na wieść o agresji ZSRR na Polskę uciekł na Litwę, gdzie został krótko internowany w obozie dla oficerów w Wiłkomierzu. Po wypuszczeniu wraz z Toporską mieszkał krótko u znajomych w Kownie, rozważając wraz z bratem m.in. wyjazd do Francji; Stanisław istotnie przedostał się na Zachód. W połowie października Józef napisał do kowieńskiego dziennika „Lietuvos žinios” tekst, w którym wzywając do porozumienia polsko-litewskiego twierdził, że armia litewska będzie powitana w Wilnie z radością.

W końcu października lub w początkach listopada 1939 powrócił do przekazanego już Litwie przez ZSRR Wilna i podjął zabiegi o wydawanie polskiego dziennika; dzięki pomocy finansowej znajomych pod koniec listopada zmaterializował się on jako „Gazeta Codzienna”, a Mackiewicz był jej redaktorem naczelnym. Dziennik deklarował profil krajowy; zmagał się tak z ostracyzmem znacznej części Polaków, piętnujących kolaborację z litewskim okupantem, jak z cenzurą litewską. Mackiewicz był redaktorem naczelnym do kwietnia 1940, kiedy zrezygnował; do lata współpracował już tylko jako dziennikarz.

Po okupacji Litwy przez Armię Czerwoną i jej aneksji przez ZSRR latem 1940 Mackiewicz zrezygnował z pracy dziennikarskiej, choć „Gazeta Codzienna” wychodziła jeszcze do sierpnia. Kupił wóz i konia oraz rozpoczął pracę przy wyrębie i zwózce drzewa, dodatkowo żyjąc z wyprzedaży, wywozu śniegu z Wilna, wycinki darni, przemytu i innych przygodnych prac. Został wezwany do wileńskiej siedziby NKWD; w stosunkowo uprzejmym tonie namawiano, by „Josif Antonowicz” powrócił do pracy dziennikarskiej i nadal publikował w prasie wileńskiej. Według własnej relacji Mackiewicz odmówił, nie spotkały go jednak żadne represje. Kiedy w czerwcu 1941 Niemcy zaatakowały ZSRR, Mackiewicz nadal pracował jako drwal i furman.

Okupacja niemiecka

Po zajęciu Wilna przez Wehrmacht Niemcy zaproponowali Mackiewiczowi wydawanie koncesjonowanego pisma w języku polskim, jednak ten stanowczo odmówił. Pismo takie, pt. „Goniec Codzienny”, zaczęło wychodzić w lipcu. Istnieje teoria, że Mackiewicz był jego redaktorem naczelnym, czemu ten stanowczo zaprzeczał; większość współczesnych historyków literatury przyjmuje wersję Mackiewicza. W okresie od lipca do października 1941 Mackiewicz opublikował w „Gońcu” 7 podpisanych inicjałami tekstów, wszystkie o wybitnie antysowieckim charakterze. Mieszkał z Toporską nadal w Czarnym Borze, utrzymując się z wyprzedaży rzeczy, handlu samogonem i drobnych prac przygodnych; nie ma żadnych informacji o jego ewentualnym zaangażowaniu ani we współpracę z władzami okupacyjnymi, ani z polską konspiracją.

W roku 1942 lub 1943 roku działający w imieniu Rzeczypospolitej podziemny Wojskowy Sąd Specjalny skazał m.in. Mackiewicza jako współredaktora „Gońca” na karę śmierci za współpracę z okupantem. Mackiewicz piętnowany był też w podziemnej prasie polskiej. W marcu 1943 zespół AK wykonał wyrok na innym ze skazanych, Czesławie Ancerewiczu. Wyrok na Mackiewiczu nie został wykonany, a przyczyny i mechanizmy całego postępowania pozostają niejasne.

Po ujawnieniu zbrodni katyńskiej Niemcy zaproponowali Mackiewiczowi dziennikarski wyjazd do Katynia. Po uzyskaniu zgody Komendy Okręgu AK w maju 1943 Mackiewicz pojechał na miejsce zbrodni, a w początkach czerwca „Goniec Codzienny” opublikował obszerny z nim wywiad. W rozmowie Mackiewicz stronił od wątków politycznych i koncentrował się na tym, co zobaczył. W późniejszym okresie Mackiewicz nie wypowiadał się już publicznie, a począwszy od stycznia 1944 roku podjął starania o uzyskanie przepustki na wjazd do Generalnego Gubernatorstwa. Dzięki pomocy Władysława Studnickiego przepustkę taką uzyskał wiosną. Wraz z Toporską sprzedał ruchomości a dom w Czarnym Borze pozostawił pod opieką sąsiada; w maju 1944 para wyjechała do GG.

Ucieczka na zachód

W maju 1944 Mackiewicz i Toporska dotarli do Warszawy. Przy pomocy finansowej m.in. Dominika Horodyńskiego, Stanisława Rostworowskiego i Edmunda Moszyńskiego Mackiewicz założył podziemne pismo „Alarm”; jego celem było ostrzeżenie przez groźbą okupacji radzieckiej. Wydano jedynie 3 numery. Spotykał się kilkakrotnie z przedstawicielami struktur podziemnych, tak rządowych jak niezależnych; myślał o wydaniu białej księgi dokumentującej rządy radzieckie na Litwie i starał się jednoznacznie przedstawiać ZSRR jako śmiertelnego wroga Polski. Traktowano go z dużą ostrożnością. Mackiewicz z Toporską wyjechali z Warszawy do Krakowa w południe 31 lipca; nie wiadomo czy zdawali sobie sprawę z przygotowań do wybuchu powstania.

W Krakowie Mackiewicz podjął współpracę z hr. Adamem Ronikierem, który założył nieformalne Biuro Studiów; komórka ta oprócz pomocy Polakom miała też zajmować się studiami politycznymi. W październiku Biuro wydało w konspiracji broszurę Mackiewicza Optymizm nie zastąpi nam Polski; priorytetyzowała ona walkę z Sowietami ponad walkę z Niemcami i argumentowała, że mocarstwa zachodnie zgodziły się już na wejście Polski do radzieckiej strefy wpływów, nie wzywała jednak explicite do współpracy z III Rzeszą. Mackiewicz kontaktował się też z wydającym filoniemieckie pismo Janem E. Skiwskim, ale nie podjął z nim współpracy.

Gdy Armia Czerwona wkraczała do Krakowa, 18 stycznia 1945, Mackiewicz pieszo uciekał z miasta na południe. Przez Kalwarię Zebrzydowską para dostała się do czeskiego Bogumina, skąd za łapówkę przejechała pociągiem do Wiednia. Po kilkutygodniowym pobycie w byłej stolicy Austrii w drugiej połowie lutego jako fikcyjni członkowie Ostturkmenische Waffen-SS Mackiewicz i Toporska wyruszyli wojskowym transportem kolejowym do Włoch, a w końcu lutego lub w początkach marca 1945 roku dotarli do Mediolanu. Tam też doczekali w kwietniu 1945 zmiany władzy i przejęcia kontroli nad miastem przez włoską partyzantkę i aliantów.

x

Jak wynika z podanych powyżej informacji, twórczość Mackiewicza w okresie międzywojennym nie była poświęcona tematyce komunizmu. Dopiero na emigracji powstają te jego prace, które bezwzględnie piętnują ten ustrój. Dla niego komunizm w wydaniu wschodnioeuropejskim i zachodnioeuropejskim, to to samo zło. Nie wdawał się w głębszą analizę tego ustroju, a przecież osadnictwo w Ameryce odbywało się w oparciu o niewielkie społeczności zorganizowane na zasadzie komun. Inaczej nie byłoby ono możliwe. Przykład takiej organizacji, opisanej przez Prusa, zawarty jest w blogu Osadnictwo. Przykładem państwa o ustroju komunistycznym jest Szwecja. Niemożliwe, by Mackiewicz o tym nie wiedział. Skoro więc strywializował on problem komunizmu, sprowadzając go do wersji radzieckiej, to pojawia się pytanie: czy dlatego, że był ignorantem w tym temacie, co wydaje się wątpliwe, czy dlatego, że ktoś mu tak kazał pisać?

Jest w jego życiorysie wiele tzw. białych plam czy sprzecznych informacji. Chodzi tu m.in. o to, czy skończył szkolę średnią w Moskwie w 1918 roku, czy – nie? To skłania do podejrzeń, o czym wspomniałem wyżej, że mógł zostać zwerbowany przez bolszewików. Jego zadaniem miało by być oczernianie komunizmu jako ustroju. Dlaczego? Komunizm według Mackiewicza to zło samo w sobie. Nigdy nie wspominał on o nadreprezentacji Żydów wśród komunistów. To trochę tak jak obecnie na kanale Musisz to wiedzieć Maciej Maciak mówi, że to nie Żydzi są wszystkiemu winni, tylko międzynarodowy kapitał. A do kogo on należy? O tym Maciak nie wspomina.

Czy taka fantastyczna hipoteza, że Mackiewicz był bolszewickim agentem ma sens? Jeśli szukamy prawdy, to nie możemy odrzucać żadnej z nich z obawy, że ktoś nam zarzuci, że naćpaliśmy się czegoś. To nie jest kontrargument. Zresztą sam Mackiewicz często powtarzał:

„Całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie, to, co my ludzie nazywamy prawdą, jest zaledwie jej szukaniem. Szukanie prawdy jest tylko możliwe w wolnej dyskusji. Dlatego ustrój komunistyczny, który tego zakazuje musi być siłą rzeczy wielką nieprawdą.”

Ten cytat pojawił się w jednym z tzw. shorts Leszka Pietrzaka. Pod jego filmem, który powyżej zamieściłem, odpowiedziałem jednemu z komentujących, który odniósł się do innego komentarza, w którym sugerowano, że Mackiewicz nie dostał Nobla, bo nie pisał o Holokauście. Przypomniał mu on o zbrodni w Ponarach (podwileńskie miasto-ogród), o której Mackiewicz pisał. Ja dodałem, że ten obóz przygotowali nazistom bolszewicy, co wynikało z opisu Mackiewicza. Leszek Pietrzak usunął mój komentarz. A zatem według Mackiewicza Leszek Pietrzak jest komunistą, bo zakazuje wolnej dyskusji na swoim kanale Zakazane historie. A co napisał Mackiewicz w powieści Nie trzeba głośno mówić?

„W roku 1940 bolszewicy założyli w Ponarach, na spiłowanym kawałku lasu i odebranych od ludności terenach, jakieś przedsiębiorstwo państwowe, wielkie place otaczając mocnym płotem i drutem kolczastym. Z tak zniwelowanego terenu skorzystali Niemcy w roku 1941 i użyli pod miejsce kaźni Żydów. Do Ponar podwożono ciężarówkami, a później całymi transportami kolejowymi, Żydów i tu ich zabijano.”

Naprawdę nie trzeba wielkiej inteligencji, by skojarzyć, że bolszewicy zbudowali nie przedsiębiorstwo tylko obóz koncentracyjny. To oznaczałoby, że jedni z drugimi współpracowali. To jednak nie pasuje do ogólnie obowiązującego przekazu i Leszek Pietrzak wykazał się ideologiczną czujnością.

Jak by mało było tych kontrowersji, to jeszcze jedna. Czy Mackiewicz był Żydem? Jeśli jego ojciec był współwłaścicielem i dyrektorem firmy importującej wina na rynek rosyjski, to trudno nie podejrzewać, że tak mogło być. Handel, szczególnie ten na wielką skalę, był i jest w ręku nacji handlowej. Co do tego nie ma wątpliwości. Poruszał się też on dosyć swobodnie po okupowanym terenie, co też przeważnie charakteryzowało tę nację. Wydany na niego przez AK wyrok śmierci cofnięto. Nie przyjął bolszewickiej propozycji dalszej pracy w prasie wileńskiej i nie spotkały go z tego powodu żadne represje. Na zamieszczonym powyżej zdjęciu z redakcji Słowa widać wyraźnie, że ma semickie rysy twarzy. Takie podejrzenie to oczywiście nie zarzut, tylko próba zrozumienia, kim on naprawdę był i dlaczego miał taką zagadkową osobowość.

Mackiewicz napisał sześć powieści:

Droga donikąd – powieść o życiu na Litwie, gdy stała się republiką sowiecką.

Karierowicz – powieść psychologiczna, bez tła politycznego; w niej po raz pierwszy w literaturze polskiej pojawił się wątek lesbijski.

Kontra – powieść o Kozakach, obywatelach ZSRR i emigrantach politycznych, którzy w wojnie radziecko-niemieckiej walczyli przeciwko bolszewikom, a następnie zostali im wydani przez Aliantów na podstawie układu jałtańskiego.

Sprawa pułkownika Miasojedowa – jest to historia słynnej niegdyś sprawy Sergiusza Miasojedowa, oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Niemiec i straconego w marcu 1915 roku; opowiada ona losy jego żony do końca II wojny światowej.

Lewa wolna – powieść o wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku.

Nie trzeba głośno mówić – powieść o II wojnie światowej na foncie wschodnim.

Z tych powieści tematyka komunizmu radzieckiego dominuje w dwóch: Droga donikąd i Kontra. Dwie z nich, Lewa wolna i Nie trzeba głośno mówić, to nie są klasyczne powieści, bo w nich występuje, obok wątku fabularnego, wątek dokumentalny, ale dotyczy on głównie przebiegu obu wojen. Klasycznymi powieściami są natomiast Karierowicz i Sprawa pułkownika Miasojedowa. Tylko i wyłącznie komunizmowi poświęcone są książki: Zwycięstwo prowokacji, W cieniu krzyża – o polityce papieża Jana XXIII wobec komunizmu i Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy – o polityce Pawła VI wobec komunizmu. Gdyby więc chcieć całościowo podsumować twórczość Mackiewicza, to mogło by się okazać, że problematyka komunizmu nie zajmuje w niej najwięcej miejsca i dopiero po wojnie Mackiewicz zajął się nią. Została ona jednak najbardziej wyeksponowana i dla większości jawi się on jako niezłomny antykomunista.

W swojej przedwojennej twórczości był Mackiewicz przede wszystkim dziennikarzem i reportażystą. Przemierzał głównie ziemie północnej części Kresów. Krytykował władzę sanacyjną za jej politykę wobec mniejszości i próby polonizacji na siłę. Jednak był to niepełny obraz II RP i polityki jej władz. Nie pisał on wcale o Ukrainie, nie wspomniał o eksperymencie wołyńskim, o terrorystycznej działalności Ukraińców. W całej jego twórczości nie ma nic o ludobójstwie na Wołyniu. A przecież o tych sprawach musiał wiedzieć. Owszem, o Kozakach napisał. Jest to bardzo zastanawiające. Czy to, że jego babka i dziadek ze strony matki mieli ukraińskie korzenie mogło mieć na to wpływ? Czy dały o sobie znać te ukraińskie geny? A może to właśnie one zadecydowały o tej nienawiści do komunizmu, która miała skrywać nienawiść do Rosji?

Był Mackiewicz postacią wielowymiarową, tajemniczą i zagadkową. Czy te skrywane chyba tajemnice jego życiorysu nie miały wpływu na jego twórczość i podjętą tematykę? Czy to go nie ograniczało i nie zmuszało do podejmowania tematyki i korzystania z form literackich, które mu nie do końca pasowały? W mojej ocenie jego dwie klasyczne powieści, czyli Karierowicz i Sprawa pułkownika Miasojedowa, należą do jednych z najlepszych napisanych w języku polskim. Szczególnie ta ostatnia, w której zawarty jest niezwykle sugestywny i naturalistyczny obraz bombardowania Drezna oczami ludzi, którzy tam byli. Rzecz, jak sądzę, wyjątkowa w literaturze światowej. Podobny w swej wymowie i tragizmie obraz mordowania Żydów w Ponarach zawarł Mackiewicz w powieści Nie trzeba głośno mówić. Za tę powieść, Sprawa pułkownika Miasojedowa, powinien był dostać Nagrodę Nobla. Tylko czy „naziści’ mogli cierpieć? W mojej ocenie był w swojej twórczości znacznie lepszym pisarzem, niż piewcą antykomunizmu. Może zdawał sobie z tego sprawę i z ograniczeń, jakie na nim wymuszono, tak że nie mógł rozwinąć się w tym, w czym był najlepszy. Kto wie? Tego raczej nie dowiemy się.

Westerplatte

Coraz bardziej przekonuję się do tego, że nic na świecie nie dzieje się normalnie. Mam tu oczywiście na myśli wszelkiego rodzaju konflikty, szczególnie te zbrojne, czyli wojny, choć nie tylko one są reżyserowane. Przykładem takiego wyreżyserowanego starcia była obrona Westerplatte. W naszej historii urosła ona do rangi symbolu. Już we wrześniu 1939 roku Gałczyński napisał słynny wiersz o żołnierzach z Westerplatte, którzy czwórkami do nieba szli. Nie było tak źle, bo były zaledwie cztery takie czwórki. Straty ludzkie po obu stronach nie były duże. Rodzi się jednak pytanie: po co to wszystko było? Jak zwykle w takich wypadkach, trzeba zacząć od początku, czyli od historii.

Wolne Miasto Gdańsk istniało w latach 1907-1814. Powstało na mocy traktatu tylżyckiego, a po klęsce Napoleona weszło ono w skład Prus. Po raz drugi istniało ono w latach 1920-1939. Powstało ono na mocy traktatu wersalskiego i pozostawało pod ochroną Ligi Narodów.


Wolne Miasto Gdańsk (fr. Ville libre de Dantzig) – autonomiczne terytorium, obejmujące miasto Gdańsk i okolice, istniejące w latach 1807–1814. Wolne Miasto Gdańsk znajdowało się pod protektoratem Prus i Saksonii, choć faktyczny protektorat sprawowała nad nim Francja. O jego utworzeniu zdecydował podpisany 9 lipca 1807 r. pokój w Tylży. Powstanie Wolnego Miasta poprzedziło długotrwałe oblężenie Gdańska przez wojska napoleońskie. W 1813 miasto zostało ponownie oblężone, tym razem przez wojska pruskie i rosyjskie. Niemal roczne oblężenie miasta doprowadziło do ogromnych strat. 2 stycznia 1814 Francuzi poddali miasto, co de facto oznaczało koniec istnienia wolnego miasta. Na kongresie wiedeńskim w 1815 zdecydowano o likwidacji Wolnego Miasta Gdańska. – Zdjęcie i tekst – Wikipedia.


Wolne Miasto Gdańsk (niem. Freie Stadt Danzig) – istniejące w okresie międzywojennym autonomiczne miasto-państwo, pod ochroną Ligi Narodów. Jego powstanie było wynikiem przegranej Cesarstwa Niemieckiego w I wojnie światowej i jednym z rozstrzygnięć traktatu wersalskiego (1919) w kwestii ustalenia granicy polsko-niemieckiej. Utworzenie Wolnego Miasta Gdańska było kompromisem, który nie zadowolił ani Polaków, ani Niemców. Pomimo nazwy terytorium, Wolne Miasto Gdańsk nie było ściśle rozumianym miastem-państwem, gdyż oprócz Gdańska położone były tam także inne ośrodki miejskie: Nowy Dwór Gdański, Nowy Staw, Oliwa (po 1926 włączona do Gdańska), Sopot (który stał się po 1920 samodzielnym powiatem miejskim), a ponadto niebędący jeszcze wówczas miastem Pruszcz Gdański. – Zdjęcie i tekst – Wikipedia.

Z powyższych zdjęć wynika, że Westerplatte było częścią Wolnego Miasta Gdańska i nie łączyło się z terytorium Polski. O ile w początkowym okresie istnienia państwa polskiego mogło ono mieć dla niego znaczenie, to później utrzymywanie tego skrawka terytorium wydaje się zastanawiające. W 1934 roku Gdynia była największym portem na Bałtyku pod względem wielkości przeładunków, a także najnowocześniejszym portem w Europie. Gdańsk już nie był potrzebny.

O Westerplatte Wikipedia tak m.in. pisze:

Westerplatte – uformowany w latach 1845–1847 półwysep (wcześniej wyspa) w Gdańsku, przy ujściu Martwej Wisły do Zatoki Gdańskiej. W latach 1926–1939 eksklawa Rzeczypospolitej Polskiej wewnątrz terytorium Wolnego Miasta Gdańska, symbol wybuchu II wojny światowej. W okresie międzywojennym na terenie Westerplatte funkcjonowała Wojskowa Składnica Tranzytowa, której obrona we wrześniu 1939 stała się symbolicznym początkiem II wojny światowej oraz polskiego oporu przeciw agresji III Rzeszy. Miejsca związane z polem bitwy o Westerplatte zostały wpisane 1 września 2003 na listę Pomników historii.

Westerplatte położone jest w północno-wschodniej części Gdańska, na Wyspie Portowej. Jest to niezamieszkany, zalesiony półwysep pomiędzy Zatoką Gdańską i zakolem Martwej Wisły, tzw. Zakrętem Pięciu Gwizdków. Szerokość półwyspu waha się od ok. 200 do ok. 500 metrów, długość wynosi ok. 2 kilometrów.

Nazwa Westerplatte (dawniej West Platte) pochodzi z języka niemieckiego. West to „zachodnia”, a platte – „płyta” (w znaczeniu: „wyspa”). Westerplatte oznacza więc „zachodnią wyspę”. Zgodnie z nazwą Westerplatte w XIX wieku było jeszcze wyspą, a określenie „zachodnia” służyło do odróżnienia wyspy od istniejącej wtedy również Ost Platte („wyspy wschodniej”), która z czasem połączyła się z lądem. Nazwę zachowano, gdyż stała się symbolem walki o wolność.

14 marca 1924 Rada Ligi Narodów przyznała Polsce teren na półwyspie Westerplatte, u ujścia kanału portowego do morza, naprzeciw przedmieścia Nowy Port. 31 października 1925 obszar na terenie Wolnego Miasta Gdańska na półwyspie Westerplatte został przekazany w bezterminowe i bezpłatne użytkowanie Polsce.

7 grudnia 1925 Liga Narodów przyznała Polsce prawo do utrzymania straży wojskowej na Westerplatte. Już 18 stycznia 1926 o godz. 14.00 przybył na trałowcu ORP Mewa pierwszy oddział i rozpoczął pełnienie służby wartowniczej. W latach 1926–1939 na terenie półwyspu funkcjonowała Wojskowa Składnica Tranzytowa.

Zatoka Pięciu Gwizdków (w kółku) na planie z 1734 roku. 1 – Kanał Portowy, 2 – stare ujście Wisły, 3 – Westerplatte (jeszcze jako wyspa), 4 – Twierdza Wisłoujście. Źródło: Wikipedia.

Sytuacja na Westerplatte pod koniec sierpnia i rankiem 1 września

18 sierpnia pancernik „Schleswig-Holstein” wypłynął z Kilonii, opuszczając terytorium III Rzeszy 23 sierpnia (po krótkich postojach w Zatoce Strand i Świnoujściu), wpływając do Gdańska 25 sierpnia z „wizytą kurtuazyjną”, zacumował w kanale portowym 150 m od Westerplatte, jednak w rzeczywistości pancernik miał rozkaz tam być w momencie wybuchu wojny w dniu 26 sierpnia. Z powodu przesunięcia daty ataku na Polskę z 26 sierpnia na 1 września (w rezultacie podpisania przez Wielką Brytanię i Polskę umowy o układzie sojuszy w dniu 25 sierpnia 1939 roku i także z powodu poinformowania Hitlera, iż Włochy wahały się co do wypełnienia zobowiązań w ramach paktu stalowego), pancernik był zmuszony pozostać tam przez kolejne sześć dni, zanim hasło „Fiske” zostało wysłane i zajęcie Gdańska mogło się rozpocząć.

Źródło: Wikipedia.

W dniu 26 sierpnia kmdr Gustav Kleikamp przesunął „Schleswiga-Holsteina” w górę kanału pomiędzy Gdańskiem a Westerplatte. Major Henryk Sucharski postawił swój garnizon w stan najwyższej gotowości. W nocy z 31 sierpnia na 1 września żołnierze polscy broniący Westerplatte czuwali – na stanowiskach znajdowała się ⅓ załogi. Reszta spała, gotowa do akcji w przeciągu kilku minut od ogłoszenia alarmu. Tymczasem ok. 400 m od polskiej placówki, przy twierdzy Wisłoujście, pod osłoną nocy zeszła na ląd z pokładu „Schleswiga-Holsteina” kompania szturmowa Kriegsmarine. Potężne działa pancernika były wymierzone w Westerplatte. Dowódca okrętu kmdr Kleikamp znał datę ataku – 1 września, godz. 4:45. Wyokrętowani żołnierze zajęli pozycje wyjściowe do ataku przy murze okalającym składnicę od południowego wschodu. Niemieccy saperzy w kilku miejscach podłożyli ładunki wybuchowe, aby tuż przed rozpoczęciem ataku wykonać wyłomy w ogrodzeniu.

Około godz. 4:00 „Schleswig-Holstein” podniósł cumy i przemieścił się do Zakrętu Pięciu Gwizdków, skąd miał lepsze pole ostrzału. O godz. 4:43 w dzienniku pokładowym zapisano: „Okręt idzie do ataku na Westerplatte”.

Siły polskie

Załoga Westerplatte przed 1939 rokiem składała się z 2 oficerów, 20 podoficerów i 66 żołnierzy (zatrudniono także ok. 20 pracowników cywilnych, m.in. obsługujących elektrownię, urządzenia kolejowe, portowe i magazyny). Wiosną i latem 1939 roku zwiększono stan załogi. We wrześniu 1939 roku składnicy strzegło 182 żołnierzy, w tym 5 oficerów i lekarz (inne źródła podają 205–210 żołnierzy, w tym ponad 70 podoficerów). Z drugiej strony Bogusław Kubisz określa siły polskie na Westerplatte w dniu 31 sierpnia 1939 roku na 205–225 ludzi, w tym 6 oficerów i 30 pracowników kontraktowych (w większości byłych wojskowych, którzy zostali zmobilizowani i wzięli potem udział w obronie). Załoga placówki uzbrojona była w broń ciężką – 4 moździerze 81 mm, 2 działka przeciwpancerne 37 mm i działo piechoty 75 mm. W wyposażeniu obrońców znajdowało się także 18 ckm, 17 rkm i 8 lkm. Żołnierze dysponowali ok. 160 karabinami, ok. 40 pistoletami i około tysiącem granatów.

Siły niemieckie

Okrętami Kriegsmarine biorącymi udział w ostrzeliwaniu Westerplatte były pancernik „Schleswig-Holstein” (dowódca kmdr Gustav Kleikamp) oraz torpedowce T-196 i trałowiec Von der Gronen (dawny M-107).

Wojska lądowe Niemców biorące udział w bitwie o Westerplatte składały się z 3. Kompanii Morskiej „Stoßtrupp” (niem. 3. Marine-Stoßtrupp-Kompanie), pod dowództwem por. Wilhelma Henningsena, mającej 229 żołnierzy, zaokrętowanych na pancerniku „Schleswig-Holstein” (była to elitarna kompania piechoty morskiej, później zmieniono jej nazwę na 531. Batalion Artylerii Morskiej, niem. Marine-Artillerie-Abteilung 531), plutonu pionierów z Dessau-Roßlau, samodzielnego batalionu moździerzy (niem. Haubitzen-Abteilung), jednostki obrony wybrzeża należącej do policji gdańskiej (niem. Küstenschutz der Danziger Polizei), jednego pułku Ordnungspolizei oraz lokalnych oddziałów milicji SS (SS-„Heimwehr Danzig”, składającej się z 1500 żołnierzy, dowodzonej przez generalleutnanta Friedricha Eberhardta), w tym oddziału SS Wachsturmbann „Eimann” (już jako część formującej się 3. Dywizji Pancernej SS „Totenkopf”). W szturmie na Westerplatte brały udział także inne mniejsze niemieckie oddziały. Całkowite dowództwo nad atakiem na Westerplatte spoczywało w rękach kmdr. Gustava Kleikampa, znajdującego się na pancerniku „Schleswig-Holstein”.

Niemieckie wojska lądowe były też wyposażone w dużą liczbę ciężkich samochodów pancernych ADGZ, 65 dział artyleryjskich (20 mm działa przeciwlotnicze FlaK 30, 37 mm armaty przeciwpancerne PaK 36, 105 mm lekkie haubice polowe Feldhaubitze18 oraz 211 mm ciężkie haubice holowane Mörser 18), ponad 100 karabinów maszynowych oraz nieznaną liczbę średnich moździerzy i miotaczy ognia Flammenwerfer 35.

Niemieckie wojska lądowo-morskie w szturmie na Westerplatte wspierały także dwa dywizjony Luftwaffe, a były to StG 2 „Immelmann” i 4.(St)/TrGr 186, które to posiadały od 40 do 60 bombowców nurkujących Ju 87 Stuka oraz 7 innych samolotów (Heinkel He 51 i Junkers Ju 52).

Bilans

Straty niemieckie w bitwie o Westerplatte według oryginalnych szacunków polskich wynoszą ok. 300 zabitych i 700–1000 rannych, jednak według nowszych danych wynoszą one około 30–50 zabitych i co najmniej 120 rannych, wobec ok. 15 poległych i ok. 50 rannych po stronie polskiej. Krzysztof Komorowski podaje 50 zabitych i 150 rannych po stronie niemieckiej.

x

Mamy więc wszystkie fakty niezbędne do wyciągnięcia wniosku, podobnego do tych, które pojawiały się w innych blogach, a mianowicie takich, że ta rzeczywistość, w której żyjemy to jakieś wariatkowo. Westerplatte to skrawek ziemi, półwysep, o długości dwóch kilometrów i szerokości poniżej 500 metrów. Tylko w jednym miejscu ta szerokość ma 500 metrów. W związku z tym na podstawie bardzo „skomplikowanej” rachuby, zwanej „pi razy drzwi” wychodzi, że powierzchnia Westerplatte to mniej niż 1 kilometr kwadratowy. Jak napisała Wikipedia, była to eksklawa, czyli terytorium w obrębie Wolnego Miasta Gdańska i nie połączone z terytorium państwa polskiego.

Podstawowe pytanie brzmi zatem: czy to terytorium miało jakieś znaczenie strategiczne dla obronności państwa zwanego II RP? Dnia 1 września Niemcy zaatakowali z trzech stron: od zachodu, od południa i z północy, czyli od strony Prus. Jaki więc sens miała obrona tego nic nie znaczącego skrawka ziemi w sytuacji, gdy Niemcy mieli druzgocącą przewagę? A jeśli jakiś miała to wypada zadać kolejne pytanie: A gdzie był ORP Orzeł – torpedowy okręt podwodny? A ORP Błyskawica – niszczyciel, kontrtorpedowiec? A były też i inne. Przecież w ostrzeliwaniu Westerplatte brały też udział dwa niemieckie torpedowce. Pochowały się gdzieś, a później wypłynęły i służyły aliantom. Zawsze w interesie innych. I obecnie interes Ukrainy jest ważniejszy niż państwa zwanego Polską.

Cały problem zaczął się jeszcze w okresie wojny trzynastoletniej (1454-1466). Związek Pruski zwrócił się do króla polskiego o przyłączenie Prus do Korony. Doszło więc do wojny, która nie zakończyła się zwycięstwem żadnej ze stron. W otoczeniu króla Kazimierza IV (Jagiellona) przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa pruskiego przekracza możliwości Korony, która składała się wówczas z Wielkopolski i Małopolski, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. I tak powstał ten słynny Korytarz, który stał się takim problemem przed wybuchem drugiej wojny światowej. Postanowienia II pokoju toruńskiego z 1466 roku odbiły się czkawką w 1939 roku. Królestwo Polskie nic na tym nie zyskało, bo Gdańsk został niezależnym portem i nie mogło ono czerpać zysków z handlu. O tym więcej w blogu Prusy.

Tak więc w 1466 roku Korona była zbyt słaba, by przyłączyć do siebie całe Prusy, a sto lat później już nie była taka słaba. Stać ją było na przyłączenie Mazowsza, Podlasia i całej południowej części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dziś Polska jest również „potężna”, bo stać ją na włączenie się do wojny na Ukrainie przeciw mocarstwu.

Po co więc była ta cała hucpa z obroną Westerplatte? Żeby podtrzymać i utrwalić mit Polaka walczącego w beznadziejnych i bezsensownych bitwach i wmawiać potomnym, że to bohaterstwo? Po co ten coroczny cyrk, jaki odstawiają władze tego śmiesznego państwa na Westerplatte 1 września o 4.45?

Konflikt nuklearny

Coraz częściej straszą nas we wszelkiego rodzaju mediach konfliktem nuklearnym. Czy jest on możliwy? Możliwy to on jest, ale czy miałby sens? Jeśli celem każdej wojny jest podporządkowanie przeciwnika własnej woli, a nie zniszczenie go, to użycie broni nuklearnej nie ma sensu. Po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku do dziś teren wokół byłej elektrowni jądrowej jest skażony. Już na początku lat 60-tych pojawiła się w Ameryce doktryna wojskowa, która uwzględniała niekorzystne skutki użycia broni jądrowej. Ta nowa doktryna była dziełem duetu Kennedy-McNamara. Wikipedia pisze tak:

Robert Strange McNamara (ur. 9 czerwca 1916 w San Francisco, zm. 6 lipca 2009 w Waszyngtonie) – amerykański polityk i biznesmen, w latach 1961–1968 sekretarz obrony USA, w latach 1968–1981 prezes Banku Światowego. McNamara był odpowiedzialny za instytucję analizy systemowej w polityce publicznej, którą rozwinął w dyscyplinę znaną dzisiaj pod nazwą analizy politycznej.

Przed Pentagonem

Urodził się w San Francisco. Ojciec – Robert James McNamara – był menedżerem sprzedaży w hurtowni obuwniczej. Matka – Clara Strange McNamara – nadała synowi swoje nazwisko panieńskie jako drugie imię. Oboje rodzice mieli brytyjskie pochodzenie.

W 1937 ukończył ekonomię i filozofię na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Dwa lata później skończył studia podyplomowe w zakresie zarządzania na Harvardzie.

Przez rok pracował w San Francisco jako księgowy. Potem wrócił na Harvard, aby zająć się nauczaniem w tamtejszej Szkole Biznesu. Brał tam udział w projekcie polegającym na uczeniu oficerów lotnictwa technik analizy na co dzień stosowanych w biznesie. W 1943 sam przywdział mundur sił powietrznych i stał się analitykiem wojskowym w stopniu kapitana. Był m.in. jednym z autorów planu bombardowania Tokio w 1945.

W 1946 zakończył służbę wojskową i podjął pracę dla koncernu Ford. Szybko piął się w górę, aż w 1960 został pierwszym w historii prezesem spoza rodziny Fordów. Dzień przed objęciem przez niego prezesury wybory prezydenckie wygrał John F. Kennedy, który kilka tygodni później zaproponował mu objęcie resortu obrony.

Założenia doktryny wojskowej

McNamara i Kennedy znacząco zmienili amerykańską doktrynę wojskową. Uznali, że w razie wojny nuklearnej Ameryka nie ma prawa do pierwszego uderzenia. O ile poprzednia ekipa, pod wodzą prezydenta Eisenhowera, uważała, że w razie zagrożenia należy przeprowadzić zmasowaną akcję, z możliwością użycia broni atomowej, duet Kennedy-McNamara wolał wojny na niewielką skalę, rozgrywające się z dala od granic USA i prowadzone przy pomocy broni konwencjonalnej.

Za jeden z głównych celów postawili sobie zwalczanie raczkującego w kolejnych krajach komunizmu. Stąd między innymi brało się silne wsparcie udzielane Wietnamowi Południowemu.

McNamara starał się w swej retoryce łagodzić konsekwencje ewentualnej wojny atomowej. Głównym celem istnienia broni jądrowej było dla niego odstraszanie. Podkreślał, że celem każdej wojny, nawet nuklearnej, jest zniszczenie sił przeciwnika, a nie wyginięcie jak największej liczby ludności. Usiłował zawrzeć z ZSRR nieformalne porozumienie, iż w razie wybuchu wojny żadna ze stron nie wystrzeli rakiet w miasta wroga, a będzie celować jedynie do obiektów o znaczeniu wojskowym.

Sukcesy i porażki

Za swoją największą porażkę jako sekretarza obrony uznał po latach namawianie prezydenta do przeprowadzenia kompromitującej w skutkach operacji w Zatoce Świń (1961), podczas której grupa wyszkolonych przez CIA kubańskich uchodźców usiłowała obalić reżim Fidela Castro. Największym sukcesem McNamary był szczęśliwie zakończony kryzys kubański (1962), uważany często za ten moment zimnej wojny, kiedy wybuch III wojny światowej wydawał się najbardziej realny.

x

Wygląda więc na to, że doktryna wojskowa McNamary jest nadal aktualna. Stany Zjednoczone prowadzą wojny daleko od swych granic. Natomiast broń jądrowa nie tyle służy do odstraszania, tylko raczej do straszenia i to nie przeciwnika, ale tzw. opinii publicznej. Wydaje się, że tak było od początku, od kryzysu kubańskiego w 1962 roku. To były, według mnie, działania pozorowane. Takimi były zarówno operacja w Zatoce Świń jak i kryzys kubański. O tym pisałem w blogu Kuba.

Konflikt na Bliskim Wschodzie jest również sztucznie podtrzymywany, bo przecież Palestyńczycy mają swoje państwo. Jest nim Jordania, w której większość ludności (70%) to Palestyńczycy. Podobnie jest w parlamencie i rządzie jordańskim. O tym w blogu Palestyna c.d., a o powrocie Żydów do Palestyny w blogu Palestyna.

Iran, którym nas od jakiegoś czasu straszą, jest całkowicie zależny od Stanów Zjednoczonych, czyli od Żydów. Zrobi więc on tylko tyle, na ile pozwoli mu jego suweren. O tym w blogach Iran i Iran c.d.

U nas, w Polsce, czyli nigdzie, cała tzw. opozycja podgrzewa konflikt polsko-ukraiński, wykorzystując do tego ludobójstwo na Wołyniu, ale nikt z niej nawet nie zająknie się o czymś takim jak Eksperyment wołyński. Nikt nie zada sobie pytania, dlaczego zatarto tam wszelkie ślady: wioski spalono i zrównano z ziemią, ludność wymordowano i pogrzebano w nieoznaczonych grobach. Ale zanim to zrobiono, to masakrę udokumentowano zdjęciami. Kto zrobił te zdjęcia? Przecież ludność miejscowa nie widziała na oczy aparatu fotograficznego, nie mówiąc już o umiejętności posługiwania się nim. Co by było gdyby nie spalono domów? Może okazałoby się, że w nich wisiały ikony. Co by było gdyby dokonano ekshumacji ofiar? Może okazałoby się, że miały one, przynajmniej niektóre, krzyżyki prawosławne. Może właśnie po to zatarto wszelkie ślady, bo gdyby nie, to mit ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu prysłby ja bańka mydlana. Ale że tego nikt nie robi, to mamy konflikt, który będzie eskalował.

Wyobraźmy więc sobie taką sytuację, że dochodzi do konfliktu nuklearnego, który kończy się tym, że nie ma zwycięzców, albo że jest jeden zwycięzca, a reszta pokonana. To oznaczałoby koniec wszelkich konfliktów, a przecież podstawą żydowskiej ideologii jest konflikt, bez którego nie byłoby postępu, jak twierdzą i bez którego Żydzi nie mogliby skłócać narodów rdzennych, osłabiając je w ten sposób i zapewniając sobie ciągłe nad nimi panowanie. Dlatego uważam, że do konfliktu nuklearnego nie dojdzie.

Jan Łaski

Czasem odnoszę wrażenie, że czytanie życiorysów wybitnych czy sławnych ludzi, może dostarczyć nam ciekawych informacji na temat pewnych mechanizmów rządzących polityką, a o których to mechanizmach nie dowiemy się z podręczników historii. Zwróciłem już na to uwagę w blogach Życiorys i Generał. Jedną z najwybitniejszych postaci polskiej i nie tylko polskiej reformacji był Jan Łaski. Aż dziw bierze, jakim sposobem człowiek z peryferyjnego państwa europejskiego mógł osiągnąć tak wiele na Zachodzie. Poniżej informacje z Wikipedii.

x

Jan Łaski herbu Korab, znany też jako: Joannes a Lasco, Jan z Łaska, Lascius, (ur. 1499 w Łasku, zm. 8 stycznia 1560 w Pińczowie) – początkowo ksiądz katolicki, prepozyt kapituły katedralnej poznańskiej w latach 1506–1512, proboszcz gnieźnieński i łęczycki, kustosz płocki, archidiakon warszawski, kanonik krakowski, następnie minister (pastor) i teolog ewangelicko-reformowany, najwybitniejszy polski działacz reformacji, humanista, pisarz, tłumacz i dyplomata, sekretarz króla Zygmunta I Starego od 1521 roku. Organizator zborów ewangelickich w Anglii i wschodniej Fryzji, twórca Kościoła kalwińskiego w Polsce. Bratanek prymasa Polski Jana Łaskiego (Starszego). Jedyny polski działacz reformacji o znaczeniu europejskim. Jan Łaski jest zasłużony dla rozwoju polskiego języka literackiego i piśmiennictwa oraz dla rozwoju polskiego humanizmu i tradycji demokratycznych. W 1603 roku jako autor trafił do pierwszego polskiego Indeksu Ksiąg Zakazanych powstałego z inicjatywy biskupa Bernarda Maciejowskiego.

Lata nauki i poszukiwań

Urodził się w zamożnej i wpływowej polskiej rodzinie szlacheckiej herbu Korab, jako syn wojewody sieradzkiego Jarosława i Zuzanny z Bąkowej Góry oraz brat dyplomatów Hieronima oraz Stanisława. Nauki zaczął pobierać na dworze swojego stryja, również Jana Łaskiego (1456–1531), kanclerza wielkiego koronnego a później arcybiskupa gnieźnieńskiego i prymasa Polski. W latach 1514–1519 wyjechał na studia, najpierw do Wiednia, a następnie do Włoch, gdzie studiował prawo teologiczne, literaturę starożytną oraz języki (łacina, greka, niemiecki i włoski) na uniwersytetach w Bolonii i Padwie.

Zgodnie z życzeniem stryja, Łaski poświęcił się karierze duchownej, jednak przede wszystkim chciał poznać intelektualne prądy epoki. Z tego powodu w 1525 wyjechał ponownie na Zachód. W Bazylei zaprzyjaźnił się z wybitnym humanistą Erazmem z Rotterdamu, mieszkał w jego domu kilka miesięcy, łożył na jego utrzymanie i w końcu odkupił cenne zbiory biblioteczne Erazma pozwalając mu korzystać z nich do końca życia. Później cały zbiór biblioteczny sprowadził do Polski na polecenie Łaskiego Andrzej Frycz Modrzewski.

Europa Zachodnia znajdowała się w tym czasie w zarzewiu powstającej reformacji i Łaski zaznajomił się z rozmaitymi nurtami ideowymi tej epoki. Poznał wybitnych reformatorów: Huldrycha Zwingliego, Joachima Camerariusa, Johannesa Oecolampadiusa, Alberta Hardenberga, Marcina Bucera i Filipa Melanchtona.

Duchowny katolicki

Po powrocie do Polski Łaski otrzymał prepozyturę łęczycką, kustodię płocką i probostwo gnieźnieńskie. Następnie został dziekanem gnieźnieńskim i kanonikiem krakowskim. Był także sekretarzem królewskim. Otaczał opieką młodych uczonych polskich, m.in. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Wyjeżdżał wielokrotnie na Zachód.

W 1529 Łaski wyjechał na Węgry jako doradca swego brata Hieronima. Otrzymał od Jana Zapolyi tytularne biskupstwo wespremskie (Veszprém) i podjął pracę w dyplomacji Królestwa Węgier. Państwo to było wówczas rozdarte między Habsburgów i Turcję, a ten wewnętrzny chaos stał się przyczyną kompromitacji i końca kariery Hieronima, a także ruiny finansowej całej rodziny, co skutkowało zahamowaniem kariery duchownej Jana Łaskiego (zamiast arcybiskupem gnieźnieńskim mianowano go tylko archidiakonem i prałatem poznańskim).

Pastor i działacz reformacji na Zachodzie

W 1540 w Louvain Łaski zawarł małżeństwo z Barbarą, córką kupca lowańskiego (poznaną w chrześcijańskiej wspólnocie „Bracia i Siostry Wspólnego Życia”) i zawiadomił o tym (a także o wystąpieniu z Kościoła katolickiego) biskupa kujawskiego Łukasza Górkę. Natychmiast pozbawiono go dochodów z jego polskich majątków kościelnych. Nagle bez środków do życia, Łaski wrócił do Polski i formalnie odżegnał się od „herezji”, dzięki czemu przywrócono mu dochody. Posunięcie to, jakkolwiek je tłumaczyć, świadczy o jego niekonsekwencji i chwiejności w obliczu trudności, (oczekiwanie na inne źródło utrzymania oraz pilne potrzeby wsparcia brata – Hieronima).

W maju 1540 Łaski wyjechał do Niemiec. 3 lata później otrzymał od regentki Wschodniej Fryzji Anny Oldenburskiej nominację na stanowisko efora wszystkich kościołów tego państwa i proboszcza parafii w Emden. Łaski stał się duchownym ewangelickim i pionierem reformacji we Fryzji, umiejętnie prowadząc działalność misyjną między naciskami ze strony katolików i anabaptystów. Łaski napisał swój manifest teologiczny Epitome oraz opracował katechizm. Odniósł sukces, eliminując katolicyzm z terenu księstwa.

Na zaproszenie arcybiskupa Tomasza Cranmera, 7 lat później Łaski wyjechał do Anglii, która właśnie reorganizowała w duchu protestanckim swój narodowy Kościół anglikański. 24 lipca 1550 roku król Edward VI nadał Łaskiemu tytuł superintendenta (biskupa) zborów dla cudzoziemców-protestantów, uciekających do Anglii przed prześladowaniami.

W 1550 roku Jan Łaski został mianowany przez małoletniego króla Edwarda VI superintendentem zborów cudzoziemskich w Londynie: niderlandzko-niemieckiego, francuskiego i włoskiego; źródło: Wikipedia.

Wkrótce Łaski zaczyna toczyć spór z Kościołem anglikańskim o zwierzchnictwo nad swoimi zborami. Do tego dołączają się konflikty doktrynalne i narodowościowe w łonie samych zborów. Aby je zażegnać, Łaski napisał w 1551 wspólne wyznanie wiary „Confessio Londinensis”, które celowo pomijało milczeniem drażliwą kwestię sakramentów.

Po uporaniu się z kwestiami doktrynalnymi, Łaski przystąpił do energicznej organizacji zborów (w duchu kalwińskim, prezbiterialnym), której program przedstawił w dziele Kształt i sposób całkowity służby kościelnej w kościele cudzoziemskim ustanowionym w Londynie, zadedykowanym królowi Polski (1555). W tym wysiłku dopomogło Łaskiemu jego doświadczenie jako pastora we Fryzji. Dzieło to zawierało również polemikę Łaskiego z luterańskimi pastorami – Johannem Timannem oraz Joachimem Westphalem.

Łaski unikał narzucania swoich poglądów i zawsze starał się o ich zaakceptowanie przez parafian. Demokratyzacja życia religijnego była jednym z priorytetów Łaskiego – starał się wykorzenić hierarchiczny model funkcjonowania Kościoła katolickiego. Na tym tle dochodziło do konfliktów z duchownymi anglikańskimi, których raził także kalwiński rygoryzm moralny: surowa dyscyplina oraz skromność duchowieństwa i wiernych – a także nowatorstwo Łaskiego: sprzeciw wobec używania szat liturgicznych, ozdób i ołtarza w kościołach. Łaski naczelną zasadą uczynił równość wszystkich członków zboru, bez względu na ich pochodzenie czy pozycję społeczną. Był też pierwszym, który wprowadził uroczystość konfirmacji młodzieży protestanckiej.

Łaski napisał także własny katechizm, który później stał się podstawą „Katechizmu Heidelberskiego”, obowiązującego w Kościele ewangelicko-reformowanym.

Aktywnie działał także w Kościele anglikańskim: rozprawa Brevis et dilucida de Sacramentis ecclesiae Christi tractatio podkreślała potrzebę odcięcia się od tradycji katolickiej w kwestii sakramentów: Łaski uznawał za sakramenty jednoznacznie opisane w Nowym Testamencie jako ustanowione przez Jezusa: Eucharystię i chrzest. Jako członek komisji ds. rewizji praw kościelnych, Łaski w wielkim stopniu przyczynił się do „protestantyzacji” Kościoła anglikańskiego i stworzył podstawy dla późniejszego ruchu purytańskiego w Anglii.

Łaski był także energicznym dyplomatą, działającym na dworze księcia Prus Albrechta i innych książąt niemieckich, w celu stworzenia wielkiej koalicji przeciwko papieżowi i cesarzowi, która jednak nie doszła do skutku.

Działalność w Polsce

W 1553 Łaski musiał opuścić Anglię podczas trwania represji przeciwko protestantom rozpętanych przez królową Marię Tudor (zwaną „Krwawą Mary”). Zachęcony wieściami o postępach reformacji w Polsce, Łaski po 17 latach (w 1556) wrócił do ojczyzny, gdzie jako „arcykacerza” przywitała go wrogość katolickiego duchowieństwa, które podjęło zabiegi o wydalenie go z Polski. Król Zygmunt II August zezwolił mu jednak na pozostanie oraz na prywatne spotkania i zjazdy ze szlachtą i ministrami. Polscy protestanci powitali Łaskiego z radością i wiarą w jego doświadczenie i zdolności organizacyjne.

Łaski wiedział, iż aby podważyć silną pozycję polskiego Kościoła katolickiego, należy uzyskać poparcie króla. Snuł koncepcje przekształcenia kościoła w Polsce w kościół państwowy w oparciu o władzę królewską. Jednak ostatecznie do konwersji Zygmunta II Augusta nie doszło. Wówczas Łaski postanowił połączyć wszystkich protestantów polskich w jedną silną organizację. Plan nie powiódł się, wobec oporu polskich luteranów. Łaski osiadł w Pińczowie, skąd kierował polskimi reformowanymi. Na początek zajął się reorganizacją zborów małopolskich: wprowadził swój kalwiński katechizm i strukturę synodalno-prezbiterialną, uprościł liturgię.

Starał się mocniej związać szlachtę z Kościołem, przez nadanie jej obowiązku materialnego wsparcia i oddanie całkowitej kontroli nad finansami zboru. Określił także ściśle kryteria kwalifikacji pastorów i warunki ich kształcenia. Podniósł szkołę ewangelicką w Pińczowie do poziomu gimnazjum, z zamiarem uczynienia z niej akademii. Rozwijał ożywioną działalność misyjno-propagandową, czego rezultatem było trzykrotne zwiększenie liczby zborów. Prawdopodobnie brał udział w tłumaczeniu Biblii na język polski (została wydana w 1563 roku w Brześciu Litewskim, jako tzw. Biblia brzeska albo Biblia Radziwiłłowska – od wydawcy Mikołaja Radziwiłła Czarnego). Działalność Łaskiego przerwała śmierć w 1560. Został pochowany w Pińczowie, w ówczesnym kościele kalwińskim (obecnie kościół katolicki pw. św. Jana).

x

Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-1938) pisze tak:

Jan Łaski, reformator polski, (1499-1560), bratanek Jana Łaskiego (1456-1531), starannie wykształcony w uniwersytetach krajowych i zagranicznych. Wyświęcony 1521 na księdza katolickiego, obsypany został dzięki protekcji stryja Jana (prymasa – przyp. W.L.) beneficjami kościelnymi. W czasie podróży zagranicznej 1524-26 zetknął się z różnowiercami i powoli został wciągnięty w koła reformatorskie, przenikając duchem Zwingliego. Po powrocie do kraju nie zerwał z katolicyzmem, lecz unikając dworu, poświęcił się studiom teologicznym, w ścisłym porozumieniu z reformatorami zagranicznymi. 1538 zerwał ostatecznie z katolicyzmem, a nie należąc faktycznie do żadnego wyznania, osiedlił się w Emden i tu na życzenie hrabiny, rządzącej krajem, objął obowiązki eforatu kościelnego, przestrzegając na tym stanowisku karności, zaprowadzając, nieznany dotąd w świecie, przymus nauki szklonej. Pod presją cesarza Łaski musiał opuścić Emden, skąd udał się do Anglii. W Londynie został 1550 superintendentem gminy cudzoziemskiej, którą urządził i ułożył jej kult, według własnego przekonania. Zwalczany zaciekle przez katolików a nawet luteranów, wytrwał na stanowisku do 1553, dążąc stale do zjednoczenia wszystkich wyznań. Na rozkaz Marii Tudor opuścił Londyn, by do 1555 zabawić w Emden, skąd przez Frankfurt, Wittenbergę, Wrocław powrócił do Polski, gdzie podobnie jak w Emden czy Londynie, zabiegał o zjednoczenie sekt różnowierczych, pragnąc wspólnymi siłami złamać przewagę katolicyzmu. Wahającego się w wierze Zygmunta Augusta starał się przeciągnąć na stronę różnowierców, lecz ani to, ani też starania o zjednoczenie różnowierców, nie powiodły się. Łaski odegrał wybitną rolę w ruchu reformatorskim XVI wieku, z tego też powodu budzi on wiele zainteresowania wśród uczonych zagranicznych, kórzy poświęcili mu szereg prac. Dzieła jego wydał Holender A. Kuyper, „Joannes a Lasco: opera tam edita quam inedita” 1866 („Jan z Łaska: zarówno prace opublikowane jak i niepublikowane”).

x

Dla pełnego obrazu warto jeszcze zacytować z tego samego źródła wybrane informacje o braciach Jana Łaskiego.

Stanisław Łaski (?-1550), polski wojownik i mąż stanu, kształcił się wraz z braćmi, Jaroszem, Hieronimem i Janem we Francji, pielgrzymował do Ziemi Świętej, służył zbrojnie królowi Franciszkowi I i z nim w 1524 odbył wyprawę włoską, a w 1525 pod Pawią uratował mu życie, przy czym sam odniósł ranę; wykupiwszy się z niewoli, posłował od królowej-matki, regentki Francji, do Karola V celem wyjednania uwolnienia króla; z nim razem powrócił do Paryża i jeszcze w 1528 w jego służbie wyprawił się do Włoch. Następnie wdał się w walkę o tron węgierski pomiędzy Janem Zapolją (którego prawą ręką był Jarosz Łaski) a Ferdynandem habsburskim i w roku 1530 uczestniczył w obronie Budy przeciw austriackim wojskom Rogendorfa. Od 1531 w Polsce dostał się do senatu, był kolejno kasztelanem przemęckim, wojewodą sieradzkim i łęczyckim. Jest on autorem traktatu „Spraw i postępków rycerskich opisanie krótkie” (Lwów, 1599). Traktat ten jest kompilacją z autorów wojskowych starożytnych (głównie Wegetjusza) i humanistycznych, ale zawiera szereg wzmianek i uwag oryginalnych i jest najważniejszym pomnikiem teorii wojskowej w Polsce. Natomiast Wikipedia informuje, że zwiedził Islandię, Ziemię Świętą, Grenlandię, Grecję i Afrykę Południową.

Hieronim Łaski (również: Jarosz Łaski, właśc.: Hieronim (Jarosław) Łaski) herbu Korab (27 września 1496, zm. 22 grudnia 1541) – polski dyplomata na usługach królów Polski, Węgier i Habsburgów, wojewoda sieradzki, wojewoda siedmiogrodzki, żupan spiski, ban Chorwacji, kawaler maltański (w zakonie po 1520 roku), nominat na komandorię poznańską.

Syn z drugiego małżeństwa wojewody łęczyckiego i sieradzkiego, Jarosława Łaskiego z Zuzanną z Bąkowej Góry – Bąk herbu Zadora, brat dyplomaty Stanisława i reformatora Jana. Bratanek prymasa Jana Łaskiego. W roku 1513 towarzyszył stryjowi w wyprawie na Sobór laterański V, po czym został we Włoszech do roku 1517 studiując w tym czasie na Uniwersytecie bolońskim, a następnie odbył pielgrzymkę do Jerozolimy. – Wikipedia.

Natomiast Encyklopedia Getenberga pisze:

Hieronim, dyplomata polski, (1495-1542), zręczny a biegły w znajomości obcych języków, już za młodych lat oddawał Zygmuntowi I usługi, jako poseł do cesarstwa i książąt mazowieckich. Szybko też posuwał się w godnościach senatorskich, zostawszy wojewodą inowrocławskim, później sieradzkim. Z powodu niechęci części magnatów do siebie, oddał się na usługi Jana Zapolji, nie mieszając się do spraw polskich. W ciągu paru lat zdołał pozyskać dla Zapolji sułtana tureckiego Solimana, sympatię wielu dworów, a nawet zapośredniczyć ugodę z Habsburgami. Za te usługi obdarował Zapolja Łaskiego na Spiszu i dał mu w zarząd Siedmiogród. W czasie nowego poselstwa do sułtana, Zapolja odebrał Łaskiemu zarząd Siedmiogrodu, a nawet polecił go uwięzić (1534), zdaje się w obawie, że Łaski dąży do oderwania Siedmiogrodu. Uwolniony 1535 z więzienia (według Wikipedii uwolniony po interwencji Jana Tarnowskiego – przyp. W.L.), osiadł w dobrach na Spiszu; niedługo zaczął działać z ramienia Habsburgów, dążąc do poróżnienia Zapolji z sułtanem. Starania Łaskiego zmierzające do nawiązania porozumienia Habsburgów z Portą, nie wzbudziły zaufania w Konstantynopolu, z powodu czego spełzły na niczym. Turcy natomiast widząc w nim zdolnego, lecz bez zasad dyplomatę, zaproponowali mu przejście na żołd sułtański, co jednak Łaski odrzucił. Niedługo po powrocie z Turcji umarł w Krakowie.

x

Jan Łaski to był typowy człowiek renesansu – utalentowany i wszechstronnie wykształcony. To wykształcenie zdobył na Zachodzie i tam też posiadł znajomość języków obcych. Jak to się zatem stało, że zyskał on uznanie najwybitniejszych umysłów tamtych czasów? Zapewne duża w tym zasługa królowej Bony, która przybyła do Polski w 1519 roku i stąd kierunek włoski był bardzo popularny w owym czasie. A tam, we Włoszech czasu renesansu, aż się roiło od różnych tajnych związków, które rozprzestrzeniły się na całą Europę zachodnią. Nie powinna więc dziwić jego błyskotliwa kariera i dokonania. Te tajne związki były wszędzie i wszędzie, gdzie się pojawiał dwory książęce i królewskie stały dla niego otworem.

Zaczynał tradycyjnie – jako ksiądz katolicki. Później został pastorem, organizatorem zborów ewangelickich, pionierem reformacji we Fryzji, reformatorem w duchu protestanckim narodowego kościoła anglikańskiego, twórcą podstaw ruchu purytańskiego w Anglii, dyplomatą na dworze księcia Prus Albrechta i innych książąt niemieckich, twórcą kościoła kalwińskiego w Polsce. Prawdopodobnie brał też udział w przekładzie Biblii na język polski i przyczynił się do rozwoju polskiego języka literackiego i piśmiennictwa.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

W Krakowie powstaje ok. 1540 tajne stowarzyszenie dla rozpowszechniania nauk ewangelicznych.

„Składało się ono z najznakomitszych uczonych owego czasu, którzy, połączonymi węzłami osobistej przyjaźni, utworzyli ów związek, pozornie ściśle katolicki i dążący tylko do przeprowadzenia reform, w niczym nie naruszających prawowierności. Na czele stowarzyszenia stał Włoch, Franciszek Lismanini, prowincjał zakonu franciszkanów, kapelan i spowiednik królowej Bony, a należeli doń: Jan Trzecieski, pierwszy polski gramatyk, syn jego, Andrzej Trzecieski, znakomity uczony i lingwista, Bernard Wojewódka, księgarz i radny miasta – obaj uczniowie Erazma Rotterdamczyka, Andrzej Frycz-Modrzewski, uczeń Melanchtona, Jakub Przyłuski, znakomity prawnik, Adam Drzewiecki, kanonik kapituły krakowskiej, Andrzej Zebrzydowski, późniejszy biskup krakowski, ulubiony uczeń Erazma, Jakub Uchański, referendarz koronny, następnie arcybiskup gnieźnieński i wiele innych osób, znakomitych zdolnościami, uczonością i zajmowanym w społeczeństwie stanowiskiem. Lismanini posiadał liczny księgozbiór dzieł antykatolickich i stale otrzymywał każde tego rodzaju wydawnictwo. Na zebraniach stowarzyszenia objaśniał on rozmaite zagadnienia teologiczne, a nie dające się poprzeć Pismem Świętym zasady rzymsko-katolickie śmiało zbijano na tych posiedzeniach.” – Walerian Krasiński Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce.

Na temat dokonań reformacji w Polsce Wikipedia m.in. pisze:

„Powstały wówczas takie znaczące dzieła jak polskie tłumaczenie Biblii brzeskiej (jedno z pierwszych na świecie tłumaczeń Biblii na język narodowy), rozwinęła się literatura polityczna i polemiczna (taką literaturę tworzyli m.in. Marcin Czechowic, Andrzej Frycz Modrzewski i Szymon Budny). Protestantami było wielu pionierów polskiej literatury, m.in. ojciec literatury polskiej Mikołaj Rej.

Reformacja ożywiła ruch wydawniczy – w XVI w. działało 20 drukarni innowierczych i przyczyniła się do rozwoju szkolnictwa, głównie średniego: powstały luterańskie gimnazja w Toruniu i Gdańsku i kalwińskie w Pińczowie, a także akademie – braci czeskich w Lesznie i braci polskich w Rakowie. Te placówki oświatowe były znane z wysokiego poziomu nauczania.

Kolejnym skutkiem reformacji było ożywienie i wzbogacenie piśmiennictwa katolickiego, kontrreformacyjnego, które musiało skutecznie konkurować z literaturą protestancką. Dopiero po całkowitym zwycięstwie kontrreformacji w połowie XVII w. nastąpiło wyraźne obniżenie poziomu literatury i kultury polskiej, które trwało aż do epoki oświecenia.

Wyjątkowym zjawiskiem była działalność braci polskich, których dzieła, głównie książki o tematyce filozoficznej i społecznej (autorzy: Hieronim Moskorzowski, Faust Socyn, Andrzej Wiszowaty, Piotr Stoiński (młodszy) i inni) postulujące racjonalizm i tolerancję religijną, wywarły duży wpływ na inne kraje europejskie (m.in. na filozofię Johna Locke), a nawet na Stany Zjednoczone (Katechizm Rakowski braci polskich inspirował Konstytucję Stanów Zjednoczonych w kwestiach neutralności światopoglądowej państwa oraz rozdziału państwa od Kościoła).”

x

Dlaczego reformacja w Polsce nie powiodła się? Skończyła się nagle, jak nożem uciął. Po zwycięstwie kontrreformacji nastąpiło wyraźne obniżenie poziomu literatury i kultury polskiej. To zdanie wiele wyjaśnia. Zadanie, jakie powierzono reformatorom polegało na stworzeniu literackiego języka polskiego i piśmiennictwa. To było narzędzie, w które zostali uzbrojeni jezuici, by móc tworzyć na wschodzie nowy naród w oparciu o język i kulturę polską. Po to też powstawały liczne drukarnie. Później wielcy pisarze, literaci, teologowie i filozofowie stali się zbędni, bo to prostemu niepiśmiennemu ludowi na wschodzie nie było potrzebne. To wszystko działo się przed unią polsko-litewską (1569), jakby ktoś już wcześniej dokładnie wiedział do czego miał dążyć i co chciał osiągnąć. Reformacja to też idea polskich wolności, ku której ciążą społeczeństwa państw sąsiednich i idea dobrowolnych unii. Najpierw były Prusy, później Inflanty i czas przyszedł w końcu na tę najważniejszą i najbardziej brzemienną w skutki. Gdy to osiągnięto, reformacja stała się zbędna: murzyn zrobił był swoje i murzyn mógł odejść. Była więc reformacja w Polsce czymś sztucznym, narzędziem służącym do osiągnięcia pewnego stanu, niezbędnego do ekspansji na wschód.

Przykład Jana Łaskiego i jego braci pokazuje, że dyplomacja, wtedy europejska, została opanowana przez Żydów. Tylko ten naród spełniał wymogi niezbędne, by tego dokonać. To oczywiście rozproszenie i asymilacja. To rozproszenie i asymilacja wymuszała naukę języków obcych i trzeba było znać ich kilka, by poruszać się swobodnie po Europie, Anglii czy Turcji. Taki stan osiąga się poprzez wielowiekowe obcowanie z różnymi nacjami, co zmusza do nauki ich języków. Dzięki temu mogą oni nie tylko nauczyć się ich, ale też często wpływać na ich rozwój, tak jak to się działo w przypadku języka polskiego. Do tego konieczne jest, by rozum był ciągle zajęty, zgodnie z tym, co mówił Wokulskiemu Szlangbaum: Żydzi mają rozum, bo u nich rozum jest ciągle zajęty. Za to jedno zdanie powinien był Prus dostać Nobla, ale to Żydzi decydowali i decydują, komu go przyznać.

Co my możemy w takim razie zrobić? Uczyć się od nich, zgodnie z tym, co powtarzał towarzysz Lenin: uczyć się, uczyć się i jeszcze raz – uczyć się. Że to jest trudniejsze, niż pójście na wybory? No jest, ale nauka to pot i łzy, ale inny pot i inne łzy, niż te na siłowni.

Syberia

Wygląda na to, że podstawą tworzenia imperiów był handel. Tak było w przypadku imperium brytyjskiego. Kampania Wschodnioindyjska rządziła Indiami, czyli perłą Korony Brytyjskiej. Podobnie było w przypadku imperium rosyjskiego. Po zjednoczeniu ziem ruskich, czyli po powstaniu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, priorytetem w polityce zagranicznej było opanowanie wschodnich dróg handlowych: drogi wołżańskiej, która wiązała Rosję przez Morze Kaspijskie z rynkami Persji, drogi kamskiej, wiodącej przez Ural do bogatej w futra Syberii i drogi karawanowej przez stepy do miast handlowych Azji Środkowej (Buchara i Chiwa). Najważniejszy był kierunek syberyjski. Syberia to początkowo były futra, później jednak bogactwa naturalne. Już na samym Uralu, jak się mówi, jest pod ziemią cała tablica Mendelejewa. Jednak z Syberią i Dalekim Wschodem wiąże się ciekawy fakt, a mianowicie rosyjska kolonizacja zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej.

Wikipedia o kolonizacji Syberii i Dalekiego Wschodu pisze m.in. tak:

Rosyjska kolonizacja Azji

To kolonizacja znacznych obszarów Azji Północnej (Syberia), Środkowej i Kaukazu przebiegająca w okresie od XV do XX wieku. Kolonizacja ta miała odmienny przebieg od większości ekspansji kolonialnych innych państw europejskich i polegała w znacznej mierze na bezpośrednim wcielaniu opanowanych obszarów do państwa rosyjskiego. Wyjątkiem były tu m.in. niektóre kraje kaukaskie i środkowoazjatyckie, którym przez długi okres przysługiwały pewne atrybuty państwowości.

Rosyjska kolonizacja Azji została rozpoczęta przez Republikę Nowogrodzką de facto już w XI wieku i była kontynuowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie (1328–1547), Carstwo Rosyjskie (1547–1721) i Imperium Rosyjskie (1721–1917).

W VI w. zasiedlona przez ludy pochodzenia tureckiego. W połowie XIII w. w składzie imperium mongolskiego Czyngis-chana. Od XI w. zwierzchnictwo nad północno-zachodnią częścią Syberii (tzw. Jugrą) przejął Nowogród Wielki, a od 1478 Moskwa. Po upadku Złotej Ordy, w XV w. na południowym zachodzie, powstał Chanat Syberyjski.

Rosyjską ekspansję zapoczątkował w 1552 podbój Chanatu Kazańskiego. Kolonizację terenów nad rzeką Kamą prowadzili na mocy przywileju carskiego z roku 1558 Stroganowowie, rosyjski ród kupiecki, który zmonopolizował handel z ziemiami na wschód od Uralu. Dzięki zwolnieniom podatkowym, Stroganowowie wystawili armię złożoną między innymi z Kozaków i Baszkirów.

Z inicjatywy Stroganowów 1 IX 1581 wyruszyła ekspedycja Kozaków pod wodzą Jermaka Timofiejewicza. W skład oddziału liczącego 800 ludzi, wchodziło około 500 kozaków oraz najemnicy z Europy. W bitwie na Przylądku Czuwaskim rozbili oni siły Chanatu Syberyjskiego i w październiku 1582 dotarli nad Irtysz, otwierając tym samym, drogę dalszej ekspansji rosyjskiej. Walki z chanem Kuczumem trwały jednak nadal. W ich toku, w 1585 zginął w jednej z potyczek Jermak, zaś resztki jego ekspedycji wycofały się z ziem chanatu. W następnym roku, władze carskie wysłały jednak za Ural strzelców, nie chcąc tracić panowania nad cennymi gospodarczo ziemiami. Ostatecznie Kuczum został pokonany w roku 1589, w bitwie u ujścia rzeki Irmenki do Obu.

Od Tiumenia rozpoczął się planowy podbój i kolonizacja ziem zauralskich, powstały pierwsze miasta rosyjskie: Tiumeń (1586), Tobolsk (1587), Tara (1594), Tomsk (1604). Już w roku 1619 kolonizacja sięgnęła Jeniseju, w 1631 Angary (Bracka) na południu i Leny na wschodzie. W 1639 roku, wyprawa kozaka Iwana Moskwitina osiągnęła Udę. W następnym roku, dotarła ona do północnych wybrzeży Oceanu Spokojnego.

x

Trudno wyobrazić sobie podbój Syberii bez Stroganowów, więc wypada przybliżyć sobie ten ród. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak o nim pisze:

„Stroganowowie, ród kupców i przemysłowców rosyjskich; w XVI wieku S. otrzymali od rządu ogromne obszary gruntu w ziemi permskiej; gramota carska 1574 nadała im ziemie za Uralem (ponad milion dziesięcin) i zezwoliła na budowę grodów warownych i osadzanie w nich najemnej załogi. S. wykorzystując siły zbrojne, zajmowali ziemie ludów syberyjskich i osadzali na nich chłopów rosyjskich; rozwijali rolnictwo, zakładali warzelnie soli i eksploatowali bogactwa naturalne. Stała groźba ze strony chanatu syberyjskiego zmusiła Siemiona i Nikitę S. do przedsięwzięcia na własny koszt wyprawy na chanat oddziału najemnych Kozaków pod wodzą Jermaka Timofiejewicza 1581-85, od której rozpoczął się podbój Syberii przez państwo moskiewskie. S. niejednokrotnie pożyczali rządowi pieniądze na cele wojenne; w XVIII wieku otrzymali tytuł baronów, następnie hrabiów; w XIX wieku spokrewnili się z domem panującym.”

Nie da się ukryć, że Stroganowowie byli Żydami i to oni kolonizowali Syberię i Daleki Wschód. Konsekwencją tego Drang nach Osten było dotarcie do Alaski. Wikipedia tak to opisuje:

Kolonizacja Ameryki Północnej

Rosyjska kolonizacja Ameryki Północnej – kolonizacja północno-zachodnich terytoriów Ameryki Północnej przez Imperium Rosyjskie w drugiej połowie XVIII i w XIX wieku. Kolonizacja ta objęła swym zasięgiem: Alaskę, Aleuty, Archipelag Aleksandra oraz wybrzeża dzisiejszych stanów i prowincji: Kolumbii Brytyjskiej, Waszyngtonu, Oregonu i Kalifornii. Najdalej na południe wysuniętą stanicą rosyjską był Fort Ross w środkowej Kalifornii. Szacuje się, że ten ogromny obszar (ok. 1 518 800 km kw.) zamieszkiwało zaledwie ok. 2500 Rosjan i ok. 60 000 rdzennych Amerykanów i Eskimosów.

Alaska w 1867 roku; źródło: Wikipedia.

Eksploracja Ameryki

Cieśnina Beringa była przez długi czas ogniwem łączącym Amerykę Północną i Syberię. Właśnie przez nią Rosjanie kierowali swoją ekspansję na ten kontynent. Jako pierwszy na rosyjski nazwę Ameryki przetłumaczył w 1530 roku mnich Maksym Grek, jednak pierwsi Kozacy dotarli do Alaski zapewne już w czasach Iwana IV Groźnego. Pierwsze kontakty Rosji z Nowym Światem to połowa XVII wieku, kiedy to urzędnicy carscy osiągnęli wybrzeże Pacyfiku. Jako pierwszy cieśninę oddzielającą Azję od Ameryki przepłynął w 1648 r. Siemion Dieżniow.

Jako pierwszy ląd amerykański z cesarskiego rozkazu eksplorował Vitus Bering (duński kapitan w służbie Rosji), który w 1725 r. udał się na Kamczatkę, gdzie zbudował okręty, na których wypłynął w poszukiwaniu wybrzeży Ameryki. W 1741 r. Aleksiej Czyrikow w trakcie wyprawy na Alaskę stracił większość załogi w walkach z tubylcami, z trudem uratował statek i powrócił na Kamczatkę. W 1748 roku V. Bering i Aleksiej Czyrikow dotarli morzem z Kamczatki na Alaskę (okolice Ziemi Księcia Walii i Gór Świętego Eliasza). W efekcie tych wypraw kupcy rosyjscy zaczęli dostarczać skóry z Wysp Aleuckich (gdzie doszło do walk z miejscowymi Aleutami) oraz z wybrzeży Alaski (lata 40. XVIII w.).

W 1768 r. cesarz Wszechrusi Katarzyna II wysłała na Alaskę ekspedycję zbrojną pod dowództwem Piotra Krienicyna, a Alasce i Wyspom Aleuckim nadano status terenów przejętych w dzierżawę na okres dziewięćdziesięciu dziewięciu lat, by uniknąć określania ich mianem kolonii.

Początki kolonizacji

W 1784 roku Grigorij Szelichow, syberyjski handlarz skórami, założył Port Trzech Świętych, pierwszą stałą osadę na wyspie Kodiak. Osada ta stała się ośrodkiem rosyjskiej kolonizacji, jednak wkrótce Szelichow uznał ją za zbyt małą i założył nową o nazwie Sławorossija. Szelichow był też założycielem Zjednoczonej Amerykańskiej Kompanii, z której powstała Kompania Rosyjsko-Amerykańska. W 1794 na Kodiaku rozpoczęła swoją działalność misja Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, która w ciągu kolejnych dekad powołała sieć parafii na terenie Alaski. Rosyjska eksploracja Ameryki prowadzona była na całym obszarze Alaski, rosyjskie ekspedycje wyparły Anglików z części terenów, a po ich zajęciu skierowana została wzdłuż wybrzeża, aż do pogranicza z hiszpańską Kalifornią. W 1799 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa w wyniku rozporządzenia Cesarza Wszechrusi Pawła I stała się monopolistą w handlu na tym terenie, a Aleksander Baranow został jej dyrektorem generalnym. N.P. Riezanow, kolejny dyrektor generalny Rosyjsko-Amerykańskiej Kompanii, próbował wejść w porozumienie z hiszpańskim gubernatorem Kalifornii w celu zapewnienia odpowiedniego zaopatrzenia kolonii.

Flaga Kompanii Rosyjsko-Amerykańskiej; źródło: Wikipedia. Flaga ta jest podobna do rosyjskiej, wzorowanej na holenderskiej: pomarańczowo-biało-niebieskiej. Górny pas w rosyjskiej przesunięto na dół.

W 1799 r. Baranow założył miasto, które na cześć archanioła Michała nazwano Michajłowsk i które stało się stolicą rosyjskich kolonii. Miasto zniszczone przez miejscowych w 1802 r. Baranow rozpoczął odbudowywać w roku 1804 i nazwał je Nowoarchangielsk (później Sitka). W 1808 roku miasto zostało nową stolicą Kompanii. Od 1812 r. (Napoleon w Moskwie – przyp. W.L.) Baranow budował w pobliżu San Francisco twierdzę Fort Russ, która została ukończona dwa lata później. Fort pełnił ważną rolę zaopatrzeniową dla rosyjskich kolonii w Ameryce, jednak z czasem opustoszał i w roku 1841 sprzedano go szwajcarskiemu emigrantowi Johnowi Sutterowi, który wkrótce rozpoczął na tym terenie wydobycie złota.

Handel kolonii

W 1834 roku ks. Iwan Wieniaminow przy współpracy Iwana Pankowa opublikował katechizm dla Aleutów. W roku 1848 sobór św. Michała Archanioła w Sitce stał się siedzibą biskupa Kuryli, Kamczatki i Wysp Aleuckich. Miejscami osadnictwa Rosjan w Ameryce Północnej były oprócz Alaski także: Kolumbia Brytyjska, obecne stany Waszyngton i Oregon.

Rosjanie przybywali do Nowego Świata z tych samych powodów, dla których osiedlali się na Syberii, czyli po skóry (w tym przypadku były to skóry wydr). Wkrótce po przybyciu kupców pojawili się misjonarze w celu nawracania miejscowych niechrześcijan. Rosja zakładała swoje bazy także na Hawajach i w Kalifornii, aby w ten sposób ułatwić handel skórami. Na Alasce warunki były trudniejsze niż te na Syberii, głównie z powodu braku żywności, co było spowodowane odległościami od rosyjskich baz zaopatrzeniowych. Dokuczliwy był także zimny i wilgotny klimat. Dawały się także we znaki miejscowe plemiona, dobrze uzbrojone i często wrogie wobec przybyszy. A ponadto występowała nieustępliwa rywalizacja Anglików i Amerykanów.

Zmniejszenie zaangażowania w Ameryce

Po zakończeniu wojen napoleońskich i zwiększeniu zaangażowania Rosji w Europie rosyjska ekspansja w Ameryce uległa osłabieniu, ograniczono środki finansowe, zrezygnowano z ochrony wybrzeży przez Marynarkę Wojenną Cesarstwa Rosyjskiego i odwołano Aleksandra Baranowa, a jego następcy nie mieli zdolności niezbędnych dla zarządzania prowincją. Zmniejszenie rosyjskiego zaangażowania i powierzanie kierowania kolonią niekompetentnym zarządcom zachęciło ościenne mocarstwa do wywierania presji na rosyjską Amerykę, prowadząc najazdy na rosyjskie ziemie.

Relacje z innymi imperiami kolonialnymi

Rosjanie próbowali wyłączyć obecność innych krajów w rejonie północnego Pacyfiku, ale czasami zdarzały się próby łagodzenia konfliktów. W 1824 i 1825 r. rząd rosyjski zawarł odrębne traktaty ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki i Wielką Brytanią, które ustaliły granice stref wpływów oraz regulacje handlowe.

Wymuszony przez Wielką Brytanię i USA traktat zmusił Rosję do zrzeczenia się roszczeń do rozszerzania swojego terytorium w Ameryce i zgody na dziesięcioletni połów ryb u wybrzeży Alaski przez Amerykanów. W kolejnych latach Rosjanie kupowali przychylność Amerykanów poprzez kolejne ustępstwa, a jednocześnie amerykańskie jednostki handlowe i wojenne wpływały na rosyjskie wody także na azjatyckim brzegu, gdzie dopuszczały się grabieży nadbrzeżnych miejscowości.

Bezpośredni handel pomiędzy Rosyjsko-Amerykańską Kompanią Handlową a kupcami amerykańskimi czy brytyjskimi stał się normą i miał coraz większe znaczenie, zdarzały się nawet wypadki przewozu rosyjskich skór przez amerykańskie statki aż do Kantonu. W roku 1839 Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa zawarła porozumienie ze swoim największym rywalem, Kompanią Zatoki Hudsońskiej. Handel rozwijał się również wewnątrz terytoriów kolonii, kiedy to Rosyjsko-Amerykańska Kompania rozszerzyła system transportu rzecznego i zaczęła współpracować z miejscowymi rosyjskimi traperami wewnątrz Alaski.

Sojusz amerykańsko-rosyjski

W połowie XIX w. Rosja i USA stały się sojusznikami, chroniącymi się wzajemnie przed presją mocarstw europejskich. W okresie wojny krymskiej Stany Zjednoczone jako jedyny sojusznik Rosji wystąpiły 19 maja 1854 z ofertą zakupu za 7,6 mln dolarów Alaski, na której odkrywano kolejne surowce naturalne. W Rosji poważnie rozważano sprzedaż posiadłości USA, by uniknąć w ten sposób zagarnięcia ich przez Wielką Brytanię, której flota operowała w tym rejonie. W najwyższych rosyjskich kręgach opcję sprzedaży rozważano od 1857 r., gdy zaproponował ją wielki książę Konstanty Nikołajewicz. W 1859 roku Waszyngton zażądał udostępnienia Alaski dla amerykańskiego przemysłu, gdyż odkrywano tam kolejne złoża surowców. Sprzedaży kolonii nie rekomendowała grupa inspektorów wysłana na wyjazd rewizyjny w 1861 roku. W 1863 roku rosyjska eskadra przypłynęła do Nowego Jorku i zapobiegła spodziewanemu bombardowaniu miasta przez flotę brytyjską, która miała rozpocząć brytyjską interwencję w amerykańską wojnę domową, zaś w 1866 r. amerykańska eskadra przybyła z wizytą do Rosji.

Sprzedaż Alaski

Zakup Alaski przez USA 28 grudnia 1866 roku budził kontrowersje zarówno w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych. Wielu Amerykanów pytało jakie korzyści mogą mieć oni z tej lodowej pustyni. Inni natomiast ruszyli tam, aby odkrywać jej nieznane bogactwa. W końcu XIX w. okazało się jakim błędem była jej sprzedaż przez Rosjan (Alaska została sprzedana za 7,2 mln dolarów). Pokłady złota (zob: gorączka złota) oraz ropa naftowa całkowicie zmieniły jej oblicze. Oficjalne przekazanie terytorium nastąpiło 18 października 1867 roku, ale ratyfikacja umowy przez Kongres stała się możliwa dopiero dzięki licznym łapówkom wręczanym przez rosyjskiego ambasadora.

Spuścizna handlu futrami ciągnęła się również po sprzedaży Alaski Stanom Zjednoczonym. Monopol na handel skórami zagwarantowano wówczas Alaskańskiej Kompanii Handlowej (Alaska Commercial Company). Teren jej działania obejmował wyspy Przybyłowa na morzu Beringa, zajmowała się ona polowaniami na foki. Wraz ze sprzedażą Alaski opuścili ją również cesarscy urzędnicy, którzy nie widzieli tam dla siebie przyszłości, pozostali jednak rosyjscy traperzy, a śladem po nich jest pewna liczba ludności prawosławnej żyjąca na Alasce do dziś.

x

Historia podboju Alaski i zachodniego wybrzeża Ameryki, to historia zderzenia się dwóch imperiów: brytyjskiego i rosyjskiego. W związku z tym dochodzi tu do ciekawych manewrów. W 1768 roku nadano (kto?) Alasce i Wyspom Aleuckim status terenów przejętych w dzierżawę na okres 99 lat. To działo się za rządów Katarzyny II. Czy dlatego, by móc później dokonać jej sprzedaży? W przypadku kolonii czy przyłączenia tego terenu do Rosji, jak to się działo na Syberii i Dalekim Wschodzie, byłoby to niezręczne i kłopotliwe wizerunkowo. Wszystko to dzieje się w okresie, gdy Stany Zjednoczone są jeszcze kolonią. Dopiero w 1776 roku stają się oficjalnie niezależne od Wielkiej Brytanii.

W 1799 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa, w wyniku rozporządzenia Cesarza Wszechrusi Pawła I, staje się monopolistą w handlu na tym terenie. Po wojnach napoleońskich zaangażowanie Rosji w Ameryce zmniejsza się. W 1824 i 1825 roku rząd rosyjski zawarł odrębne traktaty ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, które ustaliły granice sfer wpływów oraz regulacje handlowe. W 1839 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa zawarła porozumienie ze swoim największym rywalem Kompanią Zatoki Hudsońskiej.

W okresie wojny krymskiej w 1854 roku Stany Zjednoczone, jako jedyny sojusznik Rosji, wystąpiły z propozycją zakupu Alaski. Do transakcji doszło 28 grudnia 1866 roku. Przekazanie terytorium nastąpiło 18 października 1867 roku.

Gdy więc dochodzi do zderzenia imperiów, to nie dochodzi do walki pomiędzy nimi. Imperium rosyjskie, o którym się u nas mówi, że nigdy się nie zatrzyma, zatrzymało się. Co więc je skłoniło do takiego kroku w sytuacji, gdy imperium brytyjskie walczyło ze swoją kolonią? Zachowanie takie jest bardzo podobne do zachowania kompanii handlowych, które też nie walczyły ze sobą, tylko ustalały strefy wpływów. Nie było tam zatem miejsca na tzw. wolny rynek.

Takie zachowania imperiów i kompanii handlowych można wytłumaczyć tylko w jeden logiczny i najprostszy sposób, a więc najbliższy prawdzie. I jedne i drugie należą do jednej i tej samej nacji. Na Alasce nie mogło dojść do starcia, bo wówczas Rosja podbiłaby Amerykę i powstałoby jedno imperium światowe. W takiej sytuacji wszelkie konflikty ustałyby, co jest niezgodne z podstawową zasadą tej nacji, wedle której rozwój może odbywać się tylko poprzez konflikt, a do niego potrzebne są co najmniej dwie strony. Prawdę mówiąc nie chodzi tu o rozwój, tylko o to, by skłócać narody rdzenne i w ten sposób osłabiać je, tak by nie zagroziły panowaniu narodu wybranego. Mamy więc dwa imperia. Jedno morskie, drugie – lądowe. I tak walczą one ze sobą na niby: kruk krukowi oka nie wykole. Ten sam scenariusz jest obecnie realizowany na Ukrainie. Narody rdzenne tracą tam swoją ludność i demontowane są dwa państwa: Ukraina i Polska.