Punkt widzenia

Tadeusz Dołęga-Mostowicz (1900-1939) był najpopularniejszym pisarzem II RP. Jego najbardziej znane powieści to Kariera Nikodema Dyzmy (1932) i Znachor (1937). Jednak zanim zaczął pisać powieści, na przełomie lat 1924/1925, został felietonistą Rzeczpospolitej, gazety konserwatywnej o profilu zbliżonym do Chrześcijańskiej Demokracji. Jego teksty z tamtego okresu wydało Wydawnictwo Akademickie „Dialog” (2017). Ten, który chcę zacytować, to Magna Amica Francja… (Wspaniała Przyjaciółka Francja…). Na początek wypada przybliżyć sylwetkę Dołęgi-Mostowicza. Wikipedia m.in. pisze tak:

Tadeusz Dołęga-Mostowicz (ur. 23 września 1900 w Głębokiem, zm. 20 września 1939 w Kutach) – polski pisarz, scenarzysta i dziennikarz. Najbardziej poczytny polski pisarz okresu międzywojennego. Popularność przyniosły mu takie powieści jak Kariera Nikodema Dyzmy, Znachor, Doktor Murek czy Pamiętnik pani Hanki, na podstawie których powstały też chętnie oglądane filmy i seriale.

Młodość i praca dziennikarska

Pochodził z Głębokiego, niedużego miasta na Witebszczyźnie (na terenie dzisiejszej Białorusi). Według metryki urodzenia przyszedł na świat 23 września 1900 roku w Głębokiem, a ochrzczony został 10 stycznia 1901 roku. Pisarz jako miejsce swoich narodzin podawał pobliski folwark Okuniewo, majątek rodziny matki, co również było zmyśleniem. Majątek ten był sprzedany przez rodzinę na długo przed jego narodzinami.

Był synem Stefana Mostowicza i Stanisławy z Potopowiczów. W Głębokiem Mostowiczowie mieszkali w domu przy ul. Krakowskiej (dziś ul. Sowiecka nr 2), obok kościoła św. Trójcy. Ojciec był prawnikiem, a matka nauczycielką. Groby rodziców pisarza znajdują się w polskiej części cmentarza w Głębokiem. Rodzina uważała się za Polaków, a w domu obecna była polska literatura (przyszły pisarz znał na pamięć całego Pana Tadeusza).

Tadeusz Mostowicz uczęszczał do gimnazjum w Wilnie, a następnie w 1915 r. rozpoczął naukę w Kijowie (według oficjalnej biografii studiował prawo na tamtejszym Uniwersytecie, zaś według relacji rodziny kontynuował naukę w gimnazjum). W tym czasie należał do konspiracyjnej piłsudczykowskiej Polskiej Organizacji Wojskowej. W 1919 r. powrócił na Kresy, gdzie zaciągnął się ochotniczo do 13 Pułku Ułanów Wileńskich pod dowództwo Jerzego Dąbrowskiego „Łupaszki”. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a po zdemobilizowaniu w 1922 r. przyjechał do Warszawy w poszukiwaniu pracy.

W roku 1924 r. rozpoczął pracę w redakcji „Rzeczpospolitej”, wówczas czołowej gazety o profilu chadecko-narodowymi. Początkowo pracował jako korektor i reporter piszący o wypadkach i wydarzeniach kryminalnych. Na początku 1925 r. został etatowym redaktorem i publicystą gazety. Jako felietonista podpisywał swoje artykuły pseudonimem TEM lub TM, a później C. hr. Zan (czyli „Chrzan”). Wówczas też zaczął używać przy nazwisku przydomku „Dołęga”, nazwy rodowego herbu Mostowiczów. W 1925 r. na łamach gazety ukazał się również jego pierwszy literacki utwór Sen pani Tuńci.

Jako publicysta był krytykiem obozu Józefa Piłsudskiego, zwłaszcza po przewrocie majowym w 1926 r. Jego antysanacyjne felietony padały ofiarą cenzury. W publicystyce komentował m.in. drażliwe politycznie sprawy: aresztowanie gen. Malczewskiego, zaginięcie generała Zagórskiego i pobicie posła Zdziechowskiego.

Życie prywatne

Tadeusz Mostowicz po ojcu pochodził ze szlachty żyjącej od pokoleń w Wielkim Księstwie Litewskim. Mostowiczowie posługiwali się dawnym polskim herbem Dołęga, który ich protoplasta – litewski bojar Monstwild – otrzymał w trakcie unii horodelskiej w 1413 roku. Matka wywodziła się z ziemiańskiej rodziny Żabko-Potopowiczów. Rodzina pisarza mieszkała w Głębokiem. Ojciec był tam wziętym prawnikiem, a matka – z wykształcenia nauczycielka – zarządzała gospodarstwem, kształciła dzieci i zajmowała się działalnością charytatywną. Siostra matki pisarza, Teresa Potopowicz, była żoną Zygmunta Rytla, znanego inżyniera, profesora politechniki. Rytlowie wspierali przyszłego pisarza zarówno przed I wojną światową, jak i po przyjeździe do Warszawy w latach.

Śmierć

Tadeusz Dołęga-Mostowicz wziął udział w wojnie obronnej 1939 r. jako żołnierz Wojska Polskiego w stopniu kaprala, który posiadał z czasów służby w wileńskich ułanach. Zginął od sowieckich kul dnia 20 września 1939 r. w miasteczku Kuty, położonym przy granicy polsko-rumuńskiej (powiat kosowski, województwo stanisławowskie, dziś na Ukrainie). Przez lata powstało szereg sprzecznych wersji okoliczności jego śmierci, jednak na podstawie relacji naocznych świadków i zachowanych dokumentów udało się ustalić faktyczny przebieg zdarzeń.

Według zachowanych świadectw do połowy września Mostowicz przebywał w Warszawie (świadczy o tym m.in. znaleziony przy zwłokach czek od wydawnictwa „Rój” datowany na 16 września). Jak przypuszcza biograf pisarza, Jarosław Górski, Mostowicz mógł zostać zmobilizowany ze swoim buickiem i jako doświadczony kierowca brać udział w ewakuacji rządu po agresji sowieckiej 17 września 1939 r. Prawdopodobnie otrzymał rozkaz przewiezienia do nadgranicznych Kut i potem do Rumunii jakichś dygnitarzy lub dokumentów.

20 września około godziny 11.00 Mostowicz, wraz z innym żołnierzem, przyjechał ciężarówką do Kut, do piekarni Karola Różankowskiego przy ul. Tuidowskiej, aby zaopatrzyć się w chleb dla żołnierzy. W tym czasie wjechały do miasta trzy czołgi sowieckie, witane przez część ludności ukraińskiej i żydowskiej. Gdy czołgistom wskazano polską ciężarówkę wojskową stojącą przy piekarni, jeden z czołgów ruszył w jej stronę. Mostowicz z kierowcą ruszyli ciężarówką w kierunku mostu. Wówczas zostali ostrzelani przez czołg z karabinu maszynowego. Ciężarówka wypadła z drogi, prawdopodobnie przewróciła się na posesję Mojzesowiczów przy ul. Kolejowej, niedaleko kościoła ormiańskiego. Kierowcy udało się uciec, jednak kapral Mostowicz zginął na miejscu. Tadeusz Dołęga-Mostowicz był jedynym polskim żołnierzem poległym przy wycofywaniu się oddziałów polskich (30 tysięcy żołnierzy, w tym 6 tys. oficerów) do Rumunii przez most na Czeremoszu.

x

We wspomnianym na początku tekście z listopada 1927 roku Dołęga-Mostowicz pisze:

W organie Francuskiego Sztabu Generalnego „La France Militaire” z dnia 22 ub. m-ca w artykule naczelnym pt. „En Pologne” znajduje się następujący passus:

    Trzeba ustalić niektóre rzeczy.
Wojsko polskie, które stworzył Piłsudski i które wyruszyło na wojnę 6 sierpnia 1914 r., nie było wojskiem Polski niepodległej, lecz wojskiem w służbie cesarza Austrii, który sam znowu był w służbie cesarza niemieckiego, a przeto działał pour le roi de Prusse.
Czyż należało z takim hałasem nam teraz przypominać?
Powstało później wojsko Polski niepodległej, ale nie było ono stworzone przez Piłsudskiego, lecz przy współdziałaniu państw zachodnich i Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Mimo najszczerszej chęci, by okazywać uprzejmość Polsce, liczyć się z jej drażliwościami, rozumieć tragizm sumienia po wybuchu wojny r. 1914 każdemu Polakowi się nasuwający, nie możemy ukryć bolesnego rozdrażnienia, jakie w nas wywołuje to otwarcie przez dzisiejszych kierowników Polski ujawniane pragnienie przypominania nam, że jeśli nas nie sprowadzono do zagłady w r. 1914, to nie z ich pomocą, bo oni, przeciwnie, wszystko uczynili, co było w ich mocy, by dopomóc wojskom mocarstw, które przeciw nam walczyły. Jeśli się to robi przez niedopatrzenie, możemy powiedzieć, iż nie należy posuwać niezręczności aż tak daleko!
A jeśli się to robi świadomie i wyzywająco, do czegóż zamierza się tym dojść?
Bo żeby przez jakieś zboczenie, w którym nie wiadomo, czy dopatrywać trzeba nieświadomości, czy też co innego... przypominać tym, którzy przywrócili Polsce niepodległość, że w tych dniach strasznych było się przyjacielem ich wrogów, to już rzeczywiście nie wiadomo, czy tylko śmiać się z tych żartów ponurych, czy na coś podobnego oburzać...
Sprawa istotnie dla obu stron wysoce drażliwa i dlatego „trzeba ustalić niektóre rzeczy”.

Przede wszystkim żadne formacje polskie nie działały nigdy pour le roi de Prusse (w interesie króla Prus – przyp. W.L.), natomiast od chwili utraty niepodległości Polacy niezrażeni obojętnością świata na rozszarpanie ich ojczyzny wszędzie i zawsze rwali się do czynu zbrojnego w szlachetnej, a bezinteresownej walce o strzępek bodaj nadziei na odzyskanie wolności. Francuzi, którzy nigdy nie zaznali jarzma niewoli, tym niemniej powinni zrozumieć ten ofiarny aż do szaleństwa patriotyzm, który tworzył legiony w Turcji i we Włoszech, który walczył u boku Waszyngtona i pod orłami napoleońskimi. Jeżeli rozumiecie ducha legionów polskich czasu wielkiej wojny, oddających życie pod sztandarami Francji, Ameryki, Włoch i Rosji, jeżeli rozumiecie, po co zostały zlane polską krwią wąwozy Somosierry – zrozumcież i tę tragiczną pomyłkę historyczną, która stworzyła legiony Piłsudskiego. Nie wolno, największemu przyjacielowi nie wolno rzucać lekkomyślnie tak ciężkiego oskarżenia, jak zarzut „działania pour le roi de Prusse”, na tych, których pragnieniem był czyn dla ojczyzny, a tragedią – bezsilność, a błędem naiwność polityczna.

To jedno. Poza tym stwierdzić należy, iż sierpniowe i inne obchody legionowe w Polsce bynajmniej nie mają na celu „drażnienia” Francji i nigdy nie akcentują byłej niemieckiej orientacji piłsudczyków. Przyznajemy, że te obchody mogą drażnić Francuzów, lecz tylko tyle, ile drażnią samych Polaków. Toteż ten ponury żart jest właściwie jedynie nietaktownym wyodrębnianiem się grupy b. kombatantów nieakcentujących – powtarzam – swej orientacji wojennej.

Oto wszystko, cośmy uważali za niezbędne powiedzieć niesłusznie oburzonej „France Militaire” na łamach pisma, które nie tylko jest gorącym i wypróbowanym przyjacielem Francji, nie tylko reprezentuje obóz krwią z Francją podczas wojny związany, a Niemcom zdecydowanie wrogi, lecz i pisma znajdującego się w kategorycznej opozycji do „obecnych kierowników Polski”.

Magna amica Franca – sed magis amica veritas. Magna amica partie – sed magis amica Patris. (Wspaniałą przyjaciółką Francja – lecz większą przyjaciółką prawda. Wspaniałą przyjaciółką partia – lecz większą przyjaciółką Ojczyzna.)

xxx

Dołęga-Mostowicz pisze na początku, że nigdy żadne formacje polskie nie działały w interesie króla Prus. Jak nie działały, jak działały? Przecież legiony, będąc częścią wojska austriackiego, walczyły z Rosją, która była sojusznikiem Francji. Następnie odwołuje się do emocji, czyli jakiejś miłości do ojczyzny, a następnie stwierdza, że była to pomyłka polityczna. Naiwne to tłumaczenie. Z kolei Francuzi zarzucają polskim władzom, że hucznie obchodzą rocznicę 6 sierpnia 1914 roku, gdy Piłsudski ze swoją I-wszą Brygadą wszedł do Kongresówki, by wywołać powstanie antycarskie. Istotnie była to próba działania na szkodę sojusznika Francji. Jednak był on przede wszystkim socjalistą. Jeśli chciał powstania Polski, to w oparciu o państwa centralne, czyli głównie o Niemcy.

Naczelne dowództwa obu walczących stron wydały odezwy do narodu polskiego, które skrótowo cytuje Ilustrowana Kronika Polaków (Książka i Wiedza, 1967):

„Do narodu polskiego! Z woli Wszechmogącego, który kieruje losami narodów, i z rozkazu swoich Monarchów przekraczają sprzymierzone armie Austro-Węgier i Niemiec granicę, przynosząc Wam, Polakom, wyzwolenie spod jarzma moskiewskiego (…) Pełne sławy tradycje Waszej przeszłości łączą się jeszcze od czasów króla Jana Sobieskiego (…)”

„Polacy! Wybiła godzina, w której marzenie ojców i dziadów niesie Wam błogą wieść pojednania. Niechaj Naród Polski połączy się w jedno ciało pod berłem Cesarza Rosyjskiego (…) [Wielka Rosja] wierzy, iż nie zardzewiał miecz, który poraził wroga pod Grunwaldem (…)”

Później obaj cesarze wydali 5 listopada 1916 roku akt proklamujący nowe Królestwo Polskie. To był początek tworzenia nowego państwa i to Niemcy je tworzyli. Przejęli administrację po Rosjanach, stworzyli nowe prawo i instytucje niezbędne do jego funkcjonowania i w końcu powołali Radę Regencyjną i wyznaczyli jej członków. I to ona przekazała władzę Piłsudskiemu, który wrócił z więzienia w Magdeburgu, czyli z więzienia niemieckiego.

Niemcy uwięzili Piłsudskiego po tzw. kryzysie przysięgowym z dnia 9 i 11 lipca 1917 roku. Pod koniec 1916 roku legiony zostały wycofane z południowego skrzydła, gdzie walczyły po stronie Austriaków. Zostały one przerzucone na północ na niemiecką stronę. Żołnierze za namową Piłsudskiego odmówili złożenia przysięgi na wierność Królestwu Polskiemu i dotrzymanie braterstwa broni wojskom niemieckim i austro-węgierskim. Ci, którzy odmówili złożenia tej przysięgi zostali internowani w dwóch obozach, a Piłsudskiego osadzono w twierdzy w Magdeburgu. Ci, którzy złożyli przysięgę, a których dowódcą był Józef Haller, zasilili „Polnische Wehrmacht”, nazwany Polskim Korpusem Posiłkowym pod niemieckim dowództwem i rekrutowanym z poboru.

Jakby tego było mało, to z inicjatywy Komitetu Narodowego Polskiego (Dmowski) powstał w armii rosyjskiej w końcu 1914 roku Legion puławski, wcielony w 1915 roku do brygady Strzelców Polskich, od sierpnia 1917 roku w składzie I Korpusu Polskiego.

Kryzys przysięgowy miał miejsce w lipcu 1917 roku. 9 listopada wybuchła rewolucja bolszewicka w Berlinie. Proklamowano powstanie Republiki Weimarskiej. Cesarz uciekł następnego dnia do Holandii. Front niemiecko-rosyjski, czy może raczej niemiecko-bolszewicki, rwał się, bo wielu niemieckich żołnierzy dezerterowało i wracało do Niemiec. Państwo, któremu służyli, przestało istnieć. Gdyby tam były legiony, stanowiące integralną część niemieckiej armii, to czy wtedy utrzymanie tego frontu byłoby możliwe? Przecież cesarz obiecywał Polakom państwo. Czy nie byłyby one przeszkodą w likwidacji Cesarstwa Niemieckiego? Czy właśnie po to wykreowano kryzys przysięgowy? Front odbudowano, ale był to już front polsko-bolszewicki. W lutym 1919 roku doszło do pierwszych walk z wojskami bolszewickimi. Bolszewicy ogłosili po rewolucji w Berlinie, że unieważniają postanowienia traktatu brzeskiego z lutego 1918 roku i ruszają na podbój Europy. Jeszcze na północy był Wrangel, a na południu Denikin, a oni, z niewielkimi zdobyczami terytorialnymi wokół Moskwy, idą na zachód. Jakiś psychiatryk czy może raczej wszystko dokładnie wyreżyserowane? Chyba raczej wyreżyserowane.

Na mocy traktatu wersalskiego z 28 czerwca 1919 roku została ustalona granica zachodnia, południowa i północna II RP. Nie było jeszcze granicy wschodniej, którą wytyczono na mocy traktatu ryskiego z 18 marca 1921 roku. Była więc II RP pokracznym bękartem traktatu ryskiego, a nie wersalskiego, jak sugerował Mołotow. Nie mógł powiedzieć, że ryskiego, bo to przecież państwo, które on reprezentował, podpisało ten układ, a więc zgodziło się ono na „uciskanie mniejszości narodowych”. Prawda zawsze była i jest niewygodna. Wojna 1920 roku po to właśnie wybuchła, by ustalić granicę wschodnią II RP. Gdyby zrobiono to w Wersalu, to nie można by było oskarżyć tego państwa o mocarstwowe ambicje itp. W ten sposób zyskiwano argument do jego likwidacji, bo istotnie było to pokraczne państwo. Problem jednak polegał na tym, że to nie Polacy decydowali o tym, jakie chcieli mieć państwo.

Po przewrocie majowym prawdopodobnie po raz pierwszy hucznie świętowano rocznicę 6 sierpnia 1914 roku właśnie w 1927 roku, co tak zbulwersowało Francuzów. Jednak jakoś tak jest, że każdy czyn musi mieć swoją legendę. I tę legendę stworzyli piłsudczycy, którzy uznali datę 6 sierpnia za początek ich walki o niepodległość. To oni pierwsi rzucili się do czynu zbrojnego i to dzięki nim powstała II RP. Taką interpretację narzucili reszcie, gdy zdobyli władzę w państwie po przewrocie majowym. I taka nadal obowiązuje w oficjalnym przekazie. W tamtym czasie Francuzi widzieli to inaczej i ich interpretacja jest bliższa prawdy, ale ta prawda dla wielu środowisk w III RP jest bardzo niewygodna.

Dekalog

Podstawą naszego systemu wartości jest Dekalog. Tak jest w przypadku chrześcijaństwa, bez względu na wyznanie. W tym kręgu ludzie od najmłodszych lat przesiąkają nim i utrwala się on głęboko w ich psychice. Naturalnym jest więc dla nas, że nie wolno zabijać, kraść, że trzeba szanować rodziców itd. Taki sposób myślenia przenosimy na innych, również na Żydów.

Taka refleksja nasunęła mi się po przeczytaniu komentarza, w którym jeden z komentujących cytował fragment książki Albina Siwaka Syndrom gotowanej żaby. Była w nim mowa o tym, że Żukow zrobił czystkę w Biurze Politycznym i zlikwidował dwa moskiewskie garnizony NKWD, opanowane przez Żydów. Dla wielu jest to dowód na to, że od tamtego momentu w Związku Radzieckim skończyła się dominacja Żydów i że obecnie w Rosji rządzi niezależny od nich Putin.

Czy tak rzeczywiście jest? W mojej ocenie zadziałała tu kalka Dekalogu. Otóż wielu ludzi nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, w której Żydzi dokonują mordu na swoich współplemieńcach. A oni potrafią to zrobić, bo ich system wartości jest inny. Dekalog narzucili innym, by łatwiej im było podporządkować narody rdzenne. Oni w sytuacjach wyższej dla nich konieczności nie mają takich oporów. W tym wypadku chodziło im o przekonanie narodów rdzennych, że to Rosjanie zamordowali tych Żydów i od tego momentu Rosjanie rządzą, początkowo w Związku Radzieckim, a obecnie w Rosji. Są oni, Żydzi, mistrzami dezorientacji i robienia naiwnym wody z mózgu.

Dowodów na to, że Żydzi nie mają najmniejszych skrupułów, by poświęcić część swojego narodu, jest wiele. Krzysztof Baliński w książce Ministerstwo spraw obcych (Capital sp. z o.o., 2019) m.in. pisze:

Mamy źródła, które ujawniają, co Żydzi ukrywają – haniebny udział w zagładzie własnego narodu, i to że Mordechaja Anielewicza zdradzili ziomkowie, a pierwsze strzały w getcie oddali Żydzi do Żydów za współpracę z Niemcami. Wystarczą tylko źródła sporządzone przez Żydów, bo głos zamordowanych jest najbardziej wiarygodny i najważniejszy… (…) Źródło szczególnie niebezpieczne dla głoszonej od lat żydowskiej narracji, przeczące wszelkim oskarżeniom o współudział Polaków w zagładzie to Kronika getta warszawskiego Emanuela Ringelbluma.

Umschlagplatz (der Umschlagplatz – miejsce przeładunku, punkt przeładunkowy; przyp. W.L.). Szmerling (Żyd, komendant Umschlagplatz) – oprawca z biczem. Zbrodniczy olbrzym Szmerling z pejczem w ręku. Pozyskał łaskę (Niemców). Wierny wykonawca ich zarządzeń. […] Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła dopiero jednak w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swoich braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów policji żydowskiej byłą przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach kobiety i dzieci, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź […]

– zapisał Ringelblum. Zanotował też: „Pierwsze strzały w getcie w Warszawie padły od Żydów do Żydów jako kara za szpiegostwo i współpracę z Niemcami”. Mordechaj Anielewicz, dowódca „powstania”, został zdradzony przez swoich współbraci. W czasie wojny nie odnotowano przypadku Polaka, który ubrał mundur niemieckiego Gestapo. Tymczasem po getcie warszawskim krążyli Żydzi ubrani w takie mundury. W polskich archiwach zachowały się zdjęcia. (…) Dlaczego 50 esesmanów przy pomocy 200 Ukraińców i tyluż Łotyszów dokonało tak łatwo likwidacji getta? W wywózce Żydów z getta łódzkiego, jak dowodzą źródła żydowskie, uczestniczyło zaledwie kilku Niemców, którzy przyjeżdżali na pół godziny przed odjazdem pociągu do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem, a ich rola w praktyce sprowadzała się do nadzorowania odjazdu pociągu załadowanego Żydami przez żydowską policję. Dlaczego nie było żadnej próby buntu, zabicia Niemca, nawet próby ucieczki?

Hannah Arendt o roli przywódców żydowskich w zagładzie własnego narodu pisała: „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej Historii”. Wiedziano o niej wcześniej, ale szczegóły po raz pierwszy wydobył na jaw Raul Hilberg w książce The Destruction of the European Jews:

Zarówno w Amsterdamie, jak i w Warszawie, Berlinie i Budapeszcie można było mieć pewność, że funkcjonariusze żydowscy sporządzą wykazy imienne wraz z informacjami o majątku, zagwarantują odzyskanie od deportowanych pieniędzy na pokrycie kosztów ich deportacji i eksterminacji, będą aktualizować rejestr opróżnionych mieszkań, zapewnią pomoc własnej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów, na koniec zaś – w ostatnim geście dobrej woli – przekażą nietknięte aktywa gminy żydowskiej do ostatecznej konfiskaty. […] Gdyby nie pomoc Żydów w pracy administracyjnej i działaniach policji wyłapywanie wszystkich Żydów berlińskich byłoby wyłącznym dziełem policji żydowskiej – zapanowałby kompletny chaos bądź też doszłoby do poważnego obciążenia niemieckiej siły roboczej.

Wielu nazistów było Żydami. Można też mówić o „żydowskim przywództwie” nazistowskich Niemiec. Alfred Rosenberg, jeden z najbardziej wpływowych nazistów w otoczeniu Hitlera, ideologiczny architekt III Rzeszy, zaszczepił w umyśle Führera skrajny antysemityzm i teorie wyższości rasowej. Pochodzenia żydowskiego byli: minister propagandy Joseph Goebbels, reichsführer SS Heinrich Himmler, gubernator Generalnej Guberni syn żydowskiego adwokata z Bambergu Hans Frank, gauleiter Julius Streicher, wydawca antysemickiego i antykatolickiego „Der Stürmer”, SS Obersturmbannführer Adolf Eichmann oraz Rudolf Hess. Temu ostatniemu w faszystowskiej karierze nie przeszkodziły nawet wyraziste semickie rysy. Do najbardziej złowieszczych postaci zaliczał się Reinhard Heydrich, po ojcu Süss (o którym Himmler powiedział, iż „zwalczył w sobie Żyda”), szef RSHA, organizacji kontrolującej gestapo, policję kryminalną, wywiad i kontrwywiad. To właśnie on w 1942 roku zorganizował konferencję w Wansee poświęconą „ostatecznemu rozwiązaniu kwestii żydowskiej”. Amerykański historyk Bryan Mark Rigg ustalił, że w Wehrmachcie mogło służyć co najmniej 150 tysięcy Żydów i mischlingów (der Mischling – mieszaniec; przyp. W.L.). Trafiali również do Luftwaffe, SS i jednostek policyjnych. Wśród nich znalazło się co najmniej 21 generałów, siedmiu admirałów i jeden feldmarszałek. W lotnictwie nie tylko wódz był Żydem, lecz także jego zastępca marszałek Erhard Milch. (…) Adolf Eichmann podczas swojego procesu w Jerozolimie bronił się pokrętnie: „Dlaczego ja? Dlaczego nie miejscowi policjanci, których były tysiące? Zastrzelono by ich, gdyby odmówili wyłapania Żydów przeznaczonych do obozów zagłady. Dlaczego ich nie powiesić za to, że nie chcieli być rozstrzelani? Dlaczego ja? Każdy zabijał Żydów”. Po wojnie wielu z nich wyjechało do Palestyny. Jeszcze dziesięć lat temu w Izraelu żyło 150 osób pobierających niemieckie emerytury za służbę w Wehrmachcie. Ilu zatem ich musiało być w latach 40? Nie jest żadną tajemnicą, że na odbywające się regularnie w Niemczech zjazdy weteranów z poszczególnych jednostek Wehrmachtu przyjeżdża sporo uczestników z Izraela.

Dlaczego tak dużo Żydów przyjęło rolę kata własnego narodu? Dlaczego Żydzi walczyli i umierali za Hitlera, mimo iż mordował ich ziomków? Dlaczego żydowscy kaci nie zostali ukarani, a w 1950 roku Kneset zwolnił ich od odpowiedzialności karnej za popełnione zbrodnie, sankcjonując religijną tradycję żydowską, zgodnie z którą Żyd ratujący siebie, ma prawo wydać na śmierć swoją rodzinę, i że Żyd nie może narażać swojego życia w obronie drugiego człowieka. W Izraelu stosują zatem dwa różne kryteria moralności – z góry rozgrzeszają i usprawiedliwiają zachowania Żydów za szeroką kolaborację i współpracę z Niemcami, traktując równocześnie podobne zachowania Polaków jako naganne i godne potępienia. Wojenny koszmar Żydów, którym udało się przeżyć, nikogo w Izraelu nie interesował. Uratowani z Holokaustu uznani zostali za ludzi drugiej kategorii niegodnych miana prawdziwego Izraelity i otoczeni powszechną pogardą. Ich los kłócił się z mozolnie tworzonym wtedy przez władze wizerunkiem państwa zasiedlonego wyłącznie przez walecznych, a nie tchórzliwych. Ocalałych nazywano pogardliwie „sabuni” czyli – „mydłem”, nawiązując do produkowanego przez Niemców w obozach koncentracyjnych mydła z ludzkiego tłuszczu. Ben-Gurion o Żydach i do Żydów, którzy po wojnie trafili do Izraela powiedział publicznie: „Przeżyli dlatego, że inni musieli za nich umrzeć. […] gdybyście nie byli ostatnimi łotrami, nie stalibyście tutaj przede mną”. Przy czym odniósł te słowa także do tych, którzy ukrywani byli przez Polaków oraz do dzieci żydowskich ukrywanych w klasztorach. Ocalonymi pogardzano aż do 1961 roku, kiedy to posłużyli Ben-Gurionowi w negocjacjach z Adenauerem, od którego wytargował 5 marek niemieckich za każdy dzień pobytu Żyda w Auschwitz (także takiego, który nie był więziony, ale miał zakaz przemieszczania się).

xxx

Mamy więc pewien problem: czy naród żydowski jest narodem w naszym rozumieniu, czyli takim, który poczuwa się do pewnej wspólnoty i ma podobny system wartości i moralności? Czy naród żydowski został wybrany do panowania nad innymi narodami, czy może raczej stanowi narzędzie w ręku tych, których William Bramley, w swojej książce Bogowie Edenu, nazywa Nadzorcami i to raczej oni panują, a Żydzi są tylko wykonawcami ich woli? Zostali oni, a raczej ich część, wybrani na egzekutorów i nie mieli problemów moralnych i etycznych, by w imię jakichś celów poświęcać część swojego narodu. – No właśnie! Czy swojego? A później bez skrupułów przerzucili odpowiedzialność za swoje postępowanie na inne narody. Z drugiej strony uległość ofiar i jakby pogodzenie się ze swoim losem też jest zastanawiająca. Czy jedni i drudzy należeli do tego samego narodu? A może to właśnie ci Nadzorcy byli tymi egzekutorami?

Naziści po wojnie uciekali do Ameryki Południowej, co jest faktem powszechnie znanym. Nie działo się to przypadkiem. Na przełomie XIX i XX wieku wiele niemieckich firm tworzyło swoje filie na tym kontynencie i dzięki temu niemiecka społeczność rosła tam w siłę i była bardzo wpływowa. Echa tego dały jeszcze znać o sobie podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Meksyku w 1970 roku. W ćwierćfinale doszło do spotkania RFN – Anglia, czyli rewanżu za finał z 1966 roku, gdy Anglia pokonała Niemcy 3:2 po kontrowersyjnym golu uznanym przez sędziego liniowego ze Związku Radzieckiego, którym był Azer Tofik Bachramow. Geoff Hurst strzelił tak, że piłka trafiła w poprzeczkę, odbiła się od ziemi i wyszła w pole. Tofik Bachramow stwierdził, że piłka odbiła się za linią i na tej podstawie szwajcarski sędzia Gottfried Dienst uznał gola. Tylko dwa europejskie państwa nie transmitowały meczów z Meksyku: Albania i… Polska. Wtedy Anglia przegrała z Niemcami 3:2. Nie tak dawno temu udało mi się obejrzeć dwa skróty z tego meczu. Pierwszy z niemieckiej telewizji, w której pokazano to, co chcieli Niemcy zobaczyć, czyli wygraną Niemiec 3:2. Mecz w regulaminowym czasie zakończył się remisem 2:2. W dogrywce Niemcy strzelili trzecią bramkę. I na tym koniec niemieckiej wersji. Drugi skrót pochodził z włoskiej telewizji i tam pokazano to, co działo się dalej, po tym jak Niemcy strzelili trzecią bramkę. Anglicy wyrównali na 3:3, ale sędzia orzekł, że był spalony, choć go nie było i bramki nie uznał. Później w polu karnym, w sytuacji, gdy Anglik wychodził na pozycję sam na sam z bramkarzem, niemiecki obrońca skosił go. To był ewidentny rzut karny, którego sędzia nie podyktował. Skąd pochodził sędzia? Z… Argentyny!

Jednak nie wszyscy naziści uciekali do Ameryki Południowej. Byli tacy, którzy uciekali do… Palestyny. I może to początkowo oni, a obecnie ich dzieci i wnuki, rządzą Izraelem. A skoro tak, to może łatwiej zrozumieć powojenną politykę Izraela i to, co teraz dzieje się w strefie Gazy.

Baliński napisał, że Eichmann podczas procesu w Jerozolimie bronił się pokrętnie:

Dlaczego ja? Dlaczego nie miejscowi policjanci, których były tysiące? Zastrzelono by ich, gdyby odmówili wyłapania Żydów przeznaczonych do obozów zagłady. Dlaczego ich nie powiesić za to, że nie chcieli być rozstrzelani? Dlaczego ja? Każdy zabijał Żydów.

Czy to było pokrętne tłumaczenie? W moim odczuciu logiczne. „Zastrzelono by ich”. Kto? Zastanawia ta forma bezosobowa. Kto ich tak terroryzował, że mieli do wyboru: albo ja zabiję, albo mnie zabiją. Czy można w takiej sytuacji potępiać takie zachowanie? Instynkt samozachowawczy każdego człowieka nie pozostawia mu wyboru. „…gdyby odmówili wyłapania Żydów przeznaczonych do obozów zagłady.” Kto wyznaczył Żydów, których miano wywieźć do obozów? To była bardzo skomplikowana operacja, bo przecież zwożono ich z całej okupowanej Europy. Ktoś też zaopiekował się majątkiem wywiezionych:

…funkcjonariusze żydowscy sporządzą wykazy imienne wraz z informacjami o majątku, zagwarantują odzyskanie od deportowanych pieniędzy na pokrycie kosztów ich deportacji i eksterminacji, będą aktualizować rejestr opróżnionych mieszkań, zapewnią pomoc własnej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów, na koniec zaś – w ostatnim geście dobrej woli – przekażą nietknięte aktywa gminy żydowskiej do ostatecznej konfiskaty.

Komu te aktywa zostały przekazane? Tego nie wiemy, wiemy natomiast, że Żydzi domagają się od państwa polskiego rekompensaty za mienie pożydowskie, które ktoś wcześniej sobie przywłaszczył. – Perfidia doskonała. Widać więc, że problem z Żydami jest wielki, bo nawet nie wiemy czy tylko ich można obwiniać za to wszelkie zło, jakie dzieje się na świecie, czy może za nimi kryje się jeszcze ktoś inny.

Rewolucja 1905

Wiek XIX był najdłuższym wiekiem. Trwał on od wybuchu rewolucji francuskiej do początku I wojny światowej. Jego końcowy okres, od zakończenia wojny frnacusko-pruskiej w 1871 roku do wybuchu I wojny światowej, nazwany został przez Francuzów la belle époque (piękna epoka). Był on uważany w Europie za okres rozwoju, postępu i pokoju. W tym czasie wynaleziono m.in. telefon, radio, samochód, samolot. Życie stawało się łatwiejsze, a życie kulturalne również osiągnęło wysoki poziom. Powstał kabaret i kino, w sztuce panowała secesja (art nuveau) i impresjonizm. Panie nosiły wielkie kapelusze i długie suknie. Ówczesne społeczeństwa wierzyły w postęp i dobrobyt. Jednym słowem sielanka. I komu to przeszkadzało?

Nie wszędzie jednak wiek XIX był tak długi. W Królestwie Polskim i w zachodniej Rosji trwał on o 10 lat krócej. Wydarzenia, które wówczas miały miejsce na terenie Królestwa, sprowadziły naród polski do roli niechcianego, ale tolerowanego sąsiada. Było to ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej.

Rewolucja 1905 roku jest raczej mało znanym momentem w dziejach Polski. Podejrzewam, że większość tych, którzy interesują się historią, słyszała o niej, ale pewnie niewiele więcej. A było to bardzo ważne wydarzenie. W literaturze polskiej mamy dwie powieści poświęcone temu tematowi, mało znane, może nawet zapomniane. Nie przypadkiem tak się stało, bo są one bardzo niepoprawne politycznie. Przedstawiają tę rewolucję zupełnie inaczej, niż dzieje się to oficjalnie w ogólnie dostępnych źródłach. Te powieści to Wiry Henryka Sienkiewicza i Dzieci Bolesława Prusa. Na początek wypadałoby jednak zapoznać się z przekazem oficjalnym. Wikipedia tak m.in. pisze:

Królestwo Polskie w latach 1815-1915; źródło: Wikipedia.

Rewolucja 1905 roku w Królestwie Polskim – rewolucja 1905 roku na obszarze Królestwa Polskiego. Spontaniczne strajki i walki trwały w polskich ośrodkach przemysłowych oraz na wsi od 1905 do 1907.

Geneza

Napięta sytuacja w ośrodkach przemysłowych utrzymywała się od co najmniej 1904 na skutek pogarszających się warunków pracy i informacjach o serii kompromitujących niepowodzeń Rosji podczas wojny z Japonią. Największa organizacja socjalistyczna na ziemiach polskich, Polska Partia Socjalistyczna, powołała swą Organizację Bojową już w maju 1904. W Paryżu przedstawiciele polskiego ruchu robotniczego omawiali z rosyjskimi eserowcami oraz łotewskimi i gruzińskimi nacjonalistami możliwość wywołania ogólnorosyjskiego powstania. Druga, mniejsza partia robotnicza, Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy korzystała z pomocy doradców mienszewików i bolszewików. Eserowcy i Bund nasilili działalność na zachodzie kraju. Na początku 1904 Józef Piłsudski spotkał się z japońskim ambasadorem, usiłując przekonać go do wsparcia antycarskiego powstania w Kongresówce oraz powołania legionu polskiego w Japonii.

28 września 1904 w Białymstoku policja rozbiła demonstrację PPS. Żandarmi zaatakowali tłum próbując skonfiskować czerwony sztandar z hasłem „PPS: Precz z wojną i caratem! Niech żyje wolny polski lud!”. W odpowiedzi na atak, bojowcy PPS odpowiedzieli ostrzałem z rewolwerów, sześciu ludzi zginęło, a około setki robotników zostało aresztowanych. 13 listopada 1904 podobna manifestacja została rozpędzona na placu Grzybowskim w Warszawie. Sytuacja uległa zaostrzeniu na skutek informacji o „krwawej niedzieli” w Petersburgu z 22 stycznia 1905, upadku autorytetu cara Mikołaja II i wybuchu strajków w Rosji. W ciągu 1905 strajki zaczęły wybuchać w licznych zakładach przemysłowych na terenie zaboru rosyjskiego. Strajkom przewodziły Polska Partia Socjalistyczna i Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy. W tym samym miesiącu we wsi Pilaszków pod Łowiczem zebrali się potajemnie nauczyciele ze szkół elementarnych, którzy podjęli uchwałę o natychmiastowym wprowadzeniu do szkół wiejskich nauczania w języku polskim, którą to uchwałę zaczęli wprowadzać w życie, mimo rosyjskich represji.

Przebieg

28 stycznia PPS i SDKPiL wezwały do strajku, który objął ponad 400 tysięcy pracowników. Bezpośrednią reakcją na wydarzenia „krwawej niedzieli”, był trwający ponad trzy lata strajk szkolny. Od 1905 do 1906 w Kongresówce wybuchło ponad 6991 strajków, w których uczestniczyło 1,3 miliona pracowników. Wystąpienia robotników potępiła endecja, warszawska Gazeta Polska nawoływała do zdławienia socjalistycznej anarchii a liczba morderstw politycznych sięgnęła 40–50 tygodniowo. Przeciwnicy Romana Dmowskiego uważali że zawarł on tajne porozumienie z carem w celu zwalczania PPS. Działalność Narodowej Demokracji w okresie rewolucji doprowadziła do wzmożonej niechęci między Polakami i Żydami, apele Polskiej Partii Socjalistycznej o wspólną walkę z caratem, niezależnie od wyznania i narodowości stopniowo pozostawało bezskuteczne. Aby odwrócić uwagę od wystąpień pracowników, w Białymstoku 15 sierpnia 1905 siły carskie zorganizowały pogrom Żydów.

W odpowiedzi na represje nasiliły się starcia między Organizacją Bojową PPS a siłami carskimi. Bojowcy planowali zamachy na oberpolicmajstra Nolkena i generała Nowosilcowa. Rewolucjoniści prowadzili podziemną wojnę skierowaną w sieć agentów carskich infiltrujących polskie organizacje polityczne.

Skutki

Rewolucja przyniosła szereg pozytywnych zmian na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim. Pojawiła się możliwość tworzenia polskich instytucji i organizacji społecznych: polskiego szkolnictwa prywatnego (między innymi Polska Macierz Szkolna), ruchu spółdzielczego (między innymi Towarzystwo Kooperatystów); zelżała cenzura, wprowadzono wolność wyznania i dopuszczono używanie języka polskiego w urzędach gminnych. Efektem rewolucji 1905 roku był też rozłam w polskim ruchu socjalistycznym związany z różnicami w priorytetach poszczególnych działaczy. Dla starszych priorytetem była niepodległość Polski, dla młodszych prawa robotnicze. W efekcie Polska Partia Socjalistyczna podzieliła się na PPS Frakcja Rewolucyjna (Józef Piłsudski), której celem była przede wszystkim walka o niepodległość oraz PPS Lewica (Feliks Kon), której celem była przede wszystkim walka o prawa robotników. Doświadczenia z rewolucyjnej działalności Organizacji Bojowej PPS posłużyły do utworzenia w 1908 we Lwowie Związku Walki Czynnej.

x

Natomiast Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak m.in. pisze o tej rewolucji:

Rewolucja 1905-07 na ziemiach polskich miała swoje cechy szczególne, głównie związane z walką o zniesienie ucisku narodowego; znalazło to wyraz w takich formach walki, jak strajk szkolny, ruch gminny połączony z rekwizycją i paleniem dokumentacji znajdującej się w niszczonych urzędach gminnych i leśnictwach, bojkot carskiego aparatu administracyjnego, wysuwanie haseł walki o autonomię dla Polski, o wprowadzenie do urzędów języka polskiego.

Rozpoczęty 26 I 1905 przez robotników Woli w Warszawie strajk tzw. stycziowo-lutowy stał się pierwszym w Królestwie Polskim powszechnym strajkiem robotników, który skupił prawie całą (około 400 tys.) klasę robotniczą; jeszcze w styczniu do proletariatu przyłączyła się młodzież, rozpoczynając bojkot szkół rosyjskich; na wiosnę zastrajkowali również robotnicy rolni (około 700 folwarków, głównie w guberni lubelskiej i siedleckiej), przy czym dochodziło niekiedy do walk z wojskiem. Na wsi największe natężenie (2/3 gmin) przybrał ruch zmierzający do wprowadzenia języka polskiego w administracji gminnej. Walki rewolucyjne w mieście i na wsi wpłynęły na radykalizację inteligencji polskiej. Powstały wówczas postępowe instytucje naukowe i oświatowe.

W 1905 strajkowało 93% robotników przemysłowych, 1906 – 77%, 1907 – 48%. Na Królestwo Polskie, którego robotnicy stanowili 13,5% ogólnej liczby robotników przemysłowych imperium, przypadało 29% strajków w całym państwie oraz 28% ogółu strajkujących, zaś 1906 – odpowiednio – 47 i 45%. Szeroką działalność rozwinęły i przekształciły się w masowe partie socjalistyczne – PPS, SDKPiL i Bund; działał także III Proletariat, a na wsi, obok partii robotniczych, radykalna organizacja chłopska – Polski Związek Ludowy. Powstały i osiągnęły znaczne wpływy wśród mas związki zawodowe. Mimo tych sukcesów brak było jednak koordynacji wystąpień robotniczych i chłopskich, dawało się odczuć rozbicie organizacyjne tak wśród proletariatu, jak i chłopstwa. Istotną przyczyną niepowodzenia rewolucji była też obecność na ziemiach polskich licznej armii carskiej. W walce z rewolucyjnym ruchem robotniczym współdziałały niejednokrotnie z władzami carskimi Narodowa Demokracja i inne nacjonalistyczne organizacje burżuazji polskiej i hierarchii kościelnej. Jednakże częściowe zdobycze – jak wprowadzenie języka polskiego do rządowych szkół elementarnych, szkół prywatnych i zniesienie cenzury prewencyjnej – umożliwiły pełniejszy rozwój ekonomiczny, społeczny i kulturalny narodu, ożywiły walkę o wyzwolenie narodowe i społeczne.

x

Powieść Wiry wydała Oficyna Wydawnicza Graf, Gdańsk 1990. Jest to skromne wydanie, miękka okładka, brak informacji o nakładzie, ale pewnie niewielki. Posłowie napisał Władysław Zawistowski. Pisał w nim m.in.:

Powiedzmy więc od razu, że Wiry są reakcją Sienkiewicza na rewolucję 1905 roku (pierwsze wydanie zwarte – 1910), którą starzejący się noblista zdecydowanie potępiał lub której – jak chcą inni – nie rozumiał. Powstała w sytuacji dużego zapotrzebowania na jego literacki, ale i polityczny komentarz niedawnych wydarzeń. Zwłaszcza iż autor Potopu udzielał się, w poprzedzających latach, na polu politycznym właśnie (choć nie jako działacz), dawał się kokietować endecji, która chciała go zrobić posłem do Dumy i uważała za kogoś w rodzaju patrona. Przyznawały się również do Sienkiewicza i inne nurty polityczne, lecz on – zachował niezależność artystyczną i intelektualną, czego najlepszym dowodem mogą być właśnie Wiry. Powieść nie przyniosła bowiem Sienkiewiczowi uznania ze strony żadnego ze zwalczających się stronnictw. Autor Quo vadis ustawił się ponad ich sporami; potępił rewolucję ale również – wszelką ugodę z caratem, a ośrodkiem swej dyskursywnej refleksji uczynił nie którąś ze sprzecznych ideologii, lecz odwieczny problem sprzeczności dążeń (i praw) jednostki, klasy i narodu.

Wiry wydano w roku 1951 jako XXXV i XXXVI tom Pism zbiorowych (PIW), ale nie oznaczało to automatycznej obecności książki w księgarniach i bibliotekach. Wystarczy wspomnieć, iż książka ta ukazała się w nakładzie 3,5 tys. egzemplarzy i to w czasie, gdy Krzyżaków wydano w 200, a Listy z podróży do Ameryki w 374 tysiącach egzemplarzy!

Są więc do dziś Wiry powieścią nieobecną, białą plamą właśnie i obecne wydanie na pierwodruku z roku 1910 (jedyne pełne wydanie za życia autora, które ukazało się w Warszawie nakładem Gebethnera i Wolffa), starannie jednak przejrzanym i porównanym z edycją Krzyżanowskiego. (…)

Oddajemy Wiry do rąk czytelników z głębokim przekonaniem, iż wszystkie kontrowersje, które i dziś mogą powstać wokół tej powieści, wszystkie dyskusje, zachwyty i abominacje muszą mieć za swe źródło – powszechnie dostępny tekst. Henryk Sienkiewicz jest pisarzem na tyle ważnym, by nawet skromniejsze jego utwory stale były obecne na rynku księgarskim. A niezależnie od wszystkiego: to naprawdę niezwykle ciekawa książka!

Poniżej kilka fragmentów z tej powieści:

Ekonom z Rzęślewa powiada, że tam pojawiły się jakieś nieznane figury, podobno z Warszawy, i rządzą się jak szare gęsi po niebie. Wydają rozkazy, zwołują chłopów, burzą ich, przyrzekają im grunta, każą nawet zajmować inwentarze i obiecują, że w całej Polsce wkrótce tak będzie, jak w Rzęślewie…

Twierdzisz pan zatem, że wy w imię Polski połączyliście się z młodą i potężną ideą, przez co wpuściliście w jej żyły młodą krew. A ja odpowiem, że sama idea, jakakolwiek ona jest – tak zwyrodniała w waszych umysłach, że przestała być społeczną ideą, a stała się społeczną chorobą. Zaszczepiliście Polsce chorobę i nic więcej. Nowy polski gmach trzeba budować z cegieł i kamienia – nie z dynamitu i bomb. A w was nie ma ni cegieł, ni kamienia. Wy jesteście tylko krzykiem nienawiści. Porzuciliście starą Ewangelię, a nie umiecie stworzyć nowej, wskutek czego nie ma w was zadatków życia. Imię wasze jest Błąd – i dlatego wypadkowa waszych działań będzie zawsze przeciwna waszym założeniom. Bo przeciągnąwszy strunę strajkową nie doprowadzicie ludu do czego innego, jak do słabości i nędzy, a ze słabych nędzarzy nie potraficie zbudować silnej Polski. To przecie oczywiste. A przy tym na jednej i tej samej głowie nie można nosić dwóch czapek, chyba że jedna będzie pod spodem? Czy wasz socjalizm jest tylko środkiem do zbudowania Polski, czy wasza Polska jest tylko przynętą i hasłem, które ma przyciągnąć do waszego obozu lud? Socjalistom, którzy zwą się socjalistami bez dodatków i nie twierdzą, że są w jednej osobie rybą i rakiem, muszę przyznać, że są logiczniejsi. Ale wy łudzicie sami siebie. Naprawdę jest tak, że wy, choćbyście chcieli uczynić coś polskiego, to nie zdołacie, albowiem w was samych nie ma nic polskiego. Szkoła, którąście przeszli, nie odjęła wam, bo nie mogła, odjąć, języka, ale urobiła wasze umysły i dusze w ten sposób, że jesteście nie Polakami, lecz Rosjanami nienawidzącymi Rosji. Jak na tym wyjdzie Polska i Rosja, to inna rzecz, ale tak jest. Wam się w tej chwili zdaje, że robicie rewolucję, a to jest tylko małpa rewolucji – i w dodatku obcej. Wy jesteście złym kwiatem obcego ducha. Dość wziąć wasze dzienniki, waszych pisarzy, poetów i krytyków! Cały ich aparat umysłowy jest obcy. Prawdziwy ich cel, to nawet nie socjalizm i nie proletariat, ale zniszczenie. W ręku żagiew, a na dnie duszy beznadziejność i wielkie nihil! A przecież wiadomo skąd to rodem. Galicyjski socjalizm to także nie Apollo Belwederski, ale jednak ma już inne rysy i mniej szerokie kości policzkowe. Nie ma w nim tej wścieklizny, lecz nie ma i tej rozpaczy, i tego smutku, które są tak przeciwne kulturze łacińskiej. Wy jesteście jak owoc, z jednej strony zielony, z drugiej gnijący. Wy jesteście chorzy. Tą chorobą tłumaczy się ten bezgraniczny brak logiki, polegający na tym, że krzycząc przeciw wojnom robicie wojnę, krzycząc przeciw sądom wojennym skazujecie bez żadnych sądów; krzycząc przeciw karze śmierci, wtykacie ludziom w ręce browningi, mówicie: „zabij!” Tą także chorobą tłumaczą się wasze szalone porywy i wasza zupełna obojętność na to, co dalej będzie, jak również na los tych nieszczęsnych ludzi, z których robicie swe narzędzia. Niech mordują, niech ograbiają kasy, a czy potem zawisną na stryczku, czy staną się łajdakami – mniejsza wam o to. Wasze nihil pozwala wam pluć na krew i na etykę. Wy otwieracie na rozcież drzwi nawet znanym łajdakom i pozwalacie im reprezentować nie własne łajdactwo, ale waszą ideę. Wy, ogólnie mówiąc, nosicie w sobie zatratę i Polskę łączycie z zatratą. W waszej partii są niechybnie ludzie poświęcenia i dobrej wiary, ale ślepi, którzy w swej ślepocie służą komu innemu, niż myślą.

Powiadał mi służący, że jutro od rana, z rozkazu partii, strajk dorożkarzy. Służba męska jest w całym mieście sterroryzowana i słowa: „z partii” otwierają wszędzie drzwi, jak najlepszy wytrych.

Dawniej marsz Dąbrowskiego był hasłem dla stu tysięcy ludzi, dziś jest nim dla dziesięciu milionów. Błogosławiony folklor.

U nas są tylko wiry… I to nie wiry na toni wodnej, gdzie poniżej jest głębia spokojna, ale wiry z piasku. Teraz wicher dmie od Wschodu i jałowy piasek zasypuje naszą tradycję, naszą cywilizacje, naszą kulturę, a żyć mogą tylko szakale.

x

Powieść Dzieci Bolesława Prusa ukazała się w 1908 roku. W 2002 roku wydało ją wydawnictwo Akant Ltd. Jest to bardzo ładne wydanie w twardej okładce. Jednak wydawca nie zaopatrzył go w żadną przedmowę czy posłowie. Pozostaje mi więc jedynie zacytować pewne fragmenty.

Mój stryj ciągle powtarza, że nie jest to rewolucja, tylko gnicie. Zamiast bitew - morderstwa; zamiast zdobywania sztandarów - rabunek kas... gdyby to wreszcie kasy rządowe czy bankowe! Ale oni ograbiają ludzi prywatnych, zabierają po kilkanaście rubli.

W 1794 roku w 1812 i 1831 o wolność walczyła armia i to z wrogiem zewnętrznym. Ale o żadnych sztyletnikach i brauningistach, o żadnym wywłaszczeniu nie słyszano... W 1863 już nie było armii, tylko partyzantka, i zaczęli pokazywać się sztyletnicy, których... pamiętasz?... nie przyjmowaliśmy do oddziałów... A dziś co? Armii nie ma, nawet partyzantów... Za to mamy sztyletników, brauningistów, napaści na kasy i domy, mordownie się rozmaitych partyj... Czy to nie skandal?

I coraz częściej przychodziły mu na myśl niedawne słowa Dębowskiego, że obecny zamęt nie jest rewolucją i nie może wywołać dobrych następstw politycznych. A niekiedy przypominał sobie nawet gniewne wybuchy stryja, który na wiele lat przed dzisiejszymi ruchami głosił, że rewolucje mogą wyhodować tylko zbrodnie i zbrodniarzy.
Pewnego dnia przyjechał sekretarz dyrektora Hut Żelaznych i przywitawszy się z paniami, poprosił Kazimierza o rozmowę w ważnej sprawie. Gość był zirytowany i wyglądał mizernie.
- Niech pan to z łaski swojej przeczyta - rzekł podając Świrskiemu niewielką kartkę papieru.
Był to wyrok śmierci dla sekretarza; zapowiedziano mu, że zginie w ciągu najbliższych kilku dni.
- Takie przysmaki dostaliśmy wszyscy - mówił przybyły. - Ma być jeszcze zabity dyrektor, jego pomocnik, kasjer, buchalter, wszyscy inżynierowie i paru najlepszych majstrów.
- Niech pan przynajmniej powie: co mamy robić?... Do kogo udać się po radę? Wyjechać z fabryki niepodobna; nazwaliby nas tchórzami, co podkopałoby wszelką karność, a nawet mogłoby spowodować popsucie maszyn... Odwołać się do policji i wymienić tych, na których mamy całkiem uzasadnione podejrzenia, także nie można... Nazwano by nas szpiegami... Bronić się, nie wiem, czy potrafimy, gdyż panowie ci lubią napadać i mordować znienacka... Więc niby co nam pozostaje?
- Może by porozmawiać z najpoważniejszymi robotnikami, wreszcie... z tymi, których panowie podejrzewacie?... - wtrącił Świrski.
- To na nic!... Uczciwi robotnicy sami lękają się warchołów, sami otrzymują wyroki śmierci... A z tamtymi... Proszę pana, ja z nimi gadałem... choćby z naszym praktykantem, którego pan poznał w czasie Wigilii... I wie pan, jakie odniosłem wrażenie, nie tylko ja, ale my wszyscy "lokaje kapitalizmu", jak nas nazywają...
Odetchnął głęboko i po namyśle kończył:
- Mamy wrażenie, że poza naszymi warchołami i ewentualnymi zabójcami stoi ktoś inny, komu bardzo zależy na tym, ażeby w kraju upadł przemysł, rolnictwo, wszelki dobrobyt i ażeby stan wojenny trwał Bóg wie jak długo.
- Może władze fabryczne źle traktowały robotników, nie mówiąc już o wyzysku... - zapytał Świrski.
- Proszę pana - ciągnął sekretarz - zarząd fabryki nie tylko u nas dba o interesy akcjonariuszów, to samo jest wszędzie... Bywało źle... działy się niegodziwości... temu nie będę przeczył... Ale kiedy robotnicy pierwszy raz urządzili strajk, kiedy postawili żądania, aby im powiększyć płacę, zmniejszyć liczbę godzin pracy, urządzić łaźnię i ochronkę, opiekę na wypadek choroby, grzecznie traktować ich i tak dalej, i tak dalej, wszyscy począwszy od dyrektora, skończywszy na obecnym tu słudze pańskim - przyznaliśmy im rację i poparliśmy ich w radzie zarządzającej... Więcej panu powiem; w sekrecie zacieraliśmy ręce i szeptaliśmy między sobą; chwała Bogu, że nareszcie i w fabrykach skończą się obrzydliwe, pańszczyźniane stosunki.
- Tak, ruch ten zapowiadał się bardzo dobrze - wtrącił Świrski.
- A ciągnie się jak najgorzej - pochwycił sekretarz.
- Bardzo prędko przekonaliśmy się, że robotnikom, a raczej menerom (franc. przywódcy, organizatorzy - przyp. W.L.), nie chodzi o poprawę stosunków, ale o wywołanie zamętu... My pierwsze warunki robotników przyjęliśmy i gotowi byliśmy je wykonać, ale oni nie tylko zaczęli stawiać nowe, coraz niemożliwsze żądania, ale jeszcze pracowali niedbale, psuli materiały, kradli, zmuszali trzymać w fabrykach takie jednostki, które kwalifikują się w najlepszym razie do wyrzucenia, w najgorszym do kryminału... A gdy oświadczyliśmy, że dalszych ustępstw fabryka nie może robić, skazano nas na śmierć.
- Cóż oni na przykład panu zarzucają?... - spytał Świrski.
- Nigdy pan nie uwierzy!... - zawołał sekretarz. - Mam zginąć za to, że kiedyś cieszyłem się zaufaniem robotników, że zachęcałem ich do uczenia się, do zawiązywania stowarzyszeń... że wreszcie w ostatnich czasach wyjaśniłem robotnikom niepraktyczność ich postępowania... A prawda!... Parę razy odezwałem się, że niepolskie to ręce i niepolskie serca kierują ruchem, który może skończyć się ogólną nędzą i upadkiem naszego narodu na korzyść nie wiadomo czyją...

- Wie pan jaki jest stan kraju - rzekł Klemens półgłosem. - Czeladź miejska nie chce pracować, robotnicy mówią, że będą właścicielami fabryk, a po wsiach tułają się agitatorzy, którzy chcą wywołać bezrobocie na folwarkach i podmawiają chłopów, ażeby opanowali grunta dworskie. Pan rozumie, do czego to nas doprowadzi?...
- Myślę o tym od świąt... - szepnął Świrski.
- A także wiadomo panu - ciągnął Klemens - że ci, którzy przeciwdziałają podłej robocie nieznanych agitatorów, ci narażają się na śmierć... Sekretarz dyrekcji Hut Żelaznych... pan wie?
- Wiem, dlaczego został zamordowany... Struchlałem, kiedym się dowiedział o tej bezecnej zbrodni...

x

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce (1919) pisał:

Socjalizm wypowiedział wojnę wielkiemu kapitałowi, a zrujnował właściwie tylko drobny przemysł i pracę. Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że rewolucja zburzyła, zniszczyła, zamknęła w Królestwie Polskim około 2000 mniejszych zakładów przemysłowych (chrześcijańskich). Więc nie wielkich kapitalistów rozgromił socjalizm wojujący, jak zamierzał, bo ci, siedząc na ogromnych workach złota, drwili sobie z bezpiecznej zagranicy z jego browningów, bomb i strajków, lecz zniszczył i cofnął o kilkanaście, o kilkadziesiąt lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł i zubożył robotników i cały proletariat w ogóle.

W Królestwie nie wiedziano aż do roku 1910, kto prowadził rewolucję. Dowiedziano się dopiero po rewolucji, że na czele jej stali Żydzi, głównie litewscy (litwacy), że jej „dyktatorami” i instruktorami byli: Tyszka (nie tzw. Tyszko), Jackan, Żabotyński, Azef i ich pomocnicy. Ci „dyktatorzy”, instruktorzy i twórcy bojówki, udający międzynarodowych socjalistów, byli wrogami „gojów” i służyli tylko swoim współplemieńcom, czego dowiadujemy się od S. Frankiewicza, którego list umieściła „Myśl Niepodległa” Andrzeja Niemojewskiego w listopadzie 1910 roku:

„Znam fakty – opowiadał Frankiewicz w swoim liście – kiedy Żydzi w porachunkach z chrześcijanami uciekali się do swoich współplemieńców uczestniczących w „Komitecie” socjalistycznym i od nich uzyskiwali wyroki. Stwierdzono publicznie fakt, iż pewien Żyd w jednym z miasteczek, mając porachunki osobiste z chrześcijaninem i czując się pokrzywdzonym o… 2 ruble, uzyskał od „Komitetu”, w którym działali sami Żydzi, wyrok. A jaki wyrok! Dwaj litwacy z browningami… Skazany, widząc, że to nie przelewki, porzucił dom i wyjechał stamtąd na zawsze. Znam fakt, że gdy chrześcijanin w pewnej okolicy zakupił las na wyrąb, Żydzi handlujący lasami, uzyskali wyrok od „Komitetu”, aby materialnie zrujnować „goja” i bojówka osądzonemu konfiskowała pieniądze, truła konie, podpalała las, dopóki niefortunny handlarz nie odstąpił lasu Żydom za liche pieniądze”.

Dziwiono się w kraju, że policja czas pewien bezsilna wobec „konfiskat” i egzekucji rewolucyjnych, tropiła teraz i chwytała „towarzyszy” i bandytów. Bo znaczna część „towarzyszy” wsiąkła w policję, zasiliła kadry tajemniczych agentów (szpiegów), wydawała w ręce władzy carskiej swoich towarzyszy, wczorajszych „braci”.

Ubiegła rewolucja w Królestwie była rewolucją żydowską, mającą na celu utrwalić hegemonię Izraela nad Polską i zrealizować utopijny ideał Judeo-Polski, Syjon na gruzach Polski.

Żydostwo powstaje jako zwarta masa przeciwko narodowi, który w ciągu tylu wieków udzielał mu gościny i przytułku, sądząc, że w zamian za to zdobędzie względy gromiącej go Rosji. Lecz w tej sytuacji walka żydostwa z polskością, mimo poparcia rządu rosyjskiego zakończyłaby się rychło klęską żydostwa, gdyby ono dla swych dążeń nie znalazło punktu oparcia w samym społeczeństwie polskim. Warunkiem nieodzownym istnienia w Polsce jako odrębnej całości tak osobliwej grupy jak żydostwo, było rozerwanie przezeń społeczeństwa polskiego na dwie wrogie sobie części i przykucie jednej z nich – polskiego ludu pracującego – do swego dziejowego rydwanu, toczącego się ku nieznanym losom Izraela po trupie Polski.

Siła proletariatu polskiego miała zarazem służyć do wywarcia presji na rząd, by zdobyć na nim ustępstwa, których koszta poniesie Polska, a korzyści zagarnie żydostwo. Do tak niesłychanego eksperymentu dał się użyć socjalizm w Polsce.

xxx

Po tych dwóch cytatach nikogo już chyba nie powinno dziwić to, że obie książki są bardzo niewygodne, bo przedstawiają wydarzenia 1905 roku odmiennie od oficjalnej narracji. Nie powinno też nikogo dziwić to, że gdy w sierpniu 1914 roku Piłsudski ze swoją bandą wkroczył do Królestwa, to ludzie zatrzaskiwali okiennice. Wszyscy jeszcze bardzo dobrze pamiętali tamte wydarzenia.

Rewolucja 1905 roku była rewolucją powszechną. Objęła ona środowiska robotnicze, chłopskie, młodzież szkolną oraz wywarła wpływ na środowiska inteligencji polskiej. Zarysowały się trzy główne nurty polityczne: PPS, która wysuwała hasła niepodległościowe; SDKPiL, która ograniczała się do kwestii socjalnej robotników oraz endecja, która postulowała rozwój w ramach Imperium Rosyjskiego.

Doświadczenia z rewolucyjnej działalności Organizacji Bojowej PPS posłużyły do utworzenia w 1908 we Lwowie Związku Walki Czynnej. Organizacja Bojowa PPS to po prostu organizacja terrorystyczna, a jej członkowie to terroryści. Związek Walki Czynnej był podstawą do utworzenia Legionów, a te z kolei były bazą do powstania rządów sanacyjnych. Można więc powiedzieć, że od 1926 do 1939 roku II RP rządzili terroryści, a naczelnikiem tego karykaturalnego państwa był bandyta i terrorysta.

WEP pisze, że rewolucja 1905 roku miała swoje cechy szczególne i wymienia m.in. ruch gminny połączony z rekwizycją i paleniem dokumentacji znajdującej się w niszczonych urzędach gminnych i leśnictwach. To bardzo koresponduje z informacją zawartą w cytacie z Choińskiego: Żydzi handlujący lasami, uzyskali wyrok od „Komitetu”, aby materialnie zrujnować „goja” i bojówka osądzonemu konfiskowała pieniądze, truła konie, podpalała las, dopóki niefortunny handlarz nie odstąpił lasu Żydom za liche pieniądze. Zapewne chodziło o usuwanie jakichś danych personalnych i dokumentacji dotyczącej własności ziemskiej i lasów.

Warunkiem nieodzownym istnienia w Polsce jako odrębnej całości tak osobliwej grupy jak żydostwo, było rozerwanie przezeń społeczeństwa polskiego na dwie wrogie sobie części i przykucie jednej z nich – polskiego ludu pracującego – do swego dziejowego rydwanu, toczącego się ku nieznanym losom Izraela po trupie Polski. – Tak pisał Choiński. Jednak wydaje mi się, że nie do końca tak było, bo przecież szlachta w tamtym czasie była mocno zażydzona. Ta uwaga skłoniła mnie do pewnej refleksji. Zastanawiałem się często, jaki był powód powstania unii lubelskiej i stworzenie takiego dziwacznego państwa. Otóż chodziło o takie państwo, w którym będą współistnieć dwie wrogie sobie części, społeczności. Łączenie katolicyzmu z prawosławiem, to jak łączenie wody z ogniem. Faktem jest, że Żydzi są obecni w Polsce od tysiąca lat, ale faktem też jest, że dopiero po unii lubelskiej nastąpił ich masowy napływ w XVI, XVII i XVIII wieku. Takie państwo mogli sobie podporządkować, bez końca skłócać obie obce sobie społeczności. I z tego też powodu po I wojnie światowej powstało odrodzone państwo, w kształcie podobnym do I RP. I również z tego powodu po II wojnie światowej przesiedlano na tzw. Ziemie Odzyskane w większości mniejszości kresowe, po to właśnie, by stworzyć te dwie wrogie sobie społeczności. Taki stan gwarantuje im absolutną dominację. I dlatego też jest taki nacisk propagandowy na akcentowanie, że polskość to język i wiara katolicka. Jedno i drugie łatwo zaadoptować. W takiej sytuacji przeciętny człowiek jest zdezorientowany, bo nie wie, kto jest Polakiem, a kto go tylko udaje.

Rewolucja 1905 roku, pod przykrywką patriotyzmu, zniszczyła dorobek tego pokolenia Polaków, którzy po powstaniu styczniowym stali się bardziej pragmatyczni. Zostali oni zmarginalizowani i w nowym państwie ich dzieci i wnuki niewiele już znaczyły. Retoryka Żydów praktycznie nie zmieniła się. Wyrosły nowe pokolenia, które, podobnie jak te z 1905 roku, nabierają się na fałszywy patriotyzm. Nabierają się, bo mają wypaczony obraz historii, a może nie mają żadnego, bo nie chcą. Gdy dziś patrzę na te obecne strajki, to mrowie biało-czerwonych flag, akcentowanie przywiązania do wiary katolickiej – to nie mam najmniejszej wątpliwości, kto jest ich organizatorem.

Pieniądz

Ostatnio jeden z komentujących podesłał mi link do książki Bogowie Edenu Williama Bramley’a. Jest w niej mowa o tym, jak różne bractwa i tajne stowarzyszenia wpływały na bieg dziejów. Sugeruje on również, w oparciu o przytaczane dowody, że ci Nadzorcy, jak ich nazywa, wykonują polecenia istot pozaziemskich. Jestem w trakcie lektury tej książki, ale z ciekawości zajrzałem do rozdziału o pieniądzach, bo uważam je za diabelski wynalazek. Może nie tyle same pieniądze, co inflację, która jest narzędziem do okradania ludzi z ich pracy. Bramley m.in. tak pisał:

„Opisany wyżej inflacyjny papierowy pieniądz stał się nową „wiedzą” wprowadzoną przez rewolucjonistów spod znaku Bractwa. Najwcześniejsza wersja tego systemu została wprowadzona w Holandii w roku 1609, kiedy to Holendrzy i Hiszpanie zawarli rozejm kończący Wojnę Osiemdziesięcioletnią. W wyniku rozejmu utworzono niepodległą Republikę Holenderską i jeszcze w tym samym roku założono oficjalnie Bank Amsterdamski.

Będąc prywatną własnością rozwinął on działalność opartą na wyżej opisanym systemie inflacyjnego pieniądza papierowego. Kierowała nim grupa finansistów, którzy połączyli swoje zasoby metali szlachetnych w celu stworzenia podstawowych aktywów banku. Na mocy wcześniej zawartego porozumienia z holenderskim rządem bank ten pomógł siłom holenderskim w zakończeniu wojny z Hiszpanią poprzez puszczenie w obieg czterokrotnie większej ilości pieniędzy niż wartość jego podstawowych aktywów. Dzięki tym „skredytowanym w 3/4 niczym” pieniądzom holenderskie magistraty mogły finansować konflikt. W tym miejscu ujawnia się główny celu tworzenia inflacyjnego pieniądza papierowego, którym jest umożliwienie narodom prowadzenia wojen i ich przedłużania. Ponadto utrudnia on ludziom wysiłki związane z utrzymaniem własnej egzystencji w warunkach nowoczesnej ekonomii z powodu masowego zadłużenia i pasożytniczego przejmowania dóbr wywoływanego przez ten system. Co więcej, stała inflacja zmniejsza wartość pieniędzy znajdujących się w posiadaniu ludzi, dzięki czemu wartość zgromadzonych przez nich dóbr stopniowo maleje. Dzięki systemowi papierowego pieniądza cele Nadzorców wyrażone w opowieściach o Raju i Wieży Babel zostały znacznie rozszerzone.”

Jednak inflacja pojawiła się znacznie wcześniej. Paul Herrmann w książce Siódma minęłaósma przemija (PIW, 1967) pisze:

„Wreszcie następuje to, co musi nastąpić, gdy wydaje się więcej niż się zarabia: bankructwo państwa. Doszło do tego około roku 300 po Chr., za panowania cesarza Dioklecjana. Człowiek prywatny ogłasza w takich razach upadłość, państwo radzi sobie w inny sposób. Skreśla swe zobowiązania przez rozpętanie inflacji. Tak właśnie zrobił Dioklecjan.

Posiadamy rozpaczliwe relacje ojców, których ciężko zarobione oszczędności, mające zapewnić egzystencję żonie i dzieciom, znikły niby dym na wietrze. Czytamy pełne zdumienia opisy, że kura, która niedawno kosztowała kilka drachm, podskoczyła nagle w cenie do trzydziestu tysięcy drachm, że na dom, który w 267 roku po Chr. był oszacowany na dwa tysiące drachm, można w 307 roku po Chr. uzyskać hipotekę w wysokości 3 800 000 drachm, itd. I podobnie jak Niemcy w miliardach marek, tak ludzie z okresu Dioklecjana liczyli w tysiącach i miliardach drachm.”

Jak widać, nie tylko papierowy pieniądz może być źródłem inflacji. Ci, którzy analizują temat pieniądza, nie stawiają jednak podstawowego pytania: kto go wymyślił? Stwierdzają tylko, że w pewnym momencie rozwój gospodarczy wymusił jego powstanie i w zasadzie do tego się ograniczają. Nawet Willem Middelkoop w książce Wielki reset; Walki ze złotem i koniec systemu finansowego (Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2016) ogranicza się do stwierdzenia:

„Od 700 roku przed Chrystusem ludzie z niemal wszystkich kultur – Majowie, Inkowie, Egipcjanie, Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy, Osmanowie i Arabowie – uważali złoto i srebro za cenne środki wymiany. Z powodu ich szczególnych własności, czyli rzadkości i atrakcyjności, te cenne kruszce na tysiące lat ukształtowały podstawę systemów pieniężnych na całym świecie.”

Dlaczego dalej nie poszedł tym tropem? Jak to się stało, że w tym samym czasie prawie wszystkie kultury uznały oba metale za wygodny środek wymiany? Może było tak, że to ktoś odgórnie podjął taką decyzję. W takim wypadku wypadałoby sobie zadać kolejne pytanie: kto? Być może jest ono zbyt niebezpieczne. Pozostają więc domysły i próba wyciągnięcia wniosków z tych informacji, którymi dysponujemy.

W tym miejscu ujawnia się główny celu tworzenia inflacyjnego pieniądza papierowego, którym jest umożliwienie narodom prowadzenia wojen i ich przedłużania. Tak pisze William Bramley. Czy rzeczywiście tak jest, że do prowadzenia wojen niezbędny jest pieniądz inflacyjny. Gdy się spojrzy na hiperinflację w Niemczech w 1923 roku i na Węgrzech w 1946 roku, to łatwo zauważyć, że powstały one po wojnach. W Polsce była wielka inflacja po stanie wojennym w 1982 roku. Natomiast inflacja z lat 1989 i 1990 nie powstała po wojnie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że inflacja czy hiperinflacja nie pojawia się w czasie wojny. Dowodu nie trzeba daleko szukać. Mamy wojnę na Ukrainie, w którą zaangażowana jest Polska i na potęgę się zadłuża, a złotówka ma się dobrze. Jest to nawet logiczne, bo kto chciałby walczyć za pieniądze nic nie warte. Jakkolwiek paradoksalnie by to zabrzmiało, to wojny wymagają stabilnej sytuacji gospodarczej i finansowej. Dopiero po ich zakończeniu można dokonywać eksperymentów.

Bardzo wysoka inflacja czy hiperinflacja pojawia się wtedy, gdy masowo drukowany czy kreowany elektronicznie pieniądz, trafia do rąk mas. Gdy trafia tylko w określone miejsca, tak jak to jest w wypadku firm związanych z przemysłem zbrojeniowym, to jej nie ma. Tak jest obecnie. Wszystko więc zależy od tych, którzy te mechanizmy uruchamiają. Oni mogą wszystko. Mogą skierować strumień pustego pieniądza do wybranych odbiorców, albo mogą rozdać go wszystkim. Nic tu nie dzieje się przypadkiem i nie są to procesy, które dokonują się niezależnie od woli ludzi, a może raczej tych, którzy podporządkowali ich sobie.

W blogu Pieniądze pisałem:

„Żydzi rządzą pieniądzem od bardzo dawna, ale przed nimi byli Fenicjanie i to prawdopodobnie od nich wiele się nauczyli. Wmówili wszystkim, że rozwój może następować, gdy na rynku jest coraz więcej pieniędzy, a kredyt musi być oprocentowany. A dlaczego nie może być rozwoju, gdy ilość pieniądza jest stała? Gdy ilość pieniądza jest stała, a następuje rozwój, czyli pojawia się na rynku więcej dóbr i usług, to pieniądz zyskuje na wartości. Zysk oszczędzającego polegałby nie na dopisaniu mu odsetek, tylko na tym, że po jakimś czasie za te same pieniądze mógłby nabyć więcej dóbr i usług. Ryzyko kredytobiorcy polegałoby na tym, że w momencie spłaty kredytu ta sama nominalnie ilość pieniędzy miałaby znacznie większą moc nabywczą niż w momencie jego zaciągnięcia. Rola banku sprowadzałaby się do pośrednictwa pomiędzy oszczędzającymi, a kredytobiorcami. I mógłby on tylko pożyczyć pieniądze tych, którzy je tam wcześniej zdeponowali. Nie byłoby żadnej giełdy, żadnych funduszy inwestycyjnych i temu podobnych wynalazków. Po co? Pieniądz zyskiwałby na wartości w miarę rozwoju i upływu czasu. Wszystko byłoby odwrotnie niż teraz. A czy w takiej sytuacji możliwe byłyby jakieś wojny i konflikty zbrojne?”

W powyższym cytacie wspomniałem o giełdzie, to może warto poznać mechanizm jej działania. W sposób bardzo prosty i obrazowy opisał to Bolesław Prus w powieści Emancypantki (PIW, 1957):

„Niech pani wyobrazi sobie, że mój pryncypał, dzięki stosunkom z zagranicą, no i telegramom, na kilkanaście albo i na kilkadziesiąt godzin wcześniej niźli reszta śmiertelników wie o spadaniu lub wznoszeniu się rozmaitych wartości pieniężnych. To pozwala mu kupować z zyskiem jedne papiery i sprzedawać z zyskiem, a przynajmniej bez straty, inne rozmaitym biedakom czy naiwnym, którzy nie otrzymują depesz z zagranicy.

Niech pani doda, że w specjalnej kancelarii mego pryncypała roją się jak muchy w jatce: lichwiarze, kupcy zbożowi, leśni, okowiciani, cukrowi i mnóstwo niewyraźnych figur, między którymi nie brak nawet pana Zgierskiego. Wszyscy ci ludzie działający niby to samoistnie i na własny rachunek są tylko agentami naszego banku. Tam dostają instrukcje, według których kupują i sprzedają zboże, wełnę, domy, place, sumy spadkowe – wszystko, co pani chce. Nie zdziwiłbym się, gdyby w naszym biurze sprzedawano nawet kobiety do tureckich haremów albo niewolników południowo-amerykańskim plantatorom.

U nas wszystko: kupione, sprzedane, wynajęte czy pożyczone, musi przynosić zysk, i to nie byle jaki…

W tym miejscu opowiadania pan Kazimierz delikatnie ujął rękę Madzi zasłuchanej i zdumionej. – Ten bankier musi być zdolnym człowiekiem… – wtrąciła Madzia. – Więc ciągnie zysk ze swoich nadzwyczajnych zdolności…

Nie, pani, on wcale nie potrzebuje być zdolnym. On zarabia za to, że jego biuro jet zbiegowiskiem głupców, których kieszenie oporządzają łotry. To biuro jest podobne do lasu, do którego zwabia się zwierzynę, ześwistuje się gończe psy i zawiadamia myśliwych. Myśliwi strzelają zające i dudki, psy dostają ochłapy, a mój pryncypał pobiera myto – od zwierzyny za las, od myśliwych za polowanie, no i coś jeszcze oszczędzana ochłapach wydawanych gończym…”

Czym zatem jest pieniądz? Kto go wymyślił? Jaka jest jego natura? Czy jest tylko środkiem wymiany? Z tego, co powyżej, wynika, że jest czymś więcej. Jest instrumentem wykorzystywanym do manipulowania procesami gospodarczymi i do podporządkowywania ludzi. Dzięki niemu wywołuje się wojny, rewolucje społeczne, utrzymuje się terrorystów, wszelkiego rodzaju demagogów itp.

Więcej o inflacji w bogach Inflacja w Polsce, Hiperinflacja i Hiperinflacja c.d.

Księstwo Warszawskie c.d.

Ostatnio parę blogów poświęciłem epoce napoleońskiej, ale dopiero teraz zajrzałem do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970) i znalazłem tam ciekawą informację. Tak to już jest, że każde źródło podaje pewne informacje, a inne pomija. Wszystko zależy od tego, w jakim okresie powstało dane źródło i jaka opcja polityczna dominowała. Warto więc sięgać do wielu opracowań. WEP m.in. pisze tak:

Sytuacja gospodarcza Księstwa była wyjątkowo trudna; granice K.W. rozrywały organizm gospodarczy dorzecza Wisły i pozbawiały go połączenia z M. Bałtyckim. Wraz z rygorami systemu kontynentalnego (blokada kontynentalna) wpłynęło to na zmniejszenie eksportu zboża, szczególnie dotkliwe w pierwszych dwóch latach, i gwałtowny spadek cen, co z kolei pogłębiało trudności zadłużonego w czasach okupacji pruskiej ziemiaństwa. Zła koniunktura, zmuszając do szukania dróg wyjścia, stwarzała bodźce do intensyfikacji rolnictwa. Wyraziło się to przede wszystkim w stosowaniu nowych upraw (rośliny pastewne, polowa uprawa ziemniaka), w rozwoju hodowli, zwłaszcza owiec, oraz w rozbudowie przemysłu przetwórczego, browarnictwa i gorzelnictwa. Mimo to tworzyły się niebezpieczne dla równowagi gospodarczej nadwyżki zboża. Okres K.W. przyniósł przetasowanie fortun ziemskich; w rezultacie pojawiło się (zasadniczo już po upadku K.W.) nowego typu ziemiaństwo, bardziej związane z kapitałem miejskim i nowoczesną gospodarką. Protekcyjna polityka rządu K.W. stwarzała dobry klimat dla rozwoju przemysłu (sukiennictwo, hutnictwo, przetwórstwo). Brak kapitałów i przychylna atmosfera dla cudzoziemców ściągały do K.W. kapitał obcy, zwłaszcza niemiecki.W przemyśle sukienniczym wystąpiło zjawisko postępującej koncentracji – upadek drobnych warsztatów rzemieślniczych i rozwój większych. Kontakty handlowe uległy poważnej zmianie: zmniejszyły się obroty z Anglią (wywóz zboża i drewna, przywóz towarów kolonialnych); rozwijał się pomyślnie handel z Prusami i Rosją, dokąd wywożono sukno z Wielkopolski. Wyraźna poprawa bilansu handlowego K.W. wskazywała na tendencję stabilizacji gospodarczej, jakkolwiek zadłużenie skarbu było w dalszym ciągu bardzo duże, zarówno z tytułu długów zagranicznych (bajoński układ), jak i wewnętrznych. Niebezpiecznie obciążały budżet państwa koszty utrzymania dużej stosunkowo armii (początkowo 45 tys., 1812 – ok. 100 tys.).

K.W. formalnie niepodległe, podporządkowane było faktycznie interesom politycznym Napoleona, który kierował jego polityką zagraniczną (Księstwo nie miało nawet ministerstwa spraw zagranicznych) i ingerował w politykę wewnętrzną; oficjalnym reprezentantem Francji był rezydent, przebywający stale w Warszawie i posiadający prawo wszelkich interpelacji. W początkowym okresie stacjonował w Księstwie marszałek Davout, który był dowódcą wszystkich wojsk w Księstwie: francuskich, saskich i polskich, ponadto upoważniony był przez Napoleona do ingerowania we wszystkie dziedziny życia politycznego Księstwa.

W 1812 armia K.W. wzięła udział w wojnie z Rosją. Klęska Napoleona przekreśliła polityczny byt Księstwa. W styczniu 1813 roku wkroczyły wojska rosyjskie, w marcu 1813 Aleksander I powołał Radę Najwyższą Tymczasową Księstwa Warszawskiego. Stan taki trwał do chwili ogłoszenia Królestwa Polskiego (20 VI 1815).

x

O tym, co działo się po wkroczeniu wojsk rosyjskich do Księstwa, o czym WEP nie wspomina, Wikipedia tak pisze we fragmencie zatytułowanym Okupacja Księstwa:

“Po klęsce Napoleona w 1812 w Rosji, na terytorium Księstwa Warszawskiego wkroczyły wojska rosyjskie, kładąc praktycznie kres jego istnieniu. 18 marca 1813 Aleksander I powołał pięcioosobową Radę Najwyższą Tymczasową Księstwa Warszawskiego z prezesem Wasylem Łanskojem, której zadaniem było ściągnięcie z księstwa wysokiej kontrybucji na potrzeby armii rosyjskiej. W latach 1813–1814 Rosjanie pozyskali tą drogą 258 milionów złp. Prawnie Księstwo przestało istnieć w 1815 wskutek decyzji kongresu wiedeńskiego. Sprawa utrzymania samodzielnego Królestwa Polskiego stanęła na porządku dziennym kongresu z inicjatywy Anglii, która chciała jego odtworzenia. Odmienne plany – wchłonięcia Księstwa przez Rosję – miały Austria i Prusy. Do kompromisu doszło w 1814 roku przed powrotem Napoleona z Elby.”

Wygląda więc na to, że to biedne Księstwo najpierw finansowało utrzymanie armii napoleońskiej, która poszła na Moskwę, a później armii rosyjskiej, która poszła na zachód. Co jednak zaciekawiło mnie w tym cytacie z WEP? – To zdanie:

Okres K.W. przyniósł przetasowanie fortun ziemskich; w rezultacie pojawiło się (zasadniczo już po upadku K.W.) nowego typu ziemiaństwo, bardziej związane z kapitałem miejskim i nowoczesną gospodarką.

Te nowego typu ziemiaństwo, to po prostu Żydzi. I tu mamy wyjaśnienie, dlaczego w skład Księstwa Warszawskiego nie weszło Pomorze, które było w granicach I RP. Po to, by wywołać kryzys w rolnictwie, odciąć je od rynków zbytu w Anglii. A więc Rosji nie odcięto od tych rynków, a Księstwu – tak. To było przygotowanie do kolejnego etapu. O tym pisze Maria Dąbrowska w Rozdrożu. Studium na temat zagadnień wiejskich (1987):

Bo spójrzmy na wiek XIX. W jego pierwszym trzydziestoleciu powstał nowoczesny przemysł kapitalistyczny. Także i u nas – mianowicie za Królestwa Kongresowego. Wiemy, jakie zasługi położył minister skarbu Lubecki. (Wcześniej Dąbrowska pisała: Mianowicie na skutek fiskalnej polityki Lubeckiego, żądnej wyciągania zewsząd największych dochodów, bez uwagi na to, co przy tym dzieje się z ludźmi, zaczęto i tu stosować sławetne rugi, które za Księstwa dotykały tylko włościan prywatnych. Wyrzucano z gruntu każdego chłopa, nie przedstawiającego się jako dostatecznie zyskowna pozycja dla skarbu.) Wspomniany już Żabko-Potopowicz mówi też o wielkich zasługach ziemiaństwa. W roku 1816 wydane zostało postanowienie, obejmujące “przywileje dla cudzoziemców-przemysłowców w Królestwie osiedlających się”. W samej rzeczy sprowadzono wtedy wyłącznie obcych fabrykantów, “udzielono im wsparcia, zabezpieczono przez rząd akcje w zakładanych fabrykach”. W samym ostatnim pięcioleciu Królestwa Kongresowego “włożono w to 850 000 złp”. “Dzięki polityce rządowej – stwierdza tenże autor – w latach 1818-1828 przesiedliło się do Polski 250 000 obcych rzemieślników, przeważnie Niemców” […] Można to uważać, oczywiście, za politykę ziemiaństwa, gdyż i rząd i sejm były w owym czasie ziemiańskie. Czy jednak jest się czym w tej polityce tak bardzo chwalić? Czy za olbrzymie środki zużyte dla tych celów nie można było znaleźć lub dokształcić polskich fabrykantów, inżynierów, rzemieślników? Słyszę odpowiedź, że jednak okoliczności i warunki krajowe na to nie pozwalały. Lecz na okoliczności, na warunki mogą powoływać się tylko materialiści, a nie my, którzy wolę, świadomość, ideał chcemy uważać za kierowników życia. A jak wyglądała “działalność ziemian nad rozwojem przemysłu” poza akcją rządową? Według tegoż samego Żabko-Potopowicza “w pierwszych latach polityka przemysłowa rządu spotkała się z pewnym niezrozumieniem ze strony ogółu ziemiaństwa… i wywołała niezadowolenie”. Zapewne – wszak wymagała podatków. Dopiero później “zamożniejsi ziemianie sami zaczęli ściągać do kraju emigrację cudzoziemską […] w postaci fachowców i zakładać na własną rękę liczne przedsiębiorstwa na swym gruncie”. Przy czym, uląkłszy się widocznie nadmiaru ściąganych Niemców, zaczęto sprowadzać… Anglików (tak samo zresztą przeważnie rękami cudzoziemców powstał i tyle sławiony zbytkowny przemysł za Stanisława Augusta.).

W taki oto sposób, gdy po raz pierwszy od wieków otwarła się nowa dziedzina życia gospodarczego miast, zdobyto się jedynie na obsadzenie jej placówek obcym żywiołem.

x

WEP nie wspomniała o tym, jakie były koszty utrzymania armii rosyjskiej przez Księstwo, a Wikipedia – o tym, że Żydzi stawali się ziemianami. To, że Żydzi byli w większości polską szlachtą, a później ziemiaństwem, wpływało na wszelkie decyzje polityczne i gospodarcze Królestwa. Właściwie to od unii lubelskiej następuje, początkowo powolne, a później coraz bardziej intensywne, zasiedlanie ziem polskich przez obcych i to ze wszystkich stron. I pewnie dlatego ta polskość to nienormalność, choć zapewne ci, którzy głoszą to, mają co innego na myśli. Jeśli jednak uwzględnimy te wszystkie fale migracyjne, jakie dokonywały się na przestrzeni ostatnich trzech wieków, ich wielkość i intensywność, to nie ma w Europie bardziej wymieszanej populacji, niż ta zamieszkująca obecną Polskę. Nic więc dziwnego, że jesteśmy obecnie świadkami kolejnej fali. Polska dla wszystkich, tylko nie dla Polaków. Warto o tym pamiętać, bo to ma największy wpływ na scenę polityczną w Polsce i na to, że politycy “polscy” zachowują się tak, jak się zachowują. To samo dotyczy również wyborców.

Rok 1812

Napisałem już tyle różnych blogów, że sam się sobie dziwię, że zapomniałem o wojnie 1812 roku, która była przecież jedną z największych i najważniejszych w dziejach świata. Wypada więc bliżej przyjrzeć się jej. Spodziewałem dopatrzyć się w niej jakichś analogii do wojny Hitlera, ale poza ostrą zimą, która nie miała wpływu na samą kampanię, tylko na odwrót armii napoleońskiej, nie znalazłem ich. To znaczy, tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Rok 1812 był rokiem szczególnym, o czym nie omieszkał wspomnieć Adomas Mickevičius.

O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju!
Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju,
A żołnierz rokiem wojny; dotąd ludzie starzy
O tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy.
Z dawna byłeś niebieskim oznajmiony cudem
I poprzedzony głuchą wieścią między ludem;
Ogarnęło Litwinów serca z wiosny słońcem
Jakieś dziwne przeczucie, jak przed świata końcem.
Jakieś oczekiwanie tęskne i radosne.

Wikipedia tak pisze:

Inwazja na Rosję (1812) lub wojna 1812 roku – wojna I Cesarstwa Francuskiego i jego sojuszników z Imperium Rosyjskim trwająca od 24 czerwca do 25 grudnia 1812 roku. Celem inwazji Napoleona na Rosję było utrzymanie blokady kontynentalnej Wielkiej Brytanii, lecz wojna znacznie przyczyniła się do losu wojen napoleońskich i przyszłej klęski Wielkiej Armii. Oficjalnie została nazwana przez Napoleona drugą wojną polską (fr. la seconde guerre de la Pologne). W historiografii francuskiej znana jako kampania rosyjska (fr. campagne de Russie), a w rosyjskiej jako wojna ojczyźniana 1812 roku (ros. oтечественная война 1812 года).

Podłoże konfliktu

W 1812 roku Francja niepodzielnie panowała w zachodniej i środkowej Europie, ale wojna z Wielką Brytanią – szczególnie na Półwyspie Iberyjskim – trwała nadal. Najistotniejszym jej elementem była blokada wysp brytyjskich. Miała ona negatywne reperkusje dla wielu innych państw, również Rosji, rujnując jej handel zagraniczny. Cesarz Imperium Rosyjskiego Aleksander nie był też zadowolony z dominacji Cesarza Francuzów Napoleona I w Europie. Gdy latem 1810 roku Jean Baptiste Bernadotte, jeden z marszałków napoleońskich, zasiadł na tronie Szwecji, znajdującej się w strefie wpływów Rosji, Aleksander I kazał otworzyć porty rosyjskie dla statków neutralnych, w tym przewożących towary brytyjskie. W grudniu 1810 roku Rosja wystąpiła z systemu blokady kontynentalnej i nawiązała kontakty z opozycją antyfrancuską w państwach niemieckich. Sztab rosyjski opracował plan wojny ofensywnej. Na początku 1811 roku przedstawiono cesarzowi Aleksandrowi plan ataku na Gdańsk i Warszawę.

Napoleon I uważając, że wygrać z Wielką Brytanią może tylko na drodze jej blokady, powziął wówczas zamiar pobicia Rosji i zmuszenia jej do respektowania zobowiązań podjętych w Tylży. Zgromadził na terenach Prus Wschodnich i Księstwa Warszawskiego wielonarodową armię liczącą prawie 600 tys. żołnierzy (m.in. 300 tys. Francuzów, Włochów i Belgów, 180 tys. Niemców, 90 tys. Polaków) i 24 czerwca przekroczył z nią rzekę Niemen, rozpoczynając kampanię wojenną, którą nazwał „drugą wojną polską”.

Skutki

Wyprawa Napoleona I na Moskwę była początkiem końca jego dominacji w Europie. Wielka Armia, która w czerwcu 1812 roku liczyła ponad 400 tysięcy, zmalała do zaledwie 10% tej liczby. Napoleon stracił łącznie w Rosji ok. 580 tys. żołnierzy, z tego ok. 200 tys. zabitych, 180–190 tys. wziętych do niewoli, blisko 130 tys. dezerterów i ok. 50 tys., którzy przeszli na stronę wroga. Tych ostatnich w większości ukryli Rosjanie (chłopi, mieszczanie, szlachta). Z 47 tys. Gwardii Cesarskiej, która weszła do Rosji, po pół roku pozostało kilkuset. Napoleon stracił także 1200 armat.

Rosjanie stracili w kampanii ok. 210 tys. żołnierzy, z tego w szeregi armii powróciło ok. 40 tys. Straty korpusów walczących na pomocniczych kierunkach i w pospolitym ruszeniu to ok. 40 tys. żołnierzy.

x

W artykule Rok 1812: Napoleon idzie na Rosję na portalu HistMag m.in. czytamy:

Konflikt między Rosją i Francją zaczął się bez formalnego wypowiedzenia wojny, ale jego wybuch nie był zaskoczeniem dla ówcześnie żyjących. W latach 1808–1811 relacje między imperiami stawały się coraz bardziej napięte. Napoleoński system kontynentalny, do którego Aleksander zgodził się przystąpić na mocy pokoju tylżyckiego z 1807 roku, okazał się wielce niekorzystny dla gospodarki rosyjskiej. Rosja nadal była w przeważającej mierze krajem rolniczym, ogromnie uzależnionym od eksportu swych kluczowych surowców. Liczba manufaktur stopniowo rosła, ale baza przemysłowa Rosji pozostawała daleko w tyle za Wielką Brytanią i Francją. Eksportując własne zasoby, Cesarstwo Rosyjskie w znacznie większym stopniu niż na własnej marynarce handlowej polegało na usługach obcych armatorów, wśród których dominowali Brytyjczycy. W rezultacie system kontynentalny wywołał znaczne trudności gospodarcze na skutek zerwania handlu z Wielką Brytanią, której siłę nabywczą bardzo trudno było zastąpić. W 1802 roku, gdy obowiązywał pokój z Amiens, na 986 statków, które przybyły do rosyjskich portów w Petersburgu i Kronsztadzie, było aż 477 brytyjskich i tylko 5 francuskich.

Negatywne skutki systemu kontynentalnego dla Rosji zostały dodatkowo pogłębione przez jej wojny z Turcją i Szwecją, które jeszcze bardziej ograniczyły liczbę partnerów handlowych Petersburga. W portach rosyjskich zalegało mnóstwo towarów (ziarna, konopi, łoju, lnu, drewna, skór, bydła, żelaza itd.), których nie można było sprzedać. Ceny towarów eksportowych gwałtownie spadły, a towarów importowanych drastycznie wzrosły. Panująca w imperium carskim frustracja z powodu ograniczeń systemu kontynentalnego osiągnęła apogeum w 1810 roku, gdy Wielka Brytania zanotowała kiepskie zbiory, podczas gdy w Rosji był urodzaj. Napoleon zezwolił na eksport ziarna do Wielkiej Brytanii (i słono go opodatkował) z portów kontrolowanych przez Francuzów, jednak Rosja nie mogła sprzedać Brytyjczykom niczego, chociaż miała najniższe ceny na kontynencie. Rzecz jasna rosyjscy właściciele ziemscy byli wściekli z tego powodu.

Począwszy od 1810 roku rząd rosyjski podejmował kroki na rzecz ustabilizowania gospodarki, zmniejszając liczbę drukowanego pieniądza, podnosząc podatki, obcinając wydatki i ograniczając import towarów luksusowych (w większości pochodzących z Francji) za pomocą ceł zaporowych. Aleksander zgodził się również złagodzić restrykcje wobec statków pływających pod neutralną banderą, niezależnie od tego, jakiego pochodzenia towary przewoziły. Gdy obroty handlowe portów rosyjskich zaczęły ponownie rosnąć, Napoleon wściekał się, że „bandera hiszpańska, portugalska, amerykańska, szwedzka, a nawet francuska służy do maskowania handlu angielskiego. Wszystkie te statki są angielskie; są załadowane angielskimi towarami dla dobra angielskiego handlu”. Uważał, że gdyby tylko Rosja poważnie spróbowała ukrócić ten handel, Wielka Brytania w ciągu roku byłaby na kolanach. Zamiast tego jednak Aleksander wydał w 1811 roku nowe ukazy, które faktycznie oznaczały wyjście Rosji z systemu kontynentalnego.

Planując jakąkolwiek wojnę z Rosją, Napoleon zakładał zawsze, iż na obu skrzydłach frontu wesprą go Szwecja i Turcja, ostatecznie jednak nie zdołał do tego przekonać ani jednej, ani drugiej. Chociaż w Szwecji panował były marszałek napoleoński Bernadotte, w kwietniu 1812 roku kraj ten zawarł sojusz z Rosją. Na mocy traktatu petersburskiego Rosja i Szwecja obiecały sobie „zagwarantować bezpieczeństwo swoich posiadłości oraz niepodległość Północy, które są w równym stopniu zagrożone ambitnymi i drapieżnymi planami Francji”. Petersburg i Sztokholm uzgodniły, że utworzą połączone wojska, które wylądują na zajętym przez Francuzów Pomorzu Szwedzkim. Ponadto Rosja obiecała wesprzeć dążenia Szwecji do anektowania Norwegii, albo na drodze negocjacji z Danią, albo udzielając Szwedom pomocy wojskowej. Ów traktat miał bezpośrednie konsekwencje: zabezpieczył północne granice imperium carskiego i zwolnił wojska rosyjskie stacjonujące w Finlandii.

W dniach 23–24 czerwca 1812 roku Wielka Armia sforsowała graniczny Niemen. Zdając sobie sprawę z ogromnych rozmiarów imperium rosyjskiego, Napoleon planował jak najszybciej dopaść Rosjan. Wierzył, że zdoła zwyciężyć w ciągu trzech tygodni, staczając decydujące bitwy w regionach przygranicznych. W pierwszej fazie działań, po przekroczeniu Niemna, zamierzał okrążyć siły przeciwnika szerokim manewrem oskrzydlającym przez Wilno. Gdyby ta operacja się powiodła, mogła doprowadzić do klęski armii rosyjskich, jednak ani Napoleon nie zdołał oskrzydlić rosyjskiej 1. Armii Zachodniej, ani jego bratu Hieronimowi nie udało się związać walką 2. Armii Zachodniej. 28 czerwca Napoleon wkroczył do Wilna, gdzie polscy mieszkańcy zgotowali mu huczne powitanie. Cesarz Francuzów wiedział jednak, że jest za wcześnie na świętowanie.

Manewr wileński stanowił pierwszą dużą operację Napoleona w tej wojnie, ale pod względem strategicznym był jego porażką, która miała się okazać typowa dla działań wojennych w następnych dwóch i pół miesiąca. Obie rosyjskie armie unikały bezpośredniej konfrontacji z przeważającymi siłami przeciwnika, cofając się ciągle, co w końcu zaprowadziło je do wrót Smoleńska. W czasie odwrotu Rosjanie stosowali taktykę spalonej ziemi, niszcząc zapasy zaopatrzenia, które mogłyby posłużyć wrogowi. Piekący skwar i ulewne deszcze dodatkowo pokrzyżowały plany Napoleona, powodując nadspodziewanie wysokie straty w szeregach Wielkiej Armii. Do 1 lipca setki rozkładających się końskich trupów blokowały drogę z Kowna do Wilna.

xxx

Traktat czy pokój w Tylży to dwa porozumienia zawarte w 1807 roku przez Cesarstwo Francuskie z Imperium Rosyjskim i Królestwem Prus. Pierwszy traktat został podpisany 7 lipca, drugi – 9 lipca. Na mocy tego traktatu Imperium Rosyjskie przystąpiło do blokady kontynentalnej skierowanej przeciwko Wielkiej Brytanii. W wyniku drugiego traktatu powstało Księstwo Warszawskie i Wolne Miasto Gdańsk. Jednak, jak pisze Wikipedia, sprowokował on Brytyjczyków do podjęcia akcji przeciw Danii i przejęcia jej floty, by nie uczynił tego Napoleon. Do tego dochodzi jeszcze sojusz Szwecji z Rosją, zawarty w kwietniu 1812 roku. Tej Szwecji, w której rządził były marszałek Napoleona. I to są najważniejsze informacje. Żeby to zrozumieć, trzeba spojrzeć na poniższą mapę.

Europa w przededniu wojny 1812 roku; źródło: Wikipedia.

Być może objaśnienia nie są czytelne, więc wypada to uzupełnić. Napoleon zajął prawie całą Europę zachodnią i środkową. Jego sojusznikami w tej wojnie były Austria, Dania i Norwegia, która pozostawała do 1814 roku w unii personalnej z Danią. Żeby pokonać Rosję, a właściwie pogrążyć ją w głębokim kryzysie, co na jedno wychodzi, wystarczyło zablokować cieśniny duńskie. Blokada Kronsztadu, obecnie dzielnica Petersburga, była raczej niemożliwa, bo tam stacjonowała rosyjska flota wojenna. Więc, jakim to sposobem stało się, że Anglicy przejęli duńską flotę, skoro Dania była sojusznikiem Napoleona? Francja, jako mocarstwo kolonialne, posiadała własną flotę. Dlaczego jej nie wykorzystała? A może Dania była sojusznikiem tylko na papierze? Trudno to rozstrzygnąć. W każdym razie utrzymanie kontroli nad cieśninami duńskimi pozwoliło Anglikom kontrolować handel na Bałtyku, a tym samym kontynuować handel z Rosją. Blokada nie działała.

Jeśli tak się stało, a podejrzewam, że nie przypadkiem, to faktycznie jedynym rozwiązaniem była wojna lądowa. I tu rodzi się kolejna wątpliwość. Dlaczego Napoleon poszedł na Moskwę, skoro stolicą Imperium był Petersburg i poprzez to miasto i port przechodził cały import i eksport tego państwa. Odcięcie go od reszty kraju miałoby taki sam efekt, jak blokada cieśnin duńskich. Z Kowna do Petersburga (700 km) było o 200 km bliżej niż do Moskwy (900 km). Poza tym droga do Moskwy była trudna, bo często oficerom Napoleona brakowało map, a stan dróg był katastrofalny. Droga do Petersburga była łatwiejsza choćby z tego względu, że częściowo przebiegała przez teren bardziej rozwinięty gospodarczo i cywilizacyjnie, bo były to ziemie Zakonu Krzyżackiego. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że tę armię napoleońską z jednej strony chroniłoby wybrzeże Bałtyku. No i na koniec rzecz najważniejsza. Armia rosyjska nie mogłaby zastosować swojej taktyki, czyli spalonej ziemi, unikania walki i wciągania wojsk napoleońskich w niekończącą się przestrzeń. Nie mogłaby oddać Petersburga, tak jak oddała Moskwę.

Czy Bóg wojny dał się na to nabrać? No bo przecież rosyjska taktyka tak naprawdę polegała na odciągnięciu go od Petersburga. Nie sądzę. A skoro dał się wciągnąć w tę grę, to znaczy, że takie miał polecenie od swoich nieznanych przełożonych i że ta wojna była ustawką, tak jak i wszystkie inne, w których chodzi o zupełnie coś innego, niż się to oficjalnie głosi. O co w tej wojnie chodziło? Być może pewną wskazówkę podsuwa nam w swojej książce Królobójcy (1989) Wacław Gąsiorowski. Pisze on:

Pod gradem kul bonapartowych, pod uderzeniami napoleońskich bagnetów, w piekle okrzyków: „Vive l’empereur!”, w świetle łun pożarów Smoleńska, Moskwy i Lipska, w bohaterskiej ciszy zamilkłego pola Waterloo… były narodziny dekabrystów, a raczej ludzi idei, ludzi nie wiedzących, że się dekabrystami staną, że dekabrystami ich zwać będą.

Na biwakach armii rosyjskiej, u ogni obozowych gawędzono, wypominano dawne czasy, mówiono o ledwie co minionych, przyglądano się z bliska ockniętej kulturze Zachodu, rozprawiano, ścierano się, kształcono wzajem.

I żołnierz rosyjski, wychowany w półbarbarzyńskim rygorze mody Fryderyka, okuty dyscypliną knuta, batożony często, a policzkowany za lada niehumorem, trzymany na poziomie uczuć brytana nocnego, ten żołnierz, drwiący z całą głupotą z wariactwa Polaków, mrących za jakąś idiotyczną konstytucję, ten żołnierz zagadał.

Zagadał o Dantonie i Maracie, o Lafayecie i Waszyngtonie, o Palafoxie i o Moreau, o Robespierze, o Ludwikach, o Wellingtonie i Blücherze, o 18 brumaire’a i o Trzecim Maja, o Kościuszce, o śmierci Pawła, o Tugendbundzie i o Andreasie Hofferze, o „Gwieździe Wielkiego Wschodu” i o „Świątyni Słońca”, o 14 lipca, o angielskiej Charta Magna, o Napoleonie, o Cambronnie… o Carnocie…

I oto w głównej kwaterze drugiej armii rosyjskiej, tuż pod namiotem Wittgensteina, dwaj bracia Murawjow, dwaj sztabowcy, gwardziści, pankowie, rzucają pierwszą myśl związku tajnego, związku dobra, związku miłości ojczyzny i miłości ludu.

Murawjowom dość było wokół się obejrzeć, dość było rzec słowo, aby cały zastęp towarzyszów znaleźć. Nikt tu nikogo nie namawiał, nikt nikogo nie pouczał, nikt nic nie apostołował. Nowy sojusznik przychodził, łączył się i łącząc się, już jeno własne słyszał poglądy, własnych ideałów dźwięki, echa głosu własnej wiary.

Armia rosyjska wracała po latach wojen, a gdy wodzom jej zdawało się, że dźwiga jeno zrabowane złoto i kosztowności, gdy wodzowie ci słusznie aż wstydzić się musieli rabusiostwa swych „bohaterów”, wodzowie ci ani sobie wyobrażali, że ciż sami żołnierze dźwigają nadto zdobycz, której po wiek wieków już żadna rewizja tornistrów im nie odbierze, żadna moc nie wydrze… Armia rosyjska niosła wnukom swej ojczyzny pochodnię, niosła sztandar na całej tej ojczyzny życie.

x

Co by było, gdyby Napoleon zdobył Petersburg? Pewnie skończyłoby się to wielkim kryzysem ekonomicznym i rozpadem imperium carów. A na to nie mogli pozwolić ci, którzy kolonizowali Syberię, bo oni, podobnie jak hiszpańscy konkwistadorzy, byli w większości Żydami. Wówczas byli jeszcze za słabi i nie na tyle liczni, by przejąć kontrolę nad tym obszarem. Car był wtedy niezbędny. Potrzeba było czasu, by stworzyć sieć tajnych związków. I ta armia, która walczyła w Europie zachodniej, została wykorzystana jako nośnik i popularyzator nowych idei.

Wygląda na to, że Napoleon i Hitler byli tylko marionetkami, którzy wykonywali rozkazy swoich nieznanych przełożonych. W obu wypadkach Anglia była sojusznikiem. Za pierwszym razem – Rosji, za drugim razem – Związku Radzieckiego. Obaj próbowali podbić Anglię, co było nierealne, ale Hitler mógł upokorzyć Imperium, jednak nie skorzystał z rad admirała Raedera, który usiłował go przekonać, że, by pokonać Anglię, nie trzeba na nią napadać, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma możliwości przetransportowania armii na Wyspę. Uważał on, że wystarczy uderzyć w najczulszy punkt Imperium – Kanał Sueski, bo tam nie było wojsk angielskich. Hitler z tej rady nie skorzystał, a kiedy już zdecydował się, to było za późno. Nie zdecydował się na to we właściwym momencie, bo miał inne rozkazy i podobnie jak Napoleonowi nie wolno było pokonać Rosji, tak Hitlerowi nie wolno było pokonać Zawiązku Radzieckiego. W scenariuszu wielkich tego świata nie ma miejsca na upadek tego państwa, bez względu na to, jak ono się nazywa i jaki ma ustrój. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy rządowa propaganda próbuje nam wmówić, że Rosję można pokonać. NATO Rosji krzywdy nie zrobi. Wojna trwa już dwa lata i to Ukraina traci.

Polexit

Na stronie internetowej Myśli Polskiej znajduje się wywiad z Tomaszem Cukiernikiem Jedynym wyjściem jest Polexit. Autor przekonuje w nim, że po 20-tu latach pobytu w unii, bilans dla Polski jest bardzo niekorzystny. Wprawdzie twierdzi, że unia już w 2004 roku była biurokratycznym molochem, ale dopiero wprowadzenie Europejskiego Zielonego Ładu spowoduje, że zyski z członkostwa będą mniejsze niż korzyści. Poniżej fragment tego wywiadu:

Skąd, według pana, bierze się skrajny dogmatyzm Brukseli w kwestii tzw. zielonej rewolucji. Przecież już na pierwszy rzut oka jest to szaleństwo. Jeśli tak, to skąd ta determinacja?

Trzeba sobie zdać sprawę z faktu, że politycy, którzy są na świeczniku – i ci w Unii Europejskiej, i ci w krajach członkowskich – to zwykłe kukiełki. Robią to, co im suflują – poprzez lobbystów i korupcję – prawdziwi władcy. W mojej książce wyróżniłem cztery grupy, które naprawdę rządzą Unią Europejską. Po pierwsze, koncerny międzynarodowe, farmaceutyczne, chemiczne czy przemysłu spożywczego itd. Po drugie, międzynarodowe instytucje finansowe, które pod pretekstem walki z terroryzmem doprowadzają do coraz większej inwigilacji praworządnych obywateli czy do ograniczenia wolności dysponowania gotówką. Po trzecie, są to służby specjalne poważnych państw unijnych, jak Niemcy czy Francja, działające konkretnie na korzyść swoich krajów. Po czwarte, służby specjalne poważnych państw pozaunijnych, jak Rosja, USA, Chiny, Izrael, a nawet państwa arabskie. W efekcie wewnątrz Unii Europejskiej dochodzi do kotłowania się lobbystów z eurokratami – każdy przeciąga linę na swoją stronę i próbuje coś ugrać dla swoich mocodawców. Jesteśmy świadkami przepychanek i bezpardonowej walki pomiędzy tymi grupami interesu. Działania tych wszystkich sił przenikają się w unijnej polityce, a ponieważ ich interesy niejednokrotnie są sprzeczne, to często unijne regulacje również są ze sobą sprzeczne. Na przykład najpierw jednym przepisem zmusza się ludzi do instalacji pomp ciepła, a zaraz potem drugim przepisem chce się zakazać gazów fluorowanych, bez których pompa ciepła nie może działać. I tu nie chodzi o żaden dogmatyzm, tylko o grube interesy, takie jak handel dwutlenkiem węgla w atmosferze, które załatwiane są pod wygodnym pretekstem klimatyzmu, co udało się ludziom wmówić wieloletnią propagandą i ci w końcu w to uwierzyli.

Obecnie ok. 20 proc. Polaków byłoby skłonne uznać wyjście z UE za dobre dla Polski. Czy to dużo, czy mało?

Moim zdaniem to bardzo mało, ale jest to efekt tej właśnie wieloletniej propagandy wtłaczanej w mózgi ludzi dzień w dzień przez już jakieś 30 lat. Jeszcze w latach 90. przepaść w dobrobycie pomiędzy Europą Zachodnią a Polską była tak wielka, że niemal wszyscy chcieli, żeby i u nas było jak na Zachodzie. Propaganda przedreferendalna utwierdziła Polaków w przekonaniu, że wkrótce – za 10, a maksymalnie za 15 lat – po tym jak wejdziemy do Unii, będziemy tak bogaci jak oni. (…)

Natomiast odtrutką na te wszystkie „działania informacyjne” i inne kłamstwa ze strony polskich i unijnych polityków i urzędników oraz jej apologetów ma być kampania AkcjaEwakuacjaZeu, której celem jest doprowadzenie w ciągu pięciu lat do zmniejszenia poparcia Polaków dla Unii z ok. 80 proc. do nie więcej niż 50 proc. A moja książka daje konkretne argumenty, by móc przekonać niezdecydowanych do tego, że Unia Europejska prowadzi nas na skraj przepaści finansowej, odbierze nam wolność i jakiś tam dobrobyt, który sami wypracowaliśmy przez te trzy i pół dekady, które minęły od tzw. transformacji ustrojowej. (…)

Czy według pana zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego mogą być przełomowe, czy jest szansa na odsunięcie ekipy Ursuli von der Leyen i zmianę polityki Komisji Europejskiej? I co może się stać, jeśli do tego nie dojdzie?

Uważam, że wybory do Parlamentu Europejskiego nic zasadniczego nie zmienią. Tak jak powiedziałem, eurokraci są wyłącznie kukiełkami. Unia Europejska konsekwentnie i metodycznie idzie w kierunku budowy scentralizowanego superpaństwa i żadne wybory nie spowodują, że coś się w tej kwestii zmieni. Nie będzie Ursuli von der Leyen, to będzie inny Timmermans, Van Rompuy albo jeszcze ktoś inny, kto konsekwentnie będzie wdrażał tę samą politykę niemieckiego walca. Według wyliczeń francuskiego Institutu Rousseau na osiągnięcie tzw. neutralności klimatycznej Polska do 2050 roku ma marnować 13,6 proc. PKB rocznie. To 2,4 biliona euro, czyli ponad 10 bilionów złotych. Kwota ta jest niemal dziesięć razy wyższa niż wartość wszystkich unijnych dotacji dla Polski, które przez całe 20 lat wyniosły nieco ponad 1 bilion złotych! Polska nie może nie wdrażać Zielonego Ładu, a za nieposłuszeństwo w tej kwestii grożą olbrzymie kary finansowe od TSUE. Dlatego jeśli mielibyśmy przestać marnować gigantyczne zasoby na Europejski Zielony Ład, doprowadzając do likwidacji wielu firm, a całe rzesze Polaków do ubóstwa, o zamachu na naszą wolność nie wspominając, jedynym rozwiązaniem jest Polexit.

x

Coraz częściej pojawiają się głosy, że Polska powinna wyjść z unii. Problem polega na tym, że nikt nie mówi, co potem. Czy ma być ona wolnym elektronem pomiędzy unią a Rosją? Czy ma stać się państwem podległym Rosji? Czy może ma nastąpić odtworzenie I RP? Bez tych odpowiedzi taka propozycja jest niepoważna. Trzeba wiedzieć, czego się chce. Czy zatem ci wszyscy, którzy proponują takie rozwiązanie, nie mówiąc, co dalej, są tak głupi? Nie sądzę. Jakiś cel musi być. Trudno oczywiście przekonać ludzi do zmiany stosunku do unii w sytuacji, gdy wielu z nich już się przyzwyczaiło, że może pracować za granicą, jeździć po Europie bez wiz itp. Można jednak wprowadzić takie rozwiązania, jak Zielony Ład, które zniechęcą pewne grupy obywateli Polski, jak choćby rolników, którzy już dziś są nastawieni sceptycznie do unii. Można tak pogarszać sytuację ekonomiczną w kraju, że ludzie będą już mieli wszystkiego dość.

Ten sam schemat zastosowano w latach 80-tych, gdy sztucznie tworzono kryzys gospodarczy w PRL-u, by ludzi jak najbardziej zniechęcić do ustroju, w którym żyli. I w końcu uwierzyli oni, że socjalizm jest niereformowalny. Zrobiono to w całej Europie wschodniej. Problem jednak polegał na tym, o czym wówczas nikt nie wiedział, że jednak socjalizm był reformowalny, czego dowodem są Chiny.

Po co więc Polska ma wyjść z unii? Bo w ramach unii nie można połączyć Polski z Ukrainą, a właściwie części Polski z częścią Ukrainy, w sytuacji, gdy nie jest ona członkiem unii. Z drugiej strony przyłączenie tzw. Ziem Odzyskanych do Niemiec może nastąpić, bo one są w unii. Ktoś może mi w tym momencie zarzucić, że są to rojenia jakiegoś chorego umysłu. No cóż, może być w tym sporo racji, ale ja chyba mam coś na swoją obronę.

x

Wolfgang Münchau zamieścił 10 października 2021 roku na stronie internetowej Euro Intelligence artykuł Ultra Vires poświęcony orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego i dotyczącego niezgodności prawa unijnego z polską konstytucją. Ultra vires oznacza po angielsku przekraczać kompetencje, wykraczać poza cele określone w statucie. Jest też zwrot łaciński i oznacza ponad siły. Poniżej fragment tego artykułu:

Orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego nie były tak ekstremalne, jak to, co wydarzyło się w Polsce w zeszłym tygodniu. Ale lata antyeuropejskiej retoryki prawnej w Niemczech stworzyły podatny grunt dla secesjonistycznych decyzji prawnych gdzie indziej.

W swoim orzeczeniu z zeszłego tygodnia polski Trybunał Konstytucyjny wykroczył poza wszystko, co kiedykolwiek zrobił niemiecki trybunał konstytucyjny. Zadeklarował, że art. 1 Traktatu o Unii Europejskiej, klauzula ustanawiająca UE, jest niezgodna z niektórymi rozdziałami polskiej konstytucji. Ten sam argument padł odnośnie art. 19 TUE, który ustanawia TSUE. Gdyby to orzeczenie utrzymało się w mocy, stanowiłoby to legalny Polexit. Jeśli państwo członkowskie uważa, że traktaty UE naruszają jego konstytucję narodową, muszą albo zmienić konstytucję, nakłonić innych członków do wyrażenia zgody na zmianę traktatów, albo opuścić UE. UE mogłaby, gdyby chciała, nawet argumentować na gruncie prawa międzynarodowego, że orzeczenie to automatycznie unieważnia traktat akcesyjny Polski, a tym samym jej członkostwo w UE.

Niektóre z argumentów użytych podczas polskich rozpraw były prostymi kopiami argumentów niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Na przykład Karlsruhe spopularyzowało koncepcje prawne, takie jak ultra vires i zasada demokracji. Brzmią bardziej niewinnie niż są. Karlsruhe twierdzi, że suwerenność można przyznać, ale nie można się nią dzielić. Oznacza to, że TSUE nie może być arbitrem we własnej sprawie. Oznacza to również, że prawo UE nie jest nadrzędne wobec prawa krajowego na obszarach poza uzgodnionym obszarem i że to sądy krajowe decydują o dokładnej lokalizacji tego obszaru. Karlsruhe akceptuje jednak prymat prawa UE wewnątrz jej granic, podobnie jak jednolity rynek czy politykę handlową. Polityka fiskalna i obronna nie wchodzą w zakres tej kompetencji. Tak więc, jeśli chcesz unii fiskalnej lub armii europejskiej, nie możesz tego zrobić w ramach istniejącego traktatu. Kolejny poziom integracji europejskiej nastąpi dopiero, gdy państwa członkowskie zgodzą się na zmianę traktatów UE, a w przypadku Polski i Niemiec także konstytucji krajowej.

Polskie orzeczenie prawie na pewno zakończy się ustąpieniem Polski. Postrzegam Polexit jako możliwy, ale mało prawdopodobny wynik. Należy jednak pamiętać, że Brexit również zaczął się w ten sposób.

x

Już na podstawie tego krótkiego cytatu można zorientować się, na jak różne sposoby można interpretować orzeczenia polskiego i niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli zajdzie taka potrzeba, by Polska wyszła z unii, to podstawa prawna zawsze się znajdzie. Natomiast jeszcze większy cyrk może nastąpić wówczas, gdy dojdzie do referendum i okaże się, że większość będzie chciała wyjścia z unii i że decydujący głos będzie należał do Ukraińców, których jest coraz więcej w Polsce. Tych Ukraińców, którzy na majdanie w Kijowie tak chcieli do unii. No cóż, pewnie filozofom takie rzeczy nie śniły się, ale taka jest ta coraz bardziej paranoiczna rzeczywistość.

Hymn

26 marca piłkarska reprezentacja Polski, po wygranym meczu barażowym z Walią, awansowała do finałów mistrzostw Europy. Tak więc zapewne, tradycyjnie, będzie mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Niemniej jednak będzie to okazja do trzykrotnego odegrania Mazurka Dąbrowskiego. Warto więc może bliżej przyjrzeć się temu hymnowi, okolicznościom jego powstania i głównym postaciom tamtych wydarzeń. Informacje zawarte w tym blogu pochodzą z Wikipedii, która bardzo obszernie o tym pisze. Ja wybrałem tylko niewielkie fragmenty, które skłaniają do pewnych refleksji.

Mazurek Dąbrowskiego – polska pieśń patriotyczna z 1797 roku, od 26 lutego 1927 oficjalny hymn państwowy Rzeczypospolitej Polskiej.

Słowa hymnu – nazywanego Pieśnią Legionów Polskich we Włoszech – zostały napisane przez Józefa Wybickiego. Autor melodii, opartej na motywach ludowego mazurka (właściwie mazura) pozostaje nieznany. Początkowo sądzono, że melodię tę skomponował książę Michał Kleofas Ogiński (twórca poloneza – Pożegnanie ojczyzny), potem materiały archiwalne temu zaprzeczyły i do dziś najczęściej autorzy śpiewników i prac naukowych podają określenie „melodia ludowa” (a niektórzy dodają do tego asekuracyjny znak zapytania).

Pieśń powstała w mieście Reggio nell’Emilia w ówczesnej Republice Cisalpińskiej (obecnie północne Włochy), jednak dokładna data i okoliczności jej napisania oraz pierwszego wykonania nie są pewne, do dziś pozostając przedmiotem sporów wśród historyków. Według Wojciecha Podgórskiego było to:

między 16, a 19 lipca 1797 r. – pod wpływem pierwszego wzruszenia, jakie opanowało Wybickiego na widok polskich mundurów, orłów, sztandarów – powstały strofy żołnierskiego wyznania wiary: Jeszcze Polska nie umarła.

29 sierpnia 1797 gen. Dąbrowski pisał do autora tekstu z Bolonii (powinno być: Dąbrowski pisał z Bolonii do autora tekstu – przyp. W.L.): Żołnierze do Twojej pieśni coraz więcej gustu nabierają. Z początkiem 1798 znana była już we wszystkich zaborach. Tekst ogłoszono po raz pierwszy w Mantui w lutym 1799 w gazetce „Dekada Legionowa”. Śpiewana była podczas triumfalnego wjazdu gen. H. Dąbrowskiego i J. Wybickiego do Poznania 3 listopada 1806 r., podczas powstania listopadowego (1830), styczniowego (1863), przez Polaków na Wielkiej Emigracji, w czasie rewolucji 1905, I i II wojny światowej.

Legiony Polskie we Włoszech.

Legiony Polskie we Włoszech – polskie formacje wojskowe, tworzone na terenie współczesnych Włoch, których celem była walka o niepodległość Polski. Walczące u boku wojsk francuskich i włoskich w latach 1797–1807, utworzone z inicjatywy Jana Henryka Dąbrowskiego przez Francuzów w północnych Włoszech.

Po III rozbiorze nastąpiła emigracja żołnierzy i oficerów z Polski do Włoch i Francji. Dzięki wpływom Napoleona, za pośrednictwem Agencji (polska organizacja emigracyjna założona w Paryżu po upadku powstania kościuszkowskiego w 1794) Jan Henryk Dąbrowski podpisał 9 stycznia 1797 umowę z nowym rządem Republiki Lombardzkiej. Współtwórcami Legionów byli Karol Kniaziewicz, Józef Wybicki i Antoni Amilkar Kosiński.

Oddziały otrzymały nazwę Legionów Polskich. Mundury i sztandary były zbliżone do polskich, język komend i stopnie wojskowe również były polskie. Na szlifach widniał włoski napis Ludzie wolni są braćmi. Kokardy przypięte do mundurów były trójkolorowe w nawiązaniu do rewolucji francuskiej, symbolizujące sojusz i protekcję Republiki. Dąbrowski zagwarantował ochotnikom obywatelstwo lombardzkie z prawem powrotu do kraju, gdy Lombardia będzie już wolna i bezpieczna.

W maju 1797 w szeregach Legionów stanęło około 7 tys. żołnierzy, głównie Polaków przebywających na emigracji oraz polskich jeńców i dezerterów z armii austriackiej generała Dagoberta von Wurmser w Mantui (6 tys. Polaków), wcielonych do niej uprzednio i zmuszanych do walki z Francuzami.

Początkowo Legiony walczyły u boku Napoleona. Pierwszy raz w kwietniu 1797 pod Rimini, Weroną i nad jeziorem Garda, w akcji przeciw zbuntowanemu ludowi włoskiemu. Po zawarciu pokoju z Austrią (w październiku tegoż roku w Campo Formio) przeistoczyły się w Korpus Posiłkowy Republiki Cisalpińskiej. Część legionistów została wysłana do Rzymu, gdzie Francja obaliła wkrótce rządy papieskie. W listopadzie 1798 uczestniczyli oni w obronie Republiki Rzymskiej. Miesiąc później oddziały legionistów pod dowództwem Karola Kniaziewicza przyczyniły się do zwycięstwa Francuzów pod Civita Castellana. Potem brali udział w zwycięskiej ofensywie republikanów na Królestwo Neapolu. Następnie tłumili antyfrancuskie powstanie chłopskie w Republice Patrenopejskiej, utworzonej w południowych Włoszech. Tu sformowano pułk jazdy istniejący potem pod różnymi nazwami, m.in. jako ułani nadwiślańscy.

W 1799 r. polscy legioniści (ok. 8 tys.) wzięli udział w walkach z wojskami II koalicji antyfrancuskiej. W tym okresie legiony poniosły szereg porażek i ciężkie straty, np.: w bitwach pod Weroną, Magnano, w oblężonej Mantui, bitwach nad Trebbią, I bitwie pod Novi i bitwie pod Bosco. Straty pierwszej legii wynosiły 2 tys. zabitych i rannych; w drugiej legii, dowodzonej wówczas przez Dąbrowskiego, pozostało tylko 800 żołnierzy zdolnych do walki. W 1799 r. powstał nad Renem, dowodzony przez gen. Kniaziewicza, legion zwany naddunajskim, a w roku 1800 Dąbrowski odbudował 6-tysięczny legion pod nazwą Pierwsza Polska Legia.

W tym czasie Francuzi odnosili kolejne zwycięstwa nad wojskami koalicji na wielu frontach, m.in.: pod Zurychem (Szwajcaria), Castricum (Holandia) w 1799 oraz pod Marengo (Włochy) i Hohenlinden (Bawaria) w 1800. Rosja poróżniona z Austrią i Wielką Brytanią wycofała się z koalicji antyfrancuskiej, a Austria zawarła pokój z Francją w Lunéville w lutym 1801 r., ale skończona wojna nie przyniosła jednak pozytywnego rozwiązania kwestii polskiej. To powodowało rozprzężenie w armii, zwątpienie, dochodziło do otwartej krytyki polityki Francji. Oficerowie podawali się do dymisji. Niewygodne Napoleonowi legie zostały wysłane na wyspę Hispaniola/San Domingo (obecnie Haiti) do tłumienia antyfrancuskiego powstania niewolników murzyńskich. Do Europy powróciło zaledwie kilkuset legionistów, którzy nie zostali zabici przez tubylców, nie zmarli wskutek chorób tropikalnych i nie osiedlili się w Ameryce. Istnieją także przesłanki, iż znaczna część Legionów Polskich, widząc haitańską walkę wyzwoleńczą, odniosła się do historii swojego narodu i przyłączyła się do walki przeciwko dodatkowym siłom francuskim.

W 1803 legioniści polscy jako wojsko najemne walczyli z Anglikami w Apulii, a w 1805 przyczynili się do zwycięstwa wojsk napoleońskich we Włoszech pod Castelfranco. Następnie w 1806 brali udział w walkach z ekspedycją sił brytyjskich w Kalabrii (południowe Włochy). W 1807 r., gdy armia napoleońska dotarła na Śląsk podczas wojny z Prusami, w Nysie, Prudniku, Korfantowie, Wrocławiu, Brzegu z pozostałości Legionów utworzono Legię Polską (Legion Polski) która, gdy dotarła do Warszawy, została przemianowana na Legię Nadwiślańską. Wielu oficerów Legionów Polskich w latach 1815-31 było podstawą armii Królestwa Polskiego i brało udział w nieudanym Powstaniu listopadowym.

Jan Henryk Dąbrowski

Jan Henryk Dąbrowski, herbu Virgo Violata (ur. 2 sierpnia 1755 w Pierzchowie, zm. 6 czerwca 1818 w Winnej Górze) – polski generał, wolnomularz, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej (1794), twórca Legionów Polskich we Włoszech, inicjator powstania wielkopolskiego 1806 roku, naczelny dowódca wojsk polskich w 1813, senator, wojewoda Królestwa Polskiego w 1815, generał jazdy armii Królestwa Polskiego w 1815.

Syn pułkownika Jana Michała Dąbrowskiego i Zofii Marii Dąbrowskiej z domu von Lettow-Vorbek, herbu Lemiesz. Ojciec po zdobyciu Gdańska (1734) wcielony został do wojska saskiego. Matka (ur. 10 stycznia 1724 w Wiatowicach, w Małopolsce) była córką Chrystiana Lucjana von Lettowa, generała Gwardii Konnej Koronnej z rodziny pochodzenia kurlandzkiego, ale zupełnie spolonizowanej, i Ludwiki von Lettow (Allan), Szkotki, córki pułkownika Allana z Regimentu Gwardii Konnej Wlk. Księstwa Litewskiego i siostry gen. Wilhelma Miera, twórcy i dowódcy Regimentu Gwardii Konnej Koronnej.

Jan Henryk opuścił Polskę w 1766. Zamieszkał w domu ojca w Hoyerswerdzie i rozpoczął naukę na kolegium w Kamenz w Saksonii. Służbę rozpoczął w 1771 w stopniu podchorążego w wojsku saskim. W 1773 został podporucznikiem pułku szwoleżerów, a w 1777 przeszedł do gwardii. W 1779 odbył bez wielkich sukcesów kampanię w wojnie zwanej „kartoflaną”. Wojna ta nie obfitowała w większe bitwy, bowiem była to wojna manewrowa, prowadzona w celu osaczenia i odcięcia przeciwnika od magazynów, bez wdawania się w starcia zbrojne. W czasie osiemnastoletniego pobytu na obczyźnie przesiąknął w dużej mierze kulturą niemiecką (m.in. uwielbiał literaturę niemieckojęzyczną), słabo mówił po polsku, ale język ojczysty przypomniały mu obie siostry.

Od 1780, w stopniu porucznika, służył w gwardii elektorskiej w Dreźnie. Tymczasem liczba Polaków wokół Dąbrowskiego malała. Po zerwaniu unii polsko-saskiej, Polacy masowo opuszczali szeregi armii saskiej, a więc siłą rzeczy Dąbrowski wtapiał się w środowisko niemieckojęzyczne. W tym okresie Dąbrowski zdobył przygotowanie jako dowódca średniego szczebla. Wziął udział – za przyzwoleniem króla Fryderyka II – w manewrach armii pruskiej we Wrocławiu latem 1786 i manewrach wojsk rosyjskich w 1788.

W 1792 przeszedł do wojska polskiego, co nie obyło się bez namów najpierw ze strony kapitana Michała Sokolnickiego, potem generałów Krzysztofa Karwickiego, a na koniec samego króla Stanisława Augusta, który osobiście prosił elektora o zwolnienie ze służby cenionego oficera. Przyjęty do Wojska Polskiego w stopniu podpułkownika 28 czerwca, szybko awansował na wicebrygadiera 14 lipca 1792. Służył w 1 Brygadzie Kawalerii Narodowej (1 Wielkopolska), przydzielony do odwodu królewskiego, nie wziął czynnego udziału w walkach w 1792. Niezorientowany jeszcze w stosunkach, złożył przysięgę na wierność konfederacji targowickiej. W lutym 1793 roku stawił opór w Gnieźnie wkraczającym wojskom pruskim, proponował przebijanie się do wojsk francuskich, rozbiorowy sejm grodzieński (1793) wprowadził go do Komisji Wojskowej Koronnej, przygotowującej redukcję armii i przyznał mu 2000 złotych. Uznany został za „kolaboranta” i nie został dopuszczony do konspiracji.

W czasie insurekcji kościuszkowskiej wsławił się obroną Warszawy (zwłaszcza 28 VIII pod Marymontem i Powązkami) i wyprawą do Wielkopolski, gdzie został awansowany na stopień generała-porucznika. Wyprawa ta rozpoczęta została z oddziałami w sile 3 tys. ludzi i 16 dział od przebicia się 13 września pod Kamionem przez kordon pruski, po czym Dąbrowski pomaszerował do Wielkopolski, gdzie pod Słupcą połączył się z 4 tys. powstańców. Następnie zajął Gniezno i Bydgoszcz, a dzięki licznym działaniom pozorowanym wywołał panikę w Poznaniu, Toruniu i Gdańsku. Po klęsce maciejowickiej wycofał się z Wielkopolski. 18 listopada 1794 dostał się do niewoli rosyjskiej pod Radoszycami i został zmuszony (wraz z Kościuszką) do podpisania wyrzeczenia się walki z Rosją i jej sprzymierzeńcami w przyszłości. Nagrodzony złotą obrączką Ojczyzna Obrońcy Swemu.

Po upadku insurekcji nie przyjął propozycji służby w armii pruskiej i rosyjskiej, lecz w poszukiwaniu dróg odbudowy Polski, zawitał najpierw do Berlina, gdzie został przyjęty przez Fryderyka Wilhelma II, a następnie udał się przez Saksonię do Paryża, gdzie dotarł 30 września 1796. Dąbrowski udał się natychmiast do Józefa Wybickiego, z którym łączyła go dawna przyjaźń, a który pertraktował z Dyrektoriatem organizację legionów polskich u boku armii francuskiej. Wkrótce generał złożył na ręce ministrów Delacroix i Pétieta prośbę o przydział do sztabu armii generała Klébera, którego poznał w czasie podróży przez Niemcy, a 10 października wystosował do Dyrektoriatu memoriał postulujący utworzenie legionów polskich przy armiach reńskiej i włoskiej.

Józef Rufin Wybicki

Józef Rufin Wybicki herbu Rogala (ur. 29 września 1747 w Będominie, zm. 10 marca 1822 w Manieczkach) – polski pisarz i polityk, szambelan Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1780 roku, wolnomularz, napisał słowa Pieśni Legionów Polskich we Włoszech – późniejszego polskiego hymnu narodowego Mazurka Dąbrowskiego.

Z wykształcenia prawnik, działalność polityczną rozpoczął w wieku 20 lat jako poseł na sejm w I Rzeczypospolitej. Jego protest przeciw wszystkim aktom Sejmu Repninowskiego uznawany jest za jedną z ostatnich prób pozytywnego zastosowania liberum veto. Uczestnik konfederacji barskiej, na polecenie dowództwa konfederacji jeździł z poufnymi misjami do krajów europejskich. Reformator praw w Polsce przedrozbiorowej. Przystąpił do konfederacji targowickiej, potem był uczestnikiem insurekcji kościuszkowskiej. Długoletni współpracownik oraz przyjaciel gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, z którym wziął udział w wyprawie na pomoc powstańcom w Wielkopolsce w 1794, a później współdziałał w Legionach Polskich we Włoszech, w których powstanie w 1797 miał znaczący wkład. Podczas wizyty w obozie legionów we Włoszech w 1797 stworzył słowa pieśni, która stała się później polskim hymnem narodowym – Mazurka Dąbrowskiego. Uczestnik wojen napoleońskich, w 1807 roku przyczynił się do utworzenia Księstwa Warszawskiego, którego był jednym z czołowych polityków. Podczas wojny polsko-austriackiej w 1809 organizował obronę Wielkopolski przed wojskami nieprzyjaciela. Po kongresie wiedeńskim współtworzył Królestwo Polskie. Senator-wojewoda Księstwa Warszawskiego od 1807 roku, senator-wojewoda Królestwa Polskiego od 1815, prezes Sądu Najwyższego Królestwa Polskiego w latach 1817–1820.

Józef Wybicki urodził się 29 września 1747 w Będominie koło Kościerzyny jako syn Piotra i Konstancji z Lniskich herbu Ostoja Pruska. Według samego Wybickiego jego ród miał wywodzić się od pochodzącego z Danii wojskowego Wybena, który w 1549 zaciągnął się na służbę u króla Zygmunta Augusta; odtąd jego potomkowie zamieszkiwali na Pomorzu Gdańskim, przyjmując z czasem nazwisko Wybicki; współczesne badania nie potwierdziły jednak tego twierdzenia. Józef Wybicki miał siedem sióstr: Mariannę, Brygidę, Barbarę, Elżbietę, Rozalię, Justynę, Konstancję (cztery wstąpiły do klasztoru), oraz brata Joachima, który został księdzem.

Dwór Józefa Wybickiego w Będominie, obecnie siedziba Muzeum Hymnu Narodowego; Źródło: Wikipedia.

Pierwsze wystąpienie Józefa Wybickiego na szerszym forum publicznym miało miejsce w 1764, kiedy odbyła się elekcja ostatniego władcy Rzeczypospolitej Stanisława Poniatowskiego. Wyjazd na elekcję Wybicki zawdzięczał związanemu z Czartoryskimi wojewodzie pomorskiemu Pawłowi Mostowskiemu, który chciał zabrać z sobą jak najwięcej zwolenników Poniatowskiego. Pobyt w Warszawie wywarł bardzo duże wrażenie na niemającym jeszcze dużo doświadczenia politycznego Wybickim. Głosował za Poniatowskim, nie zdając sobie sprawy, że jego elekcja odbywa się pod naciskiem carycy Katarzyny II. Dopiero po latach w swoim wspomnieniach właściwie ocenił ówczesną sytuację polityczną, pisząc, że elekcja to

obrządek próżny, zapytania szyderskie, bo już wiedziano niecofniętą wyrocznią Petersburga, że Poniatowski będzie królem.

Kontakty z przyszłymi członkami konfederacji barskiej Wybicki zaczął nawiązywać wkrótce po przyjeździe do Warszawy w 1767. Konfederacja w Barze została zawiązana w obronie wiary katolickiej i przeciwko polityce Rosji prawie jednocześnie z wystąpieniem sejmowym Wybickiego – 29 lutego 1768. Zaraz po powzięciu wiadomości o utworzeniu konfederacji poseł postanowił do niej przystąpić, m.in. na skutek wieści o ekscesach wojsk rosyjskich w jego dobrach.

Po klęsce konfederatów w bitwie pod Kcynią, w której wziął udział, Wybicki zbiegł przez Gdańsk i Lubekę do Holandii. 10 października 1770 został studentem prawa, filozofii i nauk przyrodniczych w Lejdzie pod przybranym nazwiskiem Josephus Enkler. Rok później wrócił do kraju i został wysłany z misją dyplomatyczną do Wiednia, gdzie miał nawiązać kontakt z ambasadą francuską. Jeszcze przed wyjazdem 5 sierpnia 1772 otrzymał od władz konfederackich, które rezydowały wówczas w Cieszynie (Cieszyn należał wtedy do monarchii Habsburgów i nie był częścią państwa polskiego), stopień wojskowy pułkownika. W Wiedniu spotkał się z księciem Antonim Barnabą Jabłonowskim (także konfederatem), z którym wiązały go już serdeczne stosunki. Po klęsce polityki barskiej i I rozbiorze Polski Wybicki powrócił do kraju.

Kiedy po fiasku polityki reform i porażkach w wojnie polsko-rosyjskiej król w lipcu 1792 przystąpił do konfederacji targowickiej, Wybicki początkowo poszedł w jego ślady, również zostając członkiem konfederacji, szybko jednak przeszedł na stronę zwolenników dalszej walki z Rosją. W obliczu coraz wyraźniej się zarysowującej perspektywy upadku kraju nastroje powstańcze i spiskowe narastały w Polsce już od dłuższego czasu. Uczestnikiem spisku, zawiązanego na emigracji w Saksonii przez Ignacego Potockiego, Hugona Kołłątaja i Tadeusza Kościuszkę, w kraju został też Wybicki, który należał do prawego skrzydła spiskowców. Po wybuchu insurekcji kościuszkowskiej wszedł do jego władz.

Na okres ten przypada również pierwsze spotkanie Wybickiego z Janem Henrykiem Dąbrowskim, przyszłym twórcą Legionów Polskich we Włoszech. Spotkanie to miało miejsce w dramatycznych okolicznościach. Dąbrowski, który młodość spędził w Saksonii i słabo mówił po polsku, dopiero w 1792 przeszedł z armii saskiej do wojska polskiego. Niezorientowany w miejscowych stosunkach, przystąpił do konfederacji targowickiej, przez co posądzono go o zdradę. Podejrzenia o wrogie knowania doprowadziły w końcu do wytoczenia mu sprawy sądowej na sesji departamentu wojskowego, która odbyła się w Warszawie 1 maja 1794. Dąbrowskiemu groziła nawet kara śmierci, został jednak uniewinniony dzięki mowie, jaką w jego obronie wygłosił Wybicki.

Wybicki był jednym z wielu Polaków, którzy po upadku powstania kościuszkowskiego udali się na emigrację. Większość działaczy znalazła się w Paryżu, gdzie szybko podzielili się na stronnictwa odzwierciedlające niedawne podziały polityczne w kraju. Wybicki należał do konserwatywno-umiarkowanej Agencji, w której działali też Franciszek Barss i Józef Wielhorski, dążącej do odbudowy kraju w oparciu o zasady ustrojowe Konstytucji 3 maja. Początkowo współpracował też z radykalną Deputacją Polską, której celem były kontynuacja działalności spiskowej i ponowne wzniecenie powstania w kraju przy pomocy Francji i Turcji. Wybicki był jednym z 23 emigrantów powołujących Deputację, opracował też Myśli, będące swego rodzaju „aktem wiary” ruchu. Na skutek niesnasek politycznych pomiędzy emigrantami w lutym 1796 od Deputacji oddzielił się bardziej umiarkowany obóz Polscy Uchodźcy, stawiający na pomoc Francji, którego Wybicki, obok Barssa, był jednym z głównych działaczy.

Wybicki cały czas korespondował też z Dąbrowskim, zachęcając go do przyjazdu do Francji. Namowy te wkrótce zakończyły się sukcesem. W lutym 1796, a więc już po III rozbiorze Polski, po otrzymaniu kolejnego listu od Wybickiego, Dąbrowski zdecydował się na emigrację, wkrótce opuścił Polskę i po wielu perypetiach 30 września 1796 dotarł do Paryża.

xxx

Pieśń Legionów powstała w lipcu 1797 roku, a z początkiem 1798 roku znana już była we wszystkich zaborach. Wygląda więc na to, że masoni mieli dobrze zorganizowaną siatkę współpracowników. Śpiewano ją podczas tych wszystkich bezsensownych powstań, które tylko pogarszały sytuację Polaków, zamiast ją poprawiać.

Po III rozbiorze Rzeczypospolitej nastąpiła emigracja oficerów i żołnierzy do Włoch i Francji. To oni wraz z jeńcami i dezerterami z armii austriackiej tworzyli te Legiony. Mamy w tym wypadku sytuację podobną do tej, jaka miała miejsce podczas II wojny światowej. Armia Andersa została utworzona z jeńców Armii Czerwonej i ochotników, którzy do niej wstąpili. I całe to towarzystwo zostało wyprowadzone do Iranu, który był podporządkowany Anglosasom, tak jak Północne Włochy Napoleonowi. Legiony walczyły w całej Europie Zachodniej, podobnie jak wojsko polskie podczas II wojny światowej. To cecha charakterystyczna tej nowej rzeczywistości, jaka powstała po likwidacji państwa polskiego i utworzeniu unii personalnej z Litwą. Piastowie walczyli na swoim terenie i starali się odzyskać wcześniej utracone ziemie. Za Jagiellonów wojsko poszło na wschód, na obce ziemie i tam walczyło w obronie obcych interesów. Obecnie mamy powrót do jagiellońskiej paranoi.

Wacław Gąsiorowski w powieści „Rok 1809” tak pisał:

„Ludności tego państewka wolno było ginąć w Hiszpanii, podziewać się nad Renem, walczyć w cesarskich czworobokach, lecz ludności tej nie wolno było myśleć o wzmacnianiu własnych strażnic granicznych. – Księstwo Warszawskie!”

Zarówno Dąbrowski jak i Wybicki byli masonami, o czym pisze Wikipedia, więc nie jest to żadna tajemnica. Bliższe przyjrzenie się ich życiorysom pozwala na poznanie metod działania masonerii. U Dąbrowskiego można dopatrzyć się korzeni kurlandzkich i może stąd właśnie takie pozytywne nastawienie do wszystkiego, co niemieckie, a u Wybickiego – duńskich. Można powiedzieć, że masoneria, poprzez małżeństwa, przenika do elit politycznych każdego państwa. W ten sposób tworzy się nieformalna, ponadnarodowa organizacja, która realizuje własne cele, a raczej cele tych, którzy ją stworzyli i nie są to cele któregokolwiek z tych państw. Księstwo Warszawskie było modelowym przykładem takiego państwa i modelowym przykładem wykorzystania tych elit. Przykład ze współczesności? Proszę bardzo! Radek Sikorski: żona – amerykańska Żydówka, syn – w armii amerykańskiej.

Dąbrowski był bardziej Niemcem niż Polakiem, podobnie jak Donald Tusk. Wziął udział w manewrach armii pruskiej we Wrocławiu latem 1786 i manewrach wojsk rosyjskich w 1788. Złożył przysięgę na wierność konfederacji targowickiej, a więc poparł Rosję. Później uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, tym razem przeciwko Rosji, czyli powstaniu, którego konsekwencją był III rozbiór Rzeczypospolitej. Po jego upadku nie przyjął propozycji służby w armii pruskiej i rosyjskiej. Niby walczył przeciwko zaborcom, a oni składali mu propozycje zatrudnienia w swoich armiach. Nie skorzystał. Rozkazy nakazały udać się do Paryża.

Z kolei Wybicki to też niezłe ziółko. Przystąpił do konfederacji barskiej, której skutkiem był I rozbiór Rzeczypospolitej. Po klęsce konfederatów uciekł do Holandii. Później przystąpił do konfederacji targowickiej. Jednak polecenie służbowe nakazało mu przejść na stronę zwolenników walki z Rosją. W Saksonii zawiązał się spisek, którego uczestnikami byli Ignacy Potocki, Hugon Kołłątaj i Tadeusz Kościuszko. Do nich, w kraju, dołączył Wybicki. Jego owocem była insurekcja kościuszkowska, a jej konsekwencją III rozbiór Rzeczypospolitej. I ci, którzy swoimi długoletnimi działaniami doprowadzili do jej upadku, zaczęli „walczyć” o jej odbudowę. Jeśli to nie jest paranoja, to co to jest? To jest masoneria. Tak działa. I dziś działa dokładnie tak samo.

Dąbrowskiego, z racji przystąpienia do Targowicy, posądzono o zdradę i groziła mu nawet kara śmierci. Uratował go swoją mową obrończą Wybicki. Tak więc targowiczanin wybronił targowiczanina, a obaj uchodzą za wielkich patriotów.

Mamy więc taką sytuację, że nasz hymn narodowy zawdzięczamy dwóm masonom zależnym od swoich francuskich braci i stąd nie dziwi słowo „Bonaparte” w nim zawarte. Ten hymn jest jednym z tych elementów, który ma tworzyć w nas poczucie patriotyzmu i utożsamianie się z wartościami, które są w nim wyśpiewywane. Jest to więc jeden z oficjalnych elementów polskości. Pozostałe to katolicyzm i język. W to każą nam wierzyć masoni czy ich nieznani przełożeni. W ten sposób tworzy się z nas ludzi bez tożsamości. Dlaczego? Najlepiej ujął to Bolesław Prus we wstępie do swojej najlepszej powieści „Faraon”, a moim zdaniem, najlepszej – napisanej w języku polskim. Pisał tak:

„Rodowici Egipcjanie mieli barwę skóry miedzianą, czym chełpili się, gardząc jednocześnie czarnymi Etiopami, żółtymi Semitami i białymi Europejczykami. Ten kolor skóry, pozwalający odróżnić swego od obcego, przyczyniał się do utrzymania jedności narodowej silniej aniżeli religia, którą można przyjąć, albo język, którego można się wyuczyć.

Z biegiem czasu jednak, kiedy państwowy gmach zaczął pękać, do kraju coraz liczniej napływały obce pierwiastki. Osłabiały one spójność, rozsadzały społeczeństwo, a nareszcie zalały i rozpuściły w sobie pierwotnych mieszkańców kraju.”

Żydzi i masoneria wmawiają nam, że istotą polskości jest katolicyzm, no i oczywiście język. A więc są to elementy łatwe do przyjęcia przez obcych. W ten sposób polskość się rozmywa i na tej zasadzie całe Kresy nazywa się Polską. Dla mnie jednak Kresy zawsze były obce, bo nie mam tam korzeni. Również Katyń i rzeź wołyńska nie były udziałem mojej rodziny, natomiast Oświęcim – był. Dlaczego w tym kraju Zulu-Gula nikt nie mówi o tym, że nie byłoby Katynia i Wołynia, gdyby po I wojnie światowej nie przyłączono do ziem polskich Kresów, czyli ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po tych wszystkich negatywnych doświadczeniach, które opisałem w blogu „Ukraińskość”, całkowicie niezrozumiałym wydaje się taki krok. A jednak Żydzi zdecydowali, że tak ma być. Dobrze wiedzieli, do czego dążyli.

Andrzej B. Legocki w artykule O współczesnym rozumieniu polskości pisze m.in.:

„Oczywistym wymogiem tożsamości plemiennej jest pochodzenie od wspólnych przodków. Naród bowiem stanowi wspólnotę żywych i umarłych, od których żyjący się wywodzą.”

No właśnie! Ta tożsamość plemienna. Moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa, które bardzo utkwiły mi w pamięci, związane są z tym, co usłyszałem od mojej matki. Często na określenie czegoś, co jest niewyobrażalnie drogie używała określenia „sumy bajońskie”. Często też, gdy natrętnie zadawałem jakieś pytania typu: kiedy coś zrobimy czy kiedy gdzieś pojedziemy – odpowiadała: kiedy, kiedy! jak szły Szwedy. Mamy więc tu odniesienie do dwóch tragicznych wydarzeń związanych z historią Korony, czyli Polski. Szwedzi złupili Koronę, ale tę polską, bez włączonej do niej po unii lubelskiej części ukraińskiej. Sumy bajońskie również dotyczyły dawnej, polskiej Korony, czyli ziem polskich. Tych doświadczeń ludzie z kresowymi korzeniami nie mają i dlatego są mi obcy. Nie ma to najmniejszego znaczenia, że mówią po polsku i są katolikami: języka można się wyuczyć, wyznanie zmienić. I tak Kresy stały się “polskie”. W ludzie, z którego się wywodzę, pamięć o potopie, po trzystu latach, nadal była żywa. Kiedy więc widzę ludzi, którzy śpiewają ten masoński hymn, wymachują biało-czerwonymi flagami czy przypinają sobie godło narodowe, to nic to dla mnie nie znaczy. Każdy to może zrobić. I tak ta polskość rozrzedza się w tej wielonarodowej zbieraninie. Dokładnie tak samo, jak w dawnym Egipcie. To jest proces, którego nie można zatrzymać, ale może warto wiedzieć, jakie tu mechanizmy uruchomiono i dlaczego, jak Polak, to musi być katolik i dlaczego ma kochać i ginąć za ojczyznę, bliżej zresztą nieokreśloną i o nieustalonych na trwałe granicach.

x

Każdy osąd wynika z doświadczenia, czyli osobistych przeżyć. Mój negatywny stosunek do Kresów, Wschodu i prawosławia nie jest bezpodstawny. Mieszkam w południowej części województwa podlaskiego, która historycznie była częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dominującą ludnością na tym terenie są prawosławni Białorusini i Ukraińcy. Mój ojciec, który trafił tu w latach 50-tych na podstawie nakazu pracy, zawsze nazywał te tereny zachodnią Białorusią, bo wtedy białoruscy działacze wysyłali petycje do władz Związku Radzieckiego o przyłączenie Białostocczyzny do Białorusi. Ja z kolei miałem okazję przez 25 lat obracać się w środowisku prawosławnych Białorusinów i Ukraińców. I na własnej skórze doświadczyłem ich wrogiego stosunku do Polaków i katolików. Ja wprawdzie katolikiem jestem tylko z racji chrztu, na to nie miałem wpływu, ale dla nich to nie ma znaczenia. Dla nich każdy, kto nie jest prawosławny, jest obcy. Tego prawosławnego fundamentalizmu nie rozumiałem, ale zrozumiałem, gdy dowiedziałem się, że prawosławni to tak naprawdę arianie. Bliżej im do protestantyzmu, na który często przechodzą. O tym, że prawosławni, to prawdopodobnie arianie, pisałem w blogu “Arianie”. Ci ludzie mają inny system wartości, niż mój, a ich serca są skierowane na wschód. Natomiast moje serce jest skierowane na zachód. Dlatego łatwo mi rozpoznać tożsamość tych, którzy są apologetami słowiańszczyzny i panslawizmu. Dla mnie słowiańszczyzna i panslawizm są obce. Ja tego nie rozumiem.

Ukraińskość

W poprzednim blogu (Kredyt hipoteczny) cytowałem fragment artykułu ze strony internetowej Myśli Polskiej, w którym autor napisał: Jeśli nie dnia, to przynajmniej nie ma tygodnia, w którym nie potwierdzałoby się, że obecne terytorium Polski będzie służyło także narodowi ukraińskiemu. A skoro tak, to wypada sobie zadać podstawowe pytanie: Czym jest ukraińskość i czy ukraińskość to nienormalność?

Zapewne mało osób wie, że wspólne państwo polsko-ukraińskie istniało przez ponad 200 lat. Tak było od unii lubelskiej w 1569 roku do pierwszego rozbioru w 1772 roku. Bezpośrednio przed unią lubelską wydzielono z Wielkiego Księstwa Litewskiego województwo podlaskie, bracławskie, Wołyń i Kijowszczyznę i wcielono je do Korony. To było to wspólne państwo polsko-ukraińskie, które nadal nazywano Koroną. Dlaczego tak się stało, że połączono ze sobą tak odmienne byty? Różniły je poziom życia gospodarczego i społecznego, ustrój i wyznanie. Takie łączenie wody z ogniem musiało od początku rodzić problemy i tak też się stało. I prawdopodobnie pomysłodawcom tego projektu właśnie o to chodziło.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej w 1569 roku; źródło: Wikipedia.

Powstania na Ukrainie to był jakby znak firmowy tego kraju. W sumie było ich dziewięć. Od pierwszego powstania Kosińskiego (1591-1593) do ostatniego – Paleja (1702-1704). Najsłynniejsze to oczywiście powstanie Chmielnickiego (1948-1657). I to właśnie powstanie opisuje Sienkiewicz w powieści Ogniem i mieczem. Jest to niewątpliwie najlepsza część całej Trylogii. Sienkiewicz jej genezę tak wyjaśniał: powstała ona „z rozczytywania się w kronikach i pamiętnikach z epoki, którą odczuwałem artystycznie mocniej niż inne okresy dziejów, i z chęci pokrzepienia serc”. Powiedział też, że wszystkie postacie z Trylogii są autentyczne, żadnej sobie nie wymyślił. Można więc po części traktować ją jako dokument epoki. Niektóre opisy wydają się tak wyraziste, że aż trudno uwierzyć, by autor zmyślał. Jak ten poniżej:

Panu Skrzetuskiemu nie było danym widzieć bitwy, gdyż wraz z taborem został w Korsuniu. Zachar umieścił go w rynku, w domu pana Zabokrzyckiego, którego czerń poprzednio powiesiła – i postawił straż z niedobitków Mirhorodzkiego kurzenia, bo tłuszcza ciągle rabowała domy i mordowała każdego, kto się jej wydał Lachem. Przez wybite okna widział pan Skrzetuski gromady pijanych chłopów, krwawych, z pozawijanymi rękawami koszul, włóczących się od domu do domu, od sklepu do sklepu i przeszukujących wszystkie kąty, strychy, poddasza; od czasu do czasu wrzask straszliwy oznajmiał, że znaleziono szlachcica, Żyda, mężczyznę, kobietę lub dziecię. Wyciągano ofiarę na rynek i pastwiono się nad nią w sposób najstraszliwszy. Tłuszcza biła się ze sobą o resztki ciał, obmazywała sobie z rozkoszą krwią twarze i piersi, okręcała szyje dymiącymi jeszcze trzewiami. Chłopi chwytali małe Żydzięta za nogi i rozdzierali wśród szalonego śmiechu tłumów. Rzucano się i na domy otoczone strażą, w których zamknięci byli znakomici jeńcy, zostawieni przy życiu dlatego, że spodziewano się po nich znacznego okupu. Wówczas Zaporożcy lub Tatarzy stojący na straży odpierali tłum, grzmocąc po łbach napastników drzewcami od pik, łukami lub batami z byczej skóry. Tak było przy domu pana Skrzetuskiego. Zachar kazał ćwiczyć chłopstwo bez miłosierdzia, a Mirhorodcy spełniali z rozkoszą rozkaz. Niżowi bowiem przyjmowali chętnie w czasie bitew pomoc czerni, ale pogardzali nią bez porównania więcej od szlachty. Przecie niepróżno zwali się „szlachetnie urodzonymi Kozakami!” Sam Chmielnicki darowywał potem niejednokrotnie znaczną ilość czerni Tatarom, którzy gnali ją do Krymu i stamtąd sprzedawali do Turcji i Azji Mniejszej.

Tłum więc szalał na rynku i dochodził do tak dzikiego opętania, że w końcu począł się wzajemnie mordować. Dzień zapadł. Zapalono całą jedną stronę rynku, cerkiew i dom parocha. Szczęściem wiatr zwiewał ogień ku polu i przeszkadzał szerzeniu się pożaru.(…)

I dalej pisze:

Rozbójniczy ruch Zaporoża i ludowe powstanie ukraińskiej czerni potrzebowały jakichś wyższych haseł niż rzeź i rozbój, niż walka z pańszczyzną i z magnackimi latyfundiami. Zrozumiał to dobrze Chmielnicki i korzystając z tlejących się rozdrażnień, z obopólnych nadużyć i ucisków, jakich nigdy w onych surowych czasach nie brakło, socjalną walkę zamienił w religijną, rozniecił fanatyzm ludowy i zaraz w początkach przepaść między oboma obozami wykopał – przepaść, którą nie pergaminy i układy, ale krew tylko mogła wypełnić.

I pragnąc z duszy układów, siebie tylko i własną potęgę chciał ubezpieczyć – a potem?… Co miało być potem, hetman zaporoski nie myślał, a w przyszłość nie patrzył i nie dbał o nią.

x

Były też trzy powstania kozackie na terenie Rosji. Ostatnie – Pugaczowa (1773-1775). Po nim caryca Katarzyna II zlikwidowała Sicz Zaporoską. Ziemie Zaporoża nadano szlachcie rosyjskiej, wywodzącej się po części z rodzin kozackich.

Kozacy niby zniknęli, ale jakby nie do końca. Pojawili się ich następcy – hajdamacy. Dali o sobie znać w 1734, w 1750 i w 1768 roku jako sprawcy największej i najbardziej krwawej rebelii – koliszczyzny. Później zrywy hajdamaków zdarzały się rzadziej i nie były tak gwałtowne jak wcześniej.

Hajdamacy (z tur. hajdmak – rabować, grabić, ścigać, pędzić) – uczestnicy zbrojnych napadów rozbójniczych na terytorium Ukrainy Prawobrzeżnej w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w XVIII wieku. Wywodzili się ze zbiegłego ukraińskiego chłopstwa, zubożałych mieszczan, Kozaków zaporoskich. Łączyła ich wspólna profesja. Na co dzień działali w luźnych grupach trudniących się rozbojem i napadami. – Wikipedia.

Koliszczyzna – powstanie chłopskie pod przywództwem Maksyma Żeleźniaka i Iwana Gonty skierowane głównie przeciwko szlachcie polskiej oraz ludności żydowskiej i duchowieństwu. Trwało od czerwca do lipca 1768 roku na Ukrainie prawobrzeżnej i przejawiało się masowymi pogromami Polaków, Żydów, duchowieństwa rzymskokatolickiego i unickiego, z których to pogromów największe rozmiary osiągnęła rzeź humańska. Powstanie zostało stłumione przez wojska rosyjskie i polskie. Liczbę ofiar koliszczyzny szacuje się na 100 000 do 200 000 zamordowanych.

Słowo „koliszczyzna” ma różne znaczenie, m.in. pochodzi ono od okrzyku „Koli! Koli!” (Kłuj), który miał być słyszany podczas mordów. Oznaczało też ono na Naddnieprzu rzeźników wyspecjalizowanych w zabijaniu świń. – Wikipedia.

W czerwcu 2018 roku ukazał się w tygodniku Polityka artykuł 250 lat po rzezi humańskiej. Poniżej fragment:

Rankiem 21 czerwca na spotkanie Kozaków wyszli z chlebem i solą najbardziej szanowani obywatele w otoczeniu miejscowych urzędników. Zgromadzeni pod Humaniem chłopi nie czekali jednak na ich zaproszenie. Wdzierając się za mury, dali początek trwającej dwa dni rzezi. Żydom obcinano ręce i uszy, wyciągano ich z piwnic i domów. Polskich szlachciców przywiązywano do pala, bito, kłuto spisami, by na koniec dobić nożem lub wystrzałem z broni palnej. Uczniowie ze szkoły bazylianów byli torturowani. Sceną największych zbrodni stały się miejscowe świątynie. Nie mogąc sforsować drzwi synagogi, Kozacy podciągnęli na miejsce armaty i ostrzelali ją ze wszystkich stron. Wyniesione stamtąd zwoje Tory chłopi rozłożyli na ulicach i jeździli po nich końmi. Uciekające w panice rodziny szlacheckie chowały się po piwnicach, rowach, zaroślach, skąd były wywlekane, pędzone i gromadzone na placu targowym, by tam dokonać żywota.

Przed niesławnym 1768 r. hajdamacy pojawiali się i znikali, ale nie stanowili problemu natury politycznej. Na miano przełomu zasługuje moment przyjęcia przez nich haseł obrony prawosławia i usunięcia polskiej szlachty z tamtych ziem. Stało się tak za sprawą dwóch splecionych ze sobą wydarzeń. Pierwszym była bezpardonowa rywalizacja, jaką na Rusi toczyły Kościoły prawosławny oraz grekokatolicki. Wschodni katolicy, zwani unitami, byli w drugiej połowie XVIII w. prawdziwą potęgą. Pod względem liczby parafii stanowili największą w Rzeczpospolitej wspólnotę wyznaniową, większą nawet od rzymskiego katolicyzmu.

Hasła wzywające do walki z unitami głosiło wielu prawosławnych duchownych. Jednym z najbardziej wpływowych i charyzmatycznych był ihumen monasteru motronińskiego Melchizedek Znaczko-Jaworski, mianowany przez moskiewskiego patriarchę namiestnikiem Cerkwi na Prawobrzeżnej Ukrainie. Jego kazania piętnujące duchowieństwo i wiernych Kościoła unickiego jako zdrajców padły na podatny grunt za sprawą zawiązanej w marcu 1768 r. konfederacji barskiej. Garnąca się pod ich sztandary szlachta katolicka obrała sobie za cel powstańczą walkę przeciwko wpływom Rosji. Opierając się na hasłach obrony Kościoła katolickiego i rozprawy ze zdrajcami ojczyzny, wzbudzili wielki niepokój wśród Rusinów. Po ziemiach ukrainnych lotem błyskawicy rozniosły się pogłoski o okrucieństwach konfederatów i nawracaniu miejscowych siłą, co jeszcze mocniej zaogniło stosunki w kresowym kotle. Wymowna była skarga, jaką na konfederatów wnieśli mieszczanie z Kaniowa: „Po całej Ukrainie czynili różne niepokoje i okrucieństwa, więc takimi nieprzystojnymi uczynkami dali podstawy hajdamactwu”.

x

Czym było to powstanie? Co do tego opinie historyków są podzielone i nie ma jednoznacznej oceny. Wikipedia zamieszcza ich kilka. Najlepsza, według mnie, jest ta:

Tadeusz Korzon zacytował opinię Stanisława Augusta o genezie koliszczyzny, uzupełniając ją:

Fanatyzm grecki i niewolniczy walczy ogniem i mieczem z fanatyzmem katolickim i szlacheckim… To pewna, że bez konfederacyi Barskiej nie byłoby tego nowego nieszczęścia. Poprawiwszy ostatnie zdanie, czyli raczej, dodawszy do niego dwa wyrazy: bez hasła religijnego w konfederacyi Barskiej, otrzymamy najtrafniejszą i z najpoważniejszego źródła pochodząca wskazówkę do zrozumienia stanu umysłów i przyczyn klęski Humańskiej. W szczegółach sprawa ta modyfikuje się o tyle, że wezwanie do krwawego dzieła wyszło zza Dniepru, spoza granicy rosyjskiej, moralnym zaś sprawcą jego był Melchizek-Znaczko Jaworski.

xxx

Konfederacja barska to było dzieło masonów, głównie francuskich. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisał: Stwierdzę tylko, że skoro – w myśl utartych poglądów – dziełem wolnomularstwa jest Bar, Konstytucja 3-go Maja i Insurekcja Kościuszkowska, to także jej rachunek obciążają polityczne skutki tych dzieł: Pierwszy Rozbiór, Drugi Rozbiór i Trzeci Rozbiór.

Na podstawie przytoczonych przykładów widać jaką mieszanką wybuchową są antagonizmy wyznaniowe i społeczne. Czy zatem ukraińskość to nienormalność? Obawiam się, że jest to czymś o wiele bardziej niebezpiecznym, bo nieobliczalnym. Ktoś może powiedzieć, że współcześni Ukraińcy są inni. Może są. A jeśli – nie? Już mamy pierwsze oznaki tego, że jednak nie są inni. Tak łatwo ich podburzyć, wzbudzić w nich emocje, te złe emocje. A warto jeszcze pamiętać o tym, że mamy w Polsce prawosławnych, nie tylko rytu kijowskiego, ale i moskiewskiego. Siedzimy na beczce prochu. I mam takie wrażenie, że mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że najgorszym, co może nas spotkać to nie wojna, to wojna domowa. To już jest wspólne państwo polsko-ukraińskie z przewagą żywiołu ukraińskiego.

Kredyt hipoteczny

W poprzednim blogu Sumy bajońskie pisałem o tym, jak wykorzystano kredyt hipoteczny do wzbogacenia pewnej grupy ludzi kosztem wszystkich, których obarczono spłatą tego kredytu. Czyżby ten pomysł miałby być ponownie wykorzystany? Na stronie internetowej Myśli Polskiej pojawił się artykuł Nowak: Dlaczego drugi Wołyń jest kwestią czasu. Na wstępie autor wyraża swoje zadowolenie z faktu, że Ukraina przegrywa wojnę i że ją przegra. Nazywa to państwo „bękartem” paktu Ribbentrop-Mołotow. Stwierdza też, że utrata Donbasu to dopiero początek strat terytorialnych tego państwa. Poniżej jego fragment (wytłuszczenie – W.L.):

“Jeśli nie dnia, to przynajmniej nie ma tygodnia, w którym nie potwierdzałoby się, że obecne terytorium Polski będzie służyło także narodowi ukraińskiemu. Póki co, służenie Ukraińcom objawiało się głównie w sferze dyplomacji, na arenie międzynarodowej, na poziomie placówek dyplomatycznych. Dlatego też koszty utrzymywania przy życiu państwowości ukraińskiej nie były łatwe do uchwycenia przez polskich obywateli. Wymierny koszt funkcjonowania Polski jako „adwokata Ukrainy” rozkładał się w taki sposób, że przeciętny Polak nie miał prawa tego zauważyć na co dzień.

I tak, w ostatnim czasie uraczyły nas wieści o tym, że jedynie obcokrajowcy nie będą weryfikowani pod względem dotychczasowego posiadania nieruchomości pod kątem rządowych gwarancji dla kredytów hipotecznych. Polacy zaś, aby taką gwarancję od własnego rządu otrzymać, nie mogą być zawczasu właścicielami żadnej nieruchomości. Proporcja Ukraińców wśród obcokrajowców jest wiedzą powszechnie znaną, więc efekt tego rozwiązania jest dość łatwy do przewidzenia.”

Gwarancje rządowe dla kredytów hipotecznych oznaczają to, że w razie niewypłacalności osoby, która wzięła taki kredyt, obowiązek jego spłaty przejmuje państwo, czyli koszty przerzuca się na wszystkich podatników. Czy takie sytuacje będą mogły się zdarzać? Jeśli ma być drugi Wołyń, to takiej możliwości nie można wykluczyć. W końcowej części autor pisze:

“W międzywojniu sanacja oddała stery rządów nad województwem wołyńskim nieudacznemu prometeiście, wolnomularzowi i byłemu działaczowi państwowemu „Ukraińskiej Republiki Ludowej”, Henrykowi Józewskiemu. Prowadząc politykę „ukrainizacji” mającego odmienne od Galicji Wschodniej doświadczenie historyczne Wołynia, nie ukrywał on, że tworzy z podległego sobie terenu bazę wypadową dla akcji prometejskiej przeciwko Moskwie i uwolnienie spod jej władzy całej Ukrainy. Jednak to właśnie dzięki Moskwie Wołyń znajduje się dziś poza granicami Rzeczypospolitej, ale to nic. Kolejnym „Wołyniem” będzie cała Polska, a konsekwencje tego mogą być wyjątkowo ekscytujące. Radość z wojny przegranej przez „bękarta” nie będzie więc trwała zbyt długo.”

Przedostatnie zdani brzmi przerażająco. Nawet nie dlatego, że kolejnym „Wołyniem” będzie cała Polska, a dlatego, że konsekwencje mogą być wyjątkowo ekscytujące. Użycie takiego określenia w stosunku do „kolejnego Wołynia” wydaje się co najmniej niestosowne. Czy można w tym wypadku mówić o pomyłce? Tak mogłoby się zdarzyć w rozmowie na żywo, ale ktoś, kto pisze tekst, zanim go zamieści w jakimś medium, to sprawdza czy nie ma w nim błędów ortograficznych, literówek itp. Sprawdza też czy w poszczególnych zdaniach użyte zostały właściwe słowa. Nie chce mi się wierzyć, że to pomyłka. A jeśli tak, to co to oznacza?

Jak rozumieć to, że kolejnym Wołyniem będzie cała Polska? Czy to oznacza akcje terrorystyczne na terenie całego kraju? Czy to będzie druga Irlandia Północna? Przecież mamy premiera, który obiecał nam drugą Irlandię, ale nie Północną. Od początku wojny na Ukrainie masowa emigracja na teren Polski wydawała się czymś sztucznym, bo wojna toczy się na jednej piątej czy szóstej części Ukrainy. Od początku też ci „uchodźcy” byli traktowani, nie jak uchodźcy wojenni, tylko lepiej niż obywatele państwa, na którego teren przybywali. To nie dzieje się przypadkiem. Chodzi o skłócenie obu narodów, szczucie ich na siebie. Do tego dochodzi jeszcze żądanie, by Ukraińcy przebywający na terenie Polski przepraszali za rzeź wołyńską. A dlaczego oni mają to robić, skoro ich wtedy jeszcze na świecie nie było? Mogliby oczywiście przeprosić politycy, ale i oni tego nie zrobią. Inna sprawa, że tam prawdopodobnie mordowano ludność ukraińską, bo skoro jest zakaz ekshumacji, to znaczy, że jest coś do ukrycia. A co tam może być do ukrycia? Coś, co jest niezgodne z obowiązującą narracją.

Mamy więc na terenie Polski kilka milionów Ukraińców, z których część jest rytu kijowskiego, a część – rytu moskiewskiego. Mamy też mniejszość białoruską rytu moskiewskiego i ludność polską – katolicką, przynajmniej w części. W takiej sytuacji wywołanie konfliktu nie będzie trudne. A wszelkiego rodzaju niepokoje społeczne, protesty, strajki itp. są doskonałą okazją do odwrócenia uwagi od czegoś, co stwarzający taki stan chce ukryć. Co może chcieć ukryć? W takiej niestabilnej sytuacji cały plan kredytów hipotecznych może się załamać. I wówczas państwo, może nawet nowe państwo, przejmie na siebie ciężar ich spłaty. I wtedy już nikt nie dojdzie, kto brał te kredyty i w jakiej wielkości, bo mogłoby się okazać, że to jednak nie Ukraińcy w największym stopniu byli beneficjentami. I to rzeczywiście może być wyjątkowo ekscytujące.

Skoro raz stworzono w tym celu państwo, czyli Księstwo Warszawskie, które istniało tylko pięć lat, to można to zrobić jeszcze raz. Wojna trwa dopiero dwa lata. Żydzi planują na wiele lat do przodu, są konsekwentni w działaniu i cierpliwi, potrafią długo czekać na najdogodniejszy moment. Dlatego tak trudno rozszyfrować ich zamiary. By wykręcić ten numer z kredytami hipotecznymi, stworzyli nowe państwo. Do poboru rekruta nie było ono potrzebne. Napoleon podbił ten teren i mógł robić, co chciał. Żeby jednak ukryć ten geszeft, to stworzył nowe państwo. I tym razem może być podobnie. Powstanie państwa polsko-ukraińskiego będzie oznaczać likwidację obecnego. Ileż to przekrętów finansowych pójdzie w zapomnienie! I być może na tym całym zamieszaniu skorzysta wielu obywateli Izraela, którzy posiadają również obywatelstwo polskie, ale którzy nie posiadają w Polsce żadnej nieruchomości. I być może ta „Niebiańska Jerozolima” istotnie jest szykowana, ale nie na Ukrainie, tylko w Polsce… jeszcze w Polsce.

Wygląda na to, że szykują nam wojnę domową, bo ani Polacy, ani Ukraińcy, ci nakręcani przez media i ulegający tym nastrojom, nie rozumieją, że są szczuci na siebie przez Żydów. A oni? Tak jak pisał w cytowanym artykule autor, chociaż niby w innym kontekście:

“My tylko napawamy się chwilą w zaciszu swoich domostw, gdy płomienie rytmicznie strzelają w naszych kominkach, świerszcze przyjaźnie wygrywają nocne melodie w przydomowym ogrodzie, a Ukraina właśnie przegrywa wojnę. Towarzyszka wieczoru o imieniu whisky zaprasza na spacer ścieżką prowadzącą do bajkowego nastroju, a gdzieś setki kilometrów dalej Ukraina na zawsze traci Donbas, co jest dopiero początkiem jej przygody ze zmniejszaniem swych rozmiarów.”

A to zaledwie początek. Wojna domowa w Polsce i jej konsekwencje, to dopiero będzie wyjątkowo ekscytujące. Wygląda na to, że to już się dzieje. Jakieś trzy tygodnie temu miał miejsce wypadek na Placu Rodła w Szczecinie. Zostało tam potrąconych dwadzieścia osób. Jedna z nich wymaga kosztownej rehabilitacji. Brak jakichkolwiek informacji na temat sprawcy, co oznacza, że był to Ukrainiec. Od roku ma on obywatelstwo polskie, więc poinformowano, że był to obywatel polski. Nawet nie podano jego imienia i pierwszej litery nazwiska, co jest normą w takich sytuacjach. Podobno też parę razy wjeżdżał na chodnik. Nie był to więc żaden wypadek, tylko akt terroru. W tym samym czasie złapano obywatela Ukrainy, który przygotowywał zamach we Wrocławiu. Taka informacja pojawiła się na Kanale Zero. Planował on podpalenie kilku ważnych obiektów w tym mieście. Ukrainiec został zatrzymany przez ABW. Taką informację podała TVP INFO.

Prawdopodobnie przez najbliższe trzy miesiące będzie spokój, bo zbliżają się wybory do parlamentu europejskiego. Później jednak mogą dziać się dziwne rzeczy.