Wojna na lata?

Wojna na Ukrainie nie skończy się szybko. Być może na początku tego konfliktu nie było jeszcze powodu, by uważać, że będzie on długotrwały, ale dziś nie ma już chyba wątpliwości, że tak będzie. Potwierdzają to sami politycy.

Na portalu ZeroHedge ukazał się w dniu 14 czerwca artykuł Pentagon: US Will Arm Ukraine For Years To Come – Pentagon: USA zbroją Ukrainę na wiele lat (https://www.zerohedge.com/military/pentagon-us-will-arm-ukraine-years-come).

»W poniedziałek zastępca sekretarza obrony Kathleen Hicks powiedziała, że przywódcy Pentagonu wierzą, że Ukraina przetrwa inwazję Rosji i że Stany Zjednoczone przygotowują się do dozbrajania tego kraju w nadchodzących latach.

Myślę, że możemy dziś powiedzieć sobie, że będzie kraj zwany Ukrainą. Będzie to kraj suwerenny i ten kraj będzie miał wojsko, które będzie mogło go bronić – powiedziała Hicks podczas szczytu Defense One Tech.

A więc patrząc w przyszłość, zastanawiamy się, czego będą potrzebowali Ukraińcy, aby bronić się w dłuższej perspektywie – dodała.

Do tej pory USA przeznaczyły około 54 miliardów dolarów na wojnę na Ukrainie, z czego większość zostanie wykorzystana na pomoc wojskową. Fundusze mają wystarczyć na rok podatkowy 2022, który dla rządu federalnego kończy się 30 września.

Ale Hicks powiedziała, że Pentagon chce wspierać Ukrainę w dłuższej perspektywie, w ciągu najbliższych pięciu, dziesięciu, a nawet dwudziestu lat.

Na pewno zastanawiamy się nad tym, jak ma wyglądać taka pomoc. Biorąc pod uwagę całe nasze doświadczenie, które mamy, pomagamy, doradzamy i asystujemy… krajowi partnerskiemu, w tym przypadku Ukrainie. Myślę, że jesteśmy do tego dobrze przygotowani, podobnie jak wielu naszych sojuszników i przyjaciół, a teraz pracujemy razem, aby zdecydować, jakie jest najlepsze rozwiązanie – powiedziała.

Następnie stwierdziła, że wsparcie dotyczyłoby nie tylko dostaw broni, obejmowałoby ono stałe programy szkoleniowe: Zastanawiamy się, jaki rodzaj sprzętu będzie potrzebny, jakiego rodzaju długoterminowe szkolenia i pomoc wojskowa, dodała.

Prezydent Ukrainy z pasją apeluje do sojuszników o wysyłanie broni i pomoc w ograniczeniu ofiar w trwającym oblężeniu Siewierodoniecka. Zełenski mówi, że ich liczba jest po prostu przerażająca.

Komentarze Hicks sygnalizują, że administracja Bidena nie planuje poprawy stosunków z Rosją, ponieważ jednym z głównych powodów inwazji Moskwy na Ukrainę był sojusz Kijowa z USA i NATO oraz wsparcie militarne, jakiego mocarstwa zachodnie zaczęły udzielać od 2014 roku.«

Ta wojna musi trwać. Bez niej wygenerowanie takiego kryzysu – jaki już jest, a będzie większy – nie było by możliwe. Nie było by też możliwe wywołanie takiej fali „uchodźców”, bez których nie mogło by być tworzone wspólne państwo polsko-ukraińskie. Ci politycy doskonale wiedzą, że ta wojna została wywołana sztucznie i sztucznie musi być podtrzymywana, by można było zrealizować wyznaczone cele. A na to trzeba czasu.

W dniu 15 czerwca pojawił się na tym samym portalu artykuł Pope Doubles Down On NATO-Ukraine Comments: Russian Invasion Was “Provoked” – Papież podtrzymuje swoją wcześniejszą wypowiedź w sprawie: NATO-Ukraina: rosyjska inwazja została „sprowokowana” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/pope-doubles-down-ukraine-war-comments-russian-invasion-was-provoked).

»Papież Franciszek potwierdził swoje wcześniejsze kontrowersyjne oświadczenie sugerujące, że konflikt rosyjsko-ukraiński jest w dużej mierze winą NATO, twierdząc również, że wojny tej nie można sprowadzić do konfliktu dobra i zła – jak czytamy w nagłówku wywiadu z Watykanu.

W wypowiedziach opublikowanych we wtorek przez jezuicki magazyn La Civiltà Cattolica przywódcy rzymskokatoliccy oświadczyli, że rosyjska inwazja została „być może w jakiś sposób sprowokowana”, a jednocześnie po raz kolejny powiedzieli, że pojawiły się oznaki, że NATO „szczekało u bram Rosji” w okresie ją poprzedzającym.

Duchowny nadal potępiał to, co nazwał bezwzględnością i okrucieństwem wojsk rosyjskich, jednocześnie ostrzegał przed typową bajkową narracją konfliktu: dobro kontra zło.

Podobnie jak w przypadku jego pierwszych, podobnych w tonie komentarzy, wygłoszonych na początku maja, te ostatnie wypowiedzi wywołały oburzenie wśród zachodnich ekspertów, którzy wezwali do zwiększenia wsparcia militarnego dla Ukrainy kosztem dialogu z Moskwą w celu wynegocjowania ugody kończącej wojnę:

Musimy odejść od retoryki Czerwonego Kapturka, w którym Czerwony Kapturek jest dobry, a wilk jest zły – powiedział Franciszek. Wyłania się coś globalnego, a siły do tego dążące są różnorakie i wzajemnie od siebie zależne.

W tym właśnie wywiadzie nadał więcej treści swoim wypowiedziom z początku maja na temat wojny. Powiedział, że kilka miesięcy przed inwazją 24 lutego spotkał się z „mądrą” głową pewnego państwa – chociaż Franciszek nie wymienił nazwy tego państwa, ani nazwiska tej głowy:

…mądry człowiek, który niewiele mówi, naprawdę bardzo mądry… Powiedział mi, że bardzo się martwi tym, jak działa NATO. Zapytałem go dlaczego, a on odpowiedział: Szczekają u bram Rosji. Nie rozumieją, że Rosja to imperium i żadna obca siła nie powinna się do niego zbliżać i stwarzać bezpośredniego dla niego zagrożenia.

Podsumował: Taka sytuacja może prowadzić do wojny. Taka była jego opinia. 24 lutego rozpoczęła się ta wojna. Ta głowa państwa potrafiła odczytywać oznaki tego, co się dzieje.

Dodał: Nie widzimy całego ogromu problemów, jakie generuje ta wojna, którą być może w jakiś sposób albo sprowokowano, albo której nie zapobieżono.

Papież powtórzył również, że przemysł zbrojeniowy na Zachodzie czerpie korzyści z rozlewu krwi: Dostrzegam również zainteresowanie testowaniem i sprzedażą broni. To bardzo smutne, ale ostatecznie o to chodzi – powiedział.

Odmowa papieża Franciszka potępienia Putina staje się przedmiotem debaty w Kościele katolickim.

Ktoś może mi w tym momencie zarzucić: ale jesteś zwolennikiem Putina! Nie, nie jestem. Powiedzenie czegoś takiego byłoby uproszczeniem i błędem. Po prostu jestem przeciwny sprowadzaniu złożonej sytuacji do prostego schematu dobrych i złych, nie biorąc pod uwagę interesów obu stron. Pomimo że jesteśmy świadkami bezwzględności i okrucieństwa rosyjskich żołnierzy, nie powinniśmy zapominać o problemach i starać się je rozwiązać – wyjaśnił.

Według Vatican News, papież dodatkowo zauważył, że poza wojną ukraińsko-rosyjską świat jest w stanie wojny…

W pewien sposób widzimy, co dzieje się teraz na Ukrainie, ponieważ jest nam bliżej i bardziej drażni naszą wrażliwość. Ale są też inne odległe kraje – pomyśl o niektórych częściach Afryki, północnej Nigerii, północnym Kongo – gdzie trwa wojna i nikogo to nie obchodzi. Pomyśl o Birmie i Rohingya (muzułmański lud w Birmie – przyp. W.L.). Świat jest w stanie wojny. Dziś, według mnie, została ogłoszona III wojna światowa.

Ostatnim razem, gdy zasugerował, że Zachód jest co najmniej w równym stopniu winny toczącej się wojny na Ukrainie, amerykańskie i zachodnie elity uruchomiły lawinę krytycznych opinii, sugerując, że w jakiś sposób liberalny papież Franciszek również został „zneutralizowany” przez Putina (jak na ironię oszczerstwo zazwyczaj zarezerwowane dla Trumpa lub ogólnie Republikanów).«

Na to, by konflikt mógł trwać i sprawiać wrażenie naturalnego, to nie może być tak, że wszyscy „huzia na Józia”, bo wtedy szybko skończyłby się. Ponieważ po stronie Ukrainy opowiedziały się wszystkie kraje NATO i unii, a Rosji nie potępia wiele krajów spoza Europy, to pewna równowaga jest zachowana. Niemniej jednak, żeby nie wyglądało tak, że cała Europa jest przeciwko Rosji, to papieżowi przydzielono rolę jej obrońcy, a przynajmniej obiektywnego arbitra tego konfliktu. W takim przypadku już nie cała Europa jednoznacznie potępia Putina. Papież, choć już dużo stracił ze swojego autorytetu, to nadal jest głową Kościoła katolickiego. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w obu skłóconych krajach obowiązuje prawosławie, co automatycznie ustawia go w roli bezstronnego obserwatora.

Najlepsi na świecie reżyserzy wybrali scenę, czyli miejsce konfliktu, dobrali aktorów i przydzielili im odpowiednie role. I przedstawienie trwa albo jak śpiewał niegdyś utalentowany wokalista: the show must go on.

Eksperyment wołyński

Dla wielu ludzi to, co dzieje się obecnie w relacjach polsko-ukraińskich jest całkowicie niezrozumiałe, wprost nie do uwierzenia, że tak można faworyzować obcy naród kosztem swojego. Problem polega na tym, że to nie jest „swój naród”. Ludzie, którzy rządzą tym państwem i narodem nie są Polakami. To, że oni tak twierdzą, nie ma najmniejszego znaczenia. Gdyby oni byli Polakami, to nie postępowaliby tak. To jest tak oczywiste, że tu już niczego nie trzeba dodawać i dokonywać jakichś intelektualnych wygibasów dla usprawiedliwienia tej postawy. Kim oni zatem są? Zapewne Żydami, masonami, szabesgojami. Podobnie było w II RP, która po zamachu majowym stała się państwem całkowicie zdominowanym przez Żydów i masonów. I tylko w takim państwie mogło dojść do czegoś takiego jak eksperyment wołyński. Ewenement na skalę światową, jak sądzę. I ten eksperyment w konsekwencji doprowadził do rzezi wołyńskiej.

W internecie znalazłem kilka artykułów na temat tego eksperymentu. Wszystkie one są jednak tak napisane, by niby coś wyjaśnić, ale niczego nie wyjaśniają, wprost przeciwnie – zaciemniają obraz sytuacji. Dopiero artykuł Lucyny Kulińskiej, mówiąc wprost, wykłada kawę na ławę.

Kto zapomina historię powtarza ją. Refleksja nad polską polityką wschodnią – Lucyna Kulińska (https://patrznarece.pl/analizy/kto-zapomina-historie-powtarza-ja-refleksja-nad-polska-polityka-wschodnia-czesc-2/). Artykuł pochodzi ze strony internetowej Patrz Na Ręce.pl.

»Idea prometejska

Ruch prometejski był międzynarodówką antykomunistyczną, której celem było zniszczenie Związku Radzieckiego i przekształcenie jego republik w niepodległe państwa. Jednym z filarów realizacji idei prometejskiej była ścisła współpraca z byłymi przedstawicielami władz Ukraińskiej Republiki Ludowej z Petlurą na czele, a po jego śmierci, wprowadzenie w życie sojuszu polsko-ukraińskiego. Było ono rozumiane nie tylko jako współpraca polityczna, ale i wojskowa. Emigranci ukraińscy z URL zostali przyjęci gościnnie. Udzielono wszechstronnej pomocy Petlurze i jego rodzinie, wyasygnowano pomoc finansową dla przywódców ukraińskich i byłych urzędników z URL. 

Tymczasem ukraińscy emigranci wojskowi nie asymilowali się i nie włączali się w nurt polskiego życia społecznego. Nie uczyli dzieci języka polskiego – posyłali je jedynie do szkół ukraińskich, pracowali w instytucjach ukraińskich w zupełnym oderwaniu od spraw polskich. Ci, którzy przedostali się za sowiecką granicę z reguły ulegali przewerbowaniu. Taki stan przetrwał do roku 1939, a wraz z nim wiara, umacniana przez Polaków przez lata, że jedynym możliwym rozwiązaniem dla Ukraińców jest konflikt zbrojny – totalny i prowadzony do końca. Nadzieja, że dzięki polskiej pomocy emigracja ukraińska zrezygnuje z antypolskich dążeń w odniesieniu do województw południowo-wschodnich, a koncentrować się będzie jedynie na planach odbudowy państwa naddnieprzańskiego, nie sprawdziła się. 

Wojna pokazała to dobitnie. Ukraińska „rewolucja narodowa” w konsekwencji nie została skierowana przeciw Rosji, a została bez skrupułów wykorzystana przeciw Polsce. Obóz Piłsudskiego, nie rozstając się z ideami odbudowy państwa ukraińskiego za Zbruczem, nie przewidział jakże prostego faktu. Wspierając czynniki niemające w konfrontacji ze stalinowskim aparatem przemocy żadnych szans, wzmacniał wyłącznie siły, które przyczynią się później nie tylko do unicestwienia władztwa państwa polskiego nad województwami wschodnimi, ale w ogóle do fizycznego wyniszczenia ludności polskiej na tym terenie. 

Szkolenie Ukraińców w organizacjach paramilitarnych

Jednym z elementów tych działań było sponsorowane i wspierane przez władze paramilitarne szkolenie młodzieży ukraińskiej. Głównie w masowych organizacjach „Łuh” i „Sokił”. Tylko w legalnej organizacji „Łuh” przeszkolono wojskowo co najmniej 50 tysięcy młodych Ukraińców. Tajnym celem szkolenia było przygotowanie ukraińskiej młodzieży do „odwojowania” z rąk sowieckich Ukrainy Kijowskiej, tzw. Wielkiej Ukrainy.

Oficjalnie Towarzystwo Gimnastyczno-Pożarnicze, działając głównie na terenach Polski południowo-wschodniej „Łuh” posiadał w 1927 r. 627 oddziałów terenowych. Tymczasem, podobnie jak pozostałe, od początku był infiltrowany przez terrorystyczne UWO i OUN. Legalne organizacje młodzieżowe stały się więc kuźnią kadr antypolskich. Osłanianie ich przez władze państwowe tajnym parasolem ochronnym budzi grozę. Dokumenty i raporty KOP kierowane do władz zwierzchnich, dotyczące prawdziwego oblicza działalności ukraińskich organizacji młodzieżowych nie pozostawiają złudzeń, co do charakteru ich poczynań.

Skutkiem tego w Małopolsce Wschodniej wyszkolono za polskie pieniądze armię partyzancką zdolną do przekształcenia się w armię regularną i złożoną zarówno z emigrantów, jak i z młodzieży ukraińskiej. Nie chciała ona przepędzić, jak łudziły się władze, Rosjan z dalekiej Kijowszczyzny, ale Polaków z Lwowskiego, Tarnopolskiego i Stanisławowskiego. Zamiast oczekiwanych sojuszników przygotowano i wyćwiczono śmiertelnych wrogów, którzy kiedy przyszedł czas nie cofnęli się przed ludobójstwem polskich cywilów w imię budowy „Samostijnej Ukrainy”. Jest faktem, że wśród dowódców oddziałów mordujących Polaków w czasie II wojny światowej aż się roiło od owych wyszkolonych przez Polaków oficerów i podoficerów.

Wołyński eksperyment Henryka Józewskiego i jego skutki

Przez 11 lat Henryk Józewski, przyjaciel i protegowany Piłsudskiego był wojewodą wołyńskim. Zmarnował szansę, by to największe polskie województwo stało się bogatą i nowoczesną dzielnicą Polski. Była ona wieloetniczna, więc po 132 latach okupacji i wynaradawiania każdy wojewoda powinien przystąpić do jej jak najszybszego integrowania z resztą kraju. Tymczasem do niczego takiego nie doszło. Przeciwnie Józewski i jego petrulowcy współpracownicy zaczęli działać na rzecz zruszczenia i odłączenia tej dzielnicy od Rzeczpospolitej i to na koszt polskiego podatnika. 

Był to ewenement na skalę światową. Z ocalałych dokumentów wiemy, że w administracji Józewskiego nie zabrakowało ruso i ukrainofilów, z pochodzenia rdzennych Rosjan, o których lojalność do państwowości polskiej była wątpliwa. Byli to naczelnicy wydziałów, referenci bezpieczeństwa, prezes Urzędu Ziemskiego. Jak wykazały późniejsze dochodzenia, prawie wszyscy z nich byli podejrzewani o szpiegostwo! Zamiast asymilacji następowała więc dramatyczna ukrainizacja Wołynia. 

Większość znaczących towarzystw ukraińskich i Cerkiew dostały się pod wpływy nacjonalistów z OUN lub komunistów. Tworzone za polskie pieniądze Wołyńskie Ukraińskie Objednanje i jego rozliczne przybudówki: Proświtańskie Chaty, Ridne Chaty, chóry, teatry – wszystkie zostały wkrótce przez nich opanowane. W dziedzinie szkolnictwa i edukacji młodzieży też nastąpiło dramatyczne pogorszenie. Polacy musieli wręcz prosić o zgody na założenie polskiej szkoły. Polskie dzieci musiały przymusowo uczyć się języka ruskiego. Powołano trzy gimnazja ukraińskie: w Krzemieńcu, Łucku i Równem. W gimnazjach tych młodzież wychowywana była w duchu ukraińskiego szowinizmu. Dalszą edukację młodzież ta odbierała we Lwowie, skąd wracała na Wołyń przygotowana do samodzielnego zakładania terrorystycznych komórek. 

W tym samym czasie społeczeństwo polskie, w tym najbardziej propaństwowy element – osadnicy wojskowi – pozostawieni zostali samym sobie, ba, nawet oni poddawani ukrainizacji. Doszło do tego, że jeden z wołyńskich starostów mówiącemu do niego po polsku osadnikowi publicznie zwrócił uwagę „czemu ne howoryte do mene w ridnim jazyci?”. Aby zamaskować działalność ukrainizacyjną, ludzie Józewskiego urządzali pokazowe, reżyserowane, ale za to szumne obchody świąt i polskich rocznic narodowych. Był przypadek biskupa Polikarpa, wielkiego przyjaciela Józewskiego, który powitany z honorami podczas wizytacji kanonicznej oburzył się na polską komendę i polskie przemówienie, a o godle państwowym – Orle – wyraził się: „ten piweń (kogut) tu całkiem niepotrzebny!”. 

Podsumowując wojewoda Józewski zasłużył sobie rzetelnie na określenie: „grabarz polskości Wołynia”: 

  • za zniszczenie polskiego stanu posiadania
  • za wzmocnienie ukrainizmu przez likwidowanie polskiej własności drogą rozdziału ziemi polskiej wyłącznie między miejscową ludność ukraińską; 
  • za terroryzowanie polskiego społeczeństwa, rozbijanie jego spójności; 
  • za sprowadzanie z zagranicy (Niemiec, Czech) Ukraińców i obsadzanie nimi administracji przy równoczesnym usuwaniu ze stanowisk Polaków; 
  • za ukrainizowanie Cerkwi prawosławnej przez wprowadzenie do liturgii języka ukraińskiego w miejsce starosłowiańskiego; 
  • za zakładanie ukraińskich szkół; 
  • za założenie ukraińskiej partii politycznej „Wołyńskie Ukraińskie Objednanie” oraz całego szeregu innych organizacji którym przewodzili sprowadzeni z kijowszczyzny Ukraińcy. 

Procederu tego Józewski dopuszczał się przez kluczowych 11 lat!  Eksperyment wołyński był jednym z wielu przedsięwzięć władz sanacyjnych mających na celu zjednanie ludności ukraińskiej kolejnymi koncesjami, kosztem polskiego stanu posiadania. 

Te koncesje, zamiast lojalności ukraińskich mieszkańców państwa, przyniosły jedynie pogarszanie się stanu bezpieczeństwa w województwie i reszcie kraju. Zgodnie ze scenariuszem terrorystów kolejne zamachy i akty wrogości musiały wywoływać reakcję władz, a o to szowinistom ukraińskim chodziło.

Bolesny w konsekwencje brak wyobraźni

Dowodem tego jak dalece idea prometejska zaćmiła umysły części polskich elit może być cytat z artykułu pt.Realizm i prometeizmz roku 1938! Autor jego pisał: 

Obecny rozwój wydarzeń politycznych w Europie dowodzi, że prometeizm jest wyrazem największego realizmu politycznego. Przynajmniej nie znam żadnej koncepcji politycznej, która by tak logicznie łączyła potrzeby poszczególnych narodów z potrzebami gospodarczego i politycznego rozwoju całej Europy. Żadna koncepcja „równowagi” politycznej nie może dać tego, co może dać koncepcja prometejska, a mianowicie uwolnić Europę od koszmarnego przekonania, iż wojna jest nieunikniona, co zmusza państwa do ogromnych zbrojeń, mogących się skończyć naprawdę tylko wojną. Prometeizm był może jedynym terenem, gdzie nie było rozdźwięków między Polakami i Ukraińcami. Przeciw moskiewski front [].

Wstrząsający jest fakt, że kiedy pisano te słowa od lat w najlepsze szła hitlerowsko-ukraińska współpraca, która miała na zasadach V kolumny zapalić w razie wojny ogniem powstania całe wschodnie województwa Rzeczypospolitej.

Epilog 

Polityka prowadzona przez Piłsudskiego i jego współpracowników, choć być może teoretycznie uzasadniona, z czasem stawała się szkodliwa, a szczególnie zabójcza także dla polskiej ludności, która pozostała poza granicami Polski. Stalin wykorzystywał i bowiem zagraniczne działania polskich służb jako pretekst do rozprawienia się z Polakami. Oznaczało to w praktyce skupienie się na Sowietach z całkowitym niemal zlekceważeniem zagrożeń płynących ze strony Niemiec oraz terroryzmu skrajnych ukraińskich organizacji nacjonalistycznych. Jakby tego było mało, sugeruje, że kręgi skupione wokół Piłsudskiego świadomie rezygnowały co najmniej do roku 1928 z neutralizowania ukraińskiego szowinizmu, bo był przydatny do walki z komunizmem. Zakończyło się to ludobójstwem dokonanym przez Ukraińców w czasie II wojny światowej.

Dopiero gdy kolejna wojna pukała do wrót Rzeczpospolitej, a współpraca Niemców hitlerowskich z nacjonalistami ukraińskimi szła pełna parą, władze uzmysłowiły sobie nagle, że zaniechanie działań w kierunku unifikacji i polonizacji województw wschodnich prowadzi jedynie do ich utraty. Było już jednak za późno. Wszystkie szanse stwarzane przez państwo wykorzystali tak naprawdę tylko Ukraińcy.

Forsowany przez obóz Piłsudskiego prometeizm przetrwał w polityce polskiej do dziś i jest realizowany z konsekwencją. Trudno nie zauważyć analogii. Pomimo swej podstawowej nieprzystawalności do rzeczywistości, pomimo że w znacznym stopniu przyczynił się i może przyczynić się do wielu nieszczęść jakie spotkały i spotykają nasz kraj, okazał się na swój sposób niezniszczalny. W stosunkach Polski z ukraińskimi i białoruskimi sąsiadami nieustannie dochodzi do dramatycznego zderzenia dwóch mentalności i sposobów myślenia, które niestety stronę polską czynią bezbronną.

Polacy z natury prezentują w kontaktach z Ukraińcami dążność do porozumienia za każdą cenę. Takie podejście odbierane jest przez wschodniego sąsiada, jak dawniej jako słabość i wykorzystywane dla własnych celów. Kto zapomina historię – powtarza ją. Może warto o tym pamiętać?«

x

Ten artykuł w części faktograficznej, w porównaniu z innymi, jest bardzo dobry. Jednak interpretacja tych faktów i próba objaśnienia tego zjawiska, jakim był eksperyment wołyński, jest wysoce naiwna. Być może autorka nie chciała lub nie mogła napisać prawdy, bo pisanie o polskich elitach i ich błędach nie jest zbyt oryginalne. Przede wszystkim nie było i nie ma polskich elit politycznych i nie popełniały i nie popełniają one błędów. Wszystko było i jest zaplanowane i realizowane zgodnie z przyjętym wcześniej scenariuszem.

Wmawianie, że sojusz polsko-ukraiński może stanowić przeciwwagę dla Rosji jest wysoce infantylne i tylko ktoś bardzo naiwny może w to uwierzyć. Historia to wielokrotnie pokazała, że to nie działa. Rosja jest zbyt potężna dla dwóch takich państw. Prawdziwy cel jest zawsze ten sam – skłócanie Polaków z Ukraińcami, bo wtedy ani jedni, ani drudzy nie będą silni, zwłaszcza Polacy. Kim więc byli ludzie, którzy forsowali takie koncepcje? Kim był Józewski? Na portalu Histmag jest artykuł Henryk Józewski – twórca „eksperymentu wołyńskiego” (https://histmag.org/Henryk-Jozewski-tworca-eksperymentu-wolynskiego-7743), w którym czytamy:

»Henryk Józewski urodził się w 1892 r. w Kijowie, będącym wówczas częścią Imperium Rosyjskiego. Jego rodzice przybyli do miasta kilka lat wcześniej w poszukiwaniu pracy, której nie mogli znaleźć w zacofanej gospodarczo Galicji, z której pochodzili (ojciec Henryka był inżynierem). Młody Józewski bardzo wcześnie zaczął się obracać w kręgach niepodległościowych. Już ok. 1905 r. jako uczeń gimnazjum wstąpił do „Korporacji” będącej organizacją samokształceniową, nastawioną na promocję nauki prowadzonej w języku polskim. W kolejnym roku rozpoczęła ona współpracę z zawiązaną w Kijowie komórką Polskiej Partii Socjalistycznej Frakcji Rewolucyjnej (PPS-FR). Zresztą wielu członków należało jednocześnie do obu struktur.

W czasie studiów należał prawdopodobnie do organizacji „Filarecja”, ale nie jest do końca jasne, jaką odgrywał w niej rolę, ponieważ była ona stosunkowo niewielka (ok. 100 członków) i głęboko zakonspirowana. W 1914 r. ukończył studia matematyczne w Kijowie i zdecydował się wyjechać do Krakowa, by podjąć studia malarskie. Jego pobyt trwał tam jednak bardzo krótko. Wiadomo, że spotkał się z Walerym Sławkiem i zadeklarował lojalność wobec Józefa Piłsudskiego, którego jednak osobiście nie spotkał. Tuż przed wybuchem wojny powrócił do Kijowa. Jak sam pisał, nastąpiło to w ostatniej chwili, gdyż zaraz po przejeździe pociągu armia austriacka wysadziła most w powietrze, aby opóźnić spodziewane natarcie wojsk rosyjskich.

W niedługim czasie wszedł w skład Komendy Naczelnej III (Wschodniej) Polskiej Organizacji Wojskowej i zaangażował się w działania zwiadowcze na rzecz Legionów, co równało się działalności na rzecz Austrii. W listopadzie 1915 r. jego ojciec, będący poddanym austriackim, został przesiedlony do Saratowa jako „element niepewny”. Henryk pojechał wraz z nim, choć prawdopodobnie nie został do tego zmuszony, gdyż jako urodzony w Kijowie nie był poddanym austriackim. Mógł więc powodować się albo względami sentymentalnymi (bo uważał, że powinien dzielić los z ojcem), albo też wykonał polecenie którejś z organizacji, do których należał (POW lub PPS-FR). Przez cały okres pobytu w Saratowie prowadził zresztą działalność wśród polskich uchodźców i jeńców. Przeżył tam także rewolucję lutową. Był nawet przez krótki okres członkiem miejskiego komitetu rewolucyjnego, jednak niepokoił go powrót do kraju Lenina i rosnąca siła bolszewików. W związku z pogłębiającym się chaosem w czerwcu 1917 r. wrócił do Kijowa.«

x

Z cytowanego fragmentu wynika, że jego ojciec pochodził z Galicji i wyjechał do Kijowa w poszukiwaniu pracy. Dlaczego nie do Wiednia, gdzie pewnie jako inżynier miałby szansę na znalezienie dobrej pracy i nie musiałby się uczyć języka, bo zepsuty niemiecki, a takim jest jidisz, to jednak niemiecki. Nazwisko „Józewski” pochodzi od imienia Józef, a więc jego ojciec, a może dziadek, był neofitą żydowskim. Działalność Józewskiego w tajnych organizacjach tylko utwierdza w jego pochodzeniu. Po zawarciu sojuszu z Petlurą w 1919 roku został Józewski wiceministrem spraw wewnętrznych Ukraińskiej Republiki Ludowej i tak sam określał swój status:

(…) byłem Polakiem – mężem zaufania Polski i byłem Polakiem – wiceministrem ukraińskim, mężem zaufania Ukrainy. Nie byłem narzędziem Polski w ukraińskim rządzie, nie byłem agentem albo wtyczką. Polska mogła mieć do mnie zaufanie. W mierze nie mniejszej mogła mieć do mnie zaufanie Ukraina.

Odegrał znaczącą rolę w przygotowywaniu wyborów parlamentarnych w 1928 r. Wraz z Kazimierzem Świtalskim i Walerym Sławkiem współtworzył Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem (BBWR) i był odpowiedzialny za budowę jego struktur regionalnych oraz stworzenie list kandydatów w przyszłych wyborach. Po ich przeprowadzeniu, wiosną 1928 r., Józewski wyjechał z Warszawy do Łucka, gdzie objął funkcję wojewody wołyńskiego.

Województwo wołyńskie

Województwo wołyńskie liczyło w 1931 roku około 2 mln ludności. Z tego 70% to Ukraińcy, 15 % – Polacy, 10% – Żydzi, 2,3% – Niemcy. Resztę stanowiły inne narodowości. Około 1/3 ludności polskiej zamieszkiwała w miastach. Jan Kęsik w swojej pracy z 2008 roku Województwo wołyńskie pod rządami Henryka Józewskiego pisze:

»Ludność polską na Wołyniu w latach międzywojennych można podzielić na cztery zasadnicze, wyraźnie wyodrębniające się grupy: element autochtoniczny, osadnicy wojskowi i cywilni, ziemiaństwo wraz z duchowieństwem rzymskokatolickim oraz administracja państwowa. Pierwszą z nich tworzyli głównie chłopi i szlachta zagrodowa. Pod względem wyznaniowym wśród Polaków – autochtonów wyodrębnić można dwie kategorie: katolików i prawosławnych, przy czym ci ostatni, zresztą zdecydowanie przeważający liczebnie, to ludność silnie zrutenizowana bądź zrusyfikowana. Szlachta zagrodowa wyznania prawosławnego niejednokrotnie nie posiadała wyraźnie określonego poczucia przynależności narodowej, wielu z nich potrafiło określić się tylko jako „tutejszy”, „prawosławny”.«

Jeśli więc ludność autochtoniczna była w większości zrutenizowana i prawosławna – a ludność napływową w dużym stopniu, jak wynika z artykułu Lucyny Kulińskiej, stanowili Ukraińcy z Galicji – to, o co tak naprawdę chodziło w rzezi wołyńskiej, dokonanej na terenie całkowicie zdominowanym przez Ukraińców? Spośród czterech województw południowo-wschodnich II RP, tj. stanisławowskiego, tarnopolskiego, lwowskiego i wołyńskiego, to właśnie województwo wołyńskie miało najmniejszy odsetek ludności polskiej.

UPA

11 lipca 1943 roku około godziny 3.00 oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim, które leżały obok siebie w południowo-zachodniej części województwa i graniczyły z województwem lubelskim. Była to akcja przygotowana i zaplanowana: przykładowo akcję w powiecie włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków. Tak to opisuje Wikipedia.

Dziwnie to wygląda. Na cztery dni przed akcją rozgłoszono o zamiarze wymordowania Polaków. To tak, jakby ktoś celowo chciał nagłośnić ten zamiar. Trudno sobie wyobrazić, by taka informacja nie dotarła do zainteresowanych, a mimo to wydawali się być zaskoczeni. A może atak nastąpił tam, gdzie mówiono o tym otwarcie i dlatego ludzie byli zaskoczeni, bo sądzili, że będzie dotyczył kogo innego.

UPA to formacja zbrojna Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, utworzona przez frakcję banderowską tej organizacji pod koniec 1942 roku. Oznacza to, że nie mogła ona w tak krótkim czasie, czyli około pół roku, stworzyć tak licznej i sprawnej formacji, by przeprowadzić taką skomplikowaną pod względem logistycznym i wojskowym operację. Taka formacja była już gotowa. Dzięki eksperymentowi wołyńskiemu wyszkolono i wyposażono formacje paramilitarne, które przekształcono później w UPA. Działała ona głównie na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na trenach na zachód od linii Curzona, czyli obecnej wschodniej granicy Polski. Można więc powiedzieć, że to władze II RP stworzyły UPA, a głównym odpowiedzialnym był Piłsudski, bo to z jego polecenia działał na Wołyniu Józewski i realizował jego plan. Pośrednio więc to właśnie Piłsudskiemu można przypisać odpowiedzialność za stworzenie warunków, umożliwiających rzeź wołyńską. Szokujące, nieprawdaż? Dla wielu bohater narodowy, który wskrzesił Polskę, a tu się okazuje, że to zwykły bandzior bez skrupułów. Nie wprost, ale Kulińska to potwierdza, pisząc:

Zamiast oczekiwanych sojuszników przygotowano i wyćwiczono śmiertelnych wrogów, którzy kiedy przyszedł czas nie cofnęli się przed ludobójstwem polskich cywilów w imię budowy „Samostijnej Ukrainy”. Jest faktem, że wśród dowódców oddziałów mordujących Polaków w czasie II wojny światowej aż się roiło od owych wyszkolonych przez Polaków oficerów i podoficerów.

I co z tego wynika?

Kulińska oczywiście usprawiedliwia, w pewnym sensie, władze II RP, że oni chcieli dobrze, że chodziło o sojusz przeciwko Związkowi Radzieckiemu, że to było działanie w interesie obu państw i narodów. Nie zgadzam się z taką interpretacją. To nie były polskie władze i świadomie działały na szkodę narodu polskiego i świadomie skłócały Polaków z Ukraińcami. Obecne władze postępują dokładnie tak samo. Przypadek? Naiwność? Nie! Perfidia! Żaden sojusz polsko-ukraiński, żadne wspólne państwo, żadna unia nie są w stanie stworzyć realnej przeciwwagi dla Rosji. Tylko wyjątkowy dzban może tak myśleć. A takich chyba nie brakuje.

Skoro w województwie wołyńskim odsetek ludności polskiej był najniższy ze wszystkich województw południowo-wschodnich i wynosił tylko 15%, a 1/3 tej ludności mieszkała w miastach, to rodzi się pytanie: Kto ginął w tej rzezi? Polacy czy Ukraińcy? A może większość to byli Ukraińcy czy Rusini? Zdaję sobie sprawę, że tego typu pytania mogą być dla wielu szokujące, ale przecież wiemy, że w przypadku tzw. holokaustu ilość ofiar przeszacowano wielokrotnie. A skoro tak, to może w przypadku rzezi wołyńskiej mamy do czynienia z podobnym zabiegiem? A może to ci sami, którzy stworzyli mit holocaustu, czyli ludobójstwa 6 milionów Żydów, może ci sami stworzyli nam mit rzezi wołyńskiej, czyli ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Pewne fakty przytoczone w tym blogu podważają ten oficjalny przekaz. Prawdy zapewne nigdy nie poznamy, co nie znaczy, że nie należy dążyć do tego.. Zdawanie pytań, to jeszcze nie negacja, to tylko próba dotarcia do prawdy.

Polacy domagają się przeprosin za rzeź wołyńską, a Ukraińcy nie chcą przepraszać. No i mamy konflikt, nierozwiązywalny. Najlepsi na świecie reżyserzy wyreżyserowali go obu nacjom i one skaczą sobie do oczu, nie próbując nawet rozmawiać ze sobą na te tematy. Czyż można sobie wyobrazić coś lepszego, co będzie podtrzymywać nienawiść na długi czas.

I jeszcze ta liczba „99”. Dlaczego akurat taka? Przypadek? Niektóre środowiska, szczególnie masoneria i żydostwo, przywiązują wagę do numerologi. Jeśli nie był to przypadek, to właśnie do tych środowisk prowadzi ta liczba, czyli do prawdziwych sprawców rzezi wołyńskiej.

Wszędobylscy

II RP to było państwo, które ja wielokrotnie krytykowałem, nazywając je karykaturalnym, głównie ze względu na to, że państwo to, do pewnego stopnia, powielało przedrozbiorową Rzeczpospolitą ze wszystkimi jej wadami, czyli przede wszystkim z dużą ilością mniejszości narodowych, co skutkowało później wieloma nieszczęściami. Ale to Żydzi, poprzez różne zabiegi dyplomatyczne, skroili nam takie państwo. Oni nienawidzą państw narodowych, co, z ich punktu widzenia, jest zrozumiałe.

Jednak mieli Polacy w tej II RP swoją prasę, własne dzienniki i tygodniki, w których mogli pisać o tym, o czym w PRL-u i III RP polscy dziennikarze mogli tylko pomarzyć, jeśli w ogóle tacy byli. A tamci mogli pisać otwarcie o relacjach polsko-żydowskich i pisali. Może wtedy Żydzi nie byli jeszcze na tyle silni, by móc podporządkować sobie całą prasę, a poza tym była jeszcze polska inteligencja, może nieliczna, ale była. Po II wojnie światowej ich dominacja była całkowita, po części dzięki temu, że zabrakło tej inteligencji. Nic tak nie zmienia rzeczywistości jak wojny. Po żadnej z nich nie było powrotu do poprzedniego stanu. Odnoszę jednak wrażenie, że ludzie zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy, mając nadzieje, że po wojnie na Ukrainie wszystko będzie tak, jak przed nią. Nic bardziej mylnego.

Na portalu Retropress jest artykuł Polska a żydzi, zamieszczony w Dzienniku Bydgoskim w dniu 11 sierpnia 1920 roku (http://retropress.pl/dziennik-bydgoski/polska-a-zydzi/). Poniżej jego treść:

„W Polskę odradzającą się bije grom za gromem. Jesteśmy otoczeni ognistem moliskiem wrogów, którzy mają głos przeważny zarówno w obozie naszych przyjaciół, jak i nieprzyjaciół. Powiedzmy sobie otwarcie: prócz Niemców niema dziś w Europie bardziej znienawidzonego narodu, jak Polacy. Gdzież siewcy tej ku nam powszechnej nienawiści? Któż jest ten wróg, nakładający na nas zewsząd śmiertelną pętlę?

Kto z głębszem zastanowieniem śledzi tok wypadków i załomy zdarzeń, ten snadnie ujrzy za nimi jedną twarz. Jedną i tę samą twarz: czy chodzi o ofensywę bolszewicką, czy o sprawę plebiscytów, czy o pośrednictwo pokojowe ententy, czy o politykę Ameryki, czy wreszcie o kurs naszej marki. To twarz żydowska. Wygląda szydercza i złośliwa z poza każdego szańca, z którego bije w nas lawina nieszczęść i rozczarowań. Żyd należy do największych potentatów świata. Jest w każdym obozie, jest konserwatystą i socjalistą, jest czarnosecińcom i czerwono gwardyjcem, tkwi w każdym gabinecie ministerialnym, trzęsie każdą konferencją międzynarodową, rządzi kapitałem, opanował światową prasę. Działa pod miljonem marek i miljonem wszelakich pseudonimów, chadza wszelkiemi drogami i każdym manowcem, a dąży do jednego celu: do zdławienia Polski. Z krainy mogił i krzyżów chce zrobić jeno krainę mogił, a zetrzeć z niej doszczętnie piętno krzyża. Tak jest. U źródeł wszelkich naszych nieszczęść dzisiejszych tkwi żyd. To uświadomić sobie winien każdy Polak, a uświadomiwszy sobie, głęboko zakarbować w pamięci. Żyd krajowy, swojski lecz nie oswojony, dochodzi swoich krzywd, doznanych rzekomo w Polsce, rękami swych zagranicznych współwyznawców. Strata Śląska Cieszyńskiego, strata Mazurów i Warmii, zepchniecie nas w najciaśniejsze granice autograficzne, strata wschodniej Galicji, utrudniony kredyt zagraniczny, fatalny kurs marki polskiej – to wszystko kwity żydowskie za pogromy, których nigdy w Polsce nie było, za ucisk, o którym nikomu u nas nic nie wiadomo. W gruncie zaś rzeczy, to kwity żydowskie za nasze na żydów narzekania – bez czynu, za nasze czcze skargi – bez odwetu.

Cóż nam tedy czynić wypada? Czy narzekać dalej na żydów, niczego nie poczynając, czy począć coś, by uwolnić się z dławiącej zmory? Niestety. I to złe i to niedobre. Czczem narzekaniem jątrzymy tylko wankor żydowski, a czynem przeciwżydowskim zmobilizować możemy przeciw sobie cały świat w większym jeszcze, niż dotąd stopniu.

Prowadzić politykę racjonalną, znaczy w danym splocie zagadnień obrać drogę która wskazuje nie serce, lecz rozum. Wszystko odpycha nas od żydów. A jednak rozum powiada, że tę wrodzoną odrazę przezwyciężyć musimy, jeśli chcemy uniknąć dalszych nieszczęść, walących się na nas z zagranicy. Musimy poddać rewizji nasz stosunek do masy żydowskiej w Polsce. Skoro okazuje się, że już same nasze narzekania na plagę żydostwa starcza, by międzynarodowe żydostwo brało na nas najokrutniejszą pomstę, skoro okazuje się dalej, że na czynne zwalczanie tej plagi jesteśmy za słabi – przeto musimy wejść z żydem w układy, stworzyć jakieś nowe formy współżycia.

Trudno dziś określić, na czem one polegać mają. Musi je stworzyć praktyka i nasza dobra wola. Początek dały rządzące czynniki warszawskie, zwołując konferencję żydowską. W krótkich o niej komunikatach raziła bezbrzeżna arogancja żydowska. Lecz przełknijmy ją, pozwólmy się żydom wypowiedzieć, Może znajdzie się droga, wiodąca do porozumienia. Zaciskając zęby, przyjęliśmy madejowe warunki pośrednictwa ententy między bolszewikami a Polską, przyjęliśmy plebiscytową krzywdę mazurską, przyjęliśmy najniesprawiedliwszy wyrok cieszyński. Wychodziliśmy z tego rozumnego założenia, że lepiej poświęcić, choćby i znaczną część dobytku narodowego, by ocalić resztę. Podobnie zachować się musimy w stosunku do żydów. Musimy im wbrew naszej woli, wbrew naszym najświętszym przekonaniom, poczynić pewne ustępstwa – do czasu. Do onego czasu, w którym skrzepnie naród polski i ustali się, jak granit w swych posadach. Wtedy uderzy w puklerz swej mocy i regulować pocznie rachunki z każdym wrogiem – i tym, co pleni się pośród nas, i tym co jawnie nas zwalcza, i tym – co niosąc pomoc, równocześnie nas bez litości dławi.”

Dziennik Bydgoski, to pismo codzienne ukazujące się w Bydgoszczy w latach 1907-1939, a od roku 1920 także w województwie pomorskim i poznańskim. W okresie dwudziestolecia międzywojennego największa gazeta codzienna w Bydgoszczy a także jedno z największych pism Polski zachodniej.

W tym artykule padają słowa, które ja do znudzenia powtarzam, czyli – o żydowskiej totalnej dominacji, ale mam takie wrażenie, że wielu nie chce przyjąć tej prawdy do wiadomości. Takie słowa nie mogłyby zostać napisane w jakiejkolwiek współczesnej gazecie czy na jakimś portalu internetowym. Może więc właśnie dlatego tak się dzieje, że jak coś nie jest powtarzane na okrągło, to tego nie ma. Nie ma już wirusa, a jeszcze nie tak dawno był, bo straszono nim na okrągło.

Żyd należy do największych potentatów świata. Jest w każdym obozie, jest konserwatystą i socjalistą, jest czarnosecińcom i czerwono gwardyjcem, tkwi w każdym gabinecie ministerialnym, trzęsie każdą konferencją międzynarodową, rządzi kapitałem, opanował światową prasę. Działa pod miljonem marek i miljonem wszelakich pseudonimów, chadza wszelkiemi drogami i każdym manowcem, a dąży do jednego celu: do zdławienia Polski.

To zostało napisane w 11 sierpnia 1920 roku i nic się od tego czasu nie zmieniło, poza tym, że tego typu konstatacja nie mogłaby być obecnie zamieszczona w Polsce w żadnej wysokonakładowej gazecie czy na podobnych stronach internetowych i w innych nowoczesnych mediach.

Musimy im wbrew naszej woli, wbrew naszym najświętszym przekonaniom, poczynić pewne ustępstwa – do czasu. Do onego czasu, w którym skrzepnie naród polski i ustali się, jak granit w swych posadach.

Wtedy, gdy bolszewicy stali pod Warszawą, granice Polski nie były jeszcze ustalone, więc autor nie mógł wiedzieć, jak się one ostatecznie ukształtują i mógł mieć nadzieję, że naród polski „skrzepnie i ustali się jak granit w swych posadach”. Do tego jednak byłyby potrzebne odpowiednie warunki, czyli brak mniejszości narodowych lub ich, co najwyżej, kilkuprocentowa obecność oraz dłuższy okres spokoju, co w praktyce oznaczało brak wojen i stałe granice. Jak wiemy te warunki w Europie wschodniej, w tamtych realiach, były nie do spełnienia, a jak przekonujemy się, obecnie również są nie do spełnienia, bo granica z Ukrainą nie istnieje. Zaledwie Polacy zabrali się do budowy własnego państwa, a już parę lat później zamach majowy w 1926 roku przerwał te ambitne plany. Obecność Żydów we wszystkich partiach sejmowych paraliżowała jakiekolwiek konstruktywne działania i możliwość zawierania koalicji partyjnych, a to utrudniało stworzenie rządu większościowego i prowadziło do ciągłych zmian gabinetów. I w końcu wykreowany przez Żydów i idący na ich pasku Piłsudski, w „trosce” o dobro narodu i państwa, dokonał zamachu stanu.

Tak to wygląda, jeśli uwzględnimy obecność Żydów we wszystkich partiach politycznych. Jeśli tego nie zrobimy, to interpretacja jest taka, że Polacy to warchoły i nie nadają się do polityki i do budowy własnego państwa.

Minęło 13 lat i przyszła wojna, a po niej zmiana granic i masowe przesiedlenie ludności z Kresów na ziemie poniemieckie. A to oznaczało, że w granicach nowego państwa znowu znalazły się mniejszości narodowe, które nigdy nie asymilują się, gdy stanowią znaczny procent ludności danego państwa, zwłaszcza gdy mają przywileje i warunki ku temu, by kultywować swoje tradycje. A tak było za PRL-u i za III RP. Ale nawet jeśli w takich warunkach możliwa była jakaś pełzająca asymilacja, to ten proces został przerwany przez nowe, masowe przesiedlenia. Tak więc Żydzi dobrze wiedzą, co sprzyja temu, by naród polski nigdy nie skrzepł, by zawsze był narodem rozwodnionym i nie do końca ukształtowanym. Faworyzowanie mniejszości i dawanie im przywilejów, to zawsze i wszędzie jest żydowska metoda. Tak rozsadzają narody rdzenne od środka. I tak właśnie dzieje się obecnie w Polsce.

Wałęsa o unii

W dniu 5 czerwca ukazał się na Interii wywiad z Wałęsą: Lech Wałęsa: Unia Europejska powinna się rozwiązać (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-lech-walesa-unia-europejska-powinna-sie-rozwiazac,nId,6073134). W nim były prezydent dzieli się „swoimi” uwagami:

»Jeśli Komisja Europejska zgodzi się na KPO (dla Polski – red.), to będzie jej porażka – stwierdził były prezydent Lech Wałęsa w rozmowie z Marcinem Makowskim w “Tygodniku” Interii. Jego zdaniem Unia Europejska, “zamiast chodzić na kompromis” z naszym krajem, “powinna się rozwiązać i chwilę później stworzyć nową wspólnotę na podstawie Niemiec i Francji”. – Ale bez Polski i Węgier – zastrzegł Wałęsa.

1 czerwca Komisja Europejska zaakceptowała Krajowy Plan Odbudowy przedstawiony przez Polskę. Jak dzień później zapewniała szefowa KE Ursula von der Leyen, stało się to “po bardzo dogłębnej ocenie”. – Pierwsza wypłata środków będzie możliwa, gdy zostanie wdrożone nowe prawo dotyczące spraw dyscyplinarnych sędziów – mówiła podczas wizyty w Warszawie.

Decyzja Komisji Europejskiej to krok w kierunku wypłaty Polsce 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek w ramach Funduszu Odbudowy.

Lech Wałęsa: Polska traci miliardy. Niepoważnym politykom powinno się zabrać majątki

Sytuację wokół polskiego KPO Lech Wałęsa komentował w “Rozmowach Makowskiego” na łamach “Tygodnika” Interii. – Najbardziej mi się nie podoba, że przez kilku niepoważnych polityków Polska traci miliardy. Proponuję, aby po zwycięstwie prawdziwej demokracji zabrać im majątki, aby spłacili długi, jakie nam narobili – powiedział. 

Na uwagę Marcina Makowskiego, że politycy PiS “może nic nie musieliby spłacać, bo Komisja Europejska może niedługo odblokować fundusze unijne”, odparł: – Jeśli Komisja Europejska zgodzi się na (polskie) KPO, to będzie jej porażka.

Lech Wałęsa proponuje rozwiązanie Unii Europejskiej i “nową wspólnotę” bez Polski

Prezydent RP w latach 1990-1995 dodał, że “UE, zamiast chodzić na kompromis z Polską, powinna się rozwiązać i chwilę później stworzyć nową wspólnotę na podstawie Niemiec i Francji, ale bez Polski i Węgier“.

Ale znów mnie nie posłuchano, a to prosty pomysł: jeśli my chcielibyśmy wstąpić do nowej Unii, na wejściu poza prawami, musielibyśmy zaakceptować również obowiązki. I ustawić je tak, aby wygłupy, które mają dzisiaj miejsce, już nie powtórzyły – uznał Wałęsa.

W jego ocenie obecnie rządzący “te pieniądze (z KPO – red.) i tak roztrwonią i rozkradną”. – Bez praworządności nie ma sensu przekazywać miliardów euro na zmarnowanie – ocenił.

Lech Wałęsa w “Rozmowach Makowskiego” mówił też m.in., że “planował wejście do Unii i NATO razem z Ukrainą i Białorusią“. – Tyle że o Polsce i Węgrzech mówiłem otwarcie, a o tamte państwa zabiegałem tajnie, budując międzynarodową koalicję. Bylibyśmy to w stanie z Borysem Jelcynem zrobić, ale zabrakło mi drugiej kadencji – podkreślił.«

Trudno przypuszczać, by Wałęsa sam wpadł na ten pomysł. Tak zapewne podyktowali mu jego nieznani przełożeni. Cokolwiek by o nim nie mówić, to jest to były prezydent Polski i jako taki nadaje się do wygłaszania pewnych opinii, które niby są jego prywatnymi, ale przecież jest on nadal osobą publiczną. Ta wypowiedź wpisuje się w pewną narrację, przemycaną już od jakiegoś czasu, jeszcze nie nachalnie, raczej ostrożnie, ale konsekwentnie. Ta narracja to: unia europejska nie potrafi mówić i działać zgodnie. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest stosunek państw unii do sankcji wobec Rosji. Polska jest też atakowana za brak praworządności, a właściwie za brak „praworządności”. Wydumany problem, jeszcze jeden, który ma służyć rozsadzaniu unii od wewnątrz.

Temu też służy wypowiedź Wałęsy, ale służy też ona temu, by oswajać ludzi z faktem, że unia już nie spełnia swego zadania i czas na zmiany. Może jej likwidacja, a może przemodelowanie. Ale w każdym wariancie chodzi o wypchnięcie Polski z unii, bo tylko wtedy będzie możliwe formalne połączenie Polski z Ukrainą. Ten proces już faktycznie trwa. Nie trzeba daleko szukać dowodów. Jeśli oficjalne strony rządowe czy największe media, obok skrótu „pl”, umieszczają flagę ukraińską, to o czym to świadczy?

Jeśli te wszystkie międzynarodowe korporacje tak ochoczo zatrudniają Ukraińców, to robią to z własnej woli, czy dlatego, że są zależne od kogoś? Czy firma reklamowa nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli zatrudni osobę z ukraińskim akcentem, to może to zniechęcić cześć potencjalnych nabywców? Zdaje sobie sprawę, ale pan każe, sługa musi.

Pojawia się też coraz więcej dziennikarzy, którzy mówią z ukraińskim akcentem i często też z taką składnią. Podobna tendencja jest również widoczna wśród polityków. W takiej Konfederacji, poza Braunem i Winnickim, to już chyba nikt nie potrafi odpowiednio ułożyć języka w gębie.

Wszystko wskazuje na to, że powstanie nowe państwo. Oficjalnie będzie to państwo polsko-ukraińskie, a faktycznie Polin-ukro, w którym Ukraińcy będą obywatelami drugiej kategorii, a Polacy – trzeciej. Prawdopodobnie będzie ono obejmowało obszar bez wschodniej Ukrainy i zachodniej Polski, czyli tzw. Ziem Odzyskanych. Droga do tego jeszcze daleka, ale te wszystkie działania trudno inaczej wytłumaczyć.

Wałęsa mówi jak wróg Polski i swoim oświadczeniem dowodzi, że nim jest. On nie proponuje naprawy, tylko chce Polskę z unii wyrzucić:

Ale znów mnie nie posłuchano, a to prosty pomysł: jeśli my chcielibyśmy wstąpić do nowej Unii, na wejściu poza prawami, musielibyśmy zaakceptować również obowiązki. I ustawić je tak, aby wygłupy, które mają dzisiaj miejsce, już nie powtórzyły – uznał Wałęsa.

Przecież te sporne kwestie można uregulować bez wychodzenia z unii, a jeśli ktoś, czyli PiS, tego nie chce zrobić, to właśnie dlatego, że świadomie działa na rzecz jej rozbicia. Nie tylko PiS, ale i pozostałe partie realizują z dawna ustalony scenariusz. Jeśli więc dojdzie do rozpadu unii, to winowajcą będzie Polska i to na nią spadnie odium całej Europy. A prawdziwy sprawca, czyli Wielka Brytania, pozostanie poza podejrzeniami. Inna sprawa, że Niemcom i Rosji też zależy na jej rozpadzie, ale wszystkiemu winni będą oczywiście Polacy, nie pierwszy zresztą raz w historii. A skoro już wszyscy będą przekonani, że przyczyną wszelkiego zła w Europie jest Polska, to i likwidacja tego państwa zostanie przyjęta z ulgą.

Książki

Książki, w odróżnieniu od internetu, raz napisane, pozostają niezmienne. Nie dotyczą ich żadne aktualizacje, nie można ich skasować. Pozostają świadectwem czasów, w których zostały wydane, ale też czasem ich treść bywała sprzeczna z obowiązującą ideologią i systemem wartości. Dlatego tak często je palono. Problem jednak polegał na tym, że książka raz wydana rozchodzi się wśród czytającej publiczności i nie sposób dotrzeć do wszystkich wydrukowanych egzemplarzy, zwłaszcza że może ona zmienić właściciela i to nie jeden raz.

Mam wydanie Trylogii z 1956 roku, a w nim słowo wstępne Dalekie i bliskie sienkiewiczowskiej Trylogii, którego autorem jest Samuel Sandler. Imię i nazwisko nie pozostawia wątpliwości co do jego nacji. Wydał ją Państwowy Instytut Wydawniczy. Pisze on m.in.:

»Podstawowy problem Ogniem i mieczem – tego nie powinny przesłonić wszystkie uroki tej powieści, których jest naprawdę bardzo wiele – tkwi w tym, że pisarz dał tu obraz wojny wyzwoleńczej najzupełniej fałszywie oświetlający jej rzeczywisty charakter, podłoże, a częściowo i przebieg. Ukazał ją nie z pozycji interesów uciskanych mas, lecz z pozycji ciemiężycieli. Bo uważnie czytając Ogniem i mieczem można nawet znaleźć przytoczone i podobne wzmianki o sytuacji mas chłopskich, o ich okrutnej niewoli, o ich dążeniu do wyzwolenia, o ich ofiarności i bohaterstwie, ale są to tylko wzmianki; w całej powieści dominuje wrogość do ludu ukraińskiego, szlachecka pogarda dla „czerni”, najczęściej widzianej w oparach wódki, w rozbestwieniu i ogarniętej paniką, tchórzliwym strachem przed rycerzami-obrońcami szlacheckiej Rzeczypospolitej. Nieugiętych obrońców ludu, np. Chmielnickiego i Bohuna, przedstawia pisarz jako mścicieli swych osobistych niepowodzeń romansowych; warchoła, uosobienie magnackiej prywaty, Jeremiego Wiśniowieckiego, jednego z najciemniejszych przedstawicieli magnaterii siedemnastowiecznej, okrutnego ciemiężyciela i wyzyskiwacza ludu, który swoje „państwo wiśniowieckie” przeciwstawiał Polsce – jako bohaterskiego i nieugiętego obrońcę ojczyzny; zmagania ludu ukraińskiego o wolność – jako rozpasane dążenie do rzezi i rozboju, do „swawoli dzikiej”; obronę panowania „królewiąt” kresowych nad ludem, dążenie do spotęgowania jego ucisku społecznego, narodowego i wyznaniowego – jako walkę o ocalenie ojczyzny; to, co ją pogrążało w upadek, to, co stanowiło najistotniejszą zaporę jej postępu, rozwoju – jako patriotyczną walkę w obronie zagrożonego kraju.

Takie jest pojmowanie w powieści tego wielkiego w dziejach narodu ukraińskiego wydarzenia, wielkiej wojny wyzwoleńczej podejmowanej po tylu krwawych klęskach, bojach przez Bohdana Chmielnickiego. Zaciemniono jej źródła, fałszywie przedstawiono w niej siły przeciwstawne, nie ukazano jej rzeczywistych motywów. To paczy sens tej „powieści z lat dawnych”, pozbawia ją tego, co jest dla tej powieści najistotniejsze: prawdy dziejowej, a bez niej, jak to nie bez złośliwości, ale słusznie powiedział Bolesław Prus: „nie ma powieści historycznej; jest tylko historia zajścia Skrzetuskiego z Bohunem wymalowana na tle zanadto obszernym”.

Czy takie były intencje pisarza? Oczywiście, nie. „Powieść historyczna – pisał Sienkiewicz we wspomnianej już rozprawie – nie tylko nie potrzebuje być poniewieraniem prawdy dziejowej, ale może być jej objaśnieniem i dopełnieniem”. Sienkiewicz miał takie ambicje twórcze i z wyjątkową sumiennością badał źródła do opisywanej epoki, sięgał do oryginalnych dokumentów, do ich opracowań, do syntetycznych i szczegółowych prac historycznych. O pierwszej swojej powieści historycznej pisał w liście prywatnym w czasie jej tworzenia: „powiem o niej to tylko, żem grunt pod nią przygotował z całą sumiennością, ani jednego nazwiska nie zaczerpnąłem nawet w fantazji. Staram się też koloryt epoki oddać wiernie…” Ale to wszystko nie wystarczyło. Nie wystarczyła bowiem nawet najsumienniejsza wierność szczegółu, gdy zabrakło właściwego oświetlenia najbardziej zasadniczego konfliktu epoki. Przedstawił go Sienkiewicz z pozycji reakcyjnych, tak jak pojmowały go najbardziej wsteczne obozy ideowe klas panujących, najbardziej reakcyjne koła historyków. Zaważyły tu nacjonalistyczne przekonania pisarza, które prawie wszechwładnie zapanowały w dziele. I one decydują o zasadniczym skrzywieniu powieści, o tym, że szkielet jej – jak to określił Prus – jest zupełnie fałszywy. Sienkiewicz zawarł w tym dziele właściwie apologię panowania magnackiego na Ukrainie, a to, co zamierzał zawrzeć, co było jego intencją wypowiedzianą wprost i za pośrednictwem środków artystycznych, pokazał w postaci skrzywionej, właściwie najzupełniej wypaczającej jego intencje. Jego Skrzetuski „czuł się dumnym, że jest synem tej Rzeczypospolitej zwycięskiej, potężnej, o której bramy wszelka złość, wszelki zamach, wszelkie ciosy tak rozbijają się i kruszą jako moce piekielne o bramy nieba. Czuł się dumny jako szlachcic-patriota, że w zwątpieniu został pokrzepion, a w wierze nie zwiedzion”. Ma to być sugestywny wyraz patriotyzmu siedemnastowiecznego, ale przecież w konfrontacji z rzeczywistym charakterem dziejów jest to wyraz wierności wobec panowania magnackiego, które tak złowrogo ciążyło na losie i ukraińskiego chłopa, i na losie samej Polski.

Tak więc nacjonalistyczne wypaczenia eliminowały w Ogniem i mieczem patriotyczne tendencje pisarza. W żadnej bodaj innej powieści Sienkiewicza nie ma takiej rozbieżności intencji i pisarskich rezultatów. Stara to prawda, że gdy się patrzy na dzieje swojej ojczyzny nie z perspektywy interesów mas ludowych – bo między dążeniami ludu ukraińskiego a dobrze zrozumianymi interesami Polski nie było rozbieżności (rozumieli to najlepsi przedstawiciele sił postępowych i demokratycznych naszego kraju, np. Lelewel, Krępowiecki [neofita, zwierzchnik węglarstwa polskiego – przyp. W.L.]) – ale z perspektywy klas panujących, z perspektywy nacjonalizmu, miłość ojczyzny nie jest niczym innym, jak miłością przywileju klasowego, wiernością sprawie przemocy i ucisku własnego ludu i innych narodów. Chcąc tego czy nie chcąc, taką właśnie perspektywę widzenia wojny mas chłopskich i kozackich przeciwko Rzeczypospolitej szlacheckiej zawarł Sienkiewicz w Ogniem i mieczem. I to jest najważniejszy problem ideowo-artystyczny tej powieści. To też było głównym przedmiotem uwielbień, jakimi reakcyjna krytyka literacka, przedstawiciele wstecznych obozów ideologicznych darzyli tę powieść.«

Takie to świadectwo epoki sprzed 66 lat. Jedno stwierdzenie, ale mówi wiele:

Ale to wszystko nie wystarczyło. Nie wystarczyła bowiem nawet najsumienniejsza wierność szczegółu, gdy zabrakło właściwego oświetlenia najbardziej zasadniczego konfliktu epoki.

Jednym słowem, bez właściwego oświetlenia konfliktu cały jego opis, nawet najbardziej sumienny, nie warty funta kłaków. Choć z drugiej strony, to czy obecny przekaz tego, co dzieje się na Ukrainie, pozbawiony jest właściwego oświetlenia?

Drugie stwierdzenie dowodzi, że w polityce pewne stany są bardziej trwałe niż nam się wydaje:

bo między dążeniami ludu ukraińskiego a dobrze zrozumianymi interesami Polski nie było rozbieżności (rozumieli to najlepsi przedstawiciele sił postępowych i demokratycznych naszego kraju, np. Lelewel, Krępowiecki)

Tu komentarz jest chyba zbyteczny. Taka jest narracja obecnego rządu i wszelkich mediów.

Czy to się komuś podoba, czy – nie, powieść historyczna Ogniem i mieczem staje się znowu aktualna. Tylko czy nie znajdzie się na indeksie ksiąg zakazanych? Skoro już nie można, przynajmniej oficjalnie, mówić „na Ukrainie”, bo to „razi” Ukraińców, to stąd już tylko jeden krok do stanowiska, że ta powieść przedstawia Ukraińców w niewłaściwym świetle. Wszystko to możliwe w Polin-ukro. Jeśli jeszcze się tak nie stało, to tylko dlatego, że obecnie nikt nie czyta książek, a już na pewno nie czyta Ogniem i mieczem. Poniżej parę cytatów z tej powieści, by każdy sam mógł ocenić na ile to, co opisał Sienkiewicz, jest nadal aktualne i czy był stronniczy w swojej ocenie, jak chciał Samuel Sandler.

Ale zanim te cytaty, to należy się pewne wyjaśnienie. Dzikie Pola to pas ciągnący się, w kierunku południowy zachód – północny wschód, od dolnego Dniestru i wybrzeża Morza Czarnego do dorzecza dolnego Bohu i dorzecza dolnego Dniepru. Od południowego-wschodu graniczyły one z Chanatem Krymskim. Na północny-zachód od Dzikich Pól rozciągało się Naddnieprze, kraina leżąca po obu stronach Dniepru. Prawy jego brzeg nazywano ruskim, a lewy – tatarskim.

Naddnieprze, źródło: Wikipedia. Na prostym odcinku Dniepru, płynącym dokładnie z północy na południe występują tzw. porohy, czyli poprzeczne progi skalne.

Wikipedia tak opisuje Dzikie Pola:

“W chwili unii Litwy z Polską (1569) Ruś ukrainna przedstawiała step, pozbawiony osiadłej ludności rolniczej. Były to obszary, o których posiadaniu zdecydować miało zaludnienie ich i zagospodarowanie. Starostowie zamków królewskich – Kijowa, Białej Cerkwi, Kaniowa, Czerkas itd. przyjmowali włóczęgów różnego pochodzenia zarówno chłopów, jak i szlachtę, osadzali ich w stepach i używali do walki z najazdami tatarskimi.

Późniejsi osadnicy padali ofiarą najazdów wielu wojsk, których szlak wypadał tą drogą. Swą zwyczajową nazwę zawdzięczają licznym uchodźcom, którzy ciągnęli tu zarówno z zaludnionych ziem Rzeczypospolitej i Carstwa Rosyjskiego, innych regionów i państw. Było wśród nich wielu chłopów zbiegających przed zaostrzeniem pańszczyzny i innych obciążeń na rzecz szlacheckich właścicieli ziemskich, oraz ludzi niewolnych, uciekających przed prześladowaniami, a także pospolitych przestępców. Powodem, dla którego tu przybywali, był praktyczny brak jakiejkolwiek władzy i kontroli na terenie Dzikich Pól. Z nich to właśnie wykształciła się Kozaczyzna.

Na Dzikich Polach rozgrywa się większość akcji powieści Henryka Sienkiewicza Ogniem i mieczem.”

»W kilka dni później poczet naszego namiestnika (Skrzetuski – przyp. W.L.) posuwał się raźno w stronę Łubniów. Po przeprawie przez Dniepr (na pewnym odcinku Dniepr był granicą pomiędzy Dzikimi Polami a Chanatem Krymskim, w tym miejscu, gdzie było bliżej do Krymu – przyp. W.L.) szli szeroką drogą stepową, która łączyła Czehryn z Łubniami idąc na Żuki, Semi-Mogiły i Chorol. Drugi taki gościniec wiódł ze stolicy książęcej do Kijowa. Za dawniejszych czasów, przed rozprawą hetmana Żółkiewskiego pod Sołonicą, dróg tych nie było wcale. Do Kijowa jechało się z Łubniów stepem i puszczą; do Czehryna była droga wodna – z powrotem zaś jeżdżono na Chorol. W ogóle zaś owe naddnieprzańskie państwo – stara ziemia połowiecka – była pustynią mało co więcej od Dzikich Pól zamieszkaną, przez Tatarów często zwiedzaną, dla watah zaporoskich otwartą.

Dziwna to była ziemia, na wpół uśpiona, ale nosząca ślady dawniejszego życia ludzkiego. Wszędzie pełno popieliszcz po jakichś przedwiecznych grodach; same Łubnie i Chorol były z takich popieliszcz podniesione; wszędzie pełno mogił nowszych i starszych, porosłych już borem. I tu, jak na Dzikich Polach, nocami wstawały duchy i upiory, a starzy Zaporożcy opowiadali sobie przy ognisku dziwy o tym, co się czasami działo w owych głębinach leśnych, z których dochodziły wycia nie wiadomo jakich zwierząt, krzyki półludzkie, półzwierzęce, gwary straszne, jakoby bitew lub łowów. Pod wodami odzywały się dzwony potopionych miast. Ziemia była mało gościnna i mało dostępna, miejscami zbyt rozmiękła, miejscami cierpiąca na brak wód, spalona, sucha a do mieszkania niebezpieczna, osadników bowiem, gdy się jako tako osiedlili i zagospodarowali, ścierały napady tatarskie. Odwiedzali ją tylko często Zaporożcy dla ogonów bobrowych, dla zwierza i ryby, w czasie bowiem pokoju większa część Niżowców rozłaziła się z Siczy na łowy, czyli, jak mówiono, na „przemysł” po wszystkich rzekach, jarach, lasach i komyszach, bobrując w miejscach, o których istnieniu nawet mało kto wiedział.

Jednakże i życie osiadłe próbowało uwiązać się do tych ziem jak roślina, która próbuje, gdzie może, chwycić się gruntu korzonkami i raz w raz wyrywana, gdzie może, odrasta.

Powstawały na pustkach grody, osady, kolonie, słobody i futory. Ziemia była miejscami żyzna, a nęciła swoboda. Ale wtedy dopiero zakwitło życie, gdy ziemie te przeszły w ręce kniaziów Wiśniowieckich. Kniaź Michał po ożenieniu się z Mohylanką począł starowniej urządzać swoje zadnieprzańskie państwo; ściągał ludzi, osadzał pustki, zapewniał swobody do lat trzydziestu, budował monastery i wprowadzał swoje prawo książęce. Nawet taki osadnik, który przymknął do tych ziem nie wiadomo kiedy i sądził, że siedzi na własnym gruncie, chętnie schodził do roli kniaziowego czynszownika, gdyż za ów czynsz szedł pod potężną książęcą opiekę, która go ochraniała, broniła od Tatarów i od gorszych nieraz od Tatarów Niżowców. Ale prawdziwe życie zakwitło pod żelazną ręką młodego księcia Jeremiego. Za Czehrynem zaraz zaczynało się jego państwo, a kończyło się het! aż pod Konotopem i Romnami. Nie stanowiło ono całej kniaziowskiej fortuny, bo od województwa sandomierskiego począwszy ziemie jego leżały w województwach wołyńskim, ruskim, kijowskim, ale naddnieprzańskie państwo było okiem w głowie zwycięzcy spod Putywla.«

Z tego opisu wynika, że Wiśniowiecki był klasycznym feudałem. Ustrój feudalny powstał w Europie po rozpadzie Imperium Rzymskiego. Charakteryzował się tym, że gdy zabrakło suwerena w postaci państwa, to możni panowie przejmowali jego funkcje na obszarach im podległym. Był charakterystyczny dla rejonów wiejskich. Po X wieku powoli zanikał w Europie zachodniej, głównie na skutek rozwoju miast. W Europie wschodniej, w Rzeczpospolitej, przetrwał do drugiej połowy XIX wieku.

Posiadłości magnaterii polskiej w XVI–XVII wieku. Widoczne zaznaczone na czerwono ogromne zadnieprzańskie posiadłości Wiśniowieckich (rys. Maciej Mathiasrex Szczepańczyk i Halibutt , na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana); źródło: histmag.org.

Na powyższej mapce widać jak na dłoni, czym była Rzeczpospolita. Ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego to obszar, na którym praktycznie nie istniało państwo takie, jakie wówczas dominowało w Europie, czyli monarchia absolutna. To był ustrój feudalny, ale nawet największy feudał nie mógł przeciwstawić się potężnym państwom. Mógł jednak przeciwstawić się państwu słabemu, jakim była Rzeczpospolita. A Rzeczpospolita była słabym państwem, bo taki ustrój wymyślili jej Żydzi. Kolos na glinianych nogach – taka była ta Rzeczpospolita.

Dalej Sienkiewicz pisze:

„Na całej Ukrainie i Zadnieprzu poczęły zrywać się jakieś szumy, jakoby zwiastuny burzy bliskiej; jakieś dziwne wieści przelatywały od sioła do sioła, od futoru do futoru, na kształt owych roślin, które jesienią wiatr po stepach żenie, a które lud perekotypolem zowie. W miastach szeptano sobie o jakiejś wielkiej wojnie, lubo nikt nie wiedział, kto i przeciwko komu ma wojować. Coś zapowiadało się wszelako.

Tym ciężej, tym duszniej było, że nikt nie umiał niebezpieczeństwa wskazać. Wszelako między oznakami złej wróżby dwie szczególnie zdawały się wskazywać, że istotnie coś zagraża. Oto naprzód niesłychane mnóstwo dziadów lirników zjawiło się po wszystkich wsiach i miastach, a były między nimi jakieś postacie obce, nikomu nie znane, o których szeptano sobie, że to są dziady fałszywe. Ci, włócząc się wszędzie, zapowiadali tajemniczo, iż dzień sądu i gniewu bożego się zbliża. Po wtóre Niżowcy poczęli pić na umór.”

Poniżej drastyczny opis

»Panu Skrzetuskiemu nie było danym widzieć bitwy, gdyż wraz z taborem został w Korsuniu. Zachar umieścił go w rynku, w domu pana Zabokrzyckiego, którego czerń poprzednio powiesiła – i postawił straż z niedobitków Mirhorodzkiego kurzenia, bo tłuszcza ciągle rabowała domy i mordowała każdego, kto się jej wydał Lachem. Przez wybite okna widział pan Skrzetuski gromady pijanych chłopów, krwawych, z pozawijanymi rękawami u koszul, włóczących się od domu do domu, od sklepu do sklepu i przeszukujących wszystkie kąty, strychy, poddasza; od czasu do czasu wrzask straszliwy oznajmiał, że znaleziono szlachcica, Żyda, mężczyznę, kobietę lub dziecię. Wyciągano ofiarę na rynek i pastwiono się nad nią w sposób najstraszliwszy. Tłuszcza biła się ze sobą o resztki ciał, obmazywała sobie z rozkoszą krwią twarze i piersi, okręcała szyje dymiącymi jeszcze trzewiami. Chłopi chwytali małe Żydzięta za nogi i rozdzierali wśród szalonego śmiechu tłumów. Rzucano się i na domy otoczone strażą, w których zamknięci byli znakomitsi jeńcy, zostawieni przy życiu dlatego, że spodziewano się po nich znacznego okupu. Wówczas Zaporożcy lub Tatarzy stojący na straży odpierali tum, grzmocąc po łbach napastników drzewcami od pik, łukami lub batami z byczej skóry. Tak było przy domu pana Skrzetuskiego. Zachar kazał ćwiczyć chłopstwo bez miłosierdzia, a Mirhorodcy spełniali z rozkoszą rozkaz. Niżowi bowiem przyjmowali chętnie w czasie buntów pomoc czerni, ale pogardzali nią bez porównania więcej od szlachty. Przecie niepróżno zwali się: „szlachetnie urodzonymi Kozakami!” Sam Chmielnicki darowywał potem niejednokrotnie znaczną ilość czerni Tatarom, którzy gnali ją do Krymu i stamtąd sprzedawali do Turcji i Azji Mniejszej.

Tłum więc szalał na rynku i dochodził do tak dzikiego opętania, że w końcu począł się wzajemnie mordować. Dzień zapadał. Zapalono całą jedną stronę rynku, cerkiew i dom parocha. Szczęściem wiatr zawiewał ogień ku polu i przeszkadzał szerzeniu się pożaru. Ale łuna olbrzymia oświecała rynek tak jasno jak promienie słoneczne. Zrobiło się gorąco nie do wytrzymania.«

Przypomina Wołyń? A więc mamy sekwencję: powstanie Chmielnickiego, rzeź humańska, rzeź wołyńska. Co jest w genach tych ludzi, jeśli w ogóle można ich nazwać ludźmi?

Nagle w trawach, trzcinach, szuwarach i zaroślach przybrzeżnych, naokoło całej łachy, rozległy się dziwne, a bardzo liczne głosy wołające:
- Pugu! Pugu!
Cisza...
- Pugu! Pugu!
I znowu nastało milczenie, jak gdyby owe głosy wołające na brzegach oczekiwały na odpowiedź.
Ale odpowiedzi nie było. Wołania zabrzmiały po raz trzeci, ale szybsze i niecierpliwsze:
- Pugu! Pugu!
Wówczas od strony statków rozległ się wśród mgły głos Krzeczowskiego:
- A kto taki?
- Kozak z ługu!
Semenom ukrytym na bajdakach serca zabiły niespokojnie. W ten sposób Zaporożcy porozumiewali się z sobą na zimowiskach, w ten sposób w czasie wojen zapraszali na rozmowę braci Kozaków rejestrowych i grodowych, między którymi bywało wielu należących sekretnie do bractwa. 

Do jakiego bractwa i kto nim kierował, to chyba nietrudno domyślić się. A jak bractwo sekretne w tamtym czasie, to wiadomo, że do wywoływania powstań chłopskich.

„Płonęły miasta, wsie, kościoły, dwory, lasy. Ludzie przestali mówić, jeno jęczeli albo wyli jak psy. Życie straciło wartość. Tysiące ginęły bez echa, bez wspomnienia. A z tych wszystkich klęsk, mordów, jęków, dymów i pożarów podnosił się tylko jeden człowiek coraz wyżej i wyżej, olbrzymiał coraz straszliwiej, zaciemniał już niemal światło dzienne, rzucał cień od morza do morza.

Był to Bohdan Chmielnicki.

Dwieście tysięcy ludzi zbrojnych i upojonych zwycięstwy stało teraz gotowych na jego skinienie. Czerń powstawała wszędzie; Kozacy grodowi łączyli się z nim po wszystkich miastach. Kraj od Prypeci do krańców pustyń był w ogniu. Powstanie szerzyło się w województwach: ruskim, podolskim, wołyńskim, bracławskim, kijowskim i czernihowskim. Potęga hetmana rosła co dzień. Nigdy Rzeczpospolita nie wystawiła przeciw najstraszniejszemu wrogowi połowy tych sił, którymi on teraz rozporządzał. Równych nie miał w gotowości i cesarz niemiecki. Burza przeszła wszelkie oczekiwania. Sam hetman początkowo nie rozeznawał własnej potęgi i nie rozumiał, jak wyrósł już wysoko.”

Czyli sam hetman nie orientował się na początku, jaką siłą dysponuje, a skoro tak, to znaczy, że to nie on tę siłę zorganizował. A stąd już tylko krok do wniosku, że kierowali nim, a właściwie całym powstaniem, jego nieznani przełożeni. Firmował je swoim nazwiskiem, tak jak Balcerowicz – Plan Balcerowicza.

„My z Połonnego. Starszy Krzywonos oblegał zamek i miasto; jeśli twoja szabla nad jego karkiem nie zawiśnie, tedy zginiemy wszyscy.

Na to książę: O Połonnem ja wiem, iż się tam siła ludu schroniła, ale jak mnie doniesiono, najwięcej Rusinów. Zasługa to wasza przed Bogiem, iż zamiast połączyć się z buntem, opór mu dajecie, przy matce stawając, jednak boję się zdrady jakowej od was, takiej, jak w Niemirowie doznałem.

Na to posłańcy poczęli przysięgać na wszystkie świętości niebieskie, że jako zbawiciela, tak księcia wyczekują, i myśl zdrady w głowie im nawet nie postała. Jakoż i szczerze mówili. Krzywonos bowiem, obległszy ich w pięćdziesiąt tysięcy ludu, poprzysiągł im zgubę dlatego właśnie, że będąc Rusinami nie chcieli się z buntem łączyć.”

Tak więc podział na Rusinów i Kozaków istnieje na Ukrainie od początku.

„I wojna leżała w sile rzeczy. Rozbójniczy ruch Zaporoża i ludowe powstanie ukraińskiej czerni potrzebowały jakichś wyższych haseł niż rzeź i rozbój, niż walka z pańszczyzną i z magnackimi latyfundiami. Zrozumiał to dobrze Chmielnicki i korzystając z tlejących rozdrażnień, z obopólnych nadużyć i ucisków, jakich nigdy w onych surowych czasach nie brakło, socjalną walkę zamienił w religijną, rozniecił fanatyzm ludowy i zaraz w początkach przepaść między oboma obozami wykopał – przepaść, którą nie pergaminy i układy, ale krew tylko mogła wypełnić.”

Jakoś tak dziwnie Samuel Sandler jednym tylko słowem wspomniał o wojnie religijnej.

„Toczyły się tedy wypadki siłą rzeczy ku wojnie – i nawet ludzie prości, instynktem tylko wiedzeni, odgadywali, że nie może być inaczej, a w całej Rzeczypospolitej coraz więcej oczu zwracało się na Jeremiego, który od początku wojnę na śmierć i życie ogłosił. W cieniu tej olbrzymiej postaci nikli coraz bardziej kanclerz i wojewoda bracławski, i regimentarze, a między nimi potężny książę Dominik, głównym mianowany wodzem. Nikła ich powaga, znaczenie i malała karność dla władzy, którą piastowali. Kazano wojsku i szlachcie ściągać ku Lwowu, a potem ku Glinianom, jakoż i szły coraz większe zastępy. Ściągała się kwarta, za nią ziemianie pobliższych województw, ale zaraz nowe wypadki poczęły grozić powadze Rzeczypospolitej. Otóż nie tylko mniej karne chorągwie pospolitego ruszenia, nie tylko prywatne, ale i regularne kwarciane, stanąwszy na miejscu zboru, wypowiadały posłuszeństwo regimentarzom i wbrew rozkazom ruszały do Zbaraża, aby oddać się pod rozkazy Jeremiego. Tak naprawdę uczyniły województwa kijowskie i bracławskie, których szlachta już przedtem w znacznej części pod Jeremim służyła., za nimi poszły ruskie, lubelskie, za nimi wojska koronne – i już nietrudno było powiedzieć, że wszystkie inne pójdą ich śladem.

Pominięty i zapomniany umyślnie Jeremi siłą rzeczy stawał się hetmanem i naczelnym wodzem całej potęgi Rzeczypospolitej. Szlachta i wojsko oddane mu duszą i ciałem czekało tylko jego skinienia. Władza, wojna, pokój, przyszłość Rzeczypospolitej spoczęły w jego ręku.

I rósł jeszcze z każdym dniem, bo każdego dnia nowe waliły do niego chorągwie, i tak zolbrzymiał, że cień jego począł padać nie tylko na kanclerza i regimentarza, ale na senat, na Warszawę i całą Rzeczpospolitą.”

No i jak tu nie twierdzić, że ta Rzeczpospolita była karykaturą państwa?

„Nie! Rzeczpospolita wojen się nie lęka i nie wojny ją zgubią! Ale czemuż to wobec takich zwycięstw, takiej utajonej siły, takiej sławy, ona, która pogromiła Krzyżaków i Turków… taka jest słaba i niedołężna, że przed jednym Kozakiem przyklękła? że sąsiedzi rwą jej granice, że wyśmiewają ją narody, że głosu jej nikt nie słucha, o gniew jej nie dba, a wszyscy zgubę przewidują?

Ach! to właśnie duma i ambicja magnatów, to czyny na własną rękę, to samowola tego przyczyną. Wróg najgorszy to nie Chmielnicki, ale nieład wewnętrzny, ale swawola szlachty, ale szczupłość i niekarność wojska, burzliwość sejmów, niesnaski, rozterki, zamęt, niedołęstwo, prywata i niekarność – niekarność przede wszystkim. Drzewo gnije i próchnieje od środka. Rychło czekać, jak pierwsza burza je zwali – ale parrycyda (z łac. parricida: zdrajca, wróg ojczyzny – przyp. W.L.) ten, kto do takiej roboty ręce przykłada, przeklęty ten, kto przykład daje, przeklęty on i dzieci jego do dziesiątego pokolenia!!…”

Wybrałem tylko niektóre fragmenty z tej powieści, by pokazać, że ocena Prusa jest bezpodstawna, nie mówiąc już o ocenie Sandlera, który zresztą przyznał, że Sienkiewicz sumiennie przebadał dokumenty z epoki i właśnie dzięki temu mamy, jak sądzę, dosyć wierny obraz powstania Chmielnickiego. Czytając tę powieść nie odniosłem wrażenia, że autor jest stronniczy.

Jeszcze do niedawna można by powiedzieć, że to powieść historyczna i tyko tyle. Jednak obecnie, gdy trwa na Ukrainie wojna i do Polski napływają masy Ukraińców, z których część jest Rusinami, a część – Kozakami, staje się ona nadzwyczaj aktualna. Jak ktoś nie wie, z której strony grozi nam niebezpieczeństwo, to z tej powieści dowie się, bo oficjalna propaganda przedstawia nam Ukraińców jako jeden naród, naszych braci, pokrewnych nam kulturowo. No, to w tym wypadku wypadało by zapytać: którzy Ukraińcy są naszymi braćmi?

Kto wie? Może za jakiś czas, gdy powstanie Polin-ukro, powieść ta może być zakazana lub mocno okrojona z niewygodnych dla oficjalnej propagandy fragmentów. Habent sua fata libelli, taką maksymę ukuli Rzymianie, co oznacza, że książki mają swój los. Jedne zostają spalone, inne ocenzurowane lub wpisane na indeks ksiąg zakazanych. Jaki los spotka Ogniem i mieczem?

Rozłam

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że w unii europejskiej zarysowuje się pewien podział, różnica zdań na temat tego, jakie zająć stanowisko wobec Rosji. Na początku wojny na Ukrainie cała unia wydawała się mówić jednym głosem. Jednak w miarę upływu czasu ten, zdawałoby się monolit, zaczął pękać. 1 czerwca Interia pisze:

W Europie ujawnił się podział. Kilka krajów ma własną wizję relacji z Putinem. „Europa musi zasiąść przy stole”. Hiszpania chce negocjacji z Putinem. (https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-europa-musi-zasiasc-przy-stole-hiszpania-chce-negocjacji-z-p,nId,6064719)

»Francja, Niemcy, Włochy, a teraz także Hiszpania opowiadają się za negocjacjami z Putinem, przy jednoczesnym utrzymaniu antyrosyjskich sankcji. Hiszpańskie media komentują spór między krajami Unii Europejskiej o sposób zakończenia wojny. Mniejsze państwa, w tym przede wszystkim kraje bałtyckie uważają, że należy kontynuować dozbrajanie Ukrainy, które ma pozwolić na zwycięstwo nad Rosją.

Jak zauważa w środę dziennik “El Espanol”, to drugie stanowisko jest zgodne z pozycją prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który powiedział, że “rozmowy dyplomatyczne toczą się na polu bitwy”, a Kijów “nie pójdzie żadne na ustępstwa wobec Rosji”.

Agencja Europa Press pisze, że podziały w UE szczególnie uwidoczniły się podczas ostatniego posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli, na którym przywódcy krajów bałtyckich mocno skrytykowali prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kanclerza Niemiec Olafa Scholza za ich długą rozmowę z Putinem w miniony weekend, bez konkretnych rezultatów. Liderzy Francji i Niemiec są krytykowani również za to, że dotąd nie odwiedzili Kijowa, by osobiście wyrazić solidarność z Zełenskim.

Premier Hiszpanii Pedro Sanchez opowiedział się we wtorek za tym, by nie zamykać dyplomatycznych kanałów komunikacji z Putinem, przy zachowaniu presji sankcyjnej na jego kraj.

“Europa musi zasiąść przy stole negocjacyjnym”

Podczas konferencji prasowej po unijnym szczycie szef rządu w Madrycie bronił kontaktów Macrona i Scholza z Putinem przypominając, że oba kraje utworzyły wraz z Rosją i Ukrainą w 2014 r. tzw. format normandzki w celu znalezienia pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Podkreślił, że jeżeli dojdzie do rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych, “Europa (także) musi zasiąść przy stole negocjacyjnym”.

Według Sancheza, cytowanego przez Europa Press, dialog z Putinem miałby służyć także zwalczaniu dezinformacji o wojnie, rozprzestrzenianej przez Kreml w krajach cierpiących z powodu rosnących cen energii i niedoboru żywności. – Ważne jest, aby te kraje wiedziały, że Europa chce i szuka pokoju i rozwiązania konfliktu mającego tylko jednego agresora: Putina – powiedział.

We wszystkich wojnach zachowywało się kanały dyplomatyczne, których nie można zamykać. Jednak trzeba powiedzieć jasno, że sankcje będą kontynuowane, dopóki ostatni żołnierz rosyjski nie opuści Ukrainy – dodał.«

A więc mamy podział. Największe państwa europejskie chcą negocjacji z Putinem, a małe państwa bałtyckie i Polska – nie chcą. Tak powoli przygotowuje się opinię publiczną w Europie do zaakceptowania zmian, jakie nastąpią po zakończeniu tej wojny. Ona będzie jeszcze jakiś czas trwać, ale w końcu wszyscy się zgodzą na negocjacje. Rosja nie zgodzi się na oddanie terenów, które zajęła i Krymu. Co w takim razie trzeba będzie obiecać Ukraińcom, by wyszli z twarzą z tej wojny? Ano połączenie z Polską. To już powoli wbija się ludziom do głów. No bo jeśli obok flag polskiej i unijnej w sejmie i senacie wiszą czy stoją flagi ukraińskie, to co to znaczy? To znaczy, że już mamy do czynienia z państwem polsko-ukraińskim.

Teraz już widać jak na dłoni, po co było wyjście Wielkiej Brytanii z unii. I jeszcze te słowa brytyjskiego premiera, wypowiedziane podczas jego wizyty w Warszawie w lutym tego roku: W potrzebie Polska zawsze może liczyć na Wielką Brytanię. Bardziej złowieszczo nie mogło to zabrzmieć. Czym się skończyła pomoc Wielkiej Brytanii w 1939 roku? Tego chyba nie muszę nikomu przypominać.

Wielka Brytania wyszła z unii, by rozbić jej jedność, a właściwie po to, by dostarczyć pretekstu do jej podziału czy może nawet likwidacji, bo ta rozszerzona unia od początku była sztucznym tworem ze względu na zbyt wielkie różnice w rozwoju pomiędzy wschodnią i zachodnią Europą. Jak widać podział ten jest nadzwyczaj trwały. Z drugiej strony połączenie Polski z Ukrainą nie może odbyć się w ramach unii, więc trzeba ją zlikwidować lub wypchnąć z niej państwa, które stworzą nowy sojusz z Wielką Brytanią na czele, czyli Wielka Brytania, Polska, Ukraina i państwa bałtyckie. Nie będzie to NATO, a Wielka Brytania leży daleko, więc Rosja zgodzi się na takie rozwiązanie.

Zmiany w Europie po tej wojnie będą równie wielkie, jak po II wojnie światowej. Jak jednak w szczegółach został rozpisany ten scenariusz, o tym pewnie dowiemy się w swoim czasie. Na razie pozostają nam domysły, które powoli znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.

Zwrot

Na portalu ZeroHedge ukazał się 31 maja artykuł zatytułowany The New York Times’ Dramatic Shift On Victory In Ukraine (Zdecydowany zwrot New York Times’a w ocenie możliwości zwycięstwa na Ukrainie).(https://www.zerohedge.com/political/new-york-times-dramatic-shift-victory-ukraine)

»11 maja The New York Times opublikował artykuł informujący o tym, że w wojnie na Ukrainie nie wszystko idzie po myśli Stanów Zjednoczonych oraz dodatkową opinię, sugerującą, że ten zwrot jest jak najbardziej w porządku.

Następnie, 19 maja, redakcja, w pełnym składzie, przeszła od sugestii do otwartego wezwania do zmiany kierunku, oświadczając, że „całkowite zwycięstwo” nad Rosją nie jest możliwe i że Ukraina będzie musiała negocjować pokój w sposób, który odzwierciedla „realistyczną ocenę” i „granice” zaangażowania USA. The Times jest jednym z głównych opiniotwórczych mediów dla elity, więc tej deklaracji nie należy lekceważyć.

Amerykańskie ograniczenia

Poniżej najistotniejsze fragmenty tego artykułu:

„W marcu redakcja ta argumentowała, że przesłanie Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników zarówno do Ukraińców, jak i Rosjan musi brzmieć: Bez względu na to, jak długo to potrwa, Ukraina będzie wolna. …”

„Ten cel nie może się zmienić, ale ostatecznie nadal nie jest w najlepiej pojętym interesie Ameryki, aby pogrążyć się w totalnej wojnie z Rosją, nawet jeśli wynegocjowany pokój może wymagać od Ukrainy podjęcia trudnych decyzji.”

Aby upewnić się, że nie ma w tym dwuznaczności, kontynuowano:

„Decydujące zwycięstwo militarne Ukrainy nad Rosją, w którym Ukraina odzyskuje całe terytorium zajęte przez Rosję od 2014 roku, nie jest realistycznym celem. …Rosja jest zbyt silna…”

Następnie, aby upewnić się, że prezydent Joe Biden i Ukraińcy rozumieją, co powinni zrobić, dodano:

„…Pan Biden powinien również wyjaśnić prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu i jego ludziom, że istnieje granica tego, jak daleko Stany Zjednoczone i NATO posuną się w konfrontacji z Rosją, oraz że istnieją ograniczenia w zakresie broni, pieniędzy i wsparcia politycznego, jakie mogą uzyskać. Konieczne jest, aby decyzje rządu ukraińskiego opierały się na realistycznej ocenie jego możliwości oraz na tym, jak wiele zniszczeń może jeszcze znieść Ukraina”.

Gdyby prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przeczytał te słowa, z pewnością przyprawiłyby go o przyśpieszone bicie serca. Głos jego mistrzów mówił mu, że on i Ukraina będą musieli dokonać pewnych ustępstw, aby zachować twarz. Kiedy będzie on podejmować swoje decyzje, będzie musiał wrócić myślami do lutego 2014 roku i wspieranego przez USA zamachu stanu na Majdanie, którego kulminacją było pospieszne ustąpienie prezydenta Wiktora Janukowycza z urzędu i jego wyjazd z kraju.

Zbyt niebezpieczna gra

W oczach redaktorów „Timesa” wojna ta stała się wojną zastępczą Stanów Zjednoczonych przeciwko Rosji, które wykorzystują Ukraińców jako mięso armatnie – i wymyka się spod kontroli:

„Obecny rozwój wydarzeń w tym konflikcie jest chaotyczny, co może tłumaczyć niechęć prezydenta Bidena i jego gabinetu do wyznaczania jasnych celów.”

„Stany Zjednoczone i NATO są już mocno zaangażowane militarnie i gospodarczo. Nierealistyczne oczekiwania mogą wciągnąć ich jeszcze bardziej w tę kosztowną, przeciągającą się wojnę…”

„Niedawne wojownicze oświadczenia z Waszyngtonu – zapewnienie prezydenta Bidena, że Putin „nie może pozostać u władzy”, komentarz sekretarza obrony Lloyda Austina, że Rosja musi zostać „osłabiona” oraz obietnica przewodniczącej Izby, Nancy Pelosi, że Stany Zjednoczone będą wspierać Ukrainę „aż do zwycięstwa” — mogą utwierdzać w dalszym poparciu, ale nie przybliżą do negocjacji”.

Chociaż „Times” odrzuca te „porywające deklaracje”, jest aż nazbyt jasne, że dla neokonserwatystów, odpowiedzialnych za politykę zagraniczną USA, celem zawsze była wojna zastępcza mająca na celu osłabienie Rosji. Ta wojna nie stała się wojną zastępczą, ona była taką od początku.

Neokonserwatyści działają zgodnie z Doktryną Wolfowitza, ogłoszoną w 1992 roku, wkrótce po zakończeniu Zimnej Wojny 1.0, przez neokonserwatystę Paula Wolfowitza, wówczas podsekretarza obrony:

„Staramy się zapobiec zdominowaniu przez jakąkolwiek wrogą siłę regionu, którego zasoby, pod skonsolidowaną kontrolą, byłyby wystarczające do stworzenia globalnej potęgi.”

„Musimy utrzymać mechanizm odstraszający potencjalnych konkurentów nawet od aspirowania do bycia regionalną lub globalna potęgą”.

Oczywiście, jeśli Rosja jest „zbyt silna”, by można ją było pokonać na Ukrainie, to jest również zbyt silna, by pozbawić ją jej mocarstwowości.

Co się zmieniło?

Czy po siedmiu latach rzezi w Donbasie i trzech miesiącach działań wojennych na południu Ukrainy redakcja „Timesa” nagle poczuła przypływ współczucia dla wszystkich ofiar wojny i zniszczenia Ukrainy i zmieniła zdanie? Biorąc pod uwagę zachowanie „Timesa” na przestrzeni dziesięcioleci, wydaje się, że działają też inne czynniki.

Przede wszystkim Rosja poradziła sobie z sytuacją nadspodziewanie dobrze, pomimo niekorzystnych prognoz Zachodu. Poparcie dla rosyjskiego prezydenta Władimira Putina przekracza 80 proc.

Spośród 195 krajów 165 – w tym Indie i Chiny z 35 procentami światowej populacji – odmówiło poparcia sankcji wobec Rosji, pozostawiając USA, a nie Rosję, stosunkowo odizolowane od świata.

Rubel, który według Bidena będzie „gruzem”, nie tylko powrócił do poziomu sprzed lutego, ale ostatnio jego kurs jest na najwyższym poziomie od dwóch lat, wynoszącym około 60 rubli za dolara w porównaniu do 150 w marcu.

Gra słów: ruble – rubel, rubble – rumowisko, gruzy.

Rosja spodziewa się rekordowych zbiorów, a świat potrzebuje pszenicy i nawozów, ropy i gazu, które zapewniają znaczne dochody. UE w dużej mierze uległa rosyjskiemu żądaniu zapłaty za gaz w rublach. Sekretarz skarbu USA Yellen ostrzega Europejczyków, którzy mają skłonności samobójcze, że embargo na rosyjską ropę jeszcze bardziej zaszkodzi gospodarkom Zachodu.

Siły rosyjskie powoli, ale stale zyskują przewagę w południowej i wschodniej części Ukrainy po zwycięstwie w Mariupolu, największej dotychczas bitwie w tej wojnie i demoralizującej porażce Ukrainy.

W USA inflacja, która już przed kryzysem ukraińskim była wysoka, wzrosła jeszcze bardziej i osiągnęła ponad 8 procent, a obecnie Rezerwa Federalna stara się kontrolować ją poprzez podnoszenie stóp procentowych. Częściowo w wyniku tego rynek akcji zbliżył się do strefy niedźwiedzia. W miarę postępu wojny coraz więcej osób zgadza się z opinią Bena Bernanke, byłego prezesa Fed, przewidując okres wysokiego bezrobocia, wysokiej inflacji i niskiego wzrostu — straszliwej stagflacji.

W kraju widoczne są oznaki zmniejszającego się poparcia dla wojny. Co najbardziej uderzające, 57 republikanów z Izby Reprezentantów i 11 republikanów z Senatu głosowało przeciwko wysłaniu na Ukrainę kolejnej partii broni, w skład której wchodziły znaczne ilości wieprzowiny i ukryte bonusy dla spekulantów wojennych. (Zdumiewające, żaden Demokrata, ani jeden, nawet najbardziej „postępowy”, nie głosował przeciwko dolewaniu oliwy do ognia szalejącej na Ukrainie wojny. Ale to już inna historia.)

I chociaż amerykańska opinia publiczna nadal opowiada się za zaangażowaniem USA na Ukrainie, pojawiają się głosy przeciwne takiej polityce. Na przykład, Pew donosi, że liczba tych, którzy uważają, że USA nie robią wystarczająco dużo, zmniejszyła się w okresie od marca do maja. Wraz z rosnącą stagflacją, rosnącymi cenami gazu i żywności oraz głosami takimi jak Tucker Carlson i Rand Paul, wskazującymi na związek między inflacją a wojną, niezadowolenie z pewnością będzie rosło.

Wreszcie, gdy wojna staje się coraz mniej popularna i zbiera swoje żniwo, może to przełożyć się w latach 2022 i 2024 na słaby wynik wyborczy Bidena i Partii Demokratycznej, dla których „Times” jest tubą propagandową.

Nuta paniki

W tym apelu o znalezienie rozwiązania na drodze negocjacji jest nuta paniki. Stany Zjednoczone i Rosja to największe światowe mocarstwa nuklearne z tysiącami pocisków nuklearnych w trybie ostrzeżenia, czyli „alarmu”. W momentach zaognionego konfliktu możliwości przypadkowego nuklearnego Armagedonu są aż nazbyt realne.

Zdolność Bidena do kontrolowania wydarzeń jest poddawana w wątpliwość. Wiele osób w jego wieku radzi sobie z taką sytuacją, ale wielu – nie i wydaje się, że należy on do tej drugiej kategorii.

Neokonserwatyści kontrolują obecnie politykę zagraniczną administracji Bidena, Partii Demokratycznej i większości Partii Republikańskiej. Ale czy rządzący neokonserwatyści poddadzą się i pójdą w rozsądnym i pokojowym kierunku, jak tego chce redakcja „Timesa”?

To iluzja. Jak zauważyli inni komentatorzy, jastrzębie, tacy jak sekretarz stanu Antony Blinken, podsekretarz stanu Victoria Nuland i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan, nie potrafią wyhamować; zawsze podwajają stawkę. Nie służą interesom ludzkości ani interesom narodu amerykańskiego. W rzeczywistości są zdrajcami USA. Muszą zostać zdemaskowani, zdyskredytowani i zepchnięci na bok. Od tego zależy nasze przetrwanie.«

Czasem mam wrażenie, że ja do znudzenia, jak mantrę, powtarzam, że te wszystkie wojny są wyreżyserowane i ta na Ukrainie też, ale co ja na to poradzę, że tak jest. Niby chodzi o to, by osłabić Rosję, by przestała być mocarstwem, bo wtedy jej agresja osłabnie i będzie bezpieczniej. No to dlaczego osłabienie tylko jednego agresora? A jeszcze większy agresor, czyli Stany Zjednoczone? Czy jego też nie należało by osłabić?

Kiedyś niejaki Giedroyć twierdził, a po nim niejaki Brzeziński również, że bez Ukrainy Rosja nie będzie mocarstwem. Bzdura, którą powtarzają za nimi wszyscy tzw. komentatorzy od geopolityki. A czym się różni polityka od geopolityki?

Gdy się spojrzy na mapę świata, to od razu widać, że największym państwem pod względem obszaru jest Rosja. Ukraina przy niej, choć największe państwo w Europie, jest bardzo mała. Jej bogactwa naturalne w porównaniu z Rosją są mizerne. Na samym tylko Uralu jest prawie cała tablica Mendelejewa, znaczy prawie wszystkie pierwiastki. A na Syberii? Że nie miałaby wyjścia na Morze Czarne? Osłabiło by to trochę jej pozycję w tym rejonie, ale nie przestałaby być mocarstwem.

Jeśli Amerykanie, jak wynika z cytowanego artykułu, doszli do wniosku, że tej wojny nie można wygrać, to czy oni byli takimi durniami, że nie wiedzieli o tym przed jej rozpoczęciem? Wiedzieli doskonale. To, o co w takim razie chodzi? We wszystkich tych analizach, dotyczących tej wojny, mówi się o wielu negatywnych jej konsekwencjach: kryzysie gospodarczym, kryzysie energetycznym, głodzie itp. Ale o jednej rzeczy, może w tym wszystkim najważniejszej, nie mówi się wcale. A skoro tak, to może to jest prawdziwy cel tej wojny. Największa po wojnie akcja przesiedleńcza i zastępowanie jednego narodu drugim, rzecz bez precedensu w najnowszej historii świata, a tu cisza. Choć z drugiej strony pojawiają się już pierwsze propozycje, które powoli odkrywają prawdziwy cel.

Niektórzy przebąkują, że wobec braku zgodności w unii europejskiej co do stanowiska wobec Rosji, należy stworzyć nowy sojusz czy nową unię, w skład której weszłyby Wielka Brytania, Polska, Ukraina i republiki bałtyckie. Nietrudno domyślić się, czyj to jest pomysł. Wygląda więc na to, że ta wojna jest po to, by odtworzyć I RP, o czym wielokrotnie wspominałem.

Dobrze wyreżyserowane? Pierwszym widocznym znakiem, że coś tu się może zmienić, były wspólnie organizowane przez Polskę i Ukrainę Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012. Już wtedy dano do zrozumienia, poprzez wyznaczenie na mecz finałowy Kijowa, a nie – Warszawy, kto tu jest ważniejszy. Dwa lata później Majdan, czyli amerykańska prowokacja, w wyniku której doszło do zajęcia przez Rosję wschodniej Ukrainy. Następnie wojna, pretekst do stworzenia fali uchodźców, którzy nimi nie są, w dalszej kolejności sztucznie stworzona w państwach unii różnica zdań na temat tego, czy bojkotować Rosję, czy – nie, a na końcu propozycja nowej unii czy sojuszu skierowanego przeciw Rosji. Oczywiście swoje role grają tu również Putin i Zełenski.

A więc dobrze wyreżyserowana wojna. A skoro tak, to wypada sobie odpowiedzieć na pytanie; któż jest takim dobrym reżyserem? Ten, kto dobrze reżyseruje filmy, potrafi też dobrze wyreżyserować rzeczywistość.

Casablanca

Kiedyś napisałem w jednym blogów, że Żydzi są najlepszymi reżyserami filmowymi. Dlaczego tak jest? No cóż, nacja, która od początku zajmowała się reżyserowaniem wszelkiego rodzaju konfliktów, a więc zamieszek, powstań, rewolucji, wojen – taka nacja ma we krwi reżyserowanie. Nie ma wielkiej różnicy, jeśli chodzi o warsztat, pomiędzy wyreżyserowaniem wojny a filmu. Widać to na przykładzie wojny na Ukrainie. Tam nic nie dzieje się przypadkiem, nawet to, że wojna ta zaczęła się o godzinie 4.45 czasu polskiego, a więc o tej samej, o której Hitler napadł na Polskę. Przekaz dla Polaków był aż nadto czytelny: Koniec waszego obecnego państwa. Po tej wojnie będzie ono już zupełnie inne, tak jak PRL był zupełnie czymś innym, niż II RP.

Jakiś czas temu oglądałem jeden z odcinków serialu Świat według Kiepskich. W nim Marian Paździoch podjął odważną decyzję i oświadczył sąsiadowi Ferdynandowi Kiepskiemu, że on już dłużej w tym kraju nie zamierza mieszkać i wyjeżdża. A dokąd to? – zapytał Ferdek. Do Casablanki – odparł Paździoch. Wie pan gdzie to jest? – zapytał. Wiem – powiedział Ferdek. Był nawet kiedyś taki film – dodał.

Casablanca to amerykański melodramat w reżyserii Michaela Curtiza z 1942 roku, którego akcja toczy się w czasie II wojny światowej, w kontrolowanym przez Francję Vichy mieście Casablanca. Michael Curtiz (Mano Kartesz Kaminer) był węgierskim emigrantem żydowskiego pochodzenia. Pierwszymi scenarzystami pracującymi nad tekstem byli bracia Epstein – Julius i Philip. Później dołączył do nich Howard W. Koch. Sami Żydzi, co chyba nie powinno dziwić w tej branży.

Akcja filmu toczy się w ekskluzywnym klubie i szulerni amerykańskiego emigranta w Casablance. Jego klientela to oficjele Vichy i nazistowskich Niemiec oraz uciekinierzy i złodzieje.

Casablanca pewnie nie przypadkiem została wybrana na miejsce akcji tego filmu. Architektura i rozwiązania urbanistyczne tego miasta są wyjątkowe. Znajduje się w nim wiele imponujących budynków w różnych stylach, takich jak tradycyjna architektura marokańska, różne style kolonialne, art nouveau (secesja), art deco, styl neomarokański, modernizm i inne. W trakcie Francuskiego Protektoratu (1912-1956) rząd francuski określał Casablancę jako „laboratorium urbanizmu”. Nic więc dziwnego, że w okresie międzywojennym było to, jakbyśmy dziś powiedzieli, miejsce kultowe, do którego zjeżdżali artyści, malarze w poszukiwaniu natchnienia. Odwiedziła je również polska malarka Tamara Łempicka, co znalazło odbicie w jej twórczości.

W tym filmie wszystko jest fikcją, nawet obecność Niemców w czasie II wojny światowej w Casablance. Nie to jest jednak ważne, tylko to, jak to zostało wyreżyserowane. Najsłynniejszą w nim sceną jest ta, w której naziści, siedzący przy jednym ze stołów obok pianina, zaczynają śpiewać pieśń „Wacht am Rhein” (Straż na Renie), a Francuzi odpowiadają Marsylianką. Dlaczego „Wacht am Rhein”? Oficjalnym hymnem nazistów była „Horst-Wessel-Lied” (Pieśń Horsta Wessela). Śpiewanie przez nazistów „Wacht am Rhein”, to tak, jakby żołnierze Ludowego Wojska Polskiego śpiewali „Pierwszą Brygadę”. Skąd więc ten zabieg? Pewnie dlatego, że „Horst-Wessel-Lied” nie zrobiłaby na Francuzach takiego wrażenia, jak „Wacht am Rhein”, a w takim kontekście, jedynie Marsylianka mogła być adekwatną odpowiedzią. Żeby to jednak zrozumieć, to trzeba to wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze.

Marsylianka to hymn państwowy Francji. Słowa i muzykę stworzył 25 kwietnia 1792 roku Claude Joseph Rouget de Lisle na widok wymarszu rewolucyjnej Armii Renu. Stąd jej oryginalna nazwa to: Chant de marche de l’Armée du Rhin lub Chant de guerre pour l’armée du Rhin (Marsz wojenny Armii Renu lub Pieśń wojenna Armii Renu). Jej pierwsze wykonanie miało miejsce 26 kwietnia tego roku. Zdobyła wielką popularność w okresie rewolucji francuskiej (1789-1799). Wówczas jako pierwsi zaśpiewali ją w sierpniu 1792 żołnierze z Marsylii, biorący udział w walkach o pałac Tuileries w Paryżu. Tak powstała jej nowa nazwa, najpierw Marche de Marseille, a później – La Marseillaise, czyli Marsylianka.

W czasie II wojny światowej Niemcy zakazali śpiewania Marsylianki w strefie północnej. W strefie południowej, okupowanej dopiero od 1942 roku, rząd kolaboracyjny uznał ją za hymn Państwa Francuskiego, jednak śpiewać można było tylko w obecności przedstawicieli władzy lub za specjalnym zezwoleniem. Każde jej wykonanie bez zezwolenia groziło karą pozbawienia wolności.

Tak to opisuje Wikipedia, ale o pewnych faktach nie informuje, o których można się z niej dowiedzieć, tyle że w innym miejscu.

Claude Joseph Rouget de Lisle (1760-1836) – kapitan i inżynier wojskowy, rojalista, autor pieśni, poeta i pisarz, autor Marsylianki. Na prośbę Philippe’a Frédérica de Dietricha, mera Strasburga, napisał wojenną pieśń Chant de guerre pour l’armée du Rhin dla Armii Renu 25 kwietnia 1792 roku. Ze względu na swe rojalistyczne poglądy więziony w latach 1793-1794; później brał udział w walkach w Wandei, gdzie służył pod rozkazami pacyfikującego powstanie generała Lazare’a Hoche’a. W 1796 zdymisjonowany. Zmarł w nędzy w 1836 roku.

6 października 1789 roku król Ludwik XVI, zmuszony przez Zgromadzenie Narodowe do opuszczenia Wersalu, zamieszkał w pałacu Tuileries w Paryżu i przebywał tam do obalenia monarchii w dniu 10 sierpnia 1792 roku. W szturmie na pałac rozwścieczony motłoch paryski wymordował wszystkich żołnierzy królewskich z Gwardii Szwajcarskiej i obrabował go, biorąc wszystko, co dało się wynieść. I to właśnie w czasie tego szturmu żołnierze z Marsylii śpiewali Marsz wojenny Armii Renu, która to armia wcześniej, bo w kwietniu, wyruszała bronić Alzacji i Lotaryngii.

Tak więc autor Marsylianki był rojalistą. A Armia Renu? Co to takiego było?

Armia Renu została sformowana na mocy dekretu Ludwika XVI z 14 grudnia 1791 roku. Jej zadaniem była początkowo obrona Lotaryngii i Alzacji przed wojskami I koalicji antyfrancuskiej. Stopniowo zakres odpowiedzialności Armii Renu ulegał zmniejszeniu wobec powstania nowych armii. 1 października 1791 roku z części formacji wchodzących w skład Armii Renu sformowano Armię Wogezów. Armia toczyła walki z wojskami cesarskimi i pruskimi. Do drugiej połowy 1794 roku były to niemal wyłącznie walki obronne, prowadzone jednak z dużą elastycznością, co zapewniło jej ostateczny sukces. We wrześniu 1794 roku Armia przekroczyła Ren i wkrótce zajęła całe południowe Niemcy. 20 kwietnia 1795 roku Armia Renu została scalona z Armią Mozeli, tworząc wspólnie Armię Renu i Mozeli. „Pierwsza” Armia Renu brała udział w walkach m.in. pod Kaiserslauten, Froeschwiller, Geisbergiem, Weissenburgiem i Tripstadt.

Armia Renu została powołana po raz kolejny 9 grudnia 1797 roku. Funkcjonowała jedynie do 3 lutego 1798 roku. Przez ten czas pełniła funkcje strażnicze, obserwacyjne i porządkowe wzdłuż granicy na Renie. Armia ta została sformowana po raz trzeci 18 lipca 1799 roku. Jej zadaniem tym razem była ochrona wschodniej granicy przed wojskami II koalicji antyfrancuskiej. Powstała z formacji wydzielonych z Armii Dunaju, a już 22 listopada 1799 wchłonęła resztki tej rozbitej armii. Armia Renu w maju 1800 roku, pod wodzą generała Jeana Victora Moreau, ruszyła z ofensywą wraz z wojskami francuskimi we Włoszech. Szybko zajęła Badenię i Wirtembergię, a następnie rozbiła dwie potężne armie austriackie – pierwszą pod Höchstädt, a drugą pod Hohenlinden. Wtedy całe południowe Niemcy znalazły się w rękach Armii Renu, która bezpośrednio zagroziła Wiedniowi. Uderzenie na Austrię jednak nie nastąpiło, gdyż Pierwszy Konsul, Bonaparte, zawarł z cesarstwem pokój w Lunéville, kończąc tym samym szlak wojenny tej armii. Ostatecznie została ona zdemobilizowana i 5 maja 1801 roku rozwiązana.

Die Wacht am Rhein (Straż na Renie) to niemiecka pieśń patriotyczna. Słowa napisał w 1840 roku Max Schenkenburger, a muzykę skomponował Karl Wilhelm. Powstała w wyniku groźby wybuchu nowej wojny prusko-francuskiej. Minister spraw zagranicznych Francji Louis Adolphe Thiers mówił wtedy o Renie jako naturalnej wschodniej granicy swojego kraju. Pierwszą melodię skomponował szwajcarski organista J. Mendel, jednak nie zyskała ona większej popularności. Autorem bardziej znanej muzyki jest Karl Wilhelm. Pierwsze publiczne wykonanie jego utworu miało miejsce 11 czerwca 1854 roku. Pieśń ze względu na swą wymowę zyskała sławę podczas wojny prusko-francuskiej. Była jednym z nieoficjalnych hymnów Drugiej Rzeszy Niemieckiej. Cieszyła się również popularnością podczas I wojny światowej. Tytuł utworu stał się nazwą niemieckiej ofensywy w Ardenach na przełomie 1944 i 1945 roku.

Ta krótka scena jest jedną z najsłynniejszych w historii kina. Zawiera ona w sobie tyle podtekstów i ukrytych znaczeń, że dopiero ich właściwe odczytanie pozwala na uświadomienie sobie, jak głębokie emocje zostały wyzwolone po obu stronach, które, wydaje się na pozór, że chcą się tylko wzajemnie zagłuszyć.

Dla wielu Marsylianka jest jednym z najładniejszych hymnów państwowych. Kojarzona jest jako pieśń rewolucyjna, ale taką pierwotnie nie była. Była pieśnią wojenną, stworzoną przez rojalistę na użytek Armii Renu, która wyruszała do obrony granic.

NWO

Nowy porządek świata, to pojęcie, które jest już od lat powszechnie używane na określenie zmian, jakie zachodzą na świecie, jednak jego definicja nie jest precyzyjna. Najczęściej używa się go w znaczeniu teorii spiskowej lub jako terminu z zakresu polityki. Wikipedia tak je opisuje (wytłuszczenia W.L.):

»Nowy porządek świata (łac. Novus Ordo Mundi, ang. New World Order, skrótowo: NPŚ, ang. NWO) – teoria spiskowa wykorzystywana do opisu rzekomych przyczyn istotnych zmian w polityce międzynarodowej, według której „zakonspirowana elita globalnej władzy” dąży do objęcia władzy nad światem poprzez autorytarny rząd światowy, który ma zastąpić suwerenne państwa.

Teoria ta wykorzystuje jako pretekst:

  • program pokojowy prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona, znany jako Czternaście Punktów Wilsona;
  • utworzenie Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych;
  • zmianę układu sił politycznych na świecie, który ukształtował się jeszcze w latach 50-tych XX wieku, w wyniku rozpadu ZSRR i bloku wschodniego.

Jednym z pretekstów stosowania tej teorii spiskowej po zakończeniu zimnej wojny było również określenie „nowy porządek świata”, użyte przez Michaiła Gorbaczowa i George’a H.W. Busha oraz członków Klubu Bilderberg, Komisji Trójstronnej i Rady Stosunków Zagranicznych rządu USA dla określenia zmian jakie nastąpiły wtedy na świecie.

Niektórzy twierdzą, że świat jest zakulisowo sterowany przez grupę bądź grupy ludzi dążących do wprowadzenia „Nowego Porządku Świata”, który ma się rzekomo cechować utworzeniem jednej zależnej religii, praniem mózgu, wszczepianiem innym ludziom chipów pod skórę, powszechną inwigilacją za pomocą monitoringu i projektu Echelon (globalna sieć wywiadu elektronicznego) oraz bezgotówkowym obrotem towarami.«

Wypada jednak wyjaśnić sobie pewną nieścisłość w tłumaczeniu tego terminu na język polski. New World Order tłumaczy się na polski od końca, czyli Porządek Nowego Świata, a to znaczy coś innego niż Nowy Porządek Świata. Można też przetłumaczyć ten zwrot od początku, czyli Nowego Świata Porządek – tak bardziej poetycko. Oba te tłumaczenia kładą nacisk na Nowy Świat, a nie na Nowy Porządek. Bo jeśli ma być Nowy Porządek w starym świecie, to nie jest to jeszcze takie groźne, ale Nowy Świat brzmi znacznie bardziej złowieszczo. Nowy Porządek nie oznacza diametralnych zmian, bo nadal funkcjonujemy w tym samym świecie, a Nowy Świat – jak najbardziej. Niestety słowniki internetowe i tłumacz Google tłumaczą ten zwrot jako Nowy Porządek Świata, ale North Atlantic Treaty Organization tłumaczą jako Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego, czyli prawidłowo – od tyłu. Dlaczego więc w przypadku NWO jest inaczej?

Być może nie jest to takie ważne, czy będziemy mówić o Nowym Porządku Świata czy Porządku Nowego Świata. Ważniejsze jest to, co się kryje za tym pojęciem. Angielska Wikipedia pisze (wytłuszczenia W.L.):

»Termin „nowy porządek światowy” odnosi się do nowego okresu historii, w którym widoczne są dramatyczne zmiany w światowej myśli politycznej i układzie sił w stosunkach międzynarodowych. Pomimo różnych interpretacji tego terminu, jest on przede wszystkim kojarzony z ideologicznym pojęciem rządu światowego, ale jedynie w sensie nowych wspólnych wysiłków zmierzających do zidentyfikowania, zrozumienia lub rozwiązania globalnych problemów, które wykraczają poza możliwości poszczególnych państw narodowych.«

Wydaje się, że cechą charakterystyczną „nowego porządku świata” jest rząd światowy, a więc wspólny dla całego świata rząd. Problem jednak polega na tym, że nie wiadomo, kto ma wchodzić w skład tego rządu, czyli kto tak naprawdę będzie rządził. Ci, którzy propagują takie rozwiązanie, nie mówią, w jaki sposób miałby być wyłaniany taki rząd i spośród kogo. Skoro wszystko wokół tego rządu jest takie tajne, to jak nie wierzyć w teorie spiskowe? Jedyne co nam przekazują apologeci takiego rządu i takiego porządku, to to, że nie będziemy mieli nic i będziemy szczęśliwi. Może więc warto zastanowić się nad ukrytym znaczeniem słów „wspólny”, „wspólnota”.

Zbigniew Krasnowski (Tadeusz Gluziński) w książce z 1936 roku Socjalizm, komunizm, anarchizm w rozdziale Wspólnota, jako hasło umożliwiające żydostwu opanowanie dóbr materialnych narodów rdzennych pisze:

»Zwalczanie światopoglądu indywidualistycznego

Na przeszkodzie do opanowania przez żydów dóbr materialnych narodów rdzennych stoi silne poczucie prawa indywidualnej własności u tych narodów, jako kamień węgielny ich ustroju społecznego, będącego wynikiem bytu osiadłego. A zatem, żeby żydostwo miało możność łatwego opanowania dóbr pozostałej rodziny narodów, trzeba aby światopogląd indywidualistyczny w łonie społeczeństw rdzennych ustąpił miejsca światopoglądowi komunistycznemu. Takiej zmiany światopoglądu u swego otoczenia żydostwo może dokonać jedynie przez podważenie więzów, które narody osiadłe sobie wytworzyły. A jakież są te więzy bytu społecznego narodów osiadłych? Ustaliliśmy, że są one trojakiego rodzaju:

  • gospodarcze
  • kulturalne
  • polityczne

Dla żydostwa w jego wysiłkach do podboju narodów rdzennych największe niebezpieczeństwo stanowią więzy polityczne i kulturalne. Kulturalne dlatego, że warunkują siłę duchową danego środowiska, a więc jego odporność na obcy najazd.

Polityczne dlatego, że warunkują formy organizacyjne tego środowiska, a więc jego wolę zbiorową, jego zbiorową prężność, tak dla każdego najeźdźcy niebezpieczną. Gdy więzy w tych dwóch dziedzinach będą rozluźnione, dziedzina gospodarcza musi już łatwo stać się łupem żydostwa.

W dziedzinie kulturalnej na czoło warunków siły duchowej każdego środowiska wysuwają się uczucia religijne. Im bowiem człowiek mniej wznosi się myślami do nieba, do Stwórcy wszechrzeczy, do Boga, tym bardziej jest skazany na więź z doczesnością, czyli mniej jest zdolny do wysiłków duchowych, a z takim środowiskiem łatwo jest już żydostwu dać sobie radę.

W dziedzinie politycznej na czoło warunków zbiorowej prężności danego środowiska, wysuwa się poczucie władzy, niezbędnej do sprawowania rządów na danym obszarze, a więc poczucie państwowe; następnie – plemienne, bądź narodowe, bowiem im żywsze są one, im silniejsze i w treści pełniejsze, tym pomyślniejsze wytwarzają warunki dla spajania ludności w jedną całość zwartą, a wreszcie – poczucie rodzinne, ponieważ rodzina stanowi podstawową komórkę społeczną i od jej spoistości, jej siły zależy właściwie cała budowa społeczna danego środowiska.

A zatem – rodzina, naród, władza, bądź państwo, oraz religia – to są główne podstawy bytu społecznego narodów osiadłych, główne więzy, które warunkują światopogląd indywidualistyczny.

Trzeba zachwiać zatem w pojęciu otoczenia „świętością” tych więzów, trzeba podważyć w jego opinii ich słuszność, to w wyniku musi nastąpić całkowita zmiana światopoglądu indywidualistycznego na pożądany dla żydostwa u otoczenia światopogląd komunistyczny.

Treść teorii wspólnoty

Temu zadaniu odpowiada właśnie hasło „wspólnoty” wszystkich dóbr na świecie: Nie powinno być rodziny indywidualnej, jak to jest obecnie… Nie powinno się tolerować rozwoju uczuć odrębności u poszczególnych narodów… Nie powinny istnieć odrębne państwa z ich granicami, tamującymi swobodę ruchów… Nie powinny istnieć odrębne wyznania, tamujące postęp „ludzkości”… Wszystkie tego typu pojęcia są to „przesądy”. Trzeba je zmienić, bo one są wynikiem egoistycznego „ja”. Gdy się je zmieni, wytworzy się nowy, pozbawiony swego „ja” typ człowieka. Nie może on posiadać „przesądów” co do swego szczęścia i nieszczęścia osobistego, nie może czuć pociągu do władania zarówno w zakresie materialnym jak duchowym, nie powinien cierpieć na „manię” żądzy własności. Całe nieszczęście obecnej ludzkości tkwi w „ja” obecnego człowieka. W przyszłości nie powinno istnieć żadne „ja siedzę” – „ja myślę”, „ja pragnę” itd., lecz tylko „my siedzimy”, „myślimy”, „pragniemy” itd. itd. Słowem, winna nastąpić całkowita przebudowa istniejącego układu stosunków w świecie, przebudowa psychiki ludzkiej, przebudowa „ludzkości”…

Taka jest dla użytku na zewnątrz w ogólnych zarysach treść teorii wspólnoty, uzasadniającej konieczność wyzbycia się światopoglądu indywidualistycznego i przyjęcia za punkt wyjścia w swoim rozumowaniu światopoglądu komunistycznego.

Zapewnia ona żydostwu bezpośredni dostęp do dóbr materialnych narodów rdzennych. Narody zaś rdzenne prowadzi przez osłabienie wszystkich więzów do słabnięcia, zmarnienia, rozkładu…«

A jak to wyglądało w praktyce? Krasnowski podaje wiele przykładów. Ja ograniczę się do kilku.

»Organ syjonistyczny w Warszawie w lutym 1924 r. pisał, poruszając sprawę kolonizacji żydowskiej na południu Rosji:

Najbardziej odpowiedni dla żydów jest teren znajdujący się w pobliżu Odessy i Petrowska. Rząd sowiecki chce go oddać bezpłatnie, o ile żydzi zgodzą się tam pracować na roli… Są tam wolne grunty dawnej arystokracji rosyjskiej, ciągnące się na przestrzeni wielu tysięcy morgów… W czasie wojny i lat głodowych mnóstwo ludzi wymarło na półwyspie… – „Nasz Przegląd”, nr 43, 12 II 1924 r. – „Projekt republiki żydowskiej na Krymie”.

Trudno przypuścić, aby akurat w miejscowościach, pożądanych dla żydostwa do kolonizacji, ludność rdzenna „wymarła”.

Prawda, operował tam, jak już wiadomo, Bela Kuhn, który wymordował na Krymie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Przypuszczalnie, niejedna rodzina, stracona przez niego, uwolniła w ten sposób miejsca dla przyszłych kolonistów żydowskich…

W maju 1928 r. „Journal de Geneve” podał informację byłego dyrektora Czerwonego Krzyża (dr. Jerzego Ladygiańskiego), w której czytamy, że Bela Kuhn stracić kazał: w Teodozji 7500 osób, w Symferopolu – 12 000, w Sewastopolu przeszło 10 000, w Kerczu 6000, w Jałcie przeszło 5000… Ogólną liczbę zamordowanych z rozkazu Beli Kuhna na Krymie Rosjan i Tatarów, obliczają na 60 do 70 tysięcy.

„Hajnt” nr 101 z 30 IV 1928 r. podaje:

Pewnego razu delegowano go (Bela Kuhna) w celu zduszenia na Krymie kontrrewolucji. Bela Kuhn popełnił wówczas takie okrucieństwa, że moskiewska władza centralna musiała go odwołać. Rozkazał on wówczas rozstrzelać tysiące ludzi. Wówczas rozeszła się pogłoska, ze Bela Kuhn nie jest przy zdrowych zmysłach; lecz ta pogłoska okazała się nieprawdziwa.

Musieli jednak być i tacy chłopi na Krymie, którzy przeżyli czasy „wojny i lat głodowych”, a którym ziemię po prostu odebrano.

Historyk żydowski, Ben Cion Kac, omawiając sprawę kolonizacji żydowskiej w Rosji, w czerwcu 1928 r. pisał:

Pieniądze, które amerykańscy milionerzy dają na kolonizację, są przeznaczone na osiedlenie się żydów na Krymie w różnych okolicach. Prawda, dotąd wciąż liczono, że na Krymie jest bardzo mało wolnej ziemi, a zwłaszcza ziemi dobrej. Kalinin już od dawna wyjaśnił, że dla kolonizacji żydowskiej na Krymie jest przeznaczona ziemia, gdzie nie ma wody i która skutkiem tego nie nadaje się dla chłopa rosyjskiego, a którą filantropi amerykańscy mogą udoskonalić dla kolonizacji żydowskiej, dzięki świeżym kapitałom. To jest w części północnej Krymu. Jednak, okazuje się, że kwota dziesięciu milionów dolarów jest przeznaczona akurat na kolonizację w części południowej Krymu. Mereżin oświadczył, że to dlatego, iż rząd postanowił zmniejszyć przestrzeń ziemi dla włościan na Krymie. Poprzednio podzielono na rzecz Tatarów i innych dużo ziemi, lecz oni sami nie mogą jej całkowicie obrobić. Rząd sowiecki w ogóle nie chce, aby było wielu „właścicieli ziemskich”, tj. większych posiadaczy ziemi, i będzie się obecnie ustalało mniej ziemi dla każdego chłopa. W ten sposób zwolniono ziemię dla kolonizacji żydowskiej. I właśnie na tej ziemi zamierzają filantropi żydowscy osiedlić sporą ilość rodzin żydowskich. W rosyjskiej prasie sowieckiej o tym nie ma ani słowa. Jest to w ogóle przeciw polityce rządu sowieckiego, który, odbierając ziemię u Tatarów i dając ją żydom, obawia się wzmożenia judofobii, i tak już dosyć obecnie silnej. – „Hajnt”, nr 134, 8 VI 1928.

H. D. Nomberg w swoim sprawozdaniu z pobytu w Rosji pisał:

Włościaństwo żydowskie, w równej mierze jak każde inne włościaństwo, nie wykazuje żadnej skłonności do socjalizmu. Przeciwnie, zdradza ono wszelkie oznaki masy konserwatywnej, i czym więcej włościanie żydowscy stają się osiadli, zakorzenieni, tym więcej ciągnie ich w gospodarce do form indywidualistycznych, tym więcej z powrotem ciągnie ich w dziedzinie kulturalnej – do starych form żydowskości… – „Der Moment”, nr 186, 12 VIII, 1927 r. – „Z mojej podróży w Rosji”, H. D. Nomberg.

Ten sam brak zapału do zasad wspólnoty wśród żydów w koloniach stwierdziła komisja leningradzkich robotników-komunistów, kiedy w lecie 1928 r. badała stosunki w koloniach żydowskich. ŻAT w depeszy z Moskwy doniosła:

Koloniści żydowscy są w ogóle dobrymi rolnikami, jakkolwiek duch komunistyczny upada w koloniach nawet wśród młodzieży. – „Der Moment”, nr 181, 5 VIII 1928 r. – depesza z Moskwy ŻAT.

ŻAT w depeszy z Moskwy w sierpniu 1930 r. doniosła:

(…) Ogólne wrażenie jest takie, że żydowscy włościanie są tymczasem słabymi zwolennikami budowy socjalistycznej. Nawet komsomolcy we wsiach żydowskich ideologicznie nie są wytrzymali, gdy przychodzi do praktyki. – „Hajnt”, nr 196, 24 VIII 1930 – depesza ŻAT z Moskwy.«

Autor tak podsumowuje ten rozdział:

»Słowem, przez hasło „wspólnoty” do wywrotu społecznego i do „budowy” socjalizmu, a przez socjalizm do władania ziemią na prawie… własności prywatnej, i to na zwartych obszarach, mających stać się „republikami żydowskimi”…

Na nienawiści więc do właścicieli ziemskich, wywołanej wśród chłopów i w ogóle pracowników fizycznych przez… komunistów w okresie „wielkiej rewolucji rosyjskiej”, ludność żydowska, jak się okazuje, nie straciła.

Bankierzy żydowscy z krajów poza Rosją zawierają umowy z rządem „robotników i włościan”, wyjeżdżają komisje na pożądane dla żydostwa tereny, ziemię obficie się dla żydów wydziela i powstają w ten sposób w diasporze kolonie żydowskie, jako zaczątki przyszłych „republik żydowskich”.

A trzeba pamiętać to, co słusznie podkreślił Menachem Usiszkin, w grudniu 1928 r., w swej mowie w Erec Israel na II zjeździe nauczycieli żydowskich, że

największe przewroty, najcięższe i najokropniejsze, za które ludzkość zapłaciła krwią i życiem milionów ludzi, były głównie wynikiem kwestii ziemi. Tak stało się w Irlandii, tak wydarzyło się również w innych krajach. – „Hajnt”, nr 66, 24 III 1929 r. – „Głos ziemi”, M. Usiszkin.

Tak było i w Rosji…

Za ziemię ludność żydowska, wbrew przytoczonej tezie Menachema Usiszkina, nie płaci nie tylko swoją „krwią i życiem”, ale nawet pieniędzmi. Rząd sowiecki, jak wynika z przytoczonych wyżej informacji, wydziela ludności żydowskiej ziemię za darmo. Krwią zapłaciła ludność… rosyjska.«

Cytaty pochodzą z książki, która ukazała się na rynku w 1936 roku, a więc w całkiem innej rzeczywistości. Obecnie żydostwo ma – do realizacji swojego mesjanistycznego celu, polegającego na przejęciu wszelkiego bogactwa pozostałej części ludzkości i na jej niewolniczym podporządkowaniu sobie – znacznie potężniejsze środki. Ten cel nazywa ono, na użytek naiwnych, „Nowym Porządkiem Świata”, a tych, którzy dążą do tego – globalistami. Konieczność jego wprowadzenia uzasadnia tym, że z globalnymi problemami może sobie poradzić tylko rząd światowy.

Te globalne problemy to wydumane zagrożenie epidemiologiczne, zmiany klimatu, rzekomo wywołane przez człowieka, globalne kryzysy globalnej gospodarki, terroryzm, wojny itp. Wszystko wyssane z palca lub sztucznie wykreowane jak terroryzm, wojny i kryzysy gospodarcze. Przecież globalna gospodarka nie wzięła się sama z siebie. Ktoś świadomie dążył do stworzenia globalnych firm i skoncentrowania prawie całej produkcji w jednym państwie. Wszystko po to, by żadne państwo nie było samodzielne pod względem gospodarczym i nie mogło we własnym zakresie zabezpieczyć swoich potrzeb materialnych, a nawet kulturalnych i duchowych.

Żydostwo od wieków dąży do realizacji swojego mesjanistycznego celu, ale dopiero od niedawna pojawiły środki czy narzędzia, które diametralnie ułatwią i przyspieszą jego realizację. Są to pandemia i cyfryzacja społeczeństwa.

„Pandemia” to potężne narzędzie. Wirus jest niewidzialny, rozprzestrzenia się poprzez wydychane powietrze, a więc jest wszędzie i każdy może zarażać i być zarażonym. Można być „chorym” bezobjawowo, co oznacza, że każdego można potraktować jako potencjalne zagrożenie dla innych. Co z tego, że my mamy w swoim organizmie miliony, jeśli nie więcej, różnych wirusów i większość z nich jest nawet niezbędna dla naszego życia. Co z tego, że skoro ludzki organizm ma w sobie ich tyle, to ma też wypracowane mechanizmy obrony przed tymi, które nie są dla niego korzystne. To nie ma znaczenia. Najważniejsze są szczepienia, maski, kwarantanny, ograniczenia w przemieszczaniu się, czyli upodlenie człowieka. Co z tego, że nie godzę się na ingerencję w mój organizm? Skoro stanowię „zagrożenie” dla innych, to moim obowiązkiem jest odpowiedzialna postawa. Jeśli nie mam możliwości decydowania o sobie, o swoim zdrowiu, jeśli moje ciało nie należy do mnie, to czy ja nadal jestem wolnym człowiekiem, czy już niewolnikiem. Jest więc „pandemia”, czy „zagrożenie epidemiologiczne” jednym z dwóch narzędzi koniecznych do uczynienia z wolnego człowieka niewolnika.

Drugim narzędziem jest totalna cyfryzacja świata. Po co rządy wszystkich krajów chcą, by wszelkie czynności odbywały się za pośrednictwem mediów elektronicznych? Tylko i wyłącznie po to, by całkowicie kontrolować ludzi i wiedzieć o nich wszystko: co czytają, jakie filmy oglądają, jakie strony internetowe odwiedzają, jakie mają upodobania seksualne, co jedzą, czy są pijakami czy narkomanami, jakich mają znajomych, jak spędzają wolny czas, gdzie jeżdżą na wakacje, jakich krewnych mają i gdzie oni mieszkają itp. Słowem – totalna inwigilacja.

Klaus Schwab powiedział, że początkowo czipy będą umieszczane w ubraniach, później pod skórą, a w końcu w mózgu, po to, by człowiek był ciągle podłączony do świata cyfrowego. Tylko po co? O tym ani on, ani nikt inny nie mówi, tylko zapewniają, że tak będzie lepiej. Być może, tylko dla kogo? Podłączenie człowieka do tego świata cyfrowego będzie skutkowało jego permanentną inwigilacją oraz możliwością sterowania nim, a przymusowe szczepienia będą oznaczały, że takiego człowieka będzie można, jeśli zajdzie taka potrzeba, zlikwidować, bo my nie wiemy, co tak naprawdę jest w tych szczepionkach. Jednym będzie można wstrzyknąć jakieś placebo, a innym – truciznę. Zresztą wszczepiony chip też może być wykorzystany do usuwania niewygodnych ludzi.

Wygląda na to, że ten świat, do którego dążą Żydzi, będzie zupełnie inny, niż ten, który znamy. Będą w nim żyły istoty cyborgopodobne, które będą tylko wyglądem przypominały ludzi. A więc może jednak „Porządek Nowego Świata”.

Specjalny status prawny

Całkiem przypadkiem natrafiłem na taki artykuł Ukraine Will Grant Poles A Special Legal Status (Ukraina nada Polakom specjalny status prawny). Został on zamieszczony na portalu South Front (https://southfront.org/ukraine-will-grant-poles-a-special-legal-status/). Czytałem go z niedowierzaniem, a nawet z przerażeniem, że można wypisywać takie bzdury, tak przekręcać historię i rzeczywistość i tak zakłamywać relacje polsko-ukraińskie. Na tym przykładzie widać dobitnie, dlaczego Żydzi przywiązują tak wielką wagę do propagandy, do opanowania środków masowego przekazu. Za pomocą mediów można wygrać każdą wojnę i spowodować, że kiedy będą likwidować państwo polskie, to inni tylko przytakną. Po raz który to już z kolei Żydzi likwidują państwo polskie?

x

Ukraina, będąc krajem poszkodowanym, aktywnie poszukuje sojuszników i towarzyszy. Polska stała się jednym z głównych sojuszników Kijowa, ale prawdziwym interesem Warszawy jest wspieranie interesów narodowych kraju, a nie ochrona narodu ukraińskiego.

Polska weszła w XXI wiek z bogatym dziedzictwem historycznym. Przeszła przez trzy rozbiory. W XX wieku Polsce udało się odzyskać ziemie zachodnie, ale nie ziemie wschodnie. Perspektywy zwrotu ziem wschodnich dla Polski zaczynają się coraz wyraźniej rysować.

22 maja Olga Sovgirya, przedstawicielka Rady Najwyższej w Trybunale Konstytucyjnym, stwierdziła, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że wkrótce przedłoży w parlamencie projekt ustawy o nadaniu obywatelom polskim specjalnego statusu prawnego na Ukrainie, podobnego do polskiej ustawy o wsparciu obywateli Ukrainy. Wołodymyr Żeleński podziękował Sejmowi RP za uchwalenie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy i wyraził nadzieję, że podobny dokument zostanie wkrótce przyjęty na Ukrainie.

Władimir Zełenski powiedział: „To wielki krok i gest wielkiego serca, do czego zdolny jest tylko bliski przyjaciel Ukrainy. I ten krok nie zostanie niedoceniony. Wkrótce podobny – lustrzany – projekt przedstawię Radzie Najwyższej Ukrainy. Nie daj Boże, aby obywatele polscy kiedykolwiek w swoim życiu potrzebowali tych wszystkich świadczeń w takich warunkach, w warunkach wojennych. Ale te prawa mają wielką wartość symboliczną, pokazującą, że Ukraińcy i Polacy są bliscy sobie i równi. I jestem pewien, że ukraiński organ parlamentarny poprze tę ustawę – szybko i zdecydowaną większością.

O tej ustawie poinformował sekretarz prasowy prezydenta Ukrainy Siergiej Nikiforow. Powiedział, że projekt jest w trakcie opracowywania i będzie miał podobną funkcję do polskiego, ponieważ uchodźcy z Ukrainy zostali zrównani z obywatelami polskimi, ale jedyne, czego Ukraińcy nie będą mogli zrobić w Polsce, to głosowanie. Polska przyznała ponad 3 milionom ukraińskich uchodźców prawo do życia, pracy i pobierania świadczeń socjalnych.

22 maja prezydent RP Andrzej Duda przyjechał do Kijowa i omówił tę kwestię z Radą Najwyższą. Wezwał obywateli Ukrainy, aby nie oddawali ani jednego kawałka ukraińskiej ziemi.

Powiedział: „Pojawiły się niepokojące głosy mówiące, że Ukraina musi poddać się żądaniom Putina. Tylko Ukraina ma prawo decydować o swojej przyszłości. Duda poparł wejście Ukrainy do Unii Europejskiej i zaproponował zawarcie nowego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Zaznaczył też, że NATO jest zagrożone potencjalnym atakiem ze strony Rosji”.

Na początku maja polski przywódca wyraził nadzieję, że nie będzie granicy między Polską a Ukrainą, a kraje będą żyły w pokoju i życzliwości. Teraz polski prezydent ma nadzieję, że Ukraina wróci na swoje terytorium.

Kijowski projekt ustawy jest jeszcze w trakcie opracowywania i Rada Najwyższa pracuje nad nim, ale już wiadomo, że Polacy będą mieli prawo do pracy, będą podlegali takiemu samemu prawu podatkowemu jak obywatele Ukrainy i ochronę socjalną. Ponadto, według niepotwierdzonych informacji, niektóre uprawnienia zostaną rozszerzone.

Polacy na terytorium Ukrainy otrzymają prawdopodobnie specjalne prawa:

  • będą mogli kandydować w wyborach;
  • być mianowani do władz państwowych, na wyższe stanowiska w projektach obronnych;
  • uzyskać dostęp do tajnych danych;
  • być sędziami;
  • polska policja będzie mogła kontrolować przestrzeganie prawa i porządku na Ukrainie itp.

Polska jest zaangażowana w kryzys ukraiński od 2014 roku. Polscy żołnierze brali udział w operacjach bojowych na Ukrainie. Ponadto warto zauważyć, że miesiąc wcześniej Polska dostarczyła na Ukrainę sprzęt wojskowy (karabiny snajperskie, czołgi, części zamienne do samolotów). Sytuację tę można scharakteryzować jako barter: Polska zapewnia środki materialne, Ukraina zaś działania w zakresie polityki. W tej chwili wiadomo, że na razie projekt opiera się na dobrej woli i wzajemnej pomocy, ale nie można wykluczyć, że ten rodzaj współpracy przerodzi się w trwalszą współpracę. Rosja straciła szansę, by Ukraina nie uzależniła się od Polski. Ostatecznie zwyciężyła polska soft power.

Dziś pojawiła się kwestia suwerenności Ukrainy. W przyszłości może utracić część swojej suwerenności poprzez przystąpienie do UE lub całkowicie ją utracić poprzez połączenie z Polską. W tym momencie błędem byłoby formułowanie jasnych prognoz.

Wcześniej doradca prezydenta Rosji i szef rosyjskiej delegacji negocjacyjnej na Ukrainę Władimir Miedinski powiedział, że „Polska przy pierwszej nadarzającej się okazji wyrwie przyjaznej Ukrainie zachodnie ziemie ukraińskie”.

Od początku specjalnej operacji wojskowej Polska przyjęła około 3,5 mln ukraińskich uchodźców, więcej niż wszystkie inne kraje europejskie. ONZ poinformowało, że około 6,4 mln obywateli opuściło Ukrainę. Ogromna liczba uchodźców ukraińskich w Polsce uzasadnia powód powstania tej ustawy.

Te kroki prowadzą do powstania jednego państwa, do powstania najnowszej wersji „Rzeczpospolitej”. Interesy Polski opierają się na rewanżyzmie i polityce soft power. Władze ukraińskie przekazują terytoria polskiej administracji w nadziei, że uratuje to Ukrainę przed rosyjską agresją. Stwarza to zagrożenie przystąpienia Polski do wojny, co może prowadzić do dalszych reperkusji, a działania wojenne mogą przenieść się na sąsiednie rejony.

x

Te specjalne prawa są pewnie po to, by wciągnąć Polskę w wojnę z Rosją. Przecież zwykły obywatel Polski nie pojedzie na Ukrainę, bo i po co? I nie otrzyma tam takich świadczeń, jak Ukraińcy w Polsce, z tego prostego względu, że poziom życia na Ukrainie jest znacznie niższy niż w Polsce, a poza tym Ukraina jest państwem upadłym. Chodzi o to, by polscy wojskowi, politycy, prawnicy, policja itp. weszli w struktury państwa ukraińskiego, by później ich i państwo polskie pociągnąć do odpowiedzialności, na równi z Ukraińcami, za destabilizowanie tej części Europy, a pośrednio i świata. I może się jeszcze okazać, że to Polacy wywołali kryzys światowy. Ja nawet bym chciał, by Polacy byli tacy mocarni, że byliby w stanie wywołać światowy kryzys, ale na to monopol mają Żydzi.

Jest dla mnie wprost nie do uwierzenia, jak oni szybko rozmontowują państwo polskie i czynią przygotowania do utworzenia jakiejś polsko-ukraińskiej hybrydy. I nikt nawet nie raczy nas zapytać, czy my się na to zgadzamy. Nawet nie stwarzają pozorów, tak jak przed wejściem Polski do unii. Wtedy było referendum. A teraz? Jak bardzo im się spieszy! Teraz widać jak na dłoni, czym jest demokracja. Prezydent podejmuje decyzje, bo wygrał wybory. Poparło go wielu ludzi i dziś może powiedzieć, że działa w imieniu tych, którzy na niego głosowali. Naród go upoważnił. A czy mógłby tak zrobić, gdyby frekwencja wyborcza ograniczyła się do 5%, a on sam z tych 5% dostał 2%? Mógłby, tylko wtedy nie mógłby się zasłaniać narodem i jego wyborem. A w takim wypadku prawdopodobnie żaden polityk nie podjąłby ryzyka. Demokracja przy śladowej frekwencji umiera. Tak więc w demokracji, jak w żadnym innym ustroju, zwykły człowiek ma też władzę, tylko nie wie, jak z niej korzystać.

Taki przekaz, jak w cytowanym powyżej artykule, idzie w świat i ludzie w tym szerokim świecie będą przekonywani, że Polacy i Ukraińcy to dwa bratnie narody, które chcą razem żyć i razem przeciwstawiać się wspólnemu wrogowi, jakim jest Rosja. Nic bardziej błędnego. Ale słowo to potęga, te pisane i te mówione, potęga większa niż najpotężniejsze wojsko.