Casablanca

Kiedyś napisałem w jednym blogów, że Żydzi są najlepszymi reżyserami filmowymi. Dlaczego tak jest? No cóż, nacja, która od początku zajmowała się reżyserowaniem wszelkiego rodzaju konfliktów, a więc zamieszek, powstań, rewolucji, wojen – taka nacja ma we krwi reżyserowanie. Nie ma wielkiej różnicy, jeśli chodzi o warsztat, pomiędzy wyreżyserowaniem wojny a filmu. Widać to na przykładzie wojny na Ukrainie. Tam nic nie dzieje się przypadkiem, nawet to, że wojna ta zaczęła się o godzinie 4.45 czasu polskiego, a więc o tej samej, o której Hitler napadł na Polskę. Przekaz dla Polaków był aż nadto czytelny: Koniec waszego obecnego państwa. Po tej wojnie będzie ono już zupełnie inne, tak jak PRL był zupełnie czymś innym, niż II RP.

Jakiś czas temu oglądałem jeden z odcinków serialu Świat według Kiepskich. W nim Marian Paździoch podjął odważną decyzję i oświadczył sąsiadowi Ferdynandowi Kiepskiemu, że on już dłużej w tym kraju nie zamierza mieszkać i wyjeżdża. A dokąd to? – zapytał Ferdek. Do Casablanki – odparł Paździoch. Wie pan gdzie to jest? – zapytał. Wiem – powiedział Ferdek. Był nawet kiedyś taki film – dodał.

Casablanca to amerykański melodramat w reżyserii Michaela Curtiza z 1942 roku, którego akcja toczy się w czasie II wojny światowej, w kontrolowanym przez Francję Vichy mieście Casablanca. Michael Curtiz (Mano Kartesz Kaminer) był węgierskim emigrantem żydowskiego pochodzenia. Pierwszymi scenarzystami pracującymi nad tekstem byli bracia Epstein – Julius i Philip. Później dołączył do nich Howard W. Koch. Sami Żydzi, co chyba nie powinno dziwić w tej branży.

Akcja filmu toczy się w ekskluzywnym klubie i szulerni amerykańskiego emigranta w Casablance. Jego klientela to oficjele Vichy i nazistowskich Niemiec oraz uciekinierzy i złodzieje.

Casablanca pewnie nie przypadkiem została wybrana na miejsce akcji tego filmu. Architektura i rozwiązania urbanistyczne tego miasta są wyjątkowe. Znajduje się w nim wiele imponujących budynków w różnych stylach, takich jak tradycyjna architektura marokańska, różne style kolonialne, art nouveau (secesja), art deco, styl neomarokański, modernizm i inne. W trakcie Francuskiego Protektoratu (1912-1956) rząd francuski określał Casablancę jako „laboratorium urbanizmu”. Nic więc dziwnego, że w okresie międzywojennym było to, jakbyśmy dziś powiedzieli, miejsce kultowe, do którego zjeżdżali artyści, malarze w poszukiwaniu natchnienia. Odwiedziła je również polska malarka Tamara Łempicka, co znalazło odbicie w jej twórczości.

W tym filmie wszystko jest fikcją, nawet obecność Niemców w czasie II wojny światowej w Casablance. Nie to jest jednak ważne, tylko to, jak to zostało wyreżyserowane. Najsłynniejszą w nim sceną jest ta, w której naziści, siedzący przy jednym ze stołów obok pianina, zaczynają śpiewać pieśń „Wacht am Rhein” (Straż na Renie), a Francuzi odpowiadają Marsylianką. Dlaczego „Wacht am Rhein”? Oficjalnym hymnem nazistów była „Horst-Wessel-Lied” (Pieśń Horsta Wessela). Śpiewanie przez nazistów „Wacht am Rhein”, to tak, jakby żołnierze Ludowego Wojska Polskiego śpiewali „Pierwszą Brygadę”. Skąd więc ten zabieg? Pewnie dlatego, że „Horst-Wessel-Lied” nie zrobiłaby na Francuzach takiego wrażenia, jak „Wacht am Rhein”, a w takim kontekście, jedynie Marsylianka mogła być adekwatną odpowiedzią. Żeby to jednak zrozumieć, to trzeba to wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze.

Marsylianka to hymn państwowy Francji. Słowa i muzykę stworzył 25 kwietnia 1792 roku Claude Joseph Rouget de Lisle na widok wymarszu rewolucyjnej Armii Renu. Stąd jej oryginalna nazwa to: Chant de marche de l’Armée du Rhin lub Chant de guerre pour l’armée du Rhin (Marsz wojenny Armii Renu lub Pieśń wojenna Armii Renu). Jej pierwsze wykonanie miało miejsce 26 kwietnia tego roku. Zdobyła wielką popularność w okresie rewolucji francuskiej (1789-1799). Wówczas jako pierwsi zaśpiewali ją w sierpniu 1792 żołnierze z Marsylii, biorący udział w walkach o pałac Tuileries w Paryżu. Tak powstała jej nowa nazwa, najpierw Marche de Marseille, a później – La Marseillaise, czyli Marsylianka.

W czasie II wojny światowej Niemcy zakazali śpiewania Marsylianki w strefie północnej. W strefie południowej, okupowanej dopiero od 1942 roku, rząd kolaboracyjny uznał ją za hymn Państwa Francuskiego, jednak śpiewać można było tylko w obecności przedstawicieli władzy lub za specjalnym zezwoleniem. Każde jej wykonanie bez zezwolenia groziło karą pozbawienia wolności.

Tak to opisuje Wikipedia, ale o pewnych faktach nie informuje, o których można się z niej dowiedzieć, tyle że w innym miejscu.

Claude Joseph Rouget de Lisle (1760-1836) – kapitan i inżynier wojskowy, rojalista, autor pieśni, poeta i pisarz, autor Marsylianki. Na prośbę Philippe’a Frédérica de Dietricha, mera Strasburga, napisał wojenną pieśń Chant de guerre pour l’armée du Rhin dla Armii Renu 25 kwietnia 1792 roku. Ze względu na swe rojalistyczne poglądy więziony w latach 1793-1794; później brał udział w walkach w Wandei, gdzie służył pod rozkazami pacyfikującego powstanie generała Lazare’a Hoche’a. W 1796 zdymisjonowany. Zmarł w nędzy w 1836 roku.

6 października 1789 roku król Ludwik XVI, zmuszony przez Zgromadzenie Narodowe do opuszczenia Wersalu, zamieszkał w pałacu Tuileries w Paryżu i przebywał tam do obalenia monarchii w dniu 10 sierpnia 1792 roku. W szturmie na pałac rozwścieczony motłoch paryski wymordował wszystkich żołnierzy królewskich z Gwardii Szwajcarskiej i obrabował go, biorąc wszystko, co dało się wynieść. I to właśnie w czasie tego szturmu żołnierze z Marsylii śpiewali Marsz wojenny Armii Renu, która to armia wcześniej, bo w kwietniu, wyruszała bronić Alzacji i Lotaryngii.

Tak więc autor Marsylianki był rojalistą. A Armia Renu? Co to takiego było?

Armia Renu została sformowana na mocy dekretu Ludwika XVI z 14 grudnia 1791 roku. Jej zadaniem była początkowo obrona Lotaryngii i Alzacji przed wojskami I koalicji antyfrancuskiej. Stopniowo zakres odpowiedzialności Armii Renu ulegał zmniejszeniu wobec powstania nowych armii. 1 października 1791 roku z części formacji wchodzących w skład Armii Renu sformowano Armię Wogezów. Armia toczyła walki z wojskami cesarskimi i pruskimi. Do drugiej połowy 1794 roku były to niemal wyłącznie walki obronne, prowadzone jednak z dużą elastycznością, co zapewniło jej ostateczny sukces. We wrześniu 1794 roku Armia przekroczyła Ren i wkrótce zajęła całe południowe Niemcy. 20 kwietnia 1795 roku Armia Renu została scalona z Armią Mozeli, tworząc wspólnie Armię Renu i Mozeli. „Pierwsza” Armia Renu brała udział w walkach m.in. pod Kaiserslauten, Froeschwiller, Geisbergiem, Weissenburgiem i Tripstadt.

Armia Renu została powołana po raz kolejny 9 grudnia 1797 roku. Funkcjonowała jedynie do 3 lutego 1798 roku. Przez ten czas pełniła funkcje strażnicze, obserwacyjne i porządkowe wzdłuż granicy na Renie. Armia ta została sformowana po raz trzeci 18 lipca 1799 roku. Jej zadaniem tym razem była ochrona wschodniej granicy przed wojskami II koalicji antyfrancuskiej. Powstała z formacji wydzielonych z Armii Dunaju, a już 22 listopada 1799 wchłonęła resztki tej rozbitej armii. Armia Renu w maju 1800 roku, pod wodzą generała Jeana Victora Moreau, ruszyła z ofensywą wraz z wojskami francuskimi we Włoszech. Szybko zajęła Badenię i Wirtembergię, a następnie rozbiła dwie potężne armie austriackie – pierwszą pod Höchstädt, a drugą pod Hohenlinden. Wtedy całe południowe Niemcy znalazły się w rękach Armii Renu, która bezpośrednio zagroziła Wiedniowi. Uderzenie na Austrię jednak nie nastąpiło, gdyż Pierwszy Konsul, Bonaparte, zawarł z cesarstwem pokój w Lunéville, kończąc tym samym szlak wojenny tej armii. Ostatecznie została ona zdemobilizowana i 5 maja 1801 roku rozwiązana.

Die Wacht am Rhein (Straż na Renie) to niemiecka pieśń patriotyczna. Słowa napisał w 1840 roku Max Schenkenburger, a muzykę skomponował Karl Wilhelm. Powstała w wyniku groźby wybuchu nowej wojny prusko-francuskiej. Minister spraw zagranicznych Francji Louis Adolphe Thiers mówił wtedy o Renie jako naturalnej wschodniej granicy swojego kraju. Pierwszą melodię skomponował szwajcarski organista J. Mendel, jednak nie zyskała ona większej popularności. Autorem bardziej znanej muzyki jest Karl Wilhelm. Pierwsze publiczne wykonanie jego utworu miało miejsce 11 czerwca 1854 roku. Pieśń ze względu na swą wymowę zyskała sławę podczas wojny prusko-francuskiej. Była jednym z nieoficjalnych hymnów Drugiej Rzeszy Niemieckiej. Cieszyła się również popularnością podczas I wojny światowej. Tytuł utworu stał się nazwą niemieckiej ofensywy w Ardenach na przełomie 1944 i 1945 roku.

Ta krótka scena jest jedną z najsłynniejszych w historii kina. Zawiera ona w sobie tyle podtekstów i ukrytych znaczeń, że dopiero ich właściwe odczytanie pozwala na uświadomienie sobie, jak głębokie emocje zostały wyzwolone po obu stronach, które, wydaje się na pozór, że chcą się tylko wzajemnie zagłuszyć.

Dla wielu Marsylianka jest jednym z najładniejszych hymnów państwowych. Kojarzona jest jako pieśń rewolucyjna, ale taką pierwotnie nie była. Była pieśnią wojenną, stworzoną przez rojalistę na użytek Armii Renu, która wyruszała do obrony granic.

NWO

Nowy porządek świata, to pojęcie, które jest już od lat powszechnie używane na określenie zmian, jakie zachodzą na świecie, jednak jego definicja nie jest precyzyjna. Najczęściej używa się go w znaczeniu teorii spiskowej lub jako terminu z zakresu polityki. Wikipedia tak je opisuje (wytłuszczenia W.L.):

»Nowy porządek świata (łac. Novus Ordo Mundi, ang. New World Order, skrótowo: NPŚ, ang. NWO) – teoria spiskowa wykorzystywana do opisu rzekomych przyczyn istotnych zmian w polityce międzynarodowej, według której „zakonspirowana elita globalnej władzy” dąży do objęcia władzy nad światem poprzez autorytarny rząd światowy, który ma zastąpić suwerenne państwa.

Teoria ta wykorzystuje jako pretekst:

  • program pokojowy prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona, znany jako Czternaście Punktów Wilsona;
  • utworzenie Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych;
  • zmianę układu sił politycznych na świecie, który ukształtował się jeszcze w latach 50-tych XX wieku, w wyniku rozpadu ZSRR i bloku wschodniego.

Jednym z pretekstów stosowania tej teorii spiskowej po zakończeniu zimnej wojny było również określenie „nowy porządek świata”, użyte przez Michaiła Gorbaczowa i George’a H.W. Busha oraz członków Klubu Bilderberg, Komisji Trójstronnej i Rady Stosunków Zagranicznych rządu USA dla określenia zmian jakie nastąpiły wtedy na świecie.

Niektórzy twierdzą, że świat jest zakulisowo sterowany przez grupę bądź grupy ludzi dążących do wprowadzenia „Nowego Porządku Świata”, który ma się rzekomo cechować utworzeniem jednej zależnej religii, praniem mózgu, wszczepianiem innym ludziom chipów pod skórę, powszechną inwigilacją za pomocą monitoringu i projektu Echelon (globalna sieć wywiadu elektronicznego) oraz bezgotówkowym obrotem towarami.«

Wypada jednak wyjaśnić sobie pewną nieścisłość w tłumaczeniu tego terminu na język polski. New World Order tłumaczy się na polski od końca, czyli Porządek Nowego Świata, a to znaczy coś innego niż Nowy Porządek Świata. Można też przetłumaczyć ten zwrot od początku, czyli Nowego Świata Porządek – tak bardziej poetycko. Oba te tłumaczenia kładą nacisk na Nowy Świat, a nie na Nowy Porządek. Bo jeśli ma być Nowy Porządek w starym świecie, to nie jest to jeszcze takie groźne, ale Nowy Świat brzmi znacznie bardziej złowieszczo. Nowy Porządek nie oznacza diametralnych zmian, bo nadal funkcjonujemy w tym samym świecie, a Nowy Świat – jak najbardziej. Niestety słowniki internetowe i tłumacz Google tłumaczą ten zwrot jako Nowy Porządek Świata, ale North Atlantic Treaty Organization tłumaczą jako Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego, czyli prawidłowo – od tyłu. Dlaczego więc w przypadku NWO jest inaczej?

Być może nie jest to takie ważne, czy będziemy mówić o Nowym Porządku Świata czy Porządku Nowego Świata. Ważniejsze jest to, co się kryje za tym pojęciem. Angielska Wikipedia pisze (wytłuszczenia W.L.):

»Termin „nowy porządek światowy” odnosi się do nowego okresu historii, w którym widoczne są dramatyczne zmiany w światowej myśli politycznej i układzie sił w stosunkach międzynarodowych. Pomimo różnych interpretacji tego terminu, jest on przede wszystkim kojarzony z ideologicznym pojęciem rządu światowego, ale jedynie w sensie nowych wspólnych wysiłków zmierzających do zidentyfikowania, zrozumienia lub rozwiązania globalnych problemów, które wykraczają poza możliwości poszczególnych państw narodowych.«

Wydaje się, że cechą charakterystyczną „nowego porządku świata” jest rząd światowy, a więc wspólny dla całego świata rząd. Problem jednak polega na tym, że nie wiadomo, kto ma wchodzić w skład tego rządu, czyli kto tak naprawdę będzie rządził. Ci, którzy propagują takie rozwiązanie, nie mówią, w jaki sposób miałby być wyłaniany taki rząd i spośród kogo. Skoro wszystko wokół tego rządu jest takie tajne, to jak nie wierzyć w teorie spiskowe? Jedyne co nam przekazują apologeci takiego rządu i takiego porządku, to to, że nie będziemy mieli nic i będziemy szczęśliwi. Może więc warto zastanowić się nad ukrytym znaczeniem słów „wspólny”, „wspólnota”.

Zbigniew Krasnowski (Tadeusz Gluziński) w książce z 1936 roku Socjalizm, komunizm, anarchizm w rozdziale Wspólnota, jako hasło umożliwiające żydostwu opanowanie dóbr materialnych narodów rdzennych pisze:

»Zwalczanie światopoglądu indywidualistycznego

Na przeszkodzie do opanowania przez żydów dóbr materialnych narodów rdzennych stoi silne poczucie prawa indywidualnej własności u tych narodów, jako kamień węgielny ich ustroju społecznego, będącego wynikiem bytu osiadłego. A zatem, żeby żydostwo miało możność łatwego opanowania dóbr pozostałej rodziny narodów, trzeba aby światopogląd indywidualistyczny w łonie społeczeństw rdzennych ustąpił miejsca światopoglądowi komunistycznemu. Takiej zmiany światopoglądu u swego otoczenia żydostwo może dokonać jedynie przez podważenie więzów, które narody osiadłe sobie wytworzyły. A jakież są te więzy bytu społecznego narodów osiadłych? Ustaliliśmy, że są one trojakiego rodzaju:

  • gospodarcze
  • kulturalne
  • polityczne

Dla żydostwa w jego wysiłkach do podboju narodów rdzennych największe niebezpieczeństwo stanowią więzy polityczne i kulturalne. Kulturalne dlatego, że warunkują siłę duchową danego środowiska, a więc jego odporność na obcy najazd.

Polityczne dlatego, że warunkują formy organizacyjne tego środowiska, a więc jego wolę zbiorową, jego zbiorową prężność, tak dla każdego najeźdźcy niebezpieczną. Gdy więzy w tych dwóch dziedzinach będą rozluźnione, dziedzina gospodarcza musi już łatwo stać się łupem żydostwa.

W dziedzinie kulturalnej na czoło warunków siły duchowej każdego środowiska wysuwają się uczucia religijne. Im bowiem człowiek mniej wznosi się myślami do nieba, do Stwórcy wszechrzeczy, do Boga, tym bardziej jest skazany na więź z doczesnością, czyli mniej jest zdolny do wysiłków duchowych, a z takim środowiskiem łatwo jest już żydostwu dać sobie radę.

W dziedzinie politycznej na czoło warunków zbiorowej prężności danego środowiska, wysuwa się poczucie władzy, niezbędnej do sprawowania rządów na danym obszarze, a więc poczucie państwowe; następnie – plemienne, bądź narodowe, bowiem im żywsze są one, im silniejsze i w treści pełniejsze, tym pomyślniejsze wytwarzają warunki dla spajania ludności w jedną całość zwartą, a wreszcie – poczucie rodzinne, ponieważ rodzina stanowi podstawową komórkę społeczną i od jej spoistości, jej siły zależy właściwie cała budowa społeczna danego środowiska.

A zatem – rodzina, naród, władza, bądź państwo, oraz religia – to są główne podstawy bytu społecznego narodów osiadłych, główne więzy, które warunkują światopogląd indywidualistyczny.

Trzeba zachwiać zatem w pojęciu otoczenia „świętością” tych więzów, trzeba podważyć w jego opinii ich słuszność, to w wyniku musi nastąpić całkowita zmiana światopoglądu indywidualistycznego na pożądany dla żydostwa u otoczenia światopogląd komunistyczny.

Treść teorii wspólnoty

Temu zadaniu odpowiada właśnie hasło „wspólnoty” wszystkich dóbr na świecie: Nie powinno być rodziny indywidualnej, jak to jest obecnie… Nie powinno się tolerować rozwoju uczuć odrębności u poszczególnych narodów… Nie powinny istnieć odrębne państwa z ich granicami, tamującymi swobodę ruchów… Nie powinny istnieć odrębne wyznania, tamujące postęp „ludzkości”… Wszystkie tego typu pojęcia są to „przesądy”. Trzeba je zmienić, bo one są wynikiem egoistycznego „ja”. Gdy się je zmieni, wytworzy się nowy, pozbawiony swego „ja” typ człowieka. Nie może on posiadać „przesądów” co do swego szczęścia i nieszczęścia osobistego, nie może czuć pociągu do władania zarówno w zakresie materialnym jak duchowym, nie powinien cierpieć na „manię” żądzy własności. Całe nieszczęście obecnej ludzkości tkwi w „ja” obecnego człowieka. W przyszłości nie powinno istnieć żadne „ja siedzę” – „ja myślę”, „ja pragnę” itd., lecz tylko „my siedzimy”, „myślimy”, „pragniemy” itd. itd. Słowem, winna nastąpić całkowita przebudowa istniejącego układu stosunków w świecie, przebudowa psychiki ludzkiej, przebudowa „ludzkości”…

Taka jest dla użytku na zewnątrz w ogólnych zarysach treść teorii wspólnoty, uzasadniającej konieczność wyzbycia się światopoglądu indywidualistycznego i przyjęcia za punkt wyjścia w swoim rozumowaniu światopoglądu komunistycznego.

Zapewnia ona żydostwu bezpośredni dostęp do dóbr materialnych narodów rdzennych. Narody zaś rdzenne prowadzi przez osłabienie wszystkich więzów do słabnięcia, zmarnienia, rozkładu…«

A jak to wyglądało w praktyce? Krasnowski podaje wiele przykładów. Ja ograniczę się do kilku.

»Organ syjonistyczny w Warszawie w lutym 1924 r. pisał, poruszając sprawę kolonizacji żydowskiej na południu Rosji:

Najbardziej odpowiedni dla żydów jest teren znajdujący się w pobliżu Odessy i Petrowska. Rząd sowiecki chce go oddać bezpłatnie, o ile żydzi zgodzą się tam pracować na roli… Są tam wolne grunty dawnej arystokracji rosyjskiej, ciągnące się na przestrzeni wielu tysięcy morgów… W czasie wojny i lat głodowych mnóstwo ludzi wymarło na półwyspie… – „Nasz Przegląd”, nr 43, 12 II 1924 r. – „Projekt republiki żydowskiej na Krymie”.

Trudno przypuścić, aby akurat w miejscowościach, pożądanych dla żydostwa do kolonizacji, ludność rdzenna „wymarła”.

Prawda, operował tam, jak już wiadomo, Bela Kuhn, który wymordował na Krymie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Przypuszczalnie, niejedna rodzina, stracona przez niego, uwolniła w ten sposób miejsca dla przyszłych kolonistów żydowskich…

W maju 1928 r. „Journal de Geneve” podał informację byłego dyrektora Czerwonego Krzyża (dr. Jerzego Ladygiańskiego), w której czytamy, że Bela Kuhn stracić kazał: w Teodozji 7500 osób, w Symferopolu – 12 000, w Sewastopolu przeszło 10 000, w Kerczu 6000, w Jałcie przeszło 5000… Ogólną liczbę zamordowanych z rozkazu Beli Kuhna na Krymie Rosjan i Tatarów, obliczają na 60 do 70 tysięcy.

„Hajnt” nr 101 z 30 IV 1928 r. podaje:

Pewnego razu delegowano go (Bela Kuhna) w celu zduszenia na Krymie kontrrewolucji. Bela Kuhn popełnił wówczas takie okrucieństwa, że moskiewska władza centralna musiała go odwołać. Rozkazał on wówczas rozstrzelać tysiące ludzi. Wówczas rozeszła się pogłoska, ze Bela Kuhn nie jest przy zdrowych zmysłach; lecz ta pogłoska okazała się nieprawdziwa.

Musieli jednak być i tacy chłopi na Krymie, którzy przeżyli czasy „wojny i lat głodowych”, a którym ziemię po prostu odebrano.

Historyk żydowski, Ben Cion Kac, omawiając sprawę kolonizacji żydowskiej w Rosji, w czerwcu 1928 r. pisał:

Pieniądze, które amerykańscy milionerzy dają na kolonizację, są przeznaczone na osiedlenie się żydów na Krymie w różnych okolicach. Prawda, dotąd wciąż liczono, że na Krymie jest bardzo mało wolnej ziemi, a zwłaszcza ziemi dobrej. Kalinin już od dawna wyjaśnił, że dla kolonizacji żydowskiej na Krymie jest przeznaczona ziemia, gdzie nie ma wody i która skutkiem tego nie nadaje się dla chłopa rosyjskiego, a którą filantropi amerykańscy mogą udoskonalić dla kolonizacji żydowskiej, dzięki świeżym kapitałom. To jest w części północnej Krymu. Jednak, okazuje się, że kwota dziesięciu milionów dolarów jest przeznaczona akurat na kolonizację w części południowej Krymu. Mereżin oświadczył, że to dlatego, iż rząd postanowił zmniejszyć przestrzeń ziemi dla włościan na Krymie. Poprzednio podzielono na rzecz Tatarów i innych dużo ziemi, lecz oni sami nie mogą jej całkowicie obrobić. Rząd sowiecki w ogóle nie chce, aby było wielu „właścicieli ziemskich”, tj. większych posiadaczy ziemi, i będzie się obecnie ustalało mniej ziemi dla każdego chłopa. W ten sposób zwolniono ziemię dla kolonizacji żydowskiej. I właśnie na tej ziemi zamierzają filantropi żydowscy osiedlić sporą ilość rodzin żydowskich. W rosyjskiej prasie sowieckiej o tym nie ma ani słowa. Jest to w ogóle przeciw polityce rządu sowieckiego, który, odbierając ziemię u Tatarów i dając ją żydom, obawia się wzmożenia judofobii, i tak już dosyć obecnie silnej. – „Hajnt”, nr 134, 8 VI 1928.

H. D. Nomberg w swoim sprawozdaniu z pobytu w Rosji pisał:

Włościaństwo żydowskie, w równej mierze jak każde inne włościaństwo, nie wykazuje żadnej skłonności do socjalizmu. Przeciwnie, zdradza ono wszelkie oznaki masy konserwatywnej, i czym więcej włościanie żydowscy stają się osiadli, zakorzenieni, tym więcej ciągnie ich w gospodarce do form indywidualistycznych, tym więcej z powrotem ciągnie ich w dziedzinie kulturalnej – do starych form żydowskości… – „Der Moment”, nr 186, 12 VIII, 1927 r. – „Z mojej podróży w Rosji”, H. D. Nomberg.

Ten sam brak zapału do zasad wspólnoty wśród żydów w koloniach stwierdziła komisja leningradzkich robotników-komunistów, kiedy w lecie 1928 r. badała stosunki w koloniach żydowskich. ŻAT w depeszy z Moskwy doniosła:

Koloniści żydowscy są w ogóle dobrymi rolnikami, jakkolwiek duch komunistyczny upada w koloniach nawet wśród młodzieży. – „Der Moment”, nr 181, 5 VIII 1928 r. – depesza z Moskwy ŻAT.

ŻAT w depeszy z Moskwy w sierpniu 1930 r. doniosła:

(…) Ogólne wrażenie jest takie, że żydowscy włościanie są tymczasem słabymi zwolennikami budowy socjalistycznej. Nawet komsomolcy we wsiach żydowskich ideologicznie nie są wytrzymali, gdy przychodzi do praktyki. – „Hajnt”, nr 196, 24 VIII 1930 – depesza ŻAT z Moskwy.«

Autor tak podsumowuje ten rozdział:

»Słowem, przez hasło „wspólnoty” do wywrotu społecznego i do „budowy” socjalizmu, a przez socjalizm do władania ziemią na prawie… własności prywatnej, i to na zwartych obszarach, mających stać się „republikami żydowskimi”…

Na nienawiści więc do właścicieli ziemskich, wywołanej wśród chłopów i w ogóle pracowników fizycznych przez… komunistów w okresie „wielkiej rewolucji rosyjskiej”, ludność żydowska, jak się okazuje, nie straciła.

Bankierzy żydowscy z krajów poza Rosją zawierają umowy z rządem „robotników i włościan”, wyjeżdżają komisje na pożądane dla żydostwa tereny, ziemię obficie się dla żydów wydziela i powstają w ten sposób w diasporze kolonie żydowskie, jako zaczątki przyszłych „republik żydowskich”.

A trzeba pamiętać to, co słusznie podkreślił Menachem Usiszkin, w grudniu 1928 r., w swej mowie w Erec Israel na II zjeździe nauczycieli żydowskich, że

największe przewroty, najcięższe i najokropniejsze, za które ludzkość zapłaciła krwią i życiem milionów ludzi, były głównie wynikiem kwestii ziemi. Tak stało się w Irlandii, tak wydarzyło się również w innych krajach. – „Hajnt”, nr 66, 24 III 1929 r. – „Głos ziemi”, M. Usiszkin.

Tak było i w Rosji…

Za ziemię ludność żydowska, wbrew przytoczonej tezie Menachema Usiszkina, nie płaci nie tylko swoją „krwią i życiem”, ale nawet pieniędzmi. Rząd sowiecki, jak wynika z przytoczonych wyżej informacji, wydziela ludności żydowskiej ziemię za darmo. Krwią zapłaciła ludność… rosyjska.«

Cytaty pochodzą z książki, która ukazała się na rynku w 1936 roku, a więc w całkiem innej rzeczywistości. Obecnie żydostwo ma – do realizacji swojego mesjanistycznego celu, polegającego na przejęciu wszelkiego bogactwa pozostałej części ludzkości i na jej niewolniczym podporządkowaniu sobie – znacznie potężniejsze środki. Ten cel nazywa ono, na użytek naiwnych, „Nowym Porządkiem Świata”, a tych, którzy dążą do tego – globalistami. Konieczność jego wprowadzenia uzasadnia tym, że z globalnymi problemami może sobie poradzić tylko rząd światowy.

Te globalne problemy to wydumane zagrożenie epidemiologiczne, zmiany klimatu, rzekomo wywołane przez człowieka, globalne kryzysy globalnej gospodarki, terroryzm, wojny itp. Wszystko wyssane z palca lub sztucznie wykreowane jak terroryzm, wojny i kryzysy gospodarcze. Przecież globalna gospodarka nie wzięła się sama z siebie. Ktoś świadomie dążył do stworzenia globalnych firm i skoncentrowania prawie całej produkcji w jednym państwie. Wszystko po to, by żadne państwo nie było samodzielne pod względem gospodarczym i nie mogło we własnym zakresie zabezpieczyć swoich potrzeb materialnych, a nawet kulturalnych i duchowych.

Żydostwo od wieków dąży do realizacji swojego mesjanistycznego celu, ale dopiero od niedawna pojawiły środki czy narzędzia, które diametralnie ułatwią i przyspieszą jego realizację. Są to pandemia i cyfryzacja społeczeństwa.

„Pandemia” to potężne narzędzie. Wirus jest niewidzialny, rozprzestrzenia się poprzez wydychane powietrze, a więc jest wszędzie i każdy może zarażać i być zarażonym. Można być „chorym” bezobjawowo, co oznacza, że każdego można potraktować jako potencjalne zagrożenie dla innych. Co z tego, że my mamy w swoim organizmie miliony, jeśli nie więcej, różnych wirusów i większość z nich jest nawet niezbędna dla naszego życia. Co z tego, że skoro ludzki organizm ma w sobie ich tyle, to ma też wypracowane mechanizmy obrony przed tymi, które nie są dla niego korzystne. To nie ma znaczenia. Najważniejsze są szczepienia, maski, kwarantanny, ograniczenia w przemieszczaniu się, czyli upodlenie człowieka. Co z tego, że nie godzę się na ingerencję w mój organizm? Skoro stanowię „zagrożenie” dla innych, to moim obowiązkiem jest odpowiedzialna postawa. Jeśli nie mam możliwości decydowania o sobie, o swoim zdrowiu, jeśli moje ciało nie należy do mnie, to czy ja nadal jestem wolnym człowiekiem, czy już niewolnikiem. Jest więc „pandemia”, czy „zagrożenie epidemiologiczne” jednym z dwóch narzędzi koniecznych do uczynienia z wolnego człowieka niewolnika.

Drugim narzędziem jest totalna cyfryzacja świata. Po co rządy wszystkich krajów chcą, by wszelkie czynności odbywały się za pośrednictwem mediów elektronicznych? Tylko i wyłącznie po to, by całkowicie kontrolować ludzi i wiedzieć o nich wszystko: co czytają, jakie filmy oglądają, jakie strony internetowe odwiedzają, jakie mają upodobania seksualne, co jedzą, czy są pijakami czy narkomanami, jakich mają znajomych, jak spędzają wolny czas, gdzie jeżdżą na wakacje, jakich krewnych mają i gdzie oni mieszkają itp. Słowem – totalna inwigilacja.

Klaus Schwab powiedział, że początkowo czipy będą umieszczane w ubraniach, później pod skórą, a w końcu w mózgu, po to, by człowiek był ciągle podłączony do świata cyfrowego. Tylko po co? O tym ani on, ani nikt inny nie mówi, tylko zapewniają, że tak będzie lepiej. Być może, tylko dla kogo? Podłączenie człowieka do tego świata cyfrowego będzie skutkowało jego permanentną inwigilacją oraz możliwością sterowania nim, a przymusowe szczepienia będą oznaczały, że takiego człowieka będzie można, jeśli zajdzie taka potrzeba, zlikwidować, bo my nie wiemy, co tak naprawdę jest w tych szczepionkach. Jednym będzie można wstrzyknąć jakieś placebo, a innym – truciznę. Zresztą wszczepiony chip też może być wykorzystany do usuwania niewygodnych ludzi.

Wygląda na to, że ten świat, do którego dążą Żydzi, będzie zupełnie inny, niż ten, który znamy. Będą w nim żyły istoty cyborgopodobne, które będą tylko wyglądem przypominały ludzi. A więc może jednak „Porządek Nowego Świata”.

Specjalny status prawny

Całkiem przypadkiem natrafiłem na taki artykuł Ukraine Will Grant Poles A Special Legal Status (Ukraina nada Polakom specjalny status prawny). Został on zamieszczony na portalu South Front (https://southfront.org/ukraine-will-grant-poles-a-special-legal-status/). Czytałem go z niedowierzaniem, a nawet z przerażeniem, że można wypisywać takie bzdury, tak przekręcać historię i rzeczywistość i tak zakłamywać relacje polsko-ukraińskie. Na tym przykładzie widać dobitnie, dlaczego Żydzi przywiązują tak wielką wagę do propagandy, do opanowania środków masowego przekazu. Za pomocą mediów można wygrać każdą wojnę i spowodować, że kiedy będą likwidować państwo polskie, to inni tylko przytakną. Po raz który to już z kolei Żydzi likwidują państwo polskie?

x

Ukraina, będąc krajem poszkodowanym, aktywnie poszukuje sojuszników i towarzyszy. Polska stała się jednym z głównych sojuszników Kijowa, ale prawdziwym interesem Warszawy jest wspieranie interesów narodowych kraju, a nie ochrona narodu ukraińskiego.

Polska weszła w XXI wiek z bogatym dziedzictwem historycznym. Przeszła przez trzy rozbiory. W XX wieku Polsce udało się odzyskać ziemie zachodnie, ale nie ziemie wschodnie. Perspektywy zwrotu ziem wschodnich dla Polski zaczynają się coraz wyraźniej rysować.

22 maja Olga Sovgirya, przedstawicielka Rady Najwyższej w Trybunale Konstytucyjnym, stwierdziła, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że wkrótce przedłoży w parlamencie projekt ustawy o nadaniu obywatelom polskim specjalnego statusu prawnego na Ukrainie, podobnego do polskiej ustawy o wsparciu obywateli Ukrainy. Wołodymyr Żeleński podziękował Sejmowi RP za uchwalenie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy i wyraził nadzieję, że podobny dokument zostanie wkrótce przyjęty na Ukrainie.

Władimir Zełenski powiedział: „To wielki krok i gest wielkiego serca, do czego zdolny jest tylko bliski przyjaciel Ukrainy. I ten krok nie zostanie niedoceniony. Wkrótce podobny – lustrzany – projekt przedstawię Radzie Najwyższej Ukrainy. Nie daj Boże, aby obywatele polscy kiedykolwiek w swoim życiu potrzebowali tych wszystkich świadczeń w takich warunkach, w warunkach wojennych. Ale te prawa mają wielką wartość symboliczną, pokazującą, że Ukraińcy i Polacy są bliscy sobie i równi. I jestem pewien, że ukraiński organ parlamentarny poprze tę ustawę – szybko i zdecydowaną większością.

O tej ustawie poinformował sekretarz prasowy prezydenta Ukrainy Siergiej Nikiforow. Powiedział, że projekt jest w trakcie opracowywania i będzie miał podobną funkcję do polskiego, ponieważ uchodźcy z Ukrainy zostali zrównani z obywatelami polskimi, ale jedyne, czego Ukraińcy nie będą mogli zrobić w Polsce, to głosowanie. Polska przyznała ponad 3 milionom ukraińskich uchodźców prawo do życia, pracy i pobierania świadczeń socjalnych.

22 maja prezydent RP Andrzej Duda przyjechał do Kijowa i omówił tę kwestię z Radą Najwyższą. Wezwał obywateli Ukrainy, aby nie oddawali ani jednego kawałka ukraińskiej ziemi.

Powiedział: „Pojawiły się niepokojące głosy mówiące, że Ukraina musi poddać się żądaniom Putina. Tylko Ukraina ma prawo decydować o swojej przyszłości. Duda poparł wejście Ukrainy do Unii Europejskiej i zaproponował zawarcie nowego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Zaznaczył też, że NATO jest zagrożone potencjalnym atakiem ze strony Rosji”.

Na początku maja polski przywódca wyraził nadzieję, że nie będzie granicy między Polską a Ukrainą, a kraje będą żyły w pokoju i życzliwości. Teraz polski prezydent ma nadzieję, że Ukraina wróci na swoje terytorium.

Kijowski projekt ustawy jest jeszcze w trakcie opracowywania i Rada Najwyższa pracuje nad nim, ale już wiadomo, że Polacy będą mieli prawo do pracy, będą podlegali takiemu samemu prawu podatkowemu jak obywatele Ukrainy i ochronę socjalną. Ponadto, według niepotwierdzonych informacji, niektóre uprawnienia zostaną rozszerzone.

Polacy na terytorium Ukrainy otrzymają prawdopodobnie specjalne prawa:

  • będą mogli kandydować w wyborach;
  • być mianowani do władz państwowych, na wyższe stanowiska w projektach obronnych;
  • uzyskać dostęp do tajnych danych;
  • być sędziami;
  • polska policja będzie mogła kontrolować przestrzeganie prawa i porządku na Ukrainie itp.

Polska jest zaangażowana w kryzys ukraiński od 2014 roku. Polscy żołnierze brali udział w operacjach bojowych na Ukrainie. Ponadto warto zauważyć, że miesiąc wcześniej Polska dostarczyła na Ukrainę sprzęt wojskowy (karabiny snajperskie, czołgi, części zamienne do samolotów). Sytuację tę można scharakteryzować jako barter: Polska zapewnia środki materialne, Ukraina zaś działania w zakresie polityki. W tej chwili wiadomo, że na razie projekt opiera się na dobrej woli i wzajemnej pomocy, ale nie można wykluczyć, że ten rodzaj współpracy przerodzi się w trwalszą współpracę. Rosja straciła szansę, by Ukraina nie uzależniła się od Polski. Ostatecznie zwyciężyła polska soft power.

Dziś pojawiła się kwestia suwerenności Ukrainy. W przyszłości może utracić część swojej suwerenności poprzez przystąpienie do UE lub całkowicie ją utracić poprzez połączenie z Polską. W tym momencie błędem byłoby formułowanie jasnych prognoz.

Wcześniej doradca prezydenta Rosji i szef rosyjskiej delegacji negocjacyjnej na Ukrainę Władimir Miedinski powiedział, że „Polska przy pierwszej nadarzającej się okazji wyrwie przyjaznej Ukrainie zachodnie ziemie ukraińskie”.

Od początku specjalnej operacji wojskowej Polska przyjęła około 3,5 mln ukraińskich uchodźców, więcej niż wszystkie inne kraje europejskie. ONZ poinformowało, że około 6,4 mln obywateli opuściło Ukrainę. Ogromna liczba uchodźców ukraińskich w Polsce uzasadnia powód powstania tej ustawy.

Te kroki prowadzą do powstania jednego państwa, do powstania najnowszej wersji „Rzeczpospolitej”. Interesy Polski opierają się na rewanżyzmie i polityce soft power. Władze ukraińskie przekazują terytoria polskiej administracji w nadziei, że uratuje to Ukrainę przed rosyjską agresją. Stwarza to zagrożenie przystąpienia Polski do wojny, co może prowadzić do dalszych reperkusji, a działania wojenne mogą przenieść się na sąsiednie rejony.

x

Te specjalne prawa są pewnie po to, by wciągnąć Polskę w wojnę z Rosją. Przecież zwykły obywatel Polski nie pojedzie na Ukrainę, bo i po co? I nie otrzyma tam takich świadczeń, jak Ukraińcy w Polsce, z tego prostego względu, że poziom życia na Ukrainie jest znacznie niższy niż w Polsce, a poza tym Ukraina jest państwem upadłym. Chodzi o to, by polscy wojskowi, politycy, prawnicy, policja itp. weszli w struktury państwa ukraińskiego, by później ich i państwo polskie pociągnąć do odpowiedzialności, na równi z Ukraińcami, za destabilizowanie tej części Europy, a pośrednio i świata. I może się jeszcze okazać, że to Polacy wywołali kryzys światowy. Ja nawet bym chciał, by Polacy byli tacy mocarni, że byliby w stanie wywołać światowy kryzys, ale na to monopol mają Żydzi.

Jest dla mnie wprost nie do uwierzenia, jak oni szybko rozmontowują państwo polskie i czynią przygotowania do utworzenia jakiejś polsko-ukraińskiej hybrydy. I nikt nawet nie raczy nas zapytać, czy my się na to zgadzamy. Nawet nie stwarzają pozorów, tak jak przed wejściem Polski do unii. Wtedy było referendum. A teraz? Jak bardzo im się spieszy! Teraz widać jak na dłoni, czym jest demokracja. Prezydent podejmuje decyzje, bo wygrał wybory. Poparło go wielu ludzi i dziś może powiedzieć, że działa w imieniu tych, którzy na niego głosowali. Naród go upoważnił. A czy mógłby tak zrobić, gdyby frekwencja wyborcza ograniczyła się do 5%, a on sam z tych 5% dostał 2%? Mógłby, tylko wtedy nie mógłby się zasłaniać narodem i jego wyborem. A w takim wypadku prawdopodobnie żaden polityk nie podjąłby ryzyka. Demokracja przy śladowej frekwencji umiera. Tak więc w demokracji, jak w żadnym innym ustroju, zwykły człowiek ma też władzę, tylko nie wie, jak z niej korzystać.

Taki przekaz, jak w cytowanym powyżej artykule, idzie w świat i ludzie w tym szerokim świecie będą przekonywani, że Polacy i Ukraińcy to dwa bratnie narody, które chcą razem żyć i razem przeciwstawiać się wspólnemu wrogowi, jakim jest Rosja. Nic bardziej błędnego. Ale słowo to potęga, te pisane i te mówione, potęga większa niż najpotężniejsze wojsko.

Wielka Ukraina

Ukraina to dla Polaków wielki problem, a „Wielka Ukraina”, to dla nich bardzo wielki problem. Skąd wzięło się to pojęcie? Idea nie jest nowa. Lucyna Kulińska w artykule Nacjonalizm na dzisiejszej Ukrainie poważnym zagrożeniem dla Polski (https://www.nawolyniu.pl/artykuly/nacjonalizm.htm) pisze:

»Nacjonalizm ukraiński miał zawsze charakter antypolski. Tak było przed II wojną światową, w jej trakcie, kiedy przybrał wymiar ludobójczy, tak jest i dzisiaj. Przejawów niechęci, a nawet nienawiści wobec narodu polskiego nie brak ani w deklaracjach ideowych nacjonalistów, ani w wystąpieniach ich liderów. Część z tych oświadczeń ma nawet charakter stricte rewizjonistyczny, nawiązujący do idei “Wielkiej Ukrainy”. Godzi to bezpośrednio w integralność polskiego terytorium. Padają nawet żądania “oddania” 19 powiatów – ziem sięgających po Kraków i Warszawę! Roszczenia terytorialne dotyczące tzw. Zakierzonii pojawiają się też w finansowanym z pieniędzy polskich podatników “Naszym Słowie”, organie Związku Ukraińców w Polsce. ZUwP ma niechlubna kartę związaną ze wspieraniem ukraińskiej ideologii nacjonalistycznej odwołującej się bezpośrednio do banderyzmu. Niestety, zamiast potępienia tego typu zachowań, władze, w osobie prezydenta Bronisława Komorowskiego honorują ludzi takich jak Tyma, Sycz, Syrnyk, Huk, pochwałami i odznaczeniami. Jest to dla każdego zdrowo myślącego Polaka obelga!

Rozszerzanie zasięgu działania nacjonalizmu ukraińskiego nieuchronnie prowadzi do konfliktów z sąsiadami. To państwa graniczące z Ukrainą będą ponosić konsekwencje głoszonych przez szowinistów haseł budowania “Wielkiej Ukrainy”. Aby poznać cele Prawego Sektora, trzeba sięgnąć do programu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, skąd zaczerpnięto szereg tez programowych, włącznie z “sobornością” Ukrainy, czyli budową Wielkiej Ukrainy poprzez włączenie do tego państwa wszystkich historycznych ukraińskich ziem etnicznych. W wypadku Polski oznacza to sięgnięcie po kilkanaście wschodnich powiatów. Już teraz rejony pogranicza wypełniają się dziesiątkami tysięcy niechcianych przybyszów, których w osiedlaniu i nabywaniu nieruchomości wspierają przedstawiciele dobrze usadowionej w lokalnych władzach mniejszości ukraińskie. Dozbrojona przez Zachód ogarnięta szowinizmem i antypolonizmem Ukraina może podjąć próbę skompensowania sobie utraty terytoriów na wschodzie, podnoszeniem pretensji terytorialnych do naszego państwa. Jakimi mogłoby to być realizowane metodami – Polacy wiedzą aż za dobrze! Jest to wielce prawdopodobne, a znając historię zarówno Niemcy, jak i Rosja z którą jesteśmy przez kwestię Ukrainy skonfliktowani – odebrałyby taką napaść z satysfakcją.«

Jaka jest więc ta Wielka Ukraina? Podczas wiecu w 2011 roku deputowany do lwowskiej rady obwodowej Rostysław Nowożeniec nawoływał, jak informował portal Fronda.pl, do odebrania od sąsiednich państw terenów, które, jego zdaniem, są etnicznie ukraińskie. Wtórował mu Jurij Szuchewycz, syn komendanta UPA, Romana Szuchewycza. Straciliśmy – mówił – Łemkowszczyznę, Nadsanie, Chełmszczyznę i Podlasie, które weszły w skład Polski oraz ziemię brzeską i Homelszczyznę, które znajdują się na Białorusi. W tym kontekście wymienił także należące do Rosji wschodnią Słobożeńszczyznę i Kubań oraz mołdawskie Naddniestrze i południową Bukowinę, która jest częścią Rumunii.

No więc już wiemy, jak wygląda ta Wielka Ukraina, ale kto to wymyślił? Kurier Wileński z dnia 21.12.1938 w artykule „Wielka Ukraina” Hitlera (http://retropress.pl/kurjer-wilenski/wielka-ukraina-hitlera/) pisze:

»Sprawa t. zw. „Wielkiej Ukrainy” nie schodzi ze szpalt gazet całego świata. W prasie zagranicznej na ten temat codzień można czytać różnego rodzaju sensacje i wprost fantastyczne przepowiednie. Szczególnie prasa II Republiki Czesko – Słowackiej i różnych związków oraz ugrupowań ukraińskich, dostarcza pod tym względem niezmiernie obfitego materiału.

Związane to było z układem monachijskim zawartym na konferencji w Monachium w dniach 29-30 września 1938 roku.

W tych wszystkich relacjach i rewelacjach na temat „Wielkiej Ukrainy” niesposób dzisiaj z całą dokładnością zorientować się. Jedno, co w nich wszystkich już dzisiaj nie ulega wątpliwości, to to, że za sprawą „Wielkiej Ukrainy” stoi Trzecia Rzesza, stoi sam Fuehrer, jako rzecznik tej sprawy. Co prawda ostatnio t j. od chwili wypłynięcia tej sprawy na pierwsze stronice różnych dzienników, Hitler na ten temat nie wypowiedział żadnego słowa i nie sprecyzował swego stanowiska. Ale ta okoliczność jest bez większego znaczenie politycznego.

Wódz Trzeciej Rzeszy w sprawie „Wielkiej Ukrainy” wypowiedział się nie tylko w biblii narodowego socjalizmu „Mein Kampf” ale również w wywiadach udzielanych prasie ukrainskiej już po zdobyciu władzy państwowej. Jeden z takich wywiadów, obecnie w różny sposób komentowanych i wałkowanych w prasie zagranicznej, był udzielony w styczniu 1934 r., czasopismu ukraińskiemu „Nowyj Czas”. Przedstawicielowi tej gazety Hitler między innymi oświadczył: „Niemcy pragnęłyby utworzenia na Wschodzie Europy potężnego państwa ukraińskiego. Jednak takie państwo może powstać tylko wówczas, kiedy będzie postawiona sprawa podziału Rosji”. Przy czym Hitler, powołując się na swoją książkę „Mein Kampf”, wskazywał, że sprawa „podziału Rosji” była tam przezeń dość szczegółowo omówiona i że wcześniej czy później ze sfery rozważań publicystyczno – teoretycznych przejdzie ona w dziedzinę działań praktyczno – politycznych.

Czyli w styczniu 1934 roku Hitler już wiedział, że napadnie na Związek Radziecki.

Powstaje zasadnicze pytanie, czy Hitler, zgodnie ze swymi przepowiedniami sprzed kilku lat, już zdecydował o postawieniu na porządek dzienny sprawy „podziału Rosji” a co za tym idzie i tworzenia „Wielkiej Ukrainy”? Na to pytanie daremnie szukalibyśmy wyczerpującej i bezpośredniej odpowiedzi, w na ogół dość szczerych enuncjacjach imperializmu niemieckiego. Kierownicza prasa niemiecka unika stawiania tego zagadnienia z właściwą sobie szczerością. Przeciwnie można w niej znaleźć wręcz odmienne twierdzenia, zmierzające do zaprzeczenia różnym enuncjacjom zagranicznym. Tego rodzaju postawa oficjalnej prasy hitlerowskiej nie znaczy jednak, by pewne koła niemieckie nie zajmowały się powyższym zagadnieniem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi hitlerowskiej w sposób wyraźny wskazują, że Trzecia Rzesza wykazuje niezmierną aktywność dookoła sprawy „Wielkiej Ukrainy”. Przy czym unikając prawdopodobnie narazie bezpośredniego angażowania się w akcję na rzecz „Wielkiej Ukrainy”, posługuje się dla realizacji tego celu różnego rodzaju organizacjami ukraińskimi, a głównie stworzoną przez się t. zw. „Ukrainą Zakarpacką” i swym nowvm wasalem II Republiką Czesko -Słowacką. Wystarczy spojrzeć na poczynania rządu „ukraińskiego” „Ukrainy Zakarpackiej” i rządu praskiego by przekonać się, z czyjego polecenia i pod czyim kierownictwem rozwijają one dość intensywną akcję na rzecz „Wielkiej Ukrainy”. Akcja ta bowiem jest tak uderzająco podobna do zakreślonych swego czasu przez Hitlera wytycznych, że nie może być żadnej wątpliwości, kto jest jej inspiratorem i kierownikiem.

Nie jest również przypadkiem to, że Trzecia Rzesza stoi za kulisami akcji na rzecz „Wielkiej Ukrainy” nie zaś na jej czele. Wydana bowiem ostatnio mapa „Wielkiej Ukrainy”, wskazuje, że to nowe państwo, które według projektów jej twórców miałoby posiadać przeszło 40 milionów mieszkańców, ma składać się z obszarów nie tylko Rosji Sowieckiej ale Polski, Rumunii, Węgier i dzisiejszej „Ukrainy Zakarpackiej”. Innymi słowy sprawa „Wielkiej Ukrainy” jest wiązana nie tylko z „podziałem Rosji Sowieckiej” ale również z dość znacznym okrojeniem szeregu innych państw. Wysunięcie na porządek dzienny przez Berlin nowego podziału szeregu państw europejskich po tem, jak Hitler w przededniu Monachium uroczyście oświadczył, że sprawa sudecka jest ostatnim postulatem rewizjonistycznym państwa niemieckiego w Europie – bardzo podważyłoby zaufanie całego świata do uroczystych słów Fuehrera i wytworzyłoby taki pierścień izolacji dokoła Trzeciej Rzeszy, że przy jego istnieniu sprawa „Wielkiej Ukrainy” byłaby z góry przesądzona na niekorzyść jej twórcy. Wystarczy wspomnieć deklarację polsko – sowiecką z 26 listopada, oraz bezwzględną likwidację agentury Trzeciej Rzeszy w Rumunii, by stwierdzić że już dzisiaj państwa zainteresowane doskonale zdają sobie sprawę dokąd Hitler zamierza ze swym pupilem Rusią Zakarpacką i że utworzenie kolonii niemieckiej w postaci „Wielkiej Ukrainy” to bynajmniej nie to samo co przyłączenie Austrii lub opanowanie Czecho-Słowacji.«

Teraz już chyba jest bardziej zrozumiałe, skąd u Ukraińców, czy może nazistów ukraińskich, takie zamiłowanie do tej nazistowskiej symboliki i skąd ten kult Hitlera. Wydaje się jednak, że Hitler nie był oryginalny w tym pomyśle, bo przecież uznanie Ukraińskiej Republiki Ludowej przez cesarskie Niemcy i Austro-Węgry zostało zmaterializowane w traktacie brzeskim z 9 lutego 1918 roku. Tak więc Niemcy, bez względu na to, czy cesarskie czy hitlerowskie, popierały Ukrainę kosztem Polski. I prawdopodobnie obecne Niemcy również to robią, choć w sposób bardzo dyskretny.

Tygodnik Ilustrowany z dnia 06.09.1919 w artykule Sojusz habsbursko-ukraiński (http://retropress.pl/tygodnik-illustrowany/sojusz-habsbursko-ukrainski/) pisze:

»Wiadomo, że zamach zbrojny Rusinów na Lwów i Galicyę Wschodnią to dzieło austryacko-pruskie. Z pułków wschodnio-galicyjskich usunięto na jesieni zeszłego roku Polaków, w samym Lwowie umieszczono prawie samych Rusinów, zaopatrzono ich należycie w broń i amunicyę, opracowano im dokładnie organizacyę zamachu. Tajne narady odbywały się u sekretarza Komitetu ruskiego, d-ra Barana, przy ulicy Kraszewskiego; w naradach tych brali udział politycy i oficerowie ruscy z oficerami austryackimi i pruskimi.

Sojusz ten był konsekwencyą planowej polityki zaborczej austryacko-pruskiej. W pochodzie podbojowym na wschód potrzebna im była „Ukraina”, połączona z państwami centralnemi jak najściślejszymi węzłami. Sojusz ten zawiązano także przeciwko Polsce, wygrywając w parlamencie wiedeńskim Rusinów przeciwko Polakom. Słynny traktat brzeski dał tego jawne dowody. Że zaś ten sojusz z Prusakami nie ustał dotąd mimo upadku Prus i Austryi, jest dowodem także niedawny wypadek nieszczęśliwy z wielkim latawcem niemieckim, który spadł z 8 pasażerami w lesie dziergowickim, w powiecie raciborskim, na Górnym Śląsku. Wśród zabitych znajdował się ataman „zachodnio-ukraiński”, Witowskij, i pewien agent niemiecki, którego legitymacya nadpalona dostała się w ręce polskie (red. „Dziennika Cieszyńskiego”), z której wynika, że agent ten był używany do specyalnych misyi niemieckich do Ukraińców. Wśród spalonych szczątków były także ruskie pieniądze – „Karbowańce” i „hrywny”, wiezione z drukarni niemieckiej w Lipsku do Kamieńca Podolskiego, obecnej siedziby rządu „zachodnio-ukraińskiego”.

Udział pruskich i austryackich oficerów w walkach Rusinów przeciwko Polakom został nieraz urzędowo przez komendy polskie stwierdzony.

Walczył po ich stronie także słynny „Wasyl Habsburg”, syn arcyksięcia Stefana z Żywca, b. pretendenta do korony polskiej. Wyższa polityka austryacka przeznaczyła go na regenta „ukraińskiego” w celu opanowania dostępu do Czarnego morza, a tem samem drogi handlowej na Wschód. Wilhelm Habsburg przejął się tą rolą, zmienił imię na Wasyl, nauczył się ruskiego języka i tańców ruskich i nosił dla demonstrancyi koszulę z wyszywankami ruskiemi.

Utrzymywał ścisłe stosunki z metropolitą Szeptyckim, odwiedzał go we Lwowie, ten zaś rewizytował gościa w kwaterze na froncie, i tak sobie cudnie marzyli i gwarzyli nieraz o „wielkiej, złączonej Ukrainie” z królem Wasylem i kardynałem ukraińskim Andrzejem.

Na pamiątkę jednej takiej pogawędki, w której uczestniczył także renegat pułkownik Gużkowski, fotografowali się, przyczem „Wasylko” rozpiął kołnierz munduru, ażeby widoczne były wyszywanki na koszuli, które widać także na mankiecie.«

Od 1916 roku Niemcy, a raczej Żydzi w ich imieniu, planowali już stworzenie państwa polskiego, więc państwo ukraińskie, czy nawet sama idea takiego państwa musiała stać w sprzeczności z polskimi interesami. Ostatecznie Żydzi odtworzyli Polskę w granicach zbliżonych do granic I RP, co musiało skutkować skłóceniem tego państwa ze wszystkimi sąsiadami, a więc i z Ukraińcami. I o to właśnie chodziło! A postanowienia traktatu wersalskiego zostały tak sformułowane, by nikt nie był zadowolony i na skutki tego typu zabiegów nie trzeba było długo czekać.

W końcowej części cytowanego na początku fragmentu artykułu Lucyna Kulińska pisze:

»Ignorowanie “urzędowego banderyzmu” na Ukrainie, zamykanie oczu na zaliczanie członków frakcji banderowskiej OUN do panteonu bohaterów Ukrainy to gorzej niż błąd – to głupota. W opinii znających się na tej problematyce politologów, jest to polityka krótkowzroczna. Jak podkreśla A. Zapałowski “Jak bowiem można prowadzić tego typu politykę w stosunku do państwa, które zamieszkuje kilkanaście milionów Rosjan, kilkadziesiąt milionów ludności ukraińskiej przynależnej jednak do kultury rosyjskiej i zaledwie kilka milionów Ukraińców o orientacji zachodniej, zamieszkującej cztery obwody. Nigdzie na świecie to się nie powiodło. Jak zatem kilka milionów zachodnich Ukraińców może zukrainizować kilkadziesiąt milionów etnicznych Rosjan. De facto taka polityka jest nastawiona na dezintegrację państwa, które jest wewnętrznie rozrywane i podzielone po części na Rosję, a po części na Europę”. Warto dodać, że ta zachodnia część ulega postępującej faszyzacji i systematycznie obraża swojego jedynego promotora.… Spora część politologów twierdzi, że lansowanie przez dzisiejsze ukraińskie władze banderyzmu jest jedynie podstępną taktyką nastawioną na rozbicie ukraińskiego społeczeństwa. Dzisiaj, kto nacjonalistów i banderyzmu nie wspiera, ten wróg Ukrainy i stronnik Rosji. Tak rozbudzony szowinizm ma mobilizować do walki na wschodzie Ukrainy najbardziej patriotyczny element społeczeństwa, który zostanie tam spożytkowany jako mięso armatnie, więc w przyszłości nie będzie się buntował przeciwko rządom oszustów międzynarodowej proweniencji. Oligarchowie dodatkowo dorobią się na handlu bronią a “międzynarodowe organizacje finansowe” wpuszczą Ukraińców, podobnie jak wcześniej Polaków, w pułapkę finansową. Wtedy rozpocznie się krucjata przeciwko nacjonalizmowi, ksenofobii, homofobii oraz antysemityzmowi. Ponieważ Ukraińcy, jak żaden naród, mają tu “nagrabione”, to i kara będzie adekwatna. Być może nawet zagrają rolę dyżurnych antysemitów, wyznaczoną dotąd przez żydowskie organizacje Polakom.

Polska musi zweryfikować swoją politykę wobec Ukrainy. Podstawą stosunków dwustronnych między państwami jest zasada wzajemności. Jeżeli Ukraina, będąc w tragicznej sytuacji, pozwala sobie na upokarzanie przyjaznej Polski, to co będzie po uzyskaniu wewnętrznej stabilizacji. Bardzo prawdopodobne, że wróci do tradycyjnego sojuszu z Niemcami i wykopie Polsce grób.

W rejonie przygranicznym obserwujemy gwałtowny wzrost przestępczości zorganizowanej, napędzanej ubożeniem społeczeństwa ukraińskiego, wzrost niepokojących incydentów (np. blokowanie przejść granicznych itp.), nasilenie się ataków terrorystycznych ze strony bezwzględnie indoktrynowanych młodych ludzi. Dowodzi to postępującej radykalizacji postaw u Ukraińców.

Jeśli do tego dodamy handel i przemyt broni, rajdy oddziałów nacjonalistycznych na teren Polski w razie pościgów, próby ukrywania się terrorystów w Polsce, obraz realnego zagrożenia się dopełnia. Co mogłoby obudzić uśpione i oszukiwane przez media i polityków co do istoty ukraińskiego szowinizmu polskie społeczeństwo? Wydaje się, że pojawienie się (ponowne, bo były na Majdanie) – haseł “odzyskania” kilkunastu powiatów dzisiejszej Polski. Już obecnie trwa za przyzwoleniem władz proces “reukrainizacji” na tzw. Zakerzoniu. Płyną na te ziemie tysiące niechcianych zarobkowych imigrantów ukraińskich. Opanowują stopniowo przedsiębiorstwa min. monopolizując graniczny handel przez eliminację Polaków, wchodzą do samorządów, uczelni wyższych, placówek medycznych, masowo i w sposób niekontrolowany wykupują nieruchomości. Z tym procederem mamy do czynienia na ogromnych przestrzeniach od Lublina po Przemyśl.«

A w podsumowaniu całego artykułu dodaje:

»Jak widać zagrożenie ze strony nacjonalistów ukraińskich u naszych wschodnich rubieży istnieje i potęguje się z każdym miesiącem. Potencjalny konflikt Polski ze zdestabilizowaną Ukrainą, wynikający z gospodarczej zapaści, demoralizacji obywateli i postaw radykalnych i szowinistycznych, a nade wszystko z przeniknięcia do Polski setek tysięcy Ukraińców o agresywnych postawach jest o wiele bardziej prawdopodobny niż jakikolwiek konflikt z Rosją. Już dzisiaj na Zakarpaciu, kilkanaście kilometrów od naszej granicy rozlokował się uzbrojony po zęby (także przez Polaków) oddział Prawego Sektora. Jest to wysoce niepokojące, bo mogą wtargnąć do Polski. Węgry i Słowacja wzmocniły swoje granice. Prawy Sektor to dzisiaj kilka tysięcy bojówkarzy, z których spora część ma wyszkolenie i doświadczenie bojowe. Oznacza to, że mogą skutecznie jako terroryści destabilizować dowolne państwo. Ich ideologia i programy nie pozostawiają złudzeń, że Ukraina posiadająca dziesiątki mniejszości narodowych ma być państwem “tylko dla Ukraińców”. Ideologie tę wyznaje ponad połowa parlamentarzystów ukraińskich. Czy w Polsce ktokolwiek myśli o losie naszej mniejszości na Wschodzie? Mordy, porwania, gwałty czy tortury stosowane przez Prawy Sektor, wszystko to przypomina scenariusz działań OUN-UPA.

Wydaje się, że gdy konflikt ulegnie wyciszeniu, Ukraińcy, zostaną napiętnowani przez Zachód za popieranie banderyzmu, z którym przed “Majdanem” ci z Ukrainy centralnej i wschodniej się nie utożsamiali, mimo intensywnie prowadzonej indoktrynacji. Rykoszetem zostaną uderzeni także Polacy, którzy poparli antysemitów zamiast się od nich odciąć.«

Lucyna Kulińska cytuje również uchwałę ukraińskiego Prowidu OUN:

Uchwała Krajowego Prowidu OUN z 1990 r. nakazywała Ukraińcom i ich sympatykom prowadzić działania zmierzające do odebrania Polsce wielu powiatów na wschodzie i południu kraju i do rozpadu państwa polskiego. W tym celu Ukraina nie zawaha się przed użyciem siły. Zobacz:

http://w.kki.com.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/uchwala.html. Dostęp 10 lipca 2015 : i : http:// narodowikonserwatysci.pl/tag/maria-jazownik/ Dostęp 9 lipca 2015.

Nakazy tajnej Uchwały Krajowego Prowidu OUN z 1990 r. nakazują :

  • Bagatelizowanie zbrodni ukraińskich na Polakach, przemilczanie ich i fałszowanie krwawej, przestępczej historii UPA.
  • Pobudzanie proukraińskich sympatii;
  • Blokowanie informacji o ludobójstwie ukraińskim na Polakach;
  • Blokowanie informacji o współczesnym szowinizmie ukraińskim;
  • Wspomaganie separatystycznych ruchów w Polsce;
  • Napuszczanie Rosjan na Polaków i Polaków na Rosjan;
  • Straszenie polskiego społeczeństwa rzekomą zbliżającą się inwazją Rosji by nie dopuścić do niewygodnego dla hitlerowskiej Ukrainy zachodniej a korzystnego dla Polski politycznego i ekonomicznego zbliżenia polsko-rosyjskiego.

Prowid OUN z 1990 r. potwierdzany w rzeczywistości. Zwolennicy banderyzmu są wierni literze “Uchwały”: http://widzianezdaleka.salon24.pl/605988,milosnicy-ukrainy-w-bezpardonowym-ataku.

Jak wynika z cytowanych powyżej artykułów Ukrainę wspierają Stany Zjednoczone, Kanada i Niemcy. I co może wydawać się dziwne, również Rosja. Cel jest widoczny aż nadto – likwidacja państwa polskiego. Narzędziem do tego służącym jest państwo ukraińskie, a w szczególności jego nazistowska i wroga Polsce i Polakom ideologia. I tak jak zauważyła Lucyna Kulińska, jak murzyn, czyli nacjonaliści ukraińscy zrobią swoje, to murzyn będzie musiał odejść.

Żydzi stworzyli I RP, bo im tak pasowało, a jak im przestało pasować, to ją zlikwidowali. Podobnie było z II RP, PRL-em i III RP. Ta ostatnia trwała od 1989 roku do 24 lutego 2022 roku, a więc 33 lata. Czy to przypadek? Czy może, jak chciał Mickiewicz w swoich mesjańskich wizjach, Polska Chrystusem Narodów?

La Pasionaria

W dniu 18 maja na kanale wrealu24 pojawił się wywiad z Piotrem Barełkowskim zatytułowany Skandaliczne zachowanie dziennikarki TVP? Barełkowski ostro o inflacji, mediach i wojnie na Ukrainie. Barełkowski (ur. 1971, Poznań) to, jak pisze Wikipedia, polski dziennikarz, producent filmowy, realizator i menedżer telewizyjny. Wraz z Michałem Nieckarzem uruchomił telewizję TV Regio Ukraine, którą tworzą dziennikarki z Ukrainy. Jej studio i redakcja mieszczą się w Poznaniu.

Prowadzący program pyta: Czy wyobrażał pan sobie, że dożyje takich chwil w Polsce, że dziennikarze mediów publicznych będą krzyczeli Sława Ukrainie i następnie oddawali pokłon prezesowi TVP?

„No rzeczywiście – odpowiada Barełkowski – można powiedzieć, że nic nie stało się prawda, że Eurowizja to po prostu show i rządzi się swoimi prawami, to jest rozrywka, spuśćmy zasłonę milczenia, no ale jednak padły tam mocne słowa, przekaz też związany z tym głosowaniem Ukraińców, czy właściwie brakiem głosowania Ukraińców na Polskę, na polskiego wykonawcę. Ten przekaz, dla nas, tego wydarzenia był dosyć słaby, a nawet bulwersujący (trochę to takie wałęsowskie: jestem za, a nawet przeciw – przyp. W.L.). Rzeczywiście pani Ida taka, jak ją nazwano w niektórych mediach, Dolores Ibarruri, czyli taka heroina. Nie wiem czy pan zna tę historię z czasów wojny domowej w Hiszpanii i tam była taka La Passionata, emocjonalnie wypowiadająca się na wszystkie tematy i krzycząca z trybuny, emocjonalna właśnie mówczyni i kimś takim tutaj się okazała pani Ida Kamińska, prawda?, jeżeli się nie mylę. (Może skojarzyło mu się z Dorotą Kamińską w roli Doroty z filmu Karate po polsku z 1982 roku, którą istotnie trudno zapomnieć w tej roli. – przyp. W.L).

Ida, chyba nie Kamińska – mówi prowadzący.

Ida Nowakowska, przepraszam – kryguje się Barełkowski. Pani Ido serdecznie przepraszam. Proszę wybaczyć te złośliwości. No bo jednak, poza tym stwierdzeniem Sława Ukrainie, które nawiązuje z jednej strony do obecnej batalii, którą bohatersko prowadzi Ukraina przeciwko Rosji, ale z drugiej strony też do okresu banderyzmu i to jest pewien problem dla Polaków. Pani Ida chyba nie wzięła tego pod uwagę w swoim wystąpieniu.”

Omawiane zdarzenie miało miejsce podczas ogłaszania przez Idę Nowakowską wyników głosowania w Polsce i przyznania Ukrainie przez Polskę maksymalnej ilości punktów. Ida Nowakowska nie tylko wykrzyknęła Sława Ukrainie, ale też wykonała ręką nieodłączny w tym wypadku gest tzw. hajlowania, o czym obaj panowie nawet nie zająknęli się. Zresztą inne media również. Tylko Rosjanie na to zwrócili uwagę.

Ale ja nie o tym geście. Napisałem, kim jest Barełkowski, bo takiej osobie nie powinno przydarzyć się takie przejęzyczenie czy wręcz niewiedza. La Passionata, to hiszpański utwór muzyczny, a La Pasionaria, to pseudonim Dolores Ibarruri. Być może większość ludzi nawet nie słyszało o niej, bo i skąd? Ja ją pamiętam z jakiegoś wydania Dziennika Telewizyjnego z połowy lat 70-tych. Przy jej nazwisku dodawano ten pseudonim. Może więc warto go rozszyfrować, bo to nie jest puste słowo. Wypada jednak zacząć od paru informacji o niej, by zrozumieć, a może nie zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Pochodzą one z Wikipedii.

Dolores Ibarruri Gomez (1895-1989), znana pod pseudonimem La Pasionaria, hiszpańska polityk baskijskiego pochodzenia, również obywatelka ZSRR, współorganizatorka, długoletnia pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Hiszpanii (PCE). Autorka używanego przez antyfaszystów zawołania No pasaran (nie przejdą).

W dzieciństwie była żarliwą katoliczką i należała do jezuickiej wspólnoty Serca Chrystusowego. W 1916 roku poślubiła działacza, górnika i socjalistę z Asturii, Juliana Ruiza i rok później wraz z nim wzięła udział w strajku generalnym, a wkrótce potem zaczęła pisać w prasie socjalistycznej.

Zrezygnowała z wiary katolickiej, w której była wychowana, na rzecz marksizmu i zapisała się do Komunistycznej Partii Hiszpanii, będąc jednocześnie w gronie jej założycieli. Była zwolennikiem równości praw kobiet i mężczyzn. Przez całe lata 20-te XX wieku wspierała męża w jego działalności i sama zaczęła się w nią angażować. W tym okresie przyjęła również pseudonim, pod którym poznał ją cały świat – La Pasionaria. Moda działaczka podpisywała tak artykuły inspirowane dziełami Karola Marksa.

Cały świat usłyszał o niej w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Była zaciekłą obrończynią republiki, wiece z jej udziałem przyciągały tysiące słuchaczy, w dużej mierze kobiet. Właśnie w czasie jednego z takich wieców, w Madrycie, padło hasło No pasaran! – Nie przejdą! A po nim zdanie: Lepiej umierać stojąc, niż żyć na klęczkach. W tym okresie pozostawała w dogmatycznym skrzydle partii, popierała wykluczenie rzekomych kontrrewolucjonistów i nie protestowała przeciwko likwidowaniu lewicowych działaczy przeciwnych bolszewickiemu terrorowi. Jednocześnie nie miała wpływu na politykę PCE w czasie wojny domowej, gdyż decydowali o niej wysłannicy Stalina z Kominternu ( I tu się kończyło równouprawnienie, które było dla gojów. – przyp. W.L.).

Po upadku republiki w 1939 roku przedostała się do ZSRR, gdzie kontynuowała działalność polityczną. Po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow poparła jego zapisy i współpracę z hitlerowskimi Niemcami. Entuzjastycznie poparła inwazję na Polskę i interwencję na Węgrzech w 1956 roku. Dopiero w 1968 roku skrytykowała interwencję w Czechosłowacji. Łącznie spędziła w ZSRR 35 lat.

W artykule Egzotyczna męczennica (passiflora) na stronie e-ogrody.pl (https://ladnydom.pl/Ogrody/1,113408,13876346,Egzotyczna_meczennica__passiflora_.html) jego autorka pisze:

„Kwiaty passiflory przywołują jeśli nie obraz raju, to wspaniałych tropików. Kojarzone są też z symboliką Męki Pańskiej. To egzotyczne pnącze może nam służyć do ozdoby pokoi i balkonów.

Passiflora kwiat

Wśród niezwykłych roślin, które hiszpańscy konkwistadorzy zastali w Ameryce Środkowej, były pnącza o dziwnych kwiatach, których pylniki i znamiona zdobił wieniec nitkowatego przykoronka. Misjonarze zaczęli doszukiwać się w nich symboli męki Chrystusa. Promienisty przykoronek skojarzyli z koroną cierniową, pręciki – z zadanymi przez oprawców ranami, a znamiona słupka – z gwoździami, którymi Jezusa przybito do krzyża. Podobno dzięki tym analogiom kwiaty pomagały szerzyć nową wiarę wśród Indian. Stopniowo symbolika była rozszerzana i niemal każdemu anatomicznemu szczegółowi rośliny przypisano religijne znaczenie, a jej sława upowszechniła się w całym chrześcijańskim świecie. Pnączu nadano też odpowiednią nazwę łacińską – Passiflora (od łacińskich słów passio – cierpienie i flos – kwiat). Jej polski botaniczny odpowiednik to męczennica. Dawniej znana była również jako kwiat Męki Pańskiej, obecnie częściej spolszcza się łacińską nazwę.”

Jeśli teraz wpiszemy do słownika hiszpańsko-angielskiego słowo pasionaria, to wyskoczy nam angielskie słowo passionflower, a to słowo tłumaczone na polski oznacza passiflora.

Tak więc żarliwa katoliczka, wychowanka jezuitów, staje się nagle żarliwą komunistką, która pisze artykuły inspirowane dziełami Marksa pod pseudonimem, oznaczającym kwiat Męki Pańskiej, a więc z religijnym podtekstem. Staje się żarliwą republikanką, walczącą z faszyzmem do maja 1939 roku, a już we wrześniu 1939 roku żarliwie popiera faszyzm niemiecki, ten z którym pośrednio „walczyła” przez 3 lata. Jak to nie jest schizofrenia, to może to tylko oznaczać, że była Żydówką lub szabesgojką, będącą na usługach Żydów. Nic, dosłownie nic, na tym świecie nie dzieje się przypadkiem. Wszystko z żydowskiej inspiracji, nawet to głosowanie Polski na Ukrainę. Żydówką jest również Ida Nowakowska. Nacja liczna jak szarańcza. Jest wszędzie, gdzie coś się dzieje lub ma się dziać. Obstawia wszelkie kluczowe stanowiska we wszystkich liczących się działach gospodarki, nauki, kultury, mediów i praktycznie tylko ona tworzy różne ugrupowania i partie polityczne. Właśnie teraz przed przyszłorocznymi wyborami wyrastają, jak grzyby po deszczu, liczne inicjatywy „społeczne”, pojawia się wielu z pomysłami na „uzdrowienie” gospodarki i państwa. I wszyscy oni akceptują demokrację, ten żydowski wynalazek, i przekonują naiwnych, że głosowanie na właściwych ludzi, czyli na nich, coś zmieni. A to wszystko, to żydowskie inicjatywy lub przez nich kontrolowane.

Gospodarz

Gotowanie żaby na wolnym ogniu trwa w najlepsze. Na stronie polsatsport.pl pojawiła się informacja, że Ukraina rozegra w Polsce w roli gospodarza dwa mecze: Liga narodów: Dwa mecze reprezentacji Ukrainy w Polsce (https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2022-05-12/liga-narodow-dwa-mecze-reprezentacji-ukrainy-w-polsce/).

„W czerwcu dwa mecze w piłkarskiej Lidze Narodów reprezentacja Ukrainy w roli gospodarza rozegra w Łodzi. Na stadionie miejskim im. Władysława Króla drużyna trenera Ołeksandra Petrakowa zmierzy się z Armenią i Irlandią.

Jak poinformował w czwartek Łódzki Klub Sportowy, mecz Ukraina – Armenia zostanie rozegrany 11 czerwca o godz. 15, a spotkanie Ukrainy z Irlandią zaplanowano na 14 czerwca, godz. 20.45. Będą to mecze 3. i 4. kolejki grupy 1 dywizji B Ligi Narodów.

Spotkania odbędą się na otwartym w kwietniu stadionie im. Władysława Króla, na którym swoje mecze rozgrywa pierwszoligowy ŁKS. Obiekt, który został rozbudowany o trzy brakujące trybuny może pomieścić 18 tys. widzów. Bilety na oba mecze wkrótce mają być dostępne w kasach stadionu.”

Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla takiej decyzji, poza tym, by delikatnie, na razie, sugerować Polakom, kto tak naprawdę jest tu gospodarzem. Wojna na Ukrainie toczy się tylko na 20% powierzchni tego kraju i to tylko w jego wschodniej części, a Ukraina pod względem obszaru jest największym po Rosji państwem w Europie. Ponadto Rosja nie atakuje obiektów cywilnych, chyba że chroni się w nich wojsko, co Ukraińcy często praktykują.

Ukraina po Euro 2012, organizowanym wspólnie z Polską, ma stadiony, na których mogłaby rozgrywać swoje mecze, jak choćby stadion w Kijowie, na którym rozegrano finał Mistrzostw Europy w 2012 roku. Ten stadion został lepiej zaprojektowany niż Stadion Narodowy w Warszawie, chociażby z tego względu, że po ulewnym deszczu Narodowy nie nadawał się do gry przez cały dzień, a po jeszcze bardziej ulewnym deszczu, w trakcie rozgrywania meczu na stadionie w Kijowie, już po godzinie można było dokończyć ten przerwany mecz.

Na portalu ZeroHedge pojawił się artykuł Blinken Announces US Embassy Reopening In Ukraine’s Capital (https://www.zerohedge.com/political/blinken-announces-reopening-us-embassy-ukraines-capital), w którym m.in. czytamy:

»Po 3-miesięcznym zamknięciu, spowodowanym przez rosyjską inwazję na Ukrainę, Stany Zjednoczone ogłosiły w środę formalne ponowne otwarcie ambasady USA w stolicy Ukrainy.

„Dzisiaj oficjalnie wznawiamy operacje w ambasadzie USA w Kijowie” – oświadczył sekretarz stanu USA Antony Blinken.

Ambasada początkowo została zamknięta, a dyplomatom i ich rodzinom powiedziano, by najpóźniej do 14 lutego opuścili kraj, czyli na dziesięć dni przed inwazją Rosji.

Blinken zasygnalizował, że początkowo niewielka grupa dyplomatów powróci do ambasady, ale dodał też, że rutynowa działalność ambasady nie zostanie natychmiast wznowiona w obliczu toczącej się w kraju wojny.

Pomimo okazjonalnych rosyjskich ataków rakietowych, które wciąż trafiają na tereny aż po Lwów, miasta znacznie oddalone od miejsc, w których toczą się walki na wschodzie i południu pozostały stosunkowo bezpieczne i stabilne, zwłaszcza po deklaracji rosyjskiego dowództwa w zeszłym miesiącu, że skupi się ono na wyzwoleniu Donbasu.

Reuters zauważa, że „Wiele krajów zachodnich w ciągu ostatniego miesiąca, w tym Francja, Niemcy i Wielka Brytania, ponownie otworzyło swoje ambasady w Kijowie, po tym, jak wojska rosyjskie wycofały się z północy Ukrainy, aby skoncentrować się na ofensywie na wschodzie kraju”.«

Po co więc takie zabiegi? Ano po to, by pokazać światu, kto tu jest gospodarzem. Kropla drąży skałę. Za parę lat, gdy tych meczów, rozgrywanych przez reprezentację Ukrainy na terenie Polski, będzie więcej, to wytworzy się w świadomości opinii publicznej polskiej i międzynarodowej przekonanie, że właściwie Polska i Ukraina to jedno, a skoro tak, to czemu nie połączyć? Być może zamieszanie wokół Szewczenki jako trenera reprezentacji Polski było pierwszym zwiastunem tego planu.

Może takie wydarzenie jak Konkurs Piosenki Eurowizji jest czymś nieistotnym w obliczu toczącej się wojny na Ukrainie, ale podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. W artykule Eurowizja 2022. Nie, ukraińskie jury nie miało obowiązku głosować na Polskę (https://kmag.pl/article/eurowizja-2022-nie-ukrainskie-jury-nie-mialo-obowiazku-glosowac-na-polske) czytamy:

»Wczoraj w Turynie odbył się finał 66. Konkursu Piosenki Eurowizji. Reprezentant Polski, Krystian Ochman, zajął 12. miejsce, a zwyciężył zespół Kalush Orchestra. Największe emocje wzbudziła jednak decyzja ukraińskiego jury, które przyznało Polsce okrągłe 0 punktów.

Ukraiński zespół Kalush Orchestra zajął czwarte miejsce w głosowaniu jury. Zadecydowało jednak głosowanie widzów, dzięki którym którym formacja wspięła się na sam szczyt i tym samym zwyciężyła. Zarówno polskie jury, jak i polscy widzowie przyznali reprezentantom Ukrainy maksymalną liczbę 12 punktów. 

A jak głosowała Ukraina? Choć widzowie dali nam 12 punktów, nie otrzymaliśmy żadnych punktów od jury. Nie spodobało się to wielu internautom, według których Ukraina winna odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc. Sęk w tym, że Eurowizja to konkurs muzyczny, a jury oceniało występ polskiego kandydata. Być może po prostu nie spodobała im się piosenka zaprezentowana przez polskiego reprezentanta. Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem. 

„Odpłacają się za naszą pomoc, można się szybko przekonać jacy z nich przyjaciele, żerują na naszej serdeczności, a zarazem naiwności”, „Trudno oczekiwać wdzięczności od niewdzięczników”, „Ładnie się nam odpłacili ale to było wiadome jak zwykle”, „No to mamy za pomaganie fałszywy naród”, „Nasz kraj dal Ukrainie 12 punktów my od nich 0 to jak dostać plaskacza”, „Pokazali wdzięczność za pomoc…” – to tylko niektóre z komentarzy w sieci.« 

Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem.

Tyle lat wyśmiewano i zniechęcano nas do tzw. wartości chrześcijańskich, aż tu raptem każą nam do nich wrócić, być miłosiernymi i bezgranicznie oddanymi tzw. uchodźcom, którzy żadnymi uchodźcami nie są. W tym wypadku, jak w poprzednim, znowu mamy do czynienia z pewnym zabiegiem socjotechnicznym, polegającym na podprogowym przekazie sugerującym, że Ukraińcom należy się wszystko, a nam nic i że powinniśmy to uważać za coś naturalnego i nie oczekiwać żadnej wdzięczności, a więc akceptować postawę, która występuje w relacji sługa – pan.

Sugestia typu, że Polak sługa, a Ukrainiec – pan, pojawiła się w ukraińskim filmie Sługa narodu, w którym obecny prezydent Ukrainy wygrał wybory prezydenckie. Jest tam scena, w której jedna z głównych postaci tego filmu ma sługę i tym sługą jest Polak Mariusz. Może to był minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński? Chyba dobrze sprawdza się w tej roli, sądząc po tym, jak „zadbał” o bezpieczeństwo ambasadora Rosji w dniu 9 maja.

W naszej kulturze jest przyjęte, że jeśli ktoś nam pomaga, to mu dziękujemy i tego samego oczekujemy, gdy my komuś pomagamy. To taki drobny, niby niewiele znaczący gest, ale informuje nas o tym, z kim mamy do czynienia. A kultura składa się m.in. z takich gestów. W tym wypadku mamy do czynienia z obcymi kulturowo osobnikami, jeśli w ogóle o jakiejkolwiek kulturze można mówić w ich przypadku, ale najwyraźniej wielu ludzi nie potrafi lub nie chce tego dostrzec. Przebudzenie może okazać się dla nich bardzo bolesne.

Traktat brzeski

Wojna na Ukrainie trwa i końca nie widać. W moim przekonaniu jest ona sztucznie wywołanym konfliktem, w którym stronami walczącymi są Rosja i Ukraina, a właściwie Rosja i NATO. Jednak obie walczące strony, a właściwie ich przywódcy, są tylko wykonawcami rozkazów swoich nieznanych przełożonych. Pewną wskazówką jest sposób, w jaki toczy się ta wojna i to, że państwo potężniejsze nie wykorzystuje swego całego potencjału, by szybko ją zakończyć. Ja oczywiście wiem, że Blitzkrieg, to nie rosyjski wynalazek, że według niemieckich generałów I wojna światowa miała wyglądać tak, że obiad miał być w Paryżu, a kolacja – w Petersburgu. A jak się skończyło, to wiemy. Jednak wydarzenia tamtej wojny i ich czasowa korelacja skłania do wniosków, że nic wtedy nie działo się przypadkiem, wprost przeciwnie – wszystko było doskonale zsynchronizowanym działaniem. A skoro tak, to czy możemy negować, że obecnie jest inaczej? I jakby tego było mało, wątek ukraiński pojawia się podczas pierwszej wojny, ale też i drugiej.

Tak naprawdę działania nabierają tempa w 1917 roku, w którym dochodzi w Rosji do rewolucji lutowej, czyli abdykacji cara. I to była prawdziwa rewolucja. Rewolucja październikowa była zwykłym zamachem stanu, ale nazwano go rewolucją i tak zostało. Po prostu bardziej to przemawia do wyobraźni i ułatwia kultywowanie legendy, czyli bajkopisarstwa.

Od początku wojny rząd Niemiec utrzymywał kontakty z bolszewikami mieszkającymi głównie w Szwajcarii. Również wywiad niemiecki już w 1915 roku, za zgodą cesarza Wilhelma II, wdrożył tajny program „rewolucjonizacji i insurekcjonizacji”. Jego realizacją zajmował się wydział III G niemieckiego Sztabu Generalnego.

Richard Pipes w jednej ze swoich książek pisze, że trasa podróży pociągu z emigrantami rosyjskimi w słynnym tzw. „zaplombowanym wagonie” wiodła ze Szwajcarii przez Berlin, dalej statkiem do neutralnej Szwecji, pociągiem do granicy należącej wówczas do Rosji Finlandii i wreszcie pociągiem z Finlandii dotarli do Piotrogrodu. Przepuszczenie przez terytorium państwa wojującego na zasadzie eksterytorialnego tranzytu obywateli państwa, z którym Niemcy prowadziły wojnę, było wówczas i pozostaje do dziś wydarzeniem bez precedensu w prawie i stosunkach międzynarodowych.

Powrót 16 kwietnia z emigracji w Szwajcarii Włodzimierza Lenina pociągiem specjalnym przez okupowane przez Niemcy tereny oraz przyłączenie się grupki niezależnych socjalistów pod wodzą Lwa Trockiego, który również powrócił swobodnie do Rosji z emigracji w Stanach Zjednoczonych w maju 1917 roku, ożywiły bolszewików, którzy, w przeciwieństwie do mieńszewików i eserowców, opowiadali się za natychmiastowym przerwaniem działań wojennych. Propaganda i działalność bolszewików, w tym m.in. podróż Lenina i innych przywódców bolszewickich ze Szwajcarii do Rosji, a zwłaszcza wydawanie prasy i druków ulotnych w masowych nakładach (w tym organu bolszewików, dziennika „Prawda” i jego mutacji), była w znacznej mierze finansowana przez sztab niemieckiej armii i skarb Cesarstwa Niemieckiego. Celem programu było, poprzez aktywne wspieranie działalności bolszewików, wymierzonej w carat, wewnętrzne osłabienie Imperium Rosyjskiego i jego armii, a po zwycięskiej rewolucji wyeliminowanie Rosji z wojny, co miało ułatwić zwycięstwo Niemiec na froncie zachodnim. Z kolei przemysł niemiecki miał zyskać dostęp do jej bogactw naturalnych i jej zasobów gospodarczych.

To wyeliminowanie z wojny miało odbyć się poprzez zawarcie traktatu pokojowego z Rosją, do którego dążyli bolszewicy.

Traktat brzeski – 9 lutego 1918 roku

Traktat brzeski – traktat pokojowy podpisany w Brześciu 9 lutego 1918 roku pomiędzy Cesarstwem Niemieckim , Austro-Węgrami i ich sojusznikami – Cesarstwem Bułgarii i Imperium Osmańskim a Ukraińską Republiką Ludową.

Inicjatywa tego odrębnego traktatu wyszła ze strony Niemiec, które widziały w poparciu niezależnej Ukrainy korzyści ekonomiczne (import zboża i innych surowców) i polityczne: kontrolowanie „samostijnej” Ukrainy, która stanowiłaby przeciwwagę dla Rosji i przyszłego państwa polskiego.

Na podstawie traktatu Niemcy i Austro-Węgry odstępowały proklamowanej 22 stycznia 1918 roku Ukraińskiej Republice Ludowej Chełmszczyznę z miastem Chełm i część Podlasia, a w tajnej klauzuli tego dokumentu Austro-Węgry zobowiązały się do wyodrębnienia Galicji Wschodniej wraz ze Lwowem i Przemyślem jako osobnego (autonomicznego) kraju koronnego monarchii. Poza tym traktat zawierał obietnicę pomocy militarnej dla Ukraińskiej Republiki Ludowej w zamian za milion ton zboża, które Ukraińcy zobowiązali się dostarczyć Niemcom i Austro-Węgrom do końca czerwca 1918 roku.

Traktat ten oznaczał uznanie państwa ukraińskiego przez państwa centralne. Wywołał on oburzenie wśród polskiej opinii publicznej, gdyż odstępował URL ziemie, do których, ze względów etnicznych i historycznych, rościli pretensje Polacy, jednak delegacja Królestwa Polskiego nie została dopuszczona do rokowań. Spowodowało to w konsekwencji poddanie się do dymisji Jana Kucharzewskiego wraz z rządem. Określona w powyższym traktacie granica miała przebiegać na północ od istniejącej granicy pomiędzy Austro-Węgrami a Ukrainą, zaczynając od Tarnogrodu, wzdłuż linii Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń, Międzyrzec, Sarnaki i Mielnik. Traktat ten nie został ratyfikowany przez Niemcy i Austro-Węgry, a tereny na wschód od inii wyznaczonej w traktacie z Ukrainą nie zostały przekazane temu państwu.

W negocjacjach pokojowych w Brześciu uczestniczyła równolegle delegacja RFSRR, z którą Niemcy wynegocjowały osobny, bardziej zanany traktat.

Traktat brzeski – 3 marca 1918 roku

Traktat brzeski – traktat pokojowy podpisany w Brześciu 3 marca 1918 roku pomiędzy Cesarstwem Niemieckim i Austro-Węgrami i ich sojusznikami – Cesarstwem Bułgarii i Imperium Osmańskim a Rosją Sowiecką.

Jednym ze sztandarowych postulatów bolszewików, przed zbrojnym przejęciem władzy w wyniku rewolucji październikowej, było podpisanie separatystycznego pokoju i wycofanie Rosji z I wojny światowej wbrew zobowiązaniom wobec Ententy. Po objęciu władzy Lenin zdecydował o wycofaniu Rosji z wojny. W listopadzie rozpoczęto negocjacje. Obie strony zgodziły się na jedenaście dni zawieszenia broni, a po ich upływie przedłużyły je aż do stycznia. Nie obyło się bez sporów pomiędzy Rosją a państwami centralnymi. Niemcy żądali, aby Rosja uznała ich wojenne zdobycze obejmujące Polskę, Litwę i Kurlandię. Bolszewicy upierali się, że aneksja tych terenów przez Niemców jest naruszeniem prawa do samostanowienia narodów i że pokój może być osiągnięty bez aneksji terytorialnych. Przedłużali oni rozmowy tak, aby dać szansę na rozlanie się rewolucji proletariackiej na cały kontynent. 8 stycznia Lenin wezwał do przyjęcia propozycji Niemiec, ale większość bolszewików odrzuciła to stanowisko w nadziei na kontynuowanie przedłużonego rozejmu.

10 lutego Niemcy i państwa centralne ogłosiły drugie ultimatum. Komitet Centralny ponownie je odrzucił. 18 lutego armia niemiecka wznowiła ofensywę, zbliżając się coraz bardziej do Piotrogrodu. Lenin ponownie wezwał KC swojej partii do zaakceptowania żądań państw centralnych. Tym razem poskutkowało. 23 lutego państwa centralne ogłosiły nowe ultimatum, w którym zażądały od Rosji uznania kontroli niemieckiej nie tylko nad Polską, Finlandią, Estonią, Łotwą i Litwą, ale także by Rosja uznała niepodległość Ukrainy. W przypadku odmowy zagrozili inwazją na samą Rosję. 3 marca delegacja bolszewicka podpisała traktat pokojowy, znany jako traktat brzeski.

Linia frontu w grudniu 1917 roku i obszar okupowany przez państwa centralne po traktacie brzeskim; źródło zdjęcia: Wikipedia.

Postanowienia traktatu:

  • traktat stanowił wycofanie się Rosji z wojny i zerwanie sojuszu z Ententą
  • władze Rosji Sowieckiej zgodziły się na okupację przez armię niemiecką terenów na zachód od ustalonej traktatem linii granicznej
  • oznaczało to utratę przez Rosję terenów Królestwa Polskiego, Liwy, Łotwy, Estonii, zachodniej Białorusi, Finlandii i Wysp Alandzkich, okręgów Karsu, Ardahanu i Batumi na Zakaukaziu
  • Rosja zobowiązywała się do zdemobilizowania całej armii i zawarcia pokoju z Ukrainą
  • rząd sowiecki zobowiązywał się, że rozbroi i nie dopuści do formowania nowych oddziałów polskich w Rosji
  • Rosja zgodziła się też na zapłacenie Niemcom reparacji wojennych w wysokości 6 mld marek (dzisiejsze 200 mld dolarów), z których 10 i 30 września przekazali Niemcom 662,5 mln marek

Traktat ten miał dla Niemców ogromne znaczenie, pozwalając przerzucić na zachód 44 dywizje. Po tym, jak traktat został podpisany, rząd sowiecki koncentrował swoją uwagę na próbie wzniecenia rewolucji proletariackiej w Niemczech. Wydano szereg antywojennych i antyrządowych publikacji, które były rozpowszechniane wśród wojsk niemieckich. Wkrótce po tej akcji propagandowej cesarz Wilhelm II abdykował, a nowy rząd niemiecki 11 listopada podpisał w Compiegne rozejm z Ententą. Rozejm ten i traktat wersalski uznawały pokój brzeski wraz ze wszystkimi dodatkami za niebyły, nakazując Rzeszy rezygnację ze wszystkich korzyści z niego uzyskanych. Również rząd bolszewicki uznał postanowienia traktatu za nieistniejące.

Józef Mackiewicz w swojej powieści Lewa wolna tak opisuje tamten czas:

„Ale za falochronem niemieckim, w szerokim pasie od Oceanu Lodowatego po Morze Czarne, pod zewnętrzną powłoką reprezentacyjnych deklaracji, nie układało się ani łatwo, ani zgodnie. Był to pas jedyny w swoim rodzaju, a tym różniący się od reszty Europy, że w żadnym z jego krajów, od Finlandii po Ukrainę, warstwa wyższa, szlachecka, dotychczas panująca, nie mówiła tym samym językiem co warstwa niższa, chłopska. Stąd mnożyły się trudności i powikłania haseł. Każdy na zielonym suknie hucznych stołów dyskusyjnych starał się zagarnąć palcami tyle mapy, iż nie mógł nie potrącić przy tym sąsiada. Jedni wychodzili z założenia: cuius regio eius natio; inni: „pędzić won tych, którzy nami dotychczas rządzili!”

Każdy będzie pisał później historię wypadków o tych targach i przetargach, o których miliony nie pytanych ludzi nie wiedziało nic zgoła, a często i wiedzieć nie chciało. Stąd historie te wzajemnie się pokrzyżują i zniekształcą. Tylko bolszewicy pisali historię prostolinijną. Nie było bowiem pomiędzy nimi sporów ani o ziemię, ani o język, ani o narodowość, ani o religię. Nie kryli się z tym, że im chodzi wyłącznie o – rewolucję. I jeżeli spierali się między sobą, to tylko o najlepszą taktykę, która do zwycięstwa tej rewolucji prowadzi.

Dlatego ludzie nieświatli mówili: „Zaraza”. Na tej podstawie, że podobnie jak nie rozeznać gołym okiem bakcyla choroby, tak nie rozeznać było na oko bakcyla rewolucji, który zarażał człowieka, niezależnie od jego narodowości, stanu, wyznania i wykształcenia. Ludzie mówili, że bakcyl tej zarazy przewieziony został do Rosji w zaplombowanym wagonie przez tych samych Niemców, którzy teraz zmuszeni są utrzymywać przed nią kordon sanitarny. Ludzie, nawet poniektórzy światli, dochodzili do przekonania, że wzruszenie ramion lub stuknięcie palcem w czoło lepiej tłumaczyć może to, co się dzieje, niż artykuły polityczne w gazetach.”

Na pozór wyglądały te działania na działania bez sensu, ale wszystko tak wygląda, gdy nie wiemy, kto tak naprawdę rządzi i jakie ma intencje.

6 kwietnia 1917 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom. Po zatopieniu w 1915 roku transatlantyku „Lusitania”, na którym znajdowało się wielu obywateli amerykańskich, Niemcy wstrzymali swoją strategię nieograniczonej wojny podwodnej na Atlantyku właśnie z uwagi na to, że mogło by to spowodować wciągnięcie USA do wojny. Teraz, wraz z rosnącym niezadowoleniem niemieckiej opinii publicznej, w lutym 1917 sztab postanowił wznowić ataki na wszystkie statki zmierzające do portów alianckich. Myślano, że dzięki temu uda się zmusić Anglię do co najmniej 6-miesięcznej przerwy w wojnie, podczas gdy siły amerykańskie potrzebowałyby co najmniej roku na stanie się znaczącą siłą na froncie zachodnim. Początkowo okręty podwodne zbierały ogromne żniwo wśród statków handlowych, później jednak, ze względu na wprowadzenie przez aliantów systemu konwojowego, straty zostały wyraźnie zmniejszone. Tak to opisuje Wikipedia.

Jakoś jednak tak się dziwnie to zbiega z powrotem do Rosji Lenina 16 kwietnia i Trockiego z emigracji ze Sanów Zjednoczonych w maju 1917 roku, a Niemcy w lutym tego roku postanowi dać Ameryce powód do przystąpienia do wojny. W listopadzie Lenin proponuje Niemcom zawarcie pokoju i oni się na to godzą, pomimo że w Rosji trwa wojna domowa i Niemcy mogliby bez trudu zająć Piotrogród i dyktować warunki. Jednak zgodzili się na rokowania pokojowe.

Tłumaczenie, że ten pokój z marca 1918 roku dawał im możliwość przerzucenia 44 dywizji na zachód jest, według mnie, bez sensu, bo przecież Stany Zjednoczone już 6 kwietnia 1917 roku przystąpiły do wojny, o czym przecież Niemcy wiedzieli, co więcej sami dali im do tego pretekst, poprzez wznowienie ataków na statki, które to ataki wcześniej wstrzymali, by nie prowokować Ameryki. Jak to nie jest dom wariatów, to co to jest? Mija 8 miesięcy i wojska niemieckie znajdują się w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Paryża i… podpisują akt kapitulacji 11 listopada 1918 roku. Ja rozumiem, że można podpisać akt kapitulacji, gdy wojska wroga są kilkadziesiąt kilometrów od Berlina, ale na ziemi niemieckiej nie było obcych wojsk. I jeszcze nazywają ten akt kapitulacji rozejmem. Dla opinii publicznej w Niemczech to był szok i ten szok wykorzystał później po mistrzowsku Hitler. Nie było więc przypadku w takim właśnie sposobie potraktowania Niemców i zakończenia tej wojny. Na dodatek delegacje składały podpisy o 5-tej rano w wagonie kolejowym. O 5-tej rano w listopadzie to jest jeszcze ciemna noc.

Traktat brzeski zostaje zostaje anulowany. 9 listopada wybucha rewolucja bolszewicka w Niemczech. Ci sami bolszewicy, którzy dzięki wsparciu Niemiec wywołują rewolucję w Rosji, teraz robią to samo w Niemczech. Unieważniają również postanowienia traktatu brzeskiego i ruszają na podbój Europy, bo w wyniku rewolucji w Niemczech front wschodni, który decyzją aliantów miał nadal oddzielać Europę od rewolucji, zaczął się sypać, żołnierze dezerterowali i wracali do Niemiec. W miejsce ustępujących wojsk niemieckich, na mocy rozkazu Przewodniczącego Rady Wojennej Sprzymierzonych, marszałka Ferdynanda Focha, wchodzą nowo powstające jednostki wojska polskiego. Do pierwszych potyczek z bolszewikami dochodzi już w lutym 1919 roku. I tak powstaje front polsko-bolszewicki, zaczątek przyszłej wojny, w której niezrozumiałe decyzje Piłsudskiego są jakby tylko dalszym ciągiem tych niezrozumiałych decyzji z czasu I wojny światowej.

Kto więc tym wszystkim rządził i rządzi? Dlaczego postanowienia traktatu wersalskiego zostały tak sformułowane, by nikt nie był zadowolony z rozwiązań tam przyjętych. W przypadku Polski oznaczało to praktycznie skłócenie jej ze wszystkimi sąsiadami i w konsekwencji doprowadziło do Katynia i Wołynia.

Antony C. Sutton w książce Skull and bones; Tajemna elita Ameryki pisze, że wojna jest zawsze świadomym aktem twórczym konkretnych jednostek, że rewolucję ukazuje się zawsze jako spontaniczne wydarzenie skierowane przeciwko autokratycznie rządzonemu państwu, ale w żadnym z zachodnich podręczników nie znajdzie się informacji o tym, że rewolucje potrzebują pieniędzy, a źródłem tych pieniędzy w wielu wypadkach była Wall Street. Stwierdza, że oficjalna historia jest zniekształcona i ocenzurowana, ale że istnieje też inna, w znacznej mierze nieudokumentowana wersja dziejów, opowiadająca o świadomym doprowadzaniu do wojny, o celowym finansowaniu rewolucji zmierzającej do zmiany rządu i o wykorzystaniu konfliktu do zaprowadzenia Nowego Porządku Świata.

Trudno się z tym nie zgodzić. Cóż więc nam pozostaje? Jedynie na podstawie tego, co dostępne, próbować wyciągać wnioski. Przecież nie wszystko można ukryć i zafałszować. Pewne daty i fakty trzeba podać, a to może stanowić podstawę do właściwej interpretacji dziejów, do tego, że ten Nowy Porządek Świata to nic innego, jak tylko końcowy etap dążenia Żydów do realizacji ich celu ostatecznego, polegającego na uczynieniu z reszty ludzkości ich niewolników i przejęciu wszelkiej ich własności.

Więzień

A więc stało się! Słynny, przynajmniej w niektórych środowiskach, więzień Wojciech Olszański został zwolniony z aresztu, albo, jakby powiedział Duńczyk z filmu „Vabank” – na powietrzu. To ten, który stał się sławny na całą Polskę, po tym, jak spalił w Kaliszu kopię Statutu kaliskiego w dniu 11 listopada 2021 roku. Bodajże w styczniu został oskarżony o grożenie śmiercią dwóm posłom, jeśli nie zagłosują w jakiejś sprawie zgodnie z jego życzeniem. Nie wiem, czy jest to powód do uwięzienia, bo groźba nie jest jeszcze przestępstwem, ale jest to dobra okazja do budowania legendy kombatanta i patrioty oraz doskonała odskocznia do przyszłej kariery politycznej.

Więzienie jest warunkiem koniecznym. 26 lipca 1953 roku Fidel Castro zaatakował koszary Moncada w Santiago de Cuba, po czym został aresztowany. Wyszedł na wolność po amnestii w 1955 roku. Po to są właśnie amnestie, by przyszli bojownicy nie siedzieli za długo w więzieniu. Następnie wyjechał do Meksyku, by tam przygotowywać kolejną hucpę. W grudniu 1956 roku wylądował z kilkunastoma innymi bojownikami w okolicach Santiago de Cuba, w pobliżu amerykańskiej bazy Guantanamo, i schronił się w górach Sierra Maestra. I tam siedzieli przez dwa lata i pewnie byli szkoleni i dozbrajani przez Amerykanów. We wrześniu 1958 roku, dowodzeni przez Che Guewarę, zeszli z gór i ruszyli w kierunku Hawany. W połowie drogi, w mieście Santa Clara, Che Guewara został zastrzelony. Tylko przez kogo? Przez żołnierzy Batisty czy może kogoś innego? Dwóch bohaterów i dwie żyjące legendy to chyba za dużo na czas pokoju i nowej władzy. Pozostała jedna żyjąca legenda – Fidel Castro.

Lata 1980-1981 to „festiwal Solidarności”, a może raczej festiwal kolejnych „kombatantów” i „bohaterów”, którym trzeba było dopisać właściwy epizod w życiorysie. Solidarność była organizacją anarchistyczną, która socjalne hasła ubrała w patriotyczne szatki i okrasiła je Żydem Wojtyłą. Jesień i początek zimy 1981 roku to parcie do konfrontacji za wszelką cenę, nie zważając na żadne propozycje rządu. Tak miało być, bo tak życzyli sobie nieznani przełożeni przywódców Solidarności. W końcu przyszedł stan wojenny, wprowadzony niezgodnie z prawem, bo w tym czasie obradował sejm i to do niego należała decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego, bądź – nie. Taka to była demokracja. Przywódcy Solidarności zostali internowani i styropianowcy zaliczyli etap kombatanctwa, bez którego dalsza kariera polityczna w nowej rzeczywistości nie byłaby możliwa.

Pod koniec kwietnia Robert Lewandowski powiedział dla Wirtualnej Polski:

„Napastnik reprezentacji Polski nawiązał też do słów wielkiego światowego lidera, laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Sport zawodowy to wielka pasja i radość, ale nie tylko zabawa. Wraz z sukcesami przychodzi odpowiedzialność. Nelson Mandela powiedział: “Sport ma moc zmieniania świata” – pamiętajmy i głośno powtarzajmy to przesłanie, szczególnie teraz, kiedy na Ukrainie giną niewinni ludzie. Nie ma sportu bez pokoju – dodał Lewandowski.”

Kiedyś mówili „nie ma wolności bez Solidarności”, ale czasy się zmieniają. Skąd Lewandowski mógł wiedzieć o tym, jaki stosunek do sportu miał Mandela? Ktoś mu pewnie musiał podpowiedzieć, co ma mówić. Mndela to najsłynniejszy więzień polityczny świata. Przesiedział w więzieniu, czy raczej w więzieniach, 26 lat. Od 1964 do 1990 roku. Zaczął od więzienia na wyspie Robben Island, położonej kilka mil na południowy-zachód od Kapsztadu. Początkowo trochę ich, to znaczy jego i innych więźniów, przymuszano do pracy w kamieniołomie i innych zajęć na terenie więzienia. Od 1977 roku zwolniono ich od wszelkich prac manualnych. Jak więc wyglądało ich życie? Mandela tak to opisuje w swojej autobiografii Long walk to freedom (Długa droga do wolności), z której wybrałem fragmenty:

„Koniec prac manualnych był wyzwoleniem. Teraz mogłem spędzać czas na czytaniu, pisaniu listów, dyskutowaniu z moimi towarzyszami i interpretowaniu aktów prawnych. Wolny czas poświęcałem moim ulubionym hobby, czyli ogrodnictwu i tenisowi. Zrazu władze więzienne odnosiły się niechętnie do próśb o pozwolenie wydzielenia fragmentu więziennego dziedzińca na ogród, ale w końcu zgodziły się. Zaopatrzyły mnie w nasiona. Początkowo sadziłem pomidory, chili i cebulę. Zbiory były słabe, ale z czasem i to zmieniło się. Władze więzienne nie żałowały, że pozwoliły mi na ogródek, bo wkrótce zaczął on przynosić obfite plony. Często zaopatrywałem strażników w moje najlepsze pomidory i cebulę.

Od samego początku, gdy tylko zacząłem spotykać się z przedstawicielami Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, podkreślałem jak ważne jest posiadanie odpowiedniego sprzętu i warunków do uprawiania sportu. Jednak dopiero w połowie lat 70-tych, dzięki staraniom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, dostarczano nam wyposażenie do piłki siatkowej i stół do ping-ponga.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy skończyliśmy pracować w kamieniołomie, jeden ze strażników wpadł na pomysł, by nasz więzienny dziedziniec przekształcić w kort tenisowy. Więźniowie z sekcji ogólnej pomalowali cementową powierzchnię na zielono, a następnie namalowali białe linie. Kilka dni później umocowano siatkę i w ten sposób mieliśmy nasz własny Wimbledon przy naszym ogródku.

Wimbledon, ten w Londynie, ma korty trawiaste, w odróżnieniu od kortów US Open i Australian Open, które mają twardą nawierzchnię, a korty French Open mają nawierzchnię z mączki ceglanej. To są cztery turnieje tzw. Wielkiego Szlema, z których Wimbledon jest najstarszym (1877) i najbardziej prestiżowym.

Miałem już pewne doświadczenie w tenisie, gdy przebywałem w Fort Hare, ale w żadnym razie nie byłem ekspertem w tej grze. Mój forhend był całkiem dobry, ale bekhend – tragiczny. Ja jednak uprawiałem sport nie dla stylu, tylko dla ćwiczeń. To była jedyna i najlepsza odmiana od codziennych marszów do i z kamieniołomu. (Z tego wynika, że nie przemęczali się w tym kamieniołomie, skoro chciało się im jeszcze grać w tenisa.) Byłem jednym z pierwszych w naszej sekcji, którzy grali regularnie. Lubiłem grać z głębi kortu, a do siatki podchodziłem tylko wtedy, gdy miałem szansę na kończące uderzenie.

Latem 1979 roku grałem w tenisa na naszym korcie. W pewnym momencie mój partner uderzył piłkę po krosie (po przekątnej kortu – przyp. W.L.), do której próbowałem dojść. Poczułem ból w prawej pięcie, tak intensywny, że musiałem przerwać grę. Przez następnych parę dni mocno utykałem. Zbadał mnie więzienny lekarz i stwierdził, że powinienem udać się do specjalisty do Kapsztadu. Więzienne władze okazały się nader troskliwe, bo bały się, że jak któryś z więźniów umrze, to będzie wielki wrzask wśród międzynarodowej społeczności.

Zbadał mnie młody chirurg, który zapytał mnie, czy kiedykolwiek wcześniej miałem uraz pięty. Faktycznie miałem, gdy mieszkałem w Fort Hare. Pewnego ranka, gdy grałem w piłkę nożną, próbowałem przystopować piłkę i poczułem piekący ból w pięcie. Chirurg z Kapsztadu zrobił zdjęcie rentgenowskie i wykrył fragmenty kości, które tkwiły w niej od czasów pobytu w Fort Hare. Stwierdził, że może po znieczuleniu pięty usunąć je. Zgodziłem się natychmiast. Zabieg udał się, a chirurg poinstruował mnie, jak o nią dbać. Musiałem pozostać na noc w szpitalu. Pielęgniarki nadskakiwały mi przez cały czas. Rano powiedziały mi, że mogę zabrać piżamę i szlafrok, które dostałem.

Ta wycieczka do szpitala okazała się dla mnie bardzo pouczająca. Dostrzegłem pewną poprawę w stosunkach pomiędzy czarnymi i białymi. Lekarze i pielęgniarki traktowali mnie naturalnie, tak jakby całe życie uważali czarnych za równych sobie. To było dla mnie coś nowego i napawało optymizmem. Upewniłem się w moim, od dawna trwającym przekonaniu, że wykształcenie jest wrogiem uprzedzenia. To byli ludzie nauki, a w nauce nie ma miejsca na rasizm.”

To tylko wybrane, bardzo okrojone, fragmenty, ale Mandela dokładnie opisuje, jak to wyglądało. W tym kamieniołomie to oni udawali, że pracują, a strażnicy udawali, że ich nadzorują. Praktycznie to Mandela nimi kierował i oni wykonywali jego polecenia. Z więzienia rządził on całym ANC, czyli Afrykańskim Kongresem Narodowym. Gdy go uwięziono, to nie był zbyt bogatym człowiekiem, ale po uwolnieniu widać go na zdjęciach, razem z bardzo liczną rodziną, zamieszczonych w tej autobiografii, na tle imponującego, raczej nie domu, ale pałacyku. Jak się dorobić takiego pałacyku, siedząc przez 26 lat w pierdlu? Ja wiem. To jego żona Winnie Mandela, zamieszana w wiele afer. Ale gdyby nie była jego żoną, to nie miałaby takich możliwości. Tak więc bycie kombatantem i bojownikiem to niezły biznes.

I w tym momencie wypada wrócić z tego wielkiego świata na nasze, chciałoby się powiedzieć, polskie zadupie, gdyby nie to, że to już jest ukraińskie zadupie. Wyszedł z więzienia Wojciech Olszański, niespełniony aktor, którego wykreował Korwin-Mikke. Teraz będzie odgrywał rolę swojego życia. Stał się twarzą środowiska zwanego Kamratami. On, do spółki z Marcinem Osadowskim, wykreował to środowisko pod czujnym nadzorem Korwina-Mikke. Ich symbolika to wilcze zawycie „auuu”. Olszański często, w sposób bardzo ekspresyjny, powtarzał: Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć! To jest odwoływanie się do symboliki Nestora Machno, nadal żywej tradycji na Ukrainie.

Coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że ma powstać Stronnictwo Kamrackie. Jeśli tak się stanie, to jego przywódcą zostanie przebieraniec i pajac Wojciech Olszański – Ukrainiec, jak często czytam w różnego rodzaju komentarzach w internecie. A jeśli tak, jeśli pociągnie on za sobą to stado wyjców, świadomych bądź nie, to będzie to oznaczać, że dojdzie w Polsce do drugiego Majdanu. To będzie też oznaczać, że Polska będzie krajem niestabilnym, niespełniającym wymogów bycia państwem cywilizowanym, europejskim, czyli niespełniającym warunków do bycia członkiem unii europejskiej. I o to właśnie chodzi tym, którzy sprowadzają do Polski tę zaporoską dzicz, która wraz z “polską” zaporoską dziczą, będą się tu nawzajem zwalczały.

Afera

Konfederacja dwoi się i troi, by utrzymać swój elektorat i na swoich konferencjach prasowych informuje o różnych patologiach w życiu publicznym. Na jednej z nich poinformowała o nadużyciach przy wypłatach covidowych w polskich szpitalach. Najwyższa Izba Kontroli zbadała wypłacanie dodatków covidowych dla medyków i w wyniku kontroli w czterech placówkach na terenie województwa zachodniopomorskiego ujawniono szereg drastycznych nieprawidłowości. Dodatki covidowe były wypłacane wielokrotnie jednej osobie w danym miesiącu i przekraczały limit, czyli 15 tys. złotych. Rekordziści otrzymywali ponad 40 tys. złotych. Zdarzały się przypadki wypłaty dodatków covidowych w wysokości 15 tys. złotych za 30 minut pracy w skali miesiąca. Jeden z kontrolowanych szpitali otrzymał na dodatek kwotę 71 milionów złotych, zapewniając od 63 do 88 łóżek covidowych. A inny, który zapewniał od 78 do 127, dostał tylko 7 milionów. Nikt nad tym bałaganem nie panował. – Tak to podsumował jeden z posłów Konfederacji.

Otóż myli się pan poseł. Panował, jak najbardziej! Ktoś przecież podjął decyzję o takim, a nie innym rozdziale pieniędzy przeznaczonych na dodatki covidowe. A wcześniej ktoś w ministerstwie finansów podjął decyzję o takim, a nie innym rozdziale tych środków dla poszczególnych szpitali. A jeszcze wcześniej ktoś w tym samym ministerstwie podjął decyzję o dodrukowaniu tych pieniędzy, bo na tym opiera się polska i nie tylko polska gospodarka. Jeśli ktoś wierzy, że to z jego podatków, to jest wyjątkowo naiwny. Te wszystkie osoby, to nie są jakieś abstrakcyjne byty, tylko ludzie z krwi i kości. Jeśli NIK ujawnił takie nieprawidłowości, to dlaczego nie ujawnił, kto podejmował decyzje? Najwyraźniej takie osoby są nietykalne.

Afer ci u nas dostatek, zwłaszcza afer finansowych, ale żadna z nich, od czasów powstania III RP, nie zakończyła się ukaraniem winnych, bo jakoś tak się dziwnie składało, że żadne kontrole i dochodzenia nie wykrywały sprawców, co najwyżej kozłów ofiarnych. Dlaczego tak się dzieje? Kim są te osoby, że tak trudno je pociągnąć do odpowiedzialności? Być może felieton Adolfa Nowaczyńskiego Afera lady Parnes…, zamieszczony w książce Perły i plewy (1934), wyjaśni co nieco.

»W pierwszym zeszycie monumentalnego, a raczej „momentalnie” (aluzja do żydowskiego przedwojennego dziennika „Der Moment” – przyp. W.L.) monumentalnego wydawnictwa: „Żydzi w Polsce odrodzonej” (redakcja: dr Schiper, dr Tartakower, radca Hafftka) znajdujemy na samym wstępie występ prezesa dr. Ozjasza Thona. Ponieważ dzieło poświęcone jest „społecznej, gospodarczej, kulturalnej i oświatowej działalności Żydów w Polsce” i „drukowane na pięknym bezdrzewnym papierze”, a zapowiada się jako „standard work” żydostwa polskiego, to poseł dr O. Thon kończy swoje przedsłowie takim akordem:

Żydzi polscy już nieraz nadawali ton w żydostwie świata. Była chwila, kiedy geniusz narodu żydowskiego doszedł właśnie do pełni rozkwitu w dziedzinie swej specyficznej nauki w Polsce. Mam wrażenie, że rozwój wypadków idzie teraz w tym kierunku, że w Polsce powstanie jeden z głównych duchowych ośrodków ducha żydowskiego”.

Może to nie powiedziane ze zniewalającą skromnością, ale duży procent prawdy w tym jednak jest. Trzeba atoli bardzo uważać na zespół tych, którzy wedle rebbe Thona ton mają nadawać w żydostwie świata. Niektórzy bowiem prawdopodobnie najstanowczej do tego nadawania tonu się nie nadają, przynajmniej obecnie, to jest w teraźniejszej teraźniejszości. Może będą nadawali się w przyszłości, w tej przyszłości fantastycznej, o której dr Greszon Lewin mówi, że „gdy narody przekują miecze na lemiesze, będzie mieszkał wilk z baranem, a lampart z koźlęciem będzie leżał, w te oto błogosławione czasy zniesione będą wszelkie święta z wyjątkiem Hamana, święta zwyciężenia, gdy nawet Hamanów wtedy nawet nie zabraknie”…

Otóż i Hamanów mogłoby w tej utopijnej, idyllicznej, szczęsnej przyszłości nawet zabraknąć (wbrew wróżbie dr. G. Lewina), gdyby właśnie nie ci liczni Lewinowie i synowie z pokolenia Lewi, którzy w zbyt dużym procencie tak moralnością, jak i mentalnością swoją właśnie nie nadają się do nadawania w żydostwie świata tego tonu, o którym mówi rabbi Thon.

Teraz świeżutko o dwóch takich Lewinach było dużo detali w prasie zagranicznej, swojskiej. Jeden to ten doktor (praw?), Izaak Lewin, zbiegły bankier berliński, który klientów ocyganił na 5 milionów marek, po czym zbiegł do… Rio de Janeiro, a potem wypłynął jako profesor ekonomii pod nazwiskiem Norman na katedrze uniwersyteckiej w Cambridge pod Bostonem; przedtem oczywiście sfałszował dokumenty i dyplomy i to… katolickiego uniwersytetu we Fryburgu. Dzielny Lewi został aresztowany podczas wykładu o… sytuacji gospodarczej w państwach południowej Ameryki.

Dość dużo gadania i pisaniny bywało ostatnio o innym Lewinie, naszym swojskim, rodzimym Mojżeszu, pochodzącym z Mińska. Ten znowu zrobił majątek szybko, po czym zajął się organizowaniem grupy sanatorów, którzy mieli sanować interesy „pana Pless”, jak pisują żydki w „Poranniaku”.

Stanowczo nie nadawał się „do nadawania tonu” w Gdańsku obywatel Aron Noiman, który wraz z Mendlą Merin zdołał, jak dotychczas ustalono, sześć dziewcząt z Piotrkowskiego wywieść do lupanarów w Buenos Aires, za co świeżo aresztowan. Jeszcze mniej młody p. Chaskiel Lindenbaum, który rodzonej rodzicielce swojej Rywce Lindenbaum, zwanej seniorką stręczycielek, pomagał w procederze zbierania żywego towaru ludzkiego do salonów przy ulicach Piwnej i Wołyńskiej. Oczywiście tego Lindenbauma nie należy mieszać z innym Lindenbaumem, który zwiał „nagle śmiercią”, zostawiając moc wierzycieli, przedtem pracował kilka lat w branży filmowej, a był do tego stopnia członkiem żydowskiej loży wolnomularskiej „Bnai Brith”, że ta loża objęła na siebie misję mediatorską z wierzycielami…

Nie nadawałaby się do nadawania tonu Europie duża banda, dla której zboczony malarz Czarnecki fałszował artystycznie legitymacje, a to obligacje premiowej pożyczki budowlanej, losy loterii państwowej itp., a których to falsyfikatów kolportażem zajmowali się pp. Abram Leipzygier, Leiba Rabinowicz, Szlama Chumek, Spajzman, Mordka Rapp i ich familie, obecnie wszyscy za kratą. Za fałszywą legitymacją radcy ministerialnego M. Librowicza aresztowano znów sleepingowego „międzynarodowego” działacza p. Rosenbauma.

Również dalej nie nadje się do nadawania tonu w Europie duża organizacja szmuglerów niemieckich haftów i koronek z Drezna i Bremy z panami Szmulem Pryncem (sic), Prendkiem, Blochem, Kottem na czele, którą sąd okręgowy w Kaliszu skazał nie w pełnym komplecie na dwa lata kryminału, po czym sąd apelacyjny na razie uniewinnił, aż do wznowienia dalszych szmuglerskich poczynań i wyczynów.

Czyż dalej nadają się do nadawania tonu żydostwu światowemu panowie Henoch Stajn et Comp. oraz bracia Silberman, właściciele firm Soplica (sic), i „Polonia”, i Polonez (sic) przy ul. Senatorskiej, którzy jako rzetelny Vermouth Cinzano z Turynu sprzedawali przez długie czasy jakieś świństwo z jabłek i cukru, podrabiając etykiety?…

Z dziennikarskiego świata znów nie nadawałby się na nadawanie tonu w Europie „kolega” Cederbaum z Wilna, który „nawiązywał” stosunki z młodymi dziewczynami, dawał im dobrze płatne posady w Gdańsku, aresztowany został jako pozostający w kontakcie z handlarzami żywym towarem w Gdańsku. Nie bardzo to się tak znowu spisał „kolega” Machonbaum, pseudonim Machon (dlaczego nie Mac-Mahon?), założyciel pierwszej mocarstwowej szkoły reporterów w „Palais Wertheim” (Aleje Ujazdowskie), w której wedle nakreślonego planu 700 kandydatów, płacąc rocznie 700 złotych miało po 700 dniach z gotowymi dyplomami zając wszystkie 700 miejsc wolnych w prasie, zarabiając 700 złotych, gdyby nie fatalna interwencja władz, które położyły ciężką dłoń na ramieniu lekkiego Machonbauma.

Jak widzimy z tego krótkiego przeglądu jednego tygodnia styczniowego w Polsce r. 1932, wszyscy ci współobywatele to byli ludzie, którzy zbyt przejęli się talmudyczną wspominaną wielokrotnie w dziele Nachalnika maksymą brzmiącą: Gazet kusy muter, co znaczy: grabić gojim jest dozwolone. (Urke Nachalnik, „Życiorys własny przestępcy”, z przedmową prof. uniwersytetu pozn. dr. Stef. Błazowskiego. Patronat opieki nad więzieniem, Poznań 1933.) Natomiast całkiem zlekceważyli sobie ci panowie rodacy „Zasady religijne” pana Kopelmana (nauczyciela szkół handlowych w Warszawie, gdzie wyraźnie przecież w komentarzu do 8 przykazania czytamy:

„Ósme przykazanie zakazuje nam przywłaszczania sobie cudzej własności jakimkolwiek bądź sposobem. Powinniśmy też wstrzymywać się od oszustwa, podstępu, łudzenia, kłamstwa, lichwy, fałszywej wagi i miary”.

A więc jednak: wstrzymywać się!

Tymczasem nie zdołała się wstrzymać od tego pewna dama polska, której nazwisko zdradziła wiedeńska „Arbeiter Zeitung” z 20.12.1932 r., a o której cały artykuł pt. „Habe die Ehre” (uszanowanie pani – przyp. W.L.), nie wymieniając nazwiska (wyznania i rasy), dał w żydowskiej „Weltbühne” berliński p. Paul Elbogen, pisząc tylko stale: „die Frau des polnischen Attaches”…

Lady Marianna Parnes, jadąc z Wiednia do Czechosłowacji szmuglowała na sobie: 198 szylingów austriackich, 2800 franków szwajcarskich, 680 dolarów, 700 guldenów holenderskich, 14 dolarów kanadyjskich, 14 funtów angielskich etc. Lady Marianna Parnes starała się na stacji granicznej Gmund przy rewizji przekupić urzędniczkę-gojkę sumą 10 000 szylingów austriackich. Lady Parnes została aresztowana. Mąż lady Parnes, długoletni szef wydziału prasowego przy polskim poselstwie w Wiedniu został wydalony ze służby.

Paul Elbogen poświęca cały artykuł cnocie i hartowi urzędniczki proletariuszki z urzędu celnego w Gmund.

Mąż lady Parnes tempore belli (czas wojny – przyp. W.L.) był najzajadlejszym oszczercą narodowego obozu i Komitetu w Szwajcarii. W nagrodę za to nędzny skryba został podporą poselstwa przy Siehmanie („Szarotka”) i przy Baderze (kreacja Radziwiłłów).

Czy rabbi dr Ozjasz Thon obstaje nadal przy swojej tezie o „nadawaniu żydostwu światowemu”?…«

Zapewne niewiele się od tamtych czasów zmieniło, w tym sensie, że to ta sama nacja zawsze jest uwikłana we wszelkiego rodzaju afery, szczególnie finansowe. Dziś już mają inne imiona i nazwiska, przeważnie polskie. Natomiast zasada Gazet kusy muter, czyli grabić gojim jest dozwolone, jest może bardziej aktualna niż przed wojną i bardziej powszechna. Obecnie praktycznie cała grabież sprowadza się do wykorzystania pustego pieniądza, wykreowanego z niczego. Te pieniądze trafiają do nielicznych. W przypadku opisywanej przez Konfederację afery, trafiły one zapewne do żydowskich lekarzy i może jeszcze do ich pomocników, czyli szabesgojów. W ministerstwie finansów na decyzyjnych stanowiskach siedzą również oni. I zapewne podobnie jest w sądach i w urzędach skarbowych. To oni tworzą przepisy, które zawierają luki prawne, o których wiedzą tylko nieliczni i tylko oni je wykorzystują. Przy takim opanowaniu kluczowych urzędów wszelkie próby dotarcia do sprawców afer kończą się niepowodzeniem.

Tak właśnie odbywa się transfer bogactwa, bo puste pieniądze pozwalają jednak na zakup całkiem „niepustych” nieruchomości, ziemi, firm, zakładów przemysłowych, wszelkiego rodzaju mediów itp. To oni wygrywają lukratywne przetargi rządowe (patrz Szumowski) i samorządowe, bo i tam ich nie brakuje. I w ten sposób dążą Żydzi do osiągnięcia swoich celów ostatecznych, czyli do przejęcia wszelkiego ziemskiego bogactwa.

Incydent

Nie sądziłem, że to, o czym wspomniałem w poprzednim blogu tak szybko stanie się naszą rzeczywistością. A pisałem: Anarchizm powoli wlewa się do „Polski”, w której Ukraińcy są ponad prawem. Mogą robić, co chcą, a i tak nic złego im się nie stanie. Chodzi mi oczywiście o incydent z rosyjskim ambasadorem w Polsce, który został oblany farbą przez jakąś Ukrainkę podczas próby złożenia kwiatów na grobie radzieckich żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej. Do zajścia doszło 9 maja, w dniu, w którym Rosja obchodzi Dzień Zwycięstwa, czyli pokonanie Niemiec w II wojnie światowej i jej zakończenie w Europie.

Zawsze w takich wypadkach należy spróbować ustalić fakty. Jak doszło do tego zdarzenia? Na kanale Centru Edukacyjne Polska prowadzący program powiedział:

„W Warszawie obchody na cmentarzu żołnierzy radzieckich zostały odwołane, ale ambasador Rosji postanowił jednak prywatnie podjechać i złożyć kwiaty. Zrobił to trochę niefortunnie, bo mimo że zrobił to prywatnie, to jednak ogłosił to i o godzinie 12-tej na cmentarzu czekała go grupa kilkuset, zdaje się dwustu albo trzystu obywateli Ukrainy ze swoimi państwowymi flagami, no i chyba niespecjalnie dobrze musiał się tam czuć, a potem już przy skandalicznej bierności policji został oblany farbą.”

Swoje stanowisko przedstawiła w tej sprawie również Konfederacja, w której coraz więcej osób z ukraińskim akcentem i jakąś dziwną składnią, obcą językowi polskiemu. Jej rzecznik prasowy, odnosząc się do tego zajścia, oświadczył:

„Z tego tytułu zostały złamane pewne artykuły prawne. Art. 136 kodeksu karnego, mówiący o czynnej napaści, znieważeniu przedstawiciela obcego państwa: Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na głowę obcego państwa czy też na, w tym wypadku, osobę należącą do personelu dyplomatycznego, przedstawicielstwa obcego państwa albo urzędnika konsularnego obcego państwa, w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Została też złamana konwencja wiedeńska, która zakłada, że ambasador znajduje się pod szczególną ochroną prawną, że jest on nietykany, a polskie służby mają obowiązek zapewnić mu ochronę. Tego obowiązku polskie służby nie dopełniły.”

Następnie zabrał głos Robert Winnicki, który powiedział:

„Komu to służy, a komu przynosi szkodę? Wbrew pozorom nie przynosi to szkody Federacji Rosyjskiej. Federacja Rosyjska ma dobrze ugruntowaną w świecie zachodnim opinię państwa agresywnego, państwa, które dokonuje bandyckich rajdów na swoich sąsiadów, państwa napastniczego i wizerunku Federacji Rosyjskiej w tej przestrzeni już raczej nic nie jest w stanie zepsuć.

W moim przekonaniu ambasador doskonale wiedział, że szykuje się tam awantura, tym bardziej nagłaśniali to, że będzie składał tam kwiaty, żeby do tej awantury doszło, właśnie po to, aby wykorzystać to jako element antypolskiej propagandy w ramach samej Federacji Rosyjskiej. Jestem również przekonany, że nie był to żaden przypadek. Już wczoraj wiedzieliśmy, że osobą, która dokonała tego jest aktywistka ukraińska, lewicowa, skrajnie lewicowa, która już miała różne epizody na terenie państwa polskiego, aktywności szkodzącej państwu polskiemu. I ona również doskonale wiedziała, co robi, wbrew temu, co mówił Mariusz Kamiński, to nie był żaden odruch spontanicznego gniewu ukraińskich kobiet. To była dokładnie zaplanowana akcja polityczna, która jest w interesie Ukrainy, żeby teraz eskalować jeszcze sytuację pomiędzy Polską a Rosją w kontekście tego konfliktu, który się teraz dzieje.

Więc to wydarzenie można traktować jako swego rodzaju rosyjsko-ukraińską ustawkę na polskiej ziemi, do której niestety, nie tylko ze dopuścił Mariusz Kamiński, bo jego należy wskazać jako głównego winowajcę i nadzorcę. Ale tą ustawką, która naraża na szwank polskie bezpieczeństwo, która naraża na szwank, wystawia na niebezpieczeństwo dyplomatów, chociażby polskich w Federacji Rosyjskiej, czy interesy Polaków. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków mieszka na terenie Federacji Rosyjskiej. To jest bardzo głupia i zła rzecz i niestety ta nieudolność zaplanowana lub niezaplanowana, ale służb nadzorowanych przez Mariusza Kamińskiego, została jeszcze okraszona w jego przypadku skandalicznym wpisem w mediach społecznościowych, który w żaden sposób nie powinien wyjść spod klawiatury ministra spraw wewnętrznych w Polsce. I dlatego Konfederacja żąda dymisji Mariusza Kamińskiego, dlatego że nie możemy dopuścić, żeby na polskiej ziemi dochodziło do rosyjsko-ukraińskich ustawek.”

Trudno nie zgodzić się z Winnickim. (Czy to nazwisko pochodzi od miasta Winnica na Ukrainie?) Wygląda na to, że była to ustawka. Według niego zyskała na niej Rosja, bo będzie mogła ją wykorzystać jako element antypolskiej propagandy, a starci Polska, bo narazi na niebezpieczeństwo polskich dyplomatów i Polaków mieszkających w Rosji. I jakby na potwierdzenie jego słów dziś tj. 11 maja mamy odpowiedź. Polska ambasada w Moskwie została oblana czerwoną farbą. Ale czy rzeczywiście o to chodzi? O te wzajemne kuksańce? A po co Rosji antypolska propaganda? I czy tylko Rosji potrzebna jest antypolska propaganda?

Ten incydent pokazał światu, że Polska jest niepoważnym państwem, bo nie tylko nie potrafi zapewnić ambasadorowi obcego państwa bezpieczeństwa, ale też łamie własne przepisy, własnego kodeksu karnego i postanowienia konwencji wiedeńskiej. Taka narracja wpisuje się w postępowanie unii europejskiej wobec Polski, której zarzuca ona brak praworządności. Chodzi więc o uzmysłowienie opinii europejskiej, że Polska to niepoważne państwo, a skoro niepoważne, to nie można wykluczyć tego, że zostanie zlikwidowane albo wykluczone z unii europejskiej. Wyjście Polski z unii oznaczało by prawdopodobnie rozpad unii, a wówczas mogło by nastąpić połączenie Polski z Ukrainą i zdominowanie Europy przez Niemcy.

W Berlinie w dniu 9 maja miały miejsce obchody Dnia Zwycięstwa. Ukraińcy próbowali je zakłócić, rozkładając długą ukraińską flagę. Jednak policja niemiecka szybko ją zwinęła i usunęła intruzów. Jakoś dziwnie nie byli tak agresywni jak w Warszawie. Widocznie dobrze wiedzieli, że tam nie mogą podskoczyć i Kozaki podwinęli pod siebie ogony i rozeszli się. Tacy to dumni Kozacy.

Niemcy nie angażują się w wojnę na Ukrainie i chyba nie przypadkiem. Wprawdzie jeden z amerykańskich generałów stwierdził, że ta wojna potrwa jeszcze długo, ale kiedyś się skończy, bo przecież nic nie trwa wiecznie. A wtedy delegacje zasiądą do stołu i zaczną obradować. Zapewne nie będą to Amerykanie, bo skoro ich prezydent nazwał prezydenta Rosji bandytą, to trudno, by Rosjanie się na to zgodzili. Amerykanie zresztą zrobili to celowo, by mieć pretekst do nieangażowania się w sprawy europejskie. Nie będą to też Anglicy, którzy otwarcie popierają Ukrainę. Zrobili to z tych samych powodów, co Amerykanie. Jedynym partnerem do rozmów z Rosją będą więc Niemcy. I razem będą rysować nową mapę Europy.

Ukraiński anarchizm i terroryzm zostanie pewnie jeszcze nieraz wykorzystany do destabilizacji sytuacji w Polsce lub kompromitacji jej organów państwowych. Taki to obraz państwa polskiego ułatwi jego połączenie z Ukrainą, czego pewnie będzie domagać się mniejszość, czyli większość ukraińska w Polsce. Rosja zabierze wschodnią część Ukrainy, Niemcy zabiorą nasze tzw. Ziemie Odzyskane, a resztę połączą i powstanie nowe państwo. Ale to już nie będzie Polska. I o to chodzi!

W całym tym procederze bierze udział polska elita polityczna, czyli rządzący. Przecież Mariusz Kamiński nie działa według własnego widzi mi się, tylko wykonuje polecenia nieznanych przełożonych. Podobnie postępuje ambasador Rosji, który jest słabym aktorem i widać było wyraźnie, że się męczył przy odstawianiu tej farsy, ale pan każe, sługa musi. Tu nic nie dzieje się przypadkiem. Swoje role odgrywają też Duda i Morawiecki. Nie będą mieli najmniejszych skrupułów, by poświęcić to państwo, gdy ich panowie każą im to zrobić. To nie nowość w Polsce. W końcu rozbiór I RP zatwierdził sejm. Nie stać było ówczesnych posłów na protest. Pewnie byli bardzo zadłużeni. Podejrzewam, że nic od tamtego czasu nie zmieniło się.

Jeśli ten incydent był rosyjsko-ukraińską ustawką, jak twierdzi Winnicki, to oznacza to, że Rosja współpracuje z Ukrainą. A skoro tak, to znaczy, że cała ta wojna jest ustawką, a nazywając to bardziej subtelnie – teatrem. Ale czy tylko ta wojna? „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” – Szekspir.