Masowe ewakuacje czy przesiedlenia?

W swoim komentarzu sprzed tygodnia Tomasz Piekielnik zastanawia się nad tym, czy rząd szykuje masowe przesiedlania Polaków. Czy RCB, czyli Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, przygotowuje tylko plany ewakuacji ludności na wypadek tego, co może eskalować w wojnie z Rosją? Czy rząd, rozkładając Polskę, warstwa po warstwie, przygotowuje ją do czegoś nowego, czy tylko do koegzystencji narodu polskiego i ukraińskiego, o czym świadczą flagi ukraińskie na polskich urzędach, teatrach i budynkach użyteczności publicznej; o czym świadczy wprowadzanie ukraińskiego jako drugiego języka obcego do szkół, a może niebawem jako języka urzędowego? Dlaczego rząd tworzy przepisy na wypadek masowej ewakuacji? – Poniżej fragmenty jego komentarza.

RCB przygotowuje plan masowej ewakuacji ludności cywilnej. Opracowywane są scenariusze przesiedleń z dużych aglomeracji. Jak informuje portal niezależna.pl, powołując się na źródła w administracji rządowej, RCB prowadzi intensywne prace nad aktualizacją planów ewakuacji ludności cywilnej. Plan ma zakładać przesiedlenia z dużych aglomeracji, regionów przygranicznych oraz obszarów infrastruktury krytycznej. Strategia RCB dotyczy tras logistycznych, punktów zbiorczych, transportu cywilnego i wojskowego oraz miejsc tymczasowego ewakuowania w głąb kraju.

Czy dostrzegamy gdzieś miejsca tymczasowego zakwaterowania? – pyta Piekielnik. Jakie miejsca miałyby temu służyć? I ile osób zdołałyby pomieścić, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jakieś bazy noclegowe w miastach powiatowych czy dużych aglomeracjach? Sprawa jest w mojej opinii jednoznacznie dziwna, bo takich miejsc, ja przynajmniej, nie dostrzegam, chyba że mowa o szkołach, internatach, remizach strażackich, świetlicach wiejskich itd.

Połączmy fakty. A więc rząd pracuje nad konkretnymi planami ewakuacji. Szczegółów nie znamy. Czy rząd wie o czymś, co się wydarzy, a jeżeli wie, to trzeba zastanowić się, jakie inne jest niebezpieczeństwo w przypadku eskalacji wojny na Ukrainie, a jakie inne prawdopodobieństwo jest, zakładane przez rząd, tego, co się wydarzy i w związku z tym inaczej postępuje, bo bardziej konkretnie do działań nad stworzeniem tych planów ewakuacyjnych w przypadku, gdy rzecz będzie się dziać w wyniku jakiegoś działania pod fałszywą flagą, jakiegoś sabotażu, ogłoszenia światu czegoś nieistniejącego. Czy to możliwe? Polecam Państwu zdarzenia z czasów minionej pandemii. Wirus bezobjawowy, zakaz wstępu do lasu i różne inne, w tamtym czasie, herezje administracyjne. I to wszystko powoduje, że możemy zadać pytanie: przed czym Polacy mają uciekać? W mediach społecznościowych ludzie zadają pytania, nawet odpowiadają, że zdradziecka władza zorganizuje coś, w co część osób uwierzy i opuści swój dobytek, swoje miejscowości i miasteczka. – Idąc dalej tym tropem… po to, by zrobić miejsce komuś innemu.

x

Czy taki plan jest realny? Przede wszystkim nie ma gdzie tych ludzi w takiej ilości przesiedlić. Po drugie, przed czym miałyby te przesiedlenia chronić? Rakiety i drony dolecą wszędzie. Co dałoby Rosji zniszczenie wschodniej części Polski? Gdyby jednak Polska przystąpiła do wojny po stronie Ukrainy, to celem Rosji byłyby przede wszystkim obiekty militarne, a nie ludność cywilna. Jaki zatem może być prawdziwy cel tych rządowych zabiegów czy jego propagandy? Nie jest łatwo rozszyfrować zamiary wielkich tego świata, którzy decydują o wszystkim i to oni piszą te scenariusze, które później są realizowane i w zależności od rozwoju sytuacji mogą być modyfikowane lub zastępowane jedne drugimi.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja”, cytował rabina posła Thona, który w żargonowym (jidysz) „Hajncie” z 24 października 1930 r. pisał:

„Jest głupio myśleć, że dopiero w naszych czasach narodziła się żydowska polityka i że nasi przodkowie o takich wysokich sztukach nie mieli pojęcia. Czy się nie wie, że już w czasach naszych mędrców, którzy kierowali żydowską polityką przeciw okropnemu Rzymowi, jedną z metod walki była demonstracja ludowa, było zawsze wygrywanie różnych sił politycznych w kraju przeciw sobie? Panującego przeciw stanom, kościoła przeciw panującemu itd. Był to niesłychanie powikłany systemat akcji politycznych, o których my dzisiaj nie możemy mieć nawet jasnego pojęcia.”

To, co zwróciło moją uwagę, to to, że ta informacja nie została przedstawiona w mediach głównego nurtu. Być może ma ona działać na zasadzie plotki, pokątnej informacji, która dla wielu ludzi może być bardziej wiarygodna, niż gdyby została ona bardziej nagłośniona. Czy nie jest to zamierzone na wywołanie pewnego niepokoju na rynku nieruchomości, by w efekcie doprowadzić do znacznego obniżenia wartości gruntów, działek i mieszkań? To oczywiście nie stanie się z dnia na dzień. Ta, jak niektórzy mówią, operacja psychologiczna będzie rozwijać się powoli. Dziwne rzeczy dzieją się w tym kraju Zulu-Gula, ale obawiam się, że to dopiero początek.

Mongolskie najazdy

Zawsze powtarzałem i będę powtarzał do znudzenia, że kluczem do zrozumienia teraźniejszości jest przeszłość. I właśnie z tego powodu tak bardzo fałszuje się historię, by współcześni nie rozumieli teraźniejszości. Często zastanawiałem się nad tym, dlaczego Mongołowie zaatakowali ziemie polskie i po ich podbiciu nie ruszyli na zachód? Wydaje mi się, że znalazłem odpowiedź na to pytanie. Wikipedia tak m.in. pisze o mongolskich najazdach:

Tło historyczne

W maju 1223 w bitwie nad rzeką Kałką wojska rusko-połowieckie zostały pokonane przez armię imperium mongolskiego – w ten sposób Mongołowie stanęli u wrót Europy. W sierpniu 1227 umarł Czyngis-chan – jego imperium uległo podziałowi: zachodnia część przypadła w spadku jego wnukowi Batu-chanowi, który w 1236 stanął na czele inwazji na Europę. W grudniu 1240 Mongołowie zdobyli Kijów i ostatecznie podbili Ruś Kijowską, która weszła w skład Złotej Ordy.

Charakterystyka najazdów

I najazd mongolski

Z ziem ruskich główne siły mongolskie skierowały się na Węgry, gdzie schroniły się niedobitki Połowców pod dowództwem chana Kocjana uciekających przed pogromami mongolskimi. Pomocniczy zagon wojska mongolskiego pod dowództwem Bajdara w 1241 uderzył na Polskę, z zadaniem związania sił polskich i czeskich, aby nie mogły przyjść z odsieczą królowi węgierskiemu Beli IV.

Po bitwie legnickiej przed armią mongolską stanął problem jakim było osłonięcie oddziałów walczących bezpośrednio na Węgrzech przed siłami czeskimi. Dlatego też Bajdar szachując króla czeskiego dokonał w końcu kwietnia krótkiego wypadu dywersyjnego na Łużyce. Manewr ten zupełnie zmylił Wacława czeskiego, co oddziałom mongolskim pozwoliło na bezpieczne wtargnięcie trzema kolumnami na Morawy. Teren Moraw był systematycznie pustoszony przez siły mongolskie. Dopiero w końcu maja Wacław wzmocniony resztkami polskiego rycerstwa i posiłkami niemieckimi postawił na kontruderzenie. W tym czasie jednak Bajdar wraz z całą armią biorącą udział w udanym najeździe na Polskę wycofał się z Moraw na Węgry.

Kiedy wszystko wskazywało na to, że następnym celem uderzenia Mongołów będzie Europa Zachodnia, nastąpił odwrót. Duże straty sięgające około jednej trzeciej stanu pierwotnego, oddalenie od koczowisk, bunty w ujarzmionej Rusi i w Azji, wreszcie wieść o śmierci władcy imperium mongolskiego chana Ugedeja skłoniły Batu-chana i towarzyszących mu wodzów do odwrotu.

II najazd mongolski

Do kolejnego najazdu doszło na przełomie 1259 i 1260. Wówczas Złota Orda pod wodzą Burundaja zorganizowała – zakończoną sukcesem – wyprawę przeciwko Bolesławowi V Wstydliwemu.

III najazd mongolski

Do ostatniego najazdu mongolskiego doszło na przełomie 1287 i 1288. Dwie grupy wojsk mongolskich (północna pod dowództwem Telebogi i południowa pod dowództwem Nogaja) operowały w porozumieniu. Północna pod dowództwem Telebogi przez Lublin i Sandomierz dotarła do Gór Świętokrzyskich, gdzie pod Łagowem została pokonana przez wojska księcia Leszka Czarnego. Południowa pod dowództwem Nogaja doszła pod Kraków i na Podhale, gdzie stoczyła bitwę nad Dunajcem, a następnie doznała klęski w bitwie pod Starym Sączem, pokonana przez Polaków i przybyłe im na pomoc wojska węgierskie.

Podsumowanie

Najazdy Mongołów, choć przyniosły duże straty ludnościowe i gospodarcze (zwłaszcza I najazd w 1241), to nie spowodowały uzależnienia Polski od imperium mongolskiego. Wstrzymały natomiast proces jednoczenia państwa polskiego i osłabiły jego siłę – dopiero w 1320 Władysław I Łokietek został koronowany na króla Polski. Tę datę uznaje się za moment odtworzenia zjednoczonego Królestwa Polskiego.

x

Z powyższej charakterystyki najazdów mongolskich wynika, że ich celem była grabież i zniszczenie. Czy rzeczywiście była to grabież i zniszczenie dla samej grabieży i samego zniszczenia? Warto w tym momencie zacytować Normana Daviesa. W swojej monumentalnej pracy Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999 pisze:

Zasadnicze przemiany społeczne nastąpiły w XIII w. w wyniku kolonizacji. Koloniści rekrutowali się częściowo z cudzoziemskich imigrantów, częściowo zaś spośród miejscowej ludności, która podejmowała reorganizację istniejących osiedli według nowego modelu. Główny impuls dla tego ruchu przyszedł z określonych terenów w zachodnich i północnych Niemczech, które już od dawna dostarczały osadników marchiom na wschodzie i które nękała groźba przeludnienia i coraz uciążliwszego ucisku feudalnego. Kolonizacja przybierała dwie odmienne formy: osadnictwa wiejskiego oraz lokacji miast. Proces ten wspomagała inicjatywa ze strony polskich książąt, których ziemie miały o wiele za mało ludności i nierzadko były dewastowane w wyniku wojennych grabieży i najazdów tatarskich. Oferując warunki dzierżawy korzystniejsze od tych, jakie można było uzyskać w Niemczech, oraz powołując zawodowego zasadźcę (lokatora), który wyszukiwał, przywoził i organizował nowo przybyłych, energiczny książę mógł w ciągu zaledwie kilku lat wzmocnić się i podnieść gospodarkę swego dziedzictwa.

Tempo kolonizacji wiejskiej nadał Henryk Brodaty, książę Śląska, który w 1205 r. rozpoczął kampanię mającą na celu ściągnięcie aż do dziesięciu tysięcy rodzin chłopskich i założenie około czterystu nowych wsi. Każda rodzina miała otrzymać jeden łan (18 ha, niem. Lahn – przyp. W.L.) ziemi ornej; pastwiska i lasy miały być użytkowane wspólnie. Wszystkie świadczenia i daniny miały zostać odroczone na czas umowy, potrzebny na zagospodarowanie. Po upływie tego okresu miały się one ograniczyć do służby wojskowej, opłat z tytułu dzierżawy i dziesięcin, płatnych w gotówce, a częściowo w naturze, oraz służby na dworze i prac przy naprawie grodu, co miało zająć dwa do czterech dni w roku. Szczegółową umowę spisaną w 1227 r. przez Henryka Brodatego z biskupem wrocławskim przyjęto jako wzór dla większości dalszych aktów kolonizacji wiejskiej na terenie całej Polski. W nowych wsiach koloniści cieszyli się znaczną autonomią. Według tzw. „prawa niemieckiego” podlegali oni tylko rozkazom dziedzicznego sołtysa (Schultheiss), czyli „naczelnika”, mianowanego przez pana, oraz jurysdykcji wiejskich ławników, którym sołtys przewodniczył. Ich sytuacja była o wiele lepsza od położenia reszty ludności wiejskiej, która nadal podlegała daninom i obowiązkom nakładanym przez jus ducale, czuli „prawo polskie” książąt. Wielu z nich zachowało swą odrębną swą odrębną tożsamość aż do czasów współczesnych. We wsi Wilamowice w pobliżu Oświęcimia w województwie krakowskim potomkowie mieszkańców założonej w 1242 r. osady fryzyjskiej do dziś zachowali własny strój regionalny i rodzimy dialekt.

Jako model nowego osadnictwa miejskiego przyjęto powszechnie dawne „prawo magdeburskie”. Stare miasta słowiańskie otrzymywały nowe przywileje lokacyjne jako miasta „niemieckie” – Wrocław w r. 1242, Poznań w r. 1253, Kraków w r. 1257. Przyciągały one osadników niemieckiego pochodzenia i stopniowo powstawała w nich odrębna warstwa mieszczan. Odtąd znane były światu zewnętrznemu pod niemieckimi nazwami Breslau, Posen i Krakau. W innych miejscach kraju zakładano zupełnie nowe miasta, których mieszkańcami od początku byli niemieccy emigranci. Thorn (Toruń) nad Wisłą został założony przez Krzyżaków w 1231 r., natomiast miasto Neu Sandez (Nowy Sącz) założył w rejonie Karpat w 1292 r. król Wacław czeski w okresie swego sporu z Łokietkiem. Proces kolonizacji, w XIII w. przebiegający dość leniwie, miał nabrać tempa w wiekach późniejszych – XIV, XV, XVI.

x

Podstawowe pytanie jest z kategorii, co było pierwsze: kura czy jajko? Czy zatem kolonizacja niemiecka była wynikiem najazdów mongolskich, które wyludniły ziemie polskie, czy może raczej kolonizacja ta była możliwa, bo najpierw „oczyszczono” teren, co umożliwiło tę kolonizację? O tym, że mongolskie najazdy były po to, by umożliwić niemiecką kolonizację, świadczą niektóre fakty. Szczegółową umowę spisaną w 1227 r. przez Henryka Brodatego z biskupem wrocławskim przyjęto jako wzór dla większości dalszych aktów kolonizacji wiejskiej na terenie całej Polski. Umowa ta została spisana na 14 lat przed pierwszym najazdem. Czy już tedy wiedziano o tym, co nastąpi i czyniono odpowiednie przygotowania? Mongołowie pod podbiciu ziem polskich nie ustanawiają na nich swojej władzy, tak jak to zrobili na Rusi Kijowskiej. Nie kierują się dalej na zachód, co wydawałoby się naturalne w przypadku podbojów, których celem jest zdobycie nowych terenów i ustanowienie na nich swojej władzy. Wprost przeciwnie – wycofują się z podbitych terenów. Celem najazdów mongolskich były też Czechy i Węgry, a więc ziemie, na które również była nakierowana niemiecka kolonizacja.

Niemiecka kolonizacja obejmowała zarówno obszary wiejskie jak i miejskie. Można więc powiedzieć, że była kolonizacją totalną. Jeśli dodamy do tego fakt, że osadnicy niemieccy na wsiach byli uprzywilejowani w stosunku do miejscowej ludności, to jej dominacja na tych terenach była tylko kwestią czasu. Natomiast miasta były opanowane przez niemieckie mieszczaństwo.

W tamtym czasie, w roku 1264, nadano Żydom kaliskim przywilej, który przyznawał im prawo do swobodnego poruszania po terytorium całego kraju i zajmowania się handlem. I tu rodzi się kolejne pytanie: czy takie uprzywilejowanie niemieckich osadników na wsiach nie było po to, by ich gospodarstwa, rozwijając się, zadłużyły się i zostały przejęte przez wierzycieli? Czy tak właśnie powstała „polska” szlachta, która później tak hojnie udzielała swoich herbów litewskim i rusińskim bojarom, których korzenie wydają się tożsame z tymi tej „polskiej”?

Jakie zatem korzenie ma ludność ziem piastowskich? Czy są to korzenie niemieckie i korzenie miejscowej ludności, która do XIX wieku przetrwała w stanie niewolnictwa? A jeśli tak, to w jakich proporcjach?

Ukraiński w polskich szkołach

W jednym ze swoich ostatnich komentarzy Leszek Sykulski poruszył dwa tematy. Pierwszy to sprawa zniknięcia informacji o nowym ambasadorze Rosji w Polsce. Początkowo poinformowano o podpisaniu dekretu przez prezydenta Federacji Rosyjskiej o mianowaniu nowego ambasadora w Polsce, a następnie pojawia się informacja o anulowaniu tego dekretu. Drugi temat to reforma edukacji w Polsce. Chodzi o informację przedstawioną przez ambasadora Ukrainy w Polsce w dniu 25 lipca o tym, że język ukraiński będzie wprowadzony jako drugi język obcy do szkół podstawowych. Czy to tylko skutek tych zmian w strukturze państwa polskiego, dokonanych na naszych oczach po 2022 roku, czy jest to początek znacznie szerszego planu, znacznie szerszej koncepcji geopolitycznej? – pyta Sykulski. I nie sposób nie odnieść się do koncepcji polsko-ukraińskiego państwa, którą przedstawił pan Marek Budzisz w czerwcu 2022 roku. – Poniżej fragmenty jego komentarza.

Rosyjska państwowa agencja TASS na początku podała, że nowym ambasadorem FR w Polsce zostanie Georgij Michno. Miał on zastąpić ambasadora Siergieja Andrejewa. Ta informacja została jednak wycofana ze strony agencji TASS i poinformowała ona, że odpowiednie dekrety zostały cofnięte z oficjalnej strony rządowej. Taka sytuacja jest nie tylko niecodzienna, ale bardzo groźna, pokazuje jak bardzo złe są relacje polsko-rosyjskie. Czy te relacje zostaną obniżone do poziomu chargé d’affaires? Czy może dojdzie do zamknięcia ostatniego konsulatu Rosji w Polsce, czyli konsulatu w Gdańsku, no i w odwecie – polskiego konsulatu w Irkucku i do zerwania relacji dyplomatycznych?

25 lipca ambasada Ukrainy w Polsce poinformowała w mediach społecznościowych, że został opracowany i przyjęty program nauczania języka ukraińskiego jako drugiego języka obcego w polskich szkołach dla uczniów klas 7. i 8. szkół podstawowych. Ten program został opracowany przy współpracy ambasady Ukrainy w Polsce. Autorem tego opracowania jest Pawło Lewczuk adiunkt w Instytucie Slawistyki PAN. To wsparcie okazała ambasada oraz został także wymieniony ukraiński przedsiębiorca Artur Bagliuk, dyrektor krakowskiego biura polsko-ukraińskiej izby gospodarczej.

Zgodnie z zasadami, które obowiązują w Polsce, szkoły mogą wprowadzić nauczanie języka ukraińskiego pod trzema istotnymi warunkami. Po pierwsze chodzi o inicjatywę rodziców. Musi być odpowiedni wniosek do dyrektora placówki, czyli dyrektora szkoły. Musi być też zgoda dyrektora szkoły. Musi być też odpowiednia kadra, czyli nauczyciele.

Te kluczowe kwestie, jeśli chodzi o program i zasady, zostało to wszystko omówione 1. czerwca bieżącego roku na spotkaniu ministrów edukacji Ukrainy i Polski, czyli Barbary Nowackiej i Oksena Lisowyja. Wtedy była omawiana kwestia dodania języka ukraińskiego do listy języków obcych, z których to uczniowie mogą zdawać tzw. egzamin ósmoklasisty. Reforma w Polsce jest zaplanowana na lata 2026-27. Proces ten tylko postępuje. Ambasada Ukrainy już w marcu tego roku wystąpiła z apelem do rodziców dzieci ukraińskich, aby składali wnioski do dyrektorów placówek, by można było przyspieszyć ten proces. Widać tu zorganizowane pospolite ruszenie wśród społeczności ukraińskiej, aby w jak największej liczbie szkół język ukraiński, jako drugi język obcy, był wprowadzany.

x

Widać więc wyraźnie, że wszystko zmierza ku temu, by Polska weszła do wojny przeciwko Rosji, co będzie miało swoje konsekwencje w przyszłości i będzie podstawą do uczynienia z niej kozła ofiarnego. Pozbawienie Ukrainy znacznego obszaru na rzecz Rosji stanie się podstawą do połączenia pozostałej części z Polską, która za karę za wspieranie Ukrainy utraci ziemie poniemieckie. Działania, o których mówił Sykulski, są pierwszym krokiem do stworzenia z ukraińskiego drugiego języka urzędowego w Polsce, czy jak to państwo później nazwą.

Nie da się tego wszystkiego zrozumieć, jeśli nie odwoła się do historii. Unia polsko-litewska powołała do życia nowy, amebowaty twór, zwany Rzeczpospolitą. Wielkie Księstwo Litewskie połączono z małym Królestwem Polskim. 47 rodów bojarów rusińskich i litewskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej. Później ci ludzie stanowili większość posłów i senatorów w sejmie Rzeczypospolitej. Takim herbem legitymował się ojciec Mickiewicza, Zamoyski, największy złodziej Rzeczypospolitej – również. Do tego towarzystwa należał Sienkiewicz i Bór-Komorowski, ten kretyn od powstania warszawskiego. Można ich tak wymieniać bez końca. II RP niczym się nie różniła. Aż roiło się tam od różnych Radziwiłłów-Pierdziłłów, Giedroyciów-Piedroyciów i im podobnych. To wszystko korzenie WKL, którego jedyną racją bytu było drażnienie się z Rosją. Po krótkim przerywniku w postaci PRL-u wszystko wróciło po 1989 roku w stare koleiny.

Można zapytać: po co wspólne państwo polsko-ukraińskie? Przecież historia pokazała, że żaden taki amebowaty twór Rosji nie pokonał i nie pokona, bo nie było to i nie jest w planie wielkich tego świata. Jednak jego powstanie to gwarancja na niekończące się kłótnie Słowian wschodnich, z których część, ze wschodnimi korzeniami, udaje Polaków, a druga to Ukraińcy z przesiedleń po II wojnie światowej i ci nowi, których przesiedlono po 2022 roku. Szykuje się więc nam „piękna” katastrofa, głównie w ukraińsko-ukraińskim wydaniu.

x

Dlaczego wybuchło i zburzono Warszawę? Zburzono też Tokio i to do gołej ziemi, zburzono Drezno. Różnica polegała na tym, że tam nie pojawili się zupełnie nowi przybysze, dla których odbudowano i którymi zasiedlono Warszawę. W tym wypadku bardziej nasuwa się podobieństwo do wielkiego pożaru Rzymu, Londynu czy Moskwy.

x

Tomasz Piekielnik w swoich komentarzach często podkreśla, że nie należy mówić o nazistach czy hitlerowcach tylko o Niemcach. Ale w takim razie, na zasadzie analogi, czy nie należałoby mówić o Rosjanach zamiast o bolszewikach? I jedni i drudzy, czyli naziści i bolszewicy, to ta sama nacja. Czyżby to przeszkadzało Piekielnikowi?

Tożsamość

Całkiem „przypadkiem”, jak to się dzieje na YouTube, trafiłem na tzw. short, w którym Michał Woś z PiS-u wypowiadał się na temat Donalda Tuska i jego polskości czy raczej „polskości”, jak chce Woś. Poniżej jego słowa:

„Donald Tusk mówił nie tylko te słynne polskość to nienormalność, ten jego esej z końca lat 80-tych, ale Donald Tusk wydał na początku lat dwutysięcznych książkę o Gdańsku – Mój Gdańsk, zdaje się był taki tytuł, gdzie sam siebie określał gdańszczaninem, ale gdzie był rozdział o jego rodzinie i mało kto wie w Polsce, Państwo może bardziej śledzą, to wiedzą, ja przeglądałem te fragmenty, gdzie on o tej swojej rodzinie pisze i to było szokujące, bo on mówi tak: Moja babcia nie była Polką. Znaczy ona nie mówiła po polsku, mówiła całe życie po niemiecku. Natomiast tam w tej książce Tusk pisze, że jego mama miała problem z tożsamością. Znaczy nie określała siebie jako Polki. To można wyczytać w tej książce, to pisze przecież w latach dwutysięcznych, już był wtedy aktywnym, czynnym politykiem. Wiedział, jakie są tego skutki. Skoro ktoś był wychowany przez osobę, która do końca nie wie czy jest tożsamości polskiej, czy – nie, no to to odpowiada na pytanie, kim jest Donald Tusk.”

Krytyka Tuska, a raczej jego eseju, powinna zacząć się od przeczytania go, bo Tusk uzasadnia w nim swoje stanowisko. W bogu Polskość zamieściłem ten esej. Do tematu polskości powróciłem jeszcze w blogu Polskość c.d. Sądzę jednak, że na ten problem trzeba spojrzeć w szerszym kontekście historycznym. Pewne procesy odbywają się w długim okresie czasu. Ich analiza z punktu widzenia teraźniejszości może okazać się błędna. Historia Polski to ciągła wędrówka ludów. Przez cały jej okres napływali tu obcy, którzy asymilowali się w mniejszym lub większym stopniu albo wcale. Do tego dochodziły zmiany granic, co oznaczało, że w obrębie takiej Polski, z nowymi granicami, znaleźli się ludzie, którzy wcześniej nigdy nie mieli z Polską nic wspólnego, po prostu Polska do nich przyszła. I taki jest przypadek Tuska. Gdańsk do 1945 roku był miastem niemieckim i nie miał nic wspólnego z Polską. Jak widać nie wszyscy Niemcy zostali przesiedleni. Być może czuli się oni bardziej związani z Gdańskiem niż z Niemcami jako całością, bo ten kraj zawsze był związkiem księstw i księstewek, które później przekształcono w landy. Jeśli więc Tusk mówi, że jest gdańszczaninem, to bardziej podkreśla swój związek z tą swoją małą ojczyzną, niż z tą wielką. Trudno więc mieć pretensje i uważać to za coś nagannego, że matka Tuska ma problem z tożsamością.

Ale nie tylko u nas mamy takie dylematy. Zupełnie „przypadkiem” trafiłem na YouTube na krótki filmik zatytułowany: Erstes EU-Land Pleite?! Das musst DU SEHEN! – Pierwsze bankructwo kraju UE?! To musisz zobaczyć! Mowa w nim jest o Francji, ale też pada ostrzeżenie pod adresem Niemiec. Jeden z komentujących napisał: Cała EU jest totalnie zadłużona, a drugi odpowiedział: Jak już Sarazin powiedział „Niemcy same unicestwiają się”.

Z ciekawości zajrzałem do Wikipedii, by dowiedzieć się, kto to taki ów Sarazin. I tak ona pisze o nim:

Dr Thilo Sarrazin (ur. 12 lutego 1945 w Gerze) – niemiecki ekonomista, autor licznych publikacji, nie tylko na tematy gospodarcze, ale również społeczne.

W 1971 roku ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie w Bonn. Dwa lata później uzyskał doktorat, również w Bonn. W latach 1975–1981 pisał przemówienia dla ekonomisty i polityka Hansa Apela. W latach 2002−2009 był Senatorem ds. Finansów w Berlinie; polityk Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD).

Od 2009 do września 2010 roku był członkiem zarządu Banku Centralnego Republiki Federalnej Niemiec (Deutsche Bundesbank).

Kontrowersje

Książka „Deutschland schafft sich ab”

Pod koniec sierpnia 2010 roku nakładem monachijskiego wydawnictwa Deutsche Verlags-Anstalt ukazała się książka pod tytułem „Deutschland schafft sich ab: Wie wir unser Land aufs Spiel setzen” (ISBN 978-3-421-04430-3), co można na język polski przetłumaczyć jako Niemcy likwidują się same: Jak wystawiamy nasz kraj na ryzyko. W swojej książce Sarrazin zarzuca imigrantom z państw muzułmańskich, że tworzą równoległe społeczeństwo, swoiste państwo w państwie, przez co ich integracja jest utrudniona. Szczególną uwagę zwraca on na fakt, że emigranci z krajów islamskich przysparzają państwu również więcej kosztów socjalnych, niż dostarczają korzyści rozwojowi gospodarki. Autor przytaczając liczne statystyki zauważa, że podobnej skali problemów nie ma z emigrantami z Azji czy Europy Środkowo-Wschodniej. Winą obarcza więc islam, który − zdaniem Sarrazina − stoi w opozycji do wartości liberalnych państw europejskich.

Książka wywołała ogólnonarodową debatę o imigrantach. Sam autor poniósł liczne konsekwencje. Macierzysta partia Sarrazina − SPD − wszczęła procedurę wykluczenia go z szeregów. Prezydent Christian Wulff wezwał Sarrazina do ustąpienia z funkcji członka zarządu Bundesbanku. Stanowisko prezydenta wywołało również kontrowersje, czy nie stanowi zamachu na niezależność banku centralnego.

Książka Sarrazina okazała się bestsellerem osiągając we wrześniu 2010 roku łączny nakład do 250 tys. egzemplarzy. Do końca 2010 roku sprzedano blisko 1,5 mln egzemplarzy.

Krytycy Sarrazina twierdzą, że jego poglądy charakteryzują się ksenofobią. Tymczasem badania genealogiczne jego rodziny wykazały, że on sam pochodzi od imigrantów, którzy przybyli do Niemiec wskutek anulowania Edyktu nantejskiego przez Ludwika XIV. Byli nimi francuscy Hugenoci, Włosi i Anglicy. Niemieckie media sprzyjające Sarrazinowi uznały, że jest to wzorowy przykład tak zwanego „sukcesu integracyjnego” (Integrationserfolg).

Nazwisko autora pochodzi od słowa „saracen”, które w średniowieczu stosowało się dla określania Arabów lub ogólnie wszystkich wyznawców islamu.

x

Gdy patrzymy na historię w krótkim okresie czasu, to niczego nie widzimy. Gdy spojrzymy na nią w dłuższym okresie czasu, to widzimy, że nowożytna historia ludzkości to w dużym stopniu ciąg wędrówek ludów, spowodowanych głównie przez wojny, prześladowania religijne, rewolucje itp. Współczesna Europa to efekt najazdu barbarzyńców na zachodnią część Imperium Rzymskiego, czego skutkiem był jej upadek. Hiszpańska inkwizycja to był doskonały pretekst do osiedlania się Żydów w całej Europie pod pozorem prześladowań religijnych. Anulowanie edyktu nantejskiego to podobne zjawisko, które usprawiedliwiło przyjęcie na teren Niemiec fali uchodźców z różnych krajów, nie tylko z Francji.

Jak to jest jednak możliwe, że takie masy ludzi przemieszczają się do innych krajów i jakoś tam sobie radzą? Nie znają języka, nie mają gdzie mieszkać, nie mają źródła utrzymania, a mimo to osiedlają się i zaczynają nowe życie w obcym otoczeniu. Nie znajdziemy żadnych informacji na temat tego, jak to jest możliwe. Rozumiem, że później, gdy ci nowi już zadomowią się, to mogą ściągać swoich krewnych, ale na początku nie jest to możliwe. Musi tu zatem działać inny czynnik, który umożliwi tym ludziom rozpoczęcie nowego życia na obczyźnie.

Wyjaśnienie tego zagadnienia jest bardzo proste. Trzeba po prostu dokonać odwrócenia metody wnioskowania, która zakłada, że wyjaśnienia teraźniejszości należy szukać w historii. Trzeba poszukać wyjaśnienia historii w teraźniejszości. A my, tu w Polsce, mamy możliwość obserwowania tego procesu na żywo. Wojna na dalekim wschodzie Ukrainy dostarczyła pretekstu do przesiedlenia do Polski milionów Ukraińców w sytuacji, gdy na 4/5 obszaru Ukrainy nie ma działań wojennych. Ci przesiedleńcy zostali otoczeni szczególną opieką „polskiego” rządu, tak szczególną, że mają oni większe uprawnienia niż obywatele państwa, na którego teren zostali przesiedleni. Podobnie musiało dziać się w przeszłości, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, gdyż ówcześni monarchowie nie dysponowali taką ilością wirtualnego pieniądza jak rządy współczesnych państw. Jeśli więc mówimy o upadku Rzymu pod naporem barbarzyńców, to wypada się zastanowić, czy nie było tak, że tych barbarzyńców przyjęto, dano im wikt i opierunek – a nie jest tajemnicą, że w końcowym okresie istnienia Imperium chleb i wino były darmowe – co musiało negatywnie wpłynąć na stan gospodarki Imperium. Wysiłek finansowy z tym związany, czyli socjal jakbyśmy dziś powiedzieli, był zbyt wielki i musiało ono zbankrutować, co oznaczało tylko tyle, że inna władza przejęła kontrolę nad tym całym obszarem, zwanym później Europą Zachodnią.

Czy mamy zatem do czynienia w przypadku Polski z tym samym procesem, procesem świadomego zadłużania państwa mającego doprowadzić do bankructwa III RP i stworzenia w jej miejsce nowego? Wszystko wskazuje na to, że tak, bo jak wytłumaczyć fakt pomagania Ukrainie ponad możliwości finansowe III RP? Jak wytłumaczyć fakt, że zaciąga ona kredyty w Ameryce na zakup sprzętu wojskowego, który następnie nieodpłatnie przekazuje Ukrainie? Dlaczego to państwo ukraińskie nie zaciąga bezpośrednio tych kredytów w USA? Chyba tylko dlatego, że ono i tak jest już przeznaczone do likwidacji pod pozorem wojny.

Gdy 24 lutego 2022 roku zaczęła się specjalna operacja wojskowa na Ukrainie, jak to Rosjanie nazywają, to Putin powiedział, że jej celem jest denazyfikacja Ukrainy i jej demilitaryzacja. Rosja zajęła tylko 1/5 część Ukrainy, jak więc on sobie to wyobrażał? Dziś już wiemy, że denazyfikacja Ukrainy oznacza przesiedlenie ukraińskich nazistów na teren III RP. Demilitaryzacja dokona się wraz z zakończeniem wojny. Teren na Ukrainie, oczyszczony z nazistów ukraińskich, zajmie Rosja. Być może jej część, zwana Galicją Wschodnią, zostanie włączona do nowego państwa, które powstanie po zakończeniu tej wojny.

Rewolucja francuska skutkowała tym, że stary, monarchiczny porządek, został obalony. Powstały państwa narodowe, a poddani stali się obywatelami. To oznaczało, że wszystkim obywatelom tych państw, często zupełnie sobie obcym pod względem mentalnym i wyniesionych z domu tradycji, rządzący wmawiali, że są do siebie podobni, że łączy ich ten sam system wartości i ta sama historia, że muszą te państwa kochać i w razie potrzeby ich bronić, a nawet oddawać za nie życie – i nazwano to patriotyzmem. I ci rządzący rościli sobie prawo do oceny, kto jest prawdziwym patriotą, a kto – nie.

Skrajną formą patriotyzmu jest narodowy socjalizm, czyli nazizm, który jest wszędzie zwalczany i potępiany z wyjątkiem Ukrainy. Jest jednak patriotyzm doskonałym instrumentem do grania na ludzkich emocjach, jak to czyni Michał Woś z PiS-u. Ta partia zarezerwowała dla siebie endecki model patriotyzmu, stworzony w XIX wieku na użytek ludności zamieszkującej ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Sprowadzał się on do tego: mówicie po polsku, jesteście katolikami, a więc jesteście Polakami. A Polska to przecież pojęcie abstrakcyjne, to obszar z ciągle zmieniającymi się granicami, z ciągle napływającymi nowymi osadnikami bądź tymi, którzy swego miejsca zamieszkania nie zmienili, tylko Polska zmieniła swoje położenie i ich wchłonęła. Zatem jak różna jest historia Polski, jak zmienny jest jej obszar i granice, tak zmienna i niepoddająca się ścisłej definicji jest polska tożsamość. Czy zatem odwoływanie się do polskości ma sens i czy nazywanie jej nienormalnością również ma sens? Bo czyż proces historyczny, który doprowadził do takiego stanu, można nazywać nienormalnym? A czy w takim razie Polak również nie jest pojęciem abstrakcyjnym?

Bizancjum

W blogu Europa starałem się scharakteryzować Europę jako kontynent i uwypuklić jej specyfikę na tle reszty świata. By jednak lepiej to zrozumieć, to wypada porównać ją z Bizancjum, bo – jak twierdził Józef Mackiewicz, cytując jednego z swoich profesorów z Uniwersytetu Warszawskiego – wszelka wiedza bierze się z porównań. Czym było Bizancjum? O tym pisał Georg Ostrogorski (1902-1976) w pracy Dzieje Bizancjum PWN 1968. Był to serbski historyk urodzony w Rosji, międzynarodowej sławy bizantynolog. Poniżej fragment z tej pracy, który ułatwi zrozumienie tego zjawiska, jakim było Bizancjum i jakim jest obecnie Rosja, która uważa się za spadkobierczynię jego dziedzictwa.

x

Na powstanie państwa bizantyjskiego złożyły się przede wszystkim: rzymski system prawno-ustrojowy, kultura grecka i wiara chrześcijańska. Bez tych trzech elementów nie można sobie wyobrazić istnienia tego państwa, tylko ich synteza była w stanie stworzyć to zjawisko historyczne, które nazywamy Cesarstwem Bizantyjskim. Synteza ta stała się możliwa dzięki przesunięciu środka ciężkości państwa rzymskiego na wschód, co z kolei spowodowane było kryzysem, jaki przeżywało Cesarstwo Rzymskie w III w. Wynikiem tego przesunięcia była chrystianizacja Imperium Romanum i założenie nowej stolicy nad Bosforem. Te dwa wydarzenia, zwycięstwo chrześcijaństwa i ostateczne przeniesienie centrum państwa na zhellenizowany Wschód, wyznaczają początek ery bizantyjskiej.

Początkowe dzieje Bizancjum są tylko nowym etapem historii rzymskiej, a państwo bizantyjskie dalszą kontynuacją Imperium Romanum. Określenie „bizantyjski”, jest – jak wiadomo – wyrażeniem późniejszym i nawet nie było znane tym, których nazywamy Bizantyjczykami. Oni nazywali siebie Rzymianami, a ich władcy uważali się za cesarzy rzymskich, następców i spadkobierców dawnych rzymskich cezarów. Nazwa „Rzym” zachowała dla nich urok tak długo, jak długo istniało ich Cesarstwo, a tradycje państwa rzymskiego zawsze miały przemożny wpływ na tok ich myśli i na ich politykę. Rzymska koncepcja państwowości zapewniła spoistość temu, tak zróżnicowanemu etnicznie Cesarstwu, a idea rzymskiego uniwersalizmu określiła jego miejsce w otaczającym świecie.

Bizancjum, jako spadkobierca Cesarstwa Rzymskiego, dąży do tego, aby stać się jedynym cesarstwem chrześcijańskiego świata; stąd rości sobie pretensje do posiadania tych wszystkich ziem, które należały kiedyś do Orbis Romanus a następnie utworzyły składowe części chrześcijańskiej ekumeny. Pretensje te będą jednak stopniowo upadały wobec twardej rzeczywistości, ale nowe państwa, które w ramach chrześcijańskiej ekumeny utworzyły się na terenach dawnego Imperium Romanum obok Cesarstwa Bizantyjskiego, nie stanęły na równej z nim płaszczyźnie ani pod względem prawnym, ani kulturalnym. W wyniku tego wytworzyła się skomplikowana hierarchia państw, na szczycie której znalazł się władca bizantyjski, jako cesarz rzymski i głowa chrześcijaństwa. Osią – wokół której obracała się polityka Cesarstwa we wczesnej epoce bizantyjskiej – była walka o bezpośrednie panowanie nad Orbis Romanus, a w następnych stuleciach – walka o odzyskanie utraconej supremacji.

Wprawdzie Bizancjum świadomie zachowywało więź ze Starym Rzymem, wprawdzie z pobudek ideologicznych i ze względów politycznych podkreślało swoje uprawnienia do spuścizny po nim, jednak z upływem wieków, coraz silniej zaznaczały się różnice między dawnym a nowym Imperium. W ciągu średniowiecza bizantyjskiego grecyzacja czyniła szybkie postępy w dziedzinie kultury i języka a Kościół wywierał coraz to potężniejszy wpływ na życie społeczne w Bizancjum; równocześnie w wyniku ekonomicznej, społecznej i politycznej ewolucji wytwarzał się nowy ład ekonomiczno-społeczny, kształtował się odmienny system państwowy i administracyjny. Wbrew rozpowszechnionemu dawniej poglądowi, ewolucję państwa bizantyjskiego cechuje silny dynamizm. Wszystko tu znajduje się w ciągłym ruchu, ulega stałym zmianom i przebudowie. Cesarstwo Bizantyjskie pod koniec swej historycznej ewolucji nie ma już nic wspólnego z antycznym Imperium Rzymskim poza nazwą i tradycją.

We wczesnym okresie jest ono jednak faktycznie jeszcze Cesarstwem Rzymskim, a jego życie jest całkowicie przesiąknięte elementami rzymskimi. Ta faza, którą można nazwać zarówno wczesnym okresem bizantyjskim, jak i późnym rzymskim, należy zarówno do ewolucji rzymskiej, jak i do bizantyjskiej i obejmuje trzy pierwsze wieki historii bizantyjskiej lub trzy ostatnie historii rzymskiej. Jest to typowa epoka przejściowa, która prowadzi od Imperium Rzymskiego do średniowiecznego Cesarstwa Bizantyjskiego; stare formy rzymskie przeżywały się, nowe zaś formy – bizantyjskie – stopniowo umacniały się coraz silniej.

Początków państwa bizantyjskiego szukać należy w III w., w tym Cesarstwie Rzymskim, tak zmienionym przez kryzys, jaki przeżyło w ciągu tego stulecia. Upadek ekonomiczny zaznaczył się w owym okresie ze szczególną ostrością w zachodniej części Cesarstwa. Wschód okazał się silniejszy i bardziej odporny, to tłumaczy zarówno jego późniejszy rozwój, jak i bizantynizację. Kryzys w. III nie oszczędził jednak także i części wschodniej; był on zresztą wynikiem zmurszałego systemu politycznego i gospodarczego, groźnym zjawiskiem, które objęło swym zasięgiem cały teren ówczesnego państwa i któremu towarzyszyły silne wstrząsy społeczne i gospodarcze. W części wschodniej spadek zaludnienia nie był wprawdzie tak wielki, jak na Zachodzie, a dezorganizacja gospodarki miejskiej nie była tak kompletna, niemniej jednak tu, jak i tam, dawał się dotkliwie odczuć brak siły roboczej, a handel i przemysł były niemal zrujnowane. Kryzys III w. oznaczał koniec kultury antycznej, która była na wskroś kulturą miejską. Innym powszechnym objawem był stały wzrost latyfundiów. Na całym terytorium Cesarstwa rozwój wielkich majątków ziemskich odbywał się kosztem drobnej własności oraz domen państwowych. Następstwem upadku drobnych gospodarstw było coraz szersze przytwierdzenie chłopów do ziemi, a dokuczliwy brak siły roboczej przyspieszył jeszcze ten proces. Przytwierdzenie rolnika do gleby było zresztą tylko swoistą odmianą ogólnego prawidła, a mianowicie nierozerwalnego związania jednostki z jej zawodem. Prawidło to systematycznie wprowadzano w życie od czasów kryzysu III w. i w ten sposób konieczność ekonomiczna torowała drogę przymusowi państwowemu.

W trakcie zaburzeń wywołanych kryzysem upadł pryncypat rzymski i został zastąpiony przez dominat a ten z kolei stał się punktem wyjścia autokracji bizantyjskiej. Stary system municypalny miast rzymskich upadł zupełnie. Cala administracja została skoncentrowana w ręku cesarza i jego aparatu biurokratycznego. Aparat ten, poważnie rozwinięty, stał się prawdziwym kręgosłupem bizantyjskiego absolutyzmu. Magistratura rzymska ustąpiła miejsca biurokracji bizantyjskiej. Urząd cesarza przestał być najwyższą magistraturą a stał się władzą despotyczną, wywodzącą się z woli Boga a nie z woli ludu. Kryzys bowiem, który niósł tak ciężkie plagi i tak gorzkie doświadczenia, zapoczątkował erę wiary i skierował ogólną uwagę na sprawy pozaziemskie.

Jednakże pojęcie suwerenności ludu nie zaginęło całkowicie; senat, ludność miejska zorganizowana w demach, armia, reprezentowały jeszcze siłę polityczną, która była zdolna, zwłaszcza we wczesnym okresie bizantyjskim, do rzeczywistego ograniczania władzy cesarskiej. Stopniowo jednak znaczenie tych czynników, wywodzących się z rzymskiej przeszłości, zanika na rzecz wszechwładzy cesarskiej. Jednocześnie zaś w tym chrześcijańskim państwie coraz bardziej wzrastają wpływy Kościoła. We wczesnym okresie bizantyjskim cesarz uważał religię swoich poddanych, w myśl zasady rzymskiej, za część ius publicum i z tego tytułu sprawował nad Kościołem władzę quasi nieograniczoną. W średniowieczu jednak Kościół w Bizancjum, podobnie zresztą jak i na Zachodzie, stał się potężną instytucją, z którą władza świecka zmuszona była się liczyć. Konflikty między władzą świecką a Kościołem nie należały w Bizancjum do rzadkości i co więcej – przewaga nie zawsze była po stronie cesarza. Jednak antagonizm między tymi dwoma czynnikami nie jest cechą charakterystyczną Bizancjum; można tu mówić raczej o ścisłej wewnętrznej spójni, o współzależności ortodoksyjnego państwa i ortodoksyjnego Kościoła, współzależności, która czyniła z nich jak gdyby jeden państwowo-kościelny organizm. Znamienne jest ścisłe powiązanie interesów obu tych władz i ich zgodna współpraca w walce przeciw wszystkiemu co zagraża porządkowi, ustalonemu na świecie przez Boga, a walka prowadzona była bez względu na to z jakiej strony występowało niebezpieczeństwo: zewnętrznych bądź też wewnętrznych wrogów cesarza, czy też ze strony rozmaitych herezji podważających pozycję Kościoła. Ale taki sojusz poddawał nieuchronnie Kościół pod opiekę potęgi cesarskiej. Stąd w Bizancjum, we wszystkich okresach, przewaga władzy cesarskiej nad Kościołem była objawem typowym i można powiedzieć – nawet normalnym.

x

Nazwa „Rzym” zachowała dla nich urok tak długo, jak długo istniało ich Cesarstwo, a tradycje państwa rzymskiego zawsze miały przemożny wpływ na tok ich myśli i na ich politykę. Rzymska koncepcja państwowości zapewniła spoistość temu, tak zróżnicowanemu etnicznie Cesarstwu, a idea rzymskiego uniwersalizmu określiła jego miejsce w otaczającym świecie.

Rzymska koncepcja państwowości to to, co dziś nazywamy ideą zjednoczonej Europy, a rzymski uniwersalizm to po prostu dzisiejsze multi-kulti. I jedno i drugie determinuje sposób myślenia po obu stronach współczesnej barykady, czyli po stronie Zachodu i po stronie Wschodu.

Bizancjum, jako spadkobierca Cesarstwa Rzymskiego, dąży do tego, aby stać się jedynym cesarstwem chrześcijańskiego świata; stąd rości sobie pretensje do posiadania tych wszystkich ziem, które należały kiedyś do Orbis Romanus a następnie utworzyły składowe części chrześcijańskiej ekumeny.

Osią – wokół której obracała się polityka Cesarstwa we wczesnej epoce bizantyjskiej – była walka o bezpośrednie panowanie nad Orbis Romanus, a w następnych stuleciach – walka o odzyskanie utraconej supremacji.

Spadkobiercą Bizancjum jest Rosja, która w pełni przejęła ideologię i cele polityczne Bizancjum, tyle że realizuje je inną metodą niż Zachód.

Kryzys III w. oznaczał koniec kultury antycznej, która była na wskroś kulturą miejską. Innym powszechnym objawem był stały wzrost latyfundiów. Na całym terytorium Cesarstwa rozwój wielkich majątków ziemskich odbywał się kosztem drobnej własności oraz domen państwowych.

W jaki jednak sposób dochodziło do powstawania tych wielkich majątków? O tym pisał Kautsky:

„Mówiliśmy już o tym, że przejście Germanów do wyższego, niż ich pierwotny, sposobu produkcji, do rozwiniętego rolnictwa i rzemiosła miejskiego, uczyniło koniecznym rozwój odpowiadającego tej produkcji ustroju państwowego. Ale owo przejście dokonywało się za szybko, zwłaszcza w krajach romańskich, jak Włochy, Hiszpania i Galia, gdzie Germanowie zastali produkcję tę już gotową i mocno zakorzenioną u ludności tubylczej, tak że niepodobieństwem było dla nich rozwinąć nowe organy państwowe z samorodnej germańskiej formy ustroju. Funkcje państwowe przypadały teraz w udziale prawie wyłącznie kościołowi, który już w rozpadającym się cesarstwie wyrobił się na organizację polityczną jednoczącą ustrój państwowy. Kościół uczynił przywódcę Germanów, demokratycznego przełożonego ludu, wodza wojsk – monarchą; ale wraz z władzą panującego nad ludem, wzrosła i władza kościoła nad panującym. Stał się on w ręku kościoła kukłą, a kościół z nauczyciela – panem.

Średniowieczny kościół był w samej swej istocie organizacją polityczną. Dokąd on sięgał, dotąd sięgała władza państwa. Założenie biskupstwa w jakimś kraju pogańskim przez jego panującego oznaczało nie tylko to, że wzmagano w ten sposób środki nauczania pogan wszelakich artykułów wiary oraz modlitw: dla osiągnięcia tylko tego celu ani Karol Wielki nie byłby rujnował frankońskich chłopów i wymordowywał tysięcy Sasów, ani też ci ostatni, tolerancyjni w rzeczach wiary, jak przeważnie poganie, nie byliby stawiali uporczywego oporu chrześcijaństwu przez lat dziesiątki aż do ostatecznego wyczerpania. Ale założenie biskupstwa w jakimś kraju pogańskim oznaczało rozciągnięcie na ten kraj rzymskiego sposobu produkcji i wcielenie kraju do tego państwa, które biskupstwo to zakładało.”

A więc chrześcijaństwo, które dotarło do Polski drogą okrężną przez Czechy, było instrumentem do przyłączenia tych ziem do Cesarstwa Niemieckiego. W ten sposób Kościół posuwał się na wschód i tam zakładał przyczółki w postaci takich biskupstw. A więc powstawały one na ziemiach polskich i były wcielane do Cesarstwa. Może właśnie dlatego tak trudno, w zgodzie z obowiązującą narracją, ustalić przodków Piastów, bo mogłoby się okazać, że to… Niemcy, a ziemie polskie w tamtym czasie to część cesarstwa Niemieckiego.

Tak więc po upadku zachodniej części Imperium Rzymskiego funkcję organizacji państwowej na tym terenie przejął Kościół. W części wschodniej, w Bizancjum, państwo dominowało nad Kościołem. To była fundamentalna różnica, ale niewidoczna na zewnątrz. By konflikt pomiędzy obu częściami byłego Imperium stał się bardziej czytelny, doszło w 1054 roku do wielkiej schizmy wschodniej.

x

W blogu Krzyżowcy cytowałem izraelskiego analityka, który mówił:

„Nie jest ważne, że niektóre państwa UE nie są katolickie. Dla UE nie jest ważne czy ma do czynienia z kościołem grecko-katolickim, katolickim, protestanckim czy prawosławnym. Najważniejsze jest, by skupić wokół siebie tylko chrześcijańskie państwa. I dlatego UE to blok religijny, a NATO wydaje się być niczym innym tylko wojskiem rycerzy krzyżowców. Ja nie żartuję, mówię jak najbardziej poważnie. Przyjmowanie nowych członków w swe struktury wydaje się być krucjatą Świętego Rzymskiego imperium, której celem jest podporządkowanie sobie imperium Bizantyjskiego. Jeśli przyjrzeć się bliżej wszystkim głównodowodzącym wojsk europejskich i wszystkim sekretarzom generalnym NATO, to oni wszyscy, bez wyjątku, są rycerzami krzyżowymi. I dlatego UE jawi się jako blok religijny Świętego Rzymskiego Imperium, którego celem jest odtworzenie wielkiego katolickiego imperium. Sworzniem religijnym UE jest Watykan. Stolicą Kościoła katolickiego jest Watykan, który mieści się w granicach Rzymu. I tak mamy do czynienia z krucjatą Watykanu i UE z pomocą swojej armii krzyżowców, czyli NATO. Wszyscy mianowani oficerowie i generałowie są kawalerami mieczowymi, krzyżowcami. Są tam różne reguły i zakony, ale wszyscy są krzyżowcami.”

Zapomniał jednak dodać, że Rosja ma dokładnie ten sam cel, a jest nim podporządkowanie sobie całego chrześcijaństwa. I jeszcze raz cytowany wcześniej fragment:

„Bizancjum, jako spadkobierca Cesarstwa Rzymskiego, dąży do tego, aby stać się jedynym cesarstwem chrześcijańskiego świata; stąd rości sobie pretensje do posiadania tych wszystkich ziem, które należały kiedyś do Orbis Romanus a następnie utworzyły składowe części chrześcijańskiej ekumeny.”

Mamy więc taką sytuację, że obie przeciwstawne i walczące ze sobą strony mają ten sam cel. Różnica polega na tym, że Rosja realizuje go środkami religijnymi czy misyjnymi: na zdobytym terenie buduje cerkwie i osiedla prawosławnych. O tym w blogu Czyja religia, tego władza.

x

Autor w cytowanym dziele pisał:

„Dla zapewnienia możliwie jak najbardziej skutecznego zarządu państwem, którego granice były tak bardzo rozległe, dokonano podziału terytorium Cesarstwa i władzy cesarskiej. Zapożyczając instytucję współrządów, znaną już poprzednio. Dioklecjan stworzył czteroosobowe kolegium składające się z dwóch augustów i dwóch cezarów. Jeden z augustów panował nad wschodnią częścią Cesarstwa, drugi nad zachodnią; dobierali oni sobie współrządców, którzy nosili tytuły cezarów.”

Jak wynika z tego cytatu, podział Imperium Rzymskiego nastąpił w wyniku decyzji administracyjnej: dokonano podziału terytorium Cesarstwa i władzy cesarskiej. Ale kto tego dokonał? Mamy tu formę bezosobową. Czy zatem nieznani przełożeni? Podział był początkiem rozpadu. A jak doszło do połączenia tych tak różnych bytów jak Hellenowie i Latynowie?

Europa to dwie różne części. Zachodnia – półwysep, w dużym stopniu górzysty, rozwój w oparciu o miasta; wschodnia – wielki, płaski obszar, dogodny do powstawania rozległych latyfundiów, rozwój w oparciu o rolnictwo. Na styku tych dwóch, tak różnych światów, znajduje się strefa przejściowa, obszar, na którym często dochodzi do kolizji tych dwóch części Europy. Tę strefę o zmiennych granicach nazywa się często Polską. Czy w takich warunkach może powstać normalne państwo, czy raczej jego karykatura?

Prowokacja gliwicka bis?

W nocy z wtorku na środę 15/16 lipca została zaatakowana „polska” fabryka w Winnicy. Ukraińcy twierdzą, że to Rosjanie, ale czy rzeczywiście? Tego zapewne nie dowiemy się, ale jeśli odwołamy się do rzymskiej zasady dochodzenia karnego IS FECIT, CUI PRODEST – uczynił ten, dla kogo to było korzystne, to wówczas podejrzanymi staną się Ukraińcy. Prowokacja polega właśnie na tym, by podejrzenie skierować na stronę, która tego nie zrobiła, by oskarżający mogli odnieść jakieś korzyści. Te korzyści, z punktu widzenia Ukraińców czy może raczej ich nieznanych przełożonych, to wciągnięcie Polski do wojny na Ukrainie. Siłą rzeczy narzuca się tu skojarzenie z prowokacją gliwicką. Wikipedia tak m.in. o niej pisze:

„Prowokacja gliwicka (niem. Überfall auf den Sender Gleiwitz) – niemiecka operacja dywersyjna typu false flag przeprowadzona 31 sierpnia 1939 roku o godz. 20:00 na niemiecką radiostację w Gliwicach (ówczesnych Gleiwitz). Atak, sfingowany przez Niemców, miał sprawiać wrażenie działań podjętych przez Polaków i został wykorzystany przez niemiecką propagandę jako główny „dowód polskich prowokacji”. Wydarzenie to miało dostarczyć Hitlerowi pretekstu do inwazji na Polskę.

Podpisanie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow oraz ustalenie kolejnego podziału Polski kończyły dyplomatyczne przygotowania Niemiec do wojny z Polską. Pozostała jeszcze kwestia sojuszu Polski z Francją i Wielką Brytanią. Niemcy, obserwując rosnący serwilizm Zachodu, liczyły na to, że rządy francuskie i brytyjskie także w przypadku Polski zdecydują się na „pokój za wszelką cenę”. Niemniej jednak, aby te państwa mogły poczuć się usprawiedliwione z niewywiązania się z zobowiązań traktatowych wobec Polski, Niemcy wywoływały liczne incydenty, nie tylko graniczne, obarczając winą Polskę. Kluczową rolę miały odegrać trzy zainscenizowane incydenty w rejonach nadgranicznych Górnego Śląska 31 sierpnia 1939 roku.”

Chciałoby się powiedzieć, że historia dzieje się na naszych oczach. Odnoszę wrażenie, że to już jest the final countdown, czyli końcowe odliczanie. Jednocześnie dochodzi do różnych prowokacji ze strony ukraińskiej. Leszek Sykulski w swoim komentarzu z dnia 17 lipca m.in. mówił:

16 lipca Rada Werchowna Ukrainy przyjęła ustawę, która jest agresywnym uderzeniem w prawdę historyczną. Jest próbą relatywizacji historii, jest próbą zrównywania katów z ofiarami. O co chodzi? Chodzi o operację „Wisła”. Chodzi o akcję pacyfikacyjną wobec band tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ta operacja została przeprowadzona w latach 1947-50 i była operacją przeciwko zbrodniarzom, ludobójcom z band UPA i OUN. Operacja „Wisła” była akcją wojskową wymierzoną przeciwko zbrodniarzom ukraińskim. Chodziło o odcięcie walczących band UPA od naturalnego zaplecza, jakie dawała tym bandom ludność ukraińska zamieszkująca tereny Rzeczypospolitej Polskiej. I tutaj warto zauważyć, że wojsko polskie nie dopuszczało się żadnych zbrodni, tylko doprowadziło do relokacji ludności ukraińskiej zamieszkującej wschodnie tereny Rzeczypospolitej na ziemie zachodnie, tak aby odciąć bandy UPA od naturalnego zaplecza. I to była operacja samoobrony ludności polskiej i odradzającego się państwa polskiego, takiego jakie było wtedy. Natomiast to, co zrobił parlament Ukrainy, to jest uderzenie w prawdę historyczną. Okazuje się, że to zaplecze dla band UPA zostało nazwane ofiarami deportacji i, co więcej, mamy do czynienia z wielkim oburzeniem części deputowanych do Werchownej Rady, że do dzisiaj nie zostały np. wypłacone odszkodowania, bo i takie głosy zdarzają się.

Oksana Sawczuk, deputowana do Werchownej Rady, komentując tę ustawę, napisała bardzo niebezpieczną rzecz. Użyła określenia, które jest ewidentnym rewizjonizmem historycznym. „To pierwsze oficjalne uznanie przez państwo ukraińskie historycznej niesprawiedliwości wobec deportowanych Ukraińców z naszych ziem etnicznych decyzjami ZSRR i Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1944-51.”

Czy nie są to zawoalowane roszczenia wobec państwa polskiego? Dziś, kiedy Ukraina jest zaangażowana w konflikt z Rosją, wydaje się to jeszcze nie na tyle groźne, aby państwo polskie, najważniejsze instytucje podejmowały stanowcze działania, ale moim zdaniem, jeśli tego typu kwestie nie będą natychmiast prostowane, nie będzie natychmiastowej reakcji państwa polskiego, najważniejszych instytucji, nie będzie twardej reakcji na tego typu zawoalowane roszczenia terytorialne, to za kilka lat, niestety, obudzimy się w zupełnie nowej rzeczywistości geostrategicznej. Bo pamiętajmy, że Ukraina wojnę z Rosją już przegrała, to jest tylko pytanie, w jakich granicach pozostanie państwo ukraińskie. Szans na to, aby Ukraina odzyskała Krym, Donbas itd., nie daje nikt poważny. Jak będzie wyglądała sytuacja, nastroje społeczne na Ukrainie po przegranej wojnie? Czy nie wzrośnie tam radykalizm? Wiemy, że przy braku sprzeciwu państwa polskiego rozwija się szowinizm ukraiński, który jest budowany na kulcie ludobójców na narodzie polskim, Bandery, Szuchewycza, band UPA, OUN i tak dalej. Czy to się nie pogłębi, czy nie dojdzie do roszczeń terytorialnych wobec państwa polskiego? Czy nie dojdzie do wzmocnienia nastrojów antypolskich na Ukrainie? A wiemy doskonale, że już w tych sondażach, które są robione i upubliczniane, stosunek do państwa polskiego i Polaków bardzo mocno się zmienił w ciągu ostatnich lat, mimo tej ogromnej pomocy, której Polska udzieliła Ukrainie, szacowanej na blisko 5% PKB. Czy nie dojdzie do zmiany sojuszy? Czy Ukraina pozbawiona twardych gwarancji ze strony Zachodu, bo takich gwarancji nie będzie, nie zwróci się ku Rosji? Czy Polska i naród polski nie zostaną oskarżone o współwinnych albo winnych przegranej Ukrainy? Moim zdaniem taki scenariusz, jeden z możliwych, należy jak najbardziej brać pod uwagę.

x

Czy w normalnych reakcjach międzypaństwowych można sobie wyobrazić taką sytuację, że państwo, które praktycznie wszystko oddaje w ramach pomocy i dodatkowo jeszcze przeznacza na tę pomoc jedną czwartą swego dochodu sąsiedniemu państwu, spotyka się z taką wrogością ze strony władz tego państwa i części jego obywateli? Wydaje się to niemożliwe, a jednak tak się dzieje. W 1928 roku nawiedziło Bułgarię silne trzęsienie ziemi. Było wiele ofiar. Rząd polski zaangażował się wtedy bardzo w pomoc rządowi bułgarskiemu i ludności, która ucierpiała na skutek tego trzęsienia. W dowód wdzięczności rząd bułgarski podarował państwu polskiemu działkę w Złotych Piaskach. Powstał tam ośrodek wypoczynkowy i w czasach PRL-u każdy mógł tam pojechać i za półdarmo wylegiwać się nad ciepłym morzem. Każdy, kto wiedział, a tych było niewielu. Niemniej jednak gest rządu bułgarskiego był wymowny. Podobnie było po 1956 roku, po wydarzeniach w Budapeszcie. Węgrzy do dziś pamiętają. A teraz jakiś anglosaski przydupas odwołuje ambasadora z Budapesztu.

Akcja „Wisła” była dziwną akcją. Sykulski powtarza ogólnie przyjętą narrację: Chodziło o odcięcie walczących band UPA od naturalnego zaplecza, jakie dawała tym bandom ludność ukraińska zamieszkująca tereny Rzeczypospolitej Polskiej. Takie tłumaczenie nie trzyma się kupy, jak się mówi potocznie, albo jest nielogiczne, gdyby chciało się być bardziej formalnym. W wyniku tej akcji przesiedlono 480 tys. ludzi. Przesiedlano również ludność z terenów, na których UPA nie działała. Siły UPA to 1772 osoby dysponujące bronią i aktywne w walce. Siły polskie to 20 tys. żołnierzy plus oddziały Wojsk Ochrony Pogranicza, MO, ORMO i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Po trzech miesiącach działania GO (Grupa Operacyjna) „Wisła” siły zbrojne UPA zmniejszyły się z 2402 do 563 osób. Można więc powiedzieć, że problem band UPA został rozwiązany, bo te niedobitki też pewnie później zostały zneutralizowane. Po co więc były te przesiedlenia? Między innymi po to, by dzisiaj niektórzy mogli mówić o wielkich krzywdach, jakie im wyrządzono, przenosząc ich z lepianek i kurnych chat do Europy zachodniej, do nowoczesnych mieszkań i domów z centralnym ogrzewaniem, bieżącą wodą i wszelkimi innymi udogodnieniami, jakimi wówczas dysponowała ludność tej części Europy. Tak tworzy się nigdy nie kończący się konflikt.

Sykulski nie wyklucza też scenariusza, w którym dochodzi do odwrócenia się Ukrainy od Europy i zwrot ku Rosji. Czy zatem miałby powtórzyć się scenariusz z 1654 roku, w którym doszło do ugody perejasławskiej. Na skutek umowy pomiędzy Bohdanem Chmielnickim a Wasylem Buturlinem, pełnomocnikiem cara, Ukraina została poddana władzy cara. Akt tej ugody był pretekstem do zajęcia przez Rosję ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Resztę, czyli ziemie dawnej Korony, począwszy od roku 1655, zajęli Szwedzi. Ostatecznie skończyło się tym, że cała Ukraina zadnieprzańska stała się częścią Rosji, a reszta pozostała przy Rzeczypospolitej.

Ostatnio jeden z amerykańskich generałów oświadczył, że NATO zamierza zająć Okręg Królewiecki czy Kaliningradzki, jak mówią Rosjanie. Okręg ten to typowa esklawa. W czasach Związku Radzieckiego był ważnym strategicznie przyczółkiem. Obecnie wydaje się, że Rosja jest w stanie z niego zrezygnować w zamian za większe korzyści terytorialne na Ukrainie. Czy chodzi o to, by doszło do połączenia polskiej i rosyjskiej części byłych Prus Wschodnich w jedną całość? Skąd taka deklaracja amerykańskiego generała w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone wycofują się z Europy, przynajmniej oficjalnie?

Sykulski stwierdził, że Ukraina wojnę z Rosją już przegrała. A skoro tak, to po co „polski” rząd dąży do tego, by wojsko polskie zostało zaangażowane w tę przegraną wojnę? Czy nie po to, by można było później oskarżyć Polskę o awanturnictwo, brak odpowiedzialności i o wszystko inne, co tylko można sobie w takiej sytuacji wyobrazić. W ten sposób „państwo” to będzie można poddać takiej obróbce, jaka będzie konieczna w stosunku do zaistniałej sytuacji.

Rozbicie dzielnicowe, do którego dochodzi w tym samym czasie na ziemiach polskich i na Rusi Kijowskiej było wynikiem, jak sądzę, pewnej decyzji wielkich tego świata. I Rzesza zgadza się na koronację Łokietka i tak powstaje Zjednoczone Królestwo Polskie (Wielkopolska i Małopolska), czyli, w odróżnieniu od księstwa, podmiot suwerenny, przynajmniej oficjalnie suwerenny. Natomiast książętom moskiewskim, jednoczącym ziemie ruskie, „nie udaje się” to w przypadku ziem, które „zjednoczą” nic nie znaczący, dzicy książęta litewscy. Tak wydzielone z I Rzeszy i z byłej Rusi Kijowskiej ziemie zostają połączone na mocy unii personalnej w związek, który później, na mocy unii realnej, stanie się jednym „państwem” i Wielki Książę Litewski – Jagiełło zostaje królem Polski. Uzasadnieniem tego połączenia miało być rzekome zagrożenie krzyżackie. Od tego momentu Rosja cały czas rości sobie prawo do ziem, które były uprzednio częścią Rusi Kijowskiej, a I Rzesza finansuje wojny na wschodzie tego niby państwa, jak choćby w przypadku wypraw Batorego, które finansowało jedno z księstw I Rzeszy. I tak to się toczy do dziś. I dlatego tu nigdy nie było i nie będzie normalnie.

Wystawa

W dniu 11 lipca w muzeum w Gdańsku została otwarta wystawa zatytułowana „Nasi chłopcy mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w III Rzeszy”. Odnosi się to do tych mieszkańców, którzy służyli w armii III Rzeszy. Problem polega na tym, że oburzenie zostało wywołane użyciem słów „nasi chłopcy” które jest zarezerwowane dla żołnierzy Września, obrońców Westerplatte, żołnierzy AK, ale nie dla żołnierzy Wehrmachtu. Mamy tu do czynienia z testowaniem polskiej odporności psychologicznej, z testowaniem instytucji instytucji państwa polskiego w zakresie stosowania przemocy symbolicznej. – mówił Leszek Sykulski w swoim komentarzu z dnia 11 lipca. Poniżej fragmenty jego komentarza.

To jest niewyobrażalny skandal, próba relatywizacji historii, to jest próba wybielania zbrodni niemieckich. To jest proces, który można nazwać elementem przemocy symbolicznej. To jest ewidentne narzucenie pewnej interpretacji historii. Mamy redefiniowane granice wspólnoty. „Nasi chłopcy” to żołnierze września września 1939, obrońcy Westerplatte, powstańcy warszawscy, a nie żołnierze Wehrmachtu. Mamy tu redefinicję symbolicznej wspólnoty: nasi chłopcy, zamiast – wrogowie; zdrajcy, zamiast – ofiary. Bo przecież tak można określić ludzi siłą wcielonych do Wehrmachtu, jako ofiary, ale nie – nasi chłopcy. Jest to świadomy element polityki Niemiec i lobby niemieckiego w Polsce. Ale nie pierwszy to taki przypadek.

5 lipca tego roku w oddziale Instytutu Pileckiego w Berlinie doszło do gorszących scen. Niejaki Peter Oliver Loew z Deutsches Polen Institut opowiadał o projekcie Domu Polskiego, a konkretnie o pewnej ekspozycji w Domu Polskim w Berlinie, Domu, który ma być wybudowany w miejscu tego głazu, który Niemcy postawili. Ta ekspozycja miałaby zaakcentować kwestie rzekomej współwiny Polaków za holokaust. Niemcy prowadzą świadomą politykę rozmywania win, próbują relatywizować historię. To są działania skoordynowane.

Te działania nasilają się w okresie 80-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej i 80-tej rocznicy powrotu Polski na ziemie zachodnie i północne. Nie da się nie zauważyć, że ten powrót na te ziemie jest traktowany przez władze Rzeczypospolitej Polskiej po macoszemu. Niezwykle skromnie wyglądają obchody powrotu Polski na te ziemie. Widać tu próbę eksponowania niemieckiej przeszłości tych ziem. I to dzieje się na bardzo wielu płaszczyznach. Przypomnę tylko, że całkiem niedawno doszło do skandalu na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie Aula Leopoldina, uznawana przez wielu za najpiękniejszą salę Uniwersytetu Wrocławskiego, została potraktowana w taki sposób, że zniknął z jej ścian Orzeł Biały, za to umieszczono tam portret króla Prus Fryderyka II, który był jednym z inicjatorów rozbiorów Rzeczypospolitej. To są, niektórzy powiedzieliby – drobne sprawy, drobne elementy – ale jest to właśnie to, z czego jest tkanina przemocy symbolicznej. W ten sposób, jeśli połączy się te kropki, to widać ewidentnie celowe działania, papierki lakmusowe, w jaki sposób państwo polskie, władze samorządowe czy władze państwowe, czy służby specjalne reagują bądź też nie reagują na tego typu działania. Niemcy sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić. Widzimy z jaką swobodą żołnierze Bundeswehry poruszają się po terytorium państwa polskiego. Wszystko to niby w kontekście tej osłony węzła logistycznego w Rzeszowie-Jasionce. Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie potwierdziło, że Bundeswehra stacjonuje w Polsce w związku z ochroną węzła logistycznego w Rzeszowie-Jasionce. Faktem jest jednak, że niemieckie samochody i żołnierze są widoczni nie tylko na terenie województwa podkarpackiego czy autostrady do lotniska Rzeszów-Jasionka, ale są widoczni w Warszawie i w innych miastach Polski. To jest takie oswajanie społeczeństwa polskiego z widokiem tych żołnierzy.

To jest proces przyspieszania federalizacji unii europejskiej, przekształcenia Europy ojczyzn w państwo federalne, super państwo europejskie.

x

Rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Państwo, które podbija inne i zajmuje jego teren, staje się od tego momentu suwerenem na danym terenie i ono stanowi prawo, a jego ludność musi się mu podporządkować. Nikt nie idzie na wojnę z własnej woli, bo wie, że szansa przeżycia jest niewielka i szczęśliwi są ci, którzy z niej wracają. Niemcy wcielali do wojska nie tylko ludzi z Pomorza czy Wielkopolski. Również czynili to w Generalnej Guberni. Tam jeden mężczyzna z każdej wsi stawał się żołnierzem Wehrmachtu. Tego doświadczył jeden z dalekich kuzynów mojej rodziny. Dotarł z wojskiem niemieckim pod samą Moskwę i przez lornetkę oglądał miasto.

Proces oskarżania ludności polskiej o współudział w holokauście nie jest czymś nowym i już dawno temu zapoczątkowali to Żydzi. Można oczywiście wmawiać światu, że Polacy, którzy nie mieli własnego państwa i byli pod niemiecką okupacją, że oni budowali obozy koncentracyjne, ale w jaki sposób to było możliwe, tego nikt nie tłumaczy, a w dobie sztucznej inteligencji wszystko można ludziom wmówić. I jak ona powie im, że Ziemia jest łaska, to uwierzą.

We Wrocławiu na uniwersytecie zdjęto w jednej z sal godło państwowe i zastąpiono je portretem króla Prus. Z kolei żołnierze Bundeswehry panoszą się po całej Polsce. Można oczywiście, jak czyni to Sykulski, sugerować, że chodzi tu o działania związane z tworzeniem superpaństwa europejskiego, ale chyba nikt poważny nie uwierzy w tego typu tłumaczenie. Jest to przede wszystkim dowód na to, że państwo polskie istnieje już tylko na papierze. No bo jeśli ktoś zdejmuje jego godło ze ściany uniwersytetu i władze tego państwa nie reagują, to czyż trzeba lepszego dowodu? No, jest nim niewątpliwie też obecność wojska niemieckiego na terytorium tego państwa, w sytuacji, gdy wojsko polskie w zupełności wystarczyłoby do wykonywania tych zadań, które realizuje na jego terenie Bundeswehra.

Jakieś kilkanaście lat temu dokonano korekty granicy województwa warmińsko-mazurskiego. Powiat olecki, należący do województwa podlaskiego, włączono do warmińsko-mazurskiego. I w ten sposób województwo to ma obecnie na terenie Polski historyczne granice Prus Wschodnich. To jeszcze jeden z dowodów na to, że przygotowania do przejęcia ziem zachodnich przez Niemcy trwają od dawna. Jest to proces powolny, ale dokonywany konsekwentnie małymi kroczkami. Prędzej czy później do tego dojdzie i trzeba będzie to jakoś wytłumaczyć światu. Jednak jakoś tak dziwnie nikt o tym w Polsce nie mówi, jest to temat tabu. Czy dlatego, że Niemcy to nasz „sojusznik”? Inna sprawa, że bez wojny na Ukrainie nie byłoby to możliwe.

Pożary

Przelała się ostatnio przez Polskę fala pożarów, o których większość komentujących w internecie wypowiedziała się jednoznacznie, sugerując, że były to podpalenia. Cytowano przy okazji wypowiedź ukraińskiej aktywistki, Natalii Panczenko, mieszkającej w Polsce. W lutym tego roku w wywiadzie dla ukraińskiego Kanału 5 powiedziała:

„Prowadzenie retoryki antyukraińskiej w Polsce może skończyć się walkami ulicznymi na tle narodowościowym. To przede wszystkim ogromne niebezpieczeństwo dla Polaków i rozumiem, że oni rozumieją, bo dziś, kiedy to co 10 mieszkaniec Polski jest Ukraińcem, to wzrastanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski. Ponieważ na terytorium Polski zaczną się walki, bo na terytorium Polski rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej.”

Jaką antyukraińską retorykę miała na myśli Panczenko? Polska, jako państwo, już wszystko oddała Ukrainie, obywatele Ukrainy są w Polsce wyjątkowo przychylnie traktowani, mogą nawet po jednym dniu pracy dostać uprawnienia emerytalne. To ewenement na skalę światową. Gdzie jest zatem ta antyukraińska retoryka? – To domaganie się przez niektóre środowiska przeprosin za rzeź wołyńską oraz pozwolenia na ekshumację ofiar tej zbrodni. Na jedno i na drugie strona ukraińska nie zgadza się. Mamy więc idealny pretekst do jątrzenia po obu stronach. By to zrozumieć, to trzeba zacząć od początku.

Już parę razy zamieszczałem ten cytat:

Powieść minionych lat z 1143 roku, historia wschodnich Słowian, najsłynniejszy zabytek ruskiego piśmiennictwa, wiąże powstanie ich państwa z Waregami: “i zaczęli rządzić się sami, i nie było wśród nich prawdy, i klan stanął przeciw klanowi, i mieli spory, i zaczęli walczyć ze sobą. I powiedzieli sobie: szukamy księcia, który by nami rządził i sprawiedliwie sądził. I przeprawili się przez morze do Waregów, do Rusi (…). Powiedzieli: nasza ziemia jest wielka i obfita, ale nie ma w niej porządku, chodź panować nad nami. I wybrano trzech braci (…). Najstarszy Ruryk siedział w Nowogrodzie, a drugi Sineus na Biełoozierze, a trzeci Truvor w Izborsku. I od tych nazwano ziemię ruską.”

A więc wschodni Słowianie są kłótliwi, wredni, zawistni. Tak oni sami siebie zdefiniowali, a ja tylko to powtarzam, żeby nikt mi nie zarzucił stronniczości czy uprzedzenia do Słowian wschodnich. W słynnej już dziś komedii Sami swoi Kargul i Pawlak byli Polakami, ale tak naprawdę byli Ukraińcami. Film powstał w czasach PRL-u, czyli państwa, którego ustrojem był narodowy socjalizm: jedno państwo, jeden naród, jeden przywódca (partia).

Od kiedy istnieje naród polski? Czy mógł istnieć za Piastów, skoro język polski w formie literackiej stworzono dopiero w okresie reformacji? Czy szlachta była narodem polskim, skoro ona sama twierdziła, że pochodziła od Sarmatów? A poza tym miała ona żydowskie korzenie. Bo jak wytłumaczyć fakt, że podzieliła się swoimi herbami z litewskimi i rusińskimi bojarami. Rzecz niebywała w tej warstwie w innych państwach. To skutkowało również jej nadmierną liczebnością (około 8-10% ogółu ludności) w stosunku do innych państw europejskich (1-2% w Anglii i Francji). I to również rzecz wyjątkowa w Europie. Rzeczpospolita Obojga Narodów to twór, w którym narodem, ale nie polskim, była szlachta, a chłopi byli niewolnikami i jako tacy narodu utworzyć nie mogli. Skarlałe mieszczaństwo było przeważnie żydowskie lub niemieckie i nie miało na nic wpływu.

Rozbiory Rzeczypospolitej i napływ amerykańskiego zboża do Europy zachodniej skutkują stopniową marginalizacją i pauperyzacją stanu szlacheckiego. Pojawia się potrzeba stworzenia nowego, teraz już polskiego, narodu. Cały XIX-ty wiek to jego tworzenie na terenie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli na Kresach. W tym czasie chłopi na ziemiach polskich są nadal niewolnikami. Pod koniec XIX-go wieku mamy już tam gotowy naród polski. A więc Polak to mieszkaniec Kresów, katolik wywodzący się z nie w pełni wykształconych w sensie narodowościowym i językowym wschodniosłowiańskich społeczności. Tam narodził się Polak-katolik, w opozycji do prawosławnego. To tam, na Kresach, powstawała głównie literatura polska i to tam kształtowała się inteligencja polska, która zdominowała państwo powstałe po I wojnie światowej. Czy zatem korzeni zjawiska zwanego polskim piekiełkiem nie tam należy szukać?

W latach 1937-38 rząd II RP przeprowadził na Wołyniu akcję konwertowania tamtejszej ludności na katolicyzm. W ten sposób kilkanaście tysięcy osób stało się Polakami, no bo jak katolik na Kresach, to musi być Polak. I dlatego UPA mogła wymordować tych ludzi jako Polaków.

Po II wojnie światowej przesiedlano na ziemie poniemieckie mniejszości kresowe, najwięcej Ukraińców, i tych Polaków, których stworzono uprzednio z części ludności zamieszkującej te Kresy. By doszło do wykreowania takiego narodu, to oprócz uczenia tych ludzi języka polskiego i konwertowania ich na katolicyzm, trzeba było zapewne stosować jakieś zachęty materialne bądź w postaci awansu społecznego. To nie mogło spodobać się pozostałym. Pewnie zadziałał tu podobny mechanizm jak w przypadku szlachty rusińskiej i litewskiej w I RP, gdyż ci, którzy stali się posłami i senatorami I RP mieli większe przywileje niż pozostali i to właśnie było podłożem wszystkich konfliktów na Ukrainie w czasach I RP.

Konflikty ze wschodu, z Kresów, zostały przeniesione na teren obecnej Polski. Spór o Wołyń jest faktycznie sporem ukraińsko-ukraińskim, co nie przeszkadza wykorzystywać go do destabilizowania III RP. Kilka dni temu odbył się w Warszawie Marsz Pamięci Rzezi Wołyńskiej. Można było zobaczyć tam osobnika w czarnym T-szercie z napisem: „Jeb… UPA i Banderę”. Kto zleca produkcję takich koszulek? Kto je produkuje? Kto je zakłada? Są to działania nastawione na eskalację konfliktu. Po jednej i po drugiej stronie barykady są pewnie ludzie przez kogoś opłacani.

Czy mogą żyć w Polsce rodziny pomordowanych na Wołyniu? Wydaje się to mało prawdopodobne, bo oprócz akcji „Wisła” przeprowadzono równolegle w Związku Radzieckim podobną akcję, wysiedlając ludność z tamtych terenów w głąb radzieckiej Azji.

Emocje są złym doradcą, ale to właśnie na nich bazuje władza, która sztucznie eskaluje ten konflikt. Z drugiej strony dziwi postawa Ukraińców, którzy oskarżani o dokonanie rzezi wołyńskiej, nie chcą wykorzystać argumentu, który nasuwa się w sposób niejako naturalny, czyli rzezi galicyjskiej. Zastanawiające? A może wcale nie! Bo wiedzą, kim byli jej sprawcy.

Alternative für Polen

W niedzielę 6 lipca Tomasz Piekielnik zamieścił na swoim kanale komentarz na temat bieżącej sytuacji w Polsce i nakreślił scenariusz, który, jego zdaniem, może zostać zrealizowany w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Poniżej wybrane fragmenty.

Czy Polska jest skazana na bycie zamorską kolonią Stanów Zjednoczonych? – pyta Piekielnik. Co miałoby się wydarzyć w ciągu najbliższych dwóch lat, by do tego doszło?

Wybory prezydenckie

Wkrótce zaprzysiężenie prezydenta Karola Nawrockiego. Gdyby jednak Koalicja Obywatelska chciała zanegować ten wybór, to mielibyśmy do czynienia z bojkotem wyborów prezydenckich. Ale jeśli wszystko pójdzie po myśli połowy narodu, to złoży on przysięgę i obejmie Urząd Prezydenta RP. Piekielnik twierdzi, że Nawrocki jest przychylny Stanom Zjednoczonym. Jest kandydatem PiS-u, a konkretnie środowiska PiS-u, który bardziej opowiada się za sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi niż unią europejską, ale oba środowiska, czyli PO-PiS, opowiadają się albo za jednym, albo za drugim. Jak jednak znaleźć prawdziwych sojuszników? – Tu Piekielnik wskazuje środowiska związane z Grzegorzem Braunem.

Co takiego miałoby się zdarzyć, by za jakieś dwa lata okazało się, że Polska jest zależna od Stanów Zjednoczonych?

  • po pierwsze – zaprzysiężenie Karola Nawrockiego
  • po drugie – obalenie rządu Donalda Tuska

To obalenie rządu, podanie się go do dymisji lub nawet przyspieszone wybory – to wszystko, to jest bardzo realny scenariusz. Być może na jesień tego roku lub na wiosnę – przyszłego.

W Polsce dzieje się bardzo źle. Mamy demontaż praworządności, demontaż aparatu władzy. Donald Tusk sprawia wrażenie, jakby chciał pozbyć się władzy. Jeśli dojdzie do stworzenia nowego rządu, to w większości będzie on składał się z ludzi Pis-u, czyli rządów Jarosława Kaczyńskiego i Waszyngtonu.

Kolejny temat

Polska a Ukraina, Polska a Niemcy – to wszystko sprowadza się do tego, że możemy stać się pionkiem w sprawach polsko-niemieckich i polsko-ukraińskich, że nie będziemy mogli mówić własnym głosem, tylko będziemy mieli głos podstawiony z Waszyngtonu i Tel Awiwu.

Co takiego musi się wydarzyć na arenie międzynarodowej, by Polska stała się zależna od Stanów Zjednoczonych i Izraela?

  • po pierwsze dedolaryzacja, spór o hegemonię na świecie pomiędzy BRICS i Stanami Zjednoczonymi
  • wojna na Ukrainie i Bliskim Wschodzie to przejaw rywalizacji BRICS i Stanów Zjednoczonych
  • terytoria zaborcze to dostarczyciel rekruta

Jeszcze jeden wątek – unia europejska

Czy unia europejska odpuści Polskę? Jeśli tak się stanie, to wtedy wprowadzą się tutaj kontrolerzy ze Stanów Zjednoczonych, zarządzający ze Stanów Zjednoczonych. Kiedy zatem unia może odpuścić? Kiedy uzna, że nie ma już żadnych szans na reanimację siły politycznej tego obozu, obozu europejskiego, czytaj: pan Donald Tusk, pan Rafał Trzaskowski, pan Szymon Hołownia.

Końcowy wniosek

Uważam, że nie jesteśmy daleko od tego, aby Bruksela odpuściła Polskę na rzecz Stanów Zjednoczonych. Zapewne nie uczyni tego za darmo. W polityce, w interesach nic za darmo nie ma. Bruksela będzie oczekiwać od Stanów Zjednoczonych czegoś w zamian. I co to może być to „w zamian”? A co jeśli to coś „w zamian” dotyczy wojny na Ukrainie? Co, jeśli Bruksela, Berlin powie: odpuszczamy Polskę, niech tu będą wpływy amerykańskie, izraelskie, żydowskie, ukraińskie, ale w zamian Waszyngtonie odpuszczasz domaganie się jakiejś wysługi, którą miałeś na myśli – wojsk Europy zachodniej w wojnie przeciwko Rosji. Niech tym się zajmie Polska. To jest cena, którą zapłacić, być może, będą musieli Polacy za targ dobity pomiędzy Europą zachodnią a Stanami Zjednoczonymi. Oczywiście wszystko w asyście Izraela.

Jakie mogą być jeszcze palny dla Polski? Oby żadne! A to, że są, nie mam złudzeń. Plany mogą być takie, by tu reaktywować koncepcję Polin, ale teraz w wydaniu Ukro-Polin.

x

Noch ist Polen nicht verloren. (Jeszcze Polska nie zginęła.) Jeszcze nie zginęła, jak sugeruje Piekielnik, ale może zginąć. Z kolei napis na jego T-shircie: „I’ve got Georgia on my mind”, pod nim mapa stanu i niżej: „Atlanta” – czy to jest jakiś przekaz, czy przypadek? I’ve got Poland on my mind? Georgia to stan w USA. Wikipedia tak pisze:

„Georgia – stan w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, największy na wschód od Missisipi. Nazwa stanu została nadana na cześć króla Wielkiej Brytanii Jerzego II Hanowerskiego (ang. George II).”

A więc Piekielnik mówi otwartym tekstem, że wyjście Polski z unii jest możliwe, bo jeśli Stany Zjednoczone zaczną tu rządzić, to unii nie pozostanie nic innego, jak tylko wypchnąć Polskę ze swoich struktur. Ja jednak twierdzę od samego początku wojny na Ukrainie, że wybuchła ona po to, by mogło dojść do połączenia części Polski z zachodnią Ukrainą. Ponieważ Ukraina nie jest w unii, to w takiej sytuacji jej połączenie z Polską nie jest możliwe. By do tego mogło dojść, to Polska musi wyjść z niej. Chodzi też o to, jak stwierdził Piekielnik, by Polskę wciągnąć do wojny na Ukrainie. Nie dodał jednak, że chodzi przede wszystkim o to, by Niemcy odzyskały swoje byłe ziemie wschodnie. Na takie stwierdzenie Piekielnik, ani nikt inny, na razie nie ma przyzwolenia. Niemniej jednak gotowanie żaby na wolnym ogniu weszło w nowy etap.

Mówienie o jakimś niepodległym państwie polskim na tym terenie pomiędzy Rosją i Niemcami jest jakimś nieporozumieniem, mówiąc najdelikatniej. Polska piastowska była częścią I Rzeszy, o czym pisałem w blogu1025. Karków był wówczas miastem niemieckim, a warszawski Mariensztat nie bez powodu tak się nazywa. Unia personalna z Litwą i w konsekwencji unia lubelska to włączenie ziem polskich do Europy wschodniej i zdominowanie ich przez Słowian wschodnich pozostających pod żydowskim nadzorem. I RP to twór państwowo-podobny, pośmiewisko Europy. O żadnej niepodległości nie mogło być tam mowy, skoro rządziła nim dynastia jagiellońska, a później szwedzka z jagiellońską domieszką, a na końcu saska. Jedyną poważną instytucją na tym terenie był żydowski sejm czterech ziem, który Żydzi zlikwidowali na krótko przed rozbiorami. Jeśli jednak funkcjonowały obok siebie, na tym samym terenie, dwa różne sejmy, to nie można w takim wypadku mówić o państwie. Czym zatem była I RP? Księstwo Warszawskie zostało stworzone w celu poboru rekruta przez Napoleona, a Królestwo Polskie to strefa wolnocłowa sklecona dla Niemiec do handlu z Rosją. II RP to państwo sezonowe (niecałe 20 lat istnienia), stworzone przez Niemców w oparciu o carską administrację Królestwa. PRL (45 lat) – wasal Związku Radzieckiego, III RP (33 lata) – unii europejskiej. Państwo, żeby można je nazwać poważnym, musi mieć niezmienne granice przez setki lat. To jest podstawowy warunek i w oparciu o to można tworzyć takie państwo z trwałymi instytucjami, urzędami, stabilnym prawem i zawodową administracją. Tego wszystkiego tu nigdy nie było i nie ma. Nie można więc w tym wypadku mówić o utracie suwerenności na rzecz Ameryki czy Izraela. A skoro nie było tu nigdy suwerennego państwa, to nie można mówić o utracie suwerenności przez to państwo, a tym bardziej o jej obronie.

Europa

Europa to kontynent, a raczej część kontynentu zwanego Eurazją. Czym jednak zasłużyła sobie ona na bycie osobnym kontynentem? Zapewne mało kto zastanawia się nad tym, na czym polega jej specyfika. Warto może więc przybliżyć sobie jej historię i to, co stanowi o jej wyjątkowości. Może wtedy łatwiej będzie zrozumieć współczesny świat.

Wikipedia pisze:

Europa – część świata leżąca na półkuli północnej, na pograniczu półkuli wschodniej i zachodniej. Jest uznawana za kontynent albo za część świata tworzącą wraz z Azją kontynent Eurazję.

Nazwa Europy wywodzi się z greckiego słowa Εὐρώπη (Europe) i zwykle poprzez łacińską formę Europa weszło do niemal wszystkich języków świata. Etymologia samego terminu Εὐρώπη jest niejasna: być może pochodzi ono od εὐρωπός (europos) – „łagodnie wznoszący się”, albo od asyryjskiego ereb, „zachód”. Inne teorie wywodzą pochodzenia nazwy od semickiego słowa oznaczającego „ciemny”. Używane jest też określenie Stary Kontynent.

Przebieg umownej granicy Europy z Azją na wschodzie i południowym wschodzie wzbudza kontrowersje. Kwestia ta jest różnie rozstrzygana w nauce poszczególnych krajów, a najwięcej rozbieżności w tej sprawie występuje w nauce anglosaskiej.

Zdjęcie satelitarne; źródło: Wikipedia.

Zwykle przyjmuje się, że Europa rozciąga się od Oceanu Atlantyckiego na zachodzie do gór Ural na wschodzie oraz od Oceanu Arktycznego na północy do Morza Śródziemnego, Morza Czarnego i gór Kaukaz na południu (Kaukaz w niektórych interpretacjach jest zaliczany do Europy, a w niektórych nie).

x

Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-38) pisze:

Nazwa, położenie i granice.

Nazwa Europa pochodzi zapewne z asyryjskiego (irib lub ereb = zachód) i została za pośrednictwem Fenicjan przyjęta w obecnym brzmieniu przez Greków. Europa jest największym półwyspem Azji, z którą zrasta się na całej granicy wschodniej. Niemniej specjalne stanowisko Europy w historii cywilizacji i w ogóle ludzkości usprawiedliwia w pełni jej samodzielność jako części ziemi. Stanowisko to uzyskała Europa dzięki znakomitym warunkom geograficznym, na które składa się środkowe położenie na półkuli lądowej, w stosunku do wszystkich lądów, wobec równika i bieguna oraz wobec krain o najstarszej cywilizacji, dalej znakomite rozwinięcie wybrzeży i ukształtowanie pionowe, dogodny klimat, obfitość bogactw mineralnych, dobre warunki dla rozwoju życia zwierząt i roślin oraz korzystne rozmieszczenie rzek i dogodne warunki komunikacyjne.

Północne i zachodnie granice Europy są oceaniczne, podobnie jak i południowe, z tą tylko różnicą, że tutaj oddzielają ją od sąsiednich lądów w 4 miejscach tylko wąskie cieśniny. Naturalną wschodnią granicę Europy tworzy łańcuch Uralu, a dalej ku południowi rzeka Ural i góry Kaukazu. Natomiast granica polityczna nie pokrywa się w całości z tą granicą. (…) W ogólności ląd Europy zwęża się wydatnie ku zachodowi, a po odcięciu półwyspów jest podobny do trójkąta prostokątnego, którego wierzchołki są oparte o zatokę Biskajską na zachodzie, morze Karyjskie na północy i morze Kaspijskie na południu.

Historia

Europa była zaludniona we wczesnej już epoce; z jej krańca północnego wyszła germańska grupa Indoeuropejczyków i wyparła ludy innego pochodzenia, których pokrewieństwo i związki są wątpliwe. Dzieje Europy, po których pozostała tradycja piśmienna i wytwory wyższej kultury, rozpoczęły się na półwyspie bałkańskim i wyspach morza Egejskiego. Ich twórcami są indoeuropejscy Hellenowie czyli Grecy, którzy w trzecim tysiącleciu prz. Chr. wdarli się na półwysep Frygo-Traków i pomieszawszy się z niearyjskimi mieszkańcami Mniejszej Azji, stopniowo ich wchłonęli.

Tymczasem w Italii zjawili się Latynowie, którzy objąwszy spuściznę po niearyjskich poprzednikach (Iberach, Liguryjczykach, Illyryjczykach, Etruskach), zdobyli do roku 266 prz. Chr. cały kraj. Państwo rzymskie, rozszerzając się na Azję i Afrykę, zapłodnione kulturą grecką, przedstawia wykwit cywilizacji śródziemnomorskiej.

W okresie wędrówki ludów wtargnęły do państwa rzymskiego liczne szczepy germańskie (Gotowie, Wandalowie, Langobardowie, Frankowie), przyjęły język łaciński i zmieszały się z ludnością tubylczą. Z mieszaniny tej powstawały od wieku VIII. ludy romańskie, które zróżnicowały się później pod względem językowym, politycznym i kulturalnym (Włochy, Hiszpano-Portugalia, Francja, Rumunia). Na kresach państwa rzymskiego i na niezajętych przez nie terytoriach środkowej i północnej Europy, poczęły się tworzyć germańskie i słowiańskie państwa plemienne z chwilą, gdy wędrówka ustąpiła miejsca osiedleniu się. Tak powstawały państwa niezromanizowanych Franków, Alemanów, Bawarów, Sasów, Turyngów, w Wielkiej Brytanii Anglo-sasów; spośród wielu plemion słowiańskich tworzą państwo Polacy i Czesi, na północy germańscy Norwegowie, Duńczycy i Szwedzi. Wszystkie te ludy zawdzięczają swoją wspólność kulturową religii katolickiej i cywilizacji rzymskiej, podczas gdy Rusini i znaczna część południowych Słowian przyjmuje wiarę i cywilizację z Bizancjum. Właściwa Europa średniowieczna zamyka się w ramach religijno-kulturalnych Zachodu. Dzięki organizacji kościelnej stało się możliwe wskrzeszenie cesarstwa rzymskiego przez Karola W., a po rozpadnięciu się jego państwa przez Ottona I.

Nowego ducha wniosło w ludy europejskie Odrodzenie i humanizm, które przyspieszyły tworzenie się typu nowoczesnego Europejczyka, z jego strukturą duchową, opartą na wspólnym wykształceniu klasycznym, religii chrześcijańskiej i poczuciu narodowym. W dziedzinie państwowej występuje od XV wieku dążność do prowadzenia polityki mocarstwowej. Trzeci czynnik rozwoju to Reformacja, stanowiąca germańskie ujęcie chrześcijaństwa, która rozbiła jednolitość religijną zachodniej i środkowej Europy i zmusiła kościół katolicki do wewnętrznej reformy na soborze trydenckim. – Równocześnie ulega zmianie stanowisko Europy, dzięki odkryciu Ameryki i drogi morskiej do Indii. Europa przestała być dla swoich mieszkańców punktem centralnym świata, aczkolwiek, przez założenie szeregu kolonii i supremację nad Nowym Światem, wzmocniło się jej przodownictwo polityczne, a Europejczycy stali się rasą panującą. Z czasem powstają nowe ośrodki polityczne i gospodarcze, a deklaracja niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej uwidoczniła w całej pełni fakt, że poza Europą istnieje organizm państwowy o ludności przeważnie indoeuropejskiej i równorzędnych zasobach duchowych. Mimo ekspansji politycznej i gospodarczego podboju świata przez Europejczyków, zwłaszcza Anglików i Francuzów, zjawisko to występuje coraz silniej, a wojna światowa przyniosła definitywne zepchnięcie Europy z jej dominującego miejsca na kuli ziemskiej. U wszystkich ludów rozbudziło się dążenie do samodzielności (dominia brytyjskie, Islam, Chiny), tak, że zrzucenie opieki i protektoratu Europy wydaje się kwestią czasu.

Losy państwowe Europy od XV wieku kierowane były zaznaczonymi wyżej czynnikami. Istotną zmianą jest wciągnięcie w obręb kultury europejskiej bizantyńskiego Wschodu spadkobierczyni cesarzy bizantyńskich, Turcji, z podlegającymi jej ludami chrześcijańskimi, od 1700 zaś Rosji. Polityka światowa wielkich państw XIX wieku stanowi dalszy ciąg walki o stanowisko mocarstwowe XVII. i XVIII. wieku, prowadzonej przy użyciu wszystkich nowych zdobyczy politycznych, gospodarczych i technicznych. Wojna światowa, będąca starciem kilku imperialistów europejskich, stanowi z tego punktu widzenia, mimo udziału innych części świata, wytwór rozwoju dziejowego Europy.

x

Inaczej trochę rozkłada akcenty Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-70):

Nazwa Europa występuje po raz pierwszy u Homera i Hezjoda; wywodzi się ją zazwyczaj z fenickiego ereph „ciemny”, część filologów opowiada się jednak za greckim pochodzeniem tego wyrazu, uwiecznionego w mitologii. W starożytności kontynent europejski nie tworzył całości gospodarczej ani kulturalnej. Południowa Europa wraz z północną Afryką i południowo-zachodnią Azją tworzyłą ściśle powiązany pod względem gospodarczym i kulturalnym świat śródziemnomorski, który stanowił również jedność polityczną w ramach imperium rzymskiego. Europa północna natomiast stanowiła domenę tzw. barbarzyńskich ludów Celtów, Germanów i Słowian.

Pierwszym krokiem do politycznego i kulturalnego połączenia Europy były podboje rzymskie w I-II w.n.e. w zachodniej i i północno-zachodniej Europie; ekspansja rzymska na północ, a później wędrówki ludów germańskich i słowiańskich w V-VII w.n.e. wytworzyły nowe stosunki etniczne, które mogły przyczynić się do powstania jedności kulturowej i gospodarczej całego kontynentu. Przeszkodził temu jednak upadek cesarstwa rzymskiego i postępująca chrystianizacja. Nastąpił rozkład jedności gospodarczo-kulturalnej świata śródziemnomorskiego w części południowej (Afryka) i południowo-wschodniej (pd.-zach. Azja) opanowanego (od VII w.) przez islam. Rozwój stosunków feudalnych w VI-X wieku postępował nierównomiernie, najwcześniej jednak rozwinął się w zachodniej Europie (VIII-X w.). Ideologiczną nadbudową feudalizmu stał się kościół, który w X wieku objął swymi wpływami niemal cały kontynent europejski. W ciągu VI-X wieków zaznaczył się podział na wschodnio-europejską cywilizację bizantyjską (stanowiącą kontynuację dawnej kultury hellenistycznej), która objęła swymi wpływami Półwysep Bałkański, Ruś i Azję Mniejszą, oraz zachodnią cywilizację łacińską obejmującą swym zasięgiem zachodnią, północno-zachodnią i środkową Europę (Czechy, Polskę, Węgry, kraje skandynawskie). Mimo rozbicia politycznego Europy cywilizacja zachodnia oparłą się falom najazdów arabskich, normańskich, turskich VIII-IX wiek. Jedność kulturowa i i gospodarcza świata bizantyńskiego znalazła wyraz w ramach cesarstwa bizantyńskiego (dawniej wsch.rzym.) i utrzymała się aż do upadku jego potęgi w czasie krucjat. Próbę politycznego zjednoczenia zach. Europy podjęli, w oparciu o papiestwo, królowie Franków, wskrzeszając w 800 zachodnie cesarstwo rzymskie; państwo Franków okazało się jednak nietrwałe. Również wysiłki królów niemieckich (od 962 uwieńczonych koroną cesarską) zmierzające do uzależnienia innych państw chrześcijańskich, nie doprowadziły do jedności politycznej Europy. Rozbicie Europy pogłębiło się w okresie rywalizacji cesarstwa i papiestwa (Grzegorz VII, cezaropapizm) w XI-XIV wieku mimo dążeń Grzegorza VII do narzucenia politycznego zwierzchnictwa kościoła całej Europie. Autorytet papieski został zachwiany po oderwaniu się w 1054 kościoła greckiego. Poważną przeszkodą dla uniwersalistycznych dążeń papiestwa było również tworzenie się silnych państw scentralizowanych (monarchia Kapetyngów), które usiłowały podporządkować sobie papiestwo. Uniwersalistyczne dążenia papiestwa znalazły m.in. ujście w organizowanych 1096-1291 krucjatach, początkowo w Europie (Płw. Pirenejski, kraje nadbałtyckie), później w Syrii i Palestynie. Krucjaty i wyprawy odkrywcze XIII wieku zapoznały Europę z kulturami Wschodu. Wpłynęło to na ożywienie stosunków gospodarczych i handlowych obejmujących dwa konglomeraty gospodarcze: kraje śródziemnomorskie, z przewagą handlową miast włoskich (Wenecja i Genua) oraz kraje nad Bałtykiem i Morzem Północnym, z przewagą niemieckich miast hanzeatyckich. Obydwa te rejony gospodarcze powiązane były siecią dróg lądowych, a od XIV wieku również szlaków morskich przez Atlantyk. Głównymi ośrodkami handlu północnej i południowej Europy stały się początkowo targi szampańskie (XII-XIII w.), a później Brugia i Antwerpia.

Od XVI wieku cywilizacja europejska oddziaływała silnie na sąsiadujące kontynenty dzięki nowym zdobyczom techniki i rozwojowi kultury humanistycznej; rozkwit nauki w okresie renesansu sprzyjał sukcesywnemu eliminowaniu światopoglądu religijnego. W XVI wieku nastąpił dalszy rozłam światopoglądowy i polityczny Europy wskutek reformacji i wojen religijnych. Nawet wspólne niebezpieczeństwo grożące ze strony Turków, których ekspansja od XVI wieku na kontynencie europejskim nie skończyła się z upadkiem cesarstwa bizantyńskiego (1453), nie wpłynęło, mimo wysiłków kościoła, na polityczne zespolenie Europy. Bizantyńskie dziedzictwo kulturowe przejęła w dużej mierze Rosja wyzwolona spod trwającego od XIII wieku jarzma tatarskiego.

Odkrycia geograficzne w XV-XVI wieku doprowadziły do konfrontacji cywilizacji europejskiej z pozaeuropejską. Ekspansja kolonialna Europy spowodowała zniszczenie kwitnących kultur Ameryki Środkowej i Południowej oraz wyludnienie i degradację gospodarczą Afryki, zahamowanie rozwoju Indii i Indonezji. Odkrycia i zdobycze nie pozostały bez wpływu na gospodarczy rozwój Europy. Grabież kolonialna przyspieszyła pierwotną akumulację kapitału, dostarczyła kruszców szlachetnych i surowców, umożliwiając szybki rozwój przemysłu manufakturowego i przechodzenie do kapitalistycznych form produkcji. W ciągu XVI/XVII wieku władzę w najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajach zdobyła burżuazja, najpierw w Holandii (1579), następnie Anglii (1648) i Francji (1789). Zapoczątkowało to rywalizację państw europejskich w walce o kolonie. Na macierzystym kontynencie rywalizacja ta wiązała się z ekonomicznymi teoriami merkantylizmu. Wojny religijne w XVI i 1 poł. XVII wieku doprowadziły do ujednolicenia wyznaniowego wewnątrz poszczególnych państw. Państwa te, wzmocnione organizacyjnie przez ustrój absolutystyczny, toczyły walkę o hegemonię w Europie. Po okresie przewagi hiszpańskiej w XVI wieku przyszedł w XVII wieku okres hegemonii francuskiej, która zakończyła się w XVIII wieku. Nastąpił okres tzw. „równowagi europejskiej” utrwalonej wskutek licznych wojen (między Francją, Austrią, Prusami, Anglią i Rosją), które nie dały żadnej ze stron bezwzględnego zwycięstwa. Równowagę tę zakłóciły dopiero rozbiory Polski i Turcji europejskiej, stwarzając w końcu XVIII wieku nową sytuację polityczną. Ofensywa laickiej myśli Oświecenia, rozwój nauki przyczyniły się do spopularyzowania w Europie idei wolnościowych i emancypacyjnych. Znalazły one ujście w Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która wstrząsnęła systemem społecznym i politycznym całej ówczesnej Europy.

Wielka Rewolucja Francuska zburzyła stan równowagi między mocarstwami, wzbudziła na całym kontynencie dążenia stanów uprzywilejowanych do wolności i równości, otworzyła perspektywy zbliżenia i zbratania narodów. W schyłkowym okresie Rewolucji ekspansja Francji w Niderlandach, Niemczech i Włoszech – z wojny o zachowanie zdobyczy rewolucji przekształciła się w wojnę zaborczą. Napoleon I zaś wykorzystał przewagę armii stworzonej przez Rewolucję dla nowej próby zbudowania monarchii europejskiej. Dążenia te zostały unicestwione w latach 1812-14 przez Anglię i Rosję, jak również przez narody hiszpański i niemiecki opierające się francuskiemu najazdowi. Wojny napoleońskie miały jednak doniosłe znaczenie dla późniejszych dziejów Europy., spopularyzowały idee Wielkiej Rewolucji Francuskiej na kontynencie europejskim, przenosząc wiele jej zdobyczy do krajów podbitych przez Napoleona. W 1815 roku Kongres Wiedeński przywrócił większość strąconych dynastii, a na straży uznanej na nowo zasady legitymizmu postawił związek monarchów, tzw. Święte Przymierze. Trwałe porozumienie wszystkich państw europejskich nie zostało zrealizowane, w praktyce jednak w ciągu XIX wieku o wszystkich ważniejszych sprawach kontynentu decydował tzw. koncert, tj. porozumienie pięciu głównych mocarstw: Rosji, Prus (od 1871 – Niemiec), Austrii (od 1867 – Austro-Węgier), Francji i Anglii.

W 1859-70 do koncertu 5 mocarstw dołączyły się również zjednoczone Włochy. W interesie ustroju monarchicznego i klas posiadających koncert mocarstw przeciwdziałał w Europie ruchom rewolucyjnym i dążeniom narodowo-wyzwoleńczym, starając się równocześnie nie dopuszczać do nadmiernego wzrostu sił żadnego z uczestników.

Punkt szczytowy gospodarczej i politycznej przewagi Europy nad resztą świata przypadł na przełom XIX i XX wieku. W owym czasie cały niemal obszar Afryki i Azji, z wyjątkiem Chin, Persji i Turcji był już podzielony między mocarstwa kolonialne. Rozwój komunikacji oraz międzynarodowego handlu i kredytu służył gospodarczemu scaleniu świata uzależnionego od giełd zachodniej Europy. Niemcy, zjednoczone od 1871, osiągnęły względną przewagę w koncercie europejskim głównie wskutek długotrwałego okresu pokojowej stabilizacji. W dobie wolnokonkurencyjnego kapitalizmu rozszerzał się reż z wolna w Europie zasięg swobód politycznych. Ostatki systemu feudalnego wraz z poddaństwem chłopów i pańszczyzną uległy likwidacji w środkowej i wschodniej Europie między 1807 a 1866. Kraje demokracji parlamentarnej (Anglia, Francja) obniżały stopniowo cenzus wyborczy. Przeważający na kontynencie system monarchii konstytucyjnych zapewniał burżuazji (poza Rosją) udział we władzy piastowanej jeszcze w zasadzie przez wielką własność ziemską. Rosnąca liczebnie, coraz bardziej uświadomiona i lepiej zorganizowana klasa robotnicza zdobywała stopniowo lepsze warunki pracy i płacy, zmuszając rządy burżuazyjne do rozszerzania ustawodawstwa społecznego (np. Anglia, Niemcy, Austro-Węgry). Część ludności europejskiej emigrowała w tym czasie do innych części świata (ok. 30 mln w 1830-1914 do Stanów Zjednoczonych, ok. 7,5 mln w 1801-1914 z europejskiej Rosji na Syberię). Szybko wzrastał dobrobyt klas posiadających, ugruntowany w znacznej mierze na eksploatacji kolonii; miały w nim swój udział także górne warstwy klas pracujących.

Pierwsze symptomy kryzysu światowej hegemonii Europy ujawniły się już przed 1914, wraz z wkroczeniem kapitalizmu w nowe imperialistyczne stadium. Przechodzenie większości mocarstw do systemu protekcji celnej, zaostrzająca się walka o surowce i rynki zbytu rodziła konflikty polityczne; początkowo między Anglią i Francją, a od schyłku XIX wieku między Anglią a Niemcami. Dążeniom Niemiec do ściślejszego uzależnienia od siebie „Mitteleuropy”, a w przyszłości również krajów Bliskiego Wschodu (plany ekspansji związane z linią kolejową Berlin-Bagdad) opierały się inne mocarstwa. Trójprzymierzu zmontowanemu przez Bismarcka 1879-82 (Niemcy, Austro-Węgry, Włochy) przeciwstawiło się ukształtowane 1904–07 trójporozumienie Anglii, Francji i Rosji. Dwa rywalizujące bloki forsownie zbroiły się, przygotowując do wojny. W tymże czasie dwa nowe mocarstwa pozaeuropejskie: Stany Zjednoczone (od 1898) i Japonia (od 1904) weszły w roli równorzędnych partnerów na arenę polityki światowej. Początek emancypacji „białych” dominiów Wielkiej Brytanii (Kanada 1867, Australia 1900, Afryka Południowa 1910) świadczył także o słabnięciu zależności niektórych krajów zamorskich od Europy.

I wojna światowa (1914-18) zburzyła system równowagi politycznej utrzymywany w Europie od stu lat. Rozpadła się monarchia austro-węgierska, w środkowej i południowo-wschodniej Europie powstały nowe państwa lub odzyskały niepodległość, Niemcy stały się republiką; w wyniku rewolucji październikowej w Rosji 1917 powstało pierwsze w świecie państwo socjalistyczne. Traktaty pokojowe 1919-20 utrwaliły nową strukturę terytorialną Europy. Aby zapobiec na przyszłość konfliktom wojennym, utworzono 1919 Ligę Narodów, która w praktyce służyła jednak przede wszystkim do utrzymania politycznej hegemonii Wielkiej Brytanii i Francji.

x

Co zatem decydowało – poza tym, że Europa jest położona w centralnej części półkuli lądowej i w równej odległości od równika i bieguna – o jej wyjątkowości? Chyba jej na poły wyspiarski kształt. Półwyspami są też, w jej obrębie, Półwysep Iberyjski, Włochy i Skandynawia. W praktyce więc Europa, w sensie cywilizacyjnym, kończy się tam, gdzie zaczyna się jej kontynentalny charakter. Tą granicą jest linia biegnąca wzdłuż granicy wschodniej Niemiec z 1937 roku; dalej na południu obejmuje ona Czechy, Węgry i skręca na południowy zachód do Triestu nad Adriatykiem.

Takie warunki wymuszały niejako rozwój kontynentu oparty o handel morski i lądowy, który był możliwy ze względu na stosunkowo jego niewielki obszar. Z tym wiązał się również rozwój miast, który był konsekwencją powstania wielu niedługich szlaków handlowych. I to było też cechą charakterystyczną rzymskiego imperium w jego części zachodniej. Z kolei jego część wschodnia była bardziej kontynentalna, rozległa, co sprzyjało bardziej rozwojowi opartemu o wielką własność ziemską. Efektem tego było to, że Europa zachodnia rozwijała się szybciej, bo rozwój miast i handlu stymulował nie tylko wymianę towarów, ale również sprzyjał intensywniejszym kontaktom międzyludzkim, co z kolei powodowało rozwój nauki, kultury, sztuki i wszelkiego rodzaju idei i myśli. Jednym słowem Europa zachodnia to dynamika, a wschodnia – statyka.

Idea zjednoczonej Europy, to idea stara, bo sięgająca czasów rzymskich, gdy była częścią tego imperium. Próbę wskrzeszania tej idei podjął Karol Wielki. Po nim, jak niektórzy twierdzą, próbę tę podejmowali Napoleon i Hitler. Trudno jednak się z tym zgodzić, bo obaj zaatakowali Rosję, która nie ma nic wspólnego z Europą zachodnią w sensie cywilizacyjnym i kulturowym. Próba włączenia Rosji do Europy, to próba łączenia wody z ogniem. Czy Imperium Rzymskie rozpadło się na część zachodnią i wschodnią m.in. dlatego, że były to zupełnie dwa odmienne organizmy gospodarcze w obrębie jednego państwa? Jeśli zatem ma dojść do ziszczenia się idei zjednoczonej Europy, to musi to być zjednoczenie państw zachodniej Europy, która kiedyś byłą częścią Imperium Rzymskiego. A to oznacza, że cała Europa wschodnia musi być wyłączona z tego procesu. Po co więc było jej przyłączenie? Może po to, by Niemcy mogły odebrać swoje wschodnie ziemie. Ale jak to zrobić bez wojny? Raczej trudno. Włączenie Polski do unii i NATO dało pretekst Ukrainie do wysunięcia podobnych żądań, które nie byłyby możliwe, gdyby Polska nie była w tych organizacjach. Wojna skończy się prawdopodobnie tym, że Niemcy odbiorą to, co ich; reszta Polski połączy się z zachodnią Ukrainą i tym samym Polska, i pewnie cała Europa wschodnia, zostanie wypchnięta z unii. A wojna z Rosją, jak często, służy temu, by w Europie dokonywano rewolucyjnych zmian, których bez tej wojny nie dałoby się przeprowadzić.

Europa, dzięki koloniom, zdominowała świat. To prawda, że Europejczycy korzystali z dorobku starszych cywilizacji, ale tylko oni potrafili ten dorobek wykorzystać, wzbogacić i rozpowszechnić na cały świat. Czy zatem można dziś powiedzieć, że Europa została zdominowana przez Nowy Świat, który stworzyła, czy może raczej ten Świat jest nadal narzędziem w jej ręku? Nie można jednak zapominać o tym, kto tak naprawdę rządził w Rzymie a później tworzył tę kolonialną Europę.