W tym roku mamy 40-tą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Na jego temat napisano już prawie wszystko, albo prawie wszystko, bo co roku pojawiają się jakieś nowe rewelacje lub interpretacje, dotyczące tamtych wydarzeń, a w szczególności motywów, jakie kierowały Jaruzelskim. Ale nim nie kierowały żadne motywy. Po prostu wykonywał polecenia swoich „nieznanych przełożonych”.
Na „salonie24” pojawił się artykuł, którego autor, Rafał Woś, pisze, że stan wojenny został wprowadzony po to, by obalić w Polsce socjalizm i wprowadzić kapitalizm. Link do artykułu tu: https://www.salon24.pl/newsroom/1188164,13-grudnia-skonczyl-sie-w-polsce-socjalizm. Można oczywiście i tak patrzeć na ten stan, ale czy to ma sens? Czy nie chodzi o to, by raczej jeszcze bardziej skomplikować ocenę stanu wojennego, niż cokolwiek wyjaśnić?
„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – słowa te wypowiedział Władysław Gomółka w 1945 roku. I to prawda. Od 1926 roku należał do Komunistycznej Partii Polski. Miał wtedy 21 lat. Od 1930 roku był funkcjonariuszem Komitetu Centralnego KPP. A więc należał do najważniejszych osób w tej partii, która w zdecydowanej większości składała się z Żydów. Dobrze wiedział, co mówił. Nauka Żydów nie poszła w las. Nie ma to najmniejszego znaczenia, jaki ustrój panuje, najważniejsze jest, by ci sami ludzie lub ich potomni trwali przy władzy. W Polsce sanacyjnej faktycznie rządziła lub miała bardzo duży wpływ na władzę właśnie KPP. Po wojnie dzieci jej członków przejęły władzę w PRL-u. W III RP, „kapitalistycznej”, rządzą wnuki tych z KPP. Bardzo dużo się zmieniło, by nic się nie zmieniło. Bo co to za różnica dla gołodupca, w jakim ustroju żyje. Oczywiście „kapitalizm” wprowadzono w Polsce, nie dlatego, że młodzi aparatczycy zbuntowali się i chcieli kapitalizmu, jak pisze Rafał Woś, tylko dlatego, że tak postanowił ktoś, kto już od dawna planował przemiany w całym regionie. Zmiana ustroju, to dla zwykłego człowieka zawsze jakaś nadzieja, ale często złudna. Inna sprawa, że nowa władza musi pewną część społeczeństwa uprzywilejować, by mieć jakieś poparcie społeczne, bez którego demokracja nie może się obejść.
W 1948 roku oskarżono Gomułkę o odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięto od władzy. W 1951 roku aresztowano. 7 grudnia 1954 roku władze partyjne podjęły decyzję o jego uwolnieniu. 6 kwietnia 1956 roku I sekretarz PZPR Edward Ochab poinformował aktyw partyjny o rehabilitacji Gomółki: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Ciekawe kto personalnie podjął taką decyzję? Tego nigdy się nie dowiemy, ale możemy się domyślić. Prawdziwa władza rządzi z ukrycia. Tak kreowano Gomułkę na patriotę i bohatera. Już szykowano Październik ’56.
Reakcja władz radzieckich na wydarzenia Października była gwałtowna. Do Warszawy przybyła delegacja radziecka, w skład której wchodził m.in. Chruszczow, Mołotow, Mikojan, Żukow i Koniew. Odmówiono im oficjalnego przyjęcia. W tym czasie wojska radzieckie, stacjonujące w Polsce, zbliżały się do Warszawy. Generał Komar, który stał na czele Korpusu Bezpieczeństwa, oświadczył, że w razie radzieckiej interwencji wyda broń robotnikom. Gomułka miał się okazać nieczuły na radzieckie perswazje i delegacja radziecka odleciała do Moskwy, a Koniew i Żukow odlecieli do… Legnicy. – Te informacje pochodzą z Dziennika Marii Dąbrowskiej, która pisała o tych wydarzeniach pod datą 21.X.1956 roku.
Taki spektakl odegrano, by przekonać polskie społeczeństwo, że zatwardziały i ideowy komunista, jakim był Gomułka, jest polskim patriotą. I to społeczeństwo zaufało mu. I o to chodziło. Po stanie wojennym też niektórzy, a szczególnie Michnik lansowali Jaruzelskiego na zbawcę ojczyzny i patriotę, który uchronił kraj od radzieckiej interwencji. Do dziś trwają spory, czy był nim faktycznie, czy – nie.
Wydarzenia z lat 1980-1981 wyreżyserowano tak samo, jak Październik ’56, Marzec ’68, Grudzień ’70 i Radom ’76. O nich pisałem w oddzielnych blogach. Tzw. ekstremiści z Solidarności, którzy parli do konfrontacji, głusi na wszelkie argumenty, byli komunistycznymi agentami, których zadaniem było dostarczenie pretekstu do wprowadzenia stanu wojennego.
W 1980 roku dochód narodowy spadł o 6% w porównaniu z poprzednim, w 1981- o 12% rok do roku. 10 września 1981 roku władze radzieckie przekazały polskiej stronie rządowej informację, że w związku z sytuacją w Polsce, w 1982 roku ZSRR dostarczy do Polski mniej ropy naftowej (o 64%) i gazu (o 47%). Oleju napędowego Polska miała nie uzyskać wcale. Pomimo strajków sytuacja gospodarcza nie była aż tak zła, jak ją wówczas przedstawiano. I pewnie nie z tego powodu w sklepach były pustki. Prawdopodobnie wstrzymywano dostawy. A Związek Radziecki dorzucił swoje trzy grosze. Miał więc Jaruzelski pretekst do podjęcia decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.
Po jego wprowadzeniu, w latach 80-tych, sytuacja gospodarcza wcale nie uległa znaczącej poprawie. Wprost przeciwnie! Było coraz gorzej. Pod koniec dekady zaczęto przebąkiwać o zmianach, uproszczono ustawę o działalności gospodarczej, pojawiły się tzw. firmy polonijne, które miały szereg przywilejów dewizowo-podatkowych i, w odróżnieniu od firm państwowych, mogły dość swobodne kształtować ceny swoich produktów. Z tych przedsiębiorstw polonijnych wyrosło wiele współczesnych fortun. Jako przedstawiciele „firm polonijnych” zaczynali swoją działalność m.in. Jan Kulczyk i Zygmunt Solorz. Coraz częściej pojawiały się opinie, że socjalizm nie sprawdził się. To było takie przygotowanie ludzi, zachęcenie ich do zaakceptowania nadchodzących zmian. Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że to nie socjalizm nie sprawdził się, tylko decydenci chcieli i zrobili wszystko, by nie sprawdził się. W Chinach socjalizm sprawdził się jak najbardziej. I obecnie jest mnóstwo „filozofów” na różnych kanałach internetowych, którzy stręczą nam ten chiński model gospodarki. Socjalizm był „be”, kapitalizm jest „be”, to może model chiński. I tak ad calendas graecas albo, jak kto woli, ad mortem defecatam.
No więc jak to było z tym stanem wojennym? W marcu 1982 roku Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z Mieczysławem Rakowskim. W pewnym momencie mówi on:
»Dwudziestego ósmego listopada, kiedy Jaruzelski poprosił przywódców „Solidarności” o przerwanie strajków, bo w przeciwnym razie wprowadzi ustawę antystrajkową, odpowiedzieli mu śmiechem. Powiedzieli mu: „Skoro rząd chce ogłosić ustawę antystrajkową, będzie strajk”. Wyznaczyli go na 17 grudnia. Nie mam żadnych wątpliwości, że 17 grudnia doszłoby do walki zapowiedzianej w Radomiu. Do walki i wzajemnej masakry. Wojny domowej. Tak więc jedynym wyjściem, poza wprowadzeniem stanu wojennego, było poddać się i pozwolić, by wszystko zniszczono. Podstawy państwa. Niech mi pani wierzy.
Nie, nie wierzę panu, ponieważ to niemożliwe, żeby tak skomplikowana i trudna operacja, jaką było zdławienie rewolucji, została przygotowana w niecałe dwa tygodnie.
Nawet mniej, czy pani wierzy, czy nie. Musi pani wziąć pod uwagę, że plan wprowadzenia stanu wojennego leżał zamknięty w sejfie od lipca 1944 roku, czyli od powstania naszego państwa. Był stale odnawiany, ponieważ nasza konstytucja nie przewiduje niestety stanu wyjątkowego. Właśnie dlatego wszystko było gotowe, kiedy 11 grudnia po południu Jaruzelski wezwał mnie do swojego biura. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Jaruzelski siedział przy biurku ze skupioną, poważną twarzą, poważniejszą niż zwykle. Podniósł oczy, spojrzał na mnie i powiedział: „Nadszedł ten dzień. Pojutrze, 13 grudnia”. Przytaknąłem i odparłem: „Rozumiem”. Nie było nic do dodania, byłem przygotowany także psychologicznie. Później rozmawialiśmy tylko o sprawach technicznych, takich jak przemówienie, które napisał i miał odczytać w niedzielę rano w radiu.«
Powyższy cytat pochodzi z książki Oriany Fallaci Wywiad z władzą wydanej przez Świat Książki, Warszawa 2016.
Jeśli Rakowski powiedział, że plan stanu wojennego był gotowy od początku istnienia PRL-u i ciągle aktualizowany, to znaczy, że był to tylko instrument, coś co nie było stworzone konkretnie pod sytuację z 1981 roku, tylko w 1981 stworzono sytuację, która umożliwiła jego wykorzystanie. W takim przypadku dywagacje typu, czy Jaruzelski uratował Polskę przed radziecką inwazją nie mają sensu, bo radzieccy komuniści pewnie sami opracowali ten plan, skoro był gotowy w lipcu 1944 roku i doskonale wiedzieli, że jak zajdzie taka konieczność, to zostanie wprowadzony w życie i żadna radziecka interwencja nie będzie konieczna.
Jedynie prawda jest ciekawa – mawiał Józef Mackiewicz. Może i tak jest w tym wypadku, ale oznacza to, że Jaruzelski nie okazał się żadnym zbawcą i bohaterem narodowym, tylko zwykłym aparatczykiem, wykonującym posłusznie rozkazy swoich „nieznanych przełożonych”.
W poprzednich blogach opisywałem, jak doszło do utraty kolonii przez Portugalię i Hiszpanię w Ameryce Południowej. Pozostał jeszcze Meksyk, który zdobył niepodległość w 1821 roku. Tak więc proces uniezależniania się hiszpańskich kolonii w Nowym Świecie trwał praktycznie od 1798 do 1826 roku. Wystarczyło więc 28 lat, by potężne imperium przestało istnieć. Jak to możliwe, że mogło to stać się tak szybko?
Hiszpańskie kolonie w Nowym Świecie oznaczone na niebiesko. Źródło: angielska Wikipedia.
Hiszpania straciła wszystkie swoje terytoria w Północnej i Południowej Ameryce po szeregu rewolucji i wojen w latach 1808-1826. W 1808 roku Napoleon zajął Hiszpanię. W latach 1798-1808 toczyła się wojna Hiszpanii z Wielką Brytanią, w trakcie której brytyjska flota odcięła Hiszpanię od jej kolonii. Handel został przejęty przez amerykańskich i holenderskich kupców. W ten sposób kolonie uzyskały niezależność ekonomiczną od Hiszpanii, ustanowiły rządy tymczasowe, tzw. junty, odseparowane od macierzystego kraju. Po 1814 roku, gdy Napoleon został pokonany, a Ferdynand VII wrócił na tron, wysłał armie, by odzyskać kontrolę nad koloniami. W latach 1809-1816 Hiszpania stłumiła wszystkie powstania. Druga runda 1816-1825 była zwycięska i zmusiła Hiszpanów do opuszczenia całego kontynentu. Hiszpania w tej walce była osamotniona. Nikt jej nie wsparł. A Wielka Brytania i Stany Zjednoczone walczyły przeciwko niej.
Odcięte od Hiszpanii kolonie stały się areną walki pomiędzy Hiszpanami urodzonymi w Hiszpanii, tzw. półwyspiarzami, a Hiszpanami urodzonymi w Nowej Hiszpanii. Byli to Kreole. Dążyli oni do zdobycia niepodległości. W 1824 roku armia generała Jose de San Martina z Argentyny i Simona Bolivara z Wenezueli pokonały resztki wojsk hiszpańskich. Ostatnia bitwa miała miejsce pod Ayacucho w południowym Peru. Po tych wydarzeniach pozycja Hiszpanii na arenie międzynarodowej znacznie osłabła. Gospodarka i handel w byłych koloniach znalazły się pod brytyjską kontrolą. Hiszpanii w Nowym Świecie pozostała tylko Kuba i Puerto Rico.
Tak to opisuje angielska Wikipedia. Nie dodaje jednak, że skoro handel i gospodarka byłych kolonii znalazły się pod brytyjską kontrolą, to nie była to niepodległość, tylko zamiana suwerena. Nie dodaje też, że ci Kreole, którzy wystąpili przeciwko Hiszpanii, wyjeżdżali kształcić się do Hiszpanii i innych krajów europejskich i tam przesiąkali ideami oświecenia i zapewne masońskimi. Widać więc, że atak był totalny, na wszystkie kolonie, na Hiszpanię, na lądzie i na morzu. Co ciekawe, Anglia niby walczyła z Napoleonem w Europie, ale w hiszpańskich koloniach wspierała idee napoleońskie i ludzi je głoszących.
Meksyk zdobył dla Hiszpanów w latach 1518-1521 Hernan Cortes. Po podboju Azteków na terenie współczesnego Meksyku zostało utworzone hiszpańskie wicekrólestwo Nowej Hiszpanii. Od samego początku wielką rolę w nowej kolonii odgrywał Kościół katolicki, a zwłaszcza jezuici, którzy stworzyli zręby systemu edukacji, pomocy społecznej i położyli podwaliny pod rozwój kulturalny kraju. W tym czasie doszło do wymieszania się ludności pochodzącej z Hiszpanii z miejscowymi Indianami i czarnymi niewolnikami sprowadzanymi z Afryki.
To mieszanie ras i kultur było cechą charakterystyczną Meksyku. Dzięki temu powstało bardzo zróżnicowane społeczeństwo. Pojawili się Metysi, czyli rasa powstała z wymieszania się krwi indiańskiej i europejskiej, Mulaci – wymieszanie się rasy białej i czarnej, Zombosi – osoby mające pochodzenie indiańskie i afrykańskie. Pod koniec XIX wieku ludność o korzeniach afrykańskich wtopiła się całkowicie w „metyskie społeczeństwo” Meksyku i praktycznie była nierozpoznawalna. Obecnie Metysi stanowią 60% społeczeństwa, Indianie – 30%, biali, przeważnie Hiszpanie – 9%.
Przynależność rasowa była podstawowym wskaźnikiem pozycji społecznej w kolonialnym Meksyku. Najwyższą klasę stanowili półwyspiarze, czyli ludzie urodzeni w Hiszpanii, ale mieszkający w Meksyku. Ludzie tej kategorii byli wysyłani z ojczyzny w celu obejmowania najważniejszych stanowisk zarówno w administracji państwowej, jak i kościelnej. Półwyspierze stanowili nie więcej niż 1% całej ludności i z góry traktowali Kreolów, czyli ludzi o europejskich korzeniach, którzy urodzili się w Meksyku. Kreole stanowili drugą pod względem ważności klasę społeczną. Nigdy jednak nie powierzano im najważniejszych stanowisk urzędniczych. Nienawiść Kreolów do półwyspiarzy stała się później jedną z głównych przyczyn powodzenia ruchu niepodległościowego. Następni w hierarchii byli Metysi, a po nich najniżej na drabinie społecznej stali czarni i Indianie.
Gospodarka Meksyku opierała się na taniej sile roboczej, jaką stanowili Indianie. Dzięki nim funkcjonowały takie gałęzie gospodarki jak rolnictwo, pasterstwo i górnictwo, którego podstawą było wydobycie srebra. Pomimo tego, że Indianom zagwarantowano status wolnych najemników uprawnionych do pobierania wynagrodzenia, to w praktyce byli traktowani niewiele lepiej niż niewolnicy. To niekorzystne położenie spowodowane było głównie ustanowieniem tzw. systemu encomienda (specjalnie wydzielonego majątku), według którego wszyscy europejscy osadnicy, odkrywcy i żołnierze mieli mieć nieograniczony dostęp do określonego „kontyngentu” indiańskiej siły roboczej, która miała pracować w ich rozległych posiadłościach ziemskich.
Istniał też system pracy przymusowej tzw. repartimiento (z hiszp. dział, nadział), który pojawił się w połowie XVI wieku. W systemie tym wymagano od społeczności indiańskiej dostarczenia określonej liczby pracowników, którzy mogli być wynajęci lub „wydzierżawieni”. Osoby takie były odrywane od swoich gospodarstw, w których pozostawiały własne rodziny bez środków do utrzymania.
Srebrne peso, wydobywane i bite w kolonialnym Meksyku, stało się globalną walutą.
Źródło: angielska Wikipedia.
W Meksyku dobrze rozwijało się rolnictwo i hodowla. Jednak najlepiej prosperowało górnictwo oparte o wydobycie srebra. Cortes był jedną z pierwszych osób, które weszły w posiadanie kopalni. Była ona położona 110 km na południowy-zachód od miasta Meksyk. W przeciwieństwie do artykułów rolnych srebro zawsze cieszyło się w Europie i w Azji powodzeniem, co powodowało, że jego transport w tamte rejony był opłacalny. Górnictwo pozwalało na pewne wzbogacenie się elity kolonialnej w większym stopniu niż rolnictwo, które było bardzo wrażliwe na kapryśny klimat kraju (m.in. częste susze i powodzie).
Nowa Hiszpania była najważniejszą dla hiszpańskiego globalnego handlu. Na biało hiszpańskie drogi morskie, na niebiesko – portugalskie. Źródło: angielska Wikipedia.
Handel w Nowej Hiszpanii (Meksyku) był zdominowany głównie przez dużych kupców. Handlowano głównie towarami importowanymi z Hiszpanii, ale także i z innych krajów. Rząd kolonialny wydał przepisy, według których do Hiszpanii dozwolony był tylko eksport wyrobów nieprzetworzonych i surowców (np. srebro), natomiast gotowe produkty miały być wwożone tylko z metropolii przez hiszpańskich kupców. Te regulacje okazały się jednak tylko martwymi zarządzeniami i były bardzo często omijane. Pomimo tego, że większość wydobywanego w Meksyku srebra w taki czy w inny sposób docierała do skarbca królewskiego w Hiszpanii, to szacuje się, że ok. jedna trzecia kruszcu była wysyłana do Azji (głównie na zyskowny handel z Japonią i z Chinami).
Ktoś może sobie pomyśleć, że te informacje są nudne i bez znaczenia. Ale czy rzeczywiście? Cortes miał kopalnię srebra i był konkwistadorem. Widać więc, że te podboje miały konkretny cel. Szukano przede wszystkim złota, ale srebro było też bardzo opłacalną inwestycją. W tamtym czasie bito monety ze srebra, produkowano z niego wiele przedmiotów użytecznych, m.in. zastawy stołowe. Srebro było też znacznie droższe w stosunku do złota niż obecnie. Płacono nim za towary z Japonii i Chin, z których cześć zapewne trafiała do Nowego Świata. W czyich rękach był handel i kto bił monety? Nie powinno być więc zaskoczeniem, że wielu konkwistadorów, jeśli nie większość, była Żydami. Trzeba też pamiętać, że odkrycie Ameryki w 1492 roku zbiegło się z datą wypędzenia Żydów z Hiszpanii.
Wicekrólestwo Hiszpanii w okresie swojego największego zasięgu terytorialnego z dołączoną Luizjaną (1764-1801). Obszary oznaczone kolorem jasnozielonym były terytoriami, do których prawo rościła sobie Hiszpania. Źródło: angielska Wikipedia.
Zręby podstawowej, dobrze funkcjonującej administracji ustanowił Cortes wkrótce po podboju. Zarząd kraju opierał się na ośrodkach znajdujących się w miastach. Zarządy miejskie kontrolowały mniejsze miasta i wioski. W 1528 roku król ustanowił Sąd Najwyższy, znany jako Audiencja. W 1530 roku w jego skład weszli sędziowie przybyli z Hiszpanii, co umożliwiło mu kontrolowanie swoich podwładnych w kolonii. W 1535 roku rząd hiszpański ustanowił Wicekrólestwo Nowej Hiszpanii i mianował do jego władz pierwszego wicekróla, którym został Antonio de Mendoza. Wicekról oprócz władzy wykonawczej zasiadał także w Audiencji jako jej przewodniczący. Był także zwierzchnikiem sił zbrojnych kolonii.
Innymi ważnymi ogniwami hiszpańskiej kolonii były tzw. consulado (rodzaj gildii kupieckiej), które zajmowały się sprawami handlu. Istniał także specjalny trybunał tzw. Juzgado de Indios (założony w 1573 roku), który przyjmował od Indian skargi na działanie gubernatorów. Powołanych zostało też szereg innych drobniejszych urzędów, które zajmowały się kompleksowo innymi sprawami kolonii.
W całej Ameryce Łacińskiej wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie, tylko przebieg był inny w zależności od rejonu. W Brazylii to była pełna „kultura”. Po prostu Portugalia sprzedała Brazylię. W Ameryce hiszpańskojęzycznej już takiej kultury nie było. Były wojny. Ale w obu przypadkach była to sprawa elit. W przypadku Meksyku doszło do powstania chłopskiego. – A co to za problem dla Żydów! Wywoływali plebejskie powstania w Rzymie, w średniowieczu, to i w XIX wieku mogli. Oczywiście posłużyli się masonami i całym tym towarzystwem wzajemnej adoracji.
Główną postacią meksykańskiego ruchu niepodległościowego oraz jego inicjatorem był Miguel Hidalgo y Costilla (1753-1811) – proboszcz niewielkiej parafii w miejscowości Dolores. Pochodził z kreolskiej rodziny. Od wczesnych lat interesował się zakazaną francuską literaturą rewolucyjną i nie poddawał się wpływom otoczenia. Władał kilkoma językami indiańskimi i otwarcie przeciwstawiał się niektórym nakazom wiary katolickiej, takim jak celibat duchowieństwa. W górniczo-rolniczym obszarze środkowego Meksyku Hidalgo i kilku innych wysoko postawionych Kreolów zaczęło układać plan rebelii przeciwko Hiszpanom, której główną siłą mieli być Metysi i Indianie – czyli stan chłopski.
Gdy czyta się taki powyższy fragment, to trudno nie zapytać: a co robili kościelni hierarchowie? Przecież to niemożliwe, by nie wiedzieli, co robi ich proboszcz, skoro nawet nie krył się z tym. Kościół w Meksyku przenikał wszelkie dziedziny życia społecznego i nie tylko społecznego. Udzielał nawet pożyczek na niektóre przedsięwzięcia gospodarcze. Tak pisze Wikipedia. A skoro wiedział, to dlaczego nie reagował?
Wkrótce po tym jak został księdzem, zaczął szerzyć ideę ogólnonarodowego powstania przeciw rządowi kolonialnemu. W czasie swojego siedmioletniego pobytu w Dolores spotykał się w swoim domu z wieloma osobami i to zarówno Indianami, Metysami, Kreolami i półwyspiarzami. Ruch niepodległościowy wziął swój początek od tych nieformalnych spotkań. 8 grudnia 1810 roku został ustalony przez działaczy niepodległościowych jako termin wybuchu powstania.
Nieformalne spotkania? Spotkania, w których brali udział wszyscy, cały przekrój ówczesnego społeczeństwa meksykańskiego, nawet znienawidzeni półwyspiarze. Któż ich tak wszystkich pogodził? Tajne związki – nie ma innego racjonalnego wytłumaczenia dla tego typu schadzek.
Plany te zostały odkryte przez rząd kolonialny a spiskowcy zostali poinformowani o grożącym aresztowaniu. Hidalgo zdecydował więc o przyspieszeniu wybuchu powstania i wyznaczył je na 16 września 1810 roku. Data ta jest obecnie świętowana w Meksyku jako Dzień Niepodległości. Hidalgo wygłosił słynną mowę tzw. Grito de Doloroes (Zawołanie z Dolores), krzycząc donośnie: „Niech żyje Najświętsza Panna z Guadelupe! Śmierć złym rządom! Śmierć gachupines! (gachupines – pejoratywne określenie półwyspiarzy – przyp. W.L.). Reakcja tłumu przekroczyła najśmielsze oczekiwania konspiratorów. Wściekli ludzie rozpoczęli marsz na stolicę prowincji w Guanajuato. Górnicy z tego miasta połączyli się z mieszkańcami Dolores i dokonali masakry mieszkających tu Hiszpanów, którzy zdecydowali się stawić opór.
Następnie powstańcy skierowali się do miasta Meksyk, zdobywając wcześniej Zacatecas, San Luis Potosi i Valladolid. 30 października 1810 roku powstańcy napotkali opór w pobliżu Monte de las Cruces i, pomimo odniesionego tam zwycięstwa, zaprzestali dalszego marszu na stolicę. Po jeszcze kilku zwycięstwach powstańcy udali się na północ do Teksasu. W marcu następnego roku rebelianci dali się złapać w zasadzkę i zostali wzięci do niewoli w miejscowości Monclova w stanie Coahuila, graniczącym z Teksasem. Hidalgo jako kapłan był sądzony przez sąd kościelny inkwizycji i został uznany za winnego zdrady i herezji, a następnie skazany na śmierć. 31 lipca 1811 został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny. Jego ciało zostało zbezczeszczone a głowa wystawiona na widok publiczny jako ostrzeżenie dla innych buntowników.
Pomimo odniesionego zwycięstwa zaprzestali dalszego marszu na stolicę. Po kilku jeszcze zwycięstwach udali się na północ do Teksasu. I tu znowu na pozór irracjonalne zachowanie: wygrywają i przestają walczyć, a później po kilku jeszcze zwycięstwach udali się do Teksasu. Miasto Meksyk leży w południowo-wschodniej części kraju, a Teksas – na północy. Najwyraźniej „nieznani przełożeni” wydali taki rozkaz. I jeszcze inkwizycja, która zawsze była dobrze poinformowana, raptem nie wiedziała, co otwarcie głosił proboszcz jednej z parafii. Same cuda w tym Meksyku.
Po śmierci Hidalga przywództwo w ruchu rewolucyjnym objął Jose Maria Morelos y Pavon (1765-1815). Urodził się w biednej rodzinie i do 25 roku życia pracował jako pastuch i poganiacz mułów. Później rozpoczął naukę w seminarium duchownym w Valladolid. Jako kałan służył głównie w ubogich parafiach wśród Indian i Metysów. Na początku 1811 roku przyłączył się do powstańców Hidalgo. Po jego śmierci objął dowództwo nad siłami rebelianckimi w południowym Meksyku. Opracował plan okrążenia stolicy i odcięcia jej od wybrzeża. W czerwcu 1813 Morelos zwołał Kongres Narodowy złożony z reprezentantów wszystkich prowincji. Spotkanie odbyło się w Chilpancingo (obecnie stan Guerrero), a jego celem była dyskusja o przyszłym kształcie niepodległego Meksyku. Owocem Kongresu była uchwała, w której nakreślono podstawowe założenia przyszłego ustroju państwa. Miały to być m.in. suwerenność, powszechne prawo wyborcze dla wszystkich mężczyzn, religia katolicka jako religia państwowa, zniesienie niewolnictwa i pracy przymusowej oraz monopolów handlowych. Pomimo początkowych sukcesów siły rządowe z powodzeniem uwolniły miasto od okrążenia. Następnie zajęły pozycje powstańców. Później wojsko kolonialne wkroczyło do Chilpancingo. W 1815 Morelos został aresztowany. Podzielił on los pojmanego wcześniej Hidalga.
W latach 1815-1821 z sił rebelianckich ocalały jedynie niewielkie grupy, które prowadziły walkę partyzancką. Z tych małych oddziałów wyszło dwóch czołowych przywódców, którzy w dalszym okresie mieli odegrać bardzo ważną rolę. Byli to Guadalupe Victoria (którego prawdziwe nazwisko brzmiało Miguel Felix Fernandez), działający w Puebli i Vincente Guerrero operujący w Oaxace. Tymczasem hiszpański wicekról uznał już, że sytuacja w kraju jest pod jego kontrolą i nakazał swoim generałom darowanie życia wszystkim powstańcom, którzy złożą broń.
A więc pozbyto się tych, którzy wykonali swoje zadanie i zostali, nie w przenośni, ale dosłownie, odstrzeleni. Reszta czekała na odegranie swojej roli i ich oszczędzono.
Po 10 latach wojny domowej i śmierci dwóch czołowych przywódców we wczesnych latach 20. XIX wieku ruch niepodległościowy stał w martwym punkcie i był bliski upadku. Rebelianci napotykali w dalszym ciągu na nieugięty opór wojsk rządowych oraz spotykali się z coraz większą obojętnością większości wpływowych Kreolów. Brutalna i populistyczna polityka prowadzona przez Hidalgo i Morelosa sprawiła, że Kreole obawiali się ruchu niepodległościowego jako siły, która dąży jedynie do wzniecania nienawiści klasowej. Dlatego ich większość popierała działania rządu hiszpańskiego do czasu, kiedy możliwe będzie znalezienie mniej krwawej drogi do uzyskania niezależności. Na szczęście dla ruchu niepodległościowego zaszły nieprzewidziane wydarzenia. Mianowicie w Hiszpanii w wyniku rewolucji wygrało stronnictwo liberalne, a w Meksyku działania wojskowe prowadzone przez oddziały wierne królowi miały bardzo nieudolny charakter.
W Meksyku działania wojskowe prowadzone przez oddziały wierne miały bardzo nieudolny charakter. No właśnie! Dlatego, że ktoś był taki nieporadny, czy dlatego, że tak miało być?
Mimo tych zaburzeń wicekról Nowej Hiszpanii przygotował ostateczną ofensywę, która miała rozprawić się z powstańcami. W grudniu 1820 roku wicekról Juan Ruiz de Apodaca wysłał duże siły pod dowództwem kreolskiego oficera Augustina Iturbide, który miał udać się w rejon Oaxaci i pokonać tam rebeliantów dowodzonych przez Guerrera. Iturbide okazał się jednak niewłaściwym człowiekiem na tym stanowisku. Mimo że początkowo wszystkie jego cechy (Iturbide był ulubieńcem hierarchii kościelnej oraz człowiekiem o bardzo reakcyjnych i konserwatywnych poglądach) świadczyły o tym, że powinien on być zaciekłym wrogiem powstańców, to wkrótce miało się okazać jak fatalna była ta nominacja dla rządu kolonialnego.
Przydzielenie Iturbidego do wyprawy na Oaxacę zbiegło się w czasie z przewrotem w Hiszpanii, który zmierzał do obalenia króla Ferdynanda VII. Zamachowcy, którzy wcześniej mieli być użyci do stłumienia niepokojów w Nowej Hiszpanii teraz zwrócili się przeciwko swojemu monarsze. Przewrót powiódł się a król został zmuszony do podpisania liberalnej konstytucji z 1812. Kiedy wieści o tych wydarzeniach dotarły do Iturbidego, zaczął się on obawiać, że może to stanowić zagrożenie dla przywilejów kreolskich, ale jednocześnie upatrywał w tym szansę dla zyskania niezależności kraju od Hiszpanii (który miał być rządzony oczywiście przez Kreolów). Ironią tamtego okresu było to że niepodległość została osiągnięta tylko dzięki temu, że konserwatywni Kreole zbuntowali się przeciwko liberalnemu rządowi w Hiszpanii. Po początkowych starciach z siłami Guerrera, Iturbide złamał przysięgę wierności wobec króla hiszpańskiego i zaprosił do rozmów przywódcę powstańców, aby omówić z nim dalsze akcje przeciwko rządowi kolonialnemu.
Encyklopedia Britannica tak opisuje tę rewolucję z 1820 roku:
„Rozwiązaniem liberałów z Kadyksu dotyczącym problemu imperialnego było uczynienie kolonii konstytucyjnie częścią metropolitalnej Hiszpanii poprzez nadanie im reprezentacji w Kortezach. Nie powstrzymało to buntu kolonii, w których Kreole chcieli samorządu lokalnego i wolnego handlu, a nie liberalnej centralizacji. W 1814 nie było jasne, czy buntownicy pod wodzą Simóna Bolívara na północy i José de San Martína na południu odniosą sukces; jednak wszystkie wysiłki Ferdynanda, by zebrać dużą armię i flotę do wysłania do Ameryki, nie powiodły się. W 1820 r. armia, która miała ujarzmić kolonie, wystąpiła przeciwko królowi, w buncie wszczętym przez majora Rafaela de Riego y Núñez i przy wsparciu lokalnych liberałów zorganizowanych w lożach masońskich.
Rewolucja 1820 r. przyniosła władzę „ptakom więziennym” – liberałom z rocznika 1812, prześladowanym przez Ferdynanda VII. Konstytucja z 1812 r. została przywrócona wraz z innymi liberalnymi aktami prawnymi, w tym sprzedażą majątku klasztornego.”
Z kolei w Encyklopedii PWN czytamy:
„W 1808 Napoleon I zmusił Karola IV i jego syna, Ferdynanda VII, do abdykacji, a tron przekazał swojemu bratu Józefowi. 2 V 1808 powstanie w Madrycie rozpoczęło wojnę o niepodległość 1808–14. Nowy reżim zyskał poparcie niewielkiej części społeczeństwa. Powstały regionalne junty obrony oraz Junta Centralna, pełniąca funkcję rządu narodowego. Kortezy proklamowały w 1812 w Kadyksie pierwszą konstytucję hiszpańską o liberalnym charakterze. Działania partyzanckie (guerrilla) oraz interwencja wojsk brytyjskiego marszałka A. Wellingtona doprowadziły w 1814 roku do wyparcia Francuzów z Hiszpanii.
Po powrocie w 1814 roku na tron Ferdynand VII zniósł konstytucję, wszczął prześladowania liberałów i przywrócił rządy absolutne. Liberalna rewolucja 1820–23 zmusiła króla do uznania konstytucji 1812, została jednak stłumiona przez wojska francuskie interweniujące na zlecenie Świętego Przymierza.”
Mamy tu więc do czynienia z istną huśtawką. Wkrótce po zajęciu Hiszpanii przez Napoleona w 1808 roku w Ameryce Łacińskiej pojawiają się ruchy niepodległościowe. W 1812 roku Napoleon funduje Hiszpanom liberalną konstytucję. Wyparcie go z Hiszpanii, z pomocą Anglii, powoduje powrót monarchii i unieważnienie tej konstytucji oraz stłumienie dążeń niepodległościowych w Ameryce. Rewolucja liberalna w Hiszpanii w latach 1820-1823 powoduje przywrócenie konstytucji z 1812 roku i w tym czasie, prawie jednocześnie, wszystkie prowincje hiszpańskie w Nowym Świecie uzyskują niepodległość. A po 1823 roku wojska francuskie przywracają w Hiszpanii stary porządek. Te same, które 15 lat wcześniej wprowadzały tam liberalny porządek. – Tak działała masoneria na zlecenie swoich ”nieznanych przełożonych”. A wszystkie te zabiegi po to, by Stany Zjednoczone przejęły kontrolę nad Ameryką Łacińską.
Podczas pobytu w mieście Iguala Iturbide ogłosił program tzw. „trzech gwarancji”, na których miał się oprzeć niepodległy Meksyk:
miał on być niepodległą monarchią rządzoną przez króla Ferdynanda (którego miano zaprosić do Meksyku) albo przez jakiegoś innego europejskiego monarchę
miano zrównać w prawach Kreolów i półwyspiarzy
Kościół katolicki miał zatrzymać swoje przywileje i monopol religijny
Po przekonaniu swoich własnych oddziałów do akceptacji tych zasad, Iturbide zawarł je w tzw. Planie Iguala, ogłoszonym 24 lutego 1821. Później udało się mu namówić Guerrera, aby ten przyłączył się do jego sił. Tzw. „Nowa armia trzech gwarancji” pod dowództwem Iturbidego wyruszyła na stolicę, aby wprowadzać w życie postanowienia Planu Iguala. Założenia tego dokumentu były tak ogólnie sformułowane, że spotkał się on z poparciem zarówno lojalistów, jak i zwolenników niepodległości. Cel, jakim była niepodległość oraz ochrona kościoła katolickiego scaliły wszystkie do tej pory skłócone frakcje.
Jak widać program „trzech gwarancji” niczego nie zmieniał w dotychczasowych realiach Meksyku, bo co to za różnica, czy będzie niepodległe państwo rządzone przez króla Hiszpanii, czy będzie to państwo zależne od Hiszpanii i rządzone przez jej króla. Zrównywanie praw Kreolów z prawami półwyspiarzy, którzy stanowili 1% społeczeństwa, było symboliczne, bo ilu Kreolów mogło zająć stanowiska zwolnione przez półwyspiarzy i cieszyć się przywilejami z tego płynącymi. Również Kościół katoicki zachował swoją pozycję. Ileż to musiało się zmienić, by nic nie zmieniło się?
Do wojsk Iturbidego przyłączały się siły powstańcze w całym Meksyku. Kiedy zwycięstwo powstańców nie budziło już żadnych wątpliwości, wicekról ustąpił ze swojego stanowiska. 24 sierpnia 1821 przedstawiciele Korony hiszpańskiej i Iturbide podpisali traktat pokojowy w mieście Cordoba, w którym uznano Meksyk za niepodległe państwo oraz zgodzono się na warunki zawarte w tzw. Planie Iguala. Iturbide, były rojalista a teraz sługa rewolucji, zadbał także o wprowadzenie do umowy odpowiedniej klauzuli, według której na władcę Meksyku mógł być wybrany także Kreol, jeżeli nie znaleziono by odpowiedniego kandydata wśród europejskich rodzin królewskich.
Meksyk nie był przygotowany do istnienia jako samodzielne państwo. Wojna domowa zniszczyła ekonomię i doprowadziła do naruszenia kruchej równowagi społecznej. Przychody z podatków spadły do zastraszająco niskiego poziomu. Ponadto w kraju niewiele było osób, które miałyby jakiekolwiek doświadczenie polityczne. Lokalne elity sprzeciwiały się wszelkim próbom centralizacji kraju. Decyzja o tym, jak duże uprawnienia powinien posiadać rząd federalny, wymagała czasu, którego Meksyk nie miał. Pierwsza konstytucja ogłoszona w 1824 dawała reprezentantom narodu prawo do wyboru prezydenta oraz wiceprezydenta. W wyniku tego bardzo często dochodziło do zmian rządów, a stabilizacja była na dłuższy okres niemożliwa.
W tym czasie elita polityczna Meksyku zaczęła się dzielić na dwa stronnictwa: liberałów i konserwatystów. Konserwatyści opowiadali się za centralizacją kraju (przewidywali możliwość wprowadzenia dyktatury, jeżeli takowa okazałaby się konieczna), chcieli utrzymać wszystkie przywileje Kościoła oraz jego nadzór nad edukacją. W skład konserwatystów wchodzili najczęściej duchowni, duzi posiadacze ziemscy, Kreole i wojskowi. Liberałowie opowiadali się za federacją stanów jako najlepszym ustrojem oraz za jak najmniejszymi uprawnieniami rządu federalnego. Chcieli także ograniczenia władzy Kościoła oraz przeprowadzenia gruntownych reform społecznych.
Przywódcą liberałów stał się dawny powstaniec – Vincnte Guerrero, który został wybrany na prezydenta w 1829, ale niedługo potem, w 1831 roku, został zamordowany przez siły konserwatystów pod dowództwem Anastasia Bustamantego. Od tego czasu zapanowała anarchia, powtarzające się zamachy zdawały się nie mieć końca. Taki stan rzeczy został ukrócony dopiero w 1833, kiedy Antonio Lopez de Santa Anna został wybrany na prezydenta. Santa Anna – człowiek, który wcześniej poprowadził udaną rewoltę w celu obalenia Iturbidego i krótkotrwałego ustroju monarchicznego (cesarstwa) był człowiekiem bardzo przebiegłym i egoistycznym, który nie cofał się przed żadnym krokami, aby tylko utrzymać się przy władzy. Krótko po tym, jak objął urząd najwyższej głowy państwa Meksyk, został wplątany w konflikt z osadnikami amerykańskimi na terytorium Teksasu.
Tak więc Iturbide, początkowo rojalista, później zwolennik rewolucji, był cesarzem Meksyku od maja 1822 do marca 1823. Był to okres despotyzmu i nieporadnych rządów. Po abdykacji udał się do Włoch. W 1824 roku powrócił. Został aresztowany, uznany za zdrajcę i skazany przez kongres meksykański na karę śmierci. Został rozstrzelany. – Polityka to było bardzo niebezpieczne zajęcie w tamtym czasie w Meksyku.
Na początku XIX wieku Teksas był bardzo rzadko zaludnionym obszarem, na którym funkcjonowała jedynie szczątkowa administracja. W 1820 roku Amerykanin Moses Austin otrzymał prawo do sprowadzenia nowych osadników na te tereny. Austin zmarł wkrótce, ale jego syn Stephen F. Austin kontynuował dzieło ojca. W 1821 roku otrzymał zgodę na kontynuację projektu. W latach 30-tych XIX wieku mieszkańcy Teksasu byli głównie imigrantami z południowych stanów USA. Między rządem meksykańskim a kolonistami zaczęły występować wkrótce pewne spory. Głównym punktem zapalnym było niewolnictwo, które Meksyk zniósł w 1829 roku, a które usiłowali wprowadzić na nowo na te tereny osadnicy. W reakcji na to rząd meksykański zabronił Amerykanom dalszego osiedlania się w Teksasie.
Pojawił się konflikt, którego by nie było, gdyby nie było zgody rządu meksykańskiego na amerykańskie osadnictwo w Teksasie. Wikipedia nie informuje, kto wydał taką zgodę w 1820 i ponownie w 1821 roku. Meksyk został uznany za niepodległy 24 września 1821 roku. Kto więc podejmował te decyzje?
W 1834 doszło do kryzysu politycznego, w wyniku którego obalono konstytucję z 1824, która ustanawiała Meksyk jako republikę federalną. Nowa „centralistyczna” konstytucja, która pozbawiała stany meksykańskie ich autonomii została wprowadzona w życie w 1836 roku. W reakcji na to w całym kraju wybuchły protesty i głosy oburzenia, ale konserwatyści postawili na swoim i stłumili wszelkie sprzeciwy. Te zaburzenia zachęciły osadników amerykańskich do wystąpienia przeciwko rządowi w 1835 roku. Wydarzenia te znane są jako Rewolucja Teksańska. Santa Anna zaalarmowany tymi zamieszkami przyjechał na początku 1836 roku do Teksasu, gdzie jego oddziały pokonały małą grupkę powstańców w Alamo – małej misji franciszkańskiej, która została przekształcona w fort.
Egzekucja ponad 280 Teksańczyków w Goliad na rozkaz Santa Anny sprawiła, że żaden kompromis nie był już możliwy. W bitwie pod San Jacinto wojska Santa Anny zostały rozgromione przez powstańców dowodzonych przez Sama Houstona. W maju 1836 roku Santa Anna podpisał traktat w Velasco. W porozumieniu tym zgodzono się, że wojska meksykańskie wycofają się poza Rio Grande, a Teksas został uznany za niepodległą republikę. Mimo że rząd meksykański nigdy nie pogodził się z suwerennością Teksasu, to nie podejmował żadnych kroków w celu odzyskania tego terenu. W międzyczasie Teksańczycy wybrali Houstona na prezydenta republiki. Ten efemeryczny twór państwowy wkrótce zakończył swój żywot i został, zgodnie z wolą jego mieszkańców, włączony do Stanów Zjednoczonych.
Straty terytorialne Meksyku w latach 1823-1853. Źródło: Wikipedia.
W latach 1846-1848 miała miejsce wojna amerykańsko-meksykańska, w wyniku której Meksyk stracił ogromną część swego terytorium wchodzącego w skład obecnych stanów Kalifornia, Nevada, Utah, Arizona, Kolorado, Nowy Meksyk i Wyoming. W 1845 prezydent Stanów Zjednoczonych James K. Polk wysłał swojego przedstawiciela Johna Sildella na teren Teksasu w celu dokonania pewnych korekt granicznych i załagodzenia sporów tamtejszych osadników z rządem meksykańskim. Slidell otrzymał także pełnomocnictwa do przekonania Meksyku do odsprzedaży USA terytoriów obejmujących Kalifornię oraz Nowy Meksyk. Meksykanie nie chcieli jednak prowadzić z nim jakichkolwiek rozmów. Po niepowodzeniu tej misji gen. Zachary Taylor wraz z oddziałami amerykańskimi udał się do ujścia Rio Grande i ogłosił tę rzekę jako południową granicę Stanów Zjednoczonych. Meksyk, który uważał, że granica przebiega na rzece Nueces uznał posunięcia Taylora za jawną agresję i wysłał wojsko w tamten rejon w 1846 roku. W reakcji na to Polk uznał ruchy armii meksykańskiej za inwazję na USA a Kongres wypowiedział Meksykowi wojnę.
Jak widać na przykładzie Ameryki Łacińskiej, w polityce chodzi o zupełnie coś innego niż jest to oficjalnie deklarowane. Warto o tym pamiętać, choćby w kontekście konfliktu na naszej wschodniej granicy. Zapewne został on narzucony z góry, bo nie ma żadnych rozmów pomiędzy polskim i białoruskim rządem. To chyba dowód na to, że ktoś inny tym wszystkim zarządza. I podobnie było w przypadku Ameryki Łacińskiej. Wszystkie prowincje stały się „niepodległymi” państwami, które, mniej więcej, odziedziczyły swoje granice po hiszpańskich audiencjach. Meksyk też „wybił się” na niepodległość, ale był on najbardziej poszkodowany, bo ta niepodległość kosztowała go utratę ogromnych terytoriów i jako pierwszy z krajów tego rejonu przekonał się, jak drapieżny, bezwzględny i bezczelny był jego sąsiad z północy i wschodu.
Historia hiszpańskojęzycznej Ameryki Południowej była inna niż historia Brazylii, ale była jedna wspólna cecha. Wszystkie kolonie uzyskały niepodległość mniej więcej w tym samym czasie, tj. po wojnach napoleońskich w Europie. Przypadek? Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. Brazylia uzyskała niepodległość w 1822 roku, Argentyna w 1816 roku, Peru – 1821, Paragwaj – 1818, Chile – 1818, Urugwaj – 1822, Boliwia – 1825, Wenezuela – 1811, Kolumbia – 1810 (proklamowano), uznano – 1819, Ekwador – 1822. Panama uzyskała niepodległość od Kolumbii w 1903 roku. Od 1821 roku była ona związana z Kolumbią, wcześniej była kolonią hiszpańską.
Strefa Kanału Panamskiego to pas terenu wzdłuż Kanału Panamskiego o szerokości ok. 16 kilometrów wydzierżawiony w 1903 roku Stanom Zjednoczonym przez nowo utworzone państwo Panamę. Do 1979 roku kontrolę nad kanałem oraz otaczającą go Strefą Kanału Panamskiego sprawowały Stany Zjednoczone. Jasno więc z tego wynika, że Panama została utworzona po to, by umożliwić Stanom Zjednoczonym kontrolę nad kanałem.
Jak zwykle wypada jednak zacząć od początku. A początek był taki, że w Ameryce Południowej były dwie kolonie: portugalska i hiszpańska. Hiszpanie zaczęli swoją ekspansję od strony Panamy i dotarli do dzisiejszego Peru. Na jego obszarze w okresie prekolumbijskim rozwijało się kilka znaczących cywilizacji indiańskich. Ostatnią z nich, państwo Ajmara (Aymara), podbiły w IX wieku plemiona Kiczuanów, które utworzyły wielkie imperium Inków o wysokim stopniu rozwoju gospodarczego i organizacyjnego. Ukształtowanie cywilizacji inkaskiej miało miejsce w XII wieku. Jednak znaczniejsza ekspansja terytorialna miała miejsce w XV i na początku XVI wieku. Stolicą imperium było Cuzco. Mapka pochodzi z Wikipedii.
W 1524 roku na tereny cywilizacji Inków dotarli Hiszpanie. Wykorzystując osłabienie państwa toczącą się wojną domową pomiędzy synami ostatniego władcy Huayna Capac – Atahualpą i Huascarem, 160 osobowy oddział (60 konnych i 100 pieszych) pod dowództwem Francisca Pizarra rozpoczął konkwistę na zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej. W 1525 roku doszło do rozpadu imperium Inków, co wykorzystali Pizarro i jego podkomendni Diego de Almagro i Hernando de Luque. W krótkim czasie (1531-1535) Hiszpanie, często podstępem, rozbili wojska inkaskie i opanowali cały kraj. Atahualpa został aresztowany i zgładzony w 1539 roku. Pizarro założył Limę w 1535 roku, a w 1542 roku powstało Wicekrólestwo Peru (Nowa Kastylia).
Wicekrólestwo Peru to kolonia hiszpańska założona w 1542. Jej stolicą była Lima. Dzieliło się ono na audiencje. Audiencje to w XVI-XVIII wieku w koloniach hiszpańskich w Ameryce oraz na Filipinach organy władzy sądowniczej i administracyjnej. Początkowo były dwie: audiencja Panamy (1535) i Limy (1542). Jednak wraz z postępującym podbojem tworzono kolejne: Santa Fe de Bogota (1549), Charcas (1559) – dzisiejsza Boliwia, Quito (1563), Chile (1609), Buenos Aires (1661).
W skład audiencji wchodziły rady miejskie zwane gobernaciones, na czele których stał gubernator. Audiencja Limy miała ich pięć. Każdy gubernator miał do dyspozycji grupę niższych urzędników, a wśród nich asystenta gubernatora i burmistrza. Najniżej w hierarchii znajdowali się gobernador de indios (zarządca Indian) oraz radni gmin hiszpańskich i gmin indiańskich.
Ulokowanie Limy na wybrzeżu nie było przypadkowe i miało zepchnąć w polityczny niebyt starą stolicę państwa inkaskiego Cuzco, położoną w głębi lądu. Lima, zwana „Miastem królów”, stała się wraz z ustanowieniem wicekrólestwa głównym miastem południowej części hiszpańskiej Ameryki. Wraz z Meksykiem stanowiła główny ośrodek kulturalny, finansowy i duchowy (kościelna metropolia) wicekrólestw. Znajdowały się tu szkoły średnie (colegios), a w 1551 roku powołano do życia Uniwersytet Świętego Marka, otwarty 25 lat później.
Audiencje Wicekrólestwa Peru:
Panama (1) 1538
Santa Fe de Bogota (2) 1548
Quito (3) 1563
Lima (4) 1543
Charcas (5) 1559
Chile (6) 1563-1573; 1606
Buenos Aires 1661-1672; 1776
Caracas 1786
Cuzco 1787
Źródło mapy: Wikipedia
W XVII i XVIII wieku Peru było najcenniejszą kolonią Hiszpanii. W tym okresie i wcześniej wybuchały indiańskie powstania, m.in. Manko Kapaka w latach 1535-1537. W połowie XVIII wieku wybuchło powstanie, którego przywódcą był Juan Santos Atahualpa. W 1780 roku – powstanie Tupaca Amaru II. Jednak za każdym razem powstania te były krwawo tłumione. Na początku XIX wieku w latach 1809, 1812 i 1814 wybuchały kolejne, ale bez powodzenia. Peru pozostawało wierne Madrytowi. Trochę to dziwne, bo zaledwie 7 lat później wierne Madrytowi nie chciało być, ale tym razem to nie Indianie przeciwstawili się hiszpańskiej dominacji. I od razu się udało. Ciekawe.
Powstanie Tupaca Amaru II
Tupac Amaru (1545-1572) – ostatni, dziewiętnasty król i przywódca powstania antyhiszpańskiego Inków. Uwięziony i stracony przez hiszpańskich kolonizatorów.
Tupac Amaru II (Jose Gabriel Condorcanqui y Noguera) 1741-1781 – przywódca zakończonego klęską indiańskiego powstania przeciwko Hiszpanom w 1780 roku w Peru. Potomek inkaskiego przywódcy Tupaca Amaru urodził się w Tincie w prowincji Cuzco. Otrzymał jezuickie wychowanie w szkole w San Francisco de Borja. Studiował na uniwersytecie w Limie. Tutaj też kontynuował studia u Jezuitów, co znacząco wpłynęło na jego wiarę. Był bogatym plantatorem koki, przedsiębiorcą przewozowym, właścicielem kopalni kruszców i licznych stad bydła. Swoje interesy prowadził w Limie i Buenos Aires.
W 1770 roku wstąpił na drogę sądową, domagając się uwolnienia indiańskich przymusowych robotników w kopalniach. Ze względu na niepowodzenie działań pokojowych 4 listopada 1780 roku na czele 10.000 Indian wkroczył do Tinty, gdzie osądził i skazał na śmierć Antonia de Arriagę, tamtejszego hiszpańskiego urzędnika do spraw Indian, za notoryczne przekraczanie kompetencji, nieludzkie traktowanie mieszkańców regionu. I tak rozpoczął powstanie, w którym powstańcy nie zamordowali nikogo więcej. Nie próbowali mścić się na białych mieszkańcach miasta, a walki toczone były tylko z regularnym hiszpańskim wojskiem. Początkowo Tupac Amaru II odnosił zwycięstwa, jednak, pomimo rosnącej popularności i sukcesów powstania w wielu miejscowościach, nie potrafił on zjednoczyć swoich sił i ostatecznie uległ Hiszpanom.
W tym miejscu można by zapytać, co skłoniło człowieka bogatego, wykształconego i o ustalonej pozycji społecznej do podjęcia takich działań? Czyżby wychowanie jezuickie? A może tę pozycję osiągnął właśnie dzięki jezuitom i w pewnym momencie dostał propozycję nie do odrzucenia. A może po prostu chodziło o budowanie legendy powstań antyhiszpańskich, po to, by Indianie poparli w przyszłości kogoś, kto wystąpi przeciwko Hiszpanom, choć nie będzie Indianinem.
Tupac Amaru II stał się symbolem i wzorem dla licznych ugrupowań politycznych w Peru, reprezentujących rozmaite frakcje. Jego imię przyjął Ruch Rewolucyjny im. Tupaca Amaru w Peru, a także partyzantka miejska w Urugwaju – Tupamaros.
Decydujące znaczenie dla niepodległości Peru miało powodzenie antyhiszpańskich powstań w sąsiednich krajach pod przywództwem Argentyńczyka Jose de San Martina i Wenezuelczyka Simona Bolivara. Jose de San Martin zdobył Limę w 1821 roku i doprowadził do proklamacji niepodległości Peru. Pełnię niepodległości uzyskało Peru po zwycięstwie podkomendnego Simona Bolivara, gen. Antonio de Sucre, który w 1824 roku pokonał Hiszpanów w bitwie pod Ayacucho. W 1825 roku powstała Boliwia poprzez oderwanie się od Górnego Peru. W latach 1836-1839 Peru i Boliwia tworzyły Konfederację Peruwiańsko-Boliwijską. W 1845 roku prezydentem Peru został Ramon Castilla. Zniósł on niewolnictwo, wprowadził reformę finansów, rozbudował kolej i wprowadził powszechny system oświaty.
Wszystkie informacje zawarte w tym blogu pochodzą z Wikipedii. Jednak nie podaje ona, skąd się wzięły te wojska, które walczyły przeciw Hiszpanom, ale zamieszcza obrazy z epoki malowane przez południowoamerykańskich malarzy, którzy pewnie też, tak jak nasz Matejko, starali się wiernie oddawać realia bitew, wygląd wojsk, uzbrojenie itp. I co tam widać? Widać wojska doskonale wyposażone, mundury i czapki napoleońskie, flagi w kolorach niebieskim, białym i czerwonym, a więc barwy rewolucji francuskiej. Skąd one się wzięły, te wojska? Zapewne były częścią wojska hiszpańskiego, które pod wodzą swoich masońskich generałów przeszły na „słuszną” stronę.
Bitwa pod Chacabuco, Pedro Subercaseaux (1880-1956), malarz chilijski. Muzeum Narodowe w Buenos Aires; źródło: Wikipedia.
Największe zasługi w zdobyciu niepodległości przez kraje Ameryki Południowej mieli chyba dwaj ludzie. Są to Jose de San Martin i Simon Bolivar. Jeden walczył o niepodległość południa kontynentu, drugi – północy. Ale był też jeszcze Francisco de Miranda, uważany za prekursora dążeń niepodległościowych.
Jose de San Martin (1778-1850) – generał argentyński i przywódca powstania południowych narodów Ameryki Południowej. Bohater narodowy Argentyny, Chile i Peru. Urodził się w urzędniczej rodzinie w hiszpańskim Wicekrólestwie La Platy. Edukację pobierał w Hiszpanii. Tam też rozpoczął karierę wojskową. Walczył z Portugalczykami w Afryce i Francuzami w Hiszpanii (powstanie przeciwko Napoleonowi). W 1812 roku rozpoczął walkę o niepodległość Argentyny (1816). Dowodził wojskami, które dokonały inwazji na Boliwię. W 1817 roku odniósł zwycięstwo w bitwie pod Chacabuco. Było to w czasie wojny o niepodległość Chile (1813-1826). W marcu 1818 roku jego oddziały wkroczyły do Santiago, w kwietniu wygrał bitwę pod Maipu (rzeka w okolicach Santiago). W lipcu 1821 roku zajął Limę. Po spotkaniu z Simonem Bolivarem 26 lipca 1822 zrezygnował z dowództwa na rzecz Bolivara oraz wycofał się z życia publicznego. W 1824 roku opuścił Amerykę Południową i udał się na emigrację do Francji. W 1880 roku jego szczątki zostały przewiezione do Buenos Aires.
Z tego zwięzłego życiorysu można wyczytać, że „nieznani przełożeni” zadecydowali, że dwóch to za dużo i jeden z nich musi się usunąć. Mówiąc wprost – murzyn zrobił swoje, murzyn musi odejść.
Simon Bolivar (1783-1830) – urodził się w Caracas w Wenezueli. Dorastał w arystokratycznej rodzinie pochodzenia hiszpańskiego. W młodości udał się do Europy, gdzie poznał filozofię oświecenia, znalazł się pod wpływem filozofów takich jak Rousseau, Wolter, Monteskiusz i John Locke. W czasie pobytu w Rzymie w 1805 roku złożył ślubowanie na Wzgórzu Awentyńskim, w którym obiecał walczyć o wolność Wenezueli. Gdy w 1808 roku armia Napoleona zaatakowała Hiszpanię, dwa lata później, w 1810 roku, wybuchło powstanie republikańskie w Wenezueli. Bolivar powrócił do ojczyzny i przystąpił do niego. Źródło obrazu: Wikipedia.
W 1811 roku został oficerem wojsk powstańczych. Wojna domowa o niepodległość Wenezueli, prowadzona w latach 1811-1812, zakończyła się klęską republikanów, a przywódcy rebelii, w tym Francisco de Miranda, aresztowani. Bolivar został wydalony z kraju, ale wrócił po kilku miesiącach z zamiarem kontynuowania walki o niezależność hiszpańskiej Ameryki. Tym razem zastosował nową strategię, która sprowadzała się do objęcia ruchem wyzwoleńczym wszystkich prowincji Wicekrólestw Peru i Nowej Granady (Wenezuela, Kolumbia, Panama, Ekwador, Gujana i Trynidad Tobago, stolicą kraju była Bogota), prowadzenia szerokiej agitacji republikańskiej i przyciągnięcia wszystkich warstw społecznych, także niewolników, którym obiecywano wolność.
Ciekawe jest to: „Urodził się w Caracas, dorastał w arystokratycznej rodzinie pochodzenia hiszpańskiego.” Czyli że co? Że arystokratyczna rodzina pochodzenia hiszpańskiego zaadoptowała go? Wzięła na wychowanie? Dała mu swoje nazwisko? Czy to oznacza, że Bolivar był Żydem? Tereny Wenezueli oddał w 1529 roku, jako spłatę długów, Karol V Habsburg augsburskim bankierom rodziny Welser. A więc za długi Żydzi kupili sobie Wenezuelę. To teraz już chyba jasne, po co oni zadłużają cały świat, dają nowe kredyty, podczas gdy stare nie są spłacane. A walki o niepodległość w Ameryce Południowej zaczęły się od Wenezueli.
Prawie tak samo kupiono Brazylię: „Działania zbrojne mające na celu wyparcie stacjonujących w kraju sił portugalskich trwały do końca 1823 roku. Mediacji pomiędzy zwaśnionymi stronami podjęła się mająca rozległe interesy po obu stronach Atlantyku Wielka Brytania. Wobec takiego obrotu sprawy, postawiony pod ścianą rząd Portugalii zgodził się za kwotę dwóch milionów funtów zrezygnować ze swoich praw do kolonii i uznać jej niepodległość.” Za dwa miliony funtów kupili sobie Żydzi w XIX wieku Brazylię.
Swój szlak wyzwoleńczy rozpoczął Bolivar od portu Cartagena w północnej Kolumbii, w której toczyła się chaotyczna wojna domowa. Istniało wiele rozproszonych ośrodków walki z wojskami hiszpańskimi. Bolivar starał się o zespolenie sił republikańskich. Początkowo miał do dyspozycji tylko 70 ludzi, ale śmiałe działania zaczepne, zabiegi propagandowe i „napoleoński” stosunek do żołnierzy sprawiły, że jego oddziały szybko rozrastały się.
W sierpniu 1813 roku oddziały Bolivara zajęły Caracas i ponownie została proklamowana republika w Wenezueli. Powołano też republikański rząd. Jednak było to zwycięstwo krótkotrwałe, gdyż brakowało wszystkiego: broni, pieniędzy, żywności. Prawdopodobnie było to związanie z trzęsieniem ziemi z marca 1812 roku, które zniszczyło Caracas i inne miasta. Nie było też żadnej pomocy z zewnątrz, podczas gdy z Hiszpanii, po wyparciu Francuzów, napływały wielotysięczne oddziały regularnego wojska. Jesienią 1813 roku w republice Wenezueli wybuchła rebelia kierowana przez rojalistę Jose Bovesa, w wyniku której republika przestała praktycznie istnieć.
Bolivar uciekł do Kolumbii, a potem na brytyjską Jamajkę, gdy cała Kolumbia została opanowana przez nową hiszpańską armię ekspedycyjną króla Ferdynanda VII. Tam opublikował on we wrześniu 1815 roku program wyzwoleńczy dla całej Ameryki Południowej znany jako List z Jamajki.
List z Jamajki został napisany w odpowiedzi na pismo wystosowane przez Henry’ego Cullena. Był on jamajskim sklepikarzem angielskiego pochodzenia, który tłumaczył dlaczego upadła II Republika Wenezuelska (1811-1812). W liście tym Bolivar przedstawia koncepcję polityczną zakładającą powołanie federacji lub konfederacji krajów Ameryki Łacińskiej. Jako wspólny mianownik łączący przyszłe państwa wykazał on wspólny język, obyczaje, religię oraz pochodzenie. Z drugiej strony zwrócił uwagę na przeszkody, takie jak różnice klimatyczne, czy też wielkość obszaru. Dalsza część listu poświęcona jest na opis konieczności wspólnej walki z Hiszpanami oraz znalezienia odpowiedniego protektora wspierającego koncepcje reformatorskie.
W tym miejscu wypada się zastanowić nad tym, jaka jest różnica pomiędzy kolonią hiszpańską podzieloną na audiencje, a konfederacją „niezależnych” państw, których jeszcze nie było w trakcie pisania Listu z Jamajki, a które miały powstać właśnie z tych audiencji. Kolonia była zależna od Hiszpanii, a od kogo miałaby być zależna konfederacja czy federacja?
W grudniu 1815 roku Bolivar udał się na emigrację na Haiti. Tam udało mu się zorganizować dwa kilkusetosobowe oddziały i przerzucić je w marcu 1816 roku na wybrzeże Wenezueli. Ich działania przez wiele miesięcy były nieskuteczne z powodu kłótni i konfliktów pomiędzy dowódcami, nieuznającymi centralnego dowództwa i dyscypliny. Jednym z większych zwycięstw było zdobycie przez Bolivara w 1817 roku twierdzy Angostura nad rzeką Orinoko i przeciągnięcie na swoją stronę pasterzy-wojowników Llanos (trawiasta, sawannowa formacja roślinna) oraz ludności murzyńskiej po deklaracji zniesienia niewolnictwa.
Gdy na zdobytych terenach powstańcy po raz trzeci utworzyli Republikę Wenezueli, Bolivar został w 1817 roku jej Najwyższym Naczelnikiem, a od 1819 – prezydentem. Nie zrezygnował jednak ze swojego programu wyzwolenia całej Ameryki Południowej. Zgodnie z nim powstańcy na wyzwolonych terytoriach szykowali się do marszu na północne i zachodnie tereny Wicekrólestwa Nowej Granady. Rozpoczęli go w lutym 1819. Trwał on sześć lat i liczył ponad 4 tysiące kilometrów. Generał Simon Bolivar poprowadził swoje, wciąż rosnące w siłę, oddziały, wyzwalając spod panowania Hiszpanów kolejne kraje: Wenezuelę, Kolumbię, Ekwador i Peru.
Wcześniej w latach 1816-1818 niepodległość wywalczyły Argentyna, Paragwaj i Chile, do 1825 Urugwaj, w 1825 – Boliwia (część Peru), nazwana tak od nazwiska Bolivara. W 1822 powstała niepodległa Brazylia. Nowo powstałe państwa uznane zostały przez mocarstwa europejskie i Stany Zjednoczone. Ciekawe, że te same mocarstwa europejskie nie paliły się jakoś do przyznania niepodległości wielu narodom europejskim, które do niej dążyły. Musiały one jeszcze poczekać 100 lat. Jak widać w tej niepodległości, to wcale nie chodzi o prawdziwą niepodległość, tylko o coś zupełnie innego.
Stany Zjednoczone były szczególnie zainteresowane zmianami i rozwojem sytuacji w Ameryce Południowej, sprzyjając zresztą wyeliminowaniu wpływów hiszpańskich. Poprzez uchwalenie w 1823 roku tzw. doktryny Monroego zabraniały państwom europejskim interwencji i mieszania się do spraw kontynentu amerykańskiego.
Doktryna Monroego
Doktryna Monroego – doktryna w polityce amerykańskiej autorstwa sekretarza stanu Johna Quincy’ego Adamsa, którą 2 grudnia 1823 przedstawił w dorocznym orędziu do Kongresu prezydent James Monroe. Głosiła one, że kontynent amerykański nie może podlegać dalszej kolonizacji ani ekspansji politycznej ze strony Europy, w zamian zaś zapowiadała, że Stany Zjednoczone nie będą ingerowały w sprawy państw europejskich i ich kolonii. Doktryna ta stała się fundamentem amerykańskiej polityki izolacjonizmu (hasło Ameryka dla Amerykanów). Prezydent Monroe przedstawił w orędziu zasady amerykańskiej polityki zagranicznej:
Żaden z amerykańskich kontynentów nie może być obecnie ani w przyszłości obiektem kolonizacji.
Stany Zjednoczone sprzeciwiają się jakimkolwiek próbom restauracji europejskich, niedemokratycznych systemów monarchicznych w Ameryce.
Stany Zjednoczone nie będą ingerować w problemy kolonii europejskich (w tym Kanady).
Stany Zjednoczone odżegnują się od jakichkolwiek ingerencji w wewnętrzne sprawy państw europejskich.
Z czasem doktryna ta zaczęła być traktowana jako obowiązująca przez prawo międzynarodowe, co zostało potwierdzone w traktacie wersalskim w art. 21: “Zobowiązania międzynarodowe takie, jak traktaty w sprawie rozjemstwa i porozumienia, dotyczące pewnego terytorium, jak doktryna Monroe’go, zapewniające utrzymanie pokoju, nie są uważane za niedające się pogodzić z postanowieniami niniejszej Umowy“.
W praktyce można tę doktrynę sprowadzić do tego: co nasze, to nasze, a co wasze, to wasze i nasze. Była to też korekta traktatu z Tordesillas. W 1823 roku jeszcze nie wszystkie państwa Ameryki Południowej wywalczyły „niepodległość”, a już zyskały nowego suwerena. Z deszczu pod rynnę – tak to chyba można w skrócie ująć.
Bolivar dążył do stworzenia federacji wszystkich państw pohiszpańskiej Ameryki Południowej. Udało mu się to tylko częściowo poprzez utworzenie w 1819 roku Federacji Wielkiej Kolumbii, grupującej Wenezuelę, Kolumbie, Ekwador i Panamę (współczesne flagi trzech pierwszych państw mają ten sam układ barw, pochodzący z flagi federacji zaprojektowanej przez samego Bolivara). Na kongres państw Ameryki Południowej w 1826 roku przybyli przedstawiciele jedynie czterech państw.
Flaga Wenezueli składa się z trzech równych poziomych pasów, których następujące po sobie kolory symbolizują:
żółty: bogactwa tej ziemi
niebieski: morze u Wybrzeży Wenezueli, rzeki oraz niebo ponad nimi
czerwony: krew przelaną przez patriotów za niepodległość
Łuk złożony z siedmiu gwiazd w środku pasa niebieskiego symbolizuje siedem pierwszych prowincji, które podpisały Akt Niepodległości 5 czerwca 1811 roku. Ósma gwiazda została dodana 7 marca 2006 roku uchwałą parlamentu wenezuelskiego. Symbolizuje prowincję Guayana, w której skład wchodziły stany: Bolivar, Amazonas oraz terytorium Guayana Esequiba. Skąd inspiracja tymi gwiazdami? Wystarczy spojrzeć na Wielką Pieczęć Stanów Zjednoczonych i 13 gwiazd reprezentujących 13 pierwszych niepodległych stanów.
Od początku, gdy Bolivar został prezydentem tej federacji, piętrzyły się przed nim trudności związane z odbudową zniszczonych miast i zagospodarowaniem opustoszałych terenów rolniczych. Największym problemem nowo utworzonego państwa była panosząca się anarchia i samowola władz lokalnych. Po 1826 roku wybuchła wojna domowa, a w 1828 doszło do zamachu na życie „Oswobodziciela”. Trudności w sprawowaniu władzy nad olbrzymim państwem popychały go do rządów autokratycznych i dyktatorskich, jakie zaczął stosować od 1828 roku. Zraził sobie w ten sposób nawet przychylne mu dotąd kręgi społeczeństwa i najbardziej oddanych mu przyjaciół.
W styczniu 1830 roku dokonany został nieudany pucz i zamach na życie Bolivara. W ich następstwie przekazał on urząd prezydenta na rzecz generała Domingo Caycedo. Wielka Kolumbia podzieliła się z powrotem na Wenezuelę, Ekwador i Kolumbię (z Panamą). Rozpad dotychczasowego scentralizowanego państwa i sposób w jaki to się dokonało, były dla Bolivara szokiem psychicznym. Ciężko chory próbował jeszcze odbudować tę jedność, ale nikt go już nie słuchał. Okrzyknięty został wrogiem Wenezueli, oskarżono go o chęć zaprzedania ojczystego kraju cudzoziemcom. W atmosferze nagonki i wrogości złożył urząd prezydenta Wielkiej Kolumbii, nie przyjmując należnej mu emerytury. Simon Bolivar „El Libertador”, chory na gruźlicę płuc, zmarł w osamotnieniu w grudniu 1830 roku.
Francisco de Miranda (El Precursor) urodził się w 1750 roku w Caracas, a więc podobnie jak Bolivar, zmarł w 1816 roku w Kadyksie w Hiszpanii. Jak dla mnie to jego życiorys, to życiorys typowego masona, ale to jest moje prywatne odczucie. Pochodził z kreolskiej rodziny i był synem bogatego kupca z Wysp Kanaryjskich, który osiedlił się w Wenezueli.
W 1772 roku Miranda przybył do Hiszpanii, gdzie kupił stopień oficerski w armii hiszpańskiej i doszedł do stopnia pułkownika. Walczył w Północnej Afryce i na Karaibach przeciwko Brytyjczykom podczas wojny o niepodległość USA. W 1780 walczył na Kubie, ponownie przeciw Anglii. Oskarżono go tam o nadużycia finansowe. Udało mu się jednak w 1783 roku uciec do USA. Poznał tam przywódców amerykańskiej rewolucji Georga Washingtona, Thomasa Paine’a, Alexandra Hamiltona i Thomasa Jeffersona.
W USA Miranda stworzył pierwszy plan wyzwolenia Ameryki Południowej i Środkowej spod hiszpańskiego panowania. Ścigany przez agentów hiszpańskich uciekł do Anglii. W Londynie został on nieformalnym przywódcą południowoamerykańskiej, antyhiszpańskiej opozycji. W Anglii próbował zdobyć dla swego planu poparcie rządu Wielkiej Brytanii. Premier William Pitt Młodszy uznał te plany za pożyteczne dla polityki angielskiej i zapewnił mu pewne wsparcie i ochronę. Miranda miał dom w Londynie, ożenił się z Brytyjką i miał z nią dwoje dzieci. W 1785 roku uzyskał w Londynie od ambasadora Hiszpanii oczyszczenie z zarzutów i wystąpił ze służby w armii hiszpańskiej.
W latach 1785-1789 podróżował Miranda po Europie. Odwiedził m.in. Włochy, Niemcy, Francję, Holandię, Polskę, Prusy i Rosję. Stał się sensacją towarzyską. Został nawet faworytem Katarzyny II. Dotarł też do Grecji i Turcji.
Miranda był wszechstronnie wykształconym człowiekiem epoki oświecenia, podzielał jej popularne wówczas, uważane przez wielu za postępowe, idee. Podkreślał m.in. rolę edukacji dla przyszłości narodów, zwracał uwagę na organizację edukacji, więziennictwa i opieki zdrowotnej w różnych krajach. W czasie swoich podróży stał się zagorzałym zwolennikiem niepodległej Ameryki Południowej, zabiegał o wsparcie europejskich władców dla sprawy tego kontynentu. Jego przyjaciółmi stało się wówczas wielu ważnych polityków. W 1789 roku wrócił do Anglii, a od 1791 brał udział w rewolucji francuskiej.
Największym dziełem Mirandy była walka o niepodległość kolonii hiszpańskich w Ameryce. Jego plan zakładał wyzwolenie Ameryki Południowej spod panowania Hiszpanii i Portugalii i stworzenie na tym obszarze niezależnego cesarstwa, rozciągającego się od Missisipi aż do przylądka Horn. Ustrój cesarstwa był wzorowany na monarchii angielskiej: dziedzicznym cesarzem miał zostać przedstawiciel inkaskiej rodziny królewskiej, zwany „Inką”, współrządzący z dwuizbowym parlamentem. Państwo miało się nazywać „Kolumbią” na część Krzysztofa Kolumba.
Chcąc uzyskać pomoc dla swoich działań, przybył Miranda w 1805 roku do USA. Spotkał się tam z prezydentem Thomasem Jeffersonem i sekretarzem stanu Jamesem Madisonem. Nie uzyskał oficjalnej pomocy rządu amerykańskiego. Dostał jedynie zgodę na nabór ochotników. W lutym 1806 roku w sile 3 okrętów stoczył bitwę u wybrzeży Wenezueli, tracąc dwa okręty. Wyprawa zakończyła się fiaskiem. W sierpniu tego roku podjął kolejną próbę inwazji na Wenezuelę. Zdobył fort i miasto Coro, w którym po raz pierwszy zawisła trójkolorowa (żółto-niebiesko-czerwona) flaga Wenezueli, której twórcą był Miranda (w innym miejscu pisze Wikipedia, że Bolivar). Jednak po 10 dniach musiał się wycofać, bo brytyjska flota stacjonująca na Karaibach nie udzieliła mu pomocy. Przez następny rok pozostał na Karaibach, usiłując bezskutecznie zorganizować dalszą walkę.
W 1810 roku Miranda poznał w Londynie Simona Bolivara, który próbował pozyskać poparcie Wielkiej Brytanii dla rozpoczętej na nowo w tym roku walki o niepodległość Wenezueli. Bolivar namówił Mirandę do powrotu do kraju. Miranda został generałem armii rewolucyjnej. Był także członkiem Kongresu, który 5 lipca 1811 roku ogłosił akt niepodległości Wenezueli.
Hiszpanie podjęli kontratak, co było początkiem wojny o zachowanie niepodległości (1811-1812). W marcu 1812 roku miało miejsce katastrofalne trzęsienie ziemi, które zniszczyło m.in. Caracas, co niewątpliwie utrudniło działania rewolucjonistom. Do tego ruszyła jeszcze z zachodniego wybrzeża Wenezueli ofensywa rojalistów. Miranda, obawiając się całkowitej klęski, podpisał z Hiszpanami 25 lipca 1812 roku zawieszenie broni. Bolivar i inni rewolucjoniści uznali to za zdradę i uniemożliwili Mirandzie próbę ucieczki z Wenezueli. Wydali go hiszpańskiej armii. W ten sposób złamane zostały warunki zawieszenia broni. Miranda został przewieziony do Hiszpanii i uwięziony w forcie La Carraca w Kadyksie.
Ostatni okres życia Prekursora przedstawia obraz wenezuelskiego malarza Arturo Micheleny, Miranda en la Carraca (1896), ukazujący bohatera w celi więziennej w Kadyksie. Obraz ten stał się graficznym symbolem historii Wenezueli i utrwalił wizerunek Mirandy wśród pokoleń Wenezuelczyków.
Francisco de Miranda w więzieniu w Kadyksie. Źródło: Wikipedia.
Adiutant Simona Bolivara, Daniel Florencio O’Leary, powiedział po śmierci Mirandy: Miranda był człowiekiem osiemnastego wieku, którego geniusz polegał na rozwijaniu świadomości i wiary w siebie jego braci Amerykanów. Chociaż był dumny z tego, że jest żołnierzem, swoje największe bitwy stoczył używając pióra.
Napoleon Bonaparte powiedział o Mirandzie: “Don Kichot, który nie jest szaleńcem, lecz w którego sercu płonie święty ogień”. Natomiast Simon Bolivar nazwał de Mirandę “największym z Kolumbijczyków”. Mirandę określano także jako “najbardziej wykształconego Kreola swoich czasów”.
Wszyscy trzej pochodzili z bogatych, a nawet bardzo bogatych rodzin. Skąd więc u tego typu ludzi takie ciągotki do uszczęśliwiania ludzkości? Ich życiorysy skłaniają mnie do wniosku, że byli masonami. Swobodnie poruszali się po całym świecie, stykali się z najpotężniejszymi monarchami i prezydentami. Skąd mieli środki do życia? Jak się jeździ po świecie, to się nie pracuje. Ktoś ich finansował. Rewolucjonista – to był ich zawód. Wykonywali polecenia „nieznanych przełożonych”, a gdy ci „nieznani przełożeni” uznali, że swoje zadanie spełnili, to pozbywali się ich bez skrupułów. Życie jest brutalne – nie tylko na dole, ale i na górze.
W hiszpańskojęzycznej Ameryce Południowej cała rewolucja, czyli zmiana suwerena, dokonała się w ciągu 20-30 lat. Czy to długo, czy krótko? U nas Niemcy, na terenach Królestwa Polskiego, które zajęli w czasie I wojny światowej, zaczęli tworzyć polską administrację od 1916 roku. Na jej czele stała Rada Regencyjna, której członkowie musieli być zaakceptowani przez Niemców, a więc byli to ludzie im posłuszni. I tak w listopadzie 1918 roku, gdy compañero Piłsudski przyjechał z Magdeburga, to Rada Regencyjna posłusznie oddała mu władzę. Ale przecież Niemcy nie mogliby stworzyć nowej administracji w ciągu dwóch lat. Po prostu przejęli tę, która została po Rosjanach.
Nie inaczej było w hiszpańskiej Ameryce Południowej. Bo tak naprawdę, to te audiencje to były państwa. Miały własną administrację i sądy. Czegóż więcej trzeba, by było państwo? Brakowało tylko wojska. A w wojsku jest tak, że żołnierze wykonują rozkazy przełożonych. Jeśli przełożony jest masonem i będzie wykonywał rozkazy swoich „nieznanych przełożonych”, to przeciągnie podległe mu wojsko na swoją stronę. Reszta pozostanie wierna tym przełożonym, którzy będą bronić starego porządku. W Polsce przerabialiśmy ten schemat podczas zamachu majowego w 1926 roku. I już mamy to, co Żydzi kochają najbardziej – konflikt gojów z gojami.
W Ameryce Południowej było podobnie, tylko trwało to dłużej. Dlaczego? Może, żeby było bardziej wiarygodnie, autentycznie. Tam nie było takiej wojny, jak w Europie, po której można było zrobić, co się chciało. A chciało się, żeby były republiki. I republiki powstały.
Juan Lepiani (1864-1933), San Martin ogłaszający niepodległość Peru w Limie 28 lipca 1821 roku. Źródło: Wikipedia.
Co widać na tym obrazie? Widać wysokich urzędników, wysokich rangą wojskowych, wysokiego rangą duchownego. Wszyscy oni w wieku średnim lub więcej niż średnim, a więc ludzie, którzy służyli Hiszpanom przez większość swojego aktywnego życia zawodowego. I raptem ktoś im powiedział, że teraz mają nowego suwerena i oni podporządkowali się mu. Jak świat długi i szeroki, wszędzie jest tak samo.
Od nazwiska Bolivara pochodzą nazwy dwóch państw Ameryki Południowej. Boliwii i… Wenezueli, bo pewnie mało kto wie, że pełna nazwa Wenezueli to Boliwariańska Republika Wenezueli (Republica Bolivariana de Venezuela). W 2014 roku miało miejsce bardzo ważne dla Wenezueli zdarzenie. W Ekwadorze odnaleziono oryginalną, hiszpańską wersję Listu z Jamajki. Zawiera on paragraf, który nigdy nie został przetłumaczony na język angielski, co, jak stwierdził prezydent Maduro, było uchybieniem o wielkim znaczeniu ideologicznym. Szczegóły tu: https://venezuelanalysis.com/news/11002. Poniżej fragment tego listu z angielskiej wersji z 1833 roku.
„Dzisiejsi Amerykanie, żyjący w systemie hiszpańskim, nie zajmują w społeczeństwie lepszej pozycji niż chłopi pańszczyźniani, a w najlepszym razie nie mają wyższego statusu niż zwykli, bierni konsumenci. Jednak nawet ten status narzuca irytujące ograniczenia, takie jak zakaz uprawy europejskich roślin, gromadzenia produktów, na które ustanowiono królewskie monopole oraz zakaz zakładania fabryk, których sam Półwysep nie posiada. Do tego należy dodać wyłączne przywileje handlowe, nawet w przypadku artykułów pierwszej potrzeby, oraz bariery między prowincjami amerykańskimi, mające na celu uniemożliwienie wszelkiej wymiany handlowej, przemieszczania się i porozumiewania się. Krótko mówiąc, czy chcesz wiedzieć, co przyniesie nasza przyszłość? – po prostu uprawę pól indygo, zboża, kawy, trzciny cukrowej, kakao i bawełny; hodowlę bydła na szerokich równinach; polowanie na dziką zwierzynę w dżungli; kopanie w ziemi, by wydobywać jej bogactwa — ale nawet te ograniczenia nigdy nie zaspokajały chciwości Hiszpanii.
Nasza egzystencja była tak beznadziejna, że nie mogę znaleźć niczego porównywalnego w żadnym innym cywilizowanym społeczeństwie na przestrzeni dziejów. Czyż nie jest to oburzające i wbrew zdrowemu rozsądkowi, że ziemia tak wspaniale obdarzona, tak rozległa, bogata i ludna pozostaje niewykorzystana?
Jak już wyjaśniłem, zostaliśmy odcięci i niejako odsunięci od świata poprzez dyskryminacyjne działania rządu i administracji państwowej. Nigdy nie byliśmy wicekrólami ani namiestnikami, z wyjątkiem najrzadszych przypadków; rzadko arcybiskupami i biskupami; dyplomatami – nigdy; jako wojskowi – tylko podwładnymi; jako szlachta – bez przywilejów królewskich. Krótko mówiąc, nie byliśmy ani sędziami, ani finansistami i rzadko kupcami – wszystko w rażącej sprzeczności z deklaracjami naszych instytucji.
Trudniej, pisał Monteskiusz, uwolnić naród z niewoli niż zniewolić wolny naród. Prawdę tę potwierdzają kroniki wszech czasów, które ujawniają, że większość wolnych narodów została ujarzmiona, ale bardzo niewiele narodów zniewolonych odzyskało wolność. Wbrew historycznym przekazom, mieszkańcy Ameryki Południowej starali się stworzyć liberalne, a nawet doskonałe instytucje, zapewne z owego instynktu płynące dążenia do największego szczęścia, które, wspólne wszystkim ludziom, muszą nastąpić w społeczeństwach obywatelskich, opartych o zasady sprawiedliwości, wolności i równości. Ale czy jesteśmy w stanie utrzymać w odpowiedniej równowadze organy republiki? Czy można sobie wyobrazić, że nowo wyemancypowany naród może wznieść się na wyżyny wolności i, w przeciwieństwie do Ikara, ani jego skrzydła nie stopią się, ani nie spadną w otchłań? Taki cud byłby bezprecedensowy. Nie ma racjonalnych powodów, aby łudzić się taką nadzieją.
Bardziej niż ktokolwiek inny pragnę ujrzeć Amerykę ukształtowaną w największy naród na świecie, największy nie tyle ze względu na swój obszar i bogactwo, ile poprzez jej wolność i chwałę. Chociaż dążę do tego, by mój rząd był doskonały, nie jestem przekonany, że Nowy Świat może być w tej chwili zorganizowany jako wielka republika. Ponieważ jest to niemożliwe, nie śmiem tego pragnąć; jeszcze mniej pragnę, aby cała Ameryka była monarchią, ponieważ ten plan jest nie tylko niewykonalny, ale i niemożliwy do zrealizowania. Obecnie istniejące krzywdy nie mogłyby zostać naprawione, a nasza emancypacja byłaby bezowocna. Stany amerykańskie potrzebują opieki rządów ojcowskich, aby uleczyć rany, rany despotyzmu i wojny…
Z powyższego możemy wyciągnąć następujące wnioski: amerykańskie prowincje walczą o swoją wolność i ostatecznie odniosą sukces. Niektóre prowincje będą oczywiście tworzyć republiki federalne, a niektóre centralne; większe obszary nieuchronnie ustanowią monarchie, z których niektóre będą sobie radzić tak źle, że rozpadną się w obecnych lub przyszłych rewolucjach. Skonsolidowanie wielkiej monarchii nie będzie łatwym zadaniem, ale konsolidacja wielkiej republiki będzie całkowicie niemożliwa.
Kiedy sukces jest niepewny, gdy państwo jest słabe, a cel odległy, wszyscy się wahają; opinia jest podzielona, namiętności szaleją, a wróg je podsyca, aby dzięki nim odnieść łatwe zwycięstwo. Gdy tylko będziemy silni i pod przewodnictwem wolnego narodu, który udzieli nam ochrony, osiągniemy zgodę w kultywowaniu cnót i talentów, które prowadzą do chwały. Wtedy będziemy dostojnie podążać w kierunku wielkiego dobrobytu, który jest przeznaczeniem Ameryki Południowej.”
Napisałem, że Bolivar i Miranda byli masonami. I pewnie nimi byli, tylko czy do końca? Czy w pewnym momencie, pozostając wiernymi ideom, które głosili, nie sprzeniewierzyli się swoim „nieznanym przełożonym”? Sposób, w jaki się ich pozbyto, może sugerować taki scenariusz. Bo przecież w całym tym zamieszaniu wcale nie chodziło o to, by Ameryka Poludniowa stała się kontynentem niepodległych państw, tylko o to, by Hiszpanię, jako suwerena, zastąpiły Stany Zjednoczone. Czy to przypadek, że zaledwie 30-40 lat po tym, jak Stany Zjednoczone stały się niezależnym państwem, w Ameryce Południowej, jak na komendę, wybuchają niepodległościowe powstania?
Historia Ameryki Południowej tego okresu pokazuje, że w polityce nic nie dzieje się przypadkiem. Tyko wielcy tego świata robią wszystko, by przekonać nas, że to wszystko to są spontaniczne działania, że te wszystkie powstania, rebelie, wojny itp., to jakaś siła wyższa. A ta siła wcale nie jest wyższa, to tylko bardzo prozaiczna i przyziemna siła… pieniądza.
W jakim kraju żyjemy? W Polsce czy w Polin? 28 listopada wieczorem zapalono pierwszą świecę na menorze chanukowej, ustawionej przez Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. A więc w samym centrum Warszawy, a tym samym – całej Polski, ustawiono wielki żydowski symbol. Już nie w sejmie, nie w Pałacu Prezydenckim, czy w innych kątach, nie po kryjomu, a otwarcie – w najruchliwszym miejscu w Polsce. A skoro tak, to warto przybliżyć sobie to święto, co ono symbolizuje i w jakich okolicznościach powstało. Żydowskie przekazy są z natury nieobiektywne, czemu nie należy się dziwić. Niemniej jednak warto się z nimi zapoznać, chociażby po to, by porównać je z innym spojrzeniem na wypadki z roku 165 p.n.e. Relację z tego wydarzenia zamieścił Chabad Lubawicz – Hanukkah 5782.
Na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin zamieszczono artykuł zatytułowany Chanuka – święto świateł. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.polin.pl/pl/chanuka-swieto-swiatel
»Chanuka to ośmiodniowe święto określane współcześnie jako Hag ha-Urim (hebr. Święto Świateł), które powstało na bazie wydarzeń historycznych opisanych w Księgach Machabejskich. W kalendarzu żydowskim święto rozpoczyna się 25 kislew a kończy 2 tewet, i wypada przeważnie w grudniu. W 2021 roku Chanuka rozpoczyna się wieczorem 28 listopada, kończy wieczorem 6 grudnia.
Chanuka to święto historyczne, które nie pochodzi wprost z Tory. Dlatego wszystkie świąteczne dni są zwykłymi dniami roboczymi. Najważniejszym elementem obchodów Chanuki jest codzienne zapalanie świateł – jednego pierwszego dnia, dwóch – drugiego itd. aż do ósmego dnia, kiedy zapala się osiem świateł. Światła palą się w charakterystycznym, dziewięcioramiennym świeczniku zwanym chanukiją lub menorą chanukową.
Celem zapalania świateł w kolejne wieczory jest rozgłaszanie chanukowego cudu (aram. pirsuma danisa). Cud ten miał zdarzyć się w starożytnej Judei w II w. p.n.e. w czasie, kiedy trwała wojna o wolność religijną między żydowskimi powstańcami – Machabeuszami, a okupującą kraj armią króla syryjskiego Antiocha IV, który usiłował przemocą hellenizować Żydów. Kiedy Machabeusze odzyskali świątynię jerozolimską i wznowili w niej rytuał zapalania menory, posłużyło im do tego odnalezione małe naczynie z oliwą wystarczającą zwykle jeden dzień. Tymczasem menora paliła się aż przez osiem dni.
Innym cudem, wzmiankowanym w dodatkowych modlitwach świątecznych, jest fakt pokonania potężnej i doskonale uzbrojonej armii syryjskiej przez garstkę żydowskich rebeliantów.
Chanuka, podobnie jak Boże Narodzenie, jest świętem wesołym i rodzinnym. W każdy wieczór wokół chanukiji stawianej przy oknie tak, aby jej światło wychodziło na zewnątrz domu, gromadzi się cała rodzina. W zależności od przyjętego zwyczaju, wszyscy zapalają jeden świecznik lub każdy domownik zapala własny.
Tradycja zaleca używanie lampek oliwnych, przypominających legendę o cudzie. Zapalaniu chanukiji towarzyszą określone błogosławieństwa i pieśni. Je się wtedy specjalne potrawy, na pamiątkę cudu smażone na oleju (pączki, placki ziemniaczane i inne tłustości), a dzieci dostają prezenty. Dorośli zasiadają do kart, a dzieci grają w drejdel, gdzie stawką jest gelt, czekoladowe pieniążki lub inne łakocie.
“Drejdel” czyli świąteczny bączek oddaje myśl przewodnią Chanuki: pamięć o cudzie. Zasady gry są bardzo proste. Na każdej z czterech stron bączka znajduje się hebrajska litera: nun, gimel, hej, szin. Każda z nich symbolizuje wygraną lub przegraną w grze, a jednocześnie jest początkiem słowa. Kręcąc bączkiem losowo wygrywamy lub przegrywamy słodkości, a jednocześnie układamy zdanie “wielki cud stał się tam” (hebr. nes gadol haja szam).«
Świętokrzyski Sztetl z okazji zeszłorocznej Chanuki 2020 zamieścił VideoSztetl, w którym jest dokładniejsze wyjaśnienie w jaki sposób powstało to święto.
Można w nim m.in. usłyszeć, że okoliczności upamiętniające wydarzenia ze 165 roku p.n.e. związane są ze zwycięstwem nad rządzącą wówczas Palestyną dynastią Seleucydów. Władcy ci, po rozpadzie imperium greckiego po śmierci Aleksandra Macedońskiego (podobno zmarł z przepicia – przyp. W.L), usiłowali zmusić Żydów do przyjęcia religii greckiej. Ukoronowaniem tego dążenia była desakralizacja najświętszego dla nich miejsca i zamienienia go w obiekt kultury helleńskiej poprzez ustawienie w nim ołtarza Jowisza Kapitolińskiego. Chodzi tu oczywiście o zbezczeszczenie Świątyni Jerozolimskiej przez ostatniego władcę Seleucydów, czyli Antiocha IV Epifanesa. Stało się to przyczyną powszechnego buntu i powstania narodowego w Judei. Dzięki przymierzu z Rzymem, a także kilku wygranym starciom, udało się ocalić świątynię. Według Talmudu, by na powrót przywrócić w niej kult ofiarny, wymagane było oczyszczenie rytualne tego miejsca. Aby tego dokonać niezbędne było palenie czystej oliwy w lampce nieprzerwanie przez 8 dni. Jednak znaleziono tylko jeden dzban z nietkniętą pieczęcią arcykapłana, co miało starczyć na jeden dzień. Stał się wówczas cud i oliwy wystarczyło na 8 dni. I to na pamiątkę tych wydarzeń, rok rocznie, przez 8 dni jest obchodzone święto Chanuka.
Henryk Rolicki w swojej książce Zmierzch Izraela wydanej w 1932 roku szerzej opisuje to, co się wtedy działo:
»W państwie syryjskim, pod którego władzą znalazł się Babilon, żydzi również otrzymują pełnię praw obywatelskich; z Babilonu rozchodzą się do miast, założonych przez dynastię Seleucydów i dają początek m.in. wielkiemu żydowskiemu skupieniu w Antiochii.
Wśród żydów kwitnie dobrobyt a handel nie jest im nowiną. Już Salomon dorobił się bogactw na handlu. Udało mu się bowiem wziąć na siebie funkcję pośrednika w handlu końmi między hodującym je Egiptem a państwami azjatyckimi. W państwie izraelskim (tzw. państwie dziesięciu pokoleń) majętni trudnili się lichwą, a szczególnie lichwą zbożową. „W latach głodowych otwierali swe spichrze, sprzedawali żywność – przy czym używali fałszywej miary i wagi – a gdy biedacy nie mogli zwrócić pożyczki, zabierali im dzieci”. – Henryk Graetz Historia żydów.
Obecnie te zdolności w świecie helleńskim znalazły szerokie zastosowanie. W Egipcie, a później w Syrii, żydzi dzierżawili cła i „łupili ludność ze skóry”. Charakterystyczną postacią staje się siostrzeniec arcykapłana Oniasza, Józef. Sprytną sztuką wkrada się w łaski króla egipskiego, Energetesa, i ubiega innych kandydatów na dzierżawę ceł, ofiarowując ceną podwójną. Król żąda odeń rękojmi, lecz sprytny Judejczyk arogancko oznajmia, że postawi dwóch najlepszych poręczycieli: króla i królową. Ten ukłon przypadł do serca królowi i oddał Józefowi w dzierżawę cła z wszystkich miast i prowincji Celesyrii i Fenicji.
Z nadzwyczajną surowością egzekwował podatki. „ W Gazie i Scytopolis, których grecka ludność ośmieliła się stawiać mu opór i obrzuciła go obelgami, kazał ściąć najprzedniejszych i najbogatszych obywateli”. – Henryk Graetz Historia żydów.
W ten sposób zdobył niezamierzone bogactwa. „Józef zdarł z całej Syrii mięso i same kości z niej zostawił” – mawiano. Z tych rabunków spadł na Judeę deszcz złota. Na poborców brał sobie Józef samych Judejczyków. Z Syrii pozostały „same kości”, a za te bogactwa lud izraelski opływał w dostatki. Dosłownie pomyślność finansową zawdzięcza Palestyna Józefowi, który łupił bezlitośnie skórę z Greków na rzecz swojego plemienia.
Za to, gdy w walkach między państwem syryjskim a Egiptem, szala zaczęła się przechylać na rzecz Seleucydów, nie kto inny, jak synowie Józefa zapomnieli o wdzięczności dla domu Ptolomeuszów, któremu cała Juda winna była bogactwo i zawiązali stronnictwo Seleucydów. Zaraz potem w r. 202. Judea przeszła pod panowanie syryjskie, zaś około r. 200 sam król Antioch zajął Jerozolimę, witany przez Wysoką Radę.
Antioch nadał żydom różne swobody i prawa obywatelskie. W Azji Mniejszej popierał kolonizację żydowską i od czasów Antiocha datują swe powstanie skupienia żydowskie w Efezie, Sardesie i Pergamonie.
Hellenizacja, czyli asymilacja żydów czyniła znaczne postępy. Do walki z nią wystąpiły w Palestynie znowu związki tajne. „Stowarzyszenie pobożnych” (chasydzi) wznowiło swą działalność. Piętnowali hellenistów (asymilatorów) mianem „gwałcicieli Zakonu i zdrajców przymierza”. Mieli przewagę w kierownictwie gminy jerozolimskiej i występowali wszelkimi środkami przeciw hellenistom. Ze zgrozą patrzyli, jak liczni Judejczycy występują nago na igrzyskach wśród Greków i dla zatarcia śladów swego pochodzenia dokonują wymyślnej i bolesnej operacji.
Wzbogacenie się żydów drogą Józefowego łupiestwa i ekskluzywizm pogardliwy chasydów przyczyniły się niewątpliwie do powstania antysemityzmu wśród Greków. Gdy żydzi helleniści przy pomocy Antiocha Wspaniałego wynieśli na godność arcykapłańską Oniasza Menelausa, nie należącego do kasty Aronidów, stało się to kamieniem obrazy dla „pobożnych”. Oskarżyli nowego arcykapłana przed królem o rabunek świątyni. Oskarżenie to poparł poprzedni arcykapłan „pobożny” Oniasz III.
Wtem Oniasz padł na rozkaz namiestnika królewskiego Andronika. O spowodowanie tego zabójstwa oskarżyli znowu „pobożni” arcykapłana, nie pochodzącego z ich grona. W Jerozolimie tłum napadł na grekofilów i dokonywał samosądu kamieniami i pałkami. Antioch wezwał obie strony przed swój sąd w Tyrze i po wysłuchaniu ich skazał na śmierć trzech przedstawicieli „pobożnych” jako oszczerców.
Tymczasem wybuchła wojna między Syrią a Egiptem. Antioch zdobył Aleksandrię i posuwał swe wojska w głąb kraju. „Pobożni” śledzili bieg wojny z zapartym oddechem; dwór egipski sprzyjał im wyraźnie i jego zwycięstwo mogło ich znowu przywieść do steru. I nagle rozeszła się w Jerozolimie wiadomość o zgonie Antiocha na polu bitwy. Od razu „pobożni” pod wodzą mianowanego przez siebie arcykapłana Jazona uderzyli na miasto i opanowali je.
Tymczasem pogłoska o klęsce i śmierci Antiocha okazała się fałszywa. Antioch, wracając z Egiptu, najechał Jerozolimę i nie oszczędził nawet świątyni. Od niego pochodzi pogłoska, która rozszerzyła się wśród Greków, jakoby znalazł w świątyni spętanego Greka, który wyjawił, że Judejczycy co roku zwykli zarzynać Greka w świątyni i kosztować jego wnętrzności. Był to prototyp średniowiecznych opowieści o mordzie rytualnym.
Antysemityzm wśród Greków był już wówczas w pełni rozwoju. W Aleksandrii, jako reakcja na wielkie skupienie żydowskie, powstała cała literatura antyżydowska. Manethos, po przeczytaniu Księgi Wyjścia, napisał swoją parafrazę tej księgi i przypisał Izraelitom pochodzenie od trędowatych Egipcjan, których Faraon odosobnił w kamieniołomach. Ta opowieść znajdowała wiarę i później.
Sukcesy Antiocha w Egipcie niespodzianie zostały zakwestionowane przez Rzymian. Pod groźbą nakazu senatu rzymskiego Antioch musiał się ukorzyć i wycofać się z Egiptu. To upokorzenie króla znalazło radosny oddźwięk wśród „pobożnych”. „Może zbyt głośno mówili, że ich Bóg, który poniża pysznych, zgotował mu to upokorzenie”. – Henryk Graetz Historia żydów. Może dali głośny wyraz swemu mniemaniu? Dość, że jeden z wodzów Antiocha, Apoloniusz, pewnej soboty na czele żołdactwa urządził pogrom w Jerozolimie.
Rozpoczęło się na rozkaz królewski prześladowanie żydów. Król zakazał nawet obrzezania, święcenia soboty i wstrzymywania się od jedzenia wieprzowiny. Ogłosił w całym państwie, że zakon mojżeszowy głosi nienawiść do wszystkich ludów obcych i wyznawanie jego jest wzbronione.
Poskutkował ten zakaz w miastach Fenicji i Syrii, gdzie żydzi wypróbowanym już sposobem „uchylili wprawdzie głowy, sprawowali pozorne ofiary greckim bałwanom, kryli się z pełnieniem ustaw Zakonu lub też zapierali się swojej religii”. – Henryk Graetz Historia żydów.
W Palestynie „związek pobożnych” zorganizował partyzantkę przeciw wojskom syryjskim. Oddziały te zostały wytępione zbrojnie. Jednak stowarzyszenie pobożnych działało dalej. Na czele ruchu staje Matatiasz, pochodzący z rodu Machabeuszów, czyli Hasmoneuszów i rozpoczyna walkę nieregularną. Napada z zasadzek na oddziały syryjskie i – gdzie tylko może – dokonuje na dzieciach żydowskich przymusowo „znaku przymierza”.
Wśród Judejczyków niewidzialna ręka rozpowszechnia w tym czasie dwie księgi o charakterze mesjanicznym: Księgę Estery i Księgę Daniela. Księga Daniela wyszła z kół organizacji „pobożnych” i prorokuje upadek państwa syryjskiego i przejście władzy do „narodu świętych”, któremu złożą hołd wszyscy królowie świata: będzie to królestwo świętych (żydów). Rzecz znamienna, że ta właśnie Księga Daniela stała się źródłem natchnień w XVI w. dla ruchów komunistyczno-rewolucyjnych.
Powstanie machabejskie rosło w siły; sprzyjał mu rozkład państwa syryjskiego i najazdy sąsiadów na dzierżawy Antiocha. Machabeusze opanowali stopniowo cały kraj i zdołali wreszcie owładnąć Jerozolimą. Tymczasem Antioch Wspaniały umarł „wśród osobliwych okoliczności”. – Henryk Graetz Historia żydów.
Wiele lat jeszcze trwały walki z wojskami syryjskimi lecz skończyły się zwycięstwem Machabeuszów. Poczęli jednak oni zbytnio dbać o swą władzę świecką i odsunęli od siebie „stowarzyszenie pobożnych”. Stało się to przyczyną upadku powstania i ponownego oddania hołdu Palestyny władcom syryjskim.
W r. 159 przywódcy partii wojennej (machabejskiej) wykorzystali znowu dogodną sytuację i wznowili powstanie. Dzięki zatargom o tron w państwie syryjskim, do którego wmieszał się Rzym, udało się powstańcom owładnąć Jerozolimą, tym razem już na stałe. W kilkanaście lat potem padła twierdza grekofilów, Akra (r. 141 przed Chr.). Odtąd ustala się panowanie Machabeuszów. Szymon Hasmonejczyk otrzymuje godność dziedzicznego arcykapłana i wodza narodu (nassi). Ta druga godność przetrwała w Jerozolimie wieki i spotykamy ją nawet w czasach nowożytnych, mimo utraty państwowej niepodległości.
W rodzie hasmonejskim władza świecka połączyła się z duchową. Poza tymi dwoma zakresami władzy, istniał w jednak w Izraelu trzeci, ponad tamtymi postawiony. Już w czasie powstania machabejskiego podejmuje swe czynności znana nam „wysoka rada”, złożona z „mędrców”. Jest ona emanacją zewnętrzną „stowarzyszenia pobożnych”, a raczej ich kierowników. Już w tym czasie przybiera rada tytuł „Sanhedrynu”. Na terenie Sanhedrynu walczą ze sobą dwa kierunki ortodoksyjne: Saduceusze i Faryzeusze. Walka ich przetrwała okres rządów książąt hasmonejskich. Saduceusze trwali przy Zakonie, lecz byli zwolennikami szerokiego uwzględniania konieczności politycznych. Faryzeusze, należący do „pobożnych”, uważali, że Zakon jest jedyną miarą oceny postępowania politycznego. Natomiast najskrajniejszy odłam „pobożnych” usunął się z życia politycznego i powołał związek Esseńczyków.
„Najpierwsze gminy (komunistyczne – przyp. autora) wytworzyły się na wschodzie, ekonomicznie najdalej rozwiniętym, a zwłaszcza wśród żydów, wśród których już około r. 100 przed Chr. napotkamy tajny związek komunistyczny – związek esseńczyków”. – Karol Kautsky Historia komunizmu w starożytności i średniowieczu. Był to więc pierwszy zalążek ruchu komunistycznego i nie należy zapominać, że utworzyli go najbardziej zagorzali ze „stowarzyszenia pobożnych” (chassidim).«
Antioch nadał żydom różne swobody i prawa obywatelskie. W Azji Mniejszej popierał kolonizację żydowską i od czasów Antiocha datują swe powstanie skupienia żydowskie w Efezie, Sardesie i Pergamonie.
Jak widać trudno dogodzić Żydom i bez względu na to, co się zrobi, zawsze będzie źle. Jak nie ma antysemityzmu, to Żydzi sami go wymyślają. W Polsce mieliśmy ostatnio namiastkę tego, jak to się robi. Spalenie kopii Statutu kaliskiego jest tego najlepszą ilustracją. Szabesgojów w Polsce nie brakuje. I już jest antysemityzm. A ilu ludzi w Polsce wie, że było coś takiego jak Statut kaliski i czego on dotyczył? Czy ktoś taki, kto nic o nim nie słyszał mógłby dokonać jego spalenia? A skąd on wziąłby jego kopię? Zapewne została ona wydana w bardzo ograniczonym nakładzie i dotarła tylko do osób zainteresowanych i nielicznych, uprzywilejowanych szabesgojów. Któż więc podrzucił pajacom, Olszańskiemu i Osadowskiemu, tę kopię?
Cyrk musi trwać. Dziś czytam na Interii, że ambasador Izraela w Polsce, podczas otwarcia w Kaliszu wystawy „Rzecz o Izraelu”, odniosła się do wydarzeń z 11 listopada:
„To, co wydarzyło się tutaj przed trzema tygodniami jest bolesnym przypomnieniem, że nie wszyscy wierzą w pokojowe współistnienie, równe prawa i przeciwstawianie się niesprawiedliwości – powiedziała ambasador.”
Jeśli jakieś wydarzenie należało by uznać za najważniejsze w nowożytnych dziejach świata, to chyba jest nim rewolucja francuska i jej konsekwencje w postaci wojen napoleońskich. Napoleon sprzedał pół Ameryki Anglii, by pozyskanymi pieniędzmi sfinansować podbój Europy i całkowicie ją odmienić. Nie udało mu się pokonać Rosji, ale czy mu rzeczywiście o to chodziło? Ziarno rzucone na rosyjską glebę zaowocowało sto lat później w postaci rewolucji październikowej. Szerzej na ten temat pisałem w blogu „Przed rewolucją”.
Podejrzewam jednak, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że idee rewolucji francuskiej i skutki wojen napoleońskich dotarły do Ameryki Południowej. W efekcie początek XIX wieku, to powstawanie niepodległych państw na tym kontynencie. Historia hiszpańskojęzycznej Ameryki Południowej była bardziej burzliwa, obfitowała w wiele wojen, powstań i rewolucji. Na tym tle historia Brazylii jawi się prawie jako sielanka, ale jest ona dla nas ciekawa, szczególnie okres Cesarstwa Brazylii (1822-1889), które było monarchią parlamentarną. To, co się tam wtedy działo, mam na myśli system partyjny i zachowania parlamentarzystów, do złudzenia przypomina to, co działo się w Polsce po 1989 roku i co dzieje się do dziś. A to znaczy, że wszędzie i zawsze te same siły pociągają za sznurki. I dlatego temu okresowi historii Brazylii poświęciłem najwięcej miejsca, bo jest on, według mnie, kluczem do zrozumienia tego jak działa masoneria, ale też – do zrozumienia naszej rzeczywistości.
To, że Ameryka Południowa, a szerzej – Ameryka Łacińska, wygląda tak jak wygląda, jest wynikiem działania masonerii, która jest narzędziem do realizacji celów żydowskich. Gdy patrzy się na flagi narodowe Brazylii, Argentyny czy Urugwaju, to nie ma najmniejszych wątpliwości, kto był ich pomysłodawcą. Zdobycie przez kraje Ameryki Południowej niepodległości w praktyce było tylko zamianą jednego suwerena na drugiego. Miejsce Hiszpanii i Portugalii zajęły Stany Zjednoczone. I ta zależność jest dla tych krajów o wiele bardziej wyniszczająca, niż było to w przypadku bycia koloniami.
Henryk Rolicki w swojej książce Zmierzch Izraela z 1932 roku pisał: „W przekroju teraźniejszości żydostwo dla każdego stanowić musi zagadkę niezgłębioną, coś nienaturalnego, po prostu niesamowitego. W świetle historii rozjaśniają się mroki tajemnicy.” W okresie odkryć geograficznych Hiszpania i Portugalia były tymi krajami, którym żydostwo wiele zawdzięczało. Później, gdy Anglia rosła w siłę, dzięki jego pieniądzom, nie miało ono najmniejszych skrupułów, by wykorzystać ją do podważenia hiszpańskiej dominacji na morzach. Podobnie było w przypadku Portugalii, której potęga morska kończyła się w momencie rodzenia się nowej – holenderskiej. Nowe państwo, które chcieli wykorzystać Żydzi, czyli Stany Zjednoczone, musiało być potęgą i dostało w „prezencie ślubnym” całą Amerykę Łacińską. Obecnie nie wahają się oni, by poświęcić te Stany Zjednoczone na rzecz Chin. A zaczęło się to wszystko znacznie wcześniej, bo już w Imperium Rzymskim, a nawet jeszcze wcześniej. Bo jak to się stało, że mała Grecja oparła się potężnemu Imperium Perskiemu, a później uległa małej Macedonii i Aleksander Macedoński, zwany Wielkim, podbił potężną Persję?
Ameryka Południowa to, w moim przekonaniu, wielki masoński eksperyment, w którym głównym punktem programu było i jest mieszanie ras. Od samego początku podboju Brazylii Portugalczycy to praktykowali. Ciekawe, skąd się to u nich wzięło? Sami wpadli na ten pomysł, czy ktoś im coś zasugerował? Zupełnie inaczej wglądało to w Ameryce Północnej. Takie rzeczy zapewne nie dzieją się przypadkowo. A później można twierdzić, że Ameryka Łacińska jest taka, jaka jest, bo jest katolicka, a Ameryka Północna jest taka, jaka jest, bo jest protestancka. A może jest tak, jak jest, bo tak postanowili masoni, a raczej ich „nieznani przełożeni”.
Wszystkie poniższe informacje, oprócz tych, które wskazują na inne źródło, zaczerpnąłem z Wikipedii.
Początkowy okres historii Brazylii można podzielić na trzy części:
okres kolonialny trwający od 1500 do 1815 roku
Zjednoczone Królestwo Portugalii, Brazylii i Algarve 1815-1822
Cesarstwo Brazylii 1822-1889
Brazylia zajmuje połowę powierzchni Ameryki Południowej i graniczy prawie ze wszystkimi krajami oprócz Chile i Ekwadoru. Była ona kolonią portugalską, a pozostała część kontynentu była kolonią hiszpańską, która początkowo nazywała się wicekrólestwem Peru (Nowa Kastylia). W 1535 roku Pizarro założył Limę, a wicekrólestwo powstało w 1542 roku.
Kiedyś Stanisław Michalkiewicz, opisując relacje pomiędzy różnymi służbami, ujął to bardzo obrazowo: „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Tak naprawdę, to do tego samego sprowadza się traktat z Tordesillas z 1494 roku, który podzielił Nowy Świat pomiędzy Hiszpanię i Portugalię. I tu należy szukać przyczyn takiego podziału Ameryki Południowej. Traktat obowiązywał do 1777 roku, jednak Portugalczycy złamali jego postanowienia jeszcze w XVII wieku i wtargnęli w głąb kontynentu.
Źródło: Wikipedia
Brazylię odkrył 22 kwietnia 1500 roku portugalski żeglarz Pedro Alvares Cabral, który nowo odkryty ląd nazwał Terra de Vera Cruz (Ziemia Prawdziwego Krzyża), przemianowany wkrótce na Santa Cruz (Święty Krzyż). Zgłosił on prawo korony do odkrytych terytoriów na mocy traktatu z Tordesillas. Traktat ten miał zapobiec konfliktowi pomiędzy Hiszpanią i Portugalią o tereny odkryte przez Kolumba w Ameryce i zapewniał Portugalczykom terytoria brazylijskie, jeszcze przed ich oficjalnym odkryciem, co rodzi przypuszczenia, że poznali oni linię brzegową Ameryki Południowej znacznie wcześniej niż to się powszechnie przyjmuje. W 1529 roku traktat z Tordesillas został uzupełniony układem z Saragossy, który rozstrzygał o podziale stref na wschodzie.
Pierwszymi białymi, którzy zostali przymusowo osiedleni, byli dwaj skazańcy pozostawieni przez Cabrala, by umacniać kontakty z tubylcami przez mieszanie ras, co było portugalską praktyką tamtych czasów. W 1501 roku przybyli pierwsi portugalscy osadnicy. Cześć z nich to biedota szukająca lepszego losu, ale prym wiodła szlachta, która otrzymywała w uznaniu zasług ziemie na terenie nowej kolonii, tzw. kapitanie. Wiele z tych olbrzymich posiadłości to obszary obecnych brazylijskich stanów. W 1554 roku kraj został podzielony na 15 dziedzicznych kapitanii, które zostały później jednostkami organizacyjnymi.
Kapitanie kolonialnej Brazylii, to jednostki podziału terytorialnego portugalskiej Ameryki, mające formę przyznawanego przez władców Portugalii dziedzicznego nadania. Taki sposób wczesnej kolonizacji (XVI wiek) pozwalał na przeniesienie obowiązku organizacji zwartego osadnictwa na dysponujące kapitałem osoby prywatne, czerpiące z tego tytułu określone dochody.
Obecna nazwa kraju pojawiła się w 1512 roku, gdy zaczęto czerpać coraz większe zyski z eksploatacji rdzenia drzewa Caesalpinia brasiliensis, które zawierało czerwony barwnik (brazyliana), wykorzystywany w tkactwie. Słowo brazyliana miało też inne znaczenie, miało, bo chyba nikt go dzisiaj nie używa. Oznaczało ono strzał na bramkę, po którym piłka odbijała się od poprzeczki i wpadała do bramki. Inną dochodową działalnością w XVI i XVII wieku były plantacje trzciny cukrowej. W związku z tym wzrastało zapotrzebowanie na niewolniczą siłę roboczą. Indianie nie nadawali się do ciężkiej pracy i masowo ginęli, więc rozpoczęto sprowadzanie czarnoskórych niewolników z Afryki.
W XVII wieku wraz z odkryciem w Brazylii złóż złota i diamentów pojawiły się zastępy zbrojnych awanturników, bandeirantes, którzy trudnili się też handlem indiańskimi niewolnikami. W XVIII wieku nastąpił ponowny rozwój rolnictwa związany z wprowadzeniem uprawy bawełny. Dobre warunki oraz łatwa dostępność taniej, niewolniczej siły roboczej spowodowały szybki wzrost produkcji. Pod wpływem zwycięskiej wojny o niepodległość w Ameryce Północnej, wybuchały nieudane powstania: 1789 w stanie Minas Gerais, 1794 w Rio de Janeiro, 1798 w stanie Bahia i 1801w Pernambuco.
Zmiana sytuacji nastąpiła dopiero za sprawą wojen napoleońskich toczonych w Europie na początku XIX wieku. Groźba inwazji zmusiła portugalskiego regenta i późniejszego króla Jana VI do opuszczenia Europy. Ucieczka do Brazylii (1807) sprawiła, że po raz pierwszy i ostatni w historii Zachodu władca rządził imperium z terytoriów zamorskich.
Za sprawą regenta i portugalskiego dworu Brazylia stała się świetnie prosperującym centrum rozległego imperium. Rio de Janeiro stało się jego stolicą. Król położył kres trwającemu trzy wieki monopolowi handlowemu Portugalii i zapoczątkował rozwój przemysłu. Założył pierwszą gazetę, bank, akademię wojskową i akademię marynarki wojennej, szkołę medyczną, teatr, bibliotekę, muzeum i obserwatorium astronomiczne. Gdy w końcu upadek Napoleona uwolnił Portugalię spod francuskiej okupacji, monarcha nie zamierzał wracać. Za sprawą ówczesnego ministra spraw zagranicznych, a późniejszego kanclerza Klemensa von Metternicha, 16 grudnia 1815 roku status Brazylii podniesiono do rangi równorzędnego królestwa, tworząc Zjednoczone Królestwo Portugalii, Brazylii i Algarve. W praktyce była to unia. W odpowiedzi w powojennej Portugalii doszło do liberalnej rewolty. Nowo wyłonione Kortezy uchwaliły projekt konstytucji, która jakkolwiek demokratyczna dla europejskiej Portugalii (osłabiająca pozycję monarchy) okazała się despotyczna w stosunku do byłych terytoriów zamorskich. Odrębny status Brazylii miał zostać zniesiony, kolonialne relacje przywrócone, a króla wezwano do powrotu. Jan VI pozbawiony możliwości manewru zgodził się na powrót do Lizbony (26 kwietnia 1821), pozostawiając jednak na miejscu swojego syna Pedro (Piotra) w roli regenta.
Jose Bonifacio de Andrada; źródło: Wikipedia
Po uchwaleniu niekorzystnej dla dynastii i Brazylijczyków konstytucji Piotr, odebrawszy liczne wyrazy poparcia obiecał pozostać na miejscu i wspierać brazylijskie dążenia do niepodległości. Jednym ze wspierających był Jose Bonifacio de Andrada i przekonał go, aby ogłosił niepodległość Brazylii. On sam liczył na tron i w czerwcu 1822 roku zwołał brazylijskie zgromadzenie konstytucyjne, a 7 września, na wieść o anulowaniu wszystkich jego edyktów przez portugalskie Kortezy, wypowiedział słynne słowa „Independencia ou Morte!” (Niepodległość albo śmierć) i zerwał unię. Od tego czasu „okrzyk znad Ipirangi” (rzeka, nad którą przebywał wtedy regent) jest głównym hasłem brazylijskiego dnia niepodległości. 12 października ogłoszony przez zgromadzenie Cesarzem Brazylii. Został koronowany 1 grudnia 1822 roku.
Flaga Cesarstwa Brazylii 18 września 1822 – 15 listopada 1889; źródło: Wikipedia
Działania zbrojne mające na celu wyparcie stacjonujących w kraju sił portugalskich trwały do końca 1823 roku. Mediacji pomiędzy zwaśnionymi stronami podjęła się mająca rozległe interesy po obu stronach Atlantyku Wielka Brytania. Wobec takiego obrotu sprawy, postawiony pod ścianą rząd Portugalii zgodził się za kwotę dwóch milionów funtów zrezygnować ze swoich praw do kolonii i uznać jej niepodległość. W ten sposób groźba długotrwałego konfliktu została zażegnana, a ciągłość administracyjna w obu krajach zachowana.
W tym miejscu wypada mi wyjaśnić, że Wielka Brytania i Portugalia pozostawały w tym momencie w przyjaznych stosunkach od około 200 lat. Ostatnie wojny pomiędzy Anglią i Portugalią miały miejsce w Indiach w czasie, gdy pojawili się tam Anglicy, a Portugalczycy już tam byli. Jak to się skończyło, to opisuje Kazimierz Dziewanowski w swojej książce z 1996 roku Brzemię białego człowieka; Jak zbudowano Imperium Brytyjskie:
„Doszło więc do długotrwałych pertraktacji portugalsko-angielskich, w wyniku czego w roku 1635 angielski prezydent w Suracie, William Methwold, podpisał z wicekrólem Goa układ rozejmowy, który przekształcił się później w trwały pokój. W roku 1640 Portugalia odzyskała niezawisłość (od Hiszpanii, jak sądzę – przyp. W.L.) i odtąd datuje się długotrwała historia przyjaźni i sojuszu Portugalii z Anglią.
Po rewolucji cromwellowskiej na tron angielski wstąpił Karol II. Pogarszające się stosunki z Holandią doprowadziły w tym czasie do dalszego zacieśnienia sojuszu z Portugalią. Uwieńczeniem tego sojuszu stało się małżeństwo króla z portugalską księżniczką Katarzyną z Bragancy. Zawarto przy tym tajny układ, w którym Anglia gwarantowała obronę portugalskich posiadłości na Wschodzie przeciwko atakom holenderskim. Z kolei Portugalia, aby ułatwić Anglikom zadanie, przekazała im w posagu księżniczki wyspę w zatoce Bom, inaczej – Bom Bay, gdzie jak sądzono, można by założyć bazę dla królewskiej marynarki wojennej.”
Piotr I, w trakcie swego panowania, musiał rozwiązać wiele problemów. Powstanie secesjonistyczne w prowincji Cisplatina, które wybuchło na początku 1825 roku, a także późniejsza próba aneksji tej prowincji przez Zjednoczone Prowincje Rio de La Plata (późniejsza Argentyna), doprowadziły do wojny brazylijsko-argentyńskiej. W marcu 1826 roku Jan VI zmarł, a Piotr I odziedziczył koronę portugalską. Natychmiast abdykował, a koronę przekazał swojej córce Marii. Sytuacja pogorszyła się w 1828 roku, po utracie Cisplatiny, która stała się niezależną republiką Urugwaju. W tym samym czasie władzę w Portugalii przejął Michał, młodszy brat Piotra.
W 1826 roku po utworzeniu parlamentu Cesarstwa, Zgromadzenia Ogólnego, pojawiły się nowe problemy. Piotr I, wraz ze znaczną częścią posłów, opowiedział się za niezawisłymi sądami, wybieranymi przez obywateli, legislacją i rządem, który będzie prowadzony przez cesarza. Władca miałby szerokie uprawnienia wykonawcze i wiele prerogatyw. Oponenci chcieli mniejszej władzy monarchy i władzy legislacyjnej. Walka o to, czy rząd zostanie zdominowany przez parlament, czy przez cesarza, została przeniesiona do debat w latach 1826-1831 w sprawie ustanowienia struktury władzy. Nie dając sobie rady z problemami w Brazylii i Portugalii, 7 kwietnia 1831 roku cesarz Piotr I abdykował na rzecz swojego syna Piotra II i powrócił do Portugalii, aby pomóc córce odzyskać tron.
Anarchia
Po nagłym odejściu Piotra I głową państwa został pięcioletni chłopiec. Ponieważ mógł on objąć władzę dopiero po uzyskaniu pełnoletności, na jego miejsce wybrano regenta. Ale on nie miał wielu uprawnień i był podporządkowany Zgromadzeniu Ogólnemu.
Regent nie był w stanie rozwiązać sporów pomiędzy państwowymi a lokalnymi ugrupowaniami politycznymi. Wierząc, że zwiększenie autonomii prowincji i władz lokalnych załagodzi sytuację, w 1834 roku Zgromadzenie Ogólne przyjęło poprawkę do konstytucji, zwaną Acto Adicional (Ustawa dodatkowa). Zamiast zakończyć chaos, nowe uprawnienia spotęgowały rywalizację i konflikty. Partie lokalne rywalizowały ze sobą, aby przejąć władzę w prowincjach i miastach, gdyż każda partia, która zdominowałaby prowincję, mogłaby przejąć władzę nad systemem wyborczym i politycznym regionu. Te partie, które utraciły władzę, buntowały się i próbowały ją odzyskać, wszczynając bunty.
Politycy, którzy przejęli władzę w latach 30-tych XIX wieku poznali trudności i pułapki władzy. Według historyka R.J. Barmana, do 1840 roku „stracili wszelką wiarę w swoją zdolność do samodzielnego rządzenia państwem. Przyjęli Piotra II jako władcę, którego obecność była niezbędna dla przetrwania kraju”. Ci, którzy utworzyli Partię Konserwatywną w latach 40-tych XIX wieku uważali, że potrzebna jest postać neutralna – osoba, która mogłaby stać ponad podziałami politycznymi, aby rozwiązywać spory polityczne i zmniejszyć niezadowolenie obywateli. Chcieli cesarza, który byłby bardziej zależny od władzy ustawodawczej, niż konstytucyjny monarcha, którego chciał Piotr I, ale z większą władzą niż ta, którą chciała Partia Liberalna na początku regencji. Liberałowie chcieli zmniejszyć wiek pełnoletności, w którym cesarz mógłby objąć władzę, z 18-tego do 14-tego roku życia. Cesarz został uznany za zdolnego do samodzielnego rządzenia w lipcu 1840 roku, gdy skończył 14 lat.
Zjednoczenie
Aby osiągnąć swoje cele liberałowie połączyli się z grupą wysokich rangą urzędników pałacowych oraz wybitnymi politykami we „Frakcję Dworzan”. Dworzanie należeli do bliskich współpracowników monarchy i wywierali na niego wpływ, co umożliwiło tworzenie kolejnych gabinetów liberalno-dworskich. Ich dominacja była jednak krótkotrwała. Do 1846 roku Piotr II dojrzał psychicznie i fizycznie. Z powodzeniem ukrócił wpływy dworzan, usuwając ich ze swojego kręgu. Zdymisjonował również rząd liberałów, którzy okazali się bezskuteczni podczas sprawowania rządu i zwrócił się w 1848 roku do konserwatystów z prośbą o utworzenie rządu.
Zdolności cesarza oraz nowo utworzonego rządu konserwatystów zostały przetestowane w trakcie trzech kryzysów w latach 1848-1852. Dzięki uporaniu się z nimi Cesarstwo znacznie podniosło prestiż państwa na arenie międzynarodowej. Europejczycy przybywali do Brazylii i widzieli kraj wprowadzający w życie znane im liberalne ideały, takie jak wolność prasy i swobody obywatelskie. Reprezentatywna monarchia parlamentarna stała w sprzeczności z mieszanką dyktatury i niestabilności w innych państwach Ameryki Południowej w tym okresie.
Rozwój
Na początku lat 50. XIX wieku Brazylia osiągnęła wewnętrzną stabilność i dobrobyt ekonomiczny. Rozwijano infrastrukturę, budowano linie kolejowe, telegraficzne oraz tworzono sieć żeglugi rzecznej i morskiej spajającej całe terytorium Cesarstwa. Po pięciu latach rządów, rząd konserwatystów został odwołany i we wrześniu 1853 roku Honorio Hermeto Carneiro Leao, szef Partii Konserwatywnej, musiał utworzyć nowy gabinet. Cesarz Piotr II pragnął zrealizować ambitny plan zwany „Pojednanie”, który miał na celu wzmocnienie roli parlamentu w rozstrzyganiu sporów politycznych w kraju.
Leao zaprosi kilku liberałów do przyłączenia się do konserwatystów. Aby ich zachęcić, zaproponował im nawet urzędy ministrów. Nowy gabinet, choć odnosił duże sukcesy, od początku był nękany silną opozycją ze strony ultrakonserwatystów ze swojej partii, którzy nie zgadzali się na utworzenie rządu z liberałami. Wierzyli, że gabinet stał się machiną polityczną „zainfekowaną” przez liberałów, którzy nie podzielali poglądów partii i byli przede wszystkim zainteresowani zdobywaniem urzędów publicznych. Pomimo podejrzeń Leao wykazywał się elastycznością, która pomogła mu przezwyciężyć wszelkie przeszkody. Jednak we wrześniu 1856 roku, u szczytu swojej kariery, zmarł nieoczekiwanie, a jego gabinet przetrwał do 1857 roku.
Partia konserwatywna podzieliła się. Z jednej strony byli ultrakonserwatyści, a z drugiej umiarkowani konserwatyści popierający pojednanie. Ultrakonserwatystami kierował Joaquim Rodriguez Torres, Eusebio de Queiros i Paulino Soares de Sousa – byli ministrowie z gabinetu z lat 1848-1853. Ci starsi mężowie stanu przejęli kontrolę nad Partią Konserwatywną po śmierci Leao. Po roku 1857 żaden rząd nie przetrwał długo. Szybko upadały one z braku większości w Izbie Deputowanych.
Członkowie Partii Liberalnej, która zaczęła słabnąć od buntu Praieiry w 1849 roku, skorzystali z tego, co wydawało się zbliżać ich do konserwatystów, aby powrócić do polityki krajowej ze zdwojoną siłą. Pomogło im to zdobyć kilka miejsc w Izbie Deputowanych w wyborach w 1860 roku. Kiedy wielu umiarkowanych konserwatystów utworzyło wraz z liberałami nową partię polityczną, Ligę Progresywną, niemożliwe było utrzymanie władzy przez Partię Konserwatywną, która utraciła większość w parlamencie.
Wojna paragwajska
Okres spokoju dobiegł końca, gdy brytyjski konsul w Rio de Janeiro nieomal wywołał wojnę pomiędzy Brazylią a Wielką Brytanią. Wysłał ultimatum zawierające obraźliwe żądania, wynikające z dwóch małych incydentów z końca 1861 roku i początku 1862. Rząd brazylijski nie podporządkował się, a konsul wydał rozkaz brytyjskim statkom wojennym do przechwytywania statków handlowych jako rekompensaty. Brazylia przygotowała się na nadciągający konflikt, a obrona przybrzeżna otrzymała zgodę na strzelanie do każdego statku brytyjskiego, który próbowałby przejąć jednostki brazylijskie. W czerwcu 1863 roku rząd Brazylii zerwał wszelkie stosunki dyplomatyczne z Wielką Brytanią.
Jednocześnie w Urugwaju wybuchła kolejna wojna domowa, w której partie polityczne rozpoczęły walkę pomiędzy sobą. Konflikt ten doprowadził do mordów Brazylijczyków oraz grabieży ziem urugwajskich. Rząd Brazylii interweniował i w grudniu 1864 roku rozpoczął wojnę urugwajską. Gdy wojska brazylijskie wkroczyły do Urugwaju, paragwajski dyktator Francisco Solano Lopez zażądał ich wycofania. Po zignorowaniu tych żądań zarządził konfiskatę brazylijskiego statku kupieckiego w porcie Asuncion i wtrącił do więzienia brazylijskiego gubernatora stanu Mato Grosso, który był na jego pokładzie. Najechał prowincję Mato Grosso i zajął znajdujące się tam kopalnie diamentów. Zamierzał też pomóc urugwajskiemu prezydentowi Aguirre przeciwko rewolucyjnemu uzurpatorowi wspieranemu przez Brazylię.
To, co na początku wyglądało na krótką i łatwą interwencje wojskową, doprowadziło do prawdziwej wojny w południowo-wschodniej części Ameryki Południowej. Jednak wojna na dwa fronty, z Wielką Brytanią i Paragwajem, nie była możliwa, więc we wrześniu 1865 roku rząd brytyjski wysłał posła, który publicznie przeprosił za kryzys między imperiami. Inwazja Paragwaju w 1864 roku doprowadziła do znacznie dłuższego kryzysu niż się spodziewano, a wiara w możliwości rządu progresywnego do prowadzenia wojny zanikła. Od momentu powstania Liga Progresywna była też nękana przez wewnętrzne konflikty pomiędzy frakcjami utworzonymi przez byłych umiarkowanych konserwatystów i byłych liberałów.
Gabinet ustąpił, a w lipcu 1868 roku cesarz wybrał starszego wicehrabię Itaborai do utworzenia nowego rządu, co oznaczało powrót konserwatystów do władzy. To spowodowało, że dwie skłócone frakcje progresywne połączyły się, co doprowadziło do ponownego utworzenia Partii Liberalnej. Trzecia, mniejsza frakcja, ale bardzo radykalna, ogłosiła się republikanami, co było złym sygnałem dla monarchy. Niemniej jednak gabinet utworzony przez wicehrabię Itaborai był słabszy, niż ten, który zastąpił. Konflikt z Paragwajem zakończył się w marcu 1870 roku całkowitym zwycięstwem Brazylii i jej sojuszników. Ponad 50 tysięcy brazylijskich żołnierzy zginęło, a koszty wojny były jedenaście razy większe niż roczny budżet kraju. Jednak był on wystarczająco bogaty, by spłacić dług wojenny w zaledwie 10 lat. Konflikt był również bodźcem do wzrostu produkcji krajowej i rozwoju gospodarczego.
Wojna paragwajska (wojna trójprzymierza) – wojna stoczona w latach 1864-1870 pomiędzy Paragwajem a koalicją Brazylii, Argentyny i Urugwaju. Najbardziej krwawy konflikt w historii Ameryki Południowej. W rezultacie wojny 50% mieszkańców Paragwaju zostało pozbawionych życia, w tym 90% męskiej populacji. Głównym powodem ataku na Brazylię była chęć zapewnienia sobie korzystania z ujścia La Platy, czyli dostępu do morza, którego Paragwaj nie ma. Bezpośrednią przyczyną wojny było wkroczenie wojsk brazylijskich do Urugwaju, interweniujących w wojnie domowej w tym kraju po stronie powstańców z partii Colorado, podczas gdy Paragwaj popierał rząd pełniącego obowiązki prezydenta Aguirre z partii „Białych”. Powstańców popierała również Argentyna. Nowy rząd Urugwaju, Brazylia oraz Argentyna zawiązały trójprzymierze. Przymierze tych trzech państw poparła Wielka Brytania, wspierając je finansowo.
Flaga urugwajskiej partii Colorado, powstałej w 1836 roku; źródło: Wikipedia
Apogeum
Dyplomatyczne zwycięstwo nad Imperium Brytyjskim i militarne nad Urugwajem w 1865 roku, a następnie zwycięstwo w wojnie z Paragwajem w 1870 roku oznaczało początek „złotego wieku” brazylijskiego imperium. Brazylia rozwijała się szybko, rozpoczęła modernizację infrastruktury i rosła imigracja. Cesarstwo było znane na arenie międzynarodowej jako państwo nowoczesne i postępowe, drugie w Ameryce po Stanach Zjednoczonych. Była to stabilna politycznie gospodarka o dużym potencjale inwestycyjnym.
W marcu 1871 roku cesarz Piotr II mianował konserwatystę Jose Paranhos, wicehrabię Rio Branco, na szefa rządu. Jego głównym zadaniem było uchwalenie prawa, które natychmiast pozwoli wyzwolić wszystkie dzieci urodzone przez niewolnice. W maju kontrowersyjna ustawa została wprowadzona do Izby Deputowanych i stała się obiektem ataków opozycji, która zyskała poparcie jednej trzeciej deputowanych i dążyła do zjednania sobie opinii publicznej przeciwko niej. We wrześniu prawo zwane „Rio Branco Law” zaczęło obowiązywać. Sukces premiera poważnie zaszkodził długookresowej stabilizacji politycznej Cesarstwa. Nowe prawo podzieliło konserwatystów: umiarkowani konserwatyści popierali je, natomiast ultrakonserwatyści byli przeciwko niemu.
Poparcie „Rio Branco Law” przez cesarza Piotra II doprowadziło do utraty lojalności ultrakonserwatystów wobec monarchy. Partia konserwatywna doświadczyła wcześniej poważnych podziałów, gdy monarcha dzięki polityce rozjemczej doprowadził do utworzenia Ligi Progresywnej. Ultrakonserwatyści z Joaquim Rodrigues Torres, Eusebio de Queiros oraz Paulino Soares de Sousa na czele sprzeciwiali się polityce pojednawczej. Uważali jednak, że cesarz jest niezbędny do funkcjonowania systemu politycznego kraju; monarcha był bezstronnym arbitrem w razie impasu politycznego. Młode pokolenie ultrakonserwatystów, które dochodziło do władzy, nie doświadczyło regencji i pierwszych lat panowania Piotra II, znali tylko okres dobrobytu, pokoju i stabilności. Dla nich – i dla klas rządzących w ogóle – obecność neutralnego monarchy, który mógłby rozstrzygać spory polityczne, nie była już ważna. Ponadto, gdy cesarz opowiedział się wyraźnie za nowym prawem dotyczącym dzieci niewolników, osłabił swoją pozycję jako neutralnego arbitra. Młodzi ambitni politycy nie widzieli powodu, aby podtrzymywać władzę cesarską.
Regres
W latach 80-tych XIX wieku Brazylia nadal rozwijała się. W społeczeństwie stopniowo dochodziło do zmiany poglądów na temat praw kobiet. Natomiast listy pisane przez Piotra II ukazują go jako człowieka zmęczonego światem, coraz bardziej wyobcowanego i pesymistycznie nastawionego do życia. Pozostawał skrupulatny w wykonywaniu swoich obowiązków jako cesarz, choć często zaprzestawał podejmowania jakichkolwiek działań, mających na celu zachowanie stabilności kraju. Jego rosnąca obojętność wobec losu kraju i bezczynność przy zagrożeniu monarchii jako systemu, doprowadziła do tego, że historycy obwiniali go za jej upadek. On sam uważał, że śmierć jego dwóch synów i brak męskiego dziedzica była znakiem, że cesarstwo powinno być zastąpione innym ustrojem.
Zmęczony cesarz, który już nie zajmował się tronem, spadkobierca, czyli najstarsza córka Piotra II Izabela, która nie chciała być cesarzową, coraz bardziej niezadowolona klasa rządząca, która odrzucała rolę cesarza w sprawach państwa – wszystkie te czynniki sprawiły, że zbliżał się kres cesarstwa. Inicjatywy proponujące obalenie władzy cesarskiej pojawiły się w armii. Idea republikanizmu nigdy nie przyjęła się w Brazylii. Poza wąskimi kręgami elit miała niewielkie poparcie w prowincjach. Rosnąca kombinacja idei republikańskich i pozytywistycznych w szeregach młodych oficerów i dowódców średniego szczebla zaczęła stanowić poważne zagrożenie dla monarchii. Oficerowie ci preferowali republikańską dyktaturę, którą uważali za lepszą od liberalnej monarchii demokratycznej. Począwszy od małych aktów niesubordynacji na początku lat 80-tych XIX wieku, niezadowolenie w armii rosło przez dekadę, gdy cesarz przestał się już interesować sprawami państwa, a politycy nie potrafili przywrócić władzy rządu nad wojskiem.
Upadek
W ostatnich latach Imperium Brazylijczycy cieszyli się znacznym prestiżem międzynarodowym, a także stali się wschodzącą potęgą na arenie międzynarodowej. Podczas gdy Piotr II leczył się w Europie, parlament uchwalił, a księżniczka cesarska Izabela I podpisała „złote prawo”, które całkowicie znosiło niewolnictwo w Brazylii. Przewidywania, które zapowiadały zapaść gospodarczą spowodowaną jego zniesieniem, nie sprawdziły się. Niemniej jednak podpisanie ustawy podważyło wiarę w neutralność monarchy, a to spowodowało poparcie republikanizmu przez ultrakonserwatystów, wspieranych przez bogatych i potężnych plantatorów kawy, którzy mieli ogromny wpływ na politykę, gospodarkę i społeczeństwo w kraju.
Aby zapobiec republikańskiemu sprzeciwowi, rząd wykorzystał łatwo dostępny dla cesarstwa kredyt, który miał napędzić dalszy rozwój gospodarki kraju. Rząd masowo udzielał właścicielom plantacji pożyczek z korzystnym oprocentowaniem, aby zjednać sobie ich przychylność. Pośrednio zaczął również rozwiązywać problem krnąbrnego wojska, reorganizując Gwardię Narodową.
Działania podjęte przez rząd zaalarmowały cywilów o poglądach republikańskich oraz wojskowych. Republikanie wiedzieli, że odcięłoby to wsparcie dla realizacji ich celów. Ośmieliło ich to do podjęcia dalszych działań. Reorganizacja Gwardii Narodowej, rozpoczęta w sierpniu 1889 roku, oraz stworzenie rywalizujących ze sobą sił, spowodowało, że dysydenci z korpusu oficerskiego rozważali desperackie kroki. Dla republikanów i wojskowych było to sygnałem: „teraz albo nigdy”. Chociaż większość Brazylijczyków nie pragnęła zmiany formy rządów, republikanie zaczęli naciskać na wojskowych, aby ci obalili monarchię.
Tymczasowa flaga Republiki Brazylii od 15 do 19 listopada 1889; źródło: Wikipedia
Początek zamachu stanu oraz proklamowanie republiki nastąpiło 15 listopada 1889 roku. Przywódcą rewolty został Manuel Deodoro da Fonseca. Nieliczne osoby, które były świadkami tych wydarzeń zdawały sobie sprawę, że to bunt. Przez cały zamach stanu cesarz Piotr II sprawiał wrażenie braku zainteresowania wydarzeniami w Brazylii. Odrzucał sugestie polityków oraz dowódców wojskowych, aby powstrzymać przewrót. Cesarz oraz jego rodzina zostali wygnani z kraju 17 listopada tego samego roku. Pomimo że nastąpiła reakcja monarchistów po upadku Cesarstwa, została ona całkowicie stłumiona i ani Piotr II, ani Izabela I nie poparli restauracji. Gdy zamach doszedł do skutku, establishment polityczny poparł wprowadzenie ustroju republikańskiego, głównie z tego powodu, że stan ten zaakceptował cesarz.
Flaga Brazylii od 1889 do dzisiaj; źródło: Wikipedia
Dalszy okres dziejów Brazylii dzieli się, według angielskiej Wikipedii, na następujące części:
Wczesna Republika 1889-1894
Pierwsza Republika Brazylijska 1889-1930 (stara republika)
Druga Republika Brazylijska 1930-1937
Trzecia Republika Brazylijska 1937-1946
Republika 1946 roku albo Republika Populistyczna 1946-1964 – Czwarta Republika
Rządy wojskowych 1964-1985 – Piąta Republika
Nowa Republika (Szósta Republika 1985 – do dziś)
Pierwszy okres to rządy Manuela Deodoro da Fonseca, jak się można domyślić, wojskowego. Od 1894 do 1930 roku to okres wpływów wielkich właścicieli ziemskich i plantatorów. A lata 1930 do 1946 roku to Era Vargasa. Prezydentem był Getulio Vargas.
Konstytucja Brazylii była wzorowana na amerykańskiej. Również system partyjny republiki czerpał z tych samych wzorców: partia konserwatywna i liberalna. Nawet flaga, obowiązująca przez cztery dni, nie pozostawiała złudzeń, skąd płyną do Brazylii instrukcje. Ustrój republikański wprowadzono w Brazylii, pomimo że większość mieszkańców wcale go nie chciała. W monarchii konstytucyjnej jest monarcha, są partie polityczne i jest parlament. Podobnie w republice: jest parlament, są partie polityczne i jest monarcha, który nazywa się prezydentem. Jedyna różnica, ale jakże istotna, polega na tym, że monarcha trwa niezmiennie i tron jest dziedziczony, a w republice prezydent jest wybierany na pewien okres i to samo dotyczy partii politycznych. Jakież tu pole do popisu, by trwać: koalicje partyjne, przechodzenie z partii do partii, zakładanie nowych partii, a wszystko to po to, by ciągle być u władzy, jak w monarchii. Tak więc dużo musiało się zmienić, by nic się nie zmieniło. Przeciętny poddany czy obywatel nigdy nie miał na nic wpływu.
Świętem Narodowym Brazylii jest dzień 7 września, bo 7 września 1822 roku padły te słynne słowa „Independencia ou Morte!”. W herbie Brazylii widnieją słowa: Federacyjna Republika Brazylii 15 listopada 1889 – powstanie republiki, a na jej fladze napis – Ordem e Progresso. Już chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
»Nawet 500 tys. zł mogli zarobić organizatorzy antysemickiego marszu w Kaliszu, o którym był głośno nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Takie szacunki przedstawili działacze Porozumienia Jarosława Gowina. – Sprzedaż koszulek, flag, wszystko bez paragonów. To nie pierwsza akcja tych panów. Nie wierzymy, że poniosą dotkliwe konsekwencje karne. Wiemy za to, że jedyne co może ich zaboleć to cios prosto w portfel – mówią przedstawiciele kaliskiego Porozumienia Jarosława Gowina i składają do Urzędu Skarbowego wniosek o karnoskarbowe ściganie organizatorów marszu.
– Nie ma zgody Porozumienia na głoszenie haseł faszystowskich i antysemickich oraz zarabianie na tym pieniędzy. Jako ugrupowanie rozsądne, dbające o dobro publiczne składamy wniosek do Urzędu Skarbowego o przeprowadzenie kontroli skarbowej wobec Wojciecha O. oraz Marcina O. Nie ma naszego przyzwolenia na tego typu działalność – podkreślili na konferencji prasowej Mariusz Niżniowski, Szymon Furman i Filip Herman z Porozumienia Jarosława Gowina w Kaliszu.
Według kaliskich działaczy Porozumienia podczas marszu była prowadzona działalność handlowa. W masowej liczbie sprzedawano koszulki, flagi, książki, płyty. Zdaniem działaczy – wszystko to bez paragonów.
Tego, że organizatorzy marszu prowadzili sprzedaż bez paragonów i nabijania czegokolwiek na kasę fiskalną przedstawiciele kaliskiego Porozumienia są pewni, bo sami to sprawdzili.
– Poszedłem na ten marsz i poświęciłem 50 zł, żeby kupić ich koszulkę. I jestem dowodem na to, że paragonu nie dawali. A z naszych informacji wynika, że takich koszulek sprzedali około 1700, co daje 85 tys. zł z samych koszulek – mówi Szymon Furman, prezes Porozumienia w Kaliszu.
Do tego, jak dodaje, należy doliczyć dochód ze sprzedanych flag po 120 zł za sztukę czy dowodów tożsamości obywatela II RP po 200, 300 zł za sztukę. W ofercie były także płyty i książki, które, jak wynika z informacji obecnych na marszu członków Porozumienia, reklamowane były jako egzemplarze z podpisem ambasadora Rosji.
– Z informacji, które posiadamy, wynika, że dzięki owemu wydarzeniu organizatorzy zarobili od 350 000 zł do nawet 500 000 zł. I naszym zdaniem nie był to pierwszy raz, kiedy panowie wykorzystywali demonstracje do wzbogacenia się. Już w Warszawie sprzedawali masowo rzeczy, też prawdopodobnie nieopodatkowane, bo bez żadnych kas fiskalnych czy paragonów, co w świetle obowiązujących przepisów stanowi ukrywanie dochodów – mówi Szymon Furman.
– Zirytowało mnie to, że politycy, którzy są zobowiązani do reagowania na tego typu wydarzenia, podeszli do tematu typowo populistycznie. Pogadali, pogrozili palcem, a tak naprawdę zaczęli zbijać na tym obrzydliwym marszu kapitał polityczny. Mówienie, że to jest złe, robienie dziesięciu konferencji krytykujących marsz – jaki to ma sens? Wszyscy to wiedzą, że takie historie nie powinny mieć miejsca – komentuje dla Interii Szymon Furman, prezes kaliskiego Porozumienia Jarosława Gowina.
I dlatego kaliskie Porozumienie zdecydowało się pójść o krok dalej i wymierzyć organizatorom konkretny cios. Finansowy.
– Ci ludzie już wielokrotnie bywali przez prokuraturę aresztowani, ale nigdy nie odpowiedzieli w sposób adekwatny i co widać było 11 listopada, nie wyciągnęli z wcześniejszych sytuacji żadnych wniosków. Takich ludzi najbardziej zaboleć może kiedy dostaną po portfelu. Śledzę działalność tych panów od jakiegoś czasu i jestem pewien, że i tym razem chodziło im tylko i wyłącznie o biznes. Jeśli odczują z niego mniejsze korzyści to może to ukróci ich działalność – dodaje Furman.
Przedstawiciel Porozumienia w rozmowie z Interią podkreśla, że jego zdaniem całe to przedsięwzięcie nie ma wiele wspólnego z ideologią.
– Wojciech O. znany jako Aleksander J. jest patostreamerem, zarabia na tego typu działalności, wie, jak się robi show, żeby, mówiąc kolokwialnie, kasa się zgadzała. Z zawodu jest aktorem i reżyserem, więc umie zbudować wokół siebie zainteresowanie. To jest kluczowe, by zrozumieć, że to całe wydarzenie to zwykły “teatr” i biznes – mówi Szymon Furman.«
Tak bawią się w rachowanie panowie z Porozumienia Jarosława Gowina, który stwierdził swego czasu, że Polska jest miejscem, w którym żyją dwa narody – polski i żydowski i nic nie jest w stanie tego zmienić. To prawda i nikt rozsądny nie neguje tego faktu. Znamienne jest jednak to, że mówi to tak otwarcie jeden z najważniejszych polityków polskiej sceny. Wcześniej prezydent Duda mówił o tym, że każdy Polak ma w sobie domieszkę żydowskiej krwi. A więc coraz śmielej, coraz pewniej. Dobrze to nie wróży.
Każdy w Polsce, kto prowadził czy prowadzi jakąś działalność gospodarczą, nie odważyłby się na sprzedaż bez wystawiania paragonów czy faktur sprzedaży. Urząd Skarbowy zniszczyłby go w pięć minut. Za coś takiego dostałby domiar, czyli podatek do zapłacenia za nieudokumentowaną sprzedaż. Jego wysokość zależy od decyzji urzędnika. Ta uznaniowość jest zapisana w ustawie. Jest to więc narzędzie, które może jednych niszczyć, a innych chronić, bo urzędnik zawsze może wytłumaczyć się niewielką szkodliwością czynu lub, w przeciwnym wypadku, narażeniem skarbu państwa na starty.
W Polsce od najdawniejszych czasów przywilej bicia monety należał do Żydów. Ale nie tylko to. Również ściąganie podatków było im powierzane przez władców. Skoro tak było kiedyś, to czy obecnie jest inaczej? Często można się spotkać z uwagami, że podatki w Polsce są wysokie, a urzędnicy bezduszni i bezwzględni, że w innych krajach jest inaczej. Z czego można dalej wysnuć wniosek, że Polacy to taki wredny naród, że jeden Polak drugiemu wilkiem itp. A prawda jest taka, że skarbowością w Polsce nadal żądzą Żydzi i stąd taka bezwzględność w stosunku do podatników, ale nie wszystkich. Niektórzy są traktowani zupełnie inaczej. Jeśli więc niejaki Olszański/Jabłonowski odważa się, jako organizator, na tego typu sprzedaż, to znaczy, że wie, że jest kryty i nic mu się nie stanie.
Z drugiej strony można sobie zadać pytanie, kto wyprodukował te gadżety, książki itp. Bo ten ktoś też wprowadził na rynek produkty, od których nie odprowadził podatku. Prawdopodobnie tego typu imprezy służą niektórym do robienia całkiem niemałych pieniędzy, a ten Olszański dostaje wynagrodzenie za swoją pracę, czyli w tym wypadku za spalenie kopii statutu. Takie okolicznościowe imprezy idealnie nadają się do tego typu szwindli, bo dziś jest sprzedaż, a jutro szukaj wiatru w polu.
Jeśli więc ktoś odważa się na takie działanie, to znaczy, że jest pewny, że nikt mu krzywdy nie zrobi. A kto może być tego pewny? Żydzi, bo to oni, jako kierownicy skarbowości decydują o tym, kogo karać, a kogo – nie. I to właśnie dlatego nigdy w Polsce nie wykryto sprawców największych afer finansowych.
I jaki z tego zdarzenia w Kaliszu wynika wniosek? Ano taki, że Żydzi nieźle zarabiają na polskim tanim, naiwnym patriotyzmie. Jeśli w Kaliszu zarobili od 350 000 do 500 000 zł, to ile zarobili na Marszu Niepodległości?
Ale to wcale nie jest tak, że nie prowadzą „uczciwych” biznesów. W czerwcu tego roku byłem w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Trafiłem tam na mały żydowski sklepik, który sprzedawał różne drobiazgi związane z judaizmem. Były tam różnego rodzaju gadżety, np. kubki z Gwiazdą Dawida, grafiki, obrazy, książki. Ale mnie zainteresowało tylko wino. Zainteresowało, bo nigdy nie piłem wina izraelskiego i innego z tamtych okolic. Kupiłem dwie butelki. Jedno czerwone wytrawne, drugie białe wytrawne. Kosztowały po 50 zł za butelkę. To nie było tanio, bo ja za 20 zł mogę kupić wino chilijskie, całkiem dobre. Czerwone wytrawne miało smak, z którym się jeszcze nie zetknąłem, a białe było podobne do chilijskich białych wytrawnych. Zapłaciłem i dostałem paragon. A więc wszystko zgodnie z przepisami.
A na paragonie taki napis: Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie ul. Twarda 6, 00-950 Warszawa Sklepik Judaica – Beitenu ul. Lubelska 4, 24-120 Kazimierz Dolny www.sklepikjudaica.pl, www.beitenu.pl tel. 692-578-677. Na paragonie wybita kwota zgodnie z zakupem. Wszystko zgodnie z prawem. – Tak sobie pomyśli przeciętny kupujący, ale ja takim nie byłem i wiedziałem swoje.
W blogu „Ustawa” pisałem:
Ustawa z dnia 20 lutego 1997 r. o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej została uchwalona głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Unii Wolności i Unii Pracy.
Art. 3. Autonomia gmin żydowskich w sprawach własnych
1. Gminy żydowskie swobodnie wykonują zasady wyznania mojżeszowego oraz zarządzają swoimi sprawami. – To pojęcie – „swoimi sprawami” – jest bardzo ogólnikowe i nie zostało doprecyzowane w dalszej części tej ustawy. Wszystko można podciągnąć pod te „swoje sprawy”, np. sprzedaż majątku odzyskanego od Skarbu Państwa.
2. Gminy żydowskie rządzą się w swoich sprawach własnym prawem wewnętrznym, określającym w szczególności organizację gmin żydowskich, uchwalanym przez walne zebranie Związku Gmin w porozumieniu z Radą Religijną Związku Gmin. – Skoro Związek Gmin tworzy własne prawo, to jest lokalnym Knesetem, a Rada Religijna – rządem.
Wracając do tego paragonu, to jeśli ktoś sądzi, że od tej sprzedaży zostanie odprowadzony podatek, to bardzo się myli i na dodatek jest bardzo naiwny. Pomijając już to, że o tym kto ma płacić podatki, a kto nie, decydują Żydzi, to żaden urzędnik skarbowy nie odważy się zrobić kontroli, a nawet gdyby się odważył, to spotka się z odmową, bo powołają się oni na ustawę, wedle której gminy żydowskie w swoich sprawach rządzą się własnym prawem wewnętrznym.
Może jakieś 10 lat temu, gdy jeszcze czytałem „Najwyższy Czas”, Korwin-Mikke, który był wtedy jego właścicielem, zareklamował w nim swój nowy kwartalnik „Stańczyk Królewski”. Roczna prenumerata wynosiła 40 zł. Wpłaciłem pieniądze i przysłał mi dwa egzemplarze za pierwszy i drugi kwartał. Egzemplarzy za trzeci i czwarty kwartał nie dostałem. Nie dostałem też zwrotu pieniędzy za nie, ani żadnej informacji, dlaczego ich nie otrzymałem. Jeśli do wszystkich nie mógł wysłać takiej informacji, to mógł poinformować prenumeratorów w „Najwyższym Czasie”, ale tego też nie zrobił. Mówiąc wprost, okradł mnie na 20 zł. 20 zł to nie majątek, ale chodzi o zasady, zwłaszcza że konserwatyści mają takie zasady. Tak przynajmniej on twierdzi. A okazało się, że to zwykły hochsztapler.
I gdybym ja chciał się pobawić w rachowanie, tak jak chłopcy Gowina z Kalisza, to mógłbym policzyć: Najwyższy Czas rozchodził się wtedy w nakładzie około 25 tys. egzemplarzy. Gdyby tylko co 10-ty czytający jego tygodnik zaprenumerował „Stańczyka”, to byłoby to 2500×40=100.000 zł. Z tego wynika, że 50.000 zł miał na czysto. Nie wiem, czy było tego mniej czy więcej, ale to pokazuje pewien mechanizm i mówi też o czymś innym. Korwin-Mikke uzyskał dochód, z którego prawdopodobnie nie rozliczył się z Urzędem Skarbowym. I nie obawiał się, że ktoś na niego doniesie, czy złoży skargę, bo komu chciałoby się dochodzić swoich 20 zł, tak jak w moim przypadku. Drobne kwoty, ale w dużej ilości tworzą konkretne pieniądze. Żydzi o tym wiedzą i to wykorzystują i ich pomysłowość jest w tym zakresie nieograniczona, a jest nieograniczona, bo wiedzą, że za te swoje geszefty nic im nie grozi. Tak to i ja miałbym nieograniczoną pomysłowość.
Sądzę, że na kaliskim happeningu zarobił przede wszystkim Korwin-Mikke, bo jak wcześniej wspomniałem, Olszański i Osadowski przez pewien czas nadawali od niego. Olszański jest dobrym aktorem, Osadowski czaruje swoimi animacjami komputerowymi, ale ani jeden, ani drugi nie odważyłby się na palenie kopii statutu, za cienkie Bolki.
Media Narodowe poświęciły niedawno cykl czterech programów Olszańskiemu, by go zdyskredytować. Ujawnili przy okazji, że zorganizował on, razem z Osadowskim, jakiś spęd patriotyczny na polach Grunwaldu. Zjechało się tam parę tysięcy „kamratów”, którzy musieli zapłacić za parking na jakimś polu i pobierali za to opłaty i nie wydawali paragonów. Sprzedawali jakieś gadżety, też bez paragonu. Na coś takiego mógł się odważyć ktoś, kto wie, że będzie bezkarny, że Urząd Skarbowy go nie ruszy. Będzie, bo za tym wszystkim stał zapewne Korwin-Mikke. Jego, jako Żyda, nikt nie ruszy. Tak zarabiają Żydzi na polskim naiwnym patriotyzmie.
Media Narodowe oszacowały ich zarobek na 300.000 zł. Nieźle jak na jeden dzień. A do kogo należało to pole? Pewnie do gminy. A skoro do gminy, to musiało być zezwolenie na imprezę. Gmina mogła je wydać lub nie. Wydała i nic na tym nie zarobiła. I czyje to jest państwo?
Ostatnio na niektórych kanałach internetowych i w niektórych środowiskach popularyzowany jest chiński model gospodarki, która jest stawiana za wzór, a Polska jako państwo powinna przeorientować swoją politykę na współpracę z Chinami. Może to jest jakiś pomysł, ale najpierw należałoby zadać sobie parę pytań. Czy Polska jest państwem suwerennym i może uprawiać politykę zgodnie z jej własnym interesem? Czy Chiny są państwem niezależnym i czy istnieje coś takiego, jak chińskie dążenie do dominacji nad światem? Bo w tradycji chińskiej było raczej odgradzanie się od niego.
Chiny zostały po 1972 roku, podobnie jak wcześniej Związek Radziecki, uprzemysłowione przez Stany Zjednoczone. Czy to uprzemysłowienie odbyło się w sposób altruistyczny? Czy dano Chinom nowoczesną technologię tak zupełnie bezinteresownie? Czy te potężne obecnie chińskie firmy są własnością Chińczyków? Kto kontroluje światowy handel? Chińczycy czy Żydzi? Bo jeśli Żydzi, to Chińczycy są od nich zależni. Przekonał się o tym kiedyś potężny Henry Ford, który rzucił im wyzwanie. Gdy jednak chciał wprowadzić na rynek nowy model Forda, to handlarze samochodów nie zgodzili się na jego sprzedaż. I musiał on ich oficjalnie przeprosić. Taka jest potęga nacji, która od ponad 2000 lat kontroluje światowy handel. To jest dziedzina, w której najszybciej następuje przyrost kapitałów. I nie ma w niej przestojów. Produkty się zmieniają, jedne wychodzą z użytku, inne, nowe, je zastępują, a handel wciąż się kręci. Bez odpowiedzi na powyższe pytania wszelka dyskusja na temat Chin staje się jałowa.
Chiny są krajem komunistycznym i żadnej demokracji tam nie było i nie będzie. Okresem przejściowym pomiędzy cesarstwem a komunizmem była Republika Chińska (1911-1949). Był to czas walk wewnętrznych i wojny chińsko-japońskiej (1937-1945).
Żeby jednak zrozumieć lub przynajmniej próbować zrozumieć, czym są Chiny i jaka jest mentalność przeciętnego Chińczyka, to wypada przybliżyć sobie, choć trochę, konfucjanizm, a więc system filozoficzny, którego podstawowe założenia przypisuje się Konfucjuszowi. Żył on w przybliżeniu w latach 551-479 p.n.e. Zmarł w wieku 72 lat, a 72 to w Chinach od najdawniejszych czasów liczba magiczna.
W 1976 roku Ossolineum wydało Dialogi konfucjańskie w tłumaczeniu Krystyny Czyżewskiej-Madajewicz, Mieczysława Jerzego Künstlera i Zdzisława Tłumskiego. Wstęp do tej książki napisał Mieczysław Jerzy Künstler. Wybrałem z niego fragmenty odnoszące się do konfucjanizmu jako systemu filozoficznego. Autor wstępu pisze:
»Wśród wielkich systemów filozoficznych konfucjanizm zajmuje jedną z najznakomitszych pozycji. Przez ponad dwa tysiące lat był on oficjalną doktryną jednego z największych i najludniejszych państw świata, a sfera jego bezpośrednich wpływów wykraczała daleko poza ojczyste Chiny. To właśnie konfucjanizm ukształtował w znacznej mierze moralno-etyczne oblicze Azji Wschodniej. Jego wpływ odnaleźć można z łatwością w typowych dla tego kręgu cywilizacyjnego postawach i zachowaniach, i to nie tylko w przeszłości, lecz również w czasach nowszych.
Rolę konfucjanizmu w życiu społecznym ludów Azji Wschodniej można przyrównać do tej, jaką odegrały wielkie religie świata na innych obszarach. Lecz zastrzec trzeba od razu, że analogia taka jest dość powierzchowna, bowiem konfucjanizm nigdy religią nie był, przynajmniej nie był nią w tym sensie, w jakim są nimi chrześcijaństwo czy islam. Nie znaczy to oczywiście, że konfucjanizm nie posiadał – zwłaszcza w epokach późniejszych – pewnych atrybutów religii. Był to jednakże przede wszystkim system filozoficzny, kładący szczególny nacisk na normy życia społecznego, na etykę i moralność.
Klasyczna epoka starożytności chińskiej, tj. okres od połowy VI do schyłku III w. p.n.e., to czasy najwspanialszego rozwoju chińskiej myśli filozoficznej. Chińczycy zwykli mówić o istniejących wówczas «stu szkołach». I choć liczebnik należy w tym wypadku rozumieć jako ogólny wskaźnik liczby mnogiej, to jednak zwrot ten dobrze charakteryzuje mnogość rywalizujących ze sobą światopoglądów, mnogość, którą jedynie do tej, jaką znała klasyczna filozofia grecka, można przyrównać. Był to więc okres nieustających kontrowersji, ostrych nieraz sporów i polemik, a nawet walk ideologicznych, które w pewnych latach doprowadziły do prześladowań politycznych.
Tłem owej walki przeciwstawnych i zwalczających się systemów filozoficznych był pogłębiający się zamęt w sferze politycznego i społecznego życia państw konfederacji chińskiej, ów zamęt, z którego w końcu III w. p.n.e. narodzić się miało scentralizowane cesarstwo chińskie zamykające epokę feudalizmu w Chinach.
Przez cały okres klasycznego feudalizmu konfucjanizm był tylko jedną z konkurujących ze sobą doktryn filozoficznych, przy czym sfera jego oddziaływania nie należała do największych. Nie cieszył się on ani taką popularnością wśród ludu, jaką z łatwością zdobył sobie zawierający pewne elementy egalitaryzmu altruizm Mo-tsy, czy zawsze bliższy masom taoizm, ani takimi wpływami na dworach książęcych jakie mieli – zwłaszcza pod koniec tej epoki – zwolennicy tzw. szkoły praw, czyli legiści, których poglądy pierwsze cesarstwo uczyniło ideologią państwową.
W pewnym momencie dziejowym, właśnie wtedy, gdy zawalił się ostatecznie feudalny świat klasycznych Chin, a na jego gruzach powstało wyższe ponad partykularyzmy udzielnych księstw wielkie cesarstwo chińskie, gdy we wszystkich od kilku stuleci podzielonych ziemiach chińskich dokonywała się prawdziwa rewolucja społeczna i ekonomiczna, gdy triumfujący legizm dążył do usunięcia wszystkich konkurentów, wydawać się mogło, że oto nadszedł kres kariery mistrza z Lu. A jednak już w kilka lat po upadku pierwszego krótkotrwałego cesarstwa dynastii Ts’in i przejęciu władzy przez bardziej skłonną do kompromisu dynastię Han, konfucjanizm począł krok za krokiem zmierzać do zapewnienia sobie dominującej pozycji w cesarstwie chińskim. Pozycję tę zdobył w ciągu pierwszego wieku panowania Hanów i odtąd zdołał ją utrzymać aż po upadek cesarstwa w początkach naszego wieku. Ze wszystkich szkół filozoficznych, w jakie tak obfitowała starożytność chińska, jedynie konfucjanizm umiał – przechodząc stopniową ewolucję – zachować tak długo swą żywotność.
Główne idee myśli Konfucjusza
Myśl Konfucjusza – jak większość systemów filozoficznych starożytności chińskiej, lecz jednocześnie w większym stopniu niż inne – jest skoncentrowana wokół człowieka i jego życia w społeczeństwie, jednym, jakie znał, tj. społeczeństwie wykazującym elementy schyłkowe klasycznego feudalizmu chińskiego. Cechą charakterystyczną tej myśli jest całkowity brak zainteresowania zagadnieniami ontologicznymi, a co za tym idzie, programowe unikanie rozważań na tematy wierzeń religijnych. Nie znaczy to, że Konfucjuszowi można przypisać poglądy ateistyczne. Dialogi… wykazują, że akceptował on wierzenia swojej epoki, uważał jednak, że nie powinny one być przedmiotem dociekań.
Jest w każdym razie pewne, że Konfucjusz przyjmował i popierał usilnie te zespoły wierzeń, które mogły odegrać pozytywną rolę społeczną. Do takich wierzeń należał kult zmarłych przodków i związane z nim reguły żałoby. Konfucjusz przypisywał rodzinie ogromną rolę społeczną, a stosunki hierarchiczne i wynikające z nich wzajemne zależności przenosił na sferę życia pozarodzinnego, życia społecznego. Toteż w systemie tym kult przodków i reguły żałoby stanowią jeden z zasadniczych elementów wprowadzających ład i zapobiegających wszelakiemu jego naruszeniu.
Wedle Konfucjusza człowiek tym się różni od zwierzęcia, że żyć może jedynie w rodzinie, ta zaś istnieć może tylko w społeczeństwie. Życie rodzinne opiera się na systemie wzajemnych zależności, uważanych za naturalne. Tak więc fundamentem, na którym opiera się istnienie i funkcjonowanie rodziny, nie jest uczucie, lecz zależność stanowiąca o hierarchii. Podstawowe zależności w rodzinie to zależność syna od rodziców (zwłaszcza od ojca), zależność żony od męża i zależność młodszych od starszych. One właśnie, a nie uczucie, są więzami, których działanie nigdy nie ustaje i trwa nawet po śmierci, gdy dusza zmarłego ojca staje się obiektem kultu, a jego najstarszy syn jest tego kultu jedynym kapłanem.
Ten sam system wzajemnych zależności wiąże poddanego z władcą, a jeszcze wcześniej ucznia i nauczyciela. Toteż jedną z głównych cnót jest hiao – owa miłość synowska zwana także nabożnością synowską. Nie jest to jednak miłość ślepa, bezkrytyczna. Wynika z niej bowiem obowiązek szczerości (sin), który nakazuje wyrażanie zdania, zabieranie głosu w kwestiach istotnych, czyli napominanie, doradzanie. Jest przy tym charakterystyczne, że konfucjańska szczerość nie polega na otwartym mówieniu tego, co się w danej sytuacji myśli, lecz na mówieniu tego, co się myśleć powinno. Z tak pojętej miłości synowskiej wynika również obowiązek lojalności, wierności (czung) wobec głowy rodu.
Właściwie pojęta miłość synowska zakłada nie tylko nieustanną dbałość o rodziców, o to, by mogli oni wieść spokojne, dostatnie życie, ale i dbałość o siebie samego, i to we wszystkich płaszczyznach. Dbać należy o to, by ciało zachować w stanie, w jakim je od rodziców otrzymaliśmy. Zabiegać też trzeba o zdobycie wiedzy, która umożliwiając karierę urzędniczą przyczyni się do zdobycia sławy, a ta jest dla rodziców najlepszą nagrodą.
Tak pojęty zespół obowiązków nie opiera się – jak już powiedziano – na uczuciu, lecz na określonych normach moralnych, których zachowanie umożliwia sumienne przestrzeganie tego wszystkiego, co nakazuje obyczaj, tj. na spełnianiu w określonym czasie i w określonych sytuacjach ściśle określonych gestów, czynów, czyli tego, co się nazywa obrzędem, etykietą. Stąd wynika zasadnicze w systemie konfucjańskim znaczenie li – obyczaju, obrzędu, etykiety, ceremonii, pojęcia nadrzędnego w stosunku do pozostałych cnót. Właśnie li narzuca granice i szczerości, i lojalności, jest czynnikiem ograniczającym, hamującym, pozwalającym utrzymać postępowanie w określonych granicach.
Tak więc obyczaj, obrzęd czy może właśnie etykieta jawi się jako najpotężniejszy czynnik stwarzający hierarchię w rodzinie i poza nią, czyli w społeczeństwie. Jest to czynnik różnicujący ludzi, wyznaczający każdej jednostce miejsce w określonych sytuacjach i w określonym czasie.
Przeciwieństwem li jest pojęcie jüe – muzyki, rozumianej jako czynnik jednoczący jednostki we wspólnym działaniu. Zależność między li a jüe nie jest antytetyczna (antytetyczny – będący antytezą, przeciwstawny – przyp. W.L.). Są to dwa czynniki życia społecznego wzajem się uzupełniające, gdyż życie społeczne wymaga zarówno różnicującego działania li, jak i łączącego działania jüe. Dopiero harmonijne zgodne (ho) współdziałanie obu tych czynników kreuje życie społeczne, nadaje mu właściwe proporcje i wprowadza ład (tao), a tylko dzięki ładowi istnieć mogą rodziny i państwa, jedyne naprawdę godne tego miana, tj. chińskie, cywilizowane, w opozycji do świata niechińskiego uważanego za barbarzyński.
Skłóconemu światu rozpadających się stosunków feudalnych proponuje więc Konfucjusz ideał człowieka szlachetnego, mądrego księcia, który władzę swą opiera nie na potędze fiskalnej i militarnej, nie na rozległości swej domeny i liczebności poddanych, lecz na sile oddziaływania moralnego, na zniewalającej sile przykładu, na mocy, jaką daje cnota (te). Książę, który cnotę posiadł, może panować, lecz nie potrzebuje trudzić się działaniem, nie musi rządzić. Winien on przede wszystkim spełniać przypisane obrzędy i kultywować swą cnotę, a jest to to samo, gdyż bez zachowania li nie ma cnoty. Działanie cnoty władcy jest zaś tak przemożne, że wpływa ona na najdalsze kresy państwa i na wszystkich podległych mu ludzi. Jest przy tym oczywiste, że ci, którzy są bliżej mądrego władcy, więcej odniosą korzyści z doskonałości jego cnót, ponieważ wpływ cnoty jest również hierarchiczny.
Cnotliwy władca winien się otaczać równie cnotliwymi mężami, którzy w jego imieniu będą krajem kierować. Konfucjusz postuluje więc zastąpienie arystokracji dziedzicznej arystokracją ducha, rekrutującą się spośród tych, którzy zdołali osiągnąć doskonałość, i to niezależnie od pochodzenia. Przygotować do pełnienia stanowisk urzędniczych może tylko nauka (hüe). Termin ten, tak ważny w systemie filozofii konfucjańskiej, nie oznacza jednak opanowywania nowych dziedzin wiedzy, wynajdywania czegokolwiek. Hüe to przede wszystkim naśladowanie. Tak więc uczyć się znaczy tyle, co naśladować. Naśladować zaś można tylko to, co samo było doskonałe, czyli przeszłość, a tę poznać można tylko badając zabytki piśmiennictwa.
Stąd właśnie bierze się u Konfucjusza ten szczególny rys, jakim jest idealizowanie przeszłości, czasów legendarnych cesarzy Jao i Szuna oraz wzorowych władców, założycieli dynastii Czou, Królów Wena i Wu oraz pierwszego tej dynastii regenta, księcia Czou. Wszystko, co wiemy o starożytności, o tym, co stanowiło o jej sławie, i o tym, co było naganne, zawarte jest w Księdze dokumentów i Księdze pieśni, dwóch najczcigodniejszych zabytkach piśmiennictwa klasycznego. Obie te księgi stanowią więc podstawę wykształcenia człowieka szlachetnego, w nich zawarta jest cała mądrość, która polega na wynajdywaniu dla każdej sprawy jej historycznych precedensów. Do ksiąg tych dodaje Konfucjusz jeszcze Księgę przemian, stary tekst wróżebny otoczony od stuleci wielkim szacunkiem w kręgu archiwistów dworskich, a więc w tym kręgu, z którym Konfucjusz był szczególnie blisko związany.
Właśnie ta myśl o ukazaniu precedensów w uważanej za idealną przeszłości natchnęła Konfucjusza chęcią napisania kroniki księstwa Lu, znanej pod nazwą Wiosny i jesienie. Także ten tekst stał się później przedmiotem studiów w jego szkole. Uczyć się to badać przeszłość po to, by móc ją naśladować, gdyż ona właśnie jest źródłem wszelkiej mądrości. Tylko w ten sposób można osiągnąć doskonałość moralną, tylko tak można zdobyć te cnoty, które potrzebne są każdemu kto się do pełnienia stanowiska urzędniczego przygotowuje, a to jest obowiązkiem człowieka szlachetnego, jedyną godną go drogą kariery życiowej.
Służenie mądremu władcy (bo tylko takiemu służyć się godzi) jest więc obowiązkiem człowieka szlachetnego i to go różni od prostaka. Po to, by właściwie spełniać swe obowiązki, szlachetny nie musi posiąść wielu wielu szczegółowych umiejętności. Te są potrzebne prostakowi, który spełnia w społeczeństwie funkcje służebne i tylko poddaje się wpływowi cnoty swojego księcia, jak trawy uginają się pod wpływem wiatru. Człowiek szlachetny winien być lojalny wobec władcy i szczery, tak jak szczery i lojalny ma być wobec swych rodziców. We wszystkich swych czynach i słowach (a słów zbędnych winien wystrzegać się przede wszystkim) ma się on kierować prawością, sprawiedliwością, lecz więzy winien sobie narzucić przez przestrzeganie obyczaju. Podstawowym obowiązkiem urzędnika jest przestrzeganie, napominanie władcy, dbałość o to, by nie popełnił on czynów niezgodnych z tym, co nakazuje obyczaj. W tym przejawia się wierność poddanego, jego szczerość, mądrość i prawość.
W tym systemie, w którym wszystko zostało podporządkowane społecznemu życiu jednostki, jej stosunek do drugiego człowieka jest sprawą zasadniczej wagi. Właściwy stosunek do bliźniego (żen) to jedno z podstawowych pojęć konfucjanizmu. Termin żen należy do tych, które w tłumaczeniu oddać najtrudniej. Żen jest bowiem główną z cnót człowieka szlachetnego, a zarazem jego podstawowym obowiązkiem wobec całego otoczenia. Zwykle termin ten oddaje się w sinologii europejskiej przez humanitarność, cnota humanitarności, to jest to ludzki do bliźniego stosunek, właściwy stosunek do ludzi.
Szlachetny winien być żen. A znaczy to, że w każdym człowieku powinien dostrzegać bliźniego, lecz przyjaźnią darzyć tylko tych, którzy sami cnotami się odznaczają. Nic bowiem tak szkody przynieść nie może, jak zadawanie się z takimi, którzy cnót nie posiedli. Humanitarność to dostrzeganie w każdym człowieku tego, co w nim jest wartościowe, lecz również umiejętność widzenia jego wad i ułomności nie po to, by z nich szydzić, lecz również po to, by samemu podobnych uniknąć i bliźniego od nich odwieść. Tylko właściwy stosunek do bliźniego pozwala na zachowanie właściwej postawy, na bezbłędne spełnianie powinności wynikających z nakazów obyczaju i tylko on może pozwolić na łączenie się z nimi w muzyce. Jedynie więc humanitarność jest gwarantem utrzymania się w nakazanych granicach, unikania wszelkiego ekscesu, czyli postępowania zgodnie z zasadami, wiodącego ku ładowi. Humanitarność jest tym, co pozwala zachować godność w bogactwie i w nędzy, jest źródłem spokoju wewnętrznego, bez którego niepodobna mówić o doskonałości.
Wyraźnie paseistyczne (z francuskiego; odnoszące się do przeszłości – przyp. W.L.) rysy filozofii konfucjańskiej skłaniały wielu badaczy do widzenia w niej systemu zdecydowanie reakcyjnego. Jak zwykle w takich przypadkach, wszelkie jednoznaczne rozstrzygnięcia grzeszą jednostronnością naświetlenia i są przez to samo fałszywe. Ciągle jeszcze nie docenia się roli konfucjanizmu w początkowym okresie rozwoju tej doktryny. Nie może bowiem ulegać wątpliwości, że konfucjanizm odegrał społecznie pozytywną, postępową rolę we wczesnych dziejach cesarstwa chińskiego. W rozbitym świecie feudalnych księstw głosił potrzebę silnej władzy centralnej, której wszystko winno być podporządkowane. Zawierał też swoiste elementy demokratyzmu, zakładając, iż dostęp do urzędów państwowych, a więc jedyna droga awansu społecznego, winien być otwarty dla każdego, gdyż o przydatności człowieka decydują jego cnoty i jego wiedza, a nie urodzenie. To konfucjanizmowi przypada w znacznej mierze zasługa przekształcenia autokratycznego cesarstwa chińskiego w państwo feudalizmu biurokratycznego a więc formę bardziej postępową w stosunku do klasycznego feudalizmu chińskiego.
Niebagatelną też zasługą wczesnego konfucjanizmu było to, że poprzez utrzymanie kultu przodków, ujednolicenie obyczajowe społeczeństwa i jego zhierarchizowanie przyczynił się on do stworzenia narodu chińskiego. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie konfucjanizm i jego teoria władzy centralnej odpowiedzialnej wobec społeczeństwa (gdyż złe czyny władcy sprowadzają klęski na kraj) i podporządkowanie całego kraju tej władzy, nie mielibyśmy dziś jednych Chin, lecz liczne kraje chińskie. W tym sensie konfucjanizm odegrał z pewnością postępową rolę w ukształtowaniu społeczeństwa chińskiego we wczesnym okresie feudalizmu biurokratycznego.
Inna sprawa, że dalsza ewolucja konfucjanizmu i dalsze jego dzieje uczyniły z niego narzędzie reakcyjnej, przeciwnej temu wszystkiemu co nowe polityki cesarstwa chińskiego.«
W skład Pięcioksięgu wchodzą:
Księga przemian
Księga pieśni
Księga rytuałów
Księga dokumentów
Księga wiosen i jesieni
W skład Czteroksięgu wchodzą:
Wielka Nauka
Doktryna Środka
Dialogi konfucjańskie
Księga Mencjusza
Z powyższego tekstu jasno więc wynika, że chiński system wartości jest zupełnie inny niż europejski. Konfucjanizm głosi, że zbudowanie idealnego społeczeństwa i osiągnięcie pokoju na świecie jest możliwe pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej oraz zachowywania tradycji, czystości, ładu i porządku. Może właśnie dzięki temu, że konfucjanizm posługuje się takim systemem wartości, to komunizm w Chinach ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, by coś miałoby się w tym względzie zmienić. Czy nie jest więc tak, że ktoś, kto poznał system wartości tego społeczeństwa, uznał, że nadaje się on idealnie do wykorzystania tego społeczeństwa, do realizacji własnych celów, zwłaszcza że jego potencjał demograficzny, pracowitość i zdyscyplinowanie są idealne do uczynienia z niego fabryki świata?
W Dialogach konfucjańskich w rozdziale VII zatytułowanym Przekazuję jeno… czytamy:
1. Mistrz rzekł:
Przekazuję jeno nauki starożytnych, lecz sam niczego nie tworzę.
Ufam starożytności i miłuję ją.
Ośmielam się nawet przyrównać siebie do owego starego P'enga.
Według legend P’eng miał być synem mitycznego cesarza Czuan-hiu (2513-2435). U schyłku panowania dynastii In miał w pełni sił osiągnąć sędziwy wiek siedmiuset lat.
Skoro Konfucjusz przekazywał nauki starożytnych i sam niczego nie tworzył, to znaczy, że ktoś mu tę wiedzę przekazał. Kto, tego nie powiedział. I tu mamy problem, bo początki tej chińskiej cywilizacji giną gdzieś w pomrokach dziejów. A jest to cywilizacja bardzo stara. Z tego można wysnuć wniosek, że ktoś wcześniej to wszystko wymyślił. Czy w przypadku innych cywilizacji też mogło tak być, np. egipskiej czy żydowskiej?
»W niedzielę w Kaliszu zorganizowano marsz “Kalisz wolny od faszyzmu”. To odpowiedź na wydarzenia, do których doszło podczas marszu 11 listopada. Grupa osób wznosząc antysemickie hasła, spaliła wówczas tekst Statutu Kaliskiego.
Manifestujący spotkali się w niedzielę o godz. 16 pod pomnikiem poety Adama Asnyka. Organizatorzy w mediach społecznościowych napisali: “W dniu Święta Niepodległości Kalisz został pohańbiony. Hordy przybyłych z różnych miejsc w Polsce faszystów, zwołanych przez Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego, wykrzykiwały na ulicach naszego Miasta obrzydliwe hasło: ‘Śmierć Żydom’. Spalono publicznie, przed gmachem ratusza, najważniejszy dla Kalisza dokument – “Statut kaliski” z 1264.”.
“Pokażmy, że to nie kaliszanie, że nazizm, rasizm i wszelka pogarda dla człowieka są nam obce! Pokażmy, że Kalisz jest wolny od faszyzmu!” – dodano.
Statut Kaliski to jeden z najważniejszych dokumentów w historii Kalisza. Zagwarantował on Żydom istnienie sądów żydowskich i osobnych sądów dla spraw, w których brali udział zarówno Żydzi, jak i chrześcijanie. Dodatkowo zapewniał on wolność osobistą i bezpieczeństwo Żydom, włączając w to swobodę wyznania, podróżowania i handlu.«
Ze zdjęcia, które zamieściła Interia wynika, że w tej „manifestacji” wzięły udział trzy osoby na krzyż. Nie zmienia to jednak faktu, że informacja poszła w świat. Dlaczego jednak protestujący uważają, że przywilej, zwany Statutem kaliskim, jest najważniejszym dla Kalisza dokumentem? Chyba już nie mieszkamy w Polsce tylko w Polin. To jedna strona medalu, a druga to ten Olszański/Jabłonowski, który działa na szkodę Polski i Polaków. Jest tak samo na usługach Żydów jak ci protestujący. Tak się kreuje konflikt. Obie strony są przez nich opłacone. Pieniądze miękczą serca.
W poprzednim blogu cytowałem Jeske-Choińskiego, który starał się zgłębić motywy kierujące postępowaniem Bolesława Pobożnego, ale warto też zacytować Mariana Miszalskiego, który w swojej książce Żydowskie lobby polityczne w Polsce wydanej w 2018 roku też wspomina o tym przywileju. Pisze on tak:
»Znaczący przywilej polityczny nadał Żydom w Polsce książę wielkopolski Bolesław Pobożny w 1264 roku – wspomniany przywilej kaliski (wzorowany na przywileju cesarza Barbarossy), mocą którego Żydzi zyskali prawo do własnego, żydowskiego sądownictwa, sprawowanego przez rabinów. Osłabiło to ich zainteresowanie krajem, w którym żyli, odseparowało od otoczenia. Co więcej – sprawowanie tego odrębnego sądownictwa przez rabinów wprowadziło w państwie polskim istotny element nie tylko niepolskiej państwowości, ale był to w dodatku element obcego państwa wyznaniowego. Tymczasem w państwach należących do cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej – władza sądownicza była oddzielona była od władzy kościelnej. Te sądy rabinackie mogły wydawać nawet wyroki śmierci, a Żyd, który w sporze z innym Żydem zwróciłby się do sadu polskiego, narażał się na religijną klątwę – herem. Osobne sądownictwo dla Żydów, sprawowane przez rabinów, potężnie utrudniało proces asymilacyjny Żydów już u progu ich osadnictwa w Polsce, utrwalając postawę obcych, zainteresowanych własnymi sprawami, obojętnych na sprawy kraju, w którym żyli, więc gotowych układać się z każdą władzą we własnym, partykularnym, żydowskim interesie. Bolesław Pobożny nazwał Żydów „sługami skarbu królewskiego” (servi camerae regis), bezpośrednio podległymi księciu, co sankcjonowało tylko ich faktyczny już status: najbliższych współpracowników władcy w ustalaniu i ściąganiu podatków, biciu pieniądza i polityce pieniężnej. Szczególnie uprzywilejowany status prawny, nadany Żydom, polegał także na tym, że Żydzi w sporach z chrześcijanami wyłączeni zostali spod jurysdykcji sądów kasztelańskich i miejskich, którym podlegała cała szlachta i mieszczaństwo, a poddani sądom królewskim (książęcym) – wojewodzińskim – przy czym w skład sądu obowiązkowo powoływany był sędzia żydowski (iudex Iudeaorum). Wydaje się, że te sądy nie były surowe dla wspólników i „sług skarbu królewskiego”… W sporze prawnym Żyda z chrześcijaninem sprawę rozpatrywał ów żydowski sędzia, powód chrześcijański musiał nadto przedstawiać koniecznie obok świadków chrześcijańskich także świadków żydowskich. Przywilej zaostrzał także karę za zabicie Żyda. Przywilej kaliski zrównywał Żydów w prawach handlowych z chrześcijanami, ale przyznawał im przywilej pożyczania na procent, zakazany przez Kościół chrześcijanom. Był to nader istotny przywilej! Dawał olbrzymią przewagę ekonomiczną. Stwarzał z Żydów jedyną grupę społeczną uprawnioną do działania jak bank. Powstające kahały szybko doceniły ten przywilej…
Przywilej kaliski przyjęty został w innych księstwach śląskich: wrocławskim, głogowskim i jaworskim.
Przywilej kaliski nie był oryginalnym pomysłem księcia Bolesława Pobożnego i nie wynikał z jego filosemityzmu… Była to kopia przywileju, jakiego udzielił Żydom w 1157 roku cesarz Fryderyk I Barbarossa, będący w pilnej potrzebie finansowej. (…) Fryderyk I po prostu zaoferował niemieckim Żydom transakcję handlową: nadanie przywileju w zamian za pieniądze, których potrzebował. „Będziecie sługami mego skarbu (servi camerae), pożyczając mi i organizując dla mnie pieniądze – w zamian otaczać was będę moją szczególną cesarską opieką” – taka była mniej więcej treść tej politycznej transakcji. Dostrzegając korzyści w takiej umowie – inni władcy powielali ją później, w tym i nasz książę Bolesław Pobożny.
Nawiasem mówiąc – jeszcze przed cesarzem Fryderykiem I niemiecki król Konrad III (1137-1152) za swą opiekę nad Żydami zażądał ekwiwalentu – pisze historyk.
I znów: nie tylko Żydów traktowali w ten sposób wówczas monarchowie. Wszyscy – lennicy władcy, miasta, panowie feudalni, kupcy i rzemieślnicy – płacili władcom „za opiekę” (tak jest do dzisiaj – my też płacimy demokratycznemu państwu podatki „za opiekę”. Niekiedy z demokratycznym państwem konkurują gangi czy mafie; bywa że opiekują się obywatelem lepiej i taniej niż państwo…). Ale bankierzy, organizatorzy pożyczek dla dworów (więc kredytodawcy) i ich poborcy podatkowi wymagali ochrony szczególnej…«
Czasem trafiam na komentarze, że Niedzielski, Morawiecki czy inni politycy nie podlegają polskiemu prawu. Ale przecież tak jest od początku. Miszalski pisał:
Szczególnie uprzywilejowany status prawny, nadany Żydom, polegał także na tym, że Żydzi w sporach z chrześcijanami wyłączeni zostali spod jurysdykcji sądów kasztelańskich i miejskich, którym podlegała cała szlachta i mieszczaństwo, a poddani sądom królewskim (książęcym) – wojewodzińskim – przy czym w skład sądu obowiązkowo powoływany był sędzia żydowski (iudex Iudeaorum). Wydaje się, że te sądy nie były surowe dla wspólników i „sług skarbu królewskiego”… W sporze prawnym Żyda z chrześcijaninem sprawę rozpatrywał ów żydowski sędzia, powód chrześcijański musiał nadto przedstawiać koniecznie obok świadków chrześcijańskich także świadków żydowskich.
Z tego wynika, że skazanie Żyda przed takim sądem było praktycznie niemożliwe. I dziś jest tak samo. Wystarczy przypomnieć sobie sprawę Najsztuba. Portal press.pl w dniu 19.10.2021 pisał:
„Najsztub w październiku 2017 roku potrącił w Konstancinie-Jeziornie przechodzącą przez pasy 77-letnią kobietę, która w wyniku doznanych obrażeń trafiła do szpitala. Dziennikarz był trzeźwy, ale nie miał prawa jazdy, a samochód – polisy OC i ważnego przeglądu technicznego. Prokuratura oskarżyła go o nieumyślne spowodowanie wypadku przez niedostosowanie prędkości do warunków jazdy.
Trzy lata temu Sąd Rejonowy w Piasecznie zasądził od dziennikarza grzywnę, ale po odwołaniu prokuratury, która uznała, że kara jest za niska – uniewinnił Najsztuba. Podobnie jak w listopadzie 2019 roku – sąd drugiej instancji. Od tego – prawomocnego – wyroku Prokuratura Okręgowa w Warszawie wniosła kasację odrzuconą przez Sąd Najwyższy 19 maja 2021 roku.”
»11 listopada w Kaliszu publicznie spalono tekst “Statutu Kaliskiego” – przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r. Uczestnicy wydarzenia wznosili antysemickie okrzyki. “Wstyd, hańba i smutek” – takie komentarze dominowały 11 listopada na portalach społecznościowych kaliszan. Prezydent Kalisza złożył zawiadomienie do prokuratury.
“Kilkaset osób wzięło dziś udział w marszu organizowanym przez grupę nacjonalistów i kontrowersyjnego Aleksandra Jabłonowskiego w Kaliszu” – napisano na portalu kalisznaszemiasto.pl.
“Jabłonowski wybrał Kalisz jako najstarsze miasto w Polsce do organizowania swojego marszu, bo ten warszawski uznaje za skompromitowany i sprzyjający rządom PiS” – czytamy na stronie faktykaliskie.pl
Uczestnicy wydarzenia, wznosząc antysemickie hasła, przemaszerowali na Główny Rynek, gdzie spalono tekst Statutu Kaliskiego, przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r.
Historyk kaliski Maciej Błachowicz na swojej stronie społecznościowej napisał, że “spalenie statutu można z pełną odpowiedzialnością porównać do palenia książek podczas Nocy kryształowej w Berlinie”.
Jego zdaniem współodpowiedzialność za te zdarzenia ponoszą prezydent Krystian Kinastowski i wydelegowany przezeń na marsz obserwator, którzy nie rozwiązali zgromadzenia oraz policja, która nie zareagowała.
“Przedstawiciel Prezydenta Miasta Kalisza, wspólnie z przedstawicielami Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu podjęli decyzję o nierozwiązywaniu zgromadzenia z uwagi na bezpieczeństwo i zachowanie porządku publicznego. Rozwiązanie zgromadzenia mogłoby doprowadzić do eskalacji agresji wśród uczestników” – podano.«
»Do Kalisza zjechało około 2 tysiące osób z całej Polski. Byli także przedstawiciele Polonii z innych krajów. Skupił ich marsz i wiec prowadzony przez Aleksandra Jabłonowskiego.
Najczęściej wykrzykiwany hasłem przez prowadzących było: „Śmierć wrogom ojczyzny”, zmienione w trakcie na „Śmierć wrogom Polski”, na co tłum odkrzykiwał „śmierć, śmierć śmierć”. Drugim co do popularności hasłem było „Tu jest Polska, a nie Polin”, co jest odniesieniem się do teorii, że Żydzi rządzą Polską.
Najwięcej emocji wśród Kaliszan śledzących przebieg zgromadzenia przez internet, wywołało publiczne podpalenie kopii „Statutu Kaliskiego”.
Jabłonowski mówił ze sceny: „My to unieważniamy, likwidujemy prawa żydowskie na tej ziemi! To jest wola wolnych Polaków! Nie będzie już nigdy Polak Żydowi niewolnikiem!”
Tłum skandował: „Tu jest Polska, a nie Polin”. Statut ciągle płonął, kiedy śpiewano Rotę.«
Drobna uwaga: Interia pisze “kaliszan”, a ostrowska telewizja “Kaliszan”. Słownik poprawnej polszczyzny PWN W-wa 1973 podaje jako poprawną wersję tę Interii.
W Polsce niby oficjalnie nie rządzą Żydzi, ale Interia i telewizja ostrowska piszą czołobitnie „Statut Kaliski” zamiast „Statut kaliski”. Ten słynny z imprezy pijackiej redaktor Mazurek w wywiadzie z Niedzielskim wystąpił w koszulce z nadrukiem menory i hebrajskim napisem. To są właśnie współcześni szabesgoje.
Innymi takimi szabesgojami są Aleksander Jabłonowski i Marcin Osadowski produkujący się na kanale nptv (niezależna polska telewizja). Swego czasu udzielił im gościny Korwin-Mikke i przez jakiś czas od niego nadawali. Nie wiem czy dalej tak jest, ale zależność zapewne pozostała. Nie muszę chyba dodawać, że jest to zależność finansowa. Nawet zorganizowanie takiego marszu jak w Kaliszu jest wielkim wyzwaniem organizacyjnym, logistycznym i finansowym. Skąd mieli na to pieniądze? A kto wpadł na pomysł spalenia kopii statutu? Jabłonowski jest dobrym aktorem, może nawet bardzo dobrym, ale dobrze odegra tylko to, co inni wyreżyserują. Sam na taki pomysł by nie wpadł, a gdyby nawet wpadł, to nie odważyłby się. Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi reżyserami filmowymi są Żydzi. I nie tylko filmowymi.
Palenie kopii Statutu kaliskiego jest wyjątkowym kretynizmem. Bo cóż można przez to osiągnąć? Jaki cel? Jest to zwykła prowokacja, podobnie jak ten marsz z pochodniami. To już nawet nie były race jak na Marszu Niepodległości. To skojarzenie jest już jednoznaczne – idą naziści. I to wszystko odbyło się za przyzwoleniem władz i policji. Bardzo to dziwne.
Ja niejednokrotnie pisałem w komentarzach pod moimi blogami, że te niszowe kanały internetowe, które mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy subskrybentów, należą lub są kontrolowane przez Żydów. I takim kanałem jest nptv.
Jednak ten kretyński marsz i nie mniej kretyńskie palenie kopii Statutu kaliskiego są okazją do przypomnienia czy zapoznania się z pewnymi faktami dotyczącymi tego statutu. Teodor Jeske-Choiński w swojej Historii Żydów w Polsce wydanej po raz pierwszy w 1919 roku pisał:
»Uświadamiał się powoli lud polski, a władcy i wielmoże politykowali na swoją korzyść. Bez denarów żydowskich nie mogli się obyć. Potrzeby państwowe zmuszały ich do pobłażliwości dla bankierów żydowskich, co działo się także w innych państwach. Królowie angielscy, Jan bez Ziemi i Henryk III, kazali lichwiarzom suto opłacać swoją pobłażliwość; cesarz niemiecki, Henryk IV, nadał im pożądany dla nich przywilej, nie mieszający się do ich spraw religijnych, pozwalał ochrzczonym przeciw ich woli wracać do judaizmu; Fryderyk I waleczny (w r. 1244), Ottokar czeski (w r. 1254-1255) i Bela IV węgierski (w r. 1251 i 1256) nadali im także przywileje. Za ich przykładem poszedł nasz Bolesław Pobożny, z tą tylko różnicą, że jego mentorowie zagraniczni nie bronili ludowi rozprawiać się po swojemu z jego pijawkami, a nawet, gdy im się sprzykrzyła zależność od spekulacji Żydów, wypędzić ich ze swojego państwa (np. Jan bez Ziemi), książę polski zaś nie cofał swojego postanowienia – dotrzymał danego słowa.
Rozumny i uczciwy Polak dzisiejszy, który nauczył się już psychologii Żydów, zapyta zdziwiony po przeczytaniu przywileju Bolesława Pobożnego: co spowodowało tego księcia do takiej niezwykłej tolerancji?
Odpowiedź na to prosta:
Bolesław pobożny nie znał duszy żydowskiej i nie miał wyobrażenia o zamiarach i celach wodzów pokolenia Judy, nie wiedział nawet, że tacy wodzowie istnieją i że trzymają swój lud żelazną ręką żelaznej woli. Gdyby był znał duszę żydowską i zamiary wodzów Judy, nie byłby był zrównał wiecznych koczowników ze swoimi poddanymi i bronił ich przeciw słusznemu gniewowi chrześcijan, których rozmyślnie krzywdzili.
By znać duszę żydowską , spaczoną kilku niewolami (egipską, asyryjską, babilońską, rzymską), trzeba zbadać Talmud, który ulepił nowego Żyda po niewoli babilońskiej i stworzył jego wodzów. Tymi wodzami byli i są dotąd „uczeni w piśmie”, kapłani Jehowy, nasamprzód faryzeusze, a potem rabini, tzw. „królowie”. Opętali oni wolę swojego ludu tysiącami nakazów i zakazów, i przepoili jego dusze nieubłaganą nienawiścią do wszelakich innowierców. Dążąc do panowania nad całym światem, nie tylko pozwolili oszukiwać, okradać, niszczyć, zabijać „gojów”, ale nawet wprost nakazywali te zbrodnie, aby przyśpieszyć zgubę „bałwochwalców”. Niepotrzebnie wzywał wojewódzki sąd kaliski Żydów do oczyszczenia się przysięgą w sprawach karnych z chrześcijanami, bo Talmud pozwalał im krzywoprzysięgać, gdy nie mieli ochoty przyznać się do kłamstwa lub jakiego występku. Krzywoprzysięstwo ułatwiali im ich sędziowie żydowscy, tak samo talmudyści, jak oni.
Talmudu nie znał jeszcze w owych czasach świat chrześcijański. Nie mógł go znać także Bolesław Pobożny razem ze swoimi wojewodami. Nie było więc Żydom trudno otumanić go i nadużyć do ich celów.
Oto pierwsza odpowiedź na pytanie, dlaczego książę kaliski otoczył Żydów staranną opieką, szkodząc nierozmyślnie swojemu narodowi.
A druga odpowiedź na pytanie?…
I druga odpowiedź jest prosta…
Bolesław Pobożny był Słowianinem, a w piersi Słowian bije dobre serce, litujące się nad cudzym nieszczęściem. Dużo już klęsk zawdzięcza Słowiańszczyzna swojemu przedobremu sercu i swojej nieopatrzności. Nie hańbi to jej, bo dobroć serca nie hańbi nikogo, owszem zasługuje na dyplom szlachetności. Nie hańbi, ale szkodzi, niestety, ludziom dobrym i uczciwym, a toruje dla chciwych łotrów drogę do dobrobytu.
Jeszcze jedna, trzecia odpowiedź na pytanie…
Bolesław Pobożny miał małe księstewko (kaliskie), a duże, rozległe zamiary. Wojował z Krzyżakami i margrabim brandenburskim, do takiej zaś krwawej roboty potrzeba obfitej mamony. Wojna zjada górę pieniędzy. Tej złotej i srebrnej góry nie było w skarbcu kaliskim, bo sprzątnęła ją chciwość ludokupców i lichwiarzy. Do nich więc trzeba było udawać się po brzęczącą zapomogę.
Żydzi umieli wyzyskać wojenne kłopoty księcia. Nie ukrywali przed nim swoich napęczniałych worków, sypali denarami na zawołanie rządu, przez co zjednali sobie zapewne jego tolerancję. „Złoto miękczy serca”… drwili.
Zdaje się, że na redakcję przywileju Bolesława Pobożnego wpłynęli także Żydzi, na co zwraca uwagę Antoni Marylski. Bowiem w tym przywileju znajdują się paragrafy, na które by się pobożni chrześcijanie nie byli zdobyli.
Jednak nie ludokupcy i lichwiarze podsunęli autorom przywileju to, co im było potrzebne, jeno ich wodzowie, ich rząd. Zdawałoby się, że ich rząd żydowski znikł po zburzeniu Jerozolimy i rozproszeniu Żydów po całym świecie. Myli się, kto tak przypuszcza. Władze żydowskie nie zgasły razem z państwem plemienia Judy, żyły jeszcze długie lata i żyją dotąd.«
“Zobaczycie, co się stanie 8 listopada” – mówił trzy tygodnie temu o sytuacji na granicy w jednym z programów publicystycznych Janusz Korwin-Mikke. – Miałem na myśli to, co się dzieje w relacjach Rosji z Białorusią – tłumaczy dzisiaj w rozmowie z Interią. Dodaje, że według jego informacji “w najbliższych dniach ma być przerzuconych około 1000 osób naraz”.
W dalszym ciągu autor pisze:
Janusz Korwin-Mikke gościł w programie “Woronicza 17” w TVP Info 17 października. Dyskusja dotyczyła głównie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, a także relacji Rosji z Białorusią. Na koniec ożywionej rozmowy Korwin-Mikke rzucił: “zobaczycie, co się stanie 8 listopada!”.
Wideo z tamtej rozmowy internauci przypomnieli dzisiaj. Od rana bowiem sytuacja na polsko-białoruskiej granicy jest napięta, a w stronę Kuźnicy przesuwała się znaczna grupa migrantów. Internauci jednocześnie zaczęli zastanawiać się, czy tamta wypowiedź Korwin-Mikkego ma związek z tym, co dzieje się w strefie stanu wyjątkowego.
Jedni zaczęli nazywać polityka “jasnowidzem” lub “prorokiem”, a inni wprost zarzucają mu współpracę z KGB. Co miał na myśli Korwin-Mikke? Zapytaliśmy samego zainteresowanego.
– Miałem na myśli to, co dzieje się w relacjach Rosji z Białorusią. Jeszcze przed manewrami Zapad’21 Putin wziął Łukaszenkę na rozmowy ostatniej szansy i tym razem obiecał mu, że do 8 listopada ZBiR (Związek Białorusi i Rosji – red.) na pewno będzie uruchomiony. I rzeczywiście, kilka dni temu ustalono 28 wspólnych programów integracyjnych, które w praktyce oznaczają ujednolicenie struktury. To wygląda bardzo poważnie – tłumaczy Interii Korwin-Mikke.
– Szturm na naszą granicę ma z tym mały związek, ale gdyby rzeczywiście Putin się wściekł i przejął Białoruś, to oczywiście różnie mogłoby się skończyć. Pytanie, czy Polska miałaby się cieszyć z tego powodu. Ja bym się nie cieszył, bo wolę mieć problem na granicy z Łukaszenką niż wojska rosyjskie na granicy. Rosję bardzo lubię, ale im dalej od Polski, tym bardziej ją lubię – podkreśla.
Korwin-Mikke podaje też, nie powołując się na źródło informacji, że “szykuje się duży przerzut” w najbliższych dniach na naszej wschodniej granicy.
– Dochodzą do mnie informacje, że szykuje się duży przerzut. W najbliższych dniach ma być przerzuconych około 1000 osób naraz. Niestety, rozwścieczyliśmy Aleksandra Łukaszenkę. W zupełnie niesprowokowany sposób zaatakowaliśmy reżim Łukaszenki. Nic dziwnego, że się teraz na nas odgrywa. A swoją drogą jego metody są niedopuszczalne – uważa polityk Konfederacji.
Tak tłumaczył swoje słowa Korwin-Mikke. Pod tym artykułem ukazało się prawie tysiąc komentarzy. Nie sposób je wszystkie przeczytać, ale większość nie warta tego. Z tych kilkudziesięciu, które przejrzałem, tylko dwa wydały mi się sensowne. Ktoś zadał logiczne pytanie:
„Skoro wiedział takie rzeczy Mikke, tzn wiedziały też to służby – pytanie – czemu nie reagowały?”
Ktoś inny napisał:
„Wszystko ukartowane. A niektórzy znają szczegóły. Ot co.”
Ten drugi wpis jest jakby odpowiedzią na pierwszy, ale też wyjaśnia, skąd Korwin, trzy tygodnie wcześniej, wiedział, że będzie to 8 listopada. Nie powiedział „w pierwszej połowie listopada”, czy „na początku listopada”, tylko podał konkretny dzień. Korwin-Mikke jest Żydem i ma dostęp do wielu informacji niedostępnych dla innych. Ale też czasem bywa tak, że niektórzy Żydzi, a jak widać Korwin też, mają taką przypadłość, że chcą innym zaimponować tym, że są dobrze poinformowani, wtajemniczeni. Korwin-Mikke to taki człowiek, który chce, by inni go podziwiali za jego ponadprzeciętną inteligencję i przenikliwość umysłu. On to wykorzystuje i wielu nabiera się na te bzdury, które on wygaduje. No bo jak to! Taki inteligentny nie może przecież się mylić. Taka socjotechnika w jego wykonaniu.
Wszystko zostało wcześniej przygotowane. Nie można zgromadzić takiej ilości ludzi w ciągu jednego dnia. Ktoś musi nimi kierować. Ktoś musi im dostarczać żywność. Gdzieś muszą mieszkać. Raczej trudno uwierzyć w to, że na okrągło stoją na świeżym powietrzu, zwłaszcza, że robi się ono coraz bardziej świeże. Podejrzewam, że ci ludzie przychodzą tam na zmiany, na swoje dyżury. Podobno jest ich około 12-15 tys. Bezpośrednio przy granicy przebywa tylko część z nich.
Przylecieli z Iraku. To państwo musiało zgodzić się na ich wyjazd, a Białoruś – na ich przyjazd. Ktoś pokrywa koszty ich pobytu. Wygląda to na skoordynowaną akcję kilku państw, skierowaną przeciwko Polsce. A kto tym wszystkim kieruje? Zawsze ci sami. Irak – „ruki pa szwam”, Białoruś – też. A Polska? Polska nie musi, bo oni tu rządzą i realizują swój własny interes.
Nie wierzę w to, że ci ludzie rzeczywiście chcą przejść przez granicę. No bo co zrobi taki człowiek? Nawet jak ma pieniądze, to gdzie pójdzie? Nie zna terenu, nie zna języka. Gdzie będzie nocował? Jak przejedzie przez Polskę, jeśli jego celem są Niemcy? Chyba że oni wiedzą, że w Polsce też otrzymają pomoc. Tego nie można wykluczyć. Oni zostali wynajęci do wykonania pewnej roboty i dostają za to wynagrodzenie. A celem tej zadymy jest wywołanie jeszcze większej zadymy, może nawet doprowadzenie do walk z polskim wojskiem i policją.
Po co to wszystko? To jest jeden z elementów planu, którego celem jest kreowanie negatywnego wizerunku Polski w Europie. Pierwszym krokiem było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzające, że polskie prawo stoi ponad unijnym. Gdy już tak wszyscy będą nakręceni, gdy ta Polska będzie wszystkim zawadzać, wtedy wyjście Polski z unii stanie się formalnością. Zresztą, w kraju też podgrzewa się nastroje antyunijne. Jest ono niezbędne, to wyjście z unii, do dokonania kolejnego rozbioru. Nie można tego zrobić, gdy Polska jest częścią większej całości. Widmo krąży po Europie – widmo rozbioru Polski. Teraz już widać, po co była potrzebna „niezależna” Białoruś i po co trzeba było wykreować sztuczny konflikt pomiędzy obu krajami. I „polski” rząd prowadził wobec Białorusi taką politykę, by stworzyć ten konflikt. Robił to i nadal robi to w pełni świadomie, zdając sobie sprawę, do czego to prowadzi. Natomiast białoruski rząd, z polecenia nieznanych przełożonych, też dążył i dąży do konfrontacji. A unia i NATO zachowują się tak, jak Francja i Anglia w 1939 roku.
10 listopada pojawił się na Interii kolejny artykuł, w którym Korwin wyjaśnia, co miał na myśli. I mówi m.in. tak:
„Jeżeli ZBiR obejmie kwestię wojskową, to będziemy mieli wojska rosyjskie na granicy – powiedział i zapowiedział, że Putin – który jego zdaniem też został przez Polskę obrażony – może zażądać korytarza do Królewca w postaci autostrady eksterytorialnej. – Ciekawe jak na to zareagujemy? Przypominam, że jak odmówiliśmy Hitlerowi, to zakończyło się II wojną światową – powiedział.
Dalej tłumaczył, że należało wspierać Łukaszenkę, a nie wpychać go w objęcia Putina, bo Rosja chce “połknąć” Białoruś. – Najśmieszniejsze jest to, że kiedy ja tłumaczę wszystkim, że należy przeciwstawić się połknięciu Białorusi przez Rosję, to się mówi, że ja to mówię jako agent rosyjski. Tak dwóch wrogów przeciwko sobie żeśmy połączyli. To nie jest żadne przewidywanie wzięte z księżyca, ani nie dostałem tajnych informacji od pana Putina, tylko po prostu jest to logiczne rozumowanie. Niestety w Polsce logika nie jest w cenie – zakończył.”
Putin może zażądać autostrady eksterytorialnej do Królewca – twierdzi Korwin. A po co, skoro ma połączenie przez Litwę, zapewne jeszcze z czasów Związku Radzieckiego? Po co mu drugie połączenie lądowe? W przypadku Hitlera to żądanie miało przynajmniej pozory racjonalności, bo nie było innej możliwości połączenia lądowego Prus z Rzeszą. Jakiś czas temu dokonano korekty granicy pomiędzy województwami podlaskim i warmińsko-mazurskim. Wcześniej miasto Olecko i powiat olecki należały do województwa podlaskiego. Po korekcie miasto i powiat znalazły się w obrębie województwa warmińsko-mazurskiego. I w ten sposób granica województwa warmińsko-mazurskiego biegnie dokładnie po dawnej granicy Prus i na północy, przekraczając granicę polską, łączy się z granicą obwodu kaliningradzkiego. Tak więc wszystko jest już przygotowane do scalenia Prus. Do kogo one trafią?
Na granicy litwesko-białoruskiej stoi solidny płot, a na polsko-białoruskiej prowizoryczny – z drutu kolczastego. Czy to przypadek? Chyba nie! Łatwo sforsować taki „plot” jak się ma nożyce do cięcia metalu. I w nocy z 9 na 10 listopada było parę udanych prób przekroczenia granicy. Cyrk na kółkach. Nic innego nie przychodzi mi do głowy na określenie tego, co tam się dzieje.
I na koniec jeszcze mała uwaga. Dlaczego „pandemia” w Polsce został wstrzymana? Wszędzie dookoła „szaleje”, a u nas, pomimo wzrostu zakażeń z każdym dniem, nie wprowadza się dodatkowych obostrzeń? Jedyne sensowne wytłumaczenie, jakie mi nasuwa się, to to, że znaczne siły policji i wojska zostały rzucone na granicę z Białorusią i w związku z tym nie byłoby komu ich egzekwować.