Żydzi a niepodległość

Po rozbiorach Polski wszelkie próby odzyskania niepodległości były kontrolowane przez Żydów. Do upadku powstania 1831 roku byli to przeważnie frankiści, jak choćby Wojciech Turski, który usiłował pieśń legionów „Jeszcze Polska nie zginęła” zastąpić własną przeróbką Marsylianki. Uzyskał nawet poparcie, przebywającego wówczas w Szwajcarii, Kościuszki. Podobną rolę odegrali Żydzi w czasie powstania 1863 roku i rewolucji 1905 roku. Jej przebieg stwarzał szanse na autonomię Królestwa Kongresowego. To wywołało wśród Żydów zaniepokojenie. W 1906 roku odbyły się narady u rabina Icchoka Goldberga. Miały one miejsce w Landwarowie pod Wilnem. Decyzje, które tam zapadły, stały się podstawą programu uchwalonego w grudniu 1906 roku na III ogólnorosyjskim zjeździe syjonistycznym w Helsinkach.

Program ten zwany programem helsingforskim, miał stanowić dla Żydów zabezpieczenie na wypadek, gdyby na terenie skupienia żydowskiego miały powstać jakiekolwiek autonomiczne rządy polskie. Żądano w nim:

  • gwarancji praw mniejszości narodowych
  • pełnego równouprawnienia narodowości żydowskiej,
  • przedstawicielstwa mniejszości żydowskiej przy wyborach
  • samorządu narodowego dla Żydów
  • praw dla języka hebrajskiego i żargonu w szkołach, sądach i życiu publicznym
  • zmiany odpoczynku niedzielnego na sobotni

Program ten stał się podstawą narzuconych Polsce, Rumunii i Czechosłowacji tzw. traktatów o mniejszościach narodowych. Nie trzeba chyba dodawać, że stało się tak na żądanie Żydów. Przywódca syjonistów-rewizjonistów Żabotyński tak o tym pisze:

„Istota wszystkich umów mniejszościowych jest helsingfroska. Zasada, że państwo musi być siedzibą narodową nie tylko dla swego narodu, ale również dla swoich mniejszości, że nie asymilowanie mniejszości, lecz właśnie utrzymanie ich właściwości jest zadaniem państwa i prawa, to dźwięczy w każdym słowie i w każdym dokumencie pokojowym”. – Żargonowy Hajnt z 1928 roku.

W ostatnich latach przed I wojną światową rząd rosyjski przypomniał sobie o żydowskiej strefie osiadłości, wprowadzonej przez Katarzynę II w latach 1791 i 1793 i zaczął wysiedlać Żydów na dawne terytoria Rzeczypospolitej. Te zarządzenia nie mogły spodobać się Żydom i ich stosunek do caratu uległ radykalnej zmianie. Wybuch wojny spowodował, że zdecydowanie opowiedzieli się oni po stronie Niemiec, mając nadzieję na to, że przy ich pomocy uda się im zmienić nieprzychylny dla nich stan rzeczy w Rosji.

Rosja po wybuchu wojny ogłasza manifest Mikołaja Mikołajewicza, a dowództwo wojsk niemieckich wydaje do ludności polskiej „patriotyczną” odezwę. W Austrii tworzy się Naczelny Komitet Narodowy i legiony. Jak widać wszyscy zaborcy zabiegają o względy ludności polskiej. Pomimo że była to z ich strony tylko gra, to żydostwu zajrzało w oczy widmo odradzającej się Polski.

W październiku 1914 roku w Berlinie wypowiada się w tej sprawie, w przedmowie do swojej książki Rasa a żydostwo, Karol Kautsky:

„By rozumieć interesy żydów w Rosji, należy uwzględnić ich rozpaczliwe tam położenie, przedstawione w pracy niniejszej, a polegające głównie na granicy osiadłości, ciasnym rejonie, gdzie skupieni w znacznych ilościach, tylko pewnym określonym mogą się poświęcić zawodom. Pragną oni tam przede wszystkim wolności i powitają każdą zmianę, która choćby im widoki na jej uzyskanie otworzyła, a odrzucą wszelką zmianę, po której się tej wolności spodziewać nie mogą”.

Na cóż więc mogą się zgodzić Żydzi? Z pewnością na republikę liberalną, a jeszcze chętniej na bolszewizm. Przecież strefa osiadłości, zamknięcie ich w granicach słabej ekonomicznie Rzeczypospolitej, podyktowały im konieczność rozbiorów w XVIII wieku. Teraz znowu zepchnięto ich na te same terytoria, a jest ich znacznie więcej. Za to ma Rosję spotkać kara. Ażeby tego było jeszcze mało, to Rosja, szczerze lub nie, podnosi kwestię polską. Niemcy, prędzej czy później, muszą odpowiedzieć tym samym. To jest w ich własnym interesie. Póki co, komedię rozpoczęła Austria, ona pierwsza podjęła konkretną decyzję. Żydzi muszą szybko zareagować, oznajmić na co mogą się zgodzić. Jak daleko pozwolić sprzymierzonymi z nimi Niemcom i Austrii prowadzić tę niebezpieczną grę. W ich imieniu wypowiada się Karol Kautsky w dalszej części cytowanej wyżej przedmowy:

„Utworzenie samodzielnego państwa polskiego, otoczonego trzema wielkimi mocarstwami, byłoby dla żydów jednoznaczne z dotkliwszym jeszcze zacieśnieniem granicy osiadłości i zupełną utratą widoków na jej zniesienie. Miałaby do tego nowa Polska przybrać cechy ultramontańskie (katolickie – przyp. aut.) i junkierskie, to w tym wypadku byłaby już dla nich nieznośnym pogorszeniem i tak już rozpaczliwego dla nich położenia. Co by oni natomiast z radością wielką przywitali, to wolną i demokratyczną Polskę, stojącą w ścisłym politycznym i gospodarczym związku z jednym z wielkich mocarstw, gdzie wolności ich żadne ciasne by nie tamowały granice”.

Nie można było jaśniej i prościej opisać przyczyn rozbiorów Polski w XVIII wieku, niż uczynił to Żyd-socjalista. To właśnie wtedy Polska była otoczona trzema wielkimi mocarstwami, a więc czymś dla Żydów równoznacznym z dotkliwszym zacieśnieniem granicy osiadłości, niż to miało miejsce na początku XX wieku. Pisze więc Kautsky wyraźnie, że można się od biedy zgodzić na słabą Polskę, pozostającą w ścisłym politycznym i gospodarczym związku z jednym z wielkich mocarstw, czyli taką, która jest pozbawiona samodzielności politycznej i gospodarczej. I jakież to mocarstwo nadaje się na partnera? Przedmowa jest pisana i drukowana w Berlinie w trzecim miesiącu wojny, a więc nie ma wątpliwości. Kautsky ma oczywiście na myśli Niemcy.

Tymczasem Niemcy zajmują Królestwo, tworzą polski uniwersytet w Warszawie i zwołują Tymczasową Radę Stanu. Zdaniem Żydów tę polityczno-wojskową grę posunięto za daleko. W całej żydowskiej prasie, we wszystkich żydowskich organizacjach na świecie wybucha antypolska obsesja. Żydzi zaczynają wątpić w Niemców. Szukają oparcia w Ameryce. L. D. Brandeis z Nowego Jorku rozsyła Żydom osiadłym w Polsce list, w którym zapewnia:

„Wobec neutralności zachowanej przez Stany Zjednoczone, istnieje przypuszczenie, że po wojnie żydostwo amerykańskie będzie mogło wywrzeć wpływ na losy żydów zamieszkałych w innych krajach”.

Publikując ten list, jedno z pism litwackich, Jewrejskaja Żyzń z dnia 22 listopada 1915 roku, dodaje własną opinię:

„Nie możemy sobie wyobrazić większego nieszczęścia dla żydów i całej Europy nad niekontrolowaną gospodarkę Polaków gdziekolwiek w czasie najbliższym. Uznajemy zasadą samodzielności narodów, wszelako niepodległość Polski byłaby najbardziej jaskrawym naruszeniem tej idei, o czym przekonaliśmy się, patrząc na gospodarkę w Galicji, w Rosji, nawet na zewnątrz Polski. Tylko dzięki obcym władzom i innym narodowościom istniała gwarancja, że polska autonomia nie była niebezpieczna”.

Obawy Żydów były jak najbardziej uzasadnione. Polski ruch spółdzielczy w Królestwie rozwijał się bardzo dynamicznie. Polegał on na tworzeniu spółdzielni – własnych sieci handlowych i sklepów, w których ich członkowie mogli zaopatrywać się w towary po atrakcyjnych cenach. Te sklepy to, przy zachowaniu wszelkich proporcji, były w tamtych czasach odpowiednikami późniejszych supermarketów. One stanowiły wielkie zagrożenie dla żydowskich drobnych sklepikarzy. Jak twierdzi wielu ówczesnych ludzi, zaangażowanych w ten ruch, gdyby nie wybuch wojny w 1914 roku, to Żydzi ze swoimi sklepikami musieliby zbankrutować. Nie przypadkiem więc i obecna władza systematycznie niszczy polską drobną przedsiębiorczość. Wyróżnia się tu odeski Żyd – Kaczyński, który mówi wprost: skoro polscy drobni przedsiębiorcy nie radzą sobie, to powinni wyjechać.

W miarę jak kwestia polska nabiera rozpędu i znaczenia, światowe żydostwo staje się coraz bardziej aktywne. Akt niemiecki z 5 listopada 1916 roku dolewa oliwy do ognia. Sigmund Mayer, Die Wiener Juden, Wien – Berlin, 1917 pisze:

„Wojna, która dla Galicji stała się zapowiedzią oficjalnych przemian i łączącej się z nimi autonomii, a – w dalszej konsekwencji – powstanie samodzielnego Królestwa Polskiego – te zjawiska wytworzyły nowe położenie. Na podstawie doświadczeń ostatnich dziesięcioleci musiała powstać obawa, że oba te nowe twory będą musiały pociągnąć za sobą największe niebezpieczeństwo dla tamtejszych żydów i ich istnienia. W Berlinie dla ochrony żydów wschodnich i ich praw powstało zjednoczenie…”

Żydowska propaganda przeciw budowie państwa polskiego przybrała takie monstrualne rozmiary, tak rozlała się po całym świecie, że wśród polskich Żydów budzi przerażenie, że gdyby, wbrew tej propagandzie, powstało państwo polskie, to mogłoby pociągnąć do odpowiedzialności miejscowe żydostwo. Efektem tego strachu była wydana w Berlinie w 1916 roku książka Die polnische Judenfrage. Jej autor, Benjamin Segel, Żyd galicyjski, stara się tonować zapędy światowego żydostwa i pisze w niej:

„W Ameryce miał miejsce cały szereg zgromadzeń żydowskich, na których odmawiano wyrażenia sympatii dla polskich dążeń wolnościowych i – co jeszcze przed rokiem byłoby niemożliwością – na innych zgromadzeniach powzięto niesłychane i niewiarygodne uchwały, że będzie się walczyć o to, aby w przyszłości ochronić żydów w Polsce przed pogromami oraz przed prześladowaniem i uciskiem ze strony Polaków.”

Żydzi żądają zabezpieczenia swych praw narodowych w Polsce. To najwyraźniej przeraża cytowanego wyżej autora, bo pisze:

„Przy sposobności najmniejszego gospodarczego, społecznego czy politycznego kryzysu rozgorzałyby przeciw nam nienawiść i wściekłość, która mogłaby nas zniszczyć. Gdzie na całym świecie istnieje państwo, które by zniosło taką kość w gardzieli.”

Benjamin Segel zdaje sobie sprawę, że cały program żydowski wobec Polski podyktowany jest mesjańskimi dążeniami, ale czuje, że gra może być ryzykowna, więc protestuje:

„O eschatologiczne (związane z celem ostatecznym – przyp. aut.) nadzieje żydów nie dbaliśmy nigdy, co zaś za plany pragną urzeczywistnić ci, którzy wywędrowali z naszego kraju; czy chcą założyć państwo w Palestynie, czy w Ugandzie, czy w Mezopotamii, to pozostaje wyłącznie ich sprawą. Jednak żydzi, którzy pozostają w naszym kraju, ciążą już samą wagą swej liczebności na życiu i losie wszystkich współmieszkańców kraju i współstanowią o nim; ci żydzi obchodzą nas bardzo.”

Ostrzeżenie to nie wywarło wrażenia na światowym żydostwie. Przed i w trakcie kongresu wersalskiego robiło ono wszystko, by osłabić Polskę, pomniejszyć ją, uzależnić od Ligi Narodów, a nawet od polityki Niemiec. Żydzi amerykańscy: Jakub Schiff (finansował przewrót bolszewicki w Rosji), Cohen, Frankfurter, Szapir i Mary Sunkovich, zobowiązali telegraficznie w dniu 28 maja 1919 roku Wilsona, by nie oddawał Śląska Polsce bez plebiscytu. Wilson posłusznie wykonał rozkaz. W nagrodę jeden z warszawskich placów został nazwany jego imieniem. Po II wojnie światowej nazwę zmieniono na plac Komuny Paryskiej, a po roku 1989 wrócono do poprzedniej nazwy. Zapewne Polacy, znając „zasługi” Wilsona, nie nazwaliby go tak, ale w Polsce rządzą ci, którzy mają mu co zawdzięczać.

Żydzi byli przeciwnikami połączenia Wileńszczyzny z Polską. Wileńskie pismo żargonowe Lecte Najer jeszcze w czerwcu 1918 roku pisało:

„Tajemnicą publiczną jest, że Polacy zwrócili się do żydów z propozycją wspólnego działania za przyłączeniem Litwy do Polski… Dziękujemy za polską moralność hotentocką w Europie, powtarzamy wyraźnie, że nie mamy najmniejszej chęci zostać polskimi żydami. Chcemy mieć takie samo równouprawnienie społeczne i narodowe, jak Polacy. Kultura żydowska jest starsza i bardziej rozwinięta niż polska. Przyłączenie do państwa polskiego odrzucamy jednomyślnie, mając w Wilnie 75 tysięcy żydów, czyli liczbę żadną miarą nie mniejszą niż Polacy… gdyby była mowa o zmianie granic, to moglibyśmy się zgodzić na każde rozwiązanie, byle nie polskie. Gdyby wystąpiła tendencja oddania Wilna Polsce wówczas musielibyśmy zmobilizować całe żydostwo do obrony naszej Jerozolimy litewskiej.”

Polska odrodziła się, lecz według Żydów przyszłość nie musi być taka zła. Należy utrzymać żydowskie skupienie w Polsce, przetrwać do lepszych czasów. Abraham Kotik, w Di nacjonale minderhajtem un Iden in Polien, Warszawa, 1922, nakładem Di Cajt pisze:

„Przed wojną nasza przyszłość inaczej wyglądała niż obecnie, ona przedstawiała się nam w innych barwach. Obszar Syberii, Kaukazu, Środkowej Rosji i innych części mogły służyć jako rynek dla miejskiego przemysłu, w którym my bierzemy udział, jako wytwórcy i kupcy… Nasze ambicje na przyszłość, całe nasze wyrachowanie na przyszłość, były związane z dalszym rozwojem narodu rosyjskiego i państwa rosyjskiego. Upadnie rząd carski – wszak w końcu musi on upaść – upadną łącznie z nim ciasne granice sfery osiadłości żydowskiej i my staniemy się wolnymi obywatelami wolnego rosyjskiego państwa… Było to swoiste, centralistyczne dążenie, którym były opanowane wszystkie warstwy narodu żydowskiego, była orientacja na naród panujący. Nadeszła wojna, strefa osiadłości została oderwana od Rosji i myśmy pozostali naturalnie w tych samych granicach osiadłości… Granice naszej osiadłości stały się granicami państwa polskiego. Na położenie, w którym znaleźli się żydzi w nowo wytworzonym państwie polskim, większość żydów dała jedną odpowiedź: uciekać, emigrować. Takiej odpowiedzi nie może dać cała rasa żydowska… Winniśmy i musimy pozostać w Polsce. W ogóle powinniśmy przestać być narodem stale trzymającym w ręku tułaczy kij i worek na plecach. Polska jest krajem przez nas zasiedziałym, do którego mamy nie mniej praw niż inni. Zwłaszcza, że nasze widoki w Polsce i polityczne, i ekonomiczne w istocie nie są tak smutne, jak są obecnie i jak się wydają, przeciwnie, my posiadamy dużą przyszłość w Polsce.”

A więc nie emigrować i za zgodą Żydów amerykańskich Stany Zjednoczone zamykają granicę przed żydowską emigracją. Na zebraniu tzw. Ica w Paryżu w 1925 roku jej prezydent, Philippson cytuje Georges’a Gliksman’a, L’aspect économique de la question juive en Pologne:

„Sądzimy zawsze, że jest lepiej zarówno z punktu widzenia moralnego, jak i materialnego, aby nasi współwyznawcy pozostali w swych krajach i związali się z nimi… Kwestia różnicy kosztów sama przez się rozstrzyga. Pozostawiając naszych współwyznawców w ich krajach, możemy wspomóc cztery lub pięć razy więcej rodzin, niż osiedlając ich w odległych krajach.”

Trzeba więc zostać. Nadzieja na przyszłość jest. Na razie wypada przechować żydostwo sztucznie. Z Ameryki płyną miliony dolarów na zapomogi, bezprocentowe kredyty, kasy zapomogowe, stypendia, spółdzielnie itp. Do 1928 roku amerykańscy Żydzi wspomogli Żydów wschodnich kwotą 500 milionów dolarów. Byle tylko przetrwać! Może nadejdą lepsze czasy. Póki co należy przemilczeć swój stosunek do odrodzonej Polski.

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela. Przeważnie są to żydowskie źródła, więc nie ma mowy o jakiejś teorii spiskowej. Tak mówią i myślą Żydzi. Większość z tych cytatów ma ponad 100 lat, ale treści w nich zawarte nie straciły na aktualności. Zawsze chodzi o przystosowanie się Żydów do zmieniającej się rzeczywistości, a jeśli trzeba, to zmienia się taktykę i teorię, co oczywiście nie zmienia faktu, że jak warunki pozwolą, to powraca się do tych starych taktyk i teorii.

Książka Rolickiego została wydana w 1932 roku. To był okres, w którym żydostwo światowe doznawało kryzysu, w dużym stopniu za sprawą tej wschodnioeuropejskiej biedoty, z którą nie wiadomo było, co zrobić. Wtedy wydawało się, że ona pogrąży Żydów i stąd tytuł książki Zmierzch Izraela. Rolicki zmarł w 1940 roku na skutek odmrożenia stóp, gdy zimą próbował przez słowackie góry dostać się na Węgry, a stamtąd do Francji. Nie dożył więc do czasów tzw. ostatecznego rozwiązania. Nawet by mu do głowy nie przyszło, że światowe żydostwo będzie w stanie poświęcić parę milionów, czy może milion, swoich współwyznawców, by móc nadal realizować swoje mesjanistyczne cele.

Izrael był potrzebny Żydom i być może bez tzw. holokaustu nie byliby oni w stanie „zgonić” tam odpowiedniej ilości swoich ziomków. To jednak nie zmienia faktu, że Polskę nadal traktują jako wyjątkowy dla nich kraj. Żydzi uważają, że oni byli w nim wcześniej, i że z tego powodu mają do tego miejsca większe prawa niż Polacy. Świadczą o tym ich nerwowe reakcje na poglądy dotyczące istnienia tzw. Wielkiej Lechii, czyli potężnego państwa polskiego przed chrztem Polski. Znamienna była reakcja Żyda Michalkiewicza, udającego polskiego patriotę, który na pytanie dziennikarza o Wielką Lechię odpowiedział wyjątkowo agresywnie: To są ubeckie rzygowiny! No cóż! Panu Stasiowi puściły nerwy i jednocześnie zdemaskował się, bo pośrednio opowiedział się za żydowską interpretacją historii.

Żydzi zawsze byli wrogami Polaków i zawsze dążyli do ich zmarginalizowania w ich własnym państwie, a jak trzeba było, zgodnie z ich interesem, to je likwidowali. Z jednej strony dążyli do utrzymania żydowskich mas w autonomii, oddzieleniu od polskiego społeczeństwa, z drugiej – po powstaniu 1863 roku – postanowili sobie zostać polską inteligencją. I to im się udało. Podczas II wojny światowej zniknęła żydowska biedota, a elita żydowska – przetrwała. Dziś tworzy ona polską inteligencję i rządzi Polską. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to ją zlikwiduje. Pierwszym krokiem w tym kierunku może być wyjście Polski z unii.

Żydzi a rozbiory

Począwszy od XVI wieku nasila się w Polsce osadnictwo żydowskie. Jest ono głównie udziałem Żydów niemieckich i tureckich. Polska nie jest dla nich jakimś przejściowym krajem. Osiedlają się na stałe. Znajdują tu dogodne warunki rozwoju: autonomia i szereg przywilejów. Pierwszym był przywilej kaliski Bolesława Pobożnego z 1264 roku. Koncentracja Żydów ma charakter stały i wygląda na jakąś z góry zaplanowaną akcję. Sugeruje to żydowska polityka w XVI, XVII i XVIII wieku m.in. poprzez tworzenie tajnych akademii i stopniowy wzrost liczby Żydów kierowanych do Polski.

Za czasów Kazimierza Wielkiego, już po wejściu do Polski dużej liczby Żydów niemieckich zaraz po najeździe tatarskim, ogólna ich liczba nie przekracza 10.000. W wieku XVI, po najściu dużej liczby żydów czeskich, austriackich, niemieckich oraz sefardyjskich z Turcji, liczba ich dochodzi do 100.000, co stanowi 3,5% ogółu ludności. W okresie wojny trzydziestoletniej (1618-48) i wojen szwedzkich kolejna fala Żydów niemieckich osiada w Polsce i w 1669 roku liczba ich wynosi już 200.000. W tym czasie ludność Rzeczypospolitej zmniejsza się wskutek wojen szwedzkich, tureckich, moskiewskich i kozackich. Za czasów Sobieskiego i Sasów liczba ludności tubylczej nadal zmniejsza się, a Żydów ciągle przybywa. W 1766 roku, po dokonanym spisie, jest już ich 577.000. Po pierwszym rozbiorze nadal trwa ich napływ, a po drugim, w 1793 roku, jest ich około 900.000, co stanowi 10,2% ogółu ludności. Po rozbiorach tendencja nie ulega zmianie i w roku 1816 Królestwo Kongresowe liczy 12,5% ogółu ludności. W 1882 roku jego żydowska ludność stanowi już ponad 14%. Od tego momentu napłynęło jeszcze mnóstwo Żydów rosyjskich tzw. Litwaków.

Jeszcze do połowy XVIII wieku nie było praktycznie Żydów w Warszawie. Wyjątkiem są tu frankiści, których w czasach Sejmu Czteroletniego jest około 6 tysięcy. Odtąd mogą też osiedlać się w mieście niewychrzczeni Żydzi. Szczególne nasilenie tego procederu następuje w okresie panowania pruskiego w Warszawie w latach 1795-1806. W 1797 roku jest ich około 7 tysięcy. Z początkiem Królestwa Kongresowego było ich w stolicy około 16 tysięcy. W okresie międzywojennym liczba Żydów w Warszawie doszła do ponad 300 tysięcy.

W XVI wieku ludność nieżydowska Polski liczyła około 3 milionów. Żydów było około 100 tysięcy. Bezpośrednio przed rozbiorami ludność Rzeczypospolitej liczyła około 11 milionów i około 1 miliona Żydów. Tak więc przez dwieście kilkadziesiąt lat liczba ludności nieżydowskiej wzrosła około 3,5-krotnie, a żydowskiej 11-krotnie. Gdy cofniemy się do czasów Kazimierza Wielkiego, to liczba ludności Polski wynosiła wtedy niecałe 2 miliony, zaś Żydów było 10 tysięcy. W ciągu 400 lat liczba ludności nieżydowskiej zwiększyła się 5-krotnie, a żydowskiej – 100-krotnie!

Na podstawie powyższych danych widać, że Polska była terenem systematycznej kolonizacji żydowskiej. Najbardziej spektakularne gromadzenie się Żydów ma miejsce w XVIII wieku w okresie upadku politycznego i gospodarczego państwa polskiego. Musiało to wywołać złowrogie skutki i wywołało. Wygląda na to, że obecnie sytuacja powtarza się. Masowe wydawanie polskich paszportów obywatelom Izraela jest na porządku dziennym. Tak jakbyśmy byli na początku jakichś zmian.

W tym okresie przedrozbiorowym, pomimo że Polska jest od dwóch wieków niszczona wojnami, gospodarka podupada, to Żydzi wnikają do niej ze wszystkich stron. Można dojść do wniosku, że skupianie ludności na terytorium Rzeczypospolitej, wbrew interesom imigrantów i miejscowych Żydów, nakazane było przez kierownictwo żydowskie, którym kierował inny, niż doraźny interes, cel. Warunki gospodarcze kraju osiedlenia nie sprzyjały zaadoptowaniu tak wielkiej liczby przybyszów. Siłą rzeczy musiały narastać nastroje antysemickie wśród miejscowej ludności i narastały. To jednak niczego nie zmieniło. Żydów nadal przybywało.

Koncentracja mas żydowskich w Polsce ma miejsce w czasie, gdy na zachodzie Europy Żydzi, dzięki tajnym organizacjom reformacji a później wolnomularstwa, przygotowują sobie organizacyjny i ideowy podbój świata aryjskiego. Pomimo licznych wysiłków nie wszystko udawało się. Aż do rewolucji francuskiej nie mogli zdobyć równouprawnienia politycznego i obywatelskiego. W Anglii pozwolono im osiedlać się dopiero od drugiej połowy XVII wieku. W Hiszpanii i Portugalii mogli funkcjonować po przejściu na chrześcijaństwo. Podobnie było we Włoszech. W Turcji, po okresie nieograniczonej swobody, zmuszeni byli do przechodzenia na islam. Tylko w Polsce mogli liczyć na tolerancję i całkowitą autonomię. Nic więc dziwnego, że to właśnie Rzeczypospolita została wybrana na miejsce skupienia się Izraela.

Od XVI wieku widać wyraźnie, że posiadanie silnego środowiska w Polsce umożliwia Żydom w Europie zachodniej przechowanie istoty duchowej i organizacyjnej żydostwa. Wybitne w Polsce jednostki stają się rabinami i kierownikami życia duchowego w wielu ważnych gminach żydowskich w całej Europie. Literatura rabiniczna polskich Żydów stanowi duchową podporę dla całego światowego żydostwa.

Żydzi rozproszeni po całym świecie mogą trwać poprzez dzieje tylko pod dwoma warunkami:

  • jeśli posiadają bardzo silną, opartą na tradycji, zakonspirowaną organizację kierowniczą
  • jeżeli w jakimkolwiek kraju utrzymają skupienie etniczne tak zwarte, że mogą zachować zupełną odrębność ideową i organizacyjną w stosunku do ludności tubylczej, stanowiąc jednocześnie dla Żydów w innych krajach magazyn rasowo i duchowo czystych nowych sił oraz centrum, w którym wypracowuje się idee i środki walki judaizmu.

Takie skupienie w jednym kraju jest niezbędne. Dobrze wyjaśnia to Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela:

„Potrzeba takiego skupienia występuje tym bardziej, gdy naród rozproszony żyje – jak właśnie żydzi – pragnieniami mesjańskimi, gdy pragnie władać nad innymi narodami, choć liczebnie jest słaby. Aby rządzić narodami, wśród których mieszka w liczbie niewielkiej, musi wchodzić w ich życie, dla niepoznaki asymilować się pozornie, dostać się do powodujących tym narodem centrów organizacji jawnych, a lepiej jeszcze tajnych, musi – jakby w gorączce – rzucać mu coraz to nowe i co dzień wymyślniejsze idee, jednym słowem musi żyć w ustawicznym kłamstwie i nawet przed lustrem nie pokazać prawdziwej twarzy z obawy, że ją ktoś podpatrzy i zdemaskuje. W takiej walce oszukańczej siły się kruszą, nerwy nie wytrzymują, gorączka gry bierze zbyt często górę nad rozsądkiem, asymilacja pozorna posuwa się zbyt daleko i w następnych pokoleniach prowadzi nieraz do zupełnego zobojętnienia na sprawy Izraela. Nadwątlone szeregi trzeba zastępować nowymi bojownikami, niewyczerpanymi nerwowo, ideowo świeżymi. A skąd ich brać, jeżeliby we wszystkich krajach stan rzeczy był podobny, gdyby nie było rezerwuaru, z którego można czerpać pełną ręką, gdyby brakło masowych skupień przechowywanych w czystości sił, gdyby nie stało takiej ożywczej krynicy Izraela?”

Jednak żaden silny naród nie będzie tolerować takiego obcego ciała na swoim obszarze. Moment, w którym Aragonia połączyła się z Kastylią i powstała potężna Hiszpania, stał się punktem zwrotnym w historii żydostwa. Ich skupienie na terenie Hiszpanii zostało rozbite. Musieli szukać sobie nowego miejsca. Toteż, gdy na dobre zadomowili się w Rzeczypospolitej, to wiedzieli, że w Polsce taka katastrofa nie może się powtórzyć. Wiedzieli, że należy ją osłabić. Nie dziwi zatem ich współudział w ruchach reformacyjnych i w wojnach religijnych w Polsce. Taką wojną był potop szwedzki. Żydzi zdecydowanie stanęli po stronie Szwedów.

Jednak sprawy trochę wymknęły się spod kontroli. Pod koniec XVIII wieku kraj upadł politycznie i gospodarczo bardziej niż można było się spodziewać w XVI wieku. Na wschodzie wyrastała potęga Rosji, która nie tolerowała Żydów. Polska stawała się zbyt słaba, by stanowić dla żydostwa bezpieczną bazę: pogromy kozackie, wzrost antysemityzmu, wypędzenie arian i podobne próby w stosunku do Żydów. W takiej sytuacji wzmocnienie Polski prowadziłoby do wzmocnienia antysemityzmu, a dalsze osłabianie kraju zagroziłoby nawet samym Żydom, których nadal należało tu kierować w celu dokończenia koncentracji.

Panujący w Europie pod koniec XVII i na początku XVIII wieku merkantylizm, polegający na zamykaniu rynków dla obcych towarów poprzez wysokie cła, utrudniał handel zagraniczny i zmuszał polskich Żydów do życia z zasobów kraju. Zapanował więc kryzys. A tu nadal napływają masy niemieckich i tureckich Żydów. Nieuchronnie prowadziło to do nędzy kraju i mas żydowskich. Wzmocnić Polski nie można, a stan słabości też stanowi zagrożenie. Jednym słowem kwadratura koła. Może i tak, ale nie dla Żydów.

Rozkład, w jakim znalazło się centrum żydowskie w Polsce, zmusił ich kierownictwo do wybrania trzeciego rozwiązania. Wyjściem z tego pata były rozbiory Polski. Decyzja o nich zapadła w 1645 roku po wojnach kozackich. Najazd szwedzki i plany rozbiorowe Karola Gustawa zyskują żydowskie poparcie. Nie do końca to się udało, ale, co się odwlecze, to nie uciecze. Następnym krokiem było sfinansowanie wyboru Augusta II Sasa (protestanta) na tron polski. Wojna północna (1700-1721) jeszcze bardziej osłabiła państwo. August II, w oparciu o Rosję i Prusy, snuje plany rozbiorowe. Król, który planuje zlikwidować swoje królestwo. Wydawałoby się, że to jakaś paranoja, ale gdy zajrzymy za kulisy, to wszystko jasne. Warto o tym pamiętać, bo reguły w polityce są niezmienne. Obecnie jest tak samo. Nasze władze od dawna zachowują się tak, jakby chciały zlikwidować państwo, którym rządzą. Na pozór nielogiczne. Ale tylko na pozór.

Opór Polaków paraliżuje się szerzeniem demoralizacji wewnętrznej, obezwładnianiem sejmów, przekupywaniem sejmików i posłów sejmowych. Sejmiki wyposażały posłów na sejm w instrukcje, które miały dla nich charakter wiążący. I tu otwierało się szerokie pole dla korupcji. Przekupieni posłowie, zasłaniając się instrukcjami, byli najwierniejszymi rzecznikami żydowskich interesów. Procederem korumpowania posłów zajmowali się specjalnie wybrani Żydzi – sztadlani. Byli oni mianowani specjalnymi aktami przez autonomiczne władze żydowskie i kontraktowo opłacani za swe czynności. Wszystkie wydatki były skrupulatnie zapisywane.

Zrywanie sejmów w epoce saskiej doprowadziło do zupełnego ich sparaliżowania. Było to wynikiem krańcowej demoralizacji klasy politycznej. Ten stan był bez wątpienia w dużym stopniu efektem działalności sztadlanów. W takiej atmosferze stają się zrozumiałe „sejmy nieme” i sejmy zatwierdzające rozbiory. Jakże tragicznie rysuje się na tym tle postać Rejtana.

Wraz ze stopniowym upadkiem Rzeczypospolitej rosną w siłę Prusy i Rosja. Prusy nie stanowią dla Żydów problemu. Jeszcze w czasie reformacji opanowane przez tajne związki, stanowiły w XVIII wieku ważny ośrodek wolnomularstwa. Inaczej natomiast przedstawia się sprawa Rosji. Powoli zbliża się ona do Bałtyku, do Europy. Przenosi stolicę z Moskwy do Petersburga, by być bliżej niej. Żydów w Rosji jeszcze nie ma, ale jest już kwestia żydowska, w której chodzi o to, by mogli w niej być. W XVII wieku otworzyła się dla nich Anglia i teraz kolej na Rosję. Nie jest to jednak takie proste, bo pamięta się tu o najeździe Żydów na cerkiew prawosławną w okresie reformacji.

Do czasów Katarzyny Żydzi nie mogli „nadgryźć” Rosji. O wiele łatwiej miało wolnomularstwo. Katarzyna II stała się protektorką Voltaire’a i lóż w Rosji. Później jej agentem był Jakub Lejbowicz Frank, a we Francji – Robespierre. Ona też narzuciła Polsce na tron swego kochanka – Stanisława Augusta. I ona musiała pogodzić się z faktem, że wraz z pierwszym rozbiorem dostaje się w granice państwa rosyjskiego liczna ludność żydowska, zamieszkująca zaanektowany obszar. Tak więc rozbiory Polski dokonały w stosunku do Rosji tego, czego dokonała względem Anglii rewolucja Cromwella: otworzyły Rosję dla Żydów, a sto kilkadziesiąt lat później pomściły się na niej, wywołaną przez nich rewolucją bolszewicką. Kto wie? Gdyby nie było rozbiorów, to może nie byłoby tej rewolucji?

W 1789 roku powstaje w Paryżu klub jakobinów, któremu przewodniczy Mirabeau, członek iluminatów bawarskich Weishaupta oraz bojownik walczący o równouprawnienie Żydów. W tym samym roku, przedstawiony przez Sieyès’a, zostaje członkiem tego klubu król Stanisław August. Klubu, który dąży do pozbawienia tronu Ludwika XVI i innych panujących w Europie. Także Szczęsny Potocki zostaje przyjęty do klubu jakobinów.

Król polski, po pierwszym rozbiorze, pragnąc zachować swoje dobra w Galicji, składa przysięgę na wierność cesarzowi Austrii. To już jakaś paranoja! I tak pod przewodnictwem króla – jakobina, zaprzysiężonego na wierność cesarzowi, odbywają się obrady Sejmu Czteroletniego i powstaje Konstytucja 3-go maja, będąca odbiciem haseł Zgromadzenia Narodowego i Konstytuanty francuskiej. Konstytucja ta przyczyniła się do wybuchu wojny z Rosją i do powstania konfederacji targowickiej. Na jej czele staje jakobin Szczęsny Potocki. Za radą innego jakobina, Hugona Kołłątaja, akces do niej zgłasza król – jakobin. Na czele ruchu rewolucyjnego w Polsce stają też wolnomularze. W takiej sytuacji wkraczają do Polski wojska rosyjskie pod pretekstem walki z rewolucją i jakobinizmem. I tak dochodzi do drugiego rozbioru Polski. Tym razem bez udziału Austrii.

Swoją drogą to ciekawe. Wolnomularze rządzą Prusami – i Polską też tacy rządzą, a Rosjanie, na prośbę targowiczan (masonów) wkraczają do Polski pod pretekstem walki z rewolucją i jakobinami, czyli wolnomularze „walczą” z wolnomularzami. Trochę to przypomina obecną sytuację. Na Ukrainie rządzą Żydzi, w Polsce rządzą Żydzi, w Ameryce – też i w Rosji. A tu Ukraina „walczy” z Rosją, Polska też „walczy” z Rosją, choć na razie tylko na pyskówki, mając „poparcie” Ameryki. A ona niby też „walczy” z Rosją. A za sznurki pociągają Żydzi.

W Paryżu pojawia się Kościuszko i błaga o pomoc. Proponuje wysadzenie wojsk pomocniczych rewolucyjnej Francji na wybrzeżu Morza Czarnego, by odciągnąć Rosję. Jednak klęska wojsk rewolucyjnych nad Renem uniemożliwia to posunięcie. Pomimo trudnej sytuacji dostaje pieniądze na powstanie, by odciążyć Francję. Powstanie nad Wisłą, zwane insurekcją kościuszkowską, wiąże Rosję, Prusy i Austrię i tym samym ratuje rewolucję francuską. Sam Kościuszko głosił jej hasła: wolność, równość, braterstwo. Idąc jej śladem obiecywał Żydom prawa obywatelskie i polityczne.

Po rozbiorach położenie gospodarcze Żydów polskich poprawiło się diametralnie. Popierają ich rządy pruskie i austriackie. Rosja pozwala docierać w charakterze kupców do swych wewnętrznych guberni. Rodzi się liberalizm i pojawia się teoria ekonomiczna fizjokratów. Twierdzą oni, że czysty dochód daje tylko rolnictwo i obciążają go wysokimi podatkami. Równocześnie handel i przemysł zostaje w praktyce z nich zwolniony. Liberalizm odrzuca wygórowane cła i otwiera granice dla importu i eksportu. Z tego wszystkiego korzystają Żydzi. Na terenie byłej Rzeczypospolitej powodzi im się coraz lepiej. Widać więc wyraźnie, że zniszczenie państwa polskiego było naturalnym skutkiem skupienia żydowskiego na ziemiach polskich i koniecznym warunkiem przetrwania mas żydowskich.

„Wzmógł się w tym czasie udział żydów w handlu zagranicznym; mnóstwo kupców jeździło corocznie na jarmarki zagraniczne (Lipsk, Królewiec) po zakup towarów, przede wszystkim manufaktury; tam wywozili oni produkty Polski i Rosji, otwierał się dla przywożonych zagranicznych towarów obszerny rynek – wewnętrzne rosyjskie gubernie” – S. M. Dubnow Nowiejszaja istoria jewrejskogo naroda.

O co w tym wszystkim chodziło? Zwolennicy Konstytucji 3-go maja byli jakobinami i wolnomularzami. Przywódcy konfederacji targowickiej również. Król początkowo był po jednej stronie, a później przeszedł na drugą. Prusy pod wpływem masonów. W Rosji Katarzyna II też pod ich urokiem. I oni wszyscy ze sobą „walczą”. Ale o co? Chyba nie o idee i programy polityczne, bo wszyscy z jednej stajni. Chyba tylko o to, by poprzez pozorne konflikty mieć pretekst do zlikwidowania Polski i „przemalowania” mapy Europy. To bardzo przypomina mi obecny pozorny konflikt na Ukrainie, który chyba też zmierza do tego samego. Do przemalowania mapy Europy? I znowu wymazania z niej Polski? Czy może pozostawienia „Księstwa Warszawskiego”?

Niektórzy przebąkują, że konflikt ukraiński ma na celu podział tego kraju, co już się dokonało, a jego zachodnia część ma być połączona ze wschodnią Polską, co ma dopiero nastąpić. Sądząc po tym jak kształtują się stosunki polsko-ukraińskie i jak są w Polsce traktowani imigranci ukraińscy i jak silne jest lobby ukraińskie w Polsce, to może rzeczywiście coś jest na rzeczy. Nic nie dzieje się przypadkiem. Tylko jak to zrobić? Polska jest częścią unii europejskiej i wydarcie kawałka jej obszaru, wschodniej Polski, chyba nie wchodzi w grę. Może rozwiązaniem byłoby wyjście Polski z unii. Coraz śmielej padają takie propozycje. Anglia już z niej wychodzi, a więc zapoczątkowuje pewien proces. A może jest to początek końca unii? A może tylko korekta? Stworzenie z kresów dawnej Rzeczypospolitej drugiego państwa żydowskiego? Czy taki jest cel całego zamieszania w regionie? Przecież wszystko co najlepsze w żydostwie, najlepsze dla nich, powstało właśnie na tych terenach. Czują do nich taki sam sentyment jak do Palestyny.

Wszystko to oczywiście wróżenie z fusów. Nie wiem jakie są cele wielkich tego świata, bo niby skąd miałbym wiedzieć? Zawsze jednak warto szukać odpowiedzi w historii, tej prawdziwej, bo prawa rządzące polityką i tym światem są niezmienne. Jest tylko jeden problem. Jest nim dotarcie do tej prawdziwej historii. Ale o to, by jej nie poznać, troszczą się najpotężniejsi tego świata. Stąd takie jej zafałszowanie. Nie chcą, by maluczcy poznali reguły tej gry, jaką oni prowadzą. Stąd wysyp różnego rodzaju programów telewizyjnych i kanałów internetowych, w których jesteśmy wprost obezwładniani lawiną faktów, z których nic nie wynika. Wielu jednak powie: ach! jaki on oczytany! jak dużo wie! jaki elokwentny! A że to wszystko ma na celu ukrycie prawdy i istoty praw kierujących polityką, to niewielu to widzi. Ale oni się nie liczą.

Rewolucja we Francji

Rewolucja francuska to okres w historii Francji przypadający na lata 1789-1799. W jej wyniku doszło do obalenia monarchii Burbonów. Za początek rewolucji uznaje się zdobycie Bastylii 14 lipca 1789 roku. Obecnie dzień 14 lipca jest świętem narodowym Francji. Za jej koniec – kres rządów Dyrektoriatu, kiedy to 9 listopada 1799 roku Napoleon dokonał zamachu stanu i ogłosił się pierwszym konsulem. Według niektórych za koniec rewolucji powinno się uważać moment restauracji Burbonów w 1814 roku.

Przedrewolucyjne społeczeństwo francuskie składało się z trzech stanów: stan pierwszy – szlachta, stan drugi – duchowieństwo, stan trzeci – chłopi i mieszczaństwo. Szlachta i duchowieństwo miały po 300 deputowanych w Stanach Generalnych, chłopi i mieszczaństwo – 600. Stan trzeci wystąpił z wnioskiem wprowadzenia głosowania większością głosów, a nie – stanami oraz podwojenia liczby przedstawicieli stanu trzeciego. Jego przedstawiciele złożyli 10 czerwca wniosek o wspólne obrady i głosowanie. Szlachta i duchowieństwo odrzuciły go. Ponownie złożono go 12 czerwca i ponownie został odrzucony. W związku z tym 17 czerwca deputowani stanu trzeciego oświadczyli, że stanowią ogromną większość narodu i sami uznają się za jego przedstawicielstwo pod nazwą Zgromadzenia Narodowego.

Król, pod nieobecność przedstawicieli, każe zamknąć salę obrad. 20 czerwca deputowani Zgromadzenia Narodowego złożyli przysięgę w sali do gry w piłkę, że nie rozejdą się dopóki nie uchwalą pierwszej konstytucji Francji. Do Zgromadzenia przyłącza się stopniowo szlachta i duchowieństwo. 9 lipca Zgromadzenie Narodowe ogłosiło się Zgromadzeniem Narodowym Konstytucyjnym, w skrócie – Konstytuantą.

11 lipca król odwołał ministra Jacques Neckera. 12 lipca paryżanie wystąpili na ulicę, obnosząc popiersia Neckera i księcia Orleańskiego, zwanego teraz Filipem Égalité. Popularność Neckera wynikała z tego, że był jedynym przedstawicielem władz czynnie popierającym dotowanie cen i kontrolowanie cen chleba, którego brakowało. Odwołanie Neckera i wcześniejsze sprowadzenie do Paryża wojska, w dużej części składającego się z zagranicznych najemników, wywołało strach przed wprowadzeniem represji.

13 lipca mieszkańcy stolicy zawiązali Komitet Stały, który wydał odezwę Do broni! i powołał do życia gwardię mieszczańską. Masowo się zbrojono, chcąc się obronić przed spodziewaną interwencją wojska. 14 lipca 1789 roku Paryżanie udali się w poszukiwaniu broni do arsenału. Zdobyli go, a w ich ręce wpadło 32 tysiące karabinów i 4 działa. Po amunicję, której w arsenale nie było, udano się do Bastylii, średniowiecznej warowni, która od XVII wieku służyła za więzienie. Trafiali do niej głównie przeciwnicy ustroju, filozofowie i pisarze. Z tych powodów Bastylia była uważana za symbol terroru monarchii absolutnej.

26 sierpnia 1789 roku Konstytuanta przyjęła akt wstępny przyszłej konstytucji pod nazwą Deklaracji praw człowieka i obywatela. Ustanowiła ona m.in. wolność i równość obywateli wobec prawa, wolność wyznania i słowa, prawo do bezpieczeństwa i własności. Wszyscy obywatele podlegali jednemu prawu i płacili jednakowe podatki. Francja przekształciła się z państwa feudalnego w państwo kapitalistyczne.

Rok 1790 był spokojnym rokiem. Zaczęły powstawać kluby i stronnictwa polityczne. Jako pierwszy powstał klub bretoński, przekształcony później w Stowarzyszenie Przyjaciół Konstytucji, znane pod nazwą klubu jakobinów – lewicowego, na którego czele stał Robespierre. Kolejnym klubem było Stowarzyszenie Przyjaciół praw Człowieka i Obywatela, zwane klubem kordelierów. Był to najbardziej skrajny blok lewicy. Jego przywódcą był George Danton. Powstały też stronnictwa feuillantów (zwolennicy monarchii konstytucyjnej) i żyrondystów. Ci ostatni skupiali przedstawicieli inteligencji i burżuazji.

3 września Konstytuanta przedstawiła królowi projekt konstytucji. 14 września 1791 roku Ludwik XVI złożył na niej swój podpis, wprowadzając tym samym jej przepisy w życie. Wprowadzała ona trójpodział władz. Powstała władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza. Po złożeniu projektu konstytucji, Konstytuanta rozwiązała się. Nowa izba, Zgromadzenie Prawodawcze, zwane potocznie Legislatywą, rozpoczęła obrady 1 października. Zasiadało w niej 745 deputowanych. Prawicowi feuillanci mieli 264 przedstawicieli, niezrzeszone centrum – 345, natomiast lewica reprezentowana przez żyrondystów, jakobinów i kordelierów liczyła 136 deputowanych.

Żyrondyści przekonywali o istnieniu europejskiego spisku, kierowanego przez emigrantów, mającego za cel obalenie rewolucji. W związku z tym Francja powinna zaatakować kraje udzielające im schronienia. Chodziło o niewielkie elektoraty Moguncji i Trewiru. Również zbliżenie Prus i Austrii uważano za zagrożenie dla rewolucji. 20 kwietnia wypowiedziano wojnę Austrii, a 6 lipca Prusy wypowiadają wojnę Francji. Jesienią 1792 roku Konwent wypowiada wojnę Wielkiej Brytanii, 1 lutego 1793 – Holandii, a wkrótce potem Hiszpanii. W tym samym roku wojnę Francji wypowiada Portugalia, Królestwo Neapolu i Toskania. Na Francję zostaje nałożona blokada morska.

Wypowiedzenie wojny Austrii 20 kwietnia 1792 roku skutkowało zaatakowaniem austriackich Niderlandów. Skończyło się to kompromitacją. Wojska francuskie, nieprzygotowane do wojny, spanikowały i salwowały się ucieczką. Po tym ośmieszeniu się, na początku sierpnia, paryski plebs wyszedł na ulicę i domagał się detronizacji króla, którego obwiniał o klęskę. Monarcha wraz z rodziną został uwięziony w twierdzy Temple. Legislatywa powołała nowy rząd, Tymczasową Radę Wykonawczą, z kordelierem George’em Dantonem na czele. Deputowani powołali nową izbę ustawodawczą – Konwent Narodowy. We wrześniu 1792 roku odbyły się wybory, w których uczestniczyli ludzie bez majątku.

20 listopada minister spraw zagranicznych ogłosił w Konwencie, że w pałacu Tuileries znaleziono sejf z dokumentami Ludwika XVI. Miały one dowodzić, że król blokował Zgromadzenie Narodowe a później Legislaturę, zachęcał swoich ministrów do kłamstw, popierał emigrację, prowadził politykę sprzeczną z jego publicznymi deklaracjami. 11 grudnia rozpoczął się jego proces. 15 stycznia 1793 roku, po 24-godzinnym głosowaniu, uznano go za winnego. 17 stycznia został skazany na karę śmierci, a 21 stycznia – ścięty na gilotynie.

Od tego momentu dzieje się tak jak w każdej rewolucji: powstają frakcje, ugrupowania, zaczynają się kłótnie. Rządy obejmują żyrondyści. Ale jak do tego dochodzi? Mają z jakobinami i kordelierami tylko 136 deputowanych na ogólną liczbę 745. Długo nie rządzą. 2 czerwca zostają aresztowani i oskarżeni o zdradę i działalność kontrrewolucyjną. Zostają usunięci z Konwentu. Widać, że są jakieś siły zakulisowe, które faktycznie sprawują władzę, a to, co na zewnątrz, to teatrzyk dla naiwnych.

Władzę przejmują jakobini. 17 września Konwent uchwalił dekret o podejrzanych. Na jego mocy każda osoba podejrzana o przestępstwo miała stawać przed Trybunałem Rewolucyjnym. Skąd przywódcy rewolucji bolszewickiej czerpali wzorce? No skąd? Wkrótce w różnych zakątkach Francji ginie na gilotynie wielu żyrondystów. W nocy z 30 na 31 października 21 ich przywódców zostało skazanych na śmierć. Wcześniej, bo 16 października, na tej samej gilotynie co jej mąż, ścięta została była królowa Maria Antonina, skazana za trwonienie państwowych pieniędzy. Młody Ludwik XVII został oddany pod opiekę jednego z paryskich szewców.

Jakobiński terror nie ustaje. W okresie Rządów terroru, tj. od czerwca 1793 roku do lipca 1794 roku, zgilotynowanych zostało prawie 18 tysięcy ludzi. Ginęli wszyscy przeciwnicy rządów jakobińskich, masowo oskarżani o zdradę i szpiegostwo. Na gilotynę trafiali oficerowie, którym zarzucano nieudolność. Ginęły także osoby dawniej związane z dworem królewskim. Jakobini mieli oparcie w sankiulotach. Byli to ludzie wywodzący się z nizin społecznych. Nazwa pochodzi z połączenia dwóch słów: sans culotte – bez gaci. Powodem zaangażowania sankiulotów był dekret Konwentu, zakładający, że ziemia osób skazanych zostanie skonfiskowana i rozdzielona między biedaków. Taka populistyczna polityka pozwoliła jakobinom na krwawą rozprawę z kordelierami. Ich przywódca, Danton, również zostaje zgilotynowany. Jednak w czasie Wielkiego Terroru sytuacja się zmienia i niezadowolenie z rządów jakobinów stało się dominujące. Kupcy często bankrutowali i nie kupowali towarów od chłopstwa, co z kolei powodowało niezadowolenie w tej grupie społecznej. Burżuazję przemysłową ograniczały ceny maksymalne i w dłuższej perspektywie była zmuszona do zmniejszania pensji robotniczych.

Terror trwał nadal. W Konwencie powoli tworzyła się opozycja wobec jakobińskiej dyktatury. 27 lipca 1794 roku deputowani przegłosowali aresztowanie Robespierre’a i jego czterech najbliższych współpracowników. Konwent obradował całą noc. Ze względu na to, że Gwardia Narodowa odmówiła mu posłuszeństwa, wezwał on na pomoc wojsko. 28 lipca żołnierze wtargnęli do ratusza i aresztowali robespierrystów, którzy zostali straceni tego samego dnia po południu po zwykłym sprawdzeniu tożsamości. Władzę przejmuje stronnictwo termidorian. Klub jakobinów zamknięto. Wielu z nich trafia na galery i do więzień. Zmieniono urzędników na lojalnych wobec nowego rządu. Burżuazja szybko bogaci się, a pochodzący z niej niektórzy termidorianie wspierają ją kosztem innych. W społeczeństwie ponownie ukształtowały się podziały klasowe. W miastach pojawiły się, prowadzone przez burżuazję, bogato urządzone salony – miejsca dysput politycznych, w których urodziwe Żydówki owijały sobie wokół palca tego, kogo trzeba było. Na frontach wojska republiki odnosiły sukcesy.

22 sierpnia 1795 roku Konwent Narodowy uchwalił nową ustawę zasadniczą zwaną Konstytucją dyrektorialną. Została ona przyjęta w referendum. Władzą ustawodawczą było Ciało Prawodawcze złożone z dwóch izb: Rady Starszych, składającej się z 250 deputowanych i Rady Pięciuset – izby niższej, posiadającej inicjatywę ustawodawczą. Każda ustawa, by wejść w życie musiała być zatwierdzona przez Radę Starszych. W Konstytucji znalazło się też prawo dwóch trzecich. Zakładało ono, że 2/3 deputowanych Konwentu wejdzie w skład Ciała Prawodawczego. W ten sposób termidorianie chcieli uniknąć ewentualnej przewagi rojalistów w parlamencie. Władzę wykonawczą powierzono Dyrektoriatowi. W jego skład miało wejść 5 dyrektorów wybieranych przez Radę Starszych z listy kandydatów przedstawionych przez Radę Pięciuset. Zakładano wymianę jednego dyrektora rocznie. Zupełnie tak jak dziś. Też ktoś wysuwa kandydatów, ktoś inny ich zatwierdza. To są „zdobycze” rewolucji francuskiej.

3 października wybucha w Paryżu powstanie rojalistyczne. Rebelianci zajmują znaczną cześć miasta. W tym momencie dowództwo Armii Wewnętrznej powierzono generałowi Bonaparte. W nocy sprowadził on do miasta artylerię. 5 października jego żołnierze pokonali rojalistów. Powstanie stłumiono, a Konwent Narodowy zakończył prace 25 października. Ciało Prawodawcze rozpoczęło obrady, a rządy przejął Dyrektoriat. Napoleon wyrusza za granicę, gdzie odnosi szereg spektakularnych zwycięstw m.in. we Włoszech, Szwajcarii, Egipcie.

Władza Dyrektoriatu była słaba, a do tego wyłoniła się grupa spiskowców planująca dokonanie przewrotu. Przewodniczył jej jeden z dyrektorów – Emmanuel Joseph Sieyès. Napoleon, po zwycięskich kompaniach, był bardzo popularny i po powrocie, 16 października 1799 roku, witano go entuzjastycznie. Wobec słabości Dyrektoriatu myślał o przejęciu władzy. I to właśnie jemu Sieyès zaproponował takie rozwiązanie.

9 listopada 1799 roku żołnierze Napoleona opanowali kluczowe punkty w mieście. Dyrektorzy zostali zmuszeni do ustąpienia. 10 listopada Napoleon wygłosił przemówienie w Radzie Starszych. Zaproponował ustanowienie Konsulatu i likwidację Dyrektoriatu. Pierwszym konsulem miał zostać on sam, drugim Sieyès, trzecim Ducos. Deputowani Rady Starszych przyjęli propozycję i zaakceptowali zmiany polityczne. W Radzie Pięciuset opór był większy. Deputowani nie pozwolili Napoleonowi na wygłoszenie przemówienia i próbowali go zasztyletować. Wobec takiego obrotu spraw, Lucien Bonaparte (brat Napoleona) wezwał na salę posiedzeń grenadierów. Żołnierze wypchnęli deputowanych z budynku i rozpędzili (demokracja demokracją, ale ktoś musi rządzić). Wybrano kilkunastu przychylnych przedstawicieli Rady Pięciuset, którzy zebrali się i zatwierdzili uchwałę rady Starszych. I w taki sposób rozwiązano Dyrektoriat, a władzę przejęło trzech konsulów. Realna władza znalazła się w rękach Napoleona. To był koniec rewolucji francuskiej.

To bardzo skrótowe i wybiórcze ukazanie historii tej rewolucji, ale chodziło o przedstawienie pewnego schematu. Rewolucja francuska, podobnie jak angielska, kończy się restauracją monarchii. Wprawdzie jest to już trochę inna monarchia, ale nasuwa się pytanie: Po co ona była? W wyniku rewolucji angielskiej Żydzi uzyskują w Anglii równouprawnienie i prawa polityczne. Ten sam cel przyświeca rewolucji francuskiej. W tym jednak wypadku nie chodzi tylko o Francję, ale i o resztę Europy. I po to rewolucyjna Francja wypowiada jej wojnę. Tam, gdzie pojawiają się wojska francuskie, tam Żydzi zyskują równouprawnienie. Konstytucja z 1795 roku zapewniła Żydom pełne prawa obywatelskie, a potem wojska francuskie poniosły za granicę hasła wyzwolenia Żydów.

Rewolucja, ledwo co wybuchła, a już pojawiają się kluby i stronnictwa polityczne. Czy to tak wszystko przypadkiem? Zaczęło się od tego, że okres przedrewolucyjny był okresem kryzysu gospodarczego. W 1788 nawiedziła Francję klęska nieurodzaju. Pojawił się głód, nędza i niezadowolenie społeczne, ale też wiele ulotek i broszur o tematyce społecznej. Szczególny oddźwięk zdobyła broszura Czym jest stan trzeci?, autorstwa duchownego katolickiego, opata Emanuela Josepha Sieyèsa. Zawarł w niej słowa: Czym jest stan trzeci? Wszystkim. Czym był dotąd? Niczym. Czego żąda? Być czymś. W późniejszym okresie był on jednym z dyrektorów Dyrektoriatu, a następnie drugim konsulem. Uważa się go za jednego z inicjatorów rewolucji. I chociażby fakt, że to duchowny katolicki, skłania do refleksji, że Żydzi bardzo głęboko wnikają w społeczeństwa chrześcijańskie.

Nie da się więc pominąć wątku żydowskiego. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela opisuje obszernie ich udział. Ja zacytuję tylko wybrane fragmenty.

———-

Żydzi mieli przyjaciół w obu zwalczających się ugrupowaniach rewolucyjnych. Wśród żyrondystów „grasował” Abraham Furtado potomek maranów portugalskich, a później za czasów Napoleona prezydent parlamentu żydowskiego, poprzedzającego zwołanie Sanhedrynu, przez cesarza. Klub jakobinów był oczywiście całkowicie po stronie żydów, zaś głównymi agitatorami byli Mirabeau oraz ks. Gregoire.

Dzięki rewolucji, co Mendelssohn uważał za możliwe w dalekiej dopiero przyszłości, co orędownicy żydów Dohm i Diez wypowiadali jako pobożne życzenie, to ziściło się we Francji z nieprawdopodobną szybkością, jakby za dotknięciem różdżki czarodziejskiej.

Ks. Gregoire, wybitny i dobrze wtajemniczony wolnomularz, przyjaciel Willermoza, ucznia Martineza Paschalis, wziął najpierw pod opiekę żydów alzackich, którzy się doń zwrócili. Już przed wybuchem rewolucji znany był jako autor pracy na temat, w jaki sposób uczynić żydów we Francji pożytecznymi i szczęśliwymi, w której zajął stanowisko im przychylne. Gdy na wybuch rewolucji ludność Alzacji odpowiedziała pogromem żydów (1789), wystąpił ks. Gregoire ich imieniem przed Zgromadzeniem Narodowym (Stanami Generalnymi).

Jeszcze przed zwołaniem Zgromadzenia ks. Gregoire pisał do żyda Izajasza Binga:

„Powiedz mi pan, drogi Bing, w przeddzień zwołania Stanów Generalnych, czy nie powinniście się zjednoczyć z innymi członkami waszego narodu, aby domagać się praw i korzyści obywateli? Oto i chwila, jak nigdy. Niech Pan kocha zawsze swego niezapomnianego przyjaciela. – Gregoire, proboszcz z Embermenil”.

Terror rewolucji nie ugodził w żydów ani w ich organizację. „Zaprowadzenie na wniosek dwóch bluźnierczych członków Konwentu, Chaumetta i Herberta, religii rozumu (listopad 1793) nie odbiło się właściwie na żydach. Głębokie rozjątrzenie przeciw religii dotyczyło wyłącznie katolicyzmu lub chrześcijaństwa, spośród sług którego wydano na stracenie dziesiątki tysięcy ofiar. Dekret Konwentu brzmi przeto w ten sposób: Kult katolicki zostaje zniesiony i zastąpiony kultem Rozumu” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Gdy więc zamknięto kościoły lub kazano ludowi oddawać cześć bogini Rozumu, nagiej dziewczynie, postawionej na ołtarzu i owianej dymem kadzideł, żydzi mogli swobodnie gromadzić się w synagogach. I nie dosięgał ich nóż gilotyny. Historyk żydowski nie może znaleźć jednego przypadku stracenia żyda, choć opisuje obszernie aresztowanie żyrondysty, Abrahama Furtado, zwolnionego niebawem na skutek interwencji żydowskiej. Nie wiemy nic o interwencji żydowskiej za ich francuskimi orędownikami. Setki wolnomularzy zginęło na szafocie, a nawet ich rzecznik Robespierre.

W czasie rewolucji żydzi przyznawali się wobec swych przyjaciół i zaufanych do swych marzeń mesjańskich. Niejaki Simonini, generał włoski dawnej armii rewolucyjnej, wysłał w dn. 5 sierpnia 1806 r. z Florencji list do ks. Barruela, autora znanych nam „Pamiętników”, który adresat otrzymał w Paryżu w dn. 20 sierpnia. Oryginał listu, którego treści nie chciał ks. Barruel zużytkować w „Pamiętnikach”, wysłał do Papieża Piusa VII i znajduje się w archiwum watykańskim, kopia zaś doręczona została cesarzowi Napoleonowi i miała wpłynąć na jego stosunek do żydów. Oto wyjątki z listu (list jest bardzo długi):

„Jak pięknie zdemaskował pan te niegodne sekty, które torują drogę Antychrystowi i są nieprzejednanymi wrogami nie tylko religii chrześcijańskiej, ale każdego kultu, każdej społeczności, każdego porządku. Istnieje jednak jedna, której pan ledwo dotknął lekko… Pan rozumie dobrze, że mówię o sekcie żydowskiej”.

Simonini opowiada potem, że wszedł w zażyłość z żydami podczas rewolucji w Piemoncie. Oni pierwsi zwrócili się do niego, a on po pewnym czasie przyznał im się, że urodził się w Livorno z rodziny żydowskiej. Pozbawiony rodzeństwa, jako mały chłopiec został ochrzczony i wychowany przez chrześcijan, lecz zachował zawsze miłość dla judaizmu. Na to żydzi zaproponowali mu wstąpienie do wolnomularstwa, na co się Simonini zgodził. Po dłuższych latach obcowania, żydzi rozwiązali przed nim swe języki. I oto, czego się dowiedział:

„1) że Manes (twórca sekty manichejczyków – przyp. aut.) i niegodny Starzec z Gór (Raszid ad-Din Sinan, postrach krzyżowców i pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej – przyp. mój) wyszli z ich narodu;

2) że wolnomularze i iluminaci zostali stworzeni przez żydów, których nazwiska mi wymieniono, lecz wyszły mi z pamięci;

3) że – jednym słowem – od nich biorą swój początek wszystkie sekty przeciwchrześcijańskie, tak liczne obecnie w świecie, że liczą większą ilość milionów ludzi każdej płci, każdego stanu, każdej rangi i każdego zawodu;

4) że w samych tylko naszych Włoszech mają 800 zwolenników wśród księży, tak świeckich, jak zakonnych, kilku biskupów i kilku kardynałów i nie tracą nadziei, że wkrótce mogą mieć papieża swego stronnika (przypuściwszy, że byłby to papież schizmatycki, rzecz wydaje się możliwa);

5) że również w Hiszpanii mają wielką liczbę zwolenników, nawet wśród kleru, mimo że w tym kraju panuje jeszcze przeklęta inkwizycja;

6) że dom Burbonów był ich największym wrogiem i mają jeszcze nadzieję zniszczyć go za parę lat;

7) że, aby lepiej zmylić chrześcijan, udają sami, że są chrześcijanami, podróżując i przejeżdżając z jednego kraju do drugiego z fałszywymi świadectwami chrztu, które kupują od pewnych, skąpych i przekupionych proboszczów;

8) że mają nadzieję otrzymać za pomocą pieniędzy i kabały od wszystkich rządów obywatelstwo, jak to już stało się w niektórych krajach;

9) że, posiadając prawa obywatelskie, jak inni, kupowaliby domy i ziemię, ile by tylko mogli i że za pomocą lichwy dojdą wkrótce do przepędzenia chrześcijan z ich dóbr nieruchomych i skarbów;

10) że wskutek tego obiecują sobie prędzej niż w ciągu wieku stać się panami świata, znieść wszystkie inne sekty, aby ich sekta mogła rządzić, porobić synagogi z kościołów chrześcijan i tych z nich, co pozostaną, doprowadzić do stanu prawdziwego niewolnictwa”.

List ten miał zachwiać Bonapartem. Wielki Korsykanin, syn rewolucji, która wyniosła go do władzy, był w pierwszych swych latach gorącym poplecznikiem żydostwa. Później zaczął się chwiać. Mimo to zwołał w r. 1806 ze swych dzierżaw zjazd notablów żydowskich i nagle zaproponował zwołanie Sanhedrynu w liczbie 71 członków.

Dnia 9 lutego 1807 r. zebrał się Sanhedryn pod przewodnictwem nassiego i dwóch zastępców ab-bet-din’a i chacham’a, jak ongiś w Jerozolimie. Rząd francuski postawił Sanhedrynowi pytania, na które otrzymał starym obyczajem odpowiedź wykrętną, po czym Sanhedryn rozwiązał się.

Nagle Napoleon w dn. 17 marca 1808 r. wydaje pamiętny edykt, zawieszający żydów na lat dziesięć w wykonywaniu niektórych praw obywatelskich, aż póki nie nauczą się ich używać. Dekret ów zwą żydzi „haniebnym” (decret turpe). Dekret ten obowiązywał także w Księstwie Warszawskim.

Napoleon był wolnomularzem, lecz mało wtajemniczonym. Zdawało mu się, że przez opanowanie oficjalnych władz masonerii ma w ręku tę organizację. Pomylił się i za tę pomyłkę zapłacił utratą korony. Józef de Maistre, dobrze wtajemniczony, mason tzw. ścisłej obserwy, tak mówił o Napoleonie: „Jestże on naczelnikiem, czy oszukanym, czy może jednym i drugim w stosunku do stowarzyszenia, o którym mu się zdaje, że je zna, podczas gdy ono sobie z niego drwi”. – Gaston Martin, Manuel d’histoire de la Franc-Maçonnerie.

Napoleon upadł przy współudziale żydostwa, które sobie był zraził swym edyktem haniebnym. „Nikt nie przypuszczał, że wielkie sprawy pociągną za sobą małe, że upadek Napoleona wtrąci na czas długi z powrotem w dawną niewolę żydów, którym, acz niechętnie, przyniósł przecież wolność”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Nastąpił okres świętego przymierza, przerwany dopiero wynikami spisków węglarstwa: rewolucją lipcową w Paryżu i powstaniem listopadowym w Warszawie. Rewolucja francuska 1830 r. oddała znowu władzę w ręce wolnomularstwa. „Przewrót ten wyszedł na dobre i żydom, a pośrednio też i judaizmowi, jak każda przełomowa zmiana w historii”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Od razu na posiedzeniu z sierpnia 1830 r. izba posłów zwróciła żydom wszystkie prawa obywatelskie, a opór w izbie panów złamał pierwszy minister oświaty w Europie, węglarz Merilhou.

———-

Rewolucja angielska zapewniła Żydom zdobywanie wpływów wszędzie tam, gdzie docierało Imperium Brytyjskie. Rewolucja francuska podporządkowywała im Europę i stanowiła wstęp do rewolucji październikowej. „Zdobycze” i jej doświadczenie zostały „twórczo” wykorzystane przez bolszewików, którzy, jak Lenin, dokładnie przeanalizowali jej przebieg i skutki. I w praktyce wykorzystali to osobiście.

Deklaracja praw człowieka i obywatela ustanowiła wolność i równość obywateli wobec prawa, wolność wyznania i słowa, prawo do bezpieczeństwa i własności. Już większej kpiny nie można sobie wyobrazić. Wolność wyznania? Owszem, dla wszystkich poza katolikami. A więc fikcja. Albo jest wolność dla wszystkich, albo jej nie ma. To samo dotyczy bezpieczeństwa. Gilotyna działała i nie przejmowała się deklaracjami. A prawo własności? Nie dotyczyło to własności kościelnej. Deklaracje deklaracjami, a intencje zupełnie inne. Dziś jest tak samo. Nic się nie zmieniło. Warto o tym pamiętać, ale żeby pamiętać, to trzeba znać historię. I dlatego obecnie tak bardzo fałszuje się ją. Ale czy wcześniej było inaczej?

Rewolucja w Anglii

Po wypędzeniu Żydów z Hiszpanii i Portugalii Amsterdam stał się dla nich nową Jerozolimą. I tu działał Manasse ben Izrael (1604-1657), portugalski maran, kontynuator Mojżesza Majmuni, apologety pozornego przyjmowania obcej wiary. Pod koniec wojny trzydziestoletniej (1618-1648) był on przywódcą żydostwa, a później jedną z głównych postaci rewolucji Cromwella. Najważniejszym dziełem Manassego była wydana w 1645 roku po portugalsku praca „Thezoro do Dinim” (Skarbnica rytów). Dzieło to, chyba nie przypadkowo tak zatytułowane, bo w tym czasie cały protestancki świat pokryty był siecią tajnych organizacji, należących do różnorodnych rytów (obrzędów symbolicznych).

Zanim Żydzi zostali wypędzeni z Hiszpanii i Portugalii, brali udział we wszystkich wyprawach morskich Portugalczyków i Hiszpanów i finansowali je. Razem z Kolumbem dotarli do Ameryki. Po wypędzeniu wielu z nich przeniosło się do Amsterdamu. Nie przypadkiem więc pojawia się flota holenderska. To było dobre miejsce do obserwowania, co dzieje się na morzu. W 1588 roku Anglicy zwyciężają u swoich wybrzeży słynną Armadę, czym przełamują hiszpańską dominację na morzach i sami stają się ich niepodzielnymi władcami. Ta zmiana układu sił na oceanach nie mogła ujść uwadze Żydów. Wszak wszystko to działo się w pobliżu Amsterdamu. Anglia musiała znaleźć się w centrum ich uwagi.

Ostatnie lata wojny trzydziestoletniej to okres, w którym Anglia pod panowaniem Karola I Stuarta jest terenem zażartych walk. Jego żoną jest pochodząca z dynastii Burbonów Maria Henrieta, gorliwa katoliczka. Z jednej strony mamy więc króla, opartego o państwowy kościół anglikański – bardziej schizmatyczny niż reformowany, z drugiej – obóz purytanów popierany przez parlament. Purytanie to tacy kalwini i anabaptyści w jednym.

W 1641 roku pojawia się w Anglii, wezwany przez parlament, Jan Amos Komeński (Komeniusz) należący do sekty braci czeskich i koordynujący działalność tajnych związków w całej Europie. Mieszka głównie w Polsce. Rok później wybucha wojna domowa (1642-1645). Wynosi ona jednego z jej podrzędnych wodzów – Olivera Cromwella na dyktatora rewolucji. Po wstrzymaniu walk (1645) toczą się rokowania pomiędzy purytanami a królem, przerwane wybuchem drugiej wojny domowej w 1648 roku. W tym samym roku na kontynencie zawarto Traktat Westfalski, który zakończył wojnę trzydziestoletnią. Wybucha też powstanie kozackie na Ukrainie, a w Turcji pojawia się mesjasz – Sabbataj Cwi. Cromwell staje na czele najradykalniejszego skrzydła purytanów tzw. niezależnych purytanów i pokonuje popierające króla wojska szkockie. Zaczyna się czas jego dyktatury. Rozpędza parlament, a król zostaje ścięty w 1649 roku. Podobny los spotka później Ludwika XVI podczas rewolucji francuskiej.

Rzeziami i mordami wymusza Cromwell posłuszeństwo. Wywłaszcza katolików. W 1650 roku tłumi powstanie katolickie w Irlandii (trzecia wojna domowa). W 1653 roku, po zwycięstwie nad flotą holenderską, przyjmuje tytuł Lorda Protektora, zmieniony później na tytuł Wysokiego Lorda Protektora. Rewolucja angielska miała charakter dyktatury sekciarsko-społecznej. Za Cromwellem i jego działaniami kryło się skrajne skrzydło purytanów, którzy otwarcie nawiązywali do tradycji żydowskich. Tak jak niegdyś Machabeusze (judejski ród kapłański, a po powstaniu Machabeuszy w 167 roku p.n.e. – dynastia panująca w Judei), trzymali miecz w dłoni i chwałę bożą na ustach. Przed bitwą i po bitwie czytali Biblię, ale nie Nowego tylko Starego Testamentu.

Reformacja w Anglii doprowadziła do jej zażydzenia. Ruch purytański wprowadzili tam w XVI wieku anabaptyści Jana z Lejdy. Po wypędzeniu Żydów z Anglii w 1290 roku oficjalnie ich tam nie było. Co najwyżej hiszpańscy marani, głęboko zakamuflowani. Zachodzi jednak ciekawe zjawisko: sami chrześcijanie stają się praktycznie nieobrzezanymi żydami. Doszło nawet do tego, że oficerowie Cromwella proponowali mu, by do rady państwa wybierano 70 członków, tak jak w Sanhedrynie. W parlamencie zasiadał generał Tomasz Harrison, anabaptysta, który razem ze swoją partią chciał wprowadzić w Anglii prawo mojżeszowe.

Niemiecki poeta żydowskiego pochodzenia, Henryk Heine tak pisał:

„Czyż protestanccy Szkoci nie są Hebrajczykami, których imiona brzmią biblijnie, których śpiew religijny nawet brzmi nieco po jerozolimsku i po faryzejsku, których religia jest judaizmem, tylko żrącym wieprzowinę?”

W 1608 roku pojawia się książka „Der calvinische Judenspiegel”, którą cytuje żydowski ekonomista Werner Sombart w swojej pracy Die Juden und das Wirtschaftsleben:

„Jeżeli mam pod przysięgą podać powód i przyczynę, dla której zostałem kalwinem, to muszę wyznać, że nic innego nie skłoniło mnie do tego, jak to, że między wyznaniami nie da się znaleźć takiego, które by tak dokładnie zlewało się z judaizmem i którego odpowiedzi, tyczące wiary i życia, byłyby tak z nim identyczne.”

Analiza wiary i etyki kalwińskiej, a szczególnie purytańskiej, skłaniała wielu do refleksji, że to judaizm. Można więc bez obaw postawić znak równości pomiędzy purytanizmem a judaizmem. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela tak to tłumaczy:

„Nawet nauka kalwińska, a potem purytańska o predestynacji jest niczym więcej, jak nauką Faryzeuszów, że nie ma zapłaty według uczynków, że zbawienie leży w wierze, a nie w uczynkach. Wobec zupełnej swobody kalwinów i purytanów w zakresie czytania i rozumienia Pisma Świętego, ta wiara, która zbawia, jest czymś zupełnie fikcyjnym. Cóż więc jest istotne? Chyba tylko pozostawienie tajemnic wiary uczonym w Piśmie z zastrzeżeniem, że wyznawcy – za cenę zbawienia – będą powolni swym organizacyjnym przewodnikom. Tak rozumieli to właśnie Faryzeusze, gdy głosili, że do zbawienia prowadzą nie uczynki, lecz wiara w prawdy religii Izraela… dostępne jedynie dla najbardziej wybranych i tajone zazdrośnie przed tymi, których jedynym obowiązkiem jest wiara… w niedostępne tajemnice. W ten sposób wiara religijna rozwiewa się wniwecz i prowadzi do zupełnej niewiary, albo – jak w Izraelu – staje się ślepą wiarą nie w dogmaty, lecz w ludzi, stojących u steru jego organizacji tajnej.

Taka to nauka ugruntowała się w Anglii i z ekspansją rasy anglosaskiej poszła wkrótce za morze, obejmując szczególnie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i Kanadę. Na gruncie purytanizmu wyrosły tam sekty rozliczne.”

Za rządów Cromwella dochodzi do ponownego sprowadzenia Żydów do Anglii. W akcji tej bierze też udział, w porozumieniu z nim, Manasse ben Izrael z Amsterdamu. Zaczyna się od zapewnienia swobody maranom, dotąd starannie utajnionym, dzięki czemu wracają oni masowo na judaizm. Tak więc zanim jeszcze oficjalnie wpuszczono ich do Anglii, to już się tam pojawili. Nie było, a tu raptem są. W Polsce też jest ich oficjalnie kilka tysięcy. A jak się ujawnią, gdy nadejdzie stosowna chwila? Ilu ich wtedy będzie?

Tomasz Collier, za aprobatą Cromwella, pisze panegiryk na cześć Żydów, kończąc go tymi słowami: Poważajmy żydów! Oczekujmy pełnego chwały dnia, który uczyni ich głową narodów. O, czas ten już bliski, w którym każdy się będzie czuł szczęśliwy, jeżeli będzie mógł dotknąć choćby szaty żyda! Od nich przychodzi nasze zbawienie.

I w takim to nastroju Anglia ponownie wpuściła Żydów. Od 1657 roku osiedlają się początkowo w Londynie, a później w innych miastach. W 1753 roku otrzymują, z pewnymi ograniczeniami, obywatelstwo angielskie i prawa polityczne. O wiele wcześniej niż w Europie kontynentalnej (po rewolucji francuskiej). To wydatnie ułatwiło im penetrację społeczeństw chrześcijańskich oraz wchodzenie do tajnych organizacji. Zmarłego w 1657 roku Manassego zastępuje jego uczeń, sławny filozof, Baruch Spinoza (1632-1677), hiszpański maran. Spinoza, podobnie jak Manasse, był kabalistą i wierzył w mesjańskie przepowiednie Zoharu.

To, co wydarzyło się w tamtym czasie w Anglii, to była rewolucja, która zadecydowała o losach świata. Rewolucja, bez której nie byłoby rewolucji francuskiej. W 1694 roku powstaje Bank Anglii i zaczyna drukować pieniądz papierowy tj. banknoty. Powstał głównie po to, by ułatwić rządowi finansowanie działań wojennych. Wielka Brytania staje się powoli potęgą kolonialną, imperium o zasięgu światowym. Jakież tu możliwości dla handlu, dla inwestowania w żeglugę, koleje, eksploatowanie zamorskich bogactw naturalnych. Imperium rosło a wraz z nim rośli i Żydzi, którzy byli wszędzie, gdzie obracano pieniądzem. Pozycja Żydów wśród Anglosasów umożliwiła im osiągnięcie dominacji w świecie. Bez rewolucji w Anglii nie byłoby to możliwe, a rewolucja francuska tylko ugruntowała ich przewagę.

Po śmierci Cromwella w 1658 roku zastąpił go syn – Richard. Jednak już w 1659 roku mieszczaństwu i szlachcie znudziła się dyktatura. Przywrócono parlament, a Richard musiał ustąpić. W 1660 roku parlament powołał na tron Karola II Stuarta – syna ściętego Karola I. Ten cofnął wszystkie postanowienia i ustawy dyktatury. Miał poparcie arystokracji (torysów). Druga znacząca grupa w parlamencie to możni mieszczanie, których nazwano później wigami. W 1689 roku przyjęto ustawę gwarantującą przewagę parlamentu nad monarchą.

Po co więc była ta hucpa? Detronizowanie króla, by wprowadzić dyktaturę, w której Lord Protektor miał do wykonania jedno zadanie: musiał tylko obalić stary porządek. A kiedy już to zrobił, to stał się zbędny. Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Wróciła monarchia parlamentarna, ale już nie taka jak wcześniej. Parlament dominował nad królem, a więc demokracja – raj dla Żydów.

Często można spotkać się z opinią, że ogon wywija psem. Dotyczy to relacji Stanów Zjednoczonych z Izraelem. Nie da się ukryć, że Ameryka realizuje jego interesy. Jest to jednak nie tyle efekt jakichś sprytnych poczynań Żydów, ile sympatii purytanów do nich. Tak przynajmniej wynika z cytowanych wyżej fragmentów i nie ma podstaw, by sądzić, że obecnie coś się zmieniło. Widać gołym okiem, że nie. Purytanie są najwyraźniej szczęśliwi, że mogą służyć Izraelowi.

Są oni potrzebni Żydom do realizacji ich mesjańskich celów i oni to doceniają. Nie przypadkiem największymi centrami finansów światowych jest Londyn i Nowy Jork. Nie przypadkiem też Szwajcaria jest największą na świecie pralnią brudnych pieniędzy. W Szwajcarii kalwini, a w Londynie i Nowym Jorku – purytanie. Po części w ten schemat wpisuje się też Szkocja – prezbiterianie.

Jeśli więc kalwinizm i purytanizm są tak blisko judaizmu, to rodzi się pytanie: skąd takie podobieństwo? Jedynym sensownym wytłumaczeniem jest to, że powstały z inspiracji żydowskiej, że wyłoniły się z sekt, które stworzyli Żydzi. Są one (te wyznania) na polu religii tym, czym w polityce partie socjalistyczne i komunistyczne z lewej strony, a masoneria z – prawej.

Siedem tez

Redaktor i wydawca pisma „Hammer” Teodor Fritsch w artykule „Der falsche Gott” (Fałszywy Bóg), Lipsk 1920, Hammer’s Verlag, przedstawił siedem tez:

  1. Nie istniało nigdy żadne państwo zamieszkałe wyłącznie przez żydów. Nie była nim Palestyna. Żydzi tworzyli zawsze wstręt w innych narodach, warstwę albo górną albo dolną, która czasowo drogą finansowej uzurpacji dochodziła do władzy i następnie przyswajała sobie i duchowe skarby narodu ujarzmionego. Dlatego nie może być mowy o samodzielnej kulturze żydowskiej.
  2. Izrael i Juda są to dwa rasowo różniące się narody, które w długim pożyciu wspólnym przemieszały się ze sobą, złączyły w jednym kulcie religijnym, przy czym w interesie tego kultu religijnego połączono dzieje obu plemion w jedną całość.
  3. Pisma Starego Testamentu są zbiorem z piśmiennictwa i wiar dawnych przedżydowskich kulturalnych narodów, któremu przez odpowiednie przerobienie starano się nadać pozór jednolitości, z którego atoli przy bliższym badaniu wychodzi na jaw różnorodność pochodzenia.
  4. Pisma proroków wyszły z duchowego ruchu izraelskiego ludności wieśniaczej, odrzucającego i zwalczającego wzrastające zjudaizowanie i korupcję. Są więc pierwszymi antysemickimi pismami starożytności.
  5. Gdzie w starotestamentowych pismach przeziera podniosłe pojęcie idei boskiej i głęboki patos etyczny, tam wszędzie należy doszukiwać się źródła izraelskiego. Prawdziwa istota judaizmu natomiast zasadza się na zupełnym braku poczucia etycznego; zastępuje je pojęcie: korzyści, zysku. Cnotliwym i bogobojnym nazywa Judejczyk wszystko, co daje materialną korzyść (bogactwo, długie życie, liczne potomstwo etc.). Godności ludzkiej i praw ludzkich w narodach nieżydowskich judejska wiara nie uznaje. Istotą judaizmu jest tylko nienawiść do świata niejudejskiego.
  6. Chrystus pochodzi z niejudejskiego plemienia Galilejczyków a Jego nauka, jako nadmierny idealizm, stanowi najjaskrawsze przeciwieństwo, ba nawet przezwyciężenie judejskich przykazań samolubstwa. Dlatego Judejczycy uznają w Chrystusie wroga i wzgardziciela ich pojęć zasadniczych i stąd wypływa i nadal żywotna nienawistna wzgarda idealizmu Chrystusowego¹.
  7. Zarówno era izraelicka, jak i chrystjaniczna pozostały bez najmniejszego wpływu na etyczny światopogląd żydowski. W kilka wieków po Chrystusie rekonstruują rabini w Talmudzie swojego starego Boga judejskiego, Schaddai Abrahamowego w Jego niezmiennej formie, jako ekskluzywnie narodowego Boga Hebrajów, który łaską obdarza tylko swój lud, a przepełniony nienawiścią, wzgardą i żądzą zemsty nad wszystkimi pozostałymi narodami. Talmud wyciąga bezlitosne konsekwencje z wyjęcia z pod praw wszystkich niejudejskich narodów. Na wielu miejscach wyrażono w nim jasno, że żydzi nie mają się poczuwać do żadnych norm etycznych w stosunku do nieżydów, którzy winni być traktowani, jako istoty zwierzęcego świata. Ponieważ Judejczycy, nawet nowocześnie oświeceni, nigdy nie dementowali i nie wyparli się tego pojęcia bóstwa, ludzkość niejudejską potępiającego, przeto należy przyjąć, że pojęcie to jest nadal dla nich obowiązującym.

¹ Na tym stanowisku stoją wobec tego problemu Chamberlain, Dühring, Hartmann i von Wirth (Rasse und Volk, 1914). Ten ostatni udowadnia, że Galilea zamieszkana była przez Hetytów, inaczej Kassów. Poglądy te zwalczał prof. teologii Edward König (Das Antisemitische Hauptdogma, 1914). Według Chamberlaina Galilea granicząca z Fenicją zamieszkiwana była w północnej swej części przez Hetytów, w południowej przez Amorytów; ci ostatni wedle Chamberlaina – byli Arjami.

Powyższy tekst pochodzi ze zbioru Adolfa Nowaczyńskiego Mocarstwo anonimowe, wydanego w 1921 roku.

Reformacja w Polsce

Jeszcze w XV wieku Żydzi zdecydowali, że państwem, które ma im zastąpić Hiszpanię będzie Polska. To kraj zamieszkały przez szczere słowiańskie dusze z niezbyt mocno zakorzenioną cywilizacją łacińską. A więc łatwo w nim będzie zdobyć dominującą pozycję. Taki sposób rozumowania potwierdza fakt, że Żydzi rugowani z Niemiec, Czech i Węgier, osiadają w Polsce, choć możliwości powrotu pojawiały się często.

Początkowo Polacy nie byli przyjaźnie ustosunkowani do Żydów. W XIV i XV wieku miały miejsce liczne pogromy pod hasłem uwolnienia się od lichwiarzy. Dochodziło do nich w Poznaniu, Krakowie, Lwowie i w Bochni. Jak widać inicjatywa wychodziła od mieszczan. Później to się zmieniło. Zwrot w ich stosunku do Żydów wywołują humaniści, którzy docierają do Polski i popularyzują kulturę odrodzenia. Od połowy XV wieku sprowadza się tłumaczone na łacinę dzieła hiszpańskich i włoskich Żydów. Czyżby mieszczanie pod wpływem lektury zmienili swój stosunek do nich? Raczej wątpliwe, by oni czytali te dzieła. Ktoś jednak te pogromy wywoływał, a później wygaszał. W polityce chyba nic nie dzieje się przypadkiem.

Włoch Filip Buonacorsi, znany pod pseudonimem Kallimach, co jest charakterystyczne dla tajnych związków humanistycznych, jest przyjacielem Żydów. Król Kazimierz Jagiellończyk uważnie wsłuchuje się w jego dysputy z Żydami i zapewne jest nimi zafascynowany, bo powierza mu wychowanie swych synów. Ale nie tylko! Król otwarcie lekceważy Rzym: sprzyja husytom i nie słucha papieża w sprawach nominacji biskupich.

Złote czasy dla polskich Żydów zaczynają się od wstąpienia na tron Zygmunta Starego – wychowanka Kallimacha. Właśnie wtedy nie uznają oni mianowanych przez niego poborców podatkowych, uzyskują autonomię w zakresie administracji, sądownictwa i szkolnictwa. Za panowania ostatnich Jagiellonów (Zygmunt Stary i Zygmunt August) Polska stała się dla Żydów niezwykle przyjaznym krajem, co nie pozostało bez wpływu na przebieg reformacji, która paraliżowała oddziaływanie Rzymu i poprzez spory wśród licznych sekt rozbijała jedność duchową państwa.

Tolerancja dla husytyzmu utorowała w Polsce drogę reformacji. Po części sympatia ta była wynikiem tego, że wielu polskich studentów uczęszczało do utrzymywanej przez „braci” akademii w Goldbergu (Złotoryja). W 1526 roku Czechy dostają się pod panowanie Habsburgów i rozpoczynają się prześladowania braci czeskich. W 1548 roku około 1000 z nich przeszło do Polski i osiedliło się w Toruniu. Wkrótce rozpoczęli swą działalność. Byli popierani przez niektórych magnatów. Powstał też zbór w Poznaniu.

Ruch luterański przynieśli do Polski Niemcy i propagowali go wśród niemieckiego mieszczaństwa. Jednak kościół augsburski nie zyskał w Polsce uznania. Natomiast kalwinizm – jak najbardziej. Jego głównym ośrodkiem stał się Pińczów, w którym działała „reformowana” drukarnia, w której tłumaczono biblię z oryginału hebrajskiego. Tu była szkoła kalwińska i tu narodzili się bracia Arianie.

Stanowisko króla Zygmunta wobec reformacji było chwiejne. Dopiero przybycie królowej Bony zmieniło ten stan. Nie tylko włoszczyznę przywlokła ze sobą do Polski. Wraz z nią pojawiły się tajne związki, z których miało się później wyłonić polskie wolnomularstwo. Jednym z jej nadwornych lekarzy był Mojżesz Fiszel, a jego matka i córka należały do świty królowej. Na dworze królewskim kręcą się żydowscy bankierzy. Nic więc dziwnego, że stosunek Bony do protestantów był co najmniej dziwny, żeby nie powiedzieć – przychylny.

W 1540 roku powstaje tajne stowarzyszenie dla szerzenia nauk ewangelicznych. Składa się ono z najwybitniejszych uczonych owego okresu. Na jego czele stał Włoch, Franciszek Lismanini, prowincjał zakonu franciszkańskiego, kapelan i spowiednik Bony. Do stowarzyszenia należeli też Jan Trzecieski – pierwszy polski gramatyk, jego syn, Andrzej Trzecieski – uczony i lingwista, Bernard Wojewódka – księgarz i radny miasta. Obaj byli uczniami Erazma z Rotterdamu. Andrzej Frycz-Modrzewski – uczeń Melanchtona, Jakub Przyłuski – wybitny prawnik, Adam Drzewiecki – kanonik kapituły krakowskiej, Andrzej Zebrzydowski – późniejszy biskup krakowski, ulubiony uczeń Erazma, Jakub Uchański – referendarz koronny, następnie arcybiskup gnieźnieński i prymas, który popierał protestantów. Oprócz nich wiele innych wybitnych osób należało do tego stowarzyszenia. Można więc bez przesady powiedzieć, że po stronie reformacji opowiedziała się cała ówczesna polska elita umysłowa.

Całe centrum organizacyjne reformacji działało pod bokiem dwóch ostatnich Jagiellonów: Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta. Nic dziwnego, że Zygmunt Stary był pierwszym w Europie, który oficjalnie uznał reformację w 1525 roku, przyjmując hołd od Albrechta brandenburskiego, wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego i nadając mu dobra zakonne, jako świeckie lenno, tzw. sekularyzacja Prus. To posunięcie uznane zostało przez wszystkich historyków polskich za wielki błąd, który w konsekwencji doprowadził do rozbiorów. Ale czy z punktu widzenia króla był to błąd? Jemu bliższa była reformacja niż interes państwa, które chyba było mu obojętne. Tak to jest jak rządzą obcy. W tym samym czasie, brat wychrzczonego Żyda Abrama Ezofowicza, mianowanego przez Zygmunta Starego podskarbim litewskim – Michał Ezofowicz, otrzymuje nobilitację za sprawą tegoż Zygmunta Starego, podczas uroczystości składania hołdu przez Albrechta. Był to jedyny w dziejach Polski przypadek nobilitacji niechrzczonego Żyda.

Za czasów Zygmunta Augusta siły reformacji nadal rosną. Misje dyplomatyczne i polityczne powierza król w ręce jej zwolenników. Są to m.in. Andrzej Frycz-Modrzewski, Jan Łaski, Lismanini. Na najważniejsze stanowiska w państwie mianowani są kalwini. To jest oczywiście bardzo na ręką Żydom, bo kalwinizm jest im przychylny i opiera się na Starym Testamencie. Michał Oleśnicki, pan na Pińczowie, wypędził mnichów z klasztoru, wyrzucił z kościoła obrazy i zaprowadził w nim publiczne nabożeństwo ewangeliczne według zasad i obrządku kościoła helweckiego. Był to pierwszy w Polsce akt wojującego kalwinizmu.

Po śmierci Zygmunta Augusta kandydatem do tronu jest Henryk Walezy, umiarkowany katolik, brat króla francuskiego, Karola IX. Jego kandydaturę wysunęli na początku 1572 roku biskup Walencji J. De Monluc i admirał de Coligny – hugenot. Henryk zobowiązuje się wobec delegacji protestantów polskich do zachowania swobód różnowiercom w Polsce i we Francji. Francuscy hugenoci liczą na to, że ich połączone siły w obu krajach pokonają Rzym i Austrię. Tymczasem 24 sierpnia 1572 roku dochodzi w Paryżu do ich rzezi, tzw. noc św. Bartłomieja. Współodpowiedzialnym za masakrę jest m.in. Walezy. Jego szanse słabną na korzyść kandydata bardziej katolickiego, arcyksięcia Ernesta, syna cesarza Maksymiliana II. Wtedy Żyd, Salomon Askenazy, tajny agent wielkiego wezyra Sokollego, mając za sobą autorytet Turcji, popiera kandydaturę Walezego przeciw Habsburgowi.

21 lutego 1574 Walezy został koronowany w Krakowie. Podczas uroczystości dochodzi do skandalu. Po nocy św. Bartłomieja Walezy nie chce złożyć przysięgi na gwarancje dla różnowierców. Wówczas marszałek wielki koronny, wojewoda krakowski – Firlej, przerwał uroczystości i oświadczył, że nie dopuści do koronacji, jeśli nie będzie wcześniej obiecanych gwarancji. Walezy nie przysięga. Na wieść o bezpotomnej śmierci swego brata, Karola IX, 18 czerwca 1574 roku ucieka potajemnie do Francji i obejmuje tron francuski. Po jego ucieczce, pod wpływem protestantów i Salomona Askenazego, wybrano na króla Batorego. 15 grudnia 1575 roku, wbrew większości senatu, zostaje okrzyknięty przez szlachtę królem. 1 maja 1576 roku koronowano go w Krakowie. Jednak Batory zawodzi ich, bo sprowadza do Polski zakon jezuitów, którego działalność doprowadziła do obrony katolicyzmu. A może nie do końca zawodzi, bo otacza opieką akademię w Wilnie. Za czasów Zygmunta Wazy reformacja słabnie.

Cechą charakterystyczną okresu panowania reformacji w Polsce było to, że przed nią miasta polskie uzyskiwały przywileje królewskie, zabraniające w nich mieszkać Żydom tzw. privilegia de non tolerandis Judaeis. Po niej, w XVI i XVII wieku, dzielnice żydowskie otrzymują przywileje, że nie wolno w nich mieszkać chrześcijanom tzw. privilegia de non tolerandis Christianis. Widać więc, że te 1000 lat wspólnego życia, wcale nie było takim sielankowym, jak chce prezydent Duda. Wprost przeciwnie! Było raczej oparte na wzajemnej wrogości i nieufności.

W pewnym momencie reformacja miała wyraźną przewagę. Objęła prawie całe Niemcy, kraje skandynawskie, Szwajcarię, Anglię. We Włoszech dominował ruch humanistyczny, a Karol V (król hiszpański), na tle sporu z papieżem, zajął Rzym. We Francji hugenoci poczynali sobie coraz śmielej. Turcy zajęli Węgry. W Polsce cała elita i dwór królewski opowiedzieli się po stronie reformacji. Praktycznie tylko monarchia habsburska pozostała poza jej wpływem. Dlaczego więc reformacja nie zwyciężyła?

Dziwnie to wszystko wygląda. Tak jakby w tych wojnach religijnych wcale nie chodziło o pokonanie przeciwnika, tylko o samo wyżynanie się, ale też nie do końca. Zupełnie tak, jak we współczesnych czy wcześniejszych konfliktach, jak podczas pierwszej i drugiej wojny światowej: strona zwyciężająca raptem wstrzymuje działania. Do tego dochodzą dziwne zachowania poszczególnych osób. Prymas Jakub Uchański popiera protestantów, niby swoich największych wrogów. Batorego faworyzują protestanci i „przepychają” jego kandydaturę, wysługując się szlachtą i wbrew większości senatu, a on sprowadza zakon jezuitów, który ratuje katolicyzm w Polsce a jednocześnie ochrania akademię (protestancką) w Wilnie. Ażeby to jeszcze bardziej zagmatwać, to trzeba dodać, że są opinie wśród zainteresowanych tematem, że zakon jezuitów był spenetrowany przez Żydów, i że sam jego założyciel miał również żydowskie korzenie.

O co w tym wszystkim chodzi? Wgląda to na działanie bez sensu. A może jednak nie bez sensu. Tylko dla kogo z sensem? Czasem odnoszę wrażenie, że cały ten świat jest dla Żydów jedną wielką zabawką, w którym oni bawią się figurkami, ustawiając i przestawiając je, zastępując jedne drugimi, a wszystko wedle własnego uznania czy potrzeb.

Reformacja

Reformacja – ruch religijny wyrosły na podłożu konfliktów społeczno-politycznych XV-XVI wieku, który doprowadził w XVI wieku do powstania niezależnych od papiestwa kościołów protestanckich. Poprzedziły go ideowo herezje średniowieczne z wiklefizmem i husytyzmem na czele; u jego podstaw leżały rozwijające się w późnym średniowieczu (XIV-XV w.) dążenia do zerwania z formalizacją życia religijnego w ramach instytucji kościelnych, do uzupełnienia bądź nawet zastąpienia oficjalnej liturgii indywidualnymi rozmyślaniami i ascezą. W prądach tych (tzw. devotio moderna) znalazło wyraz zarówno pogłębienie rozumienia religii w szerokich kręgach społecznych, jak rosnący brak zaufania do oficjalnego kościoła, krytykowanego ogólnie za skostnienie, zeświecczenie i nadużycia jego hierarchii z papiestwem na czele. Próby reformy kościoła od wewnątrz (koncyliaryzm) załamały się, a humanizm zaatakował intelektualne podstawy średniowiecznej doktryny kościelnej. Do fermentu umysłowego dołączył się społeczny: dążenie feudałów do zagarnięcia dóbr duchownych, ogólna niechęć do uciążliwych opłat na rzecz kleru, u niektórych krytyków kościoła połączenie postulatu reform kościelnych z żądaniem naprawy najjaskrawszych krzyw społecznych. W tych warunkach wystąpienie M. Lutra w Wittenberdze (1517) spotkało się z poparciem dużej części ludności Niemiec. Powstanie rycerzy (1522-1523) i chłopów (wojna chłopska 1525), którzy wystąpili m.in. z hasłami radykalnej reformacji zostało wprawdzie stłumione, jednakże za luteranizmem opowiedziała się część książąt, która dostrzegła w nim szansę wzmocnienia swej władzy; w obronie reformacji założyli oni związek szmalkaldzki (1531). Pod protektoratem książąt zaczęto wprowadzać w Niemczech nową administrację kościelną, podporządkowaną świeckiej władzy terytorialnej. Dążenie cesarza Karola V i książąt katolickich do zlikwidowania reformacji siłą spowodowało wybuch wojen religijnych. Kończący je augsburski pokój religijny (1555) przyniósł prawne uznanie podziału wyznaniowego Niemiec: większość księstw północnych (m. in. Saksonia, Brandenburgia) pozostała luterańska, południe zaś (z Bawarią na czele) katolicka. Układ ten zapewnił Niemcom pokój wewnętrzny aż do 1618 roku.

Poza granicami Niemiec luteranizm zyskał sobie zwolenników w krajach skandynawskich, których władcy (Gustaw I Waza w Szwecji 1527, a Chrystian III w Danii i Norwegii 1536) uczynili go religią panującą, oraz w sąsiadujących z Niemcami państwach: Francji, Czechach, Węgrzech i Polsce. Luteranizm przyjęły sekularyzowane państwa zakonne w Prusach i Inflantach. W Szwajcarii część kantonów przyjęła różniącą się znacznie od luteranizmu doktrynę U. Zwingliego (szerzoną przez niego od 1522), część zaś pozostała wierna katolicyzmowi; zwinglianie przyłączyli się później do zwolenników J. Kalwina, działającego (od 1541) w Genewie, skąd kalwinizm promieniował na inne kraje. We Francji zyskał on sobie licznych wyznawców (zw. Hugonotami); doszło tam do 8 kolejnych wojen religijnych, toczonych (z przerwami) 1562-98, a zakończonych Edyktem nantejskim (1598), przyznającym hugonotom znaczne swobody wyznaniowe. Również w podległych Hiszpanii Niderlandach próby zdławienia reformacji siłą doprowadziły do wybuchu powstania (1566), w wyniku którego północne stany kalwińskie oderwały się od Hiszpanii i utworzyły Republikę Zjednoczonych Prowincji (1588). Także i na zachodzie Niemiec kalwinizm opanował szereg księstw i miast. Od 1559 J. Knox wprowadził go w Szkocji (prezbiterianie). W Anglii w wyniku opowiedzenia się Henryka VIII za reformacją, powstał kościół anglikański (1534); zostawiono w nim dawną organizację kościelną, stawiając na jego czele króla, czemu się sprzeciwiali się zwolennicy zreformowania tego kościoła w duchu bezkompromisowego kalwinizmu, zwani w Anglii purytanami.

Tak opisuje reformację Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1967. Jest to tylko fragment. W dalszej części jest mowa o kontrreformacji, która nie wnosi nic nowego do opisu tego wydarzenia. Podobnie jest w Wikipedii – dużo informacji, ale o tym, co najważniejsze, o roli Żydów, nie mówi się.

Nic nie dzieje się przypadkiem i żeby zrozumieć istotę reformacji, trzeba cofnąć się w czasie, nawet do odległej przeszłości. Reformy Ezdrasza i Nehemiasza odizolowały Żydów od świata zewnętrznego. Ten stan utrwalił później Talmud, który pozbawił ich bezpośredniego wpływu na państwa chrześcijańskie i stworzył faktyczne getto na długo przed tym, zanim uzyskało ono podstawę prawną. Ale każdy kij ma dwa końce. Taki stan uniemożliwiał Żydom realizację ich mesjańskich celów. Tym, co miało zmienić ten niewygodny dla żydostwa stan, była filozofia Mojżesza Majmuni, znanego w Europie pod nazwą Majmonidesa.

Urodził się on w 1135 roku w Kordobie. W tamtym czasie Hiszpania była głównym ośrodkiem żydostwa. Jego przodkowie przez osiem pokoleń byli uczonymi w Talmudzie i członkami kolegium rabinicznego. Pierwszym jego dziełem była apologia tych, którzy pozornie przyjmują inną wiarę. W 1180 roku pojawiło się jego drugie dzieło: Miszna-Tora. Jednak tym najważniejszym był ukończony około 1199 roku „Przewodnik błądzących”. Powstał on w oparciu o zniekształconą filozofię Arystotelesa. Nie znano wtedy w Europie jego dzieł w greckim oryginale, tylko w bardzo pokrętnym łacińskim przekładzie dokonanym przez Żydów. „Przewodnik błądzących” miał wykazać, że judaizm biblijny i talmudyczny da się pogodzić z rozumem, i że poglądy, szczególnie wówczas cenionego, greckiego filozofa prowadzą wprost do judaizmu. Przewodnik ten był pisany w formie listów rabina ben Jehudy do rabina Józefa. Przykład tych myśli poniżej:

„Uznałem, że godzien jesteś tego, aby ci udzielone były tajemnice pism prorockich tj. rozumne wykładanie tych rzeczy, które tajemnicami są dla tych, co klucza do nich nie posiedli.”

„Prawdy będą się w tym dziele ukazywać, aby natychmiast ponownie się ukryć.”

„W tym celu pismo musi się posługiwać wieloznacznymi wyrażeniami, które człowiek przeciętny w zgodzie ze swymi przeciętnymi zdolnościami, natomiast mędrzec na rozumniejszy sposób wykładać powinien.”

„Jeżeli chodzi o ważne prawdy, których nie można, ani powinno się wykładać wyraźnie, jeżeli można je czytelnikowi podać tylko po części, wtedy jest się upoważnionym do utrzymania pewnej pozornej sprzeczności. Wszelako zręczny autor potrafi się tak wówczas urządzić, iż ordynarny (przeciętny – przyp. mój) czytelnik nawet nie zauważy sprzeczności.”

Miało to być, jak zapewnia autor, zgodne z filozofią Arystotelesa. Ale przecież arystotelesowska logika, to narzędzie myślenia stworzone po to, by szukać prawdy i tylko prawdy, a to, co powyżej, to po prostu kpina z logiki.

Niektórzy twierdzą, że wszelka wiedza bierze się z porównań i pewnie coś w tym jest. Jaka jest więc ta arystotelesowska logika? Jostein Gaarder, w swojej książce Świat Zofii, opisał ją bardzo przystępnie:

»Arystoteles starł się udowodnić, że wszystkie rzeczy w przyrodzie należą do różnych grup i podgrup (…). Powiedziałem: królestwo roślin, królestwo zwierząt, królestwo minerałów. Przypomina mi się gra towarzyska, w której jakiegoś nieboraka albo nieboraczkę wygania się na korytarz, a reszta towarzystwa ustala, o czym będzie myśleć. Ów nieborak, kiedy wróci do pokoju, ma odgadnąć, o czym myślą pozostali.

Towarzystwo postanawia myśleć o kotku Monsie, który właśnie w tej chwili siedzi w ogrodzie sąsiadów. Nieborak wraca z przedpokoju i zaczyna zgadywać. Zebrani mogą mu tylko odpowiadać „tak” lub „nie”. Jeśli nieborak jest dobrym arystotelikiem – a w takim razie wcale nie jest nieborakiem – zabawa może przebiegać następująco: Czy to coś konkretnego? (Tak!). Czy to należy do królestwa minerałów? (Nie!). Czy to coś żywego? (Tak!). Czy to należy do królestwa roślin? (Nie!). Czy to zwierzę? (Tak!). Czy to ptak? (Nie!). Czy to ssak? (Tak!). Czy to całe zwierzę? (Tak!). Czy to kot? (Tak!). Czy to Mons? (Taaak! Śmiech…).

A więc tę zabawę towarzyską wymyślił Arystoteles. Zasługą Platona jest wymyślenie zabawy w chowanego. Uznanie dla Demokryta za wynalezienie klocków Lego już wyraziliśmy.

Arystoteles był pedantycznym porządnisiem, pragnącym zaprowadzić ład wśród pojęć, którymi posługują się ludzie. On to właśnie dał podstawy logice jako nauce. Podał wiele surowych zasad ustalania, jakie sądy i pojęcia są logicznie udowodnione.«

Majmuni był żydowskim mesjanistą. Razem z nim mesjańskie marzenia szerzyli kabaliści. Ich przedstawicielem był w owym czasie Mojżesz Nachmani (Bonastruc de Porta ur. ok. 1195, zm., ok. 1270 roku). Jego śladem podążyli inni. Uczeń Nachmaniego, Salomon ben-Abram ben-Adret, uprawiając kabałę żądał, by jej wykład odbywał się ezoterycznie (dla wybranych), a nie publicznie. Tym sposobem nawet ogół wykształconych Żydów został wyłączony z korzystania z tej tajemnej wiedzy.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela tak to ujmuje:

„Kabalistyka żydowska, ściśle związana z pojętym po żydowsku mesjanizmem, była w dużej mierze skarbnicą tajnej tradycji politycznej. Istotą jej były tajemnice, czyli misteria, o których zdobyciu bez wtajemniczenia nie można było marzyć. Była nauką dla wybranych, chrześcijanie zaś bywali niekiedy za pomocą fałszywego klucza wtajemniczani w kabałę dla konkretnych celów polityki żydowskiej.”

Jest więc kabała swego rodzaju misterium, tajemnicą. Towarzyszą jej tajne związki, niewidoczne na zewnątrz, a faktyczna władza głęboko ukryta. To wszystko sprzyjało organizowaniu różnego rodzaju ruchów rewolucyjnych, które w realiach średniowiecza przyjmowały charakter sekt religijnych i wywrotowych zarazem. Wszystkie one były inspirowane Starym Testamentem.

Pierwsze takie ruchy pojawiają się na większą skalę pod koniec XII wieku w południowej Francji w postaci sekty waldensów, czyli albigensów. Rejon ten nie wchodził jeszcze w skład królestwa francuskiego lecz podlegał pomniejszym władcom, wśród których dominowali hrabiowie Tuluzy. Sąsiadował on z Hiszpanią, która od kilku wieków była pod znaczącym wpływem Żydów i powoli stawał się terenem ich ekspansji.

Nauka albigensów jest dziełem sekty manichejczyków, która pojawiła się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Jej twórcą był Manes z Aleksandrii, prawdopodobnie Żyd. Przez Bułgarię i Włochy dotarła ona do południowej Francji. Sekta posiadała tu dwa biskupstwa: w Tuluzie i w Albi (stąd nazwa albigensów). Z tego miejsca rozchodzili się oni po całej Europie. Dotarli do północnej Francji, północnych Włoch, do Niemiec i Czech. Wszystkie ich gminy pozostają w ciągłym kontakcie za pośrednictwem tajnych posłańców.

W połowie XIII wieku pojawia się w północnych Włoszech ruch rewolucyjno-religijny, ruch tzw. „braci apostolskich”, który zagroził nawet papiestwu. Sekta ta początkowo rozwijała się na tajnych nocnych schadzkach. Była ona zbliżona do albigensów i utrzymywała z nimi tajne kontakty. W sekcie tej zakazywano własności prywatnej i małżeństw.

Kościół jakoś sobie poradził z tymi sektami, podobnie jak z zakonem templariuszy, który, zamiast walczyć z muzułmanami, zajmował się handlem i bankierstwem. Został też on potępiony za uprawianie tajnych obrzędów i bałwochwalstwo. Rozwiązano go w 1312 roku. Jego wielki mistrz, Jakub de Molay, spalony na stosie w 1314 roku, stał się później symboliczną postacią w rytuałach masońskich. Co ciekawe, to proces templariuszy został poprzedzony wypędzeniem Żydów z Francji w 1306 roku.

Albigensi, wytępieni w południowej Francji, przenieśli się do Niderlandów jako sekta beghardów. Szybko rozprzestrzeniła się ona po Francji, Niemczech i Anglii. Rozwijała się konspiracyjnie pod różnymi nazwami. We Flandrii, jako beghardzi, wywołała powstanie zbrojne w 1358 roku. We Francji działała jako „bracia i siostry wolnego ducha”. W Anglii – jako lollhardzi, we Włoszech jako „bracia apostolscy”, w Czechach ujawniła się jako husyci.

Najradykalniejszą z tych sekt byli francuscy „bracia i siostry wolnego ducha”. Głosiła ona wspólnotę dóbr i wspólnotę kobiet. Jednym z najwybitniejszych jej przywódców był Dawid z Dinant. Do Anglii sektę tę przenieśli tkacze flamandzcy. Już wcześniej działał tam Jan Wycleff. To, czego albigensi nauczali potajemnie, on nauczał publicznie. W praktyce nauka jego była nauką protestantów, którzy pojawili się wiek później. Uczniem Wycleffa był Jan Hus.

Beghardzi, występujący w Anglii jako lollhardzi, wywołali w 1381 roku krwawy bunt chłopski. Powstańcy zdobyli nawet Londyn i zamordowali arcybiskupa. Jednak najgroźniejszy dla Kościoła i porządku społecznego wybuch miał miejsce w Czechach. Henryk Rolicki tak o nim pisze:

»Po spaleniu Husa na stosie organizacje beghardów w Czechach, odtąd zwane husyckimi, rozpadły się na kilka ugrupowań, z których najskrajniejszym byli taboryci, sekta jawnie komunistyczna. Założyła ona miasto na pagórku nad rzeką Łuźnicą i w języku Starego Testamentu nazwała je Tabor. Mieszkańcy Taboru byli znowu przeważnie tkaczami. Taboryci głosili, że sam Bóg (Jehowa Starego Testamentu) ma królować nad ludźmi, zaś ludowi (Izraelowi Starego Testamentu) należy oddać władzę na ziemi. Domagali się zburzenia kościołów i zniesienia władzy monarchicznej, ceł, podatków i na cztery niemal wieki przed rewolucją francuską szermowali hasłem równości. Znieśli również u siebie własność prywatną i wprowadzili wspólność kobiet, proklamując zniesienie rodziny.

Następcami taborytów są „bracia czescy” i „bracia morawscy”. Biskupem „braci czeskich” był autorytet pedagogiki, złowieszczo zapisany w dziejach Polski, sławny Komeński.«

Tajne sekty rewolucyjno-religijne zagrażały Kościołowi i ustrojowi społecznemu. Trudno się oprzeć wrażeniu, że ich siłą napędową byli Żydzi. Cały czas wierni swej tradycji, sięgającej początków chrześcijaństwa, by rozsadzać organizację kościelną od środka. Realizację tego zadania ułatwiało im to, że w razie potrzeby swobodnie i pozornie przechodzili na katolicyzm. Za czasów wojen krzyżowych mnóstwo Żydów, w obawie przed krzyżowcami, przyjmowało katolicyzm, dzięki czemu mogli wnikać w społeczeństwa chrześcijańskie, torując tym samym drogę herezjom i ruchom rewolucyjnym. Wojny husyckie poprzedziły w Europie okres wojen religijnych, a sekta beghardów, pod różnymi nazwami, ponownie pojawi się w okresie reformacji.

Na uwagę zasługuje fakt, że reformacja wybucha w czasie, gdy kryzys w Kościele ma się ku końcowi. Natomiast wcześniejszy ruch Wycleffa i husytyzm miał miejsce w czasie jego największego rozkładu: schizma zachodnia, równoczesne panowanie dwóch lub trzech papieży, a mimo to Kościół wyszedł z tego obronną ręką. Wystąpienia Lutra i Zwingliego przypadają na okres, gdy najgorsze już minęło, jednak dochodzi do rozłamu. Gdyby ruch reformacyjny był skutkiem oburzenia na zgniliznę i zepsucie Kościoła i księży, to właśnie ruch Wycleffa w czasie schizmy powinien był rozwinąć się najbardziej, ponieważ właśnie wtedy rozkład papiestwa był największy. Tymczasem atak generalny nastąpił 100 lat później. Dlaczego tak się stało? Przyczyn należy szukać w Hiszpanii. W 1492 roku wypędzono stamtąd Żydów. Ruch reformacyjny podważył autorytet moralny Kościoła, a tym samym dyskredytował inkwizycję. Był im na rękę. A skoro tak, to zapewne nie bez ich udziału.

To nie jest tak, że „zadymę” można wywołać spontanicznie. To tak nie działa. I w przypadku reformacji było podobnie. Pewne rzeczy musiały być przygotowane wcześniej. W XIII wieku pojawia się we Włoszech prąd humanizmu, nawiązujący do idei świata starożytnego. W 1453 roku upada Konstantynopol. Uczeni bizantyńscy uciekają do Włoch i podsycają go. Dzięki odkryciu rękopisów starożytnych następuje wzmożone zainteresowanie antykiem. Humanizm propaguje indywidualizm, a więc coś przeciwnego dotychczasowemu systemowi opartemu na wartościach wspólnych dla organizacji społecznych czy religijnych. Jego ogniskami są akademie, czyli związki osób interesujących się starożytnością. Nie miały one nic wspólnego z dawnymi uniwersytetami.

Akademie były zakładane przez zwykłych ludzi, którzy spotykali się na zebraniach czy biesiadach i rozmawiali nie tylko o starożytności, ale też o rzeczach, o których publicznie mówić zabraniano. Najsłynniejsza była akademia platońska we Florencji, która, jak sama nazwa wskazuje, zajmowała się Platonem. Była też rzymska i wenecka. Rzymska nigdy nie działała jawnie. Pod pozorem uroczystości czy biesiad unikano odpowiedzialności za niepoprawne poglądy. Z czasem organizacje te nabrały charakteru związków tajnych, a ich członkowie posługiwali się łacińskimi lub greckimi pseudonimami.

Duży wpływ na ruch humanistyczny wywarli Żydzi uciekający z Hiszpanii. Gemistos Plethon (zm. 1450), główna postać akademii platońskiej, był uczniem żydowskim. Nie dziwi zatem, że akademie walczące z filozofią Kościoła, będące pod wpływem Żydów, musiały kryć się ze swoją działalnością.

Humanizm prowadził do konfliktu pomiędzy wiedzą i wiarą. Stał na stanowisku, że postęp wiedzy podważa dogmaty religii. W ten sposób osłabiał autorytet Kościoła. Powoli skłaniał się ku wolności myślenia w zakresie religii, dając podstawy teoretyczne reformacji, a później – w XVII i XVIII wieku – racjonalizmowi tj. religii naturalnej lóż wolnomularskich. Środowiska uczonych i intelektualistów były tymi, w których zajmowano się astrologią, a nawet magią. Astrologami byli przeważnie Żydzi, którzy wiedzę tę przynieśli z Azji. Na dworach panujących i magnatów odgrywali ważną rolę. Od ich horoskopów często zależały ważne decyzje. Tak samo jak w lożach wolnomularskich XVIII wieku, tak i tu kult rozumu i wiedzy idzie w parze z wiarą w zabobony, gusła i magiczne obrzędy. Samo w sobie stanowiło to sprzeczność, ale jak widać nikomu nie przeszkadzało. Podobnie jak obecnie.

Reformacja w Niemczech zaczyna się od sporu o Talmud, a właściwie o treści w nim zawarte i dotyczące chrześcijaństwa. Zakon dominikański, na skutek informacji przekazanych przez neofitę Pfefferkorna, starał się przekonać cesarza Maksymiliana do jego konfiskaty. Utworzono komisję do zbadania, czy Talmud rzeczywiście tchnie nienawiścią do chrześcijaństwa. W skład komisji wchodzili Pfefferkorn, przedstawiciel dominikanów, sprzyjający Żydom arcybiskup Moguncji oraz Reuchlin. To właśnie on był najważniejszą postacią całej reformacji, ważniejszą od Lutra.

Jan Reuchlin (1455-1522) był wtajemniczony w kabałę i podczas pobytu we Florencji został wciągnięty w tajne związki humanistów włoskich. Nosił pseudonim organizacyjny „Capnio”. W Niemczech Żyd, Jakub Loans, przyboczny lekarz cesarza Fryderyka III, wprowadził go w arkana języka i literatury hebrajskiej. Później kontynuował studia w Rzymie pod kierunkiem innego Żyda – Obadiasza Sforno.

Po usunięciu Pfefferkorna z komisji, Reuchlin mógł uchodzić za eksperta, bo nikt poza nim nie znał hebrajskiego. Nic dziwnego, że wydał pomyślną dla Żydów opinię o Talmudzie.

Pfefferkorn wystosował publiczne pismo do Reuchlina i ten odpowiedział mu podobną notą pt. „Zwierciadło oczne”, w której atakował dominikanów i bronił Talmudu. Tak bardzo zaangażował się w swej pracy, że powołano go przed specjalny trybunał duchowy (1513). Sprzyjający Żydom arcybiskup moguncki, Uriel von Gemmingen, rozkazał wyrok odroczyć. Jak widać ówczesne sądy i trybunały niczym nie różniły się od współczesnych: odraczają wyroki, usuwają niewygodnych świadków bądź ich nie dopuszczają do głosu. To odroczenie to zwycięstwo Reuchlina i porażka dominikanów. Obawiając się jednak, że odroczony wyrok może być ostatecznie niekorzystny dla niego, wysłał Reuchlin list do Żyda, Boneta de Lates, przybocznego lekarza papieża Leona X, z prośbą o przychylność w jego sprawie. Gdyby ten list dostał się ręce dominikanów, mogliby dowieść życzliwości Reuchlina dla Żydów, ponieważ zawierał on wiele szczegółów, o których nie wspominał w rozprawach publicznych. Papież Leon X nie zorientował się i polecił zbadać sprawę Reuchlina innemu forum duchownemu w Niemczech. A tam teren był już przygotowany i korzystny dla Reuchlina wyrok zapadł w 1514 roku.

Dominikanie odwołali się do papieża, a w Niemczech rozpoczął się wielki ruch w obronie Reuchlina. Ujawniły się tajne związki humanistów w postaci stronnictwa Reuchlinistów. W Rzymie jego sprawą zajęli się Żydzi, choć robili to bardzo dyskretnie, by nie zwrócić na siebie uwagi. W międzyczasie paryski fakultet teologiczny, bardzo prestiżowy wówczas, uznaje obronę Talmudu za odejście od wiary. Z kolei Reuchlin wydaje anonimowo „Listy obskurantów”, satyryczny paszkwil na Kościół i duchowieństwo. Jego wpływy w Niemczech są wielkie i wygląda na to, że drobny z pozoru spór o Talmud, zatacza coraz szersze kręgi społeczne, stając się zarzewiem poważniejszego konfliktu.

Reuchlin w obawie, że wyrok może go pogrążyć, zgłasza gotowość wykazania papieżowi zgodności kabały z nauką Kościoła. Żydzi dostarczyli mu jakieś niedorzeczne pisma, jakąś sfałszowaną chrześcijańską kabałę. Papież dal się przekonać i przychylnie ustosunkował się do kabały i Talmudu. Reuchlin został uniewinniony, bo tą fałszywą kabałą, podsuniętą przez Żydów, wykazał zgodność nauk kabalistycznych a więc i talmudycznych z chrześcijaństwem.

Jak pisze żydowski historyk: „Dopiero dzięki konfliktowi o Talmud znalazła tak doniosła reformacja przyjazną dla siebie atmosferę, bez której ani powstać, ani wzmóc się by nie mogła”. (Henryk Graetz Historia Żydów). Warto o tym pamiętać, że pozornie nic nie znaczący spór może odbić się szerokim echem w społeczeństwie i przerodzić się w rewolucję, bo tym faktycznie był ruch reformacyjny.

A gdzie jest w tym wszystkim Luter? Luter od czasów swoich studiów erfurckich (1501) należał do związku humanistów. Był on narzędziem w ręku innych, raczej agitatorem niż twórcą ideologii. Wprawdzie formalnie stał się, dzięki ogłoszeniu tez (1517) i ściągnięciu na siebie klątwy papieskiej, wodzem reformacji, to jednak rola Reuchlina, a później Melanchtona, była o wiele donioślejsza. Melanchton to grecki pseudonim organizacyjny. Krył się pod nim Filip Schwarzerd, spokrewniony z Reuchlinem, przyjaciel Lutra. Luter był pozbawiony własnej inicjatywy. Był raczej kierowany przez przyjaciół i wrogów.

Luter, chcąc przetłumaczyć Biblię na niemiecki, uczy się hebrajskiego i szuka wsparcia u Żydów. Jednak po jakimś czasie zmienia front. Za nim i inni protestanci, zwłaszcza z konfesji augsburskiej, zaczęli odnosić się do nich niechętnie. Na ile to było szczere? Może nie chcieli być posądzani o to, że chcą podkopać chrześcijaństwo i zastąpić je judaizmem. Nie da się jednak ukryć, że reformacja kładła nacisk na Stary Testament i wprowadzała jego nauki w życie codzienne swoich wyznawców. Znacznie dalej poszli w tym kierunku Zwingli i jego następca Kalwin.

Tajne związki waldensów (albigensów), czyli beghardów, po wojnach husyckich zeszły do podziemia aż do czasu reformacji. Gdy Luter spalił Bullę ekskomunikacyjną papieża i pod osłoną Książąt Rzeszy stawił się bezkarnie na zgromadzeniu w Wormacji, tajne związki rewolucyjne nabrały odwagi i ujawniły się.

W południowej Saksonii wybuchło powstanie przeciw Kościołowi, a w górniczym mieście Zwickau pojawił się ruch rewolucyjny „marzycieli z Zwickau”. Przejęli oni od Żydów „marzenia mesjańskie” i oczekiwali przyjścia królestwa tysiącletniego (ery mesjańskiej), które poprzedzi rewolucja. Ich wodzem był tkacz Mikołaj Storch.

Uczniem „marzycieli z Zwickau” był Tomasz Muenzer, prawdopodobnie Żyd. Był księdzem w Zwickau od 1520 roku. Jako pierwszy z reformatorów usunął łacinę z obrzędów kościelnych i odczytywał z ambony fragmenty ze Starego Testamentu. Zdecydowanie występował przeciw obrazom w kościołach. W Alstaett zorganizował tajne związki rewolucyjne, które miały doprowadzić do wybuchu wielkiego powstania chłopskiego. On i tajne związki anabaptystów (szwajcarscy waldensi) w 1525 roku doprowadzili do wybuchu takiego powstania. Jego stłumienie kosztowało Niemcy 150 tysięcy ofiar. Muenzer został złapany i stracony.

Reformacja objęła prawie całe Niemcy. Podobnie było w Szwajcarii. Z Genewy promieniowała na Francję. Kraje skandynawskie nie pozostały w tyle. Gustaw I Waza, król szwedzki, skonfiskował wszystkie dobra kościelne. Król duński, Fryderyk I, przeszedł na protestantyzm w 1525 roku. Podobnie postąpił zakon krzyżacki, a jego wielki mistrz Albrecht, margrabia brandenburski, otrzymał od Zygmunta I posiadłości zakonne jako lenno (Hołd Pruski, 1525). We Włoszech dominowali humaniści.

Na sejmie w Augsburgu w 1555 roku ustalono w Niemczech zasadę: cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia). Odtąd od panującego zależało, jaką religię jego poddani mieli wyznawać. I tak reformacja głosząca humanistyczne hasło wolności sumienia, skończyła się najsurowszym jego pogwałceniem.

W przypadku Kościoła katolickiego atak reformacji był udany, ale był też drugi – nieudany. Henryk Rolicki tak to opisuje:

»Jest rzeczą niesłychanie ciekawą, że zamachowi na Kościół katolicki towarzyszył w tym samym czasie podobny, choć nieudany, zamach żydów na cerkiew prawosławną. Za panowania Iwana III Wasyliewicza, gdzieś między r. 1464 a 1474 zjawił się w Moskwie pewien żyd litewski, który się wychrzcił i nazwał Teodorem. Począł z cicha podkopywać chrześcijaństwo. Równocześnie niemal (1470 r.) przybył z Kijowa do Nowogrodu żyd kabalista Zachariasz, który począł wtajemniczać w kabałę księży prawosławnych. Na pomoc przybyło im jeszcze dwóch żydów z Litwy, Szmul Skariawy i Mojżesz Hapusz. Dwóch wtajemniczonych w kabałę księży prawosławnych okazało taki zapal do nowej doktryny, że chcieli się dać obrzezać, lecz żydzi nie pozwolili im na to, mówiąc, że gdyby podejrzenie na nich padło, ta okoliczność posłużyłaby przeciw nim za świadectwo, że przeciwnie, powinni zachować reguły judaizmu tajemnie, pozostając jeszcze chrześcijanami i zachowując na zewnątrz ścisłą pobożność.

Sekta judaizująca rozszerzyła się w kościele prawosławnym. Sekciarze na swych sekretnych zebraniach znieważali przedmioty kultu religijnego, ikony i krzyże, i dopuszczali się aktów świętokradztwa. Obaj na początku wtajemniczeni księża, Alexis i Denis, zdołali dostać się w bezpośrednie pobliże wielkiego księcia Iwana III, który zabrał ich z Nowogrodu do Moskwy i mianował arcybiskupami. Obaj arcybiskupi zajęli się tajemnie rozkrzewianiem judaizującej sekty wśród duchowieństwa i na dworze wielkoksiążęcym. Udało im się nawet wciągnąć do spisku Helenę, synową Iwana III, matkę następcy tronu i wiele innych wpływowych osób. Wsparty o tak potężnych popleczników Alexis został metropolitą prawosławnym; żydzi, sprawcy tego niesłychanego zamachu, ulotnili się z Rosji.

Dopiero w r. 1487, po trzynastoletnim istnieniu, sekta judaizantów został odkryta przypadkowo, lecz metropolita Alexis dopiero w r. 1503 zmuszony został do ustąpienia. W r. 1504 sobór potępił sektę i sekciarze jeszcze głębiej weszli pod ziemię. Za Iwana Groźnego ujawnili się znowu i w r. 1553 spadły na nich represje. Odtąd sekta ta przeniosła się na Litwę i pod kierunkiem Teodora Kossoja rozszerzyła się wśród prawosławnych tak dalece, że mnich prawosławny Zenobiusz Oleński w dziele naówczas przeciw niej skierowanym tak pisze: „Diabeł skorumpował wschód za pomocą Bahometa (Mahometa), zachód za pomocą Niemca Marcina Lutra, zaś Litwę za pomocą Kossoja”.

I tak szczęśliwy zbieg okoliczności udaremnił ostateczne zwycięstwo sekty judaizantów, którego skutki nie dałyby się wprost obliczyć.«

Cechą charakterystyczną reformacji i okresu ją poprzedzającego jest niezliczona ilość tajnych związków, sekt religijnych, stowarzyszeń i organizacji. Pojawiają się i znikają, przechodzą do podziemia, by po jakimś czasie wydobyć się pod inną nazwą. Wspólnym mianownikiem była daleko posunięta tolerancja cudzych przekonań, z jednym wszakże wyjątkiem – nienawiścią do Kościoła. Tak jak dziś. Widać więc wyraźnie, że model wcześniej wypracowany równie dobrze sprawdza się w demokracji. Jak by powiedział cesarz Hajle Syllasje: „bo w świecie nigdy nie dzieje się nic nowego”. Ta sama mnogość partii politycznych, ich przekształcanie, zmiana nazw, przechodzenie z jednej partii do drugiej, co dowodzi, że nie chodzi o żaden program polityczny, czy ideologię. Wszystko tak samo. W średniowieczu nie mogło być partii politycznych, bo byli królowie i książęta. Obecnie mamy demokrację i sekty, tajne stowarzyszenia, akademie itp. nie są już niezbędne. Zastąpiły je partie, stronnictwa, fundacje, jawne stowarzyszenia. A tym wszystkim kierują potomkowie tamtych, którzy wypichcili reformację. Wszystkie partie polityczne w Polsce, od prawa do lewa, są przez nich kontrolowane i są ich wytworem. Gdzie indziej nie jest pewnie inaczej. Demokracja – z tymi niezliczonymi, zmieniającymi się jak w kalejdoskopie partiami – to żydowski wymysł, służący im i tylko im.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia do wyjaśnienia: Humanizm prowadził do konfliktu pomiędzy wiedzą i wiarą. Stał na stanowisku, że postęp wiedzy podważa dogmaty religii. W ten sposób podważał autorytet Kościoła.

Trudne zagadnienie! Kościelną teorię poznania da się streścić w zdaniu św. Augustyna: „Wierzę, abym mógł poznać”. Wiara jest narzędziem poznania, a intelekt ma charakter wtórny. W nauce jest zawsze jakaś wiara, jakiś pogląd na świat, jakaś idea, jakaś wola – a rzeczą rozumu jest tę wolę zanalizować i wykazać. Wszystko i zawsze zmierza ku jednemu: ku „quod erat demonstrandum” (co należało udowodnić). Scholastycy XII i XIII wieku twierdzili, że dla filozofii nie może być prawdą to, co jest fałszem dla teologii. Idąc tym tropem wypadałoby stwierdzić, że w przyrodoznawstwie nie może być prawdą to, co dla filozofii jest fałszem.

To bardzo skomplikowane, ale jeśli przyjrzymy się dążeniom tych, którzy obecnie uparcie szukają życia pozaziemskiego i nie znajdują go, ale dalej szukają, bo wierzą, że ono jest, to parcie to oparte jest tylko i wyłącznie na wierze, a więc kłania się św. Augustyn: Wierzę, abym mógł poznać. – I tym sposobem wróciliśmy do średniowiecza, tak obecnie ośmieszanego, posądzanego o zacofanie, wstecznictwo i co tam jeszcze.

Masoneria

Często można usłyszeć opinię, że wszystkiemu winni są Żydzi i masoni. Czasem ktoś tak mówi poważnie, czasem w formie żartu lub ironii. Warto więc zastanowić się nad tym czy łącznie Żydów i masonów ma jakieś podstawy, czy – nie. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1969 tak opisuje wolnomularstwo:

»Wolnomularstwo, masoneria, międzynarodowy burżuazyjny ruch parareligijno-etyczny o charakterze antyklerykalnym i kosmopolitycznym, powstały na początku XVIII w. jako typ tajnych stowarzyszeń, stawiający sobie za cel doskonalenie ludzi poprzez rozwój osobowości oraz doprowadzenie ich do powszechnego zbratania przez wyzwolenie z różnic religijnych i stanowych.

Podstawy organizacyjne wolnomularstwo przejęło od średniowiecznych bractw cechowych wolnych murarzy-budowniczych katedr (stąd nazwa w.), jak również okultystycznych stowarzyszeń XVII w. (różokrzyżowcy). U podstaw ideologii w. leżą zaczerpnięte z tradycji oświeceniowych przekonania racjonalistyczne i deistyczne (uznanie Boga za „Wszechmocnego Architekta Świata”), humanitarna etyka, walka z fanatyzmem i nietolerancją religijną, z szowinizmem politycznym, dążenie do zjednoczenia ludzkości w imię zasad racjonalizmu, równości i wolności wszystkich ludzi. Wolnomularstwo jest „związkiem mężczyzn”, istnieją jednak również uznane „zakony” organizowane przez wolnomularzy dla kobiecych członków swoich rodzin (tzw. loże adopcyjne). Ideologia wolnomularstwa znajduje wyraz w bogatej, mającej oddziaływać na wyobraźnię i uczucie, symbolice zgromadzeń, obrzędów, strojów (fartuszek, rękawice itp.) i narzędzi (pion, dłuto, młotek, kielnia) wolnomularskich. Od miejsc zebrań średniowiecznych bractw murarskich (ang. lodge) lokalne stowarzyszenia wolnomularzy nazwano lożami; między sobą wolnomularze nazywają się braćmi; na czele loży stoi wybierany na określony czas mistrz loży; członkowie loży dzielą się według 3 podstawowych stopni – na uczniów, czeladników i mistrzów; z czasem wykształciły się ponad stopniem mistrza systemy (ryty, obrządki) wyższych stopni (np. ryt szkocki o 33 stopniach). Nowych członków przyjmuje się na podstawie rekomendacji członków loży w tajnym głosowaniu i poddaje obrzędowi – inicjacji, mającemu wręcz misterny charakter (próby odwagi, odporności psychicznej i fizycznej). Wolnomularstwo nie ma tajnej doktryny, ukrywanej przed nie wtajemniczonymi, jednakże dla utrzymania integracji wewnętrznej i ekskluzywnego charakteru przestrzega ono zachowania tajemnicy rytuału, symboliki i znaków rozpoznawczych członków lóż.

W celu zapewnienia jednolitości działania loże poszczególnych krajów jednoczą się w związki zwane Wielkimi Lożami lub Wielkim Wschodem z tzw. wielkim mistrzem na czele; Wielkiej Loży przysługuje prawo powoływania do życia nowych lóż. Każda wielka Loża jest w zasadzie samodzielna, posiada własną ideologię społeczno-polityczną, ukształtowaną w zależności od warunków danego kraju, i do początku XX w. nie istniała żadna centralna nadbudowa nad Wielkimi Lożami, jakkolwiek występowały między nimi pewne powiązania.

Początek regularnego wolnomularstwa stanowiło połączenie w 1717 roku w Londynie 4 lóż w pierwszą Wielką Lożę. Zasady wolnomularstwa sformułował w 1723 roku J. Anderson w tzw. Starych obowiązkach (Magna Charta). Z Anglii wolnomularstwo jako ruch odpowiadający duchowi oświecenia, rozprzestrzeniło się szybko w XVIII w., zwłaszcza w Europie i Ameryce. Jego członkowie rekrutowali się głównie spośród bogatego mieszczaństwa, korpusu oficerskiego i urzędniczego, ale także spośród arystokracji świeckiej i duchownej.«

To tylko fragment tego opisu. Również Wikipedia podaje bardzo rozbudowaną informację. Jednak ani ona, ani Wielka Encyklopedia Powszechna nie informują o tym, co najważniejsze. Ks. Stanisław Trzeciak w swojej książce Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce (1939), pisze:

»Tak jak socjalizm Marksa, tak również i masoneria jest pochodzenia żydowskiego. O żydowskim pochodzeniu masonerii świadczy rabin Izaak M. Wise w słowach:

„Masoneria jest urządzeniem żydowskim, jej historia, stopnie, urzędy, hasła i wyjaśnienia są żydowskimi od początku do końca”

„Idea masonerii również wyszła z żydostwa, na mocy wewnętrznej konieczności. Jako jej założyciel uchodzi Salomon, który widział najwyższy rozkwit żydostwa”. Tak mówi o pochodzeniu masonerii żyd dr Karpeles.

Już sama nazwa loży (liszche), jak mówi Alfred Miller, jest pochodzenia żydowskiego. „Liszche” oznacza pokój przyległy. Alfred Miller wyjaśnia to w następujący sposób: „Świątynia Salomona miała oprócz trzech istotnych części dużo pokojów przyległych lóż. Dlaczego zakon masoński wybrał nazwę loża, a nie świątynia albo Dom Boży, tłumaczy się w ten sposób: Prawdziwa świątynia albo Dom Boży może być tylko na górze Morja, gdzie można sobie pomyśleć pion do niebieskiego Jeruzalem, czyli Duchowego Syjonu, a więc do pałacu Wielkiego Budowniczego Wszechświata. Dlatego wszystkie miejsca odległe od Morja, muszą otrzymać, bo nie mogą inaczej, tylko nazwę pokoje przyległe do świątyni Salomona, czyli loże.

Masoneria posiada, oprócz przepisów pisanych, cały szereg przepisów ustnych, które drogą tradycji ustnej przechodzą z pokolenia na pokolenie jak u żydów i nigdy nie zostały ujęte w formę przepisów pisemnych. Stąd to wielka tajemniczość i brak dokładniejszych znajomości zwyczajów masońskich, bo poszczególne egzemplarze drukowanych przepisów wydają za numerami tylko swoim braciom, a ustne przepisy każdy mason zachowuje pod przysięgą w największej tajemnicy.«

Celem masonerii, według masona wysokiego stopnia Uhlmanna (Dr Uhlmann, Die grosse Werklehre der Freimaurerai), jest budowa świątyni Salomona. Z kolei według Żydów mesjasz ma stworzyć wszechświatowe królestwo izraelskie i ma zbudować świątynię w Jeruzalem. A więc wspólny cel i masoni mają obowiązek pomagać Żydom w budowie ich królestwa.

Dewiza masonerii to: wolność, równość, braterstwo. Została ona sformułowana we Francji i stała się hasłem rewolucji francuskiej. W jej efekcie Żydzi zyskali równouprawnienie. Kolejnym etapem była rewolucja w Rosji. Następnym ma być rewolucja światowa, mająca na celu zapanowanie nad światem narodu wybranego. Urzeczywistnienie tego planu nie jest łatwe i sami Żydzi tego nie osiągną i maja tego świadomość. Poprzez socjalizm Marksa wykreowali sobie agentów i pomocników wśród klasy robotniczej, a przez masonerię – wśród warstw wyższych i najwyższych. Obecnie znaczenie klasy robotniczej maleje, ale znaleźli się godni następcy.

Socjaldemokracja, masoneria i komunizm wyrastają z jednego pnia. Masoni jak i skrajni socjaliści, czyli komuniści, mają wspólne godło: młot, kulę i gwiazdę. Natomiast komunistyczny sierp był, w symbolice starożytnego Egiptu, narzędziem śmierci przy ścinaniu głów. Można go uważać za nieco zmieniony masoński półksiężyc. Gdy dodamy do niego trzon, będzie przypominać sierp – godło chłopa, młot – godło robotnika. Półksiężyc jest wprawdzie godłem muzułmanów, ale wcześniej, jako nów Księżyca, pełnił ważną role u Żydów. Obchodzili oni święto nowiu Księżyca na równi z sabatem. Widać więc, że symbolika ta sięga daleko w przeszłość, często bardzo odległą. Z tego też względu może być zupełnie nieczytelna dla nieświadomych ich znaczenia.

Masoneria jest żydowską ekspozyturą, tworzy prawe skrzydło żydowskiej armii w pokojowym podboju świata. Na lewym skrzydle są socjaliści i komuniści. Centrum i naczelne dowództwo obejmują Żydzi. Oni rozkazują masonom gojom i socjalistom.

Rabin Reichorn w swojej mowie tak wyraził się o gojach:

„Nasz interes wymaga, byśmy okazywali zrozumienie dla aktualnych i socjalnych zagadnień, szczególniej dla tych, które zmierzają do poprawy stosunków klas pracujących. W rzeczywistości zaś musi nasz trud do tego zdążać, abyśmy z tej strony opanowali opinię społeczną i nakreślili jej kierunek.

Zaślepienie mas i ich skłonność do tego, że dają się ująć patetycznymi frazesami sprawia, że stają się one dla nas łatwą do uzyskania zdobyczą i wyjednują dla nas w ich kołach popularność i zaufanie. – My znajdujemy łatwo pośród naszych ludzi takich, którzy mogą przyoblec swoje sztuczne uczucia w tego rodzaju wymowność, w jaką przyoblekają szczerzy chrześcijanie swoje prawdziwe natchnienie.

Konieczną jest rzeczą zatrzymać, o ile tylko możliwe, proletariat życzliwie usposobionym dla żydów i im go podporządkować, którzy rozporządzają pieniędzmi.

Będziemy cisnąć do rewolucji i przewrotów, a każda podobna katastrofa zbliży nas w naszych dążeniach do jedynego celu, do panowania na ziemi, jak to było obiecanym naszemu ojcu Abrahamowi.”

Co do masonów, to „Protokoły mędrców Syjonu” nie pozostawiają złudzeń:

„Kto lub co zdolne jest obalić siłę niewidzialną? A siła nasza jest właśnie taką siłą. Masoństwo zewnętrzne służy właśnie do ukrycia jej oraz jej celów, plan zaś działań tej siły, a nawet miejsce, gdzie się znajduje, nie będzie nigdy ludziom wiadome”.

W innym miejscu te Protokoły głoszą:

„W stowarzyszeniach gojów, gdzie zasialiśmy ziarna nieładu, protestów, można przywrócić porządek tylko przy użyciu środków bezwzględnych dowodzących istnienia niezłomnej władzy”.

Tak więc sami Żydzi przyznają, że do utrzymania ładu i porządku niezbędna jest niezłomna władza, ale gdy tylko goje próbują coś takiego wprowadzić w życie, to podnoszą larum, protestują, propagują liberalizm jako podkład do masonerii i komunizmu. W ten sposób wprowadzają nieład i zamieszanie, co osłabia państwa i rządy rdzennych narodów, wśród których żyją. Ich taktyka polega na tym, by dostać się do obozu przeciwnika, by rozsadzać go od wewnątrz, wzniecać walki wewnętrzne i zamieszki, podzielić na partie i skłócać, szczuć jednych na drugich.

Tajne związki towarzyszą Żydom od zarania ich dziejów. Walka z Kościołem była prowadzona przy pomocy szeroko rozgałęzionych ukrytych organizacji o międzynarodowym zasięgu. W XII, XIII i XIV wieku pojawiają się ruchy sekciarsko-rewolucyjne wywołujące powstania ludowe, kierowane przez tajne związki, które cały czas pozostają w kontakcie, informując się nawzajem o zaistniałej sytuacji. Tworzyły one jedną organizację z ekspozyturami w poszczególnych krajach. Przejawiało się to we wspólnej nazwie np. braci. Mamy braci włoskich, morawskich, czeskich, niemieckich, niderlandzkich, angielskich i braci polskich.

„Braćmi” nazywają się też członkowie współdziałających organizacji – tajnych akademii odrodzenia. Są to anabaptyści, socynianie, taboryci oraz członkowie akademii humanistycznych, tacy jak Luter, Reuchlin czy Kalwin. Oni też byli „braćmi” organizacyjnymi. I te „braterskie” akademie i stowarzyszenia (societates) są poprzednikami dzisiejszych lóż wolnomularskich. Można więc chyba wysnuć wniosek, ze wolnomularstwo ma swoje korzenie w tajnych związkach walczącej reformacji.

Na początku XVII wieku pojawia się związek różokrzyżowców. Prawdopodobnie jest to organizacja nadrzędna nad akademiami, które z kolei są wyższym stopniem stowarzyszeń (societates) i kollegiów. Godłem różokrzyżowców jest „croix in rosa” (krzyż w róży). Według księgi Zohar róża jest symbolem ludu izraelskiego. Łączy ono symbol chrześcijaństwa z symbolem żydowskim. Można to rozumieć jako próbę judaizacji chrześcijaństwa, co w praktyce sprowadza się do wprzęgnięcia go w mesjańską ideę Żydów. W działalności różokrzyżowców można wyróżnić trzy podstawowe dziedziny ich aktywności: studia alchemiczne, studia kabalistyczne i działalność w ruchu reformacyjnym.

Alchemia była bardzo popularna w okresie odrodzenia. Opierała się ona na przekonaniu, że metale są jednorodne tj. składają się z tego samego pierwiastka, wobec czego przemiana jednego metalu w drugi jest możliwa, a więc także przemiana w złoto. W tajnej wiedzy różokrzyżowców alchemia odgrywała ważną rolę, ale jej jądro stanowiła kabała.

Według jednej wersji różokrzyżowcy stworzyli masonerię, według drugiej – rozpłynęli się w niej w XVIII wieku. Dowodem na to miałyby być różokrzyżowcowe stopnie masonerii szkockiej.

Wolnomularstwo powstało około 1630 roku w Anglii. Jest ono rozwinięciem i kontynuacją wcześniejszych związków z okresu reformacji (akademii i societates). Jego celem jest wzmocnienie ruchu filożydowskiego wśród purytanów. Konsekwencją tego jest rewolucja Cromwell’a. Po niej Żydzi mogą wrócić do Anglii. Do jej przeprowadzenia zostają wykorzystane, jako zaplecze organizacyjne, korporacje „wolnych mularzy”. To takie współczesne związki zawodowe, skupiające majstrów, czeladników i uczniów. Stały się one wygodnym parawanem dla sprzysiężonych, osłaniając ich przed okiem władz duchowych i świeckich. Do tych lóż robotniczych chętnie wprowadzano szlachtę i osoby zajmujące eksponowane stanowiska i stąd też szereg masońskich symboli pochodzi z budownictwa (młot, kielnia, węgielnica itp.).

Wiek XVIII jest okresem rozkwitu idei masońskich w całym cywilizowanym świecie. Duch wolnomularstwa przenikał wszędzie, nawet tam, gdzie znajdowali się jego naturalni przeciwnicy, czyli do Kościoła katolickiego. Reformacja głosiła oderwanie religii od hierarchii Kościoła i zerwanie z jego autorytetem w sprawach wiary, dając tym samym swym wyznawcom prawo samodzielnego czytania i komentowania Pisma Świętego. Podważała dogmaty religijne. Twierdziła, że nie tylko teksty Biblii, ale i wiedza naukowa, negują prawdy podawane do wierzenia przez Kościół. W wyniku reformacji wyłoniły się dwie metody teologiczne:

  • jedna opierała się na gruncie rozumu i racjonalizmu i oddzielała wiarę od wiedzy; głosiła, że do zbawienia potrzeba jedynie wiary, nawet wbrew rozumowi.
  • druga, o charakterze mistycznym, dążyła do wyjaśnienia tajemnicy wiary, odwołując się do kabały.

Pierwszy kierunek przywiązywał dużą wagę do postępów nauki, szczególnie nauk matematyczno-przyrodniczych. Zrównywał Stary Testament z Nowym. Drugi odwoływał się bezpośrednio do Starego Testamentu i kabały. Pierwszy dominował w Kościele augsburskim, drugi w – helweckim (kalwińskim), sektach angielskich i amerykańskich.

Te dwie metody teologiczne, rozumową i mistyczną albo filozoficzną i kabalistyczną, połączył w jeden system panteistyczno-materialny filozof Baruch Spinoza (1632-1677). Opiera się on na twierdzeniu, że Bóg i materia to jedno, że Bóg obejmuje sobą cały świat materialny, że każda cząstka materii jest cząstką Boga. Takie podejście faworyzowało badania przyrodnicze, a z drugiej strony łączyło się z kabałą. Podobno Spinoza był wielbicielem Zoharu i wierzył w mesjańską rolę Sabbataja Cwi. Spinoza był oczywiście Żydem, hiszpańskim maranem.

Jego filozofia była podstawą lóż wolnomularskich. Skoro Bóg to natura, to i prawa przyrodnicze są prawami boskimi. Wielki Budowniczy – Bóg lóż wolnomularskich – jest w XVIII-wiecznym ruchu filozoficznym Naturą. Pojawiają się pojęcia religii danej człowiekowi przez przyrodę tzw. religii naturalnej i etyki wrodzonej tzw. etyki naturalnej. Taką religię i etykę otrzymuje człowiek od natury. Jest więc ona niezależna od wszelkich wyznań religijnych, narodowości czy rasy. Wiązanie religii i etyki z wyznaniem to przesąd.

Przeciwieństwem „przesądów” jest „oświecenie”, które pozwala wyzwolić się z przesądów i poznać prawdy religii i etyki naturalnej. I dostrzec „światło”. Światło zaś promieniuje z lóż. Uznanie wartości tego „światła” to hołd złożony ”duchowi czasu”. Trwanie przy „przesądach” to zacofanie.

W etyce naturalnej człowiek ma pewne prawa, które dała mu natura. Ma on prawo do życia i działania według własnego uznania. Ma też prawo do tego, by nikogo nie musiał słuchać i przed nikim nie poniżał się i płaszczył. Prawo do wolności i równości uznano za „prawa naturalne”. I tu pojawia się sprzeczność, bo jak pogodzić owe prawa z obowiązkami, jakie narzuca każda społeczność? Nie pozostaje nic innego, jak odwołać się do pewnej fikcji, że ludzie kiedyś, w prehistorii, zawarli ze sobą umowę społeczną, w której zrzekli się części swej wolności na rzecz zbiorowości. I tym sposobem ograniczenie wolności jednostki na rzecz instytucji społecznej będzie można uznać za zrzeczenie się dobrowolne. Tak zrodziła się teoria „kontraktu społecznego” Rousseau, przypominająca w swej konstrukcji kontrakt Izraela z Jehową. W teorii tej można też doszukać się genezy rewolucyjnej „deklaracji praw człowieka i obywatela”.

Rozpowszechnienie takiej ideologii musiało doprowadzić do ataków na Kościół katolicki. W 1870 roku zlikwidowano państwo papieskie. Z królami i książętami rozprawiono się w czasie rewolucji francuskiej, a później podczas Wiosny Ludów w 1848 roku.

„Religia naturalna” była bardzo popularna wyłącznie w warstwach wykształconych. W niższych, szczególnie wśród ludu, trafiała na opór. Trzeba było specjalnie wychować ten lud. Leibnitz – filozof, różokrzyżowiec – mawiał: „dajcie mi na przeciąg wieku wychowanie publiczne, a zmienię świat”. Temu celowi służyło wypędzenie jezuitów i likwidacja ich zakonu. Po tym mogła nastąpić w krajach katolickich sekularyzacja dóbr zakonnych i szkolnictwa. Od tego momentu wychowaniem ludu, edukacją – jak to dziś nazywamy, zajmuje się wolnomularstwo.

Masoneria miała tylko jeden dogmat – ubóstwienie własnej organizacji. Świątynia Salomona była owym „świętym świętych”. Tylko jej nie wolno było zdradzić, dbać tylko o jej pomyślność. W tym wypadku obowiązywała żydowska zasada: cel uświęca środki. To była jedyna etyka uznawana przez loże.

Druga zasada to braterstwo. Braterstwo powszechne było kłamstwem. W istocie dotyczyło tylko „braci” – członków zakonu. Tak jak i Talmud zobowiązuje Żydów do „braterstwa” tylko wobec członków własnego plemienia. Panowanie braterstwa to panowanie lóż wolnomularskich i braci pod kierownictwem „nieznanych przełożonych”.

Równość to także hasło obejmujące tylko „braci”. Henryk Rolicki w swojej książce cytuje francuskiego autora (Gustave Bord, La Franc-Maçonnerie en France):

„Oto tak w imię równości mason tłumaczył tę równość na swoją korzyść. Pragnie on równości między wtajemniczonymi, pragnie równości między profanami, lecz nie pragnie równości między wtajemniczonymi a profanami. Znając potęgę ugrupowań zorganizowanych i milczących, organizuje się i nakazuje milczenie. Aby przeszkodzić narodzinom przeciwnika, uderza się na wszystkie ugrupowania, jakie powstają. W miarę możności wchłania je, jeżeli zaś nie może odnieść triumfu za pomocą tego środka, to niszczy je.”

Wolność, równość, braterstwo – to hasła głoszone masom przez wolnomularstwo. Miały one nie tylko zlikwidować stary porządek, zniszczyć Kościół i monarchie, ale także zapewnić Zakonowi panowanie nad światem.

Czy jest więc tak, że wszystkiemu winni są Żydzi i masoni? Masoneria to żydowskie narzędzie, które ma na celu skupienie uwagi, to zasłona dymna, która ma ukryć to, co najistotniejsze. Czy można winić narzędzie? Raczej rękę a najpewniej głowę tej ręki. Wedle starego porządku władza pochodziła od Boga i monarchowie sprawowali ją dożywotnio. W demokracji władza pochodzi od ludu, czyli nie wiadomo od kogo, a jak nie wiadomo od kogo, to wiadomo od kogo.

Szlachta

W poprzednim blogu – Metoda – skupiłem się na tym, czym jest metoda naukowa i na tym, że są dwa sposoby poznawania rzeczywistości: indukcja i dedukcja. Indukcja opiera się na obserwacji i doświadczeniu, dedukcja – na wyciąganiu wniosków z obserwowanej rzeczywistości. W przypadku indukcji bardziej zawierzamy obserwacji i doświadczalnemu jej weryfikowaniu. W przypadku dedukcji bardziej – rozumowi. Tą ostatnią posługiwali się m.in. średniowieczni scholastycy. Oni uważali, tak w uproszczeniu, że Ziemia jest centrum Wszechświata, a życie jest wyjątkowe i istnieje tylko na niej. Dziś wiemy, że centrum Wszechświata to raczej ona nie jest, ale nadal nie mamy dowodów na to, że poza Ziemią istnieje życie. Sondy kosmiczne docierają już do granic Układu Słonecznego, a życia tam jak nie ma, tak nie ma. Skoro więc życia poza Ziemią, jak dotychczas, nie znaleziono, to, chcąc nie chcąc, Ziemia nadal jest wyjątkową planetą. I ci „wredni” scholastycy mieli rację. I, przynajmniej na razie, nadal ją mają. Ta cała współczesna nauka wcale nie opiera się na dążeniu do prawdy tylko na próbie udowodnienia, że ci średniowieczni scholastycy mylili się, ale jak na złość, nic nie wychodzi. Chodzi więc o wykazanie, że metoda indukcji (sondy kosmiczne) jest ważniejsza niż dedukcja (rozum).

Tak więc spór pomiędzy zwolennikami indukcji i dedukcji nie jest, wbrew pozorom, sporem jałowym. Są sytuacje, w których indukcja jest jak najbardziej wskazana, w innych, chcąc nie chcąc, pozostaje dedukcja. Ona może przydać się nam tam gdzie, jak w przypadku polityki czy historii, brak dokumentów albo brak dostępu do nich, uniemożliwia dojście do prawdy. Nie muszę chyba dodawać, że współcześnie, przynajmniej w zakresie nauk historycznych i politycznych, dedukcję pomija się, a nawet dyskredytuje.

Nie jesteśmy w stanie, przy pomocy indukcji (bo brak dokumentów), odpowiedzieć na pytanie, co działo się na ziemiach Polski przedpiastowskiej i skąd wziął się taki dziwaczy, na skalę ówczesnej Europy, stan szlachecki. Pozostaje nam dedukcja. W poprzednim blogu (Metoda) cytowałem Conan Doyle’a:

„Większość ludzi, wysłuchawszy biegu wydarzeń, powie (…) co z nich wynikło. Połączą je w umyśle i wywnioskują, co dalej stać się mogło. Ale niewielu znajdziemy takich, którzy z końcowego wyniku zdołają odtworzyć bieg wypadków, jakie do niego doprowadziły. O takiej właśnie zdolności myślenia mówiłem wspominając o rozumowaniu «wstecz», czyli – «analitycznym». Mamy tu cały łańcuch logicznych wniosków, w którym nie znajdzie pan najmniejszego potknięcia”.

Co więc było końcowym wynikiem? Było nim zdominowanie przez szlachtę państwa i podporządkowanie go własnym interesom. To wiemy i to jest punkt wyjścia do dedukcji. Trzeba zacząć od tego, co wiemy i na podstawie tego wydedukować to, czego nie wiemy. Nie wiemy, co działo się na ziemiach polskich przed książętami piastowskimi, ale wiemy, co działo się na ziemiach na południowy wschód od nich.

„Chazarowie, plemię tur. ; w IV/V w. wyruszyli z Azji na zachód, wyparli Bułgarów nadwołżańskich i w VII w. utworzyli potężne państwo, rozciągające się między M. Kaspijskim a pn. wybrzeżem M. Czarnego, ze stolicą Itil przy ujściu Wołgi. Okres rozkwitu państwa chazarskiego przypada na VIII-IX w. W IX w. niektóre plemiona ruskie płaciły Ch. daninę. Ch. utrzymywali przyjazne stosunki z Bizancjum, które zamierzało ich wyzyskać w walce z Arabami. Wśród ludności zamieszkującej Chazarię znajdowali się przybysze żyd. i arab.; dużą rolę odgrywali Słowianie, którzy służyli w wojsku i straży pałacowej, a przede wszystkim znani byli jako kupcy. W państwie chazarskim przeważały zajęcia pokojowe; wraz z Bułgarami kamskimi Ch. byli pośrednikami w handlu między arab. Wschodem i bałtycką Północą; w IX w. pisarz arab. Chordadbeh wspomina kupców przybywających do Konstantynopola i do Itilu, a stąd zmierzających dalej – do Bagdadu; płacili oni miejscowym władzom dziesięcinę targową. Religią panującą w państwie chazarskim był judaizm, zaszczepiony tu przez kupców żyd.; dzięki dużej tolerancji mieszkali tu swobodnie mahometanie, chrześcijanie, żydzi i poganie. Państwo Ch. zostało w 965 r. podbite przez Ruś. Znana jest korespondencja (w jęz. hebr.) króla chazarskiego Józefa z dostojnikiem → Abd ar-Rahmana III – Chaszdajem ibn Szaprut (ok. 915-70); list króla Józefa (ok. 960) stanowi podstawowe źródło do poznania genezy i organizacji państwa chazarskiego. Z Ch. spokrewnieni byli Kumani (Połowcy), pochodzą też od nich Bałkarzy mieszkający u źródeł Tereku i Kubania oraz, prawdopodobnie, pol. Karaimi.”

A. Zajączkowski, Z studiów nad zagadnieniem chazarskim, Kraków 1947; P.K. Kokowcow Jewriejsko-chazarskaja pieriepiska w X wiekie, Leningrad 1932; D.M. Dunlop The History of the Jewish Khazars, Princetown (N.Y.) 1954.

Taką informację o Chazarach podaje Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1963. Źródło jest stare, ale nowsze opracowania nie wnoszą wiele do tematu, który mnie interesuje, a mianowicie: czy Chazarowie mogli mieć jakiś udział w ukształtowaniu się polskiej szlachty, która była nad wyraz liczna na tle Europy średniowiecznej i nowożytnej? Początkowo stanowiła ona około 7%, a w końcowym etapie I RP – 10% ówczesnego społeczeństwa. Dla porównania – we Francji zaledwie 1%, w Anglii – 2%. Ale nie tylko jej liczebność czyniła ją wyjątkową.

Z informacji encyklopedycznej można wyczytać, że Chazarowie byli pośrednikami w handlu pomiędzy arabskim Wschodem i bałtycką Północą. Docierali więc nad Bałtyk. A skoro tak, to ich szlaki handlowe wiodły przez ziemie przyszłych Piastów. Co więcej, również Słowianie trudnili się handlem. Upadek chazarskiego imperium w 965 roku zbiega się z powstaniem państwa Piastów. Nie można wykluczyć, że część Chazarów przeniosła się na ziemie Polski lub osiedliła się tam wcześniej. Może nawet razem z tymi słowiańskimi kupcami.

Przyjmuje się, że pierwsze osadnictwo Żydów na terenie Polski miało miejsce w 1096 roku, kiedy to po pogromach w Pradze czeskiej wielu z nich znalazło tu schronienie. Od początku trudnili się handlem, w tym także, we wczesnym okresie, handlem niewolnikami. Gall Anonim wspomina w swojej kronice o wykupywaniu niewolników od żydowskich kupców w Pradze przez Judytę – żonę księcia polskiego Władysława Hermana w latach 1080-1086. Pierwsza regulacja dotycząca statusu Żydów w Polsce, to statut kaliski wydany 16 sierpnia 1264 roku przez Bolesława Pobożnego. Wydaje się więc, że skoro powstała tak korzystna dla nich regulacja, porządkująca relacje polsko-żydowskie, to już wtedy musieli oni mieć znaczące wpływy wśród książąt i możnowładców.

Na początku rządów kazimierzowskich Żydzi zamieszkiwali m.in. w Poznaniu, Gnieźnie, Kaliszu i Krakowie. Wygląda na to, że ta pierwsza fala żydowskiego osadnictwa wlewa się do Polski od strony Czech. Jednak Adolf Nowaczyński w swoim Mocarstwie anonimowym zamieszcza notatkę historyczną „Jak Warszawa broniła się przed żydami” autorstwa J. Mazura. Pochodzi ona z około 1918 roku:

„Istnieją ślady, że już w XII w., w samem zaraniu istnienia stolicy Polski, dostali się i do niej, starając się wszelkimi sposobami, nie zawsze zgodnemi z prawem i etyką, zająć w mieście przodujące stanowisko.

I nad podziw, udało się im to o tyle, że jak twierdzi Sobieszczański, wiele aktów z owych czasów, przechowywanych w archiwum krajowem, pisanych jest w języku hebrajskim.

Oprócz tego zajęli dla siebie całą, nieistniejącą już w pobliżu Dunaju ulicę, nazwaną Żydowską, na której się pięć domów przez nich zamieszkanych wznosiło, a gdy im się ciasno tam zrobiło, rozpełzli się po całym mieście, mając w różnych dzielnicach swe domy, ogrody, cmentarze, a nawet synagogę zbudowaną w pobliżu kościoła św. Jana… Lecz gdy przybysze ci z coraz większą chciwością zagarniać w swoje ręce zaczęli handel, rzemiosła, znajdujące się dopiero w kolebce, gdy dotkliwe tem krzywdy rdzennym mieszkańcom miasta wyrządzać zaczęli, ci podnieśli alarm głośny. Podążały do książąt mazowieckich żałosne skargi na to, że żydzi handel podkopują, że ludność niszczą lichwą i wyzyskiem, że rzemieślnikom szkodzą partactwem i tandetą. Powoływali się też mieszczanie na nadane im przez książąt prawa magdeburskie i domagali się wyrugowania żydów z Warszawy. Pierwszy krok w tym kierunku uczynił książę Bolko V, który odwdzięczając się miastu za nowy podatek nadzwyczajny w ilości 120 dukatów zabronił obcym kupcom a więc i żydom w Warszawie poza walnemi jarmarkami detalicznej sprzedaży towarów. Ostatni książę mazowiecki Janusz wydał dekret zabraniający żydom zamieszkiwania Warszawy i trudnienia się handlem oraz rzemiosłami. Lecz żydzi nie wiele sobie robili z tego dekretu książęcego, gdyż w dwa lata potem król Zygmunt Stary I, który w tym czasie objął rządy nad Mazowszem, ponowił dekret, rozciągając go jeszcze na przedmieścia, przyczem wykonanie tego rozporządzenia i ostrzeżenie, ażeby przekoroczonem nie było, zalecił wojewodzie mazowieckiemu, burmistrzowi i rajcom magistratu.”

W latach 1351-1526 Księstwo Mazowieckie było lennem Polski i zostało ostatecznie wcielone do niej w 1526 roku, po śmierci ostatniego władcy Janusza III, jako województwo mazowieckie. Po podziale dzielnicowym Bolesława Krzywoustego w 1138 roku dzielnica mazowiecka początkowo uznawała zwierzchnictwo Krakowa, ale zmieniło się to za panowania Konrada mazowieckiego, od 1200 roku samodzielnego księcia kujawsko-mazowieckiego.

Wygląda więc na to, że Żydzi na Mazowszu pojawili się wcześniej niż w Małopolsce i Wielkopolsce. A może byli w całej Polsce, tylko zachowały się akty z Mazowsza? Jedynym kierunkiem, z którego mogli tam przybyć było państwo chazarskie. Skoro jako kupcy docierali do Bałtyku, to znaczy, że musieli przemieszczać się przez ziemie polskie. Największy rozkwit tego państwa przypada na VIII-IX wiek. Kończy się państwo chazarskie, podbite w 965 roku przez Ruś, pojawia się Polska. Co nie oznacza, że wcześniej jej nie było. Pewne procesy nie zachodzą z dnia na dzień.

W Polsce nigdy nie było pogromów Żydów na taką skalę jak na zachodzie Europy. Nikt też ich nigdy stąd nie wyganiał, tak jak czyniono to w innych krajach. Wprost przeciwnie! Przyjmowano ich i obdarzano przywilejami, o których miejscowa ludność mogła tylko pomarzyć. Zawsze cieszyli się poparciem rządzących i szlachty. Jakaś tego przyczyna musiała być. Najprostsze wytłumaczenie jest takie, że jeszcze w czasach przedpiastowskich mogli tworzyć warstwę uprzywilejowaną lub taką warstwę uzależnić od siebie.

Na przełomie XIX i XX wieku niektórzy historycy żydowscy wysuwali takie hipotezy, nie poparte jednak żadnymi dowodami. Ich brak może oznaczać, że nic takiego nie miało miejsca, ale też nie można wykluczyć takiej możliwości. Problem ten opisuje Teodor Jeske-Choiński w swojej książce Historia Żydów w Polsce.

»Nowoczesnym historykom żydowskim, piszącym po polsku (Ludwikowi i Maksymilianowi Gumplowiczom, Ignacemu Schipperowi i in.) przyszło do głowy, że Żydzi byli już za czasów pogańskich „panami” ziem polskich, bo jakiś Żyd zasiadł na tronie polskim. W głowie przewróciło im niezwykłe przez pewien czas powodzenie Żydów w państwie Chazarów.

Wiadomo, że Chazarowie (Kozarowie) mieszkali w III w. po Chr. pomiędzy Kaukazem a morzem Kaspijskim. W IV wieku utracili wolność, zwyciężeni przez Hunów i Bułgarów; w VII zrzucili z siebie jarzmo i zdobyli nowe ziemie nad morzem Azowskim; w VIII rozszerzyli swoje państwo aż do Dniepru i Oki. Byli do roku 731 poganami.

I do Chazarii trafili Żydzi. Zręczniejsi spomiędzy nich otoczyli króla Bulana, służyli mu na dwóch łapkach jako tłumacze, lekarze i bankierzy. Tak umieli koło niego chodzić, iż zjednali sobie w nim nie tylko przyjaciela, lecz nawet wielbiciela. Przekonali go, że judaizm stoi wyżej od bałwochwalstwa i namówili go do przyjęcia wiary żydowskiej.

Król (chakan) Bulan stał się gorliwym wyznawcą Zakonu Mojżeszowego, a za jego przykładem poszła znaczna część Chazarów. Czwarty „raj” Żydów…

Nie trwał on długo, bo książę kijowski, Światosław, pobił Chazarów (w r. 965), a jego następca, Włodzimierz, który przyjął wiarę chrześcijańską, zniszczył ich państwo na zawsze (1019r.).

Żydów chazarskich narzucają wymienieni historycy żydowscy Polsce przedchrześcijańskiej. Według nich zdobyli Chazarowie Ruś, Czechy, Morawy, Polskę i wysłali do Polski swoje wojsko żydowskie. Owi Żydzi chazarscy mieli wywrzeć na Polaków taki wpływ, iż nakłonili wielu z nich do judaizmu. Mieli oni nauczyć Polaków sztuki uprawiania roli.

Tych nowin nie mogą pisarze żydowscy poprzeć dokumentami historycznymi, bo żaden z komentarzy przed rokiem 1000 po Chr. nie mówi o zjudaizowaniu Polski pogańskiej i o talencie rolniczym włóczących się po całym świecie kupców.«

Norman Davies w swojej historii Polski Boże Igrzysko pisze:

„Nie ma powodu wątpić, że Żydzi mieszkali w Polsce od najdawniejszych czasów i że religia mojżeszowa – w formie, w jakiej się zachowała wśród potomków dawnego królestwa Chazarów na południowym wschodzie – w gruncie rzeczy poprzedziła chrześcijaństwo.”

„Zalążki stanu żydowskiego powstały w wiekach XIII i XIV, chociaż instytucjonalna autonomia Żydów rozwinęła się dopiero w połowie XVI w. Przez cały ten czas trwała ich rywalizacja z mieszczaństwem oraz przymierze ze szlachtą.”

„A zatem, mimo że szlachta wymyślała najbardziej fantastyczne legendy na temat swego sięgającego dalekiej przeszłości pochodzenia, był to w gruncie rzeczy stan, który wyłonił się najpóźniej. W XVI w. wciąż jeszcze udoskonalała prawa i instytucje, które miały zadecydować o jej supremacji w następnym okresie. Nikt jednak nie może na serio poddawać w wątpliwość faktu, że za życia Rzeczypospolitej polsko-litewskiej szlachta odgrywała pierwszoplanową rolę w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym. Zorganizowała państwo tak, aby odpowiadało jej interesom, a wszystkie inne stany zaprzęgła do realizacji własnych celów. Jeśli w wyniku polityki tolerancji religijnej czasem nazywano Polskę i Litwę rajem żydów, jeszcze słuszniej można by ją nazwać rajem szlachty. Ci, którzy ją krytykowali, dodawali, iż oznaczało to, że była także czyśćcem mieszczan i piekłem chłopów.”

„Trzeba jednak koniecznie podkreślić, że szlachta polska nie była podzielona na żadne podkategorie w sensie prawnym, tak jak to miało miejsce w Anglii czy Niemczech, i że termin szlachta odnosił się do całego stanu szlacheckiego, nie zaś jedynie do jego części. Przynależność do stanu określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania, a także zespół praw i tradycji, od których te przywileje i zobowiązania były zależne.”

„Wobec braku pewnych informacji, badania nad początkami szlachty od dawna odznaczają się dużą liczbą wątpliwych hipotez. Jedna z takich teorii rozważa możliwość obcej inwazji w czasach prehistorycznych. Zrodziła się z chęci ukucia teorii na modłę zwycięstwa Normanów w Anglii czy Waregów w Rosji i znajduje niewielkie potwierdzenie w faktach. Inna podobnego typu teoria podkreśla znaczenie rodów; w XIX w. cieszyła się ona dużym uznaniem. Twórcami jej byli uczeni, którzy interesowali się głównie folklorem niemieckim, dopiero później zastosowano ją do historii krajów słowiańskich i Polski. Jej podstawowa hipoteza brzmiała, że zarówno państwo, jak i społeczeństwo powstały na drodze fuzji licznych spokrewnionych ze sobą rodów, które poprzednio żyły w stanie naturalnej wolności. Sugerowała ona, że wcześni władcy słowiańscy – z książętami piastowskimi włącznie – nie byli niczym więcej, jak tylko wodzami plemiennymi (starosta rodowy) lub naczelnikami (nadpatriarcha) oraz że szlachta wywodziła się z rodów czystych pod względem etnicznym, podczas gdy stany niższe były skutkiem mieszania się rodów z niewolnikami, jeńcami i cudzoziemcami. Podejmowano próby przyrównywania szlachty nie tylko do niemieckiego ‘Geschlechtsverband’ i bałkańskiej ‘rozszerzonej rodziny’, czyli zadrugi, ale również do prawa brehonów w Irlandii i do klanów górali szkockich.

Teoria rodów znalazła duże poparcie w specyficznych cechach polskiej heraldyki. W Polsce herbów nigdy nie nadawano, ani pojedynczym osobom – jak w Anglii – ani też pojedynczym rodzinom – jak w Niemczech – ale jedynie większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zawołanie i godło. Polski szlachcic nie miał więc własnego herbu. Herb, którego używał, dzielił z dziesiątkami innych, którzy nawet nie musieli być z nim spokrewnieni. Taka wspólnota herbowa była w Europie zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, użycie słowa ród na określenie grupy heraldycznej nieuchronnie wzmacniało błędne wrażenie, że podstawę więzi stanowiło pokrewieństwo.”

„Jedną z konsekwencji ‘wspólnoty herbowej’ była niezwykła prostota aspektu technicznego polskiej heraldyki. Nie trzeba było śledzić zawiłych labiryntów dziedziczności i małżeńskich związków ani też modyfikować czy tworzyć nowych herbów w miarę rozwoju zmieniających się wciąż wydarzeń. Nie znano sztuki opisywania i zestawiania herbów, nie stosowano rozróżnienia między starszą i młodszą linią rodu. Każdy ród miał jedno proste godło, jedną dewizę i jeden herb, które przez wieki pozostawały nie zmienione. Wszystkie herby, jakie kiedykolwiek istniały, dadzą się pomieścić w jednym dość szczupłym tomie.”

Maria Dąbrowska w „Rozdrożu – Studium na temat zagadnień wiejskich” pisze:

„Żydzi, poza tymi, którzy jeszcze dawniej siedzieli na ziemi polskiej, przybywali do nas masowo po wojnach krzyżowych, kiedy to krucjaty znaczyły swój pochód ich rzeziami. Dostali od razu od książąt przywileje, stali się bankierami, mincarzami i lichwiarzami monarchów oraz warstw wyższych – pośrednikami handlowymi w stosunku do warstw wszystkich. Byli chętnie widziani jako żywioł obrotny i posiadający kapitał.”

Z kolei w innym miejscu pisze:

„Moment, kiedy gruntami ornymi Polski, prócz jednej kmiecej, zaczęła władać druga – jest ciemny. To pewne, że pierwszymi osadnikami, karczownikami i rolnikami Polski byli kmiecie siedzący na gruntach, uznanych w zaraniu dziejów za książęce. Ale i to pewne, że puszcz dziewiczych i ziem leżących odłogiem było jeszcze w Polsce dużo w okresie tworzenia się osiadłego i herbowego rycerstwa. Według wszelkiego prawdopodobieństwa musiało ono otrzymać od książąt majętności różnych typów – bądź grody, otoczone posiadłościami chłopskimi, bądź pustki bez kmieci, bądź pustki w połączeniu z osadami kmiecymi. W wypadku przejęcia osad kmiecych, daniny i powinności należne księciu przechodziły na panów, a w wypadku braku ludności osadzano na pustkach jeńców wojennych lub kmieci wolnych, których wówczas nie brakowało. Do XV wieku stosunki panów i kmieci układały się o tyle o ile na prawie równości i polegały na jako tako dorzecznej (choć nadużywanej przez możnych) wymianie usług (mimo że istniało wtedy w Polsce również niewolnictwo; ludzi sprzedawano i kupowano, podobnie jak w starożytności). Miało nawet miejsce przenikanie się warstw i przechodzenie z jednej w drugą.”

Widać więc, że Jeske-Choiński, który wydał swoją książkę w 1920 roku, odnosił się sceptycznie do obecności Żydów w przedchrześcijańskiej Polsce. Z kolei Davies skłania się ku poglądowi, że byli wcześniej. Podobnie uważa Dąbrowska. Oboje jednak nie próbowali uzasadniać swoich poglądów, co daje asumpt do przypuszczeń, że tego typu rozumowanie nie było odosobnione. Dąbrowska opisuje też mechanizm, wedle którego mogły tworzyć się zaczątki przyszłej szlachty. I bardzo możliwe, że tak to się odbywało. Ale w tym miejscu wypada sobie zadać pytanie: czy Żydzi, którzy zjednali sobie króla Chazarów, nie mogli tego dokonać w przypadku książąt piastowskich czy ich poprzedników? Wszak dysponowali wiedzą historyczną swego narodu i doświadczeniem, którego nie mieli owi książęta czy ich antenaci.

Adolf Nowaczyński w swoim zbiorze Mocarstwo anonimowe zamieszcza tekst, którego autorem jest Dr Józef Meisl („Die Juden im Zartum Polen”. Verlag A. Marcous und E. Weber. Bonn, 1916). W nim czytamy:

„Dwiema drogami otwartemi weszli żydzi do słowiańskiego Wschodu Europy. Najpierw przez Kaukaz, przez tę bramę narodów, przez którą weszli też Awarzy, Hunowie, Chazary, Peczeniegi, Tatarzy, ci weszli w 8 i 9 wieku do Rosji i do państwa lackiego, przeważnie pchani przez inne szczepy. W każdym razie wśród tych żydów były też resztki nawróconego na żydostwo ludu Chazarów, z którymi wspólnie pierwsze tu założyli siedziby…

Prześladowania w sąsiednich Niemczech wzbudziły w szerokich warstwach tamtejszych żydów tęsknotę za nowem gościnnem osiedliskiem i zwróciły ich uwagę na Wschód, gdzie też ich energia znalazła obfite pole do działania.

Łagodne rządy władców polskich przyciągnęły też coraz większe gromady żydów, które wskutek braku wszelkich cechowych ograniczeń, znalazły możliwość niepowstrzymanej ekspansji dla handlu i przemysłu, pobudziły kapitał i własność ziemską do energii, ożywiły jako pionierzy wszelkiego handlu produkcję masową, całe gałęzie handlu, jak sól i korzenie, doprowadziły do rozkwitu, w miastach pobudowały magazyny i pomogły przygotować przemianę gospodarstwa wymiennego na gospodarstwo pieniężne.

Krzywym okiem patrzało duchowieństwo i mieszczanie na wzrastającą potęgę żydostwa, a tylko chroniąca prawica książąt, broniąca ich nietykalności z pomocą grożących ciężkich kar i kaźni, stanowiła mocną przeciwwagę wszystkim możliwym atakom tych, co zazdrościli i znienawidzili…

Nie z wielkodusznej tolerancji, jak utrzymują historycy, schlebiający narodowej dumie, tylko z trzeźwego uznania wysokiej wartości żydów dla kraju i korony rozpostarli władcy polscy swe ochronne skrzydła nad licznemi rzeszami napływających wciąż żydów.

Przez całe wieki 13 i 14 przeważała zawsze tolerancja wobec żydów. Z wyłączeniem pewnej części duchowieństwa i wszystkich niemieckich kolonistów, którzy z nienawiścią patrzyli na rozrost żydowskiego elementu i, o ile tylko mogli siali dookoła w słowiańskie otoczenie ziarna nienawiści, była niechęć do żydów zjawiskiem całkiem nieznanem…

Przywilej Bolesława Pobożnego dla żydów w r. 1246 przedstawia się jako kompilacja przywilejów żydowskich: czeskiego, węgierskiego i austrjackiego.

Przywilej ten zyskał potem za Kazimierza Wielkiego wydatne rozszerzenie, obdarzył ich pewną ograniczoną autonomią w sprawach wewnętrznych, chronił ich synagogi i urządzenia kulturalne, uporządkował kodeks karny i nakreślił ramy dla działalności gospodarczej…

Polska zaś szlachta, żywiąca dużą niechęć do niemieckiego kupca i Niemca, pożyczającego pieniądze z ochotą, zwracała się do żydów, aby od nich pożyczać środki pieniężne na zastaw swych majętności…

Uderzające w oczy zjawisko, że pierwsze prawa, tyczące się żydów w Polsce, nie zawierają żadnych bliższych określeń dozwolonej stopy procentowej, wskazuje na to i tłumaczy się tem, że interes ogółu domagał się wzmożonej cyrkulacji pieniężnej, czemu też żadnych granic i przeszkód ze strony rządu kłaść nie chciano.”

Józef Meisl, który był Żydem, twierdził, że pierwszymi mieszkańcami ziem polskich byli Żydzi wraz z nawróconymi na judaizm Chazarami. Trudno pewnie to udowodnić, ze względu na brak źródeł. Jednak fakt, że polscy władcy byli wyjątkowo przychylnie do nich nastawieni, skłania do zadania sobie pytania: z czego to wynikało? Tłumaczenie tego słowiańską łagodnością nie jest przekonywujące. Przecież na Rusi nie patyczkowano się z nimi. Coś więc na rzeczy musiało być, skoro szlachta odnosiła się wrogo do niemieckiego kupca i Niemca pożyczającego pieniądze, a korzystała z usług Żydów. Jeśli jeszcze uwzględnimy fakt, że nie było ograniczenia wysokości stopy procentowej, to wątpliwości coraz mniej, co do tego, że musiał występować jakiś szczególny rodzaj relacji pomiędzy obu stronami. Tłumaczenie, że Żydzi organizowali handel i dostarczali pieniędzy i z tego względu zasługiwali na wyjątkową ochronę, też nie trzyma się kupy, bo to samo oferowali Niemcy osiedlający się w Polsce. Szlachta zawsze trzymała z Żydami przeciw mieszczanom, czyli Niemcom lub spolszczonym Niemcom.

Nowaczyński w swoim zbiorze cytuje też Jodokusa Decjusza sekretarza Zygmunta I. Tekst pochodzi z 1521 roku.

„Żydzi nabierają coraz to więcej znaczenia i prawie nie znajdziesz myta czy jakiego podatku, aby żyd nie był nad nim przełożonym, albo przynajmniej o to się nie starał. Chrześcijanie niejednokrotnie przy mytach żydom podlegają i każdy prawie magnat czy wielmoża Rzpltej powierza zarząd nad swym majątkiem żydowi i oddaje w ten sposób władzę nad chrześcijanami i szybciej ich, aniżeli chrześcijan, przed krzywdą choćby pozorną broni.”

Dlaczego warstwy rządzące faworyzowały obcych względem swoich? A może dla nich Żydzi nie byli obcymi? Sympatie między ludźmi rodzą się na ogół, gdy łączą ich wspólne korzenie, zbliżony system wartości, podobne cele.

Szlachta jako stan jest dziwnym zjawiskiem. Przynależność do niego określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania. Przyjmowanie do stanu szlacheckiego odbywało się poprzez wprowadzenie przez króla do wybranego przez niego rodu. Mogli to robić też wybitni przedstawiciele szlachty poprzez „przyjęcie” do własnego. Szlachta zwracała się do siebie per „panie bracie”. I ten jakiś nadzwyczaj przychylny stosunek do Żydów. Skąd taka sympatia? Jakoś to wszystko dziwnie współgra z masonerią, choć do jej powstania jest jeszcze daleko. Jeśli więc masoneria jest urządzeniem żydowskim, to może i polska szlachta była nim również.

Stanisław Didier w książce Rola neofitów w dziejach Polski pisze:

„Od najdawniejszych czasów Polska była wdzięcznym terenem pozornego zrywania z wiarą swych ojców przez synów Izraela. Posłuszni nakazom drugiego Mojżesza Żydzi krakowscy przechodzili w dość pokaźnej liczbie na katolicyzm już w drugiej połowie XIV wieku. Cieszyli się oni specjalnymi względami rady miejskiej, która otaczała neofitów gorliwą opieką. Jak wskazują „Rachunki miasta Krakowa” (r. 1395, 1398, 1400) rada wyznaczała im pod pozorem wydatków na obrzęd chrztu znaczne nagrody. Liczba pozornych chrześcijan stale wzrastała w starej stolicy Polski w ciągu piętnastego stulecia. Jak pisze Długosz wielu Żydów przyjmuje chrzest w 1407 r. Powtarza się ta sama historia w 1455 r. W osiem lat później mamy znowu nowe rodziny neofickie w Krakowie. W ślady współbraci ze stolicy wstępują Żydzi z Poznania i wielu innych miast Polski zrywając pozornie z judaizmem. Nie posiadamy ani jednej monografii o Żydach z różnych miejscowości, w której by nie było wzmianki o jakiejś rodzinie neofitów. Mieli też nowochrzczeńcy ułatwioną możność przeniknięcia do społeczeństwa polskiego. Uchodząc za zwinnych, przebiegłych cudzoziemców nie różnili się oni od autochtonów ani strojem, ani stopniem wykształcenia i utrzymywali z nimi dobre stosunki towarzyskie, ucztując przy jednym stole.

Wśród neofitów w państwie Jagiellonów wysunęli się na czoło pod względem wpływów i bogactw przede wszystkim nowochrześcijanie litewscy. Już za w. ks. Witolda dochodzili Żydzi na Litwie do dużych fortun. Komory celne, podatki od wódek, sól, wosk, przewozy, mostowe znajdowały się w ich rękach. Żydzi – arendarze gromadzili w swoich rękach wielkie bogactwa i nabywali posiadłości ziemskie. Wchodząc w skład warstwy ziemiańskiej, oni sami, względnie ich dzieci, przyjmowali wiarę chrześcijańską. Ponieważ szlachta litewska nie była jeszcze tak wyrobionym stanem jak w Koronie, mieli więc pozorni katolicy ułatwioną możność spełnienia woli Majmonidesa, tj. wejścia w skład przodującej warstwy narodu.

Ilość nowochrześcijan niepomiernie wzrosła na Litwie po ogłoszeniu w czerwcu 1495 r. dekretu, w którym w. ks. Aleksander polecił Żydom opuścić kraj. Nie chcąc oddalać się od swoich majątków, setki celników i poborców żydowskich wyrzekło się pozornie wiary ojców i przyjęło chrzest. Wiele nazwisk wybitniejszych tych neofitów utrwaliło się w dokumentach. Mniejsi, nie zajmujący poważniejszych stanowisk, weszli niepostrzeżenie do społeczeństwa polskiego.

Już w wieku XVI pozorni chrześcijanie, obdarzani masowo przez władców polskich klejnotem szlacheckim, dochodzili do wysokich stanowisk. W 1510 r. obok Radziwiłłów, Ostrogskich, Ostyków, Kieżgajłów, Hlebowiczów i Sapiehów zasiadł w radzie wielkoksiążęcej neofita Abraham Józefowicz, jako podskarbi ziemski (wielki) W. Księstwa Litewskiego. Wśród jego potomków (Abrahamowiczów), spokrewnionych z najpierwszymi rodzinami polskimi (Zborowskimi) widzimy wojewodów, kasztelanów i generała artylerii litewskiej. Stanowiska starostów, stolników i krajczych były też zajmowane często przez nowochrześcijańskie rody, koligacące się drogą małżeństw ze starymi rodzinami szlacheckimi. Tak w Wielkopolsce wpływowe stanowisko zajęła wśród szlachty tamtejszej rodzina Powidzkich, wywodząca się od neofity Stefana Fiszta starosty powidzkiego i wojskiego kruszwickiego, spokrewnionego ze słynnym w dziejach rozwoju żydowskiej teologii politycznej gaonem Jakubem Polakiem, zwanym „Ojcem Talmudu”.

Na uwagę zasługuje jeszcze niewytłumaczalna dla mnie nienawiść i wrogość szlachty do chłopa. W cytowanym wyżej Rozdrożu Dąbrowska pisze:

»Ten wieczny i żadnym innym uczuciem nigdy nie przeważony strach przed „naruszeniem własności panów” przypomina mimo woli słowa Deczyńskiego: „Każdy szlachcic polski woli stracić połowę swego majątku jakimkolwiek bądź sposobem, niżeli pozwolić na to, żeby chłopi w jego wsi od odrabiania pańszczyzny wolnymi być mieli”.

W samej rzeczy Polak umiał z godnością znosić utratę przywilejów i majątków, zabieranych mu przez wroga. Umiał z lekkomyślnością sam wyzbywać się dóbr ziemskich dla tysiąca dobrych i złych powodów. Tracił świętą i umiłowaną ziemię ojców na karty, hulanki, fantazje. Oddawał ją za długi Żydom i Niemcom. Dla jednego tylko celu nie chciał nigdy oddać ani piędzi ziemi gruntu – dla chłopa, sedna ojczyzny i narodu. Psychologicznie można to wszystko uzasadnić, jako rzecz „arcyludzką”. Nie mniej składało się na tę postawę między innymi niezmierne wypaczenie pojęć tak o świętym prawie, jak i o świętych obowiązkach własności.«

W innym miejscu Dąbrowska pisze:

„Toteż jednym z najważniejszych a razem najgodziwszych, bo działających wyłącznie pozytywnie środków uporania się z wynikłym stąd niedorozwojem gospodarki narodowej, jest dźwignięcie mas chłopskich. I tak mi się wydaje, że kto nie chce przeobrażeń do tego prowadzących – a w moim przekonaniu i reforma rolna do tego prowadzi – ten jest, choćby nie wiem jak hałaśliwie manifestował co innego, za utrwaleniem w Polsce słabości gospodarczej żywiołów rodzimych.”

„W Galicji bowiem rozegrała się w całej pełni i jawności walka na nowej pozycji, na którą wycofała się szlachta. Nie mogąc się już bronic ani przed zamianą pańszczyzny na czynsze, ani przed uwłaszczeniem – broniono się zaciekle przed… oświatą ludową.

Wśród zwolenników najniższego minimum nauki dla chłopów i jak najmniejszych wydatków na szkoły wiejskie figurują takie nazwiska, jak hr. W. Dzieduszyckiego, hr. Reya, hr. Wodzickiego, hr. Stadnickiego, D. Abrahamowicza, nawet prof. J. Szujskiego. Kiedy posłowie chłopscy oświadczyli się za dodatkowym podatkiem na szkoły, szlachta zastrzegła się, że ona tego podatku płacić nie będzie, ‘gdyż ze szkoły ludowej nie użytkuje’. Dano tym wyraz opłakanej prawdzie, że tylko chłop jest zawsze stworzony do płacenia na rzeczy, z których nie użytkuje.”

Dziwnym więc zjawiskiem była ta polska szlachta, a razem z nią państwo, które ona stworzyła dla siebie. Wyjątkowe na tle ówczesnej Europy. Nie sposób nie zadać sobie pytania: dlaczego tak się stało? Pytać warto, nawet jeśli szansa na znalezienie właściwej odpowiedzi jest nikła. Pytania są bardzo ważne, bo one ukierunkowują nasze myślenie, porządkują je. W tym obecnym szumie informacyjnym to jedyny sposób na to, by zachować chociażby resztki zdrowego rozsądku.

Szlachta była stanem ludzi wolnych. Przynależność do niego określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania. A więc była stanem ludzi równych. I wszyscy byli dla siebie braćmi. Mamy więc kwintesencję tego stanu zawartą w trzech słowach: wolność, równość, braterstwo. Gdybym chciał to przetłumaczyć na francuski, to brzmiałoby to tak: liberté, egalité, fraternité. To nie tylko hasło rewolucji francuskiej, zresztą jedno z wielu, dopiero później upowszechnione, to też hasło lóż masońskich: Wielkiego Wschodu Francji i Wielkiej Loży Francji.

A więc byliśmy, nie bójmy się tego słowa, narodem wybranym, wybranym do przeprowadzenia pewnego eksperymentu, który miał zbadać, jak działają pewne mechanizmy. Z tego eksperymentu wynikło, że wprowadzenie demokracji rozkłada państwo, a ci, którzy tym kierują są anonimowi i nietykalni. Odpowiedzialność w demokracji spada, jak wiadomo, na ogół. Drugi wniosek jest taki, że demokracja nie ma szans na przetrwanie, jeśli działa w pojedynkę tj. otoczona jest monarchiami i do tego absolutnymi (Prusy, Rosja). Trzeci wniosek jest taki, że żeby demokracja przetrwała, trzeba ją wprowadzić we wszystkich znaczących krajach na świecie i z tej pozycji narzucać ją tym krajom, które jej jeszcze nie mają. Po to była rewolucja francuska. Dziś to zadanie wykonują Stany Zjednoczone.

Eksperymentowano nie tylko z demokracją, ale również z tolerancją religijną. To też osłabiało państwo. I RP była państwem wielonarodowym i mozaiką religii. Dziś na to mówimy – multi-kulti. Jeśli nie mamy spójnego systemu wartości opartego na jednej religii bądź innym systemie wartości, wspólnym dla całego państwa, to rządzenie nim staje się trudne, bo rządzący nie mają się do czego odwołać przy podejmowaniu trudnych decyzji. Innymi słowy, nie ma wartości wspólnych dla wszystkich, dla których warto poświęcać się: każdy sobie rzepkę skrobie. Tylko jedna nacja ma system wartości i cel zarazem, dla którego jest w stanie dużo, bardzo dużo zrobić. Ażeby do niego dojść, nie może mieć na swojej drodze innych nacji, które również mają własny system wartości, dla którego są w stanie poświęcić dużo, bardzo dużo.

Wszystko, co powyżej napisałem, jest tylko hipotezą i nie da się jej zweryfikować w oparciu o dokumenty, bo ich brak. Jednak z przytoczonych cytatów i wnioskowania wynika, że Żydzi, przybywając na ziemie polskie, nie tyle natrafili na pustkę, co raczej na teren słabo zaludniony, z mieszkańcami, których organizacja społeczna i państwowa była na stosunkowo niskim poziomie. To ułatwiło im podporządkowanie ich sobie, a przy okazji wykreowali rządzący stan, którego częścią byli i który był narzędziem w ich ręku. Tak więc proces przenikania i pozornej asymilacji Żydów trwa na ziemiach polskich od 1000 lat. Wszystko wskazuje na to, że jego zwieńczeniem będzie kreowana obecnie na prezydenta kobieta i Żydówka.

Państwo Polskie jest polskim tylko z nazwy. Przez cały okres istnienia trwało jego przejmowanie przez Żydów. Proces ten nie zaczął się od pojawienia się frankistów w drugiej połowie XVIII wieku. Jednak od tego momentu zaczyna się intensywniejsze parcie Żydów do najwyższej warstwy społeczeństwa polskiego. Później następuje asymilacja po powstaniu styczniowym, wepchnięcie przez cara litwaków do Królestwa Polskiego i w końcu ich liczne przybycie z Armią Czerwoną. Polska polityka od wieków jest prowadzona pod dyktando Żydów. Natomiast Polacy w Polsce są od tego, by przypisywać im wszelkie zło, jakie się w niej działo i dzieje, choć przeważnie nie oni byli i nie są przyczyną tego zła, bo cóż w Polsce mógł chłop pańszczyźniany, a obecnie – zwykły obywatel.

Metoda

Świat współczesny jest światem informacji. To wszystko dzięki internetowi. Nie jesteśmy w stanie „przetrawić” nawet promila tego, co do nas dociera tą drogą. Ale nie tylko informacje. Mamy dostęp do niepomiernych zasobów wiedzy z każdej dziedziny. W takiej sytuacji najważniejsza staje się nie sama wiedza, ale umiejętność jej selekcjonowania i wyciągania wniosków. Jednak cały wysiłek tworzących nowy porządek świata idzie w kierunku, żeby nas dosłownie – przytłoczyć informacją. W tym kierunku idzie też system edukacji na każdym poziomie: od najniższego do najwyższego. Cel podstawowy – zabić myślenie. Zgodnie z zasadą: myślenie nie ma przyszłości, przyszłość należy do programowania i sztucznej inteligencji. To oczywiście program dla mas. Dla elit jest pewnie inny program.

Nauka kojarzy się nam z czymś dostojnym. Poważni naukowcy, to tacy, którzy używają mądrych słów, gdy objaśniają jakiś problem i tak to wyjaśniają, że normalny człowiek, który tego nie rozumie, może nabrać przekonania, że jest głupi i przyjąć do wiadomości to, co ci „poważni” naukowcy mu wmawiają. Ten sam mechanizm dotyczy historii i polityki. Tu też tworzy się setki interpretacji, powołuje się na różne źródła, twierdząc przy okazji, że ze względu na brak dokumentów, czy dostępu do nich, wielu spraw nie da się wyjaśnić. Jednak są tacy, nieliczni wprawdzie, którzy uważają, że niekomplikowanie, a wprost przeciwnie – upraszczanie, może nas zbliżyć do prawdy. I nie da się ukryć że, przynajmniej według mnie, w tym szaleństwie jest metoda. No właśnie! Czy to szaleństwo i cóż to za zwierz ta metoda?

Metoda 1. «sposób postępowania dla osiągnięcia określonego celu»: M-y uprawy roli. M-y pedagogiczne. Kierownik stosował wobec nas metodę dyskretnego kontrolowania. 2.«sposób naukowego badania rzeczy i zjawisk i przedstawiania wyników tych badań»: M. dialektyczna. M. eksperymentalna.

Tak definiuje to słowo Mały Słownik Języka Polskiego, PWN Warszawa 1968. Mamy więc dwa znaczenia tego słowa. Pierwsze jest stosunkowo proste. Dotyczy sposobu działania, by dojść do określonego celu. Miałem kiedyś znajomego, który miał znajomego, który stosował metodę, nawet nie tyle podrywania dziewczyn, co składania im na dyskotekach niedwuznacznych erotycznych propozycji. Wiedział, że w 9 na 10 przypadków dostanie po gębie, ale w jednym przypadku – nie! Gęba puchła, ale za każdym razem był bliżej celu. To jest właśnie metoda w pierwszym znaczeniu. W tym wypadku ważne jest niezałamywanie się i konsekwencja, a dojście do celu pozostaje tylko kwestią czasu.

W drugim znaczeniu, znaczeniu metody naukowej, jest to trochę bardziej skomplikowane, ale nie aż tak bardzo. Jerzy Dzik w swojej książce Dzieje życia na Ziemi pisze:

„Magazynem idei jest cała kultura ludzka, zawarta w religii, sztuce, nauce i technice. Jedynie od twierdzeń z dziedziny nauk przyrodniczych (scientia) oczekujemy równocześnie prostoty, spójności logicznej i łatwo sprawdzalnej zgodności z rzeczywistością. Tym, co wyróżnia naukę od innych dziedzin poznania, jest bowiem metoda. O przynależności twierdzenia do nauki nie stanowi jego zawartość, lecz sposób sformułowania i zasady umożliwiające jego obalenie. Niesłusznie więc byłoby wywyższanie nauki ponad religię i sztukę na podstawie jej treści. Wręcz przeciwnie. Zagadnień najistotniejszych dla naszej egzystencji nie potrafimy rozwiązać posługując się metodą naukową. Nie potrafimy też, rzecz jasna, za pomocą rozumowań ocenić wartości odpowiedzi dawanych przez religię i sztukę. Z drugiej strony, rozsądne jest nieodwoływanie się do innych dziedzin tam, gdzie solidnie podbudowanej odpowiedzi dostarczyć może przyrodoznawstwo.”

Tak więc naukę od innych dziedzin odróżnia metoda. Wiara polega na tym, że człowiek wierzy. Są dwa rodzaje wierzących. Jedni wierzą w to, że Bóg istnieje, inni że – nie. Sztuka, z kolei, sprowadza się do natchnienia. Jak kto i w jaki sposób do niego dochodzi, to już inna sprawa.

Wracając jednak do nauki wypada wyjaśnić na czym polega ta metoda naukowa. Jerzy Dzik tak to precyzuje:

„Tym, co wyodrębnia przyrodoznawstwo spośród innych dziedzin wiedzy, nie jest treść przedstawianych przez nie twierdzeń, lecz metoda, za pomocą której doszło do ich sformułowania. Określić więc trzeba zasady postępowania, dzięki którym uzyskuje się wiedzę naukową. Zasad takich, które są bez sprzeciwu akceptowane przez uczonych wszystkich dziedzin, nie jest wiele. Prawdę powiedziawszy, są tylko dwie:

  • zasada brzytwy Occama
  • zasada testowalności

Wystarczają one jednak do tego, by nadspodziewanie wąsko zakreślić granice nauki i ująć w cugle wyobraźnię, z natury mającą skłonność do bezkrytycznego bujania.

Pierwszym z ograniczeń myślenia naukowego o niekwestionowanej konieczności jest brzytwa Occama (Ockhama). Jest to powszechnie znana zasada, sformułowana po raz pierwszy przez angielskiego średniowiecznego teologa Williama of Occam, że do objaśniania rzeczywistości nie należy używać większej liczby niezależnych bytów, niż jest to absolutnie konieczne. (…) Zasada brzytwy Occama każe użyć możliwie małej liczby praw i nie wprowadzać żadnego nowego prawa bez istotnej potrzeby. Co więcej, jeżeli uda nam się liczbę tych praw zmniejszyć i, powiedzmy, zakres stosowalności kilku praw objąć jednym, bardziej ogólnym prawem, to uważamy, że dokonaliśmy postępu w rozwoju naszej dziedziny nauki.

(…) Niemal powszechnie przyjętą regułą określającą ściślej granice nauki jest zasada (wymaganej) testowalności teorii naukowych przez doświadczenie (empirię). Wnioski wyprowadzone z teorii naukowych nie mogą być sprzeczne z danymi empirycznymi. Musi zatem istnieć możliwość porównywania tych wniosków z rzeczywistością i ich testowania. Teorie, z których nie wypływają wnioski testowalne przez dane doświadczalne, nie należą do dziedziny nauki.

Są dwie główne strategie ścisłego poznania naukowego i dwie koncepcje teorii poznania (epistemologii) uzasadniające słuszność każdej z nich. Pierwsza to strategia indukcjonizmu, stosowana przez zwolenników kierunku w epistemologii zwanego dziś neopozytywizmem. Zgodnie z tą koncepcją, wnioskowanie w nauce powinno opierać się na metodzie indukcji. Znaczy to, że uniwersalne twierdzenie naukowe wyprowadza się ze znacznej liczby pojedynczych twierdzeń (orzeczeń, zdań szczegółowych) o rzeczywistości, zwanych faktami. Twierdzenie uniwersalne, czyli teoria naukowa, jest tym bardziej prawdopodobne (czyli bliższe prawdy), im więcej twierdzeń szczegółowych (np. wyników doświadczeń) jest z nim zgodnych. W miarę potwierdzania teorii, czyli weryfikacji przez porównywanie z danymi doświadczalnymi, wzrasta prawdopodobieństwo jej zgodności z rzeczywistością.

Druga strategia to strategia falsyfikacjonizmu, będąca częścią kierunku filozoficznego nazwanego przez jego twórcę Karla R. Poppera zdroworozsądkowym racjonalizmem. Zanegował on wartość metody indukcyjnej i zaprzeczył temu, by badanie zgodności teorii z danymi zwiększało szanse jej prawdziwości. Poszukując ścisłych metod wnioskowania stwierdził, że tylko selekcja teorii poprzez odrzucanie może doprowadzić do stanu oczekiwanej jednoznaczności.”

Zdaję sobie sprawę, że od tego indukcjonizmu, testowalności, falsyfikacjonizmu głowa może rozboleć, ale te cytaty pochodzą z podręcznika akademickiego, który musi zachować pewną powagę. Ale to wcale nie jest trudne, gdy pod te skomplikowane słowa podłoży się normalne i jeszcze poda przykład. Bo teoria teorią, ale jak to działa w praktyce?

Nassim Nicholas Taleb w prologu książki Czarny Łabędź pisze:

„Zanim odkryto Australię, mieszkańcy Starego Świata byli przekonani, że wszystkie łabędzie są białe. Trwali niezachwiani w swej wierze, ponieważ dowody empiryczne zdawały się ją całkowicie potwierdzać. Widok pierwszego czarnego łabędzia mógł się okazać interesującą niespodzianką dla kilku ornitologów ( i innych ludzi szczególnie zainteresowanych upierzeniem ptaków), ale nie o to chodzi. Historia ta ilustruje poważne ograniczenie procesu wnioskowania opartego na obserwacji lub doświadczeniach oraz kruchości naszej wiedzy. Jedno spostrzeżenie może obalić ogólną tezę, postawioną na podstawie tysięcy lat obserwowania milionów białych osobników. Wystarczy do tego jeden jedyny (i jak słyszałem, dość brzydki) czarny ptak.”

I wszystko jasne! Indukcja to kolejne obserwacje, pojedyncze doświadczenia. Testowalność, to potwierdzenie, sprawdzenie założenia: Wszystkie łabędzie są białe i za każdym razem, gdy widzę łabędzia, widzę że jest biały. To utwierdza mnie w tym, że wnioski, które wyciągam są słuszne. Falsyfikacjonizm to: O! Widzicie! Czarny łabędź! G…. prawda, że wszystkie łabędzie są białe. Falsyfikacjonizm to po prostu wykazanie, że dana teoria jest błędna.

Ale to jeszcze nie koniec problemów z poznawaniem i oceną rzeczywistości. Cytowany wyżej Taleb w innej swojej książce Zawiedzeni przez losowość pisze:

„W praktyce wnioskowania istnieje dobrze znany problem indukcji. Ciąży on nad nauką od bardzo dawna, ale dyscypliny ścisłe nie ucierpiały z jego powodu tak bardzo, jak nauki społeczne, a zwłaszcza ekonomia (w tym szczególnie ekonomia finansowa). Dlaczego? Ponieważ składnik losowości potęguje skutki występowania tego problemu. Problem indukcji nigdzie nie jest tak istotny jak w świecie obrotu papierami wartościowymi i nigdzie nie jest tak uparcie ignorowany!

W dziele zatytułowanym Badania dotyczące rozumu ludzkiego szkocki filozof David Hume sformułował ten problem w następujący sposób (przytaczam parafrazę słynnego dziś problemu Czarnego Łabędzia autorstwa Johna Stuarta Milla): Żadna liczba obserwacji białych łabędzi nie pozwala wysnuć wniosku, że wszystkie łabędzie są białe, ale obserwacja jednego czarnego łabędzia wystarcza do odrzucenia tej konkluzji.

Hume nie mógł znieść tego, że nauka w jego czasach (w XVIII wieku) przeszła za sprawą Francisa Bacona od scholastyczności opartej wyłącznie na dedukcji (bez związku z doświadczeniem realnego świata) do drugiej skrajności – naiwnego i nieuporządkowanego empiryzmu. Bacon protestował przeciwko „snuciu pajęczyny nauki” pozbawionej zastosowań praktycznych (nauka przypominała teologię). Dzięki niemu w nauce zaczęto kłaść nacisk na obserwacje empiryczne. Problem polega na tym, że obserwacje praktyczne dokonywane bez odpowiedniej metodologii mogą nas zwieść na manowce. Hume ostrzegał przed taką wiedzą i podkreślał potrzebę utrzymania odpowiedniego rygoru podczas gromadzenia i interpretowania wiedzy – zwanego dzisiaj epistemologią (od greckiego słowa episteme, oznaczającego uczenie się). Hume był pierwszym nowożytnym epistemologiem (epistemolodzy ze świata nauk ścisłych są czasem zwani metodologami albo filozofami nauki).”

Indukcja i dedukcja są zatem dwiema metodami, które zwykły człowiek może wykorzystać do oglądu rzeczywistości. W tym wypadku indukcja to obserwacja a dedukcja to wnioskowanie. Słowo to wywodzi się z łacińskiego deductio – wywód i od czasownika deducere – wywodzić, wyprowadzać wnioski. (U nas to wszystko z greki albo z łaciny). Dedukcja jest taką formą rozumowania, w której z pewnego następstwa wielu zdań wyprowadza się zdania logiczne z nich wynikające. Jest to niezawodna procedura stanowiąca poprawny sposób wnioskowania, który prowadzi do prawdziwych stwierdzeń, pod jednym wszakże warunkiem, że przesłanki nie były błędne.

Entuzjastą dedukcji był Conan Doyle. Bohater jego powieści Sherlock Holmes wykorzystuje ją w swoich śledztwach. Doyle opisuje ją bardziej szczegółowo w Studium w szkarłacie. Oto parę przykładów:

„Z istnienia kropli wody (…) logicznie rozumujący człowiek wydedukuje możliwość istnienia Oceanu Atlantyckiego czy Niagary, choć nigdy ich nie widział ani o nich nie słyszał.”

„Całe życie to jeden wielki łańcuch, którego istotę możemy poznać po jednym ogniwie. Tak jak wszystkie inne sztuki, wiedza dedukcji i analizy dają się posiąść tylko po długich i cierpliwych studiach.”

„W rozwiązywaniu tego rodzaju problemów należy przede wszystkim umieć myśleć «wstecz». Ta metoda zwykle bywa bardzo skuteczna i łatwa, lecz ludzie rzadko z niej korzystają. W życiu codziennym bardziej opłaca się rozumowanie «naprzód» i dlatego zaniedbuje się myślenie wstecz. Na ogół jeden człowiek na pięćdziesięciu rozumuje «analitycznie», gdy reszta – «syntetycznie».”

„Większość ludzi, wysłuchawszy biegu wydarzeń, powie (…) co z nich wynikło. Połączą je w umyśle i wywnioskują, co dalej stać się mogło. Ale niewielu znajdziemy takich, którzy z końcowego wyniku zdołają odtworzyć bieg wypadków, jakie do niego doprowadziły. O takiej właśnie zdolności myślenia mówiłem wspominając o rozumowaniu «wstecz», czyli – «analitycznym». Mamy tu cały łańcuch logicznych wniosków, w którym nie znajdzie pan najmniejszego potknięcia”.

Z przytoczonych powyżej przykładów widać, że metodologia naukowa ma zastosowanie w różnych dziedzinach nauki i nie tylko nauki. Antony Sutton, pisząc książkę Skull and Bones Tajemna Elita Ameryki, również z niej korzystał. We fragmencie zatytułowanym Hipotezy i metoda pisze:

»Wszystko to prowadzi nas w kierunku metodologii. W niniejszym tomie zostaną przedstawione trzy hipotezy. Czym jest hipoteza? Hipoteza jest teorią, teorią roboczą, punktem wyjścia, który musi zostać poparty dowodami. Moje hipotezy powstały w wyniku analizy pewnych dokumentów, które także zostaną przedstawione. Kramarze oficjalnej historii będą wykrzykiwać, że hipotezy te są prezentowane jako udowodnione twierdzenia i niezależnie od tego, co zostanie napisane, krzyki te nie ustaną. Należy jednak powtórzyć, że na tym etapie są to jedynie hipotezy, które muszą zostać poparte dowodami. Stanowią dopiero pierwszy krok w logicznym procesie badawczym.

Następnie w myśl naukowej metodologii, można hipotezę udowodnić. Nie może ona zostać obalona. To od czytelnika zależy, czy zaprezentowane dowody uzna za wystarczające do poparcia hipotezy, czy też nie. Rzecz jasna, żaden autor, krytyk ani czytelnik nie może podjąć takiej decyzji przed zapoznaniem się z dowodami.

Mamy zamiar zastosować także dwie inne zasady dotyczące badań naukowych, które historycy głównego nurtu zwykle ignorują.

Po pierwsze, w nauce najprostsze wyjaśnienie problemu jest zawsze rozwiązaniem najbardziej zadowalającym. Natomiast w przypadku establishmentowej historii prosta odpowiedź jest zwykle krytykowana i uznawana za „nazbyt uproszczoną”. Krytyk sugeruje tym samym, że „biedny pisarz nie odniósł się do wszystkich faktów”. Innymi słowy, ucieka się do taniej zniewagi, nie zadając sobie trudu znalezienia alternatywnej odpowiedzi lub przytoczenia dodatkowych faktów.

Po drugie, znowu odnosząc się do zasad panujących w nauce, najbardziej zadowalającą odpowiedzią jest ta, którą da się zastosować do największej liczby przypadków, czyli odpowiedź najbardziej ogólna. Musisz na przykład znaleźć wyjaśnienie dwunastu wydarzeń i mamy teorię, która stanowi odpowiedź w jedenastu z tych przypadków. Tym samym jest ona bardziej zadowalająca niż teoria, którą da się zastosować jedynie w czterech lub pięciu przypadkach.«

Sutton nie nazywa metody, ale mówi o brzytwie Occama. Zostało to powyżej zaznaczone przeze mnie kursywą. Dalej, we fragmencie zatytułowanym Diabelska teoria historii, pisze:

»Przy użyciu takiej właśnie metodologii będziemy rozważać i przedstawiać szczegółowe i konkretne dowody (w tym nazwiska, daty oraz miejsca) wskazujące na to, że jedynym rozsądnym wyjaśnieniem ostatnich wydarzeń mających miejsce w Stanach Zjednoczonych jest istnienie spisku wykorzystującego władzę polityczną dla realizacji celów stojących w sprzeczności z Konstytucją.

Historycy głównego nurtu określają tę teorię mianem „diabelskiej teorii historii”, co również jest szybką i prostą metodą na zamiecenie sprawy pod dywan. Krytycy ci nie biorą jednak pod uwagę na przykład Ustawy Shermana, czyli aktu prawnego wymierzonego w monopole, w której istnienie spisku jest tezą nie tylko przyjętą, ale wręcz podstawową. Skoro więc akceptujemy myśl o istnieniu spisku w gospodarce, dlaczego to samo nie może dotyczyć polityki? Czyżby politycy byli bardziej niewinni niż biznesmeni?«

W tym wypadku Sutton stosuje prostą dedukcję (kursywa). Pierwsze wydanie książki Sutona ukazało się w 1983 roku. Minęło już więc wiele lat. W tamtym czasie zapewne wielu trudno było uwierzyć w to, o czym on pisał. Dziś już mało kto wątpi, że w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje tzw. deep state, czyli taka ukryta, nieformalna władza, która wykorzystuje swoją pozycję polityczną do działań sprzecznych z prawem.

Spór o to, która metoda jest bardziej wiarygodna – indukcja czy dedukcja – nie jest sporem jałowym. W moim odczuciu te metody uzupełniają się. Często tam, gdzie empiria zawodzi pozostaje nam odwołanie się do dedukcji. Magellan empirycznie dowiódł tego, że Ziemia jest kulą, ale nie chce mi się wierzyć, że kapłani egipscy o tym nie wiedzieli. Skoro potrafili wyliczyć godzinę zaćmienia Słońca, to musieli wiedzieć, że zarówno Słońce jak i Księżyc oraz planety są kulami. A skoro obserwowane przez nich ciała niebieskie były kulami, to dlaczego Ziemia miałaby być wyjątkiem. Tak działa dedukcja.

Przenosząc to rozumowanie na grunt historii i polityki, możemy próbować szukać odpowiedzi w oparciu o dedukcję tam, gdzie brakuje dokumentów albo gdzie są one utajniane na 50 lat, a jak ten okres mija, to znowu utajnia się je na kolejne 50 lat. W historii i polityce dokumenty są tym, czym w nauce obserwacje i doświadczenia. Na ogól są one (dokumenty) niedostępne. Pozostaje więc dedukcja.

Dlaczego polskie władze, szczególnie te skarbowe, zawsze były tak bezlitosne dla zwykłych podatników? Znane są te słynne domiary z czasów PRL-u, kiedy na drobnych rzemieślników, usługodawców czy sklepikarzy nakładano wysokie kary za jakieś drobne uchybienia. Po 1989 roku nic nie zmieniło się. Różnica tylko polegała na tym, że przepisy stały się tak zawiłe i niejednoznaczne, że zawsze można było doszukać się jakichś uchybień po stronie podatnika. Po co one takimi były? Ano właśnie po to, by na każdego mieć haka. Drobni cierpieli, a grube ryby bezkarnie narażały skarb państwa na straty i nie działa się im krzywda z tego powodu. Myliłby się jednak ktoś, kto by myślał, że przed wojną było inaczej. Otóż nie! Maria Dąbrowska w swoim dzienniku pod datą 16.VIII.1935 pisze:

„Rano w urzędzie podatkowym. Te dranie nie mają nic lepszego do roboty, jak szykanowanie co rok takiego podatnika jak ja, który jeszcze nigdy ani dzień nie zalegał z żadnymi podatkami i ani grosza złamanego przed okiem fiskusa nie ukrył. A miliony podatków od potentatów pieniądza zalegają bezkarnie. I mój czas drogi dla nich po próżnicy tracę.”

Ustroje i czasy zmieniają się, a urzędy podatkowe, jak były wrogie zwykłemu podatnikowi, tak nadal takimi są. Do tego dochodzi jeszcze żenująco niska kwota wolna od podatku, aż nieprzyzwoicie niska w porównaniu z wieloma wyżej i niżej rozwiniętymi krajami. Pojawia się zatem pytanie: dlaczego tak się dzieje? Przyznam, że często w przeszłości zastanawiałem się nad tym, jak to możliwe, że własny rząd tak gnębi swoich podatników, z których żyje. Skąd taka nienawiść? Zwykły urzędnik może i nie jest temu winien, bo nie on ustala wytyczne i zadania, które mają być wykonane, ale on musi wykonać plan ściągnięcia określonej kwoty. Jeśli nic nie można zarzucić podatnikowi, to trzeba tak przeprowadzić kontrolę, by coś znaleźć. Ułatwiają to niejasne i często sprzeczne ze sobą przepisy a ostateczna interpretacja i tak zależy od urzędnika, który jest bezpośrednio zainteresowany ukaraniem podatnika, bo ma z tego premię. Kwoty, które są ściągane od ukaranych podatników, nie mają żadnego znaczenia dla budżetu, pomijając już fakt, że wielkie korporacje wcale nie płacą podatków.

Ktoś, kto prowadzi taką politykę wobec swoich podatników, musi ich bardzo nie lubić a może nawet nienawidzić. Dlaczego inne kraje mają bardziej ludzkie do nich podejście, a u nas tego brak? Jeśli chcielibyśmy zastosować tu metodę brzytwy Occama i wybrać najprostsze wytłumaczenie, nie wnikając w jakieś pokrętne tłumaczenia, że skarb państwa świeci pustkami, że podatki trzeba płacić, to musi odpowiedzieć sobie na proste pytanie: dlaczego Państwo Polskie tak nienawidzi własnego podatnika? Najprostsza odpowiedź jest taka, że to nie jest Państwo Polskie, tylko obce państwo. A skoro obce, to czyje? Któż nas tak bardzo nienawidzi? Najprostsza odpowiedź – Żydzi. Nikt tak nas bardzo nienawidzi jak oni. Polski drobny przedsiębiorca, to potencjalnie większy przedsiębiorca, a może nawet wielki przedsiębiorca. I do tego niezależny. A taki to już zagrożenie dla żydowskich interesów w Polsce i takie niebezpieczeństwo trzeba niszczyć w zarodku. Innych można uzależnić. Zatrudnić ich w korporacjach i nawet dobrze im płacić, ale oni, w obawie utraty dobrze płatnej posady, będą potulni jak baranki.

Poświęciłem tyle miejsca metodzie, która jest uniwersalna, bo ma zastosowanie nie tylko w nauce, ale również można ją stosować do wyjaśniania spraw bieżących, czy próbować odgadnąć to, czego z barku dokumentów nie jesteśmy w stanie zrobić. Do tego służy wnioskowanie opisane wyżej w cytacie z Doyle’a:

„Większość ludzi, wysłuchawszy biegu wydarzeń, powie (…) co z nich wynikło. Połączą je w umyśle i wywnioskują, co dalej stać się mogło. Ale niewielu znajdziemy takich, którzy z końcowego wyniku zdołają odtworzyć bieg wypadków, jakie do niego doprowadziły. O takiej właśnie zdolności myślenia mówiłem wspominając o rozumowaniu «wstecz», czyli – «analitycznym». Mamy tu cały łańcuch logicznych wniosków, w którym nie znajdzie pan najmniejszego potknięcia”.

No właśnie! Mamy końcowy wynik w postaci tego, że polska szlachta i polscy władcy byli wyjątkowo przychylnie nastawieni do Żydów. Tego nie było w innych krajach. Wprawdzie mieli w nich Żydzi duży wpływ na władców i przenikali do wyższych warstw społeczeństwa, ale ostatecznie kończyło się to ich wygnaniem. Tak postąpili Anglicy, Francuzi, Hiszpanie i Niemcy. Wielu z tych wygnanych trafiło do Polski. Jedni z Niemiec, inni od strony wschodniej. Wiemy, że polska szlachta była, ze względu na swoją liczebność, ewenementem na skalę europejską. Była też ewenementem ze względu na swój wyjątkowo przychylny stosunek do Żydów i wręcz wrogi do mieszczan i chłopów.

W XVI wieku miał miał miejsce tzw. ruch egzekucyjny. Był to ruch polityczny średniej szlachty. Jednym z postulatów wysuwanych przez ten ruch było wzmocnienie szlachty wobec mieszczan: likwidacja cechów, zakaz posiadania ziemi przez „nieszlachtę”, zwiększenie wolności handlowej dla Żydów (współpracujących ze szlachtą przeciw mieszczanom). – O tym można przeczytać w Wikipedii. A więc Żydzi współpracowali ze szlachtą przeciw mieszczanom. W tamtym czasie polskie mieszczaństwo było praktycznie niemieckie lub byli to spolszczeni Niemcy. Wiemy też, że w średniowieczu Żydzi przybywali do Polski głównie z Niemiec. Byli po prostu stamtąd wypędzani. Trudno więc dziwić się wzajemnej niechęci Żydów i mieszczan. Ale dlaczego polska szlachta wybrała Żydów? Ci mieszczanie zajmowali się handlem i rzemiosłem, ale nie tylko! Oni też oferowali pożyczki!

To jest jednak nowy wątek, wątek filosemityzmu polskiej szlachty, który wymaga oddzielnej analizy. Tu chodziło mi tylko o metodę, o pokazanie, że właściwe jej użycie może doprowadzić do nadzwyczaj ciekawych wniosków, ale też, że nawet samo zadawanie pytań jest ważne. Ono ukierunkowuje nasze myślenie, co w praktyce oznacza, że odrzucamy cały szum informacyjny i drążymy temat, jak pies, który, gdy złapie trop, to już nie odpuszcza.