Zrozumieć Wołyń

Im bardziej wojna na Ukrainie zaostrza się, tym gorsze stają się relacje polsko-ukraińskie, choć ze względu na mnogość Ukraińców w „polskim” rządzie i innych instytucjach państwowych, to raczej należy mówić o pogarszających się relacjach ukraińsko-ukraińskich. Tą kością niezgody, a raczej idealnym narzędziem do ciągłego eskalowania napięcia pomiędzy Polakami i Ukraińcami (a może Ukraińcami i Ukraińcami), jest kwestia Wołynia. Nikomu nie zależy na dochodzeniu prawdy, bo ona, jak zwykle, jest niewygodna dla wszystkich, choć jedynie ona jest ciekawa.

Jak mogło dojść do tej rzezi? Przecież była to zorganizowana akcja, która wymagała uprzedniego przygotowania. Cztery dni wcześniej poinformowano ludność ukraińską, że ludność polska ma być wymordowana. Uderzono jednocześnie w 99 miejscowościach. Czy to, że ludność ta nie spodziewała się tego ataku oznaczało, że to właśnie tę ostrzeżoną zaatakowano? A może zaatakowano tę ludność, którą przed wojną rząd sanacyjny przekonwertował na katolicyzm, obiecując ziemię? Pytań wiele, wątpliwości jeszcze więcej. A skoro tak, to jedyne, co w tym pewne, to to, że starano się tam coś ukryć i ukryto.

Jak było możliwe przeprowadzenie takiej akcji na terenie okupowanym przez Niemców? Gdzie oni wtedy byli? 5 lipca 1943 roku miała miejsce pod Kurskiem największa bitwa pancerna w historii świata, ale Kursk leży daleko na wschód od Wołynia i to tam przebiegała linia frontu. A więc gdzie byli Niemcy? Gdzie było ich Ordnung muss sein? A gdzie pochowały się sługusy Londynu, czyli AK? Czy to był przypadek? Myślę, że wątpię.

Zatarto wszelkie ślady. Spalono domy i zabudowania. A dlaczego to zrobiono? Żeby ktoś nie znalazł w nich ikon i prawosławnych krzyży? A może też po to, by spalić ciała ofiar? Łatwiej spalić, niż kopać groby dla tysięcy zamordowanych. Może właśnie stąd opór przed ekshumacją? Nie ma żadnych dowodów? – Jakieś muszą być. Przecież administracja państwowa działała. W urzędach znajdowały się informacje na temat ludności: kto i gdzie mieszkał. Kto przejął tę dokumentację? Niemcy? Rosjanie? A może jest ona w Londynie albo w Ameryce? W październiku 1947 roku władze ZSRR przeprowadziły, równolegle do Akcji „Wisła”, Akcję „Z” (Zachód), w wyniku której z terenów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej deportowano na wschód ponad 76 tysięcy Ukraińców oskarżonych o sprzyjanie UPA. A z jakich terenów mogli być przesiedleni, skoro sprzyjali UPA? – Chyba z Wołynia. W lipcu 1944 roku front dotarł do Bugu, a więc Wołyń był już pod radziecką kontrolą. Czy zatem członków UPA, sprawców rzezi, rozproszono na ziemiach poniemieckich, a niewygodnych świadków zesłano w głąb ZSRR?

A jednak! Czegoś o rzezi wołyńskiej możemy się dowiedzieć. Wiele lat później i daleko od Wołynia miało miejsce inne ludobójstwo – ludobójstwo w Rwandzie. Wyjątkowo sugestywny rys psychologiczny tego, co tam się stało dał nam Ryszard Kapuściński. Zacytowałem go w blogu Ludobójstwo. Poniżej ten ten rys:

Ten końcowy fragment nieodparcie nasuwa skojarzenia z Wołyniem. Ci, którzy dokonali rzezi na Wołyniu, również dysponowali odpowiednią bronią i użycie siekier, pił, wideł itp. nie było konieczne i nie było konieczne zaangażowanie okolicznej ludności. A jednak! Skąd u Kapuścińskiego taka interpretacja? Czyżby coś wiedział o Wołyniu, czego my nie wiemy? Pewnie wiedział, ale w swoim zapatrzeniu w Ukrainę nie zająknął się o nim, chociaż o głodzie na Ukrainie pisał i wszelką winą obarczał Stalina.

Być może cytat z blogu Ukraińskość ułatwi zrozumienie tego co stało się na Wołyniu i dlaczego tak się stało. Ten cytat wzięty został z Sienkiewicza, z jego Ogniem i mieczem.

Podobieństwa pomiędzy obiema rzeziami można ująć w parę punktów:

  • użycie podobnych narzędzi zbrodni, pomimo że mordujący byli wyposażeni w broń
  • szowinizm ukraiński i szowinizm klanu Akazu
  • ideologia szowinizmu ukraińskiego – Dmytro Doncow; ideologia klanu Akazu – profesorowie wydziałów historii i filozofii uniwersytetu ruandyjskiego; a więc ktoś z góry definiuje ludowi wroga
  • organizacje paramilitarne na Wołyniu, utworzone przez rząd sanacyjny w latach 1928-38 w okresie tzw. eksperymentu wołyńskiego, przekształcone w UPA; paramilitarna organizacja Interahamwe w Ruandzie
  • na Wołyniu w rzeź zostali zaangażowani zwykli ludzie, często sąsiedzi mordowanych; w Rwandzie zbrodnia była produktem masowego, ludowego wystąpienia
  • na Wołyniu nie było Niemców, którzy dalej na tym terenie sprawowali władzę; nie było też oddziałów AK; w Rwandzie w pewnym momencie wszystkie wojska opuszczają kraj
  • w Rwandzie apel: Śmierć! Śmierć! Groby z ciałami Tutsi są wypełnione do dopiero do połowy. Śpieszcie się, aby zapełnić je do końca!; w Polsce (obecnie): Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć!; czyżby Wojciech Olszański był potomkiem tych, którzy mordowali na Wołyniu, a obecnie tylko zmodyfikował hasło?

Najważniejszą informacją w tej wyliczance jest przedostatni punkt: brak wojsk, których obecność mogłaby przeszkodzić ludobójstwu. W przypadku Rwandy opuściły ją nie tylko wojska francuskie, ale również wojska ONZ. Ktoś, kto, w obu przypadkach, podjął te decyzje, ten ktoś jest odpowiedzialny za te masakry. Każde państwo, nawet najsłabsze, jest na tyle silne, by powstrzymać wszelkie akty anarchii. Jeśli jednak tego nie robi, to znaczy, że nie chce tego zrobić. Gdy więc naziści tłumaczyli się, że wykonywali rozkazy, to dobrze tłumaczyli się. Odpowiedzialność zawsze spoczywa na tych, którzy wydają rozkazy, a nie na ich wykonawcach. Ci jednak zawsze pozostają anonimowi i agresję poszkodowanych kierują na wykonawców rozkazów. Ci ostatni nie są od tego, by wdawać się w filozoficzno-moralne dywagacje i zastanawiać się nad tym czy je wykonywać, czy – nie. Jednak rządzący zawsze starają się przerzucić odpowiedzialność na wykonawców rozkazów czy, tak jak w przypadku Wołynia, na zdziczały tłum. Ktoś jednak pozwolił na to, by ten opętany tłum wyzwolił w sobie najbardziej zwyrodniałe instynkty, drzemiące w nim od dawna, a które tak sugestywnie opisał Sienkiewicz.

Obecnie mamy taką sytuację, że kwestia rzezi wołyńskiej jest najbardziej sporną w relacjach polsko-ukraińskich i potencjalnie mogącą być źródłem gwałtownych reakcji z obu stron. Jest to więc dla polityków idealne narzędzie do dzielenia i nastawiania do siebie wrogo różnych grup społecznych. Strona polska domaga się ekshumacji i przeprosin, a strona ukraińska nie zgadza się na nią i nie chce przepraszać. Wygląda na to, że po obu stronach są ludzie, którzy wykonują zadania zlecone, czyli polecenia swoich nieznanych przełożonych. Cała energia skierowana jest na to, by wzbudzać w ludziach emocje, a one, jak wiemy, nie są dobrym doradcą.

Ten krótki filmik pojawił się na YouTube dwa dni temu. Ten przekaz to same emocje i nic więcej. Około 5:28 Kukiz mówi: …moi koledzy Ukraińcy, ta biedota, bo takich ludzi znam na tej Ukrainie, tam gdzie jeżdżę, do takiego jednego miasteczka, z którym jestem rodzinnie związany, co przyjeżdżam, to grób więcej. Nie wymienił nazwy tego miasteczka. Bolesław Prus w jednej ze swoich Kronik Tygodniowych wspomniał o miejscowości na Ukrainie o nazwie Kukizowa. Mamy więc pewien trop. Czy Kukiz jest Ukraińcem? A może jest Żydem ukraińskim? Bo przecież tworzenie nazwiska od miejscowości, w której się mieszkało lub przyjęło chrzest, było dość powszechne wśród Żydów.

Nie tędy droga! Ale przecież rządzący dobrze wiedzą, że dla nich to jedyna droga, by utrzymywać swój elektorat w stanie wrzenia. Nic nie wskazuje na to, by ta sporna kwestia została wyciszona, jak zrobiono to za czasów PRL-u. Takie czy inne wygaszanie, czy zakończenie wojny na Ukrainie, będzie prawdopodobnie skutkowało eskalacją napięć w kwestii Wołynia. A może jednak wyciszą, gdy dojdzie do połączenia części byłej już III RP z częścią Ukrainy? Bo przecież częścią tego obecnego tworu, tymczasowego i wspólnego z racji nieograniczonego dotowania, jest województwo kijowskie. To już jest wspólne państwo, jeszcze nie nazwane, jeszcze bez granic, tak jak Polska w czasie wojny 1920 roku. Kto to wie, jaki scenariusz wysmażą nam najlepsi scenarzyści, a najlepsi reżyserzy go wyreżyserują? A zaczęli kombinować już od 1984 roku. O tym w drugiej części bloga 11 lipca 43.

Repatrianci

W swoim podkaście geopolitycznym z dnia 28 listopada Leszek Sykulski odniósł się do raportu NIK. Ten fragment zatytułował – Raport NIK: władza wolała emigrantów od repatriantów.

Sykulski stwierdza, że cały system repatriacji jest niewydolny. Władza w Warszawie woli imigrantów od repatriantów. Z raportu wynika, że kolejka Polaków, którzy chcą wrócić do ojczyzny ma być rozładowywana przez 22 lata. Po 24 lutego 2022 władza PiS otworzyła wrota do Polski dla obywateli Ukrainy. Zainteresowanych powrotem jest 15 200 osób. Władza w Warszawie nie ma dla tych ludzi żadnych szybkich procedur. Powrót do Polski ma zająć 22 lata. Nie sposób tego odnieść do strategii multi-kulti, która realizowana jest od kilku lat, gdzie proces osiedlania ponad 300 tys. emigrantów z krajów azjatyckich, kilku milionów Ukraińców, przechodził błyskawicznie, a okazuje się, że zaledwie 15 tysiącom Polaków, którzy chcą wrócić, rzuca się kłody pod nogi. Trudno to inaczej nazwać, niż strategią realizowania polityki multi-kulti, zmiany struktury etnicznej państwa polskiego.

Jest to coś niewiarygodnego, jak doszło do złamania obietnicy zadośćuczynienia krzywdom osób wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich. I do dziś nie ma tej sprawiedliwości. Dla 15 tysięcy ludzi nie ma miejsca w Polsce, a jest miejsce dla milionów migrantów z Ukrainy czy setek tysięcy z Azji i Afryki. Mamy do czynienia z realizacją polityki Brukseli, czyli rozwadniania homogeniczności etnicznej. Jest to skrajnie niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa wewnętrznego państwa polskiego i z punktu widzenia także podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej. Polska pogrążona w problemach wewnętrznych będzie słabo sobie radziła na arenie międzynarodowej, będzie bardziej podatna na różnego rodzaju projekty związane chociażby z federalizacją unii europejskiej i warto o tym pamiętać, warto mieć to na uwadze, podejmując świadome oczywiście wybory polityczne.

x

Sykulski powiedział o osobach wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich, co oczywiście jest nieprawdą. Wywózki miały miejsce po 17 września 1939 roku i wywożono ludzi do Kazachstanu z terenów Polski północno-wschodniej, głównie z województwa łomżyńskiego i podlaskiego. W blogu Zagadka c.d. pisałem:

Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objęła osadników wojskowych i cywilnych oraz leśników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 ogarnęła tych, których członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP, policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani jako konspiratorzy lub „wrogowie ludu” czy tzw. element społecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast, objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Fakt ten częściowo obala mit o radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Żydów wyłącznie ze strachu przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w momencie niemieckiej agresji.

Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło „Kronikę panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939-1954)”, sporządzoną przez s. Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1955). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące dni 20-22.06.1941 roku:

„20 czerwiec. Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich.”

x

Podstawowe pytanie, jakie wypada sobie zadać to: po co wywożono tych ludzi? Jeśli ich wywieziono, to co stało się z ich dobytkiem? Nie byli to ludzie biedni. Kto przejmował ich majątki? A jak majątki, to może i nazwiska? Wydaje mi się, że pewien wątek w blogu Węgierska rewolucja rzuca nieco światła na te mroczne wydarzenia z lat 1939-41. Pisałem w nim:

To, co zwróciło moją uwagę, to wątek Kirgistanu. „Z całą rodziną wyemigrowała do ZSRR (Kirgistan).” Dokładnie tak samo jak Alexander Dubczek. Cóż to za zwierz ten Kirgistan? W angielskiej Wikipedii można przeczytać:

„W rdzennej kirgiskiej strukturze społecznej dominowały tradycje koczownicze, które miały wpływ na sposób sprawowania władzy przez rządzących i stosunki społeczne. Proces urbanizacji tej radzieckiej republiki rozpoczął się w momencie zasiedlenia jej przez rosyjskie społeczności (communities), co było efektem realizacji wytycznych i polityki partii komunistycznej. Nie jest jasne, co było przyczyną tego typu decyzji partii. Jasne jest tylko to, że tego typu polityka zmusiła Rosjan pewnego pochodzenia do zasiedlenia Republiki.”

„Rosjan pewnego pochodzenia” – cóż za piękne sformułowanie. Z kolei w polskiej Wikipedii piszą: „W latach 1939-1940 deportowano do Kirgistanu część ludności (w tym Polaków) z terenów wcielonych do ZSRR.” Jak widać na przykładzie Marty Maszaros i Alexandra Dubczeka, z Kirgistanu wracano. A z Kazachstanu do dziś wielu Polaków wrócić nie może. Ci z Kirgistanu mieli zapisany w swoim życiorysie piękny epizod: zsyłka w głąb Związku Radzieckiego. Gotowy „materiał” na prawdziwych patriotów i antykomunistów. Jak widać zsyłka zsyłce nierówna. Nie jest więc niejasne, jak pisze angielska Wikipedia, co było przyczyną tego typu decyzji.

x

Jeśli na jakiś teren wchodzi obca władza, to przede wszystkim przejmuje urzędy, w których są wszelkie dane o miejscowej ludności: ich dane personalne i dane o ich majątku. Najpierw Związek Radziecki, później Niemcy, a po nich znowu Związek Radziecki. Ileż w tym czasie można było tam pozmieniać, ile osób mogło otrzymać nowe nazwisko, przejąc czyjś majątek. Wojny to coś w rodzaju resetu: zmieniają nie tylko granice, ale też tożsamość ludzi nowo przybyłych, którzy z dnia na dzień stają się zasiedziałymi z dziada pradziada. W takiej sytuacji nikt nie jest w stanie dojść prawdy, poza tymi którzy zostali zesłani do Kazachstanu, ale nie do Kirgistanu, w którym „zesłańcy” żyli jak pączki w maśle. I może właśnie po to były te zsyłki, by uwiarygodnić tych z Kirgistanu. A ci z Kazachstanu? Nich tam sobie dożywają. 22 lata to szmat czasu, a jak trzeba będzie, to wydłuży się czas oczekiwania na powrót do „ojczyzny”. Za dużo jest w Polsce ludzi na wysokich stanowiskach, których rodzice czy dziadkowie zajęli miejsce wywiezionych do Kazachstanu, a może nawet zaadoptowali ich nazwiska, by pozwolić powracać dzieciom czy wnukom tych wywiezionych.

Praska Wiosna

Parę dni temu na kanale Powojnie jego autor omawiał wydarzenia Praskiej Wiosny z 1968 roku. Przedstawił wszystkie najważniejsze wydarzenia z tamtego okresu. Na początku nawiązał do rewolucji węgierskiej z 1956 roku i zaakcentował, że Zachód nie zareagował na wydarzenia w Budapeszcie. W związku z tym stwierdził, że należy liczyć tylko na własne siły. W tym czasie w Czechosłowacji I sekretarzem był Antonin Novotny.

W celu większej przejrzystości postanowiłem wypunktować najważniejsze, według autora, wydarzenia tamtego okresu:

  • W 1957 roku umiera prezydent Republiki Antonin Zapotocky; Novotny zostaje przywódcą partii i państwa.
  • Nastają czasy neostalinizmu: zaostrzona cenzura, koncentracja gospodarki na przemyśle ciężkim, kolektywizacja wsi.
  • W 1960 roku uchwalono nową konstytucję: na czechosłowackim godle, zamiast korony, pojawia się czerwona gwiazda.
  • Dojście do władzy Chruszczowa staje się pretekstem do wprowadzenia pewnych reform.
  • Autorytarne rządy Novotnego stają się przyczyną protestów; w 1967 roku dochodzi do starć ze studentami, którzy protestowali przeciwko przerwom w dostawach prądu w akademikach; protestowało około 1000 osób, ale z powodu braku lidera, służby szybko uporały się ze studentami.
  • Siłowe rozwiązania nie wszystkim komunistom podobały się; w komitecie centralnym narodziła się grupa reformatorów na czele z szefem partii na Słowacji Aleksandrem Dubczekiem.
  • W styczniu 1968 roku nad Novotnym zebrały się czarne chmury; podczas plenum dyskutowano o zasadności pełnienia przez niego dwóch funkcji: I sekretarza i prezydenta; zdania były podzielone, ale Novotny zapowiedział, że przekaże funkcję I sekretarza Dubczekowi, którego kandydatura nie wzbudzała żadnych kontrowersji.
  • Trzy tygodnie później w ogólnokrajowej gazecie „Prace” komunista, Josef Smrkovsky, opublikował artykuł „O co dziś chodzi”; napisał, że jego ojczyzna potrzebuje zmian i poparł żądania Słowaków w kwestii szerszej autonomii; został też bliskim współpracownikiem Dubczeka.
  • W marcu 1968 Novotny traci stanowisko prezydenta, zastępuje go Ludvik Svoboda.
  • Dubczek spotyka się w Moskwie z Breżniewem i zapewnia go, że Czechosłowacja nie planuje wystąpić z bloku wschodniego.
  • Wprowadzano reformy, m.in. zniesiono cenzurę prewencyjną.
  • 5 kwietnia Czesi i Słowacy przyjęli program ograniczający działania tajnej policji i zakładający federalizację państwa na dwa narody oraz wprowadzenie demokracji; Czesi i Słowacy mieli otrzymać możliwość swobodnego poruszania się po Europie; nadal zapewniano o chęci pozostania w Układzie Warszawskim i RWPG.
  • Pomimo to Moskwa zapowiedziała na początku maja manewry w Czechosłowacji; w Pradze doszło do protestów.
  • Dubczek jedzie do Moskwy na rozmowy z Breżniewem, który stwierdza, że manewry to konieczność, by zacieśnić przyjaźń.
  • 8 maja narada przywódców państw bloku wschodniego; Breżniew oznajmił przybyłym gościom, że w Czechosłowacji zwycięża kontrrewolucja; szczególnie mocno wspierali go Władysław Gomułka i Walter Ulbricht z NRD
  • Dla ZSRR Czechosłowacja była ważna ze względów strategicznych; w tym czasie nie było w niej wojsk radzieckich.
  • 10 maja manewry odstraszające w Polsce.
  • 20 czerwca ćwiczenia wojsk radzieckich na terenie Czechosłowacji (20 tys. żołnierzy).
  • Kolejny krok milowy Praskiej Wiosny to tekst „Dwa tysiące słów” Ludvika Baculika; odezwa powstała we współpracy ze środowiskiem czeskich intelektualistów; tekst ukazał się w największych gazetach w kraju 26 czerwca 1968 roku; podpisało się pod nim ponad 120 rys. osób; zaatakowano w nim partię i stwierdzono, że panujący ustrój został narzucony siłą przez Moskwę; jednocześnie autor stwierdził, że zmian powinni dokonywać komuniści, bo tylko wtedy uda się uniknąć chaosu.
  • 14 lipca w gmachu Urzędu Rady Ministrów w Warszawie spotkali się przedstawiciele partii i rządów z Bułgarii, Polski, Węgier, NRD i ZSRR; w obradach nie uczestniczyli reprezentanci Czechosłowacji i Rumunii.
  • Władze w Pradze ponownie zadeklarowały, że nie zamierzają opuszczać Układu Warszawskiego.
  • Przygotowania do wojskowej operacji trwały już w najlepsze.
  • Ostatnie spotkanie z Breżniewem i innymi przywódcami w Czernej nad Cisą; domagał się on zaprzestania rehabilitacji ofiar reżimu stalinowskiego oraz zaostrzenia cenzury.
  • Na spotkaniu w Bratysławie czechosłowaccy politycy obiecali przedstawicielom pozostałych państw bloku wierność socjalizmowi; zgodzili się też na to, że ochrona ustroju w Czechosłowacji leży w gestii wszystkich krajów bloku wschodniego; i ten fragment zostanie wykorzystany do inwazji na rzekomo suwerenny kraj.
  • 9 sierpnia Pragę odwiedza Tito, co dla Moskwy stanowiło sygnał, że Praga żąda niezależności.
  • 13 sierpnia wszystko było gotowe do przeprowadzenia inwazji.
  • Ostateczna decyzja została podjęta podczas posiedzenia Biura Politycznego KPZR 16 sierpnia.
  • 18 sierpnia pojawiają się w Moskwie delegacje krajów bloku wschodniego; na zamkniętym spotkaniu Breżniew poinformował Gomułkę, Kadara, Żiwkowa i Ulbrichta, że strona czechosłowacka nie dotrzymała obietnic złożonych w Bratysławie; twierdził, że w Pradze nadal dochodzi do antysocjalistycznych demonstracji, a w służbach nastąpiło rozprzężenie.
  • Decyzja mogła być tylko jedna – porządek w Czechosłowacji miał być zaprowadzony siłą.
  • Rozpoczęła się operacja „Dunaj”.
  • W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku armie Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji; inwazji dokonało ponad pół miliona żołnierzy ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii oraz NRD.
  • Oficjalnie doszło do niej w związku z listem, w którym rzekomo czechosłowaccy przywódcy poprosili Kreml o pomoc w zwalczeniu kontrrewolucji.

x

Mamy powyżej opisaną sekwencję zdarzeń w Czechosłowacji od końca lat 50-tych do 1968 roku, a więc 10 lat, w ciągu których przygotowywano się do tej operacji. W blogu Czechosłowacja ’68 pisałem, że na początku lat 60-tych pojawiły się głosy krytyczne wobec Novotnego i kierownictwa, nawet w obrębie rządzącej partii komunistycznej. Później dołączyli literaci, a po nich studenci i w końcu protest rozszerza się na społeczeństwo. Schemat zbliżony do tego zastosowanego w Polsce w marcu 1968 roku. Dochodzi więc do tego, że z byle błahego powodu zaczynają protestować studenci, co pobudza w partii żywioły reformatorskie. Następuje szereg wyreżyserowanych zdarzeń, których kulminacją jest decyzja o rozpoczęciu operacji „Dunaj”, czyli inwazja na Czechosłowację.

Dlaczego w tej operacji wzięło udział około pół miliona żołnierzy i niewyobrażalna ilość sprzętu wojskowego? Solidarność pacyfikowało 30 tys. milicjantów i 70 tys. żołnierzy. A przecież był to ruch na skalę znacznie większą, niż to, co wydarzyło się w Czechosłowacji. Również na Węgrzech w 1956 roku było podobnie i do tego doszły tam jeszcze zniszczenia.

Pojałtański porządek w Europie trwał do 1989 roku i nic nie mogło go wzruszyć do czasu zaplanowanego upadku Związku Radzieckiego. Gdy więc Amerykanie wcześniej dotarli do Niemiec i zajęli tereny przyszłej NRD, to musieli się z nich wycofać, co też nastąpiło. Nie było więc żadnych szans na to, by jakieś państwo z Układu Warszawskiego wyrwało się z objęć Związku Radzieckiego i wpadło w objęcia Zachodu, czyli Ameryki. A jednak doszło do takich prób. Co więcej, Amerykanie, poprzez swoje rozgłośnie radiowe, zachęcali do nich. O co zatem chodziło w tym wszystkim?

Skoro kruk krukowi oka nie wykole, co oznacza, że supermocarstwa nie walczą ze sobą bezpośrednio, czego dowód w blogu Syberia, to znaczy, że wojska radzieckie nie musiały stacjonować w Czechosłowacji, pomimo że jej terytorium wdziera się klinem w Niemcy i jej granica zachodnia jest bardziej wysunięta na zachód niż Berlin. Zatem tłumaczenie inwazji tym, że – wobec rosnącego napięcia i groźby wojny nuklearnej – Związek Radziecki chciał rozlokować swoje wojska na granicy z Niemcami Zachodnimi jest bez sensu. Podobnie jak tłumaczenie, że Związek Radziecki chciał ulokować na tej granicy pociski z głowicami nuklearnymi, ale żeby to ukryć, użył takiej ilości sprzętu i ludzi, by ta „igła w stogu siana” nie została znaleziona.

Jeśli nie o to chodziło, jeśli Związek Radziecki wiedział, że Zachód nie zareaguje, to po co było tak brutalne działanie w przypadku Węgier i tak monstrualna akcja w przypadku Czechosłowacji? Po to, by w światowej opinii publicznej wyrobić przekonanie, że Związek Radziecki to imperium zła, jak to ujął swego czasu Ronald Reagan. Gdy więc nastały czasy Solidarności, to jesienią 1981 roku najczęściej powtarzanym pytaniem było: wejdą, nie wejdą? Obawa przed interwencją radziecką była wśród ludu powszechna. Tylko po co mieliby wchodzić, skoro w Polsce wojska radzieckie, w odróżnieniu od Czechosłowacji roku 1968, stacjonowały? To był jednak dobry pretekst, by Jaruzelski mógł użyć własnego wojska. Stan wojenny został w Polsce wprowadzony bezprawnie, bo w tym czasie obradował sejm i tylko on mógł podjąć taką decyzję. To dziś nie przeszkadza politykom wszelkich opcji biegać do Jaruzelskiej, którą wykreowano na gwiazdę mediów internetowych. Polityka to cyrk, a politycy nie są nawet marionetkami, są klaunami.

W okresie powojennym wylansowano Związek Radziecki na imperium zła i tym imperium pozostaje Rosja jako jego spadkobierczyni. Ten wizerunek, wykreowany m.in. poprzez interwencje radzieckie na Węgrzech i w Czechosłowacji, jest obecnie wykorzystywany w wojnie na Ukrainie. Straszą nas cały czas tym, że Rosja zaatakuje, że trzeba temu przeciwdziałać, czyli wykonać uderzenie wyprzedzające, a ono z kolei pociągnie za sobą reakcję Rosji. Wszystko więc wskazuje na to, że tym razem NATO będzie walczyć z Rosją w strefie zgniotu, jaką jest Polska od unii polsko-litewskiej. Wtedy to było przedmurze Europy. Jeśli NATO zaatakuje z terytorium Polski, to Rosja odpowie tym samym i zaatakuje terytorium, z którego zostaną wystrzelone rakiety.

Imperium brytyjskie, którego ostoją są obecnie Stany Zjednoczone, zostało stworzone przez Żydów. Również imperium rosyjskie zostało przez nich stworzone. Dzięki temu, że nimi rządzą, mogą kreować konflikty na całym świecie. Ich cel jest zawsze taki sam – skłócać i osłabiać narody rdzenne. Dzięki temu mogą nad nimi panować, a więc również nad całym światem.

Rozmowa

Kilka dni temu Tomasz Piekielnik analizował rozmowę telefoniczną kanclerza Niemiec Olafa Scholza z prezydentem Władimirem Putinem. Poświęcił temu tematowi kilka minut (od 28 do 35 minuty). Poniżej częściowy i niedosłowny skrót tej analizy.

Rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że Olaf Scholz wezwał Władimira Putina do rozpoczęcia rozmów z Kijowem. Miałyby one otworzyć drogę do „sprawiedliwego i trwałego pokoju”. Była to pierwsza rozmowa przywódców Rosji i Niemiec od grudnia 2022 roku. Rozmowa trwała ponad godzinę i tak do końca nie dowiemy się, o czym rozmawiali, bo ja odnoszę wrażenie, że takie ważne rozmowy mają dwa oblicza. Oblicze oficjalne, czyli te, o którym donosi prasa i drugie oblicze – to część za zamkniętymi drzwiami. Czy dajecie Państwo wiarę temu, że Olaf Scholz dzwonił do Putina, by Rosja zasiadła do stołu negocjacyjnego? Przecież do tego nie trzeba wzywać Putina, ponieważ deklarował to od dawna, ale oczywiście ma warunki, podobnie jak Zełeński. Więc nikogo do niczego nie trzeba wzywać. Natomiast tłem jest zmuszanie przez Amerykę Europy, aby kontynuowała tę wojnę już bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. To po pierwsze. Po drugie – w tle pojawia się informacja, jakby groźba ze strony Zełeńskiego, że Ukrainie potrzeba tylko kilku miesięcy i będzie miała gotową broń atomową. Czy to nie brzmi jak groźba ze strony Zełeńskiego? Jaką mielibyśmy wówczas wojnę?

Natomiast, w mojej opinii, to coś, co dostrzegam na drugiej stronie medalu, jest o wiele istotniejsze. Moim zdaniem Olaf Scholz rozmawiał telefonicznie z Władimirem Putinem ponad godzinę po to, aby przekazać Rosji, potwierdzić Rosji dotychczasową politykę względem tzw. sprawy ukraińskiej. A ja dostrzegam, że ta polityka jest, użyję teraz tego słowa, prorosyjska. Niemcom na rękę jest taka polityka. Z ich punktu widzenia polityka prorosyjska, w okolicznościach geopolitycznych oddzielenia Niemiec od Rosji co najmniej buforem, jakim jest Polska, o Białorusi nie wspominam, było zawsze świetną grą. Zresztą w historii bywało tak, że jak się ktoś umawiał, jeśli chodzi o te mocarstwa, to my na tym traciliśmy. Przypomnijmy sobie chociażby rozbiory Polski. I uważam, że tego dotyczyła ta rozmowa.

W mojej opinii Olaf Scholz być może wie o kolejnych wariantach rozwoju konfliktu czy innej wojny na Ukrainie i rozważa warianty, które nie będą deeskalacją tej wojny. Oczywiście wzywa formalnie Putina do rozmów pokojowych, ale coś mi podpowiada, że tutaj zapewnia Putina o tym, że Niemcy w razie „W”, to nie będą się włączać do działań, do których nie tylko gotowa, ale wręcz nawołuje, jest Polska. Mowa o strącaniu rosyjskich rakiet nad Ukrainą, co będzie oznaczać, że wykonujemy kroki stanowiące wojnę napastniczą z punktu widzenia Rosji i ściągamy tym samym ryzyko kontrataków z jej strony. I chciałbym się mylić, chciałbym, żeby faktycznie rozmawiano tam tylko o pokoju, aby kanclerz Niemiec Olaf Scholz reprezentował spójną politykę względem wojny na Ukrainie. Spójną, ale też z punktu widzenia bezpieczeństwa Europy i Polski, jednolitą z polską. A tu widzimy, że Niemcy są bardziej zachowawczy, a Polska jest bardziej agresywna, co jest na rękę Stanom Zjednoczonym i uważam, że przez władzę zza Waszyngtonu po prostu zamówione.

x

Nie pierwszy to raz, gdy Piekielnik w sposób radykalny formułuje swoje wnioski. Wcześniej mówił o wymazaniu Polski z mapy Europy, choć nie sprecyzował tego dokładnie, a teraz mówi o rozbiorach Polski, choć takich nie było. Były rozbiory Rzeczypospolitej. W każdym razie nawiązanie do XVIII-wiecznych rozbiorów jest w obecnej sytuacji jak najbardziej zasadne. Warto więc przypomnieć, jak to było z tymi rozbiorami:

  • Konfederacja barska (1768-72) staje się pretekstem do I rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 roku,
  • Konstytucja 3 maja (1791) staje się pretekstem do zawiązania konfederacji targowickiej (1792), a ta usprawiedliwieniem II rozbioru w 1793 roku,
  • II rozbiór staje się powodem do insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku,
  • Insurekcja kościuszkowska skutkuje III rozbiorem w 1795 roku.

Mamy więc tu ciąg ściśle ze sobą powiązanych wypadków, które miały doprowadzić do likwidacji Rzeczypospolitej. Wymagało to oczywiście skoordynowanej współpracy państw zaborczych i „patriotów”. Trwało to 23 lata. Po co jednak ona była potrzebna, skoro po 123 latach ponownie odtworzono to państwo, które podobno stwarzało było tyle kłopotów? Wydaje się to nielogiczne. Jakiś cel jednak był. Chodziło o stworzenie nowego narodu polskiego na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. W XIX wieku w Wielkopolsce, najludniejszej dzielnicy – germanizacja, w Królestwie Polskim pod rosyjskim zaborem – rusyfikacja, a na Kresach – polonizacja. O tym w blogach Jezuici i Poniatowski.

Dziś sekwencja jest taka, że wojna na Ukrainie zaczęła się praktycznie w 2014 roku, a więc trwa już 10 lat. Od inwazji Rosji na Ukrainę mijają dwa lata i dziewięć miesięcy, a więc prawie trzy lata. Ten moment oznacza również koniec III RP – 24 lutego 2022 roku. I znowu mamy idealną współpracę mocarstw zachodnich z „polskimi” politykami. To, co teraz mamy, to typowy okres przejściowy: jedno państwo jest likwidowane, a drugie jeszcze nie powstało.

  • Likwidacja granicy polsko-ukraińskiej; po części jest to również rozpad unii europejskiej, bo jej zewnętrzna granica, czyli właśnie granica polsko-ukraińska nie istnieje.
  • Napływ milionów Ukraińców, którzy automatycznie uzyskują większe prawa niż obywatele upadającego państwa.
  • Tworzenie drugiego języka urzędowego.
  • Oddawanie wszystkiego Ukrainie za darmo oznacza, że państwo to stanowi już część wspólną i przypomina finansowanie jakiegoś regionu w danym państwie.
  • Gotowość do wysłania wojska na daleki wschód Ukrainy i zaangażowanie się w wojnę, tak jakby to była część integralna danego państwa wymagająca obrony.

To tylko niektóre cechy tego okresu przejściowego. Nie ulega już wątpliwości, że zmiana na stanowisku prezydenta w Stanach Zjednoczonych oznacza oficjalne wycofanie się tego państwa z wojny na Ukrainie. Trampydło, jak obiecało, tak zrobi. Obiecało, że zakończy wojnę na Ukrainie, tylko nie dopowiedziało, że zakończy ją dla Ameryki, oczywiście oficjalnie, bo nieoficjalnie dalej będzie udzielać kredytów Polsce. W sytuacji, gdy – jak twierdzi Piekielnik – Niemcy zapewniają Rosję, że nie będą angażować się w tę wojnę, to zapewne wepchną w nią Polskę. Tłumaczenie będzie takie, że jak nikt nie pomoże Ukrainie, to wyprodukuje ona bombę atomową i będzie wszystkich szantażować. Tłumaczenie oczywiście naiwne, bo to, kto może mieć broń nuklearną, jest ściśle kontrolowane. Nie po to przecież zabrano Ukrainie na początku jej niepodległego bytu tę broń, by teraz pozwolić jej na jej posiadanie. Ale jest to dobry argument, by wciągnąć Polskę do wojny. A gdy ta potrwa parę lat, to później już nikt nie będzie pamiętał, z jakich powodów tak się stało. Pozostanie tylko awanturnicza Polska i ona będzie głównym winowajcą tej przeciągniętej już wtedy ponad miarę wojny. I jakie wówczas będzie najlepsze rozwiązanie? – Zlikwidowanie jej.

W swoim kolejnym komentarzu w dniu 19 listopada Piekielnik mówił m.in. o kolejnej fali uchodźców z Ukrainy, o czym wcześniej donosiła Rzeczpospolita. Jeżeli sytuacja na Ukrainie eskaluje – użycie pocisków ATACMS, to czy Rosja odpowie? – pyta Piekielnik. To jest logiczna konsekwencja. Jeżeli działania będą eskalować, to więcej ludności ukraińskiej będzie z Ukrainy wyjeżdżać. Z jakich regionów będą wyjeżdżać? Z terenów, na które rozszerzą się działania zbrojne. Z tych, które Ukraińcy uznają, że mogą być następne i z każdego innego obszaru. I w ten sposób stworzy się kolejna fala migracji. I gdy łączymy fakty, to zastanawiajmy się zawsze, co jest pierwsze – jajko czy kura? Czy taka migracja jest skutkiem działań wojennych i eskalacji wojny, czy eskalacja wojny jest po to, by wywołać ruchy migracyjne, które dotkną wielu milionów Ukraińców. Według Piekielnika z Ukrainy może zechcieć wyjechać 1,5 do 2 mln ludzi. Zdaniem Marii Janyski, posłanki KO i szefowej sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji, scenariusz napływu dużej liczby uchodźców wzmacnia decyzja Joe Bidena, który w niedzielę (17.11.24) zezwolił Ukrainie na użycie rakiet dalekiego zasięgu na terytorium Rosji – pocisków ATACMS.

Jeśli eskalacja działań jest po to, by wywołać ruchy migracyjne, to znaczy, że cała ta wojna jest właśnie w tym celu. Chodzi więc o przesiedlenie jak największej liczby ludności, szczególnie tej ze wschodniej Ukrainy. Zapewne będzie to ludność, przynajmniej w większości, antyrosyjska, reprezentująca tzw. nacjonalizm ukraiński. A czyż Putin, uzasadniając inwazję na wschodnie rejony Ukrainy, nie mówił o tym, że jednym z celów tej „operacji specjalnej” jest denazyfikacja Ukrainy? Tylko czy miał na myśli całą Ukrainę, czy tylko jej wschodnią część? Bo jeśli tak, to znaczy to, że zaczęły się przygotowania do zajęcia przez Rosję Ukrainy zadnieprzańskiej. Z drugiej strony trwają przygotowania do aneksji zachodnich ziem Polski przez Niemcy. O tym świadczy choćby zamykanie kopalni węgla kamiennego na tym terenie. Co ciekawe, o budowie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego wypowiedział się w marcu 2022 roku na kanale Media Narodowe mec. Kazimierz Frąckiewicz, autor książki Polskość Kresów Wschodnich. Było to na kilka dni przed wybuchem wojny na Ukrainie. Tego video już nie ma, ale ja mam zwyczaj zapisywania tego, o czym jest mowa w zamieszczanych przeze mnie video, zgodnie z rzymską maksymą: VERBA VOLANT, SCRIPTA MANENT (Słowa ulatują, pismo pozostaje). Treść tej wypowiedzi w blogu Unia polsko-ukraińska.

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Jeśli nastąpi kolejna fala migracji, to Polska stanie się, jeśli już nie jest, państwem, w którym ludność prawosławna będzie ludnością dominującą. Jeśli utrzyma się trend napływu ludności, w większości muzułmańskiej, to może za jakiś czas, może za pięćdziesiąt lat, dojść do zderzenia się na tych ziemiach dwóch fundamentalizmów: prawosławnego i muzułmańskiego. O tym, jak ekspansywne jest prawosławie na terenie Polski, pisałem w blogu Czyja religia, tego władza. Już niejednokrotnie wspominałem o tym, że Żydzi planują na wiele lat do przodu. Ten cel może wydawać się dziś absurdalny. Ja jednak nie wykluczałbym tej możliwości całkowicie, bo po co te masowe przesiedlania ludności prawosławnej do Polski, skoro jest tyle miejsca na Ukrainie, nawet tej pomniejszonej o Ukrainę zadnieprzańską? I po co to sprowadzanie tych ciapatych, którzy prawdopodobnie w większości są muzułmanami?

Hasbara

W dniu 13 listopada Tomasz Piekielnik wyjaśniał na swoim kanale, czym jest hasbara. Czym jest hasbara – pytał Piekielnik – czyli jak Żydzi oraz państwo Izrael wpływają na to, co mówi się o nich na świecie. A zależy im, by mówiono tylko dobrze. I wpływają, w mojej ocenie, w sposób brawurowy, w sposób bardzo zawiły na mówców, na polityków, komentatorów, nawet na dziennikarzy. W mojej opinii poddają się też temu ludzie w Polsce. Ofiarami hasbary w Polsce są Wojciech Cejrowski, Michał Rachoń i TV Republika oraz Artur Bartoszewicz.

W pewnym momencie zastanawia się Piekielnik, jakimi mechanizmami docierają do obywateli innych państw propagatorzy misji hasbara? Ale obywatelami innych państw są też dziennikarze i politycy. Mogą to być podobne mechanizmy, jakimi docierają do lekarzy koncerny farmaceutyczne. Hasbara to machina gigantyczna, potworna machina manipulacji poprzez propagandę.

Następnie przechodzi on do analizy definicji hasbary, którą zamieszcza Wikipedia. Pisze ona:

„Hasbara (hebr. הַסְבָּרָה) – posługiwanie się dyplomacją publiczną na rzecz państwa Izrael, tj. starania mające na celu bezpośrednie komunikowanie się z obywatelami innych państw w celu informowania ich i wpływania na nich, aby wspierali lub tolerowali cele rządu izraelskiego.”

Piekielnik analizuje dokładnie tę definicję, słowo po słowie, ale nie wyjaśnia, co ono znaczy po hebrajsku, a znaczy ono, według tłumacza Google, „reklama”. W dalszej części Wikipedia pisze:

Wśród wczesnych syjonistów powszechne było nazywanie ich wysiłków komunikacyjnych „propagandą”. Na przykład termin ten został użyty przez Theodora Herzla na III Kongresie Syjonistycznym w 1899 r., kiedy prosił kolegów syjonistów z audytorium o „zaangażowanie się w propagandę”. Chociaż w tamtym czasie termin „propaganda” był neutralnym terminem opisowym, w międzyczasie związał się z podejściem manipulacyjnym. Obecnie termin ten jest zwykle używany w stosunku do komunikacji izraelskiego rządu lub proizraelskich grup wsparcia tylko przez ich krytyków lub przeciwników, aby przedstawić tę komunikację jako wprowadzającą w błąd i manipulującą.

Później użyto terminu hasbara. Termin ten został formalnie wprowadzony do słownika syjonistycznego przez Nachuma Sokołowa. Hasbara jest trudny do przetłumaczenia na angielski, ale z grubsza oznacza „wyjaśnianie”. Jest to strategia komunikacyjna, która „stara się wyjaśnić działania, niezależnie od tego, czy są uzasadnione”. Ponieważ skupia się na wyjaśnianiu swoich działań, hasbara została nazwana „podejściem reaktywnym i opartym na zdarzeniach”.

Dzisiaj izraelscy praktykujący mają tendencję do określania swoich wysiłków komunikacyjnych jako „dyplomacja publiczna”, a nie hasbara, co wskazuje na zmianę strategii. Uważają, że skupienie się na „wyjaśnianiu” jest zbyt defensywne i wolą aktywnie określać program, będąc mniej reaktywnym i bardziej proaktywnym, przechodząc do bardziej kompleksowego, długoterminowego podejścia strategicznego.

x

Mamy więc tu do czynienia z typowym żydowskim gmatwaniem, robieniem ludziom wody z mózgu.

»Hasbara jest trudny do przetłumaczenia na angielski, ale z grubsza oznacza „wyjaśnianie”. Jest to strategia komunikacyjna, która „stara się wyjaśnić działania, niezależnie od tego, czy są uzasadnione”. Ponieważ skupia się na wyjaśnianiu swoich działań, hasbara została nazwana „podejściem reaktywnym i opartym na zdarzeniach”.«

Konia z rzędem temu, kto rozumie, o co chodzi w tym bełkocie!

Słowo hasbara zostało zaadoptowanie przez syjonistów, a więc tych Żydów, którzy dążyli do utworzenia państwa Izrael na terenie Palestyny. Nazwali się tak od góry Syjon w Jerozolimie. Wtedy większość Żydów nie była syjonistami, więc w tamtym czasie – gdy pojawił się pomysł stworzenia takiego państwa, czyli pod koniec I wojny światowej i później – syjoniści chcieli wytłumaczyć światu, a pewnie i innym Żydom, co to jest syjonizm i o co im chodzi. I stąd ta propaganda i hasbara. Natomiast obecnie terminem bardziej oddającym rzeczywistość, bo przecież Izrael istnieje już od 1948 roku, jest dyplomacja publiczna. Już niczego nie trzeba wyjaśniać, więc wykorzystywanie słowa hasbara do tłumaczenia zachowań współczesnych Żydów z Izraela jest zwykłą dezinformacją.

O dyplomacji publicznej Wikipedia m.in. pisze:

„Dyplomacja publiczna poszerza zakres działania dyplomatów poza sfery bilateralnej współpracy międzyrządowej, kierując swe przekazy do szeroko pojętej zagranicznej opinii publicznej. Co więcej, posługuje się bardziej wyrafinowanymi technikami przekazu, czerpiąc źródła w teorii marketingu, zarówno politycznego jak i gospodarczego. Nastawiona jest przy tym, w przeciwieństwie do tradycyjnie pojmowanej dyplomacji, bardziej na wielostronną, otwartą i jawną współpracę oraz promocję, niż na tajne układy, protokoły, czy walkę o wpływ i jednostronne narzucanie swojego stanowiska.”

Jeśli więc w pewnym momencie Piekielnik mówi, że ofiarami hasbary są Cejrowski, Rachoń i TV Republika oraz Bartoszewicz i dodaje, że czynią to nieświadomie, to po dwakroć „myli się”. Są „ofiarami” dyplomacji publicznej i czynią to świadomie. Są po prostu szabesgojami.

W czasie marcowej hucpy w 1968 roku, podczas robotniczych manifestacji, pojawiły się transparenty z hasłem: Syjoniści do Syjamu. Któż mógł wymyślić takie hasło? Ówcześni robotnicy mówili – Żydzi, a raczej – Żydy. A czy mogli znać taki egzotyczny wówczas kraj jak Syjam, czyli dzisiejszą Tajlandię? A więc, wbrew pozorom, nie tak trudno zdemaskować zasymilowanych Żydów, o których Piekielnik nawet nie zająknął się. A przecież to oni stanowią największe zagrożenie, a nie jacyś tam szabesgoje i jakaś tam hasbara – z akcentem na ostatnią sylabę.

x

Żydzi są specyficznym narodem i niełatwo jest zrozumieć istotę żydostwa. Oni sami nie ułatwiają tego, wręcz przeciwnie. W związku z tym próba zrozumienia tego zjawiska, jakim są Żydzi, wymaga pewnego wysiłku intelektualnego. Podejmowałem w tym kierunku pewne próby m.in. w blogach Syjonizm, Kryzys sueski, Diaspora.

Niepodległość

W dniu 11 listopada Tomasz Piekielnik podzielił się na swoim kanale refleksjami na temat niepodległości Polski. Ze względu na zasięg tego kanału, tematykę, którą poruszył i wnioski do jakich doszedł – warto zapoznać się z tymi refleksjami, bo chyba to pierwszy przypadek, gdy ktoś mówi tak otwarcie o możliwości wymazania Polski z mapy Europy.

Piekielnik powiedział, że w latach 1772, 1793, i 1795 ziemie państwa polskiego, czyli ziemie narodu polskiego, zostały podzielone między trzy mocarstwa: Rosję, Niemcy (dawniej Prusy) i Austrię. Polska zniknęła z mapy świata i Europy na 123 lata. Pytanie: Jak długo będziemy cieszyć się dziś niepodległością? Ale ważniejsze pytanie brzmi: Czy dziś jest nasza Polska niepodległa?

Według definicji słownikowej – mówił Piekielnik – niepodległość oznacza niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw:

  • w sprawach wewnętrznych (wykonywanie przez nie zwierzchnictwa terytorialnego i prawa do normowania stosunków wewnętrznych;
  • i w stosunkach zewnętrznych (zdolność do samodzielnego, niezależnego od jakiegokolwiek podmiotu występowania w stosunkach międzynarodowych.

Zgodnie z tą definicją Rzeczpospolita (1569-1795) nie była państwem niepodległym, bo nie była państwem w świetle tej definicji. Był to zlepek księstw, które w wielu dziedzinach prowadziły własną politykę wewnętrzną i zagraniczną (stronnictwa: ruskie, pruskie i francuskie). Zatem nie można tu mówić o utracie niepodległości tylko o wymazaniu z mapy Europy.

Następnie Piekielnik wymienia 7 cech niepodległego państwa:

  1. Sprawy wewnętrzne (ustawodawstwo podległe UE, Ukrainie, USA).
  2. Sprawy zagraniczne (skandaliczne antypolskie wypowiedzi ministrów).
  3. Administracja państwowa i sądownictwo (przychylność administracji dla obcego kapitału.
  4. Najwyższe urzędy (świece chanukowe, podległość innym narodom).
  5. Wojsko i obronność (podległość na rzecz NATO, czyli mocarstw zachodnich).
  6. Finanse i gospodarka (ministrowie to często wysłannicy „city of London” lub bankierzy).
  7. Media oraz ideologia narodowa (brak polskich mediów, wszechobecna koszerność).

Ważne pytania:

  1. Czy utratą niepodległości jest wymazanie z map? – Niekoniecznie.
  2. Co poprzedza utratę niepodległości? – To, co się dzieje dziś.
  3. W jakim kierunku zmierza Polska? – Jednak uważam, że w kierunku punktu pierwszego. Czy to się wydarzy za rok, dziesięć czy trzydzieści lat – choć uważam, że być może szybciej – jest tylko kwestią czasu. Jest też kwestią definicji, co to będzie.

Wniosek końcowy

W mojej ocenie Polska utraciła już suwerenność! W mojej opinii święto 11 listopada powinniśmy traktować jako domaganie się przywrócenia suwerenności i niepodległości we wszystkich obszarach, które tu dla Państwa komentowałem. W mojej opinii mówienie, że tego dnia obchodzimy i czcimy istnienie naszej niepodległości, z całym szacunkiem dla wszystkich Państwa, jest jednak pewnego rodzaju złudzeniem.

Rekomendacje

  1. Budujmy świadomość, wiedzę, rozeznanie.
  2. Dostrzegajmy manipulację mediów i polityków.
  3. Demaskujmy wilki w owczej skórze.

x

Na wstępie Piekielnik powiedział, że ziemie państwa polskiego, narodu polskiego, zostały podzielone pomiędzy trzy mocarstwa. Jest to oczywiście nieprawda. Polska utraciła niepodległość w 1385 roku, gdy powstała unia personalna pomiędzy Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. Królem został Litwin, a nie Polak. Realizował on litewskie interesy. Po bitwie pod Grunwaldem Litwa odzyskała Żmudź a Polska nic nie zyskała. Taki to był interes.

Rzeczpospolita Iluś Tam Narodów była państwem wielonarodowym i była unią, czyli związkiem państw, choć WKL trudno było nazywać państwem. W związku z tym w latach 1772, 1793 i 1795 nastąpiło wymazanie z mapy Europy tworu zwanego Rzeczpospolitą, a nie – Polską. Była to unia, dziwna unia, w skład której wchodził związek byłej Korony z południową częścią WKL i północna część WKL. I jedno i drugie na miano państwa nie zasługiwało.

Cechą charakterystyczną tego tworu, sięgającego od morza do morza, było to, że dominowali w nim Słowianie wschodni i szybko zmarginalizowali Słowian zachodnich, czyli rdzenną ludność Korony. Słowianie wschodni, jako jednostki, są często bardzo utalentowani i zdolni, tego im odmówić nie można. Natomiast jako społeczności są białymi Murzynami. Nigdy nie stworzyli własnych państw, a Rosjanie, którzy je mają, zawdzięczają to Waregom, czyli Skandynawom, którzy zjednoczyli ziemie Słowian wschodnich i stworzyli Wielkie Księstwo Moskiewskie. To było dzieło Rurykowiczów. Romanowowie szybko stali się dynastią niemiecką i to za ich czasów Rosja stała się imperium. Ci Słowianie wschodni, którzy pozostali poza WKM, znaleźli się w obrębie WKL, czyli w zbiorze księstw i tam uwidoczniły się ich najgorsze cechy. Powstała więc pomiędzy Rosją a I Rzeszą strefa buforowa, idealna do tego, by dokonywać tu różnych eksperymentów, jak choćby ciągłe zmiany granic. O tym w blogu Klocki Lego.

W pewnym momencie Piekielnik wspomniał o tym, że Niemcy zmieniają słowa Roty. Zamiast „nie będzie Niemiec dzieci nam germanił”, na „nie będzie Krzyżak dzieci nam germanił”. Cechą charakterystyczną okresu porozbiorowego była germanizacja Wielkopolski – najludniejszej polskiej dzielnicy i rusyfikacja ludności polskiej w Królestwie Polskim. A więc na ziemiach rdzennie polskich wynaradawiano Polaków, a w tym samym czasie na ziemiach zaboru rosyjskiego, czyli na tzw. Kresach, następowała intensywna i masowa polonizacja miejscowej ludności. Ten proces to nic innego jak zastępowanie jednego, oryginalnego narodu, drugim – sztucznie stworzonym. I ten sztucznie stworzony naród dominuje dziś w tej „polskiej” rzeczywistości. O tym szerzej w blogu Zrozumieć Polskę.

Piekielnik akcentował też sprawy polityki wewnętrznej i zagranicznej, zależności od międzynarodowego kapitału i wszechobecnej koszerności. Zapomniał wszakże o jeszcze jednej bardzo ważnej sprawie, a mianowicie o religii i konflikcie na tle wyznaniowym, jaki paraliżował Rzeczpospolitą za sprawą unii brzeskiej. Ten konflikt trwa do dziś i może jest ważniejszy od pozostałych. O tym pisałem w blogach Czyja władza, tego religia i Czyja religia, tego władza.

Podsumowując, Piekielnik stwierdza, że kwestia likwidacji państwa, zwanego III RP, jest tylko kwestią czasu. Czy zostanie ona wymazana z mapy Europy, czy stanie się inaczej, tego nie sprecyzował. Niemniej mówi, jako pierwszy, tak otwarcie o likwidacji tego państwa. Ja od początku wojny na Ukrainie twierdzę, że ona po to wybuchła, by można było dokonać zmian granic w strefie buforowej. Niemcy odzyskają swoje ziemie wschodnie, czyli „polskie” zachodnie. Rosjanie pewnie „łykną” Ukrainę zadnieprzańską. A co zrobić, by poszkodowani byli zadowoleni, przynajmniej żeby tak to wyglądało dla świata? Połączyć to, co zostanie, w nowe państwo, zgodnie z zasadą: Ein Reich, zwei Völker – jak chce Ukrainiec Budzisz.

I to właśnie po to jest ta cała propaganda wokół Polski, która tak „bardzo” chce pomagać Ukrainie i wmawianie światu, że Polacy tak pomagają Ukraińcom, tak ich kochają, że wszystko im oddają i chcą wysłać swoje wojska na Ukrainę. Później zbiorą to wszystko do kupy i powiedzą światu, że w takim wypadku najlepszym rozwiązaniem będzie stworzenie jednego państwa polsko-ukraińskiego.

Plan

Mamy w Ameryce nowego starego prezydenta, z którym wielu Polaków w kraju i za granicą wiąże nadzieje, przede wszystkim na szybkie zakończenie wojny na Ukrainie. Sam Trump powiedział, że jak zostanie prezydentem, to zakończy wojnę na Ukrainie w godzinę. W swoim ostatnim podkaście geopolitycznym Leszek Sykulski nie pozostawia na Trumpie suchej nitki. Jego krytyka jest bezwzględna i trudno nie zgodzić się z nim.

Sykulski zaakcentował fakt, że kampanię prezydencką Trumpa sfinansowały głównie firmy zbrojeniowe, takie jak m.in. Boeing, Lockheed Martin, GM, Microsoft. Natomiast kampanię Kamali Harris – Google, Microsoft, Apple, Netflix, Amazon, Facebook. A firma Johnson & Johnson wyłożyła pieniądze na oboje kandydatów. To dowodzi, że mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju teatrem. Wielcy gracze podzielili swoje wpływy i obsadzili jedną i drugą stronę.

Donald Trump – twierdzi Sykulski – jest politykiem zdominowanym przez lobby izraelskie i wylicza jego „dokonania” z okresu pierwszej prezydentury:

  • zerwał jednostronne porozumienie nuklearne z Iranem
  • przeniósł siedzibę ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy
  • za jego kadencji została przyjęta ustawa 447, na mocy której Stany Zjednoczone stały się adwokatem Izraela w sprawie tzw. mienia bezspadkowego

Dalej Sykulski wylicza:

  • Polska jest systemowo podporządkowana Stanom Zjednoczonym, a więc nie ma większego znaczenia czy w Waszyngtonie rządzi polityk X czy Y.
  • Trumpa popierały wszystkie środowiska gospodarcze, które chcą zaostrzenia relacji z Chinami. Donald Trump jest dla nich najlepszym gwarantem utrzymania tego kursu.
  • Trump może naciskać na Rosję i Ukrainę na zamrożenie tego konfliktu.
  • Stany Zjednoczone nie wyślą swoich żołnierzy, aby utrzymywać pokój na Ukrainie, natomiast mogą one naciskać na to, aby pokój na Ukrainie utrzymywali Polacy, Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi.
  • Perspektywa przenoszenia odpowiedzialności za utrzymanie pokoju na Ukrainie na Polskę jest koszmarną wizją. To pokazuje, jak bardzo wasalnym państwem względem Stanów Zjednoczonych jest państwo polskie.

Reasumując, Sykulski mówi, że Donald Trump jest politykiem głęboko związanym z deep state, z lobby proizraelskim; wybór Trumpa to bardzo dobra wiadomość dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, to bardzo dobra wiadomość dla Benjamina Netanjahu, to jest także bardzo dobra wiadomość dla tych wszystkich środowisk żydowskich, które podnoszą kwestię zwrotu tzw. mienia bezspadkowego; Donald Trump będzie prowadził bardzo twardą politykę przeciwko Chinom, a państwa, takie jak Polska, będą wykorzystywane jako pionki na euroazjatyckiej szachownicy przez administrację amerykańską.

x

W The Wall Street Journal, który cytuje Sykulski, ukazał się 6 listopada artykuł Trump obiecał zakończyć wojnę na Ukrainie. Teraz musi zdecydować jak. W nim jest informacja o tym, że doradcy do spraw polityki zagranicznej, zbliżeni do prezydenta-elekta, wysunęli cztery różne wersje planu, który skutecznie zamroziłby linię frontu. Jedna z nich, to ta, w której proponuje się, by to Polacy, Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi, poprzez obecność swoich wojsk zamrozili tę linię frontu. Jakie to były te pozostałe wersje, tego nie wiem, bo tylko początek wspomnianego artykułu jest dostępny bezpłatnie. Podejrzewam jednak, że pozostałe to zwykła ściema, by odwrócić uwagę od tego, co zostanie zaakceptowane i uznane za najlepsze rozwiązanie.

W mojej ocenie jest to bardzo niebezpieczna i najgorsza z możliwych dla Polski wersja wydarzeń. Przede wszystkim dlatego, że w praktyce sprowadzałaby się ona do obecności wojsk polskich na Ukrainie. Inne państwa pewnie obiecają, że wyślą swoje wojska później, a to później będzie takie samo jak w 1939 roku. Czym innym byłoby ich wysłanie do walki z Rosją na tym froncie, a czym innym – wysłanie ich jako wojsk rozjemczych, sił pokojowych czy innych. To zostałoby odebrane przez Ukraińców jako polska okupacja, a to oznaczałoby nawiązanie do „tradycji” I RP z jej niekończącymi się powstaniami na Ukrainie.

Leszek Sykulski nie pozostawił suchej nitki na Trumpie, co nie dziwi, bo on reprezentuje stronnictwo ruskie. PO, to stronnictwo pruskie, a PiS – amerykańskie. To jest tradycja tej strefy buforowej, zwanej przez Sykulskiego zderzakiem strategicznym. Od czasów unii z Litwą mamy taką sytuację, że nie było tu państwa w takim znaczeniu jak na Zachodzie. Nie było silnej władzy centralnej. Zamiast niej byli potężni feudałowie – bojarzy litewscy i rusińscy, którzy udawali polskich magnatów. Oni rywalizowali ze sobą. Czasem zawierali sojusze między sobą, a czasem szukali wsparcia za granicą. I tak powstawały stronnictwa ruskie, pruskie, francuskie, austriackie a nawet – szwedzkie. Tak było w przypadku bojara litewskiego – Sapiehy. To wschodni Słowianie, którzy nigdy nie stworzyli własnego państwa. O Ukraińcach i Białorusinach, to nawet nie warto wspominać. Natomiast Rosjanie mają państwo tylko dzięki temu, że część plemion wschodniosłowiańskich zwróciło się do Waregów – czyli Normanów, bo tak ich nazywano w Rosji – o pomoc, o to, by im zorganizowali państwo. Ci wszystkich wzięli za mordę, zjednoczyli ruskie ziemie i tak powstało Wielkie Księstwo Moskiewskie. To było dzieło Rurykowiczów – Waregów. Natomiast imperium budowali Romanowowie – dynastia, w której dominował pierwiastek niemiecki.

Pozostali wschodni Słowianie, którzy nie weszli w skład Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, znaleźli się w obrębie Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którym nie było silnej władzy centralnej, tylko potężni rusińscy i litewscy feudałowie, zwani bojarami. Jeśli nie silna władza centralna, to anarchia. Ciekawe, że w tym samym czasie I Rzesza również była zlepkiem mniejszych czy większych księstw, ale tam anarchii nie było i potężna Rosja, której wojska były w Berlinie w 1762 roku jakoś nie zdecydowała się na jej podbicie. W tym przypadku plan był inny. Strefa buforowa miała powstać tam, gdzie dominowali wschodni Słowianie – kłótliwi w swojej masie, zawistni i skłonni do anarchii. To oni w większości tworzą współczesny naród polski i to tzw. polskie piekiełko. Teren Wielkiego Księstwa Litewskiego i zdominowanej przez nie Korony idealnie nadawał się do stworzenia takiej strefy. I tak też się stało. Nie miało znaczenia, że przez pewien czas nie było tu państwa, bo powstania wybuchały. Jak powstało państwo po I wojnie światowej, to uaktywniono Ukraińców. Po II wojnie światowej zmobilizowano robotników na czele ze słynną Ukrainką – Anną Walentynowicz. Schyłek III RP to masowy napływ Ukraińców, co bardzo źle wróży na przyszłość. Anarchia, warcholstwo, awanturnictwo, zawiść, kompleksy – to cechy Słowian wschodnich, szczególnie Ukraińców. Jeżeli więc dojdzie do wysłania wojsk polskich na Ukrainę w charakterze sił pokojowych, to będzie to klasyczne dolewanie oliwy do ognia, ale Amerykanie, którzy o tym zdecydują, dobrze znają historię tych ziem. Bo tylko ktoś, kto dobrze ją zna – wie, że przez cały okres trwania I RP istniało wspólne państwo polsko-rusińskie, które nazywano Koroną – mógłby wpaść na pomysł wysłania wojska polskiego na Ukrainę. Iście diabelski plan. Czy zostanie zrealizowany? Czas pokaże.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej (1569); Korona sięga daleko na wschód, aż za Kijów, a Wielkie Księstwo Litewskie już nie jest takie wielkie; źródło: Wikipedia.

Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, dlaczego rządzący w Warszawie prowadzą taką politykę wobec Ukrainy, jaką prowadzą, to ta mapa powinna im wszystko wyjaśnić. Wschodni Słowianie zdominowali twór zwany Rzeczpospolitą i dominowali również w kolejnych jej klonach, choć już jako Polacy z Kresów. Ich nieznani przełożeni nie muszą się wysilać, by ich przekonać do wykonywania nawet najbardziej nieetycznych i podłych rozkazów. A jednym z nich jest przecież oddanie wszystkiego Ukrainie za darmo, chyba że uznamy, że już mamy wspólne państwo. I tak chyba jest. I w takim wypadku zaciąganie kredytów na zakup broni na wojnę w województwie kijowskim jest jak najbardziej uzasadnione. Że mamy już to wspólne państwo, to świadczy o tym również objęcie opieką socjalną i zdrowotną Ukraińców, pierwszeństwo w przyjmowaniu do pracy, do szkół i na uczelnie, wprowadzanie języka ukraińskiego jako drugiego języka urzędowego itp. Co z tego wyjdzie za jakiś czas? Drugi Bliski Wschód?

Konflikt nuklearny

Coraz częściej straszą nas we wszelkiego rodzaju mediach konfliktem nuklearnym. Czy jest on możliwy? Możliwy to on jest, ale czy miałby sens? Jeśli celem każdej wojny jest podporządkowanie przeciwnika własnej woli, a nie zniszczenie go, to użycie broni nuklearnej nie ma sensu. Po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku do dziś teren wokół byłej elektrowni jądrowej jest skażony. Już na początku lat 60-tych pojawiła się w Ameryce doktryna wojskowa, która uwzględniała niekorzystne skutki użycia broni jądrowej. Ta nowa doktryna była dziełem duetu Kennedy-McNamara. Wikipedia pisze tak:

Robert Strange McNamara (ur. 9 czerwca 1916 w San Francisco, zm. 6 lipca 2009 w Waszyngtonie) – amerykański polityk i biznesmen, w latach 1961–1968 sekretarz obrony USA, w latach 1968–1981 prezes Banku Światowego. McNamara był odpowiedzialny za instytucję analizy systemowej w polityce publicznej, którą rozwinął w dyscyplinę znaną dzisiaj pod nazwą analizy politycznej.

Przed Pentagonem

Urodził się w San Francisco. Ojciec – Robert James McNamara – był menedżerem sprzedaży w hurtowni obuwniczej. Matka – Clara Strange McNamara – nadała synowi swoje nazwisko panieńskie jako drugie imię. Oboje rodzice mieli brytyjskie pochodzenie.

W 1937 ukończył ekonomię i filozofię na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Dwa lata później skończył studia podyplomowe w zakresie zarządzania na Harvardzie.

Przez rok pracował w San Francisco jako księgowy. Potem wrócił na Harvard, aby zająć się nauczaniem w tamtejszej Szkole Biznesu. Brał tam udział w projekcie polegającym na uczeniu oficerów lotnictwa technik analizy na co dzień stosowanych w biznesie. W 1943 sam przywdział mundur sił powietrznych i stał się analitykiem wojskowym w stopniu kapitana. Był m.in. jednym z autorów planu bombardowania Tokio w 1945.

W 1946 zakończył służbę wojskową i podjął pracę dla koncernu Ford. Szybko piął się w górę, aż w 1960 został pierwszym w historii prezesem spoza rodziny Fordów. Dzień przed objęciem przez niego prezesury wybory prezydenckie wygrał John F. Kennedy, który kilka tygodni później zaproponował mu objęcie resortu obrony.

Założenia doktryny wojskowej

McNamara i Kennedy znacząco zmienili amerykańską doktrynę wojskową. Uznali, że w razie wojny nuklearnej Ameryka nie ma prawa do pierwszego uderzenia. O ile poprzednia ekipa, pod wodzą prezydenta Eisenhowera, uważała, że w razie zagrożenia należy przeprowadzić zmasowaną akcję, z możliwością użycia broni atomowej, duet Kennedy-McNamara wolał wojny na niewielką skalę, rozgrywające się z dala od granic USA i prowadzone przy pomocy broni konwencjonalnej.

Za jeden z głównych celów postawili sobie zwalczanie raczkującego w kolejnych krajach komunizmu. Stąd między innymi brało się silne wsparcie udzielane Wietnamowi Południowemu.

McNamara starał się w swej retoryce łagodzić konsekwencje ewentualnej wojny atomowej. Głównym celem istnienia broni jądrowej było dla niego odstraszanie. Podkreślał, że celem każdej wojny, nawet nuklearnej, jest zniszczenie sił przeciwnika, a nie wyginięcie jak największej liczby ludności. Usiłował zawrzeć z ZSRR nieformalne porozumienie, iż w razie wybuchu wojny żadna ze stron nie wystrzeli rakiet w miasta wroga, a będzie celować jedynie do obiektów o znaczeniu wojskowym.

Sukcesy i porażki

Za swoją największą porażkę jako sekretarza obrony uznał po latach namawianie prezydenta do przeprowadzenia kompromitującej w skutkach operacji w Zatoce Świń (1961), podczas której grupa wyszkolonych przez CIA kubańskich uchodźców usiłowała obalić reżim Fidela Castro. Największym sukcesem McNamary był szczęśliwie zakończony kryzys kubański (1962), uważany często za ten moment zimnej wojny, kiedy wybuch III wojny światowej wydawał się najbardziej realny.

x

Wygląda więc na to, że doktryna wojskowa McNamary jest nadal aktualna. Stany Zjednoczone prowadzą wojny daleko od swych granic. Natomiast broń jądrowa nie tyle służy do odstraszania, tylko raczej do straszenia i to nie przeciwnika, ale tzw. opinii publicznej. Wydaje się, że tak było od początku, od kryzysu kubańskiego w 1962 roku. To były, według mnie, działania pozorowane. Takimi były zarówno operacja w Zatoce Świń jak i kryzys kubański. O tym pisałem w blogu Kuba.

Konflikt na Bliskim Wschodzie jest również sztucznie podtrzymywany, bo przecież Palestyńczycy mają swoje państwo. Jest nim Jordania, w której większość ludności (70%) to Palestyńczycy. Podobnie jest w parlamencie i rządzie jordańskim. O tym w blogu Palestyna c.d., a o powrocie Żydów do Palestyny w blogu Palestyna.

Iran, którym nas od jakiegoś czasu straszą, jest całkowicie zależny od Stanów Zjednoczonych, czyli od Żydów. Zrobi więc on tylko tyle, na ile pozwoli mu jego suweren. O tym w blogach Iran i Iran c.d.

U nas, w Polsce, czyli nigdzie, cała tzw. opozycja podgrzewa konflikt polsko-ukraiński, wykorzystując do tego ludobójstwo na Wołyniu, ale nikt z niej nawet nie zająknie się o czymś takim jak Eksperyment wołyński. Nikt nie zada sobie pytania, dlaczego zatarto tam wszelkie ślady: wioski spalono i zrównano z ziemią, ludność wymordowano i pogrzebano w nieoznaczonych grobach. Ale zanim to zrobiono, to masakrę udokumentowano zdjęciami. Kto zrobił te zdjęcia? Przecież ludność miejscowa nie widziała na oczy aparatu fotograficznego, nie mówiąc już o umiejętności posługiwania się nim. Co by było gdyby nie spalono domów? Może okazałoby się, że w nich wisiały ikony. Co by było gdyby dokonano ekshumacji ofiar? Może okazałoby się, że miały one, przynajmniej niektóre, krzyżyki prawosławne. Może właśnie po to zatarto wszelkie ślady, bo gdyby nie, to mit ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu prysłby ja bańka mydlana. Ale że tego nikt nie robi, to mamy konflikt, który będzie eskalował.

Wyobraźmy więc sobie taką sytuację, że dochodzi do konfliktu nuklearnego, który kończy się tym, że nie ma zwycięzców, albo że jest jeden zwycięzca, a reszta pokonana. To oznaczałoby koniec wszelkich konfliktów, a przecież podstawą żydowskiej ideologii jest konflikt, bez którego nie byłoby postępu, jak twierdzą i bez którego Żydzi nie mogliby skłócać narodów rdzennych, osłabiając je w ten sposób i zapewniając sobie ciągłe nad nimi panowanie. Dlatego uważam, że do konfliktu nuklearnego nie dojdzie.

Powódź

W zasadzie ten blog powinienem zatytułować „Potop”, ale ten wyraz jest w naszej tradycji zarezerwowany dla innego wydarzenia. Nie przypadkiem chyba, bo był on tak wyniszczający dla Korony jak ta wielka woda na Dolnym Śląsku. Potop szwedzki był elementem pewnego planu, którego celem było zmarginalizowanie Korony, likwidacja jej elit po to, by twór zwany Rzeczpospolitą został zdominowany przez Wschód. Czy przypadkiem ta powódź nie została wykorzystana do realizacji jakichś politycznych celów? YouTube podsunął mi kanał Radek Pogoda, na którym zamieszczono ciekawą analizę tego, co stało się na Dolnym Śląsku. Poniżej parę jej fragmentów.

12 września pojawia się informacja, że Wody Polskie nie zdecydowały się na zrzut wody ze zbiorników na Nysie, bo nie ma takiej potrzeby. 13 września zbiornik nyski przyjmował tyle wody, ile odprowadzał. Podobna sytuacja była na pozostałych zbiornikach Nysy Kłodzkiej – Topoli Paczków, Kozielna i Otmuchowa. Przy czym w zbiornikach Kozielno i Otmuchów wody przybywało. Tego samego 13 września premier Tusk mówi, że owszem są niepokojące informacje, ale prognozy nie są straszne, więc on nie widzi powodu do paniki. Mija jedna noc i zaczyna się tragedia.

Pojawia się pytanie: dlaczego jeszcze 9 września Czesi nie zaczęli zrzucać wody ze swoich zbiorników? Dlaczego trzymali tę wodę w swoich zbiornikach retencyjnych, wiedząc, że ta wielka fala napływa, że będzie szybciej u nich kilka dni niż dzisiaj jest u nas? Wiedzieli, co nadchodzi, informowali o tym w mediach, mówili o tym politycy, a mimo tego nie przygotowali swoich zbiorników. Tak jakby czekali, aby jeszcze większą falą chlupnąć w naszą stronę.

Można oczywiście będzie pochylić się nad tym, jak reagowalibyśmy, w jaki sposób bronilibyśmy się przed powodzią – tą, którą dzisiaj mamy, którą będziemy mieli jeszcze przez najbliższe dni – gdybyśmy trochę mniej sprzętu strażackiego oddali np. Ukrainie. Nie mówię tu tylko o wozach strażackich, mówię o motopompach, łodziach, namiotach, wszelkiego rodzaju sprzęcie, choćby sprzęcie oświetleniowym, komunikacyjnym, łącznościowym, który jest niezbędny, by funkcjonować w regionach, które tak jak Kotlina Kłodzka pozbawione są prądu, internetu, zasięgu telefonii komórkowej czy jakichkolwiek innych możliwości transportu w terenie, w którym mamy pozrywane mosty, przepusty, pozapadały się drogi, poniszczone zostały wszelkiego rodzaju elementy infrastruktury i nie da się w pewne miejsca dotrzeć inaczej niż śmigłowcem albo właśnie łodzią.

Ludzie zginęli, zostały zniszczone majątki, bardzo często majątki całego życia, zniszczone zostały firmy, warsztaty, fabryki, magazyny, hurtownie, sklepy, gabinety kosmetyczne, wszelkiego rodzaju infrastruktura drogowa, elektryczna, komunikacyjna. Poleciały słupy telegraficzne, telefoniczne, nadajniki komórkowe. Wszystko – co zostało oddane pod opiekę ludzi związanych z Wodami Polskimi i polityków, którzy są nad nimi, którzy tych ludzi na te stanowiska wskazywali – wszystko to poszło w diabły, wszystko to popłynęło z wodą.

x

Z tej analizy można też dowiedzieć się, że nic od poprzedniej powodzi z 1997 roku nie zrobiono. Czy z powodu nieudolności i korupcyjności kolejnych rządów? Ja w to nie wierzę. W zakończeniu poprzedniego bloga napisałem, że „polski” rząd prowadzi politykę dywersyjną w stosunku do państwa, którym rządzi. Ja nie wierzę w to, że w Wodach Polskich decydenci są niekompetentni i nie wierzę też, że są takimi urzędnicy państwowi odpowiedzialni za te sprawy. Czasem działają bardzo sprawnie i profesjonalnie. Tak było w przypadku sprowadzenia do Polski kilku milionów Ukraińców, zorganizowania im miejsc zamieszkania, objęcia wszelkimi świadczeniami socjalnymi, zapewnienia wielu z nich pracy, uczynienia z języka ukraińskiego drugiego języka urzędowego i w przypadku wielu innych udogodnień dla nich. To było wielkie wyzwanie logistyczne i organizacyjne, do którego rząd przygotowywał się może nawet latami. Żadna z partii politycznych nawet nie zająknęła się na ten temat. Natomiast w przypadku wszystkich innych spraw są kłótnie i wzajemne oskarżenia. Jest jednak ktoś wyżej, kto zarządza tą hałastrą.

Powódź już była w Austrii i w Czechach, a rząd zapewniał, że nie ma zagrożenia. Czy trzeba lepszego dowodu? Ten lepszy dowód to gromadzenie wody w zbiornikach retencyjnych w sytuacji, gdy należało ją spuszczać. Do tego dochodzi jeszcze dziwne zachowanie Czechów, którzy swoim postępowaniem jeszcze pogorszyli sytuację. To tylko dowodzi tego, że rząd czeski, tak samo jak polski, wykonuje polecenia swoich nieznanych przełożonych. Czesi są jednak w o tyle lepszej sytuacji, że ich państwo nie zostało wyznaczone na kozła ofiarnego, a nasze – tak.

Ta powódź to jeden z elementów mających na celu zniszczenie polskiej gospodarki. Najważniejszym i najbardziej brzemiennym w skutki będzie oczywiście pomoc dla Ukrainy, która jest finansowana z kredytów, których Polska nie spłaci. Ta powódź i poprzednie to też będzie doskonały argument dla Niemców, że Polska nie potrafi zagospodarować terenów poniemieckich i w związku z tym powinny one wrócić do Niemiec.

Tak więc to tzw. państwo polskie jest rozmontowywane na płaszczyźnie gospodarczej i kompromitowane na płaszczyźnie politycznej. Wszystko to oczywiście dzieje się przy aktywnym udziale „polskiego” rządu. Zaczęło się od rządów Jagiellonów, czyli obcych. W I RP królowie też byli obcy, nawet Sobieski był Rusinem, a nad Poniatowskim to nawet nie warto się pastwić. Sanacja cynicznie wepchnęła II RP do walki z Niemcami. Komuniści nie mieli skrupułów, by zniszczyć dorobek PRL-u, a rządy III RP wpisują się w ten trend. – Taka to specyfika tego miejsca na ziemi.

Kartka

W czwartek 12 września przybył z wizytą do Warszawy Sekretarz Stanu USA Antony Blinken. Spotkał się z Ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, który przeczytał z kartki pewną deklarację. To, że Polska jest wasalem USA, to w to nikt nie wątpi, ale żeby to demonstrować aż tak ordynarnie, to mnie trochę zdziwiło. Chodzi o to, że Sikorski czytał z dostarczonej mu kartki tekst napisany po angielsku. Dlaczego tak sądzę? W pewnym momencie czyta on: „…a także uważamy znieść ograniczenia na użycie broni dalekiego zasięgu.” Sikorski tłumaczył więc na bieżąco tekst angielski i w pewnym momencie nie znalazł odpowiedniej składni w języku polskim. Po polsku powinno być: „…a także uważamy, że należy znieść ograniczenia na użycie broni dalekiego zasięgu”. W języku angielskim bezokolicznik, w różnych formach, jest znacznie częściej używany, niż w języku polskim, w którym nie ma dla nich odpowiednika. My raczej w tej sytuacji zamiast „znieść” powiedzielibyśmy „zniesienie”, np. – a także uważamy zniesienie ograniczenia (ograniczeń) na użycie broni dalekiego zasięgu za właściwe, konieczne itp. w zależności od tego, co zawiera wersja angielska. Prawdopodobnie więc Sikorski nie miał wcześniej okazji, by zapoznać się z treścią tej kartki, a tłumaczenie jej na bieżąco wcale takie łatwe nie jest, nawet dla kogoś, kto, jak on, zna angielski biegle. Ale treścią tego komentarza nie będą zawiłości angielskiej składni. Chciałem tylko zaakcentować to, co od razu zwróciło moją uwagę, gdy słuchałem Sikorskiego. Czy Amerykanie aż tak lekceważą Sikorskiego, że nie chciało im się przygotować wcześniej polskiej wersji tej deklaracji albo chociaż dać mu chwilę na „ogarnięcie” tego tekstu? Na wystąpienie Sikorskiego zwrócił też uwagę na swoim kanale Tomasz Piekielnik. Poniżej fragmenty jego komentarza.

Blinken w Warszawie. Zestawmy te doniesienia o wizycie Blinkena w Kijowie i w Warszawie z tym, gdzie on mógł ewentualnie jeszcze być. Mógł odwiedzić Londyn, mógł polecieć z Warszawy do Pragi, do Berlina. Ktoś stamtąd mógł tutaj przylecieć. Nic takiego się nie działo. Zatem widzimy jednoznacznie, że Blinken przywozi do Polski jakieś ordynaty, jakieś rozkazy. I w mojej ocenie wypowiedź Ministra Spraw Zagranicznych Polski, to jest symboliczna wypowiedź. I twierdzę, że kartka, z której czytał, to kartka, którą mógł sam Blinken przywieźć do Polski. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że ta retoryka jest zamówiona przez deep state w Stanach Zjednoczonych. Posłuchajmy zatem, o czym mówi Radosław Sikorski i zastanówmy się czy wy i wasi znajomi, wasza rodzina, czy się z tym zgadzacie?

Zapewnienie bezpieczeństwa Ukrainie, a więc strategicznemu przedpolu całego sojuszu północnoatlantyckiego pozostaje naszym wspólnym priorytetem i będziemy kontynuowali te wysiłki. Polska pozostaje zwolennikiem zwiększania presji na reżim rosyjski w celu zmuszenia go do zakończenia wojny przeciwko Ukrainie.

Po pierwsze, czy Polacy mają taką opinię, większość Polaków, jak tutaj Minister Spraw Zagranicznych? Uważam, że nie. Uważam, że większość Polaków opowiada się za pokojem; uważam, że większość Polaków, szczególnie w wieku 20-40 lat, a nawet tych starszych, na myśl, że wywieranie na Rosję presji dalszej, zbrojnej, atakowanie jej terenów poprzez broń i z wykorzystaniem technologii zachodniej, która obsługiwana może być przez polskich żołnierzy, to ryzyko eskalacji wojny, ryzyko ustalenia przez Rosję celów znajdujących się na terenie Polski jako miejsca, które należy uderzyć. No i teraz powiedzieć, z czym to się może wiązać i z czym to niewątpliwie będzie się wiązać, ta eskalacja konfliktu, no to właśnie uważam, że Polacy są przeciwni prowadzeniu wojny, przeciwni wywieraniu presji, jak to powiedział Sikorski.

Po drugie, za chwilę Państwo usłyszycie te prowokacyjne nawoływanie, co do którego jestem bardzo zdumiony i zaskoczony, bo ten człowiek realizuje, w mojej ocenie podkreślam, wybitnie antypolski interes.

Od początku staliśmy w awangardzie wysiłków na rzecz pomocy wojskowej i nie tylko. Jako Zachód powinniśmy kontynuować dostarczanie Ukrainie zaawansowanych systemów obrony powietrznej i przeciwlotniczej.

Uważa pan minister, że Polska powinna kontynuować dostarczanie Ukrainie uzbrojenia w rozumieniu pomocy, czyli w rozumieniu przekazywania nieodpłatnego, przekazywania nie na zasadzie pożyczki, tylko na zasadzie: na koszt polskiego podatnika, na koszt obniżenia standardu życia w Polsce, na koszt większej inflacji w Polsce, no bo te wydatki finansowane są gigantycznym długiem. Przypomnę – w tym roku 265 miliardów deficytu, czyli dziura w kasie, o tyle więcej długu musi wziąć rząd. W przyszłym roku budżet centralny ma mieć dziurę w kasie na poziomie 289 miliardów i dodatkowo trzeba będzie nowych obligacji wyemitować, czyli nowy dług zaciągnąć w funduszach pozabudżetowych w wysokości 100 miliardów złotych. To powoduje, że bardzo wzrasta ilość pieniądza w obrocie za sprawą decyzji rządowych. Gospodarka jednak w istocie nie rośnie, wartość pieniądza musi spadać, zatem inflacja w przyszłym roku dwucyfrowa jest bardzo prawdopodobna. I to są prawdziwe konsekwencje zaangażowania Polski, rozbrajającej się, rozbrajającej swoje wojska po to, aby dozbrajać Ukrainę i zwiększać ryzyko globalnego konfliktu, zwanego III wojną światową.

…a także uważamy znieść ograniczenia na użycie broni dalekiego zasięgu. Jesteśmy przekonani o skuteczności sankcji ekonomicznych…

Wszystko w temacie. Minister Spraw Zagranicznych mówi, że jesteśmy, jako Polska, za tym, aby znieść ograniczenia w używaniu broni dalekiego zasięgu. Już wiecie, jak to należy rozumieć, bo tu nie chodzi tylko o powiedzenie, Ukraino możesz sobie strzelać rakietami na cele oddalone o 300, 400 czy 500 km, tylko tu chodzi, że społeczeństwom się mówi „Ukrainie daliśmy zgodę”, a tak naprawdę, z punktu widzenia militarnego, to dowództwo NATO, dowództwo poszczególnych państw daje rozkazy konkretnym żołnierzom, konkretnym jednostkom, które obsługują to uzbrojenie, do tego, aby wprowadzać dane, wprowadzać koordynaty i pilnować dokąd mają te rakiety dolecieć, jaki cel zniszczyć. I tym jest tak naprawdę zniesienie ograniczeń.

Polski minister spraw zagranicznych mówi, że Ameryka musi zrobić więcej, aby wzmocnić zdolności Ukrainy do atakowania Rosji. – Aljazeera.

I oto dowód na to, co powiedziałem we wstępie. Świat obiega informacja o tym, że to Sikorski namawia Stany Zjednoczone, aby to Stany Zjednoczone zniosły ograniczenia i pozwoliły Ukrainie atakować cele znajdujące się w głębi Rosji. Wychodzimy w tej chwili jak Zabłocki na mydle na tym wszystkim. To Polska będzie w ocenie społeczności międzynarodowej, można powiedzieć podstawowym, zasadniczym prowokatorem tego, co się będzie dziać, o ile do tego dojdzie.

W kontekście tego – co robią Niemcy? Niemcy zamykają granice. Od 16 września granice zamknięte z Polską i innymi państwami. Ale umówmy się, czy Niemcy nie robią tego właśnie po to, bo wiedzą, do czego za moment dojdzie? Bo dowództwo państw NATO jest poinformowane, bo rządy państwa takiego jak Niemcy i Polska wiedzą, co się będzie dziać. Dlatego zamykają granice? Bo chcą kontrolować to, co będzie się dziać i kogo wpuszczą i kogo – nie? Przypomnijmy sobie, po wybuchu wojny na Ukrainie ruszyło około 5 milionów Ukraińców ze swoich domów, głównie do Polski. Jeżeli ta wojna eskaluje, to może zechcieć jeszcze wyjechać kolejne dwa miliony, a może kolejne pięć milionów Ukraińców, a może także z Polski zechcieć wyjechać milion, dwa albo pięć milionów Polaków? A co jeśli rozpoczną się powołania? Powołania do wojska?

Jakiś czas temu wprowadzono ustawę o użyciu broni na terenie Polski przez żołnierzy i tam jest jedno bardzo ważne zastrzeżenie. Ta broń może być użyta na terenie Polski, nie na granicach, nie do obrony granicy, tylko wewnątrz kraju, nawet w sytuacji, gdy nie mamy stanu zagrożenia, stanu wojennego czy stanu wojny. I wtedy wspominałem, że kto wie czy rząd nie uszykował tu przepisów po to, by wprowadzić taki przymusowy policyjno-wojskowy terror na wypadek sytuacji takiej, gdy będą ogłoszone decyzje, o które w tej chwili nie tylko Antony Blinken zabiega. Ale co gorsza, prowokując wojnę, eskalowanie jej, zabiega też Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski. Wyobraźmy sobie, czy po ogłoszeniu takich decyzji o tym, że Polska będzie strącać rakiety, że wysyła wojska na Ukrainę, że zgoda jest co do tego, by Ukraina atakowała cele w głębi Rosji i wskutek tego trzeba przeprowadzić dodatkową mobilizację w Polsce,przywrócić obowiązkową służbę wojskową. Te decyzje mogą się bardzo szybko potoczyć. Przepisy istnieją, podstawy prawne są już do tego stworzone. Czy nie powstanie opór społeczny? Ludzie wojny nie chcą, mogą wyjść na ulicę, ale na to władza jest, moim zdaniem, przygotowana.

x

Obecna sytuacja coraz bardziej, w moim przekonaniu, przypomina tę sprzed II wojny światowej, przynajmniej w odniesieniu do Polski. Jedyne, co wtedy można było zrobić, to unikać za wszelką cenę konfrontacji z silniejszym przeciwnikiem, czyli z Niemcami. W 1939 roku było już wiadomo, że gwarancje jakich udzieliła Francja Czechosłowacji były bez pokrycia. W związku z tym nie można było mieć złudzeń co do intencji francuskiego i angielskiego rządu i rząd sanacyjny dobrze o tym wiedział, ale ponieważ musiał wykonywać polecenia swoich nieznanych przełożonych, to parł do konfrontacji. Miał oczywiście argument, że nie będzie walczył sam, bo Anglia i Francja udzieliły mu gwarancji. I wszyscy wtedy w to uwierzyli. Rząd uciekł za granicę, a ludność została.

Dziś jest realizowany podobny scenariusz. Polski rząd prze do wojny z Rosją, której nie będzie w stanie pokonać, bo Rosja jest mocarstwem i wielcy tego świata nie wyznaczyli jej roli chłopca do bicia. Ta rolę wyznaczyli Polsce. No ale my jesteśmy w najpotężniejszym sojuszu militarnym, więc nie jesteśmy sami i dlatego Rosja jest do pokonania. To jest obowiązująca narracja i to jest alibi rządu, by mógł wprowadzić polskie wojsko do wojny z Rosją. Jednak w odróżnieniu od sytuacji z września 1939 roku Polski nikt nie napadł, tylko jej rząd chce napaść na inne państwo. Jeśli więc tak się stanie, to największym winowajcą, a tym samym przegranym będzie Polska, bo to Polska napadła, a Ukraina tylko broniła się i gdyby nie pomoc Polski, to może wcześniej byłaby bardziej skłonna do rozmów pokojowych. „Polski” rząd robi wszystko, by Polska stała się kozłem ofiarnym tego konfliktu, głównym sprawcą wszelkiego zła.

Widać wyraźnie, że „polski” rząd robi wszystko, by zniszczyć państwo w sensie gospodarczym: oddawanie wszystkiego Ukrainie, zaciąganie kredytów, których nigdy nie spłaci, więc wierzyciele rozgrabią wszystko, co ma jakąś wartość. Zachowuje się on tak jak kiedyś Jagiellonowie, którzy rozkradli majątek Korony. W latach 80-tych zrobili to samo z majątkiem PRL-u komuniści. Odnoszę wrażenie, że to niszczenie gospodarki III RP, jaka by ona była, ma na celu dostosowanie jej standardów do standardów ukraińskich, bo tylko wtedy możliwe będzie stworzenie nowego państwa ukraińskiego, które straciwszy tereny na wschodzie, zrekompensuje je sobie na zachodzie. I to nowe państwo ukraińskie pewnie nadal będą nazywać Polską, tak jak za czasów I RP wspólne państwo polsko-ukraińskie nadal nazywano Koroną.

Wygląda na to, że „polski” rząd prowadzi działalność dywersyjną w stosunku do państwa, którym rządzi. Na to wskazuje jego zachowanie przed nadchodzącą powodzią, co nie było żadną niespodzianką, bo zdjęcia satelitarne nie pozostawiały były złudzeń, co miało nastąpić. Ale o tym w następnym komentarzu.