Wojna na lata?

Wojna na Ukrainie nie skończy się szybko. Być może na początku tego konfliktu nie było jeszcze powodu, by uważać, że będzie on długotrwały, ale dziś nie ma już chyba wątpliwości, że tak będzie. Potwierdzają to sami politycy.

Na portalu ZeroHedge ukazał się w dniu 14 czerwca artykuł Pentagon: US Will Arm Ukraine For Years To Come – Pentagon: USA zbroją Ukrainę na wiele lat (https://www.zerohedge.com/military/pentagon-us-will-arm-ukraine-years-come).

»W poniedziałek zastępca sekretarza obrony Kathleen Hicks powiedziała, że przywódcy Pentagonu wierzą, że Ukraina przetrwa inwazję Rosji i że Stany Zjednoczone przygotowują się do dozbrajania tego kraju w nadchodzących latach.

Myślę, że możemy dziś powiedzieć sobie, że będzie kraj zwany Ukrainą. Będzie to kraj suwerenny i ten kraj będzie miał wojsko, które będzie mogło go bronić – powiedziała Hicks podczas szczytu Defense One Tech.

A więc patrząc w przyszłość, zastanawiamy się, czego będą potrzebowali Ukraińcy, aby bronić się w dłuższej perspektywie – dodała.

Do tej pory USA przeznaczyły około 54 miliardów dolarów na wojnę na Ukrainie, z czego większość zostanie wykorzystana na pomoc wojskową. Fundusze mają wystarczyć na rok podatkowy 2022, który dla rządu federalnego kończy się 30 września.

Ale Hicks powiedziała, że Pentagon chce wspierać Ukrainę w dłuższej perspektywie, w ciągu najbliższych pięciu, dziesięciu, a nawet dwudziestu lat.

Na pewno zastanawiamy się nad tym, jak ma wyglądać taka pomoc. Biorąc pod uwagę całe nasze doświadczenie, które mamy, pomagamy, doradzamy i asystujemy… krajowi partnerskiemu, w tym przypadku Ukrainie. Myślę, że jesteśmy do tego dobrze przygotowani, podobnie jak wielu naszych sojuszników i przyjaciół, a teraz pracujemy razem, aby zdecydować, jakie jest najlepsze rozwiązanie – powiedziała.

Następnie stwierdziła, że wsparcie dotyczyłoby nie tylko dostaw broni, obejmowałoby ono stałe programy szkoleniowe: Zastanawiamy się, jaki rodzaj sprzętu będzie potrzebny, jakiego rodzaju długoterminowe szkolenia i pomoc wojskowa, dodała.

Prezydent Ukrainy z pasją apeluje do sojuszników o wysyłanie broni i pomoc w ograniczeniu ofiar w trwającym oblężeniu Siewierodoniecka. Zełenski mówi, że ich liczba jest po prostu przerażająca.

Komentarze Hicks sygnalizują, że administracja Bidena nie planuje poprawy stosunków z Rosją, ponieważ jednym z głównych powodów inwazji Moskwy na Ukrainę był sojusz Kijowa z USA i NATO oraz wsparcie militarne, jakiego mocarstwa zachodnie zaczęły udzielać od 2014 roku.«

Ta wojna musi trwać. Bez niej wygenerowanie takiego kryzysu – jaki już jest, a będzie większy – nie było by możliwe. Nie było by też możliwe wywołanie takiej fali „uchodźców”, bez których nie mogło by być tworzone wspólne państwo polsko-ukraińskie. Ci politycy doskonale wiedzą, że ta wojna została wywołana sztucznie i sztucznie musi być podtrzymywana, by można było zrealizować wyznaczone cele. A na to trzeba czasu.

W dniu 15 czerwca pojawił się na tym samym portalu artykuł Pope Doubles Down On NATO-Ukraine Comments: Russian Invasion Was “Provoked” – Papież podtrzymuje swoją wcześniejszą wypowiedź w sprawie: NATO-Ukraina: rosyjska inwazja została „sprowokowana” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/pope-doubles-down-ukraine-war-comments-russian-invasion-was-provoked).

»Papież Franciszek potwierdził swoje wcześniejsze kontrowersyjne oświadczenie sugerujące, że konflikt rosyjsko-ukraiński jest w dużej mierze winą NATO, twierdząc również, że wojny tej nie można sprowadzić do konfliktu dobra i zła – jak czytamy w nagłówku wywiadu z Watykanu.

W wypowiedziach opublikowanych we wtorek przez jezuicki magazyn La Civiltà Cattolica przywódcy rzymskokatoliccy oświadczyli, że rosyjska inwazja została „być może w jakiś sposób sprowokowana”, a jednocześnie po raz kolejny powiedzieli, że pojawiły się oznaki, że NATO „szczekało u bram Rosji” w okresie ją poprzedzającym.

Duchowny nadal potępiał to, co nazwał bezwzględnością i okrucieństwem wojsk rosyjskich, jednocześnie ostrzegał przed typową bajkową narracją konfliktu: dobro kontra zło.

Podobnie jak w przypadku jego pierwszych, podobnych w tonie komentarzy, wygłoszonych na początku maja, te ostatnie wypowiedzi wywołały oburzenie wśród zachodnich ekspertów, którzy wezwali do zwiększenia wsparcia militarnego dla Ukrainy kosztem dialogu z Moskwą w celu wynegocjowania ugody kończącej wojnę:

Musimy odejść od retoryki Czerwonego Kapturka, w którym Czerwony Kapturek jest dobry, a wilk jest zły – powiedział Franciszek. Wyłania się coś globalnego, a siły do tego dążące są różnorakie i wzajemnie od siebie zależne.

W tym właśnie wywiadzie nadał więcej treści swoim wypowiedziom z początku maja na temat wojny. Powiedział, że kilka miesięcy przed inwazją 24 lutego spotkał się z „mądrą” głową pewnego państwa – chociaż Franciszek nie wymienił nazwy tego państwa, ani nazwiska tej głowy:

…mądry człowiek, który niewiele mówi, naprawdę bardzo mądry… Powiedział mi, że bardzo się martwi tym, jak działa NATO. Zapytałem go dlaczego, a on odpowiedział: Szczekają u bram Rosji. Nie rozumieją, że Rosja to imperium i żadna obca siła nie powinna się do niego zbliżać i stwarzać bezpośredniego dla niego zagrożenia.

Podsumował: Taka sytuacja może prowadzić do wojny. Taka była jego opinia. 24 lutego rozpoczęła się ta wojna. Ta głowa państwa potrafiła odczytywać oznaki tego, co się dzieje.

Dodał: Nie widzimy całego ogromu problemów, jakie generuje ta wojna, którą być może w jakiś sposób albo sprowokowano, albo której nie zapobieżono.

Papież powtórzył również, że przemysł zbrojeniowy na Zachodzie czerpie korzyści z rozlewu krwi: Dostrzegam również zainteresowanie testowaniem i sprzedażą broni. To bardzo smutne, ale ostatecznie o to chodzi – powiedział.

Odmowa papieża Franciszka potępienia Putina staje się przedmiotem debaty w Kościele katolickim.

Ktoś może mi w tym momencie zarzucić: ale jesteś zwolennikiem Putina! Nie, nie jestem. Powiedzenie czegoś takiego byłoby uproszczeniem i błędem. Po prostu jestem przeciwny sprowadzaniu złożonej sytuacji do prostego schematu dobrych i złych, nie biorąc pod uwagę interesów obu stron. Pomimo że jesteśmy świadkami bezwzględności i okrucieństwa rosyjskich żołnierzy, nie powinniśmy zapominać o problemach i starać się je rozwiązać – wyjaśnił.

Według Vatican News, papież dodatkowo zauważył, że poza wojną ukraińsko-rosyjską świat jest w stanie wojny…

W pewien sposób widzimy, co dzieje się teraz na Ukrainie, ponieważ jest nam bliżej i bardziej drażni naszą wrażliwość. Ale są też inne odległe kraje – pomyśl o niektórych częściach Afryki, północnej Nigerii, północnym Kongo – gdzie trwa wojna i nikogo to nie obchodzi. Pomyśl o Birmie i Rohingya (muzułmański lud w Birmie – przyp. W.L.). Świat jest w stanie wojny. Dziś, według mnie, została ogłoszona III wojna światowa.

Ostatnim razem, gdy zasugerował, że Zachód jest co najmniej w równym stopniu winny toczącej się wojny na Ukrainie, amerykańskie i zachodnie elity uruchomiły lawinę krytycznych opinii, sugerując, że w jakiś sposób liberalny papież Franciszek również został „zneutralizowany” przez Putina (jak na ironię oszczerstwo zazwyczaj zarezerwowane dla Trumpa lub ogólnie Republikanów).«

Na to, by konflikt mógł trwać i sprawiać wrażenie naturalnego, to nie może być tak, że wszyscy „huzia na Józia”, bo wtedy szybko skończyłby się. Ponieważ po stronie Ukrainy opowiedziały się wszystkie kraje NATO i unii, a Rosji nie potępia wiele krajów spoza Europy, to pewna równowaga jest zachowana. Niemniej jednak, żeby nie wyglądało tak, że cała Europa jest przeciwko Rosji, to papieżowi przydzielono rolę jej obrońcy, a przynajmniej obiektywnego arbitra tego konfliktu. W takim przypadku już nie cała Europa jednoznacznie potępia Putina. Papież, choć już dużo stracił ze swojego autorytetu, to nadal jest głową Kościoła katolickiego. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w obu skłóconych krajach obowiązuje prawosławie, co automatycznie ustawia go w roli bezstronnego obserwatora.

Najlepsi na świecie reżyserzy wybrali scenę, czyli miejsce konfliktu, dobrali aktorów i przydzielili im odpowiednie role. I przedstawienie trwa albo jak śpiewał niegdyś utalentowany wokalista: the show must go on.

Wszędobylscy

II RP to było państwo, które ja wielokrotnie krytykowałem, nazywając je karykaturalnym, głównie ze względu na to, że państwo to, do pewnego stopnia, powielało przedrozbiorową Rzeczpospolitą ze wszystkimi jej wadami, czyli przede wszystkim z dużą ilością mniejszości narodowych, co skutkowało później wieloma nieszczęściami. Ale to Żydzi, poprzez różne zabiegi dyplomatyczne, skroili nam takie państwo. Oni nienawidzą państw narodowych, co, z ich punktu widzenia, jest zrozumiałe.

Jednak mieli Polacy w tej II RP swoją prasę, własne dzienniki i tygodniki, w których mogli pisać o tym, o czym w PRL-u i III RP polscy dziennikarze mogli tylko pomarzyć, jeśli w ogóle tacy byli. A tamci mogli pisać otwarcie o relacjach polsko-żydowskich i pisali. Może wtedy Żydzi nie byli jeszcze na tyle silni, by móc podporządkować sobie całą prasę, a poza tym była jeszcze polska inteligencja, może nieliczna, ale była. Po II wojnie światowej ich dominacja była całkowita, po części dzięki temu, że zabrakło tej inteligencji. Nic tak nie zmienia rzeczywistości jak wojny. Po żadnej z nich nie było powrotu do poprzedniego stanu. Odnoszę jednak wrażenie, że ludzie zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy, mając nadzieje, że po wojnie na Ukrainie wszystko będzie tak, jak przed nią. Nic bardziej mylnego.

Na portalu Retropress jest artykuł Polska a żydzi, zamieszczony w Dzienniku Bydgoskim w dniu 11 sierpnia 1920 roku (http://retropress.pl/dziennik-bydgoski/polska-a-zydzi/). Poniżej jego treść:

„W Polskę odradzającą się bije grom za gromem. Jesteśmy otoczeni ognistem moliskiem wrogów, którzy mają głos przeważny zarówno w obozie naszych przyjaciół, jak i nieprzyjaciół. Powiedzmy sobie otwarcie: prócz Niemców niema dziś w Europie bardziej znienawidzonego narodu, jak Polacy. Gdzież siewcy tej ku nam powszechnej nienawiści? Któż jest ten wróg, nakładający na nas zewsząd śmiertelną pętlę?

Kto z głębszem zastanowieniem śledzi tok wypadków i załomy zdarzeń, ten snadnie ujrzy za nimi jedną twarz. Jedną i tę samą twarz: czy chodzi o ofensywę bolszewicką, czy o sprawę plebiscytów, czy o pośrednictwo pokojowe ententy, czy o politykę Ameryki, czy wreszcie o kurs naszej marki. To twarz żydowska. Wygląda szydercza i złośliwa z poza każdego szańca, z którego bije w nas lawina nieszczęść i rozczarowań. Żyd należy do największych potentatów świata. Jest w każdym obozie, jest konserwatystą i socjalistą, jest czarnosecińcom i czerwono gwardyjcem, tkwi w każdym gabinecie ministerialnym, trzęsie każdą konferencją międzynarodową, rządzi kapitałem, opanował światową prasę. Działa pod miljonem marek i miljonem wszelakich pseudonimów, chadza wszelkiemi drogami i każdym manowcem, a dąży do jednego celu: do zdławienia Polski. Z krainy mogił i krzyżów chce zrobić jeno krainę mogił, a zetrzeć z niej doszczętnie piętno krzyża. Tak jest. U źródeł wszelkich naszych nieszczęść dzisiejszych tkwi żyd. To uświadomić sobie winien każdy Polak, a uświadomiwszy sobie, głęboko zakarbować w pamięci. Żyd krajowy, swojski lecz nie oswojony, dochodzi swoich krzywd, doznanych rzekomo w Polsce, rękami swych zagranicznych współwyznawców. Strata Śląska Cieszyńskiego, strata Mazurów i Warmii, zepchniecie nas w najciaśniejsze granice autograficzne, strata wschodniej Galicji, utrudniony kredyt zagraniczny, fatalny kurs marki polskiej – to wszystko kwity żydowskie za pogromy, których nigdy w Polsce nie było, za ucisk, o którym nikomu u nas nic nie wiadomo. W gruncie zaś rzeczy, to kwity żydowskie za nasze na żydów narzekania – bez czynu, za nasze czcze skargi – bez odwetu.

Cóż nam tedy czynić wypada? Czy narzekać dalej na żydów, niczego nie poczynając, czy począć coś, by uwolnić się z dławiącej zmory? Niestety. I to złe i to niedobre. Czczem narzekaniem jątrzymy tylko wankor żydowski, a czynem przeciwżydowskim zmobilizować możemy przeciw sobie cały świat w większym jeszcze, niż dotąd stopniu.

Prowadzić politykę racjonalną, znaczy w danym splocie zagadnień obrać drogę która wskazuje nie serce, lecz rozum. Wszystko odpycha nas od żydów. A jednak rozum powiada, że tę wrodzoną odrazę przezwyciężyć musimy, jeśli chcemy uniknąć dalszych nieszczęść, walących się na nas z zagranicy. Musimy poddać rewizji nasz stosunek do masy żydowskiej w Polsce. Skoro okazuje się, że już same nasze narzekania na plagę żydostwa starcza, by międzynarodowe żydostwo brało na nas najokrutniejszą pomstę, skoro okazuje się dalej, że na czynne zwalczanie tej plagi jesteśmy za słabi – przeto musimy wejść z żydem w układy, stworzyć jakieś nowe formy współżycia.

Trudno dziś określić, na czem one polegać mają. Musi je stworzyć praktyka i nasza dobra wola. Początek dały rządzące czynniki warszawskie, zwołując konferencję żydowską. W krótkich o niej komunikatach raziła bezbrzeżna arogancja żydowska. Lecz przełknijmy ją, pozwólmy się żydom wypowiedzieć, Może znajdzie się droga, wiodąca do porozumienia. Zaciskając zęby, przyjęliśmy madejowe warunki pośrednictwa ententy między bolszewikami a Polską, przyjęliśmy plebiscytową krzywdę mazurską, przyjęliśmy najniesprawiedliwszy wyrok cieszyński. Wychodziliśmy z tego rozumnego założenia, że lepiej poświęcić, choćby i znaczną część dobytku narodowego, by ocalić resztę. Podobnie zachować się musimy w stosunku do żydów. Musimy im wbrew naszej woli, wbrew naszym najświętszym przekonaniom, poczynić pewne ustępstwa – do czasu. Do onego czasu, w którym skrzepnie naród polski i ustali się, jak granit w swych posadach. Wtedy uderzy w puklerz swej mocy i regulować pocznie rachunki z każdym wrogiem – i tym, co pleni się pośród nas, i tym co jawnie nas zwalcza, i tym – co niosąc pomoc, równocześnie nas bez litości dławi.”

Dziennik Bydgoski, to pismo codzienne ukazujące się w Bydgoszczy w latach 1907-1939, a od roku 1920 także w województwie pomorskim i poznańskim. W okresie dwudziestolecia międzywojennego największa gazeta codzienna w Bydgoszczy a także jedno z największych pism Polski zachodniej.

W tym artykule padają słowa, które ja do znudzenia powtarzam, czyli – o żydowskiej totalnej dominacji, ale mam takie wrażenie, że wielu nie chce przyjąć tej prawdy do wiadomości. Takie słowa nie mogłyby zostać napisane w jakiejkolwiek współczesnej gazecie czy na jakimś portalu internetowym. Może więc właśnie dlatego tak się dzieje, że jak coś nie jest powtarzane na okrągło, to tego nie ma. Nie ma już wirusa, a jeszcze nie tak dawno był, bo straszono nim na okrągło.

Żyd należy do największych potentatów świata. Jest w każdym obozie, jest konserwatystą i socjalistą, jest czarnosecińcom i czerwono gwardyjcem, tkwi w każdym gabinecie ministerialnym, trzęsie każdą konferencją międzynarodową, rządzi kapitałem, opanował światową prasę. Działa pod miljonem marek i miljonem wszelakich pseudonimów, chadza wszelkiemi drogami i każdym manowcem, a dąży do jednego celu: do zdławienia Polski.

To zostało napisane w 11 sierpnia 1920 roku i nic się od tego czasu nie zmieniło, poza tym, że tego typu konstatacja nie mogłaby być obecnie zamieszczona w Polsce w żadnej wysokonakładowej gazecie czy na podobnych stronach internetowych i w innych nowoczesnych mediach.

Musimy im wbrew naszej woli, wbrew naszym najświętszym przekonaniom, poczynić pewne ustępstwa – do czasu. Do onego czasu, w którym skrzepnie naród polski i ustali się, jak granit w swych posadach.

Wtedy, gdy bolszewicy stali pod Warszawą, granice Polski nie były jeszcze ustalone, więc autor nie mógł wiedzieć, jak się one ostatecznie ukształtują i mógł mieć nadzieję, że naród polski „skrzepnie i ustali się jak granit w swych posadach”. Do tego jednak byłyby potrzebne odpowiednie warunki, czyli brak mniejszości narodowych lub ich, co najwyżej, kilkuprocentowa obecność oraz dłuższy okres spokoju, co w praktyce oznaczało brak wojen i stałe granice. Jak wiemy te warunki w Europie wschodniej, w tamtych realiach, były nie do spełnienia, a jak przekonujemy się, obecnie również są nie do spełnienia, bo granica z Ukrainą nie istnieje. Zaledwie Polacy zabrali się do budowy własnego państwa, a już parę lat później zamach majowy w 1926 roku przerwał te ambitne plany. Obecność Żydów we wszystkich partiach sejmowych paraliżowała jakiekolwiek konstruktywne działania i możliwość zawierania koalicji partyjnych, a to utrudniało stworzenie rządu większościowego i prowadziło do ciągłych zmian gabinetów. I w końcu wykreowany przez Żydów i idący na ich pasku Piłsudski, w „trosce” o dobro narodu i państwa, dokonał zamachu stanu.

Tak to wygląda, jeśli uwzględnimy obecność Żydów we wszystkich partiach politycznych. Jeśli tego nie zrobimy, to interpretacja jest taka, że Polacy to warchoły i nie nadają się do polityki i do budowy własnego państwa.

Minęło 13 lat i przyszła wojna, a po niej zmiana granic i masowe przesiedlenie ludności z Kresów na ziemie poniemieckie. A to oznaczało, że w granicach nowego państwa znowu znalazły się mniejszości narodowe, które nigdy nie asymilują się, gdy stanowią znaczny procent ludności danego państwa, zwłaszcza gdy mają przywileje i warunki ku temu, by kultywować swoje tradycje. A tak było za PRL-u i za III RP. Ale nawet jeśli w takich warunkach możliwa była jakaś pełzająca asymilacja, to ten proces został przerwany przez nowe, masowe przesiedlenia. Tak więc Żydzi dobrze wiedzą, co sprzyja temu, by naród polski nigdy nie skrzepł, by zawsze był narodem rozwodnionym i nie do końca ukształtowanym. Faworyzowanie mniejszości i dawanie im przywilejów, to zawsze i wszędzie jest żydowska metoda. Tak rozsadzają narody rdzenne od środka. I tak właśnie dzieje się obecnie w Polsce.

Wałęsa o unii

W dniu 5 czerwca ukazał się na Interii wywiad z Wałęsą: Lech Wałęsa: Unia Europejska powinna się rozwiązać (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-lech-walesa-unia-europejska-powinna-sie-rozwiazac,nId,6073134). W nim były prezydent dzieli się „swoimi” uwagami:

»Jeśli Komisja Europejska zgodzi się na KPO (dla Polski – red.), to będzie jej porażka – stwierdził były prezydent Lech Wałęsa w rozmowie z Marcinem Makowskim w “Tygodniku” Interii. Jego zdaniem Unia Europejska, “zamiast chodzić na kompromis” z naszym krajem, “powinna się rozwiązać i chwilę później stworzyć nową wspólnotę na podstawie Niemiec i Francji”. – Ale bez Polski i Węgier – zastrzegł Wałęsa.

1 czerwca Komisja Europejska zaakceptowała Krajowy Plan Odbudowy przedstawiony przez Polskę. Jak dzień później zapewniała szefowa KE Ursula von der Leyen, stało się to “po bardzo dogłębnej ocenie”. – Pierwsza wypłata środków będzie możliwa, gdy zostanie wdrożone nowe prawo dotyczące spraw dyscyplinarnych sędziów – mówiła podczas wizyty w Warszawie.

Decyzja Komisji Europejskiej to krok w kierunku wypłaty Polsce 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek w ramach Funduszu Odbudowy.

Lech Wałęsa: Polska traci miliardy. Niepoważnym politykom powinno się zabrać majątki

Sytuację wokół polskiego KPO Lech Wałęsa komentował w “Rozmowach Makowskiego” na łamach “Tygodnika” Interii. – Najbardziej mi się nie podoba, że przez kilku niepoważnych polityków Polska traci miliardy. Proponuję, aby po zwycięstwie prawdziwej demokracji zabrać im majątki, aby spłacili długi, jakie nam narobili – powiedział. 

Na uwagę Marcina Makowskiego, że politycy PiS “może nic nie musieliby spłacać, bo Komisja Europejska może niedługo odblokować fundusze unijne”, odparł: – Jeśli Komisja Europejska zgodzi się na (polskie) KPO, to będzie jej porażka.

Lech Wałęsa proponuje rozwiązanie Unii Europejskiej i “nową wspólnotę” bez Polski

Prezydent RP w latach 1990-1995 dodał, że “UE, zamiast chodzić na kompromis z Polską, powinna się rozwiązać i chwilę później stworzyć nową wspólnotę na podstawie Niemiec i Francji, ale bez Polski i Węgier“.

Ale znów mnie nie posłuchano, a to prosty pomysł: jeśli my chcielibyśmy wstąpić do nowej Unii, na wejściu poza prawami, musielibyśmy zaakceptować również obowiązki. I ustawić je tak, aby wygłupy, które mają dzisiaj miejsce, już nie powtórzyły – uznał Wałęsa.

W jego ocenie obecnie rządzący “te pieniądze (z KPO – red.) i tak roztrwonią i rozkradną”. – Bez praworządności nie ma sensu przekazywać miliardów euro na zmarnowanie – ocenił.

Lech Wałęsa w “Rozmowach Makowskiego” mówił też m.in., że “planował wejście do Unii i NATO razem z Ukrainą i Białorusią“. – Tyle że o Polsce i Węgrzech mówiłem otwarcie, a o tamte państwa zabiegałem tajnie, budując międzynarodową koalicję. Bylibyśmy to w stanie z Borysem Jelcynem zrobić, ale zabrakło mi drugiej kadencji – podkreślił.«

Trudno przypuszczać, by Wałęsa sam wpadł na ten pomysł. Tak zapewne podyktowali mu jego nieznani przełożeni. Cokolwiek by o nim nie mówić, to jest to były prezydent Polski i jako taki nadaje się do wygłaszania pewnych opinii, które niby są jego prywatnymi, ale przecież jest on nadal osobą publiczną. Ta wypowiedź wpisuje się w pewną narrację, przemycaną już od jakiegoś czasu, jeszcze nie nachalnie, raczej ostrożnie, ale konsekwentnie. Ta narracja to: unia europejska nie potrafi mówić i działać zgodnie. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest stosunek państw unii do sankcji wobec Rosji. Polska jest też atakowana za brak praworządności, a właściwie za brak „praworządności”. Wydumany problem, jeszcze jeden, który ma służyć rozsadzaniu unii od wewnątrz.

Temu też służy wypowiedź Wałęsy, ale służy też ona temu, by oswajać ludzi z faktem, że unia już nie spełnia swego zadania i czas na zmiany. Może jej likwidacja, a może przemodelowanie. Ale w każdym wariancie chodzi o wypchnięcie Polski z unii, bo tylko wtedy będzie możliwe formalne połączenie Polski z Ukrainą. Ten proces już faktycznie trwa. Nie trzeba daleko szukać dowodów. Jeśli oficjalne strony rządowe czy największe media, obok skrótu „pl”, umieszczają flagę ukraińską, to o czym to świadczy?

Jeśli te wszystkie międzynarodowe korporacje tak ochoczo zatrudniają Ukraińców, to robią to z własnej woli, czy dlatego, że są zależne od kogoś? Czy firma reklamowa nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli zatrudni osobę z ukraińskim akcentem, to może to zniechęcić cześć potencjalnych nabywców? Zdaje sobie sprawę, ale pan każe, sługa musi.

Pojawia się też coraz więcej dziennikarzy, którzy mówią z ukraińskim akcentem i często też z taką składnią. Podobna tendencja jest również widoczna wśród polityków. W takiej Konfederacji, poza Braunem i Winnickim, to już chyba nikt nie potrafi odpowiednio ułożyć języka w gębie.

Wszystko wskazuje na to, że powstanie nowe państwo. Oficjalnie będzie to państwo polsko-ukraińskie, a faktycznie Polin-ukro, w którym Ukraińcy będą obywatelami drugiej kategorii, a Polacy – trzeciej. Prawdopodobnie będzie ono obejmowało obszar bez wschodniej Ukrainy i zachodniej Polski, czyli tzw. Ziem Odzyskanych. Droga do tego jeszcze daleka, ale te wszystkie działania trudno inaczej wytłumaczyć.

Wałęsa mówi jak wróg Polski i swoim oświadczeniem dowodzi, że nim jest. On nie proponuje naprawy, tylko chce Polskę z unii wyrzucić:

Ale znów mnie nie posłuchano, a to prosty pomysł: jeśli my chcielibyśmy wstąpić do nowej Unii, na wejściu poza prawami, musielibyśmy zaakceptować również obowiązki. I ustawić je tak, aby wygłupy, które mają dzisiaj miejsce, już nie powtórzyły – uznał Wałęsa.

Przecież te sporne kwestie można uregulować bez wychodzenia z unii, a jeśli ktoś, czyli PiS, tego nie chce zrobić, to właśnie dlatego, że świadomie działa na rzecz jej rozbicia. Nie tylko PiS, ale i pozostałe partie realizują z dawna ustalony scenariusz. Jeśli więc dojdzie do rozpadu unii, to winowajcą będzie Polska i to na nią spadnie odium całej Europy. A prawdziwy sprawca, czyli Wielka Brytania, pozostanie poza podejrzeniami. Inna sprawa, że Niemcom i Rosji też zależy na jej rozpadzie, ale wszystkiemu winni będą oczywiście Polacy, nie pierwszy zresztą raz w historii. A skoro już wszyscy będą przekonani, że przyczyną wszelkiego zła w Europie jest Polska, to i likwidacja tego państwa zostanie przyjęta z ulgą.

Rozłam

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że w unii europejskiej zarysowuje się pewien podział, różnica zdań na temat tego, jakie zająć stanowisko wobec Rosji. Na początku wojny na Ukrainie cała unia wydawała się mówić jednym głosem. Jednak w miarę upływu czasu ten, zdawałoby się monolit, zaczął pękać. 1 czerwca Interia pisze:

W Europie ujawnił się podział. Kilka krajów ma własną wizję relacji z Putinem. „Europa musi zasiąść przy stole”. Hiszpania chce negocjacji z Putinem. (https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-europa-musi-zasiasc-przy-stole-hiszpania-chce-negocjacji-z-p,nId,6064719)

»Francja, Niemcy, Włochy, a teraz także Hiszpania opowiadają się za negocjacjami z Putinem, przy jednoczesnym utrzymaniu antyrosyjskich sankcji. Hiszpańskie media komentują spór między krajami Unii Europejskiej o sposób zakończenia wojny. Mniejsze państwa, w tym przede wszystkim kraje bałtyckie uważają, że należy kontynuować dozbrajanie Ukrainy, które ma pozwolić na zwycięstwo nad Rosją.

Jak zauważa w środę dziennik “El Espanol”, to drugie stanowisko jest zgodne z pozycją prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który powiedział, że “rozmowy dyplomatyczne toczą się na polu bitwy”, a Kijów “nie pójdzie żadne na ustępstwa wobec Rosji”.

Agencja Europa Press pisze, że podziały w UE szczególnie uwidoczniły się podczas ostatniego posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli, na którym przywódcy krajów bałtyckich mocno skrytykowali prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kanclerza Niemiec Olafa Scholza za ich długą rozmowę z Putinem w miniony weekend, bez konkretnych rezultatów. Liderzy Francji i Niemiec są krytykowani również za to, że dotąd nie odwiedzili Kijowa, by osobiście wyrazić solidarność z Zełenskim.

Premier Hiszpanii Pedro Sanchez opowiedział się we wtorek za tym, by nie zamykać dyplomatycznych kanałów komunikacji z Putinem, przy zachowaniu presji sankcyjnej na jego kraj.

“Europa musi zasiąść przy stole negocjacyjnym”

Podczas konferencji prasowej po unijnym szczycie szef rządu w Madrycie bronił kontaktów Macrona i Scholza z Putinem przypominając, że oba kraje utworzyły wraz z Rosją i Ukrainą w 2014 r. tzw. format normandzki w celu znalezienia pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Podkreślił, że jeżeli dojdzie do rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych, “Europa (także) musi zasiąść przy stole negocjacyjnym”.

Według Sancheza, cytowanego przez Europa Press, dialog z Putinem miałby służyć także zwalczaniu dezinformacji o wojnie, rozprzestrzenianej przez Kreml w krajach cierpiących z powodu rosnących cen energii i niedoboru żywności. – Ważne jest, aby te kraje wiedziały, że Europa chce i szuka pokoju i rozwiązania konfliktu mającego tylko jednego agresora: Putina – powiedział.

We wszystkich wojnach zachowywało się kanały dyplomatyczne, których nie można zamykać. Jednak trzeba powiedzieć jasno, że sankcje będą kontynuowane, dopóki ostatni żołnierz rosyjski nie opuści Ukrainy – dodał.«

A więc mamy podział. Największe państwa europejskie chcą negocjacji z Putinem, a małe państwa bałtyckie i Polska – nie chcą. Tak powoli przygotowuje się opinię publiczną w Europie do zaakceptowania zmian, jakie nastąpią po zakończeniu tej wojny. Ona będzie jeszcze jakiś czas trwać, ale w końcu wszyscy się zgodzą na negocjacje. Rosja nie zgodzi się na oddanie terenów, które zajęła i Krymu. Co w takim razie trzeba będzie obiecać Ukraińcom, by wyszli z twarzą z tej wojny? Ano połączenie z Polską. To już powoli wbija się ludziom do głów. No bo jeśli obok flag polskiej i unijnej w sejmie i senacie wiszą czy stoją flagi ukraińskie, to co to znaczy? To znaczy, że już mamy do czynienia z państwem polsko-ukraińskim.

Teraz już widać jak na dłoni, po co było wyjście Wielkiej Brytanii z unii. I jeszcze te słowa brytyjskiego premiera, wypowiedziane podczas jego wizyty w Warszawie w lutym tego roku: W potrzebie Polska zawsze może liczyć na Wielką Brytanię. Bardziej złowieszczo nie mogło to zabrzmieć. Czym się skończyła pomoc Wielkiej Brytanii w 1939 roku? Tego chyba nie muszę nikomu przypominać.

Wielka Brytania wyszła z unii, by rozbić jej jedność, a właściwie po to, by dostarczyć pretekstu do jej podziału czy może nawet likwidacji, bo ta rozszerzona unia od początku była sztucznym tworem ze względu na zbyt wielkie różnice w rozwoju pomiędzy wschodnią i zachodnią Europą. Jak widać podział ten jest nadzwyczaj trwały. Z drugiej strony połączenie Polski z Ukrainą nie może odbyć się w ramach unii, więc trzeba ją zlikwidować lub wypchnąć z niej państwa, które stworzą nowy sojusz z Wielką Brytanią na czele, czyli Wielka Brytania, Polska, Ukraina i państwa bałtyckie. Nie będzie to NATO, a Wielka Brytania leży daleko, więc Rosja zgodzi się na takie rozwiązanie.

Zmiany w Europie po tej wojnie będą równie wielkie, jak po II wojnie światowej. Jak jednak w szczegółach został rozpisany ten scenariusz, o tym pewnie dowiemy się w swoim czasie. Na razie pozostają nam domysły, które powoli znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.

Casablanca

Kiedyś napisałem w jednym blogów, że Żydzi są najlepszymi reżyserami filmowymi. Dlaczego tak jest? No cóż, nacja, która od początku zajmowała się reżyserowaniem wszelkiego rodzaju konfliktów, a więc zamieszek, powstań, rewolucji, wojen – taka nacja ma we krwi reżyserowanie. Nie ma wielkiej różnicy, jeśli chodzi o warsztat, pomiędzy wyreżyserowaniem wojny a filmu. Widać to na przykładzie wojny na Ukrainie. Tam nic nie dzieje się przypadkiem, nawet to, że wojna ta zaczęła się o godzinie 4.45 czasu polskiego, a więc o tej samej, o której Hitler napadł na Polskę. Przekaz dla Polaków był aż nadto czytelny: Koniec waszego obecnego państwa. Po tej wojnie będzie ono już zupełnie inne, tak jak PRL był zupełnie czymś innym, niż II RP.

Jakiś czas temu oglądałem jeden z odcinków serialu Świat według Kiepskich. W nim Marian Paździoch podjął odważną decyzję i oświadczył sąsiadowi Ferdynandowi Kiepskiemu, że on już dłużej w tym kraju nie zamierza mieszkać i wyjeżdża. A dokąd to? – zapytał Ferdek. Do Casablanki – odparł Paździoch. Wie pan gdzie to jest? – zapytał. Wiem – powiedział Ferdek. Był nawet kiedyś taki film – dodał.

Casablanca to amerykański melodramat w reżyserii Michaela Curtiza z 1942 roku, którego akcja toczy się w czasie II wojny światowej, w kontrolowanym przez Francję Vichy mieście Casablanca. Michael Curtiz (Mano Kartesz Kaminer) był węgierskim emigrantem żydowskiego pochodzenia. Pierwszymi scenarzystami pracującymi nad tekstem byli bracia Epstein – Julius i Philip. Później dołączył do nich Howard W. Koch. Sami Żydzi, co chyba nie powinno dziwić w tej branży.

Akcja filmu toczy się w ekskluzywnym klubie i szulerni amerykańskiego emigranta w Casablance. Jego klientela to oficjele Vichy i nazistowskich Niemiec oraz uciekinierzy i złodzieje.

Casablanca pewnie nie przypadkiem została wybrana na miejsce akcji tego filmu. Architektura i rozwiązania urbanistyczne tego miasta są wyjątkowe. Znajduje się w nim wiele imponujących budynków w różnych stylach, takich jak tradycyjna architektura marokańska, różne style kolonialne, art nouveau (secesja), art deco, styl neomarokański, modernizm i inne. W trakcie Francuskiego Protektoratu (1912-1956) rząd francuski określał Casablancę jako „laboratorium urbanizmu”. Nic więc dziwnego, że w okresie międzywojennym było to, jakbyśmy dziś powiedzieli, miejsce kultowe, do którego zjeżdżali artyści, malarze w poszukiwaniu natchnienia. Odwiedziła je również polska malarka Tamara Łempicka, co znalazło odbicie w jej twórczości.

W tym filmie wszystko jest fikcją, nawet obecność Niemców w czasie II wojny światowej w Casablance. Nie to jest jednak ważne, tylko to, jak to zostało wyreżyserowane. Najsłynniejszą w nim sceną jest ta, w której naziści, siedzący przy jednym ze stołów obok pianina, zaczynają śpiewać pieśń „Wacht am Rhein” (Straż na Renie), a Francuzi odpowiadają Marsylianką. Dlaczego „Wacht am Rhein”? Oficjalnym hymnem nazistów była „Horst-Wessel-Lied” (Pieśń Horsta Wessela). Śpiewanie przez nazistów „Wacht am Rhein”, to tak, jakby żołnierze Ludowego Wojska Polskiego śpiewali „Pierwszą Brygadę”. Skąd więc ten zabieg? Pewnie dlatego, że „Horst-Wessel-Lied” nie zrobiłaby na Francuzach takiego wrażenia, jak „Wacht am Rhein”, a w takim kontekście, jedynie Marsylianka mogła być adekwatną odpowiedzią. Żeby to jednak zrozumieć, to trzeba to wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze.

Marsylianka to hymn państwowy Francji. Słowa i muzykę stworzył 25 kwietnia 1792 roku Claude Joseph Rouget de Lisle na widok wymarszu rewolucyjnej Armii Renu. Stąd jej oryginalna nazwa to: Chant de marche de l’Armée du Rhin lub Chant de guerre pour l’armée du Rhin (Marsz wojenny Armii Renu lub Pieśń wojenna Armii Renu). Jej pierwsze wykonanie miało miejsce 26 kwietnia tego roku. Zdobyła wielką popularność w okresie rewolucji francuskiej (1789-1799). Wówczas jako pierwsi zaśpiewali ją w sierpniu 1792 żołnierze z Marsylii, biorący udział w walkach o pałac Tuileries w Paryżu. Tak powstała jej nowa nazwa, najpierw Marche de Marseille, a później – La Marseillaise, czyli Marsylianka.

W czasie II wojny światowej Niemcy zakazali śpiewania Marsylianki w strefie północnej. W strefie południowej, okupowanej dopiero od 1942 roku, rząd kolaboracyjny uznał ją za hymn Państwa Francuskiego, jednak śpiewać można było tylko w obecności przedstawicieli władzy lub za specjalnym zezwoleniem. Każde jej wykonanie bez zezwolenia groziło karą pozbawienia wolności.

Tak to opisuje Wikipedia, ale o pewnych faktach nie informuje, o których można się z niej dowiedzieć, tyle że w innym miejscu.

Claude Joseph Rouget de Lisle (1760-1836) – kapitan i inżynier wojskowy, rojalista, autor pieśni, poeta i pisarz, autor Marsylianki. Na prośbę Philippe’a Frédérica de Dietricha, mera Strasburga, napisał wojenną pieśń Chant de guerre pour l’armée du Rhin dla Armii Renu 25 kwietnia 1792 roku. Ze względu na swe rojalistyczne poglądy więziony w latach 1793-1794; później brał udział w walkach w Wandei, gdzie służył pod rozkazami pacyfikującego powstanie generała Lazare’a Hoche’a. W 1796 zdymisjonowany. Zmarł w nędzy w 1836 roku.

6 października 1789 roku król Ludwik XVI, zmuszony przez Zgromadzenie Narodowe do opuszczenia Wersalu, zamieszkał w pałacu Tuileries w Paryżu i przebywał tam do obalenia monarchii w dniu 10 sierpnia 1792 roku. W szturmie na pałac rozwścieczony motłoch paryski wymordował wszystkich żołnierzy królewskich z Gwardii Szwajcarskiej i obrabował go, biorąc wszystko, co dało się wynieść. I to właśnie w czasie tego szturmu żołnierze z Marsylii śpiewali Marsz wojenny Armii Renu, która to armia wcześniej, bo w kwietniu, wyruszała bronić Alzacji i Lotaryngii.

Tak więc autor Marsylianki był rojalistą. A Armia Renu? Co to takiego było?

Armia Renu została sformowana na mocy dekretu Ludwika XVI z 14 grudnia 1791 roku. Jej zadaniem była początkowo obrona Lotaryngii i Alzacji przed wojskami I koalicji antyfrancuskiej. Stopniowo zakres odpowiedzialności Armii Renu ulegał zmniejszeniu wobec powstania nowych armii. 1 października 1791 roku z części formacji wchodzących w skład Armii Renu sformowano Armię Wogezów. Armia toczyła walki z wojskami cesarskimi i pruskimi. Do drugiej połowy 1794 roku były to niemal wyłącznie walki obronne, prowadzone jednak z dużą elastycznością, co zapewniło jej ostateczny sukces. We wrześniu 1794 roku Armia przekroczyła Ren i wkrótce zajęła całe południowe Niemcy. 20 kwietnia 1795 roku Armia Renu została scalona z Armią Mozeli, tworząc wspólnie Armię Renu i Mozeli. „Pierwsza” Armia Renu brała udział w walkach m.in. pod Kaiserslauten, Froeschwiller, Geisbergiem, Weissenburgiem i Tripstadt.

Armia Renu została powołana po raz kolejny 9 grudnia 1797 roku. Funkcjonowała jedynie do 3 lutego 1798 roku. Przez ten czas pełniła funkcje strażnicze, obserwacyjne i porządkowe wzdłuż granicy na Renie. Armia ta została sformowana po raz trzeci 18 lipca 1799 roku. Jej zadaniem tym razem była ochrona wschodniej granicy przed wojskami II koalicji antyfrancuskiej. Powstała z formacji wydzielonych z Armii Dunaju, a już 22 listopada 1799 wchłonęła resztki tej rozbitej armii. Armia Renu w maju 1800 roku, pod wodzą generała Jeana Victora Moreau, ruszyła z ofensywą wraz z wojskami francuskimi we Włoszech. Szybko zajęła Badenię i Wirtembergię, a następnie rozbiła dwie potężne armie austriackie – pierwszą pod Höchstädt, a drugą pod Hohenlinden. Wtedy całe południowe Niemcy znalazły się w rękach Armii Renu, która bezpośrednio zagroziła Wiedniowi. Uderzenie na Austrię jednak nie nastąpiło, gdyż Pierwszy Konsul, Bonaparte, zawarł z cesarstwem pokój w Lunéville, kończąc tym samym szlak wojenny tej armii. Ostatecznie została ona zdemobilizowana i 5 maja 1801 roku rozwiązana.

Die Wacht am Rhein (Straż na Renie) to niemiecka pieśń patriotyczna. Słowa napisał w 1840 roku Max Schenkenburger, a muzykę skomponował Karl Wilhelm. Powstała w wyniku groźby wybuchu nowej wojny prusko-francuskiej. Minister spraw zagranicznych Francji Louis Adolphe Thiers mówił wtedy o Renie jako naturalnej wschodniej granicy swojego kraju. Pierwszą melodię skomponował szwajcarski organista J. Mendel, jednak nie zyskała ona większej popularności. Autorem bardziej znanej muzyki jest Karl Wilhelm. Pierwsze publiczne wykonanie jego utworu miało miejsce 11 czerwca 1854 roku. Pieśń ze względu na swą wymowę zyskała sławę podczas wojny prusko-francuskiej. Była jednym z nieoficjalnych hymnów Drugiej Rzeszy Niemieckiej. Cieszyła się również popularnością podczas I wojny światowej. Tytuł utworu stał się nazwą niemieckiej ofensywy w Ardenach na przełomie 1944 i 1945 roku.

Ta krótka scena jest jedną z najsłynniejszych w historii kina. Zawiera ona w sobie tyle podtekstów i ukrytych znaczeń, że dopiero ich właściwe odczytanie pozwala na uświadomienie sobie, jak głębokie emocje zostały wyzwolone po obu stronach, które, wydaje się na pozór, że chcą się tylko wzajemnie zagłuszyć.

Dla wielu Marsylianka jest jednym z najładniejszych hymnów państwowych. Kojarzona jest jako pieśń rewolucyjna, ale taką pierwotnie nie była. Była pieśnią wojenną, stworzoną przez rojalistę na użytek Armii Renu, która wyruszała do obrony granic.

Specjalny status prawny

Całkiem przypadkiem natrafiłem na taki artykuł Ukraine Will Grant Poles A Special Legal Status (Ukraina nada Polakom specjalny status prawny). Został on zamieszczony na portalu South Front (https://southfront.org/ukraine-will-grant-poles-a-special-legal-status/). Czytałem go z niedowierzaniem, a nawet z przerażeniem, że można wypisywać takie bzdury, tak przekręcać historię i rzeczywistość i tak zakłamywać relacje polsko-ukraińskie. Na tym przykładzie widać dobitnie, dlaczego Żydzi przywiązują tak wielką wagę do propagandy, do opanowania środków masowego przekazu. Za pomocą mediów można wygrać każdą wojnę i spowodować, że kiedy będą likwidować państwo polskie, to inni tylko przytakną. Po raz który to już z kolei Żydzi likwidują państwo polskie?

x

Ukraina, będąc krajem poszkodowanym, aktywnie poszukuje sojuszników i towarzyszy. Polska stała się jednym z głównych sojuszników Kijowa, ale prawdziwym interesem Warszawy jest wspieranie interesów narodowych kraju, a nie ochrona narodu ukraińskiego.

Polska weszła w XXI wiek z bogatym dziedzictwem historycznym. Przeszła przez trzy rozbiory. W XX wieku Polsce udało się odzyskać ziemie zachodnie, ale nie ziemie wschodnie. Perspektywy zwrotu ziem wschodnich dla Polski zaczynają się coraz wyraźniej rysować.

22 maja Olga Sovgirya, przedstawicielka Rady Najwyższej w Trybunale Konstytucyjnym, stwierdziła, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że wkrótce przedłoży w parlamencie projekt ustawy o nadaniu obywatelom polskim specjalnego statusu prawnego na Ukrainie, podobnego do polskiej ustawy o wsparciu obywateli Ukrainy. Wołodymyr Żeleński podziękował Sejmowi RP za uchwalenie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy i wyraził nadzieję, że podobny dokument zostanie wkrótce przyjęty na Ukrainie.

Władimir Zełenski powiedział: „To wielki krok i gest wielkiego serca, do czego zdolny jest tylko bliski przyjaciel Ukrainy. I ten krok nie zostanie niedoceniony. Wkrótce podobny – lustrzany – projekt przedstawię Radzie Najwyższej Ukrainy. Nie daj Boże, aby obywatele polscy kiedykolwiek w swoim życiu potrzebowali tych wszystkich świadczeń w takich warunkach, w warunkach wojennych. Ale te prawa mają wielką wartość symboliczną, pokazującą, że Ukraińcy i Polacy są bliscy sobie i równi. I jestem pewien, że ukraiński organ parlamentarny poprze tę ustawę – szybko i zdecydowaną większością.

O tej ustawie poinformował sekretarz prasowy prezydenta Ukrainy Siergiej Nikiforow. Powiedział, że projekt jest w trakcie opracowywania i będzie miał podobną funkcję do polskiego, ponieważ uchodźcy z Ukrainy zostali zrównani z obywatelami polskimi, ale jedyne, czego Ukraińcy nie będą mogli zrobić w Polsce, to głosowanie. Polska przyznała ponad 3 milionom ukraińskich uchodźców prawo do życia, pracy i pobierania świadczeń socjalnych.

22 maja prezydent RP Andrzej Duda przyjechał do Kijowa i omówił tę kwestię z Radą Najwyższą. Wezwał obywateli Ukrainy, aby nie oddawali ani jednego kawałka ukraińskiej ziemi.

Powiedział: „Pojawiły się niepokojące głosy mówiące, że Ukraina musi poddać się żądaniom Putina. Tylko Ukraina ma prawo decydować o swojej przyszłości. Duda poparł wejście Ukrainy do Unii Europejskiej i zaproponował zawarcie nowego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Zaznaczył też, że NATO jest zagrożone potencjalnym atakiem ze strony Rosji”.

Na początku maja polski przywódca wyraził nadzieję, że nie będzie granicy między Polską a Ukrainą, a kraje będą żyły w pokoju i życzliwości. Teraz polski prezydent ma nadzieję, że Ukraina wróci na swoje terytorium.

Kijowski projekt ustawy jest jeszcze w trakcie opracowywania i Rada Najwyższa pracuje nad nim, ale już wiadomo, że Polacy będą mieli prawo do pracy, będą podlegali takiemu samemu prawu podatkowemu jak obywatele Ukrainy i ochronę socjalną. Ponadto, według niepotwierdzonych informacji, niektóre uprawnienia zostaną rozszerzone.

Polacy na terytorium Ukrainy otrzymają prawdopodobnie specjalne prawa:

  • będą mogli kandydować w wyborach;
  • być mianowani do władz państwowych, na wyższe stanowiska w projektach obronnych;
  • uzyskać dostęp do tajnych danych;
  • być sędziami;
  • polska policja będzie mogła kontrolować przestrzeganie prawa i porządku na Ukrainie itp.

Polska jest zaangażowana w kryzys ukraiński od 2014 roku. Polscy żołnierze brali udział w operacjach bojowych na Ukrainie. Ponadto warto zauważyć, że miesiąc wcześniej Polska dostarczyła na Ukrainę sprzęt wojskowy (karabiny snajperskie, czołgi, części zamienne do samolotów). Sytuację tę można scharakteryzować jako barter: Polska zapewnia środki materialne, Ukraina zaś działania w zakresie polityki. W tej chwili wiadomo, że na razie projekt opiera się na dobrej woli i wzajemnej pomocy, ale nie można wykluczyć, że ten rodzaj współpracy przerodzi się w trwalszą współpracę. Rosja straciła szansę, by Ukraina nie uzależniła się od Polski. Ostatecznie zwyciężyła polska soft power.

Dziś pojawiła się kwestia suwerenności Ukrainy. W przyszłości może utracić część swojej suwerenności poprzez przystąpienie do UE lub całkowicie ją utracić poprzez połączenie z Polską. W tym momencie błędem byłoby formułowanie jasnych prognoz.

Wcześniej doradca prezydenta Rosji i szef rosyjskiej delegacji negocjacyjnej na Ukrainę Władimir Miedinski powiedział, że „Polska przy pierwszej nadarzającej się okazji wyrwie przyjaznej Ukrainie zachodnie ziemie ukraińskie”.

Od początku specjalnej operacji wojskowej Polska przyjęła około 3,5 mln ukraińskich uchodźców, więcej niż wszystkie inne kraje europejskie. ONZ poinformowało, że około 6,4 mln obywateli opuściło Ukrainę. Ogromna liczba uchodźców ukraińskich w Polsce uzasadnia powód powstania tej ustawy.

Te kroki prowadzą do powstania jednego państwa, do powstania najnowszej wersji „Rzeczpospolitej”. Interesy Polski opierają się na rewanżyzmie i polityce soft power. Władze ukraińskie przekazują terytoria polskiej administracji w nadziei, że uratuje to Ukrainę przed rosyjską agresją. Stwarza to zagrożenie przystąpienia Polski do wojny, co może prowadzić do dalszych reperkusji, a działania wojenne mogą przenieść się na sąsiednie rejony.

x

Te specjalne prawa są pewnie po to, by wciągnąć Polskę w wojnę z Rosją. Przecież zwykły obywatel Polski nie pojedzie na Ukrainę, bo i po co? I nie otrzyma tam takich świadczeń, jak Ukraińcy w Polsce, z tego prostego względu, że poziom życia na Ukrainie jest znacznie niższy niż w Polsce, a poza tym Ukraina jest państwem upadłym. Chodzi o to, by polscy wojskowi, politycy, prawnicy, policja itp. weszli w struktury państwa ukraińskiego, by później ich i państwo polskie pociągnąć do odpowiedzialności, na równi z Ukraińcami, za destabilizowanie tej części Europy, a pośrednio i świata. I może się jeszcze okazać, że to Polacy wywołali kryzys światowy. Ja nawet bym chciał, by Polacy byli tacy mocarni, że byliby w stanie wywołać światowy kryzys, ale na to monopol mają Żydzi.

Jest dla mnie wprost nie do uwierzenia, jak oni szybko rozmontowują państwo polskie i czynią przygotowania do utworzenia jakiejś polsko-ukraińskiej hybrydy. I nikt nawet nie raczy nas zapytać, czy my się na to zgadzamy. Nawet nie stwarzają pozorów, tak jak przed wejściem Polski do unii. Wtedy było referendum. A teraz? Jak bardzo im się spieszy! Teraz widać jak na dłoni, czym jest demokracja. Prezydent podejmuje decyzje, bo wygrał wybory. Poparło go wielu ludzi i dziś może powiedzieć, że działa w imieniu tych, którzy na niego głosowali. Naród go upoważnił. A czy mógłby tak zrobić, gdyby frekwencja wyborcza ograniczyła się do 5%, a on sam z tych 5% dostał 2%? Mógłby, tylko wtedy nie mógłby się zasłaniać narodem i jego wyborem. A w takim wypadku prawdopodobnie żaden polityk nie podjąłby ryzyka. Demokracja przy śladowej frekwencji umiera. Tak więc w demokracji, jak w żadnym innym ustroju, zwykły człowiek ma też władzę, tylko nie wie, jak z niej korzystać.

Taki przekaz, jak w cytowanym powyżej artykule, idzie w świat i ludzie w tym szerokim świecie będą przekonywani, że Polacy i Ukraińcy to dwa bratnie narody, które chcą razem żyć i razem przeciwstawiać się wspólnemu wrogowi, jakim jest Rosja. Nic bardziej błędnego. Ale słowo to potęga, te pisane i te mówione, potęga większa niż najpotężniejsze wojsko.

La Pasionaria

W dniu 18 maja na kanale wrealu24 pojawił się wywiad z Piotrem Barełkowskim zatytułowany Skandaliczne zachowanie dziennikarki TVP? Barełkowski ostro o inflacji, mediach i wojnie na Ukrainie. Barełkowski (ur. 1971, Poznań) to, jak pisze Wikipedia, polski dziennikarz, producent filmowy, realizator i menedżer telewizyjny. Wraz z Michałem Nieckarzem uruchomił telewizję TV Regio Ukraine, którą tworzą dziennikarki z Ukrainy. Jej studio i redakcja mieszczą się w Poznaniu.

Prowadzący program pyta: Czy wyobrażał pan sobie, że dożyje takich chwil w Polsce, że dziennikarze mediów publicznych będą krzyczeli Sława Ukrainie i następnie oddawali pokłon prezesowi TVP?

„No rzeczywiście – odpowiada Barełkowski – można powiedzieć, że nic nie stało się prawda, że Eurowizja to po prostu show i rządzi się swoimi prawami, to jest rozrywka, spuśćmy zasłonę milczenia, no ale jednak padły tam mocne słowa, przekaz też związany z tym głosowaniem Ukraińców, czy właściwie brakiem głosowania Ukraińców na Polskę, na polskiego wykonawcę. Ten przekaz, dla nas, tego wydarzenia był dosyć słaby, a nawet bulwersujący (trochę to takie wałęsowskie: jestem za, a nawet przeciw – przyp. W.L.). Rzeczywiście pani Ida taka, jak ją nazwano w niektórych mediach, Dolores Ibarruri, czyli taka heroina. Nie wiem czy pan zna tę historię z czasów wojny domowej w Hiszpanii i tam była taka La Passionata, emocjonalnie wypowiadająca się na wszystkie tematy i krzycząca z trybuny, emocjonalna właśnie mówczyni i kimś takim tutaj się okazała pani Ida Kamińska, prawda?, jeżeli się nie mylę. (Może skojarzyło mu się z Dorotą Kamińską w roli Doroty z filmu Karate po polsku z 1982 roku, którą istotnie trudno zapomnieć w tej roli. – przyp. W.L).

Ida, chyba nie Kamińska – mówi prowadzący.

Ida Nowakowska, przepraszam – kryguje się Barełkowski. Pani Ido serdecznie przepraszam. Proszę wybaczyć te złośliwości. No bo jednak, poza tym stwierdzeniem Sława Ukrainie, które nawiązuje z jednej strony do obecnej batalii, którą bohatersko prowadzi Ukraina przeciwko Rosji, ale z drugiej strony też do okresu banderyzmu i to jest pewien problem dla Polaków. Pani Ida chyba nie wzięła tego pod uwagę w swoim wystąpieniu.”

Omawiane zdarzenie miało miejsce podczas ogłaszania przez Idę Nowakowską wyników głosowania w Polsce i przyznania Ukrainie przez Polskę maksymalnej ilości punktów. Ida Nowakowska nie tylko wykrzyknęła Sława Ukrainie, ale też wykonała ręką nieodłączny w tym wypadku gest tzw. hajlowania, o czym obaj panowie nawet nie zająknęli się. Zresztą inne media również. Tylko Rosjanie na to zwrócili uwagę.

Ale ja nie o tym geście. Napisałem, kim jest Barełkowski, bo takiej osobie nie powinno przydarzyć się takie przejęzyczenie czy wręcz niewiedza. La Passionata, to hiszpański utwór muzyczny, a La Pasionaria, to pseudonim Dolores Ibarruri. Być może większość ludzi nawet nie słyszało o niej, bo i skąd? Ja ją pamiętam z jakiegoś wydania Dziennika Telewizyjnego z połowy lat 70-tych. Przy jej nazwisku dodawano ten pseudonim. Może więc warto go rozszyfrować, bo to nie jest puste słowo. Wypada jednak zacząć od paru informacji o niej, by zrozumieć, a może nie zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Pochodzą one z Wikipedii.

Dolores Ibarruri Gomez (1895-1989), znana pod pseudonimem La Pasionaria, hiszpańska polityk baskijskiego pochodzenia, również obywatelka ZSRR, współorganizatorka, długoletnia pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Hiszpanii (PCE). Autorka używanego przez antyfaszystów zawołania No pasaran (nie przejdą).

W dzieciństwie była żarliwą katoliczką i należała do jezuickiej wspólnoty Serca Chrystusowego. W 1916 roku poślubiła działacza, górnika i socjalistę z Asturii, Juliana Ruiza i rok później wraz z nim wzięła udział w strajku generalnym, a wkrótce potem zaczęła pisać w prasie socjalistycznej.

Zrezygnowała z wiary katolickiej, w której była wychowana, na rzecz marksizmu i zapisała się do Komunistycznej Partii Hiszpanii, będąc jednocześnie w gronie jej założycieli. Była zwolennikiem równości praw kobiet i mężczyzn. Przez całe lata 20-te XX wieku wspierała męża w jego działalności i sama zaczęła się w nią angażować. W tym okresie przyjęła również pseudonim, pod którym poznał ją cały świat – La Pasionaria. Moda działaczka podpisywała tak artykuły inspirowane dziełami Karola Marksa.

Cały świat usłyszał o niej w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Była zaciekłą obrończynią republiki, wiece z jej udziałem przyciągały tysiące słuchaczy, w dużej mierze kobiet. Właśnie w czasie jednego z takich wieców, w Madrycie, padło hasło No pasaran! – Nie przejdą! A po nim zdanie: Lepiej umierać stojąc, niż żyć na klęczkach. W tym okresie pozostawała w dogmatycznym skrzydle partii, popierała wykluczenie rzekomych kontrrewolucjonistów i nie protestowała przeciwko likwidowaniu lewicowych działaczy przeciwnych bolszewickiemu terrorowi. Jednocześnie nie miała wpływu na politykę PCE w czasie wojny domowej, gdyż decydowali o niej wysłannicy Stalina z Kominternu ( I tu się kończyło równouprawnienie, które było dla gojów. – przyp. W.L.).

Po upadku republiki w 1939 roku przedostała się do ZSRR, gdzie kontynuowała działalność polityczną. Po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow poparła jego zapisy i współpracę z hitlerowskimi Niemcami. Entuzjastycznie poparła inwazję na Polskę i interwencję na Węgrzech w 1956 roku. Dopiero w 1968 roku skrytykowała interwencję w Czechosłowacji. Łącznie spędziła w ZSRR 35 lat.

W artykule Egzotyczna męczennica (passiflora) na stronie e-ogrody.pl (https://ladnydom.pl/Ogrody/1,113408,13876346,Egzotyczna_meczennica__passiflora_.html) jego autorka pisze:

„Kwiaty passiflory przywołują jeśli nie obraz raju, to wspaniałych tropików. Kojarzone są też z symboliką Męki Pańskiej. To egzotyczne pnącze może nam służyć do ozdoby pokoi i balkonów.

Passiflora kwiat

Wśród niezwykłych roślin, które hiszpańscy konkwistadorzy zastali w Ameryce Środkowej, były pnącza o dziwnych kwiatach, których pylniki i znamiona zdobił wieniec nitkowatego przykoronka. Misjonarze zaczęli doszukiwać się w nich symboli męki Chrystusa. Promienisty przykoronek skojarzyli z koroną cierniową, pręciki – z zadanymi przez oprawców ranami, a znamiona słupka – z gwoździami, którymi Jezusa przybito do krzyża. Podobno dzięki tym analogiom kwiaty pomagały szerzyć nową wiarę wśród Indian. Stopniowo symbolika była rozszerzana i niemal każdemu anatomicznemu szczegółowi rośliny przypisano religijne znaczenie, a jej sława upowszechniła się w całym chrześcijańskim świecie. Pnączu nadano też odpowiednią nazwę łacińską – Passiflora (od łacińskich słów passio – cierpienie i flos – kwiat). Jej polski botaniczny odpowiednik to męczennica. Dawniej znana była również jako kwiat Męki Pańskiej, obecnie częściej spolszcza się łacińską nazwę.”

Jeśli teraz wpiszemy do słownika hiszpańsko-angielskiego słowo pasionaria, to wyskoczy nam angielskie słowo passionflower, a to słowo tłumaczone na polski oznacza passiflora.

Tak więc żarliwa katoliczka, wychowanka jezuitów, staje się nagle żarliwą komunistką, która pisze artykuły inspirowane dziełami Marksa pod pseudonimem, oznaczającym kwiat Męki Pańskiej, a więc z religijnym podtekstem. Staje się żarliwą republikanką, walczącą z faszyzmem do maja 1939 roku, a już we wrześniu 1939 roku żarliwie popiera faszyzm niemiecki, ten z którym pośrednio „walczyła” przez 3 lata. Jak to nie jest schizofrenia, to może to tylko oznaczać, że była Żydówką lub szabesgojką, będącą na usługach Żydów. Nic, dosłownie nic, na tym świecie nie dzieje się przypadkiem. Wszystko z żydowskiej inspiracji, nawet to głosowanie Polski na Ukrainę. Żydówką jest również Ida Nowakowska. Nacja liczna jak szarańcza. Jest wszędzie, gdzie coś się dzieje lub ma się dziać. Obstawia wszelkie kluczowe stanowiska we wszystkich liczących się działach gospodarki, nauki, kultury, mediów i praktycznie tylko ona tworzy różne ugrupowania i partie polityczne. Właśnie teraz przed przyszłorocznymi wyborami wyrastają, jak grzyby po deszczu, liczne inicjatywy „społeczne”, pojawia się wielu z pomysłami na „uzdrowienie” gospodarki i państwa. I wszyscy oni akceptują demokrację, ten żydowski wynalazek, i przekonują naiwnych, że głosowanie na właściwych ludzi, czyli na nich, coś zmieni. A to wszystko, to żydowskie inicjatywy lub przez nich kontrolowane.

Gospodarz

Gotowanie żaby na wolnym ogniu trwa w najlepsze. Na stronie polsatsport.pl pojawiła się informacja, że Ukraina rozegra w Polsce w roli gospodarza dwa mecze: Liga narodów: Dwa mecze reprezentacji Ukrainy w Polsce (https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2022-05-12/liga-narodow-dwa-mecze-reprezentacji-ukrainy-w-polsce/).

„W czerwcu dwa mecze w piłkarskiej Lidze Narodów reprezentacja Ukrainy w roli gospodarza rozegra w Łodzi. Na stadionie miejskim im. Władysława Króla drużyna trenera Ołeksandra Petrakowa zmierzy się z Armenią i Irlandią.

Jak poinformował w czwartek Łódzki Klub Sportowy, mecz Ukraina – Armenia zostanie rozegrany 11 czerwca o godz. 15, a spotkanie Ukrainy z Irlandią zaplanowano na 14 czerwca, godz. 20.45. Będą to mecze 3. i 4. kolejki grupy 1 dywizji B Ligi Narodów.

Spotkania odbędą się na otwartym w kwietniu stadionie im. Władysława Króla, na którym swoje mecze rozgrywa pierwszoligowy ŁKS. Obiekt, który został rozbudowany o trzy brakujące trybuny może pomieścić 18 tys. widzów. Bilety na oba mecze wkrótce mają być dostępne w kasach stadionu.”

Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla takiej decyzji, poza tym, by delikatnie, na razie, sugerować Polakom, kto tak naprawdę jest tu gospodarzem. Wojna na Ukrainie toczy się tylko na 20% powierzchni tego kraju i to tylko w jego wschodniej części, a Ukraina pod względem obszaru jest największym po Rosji państwem w Europie. Ponadto Rosja nie atakuje obiektów cywilnych, chyba że chroni się w nich wojsko, co Ukraińcy często praktykują.

Ukraina po Euro 2012, organizowanym wspólnie z Polską, ma stadiony, na których mogłaby rozgrywać swoje mecze, jak choćby stadion w Kijowie, na którym rozegrano finał Mistrzostw Europy w 2012 roku. Ten stadion został lepiej zaprojektowany niż Stadion Narodowy w Warszawie, chociażby z tego względu, że po ulewnym deszczu Narodowy nie nadawał się do gry przez cały dzień, a po jeszcze bardziej ulewnym deszczu, w trakcie rozgrywania meczu na stadionie w Kijowie, już po godzinie można było dokończyć ten przerwany mecz.

Na portalu ZeroHedge pojawił się artykuł Blinken Announces US Embassy Reopening In Ukraine’s Capital (https://www.zerohedge.com/political/blinken-announces-reopening-us-embassy-ukraines-capital), w którym m.in. czytamy:

»Po 3-miesięcznym zamknięciu, spowodowanym przez rosyjską inwazję na Ukrainę, Stany Zjednoczone ogłosiły w środę formalne ponowne otwarcie ambasady USA w stolicy Ukrainy.

„Dzisiaj oficjalnie wznawiamy operacje w ambasadzie USA w Kijowie” – oświadczył sekretarz stanu USA Antony Blinken.

Ambasada początkowo została zamknięta, a dyplomatom i ich rodzinom powiedziano, by najpóźniej do 14 lutego opuścili kraj, czyli na dziesięć dni przed inwazją Rosji.

Blinken zasygnalizował, że początkowo niewielka grupa dyplomatów powróci do ambasady, ale dodał też, że rutynowa działalność ambasady nie zostanie natychmiast wznowiona w obliczu toczącej się w kraju wojny.

Pomimo okazjonalnych rosyjskich ataków rakietowych, które wciąż trafiają na tereny aż po Lwów, miasta znacznie oddalone od miejsc, w których toczą się walki na wschodzie i południu pozostały stosunkowo bezpieczne i stabilne, zwłaszcza po deklaracji rosyjskiego dowództwa w zeszłym miesiącu, że skupi się ono na wyzwoleniu Donbasu.

Reuters zauważa, że „Wiele krajów zachodnich w ciągu ostatniego miesiąca, w tym Francja, Niemcy i Wielka Brytania, ponownie otworzyło swoje ambasady w Kijowie, po tym, jak wojska rosyjskie wycofały się z północy Ukrainy, aby skoncentrować się na ofensywie na wschodzie kraju”.«

Po co więc takie zabiegi? Ano po to, by pokazać światu, kto tu jest gospodarzem. Kropla drąży skałę. Za parę lat, gdy tych meczów, rozgrywanych przez reprezentację Ukrainy na terenie Polski, będzie więcej, to wytworzy się w świadomości opinii publicznej polskiej i międzynarodowej przekonanie, że właściwie Polska i Ukraina to jedno, a skoro tak, to czemu nie połączyć? Być może zamieszanie wokół Szewczenki jako trenera reprezentacji Polski było pierwszym zwiastunem tego planu.

Może takie wydarzenie jak Konkurs Piosenki Eurowizji jest czymś nieistotnym w obliczu toczącej się wojny na Ukrainie, ale podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. W artykule Eurowizja 2022. Nie, ukraińskie jury nie miało obowiązku głosować na Polskę (https://kmag.pl/article/eurowizja-2022-nie-ukrainskie-jury-nie-mialo-obowiazku-glosowac-na-polske) czytamy:

»Wczoraj w Turynie odbył się finał 66. Konkursu Piosenki Eurowizji. Reprezentant Polski, Krystian Ochman, zajął 12. miejsce, a zwyciężył zespół Kalush Orchestra. Największe emocje wzbudziła jednak decyzja ukraińskiego jury, które przyznało Polsce okrągłe 0 punktów.

Ukraiński zespół Kalush Orchestra zajął czwarte miejsce w głosowaniu jury. Zadecydowało jednak głosowanie widzów, dzięki którym którym formacja wspięła się na sam szczyt i tym samym zwyciężyła. Zarówno polskie jury, jak i polscy widzowie przyznali reprezentantom Ukrainy maksymalną liczbę 12 punktów. 

A jak głosowała Ukraina? Choć widzowie dali nam 12 punktów, nie otrzymaliśmy żadnych punktów od jury. Nie spodobało się to wielu internautom, według których Ukraina winna odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc. Sęk w tym, że Eurowizja to konkurs muzyczny, a jury oceniało występ polskiego kandydata. Być może po prostu nie spodobała im się piosenka zaprezentowana przez polskiego reprezentanta. Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem. 

„Odpłacają się za naszą pomoc, można się szybko przekonać jacy z nich przyjaciele, żerują na naszej serdeczności, a zarazem naiwności”, „Trudno oczekiwać wdzięczności od niewdzięczników”, „Ładnie się nam odpłacili ale to było wiadome jak zwykle”, „No to mamy za pomaganie fałszywy naród”, „Nasz kraj dal Ukrainie 12 punktów my od nich 0 to jak dostać plaskacza”, „Pokazali wdzięczność za pomoc…” – to tylko niektóre z komentarzy w sieci.« 

Druga rzecz jest taka, że jeśli pomagamy, oczekując czegoś w zamian, to nie ma to nic wspólnego z altruizmem.

Tyle lat wyśmiewano i zniechęcano nas do tzw. wartości chrześcijańskich, aż tu raptem każą nam do nich wrócić, być miłosiernymi i bezgranicznie oddanymi tzw. uchodźcom, którzy żadnymi uchodźcami nie są. W tym wypadku, jak w poprzednim, znowu mamy do czynienia z pewnym zabiegiem socjotechnicznym, polegającym na podprogowym przekazie sugerującym, że Ukraińcom należy się wszystko, a nam nic i że powinniśmy to uważać za coś naturalnego i nie oczekiwać żadnej wdzięczności, a więc akceptować postawę, która występuje w relacji sługa – pan.

Sugestia typu, że Polak sługa, a Ukrainiec – pan, pojawiła się w ukraińskim filmie Sługa narodu, w którym obecny prezydent Ukrainy wygrał wybory prezydenckie. Jest tam scena, w której jedna z głównych postaci tego filmu ma sługę i tym sługą jest Polak Mariusz. Może to był minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński? Chyba dobrze sprawdza się w tej roli, sądząc po tym, jak „zadbał” o bezpieczeństwo ambasadora Rosji w dniu 9 maja.

W naszej kulturze jest przyjęte, że jeśli ktoś nam pomaga, to mu dziękujemy i tego samego oczekujemy, gdy my komuś pomagamy. To taki drobny, niby niewiele znaczący gest, ale informuje nas o tym, z kim mamy do czynienia. A kultura składa się m.in. z takich gestów. W tym wypadku mamy do czynienia z obcymi kulturowo osobnikami, jeśli w ogóle o jakiejkolwiek kulturze można mówić w ich przypadku, ale najwyraźniej wielu ludzi nie potrafi lub nie chce tego dostrzec. Przebudzenie może okazać się dla nich bardzo bolesne.

Więzień

A więc stało się! Słynny, przynajmniej w niektórych środowiskach, więzień Wojciech Olszański został zwolniony z aresztu, albo, jakby powiedział Duńczyk z filmu „Vabank” – na powietrzu. To ten, który stał się sławny na całą Polskę, po tym, jak spalił w Kaliszu kopię Statutu kaliskiego w dniu 11 listopada 2021 roku. Bodajże w styczniu został oskarżony o grożenie śmiercią dwóm posłom, jeśli nie zagłosują w jakiejś sprawie zgodnie z jego życzeniem. Nie wiem, czy jest to powód do uwięzienia, bo groźba nie jest jeszcze przestępstwem, ale jest to dobra okazja do budowania legendy kombatanta i patrioty oraz doskonała odskocznia do przyszłej kariery politycznej.

Więzienie jest warunkiem koniecznym. 26 lipca 1953 roku Fidel Castro zaatakował koszary Moncada w Santiago de Cuba, po czym został aresztowany. Wyszedł na wolność po amnestii w 1955 roku. Po to są właśnie amnestie, by przyszli bojownicy nie siedzieli za długo w więzieniu. Następnie wyjechał do Meksyku, by tam przygotowywać kolejną hucpę. W grudniu 1956 roku wylądował z kilkunastoma innymi bojownikami w okolicach Santiago de Cuba, w pobliżu amerykańskiej bazy Guantanamo, i schronił się w górach Sierra Maestra. I tam siedzieli przez dwa lata i pewnie byli szkoleni i dozbrajani przez Amerykanów. We wrześniu 1958 roku, dowodzeni przez Che Guewarę, zeszli z gór i ruszyli w kierunku Hawany. W połowie drogi, w mieście Santa Clara, Che Guewara został zastrzelony. Tylko przez kogo? Przez żołnierzy Batisty czy może kogoś innego? Dwóch bohaterów i dwie żyjące legendy to chyba za dużo na czas pokoju i nowej władzy. Pozostała jedna żyjąca legenda – Fidel Castro.

Lata 1980-1981 to „festiwal Solidarności”, a może raczej festiwal kolejnych „kombatantów” i „bohaterów”, którym trzeba było dopisać właściwy epizod w życiorysie. Solidarność była organizacją anarchistyczną, która socjalne hasła ubrała w patriotyczne szatki i okrasiła je Żydem Wojtyłą. Jesień i początek zimy 1981 roku to parcie do konfrontacji za wszelką cenę, nie zważając na żadne propozycje rządu. Tak miało być, bo tak życzyli sobie nieznani przełożeni przywódców Solidarności. W końcu przyszedł stan wojenny, wprowadzony niezgodnie z prawem, bo w tym czasie obradował sejm i to do niego należała decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego, bądź – nie. Taka to była demokracja. Przywódcy Solidarności zostali internowani i styropianowcy zaliczyli etap kombatanctwa, bez którego dalsza kariera polityczna w nowej rzeczywistości nie byłaby możliwa.

Pod koniec kwietnia Robert Lewandowski powiedział dla Wirtualnej Polski:

„Napastnik reprezentacji Polski nawiązał też do słów wielkiego światowego lidera, laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Sport zawodowy to wielka pasja i radość, ale nie tylko zabawa. Wraz z sukcesami przychodzi odpowiedzialność. Nelson Mandela powiedział: “Sport ma moc zmieniania świata” – pamiętajmy i głośno powtarzajmy to przesłanie, szczególnie teraz, kiedy na Ukrainie giną niewinni ludzie. Nie ma sportu bez pokoju – dodał Lewandowski.”

Kiedyś mówili „nie ma wolności bez Solidarności”, ale czasy się zmieniają. Skąd Lewandowski mógł wiedzieć o tym, jaki stosunek do sportu miał Mandela? Ktoś mu pewnie musiał podpowiedzieć, co ma mówić. Mndela to najsłynniejszy więzień polityczny świata. Przesiedział w więzieniu, czy raczej w więzieniach, 26 lat. Od 1964 do 1990 roku. Zaczął od więzienia na wyspie Robben Island, położonej kilka mil na południowy-zachód od Kapsztadu. Początkowo trochę ich, to znaczy jego i innych więźniów, przymuszano do pracy w kamieniołomie i innych zajęć na terenie więzienia. Od 1977 roku zwolniono ich od wszelkich prac manualnych. Jak więc wyglądało ich życie? Mandela tak to opisuje w swojej autobiografii Long walk to freedom (Długa droga do wolności), z której wybrałem fragmenty:

„Koniec prac manualnych był wyzwoleniem. Teraz mogłem spędzać czas na czytaniu, pisaniu listów, dyskutowaniu z moimi towarzyszami i interpretowaniu aktów prawnych. Wolny czas poświęcałem moim ulubionym hobby, czyli ogrodnictwu i tenisowi. Zrazu władze więzienne odnosiły się niechętnie do próśb o pozwolenie wydzielenia fragmentu więziennego dziedzińca na ogród, ale w końcu zgodziły się. Zaopatrzyły mnie w nasiona. Początkowo sadziłem pomidory, chili i cebulę. Zbiory były słabe, ale z czasem i to zmieniło się. Władze więzienne nie żałowały, że pozwoliły mi na ogródek, bo wkrótce zaczął on przynosić obfite plony. Często zaopatrywałem strażników w moje najlepsze pomidory i cebulę.

Od samego początku, gdy tylko zacząłem spotykać się z przedstawicielami Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, podkreślałem jak ważne jest posiadanie odpowiedniego sprzętu i warunków do uprawiania sportu. Jednak dopiero w połowie lat 70-tych, dzięki staraniom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, dostarczano nam wyposażenie do piłki siatkowej i stół do ping-ponga.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy skończyliśmy pracować w kamieniołomie, jeden ze strażników wpadł na pomysł, by nasz więzienny dziedziniec przekształcić w kort tenisowy. Więźniowie z sekcji ogólnej pomalowali cementową powierzchnię na zielono, a następnie namalowali białe linie. Kilka dni później umocowano siatkę i w ten sposób mieliśmy nasz własny Wimbledon przy naszym ogródku.

Wimbledon, ten w Londynie, ma korty trawiaste, w odróżnieniu od kortów US Open i Australian Open, które mają twardą nawierzchnię, a korty French Open mają nawierzchnię z mączki ceglanej. To są cztery turnieje tzw. Wielkiego Szlema, z których Wimbledon jest najstarszym (1877) i najbardziej prestiżowym.

Miałem już pewne doświadczenie w tenisie, gdy przebywałem w Fort Hare, ale w żadnym razie nie byłem ekspertem w tej grze. Mój forhend był całkiem dobry, ale bekhend – tragiczny. Ja jednak uprawiałem sport nie dla stylu, tylko dla ćwiczeń. To była jedyna i najlepsza odmiana od codziennych marszów do i z kamieniołomu. (Z tego wynika, że nie przemęczali się w tym kamieniołomie, skoro chciało się im jeszcze grać w tenisa.) Byłem jednym z pierwszych w naszej sekcji, którzy grali regularnie. Lubiłem grać z głębi kortu, a do siatki podchodziłem tylko wtedy, gdy miałem szansę na kończące uderzenie.

Latem 1979 roku grałem w tenisa na naszym korcie. W pewnym momencie mój partner uderzył piłkę po krosie (po przekątnej kortu – przyp. W.L.), do której próbowałem dojść. Poczułem ból w prawej pięcie, tak intensywny, że musiałem przerwać grę. Przez następnych parę dni mocno utykałem. Zbadał mnie więzienny lekarz i stwierdził, że powinienem udać się do specjalisty do Kapsztadu. Więzienne władze okazały się nader troskliwe, bo bały się, że jak któryś z więźniów umrze, to będzie wielki wrzask wśród międzynarodowej społeczności.

Zbadał mnie młody chirurg, który zapytał mnie, czy kiedykolwiek wcześniej miałem uraz pięty. Faktycznie miałem, gdy mieszkałem w Fort Hare. Pewnego ranka, gdy grałem w piłkę nożną, próbowałem przystopować piłkę i poczułem piekący ból w pięcie. Chirurg z Kapsztadu zrobił zdjęcie rentgenowskie i wykrył fragmenty kości, które tkwiły w niej od czasów pobytu w Fort Hare. Stwierdził, że może po znieczuleniu pięty usunąć je. Zgodziłem się natychmiast. Zabieg udał się, a chirurg poinstruował mnie, jak o nią dbać. Musiałem pozostać na noc w szpitalu. Pielęgniarki nadskakiwały mi przez cały czas. Rano powiedziały mi, że mogę zabrać piżamę i szlafrok, które dostałem.

Ta wycieczka do szpitala okazała się dla mnie bardzo pouczająca. Dostrzegłem pewną poprawę w stosunkach pomiędzy czarnymi i białymi. Lekarze i pielęgniarki traktowali mnie naturalnie, tak jakby całe życie uważali czarnych za równych sobie. To było dla mnie coś nowego i napawało optymizmem. Upewniłem się w moim, od dawna trwającym przekonaniu, że wykształcenie jest wrogiem uprzedzenia. To byli ludzie nauki, a w nauce nie ma miejsca na rasizm.”

To tylko wybrane, bardzo okrojone, fragmenty, ale Mandela dokładnie opisuje, jak to wyglądało. W tym kamieniołomie to oni udawali, że pracują, a strażnicy udawali, że ich nadzorują. Praktycznie to Mandela nimi kierował i oni wykonywali jego polecenia. Z więzienia rządził on całym ANC, czyli Afrykańskim Kongresem Narodowym. Gdy go uwięziono, to nie był zbyt bogatym człowiekiem, ale po uwolnieniu widać go na zdjęciach, razem z bardzo liczną rodziną, zamieszczonych w tej autobiografii, na tle imponującego, raczej nie domu, ale pałacyku. Jak się dorobić takiego pałacyku, siedząc przez 26 lat w pierdlu? Ja wiem. To jego żona Winnie Mandela, zamieszana w wiele afer. Ale gdyby nie była jego żoną, to nie miałaby takich możliwości. Tak więc bycie kombatantem i bojownikiem to niezły biznes.

I w tym momencie wypada wrócić z tego wielkiego świata na nasze, chciałoby się powiedzieć, polskie zadupie, gdyby nie to, że to już jest ukraińskie zadupie. Wyszedł z więzienia Wojciech Olszański, niespełniony aktor, którego wykreował Korwin-Mikke. Teraz będzie odgrywał rolę swojego życia. Stał się twarzą środowiska zwanego Kamratami. On, do spółki z Marcinem Osadowskim, wykreował to środowisko pod czujnym nadzorem Korwina-Mikke. Ich symbolika to wilcze zawycie „auuu”. Olszański często, w sposób bardzo ekspresyjny, powtarzał: Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć! To jest odwoływanie się do symboliki Nestora Machno, nadal żywej tradycji na Ukrainie.

Coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że ma powstać Stronnictwo Kamrackie. Jeśli tak się stanie, to jego przywódcą zostanie przebieraniec i pajac Wojciech Olszański – Ukrainiec, jak często czytam w różnego rodzaju komentarzach w internecie. A jeśli tak, jeśli pociągnie on za sobą to stado wyjców, świadomych bądź nie, to będzie to oznaczać, że dojdzie w Polsce do drugiego Majdanu. To będzie też oznaczać, że Polska będzie krajem niestabilnym, niespełniającym wymogów bycia państwem cywilizowanym, europejskim, czyli niespełniającym warunków do bycia członkiem unii europejskiej. I o to właśnie chodzi tym, którzy sprowadzają do Polski tę zaporoską dzicz, która wraz z “polską” zaporoską dziczą, będą się tu nawzajem zwalczały.

Incydent

Nie sądziłem, że to, o czym wspomniałem w poprzednim blogu tak szybko stanie się naszą rzeczywistością. A pisałem: Anarchizm powoli wlewa się do „Polski”, w której Ukraińcy są ponad prawem. Mogą robić, co chcą, a i tak nic złego im się nie stanie. Chodzi mi oczywiście o incydent z rosyjskim ambasadorem w Polsce, który został oblany farbą przez jakąś Ukrainkę podczas próby złożenia kwiatów na grobie radzieckich żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej. Do zajścia doszło 9 maja, w dniu, w którym Rosja obchodzi Dzień Zwycięstwa, czyli pokonanie Niemiec w II wojnie światowej i jej zakończenie w Europie.

Zawsze w takich wypadkach należy spróbować ustalić fakty. Jak doszło do tego zdarzenia? Na kanale Centru Edukacyjne Polska prowadzący program powiedział:

„W Warszawie obchody na cmentarzu żołnierzy radzieckich zostały odwołane, ale ambasador Rosji postanowił jednak prywatnie podjechać i złożyć kwiaty. Zrobił to trochę niefortunnie, bo mimo że zrobił to prywatnie, to jednak ogłosił to i o godzinie 12-tej na cmentarzu czekała go grupa kilkuset, zdaje się dwustu albo trzystu obywateli Ukrainy ze swoimi państwowymi flagami, no i chyba niespecjalnie dobrze musiał się tam czuć, a potem już przy skandalicznej bierności policji został oblany farbą.”

Swoje stanowisko przedstawiła w tej sprawie również Konfederacja, w której coraz więcej osób z ukraińskim akcentem i jakąś dziwną składnią, obcą językowi polskiemu. Jej rzecznik prasowy, odnosząc się do tego zajścia, oświadczył:

„Z tego tytułu zostały złamane pewne artykuły prawne. Art. 136 kodeksu karnego, mówiący o czynnej napaści, znieważeniu przedstawiciela obcego państwa: Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na głowę obcego państwa czy też na, w tym wypadku, osobę należącą do personelu dyplomatycznego, przedstawicielstwa obcego państwa albo urzędnika konsularnego obcego państwa, w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Została też złamana konwencja wiedeńska, która zakłada, że ambasador znajduje się pod szczególną ochroną prawną, że jest on nietykany, a polskie służby mają obowiązek zapewnić mu ochronę. Tego obowiązku polskie służby nie dopełniły.”

Następnie zabrał głos Robert Winnicki, który powiedział:

„Komu to służy, a komu przynosi szkodę? Wbrew pozorom nie przynosi to szkody Federacji Rosyjskiej. Federacja Rosyjska ma dobrze ugruntowaną w świecie zachodnim opinię państwa agresywnego, państwa, które dokonuje bandyckich rajdów na swoich sąsiadów, państwa napastniczego i wizerunku Federacji Rosyjskiej w tej przestrzeni już raczej nic nie jest w stanie zepsuć.

W moim przekonaniu ambasador doskonale wiedział, że szykuje się tam awantura, tym bardziej nagłaśniali to, że będzie składał tam kwiaty, żeby do tej awantury doszło, właśnie po to, aby wykorzystać to jako element antypolskiej propagandy w ramach samej Federacji Rosyjskiej. Jestem również przekonany, że nie był to żaden przypadek. Już wczoraj wiedzieliśmy, że osobą, która dokonała tego jest aktywistka ukraińska, lewicowa, skrajnie lewicowa, która już miała różne epizody na terenie państwa polskiego, aktywności szkodzącej państwu polskiemu. I ona również doskonale wiedziała, co robi, wbrew temu, co mówił Mariusz Kamiński, to nie był żaden odruch spontanicznego gniewu ukraińskich kobiet. To była dokładnie zaplanowana akcja polityczna, która jest w interesie Ukrainy, żeby teraz eskalować jeszcze sytuację pomiędzy Polską a Rosją w kontekście tego konfliktu, który się teraz dzieje.

Więc to wydarzenie można traktować jako swego rodzaju rosyjsko-ukraińską ustawkę na polskiej ziemi, do której niestety, nie tylko ze dopuścił Mariusz Kamiński, bo jego należy wskazać jako głównego winowajcę i nadzorcę. Ale tą ustawką, która naraża na szwank polskie bezpieczeństwo, która naraża na szwank, wystawia na niebezpieczeństwo dyplomatów, chociażby polskich w Federacji Rosyjskiej, czy interesy Polaków. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków mieszka na terenie Federacji Rosyjskiej. To jest bardzo głupia i zła rzecz i niestety ta nieudolność zaplanowana lub niezaplanowana, ale służb nadzorowanych przez Mariusza Kamińskiego, została jeszcze okraszona w jego przypadku skandalicznym wpisem w mediach społecznościowych, który w żaden sposób nie powinien wyjść spod klawiatury ministra spraw wewnętrznych w Polsce. I dlatego Konfederacja żąda dymisji Mariusza Kamińskiego, dlatego że nie możemy dopuścić, żeby na polskiej ziemi dochodziło do rosyjsko-ukraińskich ustawek.”

Trudno nie zgodzić się z Winnickim. (Czy to nazwisko pochodzi od miasta Winnica na Ukrainie?) Wygląda na to, że była to ustawka. Według niego zyskała na niej Rosja, bo będzie mogła ją wykorzystać jako element antypolskiej propagandy, a starci Polska, bo narazi na niebezpieczeństwo polskich dyplomatów i Polaków mieszkających w Rosji. I jakby na potwierdzenie jego słów dziś tj. 11 maja mamy odpowiedź. Polska ambasada w Moskwie została oblana czerwoną farbą. Ale czy rzeczywiście o to chodzi? O te wzajemne kuksańce? A po co Rosji antypolska propaganda? I czy tylko Rosji potrzebna jest antypolska propaganda?

Ten incydent pokazał światu, że Polska jest niepoważnym państwem, bo nie tylko nie potrafi zapewnić ambasadorowi obcego państwa bezpieczeństwa, ale też łamie własne przepisy, własnego kodeksu karnego i postanowienia konwencji wiedeńskiej. Taka narracja wpisuje się w postępowanie unii europejskiej wobec Polski, której zarzuca ona brak praworządności. Chodzi więc o uzmysłowienie opinii europejskiej, że Polska to niepoważne państwo, a skoro niepoważne, to nie można wykluczyć tego, że zostanie zlikwidowane albo wykluczone z unii europejskiej. Wyjście Polski z unii oznaczało by prawdopodobnie rozpad unii, a wówczas mogło by nastąpić połączenie Polski z Ukrainą i zdominowanie Europy przez Niemcy.

W Berlinie w dniu 9 maja miały miejsce obchody Dnia Zwycięstwa. Ukraińcy próbowali je zakłócić, rozkładając długą ukraińską flagę. Jednak policja niemiecka szybko ją zwinęła i usunęła intruzów. Jakoś dziwnie nie byli tak agresywni jak w Warszawie. Widocznie dobrze wiedzieli, że tam nie mogą podskoczyć i Kozaki podwinęli pod siebie ogony i rozeszli się. Tacy to dumni Kozacy.

Niemcy nie angażują się w wojnę na Ukrainie i chyba nie przypadkiem. Wprawdzie jeden z amerykańskich generałów stwierdził, że ta wojna potrwa jeszcze długo, ale kiedyś się skończy, bo przecież nic nie trwa wiecznie. A wtedy delegacje zasiądą do stołu i zaczną obradować. Zapewne nie będą to Amerykanie, bo skoro ich prezydent nazwał prezydenta Rosji bandytą, to trudno, by Rosjanie się na to zgodzili. Amerykanie zresztą zrobili to celowo, by mieć pretekst do nieangażowania się w sprawy europejskie. Nie będą to też Anglicy, którzy otwarcie popierają Ukrainę. Zrobili to z tych samych powodów, co Amerykanie. Jedynym partnerem do rozmów z Rosją będą więc Niemcy. I razem będą rysować nową mapę Europy.

Ukraiński anarchizm i terroryzm zostanie pewnie jeszcze nieraz wykorzystany do destabilizacji sytuacji w Polsce lub kompromitacji jej organów państwowych. Taki to obraz państwa polskiego ułatwi jego połączenie z Ukrainą, czego pewnie będzie domagać się mniejszość, czyli większość ukraińska w Polsce. Rosja zabierze wschodnią część Ukrainy, Niemcy zabiorą nasze tzw. Ziemie Odzyskane, a resztę połączą i powstanie nowe państwo. Ale to już nie będzie Polska. I o to chodzi!

W całym tym procederze bierze udział polska elita polityczna, czyli rządzący. Przecież Mariusz Kamiński nie działa według własnego widzi mi się, tylko wykonuje polecenia nieznanych przełożonych. Podobnie postępuje ambasador Rosji, który jest słabym aktorem i widać było wyraźnie, że się męczył przy odstawianiu tej farsy, ale pan każe, sługa musi. Tu nic nie dzieje się przypadkiem. Swoje role odgrywają też Duda i Morawiecki. Nie będą mieli najmniejszych skrupułów, by poświęcić to państwo, gdy ich panowie każą im to zrobić. To nie nowość w Polsce. W końcu rozbiór I RP zatwierdził sejm. Nie stać było ówczesnych posłów na protest. Pewnie byli bardzo zadłużeni. Podejrzewam, że nic od tamtego czasu nie zmieniło się.

Jeśli ten incydent był rosyjsko-ukraińską ustawką, jak twierdzi Winnicki, to oznacza to, że Rosja współpracuje z Ukrainą. A skoro tak, to znaczy, że cała ta wojna jest ustawką, a nazywając to bardziej subtelnie – teatrem. Ale czy tylko ta wojna? „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” – Szekspir.