Art-B bis

24 lutego rozpoczęła się wojna na Ukrainie, a już w dwa tygodnie później pojawiła się ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy, składająca się ze 116 artykułów, bardzo rozbudowana i bardzo szczegółowo regulująca wiele spraw dotyczących pomocy obywatelom Ukrainy. Warto zwrócić uwagę na to, że jest tu mowa o obywatelach Ukrainy, a nie o uchodźcach. A więc mamy tu do czynienia nie z pomocą uchodźcom, tylko z zasiedlaniem państwa nowymi obywatelami, którym ta ustawa, w niektórych wypadkach, daje więcej praw niż obywatelom Polski.

Taka sytuacja jest też doskonałą okazją do robienia, pod pozorem pomocy, wszelkich malwersacji finansowych, przy których afera Art-B wydaje się dziecinną igraszką. Mam wrażenie, że tego państwa już nie ma. Są tylko mafie, które chcą wyciągnąć jak najwięcej, bo jak będą to państwo likwidować, czyli, według mnie, dzielić i łączyć wschodnią Polskę z zachodnią Ukrainą, to już nikt nie będzie wnikał w to, kto ile nakradł. Tym, którzy nadrukowali tych pieniędzy, nie zależy na ich odzyskaniu, tylko na realizacji swojego celu. Dla nich pieniądz jest narzędziem, a nie celem samym w sobie. Nowe państwo, to nowy rząd i nowe otwarcie. Będzie to taki rok jubileuszowy, w którym anuluje się wszelkie długi., bo jeśli ulegnie likwidacji państwo, to i automatycznie jego dług zniknie. To jest czas tworzenia się nowych elit finansowych, według których pierwszy milion trzeba ukraść, choć obecnie to już raczej chodzi chyba o kilka czy kilkanaście tych pierwszych milionów.

Ustawa z dnia 12 marca 2022 roku o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Wybrałem cztery artykuły:

Art. 14.1. W Banku Gospodarstwa Krajowego tworzy się Fundusz Pomocy, zwany dalej „Funduszem”, w celu finansowania lub dofinansowania realizacji zadań na rzecz pomocy Ukrainie, w szczególności obywatelom Ukrainy dotkniętym konfliktem zbrojnym na terytorium Ukrainy, w tym zadań realizowanych na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, jak i poza nim.

Po co tworzy się taki odrębny fundusz, skoro w pomoc obywatelom Ukrainy zaangażowane są wszystkie jednostki samorządu terytorialnego i podległe im instytucje i mają środki na realizację tej pomocy?

2. Prezes Rady Ministrów zawiera z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę określającą w szczególności zasady dokonywania wypłat ze środków Funduszu, na finansowanie lub dofinansowanie realizowanych zadań, o których mowa w ust. 1.

3. Wypłaty ze środków Funduszu są realizowane na podstawie dyspozycji wypłaty składanej do Banku Gospodarstwa Krajowego przez Prezesa Rady Ministrów.

5. Środki Funduszu pochodzą:

  1. z wypłat środków pieniężnych jednostek sektora finansów publicznych;
  2. ze środków, które za zgodą Komisji Europejskiej mogą zostać przeznaczone na wsparcie zadań, o których mowa w ust.1;
  3. z wpłat z budżetu państwa;
  4. z wpływów ze skarbowych papierów wartościowych;
  5. ze środków z wyemitowanych obligacji;
  6. z innych przychodów, w tym darowizn;
  7. ze środków pochodzących ze źródeł zagranicznych nie podlegających zwrotowi.

6. Środki Funduszu mogą być przeznaczone na:

  1. finansowanie lub dofinansowanie realizacji zadań, o których mowa w ust.1;
  2. wykup i zapłatę odsetek od obligacji, o których mowa w art. 16. ust. 3 oraz pokrycie kosztów ich emisji;
  3. zwrot Bankowi Gospodarstwa Krajowego środków, o których mowa w art. 16 ust. 2, wraz z wynagrodzeniem w wysokości ustalonej z ministrem właściwym do spraw finansów publicznych;
  4. zwrot wydatków poniesionych na realizację zadań, o których mowa w ust. 1;
  5. udzielanie pożyczek.

Fundusz może udzielać pożyczek. Ale komu? Zapewne temu, kto chce pomóc obywatelom Ukrainy. Tylko pożyczać, by pomagać? Znaczy, że chcący pomóc nie ma własnych pieniędzy, a chce pomóc. Ale pożyczkę trzeba zwrócić. A może nie trzeba? Przy tej skali “pomocy”, to kto się doliczy? Fundusz Pomocy zajmuje się udzielaniem pożyczek, czyli działalnością finansową.

7. Ze środków Funduszu dokonuje się wypłaty wynagrodzenia prowizyjnego przysługującego Bankowi Gospodarstwa Krajowego. Wysokość wynagrodzenia jest ustalana w umowie, o której mowa w ust. 2.

Za pracę należy się zapłata. A gdyby nie było takiego funduszu, to nie byłoby zapłaty. To chyba jasne.

8. Środki Funduszu mogą być przeznaczone na finansowanie, dofinansowanie lub zwrot wydatków lub kosztów poniesionych na realizację zadań, o których mowa w ust. 6 pkt 1 i 4, również w przypadku, gdy ustawa lub przepisy odrębne przewidują finansowanie tego rodzaju zadań z budżetu państwa, w tym w formie wpłat lub dotacji z budżetu państwa.

To nic, że państwo już pomogło. My tak kochamy Ukraińców, że pomożemy im jeszcze raz.

11. Finansowanie lub dofinansowanie ze środków Funduszu może być udzielone jednostkom sektora finansów publicznych oraz jednostkom spoza tego sektora.

A więc i prywatna firma może załapać się na państwowe pieniądze pod pozorem pomocy, nie mówiąc już o tym, że jednostki z sektora publicznego, które mają pieniądze na ten cel z budżetu, mogą też je dostać z drugiego źródła.

Art. 16. 1. Minister właściwy do spraw finansów publicznych przekazuje do Funduszu środki niezbędne do terminowej obsługi zobowiązań z tytułu wyemitowanych obligacji, o których mowa w ust. 3, w przypadku gdy poziom środków Funduszu jest niewystarczający do obsługi tych zobowiązań.

2. W przypadku niedoboru na rachunku Funduszu środków niezbędnych do terminowej obsługi działań, o których mowa w art. 14 ust. 6, finansowanie ich realizacji może odbywać się, po uzgodnieniu z ministrem właściwym do spraw finansów publicznych, ze środków Banku Gospodarstwa Krajowego.

3. Bank Gospodarstwa Krajowego może emitować obligacje w kraju i za granicą na rzecz Funduszu.

Po co ten bank ma emitować obligacje? Żeby je sprzedać i dostać za nie pieniądze na “pomoc”. Ale ktoś, kto je kupił, zechce je za jakiś czas sprzedać emitentowi z zyskiem, wynikającym z ich oprocentowania. Jeśli bank nie będzie miał tych pieniędzy, bo wydał je na “pomoc”, to co wtedy? To wtedy to, co poniżej.

4. Zobowiązania Banku Gospodarstwa Krajowego z tytułu wyemitowanych obligacji, o których mowa w ust. 3, są objęte gwarancją Skarbu Państwa, reprezentowanego przez ministra właściwego do spraw finansów publicznych.

Gdy Bank Gospodarstwa Krajowego nie będzie w stanie wykupić wyemitowanych przez siebie obligacji, to wtedy Skarb Państwa je wykupi, bo udzielił gwarancji. To jest dokładnie ten sam mechanizm, jak w przypadku afery Art-B. Czeki bez pokrycia, wydawane przez jeden bank, a realizowane w innych bankach, gwarantował Skarb Państwa.

6. Gwarancja, o której mowa w ust. 4, jest udzielana do wysokości 100% pozostających do wypłaty świadczeń pieniężnych wynikających z wyemitowanych obligacji objętych gwarancją wraz ze 100% należnych odsetek od tej kwoty i innych kosztów bezpośrednio związanych obligacjami.

7. Gwarancja, o której mowa w ust. 4, jest wolna od opłaty prowizyjnej.

8. Jeżeli odzyskanie wierzytelności Skarbu Państwa, powstałych z tytułu udzielonej gwarancji, nie jest możliwe, Rada Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw finansów publicznych, może umorzyć wierzytelność w całości albo części.

To może być taka sytuacja, że instytucja, która wykupiła obligacje i chce je sprzedać emitentowi z zyskiem, a emitent, czyli Bank Gospodarstwa Krajowego, nie ma pieniędzy, to wtedy Skarb Państwa przejmuje zobowiązanie banku i odkupuje te obligacje i staje się wierzycielem banku. I w takim wypadku Rada Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw finansów publicznych, może umorzyć wierzytelność w całości lub części, znaczy zrezygnować z odzyskiwania tych pieniędzy od banku.

9. Bank Gospodarstwa Krajowego jest zwolniony z obowiązku udzielania zabezpieczenia do gwarancji, o których mowa w ust. 4.

Czyli żadnego ryzyka ze strony Banku Gospodarstwa Krajowego. Przecież on nie jest od tego, by bankrutować, tylko od tego, by za jego pośrednictwem wyprowadzać pieniądze z budżetu państwa pod pretekstem pomocy obywatelom Ukrainy.

Art. 12. 8. W celu zapewnienia pomocy, o której mowa w ust. 1, 4 i 18, wojewoda, organ jednostki samorządu terytorialnego, związku jednostek samorządu terytorialnego lub związku metropolitalnego oraz organ administracji publicznej i jednostki organizacyjne podległe organom administracji publicznej mogą zlecić organizacjom pozarządowym, podmiotom wymienionym w art. 3 ust. 3 ustawy z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (Dz. U. z 2020 r. poz. 1057 oraz z 2021 r. poz. 1038, 1243, 1535 i 2490) oraz związkom zawodowym realizację zadania publicznego z pominięciem otwartego konkursu ofert, o którym mowa w dziale II rozdziale 2 tej ustawy.

Czyli bez przetargu. Jakież pole do malwersacji! Inna sprawa, że przetargi nie utrudniały tych malwersacji. Zawsze znajdowano jakieś furtki prawne, bo tak została zredagowana ustawa o zamówieniach publicznych. Teraz po prostu będzie szybciej. Nie trzeba będzie stosować żadnych wybiegów.

Art. 66. 1. Kierownicy jednostek organizacyjnych Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Krajowej Administracji Skarbowej oraz organizacje działające w tych służbach mogą przekazywać nieodpłatnie sprawny technicznie sprzęt, pojazdy i urządzenia jednostkom organizacyjnym Państwowej Służby Ukrainy do spraw Sytuacji Nadzwyczajnych, za zgodą odpowiednio Komendanta Głównego Policji, Komendanta Głównego Straży Granicznej i Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej oraz Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Sprzęt, pojazdy i urządzenia, o których mowa w zdaniu pierwszym, mogą być również przekazywane przez Komendanta Służby Ochrony Państwa.

Tego to nawet nie chce mi się komentować. Tu wszelkie granice przyzwoitości zostały przekroczone.

Skala korupcji z jaką prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia, przekracza wszelkie wyobrażenia. Wszystkie te afery III RP , które wydawały się nam wielkimi, takimi nie były w porównaniu z tym, co nas czeka. To jest zupełnie inna skala. Oni już wiedzą, że to państwo nie przetrwa tego rabunku. Chodzi więc im o to, by jak najlepiej przygotować się na nową rzeczywistość, nowe państwo i zając w nim jak najlepsze miejsce, pomijając członków rządu, którzy wyjadą za granicę. Ten kraj i to państwo, za zgodą wielkich tego świata, nie przetrwa. Ile czasu trzeba na jego likwidację? Jeszcze nie tak dawno temu sądziłem, że jakieś 40-50 lat. Teraz, za sprawą tej wojny, stanie się to pewnie znacznie szybciej. Może wystarczy 20-30 lat. A może mniej?

Unia polsko-ukraińska

Na kanale Media Narodowe pojawił się wywiad z mec. Kazimierzem Frąckiewiczem, autorem książki Polskość Kresów Wschodnich. Jego tytuł to: Unia polsko-ukraińska przeciwwagą dla unii europejskiej. Czy taka unia jest możliwa? – pyta prowadzący.

Zanim po I wojnie światowej powstała Polska, to były dwie koncepcje. Jedna federacyjna Piłsudskiego i druga asymilacyjna Dmowskiego. Pierwsza zakładała powstanie federacji, którą tworzyłyby Polska, Litwa, Białoruś i Ukraina. Druga zakładała istnienie jednego państwa polskiego, w którym nastąpiłaby asymilacja narodów byłej I RP. Obie bzdurne i bez sensu, bo tamte narody nie chciały ani asymilacji, ani federacji. Ale o tym co ma być, nie decydowały te narody, tylko naród wybrany. I tak jest obecnie. Obaj Żydzi w Mediach Narodowych mówią, jak ma być. I gość tego kanału wypowiada się tak, jakby wiedział, że będzie tak, jak oni chcą.

Mamy tu bardzo ciekawe stwierdzenia, które wytłuściłem. Kazimierz Frąckiewicz m.in. mówi tak:

„Kim są współcześni Ukraińcy? To są Rusini, z którymi przez kilkaset lat tworzyliśmy wspólne państwo na zasadzie gente Ruthenus, natione Polonus (z pochodzenia Rusin, narodowości polskiej – przyp. W.L.). I spośród warstwy szlacheckiej tworzyliśmy jeden wspólny naród.

Polska taka, jaka jest obecnie, czyli Polska kadłubkowa, nieco większa od Królestwa Kongresowego, czyli ideału rosyjskich zaborców, jak i niemieckich okupantów. Takie Królestwo Kongresowe plus ten jeszcze jakiś dodatek, czyli państwo bez możliwości suwerennego niepodległego trwania. To, czy my możemy godzić się na taki status, jak obecnie? Żeby nie być takim popychadłem w unii europejskiej, to musimy przemyśleć swoją pozycję geopolityczną. My niezależnie od tej wojny musimy dążyć do związania Ukraińców z Polską, z naszym społeczeństwem, tak żeby w jakimś okresie dziejowym, nawet nie za 10, 20 lat, ale za 100 może więcej lat, powstała między nami pewna wspólnota psychiczna. Jest to możliwe.

Żeby coś takiego zaistniało, to musimy skorzystać z instrumentu, który sprawdził się, tj. unii. Potrzebna jest na to zgoda społeczeństwa polskiego i społeczeństwa ukraińskiego, niekoniecznie zgoda państw. Wspólnoty psychiczne powstają wskutek kontaktów między ludźmi należącymi do różnych kultur. I wskutek tego powstaje wspólnota cywilizacyjna, podstawa do odbudowy wielkiego narodu, takiego jak w I RP, który składał się z wielu etnosów, nie tylko rzymsko-katolickich Lechitów, ale również innych etnosów. Współdziałanie ludzi z wielu kultur może stworzyć taką wspólnotę cywilizacyjną. Taką wspólnotę cywilizacyjną w jakiejś perspektywie czasowej uda nam się stworzyć.

W ukraińskim społeczeństwie jest taka wola. W 2016 roku serwis ukraiński Reporter, po przeprowadzeniu pewnego sondażu stwierdził, ze Ukraińcy już zbyt długo ubolewają nad stagnacją swego państwa i postawą unii europejskiej, jak też porażką w negocjacjach akcesyjnych z unią. I wtedy, zdaniem tych dziennikarzy, to w 2016 roku było, dobrym wyjściem w tej sytuacji byłoby przyłączenie kraju do Polski. Ta myśl nie została podchwycona przez kierownictwo państwa ukraińskiego, ale ta myśl zaistniała. Czyli w społeczeństwie ukraińskim zawsze znajdziemy orędowników takiej myśli.

Pierwszą rzeczą, którą powinniśmy robić, to wytwarzanie poczucia wspólnoty cywilizacyjnej i myślę, że to dość szybko może nastąpić. Wspólnota cywilizacyjna nie jest wspólnotą polityczną, to jest wspólnota wyobrażeń, wartości, odczuć.

W mojej ocenie sukces tej koncepcji, koncepcji wielkiego narodu, o której pisał w szczegółach Adam Doboszyński przed wojną, on jest uwarunkowany zmianami w społeczeństwie polskim i ukraińskim. To niekoniecznie musi polegać na jakimś układaniu się państw. To nasze społeczeństwa winny do tego dążyć i one dojrzewają. Nie przyspieszymy tych procesów. Ważne żebyśmy wiedzieli, w którym kierunku chcemy iść. A to jest budowanie wspólnoty cywilizacyjnej, nie będącej jeszcze narodem.

My nie potrzebujemy obecnie wspólnego państwa, żeby taką wspólnotę cywilizacyjną stworzyć. To wspólne państwo powstanie, tak czy owak, dlatego że będzie na to zapotrzebowanie oddolne. Wspólnota cywilizacyjna wymusi wspólne interesy, wspólne wartości, wspólne dążenia. Wymusi, by ta wspólnota cywilizacyjna przekształciła się w jakiejś perspektywie czasowej, być może nie za naszego życia, we wspólnotę państwa. To jest normalna procedura, normalna sytuacja, kiedy społeczeństwo organiczne, społeczeństwa organiczne poczuwają się do wspólnoty, budując ostatecznie organizm polityczny wspólny. To jest samoistny proces dziejowy, który przeszła Polska przedrozbiorowa. My winniśmy podążać tą samą drogą.”

„I spośród warstwy szlacheckiej tworzyliśmy jeden wspólny naród.” Kto? Czyli nie był to proces samoistny, tylko ktoś tworzył ten naród. Ciekawe kto? Kto mu stworzył ten ustrój, to liberum veto, elekcję króla?

„Plus ten jeszcze jakiś dodatek.” Ziemie Odzyskane nazywa dodatkiem, czyli czymś niewiele znaczącym, czymś czego będzie można się w przyszłości pozbyć. A na tym „dodatku” znajdują się praktycznie wszystkie nasze kopalnie węgla kamiennego i inne bogactwa naturalne, jak choćby miedź. Nie ma nic przypadkowego w tej wypowiedzi. To oznacza, że Ziemie Odzyskane przehandluje się, gdy zajdzie taka potrzeba. One przecież nie należały do I RP i nie są częścią przygotowywanego projektu.

„Skorzystać z instrumentu, który sprawdził się, tj. unii.” – Problem polega na tym, że instrument ten nie sprawdził się. Pomimo, jak twierdzi Frąckiewicz, kilkuset lat tworzenia wspólnego państwa, wspólny naród nie wytworzył się. Naród szlachecki powstał wskutek działań administracyjnych. Po unii lubelskiej wszyscy ci bojarzy przeszli na katolicyzm i tym sposobem stali się polską szlachtą. Podobnie było z Żydami. Ci, którzy ochrzcili się, automatycznie stawali się też szlachcicami. Natomiast chłopi polscy, podobnie jak ukraińscy, byli niewolnikami.

„Taką wspólnotę cywilizacyjną w jakiejś perspektywie czasowej uda nam się stworzyć.” – A więc to my będziemy ją tworzyć, czyli proces zaplanowany, a nie jakieś procesy cywilizacyjne i naturalne tworzenie się nowego narodu. Bardzo niepokoi to ciągle powtarzanie „wspólnota”, „wspólne”. Wszędzie czuć czosnek.

„Czyli w społeczeństwie ukraińskim zawsze znajdziemy orędowników takiej myśli.” Nie wątpię. Przecież to społeczeństwo jest tak samo zdominowane przez Żydów, jak polskie.

„Ważne żebyśmy wiedzieli, w którym kierunku chcemy iść.” – To podstawa wszelkiego działania. Cel musi być jasno sprecyzowany i realizowany z żelazną konsekwencją.

„To wspólne państwo powstanie, tak czy owak.” – Ta pewność nie pozostawia złudzeń. Skoro tak mówi, to wie, co mówi i wie, że tak już postanowiono.

„To jest samoistny proces dziejowy, który przeszła Polska przedrozbiorowa. My winniśmy podążać tą samą drogą.” – Skoro to jest proces samoistny, to nie musimy podążać tą drogą – sam sobie podąży. Problem jednak polega na tym, że sam nie podąży.

Mamy więc już gotową ideologię, którą już raz zastosowano w procesie tworzenia I RP. To „gente Ruthenus, natione Polonus”, o którym wspomniał Frąckiewicz, nie było tu przypadkowe i nie przypadkiem nie dopowiedział. Jednak siedemnastowieczny kleryk pisał: canonicus cracoviensis, natione Polonus, gente Ruthenus, origine Judaeus – kanonik krakowski, narodowości polskiej, z urodzenia Rusin, z pochodzenia Żyd.

Cechą charakterystyczną tego narodu szlacheckiego było to rozmycie. Właściwie to Polakiem był każdy. Frąckiewicz mówi w pewnym momencie, że Polakiem może być Rusin, nawet jak nie mówi po polsku i jest prawosławny. Na tej zasadzie to Polakiem był, czy może nadal jest, Nigeryjczyk Emmanuel Olisadebe, któremu prezydent Kwaśniewski nadał w roku 2000 polskie obywatelstwo i dzięki temu mógł grać w polskiej reprezentacji piłki nożnej. W tym momencie staliśmy się prawdziwie europejskim krajem. Nie na długo, bo już w 2012 roku, decyzją jakichś władz, staliśmy się, do spółki z Ukrainą, organizatorem EURO 2012. Dla mnie był to pierwszy znak, że Polskę, jako kraj, przekierowują na wschód. Bo dlaczego nie z Czechami i Słowakami?

Nie sądziłem, że tak szybko zaczną oni o tym tak otwarcie mówić. A jednak! W moim przekonaniu ta wojna wybuchła po to, by dokonać tej operacji, tj podmiany społeczeństwa. To jest jej podstawowy cel, co nie znaczy, że nie ma innych celów. Mamy do czynienia z największym przesiedleniem ludności od czasów II wojny światowej. Ta wojna będzie trwać tak długo, aż przesiedli się na teren Polski odpowiednią ilość ludzi. To jest niezbędne do połączenia Ukrainy z Polską. Jakiej Ukrainy i jakiej Polski, to czas pokaże. Ja twierdzę, że będzie to połączenie zachodniej Ukrainy i wschodniej Polski, bez tzw. Ziem Odzyskanych. Zaczął się więc pierwszy etap odtwarzania I RP, która była żydowskim rajem. Wprawdzie sami to państwo zlikwidowali, bo tak im wtedy pasowało, ale obecnie, z jakichś względów, chcą je odbudować. Tak sądzę.

Życiorys

Kiedy tak zastanawiałem się nad obecną sytuacją polityczną, wojną na Ukrainie i zalewem Polski (czy to jeszcze jest Polska i czy to w ogóle kiedykolwiek była Polska?) przez „uchodźców”, którzy nie są żadnymi uchodźcami, bo uchodźcy nie nadaje się numeru PESEL, który przysługuje, a właściwie przysługiwał jeszcze do niedawna, tylko obywatelom Polski, a teraz nadaje się go przybywającym tu obywatelom Ukrainy, a więc to nie uchodźcy, a państwo to faktycznie jest, jak już wielokrotnie pisałem, Rzeczpospolitą Ukraińską – kiedy więc tak zastanawiałem się na tą sytuacją, to przypomniał mi się wiersz Adama Asnyka Daremne żale.

Daremne żale - próżny trud, 
Bezsilne złorzeczenia! 
Przeżytych kształtów żaden cud 
Nie wróci do istnienia.

No właśnie! To, co się dzieje, to są rzeczy nieodwracalne. Ukraina jest rozdarta i trudno sobie wyobrazić, by została ponownie sklejona. A jeśli ten podział się dokona, co jest bardziej prawdopodobne niż ponowne połączenie, to co dalej? Wschodnia Ukraina do Rosji – to naturalne, a co z zachodnią?

We wszystkich analizach dotyczących wpływu tej wojny na sytuację światową mówi się o zerwaniu łańcuchów dostaw, o zmniejszeniu dostaw ropy i gazu z Rosji i przechodzeniu na energie odnawialną, co jest istotą Wielkiego Resetu, o rewolucji w rolnictwie, o przeniesieniu siedziby globalistów do centralnej Azji i utworzeniu tam centrum decyzyjnego dla całego świata i o wielu innych skutkach tej wojny. Ale nikt nie widzi lub nie chce widzieć albo udaje, że nie widzi, że Ukraina jest już podzielona i że konsekwencje tego będą poważne. Ta część Europy zmieni się diametralnie: przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.

A ja tak z ciekawości zajrzałem do Wikipedii i przeczytałem życiorys Adama Asnyka. Czytanie takich życiorysów może czasem przypominać śledztwo. Co tam piszą i czego nie piszą, to może prowadzić do ciekawych wniosków. Zabawiłem się więc w Sherlocka Holmesa i przeprowadziłem prywatne dochodzenie. Wikipedia m.in. pisze:

»Adam Prot Asnyk urodził się w 1838 roku w Kaliszu, zmarł w 1897 roku w Krakowie. Polski poeta i dramatopisarz; w czasie powstania styczniowego (1863-1864) członek Rządu Narodowego (1863), doktor filozofii (1866), w latach 1889-1894 redaktor dziennika „Nowa Reforma”, inicjator i pierwszy prezes Towarzystwa Szkoły Ludowej.

Pochodził z rodziny szlacheckiej. Był synem Kazimierza, powstańca listopadowego, który po odbyciu kary zesłania osiedlił się w Kaliszu i trudnił się handlem skórami (na czym dorobił się znacznego majątku i następnie otworzył hotel i księgarnię), i Konstancji z Zagórowskich. Został ochrzczony w miejscowym kościele św. Mikołaja Biskupa, ojcem chrzestnym został Walenty Stanczukowski. W 1849 rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Realnej w Kaliszu, w której w 1853 złożył egzamin dojrzałości. W Kaliszu mieszkał do 1856, po czym wyjechał do Warszawy, gdzie podjął studia w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie (1856), następnie w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie (1857-1859) oraz na uniwersytetach we Wrocławiu (1859-1860), gdzie działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, Paryżu (1861) i Heidelbergu (1861-1862). Brał udział w ruchu spiskowym; w powstaniu styczniowym był członkiem wrześniowego Rządu Narodowego. W latach 1864-1867 przebywał za granicą, w 1866 uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie Ruprechta i Karola w Heidelbergu. Po powrocie do kraju mieszkał we Lwowie, a w 1870 osiadł w Krakowie. Debiutował w 1870 roku na łamach dziennika „Kaliszanin” wierszem Rodzinnemu miastu.

W styczniu 1882 roku został wydawcą krakowskiego dziennika „Reforma”, przemianowanego w listopadzie tego roku na „Nową Reformę”, której redaktorem odpowiedzialnym był od grudnia 1889 do stycznia 1895. Od 1884 był radnym miejskim w Krakowie. W 1889 został posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego. Był jednym z założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie (1882) i członkiem honorowym TSL. Podejmował wyprawy wysokogórskie w Tatry. Wiele podróżował po Europie. W 1888 roku odbył podróż do Włoch, na Sycylię, Maltę i północne wybrzeże Afryki, zakończoną w Marsylii. W 1894 odbył podróż na Cejlon i do Indii. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie.

W czasie okupacji niemieckiej (1939-1945) całość twórczości Adama Asnyka trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana, z przeznaczeniem do zniszczenia.

W czasie Obchodu XVIII Wieków Kalisza (1960) na pl. Konstytucji odsłonięto pomnik Adama Asnyka.«

Mamy więc powstańca, zesłańca, który po odbyciu kary zesłania osiedla się w Kaliszu. Nie wiemy więc skąd pochodził ojciec Asnyka. Z kontekstu wynika, że nie z Kalisza, bo gdyby z Kalisza, to napisaliby, że powrócił do Kalisza. Właściwie to nic o nim nie wiemy, poza tym, że był szlachcicem bez ziemi. Przyjechał do obcego miasta i zaczął handlować skórami i dorobił się na tym handlu znacznego majątku. Skąd pomysł na handel skórami? I jakimi skórami? Jak został zesłany, to pewnie na Syberię, a nie na Krym. Na Syberii nie brakowało skór, a może raczej futer, bo wtedy, w tamtym ostrym klimacie dzikie zwierzęta miały bardzo ciepłe i ładne futerka, takie jakie lubią wszystkie kobiety. I tylko na takich futerkach, a nie skórach można było się dorobić fortuny. Musiał więc na tym „zesłaniu” ojciec Asnyka nawiązać kontakty z miejscowymi handlarzami futrami. Pierwszy krok został zrobiony. Zesłanie okazało się początkiem dobrego interesu.

Dlaczego Kalisz? Bo Kalisz to było wtedy miasto na granicy prusko-rosyjskiej. Szły więc futra z Syberii do Kalisza, do ojca Asnyka, „szlachcica”. A z Kalisza do Prus. Przecież zwykły szlachcic nie pojechałby do obcego miasta i nie zaczął tam uprawiać międzynarodowego handlu skórami, bo na ten handel ma monopol tylko jedna nacja. Musiał to być bardzo intratny handel, skoro stać go było na otworzenie hotelu i księgarni. Do takiego handlu Żydzi nikogo obcego nie dopuszczą. Skoro ojciec Asnyka był Żydem, to i on nim był, bo jego matka – z Zagórowskich, prawdopodobnie była również z tej nacji. Te nazwiska typu Zagórowski, Zagórski (za górami) mogą sugerować, że tak było.

Adam Asnyk odebrał bardzo „wszechstronne” wykształcenie. W 1856 roku studiował w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego. W latach 1857-1859 – w Akademii Medyko-Chirurgicznej, w latach 1859-1860 – na uniwersytecie we Wrocławiu działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, czyli zetknął się z panslawizmem, w 1861 – w Paryżu, w latach 1861-1862 – w Heidelbergu. W 1863 roku w powstaniu. W latach 1864-1867 przebywał za granicą. W 1866 roku uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie w Heidelbergu. Gdyby nie to, że był Żydem, to musiałby być masonem, bo tylko oni mogą się tak szybko przemieszczać z miejsca na miejsce i tylko dla nich uczelnie stoją otworem i mogą je zmieniać jak rękawiczki i nie istnieją dla nich żadne granice. Taki Kościuszko zrobił zadymę w Polsce, a potem, jak gdyby nigdy nic, wyjechał do Ameryki i nikt go nie zatrzymywał. Ostatecznie uzyskał Asnyk doktorat z filozofii, czyli że nie musiał się wykazać żadną konkretną wiedzą i nikt tak naprawdę nie mógł jej zweryfikować. Ale brzmi poważnie – doktor filozofii.

Tak więc Asnyk nie musiał mieć żadnego konkretnego zawodu, bo tate zabezpieczył go materialnie. Jak się okazuje i z „patriotyzmu” można coś wyciągnąć. Syn poszedł w ślady ojca i też „walczył” w powstaniu. W 1862 roku wrócił z Heidelbergu, a w 1864 ponownie wyjechał za granicę i nikt go nie zatrzymywał. Walczył przeciwko rządowi carskiemu, a ten pozwolił mu swobodnie opuścić kraj. „Patriotyczny biznes” to musiał być całkiem niezły biznes. Wprawdzie bardziej przypominał on biuro podróży, ale to szczegół. Ważne, żeby kochać ojczyznę i wszędzie się z tym obnosić, no i oczywiście obracać się w odpowiednim kółku.

Ostatecznie został Asnyk wydawcą dziennika w Krakowie. Co jak co, ale prasa musi być w rękach Żydów. Był też radnym miejskim w Krakowie i posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego oraz jednym z założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej. A więc wszystkie kluczowe stanowiska w ich rękach, łącznie z edukacją ludu.

W 1960 roku odsłonięto w Kaliszu pomnik Adama Asnyka. 11 listopada 2021 roku na Głównym Rynku w Kaliszu miało miejsce spalenie Statutu kaliskiego. Spotkało się to z bardzo ostrą krytyką niektórych środowisk. W blogu „Riposta” pisałem:

»W niedzielę w Kaliszu zorganizowano marsz “Kalisz wolny od faszyzmu”. To odpowiedź na wydarzenia, do których doszło podczas marszu 11 listopada. Grupa osób wznosząc antysemickie hasła, spaliła wówczas tekst Statutu Kaliskiego.

Manifestujący spotkali się w niedzielę o godz. 16 pod pomnikiem poety Adama Asnyka. Organizatorzy w mediach społecznościowych napisali: “W dniu Święta Niepodległości Kalisz został pohańbiony. Hordy przybyłych z różnych miejsc w Polsce faszystów, zwołanych przez Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego, wykrzykiwały na ulicach naszego Miasta obrzydliwe hasło: ‘Śmierć Żydom’. Spalono publicznie, przed gmachem ratusza, najważniejszy dla Kalisza dokument – “Statut kaliski” z 1264.”.«

No i teraz już można zrozumieć dlaczego na miejsce protestu wybrano pl. Konstytucji, na którym znajduje się pomnik Asnyka. Pamiętam, że wtedy zastanawiałem się, dlaczego akurat przed jego pomnikiem, co on miał z tym wspólnego? Wtedy nie rozumiałem, a teraz już – tak. Ciągnie swój do swego. Czasem więc warto czytać życiorysy różnych osób, bo wiele można się z nich dowiedzieć, a Wikipedia też musi coś napisać, bo gdyby chciała wszystko ukryć, to nic nie napisałaby.

Ostateczny cel socjalizmu

Krąży po internecie taki krótki film z 2018 roku zatytułowany „Co przykrywa wojna na Ukrainie? Niebiańska Jerozolima”. Zdaje się, że jego popularność wzrosła na skutek wybuchu wojny na Ukrainie. Ta koncepcja, czyli przeniesienie Izraela na teren południowej Ukrainy, jest dla wielu przyczyną wybuchu tej wojny. Sam pomysł nie jest nowy i Żydzi rozważali takie rozwiązanie na początku XX wieku, jeśli nie wcześniej. Po rewolucji październikowej powstawały żydowskie okręgi autonomiczne. Na Ukrainie: pierwszy – w guberni chersońskiej, drugi – na Zaporożu, trzeci – w powiecie krzyworoskim. Na Krymie: pierwszy – w okolicy Eupatorii i zachodnio-dżankojskiego okręgu, drugi – Łarinosielski, nazwany tak na cześć Łuria Łarina, jednego z najczynniejszych działaczy na polu osadnictwa Żydów na roli.

A jak sami Żydzi widzą ten problem? Poniżej druga część rozdziału Tożsamość socjalizmu i komunizmu oraz ich cel ostateczny. B. Ostateczny cel socjalizmu. Cytat pochodzi z książki Socjalizm, komunizm, anarchizm wydanej w 1936 roku. Jej autorem jest Zbigniew Krasnowski.

»Aby zaś przekonać się, na czym istotnie polega treść idei socjalizmu i w czyim interesie jest on przez czynniki żydowskie tak usilnie w życie wprowadzany, warto zapoznać się z rozumowaniem myśliciela żydowskiego, dr. Chaima Żytłowskiego, który na przykładzie obrazowym wyjaśnia istotę „celu ostatecznego” i „maksymalizmu”:

Dzika miejscowość – pisał dr Chaim Żytłowski – winna być obrócona w zdrowe ludzkie osiedle. Duże skały mają być wysadzone dynamitem, aby można było przeprowadzić koleje i drogi bite. Trujące błota mają być osuszone, stepy – nawodnione i zalesione, dzikie zwierzęta – wyniszczone. Lecz gospodarze tej dzikiej miejscowości nie chcą, aby ją obrócić w ludzkie osiedle.

Ma się rozumieć, można sobie wyobrazić, że ta okolica „sama przez się” może również poprawić się. Błota wysychają, nawet skały rozpadają się. Ma się rozumieć, można również iść na kompromis z gospodarzami. W tym roku osuszyć kawałek błota, w następnym drugi i tak stopniowo, stopniowo, przy pomocy Boskiej, okolica się zaludni.

Ale możliwy jest inny wypadek: maksymalistyczny. Otóż ci, którzy zainteresowani są w zmianie, starają się sami stać się gospodarzami okolicy. A kiedy dawni gospodarze zostali wypędzeni, biorą się należycie do pracy – z całą wiedzą techniczną i z całą miłością oraz oddaniem się swemu ideałowi.

Może zdarzyć się, że nie jest to sprawa mała, może zdarzyć się, że każdy nowy krok w tej dzikiej nieznanej okolicy wymaga ofiar. Lecz urzeczywistnienie ideału jest zapewnione: ci, którzy stali na drodze do niego, zostali usunięci.

W tym wypadku urzeczywistnienie celu ostatecznego (lub ideału) można począć liczyć od tej chwili, kiedy okolica przeszła pod władzę nowych gospodarzy.

Maksymalizm zmierza do tego, aby socjaliści stali się gospodarzami obecnego życia społecznego i aby przystąpili do przebudowy i budowy swoich ideałów. A maksymaliści wierzą, że nie ma żadnych teoretycznych zastrzeżeń, które by mogły przeszkodzić urzeczywistnieniu ich celu końcowego już obecnie i to w zakresie maksymalnym w tylko co wyjaśnionym sensie… – „Fraje szriften far idiszen socjalistiszen gedank”, Zamelbuch, Wilno, 1926 r., September – „Kilka myśli o „celu ostatecznym” i „maksymalizmie”, dr Chaim Żytłowski.

Kim są „gospodarze tej dzikiej miejscowości” , którzy nie chcą, aby ją obrócić „w ludzkie siedlisko”? To są narody rdzenne, które nie chcą dopuścić, aby ich kraje ojczyste zostały opanowane przez żywioł obcy. A kto są ci, którzy „są zainteresowani w zmianie” i którzy „starają się sami stać się gospodarzami okolicy”? To są członkowie narodu żydowskiego, którego byt w warunkach rozproszenia musi być oparty na pasożytowaniu na narodach rdzennych.

Kiedy następuje dla żydostwa urzeczywistnienie jego ideału, że „dawni gospodarze zostali wypędzeni”, a ono już może wziąć się „należycie do pracy: z całą wiedzą techniczną i z całą miłością oraz oddaniem się swemu ideałowi”? Ten warunek następuje wówczas, gdy „socjaliści stali się gospodarzami obecnego życia społecznego”… Od tej chwili „okolica przeszła pod władzę nowych gospodarzy”, czyli właściwie żydostwa…

Od tej chwili „okolica” poczyna obracać się „w ludzkie osiedle”, czyli dany kraj staje się całkowicie dostępny najazdowi żydowskiemu.

Od tej chwili czynniki żydowskie, świadome swoich celów i zadań – w przeciwieństwie do otoczenia, nierozumiejącego o co chodzi – mogą wziąć się do pracy, wyrażając się słowami dr. Żytłowskiego, „z całą wiedzą techniczną i z całą miłością oraz oddaniem się swemu ideałowi”…

Ponieważ żywioł żydowski jest obecnie rozproszony na całym świecie, więc aby ten „ideał” osiągnąć, należy zniszczyć życie narodów rdzennych w skali światowej, na podobieństwo Rosji z jej wywrotem październikowym z roku 1917. Mówiąc tedy symbolicznie słowami żydów samych:

Światowy październik rozwiąże światowe zagadnienie żydowskie”… – „Di Woch”, nr 15, 23 X 1925 r. – „Krym czy Palestyna”.

Dr I. Szechtman: Dwa „państwa przyszłości”

I tak myśli ogół społeczeństwa żydowskiego. Wskazując na niknące ostatnio wśród żydostwa wpływy Bundu jako wyraziciela poglądów co do możności ujarzmienia narodów rdzennych za pomocą częściowego u nich przewrotu, znany publicysta żydowski, dr I. Szechtman, w marcu 1935 r., m.in. pisał:

I naród (żydowski, przyp. tłum.) wewnętrznie odwrócił się od golusu (obecnego bytu w krajach rozproszenia, przyp. tłum.), od jego doświadczeń i rozczarowań, od jego zwycięstw i porażek. Wyschły ostatnie złudzenia. Psychologicznie przezwyciężono wszystkie oczekiwania, związane zazwyczaj z teraźniejszością i przyszłością bytu w golusie. Wszystkie rozczarowania skierowano na radykalną przebudowę zbankrutowanych form narodowego i społecznego bytu golusowego. Przy tym przebudowa nie może być stopniowa, częściowa, niedostrzegalna, ale – przeciwnie – radykalna, kategoryczna, zapierająca oddech: jej sens i patos polegają na całkowitym zaprzeczeniu form życia golusowego. To zaprzeczenie i zwalczanie golusu poszły dwiema całkowicie różnymi drogami: przez syjonistyczne państwo żydowskie i przez sowieckie państwo przyszłości. Między tymi dwoma „państwami przyszłości” istnieje przepaść. Oba zawierają jednak cechę wspólną: stanowcze i radykalne zaprzeczenie golusu. Oba wychodzą z założenia całkowitej przebudowy ustroju narodu żydowskiego. Tylko bowiem taka ideologia jest do przyjęcia dla narodu żydowskiego, który utracił wszystkie złudzenia co do możliwości przystosowania się do bytu golusowego… – „Der Moment”, nr 54, 4 III 1935 r. – „Rozważania o dawniejszym bohaterze”, dr I. Szechtman, Paryż.

A zatem, aby żydostwo mogło istnieć, muszą być wytworzone dwa „państwa przyszłości”: jedno w Erec Israel, a drugie – w pozostałej części kuli ziemskiej na wzór ustroju sowieckiego, czyli pierwsze, jako metropolia, a drugie – jako kolonie żydowskie, przeznaczone dla narodu „wybranego” do eksploatacji gojów.

Te cele żydostwo zdoła osiągnąć przez „światowy październik”, swoisty „cel ostateczny” pasożyta.«

Ten światowy październik to po prostu światowa rewolucja. I to się dzieje. Zaczęło się parę lat temu od kryzysu migracyjnego na Zachodzie, poprzedzonego przez kolorowe rewolucje w Afryce i konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie. Później doszła sztucznie wywołana „pandemia”, a teraz wojna. To wszystko, to jedna wielka, nieustająca rewolucja, mająca na celu wyniszczanie i osłabianie narodów rdzennych i w konsekwencji ich podporządkowanie. Wojna to najbardziej gwałtowna, niszcząca forma rewolucji. Po niej ta część Europy będzie wyglądała zupełnie inaczej, bo każda wojna przynosi wielkie zmiany. Zmiany, których nie można by było wprowadzić w warunkach pokojowych. Po wojnach ludzie są bardziej skłonni do zaakceptowania nawet największych zmian, nawet jeśli są one dla nich niekorzystne. I po to są te wojny wywoływane. Ta obecna, wygląda na to, że jest elementem tej permanentnej rewolucji i nie została wywołana po to, by przenieść tam Izrael.

Jak na razie przepowiednia Henry Kissingera z 2012 roku o tym, że za 10 lat nie będzie Izraela, nie sprawdza się. 11 marca ukazał się na portalu Interia artykuł Trwa wielka operacja przerzutu ukraińskich Żydów (https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-trwa-wielka-operacja-przerzutu-ukrainskich-zydow,nId,5885967). Mamy więc do czynienia z kolejną operacją Most. Ilu z tych Żydów wyjedzie do Izraela, a ilu zostanie w Polsce? Oto jest pytanie! Interia pisze:

»Tysiące ukraińskich Żydów jadą przez Polskę do Izraela. Trwająca dziś operacja była przygotowywana kilka tygodni przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę – podaje “Rzeczpospolita”. Trwa 16. dzień inwazji Rosji na Ukrainę.

Jak podaje dziennik, główny szlak przerzutu ukraińskich Żydów wiedzie przez Polskę. Inne przez Rumunię, Węgry i w mniejszej skali przez Mołdawię. Centrum dowodzenia znajduje się w hotelu Novotel w centrum Warszawy, działa tu tymczasowy oddział ambasady izraelskiej, pracują przedstawiciele organizacji, w tym Agencji Żydowskiej, zajmujący się organizowaniem aliji, powrotu do kraju przodków, czyli migracji do Izraela.

“Pierwszy lot z Warszawy odbył się w poprzedni wtorek. Potem kolejne dwa. Na piątek i sobotę szykujemy następne” – powiedział “Rzeczpospolitej” Szmuel Szpak, główny menedżer operacji przerzutu, wcześniej przez cztery i pół roku szef Agencji Żydowskiej na Ukrainie (ewakuował się z Kijowa wraz z pracownikami ambasady izraelskiej pod koniec lutego).

Poinformował, że przygotowania zaczęły się pod koniec stycznia. Na uwagę gazety, że to dużo wcześniej, niż Putin zaczął wojnę, odpowiedział: “Mieliśmy informacje”. Szmuel Szpak dodał, że jego organizacja zawczasu przygotowała schronisko przy polskiej granicy koło Lwowa. Tam trafiali ukraińscy Żydzi, których potem kierowano do sąsiednich krajów.

W Warszawie – jak czytamy – procedura trwa trzy doby: potwierdzenie przez ambasadę prawa do aliji, wypełnienie koniecznych dokumentów, wydanie wizy i skierowanie na lotnisko. Paszport dostaje się już w Izraelu.

Dotychczas z Polski wyleciały, jak mówi Szpak, “setki” osób. “Gotowi jesteśmy na kilka tysięcy” – podkreśla Szpak.«

Bardzo wymowne i dające do myślenia jest to “mieliśmy informacje”. Skąd mieli? Wiadomo skąd mieli. Są Żydami, to mieli je od Żydów, co pośrednio oznacza, że to oni kierują tą wojną po obu stronach i oni decydowali o tym, kiedy ona wybuchnie. I przenieśli ambasadę Izraela z Kijowa do Warszawy. A zatem mamy teraz w Rzeczpospolitej Ukraińskiej dwie ambasady Izraela. Jedna jest w samym centrum Warszawy na skrzyżowaniu dwóch głównych warszawskich ulic: Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Tak więc ambasada Izraela na Ukrainie mieści się w Warszawie w Alejach Jerozolimskich. – To ja już nie wiem, w jakim państwie ja żyję. Czy to jest Polin czy Rzeczpospolita Ukraińska?

Socjalizm i komunizm

Żeby zrozumieć ten świat, to, co wydarzyło się wcześniej i to, co dzieje się teraz, to wypadało by zapytać tych, którzy tym wszystkim trzęsą. Ale czy oni powiedzieliby nam, o co im tak naprawdę chodzi? Nie powiedzą. W 2012 roku Henry Kissinger stwierdził, że za 10 lat nie będzie Izraela. I co? Minęło 10 lat, a Izrael ma się dobrze. Trzeba więc zainteresować się tym, co mówią w swoim gronie i jak rozumieją pewne pojęcia, które nam przedstawiają zupełnie inaczej.

Takie podejście jest przedstawione w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm, której autorem jest Zbigniew Krasnowski. Po raz pierwszy książkę tę wydano w 1936 roku. Zbigniew Krasnowski to pseudonim Tadeusza Gluzińskiego, który pod pseudonimem Henryk Rolicki wydał książkę Zmierzch Izraela. W książce Socjalizm, komunizm, anarchizm jest zamieszczonych mnóstwo cytatów z tzw. żargonowej prasy żydowskiej, w której wypowiadają się liczni politycy i ideolodzy żydowscy lat 20-tych i 30-tych XX wieku. To nie ma znaczenia, że to prawie 100 lat temu. Jak wielokrotnie podkreślałem, u Żydów nic nie zmienia się. Oni od 2000 lat robią to samo i tymi samymi metodami.

Poniżej część pierwsza rozdziału Tożsamość socjalizmu i komunizmu oraz ich ostateczny cel. A. Tożsamość socjalizmu i komunizmu:

»„Komunizm” i „socjalizm” – są to pojęcia co do swojej treści tożsame, jakkolwiek szeroki ogół dopatruje się zasadniczej w nich różnicy. Takie różniczkowanie ruchu przez szeroki ogół ludności narodów rdzennych jest zjawiskiem dla czynników żydowskich wielce dogodnym. W ten sposób bowiem udaje się im skierować w łożysko akcji wywrotowej, także spośród społeczeństw rdzennych, kategorie ludzi, które w zasadzie są jej przeciwne i nie dałyby się do niej wciągnąć, gdyby zdawały sobie jasno sprawę z tożsamości idei, ukrytej pod różnymi nazwami – „komunizmu”, „bolszewizmu”, „socjalizmu”, „marksizmu” itd.

Są ludzie, którym np. zdaje się, że „socjalizm” jest ruchem niemającym na celu wywrotu społecznego w świecie w ogóle, a w ich kraju w szczególności, a to w przeciwieństwie do „komunizmu” i „bolszewizmu”, i oto – na podstawie tego złudzenia z tych lub innych powodów wstępują do organizacji o nazwie z dodatkiem – „socjalistyczna”, czego by nie uczynili, gdyby ona miała nazwę z dodatkiem „komunistyczna” lub „bolszewicka”.

Układ stosunków na terenie Rosji, który wprowadzono w tym kraju po wywrocie październikowym 1917 r., oceniono w świecie na ogół jako szkodliwy dla najszerszych warstw tego kraju.

Ale jaką nazwę przyswojono ustrojowi, który zaprowadzono w Rosji? Temu ustrojowi przyswojono nazwę „bolszewicki”, „sowiecki” albo – „komunistyczny”.

Czy wraz z krytycyzmem pod adresem ustroju w Rosji, zachwiała się wiara szerokich mas w „socjalizm”? Nie. „Socjalizm” na ogół pozostał w opinii swej nienaruszony.

A jakiż ustrój wprowadzają w życie ci komuniści? Posłuchajmy, co mówią o tym oficjalni przywódcy zwalczającego komunizm socjalizmu.

W dniu 20 grudnia 1925 r. odbyło się w Wiedniu zebranie przedstawicieli miejscowych organizacji „socjalistycznych”, a na nim jeden z wybitniejszych przywódców tego kierunku na terenie Austrii, Otto Bauer, żyd, wygłosił referat „o perspektywach rozwoju ekonomicznego w Rosji sowieckiej”.

Najważniejsze dla nas jako socjal-demokratów – mówił – jest to, że obecnie istnieje nadzieja, iż jakkolwiek nie zostało jeszcze udowodnione, to jednak za kilka lat tam, w Rosji, może być udowodnione, że można obyć się bez kapitalizmu. Wyobraźcie sobie, jak to będzie musiało wzmóc socjalizm w całej Europie.

Nie zaszliśmy jednak jeszcze tak daleko. To, co dzieje się teraz w Rosji, jeszcze nie jest socjalizmem, lecz nie jest również kapitalizmem. Kraj znajduje się w stanie przejściowym. Jego gospodarka zawiera w sobie wiele elementów kapitalistycznych, lecz również bardzo dużo socjalistycznych. Wielki przemysł, handel zagraniczny, duże części handlu wewnętrznego znajdują się w posiadaniu pastwa, druga część w – rękach spółdzielni. Kapitalizm został usunięty z dużej części gospodarki… Widzimy postęp, tendencję rozwoju…

Dlatego też socjalizm na całym świecie jak najsilniej jest zainteresowany, aby ten olbrzymi eksperyment rosyjskiej rewolucji nie mógł być podważony przez wrogie siły kapitalistyczne. Tym się tłumaczy nasz punkt widzenia, na którym myśmy zawsze stali i będziemy stali, że klasa robotnicza wszystkich krajów jest jak najsilniej zainteresowana w ochronie republiki sowieckiej. Cokolwiek nas oddziela od bolszewików, w stosunku do kapitalistycznej wrogości musimy z nią (republiką sowiecką) całkowicie się solidaryzować… – „Di Cukunft” (Nowy Jork) nr 3 z 1926 r. „marzec”. – „Kolonizacja żydowska w Rosji sowieckiej”, Wł. Kosowski (miesięcznik w żargonie).

A zatem „socjal-demokrata”, Otto Bauer, a więc „socjalista” spoza terenu Rosji, twierdzi, że w tym kraju buduje się ustrój „socjalistyczny”.

Walka między odłamami – „socjalistycznym” i „komunistycznym” – w wielu krajach istniejąca – jest sprawą „rodzinną” i nie dowodzi bynajmniej odrębności idei, na której odłamy te się opierają. Wszak istnieje również walka w łonie każdego z tych odłamów z osobna, jak oto na przykład w łonie rosyjskiej partii „komunistycznej” między grupą Leona Bronsteina – „Trockiego” z jeden strony, a grupą Józefa Dżugaszwili – „Stalina”, z drugiej strony. W walce tej obie grupy są jednakowo „bolszewickie”, inaczej „komunistyczne”, inaczej „socjalistyczne”. Obie usiłują zniszczyć obecny ustrój społeczny, by zmienić go na komunistyczny.

Nieustająca rewolucja

Zresztą nie chodzi o ostateczne zrealizowanie teorii socjalistycznej, komunistycznej czy innej, chodzi o sam proces tarć i nieporozumień w łonie narodów rdzennych; chodzi o „nieustającą rewolucję”, według wyrażenia Trockiego.

Organ syjonistyczny z powodu 80-tej rocznicy urodzin przywódcy obozu socjalistycznego na terenie Niemiec, Edwarda Bernsteina, żyda, w styczniu 1930 r. pisał:

Edward Bernstein uronił raz w trakcie gorącej dyskusji słowo, które wywołało największy oddźwięk. Edward Bernstein wyraził się, że dla niego nie cel stanowi istotę rzeczy, ale sam ruch. Ruch (tj. socjalistyczny, oparty, jak wiadomo, na teorii walki klas – przyp. tł.) jest ważniejszy niż cel ostateczny… – „Hajnt”, nr 8, 9 I 1930 r. – „Na jubileusz 80-lecia, Edwarda Bernsteina”.

To nieoględnie uronione zdanie jasno uwydatnia zasady polityki żydowskiej. Na to samo wskazuje również charakterystyka Trockiego na podstawie jego pamiętników, skreślona przez publicystę żydowskiego A. Riklisa.

W całej książce – pisał ten publicysta w styczniu 1930 r. – nie mówi się o tym, czy rewolucja rosyjska jest w mniemaniu Trockiego rzeczywistym zwycięstwem, czy też porażką. Trocki nie stara się nawet udowodnić, że system komunistyczny uczynił Rosję bądź szczęśliwszą, bądź piękniejszą. Jego nie interesuje pacjent, lecz tylko operacja… – „Hajnt”, nr 27, 31 I 1930 r. – „Trocki i stała rewolucja”, A. Riklis.

Żydów nie interesują pacjenci – narody rdzenne, żydów nie interesują wyniki projektowanej przebudowy świata; żydów interesuje sam proces operacji, sam proces walki w łonie narodów rdzennych i połączonego z nią ich osłabienia, sam ruch.«

A więc „Never ending story”, czyli ta nieustająca rewolucja, choć może tu bardziej pasowałby język niemiecki i „Die unendliche Geschichte”, bo język żargonowy, to właśnie taki zepsuty niemiecki, czyli jidysz. Mamy powyżej cytat z „Di Cukunft”, czyli „die Zukunft”, co znaczy po niemiecku „przyszłość”. Ale to taka ciekawostka.

Istotą żydowskiego działania jest więc nieustająca rewolucja i niekończące się wojny i konflikty zbrojne, w których cierpią i osłabiają się inne narody. O to chodzi w każdym konflikcie. Zatem odpowiedź na pytanie: kto zrobił rewolucję w Kijowie w 2014 roku sama się narzuca. Zresztą nie tylko w Kijowie. Wszystkie te kolorowe rewolucje były dziełem tych samych ludzi. Podobnie jest z trwającą obecnie wojną na Ukrainie. Cierpią i giną niewinni ludzie, kraj jest niszczony i jego podział jest tylko kwestią czasu. A jako bonus mają oni jeszcze ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej i stworzenie nowej Ukrainy na terenie Rzeczpospolitej Ukraińskiej lub na jej części. I nowe konflikty, które za jakiś czas mogą doprowadzić do połączenia wschodniej części Rzeczpospolitej Ukraińskiej z obecną zachodnią Ukrainą. – A o tym, jaki jest ich ostateczny cel, to w następnym blogu.

Rzeczpospolita Ukraińska

W bogu „Finis Ucrainae” z piątku 25 lutego pisałem: „Finis Ucrainae oznacza również finis Poloniae, to znaczy koniec Rzeczpospolitej Polskiej i początek Rzeczpospolitej Ukraińskiej”. Jeszcze nie minął więc tydzień, a już można śmiało powiedzieć, że dzień 24.02.2022 jest dniem powstania nowego państwa o nazwie Rzeczypospolita Ukraińska. Wprawdzie to wszystko działa jeszcze nieformalnie, ale intencje rządzących nie pozostawiają złudzeń.

To, co się dzieje w tym kraju, można zdefiniować w jednym krótkim zdaniu: Alles für Ukrainer. To „Ukrainer” znaczy dosłownie w tym wypadku „Ukraińców”. Ukraina to w języku niemieckim „Ukraine”. Świadomie go użyłem. Należę, jak sądzę, do tej mniejszości w tym kraju, której język niemiecki podoba się, co nie znaczy, że ta sympatia przenosi się na Niemców. Wprost przeciwnie. Niczego dobrego po nich nie można się spodziewać. Zresztą nie tylko po nich. Ale przecież nie z sympatii użyłem tego języka, tylko ze względu na pewne zaszłości, jeszcze z czasów II wojny światowej. A to tylko oznacza, że budowę państwa ukraińskiego w tym kraju będą zapewne popierać nasi „przyjaciele” zza Odry. Zresztą to „zza Odry” też się pewnie za jakiś czas skończy.

Ukraińców przybywających do Polski nazywa się uchodźcami, tych wyjeżdżających do Rosji – migrantami. Takie podwójne standardy. Podobnie jak w przypadku tych „uchodźców” w Rzeczypospolitej Ukraińskiej. Dla nich jest wszystko: darmowe leczenie, zakwaterowanie, 500+ i inne zasiłki, osobne oddziały w szpitalach. Nawet, jeśli przyjeżdżają tu Ukraińcy, którzy pobierali emeryturę na Ukrainie, mają prawo do emerytury w tym kraju. Skoro wcześniej ten bandycki proukraiński rząd wymordował kilkaset tysięcy ludzi, jak nie więcej, zamykając im dostęp do usług medycznych, to teraz ma pieniądze dla tych, którzy tu nigdy nie pracowali. Na oficjalnej stronie ZUS-u są już informacje po ukraińsku. Nie tylko zresztą tam.

Na Interii też jest cały blok w tym języku. Podejrzewam, że na innych portalach jest podobnie, ale nawet nie chce mi się sprawdzać. Zapewne już niedługo będziemy mieli dwa języki urzędowe. Wszystko jest doskonale zorganizowane, tak jakby to wszystko już wcześniej było przygotowane. No bo jak to jest? Dopiero co zaczęła się wojna, a ZUS już ma swoich stronach wersję ukraińską. Takich rzeczy nie da się zrobić w ciągu dwóch czy trzech dni. A wszystko inne też już było przygotowane. Znaczy to, że wojna została zaplanowana znacznie wcześniej i zaplanowano też, ile ma trwać i jakie zmiany ma przynieść. Tylko my nic nie wiemy.

Na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł zatytułowany: „Dokąd uciekają ukraińscy uchodźcy.” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/where-ukrainian-refugees-are-fleeing). I są też komentarze. Te najtrafniejsze, według mnie, to:

Poland invaded by Nazis once again. I odpowiedź na ten komentarz:

i wonder how many of these refugees are banderites? they’ll be right at home in the neo-nazi minded EU

Looks like Eastern Europe is being targeted for Socialist invasion, thats the punishment for opposing EU refugee, migration and Carbon policy – instant state sponsored population replacement.

Ten ostatni dokładnie oddaje to, co dzieje się w tym kraju: instant state sponsored population replacement, czyli szybka podmiana społeczeństwa, finansowana przez państwo.

W innym artykule: „Luongo: Pierwsze salwy, jakie będą następne kroki Putina na Ukrainie?” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/luongo-opening-salvos-thrown-what-are-putins-next-steps-ukraine) jest zamieszczona mapka, która nie pozostawia złudzeń, co do tego, że skutkiem tej wojny będzie podział Ukrainy na dwie części. Wprawdzie są tam jeszcze inne mapki, inne warianty podziału Ukrainy, ale takie bez sensu, że chyba są tam tylko po to, by przekaz nie był tak czytelny.

Widać na tej mapce wyraźnie, że Rosjanie chcą okrążyć całą wschodnią Ukrainę. Jeśli to im się uda, to będzie to faktyczny podział Ukrainy. Rozprawią się z banderowcami po swojej stronie. A pozostali schronią się w kraju, który jeszcze oficjalnie nazywa się Rzeczpospolitą Polską, a którego już praktycznie, poza nazwą, nie ma.

Tak ja to widzę i nie zetknąłem się w tych analizach czy artykułach, które dotychczas przeczytałem, chociażby ze zbliżonymi sądami czy opiniami. Być może się mylę. Skoro inni też się mylą, to dlaczego ja miałbym być od nich lepszy?

To, co mnie jednak bardzo dziwi, to to, że nikt nie próbuje opisywać tego, co tu się na tym ukraińsko-ukraińskim pograniczu dzieje. Nawet dziś francuski dziennik Le Figaro, jak donosi Interia, zamieścił mapkę krajów udzielających pomocy Ukrainie, mapkę na której nie było Polski. Dopiero po zwróceniu mu uwagi, że to ten kraj jest najbardziej zaangażowany w tę pomoc, skorygował swoją informację. Wczoraj też jakaś niemiecka artystka zamieściła na Twitterze, czy na czymś podobnym, swoją grafikę z namalowanymi rybkami w barwach narodowych krajów, które pomagają Ukrainie. I polskiej rybki tam nie było. Dopiero po zwróceniu jej uwagi, że jest w błędzie, łaskawie domalowała jakąś taką małą. Wredni są ci Niemcy, nie lubią Polaków.

Skąd więc ta „ignorancja”? Nie wierzę w to, że w Le Figaro, jakby nie było, w jednym z najstarszych i najpoważniejszych dzienników francuskich, pracują tak niezorientowani ludzie. Oni doskonale wiedzą, co tu się dzieje. Jeśli jednak taki przekaz idzie w Europę, to jest to działanie, że się tak wyrażę uczenie, podprogowe. Przekaz jest prosty: cała Europa pomaga Ukrainie, tylko Polska – nie. Dalsze tego typu działania będą miały na celu mocniejszy przekaz: nie chcemy w Europie takiej czarnej owcy. Nic tu nie dzieje się przypadkiem i tłumaczenie tego czyjąś ignorancją jest wielką naiwnością lub wręcz głupotą. Chociaż obawiam się, że ci którzy tak to tłumaczą, doskonale wiedzą, co to za zabieg.

Po powstaniu styczniowym polską inteligencją stali się Żydzi. Pozbyli się tych, których nie wykończyły poprzednie powstania. Ci powstańcy dali się nabrać Żydom, którzy im wmówili, że jest szansa na odtworzenie tego kraju, w którym oni, czyli szlachta, znów będą panami i że będzie jak dawniej. Tu działał motyw ekonomiczny, a nie żaden patriotyzm. A motyw ekonomiczny jest o wiele bardziej stymulujący, niż jakiś nieokreślony patriotyzm, który chleba nie daje. Teraz Żydzi wmawiają Ukraińcom, że będą polską elitą, ale jak mają nią być, skoro to miejsce jest już zajęte? Posłużą się nimi, by zepchnąć Polaków w niebyt. A gdy już to zrobią, to pokażą Ukraińcom, gdzie raki zimują. Ale to bardzo odległa perspektywa.

To, co w tej chwili dzieje się na Ukrainie, to jedna wielka tragedia. Naród od pokoleń podzielony. Tak ułożyła się mu historia. A od 2014 roku dzieje się tam coś, co spowoduje, że nie da się tych dwóch części znowu połączyć. Tam cały czas trwa wojna, całe 8 lat, cały czas trwa bombardowanie tych republik zaanektowanych przez Rosję. I tam ginęli i giną cywile. Może część z nich to Rosjanie, ale też i Ukraińcy. I jakoś nikt nad nimi się nie ulitował, nikt się nimi nie interesował i nadal nie interesuje. A dla innych Ukraińców uchylają nieba. Perfidia posunięta do granic tego, co ludzki umysł jest w stanie zaakceptować. Ale taki jest ten dzisiejszy świat.

Na stronie The Corbett Report w artykule „Kryzys ukraiński: Co musisz wiedzieć”(https://corbettreport.substack.com/p/the-ukraine-crisis-what-you-need?s=r) autor pisze:

»A może powinniśmy zacząć historię w lutym 2014 roku, kiedy ukraiński parlament uchwalił (niekonstytucyjną) ustawę o pozbawieniu prezydentury Wiktora Janukowycza.

Ale dlaczego nie wrócić do ostrzału snajperskiego na Majdanie pod koniec tego miesiąca, który, jak później pokazano, był koordynowany przez opozycję, aby siać chaos i dzięki niemu dokonać zmiany reżimu?

Z drugiej strony moglibyśmy wrócić myślami do niesławnej rozmowy telefonicznej Victorii Nuland „pieprzyć UE”, podczas której, jako ówczesna asystentka sekretarza stanu USA, do spółki z ambasadorem USA na Ukrainie Geoffreyem R. Pyattem, zorganizowała ukraiński rząd po zamachu stanu.

Albo możemy spojrzeć wstecz do 2013 roku, kiedy Nuland przyznała, że Stany Zjednoczone wydały 5 miliardów dolarów na działania „promocyjne demokracji” na Ukrainie.

Ale chyba najlepiej zacząć od 1990 roku, kiedy sekretarz stanu USA James Baker obiecał Michaiłowi Gorbaczowowi, że NATO nie rozszerzy się „ani na cal na wschód” po zjednoczeniu Niemiec i kiedy niemiecki dyplomata Jürgen Chrobog zapewnił Rosjan „że nie będziemy rozszerzać NATO za Łabę”.

A może powinniśmy zacząć narrację od II wojny światowej, kiedy Bandera i jego ukraińscy nacjonalistyczni bracia kolaborowali z nazistami w dążeniu do utrzymania niezależności od Rosji?

A może powinniśmy wrócić do Hołodomoru, kiedy Stalin celowo zagłodził ponad trzy miliony Ukraińców w ramach próby zdławienia ukraińskich ruchów nacjonalistycznych.

Albo do 1918, kiedy, według Putina, współczesne państwo ukraińskie stworzył Lenin, który odrzucił wniosek Doniecka i Krzywego Rogu o włączenie do Rosji Sowieckiej jako odrębnego podmiotu, i zamiast tego nalegał, aby utworzono „jeden rząd dla całej Ukrainy”.«

Piłsudski nie jest z mojej bajki, podobnie jak Dmowski, ale z jednym stwierdzeniem Piłsudskiego zgadzam się: „dzisiaj Zachód jest parszywieńki”. Jak widać nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Potraktowali Ukraińców jak jakąś dzicz. I nas to też czeka. Poszczują jednych na drugich. Skłócone i podzielone społeczeństwa są wyjątkowo łatwe do manipulacji. Jest to masa plastyczna, którą można uformować w dowolny sposób.

Dziwna wojna

Na Ukrainie toczy się dziwna wojna. We wrześniu 1939 roku masoński rząd II RP uciekł. Naród został, bo, nawet gdyby chciał, to nie miał gdzie uciec. Choć z drugiej strony byli tacy, którzy wyjeżdżali, nie bacząc na powagę sytuacji w kraju, na wycieczki do egzotycznych krajów. Szczególnie upodobali sobie Kazachstan, a organizatorem tych wycieczek było bardzo znane i dobrze wtedy prosperujące biuro podróży o sympatycznej nazwie NKWD (nie znaju kagda wiernus damoj). I faktycznie, niektórzy do dziś stamtąd nie powrócili. W przypadku Ukrainy mamy odwrotną sytuację. Rząd został, a naród ucieka. Ucieka, bo ma gdzie uciec.

„Państwo polskie” uchyla nieba tym „uchodźcom”. Mamy więc paranoiczną sytuację. Z jednej strony jest budowany mur na granicy z Białorusią, a granica z Ukrainą jest otwarta i przelewają się przez nią tysiące osób (podobno 150 tys. dziennie), od których nie wymaga się świadectw szczepienia, nie testuje się ich, nie podlegają kwarantannie. A co na to profesorowie Horban i Simon? Gdzie się pochowali? Jeszcze niedawno straszyli nas, że jak nie zaszczepimy się w 100%, to będą setki tysięcy zakażeń dziennie. Teraz niezaszczepieni Ukraińcy rozjeżdżają się po całym kraju, a profesorowie siedzą w jakichś mysich dziurach i nawet łepka nie wychylą. Jak szybko można zgasić człowieka!

Wiedzą o tym dobrze również sportowcy i działacze. Interia pisze (28.02): „PZPN poinformował, że przyjęto zmiany w uchwałach zarządu. Na ich mocy Ukraińcy grający w naszym kraju nie będą wliczani do limitu piłkarzy spoza Unii Europejskiej.

W PKO Ekstraklasie obowiązuje limit obcokrajowców spoza Unii Europejskiej, którzy jednocześnie mogą przebywać na boisku. Obecnie w jednym czasie na murawie może być dwóch takich piłkarzy. Do tego limitu, na mocy dzisiejszej uchwały Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie będą wliczani Ukraińcy. Taki projekt zgłosił prezes PZPN Cezary Kulesza i został on przyjęty.

Wskutek wojny do naszego kraju przyjedzie sporo imigrantów. Wśród nich będą też na pewno piłkarze. Ta zmiana ma na celu umożliwienie im łatwiejszego znalezienia klubu.”

Skąd ten pośpiech? Wojna dopiero się zaczęła i nie wiadomo, jak długo potrwa, może skończy się wkrótce. Ale nie! Oni już chyba wiedzą, że nie skończy się tak szybko, bo bez sensu byłoby ściąganie tu ukraińskich piłkarzy, którzy mieliby zaraz wracać na Ukrainę. Czy zatem mamy już do czynienia z UZPN?

„Sankcje FIFA i UEFA nie uratują życia ludziom w Ukrainie, ale są naprawdę ważne w walce z rosyjskim najeźdźcą. Czekaliśmy na nie może o dwa dni za długo. Wykluczenie jest do odwołania, więc widać, że władze światowej i europejskiej piłki pozostawiają sobie furtkę – mówi Interii Tomasz Frankowski, europoseł i były reprezentant Polski.”

Ważne to jest teraz, by powiedzieć „w Ukrainie”, a nie – „na Ukrainie”. Trzeba się mieć na baczności, bo mówienie „na Ukrainie” jest źle widziane. Nie tylko w języku polskim są takie wyjątki, że mówi się „na” zamiast „w”. W języku francuskim mówi się „en Pologne”, „en France”, „en Ukraine”, czyli w Polsce, we Francji, w Ukrainie, ale też mówi się „au Maroc”, „au Canada” i… o zgrozo!… „aux États-Unis”. To „au” i „aux”, to odpowiednik naszego „na”. Może nie każdy to wie, ale kiedyś duża część Stanów Zjednoczonych należała do Francji i stąd to „na Stanach Zjednoczonych”. Sprawa była bardzo prozaiczna. Napoleon potrzebował dużo kasy na podbój Europy i sprzedał francuskie kolonie w Ameryce Północnej. Po co więc zubażać język w imię poprawności politycznej? Te wszystkie jego nieregularności i wyjątki czynią go ludzkim i urozmaiconym, a przez to bogatszym.

Paranoja sięga zenitu. W ostatnim meczu ligowym Robert Lewandowski wystąpił w roli kapitana zespołu z Monachium, by móc założyć tę kapitańską opaskę w barwach narodowych Ukrainy. Rano postanowiłem założyć opaskę w barwach ukraińskiej flagi. To co się dzieje jest nieakceptowalne. Musimy wspierać Ukrainę. Jestem przeciwko wojnie i nie sądziłem, że do niej dojdzie. – powiedział Lewandowski w rozmowie z telewizją „Sky”. Wszyscy oni ćwierkają z jednego klucza. Niechby tylko spróbowali inaczej! Wszyscy oni są w kieszeni u tych, którzy urządzają te wszystkie hucpy.

I taką hucpą jest ta dziwna wojna. Wojna, która ma doprowadzić do podziału Ukrainy i fizycznego unicestwienia rezunów i banderowców: murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Bo w nowej rzeczywistości, tej która właśnie pączkuje, nie ma dla nich miejsca.

Nie wiem, czy znalazłby się taki drugi przypadek, w którym jedno państwo tak bardzo zaangażowałoby się w pomoc drugiemu, w którym toczy się wojna. „Państwo polskie” i „polski rząd” bardziej dbają o obywateli „obcego” państwa niż „swojego”. Dla nich jest teraz wszystko, łącznie z pracą i mieszkaniami. Dla nich otwierają w szpitalach oddzielne oddziały. A swoim obywatelom pozamykali je pod pozorem pandemii, co skutkowało, z braku opieki, nadmiarowymi zgonami. Polacy stają się, niby we własnym kraju, obywatelami trzeciej kategorii, bo obywatelami pierwszej kategorii są Żydzi.

Ta hucpa to też podmiana społeczeństwa. Za jakiś czas okaże się, że Ukraińcy stanowią w tym kraju większość, która zapewne opowie się za połączeniem wschodniej Polski z zachodnią Ukrainą. Podobno wielu wjeżdżających do Polski Ukraińców nie ma dokumentów. Jak nie ma, to się im wyrobi. To nic nowego. Rosjanie też wymienili ludność na Krymie tak, by większość stanowiła ludność rosyjska. I teraz mają argument.

W mieście, w którym mieszkam, w Bielsku Podlaskim, leżącym w południowej części województwa podlaskiego, tej części Polski, która nigdy nie należała do Korony, tylko do Wielkiego Księstwa Litewskiego (a więc mieszkam na Kresach), starostwo powiatowe wywiesiło, obok flagi polskiej, flagę ukraińską. Mam więc poważne powody, by zapytać: czy to jest jeszcze Polska (wiem, że to nigdy nie była Polska), czy już Ukraina? No bo skoro na ścianie urzędu wisi taka flaga, to chyba nie przypadkiem. Dotychczas, jeśli już, to wisiała tam flaga unii europejskiej, co było zrozumiałe, skoro w niej jeszcze jesteśmy. Jednak jest w tym kraju coraz więcej zwolenników tzw. polexitu. Nie wiem, czy oni zdają sobie sprawę z tego, czym to będzie skutkowało. I jakie będzie zdziwienie Ukraińców, gdy wykopią Polskę z unii, a oni tak do niej szli? A muszą wykopać, jeśli ma dojść do podziału Ukrainy i w konsekwencji do połączenia jej zachodniej części ze wschodnią Polską. W unii taki numer nie mógłby przejść.

Dziwna jest ta wojna. Wszystkie największe portale internetowe wyłączyły możliwość komentowania przez czytających. Widać mają coś do ukrycia. I my tak naprawdę nie wiemy, co tam się dzieje. Nie ma korespondentów wojennych, którzy niemalże z pola walki informowaliby nas o sytuacji na froncie. Nie mamy żadnych informacji z drugiej strony. A przecież obiektywne podejście wymagałoby zapoznania się z argumentami Rosjan. To wszystko teatr. Rosja dysponuje takim potencjałem militarnym i armią, która mogłaby zająć Ukrainę w ciągu paru dni, gdyby chciała. No właśnie! Gdyby chciała. Ale nie chce. A skoro tak, to znaczy, że cel jest inny niż nam się mówi. Choć z drugiej strony Putin jasno powiedział, jaki jest jego cel. Nie powiedział tylko, dlaczego chce to zrobić.

Mamy w tym wypadku, jak zresztą w każdym konflikcie, do czynienia z klasycznym procesem dialektycznym, w którym zderzenie przeciwieństw, czyli tezy i antytezy, prowadzi do syntezy. Konflikt przeciwieństw jest niezbędny do wprowadzenia zmian. Widocznie ktoś na górze uznał, że w tym rejonie Europy nadszedł czas na zmiany, a nic tak nie sprzyja im i nic tak ich nie usprawiedliwia, jak wojna. Pod jej pretekstem można wszystko zrobić, wszystko zmienić. Wszak wojna, jak mawiał von Clausewitz, jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami. Po tym konflikcie, który nie wiadomo jak długo potrwa, ta część Europy będzie wyglądała zupełnie inaczej.

Zamiana Polaków na Ukraińców to wielki koszt, to są zapewne miliardy złotych. Ktoś będzie musiał za to zapłacić. No a kto? Jeśli większość ludzi w tym kraju będą stanowić Ukraińcy, to oni będą musieli uregulować ten dług. Oni albo ich dzieci. Nie ma nic za darmo. Nie spłacą tego długu, bo to będzie za wielkie obciążenie, to będą bezlitośnie wykorzystywani przez tych, którzy organizują im całą tę operację Most bis. Nie znają swojej historii i nie wiedzą, że powstanie Chmielnickiego w pierwszej kolejności skierowane było przeciwko Żydom, którzy bezlitośnie ich wykorzystywali i poniżali. I dlatego Chmielnicki poprosił Moskwę o ich przygarnięcie, bo I RP była rajem, ale dla Żydów. A dla innych – nie tylko dla ukraińskiego ludu, dla polskiego również – była piekłem. Za jakiś czas ta ich Polszcza będzie dla nich tym, czym była I RP.

Finis Ucrainae

W poprzednim blogu napisałem, że politycy to zwykli gangsterzy i złodzieje, ale nie tylko. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, to także mordercy, którzy nie mają żadnych skrupułów, gdy chodzi o realizację chorej ideologii chorego narodu, którego oni są podwykonawcami. Jak nie – wymyślona pandemia, w efekcie której zamknięto ludziom dostęp do opieki medycznej, co skutkowało większą niż normalnie liczbą zgonów – to bezsensowna wojna, w której najbardziej ucierpią cywile. Po co są te ataki na ludność cywilną? Tylko i wyłącznie po to, by stworzyć falę uchodźców. Cieszy się Putin i „polski rząd”, który już nie będzie musiał udawać. Będzie mógł otwarcie, bo ze względów humanitarnych, ściągać masy Ukraińców. Prezydent Duda z trudem powstrzymywał uśmiech we wczorajszym przemówieniu. Mieszkania też czekają, nie tylko na Żydów, na Ukraińców też. O to zadbali developerzy.

Finis Ucrainae oznacza również finis Poloniae, to znaczy koniec Rzeczpospolitej Polskiej i początek Rzeczpospolitej Ukraińskiej. Ta wojna jest po to, by zlikwidować państwo ukraińskie w takiej postaci, w jakiej ono obecnie istnieje i stworzyć nowy porządek w tej części Europy. Słowa Putina nie pozostawiają złudzeń. Stwierdził on, że chce zdemilitaryzować i zdenazyfikować Ukrainę. Denazyfikacja, to nic innego jak debanderyzacja Ukrainy, a to oznacza, że jedyna ideologia spajająca tę obecną ukraińską państwowość nie jest już potrzebna. A skoro tak, to oznacza to po prostu likwidację państwa ukraińskiego w tej postaci. Innymi słowy rozbiór Ukrainy, a następnie rozbiór Polski. Dlaczego Polska nie może, tak jak Czechy, być od tysiąca lat w jednym miejscu? Dlaczego tu ciągle musi się wszystko zmieniać: granice i ludzie?

A to bardzo specyficzna część Europy. To pas ziemi ciągnący się od Bałtyku po Morze Czarne. Jego wyróżnikiem przez wieki było to, że zamieszkiwali go ludzie, którzy mieli problemy z określeniem własnej tożsamości narodowej, określając siebie jako tutejsi i którzy mówili innym językiem niż władza państwa, którego byli mieszkańcami. To również pas ziemi pomiędzy Rosją i Niemcami. Taka sytuacja była doskonałą okazją do ciągłych zmian. Centralne miejsce przez dwa wieki zajmowało państwo, do którego przylgnęła nazwa państwa na kółkach. Lata mijały, a sytuacja nie zmieniała się. Rozpad Związku Radzieckiego i powstanie nowych państw w tym pasie, to nawiązanie do tej wiekowej tradycji. Jakież pole do kombinacji wytworzyło się w takiej przestrzeni!

Gdy się to wszystko zaczęło wczoraj, czyli 24 lutego 2022 roku, to zajrzałem do Wikipedii, która na bieżąco aktualizowała dane o początku ataku. Z niej pochodzą poniższe informacje. Zawsze powtarzałem i będę powtarzał do znudzenia, że nie można zrozumieć teraźniejszości bez poznania tego, co było wcześniej. A pewne fakty skłaniają do wniosku, że tu chodzi bardziej o Polskę niż o Ukrainę, że to jest wstęp do przemodelowania tej części Europy.

Po długotrwałych wojnach z Turcją i Tatarami Chanat Krymski został ostatecznie w 1783 roku zdobyty przez Imperium Rosyjskie, a jego terytorium bezpośrednio wcielone do państwa rosyjskiego. W ramach tego imperium Półwysep Krymski wchodził w skład guberni rosyjskich utworzonych na ziemiach zdobytych w wojnach z Turcją, czyli tzw. Noworosji (południowo-wschodnia Ukraina, Mołdawia, Naddniestrze i południowo-zachodnia Rosja). W różnych okresach czasu należał on do guberni noworosyjskiej, taurydzkiej (historyczny Chanat Krymski) i generałgubernatorstwa noworosyjskiego. Lekceważąc tę tradycję, władze radzieckie przyłączyły w 1921 roku większość Noworosji do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. W trakcie II wojny światowej wysiedlono z półwyspu większość ludności niemieckiej, tatarskiej, greckiej, włoskiej, ormiańskiej oraz bułgarskiej. Wysiedlenia te objęły ok. 25% całej ludności Półwyspu Krymskiego i ok 50% ludności nierosyjskiej.

W 1946 roku władze Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej zlikwidowały Krymską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Radziecką, przekształcając ją w obwód krymski w składzie RFSRR.

W lutym 1954 roku Krym, decyzją Nikity Chruszczowa, został przyłączony do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Odbyło się to z okazji 300-lecia ugody perejasławskiej. Ugoda ta została zawarta 18 stycznia 1654 roku w Perejasławiu (w pobliżu Kijowa) pomiędzy Hetmanatem (Wojsko Zaporoskie) i Bohdanem Chmielnickim a Walerym Buturlinem, występującym jako pełnomocnik cara Rosji Aleksego I, na mocy której Ukraina została poddana jego władzy.

Terytorium Hetmanatu (fiolet), Siczy (sepia) i Ukrainy Słobodzkiej (zieleń); źródło: Wikipedia.

Jeszcze w ramach ZSRR Krym uzyskał ponownie status republiki autonomicznej w 1991 roku. Po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę, prorosyjskie władze Krymu ogłosiły w 1992 roku niezawisłość od Ukrainy na podstawie wyników referendum niepodległościowego. Jednak na skutek nacisków Kijowa, półwysep nadal pozostawał w granicach państwa ukraińskiego. Władze ukraińskie zgodziły się w 1992 roku na autonomię półwyspu, funkcjonującego od tej pory jako Autonomiczna Republika Krymu.

Krym składa się z Republiki Autonomicznej Krymu i wydzielonego miasta Sewastopol. Według ostatniego spisu powszechnego na Ukrainie z 2001 roku pierwszy podmiot zamieszkiwało 58% Rosjan, 24% Ukraińców, 12% Tatarów krymskich i ponad 1% Białorusinów, a w Sewastopolu Rosjanie stanowili 72% populacji, Ukraińcy 22%. Łącznie na Krymie ludność rosyjska stanowiła 60% mieszkańców.

Specyficzny charakter Krymu związany jest także z obecnością na tym terenie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, która ma w Sewastopolu swoją bazę.

Jednym z najważniejszych dokumentów podpisanych w sprawie Krymu było memorandum budapeszteńskie z 1994 roku. Na jego mocy „Ukraina otrzymała od Rosji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii gwarancje integralności terytorialnej w zamian za przekazanie Federacji Rosyjskiej arsenału jądrowego z epoki radzieckiej (wówczas trzeciego na świecie pod względem wielkości)”.

Dziś widać ile warte są rosyjskie gwarancje, nie mówiąc o brytyjskich. Parę czy paręnaście dni temu odwiedził Warszawę brytyjski premier i powiedział, że w trudnej sytuacji Polska zawsze może liczyć na Wielką Brytanię. Gdy to przeczytałem, to uśmiałem się prawie do łez. A śmiech to zdrowie, więc jestem bardzo wdzięczny brytyjskiemu premierowi, bo ostatnio mam mało okazji do śmiechu.

Tendencje separatystyczne na wschodzie i południu Ukrainy są następstwem rewolucji z lutego 2014 roku, zwanej Euromajdanem, która odsunęła od władzy prezydenta Wiktora Janukowycza. Przyczyną wybuchu masowych, antyrządowych protestów na Ukrainie, które przerodziły się na ulicach Kijowa w rewolucję, było odłożenie podpisania przez prezydenta umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Wobec tego zachodnia i centralna Ukraina zbuntowały się przeciwko władzy prorosyjskiej Partii Regionów.

Nikt już dziś nie ma wątpliwości, że ta rewolucja była dziełem Amerykanów, a przecież wcześniej w trakcie rozmów radziecko-amerykańskich ustalono, że Ukraina to dla Związku Radzieckiego i później dla Rosji, to bliska zagranica i jej strefa wpływów. Na ingerencję Stanów Zjednoczonych w tym rejonie zgody nie było.

W wyniku działań Rosji w okresie luty – marzec 2014 roku została zaanektowana Autonomiczna Republika Krymu wraz z miastem wydzielonym Sewastopol. Na terenie wschodniej Ukrainy, kontrolowanym przez Federację Rosyjską, proklamowano samozwańcze republiki ludowe: charkowską, doniecką oraz ługańską.

Z kryzysem ukraińsko-rosyjskim związane są żądania Rosji, która domaga się gwarancji nierozszerzania NATO i ograniczenia aktywności na jego wschodniej flance.

9 i 10 stycznia 2022 roku odbyły się w Genewie rozmowy USA – Rosja na temat przedstawionych przez Rosję w połowie grudnia 2021 roku żądań w strefie bezpieczeństwa europejskiego.

12 stycznia 2022 roku odbyło się posiedzenie Rady NATO – Rosja z udziałem przedstawicieli członków NATO. Delegacja rosyjska podtrzymywała na nim żądania dotyczące prawnie wiążących „gwarancji bezpieczeństwa” w zakresie nierozszerzania NATO:

  • nierozmieszczania w krajach graniczących z Rosją systemów uderzeniowych mogących zniszczyć cele na jej obszarze,
  • nierozlokowywania w Europie rakiet średniego i pośredniego zasięgu,
  • likwidacji infrastruktury powstałej na terytorium członków, którzy wstąpili do NATO po 1997 roku,
  • wycofania z tych państw sił natowskich.

21 lutego 2022 roku Władimir Putin podpisał deklarację uznającą niepodległość i suwerenność dwóch separatystycznych republik: Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Tuż przed godziną 6:00 czasu moskiewskiego 24 lutego Władimir Putin ogłosił, że podjął decyzję o rozpoczęciu operacji wojskowej na Ukrainie. W przemówieniu Putin powiedział, że nie ma planów okupacji terytorium Ukrainy, że narody Ukrainy mają prawo do niezależności. Stwierdził, że Rosja zamierza „zdemilitaryzować i zdenazyfikować” Ukrainę i wezwał ukraińskich żołnierzy do złożenia broni.

Putin wysunął pod adresem NATO żądania, na które ono nie może się zgodzić. Wszak to Rosjanie zaakceptowali kiedyś rozszerzenie NATO na kraje Europy środkowej. A teraz im się odmieniło. Putin nie chce okupować Ukrainy, ale chce prawnie wiążących „gwarancji bezpieczeństwa”. Kto jak kto, ale on chyba doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile warte są te prawnie wiążące gwarancje. O co więc tak naprawdę chodzi?

24 lutego 2022 roku o godzinie 5:45 czasu lokalnego (4:45 czasu polskiego) rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę. Ataki rakietowe wymierzono w różne części Ukrainy, m.in. w Kijów i Charków. Ukraińska Służba Graniczna potwierdziła, że jej granice z Rosją i Białorusią zostały zaatakowane: „Ataki na oddziały graniczne, posterunki graniczne i punkty kontrolne przeprowadza się z użyciem artylerii, ciężkiego sprzętu i broni strzeleckiej. Odbywa się to w obwodach ługańskim, sumskim, charkowskim, czernihowskim i żytomierskim”.

Informacja Wikipedii o godzinie ataku na Ukrainę została wczoraj, tj. 24 lutego, około południa zmieniona. Obecnie informuje ona, że inwazja rozpoczęła się o godzinie 5:00 czasu lokalnego (4:00 czasu polskiego). Dziś, tj. 25 lutego, pojawił się na portalu salon24 artykuł zatytułowany: „O 4:48 obudził ich dźwięk wybuchów i strzałów. Poruszająca relacja z Ukrainy”. Link: https://www.salon24.pl/newsroom/1207884,o-4-48-obudzil-ich-dzwiek-wybuchow-i-strzalow-poruszajaca-relacja-z-ukrainy

Dlaczego więc Wikipedia zmieniła tak szybko godzinę. Ktoś tam w końcu załapał, że o 4:45 1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę. Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. Jakby tego było mało, to przypominam, że Polska została zaatakowana z trzech stron: z zachodu, północy i południa. Ukraina została zaatakowana też z trzech stron: ze wschodu, północy i południa. To jest bardo niebezpieczna i czytelna aluzja, że tak naprawdę zaczęło się końcowe odliczanie dla Polski jako państwa w tej postaci i że bardziej w tej wojnie to o nią chodzi.

Cały konflikt został sztucznie wykreowany. Chodzi o to, jak zmienić obecny porządek i wyjść z tego z twarzą. Inwazja to działanie metodą faktów dokonanych. To już się stało, choć nie wiemy, jak długo to potrwa i co jeszcze złego może się wydarzyć. Jednak kiedyś nadejdzie taki moment, że obie strony zasiądą do stołu i „wynegocjują” to, co już dawno zostało ustalone. Obie pewnie pójdą na jakieś ustępstwa. Putin odstąpi od swoich żądań w zamian za wschodnią Ukrainę: taka ugoda perejasławska bis. A Zachód, jak to ma w zwyczaju, poświęci dla dobra sprawy Polskę, która i tak od unii lubelskiej skierowana jest na Wschód i bliżej jej do niego niż do Zachodu. Jeśli wschodnia Ukraina odpadnie, to zachodnia będzie mogła istnieć tylko w połączeniu ze wschodnią Polską, a zachodnia Polska przypadnie Niemcom. I będzie tak jak w bajce: „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”.

Prawdziwy cel jest dalekosiężny i chodzi o odtworzenie państwa zwanego I RP, które to państwo było rajem dla Żydów i ma być nim w przyszłości. To ma być prawdziwy Polin. Takie jest moje zdanie, a czy tak się stanie? Czas pokaże, tylko że na to trzeba będzie jeszcze długo czekać. Dla wielu z nas za długo. Może to i lepiej.

Kim oni są?

W blogu „Pozytywizm” cytowałem Jeske-Choińskiego, który opisywał realia tamtego okresu. W pewnym momencie pisze on:

Żydowski dziennikarz, piszący po polsku, opluwał katolickiego księdza, polskiego szlachcica, mieszczanina i chłopa, szydził z „zabobonów” chrześcijańskich, ale niech tylko jakiś „goj” ośmielił dotknąć piórem mozaizmu i Talmudu, a choćby tylko rabinatu, zmarszczył natychmiast brwi, nastroszył się, żachnął się on, niby to oświecony, bezprzesądny, postępowy, tolerancyjny i stawał się pospolitym Żydem, krzycząc: nie tykaj mojej świętości, goju! Mnie wszystko wolno, a tobie nic; stul gębę.

Takie opluwanie wszystkiego, co polskie trwa nadal i jest powszechne w naszej obecnej rzeczywistości. 29 grudnia 2021 roku na portalu „salon24” bloger „echo24” w swoim blogu „I znów muszę się wstydzić, że jestem Polakiem” (https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1193090,i-znowu-sie-musze-wstydzic-ze-jestem-polakiem) pisze:

»Pytacie Państwo, dlaczego znów się za Polskę wstydzę?

Zaraz to wyjaśnię, ale najpierw Państwu przypomnę fragment z mojej powieści autobiograficznej pt. „Magia namiętności”, którą nota bene opublikowałem w odcinkach na Salonie24, – cytuję:

Był Październik roku 1967. Polski transatlantyk MS Batory przybił do nabrzeża portu w Montrealu.

Krzysztof już z trapu zoczył szokującą scenę. Kanadyjscy celnicy odbierali siłą schodzącym ze statku Polakom przedmioty niespełniające lokalnych wymogów sanitarnych. Gdy się uważniej przyjrzał niezmiernie się zdumiał, z kim podróżował na kultowym statku. Byli to bowiem podróżujący na najniższym pokładzie ziomkowie jadący do Ameryki na stałe. Słowem – emigranci, a dokładniej rozwrzeszczane hordy rodaków z Pokarpacia i tak zwanej Ściany Wschodniej.

Jezu! A cóż to za buractwo! – jęknął. Nie miałem bladego pojęcia, że takie okazy mieszkają w moim kraju – pomyślał przerażony tym, co zobaczył.

Z niedowierzaniem patrzył, jak prostacki ludek walczy z celnikami o swoje. Nasi rodacy wieźli ze sobą za wodę pożółkłe pierzyny, dziurawe poduszki, szafliki, miednice, żeliwne nocniki, sznury suszonych grzybów i opasłe pęta zzieleniałej kiełbasy domowej roboty. Urosła tego całkiem spora sterta, a Krzysztof po raz pierwszy na amerykańskiej ziemi zawstydził się, że pochodzi znad Wisły.

Ta odrażająca scena zbulwersowała go do szpiku kości. Bezradna gawiedź, nie znająca żadnego obcego języka biegała bez ładu i składu z zawieszonymi na szyi na  sznurku tekturkami z nazwiskiem i celem podróży. No, no, nieźle się zaczyna, –  pomyślał.

Wtedy podstawiono autokary, które miały to bractwo przewieźć na dworzec kolejowy, skąd się mieli rozjechać, do różnych miast Kanady i Stanów Zjednoczonych. I tu się zaczęła prawdziwa masakra. Bowiem brać polska ruszyła kupą na podjeżdżające autobusy. Pośród wrzasków, jęków, przekleństw i złorzeczeń, taszcząc bagaże, jeden przez drugiego, tratując się wzajemnie parli do przodu jak stado baranów tarasując przejście. Ktoś wrzeszczał: – Dzieci! Dzieci! Ludzie! Stratujecie dzieci!

Kurwa! Co tu się dzieje? – pomyślał.  Przecież to bezrozumne stado na śmierć się zadepcze! Odwrócił się nie chcąc dalej oglądać tej żałosnej sceny. Upychanie rodaków trwało prawie dwie godziny. A gdy wrzawa ucichła, bez problemu wsiadł do autokaru.

Ruszyli w kierunku kolejowego dworca. Z rozdziawionymi ustami przyglądał się rozłożystym limuzynom sunącym po wielopasmowych drogach. Patrząc na płynące po gładkich jak stół autostradach eleganckie fordy, szykowne chevrolety, dystyngowane cadillaki i sportowe mustangi z zawstydzeniem myślał o polskich dziurawych drożynach, gdzie straszyły toporne warszawy, pokraczne syreny i śmieszne trabanty.

Gdy wsiadał do ekspresu Montreal – Chicago, rozegrała się równie żenująca scena. Polacy zajęli wagony pierwszej klasy, a kiedy ich poproszono o wyjście towarzystwo zawyło, że chyba po ich trupie. W efekcie pociąg odjechał z dużym opóźnieniem, a zawstydzony Krzysztof zrozumiał, dlaczego tak trudno o wizę do Stanów…”, koniec cytatu.

Od tamtego czasu minęły 54 lata.

I co?

W międzyczasie przeżyliśmy komunę, która jak pokazało życie nie do końca upadła.

Dlaczego?

Bo po wygranych wyborach 2015 Jarosław Kaczyński zrezygnował z inteligencji i przy pomocy Jacka Kurskiego i jego tandetnej oraz dotkliwie kaleczącej intelekt telewizji publicznej postanowił postawić na tłuszczę.«

Na końcu swojego bloga autor zamieścił zdjęcie, które całkowicie przeczy jego opisowi.

M/S Batory – stalowy król, okno na świat

Zdjęcie powyższe zostało zrobione w 1966 roku i przedstawia dwie rodziny z Podhala, wyjeżdżające do Ameryki. Nie wyglądają na ludzi, którzy wieźli ze sobą za wodę pożółkłe pierzyny, dziurawe poduszki, szafliki, miednice, żeliwne nocniki, sznury suszonych grzybów i opasłe pęta zzieleniałej kiełbasy domowej roboty, a więc typu opisanego przez autora bloga. Są skromnie ubrani, ale schludnie. Tak ubierała się wtedy większość ludzi, nie tylko na wsi, ale i w miastach. Owszem, była grupa młodzieży, zwanej bananową, która odbiegała wyglądem od reszty. To były przeważnie dzieci komunistycznych dyplomatów lub wysoko postawionych aparatczyków partyjnych. Zjawisko dotyczyło głównie Warszawy. Nie trudno chyba domyślić się, że większość tej młodzieży, to młodzież żydowska, bo tylko przedstawiciele tej nacji pracowali w dyplomacji lub stali najwyżej w hierarchii partyjnej.

W tamtych latach trwała jeszcze tzw. akcja łączenia rodzin. W ramach jej komuniści zezwalali niektórym rodzinom na wyjazd do Ameryki, gdzie już mieszkali ich bliscy. Ale bardzo nieliczni mogli wyjeżdżać na zachód i wracać. A jak komuś udało się pojechać na urlop do Bułgarii, to już było coś. Większości nie było stać nawet na takie luksusy.

Szkoda więc, że autor bloga nie napisał, w jaki to sposób udało mu się dostać wizę amerykańską, skoro było o nią tak trudno, a jeszcze bardziej szkoda, że nie napisał, w jaki sposób udało mu się dostać paszport i pozwolenie na wyjazd na „zgniły zachód”, co było jeszcze trudniejsze. Na takie wyróżnienie w latach 60-tych mogli liczyć tylko nieliczni. I jeszcze do tego wyjazd na saksy. Niektórzy, bardziej majętni, mogli pojechać na zachód na wycieczkę z biurem podróży, ale to nie to samo, co wyjazd w celach zarobkowych.

Ktoś, kto dostąpił takiego wyróżnienia, jak wyjazd do pracy, był po powrocie ustawiony do końca życia. Mógł sobie kupić mieszkanie czy wybudować dom i jeszcze mu sporo zostawało. Zapewne można było sobie za to kupić jakieś grunta w dobrych miejscach lub założyć jakąś firmę, co w tamtym czasie też nie było łatwe i nie każdy, kto chciał mógł tak zrobić. Ale jak już założył, to z braku konkurencji szybko się bogacił. Wygląda więc na to, że polityka paszportowa komunistycznych władz nie była przypadkowa, że tylko nieliczni, żeby nie powiedzieć wybrani, jakkolwiek dwuznacznie by to zabrzmiało, dostępowali tego zaszczytu i mogli zobaczyć inny świat, a po powrocie zasilić szeregi tych najbogatszych.

Szkoda więc, że autor bloga nie opowiedział o tym wszystkim, tylko skupił się na opisie zachowań ludzi, których w tamtych czasach w tamtym miejscu być nie mogło, a jak byli, to tacy, jak na zamieszczonym przez niego zdjęciu. Ale i tak się zdemaskował. Zdemaskował się swoją pogarda, nienawiścią do tego wszystkiego, co uważa za polskie. Tylko o inteligencji pisze dobrze. Przypadek? Pewnie wie kim są, w swojej masie, ci inteligenci. Nic się nie zmieniło od czasów pozytywizmu warszawskiego.

Ja oczywiście nie twierdzę, że nie ma w Polsce ludzi prostackich i prymitywnych. Są, tak jak w każdym innym społeczeństwie czy narodzie. Jest to jednak tylko fragment pewnej całości, części polskiego społeczeństwa. Uogólnianie tego zjawiska i pisanie, że się wstydzi tego, że jest się Polakiem, jest zabiegiem, który ma na celu wywołanie wrażenia, że Polacy to jakiś naród upośledzony, gorszy od innych narodów. Kim są więc ludzie, którzy tak piszą? Oni twierdzą, że też są Polakami, ale takimi lepszymi. Takie można odnieść wrażenie, sądząc po ich wywodach. Czyli że jesteśmy narodem podzielonym, skleconym z dwóch a może i z trzech wrogo do siebie nastawionych społeczności. A skoro tak, to czy my w ogóle jesteśmy narodem?

Gierek

W piątek 21 stycznia wszedł na ekrany kin film „Gierek”. Podobno w czasie weekendu obejrzało go ponad 100 tys. widzów. Dla jego realizatorów i producentów to znak, że ich dzieło podoba się publiczności, a dla wielu – że Polacy ciepło wspominają tamten okres. Oczywiście nie brakuje takich, którzy podchodzą krytycznie do całego PRL-u, a więc i do dekady Gierka. Co człowiek, to ocena. Nie ulega wątpliwości, że było wielu, którzy skorzystali na tych przemianach, ale nie wszyscy. Tak jak zawsze.

Ja dekadę Gierka przeżyłem świadomie, więc pamiętam, jak to było. Gdy dziś patrzę na nią z perspektywy czasu, to widzę wyraźniej to, czego wtedy nie mogłem zauważyć, bo nie miałem porównania, szerszego spojrzenia. Polska otworzyła się wtedy na świat, ale było to otwarcie jednostronne. Znaczy to, że świat do nas przyszedł, ale my do tego świata pójść nie mogliśmy. A jeśli już, to tylko nieliczni. Mogliśmy więc oglądać go poprzez pośredników, którymi były rado i telewizja.

Propaganda gierkowska to było to, co najbardziej się udało w tamtym okresie i co działało. Trudno, by było inaczej, skoro miało się monopol na pokazywanie jak wygląda świat, a konkretnie Zachód, a tylko nieliczni mogli zweryfikować ten obraz. Zachód to było bezrobocie, inflacja i kryzysy, choćby takie jak kryzys naftowy z 1973 roku. U nas natomiast była pełna sielanka. Ja codziennie, idąc do szkoły, mijałem coś, co dzisiaj nazywamy billbordem, a na nim hasło umieszczone na mapie Polski: „Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”. To było na samym początku dekady.

W telewizji był Dziennik Telewizyjny, który zaczynał się o 19.30. Pierwsza część, informacyjna, trwała pół godziny. Po niej następne pół godziny, to była propaganda. W tej części informowano nas o tym, jakie to wielkie inwestycje realizuje rząd i jaką to potęgą gospodarczą jesteśmy. A byliśmy, według tej propagandy, 10-tą gospodarką świata. W radiu, w Jedynce, była audycja „Tu mówi Jedynka”, tak chyba się ona nazywała, od 16-tej do 19-tej. A w niej ciągle o tym, jak to na Zachodzie źle, jakie tam bezrobocie, inflacja i kryzysy. To wszystko przerywane muzyką, oczywiście w większości zachodnią. Tego słuchał człowiek codziennie i nie sposób było nie ulec. Wtedy nie było internetu. A dziś jest i robi ludziom wodę z mózgu. Coś się zmieniło?

Jednak propaganda to jedno, a życie to drugie. Trochę tych ludzi wyjeżdżało na Zachód i opowiadali jak tam jest. W końcu człowiek widział, że Zachód to coś lepszego, nie tylko z opowiadań, ale i z tego, że produkty zachodnie były lepsze niż polskie. Dżinsy marki „Odra” były zupełnie innej jakości niż te z Pewex-u, w którym można było kupować za dolary i inne waluty zachodnie. Tylko że tam na zakupy stać było tylko nielicznych.

Cechą charakterystyczną tej dekady, szczególnie jej pierwszej połowy, były tzw. czyny społeczne, czyli wykonywanie jakichś prac nieodpłatnie, często w niedziele lub przy wykorzystywaniu uczniów szkół średnich. Pachnie Koreą Północną? Mogły to być prace przy budowie drogi lokalnej lub sadzenie lasu. Obu tych prac doświadczyłem osobiście. Były też pochody pierwszomajowe, których unikanie, w przypadku uczniów, mogło skończyć się obniżoną oceną z wychowania obywatelskiego, jeśli wychowawca klasy był wredny. Krążył wtedy dowcip, że siła złotówki tkwi w cynie, w cynie społecnym, bo te monety były z cyny.

Problemy braku zbilansowania tej gospodarki pojawiły się szybko i próbowano sobie radzić z nimi nie tylko poprzez czyny społeczne. Jednym ze sposobów było okradanie ludzi z części ich zarobków. Zaczęto klepać monety kolekcjonerskie, przekonując ludzi, że to doskonała inwestycja na przyszłość, dla dzieci lub wnuków. Polegało to na tym, że część pensji można było odebrać w tych monetach. Wielu ludzi dało się na to nabrać, a rząd w ten sposób ściągał z rynku cześć gotówki, więc ludzie ci nie mogli już wydać tych pieniędzy w sklepach. Taką najsłynniejszą była moneta XXX LAT PRL. Jak nietrudno domyślić się, wydano ją w 1974 roku. Jej nominał to 200 zł. Była to moneta wykonana ze srebra próby 625, a więc niskiej. Standardowo tego typu monety, zwane bulionowymi, wykonuje się ze srebra próby 999. Ważyła ona 14,5 grama, podczas gdy monety bulionowe ważą 1 uncję, czyli 31 gramów. Bito ją w milionach egzemplarzy. Dziś jej wartość to około 40 zł.

Gierek chciał zbudować drugą Polskę. Po nim pojawił się pajac, który chciał budować w Polsce drugą Japonię. Później pojawił się klaun, który obiecywał drugą Irlandię. Najgorzej jest wtedy, gdy człowiek to wszystko pamięta.

Gomułka uprzemysławiał Polskę na koszt rolnictwa. Za jego kadencji obowiązywały rolników przymusowe dostawy, co oznaczało w praktyce, że rolnicy musieli dostarczać państwu określoną ilość płodów po cenie wyznaczonej przez to państwo. Nie muszę chyba dodawać, że cena ta była mocno zaniżona. Gierek zniósł te obowiązkowe dostawy, bo on zaczął modernizować Polskę na kredyt. Ta modernizacja polegała na tym, że były pieniądze i trzeba było je na coś wydać. Czasem były to inwestycje jak najbardziej sensowne, ale nie mniej często – bezsensowne. To było marnotrawstwo pieniędzy na niewyobrażalną wcześniej skalę. Budowano fabryki, nie zastanawiając się nad tym, czy ich produkty znajdą zbyt, a jeśli tak, to na jakim rynku i po jakiej cenie. Nie da się w ciągu dekady zrobić z narodu rolniczego, który nie miał tradycji handlowych, a więc swoich rynków zbytu i doświadczenia w produkcji – narodu mieszczańskiego. Dziś, owszem, mamy przykładowo montownię samochodów marki Volkswagen, ale ta firma ma swoje rynki zbytu od dziesiątków lat, od momentu tworzenia się rynku samochodów osobowych. Tylko w takim momencie jest możliwość zajęcia jego części dla siebie.

Problem polegał na tym, że kredyty brano w walutach zachodnich, głównie w dolarach i markach zachodnich, a trzeba było je spłacać w tych samych walutach. Natomiast produkcja fabryk wybudowanych za kredyty szła przeważnie na rynek tzw. demoludów lub krajowy, a z tego „chleba” nie było, tzn. nie było walut zachodnich. I tu jest pies pogrzebany. Problemy zaczęły się już w połowie dekady, gdy wprowadzono kartki na cukier, a nie, jak próbują niektórzy wmawiać, że w momencie, gdy na zachodzie wzrosły stopy procentowe. One wzrosły na początku lat 80-tych.

W tym momencie wypada sobie zadać pytanie: „Któż wymyślił taki misterny plan, by zadłużyć Polskę w sytuacji, gdy była ona w bloku wschodnim i po co?” Ktoś wiedział, że takie kredyty nie zostaną spłacone? Dlaczego? Bo Polska, odcięta od gospodarki światowej, od międzynarodowego rynku walutowego, była skazana na chroniczny niedobór walut, w których zaciągnęła kredyty. Rząd próbował sprzedawać na Zachód wszystko, co się dało kosztem rynku wewnętrznego. To musiało, prędzej czy później, doprowadzić do niezadowolenia społecznego w postaci protestów czy strajków. Te protesty czy strajki były wywoływane sztucznie, ale powód był jak najbardziej prawdziwy, więc i one same sprawiały wrażenie spontanicznych. A protesty to pretekst do wzięcia tego wszystkiego za mordę, czyli stan wojenny. Po nim dekada Jaruzelskiego, w której robiono wszystko, by nie naprawić tej gospodarki. W tym momencie już nietrudno było przekonać niezadowolonych, że socjalizm się nie sprawdził, że był „be”, że „nur Kapitalismus”, że te wszystkie wybudowane za Gierka fabryki nic nie warte i że trzeba je sprzedać za tyle, ile ktoś chce za nie zapłacić. Dziś już wiemy, że Sozialismus w Chinach ma się dobrze, ale ten chiński jest podłączony do światowej gospodarki, a polski nie był i dlatego musiał polec. Dziś też wiemy, że Balcerowicz to zwykły „profesor”, który firmował coś, czego być może sam nie rozumiał, ale ktoś mu powiedział, co ma mówić i stał się twarzą planu Balcerowicza.

Zapewne i Gierek nie wiedział, co było grane. On tylko to wszystko firmował. Ale kto wtedy wiedział? Wiedział ten, który to planował i wiedział, jaki będzie efekt końcowy. A efekt końcowy był taki, że po 1989 roku nowy rząd dostał propozycję nie do odrzucenia: „Kredyty zostaną umorzone, przynajmniej ich część a spłata pozostałych rat odroczona, ale będziecie robić to, co my uznamy za stosowne. A my uznajemy za stosowne zlikwidowanie całego waszego przemysłu, który powstał za nasze pieniądze i uzyskanie nieograniczonego dostępu do waszego rynku. Jak się nie zgodzicie to wynocha. Przyjdą inni.” Rząd oczywiście nie poddał się do dymisji, bo to i tak niczego by nie zmieniło. Na nic rozdzieranie szat. To już raz przerabialiśmy, to nie działa.

I takim to sposobem dotarliśmy do obecnej rzeczywistości. A zaczynało się tak optymistycznie, wychodziliśmy z zaścianka, byliśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Niektórzy zresztą do dziś wierzą w te bzdury i w to, że cały ten projekt nie udał się z powodu błędów i niekompetencji niektórych decydentów. Jednym słowem, że pomysł był dobry tylko wykonanie złe. I z tym po części zgadzam się. Pomysł był bardzo dobry i wykonanie było bardzo dobre. Tylko że ja mam na myśli zupełnie coś innego.