Sport i polityka

Ukraine über alles – tak w trzech słowach można scharakteryzować żydowską politykę wobec Polski. Inaczej tego, co się teraz dzieje nie można nazwać. Już chyba tylko ślepy i głuchy nie widzi i nie słyszy. Gdy się wchodzi na YouTube, to nie sposób nie trafić na jakiś kanał, na którym lektorzy, na różne sposoby, starają się ukryć swój akcent. Słuchanie tego jest męczące i irytujące. Tak jak kiedyś Żydzi hiszpańscy zalewali Turcję, tak dziś Żydzi ukraińscy – Polskę. To pompowanie Ukrainy i Ukraińców staje się powoli groteską, a to za sprawą wyboru trenera reprezentacji narodowej w piłce nożnej. Jego nazwisko miało być znane 17 stycznia, ale ostatecznie ma to nastąpić 31 stycznia. Skąd takie zamieszanie i o co w tym wszystkim chodzi?

Na Interii pojawiła się w niedzielę wieczorem, 23 stycznia, informacja, że trenerem polskiej reprezentacji w piłce nożnej zostanie Ukrainiec Andrzej Szewczenko. Link do oryginalnego tekstu tu: https://sport.interia.pl/raporty/raport-eliminacje-ms-2022/polacy/news-wyciekla-tajemnica-kuleszy-oto-nowy-selekcjoner,nId,5787437.

Interia pisze:

»Wiarygodne ukraińskie media poinformowały, że Andrij Szewczenko zawarł porozumienie z PZPN-em w sprawie objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski. Jedyną przeszkodą jest rozwiązanie kontraktu z Genoą.

PZPN z Szewczenką porozumieli się zarówno co do okresu współpracy (dwa lata), jak i wysokości zarobków. Ukrainiec ma zarabiać 2,5 mln euro rocznie, z czego cześć zapłaci PZPN, a część sponsorzy. Te szczegółowe dane podał kanał vZbirna, należący do byłego rzecznika Szewczenki, a więc osoby dość wiarygodnej.

Szewczenko z dobrym skutkiem prowadził Ukrainę, osiągnął z nią ćwierćfinał na Euro 2020, ale jego przygoda z Genoą była nieudana. Został zwolniony po dziewięciu meczach w Serie A i dwóch w Coppa Italia, ale jego kontrakt obowiązuje do 2023 r. Rozwiązanie go z włoskim klubem powinno to być jednak formalnością. Właściciele Genoi nie mają żadnego interesu w opłacaniu drogiego trenera, który jest im najzwyczajniej niepotrzebny.

Jeśli porozumienie z Genoą uda się zawrzeć, “Szewa” będzie najdroższym selekcjonerem w historii reprezentacji Polski. Do tej pory palmę pierwszeństwa dzierżył Leo Beenhakker, który w ostatnim okresie zarabiał 80 tys. euro miesięcznie, czyli 960 tys. euro rocznie. 

Szewczenko i jego Ukraina mieli kupę szczęścia na ubiegłorocznym Euro 2020. Udało im się wyjść z grupy pomimo dwóch porażek (2-3 z Holandią i 0-1 z Austrią). “Zbirna” wygrała 2-1  Macedonią Północną i to było jej kluczem do awansu. W 1/8 finału pokonała Szwecję 2-1.  W ćwierćfinale, na Stadio Olimpico w Rzymie, Ukraińcy zostali rozbici 0-4 przez Anglię.

Jego Ukraina grała siermiężny, defensywny futbol. Zdarzały jej się kompromitujące porażki, jak 1-7 w towarzyskim meczu z Francją, czy 0-4 w Lidze Narodów z Hiszpanią. Z drugiej strony, na ME pokonał Szwedów, z którymi nie poradziła sobie Polska Paula Sousy.

Wtajemniczeni twierdzą, że zarówno w reprezentacji Ukrainy, jak i w Genoi “Szewa” był twarzą projektu. Pracę trenerską wykonywał za niego Mauro Tassotti – były piłkarze wielkiego Milanu, w którym rozegrał 17 lat (1980-1997).

Warto zaznaczyć, że doświadczenie trenerskie Szewczenki jest niewielkie. Przez pięć lat, z czego jeden sparaliżował COVID-19, prowadził Ukrainę, a Genoę ledwie przez trzy miesiące.

13 stycznia Cezary Kulesza spotkał się z Adamem Nawałką i choć obaj panowie uzgodnili warunki brzegowe współpracy, do podpisania umowy nie doszło. Kulesza ma innego faworyta, teraz okazuje się, że jest nim Szewczenko.«

Tekst przytoczyłem dosłownie, a więc z błędami. Komentujący na Interii często z tego powodu krytykują jej redaktorów. I zachodzą w głowę, kogo oni tam zatrudniają. A często zatrudniają Ukraińców czy może raczej ukraińskich Żydów. Widać to po błędach w składni albo po niewłaściwie dobranych wyrazach. Ot choćby to: „mieli kupę szczęścia”. Nie – mieli dużo szczęścia. Języki bardzo podobne do siebie, a takimi są polski i ukraiński, tak jak i w przypadkach innych do siebie podobnych języków, zawierają pułapki językowe, które z angielska nazywa się „false friends” (fałszywi przyjaciele), to znaczy, że w obu językach brzmią i piszą się tak samo lub bardzo podobnie, a znaczą zupełnie coś innego. A więc nie ma róży bez kolców.

To jednak tylko dygresja, choć przyznam, że i mnie irytuje takie lekceważące podejście do języka i czytających. Choć może jest to zamierzone. Im bardziej niechlujny język, tym bardziej niechlujne myślenie.

Niektórzy komentujący pod cytowanym tekstem twierdzą, że jest to fałszywa informacja, czyli tzw. fake news. Czy tak jest? Przekonamy się o tym za tydzień. Ten tekst, przy wszystkich jego wadach językowych, zawiera jednak ciekawe informacje, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, że wielki sport nie jest wolny od polityki, albo raczej, że polityka wykorzystuje go do swych celów.

Z informacji w tym tekście wynika, że Szewczenko będzie najdroższym selekcjonerem w historii reprezentacji Polski. Ma on zarabiać 2,5 mln euro rocznie. Dla PZPN-u górna granica to 1 mln rocznie. Część wynagrodzenia ma zapłacić PZPN, a część sponsorzy. I jakby tego było mało, to wychodzi na to, że z Szewczenki żaden trener, bo reprezentację Ukrainy i klub Genoa trenował Mauro Tassotti. Kontrakt z Genoa ma podpisany do 2023 roku.

No to mamy niezłą układankę!

Polska przegrała swój ostatni mecz w eliminacjach. Mecz, który dla Węgrów był meczem o pietruszkę, a dla Polski meczem o to, czy będzie rozstawiona w barażach, czy będzie dolosowana do drużyn rozstawionych. W przypadku wygranej Polski, byłaby ona rozstawiona. Polska przegrała, wiec została dolosowana i padło na Rosję. Do tego najważniejszego w tych eliminacjach meczu Polska wystawiła skład rezerwowy. Czy to był przypadek? 26 listopada odbywa się losowanie baraży do mistrzostw w Katarze. I od tego momentu wiadomo, że Polska zagra z Rosją. W drugi dzień Świąt, 26 grudnia, Paulo Sousa informuje, że już nie chce trenować reprezentacji Polski. Rozstanie następuje szybko i obie strony wydają się być zadowolone, z tym, że u nas podnosi się wielkie larum. Oburzeni są wszyscy: działacze, dziennikarze, kibice. Tylko czy aby u wszystkich to oburzenie jest autentyczne? A Sousa, trener przecież nie jakiś wyjątkowy, szybko zostaje zatrudniony przez jeden z najsłynniejszych brazylijskich klubów.

Zaczynają się poszukiwania nowego trenera. Z początku kandydatów było wielu, ale jak się okazuje, żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu, znaczy przy Szewczence. Tak więc wątek żydowski mamy nie tylko w Panu Tadeuszu, ale i w PZPN-nie. Zresztą, gdzie ich nie ma? Wszystkie działania musiały być skoordynowane: PZPN-nu, włoskiego klubu Genoa i brazylijskiego – Flamengo. Któż mógł utkać taką misterną, międzynarodową intrygę: od Polski poprzez Włochy do Brazylii? Przecież nie prezes Kulesza, bądźmy poważni! Zrobią z niego kozła ofiarnego, a były prezes Boniek powie tak, jak ten udający idiotę Czech z filmu C.K. Dezerterzy, który za każdym razem, gdy go o coś pytano, odpowiadał: Ich weiß nichts (Ja nic nie wiem).

A któż może być sponsorem i zechce wyłożyć takie pieniądze na trenera reprezentacji, której realne szanse na awans do finałów mistrzostw świata są znikome bądź żadne? Przecież sponsor to ktoś, kto inwestuje pieniądze, by mieć jakiś zysk. Niekoniecznie musi to być zysk finansowy. Może to być zysk wizerunkowy, ale w tym wypadku taka reprezentacja musi być widoczna na największych imprezach i odnosić na nich sukcesy, a nie kompromitować się, co jest normą w przypadku polskiej reprezentacji. Któż więc może wyłożyć takie pieniądze? Ten, kto ma ich dużo i nie musi martwić się tym, że mu ich zabraknie, gdy „sponsoring” nie wyjdzie.

O co więc chodzi? Chodzi o ten jedyny mecz. Mecz Polski z Rosją w Moskwie. O to, by tę reprezentację prowadził Ukrainiec. Wszyscy w tym środowisku wiedzą, że to żaden trener i ktoś inny wykona za niego robotę. Nie to jest ważne. Konflikt rosyjsko-ukraiński jest coraz bardziej podgrzewany. Tylko że osiągnięto już tam pewien pułap. Wojny nie będzie, ale jakoś trzeba go eskalować, by móc realizować swoje dalekosiężne cele. I to się obecnie dzieje. Ale gra ukraińskim trenerem nie dotyczy tego konfliktu.

Mecze Polski z Rosją zawsze miały jakiś polityczny podtekst. Tak było na mistrzostwach w Hiszpanii w 1982 roku, zaledwie pół roku po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Wtedy piłkarze radzieccy dostali wyraźny rozkaz, bo to słowo jest tu chyba najbardziej odpowiednie, że z Polską nie mogą przegrać. I nie przegrali – zremisowali. Rosjanie byli wtedy słabszą drużyną od Polski. Jednak tamci polscy piłkarze mówili, że bardzo trudno było grać z przeciwnikiem tak specyficznie zmotywowanym. I tak będzie i w tym zbliżającym się (24 marca) meczu. Nie dość, że Rosjanie będą grać z Polakami, to jeszcze Polacy będą mieć ukraińskiego trenera.

Tam wszystko może się zdarzyć. Nic w ludziach nie wyzwala tylu emocji, co sport, a szczególnie piłka nożna. A jeśli jeszcze dojdą do tego różne animozje narodowe i polityczne pomiędzy tymi trzema narodami, to różnie to może być. Czy żeby to osiągnąć, można sobie wyobrazić lepszy scenariusz niż ten, który wypichcili nam najlepsi reżyserzy, nie tylko zresztą filmowi.

Gdyby tam coś się stało, jakieś zamieszki, bijatyki, akty wandalizmu, co mogłoby prowadzić do przerwania czy unieważnienia meczu, to cała wina mogłaby spaść na PZPN, a ogólnie na Polaków, za wybranie takiego trenera i prowokowanie Rosjan. Wpisywałoby się to w ogólną narrację, którą lansują żydowskie polskojęzyczne i nie tylko polskojęzyczne media, że wszystkiemu winni są Polacy. A stąd już tylko mały krok do konkluzji, że najlepszym rozwiązaniem będzie zlikwidowanie ich państwa.

Bądźmy szczerzy, gdyby to Polacy decydowali o wyborze trenera, to nigdy nie wybraliby Ukraińca, a nawet nie braliby pod uwagę takiej kandydatury, choćby ze względu na historię. A to, że z tym Wołyniem było trochę inaczej, niż nam się wmawia, to już inna para kaloszy.

Pozostał jeszcze tydzień. Mam nadzieję, że ten scenariusz, który powyżej nakreśliłem, nie ziści się. Chciałbym bardzo się mylić, ale, jak na razie, wszystko wskazuje na to, że jest on najbardziej realny.

Co się dzieje?

Coś się dzieje! Na razie dzieje się w siedzibie premiera Anglii na Downing Street 10, ale skoro tam, to pewnie i u nas zacznie się coś dziać. Na portalu ZeroHedge ukazał się 20 stycznia artykuł, który informuje o tych zmianach: Anglia znosi wszelkie ograniczenia dotyczące paszportów COVID-owych, masek i pracy. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/markets/england-ends-all-covid-passports-mask-mandates-work-restrictions.

»Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson ogłosił w środę, że ograniczenia, w tym przepustki na COVID-19, zalecenia dotyczące noszenia masek i wymogi dotyczące pracy zdalnej, zostaną zniesione w Anglii. Johnson zasugerował również, że zasady kwarantanny mogą zostać zniesione pod koniec marca, gdy pandemia wirusa KPCh (Komunistyczna Partia Chin) stanie się endemiczna.

Od chwili ogłoszenia tej decyzji rząd Wielkiej Brytanii przestaje zmuszać ludzi do pracy zdalnej. Obowiązek posiadania przepustki COVID do klubów nocnych i na masowe imprez nie zostanie odnowiony po jego wygaśnięciu z dniem 26 stycznia. A od czwartku nigdzie w Anglii noszenie masek w pomieszczeniach nie będzie już obowiązkowe.

Wymóg noszenia masek przez uczniów szkół średnich podczas zajęć i w pomieszczeniach ogólnodostępnych również zostanie usunięty z krajowych wytycznych Departamentu Edukacji. W Izbie Gmin słychać było okrzyki aplauzu po tym jak Johnson ogłosił decyzję w tej sprawie.

Osoby, które uzyskały pozytywny wynik testu na COVID-19 oraz te niezaszczepione, które miały z nimi kontakt, nadal muszą się izolować, ale Johnson powiedział, że on „spodziewa się, że te wymogi nie ulegną przedłużeniu”, gdy odpowiednie przepisy wygasną 24 marca.

„Ponieważ COVID staje się endemiczny, będziemy musieli zastąpić wymogi prawne poradami i wskazówkami, wzywając ludzi zarażonych wirusem do ostrożności i troski o innych” – powiedział premier.

Pytany o usunięcie zasad testowania dla zaszczepionych podróżnych udających się do Wielkiej Brytanii, Johnson powiedział, że rząd dokonuje przeglądu ustaleń dotyczących testowania podróżnych i że w nadchodzących dniach można spodziewać się decyzji w tej sprawie.

Odmówił jednak ponownego rozważenia obowiązku szczepień dla pracowników opieki zdrowotnej pierwszego kontaktu, twierdząc, że „dowody są bezsprzeczne, że pracownicy służby zdrowia powinni się szczepić”.

Johnson powiedział parlamentarzystom, że w środę rano rząd zdecydował się usunąć tak zwane środki „Planu B”, ponieważ dane sugerują, że fala Omicron osiągnęła szczyt w całym kraju, i przypisał stabilizację liczby przyjęć do szpitala „niezwykłej kampanii promującej dawki przypominające” i powszechnemu respektowaniu przez społeczeństwo ograniczeń.

Usunięcie środków „Planu B” przeciwko wirusowi KPCh nastąpiło, gdy premier walczył z rosnącą presją wzywającą go do rezygnacji z powodu rzekomego nieprzestrzegania podczas pandemii ograniczeń w trakcie imprez organizowanych na Downing Street 10 – oficjalnej rezydencji premiera.

Nastąpiło ono również po tym, jak pod Numer 10 wpłynęła w poniedziałek petycja podpisana przez ponad 200 000 osób, wzywająca do zniesienia paszportów szczepionkowych i podobnych certyfikatów COVID-owych.

Oddzielna petycja wzywająca do uchylenia mandatów na szczepionki dla pracowników służby zdrowia, która również została dostarczona w poniedziałek pod Numer 10, zawierała około 160 000 podpisów.

Rządy Szkocji i Walii również także ogłosiły usunięcie ograniczeń dotyczących wirusa Omicron, ale obowiązek noszenia masek w pomieszczeniach zamkniętych i przepustki COVID-owe zostaną utrzymane.«

U nas jakby wszyscy jeszcze straszą, choć może nie wszyscy. Prof. Gut oświadczył na Interii: Nie spodziewam się Armagedonu. W tym momencie liczba zajętych szpitalnych łóżek przeznaczonych do leczenia COVID-19 spada i to dość dynamicznie. Zgonów też jest sporo mniej niż w grudniu. Respiratory są wolne w znacznej większości. Lepiej jednak dziś powiedzieć, że jest ogromne zagrożenie, a potem, że kogoś uratowaliśmy niż przesadzić w drugą stronę – wskazał doświadczony wirusolog.

Czy to oznacza zmianę na lepsze, czy tylko, jakby powiedzieli Rosjanie, pieriedyszkę? – Czas pokaże.

Statystyka

Kto jak kto, ale nikt nie dysponuje taką wiedzą o zdrowiu ludzi i wszelkich trendach z nim związanych, jak firmy ubezpieczające ich na życie. Tu chodzi o biznes i takie firmy minimalizują swoje ryzyko, starając się ubezpieczać tylko zdrowych. Może to brzmi brutalnie, ale instytucja, która ma zarabiać, nie może sobie pozwolić na działalność charytatywną i miękkie serce. W przeciwnym razie szybko znikłaby z rynku. Ale są też tego brutalnego faktu dobre strony. Nikt, poza tymi firmami, nie dysponuje takimi dokładnymi danymi i do tego danymi z wielu lat. – „Bezcenne, za wszystko inne zapłacisz kartą Visa/Mastercard”.

Na portalu ZeroHedge pojawił się artykuł What If The Largest Experiment On Human Beings In History Is A Failure? (Co się stanie, jeśli największy w historii eksperyment na ludziach zakończy się niepowodzeniem?). Jego autorem jest Robert Malone. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/medical/what-if-largest-experiment-human-beings-history-failure.

Doświadczony kolega analityk giełdowy wysłał mi dzisiaj link, a kiedy go otworzyłem, ledwo mogłem uwierzyć w to, co czytałem. Co za nagłówek. „Dyrektor ds. ubezpieczeń na życie w firmie Indiana twierdzi, że liczba zgonów wśród osób w wieku 18-64 lat wzrosła o 40%”.

To zdanie powyżej, będące tytułem artykułu, jest też linkiem do pełnego tekstu, omawianego w tym artykule. Jednak o po jego kliknięciu pojawia się taki komunikat:

451: Unavailable due to legal reasons

We recognize you are attempting to access this website from a country belonging to the European Economic Area (EEA) including the EU which enforces the General Data Protection Regulation (GDPR) and therefore access cannot be granted at this time. For any issues, contact info@franklinnews.org or call (847) 497-5230.

Tytuł artykułu dotyczy prawdziwych informacji, skrywanych w szarej, wypłowiałej kopercie agenta ubezpieczeniowego, pełnej tabel aktuarialnych.

Ludzie często piszą do Jill i do mnie. Ludzie, których nigdy nie spotkaliśmy. Dzwonią, przyjeżdżają na farmę po wcześniejszym umówieniu lub niezapowiedziani, zapychają nasz e-mail swoimi pytaniami. Wszyscy czegoś chcą; czasu, uwagi, wywiadu. Wielu chce nam opowiedzieć o swoim strachu, chorobie, koszmarach lub o czymś, co często wydaje się być wręcz paranoidalnym spiskiem. A potem, z biegiem czasu, te obawy i „spiski” się potwierdzają. Jak powiedział mi niedawno Jan Jekielek (starszy redaktor „The Epoch Times”), coraz trudniej jest powiedzieć, które z nich to tylko teorie spiskowe, a które są prawdziwą rzeczywistością.

Jeden z gości na farmie powiedział mi, że przewidział ogromną liczbę zgonów w ciągu trzech lat w następstwie szczepionek genetycznych i że chodzi o „Wielki Reset” i program Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), dotyczący wyludniania. Próbowałem go uspokoić, twierdząc, że moim zdaniem jest to wysoce nieprawdopodobne, podczas gdy sam myślałem o tym, jak łatwo ludzie wpadają w tego rodzaju konspiracyjne teorie i jak muszę uważać, aby nie podążać tym tokiem myślenia, zwłaszcza że stykam się z tak wieloma osobami podejmującymi głupie i cyniczne decyzje w dziedzinie zdrowia publicznego. W tamtym czasie znałem WEF tylko jako gospodarza dużej corocznej imprezy w Davos w Szwajcarii, gdzie super bogaci z krajów zachodnich brali udział w różnych prezentacjach, pili najlepsze wino i brylowali w najlepszym towarzystwie. Jaki byłem głupi! Cóż to była za długa, dziwna podróż. Wątpię, czy nawet Hunter S. Thompson mógł to sobie wyobrazić w stanie swojego największego narkotykowego i alkoholowego upojenia. Wystarczy powiedzieć, że nominuję Ralpha Steadmana na oficjalnego ilustratora pandemii SARS-CoV-2 albo zmartwychwstałego Hieronima Boscha.

Ale odbiegam od tematu, o którym aż się boję mówić.

Dochodzę do wniosku, że największy w historii eksperyment na ludziach nie powiódł się. Ale, jeśli ten raczej zwięzły raport starszego dyrektora ds. ubezpieczeń na życie w firmie Indiana jest prawdziwy, to „Zbrodnie przeciwko ludzkości” Reinera Fuellmicha, nawołujące do zorganizowania nowych procesów norymberskich, ukazują wszystko w zupełnie nowym świetle i pobrzmiewają o wiele bardziej proroczo.

Oto, co w tym raporcie Margaret Menge, współpracownika The Center Square, oświeciło mnie.

»Szef firmy ubezpieczeniowej OneAmerica z siedzibą w Indianapolis powiedział, że śmiertelność wśród osób w wieku produkcyjnym wzrosła aż o 40% w porównaniu z poziomem sprzed pandemii.

„W tej chwili odnotowujemy najwyższy wskaźnik zgonów, jaki zaobserwowaliśmy w historii tego biznesu – nie tylko w OneAmerica” – powiedział dyrektor generalny firmy Scott Davison podczas konferencji prasowej online w tym tygodniu. „Dane są spójne dla każdego, kto działa w tej branży”.

OneAmerica to firma ubezpieczeniowa o wartości 100 miliardów dolarów, która od 1877 roku ma swoją siedzibę w Indianapolis. Firma zatrudnia około 2400 pracowników i sprzedaje ubezpieczenia na życie, w tym grupowe ubezpieczenia na życie firmom w tym stanie.

Davison powiedział, że wzrost liczby zgonów oznacza „trudny do wyobrażenia trend”, ale to nie osoby starsze umierają, a „przede wszystkim osoby w wieku produkcyjnym od 18 do 64 lat”, które są pracownikami firm, które mają grupowe ubezpieczenia na życie w firmie OneAmerica.

„I to, co widzieliśmy tylko w trzecim kwartale, widzimy też w czwartym, widzimy że śmiertelność wzrosła o 40% w stosunku do tego, co było przed pandemią” – powiedział.

„Aby uzmysłowić sobie skalę zjawiska, to jedna, zdarzająca się raz na 200 lat, katastrofa, oznaczałaby wzrost o 10% w porównaniu z sytuacją sprzed pandemii” – powiedział. „Więc 40% jest po prostu niewyobrażalne.”«

Więc co napędza ten bezprecedensowy wzrost śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny?

Większość składanych oświadczeń z tytułu zgonów nie jest klasyfikowana jako zgony związane z COVID-19,

Davison powiedział: „Dane pokazują nam, że zgony, które są zgłaszane jako zgony związane z COVID, znacznie zaniżają rzeczywistą liczbę zgonów wśród osób w wieku produkcyjnym w wyniku pandemii. Oczywiście nie wszystkie zgony w świadectwach zgonu są opisywane jako związane z COVID, ale i tak jest ich bardzo dużo”.

W dużym uproszczeniu, na podstawie mojej lektury, należy dojść do wniosku, że jeśli ten raport jest prawdziwy, a zgadzają się z nim aktuariusze ubezpieczeń na życie, to mamy do czynienia zarówno z ogromną ludzką tragedią, jak i z głęboką porażką polityki rządu USA i amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej, służącym do obsługi i ochrony obywateli, którzy płacą za tę „usługę”.

Jeśli to prawda, to tak agresywnie promowane szczepionki genetyczne zawiodły, i tak nachalna kampania federalna, mająca na celu zapobieganie wczesnemu leczeniu lekami ratującymi życie, przyczyniła się do masowych, możliwych do uniknięcia zgonów.

Co gorsze, raport ten sugeruje, że federalne nakazy szczepień w miejscu pracy doprowadziły do czegoś, co wydaje się być prawdziwą zbrodnią przeciwko ludzkości. To prawdopodobnie częstsze zgony pracowników, którzy zostali zmuszeni do przyjęcia toksycznej szczepionki, w porównaniu z ogólną populacją stanu Indiana.

Co więcej, przeżywamy również najbardziej masową, globalnie skoordynowaną kampanię propagandową i cenzurę w historii ludzkości. Wszystkie główne środki masowego przekazu i firmy zajmujące się technologiami mediów społecznościowych zsynchronizowały działania, aby stłumić i powstrzymywać wszelkie dyskusje na temat zagrożeń związanych z genetycznymi szczepionkami i/lub alternatywnymi wczesnymi metodami leczenia.

Jeśli ten raport jest prawdziwy, to ktoś powinien być pociągnięty do odpowiedzialności. Nie mówimy tu tylko o zignorowaniu pierwszej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych i zmieszaniem jej z błotem, posługując się przy tym armią pancernej piechoty wspomaganej sztuczną inteligencją. Ten artykuł brzmi tylko jak zdawkowy opis masowego zdarzenia, możliwego do uniknięcia, spowodowanego nakazem eksperymentalnej procedury medycznej. Takiego, w którym wszystkie możliwości, by ofiary same poinformowały się o potencjalnych zagrożeniach, zostały metodycznie wyeliminowane zarówno z internetu, jak i ze świadomości społecznej przez międzynarodową skorumpowaną klikę działającą pod flagą „Inicjatywy Zaufanych Wiadomości”. George Orwell przekręca się w grobie.

Mam nadzieję, że się mylę. Obawiam się, że mam rację.

Don’t cry for me Poland

No i stało się! W drugi dzień świąt gruchnęła wiadomość, że Paulo Sousa, trener polskiej reprezentacji, olał nas. Nie pierwszy to raz w naszej historii, że ktoś nas olewa i traktuje jak zaścianek. Był taki, co się nazywał Henryk Walezy i uciekł do Francji, bo tam czekała na niego lepsza posadka. Czy zatem powinniśmy być zaskoczeni? A może to zaścianek dlatego, że można tu robić przekręty, które gdzie indziej nie przeszłyby? W każdym razie Sousa może nam zaśpiewać, jak w tytule, a my nie powinniśmy płakać po nim. A tak na marginesie, to może wątek Evity Peron warty byłby rozwinięcia?

Kiedy tak słuchałem i czytałem o tym zdarzeniu, to przypomniała mi się piosenka Astrud Gilberto Non-Stop to Brazil, bo Sousa ucieka do Brazylii. Leciało to tak: “Silver Jet, Take me, I’m all set… Fly me, Where the air of Rio sings… Love waits at the end of the sky, So fly me to Brazil”. Może więc Sousa siedzi już w tym Silver Jet i szepcze mu cicho do ucha – fly me to Brazil. Pierwszy raz usłyszałem ten utwór w 1981 roku, wpadł mi w ucho i zapamiętałem. A to jeden z jej tych mniej znanych. Tak więc chodzi on teraz za mną, bo afera dopiero się rozwija. Jak to szło? „Panie Ferdku, afera jest!”

Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem i dlatego każdy kraj stara się, by jego reprezentacja odnosiła jak największe sukcesy, bo dla wielu państw jest to jedyny sposób, by o nich ktoś usłyszał. Wszyscy się interesują piłką nożną: bogaci i biedni. To uniwersalny język, który dociera do wszystkich. Kiedy pisałem blog „Peru”, to obejrzałem sobie parę filmików na YouTube. Wrzucał je tam pewien Niemiec, który podróżował po Ameryce Południowej. W Peru zapuszczał się w niebezpieczne dzielnice Limy i innych miast. Mieszkańcy go ostrzegali, ale on zabezpieczył się. Chodził w koszulce reprezentacji Peru. To bardzo charakterystyczna koszulka. Pamiętam ją z meczu Polska-Peru z 1978 roku z mistrzostw świata w Argentynie. Jest biała z ukośnym czerwonym pasem, biegnącym od lewego ramienia do prawego biodra. Nawiązuje do barw narodowych: dwa boczne, pionowe, czerwone pasy i biały, pomiędzy nimi, z godłem.

A więc afera jest! Wszyscy z tego piłkarskiego światka są oburzeni postawą Sousy i wszyscy wściekle go atakują. Podejrzewam, że cały ten klangor jest po to, by ukryć prawdziwego sprawcę tej kompromitacji. Bo jest to kompromitacja, a może nie kompromitacja, tylko tak miało być. Trener nijaki, znikąd, bez sukcesów, dostaje reprezentację, która awansowała już do finałów mistrzostw Europy. Wszystkim z tego piłkarskiego, zgniłego światka wydawało się, że to dla Sousy i jego współpracowników wielki zaszczyt i wyróżnienie, a tu się okazało, że on miał ich wszystkich w „głębokim poważaniu”. I zapewne stąd ta wściekłość. A może i ona jest udawana? Może oni wszyscy dobrze wiedzą, co tu jest grane, tylko każdy odgrywa swoją rolę.

A kto jest sprawcą tej kompromitacji? Ten kto zatrudnił Sousę i podpisał z nim kontrakt w takiej formie, w jakiej to zrobił. To były prezes PZPN-u Zbigniew Boniek. Nie wiemy, jak została sporządzona umowa z Sousą, więc trudno z tym dyskutować.

Jeden z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych, Mateusz Borek, tak pojechał po Sousie, że wyzwał go od kupców, którzy tylko liczą pieniądze i jeszcze powiedział, że wszyscy Portugalczycy to kupcy, którzy panoszą się po całej Europie i są agentami trenerów i piłkarzy na tym najwyższym, niższym i najniższym poziomie. Nie wiem, czy on nie wie, czy boi się powiedzieć, że ci wszyscy Portugalczycy, ci kupcy, to portugalscy Żydzi. To zbyt lukratywny interes, by dopuścić tam gojów. Wszędzie, gdzie są duże pieniądze, tam siedzą Żydzi. Nie przypadkiem przecież Krzysztof Piątek, po strzeleniu bramki Izraelowi na Stadionie Narodowym, nie wykonał swojej cieszynki, polegającej na skrzyżowaniu przedramion na wzór skrzyżowanych pistoletów. Taki był rozkaz, a może tylko sugestia. On wie, kto rządzi transferami piłkarzy. Zresztą, agentem Lewandowskiego też jest Żyd. Natomiast Tomasz Frankowski, były piłkarz Jagiellonii Białystok, przyznał kiedyś w jednym z wywiadów, że pieniądze inwestuje w nieruchomości i doradza mu w tym jakiś białostoker. Białostoker to Żyd urodzony w Białymstoku i mieszkający w Ameryce lub taki, którego rodzina pochodziła z Białegostoku. Frankowski poznał go, gdy grał w klubie Chicago Fire w 2008 roku.

Tak więc wszyscy oskarżają Sousę, a powinni Bońka, ale go nie ruszą, bo boją sie, że stracą swoje ciepłe posadki. To wyjątkowa gnida. W 1978 roku w czasie meczu z Argentyną, w momencie, gdy Deyna strzelał karnego, ta kanalia podśmiewała się z niego, mrucząc pod nosem tak, by on słyszał: strzeli, nie strzeli, strzeli, nie strzeli. Nie strzelił. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Boniek tym kontraktem z Sousą załatwiał jakieś swoje interesy kosztem PZPN-u i polskiej reprezentacji. W końcu związał się z rejonem śródziemnomorskim i środowiskami piłkarskimi z tych państw, zna tam mnóstwo ludzi. Może nawet Sousa coś mu odpalał za przysługę. Prawdy nie dowiemy się, ale śmierdzi to jakimś wielkim przekrętem, bo Sousa, ze względu na brak osiągnięć w trenowaniu klubów i całkowity brak doświadczenia w byciu selekcjonerem, czyli trenerem reprezentacji – nie powinien był być zatrudniony na tym stanowisku.

To wszystko, co powyżej, to tylko wstęp. Ucieczka Sousy do Brazylii jest dobrą okazją, by przybliżyć początki piłki nożnej w Ameryce Południowej. Ucieka do klubu Flamengo.

W Wikipedii można przeczytać, że CR Flamengo to Clube de Regatas do Flamengo, brazylijski klub piłkarski z Rio de Janeiro. Flamengo jest najbardziej popularnym klubem piłkarskim nie tylko w Brazylii, ale także w całej Ameryce Południowej. Liczbę fanów drużyny szacuje się na ok. 40 mln.

Flamengo zostało założone w 15 listopada 1895 jako klub wioślarski. Sekcja piłkarska powstała w 1911 roku po tym, jak kilku niezadowolonych piłkarzy Fluminense FC odeszło ze swojego poprzedniego klubu. Największe sukcesy klub święcił na przełomie lat 70-tych i 80-tych.

Słownik internetowy portugalsko-polski tłumaczy słowo „flamengo” jako flamandzki. Czy to oznacza, że jego założycielami byli jacyś Flamandowie?

Historia piłki nożnej w Ameryce Południowej zaczyna się od Argentyny, Urugwaju i Brazylii. Opisuje to Stefan Szczepłek w swojej książce z 2007 roku Moja historia futbolu. Pisze on:

»Brytyjscy misjonarze

Wszystko to działo się w czasach, w których parowce pasażerskie pływały już po morzach i oceanach stadami, eksportując z Wielkiej Brytanii na cały świat ludzi i myśli. Marynarze, studenci, robotnicy, misjonarze, inżynierowie, wyjeżdżający z Wysp do pracy lub do szkół, zabierali w podróż piłkę. Pierwsze kluby w wielu krajach założyli przybysze z Wielkiej Brytanii. Wiele z nich ma z tego powodu do dziś angielskie nazwy.

Futbol w Argentynie jest niewiele młodszy od brytyjskiego, może dlatego, że w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku Buenos Aires i okolice zamieszkiwało około 40 tysięcy Brytyjczyków. Pierwszy klub – Buenos Aires FC – Anglicy założyli już w maju 1865 roku. Liga amatorska rozpoczęła rozgrywki zaledwie trzy lata po angielskiej – w roku 1891, jest więc poza Wyspami Brytyjskimi najstarsza na świecie. Jej twórcą był także Szkot Alexander Watson Hutton. McGregor (twórca ligi angielskiej – przyp. W.L.) pochodził z Glasgow, a Hutton przybył do Argentyny z Edynburga. Był dyrektorem i profesorem angielskiej szkoły, nic więc dziwnego, że z pięciu klubów, które przystąpiły do pierwszych rozgrywek ligowych, cztery założyli Brytyjczycy i głównie oni w nich grali. Zwyciężył Saint Andrews, przed Old Caledonians i Rosario Railway. W następnych sześciu latach dominował Lomas Athletic, aż wreszcie przyszła pora na zespół Alumni. W pierwszej dekadzie XX wieku to był najlepszy klub w Argentynie i podobno jeden z najlepszych na świecie, co jednak, wobec braku rywalizacji, trudno sprawdzić. W ciągu 12 lat Alumni dziewięciokrotnie zdobywali mistrzostwo i siedem razy Puchar Argentyny. Zawodnicy tego klubu, studenci lub absolwenci English High School, uchodzili za wzory dżentelmeńskiej postawy na boisku, co sprawiało, że porównywano ich do słynnych angielskich Corinthians.

Kluby o nazwach znanych dziś w całym świecie powstały w odstępie kilku lat. Najstarszy – Quilmes, założony przez brytyjskich pracowników kolei w 1887, Rosario Central – w 1889, River Plate – 1901, Racing Club – 1903, Estudiantes La Plata, Independiente i Boca Juniors – 1905, Huracan – 1908.

Tylko Independiente ma argentyńskie korzenie. River Plate założyli Anglicy, Racing – Francuzi, nadając nazwę na cześć słynnego klubu paryskiego (przyjęli też jego błękitne barwy). Boca Juniors zawdzięcza swoje powstanie Irlandczykowi, mieszkającemu wśród emigrantów z Włoch. Nie mogli dojść do porozumienia jakie barwy nadać klubowi, ustalili więc, że przyjmą kolory kraju, którego statek pierwszy wpłynie do portu. Doczekali się na parowiec pod banderą szwedzką i dlatego ukochany klub Diego Maradony nosi barwy niebiesko-żółte.

Herbaciany baron funduje puchar

Odpowiednikiem Huttona w Urugwaju był William Leslie Poole, profesor uniwersytetu w Montevideo, który już w 1891 roku powołał do życia Albion Cricket Club (z sekcją piłkarską) złożony z robotników, pracujących przy budowie linii kolejowych. Piłkarskie życie małego Urugwaju do dziś ogranicza się do stolicy – Montevideo. Od historii meczów derbowych dwóch najlepszych klubów – Penarolu (zał. 1891, oczywiście przez angielskich robotników kolejowych, jako Central Uruguay Railway Cricket Club) i National (1899, rdzennie urugwajski), starsza jest tylko ta z Glasgow – między Celtikiem a Rangersami.

Federacja piłkarska w Argentynie powstała w roku 1893, a w Urugwaju siedem lat później. 16 maja 1901 roku doszło w Montevideo do spotkania Urugwaj-Argentyna (2:3), pierwszego meczu międzypaństwowego, jaki rozegrano poza Wyspami Brytyjskimi. Wkrótce te mecze stały się tradycją, rozgrywano je o puchar ufundowany przez „barona herbacianego”, Sir Thomasa Liptona. Także ministerstwa edukacji obydwu krajów dbały, by mecze piłkarskie stały się okazją do utrzymywania przyjaźni pomiędzy dwoma krajami, oddzielonymi jedynie La Platą.

Rozrywka wyższych sfer

W Brazylii również twórcą futbolu był Anglik Charles Miller, pracownik angielskiego przedsiębiorstwa budującego linie kolejowe wokół Sao Paulo, po latach także londyńskiego banku i towarzystwa ubezpieczeniowego. Za datę narodzin piłki nożnej w kraju, który od lat jest jej symbolem, uważa się rok 1894. Wtedy to Miller, urodzony w Sao Paulo, ale wysłany przez rodziców na kilka lat do szkoły w Anglii, w drodze powrotnej przywiózł do Sao Paulo dwie piłki. Miller był najlepszym strzelcem drużyny Sao Paulo Athletic Club, którą doprowadził do mistrzostwa kraju. Rozgrywki, rozpoczęte w roku 1901, nosiły nazwę Campeonato Paulista de Futebol. Brały w nich udział przede wszystkim drużyny złożone z Brytyjczyków. Takie same rozgrywki, o mistrzostwo stanu Rio de Janeiro – Liga Metropolitana, rozpoczęły się w roku 1905. Pierwszym mistrzem został klub Fluminense z Rio de Janeiro, założony przez Anglika Oscara Coxa dla arystokratów.

Futbol w Brazylii w okresie pionierskim stanowił rozrywkę ludzi bogatych, ale nawet status robotników z Europy był wyższy niż kolorowych tubylców, którzy grali w piłkę między sobą. Kiedy w roku 1901 doszło do pierwszego spotkania czegoś w rodzaju reprezentacji Sao Paulo i Rio de Janeiro, drużyna Sao Paulo pojechała pociągiem sypialnym, na miejscu rozegrała dwa mecze, po których bawiła się w restauracji, wspólnie z przeciwnikami. Piłkarze mogli sobie na to pozwolić, bo byli dobrze sytuowani. Mecze stawały się okazją do towarzyskich spotkań, na które elitarni kibice – biznesmeni pomnażający swoje dochody na plantacjach kawy, trzciny cukrowej, w bankach czy elektrowniach – wkładali smokingi lub garnitury, a ich partnerki najlepsze suknie.

Kluby były często kilkusekcyjne, a uprawiano w nich sporty popularne w Anglii – krykiet, wioślarstwo, jeździectwo, szermierkę. To dlatego w nazwach klubów, kojarzących się dziś wyłącznie z futbolem, pozostały nazwy innych sportów. Flamengo Rio de Janeiro to Clube de Regatas do Flamengo, Botafogo Rio to Botafogo de Futebol e Regatas, a przy nazwie klubu Vasco da Gama nie ma słowa o futbolu – Clube de Regatas Vasco da Gama. Znany klub piłkarski w argentyńskiej La Plata nosi nazwę Gimnasia y Esgrima (gimnastyka i szermierka). Nawet w Mediolanie słychać echo angielskich ojców klubu. AC Milan założony w roku 1899, najpierw przez 20 lat nosił nazwę Milan Foot-Ball and Cricket Club.

Corinthians – drużyna dżentelmenów

Wpływ na powstawanie i rozwój południowo-amerykańskich klubów mieli nie tylko pracujący tam Brytyjczycy. Przyczyniły się do tego także wizyty brytyjskich klubów. W 1910 roku do Brazylii przyjechali Koryntczycy.

Corinthian Football Club (C.F.C) uważany był na przełomie XIX i XX wieku za najlepszy klub amatorski na świecie. Jan Weyssenhoff, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wileńskiego, doktor fizyki, współpracownik Alberta Einsteina podczas pracy w Zurychu, autor wydanej w roku 1926 przez Ossolineum pracy „Sztuka gry w piłkę nożną”, tak pisze o Corinthians:

„Nie jest nawet klubem podobnym do innych, a pewnym rodzajem reprezentatywki amatorskiej angielskiej, czemś w rodzaju akademji futbalowej, gdyż do C.F.C. nie można zapisać się jak do zwykłego klubu, ale trzeba być wybranym na Koryntczyka. Liczba Koryntczyków jest statutowo ograniczona do 50. Po zostaniu Koryntczykiem nie przestaje się być członkiem swojego dawnego klubu. Corinthian FC nie posiadał doniedawna własnego boiska, co było nawet zastrzeżone w statucie, a członkowie jego zjeżdżali się tylko od czasu do czasu na rozegranie meczów w Anglii lub na odbycie tournée po Ameryce, Afryce, Australii lub Europie. W końcu XIX wieku i w pierwszych latach XX wieku Corinthian posiadał bezsprzecznie najlepszą drużynę na świecie (w linji napadu dotychczas podobno nie zrównaną) i odnosił takie zwycięstwa, jak np. 10:3 nad Bury lub 11:3 nad Manchesterem United, najlepszemi drużynami zawodowemi Anglji… Członkowie Corinthians uchodzą od dawna za wzór prawdziwych sportsmenów-amatorów. Najsławniejszym z nich i najlepszym futbalistą wszystkich czasów był Gilbert Oswald Smith (Oxford University, Old Carthusians). Skończył uniwersytet w Oxfordzie, był 21 razy reprezentantem napadu Anglji”.

Tyle Weyssenhoff, który pisał te słowa w roku 1925 lub 1926. Corinthians robił takie wrażenie, że Real Madryt (założony w roku 1902) przyjął barwy na jego cześć – białe koszulki symbolizujące czystość i granatowe spodenki. W roku 1910 Corinthians wyjechał na tournée po Ameryce Południowej. Jego gra w Sao Paulo tak się podobała, że pięciu Brazylijczyków – malarz pokojowy i czterej niewykwalifikowani robotnicy – założyli klub o nazwie Corinthians. Już cztery lata później zdobyli mistrzostwo stanu. W roku 2000 w Rio de Janeiro odbywały się pierwsze klubowe mistrzostwa świata. W finale spotkały się dwie drużyny brazylijskie, Corinthians wygrał po rzutach karnych z Vasco da Gama, kończąc w ten efektowny sposób brazylijską historię piłki w XX wieku.«

Jest jeszcze jedna rzecz wiążąca się z brazylijską piłką nożną, o której wspomina Szczepłek, a o której, jak sądzę, warto wiedzieć:

»Pozostało też po nim coś, co znane jest jako „gest Garrinchy”. Kiedy zawodnik drużyny przeciwnej leży kontuzjowany, trzeba wybić piłkę na aut. Wie o tym cały świat. Garrincha zrobił to pierwszy, na stadionie Maracana w Rio, podczas meczu Botafogo – Fluminense, w marcu 1960 roku.«

Garrincha to taka sama legenda brazylijskiej piłki nożnej jak Pele, tylko mniej znana. Po przebytej chorobie Heinego-Medina, czyli polio, miał jedną nogę krótszą o parę centymetrów, co nie przeszkadzało mu, by swoimi zwodami ośmieszać przeciwników. Po prawdzie, to miał jeden zwód, który wszyscy znali, a i tak się nabierali. Pele i Garrincha nigdy nie latali na mecze tym samym samolotem. Brazylijczycy uznali, że gdyby doszło do katastrofy lotniczej, to Brazylia nie przeżyłaby tego. Gdy grali razem, Brazylia nigdy nie przegrała.

W cytowanej książce Szczepłek zamieścił zdjęcie z mistrzostw świata w Szwecji w 1958 roku. Na ławce rezerwowej siedzi Pele, a obok niego Garrincha. Widać na tym zdjęciu wyraźnie jego prawy dziurawy but, z którego wystaje duży palec. Czasy się zmieniły. Czy można sobie wyobrazić Neymara w dziurawym bucie?

Jak widać początki piłki nożnej były zupełnie inne od tego, co się z nią obecnie wyprawia. To najpopularniejszy na świecie sport i według mnie najtrudniejszy, bo gra w nim najwięcej zawodników. Owszem, w rugby może grać 15-tu, ale tam można trzymać piłkę w rękach, podobnie w futbolu amerykańskim, w którym gra 11 zawodników. W piłce nożnej można grać nogą i głową i jest jeszcze „instytucja” spalonego, który dodatkowo utrudnia grę i wymaga bardzo precyzyjnej współpracy obrońców, a jego jednoznaczne stwierdzenie, w wielu sytuacjach, jest bardzo trudne, pomimo wykorzystywania zaawansowanej technologii. To cały urok piłki nożnej, ale też jest i druga strona medalu. Popularność przyciąga wielki kapitał, a wraz z nim pojawiają się wielkie afery i przekręty, których obecnie doświadczamy. Tak jest nie tylko w Polsce. Może więc nie jesteśmy zaściankiem? Może jesteśmy w Europie? Parafrazując więc słynną sentencję Romana Dmowskiego, Zbigniew Boniek mógłby powiedzieć: Jestem Europejczykiem – więc mam obowiązki europejskie.

Wirusy

Strach ma wielkie oczy. Ludzie zawsze bali się tego, co nieznane, niewidzialne, niezrozumiałe. Czymś takim mogą być przykładowo duchy, ale mogą to też być… wirusy. I właśnie z tego względu zostały wykorzystane przez tych, którzy rządzą światem do sterroryzowania reszty ludzi. Jak perfidnym i wyrafinowanym trzeba było być, by posłużyć wirusem jako narzędziem terroru. A z drugiej strony, jak genialnym, by dostrzec, że nie ma lepszego narzędzia terroru niż wirus. Narzędzia, które można stosować bez końca, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Ci psychopaci oszukują nas, ale kłamstwo, w którym nie ma ziarna prawdy, nie zadziała, albo zadziała na krótką metę. Prawdą jest więc to, że jest wirus, że zakaża, że każdy z nas może być zarażony objawowo bądź bezobjawowo. Prawdą jest również to, że niektórzy ludzie umierają od tego zakażenia. Ale jest to tylko część prawdy. Jest jeszcze druga strona medalu, choćby to, że zgony zdarzają się nie dlatego, że wirus jest taki groźny, tylko dlatego, że są osoby z osłabionym układem odpornościowym i dla nich może być on niebezpieczny. To jednak nie znaczy, że wszystkich należy traktować jak osoby z takim układem i niszczyć im życie.

Wszyscy dziś mówią tylko o wirusie. Jedni twierdzą, że rząd kłamie i mają rację, bo rządy zawsze i wszędzie kłamały, więc nie jest to nic nowego. Inni nazywają przeciwników szczepień przeciw koronawirusowi antyszczepionkowcami, szurami, płaskoziemcami itp. Taka „dyskusja” prowadzi donikąd, bo jeśli miałaby ona mieć sens, to należało by zacząć od przybliżenia sobie zjawiska, jakim są wirusy, poznania ich natury itp. W końcu ja tak zrobiłem i zajrzałem do Wikipedii, wpisałem hasło „wirus” i przejrzałem, co tam jest napisane. Wybrałem to, co może zainteresować i być zrozumiałe dla przeciętnego człowieka, który nie ma wykształcenia w dziedzinie wirusologii. Terminologię naukową ograniczyłem do absolutnego minimum tak, by przekaz był zrozumiały i nienużący dla czytającego, a jednocześnie zawierał treści, które ułatwią mu zrozumienie istoty zjawiska. Poniżej wybrane fragmenty.

»Wirusy (łac. virus „trucizna, jad”) – niewielkie formy zakaźne infekujące wszystkie formy życia.

Wirusy nie mają struktury komórkowej, własnych układów metabolicznych (powodujących wzrost i rozmnażanie), ani nie zawierają organelli ( struktur wyspecjalizowanych do pełnienia pewnych funkcji jak jądro komórkowe, zawierające materiał genetyczny czy mitochondria, odpowiadające za funkcję oddychania komórki). W związku z tym nie zalicza się ich do organizmów. Z drugiej strony do istot żywych upodabnia je zdolność do reprodukcji, posiadanie genów i podleganie ewolucji.

Wirusy są wewnątrzkomórkowymi pasożytami bezwzględnymi – są całkowicie zależne od żywych komórek pełniących rolę ich gospodarza. Niektóre wirusy mają własne enzymy (przyspieszają pewne reakcje chemiczne), ale nie pozwalają im one na samodzielne powielanie się czy wykorzystanie informacji z własnego genomu (kompletna informacja genetyczna żywego organizmu lub wirusa). Do namnażania wykorzystują maszynerię komórki będącej żywicielem. Są obecne w praktycznie każdym ekosystemie (czyli wszędzie), także w środowiskach o ekstremalnych warunkach dla rozwoju życia. Są wielokrotnie liczniejsze niż bakterie i wszystkie inne organizmy razem wzięte. Dziedziną nauki zajmującą się wirusami jest wirusologia.

Dojrzała, kompletna cząstka wirusowa nazywana jest wirionem. Wirion składa się z dwóch podstawowych elementów: kwasu nukleinowego, stanowiącego wirusowy genom oraz otaczającego go płaszcza białkowego – kapsydu. Kompleks wirusowego genomu i chroniących go białek nazywa się nukleokapsydem. Wirus może kodować także inne białka (niestrukturalne), które nie są obecne w wirionie (tj. cząstce wirusa znajdującej się w środowisku pozakomórkowym), ale pełnią różne ważne funkcje w jego cyklu replikacyjnym.

Rozmiar wirusów podaje się zazwyczaj w nanometrach (1 nm = 10-9 m). Ważne z medycznego punktu widzenia wirusy mają typowo rozmiar od 18 nm do 300 nm. Wirusy są z reguły mniejsze niż bakterie i zdecydowana większość przedostaje się przez filtry mikrobiologiczne zatrzymujące bakterie. Niektóre jednak są zatrzymywane, dlatego samo kryterium rozmiaru nie jest wystarczające, by dokonać rozróżnienia. Jeden z największych wirusów, mimivirus ma średnicę 400 nm, a najmniejsze bakterie mają 200-300 nm długości. Do innych gigantycznych wirusów należą pandorawirusy osiągające rozmiar 1×0,5 mikrometra (10-6 m), które są większe nie tylko od bakterii, ale także od niektórych pasożytniczych komórek eukariotycznych (mających jądra komórkowe). Jeszcze większy od nich jest odkryty w wiecznej zmarzlinie Pithovirus sibericum, osiągający 1,5 mikrometra długości.

Te nanometry nic nie mówią zwykłemu człowiekowi i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie takiej wielkości. Trzeba użyć porównania. Gdyby wirus miał wielkość piłki nożnej, to człowiek musiałby mieć około 1000 km wzrostu.

Wirusy infekują wszystkie komórkowe formy życia. Są obecne w organizmach zarówno chorych, wykazujących objawy chorobowe, jak i zdrowych, które są zakażone bez wywoływania następstw chorobowych, z infekcją aktywną lub utajoną. Poza gospodarzem wirusy występują wszędzie – w glebie, powietrzu i wodzie. Co więcej, wiele organizmów żywych zawiera w swoich genomach pozostałości dawnych genomów wirusowych, które w dalekiej przeszłości uległy integracji z genomem gospodarzy. Także w genomie człowieka występują liczne zintegrowane z nim sekwencje wirusowe. Około 8% ludzkiego genomu stanowią sekwencje retrowirusowe.

Skład wiromu (wirusy obecne na i w ludzkim ciele) człowieka nie jest dobrze poznany, niewiele wiadomo, jaki ma wpływ na fizjologię i zdrowie. Badania wykazują na duże zróżnicowanie wiromu człowieka, zależne m.in. od diety, klimatu, zakażeń, stanu immunologicznego (odporności), wieku. Szacuje się, że 109-1015 cząstek wirusów przypada na jeden gram jelit, a 106 przypada na 1 cm2 skóry. Ponadto osoby całkowicie zdrowe mogą być zakażone przewlekle bądź przejściowo kilkoma różnymi wirusami.

Wirusy są zdecydowanie najbardziej licznym biologicznym bytem na Ziemi. Szacuje się, że liczba wszystkich bakterii wynosi około 5×1030, liczba wirusów jest co najmniej 10 razy większa. W efekcie jest ich więcej niż wszystkich innych form życia razem wziętych. Można je spotkać we wszystkich niszach, gdzie występują organizmy żywe, łącznie z najmniej przyjaznymi dla rozwoju życia.

W wirusologi ma się do czynienia z bardzo małymi cząstkami, jednak zwykle w dużych ilościach. Stężona zawiesina wirusów może zawierać 1012 wirionów w mililitrze. Pojedyncza zainfekowana komórka może wyprodukować 105 wirionów, a osoba zakażona HIV może wyprodukować 1011 cząstek wirusowych dziennie.

Niezależnie od przyjętej teorii pochodzenia wirusów, faktem jest, że wirusy od miliardów lat wpływają na ewolucje organizmów jedno- i wielokomórkowych. Dotychczas odkryto niewielki ułamek wirusów występujących na Ziemi. Wirusy infekujące ludzi są najlepiej poznane, ponieważ w nauce najwięcej uwagi poświęca się tej właśnie grupie i zdrowiu człowieka.

Jest wiele rodzin wirusów. Jedną z nich są koronawirusy. Ich gospodarzami są ssaki i ptaki. Wywołują one sezonowe przeziębienia. Z badań przeglądowych przeciwciał wynika, że większość ludzi przebyła w swoim życiu infekcję tymi wirusami. Chorobami wywołanymi przez nie są łagodne infekcje układu oddechowego (przeziębienia): SARS, MERS, COVID-19.

Wirusy wykazują większą różnorodność biologiczną niż królestwo bakterii, roślin i zwierząt razem wziętych. Przykładowo w 2013 roku okazało się, że 93% sekwencji kodujących białka u pandorawirusów nie ma homologu (odpowiednika) w ówczesnych bazach danych. Nowe choroby wirusowe mogą wyłonić się w wyniku uzyskania przez pewne wirusy zdolności do adaptacji do nowych gospodarzy. Do genetycznych mechanizmów zmienności wirusów należą mutacje (nagłe, skokowe zmiany materiału genetycznego komórki), rekombinacje (powstanie nowego genotypu poprzez proces wymiany materiału genetycznego) czy reasortacje (zjawisko zmienności genetycznej polegające na wymianie jednego bądź kilku fragmentów jednoniciowego RNA wirusa grypy).

Wirus dąży do utrwalenia się w populacji gospodarzy, aby zapewnić sobie namnażanie. Dlatego generalnie nie odnosi korzyści z zabicia swojego gospodarza, wprost przeciwnie, jest on mu niezbędny do przetrwania. Jeśli powiązanie danego wirusa z danym gospodarzem trwa długo, to najczęściej relacja ta ewoluuje w taki sposób, że gospodarz ponosi niewielkie straty z powodu zakażenia. Kiedy jednak wirus rozszerza zakres swoich gospodarzy, świeżo nabierając zdolności do infekowania nowego rodzaju gospodarza, wówczas jest znacznie bardziej zjadliwy dla niego w porównaniu ze starym gospodarzem. Przykładowo wirus myksomatozy (zaraźliwa wirusowa choroba królików domowych), dla którego naturalnym gospodarzem jest pewien gatunek królika z Ameryki Południowej, powoduje u niego łagodne objawy chorobowe, które ostatecznie ustępują. Ten sam wirus u królika europejskiego powoduje rozwój niemal zawsze śmiertelnej w skutkach myksomatozy. Wydaje się, że ostatecznym wynikiem takiej koewolucji jest zintegrowanie się na stałe genomu wirusa do genomu gospodarza. Taki stan osiągnęły retrowirusy endogenne (które przed milionami lat zainfekowały pierwotne komórki rozrodcze człowieka i innych kręgowców).

Zakażenia wirusowe można podzielić na objawowe i bezobjawowe. Zakażenia bezobjawowe to takie, w których nie stwierdza się wystąpienia objawów chorobowych, ale można wykazać obecność wirusa w różnych komórkach, wydzielinach, płynach ustrojowych oraz obecność swoistych reakcji immunologicznych, które potwierdzają infekcję. Tego typu zakażenia występują bardzo często. W przypadku niektórych wirusów stanowią większość. W konsekwencji zdecydowana większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że przeszła lub przechodzi bezobjawowe zakażenie wirusowe. Takie zakażenie może zostać zwalczone i pozostawiać odporność, ale może być także początkiem choroby przewlekłej. Zasiedlony wirus może być utrzymywany w stanie równowagi dzięki mechanizmom układu odpornościowego. Zarówno zakażenia bezobjawowe, jak i objawowe mogą zapoczątkować zakażenia utajone (latentne), które później wskutek okresowego osłabienia odporności mogą się ujawnić, powodując czasem nawet wielokrotne nawroty choroby. Zakażenia wirusem opryszczki pospolitej są typowym przykładem utajonej postaci zakażenia przewlekłego.

Wirusy w toku ewolucji wykształciły mechanizmy przeciwstawiania się odpowiedzi odpornościowej organizmów. Niektóre wirusy, jak wirusy grypy, szczególnie często ulegają zmianom genetycznym, które powodują, że są nierozpoznawane przez wcześniej wytworzoną specyficzną odpowiedź immunologiczną skierowaną przeciw nim.

Większość zakażeń wirusowych ulega jednak samowyleczeniu i często żadna terapia nie jest potrzebna bądź stosuje się jedynie leczenie objawowe (np. podaje lek przeciwgorączkowy). Jeśli jednak zakażenia wirusowe zagrażają życiu (np. przy zakażeniu HIV czy zapaleniu mózgu) konieczne są próby bezpośredniego zwalczania wirusów. Szczególnie trudne jest też leczenie chorób wirusowych u osób z niedoborem odporności.

Szczepionki wirusowe zawierają jeden lub kilka antygenów danego wirusa, które po wprowadzeniu do organizmu mają na celu pobudzenie organizmu do wytworzenia swoistej odporności komórkowej i pamięci immunologicznej. Głównym celem szczepień, ściśle rzecz biorąc, nie jest zapobieganie infekcjom wirusowym, a wyeliminowanie możliwości rozwoju choroby wirusowej u danego osobnika. Badania naukowe nie pozostawiają wątpliwości co do skuteczności szczepionek. Dzięki nim przykładowo całkowicie zwalczono wirusa ospy prawdziwej, silnie ograniczono zakażenia polio, przeprowadzono skuteczną profilaktykę odry, różyczki, żółtej febry i innych wirusowych chorób.

Mimo postępu istnieje wiele wirusów, przeciw którym nadal nie udało się stworzyć szczepionki, np. wirus zapalenia wątroby typu C czy HIV. Samo wykształcenie odpowiedzi immunologicznej pod wpływem podanej szczepionki wymaga kilku dni, dlatego bezcelowe jest szczepienie w momencie wystąpienia objawów choroby. Do wyjątków należy wirus wścieklizny, który potrzebuje kilku tygodni, aby dotrzeć do rdzenia kręgowego i mózgu, gdzie rozwija się choroba.

Wirusy są ważną siłą napędową ewolucji, stanowią ogromny rezerwuar różnorodności genetycznej, a wirusowe zakażenie ma potencjał, by wprowadzić nową informację genetyczną do danego organizmu żywego lub do potomnych wirusów.

Wirusy miały niemały wpływ na ludzkość. Były przyczyną wielkiej epidemii w imperium rzymskim w latach 165-180 i znacząco osłabiły państwo. Podbój imperium Azteków w mieście Meksyk przez Europejczyków został znacznie ułatwiony poprzez wybuch epidemii ospy prawdziwej, która dziesiątkowała lokalną ludność. Najprawdopodobniej została zawleczona w 1520 roku przez ekspedycję wysłaną dla wsparcia Cortesa.

W 1979 roku ogłoszono, że ospa prawdziwa – choroba wirusowa – została całkowicie zwalczona. W 1983-1984 odkryto, że choroba AIDS jest wywołana przez wirusa. Wirus ten – HIV – stał się najbardziej intensywnie badanym czynnikiem zakaźnym. Badania te przyczyniły się do rozwoju takich dziedzin jak immunologia czy biologia komórki. W 2001 roku w związku z poznaniem ludzkiego genomu okazało się , że zawiera on retrowirusowe sekwencje.

Wirusy występują właściwie wszędzie, wszystkie organizmy stykają się na co dzień z ogromną liczbą cząstek wirusowych. Wirusy znajdują się przykładowo na i w ciele człowieka, i są to zarówno takie, które potencjalnie mogą go zainfekować, jak i takie, które zupełnie takich możliwości nie mają. Zdecydowana większość wirusów nie ma praktycznie żadnego wpływu na zdrowie i samopoczucie. Niektóre jednak, zdolne do zainfekowania danego organizmu, mogą zdołać „przechytrzyć” jego układ odpornościowy (zwłaszcza gdy jest osłabiony) i wywołać różne choroby, od bardzo łagodnych po śmiertelne. Pewne wirusy mogą wywołać epidemię oraz powodować różnego rodzaju starty gospodarcze. Zdarza się, że zainfekowanie jednym wirusem ma łagodzący wpływ na postęp choroby wywoływanej przez innego wirusa (lub bakterię), np. zakażenie wirusem GB-C na AIDS. Zakażenia pewnymi wirusami mogą powodować zmiany zachowania, np. agresja i wodowstręt w przypadku wścieklizny.«

Widać więc na podstawie tego, co powyżej, że walka z wirusami w takiej formie, jaką zastosowały wszystkie rządy na świecie, jest walką z wiatrakami. Są wirusy, przeciwko którym udało się stworzyć szczepionki i są takie, w przypadku których nie udało się to. Czy zatem ci, którzy wybrali ten sposób walki z nimi, nie wiedzą, co czynią? Ależ doskonale wiedzą! O co więc chodzi?

Powszechnie uważa się, po tej drugiej, opozycyjnej że tak powiem stronie, że wszelkie te zabiegi czynione są po to, by dokonać resetu finansowego, że obecny system finansowy, oparty o niespłacalny kredyt, doszedł do ściany i że wyjściem z tego jest zlikwidowanie pieniądza gotówkowego i całkowite przejście na pieniądz elektroniczny. Tłumaczenie infantylne, bo już w Biblii pisano o latach jubileuszowych, następujących co 50 lat, w których władcy anulowali swoim poddanym wszelkie długi. Dlaczegóż by więc nie zastosować tego rozwiązania obecnie? Odpowiedź jest prosta. Bo obecnie długi nie należą do władców poszczególnych narodów, tylko należą do władców międzynarodowych. I tu jest istota problemu.

Ta druga strona, niby opozycyjna, twierdzi też, że jakaś elita finansowa świata postanowiła sobie, że stworzy z ludzi, poprzez zintegrowanie ich z systemem elektronicznym, istoty całkowicie poddane ich woli i po to jest ten cały system szczepień i paszportów. Jednak nikt z nich nie próbuje wyjaśnić motywów tego typu działań. Jaki miałby być motyw jakiejś grupy osób, nawet bardzo bogatych, postawionych najwyżej w hierarchii społecznej, do tego, by robić z ludzi jakieś cyborgi. Skoro oni i tak są na samej górze, to co zyskaliby? Bez motywu nie ma działania. Dopóki nie przedstawią go, wszelkie ich interpretacje otaczającej nas rzeczywistości są błędne.

Ja z taką interpretacją rzeczywistości nie zgadzam się. Motyw jest motorem wszelkich ludzkich działań. Nie trzeba „pandemii”, by podporządkować sobie ludzi. Wystarczy wprowadzenie elektronicznego pieniądza. Tylko jak przekonać ludzi, przynajmniej niektórych, bardziej opornych, że pieniądz elektroniczny jest dla nich lepszy niż papierowy. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, by zlikwidować pieniądz gotówkowy i nie ma też sensownego wytłumaczenia dla takich działań. Co więc wypada zrobić w takim wypadku? Przekonać ich, że wszelkie kontakty pomiędzy ludźmi mogą być niebezpieczne, że najbezpieczniej jest, gdy ograniczamy wszelkie międzyludzkie kontakty, że zarażenie wirusem może nastąpić poprzez dotykanie pieniądza gotówkowego. O ironio! A ja jeszcze pamiętam człowieka, który mówił, że pieniądz lubi być macanym.

Jaki jest więc motyw? Ten sam od tysięcy lat. Od przymierza ludu izraelskiego z ich Bogiem, który obiecał im panowanie nad światem. Dług nie jest problemem i nie trzeba z tego powodu resetować systemu finansowego. „Pandemia” jest tylko pretekstem, końcowym odliczaniem, do ostatecznego rozwiązania, jakkolwiek ironicznie by to brzmiało. To końcowe odliczanie, to drukowanie, czyli kreowanie pieniądza bez ograniczeń, by totalnie zadłużyć cały świat, jest po to, by posiąść go i tym samym, by spełniła się obietnica żydowskiego Boga Jahwe. Cala ta „pandemia” jest tylko i wyłącznie instrumentem do realizacji tego celu. Skoro jednak nikt na tych niby „niezależnych” kanałach i filmikach na YouTube o tym nie mówi, to znaczy, że o żadnej niezależności mowy być nie może. Nie ma takiej opcji, by coś, co nie zostało zaakceptowane przez kierownictwo YouTube, mogło się tam pojawić i być rozpowszechniane. Są oczywiście inne kanały niż YouTube, niby niezależne, ale trzeba być naprawdę naiwnym, by uwierzyć w to, że one takimi są. Nie ma takiej opcji. Ktoś, kto ma pieniądze, kontroluje wszystko. Może to się nazywać Rumble czy inaczej. To nie ma znaczenia. Wszystko, co osiąga oglądalność na poziomie kilkudziesięciu tysięcy lub więcej wejść dziennie, jest kontrolowane lub usuwane, jeśli kontrola i podporządkowanie nie jest możliwe.

Żyjemy w czasach ostatecznych. Douglas Reed, autor książki Kontrowersja Syjonu, uważał, że Żydzi nie osiągną swojego celu, ale też twierdził, że obie strony wyjdą z tej konfrontacji mocno poturbowane.

Stan wojenny

W tym roku mamy 40-tą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Na jego temat napisano już prawie wszystko, albo prawie wszystko, bo co roku pojawiają się jakieś nowe rewelacje lub interpretacje, dotyczące tamtych wydarzeń, a w szczególności motywów, jakie kierowały Jaruzelskim. Ale nim nie kierowały żadne motywy. Po prostu wykonywał polecenia swoich „nieznanych przełożonych”.

Na „salonie24” pojawił się artykuł, którego autor, Rafał Woś, pisze, że stan wojenny został wprowadzony po to, by obalić w Polsce socjalizm i wprowadzić kapitalizm. Link do artykułu tu: https://www.salon24.pl/newsroom/1188164,13-grudnia-skonczyl-sie-w-polsce-socjalizm. Można oczywiście i tak patrzeć na ten stan, ale czy to ma sens? Czy nie chodzi o to, by raczej jeszcze bardziej skomplikować ocenę stanu wojennego, niż cokolwiek wyjaśnić?

„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – słowa te wypowiedział Władysław Gomółka w 1945 roku. I to prawda. Od 1926 roku należał do Komunistycznej Partii Polski. Miał wtedy 21 lat. Od 1930 roku był funkcjonariuszem Komitetu Centralnego KPP. A więc należał do najważniejszych osób w tej partii, która w zdecydowanej większości składała się z Żydów. Dobrze wiedział, co mówił. Nauka Żydów nie poszła w las. Nie ma to najmniejszego znaczenia, jaki ustrój panuje, najważniejsze jest, by ci sami ludzie lub ich potomni trwali przy władzy. W Polsce sanacyjnej faktycznie rządziła lub miała bardzo duży wpływ na władzę właśnie KPP. Po wojnie dzieci jej członków przejęły władzę w PRL-u. W III RP, „kapitalistycznej”, rządzą wnuki tych z KPP. Bardzo dużo się zmieniło, by nic się nie zmieniło. Bo co to za różnica dla gołodupca, w jakim ustroju żyje. Oczywiście „kapitalizm” wprowadzono w Polsce, nie dlatego, że młodzi aparatczycy zbuntowali się i chcieli kapitalizmu, jak pisze Rafał Woś, tylko dlatego, że tak postanowił ktoś, kto już od dawna planował przemiany w całym regionie. Zmiana ustroju, to dla zwykłego człowieka zawsze jakaś nadzieja, ale często złudna. Inna sprawa, że nowa władza musi pewną część społeczeństwa uprzywilejować, by mieć jakieś poparcie społeczne, bez którego demokracja nie może się obejść.

W 1948 roku oskarżono Gomułkę o odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięto od władzy. W 1951 roku aresztowano. 7 grudnia 1954 roku władze partyjne podjęły decyzję o jego uwolnieniu. 6 kwietnia 1956 roku I sekretarz PZPR Edward Ochab poinformował aktyw partyjny o rehabilitacji Gomółki: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Ciekawe kto personalnie podjął taką decyzję? Tego nigdy się nie dowiemy, ale możemy się domyślić. Prawdziwa władza rządzi z ukrycia. Tak kreowano Gomułkę na patriotę i bohatera. Już szykowano Październik ’56.

Reakcja władz radzieckich na wydarzenia Października była gwałtowna. Do Warszawy przybyła delegacja radziecka, w skład której wchodził m.in. Chruszczow, Mołotow, Mikojan, Żukow i Koniew. Odmówiono im oficjalnego przyjęcia. W tym czasie wojska radzieckie, stacjonujące w Polsce, zbliżały się do Warszawy. Generał Komar, który stał na czele Korpusu Bezpieczeństwa, oświadczył, że w razie radzieckiej interwencji wyda broń robotnikom. Gomułka miał się okazać nieczuły na radzieckie perswazje i delegacja radziecka odleciała do Moskwy, a Koniew i Żukow odlecieli do… Legnicy. – Te informacje pochodzą z Dziennika Marii Dąbrowskiej, która pisała o tych wydarzeniach pod datą 21.X.1956 roku.

Taki spektakl odegrano, by przekonać polskie społeczeństwo, że zatwardziały i ideowy komunista, jakim był Gomułka, jest polskim patriotą. I to społeczeństwo zaufało mu. I o to chodziło. Po stanie wojennym też niektórzy, a szczególnie Michnik lansowali Jaruzelskiego na zbawcę ojczyzny i patriotę, który uchronił kraj od radzieckiej interwencji. Do dziś trwają spory, czy był nim faktycznie, czy – nie.

Wydarzenia z lat 1980-1981 wyreżyserowano tak samo, jak Październik ’56, Marzec ’68, Grudzień ’70 i Radom ’76. O nich pisałem w oddzielnych blogach. Tzw. ekstremiści z Solidarności, którzy parli do konfrontacji, głusi na wszelkie argumenty, byli komunistycznymi agentami, których zadaniem było dostarczenie pretekstu do wprowadzenia stanu wojennego.

W 1980 roku dochód narodowy spadł o 6% w porównaniu z poprzednim, w 1981- o 12% rok do roku. 10 września 1981 roku władze radzieckie przekazały polskiej stronie rządowej informację, że w związku z sytuacją w Polsce, w 1982 roku ZSRR dostarczy do Polski mniej ropy naftowej (o 64%) i gazu (o 47%). Oleju napędowego Polska miała nie uzyskać wcale. Pomimo strajków sytuacja gospodarcza nie była aż tak zła, jak ją wówczas przedstawiano. I pewnie nie z tego powodu w sklepach były pustki. Prawdopodobnie wstrzymywano dostawy. A Związek Radziecki dorzucił swoje trzy grosze. Miał więc Jaruzelski pretekst do podjęcia decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.

Po jego wprowadzeniu, w latach 80-tych, sytuacja gospodarcza wcale nie uległa znaczącej poprawie. Wprost przeciwnie! Było coraz gorzej. Pod koniec dekady zaczęto przebąkiwać o zmianach, uproszczono ustawę o działalności gospodarczej, pojawiły się tzw. firmy polonijne, które miały szereg przywilejów dewizowo-podatkowych i, w odróżnieniu od firm państwowych, mogły dość swobodne kształtować ceny swoich produktów. Z tych przedsiębiorstw polonijnych wyrosło wiele współczesnych fortun. Jako przedstawiciele „firm polonijnych” zaczynali swoją działalność m.in. Jan Kulczyk i Zygmunt Solorz. Coraz częściej pojawiały się opinie, że socjalizm nie sprawdził się. To było takie przygotowanie ludzi, zachęcenie ich do zaakceptowania nadchodzących zmian. Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że to nie socjalizm nie sprawdził się, tylko decydenci chcieli i zrobili wszystko, by nie sprawdził się. W Chinach socjalizm sprawdził się jak najbardziej. I obecnie jest mnóstwo „filozofów” na różnych kanałach internetowych, którzy stręczą nam ten chiński model gospodarki. Socjalizm był „be”, kapitalizm jest „be”, to może model chiński. I tak ad calendas graecas albo, jak kto woli, ad mortem defecatam.

No więc jak to było z tym stanem wojennym? W marcu 1982 roku Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z Mieczysławem Rakowskim. W pewnym momencie mówi on:

»Dwudziestego ósmego listopada, kiedy Jaruzelski poprosił przywódców „Solidarności” o przerwanie strajków, bo w przeciwnym razie wprowadzi ustawę antystrajkową, odpowiedzieli mu śmiechem. Powiedzieli mu: „Skoro rząd chce ogłosić ustawę antystrajkową, będzie strajk”. Wyznaczyli go na 17 grudnia. Nie mam żadnych wątpliwości, że 17 grudnia doszłoby do walki zapowiedzianej w Radomiu. Do walki i wzajemnej masakry. Wojny domowej. Tak więc jedynym wyjściem, poza wprowadzeniem stanu wojennego, było poddać się i pozwolić, by wszystko zniszczono. Podstawy państwa. Niech mi pani wierzy.

Nie, nie wierzę panu, ponieważ to niemożliwe, żeby tak skomplikowana i trudna operacja, jaką było zdławienie rewolucji, została przygotowana w niecałe dwa tygodnie.

Nawet mniej, czy pani wierzy, czy nie. Musi pani wziąć pod uwagę, że plan wprowadzenia stanu wojennego leżał zamknięty w sejfie od lipca 1944 roku, czyli od powstania naszego państwa. Był stale odnawiany, ponieważ nasza konstytucja nie przewiduje niestety stanu wyjątkowego. Właśnie dlatego wszystko było gotowe, kiedy 11 grudnia po południu Jaruzelski wezwał mnie do swojego biura. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Jaruzelski siedział przy biurku ze skupioną, poważną twarzą, poważniejszą niż zwykle. Podniósł oczy, spojrzał na mnie i powiedział: „Nadszedł ten dzień. Pojutrze, 13 grudnia”. Przytaknąłem i odparłem: „Rozumiem”. Nie było nic do dodania, byłem przygotowany także psychologicznie. Później rozmawialiśmy tylko o sprawach technicznych, takich jak przemówienie, które napisał i miał odczytać w niedzielę rano w radiu.«

Powyższy cytat pochodzi z książki Oriany Fallaci Wywiad z władzą wydanej przez Świat Książki, Warszawa 2016.

Jeśli Rakowski powiedział, że plan stanu wojennego był gotowy od początku istnienia PRL-u i ciągle aktualizowany, to znaczy, że był to tylko instrument, coś co nie było stworzone konkretnie pod sytuację z 1981 roku, tylko w 1981 stworzono sytuację, która umożliwiła jego wykorzystanie. W takim przypadku dywagacje typu, czy Jaruzelski uratował Polskę przed radziecką inwazją nie mają sensu, bo radzieccy komuniści pewnie sami opracowali ten plan, skoro był gotowy w lipcu 1944 roku i doskonale wiedzieli, że jak zajdzie taka konieczność, to zostanie wprowadzony w życie i żadna radziecka interwencja nie będzie konieczna.

Jedynie prawda jest ciekawa – mawiał Józef Mackiewicz. Może i tak jest w tym wypadku, ale oznacza to, że Jaruzelski nie okazał się żadnym zbawcą i bohaterem narodowym, tylko zwykłym aparatczykiem, wykonującym posłusznie rozkazy swoich „nieznanych przełożonych”.

Chanuka

W jakim kraju żyjemy? W Polsce czy w Polin? 28 listopada wieczorem zapalono pierwszą świecę na menorze chanukowej, ustawionej przez Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. A więc w samym centrum Warszawy, a tym samym – całej Polski, ustawiono wielki żydowski symbol. Już nie w sejmie, nie w Pałacu Prezydenckim, czy w innych kątach, nie po kryjomu, a otwarcie – w najruchliwszym miejscu w Polsce. A skoro tak, to warto przybliżyć sobie to święto, co ono symbolizuje i w jakich okolicznościach powstało. Żydowskie przekazy są z natury nieobiektywne, czemu nie należy się dziwić. Niemniej jednak warto się z nimi zapoznać, chociażby po to, by porównać je z innym spojrzeniem na wypadki z roku 165 p.n.e. Relację z tego wydarzenia zamieścił Chabad Lubawicz – Hanukkah 5782.

Na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin zamieszczono artykuł zatytułowany Chanuka – święto świateł. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.polin.pl/pl/chanuka-swieto-swiatel

»Chanuka to ośmiodniowe święto określane współcześnie jako Hag ha-Urim (hebr. Święto Świateł), które powstało na bazie wydarzeń historycznych opisanych w Księgach Machabejskich. W kalendarzu żydowskim święto rozpoczyna się 25 kislew a kończy 2 tewet, i wypada przeważnie w grudniu. W 2021 roku Chanuka rozpoczyna się wieczorem 28 listopada, kończy wieczorem 6 grudnia.

Chanuka to święto historyczne, które nie pochodzi wprost z Tory. Dlatego wszystkie świąteczne dni są zwykłymi dniami roboczymi. Najważniejszym elementem obchodów Chanuki jest codzienne zapalanie świateł – jednego pierwszego dnia, dwóch – drugiego itd. aż do ósmego dnia, kiedy zapala się osiem świateł. Światła palą się w charakterystycznym, dziewięcioramiennym świeczniku zwanym chanukiją lub menorą chanukową.

Celem zapalania świateł w kolejne wieczory jest rozgłaszanie chanukowego cudu (aram. pirsuma danisa). Cud ten miał zdarzyć się w starożytnej Judei w II w. p.n.e. w czasie, kiedy trwała wojna o wolność religijną między żydowskimi powstańcami – Machabeuszami, a okupującą kraj armią króla syryjskiego Antiocha IV, który usiłował przemocą hellenizować Żydów. Kiedy Machabeusze odzyskali świątynię jerozolimską i wznowili w niej rytuał zapalania menory, posłużyło im do tego odnalezione małe naczynie z oliwą wystarczającą zwykle jeden dzień. Tymczasem menora paliła się aż przez osiem dni.

Innym cudem, wzmiankowanym w dodatkowych modlitwach świątecznych, jest fakt pokonania potężnej i doskonale uzbrojonej armii syryjskiej przez garstkę żydowskich rebeliantów.

Chanuka, podobnie jak Boże Narodzenie, jest świętem wesołym i rodzinnym. W każdy wieczór wokół chanukiji stawianej przy oknie tak, aby jej światło wychodziło na zewnątrz domu, gromadzi się cała rodzina. W zależności od przyjętego zwyczaju, wszyscy zapalają jeden świecznik lub każdy domownik zapala własny.

Tradycja zaleca używanie lampek oliwnych, przypominających legendę o cudzie. Zapalaniu chanukiji towarzyszą określone błogosławieństwa i pieśni. Je się wtedy specjalne potrawy, na pamiątkę cudu smażone na oleju (pączki, placki ziemniaczane i inne tłustości), a dzieci dostają prezenty. Dorośli zasiadają do kart, a dzieci grają w drejdel, gdzie stawką jest gelt, czekoladowe pieniążki lub inne łakocie.

“Drejdel” czyli świąteczny bączek oddaje myśl przewodnią Chanuki: pamięć o cudzie. Zasady gry są bardzo proste. Na każdej z czterech stron bączka znajduje się hebrajska litera: nun, gimel, hej, szin. Każda z nich symbolizuje wygraną lub przegraną w grze, a jednocześnie jest początkiem słowa. Kręcąc bączkiem losowo wygrywamy lub przegrywamy słodkości, a jednocześnie układamy zdanie “wielki cud stał się tam” (hebr. nes gadol haja szam).«

Świętokrzyski Sztetl z okazji zeszłorocznej Chanuki 2020 zamieścił VideoSztetl, w którym jest dokładniejsze wyjaśnienie w jaki sposób powstało to święto.

Można w nim m.in. usłyszeć, że okoliczności upamiętniające wydarzenia ze 165 roku p.n.e. związane są ze zwycięstwem nad rządzącą wówczas Palestyną dynastią Seleucydów. Władcy ci, po rozpadzie imperium greckiego po śmierci Aleksandra Macedońskiego (podobno zmarł z przepicia – przyp. W.L), usiłowali zmusić Żydów do przyjęcia religii greckiej. Ukoronowaniem tego dążenia była desakralizacja najświętszego dla nich miejsca i zamienienia go w obiekt kultury helleńskiej poprzez ustawienie w nim ołtarza Jowisza Kapitolińskiego. Chodzi tu oczywiście o zbezczeszczenie Świątyni Jerozolimskiej przez ostatniego władcę Seleucydów, czyli Antiocha IV Epifanesa. Stało się to przyczyną powszechnego buntu i powstania narodowego w Judei. Dzięki przymierzu z Rzymem, a także kilku wygranym starciom, udało się ocalić świątynię. Według Talmudu, by na powrót przywrócić w niej kult ofiarny, wymagane było oczyszczenie rytualne tego miejsca. Aby tego dokonać niezbędne było palenie czystej oliwy w lampce nieprzerwanie przez 8 dni. Jednak znaleziono tylko jeden dzban z nietkniętą pieczęcią arcykapłana, co miało starczyć na jeden dzień. Stał się wówczas cud i oliwy wystarczyło na 8 dni. I to na pamiątkę tych wydarzeń, rok rocznie, przez 8 dni jest obchodzone święto Chanuka.

Henryk Rolicki w swojej książce Zmierzch Izraela wydanej w 1932 roku szerzej opisuje to, co się wtedy działo:

»W państwie syryjskim, pod którego władzą znalazł się Babilon, żydzi również otrzymują pełnię praw obywatelskich; z Babilonu rozchodzą się do miast, założonych przez dynastię Seleucydów i dają początek m.in. wielkiemu żydowskiemu skupieniu w Antiochii.

Wśród żydów kwitnie dobrobyt a handel nie jest im nowiną. Już Salomon dorobił się bogactw na handlu. Udało mu się bowiem wziąć na siebie funkcję pośrednika w handlu końmi między hodującym je Egiptem a państwami azjatyckimi. W państwie izraelskim (tzw. państwie dziesięciu pokoleń) majętni trudnili się lichwą, a szczególnie lichwą zbożową. „W latach głodowych otwierali swe spichrze, sprzedawali żywność – przy czym używali fałszywej miary i wagi – a gdy biedacy nie mogli zwrócić pożyczki, zabierali im dzieci”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Obecnie te zdolności w świecie helleńskim znalazły szerokie zastosowanie. W Egipcie, a później w Syrii, żydzi dzierżawili cła i „łupili ludność ze skóry”. Charakterystyczną postacią staje się siostrzeniec arcykapłana Oniasza, Józef. Sprytną sztuką wkrada się w łaski króla egipskiego, Energetesa, i ubiega innych kandydatów na dzierżawę ceł, ofiarowując ceną podwójną. Król żąda odeń rękojmi, lecz sprytny Judejczyk arogancko oznajmia, że postawi dwóch najlepszych poręczycieli: króla i królową. Ten ukłon przypadł do serca królowi i oddał Józefowi w dzierżawę cła z wszystkich miast i prowincji Celesyrii i Fenicji.

Z nadzwyczajną surowością egzekwował podatki. „ W Gazie i Scytopolis, których grecka ludność ośmieliła się stawiać mu opór i obrzuciła go obelgami, kazał ściąć najprzedniejszych i najbogatszych obywateli”. – Henryk Graetz Historia żydów.

W ten sposób zdobył niezamierzone bogactwa. „Józef zdarł z całej Syrii mięso i same kości z niej zostawił” – mawiano. Z tych rabunków spadł na Judeę deszcz złota. Na poborców brał sobie Józef samych Judejczyków. Z Syrii pozostały „same kości”, a za te bogactwa lud izraelski opływał w dostatki. Dosłownie pomyślność finansową zawdzięcza Palestyna Józefowi, który łupił bezlitośnie skórę z Greków na rzecz swojego plemienia.

Za to, gdy w walkach między państwem syryjskim a Egiptem, szala zaczęła się przechylać na rzecz Seleucydów, nie kto inny, jak synowie Józefa zapomnieli o wdzięczności dla domu Ptolomeuszów, któremu cała Juda winna była bogactwo i zawiązali stronnictwo Seleucydów. Zaraz potem w r. 202. Judea przeszła pod panowanie syryjskie, zaś około r. 200 sam król Antioch zajął Jerozolimę, witany przez Wysoką Radę.

Antioch nadał żydom różne swobody i prawa obywatelskie. W Azji Mniejszej popierał kolonizację żydowską i od czasów Antiocha datują swe powstanie skupienia żydowskie w Efezie, Sardesie i Pergamonie.

Hellenizacja, czyli asymilacja żydów czyniła znaczne postępy. Do walki z nią wystąpiły w Palestynie znowu związki tajne. „Stowarzyszenie pobożnych” (chasydzi) wznowiło swą działalność. Piętnowali hellenistów (asymilatorów) mianem „gwałcicieli Zakonu i zdrajców przymierza”. Mieli przewagę w kierownictwie gminy jerozolimskiej i występowali wszelkimi środkami przeciw hellenistom. Ze zgrozą patrzyli, jak liczni Judejczycy występują nago na igrzyskach wśród Greków i dla zatarcia śladów swego pochodzenia dokonują wymyślnej i bolesnej operacji.

Wzbogacenie się żydów drogą Józefowego łupiestwa i ekskluzywizm pogardliwy chasydów przyczyniły się niewątpliwie do powstania antysemityzmu wśród Greków. Gdy żydzi helleniści przy pomocy Antiocha Wspaniałego wynieśli na godność arcykapłańską Oniasza Menelausa, nie należącego do kasty Aronidów, stało się to kamieniem obrazy dla „pobożnych”. Oskarżyli nowego arcykapłana przed królem o rabunek świątyni. Oskarżenie to poparł poprzedni arcykapłan „pobożny” Oniasz III.

Wtem Oniasz padł na rozkaz namiestnika królewskiego Andronika. O spowodowanie tego zabójstwa oskarżyli znowu „pobożni” arcykapłana, nie pochodzącego z ich grona. W Jerozolimie tłum napadł na grekofilów i dokonywał samosądu kamieniami i pałkami. Antioch wezwał obie strony przed swój sąd w Tyrze i po wysłuchaniu ich skazał na śmierć trzech przedstawicieli „pobożnych” jako oszczerców.

Tymczasem wybuchła wojna między Syrią a Egiptem. Antioch zdobył Aleksandrię i posuwał swe wojska w głąb kraju. „Pobożni” śledzili bieg wojny z zapartym oddechem; dwór egipski sprzyjał im wyraźnie i jego zwycięstwo mogło ich znowu przywieść do steru. I nagle rozeszła się w Jerozolimie wiadomość o zgonie Antiocha na polu bitwy. Od razu „pobożni” pod wodzą mianowanego przez siebie arcykapłana Jazona uderzyli na miasto i opanowali je.

Tymczasem pogłoska o klęsce i śmierci Antiocha okazała się fałszywa. Antioch, wracając z Egiptu, najechał Jerozolimę i nie oszczędził nawet świątyni. Od niego pochodzi pogłoska, która rozszerzyła się wśród Greków, jakoby znalazł w świątyni spętanego Greka, który wyjawił, że Judejczycy co roku zwykli zarzynać Greka w świątyni i kosztować jego wnętrzności. Był to prototyp średniowiecznych opowieści o mordzie rytualnym.

Antysemityzm wśród Greków był już wówczas w pełni rozwoju. W Aleksandrii, jako reakcja na wielkie skupienie żydowskie, powstała cała literatura antyżydowska. Manethos, po przeczytaniu Księgi Wyjścia, napisał swoją parafrazę tej księgi i przypisał Izraelitom pochodzenie od trędowatych Egipcjan, których Faraon odosobnił w kamieniołomach. Ta opowieść znajdowała wiarę i później.

Sukcesy Antiocha w Egipcie niespodzianie zostały zakwestionowane przez Rzymian. Pod groźbą nakazu senatu rzymskiego Antioch musiał się ukorzyć i wycofać się z Egiptu. To upokorzenie króla znalazło radosny oddźwięk wśród „pobożnych”. „Może zbyt głośno mówili, że ich Bóg, który poniża pysznych, zgotował mu to upokorzenie”. – Henryk Graetz Historia żydów. Może dali głośny wyraz swemu mniemaniu? Dość, że jeden z wodzów Antiocha, Apoloniusz, pewnej soboty na czele żołdactwa urządził pogrom w Jerozolimie.

Rozpoczęło się na rozkaz królewski prześladowanie żydów. Król zakazał nawet obrzezania, święcenia soboty i wstrzymywania się od jedzenia wieprzowiny. Ogłosił w całym państwie, że zakon mojżeszowy głosi nienawiść do wszystkich ludów obcych i wyznawanie jego jest wzbronione.

Poskutkował ten zakaz w miastach Fenicji i Syrii, gdzie żydzi wypróbowanym już sposobem „uchylili wprawdzie głowy, sprawowali pozorne ofiary greckim bałwanom, kryli się z pełnieniem ustaw Zakonu lub też zapierali się swojej religii”. – Henryk Graetz Historia żydów.

W Palestynie „związek pobożnych” zorganizował partyzantkę przeciw wojskom syryjskim. Oddziały te zostały wytępione zbrojnie. Jednak stowarzyszenie pobożnych działało dalej. Na czele ruchu staje Matatiasz, pochodzący z rodu Machabeuszów, czyli Hasmoneuszów i rozpoczyna walkę nieregularną. Napada z zasadzek na oddziały syryjskie i – gdzie tylko może – dokonuje na dzieciach żydowskich przymusowo „znaku przymierza”.

Wśród Judejczyków niewidzialna ręka rozpowszechnia w tym czasie dwie księgi o charakterze mesjanicznym: Księgę Estery i Księgę Daniela. Księga Daniela wyszła z kół organizacji „pobożnych” i prorokuje upadek państwa syryjskiego i przejście władzy do „narodu świętych”, któremu złożą hołd wszyscy królowie świata: będzie to królestwo świętych (żydów). Rzecz znamienna, że ta właśnie Księga Daniela stała się źródłem natchnień w XVI w. dla ruchów komunistyczno-rewolucyjnych.

Powstanie machabejskie rosło w siły; sprzyjał mu rozkład państwa syryjskiego i najazdy sąsiadów na dzierżawy Antiocha. Machabeusze opanowali stopniowo cały kraj i zdołali wreszcie owładnąć Jerozolimą. Tymczasem Antioch Wspaniały umarł „wśród osobliwych okoliczności”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Wiele lat jeszcze trwały walki z wojskami syryjskimi lecz skończyły się zwycięstwem Machabeuszów. Poczęli jednak oni zbytnio dbać o swą władzę świecką i odsunęli od siebie „stowarzyszenie pobożnych”. Stało się to przyczyną upadku powstania i ponownego oddania hołdu Palestyny władcom syryjskim.

W r. 159 przywódcy partii wojennej (machabejskiej) wykorzystali znowu dogodną sytuację i wznowili powstanie. Dzięki zatargom o tron w państwie syryjskim, do którego wmieszał się Rzym, udało się powstańcom owładnąć Jerozolimą, tym razem już na stałe. W kilkanaście lat potem padła twierdza grekofilów, Akra (r. 141 przed Chr.). Odtąd ustala się panowanie Machabeuszów. Szymon Hasmonejczyk otrzymuje godność dziedzicznego arcykapłana i wodza narodu (nassi). Ta druga godność przetrwała w Jerozolimie wieki i spotykamy ją nawet w czasach nowożytnych, mimo utraty państwowej niepodległości.

W rodzie hasmonejskim władza świecka połączyła się z duchową. Poza tymi dwoma zakresami władzy, istniał w jednak w Izraelu trzeci, ponad tamtymi postawiony. Już w czasie powstania machabejskiego podejmuje swe czynności znana nam „wysoka rada”, złożona z „mędrców”. Jest ona emanacją zewnętrzną „stowarzyszenia pobożnych”, a raczej ich kierowników. Już w tym czasie przybiera rada tytuł „Sanhedrynu”. Na terenie Sanhedrynu walczą ze sobą dwa kierunki ortodoksyjne: Saduceusze i Faryzeusze. Walka ich przetrwała okres rządów książąt hasmonejskich. Saduceusze trwali przy Zakonie, lecz byli zwolennikami szerokiego uwzględniania konieczności politycznych. Faryzeusze, należący do „pobożnych”, uważali, że Zakon jest jedyną miarą oceny postępowania politycznego. Natomiast najskrajniejszy odłam „pobożnych” usunął się z życia politycznego i powołał związek Esseńczyków.

„Najpierwsze gminy (komunistyczne – przyp. autora) wytworzyły się na wschodzie, ekonomicznie najdalej rozwiniętym, a zwłaszcza wśród żydów, wśród których już około r. 100 przed Chr. napotkamy tajny związek komunistyczny – związek esseńczyków”. – Karol Kautsky Historia komunizmu w starożytności i średniowieczu. Był to więc pierwszy zalążek ruchu komunistycznego i nie należy zapominać, że utworzyli go najbardziej zagorzali ze „stowarzyszenia pobożnych” (chassidim).«

Antioch nadał żydom różne swobody i prawa obywatelskie. W Azji Mniejszej popierał kolonizację żydowską i od czasów Antiocha datują swe powstanie skupienia żydowskie w Efezie, Sardesie i Pergamonie.

Jak widać trudno dogodzić Żydom i bez względu na to, co się zrobi, zawsze będzie źle. Jak nie ma antysemityzmu, to Żydzi sami go wymyślają. W Polsce mieliśmy ostatnio namiastkę tego, jak to się robi. Spalenie kopii Statutu kaliskiego jest tego najlepszą ilustracją. Szabesgojów w Polsce nie brakuje. I już jest antysemityzm. A ilu ludzi w Polsce wie, że było coś takiego jak Statut kaliski i czego on dotyczył? Czy ktoś taki, kto nic o nim nie słyszał mógłby dokonać jego spalenia? A skąd on wziąłby jego kopię? Zapewne została ona wydana w bardzo ograniczonym nakładzie i dotarła tylko do osób zainteresowanych i nielicznych, uprzywilejowanych szabesgojów. Któż więc podrzucił pajacom, Olszańskiemu i Osadowskiemu, tę kopię?

Cyrk musi trwać. Dziś czytam na Interii, że ambasador Izraela w Polsce, podczas otwarcia w Kaliszu wystawy „Rzecz o Izraelu”, odniosła się do wydarzeń z 11 listopada:

„To, co wydarzyło się tutaj przed trzema tygodniami jest bolesnym przypomnieniem, że nie wszyscy wierzą w pokojowe współistnienie, równe prawa i przeciwstawianie się niesprawiedliwości – powiedziała ambasador.”

Tak się robi antysemityzm tam, gdzie go nie ma.

Domiar

Historii wokół spalenia kopii Statutu kaliskiego ciąg dalszy. W dniu 18 listopada pojawił się na Interii artykuł „Skandal, na którym robią biznes”. Organizatorzy marszu pod lupą skarbówki. Link do oryginalnego tekstu tu: https://wydarzenia.interia.pl/autor/irmina-brachacz/news-skandal-na-ktorym-robia-biznes-organizatorzy-marszu-pod-lupa,nId,5651035

Interia pisze:

»Nawet 500 tys. zł mogli zarobić organizatorzy antysemickiego marszu w Kaliszu, o którym był głośno nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Takie szacunki przedstawili działacze Porozumienia Jarosława Gowina. – Sprzedaż koszulek, flag, wszystko bez paragonów. To nie pierwsza akcja tych panów. Nie wierzymy, że poniosą dotkliwe konsekwencje karne. Wiemy za to, że jedyne co może ich zaboleć to cios prosto w portfel – mówią przedstawiciele kaliskiego Porozumienia Jarosława Gowina i składają do Urzędu Skarbowego wniosek o karnoskarbowe ściganie organizatorów marszu.

– Nie ma zgody Porozumienia na głoszenie haseł faszystowskich i antysemickich oraz zarabianie na tym pieniędzy. Jako ugrupowanie rozsądne, dbające o dobro publiczne składamy wniosek do Urzędu Skarbowego o przeprowadzenie kontroli skarbowej wobec Wojciecha O. oraz Marcina O. Nie ma naszego przyzwolenia na tego typu działalność – podkreślili na konferencji prasowej Mariusz Niżniowski, Szymon Furman i Filip Herman z Porozumienia Jarosława Gowina w Kaliszu.

Według kaliskich działaczy Porozumienia podczas marszu była prowadzona działalność handlowa. W masowej liczbie sprzedawano koszulki, flagi, książki, płyty. Zdaniem działaczy – wszystko to bez paragonów.

Tego, że organizatorzy marszu prowadzili sprzedaż bez paragonów i nabijania czegokolwiek na kasę fiskalną przedstawiciele kaliskiego Porozumienia są pewni, bo sami to sprawdzili.

– Poszedłem na ten marsz i poświęciłem 50 zł, żeby kupić ich koszulkę. I jestem dowodem na to, że paragonu nie dawali. A z naszych informacji wynika, że takich koszulek sprzedali około 1700, co daje 85 tys. zł z samych koszulek – mówi Szymon Furman, prezes Porozumienia w Kaliszu.

Do tego, jak dodaje, należy doliczyć dochód ze sprzedanych flag po 120 zł za sztukę czy dowodów tożsamości obywatela II RP po 200, 300 zł za sztukę. W ofercie były także płyty i książki, które, jak wynika z informacji obecnych na marszu członków Porozumienia, reklamowane były jako egzemplarze z podpisem ambasadora Rosji.

– Z informacji, które posiadamy, wynika, że dzięki owemu wydarzeniu organizatorzy zarobili od 350 000 zł do nawet 500 000 zł. I naszym zdaniem nie był to pierwszy raz, kiedy panowie wykorzystywali demonstracje do wzbogacenia się. Już w Warszawie sprzedawali masowo rzeczy, też prawdopodobnie nieopodatkowane, bo bez żadnych kas fiskalnych czy paragonów, co w świetle obowiązujących przepisów stanowi ukrywanie dochodów – mówi Szymon Furman.

– Zirytowało mnie to, że politycy, którzy są zobowiązani do reagowania na tego typu wydarzenia, podeszli do tematu typowo populistycznie. Pogadali, pogrozili palcem, a tak naprawdę zaczęli zbijać na tym obrzydliwym marszu kapitał polityczny. Mówienie, że to jest złe, robienie dziesięciu konferencji krytykujących marsz – jaki to ma sens? Wszyscy to wiedzą, że takie historie nie powinny mieć miejsca – komentuje dla Interii Szymon Furman, prezes kaliskiego Porozumienia Jarosława Gowina.

I dlatego kaliskie Porozumienie zdecydowało się pójść o krok dalej i wymierzyć organizatorom konkretny cios. Finansowy.

– Ci ludzie już wielokrotnie bywali przez prokuraturę aresztowani, ale nigdy nie odpowiedzieli w sposób adekwatny i co widać było 11 listopada, nie wyciągnęli z wcześniejszych sytuacji żadnych wniosków. Takich ludzi najbardziej zaboleć może kiedy dostaną po portfelu. Śledzę działalność tych panów od jakiegoś czasu i jestem pewien, że i tym razem chodziło im tylko i wyłącznie o biznes. Jeśli odczują z niego mniejsze korzyści to może to ukróci ich działalność – dodaje Furman.

Przedstawiciel Porozumienia w rozmowie z Interią podkreśla, że jego zdaniem całe to przedsięwzięcie nie ma wiele wspólnego z ideologią.

– Wojciech O. znany jako Aleksander J. jest patostreamerem, zarabia na tego typu działalności, wie, jak się robi show, żeby, mówiąc kolokwialnie, kasa się zgadzała. Z zawodu jest aktorem i reżyserem, więc umie zbudować wokół siebie zainteresowanie. To jest kluczowe, by zrozumieć, że to całe wydarzenie to zwykły “teatr” i biznes – mówi Szymon Furman.«

Tak bawią się w rachowanie panowie z Porozumienia Jarosława Gowina, który stwierdził swego czasu, że Polska jest miejscem, w którym żyją dwa narody – polski i żydowski i nic nie jest w stanie tego zmienić. To prawda i nikt rozsądny nie neguje tego faktu. Znamienne jest jednak to, że mówi to tak otwarcie jeden z najważniejszych polityków polskiej sceny. Wcześniej prezydent Duda mówił o tym, że każdy Polak ma w sobie domieszkę żydowskiej krwi. A więc coraz śmielej, coraz pewniej. Dobrze to nie wróży.

Każdy w Polsce, kto prowadził czy prowadzi jakąś działalność gospodarczą, nie odważyłby się na sprzedaż bez wystawiania paragonów czy faktur sprzedaży. Urząd Skarbowy zniszczyłby go w pięć minut. Za coś takiego dostałby domiar, czyli podatek do zapłacenia za nieudokumentowaną sprzedaż. Jego wysokość zależy od decyzji urzędnika. Ta uznaniowość jest zapisana w ustawie. Jest to więc narzędzie, które może jednych niszczyć, a innych chronić, bo urzędnik zawsze może wytłumaczyć się niewielką szkodliwością czynu lub, w przeciwnym wypadku, narażeniem skarbu państwa na starty.

W Polsce od najdawniejszych czasów przywilej bicia monety należał do Żydów. Ale nie tylko to. Również ściąganie podatków było im powierzane przez władców. Skoro tak było kiedyś, to czy obecnie jest inaczej? Często można się spotkać z uwagami, że podatki w Polsce są wysokie, a urzędnicy bezduszni i bezwzględni, że w innych krajach jest inaczej. Z czego można dalej wysnuć wniosek, że Polacy to taki wredny naród, że jeden Polak drugiemu wilkiem itp. A prawda jest taka, że skarbowością w Polsce nadal żądzą Żydzi i stąd taka bezwzględność w stosunku do podatników, ale nie wszystkich. Niektórzy są traktowani zupełnie inaczej. Jeśli więc niejaki Olszański/Jabłonowski odważa się, jako organizator, na tego typu sprzedaż, to znaczy, że wie, że jest kryty i nic mu się nie stanie.

Z drugiej strony można sobie zadać pytanie, kto wyprodukował te gadżety, książki itp. Bo ten ktoś też wprowadził na rynek produkty, od których nie odprowadził podatku. Prawdopodobnie tego typu imprezy służą niektórym do robienia całkiem niemałych pieniędzy, a ten Olszański dostaje wynagrodzenie za swoją pracę, czyli w tym wypadku za spalenie kopii statutu. Takie okolicznościowe imprezy idealnie nadają się do tego typu szwindli, bo dziś jest sprzedaż, a jutro szukaj wiatru w polu.

Jeśli więc ktoś odważa się na takie działanie, to znaczy, że jest pewny, że nikt mu krzywdy nie zrobi. A kto może być tego pewny? Żydzi, bo to oni, jako kierownicy skarbowości decydują o tym, kogo karać, a kogo – nie. I to właśnie dlatego nigdy w Polsce nie wykryto sprawców największych afer finansowych.

I jaki z tego zdarzenia w Kaliszu wynika wniosek? Ano taki, że Żydzi nieźle zarabiają na polskim tanim, naiwnym patriotyzmie. Jeśli w Kaliszu zarobili od 350 000 do 500 000 zł, to ile zarobili na Marszu Niepodległości?

Ale to wcale nie jest tak, że nie prowadzą „uczciwych” biznesów. W czerwcu tego roku byłem w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Trafiłem tam na mały żydowski sklepik, który sprzedawał różne drobiazgi związane z judaizmem. Były tam różnego rodzaju gadżety, np. kubki z Gwiazdą Dawida, grafiki, obrazy, książki. Ale mnie zainteresowało tylko wino. Zainteresowało, bo nigdy nie piłem wina izraelskiego i innego z tamtych okolic. Kupiłem dwie butelki. Jedno czerwone wytrawne, drugie białe wytrawne. Kosztowały po 50 zł za butelkę. To nie było tanio, bo ja za 20 zł mogę kupić wino chilijskie, całkiem dobre. Czerwone wytrawne miało smak, z którym się jeszcze nie zetknąłem, a białe było podobne do chilijskich białych wytrawnych. Zapłaciłem i dostałem paragon. A więc wszystko zgodnie z przepisami.

A na paragonie taki napis: Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie ul. Twarda 6, 00-950 Warszawa Sklepik Judaica – Beitenu ul. Lubelska 4, 24-120 Kazimierz Dolny www.sklepikjudaica.pl, www.beitenu.pl tel. 692-578-677. Na paragonie wybita kwota zgodnie z zakupem. Wszystko zgodnie z prawem. – Tak sobie pomyśli przeciętny kupujący, ale ja takim nie byłem i wiedziałem swoje.

W blogu „Ustawa” pisałem:

Ustawa z dnia 20 lutego 1997 r. o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej została uchwalona głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Unii Wolności i Unii Pracy.

Art. 3. Autonomia gmin żydowskich w sprawach własnych

1. Gminy żydowskie swobodnie wykonują zasady wyznania mojżeszowego oraz zarządzają swoimi sprawami. – To pojęcie – „swoimi sprawami” – jest bardzo ogólnikowe i nie zostało doprecyzowane w dalszej części tej ustawy. Wszystko można podciągnąć pod te „swoje sprawy”, np. sprzedaż majątku odzyskanego od Skarbu Państwa.

2. Gminy żydowskie rządzą się w swoich sprawach własnym prawem wewnętrznym, określającym w szczególności organizację gmin żydowskich, uchwalanym przez walne zebranie Związku Gmin w porozumieniu z Radą Religijną Związku Gmin. – Skoro Związek Gmin tworzy własne prawo, to jest lokalnym Knesetem, a Rada Religijna – rządem.

Wracając do tego paragonu, to jeśli ktoś sądzi, że od tej sprzedaży zostanie odprowadzony podatek, to bardzo się myli i na dodatek jest bardzo naiwny. Pomijając już to, że o tym kto ma płacić podatki, a kto nie, decydują Żydzi, to żaden urzędnik skarbowy nie odważy się zrobić kontroli, a nawet gdyby się odważył, to spotka się z odmową, bo powołają się oni na ustawę, wedle której gminy żydowskie w swoich sprawach rządzą się własnym prawem wewnętrznym.

Może jakieś 10 lat temu, gdy jeszcze czytałem „Najwyższy Czas”, Korwin-Mikke, który był wtedy jego właścicielem, zareklamował w nim swój nowy kwartalnik „Stańczyk Królewski”. Roczna prenumerata wynosiła 40 zł. Wpłaciłem pieniądze i przysłał mi dwa egzemplarze za pierwszy i drugi kwartał. Egzemplarzy za trzeci i czwarty kwartał nie dostałem. Nie dostałem też zwrotu pieniędzy za nie, ani żadnej informacji, dlaczego ich nie otrzymałem. Jeśli do wszystkich nie mógł wysłać takiej informacji, to mógł poinformować prenumeratorów w „Najwyższym Czasie”, ale tego też nie zrobił. Mówiąc wprost, okradł mnie na 20 zł. 20 zł to nie majątek, ale chodzi o zasady, zwłaszcza że konserwatyści mają takie zasady. Tak przynajmniej on twierdzi. A okazało się, że to zwykły hochsztapler.

I gdybym ja chciał się pobawić w rachowanie, tak jak chłopcy Gowina z Kalisza, to mógłbym policzyć: Najwyższy Czas rozchodził się wtedy w nakładzie około 25 tys. egzemplarzy. Gdyby tylko co 10-ty czytający jego tygodnik zaprenumerował „Stańczyka”, to byłoby to 2500×40=100.000 zł. Z tego wynika, że 50.000 zł miał na czysto. Nie wiem, czy było tego mniej czy więcej, ale to pokazuje pewien mechanizm i mówi też o czymś innym. Korwin-Mikke uzyskał dochód, z którego prawdopodobnie nie rozliczył się z Urzędem Skarbowym. I nie obawiał się, że ktoś na niego doniesie, czy złoży skargę, bo komu chciałoby się dochodzić swoich 20 zł, tak jak w moim przypadku. Drobne kwoty, ale w dużej ilości tworzą konkretne pieniądze. Żydzi o tym wiedzą i to wykorzystują i ich pomysłowość jest w tym zakresie nieograniczona, a jest nieograniczona, bo wiedzą, że za te swoje geszefty nic im nie grozi. Tak to i ja miałbym nieograniczoną pomysłowość.

Sądzę, że na kaliskim happeningu zarobił przede wszystkim Korwin-Mikke, bo jak wcześniej wspomniałem, Olszański i Osadowski przez pewien czas nadawali od niego. Olszański jest dobrym aktorem, Osadowski czaruje swoimi animacjami komputerowymi, ale ani jeden, ani drugi nie odważyłby się na palenie kopii statutu, za cienkie Bolki.

Media Narodowe poświęciły niedawno cykl czterech programów Olszańskiemu, by go zdyskredytować. Ujawnili przy okazji, że zorganizował on, razem z Osadowskim, jakiś spęd patriotyczny na polach Grunwaldu. Zjechało się tam parę tysięcy „kamratów”, którzy musieli zapłacić za parking na jakimś polu i pobierali za to opłaty i nie wydawali paragonów. Sprzedawali jakieś gadżety, też bez paragonu. Na coś takiego mógł się odważyć ktoś, kto wie, że będzie bezkarny, że Urząd Skarbowy go nie ruszy. Będzie, bo za tym wszystkim stał zapewne Korwin-Mikke. Jego, jako Żyda, nikt nie ruszy. Tak zarabiają Żydzi na polskim naiwnym patriotyzmie.

Media Narodowe oszacowały ich zarobek na 300.000 zł. Nieźle jak na jeden dzień. A do kogo należało to pole? Pewnie do gminy. A skoro do gminy, to musiało być zezwolenie na imprezę. Gmina mogła je wydać lub nie. Wydała i nic na tym nie zarobiła. I czyje to jest państwo?

Riposta

Jest akcja i jest reakcja, jak to mówią. Zareagowali Żydzi i dzięki temu, jak zauważył ktoś z komentujących, Kalisz stał się znany na całym świecie. Ale zareagowali też „mieszkańcy” Kalisza. Informuje o tym Interia w artykule Manifestacja „Kalisz wolny od faszyzmu”. Link tu: https://wydarzenia.interia.pl/wielkopolskie/news-manifestacja-kalisz-wolny-od-faszyzmu,nId,5644698.

»W niedzielę w Kaliszu zorganizowano marsz “Kalisz wolny od faszyzmu”. To odpowiedź na wydarzenia, do których doszło podczas marszu 11 listopada. Grupa osób wznosząc antysemickie hasła, spaliła wówczas tekst Statutu Kaliskiego.

Manifestujący spotkali się w niedzielę o godz. 16 pod pomnikiem poety Adama Asnyka. Organizatorzy w mediach społecznościowych napisali: “W dniu Święta Niepodległości Kalisz został pohańbiony. Hordy przybyłych z różnych miejsc w Polsce faszystów, zwołanych przez Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego, wykrzykiwały na ulicach naszego Miasta obrzydliwe hasło: ‘Śmierć Żydom’. Spalono publicznie, przed gmachem ratusza, najważniejszy dla Kalisza dokument – “Statut kaliski” z 1264.”.

“Pokażmy, że to nie kaliszanie, że nazizm, rasizm i wszelka pogarda dla człowieka są nam obce! Pokażmy, że Kalisz jest wolny od faszyzmu!” – dodano.

Statut Kaliski to jeden z najważniejszych dokumentów w historii Kalisza. Zagwarantował on Żydom istnienie sądów żydowskich i osobnych sądów dla spraw, w których brali udział zarówno Żydzi, jak i chrześcijanie. Dodatkowo zapewniał on wolność osobistą i bezpieczeństwo Żydom, włączając w to swobodę wyznania, podróżowania i handlu.«

Ze zdjęcia, które zamieściła Interia wynika, że w tej „manifestacji” wzięły udział trzy osoby na krzyż. Nie zmienia to jednak faktu, że informacja poszła w świat. Dlaczego jednak protestujący uważają, że przywilej, zwany Statutem kaliskim, jest najważniejszym dla Kalisza dokumentem? Chyba już nie mieszkamy w Polsce tylko w Polin. To jedna strona medalu, a druga to ten Olszański/Jabłonowski, który działa na szkodę Polski i Polaków. Jest tak samo na usługach Żydów jak ci protestujący. Tak się kreuje konflikt. Obie strony są przez nich opłacone. Pieniądze miękczą serca.

W poprzednim blogu cytowałem Jeske-Choińskiego, który starał się zgłębić motywy kierujące postępowaniem Bolesława Pobożnego, ale warto też zacytować Mariana Miszalskiego, który w swojej książce Żydowskie lobby polityczne w Polsce wydanej w 2018 roku też wspomina o tym przywileju. Pisze on tak:

»Znaczący przywilej polityczny nadał Żydom w Polsce książę wielkopolski Bolesław Pobożny w 1264 roku – wspomniany przywilej kaliski (wzorowany na przywileju cesarza Barbarossy), mocą którego Żydzi zyskali prawo do własnego, żydowskiego sądownictwa, sprawowanego przez rabinów. Osłabiło to ich zainteresowanie krajem, w którym żyli, odseparowało od otoczenia. Co więcej – sprawowanie tego odrębnego sądownictwa przez rabinów wprowadziło w państwie polskim istotny element nie tylko niepolskiej państwowości, ale był to w dodatku element obcego państwa wyznaniowego. Tymczasem w państwach należących do cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej – władza sądownicza była oddzielona była od władzy kościelnej. Te sądy rabinackie mogły wydawać nawet wyroki śmierci, a Żyd, który w sporze z innym Żydem zwróciłby się do sadu polskiego, narażał się na religijną klątwę – herem. Osobne sądownictwo dla Żydów, sprawowane przez rabinów, potężnie utrudniało proces asymilacyjny Żydów już u progu ich osadnictwa w Polsce, utrwalając postawę obcych, zainteresowanych własnymi sprawami, obojętnych na sprawy kraju, w którym żyli, więc gotowych układać się z każdą władzą we własnym, partykularnym, żydowskim interesie. Bolesław Pobożny nazwał Żydów „sługami skarbu królewskiego” (servi camerae regis), bezpośrednio podległymi księciu, co sankcjonowało tylko ich faktyczny już status: najbliższych współpracowników władcy w ustalaniu i ściąganiu podatków, biciu pieniądza i polityce pieniężnej. Szczególnie uprzywilejowany status prawny, nadany Żydom, polegał także na tym, że Żydzi w sporach z chrześcijanami wyłączeni zostali spod jurysdykcji sądów kasztelańskich i miejskich, którym podlegała cała szlachta i mieszczaństwo, a poddani sądom królewskim (książęcym) – wojewodzińskim – przy czym w skład sądu obowiązkowo powoływany był sędzia żydowski (iudex Iudeaorum). Wydaje się, że te sądy nie były surowe dla wspólników i „sług skarbu królewskiego”… W sporze prawnym Żyda z chrześcijaninem sprawę rozpatrywał ów żydowski sędzia, powód chrześcijański musiał nadto przedstawiać koniecznie obok świadków chrześcijańskich także świadków żydowskich. Przywilej zaostrzał także karę za zabicie Żyda. Przywilej kaliski zrównywał Żydów w prawach handlowych z chrześcijanami, ale przyznawał im przywilej pożyczania na procent, zakazany przez Kościół chrześcijanom. Był to nader istotny przywilej! Dawał olbrzymią przewagę ekonomiczną. Stwarzał z Żydów jedyną grupę społeczną uprawnioną do działania jak bank. Powstające kahały szybko doceniły ten przywilej…

Przywilej kaliski przyjęty został w innych księstwach śląskich: wrocławskim, głogowskim i jaworskim.

Przywilej kaliski nie był oryginalnym pomysłem księcia Bolesława Pobożnego i nie wynikał z jego filosemityzmu… Była to kopia przywileju, jakiego udzielił Żydom w 1157 roku cesarz Fryderyk I Barbarossa, będący w pilnej potrzebie finansowej. (…) Fryderyk I po prostu zaoferował niemieckim Żydom transakcję handlową: nadanie przywileju w zamian za pieniądze, których potrzebował. „Będziecie sługami mego skarbu (servi camerae), pożyczając mi i organizując dla mnie pieniądze – w zamian otaczać was będę moją szczególną cesarską opieką” – taka była mniej więcej treść tej politycznej transakcji. Dostrzegając korzyści w takiej umowie – inni władcy powielali ją później, w tym i nasz książę Bolesław Pobożny.

Nawiasem mówiąc – jeszcze przed cesarzem Fryderykiem I niemiecki król Konrad III (1137-1152) za swą opiekę nad Żydami zażądał ekwiwalentu – pisze historyk.

I znów: nie tylko Żydów traktowali w ten sposób wówczas monarchowie. Wszyscy – lennicy władcy, miasta, panowie feudalni, kupcy i rzemieślnicy – płacili władcom „za opiekę” (tak jest do dzisiaj – my też płacimy demokratycznemu państwu podatki „za opiekę”. Niekiedy z demokratycznym państwem konkurują gangi czy mafie; bywa że opiekują się obywatelem lepiej i taniej niż państwo…). Ale bankierzy, organizatorzy pożyczek dla dworów (więc kredytodawcy) i ich poborcy podatkowi wymagali ochrony szczególnej…«

Czasem trafiam na komentarze, że Niedzielski, Morawiecki czy inni politycy nie podlegają polskiemu prawu. Ale przecież tak jest od początku. Miszalski pisał:

Szczególnie uprzywilejowany status prawny, nadany Żydom, polegał także na tym, że Żydzi w sporach z chrześcijanami wyłączeni zostali spod jurysdykcji sądów kasztelańskich i miejskich, którym podlegała cała szlachta i mieszczaństwo, a poddani sądom królewskim (książęcym) – wojewodzińskim – przy czym w skład sądu obowiązkowo powoływany był sędzia żydowski (iudex Iudeaorum). Wydaje się, że te sądy nie były surowe dla wspólników i „sług skarbu królewskiego”… W sporze prawnym Żyda z chrześcijaninem sprawę rozpatrywał ów żydowski sędzia, powód chrześcijański musiał nadto przedstawiać koniecznie obok świadków chrześcijańskich także świadków żydowskich.

Z tego wynika, że skazanie Żyda przed takim sądem było praktycznie niemożliwe. I dziś jest tak samo. Wystarczy przypomnieć sobie sprawę Najsztuba. Portal press.pl w dniu 19.10.2021 pisał:

„Najsztub w październiku 2017 roku potrącił w Konstancinie-Jeziornie przechodzącą przez pasy 77-letnią kobietę, która w wyniku doznanych obrażeń trafiła do szpitala. Dziennikarz był trzeźwy, ale nie miał prawa jazdy, a samochód – polisy OC i ważnego przeglądu technicznego. Prokuratura oskarżyła go o nieumyślne spowodowanie wypadku przez niedostosowanie prędkości do warunków jazdy.

Trzy lata temu Sąd Rejonowy w Piasecznie zasądził od dziennikarza grzywnę, ale po odwołaniu prokuratury, która uznała, że kara jest za niska – uniewinnił Najsztuba. Podobnie jak w listopadzie 2019 roku – sąd drugiej instancji. Od tego – prawomocnego – wyroku Prokuratura Okręgowa w Warszawie wniosła kasację odrzuconą przez Sąd Najwyższy 19 maja 2021 roku.”

Jak to nie jest Polin, to co to jest?

Statut kaliski

W dniu 12 listopada na Interii pojawił się artykuł Antysemickie okrzyki w Kaliszu. Spalono tekst „Statutu Kaliskiego”. Zawiadomiono prokuraturę. Link tu: https://wydarzenia.interia.pl/wielkopolskie/news-antysemickie-okrzyki-w-kaliszu-spalono-tekst-statutu-kaliski,nId,5640717. Można w nim m.in. przeczytać:

»11 listopada w Kaliszu publicznie spalono tekst “Statutu Kaliskiego” – przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r. Uczestnicy wydarzenia wznosili antysemickie okrzyki. “Wstyd, hańba i smutek” – takie komentarze dominowały 11 listopada na portalach społecznościowych kaliszan. Prezydent Kalisza złożył zawiadomienie do prokuratury.

“Kilkaset osób wzięło dziś udział w marszu organizowanym przez grupę nacjonalistów i kontrowersyjnego Aleksandra Jabłonowskiego w Kaliszu” – napisano na portalu kalisznaszemiasto.pl. 

“Jabłonowski wybrał Kalisz jako najstarsze miasto w Polsce do organizowania swojego marszu, bo ten warszawski uznaje za skompromitowany i sprzyjający rządom PiS” – czytamy na stronie faktykaliskie.pl

Uczestnicy wydarzenia, wznosząc antysemickie hasła, przemaszerowali na Główny Rynek, gdzie spalono tekst Statutu Kaliskiego, przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r.

Historyk kaliski Maciej Błachowicz na swojej stronie społecznościowej napisał, że “spalenie statutu można z pełną odpowiedzialnością porównać do palenia książek podczas Nocy kryształowej w Berlinie”.

Jego zdaniem współodpowiedzialność za te zdarzenia ponoszą prezydent Krystian Kinastowski i wydelegowany przezeń na marsz obserwator, którzy nie rozwiązali zgromadzenia oraz policja, która nie zareagowała.

“Przedstawiciel Prezydenta Miasta Kalisza, wspólnie z przedstawicielami Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu podjęli decyzję o nierozwiązywaniu zgromadzenia z uwagi na bezpieczeństwo i zachowanie porządku publicznego. Rozwiązanie zgromadzenia mogłoby doprowadzić do eskalacji agresji wśród uczestników” – podano.«

Z kolei na stronie https://www.ostrow24.tv/news/154321-kontrowersyjny-marsz-doszlo-do-spalenia.html można m.in. przeczytać:

»Do Kalisza zjechało około 2 tysiące osób z całej Polski. Byli także przedstawiciele Polonii z innych krajów. Skupił ich marsz i wiec prowadzony przez Aleksandra Jabłonowskiego.

Najczęściej wykrzykiwany hasłem przez prowadzących było: „Śmierć wrogom ojczyzny”, zmienione w trakcie na „Śmierć wrogom Polski”, na co tłum odkrzykiwał „śmierć, śmierć śmierć”. Drugim co do popularności hasłem było „Tu jest Polska, a nie Polin”, co jest odniesieniem się do teorii, że Żydzi rządzą Polską.

Najwięcej emocji wśród Kaliszan śledzących przebieg zgromadzenia przez internet, wywołało publiczne podpalenie kopii „Statutu Kaliskiego”.

Jabłonowski mówił ze sceny: „My to unieważniamy, likwidujemy prawa żydowskie na tej ziemi! To jest wola wolnych Polaków! Nie będzie już nigdy Polak Żydowi niewolnikiem!”

Tłum skandował: „Tu jest Polska, a nie Polin”. Statut ciągle płonął, kiedy śpiewano Rotę.«

Drobna uwaga: Interia pisze “kaliszan”, a ostrowska telewizja “Kaliszan”. Słownik poprawnej polszczyzny PWN W-wa 1973 podaje jako poprawną wersję tę Interii.

W Polsce niby oficjalnie nie rządzą Żydzi, ale Interia i telewizja ostrowska piszą czołobitnie „Statut Kaliski” zamiast „Statut kaliski”. Ten słynny z imprezy pijackiej redaktor Mazurek w wywiadzie z Niedzielskim wystąpił w koszulce z nadrukiem menory i hebrajskim napisem. To są właśnie współcześni szabesgoje.

Innymi takimi szabesgojami są Aleksander Jabłonowski i Marcin Osadowski produkujący się na kanale nptv (niezależna polska telewizja). Swego czasu udzielił im gościny Korwin-Mikke i przez jakiś czas od niego nadawali. Nie wiem czy dalej tak jest, ale zależność zapewne pozostała. Nie muszę chyba dodawać, że jest to zależność finansowa. Nawet zorganizowanie takiego marszu jak w Kaliszu jest wielkim wyzwaniem organizacyjnym, logistycznym i finansowym. Skąd mieli na to pieniądze? A kto wpadł na pomysł spalenia kopii statutu? Jabłonowski jest dobrym aktorem, może nawet bardzo dobrym, ale dobrze odegra tylko to, co inni wyreżyserują. Sam na taki pomysł by nie wpadł, a gdyby nawet wpadł, to nie odważyłby się. Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi reżyserami filmowymi są Żydzi. I nie tylko filmowymi.

Palenie kopii Statutu kaliskiego jest wyjątkowym kretynizmem. Bo cóż można przez to osiągnąć? Jaki cel? Jest to zwykła prowokacja, podobnie jak ten marsz z pochodniami. To już nawet nie były race jak na Marszu Niepodległości. To skojarzenie jest już jednoznaczne – idą naziści. I to wszystko odbyło się za przyzwoleniem władz i policji. Bardzo to dziwne.

Ja niejednokrotnie pisałem w komentarzach pod moimi blogami, że te niszowe kanały internetowe, które mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy subskrybentów, należą lub są kontrolowane przez Żydów. I takim kanałem jest nptv.

Jednak ten kretyński marsz i nie mniej kretyńskie palenie kopii Statutu kaliskiego są okazją do przypomnienia czy zapoznania się z pewnymi faktami dotyczącymi tego statutu. Teodor Jeske-Choiński w swojej Historii Żydów w Polsce wydanej po raz pierwszy w 1919 roku pisał:

»Uświadamiał się powoli lud polski, a władcy i wielmoże politykowali na swoją korzyść. Bez denarów żydowskich nie mogli się obyć. Potrzeby państwowe zmuszały ich do pobłażliwości dla bankierów żydowskich, co działo się także w innych państwach. Królowie angielscy, Jan bez Ziemi i Henryk III, kazali lichwiarzom suto opłacać swoją pobłażliwość; cesarz niemiecki, Henryk IV, nadał im pożądany dla nich przywilej, nie mieszający się do ich spraw religijnych, pozwalał ochrzczonym przeciw ich woli wracać do judaizmu; Fryderyk I waleczny (w r. 1244), Ottokar czeski (w r. 1254-1255) i Bela IV węgierski (w r. 1251 i 1256) nadali im także przywileje. Za ich przykładem poszedł nasz Bolesław Pobożny, z tą tylko różnicą, że jego mentorowie zagraniczni nie bronili ludowi rozprawiać się po swojemu z jego pijawkami, a nawet, gdy im się sprzykrzyła zależność od spekulacji Żydów, wypędzić ich ze swojego państwa (np. Jan bez Ziemi), książę polski zaś nie cofał swojego postanowienia – dotrzymał danego słowa.

Rozumny i uczciwy Polak dzisiejszy, który nauczył się już psychologii Żydów, zapyta zdziwiony po przeczytaniu przywileju Bolesława Pobożnego: co spowodowało tego księcia do takiej niezwykłej tolerancji?

Odpowiedź na to prosta:

Bolesław pobożny nie znał duszy żydowskiej i nie miał wyobrażenia o zamiarach i celach wodzów pokolenia Judy, nie wiedział nawet, że tacy wodzowie istnieją i że trzymają swój lud żelazną ręką żelaznej woli. Gdyby był znał duszę żydowską i zamiary wodzów Judy, nie byłby był zrównał wiecznych koczowników ze swoimi poddanymi i bronił ich przeciw słusznemu gniewowi chrześcijan, których rozmyślnie krzywdzili.

By znać duszę żydowską , spaczoną kilku niewolami (egipską, asyryjską, babilońską, rzymską), trzeba zbadać Talmud, który ulepił nowego Żyda po niewoli babilońskiej i stworzył jego wodzów. Tymi wodzami byli i są dotąd „uczeni w piśmie”, kapłani Jehowy, nasamprzód faryzeusze, a potem rabini, tzw. „królowie”. Opętali oni wolę swojego ludu tysiącami nakazów i zakazów, i przepoili jego dusze nieubłaganą nienawiścią do wszelakich innowierców. Dążąc do panowania nad całym światem, nie tylko pozwolili oszukiwać, okradać, niszczyć, zabijać „gojów”, ale nawet wprost nakazywali te zbrodnie, aby przyśpieszyć zgubę „bałwochwalców”. Niepotrzebnie wzywał wojewódzki sąd kaliski Żydów do oczyszczenia się przysięgą w sprawach karnych z chrześcijanami, bo Talmud pozwalał im krzywoprzysięgać, gdy nie mieli ochoty przyznać się do kłamstwa lub jakiego występku. Krzywoprzysięstwo ułatwiali im ich sędziowie żydowscy, tak samo talmudyści, jak oni.

Talmudu nie znał jeszcze w owych czasach świat chrześcijański. Nie mógł go znać także Bolesław Pobożny razem ze swoimi wojewodami. Nie było więc Żydom trudno otumanić go i nadużyć do ich celów.

Oto pierwsza odpowiedź na pytanie, dlaczego książę kaliski otoczył Żydów staranną opieką, szkodząc nierozmyślnie swojemu narodowi.

A druga odpowiedź na pytanie?…

I druga odpowiedź jest prosta…

Bolesław Pobożny był Słowianinem, a w piersi Słowian bije dobre serce, litujące się nad cudzym nieszczęściem. Dużo już klęsk zawdzięcza Słowiańszczyzna swojemu przedobremu sercu i swojej nieopatrzności. Nie hańbi to jej, bo dobroć serca nie hańbi nikogo, owszem zasługuje na dyplom szlachetności. Nie hańbi, ale szkodzi, niestety, ludziom dobrym i uczciwym, a toruje dla chciwych łotrów drogę do dobrobytu.

Jeszcze jedna, trzecia odpowiedź na pytanie…

Bolesław Pobożny miał małe księstewko (kaliskie), a duże, rozległe zamiary. Wojował z Krzyżakami i margrabim brandenburskim, do takiej zaś krwawej roboty potrzeba obfitej mamony. Wojna zjada górę pieniędzy. Tej złotej i srebrnej góry nie było w skarbcu kaliskim, bo sprzątnęła ją chciwość ludokupców i lichwiarzy. Do nich więc trzeba było udawać się po brzęczącą zapomogę.

Żydzi umieli wyzyskać wojenne kłopoty księcia. Nie ukrywali przed nim swoich napęczniałych worków, sypali denarami na zawołanie rządu, przez co zjednali sobie zapewne jego tolerancję. „Złoto miękczy serca”… drwili.

Zdaje się, że na redakcję przywileju Bolesława Pobożnego wpłynęli także Żydzi, na co zwraca uwagę Antoni Marylski. Bowiem w tym przywileju znajdują się paragrafy, na które by się pobożni chrześcijanie nie byli zdobyli.

Jednak nie ludokupcy i lichwiarze podsunęli autorom przywileju to, co im było potrzebne, jeno ich wodzowie, ich rząd. Zdawałoby się, że ich rząd żydowski znikł po zburzeniu Jerozolimy i rozproszeniu Żydów po całym świecie. Myli się, kto tak przypuszcza. Władze żydowskie nie zgasły razem z państwem plemienia Judy, żyły jeszcze długie lata i żyją dotąd.«