Krach

Bieżący tydzień zaczął się ciekawie, bo od poniedziałkowego krachu na giełdach. Tak przynajmniej niektórzy to nazywają. Do nich należy również wschodząca gwiazda polskiego internetu, czyli Tomasz Piekielnik, który jeszcze tego samego dnia skomentował na swoim kanale to, co działo się na światowych giedach. Poniżej wybrane przeze mnie fragmenty tego komentarza.

4:30 Zatem nie jest do końca różowo i wydaje mi się, że to będzie dopiero początek. A kolejne doniesienia w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach będą też ukazywać, że jesteśmy prowadzeni w jakimś konkretnym kierunku i te gospodarki, no nie tak same z siebie się kurczą czy zapadają, tylko jest to pewien zorganizowany proceder po to, żeby nagle, niczym rycerz na białym koniu, ktoś przybył do nas z wybawieniem, mówiąc – mam rozwiązanie. I czym ono może być? O tym dzisiaj pospekulujemy.

27:00 Czy ten kryzys w Stanach Zjednoczonych jest czymś przypadkowym? Czy jest czymś do przewidzenia? (…) Po pierwsze do nieba nie mogą rosnąc ani drzewa, ani zadłużenie. Czyli dług nie może rosnąć do nieba. I fakt, że gospodarki są tak potężnie zadłużone i zadłużone z roku na rok coraz bardziej, jest dla mnie wobec tego jasne, że ten fakt wskazuje na to, że – no właśnie, kreatorzy finansów świata mają jakąś strategię, mają jakiś cel. Celem zwykle jest reforma. Reforma umożliwia „zaoranie dotychczasowego porządku” i pewną reformą w świecie firm, w świecie spółek, pewną reformą rosnącego stale zadłużenia podmiotów takich jak spółki z o.o., spółki akcyjne – jest ich bankructwo, jest ogłoszenie ich upadłości. Tylko w jaki sposób mają to robić gospodarki? No właśnie! Dzieje się to w inny sposób niż w przypadku biznesu czy osób prywatnych, które ogłaszają upadłość konsumencką.

W przypadku gospodarek musi się to odbyć ze zdecydowanie innym rozmachem. Coś mi podpowiada, że przy tej okazji będzie przejście do nowej ekonomii, do nowego systemu monetarnego. I, obym się mylił, dlatego że osobiście jestem zwolennikiem, tak prywatnie jak i zawodowo jako ekonomista, jestem zwolennikiem gotówki, używania faktycznego pieniądza z jakąś fundamentalną siłą, no właśnie, jakiegoś banku centralnego czy gospodarki, która jest reprezentowana przez ten bank centralny. A my tutaj mówimy, że na świecie od lat, od dekad – świat po prostu odszedł od tego typu powiązania. Zatem od wielu lat zasobność naszych portfeli, portfeli państw, budżetów państw, to nic innego jak pewne cyfrowe zapisy na kontach, a tak zwane bank noty, czyli noty banków centralnych, czyli pieniądze, którymi się posługujemy – no nie mają już takiego waloru, który pozwalałby powiązać te wartości z konkretnym stanem majątkowym. I o tym można by długo rozmawiać. Niemniej coś mi podpowiada, że jest szykowany duży krach i problemy nie tylko gospodarek, ale także sektora finansowego, czyli banków, czego przedwiośnie mieliśmy rok temu.

30:16 Przejdźmy do tematu bezrobocia w Polsce. Okazuje się, że w Polsce nie ma bezrobocia, a są brakujące ręce do pracy. Rzeczpospolita na pierwszej stronie donosi o tym, że Polska jest bez rąk do pracy. „Przedsiębiorcy obawiają się, że wkrótce zabraknie im pracowników. Ich napływ z Ukrainy już hamuje, a rząd pod naciskiem społecznym jeszcze może zaostrzyć politykę imigracyjną”.

No to jest bardzo ciekawe dlatego, że jeżeli rację mają ekonomiści czy słusznie twierdzą ekonomiści, którzy prognozują, że rozwinie się w Europie i na świecie duży kryzys, to tych rąk do pracy w zasadzie nie trzeba będzie szukać, bo będą problemy z miejscami pracy. (…) Uważam, że w ciągu najbliższych lat będziemy mieli do czynienia z dużymi zmianami ekonomicznymi, gospodarczymi, z przyspieszeniem wojny… Jakie są symptomy tego, co się dzieje? Sama AI mówi, jakie zawody znikną z rynku, Są to zawody, które łatwo zautomatyzować, są to zawody jak najbardziej także prawnicze, księgowe, w administracji, w obróbce danych, ale także… uwaga!, także IT, to także programiści. I tych zawodów jest naprawdę całkiem sporo. W tym momencie przypomina mi się wypowiedź Mateusza Morawieckiego, który powiedział, że kiedyś AI pozbawi potężne rzesze ludzi pracy. (…) Ta rewolucja jest związana ze sztuczną inteligencją, związana ze zmianą ekonomii – to te zmiany jasno pokazują, że na rynkach pracy wydarzy się armagedon. Tak uważam. Zarówno rządy jak i te siły, które mają na to wpływ, starają się tym jakoś zarządzić. I „starają się”, to trochę nietrafnie dobrane słowo, dlatego że kreują pewnego rodzaju zmiany.

44:12 W mojej ocenie to, co się dzieje, tzw. czarny poniedziałek, czerwony poniedziałek (ze względu na barwę indeksów oznaczającą spadek – przyp. W.L.), mówię tu o krachu, który wydarzył się w Japonii, w Polsce, w Europie, w Stanach Zjednoczonych. Jest to początkiem pewnego rodzaju zmian ekonomicznych. I moją intencją jest pokazanie, że właśnie te rzeczy należy ze sobą łączyć: po pierwsze – kryzys, po drugie – krach, po trzecie – wojny, po czwarte – wprowadzenie nowych zasad: waluta cyfrowa, dochód gwarantowany, czyli powszechny, warunkowy gwarantowany dochód minimalny. – To są okoliczności, które nas w najbliższej przyszłości czekają.

x

Piekielnik, nie wiem czy świadomie, czy – nie, przemyca między wierszami pewne informacje, które nie pozostawiają złudzeń, kto tak naprawdę rządzi światem. No bo jeśli pisze, że jesteśmy prowadzeni w jakimś konkretnym kierunku i te gospodarki, no nie tak same z siebie się kurczą czy zapadają, tylko jest to pewien zorganizowany proceder, to nie pozostawia tu żadnych złudzeń, że wydarzenia na świecie dzieją się w sposób spontaniczny i niekontrolowany.

A skoro tak, to cała ta geopolityka i to wszystko, co mówią ci komentatorzy od geopolityki, to wszystko nie warte funta kłaków. Ale książki się sprzedają, kanały internetowe dostarczają dochodu i o to chodzi.

W pewnym momencie mówi: Niemniej coś mi podpowiada, że jest szykowany duży krach i problemy nie tylko gospodarek, ale także sektora finansowego, czyli banków, czego przedwiośnie mieliśmy rok temu.

W obu przypadkach mówi on w formie bezosobowej lub w stronie biernej: jesteśmy prowadzeni, jest szykowany, jest to pewien zorganizowany proceder. Kto nas prowadzi, kto szykuje, kto organizuje. O tym nie mówi, ale skoro w jednym ze swoich poprzednich komentarzy stwierdził, że prawie wszystkie banki należą do Żydów, to może uznał, że już nie trzeba o tym wspominać.

Według niego „cały ten zgiełk” (All That Jazz) – czyli kryzysy, krachy, wojny – jest po to, by wprowadzić walutę cyfrową i warunkowy gwarantowany dochód minimalny oraz pozbyć się długów. Walutę cyfrową i gwarantowany dochód można wprowadzić poprzez ogłoszenie pandemii. Jedną już mieliśmy i widzieliśmy, co można zrobić z ludźmi. Nikt nie zaprotestuje, bo to ci nieznani przełożeni władzy organizują wszelkie protesty. Długi można anulować. Kiedyś, dawno temu, władcy ogłaszali co 50 lat tzw. lata jubileuszowe, w czasie których anulowano wszelkie długi. Jednak ich anulowanie to powrót do stanu wyjściowego. Wojna jest faktycznie dobrym pretekstem do ich anulowania, bo po niej wyłania się nowa rzeczywistość, choć wcale tak nie musi być. Niemcy swoje długi sprzed drugiej wojny światowej spłacali jeszcze długo po jej zakończeniu.

Wojna jednak jest pretekstem do dokonania wielu zmian, których nie można by było dokonać w warunkach pokojowych. Dotyczy to zmiany granic niektórych państw i jest doskonałym pretekstem do przesiedleń ludności na dużą skalę. Po to były kolorowe rewolucje w Afryce, by uruchomić lawinę migrantów spływającą do Europy zachodniej. Dla wschodniej Europy, szczególnie dla Polski, zrobiono kolorową rewolucję na Ukrainie, a po niej wywołano lokalną wojnę. Efekt był taki, że do Polski napłynęła wielomilionowa fala „uchodźców” z Ukrainy.

Celem tych zabiegów ma być „ubogacenie” kulturowe Europy zachodniej, czyli tak naprawdę jej marginalizacja. W przypadku Polski też mamy do czynienia z podobnym ubogaceniem, bo niewykształcone w pełni w sensie językowym i narodowym społeczności z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego powoli zaczynają dominować w życiu społecznym i gospodarczym tego kraju Zulu-Gula. Tym, co mnie wręcz zaszokowało, to cytat z Rzeczypospolitej. Nie wiem czy to słowa komentującego czy dosłowne powtórzenie, ale podejrzewam, że Piekielnik powtórzył za autorką artykułu cytowanego z tego dziennika:

„Okazuje się, że w Polsce nie ma bezrobocia, a są brakujące ręce do pracy. Rzeczpospolita na pierwszej stronie donosi o tym, że Polska jest bez rąk do pracy.”

W języku polskim to wypada napisać, że w Polsce brakuje rąk do pracy, że Polsce brak rąk do pracy. Ta autorka to Aleksandra Fandrejewska. Jeśli najbardziej prestiżowy dziennik w Polsce zatrudnia osoby, które nie znają języka polskiego, a przynajmniej jego składni, to czy to nie jest kraj Zulu-Gula? Nie ma w tym dzienniku miejsca dla Polaków, ale dla ludzi ze wschodu jest. Wiadomo, że zatrudnia się też lekarzy ze wschodu bez znajomości języka polskiego. Podejrzewam, że jest to zjawisko powszechne w „polskiej” gospodarce i kulturze. Mówiąc brutalnie; zły pieniądz wypiera dobry pieniądz. Zabierają nam ostatnią rzecz, z którą możemy się utożsamiać – język. Zrobią z niego narzecze podobne do ukraińskiego i białoruskiego. To jest właśnie to ubogacenie kulturowe w przypadku Polski. Choć, tak po prawdzie, zaczęło się ono od unii personalnej z Litwą, trwającej od 1385 do 1569 roku. To w tym okresie jagiellońska dzicz rozkradła królewszczyzny Korony, z polskich chłopów zrobiła niewolników, a kiełkujące mieszczaństwo zdusiła w zarodku. O tym pisałem w blogach Jagiellonowie i Jak powstawał ustrój I RP.

Według mnie mamy do czynienia z przenoszeniem centrum świata do Chin, a to musi oznaczać osłabienie Stanów Zjednoczonych i Europy, bo to ta sama cywilizacja i kultura. Wszelkie te zmiany, które nam aplikują, te absurdy i idiotyzmy, to jest to skoncentrowany atak na Europę. Nie robią tego w Afryce czy Ameryce Południowej i Azji. Amerykę osłabi się poprzez stworzenie nowej waluty, w której będzie odbywać się rozliczanie wszelkich transakcji handlowych. Mam takie wrażenie, że unia europejska właśnie po to powstała, bo w przeciwnym wypadku trudno byłoby zmusić poszczególne państwa do stosowania się do wymogów unijnych. To wszystko oczywiście jest rozłożone w czasie, dlatego tak trudno zorientować się, o co w tym wszystkim chodzi.

Konsekwencje unii polsko-litewskiej

A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. – Te słowa wypowiedział Stefan Starzyński, Prezydent Warszawy, w dniu 1 września 1939 roku. Po 8 lipca 2024 roku, po podpisaniu porozumienia polsko-ukraińskiego, stają się one nadzwyczaj aktualne. Problem polega na tym, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. W Internecie pojawiło się mnóstwo komentarzy. Bryluje tu Tomasz Piekielnik, który z komentatora ekonomicznego stał się politycznym. W jednym ze swoich komentarzy obszernie omawia tę umowę. Ja wybrałem z niej pewne fragmenty, które uważam za najważniejsze.

Wiadomym jest, że Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą, czyli Ukraina na swoim terenie prowadzi wojnę z Rosją, a to oznacza, że jeżeli my udzielamy gwarancji Ukrainie, to po prostu przyłączamy się do wojny. W mojej ocenie zawarcie takiego porozumienia jest wypowiedzeniem wojny Rosji i jest takim formalnym aktem przyłączenia się do wojny. I będzie to tak oceniane przez stronę rosyjską, a także jej sojuszników.

Ja mam niestety takie wrażenie, że ta umowa, to taki pierwszy krok do stworzenia czegoś, co jeszcze nie chce mi przejść przez gardło, ale wspólnego państwa. Ta umowa nie jest tylko, można powiedzieć, ograniczona do jakichś gwarancji bezpieczeństwa, do współpracy militarnej. A więc podsumowując, jest to uregulowana współpraca obronna i wojskowa, współpraca przemysłów obronnych. Mowa jest tam o ulokowaniu polskich fabryk zbrojeniowych na terenie Ukrainy. Mowa jest też o tym, że Polska gwarantuje, czy jest „gwarantem” przystąpienia czy przyłączenia Ukrainy do NATO. Jest tam bardzo potężny obszar współpracy pozamilitarnej, a więc gospodarczej, administracyjnej, samorządowej, w dziedzinie szkolnictwa wyższego i nauki, uniwersytetów. Pojawia się tam też wątek opracowania narzędzi badań historycznych. Uwaga! Pojawia się tam też wprost zapis o tym, że stworzone zostaną wytyczne programowe do stworzenia podręczników, które dotyczą historii, rzekomo naszej wspólnej. No, a ta historia jest bardzo bolesna, bo dotyczy rzezi wołyńskiej, mordowania setek tysięcy Polaków przez Ukraińców.

Więc rządzący na siłę, na zamówienie z Waszyngtonu wprowadzają nam wspólną, ja to już nazwę, wspólną wizję wspólnego państwa. Chciałbym się mylić w tych przewidywaniach, w tej interpretacji, ale z takiej bardzo szerokiej perspektywy, umowy, czyli porozumienia między Rzeczpospolitą Polską a Ukrainą, naprawdę chciałbym się mylić, ale coś mi podpowiada, że to w tym kierunku zmierza.

Bardzo mnie to dziwi, że tzw. opozycja w tym względzie nie protestuje. Nie słychać tutaj żadnych głosów, pytań sensownych dotyczących tejże sprawy, które powinna zadawać opozycja, czy to tzw. PiS, czy to tzw. Konfederacja przede wszystkim. No, nie ma tego, jakby to wszyscy ślepo wspierali. Pytanie tylko – dlaczego? Nie ma interesu państwowości polskiej, nie ma interesu narodowego polskiego, narodu polskiego i ja dostrzegam również, że nie mamy interesu ekonomicznego, a wręcz przeciwnie.

To wszystko prowadzi do potężnego zubożenia Polski, bo mowa tu o wydatkach, które nie śnią się nam. Ja tylko podkreślę, że rząd planuje w tym roku wydać z budżetu, z dochodów budżetowych, wynoszących 680 miliardów planowanych na ten rok, 150 miliardów na zbrojenia. I co się z tym uzbrojeniem będzie dziać, gdzie ono powędruje? Ale, co ciekawe, to nie będzie uzbrojenie, które będzie nam w tym roku dostarczone. To są wydatki tego roku. Ono będzie kiedyś dostarczone. I druga rzecz, szacowane są na około 80 miliardów odsetki od długu publicznego, czyli od zadłużenia Polski. Ale gdyby zerknąć do tego, ile faktycznie kosztuje nas obsługa długu publicznego – tego jawnego i niejawnego, tego ukrytego w różnego rodzaju fundacjach celowych, których jest kilkanaście, no to śmiało można stwierdzić, że obsługa tego długu będzie mogła kosztować 150 miliardów złotych. To jest mój szacunek na podstawie analizy, której dokonuję stale i dzielę się tym z Państwem na tym kanale. Zatem z 680 miliardów dochodu budżetowego na 2024 rok zostanie na wszelkie cele typu edukacja, usługi medyczne, ochrona zdrowia, usługi publiczne, zapewnienie pensji administracji, wojsku, zapewnienie wynagrodzenia w sferach samorządowych i tak dalej – 380 miliardów. W związku z tym dużo, ale to bardzo dużo braknie i Polska będzie się dalej zadłużać.

Z tej umowy to wynikają w zasadzie obowiązki Polski, a nie obowiązki Ukrainy. W związku z tym ta umowa, w mojej ocenie, nie jest dokumentem, który można nazwać umową wzajemną. To jest, ja to nazywam dekretem zobowiązującym. Zatem polski rząd, premier, przy akceptacji prezydenta, podpisał się pod dekretem ukraińskim, zobowiązującym administrację państwową polską, zobowiązującym wojsko polskie do określonych działań i zachowań, do określonych postaw, do określonych świadczeń. Jeszcze raz podkreślam, porozumienie o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa między Rzeczpospolitą Polską a Ukrainą jest po prostu „dekretem ukraińskim” co do zobowiązania Polski do wykonywania określonych świadczeń, do pełnienia wysługi na rzecz Ukrainy, podpisanym przez rząd polski.

Niniejsze porozumienie ma na celu uzupełnienie postanowień Wspólnej Deklaracji G7 w sprawie wsparcia Ukrainy, przyjętej w Wilnie dnia 12 lipca 2023 roku (zwanej dalej Wspólną Deklaracją G7), a następnie podpisanej przez Polskę.

Zatem widzimy, że Polska nie wykonuje suwerennie swoich decyzji. Jeżeli porozumienie nasze, ten dekret, czyli umowa z Ukrainą jest wypełnieniem postanowień Wspólnej Deklaracji G7, to znaczy, że my tu realizujemy wolę mocarstw, a nie realizujemy polityki państwa polskiego.

Uczestnicy uznają, że trwająca rosyjska agresja na Ukrainę stanowi zasadniczy kontekst niniejszego Porozumienia. Z tego też względu głównym celem jest pomoc Ukrainie w realizacji prawa do samoobrony.

Czyli, mówiąc krótko, gdyby nie było wojny z Ukrainą, to tego porozumienia by nie było, to tego dekretu by nie było. Głównym celem jest przyłączenie się Polski do wojny. To jest wszystko opisane językiem prawniczym, językiem, który ja nazywam mową trawą, ale w istocie, jeżeli kontekst jest taki, że trwa wojna na Ukrainie, że to porozumienie (dekret) jest wystosowane z uwagi, że trwa wojna i głównym celem jest pomoc Polski Ukrainie w realizacji prawa do samoobrony, to to jest po prostu bełkot prawniczy. Ukraina prowadzi samoobronę, owszem, ale Polska nie może prowadzić samoobrony Ukrainy. Oznacza to, że Polska zamierza pomóc Ukrainie w ataku na napastnika, który ją zaatakował.

Uważam, że Polska jako kraj pierwszy i potem długo, długo żaden inny – w oczach Federacji Rosyjskiej, w oczach Putina – „zasługuje na ukaranie”. Nie ma drugiego państwa, które jest tak agresywne, czy to w wypowiedziach, czy w działaniach w kierunku Rosji. Podkreślam, my nie zostaliśmy zaatakowani przez Rosję. W związku z tym, jeżeli my zaatakujemy Rosję, przyłączymy się do obrony Ukrainy, to z punktu widzenia jakiejkolwiek logiki będziemy prowadzić wojnę napastniczą przeciwko Rosji.

Polska będzie kontynuować wsparcie w zakresie rozminowywania w celach bojowych i humanitarnych, inicjatyw związanych z edukacją na temat ryzyka oraz budowania zdolności.

Teraz taki żart ponury, ale sami wiecie Państwo, że może on być rzeczywistością. Ta umowa, jeżeli została przysłana z Waszyngtonu w języku angielskim, to pewnie jest powód, dla którego wersja anglojęzyczna jest obowiązująca, no ale tutaj coś nie pyknęło Google translatorowi, bo zakładam, że Google translatorem był tłumaczony ten dokument. Jestem o tym przekonany, dlatego, że na stronie ukraińskiej pojawiła się wersja angielska tej umowy. Ukraińcy szybciej opublikowali tę wersję, niż Polacy, to porozumienie i uwaga…, gdy ja wszedłem na tę stronę i użyłem translatora na język polski, sprawdzając to z ciekawości, to proszę mi wierzyć, jest to niemal kropka w kropkę identyczne z wersją polskojęzyczną.

Podpisano w Warszawie dnia 8 lipca 2024r. W dwóch egzemplarzach, w języku polskim, ukraińskim i angielskim, przy czym wszystkie teksty są jednakowo autentyczne. W wypadku jakichkolwiek rozbieżności przy ich interpretacji tekst w języku angielskim będzie rozstrzygający. – Podpisał Donald Tusk Prezes Rady Ministrów, Wołodymir Zełeński Prezydent.

x

Relacje polsko-ukraińskie są tak stare, jak stara jest unia polsko-litewska. Zaczęło się od unii personalnej w 1385 roku. Jej celem było dostosowanie realiów Królestwa Polskiego, czyli Korony do „standardów” Wielkiego Księstwa Litewskiego. Korona była małym państwem, monarchią o zrównoważonych stanach, silnej władzy królewskiej, z całkiem zasobnym skarbem królewskim i przeważnie wolnymi chłopami. WKL to był zlepek feudalnych księstw, w których chłopi byli niewolnikami. W tym czasie, na mocy unii horodelskiej z 1413 roku 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich adoptowało 47 herbów szlachty polskiej. Tak więc, gdy doszło do unii realnej w 1569 roku, to ci bojarzy litewscy i ruscy byli już od pokoleń „polską” szlachtą. Natomiast wolni chłopi z Korony stali się chłopami pańszczyźnianymi, czyli niewolnikami. Jednocześnie zachodził proces rozkradania królewszczyzn, czyli ziem należących do króla, czyli, jakbyśmy to dziś powiedzieli, do skarbu państwa. Rej w tym wiódł Jan Zamoyski, którego przodkowie adoptowali jeden z tych 47 herbów szlachty polskiej. I w ten sposób Rusin Zamojski stał się najpotężniejszym magnatem Rzeczypospolitej.

Na krótko przed unią realną doszło do wyłączenia z WKL województw: podlaskiego, wołyńskiego, kijowskiego i bracławskiego, czyli ziem obecnej Ukrainy. Włączono je do Korony i to wspólne państwo polsko-rusińskie nadal nazywano Koroną. I tak powiększona Korona weszła w unię z pomniejszonym WKL. Wyglądało to więc tak, jakby to Korona zdominowała WKL, podczas gdy było odwrotnie. Elity WKL zdominowały Koronę. Całkowite zmarginalizowanie jej magnaterii nastąpiło po potopie szwedzkim, który zniszczył jej zamki i ograbił z ruchomości. Potop zdziesiątkował też ludność Korony. Natomiast WKL, zajęta przez Rosję, nie ucierpiała. I tak utrwaliła się dominacja bojarów litewskich i rusińskich, którzy podawali się już za szlachtę polską, nad ziemiami i ludnością Korony.

Ten stan trwa do dziś. Jeśli Litwin Radziwiłł nie miał skrupułów, by sprzymierzyć się z królem szwedzkim i porzucić Koronę na pastwę losu, to dlaczego nie miałby tego zrobić Tusk czy Duda. Oni nie są Polakami, tak jak nie był Polakiem Radziwiłł. Tak naprawdę ludnością polską byli tylko chłopi z Korony, którzy w Rzeczpospolitej stali się niewolnikami. I dziś powoli dokonuje się ich marginalizacja w sensie materialnym.

Powstanie II RP niczego w tym względzie nie zmieniło. O tym w blogu Eksperyment wołyński. Po II wojnie światowej na ziemie poniemieckie przesiedlano głównie mniejszości kresowe, a w III RP ukrainizacja tego państwa jest kontynuowana. O tym w blogu Eksperyment wołyński II. W świetle historii nie powinno to dziwić, bo Polska skończyła się wraz z unią personalną z Litwą. Mamy więc tu do czynienia z wielką mistyfikacją. Państwo, które nazywa się Polską, powinno nazywać się Ukrainą-bis, Ukrainą Zachodnią, czy jakoś tak podobnie.

Piekielnik nazywa umowę z 8 lipca dekretem ukraińskim, choć powinien ją nazywać dekretem amerykańskim, skoro sam stwierdził, że przyszła ona z Waszyngtonu. Zapewne została tam zredagowana, bo jeśli w przypadku wątpliwości interpretacyjnych wersją rozstrzygającą jest wersja angielska, to nie ma najmniejszych wątpliwości, że tak jest. A skoro tak, to znaczy, że to Amerykanie o wszystkim decydują, a może raczej amerykańscy Żydzi. Ich przodkowie wysmażyli unię polsko-litewską i ich dziełem było postanowienie unii horodelskiej o 47 herbach szlachty polskiej, które adoptowali bojarzy litewscy i rusińscy.

Powiedział on także, że prawie połowa budżetu państwa polskiego przeznaczana jest na pomoc wojskową i gospodarczą dla Ukrainy oraz na obsługę zadłużenia z tego tytułu i żeby nie nastąpiło bankructwo państwa, to trzeba zaciągać kolejne kredyty, które będą spłacać podatnicy. Z tymi podatnikami to oczywiście bajka, ale wszyscy to powtarzają, bo gdyby powiedzieć, że tak wielkich długów i odsetek od nich polski podatnik nigdy nie będzie w stanie spłacić, to trzeba by wyjaśnić, kto udziela tych kredytów i jaki ma w tym interes, skoro wie, że te długi nie będą spłacone.

Kredyty, podobnie jak ta umowa, płyną z Ameryki. Dlaczego Ameryka nie finansuje Ukrainy bezpośrednio, tylko wysługuje się Polską? Gdyby to faktycznie była wojna zastępcza Ameryki z Rosją, to Amerykanie pomagaliby bezpośrednio Ukrainie. Przecież Rosjanie i tak wiedzą, że to Ameryka wszystko finansuje. Wiadomo też, że Rosja tej wojny nie może przegrać i nie przegra. Po co więc Ameryce potrzebny jest pośrednik w postaci Polski i dlaczego „polscy” politycy, jak żadni inni, są tak agresywni w stosunku do Rosji? Wszystko to jest konieczne do stworzenia pewnego wizerunku Polski.

Pamiętam, że jeszcze nie tak dawno temu pojawiały się na kanałach internetowych i w zachodniej prasie informacje o tym, że Polska wyrasta w Europie na potęgę gospodarczą i militarną. Zastanawiałem się, po co ktoś rozgłaszał takie bzdury? Po to, by wytworzyć w ludziach przekonanie, że Polska to potęga i że dzięki temu stać ją na pomoc Ukrainie. Było też dużo informacji na temat tego, jak Polacy pomagają uchodźcom ukraińskim. Obecnie jednak, gdy kreuje się obraz Polski jako państwa, które intensywnie dozbraja Ukrainę, a jej politycy są wyjątkowo agresywni w stosunku do Rosji, to europejska opinia publiczna może nabrać przekonania, że winę za tę przedłużającą się wojnę ponosi głównie Polska. Jeśli rząd „polski” wyśle wojsko polskie na Ukrainę, to tym bardziej utwierdzi się ona w tym przekazie.

Gdy więc w końcu Amerykanie uznają, że nadszedł czas jej zakończenia, to głównym winowajcą będzie Polska i w związku z tym powinna ona być ukarana. W takiej sytuacji wszyscy uznają, że będzie to dobre rozwiązanie. Tą karą będzie połączenie Polski, bez ziem poniemieckich, z okrojoną Ukrainą, prawdopodobnie bez Ukrainy zadnieprzańskiej. Żeby jednak do takiego połączenia doszło, to trzeba zintegrować oba kraje pod względem gospodarczym, socjalnym, etnicznym, czyli masowym osiedlaniem Ukraińców w Polsce, kultury i edukacji, logistycznym, czyli budowy dróg i kolei w kierunku Ukrainy, przejść granicznych itp. I to wszystko realizuje się. Gdyby chodziło tylko o pomoc militarną, to ograniczyłaby się ona do tego obszaru, a tak nie jest. Głównym zatem celem jest stworzenie nowego państwa, a nie wojna z Rosją, której oba państwa nie są w stanie pokonać, ale bez tej wojny nie można tego dokonać. To, co się teraz dzieje, nie byłoby możliwe w warunkach pokojowych. Ta wojna jest tylko środkiem do celu.

Władysław Studnicki

Parę dni temu pojawił się na kanale Zakazane Historie odcinek poświęcony Władysławowi Studnickiemu a zatytułowany Studnicki: Polityk, który przewidział klęskę wrześniową. Był to chyba jedyny znaczący proniemiecki polityk okresu międzywojennego i nie zmienił swoich poglądów do śmierci. Jego koncepcja opierała się na sojuszu z Niemcami przeciwko Rosji. Nie dziwi to, bo wszyscy wywodzący się z Wielkiego Księstwa Litewskiego mają antyrosyjskie fobie. Podszywają się pod Polaków i w ten sposób opinia światowa jest przekonana, że to Polacy mają te fobie i zachowują się irracjonalnie. Warto więc sobie przybliżyć tę postać, bo to ułatwi zrozumienie tego, co obecnie dzieje się w polityce tego regionu, a zwłaszcza tej umowy pomiędzy Polską i Ukrainą z 8 lipca.

Wikipedia o Studnickim pisze m.in. tak:

Władysław Studnicki-Gizbert (ur. 15 listopada 1867 w Dyneburgu, zm. 10 stycznia 1953 w Londynie) – polski polityk i publicysta, członek tymczasowego zarządu Polskiego Skarbu Wojskowego w 1912, od września 1939 zwolennik kolaboracji Polski z III Rzeszą. Brat Wacława, archiwisty wileńskiego.

W młodości uczęszczał do Gimnazjum w Dyneburgu. Od 1887 był studentem Szkoły Handlowej Leopolda Kronenberga. W 1888 r. był jednym z założycieli II Proletariatu, za działalność socjalistyczną aresztowany jesienią 1888, po ośmiu miesiącach śledztwa zesłano go na Syberię. Po powrocie z zesłania w 1896 zamieszkał w Petersburgu, a wkrótce potem w Warszawie. W 1897 wyjechał razem z bratem Wacławem do Wiednia, a następnie osiadł w Heidelbergu. Działał w Związku Zagranicznych Socjalistów Polskich i był członkiem jego władz, tzw. Centralizacji, publikował także w emigracyjnej prasie socjalistycznej, m.in. „Przedświcie”. Stopniowo jednak oddalał się od ruchu socjalistycznego w stronę poglądów bardziej narodowych. W 1901 zamieszkał w Galicji i został najpierw członkiem tamtejszego Stronnictwa Ludowego, a w 1902 Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego. W 1903 założył we Lwowie „Tygodnik Lwowski”.

W 1904 r. wydał zbiór swojej publicystyki Od socjalizmu do nacjonalizmu, gdzie przedstawił przyczyny zmiany swoich poglądów. Ostatecznie rozstał się jednak z ruchem nacjonalistycznym wobec różnic w stosunku do Rosji. W latach 1905–1910 mieszkał głównie w Warszawie, był aktywnym publicystą, będącym w opozycji do prorosyjskiej polityki Romana Dmowskiego. W latach 1906–1908 wykładał ekonomię polityczną na Wydziale Humanistycznym Towarzystwa Kursów Naukowych w Warszawie. W 1910 wydał Sprawę polską, w której głosił potrzebę odbudowy niepodległej Polski w oparciu o państwa centralne. Wysunął wówczas koncepcję tzw. trializmu, czyli poszerzenia austro-węgierskiej unii realnej o trzeci człon, którym miało być odbudowane państwo polskie. Był zwolennikiem rozbicia Rosji, która zajęła 80% terytorium I Rzeczypospolitej (w granicach z 1772). W ostatnim okresie przed wybuchem I wojny światowej był działaczem Polskiego Skarbu Wojskowego i Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, czynił kroki na rzecz stworzenia politycznej nadbudowy dla polskich organizacji paramilitarnych. Do idei tej, w 1912 r., starał się przekonać płk. Tadeusza Rozwadowskiego, w późniejszym czasie jedynego generała Polaka w służbie austriackiej, który nawiązał kontakty z polskim ruchem strzeleckim. Członek Wydziału Finansowego Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. Po klęskach armii austro-węgierskiej jesienią 1914 stał się jednym z najwybitniejszych przedstawicieli orientacji proniemieckiej. 10 maja 1916 spotkał się z generał-gubernatorem Hansem von Beselerem, któremu przedłożył projekt powołania niepodległej Polski, ze wschodnią granicą na Dźwinie i Berezynie, z zachowaniem zachodniej granicy Królestwa Polskiego z Niemcami z 1815. 21 lipca 1916 założył Klub Państwowców Polskich. Nazywany był jednym ze współautorów aktu 5 listopada, który obiecywał utworzenie państwa polskiego. W grudniu 1916 wszedł do 25-osobowej Tymczasowej Rady Stanu dzięki poparciu okupacyjnych władz niemieckich, został z niej wykluczony w sierpniu 1917. Do końca wojny popierał ekspansję przyszłego państwa polskiego na wschód w sojuszu z Niemcami. W 1918 był zaangażowany w rozmowy o obsadzeniu tronu polskiego przez księcia saskiego Christiana. Mianowany członkiem Rady Stanu w 1918 roku.

x

Istota koncepcji Studnickiego sprowadza się do paru punktów:

  • Był zwolennikiem rozbicia Rosji, która zajęła 80% terytorium I Rzeczypospolitej (w granicach z 1772).
  • 10 maja 1916 spotkał się z generał-gubernatorem Hansem von Beselerem, któremu przedłożył projekt powołania niepodległej Polski, ze wschodnią granicą na Dźwinie i Berezynie, z zachowaniem zachodniej granicy Królestwa Polskiego z Niemcami z 1815.
  • Do końca wojny popierał ekspansję przyszłego państwa polskiego na wschód w sojuszu z Niemcami.
  • W 1918 był zaangażowany w rozmowy o obsadzeniu tronu polskiego przez księcia saskiego Christiana.
  • Dla Studnickiego najgroźniejszym przeciwnikiem była bolszewicka Rosja, a nie Niemcy, z którymi, jak podkreślał, niewielkim kosztem moglibyśmy dojść do porozumienia.

Studnickiego za jego poglądy cenili m.in. Stanisław Cat-Mackiewicz, Adolf Bocheński i Jerzy Giedroyć, który wydawał wpływowy dziennik „Polityka”. A więc dwóch Litwinów i jeden Ukrainiec. Tylko tacy ludzie mogli dogadywać się z Niemcami i niewielkim kosztem dojść z nimi do porozumienia. Ten „niewielki koszt”, to zachodnia granica Królestwa Polskiego z 1815 roku, jako przyszła granica polsko-niemiecka. A więc ten „niewielki koszt”, to rezygnacja z Wielkopolski, Małopolski i Pomorza. I to mają być Polacy i patrioci? I jeszcze ten saski książę jako król Polski.

x

Jeśli prześledzi się historię Polski, to widać, że ostatecznie przesunięcie tzw. ośrodka polskości na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego nastąpiło w XIX wieku. Tam się wszystko działo; powstawała literatura kresowa, pierwsze partie polityczne, rozwijało się polskie szkolnictwo itp. Wszystko jednak zaczęło się od realizacji jednego z postanowień unii horodelskiej z 1413 roku, na mocy którego 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich adoptowało herby 47 rodów szlachty polskiej. I tak bojarzy ci stali się polskimi panami, którzy prześladowali rusiński lud. Podobno tych rodów bojarskich było więcej, ale budynek, w którym przechowywano ten dokument został zniszczony podczas powstania warszawskiego. To działo się za czasów unii personalnej z Litwą. Jej zadaniem było tak naprawdę dostosowanie Korony do realiów WKL, czyli trzeba było z w miarę nowoczesnego państwa europejskiego zrobić wschodnie państwo feudalne, a z chłopów – niewolników. To trwało prawie dwieście lat.

Unia realna skutkowała tym, że jezuici wkroczyli na ziemie WKL i zapoczątkowali budowę kościołów, a ludność prawosławną zachęcali do przechodzenia na katolicyzm. Zdobywali teren tak, jak czynią to współczesne korporacje. W mieście, w którym mieszkam, rynek znajduje się przy kościele, a nie przy cerkwi, chociaż kościoły budowano tu znacznie później.

Dwa najważniejsze kroki, czyli przekształcenie rusińskiej i litewskiej szlachty w polską i ekspansja jezuitów na teren WKL, dokonały się. Jednak szlachta Korony, jakkolwiek już zdominowana przez nową szlachtę z WKL, to jednak nadal była obecna i zapewne bardziej świadoma, niż polski lud. Należało więc ją dobić, by dominacja WKL była całkowita. I temu właśnie celowi służył najazd szwedzki, czyli potop.

Oficjalnie najazd szwedzki tłumaczy się tym, że Szwecja chciała uczynić Morze Bałtyckie swoim wewnętrznym morzem. A skoro tak, to po co było iść daleko na południe, niszczyć Koronę i mordować jej ludność, tym bardziej, że Korona miała bardzo ograniczony dostęp do morza? To Prusy rządziły na południowym i wschodnim Bałtyku, więc to one stały na drodze do realizacji tego celu, ale z jakichś irracjonalnych (pozornie) powodów Szwedzi zaatakowali Koronę. Postąpili też wbrew klasycznej zasadzie prowadzenia wojny, że celem każdej wojny nie jest zniszczenie wroga, tylko podporządkowanie go własnej woli. Szwedzi niszczyli nawet te zamki, których obrońcy poddawali się. Wygląda więc na to, że celem tej wojny było zniszczenie Korony.

Często też mówi się, że planowano wtedy rozbiór Rzeczypospolitej. Być może planowano i dokonano go, bo przecież Szwecja zajęła praktycznie całą Koronę, ale tę Koronę starą, bo na krótko przed unią realną w 1569 roku połączono ją z całą południową częścią WKL, czyli z obecną Ukrainą i to wspólne państwo polsko-ukraińskie w ramach Rzeczypospolitej nadal nazywano Koroną. Natomiast Rosja zajęła całe WKL, łącznie z jej częścią południową. Z kolei Litwin Radziwiłł dogadał się z królem szwedzkim i w ten sposób Litwa też nie ucierpiała od szwedzkiego najazdu.

Szwedzi, gdyby chcieli, to pewnie mogliby zająć całą Koronę, łącznie z klasztorem na Jasnej Górze, ale wycofali się. Zadowolili się tylko Inflantami. Rosja też wycofała się. Zostawiła sobie tylko Ukrainę zadnieprzańską. Był to więc klasyczny rozbiór. Dlaczego jednak tylko taki skromny, skoro oba państwa zajęły praktycznie całą Rzeczpospolitą? Dlaczego wycofały się? Nie ulega wątpliwości, że Szwecja była zbyt małym krajem, by podporządkować sobie Koronę, a oficjalny powód, czyli chęć stworzenia z Bałtyku swego wewnętrznego morza, również był nierealny ze względu na Prusy. Wychodzi więc na to, że prawdziwym celem tej wojny było zniszczenie Korony, czyli Polski, a konkretnie jej elity, czyli magnaterii, jej zamków i posiadłości. Magnateria WKL, czyli wówczas już „polscy panowie”, nie ucierpiała. W ten sposób dokonała się podmiana elit i Wschód zdominował Rzeczpospolitą, której pozwolono jeszcze istnieć przez ponad sto lat. O tym, jak na masową skalę produkowano Polaków na wschodzie w XIX wieku, pisałem w blogu Zrozumieć Polskę.

Te nowe „polskie” elity wywodziły się z WKL, które powstało z dawnych ziem Rusi Kijowskiej, do których prawo rościła sobie Rosja i nadal rości, nazywając Ukrainę i Białoruś bliską zagranicą. A obecne „elity” również mają tam swoje korzenie. Stąd są te antyrosyjskie fobie u wszystkich tych ludzi. Nie dziwią więc poglądy Studnickiego, Giedroycia i innych, dla których ziemie polskie są tylko nic nieznaczącym dodatkiem do ich prawdziwej ojczyzny, czyli ziem byłego WKL. Nie dziwi też słynne już oświadczenie jakiegoś tam Jasiny, który powiedział, że rząd polski jest sługą Ukrainy. Nie dziwi również postawa „polskiego” rządu, który bezwarunkowo wspiera Ukrainę. Problem polega na tym, że zdecydowana większość ludzi nie zdaje sobie sprawy ze stanu faktycznego i nie rozumie, a część jest nawet zszokowana takim zachowaniem tych ludzi, których uważa za Polaków, a oni tylko ich udają.

Trzeba jednak sobie powiedzieć szczerze, że ten plan, podmiany jednego narodu społecznościami z WKL, był planem kogoś, kto stał ponad tym i tym wszystkim kierował i to, co obecnie dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich, to również jego dzieło. Realizacja czegoś takiego jak potop szwedzki wymagała skoordynowanych działań w wielu państwach, a to mogła zrobić tylko jedna nacja. I obecnie jest tak samo. Te sługi Ukrainy to tylko żałosne kukiełki, realizujące czyjeś rozkazy.

Polska szlachta w większości, jeśli nie w całości, była żydowskiego pochodzenia i prawdopodobnie tak samo było w przypadku tych litewskich i rusińskich bojarów. Bo jest rzeczą nienaturalną, że ktoś, kto należy do najwyższej warstwy, tak ochoczo przyjmuje do swego grona innych. Cechą charakterystyczną tej warstwy w innych państwach była jej ekskluzywność. To było 1-2% całego społeczeństwa, czasem około 5%, ale nigdy 10%, jak w przypadku Rzeczypospolitej. I do tego dochodzi jeszcze ta liczba – 47. Dlaczego akurat 47, a nie 50? Dlaczego magnateria Korony została zmarginalizowana, jeśli była żydowska? No właśnie! Równie dobrze można by zadać pytanie: dlaczego doszło do Holokaustu? Problem polega na tym, że my do oceny działań Żydów stosujemy system wartości oparty na Dekalogu, który nam ułożyli właśnie oni, a ich system wartości jest zupełnie inny, dla nas nieznany. I dlatego mamy problemy z oceną i interpretacją tego, co dzieje się w polityce.

Aktualizacja z dnia 13 lipca 2024

Wskoczył mi wczoraj na ekran fragment z filmu “Lalka”. Bardzo wymowny i skłaniający do refleksji.

To (pol)exit or not to (pol)exit?

Miesiąc temu na swoim kanale na YouTube Ryszard Legutko przedstawił swoje stanowisko w kwestii ewentualnego wyjścia Polski z unii. Spór polsko-polski ważniejszy niż spór Polski z UE – tak zatytułował swoją wypowiedź. Ryszard Legutko to filozof, publicysta i polityk, autor książek o tematyce społeczno politycznej, tłumacz, komentator dzieł Platona. Do Parlamentu Europejskiego kandydował z listy Prawa i Sprawiedliwości. W PE przystąpił do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Poniżej zapis jego wypowiedzi.

Czy warto zastanawiać się nad polexitem? Tak, oczywiście. Powinniśmy być otwarci na różne możliwości i różne scenariusze. Pamiętajmy, że unia europejska idzie w tym kierunku, że coraz więcej rzeczy tam się dzieje niezależnie od naszej woli. Podejmowane są decyzje, na które my nie mamy żadnego wpływu. Te decyzje mogą być czasami dla nas korzystne, ale bardzo często korzystne dla nas nie są. Wobec tego jest oczywiste, że trzeba rozważać: wychodzić czy nie wychodzić?, jakie są koszty jednego i drugiego?, warto czy nie warto? Trzeba o tym mówić również z tego powodu, że od samego początku, od momentu, kiedy zarysowała się możliwość naszego wyjścia z unii, to zapanowało wśród Polaków takie cielęce ubóstwienie unii europejskiej. To się na szczęście teraz zmienia. Zmienia się dość wyraźnie, ale jest ciągle jeszcze ogromna grupa Polaków, z pewnością większość Polaków, która nawet nie chce słyszeć o jakiejkolwiek krytyce unii i uważa, że krytykowanie unii jest czymś w rodzaju grzechu, rzeczą nieprzyzwoitą i w żadnym razie nie należy o tym mówić, ani nawet myśleć. Więc, żeby wyzwolić się z tego stanu marazmu i umysłowej bezwładności, trzeba również zastanowić się nad tym czy warto wychodzić z unii, czy nie? Gdzie przebiega ta czerwona linia? Jakie kroki należy podjąć i tym podobne rzeczy. To wszystko mieści się w ramach politycznej racjonalności. Niemówienie o tym, niemyślenie o tym jest w istocie przejawem nieracjonalności.

No dobrze, ale nie o tym chciałem mówić. Mamy jeden kraj, jak dotąd, który wyszedł z unii europejskiej – Wielka Brytania. No i przyjrzyjmy się temu przypadkowi brytyjskiemu. Czy wyjście z unii europejskiej spowodowało przyrost dobra dla Wielkiej Brytanii? Kiedy rozmawiałem z politykami brytyjskimi z partii konserwatywnej, to wszyscy chwalą ten krok. Kiedy rozmawiałem z publicystami konserwatywnymi, to – jakkolwiek chwalą samą decyzję – to wyrażają wielkie rozczarowanie tym, co stało się po brexicie. Istotnie, jeśli Wielka Brytania wyszła z unii europejskiej, to wyzwoliła się od komisji europejskiej, wyzwoliła się od tych europejskich trybunałów, a więc mogła zarządzać swoimi sprawami wedle woli i wedle woli brytyjskiego społeczeństwa. Czy przez to Wielka Brytania stała się krajem o większej wolności, większych swobodach, niż w państwach, gdzie reguły narzucała unia europejska? Nie! Bynajmniej! Wielka Brytania jest w tej chwili jednym z najbardziej zamordystycznych krajów zachodniej Europy czy w ogóle świata zachodniego, gdzie polityczna poprawność jest bardzo mocno egzekwowana, gdzie rząd konserwatywny, rząd, który jest przy władzy od wielu lat, nie tylko nie potrafi ograniczyć imigracji, ale właściwie ją zwiększył. W tej chwili to wszystko zupełnie poza kontrolą, a te próby podejmowane nie przynoszą specjalnych skutków; gdzie szkolnictwo, edukacja nadal jest w szponach politycznej poprawności, no i tym podobne rzeczy. Podobnie ta zielona ideologia. A zatem wyjście z unii europejskiej Wielkiej Brytanii zapewne się jej przysłużyło w jakimś zakresie, ale w dużym zakresie niewiele to zmieniło.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta. Cały świat zachodni, Europa Zachodnia w szczególności, znajduje się pod rządami lewicy. Dotyczy to również unii europejskiej, niezależnie od tego, jak się te partie nazywają. Czy się nazywają partiami konserwatywnymi, jak w Anglii, czy chrześcijańsko-demokratycznymi, czy ludowymi, czy centrowymi, czy jeszcze inaczej, czy zielonymi, czy socjalistycznymi. Wszędzie właściwie jest ta sama agenda, ten sam program. Dlatego brytyjska partia konserwatywna realizowała program lewicowy.

Czym jest lewica, na czym polega myślenie lewicowe? Z grubsza polega na tym, że lewica uznaje, że świat, w którym żyjemy jest światem złym, niesprawiedliwym, źle rządzonym i trzeba dokonać radykalnej zmiany, radykalnego przemodelowania, zmiany stosunków społecznych, zmiany prawa, zmiany sposobu myślenia. Trzeba dokonać takiego swoistego recyklingu, przenicowania społeczeństwa.

Jeżeli przyjrzymy się polskiej sytuacji, no to dostrzeżemy bardzo łatwo, że to myślenie lewicowe jest w Polsce bardzo silne. Już nie tylko chodzi o to, że orientacja lewicowa jest przy władzy, no bo cały program (nie program ) obecnego rządu, rządu Donalda Tuska, rządu koalicyjnego, jest programem lewicowym, programem, który dąży do radykalnego przebudowania świata i przebudowania Polski, ponieważ ta Polska tradycyjna jest zła i w tym współczesnym świecie się nie mieści.

Jest zastanawiające, jak sposób myślenia tego rządu przypomina sposób myślenia władców komunistycznych, którzy w Polsce rozpoczęli swoje rządy przywiezieni na czołgach sowieckich w 44-tym, 45-tym roku. W jednym i drugim przypadku dąży się do recyklingu, do takiego przenicowania polskiej tożsamości. Trzeba powiedzieć, że lewica współczesna, ta platformersko-hołowniana, osiągnęła całkiem sporo w tym zakresie. Pod pewnymi względami nawet więcej, niż ta lewica komunistyczna, mimo użycia środków bardziej łagodnych.

Atak na polską tożsamość i na polską historię jest analogiczny do tego, jaki był podejmowany po wojnie, a nawet powiedziałbym, że bardziej radykalny. To, co się dzieje z nauczaniem historii. Na przykład te zabiegi, które wykonuje współczesny resort oświaty. To poszło znacznie dalej, niż robili to komuniści.

Atak na chrześcijaństwo. Oczywiście komuna aresztowała, więziła, skazywała na śmierć kler, polskich księży torturowała. Od pewnego momentu złagodniała i w jakimś sensie ten Kościół stał się instytucją w Polsce, z którą zaczęto się liczyć. W tej chwili atak na Kościół jest niezwykle brutalny i zmasowany, jeśli chodzi o stronę językową. Jest jeszcze ostrzejszy, niż był za komuny. Albo weźmy polską tradycję patriotyczną – żołnierze wyklęci. To, co się pisze w tej chwili, co lewica, rząd, organizacje z rządem związane czy z nim się utożsamiające – to, co piszą o żołnierzach wyklętych, to właściwie to samo, co za komuny. Atak na papieża w Polsce, w III RP, jest znacznie ostrzejszy, niż ataki na Karola Wojtyłę w Polsce Ludowej do czasu, kiedy Karol Wojtyła został papieżem.

Wiele z tych rzeczy, które obserwujemy, które ja obserwuję z niepokojem, są rodzimego chowu. One są oczywiście wspierane przez unię. Unia daje im jakiś parasol, rozmaite sposoby podtrzymywania tego rodzaju działalności. Ale tak naprawdę powstały one w Polsce. Są realizowane polskimi siłami i mówienie o polexicie jest oczywiście racjonalne, ale jeśli wyobrażamy sobie, że odbywa się referendum, Polacy decydują, że chcą wyjść z unii, że to zmieni coś zasadniczego w Polsce, że uczyni te praktyki, które obserwujemy dzisiaj niemożliwymi, to my się karmimy złudzeniami. Barbaryzacja polskiej kultury, ogłupianie społeczeństwa przez te eksperymenty edukacyjne czy antyedukacyjne, propaganda antypolska – to wszystko jest zasilane energią ludzi, instytucji żyjących w tym kraju. Więc na pytanie, czy trzeba myśleć o polexicie i trzeba do niego dążyć, odpowiadam warunkowym „tak”. To znaczy trzeba myśleć i trzeba rozważać taki scenariusz. Realizacja tego scenariusza będzie kompletnie bez sensu, jeśli domu polskiego nie uporządkujemy. To znaczy, jeśli nie wzmocnimy tej strony patriotycznej, tej strony, która będzie polską suwerenność podtrzymywała. Bo co z tego, że wyzwalając się od instytucji unijnych, będziemy państwem suwerennym, skoro ta suwerenność będzie wykorzystywana do tych samych celów, do których dąży unia. A więc w istocie spór polsko-polski uważam za ważniejszy od sporu Polski z unią europejską.

x

Wszystkie partie w unii europejskiej są lewicowe – tak twierdzi Legutko i chyba wie, co mówi, bo przecież był parlamentarzystą europejskim. Lewica, według niego, uważa, że świat jest zły, niesprawiedliwy, źle rządzony. Trzeba więc dokonać radykalnej zmiany, polegającej na tym, że zmienia się stosunki społeczne, prawo, sposób myślenia. Trzeba więc zmienić społeczeństwo. – Czy rzeczywiście lewica chce zmiany społeczeństwa? Chce tzw. sprawiedliwości społecznej, tj. sprawiedliwego podziału wypracowanego dochodu. Do tego wystarczy zmiana prawa, do tego nie potrzeba zmiany społeczeństwa i sposobu jego myślenia. Czy zatem jest to lewica i czy tak powinny nazywać się te partie?

Polska lewica nie różni się niczym od tej europejskiej i ma takie same cele – twierdzi Legutko. Atakuje ona polską historię i chrześcijaństwo. Polska tradycja patriotyczna, to żołnierze wyklęci. Mówiąc o ataku na chrześcijaństwo ma on na myśli atak na Kościół katolicki. Dlaczego zawęża pojęcie chrześcijaństwa? Lewica zawsze atakowała Kościół i nigdy nie kryła się z poglądami, że dla niej Kościół katolicki to ciemnota i zabobon. Nigdy jednak nie atakowała w taki, ani w żaden inny sposób, Cerkwi prawosławnej, chociaż jest ona bardziej przywiązana do tradycji, niż Kościół, a więc jest to jeszcze większa ciemnota i zabobon. Ktoś może powiedzieć, że dlatego, że prawosławnych jest zdecydowanie mniej. Nie jest to jednak prawda. Po powstaniu listopadowym Rosjanie usuwali ze wszelkich urzędów i instytucji państwowych Królestwa Polaków i zastępowali ich Rosjanami. Jednocześnie budowali cerkwie i w ten sposób tworzyli wspólnoty prawosławne na ziemiach etnicznie polskich. O tym pisałem w blogu Czyja religia, tego władza. Po II wojnie światowej na ziemie poniemieckie przesiedlano głównie mniejszości kresowe, a więc prawosławnych. Mamy więc w Polsce bardzo dużo wyznawców prawosławia. Propaganda narodowo-socjalistycznego PRL-u zakodowała ludziom w głowach, że Polska jest krajem jednolitym narodowo i katolickim, a takim nie była i nie jest.

Siły, które są przeciwne wartościom chrześcijańskim i patriotycznym, są rodzimego chowu. Jest to więc spór polsko-polski. Jednak Legutko nie precyzuje dokładnie, jakie to są siły. Jak więc walczyć z czymś, co nie jest jasno określone, czego nie można nazwać? To walka z wiatrakami, to jakaś donkiszoteria. Natomiast proponuje on wzmocnienie strony patriotycznej, czyli że druga strona jest niepatriotyczna. A skoro jest niepatriotyczna, to może nie są to Polacy, a spór nie jest sporem polsko-polskim? Wzmocnienie strony własnej, bez właściwego rozpoznania przeciwnika, prowadzi tylko do niekończącego się konfliktu. I zdaje się, że właśnie o to chodzi. Jeśli nie powiemy ludziom z korzeniami białoruskimi, ukraińskimi i innymi, że nie są patriotami, a oni nie powiedzą wprost, dlaczego są tak niechętni Polakom, to nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Tylko szczery dialog i jasne deklaracje z obu stron mogą być realną próbą rozwiązania tego konfliktu. Na to jednak politycy wszelkich orientacji nie są gotowi i nie chcą tego. Racją ich bytu jest tworzenie konfliktów, a nie ich rozwiązywanie.

Mamy więc klarowny podział sceny politycznej – dwie dominujące partie: PO i PiS. One mają największy elektorat i najbardziej stabilny. Wiemy też, że zarówno dla zwolenników PO jak i PiS, program polityczny i gospodarczy nie ma znaczenia. Bez względu na to, co zrobią politycy obu partii oni i tak zawsze będą głosować na swoje partie. A skoro tak, to podział musi przebiegać gdzie indziej. Elektorat PiS jest przywiązany do tych idiotycznych haseł typu Bóg, Honor, Ojczyzna. Z tym się utożsamia, a więc Polak-katolik. Tak właśnie przenicowano społeczności na Kresach i zrobiono z nich Polaków. Oni innej tożsamości nie mają i tego się trzymają. Mamy więc podział: cała Polska zachodnia i największe miasta to elektorat PO. Podobnie głosują prawosławni Ukraińcy i Białorusini w południowej części Podlasia, gdzie stanowią zdecydowaną większość. Tak więc zwolennicy PO to w większości prawosławni. Dla nich wszelkie ataki na Kościół katolicki są mile widziane, bo oni nienawidzą go. I dobrze o tym wie Donald Tusk i dlatego może mówić, że polskość to nienormalność.

Legutko na zakończenie stwierdza, że spór polsko-polski jest ważniejszy od sporu Polski z unią. Czy rzeczywiście jest to spór polsko-polski, czy może raczej funkcjonujący podskórnie, wykreowany przez polityków, spór prawosławno-katolicki? PO – prawosławie, PiS – katolicyzm. Wiadomo, że antagonizmy na tle wyznaniowym są trwalsze i nie do usunięcia. To jest niekończący się samograj.

Czy rzeczywiście przenicowanie społeczeństwa to oryginalna lewicowa myśl? Przecież tak było w XIX wieku na Kresach, będących wtedy pod zaborem rosyjskim, gdzie z miejscowych społeczności robiono Polaków. O tym pisałem w blogu Zrozumieć Polskę.

Ten obraz polskiej rzeczywistości, jaki tu nakreśliłem, jest nieco przerysowany, ale tak jak w karykaturze dla uwypuklenia pewnych cech trzeba je uczynić wyrazistymi, tak i w tym wypadku należało tak postąpić. Żeby cokolwiek zrozumieć, trzeba wyrażać się jasno i precyzyjnie, a nie rozmywać obraz, tak jak to czynili impresjoniści i jak to uczynił Legutko. Musi być on jasny i klarowny, tak jak w malarstwie klasycznym.

Po co więc ten polexit i cała ta dyskusja o nim? Jeśli ma być odtworzona I RP, to wyjście z unii jest konieczne. Problem jednak polega na tym, że nikt o tym nie powie, bo jest jeszcze za wcześnie, ale przygotowania już trwają, czego dowodem jest choćby cytowana powyżej wypowiedź Ryszarda Legutko.

Sojusz

W swoim podkaście geopolitycznym z dnia 23 czerwca 2024 roku zatytułowanym Wicepremier Ukrainy chce sojuszu z Polską Leszek Sykulski mówi m.in. tak:

Wicepremier Ukrainy Irina Wereszczuk podczas III Forum Odbudowy Ukrainy w Kijowie powiedziała: „Bez sojuszu z Polską nie będziemy w stanie wygrać wojny”. Te słowa wywołały prawdziwą burzę w wielu środowiskach, także tych, które dotychczas nawoływały do wspierania Ukrainy, pomocy finansowej, gospodarczej, a nawet militarnej, ponieważ pokazują w jak trudnej sytuacji jest dzisiaj Ukraina i że bez zaangażowania wojsk Kolektywnego Zachodu trudno mówić o jakimkolwiek zwycięstwie. Dzisiaj państwa tzw. Kolektywnego Zachodu po prostu zwyczajnie nie chcą angażować się bezpośrednio wojskowo, a przynajmniej nie w takiej skali, jak chciałaby pani Irina Wereszczuk.

W związku z tym mamy tutaj do czynienia z pewnym nawiązaniem do planu, dziś już nieco zapomnianego,Stoltenberga-Jermaka. Był taki plan, który polegał na tym, aby zaproponować Ukrainie swego rodzaju „małe NATO”, jak często publicyści, komentatorzy nazywali ten plan, a mianowicie takie dwustronne porozumienia polityczno-wojskowe z Ukrainą i w tymże właśnie planie Jermakowa-Stoltenberga była koncepcja stworzenia takiego sojuszu polityczno-militarnego między Polską a Ukrainą. Miały być takie kręgi sojusznicze, gdzie ten najwęższy krąg to byliby tacy najwierniejsi sojusznicy Ukrainy, gdzie w planie Jermaka-Stoltenberga właśnie miała być również Polska. No i tutaj były rozważane różnego rodzaju koncepcje, łącznie z tym, aby państwa, które wchodzą w takie głębsze relacje sojusznicze z Ukrainą i miały potencjalnie np. wysłać wojsko na Ukrainę, aby te państwa automatycznie traciły możliwość skorzystania z art.5 Traktatu Waszyngtońskiego,Traktatu Północnoatlantyckiego i tego traktatu NATO, który mówi o tym, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, że jedno państwo ma prawo oczekiwać pomocy ze strony państw innych, jeżeli zostanie zaatakowane.

Nie muszę mówić, że tego typu plan, plan Jermaka-Stoltenberga, i koncepcja rzucona przez Irinę Wereszczuk jest skrajnie niekorzystna dla państwa polskiego, w pewien sposób uprzedmiotowia państwo polskie, które staje się tak naprawdę zakładnikiem ukraińskiej racji stanu i nie może być mowy na zgodę na tego typu plany, koncepcje. To nie może być poważnie traktowane. No, ale niestety pani Irina Wereszczuk jest traktowana poważnie przez czynniki decyzyjne państwa polskiego. Tutaj można oczywiście próbować zrozumieć stanowisko wicepremier Ukrainy, która mówi o tym, że bez wsparcia Zachodu Ukraina sobie nie pomoże itd., ale wiemy doskonale, że przyczyna tej wojny na Ukrainie jest znacznie głębsza i ona nie wynika tylko i wyłącznie z jakichś animozji narodowościowych w Donbasie, ale jest tak naprawdę proxy war, to jest wojna zastępcza, toczona między Kolektywnym Zachodem a państwem związkowym Rosji i Białorusi. Trzeba w takich kategoriach geopolitycznych patrzeć na ten konflikt, zwłaszcza że po 25 lutego tego roku, kiedy dziennik New York Times opublikował szokujące informacje, ale którym nikt nie zaprzeczył. Nikt z kręgów decyzyjnych USA nie zaprzeczył rewelacjom, że po 2014 roku na terytorium Ukrainy stworzono dwanaście wielkich baz wywiadowczych przez wywiady brytyjski MI6 i amerykański CIA. To jasno pokazuje, że Ukraina stała się zakładnikiem w rozgrywce potężnych graczy na europejskiej szachownicy.

Dalej Sykulski twierdzi, że Polska nie jest przygotowana do żadnego konfliktu; nie ma ani efektywnego systemu obrony powietrznej, ani efektywnego systemu szkolenia rezerw, ani efektywnej infrastruktury obronnej dla ludności cywilnej, schronów różnego rodzaju, zabezpieczeń na czas wojny. Polska nie ma systemu obrony cywilnej, nie ma niezbędnych do tego zapasów, nie ma systemu reagowania, szkolenia ludności – krótko mówiąc, nie jest gotowa i nie ma żadnego interesu, by uczestniczyć w wojnie. Próba mówienia, że Ukraina powinna wchodzić w jakiekolwiek bilateralne relacje, sojusze polityczno-militarne jest absolutnie sprzeczna z polskim interesem narodowym.

Sykulski twierdzi, że prędzej czy później jakiś reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich nastąpi ze względu na chęć dyplomacji amerykańskiej do pozyskania neutralności Rosji w konflikcie Ameryki z Chinami. W związku z tym widać już wypuszczanie różnych balonów próbnych, takich jak choćby ten niedawny artykuł w NYT, który sugeruje, że zerwanie rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych w roku 2022 odbyło się z aktywnym udziałem decydentów państwa polskiego, czyli że jest to próba przeniesienia odpowiedzialności, a przynajmniej części odpowiedzialności, za tragedię Ukraińców na Polskę, że to właśnie prezydent Polski, polscy dyplomaci, politycy doprowadzili do zerwania rozmów negocjacyjnych, do fiaska rosyjsko-ukraińskiego traktatu pokojowego w 2022 roku.

Tego typu działania amerykańskie, które mają na celu przeniesienie części odpowiedzialności, nie na Wielką Brytanię, a na Polskę, a przecież to wiemy doskonale, że kluczową destrukcyjną rolę w zerwaniu tych rozmów negocjacyjnych między Ukrainą a Rosją odegrał Boris Johnson ówczesny premier Wielkiej Brytanii, który w roku 2022 kilkukrotnie udawał się z wizytą do Kijowa. To Boris Johnson mocno naciskał na elity Kijowa, by zerwać te negocjacje z Rosją, by kontynuować walkę. Tutaj widzimy próbę przerzucenia tej odpowiedzialności na decydentów polskich. To jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ prędzej czy później dojdzie do sytuacji, w której strony konfliktu usiądą przy stoliku rozmów, ale gdzie główne decyzje będą zapadały ponad głowami państw małych i średnich. Waszyngton z Moskwą dogadają się, bo mają takie geopolityczne interesy. Natomiast tym kozłem ofiarnym może stać się Polska i to nie tylko w kontekście tego, co establishment polityczny Ukrainy będzie mówić. Część tego establishmentu, który po przegranej wojnie będzie starał się przerzucić sporą część odpowiedzialności na czynniki zewnętrzne, a nie, np. na oligarchów, ale będzie szukał wroga za granicą i bardzo blisko jest zresztą Polska. Polskę będzie łatwo tutaj oskarżyć ze strony części radykalnych środowisk ukraińskich z uwagi na tradycje polityczne tego narodu i na te kwestie, które dzisiaj wypływają, jeśli chodzi o narrację takich periodyków jak NYT.

Polska prowadzi mało asertywną politykę względem Ukrainy. Jest to polityka serwilizmu, uległości, bezwarunkowego wspierania, która musi się skończyć źle. Ten artykuł w NYT powinien podziałać jak kubeł zimnej, lodowatej wręcz wody, na rozgrzane głowy polskich publicystów, intelektualistów, polityków, decydentów. Powinni zrozumieć, że wojna na Ukrainie, to nie nasza wojna. Polska powinna trzymać się z dala od tego konfliktu i zaprzestać wspierania militarnego Ukrainy, dążyć do tego, aby jak najszybciej ten konflikt wygasić i jak najszybciej znormalizować relacje pomiędzy Polską a Rosją i Polską a Białorusią, bo to także jest konieczny warunek do tego, aby zakończyć kryzys na granicy.

x

Sykulski poruszył w swej wypowiedzi parę wątków, ale ich nie rozwinął. Te wątki to:

  • sojusz z Ukrainą
  • „małe NATO” z wyłączeniem art.5
  • zerwanie rozmów pokojowych pomiędzy Rosją a Ukrainą nastąpiło z udziałem polityków polskich
  • polityka uległości w stosunkach z Ukrainą

Sojusz Polski z Ukrainą nie ma najmniejszego sensu, bo oba państwa są zbyt słabe, by pokonać Rosję. Po co więc taki pomysł? Po to, by wciągnąć Polskę do wojny z Rosją. Jeśli więc Polska przystąpi do tej wojny, to w trakcie rozmów pokojowych zasiądzie na ławie oskarżonych. I o to dokładnie chodzi.

„Małe NATO”, o czym nie powiedział Sykulski, to Polska, Ukraina i kraje bałtyckie. Skoro one chcą walczyć z Rosją, to niech robią to na własny rachunek, my im nie pomożemy, gdy Rosja na nie napadnie. – Tak należy interpretować propozycję Zachodu czy Kolektywnego Zachodu. To też jest nawiązanie do „tradycji” I RP.

Zerwanie rozmów pokojowych pomiędzy Rosją i Ukrainą nastąpiło z winy Polaków. – Tak sugeruje NYT. Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, ale wyraźnie widać kierunek, w którym mogą potoczyć się sprawy. Jeśli mamy winę (zbrodnię), to musi być i kara. To nie może skończyć się tak, że politycy polscy i ukraińscy dostaną po klapsie od Amerykanów i wrócą do piaskownicy. Nie po to rozpętano tę wojnę, by wszyscy pozabierali zabawki i wszystko wróciło do stanu sprzed 24 lutego 2022 roku. Widać coraz wyraźniej, że wszystko kręci się na obszarze byłej I RP, zwanym obecnie Międzymorzem. Kara dla Polski to utrata ziem poniemieckich, a dla Ukrainy – utrata Ukrainy Zadnieprzańskiej.

To, co Sykulski nazywa polityką uległości wobec Ukrainy nie jest nią. Ponad dwieście lat wspólnego państwa polsko-ukraińskiego w ramach Rzeczypospolitej, później w ramach II RP i, po przesiedleniach po II wojnie światowej, w ramach PRL-u, spowodowało, że Ukraińcy razem z Żydami ukraińskimi tworzą w III RP główną siłę polityczną i reprezentują w niej interes amerykański czy może raczej interes amerykańskich Żydów. Jest to oczywiście polityka uległości i serwilizmu, ale nie wobec Ukrainy.

Wszystko zmierza, w mojej ocenie, w kierunku odtworzenia I RP. I tu rodzi się pytanie: po co? Tak, jak traktat wersalski został tak zredagowany, by doszło stosunkowo szybko do nowej wojny – tak odtworzenie I RP będzie źródłem niekończących się konfliktów. To nowe państwo, imitujące I RP, będzie równie śmieszne i żałosne. Trzeba jednak pamiętać, że ledwie powstała Rzeczpospolita, a już zaczęły się powstania na Ukrainie. Było ich wiele, a powstanie Chmielnickiego było ostatnim z nich.

Wbrew temu, co mówi Sykulski, że jest to proxy war, czyli wojna zastępcza Zachodu z Rosją o coś tam, to, moim zdaniem, jest to wojna o odtworzenie I RP. Wszystkie działania wielkich tego świata to sugerują. A te niekończące się konflikty są zawsze w interesie jednej nacji, bo osłabiają narody rdzenne, a ją wzmacniają i przybliżają ją do realizacji jej ostatecznego celu.



Szachy

W swoich blogach nieraz już cytowałem fragment z Lalki B. Prusa, w którym Szlangbaum tak mówi do Wokulskiego:

„U nas, panie, niby u Żydów, jak się młodzi zejdą, to oni nie zajmują się, jak u państwo, tańcami, komplementami, ubiorami, głupstwami, ale oni albo robią rachunki, albo oglądają uczone książki, jeden przed drugim zdaje egzamin albo rozwiązują sobie szarady, rebusy, szachowe zadanie. U nas ciągle jest zajęty rozum i dlatego Żydzi mają rozum, i dlatego, niech się pan nie obrazi, oni cały świat zawojują. U państwa wszystko robi się przez te sercowe gorączke i przez wojne, a u nas tylko przez mądrość i cierpliwość.”

No właśnie! Szachowe zadanie. Nie bez powodu więc chyba szachy uważane są za grę królewską i wyniki, jakie osiągają na olimpiadach szachowych reprezentacje poszczególnych państw, są bardzo prestiżowe. Może więc warto pokrótce przyjrzeć się ich historii.

Olimpiady szachowe są rozgrywane co dwa lata. Pierwszą rozegrano w 1927 roku w Londynie. Nie grała w niej reprezentacja Polski. Na kolejnych osiągnęła takie wyniki:

  • 1928 – 3
  • 1930 – 1
  • 1931 – 2
  • 1933 – 4
  • 1935 – 3
  • 1936 – 2 (Monachium – nie zaliczona jako olimpiada)
  • 1937 – 3
  • 1939 – 2

Ta ostatnia odbyła się w sierpniu 1939 roku w Buenos Aires. Po wojnie pierwszą olimpiadę zorganizowano w 1950 roku. Polska nie brała w niej udziału. Później reprezentacja Polski na ogół plasowała się poza pierwszą 10-ką. W 1978 roku zajęła 8 miejsce, w 1980 – 7, 1982 – 7, 2016 – 7, 2018 – 4, 2022 – 9. Tak więc tylko raz, w 2018 roku na olimpiadzie w Baku, polska reprezentacja osiągnęła najlepszy wynik w swojej powojennej historii, który był najgorszym wynikiem przedwojennej reprezentacji.

I jakoś tak się dziwnie złożyło, że bezpośrednio po wojnie wyrosła nowa potęga szachowa – Argentyna. Jej wyniki to:

  • 1950 – 2
  • 1952 – 2
  • 1954 – 2
  • 1958 – 3
  • 1962 – 3

I w tym 1962 roku skończyła się Argentyna jako potęga szachowa. Sąd to się wzięło? Do sukcesów przedwojennej polskiej reprezentacji w największym stopniu przyczynili się Akiba Rubinstein, Mieczysław Najdorf, Ksawery Tartakower, Paulin Frydman. To byli Żydzi. Dwóch z nich, Najdorf i Frydman, zostało w Argentynie i grali w jej reprezentacji.

Akiba Rubinstein był uważany w okresie międzywojennym za jednego z trzech najlepszych szachistów na świecie. Podobno przyszedł pewnego razu do urzędu Artur Rubinstein (pianista), by złożyć podanie o paszport i poprosił urzędnika o przyśpieszenie procedury jego wydania. Na co urzędnik powiedział: Oczywiście! Przecież taki wielki szachista nie może czekać!

Bardzo silne reprezentacje po wojnie miały takie państwa jak Węgry i Jugosławia. Również Czechosłowacja i Bułgaria grały lepiej niż reprezentacja PRL-u. Od 1952 do 1974 roku Związek Radziecki zajmował pierwsze miejsce. W 1976 (Trypolis) pierwsze miejsce zajął Salwador i w tym samym roku w Hajfie – USA. Olimpiadę w Hajfie, z przyczyn politycznych, zbojkotował Związek Radziecki i zorganizował dla swoich satelitów olimpiadę w Trypolisie. W 1978 – Węgry. 1980-1990 – Związek Radziecki, 1992-2002 – Rosja, 2004 – Ukraina, 2006-2008 – Armenia, 2010 – Ukraina, 2012 – Armenia, 2014 – Chiny, 2016 – USA, 2018 – Chiny, 2022 – Uzbekistan. A więc dominacja państw poradzieckich została zachowana.

Nie da się ukryć, że wielu z tych szachistów w reprezentacjach liczących się państw, to Żydzi. Tak też było w przedwojennej reprezentacji Polski. Po wojnie, ze zrozumiałych względów, tych Żydów zabrakło. Wyjechali i zostali za granicą. Ale przecież ze Stalinem do nowej Polski najechało mnóstwo Żydów ze Związku Radzieckiego. Ale nie byli to „ruscy szachiści”, jak ma w zwyczaju mawiać Stanisław Michalkiewicz. Był to najzwyczajniej w świecie jakiś żydowski szajs, żydowski najgorszy element. Czy tak musi być, że ze wschodu to zawsze ciągnie tu jakiś gorszy element ludzki? Czy dlatego to państwo właśnie jest takie, jakie jest? Czy to państwo jest traktowane przez wielkich tego świata jak ściek? No bo jak inaczej to wytłumaczyć?

Polexit

Na stronie internetowej Myśli Polskiej znajduje się wywiad z Tomaszem Cukiernikiem Jedynym wyjściem jest Polexit. Autor przekonuje w nim, że po 20-tu latach pobytu w unii, bilans dla Polski jest bardzo niekorzystny. Wprawdzie twierdzi, że unia już w 2004 roku była biurokratycznym molochem, ale dopiero wprowadzenie Europejskiego Zielonego Ładu spowoduje, że zyski z członkostwa będą mniejsze niż korzyści. Poniżej fragment tego wywiadu:

Skąd, według pana, bierze się skrajny dogmatyzm Brukseli w kwestii tzw. zielonej rewolucji. Przecież już na pierwszy rzut oka jest to szaleństwo. Jeśli tak, to skąd ta determinacja?

Trzeba sobie zdać sprawę z faktu, że politycy, którzy są na świeczniku – i ci w Unii Europejskiej, i ci w krajach członkowskich – to zwykłe kukiełki. Robią to, co im suflują – poprzez lobbystów i korupcję – prawdziwi władcy. W mojej książce wyróżniłem cztery grupy, które naprawdę rządzą Unią Europejską. Po pierwsze, koncerny międzynarodowe, farmaceutyczne, chemiczne czy przemysłu spożywczego itd. Po drugie, międzynarodowe instytucje finansowe, które pod pretekstem walki z terroryzmem doprowadzają do coraz większej inwigilacji praworządnych obywateli czy do ograniczenia wolności dysponowania gotówką. Po trzecie, są to służby specjalne poważnych państw unijnych, jak Niemcy czy Francja, działające konkretnie na korzyść swoich krajów. Po czwarte, służby specjalne poważnych państw pozaunijnych, jak Rosja, USA, Chiny, Izrael, a nawet państwa arabskie. W efekcie wewnątrz Unii Europejskiej dochodzi do kotłowania się lobbystów z eurokratami – każdy przeciąga linę na swoją stronę i próbuje coś ugrać dla swoich mocodawców. Jesteśmy świadkami przepychanek i bezpardonowej walki pomiędzy tymi grupami interesu. Działania tych wszystkich sił przenikają się w unijnej polityce, a ponieważ ich interesy niejednokrotnie są sprzeczne, to często unijne regulacje również są ze sobą sprzeczne. Na przykład najpierw jednym przepisem zmusza się ludzi do instalacji pomp ciepła, a zaraz potem drugim przepisem chce się zakazać gazów fluorowanych, bez których pompa ciepła nie może działać. I tu nie chodzi o żaden dogmatyzm, tylko o grube interesy, takie jak handel dwutlenkiem węgla w atmosferze, które załatwiane są pod wygodnym pretekstem klimatyzmu, co udało się ludziom wmówić wieloletnią propagandą i ci w końcu w to uwierzyli.

Obecnie ok. 20 proc. Polaków byłoby skłonne uznać wyjście z UE za dobre dla Polski. Czy to dużo, czy mało?

Moim zdaniem to bardzo mało, ale jest to efekt tej właśnie wieloletniej propagandy wtłaczanej w mózgi ludzi dzień w dzień przez już jakieś 30 lat. Jeszcze w latach 90. przepaść w dobrobycie pomiędzy Europą Zachodnią a Polską była tak wielka, że niemal wszyscy chcieli, żeby i u nas było jak na Zachodzie. Propaganda przedreferendalna utwierdziła Polaków w przekonaniu, że wkrótce – za 10, a maksymalnie za 15 lat – po tym jak wejdziemy do Unii, będziemy tak bogaci jak oni. (…)

Natomiast odtrutką na te wszystkie „działania informacyjne” i inne kłamstwa ze strony polskich i unijnych polityków i urzędników oraz jej apologetów ma być kampania AkcjaEwakuacjaZeu, której celem jest doprowadzenie w ciągu pięciu lat do zmniejszenia poparcia Polaków dla Unii z ok. 80 proc. do nie więcej niż 50 proc. A moja książka daje konkretne argumenty, by móc przekonać niezdecydowanych do tego, że Unia Europejska prowadzi nas na skraj przepaści finansowej, odbierze nam wolność i jakiś tam dobrobyt, który sami wypracowaliśmy przez te trzy i pół dekady, które minęły od tzw. transformacji ustrojowej. (…)

Czy według pana zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego mogą być przełomowe, czy jest szansa na odsunięcie ekipy Ursuli von der Leyen i zmianę polityki Komisji Europejskiej? I co może się stać, jeśli do tego nie dojdzie?

Uważam, że wybory do Parlamentu Europejskiego nic zasadniczego nie zmienią. Tak jak powiedziałem, eurokraci są wyłącznie kukiełkami. Unia Europejska konsekwentnie i metodycznie idzie w kierunku budowy scentralizowanego superpaństwa i żadne wybory nie spowodują, że coś się w tej kwestii zmieni. Nie będzie Ursuli von der Leyen, to będzie inny Timmermans, Van Rompuy albo jeszcze ktoś inny, kto konsekwentnie będzie wdrażał tę samą politykę niemieckiego walca. Według wyliczeń francuskiego Institutu Rousseau na osiągnięcie tzw. neutralności klimatycznej Polska do 2050 roku ma marnować 13,6 proc. PKB rocznie. To 2,4 biliona euro, czyli ponad 10 bilionów złotych. Kwota ta jest niemal dziesięć razy wyższa niż wartość wszystkich unijnych dotacji dla Polski, które przez całe 20 lat wyniosły nieco ponad 1 bilion złotych! Polska nie może nie wdrażać Zielonego Ładu, a za nieposłuszeństwo w tej kwestii grożą olbrzymie kary finansowe od TSUE. Dlatego jeśli mielibyśmy przestać marnować gigantyczne zasoby na Europejski Zielony Ład, doprowadzając do likwidacji wielu firm, a całe rzesze Polaków do ubóstwa, o zamachu na naszą wolność nie wspominając, jedynym rozwiązaniem jest Polexit.

x

Coraz częściej pojawiają się głosy, że Polska powinna wyjść z unii. Problem polega na tym, że nikt nie mówi, co potem. Czy ma być ona wolnym elektronem pomiędzy unią a Rosją? Czy ma stać się państwem podległym Rosji? Czy może ma nastąpić odtworzenie I RP? Bez tych odpowiedzi taka propozycja jest niepoważna. Trzeba wiedzieć, czego się chce. Czy zatem ci wszyscy, którzy proponują takie rozwiązanie, nie mówiąc, co dalej, są tak głupi? Nie sądzę. Jakiś cel musi być. Trudno oczywiście przekonać ludzi do zmiany stosunku do unii w sytuacji, gdy wielu z nich już się przyzwyczaiło, że może pracować za granicą, jeździć po Europie bez wiz itp. Można jednak wprowadzić takie rozwiązania, jak Zielony Ład, które zniechęcą pewne grupy obywateli Polski, jak choćby rolników, którzy już dziś są nastawieni sceptycznie do unii. Można tak pogarszać sytuację ekonomiczną w kraju, że ludzie będą już mieli wszystkiego dość.

Ten sam schemat zastosowano w latach 80-tych, gdy sztucznie tworzono kryzys gospodarczy w PRL-u, by ludzi jak najbardziej zniechęcić do ustroju, w którym żyli. I w końcu uwierzyli oni, że socjalizm jest niereformowalny. Zrobiono to w całej Europie wschodniej. Problem jednak polegał na tym, o czym wówczas nikt nie wiedział, że jednak socjalizm był reformowalny, czego dowodem są Chiny.

Po co więc Polska ma wyjść z unii? Bo w ramach unii nie można połączyć Polski z Ukrainą, a właściwie części Polski z częścią Ukrainy, w sytuacji, gdy nie jest ona członkiem unii. Z drugiej strony przyłączenie tzw. Ziem Odzyskanych do Niemiec może nastąpić, bo one są w unii. Ktoś może mi w tym momencie zarzucić, że są to rojenia jakiegoś chorego umysłu. No cóż, może być w tym sporo racji, ale ja chyba mam coś na swoją obronę.

x

Wolfgang Münchau zamieścił 10 października 2021 roku na stronie internetowej Euro Intelligence artykuł Ultra Vires poświęcony orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego i dotyczącego niezgodności prawa unijnego z polską konstytucją. Ultra vires oznacza po angielsku przekraczać kompetencje, wykraczać poza cele określone w statucie. Jest też zwrot łaciński i oznacza ponad siły. Poniżej fragment tego artykułu:

Orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego nie były tak ekstremalne, jak to, co wydarzyło się w Polsce w zeszłym tygodniu. Ale lata antyeuropejskiej retoryki prawnej w Niemczech stworzyły podatny grunt dla secesjonistycznych decyzji prawnych gdzie indziej.

W swoim orzeczeniu z zeszłego tygodnia polski Trybunał Konstytucyjny wykroczył poza wszystko, co kiedykolwiek zrobił niemiecki trybunał konstytucyjny. Zadeklarował, że art. 1 Traktatu o Unii Europejskiej, klauzula ustanawiająca UE, jest niezgodna z niektórymi rozdziałami polskiej konstytucji. Ten sam argument padł odnośnie art. 19 TUE, który ustanawia TSUE. Gdyby to orzeczenie utrzymało się w mocy, stanowiłoby to legalny Polexit. Jeśli państwo członkowskie uważa, że traktaty UE naruszają jego konstytucję narodową, muszą albo zmienić konstytucję, nakłonić innych członków do wyrażenia zgody na zmianę traktatów, albo opuścić UE. UE mogłaby, gdyby chciała, nawet argumentować na gruncie prawa międzynarodowego, że orzeczenie to automatycznie unieważnia traktat akcesyjny Polski, a tym samym jej członkostwo w UE.

Niektóre z argumentów użytych podczas polskich rozpraw były prostymi kopiami argumentów niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Na przykład Karlsruhe spopularyzowało koncepcje prawne, takie jak ultra vires i zasada demokracji. Brzmią bardziej niewinnie niż są. Karlsruhe twierdzi, że suwerenność można przyznać, ale nie można się nią dzielić. Oznacza to, że TSUE nie może być arbitrem we własnej sprawie. Oznacza to również, że prawo UE nie jest nadrzędne wobec prawa krajowego na obszarach poza uzgodnionym obszarem i że to sądy krajowe decydują o dokładnej lokalizacji tego obszaru. Karlsruhe akceptuje jednak prymat prawa UE wewnątrz jej granic, podobnie jak jednolity rynek czy politykę handlową. Polityka fiskalna i obronna nie wchodzą w zakres tej kompetencji. Tak więc, jeśli chcesz unii fiskalnej lub armii europejskiej, nie możesz tego zrobić w ramach istniejącego traktatu. Kolejny poziom integracji europejskiej nastąpi dopiero, gdy państwa członkowskie zgodzą się na zmianę traktatów UE, a w przypadku Polski i Niemiec także konstytucji krajowej.

Polskie orzeczenie prawie na pewno zakończy się ustąpieniem Polski. Postrzegam Polexit jako możliwy, ale mało prawdopodobny wynik. Należy jednak pamiętać, że Brexit również zaczął się w ten sposób.

x

Już na podstawie tego krótkiego cytatu można zorientować się, na jak różne sposoby można interpretować orzeczenia polskiego i niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli zajdzie taka potrzeba, by Polska wyszła z unii, to podstawa prawna zawsze się znajdzie. Natomiast jeszcze większy cyrk może nastąpić wówczas, gdy dojdzie do referendum i okaże się, że większość będzie chciała wyjścia z unii i że decydujący głos będzie należał do Ukraińców, których jest coraz więcej w Polsce. Tych Ukraińców, którzy na majdanie w Kijowie tak chcieli do unii. No cóż, pewnie filozofom takie rzeczy nie śniły się, ale taka jest ta coraz bardziej paranoiczna rzeczywistość.

Kredyt hipoteczny

W poprzednim blogu Sumy bajońskie pisałem o tym, jak wykorzystano kredyt hipoteczny do wzbogacenia pewnej grupy ludzi kosztem wszystkich, których obarczono spłatą tego kredytu. Czyżby ten pomysł miałby być ponownie wykorzystany? Na stronie internetowej Myśli Polskiej pojawił się artykuł Nowak: Dlaczego drugi Wołyń jest kwestią czasu. Na wstępie autor wyraża swoje zadowolenie z faktu, że Ukraina przegrywa wojnę i że ją przegra. Nazywa to państwo „bękartem” paktu Ribbentrop-Mołotow. Stwierdza też, że utrata Donbasu to dopiero początek strat terytorialnych tego państwa. Poniżej jego fragment (wytłuszczenie – W.L.):

“Jeśli nie dnia, to przynajmniej nie ma tygodnia, w którym nie potwierdzałoby się, że obecne terytorium Polski będzie służyło także narodowi ukraińskiemu. Póki co, służenie Ukraińcom objawiało się głównie w sferze dyplomacji, na arenie międzynarodowej, na poziomie placówek dyplomatycznych. Dlatego też koszty utrzymywania przy życiu państwowości ukraińskiej nie były łatwe do uchwycenia przez polskich obywateli. Wymierny koszt funkcjonowania Polski jako „adwokata Ukrainy” rozkładał się w taki sposób, że przeciętny Polak nie miał prawa tego zauważyć na co dzień.

I tak, w ostatnim czasie uraczyły nas wieści o tym, że jedynie obcokrajowcy nie będą weryfikowani pod względem dotychczasowego posiadania nieruchomości pod kątem rządowych gwarancji dla kredytów hipotecznych. Polacy zaś, aby taką gwarancję od własnego rządu otrzymać, nie mogą być zawczasu właścicielami żadnej nieruchomości. Proporcja Ukraińców wśród obcokrajowców jest wiedzą powszechnie znaną, więc efekt tego rozwiązania jest dość łatwy do przewidzenia.”

Gwarancje rządowe dla kredytów hipotecznych oznaczają to, że w razie niewypłacalności osoby, która wzięła taki kredyt, obowiązek jego spłaty przejmuje państwo, czyli koszty przerzuca się na wszystkich podatników. Czy takie sytuacje będą mogły się zdarzać? Jeśli ma być drugi Wołyń, to takiej możliwości nie można wykluczyć. W końcowej części autor pisze:

“W międzywojniu sanacja oddała stery rządów nad województwem wołyńskim nieudacznemu prometeiście, wolnomularzowi i byłemu działaczowi państwowemu „Ukraińskiej Republiki Ludowej”, Henrykowi Józewskiemu. Prowadząc politykę „ukrainizacji” mającego odmienne od Galicji Wschodniej doświadczenie historyczne Wołynia, nie ukrywał on, że tworzy z podległego sobie terenu bazę wypadową dla akcji prometejskiej przeciwko Moskwie i uwolnienie spod jej władzy całej Ukrainy. Jednak to właśnie dzięki Moskwie Wołyń znajduje się dziś poza granicami Rzeczypospolitej, ale to nic. Kolejnym „Wołyniem” będzie cała Polska, a konsekwencje tego mogą być wyjątkowo ekscytujące. Radość z wojny przegranej przez „bękarta” nie będzie więc trwała zbyt długo.”

Przedostatnie zdani brzmi przerażająco. Nawet nie dlatego, że kolejnym „Wołyniem” będzie cała Polska, a dlatego, że konsekwencje mogą być wyjątkowo ekscytujące. Użycie takiego określenia w stosunku do „kolejnego Wołynia” wydaje się co najmniej niestosowne. Czy można w tym wypadku mówić o pomyłce? Tak mogłoby się zdarzyć w rozmowie na żywo, ale ktoś, kto pisze tekst, zanim go zamieści w jakimś medium, to sprawdza czy nie ma w nim błędów ortograficznych, literówek itp. Sprawdza też czy w poszczególnych zdaniach użyte zostały właściwe słowa. Nie chce mi się wierzyć, że to pomyłka. A jeśli tak, to co to oznacza?

Jak rozumieć to, że kolejnym Wołyniem będzie cała Polska? Czy to oznacza akcje terrorystyczne na terenie całego kraju? Czy to będzie druga Irlandia Północna? Przecież mamy premiera, który obiecał nam drugą Irlandię, ale nie Północną. Od początku wojny na Ukrainie masowa emigracja na teren Polski wydawała się czymś sztucznym, bo wojna toczy się na jednej piątej czy szóstej części Ukrainy. Od początku też ci „uchodźcy” byli traktowani, nie jak uchodźcy wojenni, tylko lepiej niż obywatele państwa, na którego teren przybywali. To nie dzieje się przypadkiem. Chodzi o skłócenie obu narodów, szczucie ich na siebie. Do tego dochodzi jeszcze żądanie, by Ukraińcy przebywający na terenie Polski przepraszali za rzeź wołyńską. A dlaczego oni mają to robić, skoro ich wtedy jeszcze na świecie nie było? Mogliby oczywiście przeprosić politycy, ale i oni tego nie zrobią. Inna sprawa, że tam prawdopodobnie mordowano ludność ukraińską, bo skoro jest zakaz ekshumacji, to znaczy, że jest coś do ukrycia. A co tam może być do ukrycia? Coś, co jest niezgodne z obowiązującą narracją.

Mamy więc na terenie Polski kilka milionów Ukraińców, z których część jest rytu kijowskiego, a część – rytu moskiewskiego. Mamy też mniejszość białoruską rytu moskiewskiego i ludność polską – katolicką, przynajmniej w części. W takiej sytuacji wywołanie konfliktu nie będzie trudne. A wszelkiego rodzaju niepokoje społeczne, protesty, strajki itp. są doskonałą okazją do odwrócenia uwagi od czegoś, co stwarzający taki stan chce ukryć. Co może chcieć ukryć? W takiej niestabilnej sytuacji cały plan kredytów hipotecznych może się załamać. I wówczas państwo, może nawet nowe państwo, przejmie na siebie ciężar ich spłaty. I wtedy już nikt nie dojdzie, kto brał te kredyty i w jakiej wielkości, bo mogłoby się okazać, że to jednak nie Ukraińcy w największym stopniu byli beneficjentami. I to rzeczywiście może być wyjątkowo ekscytujące.

Skoro raz stworzono w tym celu państwo, czyli Księstwo Warszawskie, które istniało tylko pięć lat, to można to zrobić jeszcze raz. Wojna trwa dopiero dwa lata. Żydzi planują na wiele lat do przodu, są konsekwentni w działaniu i cierpliwi, potrafią długo czekać na najdogodniejszy moment. Dlatego tak trudno rozszyfrować ich zamiary. By wykręcić ten numer z kredytami hipotecznymi, stworzyli nowe państwo. Do poboru rekruta nie było ono potrzebne. Napoleon podbił ten teren i mógł robić, co chciał. Żeby jednak ukryć ten geszeft, to stworzył nowe państwo. I tym razem może być podobnie. Powstanie państwa polsko-ukraińskiego będzie oznaczać likwidację obecnego. Ileż to przekrętów finansowych pójdzie w zapomnienie! I być może na tym całym zamieszaniu skorzysta wielu obywateli Izraela, którzy posiadają również obywatelstwo polskie, ale którzy nie posiadają w Polsce żadnej nieruchomości. I być może ta „Niebiańska Jerozolima” istotnie jest szykowana, ale nie na Ukrainie, tylko w Polsce… jeszcze w Polsce.

Wygląda na to, że szykują nam wojnę domową, bo ani Polacy, ani Ukraińcy, ci nakręcani przez media i ulegający tym nastrojom, nie rozumieją, że są szczuci na siebie przez Żydów. A oni? Tak jak pisał w cytowanym artykule autor, chociaż niby w innym kontekście:

“My tylko napawamy się chwilą w zaciszu swoich domostw, gdy płomienie rytmicznie strzelają w naszych kominkach, świerszcze przyjaźnie wygrywają nocne melodie w przydomowym ogrodzie, a Ukraina właśnie przegrywa wojnę. Towarzyszka wieczoru o imieniu whisky zaprasza na spacer ścieżką prowadzącą do bajkowego nastroju, a gdzieś setki kilometrów dalej Ukraina na zawsze traci Donbas, co jest dopiero początkiem jej przygody ze zmniejszaniem swych rozmiarów.”

A to zaledwie początek. Wojna domowa w Polsce i jej konsekwencje, to dopiero będzie wyjątkowo ekscytujące. Wygląda na to, że to już się dzieje. Jakieś trzy tygodnie temu miał miejsce wypadek na Placu Rodła w Szczecinie. Zostało tam potrąconych dwadzieścia osób. Jedna z nich wymaga kosztownej rehabilitacji. Brak jakichkolwiek informacji na temat sprawcy, co oznacza, że był to Ukrainiec. Od roku ma on obywatelstwo polskie, więc poinformowano, że był to obywatel polski. Nawet nie podano jego imienia i pierwszej litery nazwiska, co jest normą w takich sytuacjach. Podobno też parę razy wjeżdżał na chodnik. Nie był to więc żaden wypadek, tylko akt terroru. W tym samym czasie złapano obywatela Ukrainy, który przygotowywał zamach we Wrocławiu. Taka informacja pojawiła się na Kanale Zero. Planował on podpalenie kilku ważnych obiektów w tym mieście. Ukrainiec został zatrzymany przez ABW. Taką informację podała TVP INFO.

Prawdopodobnie przez najbliższe trzy miesiące będzie spokój, bo zbliżają się wybory do parlamentu europejskiego. Później jednak mogą dziać się dziwne rzeczy.

Sumy bajońskie

W ostatnim odcinku (1794) Maciej Maciak na swoim kanale Musisz to wiedzieć naopowiadał tyle bzdur na temat tzw. sum bajońskich, że wypada to wyprostować. Odcinek ten zatytułował: Francja kiedyś okradła Polskę, a dziś wciąga nas w okradanie Rosji. Cytował też Wikipedię, która opisuje ten temat bardzo nieprecyzyjnie. W poprzednim blogu Varshe Tseytung wspomniałem o tych sumach, ale też nie wyjaśniłem tego właściwie, więc wypada wrócić do tematu i wszystko po kolei wytłumaczyć. Wprawdzie zrobiłem to dogłębnie w blogu Księstwo Warszawskie, ale to było dawno temu i nikt do niego nie wraca, a i tam jednego elementu brakuje. Wypada jednak zacząć od tego, co powiedział Maciak. Do tego tematu odnosi się on w końcowej części. Mniej więcej od 1:11:40, a więc około 10 minut. Poniżej obszerny fragment jego wypowiedzi:

Doszło do rozbiorów i trzeba było podnieść poziom życia społeczeństwa na nowych ziemiach pruskich, wcześniej polskich. Tu kłania się taki przepis, że nie wolno wylewać fekaliów na ulicę. Takie to były kiedyś obyczaje. Zakazano np. hodowania kołtuna polskiego, taka kępa włosów, nieobcinana i niemyta – tam się różne robactwo rozmnażało – bo to przynosiło nieszczęście. To była tradycja Polski do XVI wieku. Zaborcy, oprócz tego, że walczyli z polskością, to też dużo dobrych rzeczy wprowadzili: z tymi fekaliami, z tym kołtunem. No i też chodziło o to, żeby poziom życia się podniósł, być może tylko i wyłącznie z tego względu, żeby to nie zniesmaczało Niemców i Prusaków, że jak przyjadą na nowe, zdobyte tereny, żeby ich ta bieda nie zniesmaczała. No to udzielano kredytów. I te kredyty nie do końca były po to, by zadłużyć i zniewolić, bo kredytów udzielano też tym, na tych samych warunkach, tym obywatelom byłej Rzeczypospolitej, którzy byli też Niemcami, bo tacy byli. Tak samo jedni i drudzy mieli możliwość wzięcia kredytu, żeby doszlusować do poziomu Prus.

I później włączyła się w to krucjata Napoleona na Rosję. W związku z tym powstało Księstwo Warszawskie i stał się również Napoleon wierzycielem tych sum. Przekazał je Księstwu Warszawskiemu, które w zamian miało wypłacić Napoleonowi połowę tej kwoty. Tak jedną połowę długu nam darował. 40 mln franków kredytu wzięliśmy od Prus. Prusy przestały być właścicielem tego kredytu. Stał się Napoleon, a on przekazał Księstwu Warszawskiemu, władcom tego Księstwa, Poniatowski te sprawy. Ale za połowę trzeba było zapłacić. A później, jak Napoleon dostał w dupę i z powrotem przyszła władza pruska, to powiedziała: gdzie jest nasze 40 mln franków? I w związku z tym musieliśmy, również jako obywatele pochodzenia niemieckiego z tych terenów, wszystko oddać. A co z 20 mln franków? Wyjechały do Francji. Na tamte czasy była to gigantyczna kwota. Ja myślę, że przez te dwa ponad wieki należą się od Francji, bo te pieniądze zasiliły gospodarkę francuską, należą się nam bajońskie kwoty odszkodowań. To jest konkret. Po prostu Francuzi wykonali na nas bezczelny numer. Wpuścili nas w maliny, zabrali połowę tej kwoty. My musieliśmy spłacić Napoleona, który zabrał te kwoty pieniędzy. Bajońskie kwoty odszkodowań od Emanuela Macrona.

x

Najlepiej jest to całe zamieszanie z sumami bajońskimi opisane w powieści Huragan. Wszyscy znamy trylogię Sienkiewicza, ale mało kto słyszał o innej trylogii – trylogii z czasów napoleońskich. Jej autorem jest Wacław Gąsiorowski (1869-1939). Akcja pierwszego utworu Huragan toczy się podczas wojen napoleońskich 1806-1809. Wątek historyczny, obejmujący m.in. krytyczną analizę stosunku Napoleona do sprawy polskiej, splata się z wątkiem przygodowym i miłosnym. Zabieg ten zastosował później w swoich powieściach Lewa wolna i Nie trzeba głośno mówić Józef Mackiewicz. Kolejne powieści to Rok 1809 i Szwoleżerowie gwardii. Akcja pierwszej z nich toczy się podczas wojny polsko-austriackiej 1809 roku, drugiej – w okresie kampanii moskiewskiej Napoleona. Warto przytoczyć parę cytatów z pierwszej powieści Huragan:

Nad wszystkim zaś wszechwładnie panował „landrecht” (prawo krajowe – przyp. W.L.), kontrybucjami gnębiąc opornych, co chwila zatrzaskując ciemne wrota ciemnic Magdeburga lub Gdańska, wybierając bez rachuby i porządku rekruta, nie wzbraniając się ani od pożogi, ani miecza. „Landrecht” nadto usiłował spędzić z oblicza Śląska, Wielkopolski i Mazowsza smutek a tęsknotę, gniewał go ponury spokój zaścianków szlacheckich, apatia mieszczan. I naraz sypnął garściami złoto, dozwalając brać każdemu w zamian za ustanowienie hipoteki. Brali wszyscy. Ten synowi na Wołoszczyznę zapomogę słał, ów krewniaka tułającego się na paryskim bruku opatrywał, trzeci pieniądze z grodu wywiózł i ginął, czwarty garnek pieniędzy pod drzewem zakopywał. I znów przygnębienie i cisza, i niechęć, i nieufność, szepty a westchnienia, milczenie i głucha nienawiść.

Jedna Warszawa nie zawiodła. Uczty i bale, zabawy, uciechy, pijatyka a wesele co dnia wstrząsało jej murami. Nikt nie myślał o jutrze, o wojnach, o Napoleonie, o Prusakach. Złoto lało się strugami. Nie pytano z jakiego płynęło źródła. Dość, że było. Najstarsi ludzie, co saskie pamiętali czasy, nie widzieli ani takiej ochoty, ani zapamiętania. Zdawało się, że Warszawa upiła się własnym nieszczęściem a losem i, krom oszołomienia, niczego więcej nie szukała. Stary Köhler, pruski gubernator, pobłażliwie spoglądał na miasto, ramionami wzruszał, a gdy mu dyrektor policji, de Tilly, co dzień „ruhig” (spokój – przyp. W.L.) raportował, uśmiechał się dobrodusznie, powtarzając z przekonaniem: „niech się bawią”. Niekiedy i Köhler, pociągnięty wirem, brał udział w piknikach i polowaniach. Przyjmowano go chętnie. Lubiano powszechnie. W drogę nie wchodził nikomu, w towarzystwie był gładkim, uprzejmym, dobrym kompanem, wyrozumiałym na wybryki młodzieży. Od kielicha nie stronił, śmiać się umiał.

Na karcie Europy leżał trup rozciągnięty, bezwładny, zadławiony zbytkiem własnej pewności, swoich praw, swojej historii, a serce jego dygotało, biło weselem, upojeniem przebrzmiałych, świetnych czasów.

Nieboszczyk mój Michał miał żołd, miał dożywocie, a i to zawierucha wyrwała wdowie… Chociaż nie widzi mi się tylko po coś ty do Warszawy zajechał. Może urzędu chcesz, stopnia – wybij sobie to z głowy! Mało to mój bratanek nadreptał a nakłaniał się Prusakom? Nie wezmą dziś, choćbyś im duszę zaprzedał, aby samych Niemców tysiącami ściągają i starostwa, a po ichniemu amty rozdają!… Ehe! Przyznaj no się, może ty o hipotece przemyślasz? Świeży grosz ci pachnie?!

Tymczasem z łoża Traktatu Tylżyckiego zaczęły się wychylać powoli te korzyści, które i z tego nowo ufundowanego księstewka miały spłynąć na Francję, a które pozory bezinteresownego wstawiennictwa cieniem okryły.

Księstwo było krajem sprzymierzonym, od lat piętnastu składało się wraz z całą ziemią na dobrowolny podatek krwi dla armii Bonapartego, przez pięć miesięcy znosiło bez szemrania ciężary przemarszu i postoju olbrzymiej armii, na pierwsze wezwanie podążyło wspierać francuskie szeregi – więc kontrybucji wojennej płacić nie mogło! Ale, mimo to, pod innymi pozorami miało być pozbawione resztek dobytku.

Ziemie, które ongi, stanowiąc dobra narodowe, przeszły były do Prusaków – teraz znów, mimo niezawisłości Księstwa, dostały się w ręce Francuzów. Dwudziestu siedmiu marszałków i generałów za trudy, za zasługi położone w wojnie z Prusami odebrało nagrody z polskiej ziemi. Davoust za Auerstädt dostał Księstwo Łowickie, Perrin-Victor – Przedecz, Bessières – Kruszwicę, Lannes – Księstwo Siewierskie, Ney – Księstwo Sieluńskie, Berthier, Soult, Bertand, Oudinot niemniej suto obdarowani zostali. Mniejsze folwarki a wsie dostały się generałom dywizji, brygadierom i pułkownikom.

Prawda, Bonaparte nie zapomniał o Polakach i trzem wodzom ofiarował to, co było już ich, jako Polaków, własnością. Zajączek wziął Opatówkę, Dąbrowski Winną Górę, a książę Józef Wieluń.

Lecz nie koniec na tym. Sumy, które rząd pruski rozpożyczył był szlachcie na hipoteki, chcąc ją do szybszego wyzucia z ziemi doprowadzić – Bonaparte uznał za swoją własność i nowemu rządowi Księstwa polecił wynaleźć środki na ich pokrycie.

Było to ciężkie zadanie! Tym cięższe, że odeń uchylić się, bez narażenia się na gniew mocarza, nie było możliwym. A dwadzieścia milinów franków było nie lada ciężarem dla pustego skarbu.

Wprawdzie za drugie dwadzieścia milionów ziemianie, kupcy, mieszczanie a wieśniacy posiadali rewersów francuskich za wybrane zboże, owies, bydło, konie a prowiant rozmaity, ale te po większej części miały pozostać w aktach rodowych, jako smutne wspomnienie o tym, co do ostatecznej ruiny doprowadziło pradziadowską fortunę.

Sumy hipoteczne zaś, wobec nacisku gabinetu francuskiego – objęte w roku następnym układem podpisanym w Bajonnie, w ciągu trzech lat spłacone zostały… Historii do sum neapolitańskich przybyły „bajońskie…”

x

Sumy neapolitańskie to pieniądze, które królowa Bona wywiozła z Polski i pożyczyła Filipowi II hiszpańskiemu, a które już do nas nie wróciły. Takie wyjaśnienie podaje cytowana przeze mnie książka Gąsiorowskiego. Bardziej szczegółowo jest to wyjaśnione w blogu Księstwo Warszawskie.

W podsumowaniu bloga Księstwo Warszawskie tak pisałem:

Czym więc było Księstwo Warszawskie? Chyba bazą wypadową, takim lotniskowcem, z którego miał nastąpić atak na Rosję. Ale powstało ono w wyniku traktatu tylżyckiego, którego stroną był car Rosji. Bez jego zgody pewnie nie powstałoby. Czy nie zdawał on sobie sprawy z tego, że otwiera w ten sposób Napoleonowi drogę na Moskwę i dostarcza mu wiernego sojusznika. Po pokonaniu Prus Napoleon i tak panował na tym terenie. A może to wszystko i tak wcześniej zostało zaplanowane?

Księstwo Warszawskie istniało od 1807 roku do 1812, w którym zostało przekształcone w Królestwo Polskie. A więc tylko 5 lat. W zasadzie bardzo krótki epizod w naszej historii, ale bardzo znaczący. Bardzo wiele się wtedy wydarzyło. Powstało państwo, które po dwóch latach powiększono o znaczne obszary, a po 6 latach, trzy państwa, które 20 lat wcześniej dokonały rozbiorów, ponownie podzieliły między siebie to państwo. Dokonał się więc czwarty rozbiór Polski, bo Księstwo, które sięgało od Krakowa i Poznania po Lublin, tylko z nazwy było Warszawskim. Po co to wszystko było? Najwięcej zyskała Rosja, która klinem wdzierała się pomiędzy Austrię i Prusy i zajmowała tereny, które wcześniej należały do obu tych państw. W wyniku wojny z Austrią w 1809 roku Księstwo zyskuje nowe tereny. Mocarstwo przegrywa wojnę z jakimś księstewkiem? No bo skoro oddaje wcześniej zdobyte tereny, to chyba przegrywa. Czy to cyrk? Czy może rzeczywiście chodziło o to, by nowe państwo dostarczyło jak najwięcej rekruta? W Księstwie od 1808 roku obowiązywał przymusowy pobór do wojska. Państwa, które 12 lat wcześniej dokonały jego rozbiorów, ponownie wskrzeszają je do życia. A niby imperator, zwycięzca, mianuje na księcia tego księstewka przedstawiciela państwa, które pokonał. Czy to nie jest paranoja? Tak to wygląda z zewnątrz, ale najwyraźniej toczyła się jakaś podskórna gra i prawdziwi władcy, ukryci gdzieś głęboko, posługiwali się tylko marionetkami. Prawdziwe cele były zupełnie inne od tych afirmowanych. Napoleon marionetka. I nie tylko on. I car też, nie wspominając o pruskim królu.

Czy po to powstało Księstwo, by służyć Napoleonowi jako baza wyjściowa do ataku na Rosję i jako zagłębie świeżego rekruta? A jeśli tak, to znaczy, że w momencie jego tworzenia wiedziano, że będzie wojna z Rosją i Rosjanie też musieli o tym wiedzieć, skoro zgodzili się na warunki wynegocjowane w Tylży. Czy to oznacza, że na tym świecie nigdy nic nie dzieje się przypadkowo? A jeśli tak, to znaczy, że i ten wirus, który nas gnębi, nie pojawił się przypadkowo. Mówią, że jeśli chcesz zrozumieć teraźniejszość, to ucz się historii. Święta prawda, pod warunkiem, że jest to prawdziwa historia.

xxx

Tak sobie to wtedy tłumaczyłem, chociaż nie do końca spinało mi się to. Czegoś mi tu brakowało. I pojawił się Maciak ze stekiem bzdur, z tym niby polskim kołtunem, chociaż to był ukraiński kołtun i to zniesmaczenie Niemców i Prusaków. A jednak! Powiedział jedną rzecz bardzo ważną, o której nie wiedziałem i o której nie wspomniał Gąsiorowski. Warto było słuchać tych bzdur, bo wśród nich pojawiło się to brakujące ogniwo. To były te kredyty, które brali Niemcy. Skąd oni? O tym wspomniał Gąsiorowski. Mnóstwo ich przybyło po III rozbiorze do Warszawy i na tereny przez nich zajęte. Ale wraz z nimi przybyło, prawdopodobnie jeszcze więcej Żydów, których też pewnie uważano za Niemców, bo przecież mówili po niemiecku. Gdy jednak Księstwo zlikwidowano, to Niemcy wyjechali, przynajmniej większość, a Żydzi niemieccy zostali.

Jak jednak urządzić się w nowym miejscu, w nieznanym otoczeniu? Gdzie mieszkać, co robić? I tu z pomocą przychodzi kredyt hipoteczny. Wielki kredyt, bo przecież trzeba gdzieś mieszkać, rozkręcić jakiś geszeft. Nie mam wątpliwości, że te największe kredyty dostali Żydzi. Żeby jednak ukryć ten proceder, trzeba było rozkręcić masową akcję kredytową wśród pospólstwa. W takim zamieszaniu nikt postronny nie mógł zorientować się, o co w tym wszystkim chodziło. Wielu skorzystało z okazji. Takich opisał Gąsiorowski. Jak dają, to brać!

Kredyt hipoteczny rozłożony jest na wiele lat i stanowi duże obciążenie dla tych, którzy go spłacają. Jak jednak zrobić, by jego raty były znacznie mniejsze, a może nawet wcale nie spłacać go? Tak zrobić, by rozłożyć je na wszystkich, a więc również na tych, którzy żadnych kredytów nie brali. Państwo, które udzieliło tych kredytów, przestało istnieć na danym terenie. W jego miejsce powstało nowe państwo, które raty niespłaconych kredytów hipotecznych rozkłada na wszystkich swoich podatników w postaci wysokich podatków. Jednak tych podatników tego nowego państwa jest trochę mało i nawet wysoki podatek to za mało. Trzeba było więc zwiększyć ich ilość tak, by spłata całego zaciągniętego kredytu była możliwa. Wymyślono więc wojnę z Austrią w 1809 roku, którą to wojnę Austria przegrała i odstąpiła nowemu państwu obszar, który jej przypadł po III rozbiorze Rzeczypospolitej. Tak więc niewielkie państewko, które miało zaledwie dwa lata, pokonało potężną Austrię. Koń by się uśmiał!

Tak powiększone Księstwo Warszawskie było już w stanie spłacić ten kredyt. Trwało to trzy lata. I jakoś tak się przypadkiem złożyło, że wraz z jego spłatą, przestało też ono istnieć. Murzyn zrobił swoje, murzyn mógł odejść. W ten sposób Żydzi, którzy przybyli na tereny drugiego i trzeciego zaboru pruskiego, a później Księstwa, stali się warstwą bogatą i mogli uzyskać przewagę ekonomiczną nad resztą społeczeństwa. Napoleon też odegrał rolę murzyna i krótko potem został zutylizowany. Natomiast pieniądze wróciły z odsetkami do tych, którzy wcześniej tak hojnie udzielali kredytów osobom bez zdolności kredytowej, bo wiedzieli, że ktoś inny spłaci ten dług. Francja była w tym wypadku tylko pośrednikiem.

I tak na koniec rodzi się refleksja: czy te 20 milinów, które Napoleon tak wspaniałomyślnie darował Księstwu, nie były tymi, które zaciągnęli przybyli tam Żydzi?

Odpowiedzialność

Ostatnio Paweł Kowal (PO), pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że Ukraińcy nie ponoszą odpowiedzialności za rzeź wołyńską, ponieważ nie było takiego państwa jak Ukraina. Były to tereny II RP i to była wojna pomiędzy jednymi obywatelami tego państwa a drugimi, którzy mieli różne pochodzenie etniczne. To była wewnętrzna sprawa II RP. Tak to komentował na kanale „Jarosław szuka kłopotów” Jarosław, który tworzy ten kanał. Przeprowadził on sondę uliczną i poprosił o krótki komentarz Macieja Maciaka z kanału „Musisz to wiedzieć”.

Maciak stwierdził, że były to spory narodowościowe podsycane z zewnątrz, ale nie sprecyzował, kto podsycał. Powiedział też, że Kowal nie jest w stanie zamazać tego, co stało się na Wołyniu. Chociaż różnie bywa, np. zbrodnia ponarska, gdzie Litwini wymordowali 100 tys. obywateli polskich, cywili – ta zbrodnia została wytarta ze świadomości Polaków i o niej z premedytacją nie mówi się. Więc być może Kowal nie jest na przegranej pozycji. I być może uda się im kłamstwo wołyńskie przeforsować.

Tu mamy, odbiegając na chwilę od głównego wątku, przykład klasycznej dezinformacji w wykonaniu Maciaka, choć prawdą jest, że ta zbrodnia nie funkcjonuje w świadomości Polaków. Dlaczego tak się stało? Dlaczego ta zbrodnia jest zamilczana? Ponary to podwileński, położony na wzgórzach, przystanek kolejowy. Józef Mackiewicz w swojej powieści Nie trzeba głośno mówić pisze:

W roku 1940 bolszewicy założyli w Ponarach, na spiłowanym kawałku lasu i odebranych od ludności terenach, jakieś przedsiębiorstwo państwowe, wielkie place otaczając mocnym płotem i drutem kolczastym. Z tak zniwelowanego terenu skorzystali Niemcy w roku 1941 i użyli pod miejsce kaźni Żydów. Do Ponar podwożono ciężarówkami, a później całymi transportami kolejowymi, Żydów i tu ich zabijano.

Dalekim echem spływały z tych wzgórz, het, w wielokilometrowy krąg, pojedyncze strzały, krótkie, urywane, trwające nieraz wiele godzin, albo na przemian terkocząc seriami broni maszynowej. Nieraz kilka takich dni z rzędu, przeważnie ku wieczorowi, lub rankiem. Bywały tygodnie, a nawet miesiące przerwy, a później znów, zależnie od kierunku i siły wiatru, od pory roku, mgły czy słońca, rozchodziły się mniej lub więcej wyraźne postukiwania strzałów.

Początkowo w kraju, tak nasyconym wojną i wojną, nie zwracano zbyt wielkiej uwagi na strzały, które bez względu na kierunek skąd pochodziły, wplątały się już były w normalny poszum lasu, nieomal jak rytm znajomy deszczu, bijący jesienią o szybę.

Niektórzy twierdzili, że w Ponarach wymordowano tylko 80 tysięcy Żydów. Inni, że 200 tysięcy do 300 tysięcy! Naturalnie ustalić nie można było. Wiadomo, że mordowano tam żydowskich mieszkańców miasta Wilna, co mogło stanowić kilkadziesiąt tysięcy. Poza tym zwożono Żydów transportami z pobliskich miasteczek Ostlandu. Rodzinami z getta, bądź też z robót sezonowych, po zakończeniu których nie wracali. Nikt nie był o tym uprzedzony, ani nie wiedział, czy po ostatniej masowej egzekucji nastąpi jeszcze jedna, czy też dłuższa przerwa.

x

No i mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego o tej zbrodni tak cicho. W 1940 roku powstało bolszewickie „przedsiębiorstwo”, które otoczono mocnym płotem i drutem kolczastym. Czyli nie żadne przedsiębiorstwo tylko obóz zagłady, zlokalizowany w pobliżu linii kolejowej. I ten obóz zagłady wybudowali bolszewicy, czyli Związek Radziecki nazistom, czyli III Rzeszy. No proszę! Jaka piękna współpraca! Tak samo jak obecnie na Ukrainie Rosja współpracuje z NATO, czyli z Zachodem.

Wracajmy na Wołyń. Co tam się tak naprawdę stało? Na końcu tego filmiku prowadzący pyta: Czy jest jakieś państwo, które odpowiada za rzeź wołyńską? Czy jest to właśnie Ukraina i powinna przeprosić? Czy jest to Generalne Gubernatorstwo i nieżyjący już Hans Frank? Czy może Polska, a może Putin?

Odpowiedź jest prosta. Państwa polskiego wtedy nie było. Na tym terenie rządzili Niemcy i to oni pozwolili na to, by do tej zbrodni doszło. Dlaczego pozwolili? Prawdopodobnie otrzymali taki rozkaz. Od kogo?

Co my wiemy o Wołyniu?

  • województwo wołyńskie liczyło w 1931 roku 2 mln ludzi: 70% – Ukraińcy, 15% – Polacy, 10% – Żydzi, 2,3% – Niemcy; około 1/3 ludności polskiej mieszkała w miastach
  • ludność Wołynia była w większości zrutenizowana i prawosławna, a ludność napływowa to Ukraińcy z Galicji
  • spośród czterech województw południowo-wschodnich województwo wołyńskie miało najmniejszy odsetek ludności polskiej
  • rząd sanacyjny wspierał i sponsorował paramilitarne szkolenie młodzieży ukraińskiej, głównie w masowych organizacjach „Łuh” i „Sokił”; tylko w legalnej organizacji „Łuh” przeszkolono wojskowo co najmniej 50 tysięcy młodych Ukraińców
  • oficjalnie Towarzystwo Gimnastyczno-Pożarnicze „Łuh”, działając głównie na terenach Polski południowo-wschodniej, posiadało w 1927 roku 627 oddziałów terenowych
  • w Małopolsce Wschodniej wyszkolono więc za polskie pieniądze armię partyzancką zdolną do przekształcenia się w armię regularną i złożoną zarówno z emigrantów, jak i z młodzieży ukraińskiej
  • 11 lipca 1943 roku około godziny 3.00 oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim, które leżały obok siebie w południowo-zachodniej części województwa i graniczyły z województwem lubelskim;
  • była to akcja przygotowana i zaplanowana; przykładowo akcję w powiecie włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich; na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków
  • UPA to formacja zbrojna Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, utworzona przez frakcję banderowską tej organizacji pod koniec 1942 roku. Oznacza to, że nie mogła ona w tak krótkim czasie, czyli około pół roku, stworzyć tak licznej i sprawnej formacji, by przeprowadzić taką skomplikowaną pod względem logistycznym i wojskowym operację. Taka formacja była już gotowa. Dzięki eksperymentowi wołyńskiemu wyszkolono i wyposażono formacje paramilitarne, które przekształcono później w UPA.

Dziwnie to wygląda. Na cztery dni przed akcją rozgłoszono o zamiarze wymordowania Polaków. To tak, jakby ktoś celowo chciał nagłośnić ten zamiar. Trudno sobie wyobrazić, by taka informacja nie dotarła do zainteresowanych, a mimo to wydawali się być zaskoczeni. A może atak nastąpił tam, gdzie mówiono o tym otwarcie i dlatego ludzie byli zaskoczeni, bo sądzili, że będzie dotyczył kogoś innego.

Eksperyment wołyński przeprowadzono w latach 1928-38. O co w nim chodziło? Najbardziej lapidarnie można to ująć tak: wszystko dla Ukraińców, nic dla Polaków. Więcej o tym w blogu „Eksperyment wołyński”. Czy to się komu podoba, czy nie twórcą UPA był Piłsudski, bo po 1926 roku nic w tym sanacyjnym syfie nie działo się bez jego zgody. Czy mordowano ludność polską? Po części pewnie tak, ale prawdopodobnie więcej wymordowano ludności ukraińskiej, bo na krótko przed wojną przeprowadzono na Wołyniu akcję zachęcającą ludność prawosławną do przechodzenia na katolicyzm. Czy to właśnie nie dlatego jest taki opór władz ukraińskich przed ekshumacją? No bo może okazałoby się, że mordowana była w większości ludność prawosławna.

Konflikt i wrogość jest tylko wtedy, gdy obowiązuje narracja, że źli Ukraińcy mordowali Polaków i to jeszcze bestialsko. Dlaczego? Przecież mieli broń? Może właśnie po to, by ta nienawiść między narodami była jeszcze większa. A na czym najłatwiej budować konflikt? Na emocjach. I jakoś tak się dziwnie składa, że ludobójstwo w Rwandzie w 1994 roku przebiegało podobnie. Tam też, pomimo że strona mordująca miała broń, to używano maczet i podobnych narzędzi. O tym w blogu „Ludobójstwo”. W jego zakończeniu pisałem:

Nic się nie dzieje przypadkiem. Jak widać są pewne siły, które piszą scenariusze i reżyserują pewne wydarzenia, a właściwie to chyba wszystkie. I zatrudniają tabuny różnych dziennikarzy, komentatorów, ideologów i kogo tam jeszcze, by urabiali opinię społeczną w wygodny dla siebie sposób i tłumaczyli im świat tak, jak oni sobie tego życzą. …ale głównym źródłem propagandy, a także rozkazów dla niepiśmiennego przecież w większości społeczeństwa jest Radio Mille Collines, które później, w czasie rzezi, nadawać będzie kilka razy dziennie apel: „Śmierć!, Śmierć! Groby z ciałami Tutsi są wypełnione dopiero do połowy. Śpieszcie się, aby zapełnić je do końca!”. U nas mamy takiego przebierańca, Ukraińca, udającego polskiego patriotę, którego wykreował stary, obleśny, jąkający się Żyd. Temu pajacowi nie schodzi z ust okrzyk: Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć! To bardzo niebezpieczne. Widać jednak, że ktoś szykuje konflikt. Mamy już w „Polsce” wielomilionową rzeszę Ukraińców, których obdarowano przywilejami i tym samym sprowadzono Polaków do roli obywateli trzeciej kategorii, bo przecież nad tymi Ukraińcami jest jeszcze kategoria ludzi wybranych. Polacy mają być Hutu, Ukraińcy – Tutsi, a skłócać ich będą „Belgowie”.