Od początku wojny na Ukrainie twierdzę, że jej celem jest odtworzenie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Scenariusz, w który przytłaczająca większość ludzi nie chce uwierzyć. Jednak z rzadka pojawiają się opinie czy wypowiedzi, które, wprawdzie nie wprost, ale pośrednio sugerują, że takie zakończenie konfliktu jest możliwe. Na stronie internetowej Myśli Polskiej pojawił się artykuł Korab-Karpowicz: Czy zagraża nam Rosja? Poniżej jego końcowy fragment:
Mówiąc krótko, Rosja nie ma interesu w dalszych podbojach i w wojnie, gdyż taką wojnę z NATO by sromotnie przegrała. Może się co najwyżej skutecznie bronić. Rosjanie są motywowani przede wszystkim chęcią własnego bezpieczeństwa i obrony, a więc nie należy się spodziewać dalszego rozszerzenia konfliktu zbrojnego poza Ukrainę, jak długo w tym nie pomożemy i ich nie sprowokujemy. Gdyby jednakże do takiej wojny doszło, to najbardziej poszkodowana byłaby Polska, przez którą przebiegałby główny teatr wojenny, dlatego szczególnie nam powinno jak najmniej na niej zależeć. Powinniśmy raczej zachować wielką powściągliwość, niż do wojny nawoływać i ją wspierać. Ponadto, nie wiadomo jak by się w tej wojnie zachowali Niemcy, gdyby państwo niemieckie uległo wzmocnieniu. Czy nie była by to dla nich okazja, by upomnieć się o utracone terytoria na wschodzie? Jest jeszcze wiele innych dylematów, które mogą się pojawić w przypadku załamania obecnego ładu w Europie. Należy zatem dążyć do zakończenia wojny na Ukrainie, nawet jeżeli pokój będzie się wiązał z kompromisem i utratą na rzecz Rosji części wschodniej Ukrainy, a jednocześnie pomyśleć o naszych, a nie obcych, interesach na Wschodzie.
Julian Korab-Karpowicz jest profesorem na Anglo-Amerykańskim Uniwersytecie w Pradze. Wykładał na wielu uczelniach w Polsce i za granicą. Specjalizuje się w filozofii polityki i teorii stosunków międzynarodowych. Opracował dwa projekty pokoju: dla Korei i Izraela. Jest autorem często cytowanego artykułu Political Realism in International Relations (Stanford Encyclopedia of Philosophy) oraz „Harmonii społecznej” i innych książek przetłumaczonych na kilka języków.
Mamy tu bardzo wymowne zdanie:
Ponadto, nie wiadomo jak by się w tej wojnie zachowali Niemcy, gdyby państwo niemieckie uległo wzmocnieniu. Czy nie była by to dla nich okazja, by upomnieć się o utracone terytoria na wschodzie?
A więc autor sugeruje, że nie wiadomo, jak zachowaliby się Niemcy. Czy jesteśmy więc sojusznikami, czy – nie? Bo skoro nie wiadomo, jak zachowaliby się Niemcy, to znaczy, że sojusznikami nie jesteśmy. I co to znaczy: gdyby państwo niemieckie uległo znacznemu wzmocnieniu? Autor nie pisze o jakie wzmocnienie chodzi: militarne czy wojskowe. Niemcy gospodarczo są najsilniejszym państwem w Europie i pod względem militarnym też są chyba najmocniejsi. Więc chyba nie o to chodzi, bo tu zmiana jakościowa zajść nie może. Pozostaje więc trzecia możliwość; państwo niemieckie ulega wzmocnieniu politycznemu. To jest możliwe, gdy Stany Zjednoczone wycofają się oficjalnie, bo przecież nie faktycznie, z Europy. Wówczas na ringu pozostają dwaj gracze: Rosja i Niemcy. On więc sugeruje, że gdyby doszło do wojny Polski z Rosją, to Niemcy mogą się upomnieć o utracone terytoria na wschodzie, czyli 17 września bis i w odwrotnej kolejności: najpierw atak ze wschodu i później nóż w plecy z zachodu.
I następne zdanie:
Należy zatem dążyć do zakończenia wojny na Ukrainie, nawet jeżeli pokój będzie się wiązał z kompromisem i utratą na rzecz Rosji części wschodniej Ukrainy, a jednocześnie pomyśleć o naszych, a nie obcych, interesach na Wschodzie.
Czyli profesor sugeruje, że Ukraina nie ma już szans na odzyskanie utraconych ziem, a to oznacza, że rozbiór Ukrainy jest nieunikniony i tylko wtedy pokój będzie możliwy. A więc ugoda perejasławska bis.
Do wojny Polski z Rosją nie dojdzie, co uzasadniałem w blogu „Szantaż”. Natomiast bardziej realny jest wariant z wysłaniem wojsk na Ukrainę. I o tym wspominał prezydent Francji. Informuje o tym Interia w artykule Macron o wysłaniu wojsk na Ukrainę. “Niczego nie można wykluczyć” Poniżej jego fragment:
»Nie ma zgody na wysłanie wojsk do Ukrainy, ale nie można wykluczyć takiego rozwiązania w przyszłości – wynika ze słów prezydenta Francji Emmanuela Macrona, które padły na zakończenie międzynarodowej konferencji na rzecz wsparcia Ukrainy.
Po spotkaniu Macron zadeklarował, że “zrobimy wszystko, co trzeba, by Rosja nie mogła wygrać tej wojny“. – Nie ma dzisiaj konsensusu, by wysłać w sposób oficjalny i otwarty wojska lądowe do Ukrainy, ale w przyszłości niczego nie można wykluczyć – powiedział francuski prezydent.«
„Makaron” nie sprecyzował, czyje to wojska lądowe miałyby być wysłane na Ukrainę. Oficjalnie nie mogłyby być to wojska NATO, bo to oznaczałoby wojnę NATO z Rosją, na co obie strony na pewno nie zdecydują się. Pozostaje więc wysłanie wojsk, które nie będą występować w charakterze wojsk NATO. I tu zapewne chodzi przede wszystkim o wojsko polskie. Ono oczywiście niczego nie zmieni i prędzej czy później dojdzie do rozmów pokojowych. W takiej sytuacji głównym winnym będzie Polska, którą jakoś trzeba będzie ukarać. Dla Niemców będzie to idealna sytuacja, by odebrać to, co oni uważają za swoje. Przy odpowiednio wykreowanym negatywnym obrazie Polski w świecie nie będzie to trudne.
W 1985 roku w Delhi wszedłem do księgarni, wziąłem z półki atlas geograficzny i otworzyłem go na mapie Europy. Na mapie Polski zostały wykropkowane niemieckie granice z 1937 roku i napis, że te ziemie są tymczasowo pod polską administracją. Wtedy to był dla mnie szok, ale uświadomiłem sobie, że inni mogą zupełnie inaczej patrzeć na ten problem. Dlatego nie mam wątpliwości, że te ziemie poniemieckie, prędzej czy później, wrócą do Niemiec.
Toczy się spór o to, czy po II wojnie światowej nastąpiło wyzwolenie czy zmiana okupanta. Dla jednych była to zmiana okupanta, dla innych – wyzwolenie. Ale jeśli było to wyzwolenie, to jakiego kraju? Bo powstało nowe państwo, które straciło swoje ziemie na wschodzie, a dostało zabrane Niemcom ziemie na zachodzie. Na te zachodnie ziemie przesiedlano głównie mniejszości kresowe, a dla większości Polaków z Kresów, a zwłaszcza dla tych z Kazachstanu, miejsca w tym nowym państwie nie było i do dziś nie ma. Efekt tego wyzwolenia będzie taki, że 1/3 terytorium tego państwa odpadnie, a w zamian powrócą Kresy. Czy można zatem to, co działo się na tych ziemiach, nazywać wyzwoleniem – jak chcą jedni, czy okupacją – jak chcą inni? Wydaje się, że oba określenia na sytuację powstałą po 1945 roku nie oddają istoty rzeczy. Trudno przecież nazwać wyzwoleniem stan, w którym gwarantem przynależności 1/3 ziem nowego państwa był ten, który te ziemie dał. Jeśli nie była to okupacja, to na pewno była to zależność. A w takim wypadku o niepodległości trudno mówić.
Od samego początku wojny na Ukrainie pisałem o tym, że w tej wojnie chodzi o coś więcej, niż o samą Ukrainę i likwidację neobanderowców i nazizmu. Chodzi przede wszystkim o Polskę, a raczej o odtworzenie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Jak dotąd pojawiały się tylko głosy sugerujące utworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. O Białorusi było cicho. Aż tu nagle pojawia się 16 lutego artykuł na Interii Teoria spiskowa Łukaszenki. Mówił o zmianie granic Polski Poniżej jego treść:
Kolejna teoria spiskowa Alaksandra Łukaszenki. Białoruski dyktator podczas swojego czwartkowego wystąpienia stwierdził, że wroga mu opozycja snuje plany dotyczące rozbioru kraju, mającego wydłużyć granicę Polski aż do Mińska.
W czwartek Alaksandr Łukaszenka wziął udział w walnym zgromadzeniu przedstawicieli członków Białoruskiego Republikańskiego Związku Stowarzyszeń Konsumenckich i apelował do podwładnych, aby nie ulegali “rozluźnieniu”.
Widzicie, co się dzieje dookoła. Przepraszam, ale wy jeszcze nie o wszystkim wiecie. Powiem wam najważniejsze, nie wchodząc w szczegóły (…). Dziś wszyscy na Zachodzie pragną, na czele z naszymi uciekinierami, porażki Rosji w wojnie z Ukrainą – mówił.
Łukaszenka straszy rozbiorem. „Polska granica aż do Mińska”
W dalszej części wystąpienia, białoruski dyktator rzucał oskarżeniami o domniemanym spisku między krajami Zachodu, a wrogą mu opozycją znajdującą się poza granicami kraju.
Polska ma prawo do zachodnich ziem Białorusi. A w przypadku porażki Rosji, Białoruś będzie się rozwijać kosztem zachodnich ziem Rosji – powiedział Łukaszenka, insynuując, że to cytat jednego z białoruskich polityków znajdujących się na emigracji.
Według dyktatora opozycja miała opracować tajny plan z porozumieniem z polskimi władzami. – Wytną nam coś ze Smoleńska, Briańska, może z obwodu pskowskiego. I trzeba będzie oddać zachodnią Białoruś Polsce. W ten sposób nowe, demokratyczne władze negocjują na Zachodzie – przekonywał Łukaszenka.
Białoruś. Łukaszenka starszy opozycją i Polską
Białoruski dyktator zapytał swoich słuchaczy, kto z nich przystałby na taką propozycję. On sam stwierdził, że nie wyrazi nigdy zgody na takie rozwiązanie. Łukaszenka przekazał także, że nie ma zamiaru nikomu stwarzać problemów. Dodał, że jego kraj “nie rości sobie praw czy to do Wilna, czy Białegostoku”. – To, co mamy historycznie, nam wystarczy. To są ziemie białoruskie – wskazał.
Łukaszenka co pewien czas próbuje przekonać obywateli swojego kraju względem teorii o napaści na Białoruś przez Polskę i inne państwa NATO. Ma to być wytłumaczenie na rzekome zagrożenie i sprowadzanie na białoruskie terytorium rosyjskiej taktycznej broni jądrowej.
x
Halina Kunicka śpiewała kiedyś: Babcia stała na balkonie, dołem dziadek defilował (…) Stanął pod balkonem, huknął jej puzonem, no i tak to się zaczęło (…) Niby nic, zwyczajne „pa, pa, pa”. No właśnie, niby nic. Na walnym zgromadzeniu przedstawicieli członków Białoruskiego Republikańskiego Związku Stowarzyszeń Konsumenckich, czyli na jakimś tam nic nie znaczącym zgromadzeniu, jakiejś nic nie znaczącej organizacji, prezydent Łukaszenka poinformował, że jeden z białoruskich polityków na emigracji powiedział, że Polska ma prawo do zachodnich ziem Białorusi. Nie wymienił go z nazwiska, więc nie wiadomo czy tak powiedział i czy on w ogóle istnieje. Natomiast Interia od razu sugeruje w tytule, że jest to teoria spiskowa, czyli nieprawda. Aleksander Gorczakow, XIX-wieczny minister spraw zagranicznych Rosji, mawiał, że nie wierzy w niezdementowane informacje. Skoro więc Interia zdementowała sugestię Łukaszenki, to należy uznać, że jednak coś w trawie piszczy, że zamiar odtworzenia I RP nie jest jakąś fantasmagorią, ale realnym planem, który czeka na realizację w odpowiednim momencie i już teraz wypada zacząć „gotować żabę na wolnym ogniu”. Temu celowi ma również służyć wymieszanie ludności, bo przecież nie tylko Ukraińcy napływają do Polski, również Białorusini, o czym się nie mówi. Ci ostatni podają się za uchodźców politycznych i pewnie też mają większe prawa, niż obywatele tego kraju Zulu-Gula.
x
Polityka oczerniania Polski zaczyna być prowadzona wielowektorowo, że użyję tu ulubionego określenia Leszka Sykulskiego, który na kanale Bezpieczna Polska zamieścił fragment wypowiedzi Scotta Rittera, dotyczący Polski i jej polityki wobec wojny na Ukrainie. Poniżej jej treść.
To już koniec, bo jak będzie wojna to zginiesz. Chcesz wziąć swoje 165 tysięcy żołnierzy i zamienić je na 300 tysięcy? A ty masz to, czego trzeba, by z tych 300 tysięcy zrobić solidne wojsko? Nie masz pieniędzy, nie masz czasu, nie masz cierpliwości, nie masz zdolności, nie masz odwagi. Więc przestań mówić tak, jakbyś miała grać w wielkim stylu. Nie jesteś w pierwszej lidze Polsko. Nie dostaniesz się na mistrzostwa świata. My tak, Rosja również. Jesteście niewielkim europejskim krajem. A obok jest większy o nazwie Ukraina. I zobacz, co się z nim stało? Większy kraj, więcej ludzi, większa armia, a oni dostają baty. Więc nie myśl, że możesz przejąć zachodnią Ukrainę i uczynić ją własną częścią, że możesz zagrozić Białorusi. Ale umrzesz, jeśli to zrobisz. A kiedy ty umrzesz, to my wszyscy umrzemy, bo jesteście częścią NATO. Dostaniesz ochronę z artykułu 5. Wszystko, co gwarantuje ten artykuł, to masakra wojenna, którą już raz przechodziłaś w czasie II wojny światowej. Zostaniesz ponownie zmasakrowana, tym razem termonuklearnie, wysadzona w powietrze, wraz z każdym większym polskim miastem. Zrobiłaś z siebie cel nuklearny.
Gratuluję również poparcia dla nazistów. Dlaczego popierasz banderowców? Niczego się nie nauczyłaś? Czy muszę cię uczyć twojej historii? Czy muszę cię uczyć, co się działo w 1943 i 1944 roku? Czy naprawdę musisz przez to przechodzić? – Ponad 100 tysięcy polskich cywilów zamordowanych przez banderowców. Stepan Bandera – człowiek, który jest teraz w Polsce bohaterem narodowym. Czy muszę cię tego uczyć? Nie masz mózgu, jeśli popierasz tych ludzi. To nie są twoi przyjaciele Polsko. Oni cię nienawidzą. Postrzegają cię jako podludzi. Jesteś na równi z Rosjanami jako podgatunek. A jednak chcesz dać im swoją armię, chcesz dać im swoją krew. Chcesz dać im swoje pieniądze i broń. To jest szaleństwo. Dosłownie Polska oszalała! Po prostu nie rozumiem, co ona robi. Ale to nic nie szkodzi. Wy znacie prawdę. Daj spokój Polsko. Mieszkasz obok nich. Znasz prawdę o Ukrainie. Nie muszę cię tego uczyć. Dlaczego kupujesz tę zachodnią propagandę, że nagle Ukraina, najbardziej skorumpowany naród na świecie, rządzony przez skorumpowanych oligarchów z tym zachodnio-ukraińskim, nazistowskim problemem tam, to nagle co? Pasja demokracji? Dlaczego dowcipny komik nagle stał się Winstonem Churchillem? Aha, nie pamiętasz, co ci zrobił Winston Churchill? Wbił ci nóż w plecy, porzucił cię, jak wszyscy, bo nikt nie lubi Polski. Również Rosjanie. Chcą żyć w pokoju z tobą. Ale nikt inny, my – nie, Brytyjczycy – nie, Niemcy – nie, nikt cię nie lubi.
Więc dlaczego siedzisz tutaj i grasz w naszą grę?! Dlaczego jesteś po naszej stronie? To jest szalone, chłopaki. To jest szalone. Więc przestańmy grać w tę brudną, niewygodną grę. Tu musi zwyciężyć zdrowy rozsądek. Świat nie polega na tym, kto ma najsilniejsze wojsko. Świat powinien polegać na tym, kto ma najlepszych ludzi. Ludzi, którzy chcą żyć w pokoju, ludzi, którzy chcą żyć w harmonii, którzy chcą żyć jako dobrzy sąsiedzi. Polska powinna być taka. Masz dobrych ludzi i możesz być taka, ale masz teraz rząd, który uważa, że chcesz wspierać złą stronę. Stoisz teraz po złej stronie historii Polsko.
xxx
Wypowiedź ta jest utrzymana w tonie takim, że to nauczyciel karci niesfornego, a nawet niedorozwiniętego umysłowo ucznia, który działa na swoją szkodę i nie zdaje sobie z tego sprawy. No cóż, jest to bardzo niebezpieczne, bo przekaz idzie po angielsku i rozejdzie się po całym świecie. Nikt nawet nie zwróci uwagi na to, że mówi to człowiek o fizjonomii kretyna i troglodyty. Ktoś mu zapewne podyktował ten tekst i małpa nauczyła się na pamięć, nawet nie rozumiejąc tego, o czym mówiła. Ale czego wymagać od wojskowych. Wszak to Kissinger powiedział: Military men are just dumb stupid animals to be used as pawns in foreign policy.
Brutalne? Brutalne, bo Kissinger mówił nie o zwierzętach, ale o durnych tępych zwierzętach. Pewnie on nie zna tej definicji, dlatego tak dobrze się czuje. Dla nas to jednak małe pocieszenie, bo przecież odbiorcy tego przekazu nie znają tej definicji. Podejrzewam również, że w większości uwierzą w to, że Polska oszalała. Powołuje się więc on na artykuł 5. traktatu północnoatlantyckiego, w którym jest mowa o tym, że członkowie NATO są zobowiązani do pomocy w przypadku wojny napastniczej na któregoś z nich. Wysłanie wojska polskiego na Ukrainę nie spełnia tego warunku, zatem reakcja odwetowa Rosji nie wymagałby od nich obrony Polski. Zresztą Sykulski w jednym ze swoich podkastów geopolitycznych stwierdził, że artykuł ten wcale nie musi oznaczać, że ma to być pomoc militarna.
Wojną nuklearną starszy nie tylko ten były oficer. Robią to również inni. To działa na wyobraźnię. Jeśli więc będzie się ten argument powtarzać, a zapewne tak będzie, to będzie to oznaczać, że wojny nuklearnej można będzie uniknąć tylko w jeden sposób – poprzez likwidację Polski, bo Polacy to szaleńcy. Mówi on nawet „ale masz teraz rząd, który uważa, że chcesz wspierać złą stronę”, czyli że tak naprawdę to Polacy wywierają presję na swój rząd, by angażował się na Ukrainie.
Żadnej wojny nuklearnej nie będzie. Tylko ktoś, kto nie potrafi pomyśleć dwa kroki do przodu, uwierzy w to. Mówią o pasie spalonej ziemi. Do dzisiaj Czarnobyl jest strefą zamkniętą, nienadającą się do zamieszkania. Tak jest od 1986 roku, a więc prawie od czterdziestu lat. Czy ktoś chciałby stworzyć taki pas spalonej ziemi w całej Europie środkowej? Przecież Polska ma bogate złoża mineralne, których nie można by było eksploatować. Ale bez nich można się obejść. Nie można obejść się bez wody, a Polska ma jedne z najbogatszych zasobów wód głębinowych w Europie. I zlikwidować najkrótsze połączenie pomiędzy Europą zachodnią a wschodnią?
No i jeszcze to: Gratuluję również poparcia dla nazistów. Dlaczego popierasz banderowców? Stepan Bandera – człowiek, który jest teraz w Polsce bohaterem narodowym.
Albo to: Więc nie myśl, że możesz przejąć zachodnią Ukrainę i uczynić ją własną częścią, że możesz zagrozić Białorusi.
A więc mamy punkt styczny: to samo mówi ten Amerykanin i prezydent Białorusi, który tak mówi na polecenie swoich nieznanych przełożonych. Jeden reprezentuje koła militarne, drugi – dyplomatyczne. To jest dopiero początek. Jeszcze „polski” rząd nie wysłał wojsk na Ukrainę, ale oni już wiedzą, że Polska chce przejąć zachodnią Ukrainę i zachodnią Białoruś. Skąd oni to wiedzą, skoro „polski” rząd tylko straszy Rosją i mówi o obronie przed nią? A nawet, jeśli padają słowa o Ukrainie, to mówi się o wspólnym państwie polsko-ukraińskim, a nie o przejmowaniu zachodniej Ukrainy. Najwyraźniej scenariusz dla Polski jest już od dawna gotowy i nadchodzi czas realizacji. Jednak nie będzie w nim, jak sądzę, miejsca na likwidację Polski, co oznaczałoby rozbiory. Bo skoro Rosja nie ma wobec Polski wrogich zamiarów, jak twierdzi ten Amerykanin, to jednak pozostaje połączenie z zachodnią Ukrainą i zachodnią Białorusią, co zażegnałoby groźbę wojny nuklearnej, która zagraża Europie z powodu opętanej Polski. A że Polska jest wasalem Ameryki, a „polscy” politycy biegają po instrukcje do amerykańskiej ambasady w Warszawie i to, że polski minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, anglosaski sługus, ma wygląd psychopaty, zachowuje się jak psychopata i być może nim jest – to tego były oficer wywiadu Korpusu Piechoty Morskiej USA nie wie, a raczej udaje, że nie wie. Durne tępe zwierze używane jako pionek w polityce zagranicznej. Jednak Kissinger miał rację.
Wygląda na to, że proces oficjalnego, bo przecież nie faktycznego, wycofywania się Ameryki z Europy, powoli rozkręca się. W sobotę 10 lutego 2024 roku Donald Trump podczas wiecu wyborczego w Karolinie Południowej powiedział, że gdyby doszło do ataku Rosji na któregoś z sojuszników Stanów Zjednoczonych w NATO, ale jednego z tych sojuszników, którzy nie wywiązują się ze swoich zobowiązań finansowych, to wówczas Stany Zjednoczone nie udzieliłyby pomocy takiemu państwu. Co więcej prezydent Trump przyznał, że zachęcałby Rosję, by robiła cokolwiek, co jej się podoba z takimi państwami, które nie przeznaczają przynajmniej 2% PKB na zbrojenia. – Temu tematowi poświęcił swój kolejny podkast geopolityczny Leszek Sykulski. Poniżej jego obszerny fragment.
Kraje kolektywnego Zachodu, a zwłaszcza kraje anglosaskie, nie chcą wchodzić w bezpośrednią konfrontację z Federacją Rosyjską. Chcą wykorzystywać inne państwa do tego. No i tutaj oczywiście pytanie, że jeżeli zajdzie taka okoliczność, jeżeli państwa tzw. wschodniej flanki NATO przestaną być potrzebne jako zderzaki strategiczne, czy po prostu nie zostaną porzucone? I tu warto sięgnąć pamięcią do roku 2019, kiedy Stany Zjednoczone, w trakcie prezydentury Donalda Trumpa brutalnie porzuciły swego sojusznika na Bliskim Wschodzie, czyli syryjskich Kurdów. To był sojusznik wyjątkowy, bodaj najbardziej zasłużony dla pokonania terrorystów z tzw. państwa islamskiego. I tak naprawdę Ameryka Trumpa porzuciła Kurdów i tak naprawdę wydała ich na pastwę wojsk tureckich. Ten sposób myślenia Trumpa jest bardzo charakterystyczny. Ten rok 2019 pokazał to jak w soczewce.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że Polska wydaje blisko 4% PKB, więc te słowa Trumpa Polski nie dotyczą, ale wiemy doskonale, że w polityce międzynarodowej znalezienie pretekstu do ewentualnego wycofania się, zrolowanie tej obecności wojskowej, nie stanowi jakiegoś większego problemu. Musimy sobie z tego zdawać sprawę. I patrząc na artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego, na który tak wielu powołuje się, też trzeba go umieć odczytać, a nie tylko powoływać się na hasło: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. No spójrzmy na brzmienie artykułu 5. traktatu północnoatlantyckiego. Tego traktatu, który został zawarty 4 kwietnia 1949 roku w Waszyngtonie:
Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.
Tutaj widzimy jak w soczewce, że mimo tego określenie, że zbrojna napaść na jedną lub więcej ze stron traktatu północnoatlantyckiego, będzie traktowana jako napaść na wszystkie, na całość sojuszu, to ta konieczność podjęcia działań, konieczność udzielenia pomocy jest bardzo mocno labilna. To znaczy ona obejmuje duży wachlarz możliwości. To nie musi być użycie sił zbrojnych. To jest wyraźnie określone, że jest to pewien wariant, pewna ewentualność. Mówi się o działaniach łącznie z użyciem siły zbrojnej. A zatem może to być nota dyplomatyczna, nota protestacyjna; może to być pomoc humanitarna, może to być przyjęcie uchodźców, może to być pomoc finansowa, może to być wysłanie uzbrojenia i tak dalej. Natomiast nie musi to być wysłanie kontyngentu wojskowego. Nie jest także określone, jak miałoby wyglądać użycie siły zbrojnej, jak proporcjonalnie miałoby to wyglądać, jeśli chodzi o pomoc wojsk lądowych, wojsk specjalnych, sił powietrznych, marynarki wojennej. To wszystko jest mocno niedoprecyzowane.
Zatem twierdzenie, że bezpieczeństwo państwa polskiego zależy od wsparcia NATO czy jest gwarantowane przez NATO, jest daleko idącą przesadą. Oczywiście członkostwo w sojuszach wojskowych, politycznych, militarnych zwiększa bezpieczeństwo, ale w żaden sposób nie jest 100% gwarancją, czego przykładem jest historia. Polska była w bardzo wielu sojuszach wojskowych na przestrzeni swojej historii i wiemy doskonale, jak wiele z tych sojuszy okazało się absolutnie nieskuteczne.
Te słowa Donalda Trumpa należy odczytywać znacznie szerzej, w kontekście geopolitycznym, geostrategicznym. Trump doskonale rozumie, że zmienia się koniunktura międzynarodowa. Wiele państw odchodzi od rozliczeń w dolarze. W związku z tym to nastawienie, takie izolacjonistyczne czy bardzo egoistyczne będzie postępować w Stanach Zjednoczonych. Moim zdaniem Waszyngton nie będzie miał żadnych skrupułów, aby porzucić swoich sojuszników, jeśli będzie wymagał tego interes Stanów Zjednoczonych. I musimy to brać jak najbardziej pod uwagę. Całe nastawienie strategii polityki zagranicznej, polityki bezpieczeństwa państwa polskiego na uzyskanie gwarancji od Stanów Zjednoczonych, gwarancji bezpieczeństwa Polski, jest nadzieją płonną. To są zabiegi niezwykle ryzykowne, taka strategia wieszania się na klamce w Waszyngtonie czy wieszania bezpieczeństwa Polski, przyszłości Polski w Waszyngtonie jest – no, powiedziałbym postawą romantyczną, postawą nieodpowiedzialną, postawą antyrealistyczną i sprzeczną z polską racją stanu. Musimy sobie zdawać sprawę, że gwarantem bezpieczeństwa nie są wyłącznie siły zbrojne, nie są sojusze polityczno-militarne.
Polska w wielu sojuszach, o czym powiedziałem, już była. Wiele z nich nie sprawdziło się, a czy Polska będzie posiadała armie na poziomie stu tysięcy, trzystu czy nawet miliona, to nie jest to żaden stuprocentowy gwarant bezpieczeństwa. Wystarczy spojrzeć na historię II Rzeczypospolitej i zobaczyć, jak liczną armię Polska miała w 1939 roku i zobaczyć, iż liczebność armii nie jest głównym gwarantem bezpieczeństwa.
Tym ważnym elementem bezpieczeństwa, jednym z najważniejszych, jest mądra polityka zagraniczna. W naszym położeniu, położeniu tranzytowym w tej części Europy, to jest polityka wielowektorowa. Nie polityka jednowektorowa opierania się wyłącznie na jednostronnych amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa, ale polityka wielowektorowa, zasada: „zero wrogów wśród sąsiadów”. Natychmiastowa, jak najszybsza normalizacja relacji z Rosją i Białorusią, jak najszybsze zakończenie wojny na Ukrainie. To są podstawy. Oczywiście sprawne służby specjalne, które realizować będą polską rację stanu, a nie tworzyć na przykład tajne więzienia obcych służ specjalnych, eksterytorialne na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. To są podstawy bezpieczeństwa, a nie podbijanie bębenka wojennego, nie eskalowanie napięcia z sąsiadami.
x
Sykulski stwierdza, że artykuł 5 traktatu północnoatlantyckiego jest zbyt ogólnikowy i że pomoc ze strony innych państw nie musi być pomocą zbrojną. Trudno oczywiście w takim traktacie o precyzyjne sformułowania. Natomiast artykuły 9, 10 i 11 dają pewną wskazówkę.
Artykuł 9
Niniejszym strony ustanawiają Radę, w której każda z nich będzie reprezentowana w celu rozpatrywania spraw dotyczących realizacji niniejszego traktatu. Rada będzie zorganizowana w taki sposób, żeby mogła zbierać się szybko w każdym czasie. Rada utworzy takie organy pomocnicze, jakie okażą się potrzebne; w szczególności utworzy ona natychmiast komitet obrony, którego zadaniem będzie zlecanie środków w celu realizacji artykułów 3 i 5.
Artykuł 10
Strony mogą, za jednomyślną zgodą, zaprosić do przystąpienia do niniejszego traktatu każde inne państwo europejskie, które jest w stanie realizować zasady niniejszego traktatu i wnosić wkład do bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego. Każde państwo zaproszone w ten sposób może stać się stroną traktatu, składając Rządowi Stanów Zjednoczonych Ameryki dokument przystąpienia. Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki powiadomi każdą ze stron o złożeniu takiego dokumentu przystąpienia.
Artykuł 11
Niniejszy traktat podlega ratyfikacji, a jego postanowienia zostaną wprowadzone w życie przez Strony zgodnie z ich procedurami konstytucyjnymi. Dokumenty ratyfikacji zostaną złożone tak szybko, jak to możliwe, Rządowi Stanów Zjednoczonych Ameryki, który o każdym złożeniu powiadomi wszystkich sygnatariuszy. (…)
Już choćby z tych trzech powyższych artykułów nasuwa się wniosek, że o wszystkim decydują Stany Zjednoczone, a więc również o tym czy pomagać jakiemuś państwu i w jaki sposób. Tu nie ma miejsca na własną politykę któregokolwiek z członków NATO. O wszystkim decydują Stany Zjednoczone, a raczej ci, którzy nimi rządzą. Sykulski zdaje się więc sugerować, że w przypadku napaści Rosji na Polskę, bo innego zagrożenia nie ma, NATO może nie udzielić zbrojnej pomocy.
Podaje też przykład II RP, twierdząc że liczebność armii nie jest głównym gwarantem bezpieczeństwa. Jednak to nie liczebność tej armii zdecydowała o porażce, tylko druzgocąca przewaga wojsk niemieckich pod każdym względem oraz możliwość ataku z trzech stron. W takiej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem było poddanie się. Jeśli tak nie zrobiono, to nie na skutek nieudolnej polityki, tylko dlatego, że masoński rząd II RP realizował obce interesy i celowo wepchnął kraj do z góry przegranej wojny. Tak właśnie miało być i w nagrodę ci, którzy zrealizowali ten plan, dostali schronienie na Zachodzie.
Przypadek Czech jest podobny. Tam też był masoński rząd, którego zadaniem było, w odróżnieniu od Polski, nie dopuścić do wojny. Czescy generałowie chcieli walczyć, ale rząd był przeciw i nawet uwięziono jednego z nich. Dlaczego ktoś postanowił, by Polskę pchnąć do wojny, a Czechy – nie? Bo tam były zakłady Skody, które nie mogły ulec zniszczeniu, bo miały służyć Hitlerowi. W Polsce nie było nic, co mogłoby się mu przydać, więc można było ją zniszczyć. A poza tym chodziło o wspólną granicę ze Związkiem Radzieckim, żeby można go było zaatakować w odpowiednim czasie. O polityce wielowektorowej to Polska i Czechy mogły tylko pomarzyć. To nie jest rozwiązanie dla małych państw, szczególnie w konfrontacji z mocarstwami.
Sykulski uważa, że Polska powinna poprawić swoje relacje z Rosją i Białorusią. Problem polega na tym, że nie chcą tego ci, którzy faktycznie tu rządzą, a nie dlatego, że ci, którzy wykonują polecenia swoich nieznanych przełożonych są romantykami. Rzucanie się w ramiona Rosji to jest dopiero romantyzm. Rosja w stosunku do państw słowiańskich ma niezmienny plan, czyli panslawizm, czyli podporządkowanie jej wszystkich narodów słowiańskich. To również dotyczy Polski. Nie wiem czy rzucanie się z deszczu pod rynnę, to dobry pomysł, jeśli ktoś marzy o niepodległej Polsce. W takim położeniu jest to praktycznie niemożliwe i trzeba ten fakt zaakceptować. Zresztą w stosunku do Polski Rosja już prawie swój plan zrealizowała. Po przesiedleniach Ukraińców w lutym 2024 roku Polska jest co najmniej w połowie prawosławna. A proces ten będzie się nasilał, gdy powstanie wspólne państwo polsko-ukraińskie. A poza tym, to za PRL-u Polska też była zderzakiem strategicznym Związku Radzieckiego, bo gdyby doszło do konfliktu NATO-Układ Warszawski, to na pierwszy ogień poszłaby Polska, o czym wtedy wszyscy wiedzieli.
Czy grozi nam napaść z strony Rosji, jak nas starszy rząd? Putin powiedział, że tylko wtedy, gdy Polska zaatakuje Rosję? Czy wysłanie polskiego wojska na Ukrainę, za wiedzą i aprobatą rządu USA, będzie takim atakiem? Jak to zinterpretują przełożeni Putina? Atak Rosji na Polskę oznaczałby atak na Stany Zjednoczone, bo znajduje się tu amerykańska baza i wojska amerykańskie. Musiałyby one w jakiś sposób zareagować, bo brak reakcji oznaczałby przyznanie się Ameryki do słabości i utratę wizerunku największej potęgi militarnej na świecie. Na taki scenariusz, w mojej ocenie, nie pozwolą przełożeni obu prezydentów. Co w takim razie pozostanie? Znalezienie kozła ofiarnego, którego się ukaże za wysłanie wojsk na Ukrainę, odbierając mu jego ziemie zachodnie i łącząc go z częścią Ukrainy, na której Rosji nie zależy. Wydaje mi się, że udział wojska polskiego w wojnie na Ukrainie jest niezbędny, by zrealizować ten scenariusz. Dla Rosji byłby to wyjątkowo korzystny wariant, bo na ziemiach, które trafiłyby do Niemiec większość stanowią prawosławni. Tam, gdzie Rosja nie chce czy nie może atakować militarnie, robi to w sposób bardziej wyrafinowany.
W 1982 roku Frida z zespołu ABBA wyśpiewała przebój I know there’s something going on, czyli że ona wie, że coś się dzieje. Istotnie coś się dzieje, czego dowodem jest wywiad, jakiego udzielił Putin amerykańskiemu dziennikarzowi. Komentatorzy Myśli Polskiej nazwali go nawet wywiadem stulecia. Dzieje się też coś na Ukrainie, bo Żełenski odwołał z funkcji naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy generała Załużnego i wybuchły nawet z tego powodu jakieś protesty, co dotychczas było trudne do wyobrażenia. W Polsce jednak skupiono się na wywiadzie Putina. Fale komentarzy wywołały te jego fragmenty, które dotyczyły historii i relacji polsko-rosyjskich. Tylko czy to były relacje polsko-rosyjskie czy może raczej rosyjsko-rosyjskie, czy może prawosławno-prawosławne, skoro znaczną część Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowili Rusini? Z jednej strony to dobrze, że Putin zaczął od podstaw, od początków kształtowania się Rusi, ale źle, że jego wersja jest mocno zafałszowana. Wypada więc odnieść się do jego wypowiedzi. Cały wywiad tu: https://iluminata.pl/pelna-tresc-wywiadu-tuckera-carlsona-z-prezydentem-rosji/
Południowa część ziem rosyjskich, w tym Kijów, zaczęła stopniowo ciążyć w stronę kolejnego „magnesu” – w kierunku kształtującego się w Europie centrum. Było to Wielkie Księstwo Litewskie. Nazywano je nawet litewsko-ruskim, gdyż znaczną część tego państwa stanowili Rusini. Mówili po starorusku i byli prawosławnymi. Ale potem nastąpiło zjednoczenie – unia Wielkiego Księstwa Litewskiego i Królestwa Polskiego. Kilka lat później została podpisana kolejna unia w sferze duchowej, a część księży prawosławnych podporządkowała się władzy papieża. Tym samym ziemie te weszły w skład państwa polsko-litewskiego.
Ta unia w sferze duchowej to unia brzeska z 1596 roku. To był dalszy ciąg reformacji, tyle że na wschodzie. Rzeczpospolita, która powstała w wyniku unii lubelskiej z 1569 roku była państwem, w którym rządy sprawowała dynastia Wazów, czyli szwedzka.
Polacy robili więc wszystko, co mogli, aby polonizować i w zasadzie traktowali tę część ziem ruskich dość surowo, jeśli nie okrutnie. Wszystko to doprowadziło do tego, że ta część ziem ruskich zaczęła walczyć o swoje prawa. I pisali listy do Warszawy, żądając poszanowania ich praw, żeby tu wysłali ludzi, m.in. do Kijowa…
Nikt ludu rusińskiego nie polonizował. Bojarzy sami przechodzili na katolicyzm, bo to umożliwiało im zasiadanie w Sejmie i Senacie, w których razem z Litwinami stanowili większość, więc to już nie było państwo polskie. A okrutnie traktowali ukraińską czerń ci właśnie bojarzy, jak Wiśniowiecki, który był Rusinem, feudałem potężniejszym od króla i pacyfikował powstanie Chmielnickiego w swoich dobrach. A listy pisali do Szweda, który był wtedy królem Rzeczypospolitej.
A w roku 1654, a nawet nieco wcześniej, ludzie sprawujący władzę w tej części ziem ruskich zwrócił się do Warszawy, powtarzam, żądając, aby przysłano do nich osoby pochodzenia ruskiego i wyznania prawosławnego. A kiedy Warszawa w zasadzie nic im nie odpowiedziała i niemal zdawała się odrzucać te żądania oni zaczęli zwracać się do Moskwy, aby Moskwa wzięła ich do siebie.
Potop szwedzki (VI wojna polsko-szwedzka) – najazd Szwecji na Rzeczpospolitą w latach 1655–1660 będący jedną z odsłon II wojny północnej. Formalnie zakończył go pokój w Oliwie zawarty w 1660. Wojna ze Szwedami toczyła się równolegle z wojną polsko-rosyjską 1654-1667 znaną jako potop rosyjski. – Wikipedia.
Było powstanie Chmielnickiego (1648-1657), wojna polsko-rosyjska (1654-1667) i polsko-szwedzka (1655-1660). W sumie można więc powiedzieć, że były trzy wojny. Rosjanie weszli do Rzeczypospolitej rok wcześniej i nie zajęli Korony, zatrzymali się na linii Curzona. Wygląda na to, że Rosjanie umówili się ze Szwedami, że Korona padnie ich łupem. Natomiast powstanie Chmielnickiego było przygotowaniem do potopu rosyjskiego. Jaki więc sens miało pisanie w 1654 roku listów do Warszawy skoro Rosjanie zajęli całą Ukrainę, a poza tym to Rusin Wiśniowiecki decydował o tym, co tam się działo.
Oto listy Bohdana Chmielnickiego, wówczas człowieka sprawującego władzę w tej części ziem ruskich, którą dziś nazywamy Ukrainą. Pisał do Warszawy, żądając poszanowania ich praw, a po odmowie zaczął pisać listy do Moskwy, prosząc ją o wzięcie ich pod silną rękę cara moskiewskiego.
Rosja nie zgodziła się na ich natychmiastowe przyjęcie, gdyż zakładała, że rozpocznie się wojna z Polską. Jednak w 1654 roku Sobór Ziemski – będący organem przedstawicielskim władzy państwa staroruskiego – podjął decyzję: ta część ziem staroruskich stała się częścią królestwa moskiewskiego.
Zgodnie z przewidywaniami rozpoczęła się wojna z Polską. Trwało to 13 lat, po czym zawarto rozejm. I właśnie po zawarciu tego aktu z 1654 r., czyli 32 lata później, moim zdaniem, z Polską został zawarty pokój, „pokój wieczny”, jak wówczas mówiono. I te ziemie, cały lewy brzeg Dniepru, łącznie z Kijowem, trafił do Rosji, a cały prawy brzeg Dniepru pozostał przy Polsce.
Wojna Rzeczypospolitej z Rosją trwała w latach 1654-1667. Tak naprawdę to współdziałanie Rosji i Szwecji przypomina trochę pakt Ribbentrop-Mołotow. Trudno w to uwierzyć, że Putin – który, jak sam twierdzi, interesuje się historią Rosji – nie zna tych faktów.
Tak więc przed II wojną światową, kiedy Polska współpracowała z Niemcami, odmówiła spełnienia żądań Hitlera, ale mimo to uczestniczyła z Hitlerem w podziale Czechosłowacji, (…).
Po zakończeniu konferencji monachijskiej 30 września 1938 roku i uznaniu przez rząd Czechosłowacji cesji terytorialnych na rzecz Niemiec, gwarantowanych przez Francję, Niemcy, Wielką Brytanię i Włochy, Polska zażądała 30 września o godzinie 23:45 od rządu Czechosłowacji korekty granicy polsko-czechosłowackiej na terenie Zaolzia na zasadzie rozgraniczenia etnicznego. Po zgodzie rządu Czechosłowacji, Polska przejęła okupowane w 1919 roku i przejęte bez plebiscytu przez Czechosłowację, w konsekwencji konferencji w Spa i decyzji Rady Ambasadorów, powiaty: trzyniecko-karwiński, zaolziańską część powiatu cieszyńskiego i część powiatu frydeckiego Śląska Cieszyńskiego.
30 września 1938 roku konferencja monachijska przyznała Niemcom Kraj Sudetów, zamieszkały przez etniczną większość niemiecką. 1 października Czechosłowacja przyjęła wystosowane 30 września ultimatum Polski, wyrażając zgodę na zajęcie Zaolzia. W listopadzie Węgry na mocy pierwszego arbitrażu wiedeńskiego zajęli południową Słowację i południową Ruś Zakarpacką, zamieszkałą przez etniczną większość węgierską.
Tak to Polska współpracowała z Niemcami. Zajęła trzy powiaty i to nie w całości. Też mi podział! Znaj proporcje panie Putin. A nic o współpracy Francji, Anglii i Włoch z Niemcami. I Węgier też.
Swoją drogą Związek Radziecki – czytałem dokumenty archiwalne – zachował się bardzo uczciwie i Związek Radziecki zwrócił się do Polski o zgodę na wysłanie swoich wojsk na pomoc Czechosłowacji. Ale przez usta ówczesnego Ministra Spraw Zagranicznych RP mówiono, że nawet jeśli radzieckie samoloty będą latać w kierunku Czechosłowacji przez terytorium Polski, to będą zestrzelane nad terytorium Polski.
4 października 1938 roku, po podpisaniu układu monachijskiego, wiceminister spraw zagranicznych ZSRR Władimir Potiomkin powiedział ambasadorowi francuskiemu w Moskwie Robertowi Coulondre: „Nie widzę dla nas innego wyjścia, aniżeli czwarty rozbiór Polski.” Postanowienia układu monachijskiego prowadziły prostą drogą do rozbioru Czechosłowacji, bo czymże była aneksja Czech i Moraw oraz utworzenie podporządkowanej Niemcom Słowacji? Więc Potiomkin mówił francuskiemu ambasadorowi: Skoro zgodziliście się na rozbiór Czechosłowacji, to zgodzicie się też na rozbiór Polski.
Ta wypowiedź Potiomkina nie jest żadną tajemnicą, bo pisze o tym Wikipedia. Trzeba tylko głębiej poszperać w niej.
Negocjacje ze Związkiem Radzieckim zostały podjęte przez stronę niemiecką w kwietniu 1939 na kolejny wniosek strony radzieckiej, co oznacza, że były też wcześniejsze wnioski. W marcu 1939 roku Hitler zajął Czechy. Tak więc Związek Radziecki dążył do porozumienia z Niemcami, co wykluczało wypełnienie jego zobowiązań wobec Czechosłowacji. Francja oczywiście zachowała się tak, by nie stawiać Związku Radzieckiego w kłopotliwej sytuacji, który w negocjacjach z Czechami zastrzegł sobie, że pomoże im, gdy Francja zareaguje pierwsza, ale Francja nie zareagowała. Dodatkowego alibi temu państwu dostarczyły rządy Polski i Rumunii, które zgodnie oświadczyły, że nie przepuszczą wojsk radzieckich.
Jeśli ktoś będzie chciał wysłać regularne wojska, z pewnością postawi to ludzkość na krawędzi bardzo poważnego, globalnego konfliktu. To oczywiste.
To bardzo jasna deklaracja, co się stanie, jeśli „polski” rząd wyśle polskie wojsko na Ukrainę. Podejrzewam, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, do czego zmierzają ci szaleńcy. Działają dokładnie tak samo jak rząd sanacyjny.
W tym sensie to, co się dzieje, jest w pewnym stopniu elementem wojny domowej. I wszyscy na Zachodzie myślą, że walki na zawsze oddzieliły jedną część ruskiego narodu rosyjskiego od drugiej. NIE. Powtórne zjednoczenie nastąpi. Ono nigdzie się nie podziało.
Dlaczego władze ukraińskie rozdzielają Rosyjską Cerkiew Prawosławną? Ponieważ jednoczy nie terytorium, ale duszę i nie uda się nikomu jej podzielić.
Powtórne zjednoczenie nastąpi. – To bardzo stanowcza i ważna deklaracja. Zjednoczenie, czyli połączenie. Jaka część Ukrainy zostanie przyłączona, bo jeśli Putin mówi o zjednoczeniu, to zapewne nie ma na myśli tych terenów, które już zostały przyłączone. Denazyfikacja będzie oznaczać fizyczną likwidację ukraińskich nacjonalistów lub ich wypchnięcie na zachodnią Ukrainę, którą chyba nie jest on zainteresowany. Zachód, a konkretnie Niemcy, zgodzi się na takie rozwiązanie, pod warunkiem, że odzyskają oni swoje byłe ziemie wschodnie. W takiej sytuacji dojdzie prawdopodobnie do połączenia tak okrojonej Ukrainy z okrojoną Polską.
Ten czarny dla III RP scenariusz staje się coraz bardziej realny. By jednak tak się stało, trzeba urobić światową opinię publiczną i przekonać ją, że to Polska jest wszystkiemu winna, to katolicka Polska skłócała prawosławnych, współpracowała z Hitlerem i razem z nim dzieliła Czechosłowację. Taki jest przekaz Putina do świata w kwestii polskiej.
Wbrew temu, czym starszą nas ci rządowi psychopaci, Rosja nie musi atakować Polski. Ona już dawno ją sobie podporządkowała. Rosja zdobywa teren na dwa sposoby: albo poprzez militarną agresję, albo poprzez prawosławie. – Cały ten panslawizm. Na zdobytym terenie buduje cerkwie i sprowadza prawosławnych. Tak było po wojnach napoleońskich, gdy Rosjanie wkroczyli na ziemie etnicznie polskie, goniąc Napoleona aż do Saksonii. I zostali na nich, tworząc, za zgodą Zachodu, Królestwo Polskie. Budowali cerkwie i ściągnęli prawosławnych do urzędów i innych instytucji. Po II wojnie światowej osiedlili na ziemiach poniemieckich w większości prawosławnych Ukraińców i Białorusinów. Na pozostałych ziemiach też ich nie brakowało. Za PRL-u komuniści nie ufali Polakom i na urzędach i w różnych instytucjach państwowych też zatrudniali mniejszości, czyli w większości prawosławnych. Po 24 lutego 2022 roku zaaplikowano nam kolejną wędrówkę prawosławnych na teren Polski. Tak więc Putin nie musi Polski atakować i on dobrze o tym wie. Bo jak pogodzą się na Ukrainie, to i pogodzą się w Polsce. Ale jeżeli polscy żydobanderowcy, czyli psychopaci, uprą się, to różnie może być.
Parę dni temu minęła 79 rocznica wyzwolenia Warszawy. Dla środowisk lewicowych, tęskniących za PRL-em, było to wyzwolenie, a dla prawicowych – zmiana okupanta. Tym okupantem miał być Związek Radziecki. Spór, w mojej ocenie, jałowy. Obie strony nie wspominają o najważniejszym fakcie, a mianowicie o tym, że wraz z Armią Czerwoną przybyła na teren nowej Polski kolejna fala żydowskich imigrantów. Czy byłoby to możliwe bez wybuchu powstania warszawskiego i zburzenia Warszawy? Czy gdyby Warszawy nie zburzono, to czy możliwe byłoby takie totalne zmarginalizowanie polskiego społeczeństwa? Na portalu DZIEJE.PL w artykule „Upiorne wyzwolenie” – 17 stycznia 1945 r. rozpoczęła się sowiecka okupacja Warszawy można m.in. przeczytać:
W tym samym czasie po drugiej stronie trwała zagłada miasta. Wyburzanie poprzedzał rabunek. Do połowy stycznia 1945 r. z Warszawy na zachód wywieziono ok. 45 tys. wagonów zapełnionych majątkiem mieszkańców oraz maszynami fabrycznymi i surowcami. Apokalipsę obserwowali nieliczni Polacy zmuszeni do niewolniczej pracy przez Niemców. „Nastąpiła głucha detonacja, w oczach naszych cały gmach jak gdyby podskoczył nieco w górę i znikł w obłokach pyłu wapiennego. Gdy tuman pyłu osiadł, oczom naszym ukazała się olbrzymia piramida pogruchotanych cegieł i całych brył muru na miejscu dawnego MSZ przy ulicy Wierzbowej. Całe to makabryczne widowisko przed naszymi oczami rozegrało się kilkadziesiąt metrów od naszej ciężarówki” – wspominał jeden z polskich świadków zburzenia Pałacu Brühla. Ten sam los spotkał sąsiedni Pałac Saski. Ostatnim zniszczonym budynkiem była Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy przy ul. Koszykowej. 16 stycznia 1945 r. Niemcy podpalili magazyn liczący pół miliona woluminów. Straty dla polskiej kultury byłyby jeszcze większe, gdyby nie ofiarna praca kilkudziesięciu muzealników i bibliotekarzy zabezpieczających zbiory za zgodą pragnących je zagrabić Niemców. Setek zaminowanych obiektów Niemcy nie zdążyli wysadzić przed rozpoczęciem sowieckiej ofensywy.
x
Podstawowe pytanie więc brzmi: po co wybuchło powstanie warszawskie? Argument, że dowództwo Armii Krajowej chciało powitać wkraczającą do Warszawy Armię Czerwoną jako legalny rząd czy gospodarz, wydaje się idiotyczny. Warszawę wyzwalały oddziały 1 Armii WP, 47 i 61 Armii 1 Frontu Białoruskiego. Nie znalazłem informacji o liczebności obu tych armii. Natomiast 1 Armia WP liczyła około 70 tys. żołnierzy. Jeśli więc obie armie radzieckie miałyby zbliżoną liczebność, to wojska wyzwalające Warszawę liczyłyby około 200 tys. żołnierzy. Regularne, dobrze uzbrojone i przeszkolone wojsko. I to wojsko miałoby się przestraszyć kilku tysięcy powstańców, słabo uzbrojonych lub bez broni? Tylko chyba ktoś niedorozwinięty umysłowo mógłby uwierzyć w tę bajkę.
Po co więc wybuchło to powstanie? Najpierw ograbiono mieszkańców Warszawy z ich wszelkiego materialnego i kulturalnego dorobku, a później zburzono miasto. A jeszcze później je odbudowano. Jednak w tej nowej Warszawie zamieszkali inni ludzie. O wiele prościej, jakkolwiek brutalnie to by zabrzmiało, było zburzyć miasto i odbudować je, niż eksmitować jego prawowitych mieszkańców z ich domów i mieszkań, bo przecież trzeba by było podać jakiś powód tej eksmisji. Jak wyrzucić z mieszkań kilkaset tysięcy osób? Zburzenie miasta załatwiało ten problem. Ale o tym nie trzeba głośno mówić.
Adam Doboszyński w swoim artykule Dwa narody z lutego 1945 roku pisał:
„Wszak budowa nowego narodu toczyć ma się w atmosferze wolnej od przygniatającego wpływu autorytetów – rodzimych. Zbędny i krepujący balast kultury, tradycji, kamieni martwych, a tak jeszcze wciąż żywych, odrzuci się również. Zniszczenie Warszawy stanowi poważny sukces na drodze do lubelskiego narodu. Historyczne budynki, wspomnienia i powiązania, ludzie żywi, ich mieszkania i pamiątki, wszystko to ciążyło kłodą u nogi.”
Tak więc przedstawiciele obu spierających się stron nie mają racji i nie „widzą” słonia w składzie porcelany. Związek Radziecki nie był ani wyzwolicielem, ani okupantem. Okupantem był ktoś inny. Stalin wykonywał tylko polecenia swoich nieznanych przełożonych. Niemcy również wykonywali polecenia swoich nieznanych przełożonych. Mieli rozkaz zburzyć Warszawę. I dowództwo powstania również wykonywało polecenia swoich nieznanych przełożonych. Mieli rozkaz wywołać powstanie, by dać Niemcom pretekst do zburzenia miasta. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w dniu 31 lipca 1944 roku odbyła się narada najwyższego ciała Polski Podziemnej, przy udziale Delegata Rządu, Dowódcy Armii Krajowej oraz przedstawicieli czterech rządzących stronnictw i wszyscy – bez wyjątku – opowiedzieli się przeciw powstaniu. Tak było rano, ale po południu odbyła się jeszcze jedna narada i nastąpiła zmiana stanowiska. Wszystko teraz zależało od zgody Delegata Rządu i on ją wyraził. – Londyn orzekł, sprawa skończona.
A w świat poszła informacja, że to Polacy, w swoim szaleństwie, rzucili się z gołymi rękami na regularne wojsko i tym samym doprowadzili do zburzenia miasta. I tak do dziś są postrzegani. A to, co robią obecni rządzący i opozycja, tylko utrwali ten przekaz.
Spór pomiędzy rządzącą koalicją a opozycją ujawnił stan polskiego prawa, które niby miało spełniać standardy europejskie, a okazuje się, że spełnia standardy, ale… wschodnioeuropejskie, a właściwie to ukraińskie. Nie jest to jednak wynikiem tego, że nikt tu nie potrafił stworzyć jasnego i precyzyjnego prawa, tylko dlatego, że tak miało być. Właśnie takie prawo – niejednoznaczne, które można interpretować na wiele sposobów – jest idealnym narzędziem, gdy chce się w danym państwie wprowadzić chaos, pokazać innym, że jest to państwo niepoważne, a może nawet jest jego karykaturą. Na Interii ukazał się w dniu 14 stycznia artykuł Chaos prawny w Polsce. Oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego. Poniżej jego fragment:
Chaos prawny w Polsce. Dwa wyroki w jednej sprawie
Od kilku tygodni w Polsce panuje chaos prawny. Sytuację komplikują obecnie dwie sprawy – jedna z nich dotyczy osadzenia w więzieniach Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, z kolei druga odwołania prokuratora krajowego Dariusza Barskiego.
Politycy spierają się o prawo łaski udzielone wobec polityków PiS przez prezydenta jeszcze w 2015 roku. Głowa państwa oraz Prawo i Sprawiedliwość utrzymują, że decyzja Andrzeja Dudy sprzed dziewięciu lat pozostaje w mocy, a Kamiński i Wąsik zostali zatrzymani nielegalnie. Koalicja rządząca i większość ekspertów w dziedzinie prawa utrzymuje jednak, że akt łaski został wydany, gdy wyrok był jeszcze nieprawomocny.
Gdy 20 grudnia Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali prawomocnie skazani, marszałek Sejmu Szymon Hołownia, po zaczerpnięciu opinii prawnej Kancelarii Sejmu, zdecydował o wygaszeniu mandatów poselskich Kamińskiego i Wąsika.
Na początku stycznia nieuznawana przez unijny wymiar sprawiedliwości Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uchyliła decyzję Hołowni. To posunięcie budzi jednak wątpliwości wielu prawników i konstytucjonalistów. Kilka dni później w środę 10 stycznia inna Izba Pracy odrzuciła z kolei wniosek odwoławczy Mariusza Kamińskiego, czym potwierdziła stanowisko marszałka Sejmu.
Dariusz Barski odwołany. Adam Bodnar podjął decyzję
Sprawa Dariusza Barskiego rozpoczęła się z kolei w piątek, gdy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar odwołał go z funkcji prokuratora krajowego.
Resort podkreślił, że decyzja zapadła po zleceniu zewnętrznych opinii prawnych. Skład trzech ekspertów (prof. Anna Rakowska, prof. Sławomir Patyra oraz prof. Grzegorz Kuc) stwierdził, że Dariusz Barski został powołany do służby czynnej w sposób nieprawidłowy, dlatego pełniącym obowiązki prokuratora krajowego został Jacek Bilewicz.
Innego zdania są urzędnicy powołani do prokuratury przez PiS. W ich opinii Adam Bodnar złamał ustawę o prokuraturze, ponieważ odwołując szefa PK pominął prezydenta. Nominowani podczas rządów PiS prokuratorzy dodają ponadto, że przepisy nie przewidują takiego stanowiska jak “pełniący obowiązki prokuratora krajowego”.
x
Natomiast 12 stycznia na kanale „Myśli Polskiej” Przemysław Piasta tak skomentował (od 48:40) całe to zamieszanie:
(…) Nic się nie zmieni. PiS jest wygodny dla Platformy, Platforma dla PiS-u, tylko że w tej chwili dochodzimy do coraz większej dysfunkcji ustrojowej państwa, ponieważ jedna i druga strona harcuje już do tego stopnia, że państwo jako instytucja przestaje działać. Mają już dwa różne zestawy sędziów. Wzajemnie tych sędziów nie uznają. Nie uznają różnego rodzaju przepisów. Za chwilę przedstawiciele administracji publicznej nie będą w ogóle się wzajemnie uznawać i może zacząć dochodzić do sytuacji kuriozalnych. Rzecz jasna Platforma czy szeroko rozumiany anty-PiS po przejęciu władzy w wielu kwestiach poszedł po bandzie, co już na tej antenie krytykowałem, chociażby w postaci pierwszej próby przejęcia telewizji przez pana ministra Sienkiewicza, która okazała się w oczywisty sposób sprzeczna z prawem, co słusznie wykazał Krajowy Rejestr Sądowy. A zatem sędziowie spisali się tutaj na medal. Nie zmienia to faktu, że w przypadku wygaszania mandatów poselskich kryminalistów, których sprawy dzisiaj tutaj omawiamy, mamy już do czynienia z dwoma zestawami sądów i z dwoma zestawami rozstrzygnięć, a zatem świadczy to o głębokiej dysfunkcji państwa.
Głęboką dysfunkcją państwa jest konflikt pomiędzy prezydentem a obozem rządowym w zakresie metodyki stosowania i szerokości stosowania prawa łaski przez prezydenta, szczególnie że mamy tutaj w tle wyrok Sądu Najwyższego. Wyrok, w moim mniemaniu, rozsądny i stosunkowo wyważony. Nie dyktowany politycznie, ale właśnie dyktowany pewnym pragmatyzmem ustrojowym. (…) To, co mnie jako obywatela niepokoi, to że obydwie strony harcują, a tymczasem państwo przestaje realnie funkcjonować. No bo, jeśli za chwilę marszałek Sejmu nie uzna wyroku jednej z izb Sądu Najwyższego, a rzecz jasna tak się stanie, a tymczasem druga z izb Sądu Najwyższego wyda wyrok dokładnie sprzeczny, to jest to paraliż ustrojowy państwa. Za chwilę, jeśli obie strony będą parły do konfrontacji, dojdziemy, jako państwo, do tego momentu, kiedy konstytucyjnymi metodami nie jesteśmy w stanie rozwiązać tej dysfunkcji, w którą nas ci ludzie pchają.
(…) Dzisiaj przeczytałem, że prezydent Andrzej Duda rozpoczął procedurę zmierzającą do ułaskawienia Wąsika i Kamińskiego. Paradoksalnie, mimo że byłoby to dla mnie przejawem wyjątkowej społecznej niesprawiedliwości, ponieważ panowie w oczywisty sposób są kryminalistami i zasługują zwyczajnie na to, by gnić w więzieniu, ale paradoksalnie to mogłoby być wyjście z tej patowej sytuacji. No bo, jeśli dwie strony, dwaj przedstawiciele władzy wykonawczej, a zatem prezydent i premier czy szeroko rozumiany obóz rządowy, nie będą wzajemnie uznawali własnych prerogatyw, no to będzie niebezpieczne dla państwa.
Przypominam, że jesteśmy w sytuacji niezwykle niekorzystnej dla Polski, ponieważ Polska otoczona jest przez wrogów. Nie musiało tak być, ale poprzednie rządy, nie tylko rządy PiS-u, ale także rządy obecnej koalicji, doprowadziły do tego, że niewielu mamy zgoła przyjaciół w okolicy. Szczególnie ostatnie osiem lat było dramatyczne. Skonfliktowaliśmy się z unią europejską, skonfliktowaliśmy się z Rosją w zupełnie absurdalny sposób. Popieramy Ukrainę, która nami gardzi i która gotowa jest w wyjątkowo asertywny sposób dbać o swoje interesy, tym bardziej kosztem interesów Polski. I nawet z tymi nielicznymi partnerami, z którymi przez ostatnie lata udawało się utrzymywać względnie przyjazne relacje, takimi jak chociażby Węgry, udało się w tym ostatnim okresie także skonfliktować. Sytuacja jest dramatycznie zła. I w tej sytuacji doprowadzenie do paraliżu ustrojowego państwa jest proszeniem się o kłopoty.
Jeśli ktoś z Państwa uważa, że to już nie te czasy i historia nie wykona nam tych przykrych niespodzianek, które spotkały Polaków w wieku XVIII, to zapewniam Państwa, że się mylicie. Większość z nas, jeszcze stosunkowo niedawno, była przekonana, że to nie te czasy, nie grozi nam wojna w Europie. Tymczasem mamy dużą wojnę tuż za wschodnią granicą. A zatem jest to wyjątkowo niepokojący moment i muszę zgodzić się z kolegami, że na ten moment za bardzo nie widać z niego wyjścia. Nie widać nowej formacji nie widać nowej siły, czy to społecznej czy politycznej, która mogłaby wziąć na siebie odpowiedzialność za kraj, która mogłaby ten kraj uporządkować.
xxx
Trudno nie zgodzić się z analizą dokonaną przez Przemysława Piastę, jednak wnioski, to jakby inna para kaloszy. Jeśli założymy, że ten spór jest autentyczny, to oczywiście możemy krytykować obie strony. Prawdą jest jednak to, że bez względu na to, czy jest on autentyczny czy wykreowany, sytuacja robi się niebezpieczna. Państwo, które jest skłócone ze wszystkimi sąsiadami czeka marny los. To samo dotyczy Ukrainy. Słabe państwo, które walczy z mocarstwem, jest z góry skazane na porażkę. Izolacja Polski na arenie europejskiej będzie miała ten sam efekt. Jednak analogia z XVIII wiekiem i rozbiorami jest raczej chybiona. Tu chodzi o odwrotny proces, o odtworzenie I RP. Wyjątkowe zaangażowanie Polski w wojnę na Ukrainie i wyjątkowa pomoc dla obywateli Ukrainy w Polsce ma przekonać państwa europejskie i opinię publiczna w Europie, że Polska i Ukraina to prawie jeden naród. Tak więc spór ten jest tylko częścią większego scenariusza, który posłusznie realizują obie „skłócone” strony.
Jak zakończyć wojnę, by Ukraina wyszła z niej z twarzą? Wiadomo, że terenów zajętych przez Rosję nie odzyska. Jedyne więc sensowne rozwiązanie, to takie które już w historii było. To połączenie Korony z południową częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego, które dokonało się na krótko przed unią lubelską (1569). Tak powstało wspólne państwo polsko-ukraińskie, które nadal nazywano Koroną, a które już nią nie było. I tak Polska wyszła z Europy i stała się częścią zacofanego tworu zwanego I RP. Czy czeka nas powtórne wyjście z Europy? Gdyby Polska, a ściślej cała Europa Wschodnia, nie była w unii europejskiej i w NATO, to żądania Ukrainy w sprawie wejścia do tych organizacji nie miałyby sensu. Cz to możliwe, by ci najlepsi scenarzyści i reżyserzy już wtedy wiedzieli, po co wciągają państwa tego regionu do unii i NATO?
Połączenie z częścią Ukrainy będzie się wiązało z utratą ziem zachodnich, no ale w zamian „Polska” dostanie zachodnią Ukrainę, czyli nie będzie pokrzywdzona. Oczywiście to będzie wiązało się z wyjściem Polski z unii europejskiej. No, ale skoro jest z nią skłócona, to nie będzie to trudne. Stworzenie takiej strefy buforowej pomiędzy Niemcami a Rosją będzie wymagało jeszcze włączenia Białorusi lub jej części oraz republik bałtyckich. Tylko czy rzeczywiście chodzi o taką strefę? Może oficjalnie tak to będzie tłumaczone, ale prawdziwy cel jest pewnie inny. Wszak I RP była państwem, które sami Żydzi nazywali swoim rajem. Czy chodzi im zatem o odtworzenie tego raju? Czy może raczej ma to mieć jakieś symboliczne znaczenie? Chabad Lubawicz deklaruje chęć stworzenia „nowego Izraela”. Miejsce owego tworu ich zdaniem zostało podyktowane przez historię. To dawne tereny Rzeczpospolitej, dziś Polski i Ukrainy.
Niektórzy twierdzą, że wojna na Ukrainie wybuchła po to, by uniemożliwić powstanie Jedwabnego Szlaku, dzięki któremu towary z Chin mogłyby docierać do Europy najkrótszą drogą i bez pośredników. Trudno uznać tę argumentacje za przekonywującą, bo przecież cały handel jest w rękach żydowskich i nie ma to najmniejszego znaczenia, którędy docierają one do Europy. Tak czy inaczej muszą przejść przez żydowskie centra dystrybucji i o tym, jaka ostatecznie będzie cena tych produktów, decydują Żydzi. W takim razie wypada sobie zadać jeszcze jedno pytanie: A do kogo należą przedsiębiorstwa transportowe? Czy Żydzi byliby na tyle nieroztropni, by pozwolić sobie na uzależnienie od obcych firm przewozowych? Ale o tym nie wolno głośno mówić. – Dlatego twierdzę, że w wojnie na Ukrainie chodzi o dokonanie zmian na mapie politycznej Europy wschodniej i centralnej. I tylko na skutek wojny można ich dokonać, jak również masowych przesiedleń. Nie przypadkiem przecież napływ emigrantów do Europy zachodniej następował po kolorowych rewolucjach.
Na kanale Centrum Edukacyjne Polska Rafał Mossakowski 6 stycznia rozmawiał z Grzegorzem Braunem. W końcowej części tej rozmowy, mniej więcej od 34:20 do 40:00, Grzegorz Braun, zapytany o frankistów wychrzczonych w XVIII wieku w katedrze lwowskiej, wśród których był również jego przodek, tak odpowiedział:
No, weszli do Kościoła, ale weszli też do stanu szlacheckiego, weszli do stanu szlacheckiego, a zatem weszli do narodu politycznego. A zatem ekspresowo skorzystali z tej windy do godności, do stanowisk, także majętności. No i można powiedzieć, był to jeden z bardzo doniosłych aktów zaburzenia naturalnego rozwoju narodu polskiego, ponieważ jego elita została w stopniu nieproporcjonalnym zasilona, zinfiltrowana przez ludzi nie identyfikujących się z tradycją, interesem narodowym, o którym w XVIII wieku mogliśmy mówić, z racją stanu Rzeczypospolitej Polskiej. I tego konsekwencje mamy natychmiastowe. Konsekwencje, jeśli o frankistach mówimy… no, ale jeśli chodzi o wchodzenie Żydów-frankistów, talmudystów i ateistów-sowieciarzy – właśnie twórców i wielopokoleniowych wyznawców religii, bardziej holokaustu, niż Talmudu, co w skutkach, niestety, bardzo często, jak się okazuje, na jedno wychodzi. W skutkach, czyli w praktyce… odnoszenie się do innych spraw, innych narodów, innych nacji, jak właśnie naród polski.
Ale chciałem zestawić z tym faktem wychrzczenia się i uszlachcenia, bo jedno zostało z drugim powiązane przez frankistów, chciałem zwrócić uwagę, że niektórzy Żydzi-sowieciarze, którzy do Polski przybywają albo powracają na sowieckich czołgach czy w taborach sowieckich dywizji… Oni rzeczywiście tworzą łże-elitę, korzystając z przywileju korzyści, który im daje Józef Stalin i jego aparat przemocy. Ale widać, że są zapobiegliwi, bo dokonują zmian nazwisk i imion, często również wstecznie w poprzednich pokoleniach. Ja oglądałem takie dokumenty wykonane przez administrację powojenną. Dokumenty, które mi udostępnił młody historyk, który do tej pory nie zdecydował się publikować tych dokumentów, ponieważ opublikowanie ich groziłoby mu śmiercią cywilną, cywilną śmiercią naukową na pewno. To są dokumenty, w których widzimy, jak w latach 40-tych Żydzi zmieniają swoje imiona i nazwiska, ale zmieniają również, w tym samym dokumencie, w sąsiedniej rubryce, imiona swoich ojców, matek i nawet dziadków i babek. To znaczy zmieniają w oficjalnym państwowym dokumencie imiona osób już nieżyjących. Jest to coś fantastycznego. To jest taki matriks, to jest taka rzeczywistość przetworzona, że wymaga to po prostu badań. I gdyby państwo polskie nie cierpiało tak chronicznego i rozległego niedowładu, to mielibyśmy instytuty naukowe, które takie zadania by podjęły, które by się takimi tematami parały.
x
Jak widać Braun szybko „zszedł” z frankistów i skoncentrował uwagę Żydach, których określił mianem ateistów-sowieciarzy i którzy zmieniali nazwiska. Nazwał tę rzeczywistość rzeczywistością przetworzoną. No cóż, frankiści nie musieli dokonywać takich zabiegów. U nich wszystko odbyło się za jednym razem: ochrzcili się, nabyli szlachectwo i zmienili nazwiska. Nazwiska tworzono od nazw dnia tygodnia, w którym się wychrzcili: Niedzielski, Poniedzielski, Wtorkowski, Środziński, Piątkowski, Sobociński; od nazw miesięcy: Styczyński, Lutyński, Kwieciński, Majewski, Czerwiński, Lipiński, Sierpiński, Wrzesiński, Grudziński; od imion: Adamowicz, Abramowicz, Piotrowski, Pawłowski, Frankowski, Józefowicz, Jasiński, Krysiński, Rafałowski itp.; od nazw miejscowości: Samborski, Warszawski, Białostocki, Poznański, Brzeziński, Radomski; od nazw rzek: Sanocki, Wiślicki itp. Inne przykłady to: Krzyżanowski, Łabędzki, Nowakowski, Nowicki, Nowik, Nowak, Piasecki, Piaszczyński, Pruski, Orzeł itd. W zasadzie ograniczeniem była tylko wyobraźnia. Ci Żydzi, którzy przybywali (Przybylski, Przybył, Przybyłowicz, Przybyłowski) z Niemiec, na ogól nie zmieniali nazwisk, jeśli mieli już niemieckie. Być może jest to przypadek Brauna.
W książce Neofici polscy Teodora Jeske-Choińskiego w spisie neofitów, którzy przyjęli wyznanie rzymsko-katolickie od roku 1800 do 1903 w Warszawie, znajduje się zapis: Braun Aleksander (Abraham Bronstein), lat 31, syn Mośka i Małki Bronsteinów z Warszawy, w roku 1843.
Braun „zapomniał” o litwakach. Pierwotnie określenie „Litwak” oznaczało człowieka pochodzącego z Litwy, Litwina. Litwacy to potoczne określenie Żydów przybywających do Królestwa Polskiego z rosyjskiej strefy osiedlenia, głównie z zachodnich guberni, z terenów Litwy i Białorusi. Główne fale emigracyjne przypadły na lata 1891-1892 i 1905-1907. Wikipedia tak pisze:
Mapa pokazująca procent ludności żydowskiej w strefie osiedlenia około 1905 roku; źródło: Wikipedia.
Pierwsi litwacy, ok. 70 tysięcy rodzin, przybyli do Królestwa Polskiego na początku lat 90. XIX wieku, w ramach represji po zamachu na cara Aleksandra II Romanowa. Żydzi ze strefy osiedlenia byli lepiej zasymilowani niż Żydzi z Królestwa Polskiego, w większości przejęli kulturę rosyjską i na co dzień posługiwali się językiem rosyjskim. Zostali niechętnie przyjęci przez Polaków, którzy widzieli w nich narzędzie rusyfikacji, a także przez żydów ortodoksyjnych, którzy nazywali ich szajgecami (młodzieńcami).
Wśród szerokich mas żydowskich propagowali separatyzm, a zwalczali asymilację narodową i kulturową, co spowodowało jej czasowe ustanie. Pod koniec XIX wieku byli już dominującą siłą wśród Żydów w Polsce. Drugi wielki napływ tej ludności przypadł na lata 1905–1907 i był związany z wydarzeniami rewolucji 1905 roku.
Osiedlali się najchętniej w okolicach dużych ośrodków przemysłowych, szczególnie Warszawy i Łodzi. W Warszawie, ze względu na dobrą znajomość rynku rosyjskiego, litwacy szybko zmonopolizowali niektóre rodzaje handlu, zakładając kantory, składy, domy komisowe i biura agentowe. Większość litwaków zginęła podczas Holokaustu.
x
Jeśli do tych ateistów-sowieciarzy doda się frankistów i litwaków, to określenie tej rzeczywistości jako matriks i rzeczywistość przetworzona wydaje się najwyraźniej niewystarczające. Były więc trzy główne fale napływu Żydów na ziemie polskie: w XVIII, XIX i XX wieku. Choć właściwie to cztery, bo po III rozbiorze Rzeczypospolitej, gdy Warszawę zajęli Prusacy, napłynęło do niej mnóstwo Żydów niemieckich. Po 1807 roku, po pokoju w Tylży, Prusacy wycofali się, ale Żydzi zostali. Wydaje się więc, że jednym z celów Holokaustu było ukrycie tej masy Żydów, którzy mieszkali w Polsce. Liczba jego ofiar jest wielokrotnie zawyżona, a więc potomkowie tych czterech fal imigracyjnych nadal żyją w Polsce. Tylko dzięki zmianom nazwisk i pozornej asymilacji przeciętny człowiek nie jest w stanie zorientować się, jak wielu z nich mieszka w tym kraju.
Żydzi po II wojnie światowej przybywali do Polski nie tylko na radzieckich czołgach, ale też wielu z nich dotarło tu w ramach przesiedleń ludności z Kresów. Przecież we wszystkich kresowych miasteczkach ludność żydowska stanowiła zdecydowaną większość. Zaraz po wojnie Wałbrzych był największym skupiskiem ludności żydowskiej w nowej Polsce. Jeśli więc zreasumujemy te wszystkie wydarzenia, to nie da się zanegować tego, że korzenie żydowskie może mieć w Polsce kilka milionów ludzi. Jeśli dodamy do tego fakt, że większość przesiedlanej z Kresów ludności, to mniejszości narodowe, to twierdzenie, że obecnie w Polsce Polacy stanowią mniejszość nie jest bezzasadne. A to oznacza, że tzw. nowi Polacy stanowią tu większość. Warto o tym wszystkim pamiętać, gdy się patrzy na ten powyborczy cyrk. Tak kłócą się o konstytucję i praworządność, a w kwestii ukraińskiej idealna zgoda. To chyba nawet coś więcej niż cyrk.
Chociaż do Nowego Roku jeszcze dwa tygodnie, to w Brukseli już pojawiła się szopka noworoczna. Wprawdzie nie w sensie dosłownym, ale to, co stało się 14 grudnia 2023 roku, to właśnie szopka. Na czwartkowym szczycie unii europejskiej debatowano nad długoterminową pomocą finansową dla Ukrainy oraz rozpoczęciem procesu akcesyjnego tego „państwa” do struktur unijnych. Premier Victor Orban wyszedł z sali, gdy zaczęło się głosowanie w sprawie rozpoczęcia procesu akcesyjnego Ukrainy do unii europejskiej. Tym sposobem umożliwił pozostałym 26 członkom unii podjęcie jednomyślnej decyzji w tej sprawie. Orban stwierdził, że nie chciał brać udziału w tej złej decyzji i dlatego wyszedł z sali. Jednocześnie jednak zablokował długoterminową pomoc finansową dla Ukrainy. Stanowisko Węgier wydaje się dosyć jasne: rozmowy akcesyjne – raczej tak, pomoc finansowa – nie. Takie rozwiązanie, jak nieobecność w sprawie akcesji Ukrainy do unii, wskazał Orbanowi Olaf Scholtz. Jeden z unijnych dyplomatów stwierdził, że pomimo nieobecności Orbana, głosowanie odbyło się zgodnie z prawem.
Na kanale „Myśl Polska” w odcinku Akcja „Chanuka”, pod jego koniec, od 58 minuty, pojawiła się krótka ocena tego, co wydarzyło się w Brukseli. Prowadzący, Jan Engelgard, stwierdził, że to Orban jest zwycięzcą tego szczytu. Z czym nie do końca zgodził się Przemysław Piasta.
Stwierdził on, że nie było to widowiskowe zwycięstwo, nie osiągnął wszystkich celów swoich marzeń, ale Orban jest mistrzem polityki realnej, czyli osiąga rzeczy możliwe do osiągnięcia. Osiągnął to, co chciał osiągnąć. Będzie jeszcze miał wiele okazji do zablokowania członkostwa Ukrainy w unii, zwłaszcza że z czasem to nie eurokraci, a właśnie państwa narodowe będą rozpatrywały tę kwestię w kontekście własnego, także gospodarczego, interesu. A to jest problem dla wielu krajów unii europejskiej. No cóż, czasami nie należy podejmować walki, jeśli jest się przekonanym, że z tej walki nie wyjdzie się zwycięzcą.
Jan Engelgard: Orban wygrał wszystko, co chciał, to znaczy odblokował pieniądze dla Węgier, chyba 10 miliardów, zablokował 50 miliardów pomocy dla Ukrainy i dwa: jak chcecie rozpocząć akcesję, proszę bardzo, nie będę przeszkadzał.
Mateusz Piskorski stwierdził, że przystąpienie Ukrainy do unii europejskiej nie jest w niczyim interesie. Nie jest to na rękę żadnemu państwu unii. Jest to na rękę Stanom Zjednoczonym, które chcą Europę podminować, osłabić – ewentualnie Wielkiej Brytanii. Jest chyba 57 różnych procedur, przy których potrzebna będzie zgoda wszystkich krajów członkowskich, w tym oczywiście ostateczną decyzję podejmą parlamenty 27 krajów członkowskich. Natomiast perspektywa członkostwa Ukrainy w unii, to jest rok 2030. Czy naprawdę wierzymy, że Ukraina w obecnym kształcie przetrwa do 2030 roku? Czy sama unia europejska przetrwa w takiej postaci do tego 2030 roku?
Olaf Swolkień: Ja tylko dodam, że kilka dni wcześniej Orban wysłał swoich polityków na rozmowy z amerykańskimi republikanami, gdzie Węgrzy przekonywali ich do wstrzymania pomocy dla Ukrainy. Więc to pokazuje, że on prowadzi naprawdę taką politykę światową. Gra na wielu fortepianach, czego my nie jesteśmy w stanie absolutnie pojąć.
Pod tym filmem pojawiło się mnóstwo pozytywnych dla Orbana komentarzy. Jeden z nich: „Obyśmy kiedyś mieli w Sejmie takich skutecznych patriotów polskich, jak Orban jest węgierskim”. Pod nim osiem odpowiedzi w podobnym tonie i jedna, jakbym to powiedział, trzeźwa: „Przypomnij jak zadbał o naród podczas covidiozy. Entuzjazm?”
x
W moim przekonaniu mamy do czynienia z klasyczną szopką. Orban, niby stawiający się unii, gdy dochodzi do decydującej debaty, podkula pod siebie ogon i robi się łagodny jak baranek. Wprawdzie oświadcza, że proces akcesji Ukrainy do unii zawsze może zablokować węgierski parlament, ale chyba sam nie wierzy w to, co mówi. Po raz kolejny mamy dowód, że cała ta polityka na pokaz, to teatrzyk dla naiwnych. Jeśli komuś się wydaje, że Orban to taki niezależny polityk, to nic bardziej błędnego.
Ja nie mam i nie miałem wątpliwości, że Orban jest zupełnie kimś innym, niż przedstawiają to media. W blogu „Victor Orban” cytowałem fragmenty z krótkiego filmu o nim z kanału „Powojnie”. M.in. to:
„Najważniejszym wydarzeniem w pierwszych latach politycznej działalności Orbana było przemówienie, które wygłosił 16 czerwca 1989 roku w Budapeszcie. Tego dnia oficjalnie pochowano bohaterów antykomunistycznego powstania w 1956 roku. W dniu pogrzebu rozpoczęła się wielka polityczna kariera Viktora Orbana, która trwa do dziś. Wówczas nieznany opozycyjny polityk wygłosił mowę, która stała się jednym z symboli upadającego komunizmu na Węgrzech. Domagał się jak najszybszego wycofania wojsk radzieckich oraz wolnych wyborów.
Orban miał wtedy 26 lat. Pod wrażeniem jego charyzmy i odwagi był słynny Węgier George Soros. Jego fundacja Społeczeństwa Otwartego zaproponowała mu stypendium w Wielkiej Brytanii. Orban propozycję przyjął. Przez kolejne 9 miesięcy studiował na naukach politycznych w Oksfordzie. Jego osobistym opiekunem w Anglii był polsko-brytyjski filozof Zbigniew Pełczyński były żołnierz Armii Krajowej. W styczniu 1990 roku Orban wrócił do ojczyzny. Chciał zostać parlamentarzystą pierwszego postkomunistycznego zgromadzenia narodowego.”
W dalszej części komentowałem:
W przypadku Żydów bywa tak, że czasem zdjęcia z młodości lub z późnej starości uwydatniają żydowskie rysy twarzy. Nie zawsze tak bywa, a może nawet częściej tak nie bywa. Jednak w przypadku Orbana tak właśnie było. Znamienne jest również to, że stypendium w Anglii załatwił i sfinansował mu Soros. Ten sam, którego później wyrzucił z Węgier. Nie sądzę, by on sam na to wpadł. Może nawet sam Soros mu doradził. Cóż mogło go bardziej uwiarygodnić w oczach Węgrów i nie tylko ich, jak nie taka zdecydowana postawa wobec żydowskiego „filantropa”? Takim gestem pozyskał zapewne sympatię i zaufanie wielu wyborców.
Na obecną politykę Orbana w stosunku do unii europejskiej i Rosji wypada więc patrzeć przez pryzmat jego pochodzenia. I dopiero na tym tle widać, że nie jest to żadna niezależna polityka. Orban odgrywa rolę, jaką mu wyznaczyli jego nieznani przełożeni. Zresztą nie tylko on. A polityka ta jest niezwykle wyrafinowana i wielowątkowa.
x
Blog o Orbanie zamieściłem 20 czerwca 2022 roku, a więc 1,5 roku temu. I teraz sprawdza się to, o czym wtedy pisałem. Natomiast nazwałem to szopką nie tylko ze względu na zachowanie Orbana, ale przede wszystkim na fakt, że unia rozpoczyna procedurę akcesyjną w stosunku do państwa, które jest w stanie wojny i które ma nie wiadomo jakie granice. Część obszaru tego państwa została już włączona do innego. Czy można zatem poważnie traktować zamiary unii, a raczej tych, którzy nią kierują? O co więc w tym wszystkim chodzi? Orban mógł swoim głosem zablokować rozpoczęcie tej procedury. Gdyby jednak tak zrobił, oznaczałoby to koniec wojny na Ukrainie, a w każdym razie brak jakiejkolwiek motywacji do walki ze strony Ukraińców, co na jedno wychodzi. A na to wielcy tego świata nie mogą pozwolić. Najwyraźniej jest jeszcze na to za wcześnie.
Mateusz Piskorski w swojej wypowiedzi zadał pytanie: „Czy sama unia europejska przetrwa w takiej postaci do tego 2030 roku?” Czyżby coś wiedział? Powiedział wyraźnie „w takiej postaci”. Czy to oznacza, że jakieś państwa mogą z niej wystąpić, czyli, mówiąc wprost, zostać wyrzucone? III RP, ze względu na zaangażowanie w pomoc finansową i militarną dla Ukrainy, jest już państwem upadłym i zupełnie nieprzystającym do unii, choćby dlatego, że żadne inne państwo tej unii aż tak nie pomaga Ukrainie. Już dziś ze względu na swoje zadłużenie, którego wielkości nie znamy, mogłaby zostać postawiona w stan upadłości. Ktoś jednak uważa, że jeszcze za wcześnie. Jeśli Ukraina zostanie odcięta od Morza Czarnego i Krymu, to tak okrojone państwo nie będzie mogło samodzielnie funkcjonować. Co więc pozostanie? Odtworzenie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej? Takiego państwa, w skład którego wchodziłyby okrojona Ukraina, III RP bez ziem poniemieckich, Białoruś i państwa bałtyckie. Trudno oczywiście powiedzieć czy tak się stanie. Jednak większe zaangażowanie III RP w wojnę na Ukrainie może taki scenariusz uczynić bardziej prawdopodobnym.
Nowa Polska, powstała po 1989 roku, uznała, że jej świętem narodowym ma być 11 listopada. Tak chcą środowiska piłsudczykowskie. Endecja ma na ten temat odmienne zdanie i bardziej skłania się ku dacie 28 czerwca, gdy w 1919 roku podpisano traktat wersalski. A co sądzą na ten temat zwykli ludzie? Przeważnie nie wiadomo, ale pewnie wielu kieruje się tym, co im media podpowiadają i co wynieśli ze szkoły. Różnie to może wyglądać w przypadku tych, którzy odebrali edukację w PRL-u i tych, którzy chodzili do szkół po 1989 roku.
Są w Polsce miejsca, gdzie są ludzie, którzy z tym obecnym oficjalnym świętem niepodległości nie utożsamiają się. Tak jest tam, skąd pochodzą moi rodzice, czyli z okolic Opoczna, a więc z pogranicza Mazowsza i Małopolski. Dlaczego tak jest? Do czasów uwłaszczenia chłopów w Królestwie przez cara Aleksandra II byli oni niewolnikami. Dzięki jego decyzji stali się wolnymi ludźmi. Za to, w dowód wdzięczności, chłopi stawiali mu pomniki. Trudno się temu dziwić. Był to naturalny odruch. A później, gdy powstało państwo polskie i przyszła żydo-sanacja, to pomniki zburzyła. Czy w takiej sytuacji można było się spodziewać innej reakcji z ich strony, niż – mówiąc delikatnie – niechęć wobec nowej władzy? Zwłaszcza, że ta władza preferowała ziemiaństwo i reformy rolnej nie wprowadziła. Zadra pozostała i tkwi do dziś.
Tak więc nie dla wszystkich jest to święto i nie wszyscy utożsamiają się z obecną władzą, choć wiem, że na wsi wielu popiera PiS, czyli neo-żydo-sanację. A dla mnie również nie jest to moje święto. Ja też się z nim nie utożsamiam, podobnie jak z tym państwem i jego władzą, która reprezentuje interesy Ukrainy, a jej obywateli w Polsce traktuje lepiej niż własnych. Nie mój cyrk, nie moje małpy.
A tak na marginesie tego święta, w trakcie zamachu majowego Piłsudski, zestresowany, schował się gdzieś do mysiej dziury. Całą operacją kierował gen. Orlicz-Dreszer. Ten sam, który w 1930 roku przejął Ligę Morską i Rzeczną, przemianował ją na Ligę Morską i Kolonialną. Dokonywała ona zakupów ziemi w Brazylii, pod pozorem osadnictwa, czemu rząd brazylijski był przychylny, ale po szeregu prowokacji ze strony polskiej, sugerujących, że rząd sanacyjny chce tam stworzyć kolonię, rząd brazylijski podjął zdecydowane działania przeciwne tego typu pomysłom. W efekcie ziemie zakupione z państwowej kasy przeszły w ręce prywatnych spółek. Działo się to już na krótko przed wojną, a po wojnie już nie było tego państwa. W mojej ocenie była to największa afera finansowa II RP. Szczegółowo pisałem o tym w blogu „Brazylijska prowokacja”.
W piątek 27 października 2023 roku Leszek Sykulski na swoim kanale w cyklicznym programie „Wieczór geopolityczny” poinformował o powstaniu nowej partii politycznej o nazwie Bezpieczna Polska. O tym, dlaczego ona powstała, jaki ma program i cele, mówił od 35:40 do 51:42. Poniżej zapis jego wypowiedzi.
Osobiście uważam i powtórzę to po raz kolejny, będę to powtarzał dopóty, dopóki będę mógł, że w Polsce nie zajdą żadne, żadne realne zmiany – konkretne, które gwarantowałyby nam bezpieczeństwo, jeżeli nie zostaną spełnione tylko dwa warunki. I uważam, że na taką partię – i na takie ugrupowanie, czy na taką koalicję warto głosować – która właśnie te dwa warunki weźmie sobie na sztandar, wprowadzi odwagę do życia publicznego, nie będzie się bała, nie będzie chować swoich liderów w szafie, tylko weźmie sobie na sztandary te dwa proste postulaty programowe. Za tym oczywiście musi iść konkretny program. Po pierwsze, głęboka reforma służb specjalnych w Polsce. Czy kogoś to jeszcze dziwi, że do dzisiaj nie wyjaśniono afery FOZZ? Dlaczego do dzisiaj nie została wyjaśniona sprawa zabójstwa generała Sławomira Petelickiego, zabójstwa Andrzeja Leppera i szereg innych afer, które do dzisiaj nie zostały wyjaśnione.
Jako były członek Komisji Weryfikacyjnej do Spraw Wojskowych Służb Informacyjnych mogę powiedzieć tylko jedno: służby specjalne po 1989 roku są bardzo mocno skażone pewnym genem, który nie pozwala na pełną suwerenność państwa polskiego. Widzieliśmy to wielu przypadkach. Tajne więzienia CIA w Starych Kiejkutach, pedofilia ukrywana w kierownictwie Agencji Wywiadu. Mówiłem o tym wszystkim w filmie Stop amerykanizacji Polski. Dorabianie się wąskiej warstwy kliki w służbach specjalnych na chociażby zakupach respiratorów, dorabianie się „elit” w służbach specjalnych. I to jest wierzchołek góry lodowej. Proszę mi wierzyć, że to, co się stało, to bagno w WSI.
Te odkryte przypadki przestępstw, to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Jeżeli byśmy spojrzeli na tzw. cywilne służby specjalne i zobaczyli, jak to się stało, że w latach 2005-2007 została złamana konstytucja, zostały tutaj sprowadzone służby specjalne, które torturowały ludzi bez wyroku sądu, przetrzymywały, to widzimy, jak bardzo mocno marionetkowe stają się niektóre ośrodki władzy w Polsce. I dlatego nie będzie żadnej realnej zmiany. To jest tylko teatr dla naiwnych widzów to, co widzimy w postaci wyborów parlamentarnych, prezydenckich i tak dalej, i tak dalej. Realne działania dzieją się za kulisami, nie dzieją się na Wiejskiej, nie dzieją się w sejmie, na sali plenarnej sejmu. To są zakulisowe działania. Dlatego żadne panaceum – w postaci referendum, głosowania elektronicznego czy jeszcze innych fantastycznych patentów ze Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych, czy innych zakątków świata – nie sprawdzą się w Polsce dopóty, dopóki nie będzie opcji „zero” w służbach, dopóki nie pozbędziemy się tych przestępców w mundurach z legitymacjami służbowymi, którzy podporządkowali Polskę obcym interesom, obcym służbom. I to jest fundament.
Dzisiaj ta partia, która nie podpisuje się czy to ugrupowanie, ruch polityczny, społeczny, który nie podpisuje się pod hasłem: stop amerykanizacji Polski czy stop amerykanizacji polskiej racji stanu – jest tak naprawdę ugrupowaniem czy ruchem, będącym za petryfikacją obecnego stanu rzeczy, czyli za tym, żeby tak było, jak jest. Żeby się nic nie zmieniło, żeby się zmieniały chorągiewki. Są różni politycy, którzy najpierw przypinali flagi polskie, potem ukraińskie. Teraz sobie niektórzy przypinają flagi izraelskie. Dla nich nie ma to najmniejszego znaczenia. To jest teatr. Sznurki pociągają zupełnie inni ludzie. To jest deep state, to jest głębokie państwo. To są ludzie bardzo mocno podporządkowani takim stolicom jak Waszyngton, Londyn, Berlin, Tel Awiw czy Jerozolima – jak kto woli. I od tego trzeba zacząć.
Drugi bardzo ważny postulat, bez którego nie będzie żadnej zmiany i nie będzie taniej energii w Polsce, bez tego drugiego fundamentu nie będzie tego wszystkiego, czyli normalizacji relacji z Białorusią i Rosją. I też trzeba o tym mówić głośno, nie bać się, nie chować liderów do szafy, nie chować sztandarów gdzieś do piwnicy. Tylko trzeba wziąć te dwa postulaty programowe na sztandary, czyli
głęboka reforma służb specjalnych
normalizacja relacji z Rosją i Białorusią
I to jest dzisiaj polska racja stanu: to jest tanie paliwo, tani prąd, tani gaz; to jest bezpieczeństwo, to są relacje dobrosąsiedzkie, to jest polityka asertywna, to jest polityka wielowektorowa, jeśli chodzi o bezpieczeństwo; dyplomacja i obronność, a nie bycie czyimkolwiek zderzakiem strategicznym. I trzeba mieć elementarną odwagę cywilną, aby dzisiaj to głośno mówić. Tak, jak mówi Polski Ruch Antywojenny i tak, jak mówi, a właściwie od przyszłego tygodnia, będzie mówić nowa partia polityczna w krajobrazie Rzeczypospolitej Polskiej. Ta partia nazywa się Bezpieczna Polska. Mam przyjemność i zaszczyt być prezesem zarządu krajowego partii politycznej, nowej partii politycznej w Polsce, która nazywa się Bezpieczna Polska. I to są dwa nasze najważniejsze postulaty programowe: opcja zero w służbach specjalnych i normalizacja relacji z Białorusią i Rosją. To jest fundament.
Natomiast takie hasła jak Stop amerykanizacji Polski, Stop ukrainizacji Polski. Takie, jak to, że żądamy ekshumacji ofiar ukraińskiego ludobójstwa na narodzie polskim czy takie: to nie nasza wojna, nie mieszajmy Polski do obcych konfliktów – to są oczywiście niezwykle istotne i integralne hasła programowe, z którymi Państwo będziecie się mogli zapoznać już w przyszłym tygodniu.
Chcemy być realną zmianą w myśleniu strategicznym narodu polskiego. Naszym celem jest zmiana kultury strategicznej narodu polskiego, tak aby skierować tę kulturę z romantyzmu na realizm, realizm polityczny, realizm geopolityczny. To jest istota rzeczy. Oczywiście nie uciekamy od angażowania się w bieżące kwestie polityczne, wybory samorządowe, do europarlamentu, wybory prezydenckie w roku 2025, ale istotą jest praca organiczna, praca u podstaw, praca nad nową strategią i nowymi doktrynami dla Rzeczypospolitej Polskiej, które będą korespondowały z tymi zmianami, które zachodzą na świecie. Dlatego tak głośno dzisiaj mówimy: to nie nasza wojna. Nie angażujmy się w żadne konflikty, które mogłyby zagrozić naszemu bezpieczeństwu ekonomicznemu, materialnemu czy wręcz biologicznemu.
Ani wojna na Ukrainie, ani konflikt na Bliskim Wschodzie, to nie są nasze wojny. Trzymajmy się od tego z dala. Politycy w Warszawie nie mają żadnej legitymacji, nie mają żadnego prawa, ani stanowionego, ani moralnego, aby udzielać bezwarunkowej – i bez pytania narodu o zgodę – pomocy dla Ukrainy, dla Izraela czy dla kogo bądź. Dlatego powiedzmy jeszcze raz głośno: to nie nasza wojna. I zachęcam Państwa do zapoznania się z programem partii Bezpieczna Polska. Będzie od przyszłego tygodnia dostępny.
I ostatnia sprawa. Pytacie Państwo, czasami padają głosy, po co jeszcze jedna partia prawicowa gdzieś w Polsce, rozdrabnianie i tak dalej. Zacznijmy od tego, że Bezpieczna Polska nie jest i nie będzie żadną partią – ani lewicową, ani prawicową. Dość tego bezsensownego i bezmyślnego podziału. Co to znaczy partia prawicowa? Przez ostatnie 8 lat rządziła Polska partia, która się mieni partią prawicową, a mamy wdrażany – nie etatyzm a socjalizm. Co z tego, że rządziła Polską partia prawicowa, która podporządkowała Polskę interesom mocarstw anglosaskich i narażała nas na konflikt z Federacją Rosyjską i Republiką Białorusi.
Co z tego, że w sejmie są różnego rodzaju partie czy ugrupowania, określające się jako prawicowe, które mówią, że rynek reguluje się sam, gdzie mamy tych domorosłych liderów krzyczących: „Tak! Rynek reguluje się sam”. Ale jak im zawieszą konta na Instagramie, to są wielkie pretensje o model kapitalizmu, który dzisiaj obowiązuje, do którego także dopuścili rządzący Polską po roku 1989. Ci wszyscy liderzy okrągłostołowi i pookrągłostołowi, którzy wpuścili do Polski dziki globalistyczny kapitalizm, który promuje wielkie, globalne, ponad narodowe korporacje, z którymi nie ma szans żaden przedsiębiorca, nawet średni czy większy – rodzimy. I temu wszystkiemu mówimy stop! Mówimy stop mieszaniu religii do polityki. Tak! To niewątpliwie coś, co odróżnia dzisiaj od tych wszystkich, którzy krzyczą o sobie, że są prawicowcami, że jedni bardziej od innych kochają Boga, jakkolwiek by Go rozumieli. Tutaj absolutnie uważamy, że nie tworzymy żadnej sekty religijnej. Porządna partia polityczna w tym systemie musi być wolna od jakichkolwiek wpływów tego typu.
Podobnie, Szanowni Państwo, pytacie: dlaczego partia polityczna, a nie ruch społeczny? Z dwóch podstawowych względów. Doskonale wiemy, że obecny system polityczny premiuje partie polityczne. Sprawdziliśmy to w ostatnich wyborach. Chcieliśmy zarejestrować Komitet Wyborczy Wyborców PRA. Zostało to zablokowane, bezprawnie zostało to zablokowane. Wpłynął oczywiście jakiś donos na nas. My się domyślamy – kto. Są środowiska, które podejmują właśnie ten temat, tego donosu. Żadnej sprawy w prokuraturze nigdy nie było, nie ma i nie będzie, bo wszystko było lege artis, wszystkie dokumenty złożone przez PRA były w pełni zgodne z prawem, sprawdzone przez wielu prawników, którzy z nami współpracują, więc wszystko odbywało się absolutnie legalnie. Widać było wolę władzy, aby zablokować. Ten układ okrągłostołowy chciał zablokować nas jako środowisko, mówiące wprost: „Stop amerykanizacji Polski! To nie nasza wojna!” Dlatego z partiami nie ma tego problemu. Władza nie jest w stanie zablokować rejestracji komitetu wyborczego. Na mocy prawa partii politycznej to się po prostu należy.
No i druga sprawa. Nie wierzę, Szanowni Państwo, w powodzenie żadnych ruchów oddolnych, które są gdzieś tam ogłoszone, gdzieś w przestrzeni, na YouTube ktoś ogłosi, że zakłada ruch. Takie coś jest kompletnie niepoważne, ponieważ nie daje żadnych praw członkom. To jest robienie sekty politycznej czy sekty polityczno-religijnej. Normalna partia musi mieć statut, gdzie są nie tylko obowiązki, ale także prawa członków. Dlatego ja Państwa już teraz serdecznie zapraszam do angażowania się w działalność partii Bezpieczna Polska. W styczniu 2024 roku odbędzie się w Warszawie kongres „Bezpiecznej”. U nas każdy ma możliwość działania w radzie programowej, ma możliwość debatowania, uczestniczenia w wyborach. Tutaj nie ma jakiejś organizacji dyktatorskiej, gdzie jeden człowiek, który gdzieś się ogłosił wodzem i jakimś guru i mówi, że nie zarejestruje niczego i tak naprawdę cała reszta nie ma żadnych praw.
xxx
O służbach specjalnych, o ile mnie pamięć nie myli, pierwszy zaczął mówić po 1989 roku Janusz Korwin-Mikke, o tym, że są takie potężne i że to właściwie one rządzą. Dziś ta retoryka powraca i reforma służb specjalnych jest głównym punktem programowym nowo powstałej partii politycznej. Leszek Sykulski obszernie i emocjonalnie wypowiada się na temat programu politycznego partii Bezpieczna Polska. Jednak nie precyzuje na czym miałaby polegać ta reforma. Czy ludzie pracujący w tych służbach mieliby być zastąpieni nowymi czy może raczej musieliby złożyć deklarację lojalności? Skoro tego nie wiemy, to trudno traktować taki program poważnie.
Wypadałoby więc zacząć o tego, czym zajmują się służby specjalne. Podejrzewam, że przeciętny człowiek o tym nie wie i ja, jako taki, też o tym nie wiem. Mogę się tylko domyślać, że zajmują się tym, czym oficjalne organy państwa zajmować się nie mogą, a więc wszelkiego rodzaju szpiegowaniem we własnym państwie i za granicą. Prawdopodobnie używane są również do różnego rodzaju prowokacji politycznych i innych, np. obyczajowych. Zakres ich działania jest bardo szeroki, a więc znajduje w nich zatrudnienie wielu ludzi. Gdzieś kiedyś natrafiłem na informację, że tylko połowa pieniędzy, którymi dysponuje państwo trafia do budżetu. Druga połowa wydawana jest nieoficjalnie. Większość z nich zapewne służy do finansowania wszelkiego rodzaju służb specjalnych, cywilnych i wojskowych.
Jeśli tak jest, to służby specjalne nie są tak potężne i wszechwładne, jak nam niektórzy próbują wmówić, bo są na garnuszku państwa i to państwo, a właściwie jego przedstawiciele, którzy kierują tymi służbami, decydują o wszystkim i wystarczy, że przestaną tym ludziom płacić i po służbach specjalnych. Nie jest to żadne „głębokie państwo” tylko głęboko ukryta przed opinią publiczną instytucja finansowana przez państwo, a która nie podlega kontroli oficjalnych organów tego państwa. Tak więc żadna reforma służ specjalnych nie jest potrzebna, bo one zawsze wykonują polecenia swoich przełożonych. Jeśli zmienia się opcja polityczna, to być może zmieniają się ci, którzy rządzą służbami specjalnymi. Podejrzewam jednak, że ci, którzy rządzą służbami nie zmieniają się. Zresztą sam Leszek Sykulski przyznał, że To jest tylko teatr dla naiwnych widzów to, co widzimy w postaci wyborów parlamentarnych, prezydenckich i tak dalej, i tak dalej. Realne działania dzieją się za kulisami, nie dzieją się na Wiejskiej, nie dzieją się w sejmie, na sali plenarnej sejmu. To są zakulisowe działania. Przyznał więc osobiście, że bierze udział w tym cyrku.
Czy to oznacza, że polska scena polityczna będzie powoli zmieniana, że stare partie będą stopniowo wycofywane i zastępowane nowymi? Być może. Być może wojna na Ukrainie będzie powoli wygaszana. Czy nie po to wykreowano konflikt w Strefie Gazy? Już słychać głosy, że Amerykanie będą ograniczać wydatki na wojnę na Ukrainie. Warto pamiętać o tym, że Amerykanie wycofali się ostatecznie z Afganistanu w końcu sierpnia czy we wrześniu 2021 roku, a więc na parę miesięcy przed wybuchem wojny na Ukrainie.
Jeśli wojna na Ukrainie będzie powoli wygaszana, to może to oznaczać początek zmian w tym rejonie Europy. Być może w nowej sytuacji politycznej będą potrzebne nowe partie. Trudno oczywiście przewidzieć, jak się sprawy potoczą. Ja chciałem w tym blogu tylko zaakcentować temat służb specjalnych, bo szerzej o nich, a właściwie o amerykańskich, o tym jak działają i od kogo zależą, to w następnym blogu.