Protesty

W poprzednim blogu pisałem o tym, jak działa demokracja w Chile, a w tym wypada opisać, jak ona działa w Peru, zwłaszcza że jest ku temu okazja z racji ostatnich wydarzeń w tym niewątpliwie bardzo atrakcyjnym w sensie turystycznym kraju. Wiele portali informacyjnych zamieściło informacje o tym, co tam się dzieje. Rzeczpospolita w dniu 11.01.23 w artykule Peru na skraju wojny domowej (https://www.rp.pl/polityka/art37758861-peru-na-skraju-wojny-domowej) pisała m. in.:

»Prowincja buntuje się przeciw stolicy, biedni przeciw bogatym, odsunięty prezydent przeciw nowej głowie państwa. Liczba ofiar szybko rośnie.

Prowincja Puno na południu kraju, której stolica leży na wysokości 3,8 tys. metrów nad poziomem morza, ogłosiła w środę, że najwyżsi przedstawiciele państwa, w tym pełniące od 7 grudnia funkcję prezydent Dina Boluarte i premier Alberto Otarola są persona non grata: nie mają prawa wjazdu. To reakcja na brutalne starcie policji z manifestantami, które w poniedziałek kosztowały życie 18 osób. Jedną z nich okazał się funkcjonariusz sił porządkowych, którego ciało zostało spalone: sygnał, jak głęboka jest polaryzacja, która dzieli peruwiańskie społeczeństwo. Łącznie od początku kryzysu konstytucyjnego 7 grudnia zginęło blisko 50 Peruwiańczyków. 

Wszystko zaczęło się, gdy dotychczasowy prezydent, Pedro Castillo, ogłosił rozwiązanie parlamentu, Sądu Najwyższego i innych, kluczowych instytucji państwa. Chciał przejąć całość władzy aby uprzedzić proces odsunięcie od władzy, jaki rozpoczęli przeciw niemu parlamentarzyści. Zarzucali mu korupcję. 

Castillo został jednak aresztowany przez policję a jego miejsce zajęła dotychczasowa prezydent, Dina Boluarte. Świat podzielił się, kto pozostaje legalnym przywódcą kraju. Rządzone przez lewicę Meksyk, Argentyna, Nikaragua czy Kuba zachowują lojalność Castillo: meksykański prezydenta Andres Manuel Lopez Obrador zaproponował nawet mu azyl, za co władze Peru wydaliły meksykańskiego ambasadora. 

Castillo, nauczyciel z wiejskiej szkoły podstawowej w jednej z wiosek andyjskich, przedstawia się jako przedstawiciel najbiedniejszych, którzy chcą więcej sprawiedliwości społecznej. Jego hasłem wyborczym było „koniec nędzy w bogatym kraju”. W dramatycznym przemówieniu tuż przed aresztowaniem zarzucił kongresowi, że wypełnia polecenia wielkiego biznesu.«

Skąd się wzięła demokracja w Ameryce Południowej? Ano stąd, że przez Europę przelała się po wojnach napoleońskich fala ruchów niepodległościowych, która dotarła też i tam. Mniej więcej około 1820 roku wszystkie państwa tego regionu „wybiły się” na niepodległość. W praktyce oznaczało to zmianę hegemona z hiszpańskiego i portugalskiego na amerykańskiego. I dlatego parlamenty państw południowoamerykańskich, to nie żadne parlamenty tylko kongresy. W przypadku Peru jest to Kongres Republiki Peru.

W internecie natrafiłem na dobrą analizę tego, co dzieje się w Peru i dlaczego tak się dzieje. Poniżej moje jej streszczenie.

„7 grudnia 2022 roku w ciągu trzech godzin Peru doświadczyło próby zamachu stanu, aresztowania prezydenta i zaprzysiężenia następcy, by przywrócić porządek konstytucyjny. Był to prawdopodobnie najgorzej wykonany zamach stanu, jakiego kiedykolwiek dokonano. Czym się kierował Castillo, próbując rozwiązać kongres? Nie miał na to praktycznie szans, a jednak podjął taką decyzję.

Pedro Castillo to prosty wiejski nauczyciel z jednego z najbiedniejszych rejonów kraju o silnym antyrządowym nastawieniu, człowiek bez politycznego doświadczenia i zaplecza. Został zaprzysiężony 28 lipca 2021 roku. Był prezydentem przez niecałe półtora roku. W wyborach przeszedł do drugiej rundy, zdobywając tylko 18,9% głosów. Wygrywa minimalną różnicą głosów – około 40 tys., które zdobył, zdobył dzięki głosom przeciw Keiko Fujimori, córce byłego prezydenta Alberto Fujimori. Bardziej więc głosowano przeciwko niej niż za Castillo. Taki wynik wyborów nie wróżył dobrze na przyszłość.

Tak więc Castillo objął urząd prezydenta z bardzo małym faktycznym poparciem, nie miał własnej partii, miał problemy ze skompletowaniem swego rządu, którego skład ciągle zmieniał się i ciągle walczył z Kongresem. W ciągu 495 dni u władzy prezydent Castillo miał pięć rządów i 78 różnych ministrów, co oznaczało, że w każdym tygodniu pojawiał się nowy minister. Trudno w takiej sytuacji rządzić skutecznie, zwłaszcza że Kongres cały czas utrudniał mu rządzenie. Jakby tego było mało, to w październiku 2022 roku peruwiański urząd prokuratorski oskarża go o kierowanie organizacją kryminalną, której celem jest kontrolowanie przetargów publicznych i czerpanie korzyści z nielegalnych dochodów. W sumie doszło do prawie 200 politycznych skandali w przeciągu niecałych 500 dni.

I nadszedł 7 grudnia 2022 roku, dzień w którym Castillo podcina gałąź, na której siedzi. Dlaczego podjął taką decyzję? W ciągu 16-tu miesięcy Kongres trzykrotnie próbował usunąć prezydenta, poddając pod głosowanie wotum nieufności wobec niego. Kongres mógł pod byle pretekstem składać wnioski o wotum nieufności i w ten sposób paraliżować działania prezydenta. Castillo, nie mając konstytucyjnej większości, zdecydował się na rozwiązanie Kongresu, na rząd tymczasowy, wprowadzenie godziny policyjnej i reorganizację sądownictwa. Działania te określono jako próbę zamachu stanu. Nie uzyskał on dostatecznego poparcia. Główne instytucje kraju: Kongres, wojsko, policja i Ministerstwo Sprawiedliwości, ogłosiły, że nie poprą prezydenckiego planu. Tak więc po godzinie opuścił on wraz z rodziną pałac, a Kongres zdymisjonował go. Castillo został zatrzymany, gdy próbował dostać się do meksykańskiej ambasady. W istocie był on osamotniony, nie miał poparcia i nawet nie starał się o nie.

Problem Peru, to nie tylko sam prezydent Castillo. Wszystko wskazuje na to, że nowy prezydent będzie miał te same problemy, co poprzedni. Boluarte jest szóstym prezydentem w ciągu ostatnich 5 lat. Kongres odmówił współpracy z każdym poprzednim. Jedyne, co robi Kongres, to dążenie do całkowitego zmonopolizowania władzy. To oznacza, że rząd staje się tylko dodatkiem, w praktyce – chłopcem do bicia. Jedyna ustawa, która przeszła w 2021 roku miała duży wpływ na powstanie tego kryzysu politycznego. Chodzi o ustawę 31355, która narusza równowagę sił pomiędzy rządem a Kongresem. W Peru Kongres miał możliwość zdymisjonowania prezydenta, a jednocześnie rząd mógł rozwiązać Kongres i rozpisać nowe wybory, ale jeśli Kongres odmówiłby rządowi, to ten mógł dwa razy wnioskować o wotum nieufności dla Kongresu. Jednak od chwili przyjęcia ustawy 31355 nie ma już takiej możliwości. Władza rządu stała się fikcją. Oznacza to, że jeżeli rząd nie ma parlamentarnej większości, co w Peru jest normą, gdyż Kongres jest prawie zawsze rozdrobniony, to ten rząd jest praktycznie bezradny i nie może niczego przeforsować, ani wywrzeć presji na Kongresie. W praktyce oznacza to, że prezydent nie może go rozwiązać.

Naruszenie równowagi sił było przyczyną kryzysu, który stał się udziałem administracji Castillo. Kongres mógł sparaliżować rząd bez żadnych konsekwencji. Innymi słowy, równowaga sił pomiędzy rządem a Kongresem przestała działać. To spowodowało, że Kongres odrzucił prawie 70 aktów prawnych przedłożonych przez rząd. I pewnie dlatego w sondażach niezadowolenie z prac Kongresu wzrosło do 90%. To zła perspektywa dla przyszłego rządu. To nie tylko problem polityczny. Wszyscy poprzednicy Castillo od czasów prezydenta Fujimori byli oskarżani o korupcję: Alan Garcia, Alejandro Toledo, Ollanta Humala, Pedro Pablo Kuczyński i Pedro Castillo.”

W wyborach w pierwszej rundzie wzięło udział 18 kandydatów. Najwięcej głosów zdobył Castillo – 18,92% i Fujimori – 13,41%. W drugiej rundzie Castillo zdobył 50,13% głosów – 8 836 380, a Keiko Fujimori 49,87% głosów – 8 792 117. Mandaty do Kongresu Republiki rozdzielane są według metody d’Hondta wszystkim partiom, które przekroczyły 5% próg wyborczy. W wyborach w roku 2021 startowało 20 partii, a do parlamentu dostało się 10 partii. Najwięcej głosów zdobyła partia Wolne Peru, którą reprezentował Castillo. Dało jej to 37 mandatów na 130 w jednoizbowym parlamencie. Głosowanie jest obowiązkowe od 18 do 70 lat.

Wygląda więc na to, że w takiej sytuacji wyłonienie większości parlamentarnej jest niemożliwe. Podobnie niemożliwe wydaje się wyłonienie prezydenta, który cieszyłby się poparciem większości wyborców. Natomiast wydaje się niemożliwe, by o tym wszystkim nie wiedział Pedro Castillo. Co zatem nim kierowało, że podjął próbę dokonania zamachu stanu? Czy wykonywał czyjeś polecenie? I kim on był? Nauczyciel z głębokiej prowincji. Kto go znalazł i wypromował? I w jakim celu? Urodził się w 1969 roku. W polityce działał od 2002 roku w centrolewicowej partii Peru Posible do 2017 roku do czasu jej rozwiązania po słabych wynikach wyborów. W tym samym roku zyskał ogólnokrajową sławę, gdy kierował strajkiem nauczycieli. W szczytowym momencie strajkowało ich ponad 200 tys. W 2020 roku wybrał radykalną formację lewicową, marksistowsko-leninowską – Wolne Peru, aby móc sformalizować swoją kandydaturę. Nie jest jednak członkiem tej partii.

Tak działa demokracja. Wszystkie decyzje zapadają na innym poziomie, a nam przedstawia się tylko figurantów, którzy mają nas zaczadzić swoimi pomysłami i skłonić do uczestnictwa w tym cyrku.

Znowu rozbiór?

Wielokrotnie od rozpoczęcia wojny na Ukrainie pisałem o tym, że jej konsekwencją będzie m.in. odpadniecie od Polski tzw. Ziem Odzyskanych. Do tego momentu nie spotkałem się z podobną opinią. Dopiero teraz Lucyna Kulińska wypowiedziała się w podobnym tonie na kanale Centrum Edukacyjne Polska: Lucyna Kulińska: Polska w obliczu wojny – bezalternatywna opcja proamerykańska prowadzi do wojny z Rosją. Poniżej wybrane dwa fragmenty z jej wypowiedzi.

„Przypominam, że NATO, to jest pakt, miał być paktem obronnym, defensywnym nie – ofensywnym. Natomiast w tej chwili jest w pełni zaangażowany w tę wojnę. Rosjanie zareagowali na to, że przez lata ostatnie Ukraina była szkolona, nasycana sprzętem i przygotowywana do wojny z Rosją przez NATO. Tak więc pakt ten zmienił swoje przeznaczenie i jest w tej chwili wykorzystywany jako siła ofensywna. Co do położenia Polski, to ja zakładam, że sytuacja przypomina trochę 39-ty rok. Kraje zachodnie trzymają rezerwę do tego wszystkiego, co dzieje się. Jeżeli się na Niemcach czy na Francuzach coś tam wymusi, to oni tam po prostu rzucają, ale tak naprawdę tym pionkiem, o którym mówiłam, do strącenia, jest Polska i, mówię, były kraje tzw. demoludy, to właśnie my. Po nas nikt nie będzie płakał. Nas się po prostu rzuci gdzieś tam pod te ruskie gąsienice na Donbasie i nawet wielu, w tym Niemcy, będą zacierać ręce. Ja zwracam uwagę, że w 39-tym roku nie mieliśmy w ogóle dopracowanych, przygotowanych planów na zachód, tylko mieliśmy pięknie rozpracowane różne plany na wschód. I co się okazało, uderzenie przyszło z zachodu. Jak wyglądała nasza wojna obronna, no to wszyscy wiedzą. W sumie chaos, z jeszcze taką koncepcją wycofywania się na wschód, kiedy już porozumienie pomiędzy Rosją a Niemcami zostało podpisane. Zostaliśmy wzięci w dwa ognie i tak to się skończyło. Dzisiaj też, zakładając, że Polska może zostać włączona w ten konflikt, pomijając aspekt wyniszczenia kraju, w ogóle ludzie nie zdają sobie sprawy, co to jest wojna i jak to dla naszego kraju skończyło by się. Grozi nam jeszcze jedna rzecz. Nie mamy podpisanego z Niemcami układu pokojowego. Nie podpisał go Skubiszewski. Zaangażowanie się Polski w wojnę oznacza dla mnie wkroczenie wojsk niemieckich na dawne tereny Rzeszy, czyli nasze dzisiejsze Ziemie Odzyskane. Tak jest w tej chwili, potwierdza to np. wiele inwestycji, których, już tutaj w głębi kraju, jakieś przedsiębiorstwa zachodnie nie chcą instalować, ale bardzo chętnie Wrocław, Zielona Góra. O! Tam to tak! Na terenie dawnej Rzeszy możemy inwestować. Natomiast już tam, gdzieś w Częstochowie czy Krakowie, o! to już nie! Bo tam, jak to się mówi, niepewne jutro.”

Na zakończenie mówi:

„Teraz musimy odwołać się do jakiegoś poczucia wspólnoty, bo nie ma nas w kraju już tyle, co byśmy myśleli, że nas jest. Przecież w tej chwili razem z tymi 8-oma milionami i 400-tu tysiącami przybyszy zza tamtej granicy plus jeszcze nieokreślonej ilości kosmopolitów i ludzi, dla których Polska to jest zupełnie pusty dźwięk, albo jak pan Tusk mówił: Polska to nienormalność – tych, którzy życzą naszemu krajowi dobrze nie ma aż tak dużo. Ale pomyślcie wtedy, nawet ci, którym Polska nie jest obojętna, że tu jest ich dorobek, że nawet jeżeli takie czy nie inne państwa zostaną, poza tymi nielicznymi najbogatszymi, z niczym. Ci bogaci Ukraińcy, którzy tutaj pierwsi przyjechali i którzy się tutaj po Polsce rozbijają eleganckimi samochodami, siedzą w porządnych knajpach, nawet jak wystąpili o polski pesel, pierwsi opuszczą nasz kraj, pierwsi, to państwu gwarantuję. Gwarantuję, że kiedy dostaną, bo podobno mają dostawać wezwania do tych poborów też, to ich już tutaj nie będzie. Natomiast, gdy zarządzono tutaj brankę, to prawdopodobnie Niemcy granicę dla Polaków zamkną. Ukraińcy przejadą, ale Polacy i ci biedniejsi Ukraińcy, którzy tu są, zostaną tutaj na pastwę losu. Miejcie państwo tego świadomość. Dlatego żadnych swarów politycznych. Tu nie jest czas w tej chwili na żadne przepychanki, czy PiS, czy PO, czy coś. Jeden pieron, jeśli ktoś nas prowadzi po prostu do takich ciężkich potencjalnie zniszczeń i zagłady. Tutaj musi na nowo zostać odbudowana jakaś jedność, nie że ten mi się nie podoba, tamten mi się nie podoba. To nie ma żadnego, w momencie kryzysu tak ostrego, kiedy jest być albo nie być, znaczenia.”

Kulińska przedstawia tu ciekawą analogię do 1939 roku. Gdy Polska przystąpi do wojny na Ukrainie, czyli praktycznie wypowie wojnę Rosji, to ona będzie miała prawo zaatakować cele w Polsce, a wtedy Niemcy zajmą swe utracone po II wojnie światowej ziemie. Jak wiadomo Związek Radziecki, po napadzie Niemiec na Polskę w 1939 roku, zajął wschodnie ziemie, czyli tzw. Kresy, pod pozorem ochrony ludności zamieszkującej tamte tereny. W obecnej sytuacji Niemcy mogą wysunąć argument, że wkraczają, by ochronić tamtejszą ludność i infrastrukturę przed zniszczeniem. A skoro, jak twierdzi Kulińska, nie mamy z Niemcami podpisanego traktatu pokojowego, więc Niemcy będą mieli jeszcze jednego asa w rękawie. Czy tak może się stać? Że to zmierza w tym kierunku, może sugerować fakt zamykania kopalń węgla kamiennego, które, poza rejonem Zagłębia i Lubelszczyzny, znajdują się na ziemiach poniemieckich. Z drugiej strony koncepcja amerykańska, dążąca do odtworzenia na tym terenie w jakimś kształcie I RP, również zakłada oddanie Niemcom tych terenów, bo one nie należały do niej.

Kulińska stwierdza też, że Polska jest państwem wielonarodowym z nieokreślonym odsetkiem kosmopolitów i tych, dla których Polska to zupełnie pusty dźwięk. I chyba tylko ona mówi o tym tak otwarcie. Jeśli tak jest, a ja również to wielokrotnie podkreślałem, to realizacja nakreślonego przez nią scenariusza nie będzie trudna. Ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że władze sanacyjne, masońskie zresztą, świadomie wepchnęły Polskę do wojny z Niemcami, wiedząc, że żadnej pomocy nie będzie. O tym pisałem szczegółowo w blogach „1 września” i „17 września”. I tym razem będzie podobnie. Obecnie rządzący tak samo cynicznie wciągną Polskę do wojny, bo tak im każą ich nieznani przełożeni. Tylko, mam takie odczucie, że ludzie w Polsce nie są świadomi tego, jakie będą konsekwencje wejścia Polski do tej wojny. Przecież Polska nie ma silnej armii i jej udział w niej niczego nie zmieni na froncie ukraińsko-rosyjskim. To wejście jest potrzebne tylko po to, by mógł być zrealizowany scenariusz, o którym wspomniała Kulińska. Tak samo, jak konieczne było wejście Polski do wojny z Niemcami w 1939 roku, by mógł być zrealizowany scenariusz napisany wówczas przez wielkich tego świata. Gdyby wtedy Polska nie weszła do niej lub poddała się, to nie mógłby on być zrealizowany. I obawiam się, że obecnie również wszyscy wielcy zmówili się przeciwko Polsce.

Handel

Podobno w przyszłym roku mają być wybory. Czy tak będzie, to będzie zależeć od tego, jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie. W każdym razie przygotowania do nich idą pełną parą i pojawił się nowy ruch, czy może zaczątek nowej partii politycznej – Ruch Dobrobytu i Pokoju (RDiP), którego twarzą jest Maciej Maciak z kanału internetowego „Musisz to wiedzieć”. Ruch ten ma już bardzo dobrze rozbudowaną na terenie całej Polski sieć lokalnych przedstawicieli i zwolenników. Trzeba przyznać, że to wszystko rozwinęło się nadzwyczaj szybko, a ostatnio programy Maciaka są przerywane reklamami, a to oznacza, że za nimi idą pieniądze. To oczywiście nie przeszkadza mu narzekać, że YouTube go cenzuruje, usuwa filmy itp.

Jestem pełen podziwu dla scenarzystów i reżyserów, którzy wykreowali ten Ruch. Podstawowe założenie było takie, że jego twarzą ma być ktoś z prowincji, a więc nie związany z żadnym wielkim miastem, gdzie mieszkają wszyscy znani politycy. Nie Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław czy Górny Śląsk. Tylko Włocławek – miasto średniej wielkości (ok. 100 tys. mieszkańców), nie zadupie, ale też i nie metropolia. Położone w centrum Polski, stare miasto z historią. Rzec by można, że to kwintesencja Polski, a człowiek kierujący tym Ruchem to jeden z nas.

W swoich programach Maciej Maciak atakuje przede wszystkim Morawieckiego, bo twierdzi, że on, jako szef rządu, jest odpowiedzialny za wszystko i jego odsunięcie od władzy jest najważniejsze. To oczywiście nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze nowa partia, która zdobędzie władzę i zrobi porządek. Obecnie rządzący to durnie, którzy nie mają pojęcia o rządzeniu i o tym, w jaki sposób uzdrowić gospodarkę. – Tak twierdzi Maciak. Jego program to willa z basenem dla każdego. To hasło, które ma sugerować, że interesują go tylko sprawy zwykłych ludzi, a nie jakieś wojny i że przy dobrym zarządzaniu państwem osiągnięcie tego celu jest realne.

Dla Maciaka wszystko jest proste. W jednym ze swoich programów powiedział, że handel jest prostym zajęciem, intuicyjnym niemal i że Polacy też mogą w nim osiągać sukcesy. No bo przecież kupić towar, dodać do ceny zakupu swoją marżę i podatek Vat, to nie jest trudna sprawa. No nie! Nie jest to trudna sprawa. A skoro tak, to dlaczego te drobne sklepiki padają? Bo wypierają je sklepy wielkopowierzchniowe i sieciówki. A dlaczego Polacy po 1989 roku nie potrafili stworzyć własnych sklepów wielkopowierzchniowych i sieciówek? Bo tacy niezaradni i nie maja głowy do interesów? Może są debilami, skoro nie potrafią sobie poradzić z tak prostym zajęciem? To bardzo wygodne tłumaczenie, szczególnie dla Żydów, w których rękach są środki masowego przekazu i również handel.

O sukcesie w handlu decyduje cena zakupu towaru. To jest podstawa, od której nalicza się marżę handlową i podatek. Kto ma niższą cenę zakupu ten rządzi na rynku, bo ma większą marżę, a co za tym idzie i zysk, albo może tak obniżyć cenę sprzedaży, że konkurencja nie będzie w stanie zaoferować takiej samej i mieć jeszcze jakiś zysk. Tak więc jest, że jedni na rynku mają niższą cenę zakupu, a inni – wyższą. Dlaczego tak jest i skąd się to bierze?

Ceny ustala ten, kto rządzi handlem na każdym poziomie dystrybucji: centralnym, regionalnym i lokalnym, czyli tym, który obsługuje klienta końcowego, czyli każdego z nas. Nie jest żadną tajemnicą, że handel jest w rękach Żydów i to od początku. To nie jest wynik jakichś szczególnych predyspozycji, tylko efekt rozproszenia, który powoduje, że Żydzi są wszędzie i wszędzie utrzymują ze sobą kontakty i wymieniają między sobą informacje na temat rynków i ich potrzeb. To nie tak, jak w przypadku Cyganów, którzy chodzili od wsi do wsi i sprzedawali patelnie. Zawsze ktoś się znalazł, kto kupił, ale taką metodą daleko się nie zajedzie i Cyganie daleko nie zajechali.

Taki handel, jaki uprawiają Żydzi od początku, wymagał też powszechnego środka wymiany, czyli pieniądza oraz kredytu, który ten handel napędzał. Jeśli więc kontroluje się dystrybucję towaru od producenta do konsumenta, to kontroluje się też jego cenę na każdym etapie dystrybucji i to, komu sprzedaje się towar w niższej cenie, a komu – w wyższej. Tak to jest, że Żyd Żydowi sprzeda towar po niższej cenie, niż gojowi. I tu jest cała tajemnica tego, że Polacy nie mogli stworzyć własnych sklepów wielkopowierzchniowych i sieciówek. A poza tym drobnym szczegółem, to Maciak ma całkowitą rację – handel jest zajęciem intuicyjnym.

Nikogo więc, po tym, co napisałem, nie powinno już dziwić, że w ustawie o zamówieniach publicznych jedynym kryterium decydującym o wyborze oferty jest cena. Nietrudno też domyślić się, kto za przyjęciem tej ustawy w takim kształcie stał i komu to nadal służy.

Tak działa handel żydowski i to nie od dziś. To było wielokrotnie opisywane w literaturze. Michał Bałucki w swojej powieści z 1885 roku W żydowskich rękach pisał:

„Jeszcze baraku nie rozpoczęto budować, kiedy przemyślny Żyd, w budce naprędce z desek ukleconej założył filię swojej szynkowni, zaopatrzył ją w różne wiktuały i tym sposobem zagarniał cały prawie zarobek robotników do swej kieszeni. Teraz urządził on już porządną kantynę, zasobną we wszystko, czego nie tylko prosty robotnik, ale rękodzielnicy i inżynierowie potrzebować mogli. Rozumie się, że za to Habe kazał sobie dobrze płacić, toteż mu płacono, bo wyboru nie było. Miasteczko było daleko, a w bliskości nikt Habemu konkurencji nie robił. Szynkarz z Zagajowa, katolik, próbował parę razy dowozić do baraku artykuły żywności i wódkę, ale Habe obniżył w tym czasie ceny u siebie, wszystko pchało się do niego, zwłaszcza że dawał na kredyt, a szynkarz zagajowski wracał do domu z niesprzedanym towarem, lamentując nad stratą, jaką poniósł. Dziedzic Zagajowa, gdy się do niego doniosło, robił usiłowania, aby Habemu zabroniono szynkować na jego gruncie, ale odpowiedziano mu z rządu, że nie mają do tego prawa, bo Habe szynkuje na gruncie kolejowym. Na to nie było rady, a Habe zacierał ręce z radości, że mu się udało wcisnąć znowu do wsi, z której go kiedyś tak sromotnie wygnano i na złość Czujce tuż pod jego okiem prowadzić swój handel. Dla nasycenia się tą uciechą często zajeżdżał do kantyny, przesiadywał tam chętnie, to robiąc obrachunki ze swoim szynkarzem, to zamawiając sobie ludzi do roboty; gdyż – jak wiemy – Habe zajmował się dostawą materiałów do budowy.”

Bałucki nie wyjaśnił tu, dlaczego Żyd Habe mógł obniżyć cenę. Ktoś nieznający realiów handlu mógłby sobie pomyśleć, że to jakieś tajemne sztuczki Żydów i ich zmysł do interesu. Jednak prawda jest bardziej prozaiczna, co też oni starają się ukryć i bardzo jest im na rękę, gdy ktoś mówi o nich, że mają smykałkę do handlu i interesów. Po prostu Habe miał niższą cenę zakupu niż szynkarz z Zagajowa.

Kwestię żydowską i złożoność relacji polsko-żydowskich przedstawia Bałucki w szerszym kontekście i porusza mniej znane wątki tych relacji:

„Żyd nie rozumie interesu bez malwersacji. Tam, gdzie nie oszukuje, uważa się za stratnego. To podstawa ich spekulacji. I dlatego też śmieszą mnie nawoływania dziennikarskie, że powinniśmy współzawodniczyć z nimi na polu handlu i przemysłu i zamiast rozpalać się ku nim nienawiścią, uczyć się od nich sposobu robienia interesów. To tyle znaczy, jakby mi kto kazał od złodzieja uczyć się sposobu nabywania majątku. Współzawodnictwo z ludźmi, dla których wszystkie środki są godziwe, jest niemożliwe dla tych, którzy chcą zostać uczciwi. Prawda, że i u nas naliczyłby dosyć takich, co z Żydami mogliby iść w zawody pod względem nieuczciwości, wyzyskiwania ludzi et cetera, ale u nas opinia gardzi takimi, gdy przeciwnie u Żydów opinia składa się z samych takich ludzi; uczciwi w znaczeniu pełnej moralności, należą tam do wyjątków, a Żyda, który by nie oszukał w swoim życiu nikogo, ze świecą trzeba by szukać. Powiadają, że ich religia toleruje podobną niemoralność, a nawet ją usprawiedliwia. Jeżeli tak jest, to czyż podobna nam rywalizować z tym narodem? Tu nie idzie o sam spryt, przebiegłość, ruchliwość których brak nam zarzucają, tu idzie o moralność, z której żaden uczciwy człowiek wyzuć się nie może i oto powód, dla którego w walce z Żydami na polu przemysłu i handlu jesteśmy pobici.”

To prawda, że Żyd, jak kogoś nie oszuka, to jest chory, ale to nie moralność przeszkadza Polakom konkurować z Żydami. Tak jak napisałem, to fakt, że handel jest w ich rękach i to oni decydują o tym, komu pozwolą odnieść sukces, a kogo usuną z rynku.

W innym miejscu czyni Bałucki bardzo trafne uwagi, które do dziś nie straciły na aktualności. Wprost przeciwnie, stały się naszą rzeczywistością.

„Pokazało się, że ten lichy Żyd i jemu podobni są groźniejsi, niebezpieczniejsi niż nam się zdawało. Oni są potężni tą łącznością, która małe i na pozór nic nieznaczące siły wiąże w jedną straszną siłę. Kilkodniowy mój pobyt w Wiedniu przekonał mnie, że potęga ta doszła do rozmiarów, o jakich nie miałem pojęcia. Tu, w Galicji, żydostwo przedstawia się nam jak robactwo ruchliwe, czynne, rodzaj szarańczy społecznej, która nas powoli objada i niszczy, a którą zdawało mi się, że będzie można wytępić. Tymczasem przekonałem się, że to tylko odnogi olbrzymiego polipa, którego główne jądro jest tam – w Wiedniu. U nas Żyd jest pasożytem, który żyje sokami narodu, ale go nie przerósł, nie zaćmił, ani mu nie imponuje, gdy tymczasem w Wiedniu widziałem reprezentantów tego narodu na najwyższych szczeblach hierarchii społecznej, dokąd się wdarli przez równouprawnienie i majątek. W ich ręku znajdują się kolosalne fortuny, wysokie urzędy, przeróżne instytucje, olbrzymie przedsiębiorstwa, fabryki, koleje i wreszcie dziennikarstwo, ta straszna potęga naszego wieku – i wszystkiego tego używają oni głównie dla popierania swoich interesów. Głosy galicyjskich Żydów z licznych miasteczek odzywają się echem w sferach wysokiej arystokracji finansowej i znajdują tam poparcie. W tej spójności maluczkich i wielkich związanych interesem i tradycją w jeden olbrzymi zastęp jest coś przerażająco wzniosłego, coś co mnie przygniotło swoim ogromem. Walka moja z tym przemyślnym narodem wydawała mi się donkiszoterią i śmiesznością. I cóż przeciw takiej sile może zrobić jeden człowiek niepoparty przez nikogo? Szlachta głupia i nieporadna, chłop ciemny i niechętny – a wszyscy siedzą w kieszeniach żydowskich, wszyscy spętani ramionami tego olbrzymiego polipa, co im soki wysysa i o śmierć przyprawia. Nikt ich już nie ocali z rąk żydowskich, to stracona pikieta. Zguba ich tym pewniejsza, że nie widzą niebezpieczeństwa, które im grozi. Ale my, którzy mamy otwarte oczy, czujny umysł, powinniśmy się ratować…”

Michał Bałucki (1837-1901), jak pisze Wikipedia, to polski pisarz, komediopisarz i publicysta okresu pozytywizmu. Pochodził z rodziny mieszczańskiej, ojciec był krawcem, a matka – Eufrozyna, neofitka z Kochmanów – prowadziła kawiarnię. Nie brał udziału w powstaniu styczniowym, jednak aktywnie uczestniczył w organizacjach spiskowych w Galicji, wspierając stronnictwo czerwonych. W latach 70-tych XIX wieku stał się Bałucki w Galicji jednym z głównych propagatorów pozytywizmu. W późniejszej twórczości odszedł od idei promowania pozytywizmu na rzecz krytyki rzeczywistości.

Był więc Bałucki Żydem i dlatego nie napisał o tym, co najważniejsze, czyli o cenie zakupu, a ten polip, co tak się rozrasta, to efekt rozproszenia i asymilacji. To powoduje, że przenikają wszelkie społeczności do szpiku kości. To dwie cechy, których nie posiadają narody osiadłe i które dają Żydom przewagę. Walka z tym, to walka z wiatrakami.

Okres po powstaniu styczniowym, to okres stopniowego wnikania Żydów w polskie społeczeństwo i stawania się jego inteligencją: pisarze, dziennikarze, prawnicy, lekarze itp. Przejawiało się to też w tworzeniu i dominowaniu we wszelkich partiach politycznych, również i w stworzeniu ideologii narodowej. Nic w tym względzie nie zmieniło się w okresie międzywojennym. Nasiliło się w PRL-u i po 1989 roku.

Stworzenie w krótkim czasie, może paru miesięcy, ruchu, który ma swoich przedstawicieli w większości gmin w Polsce wydaje się niemożliwe, bo przeciętny człowiek nie ma takich możliwości, ani tylu znajomych w całym kraju, nawet jeśli latami kierował lokalną telewizją kablową i ma swój kanał w internecie. To jest wielki wysiłek organizacyjny i logistyczny, który wymaga zaangażowania wielu ludzi, poświęcenia wiele czasu i mnóstwa pieniędzy. Ale jeśli zabierze się za to nacja rozproszona i zasymilowana, to jest to do zrobienia szybko i skutecznie. Po raz kolejny pokazuje ona swoją moc.

Doktryna

Amerykański politolog John Mearsheimer opisuje powojenną rzeczywistość w sposób przejrzysty i klarowny. Po II wojnie światowej świat był dwubiegunowy. Były dwa mocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Od 1991 roku do mniej więcej 2017 roku było tylko jedno supermocarstwo – Stany Zjednoczone. Obecnie mamy do czynienia z trzema mocarstwami: Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja. Według Mearsheimera taka sytuacja jest bardziej niebezpieczna, niż gdy były tylko dwa supermocarstwa, bo szansa powstania jakiegoś konfliktu jest większa. I tak się dzieje. Mamy wojnę na Ukrainie i napięcia na linii Chiny – Tajwan. Mearsheimer uważa, że wojna na Ukrainie, która jest faktycznie wojną zastępczą, czyli wojną Rosji z NATO, jest błędem Zachodu. Natomiast wspieranie Tajwanu przez Stany Zjednoczone takim błędem nie jest. Ma to według niego zapobiec nadmiernemu wzrostowi siły Chin tak, by pomiędzy tymi trzema mocarstwami została zachowana względna równowaga sił. Pobrzmiewają tu echa pewnej koncepcji czy może nawet doktryny, sformułowanej przez Henry’ego Kissingera w jego książce Dyplomacja z 1994 roku. Wspomina o tym również Kazimierz Dziewanowski w książce Polityka w sercu Europy.

„Zdaniem Kissingera w wieku dwudziestym pierwszym Stany Zjednoczone będą musiały lepiej dostosować się do światowych realiów, mniej ulegać skłonności do idealizmu w polityce, a bardziej kierować się pragmatyzmem i zasadą balance of power. Będą musiały ponownie zdefiniować swój żywotny interes narodowy i stworzyć nową równowagę między wartościami a koniecznościami.

Sam Kissinger tak definiuje interes narodowy USA w wieku XXI:

Geopolitycznie Ameryka jest wyspą u brzegów wielkiego masywu lądowego Eurazji, którego zasoby i zaludnienie wielce przewyższają potencjał Stanów Zjednoczonych. Dominacja jakiegoś państwa nad jednym z dwóch regionów tego masywu i zaludnienie wielce przewyższają potencjał Stanów Zjednoczonych. Dominacja jakiegoś państwa nad jednym z dwóch regionów tego masywu – Europą lub Azją – byłaby tym, co można określić jako zagrożenie strategiczne dla Ameryki, bez względu na to, czy zimna wojna trwa jeszcze, czy nie. Tego bowiem rodzaju ugrupowanie miałoby możność wyprzedzenia Ameryki gospodarczo, a więc w następstwie i militarnie. Należałoby zatem przeciwstawić się temu zagrożeniu, nawet jeśli owa potęga sprawiałaby wrażenie przyjaznej, a to dlatego, że gdyby jej intencje zmieniły się, wtedy Ameryka miałaby zmniejszone już możliwości efektywnego oporu i wpływania na bieg wydarzeń.

I tak znawca i uczeń Metternicha doszedł w końcu do wniosku, że wyznawana przez głównych polityków wieku dziewiętnastego zasada równowagi sił bynajmniej nie straciła aktualności.

Napisał to zresztą expressis verbis: Stany Zjednoczone wkraczają w świat coraz podobniejszy do dziewiętnastowiecznej Europy, tym razem na skale całego globu. Należy mieć nadzieję, że powstanie coś zbliżonego do systemu Metternicha, w którym równowaga sił będzie umocniona wspólnym rozumieniem wartości. W czasach współczesnych owe wartości muszą być demokratyczne.”

A więc mamy tu wyłożoną kawę na ławę. To nie Rosja zagraża Europie swoim imperializmem, tylko Stany Zjednoczone nie chcą, by któreś z państw na jednym końcu Eurazji, czyli w Europie, zagroziło ich interesom w tym regionie. Nie chcą też nadmiernej dominacji Chin po drugiej stronie tego kontynentu. Jednym słowem Stany Zjednoczone zarządziły, że teraz ma być równowaga sił i te siły mają być demokratyczne. A kto nie zechce być demokratyczny, to narazi się Ameryce i będzie miał kłopoty. Oczywiście Ameryka może ingerować na kontynencie euroazjatyckim, ale żadne z państw tego kontynentu nie ma prawa ingerować w sprawy obu Ameryk, co Stany Zjednoczone jednoznacznie dały do zrozumienia reszcie świata poprzez swoją doktrynę Monroego. Wprawdzie jest w niej mowa o tym, że Stany Zjednoczone nie będą ingerować w wewnętrzne sprawy państw europejskich, ale tego zapisu Amerykanie nie przestrzegają. Cóż, silniejszy może więcej.

Tak więc Stany Zjednoczone nie chcą dopuścić do dominacji jakiegoś państwa nad jednym z dwóch regionów Eurazji. I stąd mamy wojnę na Ukrainie. Ta wojna nie tylko wyniszczy Europę, ale też spowoduje, że ani Niemcy, jako siła dominująca w unii europejskiej, ani Rosja – nie zagrożą im. Ta wojna bezpośrednio szkodzi Rosji, a Niemcy zostaną osłabione poprzez rozpad unii bądź jej częściową dezintegrację w wyniku wyjścia z unii Polski i państw bałtyckich, co jest niezbędne, by powstało państwo zbliżone terytorialnie do I RP. To nowe państwo będzie wasalem USA i jednocześnie gwarantem, że jakieś inne państwo nie zdominuje Europy. Teraz jest już chyba jasne, skąd się wziął pomysł Centralnego Portu Komunikacyjnego i jasne też powinno być, dlaczego Polska ma bezpośrednio zaangażować się w wojnę na Ukrainie i skąd się wzięły masowe (200 tys.) powołania na ćwiczenia rezerwy na rok 2023.

Czy tak będzie? Czy powstanie nowe państwo? Wszystko wskazuje, że tak. Pośrednim dowodem na to, że tak może się stać, jest wszechogarniająca korupcja. Wszyscy kradną na potęgę, zadłużanie państwa przyjmuje monstrualne rozmiary. To tak, jakby niektórzy wiedzieli, że coś się kończy. Powstanie nowe państwo i przeszłość zostanie oddzielona grubą kreską. – Reset.

Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania. – Tadeusz Mazowiecki, exposé w Sejmie, 24 sierpnia 1989. – Wikipedia.

Zapomniał tylko dodać, kto doprowadził do tego stanu załamania. Bo jeśli komunizm, jak oni twierdzą, to dlaczego ten sam komunizm nie doprowadził do stanu załamania w Chinach?

Antony C. Sutton w książce Skull and bones; Tajemna elita Ameryki pisze:

»W 1968 roku ukazała się moja książka Western Technology and Soviet Economic Development, wydana nakładem Instytutu Hoovera z Uniwersytetu Stanforda. Była to obszerna, trzytomowa publikacja, w której szczegółowo opisałem, w jaki sposób Zachód stworzył Związek Radziecki. Z pracy tej wynikało jedno pytanie, na które pozornie nie było odpowiedzi: dlaczego to zrobiliśmy? Dlaczego stworzyliśmy Związek Radziecki, choć jednocześnie przekazywaliśmy technologie hitlerowskim Niemcom? Dlaczego Waszyngton pragnął utrzymać te fakty w tajemnicy? Dlaczego wzmocniliśmy potęgę militarną sowietów, jednocześnie wzmacniając swoją własną?

Podczas II wojny światowej Stany Zjednoczone pomogły chińskim komunistom w zdobyciu władzy. Autorytet w sprawach związanych z Chinami Chin-tung Liang napisał w swojej książce na temat generała Josepha W. Stilwella, w latach 1942-1944 będącego głównym przedstawicielem Stanów Zjednoczonych w Chinach, że: „Z punktu widzenia walki z komunizmem (Stilwell) bardzo źle przysłużył się Chinom”.

Stilwell był jednak jedynie wykonawcą rozkazów wydawanych w Waszyngtonie przez generała George’a C. Marshalla. Admirał Cooke oświadczył Kongresowi: „w 1946 roku generał Marshall użył taktyki przerwy w dostawie amunicji, by w niezauważalny sposób rozbroić chińskie oddziały”.

W przypadku generała Marshalla należy jednak pamiętać, że w Stanach Zjednoczonych to władze cywilne mają ostatnie słowo w sprawach związanych z wojskowością, co prowadzi nas do ówczesnego sekretarza wojny, Henry’ego L. Stimsona – zwierzchnika Marshalla i członka Zakonu (od 1888 roku). Zadziwiającym zbiegiem okoliczności Stimson sprawował funkcję sekretarza wojny także w roku 1911, czyli w czasie rewolucji Sun Jat-sena.

Wojna jest zawsze świadomym aktem twórczym konkretnych jednostek. Rewolucje ukazuje się zawsze jako spontaniczne wydarzenie skierowane przeciwko autokratycznie rządzonemu państwu, wywołane przez ludzi upośledzonych politycznie lub ekonomicznie. W żadnym z zachodnich podręczników nie znajdzie się informacji o tym, że rewolucje potrzebują pieniędzy, a źródłem tych pieniędzy w wielu wypadkach była Wall Street.

W istocie istnieje inna, w znacznej mierze nieudokumentowana wersja dziejów, opowiadająca zupełnie inną historię niż nasze ugrzecznione i okrojone podręczniki. Opowiada ona o świadomym doprowadzaniu do wojny, o celowym finansowaniu rewolucji zmierzającej do zmiany rządu i o wykorzystywaniu konfliktu do zaprowadzenia Nowego Porządku Świata.«

Wojna, jak twierdził grecki filozof Heraklit, jest matką wszystkich rzeczy. Trudno się z nim nie zgodzić. W jednym z blogów pisałem, że kryzysy gospodarcze można wywoływać na różne sposoby, w zależności od potrzeb, ale tylko wojna jest w stanie załatwić dwie rzeczy: masowe przesiedlenia i zmianę granic. I z tym właśnie mamy obecnie do czynienia. Masowe przesiedlenia już mamy i zmianę granic też. Na razie tylko na Ukrainie. Tylko wojna usprawiedliwia tego typu decyzje. Ale nie tylko to można osiągnąć poprzez wywołanie wojny. Jak wiemy po I wojnie światowej powstały nowe państwa. I tak może być po zakończeniu tej wojny. To nowe państwo będzie nawiązywało do tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli będzie państwem multi-kulti, czyli zgodnie z obowiązującym trendem – wielokulturowość über alles. Pewnie też będzie spełniało rolę amerykańskiego lotniskowca w Europie.

Europa Środkowo-Wschodnia to specyficzny rejon położony pomiędzy silniejszymi państwami: Niemcami a Rosją. Rejon niestabilny, ze słabymi państwami, które są zbyt słabe, by przeciwstawić się któremuś z potężniejszych sąsiadów. Stąd łatwo w przeszłości padały łupem jednego lub drugiego, a czasem dzieliły one między siebie ten obszar. Brak stabilności i niezmienności, wywoływany ciągłymi wojnami, zmianami granic i przesiedleniami ludności, powodował, że nie mogły one rozwinąć się gospodarczo i nie mogły w nich ukształtować się dojrzałe społeczeństwa o określonym systemie wartości. Powstawały więc nijakie państwa i nijakie społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to Polski i Ukrainy. I dlatego tak łatwo przeprowadzać tu eksperymenty: powstania, rewolucje, wojny, przesiedlenia, zmiany granic. I RP była eksperymentem, w trakcie którego testowano działanie ustroju zwanego demokracją szlachecką. To, z czym obecnie mamy do czynienia, nie jest już dziełem silniejszych sąsiadów, tylko światowego żandarma, który postanowił przemalować mapę Europy Środkowo-Wschodniej.

Artykuł 5

Ostatnio było dużo zamieszania wokół pocisku, który spadł na przygraniczną wieś Przewodowo w południowo-wschodniej Polsce. Jedni widzieli tam rosyjską rakietę, inni – ukraińską. Jedni uważają, że to przypadek – inni, że to zamierzone działanie Ukraińców, którzy chcą wciągnąć Polskę i NATO do wojny z Rosją i że takie zdarzenie jest podstawą do zaatakowania Rosji na podstawie artykułu 5 traktatu NATO. Jeśli niektórzy uważają, że ten artykuł jest podstawą naszego bezpieczeństwa, to są w błędzie. W dniu 25 listopada ukazał się na portalu ZeroHedge artykuł NATO Doesn’t Supersede The US Constitution – NATO nie zastępuje Konstytucji USA (https://www.zerohedge.com/geopolitical/nato-doesnt-supersede-us-constitution). Poniżej jego treść:

„W miarę jak nasz rząd nadal prze na pełnych obrotach w do III wojny światowej, zaznajomienie się z doktryną tarczy i miecza oraz artykułem 5 stają się koniecznością dla czujnego obywatela. W zeszłym tygodniu Amerykanie dowiedzieli się, że jakiś pocisk spadł w Polsce i zabił dwie osoby. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że był to celowy akt agresji ze strony Rosji i że Zachód musi zareagować bardziej zdecydowanie.

Dołączyła do niego tutaj, w Stanach Zjednoczonych, grupa polityków, dziennikarzy reżimowych i płatnych lobbystów, którzy sprzedali swój kraj za garść srebrników. Partia wojenna natychmiast wkroczyła do akcji: właśnie na to czekali i modlili się: oto powód do wystrzelenia rakiet i zniszczenia świata.

Polska, podobnie jak Stany Zjednoczone i prawie cała Europa, jest członkiem NATO – Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Może powinniśmy się zastanowić, dlaczego kraje takie jak Polska, Estonia i Rumunia są w sojuszu „atlantyckim”? Podstawą jest artykuł 5, który w popularnej wersji nakłada obowiązek obrony w przypadku zaatakowania członka sojuszu. To jednokierunkowa przepustka do III wojny światowej.

W tej narracji były tylko dwie rzeczy nie tak. Po pierwsze, jak ujawniono w ciągu czterdziestu ośmiu godzin i co potwierdził polski rząd i Biały Dom, pocisk był ukraiński, a nie – rosyjski. Władimir Putin nie zaatakował NATO – ani celowo, ani przypadkowo. Zamiast tego ukraiński pocisk obrony powietrznej, który próbował przechwycić rosyjski atak, zboczył z trajektorii, zabijając dwóch Polaków po drugiej stronie granicy. Nagle „zbiorowe bezpieczeństwo” nie było już zagrożone, a w telewizji nikt nie mówił, że wymaga to odwetu NATO na Kijowie. – Zaskoczeni?

Po drugie, nawet gdyby to był rosyjski pocisk i nawet gdyby sam Władimir Putin celował bezpośrednio w tę polską farmę, artykuł 5 nie zobowiązuje Stanów Zjednoczonych do niczego. Traktat NATO zawiera również artykuł 11, który określa, że decyzje sojuszu będą realizowane zgodnie z krajowymi konstytucjami i procedurami poszczególnych członków.

Oznacza to, że wniosek w sprawie formalnego wypowiedzenia wojny musi być przyjęty większością głosów w Senacie i Izbie Reprezentantów. Każdy członek Kongresu lub gadający szef wiadomości, który mówi, że artykuł 5 wymaga natychmiastowej akcji wojskowej bez debaty lub głosowania, albo kłamie albo jest żałośnie niedoinformowany.

I nawet gdyby traktat NATO nie zawierał tego postanowienia, nadal opieralibyśmy się na artykule I, sekcji 8 Konstytucji Stanów Zjednoczonych, najwyższym akcie prawnym USA. Jesteśmy suwerennym narodem, a naród amerykański zawsze ma wybór, czy iść na wojnę, czy nie. Każda międzynarodowa umowa, która próbuje inaczej interpretować prawo będzie ignorowana.

Niestety, partia wojenna nie zawsze ułatwia ten wybór. Przekupują polityków zyskami z kontraktów na broń, zalewają prasę korporacyjną propagandą i instruują naród amerykański, że albo musi zaangażować się w niekończącą się wojnę, albo straci wolność. Sami sobie tworzą zgodę na taki stan rzeczy.

Ten kryzys nadal pokazuje, dlaczego potrzebujemy Defend the Guard – ustawy, która zabraniałaby wykorzystywania jednostek Gwardii Narodowej poszczególnych stanów w czynnej walce bez wypowiedzenia wojny przez Kongres.

To najlepszy sposób, aby powiedzieć Waszyngtonowi, że nie może iść na wojnę bez debaty i głosowania przedstawicieli narodu. A jeśli spróbują, to nie będą mieli mięsa armatniego do walki w takim konflikcie, ponieważ patriotyczni ustawodawcy stanowi nie pozwolą swojej Gwardii Narodowej, kręgosłupowi Sił Zbrojnych USA, uczestniczyć w nielegalnej wojnie.

W przeszłości pracowałem nad wprowadzeniem tej ustawy w ponad dwudziestu stanach, a mój zespół już przygotowuje się do sesji legislacyjnej w 2023 roku. Ale aby odnieść sukces, potrzebuję twojego wsparcia. Wejdź na stronę DefendTheGuard.US, aby sprawdzić, czy projekt ustawy został już przedłożony w Twoim stanie lub czy chcesz skontaktować się ze swoim przedstawicielem i senatorem stanowym. Naród amerykański, aktywny i dobrze poinformowany, nie zostanie wciągnięty przez swoich nieodpowiedzialnych, głupich przywódców w III wojnę światową.”

Pod tym tekstem portal ZeroHedge zamieszcza informację o jego autorze:

Dan McKnight jest weteranem wojennym z 13-letnim stażem. Służył w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, Armii Stanów Zjednoczonych i Gwardii Narodowej Armii Idaho. Jest założycielem i prezesem Bring Our Troops Home.

W zasadzie to komentarz jest tu zbyteczny, bo Stany Zjednoczone mają podwójne zabezpieczenie, by oficjalnie nie wchodzić do wojny, gdy nie będzie im to odpowiadać. Pierwsze, to artykuł 11 traktatu NATO, który mówi, że decyzje sojuszu będą realizowane zgodnie z krajowymi konstytucjami i procedurami poszczególnych członków. Drugie, to Konstytucja Stanów Zjednoczonych. Amerykanie zawsze mogą się na nią powołać, jeśli uznają to za stosowne. W ich interpretacji amerykańska konstytucja stoi ponad prawem międzynarodowym, tak jak niemiecka konstytucja – ponad prawem unijnym. I w unii i w NATO Polska jest członkiem drugiej, a może nawet trzeciej kategorii. I wszystko wskazuje na to, że i z jednej i z drugiej organizacji nas wypchną, bo połączenie z Ukrainą, niebędącą członkiem unii i NATO, będzie tego wymagać. Co do unii, to nie ma już chyba wątpliwości, że to idzie w tym kierunku, a co do NATO to:

„Centralny Port Komunikacyjny jest projektem cywilnym, ale niezbędnym również z punktu widzenia militarnego – powiedział pełnomocnik rządu ds. CPK Marcin Horała. Inwestycja zwiększy przepustowość, zdolność do przerzutu do Polski wojsk w razie zaostrzania sytuacji międzynarodowej – dodał.” Jest to wypowiedź z 05.04.2022, którą zamieścił portal Bankier.pl.

Czyli, mówiąc wprost, będzie bardziej obiektem militarnym niż cywilnym, dobrze nadającym się do przyjęcia wojsk desantowych. Tylko których? Równie łatwo będą mogły lądować tu wojska niemieckie i rosyjskie. Dla takiego państwa jak Polska, żadne zbrojenia nie mają sensu, bo ma ono znacznie silniejszych sąsiadów. Czesi nie walczyli i nie walczą z Niemcami i z Rosją i żyją. Niepodległość małych narodów, a takim narodem są Polacy, jest iluzją. Niestety to Polsce, a nie Czechom, wyznaczyli wielscy tego świata rolę lokalnego awanturnika, wbrew, jak sądzę, woli większości rozsądnie myślących Polaków.

Dopisek z dnia 30 listopada 2022: Szef Paktu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg, oświadczył, że warunkiem wstępnym dla ewentualnej akcesji Ukrainy do NATO jest zwycięstwo w wojnie z Rosją. Taką informacje podała Interia. A więc cynizm posunięty do skrajności, bo Ukraina tej wojny nie wygra. A z drugiej strony, to czy ona nie jest już w NATO? NATO jej pomaga, a granica Polski z Ukrainą, zewnętrzna granica NATO, jest otwarta, czyli jej nie ma.

Kolejny krok

W kolejnym odcinku nr 606 zatytułowanym Doradca Prezydenta Ukrainy: Polacy zgodzili się zapomnieć Rzeź Wołyńską na swoim kanale Podkast Polityczny Leszek Sykulski omawia wywiad, jakiego udzielił doradca prezydenta Ukrainy Wołodymira Zełeńskiego Aleksij Arestowicz rosyjskiej dziennikarce Julii Łatyninie. Poniżej fragmenty jego komentarza:

»W środę 9 listopada 2022 roku jeden z doradców prezydenta Ukrainy Wołodymira Zełeńskiego Aleksij Arestowicz udzielił wywiadu rosyjskiej pisarce i dziennikarce Julii Łatyninie. Wywiad ten był transmitowany na żywo na kanale Łatyniny na YouTube i do dziś, do 14 listopada, ma już ponad 400 tys. wyświetleń. W wywiadzie tym poruszono wiele spraw, ale Sykulski skupił się na polskim wątku, ponieważ w wywiadzie tym padły bardzo kontrowersyjne słowa. Polskie media głównego nurtu skoncentrowały się na wypowiedzi Arestowicza o pomocy, jakiej Polska udziela Ukrainie. Natomiast jest tu o wiele ciekawszy fragment, dotyczący trudnej przeszłości polsko-ukraińskiej.

Sykulski cytuje fragment tej wypowiedzi: „Polacy zgodzili się zapomnieć tzw. rzeź wołyńską i wszystkie problemy, jakie między nami były. Oni powiedzieli, że zamknięcie tej karty historii daje szansę zbudowania nowych stosunków. Oni wycofali wszystkie pretensje. My o tym nie rozmawiamy. To wielki krok, ponieważ w pamięci polskiego narodu była to bardzo trudna karta. To, jak niełatwo było to odrzucić, to jeszcze jeden przykład wartości ludzkich w skali narodu i dalekowzroczności polskiego kierownictwa”.

Wypowiedź Arestowicza jest skandaliczna, podkreśla Sykulski, bo nazywanie ludobójstwa wołyńskiego „tzw. rzezią wołyńską”, czy mówienie o tym, że była to w pamięci polskiego narodu bardzo trudna karta, zupełnie przemilczając kwestię pamięci historycznej ukraińskiej, nie traktując tego w ogóle jako trudnej karty w pamięci ukraińskiej, jest absolutnie skandaliczne i bardzo dobrze zresztą oddaje podejście ukraińskiego establishmentu do historii, do, także, kultu zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Natomiast to, co jest bardzo istotne, to fakt, czy rzeczywiście doszło do pewnego porozumienia pomiędzy władzami Ukrainy i Polski na temat „zapomnienia o tej karcie historii”, o tym ludobójstwie. Jeżeli tutaj rzeczywiście doszło do tego, co Arestowicz nazywa dalekowzrocznością polskiego kierownictwa, no to należało by absolutnie podkreślić, że byłaby to zdrada narodowa, zdrada polskiej racji stanu. Warto dziś zapytać rządzących, czy rzeczywiście doszło do jakiegoś porozumienia w tym zakresie ze stroną ukraińską. Jeśli tak, to sprawa jest oczywista – doszło do zdrady narodowej. Absolutnie nie można zgadzać się na taką narrację, że ponieważ Ukraina walczy z Rosją, więc nie powinniśmy w ogóle mówić o ludobójstwie na Polakach, że możemy sobie do tego wrócić po wojnie, ewentualnie.

W tej wypowiedzi Arestowicza, oprócz wątków historycznych, pada także kwestia przyszłości Europy środkowo-wschodniej. Arestowicz mówi o tym, że obecnie Ukraina pretenduje do silniejszej roli, silniejszej pozycji w Europie wschodniej i mówi o tym, że Ukraińcy potrzebują silniejszej kooperacji z Polską i dodaje, że chodzi mu o takie literalne rozumienie tej ścisłej kooperacji: „w składzie jednego bardzo trwałego związku, który pozwoli ustanowić nowe prawa gry w Europie wschodniej”. To jest bardzo ciekawe stwierdzenie, czyli mówi się o jakimś bardzo trwałym związku we wschodniej części Europy. No i jest pytanie o jaką formę tego związku może chodzić. Arestowicz dodaje, że zaprasza także kraje bałtyckie, z którymi, jak to określa, jesteśmy w bliskich związkach plus „ jeszcze przyszłą Białoruś”.

Widać tutaj bardzo wyraźnie, że Arestowicz, który jest podpułkownikiem sił zbrojnych Ukrainy, jest byłym oficerem służb specjalnych tego państwa, konkretnie – głównego zarządu wywiadu, jest absolwentem Odeskiego Instytutu Wojskowego – jest to niewątpliwie człowiek dobrze poinformowany, człowiek ustosunkowany, jeśli chodzi o establishment ukraiński, ukraińskie służby specjalne. No i myślę oczywiście, że coś jest na rzeczy. Nie jest przypadkiem takie sondowanie reakcji zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce. To mówienie o przyszłej Białorusi też może wskazywać na jakieś plany zmiany systemu politycznego na Białorusi. Pytanie, czy robione oddolnie, wewnętrznie na Białorusi, czy przy pomocy czynników zewnętrznych.

Faktem jest, że Arestowicz jest człowiekiem wpływowym i jest to człowiek, który wie, co mówi, no i warto zapytać, czy polscy politycy zgadzają się z tego typu planami. Zresztą widzimy, że w Polsce też się wypuszcza tego typu balony próbne, taka próba sondowania opinii publicznej na temat jakiejś formy związku państwowego z Ukrainą. Tutaj mówi się sporo o tym Ukropolu, zresztą także różnego rodzaju think tanki, finansowane z zagranicy, próbują przedstawić to Polakom jako świetlaną przyszłość, że ta federacja polsko-ukraińska byłaby rzeczywiście czymś świetnym i zgodnym z polską racją stanu. Ja osobiście uważam, że było by to absolutnie sprzeczne z polską racją stanu, a przede wszystkim z polskim interesem narodowym. Polaków nikt nie pyta, czy chcieliby żyć w kraju wielonarodowym, takim konglomeracie etnicznym, religijnym czy wielocywilizacyjnym. Myślę, że przede wszystkim należało by zadać pytanie samym Polakom, a nie podejmować decyzje zakulisowo.

Reasumując, należy uznać wypowiedź doradcy prezydenta Ukrainy za absolutnie skandaliczną i należy oczekiwać wyjaśnień ze strony rządu w Warszawie, tak abyśmy mieli pełną jasność, w którą stronę zmierzają nawigatorzy państwa polskiego. Jakie wektory zostały obrane, realne wektory w polityce zagranicznej i polityce bezpieczeństwa i czy nie próbuje się za plecami obywateli podejmować jakichś dalekosiężnych istotnych decyzji geopolitycznych, które będą rzutowały na bezpieczeństwo państwa polskiego i jego obywateli. A byłyby to decyzje niekonsultowane z obywatelami.«

W Wikipedii można przeczytać, że Julija Łatynina jest rosyjską dziennikarką i pisarką, autorką powieści fantasy i sensacyjnych, których akcja toczy się we współczesnej Rosji. Pracuje w stacji radiowej Echo Moskwy, publikuje m.in. w The Moscow Times. Nie jest więc żadną opozycyjną dziennikarką i mieszka w Moskwie. I takiej osobie doradca prezydenta Ukrainy udziela wywiadu. Trochę to dziwne. Jeszcze rozumiałbym, gdyby dziennikarz ukraiński rozmawiał z rosyjskim, ale wysokiej rangi państwowy funkcjonariusz ukraiński rozmawia z dziennikarką państwa, które prowadzi z jego krajem wojnę. No ale cóż? Skoro ta wojna jest ustawką, to dlaczego nie?

Sykulski po raz kolejny komentuje tak, jakby nie wiedział, że cały ten polski rząd nie jest polskim. Ostatni polski rząd to był Władysław Łokietek, bo już jego syn – Kazimierz Wielki odcinał tylko kupony od tego, czego dokonał jego ojciec. Polska, jako państwo, skończyła się wraz z unią personalną polsko-węgierską. Ludwik Węgierski z dynastii Andegawenów nadał szlachcie w 1374 roku przywilej koszycki i od tego momentu zaczęło się osłabianie państwa polskiego. A w tym czasie Kapetyngowie we Francji, których boczną linią byli Andegawenowie, brali wszystko za mordę i wprowadzali władzę absolutną.

Od czasu unii personalnej z Litwą wschód zdominował Polskę, bo Wielkie Księstwo Litewskie było znacznie potężniejszym państwem niż Korona Królestwa Polskiego i miała potężniejszych magnatów-feudałów niż Korona. Żeby ukryć ten fakt i stwarzać pozory, że to jednak Korona dominuje, to bezpośrednio przed unią lubelską włączono do Korony województwo podlaskie, wołyńskie i Kijowszczyznę. I jak się spojrzało na mapę, to faktycznie Korona zrobiła się wielka, a Wielkie Księstwo Litewskie stało się Małym Księstwem Litewskim.

I ten stan trwa do dziś: wschodni element, udający Polaków, rządzi, ale to Polacy są wszystkiemu winni – temu, że to państwo jest takie, jakie jest. Ten wschodni element nigdy nie stracił swojej dominującej pozycji i nie spolonizował się. Owszem, niektórzy przeszli na katolicyzm, wszyscy zaakceptowali język i to wszystko. Te masy Ukraińców, które przesiedlono na tzw. Ziemie Odzyskane nadal są Ukraińcami i bliższy jest im interes Ukrainy niż Polski. I to oni, dominujący w polskiej polityce, za przyzwoleniem i pod kontrolą Żydów, są właśnie tymi sługami narodu ukraińskiego. I prawdę mówią: rządzący są sługami swego narodu. To są Ukraińcy i służą narodowi ukraińskiemu. Przekaz jest tak jasny i czytelny, że już bardziej czytelny być nie może. Tyle że ani Sykulski, który stroi się w piórka patrioty, a faktycznie prowadzi swoją kampanię wyborczą, ani nikt inny nie powie o tym wprost.

Mówi też Sykulski, że federacja polsko-ukraińska nie jest zgodna z polską racją stanu i polskim interesem narodowym i nikt nie pyta Polaków, czy chcieliby żyć w kraju wielonarodowym, takim konglomeracie etnicznym i religijnym. Problem polega na tym, że Polska jest takim konglomeratem, a uczyniły ją nim powojenne przesiedlenia mniejszości kresowych i przyjazd nie mniejszej ilości Żydów wraz z Armią Czerwoną. To, że o tym w PRL-u nie mówiono, to nie znaczy, że tego nie było. Ideologią PRL-u był narodowy socjalizm: jedno państwo, jeden naród, jedna partia. I większość Polaków w to uwierzyła i do dziś wierzy.

Ten kraj, to nie jest żadna Polska, to Ukraina bis, bo Ukraińcy są tu obywatelami, którzy są uprzywilejowani w stosunku do Polaków, a skoro tak, to znaczy, że Polacy są dyskryminowani. Nie należy jednak zapominać o tym, że nad tymi Ukraińcami ktoś jest i bez tego kogoś to wszystko, czego obecnie doświadczamy, nie byłoby możliwe. Ukraińcy są tu tylko narzędziem.

Arestowicz wspomniał o tym, o czym jakiś czas temu mówił Jaki. Z tym, że Jaki mówił o połączeniu Polski z Ukrainą i może, w przyszłości, z Białorusią, a Arestowicz dodaje jeszcze kraje bałtyckie. A więc mamy postęp i tu już nie ma najmniejszej wątpliwości, że chodzi o odtworzenie I RP i to w jej największym zasięgu terytorialnym. A skoro tak, to Polska musi wyjść z unii, o czym już otwartym tekstem wspomniał ostatnio Kaczyński.

Póki co, jesteśmy jeszcze w unii i NATO, które to NATO miało nam zapewnić bezpieczeństwo, aż tu nagle – bum! Spadła rakieta na terytorium Polski, na rzadko zaludniony obszar i trafiła w suszarnię zbóż. Ja rozumiem, że jak rakieta spada na miasto, to prawdopodobieństwo, że nie zniszczy żadnego budynku jest praktycznie zerowe, ale w rzadko zaludnionym obszarze trafienie w jakiś budynek przez rakietę, której celem była inna rakieta?… Tak jakoś dziwnie, ale od razu przypomniała mi się prowokacja gliwicka. Cóż? Prawdy zapewne nie dowiemy się. Spekulować też nie ma sensu z braku rzetelnych informacji, ale jedno jest pewne: Polska, czyli Ukraina bis, jest w coraz bardziej ordynarny sposób wciągana do wojny. Ordynarny, bo zginęli niewinni ludzie.

Skecz

Są takie skecze, szczególnie te z epoki PRL-u, które uważa się za, jak to się obecnie mówi, kultowe. Jednym z nich jest skecz „Dług” z 1978 roku. W role dwóch żydowskich kupców wcielili się Jan Kobuszewski i Kazimierz Brusikiewicz. Pod względem artystycznym jest to taka perełka, doskonałe wykonanie, którego nie da się powtórzyć. Jednak są w tym skeczu zdania, które mają głębszy podtekst i mają walor poznawczy. Poniżej jego większy fragment:

- Panie szanowny Rappaport, przecież 800 zł to nie jest suma, której można nie oddać. Można nie oddać 10 zł, jak się jest wielki łobuz, można nie oddać 20 zł.  Ale każda suma od 100 zł w górę, to już jest dług honorowy. Panie Rappaport, pan przecież powinieneś to rozumieć, pan jesteś kupiec.
- Złociutki panie Goldberg, ja mam inny podgląd na te sprawy. Dla mnie 800 zł to jest właśnie ta suma, której nie można oddać. Można oddać 10 zł, jak się jest bardzo lekkomyślnym, można oddać 20 zł, ale od 100 zł do góry, to każdy dług, on sam z siebie, on robi się fikcyjny. Przecież pan też mnie rozumiesz, pan też jesteś kupiec.
- Złocisty panie Rappaport, teoretycznie to pan jesteś kryty, ale w praktyce pan nie masz racji. Pan musi oddać te pieniądze.
- Co znaczy musi?! Dla samego oddania!
- Ja Gutmanowi jestem winien 800 zł.
- Gutman, on może zaczekać.
- Gutman, nie! Jego dusi Rajtman.
- Rajtman, on też może zaczekać.
- Rajtman nie może, on jest winien Maliniakowi.
- Maliniak też... chwileczkę, Maliniak nie może czekać.
- Dlaczego?
- Maliniak jest winien mnie, a ja nie mogę czekać.
- Pan nie może czekać?
- No przecież pan przychodzisz do mnie, żebym ja pana oddał 800 zł! A ja ich nie mam! Ja pożyczyłem Maliniakowi, Maliniak Rajtmanu, Rajtman Gutmanu, Gutman panu, a pan mnie. To ja się pana pytam: gdzie są te 800 zł?
- Skąd ja mogę wiedzieć?!
- Widzisz pan! I to jest ta cała mistyka finansów. Stąd się bierze ten ogólnoświatowy kryzys gospodarczy.
- Oj! Ja mam takie zbiegowisko w głowie, ja nic z tego nie rozumiem. Nic!
- To ja to pana wyjaśnię. Patrz pan! Ameryka! Ona pożyczyła do Anglii, Anglia do Francji, Francja do Szwajcarii...
- Rysuj pan wolniej...
- Ameryka pożyczyła do Anglii, Anglia do Francji, Francja do Szwajcarii...
- Niderlandy...
- Szwajcaria do Włoch, Włochy do Niemiec, Niemiec do Anglii, a Anglia do Ameryki.
- To kto ma te pieniądze?
- Teoretycznie to myśmy powinni je mieć.
- Co znaczy myśmy?
- Myśmy nikomu nie pożyczali.

W skeczu tym padają takie słowa: „…ale od 100 zł do góry, to każdy dług, on sam z siebie, on robi się fikcyjny”. No właśnie! Od pewnej kwoty każdy dług już jest fikcyjny. To się właśnie dzieje i to od lat. Wszystko zaczęło się od 15 sierpnia 1971 roku, gdy prezydent Stanów Zjednoczonych Richard Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto. W praktyce oznaczało to, że już nie mogło być tak jak wcześniej, że klient mógł przyjść do banku i wymienić dolary na złoto. Na tym właśnie polegało pokrycie dolara w złocie. Nie można go było wydrukować więcej niż wydobyto złota. Żeby ludzie i państwa nie uciekły od dolara jako waluty światowej, powiązano go z ropą w ten sposób, że kto chciał kupić ropę od Arabów musiał płacić dolarami. W ten sposób można było drukować go bez ograniczeń, co spowodowało, że obecnie zadłużenie państw i nie tylko państw jest tak wielkie, że długi te są niespłacalne, czyli są fikcją. Ale fikcją nie są dłużnicy i ich zależność od wierzycieli.

Jakieś parę lat temu Stanisław Michalkiewicz naśmiewał się ze Zbigniewa Ziobro, że ten, chcąc odmienić w celowniku imię i nazwisko Donalda Tuska, powiedział Donaldu Tusku, zamiast – Donaldowi Tuskowi. Później często jeszcze przypominał ten lapsus językowy Ziobry. Nie było to jednak przejęzyczenie. Pamiętam, że sam wtedy zastanawiałem się, jak to było możliwe. Mnie nigdy nie przyszłoby do głowy, by w ten sposób odmienić w celowniku imię i nazwisko Donalda Tuska. I właśnie ten skecz pomaga zrozumieć, skąd taka odmiana. „Ja pożyczyłem Maliniakowi, Maliniak Rajtmanu, Rajtman Gutmanu, Gutman panu, a pan mnie.” Nie powiedział: Rajtamanowi, Gutmanowi, tylko Rajtmanu, Gutmanu. Najwyraźniej ten żydowski polski jest takim zepsutym polskim, jak jidysz jest zepsutym niemieckim. I najwidoczniej nie jest to martwy język, skoro Ziobrze nieopatrznie, może nawet podświadomie, wymknęła się taka odmiana i zdemaskowała go. Mnie w każdym razie bardzo spodobało się to „Donaldu Tusku” i dlatego zapamiętałem.

Czy Michalkiewicz świadomie zdemaskował Ziobrę? Bardzo możliwe, że nie. Wszak obaj należą do tej samej nacji. A może uważał, że nikt sobie nie skojarzy tego błędu z żydowskim żargonem? Jedno nie ulega wątpliwości, że udawanie kogoś innego, niż się jest, wymaga ciągłej samokontroli. A to wcale nie jest takie proste, nawet dla Żydów.

Stare gazety

Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy jeszcze czytałem „Najwyższy Czas”, zamieszczał w nim swoje artykuły, jeśli dobrze pamiętam nazwisko, Marek Koprowski. Mieszkał w azjatyckiej części Rosji i to jej poświęcał swoją uwagę. W jednym z nich napisał o tym, jak tamtejsze władze patrzyły z nieufnością na kogoś, kto, tak jak on, chodził do biblioteki i przeglądał stare gazety. Czego on tam szukał? Zapewne nie musiał niczego szukać. Wystarczy, że czytał i porównywał to, co pisano wtedy, z tym co się pisze obecnie. I to wystarczy. Ale dla władzy to bardzo niewygodna praktyka, bo demaskuje ją. Po latach widać, jak niewiele miały wspólnego z rzeczywistością miraże roztaczane przez polityków, pragnących jedynie pozyskać głosy wyborców. Czas jest brutalnym weryfikatorem, a może raczej demaskatorem prawdziwych intencji wielkich tego świata. Jak to mówią Rosjanie: Pażywiom, uwidim. No więc dożyliśmy i zobaczyliśmy, po co przyjęto kraje Europy wschodniej do unii.

Ja zachowałem sobie jeden taki stary dodatek „+Plus-Minus” do weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” z dnia 14-15 grudnia 2002 roku. Na pierwszej stronie u góry napis: „Po dramatycznych negocjacjach Unia przyjęła wszystkie żądania Polski”. A poniżej, wielkimi literami: „Dzień dobry, Europo”. Pod nim duże zdjęcie, na którym na pierwszym planie uśmiechnięty premier Leszek Miller z uniesioną na wysokość ramienia prawą dłonią. W tle, na drugim planie, Włodzimierz Cimoszewicz w rozpiętej marynarce. Widać więc krawat, którego koniec wyraźnie sięga poniżej paska spodni. Nie wiedział partyjny aparatczyk, że elegancko zawiązany krawat sięga końcem do paska spodni, nie wyżej i nie niżej. Ale skąd on mógł wiedzieć? Przecież on dopiero wchodził do Europy.

We wstępie do swojego artykułu również zamieszczonego na pierwszej stronie, Jędrzej Bielecki pisze:

„Jesteśmy już niemal w Unii Europejskiej. – Wszystkie nasze postulaty zostały przyjęte – oznajmił premier Leszek Miller po kilkunastogodzinnych negocjacjach na szczycie UE w Kopenhadze.”

Polska delegacja w Kopenhadze to: Danuta Hübner, Marek Pol, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Grzegorz Kołodko i Jarosław Kalinowski.

W dolnej części pierwszej strony zamieszczony jest również komentarz redakcji, zatytułowany „Unia zaprasza, Polska decyduje”. Poniżej jego treść:

Decyzja zapadła. To już nie deklaracje, to czyn. Europa nas chce. Unia Europejska pragnie nas widzieć w swoim gronie. Swoją wolę poparła w Kopenhadze rozsądnymi ustępstwami, także finansowymi. O tym, czy to zaproszenie przyjmiemy, czy chcemy należeć do Unii, zadecyduje polskie referendum. Dla nas, Polaków decyzja nie powinna być trudna. Dla jej podjęcia nie trzeba nawet odwoływać się do skądinąd słusznych haseł i emocjonalnych deklaracji o chwili dziejowej i historycznym wymiarze ani do wspomnień o czasach komunizmu.

Wystarczy na zimno uświadomić sobie, w którym miejscu jesteśmy teraz. A znajdujemy się, niestety, wciąż w przeszłości. Z winy historii, ale nie bez własnych zaniedbań. W wielu dziedzinach, szczególnie w gospodarce i poziomie życia ludzi, krok, raczej kilka kroków za Europą. Jest to dystans, który być może zdołalibyśmy odrobić sami, ale z pewnością ani za życia tego, ani kilku następnych pokoleń. Świat zmienia się zbyt szybko, Europa nie będzie na nas czekać, samotny wysiłek musiałby się okazać za wielki. A na dodatek trzeba byłoby go dokonywać zgodnie z regułami gry, które inni ustalili dla siebie i dla nas, ale bez naszego udziału.

Wchodząc do Unii Europejskiej, możemy dokonać wielkiego kroku – przejść z przeszłości do współczesności czyli do Unii. Do jedynego miejsca, z którego prowadzi droga w przyszłość. Poza Unią jest oczekiwanie na cud. Ale my nie cudu potrzebujemy, ale europejskiej normalności. – Zespół „Rzeczpospolitej”.

„Rzeczpospolita” zamieściła też wypowiedzi byłych premierów III RP. Poniżej ich fragmenty.

Tadeusz Mazowiecki: Wejście do Unii Europejskiej jest ostatecznym zamknięciem podziału Europy, podziału jałtańskiego. Polsce daje to szanse na wyrównanie poziomu cywilizacyjnego z Europą Zachodnią. Ten podział trwa dłużej niż od czasu wprowadzenia w Polsce komunizmu.

Jam Krzysztof Bielecki: Musimy też nauczyć się wydobywać obiecane nam pieniądze. Składkę Unia ściągnie z nas bezlitośnie, a my musimy umieć odzyskać te pieniądze i jeszcze więcej – 10 miliardów euro w trzy lata. To gigantyczna praca.

Hanna Suchocka: Nie ma dla nas innego miejsca na kontynencie, jak w UE. Europa się organizowała, jednoczyła, gdy my byliśmy odgrodzeni od niej murem. Jeśli chcemy powrócić do naszych korzeni, odzyskać kontakt z Europą, to nie mamy innej drogi.

Józef Oleksy: Sfinalizował się proces niesłychanej doniosłości, na miarę naszej historii, dopełniający polską transformację po dziejowym przełomie 1989 roku. Jeśli dalej wszystko potoczy się pomyślnie, będziemy mogli mówić o nowym etapie w życiu, w rozwoju Polski.

Jerzy Buzek: Zakończenie kilkuletnich negocjacji to ciężka praca kolejnych rządów, parlamentów i samych obywateli. To moment wielkiego triumfu. Kilkanaście lat temu nie wyobrażaliśmy sobie, że coś podobnego może nas spotkać.

Zamieściłem tylko fragmenty ich wypowiedzi, bo to takie zwyczajne pustosłowie. Jedynie wypowiedź Jana Olszewskiego zasługuje na to, by ją w pełni przytoczyć:

„To, że UE doda trochę pieniędzy, było do przewidzenia. Nie zmienia to samego założenia, że zostaliśmy przyjęci na zupełnie innych zasadach niż byli przyjmowani pozostali członkowie. To tworzy wewnątrz Unii podział na członków właściwych, pierwszej kategorii, i nowych – drugiej kategorii. Warunki uzyskane w negocjacjach z UE nie gwarantują, że uzyskamy szansę na wyrównanie poziomu rozwoju gospodarczego z resztą Europy. Raczej odwrotnie – utrwali się podział na dwie strefy. To fatalne dla przyszłości Unii, Polski i Europy. Moim zdaniem żaden z Polaków nie ma prawa zaakceptować takiego układu.

Kiedy byłem premierem, problemem głównym było wyprowadzenie z kraju wojsk rosyjskich i wejście do euroatlantyckiego układu bezpieczeństwa. Od kiedy znaleźliśmy się w NATO, jesteśmy po tamtej stronie. Wchodzenie do struktur europejskich jest sprawą wtórną. Nie jest tak, że musimy wejść do Europy, bo inaczej pozostaniemy poza nią. My jesteśmy w Europie tak samo jak Norwegia, która nie jest członkiem UE.”

Kiedyś Aleksander Dumas napisał powieść Trzej muszkieterowie, a rok później dopisał dalszy jej ciąg, czyli Dwadzieścia lat później. I w przypadku tego „wielkiego wydarzenia” mija właśnie 20 lat. Podstawowe pytanie jakie wypada sobie zadać, to: Jaki był cel łączenia rozwiniętej gospodarczo Europy zachodniej i nierozwiniętej Europy wschodniej? Jeśli różnice w rozwoju tych dwóch części Europy sięgały zamierzchłych czasów, to znaczy, że ten podział był bardzo głęboki. Można wręcz powiedzieć, że sięga on podziału Imperium Rzymskiego na część wschodnią i zachodnią. Jednak, nie cofając się aż tak daleko w przeszłość, wypada zadać sobie proste pytanie: Jaki interes miałyby mieć państwa Europy zachodniej w dofinansowaniu rozwoju państw Europy wschodniej? No bo jak inaczej miałoby odbyć się wydźwignięcie zacofanych gospodarczo państw i wyrównanie poziomu? Jednak takie dofinansowanie oznaczałoby poprawę szeroko pojętej infrastruktury tych państw: budowę nowoczesnych dróg, kolei, modernizację telekomunikacji itp. Nie oznaczałoby to, że te państwa staną się producentami wszelkiego rodzaju dóbr i usług, które zapewniły państwom Europy zachodniej rozwój, bogactwo i przewagę nad Europą wschodnią i nie tylko nad nią. A skoro tak, to podział na dwie Europy pozostanie, utrwali się i pogłębi się.

Nic nie wyszło z wyrównywania poziomów rozwoju gospodarczego, co, po dwudziestu latach od tamtego czasu, jest dziś faktem. A co w takim razie z drugim filarem, czyli bezpieczeństwem, które miało zapewnić Polsce wejście do NATO? W tym wypadku jest jeszcze gorzej, bo NATO wciąga Polskę w wojnę na Ukrainie, a więc mowy o żadnym bezpieczeństwie być nie może. No więc nasze „Dwadzieścia lat później”, to wojna na Ukrainie i coraz częstsze głosy o potrzebie wyjścia z unii. Mają więc rację Rosjanie, czy może raczej władze rosyjskie, że czytanie starych gazet nie jest wskazane, wprost przeciwnie. Ci, którzy kiedyś palili książki, dobrze wiedzieli, co robili. W końcu uporano się z tym problemem, bo internet eliminuje tego typu zagrożenia, że jakieś niepoprawne myśli czy idee trafią przypadkiem do ludzi, do których trafić nie powinny.

Po co więc była ta cała hucpa z rozszerzeniem unii na wschodnią Europę? Pożyliśmy, dożyliśmy i zobaczyliśmy. Zobaczyliśmy Majdan w 2014 roku. W cytowanej przeze mnie w poprzednim blogu książce Życie polskie w dawnych wiekach jest wyjaśnienie tego słowa: W niektórych zamkach zajmował dziedziniec obszar bardzo znaczny; z ruin dotąd zachowanych zamku w Ogrodzieńcu domyślać by się można kilkumorgowej przestrzeni wewnętrznego, głównego dziedzińca. Służył taki dziedziniec za majdan, czyli punkt zborny załogi, a przy uroczystych sposobnościach za widownię obchodów, festynów, tzw. tryumfów, zjazdów i igrzysk rycerskich, którym z osobnej loggii przypatrywały się damy.

Głównym zawołaniem tego Majdanu było: My chcemy do Europy! Ale czy ten postulat, to żądanie, czy to było by możliwe, gdyby żaden z krajów Europy wschodniej nie był członkiem unii europejskiej, a w szczególności Polska, która sąsiaduje z Ukrainą? – I tu jest pies pogrzebany! Gdyby żaden z krajów Europy wschodniej nie był członkiem unii europejskiej, to takie zawołanie nie miałoby sensu. I tu rodzi się kolejne pytanie: Czy ktoś, kto po rozpadzie prządku jałtańskiego planował włączenie państw Europy wschodniej do NATO i unii europejskiej, czy ten ktoś już wtedy planował wojnę na Ukrainie i traktował to włączenie jako etap przejściowy do tej wojny? Wszak to tylko 10 lat. Polska weszła do unii w 2004 roku, a Majdan zaczął się w 2014 roku.

I dzieje się rzecz dziwna. Polska, będąca członkiem drugiej kategorii, Polska, która, podobnie jak inne kraje, wdrożyła u siebie prawo unijne i uznała jego wyższość nad polskim, ta Polska otwiera granicę z Ukrainą, granicę, która jest granicą zewnętrzną unii, a więc decyzję o jej otwarciu musiała podjąć unia, czyli ktoś, kto nią faktycznie rządzi. To nie polski rząd decydował. On tylko wykonał polecenie swoich nieznanych przełożonych. Co to oznacza w praktyce? Oznacza to rozpad unii w tym kształcie. To tak jakby ktoś podkopał w jednym miejscu fundament budynku. Co dalej będzie się działo z takim budynkiem, tego chyba już nie muszę tłumaczyć.

Po raz pierwszy weszła Polska do Europy, przyjmując chrześcijaństwo i akceptując zwierzchność władzy cesarza niemieckiego i papieża. Wchodząc w unię z Litwą, wyszła Polska z Europy i jednocześnie zanegowała zwierzchność cesarza niemieckiego i papieża. I teraz znowu Polska, angażując się w wojnę na Ukrainie i tworząc z nią unię, o czym się nie mówi, a co się dzieje – wychodzi z Europy. Czy tak będzie lepiej, jak próbują nam wmawiać internetowi gdakacze? (Nie ma w słowniku języka polskiego słowa „gdakacz”, więc wygląda na to, że je wymyśliłem.). Historia pokazuje, że na mariażach ze wschodem wyszła Polska, a raczej Polacy, jak Zabłocki na mydle.

Czyje państwo?

Czy polskie wojsko pojawi się na Ukrainie? Leszek Sykulski twierdzi, że tak i w swoich licznych wystąpieniach coraz głośniej to akcentuje. Czy to możliwe? Na taki scenariusz wydarzeń wskazywać mogą również zakupy broni przez Polskę m.in. w Korei oraz szykowane ustawy, dotyczące ochrony ludności cywilnej itp. Wydaje się, że taki rozwój wydarzeń jest wysoce prawdopodobny i to nie tylko ze względu na czynione przygotowania, bo stara łacińska sentencja brzmi: Si vis pacem, para bellum – Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Jednak Rzymianie nie byli pierwszymi, którzy przekazali tę myśl potomnym. Wcześniej uczynił to Platon, a jeszcze wcześniej Sun Tzu. Jednak w przypadku Polski wcale nie chodzi o odstraszanie potencjalnego agresora, ale o wejście do toczącej się pomiędzy jej sąsiadami wojny. A to zupełnie co innego.

Wydaje się, że walka w nie swojej sprawie i nie w obronie własnych interesów jest cechą permanentną państwa, które powstało w wyniku unii personalnej w 1385 roku, kiedy to królem Polski został Litwin – Władysław Jagiełło. Bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku jest tego najlepszym dowodem. Kazimierz Wielki zawarł z Krzyżakami pokój i nie stanowili oni już zagrożenia. Nie miała więc Polska żadnego interesu, by wszczynać z nimi wojnę. Natomiast Litwa i owszem, miała taki interes, bo w bitwie nad Strawą (1348) pomiędzy zakonem krzyżackim a Wielkim Księstwem Litewskim, Księstwo to straciło Żmudź. Po I pokoju toruńskim (1411) Litwa odzyskała ją, a Polska nie zyskała nic.

Wojna trzynastoletnia (1454-1466) była wynikiem tego, że Związek Pruski zwrócił się do króla polskiego z prośbą o przyłączenie Prus do Polski. Rada królewska zaakceptowała prośbę i król ogłosił swoją decyzję. W wyniku II pokoju toruńskiego (1466) Polska odzyskała Pomorze Gdańskie, utracone przez Łokietka. Otoczenie króla zadecydowało, że Polska nie będzie w stanie wchłonąć całych Prus. Co to było za otoczenie, to zainteresowanych odsyłam do bloga „Prusy”. I tak dokonał się podział na Prusy Królewskie, włączone do Polski i Prusy Zakonne, które po Hołdzie Pruskim (1525) stały się Prusami Książęcymi – państwem świeckim. Konsekwencje tego stanu dały znać o sobie u progu II wojny światowej, gdy ten „korytarz”, czyli dawne Prusy Królewskie, przeszkadzał Niemcom w lądowym połączeniu z Prusami, tak jak kiedyś Żmudź przeszkadzała zakonowi krzyżackiemu w połączeniu Prus z Inflantami. I takie to były konsekwencje polityki Jagiellonów, którzy tylko wykonywali polecenia swoich nieznanych przełożonych. Później było jeszcze gorzej.

Głównym celem unii lubelskiej, a więc unii realnej, tworzącej wspólne państwo polsko-litewskie, była pomoc polskiego wojska w celu obrony ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego, które to ziemie Księstwo odebrało Rusi Kijowskiej i o które upomniała się Moskwa, gdy wyzwoliła się spod mongolskiej dominacji. I stąd te wojny północne z Moskwą i ze Szwedami o Inflanty oraz wojny na południowym wschodzie z Turkami. Takie były konsekwencje unii z WKL, które rozciągało się od morza do morza i istotnie było wielkim. To nie był polski interes i nie polskie ziemie. A polskie ziemie, głównie Śląsk z przewagą polskiej ludności, oddano bez walki. Taki to był biznes i taka polityka. Przecież w normalnym państwie władze dbałyby przede wszystkim o własne ziemie i ich utrzymanie lub odbicie.

Kolejną hucpą była Odsiecz Wiedeńska (1683). Znowu nie we własnym interesie, chyba raczej Kościoła katolickiego: robienie za przedmurze chrześcijaństwa, czyli dla idei, a nie – dbanie o własne sprawy. Ale takie to było dziwne państwo ta Rzeczpospolita Obojga Narodów, w którym interesy jednego narodu stawiano ponad interesami – drugiego.

Następne bezsensowne działanie to udział wojska polskiego w wojnie Napoleona z Rosją. Napoleon stworzył Księstwo Warszawskie, by pozyskać rekruta na tę wojnę. A później, po klęsce, wykorzystał je do swoich celów w Hiszpanii i w zamorskich operacjach.

Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku i początkowo były to ziemie utworzonego wcześniej przez Niemców Królestwa Polskiego, do którego dołączono ziemie zaboru pruskiego i austriackiego. Po rewolucji 7 listopada 1918 roku w Niemczech, kordon wojsk niemieckich, oddzielających Europę od Rosji bolszewickiej, sypie się i w lutym 1919 roku marszałek Foch wydaje rozkaz, by w miejsce ustępujących wojsk niemieckich wkroczyły wojska polskie. I w ten sposób kształtuje się front polsko-bolszewicki. W konsekwencji doprowadzi to do wojny 1920 roku. Była więc początkowo Polska państwem złożonym z ziem polskich: Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza i Pomorza Gdańskiego. Komuś jednak najwyraźniej zależało na tym, by powstała inna Polska i zadecydował, że to polskie wojsko ma „bronić” Europy przed bolszewicką nawałą. A ta bolszewicka nawała była ustawką, pretekstem do zajęcia przez wojsko polskie ziem, należących kiedyś do Rusi Kijowskiej. W tamtym czasie bolszewicy nie pokonali jeszcze białych, jeszcze walczył Denikin, Wrangel i inni. Nie mieli szans na przeniesienie rewolucji do Niemiec, bo zbyt wiele ich sił wiązali biali.

W 1919 roku w maju i w październiku strona polska i bolszewicka prowadziły tajne rozmowy. Pod koniec kwietnia 1920 roku bolszewicy koncentrują wojska na froncie północnym, Piłsudski przerzuca swoje wojska na Wyprawę Kijowską. 14 maja wojska bolszewickie uderzają na froncie północnym. Piłsudski przerzuca dywizje z Ukrainy na ten front. 26 sierpnia resztki rozbitych pod Warszawą wojsk bolszewickich próbują utworzyć front biegnący od Grodna przez Białowieżę do Kamieńca Litewskiego i Tyszowca. W tym czasie stan liczebny armii polskich wzrasta do 900 tysięcy. I dopiero po miesiącu, bo 21 września, Piłsudski decyduje się uderzyć na bolszewików. 22 września ma miejsce bitwa niemeńska, która ostatecznie rozbija wojska bolszewickie. 21 września, na tajnej konferencji, kilku członków CK partii podejmuje decyzję o skierowaniu wszystkich sił przeciwko Wranglowi. 8 października wojska polskie docierają pod Mińsk. Bolszewickie władze miasta uciekają. Droga na Moskwę wolna. 12 października podpisano wstępny traktat pokojowy pomiędzy Polską i bolszewikami.

Takie to dziwne i niezrozumiałe na pozór rzeczy działy się na tej wojnie. Dopiero, gdy uświadomimy sobie, że w tej wojnie chodziło tylko i wyłącznie o to, by do ziem, które przyznano Polsce na konferencji wersalskiej, dołączyć ziemie wschodnie, to przebieg tej wojny będzie bardziej zrozumiały.

Linia frontu w grudniu 1917 i obszar okupowany przez państwa centralne po traktacie brzeskim; źródło: Wikipedia.

11 listopada 1918 roku Niemcy podpisały akt bezwarunkowej kapitulacji na zachodzie, ale ich wojska na wschodzie nadal miały pozostać pod bronią. W marcu 1918 roku bolszewicy podpisali z Niemcami traktat pokojowy w Brześciu. W listopadzie powstało państwo polskie i pomiędzy jego wschodnią granicą a granicą niemiecką z Rosją Radziecką wytworzył się pas ziemi niczyjej. Gdy w Niemczech wybuchła 7 listopada rewolucja, żołnierze zaczęli masowo dezerterować i opuszczać jednostki wojskowe. W lutym 1919 roku na ich miejsce weszło wojsko polskie. Na wieść o rewolucji w Berlinie bolszewicy unieważniają postanowienia traktatu brzeskiego i ruszają na podbój Europy. Wcześniej takiego zamiaru nie mieli, bo podpisali z Niemcami traktat pokojowy, by wszystkie siły skierować przeciwko białym, a teraz im się odmieniło. Jeszcze nie uporali się z nimi i mieli przed sobą dwa lata walk, a już chcieli podbijać Europę. Taka to była nawała, dla picu. Wszystko wcześniej wyreżyserowane i ustalone. Ale Polska „obroniła” Europę przed tą „nawałą” i dlatego w nagrodę dostała ziemie na wschodzie. – A kto to wszystko wyreżyserował? Kto zgadnie?

I znowu wykorzystano Polaków do walki o nie swoje ziemie. Dostarczono broń i amunicję, umundurowanie, konie, wyżywienie itp. Po pokoju ryskim (1921) II RP uzyskała granice, które przetrwały do 1939 roku. W nagrodę zaserwowano później Polakom Katyń i Wołyń. Nie było by tego, gdyby Polska pozostała w swoich etnicznych granicach z 1918 roku. Wojna 1920 roku nie była zwycięstwem. Była porażką dla narodu polskiego, któremu przyszło żyć w jednym państwie z wrogimi mu Litwinami, Ukraińcami i Białorusinami. Każda z tych nacji mogła mieć własne państwo, tak jak stało się to po 1989 roku. Komuś to jednak nie pasowało.

W 1939 roku zostali Polacy podstępnie wciągnięci do wojny z przeciwnikiem, z którym nie mieli szans wygrać. „Sojusznicy” ich oszukali, mamiąc szybką pomocą, a masońskie władze II RP, które doskonale wiedziały, że żadnej pomocy nie będzie, cynicznie nawoływały naród do obrony ojczyzny. Później walczył on na wszystkich frontach Europy zupełnie bezsensownie, nie mając w tym żadnego interesu.

Po wojnie, wbrew obowiązującej propagandzie, na ziemie poniemieckie przesiedlano kresowe mniejszości i tym sposobem Polska znowu stała się państwem wielonarodowym. Po 24-tym lutego tego roku kolejne przesiedlenie, prawdopodobnie około 10 milionów Ukraińców, zmienia diametralnie strukturę etniczną społeczeństwa polskiego. Jednak już te powojenne przesiedlenia spowodowały to, że mniejszość ukraińska zyskała w Polsce silną pozycję. To oczywiście wszystko dzięki Żydom, którzy rządzą w tym kraju już od czasów po powstaniu styczniowym. Efekt jest taki, że ta żydowsko-ukraińska władza wyśle na Ukrainę wojsko polskie, które znowu będzie walczyć nie o interes Polski i Polaków, ale o interes jakichś nieznanych przełożonych, którzy dążą do stworzenia nowego państwa polsko-ukraińskiego.

Państwo polskie skończyło się w 1385 roku wraz z wstąpieniem na tron królewski Litwina i powstaniem unii personalnej, łączącej Polskę i Litwę. Dla Polaków nigdy nic dobrego nie wyszło z tego angażowania się na wschodzie i tym razem też nic dobrego nie wyjdzie. To wróży tylko nowe nieszczęścia. Mają Polacy pecha, że żyją w państwie, które nie jest ich państwem i nie dba o ich interesy. Wszystko wskazuje na to, że mamy początek końca czegoś, co można nazwać polskimi ziemiami etnicznymi. Ukraińcy są już w całej Polsce i będzie ich coraz więcej. Atak Rosjan na infrastrukturę energetyczną na całej Ukrainie spowoduje kolejną falę uchodźców do Polski. Tak jakby Rosjanie umówili się z Amerykanami. To już nie jest atak na cele wojskowe. On jest tylko i wyłącznie po to, by wzbudzić tę falę uchodźców. Wyłania się scenariusz podobny do tego w Kosowie, gdzie kolebka serbskiej państwowości zamieszkana jest przez muzułmanów, a Serbowie to tylko około 10% tamtej społeczności. Różnica jest taka, że Serbowie mają własne państwo, a Polacy – nie.

Analiza

Z jednej strony mamy wojnę na Ukrainie, a z drugiej – coraz bardziej gorączkowe przygotowania do, zdaje się, przyszłorocznych wyborów. Szykowane są dwa nowe ugrupowania, czy może nawet partie. Twarzą jednej z nich jest Wojciech Olszański – pajac i przebieraniec, Ukrainiec, który gra polskiego patriotę. Twarzą drugiej jest Maciej Maciak z kanału „Musisz to wiedzieć”. On, podobnie jak Olszański, tworzy struktury terenowe i ma już ponoć swoich przedstawicieli w wielu gminach. To niby jest antysystem, ale do zabawy w politykę potrzebne są duże pieniądze, a żaden z nich takich nie ma. Wypada więc zapytać skąd je mają? Odpowiedzi na to pytanie nie będzie, ale łatwo się domyślić, kto ma pieniądze w takich ilościach, że może sobie pozwolić na taką rozrzutność.

Za antysystem, czy może za osobę starającą się obiektywnie oceniać naszą rzeczywistość, uważany jest też Leszek Sykulski, geopolityk, geostrateg. On, zapytany o to czy będzie startował w wyborach, odpowiedział, że nie wyklucza takiej możliwości, co w praktyce oznacza, że prawdopodobnie wystartuje. A skoro tak to może warto bliżej zapoznać się z jego sposobem interpretacji otaczającej nas rzeczywistości.

Na swoim kanale w odcinku Wojna na Ukrainie i jej konsekwencje dla bezpieczeństwa Polski z 10 października analizuje on bieżącą sytuację. Ja starałem się wybrać z niego to, co najistotniejsze.

Na początku Sykulski przedstawia swoje 4 hipotezy:

  • nie chodzi o żadną Ukrainę (1)
  • Rosja nie prowadzi pełnoskalowej wojny na Ukrainie (2)
  • tę wojnę można było przerwać (3)
  • ta wojna jest częścią znacznie szerszego procesu, całej kaskady konfliktów, które nas dopiero czekają (4)

Te konflikty według Sykulskiego to:

  • celem Rosji jest nowy traktat bezpieczeństwa w Europie
  • relacje Bliski Wschód (Izrael) – Stany Zjednoczone
  • Daleki Wschód: Chiny i Tajwan

Wokół tych trzech puntów toczy się gra. Wojna na Ukrainie jest sztucznie przeciągana. Gdyby Rosja chciała zaangażować wszystkie siły: powszechną mobilizację i nowoczesny sprzęt, to wygrałaby tę wojnę w ciągu kilku tygodni.

Niemcy chcą stworzyć w Europie państwo federacyjne, którego motorem będą trzy stolice: Berlin, Paryż i Rzym. Gra idzie o wyparcie wpływów amerykańskich z Europy. O słabnięciu Ameryki ma też świadczyć zachwianie pozycji dolara i jego dominacji w transakcjach za ropę.

Proces dehumanizacji. Transhumanizm – przekształcenie człowieka w istotę postludzką, wykorzystując wszelkie możliwe osiągnięcia technologiczne. Połączenie człowieka z komputerem. Przeniesienie świadomości człowieka do sztucznej inteligencji, połączenie mózgu człowieka z komputerem. Na etapie przejściowym wykorzystanie mikroczipów wszczepianych do mózgu czy w organizm człowieka. Wykorzystanie nanotechnologii do monitorowania efektywności chociażby żołnierzy na polu walki.

Klaus Schwab mówi o IV-tej rewolucji przemysłowej:

  • I rewolucja przemysłowa to wiek pary
  • II – to masowa produkcja, energia elektryczna
  • III – to komputer, rewolucja informatyczna
  • IV – to sztuczna inteligencja, internet rzeczy, możliwości ingerowania w genom człowieka, możliwość produkcji człowieka poza organizmem ludzkim

Jeżeli zwrócimy uwagę na proces inwigilacji człowieka, na proces ingerencji w genom człowieka, czyli wprowadzanie w życie ideałów transhumanizmu czy posthumanizmu, to mamy tu wiele punktów wspólnych. W Chinach są daleko posunięte eksperymenty posthumanistyczne, a drugim największym na świecie stowarzyszeniem transhumanistów jest rosyjskie towarzystwo transhumanistyczne.

Cele Rosji w wojnie na Ukrainie, to jest zmiana struktury narodowościowej w Europie Środkowej. Jednym z tych celów jest zmiana granic Ukrainy, jest dezintegracja państwa ukraińskiego. Chodzi także o radykalizację postaw na zachodniej Ukrainie, radykalizację wśród najbardziej nacjonalistycznego środowiska na Ukrainie, który ma być czynnikiem destabilizacji Europy Środkowej.

Stany Zjednoczone mają mieć kordon sanitarny między Niemcami a Rosją, czyli idea Międzymorza, ale Międzymorze bez Białorusi i Ukrainy jest słabym Międzymorzem. I takie Międzymorze jest ideą Stanów Zjednoczonych.

Wojna, im dłużej będzie trwała, tym bardziej będzie petryfikować zmiany narodowościowe w tej części Europy, które będą stanowić doskonałą okazję do lokowania agentury nielegalnej. Taki agent czy oficer wywiadu pod przykrywką uchodźcy, imigranta zarobkowego, który otrzymuje azyl, pozwolenie na pracę, jest bardzo często przez wiele a nawet kilkanaście lat nieaktywny. Jest uśpionym agentem, oficerem. Wtapia się w społeczeństwo. Może być księgowym, może pracować w oddziale ksiąg archiwalnych, w urzędzie stanu cywilnego. Jestem przekonany, że dziś mamy do czynienia z ogromną operacją plasowania agentury rosyjskiej na terytorium Europy Środkowej i my sami ich zapraszamy. Te otwarte granice to okazja, by Rosjanie mogli lokować tutaj swoja agenturę.

Natomiast zmiana struktury etnicznej, to nic innego, jak bomba z opóźnionym zapłonem. To jest możliwość podpalenia tej części Europy, gdy zajdzie taka potrzeba. I jest to jeden z celów rosyjskich.

Drugie to potężne osłabienie gospodarcze Europy i żywnościowe. Brak dostaw żywności do krajów biedniejszych wywoła falę emigracji do Europy, która nie będzie na to przygotowana.

Rosjanie wciągają Polskę w swoją grę. Polska jest na drugim miejscu, jeśli chodzi o wsparcie militarne Ukrainy, po Ameryce. Pod względem PKB – państwa bałtyckie, czyli główny ciężar wsparcia spadł na państwa Międzymorza.

Wielka akcja przesiedleńcza, to co obserwujemy obecnie, to nie jest żadna pomoc uchodźcom. Osobom, którym nadano status uchodźcy, to margines. Ma to na celu stworzenie obszaru zaplecza siły roboczej, ponieważ Niemcy mają swoją wizję Mitteleuropy. To ma być obszar taniej siły roboczej i to zapewni im ta emigracja.

Potencjalna wojna na Bliskim Wschodzie. Wyraźnie widać, że Izrael prze do wojny. Nie chodzi o Iran. Celem jest CHRL, która zaopatruje się w ropę w rejonie Zatoki Perskiej. Iran jest jednym z najważniejszych partnerów handlowych CHRL. Chodzi więc o storpedowanie idei Jedwabnego Szlaku, która zintegrowałaby cały kontynent Euroazjatycki.

Czy dzisiejsze państwa są najważniejszymi graczami? Niekoniecznie. Pytanie tylko, czy dzisiaj państwa są właścicielami korporacji, czy korporacje właścicielami państw? Jeśli prześledzimy historię ostatnich 200 lat, tego jak kształtowała się elita finansowa, jak coraz większą rolę zaczynają odgrywać fundusze inwestycyjne, potężne jak BlackRock, Vanguard. Jak deep state (głębokie państwo), które nie tylko w Stanach Zjednoczonych ukształtowało się, to widzimy, że ta struktura jest o wiele bardziej złożona niż nam się próbuje przedstawić w mediach głównego nurtu.

4-ta hipoteza wielkiego resetu

Wojna na Ukrainie ma przyspieszyć wdrażanie wielkiego resetu, czyli tworzenia nowego ładu międzynarodowego. Chodzi o całkowicie nowy model społeczny, chodzi o wyeliminowanie gotówki z naszego życia. Pandemia 2020 zlikwidowała terroryzm. Putin też nagle zlikwidował koronawirusa.

Uniwersalny dochód gwarantowany z powodu rosnącego bezrobocia wywołanego automatyzacją i cyfryzacją procesów gospodarczych. Ale on nie za darmo. Ten, kto się podda cyfrowej kontroli będzie miał dochód gwarantowany. I te wszystkie teorie spiskowe o zaczipowaniu ludzi stają się dziś rzeczywistością.

Dzisiaj walki nie wygrywa się na polu bitwy. Ona się rozgrywa w świadomości ludzkiej. Najważniejszą suwerennością, której należy bronić, to jest suwerenność kulturowa, o której w ogóle nie mówi się w polskich mediach. Pojęcie prawdy jest zastępowane pojęciem narracji. Potężne zagrożenie to zdobywanie władzy nad państwami przez ponadnarodowe korporacje. Tu się buduje barykady, nie płoty na granicy, ale na uniwersytetach, w szkołach, w domu rodzinnym. Jeżeli dzisiaj polski rząd w polskiej przestrzeni informacyjnej nie ma władzy nad korporacjami, które zgarniają grube miliardy na polskim społeczeństwie, mówię o korporacjach medialnych typu korporacje amerykańskie, media społecznościowe, gdzie te korporacje wpływają w sposób bezpośredni na wyniki wyborów i bieżącą scenę polityczną w Polsce. Rząd polski nie ma nad tym żadnej kontroli. Tu się zaczyna walka, a nie od 300-tysięcznej armii. A ta najważniejsza wojna, to jest wojna niewidzialna, tą suwerennością, od której zaczyna się mówienie o niepodległości Rzeczypospolitej to jest suwerenność kulturowa.

Tak to wygląda według Sykulskiego, który jest obecnie postrzegany jako najpoważniejszy, najbardziej profesjonalny geopolityk w polskiej przestrzeni medialnej, kreowany na niezależnego. Czy tak rzeczywiście jest? Czy niezależny komentator może mieć swój własny kanał, który ma ponad 60 tys. subskrybentów? Raczej mało prawdopodobne, jak sądzę.

Osobiście odebrałem jego przekaz jako bardzo chaotyczny i pełen sprzeczności. Przekaz, który niczego nie wyjaśnił, raczej wprowadzi zamęt w głowie. Mówi Sykulski, że Niemcy dążą do wyparcia Ameryki z Europy, a Stany Zjednoczone chcą mieć kordon pomiędzy Niemcami a Rosją. Tylko po co im ten kordon? I czy Niemcy mogą wyprzeć Amerykę z Europy, jeśli na ich terenie stacjonują wojska amerykańskie?

Rosja, według Sykulskiego, dąży do destabilizacji Europy Środkowej. Otwarta granica to okazja dla lokowania rosyjskiej agentury. Ale otwarta jest granica pomiędzy Polską i Ukrainą. Jeśli przez tę granicę przechodzi rosyjska agentura, to musi być to marnej jakości agentura, bo dla dobrej agentury nie istnieją granice. A poza tym Rosja ma w Polsce swoją agenturę już od czasów przedrozbiorowych. Za czasów Związku Radzieckiego nic się zmieniło. Rosja nie musi tworzyć w Polsce agentury, ona ma ją tu cały czas.

Zmiana struktury etnicznej to cel Rosji, służący do destabilizowania tej części Europy. Tylko co na tym zyska Rosja? Zdaniem Sykulskiego to Rosjanie wciągają Polskę w swoją grę. – A nie Amerykanie? Wygląda na to, że wraz z decyzją o kandydowaniu w wyborach zmieniła się Sykulskiemu optyka i wszystkiemu winna Rosja.

Akcja przesiedleńcza ma na celu stworzenie taniej siły roboczej. A nie stworzenie z Ukraińców polskiej inteligencji, jak oświadczył Gowin? Ukraińcy są zatrudniani nie tylko w korporacjach na stanowiskach robotniczych. Ukraiński akcent słychać w mediach, reklamach. LOT zatrudnia Ukraińców, a wcześniej zwalniał Polaków.

W końcu stwierdza Sykulski, że to nie państwa są najważniejszymi graczami a korporacje. A skoro tak, to cała ta jego analiza, że to Niemcy, to Amerykanie, to Rosjanie o czymś decydują, nie warta jest funta kłaków. Bo albo państwa decydują, albo korporacje. Na logikę tak to by wyglądało. Jednak czasem jest tak, że państwa wykonują zadania, którym korporacje nie są w stanie podołać. Dotyczy to wojen i masowych przesiedleń. Jest więc tak, że nad państwami i korporacjami jest suweren. Ten sam dla jednych i drugich i kieruje nimi wedle własnego uznania i dla własnych korzyści. O tym jednak Sykulski nie może powiedzieć, bo błyskawicznie zostałby zneutralizowany.

Wojna na Ukrainie ma na celu stworzenie nowego ładu międzynarodowego – twierdzi Sykulski. A New Deal, czyli Nowy Ład? Stworzono go bez wojny, po wielkim kryzysie z 1929 roku.

Wspomina on też o potencjalnej wojnie pomiędzy Izraelem a Iranem, bo Iran jest jednym z najważniejszych partnerów handlowych Chin, które zaopatrują się w ropę w Zatoce Perskiej. Chodzi więc o storpedowanie idei Jedwabnego Szlaku. Tylko co ma piernik do wiatraka? A Ameryka jest chyba większym partnerem handlowym Chin niż Iran. W czyje to interesy bardziej uderzyło by? USA czy Chin?

Na końcu mówi on o tym, że korporacje medialne mają duży wpływ na opinię publiczną i wynik wyborów i że prawdziwa walka odbywa się w świadomości ludzkiej, że w środowisku akademickim dominuje marksizm kulturowy. Najważniejszą suwerennością, której należy bronić jest suwerenność kulturowa. W sumie ostatnie parę minut poświęcił temu, o czym Krzysztof Karoń latami opowiadał na kanale wRealu24 i czemu poświęcił swoją książkę „Historia antykultury”.

To wszystko, o czym mówi Sykulski, można zrealizować bez wojny. „Pandemia” pokazała, że rządy mogą wszystko zrobić, nie licząc się z ludźmi. Mogą skasować tzw. demokrację i rządzić dekretami. Mogą wszystkich zaczipować, a ci, którzy na to nie zgodzą się, nic nie kupią. Nie potrzeba wojny, by zlikwidować gotówkę. Już jest coraz więcej sklepów, w których płacić można tylko kartą. To tylko kwestia czasu. Natomiast dwóch rzeczy nie da się zrobić bez wojny: zmienić granic i dokonać masowych przesiedleń. I po to przede wszystkim jest ta wojna. A że ułatwia ona, a może nawet przyspiesza realizację innych celów, to już inna para kaloszy.

Jedną granicę już zmieniono i przesiedlono kilka milinów Ukraińców na Ukrainę-bis, którą jeszcze niektórzy nazywają Polską. Wszystko zaczęło się dawno temu. Na krótko przed zawarciem unii lubelskiej (1569) włączono do Korony południową część Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli Wołyń i Kijowszczyznę, czyli ziemie obecnej Ukrainy. To było jedno państwo, połączone z tak okrojoną Litwą unią. Komuś najwyraźniej mocno zależy na odtworzeniu takiego państwa, skoro z tego powodu wywołał wojnę. Ale jego odtworzenie będzie wiązało się z kolejną zmianą granic. W tym wypadku będzie to zmiana granicy polsko-niemieckiej.