Nowe cele

Sposób, w jaki jest prowadzona w naszych mediach polityka informacyjna na temat wojny na Ukrainie, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Takiej ilości kłamstw, niedomówień i zamilczania niewygodnych faktów nie było chyba nigdy w naszej rzeczywistości. Ale tak się dzieje nie tylko u nas, ale w całej unii i w Ameryce.

W niedzielę 24 lipca na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł: Były członek CIA Ray McGovern: Media pomijają najistotniejsze posunięcia na rosyjsko-ukraińskim froncie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/ex-cia-ray-mcgovern-media-miss-major-moves-russia-ukraine). Poniżej jego treść:

»Media korporacyjne ignorują bezwzględne uwarunkowania deklarowanego przez Rosję zamiaru przejęcia kontroli nad większym terytorium Ukrainy niż tylko Donieck i Ługańsk. Omówiłem to wczoraj w The Critical Hour i uzupełniłem te wnioski w poniższych akapitach.

W środę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow ogłosił rozszerzone cele Moskwy, wyjaśniając: „Teraz geografia jest inna. To nie tylko Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, ale także obwody chersońskie i zaporoskie oraz szereg innych terytoriów”.

W swoim wywiadzie Ławrow wskazał konkretnie HIMARS (High Mobility Artillery Rocket Systems, produkowany przez Lockheed-Martin) jako rodzaj „broni, która będzie stanowiła bezpośrednie zagrożenie dla naszego terytorium i terytoriów tych republik, które ogłosiły swoją niepodległość (Donieck i Ługańsk).” HIMARS dostarczane na Ukrainę mają zasięg 50 mil, co sprawia, że również łatwo dostępne są cele na Krymie – który, jak twierdzą Kijów (i USA), jest legalnie nadal częścią Ukrainy. Wszystko zależy od „geografii”.

Obstawiam i przebijam

Zaledwie kilka godzin po ogłoszeniu wywiadu z Ławrowem sekretarz obrony USA Lloyd Austin ogłosił, że USA dadzą Ukrainie jeszcze cztery HIMARS-y, co w sumie da razem 16. Austin przechwalał się, że HIMARS już „zrobił różnicę na polu bitwy”.

Ale na którym polu bitwy? Ławrow i rosyjski prezydent Putin nie mogą mieć złudzeń, że szersze, strategiczne „pole bitwy” obejmuje Rosję. Rzeczywiście, to ten sam ograniczony Lloyd Austin, który ujawnił te informacje już trzy miesiące temu:

Jednym z celów USA na Ukrainie jest ujrzenie osłabionej Rosji… Stany Zjednoczone są gotowe poruszyć niebo i ziemię, aby pomóc Ukrainie wygrać wojnę z Rosją”.

Czy Blinken i Biden obudzą się?

Wydaje się pewne, że doradcy Bidena przewidują zaangażowanie się w wojnę zastępczą na Ukrainie przynajmniej do listopada tego roku, kiedy odbędą się wybory uzupełniające w USA. Do tego czasu Demokraci z pewnością nie będą chcieli wyglądać na próżniaków w konfrontacji z Rosją w tej ryzykownej przepychance (którą, prawdę mówiąc, sami sobie stworzyli).

Rzeczywistość jest oczywiście taka, że decydenci amerykańscy idą beztrosko, wzbogacając MICIMATT (i powiększając kasę kampanii), dając Ukrainie zaawansowaną broń – i wymieniając ją w razie potrzeby. To bardzo dobre dla wieloaspektowego biznesu spekulacyjnego. To, co jest naprawdę kłopotliwe, to fakt, że wydaje się, że brakuje zrozumienia tego, że gra toczy się o wysoką stawkę; niewielkie zrozumienie tego, co to znaczy, że Rosja uważa zachowanie USA/NATO na Ukrainie za zagrożenie egzystencjalne – takie, które Rosja jest zdeterminowana usunąć i może to zrobić.

MICIMATT – The Military-Industrial-Counter-Intelligence-Media-Academia-Think Tank Complex – termin stworzony przez politycznego aktywistę, byłego oficera CIA Ray’a McGovern – przyp. W.L.

Im bliżej jesieni i przybywa coraz więcej rakiet HIMARS, ich 50-milowy zasięg i (jak próbował wyjaśnić Ławrow) wymóg „geografii”, może prowadzić do znacznie głębszej rosyjskiej ofensywy daleko poza Donbas. Perspektywy wojskowe dla pełnomocników Waszyngtonu na Ukrainie są już słabe i prawdopodobnie będą się pogarszać w miarę pojawiania się rakiet średniego zasięgu. Zrozumiałe więc, że Putin będzie reagował na działania Stanów Zjednoczonych i ich ryzykowną grę.

Polityka wewnętrzna

Prezydentowi Putinowi nie jest obca rzeczywistość, że prezydenci USA są ograniczani przez wewnętrzne naciski polityczne. W czerwcu 2021 r. przyznał to dobitnie w przemówieniu inauguracyjnym na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu:

Jestem pewien, że na to [polityka USA wobec Rosji] wpływają przede wszystkim wewnętrzne procesy polityczne. Stosunki rosyjsko-amerykańskie stały się w pewnym stopniu zakładnikami wewnętrznych procesów politycznych, które mają miejsce w Stanach Zjednoczonych”.

Moim zdaniem daje to Kremlowi znaczną zachętę do pokonania tego, co pozostało z armii ukraińskiej, i ruszenia na zachód, przejmując kontrolę nad Odessą i zmierzając w odpowiednim czasie w kierunku Mołdawii. Putin zapewne spodziewa się, że administracja Bidena podniesie w pewnym momencie stawkę. Tak więc do października sprawy mogą dość szybko pójść w bardzo złym kierunku.

Konsumenci mediów czekają na szok?

Biorąc pod uwagę doniesienia w stylu Waltera-Mitty’ego o tym, jak dobrze radzą sobie wojska Kijowa i ogólny brak wyważonych relacji i komentarzy w mediach establishmentu, to przyszłe postępy rosyjskiej armii poza Donbas mogą być szokiem. To wynik 6-letniej indoktrynacji/prania mózgów na temat rosyjskiej „ingerencji” w wybory i jej innych rzekomych występków typu Russia-gate. Wystarczyły ciągłe jednostronne raporty, a konsumenci mediów w USA są prawdopodobnie wystarczająco urobieni, aby zaakceptować dostarczenie Ukrainie systemów uzbrojenia i/lub samolotów o dalekim zasięgu.

W tym tygodniu New York Times nie połączył faktów, że Ławrow wspomniał o „geografii” i HIMARS skłaniających Rosję do głębszego wniknięcia w terytorium Ukrainy i zobowiązania Austina, że cztery kolejne HIMARS-y dokonają „zmiany na polu bitwy”.

Zamiast tego, czytelnicy NYT w piątek dostali na pierwszej stronie, u góry strony, bzdury typu „on powiedział, ona powiedziała” od Andrew E. Kramera z Kijowa; jego artykuł nosi tytuł Do sojuszników, Ukraina wskazuje na nowe cele.

Kramer pisze:

Przekaz Ukraińców dla świata się nie zmienił. Możemy wygrać. Nasza strategia działa, choć powoli. Po prostu przysyłajcie dalej broń”.

Wśród sukcesów, o których Ukraińcy opowiadali Kramerowi, jest uderzenie w rosyjski skład amunicji, jak się domyślacie, HIMARS-em. Kramer, w oparciu o niesprawdzone informacje, donosi, że szef brytyjskiego MI6 (brytyjskiego odpowiednika CIA) uważa, że rosyjskie siły „niedługo wyczerpią się… dając Ukraińcom możliwość kontrataku”. Dla przypomnienia (ponieważ Kramer zapomniał), MI6 ma zasłużoną reputację „kreowania informacji wywiadowczych i faktów dotyczących polityki”, jak pokazują oficjalne brytyjskie dokumenty przed atakiem USA/Wielkiej Brytanii na Irak w marcu 2003 roku.

Co tak naprawdę liczy się

Trzeba przejrzeć pół artykułu Kramera z 38 akapitami, aby znaleźć jakiś sensowny, dotyczący tego, co naprawdę ma znaczenie. W końcu udało się:

„Kwestia, czy broń dalekiego zasięgu, która jest obecnie dostarczana na Ukrainę, może rzeczywiście powstrzymać rosyjską armię – stała się kluczową niewiadomą w tej wojnie”.

Zgadzam się: odpowiedzi na to pytanie z całą pewnością nie znamy. Ale ryzyko, że eskalacja typu wet za wet wymknie się spod kontroli już tej jesieni, jest duże. Szkoda, że czytelnicy NY Times nie są o tym informowani.«

Tak więc z wypowiedzi Ławrowa wynika jasno, że Rosja zajmie znacznie większą część Ukrainy niż ma to miejsce obecnie. I nie zrobi tego tak sama z siebie, tylko z powodu działań Amerykanów, którzy dostarczają Ukraińcom rakiet o większym zasięgu. W takim wypadku ochrona własnego terytorium sprowadza się do głębszego wniknięcia w teren Ukrainy. Doskonały pretekst do zajęcia terenów, co do których nie można użyć argumentu, że zajmuje się je w celu ochrony własnej ludności.

Wygląda na to, że Amerykanie i Rosjanie ściśle ze sobą współpracują w celu likwidacji ukraińskiego państwa w obecnym kształcie terytorialnym. Obszar, który przypadnie Rosji będzie znacznie większy niż obecnie.

Jak widać w polityce nie ma miejsca na przypadki i jakieś nieprzewidziane scenariusze. Wszystko zostało wcześniej ustalone i jest konsekwentnie realizowane. Wojna ta, podobnie jak wszystkie inne wojny i konflikty, została sztucznie wywołana i jest tak prowadzona, by osiągnąć z góry założony cel, a walczące strony ściśle ze sobą współpracują. Na taki scenariusz wskazuje też duża ilość w Polsce przesiedleńców z terenów nieobjętych wojną, z których część może nią być wkrótce objęta. Prawdopodobnie było to oczyszczenie terenu z elementu antyrosyjskiego.

Jeśli Rosja zacznie zajmować nowe tereny, to może to oznaczać wejście Polski do wojny, co jest najgorszym ze scenariuszy. Trudno jednak w tej chwili wyrokować, czy tak się stanie.

Komunizm

Jakiś czas temu przeglądałem swoje stare notatki i natknąłem się na taką charakterystykę komunizmu, która, jak sądzę, najlepiej oddaje jego istotę:

Jeśli ktoś zrozumie, że komunizm nie ma na celu podzielenia bogactwa, ale jest w rzeczywistości metodą na konsolidację i kontrolę bogactwa, wtedy pojawiający się paradoks z bogaczami finansującymi socjalizm nie staje się w ogóle paradoksem. Staje się logiczne, że jest perfekcyjnym narzędziem dla poszukujących władzy megalomanów. Komunizm, a bardziej dokładnie socjalizm, nie jest ruchem uciskanych mas, a ekonomicznej elity. – Gary Allen.

Dla porównania, definicja komunizmu w Encyklopedii PWN:

Komunizm [łac. communis ‘wspólny’, ‘powszechny’], ideologia postulująca równość i wspólnotę w organizacji życia społecznego oraz racjonalność w kierowaniu życiem gospodarczym, głosząca nieuchronność upadku kapitalizmu i potrzebę działań dla osiągnięcia tego celu; w teorii marksistowskiej najwyższa, bezklasowa forma organizacji społecznej, następująca po kapitalizmie;

Skoro Gary Allen tak trafnie opisał istotę komunizmu, to wypada przybliżyć sobie jego osobę. Angielska Wikipedia m.in. tak go charakteryzuje:

»Frederick Gary Allen (2 sierpnia 1936 – 29 listopada 1986) był amerykańskim konserwatywnym pisarzem i teoretykiem spiskowym. Allen promował pogląd, że międzynarodowa bankowość i politycy podejmują kluczowe decyzje w poszczególnych krajach, a nie ci – wyselekcjonowani w oficjalnych wyborach.

Jako student, Allen studiował historię na Uniwersytecie Stanforda w Palo Alto w Kalifornii i studiował również na Uniwersytecie Stanu Kalifornia w Long Beach. Był wybitnym członkiem Towarzystwa Johna Bircha Roberta W. Welcha Jr., którego był rzecznikiem. Od 1964 roku współpracował z czasopismami takimi jak Conservative Digest i American Opinion. Był także autorem przemówień dla George’a Wallace’a, byłego gubernatora Alabamy, podczas jego wewnątrzpartyjnej kampanii w wyborach prezydenckich w USA w 1968 roku przeciwko Richardowi M. Nixonowi i Hubertowi H. Humphreyowi. Był doradcą konserwatywnego milionera z Teksasu Nelsona Bunkera Hunta.

Allen wraz z Larry Abrahamem wydali w 1971 roku książkę None Dare Call It Conspiracy (Nikt nie ma odwagi nazwać tego spiskiem). Przedmowę napisał John G. Schmitz z 35. okręgu wyborczego w Kalifornii, kandydat Amerykańskiej Partii Niezależnej w wyborach prezydenckich w USA w 1972 r. Sprzedała się ona w ponad czterech milionach egzemplarzy podczas kampanii prezydenckiej w 1972 roku.

W książce tej Allen i Abraham twierdzą, że nowoczesne systemy polityczne i gospodarcze w większości rozwiniętych krajów są wynikiem powszechnego spisku elity władzy, establishmentu, dla którego również używa terminu Wtajemniczeni (Insiders). Według autorów, wtajemniczeni wykorzystują elementy Manifestu Komunistycznego Karola Marksa, aby wprowadzać swój socjalistyczno-komunistyczny program:

  • Ustanowić system podatku dochodowego jako środek wyłudzania pieniędzy od zwykłego człowieka;
  • Ustanowić bank centralny, celowo tak nazwany, aby ludzie myśleli, że jest częścią rządu;
  • Uczynić ten bank posiadaczem długu publicznego;
  • Doprowadzić dług narodowy i odsetki od niego, powstałe w wyniku wojen (lub wszelkiego rodzaju wydatków budżetowych), począwszy od I wojny światowej, do stanu, w którym ich spłacenie stanie się niemożliwe.

Cytuje on stwierdzenie Rady ds. Stosunków Zagranicznych w swojej analizie nr 7 z 1959 r., wykonanej na zlecenie Senatu Stanów Zjednoczonych: „USA muszą dążyć do: A. Zbudowania nowego ładu międzynarodowego”.

W lutym 1980 r. Allen rozpoczął współpracę z asystentem badawczym Samem Wellsem, z którym współpracował aż do śmierci. Wells kontynuował jego pracę, pomagając wdowie Allena w wydawaniu biuletynu zawierającego jego analizy polityczne i ekonomiczne.

Allen napisał także książki o Radzie Stosunków Zagranicznych i Komisji Trójstronnej, twierdząc, że termin „Nowy Porządek Świata” jest używany przez tajemniczą elitę, dążącą do zniszczenia suwerenności narodowej. Ostatnia książka Allena, Powiedz „Nie!” dla nowego porządku świata, została opublikowana pośmiertnie w styczniu 1987 r.«

Oczywiście Allen, tak jak wszyscy poruszający tego typu tematy, nie mógł napisać wprost o kogo chodzi, więc pisał o „poszukujących władzy megalomanach”, „międzynarodowej bankowości i politykach”, „elicie władzy”.

Już w książce z 1971 roku pisał on o tym, co dziś już jest faktem, czyli doprowadzenie do niemożności spłacenia długu przez jakiekolwiek państwo. Wojna na Ukrainie jest tego namacalnym dowodem. Przecież ani Stany Zjednoczone, ani Anglia, ani Polska nie mają własnych banków. By wspomagać Ukrainę muszą te państwa pożyczać pieniądze w swoich bankach centralnych lub w międzynarodowych, co na jedno wychodzi, bo ich właścicielami są ci sami ludzie.

Tak więc Allen wytłumaczył nam przyczynę wszelkich wojen i konfliktów, począwszy od I wojny światowej. A dlaczego od I wojny światowej? Ano pewnie dlatego, że w 1913 powstał Fed, czyli System Rezerwy Federalnej, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych. Na efekty nie trzeba było długo czekać – tylko jeden rok.

Willem Middelkoop w książce Wielki reset pisze:

„Na początku pierwszego dziesięciolecia XX wieku najsłynniejszym i najpotężniejszym bankierem amerykańskim był John Pierpont Morgan. Gdy został zmuszony do wykorzystania prywatnego majątku, aby uporać się z paniką bankową w 1907 roku, uznał, że czas opracować nową architekturę systemu finansowego. Wkrótce nowojorscy bankierzy przedstawili wspaniały pomysł. Koncepcja polegała na tym, aby ustanowić nowy bank centralny, którym kierowaliby jego właściciele – nowojorscy bankierzy.

W listopadzie 1910 roku republikański senator Nelson W. Aldrich dołączył do grupy najpotężniejszych bankierów z Wall Street, którzy zebrali się na potajemnie zorganizowanej dziesięciodniowej konferencji na Jekyll Island, wyspie należącej do Morgana. W programie tego spotkania znalazła się tylko jedna sprawa, mianowicie ustanowienie nowego banku centralnego.

Ustalono, że ten bank musi uzyskać monopolistyczną wyłączność na druk dolarów i powinien stać się prywatną organizacją należącą do założycieli, czyli bankierów z Wall Street. Nie zostanie nazwany bankiem centralnym i będzie działać tak, jakby kierował nim rząd.

Sto lat po ustanowieniu Systemu Rezerwy Federalnej nadal nie wiadomo, kto dokładnie ma w nim udziały i za ile je nabył. Doskonale jednak wiadomo, że udziałowcami są przede wszystkim banki z Wall Street.”

Może właśnie dlatego ten świat wygląda, tak jak wygląda, bo rządzą nim ludzie anonimowi, a co za tym idzie, nie ponoszący żadnej odpowiedzialności za podejmowane przez siebie decyzje.

Marsz Powstania Warszawskiego

Zbliża się kolejna rocznica powstania warszawskiego i Robert Bąkiewicz przysłał mi maila. Oczywiście nie tylko mnie, ale pewnie dziesiątkom tysięcy innych osób, które kiedyś udostępniły mu swoje adresy pocztowe. W swoim mailu Pamiętamy o Bohaterach! pisze on m.in.:

»Szanowni Pastwo,

z nieustającym podziwem wspominam męstwo konspiratorów Polskiego Państwa Podziemnego, którzy 1 sierpnia 1944 r. karnie stanęli na wezwanie swoich zwierzchników i przez kolejne przeszło dwa miesiące toczyli nierówny, ale zacięty bój o wyzwolenie stolicy. Sama decyzja Komendy Głównej budziła od początku kontrowersje i nadal jest przedmiotem sporów historyków. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób przykładnej dyscypliny żołnierzy AK, jak również i tych organizacji, które wskazywały na konieczność stosowania „ekonomii krwi”.

Chylimy czoła, wspominając ich bohaterstwo

Tak jak to zwykle bywało w naszej historii, przeważającą część powstańców stanowili ludzie młodzi, pełni życia. Wchodzili w dorosłość i kształtowali swoje charaktery w horrorze okupacyjnej rzeczywistości, w której każdego dnia groziła im śmierć. Niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków celująco zdały egzamin z miłości do Ojczyzny, stając się wzorami do naśladowania dla kolejnych pokoleń. Dzięki twórczości tzw. pokolenia Kolumbów – twórców literackich, którzy wchodzili w dorosłość podczas II wojny światowej i wtedy na ogół debiutowali, możemy zajrzeć w umysły naszych bohaterów i poznać ich rozterki, marzenia, cele.

Pamiętamy też o cierpieniach cywilnej ludności Warszawy, która złożyła wyjątkowo dużą daninę krwi – nie tylko wskutek bezpośrednich działań bojowych, ale także przeprowadzanych przez Niemców z premedytacją masakr.

Żołnierzom i mieszkańcom stolicy składamy hołd

Roty Marszu Niepodległości, przy wsparciu Straży Narodowej i Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, po raz kolejny przygotowują największe społeczne obchody upamiętniające sierpniowy zryw. Z całego serca zapraszam Państwa 1 sierpnia o godz. 17.00. Tradycyjnie zbierzemy się na Rondzie Dmowskiego, by przejść potem w Marszu Powstania Warszawskiego przez Aleje Jerozolimskie i Nowy Świat na Plac Krasińskich. Nasze zgromadzenie zakończy wystąpienie słowno-muzyczne w wykonaniu Norberta „Smoły” Smolińskiego. Zachęcam do przynoszenia na wydarzenie biało-czerwonych flag!

Każdy z nas współtworzy Marsz Powstania Warszawskiego

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jak w poprzednich latach odpowiedzą Państwo pozytywnie na zaproszenie. Po Marszu Niepodległości jest to drugie najliczniejsze z naszych wydarzeń. Tworzymy je oddolnie, z własnej inicjatywy i polegając na życzliwości patriotów, którzy nie tylko dołączają do obchodów, lecz także pomagają nam od strony materialnej. Przemarsz – wbrew pozorom – nakłada na nas konieczność wydatkowania sporych sum, które przeznaczamy na: nagłośnienie, wóz organizacyjny, druk plakatów, ulotek oraz banerów, zabezpieczenie logistyczne oraz ochronę. Ufam, że i tym razem postanowią Państwo partycypować w kosztach przygotowania Marszu Powstania Warszawskiego. Każda wpłata jest dla nas bezcenną pomocą, ale i widomym znakiem, że czują się Państwo współgospodarzami i współorganizatorami rozumiejącymi potrzebę działania razem na rzecz kultywowania pamięci o naszych bohaterach. Uprzejmie dziękując za datki, z niecierpliwością oczekuję spotkania 1 sierpnia na Rondzie Dmowskiego!«

Jak widać Żydzi konsekwentnie postępują zgodnie ze swoją maksymą: wasze ulice, nasze kamienice. Najpierw były procesje, potem doszły pochody pierwszomajowe, a teraz mamy marsze: A ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz – niech żyje nam Wołodia Iljicz. Nie wiem, czym się kierują ci, którzy uczestniczą w Marszu Powstania Warszawskiego i w Marszu Niepodległości? Pewnie część przychodzi tam służbowo, ale większość chyba – nie. Co chcą w ten sposób zyskać? Przecież taki marsz nie ma mocy sprawczej, niczego w ten sposób nie można osiągnąć. Jedyne sensowne wytłumaczenie jego organizowania, to utrwalanie w społeczeństwie pewnej postawy, rzekomo patriotycznej, którą Bąkiewicz tak definiuje:

„Niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków celująco zdały egzamin z miłości do Ojczyzny, stając się wzorami do naśladowania dla kolejnych pokoleń.”

A więc miłość do Ojczyzny polega na tym, żeby z gołymi rękami rzucić się na doskonale uzbrojonego wroga i zginąć. I to ma być wzór do naśladowania dla kolejnych pokoleń. Żadnego wyrachowania, pragmatyzmu, tylko fałszywie rozbudzone emocje i bezmyślność. I taki ma być patriotyzm. Żadnej refleksji, żadnego wyciągania wniosków, no bo jak ktoś zacznie analizować, drążyć temat, to może dotrzeć do niewygodnych faktów i zmienić swój pogląd na to powstanie. A jak będzie maszerował albo oglądał przekazy z takiego marszu, to nie będzie czytał czy szukał w internecie wiedzy, która mogłaby zmienić jego stosunek do niego.

Drugie, co uderza w tym przekazie, to te „niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków”. Generał Jerzy Kirchmayer, jak podaje Wikipedia, ocenił, że stan liczebny jednostek AK w Warszawie wynosił około 50 tys. zaprzysiężonych (mężczyzn i kobiet). Zaprzysiężonych, co nie znaczy, że wszyscy oni wzięli udział w powstaniu. Takie to były te niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków.

I ten Bąkiewicz każe nam wspominać i czcić „bohaterów” tego kretyńskiego powstania warszawskiego i nie zająknie się nawet nad tym, że państwo polskie od 24 lutego przestało już praktycznie istnieć, bo jeśli to państwo za główny cel postawiło sobie pomoc dla Ukrainy i jej obywateli, to znaczy, że nie jest to już państwo polskie i że Polacy stali się obywatelami drugiej, a może nawet i trzeciej kategorii, a wszystko jest dla obywateli obcego państwa. Tego nie widzi i wcale go to nie martwi. Taki to jego „patriotyzm”, żydowski patriotyzm.

Dowództwu AK i ówczesnym politykom mniej chodziło o Polskę, a bardziej o pobicie Niemców, jak pisał o tym Mackiewicz, a obecnemu „polskiemu” rządowi znowu chodzi mniej o Polskę, a bardziej o pobicie Rosji. Cóż za zadziwiająca analogia! Kto za tym stoi i komu to służy? – że się posłużę tym starym, wyświechtanym komunistycznym zapytaniem z czasów PRL-u.

A wspomniany wyżej Kirchmayer? Wikipedia tak o nim m.in. pisze:

»Jerzy Maria Józef Kirchmayer ps. Andrzej, Adam (ur. 1895 w Krakowie, zm. 1959 w Otwocku) – oficer dyplomowany Wojska Polskiego w II RP, generał brygady Ludowego Wojska Polskiego, współautor planu akcji zbrojnej AK „Burza”, historyk wojskowości, pisarz, publicysta, szef Oddziału Historycznego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, zastępca profesora w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk.

Syn Kazimierza, adwokata i Wandy z domu Mataczyńskiej. Szkołę powszechną ukończył we Lwowie, a w 1914 roku gimnazjum – Zakład Naukowo-Wychowawczy Ojców Jezuitów w Chyrowie k. Przemyśla (obecnie Ukraina).«

Jakoś tak jest, że jezuici dziwnie mi się kojarzą. W blogu „Peru” pisałem:

„Tupac Amaru II (Jose Gabriel Condorcanqui y Noguera) 1741-1781 – przywódca zakończonego klęską indiańskiego powstania przeciwko Hiszpanom w 1780 roku w Peru. Potomek inkaskiego przywódcy Tupaca Amaru urodził się w Tincie w prowincji Cuzco. Otrzymał jezuickie wychowanie w szkole w San Francisco de Borja. Studiował na uniwersytecie w Limie. Tutaj też kontynuował studia u jezuitów, co znacząco wpłynęło na jego wiarę. Był bogatym plantatorem koki, przedsiębiorcą przewozowym, właścicielem kopalni kruszców i licznych stad bydła. Swoje interesy prowadził w Limie i Buenos Aires.

W tym miejscu można by zapytać, co skłoniło człowieka bogatego, wykształconego i o ustalonej pozycji społecznej do podjęcia takich działań? Czyżby wychowanie jezuickie? A może tę pozycję osiągnął właśnie dzięki jezuitom i w pewnym momencie dostał propozycję nie do odrzucenia? A może po prostu chodziło o budowanie legendy powstań antyhiszpańskich, po to, by Indianie poparli w przyszłości kogoś, kto wystąpi przeciwko Hiszpanom, choć nie będzie Indianinem?”

Dalej Wikipedia pisze:

„Po agresji III Rzeszy na Polskę był zastępcą szefa Oddziału III (Operacyjnego) sztabu Armii „Pomorze”, został ciężko ranny w Puszczy Kampinoskiej. W okresie okupacji niemieckiej w szeregach Związku Walki Zbrojnej (przemianowanej następnie na Armię Krajową), był szefem sztabu Okręgu Warszawa Województwo i oficerem Oddziału III Komendy Głównej. W konspiracji stracił nogę.

W lipcu 1944 zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego. Początkowo organizował służbę historyczną. Był najpierw kierownikiem Wojskowego Biura Historycznego w Wojskowym Instytucie Naukowo-Wydawniczym, a następnie szefem Oddziału Historycznego Sztabu Generalnego WP. Następnie był oficerem do specjalnych poruczeń szefa Sztabu Generalnego (1947). Po wypełnieniu misji specjalnej, skierowany do Akademii Sztabu Generalnego, gdzie był dyrektorem nauk, a następnie wykładowcą.

W 1948 został usunięty z wojska. W 1950 aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego pod fałszywymi zarzutami, rok później skazany na karę dożywotniego więzienia. W październiku 1955 zwolniony, w kwietniu 1956 zrehabilitowany. Pracował następnie w Instytucie Historii Polskiej Akademii nauk na stanowisku zastępcy profesora. Zmarł 11 kwietnia 1959 roku.”

A więc oficer dyplomowany Wojska Polskiego w II RP, generał brygady Ludowego Wojska Polskiego, współautor planu akcji zbrojnej AK „Burza”, w lipcu 1944 roku zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego. Później, dla uwiarygodnienia, skazany na karę dożywotniego więzienia, a następnie zwolniony, zrehabilitowany i zatrudniony w PAN na ciepłej posadce.

Jeśli jeszcze do tego dodamy to, o czym pisał Józef Mackiewicz:

„W ostatniej chwili szef BIP-u AK pułkownik Rzepecki-”Rejent”, wystawiał masowo legitymacje AK członkom komunistycznych i prokomunistycznych formacji „Armii Ludowej”, „Polskiej Armii Ludowej”, „Korpusowi Bezpieczeństwa” podziemnych władz cywilnych, członkom PPR-u i innym, którzy walczyli razem w powstaniu warszawskim ramię przy ramieniu.”

Ilu z tych jeszcze żyjących, trzęsących się na wózkach inwalidzkich, „bohaterów”, to komuniści i prokomuniści? Czy można jeszcze bardziej zakłamać historię powstania warszawskiego? Ewidentni zdrajcy, agenci wrogich państw, płatne pachołki Anglii i Związku Radzieckiego są czczeni jako bohaterowie i patrioci.

AK była organizacją zbrodniczą, której celem było wymordowanie polskich patriotów i zburzenie Warszawy. Bez tego nie mógłby powstać PRL w kształcie, w jakim powstał, czyli państwo, którego społeczeństwo składałoby się z ludzi niewyrobionych politycznie, wielonarodowe na skutek akcji przesiedleńczej i z żydowską elitą i inteligencją. Ta elita i inteligencja nie zaistniałyby, gdyby nie zburzono Warszawy i po odbudowie nie zasiedlono jej nowymi ludźmi. A Żydzi odwracają kota ogonem i ze zdrajców robią bohaterów.

W tym procederze burzenia miasta brali udział wszyscy: AK, Anglosasi, Sowieci i Niemcy. To przecież Niemcy zburzyli Warszawę, a czy musieli? Nic na tym nie zyskali, ale zrobili to. Powód dało im AK, a oni to skwapliwie wykorzystali, wykonując zapewne polecenia swoich nieznanych przełożonych.

Że tak było świadczą afery i nieuregulowanie kwestii gruntów warszawskich, bo zburzyć można, ale grunt pozostaje. Większość przedwojennych właścicieli nigdy ich nie odzyskała, chyba że byli Żydami.

Szokujący sondaż

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że nowe państwo polsko-ukraińskie może powstać z połączenia Ukrainy pomniejszonej o ziemie zajęte przez Rosję oraz Polski pomniejszonej o tzw. Ziemie Odzyskane. Uderz w stół, a nożyce się odezwą – jak mówi przysłowie.

Na portalu “salon24” pojawił się 6 lipca artykuł zatytułowany Szokujący sondaż: Niemcy gotowi oddać Putinowi terytorium Ukrainy (https://www.salon24.pl/newsroom/1237772,szokujacy-sondaz-niemcy-gotowi-oddac-putinowi-terytorium-ukrainy). Poniżej jego treść:

»Niemieckie kanały telewizyjne RTL i ntv zapytały swoich odbiorców, czy Ukraina powinna oddać terytorium Rosji, aby osiągnąć “pokój”. Większość ankietowanych odpowiedziała na pytanie twierdząco.

Wyniki sondażu

Rosyjska inwazja na Ukrainę trwa już 132 dni. Według sondażu Forsa przeprowadzonego na zlecenie RTL i ntv większość Niemców opowiada się obecnie za tym, by Ukraina poszła na duże ustępstwa wobec Rosji.

Za pozostawieniem Rosji obszarów na wschodzie i południu Ukrainy opowiedziało się 47 proc. badanych. 41 procent osób w Niemczech było przeciwnych. 12 procent nie miało zdania w sprawie.

Burza w internecie

W mediach społecznościowych wielu użytkowników skrytykowało pytanie jako “kolonialistyczne”, “haniebne” i “mylące”. Trwa teraz gorąca dyskusja, czy Putin chciałby tego samego, czego chcą ankietowani Niemcy.

Ukraińscy użytkownicy internetu są wściekli. Sugerują przekazanie Kremlowi krajów związkowych takich jak Turyngia czy Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Głupie pytanie, głupia odpowiedź”

“Takie ankiety można bardzo krótko podsumować słowami “głupia odpowiedź na równie głupie pytanie”. Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania” – skomentował jeden z użytkowników Twittera.«

Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania – skomentował jeden z użytkowników Twittera.

No właśnie! Jaki jest cel takich badań? Ale nie odpowiedział na postawione przez siebie pytanie. A czy zaangażowani dziennikarze mogą zadawać takie pytania? Zaangażowani pewnie – nie! Ale niezaangażowani jak najbardziej, bo stawianie pytań ukierunkowuje myślenie i ułatwia analizę problemu. Tak więc nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Sondaż ten nie pojawił się przypadkowo i nie przypadkowo postawiono w nim takie pytanie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale zwiastuje pewne zmiany. W tym wypadku chodzi o oswajanie tzw. opinii publicznej z faktem, że być może jedynym sposobem na zakończenie tego konfliktu będzie zgoda Ukrainy na zaakceptowanie faktu, że tych ziem nie odzyska. Ale jak mają wyjść z twarzą z tej wojny władze Ukrainy? Zgodzić się mogą, ale w zamian muszą dostać jakąś rekompensatę. Czymś takim może być wspólne państwo polsko-ukraińskie. Wtedy Zełenski powie Ukraińcom: wprawdzie tracimy ziemie na wschodzie, ale zyskujemy znacznie więcej na zachodzie. W przypadku władz polskich argumentacja będzie odwrotna: wprawdzie tracimy ziemie na zachodzie, ale ile zyskujemy na wschodzie! To właśnie dlatego stręczą nam od jakiegoś czasu pomysł na unię czy wspólne państwo polsko-ukraińskie. A że używają do tego pokrętnej argumentacji typu udział polski w odbudowie Ukrainy i inne bzdury, to już inna para kaloszy.

Z kolei Ryszard Czarnecki na tym samym portalu w artykule Olaf Scholtz – zakładnik niemieckiej „Ostpolitik” i zwolennik „status quo ante” (https://www.salon24.pl/u/ryszardczarnecki/1237777,olaf-scholz-zakladnik-niemieckiej-ostpolitik-i-zwolennik-status-quo-ante) analizuje politykę zagraniczną niemieckich socjaldemokratów. Artykuł ten pojawił się w dniu 7 lipca. Pierwotnie ukazał się on w „Gazecie Polskiej Codziennie” w dniu 4 lipca. Czarnecki pisze m.in.:

»Moskwa i Berlin: oni zawsze grają razem…

W rozważaniach o „Ostpolitik” kanclerzy Brandta i Schmidta w czasach Niemieckiej Republiki Federalnej oraz Schrödera w czasach Republiki Federalnej Niemiec często pomijane są jeszcze trzy aspekty.

Pierwszy z nich to oczekiwanie sporej części społeczeństwa niemieckiego, aby „dogadać się” z Rosją – „czerwoną” czyli Sowietami, a potem z Rosją Putina, bo jest to korzystne gospodarczo i geopolityczne dla Bonn/Berlina. Stąd zresztą nie wierzę, że pomimo sporych ataków medialnych koalicja SPD/Zieloni- liberałowie z FDP przestanie funkcjonować i w Niemczech nastąpią wcześniejsze wybory. Cały czas bowiem spora część Niemców, nawet jeśli nie jest to większość, ale akceptuje politykę głaskania Rosji, nawet jeśli Rosja jest militarnym agresorem. To problem zresztą nie tylko Niemców, ale też Francuzów oraz – o czym się w Polsce mniej mówi – Włochów. W zeszłym tygodniu spędziłem cztery dni w Rzymie i informowano mnie o sondażach, z których wynika, że 39% Włochów za wojnę w Europie Wschodniej oskarża Rosję, ale 37% uważa, że to „wina”… Ukrainy, USA czy szeroko rozumianego Zachodu.

Drugi powód, dla którego SPD grała z ZSRS, a następnie z Federacją Rosyjską, to fakt reprezentowania interesów niemieckich firm zainteresowanych ekspansją na Wschód – wielkim sowieckim (rosyjskim) rynkiem zbytu lub inwestycjami tam.

Wreszcie trzeci powód, to swoista socjaldemokratyczna „poprawność polityczna” w myśl której należy mieć szczególne relacje z najpotężniejszymi ofiarami Niemiec Hitlera i eksterminacji prowadzonej przez Berlin w latach II wojny światowej – konkretnie wobec Żydów i Rosjan, bo to załatwi sprawę tzw. „deutsche Schuld”, czyli niemieckiej winy , niemieckiego długu, który już oczywiście w znacznie mniejszym stopniu obejmuje Polaków, mimo że z ręki Niemców zginęło sześć milionów obywateli Rzeczypospolitej.

To wszystko sprawiło, że Olaf Scholz jest taki, jaki jest i ani nie potrafi  ani nie chce zerwać pępowiny łączącej niemieckich socjaldemokratów z Rosją – krajem, z którym przecież od lat robi się interesy i od lat ustala się europejskie „status quo”.«

Jak widać Czarnecki również ostro gimnastykuje się, by usprawiedliwić bierną postawę Niemców w tej wojnie i niechęć do angażowania się po którejś ze stron. Nie jest to bynajmniej wynikiem polityki SPD, tylko wynikiem polityki zagranicznej Niemiec, która jest od lat konsekwentnie realizowana bez względu na opcję polityczną, która aktualnie sprawuje rządy. Koncepcja tzw. Mitteleuropy nie została przez Niemców zapomniana i może się szybciej odrodzić i urzeczywistnić niż nam się wydaje. A może tak stać się tylko w porozumieniu z Rosją.

Jakby tego było mało, to mamy jeszcze dymisję rządu Borisa Johnsona. Tego samego, który zapewniał w lutym, że zmieni nazwisko na Johnsoniuk. Powodem dymisji miała być niby afera obyczajowa w rządzie, ale to tylko pretekst. Powód jest zapewne daleko poważniejszy. Być może nowy rząd, który pojawi się za parę miesięcy, bo do tego czasu Johnson będzie nadał sprawował rządy, zmieni swoją politykę wobec Ukrainy i zgodzi się na przyszły pokój w zamian za oddanie Rosji wschodniej Ukrainy. Johnson wyjdzie z twarzą, bo to nie jego wina, że miał takich ministrów. Jednym słowem: podpuścił Ukraińców, zachęcał do konfrontacji z Rosją i zmył się. Klasyka brytyjskiej dyplomacji w stosunku do słabszych. Polska przerabiała to w 1939 i w 1944 roku.

Ukrainizacja Polski

W dniu 4 lipca odbyła się w sejmie konferencja prasowa Konfederacji pod tytułem: Ukrainizacja Polski – pełzająca czy już galopująca? Na początku, z charakterystycznym dla siebie ukraińskim zaśpiewem, głos zabrała Marta Czech. Stwierdziła, że „ukrainizacja Polski przybiera na wadze i powadze”. Wspomniała też, że „media coraz bardziej regularnie używają terminu przesiedleńcy”. Powiedziała też, że Ukraińcy mają przywileje etniczne i zacytowała ministra edukacji Czarnka, zwracającego się do nauczycieli: „Jeśli ktoś przyjął do klasy ucznia z Ukrainy i go nie wypromował, to jest to skandal”. Natomiast jeśli uczeń jest Polakiem, to, jeśli nie przeszedł promocji do następnej klasy, skandalem to nie jest, jak się możemy domyślać. – skomentowała Marta Czech. (Za moich czasów uczeń przechodził z klasy do klasy albo otrzymywał promocję lub zostawał na drugi rok – przyp. W.L.)

Dodajmy jeszcze szerzącą się i wciąż nasilającą się presję poprawności politycznej, jeśli chodzi o kwestie prawdy historycznej, o cenzurę historyczną, zwłaszcza w przypadku ludobójstwa na Wołyniu, ludobójstwa na Polakach, dokonanego przez Ukraińców, przez Ukraińską Armię Powstańczą. Zacytowała też Jarosława Kaczyńskiego. Podczas jego wizyty w Toruniu miał mówić nam o wspólnej przyszłości z Ukrainą i o obowiązku miłości wobec Ukrainy.

Włodzimierz Skalik stwierdził, że pomoc dla Ukraińców jest finansowana z kredytu, a obecne zadłużenie Polski wynosi 1 bilion 700 miliardów złotych. I ten dług będzie nadal gwałtownie rosnąć. W dużych miastach ilość Ukraińców wynosi od 10 do 30%. Powołał się na profesora Bogusława Wolniewicza, filozofa, który twierdził, że jeśli na jakimś terenie egzystują społeczeństwa o dwóch zasadniczo odmiennych kulturach, o zasadniczo odmiennych korzeniach cywilizacyjnych, to z całą pewnością takie zjawisko jest glebą, na której będą rosły konflikty i gdy opadną te emocje związane z pomocą, euforia związana z pomocą, gdy spotkamy się z szarą rzeczywistością dnia codziennego, z całą pewnością te negatywne zjawiska, o których ostrzegał profesor Bogusław Wolniewicz, ujawnią się i również tego się obawiamy.

W związku z tym, że cała ta akcja przesiedleńcza jest akcją zorganizowaną, prowadzoną metodami zorganizowanymi i metodycznymi, odpór należy również dać w sposób przemyślany, mądry i zorganizowany. I Konfederacja Korony Polskiej zakończyła właśnie prace nad dokumentem, który ma pomóc nakreślić politykę, która ma zastopować ukrainizację Polski, ma zastopować banderyzację Polski. – kontynuował Skalik.

Zastanawiamy się bardzo często, mówił Skalik, jak tak szkodliwe dla Polski i Polaków procesy mogą na taką skale być kreowane i prowadzone przez polityków rządzących i wspieranych przez totalną opozycję i wydaje się, że być może, przynajmniej w części, odpowiedzią są pewne kompromitujące materiały, nagrania spec służb Ukrainy pozyskane na przestrzeni ostatnich lat, nawet dekad, m.in. w domach uciech organizowanych i prowadzonych przez obywateli Ukrainy na terenie wschodniej Polski. Być może właśnie te kompromitujące polityków materiały powodują, że jesteśmy dzisiaj bezwolni. Nie mają odwagi sprzeciwić się temu niebezpiecznemu zjawisku, więc angażują się i go kreują.

Poseł Grzegorz Braun przedstawił projekt Konfederacji zatytułowany Stop ukrainizacji Polski. Jest to jedyny w swoim rodzaju program zatrzymania procesów dezintegracji, dekompozycji, nie tylko etnicznej, ale w skutkach również politycznej, również terytorialnej, być może, dekompozycji państwa polskiego, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Główna teza jaką stawiamy w tym dokumencie – stop ukrainizacji Polski.

Do rozwiązania tego problemu, mówi Braun, trzeba dwóch rzeczy. Po pierwsze trzeba zdecydowanie postawić tamę temu dziś niekontrolowanemu procesowi. Od pierwszych dni było to de facto niekontrolowane przez służbę graniczną przepuszczanie na nasze terytorium osób nieznanych bliżej i nieokreślonych co do statusu, co do zamiarów, co do celów przybywających do Polski z Ukrainy.

I druga rzecz, trzeba rozwiązań dedykowanych, a nie wciągania przybyszów z Ukrainy do polskiego systemu opieki socjalnej, ale uwaga, o zgrozo!, niektórzy chcieliby, żeby wielkim, szybkim krokiem było to wciąganie Ukraińców do polskiego systemu prawno-ustrojowego jako wyborców. My się temu stanowczo przeciwstawiamy.

Mówimy o tym dziś, kontynuuje Braun, ponieważ wypadki następują w lawinowym tempie. To, co jeszcze parę tygodni temu było kamieniem obrazy i punktem w akcie oskarżenia wobec nas, mianowicie słowo przesiedleńcy w miejsce słowa uchodźcy, to słowo jest już dzisiaj używane w świecie polityki, na takim forum chociażby jak szczyt NATO madrycki. Już tam w Madrycie mówiono otwartym tekstem o przesiedleniach ludności. Otóż, jeśli tak, no to, Szanowni Państwo, nie igrajmy dłużej z ogniem.

Dziś zbiera się Rada Bezpieczeństwa Narodowego, zwołana przez prezydenta belwederskiego Dudę i wygląda na to, że polityka bezwzględnego żyrowania upadłości państwa ukraińskiego przez Polaków, że ta polityka ma być kontynuowana. Wygląda na to, że wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, na którą spaść mogą koszta finansowe, polityczne, socjalne, ale także groźba odwetu militarnego, wygląda na to, że ta polityka nie jest dzisiaj przez nikogo kwestionowana.

Konfederacja Korony Polskiej mówi w tych wszystkich sprawach stanowcze veto. I w sprawie wciągania Polski w wojnę i w sprawie świadomego nadawania państwu polskiemu zupełnie innych, nowych rysów na poziomie transformacji ludnościowej, na poziomie już nie transformacji, a rewolucji demograficznej w Polsce, która wynika z bieżących działań i zaniedbań rządu i Prezydenta Rzeczypospolitej. Konfederacja Korony Polskiej mówi: stop ukrainizacji Polski. – Tako rzecze Grzegorz Braun.

Konfederacja stroi się w rejtanowskie piórka, jak zawsze zresztą, stara się pozyskać wyborów, przekonać ich, że tylko ona jest w stanie zadbać o interesy Polski i Polaków. Traktować tego poważnie nie wypada. Niemniej jednak warto czasem wsłuchać się w to, co oni mówią. Szczególnie Braun, który w swojej wypowiedzi, tak nieświadomie czy świadomie, przekazał pewne informacje, które potwierdzają mój scenariusz wydarzeń.

również terytorialnej, być może, dekompozycji państwa polskiego, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Ta terytorialna dekompozycja oznacza po prostu oderwanie od państwa jakiejś jej części. A jakiej? W grę mogą wchodzić tylko tzw. Ziemie Odzyskane. Wygląda na to, że nie na długo były odzyskane. Tak może stać się, gdy nastąpi połączenie Polski z Ukrainą. Polski pomniejszonej o wspomniane ziemie i Ukrainy pomniejszonej o część zajętą przez Rosję.

Od pierwszych dni było to de facto niekontrolowane przez służbę graniczną przepuszczanie na nasze terytorium osób nieznanych bliżej i nieokreślonych co do statusu, co do zamiarów, co do celów przybywających do Polski z Ukrainy.

Chyba tylko ktoś naiwny może uwierzyć w to, że to przepuszczanie było niekontrolowane. Służba graniczna dostała takie polecenie i je realizowała. A ci wszyscy ludzie i tak są kontrolowani, bo oni wszyscy posługują się telefonami komórkowymi. Polskie i ukraińskie służby doskonale wiedzą ilu Ukraińców jest na terenie Polski. To tylko my nie wiemy.

Już tam w Madrycie mówiono otwartym tekstem o przesiedleniach ludności.

Skoro tak mówiono na szczycie NATO, to znaczy, że tak naprawdę Europa zachodnia i Anglosasi już zdecydowali, że tak ma być, że ma powstać nowe państwo. Polska, czyli państwo na kółkach, zostanie przesunięta na wschód i to nowe państwo zyska nową nazwę. I tak jest od wieków: raz na wschód, raz na zachód i znowu na wschód. Przecież w takich warunkach nie mogło powstać normalne państwo i normalny naród: brak niezmiennego terytorium, brak zakorzenienia i ciągłe mieszanie narodów. Tylko jedna nacja czuje się doskonale w takich warunkach. Czy zatem zasada: „is fecit, cui prodest” (ten zrobił, komu to przynosi korzyść) nie potwierdza, że sprawcą całego tego zamieszania jest właśnie ta nacja?

Wygląda na to, że wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, na którą spaść mogą koszta finansowe, polityczne, socjalne, ale także groźba odwetu militarnego, wygląda na to, że ta polityka nie jest dzisiaj przez nikogo kwestionowana.

Skoro ta polityka nie jest przez nikogo kwestionowana, to znaczy, że politycy wszystkich partii i ugrupowań realizują politykę swoich nieznanych przełożonych i są tylko zwykłymi figurantami.

…a rewolucji demograficznej w Polsce, która wynika z bieżących działań i zaniedbań rządu i Prezydenta Rzeczypospolitej.

To nie są działania bieżące i zaniedbania rządu i Prezydenta Rzeczpospolitej, to jest świadome i planowe działanie i to od lat.

Dwie rzeczy skłaniają do wniosku, że wielkim tego świata chodzi o stworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Pierwsza to dążenie do wciągnięcia Polski w tę wojnę, czyli wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, jak to ujął Braun. Jeśli tak się stanie, to wszelkie postanowienia pokojowe, będą dotyczyły również Polski, jako strony w tym konflikcie, ale strony przegranej, a ze stroną przegraną nie dyskutuje się, tylko stawia się jej warunki. Bo chyba nikt o zdrowych zmysłach nie sądzi, że Ukraina z pomocą Polski może pokonać Rosję. Zresztą w planach reżyserów tej wojny nie ma takiej opcji. Gdyby była, to pozwoliliby na to Hitlerowi.

Druga rzecz to dążenie do nadania Ukraińcom praw wyborczych. Może tak się stać, że ci, którzy będą decydować o powojennym ładzie w tej części Europy, zechcą przeprowadzić referendum w obu państwach na temat tego, czy oba narody chcą połączenia. No bo skoro one tak się kochają, tak pomaga jeden drugiemu, tak są sobie bliskie, że to prawie jak jeden naród i jedno państwo. Wiadomo, że biedniejszy jest bardziej skłonny do tego typu fuzji, ale bogatszy, czyli Polska – nie. Gdy jednak Ukraińcy w Polsce będą przeważać, bądź stanowić zbliżoną siłę wyborczą, to wynik takiego referendum będzie przesądzony.

Jest jeszcze problem tego rosnącego zadłużenia Polski, którego nie będzie ona w stanie spłacić, nie mówiąc o Ukrainie. Jednak stworzenie nowego państwa będzie skutkowało likwidacją tamtych dwóch i tym samym ich długów. Dlatego trwa takie zadłużanie na potęgę. To oczywiście oznacza, że to nowe państwo i jej elita polityczna będą stworzone i zależne od wierzycieli tych byłych państw. Owi wierzyciele mogą umorzyć dług, ale na własnych warunkach. Na tym właśnie polega władza pieniądza i tak ją wykorzystują Żydzi do realizacji swoich celów.

Dwa narody

Na Wirtualnej Polsce, z flagą ukraińską, ale bez polskiej, więc może na Wirtualnej Ukrainie, ale nie! – nie może być „na” w odniesieniu do Ukrainy, więc w Wirtualnej Ukrainie ukazał się 27 czerwca artykuł po ukraińsku Polska może stać się państwem dwóch narodów (https://vpolshchi.pl/pol-sha-mozhe-stati-derzhavoyu-dvoh-nar-6784465994951200a). Tłumacz Google przetłumaczył go na polski. Jego treść zamieszczam poniżej, bez poprawek:

„Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne. Jednocześnie na fali entuzjazmu będziemy musieli pamiętać, jakie wielkie wyzwania czekają w takich praktycznych obszarach, jak rynek pracy, edukacja, opieka zdrowotna czy mieszkalnictwo”. – napisali. Eksperci WiseEuropa w swoim najnowszym raporcie. W raporcie eksperci postrzegają Polskę jako nowy kraj dla migrantów. Jakie wyzwania stoją przed krajem?

Polska jako nowy kraj migrantów

Rosyjska inwazja na Ukrainę 24 lutego wywołała kryzys migracyjny na niespotykaną od czasów II wojny światowej skalę. Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. Jednak dziesięć lat temu Polska nie była krajem imigracji, a wręcz przeciwnie, ze względu na masową emigrację do Europy Zachodniej po 2004 roku saldo migracji było wyraźnie ujemne. A skala napływu migrantów do Polski była znacznie mniejsza niż do Europy Zachodniej i niektórych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. 

Eksperci z WiseEuropa w swoim raporcie zauważają, że masowa migracja Ukraińców do Polski miała miejsce w 2014 roku, przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę 24 lutego. Podkreśla się, że masowy napływ migrantów odbywał się bez skoordynowanej, wspólnej polityki migracyjnej w Polsce w formie dokumentu strategicznego.

Co mają na myśli eksperci? Polityka migracyjna w Polsce często koncentruje się na ułatwieniu dostępu do rynku pracy, ale bez uwzględniania innych kwestii. Często liberalizacja jest decyzją poszczególnych instytucji, którą trudno uznać za spójną lub z długofalową wizją – mówi WiseEuropa. Osobno eksperci zwracają uwagę na problem edukacji, który może się wkrótce pojawić. W Polsce jest wiele ukraińskich dzieci i młodzieży, uczniów i studentów, którzy będą musieli w jakiś sposób kontynuować naukę.

„Napływ uchodźców z wojny z Ukrainy przyczynia się do zmiany statusu Polski z kraju przechodzącego z emigracji na imigrację. Transformacja ta jest najszybsza we współczesnej historii Europy. Należy przyjąć, że niezależnie od wyniku wojny i jej konsekwencje dla rozwoju gospodarczego Ukrainy, Polska, z wyraźną przewagą Polaków, ale z rosnącym udziałem Ukraińców” – czytamy w raporcie.

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

Jak zmienia się rynek pracy w Polsce

Brak wystarczającej liczby pracowników na rodzimym rynku, od kilku lat rynek pracy w Polsce coraz bardziej koncentruje się na imigrantach. W tym zakresie obowiązuje elastyczna regulacja zezwoleń na pracę czasową, pozwala ona na zatrudnienie cudzoziemca. W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety. Szybko znajdują pracę. Większość z nich przyjechała bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego w Polsce. Jednak ponad połowa z nich ma wyższe wykształcenie, a na Ukrainie byli zatrudnieni jako specjaliści, np. nauczyciele i pracownicy oświaty, pracownicy usług, handlu i tak dalej. Raport WiseEuropa stwierdza, że ​​znaczna liczba uchodźców jest zatrudniona na stanowiskach niższych niż ich specjalizacja. Tłumaczą to faktem, że prawdopodobnie migranci ci nie zdecydowali się na stałe osiedlenie się w Polsce i na lokalnym rynku pracy. Dlatego często zgadzają się na pracę, którą łatwiej jest odejść. Innym aspektem jest bariera językowa, która często jest dobrym powodem, dla którego migranci nie pracują w swojej specjalności, ale zgadzają się na pracę w innej dziedzinie.

Eksperci twierdzą, że w dłuższej perspektywie rynek pracy w Polsce się zmieni. Na przykład niektóre „męskie” zawody zostaną przystosowane do wykonywania przez kobiety. Jednak właściwe wykorzystanie potencjału migrantów wymaga pewnych rozwiązań. Oto kwestie nakreślone w raporcie WiseEuropa:

  • bariera językowa, bo wielu uchodźców nie mówi po polsku;
  • dostępne oferty pracy często różnią się od wniosków migrantów, tj. mają inne kompetencje;
  • firmy i zespoły będą musiały przyzwyczaić się do wielokulturowości, aby nie było konfliktów w zespole;
  • większość uchodźców to matki z dziećmi, ich możliwości aktywności zawodowej są dość ograniczone, ponieważ istnieje obowiązek opieki;
  • migranci często nie znają rzeczywistego stanu rynku pracy w Polsce, dlatego często godzą się na pracę przy niższych płacach i warunkach pracy.

Edukacja w Polsce ukraińskich uchodźców

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

Kolejną kwestią jest uznawanie kwalifikacji ukraińskich nauczycieli. Eksperci sugerują, że powinno istnieć przejściowe zwolnienie z wymogu znajomości języka polskiego, szkolenia i zatrudniania specjalistów oraz intensywnej nauki języka polskiego.

W swoim nowym raporcie eksperci WiseEuropa zwracają również uwagę na inne, zróżnicowane obszary społeczeństwa, które zmieniają się ze względu na dużą liczbę Ukraińców w Polsce. Na przykład prawo, opieka zdrowotna, polityka integracyjna dla migrantów, rynek mieszkaniowy itp.

Vladyslav Yatsenko, dziennikarz VPolshchi

Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne.

A więc eksperci WiseEuropa wiedzą, że społeczeństwo polskie popiera to, co robi „polski” rząd w sprawie ukraińskiej. No bo jak mogło by być inaczej, skoro są to eksperci „Mądrej Europy”. Tak to działa. Tworzy się różne think tanki, zatrudnia ekspertów, których zadaniem jest oswajanie społeczeństwa z zamiarami rządu. Później media powołują się na te think tanki jako źródło wiarygodnych i poważnych analiz, a następnie, po uprzednim urobieniu społeczeństwa, przechodzi się do praktycznej realizacji rządowych planów.

Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. 

Skoro społeczeństwo ukraińskie w Polsce ukształtowało się jeszcze przed wojną, to oznacza, że to nie wojna była przyczyną napływu tylu Ukraińców. A czy bez wydatnej pomocy rządu i różnego rodzaju ulg zachodnie korporacje zatrudniałyby ich tak chętnie?

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

To oznacza, że nie będzie to żadna dłuższa migracja, tylko przesiedlenie, a zróżnicowane społeczeństwo, to brak asymilacji. Zresztą przy tak wielkim napływie obcej ludności i ich uprzywilejowaniu asymilacja nie jest możliwa.

 W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety.

Chodzi tu młode kobiety z dziećmi. W praktyce oznacza to, że za jedno pokolenie, czyli za 25 lat, będzie to już nowe społeczeństwo, bo polskie, starzejące się, powoli wymiera, a wielu młodych wyjechało za granicę.

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Decyzje te nie powinny być tymczasowe, czyli powoli przejmujemy bazę polskiego systemu edukacji. Nie ma znaczenia, że wojna skończy się za jakiś czas. Działania są długofalowe i mają zupełnie inny cel niż oficjalne deklaracje.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

A więc szykuje się nam nie tylko przejęcie bazy polskiego systemu edukacji, ale również modyfikacja jego programu, a w konsekwencji jego zmiana na ukraiński, no bo czym jest wsparcie tożsamości narodowej, jak nie stopniową zamianą jednej tożsamości na drugą? Kto kontroluje edukację, ten kontroluje przyszłość i modeluje przyszłe społeczeństwo.

Ten artykuł to bardzo ogólnikowe omówienie tego raportu, który jest bardzo obszerny i jest zatytułowany Gościnna Polska 2022+ z podtytułem: Jak mądrze wesprzeć Polskę i Polaków w pomocy osobom uciekającym przed wojną w Ukrainie? (https://wise-europa.eu/wp-content/uploads/2022/06/Raport-Goscinna-Polska-2022.pdf). Plus przy roku 2022 sugeruje, że to ma być gościnna Polska na lata.

We wprowadzeniu redaktorzy projektu Maciej Bukowski i Maciej Duszczyk piszą m.in.:

„Wreszcie kluczowym wyzwaniem w dłuższym okresie będzie zapobieganie konfliktom, jakie mogą zaistnieć między Ukraińcami a Polakami a także między poszczególnymi grupami Ukraińców. Tak duży napływ cudzoziemców w krótkim czasie oddziałuje bowiem na codzienne życie społeczeństwa przyjmującego – zarówno obywateli Polski jak i imigrantów przebywających już w Polsce od dawna, co może powodować konflikty. W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach. W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym. Ryzyka te należy identyfikować, monitorować i rozwiązywać za pomocą odpowiednio dostosowanych polityk publicznych, w tym kampanii komunikacyjnych. Obszar ten jest przedmiotem zainteresowania rozdziałów siódmego i ósmego.”

W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach.

Skoro napięcia pojawią się z czasem, to znaczy, że autorzy raportu doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że przyjmowanie Ukraińców w Polsce nie jest tymczasowe i że w pewnym momencie Polacy w swojej masie zorientują się, że stają się obywatelami trzeciej kategorii. Jednak sami Polacy, jako masa, nie zorganizują się. Ktoś będzie musiał ich poprowadzić. Autorzy raportu zapewne wiedzą, że tacy ludzie są już do tych funkcji przygotowywani i stąd ich pewność, że tak będzie.

W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym.

Tu autorzy raportu wyraźnie piszą, kto będzie miał pierwszeństwo w dostępie do usług samorządowych i do rynku pracy. Tak więc budowa państwa ukraińskiego w Polsce i wymiana Polaków na Ukraińców trwa od lat, a tocząca się wojna tylko przyspieszyła ten proces. To jest działanie metodą faktów dokonanych. Nawet jeśli ta wojna skończy się za jakiś czas, to ci ludzie już tak będą zakorzenieni w tej, już wtedy, ukraińskiej rzeczywistości, że o ich powrocie na Ukrainę nikt nawet nie wspomni.

Najbardziej charakterystyczne w całej tej propagandzie, w której już otwarcie mówi się o unii polsko-ukraińskiej, wspólnym państwie, jest to, że wszędzie pojawiają się ukraińskie flagi, a polskich brak, wszędzie mówi się o problemach Ukraińców, a o problemach Polaków – wcale. Nawet raport tych ekspertów jest w tonacji niebiesko-żółtej, a bieli i czerwieni nie ma. To chyba najlepszy dowód ku czemu to zmierza.

Krok po kroku

Po drugiej wojnie światowej, po zmianie granic i masowych przesiedleniach ludności z Kresów, zamieszkałych w zdecydowanej większości przez mniejszości narodowe, Polska, zwana PRL-em, nadal była państwem o znacznym ich odsetku. Była to ludność ukraińska, dodatkowo rozproszona po kraju po akcji „Wisła”, białoruska, litewska, niemiecka i żydowska. Jednak władze PRL-u wmawiały ludziom, że PRL to kraj jednolity narodowo i wyznaniowo. Jakiś cel w tym miały. Wszystko wskazuje na to, że wykorzystały pewną, znaną skądinąd ideologię: jeden naród, jedno państwo, jeden przywódca (jedna partia). To oczywiście nie zmieniało faktu, że te mniejszości były, miały swoje organizacje, towarzystwa kulturalne itp. Jednak tego nie nagłaśniano, raczej wyciszano. Wygląda więc na to, że ustrojem PRL-u był narodowy socjalizm.

Wszystko się zmieniło po 1989 roku i nagle okazało się, że te mniejszości są, co więcej, okazało się, że należą się im szczególne prawa z racji bycia mniejszościami. To, że wszyscy ci ludzie byli obywatelami tego państwa i mieli takie same prawa, jak pozostali, to nie wystarczało. Trzeba było ich uprzywilejować. A uprzywilejowanie, czasem nawet symboliczne, skłóca. I o to chodzi.

Dziś mamy już zupełnie inną sytuację i „polski” rząd otwarcie realizuje, zapowiadaną już od jakiegoś czasu, akcję tworzenia z Ukraińców polskiej inteligencji. W praktyce sprowadza się to do tworzenia w Polsce państwa ukraińskiego. Krok po kroku, powoli, ale konsekwentnie.

W dniu 29 czerwca ukazał się na Interii artykuł Lwowska drużyna wystąpi w lidze polskiej. Wiemy gdzie zagra (https://sport.interia.pl/siatkowka/ekstraklasa-mezczyzn/news-lwowska-druzyna-wystapi-w-lidze-polskiej-wiemy-gdzie-zagra,nId,6124073). Poniżej jego treść:

»Nigdy wcześniej w sięgającej początku XXI wieku historii PlusLigi nie wystąpił w niej zespół zagraniczny. Klub Barkom-Każany Lwów będzie pierwszym. Ukraińscy siatkarze wystąpią w krakowskiej hali Hutnika, na najważniejsze mecze mają się przenieść do TAURON Areny.

Plotki dotyczące występów klubu ze Lwowa w polskiej lidze siatkówki krążyły już od jakiegoś czasu zarówno w Polsce jak i w Ukrainie. Głośno było o tym przed poprzednim sezonem 2021/22, gdy mówiono o tym, że lwowianie za rok dołączą do PlusLigi.

W marcu 2022 r., niecały miesiąc po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, władze ligi siatkówki oficjalnie potwierdziły udział klub Barkom- Każany Lwów w polskich rozgrywkach, które zostaną poszerzone z 14 do 16 zespołów.

Barkom-Każany Lwów zagra w rozgrywkach siatkarskiej PlusLigi

Mamy wyjątkowy czas, wspólnie uznaliśmy że nasi ukraińscy przyjaciele spełniają wymogi i jednocześnie zasługują na nasze wsparcie oraz solidarność – powiedział prezes zarządu Polskiej Ligi Siatkówki, Artur Popko, cytowany w oficjalnym komunikacie.

Właśnie ogłoszono terminarz PlusLigi na sezon 2022/23. Drugim obok lwowskiego beniaminkiem będzie BBTS Bielsko-Biała. W zaplanowanej na pierwszy weekend października 1. kolejce bielszczanie zmierzą się u siebie z Cuprum Lubin, a Barkom-Każany na wyjeździe z Treflem Gdańsk. No dobrze, a gdzie będzie występowała drużyna ze Lwowa w roli gospodarza? Lwów jest położony z dala od frontu działań wojennych, jednak rosyjscy agresorzy kilkukrotnie wystrzelili rakiety w miasto leżące tuż obok polskiej granicy. Niestety, kilka z nich dosięgło celu, nie jest bezpiecznie. 

Udało nam się uzyskać informację, że lwowiacy wystąpią w hali Hutnika Kraków, dodatkowo na stronie TVP Sport czytamy, że na najważniejsze mecze drużyna może przenieść się do TAURON Areny. To będzie spora atrakcja dla krakowskich kibiców, od powstania PlusLigi dwie dekady temu żadna drużyna z tego miasta nie uczestniczyła w jej rozgrywkach.«

Autor artykułu dokonał pewnego psychologicznego zabiegu, a mianowicie, nie napisał „ukraińska drużyna” tylko „lwowska drużyna”, odwołując się do emocji wielu Polaków. Lwów odegrał wyjątkową rolę po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po pierwszej wojnie światowej. Dostarczył wykwalifikowanych kadr, ludzi, którzy rozjeżdżali się po całym kraju, by organizować i budować nowe państwo. Jednak II wojna światowa zlikwidowała polski Lwów. Obecnie jest to już inne miasto i inni ludzie tam mieszkają. Nie ma powrotu do przeszłości. Polskiego Lwowa już nie będzie, a Kraków powoli staje się ukraińskim miastem, zresztą nie tylko Kraków.

Można chyba bez przesady powiedzieć, że Jałta stanowiła gwóźdź do trumny narodu polskiego. Jej skutki były o wiele gorsze niż unii lubelskiej. Po niej nastąpiło zdominowanie nowego państwa przez potężnych feudałów z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz migracja części ludności polskiej na wschód. I ten naród gdzieś tam rozrzedzał się w tych bezkresnych przestrzeniach wschodu. Nie było jednak, poza nieliczną elitą WKL, migracji ze wschodu do Korony. Dopiero masowe przesiedlenia po II wojnie światowej zmieniły diametralnie strukturę ludności w tej nowej Polsce. Nie było tak, że przesiedlono tylko Polaków. A może nawet było tak, że przesiedlono przeważnie ludność niepolską, bo przecież mnóstwo Polaków pozostało na Kresach. To nowe państwo, czyli PRL, nie było więc państwem jednolitym etnicznie. III RP wpisała się w ten model. No bo jak wytłumaczyć fakt, że ten niby polski rząd robił wszystko, by utrudniać Polakom z Kazachstanu powrót do kraju. Przecież polski rząd tak nie zachowałby się i nie wydawałby tysiącami polskich paszportów Żydom z Izraela i nie sprowadzałby milionami Ukraińców, którzy nie uciekali przed wojną, bo wszyscy oni pochodzą z trenów, które nie są objęte działaniami wojennymi.

Jeśli więc Ukraińcy są tak ochoczo przyjmowani w tym kraju i goszczeni przez wielu, to wypada zadać sobie pytanie: Kim są ci ludzie, którzy tak się zachowują? Polakami? A może Polakami ukraińskiego pochodzenia albo Ukraińcami z polskim obywatelstwem. Jeśli uwzględnimy przesiedlenia po II wojnie światowej, akcję „Wisła”, napływ paru milionów Ukraińców po 2014 roku i paru milionów po 24-tym lutego tego roku, to może się okazać, że tzw. mniejszość ukraińska w Polsce nie jest żadną mniejszością tylko większością. Może więc niepotrzebnie niektórzy denerwują się, że Polacy są tacy naiwni czy głupi, że są tak pomocni i życzliwi Ukraińcom, że nawet śpiewają z nimi „Czerwoną Kalinę”. Być może nawet są tacy, ale większość, to prawdopodobnie obywatele polscy ukraińskiego pochodzenia. Teraz dopiero wychodzi szydło z worka.

Taka akcja, podmiany społeczeństwa, nie byłaby możliwa, gdyby nie przesiedlenia po II wojnie światowej, które diametralnie zmieniły strukturę społeczeństwa, które nazywa się polskim. Takie coś jest możliwe, bo państwo polskie jest zdominowane przez różnego rodzaju mniejszości. Oczywiście kierują tym wszystkim Żydzi, ale wysługują się również mniejszościami, ostatnio najaktywniej Ukraińcami.

I RP była państwem multi-kulti, ale dotyczyło to elit władzy, szlachty, magnaterii. Zaczęło się od unii horodelskiej z 1413. W celu powiązania feudałów litewskich z polskimi, 47 rodzin możnowładców i szlachty polskiej przyjęło do swych herbów 47 rodzin panów i bojarów litewskich. Od unii lubelskiej (1569) zaczęła się dominacja potężnych feudałów z WKL, z których wielu, jeśli nie wszyscy, byli już pełnoprawnymi szlachcicami polskimi. Trudno więc dziwić się, że w XIX wieku wybuchały idiotyczne powstania, a później to najbardziej kretyńskie – warszawskie, skutkujące zburzeniem miasta. A co tam! Zburzę miasto i wyjadę na emeryturę do Kanady, jak było w przypadku tego, który poprzez zburzenie tego miasta chciał poruszyć sumienie świata. Sumienia świata nie poruszył, a pozostawił po sobie tylko ruiny i zgliszcza. Tak mógł postąpić tylko człowiek, który miał bardzo luźny związek z tym państwem, a ludzie w nim mieszkający byli mu zupełnie obojętni, może nawet obcy.

Jest więc Polska krajem, którego nie tylko elity są od wieków obce, ale też jej społeczeństwo jest mocno wymieszane od czasów powojennych przesiedleń. Jednak tym, którzy za to odpowiadają, jest jeszcze za mało. Zapragnęli totalnego zmarginalizowania Polaków. Nie ma bardziej stosownego do tego pretekstu jak wojna. Wojna usprawiedliwia masowe przesiedlenia i dlatego sztucznie wykreowano konflikt rosyjsko-ukraiński. Ja oczywiście nie neguję, że przy jego okazji załatwia się jeszcze wiele innych spraw, jak choćby potęgowanie światowego kryzysu, ale to jest główny powód wywołania tej wojny – zmarginalizowanie Polaków i zastąpienie ich Ukraińcami.

Jest tylko jedno pytanie, na które nie potrafię sobie odpowiedzieć: Skąd u Żydów taka nienawiść do Polaków, a pobłażliwość wobec Ukraińców, którzy dokonywali na nich w przeszłości wielu na szeroką skalę zakrojonych pogromów, których na taką skalę w Polsce nigdy nie było?

Ukraińska Republika Radziecka

Wojna na Ukrainie trwa i nic nie wskazuje na to, by szybko skończyła się. Pompowanie w to upadłe państwo dziesiątek miliardów dolarów trwa w najlepsze. Wsparcie idzie z Ameryki i z Europy. Nie pierwszy to raz tak się dzieje. Różnica polega na tym, że poprzednio budowano, a teraz niszczy się. Adolf Nowaczyński w książce z 1934 roku Plewy i perły tak opisywał wcześniejszy eksperyment:

»Dwie ciekawe książki, godne polecenia dla tych wszystkich nielicznych, którzy nie zapomnieli jeszcze do cna, że istnieje nie tylko daleki Wschód, ale i bliski.

Francuska: Le probleme de l’interpendence de l’Ukraine et de la France (Problem współzależności Ukrainy i Francji), 1931. Autor: deputowany Emanuel Evain, członek parlamentarnej komisji dla spraw zagranicznych. Przedmowa E. Soulier.

Sowiecka, ale w niemieckim języku wydana książka przez charkowskie biuro „zur Förderung der kulturellen Verbindungen mit dem Ausland(promowanie więzi kulturalnych z zagranicą) pod tytułem: „Der ökonomische, soziale und kulturelle Aufbau der ukrainischen Räte-Republik(Struktura gospodarcza, społeczna i kulturalna ukraińskiej Republiki Rad), 1931.

Propaganda co się zowie. A jak daleko w ogóle sięga i jakie przybrała rozmiary, tego jeszcze inne dowody także, że np. w Ameryce… w Milwaukee wychodzi słownik ukraińsko-angielski: „Pocket Dictionary of Ukrainian-English”… a w Nowym Jorku jako osobny przedruk z „Ukrainian Review” broszura nieprzyjemna: „Western-Ukraine under Polish Yoke:(jarzmem)

Jest ich dużo tych Ukraińców i zaczynają się mocno krzątać po świecie. Co się to i dziwić? Jeżeli w Wielkiej Brytanii zaczynają rościć pretensje autonomiczne i Szkocja, i Walia, jeżeli wyspa Malta chce zrzucić swoje „jarzmo”, to tym zaraźliwym ruchem (mocno zatrącającym masowymi psychozami) przejmują się łatwo i inni. Równocześnie i równolegle narodowościowe ruchy centrypetalne i centryfugalne: paneuropa, panislamizm, panamerykanizm, pansemityzm… I wprost przeciwnie: Islandia chce oderwać się od Danii, Ulster od Irlandii. Malta chce być niezależną itp.

O Ukrainie sowieckiej często się dowiadujemy to i owo z telegramów agencji ATE. Ale bywały to przeważnie tak zwane „nowiny tatarskie”, zawsze Hiobowe i alarmistyczne. A to bunty, a to głody, a to mordowania komisarzów ludowych, a to nieurodzaj na zboże i pomór na bydło. Jako próbkę sugestii dajemy taki telegram jeszcze z zeszłego roku:

„LONDYN, 25.11. (ATE) – W angielskich kołach handlowych wielkie wrażenie wywołały obszerne raporty i sprawozdania otrzymane przez angielską izbę handlową od przedstawicieli firm angielskich, handlujących z Sowietami. Według nadesłanych sprawozdań Sowiety nie są w stanie opanować anarchii, jaka wytworzyła się na Ukrainie, gdzie role tzw. „kułaków” odgrywają obecnie kolektywy rolne, sprzeciwiające się dostarczaniu zboża. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy sytuacja na Ukrainie uległa od dawna nienotowanemu zaostrzeniu. Napady terrorystyczne i zabójstwa komunistów zdarzają się prawie codziennie w rozmaitych okręgach. Wzmogła się wśród ludności propaganda oddzielenia Ukrainy od Sowietów”.

Otóż takich i tym podobnych telegramów ATE, czytało się już sporo powtarzanych raz po raz. A że się obietnice nie bardzo spełniały, więc nie sposób nie odnosić się do tego chronicznego… „oddzielenia” się od USSR z pewnym sceptycyzmem.

Raczej też pouczać się z nowych publikacji choćby i propagandowych czy przyjacielskich (Evain).

Sowiecka „Kanada”, składająca się z dziewięciu dawnych guberni małoruskich, podzielona jest obecnie na 365 rejonów. Ukraińcy przeważają zwartą masą jednolitą w 80 proc. Rosjan na obszarze USSR jest dwa miliony, Niemców pół miliona, Polaków 550 000, a zwartą masą w 70 proc. w tzw. „rejonie Marchlewskiego” ze „stolicą” Zwiachlem. Żydów 7 proc., ale ich się systematycznie wysiedla. Poza obszarem USSR zostali Ukraińcy jeszcze w dawnej guberni Woronezkiej i w obszarze Donieckim. Restów nie jest portem ukraińskim. Wschodni Donbas też nie należy do USSR. Centralą władz administracyjnych i militarnych jest Charków, stolicą kulturalną, obyczajową, literacką, artystyczną Kijów.

Ukraina Sowiecka jest jedną z najbogatszych, jeżeli nie najbogatszą w swych głębinach ziemią na naszej planecie. W jej łonie złożone są skarby nad skarbami. Oczywiście przede wszystkim czarnoziem, po czym węgiel, nafta, rtęć, żelazo, cynk, mangan, grafit, sól, fosforyty, kaolin, glina fajansowa i jeszcze rozmaite metale, jakich tylko człowiek zapragnie. Klimat dla cukru i tytoniu idealny. Trzy „strumyki”: Dniepr, Dniestr, Bug.

Do tego wszystkiego przybyło w ostatnich latach: poprawiona i najgęstsza w Sowietach sieć kolejowa. Dalej: rozbudowa Donbasu i portu w Odessie, dalej: Dnieprostrój to jest największa na całym świecie hiperamerykańska hydrocentrala i tama rzeczna. Dalej: Magnitogorsk, to jest największy w Europie piec dla żelaza. Dalej: fabryka traktorów w Charkowie, druga z rzędu pod względem produkcji maszyn na świecie. To już jest gotowe. „Robią się zaś przedsięwzięcia jeszcze inne, na dość olbrzymią skalę, służące do wzmożenia przemysłu metalurgicznego i chemicznego do granic w Europie niebywałych. Wszystko z pomocą i pod kierunkiem Europejczyków i Amerykanów z państw ultrakapitalistycznych. Wszystko kosztem czasowej (podobno) degradacji materiału ludzkiego i roboczego do poziomu Asyryjczyków, Egipcjan i… prostych cyfr… numerów… jak w „Sing-Singu”… człowiek numer 1737, kobieta numer 7345…

W każdym atoli razie duży rozwój i rozrost potęgi w USSR skonstatować się daje. Różne książki i dzieła, a tu i ówdzie, korespondencje w pismach mówią o tym wyraźnie. Kiereński twierdzi, że (od czasu jego wyjazdu) to tylko fikcja i bluff… Ale procent bluffu, fikcji, przesady, megalomanii i imponowania Europie (dognać i przegnać) nie jest jednakże tak wielki, żeby te wszystkie sukcesy należało ignorować i ich nie widzieć. Tym bardziej, że jak gospodarczo, tak i kulturalnie w USSR poziom podniósł się wydatnio. Przymus szkolny już wydał swe rezultaty. Analfabetów w USSR nie ma. Ławra Peczerska zamieniona na Muzeum Narodowe Ukraińskie. Duży pono rozkwit literatury, dramatu, malarstwa, muzyki, cztery wielkie teatry operowe, dużo szkół specjalnych, laboratoriów.

Że są wielkie kłopoty, komplikacje i awantury z kołchozami, sowchozami, kolektywizacją agrarną, kampaniami zbożowymi, mechanizacją, maszynizacją uprawy roli i chlebozagotówkiem, to też nie ulega żadnej wątpliwości. Że bywają lokalne borby z kułakami, psucie traktorów i obrabiarek, tu i ówdzie głód, a tam strzelanina to także prawda.«

x

Co z tego wynika? Wynika to, że państwa kapitalistyczne: Ameryka i kraje Europy zachodniej, wtłoczyły niewyobrażalną ilość pieniędzy w ZSRR, czyli ideologicznego przeciwnika, a więc wroga. Zrobiły tak, mając pełną świadomość, że dług ten nigdy nie zostanie spłacony. Wydawać więc by się mogło, że było to jakieś działanie bez sensu. Jednak tak nie było. To tylko z punktu widzenia przeciętnego człowieka wygląda tak, że on swój dług musi spłacić, bo jeśli – nie, to zostanie zlicytowany.

W przypadku państw jest inaczej. Państwa nie bankrutują, ale stają się zakładnikami międzynarodowego kapitału. Chyba nikt zdroworozsądkowo myślący nie ma wątpliwości, że Związek Radziecki nie spłacił swoich długów. I prawdopodobnie wcale nie musiał, bo państwem tym rządzili Żydzi, podobnie jak i pozostałymi. Chodziło tylko o to, by słabo rozwinięte państwo, jakim była Rosja carska, przekształcić w państwo dysponujące potężnym przemysłem, by takie państwo mogło przeciwstawić się innemu państwu, w które również międzynarodowy kapitał wtłoczył mnóstwo pieniędzy. Tylko przy względnej równowadze sił konflikt pomiędzy takimi państwami może trwać długo i skutecznie wyniszczać walczące strony. Dokładnie ten sam schemat działania zastosowano obecnie na Ukrainie. Bez pomocy Ameryki i unii europejskiej Ukraina nie miałaby szans na przedłużanie tej wojny na czas nieokreślony. Ale bez odpowiedniego zachowania Rosji, czyli zaangażowania tylko części swojego potencjału wojennego, również ten scenariusz nie byłby możliwy do realizacji. Dobry reżyser, jak widać, zadba o wszystko i ma zapewne w zanadrzu alternatywne scenariusze.

Jeśli więc Związek Radziecki nie spłacił swojego przedwojennego długu, to tym bardziej nie spłacił go powojenny Związek Radziecki, oddzielony od Zachodu żelazną kurtyną. Zapewne nie zrobiła tego po 1990 roku Rosja, bo zgodziła się na rozszerzenie NATO na kraje Europy środkowej, pomimo że amerykańscy prezydenci obiecywali Gorbaczowowi, że tego nie uczynią. A skoro tak, to musiała zgodzić się na wejście do wojny z Ukrainą pod pretekstem zagrożenia swojego bezpieczeństwa z uwagi na możliwość rozmieszczenia pocisków nuklearnych bezpośrednio przy jej granicy. Ale Chiny i Korea Północna też posiadają broń jądrową i graniczą z Rosją. Że Chiny dziś współpracują z Rosją? Dziś tak, a w przyszłości może być różnie. A i w przeszłości relacje rosyjsko-chińskie nie zawsze były sielanką.

Skąd te wszystkie państwa mają pieniądze na tę wojnę na Ukrainie? Ano zadłużają się u międzynarodowego kapitału, czyli u Żydów. A oni skąd mają pieniądze? Oni je drukują, a obecnie druk ten jest coraz częściej zastępowany elektronicznym kreowaniem pieniądza. Ktoś, kto ma monopol na ten proceder, nie martwi się tym, że jakieś państwo, samorząd czy firma nie spłaci długu. Ten ktoś dodrukuje sobie nowych pieniędzy, a ci wszyscy dłużnicy staną się niewolnikami tego, od kogo pożyczyli. Tak więc pieniądz jest narzędziem, które umożliwia Żydom uzależnianie od siebie wszystkich pozostałych nacji i państw. Jest on dla nich tylko narzędziem, a nie – celem samym w sobie, tak jak dla innych nacji, którym Żydzi to wmówili, we własnym zresztą interesie.

No to teraz jest już chyba jasne, skąd „polski” rząd ma pieniądze na pomoc wojskową dla Ukrainy i na utrzymywanie w Polsce kilku milionów Ukraińców. Oba państwa są już tak zadłużone, że zgodzą się na wszystko. Ukrainę zrujnowała wojna, a Polskę – tworzenie nowego społeczeństwa i pomoc Ukrainie walczącej z Rosją. Nie jest to jednak wynik głupoty rządów obu państw, tylko wynik ich świadomego działania. W obu państwach rządzą Żydzi i realizują cel światowego żydostwa, które chce nowego porządku w Europie wschodniej i konsekwentnie do tego dąży.

Viktor Orban

Na kanale internetowym „Powojnie” pojawił się krótki film zatytułowany Viktor Orban: początki politycznej kariery. W jaki sposób po raz pierwszy został premierem Węgier? Niby nic szczególnego, ale są w nim zdjęcia Orbana z okresu dzieciństwa i młodości. I właśnie te zdjęcia zwróciły moją uwagę, bo Orban, jak ktoś skomentował, wygląda na nich jak Żyd. Istotnie tak wygląda. A skoro tak, to pewnie jest Żydem. Pewne fakty z jego życiorysu zdają się to potwierdzać. Z tego filmu można m.in. dowiedzieć się, że:

„Urodził się w 1963 roku. Będąc nastolatkiem sympatyzował z organizacjami komunistycznymi. Na studiach był liberałem, zwolennikiem wyprowadzenia wojsk radzieckich z Węgier. W demokratycznych wyborach stał się konserwatystą i liderem prawicy. Rodzice Orbana byli protestantami. (Jednak Wikipedia podaje informację, że byli kalwinami, a więc najbliżej judaizmu. – przyp. W.L.) On sam podobno nie interesował się religią, co wiele lat później nie przeszkadzało mu odwoływać się do wartości chrześcijańskich.

Mając 14 lat związał się z komunistyczną organizacją młodzieżową. Potem twierdził, że był młody i naiwny. Po odbyciu dwuletniej służby wojskowej rozpoczął studia prawnicze w Budapeszcie. Po uzyskaniu dyplomu w 1987 przez dwa lata pracował tam jako socjolog w jednym z instytutów. 30 marca 1988 roku został współzałożycielem Związku Młodych Demokratów, czyli w skrócie Fideszu. Do partii należeli studenci o liberalnych poglądach sprzeciwiający się reżimowi.

Najważniejszym wydarzeniem w pierwszych latach politycznej działalności Orbana było przemówienie, które wygłosił 16 czerwca 1989 roku w Budapeszcie. Tego dnia oficjalnie pochowano bohaterów antykomunistycznego powstania w 1956 roku. W dniu pogrzebu rozpoczęła się wielka polityczna kariera Viktora Orbana, która trwa do dziś. Wówczas nieznany opozycyjny polityk wygłosił mowę, która stała się jednym z symboli upadającego komunizmu na Węgrzech. Domagał się jak najszybszego wycofania wojsk radzieckich oraz wolnych wyborów.

Viktor Orban stał się osobą, z którego zdaniem liczyło się węgierskie społeczeństwo. Zwrócił też na siebie uwagę reszty świata. Nie powinno więc dziwić, że latem 1989 roku wziął udział w obradach okrągłego stołu opozycji. On sam reprezentował Fidesz. Węgierscy opozycjoniści wystąpili zjednoczeni przeciwko Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej i 18 września 1989 roku zawarli porozumienie dotyczące programu pokojowej transformacji ustrojowej. Kluczem do jej przeprowadzenia miały być demokratyczne wybory. Węgierska Socjalistyczna Partia Robotnicza rozwiązała się 7 października 1989 roku, przekształcając się w Węgierską Partię Socjalistyczną.

Orban miał wtedy 26 lat. Pod wrażeniem jego charyzmy i odwagi był słynny Węgier George Soros. Jego fundacja Społeczeństwa Otwartego zaproponowała mu stypendium w Wielkiej Brytanii. Orban propozycję przyjął. Przez kolejne 9 miesięcy studiował na naukach politycznych w Oksfordzie. Jego osobistym opiekunem w Anglii był polsko-brytyjski filozof Zbigniew Pełczyński były żołnierz Armii Krajowej. W styczniu 1990 roku Orban wrócił do ojczyzny. Chciał zostać parlamentarzystą pierwszego postkomunistycznego zgromadzenia narodowego.

Na początku transformacji sytuacja gospodarcza Węgier była bardzo trudna. Orban wykorzystywał te trudności, głosząc swoje liberalne poglądy. W jednym ze swoich wystąpień stwierdził, że wszystko, co można sprywatyzować, powinno być sprywatyzowane. Mówił też, że Europa środkowo-wschodnia, a zwłaszcza Węgry, mają przed sobą kilka ścieżek, którymi mogą podążać. Najgorsza to ta, co dziś może wydawać się dziwne, która prowadzi na wschód, czyli w kierunku Rosji. Poza tym wzywał do jak najszybszego wstąpienia do unii europejskiej oraz NATO. Z czasem jednak liberalne poglądy Orbana zaczęły się zmieniać. Od około 1992 roku coraz częściej bronił konserwatywnego Węgierskiego Forum Demokratycznego.

Zaczął też opowiadać się za zmianami w swojej partii. Żądał strukturalnej transformacji, która doprowadziłaby do wzmocnienia jego pozycji. Działania Orbana zniechęciły część polityków Fideszu. Niektórzy z nich opuścili partię i zdecydowali się poprzeć partie opozycyjne. 18 kwietnia 1993 roku Orban został pierwszym prezesem Fideszu, który przekształcił się z radykalnej studenckiej organizacji w centro-prawicową partię ludową.

W wyborach w 1994 roku Fidesz uzyskał niewiele ponad obowiązujący próg wyborczy, czyli ponad 5%. Pomimo porażki Orban pozostał na stanowisku prezesa partii. W rozmowach ze swoimi zwolennikami wybielał się, twierdząc, że pierwsze rządy państw Europy środkowo-wschodniej po upadku komunizmu niestety są skazane na porażkę w drugich demokratycznych wyborach, ponieważ nie otrzymują wsparcia ze strony Zachodu. Tym sposobem liberałowie nie zastąpili konserwatystów – powiedział w jednym z wywiadów. W 1994 roku Orban zapewniał, że żadnego prawicowego zwrotu Fideszu na pewno nie będzie.

W tym czasie socjaliści stworzyli koalicję z liberałami. Nowy rząd chciał ustabilizować sytuację w kraju. Głównym celem było zatrzymanie galopującej inflacji. Wprowadzono plan stabilizacyjny, który nazwano, od nazwiska ówczesnego ministra finansów, panem Bokrosa. Rząd przyspieszył prywatyzację. Trwała wyprzedaż majątku narodowego. Reformy, zamiast wyciągnąć kraj z kryzysu, doprowadziły do kolejnych protestów społecznych. Fidesz powoli odzyskiwał wyborców. Prawicowe poglądy zyskiwały coraz więcej sympatyków.

Wzrost poparcia dla stronnictwa Orbana odbywał się kosztem konserwatystów z Węgierskiego Forum Demokratycznego. Jego lider Józef Antal zmarł w grudniu 1993 roku. Prawa strona politycznej barykady potrzebowała nowego przywódcy. Kimś takim stał się Viktor Orban. W 1998 roku jego partia Fidesz wygrała wybory, a on został premierem.”

Jak wynika z przytoczonych w tym filmie informacji, transformacja ustrojowa w Polsce i na Węgrzech przebiegała według tego samego scenariusza, a więc została wyreżyserowana przez tych samych fachowców. Nawet mieli Węgrzy taki sam plan jak my, tylko nazwisko inne. Orban był zwolennikiem prywatyzowania wszystkiego, podobnie jak socjaliści i liberałowie. I tak samo jak w Polsce, prywatyzacja na Węgrzech była po prostu rozkradaniem majątku narodowego. W obu krajach obowiązywała ta sama żydowska zasada: Gazet kusy muter, co znaczy: grabić gojim jest dozwolone.

W przypadku Żydów bywa tak, że czasem zdjęcia z młodości lub z późnej starości uwydatniają żydowskie rysy twarzy. Nie zawsze tak bywa, a może nawet częściej tak nie bywa. Jednak w przypadku Orbana tak właśnie było. Znamienne jest również to, że stypendium w Anglii załatwił i sfinansował mu Soros. Ten sam, którego później wyrzucił z Węgier. Nie sądzę, by on sam na to wpadł. Może nawet sam Soros mu doradził. Cóż mogło go bardziej uwiarygodnić w oczach Węgrów i nie tylko ich, jak nie taka zdecydowana postawa wobec żydowskiego „filantropa”? Takim gestem pozyskał zapewne sympatię i zaufanie wielu wyborców.

Na obecną politykę Orbana w stosunku do unii europejskiej i Rosji wypada więc patrzeć przez pryzmat jego pochodzenia. I dopiero na tym tle widać, że nie jest to żadna niezależna polityka. Orban odgrywa rolę, jaką mu wyznaczyli jego nieznani przełożeni. Zresztą nie tylko on. A polityka ta jest niezwykle wyrafinowana i wielowątkowa. Rabin poseł Thon w artykule zatytułowanym Do historii polityki żydowskiej tak o niej pisał w „Hajnt” z 24 października 1930 roku:

„Jest głupio myśleć, że dopiero w naszych czasach narodziła się żydowska polityka i że nasi przodkowie o takich wysokich sztukach nie mieli pojęcia. Czy się nie wie, że już w czasach naszych mędrców, którzy kierowali żydowską polityką przeciw okropnemu Rzymowi, jedną z metod walki była demonstracja ludowa, było zawsze wygrywanie różnych sił politycznych w kraju przeciw sobie? Panującego przeciw stanom, kościoła przeciw panującemu itd. Był to niesłychanie powikłany systemat akcji politycznych, o których my dzisiaj nie możemy mieć nawet jasnego pojęcia.”

Jakieś mam takie przekonanie, graniczące z pewnością, że ten niesłychanie powikłany systemat akcji politycznych ma zastosowanie na wojnie na Ukrainie.

Unia czy polexit?

W piątek 17 czerwca ukazał się na Interii artykuł Piotra Zaremby Czy PiS wahnie się w kierunku polexitu? (https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-czy-pis-sie-wahnie-w-kierunku-polexitu,nId,6098570). Nie wiem, dlaczego autor użył słowa „wahnąć się”. Słowo „wahać się” oznacza ‘kołysać się, poruszać się ruchem wahadłowym’: „Furtka wahała się w prawo i w lewo.” Prosto i precyzyjnie byłoby: Czy PiS zdecyduje się na polexit? Po co więc taki zabieg? Najwyraźniej Zaremba, zresztą nie tylko on, chce upodobnić język polski do ukraińskiego, by nie raził on tak Ukraińców, bo ukraiński jest językiem ludowym, a polski jest językiem literackim. Taras Szewczenko, ich wieszcz narodowy, pisał wiersze po ukraińsku, ale prozą pisał po rosyjsku. Chyba nie bez przyczyny.

Zaremba pisze w swoim artykule m.in. tak:

»Opozycja zawsze wmawiała prawicy zamiar zerwania z Unią. Teraz być może ten scenariusz zaczyna się spełniać. Jeśli rozwiązaniem alternatywnym ma być federalna Europa.

“Wprawdzie opuszczenie UE nie jest dziś realne, ale trzeba robić wszystko, by przygotować Polaków do tego rozwiązania, chyba że głęboka reforma umożliwi powrót do realnej europejskiej wspólnoty” – to pointa felietonu Bronisława Wildsteina w ostatnim tygodniku “Sieci”.

Wcześniej publicysta opisuje Unię jako “twór zdegenerowany i oligarchiczny”. Tytuł tekstu “Wizyta namiestnika” odnosi się do pojawienia się w Polsce szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, przywożącej i zarazem nie przywożącej nam pieniądze na Krajowy Plan Odbudowy. Felieton krytykuje mocno rząd Morawieckiego za wdanie się w targi z unijną biurokracją. Jest w nim żal do prezydenta i premiera, że traktują besztanie Polski przez von der Leyen za coś oczywistego.

Podobne tony brzmią w obszernym tekście Rafała Ziemkiewicza w “Do Rzeczy”. Ten z kolei zaczyna tak: “Rząd PiS dokonał zdumiewającej wolty zaprzeczając wszystkiemu, co głosił i w imię czego jego wyborcy wybaczają od lat oczywiste niedostatki sanacyjnego modelu sprawowania władzy. Krajowy Plan Odbudowy to kapitulacja!”. Tytuł tekstu jest jeszcze bardziej dosadny: “Wyprzedaż niepodległości”.

Tekst Ziemkiewicz zmierza do wykazania, że związek Polski z Unią prowadzi donikąd. Rzecz w tym, że ten autor, niesłusznie opisywany jako związany z PiS, stawiał sprawę wyjścia z UE na porządku dziennym już wielokrotnie. Tymczasem Wildstein owszem, krytykował unijne mechanizmy i kibicował rządowi, ilekroć ten okazywał asertywność. Ale mam wrażenie, że wezwanie do przygotowywania polexitu pojawiło się u niego po raz pierwszy. Brak w tym konkretnego scenariusza.  A jednak… Czy to coś znaczy?

Jest jasne, że na wezwaniach do wojowniczości wobec UE kapitał polityczny zbijał w świecie polityki Zbigniew Ziobro. Teraz spiera się z premierem, na co w istocie godził się polski rząd, a o czym ministrowie dowiedzieli się później. Skądinąd nie posuwa się aż tak daleko jak Ziemkiewicz i Wildstein. Za to znamienny jest swoisty bunt Marka Suskiego.

Ten nie ukrywa swojej krytyki kamieni milowych, które poznał dopiero teraz. Ma pretensje, że Unia chce w tych kilkuset warunkach decydować o wszystkim: od nowych podatków po zmiany w sejmowym regulaminie. Używa bardzo mocnego języka porównując Unię do Stalina. Suski nie jest zbyt poważany, ale przecież to mainstreamowy pisowiec, wypełniający zwykle bez szemrania wolę prezesa Kaczyńskiego. Czy tak jest w tym przypadku i czemu miałyby te jego sprzeciwy służyć? I co na to szeregowi posłowie i działacze PiS?

Obrazowo pułapkę w jaką wpadł rząd i PiS opisuje nie tylko Ziemkiewicz, ale i (w “Sieciach”) Jan Rokita, ten skądinąd bez tak radykalnych konkluzji. Uzyskanie środków na KPO miało być sukcesem Morawieckiego. Ale do tej pory mówiono głównie o zatrzymaniu zmian w sądownictwie. Teraz pojawiła się cała lista warunków, w tym tak szokujących jak podwyższenie wieku emerytalnego. Przecież Zjednoczona Prawica ogłosiła cofnięcie tej innowacji rządu PO-PSL za swój główny sukces.

Na dokładkę Rokita zwraca uwagę na niejasny mechanizm. W istocie Komisja Europejska może pod dowolnym pretekstem w każdej chwili wstrzymać napływ tych środków. To da natychmiast euroentuzjastycznej opozycji okazję do oskarżeń. Opozycji, która (ma się rozumieć poza Konfederacją) z kolei samą dyskusję z warunkami Unii uważa za bluźnierstwo.

Do tej pory wstrzymywanie pieniędzy było czymś wyjątkowym. Teraz  sama groźba finansowych blokad ma służyć wymuszaniu określonej polityki. Czy tylko dlatego, jak powiedział w Polsacie Ignacy Morawski z “Pulsu Biznesu”, aby przekonać wyborców z krajów bogatszych takich jak Holandia czy Niemcy, że warto takich transferów dokonywać? A może jednak w imię federalistycznego projektu, który zacznie się realizować bez zmiany unijnych traktatów?

To z kolei postawi przed polską prawicą pytanie o granice zgody na to. Będzie też po części spór o samą treść polityki, jak w przypadku owych “represji” wobec diesli. Przecież Parlament Europejski już obwieścił, że życzy sobie aby do roku 2035 zastąpił je napęd elektryczny. “KPO wygeneruje ogromne obciążenie dla gospodarki, a zarazem obniżenie poziomu życia, z takim trudem osiągniętego po roku 1989” – pisze Ziemkiewicz. Zapewne nie dotyczy to każdego z kamieni milowych. Ale jesteśmy na dyskusję o tym skazani. Sama rewolucja energetyczna oznacza potężne koszty społeczne.

Wiemy, że przygniatająca część polskiego elektoratu była zawsze za Unią, jako ogólną zasadą. Ale ostatnio badań takich nie przeprowadzano. Nie pytano tym bardziej Polaków o kamienie milowe. Dochodzi do tego nasza ocena elit europejskich w kontekście wojny Rosji z Ukrainą. Wyraźnie pogłębia się różnica zdań między częścią państw naszego regionu i Zachodem. Wizyta Scholza i Macrona w Kijowie tylko chwilowo ją klajstruje.  Czy istotnie “wartości europejskie” brzmią dziś równie przekonująco jak powiedzmy przed rokiem?

Może więc jest miejsce na nowe trendy, na trwalszą zmianę po prawej stronie? Może wystąpienie Suskiego to rodzaj buntu, a może Kaczyński sonduje poprzez niego opinię publiczną? Na razie zachowując możliwość gry na kilku fortepianach.

Na koniec moja krótka refleksja. To jest kwadratura koła. Rozumiem argument ministra Schreibera, który tak skomentował kamienie milowe: “albo droga z Europą i wolnym światem, albo współpraca z Rosją”. To była przez laty także moja racja. Na ile jest nadal? Nie chcę federalnej Europy. Potrzeba nowych bilansów i obrachunków.« 

A więc grupa znanych dziennikarzy i polityków mówi otwartym tekstem o możliwości wyjścia Polski z unii. Na razie są to niby sugestie, propozycje na wypadek, gdyby władze unijne, według tychże dziennikarzy i polityków, upierały się przy swoim stanowisku i dążyły do przekształcenia unii w federację. A takim wypadku oni wszyscy, choć nie wprost, sugerują, że wyjście z unii byłoby najlepszym rozwiązaniem. A wprost, to konkluduje autor cytowanego artykułu: „Potrzeba nowych bilansów i obrachunków.”

No cóż! Na takie dictum wypada zacząć od podstaw. Jest takie angielskie przysłowie First things first, czyli najpierw rzeczy podstawowe. Czym jest zatem unia? Wikipedia tak opisuje unię europejską:

„Unia Europejska posiada cechy:

  • organizacji międzynarodowej
  • konfederacji
  • państwa federalnego

Wśród teoretyków prawa, politologii i stosunków międzynarodowych trwa spór, za co dokładnie można uznać unię. Federaliści doszukują się w niej państwa federalnego lub konfederacji. Zwolennicy Europy ojczyzn wykazują, że fundament stanowi jedynie współpraca między państwami, co determinuje istnienie organizacji międzynarodowej. Ścierają się odrębne wizje poszczególnych państw członkowskich, jak i doktryn politycznych.”

Jednym słowem: ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra. Nawet wiem, kto wymyślił takiego potworka. Skoro nie wiadomo, czym jest unia, to dlaczego ci „polscy” politycy i dziennikarze tak ostentacyjnie wyrażają swój sprzeciw wobec polityki władz unijnych? I znowu wypada zacząć od definicji.

Konfederacja państw – związek państw oparty na umowie międzynarodowej w celu prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej. Z reguły nie ma scentralizowanej władzy. Państwa tworzące konfederację pozostają suwerennymi podmiotami prawa międzynarodowego.

Federacja – inaczej państwo związkowe, państwo federalne – państwo składające się z części obdarzonych autonomią (stanów, krajów związkowych, prowincji, kantonów lub emiratów), ale posiadających wspólny (federalny) rząd.

Czym jest więc unia? Konfederacją czy federacją? Jednym i drugim. A czym bardziej? Wspólna polityka zagraniczna wychodzi ostatnio unii słabo. A czy unia ma wspólny dla wszystkich państw rząd? Ma, jest nim komisja europejska. Polskie prawo w 80 lub nawet 90% jest prawem unijnym. Również finanse unijne stanowią pokaźne źródło finansowania polskiej gospodarki. A zatem unia jest bardziej federacją niż konfederacją.

Proces unifikowania prawa i stopniowego przekazywania kompetencji poszczególnych rządów na rzecz komisji europejskiej, nie jest procesem, który zaczął się wczoraj. Trwa on od samego początku istnienia unii i wszyscy politycy o tym dobrze wiedzieli i wiedzą. Wyrazy oburzenia czy niezadowolenia są podszyte fałszem. Nie o to im chodzi, by reformować unię, tylko o to, by mieć pretekst do podjęcia działań, zmierzających do wyjścia z niej. Nie przypadkiem słowo „polexit” pojawiło się wkrótce po wyjściu Wielkiej Brytanii z unii. Jak widać polityka polska jest zawsze zgodna z angielską, zawsze, wbrew zdrowemu rozsądkowi, semper fidelis. Tak to wygląda z naszego punktu widzenia, ale nie z punktu widzenia Żydów rządzących Polską.

Wyjście Polski z unii jest niezbędne do stworzenia państwa polsko-ukraińskiego, czyli do likwidacji państwa polskiego. Zaczęło się więc powolnie przygotowywanie polskiego społeczeństwa, oswajanie go z opinią, że unia europejska, ze swoimi dążeniami do tworzenia federacji, stanowi zagrożenie dla polskiej niepodległości, której zresztą Polska już dawno nie ma, bo zrzekła się jej na rzecz unii. Natomiast nowa propozycja, o której niektórzy już napomykają, wcale nie gwarantuje jej odzyskania. Wprost przeciwnie. Jest to propozycja typu: zamienił stryjek siekierkę na kijek. Tak jednak postanowili wielcy tego świata, a ci, którzy im służą, muszą teraz przekonać maluczkich, że tak będzie dla nich lepiej. Często są to ci sami, którzy 20 lat temu przekonywali nas do tej unii.

Dlaczego tak jest, że Polska nie może być państwem o stałych granicach, że ciągle jej ludność miesza się z innymi nacjami, że ciągle trwają jakieś wędrówki ludów z zachodu na wschód i odwrotnie? Czy jest drugie takie państwo na świecie, które od wieków doświadcza czegoś takiego? Drugi tak wymieszany naród? Jedno jest pewne. W takim miejscu jedna nacja czuje się jak ryba w wodzie.