Kozioł ofiarny

A więc zaczyna się. Zaczyna się szukanie kozła ofiarnego i jak zwykle będzie nim Polska. Rzeczpospolita była zła, wszystkim przeszkadzała i dlatego trzeba było ją zlikwidować. Ale skoro była taka zła, to po co było ją reaktywować po I wojnie światowej? Chyba tylko po to, by Hitler mógł nią podzielić się do ze Stalinem, bo przecież państwo, które miało złe stosunki ze wszystkimi sąsiadami, na nic innego nie zasługiwało. Ale po co w takim razie po II wojnie światowej odtworzono je ponownie, choć w zupełnie zmienionym terytorialnie kształcie? Gdyby je raz na zawsze zlikwidowano, to byłoby po kłopocie. No, ale właśnie chodzi o to, by były te „kłopoty”. I znowu mamy Polskę, która ma złe stosunki ze wszystkimi sąsiadami, a tylko dobre z Ameryką, co datuje się od czasów Kościuszki i Puławskiego. I znowu Polska jest wszystkiemu winna, o czym wspomniała w swoim wywiadzie Angela Merkel. O tym mówi na swoim kanale Leszek Sykulski. Poniżej fragmenty jego komentarza.

5 października 2025 roku niemiecki dziennik Bild poinformował opinię publiczną, nie tylko w Niemczech, ale i w Europie, o wywiadzie, którego udzieliła była kanclerz Niemiec Angela Merkel. Ten wywiad został udzielony węgierskiemu kanałowi na YouTube o nazwie Partizan. Bez tego nagłośnienia ten wywiad nie zostałby „odkryty”. Natomiast sam wywiad jest niezwykle ciekawy i sporo mediów w Europie zaczęło go tłumaczyć i przyglądać się temu, co tak naprawdę powiedziała Angela Merkel, a to, co kluczowe, to zarzuty pod adresem Polski i władz państwa polskiego. Krótko mówiąc, była kanclerz Niemiec obwinia Polskę o współodpowiedzialność za wojnę na Ukrainie.

Angela Merkel odniosła się do wynegocjowanego w 2015 roku drugiego porozumienia mińskiego. Argumentuje ona, że w tamtym czasie Rosjanie mieli zatrzymać ofensywę i to miało uratować życie 6 tys. ukraińskich żołnierzy, którzy znaleźli się w kotle na obszarze Donbasu. W efekcie doszło do wynegocjowania porozumienia Mińsk II, które miało, jej zdaniem, przeciwdziałać dalszej eskalacji tego konfliktu. Natomiast sama Merkel przyznaje, że te porozumienia mińskie nie były idealne i nie były respektowane przez Federację Rosyjską, ale pozwoliły na pewne uspokojenie sytuacji. I, jak to ona argumentuje, w latach 2015-2021, dzięki jej zaangażowaniu w proces negocjacyjny, Ukraina miała się wzmocnić i skutecznie bronić swojego terytorium. Twierdziła, że porozumienia mińskie były właściwym krokiem i należało pójść nieco dalej.

Co to oznacza? Z tej rozmowy wynika, że w czerwcu 2021 roku Angela Merkel miała takie poczucie, że Władymir Putin niezbyt poważnie traktuje te porozumienia, czyli Mińsk I i Mińsk II. Dlatego chciała zainicjować nowy format rozmów bezpośrednich z UE, czyli UE z FR, tak by wprowadzić nową jakość, jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa. Natomiast, i tutaj dotykamy istoty rzeczy, tego pomysłu niemieckiej kanclerz miały nie poprzeć niektóre państwa. I wymienia tutaj przede wszystkim kraje bałtyckie oraz Polskę. Ten brak poparcia ze strony tych krajów, jak twierdzi Merkel, dla jej pomysłów, miał wynikać z obaw braku wspólnej polityki europejskiej wobec Rosji. Merkel wyraźnie powiedziała tutaj, że wina, jeżeli chodzi o eskalację wojny na Ukrainie spada na Polskę i kraje bałtyckie i wina za zerwanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Rosją a UE. No i to miało doprowadzić do rozpoczęcia tej drugiej fazy 24 lutego 2022 roku. Według Merkel odmowa Polski poparcia porozumień mińskich miała ośmielić Putina do przeprowadzenia inwazji w 2022 roku. Merkel podkreśla, że jej zdaniem potrzebna była wspólna polityka wobec Rosji, ale do tego nie doszło.

Ta wstawka o Polsce i krajach bałtyckich nie jest żadnym przypadkiem. To jest próba przeniesienia odpowiedzialności na państwa mniejsze i słabsze gospodarczo. I tutaj widać niebezpieczny trend przeniesienia odpowiedzialności za wojnę na Ukrainie na Polskę i państwa bałtyckie, co jest absurdem. Niemcy dążą do przygotowania gruntu pod przyszłą normalizację stosunków z Rosją. Niemcy próbują przerzucić na Polskę część odpowiedzialności za to, co złego dzieje się w tej części Europy. I jest to bardzo niebezpieczna gra. Gdyby doszło do zaangażowania koalicji chętnych w wojnę na Ukrainie i gdyby doszło do wejścia w kontakt ogniowy z FR, gdyby doszło do jakiegoś odwetu rosyjskiego na terytorium Polski jako na hub logistyczny dla działań koalicji chętnych – to wówczas Niemcy będą mogły „umyć ręce” od ewentualnej pomocy dla Polski, zwracając uwagę na to, że Polska jest „współodpowiedzialna” za to, co się dzieje. To jest niebezpieczna gra, bo pokazuje, że ponad głowami polskich polityków w Warszawie, tworzy się partnerstwo strategiczne niemiecko-ukraińskie, ale także następuje bardzo silne zbliżenie niemiecko-rosyjskie. To jest na rękę Putinowi, ale także pokazuje, że w Niemczech odradzają się nastroje antypolskie. Nie tylko w kręgach związanych z AfD, ale także wśród polityków CDU i CSU.

Wejście Polski do koalicji chętnych skończyłoby się dla Polski fatalnie. Gdyby doszło do zaognienia relacji Polski z Rosją i Białorusią, to główna część ewentualnej pomocy krajów zachodnich musiałaby iść przez Niemcy i to od dobrej lub złej woli Niemiec zależałoby, jaka pomoc do Polski trafi. Warto to mieć na uwadze.

Antypolskie wypowiedzi polityków w Niemczech nasilają się. Ożywiła się Erika Steinbach. Wtóruje jej Markus Krall, który nie należy do AfD, ale często jest przedstawiany jako jej sympatyk. Powiedział on, że Polska w 70% leży na terytorium byłych Niemiec. Każdy, kto wzywa do debaty na temat reparacji, stąpa po cienkim lodzie. Tutaj ewidentnie jest sugestia, że jeżeli Polska będzie poruszała temat reparacji, wówczas pojawi się kwestia polskich ziem północnych i zachodnich i kwestia ich przynależności do państwa polskiego.

I pytanie, co by się działo, gdyby doszło do wepchnięcia Polski do wojny na wschodzie. Polska osłabiona, zdewastowana, zniszczona gospodarczo niewątpliwie byłaby łakomym kąskiem dla niemieckiego kapitału czy dla niemieckich żądań politycznych.

x

Wszystko zatem wskazuje na to, że mamy do czynienia z „powtórką z rozrywki”. Przed II wojną światową wciągnięto Polskę do bezsensownej wojny z Niemcami. Obecnie czyni się to samo, tylko w odwrotnym kierunku. I skończyć to musi się tak samo, to znaczy będą jakieś zmiany terytorialne i powstanie nowe państwo, chyba że jest rozważany wariant przedrozbiorowy, czyli Niemcy dochodzą do obecnej wschodniej granicy Polski. Tak początkowo było. Dopiero na skutek wojen napoleońskich z Księstwa Warszawskiego, podległego Napoleonowi, powstało Królestwo Polskie podległe Rosji.

Co powiedział Markus Krall? Poniżej jego słowa:

Polen besteht zu 70% aus ehemals deutschen Gebieten. Wer da eine Debatte über Reparationen fordert begibt sich auf dünnes Eis.

Tłumacz Google tak to przetłumaczył:

Tak też powiedział Sykulski. Posiłkując się słownikiem internetowym, przetłumaczyłem to tak:

Oczywiście sens wypowiedzi pozostaje ten sam, ale nie jest tu dokładnie sprecyzowane, o jakie ziemie chodzi. Jeśli jednak Krall mówi o 70%, to nie chodzi mu o nasze tzw. Ziemie Odzyskane, które zajmują obszar 101.100 km², co stanowi blisko 1/3 powierzchni Polski. Gdyby mu o to chodziło, to może mógłby się pomylić o 10 %, ale nie o 40%.

Jeśli chodzi o obszar Polski w obecnych granicach, to gdy poprowadzimy po nim granicę Rusi Kijowskiej, to cała tzw. ściana wschodnia, czyli województwa podlaskie lubelskie i podkarpackie, znajdzie się w jej obrębie. I nie jest przypadkiem, że Ukraińcy uważają te ziemie za swoje i roszczą do nich pretensje. Natomiast pozostała część Polski to obszar, który należał do I Rzeszy, a co my nazywamy Polską Piastów. I to jest te 70%. Krall dobrze wiedział, co powiedział. Czy zatem rozważany jest również wariat sprzed pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej? A może tylko do Wisły?

Wydzielono z I Rzeszy pewien obszar, który nazwano Królestwem Polskim, z byłej Rusi Kijowskiej wydzielono obszar, który nazwano Wielkim Księstwem Litewskim i oba połączono i tak powstała strefa zgniotu, w której Rosja z Niemcami spierają się ze sobą. Czasem dochodzi do jej likwidacji, co w następstwie prowadzi do wojny pomiędzy tymi państwami. W końcu, jak na ringu, przychodzi jakiś sędzia i rozdziela sklinczowanych bokserów. Wtedy znowu tworzą pomiędzy nimi jakiś bufor, który nazywają Polską.

Kreowanie konfliktu

Od czasu wybuchu wojny na Ukrainie mamy do czynienia z dziwnymi decyzjami polskiego rządu. Niektórzy, jak choćby Tomasz Piekielnik czy Leszek Sykulski, tłumaczą to tzw. aferą podkarpacką i szantażem niektórych polskich polityków. Problem jednak polega na tym, że nie są to polscy politycy tylko ukraińscy, którzy udają polskich.

W dniu 22 września ukazał się na Interii artykuł Zmiany przepisów o pobycie Ukraińców w Polsce. Kijów: Nie możemy ignorować, w którym Iryna Wereszczuk, wiceszefowa biura prezydenta Zełeńskiego, nie pozostawiła złudzeń, kto rządzi w tym kraju Zulu-Gula. Poniżej fragment:

Ukraińskie władze nie mogą ignorować stopniowego zaostrzania zasad pobytu Ukraińców w Polsce – stwierdziła Iryna Wereszczuk, wiceszefowa biura prezydenta Zełenskiego. Wskazała również na rozmowy z “polskimi partnerami” o wsparciu dla osób, które planują powrót do Ukrainy.

“W Warszawie spotkałam się z naszymi rodakami mieszkającymi w Polsce. Nie jest im łatwo. Jest to szczególnie trudne dla osób starszych, osób niepełnosprawnych, samotnych matek z małymi dziećmi” – napisała Wereszczuk w mediach społecznościowych w niedzielę.

Cytowana przez agencję Interfax-Ukraina wskazuje, że Kijów “nie może ignorować stopniowego zaostrzania warunków pobytu Ukraińców w Polsce”.

x

Tomasz Piekielnik w swoim komentarzu z dnia 22 września w 10:20 tak mówi:

Pewna ukraińska aktywistka, Natalia Panczenko, która Polakom kojarzy się raczej z szantażem i z groźbami dotyczącymi pożarów w Polsce, która mówiła przecież, że jeśli Polska nie będzie Ukraińców wspierać, spraw ukraińskich w Polsce, to tutaj będzie problem, będzie bunt, będą pożary, będą płonąć hale, magazyny. Z tym kojarzy się Natalia Panczenko. I teraz jest reprezentantką Polski w Stanach Zjednoczonych w związku z pewnymi politycznymi działaniami.

W 38:30 Piekielnik cytuje wpis Panczenko zamieszczony przez nią na Facebook-u. Poniżej jego fragment:

Na zaproszenie U.S. Department of State oraz U.S. Embassy Warsaw przebywam teraz w USA, gdzie biorę udział w prestiżowym programie International Visitor Leadership Program (IVLP). 

To dla mnie wyjątkowy zaszczyt reprezentować Polskę i spotkać się w Stanach Zjednoczonych z ekspertami z całego świata w ramach tematu przewodniego „wzmacnianie bezpieczeństwa”.

Na co dzień zajmuję się wzmacnianiem bezpieczeństwa Polski i naszego regionu. Szczególnie bliskie są mi tematy cyberbezpieczeństwa oraz walki z dezinformacją – wyzwań, które stają się coraz bardziej istotne dla nas wszystkich.

To jest – mówi Piekielnik – plucie Polakom w twarz, wysyłać Ukrainkę, zapraszać Ukrainkę, by reprezentowała Polskę za granicą w Stanach Zjednoczonych. To są sprawy, które rozgrywane są nam na naszych oczach i nie łudźmy się, że te środowiska, z którymi prezydent Nawrocki spotyka się, między innymi mieszają tutaj, by tak to się właśnie działo, by jawnie pluć Polakom w twarz, by pokazywać, że polskimi sprawami to będą rządzić Ukraińcy, Niemcy, Żydzi i Amerykanie, ale nie Polacy. Co z polskimi elitami? Ponieważ zostały wymordowane, a to z lewej, a to z prawej, a to przez Niemców, a to przez bolszewików, a to przez jeszcze nie wiadomo jakie siły, UB, SB, to już działo się w Polsce. Któż tworzył te organizacje, któż tworzył piony decyzyjne? – To jest wszystko do rozważenia przez Państwa we własnym zakresie. Natomiast, jeśli tych elit nie ma, z dziada pradziada, to uważam, iż pora jest obudzić w sobie, proszę Państwa, elitarność, polskość, propolskość. Polecam to Państwu bardzo serdecznie, aby każdy z Państwa obudził w sobie te odpowiednie pokłady mentalne, duchowe, polskie, aby powstały polskie elity.

x

Podstawowe pytanie, jakie należy sobie zadać to: dlaczego Polska? Dlaczego inne kraje graniczące z Ukrainą, a więc Słowacja, Węgry, Rumunia nie są tak zaangażowane w pomoc Ukrainie, w przyjmowanie „uchodźców”; dlaczego politycy tych państw nie reprezentują interesów Ukrainy i nie mówią, że pomoc Ukrainie jest najważniejsza? Odpowiedź jest bardzo prosta – to historia.

Żeby to wszystko zrozumieć, to trzeba cofnąć się do czasów zamierzchłych. Polska Piastów była częścią I Rzeszy, o czym pisałem w blogu 1025, a więc nie było wtedy suwerennego państwa polskiego. Dopiero Łokietek z księcia, czyli kogoś podległego, staje się królem, czyli, przynajmniej formalnie, kimś niezależnym. To państwo, czyli Zjednoczone Królestwo Polskie, powstaje po to, by połączyć się później w unię personalną z częścią byłej Rusi Kijowskiej, czyli z Wielkim Księstwem Litewskim. I w ten sposób wielki książę litewski Jagiełło staje się królem Polski. Połączenie części I Rzeszy z częścią byłej Rusi Kijowskiej daje w efekcie twór zwany I Rzeczpospolitą.

Zanim jednak do tego doszło, to Europa środkowa doświadczyła mongolskich najazdów. Dotarli do Legnicy, łupili ziemie polskie, zdziesiątkowali ludność, zrujnowali gospodarkę. Tego też doświadczyły Węgry i Czechy. A jednak Mongołowie nie próbowali pójść dalej na zachód – wycofali się. Na tak oczyszczony teren wkroczyli Niemcy. Ich osadnictwo było totalne. Zdominowali miasta i wsie. Każda rodzina niemiecka dostawała 1 łan ziemi, czyli 18 ha i szereg zwolnień od podatków. Nie ulega więc wątpliwości, że ludność ta szybko zdominowała pozostałą, która wkrótce popadła w stan chłopa pańszczyźnianego, czyli niewolnika.

Nie wiadomo jak później potoczyły się losy ludności niemieckiej, ale pojawiła się szlachta. Czy to byli Żydzi, którzy w wyniku różnorakich operacji finansowych przejęli dobrze prosperujące, na skutek przyznanych uprzednio ulg i udogodnień, gospodarstwa niemieckie? Czy ludność niemiecka została sprowadzona, przynajmniej w części, do stanu chłopów pańszczyźnianych? Prawdopodobnie tak.

Unia personalna Polski i Litwy, trwająca od 1385 do 1569 roku, służyła dostosowaniu Królestwa Polskiego do standardów WKL. Oznaczało to w praktyce marginalizację mieszczaństwa i sprowadzenie chłopów do stanu niewolnictwa. Warstwą dominującą stała się szlachta. W tym momencie niemiecka ludność napływowa podzieliła los miejscowej ludności i zapewne w większości zasiliła stan chłopów pańszczyźnianych. A kim była szlachta? Jakie miała korzenie?

W wyniku unii horodelskiej z 1413 roku 47 rodów rusińskich i litewskich bojarów adoptuje 47 herbów szlachty polskiej. Był to ewenement na skalę światową, bo przecież nigdzie warstwy wyższe nie dzieliły się swoim szlachectwem w aż tak rozrzutny sposób. W każdym razie bojarzy rusińscy i litewscy stali się polskimi panami.

Na krótko przed unią lubelską z WKL, czyli unią realną, zostaje wydzielone województwo podlaskie, wołyńskie, bracławskie i kijowskie, czyli w dużym stopniu obszar dzisiejszej Ukrainy. Te województwa zostają przyłączone do Korony i dopiero wtedy dochodzi do unii z Litwą, czyli okrojonym WKL. Tak więc w przededniu unii lubelskiej powstaje wspólne państwo polsko-rusińskie. W sejmie Rzeczypospolitej zasiadają posłowie i senatorowie koronni i litewscy. Problem polega jednak na tym, że rusińscy posłowie i senatorowie z południowej części WKL wraz z posłami i senatorami litewskimi stanowią większość w sejmie Rzeczypospolitej. Posłowie i senatorowie z dawnej Korony są w mniejszości. W ten sposób Rzeczpospolita zostaje zdominowana przez elity ze wschodu, które nazywa się powszechnie polskimi.

Ledwie doszło do unii lubelskiej, a już na Ukrainie zaczęły wybuchać powstania tam, gdzie Szwed, Jan Kazimierz, nadał wielkie dobra Wiśniowieckiemu, który przeszedł na katolicyzm. Chmielnicki z kolei pozostał przy prawosławiu. Obaj kształcili się w kolegium jezuickim we Lwowie. Bojarzy rusińscy, którzy przeszli na katolicyzm, mogli zostać posłami i senatorami Rzeczypospolitej. Z tym wiązały się większe prawa i przywileje, których nie mieli pozostali bojarzy. I to było prawdziwe podłoże tych wszystkich powstań.

Taki państwowo-podobny twór mógł trwać dłużej, gdyby wielcy tego świata tak zdecydowali. Doszło jednak do rozbiorów. Na terenach należących kiedyś do I Rzeszy, czyli w Wielkopolsce i w Królestwie Polskim, germanizowano i rusyfikowano miejscową ludność, natomiast na ziemiach byłego WKL prowadzono w XIX wieku intensywną polonizację, polegającą głównie na uczeniu miejscowej ludności języka polskiego i zachęcano ją do przechodzenia na katolicyzm. Z tym zapewne wiązały się też jakieś korzyści materialne i pewnie awans społeczny. Prawdopodobnie wielu osobom zmieniano nazwiska na polskie. Tam też kwitło życie kulturalne i intelektualne. Wszak większość pisarzy pochodziła z Kresów i tworzyła w języku polskim. W sumie więc powstał tam naród polski, bo wcześniej takiego nie było. Była szlachta, która uważała się za odrębny naród, za Sarmatów. Natomiast reszta posługiwała się ludowym językiem polskim. Dopiero w dobie reformacji „podrasowano” język polski. Pojawił się Rej i Kochanowski, którzy stworzyli podwaliny pod język literacki. Później, w XIX wieku, wzbogacili go głównie Prus i Sienkiewicz.

Tak więc unia lubelska umożliwiła transformację bojarów litewskich i rusińskich w polskich panów, czyli stworzenie polskich elit o wschodnich korzeniach, a w XIX wieku ukształtowano polski naród z ludności byłego WKL. Te dwa żywioły całkowicie zdominowały ludność z dawnej Korony, czyli trenów, które wcześniej były częścią I Rzeszy. Do tego w okresie Królestwa Polskiego, będącego w praktyce częścią Rosji, napłynęło wielu Rosjan, którzy opanowali administrację i inne instytucje i już tu zostali, bo do Rosji Radzieckiej nie mieli po co wracać. I jeszcze powojenne przesiedlenia z Kresów na ziemie poniemieckie. Mamy więc w obecnej Polsce ludzi z korzeniami wschodnimi, którzy dominują na wszystkich szczeblach władzy i nie tylko tam oraz pozostałych, zmarginalizowanych. Zatem nie może dziwić, że obecne władze w Polsce zachowują się tak, jak się zachowują. Przypomina to postępowanie „elit” I RP. Analogia jest aż nadto widoczna.

Po 24 lutego 2022 roku wytworzyła się nowa sytuacja, przypominająca jednak tę z czasów po unii lubelskiej. Na trenie obecnej Polski znalazło się mnóstwo obywateli Ukrainy, którzy mają tu większe prawa i szereg przywilejów, których nie mają obywatele III RP. Większość z nich ma korzenie wschodnie i zapewne przeważają ci z ukraińskimi, którzy deklarują się jako Polacy, bo przecież mają polskie obywatelstwo. I ci właśnie stają się coraz bardziej widoczni, coraz bardziej hałaśliwi. W sumie więc jesteśmy w trakcie kreowania konfliktu polsko-ukraińskiego, bo tak będzie on nazywany w mediach, choć faktycznie będzie to konflikt ukraińsko-ukraiński.

Trzeba jednak na to spojrzeć bez emocji. Żadna elita nie podzieliłaby się swoimi herbami z kimś obcym. Jeżeli tak się stało to dlatego, że ta polska szlachta to byli Żydzi, którzy zgodzili się na zaadoptowanie ich herbów przez Żydów z WKL. I tak Żydzi ukraińscy zaczęli udawać polskich panów. A obecnie Żydzi polscy z Żydami ukraińskimi kreują nowy konflikt w Polsce i intensywnie podżegają do protestów niczego nieświadomą ludność.

x

Jedno zdanie w komentarzu Piekielnika zwróciło moją uwagę: „Co z polskimi elitami? Ponieważ zostały wymordowane, a to z lewej, a to z prawej, a to przez Niemców, a to przez bolszewików…”

Jeśli mówi on o Niemcach, to powinien również mówić o Rosjanach, albo mówić o nazistach i bolszewikach. I jedni i drudzy to w większości Żydzi. Najlepszy wynik NSDAP w wyborach to 37%. Natomiast Hitler doszedł do władzy w wyniku układu, jaki zawarły pomiędzy sobą główne siły polityczne w Niemczech. Naziści nie mieli szans na zdobycie władzy w wolnych wyborach. Wmawianie nam, że wszyscy Niemcy to naziści, to też element jakiejś polityki. Takie dziwne antyniemieckie nastawienie dostrzegam nie tylko u niego i takie dziwne zarazem rusofilstwo. Sąsiadujemy z Niemcami, i jak z innymi sąsiadami, tak i z nimi powinniśmy starać się mieć dobre stosunki. Ale czy to oznacza, że Piekielnik wie, że w Polsce dominują ludzie ze wschodnimi korzeniami i to o nich trzeba zabiegać? Z nimi chce tworzyć te polskie elity?

Podział czy rozbiór?

W dniu 7 września Viktor Orban na kongresie swojej partii powiedział, że los Ukrainy jest już przesądzony. Obecnie państwa europejskie, pod przykrywką gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, rozmawiają o jej podziale. Zdaniem Orbana Ukraina ma być podzielona na trzy części. Część pierwsza to strefa rosyjska. Strefa druga to tzw. strefa zdemilitaryzowana. Strefa trzecia to strefa zachodnia. O tym m.in. mówi Leszek Sykulski w swoim komentarzu.

Orban, zdaniem Sykulskiego, ma bardzo dobre relacje z Trumpem i premierem Netanjahu, a także z prezydentem Putinem. Jest więc politykiem dobrze poinformowanym.

Kwestia podziału Ukrainy nie wypłynęła obecnie. Ona już wcześniej pojawiła się. W listopadzie 2024 roku agencja Interfaks Ukraina poinformowała, że Rosja ma plan rozbioru Ukrainy. Wtedy podział miał być również na trzy części pod nadzorem Stanów Zjednoczonych. Pierwsza część to ta zajęta już przez Rosję, druga to prorosyjski podmiot państwowy, czyli państwo z prorosyjskimi władzami. W skład tej części miałyby wchodzić m.in. obwód kijowski, Kijów, czernihowski, charkowski, połtawski, Odessa, Czerkasy,Winnica, Żytomierz. Trzecia część, określana jako terytoria sporne, w których skład miały wchodzić obwody: wołyński, chmielnicki, lwowski, iwano-frankowski, tarnopolski, czernihowski i zakarpacki. Według agencji Interfaks Rosja chciałaby podzielić się tą trzecią częścią z Polską, Rumunią i Węgrami.

Ze względu na kryzys w unii europejskiej wątpliwe jest, by unia europejska była w stanie dalej utrzymywać Ukrainę, więc Orban sugeruje, że jest jakiś plan podziału Ukrainy. I coś jest niewątpliwie na rzeczy – konkluduje Sykulski. Jesli wiec dojdzie do tego podziału i powstanie część zachodnia, czyli Ukraina Zachodnia, czyli Galicja Wschodnia, to wówczas Polska będzie miała poważny problem.

Podział Ukrainy sugerowały również media brytyjskie i amerykańskie. The Telegraph sugerował 11 kwietnia 2025 roku, że Ukraina mogłaby być podzielona, tak jak Berlin po II wojnie światowej. Wersja ta różni się trochę od tej ukraińskiego Interfaksu, ale zasada trójpodziału jest zachowana.

Sykulski wspomina też o tym, że został wznowiony tzw. dialog petersburski, czyli format współpracy niemiecko-rosyjskiej, oficjalnie zawieszony, ale niemieccy i rosyjscy politycy spotykają się. Ostatnio takie spotkanie miało miejsce w Baku, stolicy Azerbejdżanu. Było ono szeroko komentowane przez niemieckie media. Dialog petersburski został powołany w 2001 roku przez Władymira Putina i ówczesnego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera jako platforma porozumienia pomiędzy Niemcami a Rosją. I tak jakoś dziwnie się składa, że pojawiają się ostatnio ze strony polskiej żądania reparacji nie tylko od Niemieć, ale również od Rosji. Jest to ewidentny przekaz dla tych dwóch państw do działania przeciwko Polsce. W obecnej sytuacji Polska ma bardzo złe relacje ze wszystkimi sąsiadami.

Jeżeli dojdzie do podziału Ukrainy, to rozważany jest również scenariusz bałkanizacji Europy środkowo-wschodniej. Według Sykulskiego Trump odpuścił sobie tę część Europy. Natomiast jej bałkanizacja jest na korzyść Niemiec. To przyspieszyłoby federalizację Europy i nowy podział stref wpływu pomiędzy Niemcami a Rosją. Czynnik ukraiński jest traktowany przez Niemcy i Rosję instrumentalnie jako element osłabiania państwa polskiego.

x

Żeby mogło dojść do takiej sytuacji, jak ją opisuje Sykulski, to wybory w Ameryce musiał wygrać Trump, który w swojej kampanii wyborczej obiecywał szybkie zakończenie wojny na Ukrainie. To szybkie zakończenie wojny na Ukrainie oznaczało zakończenie jej dla Stanów Zjednoczonych, czyli ich formalne wycofanie się z niej. W efekcie głównymi rozgrywającymi w Europie stają się powoli Niemcy i Rosja.

Trwa więc obecnie gotowanie żaby na wolnym ogniu, czyli przygotowywanie opinii publicznej do zmian, które mają nastąpić. A że w polityce czas płynie zdecydowanie wolniej, to większość nie jest w stanie odgadnąć, jaki jest prawdziwy cel tych wszystkich zabiegów. Od konfederacji barskiej w 1768 roku, w wyniku której doszło do pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 roku, do trzeciego rozbioru w 1795 roku minęło 27 lat. Po co dokonano tych rozbiorów, skoro po 123 latach ponownie odtworzono ten karykaturalny twór, choć nieco okrojony? Nie minęło 20 lat i ponownie go zlikwidowano. A teraz znowu wracają do tej koncepcji.

Nie będzie to podział tylko rozbiór Ukrainy. Podział byłby wtedy, gdyby podzielono Ukrainę tak, jak kiedyś podzielono Niemcy, Wietnam czy Koreę. Rosja już nie odda zajętych terenów, więc tu nie ma mowy o ich ponownym zjednoczeniu do stanu sprzed 24 lutego 2022 roku. Część środkowa, prędzej czy później, padnie łupem Rosji. Kto wie czy nie za odstąpienie Niemcom obwodu kaliningradzkiego? Natomiast część zachodnia, a więc Galicja Wschodnia, jak odważył się ją nazwać Sykulski, zostanie rozebrana na części i przyłączona do Polski, Rumunii i Węgier. W przypadku tych dwóch ostatnich państw nie będzie to problemem, bo to stosunkowo niewielki obszar. Natomiast w przypadku Polski nastąpi wpadnięcie w stare koleiny. Jest to poniekąd naturalne, bo po rozbiorach Rzeczypospolitej trafiła ona pod zabór austriacki i tam ludność ukraińska rytu grecko-katolickiego znalazła się pod szczególną opieką. Historycznie rzecz ujmując, Galicja Wschodnia nie pasuje do reszty Ukrainy.

Przyłączenie Galicji Wschodniej będzie oznaczało formalne powstanie i tak już istniejącego wspólnego państwa polsko-ukraińskiego czy może raczej ukraińskiego, biorąc pod uwagę prawa, jakimi obdarzono ludność ukraińską, która osiedliła się tu po wybuchu wojny w 2022 roku. Jednak to nowe państwo zostanie pozbawione ziem poniemieckich. Bardzo możliwe, że dojdzie też do podziału Białorusi i jej część zachodnia zostanie przyłączona do tego państwa.

Putin, zaczynając operację specjalną 24 lutego 2022 roku, powiedział, że jej celem jest denazyfikacja i demilitaryzacja Ukrainy. Dziś już widać, że ta jej denazyfikacja polegała na denazyfikacji terenów które zajęła Rosja i które może jeszcze zająć. Nie zlikwidował więc on nazizmu ukraińskiego, tylko wypchnął go na zachód do Polski. To oznacza, że nowe państwo, które powstanie z połączenia części obecnych ziem Polski i Galicji Wschodniej, będzie państwem, w którym ukraiński nazizm będzie dominował, a to będzie oznaczać, że Rosja nadal będzie pozostawać głównym jego wrogiem. Tak więc, zamiast definitywnie rozprawić się z nim, ochrania się go, by za jakiś czas mógł znowu stanowić zarzewie konfliktu. Na tym właśnie polega polityka. Polega ona na stwarzaniu konfliktów, a nie na ich unikaniu.

Żeby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, to trzeba sobie uświadomić, że Polska Piastów to nie było niezależne państwo tyko część I Rzeszy, a Piastowie byli wasalami cesarza niemieckiego. Z drugiej strony była Ruś Kijowska, która rozpadła się na mniejsze księstwa. Z części z nich powstało Wielkie Księstwo Litewskie. Jak mała Litwa podporządkowała sobie tak wielki obszar? Resztę księstw byłej Rusi Kijowskiej zjednoczono w Księstwo Moskiewskie, a później w Wielkie Księstwo Moskiewskie i w końcu powstało Carstwo Rosyjskie. Z I Rzeszy wydzielono wschodnie jej rubieże, czyli Królestwo Polskie i połączono je z Wielkim Księstwem Litewskim. Obie części nigdy nie były niepodległymi państwami i nie mogło być takim nowe państwo zwane Rzeczpospolitą. Gdy więc I Rzeszy zagrozili Turcy, to Rusin Sobieski pośpiesznie udał się pod Wiedeń, by jej bronić, bo taki był rozkaz. Dziś władze III RP, również na rozkaz, pośpieszyły bronić Ukrainy. Mamy więc twór państwowo-podobny, który jest poligonem służącym do niemiecko-rosyjskich przepychanek. I tak jest od unii lubelskiej. Czy mogło powstać coś normalnego z połączenia części I Rzeszy z częścią byłej Rusi Kijowskiej? No i mamy: polskość to nienormalność.

Czym był PRL?

29 lipca przypadła kolejna rocznica śmierci Edwarda Gierka. To już 24 lata. Ale jak co roku i tym razem nie zabrakło ludzi, którzy go wspominają z sentymentem. Często jest to efekt tego, że im w jego epoce powodziło się lepiej niż innym. To nie było tak, że wszyscy mieli mieszkania, dobrze płatną pracę i mogli co roku wyjeżdżać na urlop nad morze czy w góry. Byli też w PRL-u ludzie, którzy pobierali głodowe emerytury i żyli bardzo skromnie. Były to tzw. emerytury ze starego portfela. Obejmowały one ludzi, których część aktywnego życia zawodowego przypadła na okres II RP. Nie było więc tak kolorowo, jak chcą ci ludzie, którzy podzielili się swoimi opiniami na kanale Jarosław szuka kłopotów.

Czym był zatem PRL? By odpowiedzieć na to pytanie, wypada cofnąć się przynajmniej do czasów II RP. Czym ona była? Była to Polska pańska, Polska Radziwiłłów i im podobnych. To oni zyskali na wojnie 1920 roku, bo dzięki niej ich majątki nie znalazły się w Związku Radzieckim. To była też Polska tych wszystkich, którzy w czasach zaborów zajmowali najwyższe stanowiska w administracji trzech zaborów i w większości zachowali te stanowiska, poza tymi, które przypadły „Polakom-patriotom”, czyli piłsudczykom, którzy „bezinteresownie” walczyli o Polskę. Ale na pewno nie była to Polska chłopów i mniej licznej klasy robotniczej. Większość chłopów nie mogła zapewnić swym dzieciom odpowiedniego wykształcenia. Szkolnictwo powszechne ograniczało się do sześciu klas szkoły podstawowej. Dalsza edukacja wymagała wysłania dziecka do miasta, a to dla większości z nich było za drogie. Można więc, nieco uogólniając powiedzieć, że pańska Polska okresu międzywojennego nie dbała o warstwy najniższe.

Po wojnie przyszła, wraz z nowymi „Polakami-patriotami”, Polska ludowa. W sensie ideologicznym jej ustrojem był narodowy socjalizm: jedno państwo, jeden naród, jeden przywódca (partia). PRL wmówił ludziom, że Polska Ludowa byłą państwem jednonarodowym, co nie było prawdą, bo na ziemie poniemieckie przesiedlano w większości mniejszości kresowe i potomków tych, z których w XIX wieku stworzono Polaków. PRL dał ludziom dużo: dał masom możliwość kształcenia się na wszystkich poziomach nauczania, bezpłatną opiekę zdrowotną, pracę i mieszkania. To był jednak warunek konieczny, by wyzwolić w tych masach energię niezbędną do odbudowy kraju za darmo. I faktycznie ludzie pracowali za tę przysłowiową już miskę ryżu, ale nie byli nieszczęśliwi z tego powodu. Byli przekonani, że uczestniczą w czymś wyjątkowym, że pracują dla własnych dzieci. Odbudowali tę Polskę i przy okazji Wrocław, Gdańsk, zalane przez wycofujących się Niemców Żuławy i wiele innych miast niemieckich. Oczywiście nie wszystko dało się odbudować siłą rąk i dobrą chęcią. Wiele maszyn czy technologię trzeba było kupić na Zachodzie. A skąd pieniądze? Tomasz Piekielnik powiedział swego czasu na swoim kanale, że Gomułka brał kredyty na Zachodzie pod zastaw złota, które wywieziono po wybuchu wojny.

Mijały lata, ludzie powoli przekonywali się, że nie wszystko idzie tak, jak powinno. Rosło nowe pokolenie, które już inaczej patrzyło na tę rzeczywistość i nie było skłonne do poświęceń, widząc, że wysiłek rodziców idzie na marne, a i złota już pewnie brakowało. Cóż pozostało? – Kredyt. Zaczęto budować drugą Polskę. Ile z tych pieniędzy poszło w nierentowne inwestycje, ile rozkradziono pod pozorem tych inwestycji – tego nigdy nie dowiemy się. W radiowej Trójce często w programie 60 minut na godzinę przedmiotem krytyki, czy wręcz kpin, była Dyrekcja Cyrku w Budowie. Cały plan zaciągnięcia kredytów w dewizach przy niewymienialności złotówki był skazany na niepowodzenie z tych samych powodów, dla których wiele lat później wpadli w kłopoty finansowe tzw. frankowicze. Podstawowa zasada przy braniu kredytu brzmi: bierz kredyt w walucie, w której zarabiasz. W przypadku PRL-u problemem było to, że Zachód dał kredyty, ale nie udostępnił swoich rynków zbytu dla produktów fabryk, na które je dał. Stąd prawie od razu pojawił się dotkliwy brak dewiz, którymi trzeba było spłacać raty kredytu i odsetki. Nie pomagała sprzedaż w krajach nazywanych wtedy Trzecim Światem, bo wyprodukowane towary zbywano po zaniżonych cenach, by w ogóle coś sprzedać. Kto wpadł na ten iście szatański pomysł, by w taki sposób zadłużyć PRL? Chyba nietrudno domyślić się.

Pojawiły się problemy na rynku wewnętrznym. Szczególnie dał się odczuć brak mięsa i wędlin, bo były to jedne z niewielu produktów, które udawało się sprzedawać za dewizy. Robotnicy wielkich zakładów przemysłowych zaczęli strajkować. Znowu pojawili się „Polacy-patrioci”, którzy przejęli kierownictwo nad buntującymi się masami, nocowali w tych zakładach na styropianach i tak powstał etos styropianowców. Stan wojenny rozgonił to towarzystwo, ale tylko pozornie. Epoka Jaruzelskiego to czas przygotowań do likwidacji PRL-u. Wszystko wtedy robiono, by przekonać ludzi, że socjalizm jest niereformowalny. Na rynek pracy wchodziły roczniki powojennego wyżu demograficznego. Nie było dla nich pracy, więc zaczęto wysyłać ludzi na wcześniejsze emerytury. Zliberalizowano też politykę paszportową, by umożliwić im wyjazd za granicę. Nie przypadkiem jedynym wówczas państwem kapitalistycznym, które nie wymagało wiz od obywateli Polski, była Austria. A tam były obozy tymczasowe, z których mogli oni wyemigrować do innych państw Europy Zachodniej czy dalej. Pod koniec lat osiemdziesiątych władza przystąpiła do rozmów z opozycją, czyli ze styropianowcami. Uznano, że komunizm nie sprawdził się, nie tylko w Polsce, ale i w reszcie krajów tzw. demokracji ludowej. Ale jakoś dziwnie w Chinach miał się dobrze i nawet masakra na placu Tian’anmen, czyli placu Niebiańskiego Spokoju, na wiosnę 1989 roku, nie zaszkodziła mu.

Ostatecznie styropianowcy, czyli „Polacy-patrioci”, przejęli władzę. By jednak ją utrzymać musieli przystać na jeden warunek, którego spełnienia zażądali wierzyciele. Musieli oni zlikwidować, czyli sprywatyzować, istniejące zakłady przemysłowe i państwową sieć handlową, a więc cały dorobek PRL-u wypracowany przez powojenne pokolenie oraz to, co zbudowano za ich kredyty w czasach Gierka.

Tak więc dorobek powojennego pokolenia – które nie tylko budowało zakłady przemysłowe, ale również bloki mieszkalne, szkoły, szpitale, drogi, mosty, ośrodki wypoczynkowe itp. – został przejęty przez „Polaków-patriotów”, a raczej ich mocodawców. Dla nich ci ciężko pracujący ludzie byli zwykłym balastem, którego należało się pozbyć, gdy wykonali swoje zadanie, czyli odbudowali kraj po powojennych zniszczeniach. Jeśli władze PRL-u umożliwiły wielu ludziom awans społeczny, to nie dlatego, że mieli na celu ich dobro, tylko dlatego, że chcieli wykorzystać ich entuzjazm. Był to zwykły cynizm. Dziś wielu z tych, którzy nadal żyją, nie może się pogodzić z tym, co stało się później. I może właśnie stąd taki sentyment do Gierka i jego epoki, która została tak brutalnie przerwana. Została przerwana, bo taki był scenariusz.

III RP to parodia państwa, tak jak zresztą wszystkie państwa czy raczej byty państwowo-podobne, które tworzono na tych ziemiach od unii polsko-litewskiej. Lech Wałęsa budował drugą Japonię, a Donald Tusk – drugą Irlandię. Nic z tego nie wyszło. Natomiast budowa drugiej Ukrainy przebiega sprawnie. Czy te miliony Ukraińców, które już są na tym terenie, zwanym Polską, a których jeszcze parę milionów tu przybędzie, czy oni nie staną się narzędziem, takim samym jak powojenne pokolenie PRL-u, do wykonania pewnego zadania, czyli w tym wypadku zmarginalizowania ludności tubylczej? A czy później Żydzi nie wystawią im rachunku za niegdysiejsze pogromy na Ukrainie? Są to pytania, na które trudno znaleźć odpowiedź. Zapewne kiedyś stanie się to jasne. Tylko kiedy? I czy rzeczywiście po to ich ściągają?

x

Dziś mamy kolejną rocznicę. Więcej o tym w blogu Wojna 1920 roku. Wypada więc przypomnieć pewne fakty. Królestwo Polskie powstało 5 listopada 1916 roku. W dniu 7 października 1918 roku Rada Regencyjna Królestwa Polskiego wydała deklarację niepodległości. W listopadzie Królestwo Polskie staje się zalążkiem niepodległego państwa polskiego, określanego jako II Rzeczpospolita.

Źródło: Wikipedia; Mix321, praca własna.

11 listopada 1918 roku Niemcy kapitulują i zmuszone są do podpisania warunków zawieszenia broni. Jednak paragraf 12. tych warunków nakazuje zostać im w głębi Rosji tak długo, jak zwycięzcy uznają to za stosowne, ale 9 listopada wybucha rewolucja w Berlinie i przerzuca się na wojska polowe. Wiele oddziałów wypowiada posłuszeństwo i rusza do domów. Tylko najbardziej zdyscyplinowane jednostki zatrzymały się na linii Niemna. 13 listopada bolszewicy unieważniają postanowienia Pokoju Brzeskiego i ruszają na podbój świata. 25 listopada zajęli opuszczony przez Niemców Bobrujsk, 8 grudnia Mińsk. 3 stycznia 1919 roku zajęli Rygę, a 6 stycznia – Wilno. 9 lutego 1919 roku wojska polskie, przepuszczane przez linie niemieckie, zetknęły się po raz pierwszy z bolszewikami pod Skidlem na Niemnie, a wkrótce również koło Prużan i Kobrynia. – Tak to opisuje Józef Mackiewicz w powieści Lewa wolna. Nie precyzuje jednak, kto wydał rozkaz, by wojska niemieckie przepuszczały wojska polskie.

W takim stanie rzeczy wojska niemieckie zostały wycofane i wróciły do Niemiec. 27 grudnia 1918 roku wybucha powstanie wielkopolskie. A co by było, gdyby te wojska zostały użyte do stłumienia tego powstania? Ale gdyby nie wybuchła rewolucja w Niemczech, to nie mogłoby dojść do wycofania wojsk niemieckich z frontu wschodniego i nie mogłoby dojść do wojny polsko-bolszewickiej. A czym była ta rewolucja? Erich Maria Remarque w powieści Czarny obelisk Dom Wydawniczy REBIS 2023 pisze:

„To prawda, że rewolucja niemiecka z roku 1918 była najmniej krwawą na świecie. Rewolucjoniści tak się przestraszyli samych siebie, że przywołali na pomoc dygnitarzy i generałów starego rządu, dla obrony przed ich własnym napadem odwagi. Czym też tamci wielkodusznie się zajęli.”

x

Warto o tym wszystkim pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy zapadają gdzieś tam wysoko, ko wie, czy nie rozstrzygające o losach tego regionu, decyzje.

Masowe ewakuacje czy przesiedlenia?

W swoim komentarzu sprzed tygodnia Tomasz Piekielnik zastanawia się nad tym, czy rząd szykuje masowe przesiedlania Polaków. Czy RCB, czyli Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, przygotowuje tylko plany ewakuacji ludności na wypadek tego, co może eskalować w wojnie z Rosją? Czy rząd, rozkładając Polskę, warstwa po warstwie, przygotowuje ją do czegoś nowego, czy tylko do koegzystencji narodu polskiego i ukraińskiego, o czym świadczą flagi ukraińskie na polskich urzędach, teatrach i budynkach użyteczności publicznej; o czym świadczy wprowadzanie ukraińskiego jako drugiego języka obcego do szkół, a może niebawem jako języka urzędowego? Dlaczego rząd tworzy przepisy na wypadek masowej ewakuacji? – Poniżej fragmenty jego komentarza.

RCB przygotowuje plan masowej ewakuacji ludności cywilnej. Opracowywane są scenariusze przesiedleń z dużych aglomeracji. Jak informuje portal niezależna.pl, powołując się na źródła w administracji rządowej, RCB prowadzi intensywne prace nad aktualizacją planów ewakuacji ludności cywilnej. Plan ma zakładać przesiedlenia z dużych aglomeracji, regionów przygranicznych oraz obszarów infrastruktury krytycznej. Strategia RCB dotyczy tras logistycznych, punktów zbiorczych, transportu cywilnego i wojskowego oraz miejsc tymczasowego ewakuowania w głąb kraju.

Czy dostrzegamy gdzieś miejsca tymczasowego zakwaterowania? – pyta Piekielnik. Jakie miejsca miałyby temu służyć? I ile osób zdołałyby pomieścić, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jakieś bazy noclegowe w miastach powiatowych czy dużych aglomeracjach? Sprawa jest w mojej opinii jednoznacznie dziwna, bo takich miejsc, ja przynajmniej, nie dostrzegam, chyba że mowa o szkołach, internatach, remizach strażackich, świetlicach wiejskich itd.

Połączmy fakty. A więc rząd pracuje nad konkretnymi planami ewakuacji. Szczegółów nie znamy. Czy rząd wie o czymś, co się wydarzy, a jeżeli wie, to trzeba zastanowić się, jakie inne jest niebezpieczeństwo w przypadku eskalacji wojny na Ukrainie, a jakie inne prawdopodobieństwo jest, zakładane przez rząd, tego, co się wydarzy i w związku z tym inaczej postępuje, bo bardziej konkretnie do działań nad stworzeniem tych planów ewakuacyjnych w przypadku, gdy rzecz będzie się dziać w wyniku jakiegoś działania pod fałszywą flagą, jakiegoś sabotażu, ogłoszenia światu czegoś nieistniejącego. Czy to możliwe? Polecam Państwu zdarzenia z czasów minionej pandemii. Wirus bezobjawowy, zakaz wstępu do lasu i różne inne, w tamtym czasie, herezje administracyjne. I to wszystko powoduje, że możemy zadać pytanie: przed czym Polacy mają uciekać? W mediach społecznościowych ludzie zadają pytania, nawet odpowiadają, że zdradziecka władza zorganizuje coś, w co część osób uwierzy i opuści swój dobytek, swoje miejscowości i miasteczka. – Idąc dalej tym tropem… po to, by zrobić miejsce komuś innemu.

x

Czy taki plan jest realny? Przede wszystkim nie ma gdzie tych ludzi w takiej ilości przesiedlić. Po drugie, przed czym miałyby te przesiedlenia chronić? Rakiety i drony dolecą wszędzie. Co dałoby Rosji zniszczenie wschodniej części Polski? Gdyby jednak Polska przystąpiła do wojny po stronie Ukrainy, to celem Rosji byłyby przede wszystkim obiekty militarne, a nie ludność cywilna. Jaki zatem może być prawdziwy cel tych rządowych zabiegów czy jego propagandy? Nie jest łatwo rozszyfrować zamiary wielkich tego świata, którzy decydują o wszystkim i to oni piszą te scenariusze, które później są realizowane i w zależności od rozwoju sytuacji mogą być modyfikowane lub zastępowane jedne drugimi.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja”, cytował rabina posła Thona, który w żargonowym (jidysz) „Hajncie” z 24 października 1930 r. pisał:

„Jest głupio myśleć, że dopiero w naszych czasach narodziła się żydowska polityka i że nasi przodkowie o takich wysokich sztukach nie mieli pojęcia. Czy się nie wie, że już w czasach naszych mędrców, którzy kierowali żydowską polityką przeciw okropnemu Rzymowi, jedną z metod walki była demonstracja ludowa, było zawsze wygrywanie różnych sił politycznych w kraju przeciw sobie? Panującego przeciw stanom, kościoła przeciw panującemu itd. Był to niesłychanie powikłany systemat akcji politycznych, o których my dzisiaj nie możemy mieć nawet jasnego pojęcia.”

To, co zwróciło moją uwagę, to to, że ta informacja nie została przedstawiona w mediach głównego nurtu. Być może ma ona działać na zasadzie plotki, pokątnej informacji, która dla wielu ludzi może być bardziej wiarygodna, niż gdyby została ona bardziej nagłośniona. Czy nie jest to zamierzone na wywołanie pewnego niepokoju na rynku nieruchomości, by w efekcie doprowadzić do znacznego obniżenia wartości gruntów, działek i mieszkań? To oczywiście nie stanie się z dnia na dzień. Ta, jak niektórzy mówią, operacja psychologiczna będzie rozwijać się powoli. Dziwne rzeczy dzieją się w tym kraju Zulu-Gula, ale obawiam się, że to dopiero początek.

Ukraiński w polskich szkołach

W jednym ze swoich ostatnich komentarzy Leszek Sykulski poruszył dwa tematy. Pierwszy to sprawa zniknięcia informacji o nowym ambasadorze Rosji w Polsce. Początkowo poinformowano o podpisaniu dekretu przez prezydenta Federacji Rosyjskiej o mianowaniu nowego ambasadora w Polsce, a następnie pojawia się informacja o anulowaniu tego dekretu. Drugi temat to reforma edukacji w Polsce. Chodzi o informację przedstawioną przez ambasadora Ukrainy w Polsce w dniu 25 lipca o tym, że język ukraiński będzie wprowadzony jako drugi język obcy do szkół podstawowych. Czy to tylko skutek tych zmian w strukturze państwa polskiego, dokonanych na naszych oczach po 2022 roku, czy jest to początek znacznie szerszego planu, znacznie szerszej koncepcji geopolitycznej? – pyta Sykulski. I nie sposób nie odnieść się do koncepcji polsko-ukraińskiego państwa, którą przedstawił pan Marek Budzisz w czerwcu 2022 roku. – Poniżej fragmenty jego komentarza.

Rosyjska państwowa agencja TASS na początku podała, że nowym ambasadorem FR w Polsce zostanie Georgij Michno. Miał on zastąpić ambasadora Siergieja Andrejewa. Ta informacja została jednak wycofana ze strony agencji TASS i poinformowała ona, że odpowiednie dekrety zostały cofnięte z oficjalnej strony rządowej. Taka sytuacja jest nie tylko niecodzienna, ale bardzo groźna, pokazuje jak bardzo złe są relacje polsko-rosyjskie. Czy te relacje zostaną obniżone do poziomu chargé d’affaires? Czy może dojdzie do zamknięcia ostatniego konsulatu Rosji w Polsce, czyli konsulatu w Gdańsku, no i w odwecie – polskiego konsulatu w Irkucku i do zerwania relacji dyplomatycznych?

25 lipca ambasada Ukrainy w Polsce poinformowała w mediach społecznościowych, że został opracowany i przyjęty program nauczania języka ukraińskiego jako drugiego języka obcego w polskich szkołach dla uczniów klas 7. i 8. szkół podstawowych. Ten program został opracowany przy współpracy ambasady Ukrainy w Polsce. Autorem tego opracowania jest Pawło Lewczuk adiunkt w Instytucie Slawistyki PAN. To wsparcie okazała ambasada oraz został także wymieniony ukraiński przedsiębiorca Artur Bagliuk, dyrektor krakowskiego biura polsko-ukraińskiej izby gospodarczej.

Zgodnie z zasadami, które obowiązują w Polsce, szkoły mogą wprowadzić nauczanie języka ukraińskiego pod trzema istotnymi warunkami. Po pierwsze chodzi o inicjatywę rodziców. Musi być odpowiedni wniosek do dyrektora placówki, czyli dyrektora szkoły. Musi być też zgoda dyrektora szkoły. Musi być też odpowiednia kadra, czyli nauczyciele.

Te kluczowe kwestie, jeśli chodzi o program i zasady, zostało to wszystko omówione 1. czerwca bieżącego roku na spotkaniu ministrów edukacji Ukrainy i Polski, czyli Barbary Nowackiej i Oksena Lisowyja. Wtedy była omawiana kwestia dodania języka ukraińskiego do listy języków obcych, z których to uczniowie mogą zdawać tzw. egzamin ósmoklasisty. Reforma w Polsce jest zaplanowana na lata 2026-27. Proces ten tylko postępuje. Ambasada Ukrainy już w marcu tego roku wystąpiła z apelem do rodziców dzieci ukraińskich, aby składali wnioski do dyrektorów placówek, by można było przyspieszyć ten proces. Widać tu zorganizowane pospolite ruszenie wśród społeczności ukraińskiej, aby w jak największej liczbie szkół język ukraiński, jako drugi język obcy, był wprowadzany.

x

Widać więc wyraźnie, że wszystko zmierza ku temu, by Polska weszła do wojny przeciwko Rosji, co będzie miało swoje konsekwencje w przyszłości i będzie podstawą do uczynienia z niej kozła ofiarnego. Pozbawienie Ukrainy znacznego obszaru na rzecz Rosji stanie się podstawą do połączenia pozostałej części z Polską, która za karę za wspieranie Ukrainy utraci ziemie poniemieckie. Działania, o których mówił Sykulski, są pierwszym krokiem do stworzenia z ukraińskiego drugiego języka urzędowego w Polsce, czy jak to państwo później nazwą.

Nie da się tego wszystkiego zrozumieć, jeśli nie odwoła się do historii. Unia polsko-litewska powołała do życia nowy, amebowaty twór, zwany Rzeczpospolitą. Wielkie Księstwo Litewskie połączono z małym Królestwem Polskim. 47 rodów bojarów rusińskich i litewskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej. Później ci ludzie stanowili większość posłów i senatorów w sejmie Rzeczypospolitej. Takim herbem legitymował się ojciec Mickiewicza, Zamoyski, największy złodziej Rzeczypospolitej – również. Do tego towarzystwa należał Sienkiewicz i Bór-Komorowski, ten kretyn od powstania warszawskiego. Można ich tak wymieniać bez końca. II RP niczym się nie różniła. Aż roiło się tam od różnych Radziwiłłów-Pierdziłłów, Giedroyciów-Piedroyciów i im podobnych. To wszystko korzenie WKL, którego jedyną racją bytu było drażnienie się z Rosją. Po krótkim przerywniku w postaci PRL-u wszystko wróciło po 1989 roku w stare koleiny.

Można zapytać: po co wspólne państwo polsko-ukraińskie? Przecież historia pokazała, że żaden taki amebowaty twór Rosji nie pokonał i nie pokona, bo nie było to i nie jest w planie wielkich tego świata. Jednak jego powstanie to gwarancja na niekończące się kłótnie Słowian wschodnich, z których część, ze wschodnimi korzeniami, udaje Polaków, a druga to Ukraińcy z przesiedleń po II wojnie światowej i ci nowi, których przesiedlono po 2022 roku. Szykuje się więc nam „piękna” katastrofa, głównie w ukraińsko-ukraińskim wydaniu.

x

Dlaczego wybuchło i zburzono Warszawę? Zburzono też Tokio i to do gołej ziemi, zburzono Drezno. Różnica polegała na tym, że tam nie pojawili się zupełnie nowi przybysze, dla których odbudowano i którymi zasiedlono Warszawę. W tym wypadku bardziej nasuwa się podobieństwo do wielkiego pożaru Rzymu, Londynu czy Moskwy.

x

Tomasz Piekielnik w swoich komentarzach często podkreśla, że nie należy mówić o nazistach czy hitlerowcach tylko o Niemcach. Ale w takim razie, na zasadzie analogi, czy nie należałoby mówić o Rosjanach zamiast o bolszewikach? I jedni i drudzy, czyli naziści i bolszewicy, to ta sama nacja. Czyżby to przeszkadzało Piekielnikowi?

Tożsamość

Całkiem „przypadkiem”, jak to się dzieje na YouTube, trafiłem na tzw. short, w którym Michał Woś z PiS-u wypowiadał się na temat Donalda Tuska i jego polskości czy raczej „polskości”, jak chce Woś. Poniżej jego słowa:

„Donald Tusk mówił nie tylko te słynne polskość to nienormalność, ten jego esej z końca lat 80-tych, ale Donald Tusk wydał na początku lat dwutysięcznych książkę o Gdańsku – Mój Gdańsk, zdaje się był taki tytuł, gdzie sam siebie określał gdańszczaninem, ale gdzie był rozdział o jego rodzinie i mało kto wie w Polsce, Państwo może bardziej śledzą, to wiedzą, ja przeglądałem te fragmenty, gdzie on o tej swojej rodzinie pisze i to było szokujące, bo on mówi tak: Moja babcia nie była Polką. Znaczy ona nie mówiła po polsku, mówiła całe życie po niemiecku. Natomiast tam w tej książce Tusk pisze, że jego mama miała problem z tożsamością. Znaczy nie określała siebie jako Polki. To można wyczytać w tej książce, to pisze przecież w latach dwutysięcznych, już był wtedy aktywnym, czynnym politykiem. Wiedział, jakie są tego skutki. Skoro ktoś był wychowany przez osobę, która do końca nie wie czy jest tożsamości polskiej, czy – nie, no to to odpowiada na pytanie, kim jest Donald Tusk.”

Krytyka Tuska, a raczej jego eseju, powinna zacząć się od przeczytania go, bo Tusk uzasadnia w nim swoje stanowisko. W bogu Polskość zamieściłem ten esej. Do tematu polskości powróciłem jeszcze w blogu Polskość c.d. Sądzę jednak, że na ten problem trzeba spojrzeć w szerszym kontekście historycznym. Pewne procesy odbywają się w długim okresie czasu. Ich analiza z punktu widzenia teraźniejszości może okazać się błędna. Historia Polski to ciągła wędrówka ludów. Przez cały jej okres napływali tu obcy, którzy asymilowali się w mniejszym lub większym stopniu albo wcale. Do tego dochodziły zmiany granic, co oznaczało, że w obrębie takiej Polski, z nowymi granicami, znaleźli się ludzie, którzy wcześniej nigdy nie mieli z Polską nic wspólnego, po prostu Polska do nich przyszła. I taki jest przypadek Tuska. Gdańsk do 1945 roku był miastem niemieckim i nie miał nic wspólnego z Polską. Jak widać nie wszyscy Niemcy zostali przesiedleni. Być może czuli się oni bardziej związani z Gdańskiem niż z Niemcami jako całością, bo ten kraj zawsze był związkiem księstw i księstewek, które później przekształcono w landy. Jeśli więc Tusk mówi, że jest gdańszczaninem, to bardziej podkreśla swój związek z tą swoją małą ojczyzną, niż z tą wielką. Trudno więc mieć pretensje i uważać to za coś nagannego, że matka Tuska ma problem z tożsamością.

Ale nie tylko u nas mamy takie dylematy. Zupełnie „przypadkiem” trafiłem na YouTube na krótki filmik zatytułowany: Erstes EU-Land Pleite?! Das musst DU SEHEN! – Pierwsze bankructwo kraju UE?! To musisz zobaczyć! Mowa w nim jest o Francji, ale też pada ostrzeżenie pod adresem Niemiec. Jeden z komentujących napisał: Cała EU jest totalnie zadłużona, a drugi odpowiedział: Jak już Sarazin powiedział „Niemcy same unicestwiają się”.

Z ciekawości zajrzałem do Wikipedii, by dowiedzieć się, kto to taki ów Sarazin. I tak ona pisze o nim:

Dr Thilo Sarrazin (ur. 12 lutego 1945 w Gerze) – niemiecki ekonomista, autor licznych publikacji, nie tylko na tematy gospodarcze, ale również społeczne.

W 1971 roku ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie w Bonn. Dwa lata później uzyskał doktorat, również w Bonn. W latach 1975–1981 pisał przemówienia dla ekonomisty i polityka Hansa Apela. W latach 2002−2009 był Senatorem ds. Finansów w Berlinie; polityk Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD).

Od 2009 do września 2010 roku był członkiem zarządu Banku Centralnego Republiki Federalnej Niemiec (Deutsche Bundesbank).

Kontrowersje

Książka „Deutschland schafft sich ab”

Pod koniec sierpnia 2010 roku nakładem monachijskiego wydawnictwa Deutsche Verlags-Anstalt ukazała się książka pod tytułem „Deutschland schafft sich ab: Wie wir unser Land aufs Spiel setzen” (ISBN 978-3-421-04430-3), co można na język polski przetłumaczyć jako Niemcy likwidują się same: Jak wystawiamy nasz kraj na ryzyko. W swojej książce Sarrazin zarzuca imigrantom z państw muzułmańskich, że tworzą równoległe społeczeństwo, swoiste państwo w państwie, przez co ich integracja jest utrudniona. Szczególną uwagę zwraca on na fakt, że emigranci z krajów islamskich przysparzają państwu również więcej kosztów socjalnych, niż dostarczają korzyści rozwojowi gospodarki. Autor przytaczając liczne statystyki zauważa, że podobnej skali problemów nie ma z emigrantami z Azji czy Europy Środkowo-Wschodniej. Winą obarcza więc islam, który − zdaniem Sarrazina − stoi w opozycji do wartości liberalnych państw europejskich.

Książka wywołała ogólnonarodową debatę o imigrantach. Sam autor poniósł liczne konsekwencje. Macierzysta partia Sarrazina − SPD − wszczęła procedurę wykluczenia go z szeregów. Prezydent Christian Wulff wezwał Sarrazina do ustąpienia z funkcji członka zarządu Bundesbanku. Stanowisko prezydenta wywołało również kontrowersje, czy nie stanowi zamachu na niezależność banku centralnego.

Książka Sarrazina okazała się bestsellerem osiągając we wrześniu 2010 roku łączny nakład do 250 tys. egzemplarzy. Do końca 2010 roku sprzedano blisko 1,5 mln egzemplarzy.

Krytycy Sarrazina twierdzą, że jego poglądy charakteryzują się ksenofobią. Tymczasem badania genealogiczne jego rodziny wykazały, że on sam pochodzi od imigrantów, którzy przybyli do Niemiec wskutek anulowania Edyktu nantejskiego przez Ludwika XIV. Byli nimi francuscy Hugenoci, Włosi i Anglicy. Niemieckie media sprzyjające Sarrazinowi uznały, że jest to wzorowy przykład tak zwanego „sukcesu integracyjnego” (Integrationserfolg).

Nazwisko autora pochodzi od słowa „saracen”, które w średniowieczu stosowało się dla określania Arabów lub ogólnie wszystkich wyznawców islamu.

x

Gdy patrzymy na historię w krótkim okresie czasu, to niczego nie widzimy. Gdy spojrzymy na nią w dłuższym okresie czasu, to widzimy, że nowożytna historia ludzkości to w dużym stopniu ciąg wędrówek ludów, spowodowanych głównie przez wojny, prześladowania religijne, rewolucje itp. Współczesna Europa to efekt najazdu barbarzyńców na zachodnią część Imperium Rzymskiego, czego skutkiem był jej upadek. Hiszpańska inkwizycja to był doskonały pretekst do osiedlania się Żydów w całej Europie pod pozorem prześladowań religijnych. Anulowanie edyktu nantejskiego to podobne zjawisko, które usprawiedliwiło przyjęcie na teren Niemiec fali uchodźców z różnych krajów, nie tylko z Francji.

Jak to jest jednak możliwe, że takie masy ludzi przemieszczają się do innych krajów i jakoś tam sobie radzą? Nie znają języka, nie mają gdzie mieszkać, nie mają źródła utrzymania, a mimo to osiedlają się i zaczynają nowe życie w obcym otoczeniu. Nie znajdziemy żadnych informacji na temat tego, jak to jest możliwe. Rozumiem, że później, gdy ci nowi już zadomowią się, to mogą ściągać swoich krewnych, ale na początku nie jest to możliwe. Musi tu zatem działać inny czynnik, który umożliwi tym ludziom rozpoczęcie nowego życia na obczyźnie.

Wyjaśnienie tego zagadnienia jest bardzo proste. Trzeba po prostu dokonać odwrócenia metody wnioskowania, która zakłada, że wyjaśnienia teraźniejszości należy szukać w historii. Trzeba poszukać wyjaśnienia historii w teraźniejszości. A my, tu w Polsce, mamy możliwość obserwowania tego procesu na żywo. Wojna na dalekim wschodzie Ukrainy dostarczyła pretekstu do przesiedlenia do Polski milionów Ukraińców w sytuacji, gdy na 4/5 obszaru Ukrainy nie ma działań wojennych. Ci przesiedleńcy zostali otoczeni szczególną opieką „polskiego” rządu, tak szczególną, że mają oni większe uprawnienia niż obywatele państwa, na którego teren zostali przesiedleni. Podobnie musiało dziać się w przeszłości, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, gdyż ówcześni monarchowie nie dysponowali taką ilością wirtualnego pieniądza jak rządy współczesnych państw. Jeśli więc mówimy o upadku Rzymu pod naporem barbarzyńców, to wypada się zastanowić, czy nie było tak, że tych barbarzyńców przyjęto, dano im wikt i opierunek – a nie jest tajemnicą, że w końcowym okresie istnienia Imperium chleb i wino były darmowe – co musiało negatywnie wpłynąć na stan gospodarki Imperium. Wysiłek finansowy z tym związany, czyli socjal jakbyśmy dziś powiedzieli, był zbyt wielki i musiało ono zbankrutować, co oznaczało tylko tyle, że inna władza przejęła kontrolę nad tym całym obszarem, zwanym później Europą Zachodnią.

Czy mamy zatem do czynienia w przypadku Polski z tym samym procesem, procesem świadomego zadłużania państwa mającego doprowadzić do bankructwa III RP i stworzenia w jej miejsce nowego? Wszystko wskazuje na to, że tak, bo jak wytłumaczyć fakt pomagania Ukrainie ponad możliwości finansowe III RP? Jak wytłumaczyć fakt, że zaciąga ona kredyty w Ameryce na zakup sprzętu wojskowego, który następnie nieodpłatnie przekazuje Ukrainie? Dlaczego to państwo ukraińskie nie zaciąga bezpośrednio tych kredytów w USA? Chyba tylko dlatego, że ono i tak jest już przeznaczone do likwidacji pod pozorem wojny.

Gdy 24 lutego 2022 roku zaczęła się specjalna operacja wojskowa na Ukrainie, jak to Rosjanie nazywają, to Putin powiedział, że jej celem jest denazyfikacja Ukrainy i jej demilitaryzacja. Rosja zajęła tylko 1/5 część Ukrainy, jak więc on sobie to wyobrażał? Dziś już wiemy, że denazyfikacja Ukrainy oznacza przesiedlenie ukraińskich nazistów na teren III RP. Demilitaryzacja dokona się wraz z zakończeniem wojny. Teren na Ukrainie, oczyszczony z nazistów ukraińskich, zajmie Rosja. Być może jej część, zwana Galicją Wschodnią, zostanie włączona do nowego państwa, które powstanie po zakończeniu tej wojny.

Rewolucja francuska skutkowała tym, że stary, monarchiczny porządek, został obalony. Powstały państwa narodowe, a poddani stali się obywatelami. To oznaczało, że wszystkim obywatelom tych państw, często zupełnie sobie obcym pod względem mentalnym i wyniesionych z domu tradycji, rządzący wmawiali, że są do siebie podobni, że łączy ich ten sam system wartości i ta sama historia, że muszą te państwa kochać i w razie potrzeby ich bronić, a nawet oddawać za nie życie – i nazwano to patriotyzmem. I ci rządzący rościli sobie prawo do oceny, kto jest prawdziwym patriotą, a kto – nie.

Skrajną formą patriotyzmu jest narodowy socjalizm, czyli nazizm, który jest wszędzie zwalczany i potępiany z wyjątkiem Ukrainy. Jest jednak patriotyzm doskonałym instrumentem do grania na ludzkich emocjach, jak to czyni Michał Woś z PiS-u. Ta partia zarezerwowała dla siebie endecki model patriotyzmu, stworzony w XIX wieku na użytek ludności zamieszkującej ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Sprowadzał się on do tego: mówicie po polsku, jesteście katolikami, a więc jesteście Polakami. A Polska to przecież pojęcie abstrakcyjne, to obszar z ciągle zmieniającymi się granicami, z ciągle napływającymi nowymi osadnikami bądź tymi, którzy swego miejsca zamieszkania nie zmienili, tylko Polska zmieniła swoje położenie i ich wchłonęła. Zatem jak różna jest historia Polski, jak zmienny jest jej obszar i granice, tak zmienna i niepoddająca się ścisłej definicji jest polska tożsamość. Czy zatem odwoływanie się do polskości ma sens i czy nazywanie jej nienormalnością również ma sens? Bo czyż proces historyczny, który doprowadził do takiego stanu, można nazywać nienormalnym? A czy w takim razie Polak również nie jest pojęciem abstrakcyjnym?

Prowokacja gliwicka bis?

W nocy z wtorku na środę 15/16 lipca została zaatakowana „polska” fabryka w Winnicy. Ukraińcy twierdzą, że to Rosjanie, ale czy rzeczywiście? Tego zapewne nie dowiemy się, ale jeśli odwołamy się do rzymskiej zasady dochodzenia karnego IS FECIT, CUI PRODEST – uczynił ten, dla kogo to było korzystne, to wówczas podejrzanymi staną się Ukraińcy. Prowokacja polega właśnie na tym, by podejrzenie skierować na stronę, która tego nie zrobiła, by oskarżający mogli odnieść jakieś korzyści. Te korzyści, z punktu widzenia Ukraińców czy może raczej ich nieznanych przełożonych, to wciągnięcie Polski do wojny na Ukrainie. Siłą rzeczy narzuca się tu skojarzenie z prowokacją gliwicką. Wikipedia tak m.in. o niej pisze:

„Prowokacja gliwicka (niem. Überfall auf den Sender Gleiwitz) – niemiecka operacja dywersyjna typu false flag przeprowadzona 31 sierpnia 1939 roku o godz. 20:00 na niemiecką radiostację w Gliwicach (ówczesnych Gleiwitz). Atak, sfingowany przez Niemców, miał sprawiać wrażenie działań podjętych przez Polaków i został wykorzystany przez niemiecką propagandę jako główny „dowód polskich prowokacji”. Wydarzenie to miało dostarczyć Hitlerowi pretekstu do inwazji na Polskę.

Podpisanie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow oraz ustalenie kolejnego podziału Polski kończyły dyplomatyczne przygotowania Niemiec do wojny z Polską. Pozostała jeszcze kwestia sojuszu Polski z Francją i Wielką Brytanią. Niemcy, obserwując rosnący serwilizm Zachodu, liczyły na to, że rządy francuskie i brytyjskie także w przypadku Polski zdecydują się na „pokój za wszelką cenę”. Niemniej jednak, aby te państwa mogły poczuć się usprawiedliwione z niewywiązania się z zobowiązań traktatowych wobec Polski, Niemcy wywoływały liczne incydenty, nie tylko graniczne, obarczając winą Polskę. Kluczową rolę miały odegrać trzy zainscenizowane incydenty w rejonach nadgranicznych Górnego Śląska 31 sierpnia 1939 roku.”

Chciałoby się powiedzieć, że historia dzieje się na naszych oczach. Odnoszę wrażenie, że to już jest the final countdown, czyli końcowe odliczanie. Jednocześnie dochodzi do różnych prowokacji ze strony ukraińskiej. Leszek Sykulski w swoim komentarzu z dnia 17 lipca m.in. mówił:

16 lipca Rada Werchowna Ukrainy przyjęła ustawę, która jest agresywnym uderzeniem w prawdę historyczną. Jest próbą relatywizacji historii, jest próbą zrównywania katów z ofiarami. O co chodzi? Chodzi o operację „Wisła”. Chodzi o akcję pacyfikacyjną wobec band tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ta operacja została przeprowadzona w latach 1947-50 i była operacją przeciwko zbrodniarzom, ludobójcom z band UPA i OUN. Operacja „Wisła” była akcją wojskową wymierzoną przeciwko zbrodniarzom ukraińskim. Chodziło o odcięcie walczących band UPA od naturalnego zaplecza, jakie dawała tym bandom ludność ukraińska zamieszkująca tereny Rzeczypospolitej Polskiej. I tutaj warto zauważyć, że wojsko polskie nie dopuszczało się żadnych zbrodni, tylko doprowadziło do relokacji ludności ukraińskiej zamieszkującej wschodnie tereny Rzeczypospolitej na ziemie zachodnie, tak aby odciąć bandy UPA od naturalnego zaplecza. I to była operacja samoobrony ludności polskiej i odradzającego się państwa polskiego, takiego jakie było wtedy. Natomiast to, co zrobił parlament Ukrainy, to jest uderzenie w prawdę historyczną. Okazuje się, że to zaplecze dla band UPA zostało nazwane ofiarami deportacji i, co więcej, mamy do czynienia z wielkim oburzeniem części deputowanych do Werchownej Rady, że do dzisiaj nie zostały np. wypłacone odszkodowania, bo i takie głosy zdarzają się.

Oksana Sawczuk, deputowana do Werchownej Rady, komentując tę ustawę, napisała bardzo niebezpieczną rzecz. Użyła określenia, które jest ewidentnym rewizjonizmem historycznym. „To pierwsze oficjalne uznanie przez państwo ukraińskie historycznej niesprawiedliwości wobec deportowanych Ukraińców z naszych ziem etnicznych decyzjami ZSRR i Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1944-51.”

Czy nie są to zawoalowane roszczenia wobec państwa polskiego? Dziś, kiedy Ukraina jest zaangażowana w konflikt z Rosją, wydaje się to jeszcze nie na tyle groźne, aby państwo polskie, najważniejsze instytucje podejmowały stanowcze działania, ale moim zdaniem, jeśli tego typu kwestie nie będą natychmiast prostowane, nie będzie natychmiastowej reakcji państwa polskiego, najważniejszych instytucji, nie będzie twardej reakcji na tego typu zawoalowane roszczenia terytorialne, to za kilka lat, niestety, obudzimy się w zupełnie nowej rzeczywistości geostrategicznej. Bo pamiętajmy, że Ukraina wojnę z Rosją już przegrała, to jest tylko pytanie, w jakich granicach pozostanie państwo ukraińskie. Szans na to, aby Ukraina odzyskała Krym, Donbas itd., nie daje nikt poważny. Jak będzie wyglądała sytuacja, nastroje społeczne na Ukrainie po przegranej wojnie? Czy nie wzrośnie tam radykalizm? Wiemy, że przy braku sprzeciwu państwa polskiego rozwija się szowinizm ukraiński, który jest budowany na kulcie ludobójców na narodzie polskim, Bandery, Szuchewycza, band UPA, OUN i tak dalej. Czy to się nie pogłębi, czy nie dojdzie do roszczeń terytorialnych wobec państwa polskiego? Czy nie dojdzie do wzmocnienia nastrojów antypolskich na Ukrainie? A wiemy doskonale, że już w tych sondażach, które są robione i upubliczniane, stosunek do państwa polskiego i Polaków bardzo mocno się zmienił w ciągu ostatnich lat, mimo tej ogromnej pomocy, której Polska udzieliła Ukrainie, szacowanej na blisko 5% PKB. Czy nie dojdzie do zmiany sojuszy? Czy Ukraina pozbawiona twardych gwarancji ze strony Zachodu, bo takich gwarancji nie będzie, nie zwróci się ku Rosji? Czy Polska i naród polski nie zostaną oskarżone o współwinnych albo winnych przegranej Ukrainy? Moim zdaniem taki scenariusz, jeden z możliwych, należy jak najbardziej brać pod uwagę.

x

Czy w normalnych reakcjach międzypaństwowych można sobie wyobrazić taką sytuację, że państwo, które praktycznie wszystko oddaje w ramach pomocy i dodatkowo jeszcze przeznacza na tę pomoc jedną czwartą swego dochodu sąsiedniemu państwu, spotyka się z taką wrogością ze strony władz tego państwa i części jego obywateli? Wydaje się to niemożliwe, a jednak tak się dzieje. W 1928 roku nawiedziło Bułgarię silne trzęsienie ziemi. Było wiele ofiar. Rząd polski zaangażował się wtedy bardzo w pomoc rządowi bułgarskiemu i ludności, która ucierpiała na skutek tego trzęsienia. W dowód wdzięczności rząd bułgarski podarował państwu polskiemu działkę w Złotych Piaskach. Powstał tam ośrodek wypoczynkowy i w czasach PRL-u każdy mógł tam pojechać i za półdarmo wylegiwać się nad ciepłym morzem. Każdy, kto wiedział, a tych było niewielu. Niemniej jednak gest rządu bułgarskiego był wymowny. Podobnie było po 1956 roku, po wydarzeniach w Budapeszcie. Węgrzy do dziś pamiętają. A teraz jakiś anglosaski przydupas odwołuje ambasadora z Budapesztu.

Akcja „Wisła” była dziwną akcją. Sykulski powtarza ogólnie przyjętą narrację: Chodziło o odcięcie walczących band UPA od naturalnego zaplecza, jakie dawała tym bandom ludność ukraińska zamieszkująca tereny Rzeczypospolitej Polskiej. Takie tłumaczenie nie trzyma się kupy, jak się mówi potocznie, albo jest nielogiczne, gdyby chciało się być bardziej formalnym. W wyniku tej akcji przesiedlono 480 tys. ludzi. Przesiedlano również ludność z terenów, na których UPA nie działała. Siły UPA to 1772 osoby dysponujące bronią i aktywne w walce. Siły polskie to 20 tys. żołnierzy plus oddziały Wojsk Ochrony Pogranicza, MO, ORMO i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Po trzech miesiącach działania GO (Grupa Operacyjna) „Wisła” siły zbrojne UPA zmniejszyły się z 2402 do 563 osób. Można więc powiedzieć, że problem band UPA został rozwiązany, bo te niedobitki też pewnie później zostały zneutralizowane. Po co więc były te przesiedlenia? Między innymi po to, by dzisiaj niektórzy mogli mówić o wielkich krzywdach, jakie im wyrządzono, przenosząc ich z lepianek i kurnych chat do Europy zachodniej, do nowoczesnych mieszkań i domów z centralnym ogrzewaniem, bieżącą wodą i wszelkimi innymi udogodnieniami, jakimi wówczas dysponowała ludność tej części Europy. Tak tworzy się nigdy nie kończący się konflikt.

Sykulski nie wyklucza też scenariusza, w którym dochodzi do odwrócenia się Ukrainy od Europy i zwrot ku Rosji. Czy zatem miałby powtórzyć się scenariusz z 1654 roku, w którym doszło do ugody perejasławskiej. Na skutek umowy pomiędzy Bohdanem Chmielnickim a Wasylem Buturlinem, pełnomocnikiem cara, Ukraina została poddana władzy cara. Akt tej ugody był pretekstem do zajęcia przez Rosję ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Resztę, czyli ziemie dawnej Korony, począwszy od roku 1655, zajęli Szwedzi. Ostatecznie skończyło się tym, że cała Ukraina zadnieprzańska stała się częścią Rosji, a reszta pozostała przy Rzeczypospolitej.

Ostatnio jeden z amerykańskich generałów oświadczył, że NATO zamierza zająć Okręg Królewiecki czy Kaliningradzki, jak mówią Rosjanie. Okręg ten to typowa esklawa. W czasach Związku Radzieckiego był ważnym strategicznie przyczółkiem. Obecnie wydaje się, że Rosja jest w stanie z niego zrezygnować w zamian za większe korzyści terytorialne na Ukrainie. Czy chodzi o to, by doszło do połączenia polskiej i rosyjskiej części byłych Prus Wschodnich w jedną całość? Skąd taka deklaracja amerykańskiego generała w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone wycofują się z Europy, przynajmniej oficjalnie?

Sykulski stwierdził, że Ukraina wojnę z Rosją już przegrała. A skoro tak, to po co „polski” rząd dąży do tego, by wojsko polskie zostało zaangażowane w tę przegraną wojnę? Czy nie po to, by można było później oskarżyć Polskę o awanturnictwo, brak odpowiedzialności i o wszystko inne, co tylko można sobie w takiej sytuacji wyobrazić. W ten sposób „państwo” to będzie można poddać takiej obróbce, jaka będzie konieczna w stosunku do zaistniałej sytuacji.

Rozbicie dzielnicowe, do którego dochodzi w tym samym czasie na ziemiach polskich i na Rusi Kijowskiej było wynikiem, jak sądzę, pewnej decyzji wielkich tego świata. I Rzesza zgadza się na koronację Łokietka i tak powstaje Zjednoczone Królestwo Polskie (Wielkopolska i Małopolska), czyli, w odróżnieniu od księstwa, podmiot suwerenny, przynajmniej oficjalnie suwerenny. Natomiast książętom moskiewskim, jednoczącym ziemie ruskie, „nie udaje się” to w przypadku ziem, które „zjednoczą” nic nie znaczący, dzicy książęta litewscy. Tak wydzielone z I Rzeszy i z byłej Rusi Kijowskiej ziemie zostają połączone na mocy unii personalnej w związek, który później, na mocy unii realnej, stanie się jednym „państwem” i Wielki Książę Litewski – Jagiełło zostaje królem Polski. Uzasadnieniem tego połączenia miało być rzekome zagrożenie krzyżackie. Od tego momentu Rosja cały czas rości sobie prawo do ziem, które były uprzednio częścią Rusi Kijowskiej, a I Rzesza finansuje wojny na wschodzie tego niby państwa, jak choćby w przypadku wypraw Batorego, które finansowało jedno z księstw I Rzeszy. I tak to się toczy do dziś. I dlatego tu nigdy nie było i nie będzie normalnie.

Wystawa

W dniu 11 lipca w muzeum w Gdańsku została otwarta wystawa zatytułowana „Nasi chłopcy mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w III Rzeszy”. Odnosi się to do tych mieszkańców, którzy służyli w armii III Rzeszy. Problem polega na tym, że oburzenie zostało wywołane użyciem słów „nasi chłopcy” które jest zarezerwowane dla żołnierzy Września, obrońców Westerplatte, żołnierzy AK, ale nie dla żołnierzy Wehrmachtu. Mamy tu do czynienia z testowaniem polskiej odporności psychologicznej, z testowaniem instytucji instytucji państwa polskiego w zakresie stosowania przemocy symbolicznej. – mówił Leszek Sykulski w swoim komentarzu z dnia 11 lipca. Poniżej fragmenty jego komentarza.

To jest niewyobrażalny skandal, próba relatywizacji historii, to jest próba wybielania zbrodni niemieckich. To jest proces, który można nazwać elementem przemocy symbolicznej. To jest ewidentne narzucenie pewnej interpretacji historii. Mamy redefiniowane granice wspólnoty. „Nasi chłopcy” to żołnierze września września 1939, obrońcy Westerplatte, powstańcy warszawscy, a nie żołnierze Wehrmachtu. Mamy tu redefinicję symbolicznej wspólnoty: nasi chłopcy, zamiast – wrogowie; zdrajcy, zamiast – ofiary. Bo przecież tak można określić ludzi siłą wcielonych do Wehrmachtu, jako ofiary, ale nie – nasi chłopcy. Jest to świadomy element polityki Niemiec i lobby niemieckiego w Polsce. Ale nie pierwszy to taki przypadek.

5 lipca tego roku w oddziale Instytutu Pileckiego w Berlinie doszło do gorszących scen. Niejaki Peter Oliver Loew z Deutsches Polen Institut opowiadał o projekcie Domu Polskiego, a konkretnie o pewnej ekspozycji w Domu Polskim w Berlinie, Domu, który ma być wybudowany w miejscu tego głazu, który Niemcy postawili. Ta ekspozycja miałaby zaakcentować kwestie rzekomej współwiny Polaków za holokaust. Niemcy prowadzą świadomą politykę rozmywania win, próbują relatywizować historię. To są działania skoordynowane.

Te działania nasilają się w okresie 80-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej i 80-tej rocznicy powrotu Polski na ziemie zachodnie i północne. Nie da się nie zauważyć, że ten powrót na te ziemie jest traktowany przez władze Rzeczypospolitej Polskiej po macoszemu. Niezwykle skromnie wyglądają obchody powrotu Polski na te ziemie. Widać tu próbę eksponowania niemieckiej przeszłości tych ziem. I to dzieje się na bardzo wielu płaszczyznach. Przypomnę tylko, że całkiem niedawno doszło do skandalu na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie Aula Leopoldina, uznawana przez wielu za najpiękniejszą salę Uniwersytetu Wrocławskiego, została potraktowana w taki sposób, że zniknął z jej ścian Orzeł Biały, za to umieszczono tam portret króla Prus Fryderyka II, który był jednym z inicjatorów rozbiorów Rzeczypospolitej. To są, niektórzy powiedzieliby – drobne sprawy, drobne elementy – ale jest to właśnie to, z czego jest tkanina przemocy symbolicznej. W ten sposób, jeśli połączy się te kropki, to widać ewidentnie celowe działania, papierki lakmusowe, w jaki sposób państwo polskie, władze samorządowe czy władze państwowe, czy służby specjalne reagują bądź też nie reagują na tego typu działania. Niemcy sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić. Widzimy z jaką swobodą żołnierze Bundeswehry poruszają się po terytorium państwa polskiego. Wszystko to niby w kontekście tej osłony węzła logistycznego w Rzeszowie-Jasionce. Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie potwierdziło, że Bundeswehra stacjonuje w Polsce w związku z ochroną węzła logistycznego w Rzeszowie-Jasionce. Faktem jest jednak, że niemieckie samochody i żołnierze są widoczni nie tylko na terenie województwa podkarpackiego czy autostrady do lotniska Rzeszów-Jasionka, ale są widoczni w Warszawie i w innych miastach Polski. To jest takie oswajanie społeczeństwa polskiego z widokiem tych żołnierzy.

To jest proces przyspieszania federalizacji unii europejskiej, przekształcenia Europy ojczyzn w państwo federalne, super państwo europejskie.

x

Rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Państwo, które podbija inne i zajmuje jego teren, staje się od tego momentu suwerenem na danym terenie i ono stanowi prawo, a jego ludność musi się mu podporządkować. Nikt nie idzie na wojnę z własnej woli, bo wie, że szansa przeżycia jest niewielka i szczęśliwi są ci, którzy z niej wracają. Niemcy wcielali do wojska nie tylko ludzi z Pomorza czy Wielkopolski. Również czynili to w Generalnej Guberni. Tam jeden mężczyzna z każdej wsi stawał się żołnierzem Wehrmachtu. Tego doświadczył jeden z dalekich kuzynów mojej rodziny. Dotarł z wojskiem niemieckim pod samą Moskwę i przez lornetkę oglądał miasto.

Proces oskarżania ludności polskiej o współudział w holokauście nie jest czymś nowym i już dawno temu zapoczątkowali to Żydzi. Można oczywiście wmawiać światu, że Polacy, którzy nie mieli własnego państwa i byli pod niemiecką okupacją, że oni budowali obozy koncentracyjne, ale w jaki sposób to było możliwe, tego nikt nie tłumaczy, a w dobie sztucznej inteligencji wszystko można ludziom wmówić. I jak ona powie im, że Ziemia jest łaska, to uwierzą.

We Wrocławiu na uniwersytecie zdjęto w jednej z sal godło państwowe i zastąpiono je portretem króla Prus. Z kolei żołnierze Bundeswehry panoszą się po całej Polsce. Można oczywiście, jak czyni to Sykulski, sugerować, że chodzi tu o działania związane z tworzeniem superpaństwa europejskiego, ale chyba nikt poważny nie uwierzy w tego typu tłumaczenie. Jest to przede wszystkim dowód na to, że państwo polskie istnieje już tylko na papierze. No bo jeśli ktoś zdejmuje jego godło ze ściany uniwersytetu i władze tego państwa nie reagują, to czyż trzeba lepszego dowodu? No, jest nim niewątpliwie też obecność wojska niemieckiego na terytorium tego państwa, w sytuacji, gdy wojsko polskie w zupełności wystarczyłoby do wykonywania tych zadań, które realizuje na jego terenie Bundeswehra.

Jakieś kilkanaście lat temu dokonano korekty granicy województwa warmińsko-mazurskiego. Powiat olecki, należący do województwa podlaskiego, włączono do warmińsko-mazurskiego. I w ten sposób województwo to ma obecnie na terenie Polski historyczne granice Prus Wschodnich. To jeszcze jeden z dowodów na to, że przygotowania do przejęcia ziem zachodnich przez Niemcy trwają od dawna. Jest to proces powolny, ale dokonywany konsekwentnie małymi kroczkami. Prędzej czy później do tego dojdzie i trzeba będzie to jakoś wytłumaczyć światu. Jednak jakoś tak dziwnie nikt o tym w Polsce nie mówi, jest to temat tabu. Czy dlatego, że Niemcy to nasz „sojusznik”? Inna sprawa, że bez wojny na Ukrainie nie byłoby to możliwe.

Pożary

Przelała się ostatnio przez Polskę fala pożarów, o których większość komentujących w internecie wypowiedziała się jednoznacznie, sugerując, że były to podpalenia. Cytowano przy okazji wypowiedź ukraińskiej aktywistki, Natalii Panczenko, mieszkającej w Polsce. W lutym tego roku w wywiadzie dla ukraińskiego Kanału 5 powiedziała:

„Prowadzenie retoryki antyukraińskiej w Polsce może skończyć się walkami ulicznymi na tle narodowościowym. To przede wszystkim ogromne niebezpieczeństwo dla Polaków i rozumiem, że oni rozumieją, bo dziś, kiedy to co 10 mieszkaniec Polski jest Ukraińcem, to wzrastanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski. Ponieważ na terytorium Polski zaczną się walki, bo na terytorium Polski rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej.”

Jaką antyukraińską retorykę miała na myśli Panczenko? Polska, jako państwo, już wszystko oddała Ukrainie, obywatele Ukrainy są w Polsce wyjątkowo przychylnie traktowani, mogą nawet po jednym dniu pracy dostać uprawnienia emerytalne. To ewenement na skalę światową. Gdzie jest zatem ta antyukraińska retoryka? – To domaganie się przez niektóre środowiska przeprosin za rzeź wołyńską oraz pozwolenia na ekshumację ofiar tej zbrodni. Na jedno i na drugie strona ukraińska nie zgadza się. Mamy więc idealny pretekst do jątrzenia po obu stronach. By to zrozumieć, to trzeba zacząć od początku.

Już parę razy zamieszczałem ten cytat:

Powieść minionych lat z 1143 roku, historia wschodnich Słowian, najsłynniejszy zabytek ruskiego piśmiennictwa, wiąże powstanie ich państwa z Waregami: “i zaczęli rządzić się sami, i nie było wśród nich prawdy, i klan stanął przeciw klanowi, i mieli spory, i zaczęli walczyć ze sobą. I powiedzieli sobie: szukamy księcia, który by nami rządził i sprawiedliwie sądził. I przeprawili się przez morze do Waregów, do Rusi (…). Powiedzieli: nasza ziemia jest wielka i obfita, ale nie ma w niej porządku, chodź panować nad nami. I wybrano trzech braci (…). Najstarszy Ruryk siedział w Nowogrodzie, a drugi Sineus na Biełoozierze, a trzeci Truvor w Izborsku. I od tych nazwano ziemię ruską.”

A więc wschodni Słowianie są kłótliwi, wredni, zawistni. Tak oni sami siebie zdefiniowali, a ja tylko to powtarzam, żeby nikt mi nie zarzucił stronniczości czy uprzedzenia do Słowian wschodnich. W słynnej już dziś komedii Sami swoi Kargul i Pawlak byli Polakami, ale tak naprawdę byli Ukraińcami. Film powstał w czasach PRL-u, czyli państwa, którego ustrojem był narodowy socjalizm: jedno państwo, jeden naród, jeden przywódca (partia).

Od kiedy istnieje naród polski? Czy mógł istnieć za Piastów, skoro język polski w formie literackiej stworzono dopiero w okresie reformacji? Czy szlachta była narodem polskim, skoro ona sama twierdziła, że pochodziła od Sarmatów? A poza tym miała ona żydowskie korzenie. Bo jak wytłumaczyć fakt, że podzieliła się swoimi herbami z litewskimi i rusińskimi bojarami. Rzecz niebywała w tej warstwie w innych państwach. To skutkowało również jej nadmierną liczebnością (około 8-10% ogółu ludności) w stosunku do innych państw europejskich (1-2% w Anglii i Francji). I to również rzecz wyjątkowa w Europie. Rzeczpospolita Obojga Narodów to twór, w którym narodem, ale nie polskim, była szlachta, a chłopi byli niewolnikami i jako tacy narodu utworzyć nie mogli. Skarlałe mieszczaństwo było przeważnie żydowskie lub niemieckie i nie miało na nic wpływu.

Rozbiory Rzeczypospolitej i napływ amerykańskiego zboża do Europy zachodniej skutkują stopniową marginalizacją i pauperyzacją stanu szlacheckiego. Pojawia się potrzeba stworzenia nowego, teraz już polskiego, narodu. Cały XIX-ty wiek to jego tworzenie na terenie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli na Kresach. W tym czasie chłopi na ziemiach polskich są nadal niewolnikami. Pod koniec XIX-go wieku mamy już tam gotowy naród polski. A więc Polak to mieszkaniec Kresów, katolik wywodzący się z nie w pełni wykształconych w sensie narodowościowym i językowym wschodniosłowiańskich społeczności. Tam narodził się Polak-katolik, w opozycji do prawosławnego. To tam, na Kresach, powstawała głównie literatura polska i to tam kształtowała się inteligencja polska, która zdominowała państwo powstałe po I wojnie światowej. Czy zatem korzeni zjawiska zwanego polskim piekiełkiem nie tam należy szukać?

W latach 1937-38 rząd II RP przeprowadził na Wołyniu akcję konwertowania tamtejszej ludności na katolicyzm. W ten sposób kilkanaście tysięcy osób stało się Polakami, no bo jak katolik na Kresach, to musi być Polak. I dlatego UPA mogła wymordować tych ludzi jako Polaków.

Po II wojnie światowej przesiedlano na ziemie poniemieckie mniejszości kresowe, najwięcej Ukraińców, i tych Polaków, których stworzono uprzednio z części ludności zamieszkującej te Kresy. By doszło do wykreowania takiego narodu, to oprócz uczenia tych ludzi języka polskiego i konwertowania ich na katolicyzm, trzeba było zapewne stosować jakieś zachęty materialne bądź w postaci awansu społecznego. To nie mogło spodobać się pozostałym. Pewnie zadziałał tu podobny mechanizm jak w przypadku szlachty rusińskiej i litewskiej w I RP, gdyż ci, którzy stali się posłami i senatorami I RP mieli większe przywileje niż pozostali i to właśnie było podłożem wszystkich konfliktów na Ukrainie w czasach I RP.

Konflikty ze wschodu, z Kresów, zostały przeniesione na teren obecnej Polski. Spór o Wołyń jest faktycznie sporem ukraińsko-ukraińskim, co nie przeszkadza wykorzystywać go do destabilizowania III RP. Kilka dni temu odbył się w Warszawie Marsz Pamięci Rzezi Wołyńskiej. Można było zobaczyć tam osobnika w czarnym T-szercie z napisem: „Jeb… UPA i Banderę”. Kto zleca produkcję takich koszulek? Kto je produkuje? Kto je zakłada? Są to działania nastawione na eskalację konfliktu. Po jednej i po drugiej stronie barykady są pewnie ludzie przez kogoś opłacani.

Czy mogą żyć w Polsce rodziny pomordowanych na Wołyniu? Wydaje się to mało prawdopodobne, bo oprócz akcji „Wisła” przeprowadzono równolegle w Związku Radzieckim podobną akcję, wysiedlając ludność z tamtych terenów w głąb radzieckiej Azji.

Emocje są złym doradcą, ale to właśnie na nich bazuje władza, która sztucznie eskaluje ten konflikt. Z drugiej strony dziwi postawa Ukraińców, którzy oskarżani o dokonanie rzezi wołyńskiej, nie chcą wykorzystać argumentu, który nasuwa się w sposób niejako naturalny, czyli rzezi galicyjskiej. Zastanawiające? A może wcale nie! Bo wiedzą, kim byli jej sprawcy.