Ober-Ost

W poprzednim blogu zamieściłem informację z Wikipedii o Ober-Ost, czyli o niemieckim obszarze i jednostce administracyjnej na wschodzie. Wspomniałem też o tym, że jego istnienie zmusiło mnie do rewizji mojego dotychczasowego poglądu na kryzys przysięgowy z lipca 1917 roku i genezę wojny 1920 roku. Ale Ober-Ost to nie tylko obszar i jednostka administracyjna, to w pewnym sensie stosunek Niemiec do państw i ludności zamieszkującej ten obszar. Dobrze to opisał Arnold Zweig w powieści Spór o sierżanta Griszę Czytelnik 1955, której akcja toczy się w 1917 roku. Poniżej wybrany fragment:

Obszar okupowany, podległy Naczelnemu Dowództwu Wschodu, zwany Ober-Ost albo też krótko Ob.-Ost, leżał w rozwartym kącie olbrzymiego karbu, który wycina wschodnia granica Prus od wybrzeża Bałtyku po Górny Śląsk. Zasadniczo zbliżał się on ku obu rzekom, Dnieprowi i Dźwinie. Na południu zasięg jego graniczył z rządzonym z Warszawy obszarem administracyjnym „Polska” tudzież z austriackim; na północy Rosjanie bronili jeszcze Rygi i kraju za rzeką. Ober-Ost obejmował zatem głównie Kurlandię, Litwę, północną Polskę – kraj zboża i lasów, stepy i mokradła; kartofle, drób, bydło; nieliczne złoża mineralne, miasta, twierdze, sioła.

Niewiele linii kolejowych ożywiało te rozległe prowincje, żadna z nich nie odpowiadała potrzebom mieszkańców. Warstwa Rosjan, rządząca w tych krajach Litwinami, Białorusinami, Polakami, Żydami – to wojskowi i urzędnicy, pochodzący ze skrzyżowania wojowniczych szczepów Bałtów, Wielkorusów i Tatarów. Rządzili tutaj oni wedle własnych zasad, podobnie jak w Prusach nadłabscy junkrzy marchijscy: ślepotą, podejrzliwością, uciekaniem się do wojen. Tak więc szyny kolejowe biegły jedynie jako środki pomocnicze przyszłych operacji wojennych, wtłaczając w obręb swej szczupłej, zbyt ograniczonej sieci wszelki ruch komunikacyjny i potrzeby gospodarcze. Armia sprzymierzonych szczepów niemieckich tysiącem ssawek przylgnęła do ogromnego obszaru. W każdym punkcie, gdzie krzyżowały się drogi lub leżały gęściejsze skupiska ludności, przytwierdzała ona swoje macki, które czyhały, obezwładniały, dusiły lub popuszczały, zależnie od potrzeb i woli najwyższych instancji. Zarazem pompowały one z osłabionego kraju wszystkie soki żywotne i toczyły je w armię lub w państwo niemieckie; odcięte od morza i wszelkiego dowozu, niby gigantyczny polip wysysało ono okolice, które można było jeszcze z czegokolwiek ograbić. W każdym mieście rozsiadły się biura pełne pisarzy – oficerowie i wystrojeni na oficerów urzędnicy trzaskając drzwiami schodzili z zadartymi nosami ze schodów, ocierali się o ludność, którą jako nieucywilizowaną szczerze gardzili, a która w zamian darzyła ich skrycie taką samą nienawiścią – komendy placu, sztaby etapów, szpitale, magazyny, władze administracyjne, redakcje i sądy. Każda większa wieś gościła podporucznika w charakterze komendanta placu lub wachmistrza policji z jego sztabem lub przynajmniej w opróżnionej, wygodnej chacie oddział żandarmerii polowej.

W gruncie rzeczy najwyższe władze uważały cały kraj za zarekwirowany. Jedyną jego kłopotliwą częścią składową była ludność miejscowa i tę przeszkodę należało w jak największej mierze usunąć. Nikt zresztą nie myślał o tym, aby kiedykolwiek wynieść się z tego kraju; każdy, komu zlecono tymczasowo jakąś funkcję reprezentującą jakąkolwiek władzę, bodaj nauczyciela czy starosty, zamyślał również po zawarciu pokoju dzięki prawu zasiedzenia pozostać tu nadal. Niektórzy wpływowi oficerowie zawczasu już upatrzyli sobie wielkie dobra, które pragnęli otrzymać później w dotacji od wdzięcznego cesarza. Na ludność patrzano tak, jak patrzy patriarchalny, nadłabski dziedzic na swoich polskich parobków i dziewki. Pod pozorem grożącego szpiegostwa przygwożdżono by najchętniej w izbie każdego ponad dziesięć lat liczącego mieszkańca tych przyszłych ziem pruskich. Wobec niemożności uczynienia tego zabroniono przynajmniej używania kolei wszystkim, którzy nie nosili niemieckiego munduru lub stroju pielęgniarki, natomiast pozwolono im na używanie gościńców i dróg polnych, chociaż także dopiero po uzyskaniu odpowiednich dokumentów, tylko za dnia i pieszo.

Ale kraj pocięty był rzekami. Z bagnistych okolic, ze wzgórz spływały wody w dół ku wielkim szlakom wodnym – Wiśle, Bugowi, Niemnu – których ujścia, o ile wychodziły na północ, stanowiły ważne porty handlowe w obrębie pruskich prowincji. Wojna pożerała drzewo; prócz ludzkiego mięsa, odzieży i zboża niczego nie pożerała każdej chwili w takich ilościach, jak belki, kłody, deski, słupy, papierówkę, wióry, wełnę drzewną i trociny. Na handlu drzewem każdy mógł ładnie zarobić, ponieważ należało do dobrych uczynków pielęgnować na sposób pruski, trzebić, wycinać i na nowo zalesiać nieprzejrzane, bezsensownie gęsto porosłe obszary puszczy. Nadto po ściętym pniu albo po wiązce żerdzi nikt nie potrafi poznać, skąd, przez kogo i jakim prawem drzewo zostało ścięte. Rozsądnie było przeto zasłużyć się spławianiem drzewa. Tysiącami też wystawiano dokumenty flisackie dla ludzi okazujących w tym kierunku uzdolnienia.

Tak więc reb Ajzyk Menachem mógł pewnego dnia wieczorem wręczyć dwóm ludziom takie dokumenty: pomięte i znów wygładzone, brudne, zasmarowane wiarygodnie rozmieszczonymi tłustymi plamami, miały one wygląd zupełnie czcigodny i przekonujący, nie mówiąc już o podpisach i pieczęciach.

x

Mamy więc tu opis obszaru, który traktowany był przez Niemców jak kolonia, a ludzie wręcz jako podludzie. Był to obszar do wyeksploatowania pod każdym względem: materialnym, ludzkim i jako poligon, miejsce do prowadzenia wojen. Gdy doda się do niego Ukrainę, to otrzymany kształt będzie bardzo zbliżony do zasięgu terytorialnego przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Nic zatem dziwnego, że stał się on strefą buforową pomiędzy Rosją i Niemcami, czyli takim nijakim tworem, powstałym z połączenia małego Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim, które nie było państwem tylko zlepkiem księstw. WKL zdominowało Królestwo Polskie, większość posłów i senatorów zasiadających w sejmie pochodziło z tamtych terenów. Największe księstwa prowadziły własną politykę zagraniczną, stąd mieliśmy stronnictwa ruskie, pruskie i francuskie. Ludność WKL nie była w pełni rozwinięta pod względem narodowościowym i językowym, co raczej nie sprzyjało tworzeniu wspólnego systemu wartości. Dla jego ludności bardziej liczyło się zdanie ich kniazia litewskiego czy rusińskiego. Takim kniaziem na Podlasiu przez długi czas był Cimoszewicz.

WKL weszło w konflikt z Księstwem Moskiewskim, a później z Wielkim Księstwem Moskiewskim, które dążyło do zjednoczenia wszystkich ziem dawnej Rusi Kijowskiej. Unia polsko-litewska spowodowała konieczność uniezależnienia ludności prawosławnej Rzeczypospolitej od Moskwy i stąd pomysł stworzenia cerkwi unickiej, podporządkowanej papieżowi w myśl zasady: czyja religia, tego władza. Doszło więc do takiej sytuacji, że w obrębie tworu zwanego Rzeczpospolitą funkcjonowały trzy wyznania: katolicy, prawosławni i unici. Ci bojarzy rusińscy czy litewscy, którzy przeszli na katolicyzm mogli zasiadać w sejmie Rzeczypospolitej. Z tym wiązały się przywileje, których nie mieli pozostali. To było podłożem tych wszystkich konfliktów i powstań na Ukrainie i w mniejszym stopniu na Białorusi. Oczywiście ci bojarzy, którzy stali się katolikami, stali się niejako z automatu Polakami, a raczej „Polakami”.

Tak więc wszystkie konflikty w Rzeczypospolitej miały podłoże wyznaniowe i były to konflikty wschodnich Słowian, z których część przeszła na katolicyzm i od tego momentu nazywano ich Polakami. To dotyczyło wyższych sfer. Niższymi zajęto się w XIX wieku i na masową skalę polonizowano ludność na wschodzie. Działo się to głównie poprzez naukę języka polskiego i literaturę tworzoną dla nich. Stąd taki wtedy wysyp różnych Mickiewiczów, Słowackich, Orzeszkowych, Konopnickich, Zapolskich itp. Ale ci nowi Polacy byli z założenia antyrosyjscy.

Jest rzeczą naturalną, że w takich warunkach nie mogło powstać nowoczesne, sprawne i silne państwo. Rzeczpospolita utrwaliła więc, przez okres swego istnienia, stan swego rodzaju bezpaństwowości, niedorozwoju i zacofania w stosunku do Europy zachodniej, ale też i do Rosji. Po rozbiorach ziemie te zajęła Rosja, a po wybuchu I wojny światowej Niemcy, gdy zajęli te tereny, uznali je za swoją kolonię.

Obecny rozwój sytuacji w tym rejonie utwierdza tylko w przekonaniu, że tu nic nie zmieniło się od czasów unii polsko-litewskiej, czyli od momentu powstania tego dziwnego tworu zwanego Rzeczpospolitą. Trwają różnego rodzaju dyplomatyczne wygibasy, by wepchnąć wojsko Rzeczypospolitej Ukraińskiej do wojny na Ukrainie. Stopniowe wycofywanie się Ameryki, choć zapewne pozorne, ma umożliwić Niemcom i Rosji wykreślenie nowej mapy Europy w tym rejonie. A czy ona może być inna od tej, która już kiedyś obowiązywała?

Teatr

Ostatnio dużo się dzieje w polityce. Zaczęło się od szczytu w Paryżu, po którym Donald Tusk powiedział: wiem, ale nie powiem. W piątek 28 lutego mieliśmy okazję oglądać marną sztukę w wykonaniu dwóch aktorów amatorów i jednego zawodowego. Wszyscy wypadli beznadziejnie i sztucznie, co nie dziwi w przypadku aktorów amatorów, ale w przypadku zawodowego – już tak. Kiedyś, w stanie wojennym, komuniści, chcąc ośmieszyć Ronalda Reagana, przypomnieli film z jego udziałem. W mojej ocenie był on dobrym aktorem, ale w tym wypadku chodziło o to, by przekonać ludzi, że aktor nie może być dobrym politykiem. Problem jednak polega na tym, że Reagan, zanim został prezydentem, był przez osiem lat gubernatorem Kalifornii. Tu jednak nie chodziło sztukę aktorską, tylko o jasny przekaz: Ameryka wycofuje się z Europy, która musi sobie o tego momentu sama radzić. Zełeński jest słabym aktorem, ale jest to Nikodem Dyzma światowej polityki, z aktorstwa trafił do niej bezpośrednio. I jakoś tak nie wiem dlaczego, ale przypomniał mi się Żorż Ponimirski z filmu Kariera Nikodema Dyzmy.

Mamy więc taką sekwencję: Paryż – wiem, ale nie powiem – wszystko za zamkniętymi drzwiami; Waszyngton – sztukę w jednym akcie transmitowaną na żywo na cały świat; spotkanie przywódców europejskich w Londynie, również za zamkniętymi drzwiami, ale po jego zakończeniu Tusk powiedział: silni, zwarci, gotowi i Ucrania o muerte, no pasarán.

A więc Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają. – To William Szekspir (1564-1616), o którym w The New Lexicon Webster’s Encyclopedic Dictionary of the English Language Canadian Edition 1988 można przeczytać, że urodził się w Stratford-upon-Avon i tam zmarł. W Londynie przebywał w latach 1592-1616, ale przed 1592 jest w jego życiorysie luka około 8-10 lat i nie wiadomo, co się wtedy z nim działo. Niektórzy uważają, ale to już informacja nie z tego Leksykonu, że autorem tych szekspirowskich sztuk był Francis Bacon.

Europa w Londynie stanęła murem za Ukrainą, ale co się stanie, gdy Francuzi powiedzą: nous ne voulons pas mourir pour l’Ukraine? Czy inni też się wyłamią? I czy zostanie tylko Polska, czyli Rzeczpospolita Ukraińska? Ustawa o powszechnym obowiązku obrony została znowelizowana z końcem stycznia. Tak więc przygotowania do wysłania polskiego wojska na Ukrainę trwają. Już nawet toczy się na ten temat dyskusja w mediach: czy polskie wojsko powinno zostać wysłane na Ukrainę? Nikt już nie owija w bawełnę, trwa powolne przygotowywanie opinii publicznej przed ostatecznym… podjęciem decyzji. Z drugiej strony są tacy komentatorzy, jak choćby Tomasz Piekielnik, który twierdzi, że całe to zamieszanie jest po to, by Ameryka mogła skoncentrować się na konflikcie na Bliskim Wschodzie. Ja jednak dalej będę się upierał przy tym, że tu chodzi przede wszystkim o stworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego, a raczej ukraińsko-ukraińskiego, w którego skład wejdą ziemie obecnej RU bez ziem poniemieckich i zachodnia Ukraina, zwana kiedyś Galicją Wschodnią. No bo jak wytłumaczyć przesiedlenie na teren RU kilku milionów Ukraińców z terenów, na których nie ma działań wojennych? Jak wytłumaczyć te wszystkie przywileje, którymi zostali obdarzeni ci przesiedleńcy? Jak wytłumaczyć to, że pojawiają się książki dla dzieci w wersji polsko-ukraińskiej czy ukraińsko polskiej? Gdyby to dotyczyło języka angielskiego, to bym rozumiał, ale w przypadku ukraińskiego, a więc języka chyba nie do końca wykształconego, skoro żołnierze ukraińscy na froncie muszą posiłkować się językiem rosyjskim, bo w ukraińskim brak terminologii wojskowej. Jak wytłumaczyć takie kwiatki? Na ten temat cisza, no bo przecież w domu powieszonego nie mówi się o sznurku.

x

Na temat Iranu, którym nas straszą pisałem w blogach Purim, Iran i Iran c.d.

Monachium 2025 czy 1938?

Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. Ostatnio miała miejsce w Monachium konferencja na temat bezpieczeństwa. Trudno w takim przypadku nie skojarzyć jej z konferencją z 1938 roku i z tym, co po niej nastąpiło, a nastąpiła wojna. Dyplomacja w Europie ostatnio przyspieszyła i zaraz po tej konferencji doszło do szczytu w Paryżu. Co tam dokładnie ustalono, tego za bardzo nie wiadomo, ale możemy się domyślić. Tomasz Piekielnik na swoim kanale w komentarzu Tajemnice szczytu w Paryżu i wojny z Rosją! Kto wyśle wojsko na Ukrainę? z dnia 18 lutego 2025 roku odniósł się do wypowiedzi premiera Rzeczypospolitej Ukraińskiej Donalda Tuska przed jego wyjazdem na ten szczyt i po powrocie z niego. Mówił m.in.:

Ostatnio w Warszawie szef amerykańskiego Pentagonu Pete Hegseth, sekretarz obrony, zapytany przez dziennikarzy czy może zapewnić, że Ameryka nie będzie w tych rozmowach z Rosją brać pod uwagę wycofania żołnierzy amerykańskich ze wschodniej flanki NATO, odmówił potwierdzenia, że tak nie stanie się. Dał tym samym do zrozumienia, że jest to przedmiotem rozmów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją. To może być jakiś ruch w kierunku tego, aby w Polsce działo się nieco inaczej niż dotychczas, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i powoływanie się na bezpieczeństwo gwarantowane przez sojusz północnoatlantycki.

Limit wydatków budżetowych to taki wentyl bezpieczeństwa, konstytucyjny, ale również zapisany w traktatach europejskich. Ten wentyl bezpieczeństwa jest wyłączony. W mojej opinii premier jest nam uprzejmy powiedzieć, że możemy zwiększyć prędkość, jadąc prosto w ścianę, a tą ścianą jest upadek finansów. Jeżeli Państwo zwiększacie zadłużenie, z każdym kolejnym rokiem znacznie bardziej, niż zwiększacie swoje dochody, to prędzej czy później spotka was bankructwo. Nie ma innej możliwości, ponieważ ciężar regulowania rat przewyższy w jakimś momencie wasze zdolności zarobkowe. No i o tym uprzejmy jest nam donieść premier, że te bezpieczniki – które mówią, zwolnij, nie można się dalej zadłużać, czyli nie można dalej zwiększać prędkości, bo tam jest ściana, trzeba prędkość zredukować i zatrzymać się przed ścianą – te bezpieczniki zostały właśnie wyłączone.

Na Ukrainie potrzebny jest trwały pokój – powiedział Tusk. Tu się zgadzam z premierem. Na Ukrainie potrzebny jest trwały pokój, a nie tylko zamrożenie działań na froncie po to, żeby one zostały wznowione, ale już po wprowadzeniu wojsk europejskich na Ukrainę. I tego powinniśmy się obawiać i o tym głośno mówić. Zadawać tym samym pytania: W jaki sposób związane są działania na Ukrainie z wojną na Bliskim Wschodzie? Dlaczego Wołodymir Zełeński odwiedza na Bliskim Wschodzie nie tylko Zjednoczone Emiraty Arabskie, ale także premiera Netanjahu? Czy krótkotrwałe zawieszenie broni na Ukrainie może oznaczać niebezpieczeństwo dla Polski? – Te wszystkie pytania są bardzo istotne.

Wypowiedź Tuska trwała 10 minut i nie wzbogaciła naszej wiedzy o nic konkretnego, ale przynajmniej był on uprzejmy na samym początku swojej wypowiedzi powiedzieć, że nie będzie z nami szczery. Zobowiązali się bowiem uczestnicy tego szczytu bezpieczeństwa w Paryżu do dyskrecji. Jakie to ładne słowa na nazwanie czegoś, co jest po prostu tajemnicą, a w relacji rząd – naród, jest zatajaniem ważnych, istotnych informacji. Pytanie dlaczego są one zatajane. Być może dowiemy się metodą faktów dokonanych. Chciałbym jednak, by do tego nie doszło. Mam też taką nadzieję.

x

Dobrze pamiętam moment wejścia Polski do NATO w marcu 1999 roku. Ile było zachwytów, ochów, achów jak to teraz Polska będzie bezpieczna. Dziś, po 26 latach, okazuje się, że NATO nie może zapewnić nam bezpieczeństwa i dlatego Polska musi bronić Ukrainy, bo nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy, jak powiedział kiedyś Litwin Piedroyć, który siedział w Paryżu i wydawał tam „Kulturę” i wszyscy wtedy, nawet komuniści, onanizowali się nią. Polski, dawnej, starej piastowskiej Polski, nie ma od unii personalnej z Litwą w 1385 roku. Jest tylko nowa Polska – kresowa, wschodnioeuropejska.

Całe więc to gadanie o bezpieczeństwie okazało się nie warte funta kłaków i jeśli nawet wojska państw unii wkroczą na Ukrainę, to niczego to nie zmieni. Po prostu jest realizowany pewien scenariusz, który został napisany dawno temu w Ameryce. Po co Polska weszła do NATO? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zadać sobie inne pytanie: A co by było, gdyby wtedy Polska, jak również Czechy Słowacja i Węgry, nie weszła do NATO? Czy wtedy Ukraina mogłaby wysunąć ten fundamentalny warunek swego bezpieczeństwa, czyli wejście do NATO? Przecież to nie miałoby sensu. A radzieccy komuniści, upadającego Związku Radzieckiego, godzili się na niepodległość państw byłego bloku wschodniego, pod warunkiem, że sojusz NATO nie rozszerzy się na wschód. Dziś Rosjanie nie zgadzają się na członkostwo Ukrainy w NATO, jak również sugerują, że NATO powinno wycofać się z Europy Wschodniej. I to się dzieje. Wycofanie się Ameryki z tego konfliktu oznacza w praktyce początek końca NATO w tej części Europy. A to oznacza, że unia europejska wchodzi do gry, czyli że Niemcy wchodzą do gry. Czym to pachnie dla Rzeczypospolitej Ukraińskiej, tego chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Ameryka nie wycofuje się z Europy, jak sugeruje Piekielnik, dlatego że chce skupić się na Bliskim Wschodzie i rejonie Pacyfiku, tylko dlatego, że robi miejsce Niemcom i godzi się na warunki Rosji.

Ameryka zgodziła się na podział Ukrainy. Ile z niej przypadnie Rosji, tego jeszcze nie wiemy. Być może „waleczne” wojska europejskie, jeśli znajdą się na Ukrainie, zostaną jeszcze bardziej zepchnięte na zachód. Być może powstanie jakieś marionetkowe państwo ukraińskie zależne od Rosji. Pozostanie tylko zachodnia Ukraina, z którą nie będzie wiadomo, co zrobić, a raczej wiadomo – przyłączyć do Rzeczypospolitej Ukraińskiej, pomniejszonej o ziemie poniemieckie. Powstanie nowe państwo, czyli że stare zostanie zlikwidowane, bo będzie bankrutem ze względu na niemożliwe do spłacenia zadłużenie, wynikające z transferu pieniędzy na Ukrainę. Problem tylko polega na tym, że nie wiadomo, ile z tych pieniędzy przeznaczano się na cele militarne, a ile lokowano gdzie indziej. A może część z tych pieniędzy była i jest transferowana do firm developerskich, które budują mieszkania w RU dla Ukraińców, którzy zostaną tu jeszcze przesiedleni? Wojna to jest taki wynalazek, który umożliwia ukrywanie wszelkiego rodzaju szwindli, a po wojnie, gdy powstanie nowe państwo, to już nikt nie dojdzie prawdy, tylko pojawi się nowa „arystokracja”. Każda wojna powoduje zmianę stosunków własnościowych. Stare majątki rozpadają się, powstają nowe. A nowobogaccy chcą możliwie szybko uchodzić za starobogackich. – Tak pisał Erich Maria Remarque w jednej ze swoich powieści. W nowym państwie, które powstanie po wojnie, zapewne tak będzie.

Wszystko zmierza w kierunku stworzenia nowego państwa, które powstanie z okrojonej Ukrainy i okrojonej Rzeczypospolitej Ukraińskiej. Nie może jednak dojść do połączenia tych części, gdy jedna z nich jest członkiem NATO, bo na to nie zgadza się Rosja. I po to właśnie mamy ten cyrk i takie, a nie inne zachowanie polityków amerykańskich i europejskich.

Zamach stanu

W komentarzu z dnia 11 lutego Tomasz Piekielnik porusza na swoim kanale m.in. sprawę zamachu stanu, o którym ostatnio zrobiło się głośno w różnego rodzaju mediach. Od 43:30 komentuje on to zagadnienie. Poniżej zapis tego komentarza.

Chodzi o ciąg dalszy tej sytuacji spektakularnej, dotyczącej zawiadomienia o zamachu stanu, zawiadomienia złożonego do zastępcy Prokuratora Generalnego. Zawiadomienie przygotował i złożył prezes Trybunału Konstytucyjnego pan Bogdan Święczkowski. I tu przypomnienie – Rzeczpospolita z 6 lutego: Wpłynęła do sekretariatu zastępcy Prokuratora Generalnego zamknięta koperta, o której wypowiadał się Bogdan Święczkowski, że jest to zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zamachu stanu przez działających w porozumieniu, w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, polityków wysokiej rangi, takich jak premier Donald Tusk czy Marszałek Sejmu Szymon Hołownia.

Natomiast dziś, 11 lutego, Rzeczpospolita informuje, że Adam Bodnar zawiesza swojego zastępcę, czyli prokuratora Michała Ostrowskiego, tego, który miał tym śledztwem się zająć. Prokurator Adam Bodnar zawiesił na sześć miesięcy swojego zastępcę prokuratora Michała Ostrowskiego – poinformowała we wtorek Prokuratura Krajowa. To pokłosie w sprawie wszczęcia tzw. zamachu stanu. Jak czytamy w komunikacie, decyzja o zawieszeniu prokuratora Michała Ostrowskiego uzasadniona jest „podejmowanymi przez Michała Ostrowskiego działaniami i towarzyszącymi im okolicznościami, które w sposób jednoznaczny wskazują na brak poszanowania dla podstawowych zasad funkcjonowania prokuratury i stanowią emanację postrzegania tej instytucji jako organu zaangażowanego w ochronę partykularnych interesów politycznych”. W komunikacie zaznaczono, że decyzja nie jest prawomocna. Przysługuje od niej odwołanie do sądu dyscyplinarnego, niemniej jest natychmiast wykonalna.

W mediach prokurator Ostrowski wypowiada się, że nie wyobraża sobie, że śledztwo w tej sprawie nie będzie prowadzone, że dalsze czynności nie nabiorą biegu. Jednocześnie zaznaczył, że zamierza wykonać decyzję swojego przełożonego, czyli Prokuratora Generalnego.

Jaki to będzie miało skutek i konsekwencje? Po pierwsze ja dostrzegam tutaj niebezpieczeństwo ingerencji zewnętrznej. I wiem, jak to brzmi, wiem, że jest to bardzo sensacyjne, co teraz mówię. Natomiast uważam, że prawdopodobieństwo tego jest niezerowe. Bo zwróćmy uwagę, jeżeli w Polsce wprowadza się jakiegoś rodzaju marazm ustrojowo-polityczny, czy on jeszcze bardziej eskaluje, to trzeba będzie powiedzieć, to może zostać podchwycone przez zachodnie mocarstwa. W przeszłości, na przestrzeni wielu minionych wieków, bywało tak już niejeden raz. Zatem jeszcze trzeba zadać pytanie, czy to nie jest czasem celowo organizowany stan rzeczy. I tutaj nie dałbym sobie ręki uciąć za tezę, że to wszystko dzieje się przypadkowo, że to nie jest zorganizowane. Wiecie, co mam na myśli, również to doskonale. Zarówno ze strony Brukseli jak i Waszyngtonu mogą pojawiać się tego rodzaju dążenia, aby w większym stopniu niż dotychczas, wykonywać zamęt na terenie Polski. A czy nie jest to także jakimś zwiększeniem prawdopodobieństwa, że będziemy przeżywać to, co nasi prapradziadkowie? Mowa o rozbiorach, zmianach granic i podziale danego państwa na konkretne strefy wpływów. Bo przecież nie ulega wątpliwości, że na przykład takie Niemcy są mocno związane z Dolnym Śląskiem, z Wielkopolską – inwestycyjnie, historycznie. Dodać do tego można jeszcze Pomorze. Ale też Polska centralna z Warszawą na czele, chciałoby się pewnie w Waszyngtonie powiedzieć, że powinna pozostać w dalszym ciągu pod niewidzialnym zarządem komisarycznym Waszyngtonu, czy bardziej władzy zza Waszyngtonu. Kto wie, czy nie wywodzi się ona właśnie z rejonów syjonistycznych, z rejonów Tel Awiwu? Kto wie drodzy Państwo? Ja swoje zdanie mam, ale Państwa zachęcam do myślenia.

x

O co w tym wszystkim chodzi? Business Insider wyjaśnia:

Rządząca koalicja może wykorzystać pomysł Bogdana Święczkowskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego, przeciwko politykom obecnej opozycji. I to skutecznie, bo ma odpowiednią większość w Sejmie do uchylenia immunitetów posłów PiS, którzy zajmowali eksponowane stanowiska. Eksperci zgodnie jednak podkreślają, że łamanie konstytucji to nie jest zamach stanu. Droga obrana przez człowieka Zbigniewa Ziobry może zaszkodzić Polsce.

  • Bogdan Święczkowski, prezes Trybunału Konstytucyjnemu, zarzuca politykom koalicji rządzącej, w tym premierowi Donaldowi Tuskowi, “zamach stanu”
  • Nazywa ich zorganizowaną grupą przestępczą, która przemocą i groźbami dąży do zmiany konstytucyjnego ustroju Polski poprzez wyeliminowanie TK, Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego
  • Zdaniem części prawników, choć dochodzi do łamania konstytucji, i to od dawna, to jednak nie można mówić o zamachu stanu
  • Eksperci ostrzegają jednak, że rządząca koalicja może wykorzystać pomysł Bogdana Święczkowskiego do rozliczenia PiS

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski złożył do prokuratury zawiadomienie o dokonaniu “zamachu stanu” przez m.in. premiera Donalda Tuska i jego ministrów, marszałka Sejmu Szymona Hołownię, marszałka Senatu Małgorzatę Kidawę-Błońską, posłów koalicji rządzącej, a także niektórych sędziów i prokuratorów. Czy może się okazać, że w Polsce doszło do zamachu stanu? Nie — odpowiadają zgodnie prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, i dr Kamil Stępniak z Centrum Prawa Konstytucyjnego i Monitorowania Praworządności. Eksperci wskazują na potencjalne skutki zawiadomienia, w tym takie, które mogą uderzyć w PiS.

x

Tak więc Piekielnik dostrzega w tym sporze niebezpieczeństwo ingerencji zewnętrznej. Odwołuje się do historii i przypomina o rozbiorach. Nie da się ukryć, że te rozbiory do dziś rzucają się cieniem na stan umysłów w Polsce, a także wzbudzają strach przed sąsiadami, którzy o niczym innym nie myślą, tylko o kolejnym rozbiorze Polski. Co jest naturalne, gdy nie zna się prawdziwych powodów tych rozbiorów, bo myśli się tak, jak zostało to zakodowane przez edukację i propagandę. Wypada więc to jakoś poukładać.

Wojna siedmioletnia (1756-63) – wojna pomiędzy Wielką Brytanią, Prusami i Hanowerem a Francją, Austrią, Rosją, Szwecją i Saksonią. Była to więc wojna, w której Rosja walczyła z Prusami. W 1757 roku zajęła ona Królewiec i ogłosiła przyłączenie Prus Wschodnich do Rosji. W trakcie tej wojny Rosja zajęła tereny od Królewca po Berlin, zagrażając tym samym istnieniu Prus. W tym czasie Rzeczpospolita była już praktycznie rosyjskim protektoratem, co znaczy, że Rosja rządziła w niej według własnego uznania. W 1762 roku Rosja wycofała się spod Berlina i z Prus. Był to tzw. cud domu brandenburskiego. A dziesięć lat później, gdy Prusy były jeszcze wtedy jakimś wypierdkiem mamuta, Rosja dzieli się z nimi i z Austrią ziemiami Rzeczypospolitej. Taki altruizm ze strony drapieżnego rosyjskiego imperializmu, którym nas dziś starszą, wydaje się być niezrozumiały. Prusy i Austria zajęły ziemie etnicznie polskie, a Rosja ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, które wcześniej były ziemiami Rusi Kijowskiej.

Konfederacja barska (1768-72) była powstaniem przeciwko zmianom ustrojowym, które zapoczątkował Stanisław August, a które ograniczały dotychczasowe prawa szlachty i magnatów. Doszło w tym czasie do porwania króla, co odbiło się szerokim, negatywnym echem w całej Europie. I stało się to pretekstem do zalegalizowania pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 roku. Następnie uchwalenie Konstytucji 3-go maja skutkowało drugim rozbiorem, a insurekcja kościuszkowska – trzecim. Mamy więc tu sekwencję – akcja i reakcja; anarchia, z którą trzeba zrobić porządek. I stąd słuszne podejrzenia Piekielnika, że ten spór o Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy może stać się pretekstem do ingerencji obcych mocarstw. Tylko czy miałoby to skutkować rozbiorem?

Pytanie zasadnicze brzmi: po co były rozbiory Rzeczypospolitej? To chyba jedyny taki przypadek w historii świata, że jedno państwo, czy raczej twór państwowopodobny, staje się łupem trzech sąsiadów. Dlaczego Rosja, która niepodzielnie rządziła w Rzeczypospolitej, podzieliła się nią z Prusami i Austrią? Po klęsce Napoleona w Rosji Księstwo Warszawskie, pomniejszone o Wielkopolskę i Wolne Miasto Kraków, przypadło Rosji. W Wielkopolsce, najludniejszej wówczas polskiej dzielnicy, zaczyna się czas intensywnej germanizacji. Podobnie dzieje się w Królestwie Polskim – intensywna rusyfikacja. A więc Polacy poddawani są intensywnym zabiegom wynaradawiania. W tym samy czasie na ziemiach byłego WKL przebiega zakrojona na szeroką skalę polonizacja, polegająca na upowszechnianiu języka polskiego wśród mas i elit. I stąd mamy taki wysyp różnych Mickiewiczów, Słowackich, Orzeszkowych, Konopnickich itp. Powstał więc na wschodzie nowy naród polski, a stary został zmarginalizowany.

Po co więc były rozbiory, w których uczestniczyły trzy państwa? No właśnie po to, by stworzyć nowy naród. Powstał Polak katolik, który był w opozycji do prawosławnego Rosjanina, który zawsze dąży do przyłączenia do Rosji ziem byłej Rusi Kijowskiej, na których mieszkał już ten Polak katolik. Wcześniej jezuici zajmowali się konwersją prawosławnych na katolicyzm. Po to były podboje Batorego.

Gdy po I wojnie światowej odradzało się państwo polskie, to nie mogło w nim zabraknąć ziem wschodnich. Nie po to trudzono się przez cały XIX. wiek nad stworzeniem nowego narodu polskiego, by został on poza granicami odradzającego się państwa. I tak bolszewicy, którzy w 1920 roku przeważali tyko w okolicach Moskwy i Piotrogrodu, wyruszyli na podbój Europy. Podeszli pod Warszawę i wycofali się. Piłsudski miał otwartą drogę na Moskwę, ale zatrzymał tam, gdzie miał się zatrzymać. Miał zająć ziemie, na których uprzednio stworzono nowy naród polski, które to ziemie miały stać się częścią II RP.

O co zatem chodzi w obecnej kłótni tych rządowych gangów? O to, by stworzyć mocarstwom pretekst do interwencji, tak jak to było w okresie przed zaborami. Piekielnik wspomniał o tym, że Dolny Śląsk, Wielkopolska i Pomorze są mocno związane inwestycyjnie i historycznie z Niemcami. Dał więc do zrozumienia, że Niemcy, prędzej czy później, upomną się o swoje. Co w takim razie z resztą, z centralną i wschodnią Polską? A co z Ukrainą? Ile z niej zostanie po wojnie? Tak intensywne, pod każdym względem, zaangażowanie Polski w wojnę na Ukrainie będzie argumentem za połączeniem tych pozostałości w jedno państwo. Dziś jeszcze nikt nie chce o tym mówić otwarcie, ale przecież cały czas trwa w Polsce urabianie opinii publicznej. W dalszej perspektywie oznacza to, że te pozostałe jeszcze niedobitki starego narodu polskiego zostaną całkowicie zmarginalizowane. Pozostanie tylko nowy naród polski, nowi Ukraińcy – obok tych starych, przesiedlonych po II wojnie światowej – i kolorowi.

W Afryce koloniści, wytyczając sztucznie granice państw, zmusili do egzystowania w obrębie jednego państwa plemion, które często walczyły ze sobą o ziemię i stąd były do siebie wrogo nastawione. Powstałe w ten sposób państwa były ich karykaturami. Lokalni kacykowie nie stali się nagle politykami z krwi i kości, dawne waśnie nie wygasły. To samo stało się po unii polsko-litewskiej, gdy połączono ze sobą państwo zwane Królestwem Polskim z WKL, czyli z czymś, co bardziej przypominało te współczesne postkolonialne państwa afrykańskie. Z tego mariażu mogło powstać tylko to, co niektórzy nazywają obecnie krajem Zulu-Gula. I takim krajem były I RP, II RP, PRL (10. potęga gospodarcza świata) i III RP. Dziś jest nim Rzeczpospolita Ukraińska. Ten, kto wymyślił tę nazwę, a spopularyzował ją Tadeusz Ross, nie zrobił tego przypadkiem. O naszych rodzimych kacykach możemy powiedzieć, że różnią się od kacyków afrykańskich tylko tym, że brakuje im dzid i kolczyków w nosach.

Ukraiński faszyzm

Ostatnio na niektórych kanałach pojawiły się komentarze na temat wypowiedzi pewnej aktywistki ukraińskiej. Leszek Sykulski na swoim kanale: Natalia Panczenko – aktywistka, w wywiadzie dla ukraińskiego kanału straszy Polskę i Polaków, a to wszystko w kontekście trwającej kampanii wyborczej na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i komentującej kwestię perspektywy odebrania przywilejów socjalnych Ukraińcom powiedziała:

„To jest przede wszystkim ogromne niebezpieczeństwo dla Polaków i rozumiem, że oni rozumieją, bo dziś, kiedy co 10-ty mieszkaniec Polski jest Ukraińcem, to wzrastanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski, ponieważ na terytorium Polski zaczną się walki, rozpoczną się podpalenia sklepów, domów itd.”

W związku z tym wypada sobie zadać pytanie: czyje to jest państwo? Skoro Ukrainka, która ma polskie obywatelstwo, występuje w obronie interesów Ukraińców i swoje ostrzeżenia kieruje pod adresem obywateli państwa, które nadało im te przywileje, tak jakby byli obywatelami tego państwa, to chyba to państwo jest również ukraińskie, skoro preferuje Ukraińców, a Polaków spycha na margines. Mamy więc do czynienia z Rzeczpospolitą Ukraińską (2022 – ?), którą dla niepoznaki nazywają Rzeczpospolitą Polską, która zdechła 24 lutego 2022 roku. Skoro przywileje Ukraińcom nadał ukraiński rząd, to dlaczego ona chce mścić się na Polakach, którzy nie maja nic wspólnego z tą hucpą? Nur für Ukrainer und Ukraine über alles – to jest fakt. Czy w związku z tym mamy do czynienia z państwem, które kieruje się ideologią faszystowską w swoim działaniu, a zatem, czy ustrojem tego państwa nie jest faszyzm, w wersji niemieckiej zwany też narodowym socjalizmem?

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak m.in. pisze o faszyzmie:

Cechą charakterystyczną faszyzmu, zwłaszcza w Niemczech i we Włoszech, było to, że potrafił on skupić w swoich szeregach nie tylko elementy z tzw. warstw średnich (średniej burżuazji miejskiej i wiejskiej, drobnomieszczaństwa, drobnych kupców, b. wojskowych itd.), które nie chciały pogodzić się z utratą dawnych pozycji, pragnąc za wszelką cenę odzyskać „szczególne miejsce” w społeczeństwie, lecz także (zwłaszcza w Niemczech) najbardziej zacofane grupy klasy robotniczej. (…) Ponadto faszyzm niemiecki od chwili swego powstania głosił hasła odwetowe, podsycając nastroje „krzywdy narodowej” wyrządzonej Niemcom przez traktat wersalski.

Ideologia faszyzmu nie stanowiła zwartego systemu światopoglądowego, lecz była eklektycznym połączeniem różnych, czasem wręcz wykluczających się elementów przyjętych z irracjonalistycznej filozofii XIX w., z nacjonalistycznych doktryn solidaryzmu społecznego oraz z antydemokratycznych teorii socjologicznych usiłujących teoretycznie uzasadnić idee etnocentryzmu, elitaryzmu i „wyższości rasowej”. Zespalając te elementy, odpowiednio spreparowane do celów propagandowych, ideologowie faszyzmu szerzyli całkowicie irracjonalistyczny i zmitologizowany pogląd na życie społeczne. Podstawę stanowił mit „misji dziejowej” własnego narodu i jego wyższości nad innymi oraz mit wroga – sprawcy wszelkiego zła społecznego; takim wrogiem dla faszyzmu włoskiego był „zgniły liberalizm”, dla faszyzmu niemieckiego przede wszystkim „Żyd” (jako „twór żydowski” przedstawiano zarówno komunizm, jak i „międzynarodową plutokrację”).

x

Cechą ustroju faszystowskiego, zwanego w Niemczech narodowym socjalizmem, było:

  • misja dziejowa własnego narodu i jego wyższość nad innymi narodami
  • mit wroga – sprawcy wszelkiego zła, czyli Żyda

Cechą ustroju faszystowskiego w Rzeczypospolitej Ukraińskiej jest:

  • wyższość narodu ukraińskiego nad polskim i innymi narodami, które mają pomagać Ukraińcom w walce z Rosją, która to walka jest jego misją dziejową
  • mit wroga – sprawcy wszelkiego zła, czyli Rosji

Tak więc to przejściowe państwo, w którym żyjemy, ma ustrój faszystowski w wersji narodowo-socjalistycznej. Do „pełni szczęścia” brakuje tu jeszcze tylko podpalenia miejscowego Reichstagu.

Scena jest powoli przygotowywana, aktorzy uczą się swoich ról. Nie przypadkiem ukraińska aktywistka, która jest opłacana przez mafię rządową lub jakąś inną organizację szemranego pochodzenia, wypowiedziała się w takim tonie i w kontekście wyborów prezydenckich. W styczniu 2025 Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy i kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, zaproponował, aby świadczenie 800+ było wypłacane tylko tym obywatelom Ukrainy, którzy mieszkają, pracują i płacą podatki w Polsce. Natomiast w ostatnim sondażu United Surveys 86% ankietowanych uważa, że świadczenie 800+ powinno być wypłacane tym obywatelom Ukrainy, którzy mieszkają, pracują i płacą podatki w Polsce. Jakoś tak dziwnie się składa, że dopiero teraz pytają ludzi o zdanie, a gdy mafia rządowa przyznawała Ukraińcom wszelkie możliwe świadczenia, to nikt ich o zdanie nie pytał. Inna sprawa, że jest to sondaż zamówiony i na taki wynik zamówiony.

Po co teraz ten cyrk? Ano po to, by Ukraińcy mieli pretekst do wszczęcia akcji terrorystycznych w Rzeczypospolitej Ukraińskiej. Faszystowski rząd ukraiński będzie miał pretekst do wprowadzenia stanu wojennego czy wyjątkowego, a jak wiadomo, taki stan zawiesza wszelkie prawa obywatelskie. I w takiej sytuacji będzie można przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję poboru do wojska. Gdy ten stan wprowadzi się, to wszelkie akcje terrorystyczne, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ustaną. I wtedy wojsko zostanie wysłane na Ukrainę. Mamy więc taką sytuację, że faszystowski rząd ukraiński obdarzył obywateli Ukrainy przywilejami, które może im zabrać i jeśli tak się stanie, to może dojść do zamieszek. Ukraińcy zechcą ogniem i mieczem je utrzymać, a na front ukraiński pójdą pewnie Polacy, no bo przywileju obrony Rzeczpospolitej Ukraińskiej, w odróżnieniu o innych przywilejów, faszystowski rząd RU Ukraińcom nie przyznał.

x

Jeśli więc dojdzie do jakichś zamachów terrorystycznych, to będzie to wojna ukraińsko-ukraińska, tak jak to było za czasów I RP, o czym w bogu Przedmurze. A skąd się wziął taki dziwny ustrój tego tworu i dlaczego Królestwo Polskie nazywano Koroną, o tym w blogu Korona Królestwa Polskiego.

Czystka etniczna

W dniu 25 stycznia 2025 roku podczas 27. posiedzenia Sejmu Sławomir Mentzen w swoim wystąpieniu pytał o to, jaki interes ma Polska w pomaganiu Ukrainie, nie dostając w zamian nic. Trwa kampania prezydencka, więc „troska” Mentzena o państwo polskie jest zrozumiała. Poniżej skrót jego wypowiedzi, zamieszczony na kanale Wiadomości Teraz.

Jaki Polska ma interes w leczeniu mieszkańców Ukrainy, mieszkających na Ukrainie, którzy przyjeżdżają tu leczyć się? Nie rozumiem, jaki my mamy interes w fundowaniu darmowych leków mieszkańcom Ukrainy? Nie rozumiem, jaki mamy interes w fundowaniu darmowej nauki na naszych uniwersytetach czy politechnikach mieszkańcom Ukrainy?

Od wybuchu wojny na Ukrainie minęły już prawie trzy lata. To była oczywiście wielka tragedia, wielki szok, wiele ludzi musiało uciekać, wiele osób straciło dach nad głową, straciło życie, straciło rodziny. Wiele osób musiało ułożyć sobie życie zupełnie na nowo w innym miejscu Europy, nie na Ukrainie. Ale od tego momentu minęły już prawie trzy lata. Natomiast pomimo tego cały czas w Polsce obowiązuje ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy. Cały czas pomagamy Ukraińcom, którzy problem mieli trzy lata temu, pomimo tego, że od tego czasu sytuacja zmieniła się. Są całe obszary Ukrainy, gdzie nie toczą się żadne walki, a w Polsce sytuacja budżetowa od tamtej pory stanowczo się pogorszyła. Mamy na rok 2025 uchwalony budżet z rekordowym deficytem, z rekordowym poziomem odsetek. Nasz deficyt wynosi połowę naszych przychodów, wynosi 1/3 naszych wydatków. Mamy tragiczną sytuację budżetową. Premier polskiego rządu powiedział, że ten budżet jest hojny. To prawda, jest hojny, tylko niestety dla Ukraińców.

Mamy w nim pieniądze na wypłacanie 800+ dla Ukraińców, na 300+ dla Ukraińców, na 1500+ dla Ukraińców. Jeżeli ktokolwiek jeszcze wierzy, że program 800+ ma charakter demograficzny, to my teraz płacimy kilka miliardów złotych rocznie na wsparcie demografii Ukrainy. Co więcej, wypłacamy 800+ dla dzieci, które nie mieszkają w Polsce. Wypłaty 800+ dla ludzi mieszkających na Ukrainie. Wypłaty 800+ Ukraińcom, którzy w Polsce nawet nie pracują, którzy nie płacą w Polsce podatków. Dopłacamy w ramach kredytu 2% Ukraińcom do zakupu mieszkań w Polsce, pomimo tego, że mogli mieć wiele nieruchomości na terytorium Ukrainy.

Mamy pieniądze na leczenie Ukraińców, którzy nie płacą w Polsce składek. Polak, jeżeli nie jest odpowiednio zarejestrowany, nie może być leczony w Polsce, jeżeli nie opłaci składek, jeżeli nie jest zarejestrowany jak bezrobotny, a Ukrainiec może bez żadnych warunków. Mamy do czynienia z turystyką onkologiczną. Ukraińcy przyjeżdżają do Polski raz w miesiącu, żeby zachować status uchodźcy, leczą się następnie wracają na Ukrainę. Na Ukrainie wszyscy wiedzą, że można leczyć się za darmo w Polsce. Wystarczy się do Polski dostać. Co więcej, Ukraińcy mają też leki refundowane w Polsce, mają leki za darmo dla osób powyżej 65-tego roku życia i poniżej 18-tego roku życia. Przyjeżdżają do Polski, leczą się, dostają darmowe leki i wracają na Ukrainę. A w tym samym czasie nie ma pieniędzy na leczenie Polaków. Nie ma nawet pieniędzy na leczenie Ukraińców w Polsce, którzy płaca składkę zdrowotną. Płacimy nawet zasiłki dla ludzi mieszkających na Ukrainie. Według ostatnich badań 20% Ukrainek mieszkających w Warszawie pracuje zdalnie z terytorium Ukrainy, a i tak mają dostęp do wszystkich zasiłków, tak jakby mieszkały w Polsce.

Jaki mamy w tym interes? Jaki interes ma państwo polskie, jaki interes ma naród polski, żeby leczyć Ukraińców znajdujących się na Ukrainie? Jaki mamy interes w wysyłaniu na Ukrainę socjalu? Jak to ułatwia Ukrainie walkę z Rosją, jeżeli fundujemy socjal Ukraińcom? Wszędzie tak nie jest. W Norwegii albo w Szwajcarii Ukrainiec nie dostanie nawet azylu, jeżeli pochodzi z terytoriów, które nie są objęte walkami. Ukrainiec ze Lwowa nie dostanie azylu w Norwegii, nie dostanie azylu w Szwecji, Szwajcarii, bo oni to rozumieją, że on nie potrzebuje w tym momencie pomocy. Niestety w Polsce taką pomoc dostanie.

x

Gdy pod tym video napisałem, że jest to czystka etniczna, to mój wpis został natychmiast usunięty. Od samego początku twierdzę, że kanały, które mają dużą oglądalność, czyli po kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy wyświetleń, nie są kanałami niezależnymi.

To, z czym obecnie mamy do czynienia, to tworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego i jednocześnie marginalizacja obywateli polskich – nur für Nazi-Ukrainer. Ukraine über alles. Dowody:

  • świadczenia socjalne
  • świadczenia zdrowotne
  • edukacja na każdym poziomie

Jeśli świadczenia te obejmują nie tylko tych Ukraińców, którzy przybyli do Polski po 24 lutego 2022 roku, ale również tych, którzy mieszkają na Ukrainie, to znaczy, że traktowani są oni jak obywatele polscy, czyli obecne państwo polskie traktuje ich jak swoich obywateli. Jest to pierwszy krok do pełnego obywatelstwa. I nawet w takiej sytuacji są już uprzywilejowani w stosunku do obywateli Polski. Jeśli są preferowani w takich podstawowych dziedzinach dla zachowania tkanki narodu jak świadczenia zdrowotne i socjalne, to znaczy, że mamy do czynienia z czystką etniczną. To jest czystka rozłożona w czasie, więc niewidoczna. Stopniowo jednak, za sprawą preferencji w tych dziedzinach i edukacji, za 25-30 lat dojdzie do marginalizacji ludności polskiej.

Gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, to nie byłoby pretekstu do przesiedleń i tego wszystkiego, co powyżej. Główny powód wybuchu tej wojny to stworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Pozostałe są tylko przy okazji. W żadnym innym państwie Ukraińcy nie są traktowani tak jak w Polsce. I nie pomogą tu zaklęcia różnych komentatorów i zaklinaczy rzeczywistości, że chodzi głównie o odcięcie Europy od Chin.

Jednak rozwój wydarzeń w tym przyszłym wspólnym państwie prawdopodobnie pójdzie w kierunku permanentnego konfliktu. Wiadomo, że mamy w Polsce dużą mniejszość ukraińską, która jest efektem zaszłości historycznych, a przede wszystkim powojennych przesiedleń, w których udział Ukraińców był największy. Jeśli więc nowi Ukraińcy będą bardziej uprzywilejowani, niż starzy, którzy są obywatelami polskimi, to będzie dochodzić na tym tle do konfliktów, w których starzy Ukraińcy, jako obywatele polscy od dawna, a więc „Polacy”, wystąpią przeciw tym nowym. Do tego dojdzie jeszcze nierozwiązywalna kwestia Wołynia. Będzie to więc konflikt ukraińsko-ukraiński, który oficjalnie będzie nazywany polsko-ukraińskim. Będzie tak, jak było na Ukrainie po unii lubelskiej. Rusini, którzy wcześniej przeszli na katolicyzm i stali się polską szlachtą, byli uprzywilejowani w Rzeczypospolitej, a Rusini, którzy pozostali przy prawosławiu – nie. Więcej o tym w blogu Przedmurze.

Od początku wojny na Ukrainie zadłużenie Polski skokowo wzrosło. Nie ma takiej możliwości, by ten dług został spłacony. Jedynym rozwiązaniem byłoby ogłoszenie upadłości tego państwa, ale ponieważ w przypadku państw nie ma takiej możliwości, to jedyną, jaka pozostaje, będzie jego likwidacja. Wówczas wszystkie długi i kredyty, nie tylko państwowe, zostaną umorzone. I dlatego obecnie w Polsce kradnie każdy, kto może, bo wie, że nie będzie rozliczony. Oczywiście nie wszystkich to będzie dotyczyć. Prawdopodobnie będzie tak, jak w okresie istnienia Księstwa Warszawskiego, gdy Napoleon umorzył połowę długów zaciągniętych w berlińskich bankach za czasów zaboru pruskiego. Ta umorzona część to prawdopodobnie długi, które zaciągnęli Żydzi, którzy przybyli do Warszawy i innych miast wraz z pruskim wojskiem i pruską administracją po III rozbiorze. Resztę ściągnął on poprzez nałożenie drakońskich podatków na obywateli Księstwa Warszawskiego. Były to tzw. sumy bajońskie. W ten sposób Żydzi zdominowali gospodarczo ziemie, które później znalazły się pod zaborem rosyjskim.

Podobno nie ma na tym świecie darmowych obiadów. Dlaczego Ukraińców traktuje się w Polsce z taką wyrozumiałością? Czy nie przyjdzie im kiedyś za to wszystko zapłacić? Pieniądze, które dostają nie pochodzą od państwa polskiego. Ono jest tylko pośrednikiem. Pieniądze te pochodzą z pożyczek, jakie państwo polskie zaciąga w bankach, czyli u Żydów. Czy kiedyś Żydzi wystawią rachunek ukraińskiej czerni? Jeśli tak, to znajdzie się ona w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

BRICS

W dniu 24 stycznia na bułgarskim kanale Pogled Info bułgarski politolog Władimir Trifonow rozmawiał z izraelskim politologiem, ekspertem w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego i cyberterroryzmu Simonem Cipisem. Najciekawszym było jego spojrzenie czy interpretacja tego, czym jest BRICS. Poniżej streszczenie tego wątku i niektórych innych:

Po zakończeniu wojny globalny Zachód pozostał globalnym Zachodem. Tu nic nie zmieniło się. Natomiast na globalnym Wschodzie nastąpiły fundamentalne zmiany. Rozpadł się Związek Radziecki, ale nie tylko on. Rozpadł się blok państw socjalistycznych na wschodzie Europy oraz Układ Warszawski. Co mamy w zamian? W zamian mamy bardzo interesującą grę. Po pierwsze mamy globalny blok, który nazywa się BRICS. I jest w tym bloku parę osobliwości. Oprócz Federacji Rosyjskiej wszyscy pozostali członkowie BRICS to byłe kolonie Wielkiej Brytanii: Południowa Afryka, Brazylia, Chiny, Indie, Wietnam, Korea, Turcja. Jedynie Federacja Rosyjska nie była brytyjską kolonią. A zatem, co to takiego BRICS i co tam może się dziać? Według mnie są trzy scenariusze, które mogą być tam realizowane:

  • pierwszy – BRICS to anglosaski projekt, pułapka na Rosję, bo pozostałe państwa, z racji większości, mogą blokować inicjatywy Rosji, czyli taki koń trojański.
  • drugi – Rosja świadomie weszła w tę pułapkę i pewni rosyjscy politycy świadomie weszli we współpracę z Anglosasami.
  • trzeci – rosyjskie elity wiedzą, że to pułapka, ale świadomie weszły do tej gry, by przechytrzyć Anglosasów, to znaczy, używając języka piłkarskiego, wygrać z nimi na ich połowie boiska.

To trzy powody, dla których powstał BRICS. Oficjalnie mówi się, że wszystko, co nie jest Zachodem to BRICS: nie ma tam zachodniej religii, nie ma tam państw w pełni demokratycznych. Są tam dyktatury, totalitarne reżimy, monarchie, niepełne demokracje. Nie ma tam takich demokracji jak w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Tak więc cechą BRICS jest wszystko, co jest antyzachodnie. Wszystko to kolonie Wielkiej Brytanii oprócz Federacji Rosyjskiej. A więc globalny Zachód kontra globalny Wschód.

x

Na pierwszy rzut oka to, w co gra Trump, to tradycyjna polityka USA: Rosja – przeciwnik od ponad stu lat. By uniknąć krytyki, Trump musi oficjalnie głosić antyrosyjską retorykę. Rosja ma trzech sojuszników w Ameryce Środkowej i Południowej. Są to Brazylia, członek BRICS, Kuba i Wenezuela. Wroga polityka Ameryki wobec Kuby i Wenezueli, to jakby atak na Rosję i chęć uniknięcia zarzutów o prorosyjskość. Tak więc Trump musi balansować. Z jednej strony droczy się z Putinem, a z drugiej – oddał jej Ukrainę, ale musi być antyrosysjki. W jaki sposób? Na Ukrainie nie może, więc musi wyżywać się na tradycyjnych sojusznikach Rosji – na Kubie i na Wenezueli. Musi pokazywać, że lubi Rosję, ale tak nie do końca i dlatego Kuba i Wenezuela to dla Trumpa taki worek bokserski, w który może uderzać, ale ten worek nie odda ciosu. I w ten sposób może powiedzieć: widzicie ja nie jestem takim wielkim przyjacielem Rosji, bo atakuję jej sojuszników.

x

Jaki teraz może być rozkład sił? Trump zadzwonił do Xi Jinpinga, a ten do Putina. Obecnie mamy złoty wiek Chin. Chiny to teraz mistrz tzw. miękkiej siły (soft power). Dlaczego? W ciągu ostatnich stu lat nie było tam żadnych wojen, oprócz II wojny światowej. Oznacza to, że ze sportowego punktu widzenia, zachowują formę. A Rosja, która również brała udział w II wojnie światowej? Rosja też jest w sportowej formie, bo Rosja, po rozpadzie ZSRR, cały czas z kimś walczy: Czeczenia, Gruzja, Syria, Ukraina. Rosja od wojny nie odzwyczaiła się, a Chiny – tak. Jak one rekompensują to sobie? Właśnie tą miękką siłą. Inwestują w nieruchomości na Zachodzie i w globalną infrastrukturę: linie kolejowe, porty morskie, międzynarodowe lotniska, w sieci hotelowe, drogi, drążą tunele (jeden z nich w Izraelu). Chiny dysponują ogromnymi zasobami i są w stanie realizować gigantyczne projekty i zarządzać nimi. Chiny inwestują w nieruchomości na Zachodzie, a Zachód inwestuje w chiński przemysł. I dlatego wojna pomiędzy Chinami a USA jest niemożliwa z punktu widzenia globalnej polityki i makroekonomii. Chiński przemysł pozwala osiągać inwestorom ogromne zyski. Chińczycy produkują dziś maszyny nie gorsze od niemieckich, ale dwa razy tańsze.

Zachodni kapitał inwestuje w chiński przemysł, ale skoro cały przemysł koncentruje się w Chinach, to Chińczykom nie pozostaje nic innego jak inwestycje na Zachodzie w sieci hotelowe, ziemię, centra biznesowe. W praktyce trzecia część nieruchomości w Ameryce należy do Chin, a cały przemysł chiński w rękach Zachodu. USA nie będzie niszczyć swego przemysłu, a Chiny nie będą niszczyć swych nieruchomości. I dlatego wojna pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi jest niemożliwa.

x

W Davos spotkały się elity NATO i unii europejskiej. To są części składowe światowego deep state. Straszą one zagrożeniem ze strony Rosji. Natomiast Rosja nie ma sił i możliwości, by zaatakować Europę Zachodnią, pomimo że dysponuje nowoczesną bronią, ale nie jest w stanie tyle jej wyprodukować i przechować, by wystarczyła na podbicie Europy. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, w jakim stanie jest rosyjska bron jądrowa. Jeśli w większości jest ona z czasów Związku Radzieckiego, to jest ona już w bardzo złym stanie, być może nie do użycia. Skąd więc taka retoryka u europejskich członków NATO i UE? Stąd, że za tymi ultraglobalistami, elitą wojny, stoi czarna arystokratyczna dynastia, która rządzi Europą i jej cel na przestrzeni ostatnich lat nie zmienił się. Jest nim podporządkowanie kontynentu euroazjatyckiego, na którym położona jest Rosja, która rządzi tym kontynentem. Jak można go zdobyć? Wojna z Napoleonem nie udała się, z Hitlerem też, zimna wojna również. Szukają obecnie metody konfrontacji z Rosją i rozumieją, że z ich rąk wymykają się Stany Zjednoczone. Trump zapowiedział, że przestanie finansować NATO. Zapowiedział wariant wyjścia USA z NATO, a bez USA NATO nie może istnieć. I będzie to pierwszy prezydent, który dąży do rozpadu NATO. I cały ten plan walki z Rosją rozpada się jak domek z kart.

x

Walka pomiędzy elitami odbywa się na dwóch poziomach: lokalnym i globalnym. Omówiliśmy poziom globalny, ale na lokalnym – w każdym państwie bez wyjątku, wewnątrz ich elit rządzących: politycznych i wojskowych – są przedstawiciele dwóch elit: globalna elita wojny i elita antywojenna; elita Anglosasów i elita zwolenników pokoju. Jak powstają te elity? Ludzie, którzy studiują na zachodnich uniwersytetach czy akademiach wojskowych, wracają do swoich krajów. Nie wykluczam, że ci ludzie mogą być zwerbowani przez Anglosasów. I tak przykładowo, wszyscy generałowie Sztabu Generalnego Izraela przechodzą szkolenie w USA. I wszyscy oni zajmują najwyższe stanowiska w tym sztabie. Dokładnie to samo dotyczy innych państw: Australii, Nowej Zelandii, Kanady. Wszyscy szefowie sztabów generalnych, także Wielkiej Brytanii, wszyscy bez wyjątku, odbywają szkolenia w akademiach wojskowych w USA.

Podobnie było w czasach Związku Radzieckiego. Istniał tam Uniwersytet Przyjaźni Narodów imienia Lumumby. Studenci z Środkowej i Południowej Ameryki, z Bliskiego Wschodu i z Afryki przyjeżdżali studiować na tym uniwersytecie i KGB wielu z nich werbowało. Gdy ci absolwenci wracali do swych krajów, dochodzili do władzy i działali w interesie ZSRR. Te metody działania ZSRR przejął od Anglosasów. Związku Radzieckiego już nie ma, ale Anglosasi nadal werbują studentów i wielu z nich dochodzi do wysokich stanowisk w swoich krajach, nawet do stanowiska premiera i prezydenta. I tak przykładowo, jeden z najbliższych współpracowników Gorbaczowa, Jakowlew, był brytyjskim agentem. Przeszedł szkolenie w Anglii, a później został ambasadorem ZSRR w Kanadzie. I takich agentów było mnóstwo w radzieckim rządzie. I jest to jeden ze sposobów podporządkowywania sobie przez Anglosasów różnych państw.

To jest wewnętrzna walka pomiędzy tymi dwoma elitami. Ona ma miejsce w każdym państwie i tu nie ma wyjątków. I tak jest w Rosji, w Izraelu, w Niemczech, także u was w Bułgarii. Na najwyższych szczeblach władzy obowiązkowo jest ktoś z tych elit: albo elita patriotów albo elita deep state albo Anglosasów albo globalistów czy ultarglobalistów.

xxx

Wszyscy politolodzy i tym podobni fachowcy na całym świecie mówią mniej więcej to samo, że są jakieś elity, że jest jakieś deep state i że one ze sobą walczą. Jeśli jednak Cipis powiedział wyraźnie, że Zachód zainwestował w chiński przemysł, to znaczy, że ten przemysł jest jego własnością. I teraz ten Zachód, poprzez podstawionych Chińczyków, kupuje po całym świecie wszystko, co się da. Nie ulega wątpliwości, że – wykorzystując potencjał i liczebność Chińczyków – wykupi wszystko, czyli cały świat. A kto ma od początku plan zawładnięcia wszelką własnością na Ziemi?

Ja to się robi? Bardzo prosto. Najpierw trzeba poznać ten świat. W związku z czym tworzy się dwie potęgi morskie, czyli Hiszpanię i Portugalię. Kiedy ma się już w zarysach rozeznanie, to już się wie, że prawdziwe mocarstwo, które Żydzi będą wykorzystywać do podporządkowywania reszty świata, musi leżeć na wyspach. I stąd wybór Anglii. Później doszła Ameryka, która jest prawie wyspą i Australia oraz Nowa Zelandia. Takie mocarstwo morskie umożliwia kontrolowanie wszystkich szlaków handlowych i może trzymać w szachu państwa położone na pozostałych kontynentach i wzniecać w nich wojny, samemu będąc w bezpiecznym miejscu. Nie przypadkiem też państwa protestanckie leżą na wyspach lub półwyspach jak Skandynawia albo w górach jak Szwajcaria.

Jak jednak podporządkować sobie wszystkie państwa na tych rozległych kontynentach? Co innego kontrolować szlaki komunikacyjne, a co innego całe kontynenty. Trzeba z najludniejszego, jak to było w trakcie tworzenia koncepcji, kraju, stworzyć fabrykę świata i stopniowo poprzez handel, inwestycje w nieruchomości i we wszelkie inne inwestycje, przejmować wszystko, co się da. Więcej o tym przejmowaniu w blogu Rabini.

Oczywiście podporządkowanie jest nie tylko materialne, ale również dotyczy sfery niematerialnej. Wielkie anglosaskie mocarstwo ma na wszystko pieniądze i dlatego wszystko było czy nadal jest tam na najwyższym poziomie. Dotyczy to w szczególności systemu edukacji. Zatem dla wszystkich na świecie skończenie studiów w Ameryce czy w Wielkiej Brytanii było i nadal jest wielką nobilitacją w ich krajach. I tak się tworzy własne lobby we wszystkich pozostałych państwach na świecie.

Do czego zatem to wszystko zmierza? Wszystko wskazuje na to, że NATO rozpadnie się. Co w takim razie z BRICS, które, według Cipisa, zstąpiło Układ Warszawski? Pewnie też rozpadnie się. Jeśli Trump wycofa się z Europy, a przejmie Grenlandię i oficjalnie Kanał Panamski, to będzie to oznaczać powstanie powiększonego mocarstwa morskiego, czyli: obie Ameryki, Grenlandia, Australia i Nowa Zelandia i pewnie jeszcze Japonia, o której Cipis nie wspomniał. Z drugiej strony będzie mocarstwo lądowe euroazjatyckie. To, żeby nie było wątpliwości, nie jest moja koncepcja, tylko Kissingera – dwóch konkurujących ze sobą supermocarstw: morskiego i lądowego. O tym w blogu Doktryna.

Pozostaje jeszcze kwestia tego czy to mocarstwo lądowe będzie monolitem, czy może będą w nim jakieś tarcia, bo przecież po rozpadzie NATO, a pewnie i unii, to Niemcy będą przeciwwagą dla Rosji. Być może razem z odtworzoną Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Tak dla bezpieczeństwa, by to mocarstwo lądowe nie za bardzo urosło w siłę.

Czy tak będzie? Wprawdzie pierwsze jaskółki nie czynią wiosny, ale sprawy powoli zmierzają w tym kierunku.

Ukrainizm

W dniu 15 stycznia 2025 roku Leszek Sykulski skomentował na swoim kanale wypowiedź Nikołaja Patruszewa, który w pewnym momencie stwierdził, że w przyszłym roku Ukraina przestanie istnieć. Poniżej streszczenie tego wątku.

Jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina Nikołaj Patruszew udzielił wywiadu Komsomolskiej Prawdzie, wysokonakładowemu dziennikowi rosyjskiemu, w którym odniósł się do założeń tego, co Rosjanie określają mianem Specjalnej Operacji Wojskowej. Patruszew to Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej i były szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zapytano go o to, co Rosja chce osiągnąć i na to rosyjski urzędnik odpowiedział wprost: prezydent Putin wielokrotnie wymieniał te cele rosyjskiego zaangażowania militarnego na Ukrainie i to nie zmieniło się. Stanowisko Rosji to:

  • nierozszerzanie NATO na wschód
  • nierozmieszczanie broni ofensywnej blisko granic Rosji
  • nielokalizowanie baz NATO blisko Rosji

Patruszew podkreślił, że naród ukraiński jest bliski Rosjanom, złączony wielowiekowymi więzami z Rosją. Natomiast Rosja nie będzie tolerować na Ukrainie promowania ideologii, które w Rosji są nie do zaakceptowania. Patruszew użył określenia ukrainizm, które jest czymś przeciwnym kulturze i tradycji ukraińskiej. Ukrainizm to według niego banderyzm i rusofobia.

Patruszew powiedział też, że nie ma o czym rozmawiać z Londynem czy Brukselą. Przywódcy Europy – stwierdził – nie są w stanie wypowiadać się w imieniu wielu państw, takich jak choćby Słowacją, Węgry, Rumunia, Austria czy wielu innych. Zakwestionował on więc zdolność przywódców europejskich do reprezentowania wszystkich państw.

Druga ważna kwestia, to jego stwierdzenie: możliwe, że w przyszłym roku Ukraina w ogóle przestanie istnieć. Czy istnieją zatem plany dezintegracji państwa ukraińskiego i czy Stany Zjednoczone zgodziły się na to? – pyta Sykulski. A może to zostało już uzgodnione i może nastąpić jakaś nowa forma koncertu mocarstw, jakaś forma resetu amerykańsko-rosyjskiego i jakaś forma porozumienia, co do zakończenia wojny na Ukrainie, która uwzględniałaby jakąś formę dezintegracji państwa ukraińskiego, o czym pod koniec ubiegłego roku pisały ukraińskie media. Agencja Interfax Ukraina zamieściła nawet taką mapę, na której pokazała taką możliwą formę dezintegracji Ukrainy, jako rzekomy plan rosyjski.

x

W tym samym dniu, czyli 15 stycznia 2025 roku Interia zamieściła informację Rosjanie grożą kolejnemu państwu. “Mołdawia może przestać istnieć”. Poniżej jej treść:

– Mołdawia albo stanie się częścią innego państwa, albo w ogóle przestanie istnieć – stwierdził Nikołaj Patruszew, oskarżając władze w Kiszyniowie o antyrosyjską narrację. Bliski doradca Władimira Putina rzucał oskarżeniami, wskazując m.in., że to Mołdawia odpowiada za energetyczny kryzys w Naddniestrzu – prorosyjskiej samozwańczej republice.

Mocne słowa Nikołaja Patruszewa padły w wywiadzie dla rosyjskiej gazety “Komsomolskaja Prawda”. Były szef Rady Bezpieczeństwa Rosji i doradca Władimira Putina mówił o energetycznym kryzysie w Naddniestrzu – nieuznawanej samozwańczej republice – który wybuchł po tym, jak Kijów nie przedłużył z Moskwą umowy o tranzycie gazu do Europy.

Nikołaj Patruszew ostro do władz Mołdawii. “Kraj może przestać istnieć”

Patruszew obwinił w tej sprawie władze w Kiszyniowie, oskarżając je o antyrosyjską politykę. Jak stwierdził narracja taka sprawi, że “Mołdawia albo stanie się częścią innego państwa, albo w ogóle przestanie istnieć”. Patruszew przewidywał też, że “Ukraina, jako suwerenne państwo, może przestać istnieć w 2025 roku”.

x

Na początku swojego komentarza Sykulski wspomniał też o tym, że Stany Zjednoczone ograniczają dostęp do najnowocześniejszych technologi związanych ze sztuczną inteligencją do krajów Europy Zachodniej, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Tak więc widać, że unia europejska w obecnym kształcie jest fikcją i od początku tak było. Nie ulega wątpliwości, że szykują się zmiany.

Stwierdzenie, że za rok może już nie być Ukrainy, jest oczywiście na wyrost, ale jest to delikatna sugestia, w którym kierunku to wszystko zmierza. Można oczywiście udawać, że tak nie będzie i używać określenia „dezintegracja”, chociaż należałoby mówić wprost – rozbiór. Dezintegracja oznaczałaby rozpad na różne części, ale niekoniecznie musiałyby one być wchłonięte przez jakieś państwo czy państwa. W wypadku Ukrainy mamy już do czynienia z rozbiorem. Zajęcie części Ukrainy przez Rosję to rozbiór. To początek. Drugim etapem będzie zajęcie przez nią środkowej części. Reszta przypadnie Polsce. Być może Mołdawia stanie się częścią Rumunii, by zrekompensować jej utratę Siedmiogrodu na rzecz Węgier. Taki wniosek można wysnuć z informacji, że Mołdawia stanie się częścią innego państwa. Oczywiście ten scenariusz, jak na obecną chwilę, wydaje się snem szaleńca, ale czy ktoś w momencie wybuchu I wojny światowej wyobrażał sobie, jak będzie wyglądać po niej Europa?

Jeśli jednak „zejdziemy na ziemię”, to mamy tu konkretne symptomy tego, że Ukraina zostanie podzielona. Jej zachodnie ziemie zostaną przyłączone do Polski, której, z kolei, ziemie zachodnie przypadną Niemcom. Powstanie więc wspólne państwo polsko-ukraińskie, na co wskazują przesiedlania milionów Ukraińców do Polski, które jeszcze się nie skończyły. Cały system socjalny, szkolnictwo różnych szczebli, opieka zdrowotna itp. zostały dostosowane do przyjęcia tych ludzi. Kolejnym dowodem, że to zmierza w tym kierunku, jest dopuszczenie do pracy w dyplomacji ludzi z podwójnym obywatelstwem. Tych faktów nie da się wytłumaczyć inaczej, niż tworzeniem nowego państwa. Jeżeli ktoś myśli, że tak nie będzie, to myli się. Przecież mamy wojnę, której konsekwencje odczuwamy na każdym kroku. A po wojnie będą zmiany, bo po to wybuchają wojny, by dochodziło do zmian, których nie można wprowadzić bez nich. Czy w warunkach pokojowych możliwe byłoby przesiedlenie milinów Ukraińców do Polski?

Patruszew stworzył, czy może za kimś powtórzył, pojęcie ukrainizmu, pod którym rozumie banderyzm i rusofobię. Banderyzm to nacjonalizm ukraiński, a nacjonalizm ten musi nieodparcie łączyć się z rusofobią. To jest efekt rozbicia dzielnicowego Rusi Kijowskiej i niedokończonego po nim zjednoczenia ziem ruskich. Z jakichś powodów nie udało się włączyć do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego południowo-zachodnich wschodniosłowiańskich księstw. Była to prawdopodobnie świadoma decyzja tych, którzy tym wszystkim dążą, czyli ówczesnego deep state. Ci, którzy podjęli taką decyzję, dobrze znali mentalność Słowian wschodnich i wiedzieli, że są oni kłótliwi, zawistni i skłonni do anarchii. Jedynym dla nich rozwiązaniem, by normalnie funkcjonować, jest silna czy wręcz despotyczna władza. I tak się stało w Wielkim Księstwie Moskiewskim, które z czasem wyewoluowało w Rosję. Tam, gdzie tej silnej władzy zabrakło, czyli w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, panowała anarchia. I RP to właśnie dowód na to, co potrafią wschodni Słowianie. Oczywiście wszystko tam działo się pod żydowskim nadzorem.

Nie jest więc tak, jak twierdzi Patruszew, że ukrainizm jest czymś przeciwnym kulturze i tradycji ukraińskiej. Jest jego esencją. Rosji więc chodzi o to, by pozbyć się z terenów, które zajmie Rosja, tych wschodnich Słowian, którzy nie chcą podporządkować się jej. Temu zapewne też służą przesiedlenia do Polski. Rosja na zdobytych terenach będzie miała spokój, a wschodniosłowiański anarchizm w pełni rozwinie się w nowym państwie ukraińskim, które powstanie z połączenia zachodniej Ukrainy i wschodniej i centralnej Polski. Tak więc to, co się teraz dzieje na Ukrainie, to rodzaj czystki etnicznej i dlatego Rosjanie nazywają to Specjalną Operacją Wojskową, bo w klasycznej wojnie ludność wroga traktuje się jak monolit. Na samym początku tej operacji Putin powiedział przecież, że chodzi w niej przede wszystkim o denazyfikację, czyli denacjonalizację Ukrainy. W tej rosyjskiej Ukrainie ma być miejsce tylko dla tych, którzy uznają zwierzchnictwo polityczne i religijne Moskwy. Więcej o tych kłótniach wschodnich Słowian w blogu Przedmurze.

Natomiast przedsmak tego, co będzie się działo w ukraińskiej Polsce, mamy już dziś za sprawą nieuregulowanej kwestii rzezi wołyńskiej. W latach 1937-38 rząd sanacyjny przeprowadził na Wołyniu akcję konwersji ludności prawosławnej na katolicyzm. W ten sposób udało się „pozyskać” kilkanaście tysięcy katolików, a jak katolik to Polak. Doszło tam prawdopodobnie do sytuacji, w której nacjonaliści ukraińscy, wyszkoleni przez rząd sanacyjny podczas eksperymentu wołyńskiego, wymordowali tych katolików. Później, w trakcie akcji Wisła, sprawców tej zbrodni i ich rodziny przesiedlono na ziemie poniemieckie, natomiast miejscową ludność, czyli świadków, wywieziono w głąb Związku Radzieckiego. Na miejscu wszelkie ślady zatarto: spalono domy i zabudowania, ciała pomordowanej ludności prawdopodobnie spalono w tych domach i zabudowaniach, ale zanim to zrobiono, nie zapomniano o tym, by zrobić zdjęcia pomordowanych. Nikt obecnie nie zadaje sobie pytania, jakiego wysiłku, czasu i organizacji wymagałoby pogrzebanie tylu ofiar, bo niektórzy mówią o 100 tysiącach, a inni nawet o 500 tysiącach. O wiele prościej było spalić ciała pomordowanych. Ale załóżmy, że pochowano ciała pomordowanych. Ale jak: pojedynczo czy w zbiorowych grobach? Jednak bez względu na to jak, czy te ciała, po tylu latach, nie są już w stanie takiego rozkładu, że nie można dokonać ich identyfikacji? W takim razie, o co chodzi tym, którzy chcą godnie pochować swoich bliskich? W jaki sposób chcą ich rozpoznać? – Tylko czy dziś, w dobie sztucznej inteligencji, ktoś zadaje sobie takie pytania? Tak więc spór o rzeź wołyńską jest sporem pomiędzy potomkami ofiar lub ich udających, a tymi, którzy ekshumacji sprzeciwiają się, bo ten spór ma trwać. Natomiast Polacy mają tu być stroną konfliktu, choć nie mieli z tym nic wspólnego. Dzieje się dokładnie tak jak za czasów I RP i powstań na Ukrainie. Wschodniosłowiańska zawiść i kłótliwość może wkrótce dać o sobie znać. Już niektórzy przebąkują, że Ukraińcy, wcześniej czy później, pogodzą się z Rosjanami, a jedynymi winnymi będą Polacy i przeciwko nim zwróci się ich nienawiść. Tylko jacy Polacy? „Polski” rząd, „polscy” politycy? Takie to skutki unii ze społecznościami obcymi kulturowo i cywilizacyjnie.

Kto skorzysta?

W dniu 5 stycznia Tomasz Piekielnik na swoim kanale komentował symptomy, które, jego zdaniem, wskazują na to, że Polska zostanie wciągnięta do wojny na Ukrainie. W pewnym momencie (18:09) zaczyna wyjaśniać, kto może skorzystać na eskalacji tej wojny. Poniżej zapis tego fragmentu.

Czy konsekwencje nie będą dla nas opłakane w razie wywołania takiej większej wojny? Ale wskażę Państwu, kto na tym skorzysta, bo zawsze działa reguła: poszukaj, kto na czym korzysta, masz winnego sytuacji1. Gdzie można się spodziewać, nie będzie zniszczeń, nie będzie wojny? Gdzie można się spodziewać, powstaną tylko korzyści, bo jeżeli wojna eskaluje, potrzeba będzie wielkich pieniędzy. Trzeba będzie zamawiać wielkie ilości uzbrojenia. W wielkiej części trzeba będzie to robić w Stanach Zjednoczonych. A więc już wiemy, gdzie znajduje się ten prowokator i nie myślę o Amerykanach, którzy w dużej mierze nie rozumieją, co się dzieje w Europie, na Bliskim Wschodzie, którzy sami zadają pytania: dlaczego są pod okupacją? dlaczego ich kongresmeni, dlaczego ich senatorzy, dlaczego mają bardzo często, zamiast flag amerykańskich, flagi izraelskie w swoich gabinetach?; dlaczego mają napisane: I support Israel albo dlaczego mają napisane: Israel first. To są masowe przypadki, to nie są odosobnione przypadki. Zatem Amerykanie zadają sobie pytanie: jak to jest, że Ameryka jest pod polityczną okupacją? I to samo dotyczy tzw. deep state w Stanach Zjednoczonych, jako dalszego ciągu tutaj tych rozważań, który ma w kieszeni ten konglomerat militarno-zbrojeniowy, który generalnie zarabia gigantyczne pieniądze, ale walczy przede wszystkim o inną swoją odnogę, o hegemonię dolara na świecie. O to idą tutaj wojny.

Teraz, jeżeli o to idą wojny, to zastanówmy się, do czego są gotowi ci włodarze z deep state? Jeżeli mówią nam, że trzeba Rosję pokonać i mówią to także ustami polskich, niemieckich, holenderskich, skandynawskich polityków, to pytanie, do czego są gotowi posunąć się, aby zrealizować swoje cele? Czy myślicie Państwo, że zależy tym, którzy decydują o wojnach, czy im zależy na tym, że zginie np. 5 albo 50 milionów ludzi? W mojej opinii absolutnie im na tym nie zależy i te skutki uboczne nie ruszają ich totalnie. Tyle że, niestety, my znajdujemy się w tzw. strefie zgniotu. Rozumieją to politycy na Słowacji, na Węgrzech i uważam, że nawet w dużej części rozumieją to politycy niemieccy, bo zwróćcie uwagę, Niemcy nie przekazali zgody na użycie rakiet typu Taurus do atakowania celów w głębi Rosji. Niemcy w dosyć powściągliwy sposób włączają się w tę wojnę. Kanclerz Olaf Scholz dwukrotnie rozmawiał z Putinem, zabiega o jakiś kontakt, ale nie można tego powiedzieć o politykach nad Wisłą, że zabiegają o to, by zrobić wszystko, co można, aby ta wojna deeskalowała.

Zadam tu jeszcze pytanie następujące: jakie korzyści ma Polska z tego, że włącza się w wojnę na Ukrainie, że produkuje dla Ukrainy potajemnie uzbrojenie, że prowadzi naprawę sprzętu wojskowego, w tym czołgów? Jakie korzyści ma w tym Polska politycznie, jakie korzyści ma w tym polskie społeczeństwo, polscy obywatele? – Ja tych korzyści nie widzę, za to widzę ryzyka, koszty i niebezpieczeństwa. Polska klasa polityczna, antypolska klasa polityczna, która jest władzą tak zwaną – niestety, wykorzystuje polską państwowość, polski naród, polski budżet, polski system fiskalny, polską gospodarkę do tego, żeby krok po kroku stawać się stroną wojny.

I teraz zwróćcie Państwo uwagę, porównajcie sobie to krótko w myślach, jak wybuchła wojna i kilka miesięcy po wybuchu, na ile mocno byliśmy uwikłani w tę wojnę? A jak to jest dziś? Przecież jeszcze niedawno głoszono, że wojsko innego państwa NATO uruchomi swoje myśliwce, żeby chronić lotnisko Rzeszów-Jasionka. Zatem jakieś dodatkowe ryzyka muszą być identyfikowane, że np. Rosja obierze za cel. Ale w wyniku czego te ryzyka są identyfikowane, że Amerykanie wprowadzają dodatkowe systemy antyradarowe? Być może do obrony, być może ofensywne. O ile jesteśmy bliżej stania się stroną tej wojny dziś, w porównaniu z czasem, powiedzmy, dwa lata temu? I pytanie, czy to jest w interesie narodowym Polski? Jeszcze inne pytanie zadam: jak Państwo myślicie, jeśli do tego dojdzie, że Rosja będzie atakować, poprzez użycie dronów czy systemów rakietowych, jakieś cele w Polsce, to jak myślicie, jakie będą tego konsekwencje? Konsekwencjami mogą być potem kolejne, powodujące eskalację i wspinanie się na drabinie eskalacyjnej, ataki nazywane odwetowymi. Ale z jakiego terytorium? Czy myślicie, że Niemcy wystrzelą jakieś rakiety ze swego terytorium albo Holendrzy, albo Francuzi? Nie, to znowu z Polski.

Tak więc może to powodować duże niebezpieczeństwo dla nas. Na marginesie zdradzę Państwu, że ja nie wierzę w to, że wojna, która mogłaby pochłonąć Polskę, będzie przypominać II światową, że zaleje nas tutaj piechota rosyjska, czołgi – w razie eskalacji wojny. Mam szczere przekonanie, że jeśli do tego dojdzie, a prawdopodobieństwo oceniam wysoko, że będą to ataki rakietowe precyzyjne, takie które mają też zneutralizować pewne cele, ale także też nie mają przyczyniać się do uznania, że jesteśmy już w pełnoskalowej wojnie. Czy strona rosyjska, realizując odpowiedzi po użyciu amerykańskiej czy angielskiej broni przeciwko celom w głębi Rosji, czy jest tutaj prowokacyjna czy raczej powściągliwa w swoich odpowiedziach?

x

W dalszej części Piekielnik cytuje Daily Mail z 3 stycznia 2025 roku, który informuje o tym, że 1700 ukraińskich żołnierzy z brygady liczącej 5400 osób, przeszkolonych i wyposażonych we Francji, uciekło z frontu. Strona ukraińska przyznaje się, mówi Piekielnik, do około 200 tys. dezercji. W tej sytuacji około 300 tys. poborowych w Polsce ma być przeszkolonych i wcielonych do wojska. I czy nie będzie ich więcej? – pyta Piekielnik. Czy Polacy będą chcieli walczyć na Ukrainie? Jaka liczba dezercji jest możliwa tutaj? W Polsce ta skala może wynieść około 40-60%. Tyle tylko, że władza, wbrew społeczeństwu, może dopuścić się zamknięcia granic. Ich zamknięcie byłoby tym bardziej szokujące, że Ukraina nie zamknęła granic dla swoich obywateli. Od początku wojny miliony Ukraińców, także młodych, opuściło swój kraj. Z publikacji bankier.pl z maja 2024 roku wynika, że zakazu wyjazdów z Polski w razie konfliktu zbrojnego chce 73% mężczyzn. Jest to według Piekielnika operacja psychologiczna, zamówiony sondaż pod pewną tezę. Czyli, moim zdaniem, gotowanie żaby na wolnym ogniu.

Piekielnik przypomniał też, że szef polskiego MSZ-tu mówił, że polskim obowiązkiem jest strącanie rosyjskich rakiet nad Ukrainą. Mówił to w wywiadzie na łamach Financial Times. To jest portal znany na całym świecie. W ten sposób zasugerował światowej opinii publicznej, że Polskę łączą z Ukrainą jakieś szczególne relacje, że jest to prawie jedno państwo. To nie była przypadkowa wypowiedź.

x

Z tego wyłania się tragiczny scenariusz. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda ta wojna na tym froncie na dalekim wschodzie Ukrainy. Przecież tam nic nie dzieje się, poza tym, że giną tam żołnierze po obu stronach frontu. Rządy obu walczących stron nie mają skrupułów. Rosja mogłaby zakończyć tę wojnę w dwa tygodnie, ale nie chce (zapewne rozkaz), woli poświęcać swoich żołnierzy. Wysyłanie młodych poborowych, słabo przeszkolonych na front, to ich pewna śmierć. To już przerabiano w czasie I wojny światowej. Erich Maria Remarque w swojej powieści Na zachodzie bez zmian (PIW 1967) pisał:

Atak, kontratak, uderzenie, przeciwuderzenie – są to słowa, ale co one zawierają! Tracimy wiele ludzi, najwięcej rekrutów. W luki naszego odcinka znów wepchnięta zostaje rezerwa. Jest to jeden z tych nowych pułków, wyłącznie niemal chłopcy z ostatniego rocznika powołanego pod broń. Prawie niewyszkoleni, co najwyżej trochę ćwiczyli teoretycznie, zanim poszli na front. Wiedzą wprawdzie, czym jest granat ręczny, ale niewiele mają pojęcia o kryciu się, przede wszystkim nie są pod tym względem dość spostrzegawczy. Wyniosłość gleby musi mieć co najmniej pól metra, zanim ją zauważą.

Chociaż potrzeba nam posiłków, więcej niemal roboty mamy z rekrutami niźli pomocy z ich strony. Są bezradni na tym terenie ostrych ataków i padają jak muchy. Dzisiejsza wojna pozycyjna wymaga wiadomości i doświadczeń, trzeba mieć zrozumienie dla samego terenu, trzeba chwytać słuchem odmiany pocisków, ich szmery i działanie, trzeba z góry umieć oznaczyć, gdzie się wryją, jak się rozprysną i jak się można przed nimi uchronić.

Ta młoda rezerwa, oczywista, nie wie prawie nic o tym wszystkim. Zostaje zdziesiątkowana, gdyż zaledwie potrafi rozróżnić szrapnel od granatu. Ludzie bywają koszeni do cna, gdyż z trwogą nasłuchują ryjących się bomb, a puszczają mimo uszu gwiżdżące, cichutkie brzęczenie drobnych, płasko rozpryskujących się bestii. Skupiają się w gromadkę jak owce, zamiast rozbiec się pojedynczo, a nawet do rannych lotnicy strzelają jak do zajęcy.

Wybladłe twarze koloru rzepy, żałosne, kurczowo zaciśnięte ręce, opłakana odwaga tych biedaków, którzy mimo to prą naprzód i atakują, tych walecznych, biednych chłopców, którzy tak są zahukani, iż nie ośmielają się krzyczeć na głos i z postrzelonymi piersiami, brzuchami, ramionami i nogami cichutko skomlą nawołując matki i zaraz przestają, kiedy spojrzeć na nich!

Ich martwe, pokryte puchem, spiczaste twarze są przeraźliwie pozbawione wyrazu – jak twarze zmarłych dzieci.

Ściska człowieka za gardło, kiedy patrzy, jak zrywają się z miejsca i biegną, i padają, chciałoby się spuścić im lanie, że tacy głupi, wziąć ich na ramiona i zabrać stąd, gdzie nie dla nich jest miejsce. Ubrani są w szare kurtki i spodnie, i buty, ale u większości mundur jest za szeroki, luźno dynda wokół członków, barki są szczupłe, ciała za drobne, nie było mundurów przystosowanych do tej dziecinnej miary.

Na każdego starego żołnierza pada pięciu do dziesięciu rekrutów.

Niespodziewany atak gazowy zgładza wielu. Nie zdołali przeczuć nawet, co ich czeka. Na dnie jednego okopu znajdujemy pełno sinoniebieskich głów ze sczerniałymi wargami. W jednym z lejów za wcześnie rozluźnili maski ochronne; nie wiedzieli, iż gaz najdłużej trzyma się na dnie; gdy spostrzegli na górze innych bez maski, oni także zerwali je i dosyć jeszcze nałykali się, aby spalić sobie płuca. Stan ich jest beznadziejny, umierają dławiąc się w krwotokach i atakach duszności.

Widzimy ludzi, którzy jeszcze żyją, choć brak im czaszki, widzimy żołnierzy, którzy biegną, choć obie stopy poszarpane są na strzępy; potykają się na kikutach aż do następnej dziury; jakiś frajter czołga się dwa kilometry na rękach i wlecze za sobą zmiażdżone kolana, inny idzie do punktu opatrunkowego, a ponad jego kurczowo zaciśniętymi dłońmi wypełzają jelita; widzimy ludzi bez ust, bez szczeki, bez twarzy; znajdujemy jednego, który przez dwie godziny zaciśniętymi zębami wpijał się w tętnicę ramienia, aby krew nie spłynęła. Słońce wschodzi, noc powraca, granaty gwiżdżą, życie dobiega końca. Jednak pasmo zrytej ziemi, na której leżymy, obroniliśmy, oddano co najwyżej kilkaset metrów. Ale na każdy metr przypada jeden poległy.

I jeszcze taka ciekawostka:

Stopniowo miarkujemy, że zbliża się ostra zawierucha. Balony, juchy, wypatrzyły dym z naszego komina, dostajemy się pod ogień. To te drobne pryskające bestyjki, które robią niewielkie dziurki i sypią się tak daleko i płasko. Wciąż bliżej świszczą wokół nas, ale przecie nie możemy zostawić jedzenia na pastwę losu.

x

Tak więc Piekielnik mówi otwartym tekstem, że Stany Zjednoczone nie są suwerennym państwem. Dalej z jego wywodu wynika, że nie są takimi państwami Polska, Niemcy, Holandia, państwa skandynawskie. Jeśli nie są one niezależne, to czy mogą być niezależne takie państwa jak Francja, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania? A czy Rosja i Chiny mogą być niezależne? Jeśli wywód Piekielnika ma być logiczny, to konsekwentnie, te państwa też nie są suwerenne, o czym pisałem w poprzednim blogu. Jeśli nie są suwerenne, to wniosek Piekielnika, że te wojny toczą się o dominację Ameryki i dominację dolara jako waluty światowej jest nielogiczny. Nie będę wnikał w to, o co toczą się wojny na Bliskim Wschodzie i gdzie indziej, bo mnie to nie interesuje. Obchodzi mnie to, co tutaj się dzieje.

Jeśli Słowacja i Węgry prowadzą inną politykę wobec Ukrainy, to dlatego, że ci, którzy rządzą Ameryką, tak każą tym państwom. Tu polecam blog Victor Orban. Mamy więc taką sytuację, że najbardziej agresywnie zachowują się polscy politycy, ci z republik bałtyckich i zachodni, ale państwa zachodnie są daleko od Ukrainy i żadnych konsekwencji nie poniosą. Wyraźnie więc widać, że agresywnie zachowuje się wszystko to, co kiedyś należało do I RP. I to jest wskazówka, że w tej wojnie chodzi o odtworzenie tego żałosnego tworu. W pierwszej kolejności chodzi o stworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego, które faktycznie będzie państwem ukraińskim, choć pewnie nadal będą nazywać to Polską.

Gdyby jeszcze tylko gra toczyła się o stworzenie takiego panoptikum, to pół biedy, ale coś gorszego nam szykują. Jeśli po wybuchu wojny na Ukrainie jej granice nie zostały zamknięte, umożliwiając milionom ludzi – w tym, tym w wieku poborowym – przesiedlenie się, głównie do Polski, to znaczy, że mamy do czynienia z procesem czystki etnicznej. Scenariusz wgląda tak:

  • przesiedlenie do Polski milionów Ukraińców pod pozorem wojny, która toczy się jedynie na 1/5 obszaru tego państwa
  • uprzywilejowanie przesiedleńców pod każdym względem w porównaniu do obywateli polskich
  • umożliwienie wyjazdu osobom w wieku poborowym i ciche przyzwolenie na dezercję tych już powołanych do służby
  • zamiar wysłania na Ukrainę wojska polskiego i równoczesnego zamknięcia granic w sytuacji, gdy większość Ukraińców w wieku poborowym przebywa w Polsce

Trzy z tych czterech warunków niezbędnych do przeprowadzenia czystki etnicznej już zostały spełnione. Pozostaje jeszcze czwarty. Gdy wojsko polskie pojawi się na Ukrainie, to zacznie się końcowe odliczanie dla Polaków czy tych, których władza uważa za Polaków.

  1. IS FECIT, CUI PRODEST Uczynił ten, dla kogo było to korzystne (zasada dochodzenia karnego) ↩︎

Deklaracje

W swoim komentarzu w dniu 1 stycznia 2025 roku Tomasz Piekielnik analizuje deklaracje Donalda Trumpa. Zamierza on zmusić kraje NATO do zwiększenia wydatków na zbrojenia do 5% PKB, przejąć Grenlandię, Kanał Panamski, Kanadę i powrócić do doktryny Monroe. Poniżej streszczenie analizy Piekielnika.

Państwa europejskie mają płacić 5% PKB, co odpowiada 25% ich dochodów budżetowych. To mają być pieniądze płacone przez pastwa NATO do Stanów Zjednoczonych. Ameryka pod wodzą Donalda Trumpa ostrzy sobie zęby na przejęcie Grenlandii, Kanału Panamskiego i wprowadzenie swoich rządów w innych państwach Ameryki Południowej. – To wprost wypowiedziane cele prezydenta elekta. Czy to nie jest czysty imperializm?

Donald Trump chce opodatkować państwa NATO i zabrać im ¼ ich dochodów budżetowych, czyli pochodzących z podatków. Jest to wielki transfer pieniędzy z Europy do Ameryki pod przymusem i pod groźbą konsekwencji, gdy któreś z państw nie spełni tego obowiązku, a co wypełnia definicję podatku.

Donald Trump chce, by państwa NATO wpłacały 5% PKB na zbrojenia. Wpływy budżetowe Polski za rok 2024 wynoszą około 600 mld złotych. Jednocześnie PKB to 3,3 biliona złotych. 5% z tych 3,3 bln zł. To 165 mld złotych. 165 mld do ponad 600 mld, to jest to ¼. Nawet jeśli ¼ tej kwoty trafi do firm europejskich, to i tak ¾ – do amerykańskich, a więc około 20% dochodu państw NATO. Jakie będą tego skutki? Spadek konkurencyjności w stosunku do firm amerykańskich, ale także azjatyckich państw BRICS. Jakie będzie ryzyko kar? Jeśli państwa europejskie nie będą płacić, to Stany Zjednoczone mogą wyjść z NATO. Jego siła znacznie spadnie i tym właśnie Donald Trump szachuje państwa europejskie. Druga propozycja Trumpa to 3,5% PKB na zbrojenia, ale w zamian za korzystne warunki handlowe dla firm amerykańskich. PKB krajów NATO to 20 bln, a więc dochód około 5 bln dolarów. Dochód USA – 5 bln. Czy to sposób na zdobycie przewagi nad gospodarką europejską i być może sfinansowanie długu publicznego Ameryki?

Zapędy imperialne: Kanada, Grenlandia, Panama. Nie należy tracić z pola widzenia faktu, że na świecie trwa wielki konflikt, materializujący się poprzez tzw. proxy wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, a rzecz idzie m.in. o hegemonię Stanów Zjednoczonych i hegemonię dolara na świecie, a po drugiej stronie jest nie tylko Rosja, ale także Chiny, Indie, czyli państwa będące członkami sojuszu BRICS.

Trump już za poprzedniej kadencji wypowiadał się za przywróceniem doktryny Monroe, o czym informowała Al Jazeera w 2019 roku. Wikipedia tak m.in. pisze o tej doktrynie:

„Głosiła, iż kontynent amerykański nie może podlegać dalszej kolonizacji ani ekspansji politycznej ze strony Europy, w zamian zaś zapowiadała, że Stany Zjednoczone nie będą ingerowały w sprawy państw europejskich i ich kolonii. Doktryna ta stała się fundamentem amerykańskiej polityki izolacjonizmu (hasło „Ameryka dla Amerykanów”).”

Kolizja pomiędzy rozwojem BRICS a doktryną Monroe (Brazylia) oznacza kolejne napięcia. Czy uda się zatem Donaldowi Trumpowi powstrzymać tę rosnącą potęgę tych państw nad Stanami Zjednoczonymi i światem Zachodu? Może więc być tak, że działania, jakie podejmują Stany Zjednoczone zmierzają ku temu, by nie utracić kontroli nad dolarem, nie utracić hegemonii na świecie i aby nie zostać zdystansowanym przez rosnące w siłę państwa BRICS. Trump grozi również nałożeniem ceł na Chiny, Meksyk i Kanadę.

Podsumowując, to co robią Stany Zjednoczone i decyzje, które zapowiada Donald Trump, są spektakularne, są imperialne. Stany Zjednoczone planują nałożyć wielkie podatki na państwa europejskie, które mają płacić 25% swoich dochodów budżetowych pod pozorem wydatków na zbrojenia. Te pieniądze w większości (¾) będą trafiać do amerykańskiej gospodarki, a więc transfer przymusowy pod groźbą kar wyrzucenia z NATO albo pozostawienie Europie tego sojuszu poprzez wyjście z niego Stanów Zjednoczonych. Jeśli nie 5%, to 3,5% plus jakieś szczególne względy w relacjach handlowych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a tym państwem, które miałoby płacić 3,5%. To jedno. Drugie, to potężne zapędy imperialne: Grenlandia, Kanał Panamski, cła na Meksyk i Kanadę, chęć przyłączenia Kanady jako 51 stanu.

x

Zatem zdaniem Piekielnika, ale nie tylko, Stany Zjednoczone chcą powstrzymać rozwój państw BRICS, głównie poprzez zniszczenie Europy. Wojna na Ukrainie wybuchła po to, by utrudnić przepływ chińskich towarów i rosyjskich surowców do Europy w celu osłabienia obu państw. A więc na wojnie Ameryka – BRICS ginie Europa. To jest obowiązująca narracja, z którą nie zgadzam się i twierdzę, od początku wybuchu wojny na Ukrainie, że chodzi o odtworzenie I RP. Pierwszy etap tego procesu, czyli stworzenie wspólnego państwa z Ukrainą, które istniało za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, już trwa. Kolejnym będzie unia tego państwa z Białorusią i republikami bałtyckim, tak jak to było za I RP.

Nie jest żadną tajemnicą, że Ameryka sfinansowała powstanie III Rzeszy. Wcześniej, po rewolucji październikowej, Ameryka i państwa Europy zachodniej uprzemysłowiły Związek Radziecki. Gdy Hitler napadł na tenże Związek Radziecki, to Anglosasi dozbroili go, bo bez tej pomocy przestałby on istnieć. Wniosek jest więc prosty – III Rzesza i Związek Radziecki nie były państwami suwerennymi, bo rozwój ich potęg zależał od Stanów Zjednoczonych. W Chinach wspierały one komunizm, a później kazały komuniście Czang Kaj-szekowi stać się antykomunistą i wspierały Kuomintang. A jeszcze później, po II wojnie światowej, gdy komuniści tracili kontrolę nad Chinami, to wstrzymali dostawy amunicji dla wojsk Kuomintangu. I w ten sposób Mao pokonał Czang Kaj-szeka, który uciekł na Tajwan, który teraz wspierają Stany Zjednoczone. Ale w lipcu 1971 roku Kissinger odwiedził Chiny Ludowe i od tego momentu zaczęło się intensywne uprzemysławianie Chin przez Amerykę. Jeśli do tego doda się, że Indie przez 300 lat były angielską kolonią, co skłania do wniosku, że wpływy anglosaskie są tam nadal duże, to trudno oprzeć się wrażeniu, że państwa BRICS są narzędziem w ręku Anglosasów, no bo przecież RPA i Brazylia również im podlegają.

Po co więc cały ten cyrk? Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że europejskie państwa należące do NATO nie zgodzą się na tak wysoki podatek na zbrojenia, bo ich gospodarki tego nie wytrzymają, tak jak nie wytrzymałaby tego polska gospodarka, gdyby nie była zasilana potężnymi kredytami. Stany Zjednoczone wcale nie muszą likwidować swego deficytu, bo skoro od lat rośnie on i nic z tego powodu nie dzieje się, to nie stanie się również, gdy jeszcze wzrośnie. Skoro państwa europejskie nie zgodzą się na tak wysoki podatek, to Stany Zjednoczone wyjdą z NATO, co w praktyce oznaczać będzie likwidację tego układu. Rozpadł się Układ Warszawski, to i NATO może rozpaść się. Nic przecież nie trwa wiecznie. A skoro nie będzie NATO, to do czego będzie wstępować Ukraina? Główny punkt sporu pomiędzy Rosją i Ukrainą stanie się bezprzedmiotowy. Jeśli więc Ukraina nie będzie mogła wstąpić do NATO, to co dalej? Dalej może być tylko to, na co zgadza się Rosja, a co jej podyktowali ci, którzy faktycznie nią rządzą, czyli podział Ukrainy na trzy części: ta zajęta przez Rosję pozostanie przy niej, część środkowa – rosyjskie lenno, część zachodnia – do Polski pozbawionej ziem zachodnich.

Nie jest możliwe połączenie Polski z Ukrainą w momencie, gdy istnieje NATO, do którego należy Polska, bo na to nie zgadza się Rosja. By tak mogło się stać, to albo Polska musiałaby wystąpić z tego sojuszu, albo musiałby on przestać istnieć. A to jest możliwe tylko wtedy, gdy Ameryka wycofa się z niego pod pozorem powrotu do doktryny Monroe. Wtedy o nowym porządku w Europie będą decydować Niemcy i Rosja pod dyktando Ameryki. Gdy Niemcy odzyskają swoje ziemie wschodnie, a Rosja podporządkuje sobie Ukrainę wschodnią i środkową, to wytworzy się nowy układ sił. Niemcy zdominują Europę zachodnią i staną się ponownie mocarstwem. Rosja utrzyma swój status mocarstwa. Pomiędzy tymi państwami powstanie strefa buforowa w postaci współczesnej wersji I RP. Czy Żydzi chcą jej odtworzenia dlatego, że był to ich raj, czy może dlatego, że będzie to „państwo” multi-kulti, w którym dojdzie do starcia dwóch fundamentalizmów – prawosławnego i islamskiego? Nie zabraknie też innych konfliktów, jak choćby ten ukraińsko-ukraiński, w którym Ukraińcy, określający się jako potomkowie Polaków z Wołynia, domagają się ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, a potomkowie sprawców tej rzezi omawiają jej. Tak więc odtworzenie I RP to będzie źródło niekończących się konfliktów, które tak kochają stwarzać Żydzi.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na pytanie, co z bazami amerykańskim w Europie? Jeśli Ameryka „wycofa się” z NATO i Europy, to czy zlikwiduje również bazy wojskowe? O tym Trump nie wspomina. Jeśli to nie nastąpi, to tym bardziej będzie to cyrk. No cóż, dla nas to nie nowina. My, żyjący w kraju Zulu-Gula, cały czas mamy do czynienia z cyrkiem.