W tym roku mamy 40-tą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Na jego temat napisano już prawie wszystko, albo prawie wszystko, bo co roku pojawiają się jakieś nowe rewelacje lub interpretacje, dotyczące tamtych wydarzeń, a w szczególności motywów, jakie kierowały Jaruzelskim. Ale nim nie kierowały żadne motywy. Po prostu wykonywał polecenia swoich „nieznanych przełożonych”.
Na „salonie24” pojawił się artykuł, którego autor, Rafał Woś, pisze, że stan wojenny został wprowadzony po to, by obalić w Polsce socjalizm i wprowadzić kapitalizm. Link do artykułu tu: https://www.salon24.pl/newsroom/1188164,13-grudnia-skonczyl-sie-w-polsce-socjalizm. Można oczywiście i tak patrzeć na ten stan, ale czy to ma sens? Czy nie chodzi o to, by raczej jeszcze bardziej skomplikować ocenę stanu wojennego, niż cokolwiek wyjaśnić?
„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – słowa te wypowiedział Władysław Gomółka w 1945 roku. I to prawda. Od 1926 roku należał do Komunistycznej Partii Polski. Miał wtedy 21 lat. Od 1930 roku był funkcjonariuszem Komitetu Centralnego KPP. A więc należał do najważniejszych osób w tej partii, która w zdecydowanej większości składała się z Żydów. Dobrze wiedział, co mówił. Nauka Żydów nie poszła w las. Nie ma to najmniejszego znaczenia, jaki ustrój panuje, najważniejsze jest, by ci sami ludzie lub ich potomni trwali przy władzy. W Polsce sanacyjnej faktycznie rządziła lub miała bardzo duży wpływ na władzę właśnie KPP. Po wojnie dzieci jej członków przejęły władzę w PRL-u. W III RP, „kapitalistycznej”, rządzą wnuki tych z KPP. Bardzo dużo się zmieniło, by nic się nie zmieniło. Bo co to za różnica dla gołodupca, w jakim ustroju żyje. Oczywiście „kapitalizm” wprowadzono w Polsce, nie dlatego, że młodzi aparatczycy zbuntowali się i chcieli kapitalizmu, jak pisze Rafał Woś, tylko dlatego, że tak postanowił ktoś, kto już od dawna planował przemiany w całym regionie. Zmiana ustroju, to dla zwykłego człowieka zawsze jakaś nadzieja, ale często złudna. Inna sprawa, że nowa władza musi pewną część społeczeństwa uprzywilejować, by mieć jakieś poparcie społeczne, bez którego demokracja nie może się obejść.
W 1948 roku oskarżono Gomułkę o odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięto od władzy. W 1951 roku aresztowano. 7 grudnia 1954 roku władze partyjne podjęły decyzję o jego uwolnieniu. 6 kwietnia 1956 roku I sekretarz PZPR Edward Ochab poinformował aktyw partyjny o rehabilitacji Gomółki: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Ciekawe kto personalnie podjął taką decyzję? Tego nigdy się nie dowiemy, ale możemy się domyślić. Prawdziwa władza rządzi z ukrycia. Tak kreowano Gomułkę na patriotę i bohatera. Już szykowano Październik ’56.
Reakcja władz radzieckich na wydarzenia Października była gwałtowna. Do Warszawy przybyła delegacja radziecka, w skład której wchodził m.in. Chruszczow, Mołotow, Mikojan, Żukow i Koniew. Odmówiono im oficjalnego przyjęcia. W tym czasie wojska radzieckie, stacjonujące w Polsce, zbliżały się do Warszawy. Generał Komar, który stał na czele Korpusu Bezpieczeństwa, oświadczył, że w razie radzieckiej interwencji wyda broń robotnikom. Gomułka miał się okazać nieczuły na radzieckie perswazje i delegacja radziecka odleciała do Moskwy, a Koniew i Żukow odlecieli do… Legnicy. – Te informacje pochodzą z Dziennika Marii Dąbrowskiej, która pisała o tych wydarzeniach pod datą 21.X.1956 roku.
Taki spektakl odegrano, by przekonać polskie społeczeństwo, że zatwardziały i ideowy komunista, jakim był Gomułka, jest polskim patriotą. I to społeczeństwo zaufało mu. I o to chodziło. Po stanie wojennym też niektórzy, a szczególnie Michnik lansowali Jaruzelskiego na zbawcę ojczyzny i patriotę, który uchronił kraj od radzieckiej interwencji. Do dziś trwają spory, czy był nim faktycznie, czy – nie.
Wydarzenia z lat 1980-1981 wyreżyserowano tak samo, jak Październik ’56, Marzec ’68, Grudzień ’70 i Radom ’76. O nich pisałem w oddzielnych blogach. Tzw. ekstremiści z Solidarności, którzy parli do konfrontacji, głusi na wszelkie argumenty, byli komunistycznymi agentami, których zadaniem było dostarczenie pretekstu do wprowadzenia stanu wojennego.
W 1980 roku dochód narodowy spadł o 6% w porównaniu z poprzednim, w 1981- o 12% rok do roku. 10 września 1981 roku władze radzieckie przekazały polskiej stronie rządowej informację, że w związku z sytuacją w Polsce, w 1982 roku ZSRR dostarczy do Polski mniej ropy naftowej (o 64%) i gazu (o 47%). Oleju napędowego Polska miała nie uzyskać wcale. Pomimo strajków sytuacja gospodarcza nie była aż tak zła, jak ją wówczas przedstawiano. I pewnie nie z tego powodu w sklepach były pustki. Prawdopodobnie wstrzymywano dostawy. A Związek Radziecki dorzucił swoje trzy grosze. Miał więc Jaruzelski pretekst do podjęcia decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.
Po jego wprowadzeniu, w latach 80-tych, sytuacja gospodarcza wcale nie uległa znaczącej poprawie. Wprost przeciwnie! Było coraz gorzej. Pod koniec dekady zaczęto przebąkiwać o zmianach, uproszczono ustawę o działalności gospodarczej, pojawiły się tzw. firmy polonijne, które miały szereg przywilejów dewizowo-podatkowych i, w odróżnieniu od firm państwowych, mogły dość swobodne kształtować ceny swoich produktów. Z tych przedsiębiorstw polonijnych wyrosło wiele współczesnych fortun. Jako przedstawiciele „firm polonijnych” zaczynali swoją działalność m.in. Jan Kulczyk i Zygmunt Solorz. Coraz częściej pojawiały się opinie, że socjalizm nie sprawdził się. To było takie przygotowanie ludzi, zachęcenie ich do zaakceptowania nadchodzących zmian. Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że to nie socjalizm nie sprawdził się, tylko decydenci chcieli i zrobili wszystko, by nie sprawdził się. W Chinach socjalizm sprawdził się jak najbardziej. I obecnie jest mnóstwo „filozofów” na różnych kanałach internetowych, którzy stręczą nam ten chiński model gospodarki. Socjalizm był „be”, kapitalizm jest „be”, to może model chiński. I tak ad calendas graecas albo, jak kto woli, ad mortem defecatam.
No więc jak to było z tym stanem wojennym? W marcu 1982 roku Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z Mieczysławem Rakowskim. W pewnym momencie mówi on:
»Dwudziestego ósmego listopada, kiedy Jaruzelski poprosił przywódców „Solidarności” o przerwanie strajków, bo w przeciwnym razie wprowadzi ustawę antystrajkową, odpowiedzieli mu śmiechem. Powiedzieli mu: „Skoro rząd chce ogłosić ustawę antystrajkową, będzie strajk”. Wyznaczyli go na 17 grudnia. Nie mam żadnych wątpliwości, że 17 grudnia doszłoby do walki zapowiedzianej w Radomiu. Do walki i wzajemnej masakry. Wojny domowej. Tak więc jedynym wyjściem, poza wprowadzeniem stanu wojennego, było poddać się i pozwolić, by wszystko zniszczono. Podstawy państwa. Niech mi pani wierzy.
Nie, nie wierzę panu, ponieważ to niemożliwe, żeby tak skomplikowana i trudna operacja, jaką było zdławienie rewolucji, została przygotowana w niecałe dwa tygodnie.
Nawet mniej, czy pani wierzy, czy nie. Musi pani wziąć pod uwagę, że plan wprowadzenia stanu wojennego leżał zamknięty w sejfie od lipca 1944 roku, czyli od powstania naszego państwa. Był stale odnawiany, ponieważ nasza konstytucja nie przewiduje niestety stanu wyjątkowego. Właśnie dlatego wszystko było gotowe, kiedy 11 grudnia po południu Jaruzelski wezwał mnie do swojego biura. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Jaruzelski siedział przy biurku ze skupioną, poważną twarzą, poważniejszą niż zwykle. Podniósł oczy, spojrzał na mnie i powiedział: „Nadszedł ten dzień. Pojutrze, 13 grudnia”. Przytaknąłem i odparłem: „Rozumiem”. Nie było nic do dodania, byłem przygotowany także psychologicznie. Później rozmawialiśmy tylko o sprawach technicznych, takich jak przemówienie, które napisał i miał odczytać w niedzielę rano w radiu.«
Powyższy cytat pochodzi z książki Oriany Fallaci Wywiad z władzą wydanej przez Świat Książki, Warszawa 2016.
Jeśli Rakowski powiedział, że plan stanu wojennego był gotowy od początku istnienia PRL-u i ciągle aktualizowany, to znaczy, że był to tylko instrument, coś co nie było stworzone konkretnie pod sytuację z 1981 roku, tylko w 1981 stworzono sytuację, która umożliwiła jego wykorzystanie. W takim przypadku dywagacje typu, czy Jaruzelski uratował Polskę przed radziecką inwazją nie mają sensu, bo radzieccy komuniści pewnie sami opracowali ten plan, skoro był gotowy w lipcu 1944 roku i doskonale wiedzieli, że jak zajdzie taka konieczność, to zostanie wprowadzony w życie i żadna radziecka interwencja nie będzie konieczna.
Jedynie prawda jest ciekawa – mawiał Józef Mackiewicz. Może i tak jest w tym wypadku, ale oznacza to, że Jaruzelski nie okazał się żadnym zbawcą i bohaterem narodowym, tylko zwykłym aparatczykiem, wykonującym posłusznie rozkazy swoich „nieznanych przełożonych”.