Belgia c.d.

Tak się złożyło, że przez tydzień, od drugiego do dziewiątego maja, byłem w Belgii. Zaprosiła mnie koleżanka. Mieszkałem u niej w mieście Verviers, liczącym około 50 tys. mieszkańców, położonym w Walonii we wschodniej Belgii. Była to dzielnica domów jednorodzinnych. Mieszkałem więc w walońskim domu, w którym było dużo książek po francusku. Wszystkie te domy były zbudowane w podobnym stylu i tonacji. Jedne większe, inne mniejsze. Ściany tych domów mogły być budowane z różnych materiałów, ale wszystkie były od zewnątrz wyłożone cegłą w mniej więcej tym samym kolorze. Dachy pokryte blachą też w mniej więcej tym samym kolorze, takim ciemnobrązowym czy czymś zbliżonym do tego. Za ogrodzenie służą żywopłoty i nie ma bram, czyli nie ma czegoś takiego jak w Polsce, gdzie ludzie odgradzają się solidnymi płotami i bramami. Jak patrzyłem na te domy, trochę jakby stylizowane na średniowieczne, to miałem wrażenie, jakby czas tam się zatrzymał. To, że te domy były podobne do siebie i w podobnej kolorystyce, stwarzało wrażenie harmonii, porządku, trwałości i niezmienności. Nie ukrywam, że bardzo przyjemnie było przebywać w takim otoczeniu. Gdy więc wylądowałem w Modlinie i jechałem w kierunku Białegostoku i patrzyłem na te podwarszawskie miejscowości, to miałem wrażenie, jakby wielka bomba uderzyła w nie i wszystko bezładnie rozproszyło się. Wszystko przypadkowe, jeden dom taki, drugi inny, jeden nowy, drugi wali się ze starości; jeden wielki chaos. Owszem, są już w Polsce miejsca, które przypominają Zachód, ale są to enklawy, a pomiędzy nimi – syf. Ja oczywiście nie musiałem jechać na Zachód, żeby to dostrzec, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć to na własne oczy.

Mapa Belgii; źródło: Wikipedia.

W blogu Belgia pisałem o historii i współczesności tego państwa, więc tu będzie o tym, co ja widziałem. W sensie geograficznym można podzielić Belgię na trzy części: wschodnia i południowo-wschodnia – górzysta, środkowa – równinna, północna – niziny nadmorskie. Mieszkałem w części górzystej. Na początek wybraliśmy się do miejscowości Spa, czyli do tego słynnego uzdrowiska. To skrót od łacińskiego Sanus per Aquam, czyli zdrowy przez wodę. Tam domy poza centrum są podobne do tych w Verviers i tak samo są nieogrodzone. Ludzie z Verviers często wynajmują tam domy lub mieszkania. Jest to miejscowość typowo górska, to Ardeny.

Następnego dnia pojechałem z koleżanką na przegląd techniczny jej samochodu do niemieckiej części Belgii, do miejscowości Lonzen, jakieś 15-20 km od Verviers. Było tam sześć stanowisk obsługi. Na każdym stanowisku po dwóch pracowników. Przed wjazdem na stanowisko kontroli pracownik pytał o język: francuski czy niemiecki? Wszystkie informacje na stacji obsługi były w obu językach. Również pracownik przy kasie pytał o język.

Wyjazd do Brugii, to praktycznie przejazd przez całą Belgię ze wschodu na zachód. Belgia ma najgęstszą sieć połączeń kolejowych na świecie. Jadąc pociągiem linie kolejowe ciągle się schodzą, rozchodzą, krzyżują. Pociągi te nie są najnowsze, ale są wygodne. Nie ma tam miejscówek, można jechać do wybranej miejscowości drogą okrężną i wysiadać w trakcie podróży, a później wsiadać do innego pociągu. Pociągi często kursują, więc podróżowanie nimi jest bardzo wygodne.

Gdy wsiada się do pociągu w Verviers, to komunikaty głosowe i na monitorze są po francusku. Gdy pociąg wjeżdża do Flandrii, to język zmienia się na flamandzki. Gdy pociąg dociera do Brukseli, to komunikaty są w języku francuskim i flamandzkim, a w Brugii tylko flamandzki. W wagonach na ścianach umieszczone są krótkie rymowanki typu: La regle d’or, Courtois d’abord – co można przetłumaczyć jako Uprzejmość przede wszystkim, to podstawa. To samo oczywiście po flamandzku, ale nawet nie próbowałem tego zapamiętać.

Do Antwerpii dotarłem przez Brukselę, w której najważniejsza jest wizyta na rynku, który po francusku nazywa się Grand-Place, a po flamandzku Grote Markt. W rzeczywistości robi większe wrażenie niż na zdjęciach. W Antwerpii – przede wszystkim wielki, trój-poziomowy dworzec i „diamentowa” ulica tuż obok dworca oraz rynek, obok którego znajduje się największa w Belgii katedra gotycka. Na jednej z witryn sklepowych zobaczyłem ogłoszenie; szukano sprzedawcy, warunek: znajomość francuskiego, flamandzkiego i angielskiego. Wracając przesiadałem się w Leuven, to Flandria. Pociąg zapowiadano po flamandzku i po niemiecku, bo jechał on do niemieckiej części Belgii i tak jest w każdym przypadku, gdy pociąg tam jedzie. A w pociągu jakaś porypana baba z mnóstwem kolczyków w uszach robiła komuś przez smartfon wykład po angielsku. Obok jakiś młody Hiszpan podrywał młodą i urodziwą blondynkę, Walonkę, z którą rozmawiał po francusku, a czasem po hiszpańsku, bo ona znała trochę ten język. Byli jeszcze jacyś Rosjanie z wrzeszczącym dzieciakiem. Komunikaty po flamandzku. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko niemieckiego, ale ten pojawił się następnego dnia.

Tak się złożyło, że 9 maja, gdy w Moskwie obchodzono 80-tą rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem, ja, po raz pierwszy w życiu, stanąłem na niemieckiej ziemi, niejako od zakrystii, bo od zachodniej strony. Gdy wyjeżdżałem do Belgii, to wiedziałem, że muszę tam pojechać. Tam, to znaczy do Akwizgranu. Pociąg z Verviers jedzie tam tylko pół godziny. Wsiadłem do pierwszego wagonu od lokomotywy, więc gdy wysiadałem, od razu trafiłem na trzech policjantów, którzy stali przy schodach, którymi schodziło się do tunelu prowadzącego do miasta, ale zupełnie mnie olali. Nie było żadnego halt!, ani hände hoch! Poczułem się jak w domu. Po tym flamandzkim, to niemiecki wydawał się całkiem przyjaznym językiem, bo coś rozumiałem.

Akwizgran, czyli Aachen, a po francusku Aix-la-Chapelle. La chapelle to po francusku kaplica. I o nią właśnie mi chodziło. Karol Wielki (742-814), król Franków (768-814), cesarz rzymski (800-814), władca imperium Karolingów, wybrał Akwizgran na swoją siedzibę. W 936 roku Otton I koronował się w katedrze akwizgrańskiej. Od tego momentu aż do roku 1531 koronowało się tam 31 królów niemieckich. Karol Wielki stworzył pierwsze europejskie imperium od czasu upadku cesarstwa zachodniorzymskiego. Od jego imienia pochodzi w języku polskim słowo król. Karol Wielki zmarł 28 stycznia 814 roku i został pochowany w katedrze w Akwizgranie.

Imperium Franków; źródło: Wikipedia.

Na dworze Karola Wielkiego, który uważał się za spadkobiercę cesarzy rzymskich, pracowano z zapałem nad odnową tradycji rzymskiego rzemiosła. Kaplica, którą Karol Wielki wzniósł ok. 800 r. w swym pałacu w Akwizgranie, jest wierną kopią słynnego kościoła wybudowanego w Rawennie około trzech wieków wcześniej. – E.H. Gombrich O sztuce Dom Wydawniczy REBIS 2009.

Można więc powiedzieć, że Akwizgran to historyczna stolica pierwszej unii europejskiej, a obecną jej stolicą jest Bruksela. W sumie można by powiedzieć, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a mnie udało się odwiedzić obie te stolice.

10 maja nad ranem jechałem autostradą z Verviers do Charleroi. To trzypasmowa autostrada do Paryża. Po bokach obsadzona gęsto drzewami. Jadąc nią miało się wrażenie, że jedzie się w tunelu z drzew. Na całej tej długości była oświetlona.

x

Stolicą Flandrii jest Bruksela i tam mieści się parlament Flandrii. Również w niej mieści się parlament regionu Brukseli i, o czym wszyscy wiedzą, parlament europejski. Stolicą Walonii jest Namur i tam mieści się parlament waloński. Czy Niemcy w swojej części mają swój parlament, tego nie wiem. Flamandowie mówią po flamandzku, a Walonowie po francusku. Językami urzędowymi są flamandzki, francuski i niemiecki. Wszyscy mieszkają na swoich miejscach historycznych. Każdy mówi w swoim języku i wiadomo, kto kim jest. Jedni i drudzy mają swoje parlamenty i mogą zabiegać o swoje interesy. Są jeszcze Murzyni i Arabowie, ale ich łatwo poznać po kolorze skóry. I to podoba mi się w Belgii: wiadomo kto kim jest. Natomiast w Polsce mamy zupełnie odmienną sytuację. Nie wiadomo, kto kim jest. Wszyscy są Polakami, ale mają różne interesy, które są realizowane nieformalnie. Mieliśmy i mamy przesiedlenia, co nigdy nie sprzyja stabilizacji, a wręcz przeciwnie. Mamy mniejszości narodowe rozporoszone są po całym państwie. Mniejszości, które mają przywileje, których nie mają Polacy, czyli ci, których nie zalicza się do mniejszości narodowych, a więc są dyskryminowani we własnym niby państwie, choć prawdopodobnie stanowią w nim mniejszość. I to jest właśnie kraj Zulu-Gula. Już od dłuższego czasu nie utożsamiam się z tym państwem i ludźmi w nim mieszkającymi, ale po krótkim pobycie w Belgii, całkowicie wyzbyłem się jakichkolwiek złudzeń. To, czy taki czy inny pawian zostanie pawianem numer jeden, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. To dla mnie jakiś cyrk ta kampania prezydencka i inne wybory zresztą też. Nie spodziewałem się, że ten krótki wyjazd okaże się taką cezurą w moim życiu. Ale mleko już się rozlało.