Algieria

W poprzednim blogu Wojna futbolowa pisałem o tym, że państwa to organizacje przestępcze, a rządy to zalegalizowane mafie. W przypadku Salwadoru i Hondurasu w wyniku kłótni pomiędzy mafiami najbardziej ucierpieli ci, którzy nic na tych kłótniach nie zyskiwali, wprost przeciwnie – najwięcej traci. Byli to chłopi salwadorscy. Wydaje się, że ten mechanizm działa wszędzie podobnie. W świecie Zachodu jest bardziej zakamuflowany i nie tak zabójczy dla mas jak w tzw. Trzecim Świecie. Dobrze go opisał Ryszard Kapuściński w reportażu Algieria zakrywa twarz w książce Wojna Futbolowa Czytelnik 1981.

W 1962 roku Algieria stała się niepodległym państwem. Pierwszym prezydentem został Ahmed Ben Bella. W 1965 roku został obalony w wyniku zamachu. Prezydentem został Huari Bumedien (1965-78). Ministrem spraw zagranicznych w latach 1963-79 został Abd al-Aziz Buteflika, który był też prezydentem w latach 1999-2019. Kapuściński szczegółowo opisuje ten zamach i okoliczności, w jakich do niego doszło. Ja jednak wybrałem te fragmenty, które pozwalają zrozumieć, czym były czy nadal są państwa postkolonialne i dlaczego dzieje się w nich tak, jak się dzieje. Ktoś może pomyśleć, że są to, z naszego punktu widzenia, sprawy nieistotne. Nic bardziej mylnego! Coraz więcej migrantów z tamtych okolic przybywa do Polski, więc może warto ich bliżej poznać, a raczej ich historię i mentalność.

x

19 czerwca 1965 roku został usunięty prezydent Algierii – Ahmed Ben Bella. Stało się to w nocy, po godzinie drugiej, w czasie zmiany wart. Ben Bella mieszkał w domu przy Avenue Franklin-Roosevelt, mniej więcej w połowie drogi między gorącym, zatłoczonym centrum Algieru a ekskluzywną dzielnicą willową zwaną Hydra. Ten dom, choć ma piękną nazwę willa Joly (powinno być chyba jolly – radosny, wesoły; przyp. W.L.), nie odznacza się niczym szczególnym. Również mieszkanie prezydenta mieściło się w przeciętnym, aczkolwiek eleganckim standardzie. (…)

Namiętnością Ben Belli była piłka nożna. Dużo przesiadywał na meczach i sam grał. Jego najbliższym towarzyszem tych zabaw był zapalony piłkarz, minister spraw zagranicznych Algierii i główny współautor spisku przeciw Ben Belli – Abdel Aziz Buteflika.

x

Technicznie biorąc zamach na Ben Bellę został przeprowadzony absolutnie bezbłędnie, z doskonałą precyzją. Warunki topograficzne były dla zamachowców jak najlepsze: willa Joly leży w sąsiedztwie domu, w którym mieszka pułkownik Bumedien, w sąsiedztwie willi Artur, w której mieszka Buteflika, a przede wszystkim w sąsiedztwie sztabu generalnego, gdzie opracowano plan spisku, oraz w pobliżu koszar żandarmerii. Ben Bella żył samotnie w miejscu otoczonym domami zamieszkałymi przez ludzi, którzy potem wtrącili go do lochu. Tak więc dramat, nawet w sensie dosłownym, rozegrał się między sąsiadami z jednego podwórka.

x

Ben Bella był przywódcą Algierii przez trzy lata. Algieria jest krajem niezwykłym, jedynym w swoim rodzaju. Na każdym kroku rzeczywistość algierska odsłania nam swoje kontrasty, sprzeczności i konflikty. Nic nie jest tu jednoznaczne i nic nie poddaje się formule.

Pewien dziennikarz francuski od lat zajmujący się Algierią powiedział mi z bezbronną szczerością: „Ja nie rozumiem tego kraju”. „Ciągle nie mogę pojąć – zwierzył się w rozmowie wybitny ekonomista – jak się to wszystko może trzymać”.

Algieria należy do grupy krajów Afryki, w których kolonializm europejski panował najdłużej. Francuzi panowali w Algierii przez 132 lata. Tylko Portugalczycy w Angoli i Mozambiku oraz Afrykanerzy i Anglicy w Południowej Afryce mają dłuższy staż kolonialny. Tak długi okres panowania kolonialnego Francuzów wycisnął na Algierii tragiczne piętno, którego ten kraj nie pozbędzie się przez całe dziesiątki lat.

Kolonializm okaleczył i zdeformował Algierię w sposób znacznie większy, niż dokonał tego w stosunku do większości niepodległych krajów Afryki. Główną rolę w tej deformacji kolonialnej odgrywają zawsze osadnicy europejscy. Dlatego nie tylko długość okresu kolonialnego, ale również – a może nawet przede wszystkim – ilość osadników jest decydującym miernikiem, jakim ocenia się stopień spustoszenia kolonialnego w danym kraju Afryki. Pod tym względem na całym kontynencie afrykańskim Algieria ustępuje tylko Afryce Południowej. Ilość osadników europejskich w Algierii wynosiła około 1 200 000 ludzi. Jest to tyle, ile wynosiła liczba osadników europejskich w dwudziestu sześciu krajach Afryki tropikalnej łącznie. Osadnicy stanowili jedną dziesiątą ludności Algierii.

Ale nie tylko to jest ważne. Położenie geograficzne Algierii ma również zasadnicze znaczenie. Spośród wszystkich kolonii afrykańskich Algieria była kolonią najbliżej położoną swojej metropolii. Dzisiaj z Algieru do Paryża samolot leci dwie godziny. Te dwie godziny lotu są nie tylko faktem komunikacyjnym, ale i symbolem więzi między Francją i Algierią, którą motali Francuzi przez 132 lata i której ani wojna wyzwoleńcza, ani niepodległość nie przecięła. Co więcej, jeżeli przypatrzymy się cyfrom, okaże się, że Algieria jest dziś krajem bardziej związanym (nie tylko ekonomicznie) ze swoją byłą metropolią kolonialną niż inne niepodległe państwo afrykańskie.

x

Przeszłość kolonialna ciąży dziś nad każdą dziedziną rzeczywistości algierskiej. Istotą kolonializmu jest to, że w życiu kraju podbitego wytwarza on całe szeregi przepaści. Wszędzie powstają te przepaście: w ekonomice, w uwarstwieniu społecznym, w mentalności ludzkiej. Dla kraju kolonialnego charakterystyczny jest obraz, na którym widzimy najnowocześniejszą zautomatyzowaną fabrykę tranzystorów, a przy ścianie tej fabryki zaczynają się pieczary, gdzie mieszkają ludzie posługujący się do dziś drewnianą motyką. „Patrzcie jakie wybudowaliśmy im wspaniałe szosy” – mówią koloniści. Tak, ale przy tych szosach leżą wioski, których ludność nie wyszła jeszcze z paleolitu. – Taki właśnie obraz przedstawia Algieria.

Ludzie, którzy są zakochani we Francji, muszą zachwycać się Algierem. Jest to miasto na wskroś francuskie, nawet arabska dzielnica Kazba ma bardzo francuskie esprit. To nie jest Afryka, to jest Lyon, Marsylia. Świetnie zaopatrzone wystawy, wyborna francuska kuchnia, urocze bistra. Wymysły mody paryskiej docierają tu tego samego dnia, podobnie jak prasa Paryża i jak paryskie plotki.

Ale czterdzieści kilometrów od Algieru, od tego Paryża Afryki, zaczyna się epoka kamienna. Po półgodzinnej jeździe samochodem czuję, że jestem z powrotem w Afryce. Sześćdziesiąt kilometrów za Algierem zaczynają się wsie, w których ludzie do dziś nie znają koła garncarskiego. Oryginalne garnki kabylskie są lepione ręką. I nowy kontrast: w tej prymitywnej Kabylii, gdzie uważa się, że dziecka nie można myć, bo umrze w boleściach, znajduje szpital i w tym szpitalu naszego lekarza, który właśnie przyjechał na kontrakt z Krakowa i który mi mówi: „Panie, tu jest taka sala chirurgiczna, że mnie nawet nie śniło się, że takie cuda techniki istnieją. Ja nawet nie wiem, jak się tymi cackami posługiwać”.

Kontrasty. Algieria to są nieprawdopodobne kontrasty. Pięć formacji społeczno-ekonomicznych współistnieje tu ze sobą o miedzę albo przeplata się w najbardziej zdumiewającą mozaikę.

Dwa kontrasty są optycznie najbardziej przepastne: kontrast między stolicą Algierii i resztą kraju i kontrast między północną częścią Algierii, położoną w basenie Morza Śródziemnego, a częścią środkową i saharyjską, a więc interiorem albo, jak tu mówią, bledem. Ta część północna, nadmorska, ma dobry klimat, przychylny ludziom i uprawom. W tej głównej części mieszkali kolonowie. Tu są wielkie plantacje i tu jest przemysł. Tu są duże miasta, a także bardzo ładne – znowu francuskie – miasteczka. Piękne szosy, motele, pałacyki, dokładnie jak na Wybrzeżu Lazurowym.

Podróż w głąb Algierii jest przede wszystkim podróżą w czasie: cofamy się w epoki zamierzchłe, ale ciągle żywe, ciągle wszechobecne. Reszta kraju to spalony step albo piaski Sahary. Dziewięć dziesiątych Algierii – to Sahara.

Sahara algierska słynna jest z tego, że znajduje się na niej francuski ośrodek atomowy w Regane, pierwsze zagłębie naftowe oraz że na skałach Tassilii zachowały się najstarsze freski świata. Również na algierskiej Saharze w miasteczku Insalah istniał do niedawna największy na świecie rynek niewolników. Ben Bella ten rynek zamknął, rozdał niewolnikom ziemię oraz palmy daktylowe należące do handlarzy niewolników. Dzisiaj w Insalah istnieje jedyna na świecie dyktatura niewolników, których nazywano „haratin” (zwierzęta juczne). W ten sposób Ben Bella spełnił marzenie Spartakusa.

Kolonializm tworzy przepaście społeczne. Są one żywe w społeczeństwie algierskim. Na jednym biegunie polityka kolonialna wytwarza warstwę „kulturalnych” i „sprawnych” tubylców, na drugi biegun – biedy i ciemnoty – spycha resztę społeczeństwa. Od całości społeczeństwa odcina się wyraźnie i niedemokratycznie warstwa urzędnicza, mieszczańska i inteligencka. Są to ludzie wymodelowani na Francuzów, którzy przejęli ich styl życia i w dużym stopniu – myślenia. Ich miejscem życia jest miasto, pofrancuskie biuro i francuska kawiarnia. W skład tej warstwy wchodzą przedstawiciele wszystkich odcieni politycznych Algierii – od reakcjonistów do komunistów. Łączą ich nie poglądy polityczne, ale styl życia. Z tego środowiska rekrutuje się większość politycznego i administracyjnego aparatu Algierii. Warunkiem uczestniczenia w rządzącej elicie algierskiej jest znajomość francuskiego, a ci ludzie władają francuskim biegle. Ich wspólną cechą oprócz stylu życia jest jeszcze oderwanie od kraju. Jedna rzecz, której ci ludzie na pewno nie robią: nie zasypują przepaści między Algierem i Algierią. Nie zajmują się tym. Nie myślą o tym. Przede wszystkim dlatego, że nie znają kraju, że żyją w Algierze, ale nie żyją w Algierii. „Uderzające jest – powiedział mi ktoś w rozmowie – że ci ludzie z rządu i z partii w ogóle nie znają Algierii i nic o niej nie wiedza. Tu nikt nie zna wsi. Ben Bella trochę interesował się wsią, ale niewielu poza nim”. A wieś to 80 procent Algierii.

Znowu wpływ francuskiej tradycji, dla której typowy jest dworski styl w polityce. Udziela się to całej atmosferze politycznej Algieru, którą przenikają intrygi i w której dużo jest plotek. Środowisko wyżywa się w różnych ocenach, frakcjach, frondach i spiskach. Wszyscy wyżywają się w tym, co dzisiaj powiedział Bumaza, co jutro powie Mahsas i czy pojutrze zamkną Said Mohammeda czy Mohammed Saida. A to, że w kraju jest trzy miliony bezrobotnych, nad tym już się nie dyskutuje. Ben Bella chciał jakoś oczyścić styl polityki algierskiej z tego nieznośnego intryganctwa, z tej płycizny kawiarnianej, ale nie potrafił i zresztą – nie zdążył.

Ben Bella wobec warstwy urzędniczej popełnił błąd fatalny, najbardziej zgubny w skutkach: dał jej francuską, kolonialną siatkę płac. Przeczytałem tysiąc stron o Algierii i nie znalazłem nigdzie wzmianki na ten temat, a przecież to jest fakt podstawowy, fakt, który mógł przekreślić szanse socjalizmu w Algierii jeszcze zanim zbudowanie tego socjalizmu zostało w ogóle proklamowane. O co tu chodzi? Cała administracja państwowa i gospodarcza Algierii liczy około 300 000 pracowników średnich i wyższych. Te stanowiska (było ich wówczas nieco mniej) zajmowali głównie Francuzi. Zarobki Francuzów w Algierii były w stosunku do średnich dochodów Algierczyka fantastyczne, ale nawet w stosunku do dochodów Francuza zatrudnionego w równoległej kategorii we Francji – były bardzo wysokie. Ogromna większość Francuzów wyjechała. Na ich miejsce przyszli Algierczycy. I przejęli te same zarobki. W ten sposób w jednej chwili, jednym dekretem, została powołana do życia warstwa biurokratycznej burżuazji. Ci ludzie wiedzą, że wszystkie inicjatywy socjalistyczne wymagają akumulacji. I że zasadniczym źródłem akumulacji wewnętrznej w kraju o takiej ekonomice jak Algieria – jest pozycja w budżecie przeznaczona na płace urzędników. Biurokracja zjada połowę budżetu Algierii. Jest więc wiadome, że wszelki ambitny program budowania socjalizmu w Algierii musi zacząć się od zburzenia tej pokolonialnej struktury płac, a więc od pozbawienia biurokracji jej przywilejów materialnych.

x

Francja zostawiła w Algierii gospodarkę o strukturze typowo kolonialnej, zacofanej. Zasadniczą cechą tej gospodarki jest to, że stanowi ona integralną część organizmu ekonomicznego Francji, że jest niesamodzielna i niewystarczalna.

Powierzchnia Algierii wynosi 2 381 000 km kw. Algieria jest blisko osiem razy większa od Polski. Liczy ponad dwanaście milionów mieszkańców (z tego 15 procent stanowią Berberzy – Kabyle i Tuaregowie, reszta – Arabowie).

Pod względem ogólnego rozwoju ekonomicznego, poziomu infrastruktury i rozmieszczenia ludności Algieria rozpada się na dwie wyraźne – a w samym terenie gołym okiem widoczne – części: północną – stanowiącą 5 procent powierzchni kraju – i pozostałą część kraju.

Te pięć procent decyduje o wszystkim – gospodarczo, politycznie, społecznie. Różnica między północą Algierii a pozostałą Algierią – szalona. Jeżeli przyjąć średni dochód Algierczyka za 100, to dochód mieszkańca części południowej wynosi – 30, dochód mieszkańca północnego Oranu – 200, a mieszkańca Algieru – 275.

W północnej i środkowej części kraju średnia gęstość zaludnienia wynosi 5 osób na jeden km kw. W części południowej – trzech ludzi przypada na dziesięć km kw.

Przemył algierski stanowi najmniejszy sektor gospodarki. Zatrudnia on 2 procent ludności (ponad 240 tysięcy pracujących) i dostarcza 20 procent dochodu narodowego brutto. Resztę dochodu daje rolnictwo. W rolnictwie pracuje około 70 procent ludności.

x

Wojna algierska trwała siedem i pół roku. Była to w ostatnim dziesięcioleciu – obok rewolucji chińskiej i wojny wietnamskiej – największa wojna wyzwoleńcza na świecie. Lud algierski zdał w tej wojnie egzamin bohaterstwa, wytrwałości i patriotyzmu.

Wojna zakończyła się porażką Francji. Ale Algieria za to zwycięstwo zapłaciła cenę wielką i płaci ją do dziś. W czasie wojny wyginęła jedna dziesiąta społeczeństwa algierskiego – ponad milion ludzi. Tych zabitych, zamordowanych, spalonych napalmem nazywają tu chuhada – męczennicy.

Francuzi dokonali w Algierii ogromnych zniszczeń. Zrównali z ziemią ponad osiem tysięcy wsi algierskich, pozbawiając dachu nad głową miliony ludzi. Spalili tysiące hektarów lasów, które osłaniały ziemie algierskie przed erozją. Wyniszczyli bydło stanowiące dla połowy chłopstwa algierskiego podstawę utrzymania (z siedmiu milionów sztuk bydła ocalało tylko trzy miliony). Fellach dźwigał główny ciężar tej wojny (wytł. W.L.).

Wojna była również przyczyną olbrzymich procesów migracyjnych. O ile idea walki wyzwoleńczej była czynnikiem umacniającym jedność społeczeństwa algierskiego, o tyle migracje powodowały jego rozbicie, zdziesiątkowanie. Był to proces jednoczesny, który odbijał się na świadomości Algierczyków w sposób szczególnie skomplikowany.

Trzy miliony Algierczyków zostało wygnanych ze swoich wiosek i zamkniętych w rezerwatach albo przesiedlonych na najbardziej odosobnione tereny. 400 tysięcy Algierczyków znalazło się więzieniach albo było internowanych. 300 tysięcy zbiegło do Tunezji i Maroka. Równolegle, przez wszystkie lata wojny, trwała ucieczka ludzi ze wsi (najbardziej dotkniętej represjami) – do miast.

Dzisiaj 30 procent ludności algierskiej żyje w miastach, co nie jest uzasadnione żadną przyczyną ekonomiczną. Większa część tych ludzi miejskich to bezrobotni, ale na wieś albo nie chcą wracać, albo nie mogą, bo ich wioski już nie istnieją.

Ale obok strat ludzkich i materialnych ślady wojny zachowały się również w świadomości społecznej. Są to ślady żywe, dodatnie i ujemne. Dodatnie – bo z wojny tej wyszła Algieria jako kraj samodzielnych ambicji społecznych i politycznych, jako kraj antyimperialistyczny i antykolonialny. Ujemne – bo w czasie wojny wytworzyły się w społeczeństwie algierskim podziały, które paraliżują jedność działania Algierczyków i kładą się ciężarem na ich życie polityczne.

Społeczeństwo to nigdy nie było jednolite. Stanowiło ono – i stanowi po dziś dzień – mieszaninę grup etnicznych, sekt religijnych, warstw społecznych, plemion i klanów. To cała bogata i złożona mozaika. Wojna zaprowadziła pewien ład w tym chaosie socjalnym. Wciągnęła większość Algierczyków do walki o wspólny cel. Ale po zakończeniu wojny ta dezintegracja zaczęła się odradzać na nowo. Powstanie Kabylów jest tego przykładem. Lud algierski nie jest jeszcze wartością uformowaną, to tygiel, w którym się wszystko ciągle miesza.

Wojna dodała do tego nowy podział: z jednej strony na tych, którzy brali udział w wojnie, z drugiej – na tych, którzy byli na służbie Francuzów. A ci, którzy brali udział w wojnie, dzielą się z kolei na tych, którzy walczyli wewnątrz kraju, i na tych, którzy walczyli poza jego granicami. W kraju walczyła partyzantka. Oblicza się, że w partyzantce brało bezpośredni udział 300 tysięcy Algierczyków. Te oddziały najbardziej krwawiły.

Jednocześnie Francuzi wciągnęli do swojej armii i administracji część Algierczyków. Walczyli rękami tych Algierczyków z powstańcami algierskimi. Podziały przebiegają często przez jedną wieś, przez jedną rodzinę. („Tudży – pisze o jednym z miasteczek algierskich Jules Roy w swojej książce Wojna w Algierii – nie ma ani jednej rodziny, która nie byłaby podzielona i nie musiałaby układać się zarówno z FWN (Front Wyzwolenia Narodowego – przyp. W.L.), jak i z armią francuską… w pewnych rodzinach jeden mężczyzna przystąpił do rebelii, a drugi jest w armii francuskiej… Dlaczego są w służbie francuskiej? Bo tu się dostaje kawałek chleba i żołd… Czy te podziały znikną, gdy nastanie pokój? Armia sądzi, że przeciwnie, pogłębią się jeszcze bardziej… Jak nie podzielać tej obawy? W Tudży trzydziestu mężczyzn służy w armii francuskiej i co wieczór urządza zasadzki na swoich braci-partyzantów”).

Pamięć o tym, co kto robił w czasie wojny, jest w dzisiejszej Algierii żywa, a wzajemna wrogość tych ludzi z dwóch stron barykady nie ustąpiła. Rzecz w tym, że spośród tych kolaborantów rekrutuje się kadra algierskich fachowców, bo tylko oni mieli możność zdobywania kwalifikacji. Oni dziś stanowią podstawową kadrę administracyjną Algierii, a wielu z nich uprawia cichy, ale systematyczny sabotaż. Rząd musiał ich nawet wciągnąć z powrotem do armii. Stało się to w czasie konfliktu z Marokiem, który Algieria przegrała przez słabość służby tyłów. Rząd mógł wyprowadzić z tego jeden wniosek: trzeba wciągnąć kolaborantów, bo to są fachowcy. I tak się stało.

Jest wreszcie trzecia grupa – to emigranci. Ci, którzy spędzili wojnę w więzieniach Francji (jak Ben Bella), albo ci, którzy służyli w armii algierskiej utworzonej w Maroku i Tunezji (jak Bumedien). Między partyzantami i emigrantami ciągnie się spór, który nie ma końca, który nie ustanie przez całe pokolenie.

Chodzi o to, że Algieria uzyskała niepodległość w momencie poważnego wyniszczenia ruchu partyzanckiego. Partyzanci byli wykrwawieni, zdziesiątkowani, zepchnięci w głąb kraju, na najbardziej odludne i niedostępne tereny Byli rozproszeni. Tymczasem u granic Algierii, w Tunezji i Maroku, stała silna, doskonale wyszkolona, solidnie odkarmiona młoda armia algierska. Przy pierwszym kroku, który zrobili partyzanci, aby sięgnąć po władzę, ta armia wjechała pancernymi kolumnami do Algierii i zaprowadziła swoje porządki.

Od tego momentu, od lata 1962, ta armia graniczna rozstrzygała, rozstrzyga i będzie jeszcze przez lata rozstrzygać w Algierii o wszystkim. Od tego momentu też cała politycznie czynna część społeczeństwa algierskiego, cała kierująca tym krajem elita i cały administrujący Algierią aparat, będą rozpadały się na trzy grupy, trzy frakcje:

  • emigrantów
  • kombatantów
  • kolaborantów

Jest to elementarny klucz do zrozumienia układów wewnętrznych w polityce algierskiej.

x

Przewrót ukazał Algierię taką, jaka ona jest. Jako typowy kraj Trzeciego Świata. Na dole – chłopska masa w wiecznym kieracie biedy, w ciągłym strachu, że przyjdzie susza, w ciągłej modlitwie do Allacha o miskę strawy, której jałowa ziemia nie jest w stanie dać. Na górze, gdzieś tam w salonach, ktoś kogoś zamyka, ktoś kogoś obala. Dwa światy – i żadnej widocznej więzi między nimi.

Po przewrocie władzę w Algierii objęła Rada Rewolucyjna. Większość rady stanowi elita armii algierskiej. Jest to duża armia, łącznie z oddziałami policji licząca 100 tysięcy ludzi. Jest dobrze uzbrojona.

Na scenie politycznej Algierii została armia. O stosunkach panujących w armii mało wiedzą w Algierii. Armia ma w sobie coś z mafii, coś z sekty religijnej. Oficerowie witają się tam nie przez salutowanie, ale podają sobie ręce i całują się w oba policzki.

x

Do pełnego obrazu wypadałoby jeszcze dodać wcześniejszą historię Algierii. Wikipedia tak pisze:

Terytorium współczesnej Algierii w starożytności zamieszkiwały ludy berberyjskie. Od XII wieku p.n.e. na wybrzeżach kraju powstawały fenickie osady handlowe, które od IX wieku p.n.e. należały do Kartaginy. W III wieku p.n.e. w głębi kraju utworzone zostało państwo Numidii, dołączone w I wieku p.n.e. do Imperium Rzymskiego. W okresie rządów rzymskich kraj stał się jednym ze spichlerzy imperium, dzięki czemu nastąpił szybki rozwój kulturalny i gospodarczy ziem. W V wieku n.e. wybrzeże Algierii zajęli Wandalowie, w 533 Bizancjum, z kolei w drugiej połowie VII wieku Arabowie. Arabowie przeprowadzili w kraju proces islamizacji i arabizacji miejscowych ludów berberyjskich. W ciągu średniowiecza tereny często zmieniały władców. Wybrzeża były opanowane przez piratów berberyjskich. U schyłku XV wieku licznie osiedlili się tu muzułmańscy uchodźcy z Hiszpanii, zasilili oni osady pirackie. Częste eskapady piratów na tereny Hiszpanii i hiszpańskie okręty, doprowadziły do zajęcia przez Hiszpanów portu w Oranie w 1509 (kontrolowali go do 1708 r.), a w 1510 Algieru. Zagrożeni ekspansją hiszpańską piraci zwrócili się o pomoc do Imperium Osmańskiego i w 1519 przyjęli zwierzchnictwo tureckie. Obecna Algieria została włączona w skład Imperium Osmańskiego pod arabską nazwą Al-Dżazair. Od początku XVIII wieku władzę przejmowali lokalni władcy. W 1830 roku Algier został zdobyty przez Francję.

xxx

Północne tereny współczesnej Algierii, podobnie jak całe południowe wybrzeże Morza Śródziemnego, były częścią Imperium Rzymskiego. Później weszły w skład Imperium Osmańskiego i w końcu przyszła Francja. Na konferencji berlińskiej w latach 1884-1885 Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Portugalia, Włochy i Belgia podzieliły pomiędzy siebie całą Afrykę. Jedynym niepodległym państwem pozostała Etiopia. Państwa te podzieliły ten kontynent w sposób sztuczny, co widać po wytyczonych granicach stref ich wpływów, które dziś są granicami „niepodległych” państw.

Problem polegał na tym, że ludność Afryki zatrzymała się na pewnym etapie rozwoju lub była, w trakcie kolonizowania, dopiero na tym etapie, który Europa miała już dawno za sobą. To był przeważnie etap rozwoju plemiennego, a czasem nawet jeszcze niższy. Gdy więc Francja weszła do Algierii, to był to już wtedy kraj, w którym było nieco lepiej rozwinięte wybrzeże i kompletnie zacofana część południowa, czyli Sahara. Trudno zresztą się dziwić, by na pustyni było inaczej, ale były tam bogactwa naturalne, które z punktu widzenia tubylczej ludności nie miały znaczenia, bo ona nawet o nich nie widziała, a nawet gdyby wiedziała, to nie wiedziałby, co z nimi zrobić. Powstało więc państwo, które zawierało w sobie te dwie tak bardzo różne części i zamieszkałe przez bardzo różne społeczności czy plemiona. Doszło do paradoksalnej sytuacji, że na pustyni żyły plemiona rodem z epoki kamiennej, a obok miały francuski ośrodek atomowy.

Można z grubsza powiedzieć, że państwo w czasach nowożytnych, jako forma organizacji społeczeństwa, powstało w Europie, a we wschodniej Azji istniały stare. Reszta to były obszary, na których nie doszło do jego wykształcenia się. I dlatego zostały one skolonizowane, bo ludność tubylcza nie mogła oprzeć się tym lepiej zorganizowanym i stojącym na wyższym poziomie rozwoju technicznego. Jak to się zatem stało, że ludność tych obszarów raptem – ni z tego, ni z owego – zyskała świadomość narodową i zapragnęła niepodległości? Cud, cud niczym w Kanie Galilejskiej, w której Jezus zamienił wodę w wino, choć według wersji Ferdynanda Kiepskiego zamienił wodę w wódkę. Jakim to cudem w Ameryce Łacińskiej w krótkim czasie (1810-1825) powstały niepodległe państwa, a w Afryce w latach 60-tych XX wieku? Czy mogły te społeczności dokonać takiego przeskoku – od organizacji plemiennej do socjalizmu, czyli do najwyższej formy rozwoju społecznego, jak mnie uczono za czasów PRL-u? Nie mogły i nie dokonały. A można jeszcze zapytać: skąd miały środki na prowadzenie walki narodowo-wyzwoleńczej i wiedzę, jak tę walkę prowadzić? Ludzie na poziomie rozwoju plemiennego walczą o wyzwolenie narodowe. Dobre! W Algierii armia, stacjonująca za granicą, wkroczyła dopiero wtedy, gdy partyzanci, wyczerpani walką, zostali zepchnięci na pustynię. Tak jakby czekała na rozkaz, na odpowiednią chwilę. Doskonali scenarzyści i reżyserzy zostali tam „zatrudnieni”, zresztą nie tylko tam i nie tylko wtedy.

Jeśli Francja zbudowała Algierię, to czy ona faktycznie oddała władzę tym algierskim Arabom czy może tylko podstawiono figurantów, którzy i tak wykonują polecenia Paryża? Pomyślmy sobie, gdy Ukrainie dano „niepodległość”, to zabrano jej broń atomową, no bo nie może ona pozostawać w rękach ludzi nieodpowiedzialnych, by nie użyć bardziej dosadnych słów. Czy zatem Francja wycofała się z Algierii i pozostawiła na pustyni swój ośrodek atomowy Algierczykom? Raczej to niemożliwe. Kiedyś oglądałem na YouTube krótkie video z bicia rekordu prędkości przez TGV i sceny z wnętrza tego pociągu (train à grande vitesse – pociąg dużej prędkości). Nie było tam żadnego czarnego i ciapatego, ale za to w piłkarskiej reprezentacji Francji… Tak więc cały ten tzw. Trzeci Świat jest nadal skolonizowany, tyle że obecnie przyjął formę „niezależnych” państw. I teraz te państwa, poprzez swoich obywateli, kolonizują Europę. Czy ci, którzy faktycznie żądzą światem podpisali na nią wyrok? Bolesław Prus we wstępie do swojej powieści Faraon pisał:

Rodowici Egipcjanie mieli barwę skóry miedzianą, czym chełpili się, gardząc jednocześnie czarnymi Etiopami, żółtymi Semitami i białymi Europejczykami. Ten kolor skóry, pozwalający odróżnić swojego od obcego, przyczyniał się do utrzymania narodowej jedności silniej aniżeli religia, którą można przyjąć, albo język, którego można się wyuczyć.

Z biegiem czasu jednak, kiedy państwowy gmach zaczął pękać, do kraju coraz liczniej napływały obce pierwiastki. Osłabiały one spójność, rozsadzały społeczeństwo, a nareszcie zalały i rozpuściły w sobie pierwotnych mieszkańców kraju.

Czy zatem Europejczycy podzielą los rodowitych Egipcjan? Wszystko wskazuje na to, że w tym właśnie kierunku sprawy zmierzają. Możemy więc powiedzieć: Europejczyk zrobił swoje, Europejczyk może odejść. Jeśli przyszła rywalizacja ma polegać na konfrontacji mocarstwa morskiego (obie Ameryki, Wielka Brytania, Australia, Nowa Zelandia) z kontynentalnym (Chiny, Rosja), to Europa może być w tym konflikcie niewiele już znaczącym dodatkiem.

Czy nie jest tak, że Żydzi na przestrzeni dziejów wysługiwali się Europejczykami do podboju świata, a później, jak ich wykorzystali, to zmarginalizowali? Czy nie było tak z Portugalczykami, Hiszpanami, Francuzami, Holendrami, Niemcami? Anglosasi jeszcze im służą, ale czy nie porzucą ich na rzecz Chińczyków?