Wojna 1920 roku

Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. – Tak zaczyna się Trylogia Henryka Sienkiewicza, którą każdy, przynajmniej ten należący do starszego pokolenia czytał. Ja, parafrazując Sienkiewicza, napisałbym tak: “Rok 1920 był to dziwny rok”. Ale po prawdzie, to powinienem napisać: “Rok 1919 i 1920 były to dziwne lata, a właściwie wojna 1919-1920, to była dziwna wojna. Drôle de guerre – tak można by ją nazwać z francuska, choć sama nazwa pojawiła się dopiero 20 lat później. To tylko dowodzi tego, co powiedział w 1972 roku w wywiadzie z Orianą Fallaci cesarz Etiopii Hajle Syllasje, że na świecie nigdy nie dzieje się nic nowego.

O tym, że była taka wojna 1920 roku, to coś tam nawet, w szczątkowej formie, pisano w podręcznikach szkolnych w PRL-u. W książkach historycznych, w artykułach prasowych, w telewizji – wszędzie tam coś o niej pisano i mówiono przy różnych okazjach. Od pewnego momentu zadawałem sobie pytanie: “Jak do niej doszło?” Ale pozostawało ono bez odpowiedzi, bo o tym “nie trzeba głośno mówić”, jakby to ujął sam Mackiewicz. I dopiero, gdy kupiłem książkę “Lewa wolna”, o której sprzedawca internetowy informował, że jest o wojnie polsko-bolszewickej 1920 roku, to znalazłem odpowiedź. Była to pierwsza książka Mackiewicza, którą przeczytałem. Gdy po parunastu stronach lektury znalazłem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, to zrozumiałem, że mam do czynienia z zupełnie czymś nowym. Mackiewicz nie pasuje nikomu. Nie pasuje piłsudczykom, bo obraz w jakim przedstawia Piłsudskiego jest daleki od ideału. Nie pasuje też endekom, bo pisze, że manewr spod Dęblina nie był niczym szczególnym, nie był żadnym cudem, ani też przejawem geniuszu Rozwadowskiego, bo podobny manewr, w tym samym miejscu, tyle że w odwróconej konfiguracji, miał miejsce 6 lat wcześniej w 1914 roku i wtedy nikt nie uważał go za coś nadzwyczajnego. Tak ! My kochamy mity! Mackiewicz pisał prawdę, a ona nikomu nie pasuje. Tak się jakoś dziwnie w życiu składa, że nikomu z nią nie po drodze. Ale po kolei!

W dniu 7 listopada 1917 roku bolszewicy zdobyli władzę w Petersburgu. Dziewiętnaście dni później Awram Krylenko, naczelny wódz wojsk rewolucyjnych, wysłał parlamentariuszy do niemieckiego generała Hoffmeistra, dowódcy dywizji. Przyszli oni z propozycją natychmiastowego zawieszenia broni. Hoffmeister przesłał ją do naczelnego dowództwa niemieckiego, które wkrótce poinformowało, że zgadza się na nią. Rokowania rozpoczęły się 2 grudnia w Brześciu Litewskim. Stronę niemiecką reprezentował generał Hoffmann. Stronę bolszewicką Joffe, Kamieniew i Karachan. Zawieszenie broni podpisano 17 grudnia, a 22 grudnia rozpoczęto rokowania o zawarcie traktatu pokojowego. W art. 2. tego traktatu Niemcy powołali się na deklarację Lenina „do narodów Rosji” o prawie samostanowienia tych narodów i zażądały wydzielenia z granic byłej Rosji: Polski, Litwy, Finlandii, Łotwy, Estonii i Białorusi. Wcześniej uznali oni prowizoryczny rząd narodowy Ukrainy i pertraktowali z nim bezpośrednio, nie pytając o zdanie delegacji sowieckiej.

Bolszewikom najwyraźniej taka propozycja nie odpowiadała, bo uważali, że prawo samostanowienia tych narodów jest dobre, gdy oni je wprowadzają, a gdy inni – to już takie dobre nie jest. Przeciągali rozmowy, wywoływali strajki w Niemczech, które jednak nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. W takiej niby patowej sytuacji, ni to wojny, ni pokoju, 18 lutego 1918 roku wojska niemieckie ruszyły naprzód. Nigdzie nie napotykając na opór, szybko zdobywały teren. To poskutkowało. Bolszewicy wysłali ofertę pokojową. Odpowiedź niemiecka nadeszła 22 lutego. Dnia 3 marca 1918 roku zawarto w Brześciu pokój. W jego wyniku wojska niemieckie zajęły kraje bałtyckie, Białoruś, Ukrainę, doszły do Dniepru, zajęły Kijów i Taganrog, doszły pod Petersburg i do Donu, weszły na Krym. I to był ten kordon tj. niemieckie wojska, które chroniły Europę przed bolszewicką nawałą.

W listopadzie 1918 roku kordon pękł. Cesarskie Niemcy zostały pokonane na zachodzie i zmuszone dnia 11 listopada do kapitulacji i podpisania warunków zawieszenia broni. Jeden z paragrafów tych warunków nakazywał im wycofanie wojsk z Austrii, Węgier, Bułgarii i Turcji, ale nakazywał im zostanie w Rosji tam gdzie stali, tak długo jak państwa alianckie uznają to za zasadne. Nie został on jednak spełniony. W dniu 9 listopada wybucha w Niemczech rewolucja i od razu zaczęła się przerzucać na wojska frontowe. Wskutek tego wiele oddziałów wypowiadało posłuszeństwo i wracało do domów. Dnia 13 listopada 1918 roku bolszewicy unieważniają postanowienia Pokoju Brzeskiego i ruszają na podbój świata. 25 listopada zajmują opuszczony przez Niemców Bobrujsk, 8 grudnia – Mińsk, 3 stycznia 1919 roku – Rygę, 6 stycznia – Wilno. W połowie miesiąca podeszli do Grodna, Prużan i Kobrynia. Ale na północy napotkali na opór niemieckich formacji ochotniczych generała von der Goltza, który 22 stycznia wypiera bolszewików z Rygi. W Estonii tworzy się tzw. „Armia Północna” pod wodzą generała Judenicza.

Dnia 25 stycznia 1919 roku marszałek Foch wydał rozkaz do oddziałów niemieckich zgrupowanych wokół ośrodka Białystok-Grodno, aby przepuściły wojska polskie przeznaczone do odparcia nawały. Rozkaz ten został wykonany w początku lutego. W praktyce oznaczało to też, że przebywanie wojsk niemieckich na tym terenie jest bezzasadne. I w takiej sytuacji wojska polskie 9 lutego 1919 roku zetknęły się po raz pierwszy z bolszewikami. Miało to miejsce pod Skidlem na Niemnie. Później do konfrontacji doszło koło Prużan i Kobrynia.

Rok 1919 jest w tej wojnie dziwnym rokiem w którym nie ma ani wojny, ani pokoju. Owszem, dochodzi do potyczek i wojska polskie posuwają się na wschód. 18 kwietnia zostaje zajęty Nowogródek, nieco wcześniej Baranowicze. 19 kwietnia w dzień Wielkiej Nocy zostaje zajęte Wilno, 8 sierpnia – Mińsk. 2-ga dywizja dociera do Berezyny, opanowuje przedmieścia Borysowa. Grupa Wielkopolska zajmuje w dniu 29 sierpnia Bobrujsk.

W początkach maja 1919 roku przyjeżdża do Warszawy, ukrywający się pod pseudonimem Jan Karski, Julian Marchlewski. Spotyka się z wiceministrem spraw wewnętrznych Józefem Beckiem (ojcem 26-letniego Józefa, towarzysza broni Piłsudskiego) i Tadeuszem Hołówką z PPS. Obaj są czynnymi organizatorami POW i najbliższymi współpracownikami naczelnika państwa. Celem jego misji jest upewnienie się, czy Polacy nie poprą carskich generałów. I nie zawiódł się. I organa prasowe PPS-u i rządowe wskazywały w swych artykułach, że większe niebezpieczeństwo grozi Polsce ze strony kontrrewolucji rosyjskiej.

W lipcu 1919 roku Marchlewski ponownie przybywa do Polski. Tym razem pod nazwiskiem Jan Kujawski. Rozmowy odbywają się w Białowieży. Do rozmów Piłsudski deleguje hr. S. M. Kossakowskiego i Aleksandra Więckowskiego, byłego przedstawiciela dyplomatycznego Polski w Moskwie. Do ostatecznego porozumienia nie dochodzi, jedynie do „rozeznania orientacyjnego”. W wyniku tego „rozeznania” bolszewicy wycofują się z Mińska bez walki. Natomiast wojska polskie nie posuwają się za linię Berezyny.

W czerwcu bolszewicy mobilizują wszystkie siły, by odeprzeć ofensywę admirała Kołczaka. I udaje im się to. Kołczak wycofuje się za Ural. Ale pojawia się znacznie większe zagrożenie. Rosyjska kontrrewolucyjna „Armia Ochotnicza” generała Denikina zdobywa w czerwcu Charków, Carycyn, Ekaterynosław. W dniu 4 lipca Denikin wydaje rozkaz marszu na Kursk – Orzeł – Tułę. W dniu 29 lipca zajmuje on Połtawę. Na początku sierpnia – Nikołajew, Chersoń i Odessę. 31 lipca generał Bredow prawym skrzydłem zdobywa Kijów, a lewym spycha 12-tą armię sowiecką na Żytomierz. Cofający się bolszewicy wpadają w worek pomiędzy antybolszewickim frontem rosyjskim i polskim.

W sierpniu 1919 roku Denikin wysyła do Warszawy kuriera, przedkładając Piłsudskiemu następującą propozycję:

Niech wojska polskie uderzą tylko wzdłuż linii Mozyrz – Kalenkowicze, w ogólnym kierunku na Dniepr. To wystarczy. Wydaje się, że ma Pan na tym odcinku czterokrotną przewagę nad bolszewikami. W ten sposób worek, w którym znajduje się już dziś cała 12-armia bolszewicka, zostanie ostatecznie zawiązany. Jednocześnie lewe skrzydło Armii Ochotniczej rosyjskiej uzyska zupełną swobodę działania. Natomiast prawe skrzydło frontu bolszewickiego, śmiertelnie zagrożone tym uderzeniem, musi się wygiąć do tyłu. Polska uzyska skrócenie frontu i zwolni wszystkie swoje wojska na południowym odcinku frontu. W tej perspektywie upadek Moskwy, a z nią razem ostateczny upadek bolszewizmu jest nieunikniony.

Na północnym zachodzie generał Judenicz podjął drugą w tym roku ofensywę na Petersburg. 12 października zdobył Jamburg. 17 października zajął Krasne Sioło, a kawaleria kontrrewolucji osiągnęła przedmieścia stolicy. Z Syberii rusza ponownie admirał Kołczak.

Lenin zdaje się tracić nerwy: ”Nigdy jeszcze wróg nie był tak blisko Petersburga! Nigdy jeszcze tak blisko Moskwy! To najbardziej krytyczny moment socjalistycznej rewolucji!”

Politbiuro ogłasza masową mobilizację wszystkich komunistów bez względu na zajmowane przez nich stanowiska. Miejskie komitety partii w pełnym składzie są wysyłane na front przeciw Denikinowi. 14 października prezydium Wszechzwiązkowej Centralnej Rady Związków Zawodowych podjęło uchwałę o wysłaniu przeciwko Denikinowi wszystkich bez wyjątku robotników i pracowników zawodowych. II Wszechrosyjski Zjazd Komsomołu postanowił zmobilizować wszystkich członków komunistycznego Związku Młodzieży od lat szesnastu.

W tym czasie, wzdłuż całej zachodniej granicy, na przestrzeni 1.200 kilometrów od Połocka do Rumunii ciągnie się front polski. Gdyby ten front ruszył, to losy rewolucji bolszewickiej byłyby przesądzone. Ale nie ruszył się.

Piłsudski w gronie najbardziej zaufanych dowódców wyłożył cele wojny i swoje w niej stanowisko:

Wiemy, że w tej chwili bolszewicy rzucili prawie wszystkie swe siły przeciwko Denikinowi, odsłaniając nasz front. Wydawałoby się może niektórym panom logiczne, że w takiej chwili winno nastąpić uzgodnienie działań pomiędzy naczelnym dowództwem polskim i Denikinem. a nie wstrzymanie się od wszelkiego nacisku na armię sowiecką, gdy jest ona właśnie zaangażowana najbardziej w walce z rosyjską armią ochotniczą. Taki wniosek wydaje się naturalny i słuszny z punktu widzenia postępowania wojskowego. Ale nie jest słuszny z punktu widzenia polskich interesów politycznych. Mniejszym złem jest ułatwić Rosji czerwonej pobicie Rosji białej. Gdybyśmy bowiem poparli teraz Denikina w naszej walce z bolszewikami, byłaby to w istocie walka o Rosję. A my z każdą Rosją prowadzimy walkę o Polskę. Niech sobie ten cały zafajdany Zachód gada co chce, ale my nie damy się wciągnąć i użyć do walki z rewolucją rosyjską, lecz odwrotnie, w imię nieprzemijających interesów polskich chcemy ułatwić armii rewolucyjnej jej działania przeciwko armii kontrrewolucyjnej.

Na stacji w Mikaszewiczach na Polesiu stoi pociąg pancerny „Kaniów”. Do niego doczepione są wagony osobowe, w których od 10 października przebywa tajna delegacja bolszewicka. W jej skład wchodzą: Przewodniczący delegacji Julian Marchlewski, jego żona Bronisława Marchlewska. Zygmunt Jabłoński, siostrzeniec prezesa łomżyńskiego towarzystwa rolniczego. Był on najbliższym współpracownikiem Uryckiego, kierownika petersburskiej Czeka. Aleksander Sonje -syn polskiego ministra spraw zagranicznych Stanisława Patka. Litewski komunista Kubelis. I jedyny Rosjanin w składzie delegacji – Mikołaj Jepaniesznikow.

Oficjalną przykrywką tajnych rozmów w Mikaszewiczach jest, podobnie jak w Białowieży, wymiana jeńców, więźniów politycznych i zakładników. Rozmowy na ten temat prowadził hr. Kossakowski. Natomiast tajne rozmowy polityczne prowadził z nadania Piłsudskiego kapitan Boerner. Po kilku dniach wyjechał on do Warszawy i zdał relację z pertraktacji z Marchlewskim Piłsudskiemu, który sformułował w kilku punktach warunki poufnego rozejmu. Najważniejszy brzmiał: „Naczelnik Państwa nie da rozkazu wojskom polskim posuwania się naprzód poza linię Nowogród – Zwiahel – Olewsk – rzeka Ptycz – Bobrujsk – Berezyna – Dźwina.”

Marchlewski przyjął do wiadomości warunki Piłsudskiego i natychmiast wyjechał do Moskwy, by powiadomić o nich Lenina. Ten praktycznie zgadza się na linię podziału terytorialnego i pozostałe warunki. Proponuje nawet zastąpić cichy rozejm zawarciem formalnego pokoju. Na to jednak Piłsudski nie zgadza się, twierdząc, że nie da się naciągnąć na jakieś daleko idące umowy, których Polska w danym momencie zawierać nie może. Zapewnił jednak Lenina, że uczyni wszystko, co w jego mocy, aby nie dopuścić do zwycięstwa kontrrewolucji. I to w zupełności wystarczyło Leninowi. Miał pewność, że na kontrofensywę przeciwko Denikinowi nie spadnie jakiś nieprzewidziany cios.

W pierwszych dniach października bolszewicka Dywizja Łotewska zaatakowała prawe skrzydło I korpusu generała Kutiepowa. Jednocześnie kawaleria Budiennego uderzyła na Woroneż w styk białej Armii Ochotniczej z kozacką Armią Dońską. I korpus opuścił Orzeł i zaczął się cofać. Na lewym skrzydle było jeszcze gorzej. Na nie nacierały wszystkie siły bolszewickie zwolnione z frontu polskiego i cała 12-ta armia oparta tyłem o poleski i wołyński front polski. Po Orle padają Kijów, Charków, Czernihów, Kursk. Karta się odwraca. Z Petersburga wycofuje się „Północna Armia” generała Judenicza. Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa nie były zainteresowane w podtrzymaniu kontrrewolucji. Były zainteresowane w zawarciu pokoju z Sowietami. Judenicz był osamotniony. Jego wojska zostały zepchnięte na teren nowo powstałej Estonii i tam internowane.

22 grudnia 1919 roku Lenin przekazał poufnie Piłsudskiemu konkretne warunki pokojowe. W dniu 29 stycznia 1920 roku ponawia propozycję w oficjalnej nocie rządu sowieckiego, podpisanej przez siebie, Trockiego i Cziczerina. Aktualna linia frontu, od Dźwiny – Ptycz – Berezyna – Zwiahel – Nowogród Wołyński – Mohylew Podolski, ma być punktem wyjścia do rozgraniczenia terytorialnego. Jednak Piłsudski odrzucą tę propozycję z tego względu, że ma własne plany. Gdy już okaże się, że Denikin został całkowicie rozbity, w dniu 6 marca każe 9-tej dywizji Sikorskiego zająć Mozyrz i Kalenkowicze i wysunąć się w kierunku na Homel. Ten manewr ma na celu przejęcie linii kolejowej prowadzącej z Orszy przez Żytomierz na Ukrainę. Bolszewicy odpowiadają słabym przeciwuderzeniem dopiero 19 marca. Zostaje ono jednak łatwo odparte.

Dziwne rzeczy zaczynają się dziać na tym froncie. Działania Piłsudskiego stają się zupełnie niezrozumiałe dla jego najbliższego otoczenia. Bolszewicy wzmagają swoją aktywność na górnej Berezynie i na białoruskim odcinku frontu. Stopniowo, jak słabnie Denikin, przerzucają wojska z południa na północ. Pod koniec kwietnia 1920 roku bolszewicy koncentrują na froncie przeciwpolskim 20 dywizji i 5 brygad. Da to łącznie 200 tysięcy ludzi. Ukraiński odcinek frontu zostaje przeznaczony do związania przeciwnika lub nawet wciągnięcia go w głąb. Główne uderzenie ma pójść od Witebska i Orszy na Mińsk oraz z Połocka na Wilno – Lidę, w głębokie obejście frontu polskiego i koncentrycznym atakiem doprowadzić do zdobycia Warszawy.

O tych zamiarach i przygotowaniach uzyskuje informacje wywiad francuski i rezydujący w Berlinie kapitan Rollin przekazuje je wywiadowi polskiemu. Jednocześnie II Oddział sztabu generalnego w Warszawie otrzymuje z Ekspozytury w Wilnie informację o tym, że trwa koncentracja wojsk bolszewickich w rejonie Witebsk – Orsza – Borysów. Mija kilkanaście dni i informacje o koncentracji wojsk sowieckich na północy są alarmujące. Generał Szeptycki donosi, że naprzeciw tej koncentracji, wojska polskie wyciągnięte cienką linią na przestrzeni 600 kilometrów od granicy łotewskiej do Polesia, nie posiadają praktycznie żadnych odwodów. Mając te wszystkie informacje, po osobistym przybyciu do kwatery generała Szeptyckiego, Piłsudski zarządza 20 kwietnia wycofać z północnego frontu najsilniejszą 1-szą dywizję piechoty legionowej, 41-szy suwalski pułk piechoty oraz VII brygadę kawalerii z Wilna, i – przerzucić na południowy, ukraiński odcinek frontu.

Dnia 25 kwietnia 1920 roku, Piłsudski, nie przejmując się bolszewicką koncentracją na północy, rzucił, na tak zwaną Wyprawę Kijowską, trzy armie polskie. A w tym czasie bolszewicy skoncentrowali na północnym odcinku 130.000 wojska, pozostawiając na obszarze Wołynia i Ukrainy 36.000. 1-sza konna armia Budiennego przegrupowywała się na północnym Kaukazie. W tę pustkę uderzył Piłsudski. Na północ od Polesia stoją osłabione, izolowane i bez odwodów 1-sza i 4-ta armia. Dwie słabe armie sowieckie, 12-ta na Wołyniu i Ukrainie, 14-ta na Podolu, otrzymały rozkaz cofania się i wciągania przeciwnika w próżnię.

W takiej sytuacji, zdaniem fachowców, sukcesem byłoby dopędzenie i rozbicie tych dwóch armii sowieckich, zwłaszcza tej 12-tej, której los na jesieni 1919 roku był już przesądzony, a która wskutek cichego porozumienia została ocalona. I oto dnia 27 kwietnia, gdy tylko dwa dni marszu dzielą 3-cią armię polską od Kijowa, Piłsudski decyduje przerwać pościg i stanąć w tym miejscu na 10 dni. To pozwoliło wojskom sowieckim wycofać się za Dniepr. Bolszewicy opuszczają Kijów. 7 maja po południu wkracza do Kijowa kompania I brygady piechoty legionowej. Rano 8 maja Piłsudski, sądząc, że bolszewicy będą bronić miasta, wydaje rozkaz natarcia i zdobycia miasta. Miasta, które już jest zajęte przez jego własne wojska.

W dniu 14 maja 15-ta armia sowiecka z rejonu Lepel – Usza uderza na 1-szą armię polską, a 16-ta armia sowiecka z rejonu Witebsk – Orsza na 4-tą armię polską. Generał Szeptycki odparł atak i utrzymał swoją pozycję. Natomiast 1-sza armia polska poniosła porażkę i zaczęła wycofywać się. Wobec tego Piłsudski przerzuca bezczynne dywizje z Ukrainy na północ. Ale teraz wkracza już do boju przegrupowana 1-sza konna armia Budiennego. Naczelny Wódz lekceważy ją, twierdząc, że kawaleria nie sprawdziła się podczas I wojny światowej i jest bronią przestarzałą. Jednak okazało się, że jest ona główną siłą uderzeniową sowieckiej kontrofensywy, podjętej 27 maja, na osłabione wojska polskie na Ukrainie. Piłsudski ponownie przerzuca dywizje z północy na Ukrainę. Ten rodzaj strategii nazywa on „grą odwodami”. Ale na przestrzeni około 1000 kilometrów, o rzadkiej sieci linii kolejowych, przy braku taboru, stacji załadunkowych, było to bardzo wyczerpujące dla ludzi i koni. Chciał więc Piłsudski rozbić najpierw Budiennego, a później znowu przerzucić wojska na Białoruś. Niestety, na tę strategię było już za późno. 10 czerwca wojska polskie opuszczają Kijów. A tymczasem Tuchaczewski, zyskawszy trochę terenu na Białorusi w rejonie Lepla, przerwał swą „ofensywę majową” i przystąpił do zakończenia wielkiej koncentracji na północy.

W dniu 4 lipca 1920 roku północny front polski znajdował się w takiej pozycji:

Na odcinku od Dźwiny do górnej Berezyny stała 1-sza armia generała Zegadłowicza. Odcinek średniej Berezyny zajmowała armia generała Szeptyckiego. Odcinek do Ptycza do Prypeci – Grupa Poleska płk. Sikorskiego. Wojska te były rozciągnięte w cienką linię osłonową. Dywizje zajmowały po kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej, bez odwodów, rezerw, i w żadnym punkcie nie były zdolne do stawienia oporu większym siłom, ani tym bardziej do przeciwnatarcia. Na to niebezpieczeństwo próbowali wielokrotnie zwracać uwagę naczelnego dowództwa zarówno wojskowi jak i wpływowe w państwie osoby cywilne. Nie odniosło to jednak skutku, gdyż Piłsudski nie znosił, by ktokolwiek wtrącał się do jego decyzji. Takie ugrupowanie wojsk utrzymywano w dalszym ciągu, pomimo niekorzystnej sytuacji po klęsce Denikina, pomimo niepokojących informacji, że sowiecka koncentracja na północy nadal trwa.

O świcie 4 lipca, Tuchaczewski, dowódca północno-zachodniego frontu, rzucił na cienki polski kordon 4 armie i jedną samodzielną grupę wojsk. Po stronie polskiej były dwie armie i Grupa Poleska. Już po paru godzinach front polski zostaje przełamany jednocześnie w kilku miejscach. Było to możliwe poprzez koncentrację na poszczególnych odcinkach grup uderzeniowych. Wojska polskie zaskoczone tak gwałtownym uderzeniem, nie rozporządzając rezerwami, nie były w stanie wykonać kontrmanewru – rozpoczęły odwrót na całej linii. Miejscami odwrót stawał się odwrotem bezładnym, czasem przeobrażał się w ucieczkę. Rozwój sytuacji zwiastował katastrofę. O tym jak to faktycznie wyglądało świadczą poniższe meldunki.

Szef sztabu 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej, kpt. Edward Perkowicz, do Szefa Sztabu 1. armii płk. Kubina, 16.07.1920.

Od chwili cofnięcia się od rzeki Uszy, dywizja jest stale w tej sytuacji, że jej oddziały lewoskrzydłowe (11. dywizja) opuszczają wyznaczone stanowiska. Ostatnio o 2 dni wcześniej niż nakazano. Oddziały 11. dywizji cofają się w zupełnym nieładzie, małymi grupami. Stan moralny jest bardzo niski. Wojsko ucieka przy lada strzale, przy lada okrzyku „kawaleria”. Drogi są zapełnione tysiącami łazików bez karabinów. Trzeba stanowczych rozkazów, stanowczej egzekutywy w sprawach maruderstwa. Jeżeli tego nie będzie, cały kraj, przez który armii naszej cofać się wypadnie, zostanie doszczętnie ograbiony, a imię Polski na zawsze skompromitowane.

Dziś zajmuję pozycję nakazaną na dzień 17.VII (Iwje). Sytuacja mego sąsiada nie jest mi znana. Kierunek dalszego cofania nie jest mi znany. Dziś wiadomo, że II Bat. Mińskiego pułku z kpt. Niedźwieckim rozbił szwadron kawalerii nieprzyjacielskiej. O ile zdaje się wykrzesać w żołnierzu trochę energii, sprawa zaraz nabiera lepszego obrotu. Niestety trzeba nazywać rzeczy po imieniu, że masa panicznie i w największym nieładzie ucieka. Wstyd i hańba, którą wypowiedzieć trudno. Trzeba prędko i stanowczo zaradzić złemu, bo stan paniczny zwiększa się.

Gen. Jędrzejewski, d-ca Grupy, do d-cy 1. armii. Meldunek nr 2016. 17.VII. 1920.

Oddziały uciekają nawet przed patrolami, pomimo najostrzejszych środków, a nawet rozstrzeliwań. VII Brygada rezerwowa zdezerterowała z Lidy pociągiem. W 38. i 39. pułkach nie istnieje ani jedna kompania. Proszę o ostre zarządzenia i zbieranie dezerterów. Melduję o ogromnym przemęczeniu, upadku ducha i szerzeniu się grabieży. Oddziały nie są zdolne do stawienia jakiegokolwiek oporu.

W kilka dni później gen. Jędrzejewski melduje dowódcy 1-ej armii:

Wobec zupełnego rozbicia i zdekompletowania mojej Grupy, melduję prośbę o jej rozwiązanie. Ponieważ stan rzeczy uważam za niedopuszczalny i grożący zgubą naszej armii, proszę o wdrożenie śledztwa w tej sprawie i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności. W tym, jeżeli ja jestem też winien, mnie również ukarać.

Tak więc od owego feralnego 4 lipca do połowy sierpnia wojska polskie cofają się, już chyba tylko z zamiarem stawienia większego oporu pod Warszawą. Tuchaczewski wyznacza zdobycie Warszawy na dzień 12 sierpnia. Jednocześnie 4-ej armii i poprzedzającemu ją III korpusowi konnemu poleca ruszyć w głębokie obejście od zachodu pomiędzy granicą Prus Wschodnich i Wisłą. Celem tego manewru jest przecięcie komunikacji z Gdańskiem i sforsowanie Wisły pod Włocławkiem. Padają kolejno: Łomża, Ostrołęka, Przasnysz, Ciechanów. Kawaleria sowiecka osiąga Włocławek i zbliża się do Torunia. Tu podobnie jak pod Radzyminem ważyły się losy stolicy. Gdyby sowieci pokonali polskie wojska, droga na Warszawę od zachodu stałaby otworem.

Wieczorem, 13 sierpnia, trzy armie czerwone zbliżyły się do Warszawy, otaczając ją półkolem od Karczewa na południu do Modlina na północnym zachodzie. Osią ataku stał się Radzymin. Tu rozgorzały zacięte walki. Miasto przechodziło kilkakrotnie z rąk do rąk. W nocy z 14 na 15 sierpnia kryzys osiągnął punkt szczytowy. W kościołach modlono się, na ulicach odbywały się manifestacje patriotyczne. Po kawiarniach i restauracjach krążyły grupy kobiet, które publicznie wytykały mężczyzn w cywilu i wyganiały ich na front. To była jedna strona medalu.

Ale była też i druga. Już wieczorem zaczęły się gromadzić na ulicach Pragi inne tłumy, tłumy milczące o pochmurnych twarzach. I właśnie tamtędy wracał z oględzin pozycji pod Radzyminem prezes rady ministrów Wincenty Witos. Tłum nie rozstąpił się, samochód utknął. Nie było innego wyjścia, trzeba było wysiąść i przepychać się piechotą. Było się jak nie we własnej, ale wrogiej stolicy. W prezydium rady ministrów wiceminister Studziński oznajmił Witosowi, że bolszewicy powiadomili komunistów warszawskich i podobno również przywódców żydowskich, że ich wojska jeszcze tej nocy zajmą Warszawę, i że zostanie utworzony rząd komunistyczny, który obejmie władzę. Były więc wtedy dwie Warszawy. Jedna patriotyczna, druga – internacjonalistyczna. Czy dziś jest podobnie, czy może gorzej?

W dniu 15 sierpnia walki toczyły się na przedpolach Warszawy. Naczelny wódz opuścił Warszawę i udał się do „Grupy Uderzeniowej” skoncentrowanej pod Dęblinem. Całość operacji pozostawił w rękach szefa sztabu gen. Rozwadowskiego, dowódcy frontu gen. Hallera, oraz wojskowego doradcy francuskiego gen Weyganda.

Początkowo natarcie grupy uderzeniowej wyznaczono na 17 sierpnia, ale wobec niepewnej sytuacji obronnej, Piłsudski przyspiesza je o całą dobę. Dnia 16 sierpnia pięć polskich dywizji, dwie brygady „Grupy Uderzeniowej Naczelnego Wodza”, osłaniane od wschodu brygadą kawalerii, jazdą gen. Bułak-Bałachowicza, 6-tą dywizją ukraińską gen. Bezruczki, oraz brygadą Kozaków dońskich majora Salnikowa – ruszyło spod Dęblina na północ. Uderzyły one w lewy bok 16-tej armii sowieckiej, a tym samym w skrzydło głównych sił sowieckich. Zaskoczenie było wielkie.

Dlaczego jednak taki manewr był możliwy? Czy tylko dlatego, że prawe skrzydło sowieckiego frontu zapuściło się daleko na północny zachód, chcąc od tej strony zaatakować Warszawę, a lewe skrzydło pozostało daleko na południowym wschodzie, pod Lwowem? I czy to był błąd, którego dowództwo sowieckie nie dostrzegło?

To, co nastąpiło, to rozwarcie nożyc pomiędzy „północno-zachodnim” frontem Tuchaczewskiego, a „południowo-zachodnim” Jegorowa. Gdy Tuchaczewski zbliżał się do Warszawy, Jegorow zbliżał się do Lwowa. Pomiędzy tymi frontami powstała pustka. 11 sierpnia naczelne dowództwo sowieckie dostrzegło ten błąd i nakazało 1-szej konnej armii Budiennego odejść od Lwowa i ruszyć w kierunku na Zamość – Hrubieszów. To uniemożliwiłoby polskiej „Grupie Uderzeniowej” wykonanie manewru od Dęblina na północ. Ale Budienny nie wykonał tego rozkazu, bo Stalin, przewodniczący Rewolucyjnej Rady Wojennej, będąc pewny zdobycia Warszawy, chciał zdobyć Lwów i szybko przenieść rewolucję na Bałkany. Decyzja Stalina znaczyła więcej niż decyzja Jegorowa. Bedienny nie wykonał rozkazu naczelnego dowództwa i wdaje się w polemikę, że dopiero po zdobyciu Lwowa należy przystąpić do wykonania nowego rozkazu. Tę korespondencję, prowadzoną drogą radiową, przechwytuje i rozszyfrowuje pułkownik Jan Kowalewski w sztabie generalnym w Warszawie.

To, o czym sztab polski nie wiedział, a o czym również nie wiedział Tuchaczewski, to osobista ingerencja Lenina, zaniepokojonego nagłym zwrotem na wewnętrznym froncie kontrrewolucyjnym w Rosji. 2 sierpnia depeszował on do Stalina:

Przed chwilą przeprowadziliśmy w Biurze Politycznym podział frontów, abyście się zajęli wyłącznie Wranglem. W związku z powstaniami, szczególnie na Kubaniu, a następnie również na Syberii, niebezpieczeństwo ze strony Wrangla staje się olbrzymie, i w łonie KC wzmaga się dążenie do niezwłocznego zawarcia pokoju z burżuazyjną Polską. Proszę was, abyście bardzo wnikliwie rozważyli, jaką jest sytuacja z Wranglem i przedstawili waszą opinię. – Lenin.

A owego 11 sierpnia, w którym naczelne dowództwo nakazuje Budiennemu „bez najmniejszej zwłoki” ruszyć na Zamość – Hrubieszów, Stalin otrzymuje nową depeszę:

Zwycięstwo nasze w Polsce jest wielkie i będzie całkowite, jeżeli dobijemy Wrangla. Podejmiemy tutaj wszelkie środki ku temu. Naciśnijcie również i wy, aby w wyniku obecnego uderzenia odebrać za wszelką cenę cały Krym. Od tego zależy teraz wszystko. – Lenin.

A Wrangel nie tylko utrzymał się, ale 25 lipca rozpoczął nowe natarcie i zmusił południowo-zachodni front sowiecki do przerzucenia znacznych sił na front krymski. To spowodowało, że Stalin zaabsorbowany wypadkami na południowym odcinku frontu i jeszcze do tego obligowany uwagami Lenina, wahał się, tym bardziej, że Tuchaczewski wydawał się być zupełnym zwycięzcą na północnym froncie.

Rozpoczęty 16-go sierpnia atak polskiej „Grupy Uderzeniowej” od Dęblina, 17-go zdobywa Białą Podlaską i Siedlce, 18-go Drohiczyn nad Bugiem. Karta się odwraca, ale jeszcze nie do końca. Na północy, daleko wysunięta na zachód, 4-a armia sowiecka wisi w powietrzu. Plan Tuchaczewskiego polega na tym, by zawrócić ją na wschód i uderzyć w tyły 5-tej armii polskiej Sikorskiego: na Płońsk – Warszawę.

O świcie 15 sierpnia VIII brygada kawalerii polskiej, pod dowództwem gen. Karnickiego, wykonała rajd na tyły 4-ej armii sowieckiej. O godzinie 11 przed południem wpadła do Ciechanowa, gdzie kwaterował sztab 4-ej armii. Zaskoczenie było zupełne. Cały sztab rzucił się do ucieczki. Pozostała kancelaria dowództwa, mapy, meldunki, rozkazy, ale najważniejsze było to, że w polskie ręce dostała się radiostacja, jedyna forma łączności, najdalej wysuniętej na zachód armii, z dowództwem frontu i III korpusem konnym. Natychmiast zarządzone przeciwnatarcie, wyborowej 33-ciej dywizji kubańskiej, wyparło brygadę Karnickiego, ale nie odzyskano radiostacji. I od tego momentu załamał się porządek dowodzenia w sztabie armii. To prawdopodobnie zdecydowało o tym, że natarcie na Warszawę od strony północno-zachodniej nie doszło do skutku. Wojska z tamtego rejonu w ostateczności albo wycofały się na wschód, albo przeszły na stronę pruską i zostały internowane.

Resztki rozbitych wojsk sowieckich wycofują się spod Warszawy i 26 sierpnia próbują utworzyć nowy front, biegnący do Grodna na południe, przez Kuźnicę – Świsłocz – Białowieżę – Kamieniec Litewski – Żabinkę nad Muchawcem – Tyszowiec. W tym czasie stan liczebny armii polskich wzrasta do ponad 900 tysięcy. Ale dopiero po miesiącu, 21 września, Piłsudski decyduje się uderzyć na bolszewików. 2-ga armia pod wodzą generała Rydza Śmigłego forsuje Niemen koło Druskiennik, z zamiarem wyjścia na Lidę i obejścia frontu sowieckiego od północy.

To drugie uderzenie z 22 września, po odparciu wojsk bolszewickich spod Warszawy, całkowicie rozbija bolszewików na przestrzeni całego frontu i rozpędza ich armie. Ta operacja, nazwana bitwą niemeńską przesądziła o losach wojny. Generał Weygand, już na podstawie oceny bitwy warszawskiej, stwierdził 21 sierpnia w wywiadzie dla paryskiej gazety:

Jeżeli wojskowe kierownictwo polskie zechce w pełni i zupełności wyzyskać odniesione zwycięstwo, jestem absolutnie pewny, że armia bolszewicka przestanie wkrótce odgrywać jakąkolwiek rolę.

No właśnie! Jeśli zechce w pełni i zupełności wyzyskać. Tereny na północ od Prypeci, na całej Białorusi, były ogołocone z przeciwnika. Droga na Moskwę stała otworem. I ta 900-tysięczna armia stoi. Nie pierwszy zresztą raz w tej wojnie, dziwnej wojnie.

W dniu 21 września zbiera się w Moskwie na tajnej konferencji kilku członków CK partii. Są tam m.in. Lenin, Trocki, Stalin. W jej wyniku zapada uchwała o utworzeniu nowego „Południowego Frontu”, skierowanego wyłącznie przeciwko wojskom generała Wrangla, liczącym około 40 tysięcy żołnierzy. Na drugi dzień po tym postanowieniu, 22 września, czyli w dniu rozpoczęcia „niemeńskiej” ofensywy polskiej, Lenin przemawia na IX Konferencji RKP (bolszewików) i proponuje zawarcie pokoju z Polską. W rezultacie uchwalono rezolucję o konkretnych warunkach zawarcia pokoju, które osobiście sporządza i redaguje Lenin.

Klęska na froncie polskim nie zmieniła decyzji zapadłych na tajnej konferencji z dnia 21 września o skierowaniu wszystkich sił przeciwko Wranglowi. Z trudem udaje się ściągnąć z fińskiej i estońskiej granicy 6-tą armię czerwoną. Ale armia ta nie zostaje rozwinięta na Białorusi jako ostatnia zapora, zamykająca drogę na Moskwę. Przechodzi, niezatrzymywana, przed frontem polskim i kieruje się na front krymski. A tam napierał, powstrzymywany ostatkiem sił, Wrangel. Przed prawie milionowym wojskiem polskim droga na stolicę rewolucji wolna. Tylko ruszyć!

Dnia 8 października wojska polskie dotarły o 16 wiorst na zachód od Mińska. Władze bolszewickie uciekły z miasta. Mińsk pozostawiony sam sobie, leży przez kilka dni na ziemi niczyjej. A wojska polskie stoją, nie posuwają się naprzód, jakby zamieniły się w słup soli. Bolszewicy wracają. Ludzie głupieją. Lenin mówi o klęsce w wojnie z Polską, a wszystkie siły kieruje przeciwko Wranglowi. I deklaruje: „Zwycięstwo nad Wranglem jest obecnie naszym głównym i podstawowym celem”… O co w tym wszystkim chodzi? Polska dysponuje siłą dwudziestokrotnie większą niż Wrangel.

12 października został zawarty rozejm wojskowy i wstępny traktat pokojowy pomiędzy Polską i bolszewikami. W dniu 16 listopada 4-ta armia czerwona, ta rozbita pod Ciechanowem i później powtórnie pod Grodnem, ta armia wkracza do Teodozji. 18-go zajęła Jałtę. Niedobitki armii Wrangla i cywile, zapakowani na statki, odpływali do Konstantynopola.

Wszystko, co powyżej zostało opisanie, wszystkie fakty, dokumenty, depesze itp., wszystko to pochodzi z książki Józefa Mackiewicza „Lewa wolna”. Jest to powieść nietypowa, bo złożona z dwóch części: fabularnej i dokumentalnej. I to właśnie z tej dokumentalnej wybrałem to, co najistotniejsze, co w możliwie najkrótszy sposób oddawałoby istotę i charakter tej wojny. Powieść ta liczy 500 stron, więc to, co wybrałem, to naprawdę drobiazg. W części fabularnej Mackiewicz opisuje tę wojnę taką, jaką ją widział jako 17-letni chłopak, ułan. Służył w 10 pułku ułanów Litewsko-Białoruskiej Dywizji. Następnie, na własne życzenie, zostaje przeniesiony do 13. pułku majora Jerzego Dąmbrowskiego. Część faktograficzna, która przeplata się z fabułą, jest niezwykle bogata. Zebranie tak wielkiej ilości dokumentów wiązało się z niezwykłym wysiłkiem i zajmowało wiele czasu. Wymagało też docierania do różnych dokumentów, penetrowania archiwów, przeglądania starej prasy itp. A to oznaczało, że trzeba było jeździć w różne miejsca, gdzieś nocować, coś jeść. A to kosztowało. Nic nie ma za darmo. A Mackiewicz, ze względu na swój upór pisania prawdy, niechętnie był wydawany, bo prawda nikomu nie pasuje. Żył skromnie. A jednak! Znaleźli się ludzie, którzy pomogli, i im zadedykował tę powieść:

Tym, którzy przyszli mi z pomocą materialną w długim okresie pracy nad tą książką, i w ten sposób umożliwili jej napisanie: Józefowi Frydowi w Rzymie, Zofii Kirsch w Bernie szwajcarskim, Włodzimierzowi Popławskiemu w Londynie.

Wielkie rzeczy, projekty, przedsięwzięcia – nigdy nie są dziełem jednego człowieka. Szkoda, że my o tym tak rzadko pamiętamy, a może, co gorsza, nawet nie wiemy. A właśnie takie współdziałanie, jak nigdy przedtem, jest nam teraz niezmiernie potrzebne.

Mackiewicz w swojej powieści przytaczał fakty. Nigdy ich nie komentował. Nigdzie więc w niej nie ma słów krytyki pod adresem Piłsudskiego, choć z jego publicystyki ten żal, a nawet złość czy niechęć emanuje. I on tego nie ukrywał. Gdy droga na Moskwę w październiku 1920 roku stoi otworem, to on w niej opisuje nie tylko swoje, wtedy, rozczarowanie, ale też rozczarowanie swoich kompanów. Rozczarowanie, niedowierzanie, złość, bezradność i poczucie oszukania. Ci młodzi chłopcy, bo takimi byli ci ułani, wierzyli, że w tej wojnie chodzi o pobicie bolszewików. Narażali swoje życie, wielu z niej nie wróciło. A to wcale nie było tak! Nie chodziło o pobicie bolszewików. A więc o co chodziło? Dobre pytanie! Ale odpowiedź trudna.

Wydaje się, że zagadkę rozwikłał Antony C. Sutton, po tym jak wszedł w posiadanie pewnych tajnych dokumentów. W swojej książce „Skull and bones (Tajemna siła Ameryki)” pisze:

Z wypowiedzi prezydenta Kennedy’ego wynika rzecz niezwykle ważna, choć pozornie pozbawiona znaczenia. Prezydent sądził najwyraźniej, że Stany Zjednoczone finansują nacjonalistów, nie marksistów, choć tak naprawdę Ameryka wspomagała właśnie marksistów, podobnie jak czyniła to później w Republice Południowej Afryki, powielając schemat datujący się od czasów rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 roku. Warto prześledzić tę sprawę w aktach Kennedy’ego i ustalić, na ile prezydent był świadomy poczynań pozostających pod kontrolą Zakonu (to ta tajemna siła Ameryki), CIA i Departamentu Stanu.

Marksiści z Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli Neto przejęli kontrolę nad Angolą. Zakon, posiadający potężnych sojuszników w międzynarodowych korporacjach, wywierał nacisk na kolejne administracje, by nie odbierać Angoli roli kubańsko-radzieckiej bazy w południowej Afryce.

W 1975 roku Stany Zjednoczone, wspólnie z Republiką Południowej Afryki, rzeczywiście wykonały wojskowy rajd na terytorium Angoli. W kluczowym momencie, gdy siły południowoafrykńskie mogły dotrzeć do Luandy, Stany Zjednoczone wycofały jednak swoją pomoc. Republika Południowej Afryki nie miała wyboru i musiała się wycofać. Kraj ten przekonał się w bolesny sposób, że Stany Zjednoczone są antymarksistowskie jedynie w teorii. W praktyce Ameryka zrobiła Republice Południowej Afryki to, co robiła już w przeszłości wielokrotnie – elita zdradziła swoich antymarksistowskich sojuszników.

A więc schemat powtarza się: Atakujemy, ale tylko do pewnego momentu. Gdyby Sutton mógł przeczytać powieść Mackiewicza, to pewnie by go zacytował. Z kolei, gdyby Mackiewicz znał interpretację Suttona, to może nie byłby tak rozgoryczony. Ale dalej to jest niejasne. Jak to mówią Rosjanie: bez pól litra nie razbierosz. Żeby to wszystko zrozumieć, to pomijając to, że trzeba zaopatrzyć się w te pół litra, to trzeba jeszcze odwołać się do filozofii Hegla, w której rozwój może odbywać się tylko poprzez konfrontację dwóch sprzecznych sił tj. tezy i antytezy. Tezą może być prawica, a antytezą może być lewica. W takim konflikcie powstaje nowy system polityczny – nie będący lewicowy czy prawicowy, ale będący ich syntezą, czyli czymś nowym. Konflikt przeciwieństw jest niezbędny do wprowadzenia zmian. Idąc jednak dalej tym tropem, to musimy dojść do konkluzji, że w takim konflikcie nie chodzi o to, by jedna siła zwyciężyła drugą, bo wówczas ta zwycięska dominowałaby i „zabawa” skończyłaby się. A przecież przedstawienie musi trwać! Bo z tego są pieniądze. Skonfliktowane strony muszą kupować broń i opłacać rekrutów. Później odtwarzać zdewastowaną infrastrukturę. Wojna to najlepszy biznes. Najpierw zburzyć, a później odbudować.

Żeby jednak ta „zabawa” mogła trwać, to nie może być żadnej siły, która mogłaby to przerwać lub uniemożliwić. Piłsudski, uzasadniając motywy swoich decyzji, powiedział, że nie walczy z bolszewikami, tylko z Rosją. 21 lat później Hitler, o czym pisze Mackiewicz w powieści „Nie trzeba głośno mówić”, również mówił, uzasadniając swoje decyzje, niezrozumiałe dla innych, że on nie walczy z bolszewikami tylko z Rosją. Cóż więc to za zwierz jest, czy była, ta Rosja?

W drugiej połowie XIX wieku i na początku XX wieku Rosja podwajała liczbę ludności co 30 lat. Już wtedy Rosjanie byli najliczniejszym narodem białej rasy. To mogłaby być potęga, dominująca w świecie białego człowieka, a tym samym, na całym świecie. Komu więc zależało na zniszczeniu Rosji? Ktoś może powiedzieć, że Watykanowi. Ale Watykanowi nie zależało na zniszczeniu Rosji, tylko na jej przechrzczeniu na katolicyzm, a to nie to samo! Któż więc tak naprawdę obawiał się prawosławnej, konserwatywnej Rosji? Walczył z Rosją socjalista Piłsudski, który oświadczył, że wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku „niepodległość”. Ale czy rzeczywiście wysiadł? Walczył z Rosją Hitler. Kto za nimi stał? Kto finansował i finansuje te wszystkie wojny? I jaki jest jego cel?

W tym natłoku faktów można się pogubić i stracić główny wątek, więc w skrócie wyglądało to tak:

  • W maju 1919 roku przybywa do Warszawy Marchlewski i prowadzi rozmowy z najbliższymi współpracownikami Piłsudskiego
  • W czerwcu uaktywnia się na froncie południowym Denikin. Pod koniec lipca zdobywa Odessę i Kijów
  • W lipcu ponownie przybywa do Polski Marchlewski. Tym razem do Białowieży.
  • W połowie października bolszewicy gromadzą wszystkie siły przeciwko Denikinowi. 17 października generał Judenicz podchodzi do przedmieść Petersburga. W tym czasie wzdłuż całej zachodniej granicy rozciąga się front polski i… stoi w miejscu!
  • Na stacji w Mikaszewiczach stoi pociąg pancerny “Kaniów”, do którego doczepione są wagony osobowe, w których od 10 października przebywa delegacja sowiecka.
  • W styczniu 1920 roku linia frontu przebiega na Berezynie.
  • Pod koniec kwietnia bolszewicy koncentrują wojska na froncie północnym.
  • 20 kwietnia Piłsudski zarządza wycofanie części wojsk z frontu północnego i przerzucenie ich na front ukraiński.
  • 25 kwietnia, nie przejmując się postępującą koncentracją wojsk na froncie północnym, rzuca się Piłsudski na Wyprawę Kijowską.
  • 7 maja wojska polskie wkraczają do Kijowa.
  • 8 maja Piłsudski wydaje rozkaz natarcia i zdobycia miasta, w którym już jest jego wojsko.
  • 14 maja wojska bolszewickie uderzają na froncie północnym. Piłsudski przerzuca dywizje z Ukrainy na ten front.
  • 27 maja wkracza na front ukraiński armia Budiennego. Piłsudski przerzuca wojska z północy na Ukrainę.
  • 10 czerwca wojska polskie opuszczają Kijów.
  • 4 lipca Tuchaczewski atakuje na froncie północnym. W konsekwencji wojska polskie wycofują się aż pod Warszawę.
  • 15 sierpnia walki toczą się na przedpolach Warszawy.
  • 16 sierpnia manewr spod Dęblina odpycha wojska bolszewickie od Warszawy.
  • 26 sierpnia resztki rozbitych wojsk bolszewickich próbują utworzyć front biegnący od Grodna przez Białowieżę do Kamieńca Litewskiego i Tyszowca. W tym czasie stan liczebny armii polskich wzrasta do 900 tysięcy.
  • I dopiero po miesiącu, bo 21 września, Piłsudski decyduje się uderzyć na bolszewików.
  • 22 września ma miejsce bitwa niemeńska, która ostatecznie rozbija wojska bolszewickie.
  • 21 września, na tajnej konferencji, kilku członków CK partii podejmuje decyzję o skierowaniu wszystkich sił przeciwko Wranglowi.
  • 8 października wojska polskie docierają pod Mińsk. Bolszewickie władze miasta uciekają. Droga na Moskwę wolna.
  • 12 października podpisano wstępny traktat pokojowy pomiędzy Polską i bolszewikami.
  • 18 listopada bolszewicy zajmują Jałtę. Niedobitki armii Wrangla i cywile odpływają do Konstantynopola.

To, co powyżej, to suche fakty. Każdy może je interpretować tak, jak chce. Ale najważniejszą rzeczą jest je znać, bo “jedynie prawda jest ciekawa”.

“Cud nad Wisłą”

Czasem mam wrażenie, że Polacy lubią mity, żyją nimi i każde ważniejsze wydarzenie, im bardziej oddalamy się od niego w czasie, tym bardziej nimi obrasta i dociekanie prawdy nikogo nie interesuje. Tak było i jest w przypadku tzw. Cudu nad Wisłą. Jedni przypisują to zwycięstwo geniuszowi Piłsudskiego, inni – Rozwadowskiego, jeszcze inni informacjom polskiego wywiadu i złamaniu szyfrów sowieckich. Są również tacy, którzy uważają, że to zasługa francuskiego generała Weyganda. Natomiast Józef Mackiewicz w powieści „Lewa wolna” poświęcił temu zagadnieniu jeden rozdział, który zatytułował „Nie ma cudów”. I z właściwą sobie precyzją i bez emocji opisuje ten słynny manewr. Poniżej fragment tego rozdziału:

Sześć lat temu, jesienią 1914 roku, naczelne dowództwo rosyjskie, po zwycięstwie w Galicji i klęsce w Prusach Wschodnich, projektowało punkt ciężkości operacji wojennych przerzucić na lewy brzeg Wisły. Ale w zamiarze tym uprzedzone zostało przez połączone armie niemiecko-austriackie, które w końcu września 1914-go w łącznej sile około 20 korpusów same przeszły do natarcia po obu stronach górnej Wisły. Przy czym główne uderzenie wojsk niemieckich szło lewym brzegiem Wisły z zadaniem opanowania Dęblina, kluczowego celu całej operacji. Jednocześnie wojska austriackie dokonać miały wzdłuż prawego, południowego brzegu Wisły, manewru oskrzydlającego od południa z wyjściem na tyły przeciwnika, po sforsowaniu Sanu.

Ten na wielką skalę zakrojony ofensywny manewr i jego wykonanie, mimo dużego sukcesu początkowego, oparty był wszakże na strategicznym błędzie. Mianowicie odsłaniał całe lewe skrzydło głównego trzonu natarcia wojsk niemieckich na Dęblin, i podstawiał je pod uderzenie przeciwnika z północy. Błąd strategiczny rzucał się w oczy, i po prostu napraszał się, by go wykorzystać. Dostrzeżony od razu przez dowództwo rosyjskie, nieomal odruchowo wywołał w odpowiedzi kontrmanewr rosyjski.

Polegał on na tym, aby przy jednoczesnym stworzeniu silnej bariery obronnej wokół Dęblina, skoncentrować w rejonie między Warszawą i Łowiczem 2-gą armię, w składzie II-go Syberyjskiego i I-go Syberyjskiego korpusów, do której miały jeszcze dojść dwa korpusy 5-tej armii – w specjalną „Grupę Uderzeniową Naczelnego Wodza”. Osłonięta od zachodu kawaleryjskim korpusem gen. Nowikowa, potężna ta pięść spaść miała na odsłonięte lewe skrzydło głównych, atakujących sił niemieckich, i zadać im druzgocącą klęskę. Ostateczny termin natarcia wydzielonej „Grypy Uderzeniowej Naczelnego Wodza” wyznaczono na 21 października.

Dowództwo niemieckie jednak, uzyskawszy zawczasu informacje o koncentracji „Grupy Uderzeniowej”, zarządziło w ostatniej chwili śpieszny odwrót, aby wyprowadzić wojska spod wzniesionej nad nimi pięści przeciwnika. W ten sposób do rozgromienia Niemców nie doszło. Wszelako klasyczny kontrmanewr rosyjski sam przez się doprowadził do zwycięstwa i odrzucenia niemiecko-austriackiej ofensywy nieomal do przedmieść Krakowa, i prawie do granic Śląska.

Manewr ten, w odwróconym kierunku, powtórzony został przez wojska polskie sześć lat później, w bitwie warszawskiej – przez niektórych przezwanej „Cudem nad Wisłą” – w sierpniu 1920-go roku. Dziwnym bowiem zbiegiem okoliczności wytworzyła się nieomal dosłowna sytuacja strategiczna.

Łuk Wisły z dopływami, na północnym wschodzie Bugu-Narwi, i na południowym wschodzie Sanu – w schematycznym oczywiście ujęciu – tworzy rozwarty X. Odwracając go zatem do góry nogami otrzymamy ten sam rysunek. Przy czym obydwa punkty docelowe: ofensywy niemieckiej w październiku 1914 – Dęblin, oraz ofensywy bolszewickiej w sierpniu 1920 – Warszawa, znajdą się w analogicznym położeniu.

Identycznie jak w roku 1914-tym Austriacy zapuścili się u południowego wierzchołka X-u celem sforsowania Sanu w głębokim obejściu – takoż w 1920-tym u północnego wierzchołka X-u zapuściła się 4-ta armia sowiecka celem sforsowania Wisły w głębokim obejściu na Włocławek.

Identycznie jak gros sił niemieckich uderzało na północ od dolnego ramienia X-u (Wisły), z zachodu na wschód, na Dęblin, tak teraz gros sił bolszewickich uderzało na południe od górnego ramienia X-u (Bugu-Narwi), ze wschodu na zachód, na Warszawę.

Identycznie jak w październiku 1914-go Niemcy podstawili pod uderzenie z północy swe odsłonięte lewe skrzydło głównych sił, tak teraz bolszewicy podstawili pod uderzenie z południa swe odsłonięte lewe skrzydło głównych sił.

Identycznie wydzielone zostały z frontów obronnych „Grupy Uderzeniowe Naczelnego Wodza”, w roku 1914 rosyjska, w 1920 polska; z identycznym zadaniem natarcia na otwarte skrzydło nieprzyjaciela; w październiku 1914 spod Warszawy na wojska atakujące Dęblin, w sierpniu 1920 spod Dęblina na wojska atakujące Warszawę od wschodu.

W obydwu wypadkach plan kontrmanewru należał do rzędu nie jakichś oryginalnych, czy zgoła genialnych koncepcji strategicznych, lecz do najbardziej elementarnych założeń sztuki wojennej. – Toteż w roku 1914-tym nikomu nie przyszłoby nawet do głowy wytaczać spór, kto był właściwym autorem tego planu obronnego: naczelny wódz W. Ks. Mikołaj Mikołajewicz, szef sztabu gen. Januszkiewicz, czy gen.- kwatermistrz Daniłow?!

W roku 1920-ym wybuchł zacięty spór o to, kto jest autorem tego kontrmanewru: naczelny wódz Józef Piłsudski, szef sztabu gen. Rozwadowski, czy przybyły do Warszawy na czele misji francuskiej gen. Weygand?…