Szlachta

W poprzednim blogu – Metoda – skupiłem się na tym, czym jest metoda naukowa i na tym, że są dwa sposoby poznawania rzeczywistości: indukcja i dedukcja. Indukcja opiera się na obserwacji i doświadczeniu, dedukcja – na wyciąganiu wniosków z obserwowanej rzeczywistości. W przypadku indukcji bardziej zawierzamy obserwacji i doświadczalnemu jej weryfikowaniu. W przypadku dedukcji bardziej – rozumowi. Tą ostatnią posługiwali się m.in. średniowieczni scholastycy. Oni uważali, tak w uproszczeniu, że Ziemia jest centrum Wszechświata, a życie jest wyjątkowe i istnieje tylko na niej. Dziś wiemy, że centrum Wszechświata to raczej ona nie jest, ale nadal nie mamy dowodów na to, że poza Ziemią istnieje życie. Sondy kosmiczne docierają już do granic Układu Słonecznego, a życia tam jak nie ma, tak nie ma. Skoro więc życia poza Ziemią, jak dotychczas, nie znaleziono, to, chcąc nie chcąc, Ziemia nadal jest wyjątkową planetą. I ci „wredni” scholastycy mieli rację. I, przynajmniej na razie, nadal ją mają. Ta cała współczesna nauka wcale nie opiera się na dążeniu do prawdy tylko na próbie udowodnienia, że ci średniowieczni scholastycy mylili się, ale jak na złość, nic nie wychodzi. Chodzi więc o wykazanie, że metoda indukcji (sondy kosmiczne) jest ważniejsza niż dedukcja (rozum).

Tak więc spór pomiędzy zwolennikami indukcji i dedukcji nie jest, wbrew pozorom, sporem jałowym. Są sytuacje, w których indukcja jest jak najbardziej wskazana, w innych, chcąc nie chcąc, pozostaje dedukcja. Ona może przydać się nam tam gdzie, jak w przypadku polityki czy historii, brak dokumentów albo brak dostępu do nich, uniemożliwia dojście do prawdy. Nie muszę chyba dodawać, że współcześnie, przynajmniej w zakresie nauk historycznych i politycznych, dedukcję pomija się, a nawet dyskredytuje.

Nie jesteśmy w stanie, przy pomocy indukcji (bo brak dokumentów), odpowiedzieć na pytanie, co działo się na ziemiach Polski przedpiastowskiej i skąd wziął się taki dziwaczy, na skalę ówczesnej Europy, stan szlachecki. Pozostaje nam dedukcja. W poprzednim blogu (Metoda) cytowałem Conan Doyle’a:

„Większość ludzi, wysłuchawszy biegu wydarzeń, powie (…) co z nich wynikło. Połączą je w umyśle i wywnioskują, co dalej stać się mogło. Ale niewielu znajdziemy takich, którzy z końcowego wyniku zdołają odtworzyć bieg wypadków, jakie do niego doprowadziły. O takiej właśnie zdolności myślenia mówiłem wspominając o rozumowaniu «wstecz», czyli – «analitycznym». Mamy tu cały łańcuch logicznych wniosków, w którym nie znajdzie pan najmniejszego potknięcia”.

Co więc było końcowym wynikiem? Było nim zdominowanie przez szlachtę państwa i podporządkowanie go własnym interesom. To wiemy i to jest punkt wyjścia do dedukcji. Trzeba zacząć od tego, co wiemy i na podstawie tego wydedukować to, czego nie wiemy. Nie wiemy, co działo się na ziemiach polskich przed książętami piastowskimi, ale wiemy, co działo się na ziemiach na południowy wschód od nich.

„Chazarowie, plemię tur. ; w IV/V w. wyruszyli z Azji na zachód, wyparli Bułgarów nadwołżańskich i w VII w. utworzyli potężne państwo, rozciągające się między M. Kaspijskim a pn. wybrzeżem M. Czarnego, ze stolicą Itil przy ujściu Wołgi. Okres rozkwitu państwa chazarskiego przypada na VIII-IX w. W IX w. niektóre plemiona ruskie płaciły Ch. daninę. Ch. utrzymywali przyjazne stosunki z Bizancjum, które zamierzało ich wyzyskać w walce z Arabami. Wśród ludności zamieszkującej Chazarię znajdowali się przybysze żyd. i arab.; dużą rolę odgrywali Słowianie, którzy służyli w wojsku i straży pałacowej, a przede wszystkim znani byli jako kupcy. W państwie chazarskim przeważały zajęcia pokojowe; wraz z Bułgarami kamskimi Ch. byli pośrednikami w handlu między arab. Wschodem i bałtycką Północą; w IX w. pisarz arab. Chordadbeh wspomina kupców przybywających do Konstantynopola i do Itilu, a stąd zmierzających dalej – do Bagdadu; płacili oni miejscowym władzom dziesięcinę targową. Religią panującą w państwie chazarskim był judaizm, zaszczepiony tu przez kupców żyd.; dzięki dużej tolerancji mieszkali tu swobodnie mahometanie, chrześcijanie, żydzi i poganie. Państwo Ch. zostało w 965 r. podbite przez Ruś. Znana jest korespondencja (w jęz. hebr.) króla chazarskiego Józefa z dostojnikiem → Abd ar-Rahmana III – Chaszdajem ibn Szaprut (ok. 915-70); list króla Józefa (ok. 960) stanowi podstawowe źródło do poznania genezy i organizacji państwa chazarskiego. Z Ch. spokrewnieni byli Kumani (Połowcy), pochodzą też od nich Bałkarzy mieszkający u źródeł Tereku i Kubania oraz, prawdopodobnie, pol. Karaimi.”

A. Zajączkowski, Z studiów nad zagadnieniem chazarskim, Kraków 1947; P.K. Kokowcow Jewriejsko-chazarskaja pieriepiska w X wiekie, Leningrad 1932; D.M. Dunlop The History of the Jewish Khazars, Princetown (N.Y.) 1954.

Taką informację o Chazarach podaje Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1963. Źródło jest stare, ale nowsze opracowania nie wnoszą wiele do tematu, który mnie interesuje, a mianowicie: czy Chazarowie mogli mieć jakiś udział w ukształtowaniu się polskiej szlachty, która była nad wyraz liczna na tle Europy średniowiecznej i nowożytnej? Początkowo stanowiła ona około 7%, a w końcowym etapie I RP – 10% ówczesnego społeczeństwa. Dla porównania – we Francji zaledwie 1%, w Anglii – 2%. Ale nie tylko jej liczebność czyniła ją wyjątkową.

Z informacji encyklopedycznej można wyczytać, że Chazarowie byli pośrednikami w handlu pomiędzy arabskim Wschodem i bałtycką Północą. Docierali więc nad Bałtyk. A skoro tak, to ich szlaki handlowe wiodły przez ziemie przyszłych Piastów. Co więcej, również Słowianie trudnili się handlem. Upadek chazarskiego imperium w 965 roku zbiega się z powstaniem państwa Piastów. Nie można wykluczyć, że część Chazarów przeniosła się na ziemie Polski lub osiedliła się tam wcześniej. Może nawet razem z tymi słowiańskimi kupcami.

Przyjmuje się, że pierwsze osadnictwo Żydów na terenie Polski miało miejsce w 1096 roku, kiedy to po pogromach w Pradze czeskiej wielu z nich znalazło tu schronienie. Od początku trudnili się handlem, w tym także, we wczesnym okresie, handlem niewolnikami. Gall Anonim wspomina w swojej kronice o wykupywaniu niewolników od żydowskich kupców w Pradze przez Judytę – żonę księcia polskiego Władysława Hermana w latach 1080-1086. Pierwsza regulacja dotycząca statusu Żydów w Polsce, to statut kaliski wydany 16 sierpnia 1264 roku przez Bolesława Pobożnego. Wydaje się więc, że skoro powstała tak korzystna dla nich regulacja, porządkująca relacje polsko-żydowskie, to już wtedy musieli oni mieć znaczące wpływy wśród książąt i możnowładców.

Na początku rządów kazimierzowskich Żydzi zamieszkiwali m.in. w Poznaniu, Gnieźnie, Kaliszu i Krakowie. Wygląda na to, że ta pierwsza fala żydowskiego osadnictwa wlewa się do Polski od strony Czech. Jednak Adolf Nowaczyński w swoim Mocarstwie anonimowym zamieszcza notatkę historyczną „Jak Warszawa broniła się przed żydami” autorstwa J. Mazura. Pochodzi ona z około 1918 roku:

„Istnieją ślady, że już w XII w., w samem zaraniu istnienia stolicy Polski, dostali się i do niej, starając się wszelkimi sposobami, nie zawsze zgodnemi z prawem i etyką, zająć w mieście przodujące stanowisko.

I nad podziw, udało się im to o tyle, że jak twierdzi Sobieszczański, wiele aktów z owych czasów, przechowywanych w archiwum krajowem, pisanych jest w języku hebrajskim.

Oprócz tego zajęli dla siebie całą, nieistniejącą już w pobliżu Dunaju ulicę, nazwaną Żydowską, na której się pięć domów przez nich zamieszkanych wznosiło, a gdy im się ciasno tam zrobiło, rozpełzli się po całym mieście, mając w różnych dzielnicach swe domy, ogrody, cmentarze, a nawet synagogę zbudowaną w pobliżu kościoła św. Jana… Lecz gdy przybysze ci z coraz większą chciwością zagarniać w swoje ręce zaczęli handel, rzemiosła, znajdujące się dopiero w kolebce, gdy dotkliwe tem krzywdy rdzennym mieszkańcom miasta wyrządzać zaczęli, ci podnieśli alarm głośny. Podążały do książąt mazowieckich żałosne skargi na to, że żydzi handel podkopują, że ludność niszczą lichwą i wyzyskiem, że rzemieślnikom szkodzą partactwem i tandetą. Powoływali się też mieszczanie na nadane im przez książąt prawa magdeburskie i domagali się wyrugowania żydów z Warszawy. Pierwszy krok w tym kierunku uczynił książę Bolko V, który odwdzięczając się miastu za nowy podatek nadzwyczajny w ilości 120 dukatów zabronił obcym kupcom a więc i żydom w Warszawie poza walnemi jarmarkami detalicznej sprzedaży towarów. Ostatni książę mazowiecki Janusz wydał dekret zabraniający żydom zamieszkiwania Warszawy i trudnienia się handlem oraz rzemiosłami. Lecz żydzi nie wiele sobie robili z tego dekretu książęcego, gdyż w dwa lata potem król Zygmunt Stary I, który w tym czasie objął rządy nad Mazowszem, ponowił dekret, rozciągając go jeszcze na przedmieścia, przyczem wykonanie tego rozporządzenia i ostrzeżenie, ażeby przekoroczonem nie było, zalecił wojewodzie mazowieckiemu, burmistrzowi i rajcom magistratu.”

W latach 1351-1526 Księstwo Mazowieckie było lennem Polski i zostało ostatecznie wcielone do niej w 1526 roku, po śmierci ostatniego władcy Janusza III, jako województwo mazowieckie. Po podziale dzielnicowym Bolesława Krzywoustego w 1138 roku dzielnica mazowiecka początkowo uznawała zwierzchnictwo Krakowa, ale zmieniło się to za panowania Konrada mazowieckiego, od 1200 roku samodzielnego księcia kujawsko-mazowieckiego.

Wygląda więc na to, że Żydzi na Mazowszu pojawili się wcześniej niż w Małopolsce i Wielkopolsce. A może byli w całej Polsce, tylko zachowały się akty z Mazowsza? Jedynym kierunkiem, z którego mogli tam przybyć było państwo chazarskie. Skoro jako kupcy docierali do Bałtyku, to znaczy, że musieli przemieszczać się przez ziemie polskie. Największy rozkwit tego państwa przypada na VIII-IX wiek. Kończy się państwo chazarskie, podbite w 965 roku przez Ruś, pojawia się Polska. Co nie oznacza, że wcześniej jej nie było. Pewne procesy nie zachodzą z dnia na dzień.

W Polsce nigdy nie było pogromów Żydów na taką skalę jak na zachodzie Europy. Nikt też ich nigdy stąd nie wyganiał, tak jak czyniono to w innych krajach. Wprost przeciwnie! Przyjmowano ich i obdarzano przywilejami, o których miejscowa ludność mogła tylko pomarzyć. Zawsze cieszyli się poparciem rządzących i szlachty. Jakaś tego przyczyna musiała być. Najprostsze wytłumaczenie jest takie, że jeszcze w czasach przedpiastowskich mogli tworzyć warstwę uprzywilejowaną lub taką warstwę uzależnić od siebie.

Na przełomie XIX i XX wieku niektórzy historycy żydowscy wysuwali takie hipotezy, nie poparte jednak żadnymi dowodami. Ich brak może oznaczać, że nic takiego nie miało miejsca, ale też nie można wykluczyć takiej możliwości. Problem ten opisuje Teodor Jeske-Choiński w swojej książce Historia Żydów w Polsce.

»Nowoczesnym historykom żydowskim, piszącym po polsku (Ludwikowi i Maksymilianowi Gumplowiczom, Ignacemu Schipperowi i in.) przyszło do głowy, że Żydzi byli już za czasów pogańskich „panami” ziem polskich, bo jakiś Żyd zasiadł na tronie polskim. W głowie przewróciło im niezwykłe przez pewien czas powodzenie Żydów w państwie Chazarów.

Wiadomo, że Chazarowie (Kozarowie) mieszkali w III w. po Chr. pomiędzy Kaukazem a morzem Kaspijskim. W IV wieku utracili wolność, zwyciężeni przez Hunów i Bułgarów; w VII zrzucili z siebie jarzmo i zdobyli nowe ziemie nad morzem Azowskim; w VIII rozszerzyli swoje państwo aż do Dniepru i Oki. Byli do roku 731 poganami.

I do Chazarii trafili Żydzi. Zręczniejsi spomiędzy nich otoczyli króla Bulana, służyli mu na dwóch łapkach jako tłumacze, lekarze i bankierzy. Tak umieli koło niego chodzić, iż zjednali sobie w nim nie tylko przyjaciela, lecz nawet wielbiciela. Przekonali go, że judaizm stoi wyżej od bałwochwalstwa i namówili go do przyjęcia wiary żydowskiej.

Król (chakan) Bulan stał się gorliwym wyznawcą Zakonu Mojżeszowego, a za jego przykładem poszła znaczna część Chazarów. Czwarty „raj” Żydów…

Nie trwał on długo, bo książę kijowski, Światosław, pobił Chazarów (w r. 965), a jego następca, Włodzimierz, który przyjął wiarę chrześcijańską, zniszczył ich państwo na zawsze (1019r.).

Żydów chazarskich narzucają wymienieni historycy żydowscy Polsce przedchrześcijańskiej. Według nich zdobyli Chazarowie Ruś, Czechy, Morawy, Polskę i wysłali do Polski swoje wojsko żydowskie. Owi Żydzi chazarscy mieli wywrzeć na Polaków taki wpływ, iż nakłonili wielu z nich do judaizmu. Mieli oni nauczyć Polaków sztuki uprawiania roli.

Tych nowin nie mogą pisarze żydowscy poprzeć dokumentami historycznymi, bo żaden z komentarzy przed rokiem 1000 po Chr. nie mówi o zjudaizowaniu Polski pogańskiej i o talencie rolniczym włóczących się po całym świecie kupców.«

Norman Davies w swojej historii Polski Boże Igrzysko pisze:

„Nie ma powodu wątpić, że Żydzi mieszkali w Polsce od najdawniejszych czasów i że religia mojżeszowa – w formie, w jakiej się zachowała wśród potomków dawnego królestwa Chazarów na południowym wschodzie – w gruncie rzeczy poprzedziła chrześcijaństwo.”

„Zalążki stanu żydowskiego powstały w wiekach XIII i XIV, chociaż instytucjonalna autonomia Żydów rozwinęła się dopiero w połowie XVI w. Przez cały ten czas trwała ich rywalizacja z mieszczaństwem oraz przymierze ze szlachtą.”

„A zatem, mimo że szlachta wymyślała najbardziej fantastyczne legendy na temat swego sięgającego dalekiej przeszłości pochodzenia, był to w gruncie rzeczy stan, który wyłonił się najpóźniej. W XVI w. wciąż jeszcze udoskonalała prawa i instytucje, które miały zadecydować o jej supremacji w następnym okresie. Nikt jednak nie może na serio poddawać w wątpliwość faktu, że za życia Rzeczypospolitej polsko-litewskiej szlachta odgrywała pierwszoplanową rolę w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym. Zorganizowała państwo tak, aby odpowiadało jej interesom, a wszystkie inne stany zaprzęgła do realizacji własnych celów. Jeśli w wyniku polityki tolerancji religijnej czasem nazywano Polskę i Litwę rajem żydów, jeszcze słuszniej można by ją nazwać rajem szlachty. Ci, którzy ją krytykowali, dodawali, iż oznaczało to, że była także czyśćcem mieszczan i piekłem chłopów.”

„Trzeba jednak koniecznie podkreślić, że szlachta polska nie była podzielona na żadne podkategorie w sensie prawnym, tak jak to miało miejsce w Anglii czy Niemczech, i że termin szlachta odnosił się do całego stanu szlacheckiego, nie zaś jedynie do jego części. Przynależność do stanu określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania, a także zespół praw i tradycji, od których te przywileje i zobowiązania były zależne.”

„Wobec braku pewnych informacji, badania nad początkami szlachty od dawna odznaczają się dużą liczbą wątpliwych hipotez. Jedna z takich teorii rozważa możliwość obcej inwazji w czasach prehistorycznych. Zrodziła się z chęci ukucia teorii na modłę zwycięstwa Normanów w Anglii czy Waregów w Rosji i znajduje niewielkie potwierdzenie w faktach. Inna podobnego typu teoria podkreśla znaczenie rodów; w XIX w. cieszyła się ona dużym uznaniem. Twórcami jej byli uczeni, którzy interesowali się głównie folklorem niemieckim, dopiero później zastosowano ją do historii krajów słowiańskich i Polski. Jej podstawowa hipoteza brzmiała, że zarówno państwo, jak i społeczeństwo powstały na drodze fuzji licznych spokrewnionych ze sobą rodów, które poprzednio żyły w stanie naturalnej wolności. Sugerowała ona, że wcześni władcy słowiańscy – z książętami piastowskimi włącznie – nie byli niczym więcej, jak tylko wodzami plemiennymi (starosta rodowy) lub naczelnikami (nadpatriarcha) oraz że szlachta wywodziła się z rodów czystych pod względem etnicznym, podczas gdy stany niższe były skutkiem mieszania się rodów z niewolnikami, jeńcami i cudzoziemcami. Podejmowano próby przyrównywania szlachty nie tylko do niemieckiego ‘Geschlechtsverband’ i bałkańskiej ‘rozszerzonej rodziny’, czyli zadrugi, ale również do prawa brehonów w Irlandii i do klanów górali szkockich.

Teoria rodów znalazła duże poparcie w specyficznych cechach polskiej heraldyki. W Polsce herbów nigdy nie nadawano, ani pojedynczym osobom – jak w Anglii – ani też pojedynczym rodzinom – jak w Niemczech – ale jedynie większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zawołanie i godło. Polski szlachcic nie miał więc własnego herbu. Herb, którego używał, dzielił z dziesiątkami innych, którzy nawet nie musieli być z nim spokrewnieni. Taka wspólnota herbowa była w Europie zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, użycie słowa ród na określenie grupy heraldycznej nieuchronnie wzmacniało błędne wrażenie, że podstawę więzi stanowiło pokrewieństwo.”

„Jedną z konsekwencji ‘wspólnoty herbowej’ była niezwykła prostota aspektu technicznego polskiej heraldyki. Nie trzeba było śledzić zawiłych labiryntów dziedziczności i małżeńskich związków ani też modyfikować czy tworzyć nowych herbów w miarę rozwoju zmieniających się wciąż wydarzeń. Nie znano sztuki opisywania i zestawiania herbów, nie stosowano rozróżnienia między starszą i młodszą linią rodu. Każdy ród miał jedno proste godło, jedną dewizę i jeden herb, które przez wieki pozostawały nie zmienione. Wszystkie herby, jakie kiedykolwiek istniały, dadzą się pomieścić w jednym dość szczupłym tomie.”

Maria Dąbrowska w „Rozdrożu – Studium na temat zagadnień wiejskich” pisze:

„Żydzi, poza tymi, którzy jeszcze dawniej siedzieli na ziemi polskiej, przybywali do nas masowo po wojnach krzyżowych, kiedy to krucjaty znaczyły swój pochód ich rzeziami. Dostali od razu od książąt przywileje, stali się bankierami, mincarzami i lichwiarzami monarchów oraz warstw wyższych – pośrednikami handlowymi w stosunku do warstw wszystkich. Byli chętnie widziani jako żywioł obrotny i posiadający kapitał.”

Z kolei w innym miejscu pisze:

„Moment, kiedy gruntami ornymi Polski, prócz jednej kmiecej, zaczęła władać druga – jest ciemny. To pewne, że pierwszymi osadnikami, karczownikami i rolnikami Polski byli kmiecie siedzący na gruntach, uznanych w zaraniu dziejów za książęce. Ale i to pewne, że puszcz dziewiczych i ziem leżących odłogiem było jeszcze w Polsce dużo w okresie tworzenia się osiadłego i herbowego rycerstwa. Według wszelkiego prawdopodobieństwa musiało ono otrzymać od książąt majętności różnych typów – bądź grody, otoczone posiadłościami chłopskimi, bądź pustki bez kmieci, bądź pustki w połączeniu z osadami kmiecymi. W wypadku przejęcia osad kmiecych, daniny i powinności należne księciu przechodziły na panów, a w wypadku braku ludności osadzano na pustkach jeńców wojennych lub kmieci wolnych, których wówczas nie brakowało. Do XV wieku stosunki panów i kmieci układały się o tyle o ile na prawie równości i polegały na jako tako dorzecznej (choć nadużywanej przez możnych) wymianie usług (mimo że istniało wtedy w Polsce również niewolnictwo; ludzi sprzedawano i kupowano, podobnie jak w starożytności). Miało nawet miejsce przenikanie się warstw i przechodzenie z jednej w drugą.”

Widać więc, że Jeske-Choiński, który wydał swoją książkę w 1920 roku, odnosił się sceptycznie do obecności Żydów w przedchrześcijańskiej Polsce. Z kolei Davies skłania się ku poglądowi, że byli wcześniej. Podobnie uważa Dąbrowska. Oboje jednak nie próbowali uzasadniać swoich poglądów, co daje asumpt do przypuszczeń, że tego typu rozumowanie nie było odosobnione. Dąbrowska opisuje też mechanizm, wedle którego mogły tworzyć się zaczątki przyszłej szlachty. I bardzo możliwe, że tak to się odbywało. Ale w tym miejscu wypada sobie zadać pytanie: czy Żydzi, którzy zjednali sobie króla Chazarów, nie mogli tego dokonać w przypadku książąt piastowskich czy ich poprzedników? Wszak dysponowali wiedzą historyczną swego narodu i doświadczeniem, którego nie mieli owi książęta czy ich antenaci.

Adolf Nowaczyński w swoim zbiorze Mocarstwo anonimowe zamieszcza tekst, którego autorem jest Dr Józef Meisl („Die Juden im Zartum Polen”. Verlag A. Marcous und E. Weber. Bonn, 1916). W nim czytamy:

„Dwiema drogami otwartemi weszli żydzi do słowiańskiego Wschodu Europy. Najpierw przez Kaukaz, przez tę bramę narodów, przez którą weszli też Awarzy, Hunowie, Chazary, Peczeniegi, Tatarzy, ci weszli w 8 i 9 wieku do Rosji i do państwa lackiego, przeważnie pchani przez inne szczepy. W każdym razie wśród tych żydów były też resztki nawróconego na żydostwo ludu Chazarów, z którymi wspólnie pierwsze tu założyli siedziby…

Prześladowania w sąsiednich Niemczech wzbudziły w szerokich warstwach tamtejszych żydów tęsknotę za nowem gościnnem osiedliskiem i zwróciły ich uwagę na Wschód, gdzie też ich energia znalazła obfite pole do działania.

Łagodne rządy władców polskich przyciągnęły też coraz większe gromady żydów, które wskutek braku wszelkich cechowych ograniczeń, znalazły możliwość niepowstrzymanej ekspansji dla handlu i przemysłu, pobudziły kapitał i własność ziemską do energii, ożywiły jako pionierzy wszelkiego handlu produkcję masową, całe gałęzie handlu, jak sól i korzenie, doprowadziły do rozkwitu, w miastach pobudowały magazyny i pomogły przygotować przemianę gospodarstwa wymiennego na gospodarstwo pieniężne.

Krzywym okiem patrzało duchowieństwo i mieszczanie na wzrastającą potęgę żydostwa, a tylko chroniąca prawica książąt, broniąca ich nietykalności z pomocą grożących ciężkich kar i kaźni, stanowiła mocną przeciwwagę wszystkim możliwym atakom tych, co zazdrościli i znienawidzili…

Nie z wielkodusznej tolerancji, jak utrzymują historycy, schlebiający narodowej dumie, tylko z trzeźwego uznania wysokiej wartości żydów dla kraju i korony rozpostarli władcy polscy swe ochronne skrzydła nad licznemi rzeszami napływających wciąż żydów.

Przez całe wieki 13 i 14 przeważała zawsze tolerancja wobec żydów. Z wyłączeniem pewnej części duchowieństwa i wszystkich niemieckich kolonistów, którzy z nienawiścią patrzyli na rozrost żydowskiego elementu i, o ile tylko mogli siali dookoła w słowiańskie otoczenie ziarna nienawiści, była niechęć do żydów zjawiskiem całkiem nieznanem…

Przywilej Bolesława Pobożnego dla żydów w r. 1246 przedstawia się jako kompilacja przywilejów żydowskich: czeskiego, węgierskiego i austrjackiego.

Przywilej ten zyskał potem za Kazimierza Wielkiego wydatne rozszerzenie, obdarzył ich pewną ograniczoną autonomią w sprawach wewnętrznych, chronił ich synagogi i urządzenia kulturalne, uporządkował kodeks karny i nakreślił ramy dla działalności gospodarczej…

Polska zaś szlachta, żywiąca dużą niechęć do niemieckiego kupca i Niemca, pożyczającego pieniądze z ochotą, zwracała się do żydów, aby od nich pożyczać środki pieniężne na zastaw swych majętności…

Uderzające w oczy zjawisko, że pierwsze prawa, tyczące się żydów w Polsce, nie zawierają żadnych bliższych określeń dozwolonej stopy procentowej, wskazuje na to i tłumaczy się tem, że interes ogółu domagał się wzmożonej cyrkulacji pieniężnej, czemu też żadnych granic i przeszkód ze strony rządu kłaść nie chciano.”

Józef Meisl, który był Żydem, twierdził, że pierwszymi mieszkańcami ziem polskich byli Żydzi wraz z nawróconymi na judaizm Chazarami. Trudno pewnie to udowodnić, ze względu na brak źródeł. Jednak fakt, że polscy władcy byli wyjątkowo przychylnie do nich nastawieni, skłania do zadania sobie pytania: z czego to wynikało? Tłumaczenie tego słowiańską łagodnością nie jest przekonywujące. Przecież na Rusi nie patyczkowano się z nimi. Coś więc na rzeczy musiało być, skoro szlachta odnosiła się wrogo do niemieckiego kupca i Niemca pożyczającego pieniądze, a korzystała z usług Żydów. Jeśli jeszcze uwzględnimy fakt, że nie było ograniczenia wysokości stopy procentowej, to wątpliwości coraz mniej, co do tego, że musiał występować jakiś szczególny rodzaj relacji pomiędzy obu stronami. Tłumaczenie, że Żydzi organizowali handel i dostarczali pieniędzy i z tego względu zasługiwali na wyjątkową ochronę, też nie trzyma się kupy, bo to samo oferowali Niemcy osiedlający się w Polsce. Szlachta zawsze trzymała z Żydami przeciw mieszczanom, czyli Niemcom lub spolszczonym Niemcom.

Nowaczyński w swoim zbiorze cytuje też Jodokusa Decjusza sekretarza Zygmunta I. Tekst pochodzi z 1521 roku.

„Żydzi nabierają coraz to więcej znaczenia i prawie nie znajdziesz myta czy jakiego podatku, aby żyd nie był nad nim przełożonym, albo przynajmniej o to się nie starał. Chrześcijanie niejednokrotnie przy mytach żydom podlegają i każdy prawie magnat czy wielmoża Rzpltej powierza zarząd nad swym majątkiem żydowi i oddaje w ten sposób władzę nad chrześcijanami i szybciej ich, aniżeli chrześcijan, przed krzywdą choćby pozorną broni.”

Dlaczego warstwy rządzące faworyzowały obcych względem swoich? A może dla nich Żydzi nie byli obcymi? Sympatie między ludźmi rodzą się na ogół, gdy łączą ich wspólne korzenie, zbliżony system wartości, podobne cele.

Szlachta jako stan jest dziwnym zjawiskiem. Przynależność do niego określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania. Przyjmowanie do stanu szlacheckiego odbywało się poprzez wprowadzenie przez króla do wybranego przez niego rodu. Mogli to robić też wybitni przedstawiciele szlachty poprzez „przyjęcie” do własnego. Szlachta zwracała się do siebie per „panie bracie”. I ten jakiś nadzwyczaj przychylny stosunek do Żydów. Skąd taka sympatia? Jakoś to wszystko dziwnie współgra z masonerią, choć do jej powstania jest jeszcze daleko. Jeśli więc masoneria jest urządzeniem żydowskim, to może i polska szlachta była nim również.

Stanisław Didier w książce Rola neofitów w dziejach Polski pisze:

„Od najdawniejszych czasów Polska była wdzięcznym terenem pozornego zrywania z wiarą swych ojców przez synów Izraela. Posłuszni nakazom drugiego Mojżesza Żydzi krakowscy przechodzili w dość pokaźnej liczbie na katolicyzm już w drugiej połowie XIV wieku. Cieszyli się oni specjalnymi względami rady miejskiej, która otaczała neofitów gorliwą opieką. Jak wskazują „Rachunki miasta Krakowa” (r. 1395, 1398, 1400) rada wyznaczała im pod pozorem wydatków na obrzęd chrztu znaczne nagrody. Liczba pozornych chrześcijan stale wzrastała w starej stolicy Polski w ciągu piętnastego stulecia. Jak pisze Długosz wielu Żydów przyjmuje chrzest w 1407 r. Powtarza się ta sama historia w 1455 r. W osiem lat później mamy znowu nowe rodziny neofickie w Krakowie. W ślady współbraci ze stolicy wstępują Żydzi z Poznania i wielu innych miast Polski zrywając pozornie z judaizmem. Nie posiadamy ani jednej monografii o Żydach z różnych miejscowości, w której by nie było wzmianki o jakiejś rodzinie neofitów. Mieli też nowochrzczeńcy ułatwioną możność przeniknięcia do społeczeństwa polskiego. Uchodząc za zwinnych, przebiegłych cudzoziemców nie różnili się oni od autochtonów ani strojem, ani stopniem wykształcenia i utrzymywali z nimi dobre stosunki towarzyskie, ucztując przy jednym stole.

Wśród neofitów w państwie Jagiellonów wysunęli się na czoło pod względem wpływów i bogactw przede wszystkim nowochrześcijanie litewscy. Już za w. ks. Witolda dochodzili Żydzi na Litwie do dużych fortun. Komory celne, podatki od wódek, sól, wosk, przewozy, mostowe znajdowały się w ich rękach. Żydzi – arendarze gromadzili w swoich rękach wielkie bogactwa i nabywali posiadłości ziemskie. Wchodząc w skład warstwy ziemiańskiej, oni sami, względnie ich dzieci, przyjmowali wiarę chrześcijańską. Ponieważ szlachta litewska nie była jeszcze tak wyrobionym stanem jak w Koronie, mieli więc pozorni katolicy ułatwioną możność spełnienia woli Majmonidesa, tj. wejścia w skład przodującej warstwy narodu.

Ilość nowochrześcijan niepomiernie wzrosła na Litwie po ogłoszeniu w czerwcu 1495 r. dekretu, w którym w. ks. Aleksander polecił Żydom opuścić kraj. Nie chcąc oddalać się od swoich majątków, setki celników i poborców żydowskich wyrzekło się pozornie wiary ojców i przyjęło chrzest. Wiele nazwisk wybitniejszych tych neofitów utrwaliło się w dokumentach. Mniejsi, nie zajmujący poważniejszych stanowisk, weszli niepostrzeżenie do społeczeństwa polskiego.

Już w wieku XVI pozorni chrześcijanie, obdarzani masowo przez władców polskich klejnotem szlacheckim, dochodzili do wysokich stanowisk. W 1510 r. obok Radziwiłłów, Ostrogskich, Ostyków, Kieżgajłów, Hlebowiczów i Sapiehów zasiadł w radzie wielkoksiążęcej neofita Abraham Józefowicz, jako podskarbi ziemski (wielki) W. Księstwa Litewskiego. Wśród jego potomków (Abrahamowiczów), spokrewnionych z najpierwszymi rodzinami polskimi (Zborowskimi) widzimy wojewodów, kasztelanów i generała artylerii litewskiej. Stanowiska starostów, stolników i krajczych były też zajmowane często przez nowochrześcijańskie rody, koligacące się drogą małżeństw ze starymi rodzinami szlacheckimi. Tak w Wielkopolsce wpływowe stanowisko zajęła wśród szlachty tamtejszej rodzina Powidzkich, wywodząca się od neofity Stefana Fiszta starosty powidzkiego i wojskiego kruszwickiego, spokrewnionego ze słynnym w dziejach rozwoju żydowskiej teologii politycznej gaonem Jakubem Polakiem, zwanym „Ojcem Talmudu”.

Na uwagę zasługuje jeszcze niewytłumaczalna dla mnie nienawiść i wrogość szlachty do chłopa. W cytowanym wyżej Rozdrożu Dąbrowska pisze:

»Ten wieczny i żadnym innym uczuciem nigdy nie przeważony strach przed „naruszeniem własności panów” przypomina mimo woli słowa Deczyńskiego: „Każdy szlachcic polski woli stracić połowę swego majątku jakimkolwiek bądź sposobem, niżeli pozwolić na to, żeby chłopi w jego wsi od odrabiania pańszczyzny wolnymi być mieli”.

W samej rzeczy Polak umiał z godnością znosić utratę przywilejów i majątków, zabieranych mu przez wroga. Umiał z lekkomyślnością sam wyzbywać się dóbr ziemskich dla tysiąca dobrych i złych powodów. Tracił świętą i umiłowaną ziemię ojców na karty, hulanki, fantazje. Oddawał ją za długi Żydom i Niemcom. Dla jednego tylko celu nie chciał nigdy oddać ani piędzi ziemi gruntu – dla chłopa, sedna ojczyzny i narodu. Psychologicznie można to wszystko uzasadnić, jako rzecz „arcyludzką”. Nie mniej składało się na tę postawę między innymi niezmierne wypaczenie pojęć tak o świętym prawie, jak i o świętych obowiązkach własności.«

W innym miejscu Dąbrowska pisze:

„Toteż jednym z najważniejszych a razem najgodziwszych, bo działających wyłącznie pozytywnie środków uporania się z wynikłym stąd niedorozwojem gospodarki narodowej, jest dźwignięcie mas chłopskich. I tak mi się wydaje, że kto nie chce przeobrażeń do tego prowadzących – a w moim przekonaniu i reforma rolna do tego prowadzi – ten jest, choćby nie wiem jak hałaśliwie manifestował co innego, za utrwaleniem w Polsce słabości gospodarczej żywiołów rodzimych.”

„W Galicji bowiem rozegrała się w całej pełni i jawności walka na nowej pozycji, na którą wycofała się szlachta. Nie mogąc się już bronic ani przed zamianą pańszczyzny na czynsze, ani przed uwłaszczeniem – broniono się zaciekle przed… oświatą ludową.

Wśród zwolenników najniższego minimum nauki dla chłopów i jak najmniejszych wydatków na szkoły wiejskie figurują takie nazwiska, jak hr. W. Dzieduszyckiego, hr. Reya, hr. Wodzickiego, hr. Stadnickiego, D. Abrahamowicza, nawet prof. J. Szujskiego. Kiedy posłowie chłopscy oświadczyli się za dodatkowym podatkiem na szkoły, szlachta zastrzegła się, że ona tego podatku płacić nie będzie, ‘gdyż ze szkoły ludowej nie użytkuje’. Dano tym wyraz opłakanej prawdzie, że tylko chłop jest zawsze stworzony do płacenia na rzeczy, z których nie użytkuje.”

Dziwnym więc zjawiskiem była ta polska szlachta, a razem z nią państwo, które ona stworzyła dla siebie. Wyjątkowe na tle ówczesnej Europy. Nie sposób nie zadać sobie pytania: dlaczego tak się stało? Pytać warto, nawet jeśli szansa na znalezienie właściwej odpowiedzi jest nikła. Pytania są bardzo ważne, bo one ukierunkowują nasze myślenie, porządkują je. W tym obecnym szumie informacyjnym to jedyny sposób na to, by zachować chociażby resztki zdrowego rozsądku.

Szlachta była stanem ludzi wolnych. Przynależność do niego określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania. A więc była stanem ludzi równych. I wszyscy byli dla siebie braćmi. Mamy więc kwintesencję tego stanu zawartą w trzech słowach: wolność, równość, braterstwo. Gdybym chciał to przetłumaczyć na francuski, to brzmiałoby to tak: liberté, egalité, fraternité. To nie tylko hasło rewolucji francuskiej, zresztą jedno z wielu, dopiero później upowszechnione, to też hasło lóż masońskich: Wielkiego Wschodu Francji i Wielkiej Loży Francji.

A więc byliśmy, nie bójmy się tego słowa, narodem wybranym, wybranym do przeprowadzenia pewnego eksperymentu, który miał zbadać, jak działają pewne mechanizmy. Z tego eksperymentu wynikło, że wprowadzenie demokracji rozkłada państwo, a ci, którzy tym kierują są anonimowi i nietykalni. Odpowiedzialność w demokracji spada, jak wiadomo, na ogół. Drugi wniosek jest taki, że demokracja nie ma szans na przetrwanie, jeśli działa w pojedynkę tj. otoczona jest monarchiami i do tego absolutnymi (Prusy, Rosja). Trzeci wniosek jest taki, że żeby demokracja przetrwała, trzeba ją wprowadzić we wszystkich znaczących krajach na świecie i z tej pozycji narzucać ją tym krajom, które jej jeszcze nie mają. Po to była rewolucja francuska. Dziś to zadanie wykonują Stany Zjednoczone.

Eksperymentowano nie tylko z demokracją, ale również z tolerancją religijną. To też osłabiało państwo. I RP była państwem wielonarodowym i mozaiką religii. Dziś na to mówimy – multi-kulti. Jeśli nie mamy spójnego systemu wartości opartego na jednej religii bądź innym systemie wartości, wspólnym dla całego państwa, to rządzenie nim staje się trudne, bo rządzący nie mają się do czego odwołać przy podejmowaniu trudnych decyzji. Innymi słowy, nie ma wartości wspólnych dla wszystkich, dla których warto poświęcać się: każdy sobie rzepkę skrobie. Tylko jedna nacja ma system wartości i cel zarazem, dla którego jest w stanie dużo, bardzo dużo zrobić. Ażeby do niego dojść, nie może mieć na swojej drodze innych nacji, które również mają własny system wartości, dla którego są w stanie poświęcić dużo, bardzo dużo.

Wszystko, co powyżej napisałem, jest tylko hipotezą i nie da się jej zweryfikować w oparciu o dokumenty, bo ich brak. Jednak z przytoczonych cytatów i wnioskowania wynika, że Żydzi, przybywając na ziemie polskie, nie tyle natrafili na pustkę, co raczej na teren słabo zaludniony, z mieszkańcami, których organizacja społeczna i państwowa była na stosunkowo niskim poziomie. To ułatwiło im podporządkowanie ich sobie, a przy okazji wykreowali rządzący stan, którego częścią byli i który był narzędziem w ich ręku. Tak więc proces przenikania i pozornej asymilacji Żydów trwa na ziemiach polskich od 1000 lat. Wszystko wskazuje na to, że jego zwieńczeniem będzie kreowana obecnie na prezydenta kobieta i Żydówka.

Państwo Polskie jest polskim tylko z nazwy. Przez cały okres istnienia trwało jego przejmowanie przez Żydów. Proces ten nie zaczął się od pojawienia się frankistów w drugiej połowie XVIII wieku. Jednak od tego momentu zaczyna się intensywniejsze parcie Żydów do najwyższej warstwy społeczeństwa polskiego. Później następuje asymilacja po powstaniu styczniowym, wepchnięcie przez cara litwaków do Królestwa Polskiego i w końcu ich liczne przybycie z Armią Czerwoną. Polska polityka od wieków jest prowadzona pod dyktando Żydów. Natomiast Polacy w Polsce są od tego, by przypisywać im wszelkie zło, jakie się w niej działo i dzieje, choć przeważnie nie oni byli i nie są przyczyną tego zła, bo cóż w Polsce mógł chłop pańszczyźniany, a obecnie – zwykły obywatel.