Scenariusze

6 sierpnia zaczęła się wielka ofensywa na Ukrainie. Od miesięcy nic tam się nie działo, aż tu nagle zmiana. W wyniku tych działań doszło do pożaru zaporoskiej elektrowni atomowej. W ofensywie w obwodzie kurskim bierze udział kilka tysięcy żołnierzy. Podobno walczą tam też najemnicy z Polski, Francji i Wielkiej Brytanii. Ukraińskie drony naruszyły przestrzeń powietrzną Białorusi i zaatakowały podmoskiewskie lotnisko wojskowe położone 31 km na północny wschód od Moskwy. 6 sierpnia to również rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Trudno oczywiście dokonywać ocen tego, co się dzieje, bo nie mamy żadnych rzetelnych informacji. Można to dopiero zrobić po czasie i dlatego tak ważne jest analizowanie tego, co zdarzało się w przeszłości. A z tych analiz wynika, że wszystko dzieje się według starannie wcześniej przygotowanych scenariuszy.

37 lat temu miało miejsce wydarzenie, które zaszokowało ówczesny świat. Mathias Rust, 19-letni niemiecki pilot, przeleciał wypożyczoną Cessną z Helsinek do Moskwy. Można więc powiedzieć, że ośmieszył „upadające” supermocarstwo. Jeśli mu się to udało, to tylko dlatego, że tak miało być. Wikipedia tak to opisuje:

x

Mathias Rust (ur. 1 czerwca 1968 w Wedel) – niemiecki pilot, który w 1987, mając wówczas 19 lat, przeleciał wypożyczoną Cessną 172 (oznaczenie D-ECJB) z miejscowości Uetersen (około 30 km na północny zachód od Hamburga) poprzez Helsinki w Finlandii do Moskwy.

Był wielokrotnie wykrywany przez obronę powietrzną ZSRR, a nawet przechwycony przez dwa myśliwce z lotniska w mieście Tapa (dziś Estonia), ani razu jednak nie padł rozkaz zestrzelenia go. Paraliż decyzyjny radzieckiej obrony przeciwlotniczej oraz irracjonalność zaistniałej sytuacji spowodowały, że udało mu się dolecieć do Moskwy, gdzie wylądował na moście Bolszoj Moskworieckij tuż obok Placu Czerwonego i Kremla. Po wylądowaniu został aresztowany przez KGB i skazany na 4 lata ciężkich robót (faktycznie odsiedział w więzieniu nieco ponad rok).

Cel

W czasach swojej młodości Mathias Rust, śledząc wydarzenia ze spotkania Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa w Reykjavíku (11–16 października 1986), postanowił zrobić coś, co zwróci uwagę świata na wrogi stosunek pomiędzy krajami podzielonymi żelazną kurtyną. Przelot samolotem ponad nią miał być według Mathiasa Rusta symbolem – pomostem ponad podziałami. Zapytany później w czasie przesłuchania o motyw, Rust oznajmił, że działał na rzecz „światowego pokoju” oraz dla „porozumienia między naszymi narodami”. Wydarzenie to było precedensem na skalę światową, odbiło się szerokim echem w mediach zachodnich.

Lot

13 maja 1987 roku Rust jako nowy członek hamburskiego aeroklubu wynajął niedużą, szkolno-treningową Cessnę F 172 P Skyhawk II (numer rejestracyjny D-ECJB) wyposażoną w dodatkowy zbiornik paliwa i wystartował z lotniska Hamburg. Podczas międzylądowania w Uetersen (Szlezwik-Holsztyn) wymontował tylne siedzenia samolotu i ponownie wzbił się w powietrze. Obierał kurs na Wyspy Owcze położone na północ od Wielkiej Brytanii. Jako pilot amator mógł latać tylko w dzień, więc w swojej podróży kilkakrotnie musiał zatrzymać się gdzieś na noc, zarówno dla odpoczynku, jak i dla zatankowania paliwa. Trasa jego przelotu wiodła następnie przez Islandię (Keflavík), Norwegię (Bergen) i Finlandię. 25 maja wylądował na helsińskim lotnisku Malmi.

Trasa przelotu Mathiasa Rusta; źródło: Wikipedia.

Trzy dni później, 28 maja (w święto radzieckich wojsk ochrony pogranicza) Rust wystartował w dalszą drogę. Wieżę kontrolną w Helsinkach poinformował, że zamierza lecieć do Sztokholmu, ale wkrótce po przekazaniu tej wiadomości skierował maszynę na wschód, w stronę Leningradu (obecnie Petersburg) na ruchliwy most powietrzny między Helsinkami i Moskwą. Wkrótce potem wyłączył radio w samolocie i zerwał łączność z kontrolą naziemną. W pobliżu miejscowości Sipoo (około 40 km na północny wschód od Helsinek) Cessna zniknęła z radaru fińskiej kontroli ruchu (prawdopodobnie wskutek obniżenia wysokości lotu). Kontrolerzy ruchu, podejrzewając, że maszyna uległa wypadkowi, ogłosili akcję ratunkową. W miejscu, w którym urwał się kontakt z Rustem, ratownicy odnaleźli na powierzchni morza dużą plamę oleju, co mogłoby oznaczać, że samolot się rozbił. Próby odnalezienia jego szczątków nie przyniosły jednak rezultatu. (Rust został później obciążony kosztami za tę akcję. Musiał zapłacić 100 tys. dolarów. Pochodzenia plamy olejowej nie udało się ustalić).

Tymczasem pilot leciał nad Zatoką Fińską i wkrótce przeciął linię brzegową Morza Bałtyckiego, znalazłszy się w przestrzeni powietrznej ZSRR. Ominął Leningrad i obrał kurs na południowy wschód do Moskwy. Linia kolejowa Leningrad – Moskwa posłużyła mu jako punkt orientacyjny. O godzinie 14.29 samolot Rusta pojawił się na ekranie radaru wojsk radzieckiej obrony powietrznej. Ponieważ próby nawiązania łączności radiowej z maszyną nie przyniosły rezultatu, namiarowcy przydzielili intruzowi numer 8255 i ogłosili alarm. W stan gotowości bojowej zostały postawione trzy jednostki rakietowe. Przez pewien czas śledziły one podejrzany obiekt, ale nie otrzymały zezwolenia na jego zestrzelenie. Następnie w ślad za niezidentyfikowanym samolotem zostały wysłane dwa myśliwce przechwytujące MiG-23. O godzinie 14.48, niedaleko miasta Gdow, jeden z pilotów myśliwców zlokalizował samolot podobny do Jaka-12 i zwrócił się do dowództwa z pytaniem, czy ma go zestrzelić. Rozkazu takiego nie otrzymał. Wkrótce potem w pobliżu miasteczka Stara Russa oba myśliwce straciły Cessnę z pola widzenia. Przypuszcza się (kto?), że Rust mógł tam na krótko wylądować. Przemawiałby za tym fakt, że w drodze do Moskwy pilot przebrał się. Ponadto okres, jaki upłynął od chwili wtargnięcia w przestrzeń powietrzną ZSRR do lądowania samolotu w Moskwie, był zbyt długi jak na prędkość, z którą początkowo leciał. Punkty OPK jeszcze kilkakrotnie namierzyły maszynę Rusta, ale za każdym razem utraciły z nią kontakt radarowy, prawdopodobnie z powodu niskiego pułapu lotu. Poza tym pilotowi sprzyjały jeszcze inne okoliczności – kilka dni wcześniej wprowadzono administracyjną reformę sił powietrznych ZSRR (struktury wojskowe zostały podzielone na kilka nowych jednostek, przydzielono im nowe zakresy działań). To spowodowało pewien chaos w centrum dowodzenia i trudności w ustaleniu zakresu odpowiedzialności za poszczególne strefy obrony kraju. Ponadto większość oficerów z pułku z okręgu Pskowa, wyznaczonego do obrony odcinka wybrzeża nad Zatoką Fińską, przebywała na manewrach, zaś pozostali na dyżurze młodzi, niedoświadczeni oficerowie kontroli ruchu powietrznego nie mogli samodzielnie podjąć decyzji o ewentualnym zestrzeleniu Rusta. Niemiec mógł więc bez przeszkód lecieć dalej.

W pobliżu miasta Torżok, odległego o mniej więcej 200 km od Moskwy Rust został ponownie namierzony, jednak ponieważ poprzedniego dnia doszło tam do wypadku lotniczego i wciąż prowadzona była akcja ratunkowa, naziemny punkt kontrolny uznał jednopłatową, nisko i wolno poruszającą się Cessnę za jeden z helikopterów biorących w niej udział. Potem awionetka Niemca była namierzana jeszcze kilka razy, ale mylnie brana za krajowy samolot szkolny, który nie przestrzega przepisów. Po ponad pięciogodzinnym locie, około 18.15, Cessna dotarła nad Moskwę i kierowała się w stronę Kremla. Na niebezpiecznie niskiej wysokości Rust wykonał trzy kręgi nad placem Czerwonym i Kremlem. Właśnie tam pilot miał zamiar wylądować, jednak ze względu na dużą liczbę ludzi na placu (około 300 osób – turystów i moskwian), zdecydował się na lądowanie na moście „Bolszoj Moskworieckij”. Poprzedniego dnia w celu konserwacji zdjęto przewody elektryczne, biegnące wzdłuż mostu, a które uniemożliwiłyby lądowanie. Samolot po kilkudziesięciometrowym dobiegu, o 19.30 zatrzymał się u szczytu schodzącego ku rzece Moskwie placu pod nazwą Wasilewskij Spusk, który służył wówczas za parking dla autokarów wycieczkowych. Miejsce to zlokalizowane jest tuż obok cerkwi św. Bazylego, niecałe 100 metrów od placu Czerwonego.

Tuż po wylądowaniu pilot został zatrzymany przez funkcjonariuszy KGB. Zapytany później w czasie przesłuchania o motyw, Rust oznajmił, że działał na rzecz „światowego pokoju” oraz dla „porozumienia między naszymi narodami”. Krótko przed procesem powiedział jeszcze: Gdybym otrzymał pozwolenie na mój lot do ZSRR, nie uzyskałbym takiego światowego oddźwięku, jaki uzyskałem. Ten rozgłos dla celu, jaki sobie postawiłem, osiągnąłem w pełni. I opłacało się dla niego tu przylecieć.

Konsekwencje lądowania

2 września 1987 roku rozpoczął się proces przeciwko niemu w Moskwie. Zarzucono mu między innymi: chuligaństwo, złamanie prawa lotniczego oraz nielegalne przekroczenie granicy ZSRR. Rust został skazany na 4 lata w obozie pracy.

Konsekwencje ze strony sekretarza generalnego KC KPZR Michaiła Gorbaczowa dotknęły także ówczesnego ministra obrony Siergieja Sokołowa, dowódcę Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Kraju Aleksandra Kołdunowa, którzy zostali zdymisjonowani, oraz ponad 2000 niższych rangą oficerów, którzy dopuścili się zaniedbania swoich obowiązków i niewykrycia obcego samolotu nad terytorium Związku Radzieckiego. Nie jest tajemnicą, że Sokołow i Kołdunow oraz pozostali zdymisjonowani byli przeciwnikami reform Gorbaczowa, a zwłaszcza pieriestrojki. Po ogłoszeniu wyroku z obawy o bezpieczeństwo więźnia nie został wysłany do ciężkich prac – postanowiono osadzić skazanego w moskiewskim więzieniu Lefortowo, gdzie spędził 432 dni. Następnie został zwolniony warunkowo. Na wniosek Przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej Andrieja Gromyki zezwolono mu na powrót do kraju, co nastąpiło 3 sierpnia 1988 roku.

Pozostałe wydarzenia z życia Mathiasa Rusta

W 1989 roku, w ramach tzw. służby zastępczej (niem. Zivildienst), pracował w szpitalu w Rissen (dzielnica Hamburga) w Niemczech. Tam zakochał się bez wzajemności w jednej z pracownic, co stało się przyczyną ataku na nią z użyciem noża. Kobieta ledwo przeżyła. Został skazany na 2 i pół roku więzienia, po 15 miesiącach został zwolniony warunkowo. Od tamtej pory prowadził podzielone życie, określając siebie jako „nieco dziwacznego”. W 1996 roku przeszedł na hinduizm żeby zaręczyć się z córką indyjskiego handlarza herbatą. W 2001 roku za kradzież puloweru z kaszmiru został ukarany grzywną w wysokości 10 tysięcy marek, zredukowaną później do 600 marek. W 2005 roku kolejny raz miał problem z prawem – za oszustwo wymierzono mu karę grzywny 1500 euro. W 2009 roku Rust określił się jako zawodowy gracz w pokera. W 2012 roku ujawnił, że pracuje jako analityk finansowy w banku inwestycyjnym z siedzibą w Zurychu.

x

Za dużo w tym locie przypadków i dziwnych zachowań Rosjan. Bez współdziałania radzieckich i niemieckich służb specjalnych taki lot nie byłby możliwy. W moim przekonaniu wszystko tu zostało doskonale zaplanowane i wykonane:

  • był wielokrotnie wykrywany przez obronę powietrzną ZSRR,
  • paraliż decyzyjny obrony przeciwlotniczej,
  • trzy jednostki rakietowe zostały postawione w stan gotowości bojowej, ale nie otrzymały rozkazu zestrzelenia,
  • Rust wylądował gdzieś na krótko, tylko gdzie?, co to było za miejsce, że nikt go nie zauważył; przecież taki samolot nie wyląduje na łące czy polu,
  • w pobliżu Moskwy ponownie został namierzony, ale naziemny punkt kontrolny uznał Cessnę za jeden z helikopterów biorących udział w akcji ratunkowej,
  • ponownie namierzona kilka razy i mylnie brana za krajowy samolot szkolny,
  • lądowanie na moście „Bolszoj Moskworieckij”, na którym poprzedniego dnia zdjęto w celu konserwacji przewody elektryczne,
  • wybór dnia: święto radzieckich wojsk ochrony pogranicza,
  • dymisja ministra obrony, dowódcy Wojsk Obrony Powietrznej Kraju oraz 2000 niższych rangą oficerów – wszyscy przeciwnicy reform, a zwłaszcza pierestrojki.

Z informacji z Wikipedii wynika, że Rust miał problemy psychiczne. A może to tylko były pozory? Zastanawiające jest to, że w końcu został analitykiem finansowym w banku inwestycyjnym w Zurychu. Na takim stanowisku i do tego w Szwajcarii to jest on już praktycznie poza prawem. Czy w związku z tym słusznym byłoby podejrzewanie go o to, że jest Żydem?

W latach 80-tych rozpoczęło się kontrolowane obalanie komunizmu w Związku Radzieckim i jego satelitach. Nie miało to nic wspólnego z twierdzeniem, że komunizm nie sprawdził się jako ustrój, że rozpada się niejako samoistnie. Lot Rusta miał to potwierdzić. Miał pokazać, że Związek Radziecki to kolos na glinianych nogach, a jego system obrony powietrznej nie działa. Ten argument miał trafić do zwykłych ludzi, by byli bardziej skłonni do pogodzenia się z bankructwem tego ustroju, w który wówczas, zwłaszcza w Związku Radzieckim, większość nadal wierzyła. I zapewne do wielu trafił on i uwierzyli, że komunizm upada sam z siebie. Lot ten wykorzystano również do przeprowadzenia czystek na najwyższych szczeblach władzy radzieckiej.

O tym, że procesy zmian nie dokonują się samoistnie, pisałem wielokrotnie. Podobne ustawki były w przypadku Pearl Harbor i zrzucenia bomby na Hiroszimę. Tam też kontrolerzy lotów i ich dowództwo zachowywali się podobnie jak w przypadku radzieckim. O tym pisałem w blogach 7 grudnia i 6 sierpnia.



6 sierpnia

Obecna sytuacja związana z „pandemią” dowodzi, że mamy do czynienia z eksperymentem medycznym. Masowo aplikuje się ludziom na całym świecie nieprzetestowaną „szczepionkę”, której skutki działania, w większości przypadków, znane będą za 3-4 lata. Czy to pierwszy raz, gdy rządy dokonują eksperymentów na swoich obywatelach? Niestety nie. Właściwie to wszystkie wojny, sztucznie wywoływane, stawały się okazją do ich wykonywania. I mam tu na myśli nie tylko nazistowskie eksperymenty w obozach koncentracyjnych. Takim eksperymentem było też zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki.

W Wikipedii możemy przeczytać, że były to jedyne w historii dwa przypadki użycia broni atomowej do działań zbrojnych. Ataku dokonały Stany Zjednoczone. W dniu 6 sierpnia 1945 roku zrzuciły bombę na Hiroszimę, a 9 sierpnia – na Nagasaki.

Od czerwca 1944 roku, po zdobyciu Marianów, dowództwo USAAF-u wysyłało superfortece B-29 nad japońskie miasta. To te same Mariany, które przed I wojną światową należały do Niemiec, a po jej zakończeniu, przyznano Japonii. Pomimo licznych nalotów Japonia nie zgadzała się na kapitulację. Jej stanowiska nie zmienił nawet potężny nalot dywanowy na Tokio z 9/10 marca 1945 roku. Był to najbardziej niszczycielski, przeprowadzony z użyciem bomb zapalających, atak powietrzny w historii. Wobec tego dowództwo amerykańskie planowało operacje, która zakładała desant 777 tys. żołnierzy amerykańskich na wybrzeżu Kiusiu. To najbardziej wysunięta na południowy-zachód wyspa archipelagu japońskiego. Pozostałe to Hokkaido (północ, zimowe igrzyska olimpijskie w Sapporo w 1972 roku), Honsiu (największa) i Sikoku.

Do desantu jednak nie doszło. Zdecydowano się na zrzucenie bomb atomowych. Pierwszy próbny wybuch bomby miał miejsce 16 lipca 1945 roku na poligonie wojskowym w stanie Nowy Meksyk. Jej siła rażenia zaskoczyła wszystkich naukowców i obserwatorów.

Na konferencji poczdamskiej (17 lipca – 2 sierpnia 1945 roku) sekretarz wojny Henry Stimson poinformował prezydenta Trumana, że prace nad bombą zostały ukończone i w przeciągu trzech tygodni może zostać ona zrzucona na jedno z japońskich miast. 26 lipca Truman ogłosił tzw. deklarację poczdamską, w której określił sposób zakończenia wojny – bezwarunkowa kapitulacja cesarstwa. Tego też dnia na wyspę Tinian (Mariany) przybył ciężki krążownik USS „Indianapolis”, przywożąc elementy bomby atomowej o nazwie „Little Boy”. Przez dwa dni rząd japoński obradował nad deklaracją. W końcu zdecydował, że Japonia nie zgadza się na postawione warunki. A te warunki to m.in. całkowita demilitaryzacja Japonii i ustanowienie obcych baz wojskowych na jej terenie.

W dniu 31 lipca został zakończony montaż „Little Boy”. Następnego dnia bomba była gotowa do użycia. Do realizacji zadania wyznaczono siedem superfortec B-29. Pierwsze trzy miały rozpoznać pogodę nad wyznaczonymi celami – Hiroszimą, Kokurą i Nagasaki. Bombę załadowano do B-29 o nazwie „Enola Gay”. Kolejny znajdował się na wyspie Iwo Jima (połowa drogi pomiędzy wyspą Tinian a wyspami japońskimi) w stałym pogotowiu, na wypadek kłopotów technicznych. Razem z „Enola Gay” leciał kolejny B-29 „The Great Artiste”, wyposażony w aparaturę kontrolno-pomiarową przeznaczoną do udokumentowania efektów wybuchu oraz samolot z numerem 911, z obsadą naukowców wyposażonych w kamery i sprzęt do fotografowania.

Źródło: Wikipedia

„Little Boy” wybuchł o 8:16 (czasu Hiroszima), 43 sekundy po zrzuceniu z „Enola Gay”, 580 metrów nad dziedzińcem szpitala Shima, 240 metrów na południowy wschód od mostu Aioi, w który celował bombardier Thomas Ferebee. Pilotem bombowca był Paul Tibbets. Wybuch miał siłę około 16 kiloton TNT. Nad centrum miasta zaczął formować się gigantyczny słup dymu, przybierający kształt grzyba. Jego wysokość sięgała kilkunastu kilometrów. Szacuje się, że zginęło około 30% populacji miasta (70-90 tys. mieszkańców), a liczba ta do dziś jest sporna. Z 76 tys. budynków, 70 tys. zostało zburzonych lub uszkodzonych, w tym 48 tys. całkowicie.

Zrzucenie bomby na Hiroszimę nie doprowadziło do bezwarunkowej kapitulacji Japonii. Wojskowi przekonywali cesarza, że Amerykanie dysponowali tylko jedną bombą. Wobec tego Amerykanie podjęli decyzję o zrzuceniu kolejnej bomby. Dodatkowym motywem do szybkiego zakończenia wojny z Japonią były szybkie postępy ofensywy radzieckiej w Mandżurii.

9 sierpnia Amerykanie wykonali kolejny nalot. O wiele bardziej złożona implozyjna bomba plutonowa „Fat Man” spadła na Nagasaki. Pierwotnie celem miała być Kokura, jednak zbyt duża pokrywa chmur uniemożliwiająca celowanie optyczne oraz coraz bardziej aktywna japońska obrona przeciwlotnicza nad miastem, spowodowała zmianę obiektu ataku. Bomba wybuchła o 11:02 czasu lokalnego z siłą ocenianą później na 22 kiloton TNT i 3 km od planowanego celu.

Ponieważ otaczające dzielnicę wzgórza osłabiły siłę fali uderzeniowej, „Fat Man”, pomimo że blisko dwukrotnie silniejszy niż „Little Boy” zrzucony na Hiroszimę, spowodował mniejsze szkody w ludziach i zabudowaniach. Niemniej jednak miasto zostało całkowicie zniszczone w promieniu ok. 1,6 km od miejsca wybuchu, a do sporych zniszczeń w dalszych jego częściach doprowadziły liczne pożary. Szacuje się, że eksplozja bomby „Fat Man” zabiła 40–70 tys. osób (do końca roku 1945 zmarło 70 tys. ludzi), w tym nieznaną liczbę uchodźców z Hiroszimy.

Ataki atomowe nadal nie przekonywały japońskich władz do kapitulacji. Kręgi wojskowe były zdecydowane dalej prowadzić wojnę. Dopiero 10 sierpnia cesarz Hirohito rozkazał przyjąć propozycję Amerykanów i to jego autorytet, niezaprzeczalny dla każdego ówczesnego Japończyka, w dużym stopniu zadecydował o kapitulacji kraju. Jedynym warunkiem japońskiej propozycji przekazanej Amerykanom za pośrednictwem Szwajcarii było, aby Hirohito zachował tytuł i pozycję cesarza. Tego samego dnia wieczorem prezydent Truman przyjął kapitulację Japonii i nazajutrz rozkazał wstrzymanie wszelkich operacji wojskowych (kolejny nalot atomowy z użyciem bomby „Fat Man II” był przygotowywany na 17-18 sierpnia). 15 sierpnia cesarz wygłosił orędzie, w którym ogłosił zawieszenie broni. 2 września na pokładzie USS „Missouri” Japonia podpisała akt „bezwarunkowej kapitulacji”.

Oceny długoterminowych skutków ataków jądrowych na Hiroszimę i Nagasaki nie są jednoznaczne. Według części szacunków w ciągu kolejnych 6 lat na chorobę popromienną umarło jeszcze 60 tysięcy ludzi.

Oszacowanie rzeczywistych strat (zabici i zmarli w ciągu pierwszego dnia po wybuchu) jest niemożliwe. Oficjalne szacunki amerykańskie w 1945 roku mówiły o 70 tys. śmiertelnych ofiar w Hiroszimie. Jezuici mający swoją misję w Hiroszimie podawali liczbę co najmniej 100 tys. zabitych. Później liczba ta stopniowo rosła, co należy przypisać chorobie popromiennej i skażeniu radioaktywnemu.

Tak to przedstawia Wikipedia. Fakty są bezdyskusyjne, natomiast pewne próby interpretacji motywów, jakimi kierowały się obie strony, mogą budzić pewne zastrzeżenia. Pomijając jednak te próby interpretacji motywów obu stron, fakty nieodparcie skłaniają do wniosku, że był to eksperyment. Eksperyment, na który zgodziły się obie strony, czy może raczej oba rządy. Jedni nie mieli skrupułów, by zrzucić bomby na bezbronną ludność cywilną, na miasta. Drudzy zgodzili się na to, by to ich obywatele zostali poddani temu eksperymentowi. Dlaczego zrzucono bomby na bezbronną ludność, a nie na wojsko? Przecież to wojsko japońskie walczyło z wojskiem amerykańskim. Zwykli ludzie nie mieli nic do tego, może nawet byli przeciwni wojnie, bo na wojnie giną żołnierze, którzy wywodzą się z tych zwykłych ludzi. Na wojnie nie giną politycy i generałowie, chociaż to oni powinni ponosić konsekwencje swoich decyzji.

Wszystko wskazuje na to, że sam konflikt pomiędzy USA i Japonią, zapoczątkowany atakiem na amerykańską bazę Pearl Harbor, został wywołany sztucznie. Japończycy tak zaatakowali bazę, by zniszczeń było jak najmniej. W wyniku ataku zginęło 2335 amerykańskich żołnierzy i marynarzy oraz 68 cywilów. Amerykanie stracili pięć pancerników, z których trzy udało się wyremontować i nadal wykorzystywać. Ponadto stracili 2 niszczyciele i jeden stary pancernik, służący jak okręt pomocniczy. Dwa główne cele Japończyków, czyli lotniskowce USS Lexington i USS Enterprise wypłynęły wcześniej w morze. Pierwszy wypłynął z portu 5 grudnia z zadaniem dostarczenia grupy samolotów na wyspę Midway, a drugi – 28 listopada z podobnym zadaniem dostarczenia grupy samolotów na wyspę Wake.

Podczas ataku infrastruktura bazy w Pearl Harbor odniosła tylko nieznaczne szkody. Japończycy nie zniszczyli również ogromnych i łatwo widocznych zbiorników z olejem napędowym, niezbędnych do dalszych działań floty (zgromadzonych było 4,5 mln baryłek ropy). Chodziło więc o pretekst do rozpoczęcia wojny, a nie o zniszczenie bazy na Hawajach. Gdyby ją zniszczono, to amerykańskie działania na Pacyfiku byłyby bardzo ograniczone.

Ciekawe informacje można znaleźć w artykule Adama Szostkiewicza Hiroszima i Nagasaki. Trauma Japonii, Polityka nr 31/2005. Jeszcze wczoraj link do tego artykułu działał. Dziś już – nie. Poniżej wybrane przeze mnie fragmenty.

Ranek 6 sierpnia 1945 r. był pogodny. Amerykańskie bombowce typu B-29 nadlatywały na dużej wysokości nad wybrzeże południowej Japonii. Wychwycił je japoński radar w Hiroszimie, ale operator uznał, że to akcja zwiadowcza i nie ogłosił alarmu. Kapitan marynarki wojennej William Parsons uzbroił bombę dopiero podczas lotu. Chłopczyk – tak przezwano bombę – naszpikowany był 60 kg uranu. Kwadrans po ósmej lokalnego czasu dowódca bombowca płk Paul Tibbets zrzucił bombę na miasto.

Wydaje się mało prawdopodobne, żeby operator mógł podjąć taką decyzję samodzielnie. W wojsku nie ma miejsca na samowolne interpretowanie tego, czy coś jest powodem do ogłaszania alarmu, czy nie jest. W takim wypadku operator zapewne poinformował swoich zwierzchników, a oni uznali, że nie ma powodu, by go ogłaszać. Tylko czy dlatego, że zignorowali zagrożenie, czy zrobili to świadomie, być może na czyjeś polecenie. Podobnie zachowali się Amerykanie w Pearl Harbor, gdy „uznali” nadlatujące japońskie samoloty za ich własne.

Dalej w tym artykule można przeczytać:

Cesarz, rząd i naczelne dowództwo w Tokio wiedziały już, że w Hiroszimie stało się coś, co przyspieszy klęskę Japonii, ale dopiero szesnaście godzin po ataku nabrały pewności, że jest ona nieuchronna. W specjalnym oświadczeniu prezydent Harry Truman poinformował świat, że lotnictwo amerykańskie zrzuciło jedną bombę o sile ponad 20 tys. ton trotylu: „Japończycy zaczęli wojnę atakiem z powietrza na Pearl Harbor. Odpłaciliśmy im teraz po wielekroć. Ale koniec jeszcze nie nadszedł. Tą bombą powiększyliśmy dramatycznie nasze możliwości niszczenia”. Komunikat był jasny: Stany Zjednoczone posiadają broń atomową i są gotowe użyć jej przeciwko Japonii.

Mamy więc odwołanie do ataku na Pearl Harbor i teraz spotkała Japończyków zasłużona kara. Jest to klasyczne kreowanie konfliktów: akcja i reakcja. A że Amerykanie wiedzieli o tym ataku, że prawdopodobnie było współdziałanie obu stron, by do tego ataku doszło, to o tym prezydent nie może oczywiście wspomnieć.

Czy da się tę hekatombę usprawiedliwić? Spór o to do dziś dzieli historyków. Koronny argument zwolenników użycia bomby jest ten, że ataki na Hiroszimę i Nagasaki przyspieszyły kapitulację Japonii, a przez to oszczędziły życie nie tylko setek tysięcy żołnierzy amerykańskich, którzy nie musieli już dokonywać inwazji Wysp Japońskich, ale także jeszcze większej liczby potencjalnych ofiar po stronie japońskiej.

Przeciwnicy ataku atomowego twierdzą, że Japonia była już na kolanach – kilku ówczesnych amerykańskich naczelnych dowódców wojskowych, m.in. generałowie Eisenhower i MacArthur, admirałowie Leahy i Nimitz, odradzało atak jako militarnie nieuzasadniony. Niektórzy dowódcy japońscy twierdzili, że to nie bomby atomowe Amerykanów, ale przystąpienie Sowietów do wojny przesądziło o kapitulacji Cesarstwa 15 sierpnia 1945 r. A już na pewno – dowodzili – niepotrzebne było zniszczenie Nagasaki.

Skoro najwyżsi rangą amerykańscy dowódcy wojskowi uznali atak za militarnie nieuzasadniony, to chyba wiedzieli, co mówili i chyba nikt bardziej niż oni nie znał faktycznej sytuacji na froncie walki z Japonią. Podjęto inną decyzję, a więc nie czynniki militarne decydowały, tylko polityczne. Bombę zrzucono po to, by później innym pokazać skutki jej działania i w ten sposób zastraszyć. Jak to zrobić, gdy zrzuca się ją na poligonie? Bez ofiar, spalonych czy napromieniowanych ciał? To nie zadziała na ludzką wyobraźnię. Perfidia doskonała!

Opinia amerykańska poznała makabryczne szczegóły ataków dopiero w rok później. Tygodnik „The New Yorker” prawie cały numer datowany 31 sierpnia 1946 r. wypełnił opowieścią Johna Herseya o skutkach zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Tekst ten przeszedł do historii prasy światowej: „To być może najsłynniejszy materiał kiedykolwiek opublikowany w tygodniku”, napisał „New Yorker” w nekrologu Herseya (zmarł w 1993 r.).

Relację tłumaczono na wiele języków i drukowano w formie książkowej w milionach egzemplarzy. Tylko w powojennej Japonii amerykańskie władze okupacyjne ociągały się z wyrażeniem zgody na edycję japońską (ostatecznie „Hiroszima” ukazała się tam w 1949 r.). Stylem zbliżonym do „Medalionów” Nałkowskiej autor opowiada o losach sześciorga ocalałych z wybuchu mieszkańców miasta, w tym niemieckiego misjonarza i japońskiego pastora. Jeden z naukowców amerykańskich pracujących nad bombą atomową napisał: „Płakałem, czytając opowieść Herseya o tym, co spotkało tę szóstkę, która szczęśliwie ocalała. Wstydzę się na wspomnienie, że piliśmy szampana na wieść o ataku na Hiroszimę, kiedy tam mieszkańcy miasta przeżywali niewysłowione cierpienia”.

Albert Einstein zamówił tysiąc egzemplarzy numeru z „Hiroszimą” Herseya: genialny fizyk należał do grupy uczonych, którzy skrytykowali użycie bomby atomowej przeciwko cywilom. Leo Szilard, inny naukowiec, który pracował nad amerykańską bombą i także uważał, że Ameryka nie powinna była użyć jej pierwsza, zauważył, że gdyby Niemcy użyli bomby atomowej do ataku na miasta, zostałoby to uznane za zbrodnię wojenną, a sprawców skazano by w Norymberdze na karę śmierci i powieszono. Istniała możliwość zademonstrowania potęgi bomby atomowej bez zabijania ludzi.

To ciekawe, że ci wszyscy naukowcy, którzy przyczynili się do powstania bomby atomowej, okazali się tacy „naiwni” i „wierzyli”, że nie zostanie ona użyta przeciw cywilom. Taka bomba nie mogła działać wybiórczo, niszczyła wszystko, co spotkała na swojej drodze. Wiedzieli, jak działa reakcja łańcuchowa. Oni nie mogli powiedzieć, że tylko wykonywali rozkazy, ale dobrze płatna posada jest nie do pogardzenia, szczególnie dla emigrantów, a takimi byli Einstein i Leo Szilard, węgierski Żyd.

Po stronie zachodniej nie brakuje więc wyrzutów sumienia. A po japońskiej? Hiroszima to dla Japończyków słowo niemal święte – wyjaśnia brytyjski pisarz, miłośnik i znawca Japonii Ian Buruma – symbol narodowego męczeństwa i absolutnego zła, tak jak w Europie Auschwitz; w znakomitej książce o japońskim rachunku sumienia Buruma cytuje japońskiego uczonego, profesora Saika: „Atak atomowy na Hiroszimę był największym grzechem XX w.”.

Japończycy utożsamiają się więc z ofiarami Hiroszimy, ale tego, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tej tragedii, wolą nie rozpamiętywać. Kiedy wyrwie się tragedię miast z kontekstu wojny rozpętanej przez Cesarstwo w Azji Wschodniej, odpowiedzialność zaczyna się rozmywać. Naród agresorów zamienia się w naród męczenników.

Atak atomowy na Hiroszimę był największym grzechem XX w.”. Dziś już wiemy, że obowiązuje inna narracja. Największym grzechem XX wieku był holocaust. Tak nam się wmawia już od wielu lat i nic nie wskazuje na to, by coś zmieniło się w tej materii w dającej przewidzieć się przyszłości.

W ostatnim akapicie autor, Adam Szostkiewicz, pisze, że kiedy wyrwie się tragedię miast z kontekstu wojny rozpętanej przez Cesarstwo w Azji Wschodniej, to odpowiedzialność zaczyna się rozmywać i naród agresorów zmienia się w naród męczenników. Czy rzeczywiście tak było, że Cesarstwo rozpętało wojnę?

Na mocy traktatu pokojowego, po I wojnie światowej, Japonia otrzymała prawa poniemieckie w Szantungu (prowincja na wschodnim wybrzeżu Chin) oraz Wyspy Marshalla, Mariany i Karoliny. Te wyspy leżą w południowo-zachodniej części Pacyfiku na wschód od Filipin i na północ od Australii.

Po upadku Francji marionetkowy rząd Vichy podpisał z Japończykami porozumienie, na mocy którego północna część Indochin Francuskich przeszła pod kontrolę Japonii. W lipcu 1941 roku, korzystając ze sprzyjających okoliczności, Japończycy zajęli także południową część Półwyspu Indochińskiego, co spotkało się z gwałtowną reakcją Waszyngtonu zaniepokojonego niekontrolowaną ekspansją mocarstwa.

Marionetkowy rząd Vichy podpisał porozumienie, jakie podyktowali mu Niemcy, których sojusznikiem podczas II wojny światowej była Japonia. Tak więc Japonia stała się mocarstwem na zasadzie – jak dają to bierzemy. Kto by nie wziął! Jednak nie wszystko jest takie proste. W blogu „7 grudnia” pisałem:

„Na początku okresu Edo (1600-1868) Japończycy prowadzili handel z państwami Azji oraz Europejczykami przebywającymi w Japonii (Portugalczycy, Hiszpanie, od 1609 roku Holendrzy, od 1613 Anglicy). Po jakimś czasie Japończycy stracili zaufanie do Europejczyków i nastąpił okres izolacji. Na przełomie XVIII i XIX wieku ponownie wzrosło ich zainteresowanie Japonią. Byli to głównie Rosjanie, Brytyjczycy i Amerykanie. W 1854 roku na skutek działań komandora M.C. Perry’ego, dowódcy eskadry amerykańskich okrętów, Japonia zaczęła otwierać swoje granice. Podpisała traktat o przyjaźni z USA (m.in. otworzyła porty), następnie z Wielką Brytanią, Rosją (1855), Holandią (1856), W 1858 zawarła traktaty handlowe z USA (m.in. prawo eksterytorialności), Wielką Brytanią, Rosją, Holandią, Francją, Portugalią (1860), Prusami (1861).

Tak to opisuje Wikipedia. Nie precyzuje jednak, jakie to były działania komandora Perry’ego. Długo pertraktował on z Japończykami, ale ci byli nieustępliwi. Dopiero gdy użył decydującego argumentu, którym były armaty, poddali się. Kilka salw w ich kierunku uzmysłowiło im, że przeciwnik jest nie do pokonania. Oni ich nie mieli. Ten ostateczny, decydujący argument, to ultima ratio regum – ostateczny argument królów. Ten łaciński napis umieszczany był z rozkazu Ludwika XIV i Fryderyka II Pruskiego na działach z brązu.

Skoro komandor Perry użył tego ostatecznego argumentu, to chyba nie tylko po to, by przekonać Japończyków do swoich racji, ale również po to, by ich podporządkować Ameryce. Ta zależność nie zniknęła i zapewne trwa do dziś. Była więc również w okresie II wojny światowej. Czy zatem Amerykanie wydali Japończykom rozkaz ataku na Pearl Harbor? Nie wiem i nigdy się nie dowiem, ale wcale nie zdziwiłbym się, gdyby tak było.”

Jaki więc był ten imperializm japoński i skąd on się wziął? Państwa europejskie i Ameryka wykreowały go dla własnych celów. Trzeba jednak dodać, że konferencję w Wersalu finansował Rotszyld. Bez tego faktu zrozumienie czegokolwiek w polityce międzywojnia i II wojny światowej będzie trudne. Ktoś, kto finansował taką konferencję, miał zapewne wpływ na jej skład, a zatem i wpływ na to, co miało się dziać w najbliższej przyszłości i tej dalszej.

Jeśli ktoś przeprowadza eksperyment, powiedzmy w laboratorium, to obserwuje jego przebieg, notuje to, co zauważył, robi uwagi, może nawet fotografuje pewne zjawiska. Tworzy więc jego pełną dokumentację.

A jak to było w Hiroszimie? Razem z „Enola Gay” leciał kolejny B-29 „The Great Artiste”, wyposażony w aparaturę kontrolno-pomiarową przeznaczoną do udokumentowania efektów wybuchu oraz samolot z numerem 911, z obsadą naukowców wyposażonych w kamery i sprzęt do fotografowania.

Już same nazwy tych samolotów wskazują, że ci, którzy je tak ochrzcili, musieli mieć coś nie tak z głową. „Enola Gay” – „gay”, to chyba w tym wypadku jakiś „wesołek”, czy coś podobnego. „The Great Artiste” – „Wielki Artysta”. Czy ci, którzy skompletowali taką aparaturę pomiarową i naukowców wyposażonych w kamery i sprzęt do fotografowania nie wiedzieli, że bomba spadnie na niewinną ludność? Czy ci naukowcy nie wiedzieli o tym? A później płakali. Że co? Że żołnierze japońscy byli często wyjątkowo okrutni wobec swoich przeciwników i ludności cywilnej podbitych krajów? Byli! Ale to ich i ich dowódców należało karać, a nie bezbronną i niewinną ludność, którą potraktowano jak zwierzęta, na których przeprowadza się eksperymenty. A okrutni byli nie tylko żołnierze japońscy. W Europie nie było lepiej. Ale i w Europie i w Azji cierpieli niewinni ludzie.

Z tego, co wydarzyło się w Hiroszimie i Nagasaki płynie jeden wniosek: wszystkie rządy traktują swoich obywateli jak podludzi; mogą zrobić z nimi wszystko i nie będą miały najmniejszych skrupułów, by zrobić to, co uznają za konieczne z ich punktu widzenia. Do swych celów angażują pomocników, najczęściej naukowców z różnych dziedzin. W przypadku bomby atomowej byli to fizycy jądrowi. Obecnie wykorzystują biotechnologów, wirusologów, biologów, personel medyczny różnych stopni. I oni, dobrze opłaceni, również nie mają najmniejszych skrupułów, by służyć tym rządom. Doskonale wiedzą, że ta „szczepionka” służy do zabijania ludzi. Tylko, że tym razem działa ona w sposób niewidoczny i nie od razu. I to im nie przeszkadza, podobnie jak kiedyś fizykom nie przeszkadzało to, że bomba atomowa, z racji swej natury, bardziej będzie groźna dla ludzi niż dla wojska. Wygląda więc na to, że za pieniądze można z człowiekiem zrobić wszystko, a ten eksperyment, któremu jesteśmy obecnie poddawani, w swoich skutkach, będzie o wiele groźniejszy niż wszystko, czego ludzkość dotychczas doświadczyła. Jeśli więc są jeszcze ludzie, którzy wierzą w to, że rząd wszystko robi w trosce o nasze bezpieczeństwo i zdrowie, to ich przebudzenie będzie bardzo bolesne.