Cele socjalizmu

To, czego obecnie jesteśmy świadkami, to tworzenie tzw. NWO – New World Order, czyli Porządku Nowego Świata. Jak chce się ukryć prawdziwe cele i intencje, to stare nazywa się po nowemu. A ten nowy porządek to po prostu stary „dobry” socjalizm, czy jego wyższa forma – komunizm. Cel jest od zawsze ten sam – realizacja żydowskiego mesjanizmu. Socjalizm czy NWO to przykrywka. Żeby to jednak zrozumieć, to wypada zacząć od początku. Wszystkie cytaty, poza dwoma pierwszymi, pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela. Te, przy których nie jest podane źródło, są jego autorstwa.

„Socjalizm to ideologia społeczna, która na gruncie krytyki ustroju kapitalistycznego głosi program zniesienia stosunków społecznych opartych na prywatnym władaniu środków produkcji oraz postuluje zachowanie ustroju społecznego, w którym społeczna (całkowita lub częściowa) własność podstawowych środków produkcji, oddanie ich pod kontrolę społeczeństwa i wykorzystanie w celu racjonalnego zaspokojenia jego potrzeb stanie się ekonomiczną podstawą zniesienia podziałów klasowych i wyzysku człowieka przez człowieka, a zarazem zasadniczą przesłanką przemian prowadzących do realizacji zasad sprawiedliwości i równości społecznej.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1967.

Według tej definicji własność prywatna środków produkcji powoduje nierówności społeczne. Kiedy więc własność ta stanie się własnością społeczną, to znikną podziały klasowe, a wraz z nimi zapanuje sprawiedliwość i równość społeczna. Bez wątpienia jest to utopia. A dlaczego? Bo człowiek z natury chce być lepszy od innych: chce mieć lepszy samochód niż sąsiad; większy, bardziej okazały dom niż inni; tam, gdzie pracuje, chce zajmować wyższe, lepiej płatne stanowiska; chce nosić drogie ubrania, zegarki, biżuterię. I chce jeszcze wiele innych rzeczy, których posiadanie pozwoli mu na wyróżnienie się w swoim środowisku.

„Komunizm – ustrój społeczny postulowany przez ideologię komunistyczną; w marksistowskiej teorii rozwoju społecznego – wyższe bezklasowe stadium społeczeństwa socjalistycznego, różniące się od jego stadium niższego – socjalizmu, nie sposobem produkcji, nie typem stosunków produkcji, lecz stopniem rozwoju tego społeczeństwa, przede wszystkim stopniem rozwoju ekonomicznego, stwarzającym możliwość przejścia od zasady podziału „według pracy” do zasady podziału „według potrzeb” oraz stopniem dojrzałości stosunków społecznych opartych na zasadach równości społecznej i aktywnego współuczestnictwa obywateli w zarządzaniu społeczeństwem.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1965.

Komunizm to wyższe stadium socjalizmu, w którym rozwój ekonomiczny pozwala na przejście do podziału wytworzonych dóbr według zasady „według potrzeb”. I znowu utopia! A kto będzie określał te potrzeby? I jak miałoby wyglądać aktywne współuczestnictwo obywateli w zarządzaniu społeczeństwem? No właśnie! Społeczeństwem – nie państwem. W tych wizjach nie ma już miejsca na państwa, a już szczególnie – państwa narodowe. Już w zasadzie tylko to pozwala zorientować się, kto za tym stoi i komu to służy. Zasada podziału „według potrzeb”, powraca obecnie w postaci „dochodu gwarantowanego”, czy jak oni tam go nazywają. Innymi słowy – pierwszy etap na drodze do wprowadzenia komunizmu. Bo ten dochód gwarantowany miałby być wprowadzony dla wszystkich. Dla tych, którzy pracują i dla tych, którzy nie pracują. A więc byliby równi i równiejsi, przynajmniej na początku.

Podstawy socjalizmu i komunizmu tkwiły już w filozofii lóż wolnomularskich XVIII wieku. Jednak przodująca w rewolucji francuskiej warstwa mieszczańska miała zbyt wiele do stracenia, by dać się uwieść komunistycznym dążeniom Babeufa. Jego zapędy zostały stłumione w epoce terroru. Burżuazja była raczej zainteresowana w zachowaniu stanu po rewolucji. Rozwój przemysłu zapewniał jej uprzywilejowaną pozycję, a ideologia liberalizmu rozgrzeszała wyzysk robotnika przez fabrykanta. Rosnące uprzemysłowienie i rozrost miast tworzyły proletariat miejski, coraz bardziej wyzyskiwany i niezadowolony ze swego stanu. I to on miał się stać tą siłą rewolucyjną skierowaną przeciw burżuazji. Rolą wolnomularstwa było tylko powstrzymywanie ewentualnego jej oporu. Natomiast zbrojne ramię miał stanowić tajny związek, założony poza wolnomularstwem – związek węglarzy. Na jego czele stanął Filip Buonarotti, dawny towarzysz Babeufa.

Buonarotti, tworząc ideologię węglarstwa, nawiązywał do komunizmu Babeufa. Podpierał się ideą kontraktu społecznego Rousseau – zasadami prawa naturalnego.

„Na zasadzie prawa naturalnego, które uzależnia produkcję od pracy, praca staje się oczywiście dla każdego obywatela istotnym warunkiem kontraktu społecznego; skoro każdy, wstępując do społeczności, przynosi równy wkład, to jest całość swych sił i środków, wynika to z tego, że ciężary, wytwory produkcji i korzyści winny być rozdzielone równomiernie. Rzeczywiście celem społeczności jest zapobiec skutkom naturalnej nierówności; choćby było prawdą, ze nierówność używania przyspieszyła postęp w rzemiosłach, rzeczywiście użytecznych, mimo to dzisiaj winna się skończyć, gdyż dalszy postęp nie przyczyniłby się w niczym do rzeczywistego dobra ogółu, zaś równość – którą założycielom społeczeństw podszepnął zdrowy rozsądek – zaleca nam jeszcze wymowniej wzrost naszej wiedzy oraz codzienne doświadczenie tych złych skutków, jakie pociąga za sobą nierówność. Wspólność dóbr i pracy, to znaczy równomierny rozdział ciężarów i pożytków, jest więc właściwym przedmiotem stanu społecznego i jego udoskonaleniem, jedynym porządkiem publicznym, zdolnym do wygnania ucisku, uniemożliwia bowiem spustoszenia dokonywane przez ambicję i chciwość, a poręcza wszystkim obywatelom możliwie wielki dobrobyt.” – Philippe Buonarotti, Conspiration pour l’égalité de Babeuf.

Kontrakt społeczny? Co to takiego jest? Kto z kim się umawiał? Nie wiemy jakie były nasze, jako ludzi, początki. Każdy wnosi równy wkład? Przecież to bzdura. Wkład – całość swych sił i środków. Zawsze byli ludzie zdolniejsi i mniej zdolni, pracowici i lenie, zapobiegliwi i lekkoduchy, zdrowi i chorzy itp. A równość założycielom społeczeństw podszepnął zdrowy rozsądek. A skąd wiadomo, że tacy założyciele byli? Wspólność dóbr i pracy uniemożliwia spustoszenia dokonywane przez ambicję i chciwość. To prawda, wspólność dóbr i pracy zrównuje wszystkich, ale musi jeszcze być ktoś, kto strzeże tego porządku, okiełznuje chciwość i ambicję, ale ten ktoś, z racji tego, że występuje w roli strażnika, jest już ponad resztę. I tu kończy się ta równość. A więc „wybrani” strzegą tego porządku, tej równości. Są więc równi i równiejsi a cala ta ideologia staje się fikcją, przykrywką do realizacji innych celów. Te cele są wiadome od początku istnienia „narodu wybranego”. To on ma panować nad tą bezładną masą, w której nie będzie miejsca na realizację własnych ambicji, bo one dokonują spustoszeń. Właśnie jesteśmy świadkami realizacji tego nowego ładu. Jak utworzyć jednolite społeczeństwo? Dziś już wiemy. Zaszczepienie i zaczipowanie wszystkich ludzi umożliwi kontrolę nad nimi. Ci, którzy będą się sprzeciwiać zostaną wyeliminowani. Człowiekowi z czipem można wyłączyć funkcje życiowe, jeśli okaże się krnąbrny. Ale jak do tego doszło, do tego, czego obecnie jesteśmy świadkami?

Węglarstwo, pomimo takich teorii, głoszonych przez Buonarotii’ego nie zdołało wyjść poza ramy rewolucji mieszczańskiej 1848 roku i poza zdobycie Żydom w całej Europie (poza Turcją i Rosją) pełni praw politycznych, ale mogli w niej kształcić się teoretycy socjalizmu i manifest komunistyczny Marksa i Engelsa z 1848 roku przygotował odpowiedni grunt wśród części inteligencji, która, jako warstwa społeczna, zaczęła się kształtować po rewolucji francuskiej.

„Marks skorzystał z krańcowych sformułowań liberalizmu, dokonanych przez Davida Ricardo. Zaczerpnął z nich swą doktrynę walki klas o byt i dobrobyt. Zasady liberalizmu ułatwiły mu materialistyczny pogląd na dzieje, jako łańcuch zmagań o charakterze wyłącznie klasowo-gospodarczym. Wzrost wielkich fortun uprawniał go do tezy o koncentracji kapitałów. Po barwę naukową sięgnął do Kanta i jego epigonów, a szczególnie do Hegla i odział – śladem tamtych – swe twierdzenia w szatę pewników apriorycznych, z „góry” danych, uczynił z nich konieczności historyczne. Tak powstał dogmatyczny i doktrynerski charakter teorii socjalistycznych.

Marks, ojciec socjalizmu i bolszewizmu, był oczywiście żydem i nie krył się z nienawiścią do otoczenia. Wszak dawniej ojciec jego wychrzcił się pozornie wraz z nieletnim wówczas synem. Twórca socjalizmu wiedział, gdzie uderzyć, gdzie znajdzie najsłabszą stronę burżuazyjnego ustroju, opartego o liberalizm. Manifest komunistyczny w r. 1848 głosił:

Rozwój przemysłu, którego mimowolną i nieuniknioną dźwignią jest właśnie burżuazja, stwarza z klasy robotniczej, rozbitej przez konkurencję, zjednoczone szeregi rewolucyjne.

Tym warstwom manifest Marksa rzucał gromkie hasła wywrotowe, twierdząc że proletariusz nie ma nic do stracenia prócz kajdan, że proletariusz nie ma ojczyzny; ich to wzywał okrzykiem, któremu zawdzięcza swe powstanie międzynarodówka i który po dziś dzień znaleźć można w nagłówkach pism socjalistycznych: proletariusze wszystkich krajów łączcie się!

Marks liczył na to, że dalsze panowanie liberalizmu, rozgrzeszającego wyzysk, doprowadzi do rewolucji proletariackiej. Albowiem wolność handlu zaostrza przeciwieństwo między proletariatem a burżuazją. Słowem – system wolności handlowej przyspiesza rewolucję. – Karl Marx, das Elend der Philosophie (Nędza filozofii).

Poglądem Marksa było więc, że teoria Dawida Ricardo przyspieszała rewolucję; jest to cenne wyznanie, a to tym bardziej, że mówi tak o żydzie burżuazyjnym żyd rewolucjonista.”

W stulecie urodzin Karola Marksa, w wychodzącym w Berlinie syjonistycznym organie w języku rosyjskim „Raswiet”, Idelson zamieścił jego charakterystykę:

„W samym końcu zeszłego stulecia śród żydostwa w Niemczech dała się już stwierdzić kategoria żydów, będących pośrednimi typami między starym żydostwem a nową cywilizacją europejską. Nowe to żydowskie środowisko nie jest zdolne do rozpłynięcia się w ogólnym otoczeniu. To nie są ani żydzi, ani Europejczycy. Ta kategoria ludzi jakby stworzona jest do tego, aby być przednią placówką dla wszystkich eksperymentów i doświadczeń. Ze starego żydostwa ta kategoria typów zachowała brak poczucia rzeczywistości… Dla żyda wszystko jest oderwaną formułką, a stąd płynie jego całkowita pewność co do słuszności jego stanowiska, pochodzi jego brak zwątpień i wszelkich wahań, brak poszukiwań, zazwyczaj właściwych ludziom pracującym nad życiem, czerpiącym z jego różnorodnych przejawów swoje twórcze dążenia. Lecz poza tym u żydów, którzy znaleźli się w tym nowym życiu, jest jeszcze jedna właściwość: są pozbawieni tradycji, w odróżnieniu od otoczenia, które nie jest zdolne do uwolnienia się od niej… Kiedy żyd tępi szlachtę lub burżuazję, nie żałuje tego piękna życia i wyższej kultury, których wyrazicielami były te warstwy. W żydzie pozostała z przeszłości jedynie nienawiść do istniejącego stanu rzeczy, który zawsze był dla niego wstrętny. Wszystko to razem wzięte czyni z żydów typ wybitnie rewolucyjny, ściśle mówiąc, typ raczej okresu niszczenia niż twórczości, ponieważ twórczość nie może odbywać się szablonowo i na podstawie wypracowanych formułek. We wszystkich rewolucjach, poczynając od zeszłego stulecia a kończąc na na obecnej rosyjskiej, ten typ żydowski bierze udział, odgrywa w nich dużą rolę, stanowi częstokroć duszę tego ruchu, w zależności od odporności i rozwoju mas, wśród których działa… Do tej kategorii typów należał również Karol Marks.” – „Raswiet” z r. 1923, nr 49.

„Nie jest wcale przypadkiem, że twórcy ruchu naukowego socjalizmu, Marks, Lassale, Bernstein etc. byli żydami, a jest pewnym, że żydzi stali w pierwszym szeregu propagandy ideałów międzynarodówki.” – Zewi Parnass, Kwestia żydowska w świetle nauki.

„Socjalizm nie krył się od początku ze swym stosunkiem do dążeń żydowskich. W r. 1862 socjalista Mojżesz Hess, przyjaciel Marksa i Lassala, wydaje dzieło pt. Rzym i Jerozolima głoszące, że wieczną prawdę przechowuje tylko judaizm i propagujące mesjanizm Izraela.” – S. Berstein, Der Zionismus, sein Wesen und seine organization (Syjonizm, jego natura i organizacja).

I nie ma w tym nic dziwnego, bo „w mesjańskiej idei żydowskiej znajduje się taki wzór socjalizmu, jak nigdzie indziej.” – Arnold Zweig, Die Demokratie und die Seele des Juden (Demokracja i dusza Żyda).

„I ta mesjańska idea żydowska w odbiciu socjalistycznym miała prowadzić masy robotnicze do walki ze stworzonym przez żydów ustrojem kapitalistycznym. Nie należy jednak tego brać zbyt dosłownie. Przecież Marks głosił, że dyktaturę proletariatu musi poprzedzić koncentracja kapitałów. Uważał tę koncentrację za naturalny wynik rozwoju historycznego, którego skutkiem będzie dopiero rewolucja proletariacka. Skoro zaś każdy marksista musiał sobie życzyć, by ten moment, dogodny dla rewolucji, nastąpił jak najprędzej, to musiał także uważać za korzystne wszystko to, co przyspieszyć mogło koncentrację kapitałów. W ten sposób uderzył całą siłą w mniejsze przedsiębiorstwa, zaś powstanie przedsiębiorstw wielkich uważał za rzecz pożądaną i nie stawał im na drodze. Program erfurcki socjalnej demokracji niemieckiej głosił, że rozwój ekonomiczny społeczeństwa mieszczańskiego prowadzi siłą konieczności do upadku drobnych zakładów pracy.

Zbyt doktrynerskie sformułowania Marksa zmusiły socjalizm do pewnej rewizji jego poglądów. Powstał tzw. rewizjonizm w ruchu socjalistycznym, który poszedł w różnych kierunkach. Jednak istotne wytyczne autora Kapitału zostały po dziś dzień nienaruszone. Także i dzisiaj socjalizm uderza głównie w małego przedsiębiorcę, w większego rękodzielnika, małego fabrykanta, by przyspieszyć ich zagładę na rzecz wielkich zakładów skoncentrowanego kapitału. Ten mały przedsiębiorca, robotnikowi dobrze znany, jest przedmiotem ataków, on jest groźnym wyzyskiwaczem robotnika, za to wielki kapitał międzynarodowy, pracujący anonimowo za zasłoną trustów i towarzystw akcyjnych, bywa oszczędzany, bo jego istnienie i rozwój przyspiesza rewolucję proletariacką, a przecież im gorzej, tym lepiej. Robotnik, chroniony rzekomo przed wyzyskiem ze strony drobnego kapitalisty, winien być – w myśl teorii Marksa – oddany na łup nieznanych posiadaczy papierów, praca zaś jego ma być przedmiotem spekulacji giełdowej. Czy fakt, że ten anonimowy, skoncentrowany kapitał był w ręku giełdziarzy i bankierów nie miał wpływu na doktrynę żydowskiego ojca socjalizmu? Czy nie powodował tymi, którzy i później wieścili zagładę małym zakładom pracy, znajdującym się w rękach burżuazji?”

„Współczesny socjalizm nie dąży też wyłącznie do sprawiedliwości, to znaczy do równości, lecz także do podniesienia kultury społeczeństwa. Rozwój kultury jest jednak niemożliwy bez istnienia wielkich zakładów pracy.” – K. Kautsky, Rewolucja proletariacka.

„Jeżeli cała gospodarka kapitalistyczna nie ma być skonfiskowaną i upaństwowioną od jednego zamachu, jeżeli chociażby część przedsiębiorstw ma nadal istnieć, to nie wolno im odbierać tej części ich środków, niezbędnych do dalszego funkcjonowania, które zdeponowały one w bankach. Toteż, kto przemyślał nad ta sprawą, ten bez względu na sposoby nie żąda już dziś uspołecznienia kapitałów leżących w bankach. Trzeba tylko żądać upaństwowienia aparatu bankowego.” – K. Kautsky, Rewolucja proletariacka.

„I myśmy przemyśleli nad tą sprawą i sądzimy, że z tego rodzaju przewrotem, oszczędzającym wielkie zakłady pracy i kapitały nagromadzone w bankach, może się zgodzić spokojnie wielka finansjera żydowska.

To samo, co o stosunku socjalizmu do przedsiębiorstw przemysłowych, należy powiedzieć o jego stosunku do własności ziemskiej. Z początku socjalizm niechętnie odnosił się do włościaństwa i wieścił mu zgubę.

Nasz drobny włościanin jest, jak każdy przeżytek minionego systemu wytwarzania, nieuchronnie skazany na zagładę. – pisał Engels.

Warstwa włościańska była jednak w niektórych krajach zbyt potężna, by socjalizm odważył się stale iść wyraźnie przeciw niej. Postanowiono ją odurzyć demagogicznymi hasłami, tym bardziej, że ponure przepowiednie o jej zagładzie jakoś nie chciały się sprawdzać. Socjalizm już przed wojną w Rosji rzucił hasło reformy rolnej, pomyślanej jako pozbawienie ziemi wielkiej własności na rzecz małej. Hasło to, tak sprzeczne z teorią Marksa o koncentracji kapitałów, było czystą demagogią. Po wojnie socjalizm w szeregu państw popierał hasła reformy rolnej bez odszkodowania, a więc przewrotu rolnego. Oczywiście socjalizm uważa reformę rolną za etap przejściowy do upaństwowienia własności ziemskiej.

Postulatem jawnym socjalizmu żydowskiego jest socjalizacja ziemi, lecz własność prywatna fabryk, domów itd. – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

A więc domów żydowskich w miastach i własności fabrycznej międzynarodowego kapitału nie należy dotykać. Za to do własności rolnej nie można dopuścić, bo do roli żydzi ciągu nie mają, a własność ziemska jest instytucją rzymską, sprzeczną z prawem mojżeszowym. Prawdziwa reforma rolna musi uzgodnić stosunki agrarne z przepisami judaizmu.

Reforma rolna stara się o to, aby ziemię (ewentualnie za pomocą wieczystej dzierżawy) usunąć z obrotu towarowego (żeby mogła stać się według wzoru Mojżeszowego przedmiotem prawa publicznego własnością publiczną – przyp. autora). – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

Jeden z największych przewrotów zmierza ku unicestwieniu arystokracji pracujących głową, ku społecznemu ich zrównaniu z robotnikami ręcznymi – jest to niwelacja tak niesłychana i potężna, że niejednemu mędrcowi dziś jeszcze wydaje się niedorzeczną utopią, chociaż na jego oczach już się rozpoczęła – pisał na kilka lat przed wojną światową (przed I wojną światową – przyp. mój) lider socjalizmu niemieckiego. (K. Kautsky, Historia komunizmu).

Socjalizm doktryny swoje ubrał w szatę pozornie naukową. Tę naukowość pożyczył od Niemców, lecz treść dali mu żydzi. Naukowość marksizmu oto jego niemiecka, jego nieżydowska, jego antyżydowska ingrediencja. – Max Brod, Sozialismus im Zionismus.

Socjalizmem opanowali żydzi masy proletariatu miejskiego i rzucili je do walki z kapitałem aryjskim, z aryjską burżuazją. W tym znaczeniu socjalizm był towarem na eksport. Ale miał on i wewnętrzne swoje znaczenie w życiu żydostwa. Oto rozwój stworzonego przez żydów ustroju kapitalistycznego zagroził samemu żydostwu. Z jednej strony bowiem wymagał od finansjery żydowskiej pozornego przyznania się do narodowości państwowej, z drugiej utrudniał życie szerokim masom żydowskim. Żydzi i wyraziciel ich Marks naprawdę wierzyli w koncentrację kapitałów, w upadek małych przedsiębiorstw. Jakże czarna dola czekała w ich oczach szerokie masy żydowskich drobnych kupców! Za cenę istnienia judaizmu musiał ich uratować socjalizm. W ustroju socjalistycznym, pod rządem proletariatu te masy żydowskie znajdą chleb, jako jedyni uprawnieni do „pracy głową”, jako urzędnicy – komisarze komunistycznego państwa. Przykład Rosji sowieckiej wskazuje, że żydzi w takim ustroju znajdą chleb.

Żydowska organizacja socjalistyczna, „Cejre-Sjon” głosi w swym programie, mówiąc o potrzebie dokonania przewrotu komunistycznego: W podstawie całej tej idei jest położona swego rodzaju linia żydowskiego socjalizmu. Socjalizm wprowadzi narodowość żydowską, jako równouprawnionego członka, do przyszłej rodziny socjalistycznej narodów. O to chodzi, a reszta – to niemiecka naukowość socjalizmu.”

Jaki jest zatem cel socjalizmu? Zrównanie wszystkich poprzez likwidację małych i średnich firm. Czy ten sztucznie wywołany kryzys nie skutkuje właśnie tym? Rolnictwo indywidualne niszczy się zalewając rynek tanią zagraniczną żywnością. A koncentracja kapitału? Jeszcze nigdy w dziejach świata nie była tak wielka.

Karol Kautsky (1854-1938) był bez wątpienia wybitną osobowością. Jeszcze przed pierwszą wojną światową napisał:

Jeden z największych przewrotów zmierza ku unicestwieniu arystokracji pracujących głową, ku społecznemu ich zrównaniu z robotnikami ręcznymi…

A jak obecnie chce się unicestwić pracujących głową? Proste! Sztuczną inteligencją. Przecież po to jest wprowadzana, a nie po to, by nam ułatwić życie. Zaczipowanie i zaszczepienie umożliwi pełną kontrolę nad ludzkim umysłem i w razie potrzeby wyeliminuje tych, którzy będą stawiać opór lub próbować samodzielnie myśleć.

Na początku napisałem, że socjalizm to chora i utopijna ideologia, że ludzi nie da się zrównać. Otóż da się! Teraz jesteśmy świadkami początku tego procesu. Czy to próba generalna, czy pierwszy etap? Czas pokaże. Jakie są więc cele socjalizmu?

  • zniszczyć drobną i średnią przedsiębiorczość (co się dokonuje)
  • zniszczyć indywidualne rolnictwo (co się właśnie dzieje)
  • maksymalnie skoncentrować kapitał ( co się praktycznie dokonało)
  • zniszczyć pracujących głową (co się dokonuje)
  • zniszczyć własność prywatną (co się dokonuje)

W moim odczuciu niszczenie własności prywatnej polega na uzależnieniu od kredytów hipotecznych, które są rozłożone na wiele lat i jest jeszcze dużo czasu i sposobów na to, by tę własność przejąć lub zarządzać nią. Natomiast tych, którzy nie są obciążeni kredytami, można dobić podatkiem katastralnym.

Żydzi a niepodległość

Po rozbiorach Polski wszelkie próby odzyskania niepodległości były kontrolowane przez Żydów. Do upadku powstania 1831 roku byli to przeważnie frankiści, jak choćby Wojciech Turski, który usiłował pieśń legionów „Jeszcze Polska nie zginęła” zastąpić własną przeróbką Marsylianki. Uzyskał nawet poparcie, przebywającego wówczas w Szwajcarii, Kościuszki. Podobną rolę odegrali Żydzi w czasie powstania 1863 roku i rewolucji 1905 roku. Jej przebieg stwarzał szanse na autonomię Królestwa Kongresowego. To wywołało wśród Żydów zaniepokojenie. W 1906 roku odbyły się narady u rabina Icchoka Goldberga. Miały one miejsce w Landwarowie pod Wilnem. Decyzje, które tam zapadły, stały się podstawą programu uchwalonego w grudniu 1906 roku na III ogólnorosyjskim zjeździe syjonistycznym w Helsinkach.

Program ten zwany programem helsingforskim, miał stanowić dla Żydów zabezpieczenie na wypadek, gdyby na terenie skupienia żydowskiego miały powstać jakiekolwiek autonomiczne rządy polskie. Żądano w nim:

  • gwarancji praw mniejszości narodowych
  • pełnego równouprawnienia narodowości żydowskiej,
  • przedstawicielstwa mniejszości żydowskiej przy wyborach
  • samorządu narodowego dla Żydów
  • praw dla języka hebrajskiego i żargonu w szkołach, sądach i życiu publicznym
  • zmiany odpoczynku niedzielnego na sobotni

Program ten stał się podstawą narzuconych Polsce, Rumunii i Czechosłowacji tzw. traktatów o mniejszościach narodowych. Nie trzeba chyba dodawać, że stało się tak na żądanie Żydów. Przywódca syjonistów-rewizjonistów Żabotyński tak o tym pisze:

„Istota wszystkich umów mniejszościowych jest helsingfroska. Zasada, że państwo musi być siedzibą narodową nie tylko dla swego narodu, ale również dla swoich mniejszości, że nie asymilowanie mniejszości, lecz właśnie utrzymanie ich właściwości jest zadaniem państwa i prawa, to dźwięczy w każdym słowie i w każdym dokumencie pokojowym”. – Żargonowy Hajnt z 1928 roku.

W ostatnich latach przed I wojną światową rząd rosyjski przypomniał sobie o żydowskiej strefie osiadłości, wprowadzonej przez Katarzynę II w latach 1791 i 1793 i zaczął wysiedlać Żydów na dawne terytoria Rzeczypospolitej. Te zarządzenia nie mogły spodobać się Żydom i ich stosunek do caratu uległ radykalnej zmianie. Wybuch wojny spowodował, że zdecydowanie opowiedzieli się oni po stronie Niemiec, mając nadzieję na to, że przy ich pomocy uda się im zmienić nieprzychylny dla nich stan rzeczy w Rosji.

Rosja po wybuchu wojny ogłasza manifest Mikołaja Mikołajewicza, a dowództwo wojsk niemieckich wydaje do ludności polskiej „patriotyczną” odezwę. W Austrii tworzy się Naczelny Komitet Narodowy i legiony. Jak widać wszyscy zaborcy zabiegają o względy ludności polskiej. Pomimo że była to z ich strony tylko gra, to żydostwu zajrzało w oczy widmo odradzającej się Polski.

W październiku 1914 roku w Berlinie wypowiada się w tej sprawie, w przedmowie do swojej książki Rasa a żydostwo, Karol Kautsky:

„By rozumieć interesy żydów w Rosji, należy uwzględnić ich rozpaczliwe tam położenie, przedstawione w pracy niniejszej, a polegające głównie na granicy osiadłości, ciasnym rejonie, gdzie skupieni w znacznych ilościach, tylko pewnym określonym mogą się poświęcić zawodom. Pragną oni tam przede wszystkim wolności i powitają każdą zmianę, która choćby im widoki na jej uzyskanie otworzyła, a odrzucą wszelką zmianę, po której się tej wolności spodziewać nie mogą”.

Na cóż więc mogą się zgodzić Żydzi? Z pewnością na republikę liberalną, a jeszcze chętniej na bolszewizm. Przecież strefa osiadłości, zamknięcie ich w granicach słabej ekonomicznie Rzeczypospolitej, podyktowały im konieczność rozbiorów w XVIII wieku. Teraz znowu zepchnięto ich na te same terytoria, a jest ich znacznie więcej. Za to ma Rosję spotkać kara. Ażeby tego było jeszcze mało, to Rosja, szczerze lub nie, podnosi kwestię polską. Niemcy, prędzej czy później, muszą odpowiedzieć tym samym. To jest w ich własnym interesie. Póki co, komedię rozpoczęła Austria, ona pierwsza podjęła konkretną decyzję. Żydzi muszą szybko zareagować, oznajmić na co mogą się zgodzić. Jak daleko pozwolić sprzymierzonymi z nimi Niemcom i Austrii prowadzić tę niebezpieczną grę. W ich imieniu wypowiada się Karol Kautsky w dalszej części cytowanej wyżej przedmowy:

„Utworzenie samodzielnego państwa polskiego, otoczonego trzema wielkimi mocarstwami, byłoby dla żydów jednoznaczne z dotkliwszym jeszcze zacieśnieniem granicy osiadłości i zupełną utratą widoków na jej zniesienie. Miałaby do tego nowa Polska przybrać cechy ultramontańskie (katolickie – przyp. aut.) i junkierskie, to w tym wypadku byłaby już dla nich nieznośnym pogorszeniem i tak już rozpaczliwego dla nich położenia. Co by oni natomiast z radością wielką przywitali, to wolną i demokratyczną Polskę, stojącą w ścisłym politycznym i gospodarczym związku z jednym z wielkich mocarstw, gdzie wolności ich żadne ciasne by nie tamowały granice”.

Nie można było jaśniej i prościej opisać przyczyn rozbiorów Polski w XVIII wieku, niż uczynił to Żyd-socjalista. To właśnie wtedy Polska była otoczona trzema wielkimi mocarstwami, a więc czymś dla Żydów równoznacznym z dotkliwszym zacieśnieniem granicy osiadłości, niż to miało miejsce na początku XX wieku. Pisze więc Kautsky wyraźnie, że można się od biedy zgodzić na słabą Polskę, pozostającą w ścisłym politycznym i gospodarczym związku z jednym z wielkich mocarstw, czyli taką, która jest pozbawiona samodzielności politycznej i gospodarczej. I jakież to mocarstwo nadaje się na partnera? Przedmowa jest pisana i drukowana w Berlinie w trzecim miesiącu wojny, a więc nie ma wątpliwości. Kautsky ma oczywiście na myśli Niemcy.

Tymczasem Niemcy zajmują Królestwo, tworzą polski uniwersytet w Warszawie i zwołują Tymczasową Radę Stanu. Zdaniem Żydów tę polityczno-wojskową grę posunięto za daleko. W całej żydowskiej prasie, we wszystkich żydowskich organizacjach na świecie wybucha antypolska obsesja. Żydzi zaczynają wątpić w Niemców. Szukają oparcia w Ameryce. L. D. Brandeis z Nowego Jorku rozsyła Żydom osiadłym w Polsce list, w którym zapewnia:

„Wobec neutralności zachowanej przez Stany Zjednoczone, istnieje przypuszczenie, że po wojnie żydostwo amerykańskie będzie mogło wywrzeć wpływ na losy żydów zamieszkałych w innych krajach”.

Publikując ten list, jedno z pism litwackich, Jewrejskaja Żyzń z dnia 22 listopada 1915 roku, dodaje własną opinię:

„Nie możemy sobie wyobrazić większego nieszczęścia dla żydów i całej Europy nad niekontrolowaną gospodarkę Polaków gdziekolwiek w czasie najbliższym. Uznajemy zasadą samodzielności narodów, wszelako niepodległość Polski byłaby najbardziej jaskrawym naruszeniem tej idei, o czym przekonaliśmy się, patrząc na gospodarkę w Galicji, w Rosji, nawet na zewnątrz Polski. Tylko dzięki obcym władzom i innym narodowościom istniała gwarancja, że polska autonomia nie była niebezpieczna”.

Obawy Żydów były jak najbardziej uzasadnione. Polski ruch spółdzielczy w Królestwie rozwijał się bardzo dynamicznie. Polegał on na tworzeniu spółdzielni – własnych sieci handlowych i sklepów, w których ich członkowie mogli zaopatrywać się w towary po atrakcyjnych cenach. Te sklepy to, przy zachowaniu wszelkich proporcji, były w tamtych czasach odpowiednikami późniejszych supermarketów. One stanowiły wielkie zagrożenie dla żydowskich drobnych sklepikarzy. Jak twierdzi wielu ówczesnych ludzi, zaangażowanych w ten ruch, gdyby nie wybuch wojny w 1914 roku, to Żydzi ze swoimi sklepikami musieliby zbankrutować. Nie przypadkiem więc i obecna władza systematycznie niszczy polską drobną przedsiębiorczość. Wyróżnia się tu odeski Żyd – Kaczyński, który mówi wprost: skoro polscy drobni przedsiębiorcy nie radzą sobie, to powinni wyjechać.

W miarę jak kwestia polska nabiera rozpędu i znaczenia, światowe żydostwo staje się coraz bardziej aktywne. Akt niemiecki z 5 listopada 1916 roku dolewa oliwy do ognia. Sigmund Mayer, Die Wiener Juden, Wien – Berlin, 1917 pisze:

„Wojna, która dla Galicji stała się zapowiedzią oficjalnych przemian i łączącej się z nimi autonomii, a – w dalszej konsekwencji – powstanie samodzielnego Królestwa Polskiego – te zjawiska wytworzyły nowe położenie. Na podstawie doświadczeń ostatnich dziesięcioleci musiała powstać obawa, że oba te nowe twory będą musiały pociągnąć za sobą największe niebezpieczeństwo dla tamtejszych żydów i ich istnienia. W Berlinie dla ochrony żydów wschodnich i ich praw powstało zjednoczenie…”

Żydowska propaganda przeciw budowie państwa polskiego przybrała takie monstrualne rozmiary, tak rozlała się po całym świecie, że wśród polskich Żydów budzi przerażenie, że gdyby, wbrew tej propagandzie, powstało państwo polskie, to mogłoby pociągnąć do odpowiedzialności miejscowe żydostwo. Efektem tego strachu była wydana w Berlinie w 1916 roku książka Die polnische Judenfrage. Jej autor, Benjamin Segel, Żyd galicyjski, stara się tonować zapędy światowego żydostwa i pisze w niej:

„W Ameryce miał miejsce cały szereg zgromadzeń żydowskich, na których odmawiano wyrażenia sympatii dla polskich dążeń wolnościowych i – co jeszcze przed rokiem byłoby niemożliwością – na innych zgromadzeniach powzięto niesłychane i niewiarygodne uchwały, że będzie się walczyć o to, aby w przyszłości ochronić żydów w Polsce przed pogromami oraz przed prześladowaniem i uciskiem ze strony Polaków.”

Żydzi żądają zabezpieczenia swych praw narodowych w Polsce. To najwyraźniej przeraża cytowanego wyżej autora, bo pisze:

„Przy sposobności najmniejszego gospodarczego, społecznego czy politycznego kryzysu rozgorzałyby przeciw nam nienawiść i wściekłość, która mogłaby nas zniszczyć. Gdzie na całym świecie istnieje państwo, które by zniosło taką kość w gardzieli.”

Benjamin Segel zdaje sobie sprawę, że cały program żydowski wobec Polski podyktowany jest mesjańskimi dążeniami, ale czuje, że gra może być ryzykowna, więc protestuje:

„O eschatologiczne (związane z celem ostatecznym – przyp. aut.) nadzieje żydów nie dbaliśmy nigdy, co zaś za plany pragną urzeczywistnić ci, którzy wywędrowali z naszego kraju; czy chcą założyć państwo w Palestynie, czy w Ugandzie, czy w Mezopotamii, to pozostaje wyłącznie ich sprawą. Jednak żydzi, którzy pozostają w naszym kraju, ciążą już samą wagą swej liczebności na życiu i losie wszystkich współmieszkańców kraju i współstanowią o nim; ci żydzi obchodzą nas bardzo.”

Ostrzeżenie to nie wywarło wrażenia na światowym żydostwie. Przed i w trakcie kongresu wersalskiego robiło ono wszystko, by osłabić Polskę, pomniejszyć ją, uzależnić od Ligi Narodów, a nawet od polityki Niemiec. Żydzi amerykańscy: Jakub Schiff (finansował przewrót bolszewicki w Rosji), Cohen, Frankfurter, Szapir i Mary Sunkovich, zobowiązali telegraficznie w dniu 28 maja 1919 roku Wilsona, by nie oddawał Śląska Polsce bez plebiscytu. Wilson posłusznie wykonał rozkaz. W nagrodę jeden z warszawskich placów został nazwany jego imieniem. Po II wojnie światowej nazwę zmieniono na plac Komuny Paryskiej, a po roku 1989 wrócono do poprzedniej nazwy. Zapewne Polacy, znając „zasługi” Wilsona, nie nazwaliby go tak, ale w Polsce rządzą ci, którzy mają mu co zawdzięczać.

Żydzi byli przeciwnikami połączenia Wileńszczyzny z Polską. Wileńskie pismo żargonowe Lecte Najer jeszcze w czerwcu 1918 roku pisało:

„Tajemnicą publiczną jest, że Polacy zwrócili się do żydów z propozycją wspólnego działania za przyłączeniem Litwy do Polski… Dziękujemy za polską moralność hotentocką w Europie, powtarzamy wyraźnie, że nie mamy najmniejszej chęci zostać polskimi żydami. Chcemy mieć takie samo równouprawnienie społeczne i narodowe, jak Polacy. Kultura żydowska jest starsza i bardziej rozwinięta niż polska. Przyłączenie do państwa polskiego odrzucamy jednomyślnie, mając w Wilnie 75 tysięcy żydów, czyli liczbę żadną miarą nie mniejszą niż Polacy… gdyby była mowa o zmianie granic, to moglibyśmy się zgodzić na każde rozwiązanie, byle nie polskie. Gdyby wystąpiła tendencja oddania Wilna Polsce wówczas musielibyśmy zmobilizować całe żydostwo do obrony naszej Jerozolimy litewskiej.”

Polska odrodziła się, lecz według Żydów przyszłość nie musi być taka zła. Należy utrzymać żydowskie skupienie w Polsce, przetrwać do lepszych czasów. Abraham Kotik, w Di nacjonale minderhajtem un Iden in Polien, Warszawa, 1922, nakładem Di Cajt pisze:

„Przed wojną nasza przyszłość inaczej wyglądała niż obecnie, ona przedstawiała się nam w innych barwach. Obszar Syberii, Kaukazu, Środkowej Rosji i innych części mogły służyć jako rynek dla miejskiego przemysłu, w którym my bierzemy udział, jako wytwórcy i kupcy… Nasze ambicje na przyszłość, całe nasze wyrachowanie na przyszłość, były związane z dalszym rozwojem narodu rosyjskiego i państwa rosyjskiego. Upadnie rząd carski – wszak w końcu musi on upaść – upadną łącznie z nim ciasne granice sfery osiadłości żydowskiej i my staniemy się wolnymi obywatelami wolnego rosyjskiego państwa… Było to swoiste, centralistyczne dążenie, którym były opanowane wszystkie warstwy narodu żydowskiego, była orientacja na naród panujący. Nadeszła wojna, strefa osiadłości została oderwana od Rosji i myśmy pozostali naturalnie w tych samych granicach osiadłości… Granice naszej osiadłości stały się granicami państwa polskiego. Na położenie, w którym znaleźli się żydzi w nowo wytworzonym państwie polskim, większość żydów dała jedną odpowiedź: uciekać, emigrować. Takiej odpowiedzi nie może dać cała rasa żydowska… Winniśmy i musimy pozostać w Polsce. W ogóle powinniśmy przestać być narodem stale trzymającym w ręku tułaczy kij i worek na plecach. Polska jest krajem przez nas zasiedziałym, do którego mamy nie mniej praw niż inni. Zwłaszcza, że nasze widoki w Polsce i polityczne, i ekonomiczne w istocie nie są tak smutne, jak są obecnie i jak się wydają, przeciwnie, my posiadamy dużą przyszłość w Polsce.”

A więc nie emigrować i za zgodą Żydów amerykańskich Stany Zjednoczone zamykają granicę przed żydowską emigracją. Na zebraniu tzw. Ica w Paryżu w 1925 roku jej prezydent, Philippson cytuje Georges’a Gliksman’a, L’aspect économique de la question juive en Pologne:

„Sądzimy zawsze, że jest lepiej zarówno z punktu widzenia moralnego, jak i materialnego, aby nasi współwyznawcy pozostali w swych krajach i związali się z nimi… Kwestia różnicy kosztów sama przez się rozstrzyga. Pozostawiając naszych współwyznawców w ich krajach, możemy wspomóc cztery lub pięć razy więcej rodzin, niż osiedlając ich w odległych krajach.”

Trzeba więc zostać. Nadzieja na przyszłość jest. Na razie wypada przechować żydostwo sztucznie. Z Ameryki płyną miliony dolarów na zapomogi, bezprocentowe kredyty, kasy zapomogowe, stypendia, spółdzielnie itp. Do 1928 roku amerykańscy Żydzi wspomogli Żydów wschodnich kwotą 500 milionów dolarów. Byle tylko przetrwać! Może nadejdą lepsze czasy. Póki co należy przemilczeć swój stosunek do odrodzonej Polski.

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela. Przeważnie są to żydowskie źródła, więc nie ma mowy o jakiejś teorii spiskowej. Tak mówią i myślą Żydzi. Większość z tych cytatów ma ponad 100 lat, ale treści w nich zawarte nie straciły na aktualności. Zawsze chodzi o przystosowanie się Żydów do zmieniającej się rzeczywistości, a jeśli trzeba, to zmienia się taktykę i teorię, co oczywiście nie zmienia faktu, że jak warunki pozwolą, to powraca się do tych starych taktyk i teorii.

Książka Rolickiego została wydana w 1932 roku. To był okres, w którym żydostwo światowe doznawało kryzysu, w dużym stopniu za sprawą tej wschodnioeuropejskiej biedoty, z którą nie wiadomo było, co zrobić. Wtedy wydawało się, że ona pogrąży Żydów i stąd tytuł książki Zmierzch Izraela. Rolicki zmarł w 1940 roku na skutek odmrożenia stóp, gdy zimą próbował przez słowackie góry dostać się na Węgry, a stamtąd do Francji. Nie dożył więc do czasów tzw. ostatecznego rozwiązania. Nawet by mu do głowy nie przyszło, że światowe żydostwo będzie w stanie poświęcić parę milionów, czy może milion, swoich współwyznawców, by móc nadal realizować swoje mesjanistyczne cele.

Izrael był potrzebny Żydom i być może bez tzw. holokaustu nie byliby oni w stanie „zgonić” tam odpowiedniej ilości swoich ziomków. To jednak nie zmienia faktu, że Polskę nadal traktują jako wyjątkowy dla nich kraj. Żydzi uważają, że oni byli w nim wcześniej, i że z tego powodu mają do tego miejsca większe prawa niż Polacy. Świadczą o tym ich nerwowe reakcje na poglądy dotyczące istnienia tzw. Wielkiej Lechii, czyli potężnego państwa polskiego przed chrztem Polski. Znamienna była reakcja Żyda Michalkiewicza, udającego polskiego patriotę, który na pytanie dziennikarza o Wielką Lechię odpowiedział wyjątkowo agresywnie: To są ubeckie rzygowiny! No cóż! Panu Stasiowi puściły nerwy i jednocześnie zdemaskował się, bo pośrednio opowiedział się za żydowską interpretacją historii.

Żydzi zawsze byli wrogami Polaków i zawsze dążyli do ich zmarginalizowania w ich własnym państwie, a jak trzeba było, zgodnie z ich interesem, to je likwidowali. Z jednej strony dążyli do utrzymania żydowskich mas w autonomii, oddzieleniu od polskiego społeczeństwa, z drugiej – po powstaniu 1863 roku – postanowili sobie zostać polską inteligencją. I to im się udało. Podczas II wojny światowej zniknęła żydowska biedota, a elita żydowska – przetrwała. Dziś tworzy ona polską inteligencję i rządzi Polską. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to ją zlikwiduje. Pierwszym krokiem w tym kierunku może być wyjście Polski z unii.