Osadnictwo

W blogu Jezuici pisałem o tym, że to właśnie oni stworzyli nowy naród polski z niewykształconych w sensie narodowościowym i językowym społeczności z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zetknąłem się oczywiście z opiniami, że to jednak ludność z Korony emigrowała na wschód i podporządkowywała sobie tamtejsze społeczności. Gdyby tak było to istniałaby jakieś relacje z czasów tego osadnictwa, jakieś pamiętniki, dokumenty itp. Tego nie ma i nikt z tych, którzy o tym wspominają, nie powołuje się na nie. Zresztą osadnictwo to wcale nie jest taka prosta sprawa, ale o tym w dalszej części bloga.

Jan Stanisław Bystroń w książce Dzieje obyczajów w dawnej Polsce; wiek XVI-XVIII PIW 1976 pisze:

„Kto osiadał? Stosunki były niepewne, więc i osadnictwo różne przechodziło koleje losu; w każdym razie żywiołu polskiego weszło na Ruś bardzo dużo. Osiadali tu więc przede wszystkim uczestnicy kresowych wojen, którzy stopniowo obozy wojskowe przekształcali w osady kolonizacyjne, sprowadzano tu całymi wsiami ludność poddańczą z ziem rdzennej Polski, przychodzili tu chętnie bardziej przedsiębiorczy mieszczanie, aby dorobić się majątku w zmiennej koniunkturze. Wielcy panowie, którym przypadły ogromne obszary ukrainne, poszukiwali kolonistów, na których mogliby się oprzeć, a znowu rozmaitego rodzaju ludzie przedsiębiorczy, którym w dawnej ojczyźnie było za ciasno, szukali nowych siedzib na Rusi. Gdy tylko nieco było na Kresach spokojniej, gęsto wznosiły się „krzyże wolności”, czyli słobody, znaki obwieszczające wolność od pańszczyzny na określoną ilość lat dla osadników, którzy się zgłoszą; w krzyże zatykano kołki drewniane, które oznaczały ilość lat słobody, i co rok kołek jeden wyjmowano. Nie pytano kto zacz i skąd się wziął; kto przybył, dostawał ziemię i pracował dla siebie i dla pana. Rosła więc ludność, rosły obszary pod pługiem, rosły fortuny.”

Mamy tu bardzo ciekawe informacje, choć brakuje najważniejszego, czyli liczb, nawet szacunkowych. O ile w przypadku Żydów zachowały się pewne dane, które umożliwiły prześledzenie dynamiki osadnictwa żydowskiego w Polsce piastowskiej i Rzeczypospolitej, to w tym przypadku brakuje ich nam. Nie wiemy więc, jaka to była skala. Jeśli to osadnictwo odbywało się w oparciu o obozy wojskowe, to nie było ono raczej masowe, bo te wojska nie były liczne. Z drugiej strony, jeśli osiadali żołnierze najemni, to może to właśnie oni byli organizatorami powstań na Ukrainie. Natomiast ta ludność chłopska to byli po prostu niewolnicy, których przenoszono na nowe ziemie, tak jak Murzynów do Ameryki. Z kolei ci przedsiębiorczy mieszczanie i rozmaitego rodzaju ludzie przedsiębiorczy to Żydzi. I stąd te żydowskie kresowe miasteczka.

Wygląda na to, że by zachęcić ludność polską do emigracji na wschód, obiecywano im ziemię i zwolnienie od pańszczyzny na ileś lat. A co potem? Może właśnie tym faktem należy tłumaczyć te ciągle powtarzające się powstania na Ukrainie od momentu połączenia jej z Koroną. Gdyby tak było, to oznaczałoby to, że to polska ludność, a później już raczej zruszczona, ale z polskimi korzeniami, brała udział w tych powstaniach przeciwko „polskim panom”, czyli potężnym rusińskim feudałom. Ciekawe, że takich powstań nie było na Litwie. Nie wspomina Bystroń o polskim tam osadnictwie, chociaż wojny toczyły się nie tylko na kierunku południowo-wschodnim, ale również na północno-wschodnim. Czy mamy zatem do czynienia z niewyobrażalnym wręcz zafałszowaniem historii Kresów? Trudno tu o jednoznaczną ocenę z braku jakichkolwiek namacalnych dowodów. Czy dlatego, że ich nie było, czy dlatego, że je zniszczono albo gdzieś głęboko ukryto?

Inny typ osadnictwa przedstawia Bolesław Prus w powieści Placówka. Opisuje to tak:

  Maciek poszedł zgonem cmokając na szkapy, a Ślimak siedział na zboczu i patrzył. Siedział, oparł łokcie na kolanach, a głowę na rękach, aż mu na kark zsunęło kapelusz, palił fajkę pomaleńku... pyk-pyk, i wciąż patrzył.
O kilkaset kroków od niego, za rzeką, na ugorze Niemcy rozkładali obóz. Ślimak wciąż palił fajkę, a spoglądał i każde drgnienie też ciżby tłumaczył sobie w głowie.
Już Niemcy wozy płótnem kryte uszykowali w kwadrat, tworząc z nich jakby parkan, wewnątrz którego stoi bydło i konie, a zewnątrz kręcą się ludzie. ten wydobywa przenośny żłób na czterech nóżkach i stawia go przed krowami, inny wysypuje tam obrok z maniaka, inny z wiadrami idzie po wodę do rzeki. Kobiety wynoszą spod płacht żelazne kociołki i woreczki legumin, a gromada dzieci biegnie do jarów po opał.
- Ale mają kupę hołoty! - odezwał się Ślimak. - Z całej wsi nie zebrał by tyle dziecisków.
- Jak wszów - odparł Maciek.
Chłop wciąż pali fajkę i dziwi się. Uroki czy co?... Wczoraj jeszcze pole to było puste i ciche, a dziś - istny jarmark. Ludzie nad wodą, ludzie w jarach, ludzie na zagonach. Tną krzaki, znoszą wiązki chrustu, palą ogniska, karmią i poją bydło. Już jeden Niemiec otworzył kramik na wozie i widać handluje, bo koło niego ciśnie się tłum kobiet i wyciąga ręce: ta po sól, tamta po ocet, inna po cukier. Już kilka młodych Niemek porobiły kołyski z płacht na widełkach i jedną ręką szumują zupę w kotłach, drugą huśtają płachty. Już znalazł się konował, który ogląda nogę podbitej szkapie, już cerulik, który goli na stopniu wozu starego Szwaba. W polu gwar, bieganina, robota, a na niebie słońce podnosi się coraz wyżej.
Ślimak odwrócił się do Owczarza.
- Miarkujesz ty, Maciek, jak ony prędko robią? Od nas z chałupy, przecie bliżej do jarów niż z tela, a od nas idzie się po chrust na pół dnia. To ci zasię pary uwinęły się we dwa pacierze.
- Oho-ho!... - odparł Maciek czując, że to do jego powolności wypito.
- Albo przypatrz ty się - mówił Ślimak - jak ony kupą wszystko robią? Przecie i nasi ludzie, bywa, że wyjdą gromadą; ale każdy krząta się sam za siebie, ino częściej odpoczywa albo jeszcze innym przeszkadza. Te zaś psiekrwie tak jakosik zwijają się, jakby jeden naganiał drugiego. Nie próżnujesz, choćby cię kładło na ziemię, bo ci jeden tka w garść robotę, a już drugi na nią czeka i pili, żebyś kończył. Ino przypatrz się im i sam powiedz.
Dopalającą się fajkę oddał Owczarzowi i wrócił do chałupy zadumany.
- Wartki naród te Szwaby - mruczał - i mądry...
Sokoli jego wzrok w pół godziny odkrył dwie tajemnice nowożytnej pracy: pośpiech i organizację. (...)
- To ci naród te Szwabska!... Hamery wyglądają na panów, a ci co wzięli od nas kartofle, na chłopów; przecie jeden drugiemu rękę podaje za pan brat. u nas ludzie jak pogniewają się, to już nie wysłucha jeden drugiego; te zaś pary, choć się gniewają, to zawdy jeden drugiego wyrozumie i zrobi spokój...

Nie do końca chyba można zgodzić się z Prusem, że mamy tu do czynienia z dwoma tajemnicami nowożytnej pracy: pośpiechem i organizacją. Tak były zorganizowane społeczności protestanckie od czasów reformacji. Doskonale zostało to zobrazowane w filmie Świadek z 1985 roku w reżyserii Petera Weira na przykładzie gminy Amiszów. Były to po prostu komuny, podobnie jak żydowskie getta. Ten typ organizacji wykorzystano przy tworzeniu Imperium Brytyjskiego. Polegał on raczej na zdobywaniu terenu i okopywaniu się na nim, odgradzaniu się od tubylców i innych niebezpieczeństw, a to wymuszało pospiech i dobrą organizację. Inaczej było w przypadku kolonizacji Ameryku Południowej. W tym wypadku polegało to na podporządkowywaniu miejscowej ludności poprzez asymilację i narzucanie jej katolicyzmu. Komuny protestanckie, z racji sposobu ich zorganizowania, wymuszały niejako posłuszeństwo jednostek, bo tylko działanie dla wspólnego dobra gwarantowało przetrwanie, a te jednostki wiedziały, że za swoją pracę zostaną odpowiednio wynagrodzone. Z drugiej strony ci, którzy rządzili tymi komunami wiedzieli, że tylko sprawiedliwy podział wypracowanego bogactwa gwarantuje ich przetrwanie. W przypadku katolickiej organizacji cechą charakterystyczną była hierarchiczność i rozmach w podboju. W takim wypadku nie ma mowy o sprawiedliwym podziale wypracowanego dochodu. Tak działali jezuici. I ten typ podboju miał miejsce na kresach Rzeczypospolitej w byłym Wielkim Księstwie Litewskim.

Kazimierz Dziewanowski w książce Brzemię białego człowieka; Jak zbudowano Imperium brytyjskie Oficyna Wydawnicza RYTM 1996 pisze:

„(…) pojawili się misjonarze jezuiccy. Wyróżniali się odwagą, poświęceniem i wytrwałością, a także wielkimi talentami w nawiązywaniu kontaktów z Indianami i w pozyskiwaniu ich dla wiary chrześcijańskiej. Była to doprawdy niezwykła kadra. Byli pierwszymi Europejczykami, którzy na własne oczy zobaczyli wodospady Niagary i Wielkie Jeziora Kanadyjskie. Trzeba przyznać, że pod wieloma względami przewyższali anglikańskich czy purytańskich pastorów, którzy wnieśli ogromny wkład w dzieło ucywilizowania Nowego Świata, ale był to wkład innego rodzaju. Duchowni protestanccy wielce przyczynili się do powstania demokracji w Ameryce, ale nie zapisali się jako zwolennicy ludzkiego i przyjaznego kontaktu i współżycia z właściwymi mieszkańcami tego kontynentu, choć były wśród nich chwalebne wyjątki. Na ogół odznaczali się tą samą cechą, jaka charakteryzowała Anglików we wszystkich częściach ich rozległego imperium: skłonnością do odgradzania się od tubylców, niemieszkania z nimi, traktowania ich z wysoka. Długa tradycja prac misyjnych Kościoła katolickiego, jego trwające od najdawniejszych czasów kontakty z przedstawicielami innych wiar, obyczajów, kultur, dawały pod tym względem misjonarzom katolickim zdecydowane pierwszeństwo, choć były przecież w historii Kościoła długie okresy, w których też nie wyróżniał się tolerancją.”

Polityka jezuitów na całym świecie była taka sama: pozyskiwanie dla katolicyzmu ludzi z wszelkiego rodzaju wiar, obyczajów, kultur. Tak też czynili w Wielkim Księstwie Litewskim po unii lubelskiej z 1569 roku. Ich działalność spowodowała powstanie nowego narodu polskiego, dla którego podstawowymi elementami tożsamości był powierzchowny katolicyzm i język polski. To była działalność dominująca, sądząc po efektach. Natomiast osadnictwo polskie na ziemiach ukrainnych było raczej zjawiskiem marginalnym, choć może brzemiennym w skutkach, jeśli założymy, że miało wpływ na powstania chłopskie na tamtym terenie. Jednak z braku jakichkolwiek danych trudno w tym wypadku pokusić się o jakieś wiarygodne wnioski.