Stare gazety

Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy jeszcze czytałem „Najwyższy Czas”, zamieszczał w nim swoje artykuły, jeśli dobrze pamiętam nazwisko, Marek Koprowski. Mieszkał w azjatyckiej części Rosji i to jej poświęcał swoją uwagę. W jednym z nich napisał o tym, jak tamtejsze władze patrzyły z nieufnością na kogoś, kto, tak jak on, chodził do biblioteki i przeglądał stare gazety. Czego on tam szukał? Zapewne nie musiał niczego szukać. Wystarczy, że czytał i porównywał to, co pisano wtedy, z tym co się pisze obecnie. I to wystarczy. Ale dla władzy to bardzo niewygodna praktyka, bo demaskuje ją. Po latach widać, jak niewiele miały wspólnego z rzeczywistością miraże roztaczane przez polityków, pragnących jedynie pozyskać głosy wyborców. Czas jest brutalnym weryfikatorem, a może raczej demaskatorem prawdziwych intencji wielkich tego świata. Jak to mówią Rosjanie: Pażywiom, uwidim. No więc dożyliśmy i zobaczyliśmy, po co przyjęto kraje Europy wschodniej do unii.

Ja zachowałem sobie jeden taki stary dodatek „+Plus-Minus” do weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” z dnia 14-15 grudnia 2002 roku. Na pierwszej stronie u góry napis: „Po dramatycznych negocjacjach Unia przyjęła wszystkie żądania Polski”. A poniżej, wielkimi literami: „Dzień dobry, Europo”. Pod nim duże zdjęcie, na którym na pierwszym planie uśmiechnięty premier Leszek Miller z uniesioną na wysokość ramienia prawą dłonią. W tle, na drugim planie, Włodzimierz Cimoszewicz w rozpiętej marynarce. Widać więc krawat, którego koniec wyraźnie sięga poniżej paska spodni. Nie wiedział partyjny aparatczyk, że elegancko zawiązany krawat sięga końcem do paska spodni, nie wyżej i nie niżej. Ale skąd on mógł wiedzieć? Przecież on dopiero wchodził do Europy.

We wstępie do swojego artykułu również zamieszczonego na pierwszej stronie, Jędrzej Bielecki pisze:

„Jesteśmy już niemal w Unii Europejskiej. – Wszystkie nasze postulaty zostały przyjęte – oznajmił premier Leszek Miller po kilkunastogodzinnych negocjacjach na szczycie UE w Kopenhadze.”

Polska delegacja w Kopenhadze to: Danuta Hübner, Marek Pol, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Grzegorz Kołodko i Jarosław Kalinowski.

W dolnej części pierwszej strony zamieszczony jest również komentarz redakcji, zatytułowany „Unia zaprasza, Polska decyduje”. Poniżej jego treść:

Decyzja zapadła. To już nie deklaracje, to czyn. Europa nas chce. Unia Europejska pragnie nas widzieć w swoim gronie. Swoją wolę poparła w Kopenhadze rozsądnymi ustępstwami, także finansowymi. O tym, czy to zaproszenie przyjmiemy, czy chcemy należeć do Unii, zadecyduje polskie referendum. Dla nas, Polaków decyzja nie powinna być trudna. Dla jej podjęcia nie trzeba nawet odwoływać się do skądinąd słusznych haseł i emocjonalnych deklaracji o chwili dziejowej i historycznym wymiarze ani do wspomnień o czasach komunizmu.

Wystarczy na zimno uświadomić sobie, w którym miejscu jesteśmy teraz. A znajdujemy się, niestety, wciąż w przeszłości. Z winy historii, ale nie bez własnych zaniedbań. W wielu dziedzinach, szczególnie w gospodarce i poziomie życia ludzi, krok, raczej kilka kroków za Europą. Jest to dystans, który być może zdołalibyśmy odrobić sami, ale z pewnością ani za życia tego, ani kilku następnych pokoleń. Świat zmienia się zbyt szybko, Europa nie będzie na nas czekać, samotny wysiłek musiałby się okazać za wielki. A na dodatek trzeba byłoby go dokonywać zgodnie z regułami gry, które inni ustalili dla siebie i dla nas, ale bez naszego udziału.

Wchodząc do Unii Europejskiej, możemy dokonać wielkiego kroku – przejść z przeszłości do współczesności czyli do Unii. Do jedynego miejsca, z którego prowadzi droga w przyszłość. Poza Unią jest oczekiwanie na cud. Ale my nie cudu potrzebujemy, ale europejskiej normalności. – Zespół „Rzeczpospolitej”.

„Rzeczpospolita” zamieściła też wypowiedzi byłych premierów III RP. Poniżej ich fragmenty.

Tadeusz Mazowiecki: Wejście do Unii Europejskiej jest ostatecznym zamknięciem podziału Europy, podziału jałtańskiego. Polsce daje to szanse na wyrównanie poziomu cywilizacyjnego z Europą Zachodnią. Ten podział trwa dłużej niż od czasu wprowadzenia w Polsce komunizmu.

Jam Krzysztof Bielecki: Musimy też nauczyć się wydobywać obiecane nam pieniądze. Składkę Unia ściągnie z nas bezlitośnie, a my musimy umieć odzyskać te pieniądze i jeszcze więcej – 10 miliardów euro w trzy lata. To gigantyczna praca.

Hanna Suchocka: Nie ma dla nas innego miejsca na kontynencie, jak w UE. Europa się organizowała, jednoczyła, gdy my byliśmy odgrodzeni od niej murem. Jeśli chcemy powrócić do naszych korzeni, odzyskać kontakt z Europą, to nie mamy innej drogi.

Józef Oleksy: Sfinalizował się proces niesłychanej doniosłości, na miarę naszej historii, dopełniający polską transformację po dziejowym przełomie 1989 roku. Jeśli dalej wszystko potoczy się pomyślnie, będziemy mogli mówić o nowym etapie w życiu, w rozwoju Polski.

Jerzy Buzek: Zakończenie kilkuletnich negocjacji to ciężka praca kolejnych rządów, parlamentów i samych obywateli. To moment wielkiego triumfu. Kilkanaście lat temu nie wyobrażaliśmy sobie, że coś podobnego może nas spotkać.

Zamieściłem tylko fragmenty ich wypowiedzi, bo to takie zwyczajne pustosłowie. Jedynie wypowiedź Jana Olszewskiego zasługuje na to, by ją w pełni przytoczyć:

„To, że UE doda trochę pieniędzy, było do przewidzenia. Nie zmienia to samego założenia, że zostaliśmy przyjęci na zupełnie innych zasadach niż byli przyjmowani pozostali członkowie. To tworzy wewnątrz Unii podział na członków właściwych, pierwszej kategorii, i nowych – drugiej kategorii. Warunki uzyskane w negocjacjach z UE nie gwarantują, że uzyskamy szansę na wyrównanie poziomu rozwoju gospodarczego z resztą Europy. Raczej odwrotnie – utrwali się podział na dwie strefy. To fatalne dla przyszłości Unii, Polski i Europy. Moim zdaniem żaden z Polaków nie ma prawa zaakceptować takiego układu.

Kiedy byłem premierem, problemem głównym było wyprowadzenie z kraju wojsk rosyjskich i wejście do euroatlantyckiego układu bezpieczeństwa. Od kiedy znaleźliśmy się w NATO, jesteśmy po tamtej stronie. Wchodzenie do struktur europejskich jest sprawą wtórną. Nie jest tak, że musimy wejść do Europy, bo inaczej pozostaniemy poza nią. My jesteśmy w Europie tak samo jak Norwegia, która nie jest członkiem UE.”

Kiedyś Aleksander Dumas napisał powieść Trzej muszkieterowie, a rok później dopisał dalszy jej ciąg, czyli Dwadzieścia lat później. I w przypadku tego „wielkiego wydarzenia” mija właśnie 20 lat. Podstawowe pytanie jakie wypada sobie zadać, to: Jaki był cel łączenia rozwiniętej gospodarczo Europy zachodniej i nierozwiniętej Europy wschodniej? Jeśli różnice w rozwoju tych dwóch części Europy sięgały zamierzchłych czasów, to znaczy, że ten podział był bardzo głęboki. Można wręcz powiedzieć, że sięga on podziału Imperium Rzymskiego na część wschodnią i zachodnią. Jednak, nie cofając się aż tak daleko w przeszłość, wypada zadać sobie proste pytanie: Jaki interes miałyby mieć państwa Europy zachodniej w dofinansowaniu rozwoju państw Europy wschodniej? No bo jak inaczej miało by odbyć się wydźwignięcie zacofanych gospodarczo państw i wyrównanie poziomu? Jednak takie dofinansowanie oznaczało by poprawę szeroko pojętej infrastruktury tych państw: budowę nowoczesnych dróg, kolei, modernizację telekomunikacji itp. Nie oznaczało by to, że te państwa staną się producentami wszelkiego rodzaju dóbr i usług, które zapewniły państwom Europy zachodniej rozwój, bogactwo i przewagę nad Europą wschodnią i nie tylko nad nią. A skoro tak, to podział na dwie Europy pozostanie, utrwali się i pogłębi się.

Nic nie wyszło z wyrównywania poziomów rozwoju gospodarczego, co, po dwudziestu latach od tamtego czasu, jest dziś faktem. A co w takim razie z drugim filarem, czyli bezpieczeństwem, które miało zapewnić Polsce wejście do NATO? W tym wypadku jest jeszcze gorzej, bo NATO wciąga Polskę w wojnę na Ukrainie, a więc mowy o żadnym bezpieczeństwie być nie może. No więc nasze „Dwadzieścia lat później”, to wojna na Ukrainie i coraz częstsze głosy o potrzebie wyjścia z unii. Mają więc rację Rosjanie, czy może raczej władze rosyjskie, że czytanie starych gazet nie jest wskazane, wprost przeciwnie. Ci, którzy kiedyś palili książki, dobrze wiedzieli, co robili. W końcu uporano się z tym problemem, bo internet eliminuje tego typu zagrożenia, że jakieś niepoprawne myśli czy idee trafią przypadkiem do ludzi, do których trafić nie powinny.

Po co więc była ta cała hucpa z rozszerzeniem unii na wschodnią Europę? Pożyliśmy, dożyliśmy i zobaczyliśmy. Zobaczyliśmy Majdan w 2014 roku. W cytowanej przeze mnie w poprzednim blogu książce Życie polskie w dawnych wiekach jest wyjaśnienie tego słowa: W niektórych zamkach zajmował dziedziniec obszar bardzo znaczny; z ruin dotąd zachowanych zamku w Ogrodzieńcu domyślać by się można kilkumorgowej przestrzeni wewnętrznego, głównego dziedzińca. Służył taki dziedziniec za majdan, czyli punkt zborny załogi, a przy uroczystych sposobnościach za widownię obchodów, festynów, tzw. tryumfów, zjazdów i igrzysk rycerskich, którym z osobnej loggii przypatrywały się damy.

Głównym zawołaniem tego Majdanu było: My chcemy do Europy! Ale czy ten postulat, to żądanie, czy to było by możliwe, gdyby żaden z krajów Europy wschodniej nie był członkiem unii europejskiej, a w szczególności Polska, która sąsiaduje z Ukrainą? – I tu jest pies pogrzebany! Gdyby żaden z krajów Europy wschodniej nie był członkiem unii europejskiej, to takie zawołanie nie miałoby sensu. I tu rodzi się kolejne pytanie: Czy ktoś, kto po rozpadzie prządku jałtańskiego planował włączenie państw Europy wschodniej do NATO i unii europejskiej, czy ten ktoś już wtedy planował wojnę na Ukrainie i traktował to włączenie jako etap przejściowy do tej wojny? Wszak to tylko 10 lat. Polska weszła do unii w 2004 roku, a Majdan zaczął się w 2014 roku.

I dzieje się rzecz dziwna. Polska, będąca członkiem drugiej kategorii, Polska, która, podobnie jak inne kraje, wdrożyła u siebie prawo unijne i uznała jego wyższość nad polskim, ta Polska otwiera granicę z Ukrainą, granicę, która jest granicą zewnętrzną unii, a więc decyzję o jej otwarciu musiała podjąć unia, czyli ktoś, kto nią faktycznie rządzi. To nie polski rząd decydował. On tylko wykonał polecenie swoich nieznanych przełożonych. Co to oznacza w praktyce? Oznacza to rozpad unii w tym kształcie. To tak jakby ktoś podkopał w jednym miejscu fundament budynku. Co dalej będzie się działo z takim budynkiem, tego chyba już nie muszę tłumaczyć.

Po raz pierwszy weszła Polska do Europy, przyjmując chrześcijaństwo i akceptując zwierzchność władzy cesarza niemieckiego i papieża. Wchodząc w unię z Litwą, wyszła Polska z Europy i jednocześnie zanegowała zwierzchność cesarza niemieckiego i papieża. I teraz znowu Polska, angażując się w wojnę na Ukrainie i tworząc z nią unię, o czym się nie mówi, a co się dzieje – wychodzi z Europy. Czy tak będzie lepiej, jak próbują nam wmawiać internetowi gdakacze? (Nie ma w słowniku języka polskiego słowa „gdakacz”, więc wygląda na to, że je wymyśliłem.). Historia pokazuje, że na mariażach ze wschodem wyszła Polska, a raczej Polacy, jak Zabłocki na mydle.

Wielka Ukraina

Ukraina to dla Polaków wielki problem, a „Wielka Ukraina”, to dla nich bardzo wielki problem. Skąd wzięło się to pojęcie? Idea nie jest nowa. Lucyna Kulińska w artykule Nacjonalizm na dzisiejszej Ukrainie poważnym zagrożeniem dla Polski (https://www.nawolyniu.pl/artykuly/nacjonalizm.htm) pisze:

»Nacjonalizm ukraiński miał zawsze charakter antypolski. Tak było przed II wojną światową, w jej trakcie, kiedy przybrał wymiar ludobójczy, tak jest i dzisiaj. Przejawów niechęci, a nawet nienawiści wobec narodu polskiego nie brak ani w deklaracjach ideowych nacjonalistów, ani w wystąpieniach ich liderów. Część z tych oświadczeń ma nawet charakter stricte rewizjonistyczny, nawiązujący do idei “Wielkiej Ukrainy”. Godzi to bezpośrednio w integralność polskiego terytorium. Padają nawet żądania “oddania” 19 powiatów – ziem sięgających po Kraków i Warszawę! Roszczenia terytorialne dotyczące tzw. Zakierzonii pojawiają się też w finansowanym z pieniędzy polskich podatników “Naszym Słowie”, organie Związku Ukraińców w Polsce. ZUwP ma niechlubna kartę związaną ze wspieraniem ukraińskiej ideologii nacjonalistycznej odwołującej się bezpośrednio do banderyzmu. Niestety, zamiast potępienia tego typu zachowań, władze, w osobie prezydenta Bronisława Komorowskiego honorują ludzi takich jak Tyma, Sycz, Syrnyk, Huk, pochwałami i odznaczeniami. Jest to dla każdego zdrowo myślącego Polaka obelga!

Rozszerzanie zasięgu działania nacjonalizmu ukraińskiego nieuchronnie prowadzi do konfliktów z sąsiadami. To państwa graniczące z Ukrainą będą ponosić konsekwencje głoszonych przez szowinistów haseł budowania “Wielkiej Ukrainy”. Aby poznać cele Prawego Sektora, trzeba sięgnąć do programu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, skąd zaczerpnięto szereg tez programowych, włącznie z “sobornością” Ukrainy, czyli budową Wielkiej Ukrainy poprzez włączenie do tego państwa wszystkich historycznych ukraińskich ziem etnicznych. W wypadku Polski oznacza to sięgnięcie po kilkanaście wschodnich powiatów. Już teraz rejony pogranicza wypełniają się dziesiątkami tysięcy niechcianych przybyszów, których w osiedlaniu i nabywaniu nieruchomości wspierają przedstawiciele dobrze usadowionej w lokalnych władzach mniejszości ukraińskie. Dozbrojona przez Zachód ogarnięta szowinizmem i antypolonizmem Ukraina może podjąć próbę skompensowania sobie utraty terytoriów na wschodzie, podnoszeniem pretensji terytorialnych do naszego państwa. Jakimi mogłoby to być realizowane metodami – Polacy wiedzą aż za dobrze! Jest to wielce prawdopodobne, a znając historię zarówno Niemcy, jak i Rosja z którą jesteśmy przez kwestię Ukrainy skonfliktowani – odebrałyby taką napaść z satysfakcją.«

Jaka jest więc ta Wielka Ukraina? Podczas wiecu w 2011 roku deputowany do lwowskiej rady obwodowej Rostysław Nowożeniec nawoływał, jak informował portal Fronda.pl, do odebrania od sąsiednich państw terenów, które, jego zdaniem, są etnicznie ukraińskie. Wtórował mu Jurij Szuchewycz, syn komendanta UPA, Romana Szuchewycza. Straciliśmy – mówił – Łemkowszczyznę, Nadsanie, Chełmszczyznę i Podlasie, które weszły w skład Polski oraz ziemię brzeską i Homelszczyznę, które znajdują się na Białorusi. W tym kontekście wymienił także należące do Rosji wschodnią Słobożeńszczyznę i Kubań oraz mołdawskie Naddniestrze i południową Bukowinę, która jest częścią Rumunii.

No więc już wiemy, jak wygląda ta Wielka Ukraina, ale kto to wymyślił? Kurier Wileński z dnia 21.12.1938 w artykule „Wielka Ukraina” Hitlera (http://retropress.pl/kurjer-wilenski/wielka-ukraina-hitlera/) pisze:

»Sprawa t. zw. „Wielkiej Ukrainy” nie schodzi ze szpalt gazet całego świata. W prasie zagranicznej na ten temat codzień można czytać różnego rodzaju sensacje i wprost fantastyczne przepowiednie. Szczególnie prasa II Republiki Czesko – Słowackiej i różnych związków oraz ugrupowań ukraińskich, dostarcza pod tym względem niezmiernie obfitego materiału.

Związane to było z układem monachijskim zawartym na konferencji w Monachium w dniach 29-30 września 1938 roku.

W tych wszystkich relacjach i rewelacjach na temat „Wielkiej Ukrainy” niesposób dzisiaj z całą dokładnością zorientować się. Jedno, co w nich wszystkich już dzisiaj nie ulega wątpliwości, to to, że za sprawą „Wielkiej Ukrainy” stoi Trzecia Rzesza, stoi sam Fuehrer, jako rzecznik tej sprawy. Co prawda ostatnio t j. od chwili wypłynięcia tej sprawy na pierwsze stronice różnych dzienników, Hitler na ten temat nie wypowiedział żadnego słowa i nie sprecyzował swego stanowiska. Ale ta okoliczność jest bez większego znaczenie politycznego.

Wódz Trzeciej Rzeszy w sprawie „Wielkiej Ukrainy” wypowiedział się nie tylko w biblii narodowego socjalizmu „Mein Kampf” ale również w wywiadach udzielanych prasie ukrainskiej już po zdobyciu władzy państwowej. Jeden z takich wywiadów, obecnie w różny sposób komentowanych i wałkowanych w prasie zagranicznej, był udzielony w styczniu 1934 r., czasopismu ukraińskiemu „Nowyj Czas”. Przedstawicielowi tej gazety Hitler między innymi oświadczył: „Niemcy pragnęłyby utworzenia na Wschodzie Europy potężnego państwa ukraińskiego. Jednak takie państwo może powstać tylko wówczas, kiedy będzie postawiona sprawa podziału Rosji”. Przy czym Hitler, powołując się na swoją książkę „Mein Kampf”, wskazywał, że sprawa „podziału Rosji” była tam przezeń dość szczegółowo omówiona i że wcześniej czy później ze sfery rozważań publicystyczno – teoretycznych przejdzie ona w dziedzinę działań praktyczno – politycznych.

Czyli w styczniu 1934 roku Hitler już wiedział, że napadnie na Związek Radziecki.

Powstaje zasadnicze pytanie, czy Hitler, zgodnie ze swymi przepowiedniami sprzed kilku lat, już zdecydował o postawieniu na porządek dzienny sprawy „podziału Rosji” a co za tym idzie i tworzenia „Wielkiej Ukrainy”? Na to pytanie daremnie szukalibyśmy wyczerpującej i bezpośredniej odpowiedzi, w na ogół dość szczerych enuncjacjach imperializmu niemieckiego. Kierownicza prasa niemiecka unika stawiania tego zagadnienia z właściwą sobie szczerością. Przeciwnie można w niej znaleźć wręcz odmienne twierdzenia, zmierzające do zaprzeczenia różnym enuncjacjom zagranicznym. Tego rodzaju postawa oficjalnej prasy hitlerowskiej nie znaczy jednak, by pewne koła niemieckie nie zajmowały się powyższym zagadnieniem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi hitlerowskiej w sposób wyraźny wskazują, że Trzecia Rzesza wykazuje niezmierną aktywność dookoła sprawy „Wielkiej Ukrainy”. Przy czym unikając prawdopodobnie narazie bezpośredniego angażowania się w akcję na rzecz „Wielkiej Ukrainy”, posługuje się dla realizacji tego celu różnego rodzaju organizacjami ukraińskimi, a głównie stworzoną przez się t. zw. „Ukrainą Zakarpacką” i swym nowvm wasalem II Republiką Czesko -Słowacką. Wystarczy spojrzeć na poczynania rządu „ukraińskiego” „Ukrainy Zakarpackiej” i rządu praskiego by przekonać się, z czyjego polecenia i pod czyim kierownictwem rozwijają one dość intensywną akcję na rzecz „Wielkiej Ukrainy”. Akcja ta bowiem jest tak uderzająco podobna do zakreślonych swego czasu przez Hitlera wytycznych, że nie może być żadnej wątpliwości, kto jest jej inspiratorem i kierownikiem.

Nie jest również przypadkiem to, że Trzecia Rzesza stoi za kulisami akcji na rzecz „Wielkiej Ukrainy” nie zaś na jej czele. Wydana bowiem ostatnio mapa „Wielkiej Ukrainy”, wskazuje, że to nowe państwo, które według projektów jej twórców miałoby posiadać przeszło 40 milionów mieszkańców, ma składać się z obszarów nie tylko Rosji Sowieckiej ale Polski, Rumunii, Węgier i dzisiejszej „Ukrainy Zakarpackiej”. Innymi słowy sprawa „Wielkiej Ukrainy” jest wiązana nie tylko z „podziałem Rosji Sowieckiej” ale również z dość znacznym okrojeniem szeregu innych państw. Wysunięcie na porządek dzienny przez Berlin nowego podziału szeregu państw europejskich po tem, jak Hitler w przededniu Monachium uroczyście oświadczył, że sprawa sudecka jest ostatnim postulatem rewizjonistycznym państwa niemieckiego w Europie – bardzo podważyłoby zaufanie całego świata do uroczystych słów Fuehrera i wytworzyłoby taki pierścień izolacji dokoła Trzeciej Rzeszy, że przy jego istnieniu sprawa „Wielkiej Ukrainy” byłaby z góry przesądzona na niekorzyść jej twórcy. Wystarczy wspomnieć deklarację polsko – sowiecką z 26 listopada, oraz bezwzględną likwidację agentury Trzeciej Rzeszy w Rumunii, by stwierdzić że już dzisiaj państwa zainteresowane doskonale zdają sobie sprawę dokąd Hitler zamierza ze swym pupilem Rusią Zakarpacką i że utworzenie kolonii niemieckiej w postaci „Wielkiej Ukrainy” to bynajmniej nie to samo co przyłączenie Austrii lub opanowanie Czecho-Słowacji.«

Teraz już chyba jest bardziej zrozumiałe, skąd u Ukraińców, czy może nazistów ukraińskich, takie zamiłowanie do tej nazistowskiej symboliki i skąd ten kult Hitlera. Wydaje się jednak, że Hitler nie był oryginalny w tym pomyśle, bo przecież uznanie Ukraińskiej Republiki Ludowej przez cesarskie Niemcy i Austro-Węgry zostało zmaterializowane w traktacie brzeskim z 9 lutego 1918 roku. Tak więc Niemcy, bez względu na to, czy cesarskie czy hitlerowskie, popierały Ukrainę kosztem Polski. I prawdopodobnie obecne Niemcy również to robią, choć w sposób bardzo dyskretny.

Tygodnik Ilustrowany z dnia 06.09.1919 w artykule Sojusz habsbursko-ukraiński (http://retropress.pl/tygodnik-illustrowany/sojusz-habsbursko-ukrainski/) pisze:

»Wiadomo, że zamach zbrojny Rusinów na Lwów i Galicyę Wschodnią to dzieło austryacko-pruskie. Z pułków wschodnio-galicyjskich usunięto na jesieni zeszłego roku Polaków, w samym Lwowie umieszczono prawie samych Rusinów, zaopatrzono ich należycie w broń i amunicyę, opracowano im dokładnie organizacyę zamachu. Tajne narady odbywały się u sekretarza Komitetu ruskiego, d-ra Barana, przy ulicy Kraszewskiego; w naradach tych brali udział politycy i oficerowie ruscy z oficerami austryackimi i pruskimi.

Sojusz ten był konsekwencyą planowej polityki zaborczej austryacko-pruskiej. W pochodzie podbojowym na wschód potrzebna im była „Ukraina”, połączona z państwami centralnemi jak najściślejszymi węzłami. Sojusz ten zawiązano także przeciwko Polsce, wygrywając w parlamencie wiedeńskim Rusinów przeciwko Polakom. Słynny traktat brzeski dał tego jawne dowody. Że zaś ten sojusz z Prusakami nie ustał dotąd mimo upadku Prus i Austryi, jest dowodem także niedawny wypadek nieszczęśliwy z wielkim latawcem niemieckim, który spadł z 8 pasażerami w lesie dziergowickim, w powiecie raciborskim, na Górnym Śląsku. Wśród zabitych znajdował się ataman „zachodnio-ukraiński”, Witowskij, i pewien agent niemiecki, którego legitymacya nadpalona dostała się w ręce polskie (red. „Dziennika Cieszyńskiego”), z której wynika, że agent ten był używany do specyalnych misyi niemieckich do Ukraińców. Wśród spalonych szczątków były także ruskie pieniądze – „Karbowańce” i „hrywny”, wiezione z drukarni niemieckiej w Lipsku do Kamieńca Podolskiego, obecnej siedziby rządu „zachodnio-ukraińskiego”.

Udział pruskich i austryackich oficerów w walkach Rusinów przeciwko Polakom został nieraz urzędowo przez komendy polskie stwierdzony.

Walczył po ich stronie także słynny „Wasyl Habsburg”, syn arcyksięcia Stefana z Żywca, b. pretendenta do korony polskiej. Wyższa polityka austryacka przeznaczyła go na regenta „ukraińskiego” w celu opanowania dostępu do Czarnego morza, a tem samem drogi handlowej na Wschód. Wilhelm Habsburg przejął się tą rolą, zmienił imię na Wasyl, nauczył się ruskiego języka i tańców ruskich i nosił dla demonstrancyi koszulę z wyszywankami ruskiemi.

Utrzymywał ścisłe stosunki z metropolitą Szeptyckim, odwiedzał go we Lwowie, ten zaś rewizytował gościa w kwaterze na froncie, i tak sobie cudnie marzyli i gwarzyli nieraz o „wielkiej, złączonej Ukrainie” z królem Wasylem i kardynałem ukraińskim Andrzejem.

Na pamiątkę jednej takiej pogawędki, w której uczestniczył także renegat pułkownik Gużkowski, fotografowali się, przyczem „Wasylko” rozpiął kołnierz munduru, ażeby widoczne były wyszywanki na koszuli, które widać także na mankiecie.«

Od 1916 roku Niemcy, a raczej Żydzi w ich imieniu, planowali już stworzenie państwa polskiego, więc państwo ukraińskie, czy nawet sama idea takiego państwa musiała stać w sprzeczności z polskimi interesami. Ostatecznie Żydzi odtworzyli Polskę w granicach zbliżonych do granic I RP, co musiało skutkować skłóceniem tego państwa ze wszystkimi sąsiadami, a więc i z Ukraińcami. I o to właśnie chodziło! A postanowienia traktatu wersalskiego zostały tak sformułowane, by nikt nie był zadowolony i na skutki tego typu zabiegów nie trzeba było długo czekać.

W końcowej części cytowanego na początku fragmentu artykułu Lucyna Kulińska pisze:

»Ignorowanie “urzędowego banderyzmu” na Ukrainie, zamykanie oczu na zaliczanie członków frakcji banderowskiej OUN do panteonu bohaterów Ukrainy to gorzej niż błąd – to głupota. W opinii znających się na tej problematyce politologów, jest to polityka krótkowzroczna. Jak podkreśla A. Zapałowski “Jak bowiem można prowadzić tego typu politykę w stosunku do państwa, które zamieszkuje kilkanaście milionów Rosjan, kilkadziesiąt milionów ludności ukraińskiej przynależnej jednak do kultury rosyjskiej i zaledwie kilka milionów Ukraińców o orientacji zachodniej, zamieszkującej cztery obwody. Nigdzie na świecie to się nie powiodło. Jak zatem kilka milionów zachodnich Ukraińców może zukrainizować kilkadziesiąt milionów etnicznych Rosjan. De facto taka polityka jest nastawiona na dezintegrację państwa, które jest wewnętrznie rozrywane i podzielone po części na Rosję, a po części na Europę”. Warto dodać, że ta zachodnia część ulega postępującej faszyzacji i systematycznie obraża swojego jedynego promotora.… Spora część politologów twierdzi, że lansowanie przez dzisiejsze ukraińskie władze banderyzmu jest jedynie podstępną taktyką nastawioną na rozbicie ukraińskiego społeczeństwa. Dzisiaj, kto nacjonalistów i banderyzmu nie wspiera, ten wróg Ukrainy i stronnik Rosji. Tak rozbudzony szowinizm ma mobilizować do walki na wschodzie Ukrainy najbardziej patriotyczny element społeczeństwa, który zostanie tam spożytkowany jako mięso armatnie, więc w przyszłości nie będzie się buntował przeciwko rządom oszustów międzynarodowej proweniencji. Oligarchowie dodatkowo dorobią się na handlu bronią a “międzynarodowe organizacje finansowe” wpuszczą Ukraińców, podobnie jak wcześniej Polaków, w pułapkę finansową. Wtedy rozpocznie się krucjata przeciwko nacjonalizmowi, ksenofobii, homofobii oraz antysemityzmowi. Ponieważ Ukraińcy, jak żaden naród, mają tu “nagrabione”, to i kara będzie adekwatna. Być może nawet zagrają rolę dyżurnych antysemitów, wyznaczoną dotąd przez żydowskie organizacje Polakom.

Polska musi zweryfikować swoją politykę wobec Ukrainy. Podstawą stosunków dwustronnych między państwami jest zasada wzajemności. Jeżeli Ukraina, będąc w tragicznej sytuacji, pozwala sobie na upokarzanie przyjaznej Polski, to co będzie po uzyskaniu wewnętrznej stabilizacji. Bardzo prawdopodobne, że wróci do tradycyjnego sojuszu z Niemcami i wykopie Polsce grób.

W rejonie przygranicznym obserwujemy gwałtowny wzrost przestępczości zorganizowanej, napędzanej ubożeniem społeczeństwa ukraińskiego, wzrost niepokojących incydentów (np. blokowanie przejść granicznych itp.), nasilenie się ataków terrorystycznych ze strony bezwzględnie indoktrynowanych młodych ludzi. Dowodzi to postępującej radykalizacji postaw u Ukraińców.

Jeśli do tego dodamy handel i przemyt broni, rajdy oddziałów nacjonalistycznych na teren Polski w razie pościgów, próby ukrywania się terrorystów w Polsce, obraz realnego zagrożenia się dopełnia. Co mogłoby obudzić uśpione i oszukiwane przez media i polityków co do istoty ukraińskiego szowinizmu polskie społeczeństwo? Wydaje się, że pojawienie się (ponowne, bo były na Majdanie) – haseł “odzyskania” kilkunastu powiatów dzisiejszej Polski. Już obecnie trwa za przyzwoleniem władz proces “reukrainizacji” na tzw. Zakerzoniu. Płyną na te ziemie tysiące niechcianych zarobkowych imigrantów ukraińskich. Opanowują stopniowo przedsiębiorstwa min. monopolizując graniczny handel przez eliminację Polaków, wchodzą do samorządów, uczelni wyższych, placówek medycznych, masowo i w sposób niekontrolowany wykupują nieruchomości. Z tym procederem mamy do czynienia na ogromnych przestrzeniach od Lublina po Przemyśl.«

A w podsumowaniu całego artykułu dodaje:

»Jak widać zagrożenie ze strony nacjonalistów ukraińskich u naszych wschodnich rubieży istnieje i potęguje się z każdym miesiącem. Potencjalny konflikt Polski ze zdestabilizowaną Ukrainą, wynikający z gospodarczej zapaści, demoralizacji obywateli i postaw radykalnych i szowinistycznych, a nade wszystko z przeniknięcia do Polski setek tysięcy Ukraińców o agresywnych postawach jest o wiele bardziej prawdopodobny niż jakikolwiek konflikt z Rosją. Już dzisiaj na Zakarpaciu, kilkanaście kilometrów od naszej granicy rozlokował się uzbrojony po zęby (także przez Polaków) oddział Prawego Sektora. Jest to wysoce niepokojące, bo mogą wtargnąć do Polski. Węgry i Słowacja wzmocniły swoje granice. Prawy Sektor to dzisiaj kilka tysięcy bojówkarzy, z których spora część ma wyszkolenie i doświadczenie bojowe. Oznacza to, że mogą skutecznie jako terroryści destabilizować dowolne państwo. Ich ideologia i programy nie pozostawiają złudzeń, że Ukraina posiadająca dziesiątki mniejszości narodowych ma być państwem “tylko dla Ukraińców”. Ideologie tę wyznaje ponad połowa parlamentarzystów ukraińskich. Czy w Polsce ktokolwiek myśli o losie naszej mniejszości na Wschodzie? Mordy, porwania, gwałty czy tortury stosowane przez Prawy Sektor, wszystko to przypomina scenariusz działań OUN-UPA.

Wydaje się, że gdy konflikt ulegnie wyciszeniu, Ukraińcy, zostaną napiętnowani przez Zachód za popieranie banderyzmu, z którym przed “Majdanem” ci z Ukrainy centralnej i wschodniej się nie utożsamiali, mimo intensywnie prowadzonej indoktrynacji. Rykoszetem zostaną uderzeni także Polacy, którzy poparli antysemitów zamiast się od nich odciąć.«

Lucyna Kulińska cytuje również uchwałę ukraińskiego Prowidu OUN:

Uchwała Krajowego Prowidu OUN z 1990 r. nakazywała Ukraińcom i ich sympatykom prowadzić działania zmierzające do odebrania Polsce wielu powiatów na wschodzie i południu kraju i do rozpadu państwa polskiego. W tym celu Ukraina nie zawaha się przed użyciem siły. Zobacz:

http://w.kki.com.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/uchwala.html. Dostęp 10 lipca 2015 : i : http:// narodowikonserwatysci.pl/tag/maria-jazownik/ Dostęp 9 lipca 2015.

Nakazy tajnej Uchwały Krajowego Prowidu OUN z 1990 r. nakazują :

  • Bagatelizowanie zbrodni ukraińskich na Polakach, przemilczanie ich i fałszowanie krwawej, przestępczej historii UPA.
  • Pobudzanie proukraińskich sympatii;
  • Blokowanie informacji o ludobójstwie ukraińskim na Polakach;
  • Blokowanie informacji o współczesnym szowinizmie ukraińskim;
  • Wspomaganie separatystycznych ruchów w Polsce;
  • Napuszczanie Rosjan na Polaków i Polaków na Rosjan;
  • Straszenie polskiego społeczeństwa rzekomą zbliżającą się inwazją Rosji by nie dopuścić do niewygodnego dla hitlerowskiej Ukrainy zachodniej a korzystnego dla Polski politycznego i ekonomicznego zbliżenia polsko-rosyjskiego.

Prowid OUN z 1990 r. potwierdzany w rzeczywistości. Zwolennicy banderyzmu są wierni literze “Uchwały”: http://widzianezdaleka.salon24.pl/605988,milosnicy-ukrainy-w-bezpardonowym-ataku.

Jak wynika z cytowanych powyżej artykułów Ukrainę wspierają Stany Zjednoczone, Kanada i Niemcy. I co może wydawać się dziwne, również Rosja. Cel jest widoczny aż nadto – likwidacja państwa polskiego. Narzędziem do tego służącym jest państwo ukraińskie, a w szczególności jego nazistowska i wroga Polsce i Polakom ideologia. I tak jak zauważyła Lucyna Kulińska, jak murzyn, czyli nacjonaliści ukraińscy zrobią swoje, to murzyn będzie musiał odejść.

Żydzi stworzyli I RP, bo im tak pasowało, a jak im przestało pasować, to ją zlikwidowali. Podobnie było z II RP, PRL-em i III RP. Ta ostatnia trwała od 1989 roku do 24 lutego 2022 roku, a więc 33 lata. Czy to przypadek? Czy może, jak chciał Mickiewicz w swoich mesjańskich wizjach, Polska Chrystusem Narodów?