NWO

Nowy porządek świata, to pojęcie, które jest już od lat powszechnie używane na określenie zmian, jakie zachodzą na świecie, jednak jego definicja nie jest precyzyjna. Najczęściej używa się go w znaczeniu teorii spiskowej lub jako terminu z zakresu polityki. Wikipedia tak je opisuje (wytłuszczenia W.L.):

»Nowy porządek świata (łac. Novus Ordo Mundi, ang. New World Order, skrótowo: NPŚ, ang. NWO) – teoria spiskowa wykorzystywana do opisu rzekomych przyczyn istotnych zmian w polityce międzynarodowej, według której „zakonspirowana elita globalnej władzy” dąży do objęcia władzy nad światem poprzez autorytarny rząd światowy, który ma zastąpić suwerenne państwa.

Teoria ta wykorzystuje jako pretekst:

  • program pokojowy prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona, znany jako Czternaście Punktów Wilsona;
  • utworzenie Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych;
  • zmianę układu sił politycznych na świecie, który ukształtował się jeszcze w latach 50-tych XX wieku, w wyniku rozpadu ZSRR i bloku wschodniego.

Jednym z pretekstów stosowania tej teorii spiskowej po zakończeniu zimnej wojny było również określenie „nowy porządek świata”, użyte przez Michaiła Gorbaczowa i George’a H.W. Busha oraz członków Klubu Bilderberg, Komisji Trójstronnej i Rady Stosunków Zagranicznych rządu USA dla określenia zmian jakie nastąpiły wtedy na świecie.

Niektórzy twierdzą, że świat jest zakulisowo sterowany przez grupę bądź grupy ludzi dążących do wprowadzenia „Nowego Porządku Świata”, który ma się rzekomo cechować utworzeniem jednej zależnej religii, praniem mózgu, wszczepianiem innym ludziom chipów pod skórę, powszechną inwigilacją za pomocą monitoringu i projektu Echelon (globalna sieć wywiadu elektronicznego) oraz bezgotówkowym obrotem towarami.«

Wypada jednak wyjaśnić sobie pewną nieścisłość w tłumaczeniu tego terminu na język polski. New World Order tłumaczy się na polski od końca, czyli Porządek Nowego Świata, a to znaczy coś innego niż Nowy Porządek Świata. Można też przetłumaczyć ten zwrot od początku, czyli Nowego Świata Porządek – tak bardziej poetycko. Oba te tłumaczenia kładą nacisk na Nowy Świat, a nie na Nowy Porządek. Bo jeśli ma być Nowy Porządek w starym świecie, to nie jest to jeszcze takie groźne, ale Nowy Świat brzmi znacznie bardziej złowieszczo. Nowy Porządek nie oznacza diametralnych zmian, bo nadal funkcjonujemy w tym samym świecie, a Nowy Świat – jak najbardziej. Niestety słowniki internetowe i tłumacz Google tłumaczą ten zwrot jako Nowy Porządek Świata, ale North Atlantic Treaty Organization tłumaczą jako Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego, czyli prawidłowo – od tyłu. Dlaczego więc w przypadku NWO jest inaczej?

Być może nie jest to takie ważne, czy będziemy mówić o Nowym Porządku Świata czy Porządku Nowego Świata. Ważniejsze jest to, co się kryje za tym pojęciem. Angielska Wikipedia pisze (wytłuszczenia W.L.):

»Termin „nowy porządek światowy” odnosi się do nowego okresu historii, w którym widoczne są dramatyczne zmiany w światowej myśli politycznej i układzie sił w stosunkach międzynarodowych. Pomimo różnych interpretacji tego terminu, jest on przede wszystkim kojarzony z ideologicznym pojęciem rządu światowego, ale jedynie w sensie nowych wspólnych wysiłków zmierzających do zidentyfikowania, zrozumienia lub rozwiązania globalnych problemów, które wykraczają poza możliwości poszczególnych państw narodowych.«

Wydaje się, że cechą charakterystyczną „nowego porządku świata” jest rząd światowy, a więc wspólny dla całego świata rząd. Problem jednak polega na tym, że nie wiadomo, kto ma wchodzić w skład tego rządu, czyli kto tak naprawdę będzie rządził. Ci, którzy propagują takie rozwiązanie, nie mówią, w jaki sposób miałby być wyłaniany taki rząd i spośród kogo. Skoro wszystko wokół tego rządu jest takie tajne, to jak nie wierzyć w teorie spiskowe? Jedyne co nam przekazują apologeci takiego rządu i takiego porządku, to to, że nie będziemy mieli nic i będziemy szczęśliwi. Może więc warto zastanowić się nad ukrytym znaczeniem słów „wspólny”, „wspólnota”.

Zbigniew Krasnowski (Tadeusz Gluziński) w książce z 1936 roku Socjalizm, komunizm, anarchizm w rozdziale Wspólnota, jako hasło umożliwiające żydostwu opanowanie dóbr materialnych narodów rdzennych pisze:

»Zwalczanie światopoglądu indywidualistycznego

Na przeszkodzie do opanowania przez żydów dóbr materialnych narodów rdzennych stoi silne poczucie prawa indywidualnej własności u tych narodów, jako kamień węgielny ich ustroju społecznego, będącego wynikiem bytu osiadłego. A zatem, żeby żydostwo miało możność łatwego opanowania dóbr pozostałej rodziny narodów, trzeba aby światopogląd indywidualistyczny w łonie społeczeństw rdzennych ustąpił miejsca światopoglądowi komunistycznemu. Takiej zmiany światopoglądu u swego otoczenia żydostwo może dokonać jedynie przez podważenie więzów, które narody osiadłe sobie wytworzyły. A jakież są te więzy bytu społecznego narodów osiadłych? Ustaliliśmy, że są one trojakiego rodzaju:

  • gospodarcze
  • kulturalne
  • polityczne

Dla żydostwa w jego wysiłkach do podboju narodów rdzennych największe niebezpieczeństwo stanowią więzy polityczne i kulturalne. Kulturalne dlatego, że warunkują siłę duchową danego środowiska, a więc jego odporność na obcy najazd.

Polityczne dlatego, że warunkują formy organizacyjne tego środowiska, a więc jego wolę zbiorową, jego zbiorową prężność, tak dla każdego najeźdźcy niebezpieczną. Gdy więzy w tych dwóch dziedzinach będą rozluźnione, dziedzina gospodarcza musi już łatwo stać się łupem żydostwa.

W dziedzinie kulturalnej na czoło warunków siły duchowej każdego środowiska wysuwają się uczucia religijne. Im bowiem człowiek mniej wznosi się myślami do nieba, do Stwórcy wszechrzeczy, do Boga, tym bardziej jest skazany na więź z doczesnością, czyli mniej jest zdolny do wysiłków duchowych, a z takim środowiskiem łatwo jest już żydostwu dać sobie radę.

W dziedzinie politycznej na czoło warunków zbiorowej prężności danego środowiska, wysuwa się poczucie władzy, niezbędnej do sprawowania rządów na danym obszarze, a więc poczucie państwowe; następnie – plemienne, bądź narodowe, bowiem im żywsze są one, im silniejsze i w treści pełniejsze, tym pomyślniejsze wytwarzają warunki dla spajania ludności w jedną całość zwartą, a wreszcie – poczucie rodzinne, ponieważ rodzina stanowi podstawową komórkę społeczną i od jej spoistości, jej siły zależy właściwie cała budowa społeczna danego środowiska.

A zatem – rodzina, naród, władza, bądź państwo, oraz religia – to są główne podstawy bytu społecznego narodów osiadłych, główne więzy, które warunkują światopogląd indywidualistyczny.

Trzeba zachwiać zatem w pojęciu otoczenia „świętością” tych więzów, trzeba podważyć w jego opinii ich słuszność, to w wyniku musi nastąpić całkowita zmiana światopoglądu indywidualistycznego na pożądany dla żydostwa u otoczenia światopogląd komunistyczny.

Treść teorii wspólnoty

Temu zadaniu odpowiada właśnie hasło „wspólnoty” wszystkich dóbr na świecie: Nie powinno być rodziny indywidualnej, jak to jest obecnie… Nie powinno się tolerować rozwoju uczuć odrębności u poszczególnych narodów… Nie powinny istnieć odrębne państwa z ich granicami, tamującymi swobodę ruchów… Nie powinny istnieć odrębne wyznania, tamujące postęp „ludzkości”… Wszystkie tego typu pojęcia są to „przesądy”. Trzeba je zmienić, bo one są wynikiem egoistycznego „ja”. Gdy się je zmieni, wytworzy się nowy, pozbawiony swego „ja” typ człowieka. Nie może on posiadać „przesądów” co do swego szczęścia i nieszczęścia osobistego, nie może czuć pociągu do władania zarówno w zakresie materialnym jak duchowym, nie powinien cierpieć na „manię” żądzy własności. Całe nieszczęście obecnej ludzkości tkwi w „ja” obecnego człowieka. W przyszłości nie powinno istnieć żadne „ja siedzę” – „ja myślę”, „ja pragnę” itd., lecz tylko „my siedzimy”, „myślimy”, „pragniemy” itd. itd. Słowem, winna nastąpić całkowita przebudowa istniejącego układu stosunków w świecie, przebudowa psychiki ludzkiej, przebudowa „ludzkości”…

Taka jest dla użytku na zewnątrz w ogólnych zarysach treść teorii wspólnoty, uzasadniającej konieczność wyzbycia się światopoglądu indywidualistycznego i przyjęcia za punkt wyjścia w swoim rozumowaniu światopoglądu komunistycznego.

Zapewnia ona żydostwu bezpośredni dostęp do dóbr materialnych narodów rdzennych. Narody zaś rdzenne prowadzi przez osłabienie wszystkich więzów do słabnięcia, zmarnienia, rozkładu…«

A jak to wyglądało w praktyce? Krasnowski podaje wiele przykładów. Ja ograniczę się do kilku.

»Organ syjonistyczny w Warszawie w lutym 1924 r. pisał, poruszając sprawę kolonizacji żydowskiej na południu Rosji:

Najbardziej odpowiedni dla żydów jest teren znajdujący się w pobliżu Odessy i Petrowska. Rząd sowiecki chce go oddać bezpłatnie, o ile żydzi zgodzą się tam pracować na roli… Są tam wolne grunty dawnej arystokracji rosyjskiej, ciągnące się na przestrzeni wielu tysięcy morgów… W czasie wojny i lat głodowych mnóstwo ludzi wymarło na półwyspie… – „Nasz Przegląd”, nr 43, 12 II 1924 r. – „Projekt republiki żydowskiej na Krymie”.

Trudno przypuścić, aby akurat w miejscowościach, pożądanych dla żydostwa do kolonizacji, ludność rdzenna „wymarła”.

Prawda, operował tam, jak już wiadomo, Bela Kuhn, który wymordował na Krymie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Przypuszczalnie, niejedna rodzina, stracona przez niego, uwolniła w ten sposób miejsca dla przyszłych kolonistów żydowskich…

W maju 1928 r. „Journal de Geneve” podał informację byłego dyrektora Czerwonego Krzyża (dr. Jerzego Ladygiańskiego), w której czytamy, że Bela Kuhn stracić kazał: w Teodozji 7500 osób, w Symferopolu – 12 000, w Sewastopolu przeszło 10 000, w Kerczu 6000, w Jałcie przeszło 5000… Ogólną liczbę zamordowanych z rozkazu Beli Kuhna na Krymie Rosjan i Tatarów, obliczają na 60 do 70 tysięcy.

„Hajnt” nr 101 z 30 IV 1928 r. podaje:

Pewnego razu delegowano go (Bela Kuhna) w celu zduszenia na Krymie kontrrewolucji. Bela Kuhn popełnił wówczas takie okrucieństwa, że moskiewska władza centralna musiała go odwołać. Rozkazał on wówczas rozstrzelać tysiące ludzi. Wówczas rozeszła się pogłoska, ze Bela Kuhn nie jest przy zdrowych zmysłach; lecz ta pogłoska okazała się nieprawdziwa.

Musieli jednak być i tacy chłopi na Krymie, którzy przeżyli czasy „wojny i lat głodowych”, a którym ziemię po prostu odebrano.

Historyk żydowski, Ben Cion Kac, omawiając sprawę kolonizacji żydowskiej w Rosji, w czerwcu 1928 r. pisał:

Pieniądze, które amerykańscy milionerzy dają na kolonizację, są przeznaczone na osiedlenie się żydów na Krymie w różnych okolicach. Prawda, dotąd wciąż liczono, że na Krymie jest bardzo mało wolnej ziemi, a zwłaszcza ziemi dobrej. Kalinin już od dawna wyjaśnił, że dla kolonizacji żydowskiej na Krymie jest przeznaczona ziemia, gdzie nie ma wody i która skutkiem tego nie nadaje się dla chłopa rosyjskiego, a którą filantropi amerykańscy mogą udoskonalić dla kolonizacji żydowskiej, dzięki świeżym kapitałom. To jest w części północnej Krymu. Jednak, okazuje się, że kwota dziesięciu milionów dolarów jest przeznaczona akurat na kolonizację w części południowej Krymu. Mereżin oświadczył, że to dlatego, iż rząd postanowił zmniejszyć przestrzeń ziemi dla włościan na Krymie. Poprzednio podzielono na rzecz Tatarów i innych dużo ziemi, lecz oni sami nie mogą jej całkowicie obrobić. Rząd sowiecki w ogóle nie chce, aby było wielu „właścicieli ziemskich”, tj. większych posiadaczy ziemi, i będzie się obecnie ustalało mniej ziemi dla każdego chłopa. W ten sposób zwolniono ziemię dla kolonizacji żydowskiej. I właśnie na tej ziemi zamierzają filantropi żydowscy osiedlić sporą ilość rodzin żydowskich. W rosyjskiej prasie sowieckiej o tym nie ma ani słowa. Jest to w ogóle przeciw polityce rządu sowieckiego, który, odbierając ziemię u Tatarów i dając ją żydom, obawia się wzmożenia judofobii, i tak już dosyć obecnie silnej. – „Hajnt”, nr 134, 8 VI 1928.

H. D. Nomberg w swoim sprawozdaniu z pobytu w Rosji pisał:

Włościaństwo żydowskie, w równej mierze jak każde inne włościaństwo, nie wykazuje żadnej skłonności do socjalizmu. Przeciwnie, zdradza ono wszelkie oznaki masy konserwatywnej, i czym więcej włościanie żydowscy stają się osiadli, zakorzenieni, tym więcej ciągnie ich w gospodarce do form indywidualistycznych, tym więcej z powrotem ciągnie ich w dziedzinie kulturalnej – do starych form żydowskości… – „Der Moment”, nr 186, 12 VIII, 1927 r. – „Z mojej podróży w Rosji”, H. D. Nomberg.

Ten sam brak zapału do zasad wspólnoty wśród żydów w koloniach stwierdziła komisja leningradzkich robotników-komunistów, kiedy w lecie 1928 r. badała stosunki w koloniach żydowskich. ŻAT w depeszy z Moskwy doniosła:

Koloniści żydowscy są w ogóle dobrymi rolnikami, jakkolwiek duch komunistyczny upada w koloniach nawet wśród młodzieży. – „Der Moment”, nr 181, 5 VIII 1928 r. – depesza z Moskwy ŻAT.

ŻAT w depeszy z Moskwy w sierpniu 1930 r. doniosła:

(…) Ogólne wrażenie jest takie, że żydowscy włościanie są tymczasem słabymi zwolennikami budowy socjalistycznej. Nawet komsomolcy we wsiach żydowskich ideologicznie nie są wytrzymali, gdy przychodzi do praktyki. – „Hajnt”, nr 196, 24 VIII 1930 – depesza ŻAT z Moskwy.«

Autor tak podsumowuje ten rozdział:

»Słowem, przez hasło „wspólnoty” do wywrotu społecznego i do „budowy” socjalizmu, a przez socjalizm do władania ziemią na prawie… własności prywatnej, i to na zwartych obszarach, mających stać się „republikami żydowskimi”…

Na nienawiści więc do właścicieli ziemskich, wywołanej wśród chłopów i w ogóle pracowników fizycznych przez… komunistów w okresie „wielkiej rewolucji rosyjskiej”, ludność żydowska, jak się okazuje, nie straciła.

Bankierzy żydowscy z krajów poza Rosją zawierają umowy z rządem „robotników i włościan”, wyjeżdżają komisje na pożądane dla żydostwa tereny, ziemię obficie się dla żydów wydziela i powstają w ten sposób w diasporze kolonie żydowskie, jako zaczątki przyszłych „republik żydowskich”.

A trzeba pamiętać to, co słusznie podkreślił Menachem Usiszkin, w grudniu 1928 r., w swej mowie w Erec Israel na II zjeździe nauczycieli żydowskich, że

największe przewroty, najcięższe i najokropniejsze, za które ludzkość zapłaciła krwią i życiem milionów ludzi, były głównie wynikiem kwestii ziemi. Tak stało się w Irlandii, tak wydarzyło się również w innych krajach. – „Hajnt”, nr 66, 24 III 1929 r. – „Głos ziemi”, M. Usiszkin.

Tak było i w Rosji…

Za ziemię ludność żydowska, wbrew przytoczonej tezie Menachema Usiszkina, nie płaci nie tylko swoją „krwią i życiem”, ale nawet pieniędzmi. Rząd sowiecki, jak wynika z przytoczonych wyżej informacji, wydziela ludności żydowskiej ziemię za darmo. Krwią zapłaciła ludność… rosyjska.«

Cytaty pochodzą z książki, która ukazała się na rynku w 1936 roku, a więc w całkiem innej rzeczywistości. Obecnie żydostwo ma – do realizacji swojego mesjanistycznego celu, polegającego na przejęciu wszelkiego bogactwa pozostałej części ludzkości i na jej niewolniczym podporządkowaniu sobie – znacznie potężniejsze środki. Ten cel nazywa ono, na użytek naiwnych, „Nowym Porządkiem Świata”, a tych, którzy dążą do tego – globalistami. Konieczność jego wprowadzenia uzasadnia tym, że z globalnymi problemami może sobie poradzić tylko rząd światowy.

Te globalne problemy to wydumane zagrożenie epidemiologiczne, zmiany klimatu, rzekomo wywołane przez człowieka, globalne kryzysy globalnej gospodarki, terroryzm, wojny itp. Wszystko wyssane z palca lub sztucznie wykreowane jak terroryzm, wojny i kryzysy gospodarcze. Przecież globalna gospodarka nie wzięła się sama z siebie. Ktoś świadomie dążył do stworzenia globalnych firm i skoncentrowania prawie całej produkcji w jednym państwie. Wszystko po to, by żadne państwo nie było samodzielne pod względem gospodarczym i nie mogło we własnym zakresie zabezpieczyć swoich potrzeb materialnych, a nawet kulturalnych i duchowych.

Żydostwo od wieków dąży do realizacji swojego mesjanistycznego celu, ale dopiero od niedawna pojawiły środki czy narzędzia, które diametralnie ułatwią i przyspieszą jego realizację. Są to pandemia i cyfryzacja społeczeństwa.

„Pandemia” to potężne narzędzie. Wirus jest niewidzialny, rozprzestrzenia się poprzez wydychane powietrze, a więc jest wszędzie i każdy może zarażać i być zarażonym. Można być „chorym” bezobjawowo, co oznacza, że każdego można potraktować jako potencjalne zagrożenie dla innych. Co z tego, że my mamy w swoim organizmie miliony, jeśli nie więcej, różnych wirusów i większość z nich jest nawet niezbędna dla naszego życia. Co z tego, że skoro ludzki organizm ma w sobie ich tyle, to ma też wypracowane mechanizmy obrony przed tymi, które nie są dla niego korzystne. To nie ma znaczenia. Najważniejsze są szczepienia, maski, kwarantanny, ograniczenia w przemieszczaniu się, czyli upodlenie człowieka. Co z tego, że nie godzę się na ingerencję w mój organizm? Skoro stanowię „zagrożenie” dla innych, to moim obowiązkiem jest odpowiedzialna postawa. Jeśli nie mam możliwości decydowania o sobie, o swoim zdrowiu, jeśli moje ciało nie należy do mnie, to czy ja nadal jestem wolnym człowiekiem, czy już niewolnikiem. Jest więc „pandemia”, czy „zagrożenie epidemiologiczne” jednym z dwóch narzędzi koniecznych do uczynienia z wolnego człowieka niewolnika.

Drugim narzędziem jest totalna cyfryzacja świata. Po co rządy wszystkich krajów chcą, by wszelkie czynności odbywały się za pośrednictwem mediów elektronicznych? Tylko i wyłącznie po to, by całkowicie kontrolować ludzi i wiedzieć o nich wszystko: co czytają, jakie filmy oglądają, jakie strony internetowe odwiedzają, jakie mają upodobania seksualne, co jedzą, czy są pijakami czy narkomanami, jakich mają znajomych, jak spędzają wolny czas, gdzie jeżdżą na wakacje, jakich krewnych mają i gdzie oni mieszkają itp. Słowem – totalna inwigilacja.

Klaus Schwab powiedział, że początkowo czipy będą umieszczane w ubraniach, później pod skórą, a w końcu w mózgu, po to, by człowiek był ciągle podłączony do świata cyfrowego. Tylko po co? O tym ani on, ani nikt inny nie mówi, tylko zapewniają, że tak będzie lepiej. Być może, tylko dla kogo? Podłączenie człowieka do tego świata cyfrowego będzie skutkowało jego permanentną inwigilacją oraz możliwością sterowania nim, a przymusowe szczepienia będą oznaczały, że takiego człowieka będzie można, jeśli zajdzie taka potrzeba, zlikwidować, bo my nie wiemy, co tak naprawdę jest w tych szczepionkach. Jednym będzie można wstrzyknąć jakieś placebo, a innym – truciznę. Zresztą wszczepiony chip też może być wykorzystany do usuwania niewygodnych ludzi.

Wygląda na to, że ten świat, do którego dążą Żydzi, będzie zupełnie inny, niż ten, który znamy. Będą w nim żyły istoty cyborgopodobne, które będą tylko wyglądem przypominały ludzi. A więc może jednak „Porządek Nowego Świata”.

Traktat brzeski

Wojna na Ukrainie trwa i końca nie widać. W moim przekonaniu jest ona sztucznie wywołanym konfliktem, w którym stronami walczącymi są Rosja i Ukraina, a właściwie Rosja i NATO. Jednak obie walczące strony, a właściwie ich przywódcy, są tylko wykonawcami rozkazów swoich nieznanych przełożonych. Pewną wskazówką jest sposób, w jaki toczy się ta wojna i to, że państwo potężniejsze nie wykorzystuje swego całego potencjału, by szybko ją zakończyć. Ja oczywiście wiem, że Blitzkrieg, to nie rosyjski wynalazek, że według niemieckich generałów I wojna światowa miała wyglądać tak, że obiad miał być w Paryżu, a kolacja – w Petersburgu. A jak się skończyło, to wiemy. Jednak wydarzenia tamtej wojny i ich czasowa korelacja skłania do wniosków, że nic wtedy nie działo się przypadkiem, wprost przeciwnie – wszystko było doskonale zsynchronizowanym działaniem. A skoro tak, to czy możemy negować, że obecnie jest inaczej? I jakby tego było mało, wątek ukraiński pojawia się podczas pierwszej wojny, ale też i drugiej.

Tak naprawdę działania nabierają tempa w 1917 roku, w którym dochodzi w Rosji do rewolucji lutowej, czyli abdykacji cara. I to była prawdziwa rewolucja. Rewolucja październikowa była zwykłym zamachem stanu, ale nazwano go rewolucją i tak zostało. Po prostu bardziej to przemawia do wyobraźni i ułatwia kultywowanie legendy, czyli bajkopisarstwa.

Od początku wojny rząd Niemiec utrzymywał kontakty z bolszewikami mieszkającymi głównie w Szwajcarii. Również wywiad niemiecki już w 1915 roku, za zgodą cesarza Wilhelma II, wdrożył tajny program „rewolucjonizacji i insurekcjonizacji”. Jego realizacją zajmował się wydział III G niemieckiego Sztabu Generalnego.

Richard Pipes w jednej ze swoich książek pisze, że trasa podróży pociągu z emigrantami rosyjskimi w słynnym tzw. „zaplombowanym wagonie” wiodła ze Szwajcarii przez Berlin, dalej statkiem do neutralnej Szwecji, pociągiem do granicy należącej wówczas do Rosji Finlandii i wreszcie pociągiem z Finlandii dotarli do Piotrogrodu. Przepuszczenie przez terytorium państwa wojującego na zasadzie eksterytorialnego tranzytu obywateli państwa, z którym Niemcy prowadziły wojnę, było wówczas i pozostaje do dziś wydarzeniem bez precedensu w prawie i stosunkach międzynarodowych.

Powrót 16 kwietnia z emigracji w Szwajcarii Włodzimierza Lenina pociągiem specjalnym przez okupowane przez Niemcy tereny oraz przyłączenie się grupki niezależnych socjalistów pod wodzą Lwa Trockiego, który również powrócił swobodnie do Rosji z emigracji w Stanach Zjednoczonych w maju 1917 roku, ożywiły bolszewików, którzy, w przeciwieństwie do mieńszewików i eserowców, opowiadali się za natychmiastowym przerwaniem działań wojennych. Propaganda i działalność bolszewików, w tym m.in. podróż Lenina i innych przywódców bolszewickich ze Szwajcarii do Rosji, a zwłaszcza wydawanie prasy i druków ulotnych w masowych nakładach (w tym organu bolszewików, dziennika „Prawda” i jego mutacji), była w znacznej mierze finansowana przez sztab niemieckiej armii i skarb Cesarstwa Niemieckiego. Celem programu było, poprzez aktywne wspieranie działalności bolszewików, wymierzonej w carat, wewnętrzne osłabienie Imperium Rosyjskiego i jego armii, a po zwycięskiej rewolucji wyeliminowanie Rosji z wojny, co miało ułatwić zwycięstwo Niemiec na froncie zachodnim. Z kolei przemysł niemiecki miał zyskać dostęp do jej bogactw naturalnych i jej zasobów gospodarczych.

To wyeliminowanie z wojny miało odbyć się poprzez zawarcie traktatu pokojowego z Rosją, do którego dążyli bolszewicy.

Traktat brzeski – 9 lutego 1918 roku

Traktat brzeski – traktat pokojowy podpisany w Brześciu 9 lutego 1918 roku pomiędzy Cesarstwem Niemieckim , Austro-Węgrami i ich sojusznikami – Cesarstwem Bułgarii i Imperium Osmańskim a Ukraińską Republiką Ludową.

Inicjatywa tego odrębnego traktatu wyszła ze strony Niemiec, które widziały w poparciu niezależnej Ukrainy korzyści ekonomiczne (import zboża i innych surowców) i polityczne: kontrolowanie „samostijnej” Ukrainy, która stanowiłaby przeciwwagę dla Rosji i przyszłego państwa polskiego.

Na podstawie traktatu Niemcy i Austro-Węgry odstępowały proklamowanej 22 stycznia 1918 roku Ukraińskiej Republice Ludowej Chełmszczyznę z miastem Chełm i część Podlasia, a w tajnej klauzuli tego dokumentu Austro-Węgry zobowiązały się do wyodrębnienia Galicji Wschodniej wraz ze Lwowem i Przemyślem jako osobnego (autonomicznego) kraju koronnego monarchii. Poza tym traktat zawierał obietnicę pomocy militarnej dla Ukraińskiej Republiki Ludowej w zamian za milion ton zboża, które Ukraińcy zobowiązali się dostarczyć Niemcom i Austro-Węgrom do końca czerwca 1918 roku.

Traktat ten oznaczał uznanie państwa ukraińskiego przez państwa centralne. Wywołał on oburzenie wśród polskiej opinii publicznej, gdyż odstępował URL ziemie, do których, ze względów etnicznych i historycznych, rościli pretensje Polacy, jednak delegacja Królestwa Polskiego nie została dopuszczona do rokowań. Spowodowało to w konsekwencji poddanie się do dymisji Jana Kucharzewskiego wraz z rządem. Określona w powyższym traktacie granica miała przebiegać na północ od istniejącej granicy pomiędzy Austro-Węgrami a Ukrainą, zaczynając od Tarnogrodu, wzdłuż linii Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń, Międzyrzec, Sarnaki i Mielnik. Traktat ten nie został ratyfikowany przez Niemcy i Austro-Węgry, a tereny na wschód od inii wyznaczonej w traktacie z Ukrainą nie zostały przekazane temu państwu.

W negocjacjach pokojowych w Brześciu uczestniczyła równolegle delegacja RFSRR, z którą Niemcy wynegocjowały osobny, bardziej zanany traktat.

Traktat brzeski – 3 marca 1918 roku

Traktat brzeski – traktat pokojowy podpisany w Brześciu 3 marca 1918 roku pomiędzy Cesarstwem Niemieckim i Austro-Węgrami i ich sojusznikami – Cesarstwem Bułgarii i Imperium Osmańskim a Rosją Sowiecką.

Jednym ze sztandarowych postulatów bolszewików, przed zbrojnym przejęciem władzy w wyniku rewolucji październikowej, było podpisanie separatystycznego pokoju i wycofanie Rosji z I wojny światowej wbrew zobowiązaniom wobec Ententy. Po objęciu władzy Lenin zdecydował o wycofaniu Rosji z wojny. W listopadzie rozpoczęto negocjacje. Obie strony zgodziły się na jedenaście dni zawieszenia broni, a po ich upływie przedłużyły je aż do stycznia. Nie obyło się bez sporów pomiędzy Rosją a państwami centralnymi. Niemcy żądali, aby Rosja uznała ich wojenne zdobycze obejmujące Polskę, Litwę i Kurlandię. Bolszewicy upierali się, że aneksja tych terenów przez Niemców jest naruszeniem prawa do samostanowienia narodów i że pokój może być osiągnięty bez aneksji terytorialnych. Przedłużali oni rozmowy tak, aby dać szansę na rozlanie się rewolucji proletariackiej na cały kontynent. 8 stycznia Lenin wezwał do przyjęcia propozycji Niemiec, ale większość bolszewików odrzuciła to stanowisko w nadziei na kontynuowanie przedłużonego rozejmu.

10 lutego Niemcy i państwa centralne ogłosiły drugie ultimatum. Komitet Centralny ponownie je odrzucił. 18 lutego armia niemiecka wznowiła ofensywę, zbliżając się coraz bardziej do Piotrogrodu. Lenin ponownie wezwał KC swojej partii do zaakceptowania żądań państw centralnych. Tym razem poskutkowało. 23 lutego państwa centralne ogłosiły nowe ultimatum, w którym zażądały od Rosji uznania kontroli niemieckiej nie tylko nad Polską, Finlandią, Estonią, Łotwą i Litwą, ale także by Rosja uznała niepodległość Ukrainy. W przypadku odmowy zagrozili inwazją na samą Rosję. 3 marca delegacja bolszewicka podpisała traktat pokojowy, znany jako traktat brzeski.

Linia frontu w grudniu 1917 roku i obszar okupowany przez państwa centralne po traktacie brzeskim; źródło zdjęcia: Wikipedia.

Postanowienia traktatu:

  • traktat stanowił wycofanie się Rosji z wojny i zerwanie sojuszu z Ententą
  • władze Rosji Sowieckiej zgodziły się na okupację przez armię niemiecką terenów na zachód od ustalonej traktatem linii granicznej
  • oznaczało to utratę przez Rosję terenów Królestwa Polskiego, Liwy, Łotwy, Estonii, zachodniej Białorusi, Finlandii i Wysp Alandzkich, okręgów Karsu, Ardahanu i Batumi na Zakaukaziu
  • Rosja zobowiązywała się do zdemobilizowania całej armii i zawarcia pokoju z Ukrainą
  • rząd sowiecki zobowiązywał się, że rozbroi i nie dopuści do formowania nowych oddziałów polskich w Rosji
  • Rosja zgodziła się też na zapłacenie Niemcom reparacji wojennych w wysokości 6 mld marek (dzisiejsze 200 mld dolarów), z których 10 i 30 września przekazali Niemcom 662,5 mln marek

Traktat ten miał dla Niemców ogromne znaczenie, pozwalając przerzucić na zachód 44 dywizje. Po tym, jak traktat został podpisany, rząd sowiecki koncentrował swoją uwagę na próbie wzniecenia rewolucji proletariackiej w Niemczech. Wydano szereg antywojennych i antyrządowych publikacji, które były rozpowszechniane wśród wojsk niemieckich. Wkrótce po tej akcji propagandowej cesarz Wilhelm II abdykował, a nowy rząd niemiecki 11 listopada podpisał w Compiegne rozejm z Ententą. Rozejm ten i traktat wersalski uznawały pokój brzeski wraz ze wszystkimi dodatkami za niebyły, nakazując Rzeszy rezygnację ze wszystkich korzyści z niego uzyskanych. Również rząd bolszewicki uznał postanowienia traktatu za nieistniejące.

Józef Mackiewicz w swojej powieści Lewa wolna tak opisuje tamten czas:

„Ale za falochronem niemieckim, w szerokim pasie od Oceanu Lodowatego po Morze Czarne, pod zewnętrzną powłoką reprezentacyjnych deklaracji, nie układało się ani łatwo, ani zgodnie. Był to pas jedyny w swoim rodzaju, a tym różniący się od reszty Europy, że w żadnym z jego krajów, od Finlandii po Ukrainę, warstwa wyższa, szlachecka, dotychczas panująca, nie mówiła tym samym językiem co warstwa niższa, chłopska. Stąd mnożyły się trudności i powikłania haseł. Każdy na zielonym suknie hucznych stołów dyskusyjnych starał się zagarnąć palcami tyle mapy, iż nie mógł nie potrącić przy tym sąsiada. Jedni wychodzili z założenia: cuius regio eius natio; inni: „pędzić won tych, którzy nami dotychczas rządzili!”

Każdy będzie pisał później historię wypadków o tych targach i przetargach, o których miliony nie pytanych ludzi nie wiedziało nic zgoła, a często i wiedzieć nie chciało. Stąd historie te wzajemnie się pokrzyżują i zniekształcą. Tylko bolszewicy pisali historię prostolinijną. Nie było bowiem pomiędzy nimi sporów ani o ziemię, ani o język, ani o narodowość, ani o religię. Nie kryli się z tym, że im chodzi wyłącznie o – rewolucję. I jeżeli spierali się między sobą, to tylko o najlepszą taktykę, która do zwycięstwa tej rewolucji prowadzi.

Dlatego ludzie nieświatli mówili: „Zaraza”. Na tej podstawie, że podobnie jak nie rozeznać gołym okiem bakcyla choroby, tak nie rozeznać było na oko bakcyla rewolucji, który zarażał człowieka, niezależnie od jego narodowości, stanu, wyznania i wykształcenia. Ludzie mówili, że bakcyl tej zarazy przewieziony został do Rosji w zaplombowanym wagonie przez tych samych Niemców, którzy teraz zmuszeni są utrzymywać przed nią kordon sanitarny. Ludzie, nawet poniektórzy światli, dochodzili do przekonania, że wzruszenie ramion lub stuknięcie palcem w czoło lepiej tłumaczyć może to, co się dzieje, niż artykuły polityczne w gazetach.”

Na pozór wyglądały te działania na działania bez sensu, ale wszystko tak wygląda, gdy nie wiemy, kto tak naprawdę rządzi i jakie ma intencje.

6 kwietnia 1917 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom. Po zatopieniu w 1915 roku transatlantyku „Lusitania”, na którym znajdowało się wielu obywateli amerykańskich, Niemcy wstrzymali swoją strategię nieograniczonej wojny podwodnej na Atlantyku właśnie z uwagi na to, że mogło by to spowodować wciągnięcie USA do wojny. Teraz, wraz z rosnącym niezadowoleniem niemieckiej opinii publicznej, w lutym 1917 sztab postanowił wznowić ataki na wszystkie statki zmierzające do portów alianckich. Myślano, że dzięki temu uda się zmusić Anglię do co najmniej 6-miesięcznej przerwy w wojnie, podczas gdy siły amerykańskie potrzebowałyby co najmniej roku na stanie się znaczącą siłą na froncie zachodnim. Początkowo okręty podwodne zbierały ogromne żniwo wśród statków handlowych, później jednak, ze względu na wprowadzenie przez aliantów systemu konwojowego, straty zostały wyraźnie zmniejszone. Tak to opisuje Wikipedia.

Jakoś jednak tak się dziwnie to zbiega z powrotem do Rosji Lenina 16 kwietnia i Trockiego z emigracji ze Sanów Zjednoczonych w maju 1917 roku, a Niemcy w lutym tego roku postanowi dać Ameryce powód do przystąpienia do wojny. W listopadzie Lenin proponuje Niemcom zawarcie pokoju i oni się na to godzą, pomimo że w Rosji trwa wojna domowa i Niemcy mogliby bez trudu zająć Piotrogród i dyktować warunki. Jednak zgodzili się na rokowania pokojowe.

Tłumaczenie, że ten pokój z marca 1918 roku dawał im możliwość przerzucenia 44 dywizji na zachód jest, według mnie, bez sensu, bo przecież Stany Zjednoczone już 6 kwietnia 1917 roku przystąpiły do wojny, o czym przecież Niemcy wiedzieli, co więcej sami dali im do tego pretekst, poprzez wznowienie ataków na statki, które to ataki wcześniej wstrzymali, by nie prowokować Ameryki. Jak to nie jest dom wariatów, to co to jest? Mija 8 miesięcy i wojska niemieckie znajdują się w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Paryża i… podpisują akt kapitulacji 11 listopada 1918 roku. Ja rozumiem, że można podpisać akt kapitulacji, gdy wojska wroga są kilkadziesiąt kilometrów od Berlina, ale na ziemi niemieckiej nie było obcych wojsk. I jeszcze nazywają ten akt kapitulacji rozejmem. Dla opinii publicznej w Niemczech to był szok i ten szok wykorzystał później po mistrzowsku Hitler. Nie było więc przypadku w takim właśnie sposobie potraktowania Niemców i zakończenia tej wojny. Na dodatek delegacje składały podpisy o 5-tej rano w wagonie kolejowym. O 5-tej rano w listopadzie to jest jeszcze ciemna noc.

Traktat brzeski zostaje zostaje anulowany. 9 listopada wybucha rewolucja bolszewicka w Niemczech. Ci sami bolszewicy, którzy dzięki wsparciu Niemiec wywołują rewolucję w Rosji, teraz robią to samo w Niemczech. Unieważniają również postanowienia traktatu brzeskiego i ruszają na podbój Europy, bo w wyniku rewolucji w Niemczech front wschodni, który decyzją aliantów miał nadal oddzielać Europę od rewolucji, zaczął się sypać, żołnierze dezerterowali i wracali do Niemiec. W miejsce ustępujących wojsk niemieckich, na mocy rozkazu Przewodniczącego Rady Wojennej Sprzymierzonych, marszałka Ferdynanda Focha, wchodzą nowo powstające jednostki wojska polskiego. Do pierwszych potyczek z bolszewikami dochodzi już w lutym 1919 roku. I tak powstaje front polsko-bolszewicki, zaczątek przyszłej wojny, w której niezrozumiałe decyzje Piłsudskiego są jakby tylko dalszym ciągiem tych niezrozumiałych decyzji z czasu I wojny światowej.

Kto więc tym wszystkim rządził i rządzi? Dlaczego postanowienia traktatu wersalskiego zostały tak sformułowane, by nikt nie był zadowolony z rozwiązań tam przyjętych. W przypadku Polski oznaczało to praktycznie skłócenie jej ze wszystkimi sąsiadami i w konsekwencji doprowadziło do Katynia i Wołynia.

Antony C. Sutton w książce Skull and bones; Tajemna elita Ameryki pisze, że wojna jest zawsze świadomym aktem twórczym konkretnych jednostek, że rewolucję ukazuje się zawsze jako spontaniczne wydarzenie skierowane przeciwko autokratycznie rządzonemu państwu, ale w żadnym z zachodnich podręczników nie znajdzie się informacji o tym, że rewolucje potrzebują pieniędzy, a źródłem tych pieniędzy w wielu wypadkach była Wall Street. Stwierdza, że oficjalna historia jest zniekształcona i ocenzurowana, ale że istnieje też inna, w znacznej mierze nieudokumentowana wersja dziejów, opowiadająca o świadomym doprowadzaniu do wojny, o celowym finansowaniu rewolucji zmierzającej do zmiany rządu i o wykorzystaniu konfliktu do zaprowadzenia Nowego Porządku Świata.

Trudno się z tym nie zgodzić. Cóż więc nam pozostaje? Jedynie na podstawie tego, co dostępne, próbować wyciągać wnioski. Przecież nie wszystko można ukryć i zafałszować. Pewne daty i fakty trzeba podać, a to może stanowić podstawę do właściwej interpretacji dziejów, do tego, że ten Nowy Porządek Świata to nic innego, jak tylko końcowy etap dążenia Żydów do realizacji ich celu ostatecznego, polegającego na uczynieniu z reszty ludzkości ich niewolników i przejęciu wszelkiej ich własności.

Nowy Porządek

Na naszych oczach rodzi się państwo totalitarne, a właściwie państwa totalitarne, bo zjawisko dotyczy całego świata. Wielu uważa, że pandemię wymyślono, by na niej zarabiać, wzbogacać się, a jej trwanie leży w interesie tych, którzy na tym korzystają. Gdyby tak faktycznie było, to nie byłoby jeszcze tak źle. Ale jest gorzej. Pandemię wymyślono po to, by całkowicie podporządkować jednostkę państwu i pozbawić ją wszelkiej własności. Prawdopodobnie więc przytłaczająca większość tych, którzy zarabiają na niej, również jest ujęta w tym planie. To jest końcowy etap pewnego procesu dziejowego, starannie zaplanowanego i realizowanego od lat, a może nawet od początku. Dobrze to opisuje i wyjaśnia Antony Sutton w książce Skull and bones; tajemna elita Ameryki. Pierwsze jej wydanie pojawiło się w 1983 roku, a więc Sutton pisał ją prawdopodobnie na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Poniżej wybrane przeze mnie fragmenty:

»Historię działań operacyjnych Zakonu można zrozumieć jedynie w ramach heglowskiego procesu dialektycznego. Najprościej rzecz ujmując, chodzi o pogląd, że to konflikt tworzy historię.

Efektem tej zasady jest przekonanie, że kontrolowany konflikt może wprowadzić historię na z góry określone tory. Gdy więc, na przykład, Komisja Trójstronna wypowiada się na temat „zarządzanego konfliktu”, co czyniła wielokrotnie na łamach swoich publikacji, sugeruje tym samym sterowanie konfliktem dla osiągnięcia długoterminowych, z góry określonych celów, a nie po prostu swobodne posiłkowanie się manipulacją dla rozwiązania problemu.

Dialektyka przenosi ów „zarządzany konflikt” Komisji Trójstronnej o jeden krok dalej. Z punktu widzenia heglistów istniejąca siła (teza) rodzi siłę jej przeciwną (antytezę). Konflikt pomiędzy tymi siłami tworzy syntezę. Następnie cały proces zaczyna się od początku: teza przeciwstawiona antytezie prowadzi do syntezy.

Synteza, do której dąży establishment, nosi nazwę Nowego Porządku Świata. Bez kontrolowanego konfliktu porządek ten nigdy jednak nie nadejdzie. Przypadkowe działania poszczególnych członków społeczeństwa nie doprowadzą do syntezy, która jest bytem sztucznym, a zarazem musi zostać stworzona. Tworzy się ją zaś dzięki przemyślanemu wykorzystaniu zarządzanego konfliktu. Przez cały czas poświęcony na dążenie do syntezy, nie osiąga się żadnych korzyści z rozgrywania zaangażowanych stron. Wyjaśnia to, dlaczego międzynarodowi bankierzy popierali nazistów, Związek Radziecki, Północną Koreę, Północny Wietnam i tak do znudzenia, przeciwko Stanom Zjednoczonym. „Konflikt” rodzi zysk, popychając jednocześnie świat w kierunku Rządu Światowego. Proces ten trwa do dzisiaj.

Według Hegla konflikt politycznej „prawicy” z polityczną „lewicą”, lub zgodnie z heglowską terminologią tezy i antytezy, jest niezbędny, by pchnąć historię do przodu i by mogła nastąpić historyczna zmiana. Konflikt pomiędzy tezą i antytezą prowadzi do syntezy, czyli nowej sytuacji historycznej.

Popularyzowana historia świata, zarówno na Zachodzie, jak i w krajach marksistowskich, składa się jedynie z opisów i analiz dokonywanych z politycznych perspektyw „prawicy” lub „lewicy”. Dzieła historyczne wydawane na Zachodzie postrzegają komunizm i socjalizm albo z punktu widzenia kapitalizmu finansowego, albo marksizmu. Z kolei książki publikowane w Związku Radzieckim widzą Zachód jedynie z perspektywy marksizmu. Istnieją jednak inne ramy dla analizy historycznej, które niestety (o ile nam wiadomo), nigdy nie zostały wykorzystane. Dopiero użycie ram heglowskiej logiki pozwoliłoby stwierdzić, czy elity kontrolujące państwo wykorzystują proces dialektyczny do stworzenia z góry zaplanowanej historycznej syntezy.

We współczesnych dziełach historycznych ten twórczy proces jedynie przebłyskuje gdzieniegdzie w zwodniczy sposób. Najbardziej przekonujące przebłyski można znaleźć w książce Tragedy and Hope Carrolla Quigleya. Rzadko się zdarza, by politycy z marginesu elitarnego kręgu władzy pozwolili opinii publicznej na choćby krótki wgląd w jego struktury. Prezydent Woodrow Wilson stwierdził na przykład: „Najwięksi przedstawiciele branży handlowej i produkcyjnej w Stanach Zjednoczonych wiedzą, że istnieje siła tak zorganizowana, tak wyrafinowana, tak kompletna i tak wszechobecna, iż wszelkie słowa krytyki pod jej adresem należy wypowiadać szeptem”.

Fakty zawarte w niniejszej książce dowodzą, że obecna sytuacja na świecie jest wynikiem świadomego działania elitarnej siły, polegającej w mniejszym lub większym stopniu na manipulacji żywiołami „prawicy” i „lewicy”. Twierdzimy, że najpotężniejsza ze wszystkich elit tego świata w ciągu mniej więcej ostatnich stu lat patronowała zarówno żywiołom prawicowym jak i lewicowym, by zaprowadzić nowy porządek świata.

Nie ulega wątpliwości, że tak zwany establishment w Stanach Zjednoczonych korzysta z „zarządzanego konfliktu”. Przykłady wykorzystania praktyki „zarządzania” kryzysem w celu osiągnięcia korzystnego rezultatu (korzystnego rzecz jasna dla elity) można bez trudu znaleźć w literaturze, na przykład w publikacjach Komisji Trójstronnej. Co więcej, nie ulega wątpliwości, że decyzje dotyczące wojny i pokoju są podejmowane przez kilku członków elity, a nie przez większość podczas głosowania w politycznym referendum.

Na czym polega proces dialektyczny

Na przestrzeni ostatnich dwustu lat, od czasu gdy w niemieckiej filozofii rozbłysła gwiazda Kanta, można wyróżnić dwa sprzeczne ze sobą systemy filozoficzne oraz przeciwstawne idee państwa, społeczeństwa i kultury. W Stanach Zjednoczonych, na terenie Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i we Francji podstawą filozofii jest jednostka oraz prawa jednostki. Tymczasem w Niemczech, od czasów Kanta, przez Fichtego i Hegla aż do roku 1945, filozofia opierała się na powszechnym braterstwie, odrzuceniu indywidualizmu i ogólnym sprzeciwie wobec klasycznej zachodniej myśli liberalnej w niemal wszystkich jej aspektach. Niemiecki idealizm stanowił podstawy filozoficzne prac zarówno Karla Marksa i lewicowych heglistów, jak i Bismarcka, Hitlera i heglistów prawicowych. Na tym właśnie polega paradoks: Hegel zapewnił podstawy teoretyczne nie tylko najbardziej konserwatywnym ruchom niemieckim, ale i najbardziej rewolucyjnym ruchom XIX wieku. Korzenie filozofii zarówno Marksa, jak i Hitlera tkwią w heglizmie.

Z heglowskiego systemu myśli filozoficznej, obcemu większości z nas, mieszkańców Zachodu, wynikają takie absurdy, jak „pochód Boga w świecie”, pogląd, że państwo jest także swego rodzaju bogiem, że jedyną powinnością obywatela jest służba Bogu poprzez służbę państwu, że państwo jest absolutnym rozumem, że obywatel może odnaleźć wolność jedynie poprzez oddawanie czci państwu i całkowitemu posłuszeństwu wobec niego.

Z systemu filozoficznego Hegla wywodzi się dialektyka historyczna, czyli przekonanie, że wszystkie wydarzenia historyczne są skutkiem konfliktu pomiędzy przeciwstawnymi siłami. Te powstające wydarzenia są czymś innym od wydarzeń konfliktowych i od nich wyższym. Każdą ideę lub realizację idei można uznać za tezę. Teza taka będzie zachętą do pojawienia się sił jej przeciwstawnych, czyli antytezy. Ostatecznym rezultatem nie będzie natomiast ani teza, ani antyteza, lecz synteza tych dwóch skomplikowanych sił.

Karol Marks w Kapitale przedstawił kapitalizm jako tezę, a komunizm jako antytezę. Historycy – także marksistowscy – całkowicie zignorowali jednak fakt, że wynikiem starcia tych systemów nie będzie społeczeństwo ani kapitalistyczne, ani komunistyczne, lecz stanowiące syntezę obu wzajemnie zwalczających się sił. W systemie heglowskim starcie przeciwieństw musi doprowadzić do powstania społeczeństwa nie będącego ani kapitalistycznym, ani komunistycznym. Heglowski plan wydarzeń przewiduje ponadto, że nowa synteza będzie odzwierciedlała koncepcje państwa jako boga, z jednostką całkowicie podporządkowaną wszechmocnemu państwu.

Jaką rolę w opinii heglistów pełni więc parlament lub kongres? Celem istnienia tych instytucji jest jedynie zapewnienie jednostkom poczucia, że ich opinie mają jakieś znaczenie i danie rządowi możliwości skorzystania z ewentualnej mądrości, którą „prostacy” mogą przypadkowo się wykazać. Hegel ujął to następująco: „Dzięki temu uczestnictwu, subiektywnej wolności i swojej pysze, [jednostki] wyrażające ogólne opinie mogą w wyraźny sposób okazać się skuteczne, i cieszyć się satysfakcjonującym poczuciem, że coś znaczą”.

Wojna, będąca dla heglistów zorganizowanym konfliktem pomiędzy narodami, jest jedynie widocznym rezultatem starcia idei. John Dewey, heglowski ulubieniec współczesnego systemu edukacji, napisał: „Wojna najskuteczniej uczy daremności wszelkich zaledwie ukończonych interesów i kładzie kres samolubnemu egoizmowi jednostki, pozwalającemu jej uznać swoje życie i majątek za należące wyłącznie do niej lub do jej rodziny”.

Doktryna heglowska głosi przede wszystkim boskie prawo państwa, a nie boskie prawo królów. W opinii Hegla i jego propagatorów państwo jest bogiem na Ziemi: „Istnienie państwa to pochód Boga w świecie, jego podstawą jest siła Rozumu, urzeczywistniająca się pod postacią woli. Każde państwo, czym by nie było, ma udział w boskiej naturze. Państwo nie jest dziełem człowieka, stworzyć je może jedynie Rozum” (Zasady filozofii prawa).

Dla Hegla jednostka jest niczym, jednostka nie ma praw, a moralność polega jedynie na podążaniu za przywódcą. Jednostka ambitna powinna natomiast stosować się do zasady senatora Mansfielda i tańczyć, jak jej zagrają.

Wystarczy to porównać do ducha i litery Konstytucji Stanów Zjednoczonych: „My, Naród” przyznajemy państwu pewne prawa, pozostawiając inne w gestii ludzi. Rozdział Kościoła od państwa jest integralną częścią Konstytucji, stanowiąc zaprzeczenie heglowskiego „państwa będącego bogiem na Ziemi”. Porównajmy jednak ten wymóg prawny z działaniami Zakonu w Stanach Zjednoczonych, Grupy w Anglii, iluminatów w Niemczech i Politbiura w Rosji. Wszyscy ci elitaryści uważają państwo za siłę nadrzędną, a samozwańcza elita rządząca państwem zachowuje się rzeczywiście jak Bóg na Ziemi.

Wywoływanie wojen i rewolucji

Manipulowanie „lewicą” i „prawicą” na froncie wewnętrznym jest powielane na arenie międzynarodowej, gdzie w dążeniu do syntezy jednego świata sztucznie konstruuje się i burzy „lewicowe” i „prawicowe” struktury polityczne.

Podręczniki uniwersyteckie przedstawiają wojnę i rewolucję jako w mniejszym lub większym stopniu przypadkowe rezultaty działania sprzecznych sił. Do załamania się negocjacji politycznych i przejścia do fizycznego konfliktu dochodzi, według autorów tych książek, po bohaterskich wysiłkach mających na celu uniknięcie wojny. Niestety, jest to bzdura. Wojna jest zawsze świadomym aktem twórczym konkretnych jednostek.

W zachodnich podręcznikach są także olbrzymie luki. Na przykład po II wojnie światowej trybunał powołany do zbadania nazistowskich zbrodni wojennych starannie ocenzurował wszystkie materiały dowodzące wsparcia, jakiego Zachód udzielił Hitlerowi. W ten sam sposób w zachodnich podręcznikach dotyczących radzieckiego rozwoju gospodarczego nie znajdzie się wzmianki na temat gospodarczej i finansowej pomocy udzielonej rewolucji październikowej i późniejszego rozwoju ekonomicznego zachodnich firm i banków.

Rewolucję ukazuje się zawsze jako spontaniczne wydarzenie skierowane przeciwko autokratycznie rządzonemu państwu, wywołane przez ludzi upośledzonych politycznie lub ekonomicznie. W żadnym z zachodnich podręczników nie znajdzie się informacji o tym, że rewolucje potrzebują pieniędzy, a źródłem tych pieniędzy w wielu wypadkach była Wall Street.

W rezultacie można stwierdzić, że uprawiana na Zachodzie historia jest w takim samym stopniu zniekształcona, ocenzurowana i w dużej mierze bezużyteczna jak historia hitlerowskich Niemiec, Związku Radzieckiego czy komunistycznych Chin. Żadna zachodnia fundacja nie dofinansuje badań poświęconych niepopularnym i niepoprawnym zagadnieniom, niewielu zachodnich naukowców jest w stanie „przetrwać”, zgłębiając te teorie i nie ulega wątpliwości, że żadne duże wydawnictwo nie przyjmie chętnie tekstu odzwierciedlającego ten tok myślenia.

W istocie istnieje inna, w znacznej mierze nieudokumentowana wersja dziejów, opowiadająca zupełnie inną historię niż nasze ugrzecznione i okrojone podręczniki. Opowiada ona o świadomym doprowadzeniu do wojny, o celowym finansowaniu rewolucji zmierzającej do zmiany rządu i o wykorzystaniu konfliktu do zaprowadzenia Nowego Porządku Świata.«

Czy rzeczywiście tak jest, że w światowej polityce nie ma miejsca na spontaniczność, że wszystko jest z góry zaplanowane? A jeśli tak, to kto planuje i po co? Jeśli zgadzamy się z tym, że wszystko jest planowane, to musimy sobie również odpowiedzieć na to drugie pytanie. Jeden naród od początku miał jasno sprecyzowany cel, którym zawsze było podporządkowanie sobie pozostałych narodów. To jest zapisane w Starym Testamencie. Obecnie nazywa się to Nowym Porządkiem Świata, w którym jednostka nie będzie miała nic, będzie całkowicie podporządkowana państwu. A to państwo, jak pisał Sutton, to samozwańcza elita, czyli, mówiąc wprost, Żydzi.

Samo zjawisko, jak sądzę, jest wcześniejsze, a właściwie to chyba wykorzystywane przez Żydów od początku. W historii Polski też można je dostrzec. Nawet powstanie unii polsko-litewskiej na to wskazuje. Powstała ona w dobie reformacji. W tamtym okresie polskie elity umysłowe i polityczne prawie w całości przeszły na kalwinizm. A kalwinizm to najbliższe judaizmowi wyznanie chrześcijańskie. Sama reformacja w pewnym momencie dominowała w całej Europie. Cóż więc takiego stało się, że jej nie zdominowała? Katolicyzm nie mógł być całkowicie zduszony, bo nie byłoby konfliktu, nie byłoby wojen religijnych, jak choćby wojna trzydziestoletnia, po której cała Europa była zniszczona i na jej odbudowę potrzebne były pieniądze. A kto je miał? Kto zgadnie?

I Rzeczpospolita była dziwnym tworem. Połączono dwa państwa pod wieloma względami różniące się od siebie. Najważniejszą jednak różnicą były wyznania. I na tle tych różnic dochodziło do najpoważniejszych konfliktów. Było to dziwne państwo, które powstało z inspiracji Żydów lub też oni sami je stworzyli. Powstał dziwny „naród” – szlachta. Naród, do którego mógł się zapisać każdy Żyd, który przyjął chrzest. I zapisywali się Żydzi do tego narodu. Ich protegowanymi byli królowie i najwięksi magnaci, co skutkowało tym, że Żydzi automatycznie wspinali się na najwyższe szczeble drabiny społecznej. I wykorzystywali ten historyczny proces dialektyczny, chociaż zapewne tak tego nie nazywali. Efektem ich „twórczej” działalności było m.in. powstanie Chmielnickiego.

Traktat wersalski został tak sklecony, by nikt z niego nie był zadowolony, by rodził konflikty. II RP była po części odtworzeniem I RP i wszystkiego tego, co rodziło konflikty. I o to chodziło. W końcu musiało dojść do wojny. Tylko czy rzeczywiście musiało? Znowu wykreowano konflikt.

Do wojny w 1939 roku nie powinno było dojść. Żaden normalny rząd nie podjąłby walki w sytuacji, w której przeciwnik pod każdym względem dominował i mógł zaatakować z trzech stron. Dlaczego jednak doszło do tej wojny? Doszło, bo bez niej nie doszłoby do starcia nazizmu i bolszewizmu, a to już było uprzednio zaplanowane. Jednak rząd polski podjął taką decyzję, bo otrzymał obietnicę pomocy ze strony Anglii i Francji. To go usprawiedliwiało w oczach opinii publicznej, no bo zaraz ruszy Francja i Anglia. Nic to, że rok wcześniej doszło do aneksji Czech, chociaż Czechosłowacja miała gwarancje Francji i ZSRR. Francja się nie ruszyła, a Związek Radziecki zawarował był sobie, że ruszy się dopiero wtedy, gdy ruszy Francja.

Zanim jednak doszło do wojny we wrześniu 1939 roku, Niemcy i ZSRR podpisały 23 sierpnia tajne porozumienie, o którym wiedziały służby dyplomatyczne wszystkich krajów, tylko polskie nie „wiedziały”. Nie „wiedział” też polski wywiad, choć pisał o tym 30 sierpnia Kurier Poznański. Ale jaja, ale jaja – powiedziałby listonosz z serialu „Świat według Kiepskich”. Jednak ci, którzy to wszystko zaplanowali wiedzieli, że ZSRR musi zaatakować od tylu, bo ci „naiwni” i „durni” Polacy gotowi jeszcze, pomimo niemieckiej przewagi, skutecznie się bronić. I bardzo możliwe, że obroniliby się, gdyby zabezpieczenie nie było podwójne. To drugie zabezpieczenie to masa masonów wśród polskiej kadry dowódczej, którzy robili wszystko, by polskie wojsko poniosło klęskę. A gdyby tak się stało, że Polacy obroniliby się, to nie mogłoby dojść do starcia nazizmu i bolszewizmu „i cały misterny plan w pi.du”, czyli nie byłoby tych wszystkich zmian do jakich doszło po II wojnie światowej. A gdyby tak się stało, że po I wojnie światowej powstałaby Polska bez Kresów, a w ich miejsce powstałyby Białoruś i Ukraina, to co wtedy? Pod jakim pretekstem Związek Radziecki napadłby na Białoruś i Ukrainę? Nie byłoby argumentu, że polscy panowie gnębią ludność białoruską i ukraińską.

Przykładów tego, że to wszystko jest zaplanowane jest mnóstwo i to nie tylko na szczeblu międzynarodowym, ale też i na – lokalnym. W przypadku Polski najbardziej wyrazistym przykładem tego był Marzec ’68. Opisałem to w blogu pod tym samym tytułem. Inna sprawa, że pozostałe polskie przesilenia też były starannie zaplanowane, o czym też pisałem.

Zaplanowane są też wszelkiego rodzaju protesty i często uczestniczą w nich „zawodowi” protestanci. Jeśli ktoś uważa, że protesty są spontaniczne i niezależne od ośrodków decyzyjnych, to niech spróbuje zorganizować taki protest. Po pierwsze, to nie wiadomo, czy dostałyby zezwolenie władz miejskich na jego zorganizowanie; po drugie, to przekonałyby się, że nie ma chętnych do udziału w takim proteście; po trzecie, to przekonałyby się, że taki protest kosztuje. Tylko kto z tych, którzy oglądają takie protesty zastanawia się nad tym.

Czy takie opisanie i zinterpretowanie rzeczywistości, jak zrobił to Sutton, jest bliskie prawdy? W nauce najprostsze wyjaśnienie problemu jest zawsze rozwiązaniem najbardziej zadowalającym. – Tak napisał sam Sutton. To brzytwa Occama (Ockhama). Jest to znana zasada, sformułowana po raz pierwszy przez angielskiego średniowiecznego teologa Williama of Occam, że do objaśnienia rzeczywistości nie należy używać większej liczby niezależnych bytów, niż jest to absolutnie konieczne. Innymi słowy: im prostsze wyjaśnienie, które najprościej tłumaczy najwięcej problemów, tym bliższe jest ono prawdy. Ta zasada sprawdza się również w polityce i historii.

Zakon

W poprzednim blogu pisałem, cytując Wikipedię, że motto Novus Ordo Seclorum widnieje, nie tylko na Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych i banknocie jednodolarowym, ale również na herbie Yale School of Management – szkoły biznesowej Uniwersytetu Yale. Mamy więc tu do czynienia z pewną ciągłością pewnych idei. Natomiast herbowe motto Uniwersytetu Yale to „Światłość i prawda” pisane po hebrajsku i po łacinie.

Źródło: Wikipedia

Do pełni obrazu wypada jeszcze wyjaśnić, skąd się wzięła nazwa tego uniwersytetu. Pochodzi ona od nazwiska Elihu Yela’a, który w 1718 roku podarował uczelni towary o wartości 562 funtów szterlingów, co na owe czasy było pokaźną sumą. Był on kupcem i filantropem, gubernatorem Madrasu. Już samo zestawienie – kupiec i filantrop, nie powinno nastręczać trudności z ustaleniem tożsamości fundatora tego uniwersytetu, bo za takiego został uznany.

Czym jest Uniwersytet Yale, Zakon i jakie są cele jego członków, to wyjaśnia Antony Sutton w swojej książce Sukll and bones; Tajemna elita Ameryki, która po raz pierwszy została wydana w 1983 roku. Ja korzystam z książki wydanej w 2018 roku przez Wydawnictwo Wektory. We wprowadzeniu do wydania z 2002 roku Sutton pisze:

»Historia opublikowania Tajemnej elity Ameryki. Wprowadzenia w tajniki zakonu Skull and Bones jest niezwykła. Zaczęła się na początku lat osiemdziesiątych XX wieku od przekazania przez anonimowego darczyńcę grubej na osiem cali paczki dokumentów. Papiery te zawierały ni mniej, ni więcej tylko listę członków oraz inne dokumenty dotyczące naprawdę tajnego stowarzyszenia działającego na Uniwersytecie Yale – bractwa Skull and Bones (Czaszka i Kości).

Mimo skromnej akcji promocyjnej i kilku zaledwie recenzji zignorowanych przez najważniejszych dystrybutorów, sprzedaż Tajemnej elity Ameryki utrzymywała się przez ostatnie szesnaście lat na stałym poziomie kilkuset egzemplarzy miesięcznie. Pokłosiem jej wydania był szereg artykułów i książek napisanych przez różnych autorów, jednak mój prawdziwy cel, którym było doprowadzenie do wszczęcia badań na temat wpływu, jaki filozofia Hegla wywiera na współczesną Amerykę, nie został osiągnięty. W dużym stopniu jest za to odpowiedzialny system edukacji oparty na heglowskiej koncepcji państwa, któremu udało się skutecznie ogłupić Amerykę.

Ta nieszczęsna, destrukcyjna filozofia, stanowiąca źródło zarówno nazizmu, jak i marksizmu, zatruła i skaziła naszą opartą na konstytucji republikę. Znaczną część winy za owo zepsucie ponosi elitarna grupa absolwentów Yale zrzeszonych w Skull and Bones, tak zwanych Bonesmenów. Fakt posługiwania się przez nich symbolem czaszki i kości oraz heglowska filozofia, którą się kierują, mówią same za siebie, choć z typową dla siebie obłudą będą was przekonywać, że jest inaczej.

Heglizm gloryfikuje państwo będące narzędziem służącym rozpowszechnianiu etatyzmu oraz materialistycznych idei i zasad w systemie edukacji, nauce, polityce i ekonomii.

Zastanawiacie się, dlaczego nasze społeczeństwo jest tak ogłupione? Winę za to ponosi trzech członków Skull and Bones, którzy w XIX wieku przenieśli na grunt amerykański pruski system edukacji oraz filozofia polityczna całkowicie sprzeczna z klasycznym liberalizmem kultywowanym w tym czasie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W klasycznym systemie liberalnym państwo jest zawsze podporządkowane jednostce. Heglowski etatyzm, jak widać na przykładzie nazizmu i marksizmu, czyni suwerenem państwo, a jednostka ma istnieć po to, by temu państwu służyć.

Nasz dwupartyjny, republikańsko-demokratyczny system (w istocie tworzy go jedna heglowska partia, a nikt inny nie jest ani mile widziany, ani w ogóle do niego dopuszczony) stanowi odbicie owego heglizmu. Niewielka grupa – bardzo niewielka grupa – jest w stanie z jego pomocą manipulować i do pewnego stopnia kontrolować społeczeństwo, wykorzystując je do swoich własnych celów.

To nie wszystko – pomyślcie o ich pirackiej fladze. Znak umieszczony na butelkach zawierających substancje trujące, symbol dywizji „Totenkopf” walczącej w II wojnie światowej. Skull and Bones nie tylko zaangażowało się na dużą skalę w przemyt narkotyków (rodziny Bushów i Prescottów w latach sześćdziesiątych XIX wieku), ale w iście heglowskim stylu stworzyło też jego przeciwieństwo, czyli tak zwaną „wojnę z narkotykami”. Ta przepełniona hipokryzją polityka pozwalała utrzymać ceny narkotyków, kontrolować ich podaż i wysyłać do więzień całe miliony, podczas gdy beneficjentami tego procederu są, w dużej mierze, nie kto inny tylko ci sami „Bonesmeni”, którzy uchwalają prawa skierowane przeciwko narkotykom (Taft, 1904).

Prawica i lewica – narzędzie kontroli

W oczach heglistów państwo jest bytem wszechmogącym, „pochodem Boga w świecie”. Jest to w istocie kult państwa. W heglowskim państwie postęp polega na wymuszonym konflikcie, wynikającym ze starcia przeciwieństw. Jeśli jesteś w stanie kontrolować te przeciwieństwa, panujesz też nad rezultatem ich zderzenia.

Podążamy tropem niezwykłego wpływu, jaki stowarzyszenie Skull and Bones wywarło na największy heglowski konflikt: starcie nazizmu z komunizmem. Członkowie Skull and Bones zajmowali najwyższe stanowiska w kręgach decyzyjnych. Bush, Harriman, Stimson, Lovet i tak dalej – wszyscy należeli do stowarzyszenia i odegrali znaczącą rolę w kierowaniu tym konfliktem przy użyciu „prawicy” oraz „lewicy”. Finansowali oni i sprzyjali rozwojowi obu tych filozofii i w dużym stopniu sprawowali kontrole nad tym, co z nich wynikło. Sprzyjał temu redukcjonizm w nauce, będący przeciwieństwem historycznego spojrzenia holistycznego (całościowego, ogólnego – przyp. W.L.). Dzielenie nauki i procesu uczenia się na coraz węższe segmenty sprawiło, że za pomocą części łatwiej było kontrolować całość.

Zdaniem Charlotte Thomson Iserbyt, autorki The Deliberate Dumbing Down America, początki amerykańskiego systemu edukacji wiążą się z działalnością Rockefellera i Gatesa. Faktycznie jednak ów etatystyczny system edukacji stanowi odbicie idei Hegla przeszczepionych na amerykański grunt przez trzech członków Skull nad Bones – Gilmana, White’a i Dwighta – a następnie wspieranych finansowo przez Rockefellera.

W dalszej części Sutton pisze :

Oficjalna historia establishmentu

Istnieje coś takiego jak, historia establishmentu, historia oficjalna, która zdominowała karty podręczników historii, wydawnictwa branżowe, media oraz półki w bibliotekach. Oficjalna linia zakłada niezmiennie, że wydarzenia takie jak wojny, rewolucje, skandale czy zabójstwa są zdarzeniami mniej lub bardziej przypadkowymi i pozostającymi bez związku ze sobą nawzajem. Wydarzenia z założenia NIGDY nie mogą być wynikiem spisku, ani rezultatem przemyślanego i zaplanowanego działania grupowego. Doskonałym tego przykładem jest zabójstwo Kennedy’ego – zaledwie dziewięć godzin po tym, jak w Dallas doszło do tej tragedii, stacje telewizyjne ogłosiły, że strzelanina nie była wynikiem spisku, niezależnie od tego, że nie da się udowodnić twierdzenia negatywnego i że śledztwo dopiero się zaczęło.

Biada każdej książce i każdemu autorowi, który nie mieści się w oficjalnych wytycznych. Nie otrzyma wsparcia fundacji. Wydawcy stchórzą. Dystrybucja będzie zupełnie przypadkowa albo nie będzie jej wcale.

Chcąc zapewnić przewagę jedynie słusznej linii, w 1946 roku Fundacja Rockefellera przeznaczyła sto trzydzieści dziewięć tysięcy dolarów na stworzenie oficjalnej historii II wojny światowej. Wszystko po to, by zapobiec ukazaniu się demaskatorskich publikacji, podobnych do tych, jakie po zakończeniu I wojny wprawiły w zakłopotanie cały establishment. Czytelnika zainteresuje fakt, że Zakon, któremu mamy się przyjrzeć na łamach tej książki, już w latach osiemdziesiątych XIX wieku wykazał się daleko idącą zapobiegliwością i powołał do życia zarówno Amerykańskie Towarzystwo Historyczne, jak i Amerykańskie Towarzystwo Ekonomiczne (większość ekonomistów w tamtych czasach była bardziej historykami niż analitykami). Zrobił to na swoich warunkach, obsadził swoimi ludźmi i wyznaczył własne cele. Andrew Dickson White był członkiem Zakonu i pierwszym prezesem Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego.

Porażka oficjalnej historii

Czasy się zmieniły. Słabość, niespójność i zwyczajne kłamstwa oficjalnej historii ujrzały światło dzienne. W latach osiemdziesiątych XX wieku trudno już znaleźć myślącego człowieka, który przyjmowałby to, co ona głosi. Panuje powszechne przekonanie, że oficjalna historia stała się w mniejszym lub większym stopniu artykułem konsumpcyjnym, spreparowanym przez naiwnych lub chciwych historyków. Historycy chętni temu, by nadstawiać karku i sprzeciwiać się panującemu trendowi, zdarzają się rzadko, a co więcej, niektórzy z nich padają ofiarą jeszcze bardziej zawiłej gry. Wśród zwykłych, ale myślących obywateli, czyli na poziomie w największym stopniu pozostającym poza zasięgiem wpływu Zakonu, spisek stał się więc powszechnie przyjętym wyjaśnieniem dla wielu wydarzeń. Można przywołać choćby przykład zabójstwa Kennedy’ego, gdzie oficjalna teoria „samotnego strzelca” nigdy nie została zaakceptowana przez przeciętnych Amerykanów, aferę Watergate, w przypadku której „Głębokie Gardło” będące źródłem przecieku i wyczyszczone taśmy z daleka śmierdzą spiskiem, czy wreszcie Pearl Harbor, gdzie kontradmirał Husband E. Kimmel oraz generał major Walter C. Short przyjęli na siebie winę generała George’a C. Marshalla i prezydenta Franklina D. Roosevelta.

Zakon – czym jest i jak to się zaczęło

Wtajemniczeni nazywają go Zakonem. Inni od ponad stu pięćdziesięciu lat znają go pod nazwą Kapituły 322 tajnego niemieckiego stowarzyszenia. Oficjalnie, dla celów prawnych, w 1856 roku Zakon został wcielony do Russell Trust. Swego czasu był znany jako „Bractwo Śmierci”. Ci, którzy bagatelizują jego znaczenie albo chcą go wyśmiać nazywają go „Czaszka i Kości” lub po prostu „Kości”.

Amerykański okres w dziejach tego niemieckiego zakonu rozpoczął się w roku 1833 na Uniwersytecie Yale. Jego założycielami byli generał William Huntington Russel oraz Alphonso Taft, który w 1876 roku został sekretarzem wojny w administracji prezydenta Granta. Alphonso Taft był ojcem Williama Howarda Tafta, jedynego człowieka piastującego zarówno urząd prezydenta jak i prezesa Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych.

Czym jest Zakon?

Zakon nie jest po prostu kolejnym bractwem studenckim z greckimi literami w nazwie, z hasłami i specjalnymi uściskami dłoni, tak popularnymi w większości miasteczek uniwersyteckich. Kapituła 322 to tajne stowarzyszenie, którego członkowie są zobowiązani do zachowania milczenia. O ile wiadomo, działa ono jedynie na Uniwersytecie Yale. Posiada własne zasady i uroczyste obrzędy. Nie przepada za wścibstwem i dociekliwością obywateli, nazywanych przez wtajemniczonych „postronnymi” lub „wandalami”. Jego członkowie zawsze się tego członkostwa wypierają (lub powinni to robić) – po sprawdzeniu kilkuset oficjalnych życiorysów członków Skull and Bones okazało się, że tylko sześciu powołuje się na przynależność do stowarzyszenia. Pozostali milczą na ten temat. Byłoby niezwykle ciekawe dowiedzieć się, czy liczni członkowie Zakonu na różnych szczeblach władzy i piastujący stanowiska rządowe ujawniło tę przynależność w swoich danych biograficznych, przekazanych FBI w celu sprawdzenia ich przeszłości.

Przede wszystkim jednak Zakon jest potężny, niewiarygodnie wręcz potężny. Jeśli tylko czytelnik wytrwa i przeanalizuje dowody, które zostaną mu zaprezentowane – a te są przytłaczające – jego wizja świata bez wątpienia zarysuje się o wiele ostrzej, z przerażająca wyrazistością.

W tym momencie należałoby jeszcze dodać kilka istotnych spostrzeżeń na temat Zakonu:

  • do stowarzyszenia należą jedynie studenci najstarszego roku na Uniwersytecie Yale. Członkowie są wybierani już na trzecim roku, ale w szeregach Skull and Bones spędzają jedynie jeden rok, ostatni rok swojej nauki. Innymi słowy, organizacja jest nastawiona na działalność poza kampusem, po zakończeniu studiów. Przywódcy zakonu spotykają się raz do roku na Deer Island na rzece Świętego Wawrzyńca.
  • stowarzyszenia seniorskie, czyli zrzeszające studentów najstarszego roku, są charakterystyczne wyłącznie dla Yale. Oprócz Skull and Bones na Yale działają jeszcze dwa inne bractwa tego typu, ale nie spotyka się ich nigdzie indziej. Scroll and Key (Zwój i Klucz) oraz Wolf’s Head (Wilcza Głowa) to podobno rywalizujące ze sobą stowarzyszenia założone w połowie XIX wieku. W swoim artykule opublikowanym w „Esquire” Rosenbaum zauważył nader trafnie, że jeśli któryś z przedstawicieli liberalnego establishmentu ze Wschodniego Wybrzeża nie jest członkiem Skull and Bones, to niemal na pewno należy albo do Scroll and Key, albo do Wolf’s Head.

Jakie znaczenie ma liczba „322” umieszczona w nazwie Kapituły 322? William Russel zapożyczył ideę stowarzyszenia z Niemiec, dlatego utrzymywano, że 322 oznacza rok 32 (1832), drugą kapitułę niemieckiej organizacji. Być może istnieją gdzieś także kapituły 320 i 321, a 323 jest określeniem pokoju w świątyni Skull and Bones na Yale.

Istnieje jeszcze inne wytłumaczenie dla tej liczby, zgodnie z którym Zakon pochodzi od greckiego bractwa sięgającego czasów Demostenesa, czyli roku 322 p.n.e. Wydaje się być ono wiarygodne, ponieważ dokumenty Skull and Bones są datowane poprzez dodanie liczby 322 do liczby oznaczającej bieżący rok, czyli na przykład dokumenty pochodzące z roku 1950 noszą datę 2272 Roku Demosteńskiego.

Kto jest członkiem tego tajnego stowarzyszenia?

Na liście zawierającej ponad dwa tysiące pięćset nazwisk osób przyjętych do Zakonu nie sposób nie zauważyć pewnych charakterystycznych cech:

  • Większość członków pochodzi ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w roku 1950 zaledwie trzech członków mieszkało w kalifornijskim Los Angeles, podczas gdy adresy dwudziestu ośmiu wskazywały na New Haven w Connecticut.
  • Wszyscy członkowie są mężczyznami, a niemal wszyscy należą do WASP (White Anglo Saxon Protestant). Większość z nich wywodzi się z rodzin angielskich purytanów, a ich przodkowie przybyli do Ameryki Północnej pomiędzy rokiem 1630 a 1660.
  • Owe purytańskie rodziny albo zawierały związki małżeńskie z członkami elity finansowej, albo wiązały się z synami finansowych potentatów, na przykład Rockefellerów, Davisonów i Harrimanów, których synowie wstępowali następnie do Zakonu.

Modus operandi Zakonu

Działania Zakonu są ukierunkowane na zmianę naszego społeczeństwa i zaprowadzenie nowego porządku świata. Ma to być starannie zaplanowany porządek, w którym wolność osobista zostanie znacznie ograniczona, ochrona konstytucyjna zniesiona, znikną też granice państwowe oraz różnice kulturalne.

Cel ten można wydedukować, analizując, a następnie sumując działania poszczególnych członków: ich konsekwentny schemat utrzymuje się od ponad stu lat. Częścią tej działalności będzie w współpraca z Grupą (brytyjski odpowiednik Zakonu – przyp. W.L.), której przyświecają analogiczne, a do tego spisane cele.

Jeśli więc zauważamy, że członkowie interesują się głównie hodowlą kaczek, że piszą artykuły na temat kaczek, chowają kaczki, sprzedają kaczki, powołują rady zajmujące się studiami nad kaczkami, tworzą kaczą filozofię, rozsądek nakazywałby stwierdzić, że ich główny cel ma związek z kaczkami, a cała ta działalność nie jest jedynie dziełem przypadku.

Z historycznego punktu widzenia działania Zakonu koncentrowały się zawsze wokół społeczeństwa, a dokładnie wokół tego, jak w określony sposób zmienić to społeczeństwo, by osiągnąć określony cel: nowy porządek świata. Wiemy, które części składowe życia społecznego będą musiały ulec zmianie, aby zaprowadzenie nowego porządku świata było możliwe, możemy więc pod tym kątem sprawdzić działania Zakonu. Tymi elementami musiałyby więc być:

  • Edukacja – w jaki sposób będzie zachowywać się społeczeństwo przyszłości.
  • Pieniądze – sposoby przechowywania bogactwa i wymiany dóbr.
  • Prawo – upoważnienie do egzekwowania woli państwa, światowe państwo potrzebuje światowego prawa i światowego sądu.
  • Polityka – kierunek, w którym zmierza państwo.
  • Gospodarka – wytwarzanie bogactwa.
  • Historia – co zdaniem ludzi wydarzyło się w przeszłości.
  • Psychologia – sposoby kontrolowania tego, w jaki sposób ludzie myślą.
  • Filantropia – aby ludzie mieli dobre zdanie na temat kontrolujących.
  • Medycyna – władza nad zdrowiem, życiem i śmiercią.
  • Religia – duchowe wierzenia ludzi, dla wielu stanowiące bodziec do działania.
  • Media – co ludzie wiedzą i czego dowiadują się na temat aktualnych wydarzeń.
  • Ciągłość – moc wyznaczania, kto pójdzie w twoje ślady.

Jeśli chodzi o działalność poszczególnych członków Zakonu, jej schemat na pierwszy rzut oka wydaje się mylący i pozornie niekonsekwentny. Oto kilka przykładów:

  • Andrew Carnegie, właściciel olbrzymiego koncernu metalurgicznego zarabiał na wojnie, ale pod wpływem członka Zakonu, Daniela Coit Gilmana, był także gorliwym przewodniczącym i sponsorem American Peace Society. Na pozór wygląda to na niekonsekwencję. Czy Carnegie mógł być zwolennikiem wojny i pokoju jednocześnie?
  • Celem założonej przez należących do Zakonu Williama H. Tafta i Theodore’a Marburga Ligi na rzecz Pokoju było krzewienie pokoju, a jednak organizacja ta aktywnie nawoływała do przystąpienia Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej. Jakim sposobem Liga mogła opowiadać się w tym samym czasie za pokojem i działaniami zbrojnymi?
  • W latach dwudziestych XX wieku W. Averell Harriman był głównym stronnikiem Związku Radzieckiego, któremu udzielał wsparcia zarówno dyplomatycznego, jak i finansowego. Harriman przyczynił się do założenia Ruskombanku, czyli pierwszego radzieckiego banku komercyjnego. Max May, wiceprezes zdominowanego przez interesy Harrimanów i Morganów Guaranty Trust, został pierwszym wiceprezesem Ruskombanku, odpowiedzialnym za operacje zagraniczne. Innymi słowy, amerykański bankier pozostający pod wpływem członka Zakonu otrzymał kluczowe stanowisko w banku radzieckim. Okazuje się jednak, że Averell Harriman, jego brat Roland Harriman oraz należący do Skull and Bones E.S. James i Knight Woolley byli za pośrednictwem Union Bank (w którym mieli duże udziały) głównymi bankierami Hitlera.

Podręczniki historii uczą nas, że naziści i komuniści byli zawziętymi wrogami, a ich ustroje stanowiły przeciwieństwo. Czy rozsądny człowiek mógł w takim razie udzielać wsparcia zarówno Związkowi Radzieckiemu, jak i Hitlerowi? Czy Harriman zachowywał się irracjonalnie, czy też jego niekonsekwencja ma jakieś wytłumaczenie?

  • Rodzina Bundych dostarcza nam kolejnego przykładu pozornej niekonsekwencji. William Bundy był przez dziesięć lat związany z Central Intelligence Agency. McGeorge Bundy pełnił funkcję doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego za rządów prezydenta Kennedy’ego i Johnsona. Tym samym Bundy są prawdopodobnie zwolennikami pronatowskiej linii politycznej w kontaktach Stanów Zjednoczonych i Europy. A jednak Bundy mają powiązania z działaniami i organizacjami nie tylko przeciwnymi NATO, ale wręcz promarksistowskimi, na przykład z Institute for Policy Studies. Czy Bundy są niekonsekwentni?
  • Poszczególni członkowie Zakonu deklarują publicznie najróżniejsze poglądy, przekonania i skłaniają się ku rozmaitym ideologiom. William Buckley co jakiś czas rzuca gromy pod adresem Związku Radzieckiego. Z drugiej strony mamy Johna Burtta, należącego do kilkunastu organizacji będących przykrywką dla komunistów. William S. Coffin Junior przez trzy lata pracował w CIA, po czym stał się przywódcą ruchu sprzeciwiającego się wojnie w Wietnamie, a czynił to za pośrednictwem National Conference for a New Politics (konferencja zorganizowana w 1967 roku w Chicago przez Komunistyczną Partię Stanów Zjednoczonych, której celem było stworzenie nowego zjednoczonego ciała politycznego na lewicy – przyp. tłum.) oraz Clergy and Laymen Concerned about Vietnam (Duchowni i świeccy zatroskani sprawą Wietnamu). Coffin był jednym z Bostońskiej Piątki, postawionym w stan oskarżenia pod zarzutem spisku mającego na celu naruszenie praw federalnych. Nie można także zapominać, że W. Averell Harriman jest doświadczonym mężem stanu związanym z Partią Demokratyczną.

Ciekawy zestaw działań i poglądów. Czy odzwierciedlają one niespójne filozofie? Czy w obliczu takiej zbieraniny indywidualnych poczynań jest możliwe, by Zakon miał jeden stały cel?

Odpowiedź brzmi: nie ma w tym niekonsekwencji, ponieważ cel, który przyświeca Zakonowi, dalece wykracza poza te działania, a do tego owe pozorne sprzeczności działają na jego korzyść.

Państwo jest absolutem

Czy możliwe jest istnienie wspólnego celu, skoro członkowie Zakonu najwyraźniej stoją w opozycji do siebie i podejmują sprzeczne działania?

Prawdopodobnie najtrudniejszym zadaniem stojącym przed autorem tej książki będzie przekazanie czytelnikowi w istocie trywialnej informacji: celem Zakonu nie jest „lewica” ani „prawica”. „Lewica” i „prawica” są sztucznie wykreowanymi narzędziami mającymi posłużyć wprowadzeniu zmiany, a ich skrajne odłamy stanowią istotne elementy w procesie kontrolowanej zmiany.

Odpowiedź na tę pozorną polityczną zagadkę kryje się w heglowskiej logice. Nie można zapominać, że zarówno Marks jak i Hitler, stanowiący uosobienie skrajnej „lewicy” i „prawicy”, przedstawiani jako podręcznikowi wręcz przeciwnicy, wyewoluowali z tego samego systemu politycznego: heglizmu. Stwierdzenie to wywołuje grymas intelektualnej udręki na twarzach marksistów i nazistów, ale jest oczywiste dla każdego studenta politologii.

Wbrew twierdzeniom marksistów idea historycznego procesu dialektycznego nie wywodzi się od Marksa, lecz Fichtego i Hegla żyjących w Niemczech w drugiej połowie XVIII i na początku XIX wieku. W procesie dialektycznym zderzenie przeciwieństw prowadzi do syntezy. Na przykład w wyniku konfliktu politycznej lewicy z prawicą powstaje nowy system polityczny – nie lewicowy czy prawicowy, ale będący ich syntezą. Konflikt przeciwieństw jest niezbędny do wprowadzenia zmian. Prawidłowość tę można dzisiaj prześledzić w literaturze wydawanej przez Komisję Trójstronną, gdzie popiera się zmianę, a środki prowadzące do jej wprowadzenia określa się mianem „zarządzania konfliktem”.

W systemie heglowskim konflikt ma kluczowe znaczenie. Co więcej, w opinii Hegla i systemów opierających się na jego filozofii państwo jest absolutem. Państwo wymaga od każdego obywatela całkowitego posłuszeństwa. W tak zwanym systemie organicznym jednostka nie istnieje sama dla siebie, ale jej celem jest wypełnienie zadania przewidzianego dla niej przez państwo. Wolność można znaleźć jedynie w posłuszeństwie wobec państwa. W hitlerowskich Niemczech wolność nie istniała, wolności jednostki nie przewiduje marksizm, nie będzie jej także wtedy, gdy zapanuje Nowy Porządek Świata. I jeśli przypomina to orwellowski Rok 1984, to tak właśnie ma być.

Mówiąc krótko, państwo jest najważniejsze, a konflikt jest narzędziem umożliwiającym zaprowadzenie idealnego społeczeństwa. Wolność jednostki kryje się w jej posłuszeństwie wobec rządzących. (Zaszczepisz się, będziesz mógł podróżować – przyp. W.L.)

Czym jest więc państwo? Jest nim rzecz jasna samozwańcza elita. – wytł. W.L. Co ciekawe, Fichte, który zaprezentował te idee jeszcze przed Heglem, był masonem, niemal na pewno należał także do iluminatów, a z całą pewnością był ich protegowanym. Johann Wolfgang Goethe (wśród iluminatów znany jako Abaris) zapewnił Fichtemu stanowisko na Uniwersytecie w Jenie.

Co więcej, wyznawana przez iluminatów zasada, że cel uświęca środki – zasada, którą Quigley uznał za niemoralną, a stosowana zarówno przez Grupę, jak i przez Zakon – wywodzi się z filozofii heglowskiej.

Stanowi to istotny aspekt próby wyjaśnienia działań Zakonu. W latach 1831-1832, gdy założyciel stowarzyszenia, William Russel, przebywał w Niemczech, w żaden sposób nie mógł on nie zetknąć się z teorią Hegla i uniknąć dyskusji na jej temat. W kręgach uniwersyteckich była ona na ustach wszystkich. Ogarnęła niemieckich intelektualistów jak szaleństwo gry w Pac-Mana. Większość Amerykanów nic na temat teorii Hegla nie słyszało, a ci, którzy się z nią zapoznali, nie chcieli mieć z nią więcej do czynienia. Dlaczego? Ponieważ jej założenia są całkowicie sprzeczne z naturalnym poczuciem indywidualnej wolności i gwarancji konstytucyjnych. Większość z nas uważa, że to państwo ma służyć jednostce, a nie na odwrót.

Opinia Zakonu jest sprzeczna z poglądami większości z nas. Uświadomienie sobie tego jest niezbędne, by móc zrozumieć, o co mu chodzi. Dlatego właśnie wszelkie spory pomiędzy lewicą a prawicą, choć mające kluczowe znaczenie dla propagowania idei zmiany, nigdy nie będą mogły przerodzić się w dyskusję na temat podstaw jeffersonowskiej demokracji głoszącej, że najlepszym rządem jest ten, który najmniej rządzi. Dyskusja, a wraz z nią środki finansowe, zawsze zmierzają w kierunku wzmocnienia prerogatyw państwa i ich wykorzystywania, jak najdalej od kwestii praw jednostki. Dopóki dyskusja nie wykracza poza ramy państwa i władzy państwowej, z punktu widzenia Zakonu nie ma znaczenia, czy coś nazywa się lewicą, prawicą, demokratami, republikanami, opcją laicką czy religijną.

Wspólnym mianownikiem pozornie całkowicie odmiennych poglądów prezentowanych przez członków Zakonu jest fakt, że przyświeca im nadrzędny cel, dla realizacji którego kluczowe znaczenie ma konflikt idei. Dopóki przedmiotem dyskusji nie staną się prawa jednostki, zderzenie poglądów generuje konflikt niezbędny do wprowadzenia zmiany. Ponieważ celem jest także globalna kontrola, kładzie się nacisk na globalne myślenie, czyli internacjonalizm. Odbywa się to za pośrednictwem światowych organizacji i światowego prawa. Wielki wkład Taftów w realizację celów Zakonu był związany ze światowym systemem sądowym i światowym prawem – internacjonalistycznym aspektem Nowego Porządku Świata.«

Ja czytałem tę książkę w 2018 roku i wtedy ta wizja państwa opresyjnego, ograniczającego podstawowe prawa jednostki wydawała mi się odległa, co więcej, nawet nie wyobrażałem sobie w jaki sposób można pozbawić człowieka tych praw: prawa do swobodnego przemieszczania się, do oddychania świeżym powietrzem, do korzystania z wszelkich obiektów użyteczności publicznej, do kultywowania tradycji i wszystkiego tego, co czyni nas ludźmi. Pod jakim pretekstem? Owszem, rozumiałem ten fikcyjny podział na lewicę i prawicę i sztuczność tych konfliktów, bo ja już od ponad dwudziestu lat nie chodzę na żadne wybory. Dopiero jednak teraz zrozumiałem, jak można ograniczyć a wręcz sterroryzować jednostkę, stłamsić ją pod pozorem wymyślonej pandemii. Pandemia jest tylko środkiem, narzędziem do realizacji celu, jakim jest państwo dominujące nad jednostką. A po co państwo ma dominować nad jednostką? Taka sztuka dla sztuki? Realizacja filozofii Hegla? A po co Hegel stworzył taką filozofię? Bo mu odbiło? W powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Żyd znajduję taki fragment:

„Otóż, najukochańsi Niemcy – kończył Duńczyk – wierzcie mi, że nie mówię tego przez zazdrość o posiadanie Szlezwiku i Holsztynu, bo wcale mi te księstwa nie smakują… wy się mylicie grubo, utrzymując, iż Schiller, Goethe, Kant, Hegel byli Niemcami…”

Kraszewski tego nie mówi wprost, ale skoro nie byli Niemcami, no to kim mogli być? Nie trudno się domyślić. Jeśli Hegel był Żydem, to ta cała jego filozofia jest tylko po to, by dać podstawy do stworzenia państwa absolutu, czyli wszechmocnego. No, ale nawet takie państwo nie jest bezosobowym, jakimś abstrakcyjnym bytem. Sutton pisał, a ja wytłuściłem: Czym jest państwo? Jest nim rzecz jasna samozwańcza elita. A więc jakaś elita, ale jaka? Chyba nie po to wysilali się ci wszyscy żydowscy filozofowie, by ktoś inny mógł sobie tyłek podetrzeć papierem, na którym wydrukowano ich przemyślenia. Tą samozwańczą elitą są oczywiście Żydzi i realizują oni swój chory, mesjanistyczny cel podporządkowania sobie świata. Tylko czy rzeczywiście chodzi o podporządkowanie sobie świata, skoro oni już teraz nim rządzą? Czy to nie jest dążenie do samounicestwienia się? Do zakończenia tego etapu istnienia ludzkości, na którym dominowała cywilizacja żydowska? Czasami jest tak w życiu jednostek, że lepiej je zakończyć samobójstwem, niż dalej trwać. Czy czasem nie może tak być w przypadku narodów, a osobliwie – narodu wybranego? A czy ten naród, ginąc, chce pociągnąć za sobą inne narody? Końcowe odliczanie? Był kiedyś, w 1986 roku, taki przebój zespołu Europe – The Final Countdown. I nawet jest w nim taka fraza: Will things ever be the same again? – Czy kiedykolwiek jeszcze będzie tak samo?

Ja oczywiście nie wiem, czy takie wnioskowanie ma sens. Jednak obserwacja rzeczywistości skłania mnie do takiego wniosku. Tempo, w jakim rośnie zadłużenie wszystkiego i wszystkich, jest przerażające. Cały świat jest zadłużony i bez szans na spłatę tego długu. Kiedy patrzę na prawie puste autobusy i pociągi, to zastanawiam się, skąd firmy transportowe mają pieniądze na pokrycie swoich kosztów i wynagrodzenia dla pracowników? Bo przecież nie od klientów. W przypadku transportu lotniczego jest podobnie. A ile jest takich firm? Tu już nie działa normalna ekonomia, to wszystko kręci się w oparciu o emisję pustego pieniądza. Ci, którzy go pożyczają, wiedzą że nie zostanie on zwrócony. Czyli że staną się właścicielami wszystkiego, co zadłużone. Teraz już chyba chodzi tylko o zadłużenie tego wszystkiego, co jeszcze nie jest zadłużone, tak by stać się właścicielami całego świata. Mesjański cel bliski realizacji. A co potem? Samounicestwienie?