Ostatnio głośno zrobiło się wokół profanacji Ostatniej Wieczerzy dokonanej podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Niektórzy z internetowych komentatorów twierdzą, że jest to ostateczny atak na chrześcijaństwo, inni – że jest to prowokacja, mająca na celu wywołanie fermentu społecznego i dalsze polaryzowanie społeczeństw na całym świecie. Wobec tego wypada sobie zadać pytanie: czy warto reagować na takie prowokacje? Gdyby nie było reakcji na nie, to może umarłyby one śmiercią naturalną. Kościół katolicki jest w stanie całkowitego rozkładu i chyba nic już nie jest w stanie mu pomóc. Czy zatem te prowokacje i te protesty nie wychodzą z tego samego źródła? Trudno to oczywiście udowodnić. Może więc jest to dobra okazja, by przybliżyć sobie to wybitne dzieło i zastanowić się nad tym, czym ono sobie zasłużyło na takie miano i dlaczego jest tak ważne dla naszej kultury. Na początek parę informacji z Wikipedii.

Ostatnia Wieczerza (wł. Il Cenacolo lub L’Ultima Cena) – malowidło ścienne autorstwa Leonarda da Vinci przedstawiające ostatnią wieczerzę, wykonane w refektarzu (jadalni) klasztoru dominikanów przy bazylice Santa Maria delle Grazie w Mediolanie. Obok Mona Lisy uchodzi za jeden z najwybitniejszych obrazów Leonarda da Vinci. Brytyjski historyk sztuki Kenneth Clark nazwał malowidło filarem europejskiej sztuki, zaś polska historyk sztuki Antonina Vallentin opisała dzieło jako kanon nowego ujęcia piękna i elementarz dla przyszłych pokoleń artystów.
Okoliczności powstania malowidła
Malowidło powstało na zamówienie księcia Mediolanu Ludwika Sforzy. Władca planował przebudować kompleks kościelno-klasztorny w mauzoleum Sforzów, jednak zrezygnował z tych planów po nagłych zgonach żony Beatrice i córki Bianki w 1497 roku. Malowidło miało stanowić główny element mauzoleum. Nie wiadomo, kiedy Ludwik Sforza zlecił wykonanie dzieła. Sam pomysł Ostatniej Wieczerzy Leonardo opracował ok. 1482 roku podczas prac nad Pokłonem Trzech Króli.
Leonardo malował obraz między 1494 lub 1495 a 1498 rokiem. Według relacji Giorgio Vasariego Leonardo da Vinci pracował nad malowidłem nieregularnie. Mając gotową wizję potrafił pracować przez kilkanaście godzin dziennie, zapominając o przerwie na posiłek. Po okresie ciężkiej pracy przez dłuższy czas nie malował, ograniczając swoją pracę do obserwowania obrazu i szukania najlepszych rozwiązań. Zdarzało mu się również nagle biec do klasztoru, by dokonać drobnych poprawek. Wolne tempo prac nad fryzami dekoracyjnymi dookoła malowidła wiązały się z prowadzonymi wówczas przez Leonarda studiami matematycznymi. Prace nad obrazem śledzili na bieżąco duchowni i mieszkańcy Mediolanu. Leonardo słuchał krytycznych uwag ze strony obserwujących i niekiedy dostosowywał się do nich.
Odbiór obrazu w kulturze
Modyfikacje tego dzieła da Vinci doczekały się bardzo wielu form. Polegają one zazwyczaj na zamianie bohaterów obrazu na inne postacie: gwiazdy popkultury, postacie fikcyjne, a nawet ustawione za stołem produkty spożywcze, przy czym sama postać Jezusa bywa wówczas wyobcowana. Niektóre nawiązania tworzone są z potrzeby szokowania odbiorcy, np. wykorzystując ten motyw dla ilustracji targów erotycznych, z użyciem gadżetów i fetyszy, część z nich jest celowo bluźniercza. Modyfikacjom towarzyszy mniejsza lub większa wierność w stosunku do oryginału. Tym, co podlega wiernemu kopiowaniu, są m.in.: liczba postaci, ich gesty, symetryczne ułożenie postaci, a także dodatkowe przedmioty, których nie ma na obrazie oryginalnym: trzymany przez Jezusa kielich (zastępowany innymi elementami kulturowymi), aureole.
Susan Dorothea White bazując na dziele Leonarda da Vinci namalowała obraz „Pierwsza Wieczerza” (ang. The First Supper). Sparodiowała ona pierwowzór poprzez zastąpienie 13 białych mężczyzn kobietami o zróżnicowanym pochodzeniu, co odzwierciedlają ich stroje oraz karnacja, a w szczególności, w miejscu Jezusa namalowała czarnoskórą kobietę. Jak sama stwierdziła, jej obraz reprezentuje bezpośrednie wyzwanie dla akceptacji wizerunku trzynastu mężczyzn po jednej stronie stołu jako wychwalanego symbolu patriarchalnej religii.
x
W dzisiejszym świecie rządzący nim robią wszystko, by doprowadzić nas do stanu zdziczenia. Temu m.in. służą tego typu inscenizacje, jak ta w Paryżu. Dlatego w ramach odreagowania chciałbym zacytować, na zasadzie kontrastu, fragment z książki O sztuce (REBIS, 2009). Jej autor E.H. Gombrich (1909-2001) urodził się w Wiedniu, ale większość życia spędził w Anglii. To chyba najwybitniejszy historyk sztuki XX wieku. Poniżej jego spojrzenie na Ostatnią Wieczerzę.
x
Dziwnym trafem prace, które w niewielkiej liczbie Leonardo ukończył w wieku dojrzałym, zachowały się w bardzo złym stanie. Kiedy patrzymy na to, co pozostało ze słynnego malowidła ściennego przedstawiającego Ostatnią Wieczerzę, musimy starać się wyobrazić sobie, jak jawiło się ono zakonnikom, dla których zostało namalowane. Obraz pokrywa jedną ścianę prostokątnej sali służącej za refektarz klasztoru Santa Maria delle Grazie w Mediolanie. Jakże fascynujący był moment odsłonięcia malowidła, kiedy obok długich stołów, przy których siedzieli zakonnicy, pojawił się stół Chrystusa i apostołów. Nigdy przedtem żadna scena religijna nie wydawała się tak bliska i tak realistyczna. Refektarz jakby powiększył się o drugą salę, gdzie Ostatnia Wieczerza przyjęła widzialną formę. Jakże wyraźnie światło padało na stół, dodając postaciom krągłości i solidności. Być może zakonnicy byli w pierwszej chwili zaskoczeni realizmem, z jakim przedstawiono wszystkie detale, naczynia oraz fałdy draperii. Wówczas, tak jak i obecnie, laicy często osądzali dzieła sztuki na podstawie ich podobieństwa do rzeczywistości. Taka była jednak prawdopodobnie tylko pierwsza reakcja. Należy przypuszczać, że kiedy minął zachwyt niezwykłą iluzją rzeczywistości, zakonnicy zwrócili uwagę na sposób, w jaki Leonardo zaprezentował biblijną scenę. Nic w tej pracy nie przypominało wcześniejszych przedstawień tego tematu. W tradycyjnych wersjach apostołowie siedzieli rzędem za stołem – jedynie Judasz oddzielony był od reszty – podczas gdy Chrystus pełen spokoju udzielał Najświętszego Sakramentu. Nowy obraz bardzo różnił się od tamtych malowideł. Był w nim dramatyzm i coś elektryzującego. Tak jak wcześniej Giotto, Leonardo powrócił do tekstu Pisma Świętego, starając się wyobrazić sobie, jak to było, kiedy Chrystus powiedział: „«Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie wyda». Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»” (Ewangelia wg św. Mateusza 26,21-22). Św. Jan dodawał, że „Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?»” (Ewangelia wg św. Jana 13,23-24). To właśnie owe pytania i gesty rąk wprowadzają ruch do całej sceny. Chrystus dopiero co wypowiedział tragiczne słowa, a zgromadzeni u Jego boku apostołowie cofają się przerażeni. Niektórzy zdają się zapewniać o swoim oddaniu i niewinności, inni z powagą zastanawiają się, kogo Pan mógł mieć na myśli, jeszcze inni zdają się spoglądać ku Niemu w oczekiwaniu wyjaśnienia. Św. Piotr, najbardziej porywczy z apostołów, śpieszy ku św. Janowi, siedzącemu po prawej stronie Jezusa. Szepcąc mu coś do ucha, mimowolnie odsłania postać Judasza. On nie jest oddzielony od reszty, mimo to wydaje się odizolowany. Nie wykonuje żadnych gestów i nie zadaje pytań. Pochyla się do przodu, patrząc podejrzliwie lub ze złością, tworząc kontrast z postacią Chrystusa, który spokojny i zrezygnowany siedzi pośród całej tej wrzawy. Ciekawe, ile trzeba było czasu, by pierwsi widzowie uświadomili sobie, jakiego wielkiego mistrzostwa trzeba, by zapanować nad dramatyczną akcją tego wydarzenia. Mimo poruszenia, jakie wywołały słowa Chrystusa, w obrazie nie ma nic z chaosu. Dwunastu apostołów zdaje się w naturalny sposób dzielić na cztery trzyosobowe grupy, połączone ze sobą gestami i pozą. W całej tej różnorodności jest tyle porządku, a w całym porządku tyle różnorodności, że mamy tu prawie niewyczerpane możliwości harmonijnego wzajemnego oddziaływania odpowiadających sobie ruchów. (…) Jeśli na chwilę zapomnimy, co przedstawia scena, i tak możemy podziwiać piękno powstałego układu postaci. Wydaje się, że kompozycja ma charakterystyczną dla obrazów gotyckich naturalną równowagę i harmonię, którą próbowali przywrócić sztuce – każdy na swój sposób – artyści tacy jak Rogier van der Weyden i Botticelli. Leonardo nie musiał poświęcać poprawności rysunku ani dokładności obserwacji w imię zasad formalnych. Jeśli zapomnimy o pięknie kompozycji, staniemy nagle wobec rzeczywistości równie przekonującej i uderzającej jak to, co widzieliśmy w pracach Masaccia i Donatella. Ale także to osiągnięcie dotyka zaledwie prawdziwej wielkości dzieła Leonarda. Sięgając daleko poza takie kwestie warsztatowe, jak kompozycja i rysunek, musimy podziwiać głęboką wnikliwość, z jaką artysta przedstawił zachowanie i reakcje ludzi, oraz siłę wyobraźni pozwalającą mu rozwinąć przed naszymi oczami tę scenę. Naoczny świadek mówi, że często widywał Leonarda przy pracy nad Ostatnią Wieczerzą. Artysta wchodził na rusztowanie i nim wykonał następny ruch pędzlem, całe dnie stał z założonymi rękami, przyglądając się krytycznie już wykonanej pracy. To właśnie wynik owych przemyśleń pozostawił nam w spadku, a Ostatnia Wieczerza, mimo iż zachowała się w bardzo złym stanie, nadal pozostaje jednym z wielkich cudów, jakich dokonał ludzki geniusz.
x
Ostatnia Wieczerza to z jednej strony symbol chrześcijaństwa, z drugiej – dzieło sztuki. Dla chrześcijan jest to wyjątkowy obraz, bo ilustruje powstanie chrześcijaństwa. A skoro tak, to wszyscy ci, którzy parodiują czy profanują to dzieło, obrażają uczucia religijne innych ludzi. I żadne tłumaczenie, że jest to wyraz artystycznej ekspresji, nie usprawiedliwia takiego działania. Obrażanie ludzkich uczuć, bardzo delikatnych, jest przejawem prymitywizmu i prostactwa. Tego robić nie należy. W takiej sytuacji jedynym rozsądnym zachowaniem wobec tego typu ekscesów jest zignorowanie ich, bo czynią to osobnicy, którzy na miano ludzi nie zasługują. A dyskusja z troglodytami nie ma sensu. Piszę to jako ateista, który jest przeciwnikiem wszelkich wyznań i religii, bo są one instrumentem skłócania ludzi wierzących. I prawdopodobnie dlatego podzielono chrześcijaństwo na wrogie sobie wyznania. A kto to zrobił? Pewnie ten, kto to chrześcijaństwo wymyślił.
Jednak Ostatnia Wieczerza to też dzieło sztuki, wybitne dzieło sztuki. Dlaczego? To chyba dobrze uzasadnił Gombrich w cytowanym fragmencie. Jednak ktoś, kto nie interesuje się malarstwem, może nie rozumieć, dlaczego uznano to za wybitne dzieło. To staje się oczywiste dopiero wtedy, gdy porówna się je z obrazami, które wcześniej malowano. Leonardo ukończył pracę nad swym dziełem w 1498 roku, a więc było to na przełomie średniowiecza i renesansu. Średniowiecze to okres potęgi Kościoła, a do wiernych, niepiśmiennych, najłatwiej było dotrzeć poprzez obraz. Ówcześni malarze dostawali zlecenia na malowanie scen religijnych. Były to zazwyczaj kompozycje statyczne, często był widoczny brak proporcji pomiędzy pierwszym planem a tłem, malarze nie potrafili oddać perspektywy. Gdy więc dziś patrzymy na te obrazy, to wydają się nam one dziwne. W przypadku Ostatniej Wieczerzy mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym: kompozycja nie jest statyczna, widać ruch, widać perspektywę. Obraz został namalowany na ścianie refektarza i sprawiał wrażenie, jakby pojawiła się druga sala, właśnie za sprawą perspektywy. To powoduje, że ten obraz jest wyjątkowy, tylko że to wszystko widać, gdy stoi się w tym refektarzu. Ci którzy parodiują i ci, którym to się podoba, nie mają zielonego pojęcia o tym kontekście. No, ale przecież od troglodytów nie można za wiele wymagać.
x
Modyfikacje tego dzieła da Vinci doczekały się bardzo wielu form. Polegają one zazwyczaj na zamianie bohaterów obrazu na inne postacie: gwiazdy popkultury, postacie fikcyjne, a nawet ustawione za stołem produkty spożywcze, przy czym sama postać Jezusa bywa wówczas wyobcowana. – pisze Wikipedia.

Od 21 marca 2016 roku obraz wisi w hali przylotów gdańskiego Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy, gdzie jest dostępny dla publiczności. Pod koniec 2022 roku obraz został uznany przez Tygodnik POLITYKA za jedno z dziesięciu najważniejszych dzieł sztuki ostatniego trzydziestolecia. – To informacja z podlinkowanej powyżej strony. Dla tego tygodnika to dzieło sztuki, a dla mnie to kicz. Czy można jednak przedstawić Ostatnią Wieczerzę inaczej? Można.

Na podlinkowanej stronie można przeczytać:
„Ostatnia Wieczerza” Salvadora Dali to dzieło niezwykle symetryczne, starannie przemyślane i dopracowane w najmniejszych detalach. Jezus jest tu główną postacią, o czym świadczą chociażby: umieszczenie go w centralnym punkcie obrazu czy otoczenie jasną poświatą wschodzącego słońca. Boskość i nadprzyrodzona istota objawiają się na obrazie podwójnie – poprzez nadnaturalną, przejrzystą postać Chrystusa siedzącego przy stole oraz gigantyczny, surrealistyczny fragment tułowia wynurzający się z wody jeziora często interpretowany jako symbol i zapowiedź zmartwychwstawania. Apostołowie skupieni wokół stołu z pochylonymi głowami wydają się modlić, nie widzimy jednak ich twarzy. Charakterystyczny jest również fakt, że nie ma przed nimi pokarmów ani wina.
x
Jak mówi chińskie przysłowie: jeden rysunek jest więcej wart, niż 1000 słów. Różnica pomiędzy dziełem sztuki a kiczem jest tak wyraźna, że nie wiem czy można tu jeszcze coś dodać. Leonardo miał swoją wizję Ostatniej Wieczerzy, a Dali – swoją. Wersja tego ostatniego jest taką uwspółcześnioną i być może na wielu robiącą większe wrażenie, niż ta Leonarda. I to jest prawdziwa sztuka. A troglodyci niech się bawią modyfikacjami, jak pisze Wikipedia.