Powstanie

Wprawdzie już się kończy, ale nadal jest to 27 grudnia. Ja nie zapomniałem. Wszedłem na stronę Interii, Onet, WP i nie znalazłem tam nawet wzmianki o Powstaniu Wielkopolskim. Doszedłem do wniosku, że szukanie na innych portalach nie ma sensu, więc wszedłem na stronę Głosu Wielkopolskiego i tam znalazłem taką informację:

„Punktualnie o godz. 16.40 rozpoczęły się obchody 102. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu. Przed iluminowanym na czerwono pomnikiem i stojącymi obok monumentu sylwetkami powstańców Wielkopolanie już wcześniej zapalali znicze i składali kwiaty. Teraz wartę honorową objęli harcerze, skauci i żołnierze.

Świętujemy rocznicę wybuchu powstania godnie, ale bezpiecznie

Z powodu konieczności zachowania prewencji antywirusowej składamy kwiaty i wieńce bez pełnego ceremoniału, bez zapraszania gości, odczytywania listów, ale mimo to z pełnym szacunkiem dla naszych bohaterów – mówił gospodarz uroczystości, marszałek Marek Woźniak. – Wspólnie z Towarzystwem Pamięci Powstania Wielkopolskiego apelowaliśmy, by to było wspólne, ale bezpieczne świętowanie, stąd można oglądać tę uroczystość także za pośrednictwem internetu, na stronie 27grudnia.pl. Świętujmy godnie, z flagą, hymnem, ale też z zasadami bezpieczeństwa. Każda forma świętowania jest ważna, także taka do której namawiamy, przy wykorzystaniu własnej inicjatywy i dobrego pomysłu. Dlatego cieszę się, że otrzymujemy zdjęcia, kartki, filmy upamiętniające szacunek Wielkopolan dla wysiłku i poświęcenia powstańców. Niech pamięć Powstania Wielkopolskiego trwa wiecznie – chwała zwycięzcom! – mówił marszałek Woźniak.

Zobacz też: Kibice Lecha Poznań uczcili 102. rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Urządzili efektowne racowisko

Przypomniał też, że powstańcy nie tylko zdobyli i utrzymali dla Polski zachodnie rubieże, ale także, że już jako żołnierze regularnych oddziałów wielkopolskich wzięli udział w wojnie polsko-bolszewickiej.

Potrzeba patriotyzmu

To byli żołnierze świetnie wyszkoleni, wyposażeni, uzbrojeni i zaopatrzeni przez Wielkopolskę – mówił marszałek. – To był patriotyzm tamtych czasów. Dziś też potrzebujemy takiego wielkopolskiego patriotyzmu, przejawiającego się w dobrym planowaniu, unikaniu prowizorki, rzetelnej pracy.

W czasie uroczystości wieńce złożyli przedstawiciele władz samorządowych, władz miasta i województwa, przedstawiciele garnizonu poznańskiego, kwiaty przynosili też poznaniacy, niejednokrotnie, noszący na kurtkach biało – czerwone wielkopolskie kokardy i trzymający flagi z wielkopolskim orłem. Wicewojewoda Aneta Niestrawska i wicewojewoda Maciej Bieniek złożyli też kwiaty w imieniu premiera.”

Czasem mam wrażenie, że jeśli coś z tego kraju zostanie, to chyba tylko Wielkopolska. Skoro w reszcie kraju nie pamięta się o najbardziej skutecznym polskim powstaniu, to chyba to już nie jest Polska.

Powstanie wielkopolskie

Powstanie wielkopolskie, jakkolwiek funkcjonujące w świadomości narodowej, to, poza Wielkopolską, raczej mało znane. Pewnie wielu myśli sobie tak: „Było zwycięskie, ale przez przypadek. Trafiło się, jak ślepej kurze ziarno.” Na ogół uważa się też, że było to jedyne tam powstanie, a było ich więcej:

  • powstanie wielkopolskie 1794 roku
  • powstanie wielkopolskie 1806 roku
  • powstanie wielkopolskie 1846 roku
  • powstanie wielkopolskie 1848 roku

Warto o nich pamiętać, choć nie ulega wątpliwości, że to z lat 1918-19 było najważniejszym dla Wielkopolski, ale było również bardzo ważne dla Polski i to nie tylko dlatego, że Wielkopolska znalazła się w granicach nowego państwa. Także dlatego, że Wojsko Polskie bez tego powstałego w czasie powstania, miałoby znacznie mniejszą wartość bojową.

O szczegółach tego powstania można się dowiedzieć na licznych stronach internetowych. Ja chciałbym spojrzeć na nie z trochę szerszej perspektywy. Jakie było jego polityczne tło? Jak przygotowywano się do niego i jak organizowano się? Wiele mówi się o przebiegu powstania, o walkach. Ale co było wcześniej? Bardzo dobre, moim zdaniem, opracowanie na temat tego powstania znalazło się w dodatku Historia Rzeczypospolitej w serii dziennika „Rzeczpospolita” z dnia 23 grudnia 2006. Jego autorem jest historyk wojskowości Bogusław Polak. Wybrałem te fragmenty, które mówią więcej o organizacji powstania i o tym, jak Polacy zaboru pruskiego potrafili przejmować organizacje, które tworzyli Niemcy, jak tworzyli tajne organizacje i te paramilitarne pod płaszczykiem stowarzyszeń sportowych. No właśnie, stowarzyszenia sportowe! Podobnie Niemcy omijali później ograniczenia co do ilości wojska, narzucone im przez traktat wersalski.

Jaka więc nauka płynie z tego powstania? Ano taka, że Polacy potrafili działać z głową, rozważnie, konsekwentnie. Nie rzucali się z gołymi rękami na wroga. Owszem, mieli gorsze uzbrojenie niż Niemcy, ale przy jego pomocy potrafili zdobyć więcej: samoloty i pociąg pancerny. Ilu ludzi wie o tym, co pisze Wikipedia? – Szacuje się, że podczas Powstania (w trakcie bitwy pod Ławicą) Polacy zdobyli największy łup wojenny w tysiącletniej historii oręża. Polacy zdobyli wtedy sprzęt lotniczy o wartości 160-200 milionów marek, w tym ponad 300 samolotów.

Dlaczego tak mało o tym powstaniu, a o innych tak dużo? Szczególnie o tym kretyńskim – warszawskim. Bo w jego przypadku można pokazać Polaków jako niespełna rozumu, irracjonalnie myślących, niepotrafiących dokonać właściwej oceny sytuacji i do tego angażujących w to szaleństwo dzieci. Szacuje się, że zginęło w nim około 200 tys. ludzi, co jest zawyżonym rachunkiem. Spotkałem się z opiniami, że mogło zginąć około 50 tys. ludzi. W powstaniu wielkopolskim zginęło ponad 800 powstańców. Jest różnica? Ale to nie wszystko! W trakcie tego powstania następowało stopniowe przekształcanie pojedynczych oddziałów powstańczych, działających w sposób nieskoordynowany, w regularne wojsko z jednolitym dowództwem. Jakby tego było mało, to cały czas trwał nabór, tak by uzupełniać braki i powiększać liczebność wojska. W tym momencie było widać skoordynowane działanie władz cywilnych i wojskowych. Gdyby więc chcieć opisać rzetelnie powstanie wielkopolskie, to wyszłoby na to, że Polacy to nie jacyś bezrozumni narwańcy, tylko ludzie zorganizowani, konsekwentni w działaniu, potrafiący podejmować właściwe decyzje w odpowiednim momencie, potrafiący skoordynować działania władz cywilnych, wojskowych i dyplomacji. Nie! – Na to Żydzi rządzący tym krajem nie pozwolą. Mają w ręku system edukacji i wszystko inne. I udało im się. Dziś zapewne wielu Polaków myśli, że ich rodacy to tacy niezrównoważeni psychicznie osobnicy, działający pod wpływem emocji. – A że wcale to nie musi być prawda, świadczy powstanie wielkopolskie. Tylko kto o tym wie? Kto o tym wie, że to zrodzone z powstania wojsko, było najlepszą częścią Wojska Polskiego walczącego na wschodzie w latach 1919 i 1920?

Bogusław Polak pisze tak:

»Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX wieku społeczność polska w zaborze pruskim, zwłaszcza w Wielkopolsce, była dobrze zorganizowana pod przewodem inteligencji, duchowieństwa i średniej burżuazji. Polskie banki, spółki i przedsiębiorstwa coraz skuteczniej konkurowały z żywiołem niemieckim. Kompromitacją nacjonalistów niemieckich zakończyła się wspierana przez rząd pruski akcja wykupu ziemi z rąk Polaków. W rezultacie polskiej kontrakcji okazało się, że Polacy wykupili więcej ziemi z rąk niemieckich niż Niemcy polskiej. Czytelnie ludowe, prasa, amatorskie teatry, działalność samokształceniowa ogarniała środowiska małomiasteczkowe i wiejskie. Duże ożywienie wniosła Narodowa Demokracja, która działała m.in. poprzez stowarzyszenie sportowe (Sokół) i drużyny skautowe.

Wybuch pierwszej wojny światowej przyniósł Polakom z zaboru pruskiego nadzieję na poprawę losu, ale zarazem sparaliżował działalność ruchu niepodległościowego, gdyż wielu działaczy zostało zmobilizowanych i trafiło na front. Stopniowo jednak odtwarzały się drużyny skautowe i powstawały nowe organizacje, jak bojówki „Sęp” i „Orzeł”. W latach 1917-1918 dzięki pomocy rodaków tysiące młodych Polaków z Wielkopolski zdołało uniknąć wcielenia do armii niemieckiej. W połowie lutego 1918 roku utworzono Polską Organizację Wojskową Zaboru Pruskiego, której komendantem został Wincenty Wierzejewski.

Podczas rozmów Niemiec z aliantami w sprawie zawieszania broni w Paryżu (2 – 4 listopada 1918 r.) dowódca wojsk sprzymierzonych marszałek Ferdynand Foch nie zdołał przeforsować wniosku, aby Niemcy ewakuowali wojska z ziem przedrozbiorowych Rzeczypospolitej. Zamiary Francuzów pokrzyżowała delegacja brytyjska. Niemcy zobowiązano jedynie do opuszczenia terytoriów okupowanych od sierpnia 1914 roku. Poznańskie, Pomorze i Śląsk nadal pozostały pod niemiecką jurysdykcją. Rozstrzygnięcia dotyczące tych ziem miały zapaść podczas przyszłej konferencji pokojowej.

11 listopada 1918 roku w Compiègne delegacja niemiecka podpisała układ o zawieszeniu broni, kończący działania wojenne. Niemcy na wschodzie nadal okupowali ziemie polskie, białoruskie, ukraińskie i litewskie. Armia tzw. Ober-Ostu, licząca kilkaset tysięcy żołnierzy, tylko w niewielkim stopniu uległa rewolucyjnemu wrzeniu. Świadomość tego sprawiła, że przywódcy odradzającej się Polski ostrożnie formułowali postulaty powrotu ziem zaboru pruskiego do macierzy.

Piłsudski nie lekceważył problemu ziem zachodnich. Dał temu wyraz po objęciu władzy wojskowej i cywilnej w kraju w depeszy wysłanej 16 listopada do rządów państw obcych donoszącej o odrodzeniu się państwa polskiego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski. Zabiegał też, aby w rządzie znaleźli się przedstawiciele wszystkich zaborów. Już 26 listopada ogłoszono dekret o wyborach do Sejmu Ustawodawczego, m.in. na ziemiach zaboru pruskiego. Nie wierząc w odzyskanie tych ziem orężem, nie wyrzekł się ich, ale liczył, że powrócą do Polski w wyniku traktatu pokojowego. Z tych względów wysiłek polityczny i wojskowy skierował na wschód. Zdominowany przez endecję ośrodek poznański uważał oficjalne stanowisko Piłsudskiego za sprzeczne z interesem wielkopolskich Polaków i ostro je zwalczał.«

11 Listopada 1918 roku podpisano Rozejm w Compiègne, kończący wojnę pomiędzy Ententą a Cesarstwem Niemieckim. Interesujące nas punkty tego rozejmu to:

  • natychmiastowe wycofanie Armii Cesarstwa Niemieckiego z Francji, Belgii, Luksemburga oraz Alzacji i Lotaryngii
  • wycofanie wojsk niemieckich na wschodzie na granicę z 1914 roku

Najważniejszy dla Polski był artykuł XII tego rozejmu. Wikipedia pisze o nim tak:

Artykuł XII rozejmu w Compiègne przewidywał ewakuację wojsk niemieckich z Austro-Węgier, Rumunii, Turcji oraz byłego już Imperium Rosyjskiego, a więc również ziem polskich. W tym ostatnim przypadku, po interwencji m.in. Romana Dmowskiego zmieniono tekst dotyczący wycofania wojsk niemieckich na „gdy alianci uznają moment ewakuacji za właściwy biorąc pod uwagę sytuację wewnętrzną tych obszarów”. Z kolei artykuł XVI głosił, że „Alianci będą mieli wolny dostęp do terytoriów ewakuowanych przez Niemców na Wschodzie już to przez Gdańsk, już to Wisłą, aby móc zaopatrywać ludność i w celu utrzymania porządku”.

W momencie podpisywania rozejmu wojska niemieckie tworzyły front od Narwy po Dniepr. Narwa to niewielkie miasto nad Zatoką Fińską około 150 km na zachód od Petersburga a nad Dnieprem leży Kijów. Niemcy zajęli kraje bałtyckie, Białoruś, Ukrainę, zajęli Kijów, podeszli pod Petersburg, wkroczyli na Krym, doszli do Donu. Był więc ten front daleko na wschodzie i stanowił kordon oddzielający Europę od rewolucji bolszewickiej. Alianci chcieli wycofać wojska niemieckie na granicę z 1914 roku, czyli na zachodnią granicę byłego Królestwa Polskiego.

Wycofanie się wojsk niemieckich na granicę z 1914 roku oznaczało to, że Wielkopolska i Prusy Królewskie zostaną po stronie niemieckiej. Dostrzegł to niebezpieczeństwo Dmowski i jednocześnie niebezpieczeństwo rozszerzenia się rewolucji bolszewickiej na tereny polskie, i nalegał na to, by nie wycofywać wojsk niemieckich. Ale artykuł XII nie mógł być wyegzekwowany, bo 9 listopada wybucha rewolucja bolszewicka w Berlinie. Przenosi się ona na wojska niemieckie na wschodzie i kordon rwie się. 13 listopada bolszewicy unieważniają postanowienia Pokoju Brzeskiego i ruszają na podbój świata. 27 grudnia wybucha Powstanie Wielkopolskie. Dnia 25 stycznia 1919 roku marszałek Foch wydał rozkaż do oddziałów niemieckich zgrupowanych wokół ośrodka Białystok – Grodno, aby przekazały Polsce terytorium do linii Brześć – Narwa – Krynki – Kuźnica – Nowy Dwór – Sopoćkinie, i przepuściły wojska polskie przeznaczone do odparcia nawały bolszewickiej.

Widać więc, że sytuacja polityczna była skomplikowana i wymagała rozważnego działania. Bogusław Polak pisze dalej:

»Wyłoniony 14 listopada 1918 roku z ujawnionego dwa dni wcześniej Centralnego Komitetu Obywatelskiego i polskiego koła poselskiego do sejmu pruskiego Komisariat Naczelnej Rady Ludowej (KNRL) składał się z doświadczonych i popularnych polityków, którzy zdawali sobie sprawę z ryzyka, jakie niosłoby nieprzygotowane powstanie. Wobec słabości militarnej Polski, zaangażowanej w walki z Ukraińcami w Galicji Wschodniej, oraz przy braku poparcia ententy wystąpienie zbrojne miało małe szanse powodzenia. KNRL, nie przekreślając ewentualności powstania, zamierzał unikać walki jak długo się da, koncentrując się na tworzeniu struktur polskiej władzy i siły zbrojnej oraz zabiegając o gwarancje pomocy z zewnątrz.

Komisarz Adam Poszwiński relacjonował: „jeszcze przed powstaniem Komisariatu docenialiśmy czyn zbrojny, lecz w poczuciu odpowiedzialności uważaliśmy go do czasu za akcję przygotowawczą, a nie wykonawczą”. Przygotowania obejmowały rejestrację wojskowych wracających z wojny, propagowanie hasła, aby dawni żołnierze nie oddawali broni, ochronę obiektów wojskowych przed rozgrabieniem, utrzymywanie kontaktów z polskimi władzami wojskowymi. Według Mariana Seydy celem wystąpienia zbrojnego nie miało być zajęcie konkretnego obszaru, ale zamanifestowanie woli Polaków w zaborze pruskim wyrwania się z okupacji niemieckiej, jak też zwrócenie uwagi zwycięskich mocarstw na zagadnienie zachodnich ziem Polski – „nad Wartą, górną Odrą i Dolną Wisłą.

Ogromnym osiągnięciem kierownictwa politycznego w zaborze pruskim było zorganizowanie demokratycznych wyborów do Sejmu Dzielnicowego, reprezentującego Polaków z całego zaboru pruskiego i wychodźstwa w Niemczech. Obrady toczyły się w Poznaniu od 3 do 5 grudnia 1918 roku. Podjęto wówczas wiele uchwał m.in. w sprawie zorganizowania w każdej miejscowości straży ludowej. Uchwała ta została wymuszona informacjami z Niemiec, gdzie w grudniu 1918 roku do głosu zaczęła dochodzić konserwatywna i nacjonalistyczna prawica. Pośpiesznie tworzono formacje zbrojne przeznaczone nie tylko do unicestwienia sił rewolucyjnych w Niemczech, ale także do opanowania sytuacji w Poznańskiem.

W Komisariacie Naczelnej Rady Ludowej sprawy wojskowe powierzono Wojciechowi Korfantemu. Działacze polscy kontrolowali legalne formacje o charakterze milicyjno-porządkowym, utworzone po wybuchu rewolucji w Berlinie: Służbę Straży i Bezpieczeństwa, straże obywatelskie, ludowe itp. Przed wybuchem powstania Straż Ludowa liczyła w Poznaniu ok. 4800 ludzi (w tym 2650 uzbrojonych), na prowincji Wielkopolski do 3000. Oddziały Służby Straży i Bezpieczeństwa wyróżniały się doborem ochotników. Byli to doświadczeni żołnierze, najczęściej w wieku od 24 do 28 lat, w większości mający za sobą działalność w organizacjach niepodległościowych. Pod koniec grudnia 1918 roku w poznańskim batalionie Służby Straży i Bezpieczeństwa służyło ok. 3000 żołnierzy, z tego 1/3 miała broń. Powstało też sporo oddziałów zakonspirowanych, tworzonych przez zdemobilizowanych oficerów i podoficerów. Niewielkie grupki bojowe skupiły się wokół Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego, zwłaszcza w środowiskach, gdzie działały drużyny skautowe. Przodował Poznań; mniejsze grupy od kilku do kilkudziesięciu członków powstały w kilkunastu miejscowościach.

Korfanty już w listopadzie 1918 roku nawiązał kontakt ze Sztabem generalnym WP w Warszawie, poszukując kandydata na głównodowodzącego polskimi oddziałami w zaborze pruskim. Na początku grudnia w Poznaniu zjawili się poufnie wysłannicy Sztabu Generalnego i Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich. Przesyłali do Warszawy raporty o organizacji oddziałów polskich i informacje o siłach niemieckich, które w połowie grudnia w całej Wielkopolsce liczyły nie więcej niż 8000 – 10 000 (wśród nich byli także Polacy). Niemiecki garnizon w Poznaniu miał ok. 5000 żołnierzy.

Dwudziestego piątego grudnia 1918 roku do Gdańska przybył na pokładzie brytyjskiego okrętu wojennego Ignacy Paderewski, w otoczeniu nielicznej misji. Jego przyjazd do Poznania 26 grudnia 1918 r. spowodował gwałtowny wzrost nastrojów patriotycznych w mieście. Niemcy mieli nadzieję, że Paderewski pojedzie wprost do Warszawy. Jeszcze na stacji kolejowej w Rogoźnie do przedziału wiozącego delegację wtargnął kpt. Andersch z dowództwa V Korpusu w Poznaniu, który usiłował nakłonić członków misji do zaniechania postoju w Poznaniu. O 21.10 pociąg z gośćmi dotarł do Poznania. W hotelu Bazar Ignacy Paderewski wygłosił dłuższe przemówienie, kończąc je słowami: „Niech żyje Polska, zgoda, jedność, a ojczyzna nasza wolna zjednoczona naszym polskim Wybrzeżem żyć będzie po wsze czasy”. W tym duchu Paderewski przemówił także do wielotysięcznego tłumu zebranego przed Bazarem.

Następnego dnia w piątek 27 grudnia w godzinach popołudniowych Polacy zorganizowali pochód około 10 tysięcy dzieci pod Bazarem. Wstrzymano ruch na ulicach; na chodnikach zgromadziły się tłumy dorosłych. Wówczas to z inicjatywy kierownictwa niemieckiej Rady Ludowej, działaczy niemieckich organizacji i redaktorów pism, przed Operą, a następnie w ogrodzie zoologicznym zorganizowano więc młodzieży. Ale strona niemiecka liczyła przede wszystkim na 6 Pułk Grenadierów. Właśnie przed koszarami tego pułku przed 15-tą zgromadziły się tłumy Niemców. Wśród cywilów było także wielu uzbrojonych oficerów i szeregowców, jednakże dowództwo jednostki odmówiło wystąpienia w zwartym szyku. Żołnierze dołączyli do cywilów na własną rękę.

Około 15.30 ruszył pochód. W centrum miasta urósł on do około 2 tys. osób. Niemieccy cywile i żołnierze zrywali flagi alianckie i polskie, zdemolowali biuro KNRL przy ul. św. Marcina 40, gmach Banku Związku Spółek Zarobkowych i inne. Uczestnicy pochodu strzelali też w powietrze z rewolwerów. Około godz. 17 w okolicach Bazaru padły strzały. Nie wiadomo, czy pierwsi zaczęli strzelać Niemcy, czy też Polacy, którzy ochraniali miejsce pobytu Paderewskiego. Wydaje się, że obie strony dążyły do zbrojnego rozstrzygnięcia przyszłości Poznania i ziem polskich zaboru pruskiego.

W rejon Bazaru przybyły posiłki w postaci oddziałów SSiB zaalarmowane już około godz. 16. Niemcy wycofali się do muzeum naprzeciw Bazaru i w kierunku Prezydium Policji. Bez koordynacji z jakiegokolwiek centrum dowodzenia oddziały SSiB jak też i SL, zaczęły wypierać Niemców ze śródmieścia. Akcja ta odbywała się wzdłuż kilku ulic. Najpierw zajęto sąsiadujący z Bazarem gmach muzeum – odtąd główne centrum dyspozycyjne SSiB. Stary Rynek został odcięty przez samorzutnie tworzone oddziały polskie. W trakcie tych utarczek wracająca z akcji pod Zamkiem kompania SSiB dowodzona przez Krauzego, na narożniku ul. Berlińskiej i Ryberskiej (Ratajczaka), ostrzelana została przez Niemców z karabinu maszynowego ustawionego przy wejściu do gmachu Prezydium Policji. Wówczas to śmiertelnie został ranny zastępca oficera Franciszek Ratajczak, szef kompanii.

W celu uniknięcia zbędnego przelewu krwi, obie strony podjęły rokowania i zawarto porozumienie, na mocy którego gmach Prezydium Policji, po opuszczeniu go przez żołnierzy 20 PAL (pułk artylerii lekkiej? – przyp. mój), obsadzony został przez 48 żołnierzy, po 24 Niemców i Polaków (ze Straży Ludowej). Stan taki utrzymał się tylko do dnia następnego, gdyż Niemcy opuścili posterunki.

Komisariat NRL 28 grudnia wydał oświadczenie, w którym odpowiedzialnością za zamieszki 27 grudnia jednoznacznie obarczył stronę niemiecką, a zwłaszcza żołnierzy 6 p. grenadierów. Podkreślano, że „Krew polska w Poznaniu polała się w obronie sztandarów Koalicji. Niech to będzie nową rękojmią węzłów i sojuszy między Polską i państwami zachodnimi. Na winnych prowokatorów żądamy śledztwa i kary. Obowiązkiem honorowym Polaków jest odtąd ścisłe przestrzeganie ładu i porządku”.

Przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania, wydarzenia 26 i 27 grudnia, wreszcie wybuch powstania w Poznaniu, pokrzyżowały plany KNRL wywołania powstania na całym obszarze zaboru pruskiego. Komisariat, widząc spontaniczny rozwój akcji powstańczej, nie mógł pozostać na marginesie wydarzeń i 28 grudnia wieczorem powierzył dowództwo powstania kpt. Stanisławowi Taczakowi, oficerowi Sztabu Generalnego WP przebywającemu na urlopie w Poznaniu. Awansowany do stopnia majora Taczak, po zaakceptowaniu nominacji przez Piłsudskiego, przystąpił do pracy. Z pomocą miejscowych oficerów oraz przybyłych z Warszawy (m.in. ppłk. Juliana Stachiewicza, zaufanego człowieka Piłsudskiego) w ciągu kilku dni zorganizował Dowództwo Główne.

W pierwszych dniach stycznia 1919 roku na stanowiskach kierowniczych pracowało 18 oficerów, z których 15 przeszło służbę w armii niemieckiej (również Taczak – przyp. mój). Zlikwidowano względnie podporządkowano Dowództwu Głównemu inne ośrodki rozkazodawcze: Komendę Służby Straży i Bezpieczeństwa, Komendę Straży Ludowej i polsko-niemiecką Komendę miasta Poznania.

Ze względu na znaczny procent ludności niemieckiej mjr Taczak uznał, że w początkowej fazie powstania należy zrezygnować z poboru powszechnego, odkładając go do umocnienia się polskich władz administracyjnych. Siły powstańcze oparto więc na ochotnikach. Mieli oni zgłaszać się do trzynastu obwodowych komend uzupełnień. Do szeregów przyjmowano byłych żołnierzy w wieku od 19 do 40 lat, członków straży ludowych i polskich organizacji.

Formowane spontanicznie oddziały powstańcze w pierwszych trzech tygodniach bardziej przypominały partyzantkę niż regularne wojsko. Często dobrze przemyślane i przeprowadzone z brawurą akcje kończyły się niepowodzeniem ze względu na brak koordynacji działań, wyszkolenia wojskowego czy dyscypliny.

Najważniejszym zadaniem Dowództwa Głównego było więc przekształcenie ich w jednolitą, sprawnie dowodzoną strukturę, zapewnienie zaopatrzenia i dopływu uzupełnień. W tym celu podzielono Wielkopolskę na 9 okręgów wojskowych. Najpierw organizowano niższe jednostki taktyczne (bataliony, baterie, szwadrony) piechoty, kawalerii i artylerii oraz kadry dla wojsk specjalnych (technicznych) i lotnictwa. W drugim etapie z tych jednostek utworzone miały być brygady i dywizje. W rozkazach dziennych Dowództwa Głównego (9-15 stycznia) ogłoszono zasady organizacji żandarmerii, oddziałów samochodowych, piechoty i karabinów maszynowych, artylerii i łączności.

Po przejęciu poznańskich magazynów broni Dowództwo Główne zaczęło przekazywać na front broń, amunicję i oporządzenie. Do 15 stycznia wydano ok. 20 tys. karabinów, 218 karabinów maszynowych, 1,9 mln sztuk amunicji, 43 tys. granatów ręcznych.

Na początku stycznia 1919 roku przystąpiono do formowania tzw. ruchomych dowództw operacyjnych. Zwarta linia frontu była gwarancją nie tylko możliwości rozszerzenia zasięgu powstania, ale przede wszystkim utrzymania polskiego stanu posiadania. W sztabie DG słusznie przewidywano, że Niemcy podejmą zdecydowane kroki, aby odzyskać utracony obszar. 1 stycznia 1919 roku major Taczak mianował ppłk. Grudzielskiego dowódcą odcinka pólnocno-wschodniego. Dowództwo odcinka zachodniego objął ppor. Kazimierz Zenkteter, prężny oficer, który w Grodzisku utworzył ośrodek dyspozycyjny do działań od Czarnkowa do Wolsztyna. Dowódcą odcinka południowo-zachodniego, tzw. Grupy „Leszno”, został por. Bernard Śliwiński, dowódca batalionu gostyńskiego. Odcinek południowy objął ppor. Władysław Wawrzyniak, organizator i dowódca batalionu pogranicznego w Szczypiornie.

W ciągu pierwszych 19 dni powstania mjr. Taczakowi i jego podkomendnym udało się skutecznie osłonić wyzwoloną część Wielkopolski, utworzyć silny front przeciwniemiecki. Wyznaczono cele operacyjne powstania i stworzono podstawę do ich realizacji. Skrępowano nadmierną inicjatywę dowódców i różnymi sposobami skłaniano ich do działań według planu operacyjnego. 16 stycznia oddziały powstańcze liczyły prawie 14 tys. ludzi, w tym kadry dwóch pułków piechoty, pułku kawalerii, pułku artylerii, dywizjonu artylerii ciężkiej, oddziałów łączności, saperów, lotnictwa itd.

Mimo sukcesów mjr. Taczaka w Poznaniu i Warszawie uważano, że wojskom powstańczym jest potrzebny dowódca bardziej doświadczony i obdarzony większym autorytetem. Do Poznania przyjechał gen. Józef Dowbor-Muśnicki, były oficer armii rosyjskiej i dowódca I Korpusu Polskiego na Wschodzie. Nowy dowódca naczelny, który komendę objął 16 stycznia, przyjęty został w Wielkopolsce z wielką rezerwą, a i później miał ogromne trudności w nawiązaniu kontaktów z podwładnymi. Wieloletnia służba w armii carskiej nie pozostała bez wpływu na jego poglądy, zachowanie, a nawet swobodę wysławiania się w języku polskim. Z drugiej strony był to jednak gruntownie wykształcony oficer sztabowy z ogromną praktyką, świetny organizator, zwolennik żelaznej dyscypliny.

Generał otrzymał zadanie stworzenia z wojsk powstańczych 50-, 60-tysięcznej armii. Na podstawie dekretu KNRL ogłosił 17 stycznia 1919 roku pobór do wojska roczników 1897-1899, co znacząco zwiększyło liczebność wojsk powstańczych i sprawiło, że dotychczasowe oddziały utraciły charakter terytorialny. Aby wzmocnić dyscyplinę, wprowadzono jednolitą przysięgę, powołano sądy doraźne. Głównym problemem był jednak brak oficerów. O ile grupę oficerów młodszych zwiększono poprzez awanse najzdolniejszych podoficerów, to oficerów starszych można było uzyskać tylko z Warszawy.

Zmodyfikowano też plany operacyjne, gdyż Niemcy po zdławieniu rewolty w Berlinie przeszli do bardziej zdecydowanych działań na froncie wielkopolskim. Poznańskiemu kierownictwu politycznemu zależało na utrzymaniu zajętego obszaru jako punktu wyjścia polskich aspiracji terytorialnych w obliczu negocjacji z Niemcami i konferencji pokojowej w Paryżu. Program minimum przewidywał zatwierdzenie dotychczasowej linii frontu jako linii rozejmowej oraz przyznanie powstańcom wielkopolskim statusu siły zbrojnej ententy i praw kombatanckich. Istniała jeszcze nikła nadzieja, że wojska gen. Hallera wylądują w Gdańsku i będzie można powrócić do planu wyzwolenia całego zaboru pruskiego.

Walki powstańcze, jakie toczono od połowy stycznia do końca drugiej dekady lutego, miały już charakter regularny. W drugiej połowie stycznia na najdłuższym odcinku, północnym, oddziały polskie czyniły wysiłki, aby rozszerzyć front wzdłuż Noteci, ale nie zdołały odebrać Niemcom Szamocina i Nakła. Inowrocławskie oddziały por. Pawła Cymsa zajęły na krótko Brzozę niedaleko Bydgoszczy. Utarczki toczyły się też pod Romanowem i Białośliwiem. Na odcinku Grupy Zachodniej 24 stycznia wywiązały się walki pod Obrą i Kłębowem. Następnego dnia powstańcy opanowali Kargową, Babimost i Nowe Kramsko, tworząc duży przyczółek na lewym brzegu Obry. Oddziały Grupy „Leszno” toczyły potyczki w Gościejewicach, pod Przybiniem, Robczyskiem, Lipnem Nowym, Kąkolewem. Ożywił się też odcinek południowy, gdzie 23 stycznia odparto Niemców pod Miejską Górką. Sukcesem powstańców zakończyły się również potyczki pod Rogaszycami i Parzynowem.

Kulą u nogi Polaków była konieczność respektowania umowy zawartej 25 grudnia 1918 roku między polskim Sztabem Generalnym a niemiecką Komendą Ober-Ost, w której Niemcy zgodzili się na oddanie Wilna w zamian za ułatwienie ewakuacji wojsk niemieckich linią kolejową Toruń-Bydgoszcz-Nakło-Piła. W rezultacie impet powstańców w tym rejonie został zatrzymany. Co gorsza Niemcy, wykorzystując oddziały ewakuowane ze wschodu, obsadzili Pomorze, uniemożliwiając przeniesienie tam działań powstańczych.

Siły powstańcze liczyły w tym czasie ok. 30 000 żołnierzy. W połowie lutego rolnicy stanowili 13,6 proc. ogółu powstańców, robotnicy rolni – 3,2 proc., robotnicy – 36,5 proc., rzemieślnicy – 20 proc., kupcy – 8,5 proc., drobni urzędnicy i inteligencja – 10 proc., ziemianie – 1,5 proc. W walkach od 27 grudnia do 15 stycznia poległo 274 powstańców, najwięcej na odcinku północnym – 190. Kolejny okres walk od 16 stycznia do 18 lutego przyniósł ponaddwukrotnie większe straty: ogółem poległo 574 powstańców, w tym 299 na odcinku północnym i 139 na zachodnim.

Na początku lutego w Berlinie odbyły się rokowania polsko-niemieckie. Stronę polską, obok przedstawicieli NRL, reprezentował ppłk Władysław Anders. Delegacja polska domagała się uznania status quo w Wielkopolsce, wycofania niemieckiego Grenzschutzu z obszarów zamieszkanych przez Polaków na Pomorzu i Śląsku oraz zawarcia rozejmu. Rozmowy spełzły jednak na niczym. Dopiero wskutek zabiegów KNRL i KNP w Paryżu i nacisków Francji 16 lutego Niemcy podpisały w Trewirze układ rozejmowy.

Powstanie wielkopolskie należy do niewielu zwycięskich czynów powstańczych w dziejach Polski. Społeczeństwo Wielkopolski w okresie ponadstuletniej niewoli obroniło tradycję narodową, język i wiarę katolicką. Uczestniczyło aktywnie we wszystkich czynach zbrojnych XIX wieku, ponosząc wielkie ofiary ludzkie i materialne. Powstanie było więc logiczną, historyczną konsekwencją codziennej wytrwałości, pełnej wyrzeczeń i poświęceń pracy patriotyczno-narodowej, umożliwiającej społeczeństwu polskiemu przetrwanie niewoli pruskiej. Wykorzystując sprzyjający moment dziejowy, Wielkopolanie wyzwolili większość swej ziemi i jako wiano przekazali ją Polsce.

Na sukces powstania ogromny wpływ mieli kolejni głównodowodzący: Stanisław Taczak, Józef Dowbor-Muśnicki i cały korpus oficerski. Zasłużyli się też działacze polityczni z kręgów Narodowej Demokracji, niekwestionowani przywódcy ludności polskiej w zaborze pruskim, m.in. ksiądz Stanisław Adamski, Wojciech Korfanty, Adam Poszwiński, Władysław Seyda.

Nie kwestionując polskich aspiracji na wschodzie dążenia polityczne poznańskiego ośrodka państwotwórczego ciążyły ku ziemiom zachodnim i obszarom nadbałtyckim. Błędem politycznym Komisariatu było oczekiwanie na decyzje konferencji pokojowej i dyrektywy ententy. Wybuch i rozwój powstania był więc swego rodzaju korektą planów polityków. Komisariat odegrał też ogromną rolę w zabiegach dyplomatycznych. Niemcy zostali zmuszeni do podpisania warunków rozejmowych w Trewirze, co w praktyce uratowało Wielkopolskę od interwencji wojsk Ober-Ostu. Znacznym sukcesem było też przyznanie Polsce obszarów, których nie udało się wyzwolić zbrojnie, m.in. Leszna, Rawicza, Zbąszynia i Bydgoszczy.

Z formacji wielkopolskich powstała silna armia, która latem 1919 liczyła ok. 100 000 ludzi. Oddziały wielkopolskie walczyły w Małopolsce Wschodniej i na Froncie Litewsko-Białoruskim. Było to doświadczone wojsko o wysokim morale, dobrze dowodzone i uzbrojone, które stworzyło najbardziej zintegrowaną część Wojska Polskiego. Wielkopolanie wydatnie przyczynili się do zwycięstwa nad Ukraińcami w 1919 roku i bolszewikami w 1920 roku oraz wsparli trzecie powstanie śląskie w 1921 roku.«

To, co odróżniało zabór pruski od pozostałych, to nie tylko wyżej rozwinięte społeczeństwo, ale też to, że Polacy tworzyli pełny przekrój społeczny. W zaborze rosyjskim i austriackim mieliśmy tylko szlachtę i chłopów, którzy byli praktycznie niewolnikami i byli, co zupełnie zrozumiałe, obojętni na sprawę narodową. Powstania były sprawą szlachty. W przypadku powstania wielkopolskiego widać, że wzięło w nim udział całe społeczeństwo. Najliczniej robotnicy, rzemieślnicy i rolnicy. Ziemianie to tylko 1,5 procenta. Nie oszukujmy się, to był inny świat.

Bardzo znamienny jest fakt umowy z 25 grudnia 1918 roku, zawartej pomiędzy polskim Sztabem Generalnym a niemiecką Komendą Ober-Ost, na mocy której, w zamian za zwolnienie Wilna, Niemcy uzyskali zgodę na ewakuację swoich wojsk liną kolejową Toruń-Bygdoszcz-Nakło-Piła. Uniemożliwiło to rozszerzenie powstania na Pomorze, które obsadziła powracająca armia. Stanowiła ona również poważne zagrożenie dla samego powstania. W tamtym czasie Sztab Generalny zapewne nic nie zrobił bez zgody Piłsudskiego. Mówiąc wprost – Piłsudski wolał półżydowskie Wilno od Poznania i Wielkopolski.

W pewnym momencie Bogusław Polak pisze: „Mimo sukcesów mjr. Taczaka w Poznaniu i Warszawie uważano, że wojskom powstańczym jest potrzebny dowódca bardziej doświadczony i obdarzony większym autorytetem. Do Poznania przyjechał gen. Józef Dowbor-Muśnicki.” A później dodaje, że został on przyjęty w Wielkopolsce z wielką rezerwą. Nasz najsłynniejszy trener piłkarski, Kazimierz Górski, miał taką zasadę: drużyny zwycięskiej nie zmienia się. I słusznie! Po co kombinować jak koń pod górę? Jak zacznie przegrywać, to tak! Po co więc zmieniono mjr. Taczaka, skoro się sprawdzał? Piłsudski chciał się pozbyć Dowbora-Muśnickiego jako byłego oficera armii carskiej. W Poznaniu jakoś radzono sobie z tymi personalnymi ansami. A może po prostu zawartość Polaka w Polaku w Wielkopolsce była większa, niż w innych dzielnicach.

Przypomina się też zamach majowy i fakt, że jednostki z Wielkopolski nie dotarły do Warszawy. Rozkręcili tory. Wiedzieli, że to wojsko zdmuchnęłoby tych piłsudczyków jak świecę. Wiedzieli o tym generałowie, którzy chcieli wycofać się do Wielkopolski i dalej walczyć, bo wiedzieli, że przewaga była po ich stronie. Ale wiedział też o tym Wojciechowski, prawdopodobnie wtyczka Piłsudskiego. A i on sam doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Mieczysław Rakowski, w wywiadzie udzielonym Orianie Fallaci w marcu 1982 roku, powiedział:

Członkowie “Solidarności” są zbyt niecierpliwi, przedwcześnie stracili głowę. Kardynał Wyszyński to rozumiał. “Rodacy, nie wszystko od razu!”, powtarzał. Nie zapominajmy, że niecierpliwość i brak realizmu to cechy typowo polskie. Nie pierwszy raz w dziejach Polski ruch, który miał się stać siłą napędową narodu, niemal natychmiast niszczy podstawy istnienia państwa.

No proszę! Niecierpliwość i brak realizmu to cechy typowo polskie. Teraz już chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości dlaczego o powstaniu wielkopolskim tak mało się mówi. Nie pasuje do ogólnie rozpowszechnianego stereotypu. Bo gdyby o nim mówiono, to należałoby zadać sobie następne pytanie: dlaczego w Wielkopolsce było inaczej? A “Solidarność” była tak samo żydowskim wymysłem, jak powstanie warszawskie, styczniowe, listopadowe i kościuszkowskie. Ośmieszają nas Żydzi przed całym światem i wmawiają nam, że jesteśmy tacy niecierpliwi i oderwani od rzeczywistości.

Więcej znaczyło w historii Polski powstanie wielkopolskie, niż wszystkie inne razem wzięte. Prawdę mówiąc dzieje tego powstania, przedstawione jak wyżej, to instruktaż, jak należy walczyć o swoje. I właśnie dlatego jest najważniejsze, bo z niego możemy się czegoś nauczyć. Z innych – nic.