Mowa

Różnica pomiędzy Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim była fundamentalna. Ustrój Korony to monarchia, a WKL to monarchia parlamentarna, w której król był marionetką. Był to więc ustrój, który określano mianem demokracji szlacheckiej. Kto jednak stworzył ten ustrój? Nie ma na ten temat informacji. A przecież samo się nie zrobiło. Wbrew pozorom nie stało się to nagle. Cały okres unii personalnej od 1385 do 1569 to czas dostosowywania Korony do „standardów” WKL. O tym w blogach Jagiellonowie i Jak powstawał ustrój I RP. Najwyraźniej ktoś już wcześniej szykował nowy ustrój i szkolił w tym kierunku ludzi. Jednym z nich był Jan Zamoyski – Rusin, którego przodkowie adoptowali jeden z 47 polskich herbów szlacheckich na mocy unii horodelskiej z 1413 roku. I w ten sposób Jan Zamoyski stał się najpotężniejszym magnatem Rzeczypospolitej, co w praktyce oznaczało, że był największym złodziejem. Nic się w tym względzie nie zmieniło. Dziś najbogatszym „Polakiem” jest Ukrainiec Sołowiow, który zresztą przyznaje się do swoich korzeni.

Maria Dąbrowska w swojej pracy Rozdroże; Studium na temat zagadnień wiejskich Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987 pisze:

Że jednak w świadomości Polaków XVI i XVII wieku jakaś różnica między stosunkami naszymi a zagranicznymi istniała, świadectw na to przecież nie brak i te, które ja przytaczałam w Rozdrożu, nie są wszak jedynymi. Nie żeby upierać się przy swoim, lecz by wskazać, jak dalece nie byłam gołosłowną, przypomnę tu jeszcze z nich jedno, mianowicie mowę Jana Zamoyskiego, wygłoszoną w r. 1575 przeciw obcej kandydaturze na tron polski. (Wybór mów staropolskich – zebrał Antoni Małecki, Kraków 1860). Zamoyski bronił wówczas sprawy ze wszech miar słusznej, a broniąc jej, wskazywał dobitnie, jakie są różnice między ustrojem polityczno-społecznym Polski, a innych krajów zachodnich. Od Leszczyńskiego i Skargi różnił się tym, że chwalił, i to bardzo, wszystko, co tamci ganili. Lecz choć ocena była odmienna, to jednak charakter podkreślanych różnic między Polską i Europą Zachodnią był ten sam.

Powiada więc ówczesny starosta bełski tak: „Wolność nasza na trzech głównych opiera się zasadach, a tak są nam właściwie, że je tylko u nas znaleźć można” (…) I zaraz po wolności obioru królów, jako drugą „wolność” wymienia Zamoyski, że „Nad poddanymi naszymi bez żadnej apelacji mamy nie tylko moc zupełną, ale nawet prawo życia i śmierci; przeciwnie, sami tak jesteśmy wolni, że ani król, ani żaden urzędnik żadnej nad nami mocy nie mają, tylko tę, jakąśmy im sami nad sobą wedle ustaw publicznych nadali”. „Wszystko to – dodaje – u cudzoziemców inaczej się dzieje”. Królowie tam „sami samowładnie nad ludźmi swymi panują, a szlachcie takiegoż prawa nad poddanymi zaprzeczają i prawie równają szlachtę z poddanymi”. „Podług naszych praw – mówi dalej – nieszlachcic żadnego urzędu posiadać ani żadnej godności piastować nie może; u nich szlachta jedynie wojskowość za godną siebie uznała, inne części administracji wewnętrznej, jako to rządy i wszystkie prawie urzędy plebejuszom oddała. Toteż nic dziwnego, skoro plebejusze cały zarząd mają w swoim ręku, że i plebejskie rady, i plebejskie ustawy przemagają”. Ciekawe, że nawet wynikający z tak przedstawionych stosunków rozkwit miast nie znajduje łaski w oczach Zamoyskiego. „Kwitną tam – powiada – wsie i miasta, bo stan miejski ma wielkie prawa. Ale ponieważ owa świetność przychodzi z krzywdą szlacheckiej wolności, wolę jej wcale nie mieć niż mieć za taką cenę”.

x

Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-1938) tak m.in. pisze o Zamoyskim:

Szkoły kończył w Krasnymstawie, poczem studiował w kollegjum paryskim, przebywając czas jakiś na dworze późniejszego króla Franciszka II. Ogromny wpływ na jego umysłowość wywarł pobyt w strassburskiej szkole Sturma, a nade wszystko na uniwersytecie padewskim. Tutaj przeszedł na katolicyzm, wykształcił się znakomicie w studiach humanistycznych oraz historyczno-prawnych, pozostając pod wpływem słynnego profesora Sigoniusa. (…) Powróciwszy do kraju został jako znakomity znawca prawa i łaciny mianowany sekretarzem królewskim, powierzono mu też uporządkowanie archiwum koronnego. W czasie I. bezkrólewia był propagatorem, choć nie twórcą hasła elekcji „viritim”, przez co zyskał ogromną wziętość u szlachty i utwierdził rządy szlacheckie w Rzplitej. Zwolennik kandydatury Iwana Groźnego na tron polski, zwalczał energicznie Habsburgów i myśl wyboru króla-rodaka, ostatecznie opowiedział się za Henrykiem Walezym i został m.in. wysłany z poselstwem do niego do Paryża. Podczas II. bezkrólewia był za „Piastem”, w końcu zgodził się na wybór Anny Jagiellonki i Batorego. Bożyszcze szlachty, pozyskawszy sobie szybko Batorego, stał się jego prawą ręką. 1576 podkanclerzy, 1578 kanclerz, kierował faktycznie większością spraw politycznych. (…) Gorący zwolennik wojny z Moskwą odznaczył się w roku 1580 przez zdobycie Wieliża i Zawołocia, oraz przez wspólne z królem zdobycie Wielkich Łuków. (…) Mimo epoki kontrreformacyjnej był zawsze tolerantem, pragnąc jedności religii w Polsce tylko ze względów na płynące stąd korzyści polityczne. Z tego też powodu popierał unję brzeską. Polityk w wielkim stylu, tęgi wódz, znakomity humanista, mówca i mecenas, mimo swego uprzywilejowanego stanowiska w państwie pozostał Z. Zawsze typem szlachcica polskiego XVI w.

x

W 1551 roku ojciec i rodzina Zamoyskiego przyjęli wyznanie kalwińskie. Zamoyski miał wtedy 9 lat. Początkowo studiował w Paryżu, później przeniósł się do protestanckiego Strasburga, a w końcu trafił do Padwy, gdzie przeszedł na katolicyzm. Jakiego wyznania był na początku? Nigdzie o tym nie piszą. Pewnie prawosławnego. Zapewne był jednym z tych, którzy mieli stworzyć podstawy prawne pod nowy ustrój nowego państwa zwanego Rzeczpospolitą. Skąd czerpano wzory? Zamoyski kończył swoją edukację w Padwie, a więc w Republice Weneckiej. Wikipedia pisze:

Złota wolność – określenie swobód i przywilejów, przysługujących szlachcie w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ustrój ten czerpał w głównej mierze z filozofii Arystotelesa, religii katolickiej oraz praktyki Republiki Weneckiej. Nazwa spopularyzowana w 1597 roku.

Początek praw gwarantujących w Polsce i Litwie niespotykaną w ówczesnej Europie wolność szlachecką stanowiły także artykuły henrykowskie spisane na sejmie elekcyjnym 20 maja 1573 roku, a następnie przedstawione do podpisania Henrykowi Walezemu jako warunek objęcia tronu Rzeczypospolitej.

Republika Wenecka, Rzeczpospolita Wenecka, Najjaśniejsza Republika Wenecka (wł. Serenissima Repubblica di Venezia, wenecki Repùblega de Venèsia) – północnowłoska republika kupiecka, istniejąca od 697 roku do 15 maja 1797 roku. Najdłużej nieprzerwanie funkcjonujące państwo o ustroju republikańskim w historii. W średniowieczu jedna z największych potęg handlowych i politycznych w basenie Morza Śródziemnego i jedno z najbogatszych miast Europy. Republika Wenecka była najpotężniejszą i zarazem najtrwalszą z powstałych w średniowieczu miejskich komun włoskich. Jako jedno z nielicznych państw włoskich odegrała również wielką rolę w historii nie tylko Italii, ale całej Europy i basenu Morza Śródziemnego. Od czasów wypraw krzyżowych po zmagania z Imperium Osmańskim, Republika Wenecka była dla Europy głównym pośrednikiem i uczestnikiem kontaktów z muzułmańskim Bliskim Wschodem – zarówno tych pokojowych, jak i wojennych.

Rozwój terytorialny Republiki Weneckiej; źródło: Wikipedia.

Na czele państwa weneckiego stał obieralny – de iure dożywotnio – doża, który zazwyczaj wywodził się z wąskiego grona kilku najważniejszych rodów. Ustrój republiki był bardzo konserwatywny i zapewniał starej oligarchii kupieckiej monopol władzy. Oligarchia ta miała również bezpośredni wpływ na rządy poprzez liczne rady i sądy, które krępowały poczynania doży. Władza, w rozbudowanym z czasem państwie, całkowicie spoczywała w rękach Wenecjan, którzy wszelkie terytoria przyłączone do republiki traktowali jak kolonie. Ten miejski partykularyzm stał się jedną z przyczyn niemożności podjęcia przez Wenecję próby zjednoczenia Italii – mimo całej posiadanej przez nią potęgi i bogactwa.

x

W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970) na temat ustroju Republiki Weneckiej można przeczytać:

W miarę wzrostu potęgi politycznej Wenecji jej ustrój wewnętrzny przekształcał się stopniowo w oligarchiczną republikę (rolę doży sprowadzono do funkcji reprezentacyjnych), rządzoną przez ok. 200 rodów arystokratycznych; dostęp do najwyższych godności mieli przedstawiciele zaledwie zaledwie kilku z nich. Ustrój ten utrwaliły zwłaszcza ustawy z 1297 i 1299, oddając rządy rodom, które aktualnie uczestniczyły w Radzie; pozostałe grupy ludności (rzemieślnicy, nawet bogaci kupcy) były całkowicie pozbawione udziału w rządach (zgromadzenie ludowe ostatecznie zlikwidowano 1423). Próby obalenia oligarchii (1299, 1310, 1354 – M. Falieri) zostały udaremnione. Najwyższym organem władzy była istniejąca od 1187 Wielka Rada; sprawami zagranicznymi i kolonii zajmował się Senat; sądownictwo spoczywało w ręku Quarantii (Rady Czterdziestu) i podległych jej kolegiów; właściwy rząd tworzyła 10-osobowa signoria; ustroju strzegł rozgałęziony system policji politycznej.

x

Czy rzeczywiście można dopatrywać się podobieństw pomiędzy ustrojem Rzeczypospolitej a tym Republiki Weneckiej? Jedyne podobieństwo, moim zdaniem, to słowo Serenissima, czyli Najjaśniejsza. Republika Wenecka była republiką oligarchiczną, miejską, a Rzeczpospolita byłą republiką szlachecką, wiejską. O potędze Wenecji decydował handel zamorski i władza skupiona w ręku nielicznych. Rzeczpospolita była republiką zbożową, państwem feudalnym, w którym wielcy kresowi feudałowie byli potężniejsi od króla. Więcej podobieństw jest pomiędzy Królestwem Wizygotów a Rzeczpospolitą. Tam też dokonywano wyboru króla na drodze elekcji, władza królewska była słaba w odróżnieniu od lokalnych władców. Państwo to również nie dysponowało silną armią. Ciekawe rzeczy tam się działy. W pewnym momencie ariańscy Wizygoci przeszli na katolicyzm.

Wydaje się, że tym, którzy zdecydowali o unii Korony z Wielkim Księstwem Litewskim, chodziło o to, by stworzyć taki ustrój tego nowego państwa, który bardziej pasowałby do mentalności feudałów z WKL. W ten sposób ich dominacja byłaby niejako z automatu, a to oznaczało orientację na wschód. Było to wbrew interesom Korony, której polityka sprowadzała się do odzyskania utraconych na zachodzie ziem, głównie Śląska. W takiej sytuacji wydaje się chyba oczywiste, że pomysł takiej unii musiał wyjść z zachodu, prawdopodobnie z Niemiec. Rzesza to było państwo, które składało się z wielu księstw i księstewek, więc miałoby problemy w konfrontacji z rosnącą w siłę Koroną. Niestety Kazimierz Wielki tylko odcinał kupony od tego, co osiągnął jego ojciec, czyli Władysław Łokietek. I za jego panowania widać już zwrot w kierunku południowo-wschodnim, czyli przyłączenie do Korony Rusi Halickiej. Unia polsko-litewska dała Rzeszy spokojną granicę do czasów rozbiorów Rzeczypospolitej i prawdopodobnie o to chodziło.

Wysłano więc na Zachód na „stypendia” ludzi pokroju Zamoyskiego na szkolenie ideologiczne. I ci ludzie, przeważnie kalwini, po tym przeszkoleniu, wykonywali posłusznie polecenia swoich nieznanych przełożonych. Jan Stanisław Bystroń w książce Dzieje obyczajów w dawnej Polsce PIW 1976 pisze:

„Ale cały ruch reformacyjny w Polsce był wątły; szerzył się on jedynie w najwyższych sferach społecznych, był jakby modą intelektualną i bardzo szybko znikł, pozostawiając jedynie nieliczne, coraz szczuplejsze grupki wierzących. Reformacja nie tknęła szerokich warstw ludowych; dziedzic nie zmuszał swych poddanych do przyjęcia nowej wiary, więc z chwilą gdy tenże dziedzic-nowowierca lub jego potomkowie wrócili do katolicyzmu, cały wysiłek reformacji przestał istnieć.”

Rodzi się więc podstawowe pytanie: to po co było cale to zamieszanie z reformacją? Czy nie po to, by pewne działania, w natłoku sporów na tle wyznaniowym, zeszły na drugi plan?

Wikipedia m.in. pisze:

Reformacja w Rzeczypospolitej Obojga Narodów była ruchem religijnym i społecznym, postulującym zmiany w polskim Kościele; istniała od lat 20. XVI w. do połowy XVII w., kiedy ostatecznie zwyciężyła kontrreformacja. Polską reformację cechował dynamiczny rozwój od XVI do XVII w., a następnie równie szybki upadek, aż do całkowitej marginalizacji i utraty znaczenia w początkach XVIII w. Zdaniem niektórych badaczy reformacja w Polsce, w odróżnieniu od innych krajów Europy, gdzie doprowadziła do wzmocnienia władzy monarchicznej, tylko w Rzeczypospolitej naruszyła jednocześnie władzę monarchiczną i kościelną.

Natomiast WEP pisze tak:

W Polsce reformacja, pod postacią luteranizmu, najwcześniej znalazła sobie zwolenników wśród mieszczaństwa. Szlachta przystąpiła do niej dopiero w połowie XVI wieku, opowiadając się przeważnie za kalwinizmem, od którego odłączyli się (1562-65) bracia polscy. Ruch reformacyjny miał w dużym stopniu charakter walki społeczno-ekonomicznej, zmierzającej do zniesienia przywilejów majątkowych kleru, a także jego sądownictwa nad świeckimi. Swobodny rozwój reformacji wśród szlachty gwarantowały konstytucje sejmowe (1555 i 1562/63) oraz konfederacja warszawska (1573). Również i w Polsce reformacja – z Rakowem braci polskich i Lesznem braci czeskich na czele – przyczyniła się do rozwoju narodowego piśmiennictwa i szkolnictwa. Jej szczytowy okres przypadł na rządy Zygmunta Augusta; następne lata przyniosły schyłek reformacji, wywołany m.in. umiejętną akcją kontrreformacji i wąskim społecznie zasięgiem ruchu reformacyjnego oraz zobojętnieniem szlachty dla dogmatycznej strony reformacji z chwilą osiągnięcia związanych z reformacją w Polsce postulatów społeczno-politycznych.

Z kolei Encyklopedia Powszechna WG pisze:

Luteranizm pociągał mieszczaństwo w Gdańsku i innych miastach polskich, oraz Prusy; szlachta i magnaci bardziej garneli się do nauki Kalwina. Po całej Polsce zaczęto głosić „czystą Ewangelję”, sprowadzano kaznodziejów z zagranicy, oddawano pałace na zbory, budowano szkoły protestanckie. Polska stanęła otworem dla wszystkich prześladowanych za takie, czy inne przekonania na Zachodzie, dawała schronienie najskrajniejszym odłamom protestantyzmu; sama wytworzyła sektę arjan polskich, którzy potępiali niewolę chłopa, zakazywali rozlewu krwi, zwalczali karę śmierci, głosili wolność sumienia, propagowali naukę niesprzeciwiania się złu, lecz zwalczania go dobrem; doktryny arjańskie zaważyły na rozwoju religijnym Europy, a nawet Ameryki. Rozszczepiając się na mnóstwo zwalczających się odłamów, reformacja sama się przez to osłabiała, nie dotknęła też twardo przy katolicyzmie stojących, przywiązanych do tradycji, obrzędowości mas ludowych; opierała się przedewszystkiem na szlachcie. Aczkolwiek nie osiągnęła zwycięstwa i odrywała niejednokrotnie społeczeństwo od zadań politycznych, tem niemniej dała obfity posiew haseł i poglądów nowych, spowodowała reformy w łonie istniejącej już organizacji; nie przeorała do gruntu życia społecznego, ale unarodowiła życie państwowe, wpłynęła na rozkwit literatury, już nie łacińskiej, lecz polskiej, przyczyniła się w znacznym stopniu do dalszego rozkwitu umysłowego. W tej naprężonej walce o zasady wyrastały bujnie postaci działaczy i pisarzy politycznych, poetów i kaznodziei, jak Kochanowski „najpodnioślejszy, najgłębszy i najwymowniejszy wyraz indywidualizmu, a zarazem poczucia obywatelskiego i ludzkiego”, republikanin, który rozumiał jednak potrzebę silnego rządu, – jak Mikołaj Rey, Modrzewski, Orzechowski, Jan Łaski, jeden z założycieli kościoła reformowanego we Fryzji i w Anglji, naczelnik kościołów małopolskich i inicjator zgody sandomierskiej (1570), która zespoliła polskich protestantów. Polska staje się ośrodkiem, ku któremu ciążą społeczeństwa państw sąsiednich, znęcone rozkwitem polskich wolności. Coraz szersze kręgi zatacza idea unij dobrowolnych, łączących różne ludy w jednym organizmie państwowym, na gruncie zupełnego równouprawnienia. Po Prusiech przychodzi kolej na Inflanty, państwo zakonu kawalerów mieczowych, zagrożone podbojem przez Moskwę, która za Iwana Groźnego podejmuje walkę o dostęp do morza Bałtyckiego. Połączenie Inflant z Polską (1561) aktem podobnym do pruskiego z 1525 pobudziło Moskwę do działań zaczepnych; walka z Moskwą o Inflanty i o ziemie ruskie staje się koniecznością dla państwa polsko-litewskiego. W trafnem rozumieniu zrozumieniu zbliżającego się groźnego niebezpieczeństwa Zygmunt August doprowadził, mimo protestów obawiającego się o swoje przywileje i stanowisko dominujące możnowładztwa litewskiego, do zawarcia unji realnej z Litwą na sejmie lubelskim (1569). Odtąd w myśl hasła „wolni z wolnymi, równi z równymi” oba państwa miały posiadać wspólnie obieranego króla, wspólny sejm, wspólne przymierza i wojny; zachowywały natomiast zupełną samodzielność wewnętrzną, własne urzędy, skarb, wojsko i sądownictwo.

x

Mamy więc tu do czynienia z kupą obłudnych frazesów typu polskie wolności, tolerancja, wolni z wolnymi, równi z równymi, idea łączenia różnych ludów na gruncie zupełnego równouprawnienia, a w praktyce chodziło o walkę z Moskwą, o ziemie ruskie. Natomiast przyłączenie Inflant dało Szwedom pretekst do napaści na Koronę, a właściwie jej polską część. Mit tej tolerancji pryska w zestawieniu z faktem wygnania arian z Rzeczypospolitej. Wikipedia pisze:

Ośrodki braci polskich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów około 1573 roku; źródło: Wikipedia.

„Na mocy ustaw sejmowych z roku 1658 i następnych zostali zobowiązani do przejścia w ciągu trzech lat na katolicyzm lub opuszczenia kraju. Okres ten skrócono do dwóch lat, w trakcie których mieli wyprzedać majątki i przenieść się za granicę. W konsekwencji bracia polscy zostali wygnani z Polski. Rzeczywistą przyczyną wygnania braci polskich były względy dogmatyczne, gdyż na tych samych obradach sejmu podjęto uchwałę o amnestii dla wszystkich zwolenników Szwedów. Było to pierwsze tak poważne naruszenie wolności religijnej w Rzeczypospolitej oraz pierwsza, a zarazem ostatnia, banicja grupy religijnej na terenie Polski i Litwy. W wyniku ustawy znaczna część wyznawców wyemigrowała z kraju, zanosząc unitariańską myśl teologiczną do innych państw. Bracia polscy osiedlili się: w Holandii, gdzie część przystąpiła do Kościoła remonstranckiego, Prusach Książęcych, Siedmiogrodzie, gdzie w Koloszwarze (Cluj) utworzyli osobny zbór, na Śląsku (głównie w Kluczborku) i w północnych Niemczech (Friedrichstadt).”

Jak widać w tym kraju Zulu-Gula, jakim była Rzeczpospolita, nawet współpraca z najeźdźcą nie była traktowana jako poważne przestępstwo. No ale cóż, sejm składał się w większości z posłów rusińskich i litewskich, dla których piastowska Korona nic nie znaczyła. W kontekście wojny na Ukrainie mamy podobną sytuację, jeśli chodzi o posłów i rząd. Czym jednak zasłużyli sobie arianie na takie „wyróżnienie”? Zasłużyli sobie tym, że potępiali niewolę chłopa, zakazywali rozlewu krwi, zwalczali karę śmierci. Takie herezje w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, w której szlachcic był panem życia i śmierci chłopa, nie mogły ujść płazem. Wszystko można było w niej robić, łącznie ze współpracą z wrogiem, co uchodziło na sucho, ale nie potępianie niewoli chłopa. Tego było za wiele. Mowa Zamoyskiego, to nie było rzucanie słów na wiatr. Swoją drogą to ciekawe, że dla sejmu w czasie, gdy Szwed podchodził pod Warszawę, najważniejsze było wyrzucenie arian z Rzeczypospolitej.

Reformacja była efemerą w historii Polski. Nie była zjawiskiem masowym, więc nie mogła pozostawić trwałych śladów. Po co więc ona była i jaki był jej cel? Polska otworzyła się dla wszystkich prześladowanych w Europie zachodniej. Wypracowano wtedy podstawę ideologiczną do stworzenia państwa wielonarodowego, a więc państwa, w którym wszyscy mają równe prawa. I tak Polska zaczęła przygarniać do siebie i stawać w obronie tych, którzy czuli się zagrożeni czy prześladowani. Tylko tak jakoś dziwnie się złożyło, że dotyczyło to tylko wschodu, a ci tak mocno prześladowani na zachodzie nie chcieli się przyłączyć do Polski. Reformacja to był ten pierwszy moment, gdy Zachód cynicznie wykorzystał Polskę, odepchnął ją od siebie i zepchnął we wschodnie czeluście.

Kautsky o reformacji

Na temat reformacji przedstawia się nam na ogól interpretację o Kościele w stanie rozkładu i o tych, którzy na to się nie godzili i zaprotestowali i stąd nazwano ich protestantami. Ale takie postrzeganie tego zjawiska, jakim była reformacja, wydaje się jednostronne. Karol Kautsky w swojej pracy Tomasz More i jego utopia (1888, pierwsze polskie wydanie 1948) poświęca dwa rozdziały dziejom Kościoła. Poniżej wybrane z nich fragmenty dotyczące reformacji (wytłuszczenia W.L.). Źródło oryginalnego tekstu: https://www.marxists.org/polski/kautsky/kosciol.htm

Upadek potęgi papieskiej

Kościół był w czasach reformacji inny niż w okresie wczesnego średniowiecza. W średniowieczu był on organizacją spajającą w jedną całość państwo i społeczeństwo; w epoce reformacji byt zwykłym narzędziem administracji państwowej; podstawy państwa uległy już wówczas zmianie. Z oddzieleniem tedy kościoła od Rzymu zniknął ostatni czynnik, który pozwalał jeszcze, aby w państwie w dalszym ciągu trwało do pewnego stopnia panowanie kościoła – złudzenie tradycyjne; duchowni kościołów reformowanych stali się już teraz wszędzie sługami władz państwowych, tam zaś gdzie władzę dzierżyli monarchowie – urzędnikami ich absolutyzmu. Nie kościół już określał, w co ludzie mają wierzyć i jak postępować; władza państwowa określała, czego miał nauczać kościół.

Nie wszystkie narody i nie wszystkie klasy w tych narodach miały interes w zerwaniu z papiestwem. Więc przede wszystkim nikt we Włoszech. Im więcej rozwijała się produkcja towarowa, im myśl narodowa stawała się głębsza, tym bardziej Włosi robili się papiescy: panowanie papieży nad światem chrześcijańskim oznaczało panowanie nad nim Włoch, oznaczało jego wyzysk przez Włochy.

Pan krajów habsburskich, cesarz, też nie był zainteresowany w reformacji. I jego władza w Niemczech była niewiele więcej realna niż władza papieża; i jedna, i druga polegały częściowo na tych samych złudzeniach i musiały wraz z nimi zniknąć. Żądać więc od cesarza, by się papieża wyrzekł, było to żądać od niego samobójstwa. A równie mały interes miał on w reformacji jako pan pstrej mieszaniny krajów habsburskich. Między krajami tymi katolicyzm stanowił potężny czynnik łączności i tylko też pod wodzą katolicyzmu można było spodziewać się: krucjaty całego chrześcijaństwa przeciw Turkom; taka zaś krucjata musiałaby przede wszystkim wzmocnić dom habsburski. Reformacja oznaczała wyrzeczenie się wszelkiej nadziei tej krucjaty.

Równie mało przyczyn do zrywania z papiestwem mieli władcy Francji i Hiszpanii, a w tych krajach decydowała wówczas władza i wola królewska. Handel i produkcja towarowa w obu tych krajach wcześnie się rozwinęły. Najwcześniej nastąpiło to we Francji południowej, gdzie zerwał się też pierwszy wybuch oburzenia przeciw przemocy papieskiej – “kacerstwo” albigensów, których wytępiono w krwawej rozprawie na początku XIII wieku. Lecz co się nie powiodło republikom miejskim na południu Francji to udało się w następstwie królom francuskim. Ludwik “Święty” już w roku 1269 wydal sankcję pragmatyczną, którą w 1438 roku odnowił i rozszerzył Karol VI. Sankcja ta w znacznym stopniu uniezależniała duchowieństwo francuskie od Rzymu i poddała je władzy króla, czyli dała ona w zasadzie to samo, co prawie w sto lat później książęta niemieccy osiągnęli w czasie reformacji. Król francuski miał decydujący głos przy obsadzaniu wyższych stanowisk kościelnych; opłaty na rzecz papieży bez pozwolenia królewskiego były we Francji zakazane.

Podobnie sprawy miały się w Hiszpanii. Od 1480 roku istniała tam inkwizycja jako narzędzie policyjne władzy króla, który mianował inkwizytorów i posługiwał się ich instytucją do swych politycznych celów. I z Hiszpanii tak samo jak z Francji papież nie mógł otrzymywać pieniędzy bez zezwolenia królewskiego.

Za zgodę na sprzedaż odpustów w kraju – która to sprzedaż dała impuls do reformacji – Leon X musiał drogo zapłacić Francji i Hiszpanii. Karol V otrzymał odeń pożyczkę 175 tysięcy dukatów; Franciszek I zatrzymał sobie ładną cząstkę dochodu z odpustu. Z książąt niemieckich tylko jeden prymas moguncki, jako książę kościoła oraz władca świecki, był dość potężny, aby zażądać – i otrzymać – udział w owym łupie. Inni książęta niemieccy nie dostali nic, co ich ogromnie oburzyło i wzmogło życzliwość ich dla reformacji.

Królowie i kler we Francji i Hiszpanii wskutek wyższego rozwoju ekonomicznego tych krajów już przed reformacją nie tylko otrzymali w ogólnych zarysach to wszystko, co książęta i kler w Niemczech musieli dopiero zdobywać w ciężkiej walce, lecz byli już tak silni, iż mogli w owych krajach myśleć o tym, aby z papieża uczynić swe narzędzie, aby wyzyskać dla samych siebie jego wpływy oraz władzę. Nie tylko więc nie mieli najmniejszego interesu wyrzekać się papiestwa, ale raczej przeciwnie, byli mocno zainteresowani w tym, aby utrzymać jego władzę nad światem chrześcijańskim, bo ta władza była w istocie ich władzą.

Już w początkach XIV wieku królowie francuscy wzmogli się dość na siłach, aby uzależnić od siebie papieży rzymskich, którzy też w latach 1308-1377 obrali sobie za siedzibę Avignon leżący na ziemi francuskiej. I nie wpływ kościoła, tylko wzmocnienie się Włoch i wzrost w nich myśli narodowej i monarchistycznej, które ich rozwój ekonomiczny za sobą pociągnął, umożliwiło w końcu papieżowi wydostanie się spod wpływów Francji i powrót do Rzymu. Ale wówczas Francuzi rozpoczęli próby poddania sobie Włoch razem z papieżem. Tę samą próbę rozpoczęła też Hiszpania, która w początkach reformacji w najpomyślniejszym dla siebie była położeniu, gdy Karol V obie piastował korony, cesarsko-niemiecką i hiszpańską.

Gdy książęta niemieccy zaledwie ostrożnie i omackiem próbowali otrząsnąć się z jarzma papieskiego, właśnie wtedy obie potęgi katolickie, Francja i Hiszpania, zawzięcie walczyły ze sobą o władzę nad papieżem. W 1521 roku papież Leon X poddał się cesarzowi Karolowi i ten w tym samym roku skazał Lutra na wygnanie z granic cesarstwa niemieckiego.

Następca Leona, Hadrian VI, był “kreaturą jego cesarskiej mości”. A gdy Klemens VII, który przyszedł po Hadrianie, usiłował wyzwolić się spod wpływów cesarza, wtedy ten obrońca wiary katolickiej wysłał przeciw “ojcu świętemu” swych lands-knechtów, kazał wziąć Rzym, złupić go i zniszczyć.

Jeżeli Wiochy, Francja i Hiszpania zostały katolickie, to nie należy tego, jak się zazwyczaj czyni, przypisywać ich umysłowemu zacofaniu, ale raczej ich wyższemu rozwojowi ekonomicznemu (I). Były one panami papieża i za jego pośrednictwem wyzyskiwały germański świat chrześcijański. Ten zaś był zmuszony wyzwolić się z pęt papiestwa, aby ujść wyzyskowi; ale mógł to uczynić tylko urywając łączność z najbogatszymi i najwyżej rozwiniętymi krajami w Europie. A przeto w tym sensie reformacja była istotnie walką barbarzyństwa przeciw kulturze. Nie jest to przypadek, że czołowymi szermierzami reformacji stały się dwa najbardziej zacofane narody w Europie, Szwecja oraz Szkocja.

I – Tak samo jak niektórzy historycy mistyfikują nas przedstawieniem walki protestantyzmu z katolicyzmem jako zmagania się pomiędzy jakimiś dwiema zasadami – “autorytetu” i “indywidualizmu” – tak samo Niemcy przedstawiani są jako jakiś od Boga uprzywilejowany naród indywidualistów, ludy zaś romańskie jako niewolnicy autorytetu. Niemcy mają mieć wrodzoną skłonność do protestantyzmu, a ludy romańskie do katolicyzmu. Bardzo to wygodny sposób objaśniania zjawisk historycznych.

Przez to oczywiście nie chcemy ani trochę potępiać reformacji. Stwierdziliśmy fakt powyższy, bo on nam tłumaczy, dlaczego to w Anglii i Niemczech najbardziej wykształceni ludzie o reformacji wówczas nie chcieli nawet słuchać – rzecz niezrozumiała, gdy się jak dotychczas zazwyczaj przyjmuje, że reformacja była w istocie swej zjawiskiem natury umysłowej, walką wyższej umysłowości protestanckiej przeciwko niższej, katolickiej.

Rzecz miała się wprost odwrotnie. Humanizm był całkowitym przeciwieństwem reformacji.

Humanizm

Pogaństwo i katolicyzm

Produkcja towarowa, która wyparła feudalny sposób wytwarzania, jak to już niejednokrotnie zaznaczaliśmy, rozwinęła się była przede wszystkim we Włoszech – tym kraju, gdzie zachowały się jeszcze niezliczone wspaniałe pozostałości po rzymskim pogaństwie i gdzie tradycje tego pogaństwa starożytnego nigdy całkowicie nie wymarły. Rozwijające się stosunki handlowe z Grecją dały Włochom sposobność zaznajomienia się też z piśmiennictwem starożytnej Hellady, które jeszcze lepiej odpowiadało nowemu sposobowi myślenia niż literatura rzymska. Włoskie republiki handlowe, które duchowo i materialnie usiłowały otrząsnąć się z feudalizmu, były zachwycone znalazłszy w literaturze starej handlowej republiki ateńskiej sposób myślenia, który im w tylu punktach odpowiadał – podobnie jak życie materialne zarówno tu jak i tam wykazywało wiele podobieństwa; na domiar ten sposób myślenia był już tam wszechstronnie rozwinięty i wyrażony w najwspanialszej formie. To, co nowopowstający system produkcji musi kiedy indziej z trudem dopiero sobie tworzyć – nowy pogląd na świat, nową naukę, nową sztukę – to przedstawiciele duchowi szybko rozwijającego się we Włoszech od XIV wieku sposobu wytwarzania potrzebowali tylko odgrzebać spod gruzu, którym średniowiecze przysypało świat antyczny.

Zaczęło się studiowanie starożytności jako środka do zrozumienia teraźniejszości własnej, aby zadać cios śmiertelny obumierającym resztkom ginącej a tak niedawnej przeszłości. Kierunek umysłowy, który rozwinął się pod wpływem tych badań, nosi miano renesansu, czyli odrodzenia (mianowicie starożytności) i humanizmu (dążenia do czysto ludzkiego wykształcenia w przeciwieństwie do scholastycznej teologii, która zajmowała się oprawami boskimi). Pierwsza z tych nazw jest mianem nowego kierunku w sztuce, druga – w literaturze.

W starożytności, jak i w wiekach średnich, produkcja towarowa i handel zrodziły się w łonie republik miejskich. Ale to, co w starożytności było punktem najwyższym rozwoju społecznego, to stało się pod koniec średniowiecza punktem wyjścia nowego społeczeństwa. Widzieliśmy już powyżej, jak początki kapitalistycznego systemu produkcji wytworzyły monarchię absolutną oraz ideę narodową. Toteż humaniści stali się najgorętszymi zwolennikami łączenia się narodu pod jednym berłem, jakkolwiek rozmiłowani byli w Cyceronie i Demostenesie i jakkolwiek wielu z nich było rodem z republik miejskich. Już ojciec humanizmu, florentyńczyk Dante (1265-1321), głosił się monarchistą i płomiennym wyznawcą zjednoczenia Włoch, chociaż musiał się w tym celu uciekać do cesarza, bo papieże byli w jego czasach narzędziem w rękach Francji. Lecz po powrocie z Avignonu oni to stali się tą silą, około której skupiała się większość humanistów włoskich i po której spodziewano się, że zjednoczy Włochy.

Humaniści byli w większości swej zdania, iż rozwijające się państwo nowoczesne wymaga posiadania jednoosobowego wierzchołka. Lecz właśnie dlatego, iż według nich losy państwa i w dobrem, i w złem zawisły od osoby panującego – a ten pogląd za ich czasów znajdował usprawiedliwienie w stosunkach rzeczywistych – nie było to bynajmniej sprawą obojętną, jakiego rodzaju człowiekiem będzie panujący. Ale co więcej, według zapatrywań humanistów, zupełnie tak samo jak było nieodzowne, aby panujący rządzili krajem, tak było też konieczne, aby oni, humaniści, rządzili panującymi, wychowywali ich i kierowali nimi. Zależało to tylko od osobistego charakteru poszczególnych humanistów, jak daleko sięgające wyciągali oni konsekwencje z tych swoich zapatrywań. Panujący byli konieczni dla dobra ludów, lecz tylko panujący dobrze myślący, tzn. myślący humanistycznie. Opierać się złemu panującemu, zrzucić go z tronu, ba! nawet zamordować, aby zrobić miejsce dla lepszego, nie stało to bynajmniej w sprzeczności z zasadami humanizmu, aczkolwiek tylko nieliczni humaniści dość mieli odwagi, aby te nauki swoje w czyn wprowadzać. Było pomiędzy nimi i dużo zwykłych pochlebców bez charakteru. Na ogół jednak wszyscy podtrzymywali swe roszczenia do sprawowania duchowych rządów nad panującymi. Ideolodzy kiełkującej burżuazji byli w tym względzie tylko przedstawicielami jej klasowego stanowiska, któreśmy już poznali.

Znamiennym rezultatem tego stanowiska jest niezliczona moc publikacji humanistycznych, mających za zadanie pouczać panujących, jak mają oni urządzać państwa i jak nimi rządzić. Najbardziej znaną książką tego rodzaju jest “Książę” Machiavellego.

Lecz nie było to wcale ze strony humanistów tylko próżne, z palca wyssane uroszczenie. Humaniści stanowili rzeczywistą siłę, której ówcześni panujący istotnie potrzebowali i o którą musieli starać się by mieć ją po swojej stronie. Panującym potrzebne były podówczas nie tylko materialne środki burżuazji, lecz i zasoby umysłowe jej ideologów. “Opinia publiczna”, tzn. poglądy miejskiej, mieszczańskiej ludności stanowiły rzeczywistą silę, a tą siłą w czasach i krajach, gdzie kwitł humanizm, on to właśnie kierował i rządził. A i do swoich spraw administracyjnych panujący potrzebowali uczonych nowego kierunku. Bo nie powstała jeszcze wówczas biurokracja i humaniści byli jedynymi ludźmi, którzy – obok prawników oraz wyższego duchowieństwa, a nawet lepiej od tego ostatniego – potrafili zarządzać sprawami państwa i spełniać przy panujących funkcje doradców i posłów zagranicznych. Nie był to bynajmniej czczy frazes, gdy cesarz Maksymilian wykrzyknął: “Uczeni powinni rządzić, nie zaś być podwładnymi; należy im się cześć najpierwsza, bo Bóg i natura postawiła ich wyżej od innych”. Z wyjątkiem książąt niemieckich, szczególnie północnych, którzy, zgodnie z ekonomicznym zacofaniem Niemiec, mało troszczyli się o humanistów i bardzo skąpo ich traktowali, każdy książę starał się ściągnąć na swój dwór jak największą liczbę humanistów, wybitni zaś uczeni odbierali hołdy nieomal książęce. Uczeni odgrywali w owych czasach inną na dworach rolę niż obecnie; traktowani byli nie jak uczeni służebnicy, których się toleruje, lecz jak wielce poszukiwani przyjaciele panujących. Tą okolicznością da się poniekąd wytłumaczyć zachowanie się Henryka VIII wobec More’a.

Podobnie niekonsekwentni jak w swych poglądach politycznych byli też humaniści i w przekonaniach religijnych. Jak tam, z jednej strony, unosili się nad starożytnymi republikanami, a jednocześnie byli za monarchią, tak tutaj stawali się, z jednej strony, coraz bardziej pogańscy, z drugiej – byli przy tym wszystkim zdecydowanymi katolikami. Jak nowy sposób produkcji stał w przeciwieństwie do feudalnego, tak też i nowy pogląd na świat feudalnemu się sprzeciwiał. Im bardziej stary sposób wytwarzania podupadał, tym zuchwałej lekceważyli sobie humaniści wszystkie zakazy tradycyjne, drwili z form średniowiecznych życia małżeńskiego i rodzinnego, i z wierzeń religijnych średniowiecza.

Pogaństwo i protestantyzm

We Włoszech humanizm odpowiadał interesom realnym. Inaczej było w krajach germańskich. Tutaj był on i pozostał zawsze rośliną egzotyczną, która nie była w stanie zapuścić w grunt korzeni. Tym pilniejszą potrzebę niemieckiego humanizmu stanowiła jak najściślejsza jego łączność z Włochami, skąd przychodziła wszelka nauka i sztuka. Tylko dopóki owa łączność trwała, humaniści mogli mieć nadzieję, iż zdołają opanować północne barbarzyństwo, panujące zwłaszcza w Niemczech, i że zdołają pozyskać dla siebie klasy rządzące. Zerwanie z Rzymem oznaczało dla nich katastrofę ich zamierzeń, zwycięstwo barbarzyństwa nad cywilizacją. Z tego powodu stanęli okoniem przeciw reformacji i wytrwali przy katolicyzmie, a uczynili to właśnie dlatego, ponieważ stali na wyższym stopniu rozwoju umysłowego niż, protestanci, zawzięci przeciwnicy nowej nauki i sztuki.

Uczeni ideologowie niemieccy i angielscy zapominali wszelako o jednym przerzucając się na stronę katolicką, aby ratować zagrożoną cywilizację: zapominali, że ta kultura katolicka, ten wysoki poziom nauki i sztuki we Włoszech i ta wielkość papiestwa opierały się w gruncie rzeczy na ignorancji i wyzysku mas ludowych, na ignorancji i wyzysku całych Niemiec; że papiestwo, aby popierać nauki i sztuki we Włoszech, musiało trzymać Niemcy w biedzie i niewiedzy; że podtrzymywane sztucznie przez papieży, o ile to od nich zależało, niemieckie barbarzyństwo obaliło w reformacji kulturę katolicką i że sytuacja dziejowa tak się ukształtowała, iż jedynie zwycięstwo tego barbarzyństwa niemieckiego nad kulturą romańską mogło utorować drogę do uwolnienia Niemiec od barbarzyństwa i umożliwić im dalszy ekonomiczny i umysłowy rozwój.

Humaniści zaś widzieli tylko krzywdę nauki i sztuki, którą istotnie reformacja w krajach północnych czasowo wyrządzić im musiała. Do tego powodu, dla którego humaniści opowiedzieli się za katolicyzmem, dołączył się jeszcze jeden: reformatorzy odwoływali się do mas ludowych, do całego ludu. W różnych krajach reformacji cały lud tworzył w stosunku do papieża jedną jedyną klasę – klasę wyzyskiwanych. A kraje reformacji (z jednym wyjątkiem Anglii, gdzie reformacja była w ogóle zupełnie swoista) pod względem gospodarczym właśnie były zacofane, gdyż absolutyzm nie był się w nich jeszcze tak silnie rozwinął jak w krajach romańskich, zwłaszcza też chłopi i rycerstwo stanowili tam jeszcze znaczną siłę i mieli duże poczucie wartości własnej. Aczkolwiek największą korzyść z reformacji odnieśli koniec końców książęta oraz finansiści, to jednak rozpoczęła się ona od ruchu ludowego, od wspólnego buntu wszystkich przeciw wyzyskowi ze strony papieży; a bunt ten, rzecz prosta, nie poprzestał na obaleniu władzy papieskiej, ale doprowadził do krwawych walk różnych klas ludności między sobą, które to walki wyczerpały siły narodu i przygotowały zwycięstwo absolutyzmu królów.

Ruch ludowy był dla humanistów czymś przerażającym. Inne rządy w państwie niż rządy panującego, inny wpływ na sprawy państwowe niż tylko z jego strony, wydawały im się rzeczą zgoła niewłaściwą. Dla potrzeb i dążeń ludu mieli oni na ogół mało zrozumienia, a większość z nich wcale się też tymi sprawami nic interesowała. Z odrazą spoglądali oni na ruch, który rozpętać wojnę domową z całą jej potwornością.

Samo się przez się rozumie, że w tych warunkach humaniści stanąwszy po stronie katolicyzmu znaleźli się w większości krajów germańskich w sprzeczności z całym ludem, że reformatorzy wzgardzili nimi w końcu jako renegatami, że humaniści wszelkie wpływy utracić musieli i że zniknęli wreszcie nie pozostawiwszy po sobie najmniejszego śladu swej działalności wśród ogółu narodu. Ale i humanizmowi we Włoszech reformacja zadała również cios śmiertelny. Odkryto już wówczas drogę morską do Indii naokoło Afryki, jeżdżono już nowymi drogami handlowymi, które na przyszłość miały łączyć Europę z Indiami aż do czasu otwarcia Kanału Sueskiego; handel wycofywał się z wybrzeży Morza śródziemnego i przenosił na Ocean Atlantycki. Jednocześnie zaś oburzenie na papiestwo ogarnęło kraje germańskie: bajońskie sumy, które rokrocznie wędrowały przez Alpy do Rzymu, skończyły swe wędrówki. Źródła bogactwa Włoch wyschły i wraz z tym upadła ich umysłowa wielkość. Handel i wyzysk były podłożem materialnym humanizmu. Wraz z nimi i on też zniknął.

Lecz zniknął nie bez śladu. Jego tendencje bowiem święciły odrodzenie swe – w jezuityzmie. Jezuityzm jest to nieco podupadły intelektualnie i umysłowej samodzielności pozbawiony, wepchnięty do służby kościoła katolickiego i karnie zorganizowany humanizm. Jezuityzm tak mniej więcej ma się do humanizmu, jak chrystianizm z epoki cezarów rzymskich do neoplatonizmu… Jest on formą, w jakiej kościół katolicki owładnął humanizmem, unowocześnił się i w przeciwieństwie do dotychczasowego swego podłoża feudalnego oparł się na podstawach, które rządziły społeczeństwem od XVI aż do XVIII wieku włącznie. Jezuityzm stał się najstraszliwszą siłą zreformowanego kościoła katolickiego, albowiem był on najbardziej przystosowany do nowych stosunków politycznych i ekonomicznych.

Posługiwał się tymi samymi środkami, którymi oddziaływał i humanizm: przewagą wykształcenia klasycznego, wpływaniem na panujących, uwzględnianiem potęg finansowych. Podobnie jak humaniści, jezuici popierali władzę absolutną, ale tylko władzę tych panujących, którzy na nich pracowali. I tak samo jak humaniści, jezuici nie uważali za sprzeczne z monarchistycznymi przekonaniami swymi dążyć do usunięcia osoby panującego, gdy ten im nie dogadzał.

W stosunku zaś do pieniądza Jezuici posuwali się dalej od humanistów. Oni nie tylko reprezentowali interesy nowego sposobu produkcji, lecz posługiwali się sami tym nowym systemem. Jezuici stali się rychło największym stowarzyszeniem handlowym w Europie mającym swoje filie we wszystkich częściach świata; oni pierwsi poznali się na tym, jak doskonałym komiwojażerem handlowym może być misjonarz; oni też pierwsi pozakładali w zamorskich, zaoceanicznych krajach kapitalistyczne przedsiębiorstwa przemysłowe, np. cukrownie. A przy sposobności wspomnimy tutaj również o państwie jezuickim w Paragwaju, którego spryciarze antysocjalistyczni z predylekcją używają jako straszaka na socjalistyczną propagandę. Paragwaj jezuicki ma służyć za dowód i świadectwo, dokąd prowadzi socjalizm; w rzeczywistości jednak wskazuje on tylko, do jakiego to stanu świat by zmierzał, gdyby kapitalistyczny system produkcji miał dalej rozwijać się bez przeszkód. Państwo, gdzie środki produkcji oraz produkty należą nie do klasy pracującej, lecz do nie pracującej – i to w dodatku do kapitalistów zagranicznych! – i gdzie pracę organizują nie robotnicy, lecz nie-robotnicy – takie państwo to jednak szczególniejszy rodzaj socjalizmu.

xxx

O tym państwie jezuickim w Paragwaju Wikipedia pisze:

Pierwotnie obszar współczesnego Paragwaju zamieszkiwali Indianie, w szczególności Guarani. W 1. połowie XVI rozpoczęło się osadnictwo europejskie przez Hiszpanów; w 1537 roku założyli miasto Asunción. Chrystianizację Indian powierzono jezuitom, których misje (reducciones) poskutkowały powstaniem quasi-państwa, zwanego potocznie Republiką Guaranów. Do czasu likwidacji zakonu w 1767 władzę, zarówno duchowną, jak i świecką, sprawowali jezuici. Zanim do tego doszło, przez blisko 150 lat zarządzali blisko 150 tys. Indian Guarani w około 30 reducciones. Po likwidacji zakonu państwo przeszło we władanie ówczesnej Hiszpanii.

Lokalizacja Redukcji; źródło: Wikipedia.

Z kolei Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) pisze:

Redukcje paragwajskie – nazwa osad indiańskich zakładanych przez jezuitów w początku XVII wieku w Paragwaju, gdzie Filip III poruczył im pokojowe utrwalanie panowania Hiszpanii. W tym celu jezuici założyli szereg ośrodków kolonizatorskich zwanych „redukcjami”, w których zgrupowali Indian, nie dopuszczając do nich świeckich Europejczyków. Żyjący w tych małych pseudorepublikach Indianie uprawiali ziemię wspólnie i tylko część dochodów zatrzymywali dla siebie, resztę zaś dawali na ogólne potrzeby. Rządy w tych osadach spoczywały całkowicie w rękach jezuitów. Były to swego rodzaju „państwa jezuickie”, zależne od wicekróla Peru; utrzymywały się do wygnania jezuitów z Paragwaju w 1767.

Redukcja (łac. reductio „sprowadzenie”) – w tym znaczeniu chodziło o sprowadzenie Indian na wiarę i stąd nazwa „redukcje paragwajskie”.

xxxxxxxx

Z opisu Kautsky’ego wynika, że w reformacji chodziło przede wszystkim o pieniądze i wpływy. Konflikt religijny był tu tylko czymś w rodzaju zasłony dymnej, mającej na celu ukrycie prawdziwego celu. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy obserwujemy w Rosji coś w rodzaju próby zamachu stanu, czyli taki teatrzyk dla niezorientowanych.

Analizując humanizm Kautsky, świadomie bądź – nie, uchyla rąbka tajemnicy o prawdziwej naturze władzy. Otóż humaniści uważali za rzecz naturalną, że panujący rządzą krajem i tak samo za rzecz naturalną uważali, że to oni mają rządzić panującymi, być ich wychowawcami i kierować ich poczynaniami. Oznacza to, ni mniej, ni więcej, że prawdziwa władza jest ukryta, niewidoczna dla zwykłego człowieka. Czyli tak naprawdę to nic nie zmieniło się. W średniowieczu papież był widoczną władzą, ale ta prawdziwa była ukryta. W okresie reformacji monarchowie wyzwolili się spod władzy papieży, ale stali się zależni od humanistów, którzy oficjalnie nie kierowali państwem. Jest bardzo możliwe, że prawdziwa władza jest jeszcze bardziej ukryta i to właśnie ona wygrzebała skądś stare księgi republiki ateńskiej, a może nie wygrzebała, tylko wyjęła z ukrycia i w ten sposób zapoczątkowała renesans i w konsekwencji reformację.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

„Zdecydowanym przyjacielem żydów jest Włoch Filip Buonacorsi znany – obyczajem członków tajnych związków humanistycznych pod swym pseudonimem organizacyjnym Kallimach. Brat królewski, kardynał Fryderyk skarży się , że król nie patrzy na to, co się koło niego dzieje i słucha tylko rad Kallimachowych (Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska). Istotnie Kazimierz Jagiellończyk słucha z ciekawością rozmów Włocha z uczonymi żydami i powierza mu wychowanie swych synów. W stosunku do Rzymu król postępuje lekceważąco: sprzyja husytom czeskim, a nie chce słuchać papieża nawet w sprawach nominacji biskupich.”

Podłożem materialnym humanizmu był handel i wyzysk i wraz z nim też znikł, ale nie do końca, co przyznaje Kautsky, bo przekształcił się humanizm w jezuityzm. A jezuici stali się wkrótce największym stowarzyszeniem handlowym w Europie, mającym swoje filie we wszystkich częściach świata. Tak więc, chcąc nie chcąc, Kautsky podpowiada nam, kto się krył za humanistami i jezuitami, skoro radzili oni sobie tak dobrze w handlu.

Konsekwencją reformacji było m.in. i to, że państwa takie jak Francja, Hiszpania, Włochy i Portugalia zbiedniały, a bogatymi stały się nowe potęgi gospodarcze i handlowe: Anglia, Holandia, Niemcy. Był to efekt tego, że Żydzi przenieśli swoje kapitały z Hiszpanii do Anglii, z Portugalii do Holandii, m.in. z powodu „szalejącej” inkwizycji na Półwyspie Iberyjskim. I tak powstały nowe potęgi morskie i kolonialne – Anglia i Holandia. W 1588 roku w bitwie morskiej u południowo-zachodnich wybrzeży Anglii klęski doznała słynna hiszpańska Armada i tym sposobem dano do zrozumienia światu, że od tego momentu to Anglia będzie dominować na morzu, a nie – Hiszpania. Sama bitwa była od początku do końca wyreżyserowana. Szczegółowo o tym pisałem w blogu „Armada”.