Rewolucja październikowa

Rewolucja (z wczesnośredniowiecznej łaciny revolutio – przewrót) – znacząca zmiana, która zazwyczaj zachodzi w stosunkowo krótkim okresie. – Tak to słowo definiuje Wikipedia. Tyle że ta znacząca zmiana nie bierze się znikąd. Efekt końcowy może i jest gwałtowny, ale wcześniej trwają długie przygotowania, nawet bardzo długie. I tak było, przynajmniej w mojej ocenie, w przypadku rewolucji październikowej, którą poprzedziła rewolucja 1905 roku i rewolucja lutowa z 1917 roku.

Właściwie to należałoby zacząć od zadania sobie pytania: Dlaczego w Rosji? Równie dobrze można zapytać: Dlaczego rewolucja francuska wybuchła we Francji, a nie – w innym kraju? Pewnie dlatego, że w owym czasie Francja była najpotężniejszym państwem w Europie i najludniejszym. To prawda, że Imperium Brytyjskie rosło w siłę, ale głównie za morzami, a poza tym, to z Anglią Żydzi uporali się ponad 100 lat wcześniej podczas rewolucji Cromwella. W czasie rewolucji francuskiej Europa była centrum świata i jej zmiana, a więc i zmiana świata, musiała zacząć się od Francji. Wydaje się, że i obecnie zmiana oblicza świata musi zacząć się od najpotężniejszego państwa. Czy mamy do czynienia z początkiem rewolucji w Ameryce? Tego nie wiemy. Wiedzą natomiast ci, którzy tym wszystkim sterują z ukrycia i anonimowo.

Ale dlaczego Rosja? Był to kraj, w stosunku do Europy Zachodniej, zacofany. Niemniej jednak miał w sobie potencjał. Z jednej strony był to największy pod względem obszaru kraj na świecie, który był spadkobiercą największego imperium w dziejach świata, imperium Czyngis-chana, z nieprzebranymi bogactwami naturalnymi. Na samym tylko Uralu, jak mówią, jest cała tablica Mendelejewa. Z drugiej strony był to kraj białego człowieka. W drugiej połowie XIX wieku ludność Rosji podwajała się co 30 lat. Wszystko wskazywało na to, że w latach 30-tych czy 40-tych XX wieku będzie to najludniejszy kraj białych ludzi. I do tego jeszcze kraj niezbyt przychylny Żydom.

Od początku XX wieku w Rosji następowało uprzemysłowienie na niespotykaną dotychczas skalę. Rozwój przemysłowy napędzany był zagranicznymi kredytami i sprowadzanymi z Zachodniej Europy maszynami i częściami zamiennymi. Rosja w czasach carskich eksportowała niemal wyłącznie surowce, tj. węgiel, drewno, ropę naftową, futra i zboże, które było jej szczególnym towarem. W 1913 roku wyeksportowano 13 mln ton zbóż. Ale była też największym producentem ropy naftowej. W 1901 roku ze złóż w Baku pochodziła ponad połowa światowego wydobycia ropy. To właśnie tam wzbogacił się, „robiąc w nafcie”, ojciec Cezarego Baryki z Przedwiośnia Stefana Żeromskiego.

Czy to nie przypomina do złudzenia polityki Gierka z lat 70-tych? Było dokładnie tak samo. Za zachodnie kredyty i technologię uprzemysławiano kraj. Za granicę wysyłano surowce, głównie węgiel i produkty rolne. I tak samo jak w Rosji pojawiły się strajki i doszło do ich rozpędzenia przy użyciu broni palnej.

Rewolucja 1905 roku nie wybuchła nagle. Kryzys gospodarczy w Rosji w latach 1900-1903 był pretekstem do wywoływania protestów. 1 maja 1900 roku doszło do manifestacji w Charkowie, w 1901 roku wybuchły strajki w Moskwie, Jekaterynosławiu, Petersburgu, Mikołajewie, Batumi, Odessie. W lipcu i sierpniu 1902 roku w strajkach na Ukrainie i Kaukazie wzięło udział około 200 tysięcy pracowników. Wojna z Japonią w 1904 roku tylko pogorszyła sytuację. 26 grudnia 1904 roku wybucha strajk w Baku i Petersburgu.

Momentem przełomowym wydaje się być krwawa niedziela 22 stycznia 1905 roku. Pop Grigorij Gapon (współpracownik Ochrany) zorganizował marsz pod Pałac Zimowy, aby osobiście wręczyć carowi petycję z ponad 135 tysiącami podpisów. Protestujący domagali się 8-godzinnego dnia pracy bez obniżania wynagrodzenia i amnestii dla więźniów politycznych. Manifestacja ta została rozbita przez siły carskie. W demonstracji wzięło udział ponad 100 tysięcy ludzi. Robotnicy nieśli portrety cara i śpiewali pieśni. W pewnym momencie, w kilku punktach miasta, zostali zaatakowani przez uzbrojoną kawalerię. Zabitych i rannych było ponad 1000 osób. Władze przyznały się do 130 zabitych i około 300 rannych. Decyzję o pacyfikacji podjął car.

Strajki do końca stycznia podjęło ponad 400 tysięcy robotników. Rozlały się one na Królestwo Polski i wybrzeże Bałtyku. W lutym do strajku włączył się Kaukaz, a w kwietniu – Ural. W marcu zamknięto wszystkie uczelnie. Wiele oddziałów wojska zbuntowało się i nie wykonywało rozkazów walki z protestującymi. Podpisanie we wrześniu 1905 roku niekorzystnego układu pokojowego z Japonią spowodowało kolejne wystąpienia. W Petersburgu Lew Trocki ogłosił strajk powszechny, a ugrupowania polityczne głosiły hasło „cała władza w ręce Rad”. Przywództwo nad ruchem rewolucyjnym objęły Rady Delegatów Robotniczych. Część żołnierzy poparło protestujących i utworzyło Rady Delegatów Żołnierskich, które przejęły władzę w wielu jednostkach. W październiku strajki sparaliżowały całą Rosję.

Car Mikołaj II został zmuszony do działania. 30 października wydał Manifest konstytucyjny (tzw. manifest październikowy), w którym obiecał obywatelom poszanowanie ich praw, powołanie parlamentu oraz rządu z premierem (Siergiej Witte). Parlament składał się z dwóch izb. Izbę wyższą tworzyła powołana przez cara Rada Państwa, izbę niższą – Duma Państwowa, wyłaniana w wyborach. Pierwsza Duma przetrwała kilka miesięcy, gdyż w lipcu 1906 roku car, niezadowolony z jej składu, przedterminowo rozwiązał ją. Druga Duma została wybrana w 1907 roku. Ze względu na to, że większość w niej mieli radykałowie, car ją rozwiązał. Trzecia Duma, wybrana na podstawie zmienionej ordynacji w tym samym roku, przetrwała 5 lat, bo większość w niej stanowili zwolennicy cara.

W 1906 roku Mikołaj II odwołał Wittego z urzędu premiera. Na jego miejsce został powołany Stołypin, który nie tylko skutecznie stłumił rewolucję, ale też dokonał wielu ważnych reform. Przeprowadził reformę agrarną, znoszącą wspólnoty gminne. Uznał wolność do zrzeszeń. Zreformował szkolnictwo i wojsko. W 1911 roku został zastrzelony.

W wyniku rewolucji 1905 roku powstał pierwszy parlament rosyjski – Duma Państwowa. Zalegalizowano działanie, zakazanych do 1905 roku, partii politycznych i stowarzyszeń. Rosja stała się więc monarchią parlamentarną.

W tym konflikcie, w 1905 roku, stronami byli rewolucjoniści i Imperium Rosyjskie, tak przynajmniej podaje Wikipedia. Dowódcami po stronie rewolucjonistów byli Lew Trocki i Feliks Dzierżyński. A partie, które były zaangażowane w rewolucję, to SDPRR, PSR, PPS, SDKPiL i Bund.

Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza Rosji (SDPRR), której sekcjami autonomicznymi były SDKPiL i Bund, podzieliła się w 1903 roku na frakcje bolszewików i mienszewików. Był to wynik sporu pomiędzy Leninem a Julijem Martowem., który uważał, że członkowie partii powinni działać niezależnie od kierownictwa partii. Lenin był zwolennikiem silnego przywództwa. Nazwał on swoją frakcję – bolszewikami, czyli większością, choć w momencie podziału tej większości nie miała ona. Oponentów określił mianem mienszewików, czyli mniejszością. Julij Martow był Żydem, o czym wspomina Wikipedia.

Partia Socjalistów-Rewolucjonistów (PSR), tzw. eserowsy (SR), eserzy, została założona w 1901 roku przez rewolucjonistów wywodzących się z tzw. narodników. Jej celem było przekształcenie Rosji w republikę demokratyczną, w której dominowałaby klasa chłopska. Jednym z twórców i przywódców tej partii był Grigorij Gerszuni (wł. Isaak Gersz). Ważną osobistością w niej był również Jewno Azef. Do tej partii należał także Aleksander Kiereński.

Pozostałe partie to PPS, SDKPiL i Bund. Ich chyba nie trzeba bliżej przedstawiać. – I co z tego wszystkiego wynika? Wynika to, że rewolucja 1905 roku, to nie był to, jak opisuje Wikipedia, ogólnokrajowy spontaniczny zryw o podłożu społecznym i narodowym. Wprost przeciwnie! Protesty i strajki zaczęły się w 1900 roku i stopniowo rozszerzały się na cały kraj. Drugi wniosek jest taki, że wszystkie te, zaangażowane w ruchy rewolucyjne partie, były zdominowane przez Żydów lub miały ich w swoich szeregach na kluczowych stanowiskach. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś wątpi w to, że dziś w Polsce jest tak samo, że wszystkie partie są kontrolowane bądź zdominowane przez tę nację. Lenin swoją mniejszościową, w momencie podziału, frakcję nazwał, w celach propagandowych, bolszewikami, czyli większością. Ewidentnie kłamał, tak jak kłamie każdy polityk. I to też się nie zmieniło.

A jak wyglądała ta rewolucja w oczach ludzi, którzy żyli w tamtych czasach i osobiście doświadczali jej? Jednym z jej naocznych świadków był Bolesław Prus, który opisał ją w swojej, chyba ostatniej, prawie nieznanej powieści „Dzieci” (Akant Ltd, Warszawa 2002). Za PRL-u raczej nie mogła była się ukazać ze względu na sposób opisania tej rewolucji. Poniżej próbka:

-Tak, ruch ten zapowiadał się bardzo dobrze – wtrącił Świrski.

-A ciągnie się jak najgorzej – pochwycił sekretarz. – Bardzo prędko przekonaliśmy się, że robotnikom, a raczej menerom, nie chodzi o poprawę stosunków, ale o wywołanie zamętu… My pierwsze warunki robotników przyjęliśmy i gotowi byliśmy je wykonywać, ale oni tylko zaczęli stawiać coraz to nowe, coraz niemożliwsze żądania, ale jeszcze pracowali niedbale, psuli materiały, kradli, zmuszali trzymać w fabrykach takie jednostki, które kwalifikują się w najlepszym razie do wyrzucenia, w najgorszym do kryminału… A gdy oświadczyliśmy, że dalszych ustępstw fabryka nie może robić, skazano nas na śmierć.

-Cóż oni na przykład panu zarzucają?… – spytał Świrski.

-Nigdy pan nie uwierzy!… – zawołał sekretarz. – Mam zginąć za to, że kiedyś cieszyłem się zaufaniem robotników, że zachęcałem ich do uczenia się, do zawiązywania stowarzyszeń… że wreszcie w ostatnich czasach wyjaśniałem robotnikom niepraktyczność ich postępowania… A prawda!… Parę razy odezwałem się, że niepolskie to ręce i niepolskie serca kierują ruchem, który może skończyć się ogólną nędzą i upadkiem naszego narodu na korzyść nie wiadomo czyją…

To zrozumiałe, że w PRL-u taka powieść nie mogła ukazać się. Ale ten PRL był dziwny i miał różne oblicza. W pewnym momencie, około 1956 roku, komuniści postanowili wydać wybór „Kronik Tygodniowych” Prusa. Wyboru miał dokonać Zygmunt Szweykowski, historyk literatury, specjalizujący się w literaturze XIX wieku. Problem polegał na tym, że był to sanacyjny historyk, sanacyjny, bo w takich czasach przyszło mu zaczynać swoje życie zawodowe. Nie ufano mu więc i uważano, że dokona tendencyjnego wyboru. Żeby więc uniknąć tendencyjności komuniści postanowili, że należy wydać „Kroniki” w całości. Lepszego wyboru nie mogli dokonać! Prus zaczął je pisać w 1875 roku i pisał do śmierci w 1912 roku. Mamy w nich obraz Królestwa Polskiego z końca XIX i początku XX wieku. Rzecz bezcenna.

„Kroniki” były wydawane w latach 1956-1970. W sumie było 20 tomów z komentarzami, które czytelnikom z XX wieku wyjaśniały wszystko, co mogło być dla nich niezrozumiałe. Prus pisał dla swoich czytelników, którzy byli mu współcześni. Redakcję powierzono Szwejkowskiemu. Początkowo miał jeszcze nadredaktora. Później zrezygnowano z niego. Pierwsze tomy były wydawane w nakładzie 5000 egzemplarzy. Ostanie – 1500. I w tych ostatnich pisał o rewolucji 1905 roku. Do fabryk przychodziły agitatorki, młode urodziwe Żydówki, zachęcały do strajku. Co bardziej świadomi robotnicy mieli wątpliwości. Zdawali sobie sprawę z tego, że może on doprowadzić do likwidacji zakładu, a więc i ich miejsc pracy. Na takie argumenty Żydówki odpowiadały: nie martwcie się, przyjdzie Żyd i wykupi.

Tak pisał Prus i carska cenzura puszczała to, bo „Kroniki” zostały skompletowane z zachowanej prasy z tamtych czasów. Dziś takie „numery” nie przeszłyby.

Po rewolucji 1905 roku następuje parę lat spokoju do momentu wybuchu I wojny światowej w 1914 roku. Według Wikipedii katalizatorem rewolucji był przede wszystkim udział w niej Imperium. W następnym zdaniu pisze ona, że 1 sierpnia Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, a 6 sierpnia uczyniły to również Austro-Węgry. Jak więc Rosja miała uniknąć wojny, skoro to nie ona ją wypowiedziała? Została postawiona przed faktem dokonanym. 6 sierpnia próbował też Piłsudski wywołać powstanie w zaborze rosyjskim. Na nadzwyczajnym posiedzeniu Dumy poparto zaciągnięcie kredytów wojennych. Wyjątkiem byli socjaliści (trudowicy i socjaldemokraci), którzy jednomyślnie odmówili głosowania w tej sprawie.

Na samym początku wojny w Moskwie i Petersburgu wybuchły antyniemieckie zamieszki, zdemolowano gmach ambasady niemieckiej, napadano na sklepy i przedsiębiorstwa należące do Niemców. Likwidowano wszelkie ślady niemieckości w życiu codziennym. Niemieckojęzyczną nazwę stolicy Petersburg zmieniono na Piotrogród, zamknięto pisma niemieckojęzyczne, wielu mieszkańców Rosji zmieniło swoje nazwiska.

Od początku wojny rząd Niemiec utrzymywał kontakty z bolszewikami mieszkającymi głównie w Szwajcarii. Również wywiad niemiecki już w 1915 roku, za zgodą cesarza Wilhelma II, wdrożył tajny program „rewolucjonizacji i insurekcjonizacji”. Jego realizacją zajmował się wydział III G niemieckiego Sztabu Generalnego. Celem programu było, poprzez aktywne wspieranie działalności bolszewików wymierzonej w carat, wewnętrzne osłabienie Imperium Rosyjskiego i jego armii, a po zwycięskiej rewolucji wyeliminowanie Rosji z wojny, co miało ułatwić zwycięstwo Niemiec na froncie zachodnim. Z kolei przemysł niemiecki miał uzyskać dostęp do bogactw naturalnych Rosji i jej zasobów gospodarczych.

Przebieg wojny i niepowodzenia na froncie osłabiły pozycję cara. W styczniu i w lutym 1917 roku wybuchają w Rosji strajki. Podsycali je, jak pisze Wikipedia, polityczni agitatorzy. Jednak nie informuje skąd się oni wzięli i kim byli. Obecnie też nie wiemy kim są działacze Antify i kto ich wspiera. Za początek rewolucji lutowej uznaje się dzień 23 lutego/8 marca, gdy doszło do strajku Zakładów Putiłowskich – największej pod względem produkcji firmy metalurgiczno-maszynowej w Rosji. Protestujący wystąpili z żądaniami podwyżki wynagrodzeń o 50%. W Piotrogrodzie wybuchły rozruchy, które miały trwać nieprzerwanie do upadku monarchii. W demonstracjach uczestniczyli mienszewicy, eserowcy i bolszewicy. Następnego dnia w manifestacjach wzięło udział 160-200 tysięcy robotników, część strajkowała.

25 lutego/10 marca na ulicach manifestowało około 300 tysięcy osób, z czego najbardziej zorganizowaną grupę stanowili metalowcy. Oprócz fabryk strajkowali tramwajarze i drobni przedsiębiorcy. Po południu do akcji przeciwko strajkującym stanęli żołnierze i funkcjonariusze policji. Później tłum atakował funkcjonariuszy, a policja przestała interweniować. – Czyż nie tak jest obecnie w Ameryce, gdzie policjanci klękają przed czarnymi? Czy nie miał racji cesarz Hajle Syllasje, który w rozmowie z Orianą Fallaci stwierdził, że w świecie nigdy nie dzieje się nic nowego? W nocy z 25 na 26 lutego/11 marca władze utraciły kontrolę nad robotniczymi dzielnicami Piotrogrodu, szczególnie dzielnicą Wyborską, gdzie tłum rozbijał i podpalał komisariaty policji. W niedzielę 26 lutego/11 marca Piotrogród został otoczony przez oddziały wojska. Po południu w kilku dzielnicach otworzyło ono ogień do tłumu. Na Placu Znamieńskim zginęło około 40 osób.

Decydującym dniem protestów był 27 lutego/12 marca. Do protestujących przyłączyli się wojskowi. W nocy z 26/27 lutego żołnierze Pułku Pawłowskiego przegłosowali odmowę posłuszeństwa rozkazom strzelania do ludności cywilnej. Wkrótce dołączyły do nich oba pułki gwardyjskie: Prieobrażenski i Litewski. Rano 27 lutego/12 marca te trzy pułki, uzbrojone, wyszły na miasto. Żołnierze zaatakowali i zdemolowali koszary żandarmerii i usuwali prorządowe posterunki. Wkrótce połączyli się z protestującymi robotnikami. Wypuścili więźniów z Twierdzy Pietropawłowskiej, zdemolowali Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, bili i zabijali policjantów w mundurach. Wieczorem tłum zdobył centralę Ochrany, wyrzucając i podpalając akta. Najbardziej aktywnymi byli konfidenci.

27 lutego/12 marca na posiedzeniu Konwentu Seniorów Dumy został powołany Komitet Tymczasowy Dumy – organ wykonawczy Dumy. Był on złożony z przedstawicieli wszystkich partii politycznych. 28 lutego/13 marca przejął praktycznie wykonywanie obowiązków rządu Rosji i wyznaczył swych komisarzy do istniejących ministerstw. Tego samego dnia z inicjatywy mienszewików powstała Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, do której fabryki i jednostki wojskowe wybrały delegatów, w przytłaczającej większości umiarkowanych socjalistów (bolszewicy i eserowcy maksymaliści uzyskali łącznie około 10% głosów).

W tym okresie cały czas zmniejszała się liczba wojsk wiernych carowi. Wobec takiego rozwoju wypadków 2 marca/15 marca car Mikołaj II uznał, że utrzymanie władzy jest niemożliwe i, na żądanie umiarkowanych polityków i monarchistów, abdykował na rzecz młodszego brata, wielkiego księcia Michała Aleksandrowicza. Wskutek ciężkiej sytuacji w kraju wielki książę nie przyjął korony i zrzekł się jej następnego dnia, przekazując całą władzę Tymczasowemu Komitetowi Dumy. – I w taki sposób nastąpił kres monarchii w Rosji.

Kierownictwo rewolucji próbowały objąć dwa ośrodki władzy powstałe 27 lutego/12 marca. Były to powołany przez Dumę i popierany przez centrystów i umiarkowanych – Komitet Tymczasowy Dumy i Piotrogrodzka Rada (Sowiet), zdominowana przez eserów i socjaldemokratów. 2/15 marca Komitet Tymczasowy Dumy, w porozumieniu z Komitetem Wykonawczym Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, powołał Rząd Tymczasowy Gieorgija Lwowa.

W ten sposób powstał system dwuwładzy. Z jednej strony oficjalną władzę sprawował Rząd Tymczasowy, który był praktycznie kontrolowany przez Piotrogrodzką Radę Delegatów Robotniczych i Żołnierskich i jej Komitet Wykonawczy. Rada na własną rękę administrowała i stanowiła prawa, często nie informując o tym rządu.

6/19 marca Rząd Tymczasowy ogłosił swój program: amnestię, demokratyczne wybory do Zgromadzenia Ustawodawczego, które miało określić przyszły ustrój Rosji, wolność prasy i swobodne działanie stowarzyszeń i partii politycznych. Zapowiedziano też kontynuowanie wojny do zwycięskiego końca.

Niemcy bardzo interesowali się tym, co dzieje się w Rosji. Początkowo mieli nadzieję na podpisanie rozejmu, który ułatwiłby im działania na froncie zachodnim. Jednak rząd chciał nadal uczestniczyć w wojnie. W związku z tym Niemcy wsparli jego przeciwników i umożliwili powrót Leninowi do Rosji, aby na miejscu włączył się w działalność rewolucyjną i osłabiał wroga tj. Rosję. 3/16 kwietnia Lenin wraca z emigracji w Szwajcarii i wspiera pacyfistyczną agitację bolszewików. 4/17 kwietnia ogłasza on swoje tezy kwietniowe – referat o konieczności rewolucji socjalistycznej. 30 kwietnia/13 maja bolszewicy utworzyli paramilitarne oddziały Gwardii Czerwonej. 18 maja do Rządu Tymczasowego wchodzą mienszewicy. W czerwcu, na tle sprzeciwu wobec udziału Rosji w wojnie, powstała w partii eserowskiej frakcja lewicowych eserowców, opowiadająca się, podobnie jak bolszewicy, za opozycją wobec Rządu Tymczasowego, w przeciwieństwie do prorządowego stanowiska większości w partii S-R.

Od 3/16 do 7/20 lipca miały miejsce w Piotrogrodzie burzliwe demonstracje robotników, żołnierzy i marynarzy, połączone z blokadą Pałacu Taurydzkiego – siedziby Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, w której większość mieli popierający rząd mienszewicy i eserowcy. Była to nieudana próba przejęcia władzy przez bolszewików. Po powrocie Aleksandra Kiereńskiego (ministra wojny) z frontu w dniu 6 lipca/19 lipca Rząd Tymczasowy opanował sytuację przy pomocy lojalnych oddziałów garnizonu piotrogrodzkiego i żołnierzy ściągniętych z frontu, ujawniając uprzednio w prasie część zdobytych dokumentów o zagranicznym finansowaniu bolszewików. Rząd zdelegalizował ich partię jako agentów niemieckich. Lenin ukrył się w Finlandii. 8/21 lipca, po dymisji Georgija Lwowa, nowy gabinet skompletował Aleksander Kiereński. Był on przekonany o wyeliminowaniu zagrożenia ze strony bolszewików. Tymczasem sytuacja gospodarcza pogarszała się z dnia na dzień. Postępował paraliż państwa i armii – jedynej siły, która mogłaby powstrzymać bolszewików. 26 lipca/8 sierpnia zjazd bolszewików postanowił rozpocząć przygotowania do przejęcia władzy drogą powstania zbrojnego.

1/14 września Rząd Tymczasowy proklamował ustrój republikański Rosji. 25 września/8 października w wyniku nowych wyborów w sekcji robotniczej Rady Piotrogrodzkiej większość uzyskali bolszewicy na czele z Trockim, który został nowym przewodniczącym Rady. Pomiędzy 3/16 października a 10/23 października Lenin potajemnie wraca do Piotrogrodu. Do 24 października/6 listopada pozostaje w ukryciu. 10/23 października Komitet Centralny bolszewików przyjął rezolucję o powstaniu zbrojnym i stworzył pierwsze Biuro Polityczne. 12/25 października Rada Piotrogrodzka utworzyła Komitet Wojskowo-Rewolucyjny, oficjalnie dla obrony stolicy przed Niemcami – w rzeczywistości jako sztab przygotowujący przewrót.

17 /30 października sprzeciwiający się tej decyzji członek KC Lew Kamieniew (wraz z Grigorijem Zinowjewem), zwolennik idei „jednolitego rządu socjalistycznego” w koalicji z eserowcami i mienszewikami – w wywiadzie dla gazety Nowaja Żyzn, podał do publicznej wiadomości swój (i Zinowiewa) sprzeciw wobec planu zbrojnego obalenia Rządu Tymczasowego. W skład rządu wchodzili bowiem przedstawiciele partii demokratycznych – dwóch partii socjalistycznych (eserowców i mienszewików) i będącej w mniejszości liberalnej partii kadetów (KD – konstytucyjno-demokratyczna). Ogólnorosyjskie wybory parlamentarne miały się odbyć za niespełna trzy tygodnie 12 listopada/25 listopada 1917 roku.

24 października/6 listopada Rząd Tymczasowy zadecydował o zamknięciu bolszewickich gazet oraz o wymianie oddziałów garnizonu stolicy, ale to tylko przyspieszyło wybuch powstania. O jego dacie przesądził ostatecznie termin II Wszechzwiązkowego Zjazdu Rad, który miał rozpocząć obrady 25 października/7 listopada i który Lenin chciał postawić przed faktem dokonanym przejęcia władzy przez bolszewików.

24 października/6 listopada oddziały porządkowe bolszewickiej Organizacji Wojskowej, na rozkaz Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego Rady Piotrogrodzkiej, bez oporu zajęły strategiczne punkty stolicy Rosji, zaczynając od centrali telefonicznych (w stanie wojennym w Polsce w 1981 roku odłączono telefony), budynku Poczty Głównej i telegrafu oraz mostów na Newie. Odbywało się to najczęściej przez prostą zmianę posterunków. Gwardia Czerwona zajmowała lokalne posterunki policji i przejmowała jej funkcje. Wieczorem 24 października/6 listopada do siedziby komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego Rady Piotrogrodzkiej dotarł Lenin, który do tej pory ukrywał się w mieszkaniu konspiracyjnym.

25 października/7 listopada cały Piotrogród, oprócz siedziby rządu – Pałacu Zimowego, był w rękach bolszewików. Przewrót odbył się prawie niepostrzeżenie – toczyło się normalne życie miasta – jeździły tramwaje, czynne były kina, restauracje, odbywały się koncerty i występy baletowe. Pałac Zimowy został zdobyty dopiero 26 października/8 listopada 1917 roku o godz. 2.10 w nocy.

27 października/9 listopada obradujący od poprzedniego dnia II Zjazd Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich ogłosił, po przemówieniu Lenina, przejęcie władzy przez „Rząd Tymczasowy Robotników i Chłopów – Radę Komisarzy Ludowych”, składającą się wyłącznie z działaczy bolszewickich, której przewodniczącym został przywódca bolszewików – Lenin. Oznaczało to faktyczne zakończenie okresu dwuwładzy w Rosji i przejęcie pełni władzy przez partię bolszewików za fasadą władzy rad.

Bolszewicy nie zdecydowali się na odwołanie wyborów do Zgromadzenia Ustawodawczego (Konstytuanty), które Rząd Tymczasowy Aleksandra Kiereńskiego rozpisał na 12/25 listopada. Publicznie bowiem deklarowanym przez bolszewików (na II Zjeździe Rad) powodem zbrojnego przejęcia przez nich władzy była ochrona wolnych wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego przed „zamachem reakcji”. Wolne wybory wygrała partia eserowców (socjalistów-rewolucjonistów) (58% głosów, 410 mandatów) dzięki powszechnemu poparciu na wsi. Bolszewicy uzyskali 25% głosów i 125 mandatów – jednak wygrali w Piotrogrodzie, Moskwie, oddziałach Frontu Zachodniego i Północnego, ale parlament zebrał się tylko jeden raz 18 stycznia 1918 roku, po czym został rozpędzony przez bolszewików. Masową manifestację w obronie Konstytuanty w Piotrogrodzie rozpędzono z użyciem broni palnej przez oddane bolszewikom oddziały strzelców łotewskich.

Fakty powyższe, dotyczące przebiegu rewolucji, zaczerpnąłem z Wikipedii, która korzystała z wielu źródeł, m.in. z prac Richarda Pipes’a. W swojej książce Rewolucja rosyjska, której fragment cytuje Wikipedia, pisze on:

Wydarzenia, które doprowadziły do obalenia Rządu Tymczasowego, nie miały charakteru żywiołowego: były wynikiem spisku zawiązanego przez ściśle zakonspirowaną organizację. Dopiero po trzech latach wojny domowej i nieprzebierającego w środkach terroru spiskowcy zdołali podporządkować swemu panowaniu większość ludności. Październik był klasycznym „coup d’etat”, przechwyceniem władzy państwowej przez znikomą mniejszość, dokonanym – z uwagi na demokratyczne konwencje epoki – przy zachowaniu pozorów uczestnictwa mas, ale bez ich zaangażowania. Do działań rewolucyjnych wprowadzono metody bardziej odpowiednie dla stanu wojny, niż polityki. Zamach bolszewicki przebiegał w dwóch fazach. W pierwszej, trwającej od kwietnia do lipca, Lenin usiłował przechwycić władzę w Piotrogrodzie za pomocą demonstracji ulicznych wspieranych siłą zbrojną. Na wzór rozruchów lutowych zamierzał nasilać te demonstracje, aż zamienią się w pełną rewoltę, w wyniku której władza zostanie przekazana najpierw radom, a zaraz potem jego partii. Strategia ta zawiodła: w lipcu trzecia próba niemal doprowadziła partię bolszewików do zguby. Do sierpnia bolszewicy odzyskali siły na tyle, aby ponownie sięgnąć po władzę, ale tym razem posłużyli się inną strategią. Trocki, który przejął przywództwo, kiedy Lenin ukrywał się przed policją w Finlandii, unikał demonstracji ulicznych, a przygotowania do bolszewickiego zamachu ukrywał za kulisami sfałszowanego i bezprawnego zjazdu rad, jednocześnie wprowadzając do akcji specjalne oddziały szturmowe, które miały zająć najważniejsze placówki rządowe. „De nomine” przejęcie władzy miało być tymczasowe i prowadzone w imieniu rad; „de facto” jednak było trwałe i służyło partii bolszewickiej.

Pipes, jak podaje Wikipedia, to amerykański historyk i sowietolog pochodzenia polsko-żydowskiego. Twierdzi on, że wydarzenia, które doprowadziły do obalenia Rządu Tymczasowego nie miały charakteru żywiołowego, ale były wynikiem spisku zawiązanego przez ściśle zakonspirowaną organizację. A więc tajne związki, związki, które towarzyszą ludzkości od najdawniejszych czasów. Znamy je z czasów reformacji i wcześniejszych, ale też i późniejszych. Ich cel jest zawsze ten sam: wywoływanie zamieszek, rozruchów, rewolucji. A któż za tym stoi – chciałoby się zapytać. Trocki, z tego co pisze Pipes, dysponował specjalnymi oddziałami szturmowymi. A skąd one się wzięły? Kto je wyszkolił? Kto je finansował? – Są pytania, na które żadni historycy nie chcą odpowiadać, no, może nie wszyscy!

Antony C. Sutton (1925-2002) angielski ekonomista, historyk i pisarz, autor m.in. książki Wall Street i rewolucja bolszewicka, w innej swojej pracy Skull and bones Tajemna elita Ameryki (1983) pisze:

W latach 1917-1921 Sowieci przejęli kontrolę nie tylko nad Rosją, ale i nad Syberią i Kaukazem. Stany Zjednoczone podjęły interwencję na Syberii, wzdłuż trasy Kolei Transsyberyjskiej. Ze sporządzonych przez George’a Kennana oraz historyków radzieckich opisów tej amerykańskiej interwencji wynika, że była to operacja wymierzona przeciwko władzom rewolucyjnym. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Powodem, dla którego Stany Zjednoczone rozlokowały swoje oddziały na trasie Kolei Transsyberyjskiej, było powstrzymanie Japończyków, nie Sowietów. Gdy Amerykanie opuszczali Władywostok władze radzieckie zgotowały im huczne pożegnanie. Jest to kolejna nieopowiedziana historia, o której milczą podręczniki.

Nie sposób tego wszystkiego zrozumieć, tych wszystkich rewolucji, wojen, przewrotów, jeśli nie znamy filozofii ludzi, którzy tym wszystkim kierują. I to też wyjaśnia Sutton w cytowanej wyżej książce:

Na przestrzeni ostatnich dwustu lat, od czasu gdy w niemieckiej filozofii rozbłysła gwiazda Kanta, można wyróżnić dwa sprzeczne ze sobą systemy filozoficzne oraz przeciwstawne idee państwa, społeczeństwa i kultury. W Stanach Zjednoczonych, na terenie Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i we Francji podstawą filozofii jest jednostka oraz prawa jednostki. Tymczasem w Niemczech, od czasów Kanta, przez Fichtego i Hegla aż do roku 1945, filozofia opierała się na powszechnym braterstwie, odrzuceniu indywidualizmu i ogólnym sprzeciwie wobec klasycznej zachodniej myśli liberalnej w niemal wszystkich jej aspektach. Niemiecki idealizm, jak już zauważyliśmy w poprzednich częściach, stanowił podstawy filozoficzne prac zarówno Karla Marksa i lewicowych heglistów, jak i Bismarcka, Hitlera i heglistów prawicowych. Na tym właśnie polega paradoks: Hegel zapewnił podstawy teoretyczne nie tylko najbardziej konserwatywnym ruchom niemieckim, ale i najbardziej rewolucyjnym ruchom XIX wieku. Korzenie filozofii zarówno Marksa, jak i Hitlera tkwią w heglizmie.

Z systemu filozoficznego Hegla wywodzi się dialektyka historyczna, czyli przekonanie, że wszystkie wydarzenia historyczne są skutkiem konfliktu pomiędzy przeciwstawnymi siłami. Te powstające wydarzenia są czymś innym od wydarzeń konfliktowych i od nich wyższym. Każdą ideę lub realizację idei można uznać za „tezę”. Teza ta będzie zachętą do pojawienia się sił jej przeciwnych, czyli „antytezy”. Ostatecznym rezultatem nie będzie natomiast ani teza, ani antyteza, lecz synteza tych dwóch skonfliktowanych sił.

W innym miejscu Sutton pisze: Nasz dwupartyjny, republikańsko-demokratyczny system (w istocie tworzy go jedna heglowska partia, a nikt inny nie jest ani mile widziany, ani w ogóle do niego dopuszczony) stanowi odbicie nowego heglizmu. Niewielka grupa – bardzo niewielka grupa – jest w stanie z jego pomocą manipulować i do pewnego stopnia kontrolować społeczeństwo, wykorzystując je do swoich własnych celów. – Czy POPiS jest taką jedną partią heglowską? Na to pytanie niech już każdy sam sobie odpowie.

Prawdopodobnie najtrudniejszym zadaniem stojącym przed autorem tej książki będzie przekazanie czytelnikowi w istocie trywialnej informacji: celem Zakonu (ta tajemna siła Ameryki – przyp. mój) nie jest „lewica” ani „prawica”. „Lewica” i „prawica” są sztucznie wykreowanymi narzędziami mającymi posłużyć wprowadzeniu zmiany, a ich skrajne odłamy stanowią istotne elementy w procesie kontrolowanej zmiany.

Filozofią heglowską można zatem dużo wyjaśnić: przyczyny rewolucji, konfliktów, wojen itp. Ale można też wyjaśnić i to, z czym mamy obecnie do czynienia. Pod pozorem pandemii państwa zaczynają odbierać ludziom ich podstawowe prawa. I to Sutton wyjaśnia:

W systemie heglowskim konflikt ma kluczowe znaczenie. Co więcej, w opinii Hegla i systemów opierających się na jego filozofii państwo jest absolutem. Państwo wymaga od każdego obywatela całkowitego posłuszeństwa. W tak zwanym systemie organicznym jednostka nie istnieje sama dla siebie, ale jej celem jest wypelnianie zadania przewidzianego dla niej przez państwo. Wolność można znaleźć jedynie w posłuszeństwie wobec państwa. W hitlerowskich Niemczech wolność nie istniała, wolności nie przewiduje marksizm, nie będzie jej także wtedy, gdy zapanuje Nowy Porządek Świata. I jeśli przypomina to orwellowski Rok 1984, to tak właśnie ma być.

Mówiąc krótko, państwo jest najważniejsze, a konflikt jest narzędziem umożliwiającym zaprowadzenie idealnego społeczeństwa. Wolność jednostki kryje się w jej posłuszeństwie wobec rządzących.

Czym jest więc państwo? Jest nim rzecz jasna samozwańcza elita. Co ciekawe, Fichte, który zaprezentował te idee jeszcze przed Heglem, był masonem, niemal na pewno należał także do iluminatów, a z całą pewnością był ich protegowanym. Johann Wolfgang Goethe (wśród iluminatów znany jako Abaris) zapewnił Fichtemu stanowisko na Uniwersytecie w Jenie.

Co więcej, wyznawana przez iluminatów zasada, że cel uświęca środki – zasada, którą Quigley uznał za niemoralną, a stosowana zarówno przez Grupę (angielski odpowiednik Zakonu – przyp. mój), jak i Zakon – wywodzi się z filozofii heglowskiej.

Ten ostatni cytat wyjaśnia obecną sytuację. Pod pretekstem pandemii dąży się do wprowadzenia przymusowych szczepień, których celem nie jest ochrona zdrowia, tylko podporządkowanie jednostek państwu, poprzez wszczepianie czipów i wstrzykiwanie do organizmu nieznanych substancji. Tak ma wyglądać Nowy Porządek Świata, w którym państwo będzie absolutem. Będzie to jedno ogólnoświatowe państwo.

W tym wszystkim jest, przynajmniej dla mnie, uderzające podobieństwo w mentalności dwóch narodów: Żydów i Niemców. W obu dominuje podporządkowanie się jednostki ogółowi. U Żydów datuje się to od czasów reform Ezdrasza i Nehemiasza w V wieku p.n.e. Nie dziwi więc to, że filozofia heglowska narodziła się w Niemczech. Józef Ignacy Kraszewski w swojej powieści ŻYD Obrazy współczesne, która ukazała się w 1866 roku, wkłada w usta jednej z jej postaci takie słowa:

Otóż, najukochańsi Niemcy – kończył Duńczyk – wierzcie mi, że nie mówię tego przez zazdrość o posiadanie Szlezwiku i Holsztynu, bo wcale mi te księstwa nie smakują… wy się mylicie grubo, utrzymując, iż Schiller, Goethe, Kant, Hegel byli Niemcami…

Jeśli więc Hegel nie był Niemcem, a Hitler, jak pisał cytowany przeze mnie Sutton, z niego czerpał, to robi się ciekawie…

Antifa

Podmiana znaczenia słów jest najlepszym sposobem, by zamieszać ludziom w głowach. Nic tak nie dezorientuje ich i ułatwia manipulowanie nimi, jak chaos pojęciowy. Jednym z takich słów, któremu całkowicie zmieniono znaczenie jest faszyzm. Wszelkie zło, jakie mu się przypisuje, to nazizm. I żeby jakoś to usprawiedliwić, to określa się go jako skrajną odmianę faszyzmu. Dlaczego nazizm zastąpiono faszyzmem? Czy tylko dlatego, by zdjąć z Niemców odpowiedzialność za czyny popełnione podczas II wojny światowej? Czy może też dlatego, że wśród nazistów było wielu Żydów. Oczywiście rodowód nazizmu jest niemiecki, ale wkład organizacyjny już niekoniecznie tylko ich. Rodowód faszyzmu jest włoski, a sama nazwa sięga jeszcze czasów starożytnych.

Hasłami antyfaszystowskimi posługuje się Antifa. Wikipedia tak ją charakteryzuje:

»Antifa (od niem. Antifaschismus „antyfaszyzm” i ang. Anti-Fascist Action, ATA „Akcja Antyfaszystowska”) – zbiorcze określenie ogółu osób deklarujących się jako antyfaszyści i czynnie sprzeciwiających się tendencjom skrajnie prawicowym ( utożsamianym przez Antifę z faszyzmem). Jest ruchem nieformalnym, pozbawionym jakiegokolwiek kierownictwa czy wewnętrznej hierarchii. Określana również jako subkultura. Choć z Antifą nie jest związana żadna ideologia polityczna, wyróżniają się wśród nich socjaliści, anarchiści, antyrasiści i liberałowie.

Współczesne ruchy antyfaszystowskie nawiązują do niemieckich organizacji sprzeciwiających się faszyzmowi, które działały w okresie międzywojennym, takich jak Front Żelazny czy Akcja Antyfaszystowska (niem. Antifaschistische Aktion). Front Żelazny został założony przez SPD w 1931 roku, a Akcja Antyfaszystowska przez Komunistyczną Partię Niemiec w 1932 roku. Obie inicjatywy miały w założeniu jednoczyć różne grupy polityczne w sprzeciwie wobec nazizmu.«

Już w tym krótkim opisie widać niekonsekwencję. W jednym zdaniu jest sprzeciw przeciwko faszyzmowi, a w drugim – nazizmowi. To jest to wymienne stosowanie dwóch słów o różnym znaczeniu, sugerujące, że to jedno i to samo. A skoro tak, to po co używać dwóch pojęć? Chyba tylko po to, by robić mętlik w głowie. Pisze też Wikipedia, że to ruch nieformalny, pozbawiony jakiegokolwiek kierownictwa czy wewnętrznej hierarchii. I taka nieformalna grupa jest w stanie organizować akcje protestacyjne często na poziomie międzynarodowym, jest w stanie zwołać setki osób, które współdziałają ze sobą w sposób perfekcyjnie skoordynowany. – Ciekawe.

Na portalu „zerohedge” ukazał się ostatnio interesujący artykuł na temat Antify. Ja przytaczam tu jego obszerne fragmenty, ale zachęcam do zapoznania się z oryginalnym tekstem. https://www.zerohedge.com/political/brief-history-antifa-part-i

»Amerykański prokurator generalny obciążył Antifę odpowiedzialnością za zamieszki, które wybuchły po śmierci Georga Floyda. Stwierdził również, że organizacja ta przechwyciła legalne protesty na terenie całego kraju i przekształciła je w bezprawne, gwałtowne zamieszki, podpalanie, plądrowanie sklepów, niszczenie obiektów użyteczności publicznej, atakowanie sił porządkowych i przypadkowych ludzi.

Czym jest Antifa?

Jest to ponadnarodowy ruch rewolucyjny, który dąży, często nie przebierając w środkach, do obalenia liberalnej demokracji, w celu zastąpienia globalnego kapitalizmu komunizmem. Jej długofalowym celem jest ustanowienie komunistycznego porządku świata. W Ameryce jej doraźnym celem jest usunięcie Trumpa i jego administracji.

Podstawową taktyką stosowaną przez Antifę w Ameryce i Europie jest wzbudzanie niepokoju i niszczenie publicznej i prywatnej własności, w celu sprowokowania policji do podjęcia działań, co ma być dowodem, jak utrzymuje Antifa, że rząd jest faszystowski.

Antifa twierdzi, że w ten sposób sprzeciwia się faszyzmowi. Pod tym pojęciem rozumie wszystkich, którzy są jej oponentami, mają inne poglądy polityczne. „Faszyzm” według tradycyjnego znaczenia, zdefiniowanego przez Webster Dictionary, to „system rządów totalitarnych z dyktatorem na czele, charakteryzujący się agresywnym nacjonalizmem, militaryzmem i często rasizmem”.

Antifa podtrzymuje marksitowsko-leninowską definicje faszyzmu, która zrównuje ją z kapitalizmem. „Walka z faszyzmem będzie wygrana tylko wtedy, gdy system kapitalistyczny rozpadnie się i powstanie społeczeństwo bezklasowe”, jak utrzymuje niemiecka Antifa, Antifaschistischer Antifa München.

Niemiecka agencja wywiadowcza BfV, w specjalnym raporcie dotyczącym skrajnie lewicowych ruchów, pisze:

Walka Antify ze skrajną prawicą to tylko zasłona dymna. Podstawowy cel jest zawsze ten sam – państwo burżuazyjno-demokratyczne, które, w mniemaniu skrajnej lewicy, akceptuje i promuje „faszyzm” jako możliwą formę rządów i dlatego nie zwalcza go dostatecznie. W efekcie „faszyzm” zakorzenia się w społecznych i politycznych strukturach „kapitalizmu”. I zgodnie z tym, skrajna lewica, w swojej „antyfaszystowskiej” działalności, skupia się przede wszystkim na wyeliminowaniu „kapitalistycznego systemu”.

Matthew Knouff, autor An Outsider’s Guide to Antifa: Volume II tak wyjaśnił ideologię Antify:

Podstawa filozofii Antify koncentruje się na walce pomiędzy trzema głównymi siłami: faszyzmem, rasizmem i kapitalizmem – i wszystkie te siły, według Antify, oddziałują wzajemnie na siebie… z faszyzmem uważanym za ostatnie stadium kapitalizmu, z kapitalizmem będącym środkiem opresji, i z rasizmem, opresyjnym mechanizmem związanym z faszyzmem.

W eseju „What Antifa and the Original Fascists Have In Common” (Co wspólnego mają Antifa i prawdziwi faszyści), Antony Mueller, niemiecki profesor ekonomii, aktualnie wykładający w Brazylii, opisał jak antykapitalistyczne bojówki przebrane za antyfaszystowskie, odsłaniają swój własny faszyzm:

Po tym jak lewica zaszufladkowała pojęcie liberalizmu i odwróciła jego znaczenie, Antifa używa fałszywej terminologii, by ukryć swój prawdziwy program. Podczas gdy nazywa siebie „antyfaszystowską” i uznaje faszyzm za swego wroga, to ona sama jest najbardziej faszystowskim ruchem. Członkowie Antify nie są przeciwnikami faszyzmu, wprost przeciwnie – są jego autentycznymi przedstawicielami. Komunizm, socjalizm i faszyzm mają wspólnego wroga – kapitalizm i liberalizm. Antifa jest ruchem faszystowskim. Wrogiem tego ruchu nie jest faszyzm, ale wolność, spokój i pomyślność.

Ideologiczne korzenie Antify

Źródeł ideologii Antify należy szukać w Związku Radzieckim. W 1921 i 1922 roku Międzynarodówka Komunistyczna (Komintern) opracowała taktykę zjednoczonego frontu, by „zjednoczyć masy pracujące poprzez agitację i organizację”… „w skali międzynarodowej i w każdym państwie oddzielnie” przeciw „kapitalizmowi” i „faszyzmowi” – dwu pojęciom, których używano zamiennie.

Pierwsza na świecie antyfaszystowska formacja Arditi del Popolo (Bojówki Nieustraszonego Ludu) powstała w czerwcu 1921 roku we Włoszech, w celu przeciwdziałania wzrostowi znaczenia partii faszystowskiej Benito Mussoliniego, która z kolei miała za zadanie zapobiec rewolucji bolszewickiej na Półwyspie Apenińskim. Wielu członków z tej grupy, liczącej około 20.000 osób, składającej się z komunistów i anarchistów, brało udział w wojnie domowej w Hiszpanii w latach 1936-39.

W Niemczech, Komunistyczna Partia Niemiec utworzyła w lipcu 1924 roku paramilitarne oddziały Roter Frontkämpferbund (Liga Bojowników Czerwonego Fronu). Grupa ta została zdelegalizowana ze względu na swój ekstremizm. Wielu z jej 130.000 członków kontynuowało działalność podziemną lub przeniosło się do nowych, lokalnych organizacji takich jak Kampfbund gegen den Faschismus (Związek Walki przeciw Faszyzmowi).

Współczesna Antifa wywodzi swoją nazwę od grupy zwanej Antifaschistische Aktion, założonej w maju 1932 roku przez przywódców Komunistycznej Partii Niemiec. Jej celem była walka z faszyzmem, przez co rozumiała wszystkie prokapitalistyczne partie w Niemczech. Podstawowym celem było obalenie kapitalizmu. Po dojściu do władzy Hitlera została ona zdelegalizowana.

Po wojnie niemiecka Antifa uaktywniła się organizując różne manifestacje studenckie lat 60-tych. Tworzyła ona również lewicowe bojówki działające w latach 70-tych, 80-tych i 90-tych. Frakcja Czerwonej Armii (RAF), znana także jako banda Baader-Meinhof, była marksistowską grupą partyzantki miejskiej. Jej należy przypisać wiele zabójstw, zamachów bombowych, porwań dzieci. Wszystko to miało na celu wzniecenie rewolucji w Niemczech Zachodnich, które grupa określała jako faszystowską pozostałość z okresu czasów nazistowskich. Przez ponad 30 lat zamordowano ponad 30 osób a 200 zraniono.

Po upadku komunistycznego rządu w NRD (Niemcy Wschodnie) w 1989-90, ujawniono, że Frakcja Czerwonej Armii była finansowana, szkolona i wyposażana przez Stasi – wschodnio-niemieckie służby specjalne. Celem terrorystów było wywołanie gwałtownej reakcji rządu, co, w odwecie, miało prowadzić do jeszcze większego rozprzestrzeniania się rewolucyjnych zamieszek. Twórczyni grupy Urlike Meinhof tak opisała stosunek skrajnie lewicowych bojówek do policji: „Facet w mundurze to świnia, a nie istota ludzka. A to oznacza, że nie musimy z nim rozmawiać i jakakolwiek rozmowa z tymi ludźmi to błąd. I oczywiście można do nich strzelać.”

Bettina Röhl, niemiecka dziennikarka i córka Meinhof, twierdzi że współczesna Antifa jest kontynuacją Frakcji Czerwonej Armii (RAF). Podstawowa różnica polega na tym, że członkowie Antify są anonimowi, ukrywają swoją twarz. W artykule z czerwca 2020 opublikowanym przez szwajcarską gazetę Neue Zürcher Zeitung, Röhl zwróciła uwagę, że Antifa jest nie tylko oficjalnie tolerowana, ale jest opłacana przez niemiecki rząd, by zwalczała skrajną prawicę:

W porównaniu do RAF, bojówkom Antify brak znanych twarzy. Z tchórzostwa, jej członkowie zakrywają twarz i utrzymują w tajemnicy swoje nazwiska. Antifa ciągle grozi i atakuje polityków i policjantów. Organizuje i popularyzuje bezsensowne niszczenie mienia o wielkiej wartości. Niemniej jednak posłanka Renate Künast (Zieloni) narzekała ostatnio w Bundestagu, że w ostatnich dekadach Antifa nie była należycie finansowana przez państwo. Była rozczarowana, że organizacje pozarządowe i Antifa nie zawsze mogą organizować zbiórki pieniędzy i mogą tylko zawierać krótkoterminowe, z roku na rok, umowy o pracę. Można by zapytać czy Antifa jest czymś takim jak RAF, grupą terrorystyczną z państwowymi pieniędzmi, przeznaczonymi do „walki z prawicą”.

Niemiecka agencja wywiadowcza BfV wyjaśnia gloryfikację gwałtów przez Antifę:

Dla skrajnej lewicy kapitalizm jest rozumiany jako źródło wojen, rasizmu, katastrof ekologicznych, społecznej nierówności i nieuzasadnionego bogacenia się. I dlatego kapitalizm jest czymś więcej niż tylko porządkiem ekonomicznym. W dyskursie skrajnej lewicy określa ona społeczną i polityczną rzeczywistość, ale też – wizję radykalnej społecznej i politycznej reorganizacji. Tak czy inaczej, demokracja parlamentarna jako tak zwana burżuazyjna forma rządów powinna być w każdym przypadku obalona.

Z tych powodów skrajna lewica zwykle lekceważy lub usprawiedliwia łamanie praw ludzkich w socjalistycznych lub komunistycznych dyktaturach lub w krajach, które są rzekomo zagrożone przez „Zachód”. Do dziś zarówno zatwardziali komuniści, jak i niezależni aktywiści, usprawiedliwiają, chwalą i sławią terrorystyczną RAF i zagraniczne lewicowe bojówki terrorystyczne jako rzekome „ruchy wyzwoleńcze” lub nawet „ruchy oporu”.

W 1985 roku powstała w Wielkiej Brytanii Anti-Fascist Action (AFA), która zapoczątkowała ruch Antify w Stanach Zjednoczonych. W Niemczech powstała w 1992 roku Antifaschistische Aktion-Bundesweite Organization (AABO). Jej celem było połączenie wysiłków mniejszych grup Antify, działających w różnych regionach kraju. W 1993 roku w Szwecji powstała Antifascistisk Aktion (AFA), stosująca terror wobec swoich przeciwników. We Francji działa grupa Antify – L’Action antifasciste, znana ze swojej szczególnej wrogości wobec Izraela.

Po upadku Muru Berlińskiego w 1989 roku i bankructwie komunizmu w 1990 roku, Antifa wyznaczyła sobie nowy cel – neoliberalną globalizację. W 1989 roku powstaje we Francji Attac, promujący ogólnoświatowy podatek od transakcji finansowych. Obecnie przewodzi on ruchowi alterglobalistycznemu, który, podobnie jak Global Justice Movement (Ruch Globalnej Sprawiedliwości) jest wrogiem kapitalizmu. W 1999 roku Attac był obecny podczas zamieszek w Seattle, które doprowadziły do fiaska obrad WTO. Attac brał również udział w antykapitalistycznych protestach przeciw G7, G20, WTO i wojnie w Iraku. Obecnie stowarzyszenie to jest obecne w 40 krajach, z ponad tysiącem lokalnych zrzeszeń i setkami organizacji wspierającymi sieć. Zdecentralizowana i pozbawiona hierarchii organizacja Attac wydaje się korzystać z modelu wypracowanego przez Antifę.

W lutym 2016 roku Międzynarodowy Komitet Czwartej Międzynarodówki przedstawił polityczne podstawy globalnego ruchu antywojennego, który, podobnie jak Antifa, oskarża kapitalizm i neoliberalny globalizm o istnienie militarnego konfliktu:

Nowy antywojenny ruch musi być antykapitalistyczny i socjalistyczny, ponieważ nie może być poważnej walki przeciw wojnie z wyjątkiem walki, która zakończy dyktaturę kapitału finansowego i systemu ekonomicznego, który jest podstawową przyczyną militaryzmu i wojny.

W lipcu 2017 roku ponad 100.000 antyglobalistów oraz członków Antify zebrało się w Hamburgu, by protestować przeciw szczytowi G20. Antifa chełpiła się, jak to jej udało się zmobilizować grupy Antify z całego świata:

Ta mobilizacja związana ze szczytem, zaowocowała doświadczeniem i współpracą lewicowych i antykapitalistycznych grup z całej Europy i świata. Wymienialiśmy się doświadczeniami i razem walczyliśmy, braliśmy udział w międzynarodowych spotkaniach, byliśmy atakowani przez policję i wojsko, przegrupowywaliśmy nasze siły i ponownie podejmowaliśmy walkę. Ruch antyglobalistyczny zmienia się, ale nasza sieć trwa. Jesteśmy aktywni lokalnie w naszych regionach, miastach, wsiach i lasach. Ale walczymy również globalnie.

Niemieckie tajne służby, w swoim rocznym raporcie, dodają:

Skrajnie lewicowe struktury starały się przedstawić swój udział w proteście przeciwko szczytowi G20 w korzystnym dla siebie świetle. Prezentowały fotografie i raporty, mające na celu skompromitowanie policji, której działania były nieproporcjonalnie duże w stosunku do zaistniałej sytuacji. Promowały obraz państwa, które potępia legalne protesty i gwałtownie tłumi je. Przeciwko takiemu państwu mówią: „zbrojny opór” jest nie tylko usprawiedliwiony, ale również konieczny.«

Cóż więc z tego wynika? Wynika to, że państwo niemieckie finansuje organizacje pozarządowe i Antifę po to, by mogła ona zwalczać państwo. Wygląda to na paranoję, ale nią nie jest, bo to tylko pozory. Cel jest zupełnie inny. I jeszcze te organizacje i Antifa mogą zawierać umowy o pracę. Wprawdzie zawierane tylko na rok, ale z możliwością przedłużenia na następny. Oznacza to, że państwo daje im pracę – bardzo specyficzną, ale pracę. Skoro tak się dzieje w państwie niemieckim, to można przypuszczać, że w innych państwach dzieje się podobnie. I że w Polsce wszystkie te „prawicowe”, „lewicowe” ruchy i partie oraz organizacje typu Centrum Adama Smitha i temu podobne, wszystkie one są na garnuszku państwa, i że to jeden wielki teatr, gra pozorów, mająca na celu zdezorientować ludzi, czyli tzw. elektorat. Wszystko po to, by coś się działo, a wraz z tym dzianiem się była nadzieja na zmianę, która nigdy nie nadejdzie, przynajmniej dla tych mamionych mas. Marks mówił, że religia to opium dla ludu. Można by więc zapytać: A czymże jest demokracja?

Skąd państwa biorą pieniądze na finansowanie tych wszystkich organizacji? Jakiś czas temu czytałem gdzieś, że budżet naszego państwa, to tylko połowa wpływów z podatków. Druga połowa jest wydawana nieoficjalnie, poza nim. W innych państwach pewnie jest podobnie. Jeśli więc te pieniądze trafiają do takich organizacji i pewnie jeszcze do wielu innych, o których nie wiemy, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że współczesne państwa, to zalegalizowane organizacje przestępcze, które mandat do sprawowania władzy uzyskują w trakcie wyborów, będących zupełną fikcją. Ale nie tylko w sposób tajny bandyci, udający polityków i urzędników, realizują swoje cele. W sposób jawny państwo narzuca społeczeństwu totalną cyfryzację, która nikomu nie jest do niczego potrzebna poza tą bandą, która chce wszystko i wszystkich kontrolować. Forsuje technologie energii odnawialnej, które nie są wstanie zastąpić tradycyjnych nośników, czyli węgla i ropy. Finansuje inwestycje, które nie mają uzasadnienia ekonomicznego i nigdy nie zwrócą się, jak choćby przekop Mierzei Wiślanej. Ale ile firm przy tym zarobi? Ileż projektów trzeba wykonać? Ekspertyz, analiz! A za wszystko trzeba płacić sobie lub swoim kolesiom. Ale co tam! Podatnik zapłaci.

Antifa to anonimowa organizacja. Jej członkowie zakrywają twarz i ukrywają swoją tożsamość. A więc tajna organizacja. A któraż to nacja lubuje się w tajnych związkach? W okresie renesansu tworzyła tajne związki humanistyczne, których członkowie ukrywali się pod, często wyszukanymi, pseudonimami. Jak widać pewne metody działania są niezmienne, a przez to, że są niezmienne, zdradzają kierowników tych wszystkich konfliktów, zamieszek i niepokojów.

Antifa uważa, że źródłem wszelkiego zła jest kapitalizm, który trzeba obalić i zastąpić go komunizmem. Jednak sposób, w jaki ona działa, tj. poprzez zamieszki uliczne i niszczenie mienia prywatnego i publicznego, nie da się tego osiągnąć. Ale można osiągnąć zupełnie coś innego, coś, co już w przeszłości sprawdziło się. Stanisław Didier w książce „Rola neofitów w dziejach Polski”, wydanej w 1934 roku, pisał:

Przyszedł 1905 r., o którym pisał zasymilowany Żyd J. Unszlicht („O pogromy ludu polskiego”), że „nastał moment decydujący – rozłamu między polskością i żydostwem”. Potulna, wychowana przez frankistów: Krzywickiego, Matuszewskiego, Wołowskiego, Niemirowskiego i in., neofitów: Kraushara, Posnera, Mendelsohna i in. oraz Żydów: Askenazego, Dicksteina i in., inteligencja polska zobaczyła z przerażeniem obok siebie, zamiast układnych neofitów i asymilatorów, aroganckiego Żabotyńskiego, Radka, Grosnera i in. Spostrzeżono gęstą sieć spisku antypolskiego, uknutego przez Żydów, do którego wciągnięto nieuświadomione masy ludu polskiego. Z krzykiem „precz z białą gęsią” (Orzeł Biały – przyp. mój) kroczyli po ulicach Warszawy czarni bundyści, subsydiowani przez ochrzczonego milionera Łazarza Polakowa i… Powszechny Związek Izraelski.

Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy zubożał. Wielcy kapitaliści żydowscy drwili zaś sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.

Najwyraźniej Żydzi swoje mesjanistyczne cele, panowanie nad światem i podporządkowanie sobie całej jego ludności, uważają za możliwe do osiągnięcia tylko poprzez ciągłe wojny, konflikty militarne, rewolucje, powstania, bunty, zamieszki, protesty uliczne. Nie zapominają przy tym o innych metodach: niszczenie rodziny, systemu wartości, patologicznemu wychowaniu i takiej edukacji. Ot i cała tajemnica wiary… judejskiej.

Naród bez głowy

Polska przez wieki była największym skupiskiem diaspory żydowskiej na świecie. I jak nigdzie indziej uzyskała ona tu największe przywileje i żyła w otoczeniu niezwykle tolerancyjnego i łagodnego narodu. Wyrzuceni z całej Europy Zachodniej znaleźli tu Żydzi swoje miejsce odpoczynku, swoje Polin. Konsekwencje tego, my Polacy, odczuwamy dziś w sposób wyjątkowo bolesny, ale najgorsze jeszcze przed nami. Nie da się napisać historii Polski bez uwzględnienia w niej roli Żydów, co więcej, nie można zrozumieć naszej rzeczywistości, udając, że ich w niej nie ma. Oni są!

Druga wojna światowa była tragedią. Była tragedią dla narodu polskiego i taką była dla narodu żydowskiego. Dla narodu polskiego była to tragedia większa niż dla narodu żydowskiego. Naród polski stracił w niej swoją inteligencję, a właściwie jej zaczątek budowany w okresie II RP. Masy, jako takie, przetrwały, chociaż one też cierpiały i ich danina krwi była większa. W przypadku Żydów było odwrotnie. Inteligencja przetrwała, a masy, w odróżnieniu od polskich, zostały całkowicie unicestwione.

W kategoriach jednostki wartościowanie czyjegoś życia na podstawie przynależności do takiej czy innej warstwy czy klasy społecznej byłoby niemoralne i naganne. Tu chodzi o ludzką godność. W Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych brzmi to tak: We hold these truths to be self-evident: that all men are created equal and endowed by their Creator with certain inalienable rights, that amnog these are life, liberty and the pursuit of happiness. To można przetłumaczyć mniej więcej tak: Te prawdy uważamy za oczywiste: że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi i obdarzeni przez Stwórcę pewnymi niezbywalnymi prawami, wśród których są życie, wolność i dążenie do szczęścia.

Jednak w przypadku narodów jest trochę inaczej. Tak zwane elity odpowiadają za losy danego narodu czy państwa. Jeśli ulegną likwidacji, to ich odbudowa wymaga czasu. Masy odbudowują się już w następnym pokoleniu.

Nie ulega wątpliwości, że elity wywodzą się z mas. Jest to jednak proces długotrwały. One nie powstają z pokolenia na pokolenie. W II RP był już zaczątek tych elit, ale druga wojna światowa przerwała ich odradzanie się. Natomiast elity żydowskie przetrwały wojnę i wzmocnione zasięgiem przybyłym wraz z Armią Czerwoną zdominowały życie PRL-u. Trudno więc zgodzić się z tym, że tzw. plan Balcerowicza był próbą uzdrowienia polskiej gospodarki, raczej był zamiarem jej zlikwidowania i to się udało. To kolejny etap na drodze do tworzenia Judeopolonii.

Krzysztof Baliński w swojej książce „Ministerstwo Spraw Obcych czyli polskie sprawy w cudze ręce?” pisze:

»Po wyborach z 4 czerwca Sachs ponownie udał się do Polski, gdzie dziennikarz „Gazety Wyborczej” Grzegorz Lindenberg zorganizował mu i jego asystentowi Davidowi Liptonowi kolejne spotkania. Sachs tak wspomina: „Kiedy wkrótce po wyborach wróciłem do Polski, młody dynamiczny działacz Grzegorz Lindenberg zorganizował nasze, tj. Liptona i moje, trzy kolejne spotkania z głównymi strategami ruchu «Solidarności»: Bronisławem Geremkiem, Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem”.

Sachs zobaczył się najpierw z Geremkiem. Oczywiście ten nie miał bladego wyobrażenia o zagadnieniach ekonomicznych. Spotkanie zakończyło się stwierdzeniem Geremka: „Myślę że ma pan rację”. Następnie Sachs udał się do Kuronia. Prof. Witold Kieżun tak opisuje spotkanie w swej książce Patologia Transformacji: „Kuroń palił papierosa za papierosem i od razu wyciągnął butelkę”. Następnie Sachs zaczął mu opowiadać o „niezbędnych” reformach, jakie czekają Polskę. Kuroń oczywiście nic z tego nie zrozumiał, ale co chwila znajdując się w alkoholowo-nikotynowym amoku walił ręką w stół i powtarzał: „Tak , rozumiem”. Ostatecznie podpity Kuroń stwierdził, że brzmi to fascynująco i że trzeba to zapisać. Natychmiast Sachs z razem z Liptonem i Lindenbergiem udali się do siedziby „Wyborczej”. Było około 23:30. Od razu przystąpiono do pospiesznego zapisywania programu transformacji ustrojowej. Kuroń chciał, żeby był gotowy już na następny dzień. Potwierdza to Naomi Klein w Doktrynie szoku: „Sachs i Lipton napisali plan polskiej terapii szokowej w ciągu jednej nocy. Miał piętnaście stron i, jak twierdził Sachs, był to, jak sądzę, pierwszy raz, gdy ktoś napisał całościowy plan przejścia z gospodarki socjalistycznej do wolnego rynku”. Po napisaniu planu, który zostanie nazwany „Planem Balcerowicza”, oboje udali się do Michnika.

Tak więc plan polskiej transformacji ustrojowej napisany przez Sachsa z polecenia Sorosa i jego „zaufanych ludzi” powstał w ciągu jednej nocy na życzenie pijanego Kuronia i w siedzibie „Wyborczej”. Sachs w swojej książce wspomina, że rząd amerykański ostrzegał przywódców „Solidarności”, że on i Soros są groźnymi osobami i że mogą jedynie zaszkodzić polskiej transformacji: „Po wydarzeniach tego dnia wielu ludzi w Waszyngtonie próbowało tłumaczyć nowym polskim władzom, że jestem człowiekiem niebezpiecznym. Co najmniej jeden Polak dobrze notowany w Waszyngtonie radził premierowi, żeby mnie wydalił z Polski, zanim naprawdę zaszkodzę polskim reformom”.

W takim razie kogo reprezentował Soros, jeśli rząd amerykański ostrzegał przed nim Polaków? Czy aby nie organizacje żydowskie? Jasno więc z powyższego wynika, że Balcerowicz był nie tylko wykonawcą planu, przez który straciliśmy setki fabryk i przedsiębiorstw, ale planu transferu polskiego mienia do Nowego Jorku. I że to Soros jest odpowiedzialny za plan transformacji gospodarczej Polski, który Polskę w dalszym ciągu niszczy.«

Polska po rozbiorach i powstaniu listopadowym doświadczyła czegoś, co opisano jako Wielką Emigrację. Po prostu polskie elity wyemigrowały do Paryża. I od tego momentu Polacy stali się narodem bez głowy.

Bernhard Struck w książce „Nie Zachód, nie Wschód; Francja i Polska w oczach niemieckich podróżnych w latach 1750-1850”, Wydawnictwo Neriton, Muzeum Historii Polski, Warszawa 2012, pisze tak:

»Epokę reform w drugiej połowie XVIII w. aż po trzeci rozbiór Polski można w oparciu o pojęcia Bitterliego określić jako okres intensywnych stosunków i wymiany kulturalnej, a nawet jako splot kultur. Podróżni tacy jak Johann Bernoulli, Joachim Schulz, Johann Philipp von Carosi, Therese Hubner i inni utrzymywali kontakty osobiste i naukowe, i opisywali je. Prowadzili dialog z polskimi uczonymi, naukowcami, literatami, politykami, światłymi przedstawicielami szlachty, a w niektórych przypadkach z samym królem. Ich relacje i przekaz wiedzy o Polsce był wkładem w polsko-niemiecki transfer kulturalny. Taka forma stosunków kulturalnych w obrębie europejskiej republiki uczonych nie różniła się w istotny sposób aż do ok. 1800 r., pomijając kilka wyjątków, od sytuacji wielu podróżnych udających się w tym samym czasie do Paryża.

Jednak inaczej niż w przypadku Francji i wielorakich kontaktów niemieckich podróżnych z uczonymi, artystami i politykami w Paryżu, których opisy przewijają się w całym badanym okresie, podobnie jak zresztą i w innych epokach, stosunki kulturalne i dialog niemiecko-polski sukcesywnie zanikały. Ostatni rozbiór Polski i pierwsza fala emigracji polskich elit politycznych i kulturalnych po 1795 r. wpłynęła na zmniejszenie się liczby ewentualnych rozmówców czy partnerów. Ostatecznie stosunki te uległy zerwaniu po fali Wielkiej Emigracji, która nastąpiła po upadku powstania listopadowego. Bez elit towarzyskich i kulturalnych, wystarczy przypomnieć opisywaną ponurą atmosferę w Warszawie po 1830 r., wzajemna wymiana i splot kultur były na poziomie podróżujących, kulturalnych i literackich elit trudne do zrealizowania. Tym samym w odniesieniu do Polski sytuacja wzajemnego dialogu zmieniła się fundamentalnie. Aby posłużyć się językiem kolonialnego dyskursu, po 1831 r. nie rozmawiano już z mieszkańcami odwiedzanego kraju, lecz jedynie relacjonowano o nim samym. Polska – podobnie jak z punktu widzenia kolonizatora – przedstawiana była od zewnątrz, nie będąc już prezentowana z perspektywy kontaktów, jakie mogliby nawiązać zagraniczni goście. Znamienne jest, że ci spośród odwiedzających, którzy posługiwali się w latach 30. i 40. negatywną retoryką wobec Polski i polskiej kultury, nie wspominali w swych relacjach o żadnych partnerach dialogu, społecznych czy naukowych środowiskach w Polsce. Zamiast tego dominował podział na „my” i „oni”, który sprawiał, że w narracji brak było indywidualizacji charakteryzującej opisy sprzed 1800 r. Ten podstawowy wzorzec jednostronnie prowadzonego dyskursu, a zatem hegemonicznego dyskursu kulturalnego i spojrzenia wręcz kolonialnego, można odnieść do kontekstu wewnątrzeuropejskiego, a mianowicie do relacji niemiecko-polskich i relacji podróżniczych o Polsce. Dopiero połączenie narodowego i hegemoniczno-kolonialnego dyskursu umożliwiło, inaczej niż w odniesieniu do Francji, posługiwanie się przez podróżnych od połowy lat 30. negatywną i deprecjonującą retoryką.«

Żydzi szybko dostrzegli tę lukę tj. brak polskich elit. Ale była jeszcze polska szlachta, która ze swoim majątkiem i ziemią mogła stanowić pewną przeszkodę w realizacji ich celów. J.I. Kraszewski, jako redaktor kronenbergowskiej “Gazety Codziennej” miał okazję poznać ich. I opisał to w swojej powieści “Żyd”, której fragment cytuje Teodor Jeske-Choiński w książce „Historia Żydów w Polsce”:

»W powietrzu czuć proch (chodzi o powstanie styczniowe), ale dla nas to nic złego. Naturalnie ofiary będą, ale trzeba się będzie wyślizgiwać, aby nas koła tej wielkiej machiny, druzgocącej wszystko, nie pochwyciły. Ostatecznie jednak dla nas wygrana, ktokolwiek z nich wygra. Albo jeden, albo drugi da nam po skończonej awanturze równouprawnienie. Choćby potrzeba było z naszej strony jakichś ofiar pieniężnych, my się zawsze najmniej zrujnujemy, ocalejemy majątkowo, bo nasze kapitały ukryte dobrze, są mniej dostępne od mienia szlacheckiego, od ziemi, widocznej dla każdego. Byliśmy długo w pogardzie i poniewierce; korzystajmy z okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm, asymilację itp. mrzonki, myślmy przede wszystkim o sobie. Chłop polski nas nie lubi, wiemy o tym, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta.

“A wówczas dla nas droga otwarta”… Jaka droga?…

„W każdym narodzie musi się wyrobić – rezonowali dalej bogacze żydowscy – ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materiałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad polową Europy. Ale naszym właściwym królestwem, naszą stolicą, naszym Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. Kraj ten należy do nas, jest nasz…”

Oto jaką drogę widzieli przed sobą, do jakiego celu dążyli żydowscy asymilatorzy już około r. 1862. Zaledwie zdążyli wyjść z ghetta, zdjąć z siebie chałat, oświecić się po wierzchu, dorobić się wielkiej mamony, a już zachciało się im być inteligencją i arystokracją polską, już nazywali Warszawę swoją Jerozolimą, a ziemię polską swoją własnością. Parobkami, helotami mieli być u nich Polacy. Kultura europejska nie wytrzebiła z ich mózgu megalomanii talmudyzmu. Żydami, wrogami innowierców zostali.«

Kraszewski napisał powieść “Żyd” w1866 roku. Można więc śmiało powiedzieć, że świadomość żydowska po powstaniu styczniowym już dojrzała do podjęcia kroków do stworzenia w Królestwie Polskim Judeopolonii. A może to była pierwsza próba? Marian Miszalski w książce „Ukryta wojna cicha kapitulacja? (Polityka polska wobec żydowskiego rasizmu)” wymienia 5 prób stworzenia Judeopolonii:

-pierwsza, to projekt niemiecko-żydowski z 1914 roku.

-druga, to projekt Grunbauma z 1919 roku, polegający na próbie utworzenia państwa polsko-żydowskiego. Projekt ten poległ w Sejmie Ustawodawczym. Była to próba żydowska.

-trzecia próba, ta karykaturalna z 1945 roku (niesuwerenne państwo żydowsko-polskie w sowieckiej Polsce). Był to pomysł sowiecko-żydowski.

-czwarta próba, to również próba sowiecko-żydowska: spisek „okrągłego stołu”. Jaruzelski – eksponent sowieckiej racji stanu, „strona społeczna, to agentura bezpieczniacka ulokowana w „Solidarności” i żydowscy pupile Geremka i Michnika.

-piąta próba za 65 czy 300 miliardów dolarów. To jest próba wyłącznie żydowska, która jest realizowana przy pomocy rządu Izraela, lobby żydowskiego w Ameryce i „piątej kolumny” w Polsce.

Tak to widzi Marian Miszalski. Jeśli więc uznanie powstania styczniowego za taką próbę jest przedwczesne, to uznanie rewolucji 1905 roku już chyba nie! Cytowany wcześniej Jeske-Choiński pisze również:

Dokąd Żydzi zdążali podczas rewolucji, niech opowie Julian Unszlicht, który jako polski pisarz żydowskiego pochodzenia, zna lepiej od „gojów” tajemnice swoich współplemieńców. Pisze on pomiędzy innymi: „Ubiegła rewolucja w Królestwie była rewolucją żydowską, mającą na celu utrwalić hegemonię Izraela nad Polską i zrealizować utopijny ideał »Judeo-Polski«, Syjon na gruzach Polski. – Wiekami całymi żydostwo ze wszech stron spływało w granice Rzeczypospolitej na oścież dla obcych otwarte. Rzeczpospolita nie umiała wzbudzić dla siebie poszanowania ze strony żydostwa, które, biorąc jej tolerancyjność za oznakę słabości, nauczyło się Polskę lekceważyć, nie chcąc nawet jej języka uznać za swój. Żargon niemiecki, jak obecnie żargon rosyjski litwactwa – to żywe dokumenty stwierdzające przywiązanie żydostwa do tych państw, które nie tylko Polskę ciemiężą, ale i samo żydostwo sposobami wytępić usiłowały. Polska ujarzmiona stała się ojczyzną żydostwa całego świata, drugą Palestyną, w której nie miało ono potrzeby liczyć się z interesami ludności rdzennej. W warunkach wyjątkowych Polski przy rosnącym ucisku obcym i pozornym zmiażdżeniu przezeń aspiracji politycznych narodu polskiego, proces odpadania żydostwa od polskości mógł się tylko potęgować, prowadząc w prostej linii do fantastycznej idei Judeo-Polski, odrodzenia »narodowego« żydostwa w ujarzmionej Polsce pod egidą państwowości rosyjskiej. – Pierwszy etap został przebieżony: żydostwo powstaje jako zwarta masa przeciwko narodowi, który w ciągu tylu wieków udzielał mu gościny i przytułku, sądząc, że w zamian za to zdobędzie względy gromiącej go Rosji. Lecz w tej sytuacji walka żydostwa z polskością, mimo poparcia rządu rosyjskiego zakończyłaby się rychło klęską żydostwa, gdyby ono dla swych dążeń nie znalazło punktu oparcia w samym społeczeństwie polskim. Warunkiem nieodzownym istnienia w Polsce jako odrębnej całości tak osobliwej grupy jak żydostwo, było rozerwanie przezeń społeczeństwa polskiego na dwie wrogie części i przykucie jednej z nich – polskiego ludu pracującego – do swego dziejowego rydwanu, toczącego się ku nieznanym losom Izraela po »trupie Polski«.

Siła proletariatu polskiego miała zarazem służyć do wywarcia presji na rząd, by zdobyć na nim ustępstwa, których koszta poniesie Polska, a korzyści zagarnie żydostwo. Do tak niesłychanego eksperymentu dał się użyć socjalizm w Polsce. – Socjalizm polski nie umiał stawić czoła parciu nacjonalizmu żydowskiego, gdyż element żydowski, który się w nim licznie zagnieździł, nie dopuszczał do żadnej krytyki działalności politycznej żydostwa, natomiast zmuszał go ustawicznie do walki z reakcją polską, nie za jej ugodowość, bo to odpowiadało dążeniom centralistycznym nacjonalizmu żydowskiego, lecz za jej antysemityzm, któremu żer obfity dawały wybryki antypolskie socjal-litwactwa. W tych warunkach nastąpił wybuch szalonego, nieokiełznanego niczym antagonizmu. – Izrael stał się nieubłaganym, bezlitosnym sędzią wszystkich prawdziwych czy urojonych przewinień Polski, z lubością opluwał jej przeszłość, jej męczeństwo, jej prawo do wolnego życia. – Żydostwo stało się panem sytuacji w rewolucji. Coraz natarczywiej żądało od socjalistów polskich, by się wyparli swej narodowości, swych ideałów, a z proletariatu polskiego uczynili hołotę nacjonalizmu żydowskiego”.

Najmniej znana powieść Henryka Sienkiewicza to „Wiry”. Jej akcja toczy się w okresie rewolucji 1905 roku. Jest to romans i po części powieść polityczna, choć realistyczny obraz 1905 roku jest w niej skromny. Nie mniej jednak niektóre fragmenty brzmią nad wyraz aktualnie:

Nasi socjaliści zabrali się do przebudowy nowego domu, zapomniawszy, że żyjemy stłoczeni tylko w kilku izbach, a w innych mieszkają obcy, którzy na to nie pozwolą. A raczej owszem! Te kilka izb pozwolą zwalić, ale nie dadzą ich odbudować.

-To lepiej cały dom wysadzić dynamitem – wtrącił Świdwicki.

Ale uwagę tę pominięto milczeniem, po czym Groński rzekł:

-Jedna rzecz mnie wprost zdumiewa, a mianowicie to, że konserwatyści zwracają się z największą zaciekłością nie przeciw rewolucjonistom, ale przeciw patriotom narodowym, którzy rewolucji nie chcą i którzy jedynie mają dość siły, by do niej nie dopuścić. Rozumiem, że to robi obca biurokracja, ale dlaczego wtórują jej w tym nasi patres conscripti?

Również Bolesław Prus napisał powieść „Dzieci” poświęconą rewolucji 1905 roku i również mało znaną. Obie chyba za PRL-u nie były wydawane, co zrozumiałe. Bo czyż można było wydrukować coś takiego:

„-Mamy wrażenie, że poza naszymi warchołami i ewentualnymi zabójcami stoi ktoś inny, komu bardzo zależy na tym, ażeby w kraju upadł przemysł, rolnictwo, wszelki dobrobyt i ażeby stan wojenny trwał Bóg wie jak długo.

-Proszę pana – ciągnął – zarząd fabryki nie tylko u nas dba o interesy akcjonariuszów, to samo jest wszędzie… Bywało źle… działy się niegodziwości… temu nie będę przeczył… Ale kiedy robotnicy pierwszy raz urządzili strajk, kiedy postawili żądania, aby im powiększyć płacę, zmniejszyć liczbę godzin pracy, urządzić łaźnię i ochronkę, opiekę na wypadek choroby, grzecznie traktować ich i tak dalej, i tak dalej, wszyscy począwszy od dyrektora, skończywszy na obecnym tu słudze pańskim – przyznaliśmy im rację i poparliśmy ich w radzie zarządzającej… Więcej panu powiem; w sekrecie zacieraliśmy ręce i szeptaliśmy między sobą: chwała Bogu, że nareszcie i w fabrykach skończą się obrzydliwe, pańszczyźniane stosunki.

-Tak, ruch ten zapowiadał się bardzo dobrze – wtrącił Świrski.

-A ciągnie się jak najgorzej – pochwycił sekretarz. – Bardzo prędko przekonaliśmy się, że robotnikom, a raczej menerom, nie chodzi o poprawę stosunków, ale o wywołanie zamętu… My pierwsze warunki robotników przyjęliśmy i gotowi byliśmy je wykonywać, ale oni tylko zaczęli stawiać coraz to nowe, coraz niemożliwsze żądania, ale jeszcze pracowali niedbale, psuli materiały, kradli, zmuszali trzymać w fabrykach takie jednostki, które kwalifikują się w najlepszym razie do wyrzucenia, w najgorszym do kryminału… A gdy oświadczyliśmy, że dalszych ustępstw fabryka nie może robić, skazano nas na śmierć.

-Cóż oni na przykład panu zarzucają?… – spytał Świrski.

-Nigdy pan nie uwierzy!… – zawołał sekretarz. – Mam zginąć za to, że kiedyś cieszyłem się zaufaniem robotników, że zachęcałem ich do uczenia się, do zawiązywania stowarzyszeń… że wreszcie w ostatnich czasach wyjaśniałem robotnikom niepraktyczność ich postępowania… A prawda!… Parę razy odezwałem się, że niepolskie to ręce i niepolskie serca kierują ruchem, który może skończyć się ogólną nędzą i upadkiem naszego narodu na korzyść nie wiadomo czyją…”

To, co może nie do końca udało się podczas rewolucji 1905 roku, udało się po 1989 roku. Soros zaaplikował nam „Plan Balcerowicza”, a następnie zaczął realizować ideę społeczeństwa otwartego, czyli wszelkie możliwe zboczenia i internacjonalistyczne społeczeństwo.

„Kuroń chciał, żeby był gotowy już na następny dzień. Potwierdza to Naomi Klein w Doktrynie szoku: „Sachs i Lipton napisali plan polskiej terapii szokowej w ciągu jednej nocy. Miał piętnaście stron i, jak twierdził Sachs, był to, jak sądzę, pierwszy raz, gdy ktoś napisał całościowy plan przejścia z gospodarki socjalistycznej do wolnego rynku”.

Tyle tylko, że nie był to plan przejścia z gospodarki socjalistycznej do wolnego rynku, tylko plan zlikwidowania gospodarki polskiej. Na piętnastu stronach to można napisać plan destrukcji. Destrukcja wymaga znacznie mniejszego wysiłku niż konstrukcja. Żeby napisać plan przejścia polskiej gospodarki od socjalizmu do wolnego rynku, to trzeba by było dokonać inwentaryzacji tj. opisania tego, co jest rentowne i warte zachowania i tego, co jest nieopłacalne i niewarte zachowania. W PRL-u były przedsiębiorstwa warte zachowania i takie, które były nierentowne, i które należało zlikwidować. Jednak tego typu inwentaryzacja trwałaby co najmniej kilka miesięcy, jeśli nie lat i byłaby opisana na kilkuset stronach, jeśli nie na tysiącach.