Podział czy rozbiór?

W dniu 7 września Viktor Orban na kongresie swojej partii powiedział, że los Ukrainy jest już przesądzony. Obecnie państwa europejskie, pod przykrywką gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, rozmawiają o jej podziale. Zdaniem Orbana Ukraina ma być podzielona na trzy części. Część pierwsza to strefa rosyjska. Strefa druga to tzw. strefa zdemilitaryzowana. Strefa trzecia to strefa zachodnia. O tym m.in. mówi Leszek Sykulski w swoim komentarzu.

Orban, zdaniem Sykulskiego, ma bardzo dobre relacje z Trumpem i premierem Netanjahu, a także z prezydentem Putinem. Jest więc politykiem dobrze poinformowanym.

Kwestia podziału Ukrainy nie wypłynęła obecnie. Ona już wcześniej pojawiła się. W listopadzie 2024 roku agencja Interfaks Ukraina poinformowała, że Rosja ma plan rozbioru Ukrainy. Wtedy podział miał być również na trzy części pod nadzorem Stanów Zjednoczonych. Pierwsza część to ta zajęta już przez Rosję, druga to prorosyjski podmiot państwowy, czyli państwo z prorosyjskimi władzami. W skład tej części miałyby wchodzić m.in. obwód kijowski, Kijów, czernihowski, charkowski, połtawski, Odessa, Czerkasy,Winnica, Żytomierz. Trzecia część, określana jako terytoria sporne, w których skład miały wchodzić obwody: wołyński, chmielnicki, lwowski, iwano-frankowski, tarnopolski, czernihowski i zakarpacki. Według agencji Interfaks Rosja chciałaby podzielić się tą trzecią częścią z Polską, Rumunią i Węgrami.

Ze względu na kryzys w unii europejskiej wątpliwe jest, by unia europejska była w stanie dalej utrzymywać Ukrainę, więc Orban sugeruje, że jest jakiś plan podziału Ukrainy. I coś jest niewątpliwie na rzeczy – konkluduje Sykulski. Jesli wiec dojdzie do tego podziału i powstanie część zachodnia, czyli Ukraina Zachodnia, czyli Galicja Wschodnia, to wówczas Polska będzie miała poważny problem.

Podział Ukrainy sugerowały również media brytyjskie i amerykańskie. The Telegraph sugerował 11 kwietnia 2025 roku, że Ukraina mogłaby być podzielona, tak jak Berlin po II wojnie światowej. Wersja ta różni się trochę od tej ukraińskiego Interfaksu, ale zasada trójpodziału jest zachowana.

Sykulski wspomina też o tym, że został wznowiony tzw. dialog petersburski, czyli format współpracy niemiecko-rosyjskiej, oficjalnie zawieszony, ale niemieccy i rosyjscy politycy spotykają się. Ostatnio takie spotkanie miało miejsce w Baku, stolicy Azerbejdżanu. Było ono szeroko komentowane przez niemieckie media. Dialog petersburski został powołany w 2001 roku przez Władymira Putina i ówczesnego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera jako platforma porozumienia pomiędzy Niemcami a Rosją. I tak jakoś dziwnie się składa, że pojawiają się ostatnio ze strony polskiej żądania reparacji nie tylko od Niemieć, ale również od Rosji. Jest to ewidentny przekaz dla tych dwóch państw do działania przeciwko Polsce. W obecnej sytuacji Polska ma bardzo złe relacje ze wszystkimi sąsiadami.

Jeżeli dojdzie do podziału Ukrainy, to rozważany jest również scenariusz bałkanizacji Europy środkowo-wschodniej. Według Sykulskiego Trump odpuścił sobie tę część Europy. Natomiast jej bałkanizacja jest na korzyść Niemiec. To przyspieszyłoby federalizację Europy i nowy podział stref wpływu pomiędzy Niemcami a Rosją. Czynnik ukraiński jest traktowany przez Niemcy i Rosję instrumentalnie jako element osłabiania państwa polskiego.

x

Żeby mogło dojść do takiej sytuacji, jak ją opisuje Sykulski, to wybory w Ameryce musiał wygrać Trump, który w swojej kampanii wyborczej obiecywał szybkie zakończenie wojny na Ukrainie. To szybkie zakończenie wojny na Ukrainie oznaczało zakończenie jej dla Stanów Zjednoczonych, czyli ich formalne wycofanie się z niej. W efekcie głównymi rozgrywającymi w Europie stają się powoli Niemcy i Rosja.

Trwa więc obecnie gotowanie żaby na wolnym ogniu, czyli przygotowywanie opinii publicznej do zmian, które mają nastąpić. A że w polityce czas płynie zdecydowanie wolniej, to większość nie jest w stanie odgadnąć, jaki jest prawdziwy cel tych wszystkich zabiegów. Od konfederacji barskiej w 1768 roku, w wyniku której doszło do pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 roku, do trzeciego rozbioru w 1795 roku minęło 27 lat. Po co dokonano tych rozbiorów, skoro po 123 latach ponownie odtworzono ten karykaturalny twór, choć nieco okrojony? Nie minęło 20 lat i ponownie go zlikwidowano. A teraz znowu wracają do tej koncepcji.

Nie będzie to podział tylko rozbiór Ukrainy. Podział byłby wtedy, gdyby podzielono Ukrainę tak, jak kiedyś podzielono Niemcy, Wietnam czy Koreę. Rosja już nie odda zajętych terenów, więc tu nie ma mowy o ich ponownym zjednoczeniu do stanu sprzed 24 lutego 2022 roku. Część środkowa, prędzej czy później, padnie łupem Rosji. Kto wie czy nie za odstąpienie Niemcom obwodu kaliningradzkiego? Natomiast część zachodnia, a więc Galicja Wschodnia, jak odważył się ją nazwać Sykulski, zostanie rozebrana na części i przyłączona do Polski, Rumunii i Węgier. W przypadku tych dwóch ostatnich państw nie będzie to problemem, bo to stosunkowo niewielki obszar. Natomiast w przypadku Polski nastąpi wpadnięcie w stare koleiny. Jest to poniekąd naturalne, bo po rozbiorach Rzeczypospolitej trafiła ona pod zabór austriacki i tam ludność ukraińska rytu grecko-katolickiego znalazła się pod szczególną opieką. Historycznie rzecz ujmując, Galicja Wschodnia nie pasuje do reszty Ukrainy.

Przyłączenie Galicji Wschodniej będzie oznaczało formalne powstanie i tak już istniejącego wspólnego państwa polsko-ukraińskiego czy może raczej ukraińskiego, biorąc pod uwagę prawa, jakimi obdarzono ludność ukraińską, która osiedliła się tu po wybuchu wojny w 2022 roku. Jednak to nowe państwo zostanie pozbawione ziem poniemieckich. Bardzo możliwe, że dojdzie też do podziału Białorusi i jej część zachodnia zostanie przyłączona do tego państwa.

Putin, zaczynając operację specjalną 24 lutego 2022 roku, powiedział, że jej celem jest denazyfikacja i demilitaryzacja Ukrainy. Dziś już widać, że ta jej denazyfikacja polegała na denazyfikacji terenów które zajęła Rosja i które może jeszcze zająć. Nie zlikwidował więc on nazizmu ukraińskiego, tylko wypchnął go na zachód do Polski. To oznacza, że nowe państwo, które powstanie z połączenia części obecnych ziem Polski i Galicji Wschodniej, będzie państwem, w którym ukraiński nazizm będzie dominował, a to będzie oznaczać, że Rosja nadal będzie pozostawać głównym jego wrogiem. Tak więc, zamiast definitywnie rozprawić się z nim, ochrania się go, by za jakiś czas mógł znowu stanowić zarzewie konfliktu. Na tym właśnie polega polityka. Polega ona na stwarzaniu konfliktów, a nie na ich unikaniu.

Żeby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, to trzeba sobie uświadomić, że Polska Piastów to nie było niezależne państwo tyko część I Rzeszy, a Piastowie byli wasalami cesarza niemieckiego. Z drugiej strony była Ruś Kijowska, która rozpadła się na mniejsze księstwa. Z części z nich powstało Wielkie Księstwo Litewskie. Jak mała Litwa podporządkowała sobie tak wielki obszar? Resztę księstw byłej Rusi Kijowskiej zjednoczono w Księstwo Moskiewskie, a później w Wielkie Księstwo Moskiewskie i w końcu powstało Carstwo Rosyjskie. Z I Rzeszy wydzielono wschodnie jej rubieże, czyli Królestwo Polskie i połączono je z Wielkim Księstwem Litewskim. Obie części nigdy nie były niepodległymi państwami i nie mogło być takim nowe państwo zwane Rzeczpospolitą. Gdy więc I Rzeszy zagrozili Turcy, to Rusin Sobieski pośpiesznie udał się pod Wiedeń, by jej bronić, bo taki był rozkaz. Dziś władze III RP, również na rozkaz, pośpieszyły bronić Ukrainy. Mamy więc twór państwowo-podobny, który jest poligonem służącym do niemiecko-rosyjskich przepychanek. I tak jest od unii lubelskiej. Czy mogło powstać coś normalnego z połączenia części I Rzeszy z częścią byłej Rusi Kijowskiej? No i mamy: polskość to nienormalność.

Warunek

Czyżby zanosiło się na nową ugodę perejasławską, ugodę z 18 stycznia 1654 roku? Na jej mocy Ukraina Naddnieprzańska, zwana czasem Ukrainą Kijowską, została wcielona do Carstwa Rosyjskiego. Akt tej ugody był pretekstem do najazdu rosyjskiego na Rzeczpospolitą kilka miesięcy później, czyli tzw. potopu rosyjskiego.

Przybliżony zasięg Ukrainy naddnieprzańskiej na tle granic współczesnej Ukrainy; źródło: Wikipedia.

16 sierpnia portal Kresy.pl informował – Miedwiediew: Ukraina będzie musiała zrzecc się Kijowa, by wejść do NATO (https://kresy.pl/wydarzenia/miedwiediew-ukraina-bedzie-musiala-zrzec-sie-kijowa-zeby-wejsc-do-nato/). Poniżej treść tej informacji:

Były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, obecnie wiceszef rosyjskiej rady bezpieczeństwa skomentował słowa urzędnika kancelarii NATO, który sugerował, że Ukraina mogłaby wejść do Sojuszu w zamian za rezygnację z części terytorium na rzecz Rosji.

Jak informowaliśmy, szef kancelarii NATO przyznał w wywiadzie dla dużej norweskiej gazety, że w ramach Sojuszu omawiano już opcję wejścia Ukrainy do NATO w zamian za rezygnację z części terytorium na rzecz Rosji i że to „możliwe rozwiązanie”. Jego wypowiedź wywołała na Ukrainie oburzenie.

We wtorek sprawę skomentował były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, zamieszczając wpis w serwisie społecznościowym Telegram.

„Nowy pomysł dla Ukrainy z kancelarii Sojuszu Północnoatlantyckiego: Ukraina może wstąpić do NATO, jeśli zrzeknie się spornych terytoriów” – pisze wiceprzewodniczący rosyjskiej rady bezpieczeństwa.

„A co? Ciekawy pomysł. Tylko problem w tym, że wszystkie ich rzekome terytoria są w najwyższym stopniu sporne. I żeby przystąpić do bloku, kijowskie władze będą musiały zrzec się nawet Kijowa, stolicy Dawnej Rusi [wzgl. Starożytnej Rusi – red.]” – napisał Miedwiediew.

„No a stolicę przeniosą im do Lwowa. Jeśli, oczywiście, pszeki [pogardliwe określenie na Polaków – red.] zgodzą się zostawić Lemberg [nazwa miasta w jęz. niemieckim i jidisz – red.] miłośnikom sadła z koksem [tu: z kokainą; aluzja do rozpowszechnionych w Rosji pogłosek o braniu narkotyków przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego otoczenie – red.]” – dodał były prezydent Rosji.

Przypomnijmy, że szef kancelarii NATO Stian Jenssen udzielił wywiadu „Verdens Gang”, jednemu z największych dzienników w Norwegii. Podczas rozmowy został zapytany, czy Ukraina musi zrezygnować z części swojego terytorium, by zyskać pokój i członkostwo w NATO. W odpowiedzi Jenssen oświadczył, że ta kwestia była już podnoszona w ramach Sojuszu. „Nie mówię, że tak musi być. Ale mogłoby to być możliwe rozwiązanie” – powiedział szef kancelarii NATO.

W komentarzu dla ukraińskich mediów przedstawiciel NATO zapewnił o pełnym poparciu natowskich sojuszników dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Powiedział, że przywódcy krajów członkowskich potwierdzili takie stanowisko podczas lipcowego szczytu NATO w Wilnie, a później nie uległo ono zmianie.

„Będziemy dalej wspierać Ukrainę tak długo, jak będzie trzeba. Jesteśmy zaangażowani w osiągnięcie sprawiedliwego i trwałego pokoju” – zaznaczył przedstawiciel NATO.

xxx

Ta informacja nie zaistniała w polskich mediach głównego nurtu. Trudno zresztą się temu dziwić. Trwa kampania wyborcza. Najważniejszą informacją jest to, że jakiś siurek z Agrounii znalazł się na liście wyborczej PO. Skoro jednak szef kancelarii NATO dopuścił możliwość takiego rozwiązania, to znaczy, że taki wariant jest rozważany. Scenariusz ten może być brany pod uwagę, gdy Ukraina przegra tę wojnę. A przecież wiadomo, że przegrany musi czymś zapłacić zwycięzcy. Jedyne czym Ukraina może zapłacić, to terytorium.

Czy taki scenariusz jest jednym z wielu, czy może jest jedynym, który jest rozważany? Gdybyśmy wiedzieli z jakiego rejonu Ukrainy przesiedlono najwięcej ludzi do Polski, to znalibyśmy odpowiedź. Podobno Ukrainie ubyło około połowy ludzi ją zamieszkujących. Z 50 milionów zrobiło się 25, a może nawet mniej. Wyglądana na to, że rozbiór Ukrainy jest nieunikniony, tylko że jest jeszcze za wcześnie, by o tym otwarcie mówić.

Jeśli taki scenariusz zostanie zrealizowany, to będzie to oznaczać definitywny koniec państwa polskiego w tym kształcie i o takiej strukturze etnicznej, bo ci Ukraińcy, którzy tu zostali przesiedleni, na Ukrainę już na pewno nie wrócą, a prawdopodobnie dojdą jeszcze nowi przesiedleńcy. To nowe państwo będzie państwem, w którym dominować będzie prawosławie. Od zachodu napiera islam, od wschodu – prawosławie. W pewnym momencie dojdzie do zderzenia tych dwóch fundamentalizmów. Nowa bitwa pod Poitiers? I pewnie gdzieś między Odrą i Bugiem.

Plan pokojowy

W poprzednim blogu „Rozbiór Ukrainy” przedstawiłem pogląd Davida Stockmana na sytuację na Ukrainie i pewne rozwiązanie, które zaproponował, a którego autorem jest cytowany przez niego Alexander G. Markovsky:

Terytorium Ukrainy to mozaika cudzych ziem. Jeśli chcemy zakończyć tę szaloną wojnę i zapewnić pokój w Europie, zamiast nazywać sponsorowane przez Rosję referendum we wschodniej Ukrainie fikcją, powinniśmy przeprowadzić uczciwe referendum we wszystkich spornych terytoriach pod auspicjami ONZ i pozwolić ludziom zdecydować, jakiego rządu chcą.

Ta propozycja pojawiła się 1 października na stronie Stockmana i przedrukowana została na portalu ZeroHedge. A wczoraj, czyli 3 października, Elon Musk ogłasza swoją propozycję, o czym informuje Interia: Elon Musk z planem pokojowym dla Ukrainy. Melnyk nie wytrzymał (https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-elon-musk-z-planem-pokojowym-dla-ukrainy-melnyk-nie-wytrzyma,nId,6324646). Interia m.in. pisze:

Elon Musk zaproponował warunki pokoju pomiędzy Ukrainą a Rosją. Te miałyby opierać się o przeprowadzone pod nadzorem ONZ referendum. Multimiliarder uznał, że jeśli “taka będzie wola ludu, Rosja odejdzie”. Odniósł się także do Krymu. “Formalnie należy do Rosji. Tak jak jest od 1783 r.” – napisał Musk. Na rekcję władz w Kijowie i ukraińskich polityków nie trzeba było długo czekać.

“Pokój Ukraina-Rosja: Ponowne wybory w anektowanych regionach pod nadzorem ONZ. Rosja odchodzi, jeśli taka jest wola ludu. Krym formalnie należy do Rosji. Tak jak jest od 1783 r. (do pomyłki Chruszczowa). Zapewnione zostanie zaopatrzenie w wodę na Krym. Ukraina pozostaje neutralna” – takie “rozwiązania pokojowe” zaproponował Elon Musk na Twitterze.

Multimiliarderowi odpowiedział także doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak. “Istnieje lepszy plan pokojowy. 1. Ukraina wyzwala swoje terytoria. W tym anektowany Krym. 2. Rosja podlega demilitaryzacji i obowiązkowej denuklearyzacji, więc nie może już zagrażać innym. 3. Przestępcy wojenni zostają doprowadzeni przed trybunał międzynarodowy” – napisał Podolak.

“Plan” Muska skrytykował też były ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk.

Odp***l się – to moja bardzo dyplomatyczna odpowiedź” – napisał Melnyk.

Swoje propozycje pokojowe zaprezentował także przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk.

“Pokój Ukraina-Rosja (lepszy niż autorstwa Elona Muska): – Rosja wycofuje się z Ukrainy; – Moskwa powinna zostać sprzedana Chinom i znika z Ziemi tak jak ma to miejsce od 1147 roku (aż do pomyłki Jerzego Dołgorukiego); – Rosja płaci reparacje Ukrainie za wszystko, co zrobiła; – Ukraina odzyskuje status nuklearny” – napisał Stefanczuk.

Do wpisu Elona Muska odniósł się także ukraiński działacz społeczny Serhij Prytuła.

“Elonie, człowieku. Wygląda na to, że przegapiłeś wiele lekcji historii, koncentrując się na kosmosie i e-samochodach. Twoje propozycje brzmią jak Putina. Mam nadzieję, że tego nie chciałeś” – napisał Prytuła.

W czerwcu Rosja oświadczyła, że jest gotowa negocjować porozumienie pokojowe. Mychajło Podolak powiedział wówczas, że negocjacje z Kremlem dotyczą tylko spraw humanitarnych. Tłumaczył, że Rosja nadal utrzymuje, że “wyzwala” Ukrainę i zarzucił Rosji, że żyje w fikcyjnym świecie.

Również na Zerohedge pojawił się 3 października artykuł komentujący propozycję Muska. All Hell Breaks Loose After Musk Posts “Russia-Ukraine Peace” Twitter Poll – Rozpętało się piekło po opublikowaniu przez Muska postu na Twitterze „Pokój Rosja-Ukraina” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/blue-checks-diplomats-bots-go-ballistic-over-elon-musks-proposed-russia-ukraine-peace). Na początku artykułu można przeczytać:

Strażnicy z niebieskim znacznikiem, dziennikarze, boty, eksperci, a nawet urzędnicy rządowi, gniewnie reagują na poniedziałkowy tweet Elona Muska, który jedynie badał możliwości pokojowego rozwiązania problemu na Ukrainie.

Strażnicy z niebieskim znacznikiem, to jak ktoś opisał: Jeśli nie wiesz, czym jest ten klub, masz szczęście, ponieważ brygada z niebieską szachownicą to grupa ludzi, którym masz wierzyć, że są ważniejsi od ciebie, o czym świadczą małe niebieskie znaczniki, które pojawiają się obok ich nazwisk na Twitterze.

A na końcu:

Bloomberg zauważył, że tweety Muska „wywołują gniew Ukraińców” za proponowanie rozwiązania, które wiązałoby się z oddaniem Krymu na zawsze, oraz za sugerowanie, że obywatele okupowanych obszarów powinni „decydować, czy chcą mieszkać w Rosji, czy na Ukrainie”.

Zaledwie poprzedniego wieczoru dziennikarz Michael Tracey zwrócił uwagę na to, co trafnie zostało przedstawione w poniedziałkowym wpisie Elona Muska na Twitterze w związku z sytuacją na Ukrainie…

„Media powinny znacznie sumienniej wykonywać swoją misję, wyjaśniając Amerykanom, że powodem, dla którego są teraz bardziej narażeni na ryzyko wybuchu wojny nuklearnej, jest to, że rząd USA **świadomie do tego dąży**” – powiedział Tracey. „Prowojenni ideologiczni fanatycy celowo narzucili im to ryzyko”.

Mamy więc tu do czynienia z pewnymi zdarzeniami, które uchylają nam rąbka tajemnicy na temat tego, jak ten świat jest zorganizowany i jak wielcy tego świata posługują się innymi w celu realizacji swoich planów. W tym wypadku posłużyli się Muskiem. Najwyraźniej zdecydowali już oni, że podział Ukrainy nastąpi. Być może nawet już postanowili w szczegółach, jaki to ma być podział. To, co teraz dzieje się, to tylko przygotowywanie opinii publicznej do rozwiązania, na które nie jest ona jeszcze przygotowana, bo wcześniej o tym nie mówiono. Ma to sprawiać wrażenie spontanicznego pomysłu, który wychodzi od ludzi nie związanych z polityką, ale potężnych i zatroskanych o losy świata i środowisko naturalne człowieka – ludzi, którzy nie kierują się politycznym wyrachowaniem. Zapewne więc nie przypadkowo Elon Musk został wybrany do odegrania tej roli.

Natomiast straszenie konfliktem nuklearnym, to tylko taki zabieg psychologiczny, szantaż, mający na celu uczynić ludzi bardziej skłonnymi do ustępstw. W blogu „Kuba” pisałem:

„W związku z obecnością amerykańskich pocisków balistycznych we Włoszech i Turcji i nieudaną inwazją w Zatoce Świń w 1961 roku, Nikita Chruszczow zgodził się na kubańską propozycję umieszczenia pocisków nuklearnych na wyspie, by zapobiec przyszłej inwazji. Podczas tajnego spotkania Chruszczowa i Castro w lipcu 1962 roku osiągnięto porozumienie i późnym latem rozpoczęła się instalacja wyrzutni rakietowych.

To doprowadziło do tzw. kryzysu kubańskiego, który miał miejsce w dniach 16-28 października 1962 roku. Po wykryciu przez wywiad USA na początku sierpnia 1962 roku dziwnych budowli na Kubie oraz nadmiernego ruchu radzieckich statków w kubańskich portach, a następnie wykryciu urządzeń i rakiet, w odpowiedzi na zagrożenia prezydent USA wprowadził blokadę morską Kuby i zażądał wycofania rakiet.

Tak to opisuje Wikipedia, ale czy to możliwe, by Rosjanie tak szybko mogli cokolwiek zdziałać na Kubie? Tajne rozmowy w lipcu, a Amerykanie już na początku sierpnia coś tam zobaczyli. Później opublikowali zdjęcia wykonane ze swojego samolotu szpiegowskiego, na których widoczne są wyrzutnie rakietowe. Francuski dziennik Le Monde początkowo zakwestionował ich autentyczność, ale zapewne przywołany do porządku wycofał się z podejrzeń.”

Kryzys kubański został zażegnany, a blokada Kuby trwa do dziś. Czy to nie oznacza, że szantaż konfliktem nuklearnym jest tylko wygodnym narzędziem w ręku rządzących, narzędziem terroru, takim samym jak wirus, a służącym do realizacji innego celu niż otwarcie deklarowany. Im nie chodzi przecież o totalne zniszczenie, tylko o zrealizowanie swoich planów.

Rozbiór Ukrainy

A więc stało się! Mamy pierwszy rozbiór Ukrainy. Pierwszy, bo wszystko wskazuje na to, że na tym się nie skończy. Świadczą o tym pewne opinie, które pojawiają się za oceanem i wprost sugerują, że jednym rozwiązaniem jest podział Ukrainy, która wedle nich jest sztucznym państwem. Na portalu ZeroHegde pojawiła się 1 października opinia Davida Stockmana, który w swoim artykule Stockman Slams Washington’s Pointless War On Behalf Of A Fake Nation – Stockman chłosta bezsensowną wojnę Waszyngtonu, prowadzoną w imieniu sztucznego narodu (https://www.zerohedge.com/geopolitical/stockman-slams-washingtons-pointless-war-behalf-fake-nation) uważa takie rozwiązanie za najbardziej rozsądne.

Autor m.in. pisze, że każde ukraińskie wybory od 1991 roku ujawniały radykalny podział na prorosyjski wschód i południe oraz antyrosyjskie i nacjonalistyczne centrum i zachód. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Ukraina stała się terytorium, któremu należał się bardziej racjonalny podział. Nie był to jednak wynik krótkoterminowej polityki wyborczej, a efekt tworzenia sztucznego narodu przez ostatnie trzy stulecia. Przed I wojną światową nie było państwa ukraińskiego. Podobnie jak sztuczne i nietrwałe państwa Czechosłowacji i Jugosławii, które zostały stworzone przez wyrachowanych polityków, Ukraina była produktem inżynierii geopolitycznej – w tym wypadku nowych władz Związku Radzieckiego.

Historia Ukrainy zaczyna się od momentu, gdy Bohdan Chmielnicki, hetman wojsk zaporoskich, zwrócił się w 1654 roku do cara Aleksieja o włączenie państwa zaporoskiego do Rosji. Przez następne 250 lat carowie zajmowali przyległe terytoria, określając wschodnie i południowe rejony jako Noworosję, w skład której od 1783 roku wchodził Krym.

Po rewolucji bolszewickiej, w 1919 roku Lenin utworzył z części byłego Imperium Rosyjskiego Ukraińską Republikę Ludową ze stolicą w Charkowie od 1922 roku, przeniesioną w 1934 roku do Kijowa. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, stała się ona niepodległym państwem w granicach takich, jakie jej wyznaczył, jako republice, po II wojnie światowej Stalin. Zamieszkiwało to państwo 40 milionów Rosjan, Polaków, Węgrów, Rumunów, Tatarów i inne liczne narodowości. Wszystkie zamknięte w nowo powstałym państwie, w którym nie miały ochoty mieszkać.

Rzeczywiście powód, dla którego nieszczęsne państwo „Ukraina” potrzebuje pomocy w podziale, a nie wojny o zachowanie dzieła carów i komisarzy, dobrze podsumował Alexander G. Markovsky w American Thinker:

Dzisiejsza wojna domowa na Ukrainie jest zatem znacznie zaostrzona przez fakt, że w przeciwieństwie do pluralistycznych społeczeństw, takich jak USA, Kanada, Szwajcaria i Rosja, które są tolerancyjne dla różnych kultur, religii i języków, Ukraina nie jest. Nic więc dziwnego, że pluralizm nie sprawdził się w tym przypadku. Mimo że reżim kijowski nie miał historycznych korzeni w nowym państwie, po ogłoszeniu niepodległości narzucił ukraińskie zasady i język ukraiński ludności nieukraińskiej.

W rezultacie na Krymie i wschodniej Ukrainie zawsze dominowały nastroje prorosyjskie – od uznania oficjalnego statusu języka rosyjskiego po całkowitą secesję. Zachodnia Ukraina zawsze skłaniała się ku swoim polskim, rumuńskim i węgierskim korzeniom. Polska, zdecydowanie antyrosyjska, nie może przegapić tej strategicznej okazji, by odzyskać swoją ziemię i pomścić upokorzenie wywołane przez konferencję jałtańską.

Nacisk Zachodu na utrzymanie status quo ukraińskich granic ustanowionych przez Lenina, Stalina i Hitlera obnaża rozdźwięk między doktryną strategiczną a zasadami moralnymi.

Rzeczywiście, Polacy nie ukrywają swoich ambicji. Prezydent RP Andrzej Duda powiedział niedawno: „Przez dziesięciolecia, a może, jak Bóg da, przez wieki nie będzie już granicy między naszymi krajami – Polską i Ukrainą. Nie będzie takiej granicy!”

Rumunia nie jest daleko w tyle, zwłaszcza że wielu mieszkańców dawnej północnej Bukowiny ma już rumuńskie paszporty.

Terytorium Ukrainy to mozaika cudzych ziem. Jeśli chcemy zakończyć tę szaloną wojnę i zapewnić pokój w Europie, zamiast nazywać sponsorowane przez Rosję referendum we wschodniej Ukrainie fikcją, powinniśmy przeprowadzić uczciwe referendum we wszystkich spornych terytoriach pod auspicjami ONZ i pozwolić ludziom zdecydować, jakiego rządu chcą.

Nie trzeba dodawać, kończy autor, że Waszyngton nie myśli o podziale sztucznego państwa ukraińskiego. W końcu usunęłoby to ostatni neokonserwatywny powód szerzenia Wiecznych Wojen w wielu miejscach naszej planety.

Jednym z argumentów autora, że Ukraina jest sztucznym państwem, jest fakt, że jest podzielona na dwie części, co najwyraźniej pokazują wybory na Ukrainie. No cóż, taki sam podział pokazują wybory w Polsce, która też jest podzielona na dwie części. Część zachodnia, głównie ziemie poniemieckie, zamieszkałe w większości przez przesiedlone z Kresów mniejszości narodowe, głosuje inaczej niż część wschodnia, tzw. naiwni patrioci. Czy zatem Polska jest również sztucznym państwem? Wygląda na to, że tak.

Jeśli według autora Czechosłowacja i Jugosławia zostały stworzone po I wojnie światowej przez wyrachowanych polityków, to równie dobrze można by to samo powiedzieć o II RP, która była czymś w rodzaju Jugosławii. A czy PRL nie był dziełem wyrachowanych polityków? Zabranie Niemcom ich ziem wschodnich i wypędzenie z niej miejscowej ludności i przesiedlenie na nie mniejszości ze wschodniej części II RP – czy to nie było produktem inżynierii geopolitycznej? A czy przesiedlenie do Polski 6 czy 8 milionów obywateli ukraińskich, to nie produkt inżynierii geopolitycznej?

Najwyraźniej autorzy nie odrobili dobrze lekcji z historii Ukrainy i tej części Europy, bo nie wiedzą albo udają, że nie wiedzą, że Polacy na zachodniej Ukrainie nigdy nie byli większością, ale uważają, że połączenie zachodniej Ukrainy z Polską to zadośćuczynienie za jałtańskie upokorzenia. Być może jest to dobre rozwiązanie. Tylko dla kogo? To będzie oznaczać powstanie państwa, w którym Ukraińcy będą stanowić większość, ale będzie w nim znaczny odsetek ludności polskiej. A ci Ukraińcy, to kto? Rusini czy Kozacy? Bo wygląda na to, że za całe zło, jakie się dzieje na Ukrainie odpowiadają Kozacy, a może raczej ci, którzy ich wykorzystują.

Cała analiza autora i cytowanego przez niego Aleksandra G. Markowskiego nie jest warta funta kłaków i tchnie całkowitą nieznajomością historii tego rejonu, albo celowo została tak przedstawiona, by logicznie uzasadnić proponowane rozwiązanie. Co bardzo możliwe. Ale jedno w niej jest prawdziwe i dla nas niepokojące, a mianowicie to, że oni uznają rozbiór Ukrainy i połączenie jej zachodniej części z Polską za dobre rozwiązanie.

David Stockman nie jest przypadkową osobą. Na jego stronie można o nim m.in. przeczytać:

Kariera Stockmana w Waszyngtonie rozpoczęła się w 1970 roku, kiedy pełnił funkcję specjalnego asystenta członka Izby Reprezentantów, Johna Andersona z Illinois. Od 1972 do 1975 był dyrektorem wykonawczym Konferencji Republikańskiej Izby Reprezentantów USA. Stockman został wybrany na kongresmana stanu Michigan w 1976 roku i pełnił tę funkcję do swojej rezygnacji w styczniu 1981 roku.

Następnie został dyrektorem Biura Zarządzania i Budżetu za kadencji prezydenta Ronalda Reagana, pełniąc tę funkcję od 1981 do sierpnia 1985. Stockman był najmłodszym członkiem gabinetu w XX wieku.

Po odejściu z rządu Stockman dołączył do banku inwestycyjnego Wall Street Salomon Bros. Później został jednym z pierwszych udziałowców w nowojorskiej firmie private equity The Blackstone Group. Stockman opuścił Blackstone w 1999 roku, aby założyć własny fundusz private equity z siedzibą w Greenwich w stanie Connecticut.

Mamy tu do czynienia z nie byle kim, tylko z bardzo ważną i zapewne wpływową osobistością w amerykańskim życiu politycznym, tym bardziej więc należy zwracać uwagę na takie wypowiedzi, bo to mogą być pierwsze jaskółki, które jeszcze wiosny nie czynią, ale świadczą, że ona wkrótce nadejdzie. Tym bardziej, że jego życiorys wskazuje na jego nację.