Życiorys

Kiedy tak zastanawiałem się nad obecną sytuacją polityczną, wojną na Ukrainie i zalewem Polski (czy to jeszcze jest Polska i czy to w ogóle kiedykolwiek była Polska?) przez „uchodźców”, którzy nie są żadnymi uchodźcami, bo uchodźcy nie nadaje się numeru PESEL, który przysługuje, a właściwie przysługiwał jeszcze do niedawna, tylko obywatelom Polski, a teraz nadaje się go przybywającym tu obywatelom Ukrainy, a więc to nie uchodźcy, a państwo to faktycznie jest, jak już wielokrotnie pisałem, Rzeczpospolitą Ukraińską – kiedy więc tak zastanawiałem się na tą sytuacją, to przypomniał mi się wiersz Adama Asnyka Daremne żale.

Daremne żale - próżny trud, 
Bezsilne złorzeczenia! 
Przeżytych kształtów żaden cud 
Nie wróci do istnienia.

No właśnie! To, co się dzieje, to są rzeczy nieodwracalne. Ukraina jest rozdarta i trudno sobie wyobrazić, by została ponownie sklejona. A jeśli ten podział się dokona, co jest bardziej prawdopodobne niż ponowne połączenie, to co dalej? Wschodnia Ukraina do Rosji – to naturalne, a co z zachodnią?

We wszystkich analizach dotyczących wpływu tej wojny na sytuację światową mówi się o zerwaniu łańcuchów dostaw, o zmniejszeniu dostaw ropy i gazu z Rosji i przechodzeniu na energie odnawialną, co jest istotą Wielkiego Resetu, o rewolucji w rolnictwie, o przeniesieniu siedziby globalistów do centralnej Azji i utworzeniu tam centrum decyzyjnego dla całego świata i o wielu innych skutkach tej wojny. Ale nikt nie widzi lub nie chce widzieć albo udaje, że nie widzi, że Ukraina jest już podzielona i że konsekwencje tego będą poważne. Ta część Europy zmieni się diametralnie: przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.

A ja tak z ciekawości zajrzałem do Wikipedii i przeczytałem życiorys Adama Asnyka. Czytanie takich życiorysów może czasem przypominać śledztwo. Co tam piszą i czego nie piszą, to może prowadzić do ciekawych wniosków. Zabawiłem się więc w Sherlocka Holmesa i przeprowadziłem prywatne dochodzenie. Wikipedia m.in. pisze:

»Adam Prot Asnyk urodził się w 1838 roku w Kaliszu, zmarł w 1897 roku w Krakowie. Polski poeta i dramatopisarz; w czasie powstania styczniowego (1863-1864) członek Rządu Narodowego (1863), doktor filozofii (1866), w latach 1889-1894 redaktor dziennika „Nowa Reforma”, inicjator i pierwszy prezes Towarzystwa Szkoły Ludowej.

Pochodził z rodziny szlacheckiej. Był synem Kazimierza, powstańca listopadowego, który po odbyciu kary zesłania osiedlił się w Kaliszu i trudnił się handlem skórami (na czym dorobił się znacznego majątku i następnie otworzył hotel i księgarnię), i Konstancji z Zagórowskich. Został ochrzczony w miejscowym kościele św. Mikołaja Biskupa, ojcem chrzestnym został Walenty Stanczukowski. W 1849 rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Realnej w Kaliszu, w której w 1853 złożył egzamin dojrzałości. W Kaliszu mieszkał do 1856, po czym wyjechał do Warszawy, gdzie podjął studia w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie (1856), następnie w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie (1857-1859) oraz na uniwersytetach we Wrocławiu (1859-1860), gdzie działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, Paryżu (1861) i Heidelbergu (1861-1862). Brał udział w ruchu spiskowym; w powstaniu styczniowym był członkiem wrześniowego Rządu Narodowego. W latach 1864-1867 przebywał za granicą, w 1866 uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie Ruprechta i Karola w Heidelbergu. Po powrocie do kraju mieszkał we Lwowie, a w 1870 osiadł w Krakowie. Debiutował w 1870 roku na łamach dziennika „Kaliszanin” wierszem Rodzinnemu miastu.

W styczniu 1882 roku został wydawcą krakowskiego dziennika „Reforma”, przemianowanego w listopadzie tego roku na „Nową Reformę”, której redaktorem odpowiedzialnym był od grudnia 1889 do stycznia 1895. Od 1884 był radnym miejskim w Krakowie. W 1889 został posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego. Był jednym z założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie (1882) i członkiem honorowym TSL. Podejmował wyprawy wysokogórskie w Tatry. Wiele podróżował po Europie. W 1888 roku odbył podróż do Włoch, na Sycylię, Maltę i północne wybrzeże Afryki, zakończoną w Marsylii. W 1894 odbył podróż na Cejlon i do Indii. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie.

W czasie okupacji niemieckiej (1939-1945) całość twórczości Adama Asnyka trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana, z przeznaczeniem do zniszczenia.

W czasie Obchodu XVIII Wieków Kalisza (1960) na pl. Konstytucji odsłonięto pomnik Adama Asnyka.«

Mamy więc powstańca, zesłańca, który po odbyciu kary zesłania osiedla się w Kaliszu. Nie wiemy więc skąd pochodził ojciec Asnyka. Z kontekstu wynika, że nie z Kalisza, bo gdyby z Kalisza, to napisaliby, że powrócił do Kalisza. Właściwie to nic o nim nie wiemy, poza tym, że był szlachcicem bez ziemi. Przyjechał do obcego miasta i zaczął handlować skórami i dorobił się na tym handlu znacznego majątku. Skąd pomysł na handel skórami? I jakimi skórami? Jak został zesłany, to pewnie na Syberię, a nie na Krym. Na Syberii nie brakowało skór, a może raczej futer, bo wtedy, w tamtym ostrym klimacie dzikie zwierzęta miały bardzo ciepłe i ładne futerka, takie jakie lubią wszystkie kobiety. I tylko na takich futerkach, a nie skórach można było się dorobić fortuny. Musiał więc na tym „zesłaniu” ojciec Asnyka nawiązać kontakty z miejscowymi handlarzami futrami. Pierwszy krok został zrobiony. Zesłanie okazało się początkiem dobrego interesu.

Dlaczego Kalisz? Bo Kalisz to było wtedy miasto na granicy prusko-rosyjskiej. Szły więc futra z Syberii do Kalisza, do ojca Asnyka, „szlachcica”. A z Kalisza do Prus. Przecież zwykły szlachcic nie pojechałby do obcego miasta i nie zaczął tam uprawiać międzynarodowego handlu skórami, bo na ten handel ma monopol tylko jedna nacja. Musiał to być bardzo intratny handel, skoro stać go było na otworzenie hotelu i księgarni. Do takiego handlu Żydzi nikogo obcego nie dopuszczą. Skoro ojciec Asnyka był Żydem, to i on nim był, bo jego matka – z Zagórowskich, prawdopodobnie była również z tej nacji. Te nazwiska typu Zagórowski, Zagórski (za górami) mogą sugerować, że tak było.

Adam Asnyk odebrał bardzo „wszechstronne” wykształcenie. W 1856 roku studiował w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego. W latach 1857-1859 – w Akademii Medyko-Chirurgicznej, w latach 1859-1860 – na uniwersytecie we Wrocławiu działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, czyli zetknął się z panslawizmem, w 1861 – w Paryżu, w latach 1861-1862 – w Heidelbergu. W 1863 roku w powstaniu. W latach 1864-1867 przebywał za granicą. W 1866 roku uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie w Heidelbergu. Gdyby nie to, że był Żydem, to musiałby być masonem, bo tylko oni mogą się tak szybko przemieszczać z miejsca na miejsce i tylko dla nich uczelnie stoją otworem i mogą je zmieniać jak rękawiczki i nie istnieją dla nich żadne granice. Taki Kościuszko zrobił zadymę w Polsce, a potem, jak gdyby nigdy nic, wyjechał do Ameryki i nikt go nie zatrzymywał. Ostatecznie uzyskał Asnyk doktorat z filozofii, czyli że nie musiał się wykazać żadną konkretną wiedzą i nikt tak naprawdę nie mógł jej zweryfikować. Ale brzmi poważnie – doktor filozofii.

Tak więc Asnyk nie musiał mieć żadnego konkretnego zawodu, bo tate zabezpieczył go materialnie. Jak się okazuje i z „patriotyzmu” można coś wyciągnąć. Syn poszedł w ślady ojca i też „walczył” w powstaniu. W 1862 roku wrócił z Heidelbergu, a w 1864 ponownie wyjechał za granicę i nikt go nie zatrzymywał. Walczył przeciwko rządowi carskiemu, a ten pozwolił mu swobodnie opuścić kraj. „Patriotyczny biznes” to musiał być całkiem niezły biznes. Wprawdzie bardziej przypominał on biuro podróży, ale to szczegół. Ważne, żeby kochać ojczyznę i wszędzie się z tym obnosić, no i oczywiście obracać się w odpowiednim kółku.

Ostatecznie został Asnyk wydawcą dziennika w Krakowie. Co jak co, ale prasa musi być w rękach Żydów. Był też radnym miejskim w Krakowie i posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego oraz jednym z założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej. A więc wszystkie kluczowe stanowiska w ich rękach, łącznie z edukacją ludu.

W 1960 roku odsłonięto w Kaliszu pomnik Adama Asnyka. 11 listopada 2021 roku na Głównym Rynku w Kaliszu miało miejsce spalenie Statutu kaliskiego. Spotkało się to z bardzo ostrą krytyką niektórych środowisk. W blogu „Riposta” pisałem:

»W niedzielę w Kaliszu zorganizowano marsz “Kalisz wolny od faszyzmu”. To odpowiedź na wydarzenia, do których doszło podczas marszu 11 listopada. Grupa osób wznosząc antysemickie hasła, spaliła wówczas tekst Statutu Kaliskiego.

Manifestujący spotkali się w niedzielę o godz. 16 pod pomnikiem poety Adama Asnyka. Organizatorzy w mediach społecznościowych napisali: “W dniu Święta Niepodległości Kalisz został pohańbiony. Hordy przybyłych z różnych miejsc w Polsce faszystów, zwołanych przez Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego, wykrzykiwały na ulicach naszego Miasta obrzydliwe hasło: ‘Śmierć Żydom’. Spalono publicznie, przed gmachem ratusza, najważniejszy dla Kalisza dokument – “Statut kaliski” z 1264.”.«

No i teraz już można zrozumieć dlaczego na miejsce protestu wybrano pl. Konstytucji, na którym znajduje się pomnik Asnyka. Pamiętam, że wtedy zastanawiałem się, dlaczego akurat przed jego pomnikiem, co on miał z tym wspólnego? Wtedy nie rozumiałem, a teraz już – tak. Ciągnie swój do swego. Czasem więc warto czytać życiorysy różnych osób, bo wiele można się z nich dowiedzieć, a Wikipedia też musi coś napisać, bo gdyby chciała wszystko ukryć, to nic nie napisałaby.

Domiar

Historii wokół spalenia kopii Statutu kaliskiego ciąg dalszy. W dniu 18 listopada pojawił się na Interii artykuł „Skandal, na którym robią biznes”. Organizatorzy marszu pod lupą skarbówki. Link do oryginalnego tekstu tu: https://wydarzenia.interia.pl/autor/irmina-brachacz/news-skandal-na-ktorym-robia-biznes-organizatorzy-marszu-pod-lupa,nId,5651035

Interia pisze:

»Nawet 500 tys. zł mogli zarobić organizatorzy antysemickiego marszu w Kaliszu, o którym był głośno nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Takie szacunki przedstawili działacze Porozumienia Jarosława Gowina. – Sprzedaż koszulek, flag, wszystko bez paragonów. To nie pierwsza akcja tych panów. Nie wierzymy, że poniosą dotkliwe konsekwencje karne. Wiemy za to, że jedyne co może ich zaboleć to cios prosto w portfel – mówią przedstawiciele kaliskiego Porozumienia Jarosława Gowina i składają do Urzędu Skarbowego wniosek o karnoskarbowe ściganie organizatorów marszu.

– Nie ma zgody Porozumienia na głoszenie haseł faszystowskich i antysemickich oraz zarabianie na tym pieniędzy. Jako ugrupowanie rozsądne, dbające o dobro publiczne składamy wniosek do Urzędu Skarbowego o przeprowadzenie kontroli skarbowej wobec Wojciecha O. oraz Marcina O. Nie ma naszego przyzwolenia na tego typu działalność – podkreślili na konferencji prasowej Mariusz Niżniowski, Szymon Furman i Filip Herman z Porozumienia Jarosława Gowina w Kaliszu.

Według kaliskich działaczy Porozumienia podczas marszu była prowadzona działalność handlowa. W masowej liczbie sprzedawano koszulki, flagi, książki, płyty. Zdaniem działaczy – wszystko to bez paragonów.

Tego, że organizatorzy marszu prowadzili sprzedaż bez paragonów i nabijania czegokolwiek na kasę fiskalną przedstawiciele kaliskiego Porozumienia są pewni, bo sami to sprawdzili.

– Poszedłem na ten marsz i poświęciłem 50 zł, żeby kupić ich koszulkę. I jestem dowodem na to, że paragonu nie dawali. A z naszych informacji wynika, że takich koszulek sprzedali około 1700, co daje 85 tys. zł z samych koszulek – mówi Szymon Furman, prezes Porozumienia w Kaliszu.

Do tego, jak dodaje, należy doliczyć dochód ze sprzedanych flag po 120 zł za sztukę czy dowodów tożsamości obywatela II RP po 200, 300 zł za sztukę. W ofercie były także płyty i książki, które, jak wynika z informacji obecnych na marszu członków Porozumienia, reklamowane były jako egzemplarze z podpisem ambasadora Rosji.

– Z informacji, które posiadamy, wynika, że dzięki owemu wydarzeniu organizatorzy zarobili od 350 000 zł do nawet 500 000 zł. I naszym zdaniem nie był to pierwszy raz, kiedy panowie wykorzystywali demonstracje do wzbogacenia się. Już w Warszawie sprzedawali masowo rzeczy, też prawdopodobnie nieopodatkowane, bo bez żadnych kas fiskalnych czy paragonów, co w świetle obowiązujących przepisów stanowi ukrywanie dochodów – mówi Szymon Furman.

– Zirytowało mnie to, że politycy, którzy są zobowiązani do reagowania na tego typu wydarzenia, podeszli do tematu typowo populistycznie. Pogadali, pogrozili palcem, a tak naprawdę zaczęli zbijać na tym obrzydliwym marszu kapitał polityczny. Mówienie, że to jest złe, robienie dziesięciu konferencji krytykujących marsz – jaki to ma sens? Wszyscy to wiedzą, że takie historie nie powinny mieć miejsca – komentuje dla Interii Szymon Furman, prezes kaliskiego Porozumienia Jarosława Gowina.

I dlatego kaliskie Porozumienie zdecydowało się pójść o krok dalej i wymierzyć organizatorom konkretny cios. Finansowy.

– Ci ludzie już wielokrotnie bywali przez prokuraturę aresztowani, ale nigdy nie odpowiedzieli w sposób adekwatny i co widać było 11 listopada, nie wyciągnęli z wcześniejszych sytuacji żadnych wniosków. Takich ludzi najbardziej zaboleć może kiedy dostaną po portfelu. Śledzę działalność tych panów od jakiegoś czasu i jestem pewien, że i tym razem chodziło im tylko i wyłącznie o biznes. Jeśli odczują z niego mniejsze korzyści to może to ukróci ich działalność – dodaje Furman.

Przedstawiciel Porozumienia w rozmowie z Interią podkreśla, że jego zdaniem całe to przedsięwzięcie nie ma wiele wspólnego z ideologią.

– Wojciech O. znany jako Aleksander J. jest patostreamerem, zarabia na tego typu działalności, wie, jak się robi show, żeby, mówiąc kolokwialnie, kasa się zgadzała. Z zawodu jest aktorem i reżyserem, więc umie zbudować wokół siebie zainteresowanie. To jest kluczowe, by zrozumieć, że to całe wydarzenie to zwykły “teatr” i biznes – mówi Szymon Furman.«

Tak bawią się w rachowanie panowie z Porozumienia Jarosława Gowina, który stwierdził swego czasu, że Polska jest miejscem, w którym żyją dwa narody – polski i żydowski i nic nie jest w stanie tego zmienić. To prawda i nikt rozsądny nie neguje tego faktu. Znamienne jest jednak to, że mówi to tak otwarcie jeden z najważniejszych polityków polskiej sceny. Wcześniej prezydent Duda mówił o tym, że każdy Polak ma w sobie domieszkę żydowskiej krwi. A więc coraz śmielej, coraz pewniej. Dobrze to nie wróży.

Każdy w Polsce, kto prowadził czy prowadzi jakąś działalność gospodarczą, nie odważyłby się na sprzedaż bez wystawiania paragonów czy faktur sprzedaży. Urząd Skarbowy zniszczyłby go w pięć minut. Za coś takiego dostałby domiar, czyli podatek do zapłacenia za nieudokumentowaną sprzedaż. Jego wysokość zależy od decyzji urzędnika. Ta uznaniowość jest zapisana w ustawie. Jest to więc narzędzie, które może jednych niszczyć, a innych chronić, bo urzędnik zawsze może wytłumaczyć się niewielką szkodliwością czynu lub, w przeciwnym wypadku, narażeniem skarbu państwa na starty.

W Polsce od najdawniejszych czasów przywilej bicia monety należał do Żydów. Ale nie tylko to. Również ściąganie podatków było im powierzane przez władców. Skoro tak było kiedyś, to czy obecnie jest inaczej? Często można się spotkać z uwagami, że podatki w Polsce są wysokie, a urzędnicy bezduszni i bezwzględni, że w innych krajach jest inaczej. Z czego można dalej wysnuć wniosek, że Polacy to taki wredny naród, że jeden Polak drugiemu wilkiem itp. A prawda jest taka, że skarbowością w Polsce nadal żądzą Żydzi i stąd taka bezwzględność w stosunku do podatników, ale nie wszystkich. Niektórzy są traktowani zupełnie inaczej. Jeśli więc niejaki Olszański/Jabłonowski odważa się, jako organizator, na tego typu sprzedaż, to znaczy, że wie, że jest kryty i nic mu się nie stanie.

Z drugiej strony można sobie zadać pytanie, kto wyprodukował te gadżety, książki itp. Bo ten ktoś też wprowadził na rynek produkty, od których nie odprowadził podatku. Prawdopodobnie tego typu imprezy służą niektórym do robienia całkiem niemałych pieniędzy, a ten Olszański dostaje wynagrodzenie za swoją pracę, czyli w tym wypadku za spalenie kopii statutu. Takie okolicznościowe imprezy idealnie nadają się do tego typu szwindli, bo dziś jest sprzedaż, a jutro szukaj wiatru w polu.

Jeśli więc ktoś odważa się na takie działanie, to znaczy, że jest pewny, że nikt mu krzywdy nie zrobi. A kto może być tego pewny? Żydzi, bo to oni, jako kierownicy skarbowości decydują o tym, kogo karać, a kogo – nie. I to właśnie dlatego nigdy w Polsce nie wykryto sprawców największych afer finansowych.

I jaki z tego zdarzenia w Kaliszu wynika wniosek? Ano taki, że Żydzi nieźle zarabiają na polskim tanim, naiwnym patriotyzmie. Jeśli w Kaliszu zarobili od 350 000 do 500 000 zł, to ile zarobili na Marszu Niepodległości?

Ale to wcale nie jest tak, że nie prowadzą „uczciwych” biznesów. W czerwcu tego roku byłem w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Trafiłem tam na mały żydowski sklepik, który sprzedawał różne drobiazgi związane z judaizmem. Były tam różnego rodzaju gadżety, np. kubki z Gwiazdą Dawida, grafiki, obrazy, książki. Ale mnie zainteresowało tylko wino. Zainteresowało, bo nigdy nie piłem wina izraelskiego i innego z tamtych okolic. Kupiłem dwie butelki. Jedno czerwone wytrawne, drugie białe wytrawne. Kosztowały po 50 zł za butelkę. To nie było tanio, bo ja za 20 zł mogę kupić wino chilijskie, całkiem dobre. Czerwone wytrawne miało smak, z którym się jeszcze nie zetknąłem, a białe było podobne do chilijskich białych wytrawnych. Zapłaciłem i dostałem paragon. A więc wszystko zgodnie z przepisami.

A na paragonie taki napis: Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie ul. Twarda 6, 00-950 Warszawa Sklepik Judaica – Beitenu ul. Lubelska 4, 24-120 Kazimierz Dolny www.sklepikjudaica.pl, www.beitenu.pl tel. 692-578-677. Na paragonie wybita kwota zgodnie z zakupem. Wszystko zgodnie z prawem. – Tak sobie pomyśli przeciętny kupujący, ale ja takim nie byłem i wiedziałem swoje.

W blogu „Ustawa” pisałem:

Ustawa z dnia 20 lutego 1997 r. o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej została uchwalona głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Unii Wolności i Unii Pracy.

Art. 3. Autonomia gmin żydowskich w sprawach własnych

1. Gminy żydowskie swobodnie wykonują zasady wyznania mojżeszowego oraz zarządzają swoimi sprawami. – To pojęcie – „swoimi sprawami” – jest bardzo ogólnikowe i nie zostało doprecyzowane w dalszej części tej ustawy. Wszystko można podciągnąć pod te „swoje sprawy”, np. sprzedaż majątku odzyskanego od Skarbu Państwa.

2. Gminy żydowskie rządzą się w swoich sprawach własnym prawem wewnętrznym, określającym w szczególności organizację gmin żydowskich, uchwalanym przez walne zebranie Związku Gmin w porozumieniu z Radą Religijną Związku Gmin. – Skoro Związek Gmin tworzy własne prawo, to jest lokalnym Knesetem, a Rada Religijna – rządem.

Wracając do tego paragonu, to jeśli ktoś sądzi, że od tej sprzedaży zostanie odprowadzony podatek, to bardzo się myli i na dodatek jest bardzo naiwny. Pomijając już to, że o tym kto ma płacić podatki, a kto nie, decydują Żydzi, to żaden urzędnik skarbowy nie odważy się zrobić kontroli, a nawet gdyby się odważył, to spotka się z odmową, bo powołają się oni na ustawę, wedle której gminy żydowskie w swoich sprawach rządzą się własnym prawem wewnętrznym.

Może jakieś 10 lat temu, gdy jeszcze czytałem „Najwyższy Czas”, Korwin-Mikke, który był wtedy jego właścicielem, zareklamował w nim swój nowy kwartalnik „Stańczyk Królewski”. Roczna prenumerata wynosiła 40 zł. Wpłaciłem pieniądze i przysłał mi dwa egzemplarze za pierwszy i drugi kwartał. Egzemplarzy za trzeci i czwarty kwartał nie dostałem. Nie dostałem też zwrotu pieniędzy za nie, ani żadnej informacji, dlaczego ich nie otrzymałem. Jeśli do wszystkich nie mógł wysłać takiej informacji, to mógł poinformować prenumeratorów w „Najwyższym Czasie”, ale tego też nie zrobił. Mówiąc wprost, okradł mnie na 20 zł. 20 zł to nie majątek, ale chodzi o zasady, zwłaszcza że konserwatyści mają takie zasady. Tak przynajmniej on twierdzi. A okazało się, że to zwykły hochsztapler.

I gdybym ja chciał się pobawić w rachowanie, tak jak chłopcy Gowina z Kalisza, to mógłbym policzyć: Najwyższy Czas rozchodził się wtedy w nakładzie około 25 tys. egzemplarzy. Gdyby tylko co 10-ty czytający jego tygodnik zaprenumerował „Stańczyka”, to byłoby to 2500×40=100.000 zł. Z tego wynika, że 50.000 zł miał na czysto. Nie wiem, czy było tego mniej czy więcej, ale to pokazuje pewien mechanizm i mówi też o czymś innym. Korwin-Mikke uzyskał dochód, z którego prawdopodobnie nie rozliczył się z Urzędem Skarbowym. I nie obawiał się, że ktoś na niego doniesie, czy złoży skargę, bo komu chciałoby się dochodzić swoich 20 zł, tak jak w moim przypadku. Drobne kwoty, ale w dużej ilości tworzą konkretne pieniądze. Żydzi o tym wiedzą i to wykorzystują i ich pomysłowość jest w tym zakresie nieograniczona, a jest nieograniczona, bo wiedzą, że za te swoje geszefty nic im nie grozi. Tak to i ja miałbym nieograniczoną pomysłowość.

Sądzę, że na kaliskim happeningu zarobił przede wszystkim Korwin-Mikke, bo jak wcześniej wspomniałem, Olszański i Osadowski przez pewien czas nadawali od niego. Olszański jest dobrym aktorem, Osadowski czaruje swoimi animacjami komputerowymi, ale ani jeden, ani drugi nie odważyłby się na palenie kopii statutu, za cienkie Bolki.

Media Narodowe poświęciły niedawno cykl czterech programów Olszańskiemu, by go zdyskredytować. Ujawnili przy okazji, że zorganizował on, razem z Osadowskim, jakiś spęd patriotyczny na polach Grunwaldu. Zjechało się tam parę tysięcy „kamratów”, którzy musieli zapłacić za parking na jakimś polu i pobierali za to opłaty i nie wydawali paragonów. Sprzedawali jakieś gadżety, też bez paragonu. Na coś takiego mógł się odważyć ktoś, kto wie, że będzie bezkarny, że Urząd Skarbowy go nie ruszy. Będzie, bo za tym wszystkim stał zapewne Korwin-Mikke. Jego, jako Żyda, nikt nie ruszy. Tak zarabiają Żydzi na polskim naiwnym patriotyzmie.

Media Narodowe oszacowały ich zarobek na 300.000 zł. Nieźle jak na jeden dzień. A do kogo należało to pole? Pewnie do gminy. A skoro do gminy, to musiało być zezwolenie na imprezę. Gmina mogła je wydać lub nie. Wydała i nic na tym nie zarobiła. I czyje to jest państwo?

Riposta

Jest akcja i jest reakcja, jak to mówią. Zareagowali Żydzi i dzięki temu, jak zauważył ktoś z komentujących, Kalisz stał się znany na całym świecie. Ale zareagowali też „mieszkańcy” Kalisza. Informuje o tym Interia w artykule Manifestacja „Kalisz wolny od faszyzmu”. Link tu: https://wydarzenia.interia.pl/wielkopolskie/news-manifestacja-kalisz-wolny-od-faszyzmu,nId,5644698.

»W niedzielę w Kaliszu zorganizowano marsz “Kalisz wolny od faszyzmu”. To odpowiedź na wydarzenia, do których doszło podczas marszu 11 listopada. Grupa osób wznosząc antysemickie hasła, spaliła wówczas tekst Statutu Kaliskiego.

Manifestujący spotkali się w niedzielę o godz. 16 pod pomnikiem poety Adama Asnyka. Organizatorzy w mediach społecznościowych napisali: “W dniu Święta Niepodległości Kalisz został pohańbiony. Hordy przybyłych z różnych miejsc w Polsce faszystów, zwołanych przez Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego, wykrzykiwały na ulicach naszego Miasta obrzydliwe hasło: ‘Śmierć Żydom’. Spalono publicznie, przed gmachem ratusza, najważniejszy dla Kalisza dokument – “Statut kaliski” z 1264.”.

“Pokażmy, że to nie kaliszanie, że nazizm, rasizm i wszelka pogarda dla człowieka są nam obce! Pokażmy, że Kalisz jest wolny od faszyzmu!” – dodano.

Statut Kaliski to jeden z najważniejszych dokumentów w historii Kalisza. Zagwarantował on Żydom istnienie sądów żydowskich i osobnych sądów dla spraw, w których brali udział zarówno Żydzi, jak i chrześcijanie. Dodatkowo zapewniał on wolność osobistą i bezpieczeństwo Żydom, włączając w to swobodę wyznania, podróżowania i handlu.«

Ze zdjęcia, które zamieściła Interia wynika, że w tej „manifestacji” wzięły udział trzy osoby na krzyż. Nie zmienia to jednak faktu, że informacja poszła w świat. Dlaczego jednak protestujący uważają, że przywilej, zwany Statutem kaliskim, jest najważniejszym dla Kalisza dokumentem? Chyba już nie mieszkamy w Polsce tylko w Polin. To jedna strona medalu, a druga to ten Olszański/Jabłonowski, który działa na szkodę Polski i Polaków. Jest tak samo na usługach Żydów jak ci protestujący. Tak się kreuje konflikt. Obie strony są przez nich opłacone. Pieniądze miękczą serca.

W poprzednim blogu cytowałem Jeske-Choińskiego, który starał się zgłębić motywy kierujące postępowaniem Bolesława Pobożnego, ale warto też zacytować Mariana Miszalskiego, który w swojej książce Żydowskie lobby polityczne w Polsce wydanej w 2018 roku też wspomina o tym przywileju. Pisze on tak:

»Znaczący przywilej polityczny nadał Żydom w Polsce książę wielkopolski Bolesław Pobożny w 1264 roku – wspomniany przywilej kaliski (wzorowany na przywileju cesarza Barbarossy), mocą którego Żydzi zyskali prawo do własnego, żydowskiego sądownictwa, sprawowanego przez rabinów. Osłabiło to ich zainteresowanie krajem, w którym żyli, odseparowało od otoczenia. Co więcej – sprawowanie tego odrębnego sądownictwa przez rabinów wprowadziło w państwie polskim istotny element nie tylko niepolskiej państwowości, ale był to w dodatku element obcego państwa wyznaniowego. Tymczasem w państwach należących do cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej – władza sądownicza była oddzielona była od władzy kościelnej. Te sądy rabinackie mogły wydawać nawet wyroki śmierci, a Żyd, który w sporze z innym Żydem zwróciłby się do sadu polskiego, narażał się na religijną klątwę – herem. Osobne sądownictwo dla Żydów, sprawowane przez rabinów, potężnie utrudniało proces asymilacyjny Żydów już u progu ich osadnictwa w Polsce, utrwalając postawę obcych, zainteresowanych własnymi sprawami, obojętnych na sprawy kraju, w którym żyli, więc gotowych układać się z każdą władzą we własnym, partykularnym, żydowskim interesie. Bolesław Pobożny nazwał Żydów „sługami skarbu królewskiego” (servi camerae regis), bezpośrednio podległymi księciu, co sankcjonowało tylko ich faktyczny już status: najbliższych współpracowników władcy w ustalaniu i ściąganiu podatków, biciu pieniądza i polityce pieniężnej. Szczególnie uprzywilejowany status prawny, nadany Żydom, polegał także na tym, że Żydzi w sporach z chrześcijanami wyłączeni zostali spod jurysdykcji sądów kasztelańskich i miejskich, którym podlegała cała szlachta i mieszczaństwo, a poddani sądom królewskim (książęcym) – wojewodzińskim – przy czym w skład sądu obowiązkowo powoływany był sędzia żydowski (iudex Iudeaorum). Wydaje się, że te sądy nie były surowe dla wspólników i „sług skarbu królewskiego”… W sporze prawnym Żyda z chrześcijaninem sprawę rozpatrywał ów żydowski sędzia, powód chrześcijański musiał nadto przedstawiać koniecznie obok świadków chrześcijańskich także świadków żydowskich. Przywilej zaostrzał także karę za zabicie Żyda. Przywilej kaliski zrównywał Żydów w prawach handlowych z chrześcijanami, ale przyznawał im przywilej pożyczania na procent, zakazany przez Kościół chrześcijanom. Był to nader istotny przywilej! Dawał olbrzymią przewagę ekonomiczną. Stwarzał z Żydów jedyną grupę społeczną uprawnioną do działania jak bank. Powstające kahały szybko doceniły ten przywilej…

Przywilej kaliski przyjęty został w innych księstwach śląskich: wrocławskim, głogowskim i jaworskim.

Przywilej kaliski nie był oryginalnym pomysłem księcia Bolesława Pobożnego i nie wynikał z jego filosemityzmu… Była to kopia przywileju, jakiego udzielił Żydom w 1157 roku cesarz Fryderyk I Barbarossa, będący w pilnej potrzebie finansowej. (…) Fryderyk I po prostu zaoferował niemieckim Żydom transakcję handlową: nadanie przywileju w zamian za pieniądze, których potrzebował. „Będziecie sługami mego skarbu (servi camerae), pożyczając mi i organizując dla mnie pieniądze – w zamian otaczać was będę moją szczególną cesarską opieką” – taka była mniej więcej treść tej politycznej transakcji. Dostrzegając korzyści w takiej umowie – inni władcy powielali ją później, w tym i nasz książę Bolesław Pobożny.

Nawiasem mówiąc – jeszcze przed cesarzem Fryderykiem I niemiecki król Konrad III (1137-1152) za swą opiekę nad Żydami zażądał ekwiwalentu – pisze historyk.

I znów: nie tylko Żydów traktowali w ten sposób wówczas monarchowie. Wszyscy – lennicy władcy, miasta, panowie feudalni, kupcy i rzemieślnicy – płacili władcom „za opiekę” (tak jest do dzisiaj – my też płacimy demokratycznemu państwu podatki „za opiekę”. Niekiedy z demokratycznym państwem konkurują gangi czy mafie; bywa że opiekują się obywatelem lepiej i taniej niż państwo…). Ale bankierzy, organizatorzy pożyczek dla dworów (więc kredytodawcy) i ich poborcy podatkowi wymagali ochrony szczególnej…«

Czasem trafiam na komentarze, że Niedzielski, Morawiecki czy inni politycy nie podlegają polskiemu prawu. Ale przecież tak jest od początku. Miszalski pisał:

Szczególnie uprzywilejowany status prawny, nadany Żydom, polegał także na tym, że Żydzi w sporach z chrześcijanami wyłączeni zostali spod jurysdykcji sądów kasztelańskich i miejskich, którym podlegała cała szlachta i mieszczaństwo, a poddani sądom królewskim (książęcym) – wojewodzińskim – przy czym w skład sądu obowiązkowo powoływany był sędzia żydowski (iudex Iudeaorum). Wydaje się, że te sądy nie były surowe dla wspólników i „sług skarbu królewskiego”… W sporze prawnym Żyda z chrześcijaninem sprawę rozpatrywał ów żydowski sędzia, powód chrześcijański musiał nadto przedstawiać koniecznie obok świadków chrześcijańskich także świadków żydowskich.

Z tego wynika, że skazanie Żyda przed takim sądem było praktycznie niemożliwe. I dziś jest tak samo. Wystarczy przypomnieć sobie sprawę Najsztuba. Portal press.pl w dniu 19.10.2021 pisał:

„Najsztub w październiku 2017 roku potrącił w Konstancinie-Jeziornie przechodzącą przez pasy 77-letnią kobietę, która w wyniku doznanych obrażeń trafiła do szpitala. Dziennikarz był trzeźwy, ale nie miał prawa jazdy, a samochód – polisy OC i ważnego przeglądu technicznego. Prokuratura oskarżyła go o nieumyślne spowodowanie wypadku przez niedostosowanie prędkości do warunków jazdy.

Trzy lata temu Sąd Rejonowy w Piasecznie zasądził od dziennikarza grzywnę, ale po odwołaniu prokuratury, która uznała, że kara jest za niska – uniewinnił Najsztuba. Podobnie jak w listopadzie 2019 roku – sąd drugiej instancji. Od tego – prawomocnego – wyroku Prokuratura Okręgowa w Warszawie wniosła kasację odrzuconą przez Sąd Najwyższy 19 maja 2021 roku.”

Jak to nie jest Polin, to co to jest?

Statut kaliski

W dniu 12 listopada na Interii pojawił się artykuł Antysemickie okrzyki w Kaliszu. Spalono tekst „Statutu Kaliskiego”. Zawiadomiono prokuraturę. Link tu: https://wydarzenia.interia.pl/wielkopolskie/news-antysemickie-okrzyki-w-kaliszu-spalono-tekst-statutu-kaliski,nId,5640717. Można w nim m.in. przeczytać:

»11 listopada w Kaliszu publicznie spalono tekst “Statutu Kaliskiego” – przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r. Uczestnicy wydarzenia wznosili antysemickie okrzyki. “Wstyd, hańba i smutek” – takie komentarze dominowały 11 listopada na portalach społecznościowych kaliszan. Prezydent Kalisza złożył zawiadomienie do prokuratury.

“Kilkaset osób wzięło dziś udział w marszu organizowanym przez grupę nacjonalistów i kontrowersyjnego Aleksandra Jabłonowskiego w Kaliszu” – napisano na portalu kalisznaszemiasto.pl. 

“Jabłonowski wybrał Kalisz jako najstarsze miasto w Polsce do organizowania swojego marszu, bo ten warszawski uznaje za skompromitowany i sprzyjający rządom PiS” – czytamy na stronie faktykaliskie.pl

Uczestnicy wydarzenia, wznosząc antysemickie hasła, przemaszerowali na Główny Rynek, gdzie spalono tekst Statutu Kaliskiego, przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r.

Historyk kaliski Maciej Błachowicz na swojej stronie społecznościowej napisał, że “spalenie statutu można z pełną odpowiedzialnością porównać do palenia książek podczas Nocy kryształowej w Berlinie”.

Jego zdaniem współodpowiedzialność za te zdarzenia ponoszą prezydent Krystian Kinastowski i wydelegowany przezeń na marsz obserwator, którzy nie rozwiązali zgromadzenia oraz policja, która nie zareagowała.

“Przedstawiciel Prezydenta Miasta Kalisza, wspólnie z przedstawicielami Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu podjęli decyzję o nierozwiązywaniu zgromadzenia z uwagi na bezpieczeństwo i zachowanie porządku publicznego. Rozwiązanie zgromadzenia mogłoby doprowadzić do eskalacji agresji wśród uczestników” – podano.«

Z kolei na stronie https://www.ostrow24.tv/news/154321-kontrowersyjny-marsz-doszlo-do-spalenia.html można m.in. przeczytać:

»Do Kalisza zjechało około 2 tysiące osób z całej Polski. Byli także przedstawiciele Polonii z innych krajów. Skupił ich marsz i wiec prowadzony przez Aleksandra Jabłonowskiego.

Najczęściej wykrzykiwany hasłem przez prowadzących było: „Śmierć wrogom ojczyzny”, zmienione w trakcie na „Śmierć wrogom Polski”, na co tłum odkrzykiwał „śmierć, śmierć śmierć”. Drugim co do popularności hasłem było „Tu jest Polska, a nie Polin”, co jest odniesieniem się do teorii, że Żydzi rządzą Polską.

Najwięcej emocji wśród Kaliszan śledzących przebieg zgromadzenia przez internet, wywołało publiczne podpalenie kopii „Statutu Kaliskiego”.

Jabłonowski mówił ze sceny: „My to unieważniamy, likwidujemy prawa żydowskie na tej ziemi! To jest wola wolnych Polaków! Nie będzie już nigdy Polak Żydowi niewolnikiem!”

Tłum skandował: „Tu jest Polska, a nie Polin”. Statut ciągle płonął, kiedy śpiewano Rotę.«

Drobna uwaga: Interia pisze “kaliszan”, a ostrowska telewizja “Kaliszan”. Słownik poprawnej polszczyzny PWN W-wa 1973 podaje jako poprawną wersję tę Interii.

W Polsce niby oficjalnie nie rządzą Żydzi, ale Interia i telewizja ostrowska piszą czołobitnie „Statut Kaliski” zamiast „Statut kaliski”. Ten słynny z imprezy pijackiej redaktor Mazurek w wywiadzie z Niedzielskim wystąpił w koszulce z nadrukiem menory i hebrajskim napisem. To są właśnie współcześni szabesgoje.

Innymi takimi szabesgojami są Aleksander Jabłonowski i Marcin Osadowski produkujący się na kanale nptv (niezależna polska telewizja). Swego czasu udzielił im gościny Korwin-Mikke i przez jakiś czas od niego nadawali. Nie wiem czy dalej tak jest, ale zależność zapewne pozostała. Nie muszę chyba dodawać, że jest to zależność finansowa. Nawet zorganizowanie takiego marszu jak w Kaliszu jest wielkim wyzwaniem organizacyjnym, logistycznym i finansowym. Skąd mieli na to pieniądze? A kto wpadł na pomysł spalenia kopii statutu? Jabłonowski jest dobrym aktorem, może nawet bardzo dobrym, ale dobrze odegra tylko to, co inni wyreżyserują. Sam na taki pomysł by nie wpadł, a gdyby nawet wpadł, to nie odważyłby się. Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi reżyserami filmowymi są Żydzi. I nie tylko filmowymi.

Palenie kopii Statutu kaliskiego jest wyjątkowym kretynizmem. Bo cóż można przez to osiągnąć? Jaki cel? Jest to zwykła prowokacja, podobnie jak ten marsz z pochodniami. To już nawet nie były race jak na Marszu Niepodległości. To skojarzenie jest już jednoznaczne – idą naziści. I to wszystko odbyło się za przyzwoleniem władz i policji. Bardzo to dziwne.

Ja niejednokrotnie pisałem w komentarzach pod moimi blogami, że te niszowe kanały internetowe, które mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy subskrybentów, należą lub są kontrolowane przez Żydów. I takim kanałem jest nptv.

Jednak ten kretyński marsz i nie mniej kretyńskie palenie kopii Statutu kaliskiego są okazją do przypomnienia czy zapoznania się z pewnymi faktami dotyczącymi tego statutu. Teodor Jeske-Choiński w swojej Historii Żydów w Polsce wydanej po raz pierwszy w 1919 roku pisał:

»Uświadamiał się powoli lud polski, a władcy i wielmoże politykowali na swoją korzyść. Bez denarów żydowskich nie mogli się obyć. Potrzeby państwowe zmuszały ich do pobłażliwości dla bankierów żydowskich, co działo się także w innych państwach. Królowie angielscy, Jan bez Ziemi i Henryk III, kazali lichwiarzom suto opłacać swoją pobłażliwość; cesarz niemiecki, Henryk IV, nadał im pożądany dla nich przywilej, nie mieszający się do ich spraw religijnych, pozwalał ochrzczonym przeciw ich woli wracać do judaizmu; Fryderyk I waleczny (w r. 1244), Ottokar czeski (w r. 1254-1255) i Bela IV węgierski (w r. 1251 i 1256) nadali im także przywileje. Za ich przykładem poszedł nasz Bolesław Pobożny, z tą tylko różnicą, że jego mentorowie zagraniczni nie bronili ludowi rozprawiać się po swojemu z jego pijawkami, a nawet, gdy im się sprzykrzyła zależność od spekulacji Żydów, wypędzić ich ze swojego państwa (np. Jan bez Ziemi), książę polski zaś nie cofał swojego postanowienia – dotrzymał danego słowa.

Rozumny i uczciwy Polak dzisiejszy, który nauczył się już psychologii Żydów, zapyta zdziwiony po przeczytaniu przywileju Bolesława Pobożnego: co spowodowało tego księcia do takiej niezwykłej tolerancji?

Odpowiedź na to prosta:

Bolesław pobożny nie znał duszy żydowskiej i nie miał wyobrażenia o zamiarach i celach wodzów pokolenia Judy, nie wiedział nawet, że tacy wodzowie istnieją i że trzymają swój lud żelazną ręką żelaznej woli. Gdyby był znał duszę żydowską i zamiary wodzów Judy, nie byłby był zrównał wiecznych koczowników ze swoimi poddanymi i bronił ich przeciw słusznemu gniewowi chrześcijan, których rozmyślnie krzywdzili.

By znać duszę żydowską , spaczoną kilku niewolami (egipską, asyryjską, babilońską, rzymską), trzeba zbadać Talmud, który ulepił nowego Żyda po niewoli babilońskiej i stworzył jego wodzów. Tymi wodzami byli i są dotąd „uczeni w piśmie”, kapłani Jehowy, nasamprzód faryzeusze, a potem rabini, tzw. „królowie”. Opętali oni wolę swojego ludu tysiącami nakazów i zakazów, i przepoili jego dusze nieubłaganą nienawiścią do wszelakich innowierców. Dążąc do panowania nad całym światem, nie tylko pozwolili oszukiwać, okradać, niszczyć, zabijać „gojów”, ale nawet wprost nakazywali te zbrodnie, aby przyśpieszyć zgubę „bałwochwalców”. Niepotrzebnie wzywał wojewódzki sąd kaliski Żydów do oczyszczenia się przysięgą w sprawach karnych z chrześcijanami, bo Talmud pozwalał im krzywoprzysięgać, gdy nie mieli ochoty przyznać się do kłamstwa lub jakiego występku. Krzywoprzysięstwo ułatwiali im ich sędziowie żydowscy, tak samo talmudyści, jak oni.

Talmudu nie znał jeszcze w owych czasach świat chrześcijański. Nie mógł go znać także Bolesław Pobożny razem ze swoimi wojewodami. Nie było więc Żydom trudno otumanić go i nadużyć do ich celów.

Oto pierwsza odpowiedź na pytanie, dlaczego książę kaliski otoczył Żydów staranną opieką, szkodząc nierozmyślnie swojemu narodowi.

A druga odpowiedź na pytanie?…

I druga odpowiedź jest prosta…

Bolesław Pobożny był Słowianinem, a w piersi Słowian bije dobre serce, litujące się nad cudzym nieszczęściem. Dużo już klęsk zawdzięcza Słowiańszczyzna swojemu przedobremu sercu i swojej nieopatrzności. Nie hańbi to jej, bo dobroć serca nie hańbi nikogo, owszem zasługuje na dyplom szlachetności. Nie hańbi, ale szkodzi, niestety, ludziom dobrym i uczciwym, a toruje dla chciwych łotrów drogę do dobrobytu.

Jeszcze jedna, trzecia odpowiedź na pytanie…

Bolesław Pobożny miał małe księstewko (kaliskie), a duże, rozległe zamiary. Wojował z Krzyżakami i margrabim brandenburskim, do takiej zaś krwawej roboty potrzeba obfitej mamony. Wojna zjada górę pieniędzy. Tej złotej i srebrnej góry nie było w skarbcu kaliskim, bo sprzątnęła ją chciwość ludokupców i lichwiarzy. Do nich więc trzeba było udawać się po brzęczącą zapomogę.

Żydzi umieli wyzyskać wojenne kłopoty księcia. Nie ukrywali przed nim swoich napęczniałych worków, sypali denarami na zawołanie rządu, przez co zjednali sobie zapewne jego tolerancję. „Złoto miękczy serca”… drwili.

Zdaje się, że na redakcję przywileju Bolesława Pobożnego wpłynęli także Żydzi, na co zwraca uwagę Antoni Marylski. Bowiem w tym przywileju znajdują się paragrafy, na które by się pobożni chrześcijanie nie byli zdobyli.

Jednak nie ludokupcy i lichwiarze podsunęli autorom przywileju to, co im było potrzebne, jeno ich wodzowie, ich rząd. Zdawałoby się, że ich rząd żydowski znikł po zburzeniu Jerozolimy i rozproszeniu Żydów po całym świecie. Myli się, kto tak przypuszcza. Władze żydowskie nie zgasły razem z państwem plemienia Judy, żyły jeszcze długie lata i żyją dotąd.«

Szlachta

W poprzednim blogu – Metoda – skupiłem się na tym, czym jest metoda naukowa i na tym, że są dwa sposoby poznawania rzeczywistości: indukcja i dedukcja. Indukcja opiera się na obserwacji i doświadczeniu, dedukcja – na wyciąganiu wniosków z obserwowanej rzeczywistości. W przypadku indukcji bardziej zawierzamy obserwacji i doświadczalnemu jej weryfikowaniu. W przypadku dedukcji bardziej – rozumowi. Tą ostatnią posługiwali się m.in. średniowieczni scholastycy. Oni uważali, tak w uproszczeniu, że Ziemia jest centrum Wszechświata, a życie jest wyjątkowe i istnieje tylko na niej. Dziś wiemy, że centrum Wszechświata to raczej ona nie jest, ale nadal nie mamy dowodów na to, że poza Ziemią istnieje życie. Sondy kosmiczne docierają już do granic Układu Słonecznego, a życia tam jak nie ma, tak nie ma. Skoro więc życia poza Ziemią, jak dotychczas, nie znaleziono, to, chcąc nie chcąc, Ziemia nadal jest wyjątkową planetą. I ci „wredni” scholastycy mieli rację. I, przynajmniej na razie, nadal ją mają. Ta cała współczesna nauka wcale nie opiera się na dążeniu do prawdy tylko na próbie udowodnienia, że ci średniowieczni scholastycy mylili się, ale jak na złość, nic nie wychodzi. Chodzi więc o wykazanie, że metoda indukcji (sondy kosmiczne) jest ważniejsza niż dedukcja (rozum).

Tak więc spór pomiędzy zwolennikami indukcji i dedukcji nie jest, wbrew pozorom, sporem jałowym. Są sytuacje, w których indukcja jest jak najbardziej wskazana, w innych, chcąc nie chcąc, pozostaje dedukcja. Ona może przydać się nam tam gdzie, jak w przypadku polityki czy historii, brak dokumentów albo brak dostępu do nich, uniemożliwia dojście do prawdy. Nie muszę chyba dodawać, że współcześnie, przynajmniej w zakresie nauk historycznych i politycznych, dedukcję pomija się, a nawet dyskredytuje.

Nie jesteśmy w stanie, przy pomocy indukcji (bo brak dokumentów), odpowiedzieć na pytanie, co działo się na ziemiach Polski przedpiastowskiej i skąd wziął się taki dziwaczy, na skalę ówczesnej Europy, stan szlachecki. Pozostaje nam dedukcja. W poprzednim blogu (Metoda) cytowałem Conan Doyle’a:

„Większość ludzi, wysłuchawszy biegu wydarzeń, powie (…) co z nich wynikło. Połączą je w umyśle i wywnioskują, co dalej stać się mogło. Ale niewielu znajdziemy takich, którzy z końcowego wyniku zdołają odtworzyć bieg wypadków, jakie do niego doprowadziły. O takiej właśnie zdolności myślenia mówiłem wspominając o rozumowaniu «wstecz», czyli – «analitycznym». Mamy tu cały łańcuch logicznych wniosków, w którym nie znajdzie pan najmniejszego potknięcia”.

Co więc było końcowym wynikiem? Było nim zdominowanie przez szlachtę państwa i podporządkowanie go własnym interesom. To wiemy i to jest punkt wyjścia do dedukcji. Trzeba zacząć od tego, co wiemy i na podstawie tego wydedukować to, czego nie wiemy. Nie wiemy, co działo się na ziemiach polskich przed książętami piastowskimi, ale wiemy, co działo się na ziemiach na południowy wschód od nich.

„Chazarowie, plemię tur. ; w IV/V w. wyruszyli z Azji na zachód, wyparli Bułgarów nadwołżańskich i w VII w. utworzyli potężne państwo, rozciągające się między M. Kaspijskim a pn. wybrzeżem M. Czarnego, ze stolicą Itil przy ujściu Wołgi. Okres rozkwitu państwa chazarskiego przypada na VIII-IX w. W IX w. niektóre plemiona ruskie płaciły Ch. daninę. Ch. utrzymywali przyjazne stosunki z Bizancjum, które zamierzało ich wyzyskać w walce z Arabami. Wśród ludności zamieszkującej Chazarię znajdowali się przybysze żyd. i arab.; dużą rolę odgrywali Słowianie, którzy służyli w wojsku i straży pałacowej, a przede wszystkim znani byli jako kupcy. W państwie chazarskim przeważały zajęcia pokojowe; wraz z Bułgarami kamskimi Ch. byli pośrednikami w handlu między arab. Wschodem i bałtycką Północą; w IX w. pisarz arab. Chordadbeh wspomina kupców przybywających do Konstantynopola i do Itilu, a stąd zmierzających dalej – do Bagdadu; płacili oni miejscowym władzom dziesięcinę targową. Religią panującą w państwie chazarskim był judaizm, zaszczepiony tu przez kupców żyd.; dzięki dużej tolerancji mieszkali tu swobodnie mahometanie, chrześcijanie, żydzi i poganie. Państwo Ch. zostało w 965 r. podbite przez Ruś. Znana jest korespondencja (w jęz. hebr.) króla chazarskiego Józefa z dostojnikiem → Abd ar-Rahmana III – Chaszdajem ibn Szaprut (ok. 915-70); list króla Józefa (ok. 960) stanowi podstawowe źródło do poznania genezy i organizacji państwa chazarskiego. Z Ch. spokrewnieni byli Kumani (Połowcy), pochodzą też od nich Bałkarzy mieszkający u źródeł Tereku i Kubania oraz, prawdopodobnie, pol. Karaimi.”

A. Zajączkowski, Z studiów nad zagadnieniem chazarskim, Kraków 1947; P.K. Kokowcow Jewriejsko-chazarskaja pieriepiska w X wiekie, Leningrad 1932; D.M. Dunlop The History of the Jewish Khazars, Princetown (N.Y.) 1954.

Taką informację o Chazarach podaje Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1963. Źródło jest stare, ale nowsze opracowania nie wnoszą wiele do tematu, który mnie interesuje, a mianowicie: czy Chazarowie mogli mieć jakiś udział w ukształtowaniu się polskiej szlachty, która była nad wyraz liczna na tle Europy średniowiecznej i nowożytnej? Początkowo stanowiła ona około 7%, a w końcowym etapie I RP – 10% ówczesnego społeczeństwa. Dla porównania – we Francji zaledwie 1%, w Anglii – 2%. Ale nie tylko jej liczebność czyniła ją wyjątkową.

Z informacji encyklopedycznej można wyczytać, że Chazarowie byli pośrednikami w handlu pomiędzy arabskim Wschodem i bałtycką Północą. Docierali więc nad Bałtyk. A skoro tak, to ich szlaki handlowe wiodły przez ziemie przyszłych Piastów. Co więcej, również Słowianie trudnili się handlem. Upadek chazarskiego imperium w 965 roku zbiega się z powstaniem państwa Piastów. Nie można wykluczyć, że część Chazarów przeniosła się na ziemie Polski lub osiedliła się tam wcześniej. Może nawet razem z tymi słowiańskimi kupcami.

Przyjmuje się, że pierwsze osadnictwo Żydów na terenie Polski miało miejsce w 1096 roku, kiedy to po pogromach w Pradze czeskiej wielu z nich znalazło tu schronienie. Od początku trudnili się handlem, w tym także, we wczesnym okresie, handlem niewolnikami. Gall Anonim wspomina w swojej kronice o wykupywaniu niewolników od żydowskich kupców w Pradze przez Judytę – żonę księcia polskiego Władysława Hermana w latach 1080-1086. Pierwsza regulacja dotycząca statusu Żydów w Polsce, to statut kaliski wydany 16 sierpnia 1264 roku przez Bolesława Pobożnego. Wydaje się więc, że skoro powstała tak korzystna dla nich regulacja, porządkująca relacje polsko-żydowskie, to już wtedy musieli oni mieć znaczące wpływy wśród książąt i możnowładców.

Na początku rządów kazimierzowskich Żydzi zamieszkiwali m.in. w Poznaniu, Gnieźnie, Kaliszu i Krakowie. Wygląda na to, że ta pierwsza fala żydowskiego osadnictwa wlewa się do Polski od strony Czech. Jednak Adolf Nowaczyński w swoim Mocarstwie anonimowym zamieszcza notatkę historyczną „Jak Warszawa broniła się przed żydami” autorstwa J. Mazura. Pochodzi ona z około 1918 roku:

„Istnieją ślady, że już w XII w., w samem zaraniu istnienia stolicy Polski, dostali się i do niej, starając się wszelkimi sposobami, nie zawsze zgodnemi z prawem i etyką, zająć w mieście przodujące stanowisko.

I nad podziw, udało się im to o tyle, że jak twierdzi Sobieszczański, wiele aktów z owych czasów, przechowywanych w archiwum krajowem, pisanych jest w języku hebrajskim.

Oprócz tego zajęli dla siebie całą, nieistniejącą już w pobliżu Dunaju ulicę, nazwaną Żydowską, na której się pięć domów przez nich zamieszkanych wznosiło, a gdy im się ciasno tam zrobiło, rozpełzli się po całym mieście, mając w różnych dzielnicach swe domy, ogrody, cmentarze, a nawet synagogę zbudowaną w pobliżu kościoła św. Jana… Lecz gdy przybysze ci z coraz większą chciwością zagarniać w swoje ręce zaczęli handel, rzemiosła, znajdujące się dopiero w kolebce, gdy dotkliwe tem krzywdy rdzennym mieszkańcom miasta wyrządzać zaczęli, ci podnieśli alarm głośny. Podążały do książąt mazowieckich żałosne skargi na to, że żydzi handel podkopują, że ludność niszczą lichwą i wyzyskiem, że rzemieślnikom szkodzą partactwem i tandetą. Powoływali się też mieszczanie na nadane im przez książąt prawa magdeburskie i domagali się wyrugowania żydów z Warszawy. Pierwszy krok w tym kierunku uczynił książę Bolko V, który odwdzięczając się miastu za nowy podatek nadzwyczajny w ilości 120 dukatów zabronił obcym kupcom a więc i żydom w Warszawie poza walnemi jarmarkami detalicznej sprzedaży towarów. Ostatni książę mazowiecki Janusz wydał dekret zabraniający żydom zamieszkiwania Warszawy i trudnienia się handlem oraz rzemiosłami. Lecz żydzi nie wiele sobie robili z tego dekretu książęcego, gdyż w dwa lata potem król Zygmunt Stary I, który w tym czasie objął rządy nad Mazowszem, ponowił dekret, rozciągając go jeszcze na przedmieścia, przyczem wykonanie tego rozporządzenia i ostrzeżenie, ażeby przekoroczonem nie było, zalecił wojewodzie mazowieckiemu, burmistrzowi i rajcom magistratu.”

W latach 1351-1526 Księstwo Mazowieckie było lennem Polski i zostało ostatecznie wcielone do niej w 1526 roku, po śmierci ostatniego władcy Janusza III, jako województwo mazowieckie. Po podziale dzielnicowym Bolesława Krzywoustego w 1138 roku dzielnica mazowiecka początkowo uznawała zwierzchnictwo Krakowa, ale zmieniło się to za panowania Konrada mazowieckiego, od 1200 roku samodzielnego księcia kujawsko-mazowieckiego.

Wygląda więc na to, że Żydzi na Mazowszu pojawili się wcześniej niż w Małopolsce i Wielkopolsce. A może byli w całej Polsce, tylko zachowały się akty z Mazowsza? Jedynym kierunkiem, z którego mogli tam przybyć było państwo chazarskie. Skoro jako kupcy docierali do Bałtyku, to znaczy, że musieli przemieszczać się przez ziemie polskie. Największy rozkwit tego państwa przypada na VIII-IX wiek. Kończy się państwo chazarskie, podbite w 965 roku przez Ruś, pojawia się Polska. Co nie oznacza, że wcześniej jej nie było. Pewne procesy nie zachodzą z dnia na dzień.

W Polsce nigdy nie było pogromów Żydów na taką skalę jak na zachodzie Europy. Nikt też ich nigdy stąd nie wyganiał, tak jak czyniono to w innych krajach. Wprost przeciwnie! Przyjmowano ich i obdarzano przywilejami, o których miejscowa ludność mogła tylko pomarzyć. Zawsze cieszyli się poparciem rządzących i szlachty. Jakaś tego przyczyna musiała być. Najprostsze wytłumaczenie jest takie, że jeszcze w czasach przedpiastowskich mogli tworzyć warstwę uprzywilejowaną lub taką warstwę uzależnić od siebie.

Na przełomie XIX i XX wieku niektórzy historycy żydowscy wysuwali takie hipotezy, nie poparte jednak żadnymi dowodami. Ich brak może oznaczać, że nic takiego nie miało miejsca, ale też nie można wykluczyć takiej możliwości. Problem ten opisuje Teodor Jeske-Choiński w swojej książce Historia Żydów w Polsce.

»Nowoczesnym historykom żydowskim, piszącym po polsku (Ludwikowi i Maksymilianowi Gumplowiczom, Ignacemu Schipperowi i in.) przyszło do głowy, że Żydzi byli już za czasów pogańskich „panami” ziem polskich, bo jakiś Żyd zasiadł na tronie polskim. W głowie przewróciło im niezwykłe przez pewien czas powodzenie Żydów w państwie Chazarów.

Wiadomo, że Chazarowie (Kozarowie) mieszkali w III w. po Chr. pomiędzy Kaukazem a morzem Kaspijskim. W IV wieku utracili wolność, zwyciężeni przez Hunów i Bułgarów; w VII zrzucili z siebie jarzmo i zdobyli nowe ziemie nad morzem Azowskim; w VIII rozszerzyli swoje państwo aż do Dniepru i Oki. Byli do roku 731 poganami.

I do Chazarii trafili Żydzi. Zręczniejsi spomiędzy nich otoczyli króla Bulana, służyli mu na dwóch łapkach jako tłumacze, lekarze i bankierzy. Tak umieli koło niego chodzić, iż zjednali sobie w nim nie tylko przyjaciela, lecz nawet wielbiciela. Przekonali go, że judaizm stoi wyżej od bałwochwalstwa i namówili go do przyjęcia wiary żydowskiej.

Król (chakan) Bulan stał się gorliwym wyznawcą Zakonu Mojżeszowego, a za jego przykładem poszła znaczna część Chazarów. Czwarty „raj” Żydów…

Nie trwał on długo, bo książę kijowski, Światosław, pobił Chazarów (w r. 965), a jego następca, Włodzimierz, który przyjął wiarę chrześcijańską, zniszczył ich państwo na zawsze (1019r.).

Żydów chazarskich narzucają wymienieni historycy żydowscy Polsce przedchrześcijańskiej. Według nich zdobyli Chazarowie Ruś, Czechy, Morawy, Polskę i wysłali do Polski swoje wojsko żydowskie. Owi Żydzi chazarscy mieli wywrzeć na Polaków taki wpływ, iż nakłonili wielu z nich do judaizmu. Mieli oni nauczyć Polaków sztuki uprawiania roli.

Tych nowin nie mogą pisarze żydowscy poprzeć dokumentami historycznymi, bo żaden z komentarzy przed rokiem 1000 po Chr. nie mówi o zjudaizowaniu Polski pogańskiej i o talencie rolniczym włóczących się po całym świecie kupców.«

Norman Davies w swojej historii Polski Boże Igrzysko pisze:

„Nie ma powodu wątpić, że Żydzi mieszkali w Polsce od najdawniejszych czasów i że religia mojżeszowa – w formie, w jakiej się zachowała wśród potomków dawnego królestwa Chazarów na południowym wschodzie – w gruncie rzeczy poprzedziła chrześcijaństwo.”

„Zalążki stanu żydowskiego powstały w wiekach XIII i XIV, chociaż instytucjonalna autonomia Żydów rozwinęła się dopiero w połowie XVI w. Przez cały ten czas trwała ich rywalizacja z mieszczaństwem oraz przymierze ze szlachtą.”

„A zatem, mimo że szlachta wymyślała najbardziej fantastyczne legendy na temat swego sięgającego dalekiej przeszłości pochodzenia, był to w gruncie rzeczy stan, który wyłonił się najpóźniej. W XVI w. wciąż jeszcze udoskonalała prawa i instytucje, które miały zadecydować o jej supremacji w następnym okresie. Nikt jednak nie może na serio poddawać w wątpliwość faktu, że za życia Rzeczypospolitej polsko-litewskiej szlachta odgrywała pierwszoplanową rolę w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym. Zorganizowała państwo tak, aby odpowiadało jej interesom, a wszystkie inne stany zaprzęgła do realizacji własnych celów. Jeśli w wyniku polityki tolerancji religijnej czasem nazywano Polskę i Litwę rajem żydów, jeszcze słuszniej można by ją nazwać rajem szlachty. Ci, którzy ją krytykowali, dodawali, iż oznaczało to, że była także czyśćcem mieszczan i piekłem chłopów.”

„Trzeba jednak koniecznie podkreślić, że szlachta polska nie była podzielona na żadne podkategorie w sensie prawnym, tak jak to miało miejsce w Anglii czy Niemczech, i że termin szlachta odnosił się do całego stanu szlacheckiego, nie zaś jedynie do jego części. Przynależność do stanu określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania, a także zespół praw i tradycji, od których te przywileje i zobowiązania były zależne.”

„Wobec braku pewnych informacji, badania nad początkami szlachty od dawna odznaczają się dużą liczbą wątpliwych hipotez. Jedna z takich teorii rozważa możliwość obcej inwazji w czasach prehistorycznych. Zrodziła się z chęci ukucia teorii na modłę zwycięstwa Normanów w Anglii czy Waregów w Rosji i znajduje niewielkie potwierdzenie w faktach. Inna podobnego typu teoria podkreśla znaczenie rodów; w XIX w. cieszyła się ona dużym uznaniem. Twórcami jej byli uczeni, którzy interesowali się głównie folklorem niemieckim, dopiero później zastosowano ją do historii krajów słowiańskich i Polski. Jej podstawowa hipoteza brzmiała, że zarówno państwo, jak i społeczeństwo powstały na drodze fuzji licznych spokrewnionych ze sobą rodów, które poprzednio żyły w stanie naturalnej wolności. Sugerowała ona, że wcześni władcy słowiańscy – z książętami piastowskimi włącznie – nie byli niczym więcej, jak tylko wodzami plemiennymi (starosta rodowy) lub naczelnikami (nadpatriarcha) oraz że szlachta wywodziła się z rodów czystych pod względem etnicznym, podczas gdy stany niższe były skutkiem mieszania się rodów z niewolnikami, jeńcami i cudzoziemcami. Podejmowano próby przyrównywania szlachty nie tylko do niemieckiego ‘Geschlechtsverband’ i bałkańskiej ‘rozszerzonej rodziny’, czyli zadrugi, ale również do prawa brehonów w Irlandii i do klanów górali szkockich.

Teoria rodów znalazła duże poparcie w specyficznych cechach polskiej heraldyki. W Polsce herbów nigdy nie nadawano, ani pojedynczym osobom – jak w Anglii – ani też pojedynczym rodzinom – jak w Niemczech – ale jedynie większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zawołanie i godło. Polski szlachcic nie miał więc własnego herbu. Herb, którego używał, dzielił z dziesiątkami innych, którzy nawet nie musieli być z nim spokrewnieni. Taka wspólnota herbowa była w Europie zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, użycie słowa ród na określenie grupy heraldycznej nieuchronnie wzmacniało błędne wrażenie, że podstawę więzi stanowiło pokrewieństwo.”

„Jedną z konsekwencji ‘wspólnoty herbowej’ była niezwykła prostota aspektu technicznego polskiej heraldyki. Nie trzeba było śledzić zawiłych labiryntów dziedziczności i małżeńskich związków ani też modyfikować czy tworzyć nowych herbów w miarę rozwoju zmieniających się wciąż wydarzeń. Nie znano sztuki opisywania i zestawiania herbów, nie stosowano rozróżnienia między starszą i młodszą linią rodu. Każdy ród miał jedno proste godło, jedną dewizę i jeden herb, które przez wieki pozostawały nie zmienione. Wszystkie herby, jakie kiedykolwiek istniały, dadzą się pomieścić w jednym dość szczupłym tomie.”

Maria Dąbrowska w „Rozdrożu – Studium na temat zagadnień wiejskich” pisze:

„Żydzi, poza tymi, którzy jeszcze dawniej siedzieli na ziemi polskiej, przybywali do nas masowo po wojnach krzyżowych, kiedy to krucjaty znaczyły swój pochód ich rzeziami. Dostali od razu od książąt przywileje, stali się bankierami, mincarzami i lichwiarzami monarchów oraz warstw wyższych – pośrednikami handlowymi w stosunku do warstw wszystkich. Byli chętnie widziani jako żywioł obrotny i posiadający kapitał.”

Z kolei w innym miejscu pisze:

„Moment, kiedy gruntami ornymi Polski, prócz jednej kmiecej, zaczęła władać druga – jest ciemny. To pewne, że pierwszymi osadnikami, karczownikami i rolnikami Polski byli kmiecie siedzący na gruntach, uznanych w zaraniu dziejów za książęce. Ale i to pewne, że puszcz dziewiczych i ziem leżących odłogiem było jeszcze w Polsce dużo w okresie tworzenia się osiadłego i herbowego rycerstwa. Według wszelkiego prawdopodobieństwa musiało ono otrzymać od książąt majętności różnych typów – bądź grody, otoczone posiadłościami chłopskimi, bądź pustki bez kmieci, bądź pustki w połączeniu z osadami kmiecymi. W wypadku przejęcia osad kmiecych, daniny i powinności należne księciu przechodziły na panów, a w wypadku braku ludności osadzano na pustkach jeńców wojennych lub kmieci wolnych, których wówczas nie brakowało. Do XV wieku stosunki panów i kmieci układały się o tyle o ile na prawie równości i polegały na jako tako dorzecznej (choć nadużywanej przez możnych) wymianie usług (mimo że istniało wtedy w Polsce również niewolnictwo; ludzi sprzedawano i kupowano, podobnie jak w starożytności). Miało nawet miejsce przenikanie się warstw i przechodzenie z jednej w drugą.”

Widać więc, że Jeske-Choiński, który wydał swoją książkę w 1920 roku, odnosił się sceptycznie do obecności Żydów w przedchrześcijańskiej Polsce. Z kolei Davies skłania się ku poglądowi, że byli wcześniej. Podobnie uważa Dąbrowska. Oboje jednak nie próbowali uzasadniać swoich poglądów, co daje asumpt do przypuszczeń, że tego typu rozumowanie nie było odosobnione. Dąbrowska opisuje też mechanizm, wedle którego mogły tworzyć się zaczątki przyszłej szlachty. I bardzo możliwe, że tak to się odbywało. Ale w tym miejscu wypada sobie zadać pytanie: czy Żydzi, którzy zjednali sobie króla Chazarów, nie mogli tego dokonać w przypadku książąt piastowskich czy ich poprzedników? Wszak dysponowali wiedzą historyczną swego narodu i doświadczeniem, którego nie mieli owi książęta czy ich antenaci.

Adolf Nowaczyński w swoim zbiorze Mocarstwo anonimowe zamieszcza tekst, którego autorem jest Dr Józef Meisl („Die Juden im Zartum Polen”. Verlag A. Marcous und E. Weber. Bonn, 1916). W nim czytamy:

„Dwiema drogami otwartemi weszli żydzi do słowiańskiego Wschodu Europy. Najpierw przez Kaukaz, przez tę bramę narodów, przez którą weszli też Awarzy, Hunowie, Chazary, Peczeniegi, Tatarzy, ci weszli w 8 i 9 wieku do Rosji i do państwa lackiego, przeważnie pchani przez inne szczepy. W każdym razie wśród tych żydów były też resztki nawróconego na żydostwo ludu Chazarów, z którymi wspólnie pierwsze tu założyli siedziby…

Prześladowania w sąsiednich Niemczech wzbudziły w szerokich warstwach tamtejszych żydów tęsknotę za nowem gościnnem osiedliskiem i zwróciły ich uwagę na Wschód, gdzie też ich energia znalazła obfite pole do działania.

Łagodne rządy władców polskich przyciągnęły też coraz większe gromady żydów, które wskutek braku wszelkich cechowych ograniczeń, znalazły możliwość niepowstrzymanej ekspansji dla handlu i przemysłu, pobudziły kapitał i własność ziemską do energii, ożywiły jako pionierzy wszelkiego handlu produkcję masową, całe gałęzie handlu, jak sól i korzenie, doprowadziły do rozkwitu, w miastach pobudowały magazyny i pomogły przygotować przemianę gospodarstwa wymiennego na gospodarstwo pieniężne.

Krzywym okiem patrzało duchowieństwo i mieszczanie na wzrastającą potęgę żydostwa, a tylko chroniąca prawica książąt, broniąca ich nietykalności z pomocą grożących ciężkich kar i kaźni, stanowiła mocną przeciwwagę wszystkim możliwym atakom tych, co zazdrościli i znienawidzili…

Nie z wielkodusznej tolerancji, jak utrzymują historycy, schlebiający narodowej dumie, tylko z trzeźwego uznania wysokiej wartości żydów dla kraju i korony rozpostarli władcy polscy swe ochronne skrzydła nad licznemi rzeszami napływających wciąż żydów.

Przez całe wieki 13 i 14 przeważała zawsze tolerancja wobec żydów. Z wyłączeniem pewnej części duchowieństwa i wszystkich niemieckich kolonistów, którzy z nienawiścią patrzyli na rozrost żydowskiego elementu i, o ile tylko mogli siali dookoła w słowiańskie otoczenie ziarna nienawiści, była niechęć do żydów zjawiskiem całkiem nieznanem…

Przywilej Bolesława Pobożnego dla żydów w r. 1246 przedstawia się jako kompilacja przywilejów żydowskich: czeskiego, węgierskiego i austrjackiego.

Przywilej ten zyskał potem za Kazimierza Wielkiego wydatne rozszerzenie, obdarzył ich pewną ograniczoną autonomią w sprawach wewnętrznych, chronił ich synagogi i urządzenia kulturalne, uporządkował kodeks karny i nakreślił ramy dla działalności gospodarczej…

Polska zaś szlachta, żywiąca dużą niechęć do niemieckiego kupca i Niemca, pożyczającego pieniądze z ochotą, zwracała się do żydów, aby od nich pożyczać środki pieniężne na zastaw swych majętności…

Uderzające w oczy zjawisko, że pierwsze prawa, tyczące się żydów w Polsce, nie zawierają żadnych bliższych określeń dozwolonej stopy procentowej, wskazuje na to i tłumaczy się tem, że interes ogółu domagał się wzmożonej cyrkulacji pieniężnej, czemu też żadnych granic i przeszkód ze strony rządu kłaść nie chciano.”

Józef Meisl, który był Żydem, twierdził, że pierwszymi mieszkańcami ziem polskich byli Żydzi wraz z nawróconymi na judaizm Chazarami. Trudno pewnie to udowodnić, ze względu na brak źródeł. Jednak fakt, że polscy władcy byli wyjątkowo przychylnie do nich nastawieni, skłania do zadania sobie pytania: z czego to wynikało? Tłumaczenie tego słowiańską łagodnością nie jest przekonywujące. Przecież na Rusi nie patyczkowano się z nimi. Coś więc na rzeczy musiało być, skoro szlachta odnosiła się wrogo do niemieckiego kupca i Niemca pożyczającego pieniądze, a korzystała z usług Żydów. Jeśli jeszcze uwzględnimy fakt, że nie było ograniczenia wysokości stopy procentowej, to wątpliwości coraz mniej, co do tego, że musiał występować jakiś szczególny rodzaj relacji pomiędzy obu stronami. Tłumaczenie, że Żydzi organizowali handel i dostarczali pieniędzy i z tego względu zasługiwali na wyjątkową ochronę, też nie trzyma się kupy, bo to samo oferowali Niemcy osiedlający się w Polsce. Szlachta zawsze trzymała z Żydami przeciw mieszczanom, czyli Niemcom lub spolszczonym Niemcom.

Nowaczyński w swoim zbiorze cytuje też Jodokusa Decjusza sekretarza Zygmunta I. Tekst pochodzi z 1521 roku.

„Żydzi nabierają coraz to więcej znaczenia i prawie nie znajdziesz myta czy jakiego podatku, aby żyd nie był nad nim przełożonym, albo przynajmniej o to się nie starał. Chrześcijanie niejednokrotnie przy mytach żydom podlegają i każdy prawie magnat czy wielmoża Rzpltej powierza zarząd nad swym majątkiem żydowi i oddaje w ten sposób władzę nad chrześcijanami i szybciej ich, aniżeli chrześcijan, przed krzywdą choćby pozorną broni.”

Dlaczego warstwy rządzące faworyzowały obcych względem swoich? A może dla nich Żydzi nie byli obcymi? Sympatie między ludźmi rodzą się na ogół, gdy łączą ich wspólne korzenie, zbliżony system wartości, podobne cele.

Szlachta jako stan jest dziwnym zjawiskiem. Przynależność do niego określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania. Przyjmowanie do stanu szlacheckiego odbywało się poprzez wprowadzenie przez króla do wybranego przez niego rodu. Mogli to robić też wybitni przedstawiciele szlachty poprzez „przyjęcie” do własnego. Szlachta zwracała się do siebie per „panie bracie”. I ten jakiś nadzwyczaj przychylny stosunek do Żydów. Skąd taka sympatia? Jakoś to wszystko dziwnie współgra z masonerią, choć do jej powstania jest jeszcze daleko. Jeśli więc masoneria jest urządzeniem żydowskim, to może i polska szlachta była nim również.

Stanisław Didier w książce Rola neofitów w dziejach Polski pisze:

„Od najdawniejszych czasów Polska była wdzięcznym terenem pozornego zrywania z wiarą swych ojców przez synów Izraela. Posłuszni nakazom drugiego Mojżesza Żydzi krakowscy przechodzili w dość pokaźnej liczbie na katolicyzm już w drugiej połowie XIV wieku. Cieszyli się oni specjalnymi względami rady miejskiej, która otaczała neofitów gorliwą opieką. Jak wskazują „Rachunki miasta Krakowa” (r. 1395, 1398, 1400) rada wyznaczała im pod pozorem wydatków na obrzęd chrztu znaczne nagrody. Liczba pozornych chrześcijan stale wzrastała w starej stolicy Polski w ciągu piętnastego stulecia. Jak pisze Długosz wielu Żydów przyjmuje chrzest w 1407 r. Powtarza się ta sama historia w 1455 r. W osiem lat później mamy znowu nowe rodziny neofickie w Krakowie. W ślady współbraci ze stolicy wstępują Żydzi z Poznania i wielu innych miast Polski zrywając pozornie z judaizmem. Nie posiadamy ani jednej monografii o Żydach z różnych miejscowości, w której by nie było wzmianki o jakiejś rodzinie neofitów. Mieli też nowochrzczeńcy ułatwioną możność przeniknięcia do społeczeństwa polskiego. Uchodząc za zwinnych, przebiegłych cudzoziemców nie różnili się oni od autochtonów ani strojem, ani stopniem wykształcenia i utrzymywali z nimi dobre stosunki towarzyskie, ucztując przy jednym stole.

Wśród neofitów w państwie Jagiellonów wysunęli się na czoło pod względem wpływów i bogactw przede wszystkim nowochrześcijanie litewscy. Już za w. ks. Witolda dochodzili Żydzi na Litwie do dużych fortun. Komory celne, podatki od wódek, sól, wosk, przewozy, mostowe znajdowały się w ich rękach. Żydzi – arendarze gromadzili w swoich rękach wielkie bogactwa i nabywali posiadłości ziemskie. Wchodząc w skład warstwy ziemiańskiej, oni sami, względnie ich dzieci, przyjmowali wiarę chrześcijańską. Ponieważ szlachta litewska nie była jeszcze tak wyrobionym stanem jak w Koronie, mieli więc pozorni katolicy ułatwioną możność spełnienia woli Majmonidesa, tj. wejścia w skład przodującej warstwy narodu.

Ilość nowochrześcijan niepomiernie wzrosła na Litwie po ogłoszeniu w czerwcu 1495 r. dekretu, w którym w. ks. Aleksander polecił Żydom opuścić kraj. Nie chcąc oddalać się od swoich majątków, setki celników i poborców żydowskich wyrzekło się pozornie wiary ojców i przyjęło chrzest. Wiele nazwisk wybitniejszych tych neofitów utrwaliło się w dokumentach. Mniejsi, nie zajmujący poważniejszych stanowisk, weszli niepostrzeżenie do społeczeństwa polskiego.

Już w wieku XVI pozorni chrześcijanie, obdarzani masowo przez władców polskich klejnotem szlacheckim, dochodzili do wysokich stanowisk. W 1510 r. obok Radziwiłłów, Ostrogskich, Ostyków, Kieżgajłów, Hlebowiczów i Sapiehów zasiadł w radzie wielkoksiążęcej neofita Abraham Józefowicz, jako podskarbi ziemski (wielki) W. Księstwa Litewskiego. Wśród jego potomków (Abrahamowiczów), spokrewnionych z najpierwszymi rodzinami polskimi (Zborowskimi) widzimy wojewodów, kasztelanów i generała artylerii litewskiej. Stanowiska starostów, stolników i krajczych były też zajmowane często przez nowochrześcijańskie rody, koligacące się drogą małżeństw ze starymi rodzinami szlacheckimi. Tak w Wielkopolsce wpływowe stanowisko zajęła wśród szlachty tamtejszej rodzina Powidzkich, wywodząca się od neofity Stefana Fiszta starosty powidzkiego i wojskiego kruszwickiego, spokrewnionego ze słynnym w dziejach rozwoju żydowskiej teologii politycznej gaonem Jakubem Polakiem, zwanym „Ojcem Talmudu”.

Na uwagę zasługuje jeszcze niewytłumaczalna dla mnie nienawiść i wrogość szlachty do chłopa. W cytowanym wyżej Rozdrożu Dąbrowska pisze:

»Ten wieczny i żadnym innym uczuciem nigdy nie przeważony strach przed „naruszeniem własności panów” przypomina mimo woli słowa Deczyńskiego: „Każdy szlachcic polski woli stracić połowę swego majątku jakimkolwiek bądź sposobem, niżeli pozwolić na to, żeby chłopi w jego wsi od odrabiania pańszczyzny wolnymi być mieli”.

W samej rzeczy Polak umiał z godnością znosić utratę przywilejów i majątków, zabieranych mu przez wroga. Umiał z lekkomyślnością sam wyzbywać się dóbr ziemskich dla tysiąca dobrych i złych powodów. Tracił świętą i umiłowaną ziemię ojców na karty, hulanki, fantazje. Oddawał ją za długi Żydom i Niemcom. Dla jednego tylko celu nie chciał nigdy oddać ani piędzi ziemi gruntu – dla chłopa, sedna ojczyzny i narodu. Psychologicznie można to wszystko uzasadnić, jako rzecz „arcyludzką”. Nie mniej składało się na tę postawę między innymi niezmierne wypaczenie pojęć tak o świętym prawie, jak i o świętych obowiązkach własności.«

W innym miejscu Dąbrowska pisze:

„Toteż jednym z najważniejszych a razem najgodziwszych, bo działających wyłącznie pozytywnie środków uporania się z wynikłym stąd niedorozwojem gospodarki narodowej, jest dźwignięcie mas chłopskich. I tak mi się wydaje, że kto nie chce przeobrażeń do tego prowadzących – a w moim przekonaniu i reforma rolna do tego prowadzi – ten jest, choćby nie wiem jak hałaśliwie manifestował co innego, za utrwaleniem w Polsce słabości gospodarczej żywiołów rodzimych.”

„W Galicji bowiem rozegrała się w całej pełni i jawności walka na nowej pozycji, na którą wycofała się szlachta. Nie mogąc się już bronic ani przed zamianą pańszczyzny na czynsze, ani przed uwłaszczeniem – broniono się zaciekle przed… oświatą ludową.

Wśród zwolenników najniższego minimum nauki dla chłopów i jak najmniejszych wydatków na szkoły wiejskie figurują takie nazwiska, jak hr. W. Dzieduszyckiego, hr. Reya, hr. Wodzickiego, hr. Stadnickiego, D. Abrahamowicza, nawet prof. J. Szujskiego. Kiedy posłowie chłopscy oświadczyli się za dodatkowym podatkiem na szkoły, szlachta zastrzegła się, że ona tego podatku płacić nie będzie, ‘gdyż ze szkoły ludowej nie użytkuje’. Dano tym wyraz opłakanej prawdzie, że tylko chłop jest zawsze stworzony do płacenia na rzeczy, z których nie użytkuje.”

Dziwnym więc zjawiskiem była ta polska szlachta, a razem z nią państwo, które ona stworzyła dla siebie. Wyjątkowe na tle ówczesnej Europy. Nie sposób nie zadać sobie pytania: dlaczego tak się stało? Pytać warto, nawet jeśli szansa na znalezienie właściwej odpowiedzi jest nikła. Pytania są bardzo ważne, bo one ukierunkowują nasze myślenie, porządkują je. W tym obecnym szumie informacyjnym to jedyny sposób na to, by zachować chociażby resztki zdrowego rozsądku.

Szlachta była stanem ludzi wolnych. Przynależność do niego określały nie kryteria społeczno-gospodarcze, lecz wspólne dla wszystkich jego członków przywileje i zobowiązania. A więc była stanem ludzi równych. I wszyscy byli dla siebie braćmi. Mamy więc kwintesencję tego stanu zawartą w trzech słowach: wolność, równość, braterstwo. Gdybym chciał to przetłumaczyć na francuski, to brzmiałoby to tak: liberté, egalité, fraternité. To nie tylko hasło rewolucji francuskiej, zresztą jedno z wielu, dopiero później upowszechnione, to też hasło lóż masońskich: Wielkiego Wschodu Francji i Wielkiej Loży Francji.

A więc byliśmy, nie bójmy się tego słowa, narodem wybranym, wybranym do przeprowadzenia pewnego eksperymentu, który miał zbadać, jak działają pewne mechanizmy. Z tego eksperymentu wynikło, że wprowadzenie demokracji rozkłada państwo, a ci, którzy tym kierują są anonimowi i nietykalni. Odpowiedzialność w demokracji spada, jak wiadomo, na ogół. Drugi wniosek jest taki, że demokracja nie ma szans na przetrwanie, jeśli działa w pojedynkę tj. otoczona jest monarchiami i do tego absolutnymi (Prusy, Rosja). Trzeci wniosek jest taki, że żeby demokracja przetrwała, trzeba ją wprowadzić we wszystkich znaczących krajach na świecie i z tej pozycji narzucać ją tym krajom, które jej jeszcze nie mają. Po to była rewolucja francuska. Dziś to zadanie wykonują Stany Zjednoczone.

Eksperymentowano nie tylko z demokracją, ale również z tolerancją religijną. To też osłabiało państwo. I RP była państwem wielonarodowym i mozaiką religii. Dziś na to mówimy – multi-kulti. Jeśli nie mamy spójnego systemu wartości opartego na jednej religii bądź innym systemie wartości, wspólnym dla całego państwa, to rządzenie nim staje się trudne, bo rządzący nie mają się do czego odwołać przy podejmowaniu trudnych decyzji. Innymi słowy, nie ma wartości wspólnych dla wszystkich, dla których warto poświęcać się: każdy sobie rzepkę skrobie. Tylko jedna nacja ma system wartości i cel zarazem, dla którego jest w stanie dużo, bardzo dużo zrobić. Ażeby do niego dojść, nie może mieć na swojej drodze innych nacji, które również mają własny system wartości, dla którego są w stanie poświęcić dużo, bardzo dużo.

Wszystko, co powyżej napisałem, jest tylko hipotezą i nie da się jej zweryfikować w oparciu o dokumenty, bo ich brak. Jednak z przytoczonych cytatów i wnioskowania wynika, że Żydzi, przybywając na ziemie polskie, nie tyle natrafili na pustkę, co raczej na teren słabo zaludniony, z mieszkańcami, których organizacja społeczna i państwowa była na stosunkowo niskim poziomie. To ułatwiło im podporządkowanie ich sobie, a przy okazji wykreowali rządzący stan, którego częścią byli i który był narzędziem w ich ręku. Tak więc proces przenikania i pozornej asymilacji Żydów trwa na ziemiach polskich od 1000 lat. Wszystko wskazuje na to, że jego zwieńczeniem będzie kreowana obecnie na prezydenta kobieta i Żydówka.

Państwo Polskie jest polskim tylko z nazwy. Przez cały okres istnienia trwało jego przejmowanie przez Żydów. Proces ten nie zaczął się od pojawienia się frankistów w drugiej połowie XVIII wieku. Jednak od tego momentu zaczyna się intensywniejsze parcie Żydów do najwyższej warstwy społeczeństwa polskiego. Później następuje asymilacja po powstaniu styczniowym, wepchnięcie przez cara litwaków do Królestwa Polskiego i w końcu ich liczne przybycie z Armią Czerwoną. Polska polityka od wieków jest prowadzona pod dyktando Żydów. Natomiast Polacy w Polsce są od tego, by przypisywać im wszelkie zło, jakie się w niej działo i dzieje, choć przeważnie nie oni byli i nie są przyczyną tego zła, bo cóż w Polsce mógł chłop pańszczyźniany, a obecnie – zwykły obywatel.