Szlachta – jakie były jej początki?

O tym, że polska szlachta miała żydowskie korzenie pisałem w blogu Szlachta c.d. To, co mnie jednak zastanawiało, to sposób w jaki uzyskała taką przewagę. Początki tego stanu są praktycznie nieznane. Dlaczego jest tak mało informacji na ten temat? Jak to możliwe, że wiemy o wyprawie kijowskiej Chrobrego, o Statucie kaliskim czy o wielu innych wydarzeniach z tamtego okresu, a nie wiemy, jak tworzyła się warstwa społeczna, która zawłaszczyła sobie państwo zwane Rzeczpospolitą z okresu 1569-1795?

Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK Kraków 1999 pisał:

Początki dziejów szlachty polskiej są, łagodnie mówiąc, niejasne. W gruncie rzeczy są to początki nader mroczne. Uczeni przypuszczają, że w jakimś okresie wczesnego średniowiecza szlachta wyodrębniła się spośród wcześniejszych form elity społecznej. Nie jest to jednak żadne wielkie odkrycie, ponieważ szczegółowe informacje na temat dawniejszego rycerstwa są równie skąpe i nie sposób rzetelnie udokumentować ani czasu, ani też sposobu, w jaki się pojawiło. Jeszcze w wiekach XIII i XIV, kiedy odczuwano już pewną ekskluzywność stanu szlacheckiego, kronikarzy stać było w najlepszym wypadku na to, aby wywodzić jego początki od Noego, Juliusza Cezara lub Aleksandra Wielkiego. Wielu spośród szlachty w Polsce i na Litwie utrzymywało co najwyżej, że należy do „szlachty odwiecznej”. Oznaczało to, że jakakolwiek w miarę pewna wiedza na temat ich początku już dawno się zatraciła.

Sama nazwa „szlachta” jest źródłem poważnych sporów. Wyraz ten pochodzi ze staroniemieckiego slahta, spokrewnionego etymologicznie z niemieckimi wyrazami schlagen (uderzać, walczyć, rąbać, wrodzić się w kogoś) oraz Geschlecht (płeć, rodzaj, ród, rasa). Do języka polskiego przeszedł z czeskiego (slehta) wraz z całym podstawowym słownictwem średniowiecznej administracji państwowej: pan (lord, osoba obdarzona władzą sądową), król (Karol-Charlemagne), sejm (zgromadzenie), obywatel (rezydent), herb (dziedzictwo, oznaka heraldyczna). Jest jednak rzeczą prawie niemożliwą określenie zarówno dokładnego kontekstu, w jakim wprowadzono tę niemiecko-czeską terminologię, ani też konkretnego okresu, w którym jej późniejsze użycie ostatecznie się ustaliło. Dziś wielu znawców byłoby skłonnych uznać, że supremacja zasady dziedziczności, czyli jak to nazwał Brückner „rodowitość”, która pozwalała szlachcie utrzymać się poza zasięgiem władców i książąt i która na zawsze zapewniła im ich nie pogwałcony i wyłączny status, ustaliła się ostatecznie dopiero za panowania Kazimierza Wielkiego (1310-70). W każdym jednak razie termin „szlachta” wyraźnie łączy w sobie sens „wysokiego urodzenia” z pojęciem „waleczności”, które to pojęcia składają się na pierwotne atrybuty szlachty średniowiecznej.

x

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak m.in. pisze:

Szlachta [staroniemiecki], uprzywilejowany stan społeczny, istniejący we wszystkich państwach typu feudalnego. Szlachta rozwinęła się w okresie tworzenia się ustroju stanowego z rycerstwa, przy czym ekonomicznie najsłabsze elementy rycerstwa spadły do niższych stanów. Tam, gdzie panujący system lenny nie dokonał zróżnicowania szlachty na wyższą i niższą, również możnowładztwo weszło do stanu szlacheckiego. Przekształcenie rycerstwa w szlachtę dokonało się na terenach zachodniej i środkowej Europy w ciągu XIII-XIV wieku, przy czym w poszczególnych krajach Europy proces ten przebiegał niejednakowo.

We Francji w wyniku rozbudowy państwa i jego aparatu urzędniczego, obok starej noblesse d’épèe (szlachta miecza), pozostającej na wsi, wyłoniła się noblesse de robe (szlachta sukni), rekrutująca się spośród wysokich urzędników skarbu, administracji i sądownictwa, oraz noblesse de cour, szlachta dworska, skupiająca około 1 tysiąca rodzin związanych z dworem królewskim i piastująca najwyższe godności państwowe.

W Anglii szlachta dzieliła się na trzy grupy: wyższą (lordowie do barona włącznie), średnią, gentry (knights i baroneci) oraz nieutytułowaną (gentlemen).

W Niemczech w okresie cesarstwa najwyższą grupę szlachty (Herrenstand) stanowili wysocy dostojnicy świeccy – książęta, margrabiowie, później hrabiowie, i duchowni – arcybiskupi, biskupi i opaci (około 100 osób). Do drugiej zaliczano tzw. wolnych panów (Freiherren) – drobniejszych feudałów zależnych bezpośrednio od cesarza. W okresie wytwarzania się państw terytorialnych część szlachty weszła w zależność od książąt ( Landsässiger Adel), którzy rozszerzyli tę grupę, tworząc z niej kategorię zawodowego rycerstwa (Ritterschaft) i włączając do niej swych ministeriałów; po zamknięciu stanu rycerskiego w XIII wieku dalszy wzrost szlachty następował przez nobilitację (Briefadel), a nadawanie tytułów różnicowało ją na wyższą i niższą.

Szlachta w państwie moskiewskim powstała z powiązania różnych grup feudalnych – bojarów, dworian, tzw. dzieci bojarskich. Po złamaniu przewagi arystokracji bojarskiej (XVI – XVII w.) powstał za Piotra I jeden stan – dworiaństwo, a pochodzące z nadań państwowych posiadłości szlacheckie (pomiestje) stały się dziedziczną własnością, analogicznie do bojarskiej wotcziny. Do stanu szlacheckiego można było wejść przez długoletnią służbę państwową (czynownik).

W Polsce przekształcenie rycerstwa w szlachtę nastąpiło nieco później, tj. w XIV i częściowo XV wieku. Przynależność do szlachty określało kilka czynników: służba wojskowa, własność ziemi „na prawie rycerskim”, a zwłaszcza urodzenie, które nabierało z czasem decydującego znaczenia (statuty Kazimierza Wielkiego) i przyspieszyło zamknięcie się stanu szlacheckiego. Wzrosło też odtąd znaczenie „rodów heraldycznych” (polski termin „szlachta” wywodzi się z niemieckiego Geschlecht ‘ród’) mających wspólne hasła (tzw. zawołania) oraz wspólne herby. Pojawiły się też dziedziczne nazwiska urabiane głównie od nazw rodowych posiadłości ziemskich. Osoby nie mające przodków szlacheckich mogły dostać się do tego stanu na podstawie adopcji do rodu heraldycznego i nobilitacji; z biegiem czasu szlachta stopniowo ograniczała te możliwości, oddając nobilitacje pod kontrolę sejmu; łatwiej udzielano tzw. indygenatu (nadania praw polskich szlachcicowi obcemu). Dopiero w okresie Sejmu Czteroletniego zaczęto dopuszczać do stanu szlacheckiego w większej liczbie przedstawicieli innych stanów, zwłaszcza wzbogaconych mieszczan.

Nobilitacja [łac.], uszlachcenie, prawna forma wejścia do stanu szlacheckiego osoby ( i jej potomków) nie mającej szlacheckich przodków. Nobilitacja wraz z nadaniem herbu następowała w wyniku aktu prawnego, wydanego przez panującego. W Europie Zachodniej nadania herbów osobom nie mającym zwierzchnictwa lennego zdarzały się już w XIII wieku. W Polsce nobilitacja znana była od XIV wieku; jej pierwotną formą była adopcja herbowa bądź przez króla (który nadawał jakiś fragment swego herbu – przyjmował niejako do swego rodu), bądź przez rody rycerskie, które przyjmowały do swego herbu, a król to potwierdzał (tzw. filiacja heraldyczna). Przykładem masowej adopcji było przyjęcie do herbów przez polskie rody (Horodło, 1413) katolickich bojarów litewskich. Forma adopcji zanikła od połowy XVI wieku i odtąd rozpowszechniła się nobilitacja przez króla. Od 1578 królowi wolno było wydawać nobilitację tylko na wojnie lub w czasie trwania sejmu, a od 1601 prawo nobilitacji przysługiwało jedynie sejmowi. Od 1669 nobilitowani otrzymywali tylko skartabellat. W 1775 nałożono na nobilitowanych obowiązek posiadania (kupna) dóbr ziemskich. Konstytucja 3 maja wprowadziła znaczne ułatwienia w zdobywaniu nobilitacji przez mieszczan.

Indygenat [łac.], w dawnym prawie polskim jedna z form uzyskania szlachectwa, zastrzeżona wyłącznie w stosunku do cudzoziemców (po raz pierwszy szlachectwo polskie uzyskali w ten sposób bratankowie Stefana Batorego 1578); początkowo indygenatu udzielał król i sejm, konstytucja 1641 z mocą wsteczną do 1607 ustaliła, że indygenatu może udzielić wyłącznie sejm. W Prusach Królewskich istniał regionalny indygenat pruski, zapewniający dostęp do lokalnych godności i urzędów tylko miejscowej szlachcie. Indygenat bywał często zamaskowaną formą nobilitacji.

Skartabellat [łac.], niepełne szlachectwo; jako instytucja skartabellat pojawił się w pacta conventa 1669; od tego momentu nobilitowani nie mieli aż do trzeciego pokolenia prawa piastowania urzędów i pełnienia poselstw.

x

Wygląda więc na to, że początki tworzenia się stanu szlacheckiego w Polsce owiane są mgłą tajemnicy, coś jak wieki ciemne. Historycy omijają ten temat szerokim łukiem, choć przecież fakt, że słowo szlachta pochodzi z niemieckiego, powinien naprowadzić na właściwy trop, ale nie! – oni sugerują, że to wszystko przyszło z Czech. A Czechy to skąd zapożyczyły to słowo? – Właśnie z niemieckiego! Gdy tak się czyta te wszystkie historyczne opracowania, to ma się wrażenie, że one raczej mają za zadanie ukryć prawdę, a nie ją udostępnić ogółowi.

Jeśli język niemiecki był tak powszechny w okresie Polski piastowskiej, to wypada zadać sobie pytanie: czy to wynikało tylko z sąsiedztwa, czy może raczej z faktu, że Niemcy dominowali na tym obszarze w sensie kulturowym i gospodarczym? Skąd się wzięła w Warszawie nazwa „Mariensztat”? – A skąd się wziął w Krakowie Wit Stwosz?

Wyprawy krzyżowe miały miejsce w latach 1095-1291. Całe rycerstwo Europy Zachodniej brało w nich udział. Polskie rycerstwo nie uczestniczyło w nich, bo prawdopodobnie takiego nie było, a może uczestniczyło, tylko że to było niemieckie. Po tych wyprawach ci rycerze stawali się arystokracją dzięki posiadłościom ziemskim nadanym im przez papieża. Była to szlachta miecza. To był właśnie XIII wiek. Tak więc w ten sposób nie mogła powstać polska szlachta, bo ona pojawiła się później.

Były trzy najazdy mongolskie na Polskę. Pierwszy w 1241 roku, drugi 1259/60, trzeci 1287/88. Najazdy Mongołów, choć przyniosły duże stary ludnościowe i gospodarcze (zwłaszcza pierwszy najazd w 1241 roku), to nie spowodowały uzależnienia Polski od imperium mongolskiego. – Wikipedia. Można by w takim razie zapytać: to po co one były? Mongołowie doszli do Legnicy i zatrzymali się. Gdyby poszli dalej na zachód, to uniemożliwiliby rycerstwu zachodniemu udział w kolejnych krucjatach, a zatem również – ukształtowanie się zachodniej arystokracji. Ktoś jednak powiedział tym Mongołom – Halt!

Najazdy Mongołów przyniosły duże straty ludnościowe i gospodarcze. Co to oznaczało w praktyce? O tym Wikipedia nie pisze. A to po prostu oznaczało, że zrobiło się miejsce dla nowych przybyszów, a byli nimi Niemcy. O tym, cytując Normana Daviesa, pisałem w blogu Mongolskie najazdy. Niemcy nie tylko zdominowali miasta, ale również wsie. Każda niemiecka rodzina dostawała 1 łan ziemi, czyli 18 ha, i inne wsparcie. Była to zorganizowana na wielką skalę akcja zasiedlania terenów spustoszonych przez Mongołów. Niemcy, jak to Niemcy, zabrali się do pracy, ich gospodarstwa zapewne rozwijały się, ale w międzyczasie nastąpiła zmiana realiów politycznych w regionie. To, co nazywano Królestwem Polskim, weszło w unię z Wielkim Księstwem Litewskim. Połączono wodę z ogniem, czyli świat Zachodu, który wyewoluował z zachodniej części Imperium Rzymskiego, ze światem, który był kontynuacją jego wschodniej części, czyli Bizancjum.

Unia personalna Polski i Litwy (1385-1569) była okresem dostosowywania Królestwa Polskiego – będącego częścią I Rzeszy, czyli ówczesnej unii europejskiej – do standardów Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli dominacji wielkich feudałów, którzy w obrębie WKL mieli swoje własne księstwa-państwa. Korona była podobna do reszty I Rzeszy. Miała silną władzę królewską, zrównoważone finanse państwa, rozwinięte mieszczaństwo i wolnych chłopów, ale nie było tam tak potężnych feudałów jak na wschodzie. By to zlikwidować, trzeba było zmarginalizować mieszczaństwo i uczynić chłopów niewolnikami – chłopów, którzy mieli zapewne w większości niemieckie korzenie.

x

W blogu Jak powstawał ustrój I RP opisywałem proces dostosowywania Królestwa Polskiego do standardów WKL. Najważniejszym aktem prawnym, który diametralnie zmienił stosunki własnościowe w nim panujące, był Statut warcki z 1423 roku.

Statut warcki był kolejnym prawem wpływającym na ówczesną gospodarkę i nadawał prawną podstawę do przejmowania gospodarstw sołtysich i większych kmiecych na zasadzie wykupu po cenie oszacowanej przez szlachcica (feudała), nierzadko w wyniku rugi całkowitej lub częściowej. Był odbiciem nastrojów panujących już za czasów Kazimierza III Wielkiego, kiedy to szlachta pałała niechęcią do bogatych, wolnych dotąd sołtysów i chłopów. Przepis pozwalał na likwidowanie sołectw przez szlachtę na włościach nadanych im przez władców Polski stanowiących władzę centralną. Grunty tak pozyskane włączano do dużych gospodarstw folwarcznych. Funkcjonowanie folwarków szlacheckich oparte było na przymusowej, odrobkowej sile roboczej – tzw. pańszczyźnie dlatego ich wydajność gospodarcza była niższa niż sołectw, pomimo tego folwarki przynosiły duże dochody szlachcie. Statut warcki jednocześnie ograniczał prawo chłopów do opuszczania wsi, co miało zapobiec ich migracji. Zakaz ten nie powstrzymał jednak dużej części zbuntowanych sołtysów i chłopów przed zbieganiem na wschód, gdzie często zasilali szeregi społeczności kozackich.

x

W tym momencie można by sobie zadać pytanie: skąd wzięły się te duże gospodarstwa folwarczne, oparte na przymusowej, odrobkowej sile roboczej, skoro po najazdach mongolskich ziemie te były wyludnione i zrujnowane gospodarczo? W blogu Mongolskie najazdy cytowałem Normana Daviesa:

Zasadnicze przemiany społeczne nastąpiły w XIII w. w wyniku kolonizacji. Koloniści rekrutowali się częściowo z cudzoziemskich imigrantów, częściowo zaś spośród miejscowej ludności, która podejmowała reorganizację istniejących osiedli według nowego modelu. Główny impuls dla tego ruchu przyszedł z określonych terenów w zachodnich i północnych Niemczech, które już od dawna dostarczały osadników marchiom na wschodzie i które nękała groźba przeludnienia i coraz uciążliwszego ucisku feudalnego. Kolonizacja przybierała dwie odmienne formy: osadnictwa wiejskiego oraz lokacji miast. Proces ten wspomagała inicjatywa ze strony polskich książąt, których ziemie miały o wiele za mało ludności i nierzadko były dewastowane w wyniku wojennych grabieży i najazdów tatarskich. Oferując warunki dzierżawy korzystniejsze od tych, jakie można było uzyskać w Niemczech, oraz powołując zawodowego zasadźcę (lokatora), który wyszukiwał, przywoził i organizował nowo przybyłych, energiczny książę mógł w ciągu zaledwie kilku lat wzmocnić się i podnieść gospodarkę swego dziedzictwa.

Tempo kolonizacji wiejskiej nadał Henryk Brodaty, książę Śląska, który w 1205 r. rozpoczął kampanię mającą na celu ściągnięcie aż do dziesięciu tysięcy rodzin chłopskich i założenie około czterystu nowych wsi. Każda rodzina miała otrzymać jeden łan (18 ha, niem. Lahn – przyp. W.L.) ziemi ornej; pastwiska i lasy miały być użytkowane wspólnie. Wszystkie świadczenia i daniny miały zostać odroczone na czas umowy, potrzebny na zagospodarowanie. Po upływie tego okresu miały się one ograniczyć do służby wojskowej, opłat z tytułu dzierżawy i dziesięcin, płatnych w gotówce, a częściowo w naturze, oraz służby na dworze i prac przy naprawie grodu, co miało zająć dwa do czterech dni w roku. Szczegółową umowę spisaną w 1227 r. przez Henryka Brodatego z biskupem wrocławskim przyjęto jako wzór dla większości dalszych aktów kolonizacji wiejskiej na terenie całej Polski. W nowych wsiach koloniści cieszyli się znaczną autonomią. Według tzw. „prawa niemieckiego” podlegali oni tylko rozkazom dziedzicznego sołtysa (Schultheiss), czyli „naczelnika”, mianowanego przez pana, oraz jurysdykcji wiejskich ławników, którym sołtys przewodniczył. Ich sytuacja była o wiele lepsza od położenia reszty ludności wiejskiej, która nadal podlegała daninom i obowiązkom nakładanym przez jus ducale, czuli „prawo polskie” książąt. Wielu z nich zachowało swą odrębną tożsamość aż do czasów współczesnych. We wsi Wilamowice w pobliżu Oświęcimia w województwie krakowskim potomkowie mieszkańców założonej w 1242 r. osady fryzyjskiej do dziś zachowali własny strój regionalny i rodzimy dialekt.

Jako model nowego osadnictwa miejskiego przyjęto powszechnie dawne „prawo magdeburskie”. Stare miasta słowiańskie otrzymywały nowe przywileje lokacyjne jako miasta „niemieckie” – Wrocław w r. 1242, Poznań w r. 1253, Kraków w r. 1257. Przyciągały one osadników niemieckiego pochodzenia i stopniowo powstawała w nich odrębna warstwa mieszczan. Odtąd znane były światu zewnętrznemu pod niemieckimi nazwami Breslau, Posen i Krakau. W innych miejscach kraju zakładano zupełnie nowe miasta, których mieszkańcami od początku byli niemieccy emigranci. Thorn (Toruń) nad Wisłą został założony przez Krzyżaków w 1231 r., natomiast miasto Neu Sandez (Nowy Sącz) założył w rejonie Karpat w 1292 r. król Wacław czeski w okresie swego sporu z Łokietkiem. Proces kolonizacji, w XIII w. przebiegający dość leniwie, miał nabrać tempa w wiekach późniejszych – XIV, XV, XVI.

x

Pierwszy najazd mongolski, ten najbardziej brzemienny w skutkach, miał miejsce w 1241 roku, a już w 1242 roku powstała osada fryzyjska pod Oświęcimiem, co skłania do wniosku, że przygotowania do tego osadnictwa poczyniono wcześniej. To z kolei może uzasadniać podejrzenie, że najazdy mongolskie były właśnie po to, by oczyścić teren dla nowych osadników. Ci osadnicy byli dobrze przygotowani i zorganizowani w komuny zwane sołectwami. Zagospodarowali te ziemie, stworzyli dobrze prosperujące gospodarstwa. Statut warcki to rok 1423. Pierwsi osadnicy to rok 1242. Mamy więc prawie 200 lat. Dużo można było w tym czasie zrobić i tak pewnie się stało. Zjednoczone Królestwo Polskie (1320-1386) Łokietka to połączone Wielkopolska i Małopolska. Wobec przedstawionych powyżej faktów wynika, że było to państwo, którego ludność składała się w większości z Niemców, a przynajmniej dominowała, w sensie gospodarczym i cywilizacyjnym, w miastach i na wsi. A to oznacza, że językiem powszechnym na tym obszarze był wówczas język niemiecki.

Statut warcki umożliwiał, w majestacie prawa, usuwanie sołtysów i zastępowanie ich kimś innym. Jednocześnie chłopi przestali być właścicielami ziemi, na której pracowali, stawali się chłopami pańszczyźnianymi, czyli niewolnikami. A ci, którzy zastępowali sołtysów – szlachcicami. Wcześniej nie było tam żadnych folwarków szlacheckich, bo niby skąd miałyby się tam wziąć? – na wyludnionym i spustoszonym terenie. Ujmując to w formę bardziej obrazową, można powiedzieć, że w tamtym czasie dokonała się prywatyzacja komunistycznych sołectw. Zabierając ziemię prawowitym właścicielom, posługiwano się często argumentem, że chłopi źle gospodarzą na wspólnym, czyli że prywatny zrobi to lepiej, co oczywiście nie było prawdą. Wprost przeciwnie, te gospodarstwa były wydajniejsze, niż późniejsze szlacheckie. Ale tę śpiewkę o wyższości gospodarki prywatnej nad społeczną znamy z przełomu lat 80-tych i 90-tych z ust tego, który jest potomkiem, pewnie bardzo dalekim, tamtych złodziei, bo prywatyzacja to jest kradzież wspólnego dobra w białych rękawiczkach.

Kim byli ci, którzy przejmowali gospodarstwa chłopskie, tego nietrudno domyślić się. Każdy szlachcic miał swojego Żyda, czyli faktora. Faktor był kimś więcej, niż tylko księgowym. On zajmował się kompleksowo zarządzaniem całym majątkiem szlachcica. Później, w XIX wieku, spauperyzowana szlachta wchodziła w mariaże z nowobogackim mieszczaństwem. Czy dlatego, że chciała utrzymać wysoki poziom życia, czy może raczej, by użyczyć mu swego nazwiska i w ten sposób wprowadzić je na salony? W czasach I RP byli jeszcze Sztadlani, wyznaczani przez gminy żydowskie do tego, by korumpować szlachciców, którzy byli posłami i senatorami. W praktyce oznaczało to, że Żyd przekupuje Żyda, co – na pozór – wydaje się nielogiczne, ale żydowska gra jest wysoce zagmatwana. – Taką była kiedyś i taką jest obecnie.

Szlachta c.d.

Pamiętam, jak kiedyś Bolesław Prus dzielił się w jednej ze swoich Kronik Tygodniowych własną refleksją. Otóż gdzieś, w jakimś zajeździe czy karczmie, odbywała się jakaś chłopska uroczystość czy spotkanie. W pewnym momencie przyjechali jacyś szlachcie i kazali karczmarzowi wyrzucić wszystkich chłopów. Podobną sytuację zaobserwował on gdzieś na terenie Austro-Węgier. I tam też w karczmie siedzieli chłopi i pojawiła się szlachta węgierska. Przywitali się z nimi i porozmawiali. Tak skrajnie różny stosunek szlachty do chłopów na Węgrzech i w „Polsce” skłania do zadania sobie paru pytań: Kim była polska szlachta? Jakie ona miała korzenie? Skąd u niej była taka nienawiść do polskiego chłopa i traktowanie go jak przedmiot? Taki stosunek do innych jest charakterystyczny dla pewnej nacji, która wcale tego nie ukrywa.

Norman Davies w książce Boże igrzysko (ZNAK, 1999) dobrze opisał zjawisko zwane szlachtą, więc dzięki temu można wysnuć pewne wnioski na temat jej pochodzenia. Poniżej wybrane fragmenty:

A zatem, mimo że szlachta wymyślała najbardziej fantastyczne legendy na temat swego sięgającego dalekiej przeszłości pochodzenia, był to w gruncie rzeczy stan, który wyłonił się najpóźniej. W XVI w. wciąż jeszcze udoskonalała prawa i instytucje, które miały zadecydować o jej supremacji w następnym okresie. Nikt jednak nie może na serio poddawać w wątpliwość faktu, że za życia Rzeczypospolitej polsko-litewskiej szlachta odgrywała pierwszoplanową rolę w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym. Zorganizowała państwo tak, aby odpowiadało jej interesom, a wszystkie inne stany zaprzęgła do realizacji własnych celów. Jeśli w wyniku polityki tolerancji religijnej czasem nazywano Polskę i Litwę rajem Żydów, jeszcze słuszniej można by ją nazwać rajem szlachty. Ci, którzy ją krytykowali, dodawali, iż oznaczało to, że była także czyśćcem mieszczan i piekłem chłopów.

Sama nazwa „szlachta” jest już źródłem poważnych sporów. Wyraz ten pochodzi ze staroniemieckiego slahta, spokrewnionego etymologicznie z niemieckimi wyrazami schlagen (uderzać, walczyć, rąbać, wrodzić się w kogoś) oraz Geschlecht (płeć, rodzaj, ród, rasa). Do języka polskiego przeszedł z czeskiego (slehta) wraz z całym podstawowym słownictwem średniowiecznej administracji państwowej: pan (lord, osoba obdarzona władzą sądową), król (karol-Charlemagne), sejm (zgromadzenie), obywatel (rezydent), herb (dziedzictwo, oznaka heraldyczna). Jest jednak rzeczą prawie niemożliwą określenie zarówno dokładnego kontekstu, w jakim wprowadzono tę niemiecko-czeską terminologię, ani też konkretnego okresu, w którym jej późniejsze użycie ostatecznie się ustaliło.

Wobec braku pewnych informacji, badania nad początkami szlachty od dawna odznaczają się dużą liczbą wątpliwych hipotez. Jedna z takich teorii rozważa możliwość obcej inwazji w czasach prehistorycznych. Zrodziła się z chęci ukucia teorii na modłę zwycięstwa Normanów w Anglii czy Waregów w Rosji i znajduje niewielkie potwierdzenie w faktach. Inna podobnego typu teoria podkreśla znaczenie „rodów”; w XIX w. cieszyła się ona dużym uznaniem. Twórcami jej byli uczeni, którzy interesowali się głównie folklorem niemieckim, dopiero później zastosowano ją do historii krajów słowiańskich i Polski. Jej podstawowa hipoteza brzmiała, że zarówno państwo, jak i społeczeństwo powstały na drodze fuzji licznych spokrewnionych ze sobą rodów, które poprzednio żyły w stanie naturalnej wolności. Sugerowała ona, że wcześni władcy słowiańscy – z książętami piastowskimi włącznie – nie byli niczym więcej, jak tylko wodzami plemiennymi (starosta rodowy) lub naczelnikami (nadpatriarcha) oraz że szlachta wywodziła się z rodów czystych pod względem etnicznym, podczas gdy stany niższe były skutkiem mieszania się rodów z niewolnikami, jeńcami i cudzoziemcami. Podejmowano próby przyrównywania szlachty nie tylko do niemieckiego Geschlechtsverband i bałkańskiej „rozszerzonej rodziny”, czyli zadrugi, ale również do prawa brehonów w Irlandii i do klanów górali szkockich.

Teoria rodów znalazła duże poparcie w specyficznych cechach polskiej heraldyki. W Polsce herbów nigdy nie nadawano, ani pojedynczym osobom – jak w Anglii – ani też pojedynczym rodzinom – jak w Niemczech – ale jedynie większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zawołanie i godło. Polski szlachcic nie miał więc własnego herbu. Herb, którego używał, dzielił z dziesiątkami innych, którzy nawet nie musieli być z nim spokrewnieni. Taka wspólnota herbowa była w Europie zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, użycie słowa ród na określenie grupy heraldycznej nieuchronnie wzmacniało błędne wrażenie, że podstawę więzi stanowiło pokrewieństwo.

Wybór nazw herbowych jest zachwycająco niezrozumiały. Bończa (Bonifacy) to przykład jednej z wielu nazw utworzonych od imion osób. Śreniawa, Rawa czy Doliwa to nazwy miejscowości. Amadej z Węgier czy Rogala z Saksonii były nazwami importowanymi z zagranicy – podobnie jak Sas (z saskiego Siedmiogrodu) czy Prus (z Prus). Dąb i Poraj to rośliny. Aksak (po tatarsku „lis”), Lewart (lampart), Rak, Gryf, Łabędź, Świnka i Wężyk – to zwierzęta; Krzywda, Prawda, Niezgoda, Mądrostki – to nazwy wartości moralnych; Oksza (siekiera) i Łodzia pochodzą od nazw przedmiotów codziennego użytku. Kategorie tego typu można było mnożyć bez końca.

Struktura rodu herbowego pozostaje do pewnego stopnia zagadką. Szczegółowe badania nie doprowadziły do ustalenia żadnej stałej zasady przynależności. Dawna teoria więzów krwi została wprawdzie zdyskredytowana, ale nie zastąpiono jej żadną inną. Członkowie tego samego rodu zazwyczaj walczyli obok siebie ramię w ramię, wspólnie tworząc podstawowe jednostki feudalnej armii. Na poparcie hipotezy, która podkreśla ten właśnie aspekt, można przytoczyć takie nazwy, jak Dołęga czy Doliwa, które wyraźnie wywodzą się z okrzyków bojowych. Badania szły także w kierunku ustalenia patronów – utworzono termin „ród klientarny”. Czasami król pełnił rolę „osoby wprowadzającej”, przypisując nowych rycerzy do wybranych przez siebie rodów. Czasami wybitni przedstawiciele szlachty z własnej inicjatywy „przyjmowali” swoich przyjaciół i krewnych do własnego rodu. Patronat nie był tu w każdym razie bez znaczenia.

Hipotezą być może najbardziej przekonywającą jest ta, która pojawienie się rodów herbowych wiąże z inną wyjątkową cechą sposobu życia polskiej szlachty, a mianowicie „naganą szlachecką”. W Polsce nie istniało kolegium heraldyczne, nie było też żadnej cieszącej się publicznym autorytetem instytucji, gdzie trzymano by do publicznego wglądu rejestry nadania tytułu i herbów szlacheckich. Jeśli czyjś tytuł do szlachectwa został zakwestionowany, jedynym miejscem, w którym mógł dowieść swoich racji, były sądy. W takich przypadkach – szczególnie częstych w XV w. – od pozwanego wymagano przedstawienia sześciu zaprzysiężonych świadków, którzy mogliby potwierdzić jego szlacheckie pochodzenie wstecz do trzech pokoleń, ze strony zarówno ojca, jak i matki. Jeśli mu się to udało, otrzymywał od sądu odpowiednie zaświadczenie. Jeżeli nie – groziły mu najsurowsze kary. Jednak bez względu na to, czy się udało, czy nie, było to przecież ogromnie kłopotliwe i upokarzające. Można też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że ród herbowy powstał po to, aby uchronić swych członków przed koniecznością stawania w obliczu takiej próby. Wiążąc się z publicznym stowarzyszeniem powszechnie znanych osób, szlachcic mógł się ustrzec od złośliwych oskarżeń podających w wątpliwość jego rangę i status. W niezbyt prawdopodobnym przypadku ewentualnych prześladowań, mógł zawsze liczyć na to, że wśród członków jego rodu znajdzie się sześciu takich, którzy wystąpią jako świadkowie w jego obronie. Z takiego punktu widzenia „ród herbowy” tworzył coś w rodzaju towarzystwa wzajemnej adoracji. Służył interesom zarówno stanu szlacheckiego jako całości, jak i interesom jego poszczególnych członków; eliminował też potrzebę istnienia kolegium heraldycznego, do którego król i jego urzędnicy mogli byli się odwoływać, stosując je jako narzędzie kontroli.

Jedną z konsekwencji „wspólnoty herbowej” była niezwykła prostota aspektu technicznego polskiej heraldyki. Nie trzeba było śledzić zawiłych labiryntów dziedziczności i małżeńskich związków ani też modyfikować czy tworzyć nowych herbów w miarę rozwoju zmieniających się wciąż wydarzeń. Nie znano sztuki opisywania i zestawiania herbów, nie stosowano rozróżnienia między starszą i młodszą linią rodu. Każdy ród miał jedno proste godło, jedną dewizę i jeden herb, które przez wieki pozostawały nie zmienione. Wszystkie herby, jakie kiedykolwiek istniały, dadzą się pomieścić w jednym dość szczupłym tomie.

Podczas gdy proces wyłaniania się szlachty jako odrębnego stanu społecznego był już zaawansowany za czasów panowania Kazimierza Wielkiego, proces umacniania i kodowania jej przywilejów prawnych trwał jeszcze przez co najmniej dwieście lat. Na przestrzeni całego minionego okresu królowie polscy nadawali immunitety poszczególnym rycerzom i przedstawicielom duchowieństwa, zwalniając ich od poszczególnych podatków lub od obowiązku stawiania swych poddanych przed sądem królewskim. Ale już od końca XIV w. podobne ustępstwa na rzecz szlachty egzekwowały nie jednostki, lecz cały stan, żądający jednakowych praw dla wszystkich swych członków.

Okresy kryzysów – w czasie wojny lub przed kolejną sukcesją – dawały szlachcie dobrą okazję do przetargów. Raz uzyskane zdobycze rzadko wypuszczano z rąk. W 1374 r. Ludwik Węgierski, chcąc zagwarantować sobie sukcesję swojej córki Jadwigi, na mocy Statutu koszyckiego zwolnił szlachtę od wszelkich dotychczasowych świadczeń z wyjątkiem poradlnego z gruntów kmiecych w wysokości 2 groszy od łana oraz zredukował do jednej szóstej taryfę podatków nakładanych na dzierżawców należących do stanu szlacheckiego.

2 października 1413 r. przyjęto w Horodle nowe warunki unii Polski z Litwą, rozszerzając przywileje szlachty polskiej na litewskich bojarów. Czterdzieści siedem polskich rodów herbowych otwarło bramy na przyjęcie litewskiej szlachty. Przywileje nadane w r. 1422 w Czerwińsku, w r. 1430 w Jedlni i w 1433 w Krakowie dowodzą, że troska Władysława Jagiełły o przyszłość synów stopniowo brała górę nad jego niechęcią do neminem captivabimus – zasady odpowiadającej angielskiemu habeas corpus i chroniącej dobra oraz osobę szlachcica przed konfiskatą i aresztem, dopóki w jego sprawie nie zapadnie wyrok sądowy.

W 1454 r., podczas drugiej wojny z Krzyżakami, Kazimierz Jagiellończyk przyjął w Nieszawie żądania szlachty, aby nie nakładano żadnych podatków ani nie zwoływano pospolitego ruszenia bez zgody nowo powstałych ziemskich sejmików szlacheckich. W 1496 r. w Piotrkowie, podczas przygotowań do swojej fatalnej w skutkach wyprawy do Mołdawii, Jan Olbracht przyznał szlachcie monopol na użytkowanie ziemi. W pięć lat później (1501) jego brat Aleksander spróbował użyć senatu jako narzędzia do ukrócenia roszczeń szlachty. Na mocy przywileju mielnickiego zadekretował, że senatorzy mogą podlegać jedynie równym sobie rangą. Ale sejm wkrótce znalazł okazję do zemsty. Konstytucja Nihil novi, uchwalona w Radomiu 14 czerwca 1505, anulowała przywilej mielnicki, ustalając równouprawnienie izby poselskiej i senatu w kompetencjach ustawodawczych oraz zarządziła, że „nic nowego nie może być postanowionym” bez zgody obu izb sejmu. Odtąd prawodawstwo pozostawało pod ścisłą kontrolą szlachty. Slogan „nic o nas bez nas” pozostawał podstawową zasadą „demokracji szlacheckiej”.

Supremacja szlachty w dziedzinie prawodawstwa była przez nią wykorzystywana dla zapewnienia sobie dalszej przewagi nad resztą społeczeństwa. Nie zadowalając się najróżniejszymi przywilejami oraz, praktycznie rzecz biorąc, monopolem w zakresie własności ziemskiej, zarządzania i administracji, a także uprzywilejowaną rolą w życiu politycznym kraju, szlachta zaczęła umacniać swe pozycje w dziedzinie spraw bardziej szczegółowych.

W 1496 r. ten sam sejm, który ustanowił monopol szlachty w zakresie własności i użytkowania ziemi, podjął kroki zmierzające do ograniczenia praw duchowieństwa, mieszczan i chłopów. Odtąd wszystkie nominacje na wyższe urzędy kościelne były dostępne wyłącznie dla kandydatów ze stanu szlacheckiego. Wszędzie poza terenem Prus Królewskich mieszczanie musieli sprzedać ziemię, której byli właścicielami. Chłopom nie wolno było opuszczać wsi i przenosić się do miast. Począwszy od 1501 r., łańcuch ustaw coraz mocniej przykuwał chłopów do ziemi i wiązał ich z wolą pana.

  • W 1518 r. zniesiono kompetencje kompetencje sądów królewskich w zakresie apelacji w sprawach między panem a chłopem.
  • W 1550 r. zezwolono szlachcie na zakup domów na terenie miast i do ich zajmowania bez konieczności płacenia podatków miejskich, co było sprzeczne ze wszystkimi lokalnymi prawami.
  • W 1563 r., po uregulowaniu kwestii nabywania sołectw, czyli jurysdykcji wiejskiej, otwarto szlachcie drogę wiodącą do pełnej kontroli nad ludnością zamieszkującą jej majątki.
  • W dziedzinie handlu szlachtę zwolniono od opłat celnych za towary przeznaczone do jej własnego użytku.
  • Chociaż sama szlachta nie miała się zajmować handlem – statuty z 1633 i 1677 r. formalnie jej tego nie zabraniały – całe życie gospodarcze kraju było zorganizowane z punktu widzenia jej interesów.

We wszystkich konfliktach społecznych stan szlachecki miał wyraźną przewagę. Posiadał monopol na kierowanie zarówno działalnością Kościoła, jak i centralnych organów prawodawczych; stanowił element dominujący w życiu dworu królewskiego, armii i aparatu administracyjnego. W okresie panowania Jagiellonów skład warstwy szlacheckiej ostatecznie się ustalił. Z tego właśnie okresu datują się początki długiej historii licznych rodów szlacheckich, których nazwiska pojawiają się po raz pierwszy w dokumentach i aktach nadania ziemi pochodzących z końca XIV i początku XV w. Spośród nich wyłoniła się niewielka grupa szlachty, która zaczęła gromadzić w swych rękach nieproporcjonalnych rozmiarów majątki oraz zdobywać ogromne wpływy. Chociaż w zestawieniu z magnackimi rodzinami późniejszej epoki Tęczyńscy, Tarnowscy, Odrowążowie, Górkowie, Firlejowie, Szamotulscy czy Melsztyńscy byli zaledwie drobnymi płotkami, w porównaniu zresztą społeczeństwa mieli oni znaczną przewagę. Podczas gdy w epoce Piastów miasta trzymały się z daleka od interesów właścicieli ziemskich i w czasie zajadłych sporów możnowładztwa mogły przejmować rolę arbitrów lub nawet przesądzać o wyborze książąt, teraz miały zostać podporządkowane wszechogarniającym roszczeniom szlachty.

Szlachta na Litwie osiągnęła podobne cele, choć podążała ku nim nieco inną drogą. W okresie unii personalnej z Polską – w latach 1386-1569 – Litwini stopniowo przejmowali polskie prawa i obyczaje. Ale ich bardzo specyficzne struktury społeczne pozostawiły po sobie trwały ślad. W odróżnieniu od szlachty polskiej, szlachta litewska pozostawała w ścisłej zależności od swego władcy, wielkiego księcia; ponadto była rozbita na kilka wzajemnie przenikających się warstw. (…) Kilka potężnych rodów stojących u szczytu drabiny społecznej – Ostrogscy, Radziwiłłowie czy Sapiehowie – chlubili się tytułem kniazia, czyli księcia. Najpotężniejsi rządzili całymi prowincjami jako suwerenni władcy, w stylu wielkich panów kresowych. Mniejsze rody otrzymywały swe włości jako ziemie lenne nadawane przez wielkiego księcia. U dołu drabiny znajdowały się liczne rzesze szlacheckiej klienteli, której przysługiwał tytuł bojarów, „wojowników”; były wśród nich rodziny bardzo zamożne, ale także służba domowa i drobni najemnicy.

Gdy unia lubelska ostatecznie wprowadziła zasadę równości wobec prawa nie tylko polskiej i litewskiej szlachty, ale także w obrębie samego stanu szlacheckiego na Litwie, rody książęce nie doznały poważniejszego uszczerbku. Natychmiast uplasowały się w pierwszych szeregach magnaterii Rzeczypospolitej: równi wobec prawa, ale bynajmniej nie równi pod względem wpływów politycznych, społecznych i gospodarczych.

Jest rzeczą charakterystyczną, że w przypadku wszystkich najbogatszych magnatów akumulacja ogromnych fortun wiązała się bezpośrednio ze sprawowaniem przez nich wysokich urzędów publicznych. Wielkie prywatne majątki ziemskie w Polsce były jeszcze stosunkowo skromne i znacznie ustępowały ogromnym latyfundiom Litwy.

Do roku 1569, czyli do momentu utworzenia zjednoczonej Rzeczypospolitej Polski i Litwy, szlachta zapewniła sobie supremację w państwie. W odniesieniu do norm europejskich była stanem niezwykle licznym. Około 25 tysięcy rodzin szlacheckich – czyli co najmniej około 500 tysięcy osób – stanowiło 6,6% ogółu ludności, liczącej wówczas 7,5 miliona. Pod koniec XVII w. liczba ta miała wzrosnąć do około 9%, w w. XVIII zaś stała się jeszcze wyższa. Pod tym względem nie mogły z Rzecząpospolitą rywalizować nawet Hiszpania czy Węgry, gdzie szlachta dochodziła do 5% ogółu ludności; Francja (1%) i Anglia (2%) stanowiły pod tym względem ostry kontrast. Formalnie przywileje szlachty chroniły ją przed politycznymi roszczeniami ze strony króla, a także przed skutkami rozwoju nowoczesnego państwa. Jej względny dobrobyt gwarantowała cała masa szczegółowych przepisów prawnych. Był to zamknięty stan społeczny, który sprawował kontrolę nad własnymi losami, a także nad losami wszystkich pozostałych mieszkańców szlacheckiej Rzeczypospolitej. Obowiązki szlachty jako stanu rycerskiego były minimalne. O jej obowiązkach obywatelskich jako klasy panującej decydowały prywatne inklinacje. Do roku 1569 szlachta zdobyła swoją „złotą wolność”. Dopóki trwała szlachecka Rzeczpospolita, wolność ta trzymała całą szlachtę w niewoli.

x

Kim tak naprawdę była ta szlachta? Co ją odróżniało od szlachty innych państw?

  • Herbów nie nadawano pojedynczym osobom, jak w Anglii, ani też pojedynczym rodzinom, jak w Niemczech, ale większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zwołanie i godło; polski szlachcic dzielił godło z dziesiątkami innych, którzy nie byli z nim spokrewnieni.
  • Wybór nazw herbowych niezrozumiały: od imion, od miejscowości, od nazw roślin, zwierząt, od nazw wartości moralnych. Kategorie tego typu można było tworzyć bez końca. Zadziwiająca analogia do sposobu tworzenia nazwisk frankistowskich.
  • Ród klientarny, a więc istnienie osoby wprowadzającej do rodu, np. król czy wybitni przedstawiciele szlachty.
  • „Nagana szlachecka”, czyli towarzystwo wzajemnej adoracji albo republika kolesiów.
  • 2 października 1413 roku 47 polskich rodów szlacheckich użyczyło swoich herbów litewskiej szlachcie, czyli szlachcie Wielkiego Księstwa Litewskiego.
  • Proces umacniania i kodowania przywilejów szlachty trwał około 200 lat; to okres unii personalnej, czyli panowania w Polsce Jagiellonów (1385-1569).

W okresie panowania Jagiellonów skład warstwy szlacheckiej ostatecznie się ukształtował. Z tego okresu datują się początki długiej historii licznych rodów szlacheckich, których nazwiska pojawiają się po raz pierwszy w dokumentach i aktach nadania ziemi pochodzących z końca XIV i początku XV wieku.

A skąd brała się ta ziemia?

Najistotniejszym źródłem dochodów monarchów z dynastii Jagiellonów w Polsce były dochody z dóbr królewskich – nieruchomości znajdujących się w ich bezpośrednim posiadaniu. Jagiellonowie odziedziczyli po Piastach prawo do dużych tronowych majątków ziemskich, obejmujących scaloną w 1368 roku przez Kazimierza III Wielkiego domenę, na którą składały się pola uprawne, lasy i łąki oraz kopalnie. Własne majątki Jagiellonów na Litwie stanowiące majątek ziemski stopniowo przeszły w ręce magnaterii jako darowizny, zastawy lub zabezpieczenie wydatków dostojników. Władcom pozostały dobra przejmowane po wygasłych rodach oraz majątek osobisty hospodarski finansowany z danin, ceł, myt i karczem.

Szacunkowo ocenić można rozmiar domeny królewskiej na około 30% powierzchni Królestwa Polskiego. Obejmowała ona około 300 miast i ponad 3500 wsi. Po reformie Kazimierza III Wielkiego kompleksami dóbr królewskich administrował starosta lub wielkorządca, oddając część dochodów skarbowi. Pozostała część stanowiła utrzymanie budynków publicznych i twierdz oraz administracji sądowej i policyjnej, a także dochód starosty.

Piastowska domena ulegała stopniowemu zmniejszeniu od czasów panowania Ludwika Węgierskiego, jej redukcję pogłębiły nadania i alienacje na rzecz magnatów i sojuszników z okresu panowania Władysława II Jagiełły. Do znacznego zubożenia domeny królewskiej doszło w trakcie prowadzonej przez Władysława III wojny domowej na Węgrzech w latach 1440–1444: poprzez masowe zastawy na rzecz możnych osób prywatnych finansujących węgierską politykę królewską pożyczkami, król pozbawił się posiadania znacznej części dóbr. Upadek domeny osłabił państwo, a fortuny magnackie powstawały kosztem dóbr koronnych. Jak wskazuje Paweł Jasienica w „Polsce Jagiellonów”:

Skarb koronny popadł w ruinę, z której nie miał się już nigdy podźwignąć. Na zawsze przepadł główny wspornik polityki piastowskiej, czyli zdecydowana przewaga materialna panującego nad poddanymi. W przyszłości miało być w Polsce akurat odwrotnie – bogate możnowładztwo, szczególnie duchowne, nędzarskie państwo.

Te powyższe informacje pochodzą z Wikipedii, więc nie jest to żadna tajemnica. Możemy więc wywnioskować, że potęga rodów Rzeczypospolitej wzięła się z rozkradania majątku państwa Piastów i zadłużenia Jagiellonów uwikłanych w wojny w interesie własnej dynastii. Tak się skończyła Polska.

A czy liczba „47” ma jakieś ukryte znaczenie?

W hebrajskim każda litera jest liczbą, każdy wyraz przemądrą kombinacją, każde zdanie straszliwą formułą, która, gdy ją kto potrafi wymówić z potrzebnym przydechem i akcentami, z łatwością może poruszać góry i osuszać rzeki. – Tak pisał Jan Potocki w Rękopisie znalezionym w Saragossie.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisał we wstępie:

»Język hebrajski daje wdzięczne pole do wieloznacznego wyrażania myśli. Podobnie jak inne języki wschodnie, lubuje się w obrazach alegorycznych, zastępujących ścisłe rozumowanie, a nadto właściwa pisownia jego pozbawiona jest samogłosek. Jakże łatwo więc jedno zdanie może być czytane w wieloraki sposób! Przypuśćmy na chwilę, że język polski nie posługuje się samogłoskami. Napiszemy sobie w takiej pisowni zdanie następujące: „dm zbj”. Można je przeczytać: „Odma zabija” albo „Dom zbója”, ale także „Dym zabija”, albo nawet „Adam zabija”. Jest to więc pismo, które dla piszących stylem rabinicznym, pełnym pozornych sprzeczności, jest znakomitym szyfrem.«

Prawdopodobnie liczba „47” ma jakieś ukryte znaczenie, bo dlaczego akurat 47, a nie 50? Po stronie litewskiej tych rodów było więcej, ale nie da się tego uściślić, bo budynek, w którym ten dokument był przechowywany, został zburzony podczas powstania warszawskiego.

Stanisław Didier w książce Rola neofitów w dziejach Polski (1934) pisze:

Wśród neofitów w państwie Jagiellonów wysunęli się na czoło pod względem wpływów i bogactw przede wszystkim nowochrześcijanie litewscy. Już za w. ks. Witolda dochodzili Żydzi na Litwie do dużych fortun. Komory celne, podatki od wódek, sól, wosk, przewozy, mostowe znajdowały się w ich rękach. Żydzi – arendarze gromadzili w swoich rękach wielkie bogactwa i nabywali posiadłości ziemskie. Wchodząc w skład warstwy ziemiańskiej, oni sami, względnie ich dzieci, przyjmowali wiarę chrześcijańską. Ponieważ szlachta litewska nie była jeszcze tak wyrobionym stanem jak w Koronie, mieli więc pozorni katolicy ułatwioną możność spełnienia woli Majmonidesa, tj. wejścia w skład przodującej warstwy narodu.

Już w wieku XVI pozorni chrześcijanie, obdarzani masowo przez władców polskich klejnotem szlacheckim, dochodzili do wysokich stanowisk. W 1510 r. obok Radziwiłłów, Ostrogskich, Ostyków, Kieżgajłów, Hlebowiczów i Sapiehów zasiadł w radzie wielkoksiążęcej neofita Abraham Józefowicz, jako podskarbi ziemski (wielki) W. Księstwa Litewskiego. Wśród jego potomków (Abrahamowiczów), spokrewnionych z najpierwszymi rodzinami polskimi (Zborowskimi) widzimy wojewodów, kasztelanów i generała artylerii litewskiej. Stanowiska starostów, stolników i krajczych były też zajmowane często przez nowochrześcijańskie rody, koligacące się drogą małżeństw ze starymi rodzinami szlacheckimi. Tak w Wielkopolsce wpływowe stanowisko zajęła wśród szlachty tamtejszej rodzina Powidzkich, wywodząca się od neofity Stefana Fiszta starosty powidzkiego i wojskiego kruszwickiego, spokrewnionego ze słynnym w dziejach rozwoju żydowskiej teologii politycznej gaonem Jakubem Polakiem, zwanym „Ojcem Talmudu”.

Czym tak naprawdę jest ta „Polska”?

„Do roku 1569, czyli do momentu utworzenia zjednoczonej Rzeczypospolitej Polski i Litwy, szlachta zapewniła sobie supremację w państwie. W odniesieniu do norm europejskich była stanem niezwykle licznym. Około 25 tysięcy rodzin szlacheckich – czyli co najmniej około 500 tysięcy osób – stanowiło 6,6% ogółu ludności, liczącej wówczas 7,5 miliona. Pod koniec XVII w. liczba ta miała wzrosnąć do około 9%, w w. XVIII zaś stała się jeszcze wyższa.”

Tendencja wzrostu liczebności szlachty od XVI do XVIII wieku jest zbieżna z tendencją wzrostu ludności żydowskiej w Rzeczypospolitej. Czy zatem mamy do czynienia z zupełnie inną skalą liczebności ludności żydowskiej? Bo jeśli szlachta Rzeczypospolitej była w całości warstwą żydowską lub w znacznej części, to znaczy, że to było żydowskie państwo, a powstałe w XX wieku jego kolejne wersje: II RP, PRL, III RP – to też państwa żydowskie.

Zachowanie szlachty

Zalążki stanu żydowskiego powstały w wiekach XIII i XIV, chociaż instytucjonalna autonomia Żydów rozwinęła się dopiero w połowie XVI w. Przez cały ten czas trwała ich rywalizacja z mieszczaństwem oraz przymierze ze szlachtą. – Norman Davies Boże igrzysko.

Polska zaś szlachta, żywiąca dużą niechęć do niemieckiego kupca i Niemca, pożyczającego pieniądze z ochotą, zwracała się do żydów, aby od nich pożyczać środki pieniężne na zastaw swych majętności… – Adolf Nowaczyński Mocarstwo anonimowe (1921).

Ten wieczny i żadnym innym uczuciem nigdy nie przeważony strach przed „naruszeniem własności panów” przypomina mimo woli słowa Deczyńskiego: „Każdy szlachcic polski woli stracić połowę swego majątku jakimkolwiek bądź sposobem, niżeli pozwolić na to, żeby chłopi w jego wsi od odrabiania pańszczyzny wolnymi być mieli”. – Maria Dąbrowska Rozdroże (1987).

Józef Ignacy Kraszewski w książce Polska w czasie trzech rozbiorów 1772-1799; Studia do Historii ducha i obyczaju Tom III (NapoleonV, 2015) zamieszcza relację Inflantczyka Szulca z podróży po Rzeczypospolitej w 1793 roku:

Warszawa odznaczała się zbytkiem, który zadziwiał cudzoziemców. Był to zbytek azjatycki niemal, bezładny, strumieniem płynący obok rynsztoka. Takim go maluje Szulc, obserwator dowcipny i trafny, autor powyższych obrazów. Kuchnia szczególniej była obfita, choć raczej zawiesista niż wykwintna; oprócz pieczystego, chleba i kawy, podróżny nasz nic nie chwali. Jadano pieprzno, z zaprawami ostrymi, czosnkiem i cebulą, co dla Niemca, nawykłego do słodko-mdłej kuchni, musiało być nieznośne. Wąchał tylko i wstawał głodny, dotknąć się obawiając.

I na końcu tego rozdziału:

„Polski chłop – pisze na ostatek – jest dotąd w całym znaczeniu wyrazu poddanym, niewolnikiem. Nowa konstytucja starała się jego los polepszyć – ale tu mowa nie o tym, co ma być, ale o tym, co jest. Pojedyncze wsie swobodniejszych kolonistów mały stanowią wyjątek.

Od pana zależy, jak długo zechce dawać ziemię wieśniakowi, albo mu ją na gorszą zamienić. Nic rzadkiego widzieć tych, co się lepiej mają, na gorsze przesiedlanych grunta, a znędzniałych na lepsze, aby mogli się lepiej wysługiwać. Syn nie jest koniecznym spadkobiercą po ojcu, nikt na pewno nie może liczyć na to, iż jego praca dostanie się dzieciom. Że zatem idą próżniactwo i rozpusta, nic dziwnego. Pozostaje tylko jedna namiętność – pijaństwo. Kańczug jest narzędziem, które rządzi tymi tłumami. Dwadzieścia batów okropna kara, ale w Polsce za bagatelkę po sto i sto walą.”

xxx

Czy zatem w świetle tych cytatów nie można mówić o dwóch narodach? Chyba można. W przypadku Polski mamy do czynienia ze zjawiskiem zwanym asymilacją na poziomie państwa. W przypadku asymilacji indywidualnej zasymilowany Żyd udaje kogoś innego, niż kim faktycznie jest. Asymilacja na poziomie państwa polega na tym, że państwo żydowskie udaje, że jest państwem polskim. Nazywa go Polską, Żydzi w nim mieszkający udają Polaków. Tak więc na arenie międzynarodowej postrzegane jest ono jako polskie i że to Polacy w nim rządzą. Wszelka odpowiedzialność za żydowską politykę wewnętrzną i międzynarodową, za decyzje, które podejmują, spada na Polaków, którzy o niczym nie decydują, bo nie są dopuszczani do stanowisk, na których o czymś się decyduje. Świat jednak tego nie wie. Wie tylko o tym, że Polacy są antysemitami w kraju, w którym podobno prawie nie ma Żydów.

Jeśli więc szlachta była w całości lub prawie w całości pochodzenia żydowskiego, to jak wytłumaczyć zjawisko zwane sztadlanami, czyli swego rodzaju żydowskimi urzędnikami, których zadaniem było przekupywanie posłów I RP. O tym pisałem w blogu „Sztadlani’. Jak wytłumaczyć, że konsekwencje nieudanego powstania styczniowego poniosła szlachta, czyli Żydzi. Jak uwiarygodnić posła, który był Żydem? Przyjmowanie łapówki dawało mu alibi, uwiarygodniało go, bo przecież Żyd nie przekupywałby Żyda – a jednak, a pieniądze i tak pozostawały w rodzinie. Podobny mechanizm działał podczas powstania styczniowego. Żydowski szlachcic był takim patriotą, że dla ojczyzny gotów był poświęcić swój majątek, a że on też zostawał w rodzinie, to drobny szczegół. Zresztą wielu z nich wracało z zesłania i zajmowało się handlem, produkcją, usługami i dobrze prosperowało. Wracali w glorii chwały, jako wielcy patrioci. Wielu z nich walczyło w powstaniu warszawskim, ale w odróżnieniu od tych nieświadomych, włos im z głowy nie spadł w czasach stalinowskich. Wręcz przeciwnie, byli zatrudniani na dobrze płatnych stanowiskach.

Takich zbiegów wymaga asymilacja na poziomie indywidualnym, by móc dokonać asymilacji na poziomie państwa. Była to nieustanna żmudna praca, trwająca od pokoleń i nadal jest kontynuowana. Jeśli ktoś więc chce walczyć o Polskę, to powinien najpierw rozpoznać sytuację: uświadomić sobie w jakim kraju mieszka i poznać naturę żydowską. Jeśli komuś się wydaje, że wystarczy wyjechać traktorami na drogi i władza się przestraszy, to gratuluję dobrego samopoczucia.