Liberum veto

Ostatnio pojawiła się oddolna inicjatywa przedsiębiorców, którzy mają już dość zakazów, które uniemożliwiają im prowadzenie działalności i zarabianie na życie. Iskra wyszła z gór, dlatego sprzeciw określono mianem Góralskiego Veta. Inicjatorzy protestu odwołują się w ten sposób do tradycji I Rzeczypospolitej i to jej liberum veto ma symbolizować ten oddolny ruch. Czy rzeczywiście jest to oddolny ruch? Czy rzeczywiście sądy, tak same z siebie, wydają wyroki korzystne dla przedsiębiorców? W Ameryce zablokowano, jeszcze urzędującemu wówczas prezydentowi, komunikowanie się poprzez media społecznościowe, a u nas, zbuntowana restauracja w Cieszynie wykorzystuje Facebook do komunikowania się z innymi, chcącymi iść w jej ślady, a Facebook ich nie blokuje. – Zastanawiające. Restauracja ta rozpoczęła swoją działalność w połowie lipca 2019 roku pod nazwą „U trzech braci”. Czy ci „bracia”, to tutaj tacy przypadkowi? Ja dobrze pamiętam początki Solidarności, nadzieje i entuzjazm, jaki nam towarzyszył i rozczarowanie, jakie później przyszło i refleksja, że to była ustawka. Kontrolę nad nią szybko przejęli ludzie z KOR-u. Skończyło się to stanem wojennym, który został wprowadzony bezprawnie.

Argument, że to, co robi rząd, jest bezprawne, jest wyjątkowo naiwny. Tak, jak naiwna jest wiara w to, że sądy wydają korzystne dla przedsiębiorców wyroki. Jeśli takie wydają, to dlatego, że tak mają robić. Być może celem tej akcji, jak dla mnie, zaplanowanej z premedytacją, jest wprowadzenie ostrzejszych rygorów, gdy Góralskie Veto rozejdzie się po kraju i nagle zacznie „wzrastać” liczba zakażonych. Dla rządu nie jest problemem sfabrykowanie odpowiednich statystyk. One od początku nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Rząd, gdyby chciał, to w pięć minut spacyfikowałby to Góralskie Veto i tę cieszyńską restaurację. Stan wojenny z 1981 roku z dnia na dzień spacyfikował cały kraj. Inna sprawa, że rząd przygotowywał się do tego, prawdopodobnie, od jesieni 1980 roku, a może jeszcze wcześniej. A czy teraz on do czegoś nie przygotowuje się? Tego nie wiemy, ale taka „bezradność” rządu budzi niepokój – takie podpuszczanie. W 1981 roku też tak to wyglądało.

Wyskoczył ten przywódca Góralskiego Veta, Sebastian Pitoń, z nawiązaniem do tradycji I Rzeczypospolitej i jej liberum veto. No to spójrzmy, co to była za tradycja i czy rzeczywiście warto do niej nawiązywać.

W wyniku unii z 1569 roku Korona Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie zostały przekształcone w związek dwóch państw, które łączyła:

  • osoba wybieranego wspólnie króla
  • sejm
  • polityka zagraniczna
  • system monetarny (wspólna waluta, ale odrębne jej bicie w każdym kraju)

Osobne były:

  • skarb
  • wojsko
  • kancelaria i urzędy ministerialne

Podstawowe zasady i elementy ustroju Rzeczypospolitej określano od 1573 roku mianem złotej wolności. Składały się na nie:

  • nietykalność osobista
  • wolna elekcja monarchy przez ogół szlachty
  • sejm
  • pacta conventa
  • wolność wyznawanej religii
  • rokosz – prawo szlachty do buntu przeciwko królowi, gdy ten złamie prawo lub naruszy zagwarantowane przywileje
  • liberum veto – prawo każdego pojedynczego deputowanego do sprzeciwienia się decyzji większości na sejmie
  • konfederacja – prawo do tworzenia lokalnych lub ogólnopaństwowych związków szlachty w celu osiągnięcia określonych celów politycznych

Tak to opisuje Wikipedia, ale nie wspomina o sejmikach, których znaczenie było nie mniejsze niż sejmu, a może nawet większe. To był kluczowy element ustrojowy I Rzeczypospolitej. Ale o nim w dalszej części bloga.

Wmawia się nam, że I Rzeczypospolita była państwem o wspaniałym ustroju, demokracją, jakiej świat nie widział, a liberum veto symbolem wolności. Taką narrację przyjęto po 1989 roku. Wcześniej wyglądało to trochę inaczej. Wielka Encyklopedia Powszechna, powstała za czasów PRL-u, tak pisze:

»Liberum Veto (łac., ‘wolne „nie pozwalam” ‘), w Polsce XVII-XVIII wieku przyjęta potocznie nazwa prawa zrywania sejmu, wyrażanego w okrzyku posła „nie pozwalam” lub „protestuje się”; protest zgłoszony przeciwko jednej z uchwał danego sejmu (bez obowiązku uzasadnienia) unieważniał wszystkie jego uchwały, które traktowano jako całość. Po raz pierwszy zerwał w ten sposób sejm w 1652 roku poseł upicki W. Siciński; w 1669 roku zerwano sejm przed upływem czasu przewidzianego na obrady, a w 1688 nawet przed wyborem marszałka. W pierwszej połowie XVIII wieku za Augusta II zakończyły się uchwałami tylko 4 sejmy, za Augusta III – tylko 1 sejm.

U podłoża liberum veto leżała praktyka wiązania posłów zaprzysięganą przez nich instrukcją, co przyczyniało się do odrzucenia zasady większości głosów („nic na nas bez nas”). Wśród znacznej części szlachty liberum veto uchodziło za „źrenicę wolności”, wyraz „głosu wolnego” szlacheckiej demokracji. W praktyce zasada jednomyślności i liberum veto wiązały się z wpływami wielkich rodów magnackich na sejmikach i sejmach, a także z interwencją państw obcych w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej (gł. Prusy, Rosja i Francja).

Jednym ze środków zaradczych przeciwko liberum veto było chwilowe zawieszanie lub odraczanie obrad sejmu (limita). Bardziej skuteczne było zawiązywanie konfederacji, do której sejm przystępował, lub powoływanie jej przez sejm. Obowiązywała wówczas zasada większości głosów, a sejm skonfederowany nie mógł być zerwany.

Krytyka zasady jednomyślności i liberum veto oraz pierwsze reformy rozpoczęły się już w XVII wieku. Z postulatami zasadniczych zmian zmierzających do uzdrowienia polskiego sejmowania wystąpili przede wszystkim S. Leszczyński (Głos wolny wolność ubezpieczający 1749), S. Konarski (1760-64), J. Wybicki (1775). Reformy podjęte na Sejmie Czteroletnim zostały poprzedzone wystąpieniami H. Kołłątaja (1788-89) i S. Staszica (1787, 1790), którzy potępiając liberum veto, postulowali zamianę jednomyślności na nowoczesny system zwykłej lub kwalifikowanej większości głosów.

Reforma sejmowa podjęta w 1768 roku niewiele ograniczyła liberum veto, usunęła je tylko ze spraw drugorzędnych; Liberum veto pozostało jednym z praw kardynalnych. Ważniejsza była w tym czasie praktyka stałego konfederowania sejmów. Kres zasadzie jednomyślności i praktyce zrywania sejmów położyła dopiero Konstytucja 3 maja 1791.«

Encyklopedia podaje następujące źródła: W. Konopczyński Liberum veto, Kraków 1918; S. Kutrzeba Sejm walny dawnej Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1922; W. Czapliński Dwa sejmy roku 1652, Wrocław 1955.

W Wikipedii możemy m.in. przeczytać:

Liberum veto – zasada ustrojowa Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dająca prawo każdemu z posłów biorących udział w obradach Sejmu do zerwania go i unieważnienia podjętych na nich uchwał.

Zasada ta powstała z zasady jednomyślności, a ta z kolei ze wspólnotowego charakteru Rzeczypospolitej, która w istocie rzeczy stanowiła federację ziem. Każdy z posłów był wybrany przez lokalny sejmik i reprezentował jeden okręg. Tym samym brał na siebie odpowiedzialność wobec sejmiku za wszystkie decyzje, które zapadną na Sejmie. Natomiast podejmowanie decyzji przez większość wbrew woli mniejszości (choćby tą mniejszością był tylko jeden sejmik) uznawano za łamanie zasady równości ustrojowej. Za zasadą jednomyślności przemawiały istotne względy praktyczne. W dawnej Polsce nie istniał bowiem urzędniczy aparat egzekucji prawa, utrzymywany przez samo państwo z pieniędzy podatników. Obowiązujące prawo egzekwowane było przez szlachtę – czy to indywidualnie, czy też zbiorowo. Funkcjonowanie władzy wykonawczej zależało więc od dobrowolnego wsparcia wszystkich obywateli. W takich warunkach próby egzekucji prawa niemającego za sobą powszechnego poparcia musiałyby więc być nieskuteczne lub – co gorsza – mogłyby prowadzić do wojny domowej.”

Jest to opis dosyć ogólnikowy i nie bardzo wiadomo, jak to wyglądało w praktyce. Norman Davies w swojej książce Boże Igrzysko opisuje to bardziej szczegółowo:

»Podstawową jednostką życia politycznego w Polsce i na Litwie był sejmik (zarówno ta nazwa, jak i nazwa „sejm” wywodzą się od starego czeskiego słowa ‘sejmowat’ – „zbierać się” lub „zwoływać”). Wykrystalizował się na przestrzeni XV w. z wcześniejszych form spotkań organizowanych przez szlachtę, przeważnie w celach wojskowych, i przekształcił się w stałą instytucję doradczą we wszystkich prowincjach Królestwa, a później Rzeczpospolitej. Moment przełomowy w jego dziejach nadszedł w r. 1454 w Nieszawie, na początku drugiej wojny krzyżackiej, kiedy to król zgodził się przyjąć zasadę, że nie będzie ani zwoływał wojska, ani też nakładał podatków bez uprzedniej konsultacji ze szlachtą. Od tego czasu szlachta każdej dzielnicy spotykała się w krótkich odstępach czasu dla omówienia własnych interesów w dziedzinie polityki i ustawodawstwa oraz rozważenia polityki króla. Gdy z biegiem czasu ustaliła się instytucja sejmu i trybunału koronnego, każdy sejmik ziemski wyznaczał delegatów, którzy mieli dbać o lokalne interesy swojej „ziemi” w okresach działalności centralnych organów ustawodawczych i sądowych. W XVI w. odbywały się już cztery rodzaje spotkań – czasem w tym samym czasie, czasem zaś kolejno. Sejmik poselski był zwoływany w celu wybrania dwóch posłów, których zadaniem było przekazywanie sejmowi „instrukcji” od szlachty danej prowincji; sejmik deputacki wybierał dwóch deputatów do trybunału koronnego, sejmik relacyjny zbierał się dla rozważenia uchwał; sejmik gospodarski wreszcie zbierał się dla zarządu nad handlem i skarbem danej prowincji oraz dla przeprowadzenia uchwał sejmowych w sprawach dotyczących podatków, służby wojskowej i użytkowania ziemi. Na zakończenie obrad sejmik wydawał ‘lauda’, czyli „postanowienia”, które miały pełną wagę prawną na terytorium objętym jego kompetencjami. Rezolucje te nie wymagały zatwierdzenia przez króla.

Trzeba sobie zatem zdać sprawę z faktu, że szlachta uważała się za najwyższą władzę w państwie, sejmiki zaś traktowała jako główną gałąź procesu ustawodawczego. Interesy centralnego rządu stanowiły jedynie jeden z aspektów jej debat, i to bynajmniej nie najistotniejszy. Propozycje ze strony króla, sejmu i urzędników państwowych przyjmowała z dużą rezerwą, jako wyraz zastrzeżeń w stosunku do jej własnej kompetencji; nie czuła się też zobowiązana do uległości i posłuszeństwa. Od posłów oczekiwano ścisłego trzymania się instrukcji: wymagano od nich przysięgi składanej „Wszechmogącemu Bogu w Trójcy jedynemu”, że „będą bronić naszej wolności” i nie dopuszczą „żadnych praw, które byłyby przeciwne instrukcjom”.«

Z tego opisu wynika, że większość spraw załatwiano na poziomie sejmików i posłów wiązały instrukcje od szlachty danej prowincji. Jednak ktoś tym wszystkim musiał rządzić. „W praktyce zasada jednomyślności i liberum veto wiązały się z wpływami wielkich rodów magnackich na sejmikach i sejmach, a także z interwencją państw obcych w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej (gł. Prusy, Rosja i Francja).” – I pewnie ten wniosek nie jest daleki od prawdy.

W Wikipedii można jeszcze natknąć się na taki fragment:

„Zasada liberum veto była też wyrazem przekonania szlachty, że gdyby prawie wszyscy posłowie szlacheccy ulegli korupcji, to zawsze znajdzie się chociażby jeden nieprzekupiony, który sprzeciwi się przyjęciu szkodliwej ustawy. Jej istnienie związane było z trwającym od dziesięcioleci konfliktem pomiędzy majestatem królewskim i wolnością szlachecką (łac. inter maiestatem ac libertatem), przy czym za potencjalnego sprawcę praktyk korupcyjnych uważano króla.”

Takiego argumentu używa też lider Góralskiego Veta, tłumacząc powód, dla którego odwołuje się do tej tradycji. No cóż, najwyraźniej nie słyszał on o instrukcjach od szlachty danej ziemi, które obowiązywały posła tej ziemi. Ale nie ograniczało się to do samych instrukcji. Był jeszcze jeden czynnik, jeszcze ważniejszy, który całkowicie wypaczał działanie tej „demokracji szlacheckiej”. Temat szczegółowo opisany w blogu „Sztadlani”. Tu przytoczę z niego parę fragmentów.

Ten, który bierze, to jurgieltnik, a ten, który daje to – sztadlan. W tym wypadku jednak nie chodzi o przedstawicieli mocarstw ościennych, korumpujących polskich urzędników. Wikipedia tak definiuje to słowo: Sztadlan – reprezentant gmin żydowskich lub rzecznik interesów Żydów. W okresie I Rzeczypospolitej sztadlan był rzecznikiem Sejmu Czterech Ziem. Sztadlanami nazywano także przedstawicieli gmin żydowskich przysyłanych na Sejm walny lub sejmiki ziemskie w celu niedopuszczenia, również drogą przekupstwa posłów, do podjęcia uchwał niekorzystnych dla Żydów, przede wszystkim w sferze podatkowej.

Ks. dr Stanisław Trzeciak w książce „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce”, wydanej po raz pierwszy w 1939 roku, opisuje to bardzo dokładnie i nie jest to, niestety, lektura budująca. Tym niemniej warto chyba poznać tę gorzką prawdę. A pisze on tak:

»Na żydów jako czynnik polityczny w tym czasie niewiele albo wcale nie zwraca się uwagi. Możnowładcy, a później szlachta sprawowała wyłącznie rządy, krępując bardzo często najlepszą wolę Królów. Na żydów nie zwracało się wcale uwagi, a tymczasem ci żydzi, poznawszy, jak pisał w swej odezwie do nich pseudomesjasz Frank, że „szlachta polska, czego wam właśnie potrzeba jest dobra i głupia. Jej królowie nie byli od niej mędrsi, dla was zaś byli zawsze jeszcze lepsi niż ona”, wykorzystywali chytrze i podstępnie wszystkie słabości rządzących i mających władzę i przy pomocy „darów i upominków”, a raczej łapówek dochodzili do nadzwyczajnych wpływów. – Łapownictwo tak rozwinęli i wyspecjalizowali, że wytworzyli osobną instytucję „sztadlanów”, zaopatrzoną w osobnych funkcjonariuszy do przekupywania nawet najwybitniejszych osobistości. Urzędników tych zwanych „sztadlanami” wybierały gminy żydowskie bardzo skrupulatnie na przeciąg kilku lat. Mieli oni przy pomocy pieniędzy, zbieranych przez kahały i okręgi (ziemstwa) żydowskie, interweniować bardzo dyskretnie w urzędach, na sejmikach, na sejmie, u ministrów i na dworze królewskim, by odwrócić grożące żydom niebezpieczeństwa lub nie dopuścić do wyboru na posła człowieka nieżyczliwego żydom lub uniemożliwić ustawę dla nich nieprzychylną.

Przerażający i zgubny wpływ żydów przez łapownictwo kreśli Izak Lewin w krótkim artykule pt. „Udział żydów w wyborach sejmowych w dawnej Polsce”.

Zaraz na wstępie zaznacza, że należy uważać jako fakt, iż „na wybór posłów poniekąd i pośrednio na obrady sejmu wpływali niekiedy – żydzi.

„Była wprawdzie izba poselska reprezentacją jedynie stanową, obejmującą wyłącznie szlachtę oraz wyjątkowo przedstawicieli mieszczaństwa krakowskiego, ale wpływy się w niej odzywały zgoła różnorakie. – W dobie saskiej, kiedy zresztą na kilkadziesiąt zwołanych sejmów doszło do skutku zaledwie 5, postronne te wpływy wzięły już całkiem górę. Co więcej nawet bezpośrednio brali udział w obradach sejmowych ludzie wcale do tego nieuprawnieni. Widzowie na sali sejmowej tamowali obrady zupełnie bezkarnie. Niekiedy spychali ci arbitrzy posłów z ław i zajmowali ich miejsca. Niekiedy atakowali czynnie posłów jeszcze ostrzej, celując np. w głowę przemawiającego posła gruszką lub jabłkiem.

… W takich warunkach nie wyda się już dziwne liberum veto, wstrzymywanie activitatis i inne zwyczaje, które wyryły swe piętno na dawnym sejmie polskim. Czyż więc przy tym procederze trudno było zainteresowanym osobom postronnym znaleźć sobie odpowiedni wpływ?”

Rzecz jasna, jak z tego wynika, że tymi osobami postronnymi, które wykorzystywały „liberum veto”, zrywały sejmy, wstrzymywały wykonywanie powziętych praw i uchwał byli żydzi, łatwo im było znaleźć odpowiedni wpływ przy pomocy pieniędzy i pijaństwa.

„Podobnie łatwo można było wpłynąć i na wybór posłów, których wybierano na sejmikach wojewódzkich i ziemskich, dając im zobowiązujące instrukcje, do których spełnienia zobowiązywali się posłowie pod przysięgą”.

„Wiedzieli o tym dobrze żydzi polscy, że instrukcje poselskie ważyły mocno na sali obrad sejmowych. Wiedzieli, że gdyby w instrukcji zalecono jakąś krzywdę, np. zwiększenie (podatku) pogłównego lub coś podobnego, byłoby później ominięcie grożącej klęski bardzo trudne, a przede wszystkim bardzo kosztowne. Wiedzieli dalej, że każdy poseł może odegrać ważną rolę i że należy wytężyć siły, aby na sejm pojechali deputaci, dobrze wobec żydów usposobieni. Wszczynali tedy energiczne starania w tym kierunku i brali w ten sposób czynny udział w wyborach sejmowych.”«

Z przytoczonych wyżej cytatów wynika, że liberum veto wcale nie było takie liberum, jak niektórym naiwnym wydaje się. Ja mam taką wadę, że jak ktoś odwołuje się do tradycji I Rzeczypospolitej, to od razu zapala mi się czerwona lampka.

Wikipedia pisze też:

„Ogółem w XVII–XVIII wieku sejm zerwano 73 razy. Podział posłów zrywających sejm ze względu na pochodzenie wygląda następująco:

  • 28 posłów z ziem litewskich
  • 24 posłów z ziem Rusi
  • 12 posłów z ziem Wielkopolski i Mazowsza
  • 9 posłów z Małopolski

Trzy razy zerwał sejm reprezentant sejmiku wileńskiego, cztery razy upickiego. W pierwszej połowie XVIII Sejmy zrywano często, natomiast od 1764 roku za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego liberum veto wyszło praktycznie z użycia, zasada jednomyślności nie dotyczyła bowiem sejmów skonfederowanych. Posłowie zawiązywali więc konfederację na początku obrad, aby zapobiec ich zerwaniu.

Ważnym głosem w kwestii liberum veto jest stanowisko Pawła Jasienicy, który gorąco przeciwstawiał się łączeniu politycznej anarchii z polskością czy też polskim charakterem narodowym, zwracając uwagę, że ani jeden poseł z Poznańskiego nie zerwał sejmu przy pomocy veto, natomiast większość vetujących pochodziła z litewskiej części Rzeczypospolitej. Jasienica nie zgadza się ze stwierdzeniami, że „naród polski przez swoją anarchię sam przygotował rozbiory”. Utrzymuje on, że to nie polskie społeczeństwo, lecz władza przyczyniła się do utraty państwowości. Zwłaszcza ostatni Jagiellonowie w niedostatecznym stopniu dopuszczali do głosu szlachtę, której żądania zwiększenia realnej władzy królewskiej pozostawały w opozycji do łagodnej polityki dworu. Po śmierci Zygmunta II Augusta niedopuszczana do głosu szlachta zmuszona była bez przygotowania wybrać następcę tronu, co gorsza z marnych kandydatów. Gdy pogorszyła się sytuacja międzynarodowa, przyniosło to opłakane skutki.”

I Rzeczypospolita trwała niewiele ponad 200 lat. Liberum veto panowało od polowy XVII wieku do połowy XVIII wieku. Czy była to taka wielka tradycja i czy rzeczywiście jest się do czego odwoływać? Tradycja niewątpliwie niechlubna. Po co więc odgrzewać ten zatruty kotlet? Może po to, by dać innym sygnał, skąd nam nogi wyrastają i po której stronie barykady stoimy.

Gdybym ja chciał nawiązywać do tradycji I Rzeczypospolitej, o której mam jak najgorsze zdanie, to te Góralskie Veto nazwałbym Góralskim Rokoszem, bo rokosz to prawo szlachty do buntu przeciwko królowi, gdy ten złamie prawo lub naruszy zagwarantowane przywileje. Obecnie taki bunt nazywamy obywatelskim nieposłuszeństwem i jest on skierowany, nie przeciwko królowi, tylko przeciwko rządowi i dlatego nie nazywamy go rokoszem, tylko obywatelskim nieposłuszeństwem, bo dziś wszyscy obywatele mają takie prawa, jak niegdyś szlachta.

Z historii, tej prawdziwej, możemy dowiedzieć się o wiele więcej o teraźniejszości, niż wielu się wydaje. I dzięki niej możemy tę teraźniejszość łatwiej zrozumieć. Tylko komu chce się ją zgłębiać i docierać do różnych źródeł, nawet tych oficjalnych, z których też można czasem wyłowić jakąś ciekawą informację.

Żydzi a rozbiory

Począwszy od XVI wieku nasila się w Polsce osadnictwo żydowskie. Jest ono głównie udziałem Żydów niemieckich i tureckich. Polska nie jest dla nich jakimś przejściowym krajem. Osiedlają się na stałe. Znajdują tu dogodne warunki rozwoju: autonomia i szereg przywilejów. Pierwszym był przywilej kaliski Bolesława Pobożnego z 1264 roku. Koncentracja Żydów ma charakter stały i wygląda na jakąś z góry zaplanowaną akcję. Sugeruje to żydowska polityka w XVI, XVII i XVIII wieku m.in. poprzez tworzenie tajnych akademii i stopniowy wzrost liczby Żydów kierowanych do Polski.

Za czasów Kazimierza Wielkiego, już po wejściu do Polski dużej liczby Żydów niemieckich zaraz po najeździe tatarskim, ogólna ich liczba nie przekracza 10.000. W wieku XVI, po najściu dużej liczby żydów czeskich, austriackich, niemieckich oraz sefardyjskich z Turcji, liczba ich dochodzi do 100.000, co stanowi 3,5% ogółu ludności. W okresie wojny trzydziestoletniej (1618-48) i wojen szwedzkich kolejna fala Żydów niemieckich osiada w Polsce i w 1669 roku liczba ich wynosi już 200.000. W tym czasie ludność Rzeczypospolitej zmniejsza się wskutek wojen szwedzkich, tureckich, moskiewskich i kozackich. Za czasów Sobieskiego i Sasów liczba ludności tubylczej nadal zmniejsza się, a Żydów ciągle przybywa. W 1766 roku, po dokonanym spisie, jest już ich 577.000. Po pierwszym rozbiorze nadal trwa ich napływ, a po drugim, w 1793 roku, jest ich około 900.000, co stanowi 10,2% ogółu ludności. Po rozbiorach tendencja nie ulega zmianie i w roku 1816 Królestwo Kongresowe liczy 12,5% ogółu ludności. W 1882 roku jego żydowska ludność stanowi już ponad 14%. Od tego momentu napłynęło jeszcze mnóstwo Żydów rosyjskich tzw. Litwaków.

Jeszcze do połowy XVIII wieku nie było praktycznie Żydów w Warszawie. Wyjątkiem są tu frankiści, których w czasach Sejmu Czteroletniego jest około 6 tysięcy. Odtąd mogą też osiedlać się w mieście niewychrzczeni Żydzi. Szczególne nasilenie tego procederu następuje w okresie panowania pruskiego w Warszawie w latach 1795-1806. W 1797 roku jest ich około 7 tysięcy. Z początkiem Królestwa Kongresowego było ich w stolicy około 16 tysięcy. W okresie międzywojennym liczba Żydów w Warszawie doszła do ponad 300 tysięcy.

W XVI wieku ludność nieżydowska Polski liczyła około 3 milionów. Żydów było około 100 tysięcy. Bezpośrednio przed rozbiorami ludność Rzeczypospolitej liczyła około 11 milionów i około 1 miliona Żydów. Tak więc przez dwieście kilkadziesiąt lat liczba ludności nieżydowskiej wzrosła około 3,5-krotnie, a żydowskiej 11-krotnie. Gdy cofniemy się do czasów Kazimierza Wielkiego, to liczba ludności Polski wynosiła wtedy niecałe 2 miliony, zaś Żydów było 10 tysięcy. W ciągu 400 lat liczba ludności nieżydowskiej zwiększyła się 5-krotnie, a żydowskiej – 100-krotnie!

Na podstawie powyższych danych widać, że Polska była terenem systematycznej kolonizacji żydowskiej. Najbardziej spektakularne gromadzenie się Żydów ma miejsce w XVIII wieku w okresie upadku politycznego i gospodarczego państwa polskiego. Musiało to wywołać złowrogie skutki i wywołało. Wygląda na to, że obecnie sytuacja powtarza się. Masowe wydawanie polskich paszportów obywatelom Izraela jest na porządku dziennym. Tak jakbyśmy byli na początku jakichś zmian.

W tym okresie przedrozbiorowym, pomimo że Polska jest od dwóch wieków niszczona wojnami, gospodarka podupada, to Żydzi wnikają do niej ze wszystkich stron. Można dojść do wniosku, że skupianie ludności na terytorium Rzeczypospolitej, wbrew interesom imigrantów i miejscowych Żydów, nakazane było przez kierownictwo żydowskie, którym kierował inny, niż doraźny interes, cel. Warunki gospodarcze kraju osiedlenia nie sprzyjały zaadoptowaniu tak wielkiej liczby przybyszów. Siłą rzeczy musiały narastać nastroje antysemickie wśród miejscowej ludności i narastały. To jednak niczego nie zmieniło. Żydów nadal przybywało.

Koncentracja mas żydowskich w Polsce ma miejsce w czasie, gdy na zachodzie Europy Żydzi, dzięki tajnym organizacjom reformacji a później wolnomularstwa, przygotowują sobie organizacyjny i ideowy podbój świata aryjskiego. Pomimo licznych wysiłków nie wszystko udawało się. Aż do rewolucji francuskiej nie mogli zdobyć równouprawnienia politycznego i obywatelskiego. W Anglii pozwolono im osiedlać się dopiero od drugiej połowy XVII wieku. W Hiszpanii i Portugalii mogli funkcjonować po przejściu na chrześcijaństwo. Podobnie było we Włoszech. W Turcji, po okresie nieograniczonej swobody, zmuszeni byli do przechodzenia na islam. Tylko w Polsce mogli liczyć na tolerancję i całkowitą autonomię. Nic więc dziwnego, że to właśnie Rzeczypospolita została wybrana na miejsce skupienia się Izraela.

Od XVI wieku widać wyraźnie, że posiadanie silnego środowiska w Polsce umożliwia Żydom w Europie zachodniej przechowanie istoty duchowej i organizacyjnej żydostwa. Wybitne w Polsce jednostki stają się rabinami i kierownikami życia duchowego w wielu ważnych gminach żydowskich w całej Europie. Literatura rabiniczna polskich Żydów stanowi duchową podporę dla całego światowego żydostwa.

Żydzi rozproszeni po całym świecie mogą trwać poprzez dzieje tylko pod dwoma warunkami:

  • jeśli posiadają bardzo silną, opartą na tradycji, zakonspirowaną organizację kierowniczą
  • jeżeli w jakimkolwiek kraju utrzymają skupienie etniczne tak zwarte, że mogą zachować zupełną odrębność ideową i organizacyjną w stosunku do ludności tubylczej, stanowiąc jednocześnie dla Żydów w innych krajach magazyn rasowo i duchowo czystych nowych sił oraz centrum, w którym wypracowuje się idee i środki walki judaizmu.

Takie skupienie w jednym kraju jest niezbędne. Dobrze wyjaśnia to Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela:

„Potrzeba takiego skupienia występuje tym bardziej, gdy naród rozproszony żyje – jak właśnie żydzi – pragnieniami mesjańskimi, gdy pragnie władać nad innymi narodami, choć liczebnie jest słaby. Aby rządzić narodami, wśród których mieszka w liczbie niewielkiej, musi wchodzić w ich życie, dla niepoznaki asymilować się pozornie, dostać się do powodujących tym narodem centrów organizacji jawnych, a lepiej jeszcze tajnych, musi – jakby w gorączce – rzucać mu coraz to nowe i co dzień wymyślniejsze idee, jednym słowem musi żyć w ustawicznym kłamstwie i nawet przed lustrem nie pokazać prawdziwej twarzy z obawy, że ją ktoś podpatrzy i zdemaskuje. W takiej walce oszukańczej siły się kruszą, nerwy nie wytrzymują, gorączka gry bierze zbyt często górę nad rozsądkiem, asymilacja pozorna posuwa się zbyt daleko i w następnych pokoleniach prowadzi nieraz do zupełnego zobojętnienia na sprawy Izraela. Nadwątlone szeregi trzeba zastępować nowymi bojownikami, niewyczerpanymi nerwowo, ideowo świeżymi. A skąd ich brać, jeżeliby we wszystkich krajach stan rzeczy był podobny, gdyby nie było rezerwuaru, z którego można czerpać pełną ręką, gdyby brakło masowych skupień przechowywanych w czystości sił, gdyby nie stało takiej ożywczej krynicy Izraela?”

Jednak żaden silny naród nie będzie tolerować takiego obcego ciała na swoim obszarze. Moment, w którym Aragonia połączyła się z Kastylią i powstała potężna Hiszpania, stał się punktem zwrotnym w historii żydostwa. Ich skupienie na terenie Hiszpanii zostało rozbite. Musieli szukać sobie nowego miejsca. Toteż, gdy na dobre zadomowili się w Rzeczypospolitej, to wiedzieli, że w Polsce taka katastrofa nie może się powtórzyć. Wiedzieli, że należy ją osłabić. Nie dziwi zatem ich współudział w ruchach reformacyjnych i w wojnach religijnych w Polsce. Taką wojną był potop szwedzki. Żydzi zdecydowanie stanęli po stronie Szwedów.

Jednak sprawy trochę wymknęły się spod kontroli. Pod koniec XVIII wieku kraj upadł politycznie i gospodarczo bardziej niż można było się spodziewać w XVI wieku. Na wschodzie wyrastała potęga Rosji, która nie tolerowała Żydów. Polska stawała się zbyt słaba, by stanowić dla żydostwa bezpieczną bazę: pogromy kozackie, wzrost antysemityzmu, wypędzenie arian i podobne próby w stosunku do Żydów. W takiej sytuacji wzmocnienie Polski prowadziłoby do wzmocnienia antysemityzmu, a dalsze osłabianie kraju zagroziłoby nawet samym Żydom, których nadal należało tu kierować w celu dokończenia koncentracji.

Panujący w Europie pod koniec XVII i na początku XVIII wieku merkantylizm, polegający na zamykaniu rynków dla obcych towarów poprzez wysokie cła, utrudniał handel zagraniczny i zmuszał polskich Żydów do życia z zasobów kraju. Zapanował więc kryzys. A tu nadal napływają masy niemieckich i tureckich Żydów. Nieuchronnie prowadziło to do nędzy kraju i mas żydowskich. Wzmocnić Polski nie można, a stan słabości też stanowi zagrożenie. Jednym słowem kwadratura koła. Może i tak, ale nie dla Żydów.

Rozkład, w jakim znalazło się centrum żydowskie w Polsce, zmusił ich kierownictwo do wybrania trzeciego rozwiązania. Wyjściem z tego pata były rozbiory Polski. Decyzja o nich zapadła w 1645 roku po wojnach kozackich. Najazd szwedzki i plany rozbiorowe Karola Gustawa zyskują żydowskie poparcie. Nie do końca to się udało, ale, co się odwlecze, to nie uciecze. Następnym krokiem było sfinansowanie wyboru Augusta II Sasa (protestanta) na tron polski. Wojna północna (1700-1721) jeszcze bardziej osłabiła państwo. August II, w oparciu o Rosję i Prusy, snuje plany rozbiorowe. Król, który planuje zlikwidować swoje królestwo. Wydawałoby się, że to jakaś paranoja, ale gdy zajrzymy za kulisy, to wszystko jasne. Warto o tym pamiętać, bo reguły w polityce są niezmienne. Obecnie jest tak samo. Nasze władze od dawna zachowują się tak, jakby chciały zlikwidować państwo, którym rządzą. Na pozór nielogiczne. Ale tylko na pozór.

Opór Polaków paraliżuje się szerzeniem demoralizacji wewnętrznej, obezwładnianiem sejmów, przekupywaniem sejmików i posłów sejmowych. Sejmiki wyposażały posłów na sejm w instrukcje, które miały dla nich charakter wiążący. I tu otwierało się szerokie pole dla korupcji. Przekupieni posłowie, zasłaniając się instrukcjami, byli najwierniejszymi rzecznikami żydowskich interesów. Procederem korumpowania posłów zajmowali się specjalnie wybrani Żydzi – sztadlani. Byli oni mianowani specjalnymi aktami przez autonomiczne władze żydowskie i kontraktowo opłacani za swe czynności. Wszystkie wydatki były skrupulatnie zapisywane.

Zrywanie sejmów w epoce saskiej doprowadziło do zupełnego ich sparaliżowania. Było to wynikiem krańcowej demoralizacji klasy politycznej. Ten stan był bez wątpienia w dużym stopniu efektem działalności sztadlanów. W takiej atmosferze stają się zrozumiałe „sejmy nieme” i sejmy zatwierdzające rozbiory. Jakże tragicznie rysuje się na tym tle postać Rejtana.

Wraz ze stopniowym upadkiem Rzeczypospolitej rosną w siłę Prusy i Rosja. Prusy nie stanowią dla Żydów problemu. Jeszcze w czasie reformacji opanowane przez tajne związki, stanowiły w XVIII wieku ważny ośrodek wolnomularstwa. Inaczej natomiast przedstawia się sprawa Rosji. Powoli zbliża się ona do Bałtyku, do Europy. Przenosi stolicę z Moskwy do Petersburga, by być bliżej niej. Żydów w Rosji jeszcze nie ma, ale jest już kwestia żydowska, w której chodzi o to, by mogli w niej być. W XVII wieku otworzyła się dla nich Anglia i teraz kolej na Rosję. Nie jest to jednak takie proste, bo pamięta się tu o najeździe Żydów na cerkiew prawosławną w okresie reformacji.

Do czasów Katarzyny Żydzi nie mogli „nadgryźć” Rosji. O wiele łatwiej miało wolnomularstwo. Katarzyna II stała się protektorką Voltaire’a i lóż w Rosji. Później jej agentem był Jakub Lejbowicz Frank, a we Francji – Robespierre. Ona też narzuciła Polsce na tron swego kochanka – Stanisława Augusta. I ona musiała pogodzić się z faktem, że wraz z pierwszym rozbiorem dostaje się w granice państwa rosyjskiego liczna ludność żydowska, zamieszkująca zaanektowany obszar. Tak więc rozbiory Polski dokonały w stosunku do Rosji tego, czego dokonała względem Anglii rewolucja Cromwella: otworzyły Rosję dla Żydów, a sto kilkadziesiąt lat później pomściły się na niej, wywołaną przez nich rewolucją bolszewicką. Kto wie? Gdyby nie było rozbiorów, to może nie byłoby tej rewolucji?

W 1789 roku powstaje w Paryżu klub jakobinów, któremu przewodniczy Mirabeau, członek iluminatów bawarskich Weishaupta oraz bojownik walczący o równouprawnienie Żydów. W tym samym roku, przedstawiony przez Sieyès’a, zostaje członkiem tego klubu król Stanisław August. Klubu, który dąży do pozbawienia tronu Ludwika XVI i innych panujących w Europie. Także Szczęsny Potocki zostaje przyjęty do klubu jakobinów.

Król polski, po pierwszym rozbiorze, pragnąc zachować swoje dobra w Galicji, składa przysięgę na wierność cesarzowi Austrii. To już jakaś paranoja! I tak pod przewodnictwem króla – jakobina, zaprzysiężonego na wierność cesarzowi, odbywają się obrady Sejmu Czteroletniego i powstaje Konstytucja 3-go maja, będąca odbiciem haseł Zgromadzenia Narodowego i Konstytuanty francuskiej. Konstytucja ta przyczyniła się do wybuchu wojny z Rosją i do powstania konfederacji targowickiej. Na jej czele staje jakobin Szczęsny Potocki. Za radą innego jakobina, Hugona Kołłątaja, akces do niej zgłasza król – jakobin. Na czele ruchu rewolucyjnego w Polsce stają też wolnomularze. W takiej sytuacji wkraczają do Polski wojska rosyjskie pod pretekstem walki z rewolucją i jakobinizmem. I tak dochodzi do drugiego rozbioru Polski. Tym razem bez udziału Austrii.

Swoją drogą to ciekawe. Wolnomularze rządzą Prusami – i Polską też tacy rządzą, a Rosjanie, na prośbę targowiczan (masonów) wkraczają do Polski pod pretekstem walki z rewolucją i jakobinami, czyli wolnomularze „walczą” z wolnomularzami. Trochę to przypomina obecną sytuację. Na Ukrainie rządzą Żydzi, w Polsce rządzą Żydzi, w Ameryce – też i w Rosji. A tu Ukraina „walczy” z Rosją, Polska też „walczy” z Rosją, choć na razie tylko na pyskówki, mając „poparcie” Ameryki. A ona niby też „walczy” z Rosją. A za sznurki pociągają Żydzi.

W Paryżu pojawia się Kościuszko i błaga o pomoc. Proponuje wysadzenie wojsk pomocniczych rewolucyjnej Francji na wybrzeżu Morza Czarnego, by odciągnąć Rosję. Jednak klęska wojsk rewolucyjnych nad Renem uniemożliwia to posunięcie. Pomimo trudnej sytuacji dostaje pieniądze na powstanie, by odciążyć Francję. Powstanie nad Wisłą, zwane insurekcją kościuszkowską, wiąże Rosję, Prusy i Austrię i tym samym ratuje rewolucję francuską. Sam Kościuszko głosił jej hasła: wolność, równość, braterstwo. Idąc jej śladem obiecywał Żydom prawa obywatelskie i polityczne.

Po rozbiorach położenie gospodarcze Żydów polskich poprawiło się diametralnie. Popierają ich rządy pruskie i austriackie. Rosja pozwala docierać w charakterze kupców do swych wewnętrznych guberni. Rodzi się liberalizm i pojawia się teoria ekonomiczna fizjokratów. Twierdzą oni, że czysty dochód daje tylko rolnictwo i obciążają go wysokimi podatkami. Równocześnie handel i przemysł zostaje w praktyce z nich zwolniony. Liberalizm odrzuca wygórowane cła i otwiera granice dla importu i eksportu. Z tego wszystkiego korzystają Żydzi. Na terenie byłej Rzeczypospolitej powodzi im się coraz lepiej. Widać więc wyraźnie, że zniszczenie państwa polskiego było naturalnym skutkiem skupienia żydowskiego na ziemiach polskich i koniecznym warunkiem przetrwania mas żydowskich.

„Wzmógł się w tym czasie udział żydów w handlu zagranicznym; mnóstwo kupców jeździło corocznie na jarmarki zagraniczne (Lipsk, Królewiec) po zakup towarów, przede wszystkim manufaktury; tam wywozili oni produkty Polski i Rosji, otwierał się dla przywożonych zagranicznych towarów obszerny rynek – wewnętrzne rosyjskie gubernie” – S. M. Dubnow Nowiejszaja istoria jewrejskogo naroda.

O co w tym wszystkim chodziło? Zwolennicy Konstytucji 3-go maja byli jakobinami i wolnomularzami. Przywódcy konfederacji targowickiej również. Król początkowo był po jednej stronie, a później przeszedł na drugą. Prusy pod wpływem masonów. W Rosji Katarzyna II też pod ich urokiem. I oni wszyscy ze sobą „walczą”. Ale o co? Chyba nie o idee i programy polityczne, bo wszyscy z jednej stajni. Chyba tylko o to, by poprzez pozorne konflikty mieć pretekst do zlikwidowania Polski i „przemalowania” mapy Europy. To bardzo przypomina mi obecny pozorny konflikt na Ukrainie, który chyba też zmierza do tego samego. Do przemalowania mapy Europy? I znowu wymazania z niej Polski? Czy może pozostawienia „Księstwa Warszawskiego”?

Niektórzy przebąkują, że konflikt ukraiński ma na celu podział tego kraju, co już się dokonało, a jego zachodnia część ma być połączona ze wschodnią Polską, co ma dopiero nastąpić. Sądząc po tym jak kształtują się stosunki polsko-ukraińskie i jak są w Polsce traktowani imigranci ukraińscy i jak silne jest lobby ukraińskie w Polsce, to może rzeczywiście coś jest na rzeczy. Nic nie dzieje się przypadkiem. Tylko jak to zrobić? Polska jest częścią unii europejskiej i wydarcie kawałka jej obszaru, wschodniej Polski, chyba nie wchodzi w grę. Może rozwiązaniem byłoby wyjście Polski z unii. Coraz śmielej padają takie propozycje. Anglia już z niej wychodzi, a więc zapoczątkowuje pewien proces. A może jest to początek końca unii? A może tylko korekta? Stworzenie z kresów dawnej Rzeczypospolitej drugiego państwa żydowskiego? Czy taki jest cel całego zamieszania w regionie? Przecież wszystko co najlepsze w żydostwie, najlepsze dla nich, powstało właśnie na tych terenach. Czują do nich taki sam sentyment jak do Palestyny.

Wszystko to oczywiście wróżenie z fusów. Nie wiem jakie są cele wielkich tego świata, bo niby skąd miałbym wiedzieć? Zawsze jednak warto szukać odpowiedzi w historii, tej prawdziwej, bo prawa rządzące polityką i tym światem są niezmienne. Jest tylko jeden problem. Jest nim dotarcie do tej prawdziwej historii. Ale o to, by jej nie poznać, troszczą się najpotężniejsi tego świata. Stąd takie jej zafałszowanie. Nie chcą, by maluczcy poznali reguły tej gry, jaką oni prowadzą. Stąd wysyp różnego rodzaju programów telewizyjnych i kanałów internetowych, w których jesteśmy wprost obezwładniani lawiną faktów, z których nic nie wynika. Wielu jednak powie: ach! jaki on oczytany! jak dużo wie! jaki elokwentny! A że to wszystko ma na celu ukrycie prawdy i istoty praw kierujących polityką, to niewielu to widzi. Ale oni się nie liczą.