Ukrainizm

W dniu 15 stycznia 2025 roku Leszek Sykulski skomentował na swoim kanale wypowiedź Nikołaja Patruszewa, który w pewnym momencie stwierdził, że w przyszłym roku Ukraina przestanie istnieć. Poniżej streszczenie tego wątku.

Jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina Nikołaj Patruszew udzielił wywiadu Komsomolskiej Prawdzie, wysokonakładowemu dziennikowi rosyjskiemu, w którym odniósł się do założeń tego, co Rosjanie określają mianem Specjalnej Operacji Wojskowej. Patruszew to Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej i były szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zapytano go o to, co Rosja chce osiągnąć i na to rosyjski urzędnik odpowiedział wprost: prezydent Putin wielokrotnie wymieniał te cele rosyjskiego zaangażowania militarnego na Ukrainie i to nie zmieniło się. Stanowisko Rosji to:

  • nierozszerzanie NATO na wschód
  • nierozmieszczanie broni ofensywnej blisko granic Rosji
  • nielokalizowanie baz NATO blisko Rosji

Patruszew podkreślił, że naród ukraiński jest bliski Rosjanom, złączony wielowiekowymi więzami z Rosją. Natomiast Rosja nie będzie tolerować na Ukrainie promowania ideologii, które w Rosji są nie do zaakceptowania. Patruszew użył określenia ukrainizm, które jest czymś przeciwnym kulturze i tradycji ukraińskiej. Ukrainizm to według niego banderyzm i rusofobia.

Patruszew powiedział też, że nie ma o czym rozmawiać z Londynem czy Brukselą. Przywódcy Europy – stwierdził – nie są w stanie wypowiadać się w imieniu wielu państw, takich jak choćby Słowacją, Węgry, Rumunia, Austria czy wielu innych. Zakwestionował on więc zdolność przywódców europejskich do reprezentowania wszystkich państw.

Druga ważna kwestia, to jego stwierdzenie: możliwe, że w przyszłym roku Ukraina w ogóle przestanie istnieć. Czy istnieją zatem plany dezintegracji państwa ukraińskiego i czy Stany Zjednoczone zgodziły się na to? – pyta Sykulski. A może to zostało już uzgodnione i może nastąpić jakaś nowa forma koncertu mocarstw, jakaś forma resetu amerykańsko-rosyjskiego i jakaś forma porozumienia, co do zakończenia wojny na Ukrainie, która uwzględniałaby jakąś formę dezintegracji państwa ukraińskiego, o czym pod koniec ubiegłego roku pisały ukraińskie media. Agencja Interfax Ukraina zamieściła nawet taką mapę, na której pokazała taką możliwą formę dezintegracji Ukrainy, jako rzekomy plan rosyjski.

x

W tym samym dniu, czyli 15 stycznia 2025 roku Interia zamieściła informację Rosjanie grożą kolejnemu państwu. “Mołdawia może przestać istnieć”. Poniżej jej treść:

– Mołdawia albo stanie się częścią innego państwa, albo w ogóle przestanie istnieć – stwierdził Nikołaj Patruszew, oskarżając władze w Kiszyniowie o antyrosyjską narrację. Bliski doradca Władimira Putina rzucał oskarżeniami, wskazując m.in., że to Mołdawia odpowiada za energetyczny kryzys w Naddniestrzu – prorosyjskiej samozwańczej republice.

Mocne słowa Nikołaja Patruszewa padły w wywiadzie dla rosyjskiej gazety “Komsomolskaja Prawda”. Były szef Rady Bezpieczeństwa Rosji i doradca Władimira Putina mówił o energetycznym kryzysie w Naddniestrzu – nieuznawanej samozwańczej republice – który wybuchł po tym, jak Kijów nie przedłużył z Moskwą umowy o tranzycie gazu do Europy.

Nikołaj Patruszew ostro do władz Mołdawii. “Kraj może przestać istnieć”

Patruszew obwinił w tej sprawie władze w Kiszyniowie, oskarżając je o antyrosyjską politykę. Jak stwierdził narracja taka sprawi, że “Mołdawia albo stanie się częścią innego państwa, albo w ogóle przestanie istnieć”. Patruszew przewidywał też, że “Ukraina, jako suwerenne państwo, może przestać istnieć w 2025 roku”.

x

Na początku swojego komentarza Sykulski wspomniał też o tym, że Stany Zjednoczone ograniczają dostęp do najnowocześniejszych technologi związanych ze sztuczną inteligencją do krajów Europy Zachodniej, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Tak więc widać, że unia europejska w obecnym kształcie jest fikcją i od początku tak było. Nie ulega wątpliwości, że szykują się zmiany.

Stwierdzenie, że za rok może już nie być Ukrainy, jest oczywiście na wyrost, ale jest to delikatna sugestia, w którym kierunku to wszystko zmierza. Można oczywiście udawać, że tak nie będzie i używać określenia „dezintegracja”, chociaż należałoby mówić wprost – rozbiór. Dezintegracja oznaczałaby rozpad na różne części, ale niekoniecznie musiałyby one być wchłonięte przez jakieś państwo czy państwa. W wypadku Ukrainy mamy już do czynienia z rozbiorem. Zajęcie części Ukrainy przez Rosję to rozbiór. To początek. Drugim etapem będzie zajęcie przez nią środkowej części. Reszta przypadnie Polsce. Być może Mołdawia stanie się częścią Rumunii, by zrekompensować jej utratę Siedmiogrodu na rzecz Węgier. Taki wniosek można wysnuć z informacji, że Mołdawia stanie się częścią innego państwa. Oczywiście ten scenariusz, jak na obecną chwilę, wydaje się snem szaleńca, ale czy ktoś w momencie wybuchu I wojny światowej wyobrażał sobie, jak będzie wyglądać po niej Europa?

Jeśli jednak „zejdziemy na ziemię”, to mamy tu konkretne symptomy tego, że Ukraina zostanie podzielona. Jej zachodnie ziemie zostaną przyłączone do Polski, której, z kolei, ziemie zachodnie przypadną Niemcom. Powstanie więc wspólne państwo polsko-ukraińskie, na co wskazują przesiedlania milionów Ukraińców do Polski, które jeszcze się nie skończyły. Cały system socjalny, szkolnictwo różnych szczebli, opieka zdrowotna itp. zostały dostosowane do przyjęcia tych ludzi. Kolejnym dowodem, że to zmierza w tym kierunku, jest dopuszczenie do pracy w dyplomacji ludzi z podwójnym obywatelstwem. Tych faktów nie da się wytłumaczyć inaczej, niż tworzeniem nowego państwa. Jeżeli ktoś myśli, że tak nie będzie, to myli się. Przecież mamy wojnę, której konsekwencje odczuwamy na każdym kroku. A po wojnie będą zmiany, bo po to wybuchają wojny, by dochodziło do zmian, których nie można wprowadzić bez nich. Czy w warunkach pokojowych możliwe byłoby przesiedlenie milinów Ukraińców do Polski?

Patruszew stworzył, czy może za kimś powtórzył, pojęcie ukrainizmu, pod którym rozumie banderyzm i rusofobię. Banderyzm to nacjonalizm ukraiński, a nacjonalizm ten musi nieodparcie łączyć się z rusofobią. To jest efekt rozbicia dzielnicowego Rusi Kijowskiej i niedokończonego po nim zjednoczenia ziem ruskich. Z jakichś powodów nie udało się włączyć do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego południowo-zachodnich wschodniosłowiańskich księstw. Była to prawdopodobnie świadoma decyzja tych, którzy tym wszystkim dążą, czyli ówczesnego deep state. Ci, którzy podjęli taką decyzję, dobrze znali mentalność Słowian wschodnich i wiedzieli, że są oni kłótliwi, zawistni i skłonni do anarchii. Jedynym dla nich rozwiązaniem, by normalnie funkcjonować, jest silna czy wręcz despotyczna władza. I tak się stało w Wielkim Księstwie Moskiewskim, które z czasem wyewoluowało w Rosję. Tam, gdzie tej silnej władzy zabrakło, czyli w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, panowała anarchia. I RP to właśnie dowód na to, co potrafią wschodni Słowianie. Oczywiście wszystko tam działo się pod żydowskim nadzorem.

Nie jest więc tak, jak twierdzi Patruszew, że ukrainizm jest czymś przeciwnym kulturze i tradycji ukraińskiej. Jest jego esencją. Rosji więc chodzi o to, by pozbyć się z terenów, które zajmie Rosja, tych wschodnich Słowian, którzy nie chcą podporządkować się jej. Temu zapewne też służą przesiedlenia do Polski. Rosja na zdobytych terenach będzie miała spokój, a wschodniosłowiański anarchizm w pełni rozwinie się w nowym państwie ukraińskim, które powstanie z połączenia zachodniej Ukrainy i wschodniej i centralnej Polski. Tak więc to, co się teraz dzieje na Ukrainie, to rodzaj czystki etnicznej i dlatego Rosjanie nazywają to Specjalną Operacją Wojskową, bo w klasycznej wojnie ludność wroga traktuje się jak monolit. Na samym początku tej operacji Putin powiedział przecież, że chodzi w niej przede wszystkim o denazyfikację, czyli denacjonalizację Ukrainy. W tej rosyjskiej Ukrainie ma być miejsce tylko dla tych, którzy uznają zwierzchnictwo polityczne i religijne Moskwy. Więcej o tych kłótniach wschodnich Słowian w blogu Przedmurze.

Natomiast przedsmak tego, co będzie się działo w ukraińskiej Polsce, mamy już dziś za sprawą nieuregulowanej kwestii rzezi wołyńskiej. W latach 1937-38 rząd sanacyjny przeprowadził na Wołyniu akcję konwersji ludności prawosławnej na katolicyzm. W ten sposób udało się „pozyskać” kilkanaście tysięcy katolików, a jak katolik to Polak. Doszło tam prawdopodobnie do sytuacji, w której nacjonaliści ukraińscy, wyszkoleni przez rząd sanacyjny podczas eksperymentu wołyńskiego, wymordowali tych katolików. Później, w trakcie akcji Wisła, sprawców tej zbrodni i ich rodziny przesiedlono na ziemie poniemieckie, natomiast miejscową ludność, czyli świadków, wywieziono w głąb Związku Radzieckiego. Na miejscu wszelkie ślady zatarto: spalono domy i zabudowania, ciała pomordowanej ludności prawdopodobnie spalono w tych domach i zabudowaniach, ale zanim to zrobiono, nie zapomniano o tym, by zrobić zdjęcia pomordowanych. Nikt obecnie nie zadaje sobie pytania, jakiego wysiłku, czasu i organizacji wymagałoby pogrzebanie tylu ofiar, bo niektórzy mówią o 100 tysiącach, a inni nawet o 500 tysiącach. O wiele prościej było spalić ciała pomordowanych. Ale załóżmy, że pochowano ciała pomordowanych. Ale jak: pojedynczo czy w zbiorowych grobach? Jednak bez względu na to jak, czy te ciała, po tylu latach, nie są już w stanie takiego rozkładu, że nie można dokonać ich identyfikacji? W takim razie, o co chodzi tym, którzy chcą godnie pochować swoich bliskich? W jaki sposób chcą ich rozpoznać? – Tylko czy dziś, w dobie sztucznej inteligencji, ktoś zadaje sobie takie pytania? Tak więc spór o rzeź wołyńską jest sporem pomiędzy potomkami ofiar lub ich udających, a tymi, którzy ekshumacji sprzeciwiają się, bo ten spór ma trwać. Natomiast Polacy mają tu być stroną konfliktu, choć nie mieli z tym nic wspólnego. Dzieje się dokładnie tak jak za czasów I RP i powstań na Ukrainie. Wschodniosłowiańska zawiść i kłótliwość może wkrótce dać o sobie znać. Już niektórzy przebąkują, że Ukraińcy, wcześniej czy później, pogodzą się z Rosjanami, a jedynymi winnymi będą Polacy i przeciwko nim zwróci się ich nienawiść. Tylko jacy Polacy? „Polski” rząd, „polscy” politycy? Takie to skutki unii ze społecznościami obcymi kulturowo i cywilizacyjnie.