Protokoły

Protokoły Mędrców Syjonu, to książka, która stała się obiektem gwałtownych ataków ze strony Żydów. Według nich jest to plagiat wcześniejszych tego rodzaju publikacji. Douglas Reed poświęcił Protokołom jeden rozdział w swojej książce Kontrowersja Syjonu. Pisze on, że nie ma znaczenia, czy autorami tej książki byli Żydzi, nie-Żydzi czy antysemici. I nie to jest najważniejsze, kto ją napisał. Cel po raz pierwszy ujawniony w dokumentach Weishaupta, pisze Reed, jest identyczny z celem Protokołów – władza nad światem. Porównanie Protokołów z dokumentami Weishaupta prowadzi do wniosku, że oba pochodzą ze wspólnego, starszego źródła. Nie mogły być wytworem jednostki, czy grupy ludzi, powstałym w okresie ich produkcji. Oczywiste jest, że cechująca je „niesamowita wiedza” musiała wypłynąć z doświadczeń całych epok. Jeśli istnieje klucz do rozwiązania zagadki, to należy go szukać w tej niesamowitej wiedzy, która pozwoliła na wysuwanie proroctw już dzisiaj dosłownie spełnionych.

Tak pisał Reed na początku lat 50-tych i już wtedy te proroctwa stawały się rzeczywistością. Dziś, po prawie już 70-ciu latach, kolejne wydarzenia potwierdzają ich trafność. Reed pisał, że ciągłe wojny, rewolucje, niepokoje mają za zadanie męczenie społeczeństw i narodów po to, by w końcu wyczerpane powiedziały: „Tak! Chcemy już spokoju i pokoju i godzimy się na wasz światowy rząd i wasze rządy nad nami.” Dokładnie taka sama taktyka jest stosowana obecnie. Te kolejne szczepionki i dawki „przypominające”, to nic innego, jak zastosowanie starych metod w nowej sytuacji. I stąd te ciągłe obietnice, że już zaraz to się skończy, tylko jeszcze jedna szpryca. A końca jak nie ma, tak nie ma. Cel tych zabiegów jest tylko jeden: wykończyć ludzi psychicznie i fizycznie. Tu nie chodzi o żadną walkę z pandemią, bo jej po prostu nie ma.

Czas nieubłaganie weryfikuje wszelkie wcześniejsze proroctwa i przepowiednie. Skoro więc Protokoły, spisane prawdopodobnie na przełomie wieków XIX i XX, tak dokładnie opisują naszą rzeczywistość, to czy mógł to być przypadek? Czy mógł to być jakiś rosyjski antysemita, jak chcą Żydzi, który usiadł za biurkiem i wysmarował, ot tak sobie, pamflet, obarczający Żydów za wszelkie zło dziejące się w ówczesnej Rosji carskiej?

Douglas Reed poświęcił Protokołom, jak wyżej nadmieniłem, jeden rozdział i ja go w całości zamieszczam poniżej. Nie jest to łatwa lektura, wymagająca skupienia i wnikliwego czytania, ale warto, bo zawarte w niej treści są nad wyraz aktualne i skłaniają do refleksji, że chyba rzeczywiście żyjemy w czasach ostatecznych, co nie napawa optymizmem.

»Równolegle z syjonizmem, kształtującym się pod koniec ubiegłego wieku w gettach wschodnich jako nowy czynnik, mający na początku obecnego wieku wkroczyć do polityki międzynarodowej (oferta Ugandy), na terenach opanowanych przez Talmud przygotowywał się trzeci „wybuch” rewolucji światowej. Obie te siły podążały zsynchronizowanym torem (jak widzieliśmy, syjonizm używał w Europie straszaka komunizmu dla pozyskania poparcia władców europejskich w swych pozaeuropejskich ambicjach terytorialnych). Były to dwie sprzęgnięte ze sobą turbiny, które jednocześnie wprawione w ruch wytworzyły siłę, galwanizującą szokami nowe stulecie.

Według Disraelego i Bakunina, w połowie stulecia rewolucja światowa przeszła pod kontrolę żydowską, zmieniając jednocześnie swoje cele. Zwolennicy Bakunina, przeciwni wszelkiej formie państwowości, zdolnej przekształcić rewolucyjne państwo w despotyzm gorszy od poprzedniego, przegrali i zniknęli z horyzontu. Odtąd rewolucję światową począł kształtować Manifest Komunistyczny Karola Marksa, zmierzający do ustanowienia super państwa opartego na pracy przymusowej i „konfiskacie wolności” (jak w 1848 roku pisał de Tocqueville).

Zmiana przywództwa i celów zdeterminowała kurs XX wieku. Nie zmieniły się jednak metody wiodące do zniszczenia istniejącego porządku; pozostały one takie same, jak ujawniły dokumenty Weishaupta w 1787 roku. Liczne publikacje XIX wieku wskazują, że pierwotny plan Iluminatów realizowany był przez pokolenia rewolucjonistów różnych maści przy użyciu tych samych metod.

Ich działalność w ramach niszczycielskiego planu przybierała różne formy, czasem alegoryczne, lecz zawsze wskazujące na swe źródła w dokumentach Weishaupta. W 1859 roku Cretineau Joly wystąpił z atakiem na żydowskie kierownictwo tajnych związków. W swej książce zamieścił dokumenty włoskiego tajnego stowarzyszenia Haute Vente Romaine, które otrzymał od papieża Grzegorza XVI. Autentyczność tych dokumentów była niekwestionowana. Głową Haute Vente Romaine był włoski książę, wtajemniczony przez jednego z zaufanych Weishaupta (Knigge). Towarzystwo to było reinkarnacją związku Illuminati. Niższe stopnie wtajemniczonych omamiano zapewnieniem, iż „cele stowarzyszenia są wzniosłe i szlachetne, a dążeniem jego członków jest czystość moralna, umacnianie pobożności, suwerenności i jedności kraju”. Wyższych wtajemniczonych stopniowo wprowadzano w rzeczywiste cele stowarzyszenia, zaprzysięgające zniszczenie religii i legalnych rządów. Na koniec ujawniano im sekretne metody zamachów, użycia trucizny, krzywoprzysięstwa, zawarte w dokumentach Weishaupta.

W 1862 roku Karol Marks (w którego Manifeście Komunistycznym łatwo rozpoznać cechy Iluminatów) założył Pierwszą Międzynarodówkę, a Bakunin stworzył swoją Alliance Sociale Democratique (którego program, jak wykazała Nesta Webster, był esencją Iluminizmu). W tym samym roku Maurice Loly opublikował książkę atakującą Napoleona III, któremu przypisywał identyczne metody korupcji i rujnowania systemu społecznego (książka została napisana w formie alegorycznej). W 1868 roku Niemiec Goedsche powtórzył w podobnej formie atak na żydowskie kierownictwo rewolucji. Podobny temat podjął w 1869 roku katolicki rojalista Goujenot Des Maousseaux. W tymże roku Bakunin opublikował swoją Polemikę przeciw Żydom.

Wszystkie te prace, w takiej czy innej formie łączy temat zasadniczej idei, ujawnionej po raz pierwszy w dokumentach Weishaupta, a mianowicie: zniszczenia wszelkich legalnych rządów, religii i narodowości, i wprowadzenia powszechnego despotyzmu, który miał terrorem i gwałtem sprawować rządy nad zniewolonymi masami. Część z nich atakuje Żydów jako uzurpacyjnych, czy sukcesyjnych kierowników rewolucji.

Publikacje te kończą cykl literatury o temacie konspiracyjnym, który dopiero w 1905 roku wznawia książka profesora Sergiusza Nilusa, urzędnika Wydziału Religii Obcych w Moskwie. Egzemplarz jej znajduje się w londyńskim British Museum, opatrzony stemplem z datą 10 sierpnia 1906 roku. Losy autora i książki, która nigdy nie została przetłumaczona, miały potem wzbudzić wielkie zainteresowanie, lecz wisząca nad nimi atmosfera tajemniczości utrudniała badania. Tylko jeden z jej rozdziałów został przetłumaczony w 1920 roku na język angielski. Fakt ten zasługuje na uwagę, gdyż dopiero wtedy zerwała się wokół niej gwałtowna wrzawa, choć oryginalna publikacja ukazała się już w 1905 roku.

Ten jedyny przetłumaczony rozdział ukazał się w Anglii i Ameryce pt. „Protokoły Mędrców Syjonu”. Nie wiem, czy taki był oryginalny tytuł tego rozdziału, czy też pojawił się on dopiero w tłumaczeniu. Brak jest dowodów, czy istotnie ten dokument stanowi protokół sekretnej konferencji żydowskich „Mędrców”. Z tego punktu widzenia nie przedstawia on żadnej wartości.

Tym niemniej, ma on olbrzymie znaczenie jako potwierdzony wydarzeniami autentyczny dokument konspiracji światowej, ujawnionej po raz pierwszy przez archiwum Weishaupta. Po nich nastąpiły inne dokumenty z tej samej serii, jak ukazaliśmy wyżej, lecz żaden z nich nie był podobnego formatu. Były to fragmentaryczne urywki, podczas gdy ten przedstawia pełny obraz konspiracji, jej motywów, metod i celów. Nie wnosi nic nowego do znanych już fragmentów (oprócz nieudowodnionej roli samych żydowskich mędrców), lecz pozwala je ujrzeć w powiązanej całości. Ukazuje dokładny obraz wydarzeń na przestrzeni pięćdziesięciu lat przed czasem swej publikacji, a także wydarzenia następnych pięćdziesięciu lat, które na pewno się sprawdzą, o ile siły konspiracji nie spotkają się z oporem.

Dokument ten inspirowany jest wiedzą (szczególnie o ludzkich słabostkach), mogącą być jedynie rezultatem wielowiekowych doświadczeń i badań. Odznacza się wyniosłym tonem wyższości, spływającej z olimpijskiego szczytu sardonicznej wiekowej mądrości i spoglądającej szyderczo z góry na kotłujące się masy („motłoch”… „zwierzęta”… „bydło”… „krwiożercze bestie”), które na próżno usiłują umknąć przed zwierającymi się nad nimi „kleszczami”. Tymi „kleszczami” ma być „potęga złota” i brutalna siła motłochu, podjudzanego do zniszczenia opiekujących się nim pasterzy, a zarazem – ich samych.

Destruktywna idea przedstawiona jest w formie teorii naukowej, niemal nauki ścisłej, wyłożonej elokwentnie i z werwą. W studiach nad Protokołami ustawicznie przychodziła mi na myśl sentencja Disraelego, którą cytowałem powyżej. Disraeli, bardzo ostrożny w doborze słów, mówił o „destruktywnej zasadzie” (nie o idei, schemacie, pojęciu, planie, spisku, itp). Protokoły zaś podnoszą teorię destrukcji do poziomu „fundamentalnej prawdy, podstawowego czy zasadniczego prawa, prawa rządzącego postępowaniem” (jak różne słowniki definiują pojęcie „zasady”). Na pierwszy rzut oka, wiele ustępów Protokołów zdaje się głosić destrukcję jako cnotę samą w sobie, usprawiedliwiającą wszelkie zalecane metody wiodące do jej spełnienia (jak przekupstwo, szantaż, korupcję, akcje wywrotowe i podżeganie tłumu, terror i gwałt), które przez implikację stają się także cnotami.

Jednakże, przyglądając się temu bliżej, widzimy, że tak nie jest. W rzeczywistości cały bieg dowodzenia jest tu odwrócony: zaczyna się końcowym wnioskiem „władzy nad światem”, po czym w odwróconej kolejności przedstawia środki, zalecane dla jej osiągnięcia. Ostateczny cel, ujawniony po raz pierwszy w dokumentach Weishaupta, jest identyczny z celem Protokółów i najwidoczniej oba wywodzą się z tego samego źródła, choć w hierarchii czasu te ostatnie mogłyby być wnukiem Weishaupta. Ostatecznym celem obu ma być zniszczenie wszelkich religii i narodowości, oraz ustanowienie super państwa, rządzącego światem przy pomocy terroru.

Gdy Protokoły ukazały się w tłumaczeniu angielskim, błaha w istocie sprawa ich autorstwa posłużyła Żydom za obiekt ataku, aby odwrócić uwagę od ich rzeczywistego znaczenia. Nie było niczym nowym potwierdzenie żydowskiego kierownictwa konspiracji rewolucyjnej; jak czytelnik pamięta, udowodnił to Disraeli, Bakunin i wielu innych. W tym szczególnym wypadku, brak było dowodów potwierdzających konferencję żydowskich przywódców konspiracji i łatwo było zignorować całą sprawę (tak jak uczynili w 1913 roku Jezuici, pomawiani przez podobną publikację o zawiązanie światowej konspiracji, przypominającą Protokoły i Weishaupta. Jezuici spokojnie zaprzeczyli zarzutom i sprawa ucichła).

Odmienna była w roku 1920 i później reakcja oficjalnego żydostwa. Cała jego furia skierowała się na treść Protokołów; nie tylko zaprzeczyła istnieniu spisku żydowskiego, lecz w ogóle jakiegokolwiek spisku, co było oczywistą nieprawdą. Fakt konspiracji od dawna został uznany i potwierdzony przez szereg autorytetów, poczynając od Edmunda Burke, Jerzego Waszyngtona, Aleksandra Hamiltona, a kończąc na Disrealim, Bakuninie i wielu innych, cytowanych w poprzednich rozdziałach. Co więcej, w chwili pojawienia się wersji angielskiej Protokołów, wydarzenia w Rosji dały jej przekonywujący dowód. Tak więc, charakter ataku żydowskiego mógł jedynie utwierdzić wątpliwości opinii publicznej – za bardzo protestowało.

Atak ten był powtórzeniem wcześniejszych, które uciszyły nawoływania Robisona, Barrela i Morsego do publicznych dochodzeń i środków naprawy. Tym razem jednak był to atak ze strony Żydów. Choć tych trzech nigdy nie imputowało kierownictwa żydowskiego, oczerniano ich wyłącznie dlatego, że zwrócili uwagę publiczną na ciągły charakter konspiracji i fakt, że rewolucja francuska była jedynie początkiem pierwszego „wybuchu”. Atak na Protokoły w 1920 roku był przede wszystkim potwierdzeniem ich argumentów; wykazał istnienie permanentnej organizacji, powołanej do tłumienia publicznej dyskusji nad konspiracją, która przez 120 lat potrafiła doprowadzić to zadanie do perfekcji. Chyba nigdy w historii nie poświęcono tyle energii i wydatków dla zatuszowania jednego dokumentu.

Do Anglii dostał się on za pośrednictwem jednego z dwóch ówczesnych czołowych korespondentów w Moskwie, Wiktora Marsdena z gazety Morning Post (znamienną historię drugiego korespondenta poruszymy w późniejszym rozdziale). Marsden był specjalistą od Rosji i wiele przeżył pod rządami Terroru. Ostatecznie padł jego ofiarą, umarłszy wkrótce po zakończeniu zadania, które uważał za swój obowiązek – przetłumaczenia egzemplarza Protokołów, znajdującego się w British Muzeum.

Angielskie wydanie wzbudziło światowe zainteresowanie. Okres ten, poczynający się od 1920 roku, był końcem swobodnej i bezstronnej dyskusji publicznej nad sprawami żydowskimi. Początkowo debaty były nieskrępowane i ożywione, lecz w ciągu kilku następnych lat fala ataków zdołała uczynić z tej sprawy obrazę majestatu, tak że obecnie mało kto ośmieli się publicznie opublikować jakąkolwiek wzmiankę o Protokołach, chyba że przylepi jej łatkę „fałszerstwa” lub „haniebności” (potwierdzając tym aktem uległości zawarte w nich tezy).

Londyński Times z 8 maja 1920 roku w długim artykule pisał: „Pożądanym jest przeprowadzenie bezstronnego dochodzenia w sprawie tych domniemanych dokumentów i ich historii… Czyż powinniśmy odrzucić całą tę sprawę bez zbadania i zdać tak ważką książkę na żer spekulacji?”. The Morning Post (najstarszy i najpoważniejszy dziennik brytyjski) poświęcił tej sprawie dwadzieścia trzy artykuły i także wzywał do jej zbadania.

Na zbadanie sprawy nalegał też lord Sydenham, czołowy autorytet tych czasów, pisząc w The Spectator z 27 sierpnia 1921 roku: „Oczywiście, najważniejszą sprawą jest odkrycie źródła, z którego Nilus zdobył Protokoły. Nie jest możliwym, aby wszyscy Rosjanie znający Nilusa i jego prace, zostali wymordowani przez Bolszewików. Jego książka…. nie została przetłumaczona, a to dałoby jakieś pojęcie o tym człowieku…. Co najbardziej uderza w Protokołach? Otóż wiedza szczególnego rodzaju, obejmująca szeroki zakres zagadnień. Jeśli istnieje klucz do rozwiązania zagadki, należy go szukać w tej niesamowitej wiedzy, która pozwoliła na wysuwanie proroctw, już dzisiaj dosłownie spełnionych”. W Ameryce Henry Ford oświadczył, że „jak dotąd, Protokoły doskonale odzwierciedliły sytuację światową i nadal ją tak odzwierciedlają” i zainicjował cykl artykułów w swojej gazecie Dearborn Independent, które rozeszły się w ilości półtora miliona egzemplarzy. Dwa lata później właściciel Times’a został oficjalnie uznany za niepoczytalnego (przez anonimowego lekarza w obcym kraju; o czym w dalszym rozdziale) i przemocą odsunięty od kontroli dziennika, po czym the Times opublikował artykuł, kwitujący Protokoły jako plagiat książki Maurice Jolly’ego. Właściciel Morning Post stał się obiektem jadowitych ataków i w końcu sprzedał gazetę, która wkrótce zakończyła żywot. W 1927 roku Henry Ford wystosował do czołowych Żydów amerykańskich publiczne przeprosiny – będąc później w Stanach Zjednoczonych dowiedziałem się z wiarygodnych źródeł, że został do tego zmuszony groźbami ze strony handlarzy samochodów w momencie wypuszczenia na rynek nowego modelu Forda.

Odtąd kampania anty-Protokołowa nigdy nie ustała. Podczas rewolucji w skomunizowanej Rosji, wszystkie egzemplarze Protokółów zostały zniszczone, a posiadanie tej książki groziło śmiercią z paragrafu przeciw „antysemityzmowi”. Precedens ten miał się powtórzyć dwadzieścia pięć lat później w okupowanych Niemczech, gdzie po II Wojnie Światowej władze amerykańskie i brytyjskie zmusiły rząd niemiecki do wydania ustawy przeciw „antysemityzmowi” na wzór bolszewicki. W 1955 roku skonfiskowano zakład monachijskiemu drukarzowi, który odbił reprodukcje Protokółów. W Anglii, w wyniku presji władze czasowo zabroniły rozprowadzania świeżo opublikowanej książki, a w następnych latach atak na nią stał się tak gwałtowny, że oprócz pokątnych firm, żaden wydawca nie ważył się jej dotknąć. W Szwajcarii w okresie międzywojennym Żydzi wnieśli przeciw książce pozew do sądu, określając ją jako „nieodpowiednią literaturę”. Sprawę wygrali, lecz wyższa instancja uchyliła wyrok.

Sytuacja ta, powstała po roku 1920 i dotąd istniejąca, przepowiedziana została w Protokołach z 1905 roku: „Z pomocą prasy zdobędziemy władzę i wpływy, sami pozostając w cieniu…. w polityce głównym warunkiem powodzenia jest zachowanie tajemnicy przedsięwzięcia; w dyplomacji słowa nie muszą się zgadzać z czynami…. Musimy zmusić rządy… do podjęcia akcji zgodnej z naszym dalekosiężnym planem, gdy dojrzewa on do realizacji, przedstawiając go jako wyraz opinii publicznej, którą skrycie urobimy za pomocą tzw. Potężnej Siły – prasy, która poza nielicznymi wyjątkami jest już wyłącznie w naszych rękach…. Z prasą załatwimy się w następujący sposób: …okiełzamy ją i będziemy ją krótko trzymać w karbach; podobnie uczynimy z wszystkimi drukarniami – jaki bowiem sens byłby w powstrzymaniu ataków prasy, gdybyśmy mieli być narażeni na pamflety i książki?… Nikt bezkarnie nie będzie śmiał podnieść palca na aureolę nieomylności naszej władzy. Każdą publikację będziemy mogli zatrzymać pod pretekstem, że niesłusznie i bezpodstawnie podburza umysły ludu… Tymi metodami rozprawienia się z prasą zapewnimy sobie zwycięstwo nad przeciwnikami, pozbawionymi środków przekazu, jakie mogliby wykorzystać dla głoszenia swoich poglądów…”

Tak przedstawia się historia Protokołów. Ponieważ nie ma podstaw do przypisywania ich „Mędrcom” żydowskim, teorię tę należy odrzucić, co jednak nie umniejsza wagi innych dowodów na żydowskie przywództwo rewolucji światowej. W ataku na Protokoły, Żydzi nie próbowali dowodzić swojej niewinności, lecz zastosowali metodę niedopuszczania publikacji pod pretekstem „bezpodstawnego i nieuzasadnionego podburzania umysłów”. Ich argumenty były fałszywe –zarzucały Protokołom plagiat wcześniejszych publikacji tego rodzaju, choć w rzeczywistości były one dalszym ciągiem literatury konspiracyjnej. Równie dobrze mogły one być produktem nieżydowskich lub anty-żydowskich rewolucjonistów i nie ten aspekt sprawy jest tu istotny. Istotnym było udowodnienie istnienia organizacji ujawnionej 120 lat wcześniej przez dokumenty Weishaupta, oraz ciągłości jej metod i celów. Angielskie wydanie Protokołów miało na to gotowy dowód w postaci rewolucji rosyjskiej.

Jak uważam, Protokoły powinny stać się podstawowym podręcznikiem dla badaczy epoki i jej tematów. Jeśli w 1921 roku lorda Sydenhama mogła zaskoczyć ich „niesamowita wiedza, na podstawie której wysnuto proroctwa dokładnie spełniające się obecnie”, o ile bardziej byłby zdumiony w 1956 roku, widząc obecnie ich dosłowną realizację. Dokument ten pozwala każdemu dostrzec przyczyny zaburzeń ostatnich 150 lat i następnych 50 lat; przewidzieć, dlaczego „czyny” wybranych reprezentantów nie pokrywają się z ich „słowami”.

Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić jedną z opinii Sydenhama o spełnionych proroctwach. Na temat kontroli środków przekazu Protokóły mówią: „Żadna informacja nie przedostanie się do wiadomości publicznej bez naszej kontroli. Już dzisiaj jest to możliwe o tyle, że wiadomości napływające z całego świata koncentrują się w biurach kilku agencji. Gdy owładniemy tymi agencjami, będą one publikować tylko to, co im podyktujemy”. Sytuacja taka nie istniała w 1905 roku, ani za czasów Sydenhama, ani w roku 1926, kiedy rozpocząłem karierę dziennikarską. Dzisiaj jest faktem. Strumień „informacji”, karmiący umysły ludzkie, napływa za pośrednictwem gazet z kilku agencji, jak z baterii kurków wodociągowych. Ręka spoczywająca na tych kranach potrafi kontrolować „wiadomości”, o czym może się przekonać każdy czytelnik, do którego docierają tak „przefiltrowane” informacje. Aby ocenić zmianę form wiadomości edytoralnych, opartych na tych komunikatach, wystarczy sięgnąć do publikowanych dwadzieścia pięć lat temu obiektywnych artykułów krytycznych w Times, Morning Post, Spectator, Dearborn Independent i tysiąca innych dzienników. Dzisiaj nie mogłyby się one pojawić. Uzależnienie prasy odbyło się w myśl przepowiedni Protokółów, a ja miałem okazję obserwować ten proces jako dziennikarz epoki, w której on się dokonywał.

Porównanie Protokółów z dokumentami Weishaupta prowadzi do wniosku, że oba pochodzą ze wspólnego, starszego źródła. Nie mogły być wytworem jednostki, czy grupy ludzi, powstałym w okresie ich publikacji: oczywistym jest, że cechująca je „niesamowita wiedza” musiała wypływać z doświadczeń całych epok. W szczególności odnosi się to (zarówno w papierach Weishaupta jak i w Protokołach) do znajomości ludzkich słabostek, które zostały wyliczone z analityczną ścisłością i których metody użycia opisane są ze wzgardliwą satysfakcją. Instrumentem zniszczenia chrześcijańskich państw-narodów ma być „motłoch”. To pogardliwe określenie mas ludzkich często się tu przewija, choć publicznie nazywa się je bardziej pochlebnie jako „lud”. „Więcej jest ludzi o złych instynktach, niż dobrych; stąd też najlepszą metodą rządzenia jest gwałt i terror…. Siły motłochu są ślepe, bezmyślne i bezrozumne, bezbronne wobec zewnętrznych bodźców”. Stąd wypływa wniosek, że konieczny jest „absolutny despotyzm” dla rządzenia „nieokrzesanym motłochem”, oraz że „nasze państwo” musi stosować „terror, zapewniający ślepe posłuszeństwo”. „Dosłowne spełnienie” tych zasad w komunistycznej Rosji musi być dzisiaj oczywistym dla każdego.

Ten „absolutny despotyzm” w międzynarodowym super-państwie ma być ukoronowaniem celu. W międzyczasie, w procesie burzenia struktur państwowych i obronnych, niezbędni są lokalni despoci-marionetki: „Dzisiaj narody znoszą cierpliwie od dyktatorskich premierów takie nadużycia, za jakie kiedyś ścięli by dwudziestu królów. Jak to wytłumaczyć…? Otóż tym, że ci dyktatorzy poprzez swoich agentów szepczą w ucho ludu, że te nadużycia godzące w państwa służą wyższym celom – zapewnieniu dobrobytu ludziom, międzynarodowemu braterstwu, solidarności i równości. Oczywiście, nie mówią tym narodom, że ich zjednoczenie ma się dokonać pod naszą władzą”.

Ten ustęp jest szczególnie interesujący. Określenie „dyktatorski premier” nie było powszechnie zrozumiałe w 1905 roku, kiedy mieszkańcy Zachodu wierzyli jeszcze, że wybrani przez nich przedstawiciele uzależnieni są od ich aprobaty. Stało się jednak faktem podczas Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej, kiedy to prezydent amerykański i brytyjski premier uzurpowali sobie pozycję „dyktatorskich premierów” i używali praw wyjątkowych w imię „dobra narodu, międzynarodowego braterstwa…., równości”. Co więcej, w obu wojnach ci „dyktatorscy premierzy” istotnie głosili narodowi, że ich ostatecznym celem jest „zjednoczenie” w ramach rządu światowego o takiej, czy innej formie. Pytanie, kto ma rządzić tym rządem światowym, nigdy nie doczekało się jednoznacznej odpowiedzi. Jak dotąd, tak wiele przepowiedni Protokółów się spełniło, iż warto zastanowić się nad możliwością, czy projekt ten nie jest istotnie instrumentem konspiracji dla opanowania świata „gwałtem i terrorem”.

Szczególną cechą obu wojen XX stulecia jest rozczarowanie zgotowane narodom pozornie zwycięskim. Stąd też za przejaw „niesamowitej wiedzy” należy uznać zdanie napisane przed 1905 rokiem: „Odtąd (tj. od rewolucji francuskiej) stale prowadziliśmy narody od jednego złudzenia w drugie”. I dalej: „Tą metodą wszystkie państwa są w stanie tortury; pragną spokoju, gotowe są wszystko poświęcić dla pokoju; lecz nie damy im spokoju, póki nie uznają otwarcie naszego międzynarodowego super-rządu i nie okażą posłuszeństwa”. Te słowa, napisane przed 1905 rokiem dokładnie obrazują bieg wydarzeń XX wieku.

Dalej – dokument powiada: „Dla osiągnięcia naszych celów koniecznym jest, aby w miarę możliwości wojny nie przynosiły nikomu zysków terytorialnych”. Ten zwrot sprzed 1905 roku, w identycznym brzmieniu stał się w obu wojnach podstawowym sloganem, czy też zasadą moralną przywódców politycznych Ameryki i Wielkiej Brytanii. W tym wypadku można naocznie przekonać się o różnicy między „słowem” dyplomaty, a jego „czynami”. Głównym wynikiem I wojny światowej było wprowadzenie w sprawy międzynarodowe nowych sił: rewolucyjnego syjonizmu i rewolucyjnego komunizmu. Pierwszy otrzymał obiecaną „ojczyznę”, a drugi – realne państwo. Głównym rezultatem II wojny światowej było przyznanie dalszych „zdobyczy terytorialnych” jedynie syjonizmowi i komunizmowi. Syjonizm zdobył państwo terytorialne, a komunizm otrzymał pół Europy. Oczywista jest w tym wypadku „niesamowita trafność” (według słów lorda Sydenhama) przepowiedni Protokołów; ich zwodnicza fraza z 1905 roku stała się codziennym językiem prezydenta amerykańskiego i brytyjskiego premiera w latach 1914-18 i 1939-45.

Protokoły wyjaśniają także powód, dla którego jego autorzy uważali ten slogan za tak ważny instrument omamiania ludu. Jeśli odmówi się „zdobyczy terytorialnych” narodom biorącym udział w wojnie, jedynymi zwycięzcami będą „nasze międzynarodowe agentury… nasze międzynarodowe prawa przekreślą prawa narodów i będą nimi kierowały w ten sam sposób, jak prawo państwowe kieruje sprawami swoich podwładnych”. Dla osiągnięcia tego celu niezbędni są ulegli politycy, o których Protokoły tak się wyrażają: „Wybrani przez nas spośród mas administratorzy, odznaczający się zdolnością i ślepym posłuszeństwem, nie powinni być specjalistami od zarządzania, tak aby w naszej grze łatwo mogli się stać pionkami w rękach światłych doradców i specjalistów, od dziecka wychowanych w sztuce rządzenia sprawami świata”.

Czytelnik sam może zdecydować, czy obraz ten pasuje do niektórych zachodnich „administratorów” ostatnich pięćdziesięciu lat. Sprawdzianem będzie ich stosunek do syjonizmu, rewolucji światowej i rządu światowego, na które to aspekty rzucą światło następne rozdziały tej książki. Najważniejszym jednak przejawem „niezwykłej trafności” jest aluzja do „doradców”.

Znów spotykamy się tu z ową „niesamowitą wiedzą” sprzed pięćdziesięciu lat. W 1905 roku nie znana była instytucja nie pochodzących z wyboru, potężnych „doradców”. Co prawda nieliczni wtajemniczeni, jak Disraeli, wiedzieli, że „światem rządzą zupełnie inne osobistości, niż wyobrażają sobie ci, którzy nie mają dostępu za kulisy”, lecz dla szerokich mas ustęp ten był całkowicie niezrozumiały.

Tym niemniej, w czasie I i II wojny światowej, ów nie-wybrany i nie-oficjalny, choć potężny „doradca” stał się popularną postacią publiczną. Wydobyty na światło dzienne (na mocy ustaw wyjątkowych), stał się znany i został biernie akceptowany przez masy. Być może usprawiedliwiona była pogarda Protokółów dla „motłochu”, zważywszy na jego posłuszne poddanie się otwarcie sprawowanej władzy zakulisowej. I tak, w Stanach Zjednoczonych „doradcy do spraw żydowskich” usadowili się w Białym Domu i w kwaterach głównych okupacyjnych armii amerykańskich. Jeden z finansistów (publicznie zalecający drastyczne metody „rządu kierującego sprawami międzynarodowymi”) był doradcą tylu prezydentów, że prasa tytułowała go stale jako „Elder Statesman”, a wizytujący premierzy brytyjscy oblegali go jak udzielnego władcę.

Protokoły przepowiedziały instytucję tych „doradców” w czasie, gdy nikt jeszcze nie pojmował znaczenia tego słowa, a pomysł, że mogą się oni pojawić publicznie na szczytach władzy, wydawał się nieprawdopodobnym.

Protokoły niejednokrotnie stwierdzały, że pierwszym zadaniem jest zniszczenie istniejącej klasy rządzącej („arystokracji” – określenie to było jeszcze adekwatne w 1905 roku) i zagarnięcie jej własności przez podjudzenie bezmyślnego, „brutalnego” motłochu. Także i w tym wypadku późniejsze wydarzenia potwierdzają „imponującą trafność” tej prognozy.

„W sferze polityki konieczna jest znajomość sposobów, jakimi można zagarnąć własność innych, jeśli akcja ta ma nam zapewnić władzę i suwerenność… Wyrazy: ‘wolność, równość, braterstwo’, głoszone przez tajnych agentów, ściągały do szeregów naszych z całego świata legiony, które z zapałem niosły nasze sztandary. A tymczasem wyrazy te były to czerwie, toczące pomyślność gojów, niszczące wszędzie pokój, spokój, solidarność, burzące wszelkie podstawy ich państw. Zobaczycie następnie, że to sprowadziło triumf nasz: dało nam między innymi możność zdobycia najważniejszego atutu – zniesienia przywilejów, innymi słowy, samej istoty arystokracji gojów, która była jedyną osłoną narodów i krajów przeciwko nam.

Na gruzach arystokracji rządowej umieściliśmy na czele wszystkiego arystokrację pieniężną spośród inteligencji naszej. Jako cenzus dla tej nowej arystokracji ustanowiliśmy bogactwo, zależne od nas, oraz naukę, szerzoną przez mędrców naszych. Możność zmiany przedstawicieli narodu oddała ich do dyspozycji naszej i niejako naszemu przeznaczeniu…. Staniemy się niejako oswobodzicielami robotników spod tego jarzma, kiedy zaproponujemy im wstąpienie do szeregów naszej armii, czyli do socjalistów, anarchistów i komunistów… Głód wytwarza dla kapitału pewniejsze prawa do robotnika, niż te którymi obdarzyła arystokrację prawna władza monarchiczna. – Przy pomocy nędzy i wypływającej stąd zawistnej nienawiści, rządzimy tłumem i dłońmi jego miażdżymy wszystkich, którzy stają na drodze do naszych celów…, lud wierzący ślepo drukowanemu słowu, żywi wskutek nieświadomości swej i podsuniętych mu błędnych pojęć, nienawiść do wszystkich stanów, które uważa za wyższe, bowiem nie rozumie znaczenia każdego stanu… Tłumy te z rozkoszą będą przelewały krew tych, którym w prostocie ducha zazdroszczą od najmłodszych lat, a których dobytek będą mogły wówczas grabić.

Naszych tłumy nie tkną, bowiem chwila napadów będzie nam wiadomą i będą przedsięwzięte środki zapewniające bezpieczeństwo… Wyraz Wolność wystawia społeczeństwo na walkę przeciwko wszelkiej władzy, nawet Boskiej i przyrodzonej. Oto przyczyna, dla której przy objęciu władzy będziemy zmuszeni wykreślić ten wyraz ze słownika jako, określenie zasady siły zwierzęcej zamieniającej tłum w stado zwierząt krwiożerczych… Oto przyczyna, dla której musimy podkopać wiarę, wyrwać z umysłów gojów zasady Bóstwa i ducha, zmieniwszy wszystko przez wyliczenia arytmetyczne i potrzeby materialne…”

„Przeciwstawiliśmy wzajemne wyrachowania osobiste i narodowe gojów, nienawiści religijne i plemienne, hodowane przez nas w sercach gojów w ciągu 20 wieków. Dzięki temu wszystkiemu, żadne państwo wyciągające dłoń nie spotka się z uściskiem życzliwym, bowiem każdy człowiek musi myśleć, że porozumienie się przeciwko nam jest dla niego niekorzystne. Jesteśmy zbyt silni, trzeba się liczyć z nami. Nawet nielicznego przymierza państwa stworzyć nie mogą bez tego, żebyśmy nie brali udziału tajnego… Aby owładnąć opinią społeczną, należy ją doprowadzić do dezorientacji, głosząc z różnych stron tyle poglądów sprzecznych i tak długo, dopóki goje nie zbłądzą w tym labiryncie i nie zrozumieją, że najlepiej jest nie mieć żadnych przekonań, co do spraw politycznych, których społeczeństwo nie może być świadome, bowiem świadomy jest ich tylko ten, kto kieruje społeczeństwem. Oto tajemnica pierwsza. Druga, której posiadanie jest niezbędne dla sprawowania z powodzeniem rządów, polega na tym, by o tyle rozplenić wady narodowe, przyzwyczajenia, namiętności, warunki współżycia, aby nikt nie mógł zrozumieć tego chaosu oraz żeby ludzie przestali pojmować się wzajemnie… Przy pomocy wszystkiego wymienionego o tyle zmęczymy gojów, że zmusimy ich do zaproponowania nam objęcia władzy międzynarodowej, która dzięki swemu przysposobieniu będzie w stanie połączyć wszystkie siły państwowe całego świata i utworzyć Nadrząd. Na miejscu władców współczesnych postawimy straszydło, które będzie nosiło miano Nadrządowej Administracji. Ręce jego będą wyciągnięte we wszystkie strony, jak kleszcze, przy tak kolosalnej organizacji, że nie może ona nie zwyciężyć narodów.”

Ujawnione przez Protokoły wspólne źródło inspiracji syjonizmu i komunizmu, potwierdzone zostało zbieżnością wyłożonych w nich dwóch zasadniczych metod, z odpowiadającymi im metodami dr Herzla i Karola Marksa.

Protokóły wielokrotnie podkreślają podjudzanie „motłochu” przeciw klasie rządzącej, jako najskuteczniejszy środek zniszczenia państw i narodów, oraz osiągnięcia światowej dominacji. Jak ukazaliśmy w poprzednim rozdziale, dokładnie tą samą metodą posługiwał się dr Herzl w celu zdobycia posłuchu u władców Europy.

Następnie – Karol Marks. Według Protokółów, „Arystokracja gojów, jako siła polityczna nie istnieje…, lecz jako posiadaczka terenów szkodliwa jest dla nas z tego powodu, że może być samodzielną co do źródeł swego utrzymania. Wobec tego za wszelką cenę musimy wyzuć ją z ziemi… Jednocześnie należy w sposób wzmożony popierać handel, przemysł… Należy żeby przemysł, wyssał z ziemi i pracę i kapitały, oraz żeby przez spekulację oddał w ręce nasze wszystkie pieniądze całego świata…”

W swym Manifeście Komunistycznym Karol Marks dokładnie podąża za tą formułą. Co prawda głosi, że komunizm można określić jednym zdaniem, „zniesienie własności prywatnej”, ale zaraz potem zmodyfikował tę tezę zastrzeżeniem, że odnosi się ona jedynie do konfiskaty ziemi, a nie do innych form własności prywatnej. (Oczywiście, w późniejszej fazie realizacji idei marksistowskiej wszelka własność prywatna miała zostać skonfiskowana, lecz mówię tutaj o ścisłej zbieżności między strategią Marksa i Protokółów, istniejącą przed jej realizacją).

Szczególnie interesujący jest dzisiaj ustęp, napisany przed rokiem 1905: „Obecnie, już niektóre państwa zaczynają protestować przeciwko nam, czynią to tylko dla formy, według uznania naszego i w myśl poleceń naszych, bowiem antysemityzm jest nam potrzebny dla rządzenia naszymi młodszymi braćmi.” Znamienną cechą naszej epoki jest sposób, w jakim zarzut „antysemityzmu” przenoszony jest nieustannie z jednego kraju na drugi, przy czym inkryminowany kraj staje się automatycznie wrogiem w następnej wojnie. Ten ustęp powinien pomóc rozważnym czytelnikom w sceptycznym potraktowaniu częstych dzisiejszych raportów o nagłych powrotach „antysemityzmu” w skomunizowanej Rosji, czy w innych krajach.

Podobieństwo do dokumentów Weishaupta jest szczególnie silne w ustępach odnoszących się do infiltracji departamentów rządowych, zawodów i partii. Na przykład: „My jesteśmy źródłem terroru wszechobejmującego. Mamy na usługach ludzi wszelkich poglądów, wszelkich zasad: odnowicieli monarchii, demagogów, socjalistów, komunistów oraz wszelkich utopistów. Wszystkich zaprzęgaliśmy do pracy. Każdy z nich na swoją rękę toczy jak czerw resztki władzy, usiłuje obalić cały ustalony układ. Wszystkie państwa są przemęczone wskutek tych działań: wzywają do pokoju, gotowe dla niego poświęcić wszystko: lecz my im spokoju nie udzielimy, dopóki jawnie i kornie nie uznają naszego nadrządu międzynarodowego.”

Aluzje do penetracji uniwersytetów w szczególności, a ogólnie edukacji, także pochodzą bezpośrednio od Weishaupta, czy też z wcześniejszych źródeł, z jakich on czerpał: „…unieszkodliwimy… uniwersytety… Dyrekcje ich i profesorowie będą przygotowywani do zawodu swego przy pomocy tajnych szczegółowych programów działania, od których nie będą mogli odstępować bezkarnie. Profesorowie będą mianowani ze szczególną oględnością i w zupełności zależni od rządu”. Ta tajna penetracja uniwersytetów (istniejąca już za czasów Weishaupta, jak wykazują jego dokumenty) okazała się bardzo owocna w naszym pokoleniu. Typowym przykładem tej metody dają dwaj brytyjscy dyplomaci, którzy po ucieczce do Moskwy oświadczyli korespondentom zagranicznym na konferencji prasowej w 1956 roku, że zostali zwerbowani przez komunistów na uniwersytetach.

Dokumenty Weishaupta wymieniają wolnomularstwo jako najlepszą „przykrywkę” dla konspiratorów. Protokóły przydzielają tę funkcję „liberałom”: „Kiedy wprowadziliśmy do organizmu państwowego truciznę liberalizmu, cała jego struktura polityczna uległa zmianie: państwa zapadły na chorobę śmiertelną – zakażenie krwi. Nie pozostaje nic, jak oczekiwać końca ich agonii.” Liberałowie kilkakrotnie określani są tu epitetem „utopijnych marzycieli”, co ma prawdopodobnie swoje źródło w aluzji Starego Testamentu do „sny śniących”, których wraz z „fałszywymi prorokami” należy wytępić. Stąd też można odgadnąć los czekający liberalizm, nawet gdyby nie wspominały o tym Protokoły: „Rola utopistów liberalnych będzie ostatecznie ukończona, kiedy władza nasza zyska uznanie”.

Znane w naszych czasach reżymy typu „Wielkiego Brata”, przepowiedziane są w ustępie: „Rząd nasz będzie miał charakter patriarchalnej opieki ojcowskiej ze strony naszego władcy”. Także republikanizm ma stanowić „przykrywkę” dla konspiracji. Protokóły zachowują szczególną pogardę dla republikanizmu, w którym podobnie jak w liberalizmie, widzą samo-niszczycielski oręż wykuty z motłochu: „Wówczas stało się możliwe powstanie ery republikańskiej i wówczas to właśnie zastąpiliśmy władcę przez karykaturę rządu-prezydenta, wziętego z tłumu, ze środowiska naszych kreatur i niewolników. To było podstawą miny umieszczonej przez nas pod narodem gojów, a właściwie pod narodami gojów”.

Następnie anonimowy autor sprzed 1905 roku opisuje rolę, do jakiej zostali zepchnięci prezydenci amerykańscy w naszym stuleciu. Ustęp ten zaczyna się zadaniem: „Wkrótce będzie przez nas wprowadzona odpowiedzialność prezydentów”. Oznacza ona w praktyce odpowiedzialność osobistą, a nie wobec konstytucji; miała to być wcześniej opisana rola „premiera-dyktatora”, którego zadaniem jest obezwładnienie państwa jako wstęp do przewidzianej „naszej jednolitej władzy”.

Podczas I i II wojny światowej amerykańscy prezydenci istotnie stali się takimi „premierami-dyktatorami”, uzasadniającymi przejęcie osobistej odpowiedzialności wymogami „sytuacji wyjątkowej” i koniecznością „zwycięstwa”, po osiągnięciu którego władza zostanie zwrócona „narodowi”. Starsi czytelnicy pamiętają, jak nieprawdopodobną zdawała się taka sytuacja przed jej urzeczywistnieniem, lecz jak biernie ją przyjęto. Dalszy ciąg cytowanego ustępu: „Niezależnie od tego nadamy prezydentowi prawo wprowadzania stanu wojennego. Umotywujemy to w taki sposób, że prezydent jako szef armii całego kraju winien mieć możność rozporządzania nią w wypadkach, kiedy zachodzi potrzeba obrony nowej konstytucji republikańskiej… Zrozumiałe jest, że w warunkach podobnych, klucz od świątyni będzie pozostawał w naszym ręku i nikt prócz nas nie będzie kierował siłą prawodawczą… Prezydent będzie według naszego uznania komentował treści tych spośród istniejących praw, które dadzą się tłumaczyć w sposób różnoraki. Będzie również kasował je, jeżeli wskażemy mu, że zachodzi tego potrzeba. Prócz tego prezydentowi będzie przysługiwał przywilej wnoszenia praw tymczasowych, a nawet wprowadzenia nowych zmian do pracy konstytucyjno-państwowej. Jako motyw w obydwu przypadkach będą podawane wyższe wymagania dobra państwowego. Stosowanie tych środków da nam możność stopniowego zniszczenia krok za krokiem, wszystkiego co początkowo przy przejęciu przez nas naszych praw musieliśmy wprowadzić do konstytucji państwowych jako środki przejściowe do niespostrzeżonego zniesienia wszystkich konstytucji, kiedy nastanie czas zniesienia rządu przez nasze samowładztwo.

Powyższa prognoza, datująca się sprzed 1905 roku, szczególnie zasługiwałaby na komplement lorda Sydenhama jako „niezwykle trafnej”. Podczas dwóch wojen naszego stulecia, amerykańscy prezydenci zachowywali się dokładnie, jak w niej opisano. Uzurpowali sobie prawo wypowiadania wojny i już po II wojnie światowej przynajmniej raz z niego skorzystali (w Korei). Próby ograniczenia tej władzy ze strony Kongresu, czy innych stron, zawsze spotykały się z zawziętym oporem.

Wróćmy do Protokołów. Na swej drodze, „wiodącej od jednego rozczarowania do drugiego”, narody „nie zaznają wytchnienia”. Każdy kraj, „który ośmieli się sprzeciwiać naszym planom”, spotka się z wojną, a każda działalność zbiorowa odparta będzie „przy pomocy wojny powszechnej”. „Nie powinniśmy się cofać przed zdradą” – oto klucz do zrozumienia wściekłych ataków z lat 1790, 1920 i czasów dzisiejszych na żądania „inkwizytorów”, „polujących na czarownice”, „McCarthystów”, itp. W przyszłym super-państwie obowiązkiem każdego członka rodziny będzie denuncjowanie krewnych-dysydentów (według wcześniej wspomnianej reguły Starego Testamentu). Niedługo trzeba będzie czekać na „kompletne zniszczenie religii”. Uwagę ludzi zajmie się trywialnymi rozrywkami („ludowych pałaców”), aby byli spokojni i nie zadawali pytań. Oszuka się ich spreparowaną historią (zasada już wprowadzona w życie w komunistycznej Rosji) – „wykreślimy z pamięci ludzi wszystkie fakty z wieków minionych, niepożądane dla nas, pozostawiając tylko te, które uwydatniają wszelkie błędy rządów gojów”. „Wszelkie koła mechanizmów państwowych poruszają się dzięki działaniu silnika, pozostającego w rękach naszych. Silnik ten – to złoto.”

A na końcu – „Niezbędne jest doprowadzenie do tego, żeby poza nami, istniały we wszystkich państwach, tylko masy proletariatu, garść oddanych nam milionerów, policjanci i żołnierze… Uznanie naszego samowładcy może nastąpić również przez zniesienie konstytucji. Chwila ta nastanie w państwach i bankructwami władców zorganizowanymi przez nas zawołają: Zabierzcie ich, a dajcie nam jednego władcę wszechświata, który by zjednoczył nas i zniósł przyczyny waśni, a mianowicie granice narodowościowe, wyznaniowe, wyrachowania państwowe, które by dały nam spokój i pokój, niemożliwe do osiągnięcia przy obecnych władzach i przedstawicielach.”

W kilku ustępach zastąpiłem słowa ‘goje’ określeniem ‘lud’ i ‘masy’, ponieważ wyraz ten implikowałby niepotwierdzoną hipotezę zawartą w tytule książki; a nie chcę wprowadzać takiego zamieszania. Nie należy doszukiwać się dowodu autorstwa konspiracji w niepotwierdzonych zarzutach. Autorami jej mogli być Żydzi, nie-Żydzi lub antysemici. Sprawa ta nie jest istotna. W czasie publikacji, ta praca była scenariuszem dramatu jeszcze nie dokonanego. Dzisiaj rozwija się on przed naszymi oczami od pięćdziesięciu lat, jak na filmie pod tytułem „Wiek Dwudziesty”. Jego postacie poruszają się na współczesnej scenie, grają przewidziane role i są autorami przewidzianych wydarzeń.

Jedyną rzeczą, jaka pozostaje, jest rozwiązanie dramatu – fiasko lub spełnienie. W moim przekonaniu ten imponujący plan nie powinien się powieść. Tym niemniej, istnieje już od 180 lat – być może o wiele dłużej, a Protokoły są jeszcze jednym ogniwem wydłużającego się łańcucha dowodów. Konspiracja w celu zdominowania świata przez utworzenie zniewolonych państw jest faktem, którego nie można powstrzymać, ani usunąć; siłą bezwładności musi się posuwać ku spełnieniu lub ku fiasku. Okres, w którym nastąpi rozwiązanie, w obu wypadkach będzie równie katastrofalny dla jego świadków.«

Masoneria a Żydzi

The colors of the raibow
So pretty in the sky
Are also on the faces
Of people going by
I see friends shaking hands
Saying how do you do
They're really saying, I love you

I hear babies cry
I watch them grow
They'll learn much more
Than I'll never know,
And I think to myself
What a wonderful world, yes, I think to myself
What a wonderful world

To są oczywiście słowa słynnego utworu Louisa Armstronga z 1968 roku. Dziś już wiemy, że ten świat nie jest już taki cudowny. Prawdę mówiąc, w Polsce nigdy takim nie był, ale w Ameryce pewnie tak. Jak to się wszystko zmienia! W Ameryce już tak nie jest, a w Polsce – tym bardziej. Kolorów tęczy nie spotkamy na twarzach mijanych ludzi, bo ich nie mijamy. Tym bardziej nie spotkamy ludzi, którzy na powitanie ściskają sobie dłonie. Wprost przeciwnie! – Uciekają od siebie. A te płaczące niemowlaki poznały świat, którego on nie byłby w stanie sobie wyobrazić. Jaki cudowny świat! Czy aby na pewno? My, żyjący w 2020 roku wiemy, że nie jest już on taki cudowny. Pozbawiono nas odczuć i zachowań postrzeganych kiedyś jako naturalne. Człowiek na człowieka patrzy jak na potencjalnego roznosiciela zarazków. Idealne zatomizowanie społeczeństw. To jest mistrzostwo świata! Zrobić coś takiego, żeby ludzie bali się innych ludzi. Nie ma możliwości zorganizowania się, a co za tym idzie, wywierania presji na władzę. W końcu udało się znaleźć straszaka, który sparaliżuje wszystkich. A tych najbardziej opornych sparaliżuje władza pod pretekstem walki z pandemią, której definicję zmieniła. Inna sprawa, że my tak naprawdę nie wiemy, czy ludzie umierają ze starości i nabytych chorób, czy dlatego, że władza mówi nam, że umierają od koronawirusa, który jest znany od kilkudziesięciu lat i możemy się o tym dowiedzieć z Wikipedii, gdy wpiszemy hasło „wirusy”.

Być może ten jest, jak chcą niektórzy, nowym, zmodyfikowanym wirusem, ale nie wygląda on na bardzo groźnego. Według oficjalnych danych jego śmiertelność wynosi 2-3%. Ale czy dane przedstawiane przez rząd są prawdziwe? Tego nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Jedyne, co jesteśmy w stanie stwierdzić, to to, że gospodarka została zamrożona, że ogranicza się nasze podstawowe prawa obywatelskie.

O co w tym wszystkim chodzi? W północnych Włoszech w listopadzie masowo szczepiono ludzi przeciw grypie. I teraz mamy tego efekty. Na tym biednym południu tego nie robiono i nie ma tam tego problemu. Jest taki szaleniec, psychopata, który chce zaszczepić wszystkich ludzi na świecie. Nazywa się Bill Gates. Uważa on, że ci, którzy nie poddadzą się szczepieniom powinni mieć zakaz przemieszczania się i podróżowania po świecie. Tak naprawdę to taki człowiek nadaję się tylko do odstrzału. I nie tylko on! Problem jednak polega na tym, że tacy ludzie rządzą światem i konsekwentnie dążą do realizacji swoich szaleńczych planów. Skąd u nich takie pomysły? Zaszczepić wszystkich ludzi, to znaczy podporządkować ich sobie. Wiara w to, że chodzi o dobro i zdrowie innych, może być tylko wiarą ludzi naiwnych. Raczej chodzi o uczynienie z nich osobników uległych, poddanych i takich, którymi można sterować. A więc co? Cel mesjański? Podporządkowanie sobie wszystkich ludzi poprzez wszczepienie im cieczy o nieznanych właściwościach oznacza panowanie nad nimi, a tym samym nad światem. Nie wiem czy Bill Gates jest Żydem, purytaninem, masonem, czy jest geniuszem komputerowym czy został na takiego wykreowany, ale wygląda na to, że jest na usługach „nieznanych przełożonych” i ma do wykonania pewną misję. Na portalu zerohedge można przeczytać:

Did you know, that Bill Gates chose a pre-law major at Harvard, and comes from a family of prominent lawyers? Did you also know that his breakthrough licensing deal with IBM was possible only because his father William Gates II Sr. was on the board of directors of IBM at the time? What a tangled web we weave.. Więcej tu: https://www.zerohedge.com/news/2020-04-09/peak-panic-opportunity-lifetime.

Żydzi praktycznie od początku swego istnienia jako naród dążą do urzeczywistnienia swoich mesjańskich marzeń. Robią to na różne sposoby i wykorzystują różne środki. Są to m.in. tajne organizacje, stowarzyszenia, do których należą również nieżydzi. Sami nie byliby w stanie zrealizować swoich celów. Jest ich zbyt mało. I znowu posługują się masonerią. Cel jest aż nadto wyraźny. A cała ta kabała, magia, okultyzm służyły do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, do wywierania wpływu na jego zachowania i postępowanie. Obecnie, przy tak zaawansowanym postępie technologicznym, inżynierii genetycznej, tamte metody nie są już potrzebne. Ale bez nich nie byłoby tego, co jest dziś. Nie bez znaczenia jest też sposób tworzenia tajnych organizacji i rekrutacji doń odpowiednich ludzi. I to teraz procentuje.

W walce z Rzymem zaprzęgli Żydzi szereg tajnych, międzynarodowych organizacji, na tyle skutecznych, że przyśpieszyli upadek Imperium. Po nim następują tzw. wieki ciemne. W czasie wypraw krzyżowych (XI, XII wiek) chrześcijanie nie patyczkują się ani z Arabami, ani z Żydami. Po tym okresie, w XII, XIII i XIV wieku, Żydzi wracają do starych wypróbowanych w Rzymie metod i aplikują je chrześcijanom. Pojawiają się ruchy sekciarsko-rewolucyjne wywołujące powstania ludowe i pozostające w stałym ze sobą kontakcie. A więc centrala z podległymi jednostkami terytorialnymi, które miały wspólną nazwę „braci”. Byli bracia włoscy, czescy, niemieccy, angielscy, niderlandzcy czy polscy. Powstawały „braterskie” akademie i stowarzyszenia (societates), z których później wyłoniło się wolnomularstwo. Oznacza to, że korzenie masonerii sięgają tajnych związków z okresu reformacji.

Na początku XVII wieku pojawia się związek różokrzyżowców. Podstawą teoretyczną do jego powstania były dwa dzieła: Fama Fraternitatis (Wieść o braterstwie) i Confesio Fraternitatis (Wyznanie braterstwa). Godłem różokrzyżowców był krzyż w róży. Według Zoharu róża jest symbolem ludu izraelskiego. Połączenie symbolu żydostwa z symbolem chrześcijaństwa nie pozostawia wątpliwości co do celu tej organizacji – judaizacja chrześcijaństwa. W ich działalności łączą się trzy elementy: studia alchemiczne, studia kabalistyczne i działalność reformacyjna. Różokrzyżowcy stworzyli masonerię – jak chcą jedni, inni uważają, że się w niej rozpłynęli w XVIII wieku.

Wolnomularstwo powstaje około 1630 roku w Anglii. Jego celem jest umocnienie ruchu filożydowskiego wśród purytanów. Jądrem, wokół którego się ono rozwija są związki „wolnych mularzy”, czyli związki zawodowe budowniczych. W ich skład wchodzili majstrzy, czeladnicy i uczniowie. Związki te chętnie przyjmowały w swoje szeregi zamożnych protektorów i ich zaufanych. Ich działalność zawodowa powoli traciła na znaczeniu, a coraz bardziej stawały się narzędziem sprzysiężenia.

„Inaczej niepodobna wyjaśnić tego faktu, że wielka liczba szlachty i wysoko postawionych osób zapisała się w charakterze członków do lóż robotniczych w poszczególnych krajach.” – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

I teraz staje się jasne, skąd tyle symboli z zakresu budownictwa (młot, kielnia, węgielnica itp.) dostało się to rytuałów masońskich.

Różokrzyżowców i masonerię łączy też dzieło „Nowa Atlantis (Nowa Atlantyda) Bacona z 1627 roku. Jest w niej wiele symboli, którymi później posługiwało się wolnomularstwo. Są to: Słońce, Księżyc, węgielnica, sześcian, gwiazda, kolumny Herkulesa, Dom Salomona. Bacon zapoznał również różokrzyżowców ze starożytną, kabalistyczną symboliką liczb, które częściowo zaadoptowało wolnomularstwo angielskie.

Pierwiastki kabalistyczne wniósł do masonerii angielskiej Robert Fludd (1574-1637). O systemie swojej filozofii mówił, że jest równie stary, jak świat. Cudownie wpojony w pierwszego człowieka, został przekazany przez tradycję patriarchom, Mojżeszowi, wszystkim czasom Starego Testamentu aż do chwili, gdy Chrystus uznał za stosowne objawić go drugi raz… Fludd miał decydujący wpływ na jednego z głównych organizatorów wolnomularstwa w r. 1717, pastora Desaguliers. – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

»W 1717 roku powstała w Londynie Wielka Loża Angielska, której podlegały wszystkie loże angielskie. Używa ona godła, o którego pochodzeniu tak pisze angielska badaczka tajnych związków:

„Pisarz żydowski, Bernard Lazare, oświadczył, «że żydzi stali wokół kolebki wolnomularstwa», jeżeli zaś to zeznanie odnosi się do okresu, poprzedzającego powstanie Wielkiej Loży w r. 1717, to znajduje niezbite potwierdzenie w faktach. Oto bowiem w poprzednim stuleciu godła, używane obecnie w Wielkiej Loży, zostały narysowane przez amsterdamskiego żyda, Jakuba Jehudę Leona Templo, będącego towarzyszem cromwellowskiego przyjaciela, kabalisty Manasse ben Izraela. Aby przytoczyć autorytet żydowski w tej sprawie, to p. Lucien Wolf pisze, że Templo miał monomanię… w stosunku do wszystkiego, odnoszącego się do Świątyni Salomona i Namiotu Pustyni. Skonstruował olbrzymie modele tych budowli. Wystawił je w Londynie, który odwiedził w r. 1675 i wcześniej, i nie wydaje się czymś nierozsądnym ten wniosek, że to mogło dostarczyć źródeł natchnienia tym wolnomularzom, którzy w czterdzieści lat później kształtowali rytuał masoński. W każdym razie godła, używane dotąd przez Wielką Lożę Anglii, są niewątpliwie nakreślone przez żyda.” – Nesta Webster, Secret societes and subversive movements.

Ryt braci azjatyckich utworzony został w r. 1782. Na czele rytu stał Sanhedryn. W skład kierowniczych kół wchodzili żydzi, a nawet chrześcijanie nosili w nim pseudonimy żydowskie. Jednym z kierowników Zakonu był kabalista Markus Hirschfeld, czyli Marcus ben Bina. Protektorem tajnym Zakonu był ks. Ferdynand brunświcki, zarazem protektor iluminatów Weishaupta, a później niedołężny wódz armii sprzymierzonych, mających stłumić rewolucję francuską. Filie swą posiadał Zakon w Hamburgu, wielkim skupieniu żydostwa. Ryt powstał z rytu Rycerzy i braci Jana Ewangelisty z Azji w Europie. Garnęli się doń żydzi z pokątnych lóż, tzw. Lóż Melchizedeka. Podstawą nauki braci azjatyckich była połączona z martynistyczną symboliką liczb kabalistyczna wiedza różokrzyżowców. Zakon rozszerzył się po całej Austrii i po innych krajach niemieckich. Najwyższym stopniem był Lewita czyli Kapłan według Zakonu Melchizedeka.

Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że w przeddzień rewolucji francuskiej mobilizują się w Europie wszystkie związki, uprawiające okultyzm. Mesmer ze swą fizyką sympatyczną i magnetyzmem zwierzęcym staje się sztandarem tego ruchu, mającego jedynych pchnąć w objęcia rewolucji, drugich zaś powstrzymać od przeciwdziałania. Okultysta Elphas Lévi tak omawia mesmeryzm:

Magnetyzować można w dwojaki sposób. Po pierwsze: działając wolą na plastyczną medialność innej osoby, której wola i czyny stają się w rezultacie podległe tej działalności. Po wtóre: działając wolą jednej osoby, czy to przez zastraszenie, czy też przez perswazję – tak, aby pod tym wrażeniem ta druga wola zmieniła w myśl naszej chęci medialność plastyczną oraz czyny tej osoby. Można magnetyzować promieniowaniem, zetknięciem, wzrokiem, słowem. – Elphas Lévi, La Clef des Grand Mysteres.

Jakie znaczenie przywiązywano do tego procederu w kołach wtajemniczonych, możemy osądzić z drugiej książki tego samego autora:

Wielkim dziełem XVIII w. nie była encyklopedia, ani kipiąca i szydercza filozofia Voltaire’a , ani negatywna metafizyka Diderota i d’Alemberta, ani nienawistna filantropia Rousseau, lecz sympatyczna oraz cudowna fizyka Mesmera. – Elphas Lévi, Histoire de la Magie.

Osoba Mesmera łączyła „braci azjatyckich” z martynistami francuskimi. Za przywódcę i twórcę rytu martynistów uchodzi niesłusznie St. Martin. Był on bowiem tylko uczniem, i to skromnym uczniem Martineza Paschalis, który grasował w południowej Francji, dawnej siedzibie marranów, albigensów i hugenotów. Za centrum swej działalności obrał Bordeaux. Paschalis był żydem sefardyjskim. Współczesny mu mason, baron de Gleichen, wyraża już to przypuszczenie: Paschalis był z pochodzenia Hiszpanem, prawdopodobnie rasy żydowskiej, skoro jego uczniowie otrzymywali odeń wielką liczbę rękopisów żydowskich.

W XX w. żyd rosyjski, Hessen, ustala pochodzenia Paschalisa z całą stanowczością: Martinez Paschalis, z pochodzenia żyd portugalski, nawrócony do chrześcijaństwa, jak gnostycy pierwszych wieków (tzn. pozornie – przyp. autora), w swoim czasie odgrywał pewną rolę w wolnomularstwie francuskim.

Żyd ten, z zawodu prosty woźnica, był właściwym twórcą zakonu martynistów czyli iluminatów lyońskich, który tak silnie przyczynił się do wybuchu rewolucji francuskiej.

Mason ścisłej obserwy, Joseph le Maistre, tak zwykł był mówić o martynistach: Myśli się powszechnie, że sekta ta wzięła swą nazwę od p. de St. Martin. To pomyłka. Martyniści biorą tę nazwę od pewnego osobnika, Martineza Paschalis.

Najwyższym stopniem martynistów byli Réaux-Croix (Arcykapłani Krzyża). Nawiązywali do żydowskich tradycji esseńskich (komunistycznych) i chwalili się, że ongiś należał do nich Cromwell.

Analogicznym do martynizmu rytem, który wyszedł ze Szwecji, był ryt Swedenborga. Swedenborg, a właściwie Svednborg (1688-1772) stworzył system filozoficzno-mistyczny, oparty na kabale z jej doktryną Trójcy i emanacji. Rzekomo pod dyktandem Stwórcy określa on i objaśnia tajemnicę Trójcy: Bóg ma duszę, którą jest Ojciec; ma ciało bosko-ludzkie, którym jest Syn; ma siłę, która działa i grzeje, i rozjaśnia, a jest ona Duchem Św.

Swedenborg głosił rewolucję, która zmiecie królów i książąt, po czym jego nauka zapanuje nad światem i powstanie „nowa Jerozolima”. Znamy aż nadto dobrze ten „mesjanizm”, głoszony już przez tajne związki reformacji. Jest on z ducha żydowski na wskroś jak żydowsko-kabalistyczna jest cała nauka Swedenborga. I tak jak Martinez Paschalis, tak samo i Swedenborg głosił rewolucję i zwalczał istniejącą hierarchię. System Swedenborga nie jest niczym innym, jak kabałą pozbawioną pierwiastka hierarchii.

W ścisłym związku z tzw. iluminatami chrześcijańskimi tj. martynistami i rytem Swedenborga, działali tzw. iluminaci bawarscy, powołani do życia przez Weishaupta. Kim był ów Weishaupt? Kim był ten człowiek, który położył ostatnią minę pod ancien régime i królestwo Burbonów?

Adam Weishaupt (1748-1830) został w r. 1772 profesorem prawa „naturalnego” i kanonicznego na uniwersytecie w Ingolstadt w Bawarii. W r. 1776 założył tajny zakon iluminatów, na którego czele stanął pod pseudonimem „Spartacus”. W tym samym roku dał się przyjąć do loży „Zur Behutsamkeit” w Monachium, po czym, jako wolnomularz, założył w r. 1780 lożę w Bozen (Bolzano) w Tyrolu austriackim. W r. 1784 rząd bawarski wpadł na trop jego rewolucyjnej organizacji, po czym skonfiskował całe archiwum jego iluminatów.

Skąd Weishaupt czerpał natchnienie do założenia swego związku? Sprawa ta dotąd nie jest wyjaśniona dostatecznie. Współczesny mu ks. Barruel w swych pamiętnikach tak pisze: Podaje się go za ucznia osławionego Cagliostro oraz kilku jego adeptów, wyróżniających się illuminizmem w hrabstwach Awignonu i Lyonu. Mówią, że w swych włóczęgowskich wyprawach spotkał Weishaupta i udzielił mu swych tajemnic.

Angielska badaczka tajnych związków, p. Nesta Webster, podaje inne przypuszczenie, oparte m.in. także na pamiętnikach ks. Barruela:

Skąd czerpał Weishaupt swoje bezpośrednie natchnienie? Oto i Brrruel i Lecouteulx de Cantelen zdobyli nić, której nie można odkryć w innych źródłach. W r. 1771, jak powiadają, pewien kupiec jutlandzki, nazwiskiem Koelmer, wrócił do Europy w poszukiwaniu adeptów tajnej doktryny, opartej na manicheizmie, z którym zapoznał się na wschodzie. Po drodze do Francji zatrzymał się na Malcie, gdzie spotkał się z Cagliostro i nieomal doprowadził do powstania ludowego. Z tego powodu został wygnany z wyspy przez Rycerzy Maltańskich i udał się do Awignonu i Lyonu. Tu zebrał kółko uczniów wśród iluminatów i w tym samym roku wywędrował do Niemiec, gdzie napotkał Weishaupta i w wtajemniczył go we wszystkie misteria swej tajnej doktryny. Według Barruela Weishaupt poświecił wówczas 5 lat rozmyślaniu nad owym systemem, który został założony pod nazwą iluminatów w maju 1776 r. i przyjął „iluminowany” pseudonim „Spartacus”. Koelmer pozostaje po dziś dzień najbardziej tajemniczym z ludzi; na pierwszy rzut oka odczuwa zdolność do zdziwień, jakżeby on nie miał należeć do żydów kabalistów, działających w roli tajnych inspiratorów tych magików, którzy wychodzili na światło dzienne? Nazwisko Koelmer łatwo mogło być przekręceniem znanego nazwiska żydowskiego Calmer.

Inspiratorem działań Weishaupta w czasie rozwijania przezeń jego zakonu był Hartwig-Wessely (Hartog Naftali-Herz), najbliższy przyjaciel Mojżesza Mendelssohna, zwanego przez żydów trzecim Mojżeszem. Żyd, Bernard Lazare, stwierdza, że „byli żydzi w otoczeniu Weishaupta”.

Zakon Weishaupta używał w swym działaniu metod podstępnych. Członkowie byli specjalnymi instrukcjami szkoleni w używaniu oszukańczych środków. W instrukcji dla stopnia Iluminata Kierownika (Illuminatus dirigens) pisał Weishaupt-Spartacus pod nr 8: Jeżeli gdziekolwiek zdobędziemy znaczenie i władzę, należy udawać, że nie mamy żadnego zaufania, aby nie ostrzec tych, którzy będą pracować przeciwko nam. Na odwrót tam, gdzie nie możecie dojść do niczego, nadajcie sobie pozór człowieka, który może wszystko. To sprawia, że nas się obawiają i poszukują i umacnia nas.

I znowu w tej instrukcji pod nr 22: Jeżeli nasz zakon nie da się zorganizować w jakimś miejscu w całej swej budowie i z rozwinięciem wszystkich stopni, należy go zastąpić jakąś inną formą. Zajmujemy się celem; w nim leży istota rzeczy, a zasłona jest rzeczą obojętną, byle tylko się nam powiodło. Jednak zawsze jakiejś zasłony potrzeba; albowiem w tajemnicy leży główna część naszej siły.

Propaganda iluminatów bawarskich była jeszcze bardziej niedwuznaczna jak działalność iluminatów francuskich (martynistów). Wobec mniej wtajemniczonych daje się wyraz nadziei, że dzięki tajnym szkołom mądrości (szkoły Minerwy, przygotowawczy stopień iluminatów – przyp. aut.) podniesie się człowiek ze swego upadku, zaś książęta i narody, oczywiście bez gwałtu, tylko zaś dzięki wpływowi etyki – znikną z powierzchni ziemi. Wobec tych prawie publicznie wyznanych tendencji, nie może zdziwić, że nie dano wiary zapewnieniom, jakoby wszelka polityka była z Zakonu wyłączona. – Arnold Marx, Die Gold- und Rosenkreutzer.

W statutach związku, dostępnych dla niżej wtajemniczonych czytamy:

Dla uspokojenia i pewności tak hospitantów, jak i rzeczywistych członków tego związku i aby zapobiec wszelkim nieugruntowanym przypuszczeniom i trwożnym wątpliwościom, oświadcza Zakon przede wszystkim, że nie ma na celu żadnych nastrojów i czynów, szkodliwych dla państwa, religii i dobrych obyczajów, ani też wśród swoich tego nie krzewi. Cala jego troska skierowana jest wyłącznie ku temu, by zainteresować ludzi poprawą etyczną ich charakteru i uczynić to dla nich koniecznością, wpoić w nich ludzkie i społeczne uczucia, zapobiec złośliwym zamiarom, dać pomoc uciśnionej i udręczonej cnocie przeciw bezprawiu, myśleć o karierze osób tego godnych oraz upowszechniać pożytecznie dotąd ukryte wiadomości naukowe. Oto pozbawiony szminki cel Zakonu, o nic więcej on nie dba. – Allgemeines Handbuch der Freimauererei.

Jest to więc zakon „niewinny”, jak „niewinne” jest zresztą całe wolnomularstwo, zajmujące się dobroczynnością i studiami. A teraz wejrzyjmy bardziej w głąb Zakonu, by zobaczyć, jak tam na wyższych stopniach wtajemniczenia wygląda ta niewinność, to wytwarzanie sympatycznego nastroju dla państwa, religii, to dbanie o dobre obyczaje i obrona cnoty, to popieranie oraz popularyzacja wiadomości naukowych.

Równość i wolność są to prawa istotne, które człowiek za swej doskonałości początkowej i pierwotnej otrzymał od natury; pierwszy zamach na tę równość został dokonany przez prawo własności; pierwszy zamach na tę wolność został dokonany przez społeczeństwa polityczne i rządy; jedyną podporą własności i rządów są prawa religijne i świeckie; aby więc powrócić człowiekowi jego prawa pierwotne do równości, wolności, trzeba zacząć od zniszczenia wszelkiej religii, wszelkiej społeczności świeckiej, zaś skończyć, znosząc wszelką własność. – ks. Barruel, Mémoires.

A teraz dalszy objaw „popierania religii” znajdujemy w instrukcji dla stopnia kierownika (Illuminatus dirigens) punkt 16:

Jeżeli kierownik sądzi, że uda mu się spowodować zniesienia zakonów religijnych i użycie ich dóbr dla naszych celów, np. na utrzymanie odpowiednich nauczycieli po wsiach, to tego rodzaju projekty byłyby specjalnie dobrze widziane przez Zwierzchników. – ks. Barruel, Mémoires.

Zaś przedtem, w punkcie 7 instrukcji, odsłania nam swój cel, na który mu trzeba funduszów:

Trzeba wszędzie także zdobyć dla naszego Zakonu pospólstwo. Wielkim środkiem ku temu jest wpływ na szkoły. To może się udać przez szczodrobliwość, czasem przez świetność, w innych wypadkach przez zniżenie się, przez popularyzowanie się, przez wysłuchiwanie z wyrazem cierpliwości przesądów, które w następstwie można wykorzenić stopniowo. – ks. Barruel, Mémoires.

Do popierania i popularyzacji nauki odnosi się punkt 15 instrukcji:

Jeżeli jakiś pisarz ogłasza zasady, które są prawdziwe, ale nie wchodzą w nasz plan wychowania świata, albo też zasady, których publikacja jest przedwczesna, trzeba się postarać, aby zdobyć tego autora. Jeżeli go nie możemy zdobyć i uczynić zeń swego adepta, należy go zakrzyczeć. – ks. Barruel, Mémoires.

Obroną cnoty i dobrych obyczajów zajmuje się punkt szósty instrukcji dla kierowników. Wyłożywszy potrzebę zjednania sobie kobiet, przepisuje, że sztuka pochlebiania im, aby je zdobyć, jest ćwiczeniem najbardziej godnym dla adepta; skoro wszystkie mniej lub bardziej idą na pasku próżności, ciekawości, przyjemności i nowinkarstwa, to tą drogą należy je brać i uczynić pożytecznymi dla Zakonu. – ks. Barruel, Mémoires.

Aby osiągnąć ten cel, Weishaupt powołał do życia specjalną tajną organizację kobiecą, kierowaną niewidocznie przez mężczyzn.

Czarownik Cagliostro, jak hr. de St. Germain, posiadacz eliksiru życia, odgrywał w wolnomularstwie XVIII w. rolę pierwszorzędną o charakterze kierowniczym. Potem dopiero usiłowano się go wyprzeć, gdy „czary” jego częściowo zostały zdemaskowane. On to właśnie bawił w Warszawie, gdy tworzył się Wielki Wschód Narodowy. On brał udział we Francji w sprawie „naszyjnika królowej”, mającej przed rewolucją skompromitować Dom Burboński. On utworzył ryt, który w swych rozszczepieniach prowadził w XIX w. decydującą akcję rewolucyjną w życiu Europy.

W r. 1782 utworzył masonerię egipską, której był Wielkim Koftem (arcykapłanem), zaś żona jego Wielką Koftą (arcykapłanką): Celem jego było oczyścić wolnomularstwo z niedowiarstwa za pomocą magii obrzędowej. Istniejące jeszcze ryty Misraim i Memphis pochodzą stąd przeinaczone. – Fr. Wittemans, Histoire des Rose-Croix.

Bliskie stosunki łączyły Cagliostra z najbardziej wtajemniczonymi wolnomularzami: z Mesmerem, St. Martinem, Weishauptem, Willermozem.

A tymczasem nie był to byle kto: Pieczęć jego równie doniosła, jak pieczęć Salomona i zaświadcza, że był wtajemniczony w najwyższe sekrety wiedzy. Pieczęć ta, dająca się wyjaśnić literami kabalistycznymi imion Acharat i Althotas, wyraża najwyższe znaki Wielkiego Tajnika i Wielkiego Dzieła. To żmija, przebita strzałą, tworząca literę (hebrajską) alef, wyobrażenie połączenia pierwiastka czynnego z biernym, ducha i życia, woli i światła. – Elphas Lévi, Histoire de la Magie.

Założona przez Cagliostra masoneria egipska wyłoniła z siebie, za czasów Ludwika XVIII, ryty Misraim i Memphis. Ryt Misraim, organizowany przez żydów, braci Bédarride, powołał do życia węglarstwo, organizację tajną rewolucji lipcowej 1830 r. we Francji, powstania listopadowego w Polsce oraz rewolucji w Europie w 1848 roku.

I oto przy boku kabały egipskiej, czyli Misraim spotykamy włoską Carbonara. – N. Deschamps, Les sociétés secretes et la société.

Ryty Memphis i Misraim stoją obok rytów tzw. iluminatów na czele wolnomularstwa. Należą do nich najbardziej wtajemniczeni. Kimże więc był ów czarownik szarlatan i twórca najgłębszego rytu wolnomularstwa? Cagliostro wtajemniczenie swoje otrzymał we Frankfurcie nad Menem, siedzibie żydostwa i stolicy Rothschildów. Cagliostro, a właściwie Józef Balsamo, był synem sycylijskiego żyda (marrana) Pietro Balsamo.

Cagliostro dowiedział się z ust wtajemniczających go, że stowarzyszenie tajne, którego część miał stanowić, miało już mocne korzenie; że posiadało masę pieniędzy, rozsianą po bankach w Amsterdamie, Rotterdamie, Londynie, Genui i Wenecji, że te pieniądze pochodzą z wkładek rocznych, wpłacanych przez członków. – Louis Blanc, Histoire de la Révolution française.«

Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela.

Jan Potocki, autor powieści Rękopis znaleziony w Saragossie, był zapewne masonem. Jest w niej tyle odniesień, aluzji, że nie sposób uznać tego za przypadek. W jej zakończeniu, jej główny bohater, Alfons van Worden, informuje czytelnika m.in. o tym, że:

„W dzień potem sam Moro (bankier – przyp. mój) przyszedł do mnie, zalecając mi jak najściślejsze dochowanie tajemnicy.

Dotąd – rzekł – znasz señor, tylko pewną część naszych tajemnic, ale wkrótce dowiesz się o wszystkim. W obecnej chwili wszyscy wtajemniczeni zajmują się umieszczaniem swoich funduszów po rozmaitych krajach i gdyby ktokolwiek z nich stracił je nieszczęsnym wypadkiem, wówczas wszyscy przybylibyśmy mu na pomoc. Señor miałeś stryja w Indiach (Indie Zachodnie – przyp. mój), który umarł, nie zostawiwszy ci prawie nic. Puściłem pogłoskę, że odziedziczyłeś znaczny spadek, ażeby nikt nie dziwił się twoim nagłym bogactwem. Trzeba będzie zakupić majątki w Brabancji, w Hiszpanii, a nawet w Ameryce; pozwolisz, że ja się tym zajmę.”

Z tej powieści można się wiele dowiedzieć o tym, jak Żydzi i masoni wnikają w elity rządzące we wszystkich krajach i o tym, że nawet Inkwizycja była z nimi w pewnych układach. Ale komu dzisiaj chce się czytać takie książki? Może właśnie dlatego wydaje się je, wiedząc, że i tak mało kto je przeczyta, a w większości i tak trafią do takich osób jak Olga Tokarczuk, dla której była ona inspiracją do napisania „Ksiąg Jakubowych”.

Równość i wolność są to prawa istotne, które człowiek za swej doskonałości początkowej i pierwotnej otrzymał od natury; pierwszy zamach na tę równość został dokonany przez prawo własności; pierwszy zamach na tę wolność został dokonany przez społeczeństwa polityczne i rządy; jedyną podporą własności i rządów są prawa religijne i świeckie; aby więc powrócić człowiekowi jego prawa pierwotne do równości, wolności, trzeba zacząć od zniszczenia wszelkiej religii, wszelkiej społeczności świeckiej, zaś skończyć, znosząc wszelką własność. – ks. Barruel, Mémoires.

Tak więc masoni twierdzą, że równość i wolność są prawami fundamentalnymi, które człowiek otrzymał od natury. Ale co to jest równość i wolność? Wszyscy jesteśmy równi, ale wobec kogo czy czego? Oni twierdzą, że nierówność powoduje prawo własności. Ale w jaki sposób? Ktoś ma dużo, a drugi – nic. Z czego to wynika? Jedni są zdolniejsi, bardziej zapobiegliwi albo dostają bogactwo w spadku. Czasem jest tak, że pewne zdolności czy predyspozycje są bardziej cenione niż inne i wówczas ci ludzie bogacą się, a ci, których zdolności czy predyspozycje nie są w cenie ubożeją. Później wszystko może się odwrócić. Tak więc okoliczności, a może i coś jeszcze. Czasem ktoś kogoś oszuka, okradnie, przechytrzy. Może też być tak, że państwo preferuje pewne grupy społeczne kosztem innych. Również regulacje prawne mogą być przyczyną tego, że jedni wzbogacą się, a inni – zubożeją. Własność i bogactwo jest końcowym efektem wielu procesów i zależności. Chyba więc tę nierówność powoduje coś innego niż prawo własności. Prawdą jest jednak to, że ten kto nie ma własności, nie ma też prawa do niczego, a więc jest niewolnikiem.

A wolność? Według masonów ograniczają ją społeczeństwa polityczne i rządy. Ale w jaki sposób? Tego nie precyzują. Twierdzą, że podporą własności są prawa religijne, a rządów – prawa świeckie. Skoro więc równość ogranicza prawo własności, którego podporą są prawa religijne, czyli religia, to zniszczenie religii przywraca równość. Natomiast wolność można przywrócić poprzez likwidację społeczeństw politycznych i rządów. A co oznacza likwidacja społeczeństw politycznych i rządów? To oznacza anarchię. Anarchia nie jest stanem naturalnym dla społeczeństw. Ktoś musi rządzić. A więc o co chodzi? O to, żeby dążyć do destrukcji do czasu, gdy w końcu „naród wybrany” osiągnie swój cel.

Podporą własności jest religia, której zniszczenie spowoduje likwidację tej własności i dzięki temu wszyscy staniemy się równi. A wolność? Ją ograniczają społeczeństwa polityczne i rządy. Ich likwidacja przywróci wolność. Jednak masoni nie precyzują, co w zamian. O tym pisał dosyć wyraźnie Marks w Manifeście Komunistycznym – terror dla mas i rządy dla nielicznych. Tylko komu chce się uważnie przeczytać ten manifest? Wcale nie jest taki długi i dostępny w internecie.

Likwidacja religii, to tak naprawdę, w przypadku religii chrześcijańskiej likwidacja Dekalogu. Dekalog to dziesięć przykazań, które regulują nasze życie. To jest jak kompas, który pozwala nam orientować się w przestrzeni. Bez niego błądzilibyśmy w nieskończoność. Tym samym jest Dekalog w naszym życiu. Ja wiem, że nikt go nie przestrzega, ale dzięki niemu wiemy, że postępujemy źle. Bez niego bylibyśmy dzicy. I o to właśnie chodzi tym, którzy chcą nas pozbawić religii a tym samym Dekalogu. I żeby nie było wątpliwości – ja nie należę do ludzi praktykujących, ja nawet nie należę do ludzi wierzących, ale doceniam rolę, jaką spełnia on w życiu społecznym i potrafię sobie wyobrazić, co może się zdarzyć, gdy go zabraknie.

Magnetyzować można w dwojaki sposób. Po pierwsze: działając wolą na plastyczną medialność innej osoby, której wola i czyny stają się w rezultacie podległe tej działalności. Po wtóre: działając wolą jednej osoby, czy to przez zastraszenie, czy też przez perswazję – tak, aby pod tym wrażeniem ta druga wola zmieniła w myśl naszej chęci medialność plastyczną oraz czyny tej osoby. Można magnetyzować promieniowaniem, zetknięciem, wzrokiem, słowem. – Elphas Lévi, La Clef des Grand Mysteres.

Magnetyzować można działając wolą na wolę innej osoby albo przez zastraszenie czy perswazję. No właśnie! Przez zastraszenie! Idę ulicą i wszyscy mnie omijają szerokim łukiem. Dziś już nie trzeba magii, okultyzmu i kabały. Wystarczą media, które na bieżąco będą informować o tym, że na świecie umierają ludzie na koronawirusa. Już ponad milion ludzi na całym świecie na niego umarło. A co to jest milion ludzi na cały świat, który liczy dzisiaj 7, 8 czy 9 miliardów? A miliard to 1000 milionów. 1/7000 populacji umarła na koronawirusa. Ale czy aby na pewno? Czy tylko dlatego, że tak wpisano w akcie zgonu? Tego nie wiemy. Ale jedno wiemy na pewno: ludźmi można manipulować, zastraszać ich, urabiać ich wedle własnej woli.

Naród nieliczny, rozproszony nie może w sposób tradycyjny podbić reszty świata. Musi do tego celu zastosować nadzwyczajne metody. Były nimi na początku te wszystkie tajne związki, kabała, magia, okultyzm. Jednak świat nie stoi w miejscu. Dziś już można podporządkować sobie ludzi poprzez wszczepienie im czipa i odpowiedniej szczepionki, co umożliwi kontrolowanie ludzkiego umysłu a tym samym myśli i woli ludzi. Nowy Wspaniały Świat. Tylko dla kogo?