Dzikie Pola

Dziś pewnie już mało kto kojarzy, że tereny, na których trwa na Ukrainie wojna, to Dzikie Pola. Dzikie Pola to historyczna nazwa Zaporoża. To właśnie głównie tam toczyła się akcja powieści Henryka Sienkiewicza Ogniem i Mieczem. Dzikie Pola ciągnęły się od Donbasu do Odessy. A Donbas (Donieckij kamiennougolnyj bassjejn) to Donieckie Zagłębie Węglowe. Leży ono w północno-wschodniej części Dzikich Pól. Nie przypadkiem więc klub piłkarski z Doniecka nazywa się Szachtar (Górnik) Donieck.

Mapa Ukrainy z zaznaczonym obszarem Donbasu; źródło: Wikipedia.

Ta część Ukrainy, którą zajęli Rosjanie, to jej najbardziej uprzemysłowiona część. Również większość bogactw naturalnych tam się znajduje. Bez tego rejonu Ukraina praktycznie nic nie znaczy, zwłaszcza że jej najżyźniejsze gleby, czyli czarnoziemy, są w rekach obcych spółek. Innymi słowy, ani przemysł, ani rolnictwo nie należy do Ukraińców i do państwa ukraińskiego. Dlatego węgiel z Polski jedzie na Ukrainę. Jeśli ludność tych terenów opowie się w zbliżających się (23-27 września) referendach za przyłączeniem do Rosji, to będzie to oznaczać rozbiór Ukrainy.

By zrozumieć ten konflikt, a szczególnie racje strony rosyjskiej, to warto poznać najnowszą historię tego rejonu. Wikipedia tak m.in. pisze:

»Historia przemysłowego Donbasu zaczęła się latem 1869 r., gdy walijski potentat John Hughes  z czterema synami, setką inżynierów, metalurgów, górników i budowlańców przybył z częściami maszyn parowych i dwoma wielkimi piecami na teren dzisiejszego miasta Donieck, gdzie po ośmiu miesiącach pierwszy wielki piec wytopił surówkę, a po roku gotowe były pierwsze szyny, z których w roku kolejnym ułożono pierwszą w Donbasie 120-kilometrową linię Konstantynówka – Juzowka – Elenówka. Linia ta dała połączenie z magistralą Moskwa – Krym, a ta z całą siecią kolejową. W 1880 roku rozpoczęła się trwająca dwie dekady „donbaska gorączka węglowa” ściągająca do regionu kapitał, technologie i specjalistów z całego świata. Największe miasta w tym czasie to Nikopol i Mariupol, a zakłady to stocznia w Nikołajewie, Belgijskie Zakłady Metalurgiczne „Unia” w Makijewce, niemieckie stalownie i huty w Kramatorsku, brytyjsko-francuskie Enakievo Steel Works w Jenakijewie, rosyjskie huty w Ałczewsku i Iłowajsku, niemiecka Fabryka Parowozów Hartmana w Ługańsku, tramwajów i obrabiarek w Charkowie, belgijskie Towarzystwo Akcyjne Przemysłu Szklarskiego i Chemicznego w Konstantynówce. W czerwcu 1892 roku z powodu epidemii cholery wybuchł pierwszy wielki bunt górników, który zamienił się w pogrom żydowski. Według spisu z 1897 r. w Doniecku mieszkali: Ukraińcy (52,4 proc.), Rosjanie (28,7 proc.), Grecy (6,4 proc.), Niemcy (4,2 proc.), Żydzi (2,9 proc.), Tatarzy (2,1 proc.), Białorusini (0,8 proc.), Polacy (0,4 proc.), uważający się za osobną grupę etniczną Kozacy dońscy (0,3 proc.), Belgowie i Francuzi (0,1 proc.).«

John Hughes (1814-1889) – walijski przemysłowiec, założyciel Doniecka. Uczył się zawodu i zdobywał doświadczenie przy ojcu, inżynierze w różnych firmach. Opracował i opatentował wiele rozwiązań z dziedziny płyt stosowanych do opancerzania. Jego osiągnięcia sprawiły, że otrzymał ofertę z firmy Millwall Iron and Shipbuilding Works, w której został członkiem zarządu, a później został jej dyrektorem. Firma ta zdobyła międzynarodowe uznanie dzięki wyrobom pozwalającym opancerzać drewniane okręty brytyjskiej marynarki wojennej. Dzięki jego osiągnięciom firma zdobyła zamówienia rosyjskiego rządu na umocnienie twierdzy w Kronsztadzie na Bałtyku.

W 1869 roku Hughes założył w Londynie przedsiębiorstwo New Russia Company, które w kwietniu tego samego roku zawarło kontrakt z rosyjskim rządem. Otrzymał od władz carskich koncesję na wydobycie węgla i rudy żelaza w Donbasie w zamian za zbudowanie w tym rejonie okręgu przemysłowego z hutą i stalownią produkującą szyny kolejowe.

Hughes wyruszył do Rosji na ośmiu statkach załadowanych wyposażeniem i zabierając ze sobą licznych pracowników z Walii. Wjeżdżając zabrał ze sobą żonę i ośmioro dzieci. Po dotarciu w lecie 1869 roku do Taganrogu rozpoczął działalność we wsi nazwanej Hughesoffką, a potem Juzowką od zruszczonej formy jego nazwiska. W osadzie zbudowano na wzór osiedli walijskich szpital, szkoły, łaźnie, straż pożarną, kościół anglikański i herbaciarnie.

Po ponad pół roku Hughes uruchomił pierwszy wielki piec, a po roku rozpoczął produkcję szyn, z których ułożono tory łączące tę miejscowość z linii kolejową z Moskwy na Krym. Zmarł 29 czerwca 1889 r. w Sankt Petersburgu podczas służbowej podróży. Zarządzanie firmą przejęło jego czterech żyjących synów. W 1917 roku miejscowość Juzowka otrzymała prawa miejskie, a w 1924 roku zmieniono jej nazwę na Stalino, zaś w 1961 roku na Donieck.

Takie informacje o nim zamieszcza Wikipedia, a angielska m.in. pisze:

W 1868 roku firma Millwall Iron Works Company otrzymała zamówienie od Cesarskiego Rządu Rosyjskiego na umocnienie fortecy morskiej budowanej w Kronsztadzie nad Morzem Bałtyckim. Hughes przyjął koncesję od cesarskiego rządu Rosji na rozwój hut w regionie, a w 1869 nabył kawałek ziemi na północ od Morza Azowskiego od rosyjskiego męża stanu Siergieja Koczubeja (syna Wiktora Koczubeja). Założył „New Russia Company Ltd.” w celu pozyskania kapitału, a latem 1870 r., w wieku 55 lat, przeniósł się do Rosji.

O Wiktorze Koczubeju Wikipedia pisze:

Wiktor Pawłowicz Koczubej (1768-1834) – hrabia 1799, książę 1831, rosyjski dyplomata i działacz państwowy, wolnomularz. W latach 1792-1797 w dyplomacji, emisariusz (poseł) Rosji w Turcji. Od 1798 wicekanclerz,a w latach 1801-1802 kierujący Kolegium Spraw Zagranicznych. Stronnik umiarkowanych reform. Był współpracownikiem cara Aleksandra I. W latach 1801-1803 uczestniczył w pracach Komitetu Tajnego. W latach 1802-1807 i 1819-1823 minister Spraw Wewnętrznych. Po dojściu do rządów Mikołaja I w 1825 roku wyznaczony na szefa tajnych komitetów, utworzonych w celu przygotowania projektów reform państwowych. Od 1827 do 1834 przewodniczący Rady Ministrów i Komitetu Ministrów Imperium Rosyjskiego.

Natomiast informacje o jego synu są tylko w Wikipedii rosyjskiej, która m.in. pisze:

„Siergiej Wiktorowicz Koczubej (1820-1880), książę 1831, radca stanu, marszałek guberni połtawskiej, ze szlacheckiego rodu Koczubejów.

Najmłodszy syn szefa rządu Wiktora Pawłowicza Koczubeja i Marii Wasilijewnej Wasilczikowej. Urodzony w Petersburgu, ochrzczony 20 grudnia 1820 r. w cerkwi Symeona na Mochowej w obecności kupca Fedosia Trifonowicza Szewikowa.

W 1841 ukończył Wydział Fizyki i Matematyki Uniwersytetu w Petersburgu. Służąc na Kaukazie i Zakaukaziu zajmował się zagospodarowaniem złóż węgla. Później urzędnik do zadań specjalnych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Siergiej Wiktorowicz był jednym z pierwszych członków Petersburskiego Cesarskiego Klubu Jachtowego. Na swoim jachcie w latach 1849-1850 podróżował po Europie od Kronsztadu po Morze Czarne.

Wraz z bratem Michaiłem organizował spółki akcyjne. Rząd Imperium Rosyjskiego zawarł porozumienie z księciem, zgodnie z którym zobowiązał się zbudować fabrykę do produkcji szyn kolejowych na południu Rosji, ale w 1869 r. Siergiej Wiktorowicz sprzedał koncesję Janowi Hughesowi za 24 000 funtów. Według jednej wersji otrzymał 980 udziałów za łączną kwotę 240 tys. rubli i został mianowany honorowym dyrektorem Towarzystwa Noworosyjskiego.”

Z podanych powyżej informacji nietrudno domyślić się, kto tak naprawdę uprzemysławiał tę Noworosję, a właściwie za czyje pieniądze. Widać też wyraźnie jak masoni, a więc i Żydzi, przenikali do struktur rosyjskiej władzy. A przecież Rosja nie była wyjątkiem. Tak działo się wszędzie i tak też jest obecnie.

Wspomniałem na początku, że jeśli te tereny zostaną przyłączone do Rosji, to będzie to oznaczać rozbiór Ukrainy. Cały ten wschodni, uprzemysłowiony rejon utrzymywał resztę kraju. Bez niego nie będzie w stanie normalnie funkcjonować. To może oznaczać, że dla wielu ludzi nie będzie pracy i perspektyw na przyszłość. To z kolei może skutkować kolejną falą emigrantów, którzy napłyną do Polski.

Co więc stanie się z Ukrainą? Może z części środkowej powstanie nowe państwo, a część zachodnia zostanie przyłączona do Polski? A może cała zachodnia i środkowa Ukraina zostanie przyłączona do Polski, a jej ziemie poniemieckie zostaną przyłączone do Niemiec. Trudno tu przewidzieć, jak sprawy się potoczą. Jedno jest pewne, że sprawy idą w bardzo złym dla Polski kierunku.

Kiedy powstawał Związek Radziecki, to bolszewicy postanowili włączyć do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej te ziemie, o które teraz toczy się spór, pomimo że ludność tam mieszkająca chciała przyłączenia do Rosyjskiej Republiki Radzieckiej. Ktoś, kto podjął taką decyzję, doskonale wiedział, że z czasem stanie się to źródłem konfliktu, że będą kłótnie, że będzie wojna. I tak się stało.

Podobnie było w przypadku Polski. Po I wojnie światowej mogła powstać Polska z ziem etnicznie polskich, czyli Mazowsza, Wielkopolski, Małopolski i Pomorza. Tak się nie stało. Ktoś tak zrobił celowo, by powstało państwo wielonarodowe skonfliktowane ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Druga szansa była po II wojnie światowej i znowu mogło powstać takie państwo. Ale nie! Za dobrze by było! Przyłączono ziemie poniemieckie, co z założenia wykluczało dobre stosunki z Niemcami. Jakby tego było mało, to z tych ziem wypędzono Niemców i przesiedlono na nie mniejszości z Kresów, najwięcej z Ukrainy. I skutek jest taki, że ta mniejszość w połączeniu z nowymi przesiedleńcami stanowi w tej chwili prawdopodobnie najliczniejszą narodowość w tym kraju, zwanym dla niepoznaki Polską, bo przecież mieszkają też w niej Białorusini, Litwini, Niemcy, Żydzi i kto tam jeszcze! Wszystko to spuścizna Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a właściwie Rzeczypospolitej Wielu Narodów.

Mieszanie narodów, skłócanie ich ze sobą, wywoływanie protestów społecznych, strajków, konfliktów i wojen, to specjalność jednej nacji, która robi to od początku swojego rozproszenia po całym świecie i będzie tak robić do końca swoich dni.

Przełom w Charkowie

W dniu 15 września pojawiła się na portalu ZeroHedge analiza Pepe Escobara, dotycząca wycofania się Rosjan z rejonu Charkowa: Escobar: The Kharkov Game-Changer – Escobar: Przełom w Charkowie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-kharkov-game-changer). Poniżej jej treść:

»Wojen nie wygrywają operacje psychologiczne. Zapytajcie o to nazistowskie Niemcy.

Oglądanie mediów NATOstanu w Charkowie było błędem, to natrętne „uderzenie młota, które ogłuszy Putina”, „Rosjanie mają kłopoty” i tego typu różne głupoty.

Fakty:

  • Siły rosyjskie wycofały się z terytorium Charkowa na lewy brzeg rzeki Oskol, gdzie się obecnie okopały.
  • Linia Charków-Donieck-Ługańsk wydaje się być stabilna.
  • Krasny Liman jest zagrożony, oblegany przez przeważające siły ukraińskie, ale broni się.

Nikt – nawet Maria Zacharowa, współczesny żeński odpowiednik Hermesa, posłańca bogów – nie wie, co planuje, w tym przypadku i we wszystkich innych, Rosyjski Sztab Generalny (RSG). Jeśli mówią, że wiedzą, to kłamią.

W obecnej sytuacji można z dużą dozą pewności wnioskować, że linia – Światogorsk-Krasny Liman-Jampol-Belogorówka – może wytrzymać wystarczająco długo z ich obecnymi garnizonami, dopóki nowe siły rosyjskie nie będą w stanie wkroczyć i zmusić Ukraińców do wycofania się z powrotem poza linię Siewierodoniecka.

Rozpętało się piekło. Dlaczego w Charkowie doszło do tego, do czego doszło? Republiki ludowe i Rosja nigdy nie miały wystarczającej liczby ludzi do obrony 1000-kilometrowej linii frontu. Zauważył to cały wywiad NATO i wykorzystano to.

W tym terenie nie było rosyjskich sił zbrojnych, tylko Rosgwardia, a ta nie jest wyszkolona do walki z regularnym wojskiem. Kijów zaatakował z przewagą około 5 do 1. Siły alianckie wycofały się, aby uniknąć okrążenia. Nie ma strat wojsk rosyjskich, ponieważ w tym regionie nie było wojsk rosyjskich.

Prawdopodobnie jest to zdarzenie jednostkowe. Kierowane przez NATO siły kijowskie po prostu nie będą w stanie powtórzyć tego nigdzie w Donbasie, w Chersoniu czy w Mariupolu. Wszystkie te tereny są chronione przez silne, regularne jednostki armii rosyjskiej.

Jest oczywiste, że jeśli Ukraińcy pozostaną w pobliżu Charkowa i Izium, to zostaną zmiażdżeni przez potężną rosyjską artylerię. Analityk wojskowy Konstantin Sivkov twierdzi, że „większość gotowych do walki formacji Sił Zbrojnych Ukrainy jest teraz uziemiona (…) udało nam się zwabić je na otwartą przestrzeń i teraz systematycznie je niszczymy”.

Kierowane przez NATO siły ukraińskie, przepełnione najemnikami NATO, poświęciły 6 miesięcy na gromadzenie sprzętu i przygotowanie wyszkolonych żołnierzy dokładnie na tę akcję w Charkowie – pakując ich do ogromnej maszynki do mięsa. Bardzo trudno będzie utrzymać linię montażową, która dostarczy w dużej ilości pierwszorzędnych produktów, aby ponownie wykonać coś podobnego.

Kolejne dni pokażą, czy Charków i Izium to wynik większych nacisków NATO, bowiem nastroje w kontrolowanej przez NATO UE zbliżają się do Desperation Row (utwór muzyczny, którego wykonawczą jest Voodoo Coyote – przyp. W. L.). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta kontrofensywa oznacza wejście NATO do wojny na dobre. Coraz trudniej ukryć obecność „doradców” i najemników z całego świata.

Dekomunizacja jako de-energetyzacja

Specjalna Operacja Wojskowa (SOW) koncepcyjnie nie polega na podboju terytorium per se: jest to lub była jak dotąd ochrona Rosjan na zajętych terytoriach, a więc demilitaryzacja i denazyfikacja.

Ta koncepcja może zostać zmodyfikowana. I stąd właśnie dywagacje na temat mobilizacji w Rosji. Jednak może nie dojść nawet do częściowej mobilizacji: potrzebne są rezerwy, aby odpowiednio umożliwić siłom sojuszniczym osłonę tyłów/obrony. Zatwardziali bojownicy z kontyngentu Kadyrowa nadal będą atakować.

Nie można zaprzeczyć, że wojska rosyjskie utraciły strategicznie ważny węzeł w Izium. Bez tego całkowite wyzwolenie Donbasu staje się znacznie trudniejsze.

Jednak dla wspólnych działań Zachodu, dla którego bardziej liczą się pozory, to operacje psychologiczne są znacznie ważniejsze niż małe sukcesy militarne: stąd cała ta radość z tego, że Ukraina jest w stanie wypędzić Rosjan z całego Charkowa w zaledwie cztery dni – podczas gdy mieli 6 miesięcy na wyzwolenie Donbasu, a nie zrobili tego.

Tak więc na całym Zachodzie panuje przekonanie – gorączkowo podsycane przez ekspertów od operacji psychologicznych – że rosyjska armia została uderzona „młotem” i prawie nie podniesie się.

Charków przyszedł na czas, ponieważ Generał Zima jest tuż za rogiem; kwestia ukraińska już ciążyła z powodu zmęczenia opinii publicznej; a maszyna propagandowa potrzebowała doładowania, by uzasadnić kolejne wielomiliardowe wydatki na zbrojenia.

Jednak Charków zmusił Moskwę do zwiększenia wskaźnika bólu. Stało się tak dzięki kilku dobrze umiejscowionym panom Kindżał (Ch-47M2 Kindżał, hiperdźwiękowy samolot i rakieta – przyp. W. L.), którzy opuścili Morze Czarne i Morze Kaspijskie, aby sprezentować swoje wizytówki największym elektrowniom cieplnym w północno-wschodniej i środkowej Ukrainie (większość infrastruktury energetycznej znajduje się na południowym wschodzie).

Połowa Ukrainy nagle straciła prąd i wodę. Stanęły pociągi. Jeśli Moskwa zdecyduje się na jednoczesne zniszczenie wszystkich głównych ukraińskich podstacji, wystarczy kilka pocisków, aby całkowicie rozbić ukraińską sieć energetyczną – nadając „dekomunizacji” nowe znaczenie: de-energetyzacja (odłączenie energii).

Według ekspertyzy „jeśli transformatory 110-330 kV zostaną uszkodzone, to prawie nigdy nie będzie można ich uruchomić (…) A jeśli stanie się to przynajmniej na pięciu podstacjach jednocześnie, to wszystko jest kaput. Wieczna epoka kamienna.”

Marat Baszirow, reprezentujący rosyjski rząd ujął to bardziej obrazowo: „Ukraina pogrąża się w XIX wieku. Bez systemu energetycznego nie będzie armii ukraińskiej. Faktem jest, że na wojnę przybył Generał Volt, a za nim Generał Moroz.”

I w ten sposób możemy w końcu rozpocząć „prawdziwą wojnę” – jak w znanym żarcie Putina, że „nawet jeszcze niczego nie zaczęliśmy”.

Ostateczna odpowiedź nadejdzie z RSG w ciągu najbliższych kilku dni.

RSG może opowiedzieć się za poważnym uderzeniem strategicznym gdzie indziej – taka zmiana scenariusza na gorszy (dla NATO).

Może zdecydować się na wysłanie większej liczby żołnierzy na linię frontu (bez częściowej mobilizacji).

A przede wszystkim może poszerzyć zakres SOW – doprowadzić do całkowitego zniszczenia ukraińskiej infrastruktury transportowo-energetycznej, od pól gazowych po elektrociepłownie, podstacje i wyłączanie elektrowni jądrowych.

Cóż, zawsze może to być mieszanka wszystkich powyższych: rosyjska wersja Shock and Awe – generująca bezprecedensową katastrofę społeczno-gospodarczą. To już zostało zasugerowane przez Moskwę: w każdej chwili i w ciągu kilku godzin możecie wrócić do epoki kamienia (moja kursywa). Wasze miasta powitają Generała Zimę bez ogrzewania, z zamarzającą wodą, przerwami w dostawie prądu i brakiem łączności.

Operacja antyterrorystyczna

Wszystkie oczy zwrócone są na to, czy „centra decyzyjne” – jak to w Kijowie – mogą wkrótce odwiedzić Kindżały. To by oznaczało, że Moskwa ma już dość. Przynajmniej ci opowiadający się za rozwiązaniami siłowymi. Ale jeszcze chyba nie teraz, ponieważ dla dyplomatycznie usposobionego Putina prawdziwa gra kręci się wokół dostaw gazu do UE, tej zabawki w rękach amerykańskiej polityki zagranicznej.

Putin z pewnością zdaje sobie sprawę, że atmosfera na zajętych obszarach jest napięta. Odmawia nawet częściowej mobilizacji. Doskonałym wskaźnikiem tego, co może wydarzyć się zimą, będą referenda na terytoriach wyzwolonych. Datą graniczną jest 4 listopada – Dzień Jedności Narodowej, wprowadzony w 2004 roku w miejsce obchodów rewolucji październikowej (istniał on już w czasach imperialnych).

Po przyłączeniu tych terytoriów do Rosji każda ukraińska kontrofensywa kwalifikowałaby się jako akt wojny przeciwko regionom włączonym do Federacji Rosyjskiej. Każdy wie, co to oznacza.

Teraz może się okazać, że kiedy cały Zachód toczy wojnę – hybrydową i kinetyczną, począwszy od niezliczonych danych wywiadowczych po dane satelitarne i hordy najemników – przeciwko tobie, a ty nalegasz na przeprowadzenie mgliście zdefiniowanej Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW), to możesz być narażony na kilka nieprzyjemnych niespodzianek. W takiej sytuacji status SOW może się zmienić: z pewnością stanie się ona operacją antyterrorystyczną.

To jest wojna o wszystko. To jest sprawa życia lub śmierci. Amerykański cel geopolityczny/geoekonomiczny, mówiąc wprost, to zniszczenie jedności Rosji, narzucenie zmiany reżimu i splądrowanie wszystkich tych ogromnych zasobów naturalnych. Ukraińcy są niczym innym jak mięsem armatnim: w powtarzającej się historii są współczesnymi odpowiednikami piramidy czaszek, którą Timur zacementował w 120 wieżach, gdy zrównał Bagdad z ziemią w 1401 roku.

Jeśli w końcu opadną wszelkie maski i RSG zacznie działać bardziej zdecydowanie, to nastąpi zakończenie SOW i rozpocznie się wojna.«

Dzięki tej analizie możemy zorientować się, o co chodzi w tej akcji wycofania się Rosjan z Charkowa, bo śledząc polskojęzyczne media można dojść do wniosku, że Rosja już bliska klęski. PRL-owska propaganda nawet do pięt nie dorasta obecnej.

Analiza ta jest rzeczowa i raczej bezstronna, tak mi się przynajmniej wydaje, natomiast wnioski są w mojej ocenie błędne. Zanim jednak przejdę do ich krytyki, to wypada przybliżyć osobę Pepe Escobara.

Pepe Escobar, jak pisze Wikipedia, to brazylijski publicysta. Stały felietonista czasopisma Asia Times Online, komentator i analityk telewizji RT (Russia Today – przyp. W. L.). Współpracownik Al-Dżaziry i portalu The Real News, także wielu stacji radiowych w internecie. Mieszka i pracuje w Londynie, Paryżu, Mediolanie, Los Angeles, Waszyngtonie, Bangkoku i Hongkongu. Od 1990 roku koncentruje swoją aktywność dziennikarską (reportaże, felietony, korespondencje) na terenie Azji Środkowej oraz Bliskiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki współczesnego Afganistanu.

To jest wojna o wszystko. To jest sprawa życia lub śmierci. Amerykański cel geopolityczny/geoekonomiczny, mówiąc wprost, to zniszczenie jedności Rosji, narzucenie zmiany reżimu i splądrowanie wszystkich tych ogromnych zasobów naturalnych. Ukraińcy są niczym innym jak mięsem armatnim…

Taki jest wniosek Pepe Escobara. Nie wiem, czy tak myśli naprawdę, czy może nie może napisać inaczej. Nie pierwszy to jego artykuł na temat wojny na Ukrainie, ale w żadnym z nich nie wspomniał o największym powojennym przesiedleniu ludności w Europie, o przesiedleniu milionów Ukraińców do Polski. To nie mięso armatnie. Mięsem armatnim są tylko walczący na froncie, a to tylko ułamek ukraińskiej populacji. Czy taki światowy publicysta, z którego usług korzysta tyle światowych mediów, nie wie o tym? To chyba niemożliwe. A skoro tak, to chyba im wszystkim, tym światowym mediom i tym światowym dziennikarzom, nie wolno o tym mówić. Jak by powiedział Józef Mackiewicz? – Ale o tym nie trzeba głośno mówić.

Zniszczenie jedności Rosji, to innymi słowy jej rozczłonkowanie. Pomysł nie nowy, bo już Hitler chciał rozczłonkowania Rosji, zwanej wtedy Związkiem Radzieckim. Tak bardzo chciał jej rozczłonkowania, że – mając pod koniec lipca 1941 roku tylko 300 km do Moskwy i wolną do niej drogę – zawrócił wojska na Ukrainę, by powrócić z nimi pod Moskwę na początku października, gdy zaczęły się ulewne deszcze, trwające 3 tygodnie, a później, na początku grudnia – trzaskające mrozy. I tak skończyło się rozczłonkowywanie Rosji.

Po co Amerykanie mieliby rozczłonkowywać Rosję? Wszak to właśnie oni, a ściślej ujmując amerykańscy Żydzi, uprzemysłowili Związek Radziecki i w ten sposób stworzyli jego potęgę i całkowicie nad nim zapanowali. Po co im była potrzebna ta potęga? Ano po to, by Związek Radziecki mógł walczyć z Hitlerem, który był również tworem amerykańskich Żydów, jak równy z równym. I po to, by po wojnie Związek Radziecki, jeszcze silniejszy, mógł walczyć z Ameryką, jak równy z równym, na wszystkich kontynentach. Nie jest więc w interesie Ameryki zniszczenie jedności Rosji i przejęcie kontroli nad jej bogactwami naturalnymi, jak chce Escobar, bo ona i tak ma nad nimi kontrolę.

Idea rozczłonkowania Rosji objawiła się w postaci ruchu zwanego prometeizmem. Prometeizm (w sensie politycznym), pisze Wikipedia, to ruch polityczny i intelektualny w Europie w okresie międzywojennym (1921-1939), skierowany politycznie przeciwko ZSRR, mający na celu zdobycie niepodległości przez państwa, którym w latach 1921-1939 narzucono siłą system radziecki i w efekcie prowadzący do rozpadu ZSRR. Ruch prometejski koordynował i wspierał materialnie działanie niektórych rządów emigracyjnych i organizacji niepodległościowych narodów podbitych przez Rosję Sowiecką w latach 1918-1621.

Ruch prometejski powstał w znacznej mierze dzięki działaniom Rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej na Emigracji w Warszawie i Paryżu. Kontynuacją koncepcji prometejskiej był w dużym stopniu Antybolszewicki Blok Narodów.

Początki ABN sięgają końca 1943 roku, kiedy to w dniach 21-22 listopada w rejonie Równego na okupowanych przez III Rzeszę ziemiach polskich odbyła się z inicjatywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów konspiracyjna konferencja przedstawicieli 13 narodów nierosyjskich z europejskiego i azjatyckiego obszaru ZSRR. Uzgodniono wówczas koncepcję powołania antykomunistycznej platformy współpracy różnych narodów zamieszkujących Związek Radziecki. Jej celem było doprowadzenie do obalenia władzy komunistycznej w ZSRR i jego podziału na państwa narodowe. Antybolszewicki Blok Narodów został rozwiązany w 1996 roku po zrealizowaniu swoich celów.

O jakie więc rozczłonkowanie czy zniszczenie jedności Rosji chodzi? Związek Radziecki rozpadł się i państwa, które chciały być niepodległe, stały się nimi. Inna sprawa, to dlaczego zapragnęły jej dopiero, gdy powstał Związek Radziecki? Przecież bolszewicy, którzy dokonali zamachu stanu, przejęli tylko to, co wchodziło w skład Rosji carskiej. Żadnego państwa nie podbili. Czy wcześniej, za czasów carskich, nie pragnęły one tej niepodległości?

Imperium Rosyjskie w czasie największego rozwoju terytorialnego w 1866 roku; źródło Wikipedia.

A Ukraina? Dostała to, czego chciała – niepodległość. I dalej źle. Teraz chce do unii, która powoli rozpada się. No bo czymże jest otwarcie polsko-ukraińskiej granicy, będącej częścią granicy zewnętrznej unii, jak nie jej rozpadem? To początek jej końca, przynajmniej w tej formie.

To, o czym nie chcą pisać światowe media i światowi dziennikarze, to tworzenie nowego państwa polsko-ukraińskiego, chociaż bardziej ukraińskiego niż polskiego, na terenie Polski. To początek odtwarzania I Rzeczypospolitej – tego żydowskiego raju. To zapewne będzie oznaczało pewne ustępstwa ze strony Rosji w zamian za inne korzyści. Jedną z nich będzie odzyskanie tej części Ukrainy, którą Związek Radziecki włączył do radzieckiej Republiki Ukraińskiej. Być może również utracone państwa Azji środkowej wrócą do Rosji. Czy te konflikty i wojny, które tam wybuchają, nie będą pretekstem do większego zaangażowania się jej w tym rejonie, a więc i do odbudowania swojej pozycji?

Wszyscy, którzy choć trochę interesują się polityką i historią wiedzą, jak powstały Stany Zjednoczone i za czyje pieniądze. A jak było w przypadku Rosji? Rosyjska kolonizacja Azji, a konkretnie Azji Północnej, Środkowej i Kaukazu, miała miejsce w okresie od XV do XX wieku. Polegała ona na bezpośrednim wcielaniu opanowanych obszarów do państwa rosyjskiego. Kolonizacja ta została zapoczątkowana przez Republikę Nowogrodzką (1136-1478) i była kontynuowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie (1328-1547), Carstwo Rosyjskie (1547-1721) i Imperium Rosyjskie (1721-1917).

Po upadku Złotej Ordy (państwo mongolskie w zachodniej części imperium Czyngis-chana) w XV wieku na południowym zachodzie powstał Chanat Syberyjski. Rosyjską ekspansję zapoczątkował w 1552 roku podbój Chanatu Kazańskiego. Kolonizację terenów nad Kamą prowadzili na mocy przywileju carskiego z roku 1558 Stroganowowie, rosyjski ród kupiecki, który zmonopolizował handel z ziemiami na wschód od Uralu. Dzięki zwolnieniom podatkowym, Stroganowowie wystawili armię złożoną między innymi z Kozaków i Baszkirów. – Tak to opisuje Wikipedia. Nie ma jednak wątpliwości, że Stroganowowie byli Żydami. O nich samych pisze ona:

„Stroganowowie – ród kupców i przemysłowców rosyjskich. W XVI wieku Stroganowowie otrzymali od rządu ogromne obszary gruntu w ziemi permskiej. Gramota carska w 1574 nadała im ziemie za Uralem (ponad milion dziesięcin [dziesięcina to 1,09 ha – przyp. W. L.]) i zezwoliła na budowę grodów warownych i osadzenie w nich najemnej załogi. Stroganowowie, wykorzystując siły zbrojne, zajmowali ziemie ludów syberyjskich i osadzali w nich chłopów rosyjskich. Rozwijali rolnictwo, zakładali warzelnie soli i eksploatowali bogactwa naturalne. Stała groźba ze strony Chanatu Syberyjskiego zmusiła Siemiona i Nikitę Stroganowów do przedsięwzięcia na własny koszt wyprawy na chanat oddziałów najemnych Kozaków pod wodzą Jermaka Timofijewicza (1581-1585), od której rozpoczął się podbój Syberii przez Rosję. Stroganowowie niejednokrotnie pożyczali rządowi pieniądze na cele wojenne. W XVIII wieku otrzymali tytuł baronów, następnie hrabiów. W XIX wieku spokrewnili się z domem panującym.”

Wikipedia wykorzystała informację z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN z 1968 roku. Być może więc dlatego jest tu mowa o rządzie, a nie o carach. Tak więc kolonizacja Syberii przebiegała podobnie jak kolonizacja Ameryki: najpierw przedsięwzięcia prywatne, rugowanie tubylców z ziemi, a następnie wkraczało państwo. I w obu przypadkach ta sama nacja wiodła prym w tych procesach i dlatego do dziś oba państwa są jej podporządkowane. Zmieniają się państwa albo przynajmniej ich nazwy, zmieniają się władcy, a ona zawsze na posterunku.

Straszą nas tym, że po Ukrainie przyjdzie kolej na Polskę. Tylko po co Rosja miałaby atakować Polskę, skoro ona nawet nie chce zajmować całej Ukrainy, tylko jej wschodnią cześć łącznie z Krymem. Cała Europa i tak jest zależna od rosyjskich surowców, a jej status imperium wynika z zajmowanego obszaru i wpływów w Azji, co widać na załączonej powyżej mapce. Nawet bez państw Azji środkowej jest to największe pod względem powierzchni państwo na świecie.

Cele

Niejednokrotnie podkreślałem w swoich blogach, że wszelkie wojny i konflikty są wywoływane sztucznie i służą tylko interesom jednej nacji. Dowodów bezpośrednich na to nie ma, ale pewne fakty i sposób uprawiania polityki przez mocarstwa może skłaniać do takich wniosków. Na portalu ZeroHedge pojawił się 7 września artykuł What Is America’s Goal For The Ukraine War? Answer: We Don’t Have One – Jaki jest cel Ameryki na wojnie na Ukrainie? Odpowiedź: nie mamy żadnego (https://www.zerohedge.com/geopolitical/what-americas-goal-ukraine-war-answer-we-dont-have-one). Jego autorem jest Daniel Davis. Zastanawia się on w nim, czy Ameryka ma cel lub strategię w wojnie na Ukrainie? Pisze on m.in.:

»W piątek sekretarz skarbu Janet Yellen ogłosiła, że G7 zgodziło się na ustalenie maksymalnej ceny na rosyjską ropę. Celem tych zabiegów jest ustalenie globalnej ceny tuż powyżej kosztu wydobycia, aby Moskwa nie osiągnęła zysku na sprzedaży ropy, ale na tyle wysoką, by nie przestała jej wydobywać. Obecny globalny popyt nie może być zaspokojony bez prawie dziewięciu milionów baryłek ropy dziennie dostarczanych przez Rosję, a gdyby Putin nagle wstrzymał wydobycie, to wynikający z tego szok podażowy mógłby spowodować, że cena ropy wzrosłaby drastycznie.

Celem ograniczenia, jak twierdzi Yellen, byłoby „zadanie poważnego ciosu rosyjskim finansom a także ograniczenie zdolności Rosji do prowadzenia niesprowokowanej wojny na Ukrainie oraz przyspieszenie kryzysu rosyjskiej gospodarki”. Zobaczymy, czy G7 będzie w stanie zrealizować swoje zamiary i opracować oraz wdrożyć ogólnoświatowy system limitów cenowych. Jednak wraz z innymi działaniami sponsorowanymi lub wspieranymi przez rząd Stanów Zjednoczonych, nie jest pewne, do czego tak naprawdę dąży Waszyngton.

7 lutego, około trzy tygodnie przed tym, jak Putin wydał rozkaz inwazji rosyjskiej armii na jej słabszego sąsiada, prezydent Biden zagroził „wprowadzeniem najsurowszych sankcji, jakie kiedykolwiek nałożono”, gdyby Rosja zdecydowała się na atak. Cztery dni później doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan wyjaśnił, że prezydent Biden „wierzy, że sankcje mają na celu odstraszenie. A żeby działały, żeby odstraszyć, muszą być ustawione w taki sposób, że jeśli Putin uderzy, to wtedy je odczuje”.

Jednak po tym, jak Putin nie przestraszył się sankcji, Biden skorygował uzasadnienie, twierdząc, że w rzeczywistości „nikt nie spodziewał się, że sankcje zadziałają”. Zamiast tego, kontynuował, sankcje miały na celu pokazanie zachodniego „rozwiązania”, które z czasem Putin poważnie odczuje. Nawet biorąc pod uwagę to nowe twierdzenie o uzasadnieniu sankcji, nie wyjaśnił, do czego miałoby doprowadzić to „rozwiązanie”.

Do tej pory żaden z czołowych przywódców Ameryki nie sprecyzował, w jaki sposób wsparcie dla Kijowa ma przynieść oczekiwane rezultaty. Nikt nie określił, jak ma wyglądać „osłabiona” Rosja, ani skąd będziemy wiedzieć, kiedy ten cel zostanie osiągnięty, ani nawet, dlaczego osłabienie Rosji jest żywotnym interesem USA, dla którego warto podjąć ogromne ryzyko. To nie są pytania akademickie, to są pytania podstawowe. Oto dlaczego:

Jeszcze przed wybuchem wojny Stany Zjednoczone nie miały wizji stanu końcowego, który chcą osiągnąć. Na przykład, jeśli celem Bidena przed 24 lutego było naprawdę powstrzymanie Rosji od rozpoczęcia wojny, powinno być jasne, ponad wszelką wątpliwość, że sama groźba sankcji nie wystarczy, aby przekonać Putina od powstrzymania się od inwazji.

Waszyngton musiałby być bardzo zaangażowany dyplomatycznie zarówno w Kijowie, jak i w Moskwie, aby wykorzystać całą potęgę USA do znalezienia sposobu do uniknięcia wojny. Nie ma dowodów na to, że USA podjęły jakikolwiek poważny wysiłek dyplomatyczny w celu zapobieżenia wojnie. Bez jasno wyartykułowanego celu nie było niczego, co wskazywałoby różnym działom Administracji, jak osiągnąć pożądany rezultat. Wynik był przewidywalny: niepowodzenie tego typu polityki.

Praktycznie jedynym celem wyrażonym przez któregokolwiek członka zespołu bezpieczeństwa narodowego Bidena od początku wojny było wspomniane wcześniej pragnienie Austina, by zobaczyć Rosję „osłabioną”. Ale jeśli Biały Dom nie wie, jak wygląda osłabiona Rosja, to skąd będzie kiedykolwiek wiedział, czy jego działania przybliżają Amerykę do tego celu? I w tym miejscu dokładnie jesteśmy.

Na Ukrainę już wiele razy wysyłano wielomiliardowe wsparcie, w tym trochę nowoczesnego i przestarzałego sprzętu, ale nie jest to spójne wyposażenie wojskowe, zapewniające ukraińskiemu wojsku skuteczne działanie. Biały Dom wprowadza wiele sankcji przeciwko Rosji, ale nie ma jasnego celu, po co je wprowadza.

Ponieważ nie wiemy, co chcemy osiągnąć, nikt nie może powiedzieć Amerykanom, ile będzie kosztował ten wysiłek, jak długo to potrwa, a nawet jak będzie wyglądał sukces. Jeśli brzmi to znajomo, to powinno tak brzmieć: jest to w zasadzie ta sama bezcelowa, niekompetentna polityka zagraniczna, którą Stany Zjednoczone prowadzą od dziesięcioleci.

  • Toczyliśmy wieloletnią wojnę w Afganistanie, której cele nigdy nie zostały sprecyzowane; nikt u władzy nawet nie określił, jak będzie wyglądał sukces, a zatem nie odniesiono żadnego zwycięstwa;
  • Rozpoczęliśmy wojnę w Iraku w 2003 roku, która prawie zakończyła się w 2011 roku, by powrócić tam ponownie w 2014 roku. Żaden prezydent nie zawracał sobie głowy wyznaczeniem osiągalnego celu wojskowego, ani nawet stwierdzeniem, co Armia ma osiągnąć, aby Amerykanie wiedzieli, kiedy operacja mogłaby się pomyślnie zakończyć. I tak to trwa do dnia dzisiejszego, ani sukcesu, ani zakończenia wojny.
  • Tak samo było w przypadku naszych działań w Syrii, Libii, Somalii, Nigrze i wielu innych miejscach w Afryce: rząd nie sprecyzował żadnych celów wojskowych, których osiągnięcie przyniosłoby korzyść naszemu krajowi i zasygnalizowało zakończenie misji.

Koszty wszystkich tych niepowodzeń dla Stanów Zjednoczonych były ogromne, a teraz tworzymy nową misję bez jasnego celu i bez możliwego do zidentyfikowania stanu końcowego. Wojna rosyjsko-ukraińska trwa już pół roku. Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że za sześć lat nadal będziemy próbować odgadnąć cele administracji, choć ten smutny wniosek jest całkowicie możliwy, ale na tym, że ta wojna może pewnego dnia rozlać się poza granice Ukrainy i wciągnąć nas w konflikt, w którym nigdy nie powinniśmy uczestniczyć i na którym nigdy nie skorzystamy.«

Jak więc widać, autor artykułu wyraźnie daje do zrozumienia, że Ameryka nie ma jasno sprecyzowanego celu w wojnie na Ukrainie. Mało tego! Dodaje, że podobna sytuacja miała miejsce w Afganistanie oraz ma miejsce w obecnie trwających wojnach, m.in. w Syrii. Daniel Davis nie próbuje jednak wyjaśnić, jakie są tego przyczyny i czy rzeczywiście w tych amerykańskich działaniach brak celu. To, że władze nie potrafią czy nie chcą podać prawdziwego celu, nie oznacza, że go nie ma, bo idąc dalej tropem autora, wypadałoby zadać sobie pytanie, czy nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w Wietnamie i jeszcze wcześniej w Korei?

Cel oczywiście jest – i zawsze ten sam. Stany Zjednoczone, jako projekt masoński, od początku powstania służą narodowi wybranemu jako narzędzie do terroryzowania reszty świata, do skłócania narodów, do siania wśród nich nienawiści i do wzajemnego wyniszczania się w wojnach i konfliktach zbrojnych, sprowokowanych przez ten twór. W blogu „Novus ordo” pisałem:

Dalekowzroczni założyciele Stanów Zjednoczonych spojrzeli zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość, zdając sobie sprawę z tego, że ich działania będą miały długotrwałe konsekwencje dla przyszłych pokoleń.

W styczniu 1776 roku Thomas Paine zainspirował Kolonie wizją nowej ery amerykańskiej. W Common Sense napisał: „Sprawa Ameryki jest w dużej mierze sprawą całej ludzkości… To nie jest sprawa dnia, roku czy wieku; potomność jest praktycznie zaangażowana w to wyzwanie i w mniejszym lub większym stopniu odczuje skutki naszego obecnego działania, które będą trwały nawet do końca świata (even to the end of time)”.

Ile trzeba wysiłku, by ten cel ukryć? Wszelkie media są w to zaangażowane, tysiące analityków, ekspertów od geopolityki, historyków, socjologów i kto tam jeszcze – wszyscy oni tłumaczą nam „zawiłości” polityki międzynarodowej. Świat zmierza w kierunku wielobiegunowości, mówią nam, jakby to było czymś nowym. Tak przecież było, gdy Imperium Brytyjskie (jednobiegunowość) chyliło się ku upadkowi. To czas I i II wojny światowej. Później przyszła dwubiegunowość, a po niej znowu jednobiegunowość. A teraz ma wrócić wielobiegunowość. I co z tego? Cały czas na wierzchu ta sama nacja: Alles für Juden.

Afganizacja Ukrainy

Wojna na Ukrainie przedłuża się i nic na to nie wskazuje, by miała się szybko skończyć. O tym świadczy sposób prowadzenia działań i zachowanie obu stron. Wygląda na to, jakby chodziło o to, by zginęło jak najwięcej Ukraińców o patriotycznej i nazistowskiej orientacji. Ciekawą analizę tej wojny prezentuje Pepe Escobar w artykule, który pojawił się na portalu ZeroHedge: Escobar: Ukraine – Somewhere Between Afghanization And Syrianization – Escobar: Ukraina – gdzieś pomiędzy afganizacją a syrianizacją (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-ukraine-somewhere-between-afghanization-and-syrianization). Poniżej jego treść:

»Ukraina jest skończona jako naród – żadna ze stron nie odpuści w tej wojnie. Pytanie tylko, czy będzie to finał w stylu afgańskim czy syryjskim…

Rok po szokującym upokorzeniu Amerykanów w Kabulu – i na progu kolejnego poważnego ataku w Donbasie – istnieją powody, by sądzić, że Moskwa obawia się Waszyngtonu, który zechce zrewanżować się w formie „afganizacji” Ukrainy.

Ponieważ nie widać końca dostaw zachodniej broni i środków finansowych, napływających do Kijowa, należy uznać, że wojna na Ukrainie prawdopodobnie przekształci się w kolejny niekończący się konflikt. Podobnie jak afgański dżihad w latach 80-tych, który wykorzystywał uzbrojonych i finansowanych przez Stany Zjednoczone partyzantów, by wciągnąć Rosję w głąb – sojusznicy Ukrainy wykorzystają te sprawdzone w wojnie metody do prowadzenia długotrwałej batalii, która może rozprzestrzenić się na przygraniczne terytorium Rosji.

Jednak ta amerykańska próba kryptoafganizacji w najlepszym razie przyspieszy to, co rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu określa jako „zadanie” Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW) na Ukrainie, co oznacza, że dla Moskwy najważniejsza jest teraz Odessa.

Nie musiało do tego dojść, ale od niedawnego zamachu na Darię Duginę u bram Moskwy, stało się jasne, że pole bitwy na Ukrainie zaczyna podlegać procesowi „syrianizacji”.

Podobnie jak zagraniczna wojna zastępcza w Syrii w ostatniej dekadzie, linie frontu wokół znaczących ukraińskich miast z grubsza się ustabilizowały. Przegrywając na większych polach bitew, Kijów coraz częściej stosował taktykę terrorystyczną.

Żadna ze stron nie była w stanie całkowicie opanować ogromnego teatru wojennego. Tak więc armia rosyjska zdecydowała się na utrzymanie minimalnych sił na polu walki – w przeciwieństwie do strategii, którą stosowała w Afganistanie w latach 80. XX wieku.

Przypomnijmy kilka faktów z Syrii: Palmyra została wyzwolona w marcu 2016 r., następnie stracona i odzyskana w 2017 r. Aleppo zostało wyzwolone dopiero w grudniu 2016 r. Deir Ezzor we wrześniu 2017 r. Kawałek północnej Hamy w grudniu i styczniu 2018 r. Przedmieścia Damaszku wiosną 2018 roku. Idlib oraz ponad 25 procent terytorium Syrii – wciąż nie są wyzwolone. To wiele mówi o sposobie prowadzenia tej wojny.

Dowództwo rosyjskie nigdy nie podjęło decyzji o przerwaniu dostaw zachodniej broni dostarczanej z różnych stron do Kijowa. Inna sprawa, to metodyczne niszczenie tej broni na terytorium Ukrainy – z dużym powodzeniem. To samo dotyczy rozbijania sieci najemników.

Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że wszelkie negocjacje z tymi, którzy pociągają za sznurki w Waszyngtonie, i dyktują wszelkie warunki marionetkom w Brukseli i Kijowie, są daremne. Walka w Donbasie i poza nim jest prowadzona przez ludzi wyjątkowo zdeterminowanych.

Tak więc wojna będzie trwała, niszcząc to, co zostało z Ukrainy, tak jak zniszczyła większą część Syrii. Różnica polega na tym, że gospodarczo, znacznie bardziej niż w Syrii, to, co zostało z Ukrainy, stanie się ruiną. Tylko terytorium pod kontrolą Rosji zostanie odbudowane, w tym znaczna część ukraińskiej infrastruktury przemysłowej.

To, co pozostało, reszta Ukrainy, i tak już zostało rozkradzione, ponieważ Monsanto, Cargill i Dupont przejęły już 17 milionów hektarów pierwszorzędnej, żyznej ziemi uprawnej, ponad połowę tego, co Ukraina nadal posiada. W praktyce posiadaczami tej ziemi są BlackRock, Blackstone i Vanguard – najważniejsi udziałowcy agrobiznesu, posiadający wszelkie grunty, które naprawdę mają znaczenie na niesuwerennej Ukrainie.

Wybiegając w przyszłość, do końca roku Rosjanie spróbują odciąć Kijów od dostaw broni NATO. Gdy to się stanie, Anglo-Amerykanie w końcu przeniosą marionetkowy reżym do Lwowa. A kijowski terroryzm, prowadzony przez wyznawców Bandery, nadal będzie „nową normalnością” w stolicy.

Podwójna gra Kazachów

Jak na razie, to nie ma wątpliwości, że nie jest to zwykła wojna polegająca na podboju terytoriów. Jest to z pewnością część Wojny o Korytarze Gospodarcze, ponieważ Stany Zjednoczone nie szczędzą wysiłków, by sabotować i niszczyć liczne kanały komunikacyjne w projektach integracyjnych Eurazji, niezależnie od tego, czy są one prowadzone przez Chiny (Inicjatywa Jedwabnego Szlaku), czy przez Rosję (Euroazjatycka Unia Gospodarcza – EUG).

Tak jak wojna zastępcza w Syrii zmieniła sytuację polityczną w Azji Zachodniej (np. Erdogan ocieplający stosunki z Asadem), tak wojna na Ukrainie, jako konflikt lokalny, jest wojną o rekonfigurację obecnego porządku światowego, w którym Europa staje się ofiarą lokalnego konfliktu. W skali globalnej oznacza to powstanie wielobiegunowości.

Wojna zastępcza w Syrii trwa już dekadę i jeszcze się nie skończyła. To samo może się stać z wojną zastępczą na Ukrainie. W obecnej sytuacji Rosja zajęła obszar, który w przybliżeniu odpowiada obszarowi Węgier i Słowacji. To wciąż jest dalekie od wypełnienia „zadania” – i musi trwać, dopóki Rosja nie zajmie całej ziemi aż do Dniepru i Odessy, łącząc ją z separatystyczną Republiką Naddniestrza.

To bardzo pouczające widzieć, jak ważni euroazjatyccy gracze reagują na takie geopolityczne zawirowania, a to prowadzi nas do Kazachstanu i Turcji.

Telegram Rybar (ponad 640 tys. obserwujących) i grupa hakerów Beregini ujawniły w śledztwie, że Kazachstan sprzedawał broń Ukrainie, co oznacza de facto zdradę swoich rosyjskich sojuszników w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Należy również wziąć pod uwagę fakt, że Kazachstan jest także częścią Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) i EUG, dwóch euroazjatyckich ośrodków, dążących do stworzenia wielobiegunowego porządku światowego.

W wyniku skandalu Kazachstan został zmuszony do oficjalnego ogłoszenia wstrzymania eksportu wszelkiej broni do końca 2023 roku. Zaczęło się od ujawnienia przez hakerów, w jaki sposób Technoexport, kazachska firma, sprzedawała Kijowowi, za pośrednictwem jordańskich pośredników, transportery uzbrojone, systemy przeciwpancerne i amunicję na zlecenie Wielkiej Brytanii. Samą transakcję nadzorował brytyjski attaché wojskowy w stolicy Kazachstanu Nur-Sułtanie.

Nur-Sułtan, zgodnie z przewidywaniami, próbował odeprzeć zarzuty, argumentując, że Technoexport nie wnosił o licencje eksportowe. To jednak okazało się nieprawdą. Zespół Rybar odkrył, że Technoexport wykorzystał do tego celu jordańską firmę Blue Water Supplies, ale sprawiedliwości stało się zadość. Wszystkie dokumenty kontraktowe znalazły się w komputerach ukraińskiego wywiadu. Ponadto hakerzy dowiedzieli się o kolejnej umowie z Kazspetsexport, za pośrednictwem bułgarskiego kupca, na sprzedaż kazachskich Su-27, turbin samolotowych i śmigłowców Mi-24. Miały one zostać dostarczone do USA, ale ich ostatecznym celem była Ukraina.

Wisienką na tym środkowoazjatyckim torcie jest to, że Kazachstan również sprzedaje znaczne ilości rosyjskiej, a nie kazachskiej ropy, do Kijowa. Wydaje się więc, że Nur-Sultan, być może nieoficjalnie, w jakiś sposób przyczynia się do „afganizacji” wojny na Ukrainie. Nie potwierdzają tego oczywiście żadne przecieki dyplomatyczne, ale można się założyć, że Putin miał kilka rzeczy do powiedzenia na ten temat prezydentowi Kassymowi-Jomartowi Tokajewowi na ich niedawnym, serdecznym spotkaniu.

Balansowanie Sułtana

Turcja jest o wiele bardziej złożonym przypadkiem. Ankara nie jest członkiem SCO, OUBZ ani EUG. Nadal zabezpiecza swoje interesy, kalkulując, na jakich warunkach dołączyć do integrujących się państw Eurazji, ale nie przeszkadza jej to, by za pomocą kilku sztuczek Moskwa mogła uniknąć konsekwencji zachodnich sankcji i embarga.

Tureckie firmy, praktycznie wszystkie powiązane z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem i jego Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), zarabiają mnóstwo pieniędzy i rozkoszują się swoją nową rolą hurtowni na skrzyżowaniu dróg między Rosją a Zachodem. W Stambule mówią otwarcie, że to, czego Rosja nie może kupić od Niemiec czy Francji, kupuje „od nas”. I faktycznie kilka firm z UE jest w to zamieszanych.

Balansowanie Ankary jest słodkie jak dobra baklawa. Otrzymuje ona wsparcie gospodarcze od bardzo ważnego partnera w samym środku niekończącego się, bardzo poważnego tureckiego kryzysu gospodarczego. Zgadzają się niemal we wszystkim: rosyjski gaz, systemy rakietowe S-400, budowa przez Rosjan elektrowni atomowej, turystyka (Stambuł jest zapchany rosyjskimi turystami), tureckie owoce i warzywa.

Ankara i Moskwa wykorzystują zasady solidnej podręcznikowej geopolityki. Grają w to otwarcie, w świetle reflektorów. To nie znaczy, że są sojusznikami. To tylko pragmatyczny biznes między państwami. I tak przykładowo, stosunki gospodarcze mogą złagodzić napięcia w sferze polityki i odwrotnie.

Oczywiście działające wspólnie państwa Zachodu zupełnie zapomniały, jak działają normalne relacje pomiędzy państwami. To jest żałosne. Turcja jest traktowana przez Zachód jak zdrajca, tak samo jak Chiny.

Oczywiście Erdogan też musi grać pod publiczkę, więc co jakiś czas mówi, że Kijów powinien odzyskać Krym. W końcu jego firmy robią interesy także z Ukrainą – drony Bayraktar i nie tylko. – A potem będzie prozelityzm: Krym jest już teoretycznie gotowy na tureckie wpływy, na którym Ankara może propagować ideę panislamizmu, a przede wszystkim panturkizmu, wykorzystując historyczne relacje między półwyspem a Imperium Osmańskim.

Czy Moskwa się martwi? Nie za bardzo. Jeśli chodzi o te Bayraktary TB2 sprzedane Kijowowi, to będą one nadal bezlitośnie obracane w pył. Żadnych urazów, to tylko interesy.«

Napisałem na wstępie, że jest to ciekawa analiza, bo dostarcza informacji, które wyjaśniają, o co tak naprawdę chodzi w tej wojnie. Ukraińcy są cynicznie wykorzystywani jako mięso armatnie, zmuszani do walki w wojnie, której wynik jest z góry wiadomy, podobnie jak to było z Polakami w kampanii wrześniowej. Ukraina jako państwo już nie istnieje.

Wszystkie najżyźniejsze ziemie należą do firm BlackRock, Blackstone i Vanguard, a więc do firm, które mają nie tylko największe udziały w agrobiznesie, ale w każdym biznesie. Kto jest właścicielem tych firm, tego my nie wiemy, ale nietrudno domyślić się, że Żydzi. Czy jest to zatem wojna o korytarze gospodarcze, jak pisze autor? Jeśli wszystko należy do jednej nacji, to nie ma znaczenia, czy górą jest Ameryka czy Eurazja. Nie ma znaczenia, czy transport odbywa się drogą morską czy lądową, jeśli kanały dystrybucji również kontroluje ta sama nacja.

Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje szkic O kahale (1870) nawróconego rosyjskiego Żyda Brafmanna. Poniżej jego fragment:

„Wszystkie państwa, wszyscy prawie panujący zadłużyli się u żydów po uszy i są od nich zależni. Giełda reguluje te wszystkie długi. Odraczamy terminy ich płatności, udzielamy nowych pożyczek dla rządów, abyśmy coraz silniej trzymali je w swych rękach. Lecz nie tylko sami panujący; musimy uzależnić od siebie: prezydentów rzeczypospolitych, ministeria, parlamenty; wszystko to powinno nam się poddać, powinno ulegać naszej władzy jeszcze bardziej niż dzisiaj, zupełnie absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie. Powinniśmy ująć w swe ręce – rzecz oczywista – wszystko to, co nam się jeszcze wymyka, a więc resztę kapitału, wszystkie koleje żelazne, całą żeglugę, wszystką ziemię, lasy, bogactwa mineralne, resztę fabryk. Musimy kierować dowolnie dochodami skarbów państwowych, budżetami wszystkich krajów, nie wypuszczając ze swych rąk ceł i podatków.”

Widać wyraźnie, że wojna ta jest sztucznie wywołana, tak jak wszystkie poprzednie i obecne. Gdyby cały świat chciał nałożyć sankcje na Rosję i konsekwentnie je utrzymywać, to znacznie osłabiłby Rosję, ale może jeszcze więcej zaszkodziłby sobie. Jest to zbyt wielkie państwo, zbyt wiele bogactw posiada, by z nim walczyć. O tym dobrze wiedzą ci, którzy tym wszystkim kierują. Jednak zbyt wiele państw nie chce sobie szkodzić i ograniczać handel z Rosją, a te, które to robią, to w większości udają, że robią i drogą okrężną nadal z nią handlują. Tylko kraje słabe, wasalne, takie jak Polska, próbują je utrzymać, ale w ten sposób nie szkodzą Rosji tylko sobie. Wszystko wskazuje na to, że takie zadanie wyznaczyli jej wielcy tego świata, bo nikt o zdrowych zmysłach nie szkodzi sobie dobrowolnie.

O co więc w tej wojnie chodzi? W wojnie, w której każda ze stron zachowuje się tak, jakby chciała, by trwała ona jak najdłużej. Widać, że teren jest „oczyszczany”. Z jednej strony mamy wielomilionową emigrację do Polski, z drugiej – świadome wysyłanie żołnierzy ukraińskich na pewną śmierć.

Sytuacja, w której Polska sąsiaduje z państwem upadłym i angażuje się w pomoc finansową i wojskową dla niego, nie wróży niczego dobrego. W praktyce będzie to oznaczać, że i Polska stanie się bankrutem, bo jej zadłużenie przerośnie jakiekolwiek możliwości jego obsługi, nie mówiąc o jego spłacie. Rząd „polski” doskonale zdaje sobie z tego sprawę i świadomie do tego dąży. Nie można też wykluczyć, że działania terrorystyczne przeniosą się na teren Polski, zwłaszcza że taka organizacja (tzw. kamraci) jest również tworzona na jej terenie. Może się więc okazać za jakiś czas, że oba państwa będą przeznaczone do likwidacji. I być może z części jednego i drugiego powstanie nowe państwo, które będzie początkiem odtwarzania tzw. I Rzeczypospolitej.

A tymczasem pojawiają się nowe zagrożenia z powodu napływu tak wielkiej ilości ludzi z państwa, które pod każdym względem jest słabiej rozwinięte. Łódzki sanepid ujawnił informację, że w ostatnim czasie kilkunastokrotnie wzrosła ilość osób zakażonych wirusem HIV. Zapewne podobna sytuacja jest w innych dużych miastach. Pojawiają się również nowe rodzaje przestępstw, nowe sposoby włamań, których w Polsce od dawna nie było. A to dopiero początek.

Za naszą granicą z Ukrainą, która to granica praktycznie nie istnieje, dzieją się rzeczy, które diametralnie zmienią oba państwa. Ci Ukraińcy, którzy tu przyjechali, już stąd nie wyjadą, a to oznacza radykalną zmianę stosunków narodowościowych. Dla Polaków, w dłuższej perspektywie, oznacza to pogorszenie ich statusu w tym państwie, sprowadzenie ich do roli obywateli trzeciej kategorii. Obawiam się jednak, że większość z nich jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, mimo że żydowsko-ukraińskie władze tego państwa wcale nie kryją swoich zamiarów i ich działania są nad wyraz czytelne.

Nowe cele

Sposób, w jaki jest prowadzona w naszych mediach polityka informacyjna na temat wojny na Ukrainie, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Takiej ilości kłamstw, niedomówień i zamilczania niewygodnych faktów nie było chyba nigdy w naszej rzeczywistości. Ale tak się dzieje nie tylko u nas, ale w całej unii i w Ameryce.

W niedzielę 24 lipca na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł: Były członek CIA Ray McGovern: Media pomijają najistotniejsze posunięcia na rosyjsko-ukraińskim froncie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/ex-cia-ray-mcgovern-media-miss-major-moves-russia-ukraine). Poniżej jego treść:

»Media korporacyjne ignorują bezwzględne uwarunkowania deklarowanego przez Rosję zamiaru przejęcia kontroli nad większym terytorium Ukrainy niż tylko Donieck i Ługańsk. Omówiłem to wczoraj w The Critical Hour i uzupełniłem te wnioski w poniższych akapitach.

W środę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow ogłosił rozszerzone cele Moskwy, wyjaśniając: „Teraz geografia jest inna. To nie tylko Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, ale także obwody chersońskie i zaporoskie oraz szereg innych terytoriów”.

W swoim wywiadzie Ławrow wskazał konkretnie HIMARS (High Mobility Artillery Rocket Systems, produkowany przez Lockheed-Martin) jako rodzaj „broni, która będzie stanowiła bezpośrednie zagrożenie dla naszego terytorium i terytoriów tych republik, które ogłosiły swoją niepodległość (Donieck i Ługańsk).” HIMARS dostarczane na Ukrainę mają zasięg 50 mil, co sprawia, że również łatwo dostępne są cele na Krymie – który, jak twierdzą Kijów (i USA), jest legalnie nadal częścią Ukrainy. Wszystko zależy od „geografii”.

Obstawiam i przebijam

Zaledwie kilka godzin po ogłoszeniu wywiadu z Ławrowem sekretarz obrony USA Lloyd Austin ogłosił, że USA dadzą Ukrainie jeszcze cztery HIMARS-y, co w sumie da razem 16. Austin przechwalał się, że HIMARS już „zrobił różnicę na polu bitwy”.

Ale na którym polu bitwy? Ławrow i rosyjski prezydent Putin nie mogą mieć złudzeń, że szersze, strategiczne „pole bitwy” obejmuje Rosję. Rzeczywiście, to ten sam ograniczony Lloyd Austin, który ujawnił te informacje już trzy miesiące temu:

Jednym z celów USA na Ukrainie jest ujrzenie osłabionej Rosji… Stany Zjednoczone są gotowe poruszyć niebo i ziemię, aby pomóc Ukrainie wygrać wojnę z Rosją”.

Czy Blinken i Biden obudzą się?

Wydaje się pewne, że doradcy Bidena przewidują zaangażowanie się w wojnę zastępczą na Ukrainie przynajmniej do listopada tego roku, kiedy odbędą się wybory uzupełniające w USA. Do tego czasu Demokraci z pewnością nie będą chcieli wyglądać na próżniaków w konfrontacji z Rosją w tej ryzykownej przepychance (którą, prawdę mówiąc, sami sobie stworzyli).

Rzeczywistość jest oczywiście taka, że decydenci amerykańscy idą beztrosko, wzbogacając MICIMATT (i powiększając kasę kampanii), dając Ukrainie zaawansowaną broń – i wymieniając ją w razie potrzeby. To bardzo dobre dla wieloaspektowego biznesu spekulacyjnego. To, co jest naprawdę kłopotliwe, to fakt, że wydaje się, że brakuje zrozumienia tego, że gra toczy się o wysoką stawkę; niewielkie zrozumienie tego, co to znaczy, że Rosja uważa zachowanie USA/NATO na Ukrainie za zagrożenie egzystencjalne – takie, które Rosja jest zdeterminowana usunąć i może to zrobić.

MICIMATT – The Military-Industrial-Counter-Intelligence-Media-Academia-Think Tank Complex – termin stworzony przez politycznego aktywistę, byłego oficera CIA Ray’a McGovern – przyp. W.L.

Im bliżej jesieni i przybywa coraz więcej rakiet HIMARS, ich 50-milowy zasięg i (jak próbował wyjaśnić Ławrow) wymóg „geografii”, może prowadzić do znacznie głębszej rosyjskiej ofensywy daleko poza Donbas. Perspektywy wojskowe dla pełnomocników Waszyngtonu na Ukrainie są już słabe i prawdopodobnie będą się pogarszać w miarę pojawiania się rakiet średniego zasięgu. Zrozumiałe więc, że Putin będzie reagował na działania Stanów Zjednoczonych i ich ryzykowną grę.

Polityka wewnętrzna

Prezydentowi Putinowi nie jest obca rzeczywistość, że prezydenci USA są ograniczani przez wewnętrzne naciski polityczne. W czerwcu 2021 r. przyznał to dobitnie w przemówieniu inauguracyjnym na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu:

Jestem pewien, że na to [polityka USA wobec Rosji] wpływają przede wszystkim wewnętrzne procesy polityczne. Stosunki rosyjsko-amerykańskie stały się w pewnym stopniu zakładnikami wewnętrznych procesów politycznych, które mają miejsce w Stanach Zjednoczonych”.

Moim zdaniem daje to Kremlowi znaczną zachętę do pokonania tego, co pozostało z armii ukraińskiej, i ruszenia na zachód, przejmując kontrolę nad Odessą i zmierzając w odpowiednim czasie w kierunku Mołdawii. Putin zapewne spodziewa się, że administracja Bidena podniesie w pewnym momencie stawkę. Tak więc do października sprawy mogą dość szybko pójść w bardzo złym kierunku.

Konsumenci mediów czekają na szok?

Biorąc pod uwagę doniesienia w stylu Waltera-Mitty’ego o tym, jak dobrze radzą sobie wojska Kijowa i ogólny brak wyważonych relacji i komentarzy w mediach establishmentu, to przyszłe postępy rosyjskiej armii poza Donbas mogą być szokiem. To wynik 6-letniej indoktrynacji/prania mózgów na temat rosyjskiej „ingerencji” w wybory i jej innych rzekomych występków typu Russia-gate. Wystarczyły ciągłe jednostronne raporty, a konsumenci mediów w USA są prawdopodobnie wystarczająco urobieni, aby zaakceptować dostarczenie Ukrainie systemów uzbrojenia i/lub samolotów o dalekim zasięgu.

W tym tygodniu New York Times nie połączył faktów, że Ławrow wspomniał o „geografii” i HIMARS skłaniających Rosję do głębszego wniknięcia w terytorium Ukrainy i zobowiązania Austina, że cztery kolejne HIMARS-y dokonają „zmiany na polu bitwy”.

Zamiast tego, czytelnicy NYT w piątek dostali na pierwszej stronie, u góry strony, bzdury typu „on powiedział, ona powiedziała” od Andrew E. Kramera z Kijowa; jego artykuł nosi tytuł Do sojuszników, Ukraina wskazuje na nowe cele.

Kramer pisze:

Przekaz Ukraińców dla świata się nie zmienił. Możemy wygrać. Nasza strategia działa, choć powoli. Po prostu przysyłajcie dalej broń”.

Wśród sukcesów, o których Ukraińcy opowiadali Kramerowi, jest uderzenie w rosyjski skład amunicji, jak się domyślacie, HIMARS-em. Kramer, w oparciu o niesprawdzone informacje, donosi, że szef brytyjskiego MI6 (brytyjskiego odpowiednika CIA) uważa, że rosyjskie siły „niedługo wyczerpią się… dając Ukraińcom możliwość kontrataku”. Dla przypomnienia (ponieważ Kramer zapomniał), MI6 ma zasłużoną reputację „kreowania informacji wywiadowczych i faktów dotyczących polityki”, jak pokazują oficjalne brytyjskie dokumenty przed atakiem USA/Wielkiej Brytanii na Irak w marcu 2003 roku.

Co tak naprawdę liczy się

Trzeba przejrzeć pół artykułu Kramera z 38 akapitami, aby znaleźć jakiś sensowny, dotyczący tego, co naprawdę ma znaczenie. W końcu udało się:

„Kwestia, czy broń dalekiego zasięgu, która jest obecnie dostarczana na Ukrainę, może rzeczywiście powstrzymać rosyjską armię – stała się kluczową niewiadomą w tej wojnie”.

Zgadzam się: odpowiedzi na to pytanie z całą pewnością nie znamy. Ale ryzyko, że eskalacja typu wet za wet wymknie się spod kontroli już tej jesieni, jest duże. Szkoda, że czytelnicy NY Times nie są o tym informowani.«

Tak więc z wypowiedzi Ławrowa wynika jasno, że Rosja zajmie znacznie większą część Ukrainy niż ma to miejsce obecnie. I nie zrobi tego tak sama z siebie, tylko z powodu działań Amerykanów, którzy dostarczają Ukraińcom rakiet o większym zasięgu. W takim wypadku ochrona własnego terytorium sprowadza się do głębszego wniknięcia w teren Ukrainy. Doskonały pretekst do zajęcia terenów, co do których nie można użyć argumentu, że zajmuje się je w celu ochrony własnej ludności.

Wygląda na to, że Amerykanie i Rosjanie ściśle ze sobą współpracują w celu likwidacji ukraińskiego państwa w obecnym kształcie terytorialnym. Obszar, który przypadnie Rosji będzie znacznie większy niż obecnie.

Jak widać w polityce nie ma miejsca na przypadki i jakieś nieprzewidziane scenariusze. Wszystko zostało wcześniej ustalone i jest konsekwentnie realizowane. Wojna ta, podobnie jak wszystkie inne wojny i konflikty, została sztucznie wywołana i jest tak prowadzona, by osiągnąć z góry założony cel, a walczące strony ściśle ze sobą współpracują. Na taki scenariusz wskazuje też duża ilość w Polsce przesiedleńców z terenów nieobjętych wojną, z których część może nią być wkrótce objęta. Prawdopodobnie było to oczyszczenie terenu z elementu antyrosyjskiego.

Jeśli Rosja zacznie zajmować nowe tereny, to może to oznaczać wejście Polski do wojny, co jest najgorszym ze scenariuszy. Trudno jednak w tej chwili wyrokować, czy tak się stanie.

Kolejny etap

Wszystko wskazuje na to, że wojna na Ukrainie wkroczy w kolejną fazę, fazę wojny partyzanckiej. Najwyraźniej armia ukraińska nie jest w stanie zrealizować celów, jakie przed nią postawiono. W takim wypadku jedyną szansą na kontynuowanie tej wojny, żeby uniknąć kapitulacji, jest wojna partyzancka, którą prowadzi się wówczas, gdy wróg jest zbyt silny, by z nim walczyć na otwartym polu. A to oznacza przedłużenie konfliktu na nieokreślony jeszcze czas. Być może będzie to wojna hybrydowa.

W dniu 9 lipca na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł UK Military Begins Training 10,000 Ukrainians On British Soil Amid Calls For “Insurgency” – Brytyjskie wojsko rozpoczyna w Wielkiej Brytanii szkolenie 10 000 Ukraińców, które ma ich zachęcić do dalszego oporu (https://www.zerohedge.com/geopolitical/uk-military-begins-training-10000-ukrainians-british-soil-amid-calls-insurgency). Poniżej jego treść:

»Wielka Brytania potwierdziła rozpoczęcie u siebie nowego programu szkolenia tysięcy ukraińskich żołnierzy, który ma trwać co najmniej kilka tygodni dla każdej partii rekrutów.

Wielka Brytania była jednym z pierwszych państw, które rozpoczęło duże dostawy broni do Kijowa wkrótce po rosyjskiej inwazji na kraj 24 lutego. Szczegóły dotyczące zakresu tego nowego programu szkoleniowego świadczą o tym, że wojna ta przybiera charakter wojny zastępczej, pomimo że zachodni politycy długo nie akceptowali tego typu wojny. W sobotę The Guardian podał szczegóły na podstawie oświadczeń ministerstwa obrony:

Nawet 10 tys. ukraińskich żołnierzy przyjedzie do Wielkiej Brytanii na kilkutygodniowe specjalistyczne szkolenia wojskowe. Pierwsza grupa spotkała się w czwartek z sekretarzem obrony Benem Wallace’em, potwierdziło Ministerstwo Obrony.

Ambitny program okrzyknięto kolejną fazą wsparcia Londynu dla Ukrainy w krytycznym momencie upadku rządu Borisa Johnsona, który zrezygnował ze stanowiska premiera. Powszechnie wiadomo, że Wielka Brytania wraz z USA przeszkoliła już tysiące ukraińskich żołnierzy w poprzednich latach, począwszy od 2014 roku i początku konfliktu w Donbasie.

Sekretarz obrony Ben Wallace zapowiedział: „Wykorzystując światowej klasy doświadczenie armii brytyjskiej, pomożemy Ukrainie odbudować jej siły i wzmocnić jej opór, broniąc suwerenności swojego kraju i prawa do wyboru własnej przyszłości”.

Jednym z dowodów na to, jak ogromny i bezprecedensowy jest zakres tego programu, jest to, że do prowadzenia szkolenia Ukraińców potrzeba wielu brytyjskich oddziałów wojskowych, w tym specjalnych. Wielka Brytania od początku wojny przekazała już 2,3 miliarda funtów pomocy ukraińskim siłom obronnym.

Około 1050 brytyjskich pracowników jest rozmieszczanych w czterech tajnych lokalizacjach Ministerstwa Obrony w północno-zachodniej, południowo-zachodniej i południowo-wschodniej części Wielkiej Brytanii”, ujawnia The Guardian.

Interesujące jest również to, że Ukraińcy są w dużej mierze ochotnikami, którzy nie mają żadnego formalnego przeszkolenia wojskowego, o czym świadczy tempo strat po stronie ukraińskiej. Kijowscy urzędnicy przyznali, że w wyniku ataku rosyjskich wojsk, straty po stronie ukraińskiej w ciągu ostatniego miesiąca wynoszą średnio około 200 osób dziennie.

„Szkolenie umożliwi rekrutom ochotnikom z niewielkim lub zerowym doświadczeniem wojskowym nabycie praktycznych umiejętności w walce na froncie” – kontynuuje The Guardian. „Oparty na podstawowym szkoleniu żołnierzy w Wielkiej Brytanii, kurs ten obejmuje obsługę broni, pierwszą pomoc na polu bitwy, orientację w terenie, taktykę patrolowania i prawo konfliktów zbrojnych”.

Pomimo tego, że Moskwa bez wątpienia postrzega to jako ogromną prowokację i eskalację brytyjskiego zaangażowania w wojnę, brytyjskie ministerstwo obrony jest zaskakująco otwarte i bezczelne w kwestii szkolenia, zapraszając nawet ekipy informacyjne do sfilmowania niektórych z trwających kursów, odbywających się w tajnym miejscu.

Ta pierwsza partia ukraińskich wojowników podobno przybyła do Wielkiej Brytanii kilka dni temu, w chwili, gdy siły ukraińskie wydają się być w powolnym odwrocie w Donbasie, gdy prowincja Ługańska jest pod całkowitą kontrolą Rosji, a linie frontu są nieustannie przesuwane w głąb ukraińskiego terytorium dzięki przewadze rosyjskiej artylerii.

Urzędnicy amerykańscy i brytyjscy ostatnio prowokacyjnie wzywali do „powstania” w okupowanych przez Rosję częściach Ukrainy, szczególnie na wschodzie. I tak przykładowo w ubiegły czwartek amerykańscy senatorowie Richard Blumenthal (D-CT) i senator Lindsey Graham (R-SC) odwiedzili stolicę Ukrainy i spotkali się z prezydentem Zełenskim. Blumenthal ogłosił, że ma nadzieję zobaczyć „powstanie” na zajętym przez Rosję terytorium.

„Artyleria dalekiego zasięgu jest bardzo, bardzo ważna. Ale równie ważna jest walka wręcz, którą mamy nadzieję zobaczyć na wschodniej Ukrainie, na terytorium już zajętym przez Rosjan” – powiedział Blumenthal. W świetle nowych informacji brytyjskiego Ministerstwa Obrony na temat rozmiaru programu szkoleniowego dla Ukrainy, pozostaje jedno główne pytanie: czy ten nowy program szkoleniowy na dużą skalę, organizowany w Wielkiej Brytanii, przygotowuje się do zapoczątkowania właśnie takiego scenariusza rebelii? Biorąc pod uwagę charakter programu „ochotniczy bojownik”, na to wygląda.

Obecnie Stany Zjednoczone prowadzą znacznie skromniejszy program, skoncentrowany na dodatkowym szkoleniu ukraińskich oficerów: „Stany Zjednoczone zapewniają również szkolenie ukraińskiej armii, a starsi oficerowie studiują w Fort Leavenworth w Kansas”, zauważa The Guardian. Większość szkoleń organizowanych do tej pory przez Pentagonu zlokalizowana była w Polsce lub innych sąsiednich krajach NATO. Jednak jest możliwe, a nawet prawdopodobne, że amerykańskie agencje wywiadowcze, takie jak CIA, mogą prowadzić większe tajne programy na terytorium USA lub w Europie.«

Natomiast Rosjanie zdają się konsekwentnie realizować zamierzony przez siebie cel. Na tym samym portalu w dniu 11 lipca pojawił się artykuł Putin Signs Decree Offering Citizenship To All Ukrainians – Putin podpisuje dekret przyznający obywatelstwo wszystkim Ukraińcom (https://www.zerohedge.com/geopolitical/putin-signs-decree-offering-citizenship-all-ukrainians). W nim m.in. można przeczytać:

»Miesiąc temu Rosja zaczęła oferować paszporty ukraińskim obywatelom prorosyjskich separatystycznych republik w regionie Donbasu. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał niezwykle kontrowersyjny dekret nadający „wszystkim obywatelom Ukrainy” „prawo do ubiegania się o obywatelstwo Federacji Rosyjskiej według uproszczonej procedury”.

Skłania to do wniosku, że cele wojenne Putina obejmują całkowitą aneksję terytoriów zajętych przez siły rosyjskie, zwłaszcza podbitych regionów na wschodzie i południu.

Jak można było się spodziewać, rząd ukraiński jest wściekły z powodu nowego dekretu, w którym minister spraw zagranicznych Ukrainy stwierdza: „Nielegalne wydawanie paszportów… jest rażącym naruszeniem suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, a także norm i zasad międzynarodowego prawa humanitarnego”.

Tymczasem, kolejnym dowodem intencji Rosji wobec wschodniej Ukrainy jest to, że w ostatnich dniach obsadziła ona szereg najwyższych stanowisk w administracji nadzorującej lokalne i regionalne gminy ukraińskie.

The Moscow Times opisał ten „desant” w regionach ściśle pozostających pod rosyjską kontrolą wojskową:

Coraz więcej rosyjskich urzędników otrzymuje wysokie stanowiska w okupowanych częściach Ukrainy, co zdaniem analityków jest próbą wzmocnienia więzi z Moskwą przed ewentualnym procesem aneksji.

Tylko w tym tygodniu nominacje objęły byłego deputowanego rosyjskiego parlamentu, przedstawicieli władz regionalnych i wysokiego rangą funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

W dalszej części raportu czytamy: „Prawdopodobnie najbardziej głośna jak dotąd nominacja miała miejsce we wtorek, kiedy były deputowany rosyjskiego parlamentu Andriej Kozenko został mianowany zastępcą szefa „administracji wojskowo-cywilnej” dla okupowanych obszarów ukraińskiego regionu Zaporoża. Będzie nadzorował gospodarkę i integrację z Rosją, jak podano w oficjalnym oświadczeniu”.

„W przeddzień nominacji Kozenki w obwodzie zaporoskim, szefem rządu w okupowanym regionie chersońskim został były oficer FSB Siergiej Jelisiejew”, dodaje The Moscow Times.«

Wszystko wskazuje na to, że dojdzie do podziału Ukrainy i że jest to tylko kwestia czasu. Sądząc po tym, jak Anglicy i Amerykanie szkolą Ukraińców do walki partyzanckiej, to wojna ta nie skończy się tak szybko. Najwyraźniej wielcy tego świata chcą jeszcze przy jej okazji załatwić wiele innych spraw, co byłoby utrudnione lub wręcz niemożliwe w warunkach pokojowych. Dla Polski i Polaków to bardzo zły scenariusz.

Na wspomnianym portalu pojawił się 12 lipca kolejny artykuł poświęcony Ukrainie US Is Paying $1.7 Billion To Health Care Workers… In Ukraine – Stany Zjednoczone płacą 1,7 miliarda dolarów pracownikom służby zdrowia… na Ukrainie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/us-paying-17-billion-health-care-workers-ukraine). Poniżej jego treść:

»Gdy wojna na Ukrainie wkracza w swój szósty miesiąc, pomoc wojskowa z Zachodu staje się rutyną, a USA wiodą prym po tym, jak od lutego wysłały Kijowowi 7 miliardów dolarów pomocy.

Ale administracja Bidena nie tylko wspiera ukraińskie wojsko i jej gospodarkę, wraz z ogromnymi kwotami pomocy humanitarnej wysyłanej regularnie w związku z problemem uchodźców wewnętrznych – USA zamierzają teraz płacić ukraińskim pracownikom służby zdrowia.

„Ukraina otrzymuje dodatkowe 1,7 miliarda dolarów pomocy od rządu USA i Banku Światowego na wypłatę pensji zaniedbanym przez państwo pracownikom służby zdrowia i świadczenie innych podstawowych usług” – donosi Politico we wtorek.

Fundusze na służbę zdrowia pojawiły się po tym, jak minister zdrowia Ukrainy Wiktor Liaszko poinformował o zniszczeniu części infrastruktury medycznej i szpitalnej oraz ograniczeniu dostępności do opieki medycznej, stwierdzając jednocześnie, że wypłata wynagrodzenia pracownikom służby zdrowia z miesiąca na miesiąc staje się coraz trudniejsza z powodu trwającej wojny.

1.7 miliarda dolarów to nie tylko kolejne wsparcie finansowe; to inwestycja, która przybliża nas do zwycięstwa” – powiedział Liashko w oświadczeniu.

Fundusze są przekazywane przez amerykańską Agencję Rozwoju Międzynarodowego (USAID), Departament Skarbu i Bank Światowy.

Pomoc ta pomoże demokratycznemu rządowi Ukrainy w świadczeniu podstawowych usług dla ludności Ukrainy” – powiedziała w oświadczeniu sekretarz skarbu Janet Yellen.

Jak dotąd USAID udzieliło Kijowowi wsparcia budżetowego w wysokości 4 miliardów dolarów, ponieważ ukraiński rząd zabiega o wypłatę pensji urzędnikom i pracownikom z działu podstawowych usług oraz emerytom.

Podsumowując te wysiłki, uruchamiając nową pomoc dla pracowników służby zdrowia, administrator USAID Samantha Power stwierdziła, że „atak Putina na sektor usług publicznych Ukrainy trwa nadal, Stany Zjednoczone śpieszą ze wsparciem finansowym, aby pomóc rządowi utrzymać dostawy prądu, zapewnić niezbędne usługi niewinnym obywatelom i wynagrodzenia pracownikom służby zdrowia, którzy ratują życie walczącym na pierwszej linii.

Co ciekawe, jest to kolejny przypadek, gdy przywódcy USA wyrzucają miliardy w błoto na Ukrainie, i ciągle mówią o „zwycięstwie” – które wciąż jest kluczowym słowem, które pozostało niezdefiniowane.

Tulsi Gabbard niedawno cytowała słowa sekretarza prasowego Pentagonu, Johna Kirby’ego, podkreślające tę sprzeczność…

„Prezydent Zełenski jest demokratycznie wybranym prezydentem suwerennego narodu i tylko on może zdecydować, jak ma wyglądać zwycięstwo i jak chce je osiągnąć”. —John F. Kirby (sekretarz prasowy Pentagonu), 29 kwietnia 2022 r.

Jeśli przekazanie amerykańskiej suwerenności przywódcy innego kraju nie jest zdradą, to co nią jest?

Na ironię zakrawa fakt, że własna infrastruktura Ameryki – od mostów przez sieci elektryczne po systemy wodociągowe i kanalizacyjne – w wielu miastach wymaga wymiany lub remontu, nie wspominając już o tym, że nie tak dawno temu Demokraci mieli obsesję na punkcie „darmowej” opieki zdrowotnej. Ale teraz wydaje się, że priorytetem Waszyngtonu jest opieka zdrowotna na Ukrainie.«

Jak widać Stany Zjednoczone i Wielka Brytania angażują się wszechstronnie w tę wojnę. Jeśli słowo „zwycięstwo” nie zostało zdefiniowane, to oznacza, że cel jest inny. Jedynym państwem Europy kontynentalnej, oprócz Ukrainy, tak bardzo zaangażowanym jest Polska. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania leżą z dala od wojny, więc ich jej skutki nie będą dotyczyć. Krajami „biorącymi” pożyczki są Polska i Ukraina. I na pewno nie będą w stanie ich spłacić. A skoro tak, to będą musiały się zgodzić na wszelkie warunki, jakie im zostaną podyktowane po zakończeniu tej wojny.

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Nie sposób tego pojąć, jeśli nie odwołamy się do historii. Józef Mackiewicz, uciekając z Wilna przed bolszewikami, zatrzymał się na parę tygodni w Warszawie. Było to chyba w maju i czerwcu 1944 roku, a więc na krótko przed wybuchem powstania. Co tam zaobserwował, opisał w swojej powieści Nie trzeba głośno mówić:

„Miasto, w które wpompowuje się miliony dolarów, funtów i złotych monet. Nie licząc dziesiątków milionów w „młynarkach” i markach niemieckich. Ktoś mi mówił, nie wiem czy prawda, że dotychczas zwalono do jednego AK około 30 milionów dolarów w „miękkich” i z pół miliona „twardych” w złocie; pięćdziesiąt milionów „młynarek” i prawie dwa tysiące suwerenów brytyjskich. A ile otrzymała Delegatura, tego już nie wiem. Drugie tyle, albo i więcej. Z tego się przecie nie strzela. Strzela się z dodatkowych zrzutów broni i amunicji. Pieniądze idą normalną drogą w obrót, i jak zauważyłeś, obraca cała Warszawa. Poza własnym potencjałem gospodarczym. To jedno miasto. A teraz weź zaplecze. Chłop w tej Ge-ge ma się znakomicie. Niemcy niszczą inteligencję, a chłopu dają jakieś tam kredyty, ziarno siewne, maszyny, premie i różne inne rzeczy. Tylko, naturalnie, nie trzeba o tym głośno mówić. Chłop, słowem, przyjeżdża z babą do miasta po legendarne „fortepiany”, które ładuje na wóz, obrazy i materiały. To wszystko razem stwarza ruch i szaloną spekulację handlową. Naturalnie nastrojów to na wsi w niczym nie zmienia. Bo o ile strona materialna jest świetna, o tyle strona moralna z pejczem do Murzyna. Ale to inna sprawa.”

Te 30 milionów dolarów w „miękkich”, to jest około 1,5 miliarda dzisiejszych dolarów. Jak widać finansowanie szło ze wszystkich stron: ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, a nawet Niemiec, bo skąd te marki? I jeszcze te „młynarki”, czyli pieniądze tej Ge-ge.

Polską inteligencję i tzw. element patriotyczny „zutylizowano” w czasie II wojny światowej. Posłużono się w tym celu AK. Bez tego nie mógłby powstać PRL, czyli państwo, w którym inteligencją polską stali się Żydzi. W ten sposób Polacy jako naród przestali się liczyć, bo naród bez głowy jest narodem bezwolnym. A poza tym, poprzez przesiedlenia, zaaplikowano mu znaczną dawkę mniejszości narodowych z Kresów i to wszystko wymieszano. I z tej mieszanki powstało wyjątkowo nijakie społeczeństwo. Dlatego w procesie łączenia Polski z Ukrainą Polacy nie są problemem. Problemem są Ukraińcy, a właściwie ta ich cześć, która uważa się za patriotów. Z nimi trzeba zrobić porządek. Oni przecież marzą o Wielkiej Ukrainie, a tu nie o nią chodzi, tylko o odtworzenie I RP. Połączenie Polski i Ukrainy jest tylko etapem na tej drodze, ale nie da się tego zrobić, jeśli nie wyeliminuje się tych patriotów, których my nazywamy banderowcami.

Putin na początku wojny jasno powiedział, jaki jest jej cel: demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy. Demilitaryzacji to na razie nie widać, ale żeby jej dokonać, to trzeba zlikwidować tych, którzy walczą. Wówczas cała broń stanie się złomem, a ukraińscy nacjonaliści zostaną bohaterami, tyle że martwymi.

Tak więc rządy wszystkich państw zaangażowanych w tę wojnę współpracują ze sobą. I wszystkie te rządy, łącznie z ukraińskim, każdy na swój sposób, podpuszczają banderowców, wciągają ich coraz bardziej do wojny. Dokładnie to samo zrobiono z Polakami w 1944. Anglia współpracowała ze Związkiem Radzieckim, wykorzystując do tego celu AK. No bo skoro Anglia oddała w Jałcie Polskę Stalinowi, to trudno, by skrycie robiła co innego. Tak pewnie kazali postępować angielskim politykom ich nieznani przełożeni. I teraz Anglia też współpracuje z Rosją. I nie tylko ona.

Szokujący sondaż

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że nowe państwo polsko-ukraińskie może powstać z połączenia Ukrainy pomniejszonej o ziemie zajęte przez Rosję oraz Polski pomniejszonej o tzw. Ziemie Odzyskane. Uderz w stół, a nożyce się odezwą – jak mówi przysłowie.

Na portalu “salon24” pojawił się 6 lipca artykuł zatytułowany Szokujący sondaż: Niemcy gotowi oddać Putinowi terytorium Ukrainy (https://www.salon24.pl/newsroom/1237772,szokujacy-sondaz-niemcy-gotowi-oddac-putinowi-terytorium-ukrainy). Poniżej jego treść:

»Niemieckie kanały telewizyjne RTL i ntv zapytały swoich odbiorców, czy Ukraina powinna oddać terytorium Rosji, aby osiągnąć “pokój”. Większość ankietowanych odpowiedziała na pytanie twierdząco.

Wyniki sondażu

Rosyjska inwazja na Ukrainę trwa już 132 dni. Według sondażu Forsa przeprowadzonego na zlecenie RTL i ntv większość Niemców opowiada się obecnie za tym, by Ukraina poszła na duże ustępstwa wobec Rosji.

Za pozostawieniem Rosji obszarów na wschodzie i południu Ukrainy opowiedziało się 47 proc. badanych. 41 procent osób w Niemczech było przeciwnych. 12 procent nie miało zdania w sprawie.

Burza w internecie

W mediach społecznościowych wielu użytkowników skrytykowało pytanie jako “kolonialistyczne”, “haniebne” i “mylące”. Trwa teraz gorąca dyskusja, czy Putin chciałby tego samego, czego chcą ankietowani Niemcy.

Ukraińscy użytkownicy internetu są wściekli. Sugerują przekazanie Kremlowi krajów związkowych takich jak Turyngia czy Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Głupie pytanie, głupia odpowiedź”

“Takie ankiety można bardzo krótko podsumować słowami “głupia odpowiedź na równie głupie pytanie”. Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania” – skomentował jeden z użytkowników Twittera.«

Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania – skomentował jeden z użytkowników Twittera.

No właśnie! Jaki jest cel takich badań? Ale nie odpowiedział na postawione przez siebie pytanie. A czy zaangażowani dziennikarze mogą zadawać takie pytania? Zaangażowani pewnie – nie! Ale niezaangażowani jak najbardziej, bo stawianie pytań ukierunkowuje myślenie i ułatwia analizę problemu. Tak więc nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Sondaż ten nie pojawił się przypadkowo i nie przypadkowo postawiono w nim takie pytanie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale zwiastuje pewne zmiany. W tym wypadku chodzi o oswajanie tzw. opinii publicznej z faktem, że być może jedynym sposobem na zakończenie tego konfliktu będzie zgoda Ukrainy na zaakceptowanie faktu, że tych ziem nie odzyska. Ale jak mają wyjść z twarzą z tej wojny władze Ukrainy? Zgodzić się mogą, ale w zamian muszą dostać jakąś rekompensatę. Czymś takim może być wspólne państwo polsko-ukraińskie. Wtedy Zełenski powie Ukraińcom: wprawdzie tracimy ziemie na wschodzie, ale zyskujemy znacznie więcej na zachodzie. W przypadku władz polskich argumentacja będzie odwrotna: wprawdzie tracimy ziemie na zachodzie, ale ile zyskujemy na wschodzie! To właśnie dlatego stręczą nam od jakiegoś czasu pomysł na unię czy wspólne państwo polsko-ukraińskie. A że używają do tego pokrętnej argumentacji typu udział polski w odbudowie Ukrainy i inne bzdury, to już inna para kaloszy.

Z kolei Ryszard Czarnecki na tym samym portalu w artykule Olaf Scholtz – zakładnik niemieckiej „Ostpolitik” i zwolennik „status quo ante” (https://www.salon24.pl/u/ryszardczarnecki/1237777,olaf-scholz-zakladnik-niemieckiej-ostpolitik-i-zwolennik-status-quo-ante) analizuje politykę zagraniczną niemieckich socjaldemokratów. Artykuł ten pojawił się w dniu 7 lipca. Pierwotnie ukazał się on w „Gazecie Polskiej Codziennie” w dniu 4 lipca. Czarnecki pisze m.in.:

»Moskwa i Berlin: oni zawsze grają razem…

W rozważaniach o „Ostpolitik” kanclerzy Brandta i Schmidta w czasach Niemieckiej Republiki Federalnej oraz Schrödera w czasach Republiki Federalnej Niemiec często pomijane są jeszcze trzy aspekty.

Pierwszy z nich to oczekiwanie sporej części społeczeństwa niemieckiego, aby „dogadać się” z Rosją – „czerwoną” czyli Sowietami, a potem z Rosją Putina, bo jest to korzystne gospodarczo i geopolityczne dla Bonn/Berlina. Stąd zresztą nie wierzę, że pomimo sporych ataków medialnych koalicja SPD/Zieloni- liberałowie z FDP przestanie funkcjonować i w Niemczech nastąpią wcześniejsze wybory. Cały czas bowiem spora część Niemców, nawet jeśli nie jest to większość, ale akceptuje politykę głaskania Rosji, nawet jeśli Rosja jest militarnym agresorem. To problem zresztą nie tylko Niemców, ale też Francuzów oraz – o czym się w Polsce mniej mówi – Włochów. W zeszłym tygodniu spędziłem cztery dni w Rzymie i informowano mnie o sondażach, z których wynika, że 39% Włochów za wojnę w Europie Wschodniej oskarża Rosję, ale 37% uważa, że to „wina”… Ukrainy, USA czy szeroko rozumianego Zachodu.

Drugi powód, dla którego SPD grała z ZSRS, a następnie z Federacją Rosyjską, to fakt reprezentowania interesów niemieckich firm zainteresowanych ekspansją na Wschód – wielkim sowieckim (rosyjskim) rynkiem zbytu lub inwestycjami tam.

Wreszcie trzeci powód, to swoista socjaldemokratyczna „poprawność polityczna” w myśl której należy mieć szczególne relacje z najpotężniejszymi ofiarami Niemiec Hitlera i eksterminacji prowadzonej przez Berlin w latach II wojny światowej – konkretnie wobec Żydów i Rosjan, bo to załatwi sprawę tzw. „deutsche Schuld”, czyli niemieckiej winy , niemieckiego długu, który już oczywiście w znacznie mniejszym stopniu obejmuje Polaków, mimo że z ręki Niemców zginęło sześć milionów obywateli Rzeczypospolitej.

To wszystko sprawiło, że Olaf Scholz jest taki, jaki jest i ani nie potrafi  ani nie chce zerwać pępowiny łączącej niemieckich socjaldemokratów z Rosją – krajem, z którym przecież od lat robi się interesy i od lat ustala się europejskie „status quo”.«

Jak widać Czarnecki również ostro gimnastykuje się, by usprawiedliwić bierną postawę Niemców w tej wojnie i niechęć do angażowania się po którejś ze stron. Nie jest to bynajmniej wynikiem polityki SPD, tylko wynikiem polityki zagranicznej Niemiec, która jest od lat konsekwentnie realizowana bez względu na opcję polityczną, która aktualnie sprawuje rządy. Koncepcja tzw. Mitteleuropy nie została przez Niemców zapomniana i może się szybciej odrodzić i urzeczywistnić niż nam się wydaje. A może tak stać się tylko w porozumieniu z Rosją.

Jakby tego było mało, to mamy jeszcze dymisję rządu Borisa Johnsona. Tego samego, który zapewniał w lutym, że zmieni nazwisko na Johnsoniuk. Powodem dymisji miała być niby afera obyczajowa w rządzie, ale to tylko pretekst. Powód jest zapewne daleko poważniejszy. Być może nowy rząd, który pojawi się za parę miesięcy, bo do tego czasu Johnson będzie nadał sprawował rządy, zmieni swoją politykę wobec Ukrainy i zgodzi się na przyszły pokój w zamian za oddanie Rosji wschodniej Ukrainy. Johnson wyjdzie z twarzą, bo to nie jego wina, że miał takich ministrów. Jednym słowem: podpuścił Ukraińców, zachęcał do konfrontacji z Rosją i zmył się. Klasyka brytyjskiej dyplomacji w stosunku do słabszych. Polska przerabiała to w 1939 i w 1944 roku.

Dwa narody

Na Wirtualnej Polsce, z flagą ukraińską, ale bez polskiej, więc może na Wirtualnej Ukrainie, ale nie! – nie może być „na” w odniesieniu do Ukrainy, więc w Wirtualnej Ukrainie ukazał się 27 czerwca artykuł po ukraińsku Polska może stać się państwem dwóch narodów (https://vpolshchi.pl/pol-sha-mozhe-stati-derzhavoyu-dvoh-nar-6784465994951200a). Tłumacz Google przetłumaczył go na polski. Jego treść zamieszczam poniżej, bez poprawek:

„Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne. Jednocześnie na fali entuzjazmu będziemy musieli pamiętać, jakie wielkie wyzwania czekają w takich praktycznych obszarach, jak rynek pracy, edukacja, opieka zdrowotna czy mieszkalnictwo”. – napisali. Eksperci WiseEuropa w swoim najnowszym raporcie. W raporcie eksperci postrzegają Polskę jako nowy kraj dla migrantów. Jakie wyzwania stoją przed krajem?

Polska jako nowy kraj migrantów

Rosyjska inwazja na Ukrainę 24 lutego wywołała kryzys migracyjny na niespotykaną od czasów II wojny światowej skalę. Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. Jednak dziesięć lat temu Polska nie była krajem imigracji, a wręcz przeciwnie, ze względu na masową emigrację do Europy Zachodniej po 2004 roku saldo migracji było wyraźnie ujemne. A skala napływu migrantów do Polski była znacznie mniejsza niż do Europy Zachodniej i niektórych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. 

Eksperci z WiseEuropa w swoim raporcie zauważają, że masowa migracja Ukraińców do Polski miała miejsce w 2014 roku, przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę 24 lutego. Podkreśla się, że masowy napływ migrantów odbywał się bez skoordynowanej, wspólnej polityki migracyjnej w Polsce w formie dokumentu strategicznego.

Co mają na myśli eksperci? Polityka migracyjna w Polsce często koncentruje się na ułatwieniu dostępu do rynku pracy, ale bez uwzględniania innych kwestii. Często liberalizacja jest decyzją poszczególnych instytucji, którą trudno uznać za spójną lub z długofalową wizją – mówi WiseEuropa. Osobno eksperci zwracają uwagę na problem edukacji, który może się wkrótce pojawić. W Polsce jest wiele ukraińskich dzieci i młodzieży, uczniów i studentów, którzy będą musieli w jakiś sposób kontynuować naukę.

„Napływ uchodźców z wojny z Ukrainy przyczynia się do zmiany statusu Polski z kraju przechodzącego z emigracji na imigrację. Transformacja ta jest najszybsza we współczesnej historii Europy. Należy przyjąć, że niezależnie od wyniku wojny i jej konsekwencje dla rozwoju gospodarczego Ukrainy, Polska, z wyraźną przewagą Polaków, ale z rosnącym udziałem Ukraińców” – czytamy w raporcie.

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

Jak zmienia się rynek pracy w Polsce

Brak wystarczającej liczby pracowników na rodzimym rynku, od kilku lat rynek pracy w Polsce coraz bardziej koncentruje się na imigrantach. W tym zakresie obowiązuje elastyczna regulacja zezwoleń na pracę czasową, pozwala ona na zatrudnienie cudzoziemca. W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety. Szybko znajdują pracę. Większość z nich przyjechała bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego w Polsce. Jednak ponad połowa z nich ma wyższe wykształcenie, a na Ukrainie byli zatrudnieni jako specjaliści, np. nauczyciele i pracownicy oświaty, pracownicy usług, handlu i tak dalej. Raport WiseEuropa stwierdza, że ​​znaczna liczba uchodźców jest zatrudniona na stanowiskach niższych niż ich specjalizacja. Tłumaczą to faktem, że prawdopodobnie migranci ci nie zdecydowali się na stałe osiedlenie się w Polsce i na lokalnym rynku pracy. Dlatego często zgadzają się na pracę, którą łatwiej jest odejść. Innym aspektem jest bariera językowa, która często jest dobrym powodem, dla którego migranci nie pracują w swojej specjalności, ale zgadzają się na pracę w innej dziedzinie.

Eksperci twierdzą, że w dłuższej perspektywie rynek pracy w Polsce się zmieni. Na przykład niektóre „męskie” zawody zostaną przystosowane do wykonywania przez kobiety. Jednak właściwe wykorzystanie potencjału migrantów wymaga pewnych rozwiązań. Oto kwestie nakreślone w raporcie WiseEuropa:

  • bariera językowa, bo wielu uchodźców nie mówi po polsku;
  • dostępne oferty pracy często różnią się od wniosków migrantów, tj. mają inne kompetencje;
  • firmy i zespoły będą musiały przyzwyczaić się do wielokulturowości, aby nie było konfliktów w zespole;
  • większość uchodźców to matki z dziećmi, ich możliwości aktywności zawodowej są dość ograniczone, ponieważ istnieje obowiązek opieki;
  • migranci często nie znają rzeczywistego stanu rynku pracy w Polsce, dlatego często godzą się na pracę przy niższych płacach i warunkach pracy.

Edukacja w Polsce ukraińskich uchodźców

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

Kolejną kwestią jest uznawanie kwalifikacji ukraińskich nauczycieli. Eksperci sugerują, że powinno istnieć przejściowe zwolnienie z wymogu znajomości języka polskiego, szkolenia i zatrudniania specjalistów oraz intensywnej nauki języka polskiego.

W swoim nowym raporcie eksperci WiseEuropa zwracają również uwagę na inne, zróżnicowane obszary społeczeństwa, które zmieniają się ze względu na dużą liczbę Ukraińców w Polsce. Na przykład prawo, opieka zdrowotna, polityka integracyjna dla migrantów, rynek mieszkaniowy itp.

Vladyslav Yatsenko, dziennikarz VPolshchi

Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne.

A więc eksperci WiseEuropa wiedzą, że społeczeństwo polskie popiera to, co robi „polski” rząd w sprawie ukraińskiej. No bo jak mogło by być inaczej, skoro są to eksperci „Mądrej Europy”. Tak to działa. Tworzy się różne think tanki, zatrudnia ekspertów, których zadaniem jest oswajanie społeczeństwa z zamiarami rządu. Później media powołują się na te think tanki jako źródło wiarygodnych i poważnych analiz, a następnie, po uprzednim urobieniu społeczeństwa, przechodzi się do praktycznej realizacji rządowych planów.

Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. 

Skoro społeczeństwo ukraińskie w Polsce ukształtowało się jeszcze przed wojną, to oznacza, że to nie wojna była przyczyną napływu tylu Ukraińców. A czy bez wydatnej pomocy rządu i różnego rodzaju ulg zachodnie korporacje zatrudniałyby ich tak chętnie?

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

To oznacza, że nie będzie to żadna dłuższa migracja, tylko przesiedlenie, a zróżnicowane społeczeństwo, to brak asymilacji. Zresztą przy tak wielkim napływie obcej ludności i ich uprzywilejowaniu asymilacja nie jest możliwa.

 W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety.

Chodzi tu młode kobiety z dziećmi. W praktyce oznacza to, że za jedno pokolenie, czyli za 25 lat, będzie to już nowe społeczeństwo, bo polskie, starzejące się, powoli wymiera, a wielu młodych wyjechało za granicę.

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Decyzje te nie powinny być tymczasowe, czyli powoli przejmujemy bazę polskiego systemu edukacji. Nie ma znaczenia, że wojna skończy się za jakiś czas. Działania są długofalowe i mają zupełnie inny cel niż oficjalne deklaracje.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

A więc szykuje się nam nie tylko przejęcie bazy polskiego systemu edukacji, ale również modyfikacja jego programu, a w konsekwencji jego zmiana na ukraiński, no bo czym jest wsparcie tożsamości narodowej, jak nie stopniową zamianą jednej tożsamości na drugą? Kto kontroluje edukację, ten kontroluje przyszłość i modeluje przyszłe społeczeństwo.

Ten artykuł to bardzo ogólnikowe omówienie tego raportu, który jest bardzo obszerny i jest zatytułowany Gościnna Polska 2022+ z podtytułem: Jak mądrze wesprzeć Polskę i Polaków w pomocy osobom uciekającym przed wojną w Ukrainie? (https://wise-europa.eu/wp-content/uploads/2022/06/Raport-Goscinna-Polska-2022.pdf). Plus przy roku 2022 sugeruje, że to ma być gościnna Polska na lata.

We wprowadzeniu redaktorzy projektu Maciej Bukowski i Maciej Duszczyk piszą m.in.:

„Wreszcie kluczowym wyzwaniem w dłuższym okresie będzie zapobieganie konfliktom, jakie mogą zaistnieć między Ukraińcami a Polakami a także między poszczególnymi grupami Ukraińców. Tak duży napływ cudzoziemców w krótkim czasie oddziałuje bowiem na codzienne życie społeczeństwa przyjmującego – zarówno obywateli Polski jak i imigrantów przebywających już w Polsce od dawna, co może powodować konflikty. W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach. W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym. Ryzyka te należy identyfikować, monitorować i rozwiązywać za pomocą odpowiednio dostosowanych polityk publicznych, w tym kampanii komunikacyjnych. Obszar ten jest przedmiotem zainteresowania rozdziałów siódmego i ósmego.”

W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach.

Skoro napięcia pojawią się z czasem, to znaczy, że autorzy raportu doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że przyjmowanie Ukraińców w Polsce nie jest tymczasowe i że w pewnym momencie Polacy w swojej masie zorientują się, że stają się obywatelami trzeciej kategorii. Jednak sami Polacy, jako masa, nie zorganizują się. Ktoś będzie musiał ich poprowadzić. Autorzy raportu zapewne wiedzą, że tacy ludzie są już do tych funkcji przygotowywani i stąd ich pewność, że tak będzie.

W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym.

Tu autorzy raportu wyraźnie piszą, kto będzie miał pierwszeństwo w dostępie do usług samorządowych i do rynku pracy. Tak więc budowa państwa ukraińskiego w Polsce i wymiana Polaków na Ukraińców trwa od lat, a tocząca się wojna tylko przyspieszyła ten proces. To jest działanie metodą faktów dokonanych. Nawet jeśli ta wojna skończy się za jakiś czas, to ci ludzie już tak będą zakorzenieni w tej, już wtedy, ukraińskiej rzeczywistości, że o ich powrocie na Ukrainę nikt nawet nie wspomni.

Najbardziej charakterystyczne w całej tej propagandzie, w której już otwarcie mówi się o unii polsko-ukraińskiej, wspólnym państwie, jest to, że wszędzie pojawiają się ukraińskie flagi, a polskich brak, wszędzie mówi się o problemach Ukraińców, a o problemach Polaków – wcale. Nawet raport tych ekspertów jest w tonacji niebiesko-żółtej, a bieli i czerwieni nie ma. To chyba najlepszy dowód ku czemu to zmierza.

Ukraińska Republika Radziecka

Wojna na Ukrainie trwa i nic nie wskazuje na to, by szybko skończyła się. Pompowanie w to upadłe państwo dziesiątek miliardów dolarów trwa w najlepsze. Wsparcie idzie z Ameryki i z Europy. Nie pierwszy to raz tak się dzieje. Różnica polega na tym, że poprzednio budowano, a teraz niszczy się. Adolf Nowaczyński w książce z 1934 roku Plewy i perły tak opisywał wcześniejszy eksperyment:

»Dwie ciekawe książki, godne polecenia dla tych wszystkich nielicznych, którzy nie zapomnieli jeszcze do cna, że istnieje nie tylko daleki Wschód, ale i bliski.

Francuska: Le probleme de l’interpendence de l’Ukraine et de la France (Problem współzależności Ukrainy i Francji), 1931. Autor: deputowany Emanuel Evain, członek parlamentarnej komisji dla spraw zagranicznych. Przedmowa E. Soulier.

Sowiecka, ale w niemieckim języku wydana książka przez charkowskie biuro „zur Förderung der kulturellen Verbindungen mit dem Ausland(promowanie więzi kulturalnych z zagranicą) pod tytułem: „Der ökonomische, soziale und kulturelle Aufbau der ukrainischen Räte-Republik(Struktura gospodarcza, społeczna i kulturalna ukraińskiej Republiki Rad), 1931.

Propaganda co się zowie. A jak daleko w ogóle sięga i jakie przybrała rozmiary, tego jeszcze inne dowody także, że np. w Ameryce… w Milwaukee wychodzi słownik ukraińsko-angielski: „Pocket Dictionary of Ukrainian-English”… a w Nowym Jorku jako osobny przedruk z „Ukrainian Review” broszura nieprzyjemna: „Western-Ukraine under Polish Yoke:(jarzmem)

Jest ich dużo tych Ukraińców i zaczynają się mocno krzątać po świecie. Co się to i dziwić? Jeżeli w Wielkiej Brytanii zaczynają rościć pretensje autonomiczne i Szkocja, i Walia, jeżeli wyspa Malta chce zrzucić swoje „jarzmo”, to tym zaraźliwym ruchem (mocno zatrącającym masowymi psychozami) przejmują się łatwo i inni. Równocześnie i równolegle narodowościowe ruchy centrypetalne i centryfugalne: paneuropa, panislamizm, panamerykanizm, pansemityzm… I wprost przeciwnie: Islandia chce oderwać się od Danii, Ulster od Irlandii. Malta chce być niezależną itp.

O Ukrainie sowieckiej często się dowiadujemy to i owo z telegramów agencji ATE. Ale bywały to przeważnie tak zwane „nowiny tatarskie”, zawsze Hiobowe i alarmistyczne. A to bunty, a to głody, a to mordowania komisarzów ludowych, a to nieurodzaj na zboże i pomór na bydło. Jako próbkę sugestii dajemy taki telegram jeszcze z zeszłego roku:

„LONDYN, 25.11. (ATE) – W angielskich kołach handlowych wielkie wrażenie wywołały obszerne raporty i sprawozdania otrzymane przez angielską izbę handlową od przedstawicieli firm angielskich, handlujących z Sowietami. Według nadesłanych sprawozdań Sowiety nie są w stanie opanować anarchii, jaka wytworzyła się na Ukrainie, gdzie role tzw. „kułaków” odgrywają obecnie kolektywy rolne, sprzeciwiające się dostarczaniu zboża. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy sytuacja na Ukrainie uległa od dawna nienotowanemu zaostrzeniu. Napady terrorystyczne i zabójstwa komunistów zdarzają się prawie codziennie w rozmaitych okręgach. Wzmogła się wśród ludności propaganda oddzielenia Ukrainy od Sowietów”.

Otóż takich i tym podobnych telegramów ATE, czytało się już sporo powtarzanych raz po raz. A że się obietnice nie bardzo spełniały, więc nie sposób nie odnosić się do tego chronicznego… „oddzielenia” się od USSR z pewnym sceptycyzmem.

Raczej też pouczać się z nowych publikacji choćby i propagandowych czy przyjacielskich (Evain).

Sowiecka „Kanada”, składająca się z dziewięciu dawnych guberni małoruskich, podzielona jest obecnie na 365 rejonów. Ukraińcy przeważają zwartą masą jednolitą w 80 proc. Rosjan na obszarze USSR jest dwa miliony, Niemców pół miliona, Polaków 550 000, a zwartą masą w 70 proc. w tzw. „rejonie Marchlewskiego” ze „stolicą” Zwiachlem. Żydów 7 proc., ale ich się systematycznie wysiedla. Poza obszarem USSR zostali Ukraińcy jeszcze w dawnej guberni Woronezkiej i w obszarze Donieckim. Restów nie jest portem ukraińskim. Wschodni Donbas też nie należy do USSR. Centralą władz administracyjnych i militarnych jest Charków, stolicą kulturalną, obyczajową, literacką, artystyczną Kijów.

Ukraina Sowiecka jest jedną z najbogatszych, jeżeli nie najbogatszą w swych głębinach ziemią na naszej planecie. W jej łonie złożone są skarby nad skarbami. Oczywiście przede wszystkim czarnoziem, po czym węgiel, nafta, rtęć, żelazo, cynk, mangan, grafit, sól, fosforyty, kaolin, glina fajansowa i jeszcze rozmaite metale, jakich tylko człowiek zapragnie. Klimat dla cukru i tytoniu idealny. Trzy „strumyki”: Dniepr, Dniestr, Bug.

Do tego wszystkiego przybyło w ostatnich latach: poprawiona i najgęstsza w Sowietach sieć kolejowa. Dalej: rozbudowa Donbasu i portu w Odessie, dalej: Dnieprostrój to jest największa na całym świecie hiperamerykańska hydrocentrala i tama rzeczna. Dalej: Magnitogorsk, to jest największy w Europie piec dla żelaza. Dalej: fabryka traktorów w Charkowie, druga z rzędu pod względem produkcji maszyn na świecie. To już jest gotowe. „Robią się zaś przedsięwzięcia jeszcze inne, na dość olbrzymią skalę, służące do wzmożenia przemysłu metalurgicznego i chemicznego do granic w Europie niebywałych. Wszystko z pomocą i pod kierunkiem Europejczyków i Amerykanów z państw ultrakapitalistycznych. Wszystko kosztem czasowej (podobno) degradacji materiału ludzkiego i roboczego do poziomu Asyryjczyków, Egipcjan i… prostych cyfr… numerów… jak w „Sing-Singu”… człowiek numer 1737, kobieta numer 7345…

W każdym atoli razie duży rozwój i rozrost potęgi w USSR skonstatować się daje. Różne książki i dzieła, a tu i ówdzie, korespondencje w pismach mówią o tym wyraźnie. Kiereński twierdzi, że (od czasu jego wyjazdu) to tylko fikcja i bluff… Ale procent bluffu, fikcji, przesady, megalomanii i imponowania Europie (dognać i przegnać) nie jest jednakże tak wielki, żeby te wszystkie sukcesy należało ignorować i ich nie widzieć. Tym bardziej, że jak gospodarczo, tak i kulturalnie w USSR poziom podniósł się wydatnio. Przymus szkolny już wydał swe rezultaty. Analfabetów w USSR nie ma. Ławra Peczerska zamieniona na Muzeum Narodowe Ukraińskie. Duży pono rozkwit literatury, dramatu, malarstwa, muzyki, cztery wielkie teatry operowe, dużo szkół specjalnych, laboratoriów.

Że są wielkie kłopoty, komplikacje i awantury z kołchozami, sowchozami, kolektywizacją agrarną, kampaniami zbożowymi, mechanizacją, maszynizacją uprawy roli i chlebozagotówkiem, to też nie ulega żadnej wątpliwości. Że bywają lokalne borby z kułakami, psucie traktorów i obrabiarek, tu i ówdzie głód, a tam strzelanina to także prawda.«

Co z tego wynika? Wynika to, że państwa kapitalistyczne: Ameryka i kraje Europy zachodniej, wtłoczyły niewyobrażalną ilość pieniędzy w ZSRR, czyli ideologicznego przeciwnika, a więc wroga. Zrobiły tak, mając pełną świadomość, że dług ten nigdy nie zostanie spłacony. Wydawać więc by się mogło, że było to jakieś działanie bez sensu. Jednak tak nie było. To tylko z punktu widzenia przeciętnego człowieka wygląda tak, że on swój dług musi spłacić, bo jeśli – nie, to zostanie zlicytowany.

W przypadku państw jest inaczej. Państwa nie bankrutują, ale stają się zakładnikami międzynarodowego kapitału. Chyba nikt zdroworozsądkowo myślący nie ma wątpliwości, że Związek Radziecki nie spłacił swoich długów. I prawdopodobnie wcale nie musiał, bo państwem tym rządzili Żydzi, podobnie jak i pozostałymi. Chodziło tylko o to, by słabo rozwinięte państwo, jakim była Rosja carska, przekształcić w państwo dysponujące potężnym przemysłem, by takie państwo mogło przeciwstawić się innemu państwu, w które również międzynarodowy kapitał wtłoczył mnóstwo pieniędzy. Tylko przy względnej równowadze sił konflikt pomiędzy takimi państwami może trwać długo i skutecznie wyniszczać walczące strony. Dokładnie ten sam schemat działania zastosowano obecnie na Ukrainie. Bez pomocy Ameryki i unii europejskiej Ukraina nie miałaby szans na przedłużanie tej wojny na czas nieokreślony. Ale bez odpowiedniego zachowania Rosji, czyli zaangażowania tylko części swojego potencjału wojennego, również ten scenariusz nie byłby możliwy do realizacji. Dobry reżyser, jak widać, zadba o wszystko i ma zapewne w zanadrzu alternatywne scenariusze.

Jeśli więc Związek Radziecki nie spłacił swojego przedwojennego długu, to tym bardziej nie spłacił go powojenny Związek Radziecki, oddzielony od Zachodu żelazną kurtyną. Zapewne nie zrobiła tego po 1990 roku Rosja, bo zgodziła się na rozszerzenie NATO na kraje Europy środkowej, pomimo że amerykańscy prezydenci obiecywali Gorbaczowowi, że tego nie uczynią. A skoro tak, to musiała zgodzić się na wejście do wojny z Ukrainą pod pretekstem zagrożenia swojego bezpieczeństwa z uwagi na możliwość rozmieszczenia pocisków nuklearnych bezpośrednio przy jej granicy. Ale Chiny i Korea Północna też posiadają broń jądrową i graniczą z Rosją. Że Chiny dziś współpracują z Rosją? Dziś tak, a w przyszłości może być różnie. A i w przeszłości relacje rosyjsko-chińskie nie zawsze były sielanką.

Skąd te wszystkie państwa mają pieniądze na tę wojnę na Ukrainie? Ano zadłużają się u międzynarodowego kapitału, czyli u Żydów. A oni skąd mają pieniądze? Oni je drukują, a obecnie druk ten jest coraz częściej zastępowany elektronicznym kreowaniem pieniądza. Ktoś, kto ma monopol na ten proceder, nie martwi się tym, że jakieś państwo, samorząd czy firma nie spłaci długu. Ten ktoś dodrukuje sobie nowych pieniędzy, a ci wszyscy dłużnicy staną się niewolnikami tego, od kogo pożyczyli. Tak więc pieniądz jest narzędziem, które umożliwia Żydom uzależnianie od siebie wszystkich pozostałych nacji i państw. Jest on dla nich tylko narzędziem, a nie – celem samym w sobie, tak jak dla innych nacji, którym Żydzi to wmówili, we własnym zresztą interesie.

No to teraz jest już chyba jasne, skąd „polski” rząd ma pieniądze na pomoc wojskową dla Ukrainy i na utrzymywanie w Polsce kilku milionów Ukraińców. Oba państwa są już tak zadłużone, że zgodzą się na wszystko. Ukrainę zrujnowała wojna, a Polskę – tworzenie nowego społeczeństwa i pomoc Ukrainie walczącej z Rosją. Nie jest to jednak wynik głupoty rządów obu państw, tylko wynik ich świadomego działania. W obu państwach rządzą Żydzi i realizują cel światowego żydostwa, które chce nowego porządku w Europie wschodniej i konsekwentnie do tego dąży.

Rozpad unii?

Wojna to „wspaniały” wynalazek. Nic tak nie zmienia rzeczywistości jak ona, nic tak nie usprawiedliwia wielu zmian, które nie byłyby możliwe, gdyby nie wojna. Świat po wojnie na Ukrainie będzie zupełnie inny, szczególnie w Europie środkowej i wschodniej, która tym różni się od Europy zachodniej, że granice państwowe w niej nigdy nie były stałe, co w praktyce oznaczało, że i państwa nie były trwałe. Powstawały i znikały, wchłaniane przez potężniejsze. Szczególnie dotyczyło to obszaru Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Europa zachodnia ma takie niezmienne granice od setek lat. Może więc nie przypadkiem miejsce konfliktu jest w Europie wschodniej. Może więc nie przypadkiem państwa Europy środkowej i wschodniej zostały przyjęte do unii europejskiej. Ten podział, prędzej czy później, musiał zaowocować rozłamem, a słabsze państwa musiały szukać sobie potężniejszego protektora. Tylko czy to wszystko, czego obecnie doświadczamy, dzieje się spontanicznie, czy może wyreżyserował to jakiś utalentowany reżyser? Oto jest pytanie!

Na portalu Zerohedge ukazał się 23 czerwca artykuł Ukraine War Blows Up EU’s Superpower Delusion – Wojna na Ukrainie dowodzi, że mocarstwowość Unii Europejskiej jest iluzją (https://www.zerohedge.com/geopolitical/ukraine-war-blows-eus-superpower-delusion).

»Przywódcy Francji, Niemiec i Włoch wspólnie odwiedzili Ukrainę, próbując przedstawić jednolity europejski front w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jednodniowa wizyta była bogata w formie, ale uboga w treść: jedność europejska pozostaje iluzją.

Kiedy rosyjski prezydent Władimir Putin rozpoczął inwazję na Ukrainę 24 lutego, Unia Europejska odpowiedziała następnego dnia pakietem bezprecedensowych sankcji gospodarczych mających na celu izolację Rosji.

UE, chwalona za okazanie „determinacji, jedności i szybkości” w odpowiedzi na działania Putina, stanęła w obliczu przemian, dzięki którym będzie odgrywać rolę „geostrategicznego aktora” na scenie globalnej. Jeden z obserwatorów stwierdził, że UE stała się „głównym geopolitycznym protagonistą” i że Europa „odkryła, że jest supermocarstwem”.

21 marca, niecały miesiąc po inwazji Rosji na Ukrainę, europejscy urzędnicy ogłosili ambitny plan osiągnięcia przez UE „strategicznej autonomii”, mający na celu zrównanie liczącego 27 państw bloku z Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Jego oczywistym celem było umożliwienie „suwerennej” UE działania niezależnie od Stanów Zjednoczonych i Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) w sprawach obrony i bezpieczeństwa. Ten plan jest teraz w rozsypce.

W miarę jak wojna się przeciągała, jedność europejska załamywała się, a wysiłki zmierzające do przekształcenia Unii Europejskiej w europejskie superpaństwo — Stany Zjednoczone Europy — okazały się być tym, czym są: złudzeniami wielkości.

Największe państwa członkowskie UE — Francja i Niemcy — starały się uspokoić Putina kosztem suwerenności Ukrainy. Prezydent Francji Emmanuel Macron, największy zwolennik europejskiej autonomii strategicznej, twierdzi, że Putin nie powinien być „upokarzany”, a nawet wezwał Ukrainę do ustępstw terytorialnych, aby pomóc rosyjskiemu dyktatorowi zachować twarz.

Tymczasem premier Niemiec Olaf Scholz z niejasnych powodów uparcie odmawia dostarczenia Ukrainie broni, której ona potrzebuje do obrony przed rosyjską agresją.

Niemiecko-francuska uległość rozwścieczyła większość członków UE i NATO z Europy Środkowej i Wschodniej. Słusznie obawiają się oni, że jeśli imperialne ambicje Putina nie zostaną na Ukrainie powstrzymane, to one będą następnym celem.

Rosyjski odwet i niejednomyślna reakcja UE spowodowały wyraźną zmianę w układzie sił bloku w kwestiach bezpieczeństwa. Francja i Niemcy od dawna przypisują sobie faktyczne przywództwo w UE — i oczekują, że inne państwa członkowskie dostosują się do nich. Niepowodzenie Paryża i Berlina w tym względzie w obliczu agresji Putina stworzyło próżnię przywódczą UE, którą wypełniły Polska, kraje bałtyckie i inne dawne kraje komunistyczne. Powrót do przedwojennego status quo wydaje się mało prawdopodobny.

Inwazja Putina na Ukrainę podkreśliła niezbędność Stanów Zjednoczonych i NATO dla europejskiej obrony i bezpieczeństwa. Francja i Niemcy, nie broniąc najbardziej podstawowych wartości zachodnich, podważyły swoją wiarygodność i zaufanie. Można oczekiwać, że inne państwa członkowskie UE będą zdecydowanie sprzeciwiać się wszelkim wysiłkom na rzecz rozwoju niezależnego europejskiego potencjału wojskowego, który podważa sojusz transatlantycki.

Poniżanie Putina

W szczególności Macron i Scholz wielokrotnie starali się przypodobać Putinowi. Obaj na przykład odbyli liczne indywidualne rozmowy telefoniczne z rosyjskim przywódcą – rozmowy, które inne państwa członkowskie UE skrytykowały jako kontrproduktywne, ponieważ takie rozmowy mogą przekonać Putina, że może zakończyć tę wojnę na własnych warunkach. Po jednym takim telefonie 13 maja Scholz wezwał do zawieszenia broni na Ukrainie, ale nie zażądał, aby Rosja natychmiast wycofała wszystkie swoje wojska z terytorium Ukrainy.

Według niemieckiej gazety Welt am Sonntag Niemcy, mimo wielokrotnych obietnic, nadal nie przekazały Ukrainie ani jednej sztuki ciężkiej broni. Niektórzy mówią, że Scholz gra na zwłokę. Niemiecki magazyn informacyjny Der Spiegel doniósł niedawno, że Scholz odmawia wypowiedzenia słów „Ukraina musi wygrać”, ponieważ uważa, że Ukraina nie może odnieść zwycięstwa.

Inni uważają, że niemiecki kanclerz czeka na zakończenie wojny, aby niemiecki przemysł mógł wznowić współpracę z Rosją. Zdaniem wszystkich ekspertów politycznych, rozterka Scholza, niezależnie od motywacji, poważnie nadszarpnęła wiarygodność Niemiec. Scholz wydaje się niezdolny lub niechętny do przyznania, po lekcjach brytyjskiego ułagodzenia Adolfa Hitlera w latach 30. XX wieku, że jeśli Putin wygra na Ukrainie, może skierować swój wzrok na Europę.

Tymczasem Macron uparcie trzymał się koncepcji przekształcenia UE w suwerenne superpaństwo. Podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim 9 maja francuski prezydent wezwał do zbudowania „silniejszej i bardziej suwerennej Europy”, która może stać się „panem własnego losu”. Dodał, że wojna na Ukrainie „nie może odwracać naszej uwagi od tego programu”.

Macron, który udzielał Ukrainie wsparcia militarnego, ostrzegał też przed upokarzaniem Putina i wzywał do porozumienia z Rosją „w celu zbudowania nowej równowagi bezpieczeństwa” w Europie. Zostało to szeroko zinterpretowane jako wezwanie Ukrainy do ustępstw terytorialnych wobec Putina.

3 czerwca Macron powtórzył swoje ostrzeżenie o upokorzeniu Putina. W rozmowie z francuskimi mediami powiedział:

„Nie wolno nam upokarzać Rosji, tak aby po zakończeniu walk dojść do porozumienia kanałami dyplomatycznymi. Jestem przekonany, że rolą Francji jest bycie siłą pośredniczącą”.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba odpowiedział:

„Wezwania do uniknięcia upokorzenia Rosji mogą tylko upokorzyć Francję. Wszyscy lepiej skoncentrujmy się na tym, jak powstrzymać Rosję. To przyniesie pokój i ocali życie wielu ludziom”.

Prezydent Polski Andrzej Duda w rozmowie z niemiecką gazetą Bild powiedział, że rozmowy telefoniczne z Putinem przypominały rozmowy z Adolfem Hitlerem:

„Jestem zdumiony wszystkimi rozmowami, które w tej chwili prowadzą z Putinem Kanclerz Scholz i prezydent Emmanuel Macron. Te rozmowy są bezużyteczne. Co oni robią? Legitymują jedynie osobę odpowiedzialną za zbrodnie popełnione przez armię rosyjską na Ukrainie. Władimir Putin odpowiada za to. Podjął decyzję o wysłaniu tam wojsk. Dowódcy są mu podporządkowani. Czy ktoś tak rozmawiał z Adolfem Hitlerem podczas II wojny światowej? Czy ktoś powiedział, że Adolf Hitler musiał ratować twarz? Że powinniśmy postępować w taki sposób, aby nie upokarzało to Adolfa Hitlera?”

John Chipman, szef londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych, napisał na Twitterze:

Koniec francuskiej wyjątkowości. Kiedy już uznasz, że jesteś mediatorem między dobrem a złem, dni świetności się skończyły.

„Ratowanie twarzy” jest słabym celem dyplomatycznym; Putin sam może wziąć osobistą odpowiedzialność za swoją twarz.

Upokorzenie: łagodna kara za zbrodnie wojenne.

Interesy narodowe

Niektórzy obserwatorzy spekulują, że obsesja Macrona na punkcie upokorzenia Putina wynika z błędnego zrozumienia traktatu wersalskiego z czerwca 1919 r., który oficjalnie zakończył I wojnę światową. Przez długi czas utrzymywał się pogląd, że warunki narzucone Niemcom były upokarzające i podsycały nastroje nacjonalistyczne i w końcu doprowadziły do wyniesienia Adolfa Hitlera do władzy i II wojny światowej, ale współcześni uczeni zakwestionowali tę narrację: mówią, że Traktat Wersalski nie był wystarczająco surowy dla Niemiec.

Inni podejrzewają, że Macron i Scholz szukają rozwiązania w formie nowego Kongresu Wiedeńskiego w XIX-wiecznym stylu, w którym Francja, Niemcy i Rosja zgadzają się podzielić Europę na strefy wpływów. Takie porozumienie przypuszczalnie przekształciłoby Ukrainę w państwo wasalne Rosji.

Jeszcze inni uważają, że Francja i Niemcy są przede wszystkim zainteresowane ochroną interesów narodowych i interesów finansowych w Rosji.

Niemiecki poseł do Parlamentu Europejskiego Reinhard Bütikofer zauważył:

„Ponieważ twardogłowi z Moskwy kwestionują, czy Europa ‘przetrwa’ obecny kryzys, prezydent Macron mówi: Nie wolno nam upokarzać Rosji. Macron wydaje się nie zdawać sobie sprawy z tego, że obrona Ukrainy przed rosyjską agresją polega również na obronie wspólnego bezpieczeństwa Europy. Putin chce czegoś więcej niż tylko zdominowania Ukrainy. Macron uważa, że interesy Francji są rozbieżne z interesami Europy Wschodniej i Środkowej”.

Komentarz Bütikofera dotyka sedna sprawy: interesy narodowe wciąż mają znaczenie. Jednym z mitów założycielskich UE jest to, że suwerenność narodowa jest koncepcją przestarzałą i że interesy narodowe 27 państw członkowskich UE można podporządkować nowemu „interesowi europejskiemu”. Wojna na Ukrainie i różne reakcje na nią dowiodły, że interesy narodowe są ważne i nadal będą takimi.

Premier Łotwy Krišjānis Kariņš w rozmowie z Politico przekonywał, że jedynym sposobem na osiągnięcie trwałego pokoju i bezpieczeństwa w Europie jest pokonanie Rosji w wojnie na Ukrainie:

„Trudność polega na tym, że niektórzy z moich kolegów mają błędne przekonanie… pokój za wszelką cenę. Pokój za wszelką cenę to to, co robiliśmy przez 20 lat w relacjach z Putinem. Pokój za wszelką cenę oznacza zwycięstwo Putina. We własnym interesie Niemiec, Francji, Włoch i wszystkich innych, jeśli naprawdę chcemy bezpieczeństwa w Europie, Rosja musi przegrać, w końcu musi zdać sobie sprawę, że nie może działać w ten sposób. I wspólnie możemy tego dokonać.”

Transatlantyckie układy

Tymczasem transatlantyzm cieszy się coraz większą popularnością. Nowe badanie przeprowadzone przez Globsec, think tank z siedzibą w Bratysławie, wykazało szerokie poparcie (79%) w dziewięciu krajach Europy Środkowo-Wschodniej (Bułgaria, Czechy, Węgry, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia i Słowacja) dla NATO jako gwaranta bezpieczeństwa.

Badanie wykazało również znaczny wzrost postrzegania przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej Stanów Zjednoczonych jako strategicznego partnera. Na przykład w Polsce takie postrzeganie wzrosło z 54 proc. w 2021 r. do 73 proc. w 2022 r. Z kolei postrzeganie Niemiec przez Polskę jako strategicznego partnera spadło z 48 proc. w 2021 r. do 27 proc. w 2022 r.

„Postrzeganie USA jako partnera strategicznego wzrosło o 10 punktów procentowych od 2021 r.” – czytamy w raporcie. „Waszyngton jest obecnie postrzegany jako kluczowy sojusznik w NATO przez 3/4 respondentów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej”.

Niemiecki analityk Marcel Dirsus zauważył:

Bez amerykańskiego wsparcia już byłoby po Ukrainie. Kraje takie jak Niemcy i Francja jeszcze bardziej utrudniły europejską jedność, ponieważ nikt na wschód od Odry nie wierzy, że pomogą, gdy sprawy przybiorą niekorzystny obrót…

Co to za korzyść dla Polski czy Estonii, że Niemcy mają więcej czołgów, skoro ani one, ani Rosja nie wierzą, że Berlin byłby skłonny użyć ich do obrony Warszawy czy Tallina?

Bardzo wątpię, aby Europejczycy z Europy Środkowej, którzy już wcześniej byli sceptyczni co do europejskiej autonomii lub suwerenności, czy czegokolwiek innego, patrzyli na Macrona i Scholza i myśleli, że teraz nadszedł czas, aby bardziej polegać na Paryżu i Berlinie. Jeśli już, to wolą postawić na Amerykę.

Polski analityk Konrad Muzyka powiedział:

Ukraina pokazała, że Francja i Niemcy nie chcą zwiększać kosztów związanych z atakiem Rosji na Ukrainę. Paryż i Niemcy nie chcą tam wysyłać sprzętu, co więc sprawia, że ludzie myślą, że ich żołnierze zginą za Tallin, Wilno, Rygę czy Warszawę?

Amerykański ekspert ds. polityki zagranicznej Elliot Cohen podsumował:

Prezydent Macron nadal, przewrotnie, mówi o wyjściu z wojny, o wykorzystaniu europejskich gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Dlaczego, u licha, jakikolwiek Ukrainiec myśli, że Francja lub Niemcy mogą lub zechcą walczyć w ich imieniu? To próżność, a nie cechy męża stanu w działaniu.

Retoryka kontra konkrety

16 czerwca Macron, Scholz i włoski premier Mario Draghi, wraz z prezydentem Rumunii Klausem Iohannisem, przybyli do stolicy Ukrainy, Kijowa, po raz pierwszy od początku wojny. Wizyta miała najwyraźniej na celu udowodnić, że nie ma czegoś takiego jak europejski rozłam i niepełne poparcie dla Ukrainy.

Przywódcy zapewnili, że UE nie zmusi Ukrainy do poddania się lub oddania terytorium w celu zakończenia wojny. „Ukraina wybierze taki pokój, jakiego pragnie” – powiedział Draghi. „Żadne rozwiązanie dyplomatyczne nie może być oddzielone od woli Kijowa, od tego, co uważa za akceptowalne dla jego narodu. Tylko w ten sposób możemy zbudować sprawiedliwy i trwały pokój”.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski został również zaproszony do udziału w szczycie G7, który odbędzie się w Niemczech w dniach 26-28 czerwca oraz szczycie NATO w Madrycie w dniach 29-30 czerwca.

Trzej przywódcy wyrazili poparcie dla nadania Ukrainie statusu kandydata do członkostwa w UE, ale Macron podkreślił, że takiemu statusowi będzie towarzyszyć „mapa drogowa”, która zawierałaby „warunki”. Wcześniej Macron, Scholz i Draghi stwierdzili, że kandydowanie Ukrainy może potrwać kilkadziesiąt lat.

Niemiecki poseł Norbert Röttgen skrytykował wyjazd Scholza na Ukrainę jako polityczną demonstrację:

Kanclerz Scholz wzbudził duże oczekiwania związane z wyjazdem na Ukrainę. Nie spełnił ich mówiąc „tak” dla członkostwa w UE i zaproszeniem na szczyt G7. Ukraina potrzebuje teraz szybkiej pomocy, jesteśmy jej to winni. Członkostwo w UE to kwestia dziesięcioleci .

Analityk europejski David Herszenhorn, pisząc dla Politico, zauważył:

Pomimo zachęcającej retoryki trio przywódców – reprezentujących największe, najbogatsze i najpotężniejsze kraje UE – nie ogłosiło żadnej konkretnej nowej pomocy wojskowej lub finansowej dla Ukrainy, która mogłaby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Kijowa.

Z kolei prezydent USA Joe Biden poinformował w środę o dodatkowym miliardzie dolarów wsparcia dla Ukrainy….

Podczas gdy Ukraina usilnie dąży do zdobycia statusu kandydata, samo jego przyznanie nie wskazuje na to, kiedy lub nawet czy Ukraina kiedykolwiek formalnie zostanie członkiem…

Wielu urzędników i dyplomatów UE powiedziało, że trudno sobie wyobrazić, że Ukraina dokona znacznego postępu w kierunku faktycznego członkostwa, dopóki nie przestanie być w stanie wojny, a Macron powiedział, że cały proces może potrwać dekadę lub dłużej.

Korespondenci Guy Chazan, Roman Olearchyk i Amy Kazmin, pisząc dla Financial Times, stwierdzili:

Prezydent Francji Emmanuel Macron, kanclerz Niemiec Olaf Scholz i premier Włoch Mario Draghi nie tylko ciepło wypowiadali się o Ukrainie – poparli również jej starania o przystąpienie do UE.

Ale kiedy euforia opadła, niektórzy Ukraińcy zaczęli zastanawiać się, czy wizyta trzech przywódców, do których dołączył również prezydent Rumunii Klaus Iohannis, oznaczała przerost formy nad treścią.

Andrij Melnyk, ambasador Ukrainy w Berlinie, podsumował tę ambiwalencję. Członkostwo Ukrainy w UE to daleka przyszłość, powiedział niemieckiej telewizji ZDF. „A teraz potrzebujemy przetrwania” – dodał. „I do tego potrzebujemy ciężkiej broni.”

Każdy, kto miał nadzieję, że wizyta ta skończy z tego typu retoryką, będzie rozczarowany. Jedyne nowe zobowiązanie wyszło od Macrona, który powiedział, że Francja dostarczy sześć dodatkowych haubic Cezar, oprócz 12, które już dała Ukrainie. …

Kwestia broni wciąż ciąży nad stosunkami między Ukrainą a jej sojusznikami. Prezydencki doradca Mychajło Podolak napisał na Twitterze na początku tego miesiąca, że Ukraina potrzebuje 1000 haubic, 300 wyrzutni rakiet, 500 czołgów, 2000 pojazdów opancerzonych i 1000 dronów, aby osiągnąć równowagę z Rosją i „zakończyć wojnę”. Sprzętu, który kraje zachodnie zobowiązały się do tej pory dostarczyć, jest zdecydowanie za mało.

Komentarz eksperta

Irlandzka analityczka Judy Dempsey w artykule German Ambiguity Is Deciding Ukraine’s Future – Niemiecka dwuznaczność decyduje o przyszłości Ukrainy opublikowanym przez brukselski think tank Carnegie Europe napisała, że zwlekanie Scholza związane z wysłaniem ciężkiej broni na Ukrainę zmniejsza szanse Kijowa na zachowanie suwerenności i że podważyło pozycję Niemiec w całej Europie:

Pozycja Scholza zdradza brak przywództwa, a wraz z nim brak przekonania i konsekwencji. Chodzi też o strach przed antagonizowaniem Kremla. Niemieckie elity polityczne, które wyrosły w czasie zimnej wojny, nie chcą rezygnować ze swojego szczególnego biznesu i politycznych powiązań z Moskwą, nadal niechętnie akceptują działania rosyjskie w Gruzji, Syrii, Białorusi, a teraz na Ukrainie.

Te działania dotyczą tego, że Rosja aspiruje do przekształcenia europejskiego porządku postzimnowojennego. Im dłużej Scholz będzie kontynuował swoją niejednoznaczną postawę wobec Ukrainy, tym większe prawdopodobieństwo, że Putin wykorzysta kanclerza Niemiec i prezydenta Francji Emmanuela Macrona, by skłonić Ukrainę do kompromisu i ostatecznie zmienić europejską architekturę bezpieczeństwa.

W praktyce miałoby to katastrofalne konsekwencje dla relacji transatlantyckich, które Putin od dawna stara się osłabić. Podzieliło by to Europę. Polska i kraje bałtyckie są obecnie głęboko nieufne w stosunku do relacji Francji i Niemiec z Putinem. Uważają, że Paryż i Berlin nie traktują poważnie rosyjskiego programu imperialistycznego.

Poza Ukrainą dwuznaczna postawa Scholza szkodzi całej Europie. Putin nie zawaha się wykorzystać jej zarówno militarnie jak i politycznie.

Były szef MI6, John Sawers, w artykule Macron gra w ryzykowną grę na Ukrainie – opublikowanym przez Financial Times, ostrzegł, że naleganie francuskiego prezydenta, by nie upokarzać Putina, może doprowadzić do przedwczesnego zawieszenia broni, które utrwali rosyjskie zdobycze:

Zachód ma dwa cele w wojnie na Ukrainie: utrzymanie suwerenności Ukrainy i powstrzymanie Rosji przed podobnymi atakami na kraje europejskie w przyszłości.

Jednak walki w regionie Donbasu są wyniszczające i stąd tendencje do wspierania każdego posunięcia, które prowadziłoby do ich zakończenia. Nic dziwnego, że pojawiły się apele o jak najszybszą inicjatywę pokojową, podczas gdy prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że ważne jest to, by nie „upokarzać” Rosji z powodu jej inwazji – uwaga, która wywołała chłodną reakcję szefa sztabu ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Problem polega na tym, że zawieszenie broni w tym momencie utrwaliło by rosyjskie zdobycze wojskowe w terenie. Nie ma powodu, by sądzić, że Władimir Putin zgodziłby się na wycofanie…

Jeżeli kolejna ekipa europejskiej dyplomacji ustąpi Rosji po raz kolejny w kwestii militarnych zdobyczy na Ukrainie, wtedy Putin odzyska siłę polityczną w kraju i poczuje się upoważniony do rozpoczęcia nowych militarnych agresji w przyszłości. Ukraińcy chcą walczyć dalej i potrzebują naszego ciągłego wsparcia – zaawansowanej broni i coraz ostrzejszych sankcji wobec Rosji. To oznacza jeszcze kilka miesięcy wyniszczających walk. Ale przedwczesne zawieszenie broni pomoże Putinowi zakończyć ten konflikt zwycięsko. Żaden zachodni przywódca nie powinien być jego pomocnikiem.

Austriacki politolog Ralph Gert Schöllhammer w artykule Why Europe Hedges Its Support for Ukraine – Dlaczego Europa ogranicza swoje poparcie dla Ukrainy opublikowanym przez The Wall Street Journal twierdzi, że Paryż i Berlin obawiają się, że Ukraina w Unii może doprowadzić do konkurencyjnej osi Warszawa-Kijów:

Pomimo ponadnarodowych ambicji UE i jej najzagorzalszych zwolenników, w kalkulacjach politycznych państw członkowskich nadal dominują interesy narodowe. Dla Paryża i Berlina kryzys na Ukrainie to nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale również możliwość decydowania o przyszłym podziale władzy w UE.

Najbardziej prestiżowe stanowiska w UE zajmują politycy zachodnioeuropejscy, co odzwierciedla brak równowagi sił między Europą Wschodnią i Zachodnią, od pani von der Leyen (Niemcy) i prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde (Francja) po wysoką przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell (Hiszpania) i przewodniczącego Rady Europejskiej Charles Michel (Belgia). Rządy Europy Wschodniej dały jasno do zrozumienia, że ten status quo jest dla nich coraz bardziej nie do zaakceptowania, a wojna na Ukrainie dała im dodatkową pewność, że to się zmieni.

UE jest zbudowana wokół Niemiec i Francji, a oba państwa zazdrośnie strzegą swojej pozycji jako ostatecznych decydentów w Europie. Politycy w obu krajach są świadomi, że Ukraina w Unii może prowadzić do konkurencyjnej osi Warszawa-Kijów, czego ani Francja ani Niemcy nie chcą. Ukraina jest politycznie i kulturowo bliżej Polski niż Niemcy, co oznacza, że siła Niemiec w UE może zostać znacznie zmniejszona i zastąpiona przez rosnące wpływy Europy Wschodniej.

Myśli te mogą wydawać się cyniczne w świetle heroicznej walki Ukrainy i jej mieszkańców, ale błędem byłoby sądzić, że polityka siły została zastąpiona powszechnie wyznawanymi ideałami.

Ekspert europejski Stefan Auer w eseju pt. Walka Ukrainy o wolność demaskuje suwerenną Europę jako iluzję – opublikowanym przez Financial Times, napisał, że Europejczycy z Europy Środkowej lepiej niż Francja czy Niemcy rozumieją związek między narodową niepodległością a bezpieczeństwem:

Wspólne oburzenie z powodu rosyjskiej inwazji na Ukrainę początkowo wzmocniło europejską jedność. Ale wyzwania, które wywołała wojna, wydają się wzmacniać rozłam w Europie. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej, z godnym uwagi wyjątkiem Węgier, zdecydowanie popierają walkę Ukrainy o integralność terytorialną, podczas gdy Niemcy, Francja i Włochy szukają sposobów na zaakceptowanie postawy Rosji.

Dla UE nawrót do suwerenności państwowej jest nieoczekiwany. Integracja europejska rzekomo sprawiła, że państwa narodowe stały się coraz bardziej przestarzałe. Dialog, a nie groźby przemocy, utrzymałby pokój…

Zamiast wrogów, Europejczycy myśleli, że mają partnerów, konkurentów lub w najgorszym wypadku rywali. Rosyjska inwazja na Ukrainę wymusiła nagłą ponowną rewizję tego poglądu…

Kiedyś truizmem było, że Francja potrzebowała UE do ukrycia swojej słabości, podczas gdy Niemcy potrzebowały jej do ukrycia swojej siły. W odniesieniu do Rosji można argumentować, że Niemcy wykorzystują względną słabość UE, aby usprawiedliwić własną bezczynność…

Ale jeśli chodzi o pomoc Ukrainie w samej wojnie, to stolice narodowe, a nie Bruksela, mają znaczenie. To, czego chce Moskwa, a wielu zachodnich zwolenników Putina wydaje się gotowych zaakceptować, to podział Europy na strefy wpływów. Idea Grossraum wyartykułowana przez prawnika koronnego nazistowskich Niemiec, Carla Schmitta: teoria wielkich przestrzeni gospodarczych kontrolowanych przez wielkie mocarstwa….

Niemiecki kanclerz Olaf Scholz powtarza takie argumenty, kiedy deklaruje, że „Rosja nie może wygrać tej wojny”, zamiast jednoznacznie opowiedzieć się za zwycięstwem Ukrainy. Jest to tak logiczne, jak błędne. Tam, gdzie nie ma wrogów, nie może być zwycięzców.

Natomiast przywódcy Europy Środkowej i Wschodniej nie boją się łączyć języka wartości z polityką siły. Francuska i niemiecka wizja pokoju implikuje ukraińskie ustępstwa terytorialne. Takie pomysły są nieroztropne i nie zapewnią bezpieczeństwa ani Europie, ani Ukrainie. Nie wolno dążyć do suwerennej Europy kosztem suwerenności Ukrainy….

W rzeczywistości, aby Europa mogła być wolna, Ukraina musi wygrać tę decydującą bitwę naszych czasów. Przegranym będzie nie tylko Rosja Putina. Klęska rosyjskiego imperializmu powinna w końcu położyć kres francusko-niemieckim złudzeniom, bez względu na to, czy ich celem jest suwerenna czy post-narodowa Europa.

Niemiecki analityk Ulrich Speck w eseju Wojna ukraińska i odrodzenie NATO opublikowanym przez szwajcarską gazetę Neue Zürcher Zeitung stwierdził, że działania Macrona i Scholza scementowały NATO, a nie UE, jako podstawę europejskiego bezpieczeństwa:

Trzy wydarzenia uczyniły NATO ponownie głównym rozgrywającym.

Po pierwsze: otwarty atak Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Tym razem nie tylko mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej, ale także mieszkańcy Europy Zachodniej i Ameryki Północnej byli zaszokowani naruszeniem wszelkich norm, na których opiera się europejski porządek pokojowy: otwarta, agresywna wojna i podbój z niezliczonymi okrucieństwami i zbrodniami wojennymi. Jest więc jasne, że Putin jest gotowy do realizacji swojego projektu nowego imperium rosyjskiego, nawet dużym kosztem. Jasne jest też, że jeśli odniesie sukces, prawdopodobnie nie zatrzyma się na Ukrainie.

Drugim powodem odrodzenia NATO jest to, że Stany Zjednoczone wypełniają swoją klasyczną rolę przywódczą w sojuszu zachodnim. Dla administracji Bidena odrodzenie sojuszy znajduje się w centrum polityki zagranicznej: ścisła współpraca z sojusznikami jest postrzegana jako decydująca przewaga nad Chinami i Rosją, co pozwala jej radzić sobie z autokratycznymi przeciwnikami z pozycji „siły”.

Trzecim powodem jest to, że przywódcy UE, Francja i Niemcy, bardzo zachowawczo zareagowali na atak Rosji na Ukrainę. Podczas gdy Stany Zjednoczone poczyniły zdecydowane postępy w dostawach broni i sankcjach, wspierane przez zdecydowanie działającą Wielką Brytanię, wydawało się, że Paryż i Berlin miały do końca nadzieję, że będą w stanie zmienić zdanie rosyjskiego prezydenta. Obaj są niechętni dostawom broni na Ukrainę i są bardziej skłonni do współpracy niż do konfrontacji w formie sankcji. Fakt, że Macron i Scholz od początku wojny nie byli w Kijowie, podkreśla ich chłodny stosunek do Ukrainy.

Z taką postawą Berlin i Paryż zdyskredytowali się w oczach Europy Środkowo-Wschodniej i Skandynawów jako wiarygodni partnerzy na wypadek rosyjskiego zagrożenia. Bardziej niż kiedykolwiek, w polityce bezpieczeństwa, Europa wschodnia i północna będzie polegać na Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – czyli na NATO.

Oznacza to, że nie ma alternatywy dla NATO – przynajmniej tak długo, jak Rosja zajmuje stanowisko rewizjonistyczne, nie szanuje granic i nie uznaje zmian w regionie po zakończeniu zimnej wojny. Lekcja z obecnych doświadczeń jest taka, że tylko Stany Zjednoczone są w stanie utrzymać Rosję w szachu. Narzędziem do tego pozostaje NATO, które nie przeżyło się, ale jest jeszcze ważniejszym instrumentem polityki bezpieczeństwa wolnego Zachodu, niż było nim przez dziesięciolecia.«

A więc wszystko jasne! Wszystko wskazuje na to, że dni unii są policzone, choć jej rozpad nastąpi jeszcze nie tak szybko. Jeszcze długo będzie spierać się „stara” unia z „nową” o to, jakie stanowisko zająć wobec Rosji. Do porozumienia oczywiście nie dojdzie.

Gdy czytam te opinie ekspertów, to się zastanawiam, czy to są eksperci czy „eksperci”? I dochodzę do wniosku, że chyba jednak eksperci, którzy nie mogą wszystkiego powiedzieć i są raczej od tego, by wszystko bardziej zagmatwać niż wyjaśnić. No bo jak wytłumaczyć fakt, że oni nie widzą słonia w składzie porcelany, to znaczy nie widzą, że dokonuje się największa po wojnie wędrówka ludów i miliony „uchodźców” wlewają się do Polski i od razu uzyskują oni prawa, które dają im przewagę nad miejscową ludnością. Ewenement na skalę światową, a oni o tym ani słowa. Nie widzą też oni tego, że ci „uchodźcy” przybywają z terenów nieobjętych wojną. W Polsce dokonuje się podmiana społeczeństw, kładzie się podwaliny pod nowe państwo. I tego też nie widzą. Jak więc w takiej sytuacji można rzetelnie opisywać zaistniałą sytuację i wyciągać logiczne wnioski? Nie można. To wszystko przecież nie dzieje się przypadkiem, to zostało zaplanowane znacznie wcześniej i jest konsekwentnie realizowane. A skoro tak, to czemuś to służy. Ktoś ma w tym jakiś cel.

W jakim celu zamykane są kopalnie węgla kamiennego w Polsce, podczas gdy w innych krajach trwa wydobycie? Chyba nie w celu zmniejszenia emisji dwutlenku węgla? Jeśli skojarzymy sobie fakt, że prawie wszystkie te kopalnie znajdują się na tzw. ziemiach poniemieckich, to jedynym sensownym wnioskiem będzie ten, że ziemie te za jakiś czas powrócą do Niemiec, co w praktyce będzie oznaczać likwidację jałtańskiego porządku w tej części Europy. Postawa Niemiec w tym rosyjsko-ukraińskim sporze nie jest przypadkowa. To one do spółki z Rosją będą wykreślać nową mapę Europy po tej wojnie.

Eksperci twierdzą, i nie tylko oni, że celem Putina, po zwycięstwie na Ukrainie, będzie podbój kolejnych państw w Europie. Jednak fakty tego nie potwierdzają. Początkowo Putin uderzył z trzech stron: z północy, wschodu i południa. Ofensywa z północy szła w kierunku Kijowa i wydawało się, że celem jest opanowanie połowy Ukrainy, tj. Ukrainy zadnieprzańskiej. Dziś wojska rosyjskie bronią tylko terenów wschodniej i południowej Ukrainy, łącznie z Krymem, a więc terenów, które nigdy Ukrainą nie były.

Piszą eksperci, że Niemcy i Francja obawiają się osi Kijów-Warszawa w przyszłej unii i stąd taki stosunek tych państw do pomocy Ukrainie. Trzeba być nieźle naćpanym, by uwierzyć w taką bzdurę. Niemcy, których ambicją zawsze, od zjednoczenia, było dominowanie nad Europą, ci Niemcy mieliby bać się państw, o jednym z których jeden z jego wysokich urzędników powiedział, że to państwo to ch…, d… i kamieni kupa. O drugim, upadłym, to nie warto nawet wspominać.

O co więc w tym wszystkim chodzi? Podział w unii jest widoczny: państwa starej unii, tworzące jej rdzeń, skłaniają się ku Rosji i bardzo dbają o to, by Putin nie stracił twarzy, bo Putin to taka delikatna i subtelna dziewczynka, która w razie niepowodzenia może się popłakać. W żadnym wypadku nie można do tego dopuścić.

Z kolei kraje nowej unii walczą o powstrzymanie imperialistycznych zapędów Putina, a więc o obronę demokracji. A jak obrona demokracji, to nie może w niej zabraknąć Stanów Zjednoczonych, które przecież na całym świecie poświęcają się temu szczytnemu celowi.

Ukraina nawet nie myśli o tym, by odstąpić Rosji część swego terytorium, a Rosja, niby już nie carska, ale wyznaje zasadę Denikina: Ani piędzi ziemi rosyjskiej w zamian za pomoc w walce z bolszewikami!

Tak więc Ukraina nie chce oddać ziemi, którą już nie włada. Rosja nie wycofa się z ziemi, którą zajęła. Francja i Niemcy nie odstąpią od dbania o kondycję psychiczną Putina, żeby przypadkiem nie popadł w depresję. Stany Zjednoczone nie odstąpią od obrony demokracji, bo to mają we krwi. Wydaje się, że sytuacja jest patowa.

Jest jednak rozwiązanie, które, moim zdaniem, zadowoli wszystkich i wszystkim pozwoli wyjść z twarzą z tego konfliktu. Jeśli Ukraina ma stracić ziemie, które i tak już do niej nie należą, to w zamian musi otrzymać jakąś rekompensatę. Czymś takim może być nowe państwo ukraińsko-polskie. Rosja na to zgodzi się. Niemcy też się zgodzą, pod warunkiem, że odzyskają swoje utracone po II wojnie światowej ziemie. Zapewne zgodzą się na to obywatele obu, zrujnowanych do tego czasu państw, bo likwidacja tych państw będzie oznaczała likwidację ich długów. Oczywiście będzie musiało być referendum, by ich obywatele mogli się wypowiedzieć w tak fundamentalnej dla nich kwestii. Na to zgodzą się również Amerykanie, bo demokracja ponad wszystko. I tak to się skończy, jak w bajce Krasickiego: „Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.” Tym zającem będzie oczywiście Polska, a właściwie Polacy.

Podstawowym celem tej wojny jest, w mojej opinii, likwidacja państwa polskiego, ale przy jej okazji realizuje się również inne ważne cele, z których najważniejszym jest spotęgowanie światowego kryzysu, który umożliwi osiągnięcie podstawowego celu globalistów (Żydów), czyli nowego porządku świata.