Judeochrześcijaństwo c.d.

W blogu „Judeochrześcijaństwo” poruszyłem tematykę wspólnych korzeni judaizmu i chrześcijaństwa. To było prawie dwa lata temu, gdy prezydent i inne osobistości przekonywały nas, że łączą nas wspólne korzenie. Dziś już nikt się tym nie zajmuje, bo są inne, a właściwie jeden „ważny” temat, który zdominował wszystko. W tamtym blogu przedstawiłem temat bardzo powierzchownie. Wydaje mi się, że warty on jest poważniejszego potraktowania. Religia i wiara to są sprawy ponadczasowe i z tego względu nigdy się nie zdezaktualizują.

Judeochrześcijanie to według Wikipedii ci, którzy przyjmowali nauki Jezusa jako poszerzenie Prawa Mojżeszowego, czyli Tory, czyli pierwszych pięciu ksiąg Biblii. Ich przeciwieństwem byli poganochrześcijanie, którzy nie byli zobligowani do przestrzegania Tory. – Niestety, problem jest trochę bardziej skomplikowany.

Wybrałem dwa fragmenty z dwóch książek. Jeden pochodzi z książki Teodora Jeske-Choińskiego Historia Żydów w Polsce (1919), drugi – z powieści Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie (2007) wersja z 1804 roku. W wersji z roku 1810 Potocki zrezygnował z historii Żyda Wiecznego Tułacza, uznawanej za jedną z najbardziej fascynujących opowieści w wersji z 1804 roku. W 2015 roku pojawiła się na rynku wersja z 1810 roku. Jeske-Choiński pisze:

»Wiadomo, że kapłani egipscy wyprzedzili wiedzą i kulturą wszystkie inne narody. Grecja, późniejsza nauczycielka Europy, drzemała jeszcze w majakach legend i mitów, kiedy Egipt dotarł już do wyżyn nauki. Znakomitych astronomów, chemików, fizyków, mechaników, biologów, lekarzy i myślicieli wydał. Nie tylko do tajemnic przyrody zaglądał ze skutkiem, lecz badał także tajniki duszy ludzkiej.

Nie dla całego jednak narodu zagłębiali się kapłani w tajnikach duszy ludzkiej; nie wypuszczali rezultatów swoich badań poza mury świątyń.

Mówi Julian Ochorowicz w swoim dziele Wiedza tajemna w Egipcie: „Do świątyń egipskich wcale nie dopuszczano ludu i nie odbywały się w nich nabożeństwa publiczne w rodzaju naszych. Tylko kapłani mogli przebywać w ich wnętrzu i tylko najwyżsi z nich, oraz król, mieli prawo odchylania zasłony pokrywającej świętą arkę i jej tajemnicze emblematy… Nauka i religia odcięte były od tłumów, a natomiast najściślej połączona ze sobą. Uczonymi byli tylko kapłani, a kapłanami przeważnie uczeni. Jeśli i dziś jeszcze mówimy, że kapłan jest pośrednikiem między ludźmi a Bóstwem, to wyrażenie to było ścisłym i bezwzględnym tylko w tej głębokiej starożytności, kiedy lud sam nie miał nawet pretensji do bezpośredniego wzywania Bóstwa i całą sprawę porozumiewania się ze światem nadziemskim pozostawiał kapłanom. Tym zaś bynajmniej nie chodziło o to, aby lud znał ich tajemnice”.

Po mądrość jeździli do Egiptu znakomici mężowie greccy: Tales, Demokryt, Pitagoras, Solon, Plato i inni. Nie wszystkich dopuszczali kapłani do swoich tajemnic, a tych, którym pozwolili czerpać ze źródła ich wiedzy, skrępowali przysięgą milczenia. Uczniom nie wolno było zdradzać wiedzy nauczycieli.

Te tajemnice kapłanów egipskich odnosiły się prawdopodobnie do ich teologii, niedostępnej dla tłumu. Wykazały badania najnowsze, iż uczeni egipscy byli monoteistami, że wierzyli w duszę ludzką, w jej dalsze życie po śmierci ciała i w sąd ostateczny. Potwierdzają to pisma zawarte w zwojach papirusu, przechowywane przez historyków greckich, i różne egipskie teksty religijne. W jednym z takich ocalonych papirusów, znajdujących się w Turynie, modli się jakiś kapłan: „O Boże, który jesteś budowniczym świata, Ty nie masz ojca, bo pochodzisz z samego siebie… Ty żywisz wszystko, co stworzyłeś… Niebo i ziemia słuchają praw, które im nadałeś… Chwalmy Boga, który na głowami naszymi rozpiął niebo z wszelkimi gwiazdami, który rozłożył kraje na ziemi i oblał je wielkim morzem”.

W innym tekście egipskim czytamy: „Bóg jest jeden i jedyny i nikt inny z Nim nie istnieje. Bóg jest jeden, który stworzył wszystko. Bóg jest duchem, duchem utajonym, duchem duchów, wielkim duchem Egipcjan, duchem boskim. Bóg jest i był od początku; istniał od dawna i był wówczas, gdy nikt inny nie istniał. On istniał, gdy nic innego nie istniało, a co istnieje. On stworzył po swoim przyjściu do bytu. Jest on ojcem początków. Bo jest jeden i wieczny. On jest wieczny i nieskończony i trwa na wieki, na zawsze. Trwał on od wieków niezliczonych i trwać będzie na wieczność całą. Bóg jest bytem utajonym i nikt nie poznał jego postaci. Nikt nie był zdolny do odtworzenia Jego podobieństwa. Jest on utajony dla bóstw i ludzi, jest tajemnicą dla stworzeń swoich. Żaden człowiek nie wie jak Go poznać. Jego imię ukryte; Jego imię jest tajemnicą dla Jego dzieci; imiona Jego niezliczone; nikt liczby ich nie zna. Bóg jest prawdą i żyje prawdą i nią się karmi. On królem prawdy, On trwa w prawdzie, On tworzy prawdę i wykonuje ją we wszechświecie. Bóg jest życiem i żyje się tylko przez niego. On daje życie człowiekowi i On wdycha w jego nozdrza tchnienie życia. On sam siebie rodzi i stwarza” itd.

Trudno odtworzyć plastyczniej Boga. Myli się więc, kto nie wierzy w monoteizm kapłanów egipskich. Ukrywali oni swoją tajemną mądrość przed ciemnym ludem, mniemając, że człowiek nieokrzesany nie jest zdolny wznieść się do wyżyn uczonego myśliciela i zrozumieć istotę Twórcy i Pana świata. Nie dopuszczali tłumu do swoich misteriów, ale nie zapomnieli o obowiązkach kapłana, którego zadaniem jest opieka nad duszą nieuświadomionych.

Julian Ochorowicz twierdzi, że w etyce egipskiej, w Księdze Umarłych, znajdują się najwyraźniej sformułowane przykazania, „których część później ogłosił Mojżesz Żydom, zastosowawszy je do warunków uciekającego z Egiptu ludu i do potrzeb z jego charakteru wynikających”.

Nie byłoby nic dziwnego, gdyby Mojżesz czerpał ze źródeł wiedzy egipskiej. Był przecież mężem Egipcjanki, Sefory, córki kapłana, i jako zięć i uczeń egipskiego mędrca, miał dostęp do tajemnic jego wiedzy.«

W powieści Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego w części poświęconej Historii Żyda Wiecznego Tułacza zamieszcza on wypowiedź egipskiego kapłana Cheremona na temat religii egipskiej. Jego wywody oparte są na De mysteriis Aegyptiorum Jamblicha. Dzieło to dostępne jest w internecie: Iamblichus on the mysteries of the Egyptians, Chaldeans, and Assyrians. W 1821 roku zostało ono przetłumaczone z greckiego przez Thomasa Taylora. Jamblich to filozof grecki żyjący w latach 250-326, założyciel neoplatońskiej szkoły syryjskiej.

W powieści Cheremon zdradza tajniki religii egipskiej młodemu Żydowi, którym był wtedy Żyd Wieczny Tułacz. Opowieść swoją zaczyna od modlitwy egipskiej, która jest podobna do tych zacytowanych wyżej.

»Gdy Cheremon odmówił tę modlitwę, obrócił się do mnie i rzekł tymi słowy:

Widzisz, moje dziecię, że my, równie jak wy, uznajemy jedynego Boga, który słowem swoim stworzył świat. Modlitwa, którą słyszałeś, wyciągnięta jest z Pojmandra, księgi, którą przypisujemy trzykroć wielkiemu Thotowi, temu samemu, którego dzieła obnosimy w procesji podczas wszystkich naszych świąt. Posiadamy dwadzieścia sześć tysięcy zwojów przypisywanych temu filozofowi, który miał żyć przed dwoma tysiącami lat. Ponieważ tylko naszym kapłanom wolno je przepisywać, być może zatem, że wiele dodatków wyszło spod ich pióra. Wreszcie wszystkie pisma Thota pełne są ciemnej i dwuznacznej metafizyki, którą można różnymi sposoby tłumaczyć. Poprzestanę więc na wyłożeniu ci powszechnie przyjętych dogmatów, które najwięcej zbliżają się do zasad Chaldejczyków (Babilończyków – przyp. W.L.).

Religie, równie jak wszystkie rzeczy tego świata, ulegają powolnym lecz nieustannym oddziaływaniom, które bezustannie usiłują odmienić ich formy i istotę, tak że po kilku wiekach ta sama religia przedstawia wierze ludzkiej całkiem odmienne zasady, alegorie, których myśli ukrytej niepodobna już odgadnąć, lub dogmaty, którym ogół wierzy zaledwie przez połowę. Nie mogę zatem zaręczyć, że cię nauczę dawnej religii, której ceremonie możesz widzieć przedstawione na płaskorzeźbie Ozymandiasa (u historyków greckich imię faraona Ramzesa II 1292-1225 p.n.e.) w Tebach, wszelako powtórzę ci nauki moich mistrzów tak, jak wykładam je moim uczniom.

Przede wszystkim uprzedzam cię, abyś nigdy nie przywiązywał się ani do obrazu, ani do symbolu, lecz abyś wnikał w myśl w nich ukrytą. Tak na przykład, ił przedstawia to wszystko, co jest materialne. Bożek siedzący na liściu lotosowym i płynący po ile – wyobraża myśl, która spoczywa na materii, wcale jej nie dotykając. Jest to symbol, jakiego użył wasz prawodawca, gdy mówił, że „Duch Boży unosił się nad wodami”. Utrzymują, że Mojżesz był wychowany przez kapłanów z miasta On, czyli Heliopolis. Jakoż w istocie wasze obrzędy bardzo zbliżają się do naszych. Równie jak wy, i my także mamy rodziny kapłańskie, proroków, zwyczaj obrzezania, wstręt do wieprzowiny i wiele tym podobnych punktów wspólnych.

Symbole nigdy nam nie przeszkadzały wierzyć w jednego Boga, wyższego nad wszystkich innych. Pisma Thota nie pozostawiają w tym względzie żadnej wątpliwości. Czytamy tam, co następuje:

Jeden ten Bóg trwa niewzruszenie w odosobnieniu swojej jedności. Nic innego, nawet żadne oderwane pojęcie nie może się z nim potoczyć. Jest swoim własnym ojcem, swoim własnym synem i jedynym ojcem Boga. Jest samym dobrem, początkiem wszystkiego i źródłem pojęć najpierwszych istnień. Ten Bóg jedyny tłumaczy się sam z siebie, ponieważ wystarcza samemu sobie. Jest on prazasadą. Bogiem bogów, monadą jedności, dawniejszą od istnienia i tworzącą zasadę istnienia. Od niego bowiem pochodzi istnienie bytu i sam byt, i dlatego też nazywany jest Ojcem Bytu.

Widzicie zatem, moi przyjaciele – mówił dalej Cheremon – że niepodobna mieć o bóstwie wznioślejszych pojęć od naszych, ale sądzimy, że wolno nam ubóstwiać pewną cześć przymiotów Boga i stosunków jego z nami, czyniąc z nich odrębne bóstwa, a raczej wyobrażenia odrębnych boskich przymiotów.

Tak na przykład rozum boży nazywamy Emeph, gdy zaś ten słowami się wyraża – Thot, czyli przekonaniem, lub też Ermeth, to jest wykładem.

Skoro rozum boży, kryjący w sobie prawdę, schodzi na ziemię i działa pod postacią płodności, wówczas nazywa się Amun. Gdy rozum ten ujawnia się pod postacią sztuki, wówczas nazywamy go Ptah, czyli Wulkanem, gdy zaś objawia się w postaci dobra, zwiemy go Ozyrysem.

Uważamy Boga za jedność, wszelako nieskończona ilość dobroczynnych stosunków, jakie raczy mieć z nami, sprawia, że pozwalamy sobie, bez ubliżenia Jego czci, uważać go za istotę zbiorową, gdyż w istocie jest On zbiorowy i nieskończenie rozmaity w przymiotach, jakie w nim postrzegamy.

Co się tyczy duchów, wierzymy, że każdy z nas ma ich dwóch przy sobie, to jest złego i dobrego. Dusze bohaterów najbliższe są natury duchów, a zwłaszcza te, które przewodniczą w szeregu dusz.

Bogowie, co do swej istoty, dają się przyrównać do eteru, bohaterowie i duchy do powietrza, zwyczajne zaś dusze mają już w sobie coś ziemskiego. Opatrzność boską przyrównamy do światła, które zapełnia wszystkie przestrzenie między światami. Dawne podania prawią nam także o mocach anielskich, czyli posłanniczych, których obowiązkiem jest oznajmić rozkazy Boga, i o innych mocach, jeszcze wyższego stopnia, które Żydzi hellenizujący nazwali archontami lub archaniołami.

Ci spomiędzy nas, którzy poświęcili się kapłaństwu, są przekonani, że posiadają władzę sprowadzania obecności bogów, duchów, aniołów, bohaterów i dusz. Wszelako nie mogą wykonywać tych teurgii¹ bez naruszania ogólnego porządku wszechświata. Gdy bogowie schodzą na ziemię, słońce i księżyc skrywają się na jakiś czas przed wzrokiem śmiertelnych.

Archaniołowie otoczeni są jaśniejszym światłem niż aniołowie. Dusze bohaterów mają mniej blasku aniżeli aniołów, jednakże więcej niż dusze zwykłych śmiertelników, które okrywa cień.

Książęta zwierzyńca niebieskiego ukazują się pod nader wspaniałymi postaciami. Nadto rozróżniamy mnóstwo szczególnych okoliczności towarzyszących ukazywaniu się rozmaitych istot i służących do odróżnienia jednych od drugich. Tak na przykład złe duchy można poznać po złośliwych wpływach, jakie w ślad za nimi ciągną.

Co do bałwanów, wierzymy, że jeżeli wyrabiamy je przy pewnym określonym położeniu ciał niebieskich lub też z pewnymi ceremoniami teurgicznymi, naówczas możemy ściągnąć na nie niejakie cząstki istoty boskiej. Jednakowoż sztuka ta jest tak zwodnicza i niegodna prawdziwej świadomości Boga, że zwykle zostawiamy ją kapłanom daleko niższego stopnia aniżeli ten, do którego mam zaszczyt należeć.

Skoro który z naszych kapłanów wywołuje bogów, pod pewnym względem uczestniczy w ich istocie. Wszelako nie przestaje być człowiekiem, ale tylko natura boska przenika go do pewnego stopnia i łączy się on w pewien sposób z Bogiem. Znalazłszy się w takim stanie, z łatwością może rozkazywać duchom nieczystym, czyli ziemskim, i wypędzać je z ciał, które opętały. Czasami nasi kapłani, łącząc kamienie, zioła i materie zwierzęce, tworzą mieszaninę, która może stać się przybytkiem bóstwa; atoli prawdziwym węzłem łączącym kapłana z bóstwem jest modlitwa.

Wszystkie obrzędy i dogmaty, jakie wam wyłożyłem, przypisujemy nie Thotowi, czyli trzeciemu Merkuremu, który żył za Ozymandiasa, ale prorokowi Bitysowi, który żył na dwa tysiące lat przedtem i wytłumaczył zasady pierwszego Merkurego (pierwszy – uosobienie mądrości boskiej, trzeci – ziemskie wcielenie tej mądrości). Atoli, jak to wam już mówiłem, czas wiele dodał, przemienił, tak że nie sądzę, aby dawna religia miała się dostać do nas w swym pierwotnym składzie. Na koniec, jeśli mam już wam wszystko powiedzieć, nasi kapłani czasami odważają się grozić własnym bogom; wtedy podczas składania ofiar tak się wyrażają: „Jeżeli nie spełnisz mego żądania, odsłonię najskrytsze tajniki Izydy, zdradzę tajemnice otchłani, zdruzgoce skrzynię Ozyrysa i rozsypię jego członki”.

Wyznam wam, że wcale nie pochwalam tych formuł, od których nawet Chaldejczycy zupełnie się wstrzymują.

Gdy Cheremon doszedł był do tego miejsca swojej nauki, jeden z niższych kapłanów uderzył w dzwon na północ; ponieważ jednak i wy także zbliżacie się do miejsca waszego noclegu, pozwólcie zatem, abym odłożył na jutro dalszy ciąg mego opowiadania.

Następnej nocy czcigodny Cheremon przyjął nas ze zwykłą mu dobrocią i tak zaczął mówić:

Obfitość przedmiotów, jakie wczoraj wam wykładałem, nie pozwoliła mi mówić o powszechnie przyjętym przez nas dogmacie, który jednak większej jeszcze wziętości używa pomiędzy Grekami z powodu rozgłosu, jaki mu nadał Plato. Mam na myśli wiarę w Słowo, czyli w mądrość boską, którą my nazywamy Mander, to znowu Meth, lub też czasami Thot, czyli przekonaniem.

Jest jeszcze inny dogmat, o którym muszę wam wspomnieć, a który wprowadził jeden z trzech Thotów, zwany Trismegistą, czyli trzykroć wielkim, ponieważ pojmował bóstwo jako podzielone na trzy wielkie potęgi: na samego Boga, którego nazwał Ojcem, następnie na Słowo i Ducha.

Takimi są nasze dogmaty. Co do zasad, są one równie czyste, zwłaszcza dla nas, kapłanów. Praktykowanie cnoty, post i modlitwy wypełniają dni naszego życia.

Pokarmy roślinne, które spożywamy, nie zapalają w nas krwi i łatwiej pozwalają nam pokonywać nasze namiętności. Kapłani Apisa wystrzegają się wszelkich kontaktów z kobietami.

Taką jest dziś nasza religia. Oddala się ona od dawnej w wielu ważnych punktach, zwłaszcza we względzie metempsychozy (reinkarnacja, wędrówka dusz), która dziś mało ma zwolenników, chociaż przed siedmiuset laty, gdy Pitagoras zwiedzał nasz kraj, była powszechnie przyjęta. Nasza mitologia często także wspomina o bogach planetarnych, inaczej nazwanych rządcami, wszelako dziś zaledwie niektórzy wróżbici horoskopów trzymają się tej nauki. Mówiłem wam już, że religie, jak wszystkie rzeczy, zmieniają się na świecie.

Pozostaje mi objaśnić wam nasze święte misteria; wkrótce o wszystkim się dowiecie. Naprzód, bądźcie przekonani, że gdybyście nawet zostali wtajemniczeni, nie bylibyście mędrszymi co do początków naszej mitologii. Otwórzcie historyka Herodota, należał on do wtajemniczonych i na każdym kroku szczyci się tym, a jednak czynił poszukiwania nad pochodzeniem bogów greckich jak ten, który by nie miał w tym względzie jaśniejszych pojęć od reszty ludzi. To, co on nazywa świętą mową, nie miało żadnego związku z historią. Były to, według określenia Rzymian, turpiloquentia, czyli bezwstydne mowy. Każdy nowy adept musiał wysłuchać opowiadania obrażającego ogólnie przyjętą przyzwoitość. W Eleuzis2 mówiono o Baubie, która przyjmowała u siebie Cererę, we Frygii zaś o miłostkach Bachusa. My tu, w Egipcie, wierzymy, że bezwstydność ta jest symbolem oznaczającym nikczemność istoty materii i więcej nic w tej mierze nie wiemy.

Pewien znakomity konsularny mąż, nazwiskiem Cycero, w ostatnich czasach napisał książkę o naturze bogów. Wyznaje tam, że nie wie, skąd Italia przyjęła swoją wiarę, a jednak był augurem (przepowiadał przyszłość z lotu ptaków), a tym samym znał wszystkie misteria toskańskiej religii. Nieświadomość, przebijająca we wszystkich dziełach pisarzów wtajemniczonych, dowodzi wam, że wtajemniczenie bynajmniej nie uczyniłoby was mądrzejszymi w kwestii początków naszej religii. W każdym razie misteria sięgają nader odległej epoki. Możecie widzieć uroczysty pochód Ozyrysa na płaskorzeźbie Ozymandiasa. Cześć Apisa i Mnewisa (byki, Minewisa uważano za ojca Apisa) wprowadził do Egiptu Bachus przed przeszło trzema tysiącami lat.

Wtajemniczenie nie rzuca żadnego światła ani na początek wiary, ani na historię bogów, ani nawet na myśl w symbolach ukrytą, jednakże wprowadzenie misteriów potrzebne było dla rodzaju ludzkiego. Człowiek mający sobie jakiś wielki grzech do zarzucenia lub taki, który splamił swe ręce zabójstwem – staje przed kapłanami misteriów, wyznaje winy i odchodzi oczyszczony za pośrednictwem wody. Przed ustanowieniem tego zbawiennego obrzędu, społeczeństwo odpychało od siebie ludzi nie mogących przystępować do ołtarzów, a ci następnie z rozpaczy stawali się rozbójnikami.

W misteriach Mitry3 podają adeptowi chleb i wino i ucztę tę nazywają Eucharystią. Grzesznik, pogodzony z Bogiem, zaczyna nowe życie, uczciwsze od tego, jakie dotąd prowadził.

Misteria – rzekł Cheremon – mają jeszcze jeden obrzęd wszystkim wspólny. Gdy jaki bóg umrze, grzebią go, płaczą nad nim przez kilka dni, po czym bóg ku wielkiej wszystkich radości zmartwychwstaje. Niektórzy utrzymują, że symbol ten wyobraża słońce, ale na ogół panuje przekonanie, że chodzi o ziarna powierzone ziemi.

Oto jest wszystko, mój młody Izraelito – dodał kapłan – co ci mogę powiedzieć o naszych dogmatach i obrzędach. Widzisz więc, że wcale nie jesteśmy bałwochwalcami, jak to nam wasi prorocy często zarzucali, ale wyznam ci, że sądzę, iż wkrótce ani moja, ani twoja religia nie wystarczy już dla ludzkości. Rzuciwszy wzrok dokoła, wszędy spostrzegamy jakąś niespokojność i popęd do nowości.

W Palestynie lud tłumem wychodzi na puszczę, ażeby słuchać nowego proroka, który chrzci wodą z Jordanu. Tu znowu widać terapeutów4, czyli magów-uzdrowicieli, którzy do wiary naszej mieszają wiarę Persów. Jasnowłosy Apolloniusz wędruje z miasta do miasta i udaje Pitagorasa: kuglarze podają się za kapłanów Izydy, porzucono już dawną cześć bogini, opustoszały jej świątynie i kadzidła przestały dymić na Jej ołtarzach.

Nauki mądrego Cheremona były daleko dłuższe od wyciągu, jaki wam uczyniłem. Ogólnym ich wnioskiem było, że pewien prorok, imieniem Bitys, dowiódł w swoich dziełach istnienia Boga i i aniołów, i że drugi prorok, nazwany Thot, osłonił te pojęcia ciemną metafizyką, która zdawała się tym wznioślejszą.

W teologii tej Bóg, którego nazwano Ojcem, czczony był jedynie przez milczenie, wszelako gdy chciano wyrazić, że sam sobie wystarcza, mówiono, że jest swoim własnym ojcem i własnym synem. Czczono go także pod postacią syna i wtedy nazywano „rozumem bożym” lub Thotem, co znaczy po egipsku – przekonanie.

Na koniec, ponieważ spostrzegano w naturze ducha i materię, poczytywano ducha za emanację Boga i przedstawiano go pływającego po ile, jak to wam już gdzie indziej powiedziałem. Twórca tej metafizyki zwany był „trzykroć wielkim”. Plato, który przepędził osiemnaście lat w Egipcie, wprowadził do Grecji naukę o Słowie, za co uzyskał od Greków przydomek boskiego.

Cheremon utrzymywał, że wszystko to nie istniało zupełnie w duchu dawnej religii egipskiej, że ta zmieniła się, gdyż w ogóle zmiana leży w naturze każdej religii. Zdanie jego pod tym względem wkrótce potwierdziły wypadki zaszłe w synagodze aleksandryjskiej.

Nie byłem jedynym Żydem, który badał teologię egipską; inni także zasmakowali w niej, zwłaszcza zaś oczarował ich duch enigmatyczny, który panował w całej egipskiej literaturze, a który pochodził zapewne z pisma hieroglificznego i z zasady nieprzywiązywania się do symbolu, ale do myśli w nim ukrytej.

Nasi rabinowie aleksandryjscy pragnęli także mieć zagadki do rozwiązywania i wyobrazili sobie, że pisma Mojżesza (Pięcioksiąg starotestamentowy), jakiekolwiek przedstawiają opowiadania faktów i rzeczywistą historię, są wszelako pisane z tak boską sztuką, że obok myśli dziejowej skrywają jeszcze myśl inną, tajemniczą i alegoryczną. Niektórzy z naszych uczonych wyjaśnili tę ukrytą myśl z przenikliwością, która im zaszczyt w owym czasie przyniosła, jednakże ze wszystkich rabinów najwięcej odznaczył się Filon. Długie badania nad Platonem wprawiły go w rzucanie pozornego światła na ciemności metafizyki, stąd też nazywano go Platonem synagogi.

Pierwsze dzieło Filona traktowało o stworzeniu świata, szczególniej zaś zastanawiało się nad własnościami liczby siedem. W piśmie tym autor nazywa Boga Ojcem, co zupełnie wchodzi w zakres teologii egipskiej, nie zaś stylu Biblii. Znajdujemy tam również, że wąż jest alegorią rozkoszy i że historia kobiety stworzonej z żebra mężczyzny jest także alegoryczną.

Tenże sam Filon napisał również dzieło o snach, gdzie mówi, że Bóg ma dwie świątynie: jedną z nich stanowi cały świat, a jej kapłanem jest słowo boże; drugą zaś stanowi dusza czysta i rozumna, której kapłanem jest człowiek.

W książce swojej o Abrahamie Filon jeszcze wydatniej wyraża się w duchu egipskim, gdyż mówi:

Ten, którego Pismo święte nazywa będącym (czyli tym, który jest), w istocie jest ojcem wszystkiego. Z dwóch stron otaczają go potęgi bytu, najdawniejsze i najściślej z nim złączone, potęga twórcza i potęga rządząca. Jedna zwana jest Bogiem, druga Panem. Złączony z tymi potęgami ukazuje się nam raz w pojedynczym, a raz w potrójnym kształcie: w pojedynczym, gdy dusza zupełnie oczyszczona wzniósłszy się ponad wszystkie liczby, nawet ponad liczbą dwa, tak bliską jedności, dosięga pojęcia prostego i samowystarczalnego; w potrójnym zaś przedstawia się duszy niezupełnie jeszcze przypuszczonej do wielkich tajemnic.

Tenże Filon, który tak aż do utraty rozumu się rozplatonował, jest tym samym, który później był posłem do cesarza Klaudiusza. Cieszył się on wielką powagą w Aleksandrii i prawie wszyscy hellenizujący Żydzi, porwani urokiem jego stylu i popędem, jaki wszyscy ludzie mają do nowości, przyjęli jego naukę tak dalece, że wkrótce byli tylko, że tak powiem, Żydami z nazwiska. Księgi mojżeszowe stały się dla nich pewnego rodzaju tłem, na którym tkali według upodobania własne alegorie i tajemnice, zwłaszcza zaś mit potrójnego kształtu.

W owej epoce esseńczycy5 już byli utworzyli dziwaczne swe stowarzyszenie. Nie żenili się i nie posiadali żadnych majątków, wszystko należało do ogółu. Na koniec ujarzmiono powstające wokół nowe religie, mieszaniny judaizmu i magizmu6, sabeizmu7 i platonizmu, wszędzie zaś mnóstwo przesądów gwiaździarskich. Dawne religie zewsząd waliły się ze swych posad.«

Tak więc sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Żydzi czerpali nie tylko z Egiptu, ale też z Persji i Babilonii, a pewnie też z wielu innych źródeł. Nowo powstała religia, czyli chrześcijaństwo, musiało zmagać się z problemem, który otrzymało w spadku: czy 1=1, czy może 1=2, a nawet, czy 1=3? Do tego dochodziły inne wersje: czy 1=3, ale przez 2 i 1 znaczy więcej niż 2 i 3. Cóż za pole do popisu! Żydzi to wykorzystali i chrześcijaństwo, zanim zdążyło okrzepnąć i stworzyć spójną doktrynę, podzieliło się na wrogie sobie wyznania. I o to chyba chodziło tym, którzy uważają się za starszych braci w wierze.

1 – teurgia – rodzaj magii, mającej na celu wywieranie wpływu na istoty nadziemskie, by zmusić je do określonych działań.

2 – Eleuzis – miasto w Attyce; odbywały się tu słynne misteria eleuzyńskie, święte widowiska w kulcie Demeter (Cerery) i jej córki Persefony.

3 – Mitra – staroperskie bóstwo słońca. Kult Mitry rozpowszechnił się w świecie grecko-rzymskim w pierwszych wiekach naszej ery.

4 – terapeuci – sekta ascetów-pustelników żydowskich, osiadła w I w. n.e. nad jeziorem Mareotis koło Aleksandrii. Jedynym źródłem historycznym, które wspomina o ich istnieniu, jest traktat Filona z Aleksandrii De vita contemplativa.

5 – esseńczycy – żydowskie tajne stowarzyszenie religijne (rodzaj zakonu mistyczno-ascetycznego), istniejące w Palestynie od ok. 150 r. p.n.e. Esseńczyków obowiązywała ścisła asceza, wspólność dóbr, bezwzględne posłuszeństwo zwierzchnikom. Niektórzy badacze wskazują na podobieństwo między nauką Żydów esseńskich a wczesnym chrześcijaństwem.

6 – magizm – staroperskie wierzenia religijne.

7 – sabeizm – oddawanie czci boskiej ciałom niebieskim (Słońcu, gwiazdom itd.).

2 thoughts on “Judeochrześcijaństwo c.d.

  1. Blog sprzed dziesięciu lat ale zawiera multum interesujących informacji ( w tych dniach na niego trafiłem i w miarę czasowych możliwości oddaję się jego lekturze – ciekawie to wygląda z perspektywy minionych lat ) … via poniższy artykuł polecam resztę ( archiwum ) :

    https://ukrytawladza.wordpress.com/2012/01/25/udostepniaj-ponizszy-tekst-na-kazdej-stronie-w-internecie/?unapproved=3906&moderation-hash=82fb028fc24148c533c46b883b0fb705#comment-3906

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s